[00:01] - Witamy bardzo serdecznie wszystkich radiosłuchaczy. Już za chwilę na antenie Radia Paranormalium wyemitujemy obszerną relację z konferencji naukowej "Zjawiska z pogranicza nauki w dyskursie naukowym i filozoficznym", która odbyła się w Białymstoku 10 czerwca 2016 roku. Konferencję zorganizowało Koło Naukowe Badań Zjawisk z Pogranicza Nauki oraz Zakład Religioznawstwa i Filozofii Religii na Uniwersytecie w Białymstoku. Przedmiotem refleksji w konferencji było szerokie spektrum zjawisk, które wykraczają poza codzienne postrzeganie zmysłowe, ale o których realności zapewniają nas tysiące, a niekiedy nawet miliony ludzi na całym świecie. Patronat medialny nad konferencją objęło Polskie Radio. Promocję całego wydarzenia dodatkowo wsparło Radio Paranormalium. Chcielibyśmy z tego miejsca bardzo serdecznie podziękować organizatorom za udostępnienie nagrań z prelekcji. Są one bowiem dla nas niezwykle cenne z tego względu, iż ukazują, w jaki sposób do omawianych podczas konferencji tematów podchodzi nauka akademicka. Wbrew temu, co mogliby niektórzy sądzić, nie było negowania takich czy innych fenomenów w imię zasad. Prelegenci omówili wybrane przez siebie tematy w sposób bardzo rzetelny.
Konferencja podzielona była na cztery bloki tematyczne. Pierwszy: mistyka i reinkarnacja. Drugi: egzorcyzmy i NDE, czyli doświadczenia z pogranicza śmierci. Trzeci: parapsychologia i medycyna niekonwencjonalna. I wreszcie czwarty: blok antropologiczno-kulturowy. Naszą relację zaczniemy naturalnie od pierwszego bloku Mistyka i reinkarnacja, a dokładnie od prelekcji pani Anny Connolly zatytułowanej "Kwestia zależności objawień Faustyny Kowalskiej od objawień Mateczki Kozłowskiej". I tutaj drobna uwaga. Przed Anną Connolly swoją prelekcję wygłosił profesor Zbigniew Kaźmierczak, a była ona poświęcona mistyczce Faustynie Kowalskiej. Niestety pan profesor nie zezwolił na rejestrację i publikację swego wystąpienia w formie dźwiękowej. Wielka szkoda.
Nam pozostaje jedynie uszanować tę decyzję. Zatem posłuchajmy prelekcji Anny Connolly.
[02:19] - Dzień dobry państwu. Ja tylko chciałam powiedzieć parę słów komentarza na temat mojego przedmówcy. Profesor Kaźmierczak powiedział, że to jest nieskończone miłosierdzie. Nieskończone w pewnym sensie tylko. Ograniczone jest jednak do życia ludzkiego. Po śmierci to miłosierdzie u świętej Faustyny już nie obowiązuje. Także jeśli ktoś do śmierci się nawróci, do śmierci odmówi koronkę, będzie czcił obraz, to wszystko będzie okej. Natomiast jeżeli to się stanie już po śmierci, jeżeli nie zdąży ten biedaczyna wyrobić się z tymi wszystkimi rytuałami przed śmiercią, to miłosierdzie już nie będzie działało. Po drugie, te niedostatki cierpienia. Faustyna mówiła cały czas o tym, że ona chce uzupełniać te niedostatki cierpień.
I skąd pochodzi w ogóle ta idea o uzupełnianiu niedostatków cierpień? Ona pochodzi od świętego Pawła. W jakimś liście świętego Pawła, już nie pamiętam, właśnie on pisał, że on przez swoje cierpienia uzupełnia niedostatki cierpień Chrystusa. I na tym jednym cytacie cała rzesza mistyków opierała potem swoje pretensje do tego, że oni chcą cierpieć, oni będą cierpieć, bo Chrystus niewystarczająco cierpiał, żeby zbawić całą ludzkość. Aha, i jeszcze tak: idea zbawczego cierpienia. Te idee związane są z ezoteryką. Jeżeli się państwo udacie do jakiegoś sklepu z newage'owskimi książkami, to tam na pewno będzie w którejś z nich napisane, że to cierpienie musi wyrównać jakieś rachunki. Jest to związane też z szamanizmem. Kiedyś oglądałam właśnie jakiś film. To był film fabularny oczywiście, ale myślę, że rzeczywiście tak było w szamanizmie, że szamani brali na siebie cierpienia, załóżmy, wodza jakiegoś plemienia i oni cierpieli za niego, a ten wódz zwyciężał w bitwie dlatego, że oni odczuwali te wszystkie cierpienia, przebijali ich dzidami i tak dalej.
Ten szaman umierał nawet, ale dla dobra tego plemienia i wodza to było to cierpienie zastępcze. No tak, dobrze, ale to już wracam do tematu. Czy doświadczenie mistyczne to jest złudzenie? Czy to jest tylko jakaś działalność naszego mózgu, naszego umysłu? Czy rzeczywiście mistycy mają kontakt z jakąś nadprzyrodzoną rzeczywistością? Co zrobić, jeżeli dwa objawienia, dwa doświadczenia mistyczne są bardzo do siebie podobne? Jakie mamy wtedy opcje? Albo rzeczywistość metafizyczna objawia się dwóm osobom niezależnie, dwóm albo kilku osobom niezależnie, albo te osoby od siebie kopiują pewne rzeczy, czyli czytają, słuchają, nasiąkają kulturą, pobożnością, która jest akurat w danym czasie obowiązująca. I w historii mistyki chrześcijańskiej bardzo często się zdarzało takiego typu kopiowanie, że jeden coś usłyszał, przeczytał mistyczne opowieści świętej Teresy i powtarzał to dalej. Czy jest to robione świadomie, czy nieświadomie?
Nie wiadomo. Czasami się przyznają do tego, że świadomie to robią, ale czasami wydaje się, że zupełnie to nieświadomie. Porównam dzisiaj objawienia dwóch mistyczek. Jedna to będzie święta Faustyna Kowalska, o której już mówił profesor Kaźmierczak i wszyscy pewnie znają, ponieważ jest tutaj w Białymstoku rondo świętej Faustyny. Także myślę, że to jest jakby bohaterka Białegostoku, tak samo jak ksiądz Sopoćko jest bohaterem też Białegostoku i nazywany jest Białystok miastem Miłosierdzia. Wyczytałam w internecie. W każdym razie drugą tą bohaterkę. Drugą bohaterką będzie mniej znana Polakom Feliksa Kozłowska, znana Mateczką Kozłowską. Ona była założycielką Mariawitów, czyli takąOna była wyklęta przez papieża, wyklęta przez Kościół katolicki. Jeżeli się uważnie wczyta w objawienia obu tych mistyczek, to okazuje się, że wykazują one bardzo wielkie podobieństwa.
Być może Faustyna miała możliwość zapoznania się z objawieniami mateczki Kozłowskiej. Obydwie te mistyczki żyły w bardzo podobnym czasie. Faustyna zmarła w '38 roku, a mateczka Kozłowska w '21. Mateczka Kozłowska dostała pierwsze objawienie od Jezusa w Płocku w 1893 roku. Gdzie dostała pierwsze objawienie Faustyna? Także w Płocku, kilkadziesiąt lat później, w 1932 roku. Faustyna była ciągle przewożona z jednego ośrodka swojego zakonu do drugiego, ale w czasie, w '32 roku, kiedy dostała pierwsze objawienie, była w Płocku. Przebywała w domu zakonnym, który znajdował się na Starym Rynku w Płocku. Ten dom zakonny był w odległości 500 metrów, sprawdziłam na mapie, od głównej świątyni, głównej katedry mariawitów, Świątyni Miłosierdzia i Miłości. Faustyna pracowała wtedy między innymi w piekarni, czyli miała kontakt ze światem zewnętrznym.
Czy ktokolwiek zauważa te podobieństwa? Jest to temat bardzo problematyczny, dlatego że rzymscy katolicy nie chcą się przyznać do tego, że te objawienia są podobne, dlatego że mateczka Kozłowska została ekskomunikowana, natomiast Faustyna została kanonizowana. Mają z tym wielki problem. Także bardzo rzadko można znaleźć w literaturze rzymskokatolickiej, że te objawienia są podobne. Mariawici nie mają takiego wielkiego problemu. Oficjalnie nie przyznają się do tego, że uważają, że Faustyna znała objawienia mateczki. Ale ksiądz Rudnicki, ksiądz mariawicki, wiedział i zdawał sobie sprawę z tych podobieństw, natomiast przypisywał je jedności dzieła Bożego. Uważał, że obydwie dostały od Boga bardzo podobny, dokładnie ten sam przekaz. Ksiądz Rudnicki, ten mariawita, zadał pytanie. On się osobiście spotkał z księdzem Sopoćką, naszym promotorem miłosierdzia, i dowiedział się od niego, że ksiądz Sopoćko znał sprawy mariawickie i ubolewał nad podobieństwami tych dwóch przekazów.
Sama Faustyna nie przyznaje się nigdzie do tego, że czytała czy w ogóle słyszała na temat mateczki Kozłowskiej czy objawień mariawickich. Podobieństwo sytuacji życiowej. Obydwie te mistyczki były zakonnicami. Obydwie przeznaczono do bardzo ciężkich prac fizycznych, przynajmniej mateczkę Kozłowską na początku. Opiekowała się ciężko chorymi, szorowała podłogi i tak dalej. Faustyna była bardzo chorowita. Przeznaczana była do ciężkich prac fizycznych, które jej w ogóle nie odpowiadały z racji wątłego zdrowia. Narzekała często na brak odpoczynku, zmęczenie, wycieńczenie fizyczne, ale jako zakonnica drugiego chóru nie miała okazji tak bardzo rozwinąć swojego życia duchowego, jakby na to miała ochotę. Obie miały duże ambicje duchowe. One były rozbudzone duchowo.
One nie chciały tylko szorować podłóg, zajmować się podstawowymi pracami. One chciały jakiś sens nadać swojemu życiu. Oczywiście podstawowym podobieństwem jest dzieło miłosierdzia, któremu oddane były obie te mistyczki. Jezus objawił mateczce Kozłowskiej polecenie rozpropagowania po świecie dzieła wielkiego miłosierdzia. Uczynił ją matką i mistrzynią miłosierdzia. Jezus tak samo nakazał Faustynie rozpowszechnianie dzieła miłosierdzia po całym świecie. Uczynił ją sekretarką, szafarką i apostołką miłosierdzia. Mimo że w rzymskim katolicyzmie nie przyjęło się dzieło wielkiego miłosierdzia tak jak w mariawityzmie, to jednak Faustyna w „Dzienniczku” używa bardzo często sformułowania „dzieło miłosierdzia”. Nie mam czasu, żeby tu cytaty, ale na pewno można znaleźć w „Dzienniczku” wiele napomnień o dziele miłosierdzia. Jakie jest jeszcze podobieństwo?
Podobieństwo jest w przekazie o ostatnim ratunku dla świata, o ostatniej desce ratunku dla ginącego świata. Straszny dzień sądu jest bliski i dzieło wielkiego miłosierdzia jest dane światu po to, żeby poradzić sobie z tą straszną apokalipsą, która nadchodzi. Mateczka mówi, że dzieło miłosierdzia jest ostatnim ratunkiem danym grzesznej ludzkości. Faustyna mówi, że jest ostatnią deską ratunku dla dusz. Co charakterystyczne dla obydwu mistyczek, jest przeciwstawienie sprawiedliwości i miłosierdzia. Żyjemy w czasach ostatecznych. Sprawiedliwość Boża jest już wymierzona dla ukarania całego świata i jedynie może być ona powstrzymana przez miłosierdzie. Faustyna mówi: „Jeśli nie przejdziecie przez drzwi miłosierdzia, musicie przejść przez drzwi sprawiedliwości. Jeśli grzesznicy uciekną przed miłosierdziem, wpadną w sprawiedliwe ręce Jezusa”. Bóg wydaje się tutaj strażnikiem sprawiedliwości karzącej i skazującej na wieczne potępienie, a rola Faustyny jest taka, żeby odwracać ten gniew Boży, żeby wypraszać Boże miłosierdzie, rozbrajać zagniewanie Ojca.
Widać tutaj, że obraz Ojca, czyli Boga, jest po prostu straszny w objawieniach obydwóch mistyczek. Co może uśmierzyć ten gniew Ojca? Tak jak mówił tutaj wcześniej profesor Kaźmierczak, może uśmierzyć to cierpienie, dobrowolne przyjmowanie cierpienia za grzeszników. Mateczka cierpi, aby ocalić kapłanów, a Faustyna cierpi, aby ocalić dusze grzeszników i dusze grzeszników odnoszą korzyści z jej cierpień.Tutaj mamy też powiązanie z ideą odkupienia, z ideą chrześcijańskiego odkupienia. Wiadomo, że chrześcijanie uważają, że aby odkupić grzechy ludzkości, potrzebna była śmierć, męka i cierpienie Jezusa. Faustyna bezpośrednio nie mówi o tym, że ona jest odkupicielką, aczkolwiek można po analizie jej słów odnieść takie wrażenie, że uważa się w pewnym sensie za odkupicielkę. Faustynie Jezus daje cząstkę w odkupieniu rodzaju ludzkiego, a dzieło wielkiego miłosierdzia jest podobne do dzieła odkupienia. Sens cierpienia to już powiedziałam. Ważnym wątkiem jest też ofiara. Mateczka ma być ofiarą błagalną dla uproszenia miłosierdzia.
Faustyna uważa się za hostię miłą Bogu i także ksiądz Kowalski, który był następcą Mateczki jako naczelnik mariawitów, napisał w pewnej modlitwie, że mateczka staje się hostią. Także to jest wyjątkowe. Natomiast idea ofiary jako takiej to nie jest znów nieznana wszystkim cierpiącym kobietom, mistyczkom, bo prawie wszystkie uważały się za ofiarę, która płonie na ołtarzu miłości. Oczywiście one obydwie były oblubienicami Jezusa, poślubiły go mistycznie. Uważały się także za nędzę i nicość w porównaniu z wielkością Boga. Kolejne podobieństwo polega na poleceniu założenia nowego zgromadzenia przez Jezusa. Mateczka założyła Zgromadzenie Kapłanów Mariawitów. Jezus polecił Faustynie wyjść z tego zakonu, w którym jest, i założyć nowy. Natomiast ona tego nigdy nie zrealizowała, bo zwierzchnictwo jej nie pozwoliło. Potem powstało takie zgromadzenie, aczkolwiek nie były wszystkie dyrektywy Faustyny zrealizowane.
Miała mieć fajne habity biało-czerwone, a w końcu nie ma żadnych zakonnic w biało-czerwonych habitach, czego bardzo żałuję. Podobieństwo możemy też zobaczyć w ułożeniu przez obydwie mistyczki Koronki do Miłosierdzia Bożego. Chodzi o uproszenie miłosierdzia, ale są niewielkie różnice. Mało czasu, nie mogę mówić. Święte obrazki. Wiadomo, tutaj jest: „Jezu, ufam Tobie” - obrazek Faustyny. Oficjalnie mariawici nie mieli żadnego świętego obrazka. Jako ciekawostkę powiem, że mieli zwyczaj, według Konrada Koźmińskiego, połykania jakichś sprasowanych obrazeczków. Nazywało się to komunią mariawicką. Sprasowywali obrazeczki Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i to połykali.
Ale w każdym razie znalazłam tutaj Na wszystko. Tutaj jest obrazek, który prawdopodobnie Mateczka Kozłowska otrzymała też z objawienia Jezusa według tradycji. Jakiś ksiądz katolicki napisał, że mariawici czczą jakieś kabalistyczne obrazki magiczne, które mają zapewnić pójście do nieba, odwrócenie wszelkich chorób i tak dalej. I zainteresowałam się w związku z tym kabałą. Głównym symbolem kabały jest Drzewo Dziesięciu Sefirot. Sefiroty to są przymioty Boga uporządkowane w trzech kolumnach. Po lewej jest kolumna sprawiedliwości, po prawej miłości, a środkowa kolumna jest harmonią, czyli jakby zrównoważeniem. Środkowym Sefirotem, czyli centralnym Sefirotem w całej kabale jest Sefirot, który się nazywa Tiferet albo Rachamim i to Rachamim oznacza po hebrajsku miłosierdzie. Wpadłam na to, że jeżeli kiedykolwiek Mateczka Kozłowska miała kontakt z jakimiś ezoterycznymi publikacjami, mogła wpaść na to, żeby centrum swojego przesłania uczynić właśnie ten Tiferet, miłosierdzie, które jest zrównoważeniem sprawiedliwości i miłości Boga. Już?
Dobrze. Dziękuję bardzo.
[16:18] - To była Anna Connolly i prelekcja zatytułowana: „Kwestia zależności objawień Faustyny Kowalskiej od objawień Mateczki Kozłowskiej”. A teraz zapraszamy do wysłuchania prelekcji Jacka Sieradzana pod tytułem: „Dialog biologa buddysty z filozofem ateistą o świadomości i reinkarnacji”.
[16:38] - Przyjrzyjmy się rozmowie dwóch interesujących postaci: ojca i syna. Ojciec, Jean-François Revel, filozof, były członek Akademii Francuskiej i ateista, a syn, Matthieu Ricard, biolog i mnich buddyjski zwany najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. To miano Ricard zyskał po przeskanowaniu jego mózgu przy pomocy rezonansu magnetycznego, który pokazał nadzwyczaj wysoki poziom pozytywnych emocji: minus 0,45 na skali, na której minus 0,3 uznaje się za stan błogości, i niemal całkowity brak negatywnych emocji. Na początku warto zauważyć, że poglądy buddyjskie różnią się od zdroworozsądkowych poglądów ogółu zwykłych, tak zwanych normalnych ludzi, jak również od poglądów głoszonych przez nauki empiryczne. Wydaje się, że Ricard uznaje buddyzm za empiryczną teorię świadomości, której źródłem jest kontemplacyjny wgląd Buddy Siakjamuniego, potwierdzony następnie przez praktykę kontemplacyjną jego uczniów i naśladowców. Buddyści odrzucają hinduską koncepcję niezmiennego boskiego ducha, czyli atmana, przenoszącego się z życia na życie. Odrzucają także chrześcijańską teorię duszy każdorazowo stwarzanej przez Boga dla potrzeb nowego ciała i odrzucają kognitywne teorie, wedle których świadomość jest wytworem mózgu. Dwie pierwsze uznają za eternalistyczne, a trzecią za nihilistyczną. Buddyjska teoria świadomości jest dla nich środkową drogą między obiema skrajnościami.
[18:10] - Rickard omawia buddyjską teorię świadomości. Podkreśla, że świadomość jest niecielesna i niematerialna, a po śmierci odradza się. Jest ona serią błysków powodowanych przez poprzednie błyski. Każdy z nich trwa około 10 do minus 12 sekundy. Z perspektywy buddyjskiej rzeczywista jest tylko obecna chwila, pojedynczy błysk świadomości, który można nazwać momentem percepcji, momentem myśli albo chwilą życia. Wiedzę na ten temat zyskuje się dzięki buddyjskiej medytacji wglądu, czyli vipassany, będącej treningiem uważności. Do tego odwołuje się też teoria enaktywizmu, czyli umysłu ucieleśnionego Francisco Vareli, wedle której świat nie jest dany, lecz jest nieoddzielny od struktury poznawczej człowieka. Rickard mówi, że oprócz strumienia świadomości istnieje czysta, bezprzedmiotowa świadomość. Rebel kwestionuje jego słowa, uznając je za świadectwa z wiary, czyli nieoparte na badaniach empirycznych, lecz na zaufaniu. W co najmniej dwóch miejscach Kanonu palijskiego Budda mówi o świadomości wchodzącej do łona, co oznacza, że akceptował on teorię odradzania się.
Jeśli buddyst nie uznaje trwałego istnienia świadomości, a także duszy, ducha, ego, jaźni i tym podobne, to co się odradza? Czy jakaś istota, czy też strumień świadomości? Czy mamy do czynienia tylko z uwarunkowanym przez karmę procesem stawania się odrodzenia? I zarówno buddyści, jak i buddolodzy mają problemy z udzieleniem precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie. Niestety nie ma tu czasu, żeby się w to szczegółowo zagłębić, ale tych poglądów jest bardzo dużo i właściwie niemal każdy badacz postuluje, że coś innego się odradza. Ja tutaj wspominam o dwóch. O Chogyamie Trungpie, który popularyzował buddyzm tybetański w Stanach Zjednoczonych i on w swojej autobiografii napisał, że odradza się duch. Użył słowa spirit. Natomiast Damien Keown, specjalista od etyki buddyjskiej, uważa, że odradza się duchowe DNA. I tutaj podał palijski termin viññāna, który oznacza świadomość lub umysł, choć sam Keown tłumaczy go również jako duch.
I tutaj mamy problem, ponieważ Budda kategorycznie odrzucił pogląd o odradzaniu się ducha, czyli w sanskrycie atmana. Jeśli chodzi o tradycję palijską, czyli najstarszą tradycję zapisaną, buddyjską, to teksty powiadają, że odradza się strumień świadomości płynący z życia na życie i niemający w sobie nic trwałego. I trwa on póty, póki nie rozpuści się w ostatecznym stanie braku percepcji, który to stan nirodha poprzedza realizację, czyli nirwanę. Sam Rickard mówi, że odradzają się uwarunkowania strumienia świadomości, czyli kontinuum świadomości i mówiąc o tym, odwołuje się do koncepcji Vareli. Strumień świadomości trwa po śmierci i doświadcza różnych stanów istnienia między każdymi narodzinami i każdą śmiercią. Umysł ucieleśniony określa relacje między strumieniem świadomości a systemem nerwowym. Można go również nazwać grubym aspektem świadomości, gdyż jest związany z ciałem fizycznym. Aspekt subtelny stanowi kontinuum świadomości przechodzące z jednego życia na drugie i to kontinuum nie ma początku ani końca. To jest niezbyt ścisłe. Koniec ma, bo tym końcem jest nirwana.
Wtedy ten strumień zanika. Przypisywana mistrzom tybetańskim umiejętność rozpoznawania strumieni świadomości zmarłych przypomina tę, którą tradycja antyczna przypisywała magom greckim i żydowskim. Mieli oni przechwytywać i ucieleśniać w sobie owe strumienie świadomości, aby zwiększyć własną moc, co następnie wykorzystywali w praktyce magicznej. Buddyści tybetańscy akcentują znaczenie motywacji. Inkarnacje rozpoznają po to, aby przynosić innym pożytek, czyli pomóc im w osiągnięciu oświecenia. Rickard wprowadza argument z wiary. Przekonuje ojca, mówiąc, że wierzy swoim nauczycielom, gdyż ci nigdy go nie okłamali. Taki argument Rebel naturalnie odrzuca. Zwraca synowi uwagę, że tego typu umiejętności nie sposób zweryfikować, a wiara w nią nie różni się od wiary katolików w cudowne uzdrowienia czy objawienia. Ojciec nie daje się przekonać argumentom syna.
Buddyzm uznaje za rodzaj irracjonalnej wiary. Natomiast Rickard zamiast o buddyjskim irracjonalizmie woli mówić o zaufaniu. Tutaj jest następny problem, który też pomijam milczeniem. Różnica między wiarą a zaufaniem. Palijskie saddhā czy sanskryckie śradha oznacza raczej zaufanie do tego, że nauki Buddy doprowadzą do celu, jakim jest nirwana. To nie jest ślepa wiara w dogmaty. Właściwie jakiekolwiek wierzenia już odpadają, na którymś stopniu wglądu, bo ścieżka buddyjska jest podzielona na różne stadia i na którymś stadium po prostu wszystkie poglądy odpadają. Więc według Rickarda opiera się ona na jego własnym doświadczeniu niezwykłych zdarzeń, jakich był świadkiem, a których nie sposób racjonalnie wyjaśnić, a także na zaufaniu do jego nauczycieli żyjących zgodnie z tym, czego nauczają, którzy nie czerpią z tego żadnych korzyści i którzy nie chcą nikogo oszukać. Pierwszy argument Rebel pomija milczeniem, gdyż nie był świadkiem tych zdarzeń. Drugi odrzucił odwołaniem się do systemów totalitarnych.
Popierali je ludzie, w których szczerość nie sposób wątpić. Jako przykład podał sympatię Einsteina do komunizmu.Rebel jest zdania, że religia praktykowana na ślepo prowadzi do fanatyzmu, a to może doprowadzić do totalitaryzmu. Richard zaś uważa, że bez całkowitego oddania dla guru, które w buddyzmie tybetańskim jest obligatoryjne, nie można osiągnąć oświecenia. Próbując przekonać ojca, że niektórzy Tybetańczycy dysponują zdolnością rozpoznawania inkarnacji poprzedników, Richard odwołuje się też do nauki empirycznej bazującej na eksperymentach. Ich rezultatom przeciętny człowiek musi wierzyć na słowo, gdyż nie jest w stanie ich zweryfikować. Niebiolog nie jest w stanie sprawdzić wyników badań biologów, a niefizyk rezultatów badań fizyków i tak dalej. Może to uczynić dopiero wtedy, gdy stanie się specjalistą w jakiejś dziedzinie. W analogiczny sposób umiejętność rozpoznawania tulku, czyli reinkarnacji, można nabyć poprzez zyskanie wysokich kwalifikacji w medytacji po zrealizowaniu stanu czystej, bezprzedmiotowej świadomości. Teraz wnioski. Rozmowa Richarda z Rebelem stanowi przykład dialogu na najwyższym poziomie poruszającego zagadnienia świadomości w kontekście nauki i religii.
Konflikt racjonalisty z człowiekiem wierzącym jest nie do rozstrzygnięcia, gdyż to, co dla pierwszego jest zagrożeniem, dla drugiego jest sensem życia. Richard, z wykształcenia biolog, odrzuca dogmat biologii, że życie przenosi się poprzez geny. Akceptuje natomiast buddyjską wiarę w odradzanie się, gdyż spełnia ona wiele funkcji. Tożsamościową, poznawczą. Daje mu też poczucie spełnienia i szczęścia. Richard odnalazł w buddyzmie sens życia. Zarówno buddyści, jak i enaktywiści utrzymują, że powierzchowne, czyli codzienne doświadczenie świadomości daje złudzenie jej ciągłości. Natomiast wgląd medytacyjny i enaktywizm pokazują, że świadomość jest nieciągła, składa się z serii błysków. W tym aspekcie buddyjska tradycja kontemplacyjna łączy się z enaktywizmem. Kwestią otwartą natomiast pozostaje status teorii odradzania się, a także tego, co się odradza.
Dla obu dyskutantów to, że ta, a nie inna osoba została uznana za tulku, czyli reinkarnację poprzednika, jest kwestią zaufania. Jednak Richard uważa, że to zaufanie nie jest ślepą wiarą, gdyż ma oparcie w dogłębnej znajomości buddyzmu i wieloletniej współpracy z godnymi Tybetańczykami dysponującymi zdolnością ich rozpoznania. Dziękuję.
[26:46] - Przed chwilą wysłuchaliśmy prelekcji Jacka Sieradzana „Dialog biologa buddysty z filozofem ateistą o świadomości i reinkarnacji”. A teraz zapraszamy na prelekcję Izabeli Kamieńskiej. „Zaprawdę powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego, czyli o reinkarnacji słów kilka”.
[27:08] - Dzień dobry. Ja nazywam się Izabela Kamieńska, jestem doktorantką na Wydziale Historii i Socjologii, ale skończyłam religioznawstwo i indologię na UJ. Dlatego też reinkarnacja zawsze leżała w kręgu moich zainteresowań i z tego powodu dzisiaj będę o niej mówić, ale zacznę trochę inaczej. Wpierw opowiem o takich ciekawszych informacjach, dopiero potem przechodząc do jakiegoś zarysu historycznego. Reinkarnacja jest to przekonanie, że dusza ludzka po śmierci ciała przenosi się w jakieś inne. I w zależności od systemu filozoficznego lub religijnego ta dusza może się przenieść albo wyłącznie do ciała ludzkiego, albo do ciała ludzkiego, zwierzęcego, roślinnego, a nawet do kamienia. Także może być ta reinkarnacja ograniczona wyłącznie do Ziemi, a na przykład w przypadku buddyzmu dopuszczalna jest możliwość odrodzenia się na innych planetach. Reinkarnacja zazwyczaj kojarzy się nam ze Wschodem. Tam też powstała koncepcja karmany oznaczająca, że odradzanie się jest wynikiem naszych złych uczynków w poprzednim wcieleniu, a więc jest swego rodzaju karą i predestynuje nasze życie przyszłe, czyli nasz status społeczny, naszą płeć, ponieważ najczęściej uważa się, iż odrodzenie jako kobieta jest gorsze niż odrodzenie się jako mężczyzna. Także nasze choroby i całe przyszłe życie, cały los.
Natomiast na Zachodzie reinkarnacja uważana jest raczej za możliwość naprawienia swoich złych uczynków, a także polepszenia, samoudoskonalania. Także wiara w reinkarnację istnieje w Afryce i tam również oznacza ona afirmację życia, czyli raczej radość z tego, że można się ponownie narodzić. Tak jak wspomniałam, ta wiara nie ogranicza się wyłącznie do Wschodu, ale miała swoje precedensy na całym świecie, w różnych kulturach, a także w różnym czasie. Jej początków szuka się już w paleolicie i związane jest to z postacią szamana, o którym uważa się, iż jako pierwszy miał dostęp do pokładów nieświadomości, o czym świadczą relacje szamanów na temat lotu szamańskiego, oderwania duszy od ciała, a także pamięć szamanów o poprzednich wcieleniach, nawet recytowanie tych wcieleń aż do samego początku założenia danego rodu. W dzisiejszych czasach istnieje kilka zjawisk, które bez założenia istnienia reinkarnacji jest bardzo trudno wyjaśnić. Jednym z takich zjawisk jest déjà vu, którego doświadczyło przynajmniej raz w życiu bardzo dużo ludzi. Ja sama pamiętam, że jako dziecko miałam takie doświadczenie i to jest bardzo silne, emocjonalne przeżycie.Które cechuje się tym, że mamy przeświadczenie, że już w danej sytuacji się kiedyś znaleźliśmy. Inną taką ewidentnie wskazującą na jakąś formę reinkarnacji jest pamięć poprzednich wcieleń, czyli dzieci. To są przede wszystkim dzieci, które pamiętają, że w poprzednim wcieleniu były kimś innym, mieszkały gdzie indziej, miały inną rodzinę. Do tego za chwilę jeszcze wrócę.
Także lęk przed śmiercią. Twierdzi się, iż człowiek boi się śmierci, ponieważ już kiedyś ją przeżył i ta traumatyczna sytuacja pozostała w psychice i przez całe poprzednie życie przejawia się właśnie w tym lęku. Także takie rzeczy jak miłość od pierwszego wejrzenia czy pokrewieństwo dusz. Spotkanie człowieka, którego nigdy w życiu się nie widziało, a czuje się z nim jakiś kontakt, miałoby świadczyć, że znają się te osoby już z poprzednich wcieleń. Jakieś wrodzone predyspozycje, coś, co posiadamy, a czego na przykład nie było wcześniej w naszej rodzinie. Coś, co posiadamy od urodzenia, co także wiąże się z genialnymi dziećmi. Tutaj najczęściej podaje się przykład Mozarta, który w wieku pięciu lat miał skomponować swoją pierwszą symfonię i bardzo trudno jest uwierzyć, że to dziecko, nie mając wcześniej możliwości nauczenia się komponowania muzyki, po prostu usiadło i to zrobiło. I znajomość miejsc, która oznacza, że nigdy nie będąc w danym mieście czy jakimś rejonie świata, nagle zna się to miejsce i jest się w stanie po nim poruszać, jakby się tam kiedyś było. Ludzie na całym świecie relacjonują takie swoje doświadczenia. Osobą, która poświęciła swoje życie badaniu reinkarnacji był doktor Ian Stevenson.
On przebadał ponad 3000 przypadków nie tylko ze Wschodu, ale z całego świata i nazwał te przypadki przypadkami o typie reinkarnacji. Nie dając bezpośrednio takiego przyzwolenia, że wszystko to jest reinkarnacja. Tak naprawdę bardzo niewiele z tych 3 tysięcy uznał rzeczywiście za reinkarnację, ponieważ poddawał te wszystkie przypadki bardzo krytycznym badaniom i weryfikacji. Nie znalazłam informacji, ile rzeczywiście uznał za reinkarnację, ale wyodrębnił kilka wspólnych elementów, które się przejawiały wśród tych wszystkich przypadków. To są przede wszystkim dzieci, które natychmiast po tym, jak nauczyły się mówić w wieku od dwóch do trzech lat, zaczynają przejawiać jakieś wspomnienia poprzedniego życia. Zaczynają mówić o tym, że to nie jest ich rodzina, że ktoś inny jest ich mamusią. I taka pamięć najczęściej zanika w okresie 10-11 lat. Nazywane jest to najczęściej amnezją dziecięcą. I co jest najciekawsze, te dzieci nie tracą pamięci normalnego swojego dzieciństwa. Jedynie te wspomnienia, które miałyby dotyczyć poprzedniego życia.
To są również dzieci z kręgów kulturowych, gdzie wierzy się w reinkarnację. Oczywiście są przypadki dzieci posiadających wspomnienia poprzedniego życia z innych kręgów, ale najczęściej to jest jednak Wschód i tam, gdzie reinkarnacja funkcjonuje. Podejrzewa się też, że rodzice przyczyniają się do wspierania tych dzieci, do jakiegoś zachęcania, aby kontynuowały rozmowy o tych poprzednich wcieleniach. Także mówi się, iż te dzieci, w odróżnieniu od swoich rówieśników, są dużo dojrzalsze i widzi się różnicę między tymi dziećmi a ich rówieśnikami. Ale Stevenson zauważył też, że rodzice takich dzieci bardzo niechętnie chwalą się tym, że ich dziecko posiada wspomnienia poprzednich wcieleń, bojąc się, że to dziecko mogłoby przestać funkcjonować w normalnej rzeczywistości, wyalienować się od swoich rówieśników. Bardzo często też nie nawiązują kontaktów z rodziną, o której to dziecko wspomina. Kolejnym elementem wspólnym jest to, że dzieci bardzo często mówią o poprzednich wcieleniach osoby spokrewnionej, czyli kogoś z rodziny. Oczywiście są przypadki, że te wspomnienia dotyczą też zupełnie nieznajomych ludzi mieszkających z dala od tej rodziny, ale większość przypadków jednak sugeruje, że są to osoby spokrewnione, które w jakiś sposób umarły śmiercią drastyczną, traumatyczną, zostały zamordowane, co pozostawiło na ich ciałach jakieś znaki, które przejawiały się u tych dzieci jakimiś znamionami, bliznami, wadami wrodzonymi, które odpowiadają tym samym ranom i znakom na ciele osoby zmarłej. Jeszcze ostatnia taka rzecz to są fobie, które przejmują te dzieci od osób zmarłych, a które nie mają poświadczenia w ich życiu teraźniejszym. Nie wydarzyło się nic, co mogłoby wskazywać, że ta fobia mogłaby powstać.
I tutaj Stevenson badał przypadek chłopca, który pamiętał śmierć człowieka, który został postrzelony w klatkę piersiową i ten chłopiec posiadał z przodu klatki ranę, bliznę mniejszą i z tyłu bliznę większą, co miałoby odpowiadać ranie wlotowej i wylotowej kuli. I to zostało poświadczone z dokumentami autopsji tego człowieka, o których wspomnieniach to dziecko opowiadało. Inny chłopiec urodził się z blizną na głowie, twierdząc, że ma wspomnienia wujka, który umarł uderzony ciężkim, metalowym narzędziem, co również zostało poświadczone, gdyż wujek ten umarł od uderzenia nożem w głowę. Ten chłopiec urodził się z niedorozwojem prawej strony twarzy, twierdząc, że pamięta wcielenia osoby, która została postrzelona właśnie w prawą część. Tutaj jest dłoń dziewczynki, która urodziła się zupełnie bez paliczków, pamiętając swoje wcielenie innej dziewczynki, która włożyła rękę do maszyny, przez co straciła wszystkie palce. Tutaj mogły być wątpliwości, ponieważ istnieje taka choroba wrodzona jak brahdaktylia, ale ona nigdy nie dotyczy wszystkich paliczków. Tutaj zaznaczone na czarno są elementy, które mogły ulec zmniejszeniu przy narodzeniu, ale jak widać to nie jest cała dłoń, wszystkie palce.I ostatni najciekawszy może przypadek dziewczynki, która urodziła się bez nogi, twierdząc, że pamięta śmierć innej dziewczynki, która została potrącona przez pociąg, który uciął jej tą nogę. Oczywiście w przypadku takiej kontrowersyjnej koncepcji reinkarnacji pojawiają się też zdania przeciwne. Jednym z dowodów mających świadczyć przeciwko jest rytuał, który już zanika, a miał miejsce w Tajlandii, gdzie osobę zmarłą naznacza się w jakiś sposób na ciele węglem, aby później, gdy ona się odrodzi, można było zidentyfikować jej przyszłe wcielenie. Tutaj jest przypadek chłopca, którego babcia przed śmiercią została naznaczona taką kreseczką węgla na szyi.
I to dziecko urodziło się już po jej śmierci, miało w tym samym miejscu taką białą szramę na szyi i miało wspomnienia swojej babci. Inną próbą interpretacji jest coś, co się nazywa impresją matki i polega to na tym, że kobieta będąc w ciąży i będąc świadkiem jakiegoś traumatycznego wydarzenia, czegoś, co emocjonalnie na nią wpłynęło, na przykład wypadku czy śmierci, tak przejęta tym wydarzeniem i widząc rany człowieka, który zginął, wpływa na swój płód, sprawiając, że będzie miało ono w tym samym miejscu jakieś ślady. To jest dość trudne do zbadania, ale taka koncepcja funkcjonuje. I trzecia już pogranicza trochę parapsychologii przedstawiona przez Hale'a, który również współpracował ze Stevensonem, ale jednak starał się tłumaczyć te przypadki reinkarnacji nie reinkarnacją, tylko czymś, co nazywał ekstra zmysłowym transferem informacji. Co miałoby według niego znaczyć, iż rodzice przekazują swojemu dziecku informacje i umiejętności nie w sposób genetyczny i środowiskowy, tylko że dziecko na tym etapie podświadomie przechwytuje jakieś informacje niewerbalne. Coś, co nie do końca jest możliwe do zbadania, co łączy się z tą drugą koncepcją przedosobowej psychicznej absorpcji z poprzedniego życia, która oznacza, że dzieci, nie mając jeszcze wyraźnie zaznaczonych granic swojej osobowości, są w stanie absorbować informacje z otoczenia. Informacje niewerbalne, docierające w sposób nie taki, jak nam się wydaje, jak rodzice mogliby przekazywać. To łączy się również z hipotezą pamięci pozamózgowej, która oznacza, że emocje człowieka mają umiejętność odciskania się na danym miejscu lub danym przedmiocie trwania w tym miejscu. Zakłada to hipotezę, że ten kawałek informacji może po prostu istnieć w czasie bez osobowości do niej połączonej. Hale mówi o takich zbiornikach informacji.
Miałoby to polegać na tym, że dziecko, będąc w tym właściwym dla siebie okresie życia, kiedy znajdzie się w danym miejscu, jest w stanie wchłonąć w siebie informację, która już się tam w jakiś sposób znajduje. Została po śmierci traumatycznej człowieka w tym miejscu zakodowana i to dziecko jest w stanie ją przejąć i potem opowiadać o wspomnieniach tego człowieka, twierdząc, że to są jego własne. I tak dla podsumowania jeszcze nazwa reinkarnacja pochodzi od łacińskiego złączenia dwóch słów incarnatio i re. Natomiast drugą nazwą jest metempsychoza. Naukowcy próbowali na podstawie tych dwóch terminów rozróżniać. Na przykład reinkarnacja miała dotyczyć tylko odrodzenia się w ciele ludzkim, natomiast metempsychoza miała dotyczyć także odradzania się w ciele zwierzęcym, roślinnym i na przykład kamienia. Tutaj miałam jeszcze szybciutko taki rys historyczny. W Egipcie już istniał podział na trzy dusze Ka, Ach, Ba i to ta ostatnia miała podlegać odrodzeniu. Mogła się wcielić także w postać boga i miała za zadanie wykonać coś, co nie zostało za życia człowieka wykonane. W Grecji istniał podział na duszę świadomą i nieświadomą.
Ta nieświadoma ostatecznie zaczęła oznaczać indywiduum. Platon dużo na ten temat pisał. Prawdopodobnie Platon i platonicy wierzyli w reinkarnację. Z tego powodu nie jedli mięsa, wierząc, że można się odrodzić też jako zwierzę. Tutaj Platon w „Fiedonie" podaje z kolei słowa Sokratesa. W Rzymie aż pięć nazw, które miałyby oznaczać duszę. Potwierdzeniem tego na przykład jest wiersz Wergiliusza, gdzie ostatnia zwrotka „Za ziemią tęskniąc w ciałach nad świat się wychylą", tak jakby miałoby sugerować, że on wierzył w reinkarnację. A słowa Cycerona już zupełnie potwierdzają, że wiara w reinkarnację mogła w Rzymie mieć miejsce. W Germanie na podstawie rekonstrukcji wierzeń naukowcy wyodrębnili kilka takich elementów, które miałyby się znajdować w człowieku. Ciało materialne, siła fizyczno-duchowa, kamień wewnętrzna, wewnętrzna siła napędowa Megan, która miała podlegać inkarnowaniu, miała być przenoszona przez Frygię, czyli ducha opiekuńczego, a tym elementem, który wspierał to przenoszenie było imię.
Dlatego bohaterowie sag bardzo często proszą swoją rodzinę, aby następne dziecko, które się urodzi przyjęło imię tego bohatera. Wtedy ta siła wewnętrzna się reinkarnuje, także tym, co podlegało reinkarnacji, było jednostkowe przeznaczenie.Wśród Celtów bardzo trudno jest rekonstruować wierzenia. Tutaj możemy się posłużyć cytatem z Juliusza Cezara, który twierdzi, że druidzi posiadali przekonanie, że dusza nie ginie i próbowali je przekazać swoim wyznawcom. W judaizmie również trzy różne zasady duchowe człowieka, a nazwą na reinkarnację w hebrajskim jest gilgul neszamot. Bardzo mi się spodobała ta nazwa. Najbardziej kojarzone z reinkarnacją kręgi subkontynentu indyjskiego, czyli hinduizm i buddyzm. W hinduizmie prawo karmana, wyzwolenie się mokszas z kręgu samsary. W buddyzmie istnieje przekonanie, że nie istnieje jednostkowe ja, a bardzo enigmatyczne stwierdzenie w sanskrycie tat tvam asi: ty jesteś tym, czyli atman człowieka jest brahmanem. Ty jesteś brahmanem. W islamie teoretycznie nie istnieje wiara w reinkarnację, tylko niektóre grupy sufickie przyjmują możliwość istnienia takiej koncepcji.
Powołują się na ten fragment Koranu i co jest najciekawsze, co znalazłam w trakcie badań do tego referatu, że Stevenson prowadził badania wśród muzułmanów i Hindusów. Odnalazł przypadki dzieci, które urodziły się na przykład w rodzinie hinduskiej i pamiętały swoje wcielenie jako muzułmanie i odwrotnie. I odnalazł przypadek, chyba niejeden nawet, Hindusa, który twierdził, że w poprzednim wcieleniu był muzułmaninem i urodził się obrzezany, o czym też mówi się, że Mahomet urodził się wesoły i już obrzezany. Czyli coś takiego rzeczywiście zostało potwierdzone. I chrześcijaństwo. Reinkarnacja była uznawana przez gnostyków i nestorian, natomiast została zakazana przez Piąty Sobór Powszechny. Fragmentem, na który powołują się zwolennicy reinkarnacji jest fragment z Ewangelii świętego Jana, w którym podobno Jezus miał powiedzieć, że należy narodzić się na nowo. Innym fragmentem jest stwierdzenie, że Jan Chrzciciel miał być reinkarnacją Eliasza. Natomiast przeciwnicy podają fragment z Listów do Hebrajczyków: „A jak postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd”. I tym aspektem na późniejszą własną refleksję kończę.
Dziękuję bardzo.
[44:45] - Prelekcją Izabeli Kamińskiej „Zaprawdę powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego, czyli o reinkarnacji słów kilka” zakończyliśmy relację z pierwszego bloku tematycznego: mistyka i reinkarnacja. Po przerywniku muzycznym przejdziemy do prezentacji drugiego bloku pod tytułem: egzorcyzmy i NDE. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[45:28] - There was a moment when I was under in the darkness. Fading. I could feel and I knew so clear. I could feel it. Feel it. It was like I was a part of everything that I ever loved and we were all just fading out.I sit in darkness. Yeah, yeah. And I disappear. But I could still feel her love there. More than before.
Nothing. Nothing but that love. Then I woke up.
[50:31] - W Radiu Paranormalium słuchacie państwo obszernej relacji z konferencji naukowej „Zjawiska z pogranicza nauki w dyskursie naukowym i filozoficznym”, która odbyła się 10 czerwca 2016 roku w Białymstoku. Teraz przechodzimy do drugiego bloku tematycznego: egzorcyzmy i NDE, a jego prezentację rozpoczniemy od prelekcji Michała Jeżewskiego. Egzorcyzmy w tradycji i praktyce Kościoła katolickiego.
[50:59] - Dzień dobry państwu. Przyjechałem do państwa z Katowic, z Uniwersytetu Śląskiego, gdzie jestem pracownikiem naukowym na wydziale teologicznym z teologii moralnej. Jestem też również pedagogiem i chciałem przedstawić państwu krótki taki zarys, bo to jest ogromny oczywiście zakres. Natomiast chciałem to przedstawić w sposób bardzo przystępny. Będę posługiwał się też mapką przychodną w tej części elektronicznej. Oczywiście na początku zaznaczam, że będę się poruszał w paradygmacie religii chrześcijańskiej, a ściślej mówiąc katolickiej z dwóch powodów. Raz — z mojej przynależności konfesyjnej, dwa — z uprawianej dyscypliny, czyli teologii katolickiej. A drugi czynnik to jest to, że od wielu lat osobiście jestem świetnym asystentem podczas egzorcyzmów, modlitw o uwolnienie. Znam ten temat, że tak powiem, z doświadczenia, bo było mi dane tego doświadczyć jako obserwator i pomocnik. Postawa Kościoła wobec zniewolenia demonicznego lub opętania nie może być w żadnym przypadku oderwana od jego zasadniczej misji i powołania, czyli ogłoszenia Dobrej Nowiny o Chrystusie i konieczności odrzucenia grzechu.
Diagnozowanie problemu i jego analiza pozwoliła na przestrzeni wieków wypracować i wdrożyć pewne praktyki religijne prowadzące do ochrony wiernych przed złem. Jednym z takich środków są sakramentalia. Ja tu będę używał oczywiście pewnych pojęć teologicznych z racji tematu. Co to są sakramentalia? Sakramentalia to znaki święte ustanowione przez Kościół, które podobnie jak sakramenty oznaczają skutki przede wszystkim duchowe, osiągane przez modlitwę Kościoła, które przygotowują ludzi do przyjęcia głównego skutku sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia. Zawierają one zawsze modlitwę, której często towarzyszy jakiś określony znak, jak włożenie ręki, znak krzyża, pokropienie wodą święconą, znak przypominający chrzest. W odróżnieniu od sakramentów nie udzielają łaski Ducha Świętego, lecz uzdalniają do jej przyjęcia i współpracy z nią. Katechizm Kościoła Katolickiego dzieli sakramentalia na błogosławieństwa osób, posiłków, przedmiotów, miejsc i poświęcenia kościoła, ołtarza, naczyń i szat liturgicznych. Błogosławieństwa mogą być udzielane, jeśli nie ma zakazu Kościoła, również niekatolikom. Gdy Kościół publicznie i na mocy swojej władzy prosi w imię Jezusa Chrystusa, by jakaś osoba lub przedmiot były strzeżone od napaści złego i wolne od jego panowania, mówimy o egzorcyzmach.
Egzorcyzmy mają na celu wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu mocą duchowej władzy, jaką Jezus Chrystus powierzył Kościołowi. Ja sobie oczywiście zdaję sprawę, że pewne kwestie, które ja tu będę wypowiadał, mogą budzić pewne zdziwienie, również nawet kontrowersje. Natomiast uważam, że założymy, taki paradygmat antropologiczny, że jeżeli człowiek jest istotą cielesno-duchową, co w większości się zgadzamy, to też poruszamy się w świecie nauki. Warto znać po prostu stanowisko różnych ośrodków, różnych przedstawicieli innych koncepcji niż my akurat uznajemy. Dlatego jestem świadomy, że pewne kwestie, które będę przedstawiał, mogą wzbudzić pewne kontrowersje czy też niezrozumienie. W 1998 roku Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ogłosiła odnowione egzorcyzmy i inne modlitwy władane zawarte w rytuale rzymskim.Które zostały zatwierdzone przez papieża Jana Pawła II. Dekret, który został przez Jana Pawła II podpisany, zaczyna się takimi słowami: „Kościół posłuszny słowom modlitwy Pańskiej i powodowany miłosierdziem, już od najdawniejszych czasów zatroszczył się, aby wśród sakramentaliów umieścić błagania do Boga o wybawienie wiernych od wszelkich niebezpieczeństw, a zwłaszcza od diabelskich zasadzek”. Zdanie to wskazuje na to, że egzorcyzmy znane były już pierwszym chrześcijanom i są obecne w tradycji liturgicznej Kościoła od początków jego istnienia. Na przestrzeni wieków, jak to ma miejsce w większości obrzędów liturgicznych Kościoła, dokonały się w aspekcie ich rozumienia i stosowania rozmaite przemiany, które pozwalają usytuować je w ramach praktyki Kościoła i zaliczyć do pełnej oferty duchowej, jaką ma do dyspozycji Kościół oraz jaką proponuje swoim wiernym w ich drodze wewnętrznej przemiany i dążenia do Boga. Analiza historyczna tej modlitwy błagalnej do Boga ukazuje jednak, że już pewne jej formy można znaleźć na kartach Starego Testamentu, choć w sensie ścisłym brak w nim jednoznacznych opisów obrzędów dotyczących wypędzania demonów z człowieka, przedmiotu, zwierzęcia lub miejsca.
Tę prawdę biblijno-historyczną o judaistycznych korzeniach egzorcyzmu potwierdza także Gabriele Amorth. Amorth, jeżeli państwo nie znają, to jest jeden z najbardziej uznanych włoskich egzorcystów. Powołał Światowe Stowarzyszenie Egzorcystów. Ma na swoim koncie kilkadziesiąt tysięcy dokonanych egzorcyzmów z większym lub mniejszym powodzeniem. Natomiast jest on niekwestionowanym autorytetem w tej dziedzinie. Gabriele Amorth, podkreślając jednak, że dopiero Jezus w pełni korzystał z tej władzy wypędzania demonów, a następnie przekazał ją apostołom i wszystkim chrześcijanom. Dla Jezusa nie były jednak najważniejsze uzdrawiające efekty egzorcyzmu, lecz zawierająca się w nich manifestacja nadejścia Królestwa Bożego i ukazanie uczniom swej boskości. Do powyższego wniosku prowadzą słowa Jezusa skierowane do apostołów: „A jeśli ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was Królestwo Boże”. Czyli widzimy, w pierwotnym zamyśle nie był to cel, tylko środek prowadzący do celu, jakim miało być zbawienie i osiągnięcie Królestwa Bożego. Moc egzorcyzmowania została przekazana przez Jezusa apostołom, o czym świadczą słowa autorów Ewangelii synoptycznych.
„Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszystkie słabości”. To jest cytat z ewangelisty Mateusza. „Tym, którzy uwierzą, takie znaki będą towarzyszyć: w imię moje będą wyrzucać demony”. To jest ewangelista Marek. „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy”. Znowu Mateusz. Jezus, dając im tę moc, utwierdził ich w posłannictwie i poświadcza, że działają oni w jego imieniu. Co więcej, władza ta dotyczy nie tylko apostołów, ale i każdego misjonarza chrześcijańskiego, którego Chrystus powołał do modlitwy. Posługa uzdrawiania i uwalniania była praktykowana także w okresie działalności Ojców Kościoła. Mówi o tym święty Justyn Męczennik, który w takich słowach przekazywał te treści: „Nasi mężowie uzdrawiali ich i nadal uzdrawiają innych, obezwładniając i wypędzając demony, które zawładnęły ludźmi, nawet gdy nie potrafili ich uleczyć inni egzorcyści czy uzdrawiacze stosujący zaklęcia i leki”.
O formułach i działaniach wyraźnie egzorcystycznych stosowanych w liturgii chrześcijańskiej Kościoła po raz pierwszy wspomina Hipolit Rzymski, przełom II i III wieku, w „Traditio Apostolica”, dokumencie zredagowanym około 215 roku. Egzorcyzm został włączony w obrzędy chrztu i przeprowadzany był w ostatniej fazie przygotowania katechumenów do tegoż sakramentu przypadającego na Wielką Sobotę. W oficjalnym wykazie posług kościelnych egzorcysta zostaje wymieniony przez papieża Korneliusza kilkadziesiąt lat później, a istnienie tej posługi potwierdzone jest w całym ówczesnym Kościele. Z czasem wykonujący tę posługę stworzyli odrębną grupę, która została zaakceptowana przez Kościół. Doprowadziło to do faktu, iż w XIV wieku egzorcysta stał się jednym z najniższych święceń obok akolitatu i lektoratu. Egzorcyści, skupiając w sobie funkcje apologetyczne i wyzwolicielskie, odegrali wielką rolę w Kościele pierwotnym, zajmując w nim miejsce określone prawem. Obrzęd ustanowienia posługi egzorcysty według Statua Ecclesiae Antiqua z V wieku połączony był z wręczeniem książeczki zawierającej modlitwy egzorcyzmów. Przechodzimy teraz do średniowiecza. W średniowieczu praktykowanie egzorcyzmów zeszło na dalszy plan, na co niewątpliwie wpłynął święty Augustyn, który pisał, że prawdziwa pobożność może znacznie osłabić moc diabła, a co za tym idzie, egzorcyzmy są konieczne tylko w skrajnych przypadkach. W źródłach sięgających VIII wieku w sakramentariach można natrafić na liczne formuły egzorcyzmów stosowane głównie przy poświęceniu wody.
Modlitwę odmawiano nad wodą i solą. Pokropienie wodą święconą, egzorcyzmowaną stało się istotnym elementem wielu innych błogosławieństw, za pomocą których starano się przezwyciężać rany grzechowe oraz ułomność i skażenie materii. Teksty i formuły błogosławieństw z tego okresu, w których obecne były egzorcyzmy, weszły następnie do rytuałów przedtrydenckich i potrydenckich. Na przełomie XV i XVI wieku dokonano urzędowych weryfikacji egzorcyzmów oraz zatwierdzono obrzędy, których punktem odniesienia, podobnie jak w Kościele starożytnym, stał się egzorcyzm chrzcielny, który brzmiał następująco: „Przeklęty diable, uznaj więc wyrok wydany na siebie i oddaj cześć żywemu i prawdziwemu Bogu. Oddaj cześć Jezusowi Chrystusowi, jego Synowi oraz Duchowi Świętemu i ustąp przed sługą Bożym”. W nieznacznie zmienionej i skróconej formie tekst ten został przyjęty w rytuale rzymskim wydanym w 1614 roku przez papieża Pawła V. Obrzędy egzorcyzmów zawarte w rytuale Romanum były używane z drobnymi poprawkami przez prawie 400 lat, aż do 1998 roku, w którym, jak już wcześniej wspomniałem, Jan Paweł II-Zatwierdził odnowione egzorcyzmy i inne modlitwy błagalne. Jeżeli ktoś by chciał się zapoznać, to może, jest dostęp. To nie są żadne tajemne księgi. Można zadać w tym miejscu pytanie: dlaczego ludzie odczuwają konieczność walki i zmagania z szatanem?
Otóż odpowiedź jest w zasadzie prosta. Człowiek na skutek grzechu pierworodnego jest istotą grzeszną, a szatan, będący głównym źródłem zła, ukrywa się za grzesznym stanem i grzechami człowieka, choć trudno jest ocenić, jak duży ma w nich udział. Jest on moim kusicielem i wpływa na człowieka bezpośrednio, prowadząc go do grzechu i odrzucenia łaski, a poprzez łudzenie i psychiczną przemoc stara się uwięzić i utrzymać człowieka w stanie oddzielenia od Boga. Ten zdradliwy, ukryty i usypiający wpływ zniekształca ludzkie sumienie, utrudnia skruchę, uczciwość i wiarę. Dlatego Kościół zaleca sprawowanie egzorcyzmów mniejszych nad tymi, którzy dręczą gwałtowne pokusy oraz nad penitentami, którzy mają trudności ze wzbudzeniem w sobie żalu za grzechy i poprawą oraz ze szczerym wyjawianiem grzechów. Zdaniem wielu duszpasterzy Kościoła katolickiego lekceważenie pierwszego przykazania Dekalogu „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” jest czynem grzesznym, otwierającym człowieka na wejście szatana w jego życie. Świadczą o tym między innymi wypowiedzi najbardziej doświadczonych polskich egzorcystów, którzy zgodnie ostrzegają, że istnieje kilka przestrzeni szczególnie narażonych na działanie diabła. Są to: wywoływanie duchów, wróżbiarstwo, muzyka satanistyczna, techniki medytacyjne Wschodu i sztuki walki oraz medycyna niekonwencjonalna z homeopatią włącznie. Podobnego zdania jest znany z Polski egzorcysta, szef Egzorcystów, Stowarzyszenia Egzorcystów w Polsce, profesor Aleksander Posadzki. On oczywiście oprócz tego, że jest teologiem, jest również profesorem filozofii, więc porusza się na dwóch płaszczyznach w obrębie dwóch metodologii.
I wskazuje, że oprócz świadomego paktu z szatanem, stanowiącego najważniejszy powód opętania, istnieją także inne przyczyny, często nieznane lub lekceważone przez chrześcijan, prowadzące do dręczeń, obsesji, zniewolenia, a w skrajnych przypadkach do opętania. W swojej opinii powołuje się on na nestora włoskich egzorcyzmów, Matteo Levrua, który wymienia pięć takich przyczyn, a wśród nich praktyki okultystyczne, magia, spirytyzm, wróżbiarstwo, uczestnictwo w sektach ezoterycznych oraz inicjacjach w praktyki jogistyczne, doświadczenia głowcowujące z narkotykami, alkoholem, perwersja seksualna każdego rodzaju, urazy psychoaktywne z różnych okresów życia człowieka. Egzorcyści podkreślają zgodnie, że większość osób cierpiących z powodu zawziętości demona jest nękana na skutek grzechu ludzi. Czy to z własnej winy, czy winy osób trzecich. W takim przypadku jest to zawsze złe użycie wolności. Człowiek pozwala na ten stan poprzez swoją własną zgodę. Do tych ludzkich grzechów zalicza układy z szatanem, rzucanie uroków i czary, odwiedzanie miejsc, rzeczy lub osób będących pod wpływem czarów, czarowników, wróżek itp. Zatwardziałość w grzechu, czyli dobrowolny wybór pozostawania w grzechu będący bezpośrednim zaproszeniem skierowanym do demona. Włodzimierz Cyran, kolejny egzorcysta archidiecezji częstochowskiej, którym właśnie między innymi ja osobiście asystowałem podczas egzorcyzmów, zwraca uwagę na to, że reakcja sprzeciwu diabła powoduje ewangelizacja głoszona z mocą i to nie tylko w środowiskach typowo pogańskich, ale także w niektórych kręgach chrześcijańskich, które łamią pierwsze przykazanie Dekalogu. W przypadku wykłaniania się wiernego w praktyki bałwochwalcze osoba taka musi się wyraźnie wyrzec tych praktyk oraz złych mocy i odnowić swoje przyrzeczenia chrzcielne, wyznając równocześnie wiarę w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, jako swego jedynego Pana i Zbawiciela.
W pierwszym rzędzie jednak osoba prosząca o pomoc duchową powinna sama przyjąć postawę pokuty i nawrócenia przez odbycie dobrej spowiedzi świętej, jeśli to jest wskazane, nawet generalnej. Więcej się modlić, a nawet pościć i za wszelką cenę wystrzegać się grzechu. Wchodzenie w obszar praktyk okultystycznych prowadzi w prostej drodze do zaciągnięcia grzechu bałwochwalstwa i zła moralnego, co w konsekwencji może otworzyć człowieka na działanie demoniczne. Jedną z przyczyn diabelskich ataków zdaniem ojca Gabriela Amorta są czary, przez które rozumie on szkodzenie innym osobom za przyczyną złego ducha. Najbardziej rozpowszechnione wśród nich są uroki, klątwy, przekleństwa czy afrykańskie oprzędy magiczne makumba i woodoo. Ich specyfika polega na tym, że zgoda na szatańskie działanie i prośba o jego interwencję nastąpiła z woli innej osoby, a osoba poszkodowana nie ponosi żadnej winy, gdyż to nie ona poddała się złemu duchowi. Trzeba tutaj zaznaczyć, optymistycznie konkluduje Amort, że wielokrotnie czary nie osiągają zamierzonego celu, gdyż na przykład skierowane są przeciwko komuś, kto żyje w łasce Bożej, kto jest zjednoczony z Panem, a więc jest uzbrojony, zabezpieczony przed złem. Można powiedzieć, że generalnie jest niejako uodporniony na ataki, które mogą być w niego wymierzone za sprawą czarów. Przytoczone powyżej opinie i wnioski duszpasterzy Kościoła katolickiego, a także przykłady świadectw osób zniewolonych lub opętanych, jednoznacznie wskazują na to, że w niektórych przypadkach grzechy bałwochwalstwa mogą prowadzić do otwarcia się człowieka na działanie szatana. Osoby szczególnie te, które nie wystarcza, nie zadowala religia tradycyjna, zwracają się do praktyk okultystycznych, ezoterycznych i magicznych, przed którymi wielokrotnie przestrzega Pismo Święte i Magisterium Kościoła.
Aby uchronić i ewentualnie uwolnić wiernych powodowanych pewną intuicją i doświadczony w tym względzie Urząd Nauczycielski Kościoła włączył do obrzędu chrześcijańskiego wtajemniczenia dorosłych tak zwane egzorcyzmy mniejsze i wyrzeczenie się zła, które obecnie są w każdym z trzech stopni wtajemniczenia. I tutaj ja nie będę już odczytywał dokładnie tych modlitw, natomiast trzeba sobie jasno powiedzieć, o ile przynajmniej raz w życiu czy dwa razy w życiu uczestniczyliśmy podczas chrztu małego dziecka, jeżeli się dobrze wsłuchamy, to tam ewidentnie jest wyrzeczenie się zła, bo jest Credo odmawiane i mówią wierni „Wyrzekamy się”. Ale jeśli państwo dobrze się przysłuchają, to są dwa jeszcze egzorcyzmy-Takie wymawiane przez kapłana. Natomiast w obrzędzie chrztu dorosłych, kiedy dorosły mógł być narażony na różne działania przez okres swojego życia do momentu podjęcia decyzji o chrzcie, tam jest bardzo dokładnie te mniejsze egzorcyzmy wypowiadane. Na przykład: „Panie, odpeć złe duchy tchnieniem ust swoich, nakaż im odejść, bo przybliżyło się Twoje królestwo. Trzeba więc, abyście teraz publicznie wyrzekli się tych mocy, które nie są Bogiem i kultów, które nie prowadzą do czci Boga. Nigdy nie porzućcie Boga i Jego Chrystusa, aby służyć innym mocom. Przez mękę i zmartwychwstanie swojego Syna wyryj go spod władzy ciemności, umocnij łaską Chrystusa i nieustannie strzeż na drodze życia”.
[01:07:37] - Przepraszam, już mogę?
[01:07:38] - Tak, już mogą państwo. Trzeba jednak podkreślić, że egzorcyzm jest ostatecznym środkiem terapeutycznym praktykowanym przez wspólnotę Kościoła. Ale też zatem pamiętaj, że w przypadku zniewoleń będących skutkiem grzechu, gdy nie ma stanu opętania, a jedynie jakieś związanie, również sakrament pokuty i pojednania może nas uleczyć z tego stanu. Jeszcze bardzo ważne zdanie. Chciałem podkreślić, to jest często pomijane we wszystkich programach o egzorcyzmach, to jest fakt, że mówiąc o pomocy osobom zniewolonym lub opętanym, trzeba zaznaczyć, że pojawiające się u ludzi problemy, trudności czy zaburzenia psychiczne budzą zainteresowanie osób o różnej profesji. Przede wszystkim jednak chęć niesienia pomocy. W jednym nieraz szeregu stają lekarz, psycholog, duszpasterz czy uzdrowiciel. Stąd w przypadku podejrzenia przypadków zniewolenia, dręczenia czy opętania konieczna staje się konsultacja psychologiczno-psychiatryczna. I to chciałbym podkreślić, bo bardzo często jest tak, że człowiek z takimi problemami ma problemy tak naprawdę związane z psychiką, a trafia do egzorcysty. Nawet jeśli problemy związane z dręczeniem przez złego ducha trafiają do psychiatry, który nie potrafi sobie z tym poradzić przez wiele lat.
Wskazane jest również odpowiednie przygotowanie egzorcysty z zakresu podstaw pomocy psychologicznej i psychopatologii, a psychologa z zakresu duchowości. Obydwie jednak muszą szanować odrębność swoich metod poznania i przedmiotu. Wspólne działanie, dialog z człowiekiem cierpiącym doprowadziło do jego uzdrowienia. Musimy pamiętać, że są jednak dwie różne płaszczyzny, zupełnie metodologiczne. Dziękuję za uwagę. Jeżeli państwo są zainteresowani, to ukazała się publikacja dwa lata temu mojego autorstwa, która dosyć szerzej mówi, ale w kontekście pierwszego przykazania. Ja tę książkę mam, to jeżeli są państwo zainteresowani, ewentualnie w którymś archiwum. Także zapraszam. Dziękuję bardzo za uwagę.
[01:09:27] - Michał Jeżewski opowiadał o egzorcyzmach w tradycji i praktyce Kościoła katolickiego, a teraz zapraszamy do wysłuchania prelekcji Natalii Stencel zatytułowanej „Komu rozkazuje egzorcysta? Egzorcyzm jako forma leczenia symbolicznego”.
[01:09:43] - Tak. I właśnie jak wspomniał mój przedmówca, są różne stanowiska, więc ja zaprezentuję inne stanowisko. Natomiast chciałabym od razu powiedzieć, że niewykluczające niczego z tego, o czym mówił mój przedmówca. Celem mojego wystąpienia nie jest oczywiście udzielenie jakiejś zdecydowanej i wyczerpującej odpowiedzi na te pytania zawarte w tytule. Chodzi tutaj o to, żeby pokazać, że te wybrane koncepcje dotyczące zjawisk opętania i egzorcyzmu, przyjęcie którejkolwiek z nich implikuje konieczność udzielenia odpowiedzi na bardzo poważne pytania filozoficzne związane właściwie ze strukturą świata. Dla porządku muszę powiedzieć, że fenomen opętania i egzorcyzmu, tym fenomenem zajmują się specjaliści z wielu dziedzin. I oczywiście istnieją tutaj dość duże, istotne rozbieżności dotyczące metodologii definiowania samej esencji zjawiska. Są także fundamentalne różnice terminologiczne, od których chciałabym wyjść. Opętanie jako przedmiot praktyki egzorcyzmu definiowane przez psychiatrę i opętanie opisywane na przykład przez teologów albo antropologów kulturowych mogą w niektórych przypadkach odnosić się do różnych zjawisk. Według podręcznika „Klasyfikacja zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania” z 1998 roku opętanie definiuje się jako stan, w którym osoba jest przeświadczona, że została owładnięta przez ducha, moc, bóstwo lub inną osobę.
I tak zdefiniowane opętanie zaliczane jest do grupy zaburzeń dysocjacyjnych, to znaczy takich, które powodują, że podmiot doświadczenia odłącza się od siebie lub otoczenia, przez co można rozumieć zmiany w pojęciu tożsamości, na przykład depersonalizację, osobowość wieloraką i tak dalej. I następuje tutaj rozłączenie funkcji, które normalnie są zintegrowane, czyli świadomości, pamięci, tożsamości i percepcji. Dla księży egzorcystów te zaburzenia na tle psychicznym dają się odróżnić od opętania i stanowią tym samym osobny problem, a egzorcyzm jest praktyką stosowaną w bardzo niewielu przypadkach, jak często mówią, tak zwanego prawdziwego opętania. I w tym punkcie widzimy już pewne dwa sposoby ujmowania zjawiska opętania i egzorcyzmu. I rozbieżność tę można powiązać między innymi z różnicami w pojmowaniu natury zła oraz jego źródeł. W sprawowanie posługi egzorcysty wpisana jest koncepcja pojmowania zła jako realnie istniejącego bytu. Na poziomie ontologii jest to więc opowiedzenie się za byciem zła w świecie, co stoi w sprzeczności na przykład z tą prywacyjną koncepcją zła, gdzie jest ono wyłącznie brakiem dobra, jak na przykład u Augustyna.Należy też podkreślić, że myśl nowożytna, wskazując bardzo silnie na myślący podmiot, umocniła tendencję do uwewnętrzniania problemu zła w tym sensie, że staje się ono problemem całkowicie zależnym od bytu ludzkiego i od umysłu, istniejącym tylko w powiązaniu z nim. To znaczy podmiot występowałby tutaj jako warunek zła, jako pewnego przedmiotu. Jak pisał Różewicz w „Unde malum?”: „Skąd się bierze zło? Jak to skąd?
Z człowieka, zawsze z człowieka i tylko z człowieka”. Praktyka egzorcyzmu, tak jak pojmuje ją między innymi Kościół katolicki, ukierunkowana jest jednak nie na wyeliminowanie jakichś zaburzeń występujących ściśle w samym podmiocie, ale na uwolnienie podmiotu od zła, które niejako przyszło z zewnątrz i nie tylko jest bytem, ale wykazuje cechy pewnej osobowości, która działa w sposób celowy. I to, w jaki sposób udzielimy odpowiedzi na pytanie, komu rozkazuje egzorcysta, jest związane między innymi z przyjętą koncepcją zła, z poszukiwaniem tak zwanego zła źródłowego. Muszę oczywiście powiedzieć dla jasności, że nie istnieje tu możliwość radykalnego rozstrzygnięcia i nie jest wykluczone, że zjawiska podobne, jednak posiadające zupełnie inną rzeczywistą naturę, istnieją i zachodzą gdzieś równolegle, nierozróżnione przez nas na drodze naukowego poznania z powodu braku narzędzi. I tak na przykład istnienie osobowego zła i jego realnego, destrukcyjnego działania na człowieka nie wyklucza takiej sytuacji, w której egzorcyzm nie może być zastąpiony na przykład psychoterapią czy farmakoterapią, mimo faktu, że rzeczywistość opętania w konkretnym przypadku ogranicza się do przestrzeni, albo raczej organizacji umysłu podmiotu. Tam jest ostatecznie zakorzeniona i w rytuale egzorcyzmu biorą udział jedynie dwie osoby, to znaczy egzorcysta i egzorcyzmowany, bez udziału tego trzeciego duchowego, wrogiego bytu. Należy tutaj wspomnieć, że funkcjonując w przestrzeni kulturowej, jesteśmy podatni na jej symbolikę. Istnieje możliwość, że ta przestrzeń symboliczna, definiowana w obrębie danej kultury jako demoniczna, będąc opozycyjną do tego wszystkiego, co w danej kulturze kojarzy się z sacrum, to ona atakuje człowieka, czy raczej człowiek czuje się przez nią atakowany. Oczywiście w takim przypadku źródło skuteczności egzorcyzmu będzie zupełnie inne niż w okolicznościach, w których występowałoby to osobowe zło. Jacek Dębiec, psychiatra i filozof, poświęcił tej kwestii pracę pod tytułem „Opętanie.
Próba psychopatologicznego ujęcia problemu” z 2000 roku. I według badacza, i tutaj cytat: „Skuteczność egzorcyzmów, ich przebieg i charakter, siła słowa i symbolu odsłaniają na co dzień ukryte wymiary natury człowieka”. I oczywiście formy egzorcyzmu w różnych kulturach są różne. Inaczej wyglądają czynności wchodzące w skład rytuału. Co podkreśla Dębiec, można jednak wyróżnić pewne stałe, wspólne różnym kulturom cechy egzorcyzmów. Po pierwsze, w sferze znaczeń egzorcyzmy zazwyczaj odwołują się do tego, co dana tradycja uważa za istotne. Egzorcysta jest pośrednikiem między istotnymi treściami kulturowymi, to znaczy związanymi na przykład z tą sferą demoniczną oraz sferą sacrum sanctum, a osobą opętaną. Z tego powodu egzorcyzm musi posiadać formę rytualną, ponieważ konieczny jest pewien symboliczny ciężar tej praktyki, jeśli nie mamy w tym przypadku do czynienia właśnie z taką walką duchową. Chodzi tutaj w takim przypadku o słowa i gesty, w których odbija się ta pożądana, sprawcza, święta sfera rzeczywistości. Oczywiście nie wszystkie formy opętania są postrzegane jako niepożądane.
I to też należałoby podkreślić, bo w innych kulturach mamy do czynienia z opętaniami przez bóstwa. I nawet stany mistyczne zakorzenione w chrześcijaństwie nazywane są czasami pozytywnym opętaniem w tym aspekcie, że podmiot traci istotną część władzy nad sobą i jest porwany przez Boga. Opętanie może być oczywiście postrzegane jako kara za złamanie pewnych norm obowiązujących w danej kulturze, na przykład w chrześcijaństwie oddawanie się magii, a więc wchodzenie niejako w inny krąg kulturowy, a także w rzeczywistość innych symboli. Bywa oczywiście opętanie także uznawane za niezależne od człowieka nieszczęście. W związku z tym egzorcyzmy mogą pełnić funkcję albo represyjną, albo leczniczą. I tutaj ja nie mam miejsca, żeby to rozwinąć, ale ciekawe byłoby zinterpretowanie praktyki egzorcyzmu w powiązaniu z pewnymi elementami, oczywiście z koniecznością pewnych przypisów i redefinicji pewnych pojęć, teorii dotyczącej tak zwanej przemocy symbolicznej Bourdiega, gdzie samo manifestowanie się tego złego ducha mogłoby być przejawem istnienia tego głęboko zakorzenionego habitusu jako właściwego, według danej kultury czy religii, sposobu poruszania się w świecie. Jednostka, która w pewien sposób naruszyła ten habitus, na przykład przez niemoralne postępowanie albo akces do innej przestrzeni kulturowej, na przykład poprzez uprawianie pogańskiej magii, rozpada się w pewien sposób wewnętrznie, a podmiot traci kontakt sam ze sobą i następuje wspomniana dezintegracja między poszczególnymi elementami osobowości.Opierając się na założeniach dotyczących siły oddziaływania symbolu James Dow definiował praktykę egzorcyzmu jako model leczenia symbolicznego. W modelu tym wyróżnia się cztery etapy. W pierwszym z nich egzorcysta sprowadza indywidualne przeżycia zarówno swoje, jak i opętanego do znaczeń i symboli kulturowego mitu. Wyłamujące się z konwencji zachowanie opętanego włączone zostaje w obręb kulturowej hermeneutyki.
Opętany i egzorcysta wspólnie uznają te same czynniki sprawcze, tę samą rzeczywistość znaczeń. Warunkiem zaistnienia procesu leczenia symbolicznego jest zatem wspólnota znaczeń. W drugim etapie dąży się do zdefiniowania problemu opętanego w języku danego mitu. Określa się rodzaj opętania lub rodzaj opętującej istoty. Semantycznie nieprzejrzyste, niezrozumiałe dla otoczenia, lecz niezwykle intensywne doświadczenie związane z zachowaniem osoby opętanej przybiera pewną kulturowo uznaną formę. W ten sposób samo opętanie nabiera konkretnych kształtów. Na przykład za obowiązującym w Kościele katolickim rytuałem rzymskim można przytoczyć to zalecenie: „Należy pytać o liczbę oraz imiona duchów złych, a także czas oraz przyczynę ich przybycia”. I co istotne, egzorcysta nie zwraca się tu do osoby opętanej, lecz bezpośrednio do czynników opętujących. W trzecim etapie dochodzi do związania emocji opętanego z wyodrębnionymi z kulturowego mitu znaczeniami. Mogą one przyjmować zarówno postać werbalną, jak i przedmiotową.
Tutaj na przykład mielibyśmy do czynienia z leczeniem poprzez amulety. Jeśli udziałem osoby opętanej jest agresja, to ona też ulega pewnemu zogniskowaniu, na przykład w formie złorzeczenia, bluźnierstwa i bezczeszczenia kulturowych świętości. Podobnie, jeśli dominującą emocją jest lęk, on też skupia się na pewnych kulturowych treściach, na przykład jest lękiem przed mocą Ducha Bożego czy lękiem przed Matką Bożą. Uczucia i emocje opętanego zostają zogniskowane i wyrażone w obrębie świata znaczeń danej kultury. W ostatnim etapie procesu leczenia symbolicznego uzdrawiający odpowiednio manipuluje znaczeniami, z którymi związane zostały emocje opętanego, aby ostatecznie doprowadzić do ustąpienia objawów. Oczywiście te wyodrębnione na potrzeby opisu fazy uzdrowienia najczęściej w praktyce na siebie zachodzą. Oczywiście należy zwrócić też uwagę na swoiste właściwości symbolu, który oddziałuje na człowieka w sposób inny niż słowo. Symbol, jak twierdzi Jacek Dębiec, silniej jest związany z cielesnością i wykraczając poza obręb konwencjonalnej komunikacji, co skutkuje utratą pewnej semantycznej ostrości, jest związany bardziej ze sposobem bycia niż z przekazywaniem informacji. Komunikacja zapośredniczona w symbolu, chociaż jest mniej jasna i niejednoznaczna, kosztem pewnej sprawności komunikowania staje się bardziej pojemna, to znaczy zbliża te uczestniczące strony do poziomu, który wymyka się słowom i odnosi się bardziej do wzajemnego oddziaływania. Co ciekawe, rytuał oddziałuje nie tylko na opętanego, ale także na egzorcystę.
Richard Castillo na podstawie przeprowadzonych przez siebie badań zauważył, że efektywność egzorcyzmów związana jest z jakością komunikacji pomiędzy egzorcystą a opętanym, bo obydwaj znajdują się w stanie transu. Mówiąc tutaj o jakości komunikacji, mam na myśli raczej tę jej intensywność i pojemność, czyli otwartość na przestrzeń wymykającą się językowi niż wspomnianą wcześniej semantyczną ostrość. Tutaj już tytułem zakończenia chciałabym oczywiście powiedzieć, że definiowanie egzorcyzmu jako leczenia symbolicznego nie jest wystarczające. To nie wyczerpuje tego zjawiska. Jest to jedna z koncepcji, którą warto znać i o której warto mówić. Natomiast należy się otworzyć na wszystkie inne i mieć tę świadomość, że jest to zjawisko niezbadane i istnieje możliwość, że różne jego formy występują po prostu równolegle. Czy mamy narzędzia, żeby je odróżniać? Nie mamy na razie. Dziękuję.
[01:23:41] - O egzorcyzmie jako formie leczenia symbolicznego opowiadała Natalia Stencel. A teraz zapraszamy do wysłuchania prelekcji Wojciecha Sikory zatytułowanej „Opętanie a dwukomorowy umysł według Jamesa”.
[01:23:56] - Ja jestem studentem filozofii na Uniwersytecie Warszawskim i dziś przyjechałem opowiedzieć państwu o jednej z dość ciekawszych koncepcji umysłu, która jest bardzo kontrowersyjna nawet teraz, 40 lat po wydaniu głównego dzieła Juliana Jamesa, czyli „O pochodzeniu świadomości w rozpadzie bikameralnego umysłu”. Tytuł jest dwukomorowy, jest to tłumaczenie. Nie mogłem się zdecydować do końca, czy zachować oryginalny i tylko zapożyczyć bicameralność, czy ją przetłumaczyć. Umysł bikameralny jest pewnym szczególnym stanem umysłu. Idźmy dalej. Pomówmy o ramach. Generalnie umysł bikameralny jest związany z rozwojem języka i z pewnymi strukturami w mózgu. Dlatego
[01:24:59] - Można mówić mniej więcej o początku stanu bikameralnego u ludzi około 10 000, 8 000 lat p.n.e., kiedy ludzie zaczęli tworzyć osady, kiedy powstawały większe struktury społeczne. Koniec tego okresu nastąpił około 1500 lat p.n.e., kiedy nastąpiły bardzo istotne zmiany społeczne i również przyrodnicze. Między innymi około 1250 roku p.n.e. doszło do erupcji Tery. Dziś to jest wyspa Santorini na Morzu Egejskim, w wyniku którego doszło do bardzo poważnych zniszczeń okolic wybrzeży i doszło do masowych migracji. 1976 to jest data wydania tej książki. Na początek opowiem Państwu, jak ma działać funkcjonalnie umysł bikameralny, a później powiem Państwu, jakie ma podłoże w neurologii mózgu. Jest to dość interesujące rozróżnienie, ponieważ w gruncie rzeczy nasz mózg nie różni się aż tak bardzo od mózgu człowieka bikameralnego. W gruncie rzeczy jest to różnica tego, jak on działa. Daniel Dennett nazwał Jaynesa archeologiem software'u w analogii do komputera, w którym to oprogramowanie się zmienia.
Na początek trzeba powiedzieć parę rzeczy o świadomości. Przede wszystkim Jaynes dostarcza własnej, trochę bardziej okrojonej niż innej koncepcji świadomości. Przede wszystkim wskazuje na pewne elementy, do czego świadomość nam nie jest potrzebna. Nie jest nam potrzebna do zbierania doświadczenia. Przykładowo Locke pisał o pustej tablicy, w której zapisujemy nasze doświadczenia, tak? Tabula rasa. To nie jest konieczne. Dalej operowanie pojęciami. Tutaj można powiedzieć, że przykładowo Jaynes opisuje pszczołę, która ma w końcu koncepcję kwiatu. Wie, czego szukać, wie, co ma z tym zrobić.
Dalej uczenie się. Uczenie się na przykładzie sztuk walki. Jeżeli my myślimy świadomie o tym, co mamy zrobić, jak przeprowadzić atak, nie wychodzi nam to. Mylimy się. Nasze ruchy są sztywne i często błędne. Chodzi o zachowanie pewnego przepływu naszego ciała. Dalej myślenie razem z myśleniem racjonalnym. Również nie dokonujemy tego świadomie. To, co my robimy świadomie, to pewna kontrola wyników albo zgłoszenie zawołania. Jeżeli chcę pomyśleć o mojej drodze tutaj, wystarczy, że tego chcę.
I już pomyślałem. Jeżeli próbuję rozwiązać jakieś zadanie albo sylogizm, ja tylko myślę o tym, że chcę go rozwiązać i jego rozwiązanie zjawia się w moim umyśle. Cały proces przejścia pomiędzy kolejnymi etapami się tam nie pojawia. I dlatego Jaynes przedstawia własną koncepcję świadomości, która jest przede wszystkim oparta na języku. Chodzi o to, że przy pomocy metafor różnego rodzaju my budujemy analogia wewnątrz siebie. Nasze myśli są przestrzenne w tym sensie, że metafory, których używamy, sprawiają, że wyobrażamy sobie przestrzeń i w tej przestrzeni, którą sobie zbudujemy w naszym umyśle, umieszczamy siebie. To nie tylko tak, jak ja patrzę się na państwa z mojej perspektywy, ale również pojawia się metafora mnie, która jest zanurzona między innymi w narratyzacji. W tym sensie ja jestem w stanie przedstawić sobie siebie w tej sali właściwie z perspektywy każdego miejsca w niej. Co więcej, ja buduję historię, co tu robię, dlaczego tu jestem i jaki mam cel. To są główne elementy.
Fragmentaryczność oznacza po prostu to, że rzeczy, które sobie wyobrażamy w świadomości, są tylko częściowe. Przykładowo człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie całej twarzy, a jedynie pewne elementy i później próbuje je zsyntetyzować, ale nigdy nie zdobędzie w końcu całej twarzy. I jednoczenie. Chodzi o to, jak zbieramy doświadczenie, wielospójny element. Budujemy kolejną naszą wiedzę, zbierając elementy. Jeżeli coś pojawia się w tym samym czasie, jest to częścią tego samego doświadczenia. I jeżeli chodzi o przestrzenność, na marginesie również nasze poczucie czasowości jest przedstawione przestrzennie. My zapamiętujemy czas jako następujące po sobie wydarzenia. To się bardzo często pojawia w gestykulacji. Jeżeli ktoś mówi o tym, co się wydarzyło kiedyś albo wydarzyło się później, z reguły pokazujemy przestrzennie, gdzie jest przeszłość, gdzie jest przyszłość.
W tym razie jak działa umysł bikameralny?Generalnie osoba bikameralna słyszała głosy bogów na porządku dziennym. W tym sensie doznawała halucynacji wzrokowych, a czasem i wzrokowych, kiedy miała do czynienia przykładowo z posągami bóstwa. Gdy ludzie karmili posągi bogów, oni faktycznie mogli widzieć, jak te posągi jedzą. Jeżeli słyszeli ich głosy, mogli widzieć, jak ich usta się poruszają. I to jest bardzo ważny element. Głos bogów był w gruncie rzeczy tym, co napędzało człowieka w dawnych czasach. Był jego elementem wolitywnym. Jeżeli rybak szedł łowić ryby, jest to coś bardzo długiego. Wydarzenie, które może trwać bardzo długo. Sęk w tym, że osoba może zapomnieć, co robi.
Osoba bikameralna oczywiście. I dlatego potrzebuje głosu, który powie jej, co ma zrobić w danej chwili i pozwoli kontynuować to, co robi. I to funkcjonowanie umysłu bikameralnego spowodowało, że ludzie mogli budować społeczności. Czy mówimy tu o Mezopotamii, czy mówimy tu o starożytnym Egipcie. Te społeczności funkcjonowały, ponieważ były bikameralne, ponieważ miały bardzo ścisłą strukturę społeczną, której autorytet miał bardzo wielkie znaczenie. Tylko że my współcześnie nie jesteśmy już bikameralni. W takim razie trzeba powiedzieć, dlaczego tak się stało. Są różne przyczyny przejścia od bikameralności, od słyszenia głosów bogów na porządku dziennym, do naszej współczesnej świadomości. Między innymi rozwój świadomości jest związany z rozwojem języka. Rozwój pisma miał bardzo wielkie znaczenie, ponieważ ludzie powoli rozwijając pismo od prostych zapisów tego, co jest w magazynie albo jakie są kursy wymiany pszenicy za mięso, tworzyli coraz bardziej złożone artefakty piśmiennicze, które powoli przejmowały funkcje bogów w ich umysłach.
Jaynes sugeruje, że Kodeks Hammurabiego był na samym początku jego istnienia słyszany przez ludzi, którzy byli w stanie go odczytać. Oni stojąc przed tymi tablicami, widząc to pismo i widząc wolę Hammurabiego, który co ciekawe, nie pisze w swoim imieniu. On pisze w imieniu Marduka. To Marduk mówi Hammurabiemu, aby to zapisał. Esencją prawa Hammurabiego jest wola Marduka. Reguły społeczności. I osoba bikameralna, widząc te tablice, słyszała głos w swoim umyśle. Jak już mówiłem, był to głos, który był jej wolą. Ona nie miała możliwości odwołania się od tego głosu. Jeżeli głos się pojawił, ona podejmowała działanie.
Bezpośrednia reakcja. Dalej wewnętrzna słabość. Chodzi o to, że ten system nie jest w stanie funkcjonować w bardzo dużych strukturach społecznych. Jeżeli społeczność się zbytnio rozrośnie, ten system przestanie działać, ponieważ w gruncie rzeczy każdy człowiek ma swojego boga w mózgu, którego będzie chciał słuchać, a my chcemy zachować spójność. Między innymi te wydarzenia. Wybuch Terry, różne spotkania handlowe oraz narracja epicka, która doprowadziła do stworzenia koncepcji czasu. Historia narodziła się w mitach, w opowieściach. Teraz część neurologiczna. Każdy mózg składa się z dwóch półkul. Dwie komory lewa i prawa.
Przy czym obszary językowe, które są funkcjonujące u osób praworęcznych znajdują się w lewej półkuli. Są to pola Broki i pola Wernickego. Jednakże mózg jest homologiczny. W prawej półkuli u osoby praworęcznej są obszary, które są nieme. W tym sensie nie do końca wiemy, co robią. One mają związek z językiem. One są homologiczne i jeżeli pobudzimy je elektrostymulacją, taka osoba doświadczy głosów. Ona będzie słyszała głosy, które pochodzą jakby z wnętrza niej. Co więcej, czasem towarzyszą temu halucynacje.Halucynacje wzrokowe. I bardzo ciekawy jest ten element.
Kalozotomia, czyli przecięcie spoiwa- Łodygi. Nie, przecięcie spoiwa wielkie. To jest element w mózgu, który łączy obie półkule i przecięcie tego elementu, przykładowo w terapii skrajnych przypadków epilepsji, prowadzi do bardzo ciekawych skutków. W gruncie rzeczy okazuje się, że obie półkule mają dwie różne osobowości i zajmują się różnymi rzeczami. Są przypadki, w których osoba po tym zabiegu, jeżeli podzielimy jej pole wzrokowe i pokazujemy obrazki obojmu oczu niezależnie, to nagle okaże się, że pokazujemy przykładowo erotyczny obrazek jej lewemu oku. Ona będzie się śmiała. Tylko jej lewa półkula, która odpowiada za mowę, nie będzie wiedziała dlaczego. Nie wyjaśni, dlaczego ona się śmieje. I teraz przechodząc jeszcze bardzo krótko do opętań. Wszystko jest w zasadzie.
Wszystko jest? Niech pan konkluduje. Można wytłumaczyć opętania, które można rozszerzyć. Można wytłumaczyć tak, że ten system bicameralny aktywuje się z różnych powodów. Czy to będzie wprowadzenie człowieka w trans, czy to będzie wynik stresu. Po prostu jego ośrodki mowy w prawej półkuli nagle zaczynają mówić. Czy to będzie tak jak dawniej, w postaci przepowiedni, które mówią człowiekowi, co mają robić, albo opętania demoniczne, które rzucają inwektywami w stronę innych ludzi. Dziękuję bardzo.
[01:39:26] - Prelekcją Wojciecha Sikory zakończyliśmy prezentację drugiego bloku tematycznego pod tytułem „Egzorcyzmy i NDE”. Po przerywniku muzycznym przejdziemy do trzeciego bloku „Parapsychologia i medycyna niekonwencjonalna”. Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami. W Radiu Paranormalium słuchacie państwo obszernej relacji z konferencji naukowej „Zjawiska z pogranicza nauki w dyskursie naukowym i filozoficznym", która odbyła się w Białymstoku 10 czerwca 2016 roku. Rozpoczynamy prezentację trzeciego bloku tematycznego zatytułowanego „Parapsychologia i medycyna niekonwencjonalna". Prezentację rozpoczniemy od prelekcji Darii Hibner zatytułowanej „Ezoteryka jako dziedzina wiedzy. Koncepcje i teorie Juliana Ochorowicza".
[01:43:24] - Julian Ochorowicz niestety jest już postacią trochę zapomnianą, już trochę upadłą w mroku dziejów. Ma to związek z tym, że popadł w konflikt ze środowiskiem lekarskim w Warszawie. Zaatakowała go bardzo mocno Gazeta Lekarska, to już był koniec jego kariery, chociaż był bardzo znany na Zachodzie. Powiem też trochę o jego życiu oraz o sytuacji, jaką mamy na terenach ówczesnej Polski. Przede wszystkim oprócz tego, że mamy klęskę powstania styczniowego, to również jest to kuźnia myśli i idei, która w tym momencie dochodzi do przełomu. Z jednej strony kończy się epoka młodohegelistów. Umierają ostatni przedstawiciele, część wyjechała na Zachód, a część już nie działa aktywnie. Julian Ochorowicz należy do środowiska pozytywizmu warszawskiego. Jest to inny rodzaj pozytywizmu niż ten, który znamy ze szkoły pod postacią Aleksandra Świętochowskiego, że praca u podstaw, że działanie na rzecz ludu. Julian Ochorowicz chciał, żeby pozytywizm w Polsce był dziedziną psychologiczno-filozoficzną.
On sam urodził się w Radzyminie pod Warszawą w 1850 roku. Pochodził z rodziny nauczycielskiej. Po klęsce powstania musiał przenieść się do Lublina i tam poznał na przykład Bolesława Prusa czy Aleksandra Świętochowskiego. Aleksander Świętochowski opisuje go w następujący sposób: „Był to chłopiec cichy i pobożny. Siadywał zawsze na pierwszym miejscu w pierwszej ławce, wkuwał swoje lekcje i dbał tylko o swoje nagrody”. Ci panowie potem przez całe życie będą się nienawidzić. Aleksander Świętochowski będzie mówił o tym, że Julian Ochorowicz był hoxsztaplerem, wydumanym pseudofilozofem. W swoich dziennikach, które opublikowane były w 1921 roku, wspomina, że tylko on wymyślił pozytywizm. Ale Aleksander Świętochowski nie miał na przykład pojęcia o dziełach Augusta Comte'a, które na grunt polski przeniósł Julian Ochorowicz. Po zakończeniu edukacji gimnazjalnej w Lublinie i powrocie do Warszawy rozpoczął studia na wydziale filologiczno-historycznym, a potem na wydziale fizyczno-matematycznym.
Już w wieku 17 lat otrzymał bardzo poważną nagrodę. Zdobył srebrny medal za pracę o metodzie badań psychologicznych. Proszę zauważyć, że w tym czasie psychologia jako nauka jeszcze nie istnieje. To są dopiero początki. On już w wieku 17 lat zaczyna pisać taką pracę. Tę pracę pochwalił Henryk Struwe, z którym również będzie się nienawidził w późniejszym okresie. Będzie na przykład robił takie rzeczy, że będzie pisał prace pod pseudonimem, żeby Struwe je oceniał, a potem pokazywał się: „Ha! To jestem ja”. I oni mieli cały czas taki konflikt ze sobą. W 1872 i 1873 przebywał w Lipsku, gdzie otrzymał stopień doktora po dysertacji o warunkach świadomości.
Prowadził ją wraz z zespołem Wilhelma Wunda. I co tutaj się dzieje, jeżeli chodzi o psychologię? Są trzy wielkie ośrodki badań psychologicznych. To jest właśnie Wilhelm Wundt, Franz Brentano, który zajmuje się psychologią, taką, którą my kojarzymy ówcześnie. Oczywiście to jest bardzo duży skrót i lekkie nadużycie, ale tak można o tym powiedzieć. Oraz mamy ośrodek francuski, do którego wyjedzie Julian Ochorowicz, gdzie zajmowano się też takimi zjawiskami jak mediumizm, hipnologia i wszystko to, co dzisiaj możemy nazywać parapsychologią czy ezoteryką. Należy jednak pamiętać, że w XIX wieku ezoteryka, parapsychologia były uznawane na przykład we Francji za równorzędny dział nauk. Ezoteryka zmieniła trochę nazwę. To nie była wiedza tajemna, tylko wiedza jeszcze nieodkryta przez naukę. W tym sensie, że nie mamy odpowiednich narzędzi, aby zbadać te zjawiska.
To, o czym była mowa na niektórych referatach wcześniej, że możemy na przykład naukowo potwierdzić, że wychodzenie z ciała jest tym a tym. Julian Ochorowicz chce zrobić coś podobnego, aby sprowadzić te wszystkie zjawiska, które wydają nam się niewytłumaczalne, dziwne czy dziwaczne, czy kwazireligijne do badań naukowych. To wiąże się też z tym, co dzieje się w XIX wieku i z kryzysem metafizyki religii. Z jednej strony mamy wielki boom naukowy, wielką ideę postępu, że człowiek jest miarą wszechrzeczy, możemy wszystko osiągnąć. Na przykład w „Tygodniku Ilustrowanym”, takiej gazetce wydawanej w Polsce, były takie artykuły, gdzie mówiono, że kiedyś wielkie kule gazowe będą krążyły po ziemi i będą nas ogrzewać albo będziemy mieli latające pojazdy. Było pełno takich informacji i wszyscy interesowali się nauką. Bardzo wiele prac Ochorowicza to są odczyty, na przykład o sprzeczności w nauce. On udowadnia na przykład, że to, czym posługujemy się w nauce, pojęciami typu masa, siła, grawitacja, tak naprawdę nie są ani zdefiniowane, ani naukowe. Bo czym tak naprawdę była zawsze ta różnica? Ta linia demarkacyjna pomiędzy nauką a magią to była kwestia argumentacji.
Dobra, porządna argumentacja prowadziła do nauki, a argumentacja, powiedzmy na przykład magii podobieństwa u Frazera, że podobne poznaje podobne, prowadziła do magii, parapsychologii. I taki był jednoznaczny, dostateczny podział. Julian Ochorowicz mówi: „Nie możemy pozbyć się ani jednej, ani drugiej rzeczy, tylko musimy je połączyć”. Jak on mówi na przykład o metafizyce. Nie trzeba walczyć z metafizyką, tylko trzeba stworzyć nową naukową metafizykę. I to będzie zadaniem i działalnością jego życia. Jeżeli chodzi o jego zainteresowanie zjawiskami z pogranicza mediumizmu, hipnologii, transfiguracji, materializacji, on pisze, że doznał, że spokorniał jak baranek po tym, kiedy Henryk Siemiradzki zaprosił go na pokaz Euzabii Paladino. To była jedna z największych medium w ówczesnym czasie. I on wtedy pisze coś takiego w swoim liście, że on spokorniał jak baranek, ale już w jego dzienniku, który zresztą wydał w wieku 18 latNazywał się „Z dziennika psychologa", czyli on już się uznawał za psychologa. To jest zupełnie inna tradycja niż angielska, gdzie tam zawsze te dzienniki są nazywane: „Droga...", „Jak stałem się filozofem, matematykiem" i tak dalej.
On już w tym dzienniku daje przykład tego, że zawsze interesowało go to, co nowe i odkrywcze. Z jednej strony w dzienniku pisze o mediumizmie, mediologii, ale też pisze o badaniach z pogranicza eugeniki. On na przykład w dzieciństwie mierzył czaszki swoich kolegów. Takie miał hobby i są bardzo wielkie notatki na ten temat. Zresztą to jest ciekawe, bo materiałów po Julianie Ochorowiczu zostały dwie wielkie szafy, które znajdują się w Muzeum Osolińskich we Wrocławiu. One są upchane nogą i nikogo to nie interesuje. To jest 50 tomów jego dzienników. Ale są też bardzo ciekawe notatki na temat wszystkich znanych postaci, które on znał. On znał Bolesława Prusa, Reymonta. Jest opowieść o tym, że Reymont dał mu pierwszą wersję „Chłopów" jako opowiadanie.
Julian Ochorowicz to skrytykował, Reymont to spalił i napisał jeszcze raz. I on to wszystko opisuje. Eliza Orzeszkowa, Maria Konopnicka, bardzo wiele postaci politycznych z tego czasu i tak dalej. To wszystko leży odłogiem, bo nikt się nie chce tym zająć. Więc jeżeli ktoś miałby ochotę, to zachęcam, żeby stworzyć jakąś grupę, bo to jest naprawdę ogromny materiał. On znał francuski, niemiecki, polski i tak dalej. To jest w różnych językach. I w tych notatkach opisywał bardzo dokładnie wszystkie osoby, które znał pod względem fizjologicznym, psychologicznym i tak dalej. Ale to, co mu się przydarzyło, czyli to, jak wyjechał do Francji, został odznaczony tam medalem Akademii Umiejętności za to, że napisał pracę o sugestii mentalnej. To było naprawdę ogromne wyróżnienie.
Pisano o nim wszędzie. On stał się po prostu sławny. On pracował w instytucie Charcot, Woźnym i w innych, bo tam było bardzo wiele francuskich ośrodków zajmujących się hipnologią i mediumizmem. I te ośrodki prowadziły badania w następujący sposób. Jak sprawdzano Ochorowicza? Przychodziło 10 kobiet i on stworzył coś takiego, co się nazywało hipnoskopem. Można zobaczyć hipnoskopem. To była taka obręcz zakładana na palec, bo on prowadził badania w taki sposób, że był uczniem Wundta i prowadził badania w empiryczny sposób, czyli siedział i obserwował przypadki. Na przykład badał 50 kobiet i w których występowały na przykład jakieś odchylenia, drgania to zapisywał to w zeszycie. Jest pełno takich notatek i przychodziło na przykład do niego 10 kobiet.
Stawiano, była cała komisja oczywiście i on musiał za pomocą hipnoskopu powiedzieć, która z nich ma histerię. I zazwyczaj mu się to udawało za pomocą tego hipnoskopu. Tak wyglądały badania. Dlaczego tak wiele osób interesowało się na przykład ezoteryką? Bo na przykład Ochorowicz odwołuje się do mesmeryzmu. Franz Anton Mesmer uznał, że w organizmie istnieje coś takiego jak fluid uniwersalny i poprzez badanie tego fluidu możemy wpływać na inne osoby. To w 1794 roku przez komisję, bo lekarze często robią to na zasadzie komisji, zostało uznane za bzdurę i że to nie ma potwierdzenia naukowego. Ale bardzo wiele osób jeździło do Mesmera. Tam on stworzył taką wielką bańkę, gdzie przychodzono, badano się czy leczono i bardzo wielu osobom to pomogło. Oczywiście tam było też wiele osób, które po prostu chciały być sławne i być w tej bańce i tak dalej.
Ale dlaczego wiele osób zwracało się do takich rzeczy z pogranicza nauki? Dlatego, że lekarze w tym czasie nie leczyli pacjenta, tylko chorobę. Julian Ochorowicz bardzo dokładnie opisuje, jak wyglądała instytucja Charcot. Na przykład była pani, która leżała we własnych wydzielinach organizmu, której nikt nie karmił, której nie było kontaktu z rzeczywistością. I przychodzili tylko kolejni lekarze badać jakieś objawy u niej. Na przykład czy uderzą ją młoteczkiem w kolano, czy podniesie nogę. Nie było niczego takiego jak kontakt z pacjentem czy rozmowa, czy leczenie choroby psychicznej. Jeżeli trafiło się do szpitala psychiatrycznego, to stawało się już obiektem naukowym. Ochorowicz też na początku badał tak swoich pacjentów, ale potem od uczuć i chorób postanowił zmienić swoje podejście. I on był pierwszy przed Freudem.
Zresztą on zorganizował pierwszą konferencję psychologii fizjologicznej, kiedy jeszcze się kłócono, czy to ma być psychologia, czy to ma nie być psychologia. I gościem był Zygmunt Freud. Jest podpis jego, że on był i słuchał Ochorowicza. Kiedyś zapytano się Freuda, co sądzi o takich badaczach, którzy odeszli od tej prawdziwej, twardej psychologii i zostali na przykład mediumistami, hipnologami. I on powiedział, że to jest tylko kwestia czasu i kontekstu, bo on jakby się urodził 15 lat wcześniej, to poszedłby drogą Ochorowicza. Więc to też jest bardzo ważne. I mam tutaj fragment tego, jak wyglądała na przykład jego teoria ideoplastii. Teoria ideoplastii to urzeczywistnienie fizjologiczne danego wyobrażenia. On uważał, że podobne poznaje podobne. Czyli jeżeli na przykład ciepło może wywołać jakiś ruch mechaniczny, to ruch mechaniczny może wywołać ciepło.
Więc jeżeli na przykład drgania powietrza wywołują jakiś dźwięk, to samo wyobrażenie tego dźwięku może wywołać to samo uczucie, chociaż nie ma tego dźwięku. On później, jak wrócił już do Polski, starał się zainteresować środowisko polskich lekarzy psychologią, bo u nas nie było psychologii. Pierwszy instytut psychologiczny powstanie chyba pięć lat przed jego śmiercią. On umarł w 1907 roku przed Edwarda Abramowskiego. Nie było w ogóle, nikt się u nas tym nie interesował i uznawano to za paranaukę, że to jest jakaś ezoteryka. Psychologia u nas była nazywana ezoteryką i on zamknął się w Wiśle i na przykład badał medie. Najsłynniejszą właśnie Euzabię Palatino, ale też na przykład Stanisławę Tomczakównę. Są bardzo ciekawe, interesujące opisy, ponieważ to jest taki pierwszy zbadany przypadek schizofrenii, bo on uznał u niej kilka postaci, które dla niego były przejawem tego mediumicznego zachowania. Była mała Stasia, normalna Stasia i Wojtek, który przenosił ciężkie przedmioty. Więc pomimo tego, że zainteresował się tym z powodu swoich zainteresowań hipnologicznych, mediumicznych, to mimo wszystko potrafił też zawsze dojść do tego, że można to łączyć w jakikolwiek sposób z nauką.
Z drugiej strony sam przyznawał, że bardzo wiele mediów oszukuje. Chociaż czasami to są oszustwa bezwiedne, bo wiele mediów to na przykład były chłopki, osoby słabo wykształcone i nie miały pojęcia o tym, że ich ciało reaguje w taki, a nie inny sposób z powodu fizjologii.Przechodząc do zakończenia warto zwrócić uwagę, że ezoteryka w XIX wieku nie ma jeszcze takiego negatywnego dźwięku, jak będzie miała za 30, 40 lat. Władysław Reymont jeździ po całej Europie z pokazami spiritualistycznymi i wszyscy są zachwyceni. Henryk Bergson też bierze w tym udział. Henryk Siemiradzki, słynny malarz. Na przykład siostra Henryka Bergsona była żoną człowieka, który pomagał tworzyć Biblię Szatana. Te wszystkie środowiska się wymieniały. Na przykład Charotte, który był ojcem mediumizmu francuskiego, był lekarzem i fizjologiem. Dla Francuzów leczyli się hipnozkopem. Ochorowicz na tym zarabiał, bo to się sprzedawało bardzo dobrze.
Oni budowali swoją potęgę naukową i dopiero po 20, 30 latach uznano, kiedy to się zaczęło bardzo mocno rozprzestrzeniać, że należy z tego zrezygnować. Na przykład jak umarł Ochorowicz, dwa lata temu spłonął jego dom, dlatego, że mieszkańcy Wisły nie znoszą postaci Ochorowicza. Chciałam się tam czegoś dowiedzieć, to była taka zmowa milczenia. Zniszczono jego dom. On zamykał się z mediami w swoim domku, robił badania. Jak to wyglądało? Starszy mężczyzna, młoda kobieta, on robi jakiś okultyzm, ale jako pierwszy sformułował koncepcję nieświadomości przed Freudem. Na zakończenie mogę powiedzieć, że chociaż nie przyznajemy się do Juliana Ochorowicza, który wynalazł pierwszy telefon, połączył gmach Opery Paryskiej z biurem telegrafu, to tak naprawdę miał bardzo duży wpływ na polską kulturę. Dlaczego? Jest coś takiego jak szkoła lwowsko-warszawska.
Kazimierz Twardowski jako pierwszy uznał, że psychologia jest podstawą wszystkich nauk, badania nad duszą i tak dalej. Moje wydanie „Dziennika psychologa” pochodzi z jego biblioteki. Oczywiście skan. Więc chociaż się nie przyznajemy do tej tradycji, to ona miała bardzo duży wpływ na rozwój takiej dziedziny. Możesz sobie wyobrazić, że sam telefon jest urządzeniem, który wydaje się już dziwny. Przekazujemy głos na odległość. Ludziom ówczesnych czasów to się wydawało magią i psychologia też była taką magią. Dziękuję bardzo.
[01:57:39] - O pracach Juliana Ochorowicza opowiadała Daria Hübner. Teraz przechodzimy do kolejnej prelekcji, a będzie to prelekcja Rafała Zalewskiego „Miejsce parapsychologii w nauce”.
[01:57:52] - Tytuł mojego wystąpienia to „Miejsce parapsychologii w nauce”. Zacznę tutaj cytatem profesora psychologii LTZ, Edzela Cardena: „Jeśli chodzi o stwierdzenie, iż niezwykłe twierdzenia muszą być wsparte niezwykłymi dowodami, jego sens jest wypaczony. Nie wiadomo nawet, co ma być owym niezwykłym twierdzeniem. Przykładowo wiele z dziś powszechnie uznawanych przez naukę zjawisk, jak istnienie meteorytów, wywoływanie chorób przez drobnoustroje czy bardziej współcześnie neurogenezę u dorosłych, uważane były pierwotnie za tak niezwykłe, że dowody za nimi przemawiające były ignorowane lub odrzucane przez ówczesnych uczonych. Równie trudno odszyfrować znaczenie niezwykłego dowodu. Aprioryczne odrzucanie obserwacji motywowane uprzedzeniami lub założeniami teoretycznymi pokazuje, jak wielki problem ma nauka z dyskusją i oceną dowodów.” Tutaj zahaczamy o problem kryterium demarkacji nauki, czyli odróżnienia tego, co nauką jest, a co nią nie jest. Jednym z przyjmowanych założeń jest to, że przewidywania nowej teorii muszą być zgodne z dobrze już uznanymi, obowiązującymi teoriami, a także wiedzą. Więc wiedza się zazębia. Na przykład twierdzenia psychologii muszą być zgodne z twierdzeniami fizyki, dlatego jedne dziedziny mogą hamować rozwój drugich. Warto zwrócić uwagę na teorię programów badawczych Imre Lakatosza.
Mówi on, że nie jest tak, że nowe fakty prowadzą do obalenia starych teorii. Jeśli jakieś fakty wydają się chwilowo zaprzeczać owej teorii, owemu paradygmatowi i dobrze uznanym teoriom, szybko dorabia się teorię, która jakoś wyjaśnia nowe fakty w ramach starego paradygmatu. Lakatosz zauważył, że z logicznego punktu widzenia zawsze można stworzyć teorię szczegółowszą, która uratuje teorię ogólną. Mówi się również, że ciągłym problemem parapsychologii jest wykazanie, że posiada ona przedmiot badawczy. W świetle tak wielkiej niewiedzy powinniśmy być ostrożni, twierdząc, że coś jest niemożliwe. Ogólnie rzecz biorąc, anomalie akceptuje każda teoria. Zawsze można je zbyć, twierdząc na przykład, że są badane nierzetelnie lub zostało dokonane oszustwo, czy też, że da się wytłumaczyć to prościej hipotezą lub dorabiając hipotezy ad hoc. Parapsychologia według mnie potrzebuje specyficznej metody badawczej, odpowiedniej dla jej przedmiotu badawczego i oddzielnej od innych nauk. Obecnie już nie cech efektów badawczych ani procedurę dochodzeniową uznaje się za kryterium naukowości, a sprawdzalność wyników poznania naukowego. Teraz przejdę do historii i dziedziny parapsychologii.
Takim najważniejszym wydarzeniem było uznanie założenia naturalizmu metodologicznego, czyli uznanie tych zjawisk nie za nadprzyrodzone, a za objaw przyrody. Tutaj mamy schemat dziedziny parapsychologii, inaczej zwanej psychotroniką. Zajmuje się ona zjawiskami paranormalnymi, zwanymi również zjawiskami psi lub psionicznymi. Tutaj mamy do czynienia z tak zwaną wielką piątką, czyli zjawiskami, które są najlepiej udokumentowane. Różnie się to nazywa. Mamy do czynienia z anomalną chodnicą, inaczej percepcje pasywne, czyli postrzeganiem pozazmysłowym, jak również z wpływem na rzeczywistość fizyczną, czyli anomalną perturbacją psi aktywną. Tutaj mamy takie właśnieOdmiany. Jeszcze może wrócę do historii. W XIX wieku interesowało się nią wielu fizyków, w tym noblistów. Było to popularne z powodu zainteresowania spirytyzmem wśród elit.
Zajmował się tym między innymi znany psycholog i filozof William James, a na polskim gruncie Julian Ochorowicz. Eksperymenty przed i po II wojnie światowej z kostkami do gry i kartami prowadził Joseph Raine. Również na okres zimnej wojny przypada późny rozkwit parapsychologii, która była stosowana w celach wojennych. Parapsychologią zajmowali się głównie fizycy i psychologowie, rzadziej biolodzy. W takich ośrodkach jak Stanford, Princeton, Edynburg. Obecnie Instytut Nauk Noetycznych w Kalifornii. Eksperymenty przeprowadzane z telepatią prowadził Rupert Sheldrake. Polegały na odgadywaniu, kto dzwoni z grupy wybranych znajomych. Wynik był dużo wyższy niż przypadkowy. Wyjaśniał on to ewolucyjnie.
Zwierzęta, które wyczuwają, że ktoś o nim myśli, mają większe prawdopodobieństwo na przetrwanie. Wyniki były 45-procentowe przy statystycznych 25-procentowych, a więc wysoko poniżej przypadkowości. Prowadził on również badania z psami, które z pewnej odległości potrafią odczytać myśli właściciela, stojąc pod drzwiami mieszkania w momencie, w którym właściciel zdecyduje się wracać. Prowadzono również badania: „czujesz się obserwowanym” w pomieszczeniu izolowanym elektromagnetycznie, gdzie osoba była wyświetlana na monitorze. Druga osoba się na nią patrzyła i notowano objawy fizjologiczne, poczucia obserwowania. Oprócz tego prowadzono też badania jasnowidzenia i to są jedne z efektów tych badań. Czyli jasnowidzenie, odbieranie bodźców zmysłowych dotyczących odległych miejsc. I tu okazało się, że dystans nie miał znaczenia. Tutaj prowadzone przez wywiad amerykański. Następnym rodzajem zjawisk psi jest prekognicja, inaczej mówiąc przeczucie.
Eksperymenty z prekognicją polegały na pokazywaniu drastycznych lub erotycznych zdjęć i badaniu fizjologicznej reakcji organizmu wśród zdjęć neutralnych. Okazywało się, że organizm wykazywał fizjologiczną reakcję, zanim jeszcze nastąpiło pokazanie tego zdjęcia. Był to eksperyment wielokrotnie powtarzany. Oprócz tego zjawisko psychokinezy, czyli wpływania umysłem na materię, prowadzi się głównie przy wykorzystaniu generatorów zdarzeń przypadkowych, czyli takich opierających się na fizyce. Okazuje się, że ludzki umysł potrafi oddziaływać na przypadkowość tych zdarzeń, generując sekwencje nielosowe. Tutaj powstał również projekt Globalna Świadomość, który polegał na tym, że umieszczono w różnych miejscach na całym świecie takie generatory. Okazywało się, że wpływają na nie wydarzenia masowe, zmieniają one trendy losowań w generatorach. I się również okazało, że zmiany nieprzypadkowe w tych generatorach zachodzą jeszcze nawet przed wystąpieniem tego zjawiska. Co znaczy, że mamy tu do czynienia z prekognicją, czyli właśnie przeczuciem. Okazuje się, że tutaj mamy 11 września, czyli ataki terrorystyczne.
Mamy sekwencję przypadkową i tutaj nieprzypadkową sekwencję zaobserwowaną jeszcze zanim te ataki się pojawiły. Tutaj również to samo. Projekt prowadzi wiele różnych badań dotyczących różnych zdarzeń masowych. Dalej, jeżeli już udowodniliśmy istnienie tych zjawisk, które jako fakty powinny być weryfikowalne, powinniśmy stworzyć jakąś teorię wyjaśniającą, która przynajmniej ma możliwość obalenia, to znaczy żeby nie była teorią nienaukową. Nie da się jednak wyjaśnić telepatii na podstawie elektromagnetyzmu, dlatego ciężko było uwierzyć w parapsychologię w dawnych czasach. Mechanika kwantowa może być naturalistycznym wyjaśnieniem tych zjawisk. Mówi się, że izolacja badanego obiektu przy badaniach psi jest trudna, natomiast fizyka fundamentalna również zakłada nieodrębność. Rzeczywistość fundamentalna może być holistyczna, nie daje się rozkładać na części. Paradygmat fali radiowych, czyli elektromagnetycznych, jest nieadekwatny, zaś mechanika kwantowa nie ma sygnałów ani podziałów. Wszystko jest razem, nie ma przejścia od A do B.
Zjawiska pojawiają się jednocześnie jako korelacja, nie zaś przyczynowość. Pytanie również pojawia się takie, czy umysł może być rozproszony. Być może doświadczenia poza ciałem lub telepatia sugerują nielokalną świadomość. Pytanie jest również o to, jakie struktury w mózgu mogą odpowiadać za te zjawiska.Teraz przechodzimy do wniosków końcowych, metodologicznych. Pytanie jest, czy osoby wrażliwe psychicznie są również wrażliwe hipnotycznie i odwrotnie? Świadectwa empiryczne sugerują, że zdolności sensytywne są również cechami dziedzicznymi. W związku z badaniami prekognicji wydaje się, że przyszłość jednak nie jest ściśle zdeterminowana, skoro można jej zapobiec. Również możemy się odwołać do tego, że wielu zarzuca, że nie są to badania powtarzalne. Jednak zjawiska takie jak olśnienie są uznawane w psychologii, mimo iż są trudno powtarzalne. Pytanie również, co jest nośnikiem wiedzy drogą postrzegania pozazmysłowego?
Chodzi też o to, żeby pracę badawczą prowadzić z najbardziej uzdolnionymi parapsychicznie. Należy uprzednio przebadać populację pod kątem wrażliwości na psi, a następnie badać tych najwrażliwszych, czyli selekcja wśród najlepiej składujących. Być może parapsychologia wymaga odpowiednich metod badawczych, a więc krytyka jej metod przez ekspertów z innych dziedzin może być podyktowana nieodpowiedniością ich metod do problemów badań parapsychologii. Widzimy również, że gdy zmysły są wyłączone lub przytłumione, następuje redukcja szumów pewnych informacyjnych i wtedy wyraźniejsze stają się te zjawiska. Takie zabiegi jak medytacja, sen, substancje chemiczne, deprywacja sensoryczna, trans, bębny, taniec, hipnoza, egzorcyzm, intensywne emocje i tak dalej, mogą powodować ujawnienie się zdolności psi poprzez redukcję szumu. To właśnie nieświadoma część mózgu posiada pewną autonomię. Działając w tle umysłu potrafi wykorzystać te zjawiska. Tutaj warto stwierdzić, jakie ma to powiązanie z falami mózgowymi. Mózg jest jeszcze słabo zbadany. Jedynym znanym nam sposobem wytłumaczenia zjawisk paranormalnych jest przyjęcie założenia, że w mózgu ludzkim zachodzą zjawiska kwantowe.
Czy cały mózg pracuje kwantowo, czy też jakaś jego wydzielona część? Tego nie wiemy, ale wymiar kwantowy w wyjaśnieniu fenomenów psi jest zapewne konieczny. Odwołując się do tego obrazka, widzimy, że on w miarę dokładnie pokazuje działalność jasnowidzów. Jednak nie wszystkie są na tyle dokładne. Chodzi o to, żeby oceniać wartościowość takich spostrzeżeń nie przez częstotliwość trafnych spostrzeżeń, ale ich spektakularność. Ponieważ w przypadku wolnych odpowiedzi logika nakazuje nam taką metodę. W przypadku zaś zakreślonej kuli — zwykła statystyka. Być może już istnieją wyjaśnienia niektórych dziwnych zjawisk. Część jeszcze oczekuje na wyjaśnienie. Eksperymenty w laboratoriach jednak dają gorsze rezultaty niż znane z życia codziennego.
Mówi się również, że badania te są zwykle bardziej skrupulatne od badania innych zjawisk. Na przykład metaanaliza znana z eksperymentów z dziedziny medycyny jest również wykorzystywana. Trzeba też zauważyć, że muszą istnieć dobre interwały czasowe pomiędzy różnymi badanymi zdarzeniami. Dobre badanie tych zjawisk powinno zawierać pole wyboru. Osoba przed zapytaniem powinna znać możliwe odpowiedzi, aby wyizolować czynnik nieistotny, czyli szum informacyjny. Jeśli lepiej poznamy mózg, moglibyśmy nauczyć się wywoływać te zjawiska podobnie jak dawniej wyładowania elektryczne w postaci piorunów występowały jedynie spontanicznie, a obecnie odkryliśmy elektryczność i nawet używamy jej na skalę przemysłową. Również fenomeny psi mogą nam w przyszłości odpowiedzieć na pytania o naturę czasu i przestrzeni, zmieniając całkowicie ontologię i obraz świata, a także ewentualnie mogą rzucić światło na problem relacji umysłu do ciała i materii. Parapsychologia może stać się nauką jutra. Dziękuję.
[02:12:03] - Była to prelekcja Rafała Zalewskiego „Miejsce parapsychologii w nauce”. Teraz zapraszamy państwa do wysłuchania kolejnej prelekcji, a będzie to wystąpienie Aleksandry Postek pod tytułem „Terapia ibogainowa i alternatywne leczenie uzależnień w kontekście psychologii transpersonalnej.”
[02:12:24] - Tak jak tutaj zapowiedziano, chciałam państwu przedstawić terapię ibogainową w kontekście psychologii transpersonalnej. To, co chciałabym powiedzieć przed samym tekstem mojego wystąpienia. Najpierw omówię samą kwestię psychologii transpersonalnej i terapii z użyciem psychodelików, potem kwestię pochodzenia i działania ibogainy, formy terapii, jakie są praktykowane oraz ich skuteczność oraz na koniec, podsumowując, przedstawię terapię ibogainową w kontekście współczesnego lecznictwa uzależnień. Najpierw, żeby opowiedzieć o samej psychologii transpersonalnej, chciałabym przedstawić w skrócie kwestię nowego paradygmatu, którą ona się moim zdaniem opisuje. Twórcami nowego paradygmatu, jak również jego głównymi przedstawicielami byli Werner Heisenberg, Niels Bohr i Carl Gustav Jung. I czym jest nowy paradygmat? Zwolennicy nowego paradygmatu stawiają współczesnej nauce właściwie metodom zarzut redukcjonizmu. Są oni przekonani, że nauka potrzebuje uzupełnienia o aspekt duchowy. A ten nowy paradygmat to jest taka zasadnicza jedność wszechświata. Psychologia transpersonalna jest nazywana czwartą siłą psychologii obok psychoanalizy, behawioryzmu i orientacji humanistycznej i jedną z najważniejszych osób, najważniejszych przedstawicieli z punktu widzenia mojej pracy, obok Abrahama Maslowa i Antoniego Stójicha był Stanislav Grof.
[02:13:49] - Stanisław Grof rozwija koncepcję individuacji, która się pojawia u Junga. Individuacja jest to dążenie do stanu pełni, które jest celem osobistego rozwoju. Grof, biorąc tę koncepcję na warsztat, wyróżnia w doświadczeniach jednostki sfery personalne, czyli pochodzące z historii jej życia, doświadczenia transpersonalne wychodzące poza granice czasu i przestrzeni. Przez przejście przez te dwa etapy sfer doświadczeń dochodzi się do najgłębszej sfery psychiki i dojście do tej najgłębszej sfery psychiki oznacza jedność ze światem i rozwiązanie wszystkich problemów, które się w psychice pojawiają. Drugim ważnym przedstawicielem psychologii transpersonalnej z punktu widzenia mojej pracy był Ken Wilber. To jest twórca koncepcji spektrum świadomości. Zdaniem Wilbera wszystkie problemy w życiu duchowym człowieka biorą się z stawiania granic we własnych doświadczeniach, a rozwiązaniem tego problemu jest stopniowa likwidacja tych granic. I w miarę jak te granice są likwidowane, osiągamy kolejne poziomy spektrum świadomości. To jest rezultat tego procesu. Na gruncie tej psychologii transpersonalnej rozwija się taka forma terapii jak terapia z użyciem psychodelików.
Właściwie od 1938 roku, kiedy to Albert Hofmann zsyntetyzował LSD, było ono stosowane pomocniczo w sesjach terapeutycznych właściwie do 1965 roku, kiedy to zostało zdelegalizowane jako środek, ale było stosowane w leczeniu alkoholizmu i uzależnień od innych środków. Stanisław Grof, o którym wspomniałam wcześniej, analizował doświadczenia pacjentów po użyciu LSD i doszedł do takich wniosków, że do samopoznania konieczna jest analiza tak życiorysu pacjenta, jak i tych doświadczeń pozaosobowych. Dlatego też to LSD stosował i jak podsumowywał te sesje, to po sesji z LSD pacjenci stwierdzali, że ten stan, którego pragną, to jest transcendencja, a nie intoksykacja narkotykowa i zaczęli traktować po tych sesjach alkohol i narkotyki jako karykaturę stanu kosmicznej świadomości, jaki tak naprawdę chcą osiągnąć. Przechodząc do ibogainu. To jest krzew Tabernanthe iboga, który występuje w Afryce Środkowej, głównie na terenach Zairu, Kongo, ale przede wszystkim Gabonu. Ibogaina jest bardzo ważną substancją w kulcie Bwiti. Jest to synkretyczny kult, który łączy w sobie tradycyjny animizm i kult przodków z chrześcijaństwem. Substancja jest używana w celach rytualnych, inicjacyjnych, ale także w celach leczenia złego stanu psychicznego, a także by osiągnąć stan przeżyć mistycznych. Skąd się wzięła ibogaina na Zachodzie? Pierwszą osobą, która opisała swoje doświadczenia, był Howard Lotsof, który w wieku lat 19 zażył ibogainę jako jeden z wielu środków, z którymi eksperymentował.
Był wtedy uzależniony od heroiny i także prawdopodobnie od innych środków, ale był głównie od heroiny i zażył zupełnie przypadkowo tę substancję, którą się znajoma i po bardzo długim tripie, jak to określił, stosunek jego do heroiny diametralnie się zmienił i nie miał potem w ogóle potrzeby jej zażywania. To trwało półtora roku, kiedy to powrócił do swojego uzależnienia, ale już ten etap był dużo krótszy i po terapii metadonem przeszedł do takiego stanu, kiedy już nie był uzależniony. 20 lat później te doświadczenia postanowił przytoczyć i zaproponował rządowi amerykańskiemu przeprowadzenie badań nad tą substancją, natomiast nie spotkało się to z zainteresowaniem. Poznał w tej agencji rządowej osobę, która była tym zainteresowana. Wspólnie założyli firmę, ale nie osiągnęli dużego komercyjnego sukcesu. Próbowali zdobyć pieniądze na badania, ale mieli na małą skalę te fundusze i przeprowadzili trochę badań, ale na niewielką skalę. Równolegle prowadził badania nad ibogainą chilijski psychiatra Claudio Naranjo, który przeprowadził pierwsze obszerne badania nad działaniem. Opisał sesje ibogainowe w przypadku ponad 30 pacjentów. Był to bliski współpracownik Fritza Perelsa, co warto podkreślić. Jakie są zalety terapii ibogainowej?
Według Howarda Lotsofa za główną zaletę należy uznać szybki proces, ponieważ sama sesja, taki trip trwa około trzech dni. Potem potrzebne jest takiej osobie kilka miesięcy wsparcia, żeby utrwaliła swoje prawidłowe nawyki. Co można skonfrontować z, w optymalnym wydaniu, przynajmniej roczną terapią substytucyjną i wsparciem psychoterapią. Często też ta psychoterapia się ciągnie po samej substytucji, także ten okres wychodzenia z uzależnienia jest dużo dłuższy. Kładzie to też nacisk na indywidualny charakter tej terapii, bo każdy wydobywa ze swojej podświadomości najważniejsze kwestie i reinterpretuje swoje świadome doświadczenia. Badaniami nad ibogainą zajmowano się także w Polsce. Robił to polski farmakolog Piotr Fokik, który przeprowadzał badania głównie na szczurach, ale też interesował się tymi badaniami zagranicznymi prowadzonymi na ludziach. Tutaj pozwolę sobie go zacytować, ponieważ on zauważył jedną ważną rzecz: „Lecznictwo uzależnień opiera się na badanej przez władze medyczne, jak to określa, żeby podobne leczyć podobnym albo przeciwnym, a pomija się przy tym wspólną cechę wszystkich uzależnień, czyli fakt, że osoba uzależniona doznaje nieprzezwyciężonego pragnienia, potrzeby lub wewnętrznego przymusu zażywania tej danej substancji. Stąd też przy uzależnieniach stosuje się albo agonistów, albo antagonistów receptora endogennego, czyli kwasu N-metylod-asparaginowego. Ibogaina należy do grupy tych antagonistów tego receptora i hamuje objawy i przyczyny zespołu abstynencyjnego oraz powstawanie tolerancji na opioidy”.Co do tego przekraczania granic świadomości, Claudio Naranjo opisywał doświadczenia swoich pacjentów, że właściwie u wszystkich pojawiały się silne fantazje o treściach archetypalnych, ale wspólną cechą tych fantazji było to, że nimi można było manipulować.
Pacjent był w stanie odpowiadać na pytania terapeuty, ale nie tracił zdolności widzenia tych obrazów. Czyli to nie był stan totalnego braku świadomości. Jego zdaniem ten środek może służyć jako katalizator psychoterapii, przykładowo ułatwia przypominanie faktów z życia pacjenta. Polski psychiatra Maciej Kozłowski, autor głośnej książki „Moja heroina”. To jest psychiatra, który swego czasu uzależnił się od heroiny i „Moja heroina” jest historią prób uwolnienia się od tego. Natomiast z punktu widzenia osoby, która dobrze powinna znać się na uzależnieniach, czyli z punktu widzenia psychiatry, on też swego czasu próbował terapii heroinowej i zauważył u siebie odblokowanie podświadomych treści, które mogą w pewien sposób zostać zinterpretowane i zauważa taką korzyść: stan zwiększonej podatności na działania drugiej osoby, czyli terapeuty. Peter Frank, amerykański wykładowca, producent radiowy i autor książki, która niedawno ukazała się na polskim rynku poświęconej kokainie, „Kokaina. Niezmieniająca moc wizji”, wyróżnia takie cztery fazy doświadczenia heroinowego. Pierwsza faza to jest faza silnych wizji, o której opisywałam przed chwilą. Drugą fazę nazywa szarym dniem.
Jest to okres, kiedy człowiek wyszedł z tej fazy wizyjnej, ma kontrolę nad myślami i swoimi zmysłami, ale jest wyczerpany, przeżywa niestabilności emocjonalne i przepracowuje problemy z fazy pierwszej. Potem następuje trzecia faza, tymczasowa wolność, która trwa około trzech miesięcy. Nie ma głodu narkotykowego, wydaje się, że problemy są rozwiązane i to jest moment, kiedy człowiek ma tyle energii, że powinien się skontaktować z terapeutą, żeby ten stan podtrzymać. Czwartą fazą jest faza powrotu na ziemię. Powracają problemy emocjonalne i niekiedy wraca chęć powrotu do narkotyków. Ale zdaniem Franka, jeżeli człowiek dobrze wykorzysta tę fazę trzecią, kiedy ma dużą silną władzę nad sobą, ten problem może zostać zażegnany. Frank jest zdania, że heroina może też inne uzależnienia w ten sposób leczyć, będąc katalizatorem doświadczenia. Otóż inny temat jest. Jakie są formy terapii heroinowej? Stosuje się autoterapię na własną rękę.
Dość często można w internecie sobie ten środek sprowadzić za różne kwoty. Czasem przy udziale drugiej osoby ludzie biorą ten środek, czasem sami. W internecie chętnie się dzielą doświadczeniami z przeżyć i opisują je. Albo można też podjąć terapię w ośrodkach, które są głównie na terenie Ameryki Łacińskiej umieszczone ze względu na status prawny heroiny w innych krajach, jak w Stanach, gdzie ona jest zabroniona i w większej części krajów europejskich też. Te ośrodki są ulokowane w Panami, Gwatemali, Brazylii, Meksyku, kilka jest w Azji i Afryce. Pojedyncze są w Europie. Większość osób, które tam są, prowadzą zajęcia metodą doktora Edwarda Aubua. Jakie jest ryzyko terapii heroinowej? Można heroiny przedawkować, aczkolwiek znana dawka bezpieczna jest dość jasno określona, więc właściwie trzeba niekontrolowanie ją zażyć, żeby coś sobie zrobić. Halucynacje mogą wywołać lęki, zaburzenia rytmu serca.
Większość tych środków wymaga, żeby zrobić przedtem EKG i konieczny jest też, jak podkreślają znawcy tematyki, plus wsparcie drugiej osoby, czyli terapeuty, bo sesja na własną rękę może się okazać zupełnie nieskuteczna. Jaka jest jej realna skuteczność? W badaniach doktora Pubika wykazano, że rzeczywiście hamuje samopodawanie heroiny, kokainy, morfiny, alkoholu uzależnionych zwierząt laboratoryjnych. Z badań i badań Claudi Naranjo, nie będę tutaj ich streszczać, bo już mamy mało czasu, ale rzeczywiście wynika to, że publikowanych artykułów naukowych jest dużo na ten temat i widać pozytywną zależność. Natomiast próby są nieduże. Nie ma takich badań finansowanych przez rządy większych krajów czy firmy farmaceutyczne. Nie ma takiego w pełni kontrolowanego badania, które obejmowałoby dużo grup zależnych. Dlatego właśnie od 1970 roku jest w Stanach nielegalna, w kilku krajach europejskich też i także w Polsce od 2012 w wykazie substancji zakazanych razem z wieloma innymi substancjami. Chyba nielegalna jest w Nowej Zelandii, z tego, co mi wiadomo, jako w jednym kraju. Dlaczego tego zainteresowania nie ma?
Zwolennicy terapii heroinowej często mówią wręcz o teoriach spiskowych. Ich zdaniem niektórzy decydenci mogą mieć interes w tym, żeby ta wojna narkotykowa dalej trwała, żeby nie było skutecznego leku na uzależnienia. Ważne jest też to, że opatentowane może być samo stosowanie heroiny, a nie związek sam w sobie, bo to jest naturalny alkaloid, a to stosowanie było przez Aubua opatentowane. Moim zdaniem warto też zwrócić uwagę, że terapeuci uzależnień często podchodzą niechętnie nawet do takich już by się wydawało standardowych terapii substytucyjnych jak terapia metadonem czy heroiną, a co dopiero jakąś tajemniczą środek z Ameryki Środkowej. Ważne jest to, że odwołuje się do założeń innych niż przyjmowane w standardowych nurtach psychologicznych najpopularniejszych. Chciałam zakończyć cytatem z fakumia Dobrzyńskiego i jego książki o new age'u: „Często pewne zjawiska określa się właśnie jako new age po to, żeby je zdyskredytować. Odrzuca się jakikolwiek wiarę w zasoby tego nurtu, nawet jeżeli chodzi o sprawy z racjonalnego punktu widzenia ważne i słuszne, lub przynajmniej nieszkodliwe”, jak to określa. Wydaje mi się, że to jest główny problem, który spotyka rzeczników badań nad heroiną. Konkludowałabym.
[02:25:38] - Przed chwilą wysłuchaliśmy prelekcji Aleksandry Bostek pod tytułem „Terapia ibogainowa i alternatywne leczenie uzależnień w kontekście psychologii transpersonalnej”. Teraz przechodzimy do ostatniej prelekcji w tym bloku tematycznym „Fenomen szeptuch podlaskich”, którą wygłosiła Kamila Pankowska-Wróbel.
[02:25:58] - Dzień dobry. Chciałabym nawiązać dzisiaj do zjawiska bardzo nam bliskiego, ponieważ fenomenu szeptuch podlaskich. Szeptucha, szeptun są to uzdrowiciele obojga płci, najczęściej oferujący swoje usługi osobom bieżącym w pomoc leczenia. W gwarach najczęściej używa się liczby mnogiej „szeptuchy” i wtedy ma się na myśli przedstawicieli obu płci. Ponieważ bardziej charakterystyczne w tej roli są jednak kobiety. Sami uzdrowiciele najczęściej określają się mianem babki lub majstjera. Zazwyczaj używają swojego imienia bądź też pseudonimu. W Polsce zjawisko szeptuch jest charakterystyczne wyłącznie dla rejonu Podlasia. Szeptuchy zamieszkują głównie wsie i niewielkie miasta, zazwyczaj na wschód od Białegostoku. Najpopularniejszymi są szeptuchy z Orli, Rudki, Czeremchy oraz Percewa.
Lokalna społeczność często uważała szeptuchy za osoby obce. Przez to często oddzielane były one terytorialnie od wioski. Najczęściej znachorki zamieszkiwały miejsca pomiędzy wsiami bądź były przez ludność wyrzucane na skraj wsi. Współcześnie jednak zwyczaj ten ulega zatarciu. Działalność szeptuch jest zdeterminowana przez miejsce, w którym praktykują. Żyją one na styku trzech kultur białoruskiej, polskiej i rosyjskiej, w symbiozie z Kościołem i cerkwią. Są to przeważnie Białorusinki wyznania prawosławnego. Ważne jest jednak, że przynależność do białoruskiej grupy etnicznej oraz prawosławnej społeczności religijnej nie jest warunkiem koniecznym. Duże znaczenie ma również wiek osoby uzdrawiającej. Szeptuchą może być kobieta po pięćdziesiątym roku życia.
Najlepiej, by była już po menopauzie, ponieważ kobiety po klimakterium uważane są za osoby spokojniejsze oraz mądrzejsze. Zdecydowaną większość stanowią jednak 80-, 90-letnie staruszki. W wioskach i miasteczkach Białostocczyzny żyje obecnie około trzydziestu kobiet, które uzdrawiają za pomocą modlitwy. Tajemną umiejętność leczenia można interpretować jako zdolność daną ludziom przez Boga w celu szerzenia pomocy potrzebującym. Same szeptuchy są przekonane, że ich zdolności są darem Bożym i przyjmując go, okazują szczerą chęć pomocy innym. Często podkreślają również, że bez pomocy Boga i aniołów nie byłyby zdolne do jakiejkolwiek działalności, do działalności leczenia. Szeptuchy są zobligowane do udzielania pomocy zawsze, gdy są o nią proszone. Muszą one uwolnić się od złości, żalu oraz pozostałych negatywnych emocji w stosunku do innych ludzi, aby móc udzielić pomocy nawet osobom, które uważają za swoich wrogów. Szeptuchy to osoby zazwyczaj spokojne, cierpliwe, empatyczne, łatwo przebaczające, a przede wszystkim pobożne. Uważają, że dar, który jest nieodpowiednio wykorzystywany, może w każdej chwili zostać im odebrany przez Boga.
Jednak szeptuchy często przy pierwszym kontakcie zniechęcają do siebie. Najczęściej wychodzą na podwórko i przeganiają osoby, które przychodzą do nich, by poprosić o pomoc. Robią to specjalnie, ażeby pozostawić jedynie osoby najbardziej zdeterminowane. Osoby, które najbardziej potrzebują pomocy. Szeptuchy zazwyczaj nie żądają żadnej zapłaty za swoje usługi. Za niemoralne uważają bogacenie się na Słowie Bożym, gdyż posługa powinna być według nich bezpłatna. Niektóre babki wręcz obrażają się, kiedy proponowana jest im zapłata. Odmawiają również przyjmowania czegokolwiek od osób ubogich. Od innych przyjmują czasami symboliczną zapłatę w postaci jedzenia bądź pieniędzy. Są to najczęściej drobne monety.
Monety te przekazują na pobliską cerkiew. Najczęściej kupują świeczki, które następnie palą przy ołtarzu w intencji osób, które do nich przychodzą. Szeptucha jest osobą bardzo religijną. Modzi się w cerkwi w intencjach osób składanych przez osoby, które je odwiedzają. Pomimo że Kościół prawosławny odżegnuje się od ich leczniczych praktyk, kobiety te często mają bliski kontakt z miejscowym kapłanem. Zdarza się nawet, że pełnią posługę w kaplicy. Jest jedna szeptucha, która nawet śpiewa w chórz cerkiewnym. Niektóre jednak są przeganianie ze świątyni. Warunkiem otrzymania daru leczenia przez przyszłą szeptuchę jest chęć jego przyjęcia. Przekazywane są jej teksty modlitw oraz informacje o sposobie ich użycia.
Sama inicjacja szeptuchy nie jest naznaczona rytuałami. Najczęściej sprowadza się do prostej rozmowy i przekaz ustny ma tutaj diametralne znaczenie. Szeptuchy zazwyczaj chcą, by dar uzdrawiania pozostał w rodzinie, więc najchętniej przekazują go osobom spokrewnionym, najlepiej swojemu potomstwu. Szeptucha, czując, że nadchodzi jej czas, wyznacza swoją następczynię. Najczęściej jest to córka względnie wnuczka.Ponieważ uważa, że w przeciwnym razie wraz z jej śmiercią tradycja mogłaby zaginąć. W chwili, gdy dzieci szeptuchy nie zgadzają się na przyjęcie daru, grono kandydatów rozszerza się na dalszą rodzinę. Zdarzały się nawet przypadki, że na sąsiedztwo. Kobieta jednak musi być naznaczona piętnem starszeństwa i doświadczenia życiowego. Zdarzają się również przypadki, gdy przyszła szeptucha uczy się modlić sama. Modlić i uzdrawiać z pomocą modlitwy.
Na początku swojej działalności niesie jednak pomoc najbliższej rodzinie i w ten sposób doskonali swoje umiejętności. Zakres działalności szeptuchy zazwyczaj dotyczy chorób, które nie są uznawane przez tradycyjnie wykształconych lekarzy. Sami uzdrowiciele wykluczają z zakresu swoich obowiązków leczenia przeziębienia, złamań czy też dolegliwości, które potrzebują ingerencji chirurgicznej. Istnieje pięć podstawowych chorób, których leczeniem zajmują się szeptuchy. Pierwsza to jest nerw, zwany również kołtunem. Jest to jedna z najtrudniejszych do wyjaśnienia dolegliwości, często spotykana współcześnie na Podlasiu. Przyczyną owej dolegliwości jest długotrwały stres bądź też tak zwany przestrach. Objawy choroby to ból, paraliż, zwijanie się, na głowie kołtuna. Sposób leczenia jest ściśle uzależniony od konkretnego przypadku. Najczęściej w leczeniu stosuje się owczą wełnę.
Następną chorobą jest tak zwany wiatr. Choroba spowodowana jest przez przeciąg w pomieszczeniu, wiatr czy też przy otwartym oknie jazdę samochodem. Objawami są bóle głowy, również bóle innych części ciała. Przy bardziej zaawansowanej chorobie może wystąpić również paraliż. Leczenie wiatru wiąże się z wykorzystywaniem popiołu, który szeptucha uzyskuje ze swojego pieca. Następną chorobą jest róża. Róża może powstać od wody, wiatru bądź też przeziębienia. Najczęstszymi objawami jest wysypka, zaczerwienienie, opuchlizna w różnych miejscach ciała. Do leczenia szeptucha wykorzystuje len. Bardzo popularną chorobą, z którą szeptucha ma do czynienia, jest urok zwany również złym okiem.
Urok oznacza zarówno przyczynę, jak i samą dolegliwość. Czasami z tą chorobą wiąże się także przestrach. Uzdrowiciele często nie są w stanie odróżnić od siebie tych dwóch chorób, dlatego też stosują tą samą metodę leczenia. Urok to bardzo częsta przypadłość, szczególnie wśród małych dzieci. Spowodowana jest przez osobę trzecią, która jest w posiadaniu tak zwanych złych oczu. Do objawów należą bóle brzucha, nerwowość, bezsenność, płacz u dzieci. Urok poprzez osłabienie organizmu może doprowadzić nawet do śmierci. Ostatnią z chorób jest tak zwany przestrach. Przestrach połączony jest również z urokiem. Przyczyną również jest działalność osoby trzeciej.
Jednakże w tym wypadku rzadziej człowieka, często zwierzęcia, najczęściej psa. Mogą być to również nieszczęśliwe wydarzenia losowe, na przykład wypadek, pożar. Objawy są bardzo podobne jak w uroku i przy chorobie zwanej nerwem. Choroba ta najczęściej dotyczy małych dzieci i leczy się ją przy użyciu stopionego wosku pszczelego. Słowa wypowiadane przez szeptuchy mają wyjątkową moc. Stają się swoistymi lekami. Inspiracją w zamowach są nie tylko teksty kanoniczne oraz motywy zapogryfów, ale także sam folklor. Szeptucha zwraca się bezpośrednio do choroby i prosi ją, aby odeszła od chorego. W wypowiadane przez nią słowa wplatane jest imię pacjenta. Modlitwy zaś kierowano już bezpośrednio do samego Boga.
Szeptucha najczęściej wykorzystuje „Zdrowaś Mario”, „Wierzę w Boga” oraz „Ojcze nasz”. Modlitwa jest długa, śpiewna, monotonna, szeptana. Stąd właśnie nazwa owych opiek, szeptuchy. Rytuał ten najczęściej zamyka się w 30 minutach. Czasami jednak w bardziej poważnych przypadkach może przedłużyć się nawet do godziny. Uzdrowicielka do słów dołącza również szczególne gesty. Przede wszystkim powtarza się znak krzyża oraz ruch okrężny wykonywany wzdłuż ciała pacjenta. Sens wykonywanego ruchu obrotowego sprowadza się do spowodowania pomyślnego biegu świata i odwołuje się do ruchu Słońca po sklepieniu niebieskim. Cały zabieg musi przebiegać według ściśle określonych reguł. Miejscem odczyniania chorób jest zazwyczaj dom szeptuchy.
Najczęściej jest to ciemna izba, której punktem centralnym jest kąt z ikonami. Może to być kuchnia. Szeptucha nigdy nie chce udać się do domu chorego. Chce cały rytuał przeprowadzić u siebie. Natomiast pragnę jeszcze dodać, że szeptucha używa również często przedmiotów, które wcześniej zostały poświęcone w cerkwi. Mógł być to krzyż, nożyce, różaniec, szklanki, chustki. Również różnego rodzaju materiały: len, wełna. Tak jak wcześniej wspomniałam, używa również popiołu i wosku pszczelego. Dotyka również ciała pacjenta, zwłaszcza głowy, chcąc przenieść na niego moc wypowiadanych przed chwilą słów.
[02:37:50] - O podlaskich szeptuchach opowiadała Kamila Pankowska-Wróbel. Po przerywniku muzycznym przejdziemy do ostatniego bloku tematycznego, czyli antropologiczno-kulturowego. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami. W Radiu Paranormalium słuchacie państwo relacji z konferencji naukowej Zjawiska z pogranicza nauki w dyskursie naukowym i filozoficznym, która odbyła się w Białymstoku 10 czerwca 2016 roku. Teraz przechodzimy do ostatniego bloku tematycznego, czyli antropologiczno-kulturowego, a w nim ostatnia prelekcja w ramach tej relacji zatytułowana Synkretyzm religijny polskiej ezoteryki telewizyjnej. Uniwersalizm czy komercyjny eklektyzm?, którą wygłosił Jan Bajor. Posłuchajmy.
[02:42:40] - Nazywam się Jan Bajor, jestem doktorantem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego i chciałem powiedzieć parę słów dzisiaj o synkretyzmie religijnym w polskiej ezoteryce telewizyjnej. Aby w miarę precyzyjnie pokazać, co rozumiem pod tym hasłem, dlaczego uważam, że to jest temat warty zainteresowania, posłużę się pewnym przykładem. Jest to taka anegdota, od której zaczęło się moje zainteresowanie całym tym problemem. Jakieś trzy lata temu trafiłem całkowicie przypadkiem na audycję w telewizji ezoterycznej Kosmika TV prowadzoną przez pana Piotra Natoniewskiego, szerzej znanego jako wróżbita Dawid. Odprawiał on dość dziwaczny, z mojego punktu widzenia wtedy trochę nawet szokujący rytuał. Jak sam twierdził, przyzywał błogosławieństwa anielskie do dzwoniących telewidzów. Robił to za pomocą wahadełka, którym kręcił, jednocześnie odmawiając jakieś magiczne formuły.Ponadto jeszcze na stole miał tarot, jakieś inne magiczne rekwizyty. Bardzo zaintrygowało mnie to, w jaki sposób można łączyć tak różne motywy religijne. Jak to jest, że w momencie, gdy ewidentnie Kościół katolicki jest jawnie przeciwny tego typu praktykom, ktoś twierdzi, pokazuje w telewizji, ludzie z tego korzystają, że przyzywa anioły. W tym celu postanowiłem przyjrzeć się większej ilości tego typu audycji na przykładzie telewizji Eso TV, która jest taką chyba największą, odnoszącą największe sukcesy instytucją produkującą to wróżbiarskie audio-tele.
Oczywiście ezoteryka w polskiej telewizji w różnych dość formach jest od dawna widoczna. Jako że mam mało czasu, nie będę tutaj bardzo się wdawać w historię. Jakkolwiek nie umknęła ona też całkiem uwadze środowiska naukowego czy refleksji filozoficznej bardziej. Dorota Hall, autorka chyba najważniejszej w ostatnich latach książki o nowych formach duchowości w Polsce, zatytułowanej po prostu "New Age w Polsce". Tego typu praktyki wróżbiarskie, taką pop-ezoterykę bardzo silnie wiązała z ruchem Nowej Ery. Interpretowała to zjawisko przede wszystkim jako taką najbardziej uproszczoną komercyjną emanację tego szerokiego spektrum zjawisk, które określa się jako New Age. Zwracała też uwagę na pewną polską specyfikę problemu, że ten New Age, nawet w tej bardzo trywialnej formie, w Polsce jest troszeczkę inny niż powiedzmy na Zachodzie. O tym jeszcze będę trochę mówił. Tą samą linią myśli szła Agnieszka Kowalczewska, autorka eseju naukowego "Ezoteryka na sprzedaż". Też ona wiązała bardzo silnie telewizję wróżbiarską, tego typu zjawiska z ruchem New Age, ale jeszcze do tego bardzo ostro oceniała tego typu zjawiska.
Nazywała je pewną komercją żerującą na autentycznej ezoteryce. Na takich głęboko zakorzenionych w kulturze systemach wiedzy tajemnej, jaką byłaby na przykład antroposofia czy różne jeszcze istniejące do dzisiaj inne systemy gnostyckie. Ale jak dokładnie to wygląda na przykładzie Eso TV? Sam kanał istnieje od kilkunastu lat. Jest to właśnie taka telewizja audio-tele, gdzie ludzie mogą dzwonić, uzyskiwać od ezoteryków różnorakie wróżby lub inne, można powiedzieć, usługi duchowe. Krótko funkcjonowała ona jako samodzielny kanał nadawany w telewizji kablowej, ale przede wszystkim od zawsze zajmowała się sprzedawaniem pasm ezoterycznych dla innych kanałów telewizyjnych. Obecnie Eso TV, jeśli się nie mylę, produkuje wieczorne, nocne pasmo ezoteryczne TVN-u, które praktycznie codziennie jest nadawane w późnych godzinach wieczornych i nocnych. No i jest to program, który ma kilkunastu prowadzących o bardzo różnych specjalnościach, którzy prowadzą często trwające po cztery, pięć godzin audycje, w których odbierają telefony, świadczą różne usługi ezoteryczne. To, co się rzuca w oczy, kiedy przyjrzymy się temu kanałowi, to są podobne zjawiska jak te, które można by zaobserwować w tym pierwszym pokazanym przeze mnie przykładzie. To jest bardzo duże nagromadzenie różnych motywów religijnych, różnych symboli czy praktyk pochodzących z bardzo różnych porządków duchowości.
I nie chodzi tu tylko o to, że te praktyki po prostu są obecne na antenie. Na przykład jeden ezoteryk oczyszcza czakry, a drugi przyzywa anioły. Przede wszystkim te motywy są łączone przez pojedynczych prowadzących w ramach pojedynczych audycji i stanowią pewien pakiet usług oferowany dzwoniącym. Bardzo synkretyczny czy można powiedzieć eklektyczny. Ci ezoterycy też, chociaż zwykle deklarują się jakimiś specjalnościami, na przykład mówią, że ktoś jest tarotcistą, to bardzo rzadko ograniczają się do tych praktyk ezoterycznych, które można by kojarzyć z tą ich główną specjalnością, które byłyby w jakiś oczywisty sposób z nią powiązane. Wiąże się z tym właśnie też to, że mniej więcej każdy z tych prowadzących chce oferować jak największą gamę usług, jak najwięcej różnych, powiedziałbym, przysług duchowych tym swoim telewidzom udostępnić, tak żeby być atrakcyjnym produktem. Aby to nie było tak całkiem abstrakcyjne, też ponownie posłużę się przykładem. Tutaj mamy jednego z prowadzących właśnie, wróżbitę Sławomira, który przedstawia się jako tarotcista, numerolog. Powiedzmy numerologia to jest trochę taka ezoteryczna matematyka. Każdy ezoteryk mniej więcej się na tym zna.
Tarot też jest bardzo rzeczą popularną, taką podstawową. Jakkolwiek gdy obejrzałem jedną z tych jego audycji, bynajmniej do tych dwóch sfer się nie ograniczał. Miał na przykład cztery talie kart oprócz tarota, karty anielskie, które służą do wróżenia przy odwołaniu się do energii aniołów. Miał tarota kryształowego, który służy dobieraniu telewidzom kamienia półszlachetnego, który mógłby dla nich służyć jako amulet.Miał też dwa wahadełka, którymi jak twierdził zdejmował klątwy, oczyszczał energetycznie telewidzów, oczyszczał im czakry. W pewnym momencie stwierdził, tu też troszkę nawiązanie, że udziela też energii reiki na odległość, więc zajmuje się de facto leczeniem energetycznym. Jaka może być zasada, która połączyłaby tak różne praktyki, tak też różne tradycje? Bo tu mamy chrześcijańskie anioły, mamy zaczerpnięte ze Wschodu czakry, mamy tarot, który jest europejską tradycją ezoteryczną. Czy jest w ogóle jakiś sens, który mógłby to wszystko zespolić? Bardzo to zgodnie z intuicjami i tezami, które wygłasza Dorota Hall w swojej książce na temat polskiego oblicza New Age. Tym pojęciem, tym językiem, który spaja praktycznie wszystkie obecne na naszym rynku usługi ezoteryczne jest energia.
Wszystko to można sprowadzić do energii. Wszystko to można w ten sposób określić. I ta energia jest takim wszechogarniającym bytem, który wpływa na wszystkie aspekty naszego życia, który może nam na bardzo różne sposoby pomóc, ale przy okazji jest czymś, co stanowi zewnętrzne sacrum. Ta energia pochodzi z jakiegoś świętego źródła, do którego ci ezoterycy tylko się odwołują. Są takimi przekaźnikami, którzy przekazują nam tą energię z kosmosu. Do końca nie jest ważne, jak to nazwiemy, z jakiego systemu religijnego to wywiedziemy, ale to jest jedno uniwersalne sacrum, do którego wszyscy tak naprawdę się odwołujemy. To ma bardzo różne konsekwencje, na które też zwraca uwagę Dorota Hall. Umożliwia to na przykład nawiązywanie w praktykach ezoterycznych bardzo mocno do chrześcijaństwa. Ponieważ jeśli wszystko jest energią, to możemy czerpać z energii aniołów. Możemy posłużyć się aniołami, żeby przy ich pomocy wróżyć przyszłość właśnie za pomocą tych kart anielskich.
Możemy nawet powiedzieć klientowi, że w sumie to ja panu przekażę tą dobrą energię, ale może warto się jeszcze pomodlić, bo jest cały czas ta Opatrzność, do której ezoteryk jest łącznikiem, ale samemu też można się do niej odwołać. Na EZOTV widoczne są też różne zjawiska, które Dorota Hall ewidentnie kojarzy przede wszystkim z polską specyfiką New Age. To jest takie bardzo sensualistyczne podejście do wszystkich praktyk. Może się wydawać, że magia ogólnie jest sensualistyczna, jest taka namacalna, ale tutaj to jest bardzo przejaskrawione. Nie tylko wszystkie rytuały, które tam się dokonują są bardzo widowiskowe, łatwo obserwowalne, ale też ezoterycy mówią, że ta energia, którą przekazują, wywoła u telewidzów konkretne odczucia. Każą im uczestniczyć w jakiś sposób w rytuałach, wykonując jakieś gesty. Każą im czasami nawet samodzielnie pewne rytuały odgrywać. Na przykład zapalić świecę o odpowiednim kolorze, która przyciągnie jakąś dobrą energię albo odpędzi złą. Wszystko to jest takie bardzo namacalne, organoleptyczne i praktycznie większość tych praktyk jest nastawiona na taki bardzo widoczny charakter. Ponadto widoczne tam są bardzo odwołania do nauki, co Hall trochę kojarzy też z dziedzictwem PRL-u, z tym, jak ezoteryka w Polsce musiała się maskować właśnie pod hasłem psychotroniki.
Tego typu zjawisk, które nawet jak nie do końca szczerze chciały mieć pretensje do naukowości, to musiały przyjąć taką maskę, aby nie być zwalczanym przez cenzurę. Tutaj to może przyjąć formę takiego pseudonaukowego żargonu jak tutaj jest na prezentacji pokazane, że jeden ezoteryk twierdzi, że oczyszcza dzwoniących na poziomie kwantowym, subatomowym, cokolwiek to miałoby akurat w tym kontekście znaczyć. Ale często są też to dość poważne odwołania do nauki, do teorii psychologicznych albo fizyki. Często też jest próba takiego uzasadniania, uwiarygadniania tych praktyk, rzucając jakieś nazwiska naukowców albo twierdząc, że na Zachodzie te praktyki są uznane, udowodnione, tylko u nas jeszcze się nie przyjęły, albo ogólnie odwołując się do autorytetu rzekomych lub istniejących badań naukowych. To jest przy tym ciekawe, że bardzo często właśnie pada przy tym hasło Zachód, że na przykład ci ezoterycy mieli szkolenia na Zachodzie albo wiedzę z zachodnich wydawnictw, więc ta wiedza często o Dalekim Wschodzie do nas przychodzi z Zachodu i Zachód ją nam legitymizuje. Tak słowem podsumowania i wracając do pierwszego pytania, jak można by tą narrację, ten dyskurs, który produkuje ezoteryka telewizyjna, zinterpretować? Czy to jest taki całkowicie dowolny eklektyzm religijny, czy jest w tym jakaś zasada?Moim zdaniem właśnie przez to, jak mocno ezoteryka telewizyjna odwołuje się do dyskursu New Age, jak mocno jest zaczepiona o pojęcia energii, bioenergii, cały ten żargon i można szerzej powiedzieć ideowość New Age ma bez wątpienia pewien pierwiastek uniwersalistyczny. Jest w nim widoczne to przekonanie, które Dorota Hall określa mianem perenializmu, czyli wiara w to, że wszystkie religie, wszystkie praktyki odwołują się do uniwersalnej sfery sacrum. Tak naprawdę nieważne, jaką drogą idziemy do tej opatrzności czy tej sfery świętości, ważne czy to jest skuteczne, czy to może nam pomóc. I możemy z tego czerpać praktycznie w dowolny sposób tak długo, jak długo nam to nie szkodzi.
Tak naprawdę, jeśli przyjrzeć się dokładnie temu dyskursowi, temu, co jest tam prezentowane, to nie jest to dużo bardziej eklektyczne czy dużo bardziej płytkie niż znaczna część tego, co komercyjny New Age nam prezentuje. Podobny pseudonaukowy żargon, podobną dowolność w łączeniu motywów religijnych możemy spotkać na targach medycyny naturalnej, także często w programach różnych przewodników duchowych. Też może powołując się na przykład z książki Hall, jedna z takich bardzo popularnych na przełomie tysiącleci przewodniczek duchowych legitymizowała się na stronie kilkunastoma specjalizacjami od reiki, przez różne formy medytacji, aż po ufologię. Była specjalistą od wszystkiego, co tylko szeroko kojarzy się z ezoteryką, a jednocześnie miała tysiące zwolenników, którzy uważali ją za wielki autorytet duchowy. Wszystko to tak naprawdę tworzy tą, można powiedzieć, bardziej płytką i smutną stronę nowej duchowości. Łatwo byłoby ezoterykę telewizyjną odrzucić jako oczywiste oszustwo, oczywiste hochsztaplerstwo. I na pewno w przypadku tego pierwszego pana, którego pokazywałem, to jest oczywisty hochsztapler. Człowiek, który sam tego, co robi, nie traktuje poważnie, ale bardzo trudno udowodnić. Oczywiście nie mam żadnych dowodów, ale słyszałem pogłoski, że tak powiem, przeczące temu, że wielu ludzi, którzy prowadzi taką działalność, oczywiście wiedząc, że to jest komercyjne i trochę niepewne etycznie, w te swoje ezoteryczne działania, w tą swoją moc wróżbiarską i tak dalej wierzy. I może tym akcentem zakończę.
[02:59:12] - W Radiu Paranormalium zaprezentowaliśmy obszerne fragmenty konferencji naukowej „Zjawiska z pogranicza nauki w dyskursie naukowym i filozoficznym”, która odbyła się w Białymstoku 10 czerwca 2016 roku. Bardzo cieszy nas fakt, że tego typu wydarzenia zaczynają się pojawiać i co więcej, organizowane są przez uczelnie państwowe. Pozostaje więc mieć nadzieję, że będzie ich coraz więcej i że będą organizowane coraz częściej. A tymczasem żegnamy się już z państwem, zachęcając przy tym do śledzenia naszej strony internetowej www.paranormalium.pl, gdyż właśnie tam w newsach o każdym tego typu wydarzeniu dowiecie się państwo jako pierwsi. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnych audycjach.