Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była.
Po tej całej akcji, no strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam państwa bardzo serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej nieco ponad godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie, w którym słuchacze Radia Paranormalium dzielą się swoimi relacjami o spotkaniach z nieznanym.
Całkiem szczerze, całkowicie anonimowo. A dziś wysłuchamy kolejnej w historii tego cyklu paranormalnej spowiedzi, która rozpocznie się od kilku wątków ufologicznych, by później przejść do spotkań ze zmarłymi i ogólnie różnych sytuacji na granicy tego i tamtego świata.
Poza przekazaniem relacji nasza dzisiejsza rozmówczyni oraz ja podzielimy się pewnymi swoimi spostrzeżeniami na poruszone w tej rozmowie tematy. Dodam jeszcze tylko, że dla zachowania anonimowości słuchaczka prosiła o wycięcie nazw mniejszych miejscowości. Z nagrania zostały również wypikowane imiona.
Większość opisywanych zdarzeń rozegrała się w kilku małych miejscowościach nieopodal Częstochowy. Poza kilkoma incydentami ze zmorą nocną, jakich doświadczyła ciotka mojej rozmówczyni mieszkająca w Katowicach.
Tyle słowem wstępu. Przejdźmy zatem do słuchania. No to może ja zacznę od tych obserwacji dziwnych obiektów, jakie się wydarzyły, jakie miałam okazję zobaczyć. Pierwszy raz to było w roku dwa tysiące chyba dziewiętnastym. Wówczas odbywało się takie święto ziemniaka.
To było właśnie w miejscowości pod Częstochową i konkretnie to chodzi o... Tak, ale to jest taka mała wioska po prostu pod Częstochową i wybraliśmy się ze znajomymi właśnie do tego, no tam właśnie na tą imprezę taką. No i w pewnym momencie jeden ze znajomych powiedział, że on musi na chwilę do domu zajrzeć. No to całą paczką znajomych, z którą żeśmy tam przebywali, sobie poszliśmy właśnie pod jego dom. Poczekaliśmy tam na niego i ja jestem dosyć niskiego wzrostu, podszedł do mnie jeden ze znajomych, coś tam chciał o coś zapytać.
Nie pamiętam, bo to też dosyć dawno było. On jest dosyć wysoki. Ja spojrzałam mu w twarz i spojrzałam od razu, widząc niebo za nim. Patrzę, a tam było chyba, no nie wiem, z dwadzieścia może, może więcej obiektów.
Teraz nie jestem już w stanie wyliczyć, jaka była ilość, ale dosłownie flota takich niebieskich świateł z poświatą, taką niebieską, delikatnie, taką jakby mgiełką. No było tego naprawdę cała flota. Nawet nie wiem, w którym kierunku to zmierzało.
Wtedy żeśmy też nie byli zorientowani, gdzie jest wschód, gdzie zachód. To jest na takim wzgórzu się to znajdowało i żeśmy właśnie stąd tą obserwację mieli okazję zauważyć. No ja tylko tak: "Co to jest?"
Szybciutko, tak do wszystkich. "Co to jest? Widzicie to?" I wszyscy tak spojrzeli. Kurczę, no nie wiemy. Nikt nie był w stanie powiedzieć, co to. Bez dźwięku żadnego. To nie było ani dźwięku samolotów, ani żadnego mrugania, jak to zwykle jest przy obserwacji samolotów. Nic takiego nie miało miejsca. Niektórzy próbowali to nagrać, ale no to były na tyle subtelne światła, że nie mogliśmy tego nagrać nawet. Też aparaty nie wychwyciły tych świateł. No a koledze, nie wiem, czy to z tego względu, też nie chciał odpalić samochód jakoś dziwnym trafem w tym momencie. Nie wiem, czy to było powiązane z akurat z tym, co widzieliśmy, ale potem, kilka dni później kolega tam dał nam znać, że napisał na kanale UFO Obserwacje czy UFO Polska właśnie zapytanie, czy ktoś widział właśnie jeszcze coś takiego. I jedna pani napisała, że w okolicy Opola coś takiego zaobserwowała.
Więc no, gdzieś to zmierzało chyba gdzieś na zachód, tak mi się wydaje. A jak te światła były ułożone? Jak one się w ogóle zachowywały? To nie była konkretna formacja, tylko było po prostu tych obiektów, one były tak rozsypane, ale w, no takiej niezbyt dużej odległości. Po prostu tak obok siebie, równomiernie, jednostajnie. Wszystkie w tym samym kierunku leciały z tą samą prędkością, bez żadnego dźwięku. Jak długo mogła trwać ta obserwacja? No ja to zauważyłam, jak one były już typowo nad nami. Może widzieliśmy je tak, no przez jakieś pięć minut może coś takiego, aż tam się zniknęły tak gdzieś właśnie w oddali już. Właśnie przez moment zaświtały mi w głowie Starlinki, ale Starlinki raczej lecą w jednej linii, tak. Nie, to była, to nie była era Starlinków po pierwsze. To był dwa tysiące dziewiętnasty rok, więc chyba czy, czy, czy może nawet wcześniej albo siedemnasty. Kurczę, wie pan co, ja chyba, chyba siedemnasty albo osiemnasty coś takiego.Ale to absolutnie nie była era Starlinków jeszcze, bo ja widziałam potem Starlinki. Jak już mieszkałam w Częstochowie, to ja już widziałam te Starlinki. Widziałam jak one się poruszają, jak to wygląda i zupełnie inaczej. Zupełnie coś innego to było. No i Starlinki są dosyć jasne, tak?
Takie mają taki bardzo jasny odcień biało-żółty, coś takiego. A tutaj to była taka niebies-niebieskie, bardzo ładny taki niebieski odcień i z delikatną poświatą. Jeszcze jedną mam taką albo może i dwie.
Dobrze, to opowiem o tych obydwóch. Druga to była taka, powiedzmy, że mniej spektakularna. Leżałam sobie w pokoju, oglądałam coś w telewizji i nagle patrzę i widzę taką czerwoną kulę. I szybko zawołałam: "Mamo, tato, szybko, chodźcie, spójrzcie!" I wszyscy stanęliśmy w oknie i widzieliśmy po prostu czerwoną kulę, która się oddala w stronę horyzontu.
To było jeszcze widno, koło godziny szesnastej powiedzmy i widzieliśmy tylko taką czerwoną kulę, która zmierzała w stronę zachodu. To, to była taka druga obserwacja, jakiej doświadczyłam. I trzecia to był z kolei właśnie też pod Częstochową. To był i tam wybieraliśmy się nad zalew. Nad jest taki zalew i właśnie tam spotkaliśmy się ze znajomymi.
Stwierdziliśmy, że się tam taką większą też ekipą wybierzemy. I szłam tam ja, mój narzeczony i jego brat i jeszcze parę osób. I nagle patrzymy, świeci coś tak jasno, ale tak mocne światło to było jakby normalnie jakaś gwiazda się tak naprawdę... A to, to był zmierzch. To było koło osiemnastej, dziewiętnastej. To było lato. I właśnie zauważyłam kurczę, co to tak?
Czemu to tak jasno świeci? Przecież o tej godzinie to chyba jeszcze nie powinno mieć takiego, aż takiej siły to światło. Co to jest? No i mówię do mojego narzeczonego weź no telefon, spróbuj zbliżyć, może zobaczymy, co to jest. I w tym momencie, jak on wyciągnął ten telefon, próbując to nagrać, w tym momencie to jakby zaczęło troszeczkę to światło się zmniejszać i w pewnym momencie zaczęło migać tak jak samolot i zaczęło lecieć.
Zaczęło lecieć i zniknęło. Odnieśliście może wrażenie, że ten obiekt zaczął reagować na zachowanie pani narzeczonego? No właśnie. Ja tak zaczęłam przypuszczać może to dlatego, ale kurczę, to by było dziwne, żeby ktoś zarejestrował, że my próbujemy to nagrać, ale to tak się zachowywało, jakby wyczuło, że nie wiem, ktoś zwrócił na to.
To było dosyć daleko, bo to było gdzieś po drugiej stronie, myślę tego zalewu, tak patrząc na to wiadomo, nie z perspektywy, że to była gwiazda czy cokolwiek, ale tak jakby właśnie w tym momencie, kiedy on wyciągnął telefon, próbując to nagrać i zbliżyć troszeczkę właśnie zoom na to, to, to tak jakby się troszeczkę jasność tego obiektu troszeczkę zmalała i w tym momencie to zaczęło lecieć tak powolutku sobie i zaczęło migać jak typowy samolot. Czy wszyscy zapamiętaliście tak samo tą obserwację?
Wszyscy jakby rozumiem, że jakoś tam ze swoimi spostrzeżeniami się potem dzieliliście odnośnie tego obiektu. Tak, tak, tak. No wszyscy widzieli to samo. Ja mówię, ale przecież to niemożliwe. Przecież to jeszcze pamiętam, że chyba brat mojego narzeczonego mówił coś w stylu to jest chyba Wenus czy coś takiego, że jakaś planeta, bo przecież gwiazda tak mocno nie świeci. Ja mówię no, ale przecież o tej godzinie by chyba Wenus jeszcze nie było widać, przecież jest osiemnasta czy dziewiętnasta. No Wenus się chyba tak wcześnie nie pojawia, było dosyć widno i dlatego mnie to też tak zdziwiło.
No i chyba też Wenus nie próbowałaby, że tak powiem, uciec z pola widzenia. No dokładnie. Tym bardziej że to właśnie potem, po chwili to się zaczęło przesuwać. No to wtedy on już też stwierdził a nie, no to przecież to się teraz to zaczęło ruszać z miejsca, to. A tak naprawdę to przez chwilę ja też myślałam, że może jakaś gwiazda albo coś takiego polarna, cokolwiek. Nie wiem, no bo się nie rusza, ale naprawdę to było tak intensywna i po prostu jaskrawość tego obiektu, że też mówię, ale naprawdę byłam zdziwiona, że coś takiego o tej godzinie, bo to normalnie wyglądało jak taka naprawdę planeta jakaś czy coś takiego mocnej, oczywiście oddalona, tak że było widać tylko punkcik, ale taki naprawdę intensywnie świecący. A jak duży był ten punkcik? Czy ja wiem? No mi się wydaje, że tak po prostu jak samolot. Jak tak patrzymy z oddali na samoloty, to widzimy zazwyczaj taki punkcik po prostu. Więc myślę, że to takiej wielkości. Na początku to było faktycznie troszeczkę większe, bo tak jak mówię, że za małe na gwiazdę, za mocno świecące, ale też nieco większe, odrobinę większe niż taka typowa gwiazda, którą widzimy na niebie.
Kolejne zdarzenia to już będą miały związek z tym, gdzie się po części wychowywałam, bo ja spędzałam wakacj... Generalnie jestem z Katowic, ale spędzałam pod Częstochową bardzo często wakacje u mojej babci. Stamtąd pochodzi też moja mama. To jest wieś, która się znajduje tuż pod Częstochową . No i tam właśnie miały miejsca, miały miejsce zdarzenia różne, które się trafiały członkom mojej rodziny i mnie również. I ja jako mała dziewczynka, spędzając tam właśnie wakacje, często miałam, no może nie często, ale kilka razy miałam wyraźne, naprawdę silne wrażenie, że ktoś jest ze mną w pokoju. I na początku, jak byłam jeszcze mała, to po prostu przerażało mnie trochę ten fakt i ja uciekałam i szłam do babci po prostu. I nie wiem nawet, czy jej wspominałam coś takiego, bo babcia zawsze była taka, a no to, to coś tam, coś tam. To może dziecko może sobie coś tam pomyślało, ale stwierdziłam, że ja no po prostuSzłam po prostu do babci i sobie tam u niej siedziałam resztę dnia, bo nie chciałam po prostu znowu czuć tej dziwnej atmosfery, że ktoś jest ze mną w pokoju. Ale generalnie u mnie w domu panowała taka aura, że ludzie bardzo często, znaczy ludzie, no, osoby z mojej rodziny bardzo często wspominały, że tam się działy jakieś dziwne rzeczy i tak dalej. Nie ukrywam, że właśnie ja z moimi kuzynkami bardzo często z fascynacją słuchałyśmy tych wszystkich historii, bo u mnie w domu właśnie tam u babci się mówiło te wszystkie historie, które się zdarzyły kiedyś albo właśnie które miały miejsce niedawno właśnie w tych okolicach wsi, czy co się tam przytrafiało dziwnego. Myśmy zawsze lubiły słuchać tego, mimo że potem się spało pod kołdrą i w ogóle w wakacje i nie można było wyściubić palca po prostu spod tej kołdry, bo po prostu takie przerażenie było. Ale słuchać bardzo chętnie, bardzo chętnie żeśmy słuchały tych wszystkich opowieści. No i właśnie jedna z nich jest taka, która przytrafiła się mojej kuzynce. Ona mieszkała u babci przez okres powiedzmy tak może piętnastu lat. Jej rodzice wyjechali do i ona po prostu mieszkała z babcią i z dziadkiem właśnie tam w i w tym domu, w którym babcia, dziadek mieszkali, to właśnie ona się wychowywała pod ich opieką. No i po pewnym czasie poznała tam chłopaka. Wzięli ślub także pamiętam nawet też jeszcze to wydarzenie. No i urodziła się im córeczka.
No i ta moja kuzynka poszła pewnej nocy ją tam przewinąć czy coś nakarmić, bo w nocy to było. I nagle usłyszała, że coś stuka w szybę. Obróciła się w stronę tej szyby i zobaczyła... I powiedziała, że to była jakby ręka w białej rękawiczce.
I takie trzy stuknięcia. Puk, puk, puk. No i ona po prostu dziecko pod pachę i szybko do męża. „Idź zobacz, tam coś było za oknem”. On: „Gdzie tam gałąź albo cokolwiek”. A ona: „Jak gałąź, jak tam żadne drzewo nie rośnie, nic nie ma. No przecież widziałam jakby rękę”. „A tam gadasz głupoty” i tyle. No ale opowiedziała nam to. Opowiedziała to babci. Oczywiście wszyscy żeśmy słuchali z zapartym tchem, że o Jezus, coś takiego. No ale co? No u mnie w rodzinie to było takie no, że tak, że niektórzy uwierzyli, niektórzy nie, ale u mnie zazwyczaj no dziadek, którego niestety nie miałam okazji osobiście wysłuchać ani nic takiego, bo on zmarł, kiedy miałam roczek, to właśnie on, że: „Dziadku, coś chodzi mi pod oknem”.
A on mówił: „No duch, to był duch, więc, więc się nie przejmuj”. No ja mówię, że ja bym zareagowała inaczej. No ale. No i chyba nie miała wyboru, żeby stamtąd uciec lub cokolwiek się przenieść gdziekolwiek, więc ona nie miała wyjścia.
No i u mnie w rodzinie było raczej to takie normalne, powiedzmy. No i opowiadała mi kiedyś z kolei siostra mojej mamy, bo ona mieszkała w domu obok i widziała na przykład jak idzie moja mama, idzie mój tata w stronę domu, bo tam zaraz za płotem znajdowała się działka, na której były takie baraczki. I na tych, właśnie w tych baraczkach miał dziadek od strony mojego taty miał swój baraczek.
Ciocia z wujkiem też mieli swój baraczek i moi rodzice też mieli swój baraczek. I oni właśnie wracali z tych baraczków sobie do domu. I szła właśnie tak jak mówię, moja mama, mój tata i za moim tatą ciocia mówi, że wyjrzała przez okno, patrzy, a za tatą idzie jakaś ciemna postać. I ta postać po prostu tak sunie sobie, sunie i gdzieś tam za dom sobie poszła i coś takiego. Tak nam opowiadała takie zdarzenie.
Ale generalnie z rodzeństwem mojej mamy było jeszcze taka jedna ciekawa historia. Właściwie to kilka, którymi się im przytrafiło. Moja mama ma dwie siostry i brata. Jedna siostra i brat już nie żyją, a jedna ciocia jeszcze żyje.
No i sytuacje wyglądały generalnie tak, że jedna z cioć moich, która właśnie przebywała też tam właśnie w tej miejscowości, tam właśnie z babcią, żeśmy się często tam spotykali, przyjeżdżaliśmy tam co weekend.
No i ta ciocia opowiada, bo ona właśnie generalnie to w Katowicach mieszka i mówi, że w Katowicach będąc coś jakby w nocy zaczęło ją dusić i śniło jej się, że to wnuczka z córką ją tam duszą i w ogóle. I tak źle się czuła i mówi, że obudziła się w ogóle zlana potem i takie strasznie nieprzyjemne to było. Taka przerażona trochę. I nie wiem, czy ona to gdzieś wyczytała, czy gdzieś usłyszała, że osoba, która rano do ciebie przyjdzie, to jest właśnie ta zmora. I ona się wtedy właśnie w rodzinie się pojawiło takie stwierdzenie, że zmory przychodzą. No i ja nie słyszałam o tym wcześniej. I do tej cioci właśnie zaczęła przychodzić ta zmora. I właśnie przyszła do niej któregoś dnia taka sąsiadka z góry. No i ta sąsiadka tak patrzy.
„No, pani taka niewyspana, co to się stało?” Ona: „A, bo całą noc mi się śniło, że wnuczka z córką mnie duszą. Jakieś takie koszmary nieprzyjemne. Nie wiem, co to jest”. I ta sąsiadka zaczęła się śmiać i wyszła. No i moja ciocia mówi kurczę, taka reakcja dosyć, nie wiem, dziwne to było dla niej, ale jakoś tak wyparła to z pamięci. Nie myślała o tym. I powiedziała, że któregoś dnia, którejś nocy znowu do niej przyszło. Znowu czuła, że coś ją napiera i ona już była w takim stanie, że to już nawet nie był sen. Ona mówi, że to już było na jawie. Ona już była przebudzona i zaczęło to znowu wchodzić od dołu na jej nogi, napierać na brzuch i w końcu na klatce piersiowej to osiadło.I ona wtedy wzięła, złapała to i rzuciła tym o ścianę. I mówi, że nawet było słychać, jak to o ścianę uderza. No i pamiętam, jak ona nam to opowiadała. Właśnie to było takie domowe słuchowisko. No i jeden z kuzynów się zapytał: "A to ciociu, to co ty czułaś, jak to złapałaś? Jakie to było w dotyku?" Ona mówi: "Poczułam jakby sierść, jakby kot". No i myśmy się wtedy, no, przestraszyli. Popatrzyliśmy po sobie, że kurde, no przerażające jakieś, jakieś stworzenie po prostu takie futrzaste.
No i ona powiedziała potem nam, że tak sąsiadka z góry jak ona zmarła, to to ustało. Ale to ustało na pewien czas, bo potem znowu zaczęło przychodzić. I wtedy ciocia powiedziała, że znowu zaczynała czuć, że, że to przychodzi. I krzyknęła i mówi, że nawet nie wie dlaczego. "Weź odejdź, ty zmoro wstrętna" — czy coś takiego krzyknęła i nawet mówi, że nawet nie wie skąd takie słowa się jej zebrały, ale wyrzuciła jakby coś takiego.
I usłyszała taki jęk i to znowu przestało przez pewien czas przychodzić. Teraz twierdzi, że też do niej czasem zagląda, ale to no nie wiem, nie uskarża się za bardzo na to, więc może to też tak przychodzi jakoś, nie wiem, cyklicznie może do niej albo kiedy jest może w gorszej formie psychicznej, fizycznej. No nie wiem, trudno mi powiedzieć.
No mówi się, że będąc, gdy dana osoba jest w jakiejś, jakoś tak w gorszej formie, ma takie niższe wibracje, jak to się mówi, to łatwiej jest jej doświadczać takich nieprzyjemnych odwiedzin. A tutaj taka bardzo dająca do myślenia jest reakcja tej sąsiadki. Sąsiadka tak się zaśmiała, jakby nie wiem co, jakby czuła jakąś satysfakcję z tego, że się tak cioci wydarzyło? Tak. No ja wiele razy się tak zastanawiałam nad tym. No nie rozmawiałam już z ciocią po tym, bo też nie mamy zbyt często teraz okazji, ale no ja stwierdziłam potem, rozmawiając o tym chociażby z mamą, że no, musiało to być od tej sąsiadki chyba.
No bo kurczę, taka sytuacja. I że jeszcze to ustało po śmierci tej sąsiadki. Także no stwierdziliśmy, że może, może ona jakoś tam, nie wiem, albo rzuciła jakąś, nie wiem, jakiś urok albo coś takiego. To była jedna ciocia, jedna z sióstr, kolejna z sióstr mojej mamy, druga. Do niej też to przyłaziło. I ona właśnie mieszka tam. To jest ta, która zobaczyła właśnie tą postać idącą tam przy domu mojej babci.
Ona z kolei mieszkała tam do końca życia, właśnie w domu obok domu mojej babci. No i ona mówi, że do niej też to przyłaziło i przyłaziło to do niej, nie wiem, chyba nie wiem, czy to było więcej niż raz, ale kilka razy do niej przyszło. Właśnie tak kilka razy jakby po sobie. I w końcu też ciocia już nie wytrzymała i też krzyknęła coś w stylu: "Odejdź, ty zmoro wredna". I usłyszała taki pisk, jakby takie zamieszanie się zrobiło w pokoju. Ja mówię: "Ciociu, jakie zamieszanie?" No tak zaszumiało jakby i ustało to i przeszło. To była właśnie ta druga ciocia i wujek też świętej pamięci.
No to do niego też podobno przychodziło, ale wujek uzbroił się w tak zwany pierścień Atlantów. Ja nawet nie wiem skąd on to wziął, czy on to z jakiejś gazety zamówił, czy z czegoś. Ale on nosił taki pierścień. Ja pamiętam, że on... Coś mi tak właśnie świta w głowie, że on faktycznie przez pewien okres czasu nosił na palcu taki pierścień. I to był, mama mi mówiła, że to był właśnie pierścień Atlantów. I w momencie, kiedy on miał ten pierścień, to do niego to nie przychodziło. I kiedy zmarła babcia w dwa tysiące trzynastym roku, to wujek, że tak powiem, przemeblował sobie troszeczkę mieszkanie.
Ten dom, w którym właśnie mieszkał też z babcią. I w czasie tego przemeblowania, tego wszystkiego, mini remontu, ten pierścień mu się gdzieś tam zgubił. I on tak spał w jednym pokoju i znowu zaczęło to przychodzić. I mówi: "Kurczę, to może zmienię na chwilę. Może przejdę do drugiego pokoju, to może w takim razie w tym drugim pokoju nie będzie przyłazić". No bo już próbował. No jakoś no nie chciał tego, wiadomo, odczuwać co noc. I w tym drugim pokoju nie przychodziło to. I z mamą też żeśmy rozmawiały, że możliwe, że ten pierścień Atlantów właśnie był w tym pokoju i on się gdzieś tam zawieruszył.
Wujek go nie mógł znaleźć i był w tym pokoju właśnie w tym drugim, w którym zaczął sypiać. To może ten pierścień gdzieś tam był i dlatego to też przestało do niego przychodzić. No także w ten sposób to wyglądało. Jeśli chodzi o rodzeństwo mojej mamy.
Przez chwilę mi się wydawało, że te zdarzenia są jakby przyklejone, powiązane z tym budynkiem, czy też z okolicą, ale sądząc po tym, że ciocia w Katowicach też jakichś odwiedzin dziwnych doświadczała, to chyba bardziej jest przyklejone do was jako do osób, tak? Tak, ale wie pan, co jest najdziwniejsze? Że do mojej mamy nic nie przyłazi, nic nie przyłaziło i nie przyłazi do tej pory.
Tylko do jej rodzeństwa. Trójka rodzeństwa mojej mamy. Do wszystkich przychodziło. Do mojej mamy nic. Mama jakie ma nastawienie do tych tematów paranormalnych? Jest też, też jest taka bardziej bardzo otwarta, czy, czy jakoś- Bardzo otwarta. Tak, bardzo otwarta. Jeszcze potem przejdziemy do innych opowieści, to ja każdą z nich z mamą omawiałam. Ja mamie mogę powiedzieć o wszystkim, co mi się przytrafiło. Do takiej głównej opowieści, do której przejdę pod koniec, bo to jest takie jedno z bardziej niezwykłych zdarzeń, jakie miało miejsce w moim życiu.
Ale to mamie mogę o wszystkim powiedzieć. Nigdy nie zostanę zwymyślona czy cokolwiek skrytykowana, tylko zawsze zostanę przez mamę wysłuchana i zawsze spróbuje mi w jakiś sposób też wytłumaczyćZ czego to mogło wynikać? Co to się stało? Jakąś swoją refleksję dodać do tego także. Moja mama jest otwarta na to i, no i też w tym domu właśnie tej babci też słyszała nieraz, że ktoś cały czas na przykład wchodził do domu albo że pukanie w sufit.
Także tutaj ja nie wiem, czy to nie ma powiązania z taką, z jedną z postaci z mojego dzieciństwa, a mianowicie takiej cioci . Ciocia to była siostra mojego świętej pamięci dziadka, tego, który umarł, kiedy miałam roczek. I ona wróciła z domu kombatanta.
Ona przyjechała z domu kombatanta do babci i tam mieszkała przez ostatnie kilka lat swojego życia. No i z ciocią były generalnie takie... Ona była taką osobą bardzo bezpośrednią, powiedzmy. Potrafiła wygarnąć krzykiem czy czymkolwiek po prostu, co o kim myśli. Była bardzo bezpośrednia. Ja, że byłam małą dziewczynką, to no te konflikty to troszkę mnie przerażały, ale było mi jej szkoda, bo wiedziałam, że cała rodzina, że tak powiem, no nie jest już do niej tak nastawiona przyjaźnie, powiedzmy. I ja chodziłam tam do niej, bo ona uwielbiała koty. Ona miała zawsze takie u siebie, taki kącik, gdzie te kotki mogły się tam kocić i wszystko. I te małe kotki to wszystko. Ja do niej chodziłam właśnie z tymi kotkami się pobawić czy cokolwiek.
No i ta właśnie ciocia. Kiedyś ktoś mi powiedział, że według tej cioci to wszyscy byli źli, ale jedyna osoba dobra to był właśnie ten brat mojej mamy i moja mama. A cała reszta rodziny to jest po prostu samo zło. I się zastanawiałam, czy to może nie być z tym powiązane, ale do wujka też przychodziła zmora.
Ale z kolei wujek miał bardzo niedobrą żonę, więc nie wiem, czy to mogło być z tym powiązane jakoś w jakiś sposób. No. No tu jest takie duże pole do spekulacji, tak? To budynek, w którym mieszkaliście, to był jakiś taki bardzo stary budynek. Wiadomo coś o zdarzeniach jakichś w okolicy, które mogły być powiązane jakoś z pojawianiem się tych duchowych postaci? Generalnie to plac, na którym dom wybudował dziadek, bo dziadek wybudował ten dom.
Tam podobno kiedyś znajdowało się przejazd kolejowy. I z kolei ciocia, która mieszkała po drugiej stronie ulicy, no właściwie to parę metrów dalej mówiła, że ona widziała nieraz w nocy mężczyznę w cylindrze. I właśnie ta ciocia , ta bezpośrednia też go widywała. To był taki człowiek, który właśnie szedł przez plac w cylindrze, w szaliku chyba. I kilka osób mówiło, że go widziało. A ponadto w miejscu, gdzie stała stodoła, stał podobno kiedyś jakiś dom i w tym domu został zamordowany jakiś chłopak. I nie znam dokładnie tej historii, bo tak naprawdę mój dziadek był jedną z pierwszych osób, która się w tamtej okolicy budowała. To był jeden z pierwszych domów. Dlatego mój dziadek też w późniejszych czasie został sołtysem.
No ale właśnie on był takim jednym z pierwszych, którzy się tam osadzili, który sobie właśnie dom wybudował. I po dziadku systematycznie przybywało osób, które w tej gminie się budowały. Także tam wcześniej były jakieś pola czy coś takiego. No nie, trudno mi też powiedzieć, ale możliwe, że kiedyś coś tam było, ale było naprawdę niewiele tych zabudowań tam. A okoliczni mieszkańcy, sąsiedzi też donosili o jakichś zdarzeniach? Czy to jakby było skupione wokół waszego miejsca zamieszkania?
Mi kuzyn kiedyś opowiadał, że wyszła taka broszurka z tamtejszej straży pożarnej. To się nazywała, jak się mówi na straż pożarną taka remiza, o! Z remizy strażackiej wychodziło od czasu do czasu takie pismo o ciekawostkach z gminy czy coś takiego. I tam było opisane o topielcach. On, nie widziałam tego, tylko on mi opowiadał właśnie, że był w posiadaniu takiej gazetki, że tam były opisy jakichś topielców, że właśnie w kamienicy jest kilka nawiedzonych miejsc. Tak tam pisało coś takiego mniej więcej. No a ja mówię: "O, to co tam jeszcze było?" A on mówi: "A nie wiem, no bo ja to tylko tak przejrzałem". No on nie był zbyt zainteresowany takimi rzeczami. No, no to tyle, co mi powiedział, że tam po prostu w tej gminie widocznie coś nie tylko u mnie, ale też inne osoby miały okazję coś zauważyć, usłyszeć. No i właśnie ta ciocia, która widywała też tego mężczyznę w cylindrze, kiedyś przyszła do mojej babci i mówi: "Zobacz no co tam z twoim mężem, co z wujkiem, gdzie on jest? Bo słyszę jęki jakieś ze stodoły.
Może mu się coś stało?" Ona: "Ale niemożliwe, bo poszedł w pole." A ona: "Ale ja słyszałam, że ktoś ję, jakieś jęki ze, z stodoły." A babcia to zawsze: "A wydawało ci się. Niemożliwe. poszedł w pole, także nikogo tam na pewno nie ma." No i właśnie na przykład tego typu sytuacje. A czy dochodziło do jakichś interakcji z tymi widmowymi postaciami? Nie. Ja przynajmniej ja nic nie słyszałam.
Najbliższy kontakt to było z tą ręką, tej, co moja kuzynka widziała w oknie. Ale bezpośrednio nie sądzę. Nikt nic nie mówił, żeby bezpośredni kontakt był. Zresztą jakby był bezpośredni kontakt... No w sumie to wie pan co? Mojej cioci się przyśniło.
Właśnie tej z Katowic. Przyśniła się ta ciocia po śmierci. No i przyśniło jej się, że była w okolicach tamtejszego kościoła. No i nagle patrzy, o, idzie ciotka . No ona mówi: "Kurde, idę, bo ciotka będzie wyzywać, to ja się gdzieś tam schowam za kościołem czy coś". No ale i tak tam do niej dotarła ta ciocia .No to się pyta ciocia tej cioci jak tam jest? Jak tam wygląda w ogóle?
Ona: nie, zupełnie inaczej niż myśmy myśleli. Zupełnie inaczej tam to wszystko wygląda. Ona: a jak tam? Zapytała o krewnych. Jak tam te ciocie? Jak tam te wujkowie, ci wszyscy? A wszyscy dobrze, dobrze, wszyscy w porządku. A dziadek? Znaczy mój dziadek, czyli jej ojciec, czyli dziadek a ojciec? A tego to ci nie powiem. I spojrzała tylko, że idzie grupka w stronę cmentarza takich kobiet, które wiedziała, że już dawno nie żyją. Ciocia do nich dołączyła i razem poszły w kierunku cmentarza. To był taki jedyny bezpośredni sen, który właśnie dotyczył tej zmarłej cioci. No to bardziej taki jakby znak z zaświatów. Tak mi się wydaje. Bardziej pytałem o te widmowe postacie, które was nawiedzały tak, tak na co dzień, że tak, tak ujmę. A czy próbowaliście jakichś zabiegów mających na celu odpędzenie tych niechcianych, widmowych gości? Jakieś egzorcyzmy, jakieś inne coś? Znaczy się tak, była taka sytuacja, ale to bardziej to nie wychodziło o pozbycie się może tego, ale takie przekonanie się, co tam jest. Ponieważ ja przeprowadziłam się do Częstochowy po studiach zaraz. Ja studiowałam w Częstochowie zresztą i ja mieszkam w Katowicach, ale właśnie tam jeździłam na tą wieś i tam też rodzice wybudowali sobie dom. I mieszkając w Częstochowie poznałam taką koleżankę, która jest taką szeptuchą można to nazwać. No generalnie bardzo dobrze zorientowana w tym temacie ezoteryki wszech-wszechstronnie. No ona wiele razy też mi podpowiedziała, co zrobić w jakiej sytuacji. Także obeznana jest w tym temacie naprawdę w bardzo szerokim spektrum każdej sytuacji.
Chyba bym mogła do niej w każdym momencie zadzwonić, zapytać co zrobić w danej sytuacji, która miała, że tak powiem, jakąś kwestię, taką, której nie jestem w stanie wytłumaczyć. A to tylko tak jedną anegdotkę może na temat jej umiejętności. Którejś nocy spaliśmy w mieszkaniu właśnie w Częstochowie z moim narzeczonym.
I nagle mi się przyśniło, że do łóżka przyszedł mój narzeczony i mówi: Jezus, coś tam jest. A ja mówię: kurde, pierwszy raz go widziałam tak przerażonego. Mówię jak on się boi, to ja już w ogóle powinnam być, nie wiem.
Sparaliżowana strachem. Ja mówię co tam jest? A on: duch. A ja mówię dobra, to pomódlmy się. No i zaczęłam się tam modlić. I nagle zobaczyłam. Spojrzałam w kierunku przedpokoju i jakby na mnie taka czarna peleryna spadła i się obudziła w tym momencie. I ja tak. Czy mi się to śniło? Patrzę narzeczony śpi. Chyba nawet nie wstawał.
Obejrzałam się w pokoju nic, nikogo nie ma. Mówię kurde, o co tu chodzi? Dziwna sytuacja. No i opowiedziałam tak anegdotkę właśnie w pracy na drugi dzień tej mojej koleżance. Ja ją właśnie w pracy poznałam. No ona mówi: a twojemu narzeczonemu się coś śniło? Ja mówię: no, wspominał, że śniła mu się taka roześmiana jakaś gęba, ale. No ale tyle. No mówił, że, że coś dziwnego. Po prostu mu się śniło tej nocy. A ona: a przestraszył się tego? Ja mówię: nie. On podobno to wyśmiał. Ja się bałam w tym śnie, ale się nie bał. Ona: okej, czyli nie jest to dramatyczna sytuacja. Czyli to wyśmiał, czyli chyba się tego nie bał. No ja mówię no raczej nie. Ona mówi dobra, czyli już wiem, jak mniej więcej z tym sobie poradzić. I słuchaj, zrobimy tak, jeśli to znowu będzie miało miejsce podobna sytuacja, to zadzwonisz do mnie. Musisz mieć lusterko na trzy, cztery.
Odpalamy świeczki jednocześnie i reszta już. Resztą się zajmę ja. Ja mówię okej. No ale fakt faktem już potem nic takiego nie miało miejsca, więc taka interwencja z jej strony nie była na szczęście konieczna. No ciekawa historia, muszę powiedzieć.
Czasami się pojawiają właśnie tu w Radiu Paranormalium historie z szeptuchami, ale no z akcentem na czasami. Rzadko, rzadko mi się tutaj zdarza rejestrować takie właśnie zdarzenia. Pan pytał, czy próbowaliśmy właśnie jakieś odprawić egzorcyzmy w tym domu. No to właśnie jest powiązany z tą moją koleżanką szeptuchą. Tak ją będę nazywała.
Moja mama nazywa ją szamanką, ja ją nazywam szeptuchą i generalnie jak mam do niej jakieś pytania odnośnie na przykład mojego życia, to zazwyczaj ona mi udziela takich informacji. Tarota też mi nieraz stawiała. Także to jest raczej taka osoba, z którą mogę, że tak powiem, na każdy temat porozmawiać.
No i ja powiedziałam mamie: mamo, słuchaj, jeśli ten dom po babci ma być sprzedany, bo właśnie po śmierci wujka ten dom został opuszczony. No i tam zostały jeszcze rzeczy po babci, po wujku i moi kuzyni, na których, którym po prostu został ten dom w spadku, że tak powiem, przekazany. Oni stwierdzili, że go sprzedadzą. Ja mówię no dobra, ale mamo, to może wiesz, sprawdźmy, co tam w ogóle jest w takim razie. Co tam wiesz, może trzeba, jak to pójdzie do jakichś rąk, nie wiem, ci ludzie się zaczną skarżyć albo coś. Może weźmy tam, poślemy tam właśnie tą moją koleżankę szeptuchę, to może chociaż zobaczy, co tam się dzieje.
A ona, mama powiedziała no dobra, dobra, no to okej. No i mój tata jest bardzo sceptyczny do takich rzeczy, ale przyjechała właśnie ta moja koleżanka szeptucha ze swoim asystentem. No i poszliśmy wszyscy.
Spotkaliśmy się w domu mojej kuzynki, która mieszka za Potem. Właśnie tej, co widziała rękę. I tam były jej córki. No moi rodzice chyba właśnie chyba tak. Czyli jej córki. Moja kuzynka ta od tej ręki ze swoim mężem, moi rodzice.No i szeptucha.
I jej asystent. Mówię tak: coś się tam dzieje w tym domu i proszę, żebyś zobaczyła, co tam jest, o co tam chodzi. Czy to nie przeszło na okolice, okoliczne domy tutaj moich rodziców czy, czy właśnie tej kuzynki i tak dalej. Ona mówi dobra, no to tam zobaczymy, co się tam dzieje i tak dalej. No to myśmy wszyscy czekali przed domem. Ona tam weszła z asystentem, po tym domu się pokręciła. Pokazałam im tu jest piwnica, tutaj jest to dolne piętro, na górze góra. Na górze mieszkała ciocia to tam właśnie na górze jest też pokoiki dwa. Pokazałam jej też kurnik i oborę. No i ona się tam pokręciła, pokręciła. No i widziałam, że tam chyba szałwię też odpalili. Pochodzili po tym domu, pokręcili się.
No i mówi tak to chodź. No i ja poszłam. Ja mówię wiecie co, to zawołam może mamę, żeby mama też była jakby świadkiem, co wyście tam dokładnie widzieli. No i powiedziała, że generalnie to oglądałaś taką bajkę Dom dla zmyślonych przyjaciół pani Foster? To jest taka bajka na Cartoon Network kiedyś leciała. Ja właśnie oglądałam tą bajkę. To jest taki dom, w którym po prostu jest pełno zmyślonych postaci, które dzieci sobie wymyślały i nazywały ich zmyślonymi przyjaciółmi, po czym kiedy dzieci dorastały, to tych przyjaciół trzeba gdzieś było, że tak powiem, zutylizować. I te wszystkie postacie zmyślone szły do tego domu dla zmyślonych przyjaciół. No jak wiadomo, wyobraźnia dzieci jest bardzo rozbudowana, także tam się znajdowały różne dziwne stworki i potworki. No i ona powiedziała, że właśnie w tym domu twojej babci to jest właśnie trochę jak w tym domu dla zmyślonych przyjaciół pani Foster. Tu jest po prostu wszystko. A ja mówię co masz na myśli? Ona no pełno tutaj jest tego, kurde, no, dawno nie widziałam aż tylu bytów. Ja mówię a babcia, dziadek? A ona babcia to już nie jest twoja babcia. A ja mówię jak to?
A ona wyobraź sobie, że jesteś w miejscu, w którym nie ma luster i zapominasz po prostu, jak wyglądasz. Ja mówię no, raczej sobie tego nie wyobrażę, ale chyba wiem, co masz na myśli. Ona no to zaczynając od tego. I w ogóle mi się wtedy skojarzyło z panią Edelman jedna audycja, gdzie mówiła, że po śmierci powinny być zasłonięte w domu wszystkie lustra. A ja pamiętam, jak babcia zmarła, jak poszłam do pokoju, w którym leżała w trumnie, żeby się z nią pożegnać. I oczywiście wszystkie lustra w domu były odsłonięte.
Nawet nikomu przez myśl nie przeszło, żeby je zasłonić. I zastanawiam się, czy to przez to po prostu babcia nie utknęła trochę w tym domu, ale mniejsza o to. No i powiedziała tak twoja babcia tutaj dalej jest tylko tak jak mówię, już twojej babci raczej nie przypomina. Jest tu parę jeszcze osób. Twoją ciotkę, że tak powiem, odesłałam już tam, gdzie powinna iść, bo sobie wybudowała dosłownie jakąś inną rzeczywistość tam na górze, w jej pokoiku. Tam to już w ogóle był jakiś inny, inny wymiar. Ja mówię, że no, ja tam nic nie zauważyłam. Ona no, ale ja zauważyłam. No i powiedziała mi, że w łazience, w wannie jest jakiś byt, który się po prostu tam wykrwawia. Ja mówię, ale co to jest? Ona nie wiem, coś, coś, coś się tam stało. Nikt tam nie umarł, nikt skaleczył się cokolwiek.
Na to ja mówię nie wiem, no nic mi o tym nie wiadomo. Ona no, w tej wannie coś umiera, coś po prostu coś tam. Nie wiem, jakiś dramat się tam rozgrywa. Ja mówię no nie wiem. No i zapytała o to mojej mamy. Mama mówi, że nic takiego nie przypomina sobie. Ona mówi widziałam kobietę, która po prostu się wykrwawia w tej wannie. No i ja nie miałam pojęcia.
Mama tym bardziej. Mama właśnie tym bardziej nie wiedziała, o co chodzi. Mimo że myślałam, że może będzie coś wiedziała. Może z przeszłości dziadka cokolwiek. No mój dziadek był w partyzantce, więc on tam miał różne wojenne perypetie, łącznie z niestety z no maltretowali go. Wzięli go po prostu tam na, na jakieś przesłuchania i nieciekawe sytuacje miały miejsce w dziadka życiu ze względu na wojnę, na to wszystko.
No i w każdym razie powiedziała, że coś takiego jest w wannie, a w piwnicy siedzi coś. I powiedziała tutaj jest kolejna analogia do serialu może też kojarzy pan Wednesday? To tam był taki potwór w tym pierwszym sezonie. Nie wiem, czy oni go Hyde nazywali, czy Jekyll. Nie pamiętam, czy to nie miało właśnie jakiegoś powiązania z Jekyll i Hyde, bo ja to dawno też widziałam, ale właśnie taki potwór tam był. Można sobie chyba wpisać Wednesday potwór to może tam wyskoczy. Mówi, że właśnie w piwnicy siedzi coś takiego. A ja aha, aha.
No i powiem, że to też ciekawe, bo wiele razy jak żeśmy siedziały na przykład w wakacje w pokoju tam u moich kuzynek, które mieszkały nad tą piwnicą. Wiele razy słyszałyśmy, jak się otwierają latem drzwiczki od pieca, który tam się znajdował, ale myśmy już były tak naprawdę przyzwyczajone do tego, że już po pewnym czasie nawet nie zwracaliśmy uwagi. Po prostu to skrzypiało i myśmy nawet się nie zastanawiały, czy tam ktoś wszedł. A latem, a po co?
Przecież latem się nie pali w piecu i w ogóle o co chodzi. Myśmy już przestały zwracać na to uwagę, ale mam ten dźwięk w uszach do tej pory, bo to było tak charakterystyczne skrzypienie, że no, że przyzwyczaiłyśmy się po prostu do tego. No i tak nam to opisała. No i kwestia jest też taka, że w tym momencie sprowadziła się tam jakaś rodzina, jakiś chłopak chyba z żoną i chyba z dzieckiem. Na razie tej żony chyba z dzieckiem tam nie ma, bo on sobie tam to remontuje. Ale jak powiedziałam o tej mojej koleżance szeptusze, to powiedziała, że no jest to prolog doDo jakiegoś filmu. Nie chcę powiedzieć tutaj na wyrost, ale- No jakby do czegoś takiego w klimatach Borunów, prawda? No, no coś, co... Jakaś obecność, coś w tym stylu, jakiś thriller, coś takiego. No mówi, że nie wiadomo. Ciotka też właśnie zanim umarła taka ta właśnie, co mieszkała w domu obok, która widziała tą ciemną postać, powiedziała, że ona poprosiła duchy, żeby nikt nie kupił tego domu. Przez długi, długi czas nikt nie...
Było parę kupców, ale to tak tylko rezygnowało po pewnym czasie. No i w zeszłym roku okazało się, że dom został sprzedany. Jak o tym usłyszała, usłyszały moje kuzynki i inni, to się za głowę złapali, ale okej. Ja tutaj miałem taką podobną historię też ze sprzedanym domem, właściwie z mieszkaniem takim starym, w którym były ukryte we framudze takie, takie jakby otworki z jakimiś takie małe puszki Pandory, że to tak ujmę. Takie otwory z jakimiś pochowanymi chorobami i innymi rzeczami. I w po prostu rodzinę, która wcześniej w tym domu mieszkała, w tym mieszkaniu zaczęły nagle nawiedzać jakieś ciężkie choroby, jakieś wypadki. Co się okazało, to mieszkanie zostało sprzedane i nowi właściciele prawdopodobnie te otworki stamtąd z tej framugi usunęli i wypuścili to wszystko w eter. Mhm. Słyszałam, słyszałam tą audycję.
A właśnie à propos jeszcze tej cioci była jedna taka sytuacja, kiedy z moim byłym chłopakiem byliśmy tam u babci. Tam przyjeżdżaliśmy co jakiś czas. Jak babcia już nie żyła wtedy wujek jeszcze gdzieś tam po prostu sobie pomieszkiwał w tym domu. No i jak przyjeżdżałam tam na parę dni, bo to wiadomo, odpocząć od miasta i tak dalej z moim byłym chłopakiem właśnie pojechaliśmy sobie i myśmy spali tam na górze właśnie, gdzie była ciotka, gdzie ciotka wtedy sobie za życia mieszkała tam na górze. A że tam był taki pokoik, taki mały pokoik, w sumie to tam, no tam było wygodnie po prostu. W sumie dlaczego? Nie wiem, dlaczego ja tam chyba spałam. Tam po prostu były takie łóżka, że można było się tam spokojnie i wyspać i w ogóle tak. Nie wiem. W sumie no po prostu żeśmy szli tam zawsze na górę nocować jak coś.
Czy koleżanki do mnie przyjeżdżały, czy coś, to zawsze jakoś się szło na tą górę, bo na dole babcia mieszkała. No to w sumie stwierdziłam, że nie będę chyba, nie chciałam chyba spać w łóżku, gdzie babcia wcześniej spała ani nic.
W każdym razie się szło na górę zawsze. I ja poszłam do łazienki, a ten mój chłopak siedział sobie w kuchni i ja wyszłam z łazienki i on mi mówi: "Wiesz co? Bo ja usłyszałem takie tupanie w miejscu". Ja mówię: "Jakie tupanie?". On: "No tak, przy wejściu do tych drzwi takie tupanie w miejscu i nie wiem, o co chodzi". Ja mówię: "Naprawdę? Nie żartujesz teraz?".
On: "No". A ja mówię: "Aha, dobra, idziemy do, do tego. Idziemy do, do mojej kuzynki". No i poszliśmy tam. Tam siedziała akurat moja ciocia, ta od futrzastej zmory, moja mama i kuzynka od tej ręki w oknie. No i mówię: "Bo coś usłyszał ten mój chłopak. Usłyszał coś tupanie w miejscu". A moja kuzynka: "Ciotka, ciotka, pamiętacie? Ona zawsze sobie stawała z papierosem w, w progu i tak tupała nogą. Pamiętacie?".
Ja mówię: "No ja nie pamiętam". A mama: "No tak, tak, ona tak robiła". Ja mówię: "Jezus, to co ciotka Helena nas ten obserwuje?". No widocznie coś jej się nie spodobało. No i potem, jak już się z tamtym chłopakiem rozstałam, to powiedziałam wprost, że jej się nie podobał chyba ten chłopak, z którym wtedy się spotykałam. No to jest spójne z inną historią, którą jakiś czas temu rejestrowałem całkiem niedawno. Ta historia jeszcze nie ukazała się chyba z tego, co pamiętam na Radiu Paranormalium, ale też był taki motyw, że zmarła osoba z rodziny jakby dawała znać, że partner mojej słuchaczki jej jakoś tam z jakiegoś powodu nie odpowiada. No i te znaki też, te jakby sygnały niezadowolenia ustały w momencie, gdy partner się jakby usunął z jej życia. No ja już właśnie z tamtym też się chłopakiem rozstałam, no ale w każdym razie widocznie się coś jej nie spodobało. No ale to już i tak zamknięta sprawa, więc patrzę tutaj jeszcze do notatek, co tutaj jeszcze. No jeszcze się tam na przykład sytuacja była ze wszystkich świętych, że tacie się włączył alarm punkt dwunasta w nocy w samochodzie, pukanie w sufit też właśnie w pokoju tej cioci, jak z mamą tam kiedyś nocowałam. Także to, to już są takie małe wątki, jeśli chodzi o całość. Myślę, że już omówiliśmy w większości, jeśli chodzi o tą sytuację z tym domem mojej babci. Myślę, że już wszystkie wątki tutaj zahaczyłam o nie.
No to przejdę może do takiej głównej historii, która miała miejsce w roku dwa tysiące osiemnastym, chyba osiemnastym albo szesnastym. Chyba to był tak, to był chyba dwa tysiące szesnasty rok. Ja wtedy studiowałam, mieszkałam w akademiku, no i przyjaźniłam się z takim kolegą. Jego rodzice, mama była za granicą w pracy, a tata mieszkał w jakimś innym mieszkaniu. Także on jakby był w mieszkaniu sam większość czasu. I tam przewijało się naprawdę wiele osób i tak dalej. On po prostu mi się wydaje, że nie chciał być sam i bardzo często nas zapraszał. Ja bardzo często też do niego chodziłam czy nawet nocowałam tam u niego, bo tam wiele osób przychodziło na takie imprezy właśnie posiadówy. Ten mój były chłopak właśnie, który miał też tą styczność z tą ciocią, też tam właśnie często bywał. Mieliśmy taką po prostu ekipę, że bardzo często żeśmy się, bardzo często nas zapraszał, no i przyjaźnił się z nami generalnie.
No i pewnego wieczoru-On powiedział, że musi wyjść. On często tak robił, że na przykład wychodził z mieszkania, zostawiał całą ekipę u siebie w domu i szedł na przykład gdzieś na imprezę albo cokolwiek. Więc to było, że tak powiem, w miarę normalne, ale coś mi nie pasowało tego wieczoru. Ja sobie tam zaczęłam coś robić i on podszedł do mnie, że on wychodzi. Ja mówię: "A kiedy wrócisz?" A on: "No zobaczymy." No ja mówię: "Wiesz co, no wolałabym, żebyś dzisiaj nigdzie nie wychodził." A on: "No ale, ale idę." No to mówię: "Dobra." No, przytuliłam go i wyszedł. Spotkał na klatce jeszcze tego właśnie mojego ówczesnego chłopaka. Powiedział mu: "To nie twoja wina, stary. Ogarnij mieszkanie." No i ja mówię... A jak wszedł do domu, to mi to powiedział. Ja mówię: "A co? Cz-czemu ci tak powiedział?"
On: "No nie wiem właśnie, o co chodzi." Ja mówię: "Kurde, średnio to brzmi", ale mówię: "Dobra." Często chodził sobie gdzieś tam w melanż, także to było, że tak powiem, nie było to nic wyjątkowego, jeśli chodzi o zachowanie, ale to, co już mówił, to trochę inna kwestia. Ale mówię: "Dobra, nie rób-- nie siejmy paniki tutaj.
Siedzimy i tyle." No i poszliśmy spać. I na drugi dzień wstaje ten mój chłopak, mówi: "Dobra, to ja idę do sklepu po jakieś bułki, po coś tam." Ja mówię: "No dobra, no to ja tu czekam." No i on przyszedł wtedy taki roztrzęsiony, mówi: "Znaleźli wisielca." Ja mówię: "Co?"
On: "No pakowali jakieś zwłoki. Tylko tyle widziałem. Nie widziałem co. Widziałem tylko ten worek. I na terenie szkoły ktoś się powiesił." Ja już roztrzęsiona po prostu zaczęłam grzebać po rzeczy. Ja mówię: "Dzwoń do niego."
Dzwoniliśmy co chwilę. Ja patrzę, czy wziął dokumenty. Ja mówię-- od razu włączyłam komputer, czy czasem nie ma jakiejś wiadomości gdziekolwiek w internecie. Ja mówię, że może by już była jakaś informacja, cokolwiek.
Dzwonimy, dzwonimy na jego numer. Nic. W końcu na numer tego mojego chłopaka, tamtego, zadzwoniła policja i się pyta, z kim rozmawiają. No to się przedstawił. "Czy jest pan znajomym tego i tego chłopaka?" On mówi: "Tak." "No to proszę się jak najszybciej stawić na komisariacie."
No i ja mówię: "Okej, to jedziemy tam." Od razu zaniosłam tylko swoje rzeczy, jego rzeczy do akademika. No i od razu poszliśmy na komisariat. Na komisariacie się dowiedzieliśmy, że on po prostu popełnił samobójstwo.
No i tam potem była cała procedura. Chodziliśmy na policję, na zeznania, na te przesłuchania, na to wszystko. Ja zeznałam, że po prostu według mnie miał niezdiagnozowaną depresję ten chłopak, bo wiele rzeczy na to wskazywało. No ale kwestia jest taka, że pewnego... Byłam tam, nie byłam na pogrzebie, bo nawet nie wiedziałam, kiedy był pogrzeb. Nic. Nie chcieliśmy też wiadomo niepokoić jakoś tam pytaniami jego mamę, która wróciła z Niemiec. Potem mnie zaprosiła do siebie na rozmowę. No to też było psychicznie rozwalające.
No i pewnego wieczoru już, że tak powiem, przerobiłam. Wszyscy byli poinformowani, przerobiłam sobie to w głowie. Byłam na cmentarzu i wszystko. No i sobie tak położyłam się w pokoju w akademiku i mówię w twojej intencji. I zaczęłam. I zmówiłam taką standardową modlitwę. No i próbowałam spać, ale cały czas coś mi gdzieś stukało coś ten. Ale mówię: "A dobra, no nie wiem co to, nieważne." W akademiku się w każdym razie nie bałam, bo tam wiadomo, za ścianą miliard ludzi, więc w razie cz-czego jakby wybiegnę z krzykiem, to nie będę sama.
No i śniło mi się, że właśnie przyszedł ten mój kolega. Był ubrany dokładnie w to samo, co go widziałam tego ostatniego wieczoru. Czarna kurtka. I usiadł na krześle przy moim biurku. I ja tak usiadłam na łóżku i mówię: "Czemu ty to zrobiłeś?" A on odpowiedział to, co by odpowiedział. Na tyle go znałam, że wiedziałam, że po prostu to jest odpowiedź jego typie. I powiedział: "Dla jaj." A ja mówię: "No i jak tam jest?" A on mówi: "Wiesz co, ciężko powiedzieć. Trochę jakby inny pokój." No i w tym momencie zobaczyłam tak jakby pokój w takim jasnożółtym kolorze, bez okien, bez drzwi. I on tak jakby jest w tym pokoju.
Ale to, co mnie najbardziej przejęło w tym wszystkim, że tam nie było czasu. Tam po prostu nie, nie odczuwało się czasu. Ten czas tam nie płynął w ogóle. Tego ja nie jestem w stanie wytłumaczyć, jak-- jakie to uczucie, jakie to jest doznanie. Ale wszystko, co tutaj robimy, traci sens jakikolwiek. Bez czasu tutaj. Bo jak się zaraz przebudziłam rano i miałam jeszcze, że tak powiem, resztki tego odczucia braku czasu, to ja po prostu czułam, jak to wszystko tutaj na ziemi traci sens jakikolwiek. To po prostu jest nie do opisania. Ja nie umiem nawet tego za bardzo ubrać w słowa, bo tego się ja nawet ciężko mi odtworzyć nawet to doznanie. A co dopiero opowiedzieć, bo to naprawdę ciężko ubrać w słowa. To jest nie do wyobrażenia, że czasu nie ma.
Naprawdę nie da się tego. Nie da się tego wyobrazić po prostu. No i jak ja zobaczyłam ten pokój, jak to doznanie i w ogóle przeszło, to on przytulił mnie i poszedł w stronę nie drzwi, tylko w stronę balkonu.
No i obudziłam się i miałam takie: "O kurde". Więc to jest to dotknięcie nieznanego z nieznanego świata z magazynu. W tym pokoju jaka tam panowała atmosfera? Tam była taka pozytywna atmosfera? Czy jak by to pani opisała? To było takie, że o nie bałam się. Na pewno się nie bałam.Nie było to dla mnie jakieś przerażające. Na pewno nie. To było takie: o przyszedłeś. Takie... Nie spodziewałam się ciebie, ale fajnie, że przyszedł. Nie wiem, no ciężko powiedzieć. Nie panowała jakaś groza albo jakiś nie wiem, niepokój. Nic z tych rzeczy. To było takie, jakby po prostu przyszedł się pożegnać. No można powiedzieć taki ciekawy wątek zaświatowy z sygnałem, który się zweryfikował. Ten charakterystyczny sposób odpowiadania kolegi dla jaj.
Jakkolwiek dziwnie to może brzmieć w kontekście tego, co sobie zrobił, tak? Tak. No, a ja jeszcze próbowałam. Przyśniła mi się babcia właśnie ta, co zmarła w domu, tam właśnie w tej wsi pod Częstochową. I pytałam się jej: Babciu, a co z tym chłopakiem? Z którym? No z tym, co wiesz, co popełnił samobójstwo. Wiesz, o kim mówię. I babcia mi powiedziała: Musisz zapukać. I zniknęła. I nie wiem, co to znaczy. Pytałam się też tej szeptuchy, co to znaczy, ale powiedziała, że to może być jakieś zakodowane połączenie czy cokolwiek. No nie wiem. Ciężko mi powiedzieć też. Tak troszkę brzmi, jakby w tym zapukaniu chodziło o zapukanie za zasłonę zaświatów, tak? Takie mi przychodzi teraz możliwe wyjaśnienie tego tak na szybko. A może ta modlitwa była tym pukaniem właśnie? Ale ja już... Znaczy się, no ja generalnie na przykład jeśli chodzi o modlitwę, to ja ją. Ja nie jestem raczej osobą religijną, ale bardziej uduchowioną. Ja uważam, że ja mogę się pomodlić w domu, a nie w kościele. I uważam, że ta sytuacja właśnie z nim to jest najlepszy tego dowód, że nieważne gdzie, ważne po prostu w jakiej intencji i, i tak dalej. No takie sytuacje typu modlitwa czy też jakieś sceny na prośbę, że tak ujmę, takiej wywołane sceny ze zmarłym może też mieć jakąś taką funkcję, myślę, odprowadzającą dla tej osoby. No, no możliwe, że też tak było. Akurat, akurat na to o tym nie pomyślałam, ale możliwe, że tak.
Słysząc o odprowadzeniu najczęściej mówimy, myślimy o jakimś nie wiem, przynajmniej w tym towarzystwie, w którym Radio Paranormalium się obraca. Myślimy najczęściej o jakimś takim przywołaniu, nie wiem, pomocnika duchowego, żeby zabrał tego zmarłego. Takie jakieś... Jakieś takie odprowadzenie.
Duchowe wsparcie. Mhm. Czy też wzięcie zmarłego, jak w moim przypadku kilka razy się zdarzyło. Wzięcie zmarłego pod rękę i zaprowadzenie go na koniec tego tunelu ze światełkiem. Ale no taką funkcję odprowadzającą może mieć też na przykład modlitwa, tak jak już mówiłem, albo jakieś takie spotkanie, w którym żegnamy się ze zmarłym i odchodzi gdzieś tam w jakieś inne miejsce. Tak, tak. No wie pan, najgorsze było, jak ja poszłam na policję i kurczę, tak mi się cisnęło, żeby to powiedzieć. Ale mówię nie, nie mogę powiedzieć o tym. Przecież mnie wezmą za nienormalną. Nie mogę takich rzeczy mówić. Powstrzymałam się, ale ciężko mi było naprawdę tego nie powiedzieć. No nie powiedziałam ostatecznie tego na policji. No czasami trzeba rzeczywiście uważać, komu i co się mówi. Tak, tak, tak. No zresztą mnie już tyle razy nauczyło doświadczenie życiowe, że tutaj jednak nie, nie zawsze warto się zwierzać z takich sytuacji osobom, które że tak powiem, nie są psychicznie gotowe na przyjęcie w ogóle takich informacji.
Niewątpliwie są to rzeczy bardzo się kłócące z takim materialistycznym podejściem, z materialistycznym światopoglądem. Dokładnie. A ja mam, że tak powiem, dwie strony, że tak powiem, barykady tego wszystkiego, bo mama jest właśnie taka bardziej otwarta na te rzeczy, a tata absolutnie no way.
No to troszkę tak jak ja. Tak jak ja tutaj w rodzinie mam takie przypadki, że są osoby bardzo jakby dosłownie traktujące istnienie duchów, demonów i tak dalej. A u mnie jakby siedziały dwa wilki. Jeden wilk mówi, żeby wierzyć, żeby przyjmować jakby istnienie tej... Wszystko, co jakby słyszę z tych paranormalnych spraw. Zaraz odzywa się drugi wilk, taki racjonalista i każe jakby przeanalizować, czy to na pewno jest tak, jak ta osoba mówi, tak? No także właśnie ja jestem przygotowana, że ktoś mi może nie uwierzyć. No ale ja stwierdziłam, że myślę, że to już jest ten moment, gdzie mogę o tym opowiedzieć.
Tak naprawdę to nie za bardzo mnie interesuje, czy ktoś w to uwierzy, czy nie. No to są po prostu doświadczenia. A uważam, że ta historia z odczuciem braku czasu to jest jedno z bardziej niewiarygodnych rzeczy, jakie mi się w życiu przytrafiły i nie sądzę, że byłabym w stanie nawet coś takiego zmyślić. Bo opowiedzenie jak to jest bez czasu, to nie wiem, czy nawet Stephen Hawking by był w stanie jakoś wymyślić.
Dlatego logicznie to ubrać w słowa, żeby człowiek mógł sobie w ogóle wyobrazić, jak to wygląda. A ja tego nawet nie jestem w stanie ubrać w słowa, tak jak mówię. Te doświadczenia z udziałem zaświatów, że to tak nazwę. One najczęściej właśnie tak mają taką cechę charakterystyczną, że bardzo mocno wykraczają poza to, co większość z nas ma jakby w tym swoim banku pamięci też zapisane. Także ciężko nam to ująć w ogóle. Ciężko nam zwerbalizować to, co w takich sytuacjach postrzegamy, czujemy.
Tak. No coś takiego. Ja nie jestem w stanie. To było jeden, jedyny raz, kiedy coś takiego poczułam. Nie jestem w stanie odtworzyć tego doświadczenia, nie jestem w stanie go opisać. I jeśli nawet to jest jakieś wspomnienie z zaświatów, które gdzieś tam w mojej świadomości się gdzieś tam ukrywało, czy w jakikolwiek sposób się tam znajdowało w zakamarkach mojej świadomości czy pamięci.To jest to na tyle niezwykłe, że nie umiem tego odtworzyć. Nie jestem w stanie tego odtworzyć doznania. Ja miałem takie ciekawe właśnie doświadczenie w tym temacie podczas warsztatów u Pawła Byczuka.
Pewnie pani kojarzy takie nazwisko. Kiedyś byłem na warsztatach podróży fizycznych i tam były ćwiczenia właśnie związane z nawiązywaniem kontaktów ze zmarłymi. I kilka takich ćwiczeń było. Jedno ćwiczenie polegało na nawiązaniu kontaktu z osobą, którą się jakby chciało bardzo spotkać w tamtym, w tych zaświatach.
I postanowiłem, że chciałbym się spotkać z dziewczyną, która nazywa się Emilia i której kiedyś poświęciłem, zadedykowałem jeden z odcinków "Mówią świadkowie" i jakby no bardzo, bardzo łatwo ten kontakt nastąpił.
Zobaczyłem ją bardzo wyraźnie, takie w 4K Ultra HD, prawda? No ja wiedziałem, jak ona wyglądała, bo my dosyć długo, co prawda przez Internet tylko, ale jakiś tam kontakt mieliśmy. Akurat była ubrana w tym kontakcie, podczas tego kontaktu w to, co bardzo lubiła robić. Cosplayerka przebierała się tam między innymi w różne jakby postacie z anime japońskich i tak dalej. Mhm. Kojarzę taki, mhm.
Kojarzę coś takiego. Znaczy wie pan co? No ja tylko tak wtrącę, bo w roku 2013 zmarł mój brat i właśnie ta moja koleżanka szybtucha powiedziała mi: "Nie rozmyślaj o tym za często i tak dalej, bo przywołujesz tą postać. Ona, ten byt.
On chce iść dalej, już oderwać się od tego. A takimi myślami to bez przerwy, że tak powiem- Takie trzymanie, nie? Prawda? Tak. No trzymacie to. Nie, nie róbcie tak, bo to już jest na tyle dawno, że on już jeśli nie poszedł, to już może iść dalej, a takim zamartwieniem się i tak dalej nie, nie, nie umartwiajcie się tym, bo niczego to nie zmieni, a jemu tylko może zaszkodzić. Więc ja się stwierdziłam, że w takie spirytystyczne rzeczy może nie będę do końca. No jakaś subtelna, powiedzmy właśnie tak jak wtedy modlitwa to jest takie jedyne, co mogę im ofiarować. No może już tak mówię z-z mojej perspektywy. No to jest takie zamęczanie nie tylko zmarłego, ale też i siebie- Tak, tak. Bo to jakby nie było, wpływa też bardzo negatywnie na jakość życia osoby przeżywającej i przedłużającej w nieskończoność tę żałobę, tak? No dokładnie tak.
Tak, tak. Wracając jeszcze do tych ćwiczeń u Pawła, tu opisałem ćwiczenie z, gdzie nawiązałem kontakt z tą moją przyjaciółką, a podczas innych ćwiczeń mieliśmy nawiązywać kontakt ze zmarłymi, o których nic nie wiedzieliśmy.
No i tam już z odczytaniem tych sygnałów od nich było troszkę, troszkę gorzej, bo nam zmarły coś pokazywał. Ale jak tego, jak ten obiekt pokazywany przez zmarłego powinien wyglądać nikt chyba nie miał jakby odniesienia do tego obiektu czy do czegoś podobnego w swoim banku pamięci. I na przykład od jednej zmarłej osoby dostałem, pokazała mi jakieś takie, jakieś takie owalne coś. Coś typu biżuteria, ale ja za cholerę nie mogłem zobaczyć dokładnie szczegółów tego czegoś. I od bliskiej osoby, tej zmarłej pani dowiedziałem się, że właśnie taki nosiła, taki jakby breloczek czy coś tego typu. Mhm. No może faktycznie. To jak odkodujemy jakiś sygnał z zaświatów i... Właśnie oni takie jakby zakodowane jakieś przesłania mieli dla nas. Znaczy to bardziej chodzi o odkodowywanie, jakby odbieranie sygnałów i to, że nasza świadomość próbuje to dopasować do tego, co ma w banku pamięci zapisanej.
Przywołuje takie najbliższe skojarzenie, tak? I właśnie jeżeli nasz bank pamięci nie pozwala na poprawne odkodowanie tego, co widzimy w tym podczas takiego kontaktu, no to taka wizja może być trudniejsza do opisania, trudniejsza w ogóle do jakby zapamiętania, do ujęcia w odpowiedni sposób w słowa. Także tak to wygląda. Nie jest łatwo. No tak, no czasem to jest faktycznie duże pole, że tak powiem, do interpretacji, ale no nie wiem, no może niesie to właśnie ze sobą też jakąś informację, która może nam pomóc, nie wiem, zwrócić uwagę na coś konkretnego.
Też mi się przypomina takie ćwiczenie, które już po warsztatach robiliśmy, bo po warsztatach u Pawła odbywają się takie jakby cotygodniowe spotkania przez Zoom. Dostajemy jakieś zadanie, na przykład przyjrzeć się jakiemuś zmarłemu. Nie dostają uczestnicy takich spotkań zdjęć na przykład tylko nazwisko, jakąś tam podstawową informację, żeby tą, z tym zmarłym się skontaktować.
Ja miałem kiedyś taki przypadek, że jaka pani Gabriela się pojawiła. Znałem tylko nazwisko, nie wiedziałem nic więcej. Jakieś tam podstawowe jeszcze informacje zostały udzielone i zobaczyłem jakąś twarz. Potem sobie zapisałem w notatkach, jak ta twarz wyglądała. No coś takiego na zasadzie jak się robi rysopis podejrzanego na przykład na policji. Tak jak rysownik słyszy, tak narysuje. Tak, tak. I potem, potem tak, tak. Tak wbrew temu, co się wydaje, to jest naprawdę trudne.
Ja akurat jestem- Tak, tak. Po edukacji artystycznej i tak dalej. I no malowałam, rysowałam. To jest raczej, że tak powiem, wszystko w zakresie mojego wykształcenia i to jest naprawdę ciężko przelać na papier to, jak ktoś nam opisuje daną osobę. Tak.
Zresztą jest w ramach programu dziewięć, dziewięć, siedem był kiedyś robiony w latach osiemdziesiątych jeszcze taki eksperyment, że w jednym pomieszczeniu siedzieli sobie prowadzący i goście, a w drugim pomieszczeniu siedziały osoby, które miały opisać ich wygląd.I rysownicy. I właśnie to, jak ci rysownicy narysowali na przykład Fajbusiewicza czy pułkownika Płócienniczaka, to dosyć mocno odbiegało od tego, jak oni wyglądali naprawdę. Ale jakby sam słowny opis wyglądu porównać, to, to, to się zgadzało. I tak samo było w przypadku tej, tej pani Gabrieli, tej czy Gabrieli, czy Grażyny. Jakoś, jakoś tak ona się nazywała, że jak dostaliśmy zdjęcie podczas spotkania tej pani, to jakby no w-- dosyć mocno ona odbiegała od tego, co ja widziałem w tej wizji. Ale jakby wziąć, bo ja też załączyłem tam wszyscy podesłali jakby wrażenia swoje z tych prób kontaktu z tą panią. Wszyscy zwrócili uwagę, że ten tekstowy opis jej wyglądu bardzo mocno się zgadzał z tym, co było widać na zdjęciu, które otrzymaliśmy. Tak.
No mi się wydaje w ogóle, że wziąć osobę, która opisze jakąś konkretną inną osobę i dać jej, powiedzmy czterech rysowników. Sądzę, że każdy z tych rysopisów mógłby być nieco inny. Tak, jeden człowiek, cztery portrety różne. Dokładnie. No ale myślę, że tak. No ja sama nie wiem. Mi się wydaje, że żeby zrobić taki rysopis słowny sam trzeba mieć niesamowicie, nie wiem, zakres słów może rozbudowany, no bo duży nos może być szerokim nosem, a może być po prostu długim albo jeszcze jakimś, nie wiem, o innym kształcie ziemniakowatym czy czymkolwiek. Nie wiem. No to są faktycznie dosyć ciężkie. No ciężko tak opisać osobę.
No ja jakbym się tak zastanowiła, no to nie wiem. Na przykład mojego narzeczonego nie wiem, czy bym była w stanie teraz tak opisać, co bym mogła o nim powiedzieć, bo on ma taką raczej twarz, taką męską twarz, ale nie wiem. Ciężko, ciężko by mi było. A jeszcze chciałam tak dopytać à propos pana doświadczeń.
Kroniki Akaszy może gdzieś tam u pana na horyzoncie się pojawiły? Poprzez Kroniki Akaszy rozumiem tą taką bazę danych zawierającą wszystkie informacje o przeszłych, obecnych- Tak, tak, tak. I przyszłych doświadczeniach, tak. No jest coś takiego, tylko właśnie też różni badacze, różni eksploratorzy tych światów niefizycznych różnie to opisują. Na przykład Tom Campbell porównuje to do bazy komputerowej, w której po prostu są zapisane wszystkie jakby informacje i można jakby wysłać zapytanie do tej bazy i próbować to odczytać, tak. Także myślę, że coś takiego może istnieć. Znaczy ja miałam taką powiedzmy próbę, ale nie wiem, to jest dla mnie na tyle jakieś chyba abstrakcyjne, że ja nie do końca chyba wiem po prostu, w jaki sposób, nie wiem, dotrzeć do tego jakoś tak sobie zwizualizować. No właśnie. Byłam ciekawa, czy nie wiem, czy jest ktoś, kto byłby w stanie, nie wiem, jakoś prowadzić, ale z drugiej strony to sobie tak myślę, że może, może mamy nie wiedzieć, może lepiej zostawić to w sferze takich swoich jakichś domysłów lub coś w tym stylu, bo po prostu tak mi się wydaje. Nie wiem, czy jest to pewne, ale po prostu wydaje mi się, że jestem kolejnym wcieleniem mojej babci. A to z tego względu, że moja babcia zmarła w sześćdziesiątych, latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych, czy osiemdziesiątych, no nie wiem. Ja się urodziłam w osiemdziesiątym dziewiątym roku. No i mojej mamie przed moimi narodzinami się ta babcia bardzo często śniła i tak cały czas czegoś ode mnie chciała.
Coś tam cały czas. Nie wiem. Mama mówi, że takie dziwne. No cały czas tak, jakby coś chciała ode mnie i nie wie co. I jak ja się urodziłam, to przestała. I czasem się śmieję do taty: "Jak się synu zachowujesz?"
Ale to, to tak po prostu w żartach. Ale czasem się tak zastanawiam, bo... No bo babcia miała faktycznie takie życie nie za ciekawe z dziadkiem i w ogóle. I ja mówię to może jak ja trafiłam teraz na takiego oddanego mi, naprawdę wiernego, kochającego partnera, to może po prostu teraz mi się ułożyło, bo babcia nie miała takiego szczęścia. No wszystko możliwe, to można, można różne właściwie możliwe wytłumaczenia snuć, tak?
To jest bardzo, bardzo krótko mówiąc szeroki temat. Tak. No właśnie dlatego tak zahaczyłam o tą Kronikę Akaszy, bo myślałam, że może bym się wtedy dowiedziała. No też różni ludzie różnie tą kronikę opisują, tak? Niektórzy twierdzą, że tam są tylko zapisane zdarzenia z przeszłości i ta kronika na bieżąco się uzupełnia. Też chyba właśnie Tom Campbell w taki sposób ten swój odpowiednik Kroniki Akaszy określa. Przez cały okres swojego życia te awatary nasze, będące tutaj na ziemi, w tej wirtualnej rzeczywistości, przez cały okres życia jakby uploadują dane na temat swoich doświadczeń do tej wielkiej bazy. Tak. No ja czytam właśnie Edgara Cayce'a teraz właśnie o reinkarnacji i no nie wiem, opowiada tam takie fascynujące rzeczy, jeśli chodzi o przeszłość tych osób, które miał okazję tam właśnie badać, zapoznawać się właśnie z ich przeszłością i tak dalej, że kurczę, szkoda, że kogoś takiego nie znam, bo chętnie bym się właśnie dowiedziała, czy jestem po prostu dalej powiązana, że tak powiem, z tą rodziną, w której się urodziłam, że sobie tak wybrałam.
No niby są hipnotyzerzy, którzy potrafią tak... Hipnoterapeuci chciałem, powinienem chyba to tak nazwać- Mhm. Tak, tak, tak słyszałam o tym. Którzy właśnie też pomagają jakby odczytać jakieś informacje z naszych poprzednich wcieleń. No tylko że tutaj pojawia się kwestia pod tytułem ile tego, jaki procent tego to jest rzeczywisty odczyt, a jaki procent jest jakby zasugerowany przez samego hipnoterapeutę, tak?No tak. Zresztą ja też słyszałam parę razy stwierdzenie, że nie... Na przeszłość już i tak nie ma wpływu i warto jednak bardziej skupić się na teraźniejszości, ewentualnie na jakichś przyszłych planach. Coś takiego. No coś tam można sczytać, coś tam można odbyć jakiś taki seans, coś tam się dowiedzieć, ale jakby podchodzić do tego z dystansem, bez jakby- Mhm. Śmiertelnie poważnego traktowania tego, co się usłyszało. Tak.
No ja akurat jestem naiwna, jeśli chodzi o takie rzeczy, ale sama się przyłapałam kilka razy na tym, że ktoś mi o czymś mówił i taka byłam. No tak. No okej, ale no nie robiło to na mnie jakiegoś takiego wrażenia, że, że może. No te historie z rodziny to, to jakoś tak.
To jakoś tak nie miałam oporów jakichś, że to się naprawdę zdarzyło. No bo po co by mieli nam takie historie zmyślać? Ale jak już ktoś obcy opowiadał jakąś historię, no to już tak. No nie wiem, nie wiem, nie do końca. Może momentami nie klei mi się to.
Chociaż jak słucham oczywiście Radia Paranormalium i spowiedzi świadków, to raczej jestem nastawiona, że tak, że nie sądzę, żeby takie historie były zgłaszane do państwa i po prostu zmyślane przez kogoś. Też słuchałam kiedyś takiej niesamowitej opowieści i to jeszcze prowadził pan Janusz Zagórski. Kanał- Niezależna Telewizja. O tak, tak, tak. O właśnie. I tam była opowieść o kosmitku takim. Pamiętam, że to, to zrobiło na mnie wrażenie i takie: o kurde, czy to miało-- mogło się zdarzyć naprawdę? Tam była cała opowieść o takim mężczyźnie, który kosmitę znalazł.
Tego kosmitę gdzieś tam wziął do siebie, do jakiegoś tam mieszkania czy domu, który remontował i nikt tam nie przebywał. I on tego kosmitę tam trzymał i, i się nim tam opiekował czy coś. Ale... Znaczy tam było oczywiście rozbudowana ta historia, tam w ogóle było to opowiedziane tam godzina czy nawet dwie opowieści o tym.
No, pan Janusz Zagórski to tak prowadził fajnie. To ja lubiłam oglądać właśnie te audycje od niego. No ale właśnie teraz nie wiadomo, nie wiadomo. Rozumiem, że to jakby te zdarzenia duchowe, mm, których doświadcza pani i pani bliscy z tymi istotami różnymi, to jakby stały się częścią waszej takiej codzienności.
To nie wpływa jakoś strasznie na negatywnie na życie rodzinne, prawda? Nieee, no, tak jak mówię, no, my byśmy byli raczej już przyzwyczajeni do tego. Jeszcze taka na przykład jedna anegdotka była, że brat mojego taty jest takim typowym sceptykiem, ale takim turbo, takim nie, nie ma duchów, UFO, jakie głupoty i tak dalej. To jest taki typowy człowiek twardo stąpający po ziemi.
I któregoś dnia siedział z dziadkiem. To mi mama opowiadała tą historię. Siedzieli z dziadkiem w kuchni właśnie w tym domu starym i nagle słyszą taki tupot, taki rumor wręcz, jakby dachówki spadały z dachu na ziemię, takie łup. Obeszli kilka razy dom. Nic, nic nie było, nic nie ma.
I wtedy wujek tylko powiedział pierwszy raz i to z takim naprawdę zaskoczeniem, że gdyby tutaj nie siedział, gdyby przy tym nie był, to by w to nie uwierzył. No perspektywa się zmienia w momencie, gdy nawet takiego sceptyka dotknie taka sytuacja, prawda?
Dotknięcie nieznanego. No dokładnie tak. Dokładnie. No tak jak przed chwilą też wspomniałam, no było na przykład z tym spaniem, no ale to już są, powiem panu szczerze, takie już, yy, pstryczki, że tak powiem, że myślę, że te główne wątki, które chciałam poruszyć, zostały właśnie przekazane. Można sobie zadać pytanie, ile takich pstryczków byłyby w stanie wyłowić ze swojego życia osoby, które piszą w komentarzach wpisy typu: za dużo tych przeżyć. Jakoś mi to się nie klei, nie?
No tak jak mówię, ja przywykłam do tego, że są sceptycy wśród osób, ale wychodzę też z założenia, że takie osoby chyba nie słuchają takich audycji. No nie wiem, no gdybym była osobą, która jest centralnie nastawiona na nie, to ja bym po prostu nie słuchała tego, bo nie widziałabym w tym sensu. I w ogóle po co mam słuchać coś-- czegoś, kto coś na przykład zmyślił, nie? No tak dużo osób wydaje się słuchać pod kątem jakby przywalenia się do czegoś, co im się nie zgadza z ich światopoglądem, pod kątem takich rzeczy, do których można by się przyczepić i podrążyć, że na przykład sama liczba przekazanych zdarzeń już świadczy o tym, że ktoś coś zmyślił, tak? Musiałoby mi się naprawdę nudzić w życiu, żeby wchodzić, słuchać długo godzinnego, yy, wywiadu paranormalnej spowiedzi i wyłapywać defekty, które mi w danej historii nie pasują. Takie szukanie, szukanie dziury w całym krótko mówiąc. Tak. No jejku, chcesz?
Odsłuchaj se. Wierzysz to wierzysz, nie, to nie. No i, i co? Nie zmienisz tego, co się komuś w życiu przytrafiło. No Jezus. Jeśli ci ludzie to przeżyli, to okej. Trzeba wziąć pod uwagę, że mogą niektórzy takie przeżycia mieć i tyle. A jak nie, no to, to nie. A ja miałam bardzo często też takie... Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale od dzieciństwa ja wiedziałam tak, że kosmici istnieją. To było pierwsze. Ja już byłam za to rugana w podstawówce. Druga kwestia idąc do kościoła, patrząc na Jezusa Chrystusa, miałam takie poczucie, że to nie jest ten prawdziwy Bóg. Według mnie jest to tak niematerialna istota, że nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić. Też nie wiem, skąd to miałam.
Miałam to po prostu przeświadczenie od dzieciństwa. Nikt mi tego nie mówił, nie uczył, nie pokazywał. Ja po prostu to wiedziałam. I trzecia kwestia zawsze pytałam się dzieci i jak już byłam starsza osoby, które przewinęły się w moim życiu: czy zdarzyło się w twoim życiu coś, czego nie jesteś w stanie wytłumaczyć? I biorąc pod uwagę takie statystyki, jak sobie w głowie kiedyś robiłam, to bardzo niewiele było osób, które powiedziały: nie, nic takiego się... Były takie osoby, owszem.Ale było ich naprawdę na palcach jednej ręki byłabym w stanie zliczyć. A tak to każdy mówił: no coś tam było, a kiedyś coś tam słyszałem, a kiedyś coś tam widziałem, a kiedyś coś mi się tam wydawało. Mój narzeczony też zresztą mówił, że, że też, też takie miał takie jakieś dziwne historie. Także to, to nie wiem.
Nie wiem, czy to już jest takie naprawdę niewyjaśnione, czy właściwie to może nie, że niewyjaśnione, ale takie rzadko spotykane. Może. Może tak. No to taka część naszej rzeczywistości, której jakby jeszcze nie jesteśmy w stanie dotknąć tym przysłowiowym szkiełkiem i okiem nie zbadać, tak? Wiemy, że coś takiego się dzieje, ale nie wiemy jeszcze dlaczego, czym to jest spowodowane i nie znamy jakby charakterystyk tych zdarzeń.
Mi się wydaje, że też żyjemy w takim miejscu dosyć mocno historycznie naznaczonym. Tak na przykład pojechałam do Krakowa w zeszłym roku, w zeszłą wiosnę. Weszłam na Wawel i poczułam tam taką energię, jakąś dziwną, taką, taki rytualny, jakiś dziwny takie poczucie. I pytałam się właśnie mojego narzeczonego: też takie poczucie miałeś? On: no taka dziwna atmosfera. Ja mówię: kurde, o co tu chodzi? I właśnie powiedziałam tej mojej koleżance, tej, co jest szeptuchą, że byliśmy na Wawelu i kurde, atmosfera normalnie rytualna, jakby tam ktoś dopiero co jakiś odprawiał jakieś nie wiem, dziwne rzeczy albo coś takiego.
Ona mówi, że jak weszłam na Wawel, to tyle krwi dawno nie widziała. A tam podobno znajduje się jedno z miejsc mocy, z tego, co słyszałem. No ja tam odczułam coś dziwnego. Zresztą no ta moja koleżanka szeptucha to jeszcze tak panu powiem, że powiedziała mi: ty masz predyspozycje, ale żeby wejść w to głębiej dziewczyno, dała mi taką paczuszkę materiałową, w której są pewne...
No nawet nie wiem, co w niej jest. I powiedziała: jeśli będziesz chciała wejść w to głębiej, to po pierwsze pamiętaj, że możesz zobaczyć piękne rzeczy, ale możesz zobaczyć też coś, czego na pewno nie chciałabyś zobaczyć. Ale jeśli będziesz chciała wejść w to, to po prostu weź i to spal. No i teraz, że tak powiem, mogę.
Ale nie wiem, czy jestem na to gotowa jeszcze. Może rzeczywiście lepiej poczekać. Może to jeszcze nie jest ten czas. Właśnie tak ostatnio się zastanawiałam. Może by mi to coś ułatwiło, ale nie jestem na razie też na takim zakręcie życiowym, żeby musiała się no już, że tak powiem, wspomagać takimi rzeczami.
A poza tym nie wiem, czy jestem gotowa na widok jakichś rzeczy, których może niekoniecznie chciałabym zobaczyć. I to już wszystkie relacje przekazane przez moją dzisiejszą rozmówczynię. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o tych historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcecie o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Tradycyjnie przypomnę o stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl, gdzie obok wielu ciekawych artykułów znajdziecie również archiwum podcastów Radia Paranormalium do pobrania w MP3. Tam również czeka na Was forum dyskusyjne oraz czat, na których możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Polecam również Państwa uwadze miesięcznik Nieznany Świat, który jest jedynym obecnie ukazującym się polskim czasopismem poruszającym tematy z pogranicza nauki.
Warto również zasubskrybować kanał Nieznanego Świata na YouTube. Tam niedawno ukazał się nowy odcinek cyklu Dotknięcie Nieznanego, który spośród pozostałych odcinków wyróżnia się tym, że zawiera nie relacje z archiwum, a nową rozmowę i jest zmontowany w konwencji podobnej do podcastu Mówią Świadkowie. Zachęcam również do śledzenia kanałów Ady Edelman Biuro Duchów, Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, których autorzy poruszają wiele interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery cztery dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery cztery dziewięćdziesiąt trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko.
Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl.