[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie, takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę. Widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:04] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam na kolejny odcinek najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Mam świadomość, że dzisiejszy odcinek może wywołać pewne kontrowersje u części odbiorców, a na pewno będzie pod pewnymi względami nietypowy. Wysłuchamy dziś pełnego zapisu rozmowy z kobietą, która przekazała opisy kilku obserwacji UFO. Główną zaś część rozmowy poświęciła na przekazanie co najmniej niezwykłej historii swojego wnuka. Jakiej? Dowiecie się Państwo słuchając nagrania. Na początku wysłuchamy oczywiście opisów wspomnianych obserwacji. Postanowiłem zostawić je w audycji dlatego, żeby dać Państwu możliwość wejrzenia w to, w jaki sposób moja rozmówczyni podchodzi do tematów związanych z UFO.
Opisy tego typu zdarzeń mówią bowiem wiele nie tylko o samych obserwacjach, ale też o ich świadkach. W drodze wyjątku postanowiłem w tym nagraniu pozostawić nieocenzurowane imię wnuka, który jakby nie patrzeć jest głównym bohaterem historii, którą usłyszymy później. Dążąc do zapewnienia mojej rozmówczyni i jej wnukowi maksymalnej anonimowości, postanowiłem dokonać zmiany barwy głosu.
[02:28] - Pierwsze moje takie spotkanie z UFO to było nie wiem dokładnie, bo nie zapisałam, ale jakieś dziesięć, może piętnaście lat temu. Jechaliśmy samochodem z Wrocławia na Mazury. Wyjechaliśmy w nocy, było jeszcze ciemno, więc ja przysnęłam. Po jakimś tam czasie ocknęłam się, obudziłam i zobaczyłam, że zaczyna świtać. Taka zaciekawiona zaczęłam się przyglądać jak to wszystko wygląda i obejrzałam się do tyłu i tak było wyraźnie widać takie załamanie ciemno i jasno. I jak się przyglądałam, to zobaczyłam, że na linii tego ciemno jasno przelatuje taki pojazd jakiś. On był w takim kolorze białawym. Leciał na takiej wysokości jak latają samoloty pasażerskie. Tak mniej więcej mi się wydawało. Był trzy razy grubszy od samolotu, że tak powiem, w kształcie takim jajowatym.
No i tak z ciekawości zaczęłam liczyć i doliczyłam do siedmiu. I ten pojazd gdzieś tam zniknął, czyli bardzo szybko. To nie mógł być żaden samolot, bo bardzo szybko przeleciał. I to była taka moja pierwsza obserwacja.
[03:32] - Czy ktoś jeszcze zauważył ten dziwny obiekt czy cokolwiek tam było?
[03:36] - Wie pan co? Nie. Nie. Ja jechałam jako pasażer. Kierowca był zajęty jazdą, a poza tym to była ruchliwa droga. Nawet mu nie powiedziałam, bo i tak by nic nie zobaczył. Ja po prostu siedząc z tej prawej strony odwróciłam głowę i to widziałam. On by tego nie zobaczył, bo dach samochodu by mu przeszkadzał, a gdyby zatrzymał samochód, to już by było po fakcie, bo to trwało no z siedem sekund maksimum to trwało. Potem następna obserwacja to był rok dwutysięczny dziewiętnasty, gdzieś połowa kwietnia. W tym czasie byłam w Niemczech.
To było jakieś sto kilometrów na północ od Frankfurtu. Byłam w takiej niedużej wiosce i tam był taki teren pofałdowany, taki lekko górzysty. I ja mieszkałam w takim domu na skraju wsi. Za tym domem, już za ogrodem już nic nie było. Były takie nieużytki, łąki, jakaś polna droga i jakieś trzysta metrów dalej był las. I ja wieczorem to już gdzieś było po jedenastej wieczorem otworzyłam szeroko okno, żeby przewietrzyć trochę przed spaniem. Jak otworzyłam to okno i spojrzałam, to się bardzo zdziwiłam, bo te łąki to się rozciągały na jakiejś przestrzeni trzysta metrów i na skos biegła linia wysokiego napięcia. Był tam taki wysoki metalowy słup. Nic tam więcej nie było w tej okolicy i bardzo się zdziwiłam, bo gdzieś tak w okolicy tego słupa zobaczyłam, że tam się coś świeci. To było takie dosyć duże.
Z początku pomyślałam, że to może to wyglądało jak latarnia uliczna, ale światło latarni ulicznej to jest albo lekko po skosie w stosunku do ziemi, albo całkiem płasko. To znaczy równolegle do ziemi. A to coś było pionowe i było troszeczkę większe niż by-- niż latarnie mają to światło. Było w takim kolorze, takim dziwnym, no można powiedzieć, że jak lawa wulkaniczna, takie pomarańczowe z czerwonym się przeplatało i to nie dawało żadnego oświetlenia wokół. Po prostu było takie czerwone, jajowate, dosyć duże. I tak się zdziwiłam. Przyglądałam się, myślę no może tam rzeczywiście na tym słupie jest jakaś latarnia, którą nie zauważyłam, ale za chwilę z tego jaja pomarańczowego od dołu wypłynęło takie światło wielkości dużej gwiazdy i poziomo przemieściło się powoli. No trudno określić, jaka to była odległość. No mniej więcej dwa metryMoże trzy metry powoli i zatrzymało się to światło. I wtedy to już pomyślałam, że to to nie jest latarnia, to musi być coś dziwnego.
I tak pomyślałam, że może to jest UFO. I wtedy jakieś nie wiem, ale to niemożliwe, bo ja się tego nie bałam, ale jakieś takie miałam odczucie, jakbym nigdy więcej potem już tego takiego czegoś nie miała. Tak jakbym wracała podenerwowana, jakby wszystkie całe moje ciało jakieś było takie nagrzane, rozgorączkowane. I pomyślałam, że to na mnie w jakiś sposób może oddziaływuje. I tak stałam jeszcze chwilę i myślę sobie: dokąd ja tu będę stać? To pewnie będzie się tak świecić do rana. No i idę. Tak w myślach pomyślałam. Jak tak pomyślałam, to to zgasło. No i potem już nic nie było.
Na drugi dzień z ciekawości poszłam tam i oglądałam ten słup i tam takiej lampy niczego. A słyszałam, że właśnie te obiekty UFO one po prostu tankują energię z tych linii energetycznych, więc może to było coś takiego.
[06:58] - Czy próbowała pani może dopytać tego sąsiada, czy coś widział tamtej nocy?
[07:03] - Nie, nie. Wie pan co? Bo w tym domu oprócz mnie jeszcze były trzy osoby. Ja następnego dnia pytałam się ich, czy widzieli jakieś światło, czy jakiś hałas. Wszyscy powiedzieli, że nie. Nic nie widzieli, nic nie widzieli. Ja być może gdybym spała, to też bym tego nie zauważyła. Ale właśnie w takie księżycowe noce bezchmurne, no to ja niestety tak mam, że żadne tabletki nasenne mi nie pomagają i nie śpię. I wtedy właśnie ten hałas, taki hałas. I to pewnie w tym samym momencie jak ja otwierałam oczy, to zapaliło się to światło, że tak powiem, bo gdyby było wcześniej widno w moim pokoju, to jakoś przez powieki byłoby widać, nie?
Że jest widno. Więc to chyba w tym, w tym samym momencie. A to światło to właśnie chyba było do obserwacji tych, tych palet z tym drewnem. Ktoś się tym zainteresował. Co to tam takiego jest, nie?
[07:53] - Rozumiem, że ten dźwięk nie przypominał żadnego jakiegoś znanego nam pojazdu, prawda?
[07:59] - Nie, nie, nie. To była cisza. I raptem to był taki takie taki jakbym się znalazła w środku jakiejś wichury, takiej tak, jakby to powietrze było wypychane. Chyba takie odczucie miałam. A jak już to światło się oddaliło, zrobiła się całkowita cisza. Gdyby tam był jakiś helikopter czy jakiś nawet samolot coś, no to jakiś dźwięk by wydawał. Była noc wpół do czwartej rano, więc było cichutko. I tak nawet sobie pomyślałam, że idę przez budynek i z drugiej strony budynku zobaczę, bo może w tamtą stronę to coś poleciało, ale pomyślałam, że to pewnie bez sensu, bo i tak jak coś tam było, to już dawno odleciało. Nie zobaczę. Następne moja obserwacja.
Takie dziwne zdarzenie, bo to trudno nazwać obserwacją. Wtedy byłam w Niemczech. To było tak w połowie drogi między Norymbergą a Stuttgartem. Też taki teren mocno górzysty, dużo lasów i miałam zapisane. To się wydarzyło trzeciego czerwca w dwutysięcznym roku. Była noc, bardzo jasna noc, pełnia księżyca, żadnej chmurki na niebie. No i w takie noce to ja mam bezsenne noce. Więc leżałam sobie w łóżku i raptem usłyszałam taki głośny hałas. Tak, jakbym się znalazła w środku takiej wichury strasznej. I taka przestraszona otworzyłam oczy, a w pokoju było widniutko jak najjaśniejszy dzień.
Zdziwiona spojrzałam na żyrandol. Światła się nie świeciły. Spojrzałam na zegar naprzeciwko. Była trzecia dwadzieścia pięć. I wtedy naprzeciwko mojego łóżka było takie duże okno metr pięćdziesiąt i zobaczyłam, że za tym oknem zaczyna się przesuwać światło tak po lekkim skosie. Przechodziło z prawej strony do lewej. Doszło już prawie do końca i potem powolutku to światło się wycofało. Jak się wycofało, to w moim pokoju zrobiło się ciemno i nastała cisza. Już nie było tego szumu słychać. Wtedy zerwałam się z łóżka, podbiegłam do okna, otworzyłam okno, wystawiłam głowę, rozglądałam się.
Nic nie było. No i mnie to tak strasznie zadziwiło, bo gdyby to było, bo to było światło z góry, gdyby to było światło z jakiegoś pojazdu, jakiegoś helikoptera, przecież helikoptery są bardzo głośne, to byłoby słychać. A to była całkowita cisza i raptem taki głos jak, jak w trakcie wichury. No i to światło. Ale myślę, że to było skierowane, bo takie pięć metrów od mojego okna była posesja sąsiada i sąsiad tam składał drewno, bo oni w tej okolicy wszyscy mieli ogrzewanie domu takimi kotłami na drewno i tego drewna robili olbrzymie zapasy i one były przykryte takim białą plandeką. Było na chyba pięć takich. To tak gdzieś było na pół, półtora metra na pięć, sześć metrów długie. I być może kogoś to zainteresowały. Co to tam za obiekty, że tak powiem, były i ktoś się tym zainteresował. Ale czy to była ziemska obserwacja, czy raczej pozaziemska, no tego nie wiem.
I jeszcze dużo się przypomniało z tym światłem, bo to światło za oknem to było takie, że było tak równiutko odcięte. Tutaj ciemno, tu jasno. Tak jakby laserem, bo na przykład jak latarką się świeci, no to światło nie ma takiej wyraźnej granicy, gdzie jest ciemno, gdzie jest jasno, tylko to światło jest takie rozproszone.I przypomniało mi się takie: koleżanka kiedyś mi się zwierzyła. Ona mieszka w Płocku, chyba w Płocku nad Wisłą i oni z mężem wybudowali sobie dom. Ten dom jeszcze nie był całkiem gotowy, ale tam pomieszkiwali w tym domu i mówi, że którejś nocy ona się obudziła. Miała taki podświetlany zegar, więc zobaczyła w półciemku. Wstała do toalety, ale na zegarze zobaczyła, że jest godzina wpół do pierwszej w nocy i jak wróciła z toalety, nie zdążyła się jeszcze położyć do łóżka, to zobaczyła, że za oknem w kierunku ich domu tak jakby leciał księżyc. Mówi, że to było taka duża kula, okrągła, jasna. I ona się tym zainteresowała. Podeszła do okna, odsunęła firanki i wtedy z tej kuli wypłynął taki snop światła.
I też ona właśnie to określała, że tak było równiutko odcięte, ciemno jasne. I ten snop światła zaświecił na ich dom. I ona wtedy się obróciła, bo obok spał mąż i zawołała męża, żeby wstał i zobaczył, co to się dzieje. I wtedy, jak się obróciła w stronę męża, to zobaczyła, że połowa jej domu zniknęła, że nie ma połowy domu i zobaczyła u góry na piętrze mówię, tam stała drabina, wiadro z farbą, bo właśnie tam malowali pokój. Spojrzała w bok i zobaczyła, że połowy kuchni nie ma, a w drugiej połowie zobaczyła meble kuchenne i zobaczyła ogród, którego nie powinna widzieć za ścianą od kuchni. I mąż wstał, podszedł do niej i ona mówi: widzisz to samo, co ja? Mówi, bo ona była w szoku, nie wiedziała, co się dzieje. Mąż mówi tak. Mówi: no i za chwilę to światło zgasło, a ta kula odpłynęła gdzieś tam daleko nad jakieś krzaki nad Wisłę. No i mówi, że to było takie niesamowite jakieś zdarzenie, że powinni z mężem na ten temat rozmawiać, ale mówi w ogóle nic nie rozmawiali.
Położyli się do łóżek i od razu zasnęła. Mówi o dziwo, że tak szybko jej się udało zasnąć. I mówi: rano wstałam i zjadłam z mężem śniadanie i widzi, że mąż coś się tak drapie nad uchem, nie? I ona mówi: coś cię boli, że tak się drapiesz? On mówi: no coś mnie tutaj boli. I ona mówi: wiesz co, mnie też boli nad uchem i mówi, że potem jeszcze z pół roku ją tak bolało, męża też, a potem już to wszystko się uspokoiło. No i mówi, że pytała się sąsiadów, czy widzieli, że tam w nocy jakaś kula światła latała i wszyscy odpowiadali, że nie.
[13:48] - Jeżeli dobrze rozumiemy, to było tak, jakby zobaczyli przez ścianę rzeczy, których nie powinni tam w tamtym miejscu widzieć?
[13:55] - Nie, nie. To było tak, jakby ktoś odciął połowę domu, a druga połowa została. I oni, stojąc na dole, spojrzeli do góry i widzieli połowę tego pokoju u góry, tak jakby połowa domu zniknęła.
[14:08] - Czyli tak jakby ktoś im wykasował tę część domu sprzed oczu, tak? Coś tego typu.
[14:14] - Tak jakby ta część domu zniknęła, jakby jej w ogóle nie było, jakby nie istniała, tak jakby ktoś odkroił połowę domu i po prostu zostałaby tylko druga połowa domu. Ja myślę, że ona mówi, że po tym zdarzeniu przez tydzień w ogóle o tym nie rozmawiali. To nie był dla nich jakiś ciekawy temat. Dopiero gdzieś tam po tygodniu zaczęli ze sobą rozmawiać, że co oni widzieli w nocy i tak dalej, mówi. A przez tydzień w ogóle nie było żadnej reakcji na to. Mówi: a przecież to było takie niesamowite wrażenie. Mówi, że jak ona zobaczyła, że ta połowa domu jej zniknęła, to była w szoku. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. No a potem, jak to światło zgasło i ta kula odleciała, no to wszystko wróciło do normalności.
[14:54] - A badali się może pod kątem jakichś zmian w okolicy uszu?
[14:59] - Nie, nic, nic, nic. Nie. Ona mówi, że nawet nie opowiadała, bo tam komuś próbowała opowiadać, to tak się na nią dziwnie ktoś patrzył. Także nie rozpowiadała o tym nikomu nic.
[15:09] - To jest dziwne, że dwoje ludzi w tym samym czasie doświadcza tego samego. Czegoś takiego dziwnego co najmniej, ale tak jakby się zachowywali, jakby, jakby przeszli nad tym do porządku dziennego, prawda?
[15:21] - Mhm. Ja kiedyś słuchałam takiej relacji rybaków, że gdzieś tam na jakimś kutrze coś tam się u nich działo i potem jak wrócili na ląd, że tak powiem, też byli przebadani, że oni też właśnie mieli takie wyparcie, że nic na ten temat nie rozmawiali dopiero po pewnym czasie. Więc może to jakieś takie oddziaływanie było na nich.
[15:42] - No, być może to było też na tyle dojmujące i trudne do sklasyfikowania przez nich doświadczenie, że po prostu jakby ich pamięć została czasowo zagłuszona i dopiero po jakimś czasie to powróciło, tak?
[15:55] - No i tak jeszcze mam takie jedno, taką jedną obserwację, która cały czas nie daje mi spokoju. To też się wydarzyło... To nie była zima, to była, nie wiem, kiedy to było, ale w każdym razie było ciepło na dworze. Ja byłam w ogrodzie. Mieszkałam w takim domku jednorodzinnym. No i tak wiadomo trzy metry czy tam cztery metry do płotu z mojej strony i z drugiej strony od sąsiada. No to jakieś tam trawniki i krzaczki rosną. I tak właśnie stałam przy płocie do sąsiada. I jakoś tak spojrzałam i zobaczyłam, że nad jego ogrodem, na wysokości tak mniej więcej około trzech metrów, frunie w powietrzu coś takiego dziwnego, bo to wyglądało tak: to miało metr wysokości i wyglądało to jak duża łza. Tak jakby spadochron, ale odwrócony do góry nogami.
Widać było, to było takie jakieś mętno-przezroczyste. Więc to było pierwsze tak gdzieś około metra, drugie było ciut mniejsze, czyli gdzieś około dziewięćdziesięciu centymetrów, a trzecie z tyłu było takie już całkiem mniejsze, tak jakby sześćdziesiąt centymetrów. I one leciały od siebie w takim odstępie półtora metra do dwóch metrów. I ja sobie pomyślałam, że to może są jakieś takie spadochrony od jakichś tam pionów albo od jakichś tam urządzeń pomiarowych, że może tam wiatr pozrywał te urządzenia do tych spadochronów napadało wody i one jakoś tak płyną. Dziwne mi się to wydawało. No bo przecież to tak wyglądało, że tam w środku, no to tak przynajmniej cztery, pięć litrów tego płynu by musiało być deszczówki się zebrać i że to nie spadło na ziemię. No ale myślę sobie może wiaterek popycha, bo taki lekki wiaterek był, więc może to coś takiego mogło być zgodnie z prawami fizyki. Ale zdziwiłam się strasznie, jak najmniejsze to z tyłu ta łezka odłączyła się i takimi ruchami tak prawo lewo, prawo lewo tak przyspieszyła i wleciała nad dach sąsiada. I tak w odległości gdzieś półtora metra przeleciała nad tym dachem w górę, bo to był dach dwuspadowy, potem w dół i potem jak już zleciała z tego dachu, to znowu przyspieszyła tak w prawo, w lewo takie ruchy śmieszne i dołączyła do tych dwóch, które tak majestatycznie powoli płynęły w tym powietrzu. I jak już dołączyła na tą odpowiednią odległość, to zwolniła i dalej powolutku popłynęły.
I dla mnie to jest taki szok, bo to tak wbrew prawom fizyki i to jakieś takie dziwne były. To nie były spadochrony, bo spadochrony to by miały jakieś sznurki czy jakieś takie paski folii, a to było takie no takie jak duża łza.
[18:34] - Poznaliśmy przekazane przez moją rozmówczynię opisy obserwacji UFO. Pora zatem na główną część rozmowy, czyli historię małego Borysa.
[18:44] - Mój wnuczek wtedy miał osiem lat i dziesięć zapisałam. To było w listopadzie w dwutysięcznym dziewiętnastym roku i wnuczka sadzałam po południu w domu. Wnuczek w ogóle mieszkał z nami w naszym domu i coś było potrzeba, że on powinien pójść do swojego pokoju, coś tam przynieść, nie? Ja mówię: idź przyniesie. On mówi: nie chodź ze mną. Ja mówię no co ty, idźże sam. Nie, bo ja się boję. Ja mówię, czego ty się boisz? Mówi, że duchów. Ja mówię no przecież duchów nie ma.
Nie, jak to nie ma mówi. U mnie był dwa razy duch, nie? Ja mówię jak to u ciebie był? On mówi tak, bo raz mówi, to ja już tak nie spałem i on był. Mówi pochylał się nade mną i potem wyprostował się, podszedł do mojego biurka, coś tam przestawił na tym biurku. Potem znowu przyszedł do mnie, pochylił się nade mną. Mówi no i wyszedł. Ja mówię jak wyszedł? Przez, przez ścianę? Bo ja się trochę interesuję.
Nie mówi. Drzwi były otwarte i poszedł przez... I mówi: Wiesz, on był taki nie był za wysoki, był wzrostu mamy, czyli około metr siedemdziesiąt. Mówi był taki czarny. Ale mówi wiesz, jak jest taka czarna folia i taka trochę przezroczysta, to on jakiś taki był, nie? I potem znowu po kilku dniach do mnie przyszedł i znowu się nade mną pochylał i znowu wyszedł. I sobie pomyślałam, że pewnie jakieś nocne odwiedziny ma. I zaczęłam go wypytywać. A kiedy to było? Więc on nie pamięta, kiedy to było.
A widziałeś ty kiedyś UFO? On mówi tak, tak się ożywił. Mówi tak, widziałem. Ja mówię gdzie widziałeś? No tu jak byłem w ogrodzie mówię to jedno takie UFO mówię to wiesz, tak za takimi chmurkami się chowało, ale wystawało z tych chmurek. A potem mówi tego samego dnia jeszcze dwa razy widziałem, ale w innym miejscu było. Mówi już nie chowało się za chmurkami i potem było w trzecim miejscu. I wiesz mówi to trzecie to na takim sznurku wypuściło deskę, a potem tą deskę wciągnęło i jak ciągnęło tą deskę do środka mówi to zgasł. Ja zaczęłam dalej ciągnąć ten temat. Myślę sobie to pewnie coś jest na rzeczy.
Ja mówię a byłeś kiedyś na statku kosmicznym? A on mówi no nie, nie byłem. Ja się poczułam taka rozczarowana. A on mówi tak, ale wiesz, śniło mi się. Ja mówię, co ci się śniło? Mówi no śniło mi się, że byłem na tym statku kosmicznym, ale ja musiałam go dopytywać, bo on tak, tak chaotycznie mówił. Przebiegał z tematu na temat, więc ja może powiem, jaki jest efekt tego. Więc on powiedział, że tak. Jak wszedł do szkoły ze swoją siostrą na rozpoczęcie roku szkolnego szli przed dworem szkolnym takie dosyć duże i zobaczył taki błysk na niebie. Odwrócił się i mówi, że to zapamiętał.
A potem było coś takiego. Mówi, że spał i do jego pleców doczepiła się jakaś kula i ta kula zaczęła go tak ciągnąć. Mówi lecieli do jakiegoś światła. Ta kula go tak dosyć szybko ciągnęła do tego światła i jak już zbliżali się do tego światła, to to światło go oślepiło i on znalazł się na podłodze w takim statku kosmicznym. Mówi, że jak leżał na tej podłodze, to było wokół niego było bardzo dużo takich niedużych istot. Mówi mniejsze od niego były te istoty. Tak potem określił, że sięgały mu do brody. Potem się okazało, że on wtedy miał pięć lat i cztery miesiące, więc nie był taki duży. Może miał metr dwadzieścia może. I leżał na podłodze i te małe istoty zaczęły uciekać, gdzieś się tam chować po kątach.
Potem powolutku zaczęły wychodzić, skradać się tak do nie. A naprzeciwko niego stał taki wysoki mężczyzna. No nie za wysoki, gdzieś z metr siedemdziesiąt. No i powiem jak on wyglądał. Więc mówię, że miał ciemne, krótkie włosy, ale nie czarne. Na twarzy był tak jakby mocno opalony. Nos miał taki dziwny mówi, bo tak jak ludzkie nosy to wyrastają między oczami, a jego nos tak jakby troszeczkę niżej wyrastał, poniżej oczu. Był szeroki i miał duże usta. Mówi, że był brzydki. Był boso.
Mówi miał bardzo czerwone nogi. Ja mówię może miał skarpety? Nie mówi, bo widać było palce, więc był boso. Na sobie miał czarne spodnie obcisłe i brązową koszulkę z krótkim rękawem. I wszystko było takie poszarpane, dziurawe, poszarpane. No, potem powiedzieli, że oni lubią takie stroje. No i jak leżał na tej podłodze, tam w statku mówi, to pomogli mi wstać. Ja mówię jak ci pomogli? Podeszli, złapali pod pachy? Nie mówi.
Nikt do mnie nie podchodził. Nie wiem, jak oni to zrobili, ale pomogli mi wstać, nie? Ja mówię bałeś się? Mówi nie, tych małych się nie bałem, tylko tego dużego się bałem. Oni tak specjalnie zrobili, że niby to oni się jego boją, żeby on się ich nie bał, prawda? No i mówi, że podeszli i tam były takie wagoniki. Te wagoniki były nieduże. On określił tak w przekroju to one miały takie tak jakby plaster miodu, więc była podłoga, był skos prosto, skos i mówi, że były u góry tak jakby miały dach. Były takie wąskie wejście do tego wagoniku i z przodu był otwór, taki prostokątny otwór. No i jeden z tych małych wszedł do tego wagoniku.
Pokazał mu, że trzeba wystawić głowę, żeby ten wagonik jechał. I on mówi, że wszedł, ale musiał troszeczkę kucnąć. Tam nie było żadnego krzesła, niczego. Musiał troszeczkę kucnąć, bo się nie mieścił. Wystawił głowę tak jak mu kazali i dosyć szybko tymi wagonikami jechali. Mówi, że ten duży gdzieś z tyłu tam wsiadał do wagoniku, ale jak przyjechali na miejsce to okazało się, że ten duży już na niego czekał. I ja się go tak dopytywałam. Mówi, że te wagoniki były takie jakby tory tramwajowe, takie zatopione w podłodze, więc oni po tych torach te wagoniki jechały. No i potem mu powiedzieli, że najszybciej to oni potrafią dziewięć sekund przemieścić się z jednego końca na drugi w tym statku kosmicznymMówi tam jak zajechali. Aha, ci, ci mali.
On ich nazywał mali. To były szaraki, bo z tego, co opisywał to były szaraki, więc tam na to powitanie mówi, to wszyscy byli na golasa, a potem jak przyjechali tam dalej, to już byli poubierani wszyscy tak samo. Wszyscy mieli te brązowe koszulki, te czarne spodnie mocno podziurawione, takie postrzępione. Powiedzieli, że oni lubią takie stroje, ale mają też nie wiem, jakieś współzawodnictwo mają czy coś i ktoś tam może wygrać jakąś inną koszulkę i wtedy... Ale te koszulki nie wolno tylko zakładać w jakieś nie od święta, bo oni, oni też tam potrafią świętować. Tam kiedyś mu mówili, że świętowali całą dzień i całą noc. Ich statek miał wtedy jakiś automatyczny pilotaż, więc jak dojechali tam mówi, że było duże pomieszczenie. W tym pomieszczeniu było pełno takich foteli. On to określał tak jak fotele w samochodzie, że było też takie jakby piętro, na które się wchodziło po schodach i tam też były te fotele. No i ten duży kazał mu usiąść na tym fotelu i jak on usiadł, to ten duży miał jakiś taki przyrząd, ale nie dotykając go tak z góry na dół przy nim przejeżdżał jakieś tam światełka się.
I to było obok takiej olbrzymiej sali i w sali był taki stół długi, bo byliśmy w pokoju. Ten nasz pokój taki trochę nietypowy, trzy i pół na siedem metrów długości. Więc on powiedział, że ten stół był taki długi jak trzy długości naszego pokoju. I była pora posiłku. Mówi, że jedzą o trzeciej w nocy i o szesnastej po południu według naszego czasu. Więc każdy podchodził do takiej wnęki w ścianie i z tej wnęki wyjmował talerz. Talerze były troszeczkę inne niż nasze, więc był okrągły, a miał tylko taki pionowy rant. Ale mówi, że takie niewysokie mniej niż centymetr. Te talerze były w takim nie całkiem białym kolorze, ale jasne były. I pytałam się: a co na tym talerzu?
On mówi: Nie wiem, co to było. Mówi taki jakby czerwony kotlet i taki jakby kartofle. No to było małe dziecko. On miał pięć i pół roku, więc nie mógł powiedzieć dokładnie, co tam mogło być mówi. No i każdy brał ten talerz z tym posiłkiem i miał taki duży czerwony kubek. A w tym kubku była taka zielona, jakby gęsty płyn, jakiś zielony, gęsty. I z tym kubkiem podchodził do stołu i z tym talerzem. A przy tym stole był taki wysoki słup i każdy wyciągał jakąś kuleczkę i tą kuleczką stukał w ten słup. I jak już wszyscy doszli do stołu, to dopiero wtedy zaczynali jeść. Nikt wcześniej się nie odważył jeść.
Dopiero jak ostatni przyszedł z posiłkiem, to zaczynali jeść. Były tam też jeszcze takie małe istoty, tak jakby powiedzieć dzieci. Więc mówi, że mieli tak jakieś pięćdziesiąt, sześćdziesiąt centymetrów. Dużo niższy mówi tak. Mówi: do tyłka mi nie sięgali. Te dzieci siedziały jak gdyby przy innym stole. No i mówi, że jak oni jedli, to był straszny hałas, mówi rozmawiali i taki hałas był jak nie wiem. A on z tym dużym był tam, jak by powiedzieć takim korytarzu do tej dużej sali jadalni i ten duży też wyjął ten posiłek z tym talerzem i chciał mu to dać. Nie, ale wnuczek powiedział, że nie, że on tego nie chce. Ja mówię: a jak ty się z nim porozumiewałeś?
A on mówi: Wiesz co, na początku to on coś do mnie mówił, ale ja nic nie zrozumiałem. Ani jednego słowa nie zrozumiałem. A potem było coś takiego, że zapanowała cisza i ja słyszałem w głowie, jak on do mnie mówi. I z początku byłem zdziwiony i nie umiałem mu odpowiedzieć. No ale mówię po pewnym czasie mówi już się nauczyłem i mówię: no i tak w myślach żeśmy się porozumiewali. A ponieważ ja nie chciałem jeść, to ten duży mówi: To chodź, pójdziemy, ubierzesz się. A spytałam się go: a w czym ty byłeś? A on mówi, że no, w piżamie był i miał na nogach jakieś adidasy. Chciał mi tam pokazać, które te adidasy. No i mówi, że z tym dużym zjechali taką windą piętro niżej.
I tam było takie pomieszczenie, gdzie były takie różne półki, przegródki. Nad każdą półką był jakiś napis. Ale mówi tak, to nie były nasze cyfry. To jakieś takie inne było. Nie było tam drzwiczek przy tych przegrodach i było widać, że wiszą na wieszakach. On mówi wiesz, takie trochę inne wieszaki niż my mamy. Więc było widać, że wiszą tam te spodnie i te bluzki i coś tam jeszcze leżało. No i mówi ten duży dał mu taką koszulkę i dał mu spodnie i kazał mu się ubrać i założył to na tą piżamę. Wtedy wsiedli do wagoników. Znów to samo i pojechali do jakiegoś takiego pomieszczenia.
A w tym pomieszczeniu stały takie różne jakieś komputery, przyciski i ten duży kazał mu położyć rękę na jakimś blacie, potem też jakimś urządzeniem bez dotykania go przejeżdżał z góry do dołu. A potem mu powiedział, bo tam jakieś przyciski były jak chcesz, to może sobie jeden przycisk przycisnąć. No i on przycisnął ten przycisk. Za pierwszym razem to by chyba było wszystko, co mu się natrafiało. Potem mówi, że na tym statku go tam przywiezie do jakiejś takiej dziury w tym statku. Przyczepili mu znowu tą kulę do pleców i powiedzieli skacz. Ja mówię: nie bałeś się? On mówi: nie było czasu, mówi i skoczyłem. I znalazłem się w moim pokoju nad łóżkiem, twarzą do łóżka. I ta kula tak opuszczała się, zatrzymywała, opuszczała, zatrzymywała.
Mówi jak już byłem przy samym łóżku, to mnie puściła i ja upadłem tak twarzą do poduszki i się obudziłem. Więc to było w listopadzie, a już tego samego roku, w połowie grudnia miał następny taki sen, że tak powiem. I tam już się dużo ciekawsze rzeczy wydarzyły. Mówi, że od razu znalazł się już na tym statku i już taką świadomość miał jak już jechał tym wagonikiem. Mówi już nie wie, jak się tam znalazł. Mówi ta świadomość mu sięSię otworzyła jak jechał tym wagonikiem. Pojechali tam i mówi, że tak był w piżamie i był boso. Mówił, że tam wszyscy chodzili boso. Za drugim razem jak przyjechał, to już wszyscy byli ubrani. No i mówił, że szaracy to niektórzy mieli taką dosyć jasną skórę, a niektórzy mieli taką zielonkawą.
I to nie była taka jednolita zieleń mówi. Taki mieli przebarwienia w niektórych miejscach ciemniejsze, w niektórych jaśniejsza. No a pytałam się: a jakie mieli oczy? Więc on mówi, że no jakie? Normalne. Ja mówię: ale takie jak my? On mówi no, takie jak my. A mówię: a nie były trochę większe? Mówi: no może trochę były większe. Mówię: a nie były całe czarne?
Nie — mówi. Nie były całe czarne. No mówię: tylko wiesz, nie mieli w ogóle włosów? Mówi: uszy to mieli takie mówi, jakby w ogóle nie mieli mówi, tylko takie dziurki mieli. No i takie wąskie usta i ręce mówi. Chyba mówi, że cztery palce mają. Bo on coś tam pisał, to mówię: wiesz, to tak jakby tego kciuka nie używał w ogóle, tylko w te trzy palce, tak jakby długopis prawie coś tam pisał. Ponieważ oni wszyscy chodzili boso. Mówi, że jak chodzili boso, to zostawiali po sobie takie mokre ślady. I on drugim razem jak tam przyjechał, no to nie miał butów i chodził i się ślizgał.
I dali mu takie, on to nazwał przyklejki. Mówi to były tylko takie same spody, ale te spody mówi składały się z takich rurek. Mówi w środku były puste te rurki. Jemu jak się przyłożyło do stopy, to one się po prostu przykleiły. Ponieważ oni chyba tak się pocą i zostawiają te ślady to tłumaczyli mu w ten sposób, że podłoga była z takich tak jak głośniki mają taką strukturę, że są takie maleńkie dziurki. Więc ta podłoga była z takich dziurek i ponieważ ci szaracy chodząc zostawiali takie plamy i trzeba było to chyba często zmywać. I był taki przycisk na ścianie i z tych dziurek pod ciśnieniem wypływała woda, ale niewysoko, gdzieś na pięć centymetrów i potem ta woda była zasysana i w ten sposób były te podłogi myte. No pytałam się jeszcze, jakby, jak wysokie te pomieszczenia były, więc mówi, że to tak mniej więcej jak u nas wysokość tych pomieszczeń. A pytałam takie podchwytliwe pytanie mówię: a jakie żyrandole mieli? Ładne mieli żyrandole?
A on mówi, że nie. Tam nie było żadnych żyrandoli. Mówi tam ściany były podświetlane i było widać, że pod tą powłoką ścian są takie jaśniejsze punkciki. Mówi: wiesz, chyba tam mieli tysiące żaróweczek w tych ścianach. I te ściany tak świeciły. Później zaprowadzili go. To już za drugim razem to już się dużo więcej wydarzyło, więc zaprowadzili go do sypialni. Mówi, że te sypialnie miały takie trzy kondygnacje. To były takie jakby takie wnęki, szuflady, jak to nazwać. Wiesz czasem w tych hotelach to tak szybko śpi.
Były trzy poziomy i były takie mówię takie drabinki, ale te drabinki tak jak windy działały. Jak się stanęło na tą drabinkę, to ta drabinka podwoziła do góry, a z drugiej strony jednocześnie można było zjechać na dół. Więc były takie trzy kondygnacje, no takie jakby to powiedzieć wnęki i każdy miał tam spanie. Głowa była lekko podwyższona, były one zasłonięte firaneczką i była tam taka listwa. I pokazywali mu, że jak tą listwą się reguluje nie wiem temperaturę, wilgotność, nie wiem tam takiego. Oni tam spali, ale te dzieci ich były zupełnie gdzie indziej mieli sypialnie i dzieci miały zamykane te swoje łóżka w tych szufladach. I tym się to różniło. I w tych sypialniach było jeszcze taka duża wolna przestrzeń. Tam stały jakieś fotele. No powiedział, że jednym słowem można powiedzieć, że luksus tam był.
No i oni mu tłumaczyli, że to te wnęki to oni mieli odłożone taką pianką, a ta pianka niby porowata, więc tam kilkakrotnie na tą piankę nakładali farby. Dużo mu tam rzeczy różnych tłumaczyli, a powiedzieli, że w ogóle dużo takich rozwiązań, pomysłów czerpią pod ziemią, bo podglądają. I zaprowadzili go jeszcze do pomieszczenia pilotów. Było, mówi, że było to duże pomieszczenie i było tak: pośrodku siedział kapitan na takim rozkładanym fotelu, a z jednej strony było czterech i z drugiej strony było czterech. I tam mówi, że oni się wymieniają. Jedni idą spać, drudzy przychodzą i pilnują i raczej starają się, żeby ten automatyczny pilot nie sterował tym statkiem, tylko oni nad tym przesiadają. I mówi, że zdziwił się, bo ten dowódca, który siedział pośrodku, to był ubrany inaczej niż wszyscy. Znaczy spodnie miał takie same, ale miał na sobie taką popielatą koszulkę. Ta koszulka nie była z krótkim rękawem, tylko miała tak jakby poszerzone ramiona i była bez żadnej dziurki. No i mówi, że ten duży coś tam rozmawiał z tym pilotem.
No i mówi, że oni tutaj sterują, nasłuchują, że potrafią w przestrzeni kosmicznej już z bardzo daleka wyłapać jakieś tam dźwięki. Wiedzą, gdzie tam co się porusza, co się do nich zbliża. No i powiedzieli, że ich statek jest niezniszczalny, nawet jak im się jakby się zepsuł w jakiś sposób to jest raczej niemożliwe. Jakby się zepsuł ten napęd, to on będzie dryfował i żadna planeta go nie przyciągnie. I że oni żyją po trzysta pięćdziesiąt lat. A na tym statku są nawet osobnicy, którzy mają po trzysta lat i mają swoją planetę. Na tej planecie mieszkają, ale część z nich, ponieważ mają tak rozwiniętą technikę, więc lubią podróżować po kosmosie. I takich statków jak ten to oni mają wiele i po całym wszechświecie gdzieś tam sobie podróżują. Oni mają za cel obserwować Ziemię, że tak powiem i te posiłki, bo oni powiedzieli, że oni nie jedzą czegoś takiego jak ludzie, tylko na swojej planecie ze swojej planety pobierają jakiś kruszec, wrzucają go do takiego dużego leja, mielą to i potem przyprawiają i tym się żywią. Oni potrafią się odmładzać.
I tam mu pokazali, że mieli jakieś takie pomieszczenie. On tylko popatrzył przez szybkę i tam w kombinezonach no leżeli ci szaracy. I że powiedzieli, że tak w takiej niskiej temperaturze oni tam leżą przez dwa lata, a potem po dwóch latach ich przenoszą do drugich pomieszczenia. I też tam widział za szybą na takich w pozycji półleżącej leżało takich dwóchSzaraków na golasa i powiedzieli, że to jest coś takiego jakby nasza sauna. I tam uchylili drzwi, pozwolili mu włożyć rękę. No i mówi rzeczywiście, że powietrze było bardzo wilgotne i-i ciepłe. I mówi, że oni tu po pewnym czasie z tego pomieszczenia wyjdą i będą zregenerowani, odmłodzeni. I jeszcze na tym statku widział takich dwóch czy trzech takich szaraków, którzy mieli całkiem brązowe oczy. Nie było źrenic, tylko oczy były brązowe. I ten duży powiedział, że oni stracili wzrok po jakimś spotkaniu z Ziemianami, że próbowali im to operacyjnie naprawić ten wzrok, ale im się nie udało.
No i te osoby niewidome miały bardzo dobry słuch i one były nawet lepsze od tych urządzeń, które mają na statku do wykrywania gdzieś tam tego, co się dzieje w kosmosie. Oni potrafią te dźwięki dużo szybciej wyłapać i jak wyłapią taki dźwięk, to naciskają taki guziczek i zawiadamiają no tego kapitana statku. I te osoby niewidome miały przed sobą takie urządzenie na takich... Na dole były trzy jakby takie nóżki na kółkach, wysoki pręt i na tym pręcie była taka skrzyneczka, mówi, taka nieduża. No trudno określić, bo to dziecko to tak nie potrafiło określić. No ale tak myślę, że tak z dziesięć na piętnaście coś takiego. Ta skrzyneczka wydawała... To urządzenie jechało przed tą osobą niewidomą i wydawało jakieś takie cichutkie dźwięki, których on nie słyszał, bo oni mu powiedzieli, że ludzie mają słaby wzrok i słaby słuch. I za tym dźwiękiem ta osoba niewidoma się przemieszczała. A mówiłam, że oni żyją po trzysta pięćdziesiąt lat i że są nieśmiertelni.
Nieśmiertelni. Żyją trzysta pięćdziesiąt lat i są nieśmiertelni, tak jak chyba jak nasze dusze nieśmiertelne. I zaprowadzili go też do takiego pokoju, gdzie mówi, że to chyba było kino, bo był taki duży ekran na ścianie. Było to duże pomieszczenie i w tym pokoju było dużo różnych foteli. Ja mówię: takie jak w kinie? Nie, nie. Mówi: tak. Mówi: porozstawiane różnie. Mówi: takie wygodne, fajne fotele. No i powiedzieli mi, że oni tam się spotykają, ale nie zawsze mają tam zajęcia w tej sali.
W takim dużym holu też widział taki, mówi, bardzo duży telewizor. Ja mówię: no i co tam w tym telewizorze? Mówi: bo grał. Mówi: wiesz, ja tam nic nie widziałem. Same, mówi, takie No więc jak on tam oglądał przez to okno, przez które tam nic nie widział oprócz nieba, to mu powiedzieli, bo tam obok była no coś takiego jakŁodzie podwodne mają taki peryskop, nie? Więc on mówi, że patrzył w to coś. Mówi: a tam była rura do góry. No i potem się zginała. Potem znowu coś mi tak tłumaczył. Nie bardzo wiem, ale to tak mniej więcej jak łodzie podwodne mają jakieś tam peryskopy czy jak to się tam nazywa.
Więc on mówi przez to patrzył i zwierzyli się. Nie powiedzieli mu, że to księżyc. On się później domyślił. Więc mówi: oblecieli to raz w koło. Mówi tak mówi: tak, ta planeta była podziurawiona. Mówi dziura przy dziurze, nie? Ale mówi też widział, że były tam jakieś namioty, takie, takie kopuły były, mówię, ale wiesz, nie było tego dużo. I mówi jak polecieliśmy z drugiej strony planety, tam, gdzie powinno być całkiem ciemno, to tam mówi nie było ciemno, mówi wszystko było widać. Mówi tak było pochmurno, ale wszystko było widać, nie? No i potem spytali się go, czy chciałby polecieć na tą planetę.
Więc on powiedział, że tak. No i od tego powiedział, że tak. To się okazało, że od razu jest w kombinezonie. Mówi nie wie, kiedy to się stało, kiedy on ten kombinezon założył. Mówi od razu był w tym kombinezonie. Mówi ten kombinezon był taki cały go przykrywał, tylko twarz była nieprzykryta, więc cała głowa, wszystko było w tym kombinezonie. Mówi no to polecimy mniejszymi statkami na tą planetę, nie? I mówi, że poszli i przechodzili przez jakiś taki otwór. Mówi on ledwo się zmieścił. Ci mali to wiadomo, że on ledwo się zmieścił.
Przeszedł przez ten otwór, mówi a wiesz, mówi ten duży to chyba musiał się zmniejszyć, bo ja nie wiem, jak on przez ten otwór przeszedł, nie? I tam weszli i tam stały takie małe te pojazdy. I on mówi nie wie, co tam się działo, bo on z jednym z tym szarakiem wszedł do takiego dyskoidalnego pojazdu. Mówi, że była taka wąska tylko szpara. Trzeba było tak bokiem się przecisnąć, żeby wejść do środka, mówi. No i wylecieli z tego statku i lecieli na tą planetę, czyli na księżyc. Potem się okazało, że to księżyc. I ja mu zadawałam takie podchwytliwe pytania. Ja mówię wiesz, jak on taki był przyjazny dla ciebie, to trzeba było go poprosić, żeby ci dał troszeczkę tam pokierować tym statkiem, nie? A on mówi babcia, tam nic nie było.
Mówi żadnego światełka, żadnego przycisku, nic nie było. On tylko zgiął ręce w łokciach. Tak podniósł do góry i statek ruszył. A jak żeśmy skręcali, to przechylał ręce na. No i wylądowaliśmy na tym księżycu. I zaraz obok wylądował ten drugi mówi. I w tym drugim leciało czterech szaraków mówi, bo on zawsze mówi zawsze koło niego było pięciu szaraków, mówi zawsze. On nigdy sam nie był. Więc w tym drugim pojeździe mówi leciało czterech szaraków i ten duży. Mówi nie wiem, jak oni tam weszli mówi, bo ten pojazd był taki malutki.
I mówi wysiedliśmy z tego pojazdu i oni coś tam ze sobą rozmawiali. Mówi ja podszedłem do tyłu, mówi i w tym pojeździe tak z tyłu była taka wnęka i w tej wnęce świeciło się takie biało niebieskie światło. No i zaraz mnie zawołali i poszliśmy. I tam były takie kratery, nie? I podeszliśmy do takiego krateru. Zajrzeliśmy do tego krateru, a w tym kraterze była jakaś istota. Mówi, że miało ludzką twarz i jak ta istota ich zobaczyła, to bardzo szybko uciekła z tego krateru. Mówi, że on nawet nie zdążył zobaczyć, nie zdążył się dokładnie przyjrzeć, mówi ale to było małe, mówi to było małe, to było połowę mnie. Czyli jakieś pięćdziesiąt, sześćdziesiąt centymetrów. On już wtedy był większy, miał metr trzydzieści.
No to może to coś miało siedemdziesiąt centymetrów maks. I mówi i ten duży zszedł do tego krateru i zassał takim urządzeniem tą maź. Mówi ta maź była taka pomarańczowa. I właśnie dopiero pół roku później się dowiedziałam, że tam jak fiński ten łazik wylądował, to na Księżycu odkrył jakąś tam substancję w kraterze, nie? No to już wnuczek mi pół roku wcześniej o tym powiedział. Zresztą to nie było coś takiego, że on mógłby to sobie wszystko zmyślać, bo to takie małe dziecko nie potrafi. Nie miałby takiej wiedzy na te tematy i nie potrafiłby tak od razu odpowiadał. Jak ja zadawałam pytania, on od razu, bez zastanawiania jakby żadnego tam odpowiadał.
[47:09] - Z taką pewnością, prawda? Tam było czuć wyraźnie, że to nie jest jakby dowymyślone na poczekaniu, tylko rzeczywiście opowiada coś, co sam przeżył, tak?
[47:18] - Tak, tak, tak. Ja myślę, że takie dziecko nie mogłoby mieć takiej wiedzy. I zresztą ja się troszeczkę tą tematyką interesuję, więc komputery go interesowały tylko po to, żeby jakieś tam gry, coś takiego. Potem jak już miał te doświadczenia, takie te przeżycia, to on się bardzo zaczął interesować astronomią, fizyką, trochę kosmosem, to już te jego zainteresowania się rozwinęły, a wtedy nie. No i właśnie na tym księżycu jeszcze właśnie mówił, że to tak mówi tak szybko się wszystko działo. Mówi, że obok była taka kopuła i podeszli tam do tej kopuły. Aha, co ja powiedziałam? Mówi wiesz jak tam się ciężko chodziło po tym księżycu? Ja mówię dlaczego? On mówi bo jak podniosłem tylko nogę do góry, to ta noga mi sama leciała wyżej i bałem się, że się przewrócę, mówi.
A miałem jakieś takie ciężkie buty na sobie, nie? Mówi trzeba było bardzo ostrożnie, więc podeszli do jakiejś takiej kopuły. Mówi to takie jakby folie, ale takie nie całkiem przezroczyste, lekko matowe. Przed tym wejściem była jakaś taka skrzynka na wysokich czterech nogach, taka dosyć duża. On ją określił jak nasza komoda jakaś tam, tam nie wiem, może z metr dwadzieścia na metr i powiedzieli, że tej skrzynki nie wolno dotykać. I ten duży. Tam były drzwi. Te drzwi były otwierane do góry, więc ten duży podniósł, otworzył te drzwi do góry i mówi tylko stanęli w tych drzwiach i zobaczył, że ta kopuła w środku była olbrzymia i cała była zasadzona jakimiś roślinami. Mówi, że te rośliny miały takie zielono-szare liście, jakieś kwiatuszki. Mówi wiesz, to były kartofle.
No ale ja nie wiem, czy taki dzieciak w ogóle widział, jak, jak rosną kartofle. No ale tak powiedział. No to tak. No i potem mówi zamknęli te drzwi i zaczęli iść w kierunku statku. I któryś z tych małych powiedział szybko, szybko, bo jakiś pojazd.Się zbliża, że muszą szybko wsiadać do statku. No i wsiedli do statku i jak lecieli tym statkiem w stronę tego statku macierzystego mówi, to nareszcie zobaczył ten duży statek, więc mówi, że był bardzo duży. Z tyłu miał takie dwa jakby bolce i między tymi bolcami przepływała taka energia, tak jakby piorun, nie? Potem się okazało, że ten statek ma pięć kondygnacji. Powiedzieli mu, że jest tylko zapełniony w pięciu procentach, że oni chętnie na tych statkach przebywają, bo czują się bezpiecznie. Tam im nic nie zagraża, a na planetach to są różne kataklizmy i tak dalej, a tam się czują bezpiecznie.
No i jak wsiedli do tego statku z tym jednym Szarakiem, to ten Szarak mu powiedział, że oni bardzo boją się Ziemian, że przebywają na innych planetach i są mile przyjmowani i że tam im nic nie zagraża. A tutaj na Księżycu mają takie prawo, taki przywilej, że mogą sobie na tym Księżycu taki pakt z kimś tam innym zawarty, że na tym Księżycu mogą sobie przebywać ile chcą i kiedy chcą. Ale pomimo tego oni się boją Ziemian, bo Ziemianie zakładają na siebie takie pancerze, mają broń i bardzo im zależy na tym Ziemianom, żeby złapać ich, uwięzić. I oni się boją tego więzienia. Boją się kontaktu z ludźmi, że oni są taką cywilizacją pokojową, nie mają żadnej broni, nie używają broni i nikogo nie chcą łapać i nikogo nie chcą więzić. No i jak wrócili na ten statek macierzysty, to mówią: "To jeszcze ci coś pokażemy". I mówi, i moment znaleźli się. Powiedzieli mu, że to jest planeta Mars, więc on też przez tą lunetę oglądał tą planetę i mówi, że niesamowite wrażenie na nim wywarł wulkan na Marsie. Mówi: "Wiesz jaki ogromny, jaki wysoki ten wulkan, jaki rozłożysty". No tam dużo opowiadał o tym wulkanie.
No i mówi po kilka razy okrążyli te-tego Marsa. Mówi, że ta luneta super mówi. Tak mówi wyraźnie wszystko było widać i że mówi, że w północnej części Marsa widział jakieś jeziora i widział mówi rzeki. Ale wiesz, mówi to chyba były sztuczne rzeki, bo były takie prościutkie, mówi. A u nas przecież rzeki to takie są pozakręcane, zakręty mają, mówi. A tamte były prościutkie mówi. Chyba że trafiły na jakieś tam góry, wzniesienia, to lekko skręcały. I mówi, że w tych rzekach płynęła woda z lodem i wszystkie te rzeki wpadały do takiej jednej dziury. No i powiedzieli mu, że jak ta woda zapełni tą dziurę, to nadmiar tej wody wyleje się na tą planetę i wtedy będzie łatwiej stworzyć tam życie. Że oni o Marsie wiedzą dużo, dużo więcej od Ziemian i że Mars kiedyś będzie taką planetą jak Ziemia.
I mówił, że w niektórych rejonach, bo tam okrążali tego Marsa, to były rośliny. Widział te rośliny bardzo wyraźnie. Mówi: "Ale wiesz, to nie były wysokie rośliny, to były jakieś takie niskie, mówi takie, takie do pół metra, może niektóre troszeczkę wyższe". Mówi: "Ale były takie miejsca, że było zielono". I co jeszcze nam? Aha, bo na Marsie. Jeszcze powiem, co zobaczył z góry. Więc mówi, że w pewnym momencie zobaczył mówi i statek się zatrzymał, żeby on dokładnie mógł to obejrzeć. Mówi: "Wstał samolot", ale mówi: "Wiesz, taki trochę inny ten samolot". Mówi: "Może ja się nie znam, może na Ziemi też takie są te samoloty, ale tamten samolot- mówi - to z przodu był taki szpic, mówi, a z tyłu i wyglądał jak rakieta.
Miał skrzydła, mówi, ale te skrzydła mówi takie złamane były. Końce były złamane, takie podniesione do góry. Koło tego samolotu była jakaś postać człowiecza. Mówi, że był w jakimś kombinezonie, miał kask na głowie i ten samolot stał koło jakiegoś domu. Mówi: "Ten dom był prostokątny, z płaskim dachem". Ja mówię: "To może jakiś kontener?". "Nie, nie" mówi. "To był dom". Mówi. "To mówi tylko tyle widziałem".
Aha. I powiedzieli mu tak, że ta cywilizacja, która jest na Marsie, to nie życzy sobie, żeby ktokolwiek, żeby oni po prostu odwiedzali Marsa, nie? I powiedzieli mu, że na Marsie widzieli bardzo dużo ludzi, Ziemian. No i powiedział tak, że wylądowali w końcu na tym na Marsie i mówi: "Tylko wyszli z tego pojazdu, postawili nogę na Marsie i postawili nogę, to od razu dostali jakiś sygnał, że w pobliżu ktoś tam jest i żeby natychmiast z powrotem wracali". Więc mówię, wrócili z powrotem, ale pojechali w inne miejsce i tam wylądowali. I mówi: "Wiesz, no tym bardziej to tam nic nie ma". Mówi: "Taki piasek, kamienie". Mówi: "Jakieś górki". Mówi: "Niebo jakieś takie". Mówi: "Tak, jakby dopiero słońce świtało".
Mówi: "Tak troszeczkę pospacerowaliśmy i wróciliśmy". I wsiedli do tego dużego statku i mówi lecieli i okrążyli taką planetę. Mówi: "Wiesz, ta planeta to był sam lód. Nic tam nie było. Ani kamienie, ani niczego. Sam lód". I potem polecieli do Saturna. Mówi, że byli bardzo blisko Saturna. Cały czas obserwował przez tą lunetę i mówi, że Saturn jest przepiękny, że takie ładne barwy i że ten pierścień mówi, że jakie te pierścienie tam odpowiadał, zachwycał się tymi pierścieniami i mówi: "Wiesz, te pierścienie to są... Mówili mi, że to są pierścienie kamieni i ze szkła".
Ja mówię: "Chyba z lodu i z kamieni, nie ze szkła". Więc nie dyskutowałam. Powiedział jeszcze, że bo Saturn ma wiele księżycy i że czasem księżyce uszkadzają ten pierścień. I powiedział: "Wiesz, że Saturn to jest planeta gazowa, nie?". Ja mówię: "No tak, planeta gazowa", ale mówi: "Ty wiesz, w środku w tej planecie to są dwa księżyce". Ja mówię: "Jak ty to zauważyłeś?". Mówi: "Bo wiesz, ona gazowa, ale taka jakby trochę przezroczysta i wyraźnie było widać, że tam w środku są takie dwa księżyce". Ja tutaj potem próbowałam szukać informacji na ten temat, no to tam ktoś coś tam pisze, że jakieś tam są, ale nie pisze nic, że tam są dwa wyraźne księżyce, nie? Coś tam w środku jest, ale no on powiedział, że tam wyraźnie było widać, że w środku są dwa księżyce. No i potem wrócili na ten statek i powiedzieli mu, że następnym razem jak się spotkają, to jak będzie chciał, to go zabiorą na planetę zamieszkałą.
I to jego spotkanie było, bo tak pierwszy raz mu przypomnieli, że to było w dwutysięcznym szesnastym roku, a drugi raz jak go zabrali, to gdzieś było w połowie grudnia. Aha, jak wracał, to też jest ciekawe. Więc jak wracał, mówi, że tym dużym statkiem przylecieli tutaj nad nasz dom i z tego dużego powiedzieli mu, że są na wysokości dwustu metrów. I on był przyczepiony do takiej jakiejś liny i tą liną spuszczali go na dół i mówi, że jak on był na tej linie, to taki mały statek wkoło niego okrążał go i jak już prawie że zbliżał się do ziemi, to ten statek, ten mały statek wyfrunąłW powietrze czyli tam. I on chciał się tak skupić i troszeczkę się martwił, mówi, bo to była noc, to była połowa grudnia, więc było ciemno i na tym podwórku mówi: Matko, jak ja się dostanę do domu, jak drzwi pewnie są zamknięte i ciemno. I mówię, że tylko zdążył dotknąć stopą ziemi i poczuł, jak wokół niego okręca się kołdra i znalazł się w łóżku. Więc on może nie był zabrany fizycznie, tylko astralnie. I potem on czekał i ciągle się mnie pytał no kiedy oni mnie zabiorą, bo ja chciałbym zobaczyć. Obiecali mi, że polecimy na zamieszkałą planetę, nie? No ale potem zaczęła się pandemia.
Ja mówię wiesz, a jest pandemia, to może dlatego oni się boją, że to jakieś choroby czy coś i dlatego mnie nie zabierają. Nie. A potem mi powiedział, bo ja co jakiś czas się pytałam: No i jak tam? Zaprosili cię na ten statek? On mówi: No nie wiesz babcia, nie wiem dlaczego mnie nie zapraszają. A z początku mówił, że to jest sen, nie? A potem po jakimś czasie mówi: Wiesz co, babcia, mnie to się wydaje, że to chyba mi się nie śniło, tylko że ja tam naprawdę byłem, nie? Jeszcze co takie pytanie mu zadałam, bo jak był na Księżycu, to ja mówię: Wiesz co, a ciekawa jestem, jak Ziemia wygląda z Księżyca, nie? Widziałeś Ziemię z Księżyca? A on mówi: Gdybym miał taką fantazję i gdyby chciał, no tak fantazjować i nieprawdę opowiadać, to mógłby skłamać i powiedzieć tak, widziałem tam coś tam duże od Niebieska czy coś takiego.
A on powiedział w ten sposób: Wiesz co? No tak było mało czasu, tak się tam ciągle coś działo, że ja nawet nie popatrzyłem i nie wiem i nie widziałem tej Ziemi, nie. No i nie wiem co tam jeszcze, bo ja sobie to wszystko spisałam na kartce i przeczytałam trochę wcześniej, ale może coś tam opuściłam. Aha. I potem w czasie pandemii to on mi powiedział: Wiesz co, kiedyś w nocy mi się przyśniło. Miałem taki sen i ten sen zapamiętałem, że w takiej ciemności wyszli ci szaracy. Stanęli tak w szeregu. I ja mówię: No i co coś mówili do ciebie? To nie, mówi nic. No i potem zniknęli.
A teraz to on już ma czternaście lat i jak kiedyś próbowałam z nim rozmawiać na ten temat, to on mówi: Wiesz, ja już wszystko ci powiedziałem, mówi już nic więcej nie wiem, mówi no nie chcą mnie zabrać, mówi obiecali, niesłowni są i nie chcą mnie zabrać, nie? Ja tak się właśnie zastanawiałam długo, bo też słyszałam o tym, że tam małe dzieci są uprowadzane przez tych kosmitów, że jakieś takie przeszycie mają. I tak się zastanawiałam, co oni chcą uzyskać, dlaczego oni go tam do siebie zapraszają, czy chcą go w ogóle może kiedyś zabrać czy coś. Bo mówił, że ten szarak to go tak długo przy tym komputerze tam męczył i uczył. Aha, jeszcze co mi się przypomniało. Jak byli na Księżycu i ten duży pobrał tą maź z krateru taką jakby pipetą i potem miał taką zieloną kartkę. Tak powiedział dokładnie, że zieloną kartkę i na tej zielonej kartce napisał jego imię. No i on się bardzo zdziwił, bo mówi wiesz, moje imię to się składa z pięciu liter, a on napisał tylko trzy litery i potrafił mi tutaj napisać, jak to wyglądało. Więc te trzy litery wyglądały w ten sposób. Pierwsza litera było to tak jak duże i, czyli taka kreseczka.
Druga litera była taka jak L duże drukowane L. Z tym, że na tym, w tym zakręcie miało taki wywijas. Tak jak w pierwszej klasie uczono nas pisać literę L to się pisało taką zakręconą u góry i na dole z takim brzuszkiem. Więc to było bez tego zakrętu prosto brzuszek i dalej prosto. I trzecia litera była taka jak nasze X, tylko to X na końcu miało taki zadarty ogon. Ja mówię: A zapamiętałeś, jakie te litery tam? On mówi: Wiesz co, ja ci tutaj-- tu próbował mi pisać na kartce na przykład jakby C, ale takie od połowy i w tym te dwie kropeczki, jakieś takie litery, jakby arabskie coś takiego. Mówi: Wiesz co, nie pamiętam. Zdenerwował się i powiedział, że nie pamięta. No i to by było wszystko.
[01:00:12] - Wtedy w przypadku relacji przytoczonych przez dzieci zawsze pojawia się takie pytanie ile z tego stanowi opis rzeczywistego zdarzenia, a ile jakby dorobiła wyobraźnia? Czy też czy jakaś część tego jest inspirowana treściami, z jakimi dziecko mogło mieć do czynienia?
[01:00:27] - Ale wie pan co to, to było pierwszy raz, jak on był zabrany, to on miał pięć lat i cztery miesiące, bo on poszedł wcześniej do szkoły. Bo teraz zresztą dzieci wszystkie są mądre się rodzą inteligentne i panie przedszkolanki powiedziały szkoda, żeby się marnował w przedszkolu, więc poszedł do zerówki wcześniej rok i zaczął edukację rok wcześniej. A poza tym jak tutaj siedzieliśmy z wnuczką, to wnuczka była taka zazdrosna, że ja jemu zadaję pytania i ona mówi: A babcia, teraz mnie coś się spytaj, to ja ci odpowiem. Więc ja jej zadałam jakieś pytania. Ona starsza od niego o dwa lata i ona tak eeee.Coś tam wymyślały, jakieś bzdury gadały. Więc on nie mógł sobie tego wymyśleć, bo on się nie zastanawiał nad odpowiedzią. On od razu miał gotową odpowiedź i odpowiadał. Jak czegoś nie wiedział, to powiedział: albo nie widziałem, albo coś tam nie zobaczyłem. A jeszcze mówił, że mieli między palcami takie, takie błony jakby.
[01:01:23] - Coś jak błony pławne, tak?
[01:01:25] - Tak, tak, coś takiego. Mówił, że jakieś między palcami. Mówił, że tak dziwnie jak trzymał długopis, mówił to w trzech palcach, a nie w czterech. Mówił tak śmiesznie pisał, no. Wszyscy byli do niego bardzo życzliwi. No, że niby się cieszyli, że on tam przybył, że, że do nich zagościł. Tak no czuł się taki doceniony tam, że tak pow-
[01:01:44] - Rozumiem, że wnuk nie miał żadnej styczności z takimi treściami o tematyce jakby paranormalnej, ufologicznej. Nic, nic z telewizji, komputera, komiksów, jakichś tam, prawda, historii.
[01:01:55] - Wie pan co? Może i miał. No bo to teraz nawet i w bajkach są jakieś tam, że leci na Księżyc rakietą czy coś tam, nie?
[01:02:02] - No ostatnio nawet pojawiła się książka taka stricte ufologiczna, adresowana dla dzieci w ostatnich latach. Nie wiem, czy wcześniej coś takiego też było, z czym ewentualnie wnuk mógł mieć styczność, tak?
[01:02:15] - Wie pan co? Ale to on nie miałby takich informacji. Chociażby ten fakt, że na Marsie, tam w tym kraterze jakaś tam taka mars była. No przecież o tym nie było wiadomo dopiero chyba pół roku po tym, jak on mi to wszystko opowiedział. To, że jakiś tam chyba chiński czy nie chiński, tak jakiś łazik tam po tym Marsie sobie spacerował i natknął się właśnie na taki krater, w którym w tym kraterze była mars. Czyli on tego nie mógł wiedzieć, bo nigdzie tej informacji nie było. W żadnym komputerze, w żadnym tych ufologicznych, tych. A poza tym wie pan co? To tak ciężko jest trafić na jakieś informacje. Tak samo skąd on mógł wiedzieć, że na Marsie płyną rzeki, że są jakieś rośliny?
Ja o tym wiedziałam, bo ja się tą tematyką interesuję, ale ja na ten temat tylko raz z jednego źródła się natknęłam na to, że tam są jakieś rośliny, że, że tego, że płyną rzeki, że tam Amerykanie już od dawna mają w jaskiniach jakieś tam bazy i sam Musk cały czas werbuje ludzi, niby przyzwyczaja do lotów na kosmos, na jakieś szkolenie na pustyni i szkolą. A potem się okazuje, że część z tych ludzi nie wraca do swojego domu, no. Czyli podpisują jakieś kontrakty, lecą na Marsa i już nie wracają, no. Zresztą Musk cały czas mówi, że chce stworzyć cywilizację na Marsie. No a to jak, jak ci kosmici powiedzieli, że, że Mars będzie kiedyś taką planetą jak Ziemia. Drugim razem, jak on tam był, to wiedziałam, że go zabiorą. Doszę powiedzieli, że się spotkamy. Ja mówię: Borys, zadawaj jak najwięcej pytań, pytaj się o wszystko, o byle co się pytaj, nie? I on mi tam zadawał takie dziwne pytanie, nie: no a dlaczego on ma takie czerwone nogi? A on był po prostu czerwono skóry, nie?
Więc on mu odpowiedział: no bo tak już ma i koniec. I też się ich pytał: a na ilu planetach byliście? No więc oni mu powiedzieli, że na wszystkich byli planetach. A dlaczego się Marsem nie zainteresowaliście? Mówi: bo są lepsze planety od Marsa, niezamieszkałe czy coś takiego. No.
[01:04:12] - No tutaj też te opisy przytoczone przez wnuka z tego, co pani opowiadała, to jest, są dosyć takie bogate w szczegóły. Także trudno, żeby takie małe dziecko tyle szczegółów, prawda?
[01:04:23] - O właśnie! Żeby sobie wymyślił.
[01:04:25] - Nie wiadomo, skąd wzięło.
[01:04:25] - Skąd, a skąd on mógł wiedzieć, że na przykład tam nie ma żyrandoli, że tylko ze ścian to światło wypływa? No nie wiem, może taka informacja jakąś gdzieś tam uzyskał, ale to nie to. Wie pan co? To jest niemożliwe, żeby on to wszystko sobie wymyślił. No to jest niemożliwe, żeby on i to wszystko się tak jakby potwierdza w tej mojej wiedzy, którą zdobyłam. Bo ja tą tematyką UFO to ja się interesuję o jej od bardzo dawna. Kiedyś nie było takiego dostępu. Kiedyś pamiętam, taki był kwartalnik UFO, więc kupowałam te kwartalniki. No z książek to tam były jakieś dostępne tylko Dünkena, a Dünken to tak raczej tylko o tym, że, że to kiedyś była cywilizacja. Nie, nie takich za dużo wiedzy na ten temat, nie?
No może w latach siedemdziesiątych jakieś tam te przypadki UFO. Znaczy sobie gdzieś tam w gazecie jakaś tam wzmianka była Milczin, tam nad morzem coś się działo, no. Ale to moja wiedza to była zdobywana latami. No i to, to, co on mi opowiadał, to jakoś tak nic z tych rzeczy nie mógł mi podważyć. Tylko mnie bardzo zdziwiło to, że on tam w tym kraterze na Księżycu zobaczył, no tam jakąś taką małą istotę. To z tego, co opisywał, to mówił, że miała długi ogon. Ja mówię: to chyba była małpa. On mówi: nie, to nie była małpa. To był, to był kosmita. Miał ludzką twarz.
Ja do niego: przecież małpy też mają ludzką twarz, nie? W każdym razie miał takie przeżycie. Rozszerzyło mu jego horyzonty. Spojrzenie na wszechświat. Ma jakieś pojęcie, jak wygląda Mars. No bo opisywał mi ten, ten wulkan na Marsie. Bardzo zafascynował się Saturnem. Mówi, że przepiękny ten Saturn, a te pierścienie jakie piękne. A tak było, no. No na pewno to wywarło na nim jakiś, zmieniło może trochę sposób spostrzegania.
Aż mu trochę zazdroszczę, bo chciałabym zobaczyć chociażby z Księżyca Ziemię jak wygląda, chociaż on był i nie zdążył zobaczyć, nie?
[01:06:18] - Można zadać sobie pytanie, czy te dziwne przeżycia stanowiły, musiały właściwie chyba stanowić inspirację do zainteresowania się tymi dziedzinami związanymi z astronomią, kosmosem i tak dalej. Czy to się przerodziło później w coś takiego konkretniejszego, na przykład jakieś, nie wiem, kupowanie sobie książek o tej tematyce, udział w konkursach jakichś, prawda, wiedzy?
[01:06:40] - Nie, nie, nie, nie. To takie zainteresowanie było przez jakiś czas. On na przykład tam nauczył się, jakie tam planety są, jakie w Układzie Słonecznym, jakie tam średnice mają. Także dosyć dużą tą wiedzę miał i nawet od niego się uczyłam, ale potem to jakby gdyby zanikło. On bardziej zaczął się interesować się sportem, chętnie grał-Gra w piłkę nożną, teraz jakąś koszykówkę. Ma kolegów, trochę się uczy. Nie najgorzej. Teraz dzieci są bardzo inteligentne, nie muszą się dużo uczyć i mają dobre osiągnięcia w szkole. Także no jakieś gry komputerowe. Tak jak nastolatek w tym wieku.
I to już, już o tym wszystkim zapomniał i nie chce już nawet rozmawiać na ten temat.
[01:07:22] - Jak rozumiem, wnukowi w pewnym momencie te dziwne przygody po prostu przestały się przytrafiać. Jak długo wnuk opowiadał o tego typu zdarzeniach?
[01:07:29] - On w ogóle nie opowiadał. Ja, tak jak powiedziałam na początku, przez przypadek od niego to wyciągnęłam. On powiedział, że się boi pójść do swojego pokoju, bo tam duchy do niego przychodzą w nocy. I tak go pociągnęłam. I to się okazało, że od tego czasu, jak on miał te zdarzenia i tą pierwszą wizytę na statku, to minęło ponad dwa lata. Także gdybym ja go nie pociągnęła za język, to on by o tym nikomu nie opowiadał. A potem drugi ten fakt to już niedługo po naszej rozmowie się przytrafił. Tylko wie pan co? Ja się zastanawiam, bo tak może ci, co go zabrali na ten statek, może mu nie wszczepili implantu, że tak powiem, tylko go w jakiś sposób tutaj namierzyli i wiedział, że w tym domu mieszka, a on no wyprowadził się od nas. No bo wybudowali sobie inny dom i mieszkają kilka kilometrów od nas i już w naszym domu nie mieszka, nie nocuje.
Ale myślę sobie, że gdyby oni chcieli, to by go w jakiś sposób namierzyli chyba. Może dlatego go nie zabierają, że, że nie mogą go namierzyć, że tutaj przychodzą, a nie ma. A z drugiej strony byłam zszokowana, że tu jakiś kurde kosmita mi chodzi po domu, zagląda i kamery podstawia, bo to, co on mówił, że tam były w tych komputerach kamery nastawione na pokoje, że ktoś tam w łóżkach śpi. Więc to pewnie było w naszym domu, bo oni obserwowali mieszkańców. Który z mieszkańców tam nie obudził się, nie zorientował się, że jego nie ma albo że z nim się coś tam dzieje. No jeszcze się go pytałam, jak wracał po tych eskapadach do domu, do łóżka. Ja mówię: "Nie marzłeś tam, jak byłeś tam u nich? Przecież tylko w piżamie byłeś". On mówi: "Wiesz co? Zawsze jak się budziłem — mówi — to mi tak zimno było w łóżku, no.
A tym drugim razem jak był mój wiesz, to ja musiałem tam chyba być całą noc, bo rano jak tylko trafiłem do łóżka, to zaraz trzeba było wstawać i iść do szkoły, nie?" No i ja się go pytam: "No to jak ty całą noc tam z nimi podróżowałeś po kosmosie, to chyba byłeś niewyspany i zmęczony". On mówi: "Nie, byłem wyspany". Czyli jego chyba astralnie zabierali, nie fizycznie.
[01:09:32] - No to mogły być takie zdarzenia rozgrywające się jakby w sferze snu. Rozgrywały się swoim torem, ale nie wpływały na jego jakby wyspanie się, tak.
[01:09:40] - Mhm. No w każdym razie ubogacił się troszeczkę.
[01:09:44] - Poszerzyło to na pewno jego horyzonty intelektualne, też poznawcze. Skoro to zaowocowało takim zainteresowaniem się w pewnym momencie kosmosem i tymi sprawami, to myślę, że obojętnie jak to kto oceni, to odbyło się z korzyścią dla jego stanu wiedzy.
[01:10:04] - Tak, tak. No wie pan co, ja też między innymi zadzwoniłam do pana, żeby przekazać to, ale też coś się od pana dowiedzieć, bo pan cały czas tym, tym zainteresowaniem UFO zajmuje się. I chciałam się spytać, czy dotarły do pana też takie przypadki uprowadzenia dzieci, tak jak moje-
[01:10:21] - Jeżeli dobrze pamiętam, to takich spektakularnych przypadków chyba nie miałem, ale miałem przypadki, gdzie po prostu osoba opisywała... Nawet chyba czytałem kiedyś korespondencję od jednej z słuchaczek, która dzieliła się takimi też przeżyciami z jakimiś obserwacjami UFO z dzieciństwa, z wzięciami na jakieś statki kosmiczne, ale to nie były jakieś podróże na inne planety, tylko takie bardziej przyziemne sprawy, jak na przykład obserwowanie z poziomu takiego obiektu UFO okolicy, w której mieszkała.
[01:10:54] - No bo nie wiem, jak on się nazywa. Taki pan na "B". On też tymi sprawami UFO się zajmuje i on dużo mówi, dużo mówi, a faktów nie.
[01:11:05] - A chyba wiem. Pan Bernatowicz.
[01:11:07] - O właśnie. No i on właśnie mówi, że on ma dużo takich relacji, gdzie dzieci były uprowadzane, ale o tych relacjach nie opowiada, nie, im.
[01:11:16] - No on, on pokazywał ostatnio u Sekielskich na kanale jakieś teczki z relacjami, a nie był jakoś za bardzo w stanie przytoczyć, co w tych teczkach jest. Z tego, co pamiętam. To są w ogóle chyba teczki odziedziczone po innym badaczu świętej pamięci Kazimierzu Bzowskim, po którym wdowa część teczek z część tego jego archiwum rozdała między innymi Bernatowiczowi, a część chyba wywaliła do kosza. Także no trudno powiedzieć, czy Bernatowicz w ogóle zna zawartość tych materiałów.
[01:11:47] - Tak, tylko ja przez pewien czas to byłam taka zaniepokojona między innymi tym dla nim, jak mi powiedział, że ten duży powiedział, że jego gdzieś tam zabrali z jakiejś planety i nie wie nawet, skąd pochodzi. On powiedział: "Mnie też zabrali z jakiejś planety". Ja sobie pomyślałam, jak on powiedział: "Mnie też", to może i Borysa mają zamiar zabrać, no porwać na ten statek. Aha, i on jeszcze nam powiedział, że jak na tym statku był, to tylko raz spotkał się z tym, że przyszedł do tego dużego, bo on tak mówił, że to jest ten duży. Przyszedł drugi taki sam, podobny do niego, też czerwonoskóry. Mówi: "Stali na korytarzu, chwilę ze sobą rozmawiali" — mówi — "no i ten drugi wyszedł". A ten statek ma pięć kondygnacji. Powiedzieli, że jest tylko w pięciu procentach zapełniony, że bardzo dużo może tam pomieścić tych istot. Aha, mówi, że też ten duży pozwolił mu zajrzeć do jego sypialni, więc on mówi, że miał tą sypialnię obok tego pomieszczenia, gdzie byli piloci. I że miał normalną sypialnię, mówił fajne, duże łóżko i taką dużą poduszkę miał na tym łóżku.
Także normalnie, a ci mali to w tych szufladach. I tak... Ale mówię: "Borysa, kto tam był szefem?" Mówi: "No ten duży przecież był szefem" — mówi — "zawsze koło niego było pięciu" — mówi. — "Nigdy ten duży nie mógł iść sam. Zawsze za nim tych pięciu — mówi — chodziło".
[01:13:08] - Być może wnuk kiedyś, pewnego dnia sam postanowi opowiedzieć o swoich przeżyciach.
[01:13:14] - No jak on był mały, już chodził do pierwszej klasy, znał literki, to ja go tak zachęcałam i wiesz, to wszystko pisz. No będziesz się uczył pisać, to będziesz zapisywał. Ja ci będę pomagać. Ale nie, nie był zainteresowany. Ja to wszystko sobie zapisałam. No i wie pan co? To minęło parę lat. No i się okazało, że jak przeczytałam teraz, no to troszeczkę tej wiedzy mi umknęło, że tak powiem. Sobie odświeżyłam, jak przeczytałam to.
[01:13:42] - Przyznacie państwo, historia Borysa, małego kontaktowca jest co najmniej niezwykła, interesująca. Dla osoby zaś takiej jak ja, jako tako orientującej się w temacie UFO i kontaktowców, zawiera ona dużą ilość zwracających uwagę szczegółów, które aż proszą się, aby je wypunktować, przeanalizować i omówić. Z góry uprzedzam, że analiza, jakiej państwo za chwilę wysłuchacie, nie stanowi w żadnym razie przejawu jakiejś niechęci wobec mojej rozmówczyni czy chęci zanegowania przekazanej przez nią historii. Moim celem bynajmniej nie jest, jak to raczy ujmować Robert Bernatowicz o pluskwianie Borysa i jego babci oraz całej przytoczonej dziś relacji. Odniosę się jeszcze tylko króciutko do komentarzy w stylu: "Jak to jest, że prowadzi pan takie radio, a jest sceptykiem?" Proszę państwa, zainteresowanie tematyką paranormalną i ufologiczną i prowadzenie projektu takiego jak Radio Paranormalium nie oznacza jeszcze i nie może oznaczać wyłączenia sceptycyzmu. Ja w ogóle nie jestem tutaj od tego, żeby w coś wierzyć lub nie wierzyć. Jestem od tego, żeby wysłuchać, odbyć rozmowę i przekazać historię dalej. Opcjonalnie z kilkoma słowami komentarza, do którego korzystając z dobrze rozumianej i przysługującej mi wolności słowa, mam pełne prawo i nie muszę się przy tym wpasowywać w państwa oczekiwania. No dobrze, wystarczy tego słowa wstępu. Przejdźmy zatem do analizy historii Borysa.
Ta relacja wykazuje uderzające zbieżności z klasycznym nurtem kontaktowców. Opisy Borysa kładą nacisk na aspekt edukacyjny, pokojowy charakter istot oraz ich niemal ludzki wygląd. Podobnie większość kontaktowców, takich jak George Adamski czy Edward Maier, opisywała istoty bardzo podobne do ludzi. U Borysa mamy opis kapitana jako mężczyznę o wzroście metr siedemdziesiąt, z brązowymi włosami i mocno opaloną skórą. Choć jego rysy twarzy były inne, ogólny schemat człowieka z kosmosu będący fundamentem nurtu kontaktowców jest zachowany. Mamy też wzmiankę, że istoty obserwowane przez Borysa lubią obcisłe kombinezony i specyficzny styl ubioru. Na przykład brązowe koszulki czy czarne spodnie, które również stanowią stały element relacji Maiera i Adamskiego. Mamy tutaj również dużo takich, yy, mniejszych lub większych, mniej lub bardziej szczegółowych technikaliów. Na przykład Borys zauważył, że w pojeździe nie było przycisków. Pilot sterował nim za pomocą gestów rąk.
To również jest zbieżne z relacjami klasycznych kontaktowców, którzy twierdzili, że statki reagują na sygnały biologiczne lub intencje pilota. Jest tu też opis ogromnego statku o długości trzech pokoi, a w rzeczywistości znacznie większego, z pięcioma kondygnacjami. To z kolei odpowiada koncepcji tak zwanych carrier ships, czyli statków matek, również obecnych w literaturze kontaktowców. Kontaktowcy często opisywali planety Układu Słonecznego jako zamieszkałe, co w późniejszych misjach NASA stało się kontrowersyjne, ale pozostało stałym elementem ich mitologii. Podobnie Borys opisuje Marsa jako planetę z roślinnością, rzekami i ogromnym wulkanem. Twierdzi przy tym, że Mars będzie kiedyś drugą Ziemią. Jest to z kolei bardzo zbieżne z relacjami Michela Desmarquet zawartymi w "Misji", w którym opisywał procesy terraformacji i życie na innych planetach. Swoją drogą mamy tu również echa całkiem śmiałych i już od dłuższego czasu znanych planów Elona Muska. Borys zahacza również o Saturna, opisując jego pierścienie jako wykonane ze szkła i kamieni. Wspomina też o istnieniu dwóch księżyców wewnątrz gazowej planety, co przypomina fantastyczne opisy kosmosu spotykane u George'a Adamskiego, który również twierdził, że widział życie na planetach uznawanych przez naukę za martwe.
W relacji Borysa pojawia się również wątek obcych jako opiekunów ludzkości. Borys wspomina na przykład, że jakiś szarak męczył go i uczył przy komputerze. Edukacja dzieci przez istoty pozaziemskie jest kluczowym wątkiem w relacjach chociażby Martina Vissingrina oraz w teorii dzieci indygo czy też gwiezdnych dzieci. Istoty przekazały Borysowi, że boją się Ziemian z powodu ich agresji i broni. To również jest bardzo zbieżne z relacjami kontaktowców, którzy otrzymywali ostrzeżenia od obcych jako pokojowej cywilizacji obserwującej nas z wysokim niepokojem. W historii Borysa mamy też wątek nasuwający skojarzenia chociażby z "Misją" Michela Desmarquet. Mianowicie sugestię, że kontakt nie zawsze odbywa się w ciele fizycznym. Babcia Borysa zauważa, że wnuczek mógł być zabierany astralnie, ponieważ mimo podróży budził się w łóżku, czując jedynie zimno lub ruch kołdry. Podobnie Desmarquet i inni kontaktowcy często opisywali podróże duszy lub projekcje świadomości na pokład statku. Relacja Borysa okazuje się zatem podręcznikowym przykładem nurtu kontaktowców łączącym wizję obcych jako zaawansowanych technologicznie i moralnie nauczycieli.
Opisy Układu Słonecznego tętniącego życiem czy też przekaz o lęku obcych przed ludzką wojowniczością. Można sobie zadać ważne, choć potencjalnie niewygodne pytanie, na ile prawdopodobne jest to, że cała historia Borysa stanowi efekt wkręcenia wnuka przez babcię w tematykę ufologiczną? A także czy, a jeśli tak, to jaki był wpływ babci na wykształcenie się tej historii u Borysa?W nagraniu mamy wiele przesłanek sugerujących, że babcia mogła odegrać kluczową rolę w ukształtowaniu się tej historii, nawet jeśli działo się to w sposób nieuświadomiony. Moja rozmówczyni wprost przyznaje się do głębokiego, wieloletniego zainteresowania ufologią i zjawiskami paranormalnymi, co stanowi praktycznie silny fundament dla tezy o co najmniej ukierunkowaniu wyobraźni dziecka. Babcia Borysa nie jest bezstronnym obserwatorem. Jest osobą głęboko zanurzoną w literaturze i prasie ufologicznej, mającą również na koncie własne obserwacje UFO. Przyznaje, że tematyką UFO interesuje się od bardzo dawna. Wspomina o kupowaniu kwartalnika UFO oraz o czytaniu książek Ericha von Dänikena. Zna konkretne przypadki spotkań z UFO oraz na bieżąco śledzi doniesienia o misjach kosmicznych i choćby planach Elona Muska. Co więcej, z rozmowy wynika, że to babcia była stroną aktywną, która naprowadzała dziecko na konkretne wątki.
To ona pierwsza zapytała Borysa: "A widziałeś kiedyś UFO?". Gdy Borys zaprzeczył, jakoby był na statku kosmicznym, babcia poczuła się rozczarowana, co mogło być dla dziecka sygnałem, jakiej odpowiedzi oczekuje dorosły. Sama zresztą przyznała, że to ona go pociągnęła za język, co sugeruje, że historia nie wypłynęła od dziecka spontanicznie, ale mogła być efektem dopytywania. Babcia stosowała przy tym pytania sprawdzające i sugerujące na przykład o widok Ziemi z Księżyca, czy też o to, czy postać w pokoju przeszła przez ścianę. Mamy tu również pewną tendencję do dopasowywania słów wnuka do znanej sobie literatury ufologicznej. Na przykład opis szarej, przeźroczystej folii u ducha babcia od razu interpretuje jako cechę istot pozaziemskich, o których czytała. Podkreśla też, że Borys nie mógł wiedzieć o pomarańczowej mazi w kraterze lub roślinach na Marsie z innych źródeł, mimo że sama wspomina o jego zainteresowaniu komputerem i grami. Twierdzi też, że te wszystkie szczegóły są zbyt bogate jak na dziecko, jednocześnie przyznając, że Borys uczył się od Szaraka przy komputerze, co może być rzutowaniem jej własnych przekonań o edukacyjnej roli obcych istot. Warto również zauważyć, że Borys początkowo twierdził, że całe zdarzenie odbywało się w sferze snu i dopiero z czasem, pod wpływem rozmów z babcią zaczął skłaniać się ku wersji, że to chyba jednak nie był sen. Mając to na względzie, tym bardziej zasadne wydaje się postawienie pytania o wpływ babci na rozwinięcie się całej historii.
W tej całej historii jest jednak jeden naprawdę bardzo duży plus. Mianowicie rozwinięcie się u Borysa ciekawych zainteresowań. Borys zaczął bowiem zgłębiać tajniki astronomii i fizyki. Nauczył się między innymi nazw planet Układu Słonecznego, ich średnic oraz odległości między nimi. Można więc powiedzieć, że niezależnie od wiarygodności samych spotkań, opisane doświadczenia w jakiś sposób wzbogaciły jego horyzonty i zmieniły sposób, w jaki postrzega wszechświat, co z kolei zachęciło go do poszerzania stanu swojej wiedzy na temat kosmosu. Tyle mojej analizy. Oczywiście jestem też ciekaw, co Państwo sądzicie o całej historii. Zapraszam do komentowania. Jeśli zaś sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Przypominam, że archiwalne odcinki audycji nadawanych na antenie Radia Paranormalium znajdziecie na naszym kanale na YouTube, a także w postaci mp3 do pobrania na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
Tam również znajdziecie zapowiedzi kolejnych audycji oraz masę ciekawych materiałów o tematyce paranormalnej i ezoterycznej. Zachęcam również do udzielenia się na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl, gdzie możecie swobodnie dyskutować zdalnie od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Przypominam, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika Nieznany Świat, który jest najdłużej ukazującym się polskim periodykiem o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej, parapsychologicznej i tak dalej. Zachęcam również do zasubskrybowania i obserwowania kanału czasopisma na YouTube. Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl.
Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium.
Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat. Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl.