Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe. W grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło.
Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj! Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dziś będziecie mieli Państwo okazję poznać kilku interesujących, a przy tym odważnych ludzi, którzy postanowili podzielić się licznymi spotkaniami z nieznanym. Jedni sytuacjami z całego swojego życia, inni zaś wybrali i zaprezentowali kilka takich, które zrobiły na nich największe wrażenie. Wysłuchamy kilku mniej lub bardziej obszernych, paranormalnych spowiedzi. Dużo będzie dziś wątków związanych z kontaktami ze zmarłymi, obserwacjami dziwnych zjaw, obiektów UFO, zastanawiającymi zdarzeniami na granicy snu i jawy i nie tylko. Na dobry początek proponuję, abyśmy wysłuchali kilku relacji z naszej radiowej skrzynki mailowej. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w październiku dwa tysiące dwudziestego piątego roku. Słucham Państwa audycji od jakiegoś czasu i postanowiłam podzielić się również swoją historią. Zacznę od najmłodszych lat mojego życia. Zaznaczę też, że obecnie mam trzydzieści lat.
Pierwsza dziwna sytuacja przytrafiła mi się, gdy miałam około dziesięciu lat. Mieszkałam wtedy w domu w Tychach. Mama była w tym czasie z moją siostrą bliźniaczką w szpitalu, ponieważ ta miała operację usuwania nerki, więc opiekował się nami tata.
Tamtej nocy spałam sama w pokoju, ale nie na łóżku. Zrobiłam sobie posłanie na podłodze. Gdy byłam dzieckiem, lubiłam tak robić. Położyłam kołdrę, koc i poduszki, a takie spanie sprawiało mi frajdę. Bardzo ważnym szczegółem jest to, że w tym pokoju były drzwi prowadzące do garażu oraz kotłowni. Tamtej nocy nie mogłam spać, ponieważ z garażu dochodziły bardzo głośne dźwięki. Brzmiało to tak, jakby były tam jakieś zwierzęta, chociaż nie mieliśmy wtedy żadnego. Były to hałasy, które do dzisiaj doskonale pamiętam. Jakby znajdowało się tam stado niespokojnego bydła. Tata również to słyszał, dlatego co jakiś czas chodził z latarką do garażu sprawdzić, co się tam dzieje. Jednak gdy tylko nadchodził, hałas natychmiast znikał. Po pewnym czasie usłyszałam i zobaczyłam, że otwierają się te drzwi.
Wyszedł z nich mężczyzna i położył się obok mnie. Był cały ubrany na czarno, miał czarny płaszcz. Najbardziej zaskoczyło mnie i przeraziło to, że zamiast stóp miał kopyta. Leżał obok mnie przez kilka minut. Czułam jego ciężki oddech.
Byłam tak przerażona, że bałam się zawołać tatę. Po kilku minutach tata ponownie poszedł z latarką do garażu. Wtedy ten mężczyzna uciekł. Gdy w pośpiechu podnosił się z mojego posłania, kopnął mnie w nogę. Poczułam boleśnie jego kopyto i zobaczyłam je na własne oczy, gdy uciekał.
Minęło dwadzieścia lat od tego zdarzenia, a ja nadal pamiętam je tak, jakby wydarzyło się wczoraj. Nic w życiu nie zaskoczyło mnie i nie przeraziło tak bardzo, jak te kopyta zamiast stóp. Do dziś nie wiem, co to było. Kolejne zdarzenie również miało miejsce w domu w Tychach i także miałam wtedy około dziesięciu lat. Pewnej nocy spałam, gdy obudził mnie hałas rowerka stacjonarnego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że rowerek sam się porusza, jakby ktoś właśnie na nim ćwiczył. Było to oczywiście niemożliwe, ale widziałam to i słyszałam. Po chwili zaczęła się również sama włączać grająca zabawka. Kolejna historia wydarzyła się, gdy miałam około dwudziestu czterech lat. Pracuję jako kierowca autobusu. Tamtego dnia miałam mieć wolne, ale zgodziłam się przyjść na zastępstwo, bo kolega musiał iść do okulisty. Dyspozytor mówił, żebym nawet nic ze sobą nie zabierała do jedzenia, bo to tylko na godzinkę. Po tym czasie kolega miał wrócić i dalej jeździć. Niestety po godzinie dostałam informację, że ten kierowca jednak nie przyjdzie, ponieważ musi jechać z synem do szpitala.
Byłam zawiedziona, bo miałam inne plany i nie byłam na to przygotowana. Nie wzięłam ani jedzenia, ani picia, a przede mną było jeszcze jedenaście godzin jazdy. Rozpoczęłam więc kolejny kurs i w trakcie rozmawiałam przez słuchawkę Bluetooth z kolegą z pracy. On też wtedy jeździł. Gdy pracowaliśmy w tych samych godzinach często rozmawialiśmy, bo wtedy czas szybciej nam mijał. Powiedziałam mu, że miałam przyjść tylko na godzinę i że nic ze sobą nie wzięłam. W pewnym momencie wspomniałam, że muszę zdobyć siedem złotych. Tyle wystarczyłoby mi na gotową bułkę z piekarni i dużą butelkę wody.Po kilku przystankach do autobusu wsiadła starsza pani.
Weszła pierwszymi drzwiami i zapytała, czy mogłaby podjechać tylko jeden przystanek bez biletu, ponieważ nie ma pieniędzy. Odpowiedziałam, że oczywiście może i że poczekam, aż usiądzie, zanim ruszę. Gdy dojechałam na kolejny przystanek, starsza pani podeszła do mnie. Stanęła przy kabinie kierowcy, patrząc mi prosto w oczy i uśmiechając się łagodnie. To, co wtedy poczułam, do dziś mnie wzrusza. Gdy spojrzałam jej w oczy, w jednej chwili poczułam się całkowicie naga. Czułam wstyd. Tak, jakby wiedziała o mnie absolutnie wszystko. Były to tak potężne emocje i tak wielkie dobro, że mimowolnie zaczęły płynąć mi łzy. Patrząc mi cały czas prosto w oczy, wyciągnęła rękę i włożyła mi do dłoni siedem złotych. Dokładnie pięć złotych i dwa złote. Po czym wyszła bez żadnego słowa, nadal patrząc mi w oczy.
Byłam w takim szoku, że nie mogłam wypowiedzieć ani słowa. Dopiero kolega, który cały czas był ze mną na linii, wyrwał mnie z tego stanu. Okazało się, że słyszał całą sytuację i zauważył tę ciszę. Powiedział, że zrobiło się bardzo dziwnie. Gdy powiedziałam mu, że ta pani włożyła mi do ręki siedem złotych, był bardzo zaskoczony i powiedział dokładnie takie słowa: "Wiesz, że nie jestem wierzący, ale uważam, że sam Jezus przyszedł do ciebie pod postacią starszej kobiety."
Długo o tym myślałam i do dzisiaj często do tego wracam. Gdy przypominam sobie te ogromne, dobre emocje i przeszywający wzrok tej starszej pani, napływają mi łzy do oczu. To wydarzenie miało miejsce w Żorach. Kolejna sytuacja przydarzyła mi się rok temu, również w pracy, ale tym razem na terenie Niemiec. Dokładnie w Warburgu.
Rozpoczęłam pierwszy kurs, który zaczynał się o godzinie trzeciej dwadzieścia i kończył o czwartej dziesięć. Była zima i było naprawdę ciemno. Na jednym z przystanków czekała czarnoskóra kobieta z dzieckiem. Był to chłopczyk. Na oko miał około od pięciu do sześciu lat.
Weszli do autobusu, nic nie mówiąc. Tylko oboje uśmiechnęli się do mnie. Dodam, że autobus zatrzymujemy tylko wtedy, gdy ktoś naciśnie przycisk stop lub gdy ktoś czeka na przystanku. W Polsce zatrzymujemy się na każdym przystanku, ale tutaj jest inaczej. Dojechałam na ostatni przystanek i bardzo zdziwiło mnie, że nikt nie nacisnął stopu. Przecież miałam dwie osoby, tę kobietę i jej synka. Spojrzałam w lusterko i nigdzie ich nie widziałam. Wstałam więc i przeszłam przez cały autobus. Nie było ich. Po prostu się rozpłynęli. Byłam tak zszokowana, że zaglądałam nawet pod siedzenia. Nigdzie ich nie było. Weszli, ale nie wyszli.
Wtedy przypomniałam sobie ich stroje. Byli ubrani tak, jakby pochodzili z epoki wiktoriańskiej. Zdecydowanie nie pasowali do otoczenia ani do warunków panujących wtedy na zewnątrz. Ostatnie zdarzenie miało miejsce kilka tygodni temu, również w Niemczech, dokładnie w Kassel. Mieszkamy z narzeczonym w starej kamienicy. Tamtej nocy gwałtownie się obudziłam i zobaczyłam, nazwijmy to, ducha. Czułam bardzo wyraźnie, że to on mnie obudził. Jednocześnie miałam pewność, że się nie znamy. W pierwszej chwili się przestraszyłam, ale poczułam jego myśli i spokój, który całkowicie mnie ogarnął. Zastanawiałam się, kim jest i czy się znamy. Wtedy przekazał mi jakby myślami, że jesteśmy dla siebie obcy. Nie widziałam jego twarzy. Był odwrócony do mnie tyłem. Przesuwał się w kierunku drzwi.
Czułam, jak dzięki niemu ogarnia mnie niesamowity spokój. Od razu wiedziałam też, że to zmarła osoba, ponieważ wokół niego była łuna światła tak jasna, że oświetlała prawie całą sypialnię. To tyle z moich niecodziennych wydarzeń. Chciałam się w końcu tym podzielić. Przypomniało mi się jeszcze, że w jednym z odcinków jakiś pan opowiadał o światełku wielkości gwiazdy znajdującym się mniej więcej na jej wysokości. Chciałam dodać, że również zaobserwowałam takie zjawisko. Długo zastanawiałam się, co to mogło być. Na pewno nie była to gwiazda, samolot, dron ani helikopter. Widziałam taki obiekt.
Wydawało mi się, że był ponad gwiazdami i miał jakieś światła. Często patrzę w niebo, właściwie codziennie. Uwielbiam obserwować gwiazdy i pewnego razu zobaczyłam właśnie to. Od razu zwróciłam na to uwagę, bo pierwszy raz widziałam taki obiekt. Sposób, w jaki się poruszał bardzo mnie zastanowił. Najpierw sprawnie przesuwał się w jednym kierunku. Nagle zatrzymał się. Zupełnie nagle, jakby w ogóle nie zwalniał. Po prostu stanął w miejscu, co przy takiej prędkości wydaje się niemożliwe. Po chwili ruszył dalej. Następnie znów się zatrzymał. Kilka minut stał w jednym miejscu, po czym ruszył ponownie, zmieniając kierunek. Nie wiem, co to było, ale zdecydowanie było to bardzo dziwne. Teraz to już naprawdę wszystko. Cieszę się, że mogłam opowiedzieć o moich doświadczeniach.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lutym dwa tysiące dwudziestego piątego roku. Witam, piszę do radia, bo wiem, że są tu ludzie, którzy naprawdę coś przeżyli i widzieli. Ja też do tego grona się zaliczam i wiem, że to nie są żadne bajeczki.
Zacznę od bardzo dziwnego pierwszego zjawiska, o którym opowiedzieli mi rodzice, a które zdarzyło się, kiedy miałam około od dwóch do dwóch i pół roku. Był to rok tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty siódmy. Miałam pokój obok rodziców. Pewnej nocy obudziłam się z krzykiem i przybiegłam do rodziców, powtarzając słowo bubu, bubu.Mama wzięła mnie na ręce i poszła ze mną spać do mojego pokoju.
Stała tam rozkładana wersalka. Kiedy już spałyśmy, moją mamę obudził dziwny hałas, jakby pulsowanie. Poczuła też okropne gorąco na twarzy. Ja spałam wtulona w jej ramię. Gdy otworzyła oczy, zobaczyła w oknie naprzeciwko pomarańczowo-żółtą kulę pulsującą światłem, która wyglądała tak, jakby była przyklejona do szyby. Mama chciała krzyczeć i wołać mojego tatę, ale nie była w stanie wydobyć z siebie dźwięku. Ruszała ustami, ale żaden głos nie wychodził. Czuła pulsowanie w głowie i w uszach, a gorąco parzyło ją w twarz.
Nagle kula zniknęła, a ona zaczęła krzyczeć i płakać. Złapała mnie w ramiona i szybko wybiegła z pokoju. Mój tata krzyczał na nią, że jest wariatką. Nie chciał jej wierzyć i był zły na całą tę nocną histerię. Ale rano, kiedy pobiegłam do okna i próbowałam przez nie wyglądać, zapytałam: "Gdzie jest Bubu?".
Wtedy mój tata był w szoku, choć nadal nie chciał w to wierzyć i zamknął temat. Jestem w stanie w to wierzyć, bo jeśli to przyśniło się tylko mojej mamie, to dlaczego ja najpierw przyszłam z płaczem, a rano znowu szukałam Bubu za oknem? Następne zjawisko przez długie lata uważałam za bardzo dziwną sprawę i nie wiedziałam, jak to wytłumaczyć. Dopiero kiedy jechałam samochodem i słuchałam kanału Piotra Cielebiasia, pojawił się temat ludzi cieni. Wtedy zrozumiałam, że to właśnie coś takiego widziałam, gdy miałam dwanaście lat. Kiedy jeden ze słuchaczy opisał historię, że ta postać miała kręcone, jakby dredy na głowie, aż mnie zmroziło. Pomyślałam: o mój Boże, tamta postać też takie miała. Skoro ja coś takiego widziałam i ktoś jeszcze opisał bardzo podobną rzecz, to znaczy, że mi się to nie przywidziało.
Było to dwadzieścia osiem lat temu, a ja do dziś mam przed oczami żywy obraz tej sytuacji i zawsze mam ciarki, kiedy o tym myślę. Przez długie lata nie spotkałam nikogo, kto wiedziałby, o czym mówię. Nie było wtedy internetu, żeby to sprawdzić.
Po tylu latach, dzięki wam i innym osobom, które odważnie dzielą się swoimi przeżyciami, wiem, że to było naprawdę. Większość ludzi nie miała pojęcia, że istnieją takie istoty jak ludzie cienie, a jednak ich opisy są bardzo podobne. A oto moja historia. Jak już wspomniałam, miałam wtedy dwanaście lat i spałam u kuzynki. Ona spała przy ścianie, a ja od strony podłogi. W nocy nie wiem, dlaczego się obudziłam. Po prostu otworzyłam oczy. To, co zobaczyłam, dosłownie zaparło mi dech w piersi. Na wprost mojej twarzy, w odległości może trzydziestu centymetrów, była czarna postać.
Widziałam tylko jej twarz, ponieważ wyglądało to tak, jakby klęczała obok łóżka. Mimo że nie miała oczu, miałam wrażenie, że się na mnie patrzy. Byłam przerażona i nie mogłam się poruszyć. Postać była czarna jak smoła.
Nie miała twarzy, żadnych rysów, a mimo to czułam, jakby przeszywała mnie wzrokiem. Miała krótkie, kręcone, grube włosy, około od ośmiu do dziesięciu centymetrów. Coś jak dredy, które lekko falowały. Posturę miała jakby dziecka. Nie była duża. Patrzyła uparcie na mnie, a ja nie mogłam nic zrobić. W panice wyczułam obok siebie kuzynkę i zaczęłam ją drapać. Tylko to mogłam zrobić. Ona jednak tylko stęknęła i przewróciła się na drugi bok. Nie wiedziałam, co robić.
Ta postać była tak blisko. Miałam wrażenie, jakby to trwało wieki. Zaczęłam prosić Boga o pomoc i tutaj moja świadomość się urywa. Nagle jest dzień. Wstałam gwałtownie i nie wiedziałam, co o tym myśleć. Na sen było to zbyt realne.
A kiedy kuzynka pokazała mi delikatne zadrapanie na ręce, byłam już naprawdę przerażona. Często mam dziwne sny, ale zawsze wiem, że to sen. Tamto było zupełnie inne, zbyt prawdziwe. Kolejna historia została opowiedziana przez moją babcię, z którą wtedy mieszkałam. Było to około dwadzieścia dwa lata temu, kiedy mój dziadek zachorował na raka. Jego stan był już bardzo ciężki i babcia wykupiła mu miejsce na pochówek. Pewnego dnia dziadek powiedział do babci: "Wiesz, śnił mi się mój brat".
Dodam, że jego brat nie żył już od kilku lat. Dziadek opowiadał, że brat powiedział mu we śnie, żeby się nie martwił i nie bał, bo będzie na niego czekał. Powiedział też, że będą leżeć obok siebie. Babcia przyszła wtedy do nas na górę i opowiedziała nam, co dziadek właśnie jej powiedział.
Najdziwniejsze było jednak to, że babcia rzeczywiście wykupiła dziadkowi miejsce. Dwa groby obok jego nieżyjącego już brata. Dziadek nie miał o tym pojęcia. Nikt nie chciał mu mówić, że miejsce na jego grób już jest wykupione. W zasadzie nikt nawet nie wiedział, że będzie taka możliwość. Te trzy historie wydarzyły się w Świdnicy na Dolnym Śląsku.
Obecnie mieszkam w Danii i pół roku temu wydarzyło się tu coś dziwnego. Mój mąż pojechał na noc do mojego brata, a ja zostałam w domu z dziećmi. Wieczorem siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy telewizję, kiedy nagle na strychu usłyszeliśmy buczenie. Był to dźwięk trochę podobny do helikoptera, ale bardziej przypominał coś owadziego. Był dość głośny. Wyłączyłam telewizor i nasłuchiwaliśmy, ale nie było nawet mowy, żeby otwierać klapę w suficie na przedpokoju i wchodzić na strych. Po paru minutach wszystko ucichło. Mój syn miał wtedy dziesięć lat i tak się przestraszył, że spał ze mną. Córka jest bardziej odważna i racjonalnie myśląca, więc spała w swoim pokoju.Kiedy już spaliśmy, co chwilę budził mnie pies. Chodził nerwowo i warczał. Podszedł do drzwi tarasowych i powarkiwał. Słychać było też, jak coś niedużego chodzi po strychu. Uznałam, że to pewnie mysz albo jakieś ptaki chodzą po dachu. Na strychu mieliśmy kilka rzeczy, ale prawie tam nie chodziliśmy. Było to zrobione bardzo prowizorycznie. Podłoga strychu i mój sufit to były właściwie tylko płyty i kilka belek. Kiedy zasnęłam, obudziło mnie nagle bardzo jasne światło. Gdy otworzyłam oczy, zauważyłam, że wychodzi ze ściany obok okna i rozlewa się ostrą plamą po pokoju. W tym świetle coś stało, ale nie wiem co, bo światło bardzo mnie raziło. Nagle zobaczyłam córkę biegnącą w stronę mojego łóżka, ale jakby w spowolnionym tempie. Miałam wrażenie, że to światło ją wciąga. Chciałam wstać, ale jakaś siła przygniotła mi głowę do zagłówka łóżka w półsiedzącej pozycji. Nie mogłam oderwać głowy ani wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Im bardziej próbowałam, tym mocniej ta siła mnie przygniatała. Czułam silny ucisk na głowę. Nagle zrobiło się ciemno, a ja leżałam w półsiedzącej pozycji na łóżku, całkowicie rozbudzona. Nigdy nie śpię w takiej pozycji. Serce waliło mi jak szalone. Szybko poszłam do pokoju córki.
Spała. Usłyszałam jednak dziwny dźwięk, jakby coś schodziło po rynnie. Pies znowu warczał przy drzwiach balkonowych. Resztę nocy spędziłam przy zapalonej lampce, zastanawiając się, co to mogło być. Czy aż tak realny sen? Ale skąd wtedy te hałasy i niepokój psa, który zwykle w nocy śpi spokojnie?
Dzieci nic nie wspominały, żeby w nocy wydarzyło się coś niezwykłego. Wiedziały tylko o hałasach i o dziwnym zachowaniu psa. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w listopadzie 2025 roku. Piszę do Państwa, ponieważ od dawna słucham Radia Paranormalium i bardzo cenię sposób, w jaki podchodzicie do opowieści z pogranicza. Chciałabym podzielić się kilkoma historiami z mojego życia, subtelnymi, ale dla mnie bardzo poruszającymi. Proszę jedynie o zachowanie pełnej anonimowości oraz pominięcie nazw własnych i miejscowości. Miałam w życiu kilka dziwnych zdarzeń. Pierwsza sytuacja wydarzyła się, kiedy miałam około czterech lat. Choć byłam mała, pamiętam ją doskonale. Mieszkaliśmy wtedy w starym domu, z pewnością pamiętającym czasy przedwojenne. Wynajmowaliśmy z rodzicami pierwsze piętro. Oprócz tego w budynku znajdowało się puste mieszkanie na parterze oraz piwnica. Do naszego mieszkania prowadziła oddzielna klatka schodowa z drewnianymi schodami. Mieliśmy wtedy psa, jamnika.
Którejś nocy, kiedy byłyśmy z mamą same w domu, obudziło nas chodzenie, głośne wręcz tupanie po tych schodach. Pamiętam, jak mama kilka razy wyglądała na klatkę, upewniając się, że nikogo tam nie ma. A mimo to obie wyraźnie słyszałyśmy, że ktoś tam chodzi. Reagował też nasz pies.
Szczekał nerwowo i biegał w stronę drzwi. Tak się przestraszyłyśmy, że mama spakowała kilka rzeczy, wzięła psa pod pachę i w środku nocy zamówiła taksówkę. Pojechałyśmy do moich dziadków i tam spędziłyśmy noc. Niedługo potem wyprowadziliśmy się z tego mieszkania.
Kolejna opowieść dotyczy innego mieszkania w bloku wybudowanym tuż obok zabytkowych murów obronnych naszego miasta. Ma ono ponad siedemset lat historii i piękne stare fortyfikacje. Miasto znajduje się w województwie warmińsko-mazurskim. Dużo musiało się dziać na tej ziemi, bo bawiąc się pod blokiem z dziećmi często znajdowaliśmy ludzkie zęby, fragmenty kości, a czasem również bardzo stare monety z minionych stuleci. Sprawdzał je u jakiegoś historyka mój tata. Miałam wtedy może jedenaście lat, a mój brat około trzech. Kiedyś, w okresie świątecznym napisałam list do Świętego Mikołaja. A że był to koniec mojej niezłomnej wiary w Świętego, do kostki przywiązałam długi skórzany rzemyk, a drugi koniec umocowałam przy kaloryferze, tuż pod oknem, na którego parapecie leżał list.
Zamysł był taki, że jeśli ktoś podejdzie do okna, potknie się o sznurek, szarpnie go i mnie obudzi. Rano, kiedy wstałam, nie było ani listu, ani rzemyka. List miała mama. Pokazała mi go dopiero po kilku latach, ale do dziś utrzymuje, że żadnego rzemyka nie widziała i nie zabrała. Szukałyśmy go wtedy razem, bezskutecznie. I tak minął około rok. Nadszedł kolejny przedświąteczny czas.
Pewnego wieczoru siedziałam w swoim pokoju i rysowałam, a mama była w dużym pokoju z bratem. Nagle obie usłyszałyśmy rumor w kuchni. Weszłyśmy tam jednocześnie, zapaliłyśmy światło i ku naszemu ogromnemu zdziwieniu na środku kuchni pod stołem leżał mój rzemyk. Ta sama pułapka. Mieszkanie nie było duże, około sześćdziesięciu metrów, a kuchnia znajdowała się naprzeciwko mojego pokoju i dużego pokoju, w którym była mama. Nie ma możliwości, żeby ktoś wszedł lub wyszedł z kuchni niezauważony przez którąś z nas. Poza nami w domu był tylko mój brat, który bawił się obok mamy w dużym pokoju. Do dziś wracamy z mamą do tego wydarzenia i żadne z nas nie potrafi go racjonalnie wyjaśnić. W tym samym mieszkaniu, mniej więcej w tym samym czasie, mój brat dostał zdalnie sterowane autko. Było bardzo drogie jak na tamte czasy, ale nie zostało u nas długo.
Notorycznie włączało się samo w nocy, mimo że przełącznik na spodzie był ustawiony na off i jeździło po mieszkaniu.Co ciekawe, nigdy się z niczym nie zderzało, jakby ktoś naprawdę wprawnie nim sterował. Po kilku takich incydentach mama wyniosła autko na śmietnik. Żeby było ciekawiej, mój kilkuletni wtedy brat opowiadał, że w nocy widział w dużym pokoju pana i panią, którzy tańczyli. Mówił, że ten pan był rycerzem.
Teraz mój brat ma dwadzieścia osiem lat i zanim napisałam tę wiadomość, zapytałam go o to zdarzenie. Nadal utrzymuje, że pamięta parę w średniowiecznych strojach, obejmującą się i lekko wirującą, a potem znikającą. Sam jest absolutnym sceptykiem i jak mówi ta jedna rzecz psuje mi szyki, ale tak było. Później w tym mieszkaniu zamieszkała moja babcia, która aż do swojej śmierci wspominała o przesuwających się dywanikach łazienkowych albo samoistnie zapalającej się lampce.
Babcia miała bardzo dużo zdarzeń z pogranicza. Jeśli będziecie chcieli, mogę kiedyś je opisać, choć będą to już opowieści z drugiej ręki. Ja jednak jej wierzyłam, a przy niektórych sytuacjach byłam obok i widziałam jej podenerwowanie. Zawsze też wiedziała, kiedy nadejdzie smutna wiadomość. Uprzedzała nas o tym jeszcze zanim ktokolwiek zadzwonił. Kolejna historia wiąże się w pewien sposób z tą babcią. W dwa tysiące dwunastym roku odszedł mój dziadek, jej mąż.
Byliśmy bardzo zżyci i mimo upływu lat nadal nie uporałam się z jego stratą. Nie pożegnałam się z nim i bardzo tego żałuję. Tęsknię. Dziadek przyśnił mi się raz. Stał na klatce schodowej tego samego bloku, w którym mój brat widział tamtą parę, ale schody były inne. Patrzyłam na niego z górnego piętra, a on stał na półpiętrze. Uśmiechał się ciepło, wyglądał promiennie. Powiedział, że wie, że żałuje, że wie, że go kocham, że wszystko rozumie i że mam się nie martwić, bo on chce już iść dalej.
Spojrzał na mnie i ruszył w górę po promienistych schodach. Mimo tego snu bardzo często czułam zapach dziadka. Specyficzny, nie do pomylenia, zapach kochanego dziadka z dzieciństwa. Zawsze pojawiał się w salonie mojego obecnego domu, w którym mieszkam z mężem i dziećmi. Wiele razy szukałam źródła zapachu. Wąchałam wszystko, dosłownie, ale nigdy go nie zlokalizowałam.
Zapach pojawiał się punktowo w różnych miejscach salonu. Wystarczyło zrobić krok lub dwa i już go nie było. Zawrócić i znów się pojawiał. Nikt inny z mojej rodziny go nie czuł. Tak było latami. Przywykłam do tego zapachu i mnie cieszył. Ale w tym roku babcia dowiedziała się, że ma raka. Niestety wszystko potoczyło się bardzo szybko. Po miesiącu od diagnozy byliśmy już na jej pogrzebie. Po powrocie do domu w nocy przyśniła mi się babcia. Przyszła z dziadkiem pod ramię.
Wyglądali na szczęśliwych, ubrani jasno, promienni. Podbiegłam do nich i mocno przytuliłam babcię. Ujęła moją twarz w dłonie, przyłożyła swoje czoło do mojego i powiedziała, że naprawdę przyszli się pożegnać, że wszystko jest dobrze. Bardzo mnie kochają, ale idą dalej. Tuliłam ich, płakałam, aż się obudziłam. Od tego czasu już od kilku miesięcy nie poczułam ani razu zapachu dziadka, choć wcześniej pojawiał się kilka razy w tygodniu. Mimo tęsknoty czuję, że to dobry znak. Ostatnia historia wydarzyła się w te wakacje. Od ponad roku codziennie medytuję. Od tego czasu bardzo wzrosła moja intuicja. Czasem nagle nachodzi mnie myśl o kimś, kogo nie widziałam latami i ta osoba odzywa się tego samego dnia. Albo nagle pojawia mi się w głowie czyjeś imię, po czym ta osoba pojawia się w pracy, choć na co dzień się tam nie pojawia, na przykład nastoletnie dzieci koleżanek z pracy. Ale ta sytuacja była szczególna. Wyruszyliśmy z mężem i dziećmi w podróż po Włoszech, samochodem, chcąc zwiedzić jak najwięcej, zatrzymując się po kilka dni w najpiękniejszych miejscach, żeby przejechać z jednego miejsca w drugie, czasem trzeba było wstać przed świtem. W jeden z takich poranków przebudziłam się i zanim otworzyłam oczy, pomyślałam: "O rany, zaspałam?
Ciekawe, która godzina." Był to ten leciutki poranny moment, kiedy jesteśmy już świadomi, ale ciało się jeszcze nie ruszyło, a powieki się nie uchyliły. Mam ten stan mocno wyćwiczony, bo staram się wtedy uchwycić sny, zanim uleci ich treść i właśnie wtedy, po zadaniu sobie pytania o godzinę, zobaczyłam przed oczami mój zegarek ręczny, który zawsze zdejmuję do snu, a na nim godzinę siódmą piętnaście. Natychmiast się zerwałam, podeszłam do zegarka i zobaczyłam dokładnie to samo ustawienie wskazówek. Sny staram się zapamiętywać i analizować, bo często dają mi wskazówki. Czasem śni mi się, że dzwoni do mnie dziadek i mówi krótkie zdanie, które później przekłada się na wydarzenia dnia.
Czasem mam sny banalne. Na przykład niedawno śniło mi się, że kupuję zakupy spożywcze, a kasjerka tłucze mi jajka. I dokładnie to wydarzyło się tego samego dnia. Ale jeden sen był w moim odczuciu spektakularny. Śniło mi się, że przyszedł do mnie jakiś mężczyzna i powiedział, że papież musi umrzeć, bo jest tylko człowiekiem i że choć pojawi się wiele spekulacji, teorii spiskowych i opowieści paranormalnych, to nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Jego czas po prostu minął, jak u każdego człowieka i nie powinnam na to tracić energii. Sen był bardzo wyraźny. Zapamiętałam go szczególnie, bo jestem raczej na bakier z wiarą katolicką i nie przywiązuję dużej wagi do tego, co dzieje się w Kościele.
Rano, mając ten sen jeszcze świeży w pamięci, zrobiłam sobie śniadanie, kawę i włączyłam wiadomości w telefonie. Nie mam telewizora, więc w ten sposób codziennie śledzę wydarzeniaI choć jestem raczej stoliczką, to kiedy zobaczyłam nagłówek "Papież zmarł" aż soczyście przeklęłam. Nie mogłam uwierzyć, że śniłam o tym kilka godzin wcześniej. Od tamtej pory męczę mojego męża i trzynastoletniego syna opowieściami o snach, które wydają mi się istotniejsze.
Mój syn to też ciekawa postać. Jako małe dziecko uśmiechał się czasem do kogoś niewidzialnego i mówił, że tam stoi pan. Urodził się w roku, w którym zmarł mój wspomniany dziadek. Dziadek widział go zaledwie kilka razy, więc tłumaczyłam sobie, że to właśnie on nas odwiedza. Syn się nie bał, a z czasem przestał pana widywać. Ale do dziś bywa, że mówi, iż widuje cienie i pyta mnie, dlaczego tak jest. Jedna noc około roku temu zapadła mocno w pamięć synowi i mnie. Syn nie jest strachliwy. To typowy nastolatek, ale wtedy zawołał mnie wyraźnie przestraszony. Powiedział: "Wstałem do toalety, przechodziłem obok gabinetu taty i zobaczyłem tam tatę stojącego przy oknie. Gapił się przez nie. Podszedłem i zapytałem, co robi, a on się odwrócił i zaczął iść w moją stronę, jakby chciał mnie rozdeptać. Wyglądał jak tata, ale wiedziałem, że to nie on. Uciekłem, zanim do mnie doszedł, a kiedy wyjrzałem zza rogu, już nikogo tam nie było." Był naprawdę przerażony i poprosił, żebym z nim posiedziała, mimo że był środek nocy. Tak zrobiłam. Aż zasnął. Innym razem rozmawialiśmy z synem w biały dzień, w przejściu między pokojami. W domu byliśmy tylko we dwoje. Nagle drzwi do toalety same się otworzyły i zamknęły. Oboje się przestraszyliśmy i bez słowa zeszliśmy na dół. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nic takiego się nie zdarzyło ani tym drzwiom, ani żadnym innym. Moja córka z kolei widzi ludzkie aury. Często mi opowiada, że ktoś się cieszy, bo świeci tak i tak. Albo ktoś jest zły, bo światło mu się zmieniło. Powtarzam jej, że to piękny dar, ale dla niektórych może wydawać się dziwny albo śmieszny, więc musi być ostrożna, kiedy o tym mówi. Może jej to jednak służyć i nie powinna zapomnieć o takim patrzeniu na ludzi.
To chyba tyle z moich opowieści. Bardzo proszę o zachowanie mojej anonimowości w razie wykorzystania tego materiału. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję, że jesteście. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium 2 lipca 2024 roku.
W ciągu całego mojego życia doświadczyłem wielu dziwnych rzeczy, począwszy od widywania różnych postaci, przez prorocze sny, aż po dziwne manifestacje złego oraz zdarzenia, które odbierałem jako dowody związane z religią.
Pierwsza historia pochodzi z mojego dzieciństwa. Był to rok bodajże 1984-1986. Miałem wtedy około pięciu, sześciu lat i mieszkaliśmy u babci, ponieważ rodzice budowali obok dom. Typowy bliźniak z lat osiemdziesiątych. Babcia miała werandę, na którą wchodziło się po schodach. Było to pomieszczenie mniej więcej półtora na dwa i pół metra, z dużym trzyczęściowym oknem, wyłożone boazerią i z pomarańczowymi zasłonami. Pod oknem stał okrągły stolik z wikliny oraz dwa wiklinowe fotele.
Pamiętam, że kiedyś, jeszcze za dnia, musiało być słonecznie, bo babcia zaciągała zasłony, gdy świeciło słońce. Wyszedłem na tę werandę i odchyliłem zasłonę. Zobaczyłem na zewnątrz na parapecie jakąś postać. Miała może czterdzieści, sześćdziesiąt centymetrów wzrostu.
Ewidentnie wystraszyła się mnie tak samo jak ja jej i zaczęła chaotycznie biegać po parapecie w tę i z powrotem. Ja ze strachu krzyknąłem, a zaraz potem przybiegła babcia albo mama. Tego już nie pamiętam. Kiedy zapytały, co się stało, podobno płakałem i krzyczałem, że na parapecie jest bibek. Tak go wtedy nazwałem. Oczywiście, kiedy się obejrzałem, już go tam nie było. Wyglądał trochę jak postać z Gredka z Harry'ego Pottera albo jak stworek z Władcy Pierścieni. Zdecydowanie sprawiał wrażenie starszego wiekiem. Wyglądało to tak, jakbym go zaskoczył. Wystraszył się tak samo jak ja. Nie wiem, czy próbował podglądać domowników, ale gdyby tak było, to przecież by mnie widział. Raczej obstawiam, że wygrzewał się na parapecie i nie spodziewał się, że ktoś wyjdzie na werandę. Rodzina śmieje się z tego bibka i z tej historii do dziś, ale ja wiem, co widziałem. Później długo nic się nie działo. Przynajmniej niczego takiego nie pamiętam. W wieku około dwunastu lat zaczęły mi się przydarzać dziwne sny. Dokładniej mówiąc sny prorocze. Nie potrafiłem ich interpretować, dopóki coś się nie wydarzyło i nie usłyszałem o tym w telewizji.
Pierwszy, który pamiętam, dotyczył promu Heweliusz. Te sny zawsze zaczynają się podobnie. Najpierw śni mi się kierunek. Trudno mi to wyjaśnić, ale wszystko dzieje się jakby w obrębie mojego miejsca zamieszkania. Idąc jakąś ulicą w określonym kierunku, na przykład na północ albo na zachód, czuję, gdzie coś się wydarzy. Dziwne jest to, że we śnie doskonale czuję ten kierunek, chociaż wszystko jest umiejscowione w mojej najbliższej okolicy, którą dobrze znam. W tym śnie były też jakieś drobiazgi, których dokładnie nie pamiętam.
Chyba jakieś zabawy na dworze. Wszystko działo się w drodze na północ tą ulicą. Na końcu snu zobaczyłem prom, który nabierał wody. Potem pamiętam obraz, jak pływał już do góry dnem, jak to się potocznie mówi.To był pierwszy taki sen, który zapamiętałem, ponieważ kilka dni później dowiedziałem się z telewizji o zatonięciu promu. Od razu skojarzyłem to z tym snem. Mówiłem wtedy o tym mamie, że śniło mi się to kilka dni wcześniej. Chyba mi nie uwierzyła. Ale później były kolejne sny i do dziś powtarza, że mam prorocze sny. Opowiem teraz o moim ostatnim śnie z lipca dwa tysiące dwudziestego czwartego roku. Śniło mi się, że szedłem z kimś. Nie pamiętam już z kim.
Skrajem lasu w stronę północną. W tym śnie wiedzieliśmy, że jest wojna. Nie wiem skąd. Po prostu się to czuło. Mieliśmy w rękach telefony komórkowe. Nagle straciły zasięg i zniknął internet. Pamiętam tylko dziwny wewnętrzny strach, że nie będę miał kontaktu z rodziną. I taki głos w środku: "I co teraz?" Idąc dalej na północ, po mojej prawej stronie zobaczyłem trzech oficerów wojskowych.
Nie wiem, czy byli Polakami, czy kimś innym. Mieli mundury i wyglądali na wysokich rangą. Wszyscy patrzyli przez lornetki w niebo w kierunku zachodnim. Potem obejrzałem się w lewo, do tyłu, czyli jakby na zachód i zobaczyłem głęboki rów. Chyba okop. Widziałem go jakby w przekroju. Był pusty. Nagle pojawili się w nim żołnierze z bronią. Co było dziwne, nie mieli mundurów, tylko cywilne ubrania.
Mieli karabiny i byli również zwróceni w stronę zachodu. Pamiętam, że byłem w tym śnie w szoku i bardzo zdziwiony zarówno tymi oficerami patrzącymi na zachód, jak i tymi ludźmi z bronią. Ten kierunek mnie dziwił.
Czułem zdziwienie i jakieś wielkie rozczarowanie. Ludzie w okopie dostali rozkaz, żeby strzelać. Zaczęli strzelać, ale w stronę zachodu, w coś, co wyglądało jak ściana okopu. Po prostu w ziemię w tym kierunku, który im kazano. Po chwili strzelania w ziemię wszyscy rzucili broń i rozeszli się do tyłu. We śnie miałem poczucie, że po prostu wracają do domów. Dziwny to sen w kontekście tego, co się obecnie dzieje.
Pozostajemy w okolicach skrzynek e-mailowych, tylko tym razem przeskakujemy do naszego radiowego Messengera, gdzie jakiś czas temu jedna z naszych słuchaczek zostawiła wiadomość głosową z kilkoma ciekawymi historiami.
Będą to opisy policji, obserwacji widmowych postaci w nocy oraz spotkania z samą sobą za dwadzieścia lat po medytacji prowadzonej. Posłuchajmy. Dzień dobry. Odkryłam państwa radio ostatnio. Parę dni temu słucham tutaj dużo audycji i bardzo mi się podobają. Chciałam opowiedzieć kilka historii. Nie są to jakieś może no niesamowite, chociaż troszeczkę. Mam ich więcej, ale akurat teraz mi te przychodzą do głowy, bo więcej się działo takich rzeczy. Ale na przykład pierwsza historia. Moja mama miała takiego guru, bo jest buddystką. On miał ośrodek w górach Sowich w Polsce. No ja tam jeździłam na wakacje zawsze. Tak się no dobrze tam czułam i w ogóle. I wyobraźcie sobie, że byłam w gimnazjum. Miałam koleżankę Ewę z gimnazjum, taką zwykłą dziewczynkę, bardzo inteligentną, ale nie jakąś medium czy coś takiego. No i pewnego dnia miałyśmy może z trzynaście lat. Siedziałyśmy u mnie w domu, zamiast być w szkole i tam na półce stało zdjęcie tego guru. Była taka bardzo ładna pogoda, może jakaś wiosna, tak bardzo spokojna pogoda. Był balkon otwarty, ale no po prostu było zupełnie tak spokojnie, że nie wiem, firanki latały czy coś takiego, tylko tak spokój. No i nagle ta Ewa pyta, tak nie wiem. Popatrzyła na to zdjęcie chyba. Czy tak coś jej przyszło do głowy i tak, bo na półce stało właśnie zdjęcie tego guru. No i ona zapytała: "A co by się stało, jakby on umarł?" No ja na to tak, że nie wiem, no. No i tak zaczęłam opowiadać, że no co by się stało? No że ten ośrodek to tak by się z nim stało i potem może to albo ktoś inny by go wykupił czy coś takiego. I to zdjęcie spadło wtedy w ogóle i to było takie dziwne. No i po prostu postawiłam na półce.
I potem tego dnia czy następnego dostałyśmy maila z mamą, że on umarł. Druga historia. Byłam, jak miałam dziewiętnaście może lat w Kazimierzu Dolnym z koleżanką i kolegą. I ja spałam na tak zwanego waleta z tą koleżanką na takiej górze. To było w jakimś ośrodku jej krewnych, a kolega spał po drugiej stronie pokoju sam. I ja w ogóle nie wierzę w duchy. Akurat różne rzeczy mnie interesują, ale akurat duchy mnie nigdy nie interesowały. Uważam, że to jest głupie po prostu, że latają białe kształty. To jest takie dziecinne dla mnie. No i zgasiliśmy światło w nocy, poszliśmy spać, powiedzmy. Ona jakoś tam do ściany, ja tak od strony pokoju. No i otworzyłam oczy i po prostu były takie, nie wiem, tak jakby postaci przede mną wirowały takie białe i tak, ale tak bardzo się poruszały. Ich było dużo i tak robiły duże zamieszania. No ja tak trochę się podniosłam i tak popatrzyłam, że może to ten chłopak sobie robi jaja, który tam śpi. Teraz nie pamiętam już. No, ale no może to było tam z pół godziny po tym, jak się położyliśmy spać czy coś takiego. No i tak myślałam, że to on sobie jaja robi. No ale jednak jak ktoś się rusza nawet tam, nie wiem, by wstał z łóżka czy skrzypiał po podłodze. No zauważyłabym, prawda? Albo no ogólnie nie wyobrażam sobie, jakby mógł się aż tak wygłupiać. Po prostu było takie dziwaczne. Więc to bardziej jak, no jak duchy wyglądało po prostu. No i powiedziałam tak do tej koleżanki: "Ola, widzę duchy". A ta dziewczynka, ona teraz już jest prawniczką dawno. Była taka bardzo rozsądna i powiedziałaTo w takim razie zamknij oczy i odwróć się twarzą do ściany. I tak zrobiłam. I rzeczywiście już ich nie widziałam. I potem, jak no tak z ciekawości, prawda, patrzyłam gdzieś tam, co to za góra, na której byliśmy i tam jakieś wisiały szubienice kiedyś i to znaczy stały szubienice i na nich wiszą, wieszano ludzi. Ja nie wierzę w takie rzeczy. No bo jestem z Warszawy, więc jakby wszystko, wszędzie by chodziły duchy po każdej ulicy, w centrum czy, czy na Woli.
No ale tak było. Po prostu tak się zdarzyło. No i czekajcie, może jeszcze jakąś historię opowiem, bo miałam jeszcze coś do powiedzenia. Trzecia historia jest taka dziwna po prostu. Takich mam najwięcej tego typu, ale one są takie no z żadnej bajki tak jakby. Więc jest takie ćwiczenie, że to się nazywa Finding your Mentor. Jest taka książka, no ale to jest dużo takich ćwiczeń, to są takie coachingowe.
Powiedzmy, że jest medytacja taka prowadzona i się słucha z taśmy czy z YouTube'a czyjegoś głosu i on cię prowadzi. Chodzi o to, że ty zamykasz oczy i przenosisz się jakby dwadzieścia lat do przodu i spotykasz siebie za dwadzieścia lat. To jest taka trochę zabawa czy ćwiczenie i to jest taki jakby twój mentor wewnętrzny i możesz z nim porozmawiać, zadać mu pytania. Bardzo często to są bardzo trafne odpowiedzi, więc to jest takie ciekawe. I akurat tak się złożyło, że mój chłopak wynajmował mieszkanie od kogoś i ta osoba miała tam półkę z książkami. I na tej półce była książka właśnie na temat tej metody. To znaczy to była większa sprawa, no ale w każdym razie przeczytałam ją, bardzo mi się podobała i była tam też ta metoda opisana, więc położyłam się na kanapie, zrobiłam to ćwiczenie. No i tam była taka uwaga, że jeśli jak się już to będzie robić, to jak się spotka tego swojego mentora, to żeby zwracać uwagę na symbole takie jak imię. Trzeba go zapytać o imię i też na przykład może prezent jakiś da, bo to właśnie może być symboliczne. No i tak zrobiłam.
Miałam to spotkanie, było bardzo ciekawe. Zapytałam o imię i ten mentor powiedział Hora. Ja tak pomyślałam Hora nie, to jest beznadziejna wróżba. Hora, że choroba? No nie, nie, nie, nie, nie. No na pewno nie Hora. Może nie wiem. Horacy. Wprawdzie to była kobieta, no ale pomyślałam dobra, Horacy, ok, przynajmniej to jest jakieś imię.
I potem o tym zapomniałam, bo w sumie i tak dużo się działo w tym śnie i dużo było wrażeń, więc o tym nie myślałam. I parę dni później tak po prostu przypomniałam sobie to, że a mieliśmy właściwie sprawdzać na przykład znaczenie tych imion, o które zapytaliśmy czy coś. Więc może zapytam.
Znaczy może sprawdzę. I wpisałam sobie w internet Hora czy tam Horacy i było napisane Horacy z greki po grecku hora - czas. I to było niesamowite, bo nie znam greki, nie wymyśliłabym tego. Po prostu to się samo stało. Jestem pewna, że miałam czwartą historię. Tylko co to było? Boże, już nie pamiętam. Aha, już wiem. To nie dotyczy mnie bezpośrednio, tylko mojej babci z Podlasia i mojego pradziadka. Otóż on był popem na Podlasiu.
Jeszcze żył, jak ja miałam trzynaście lat. Aha, i w ogóle jak umarł, to niestety ja musiałam zostać na poprawkę z chemii w Warszawie, więc mnie tam nie było. Ale w cerkwi podobno tak przeleciał jakby wiatr przez całą cerkiew też właśnie nie było, nie było wiatru tego dnia, było po prostu słońce. I on przeleciał przez całą cerkiew i zamknął drzwi tak jakby w trakcie ceremonii, więc to było ciekawe.
Ale ja nie o tym, tylko o tym, że był taki moment. On był już na emeryturze. Starszy był taki trochę schorowany. Moja babcia się nim zajmowała właśnie na tym Podlasiu. Przyjeżdżała do niego i mój pradziadek kupował od takiej, był tam targ we wsi i mój pradziadek kupował od Białorusinki na tym targu nici. Ciągle, ciągle je kupował i robił takie dziwne rzeczy.
Przyszywał po prostu jakieś nie wiem, spodnie do szaf, siekierę do łóżka. No przyszywał wszystko do wszystkiego i tych nici tyle potrzebował. To był jakiś absurd. No i moja babcia powiedziała, że bo ona się bardzo interesuje takimi rzeczami, jest bardzo uduchowiona, więc nie, nic ją nic nie zdziwi. No i powiedziała, że popatrzyła na te nici raz i one się wiły jak robaki przed nią, więc ona je wszystkie pocięła, spakowała do torby i zaniosła na ten bazar i rzuciła jej i powiedziała czarownico, zabieraj te swoje nici, już nic od ciebie nie kupimy. I czarownica już nie wiem, czy od razu zniknęła, czy po paru dniach. W każdym razie mój pradziadek już nigdy nic od niej nie kupił i problemy się skończyły. Mam nadzieję, że Państwa nie nudziłam. Bardzo mi się podobają Państwa audycje i dobranoc.
Tyle, jeśli chodzi o korespondencję nadesłaną do Radia Paranormalium. Teraz wysłuchamy obszernych fragmentów rozmowy z jednym z naszych słuchaczy ze Śląska. To nagranie czekało na emisję długi czas ze względu na konieczność dokonania w nim dość mocnej edycji i pracy nad jakością dźwięku. Uprzedzam, że nasz słuchacz wypowiada się z silnym śląskim akcentem, więc w razie gdyby jakieś fragmenty jego wypowiedzi były mniej zrozumiałe, polecam Państwa uwadze napisy na YouTube albo transkrypcję w archiwum podcastów na www.paranormalium.pl. Mój rozmówca przekazał kilka historii, z których jedna, jak się wydaje, odcisnęła na nim szczególnie mocne piętno. PosłuchajmyTo chodzi o jakieś, nie wiem, obserwacje ducha czy, czy, czy o co?
Nie, nie. Ja po prostu rano zawsze chodzę do piekarni po chleb. Wie pan, to jest, wychodzę z domu o szóstej. No i to mam, ja wiem, z pięćdziesiąt metrów jest sklep, piekarnia. Byłem w piekarni, kupiłem to, co miałem i wracam, nie?
I ja mieszkam przy głównej ulicy. Przystanek jest z jednej strony i z drugiej strony. Jakie to jest miasto, jeżeli mogę zapytać? Zabrze. To jest Zabrze. Zabrze Elenka, Elenka. Do-dokładnie. To jest dzielnica.
No i po jednej i po drugiej stronie są przystanki autobusowe. Tam, gdzie po drugiej stronie mojego bloku jest ścieżka rowerowa. No i teraz wracam z tej piekarni i... Bo ta ścieżka nie jest szeroka, wie pan, ile ona może mieć?
Półtora metra? No tak, ścieżki rowerowe mają tak do półtora, do dwóch metrów. No, a ona jest wąska raczej. Ona nie jest jakoś szeroka. A ja, wie pan, ja jestem inwalidą. Ja chodzę o lasce. Już jestem trzydzieści trzy lata, nie? Na rencie. I już praktycznie kończy się już ta ścieżka rowerowa. I nagle, no ja nie wiem, jak to się stało.
Facet przejechał no po prostu przez moje ciało. Moment! Widziałem jego twarz, ale była bardzo nieciekawa, nie? Ja się po prostu o-odwróciłem i gościu na rowerze. Widziałem go z tyłu, ale bardzo prędko jechał. Bardzo prędko. Mówię panu, że bardzo prędko jechał. To był taki rower, ja panu powiem, na takich szerokich gumach. Nie wiem, co to był za rower, ale z tyłu miał, jak panu powiem, co widziałem, to kucyk miał i taką skórzaną kurtkę, ale taką bez rękawów. Tyle tak powiem, nie? Ale wie pan, moment, bo to jest prosta droga, moment patrzyłem na tego gościa, odwróciłem się w drugą stronę, bo tam kolega stał, nie? Ale go nie widział, bo on tyłem stał, a tego gościa już nie ma. Nie wiem, jak to się stało, że on przeze mnie normalnie przejechał.
Przodem, nie tyłem, tylko przodem, przed moją twarzą, a ja już wtedy byłem na końcu tej ścieżki, znaczy tej, no jak to się mówi, tej drogi rowerowej, nie? I później to było dokładnie panu powiem czwartego lipca teraz, tego miesiąca. Mam takie pytanie odnośnie tego rowerzysty. Czy pan wtedy jakby szedł ścieżką rowerową, czy tylko przez nią przechodził?
Przechodziłem tylko. Tylko pan przechodził. Czyli nie łamał pan przepisów innymi słowy? Nie, ja się raczej, no rozglądam się, nie? Bo to różnie bywa, wie pan, bo to jeszcze muszę przez ulicę główną przejść, żeby do domu dojść, nie? Ale przystanek jest i tą ścieżkę. Ja się zawsze rozglądam, bo to, to widać. Daleko widać, czy ktoś jedzie, czy nie jedzie, nie? No bo tak pytam, bo ja częs-dosyć często jeżdżę rowerem i czasami trafiają mi się ludzie, którzy chodzą po tej ścieżce rowerowej jak po swoim. Jakby to był chodnik, tak? Tak. A więc jeżeli pan tylko przechodził przez tą ścieżkę, czy- To jest, to jest moment, nie? No tak, czyli to, co pan usłyszał, to tak brzmiało jakby ostrzeżenie przed, przed jakimś, jakąś sytuacją na ścieżce. No po prostu: „Uważaj, człowieku!” Ale skoro jeżeli pan ma- Był taki głos, ale taki cichy, wie pan, taki cichy głos. „Uważaj człowieku!”
No i to było wszystko. Przyszedłem do, do domu. Normalnie siedziałem i nic. Bardzo to mnie, to mnie interesuje. To, tego gościa na rowerze. Zastałem nie że w szoku, ale mnie to po prostu w głowie się nie mieści.
Jak to może być takie coś, że normalnie przez siebie przeleci gościu na rowerze? Jak to może być tak? Nie mogę sobie tego. No i ta twarz. Może być tył, no ale przody normalnie. Ale to był ułamek sekundy. No i ten głos: „Uważaj człowieku!” No. No tutaj ta historia z tym rowerzystą jest dosyć intrygująca, też dla mnie, bo ja też jestem rowerzystą i też różne takie sytuacje, czasami na ścieżkach rowerowych potencjalnie niebezpieczne widuję. Jest niebezpiecznie, no ale... Tak. Jeżdżą, ja widzę jak jeżdżą.
Jak szatany normalnie. No jedna, jedna sprawa, że ja-jak niektórzy jeżdżą, a inna sprawa, że niektórzy piesi traktują ścieżki rowerowe jak przedłużenie chodnika, tak? Tak, tak. No i to jeszcze z dziećmi, nie? Jak widzę. Wózek, moi dzieci widzę, nie? A druga jeszcze za, za rękę ciągnie. No to ludzie są po prostu nieodpowiedzialni.
Widzę na przykład pieszego na ścieżce rowerowej, to mu dzwonię. Ten taki zdziwiony: co to rowerzysta dzwoni? Mówię głosowo, że po ścieżce rowerowej się nie chodzi. „A wam to wolno jeździć po chodnikach. A będę sobie chodził po ścieżce rowerowej”. No wtedy jakby nie było, kiedy jakoś tak szybko jak na mnie zadzwonił, no to bym uciekł, nie? Ale nic, ale po prostu. Ale żebym poczuł coś, jakiś, wie pan, wiatr albo co? No po prostu nic. Nic jak nie, nie poczuł. Nic. Kompletnie nic. No to mnie właśnie- Rowerzysta pewnie też z daleka by, z daleka by pana widział, tak? Dawałby sygnały dźwiękowe. To mógłby na przykład z tyłu wziąć, nie? Bo tam z tyłu to mógł sobie wjechać, ale z przodu już nie, bo tu jeszcze, jeszcze było, jeszcze stał wiata była z tego przystanku, nie? A to jest bardzo blisko. Tam jest chyba z osiemdziesiąt centów od tej wiaty ta ścieżka. No to tam raczej nie mógł. I, i są krzaki byli, nie? A z drugiej strony nie, było wolne. To tam mógł sobie wjechać, ale tu nie. Jakoś, jak ja na niego patrzyłem, to on taką środkiem jechał. Nie po swojej stronie, tylko środkiem. To nie właśnie tej. I tak się zdecydowałem za drugiego na tę ścieżkę. No jak nie, no to nie, no to trudno. No rzecz w każdym razie dosyć niezwykła ta historia była. No, niestety to jest bardzo takie... To są rzeczy, które nawet nam się w głowie nie mieści, nie? I no ja panu coś powiem, człowiek tego nie, nie zrozumie albo się śmieje z tego, dopóki tego nie przeżyje, nie? Sam na własnej skórze. Albo też zobaczy na własnej skórze, bo tak to wiadomo, to widzę tak raz jak ludzie normalnie się śmieją i pokazują, żeś głupi, że coś nie, nie równo pod czapką, nie? No jest też taki pewien mechanizm w naszej świadomości, przez który na przykład mogło się zdarzyć coś, co jakby wykraczało poza pana percepcję, a pana świadomość zinterpretowała to jako przejazd rowerzysty, tak? No to już tak uciekamy trochę w ezoteryczne tematy, bardziej w takie bardziej ezoteryczne tłumaczenia możliwe. Bo to różnie tłumaczą. To może tak nie będę słuchać takich ludzi właśnie, co? Ale co mówią, mówią tylko, bo wiele razy tam sobie puszczę i widzę, jak tam gościu, no to normalnie mi się go słuchać nie chce, to zaraz to po prostu na inny kanał się, się na coś innego. A miał pan kiedyś takie coś na przykład jak, jak to mi teraz wyparło, wyparowało z głowy, chciałem-A wcześniej, trzy lata temu, to miałem też takie zdarzenie, ale inne. Bo ja mieszkam też przy cmentarzu. To mam może sto pięćdziesiąt metrów, bo to przy lesie mieszkam i tam z tyłu się spotykają się wie pan takie pijacy tam, wie pan, nie? Piją tam.
Ja tam chodziłem tak, żeby się tam wie pan pośmiać się z tych łbów tam, bo to są nienormalni ludzie, nie? I tam poszedłem kiedyś. To było przed południem, bo oni zawsze przychodzili tak, no ci co pracowali to tak koło trzeciej przychodzili, a ja tam wcześniej byłem, bo nie wiem, na ryjcie nie mam co robić. Ciepło było. Coś w lipcu to było, to pamiętam trzy lata temu. Od tego czasu już tam nie wychodzę. I usiadłem sobie tam, bo takie ławki tam były.
Usiadłem na ławce i chciałem sobie zapalić. No i tutaj mówię: super! Wystartowałem i skończył mi się gaz. No ale do domu mi się nie chce, bo zaraz ktoś przyjdzie. No to albo ktoś pójdzie, nie? Bo tam ludzie chodzą na cmentarz, może ktoś będzie miał, to se odpalę i tyle. No i siedzę i czekam. I nagle słyszę głosy, nie? Ktoś idzie. Patrzę. Wstałem, patrzę.
No idzie trzech gości, nie? No to się siedłem. No u nich to wszystko to jest może ze sto pięćdziesiąt metrów. To jest tak przez las się idzie, wie pan, ścieżka taka dość szeroka jest. No i czekam, czekam. Patrzę. Nagle się cicho zrobi, bo ja słyszałem, ale nie, nie słuchałem, co oni mówią, tylko było słychać, że ktoś coś mówi, nie?
Patrzę, ale nagle się zrobiło cicho. Stałem. Patrzę. No idzie trzech gości, ale idą, jakby to panu powiedzieć gęściej. Jeden za drugim i skręcają nie tak jak się z lasu wychodzi, tylko tam jest taki rów. W sumie tego rowu. Ale oni szli po prostu gęściej, jeden za drugim. I wierzy mi pan, ja nie miałem słowa powiedzieć, bo chciałem się zapytać, czy mają ognia. I każdemu patrzyłem w oczy. Ten najwyższy szedł pierwszy.
Później był średni i taki najmniejszy. I każdemu patrzyłem w oczy i każdy miał oczy zamknięte. A to jeszcze nic. I oni normalnie idą. A tam takie rów jest, tam jest gruz, wie pan, tam jest szkło, tam wie pan co tam, tam wrzucają byle co. Ja, wierzy mi pan, ja idę za nimi, a oni, ale szybkim krokiem, a ja stumky, wie pan, ten moment i ich nie ma. I co mi pan na to powie? A było coś takiego w ich wyglądzie, co jakby szczególnie pana zwróciło uwagę? Zwróciło moją uwagę to, że ja im po prostu w oczy patrzyłem, a oni mieli wszyscy... Każdy miał oczy zamknięte i to właśnie zwróciło mi uwagę. Ale oni się nie odezwali ani słowem, a ja też nie. To byli jacyś tacy bardziej współcześnie ubrani czy...? Tak jak my po prostu. Tak jak, tak jak my. Wie pan, ja byłem od nich, no ile? Półtora metra. Praktycznie później tak przemyśliłem w głowie, bo się tak urwa szmaty, nie? Wie pan, o co chodzi, nie? Bo oni do lasu tak o wyszli. Ale to był moment. Cyk, cyk, cyk. Ja za nimi z tą kryką pyk, pyk, ale ich nie ma. A tam nie ma gdzie iść. Żeby wyjść, to bym musiał z drugiej strony pod górę wyjść, a tam po prostu był sam gruz. Czyli tak jakby się rozpłynęli w powietrzu, tak?
Tak, tak. Normalnie. Ja to, co mówiłem wtedy jeszcze tym trzech szło, nie? To tak, taki dobry kolega, taki no że on młody, wie pan, no trzydzieści, ponad trzydzieści lat młodszy ode mnie. W dwóch siedzimy, nie ma i tak mu o to, o to powiedziałem. To on normalnie ciarki dostał.
Mówi: on tam też nie chodzi co wieczór. Bo się tak się pytam, nie? On tam też nie chodzi. Ale to takie coś to miałem pierwszy raz. No, bo miałem- Czasami tutaj dostaję takie jakby takie, yy, relacje od ludzi, którzy widzieli jakieś sylwetki ludzkie, które tak nagle też znikały. No tylko że tutaj często takim elementem, yy, dosyć się wybijającym jest to, że ci ludzie są jakby ubrani jakby z innej epoki, a tutaj byli ubrani z tego, co pan mówi, całkiem współcześnie, tak? Tak. Tak z tym kolegą rozmawiałem i on tam właśnie mówił, bo ja ich nie, nie znałem, nie? A on mówi, a on mówi tak: a może to ci byli, co zginęli, bo tu zginęło trzech takich młodych. Oni raczej byli młodzi, wie pan.
No i tam właśnie trzech ich zginęło. Ja właśnie wtedy z pracy jechałem. To była zima, to jedli tam jeszcze po lodzie tak się, no po prostu do drzewa. Tam takie drzewa są ogromne. Jak wjechali, no to tych dwóch na miejscu, a ten trzeci to on albo wyleciał z tego auta, to jest po chodniku i ponoć też umarł, nie? I to też jest tu u nas na cmentarzu. Jeszcze mam takie coś.
To mam właśnie od tego czasu, co tych trzech gości spotkałem. Zrobiłem się strasznie miękki, wie pan. Płacz mnie bierze. No tak jak teraz mówię, to na, na płacz mnie się zbiera. A nie wiem czemu. Przecież nic mi nic nie robi, nie? Wie pan, o co chodzi.
Tak jakby, jakby coś, coś się wydarzyło takiego podczas tego, tej obserwacji tych ludzi, co jakby na pana wpłynęło. Ja to w środku czuję, wie pan? W środku to czuję. No nie wiem czemu to tak jest. Ale pan nie po- nie podejrzewa, czym to może być spowodowane?
Tak po prostu się zaczęło dziać? Ja to mam od tego czasu, co tych trzech gości spotkałem. To już jest ponad trzy lata. No trzy lata będzie, bo to też było w lipcu. Trzy lata temu. Ciężko mi to jakoś tutaj skomentować, szczerze mówiąc. Jeżeli pan nie, nie przypomina sobie żadnego zdarzenia, które mogło wywołać taką, ten, takie pojawienie się reakcji- No nie rób tak. No toAle co mi pan na to powie? Mnie chodzi o ten... Najbardziej to mi o tym rowerzyście tak w głowie siedzi. No tak samo dzisiaj mnie to również w głowie siedzi. No tutaj tak myślę o tym rowerzyście. Czy może była jakaś informacja, że ktoś z sąsiadów, że tak powiem, odszedł z tego świata po tym zdarzeniu?
Nie. Nie było nic? Nie. Bo jeżeli ten rowerzysta, pan, pan jest pewien, że widział jakby tego rowerzystę fizycznie, tak? Tak. I mówię pani, pani przed twarzą to tak ułamek sekundy. Ale powiem panu, że ta twarz nie była ciekawa. Z tyłu to widziałem, bo się obróciłem i się... Ale mnie po prostu, jakieś nieciarki przeszły, no nic, kompletnie nic. Jakby mnie, jakby to mnie po prostu prało mnie. Taką miał prędkość. To brzmi tak, jakby pan zjawę zauważył jakiegoś, nie wiem, coś w rodzaju ducha, który się właśnie akurat w taki sposób- A widziałem, bo ja się jak nie oddalił się po prostu. Widziałem go całego. Jak to wytłumaczyć? Nie wiem. I właśnie tak. I z rana kiedy się obudziłem, bo po prostu ja tego nikomu nie mówię, bo kiedyś powiedziałem, to się śmieją normalnie. A co będę tam mówił, zjawia tam mi się to, nie?
Ale do tego czasu jak... Już mam panie, już mam sześćdziesiąt cztery lata, to już, już nie dziecko. I tak wie pan, i tak sobie to śmieję i tak siedzę, oglądam. I właśnie na tą stronę, co dzwoniłem do was, mnie trafił przypadek, nie? O! Nie ma przypadków. No właśnie. Nie ma przypadków. No ciężko mi tutaj jakoś to zdarzenie z tym rowerzystą skomentować, bo gdyby to był prawdziwy, taki z krwi i kości rowerzysta, to spotkanie w taki sposób z nim mogłoby się skończyć nieciekawie dla was obu nawet. No właśnie. No tak. A tutaj po prostu tak sobie przejechał, bo sobie przejechał. Jeszcze panu coś powiem.
Jak on przejechał, nie? Ten moment taki, co widziałem jego twarz taką nieciekawą, to słyszałem w uchu: "Uważaj człowieku!" No taki ciszy głos. Po prostu słyszałem: "Uważaj człowieku!" Kolega taki. On już umarł.
Ja panu powiem w dwa tysiące dziewiętnastym roku, ale on mnie już wcześniej pochował, nie? A to mi kolega powiedział, co mieszka w drugim bloku obok: "Ty, Adi, Zbyszek cię już pochował." Ja mówię: "No a który?" On mówi: "No twój sąsiad, nie?" No i ten sąsiad idzie, i on mnie tak jakoś już pochował. Powiedział: "Człowieku, ty prędzej kitniesz jak kurwa ja." I to mu powiedziałem. I nie uwierzy pan za tydzień już jest po nim. Już leży, czwarty rok już leży. No takie przeczucie jakby.
Tak. I drugi, i drugi mi też powiedział, że no, że on niby słyszał, że ja nie żyję. No i też już go nie ma. Też już umarł. I mówię do człowieka: "Panu, ja będę żył sto lat." A on: "A ty prędzej, bo on też pił wie pan. Ochlapus.
Jego po prostu auto go walnęło, nie? Jak przechodził normalnie na przejście auto go walnęło i już go też nie ma. Czyli tak jakby widział swoją przyszłość, ale przypisał ją panu, tak? Tak. W ten sposób. Tak samo jak, bo tam jak mieszkałem u niej w piwnicach, to tam ja, bo ja od dziecka, wie pan, to ja w niebo patrzę, w niebo. I kiedyś tak to wolałem też i patrzę, a tam kopalnia. Ta kopalnia nazywa się Wieczorek. Chyba jak się nie mylę, bo tam nie znam tak, ale to chyba tak się nazywa. I nad tą kopalnią jak to kiedyś widziałem i to nawet się te światełka takie. No tak pomyślmy nie te trzciny tam takie, ale to nie tylko jedno i to tak jedne. Jak by to powiedzieć? Skręcało w stronę tego lotniska.
Jedne, a tamte co już znikło, było nas tych temat z pięć albo sześć takich, że się nią wołałem: "Kochanie patrz, no to jest niemożliwe." Kamerę miałem, ale to już mówię panu, to nie przyjdzie człowiekowi do głowy, żeby to nakręcić. Samolot leci, samolot leci i obserwowałem taką... No jak to? Nie wiem, co to jest, ale taką normalnie kula taką leci, nie? Ale to jest tak powyżej jak samolot jest, bo tam były setki samolotów, to się zbliżają do lądowania, nie? Bo to już jest prawie dwadzieścia kilometrów do tego lotniska i samolot kieruje się w stronę tego lotniska i leci kula nad tym samolotem. Tak jak mówiłem pierwszy raz leci i ta kula dostała nagle taki, jak to się mówi wsteczny bieg. Samolot leci, a ta kula normalnie tak jakby rzutno z tym samolotem, a za chwilę normalnie wstecz. Ale to taka prędkość, że to się pal nie mieści. Dużo takich przypadków, dużo tak.
Niebo patrzę kiedyś też latem tu, bo mieszkam przy lesie. No i tak ciepło było i w nocy, bo to była dwunasta w noci. Stoję, się palę i nagle taka kula, no to wielkości piłki taką, ale nisko, bo tu jeszcze są druty wysokie napięcie jest tak, że nie żeby tak szybko, tylko tak jakby płynęła normalnie, jak z północy na południe i tak się płynęła. Też to było ciekawe dla mnie, nie? Dużo takich przypadków miałem, ale tak się, znaczy, bo nie ma z kim pogadać wie pan, jak człowiek nie pije, to pan nie ma kumpli, nie? A jak się pije, to i kumple są. Jak się pije, to, to może się też filmu urwać.
Także... No a ja raczej nie, nie. Czy że pan już na przykład jedzie gdzieś pan na przykład, nie? I pan po prostu wie, że pan już tu kiedyś był. Miał pan taki przypadek? Ja czegoś takiego nie miałem jeszcze.
W górach byłem. To pamiętam jak dzisiaj. Powiem panu taka skarga była, bo się śmiali jego, ja już tam byłem. Jak ty, jak tyś tam mógł być panie, jak my pierwszy w życiu nie byli? I wierzy pan, ja jej powiedziałem, co tam jest na tej górce. To tam jest taka chata, bardzo staro, sad i potem furtka była drewniana, a teraz może być metalowa, to nie wiem, ale tam widać, widzę pan, że ta, że ta chata tam była i, i ten sad. Oni po prostu nie, nie wierzyli. To chodź idemy.
A ja tam, ja tam jeszcze też nie byłem na samej dole, ale już mówiłem, jak to jest. Ja tu byłem kiedyś. Oni nie- No równie dobrze mogła to, mogła u pana jakby się uaktywnić jakaś forma zdalnego postrzegania, tak?Jeszcze chciałem się coś pana zapytać, czy bo ja takie coś mam na przykład jak intensywnie o kimś myślę, to wierzy mi pan czy nie, że ja tego człowieka w tym dniu albo na drugi dzień spotkam go? Dla mnie to jest coś- To macie jakby te telepatyczne połączenie. Tak. Tak samo miałem, jak żyłem z tą, nie? Z tą kobietą, co piekarę. Ja o nim myślałem i tak to już no pytałem tak, czy ona myślała o mnie. To ona powiedziała, że ona wie, że ja o nim myślę, a ja wiem, że on, że to odwrotnie. A bo jeszcze miałem taki przypadek kolega mój co umarł. Wie pan, to już będzie. No już też będzie z pięć lat. Miał pękniętą mózgów, ale on też pił, nie? No to już jak to się mówi na własne życzenie. I już po grzebie, po wszystkim. I nie uwierzy mi pan.
Spotkałem gościa tak podobnego do niego. Normalnie wszystko wzrost, to wszystko budowa i on patrzył na mnie, a ja na niego. Myśmy się po prostu nie odezwali słowem, ale ja patrzę na niego, a on na mnie.
Ale był tak podobny do niego. To się normalnie w głowie nie mieści. Nie wiem, czy to jest prawda. No ale ja to miałem takie coś. A on już nie żył, nie? No, być może w jakiś sposób się spotkaliście, albo po prostu takie, takie złudzenie się pojawiło. Nie no normalnie ja stałem przy nim, wie pan, to nie to. Bo nawet go mogłem dotknąć. No ile on był? Metr ode mnie. Normalnie mu w twarz patrzyłem. No myśmy się nie odezwali. Ja na niego patrzyłem, a on na mnie. Po pewnym momencie on się odwrócił.
Ja się odwróciłem. Myśmy poszli po prostu. Takie coś też miałem, nie? Chyba tak nieraz. Później tak leżę i myślę to. A jeszcze mogę panu powiedzieć to, że coś mnie spotkało w tych minutach. No to tak trudno, wie pan wszystko. No dużo rzeczy takich miałem, no ale tak alles, tak wszystko wyciągnąć to tak nie jest prosto. To, co człowiek już pewne rzeczy o jak coś się dowie, to jak skojarzę, to już po tym wiem, nie? O co, o co idzie, nie? Niełatwo się o tym na pewno mówi, tak? No bo pan nie z każdym. O! Na przykład tam jeden kolega, ten kolega, ten to tak się kolegujemy. Ja czuję, wie pan, my się kolegujemy już kupę lat. Myśmy się jeszcze ani razu nie pokłócili, ani nie pobili nic.
My się po prostu rozumiemy jak bracia. I to jest przyjaźń, a nie tak jak inni. Nie tylko żeby chlać. No a ja nie, widzi pan, ja nie. Jak nie pijesz, nie masz kumpli. Proste jak drut. A bo jak masz kasę to masz kumpli, nie? No tak to jest. I to tak z nim właśnie tak rozmawiam na te, na takie tematy, nie? Ma pan przynajmniej taką osobę, z którą może pan pogadać na tego typu rzeczy. Tak. On też robi takie rzeczy. Co ma jakieś później podjazdy, wie pan, on tam jakieś. On tam dużo tam czyta tych jakoś czarną magię.
Tego człowieku nie wypada, bo to ci może zaszkodzić, bo to nie jest. Człowiek się śmieje z tego, ale to nie jest takie proste. Nie myślę, że tak się mogą bawić tym nie? Bo to później nie umie, nie wiem, wrócić z powrotem, nie? W taki trans niby wpadł. No bo po co się bawić takimi pierdołami, nie? Ludzie czasami się tym bawią.
Traktują to jako zabawę, nie znając, nie zdając sobie jakby sprawy z konsekwencji. To jest niebe-niebezpieczne. Nie? Co ja wiem na ten temat, bo dużo czytam na ten temat. Też to jest bardzo niebezpieczne. Jest tyle, tyle spraw, że ludzie nawet sprawy nie zdają. Jaki świat to jest fikcja po prostu. Albo to widział w samolocie jak stoję na balkonie w tych Piekarach, to jeszcze muszę panu powiedzieć, bo to było dla mnie też takie zaskoczenie, że nagle słyszę. Stoję to czwarte piętro. No i już wtedy to nie ma żadnych okien, tylko jest przestrzeń, nie? I słyszę, że samolot leci, ale go nie widać. I nagle wie pan, uleciał dziobem prosto na mnie i nisko leciał. Dopiero zauważyłem, mówię panu powiem chyba z dwieście metrów. Zauważyłem go, a dalej nie było go widać. To też takie dziwne było. W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy obszernych fragmentów rozmowy ze słuchaczką, która miała już sposobność gościć w naszej audycji. W cyklu Mówią Świadkowie w odcinku sto trzecim nasza rozmówczyni podzieliła się historią o niezwykłym znaku z zaświatów od zmarłej matki. Dziś usłyszymy pozostałe przekazane przez nią historie o dziwnych zdarzeniach na granicy światów. Mam pięćdziesiąt osiem lat. Jestem z zawodu ratownikiem medycznym.
No ja jestem katoliczką, bo byłam tak wychowana, ochrzczona i tak dalej. No raczej nigdy. No raczej nie raczej, ale nigdy nie miałam jakichś tam zdolności do fantazjowania, do wymyślania głupot i tak dalej. Ale od dziecka coś mnie nękało, że tak powiem.
To znaczy ja tego nie odczuwałam jako coś złego, ale pierwszym takim moim niefajnym odczuciem było, kiedy byłam jeszcze naprawdę bardzo małym dzieckiem. Miałam być może dwa, trzy lata i to trwało dosyć długo. Kiedy zasypiałam na pograniczu snu i jawy jeszcze widziałam w głowie zawsze taką na czarnym tle ogromną, pędzącą oponę. Ta opona była wielka i toczyła się tak jakby w zwolnionym tempie prosto na mnie. I to mnie strasznie męczyło. To trwało bardzo długo.
No, potem to jakoś tam przeszło. Minęło. Ja już zapomniałam o tym. Nie powtarzało się już. Zawsze się zastanawiałam, skąd się to bierze, bo myśmy nigdy nie mieli ani samochodu, ani traktora, niczego. Jeszcze wtedy, w tamtych czasach nawet na wsi było mało samochodów. Ja pochodzę z niedużej miejscowości. Potem była taka sytuacja. Ja straciłam bra-brata bliźniaka. Myśmy oboje bardzo chorowali. On zmarł, ja nie. Potem rodzice już bardzo na mnie uważali.
Przychodziła do mnie przez dwa lata ciocia, a potem po tych dwóch latach, kiedy już no to miałam już jakieś dwa i pół roku, zabierała mnie do siebie zawsze babcia. Babcia mieszkała na sąsiedniej działce, także trzeba było tylko przez pole przejść jakieś tam może trzydzieści, czterdzieści metrów i był domek babci.
No, rodzice pracowali. Ma-mama była nauczycielką, szła do pracy, a babcia miała mnie przychodzić i zabierać. I ona się często spóźniała. Oni mieli gospodarstwo z dziadkiem i spóźniała się. Więc ja nudziłam się, zaczynałam płakaćWołać mamę. I zawsze się pojawiały obok mnie. Ja to nazywałam bańki mydlane. Ale to nie były bańki mydlane. To były takie piękne, kolorowe, błyszczące kuleczki, które ja łapałam w ręce. I one nie były mokre, tylko one były cieplutkie i miękkie. I one mi w tych rękach znikały, więc ja łapałam następną i przestawałam płakać. To nie wiem. No ja sobie tak tłumaczę po latach, że to no ktoś mnie przychodził pocieszać, żebym nie płakała, nie bała się sama. Tak było więcej. Ja nie wiem, czy ja mam to mówić wszystko, czy, czy nie mówić. Może pani mówić oczywiście, jak najbardziej. No to wie pan, no to potem takie jeszcze miałam takie nieprzyjemne jakieś zdarzenie. To już było później. Ja miałam z dwadzieścia cztery lata. Myśmy zbierali z rodzicami wtedy siano. To był straszny upał. To mógł być czerwiec, może końcówka czerwca.
Nie zabraliśmy wszystkiego, trochę zostało. No i w domu taki upał straszny. No potem poszliśmy spać. Ja już miałam dwójkę małych dzieci wtedy i zostawiłam otwarte okno. No i obudziłam się. Była godzina druga w nocy i było już wychłodzone w tym mieszkaniu. Troszeczkę zmarzłam nieprzyjemnie, ponieważ domek parterowy. No mógł ktoś z ogródka wejść teoretycznie, bo w praktyce się to nigdy nie zdarzało. Więc ja wstałam do tego okna, żeby je zamknąć.
I potem zobaczyłam od strony tak jakby centrum wsi taki błysk. Coś po prostu błysnęło, no jakieś światło i pomyślałam sobie: o kurczę, myśmy nie zabrali tego siana wszystkiego. Teraz nam zaleje, bo idzie burza. No ale czekam. Nie ma tego grzmotu, bo to już jakiś minął ten czas. No jak mówię, to chyba bardzo daleko ta burza jest. I już miałam to okno zamykać i słyszę nagle no idzie ktoś. Właśnie od centrum tej wsi słyszę takie kroki.
Mnie się to skojarzyło tak jakby z tymi bucikami do stepowania, wie pan? Takie klik, klik, klik, klik, klik, klik jak konik. Takie idzie coś środkiem drogi. Ktoś. Patrzę. No idzie. Rzeczywiście. Wyłoniło się tam zza tych domów dalej. Środkiem drogi idzie jakaś kobieta.
Widać ją trochę, bo przecież te lampy na tej ulicy świeciły. Nie wszystkie, ale trochę tego blasku dawały. Myślałam, że ona ma parasol, a ona miała taki ogromny kapelusz nawtykany jakichś piór, jakichś kwiatów. Ta suknia taka jak z jakiegoś osiemnastego wieku czy coś. I idzie środkiem drogi. Minęła mój dom przede mną. Przeparadowała. Ja ze strachu to okno zamknęłam i tak tutaj Sylwestra mówię: kurczę, kto to jest? No ale nie rozpoznałam. Więc tak jak stałam w tej koszuli na boso i myślę sobie: nie, ja muszę wiedzieć, kto to jest i gdzie ona wejdzie.
I wie pan co? Może dwadzieścia sekund. Ja byłam przy furtce. Skoczyłam na tą ulicę i nie było żywej duszy. Było czarno, ciemno, nie było żadnych świateł, żadnej osoby, żadnego stukania tych, tych obcasików, takich śmiesznych o ten asfalt. I gdyby ta osoba gdziekolwiek weszła do sąsiadki czy dalej, czy po przeciwnej stronie ulicy, to przecież ja bym słyszała furtkę. Ja bym słyszała jakiś pies by się odezwał i to zniknęło. A w powietrzu ja mam do dzisiaj ten zapach w głowie i w nosie. Tak jakby pan wszedł do jakiejś bardzo starej biblioteki. To był zapach takiego, mimo że to był czerwiec. Myśmy mieli pełny ogród kwiatów i u sąsiadki, i zapach tej natury, tego, że rok jest taki. A ja czułam taki stary, zgrzybiały papier z takim strasznie wysuszonym drewnem. I to było to, to takie bardzo intensywne.
Więc ja uciekłam do domu. Opowiedziałam to rano i siostrze, i mamie. No ale wie pan, no każdy się też tak zastanawiał, no co to mogło być? No, no wie pan, no jak to jest. No i to takie było następne jakieś dziwne zdarzenie. A jeszcze panu powiem, jak, jak byłam mała też. No mogłam mieć wtedy ze sześć lat może.
Rodzice odpoczywali po pracy, oglądali telewizję w tym swoim pokoju, a ja w takim tym tak zwanym gościnnym. Moje starsze rodzeństwo miało wtedy adapter kupiony na te płyty, te pocztówki takie. Tam się bawiłam, oglądałam to i nie było ich w domu, dlatego że oni byli już w internatach, wszyscy w szkole. I wie pan co? Ja się bawiłam z takim jakimś czymś, co oddychało. I to było pomiędzy. Dokładnie to miejsce zlokalizowałam pomiędzy zasłoną a firanką. Były zasłony i była firana. I w tym miejscu, gdzie kończyła się zasłona, zaczynała firana. Ja ten oddech dokładnie słyszałam. I jak tak jak ja oddychałam, tak to powtarzało. Więc jeśli oddychałam trzy razy wolno, no czekałam chwilkę i ten oddech się pojawiał taki sam jak mój. Więc ja już doszłam do tego, że takie dziwne sekwencje, śmieszne takie, że już nawet sama zapominałam potem, jak to brzmiało. I to się powtarzało do tego stopnia, że ja się z tego śmiałam. I ja to odczuwałam jako coś bardzo przyjaznego. No to, to też taka sytuacja bardzo dziwna, bo no jestem zdrową osobą i byłam i nigdy nie miałam nic. Nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Następnym takim dziwnym zdarzeniem było, że moja mama przyszła sobie do kuchni, do mnie postawić wodę na herbatę. Źle się czuła. Mówiła: napiję się herbaty. Ale z tej kuchni były drzwi otwarte do mojego pokoju, tam, gdzie ja spałam. Mama postawiła ten czajnik na gazowej kuchence i poszła spać.
No ja też zasnęłam. I śpię odwrócona tyłem do mieszkania, przodem do ściany. No i widzę w tym śnie mojego ojca, który już wtedy nie żył. Pojawia się w tych drzwiach z tej kuchni do tego pokoju. Idzie do mnie takim pewnym krokiem i szarpie mnie za ramię, tylko nie za to, które było w górze. To prawe, tylko to lewe, na którym ja spałam, a mnie się w tym śnie odwrotnie wydawało. Szarpnął mnie za to ramię i mówi do mnie: wstawaj!
Tak dosyć zdecydowanym głosem. I wie pan, ja to szarpnięcie za to ramię to jeszcze bardzo długo czułam potem ten, ten taki ucisk i dotyk. No i usiadłam na tym łóżku. Patrzę jakaś taka łuna biała, jakieś takie różowe światło. Se myślę umarłam. Ojciec przyszedł po mnie.
Zaczęłam się szczypać. No mówię kurczę, boli. No i wstałam. No i patrzę kompletnie było mieszkanie tak zadymione, że już nie było nic widać. Jeszcze chwilę, to pewnie już bym tam zaczadziała.Ten czajnik się zupełnie roztopił. On się tak rozżarzył, że no nie było w ogóle już czajnika, tylko takie czarne, rozżarzone, czerwony metal.
Tak się to rozżarzyło, że te wszystkie plastikowe elementy się stopiły tak? Wszystko się stopiło, spłynęło, a ten metal, który został, bo to aluminium, to takie czerwone było już rozżarzone całkowicie. Stąd ta różowa łuna taka w tym dymie i jeszcze przez tą poświatę dymną była widoczna. I wie pan co, następne takie zdarzenie to było niedługo po tym. Ja miałam w pokoju kominek, taki bardzo ładny, drogi kominek. Przyszłam z pracy.
Moich synów jeszcze nie było, jeszcze byli w szkole. No i tak se pomyślałam: a chłodno tak dzisiaj, bo to była taka wiosna wczesna, ale był chłodny dzień, a napalę se w tym kominku. No tak będzie fajnie, przytulnie.
Poleciałam tam w podwórko, przyniosłam suche drewno, napaliłam w tym kominku. Miałam wtedy taką dużą nową zapalniczkę do papierosów. Tylko ona była taka długa, taka jakby podwójna niż te, co są normalne. I tam u góry, przy tym kominku, jak było na dole palenisko, szklane drzwi i u góry była taka półokrągła półeczka taka. I wie pan co? Ja se tą zapalniczkę tam położyłam. To drewno się hajcuje, tak? Się pali mocno, ale nakruszyło mi się takich drobinek wkoło tego piecyka, więc poszłam, przyniosłam szufelkę, zmiotkę, uklękłam no i zmiatam sobie tam te drobinki, żeby było czysto.
I wie pan co? Nagle coś mnie złapało za łeb z obydwóch stron, za skronie z jednej i z drugiej strony. Szarpnęło mną. Ja się wywróciłam do tyłu na plecy i zdążyłam pomyśleć tylko tyle: Jezu, co tu się ze mną stało? I w tym momencie usłyszałam wybuch.
Ta zapalniczka się tak rozgrzała, że wybuchła. Wyleciał ten gaz powietrzem, mimo że tam było, tam było dużo tego gazu. Była nowa i to rozprysnały się po mieszkaniu takie szpile, że wie pan, jakby mi to w te oczy, w tą...
Bo to tak na poziomie mojej głowy, moich oczu ta półka była. No też mnie ktoś chyba uratował. No i nie wiem, no czy to jest warte opowiadania. W każdym razie były dziwne te rzeczy dla mnie. Dwa razy gdzieś byłam we śnie i kompletnie się to sprawdziło. Jeden taki przypadek był. Poznałam takiego bardzo fajnego mężczyznę.
On przyjeżdżał do nas na samochodzie, trzymał meble, handlował tymi meblami, miał swój zakład. No i tak jakoś przypadkowo umówiliśmy się na kawę. No, ja się tam zaczęłam angażować już być może. No ale jakoś tak. No, no, no. To był początek tej znajomości.
Moja koleżanka z pracy pojechała tam do niego, bo była świeżo upieczoną mężatką. Chciała sobie zamówić u niego kuchnię, meble do kuchni. Ale wie pan co? Ze dwie noce przed tym, zanim ona tam pojechała, mnie śni taki sen. Ja jestem u niego na podwórku. Ja widzę, że on tam jest. Widzę kupkę piasku na podwórku. Tam się bawi dwójka dzieci. Chłopczyk i dziewczynka. Wychodzi z domu jego żona, korpulentna blondynka, krótkie włosy. I niech pan sobie wyobrazi, że ta moja koleżanka z biura z pracy, jak wróciła wtedy od tego pana, od tego zamawiania tych mebli, to się tam namawiały we trzy w drugim biurze z tymi drugimi koleżankami, czy mi to powiedzieć, czy nie. I ona przyszła do mnie, do tego mojego biura i mówi: słuchaj, ja mówi, byłam u tego faceta i muszę ci coś powiedzieć. Ja się pytam: a co, od ma żonę? I wie pan co? To, co ona mi opowiedziała, to było identyczne w tym śnie. Identyczne.
Była ta kupka piasku, był ten chłopczyk i ta dziewczynka. I ta żona też tak wyglądała, jak ja jej opisałam z tego mojego snu. Drugi taki sen. No też ja nie wiem, czy to był sen, czy ja rzeczywiście tam byłam.
Znów bardzo podobna sytuacja, ale to już było za jakieś może dwadzieścia lat. Znów poznałam pana. No tam z tym panem to było różnie. On mieszkał dość daleko. No raz odbierał telefon, raz nie. No ale wie pan co?
Którejś nocy też mi się tak śni. Ja pracowałam wtedy w takiej firmie, no w wodociągach i tam trzeba było chodzić po ludziach, spisywać liczniki. No i tam, żeby te rachunki potem im ustalać i zbierać te opłaty. I wie pan co?
Śni mi się w tym śnie, że ja jestem tam u niego, w tym domu, choć nigdy nie byłam. Nie miałam pojęcia, gdzie on mieszka. Wchodzę niby do tej piwnicy spisać ten licznik i wchodzę do tej piwnicy. Widzę najpierw zielone podwórko, dużo trawy, potem ten dom, stary pustak.
Wchodzę do tej piwnicy od strony podwórka. Po prawej stronie mam tą kotłownię wyskrobany. Widać, że tam był kiedyś węgiel czy miał, no bo czarna posadzka, ale nie było już nic. Stoi piec po lewej stronie, po prawej okienko i na tym okienku leży taki zepsuty mały dziecięcy samochodzik. Taki plastikowy, taka zabaweczka, taka nieduża, z dziesięć centymetrów, kolorowa.
I wie pan co? No i potem doszło tak do tego, że no myśmy się tam znowu kiedyś widzieli, spotkali. Ja mu opowiadam o tym śnie i widzę, jak ten facet blednie i mówi: niemożliwe. Ty mówi bzdury opowiadasz. Ja mówię nie. No, ja ci mówię tylko to, co mi się śniło. Więc za jakiś tam czas doszło do tego, że on rzeczywiście chodziło o to, że ja chyba powiedziałam, że widziałam tą, yy, jego żonę w tej piwnicy. Tak, bo to, to jest główny sens tego, dlaczego chyba ja w tym śnie tam byłam.
Widzę panią. Ciemne włosy, szara sukienka, taka z przedłużanym stanem, dalej taka trochę umarszczona czy plisowana. I ja mu to wszystko opowiedziałam i on dlatego tak zbladł. No ale rzeczy się tam u nich działy chyba niedobrze, bo on się z tą panią rozwiódł za jakiś tam czas czy rozstał. Jej już tam nie było, więc ja już tam mogłam do tego domu jechać. No i on mnie tam raz kiedyś zabrał. I wie pan co? Ja sama zbladłam, jak weszłam na to podwórko. Ja nie mogłam się ruszyć.
Ja zamyślałam, zaczęłam dygotać, spociłam się i ja mówię, ja myślę sobie ja naprawdę tu byłam. Ja naprawdę tu byłam z każdym krokiem. Kiedy zbliżałam się za róg tego domu, przez to podwórko, wchodziłam do tej piwnicy. I jeszcze dodatkowo zobaczyłam tą zabawkę na tym oknie. Dla mnie to był taki znak, że ja tam naprawdę byłam. Widziałam tą zabawkę autentycznie w rzeczywistości, tak jak w tym śnie ona byłaTo było następne takie bardzo dziwne dla mnie zachowanie, jakieś takie zdarzenie i, i teraz już od paru ładnych lat, praktycznie od śmierci tej mamy, kiedy to tam z tym laptopem miałam to zajście, to jeszcze miałam jedno jedyne takie jakieś niewytłumaczalne, ale to tak mi się zdaje, że to był chyba zwiastun śmierci mojego szwagra, bo spałam na, u siebie, na, na łóżku i obok stoi taki duży fotel i spaliła mi się żarówka u lampki nocnej.
Ale zawsze z ulicy to taka poświata jakaś tam troszeczkę wpada tego światła. Nie jest tak czarno przecież w pokoju. Ja nie mam rolet, nie lubię tego, nie zamykam. No i wie pan co? Odwróciłam głowę, patrzę. No siedzi coś takie wielkie na tym fotelu. Widać zarys głowy, widać zarys ogromnych ramion. A tak jakby to opisać bardziej tak obrazowo, to tak jakby ta ciemność z tego pokoju zebrała się w to jedno miejsce i tak zagęściła. I ja to tak widziałam. Jakby się ta ciemność tej nocy zebrała w to jedno miejsce i zgęściła. I to takie było. To nie było, nie było obrysów, konturów wyraźnych, tylko taka ta zebrana w to jedno ciemne miejsce ciemność. No i wie pan co? No tak, świadomość chyba u ludzi działa ze strachu, że ja se to wyobraziłam, a przynajmniej usiłowałam, że tego nie ma. No i po ścianie, po ścianie sztywna jak patyk, tak jak kij i do tego kontaktu, bo kontakt przy drzwiach. No więc od tego łóżka, zanim po tej ścianie z tego strachu doszłam, zapaliłam to światło, to już nic nie było. I takie miałam dwa razy takie zdarzenie jeszcze kiedyś inne jedno to wiesz, właśnie tak się ta, ta ciemność zbierała w jedno miejsce, tak jak ona by się kumulowała i zbierała w tą jedną postać. Tak jak mówię, nie widziałam żadnych ubrań, żadnych tam oczu czy twarzy, tylko właśnie i czułam tą gęstość taką. Wie pan, nie wiem, jak to wytłumaczyć.
No na przykład jakby się weszło do pokoju, do siebie, do domu, w którym jest zupełnie ciemno, a tam se ktoś siedzi, żywy człowiek. I pan wchodzi do tego pokoju, to mimo że się tej osoby nie widzi, to się czuje, że ktoś jest.
Może nie od razu, nie za sekundę, nie za dwie, ale po pewnej chwili czuje się czyjąś obecność, że ktoś tam se siedzi w tym pokoju. Przynajmniej ja tak mam. Jak bym tak weszła do pokoju ciemnego i ktoś by tam siedział, to ja bym go wyczuła. No to właśnie tak czułam wtedy dwa razy te postacie takie. Tutaj jeszcze z tymi snami jest ciekawa sytuacja, bo mówi się, że w snach opuszczamy ciało każdej nocy.
Nie wszyscy to oczywiście pamiętają, ale tak się po prostu mówi. I rzeczywiście chyba coś, coś takiego było tutaj, w tych pani snach, że pani jakby nieświadomie opuściła ciało i odwiedziła tych panów. No wie pan co? Bo to były... Może, może. Może pan ma rację, Może to się mi zdarza częściej albo w ogóle ludziom.
Tylko tak jak pan mówi, nie pamiętamy o tym. A ja miałam dwa razy w życiu możliwość potwierdzenia tego. Bo tak jak mi ta koleżanka opowiedziała ze szczegółami, to się po prostu zgadzało z tym moim snem. Dokładnie ta, nawet ta sytuacja taka.
I wie pan, no i to drugie, że ja tam miałam okazję być. I ja tam wchodzę i ja sobie myślę: przecież ja tu byłam, przecież ja tu byłam na sto procent tu byłam. I jeszcze mówię tak, jak wejdę tam, to okno, ja tam. No i wchodzę, patrzę w prawo okienko. No, leży na tym brudnym, takim betonowym. Właściwie to w ogóle nie było parapetu, tylko samo okno obrobione. No i tak, tak, tak jak patrzę w te pustaki i leży tam ta zabaweczka. Tak samo jak w tym śnie. Może ona nie była identyczna tak jak w tym śnie, ale ona tam była, wie pan. No rzadko takie wizje jakby odpowiadają w stu procentach rzeczywistości, bo to jednak wszystko jest przefiltrowane przez naszą, przez zawartość naszej pamięci.
Nasza świadomość zawsze wyszukuje w pamięci takie najbardziej pasujące elementy, które zna. No, wyszukała akurat taki symbol, taki wygląd zabaweczki w kształcie samochodu, jaki pani miała w pamięci, prawda? Tak, być może to, co ja znałam. No jeszcze panu powiem tylko jeśli, jeśli mogę. Jeśli jest jeszcze czas, to taką bardzo krótką historyjkę. Pracowałam wtedy na drugą zmianę. To było lato i zanim pojechałam do pracy na tą drugą zmianę, zrobiłam pranie.
Piękna pogoda, upał, więc to pranie sobie wywiesiłam na sznureczki na podwórko. No i pojechałam do tej pracy. Wróciłam gdzieś koło wpół do jedenastej wieczorem, bo o dwudziestej drugiej kończyłam zmianę. No to tam przebrać się, ten, przyjechać. No to było wpół do jedenastej. Weszłam do domu, zostawiłam torebkę i już tam nie miałam siły po tej pracy. A mówię niech sobie to pranie wisi, ale potem mówię no nie, no przyjdzie jakiś deszcz albo jakaś ta rosa i to potem już tak nie pachnie ładnie. Mówię idę. No i wie pan co? Stoję, zbieram to pranie. Stoję bokiem do drogi.
Mój dom, a ja za tym domem od strony podwórka, a z mojej prawej strony biegnie droga i potem jest sąsiada dom i taki ten wjazd, czyli ta odległość tak na przestrzał między sąsiada domem a swoim pod kątem widzę lecą jakieś takie białe lampy. Leci to, to.
Najpierw widzę dwa z daleka, ale to się strasznie szybko zbliżało i się zrobiły z tego cztery. I to tak jakby mnie to się wyobraziło. Jak ja to widziałam, to nie było wysoko, jakby leciały dwa samoloty i tak jak na tym niebie jakby panu zobrazować to jedna lampa, metr odległości, druga lampa i dwie identyczne, tylko troszeczkę z boku i troszeńkę z tyłu. Tak jakby ten drugi samolocik leciał troszkę z opóźnieniem. I wie pan co? Ja widzę to ostre, takie białe światło, bardzo mocne. Leci prosto na mnie. Ale potem to nadleciało. Tylko że to już nie nadleciało, tylko tak jakby nadskoczyło. Tak jak w tych bajkach tak pokazują takie fit. Nad podwórko tego sąsiada to mogło być kilometr u góry, może dwa. Więcej nie.
I skręciło praktycznie pod kątem ostrym i odleciało. Odskoczyło znów takim skokiem, ale to w sekundzie zniknęło. Wie pan, to był taki zwrot stamtąd tu.I stąd tam. Normalnie w miejscu zawróciło tak w tym, w tym samym szyku jak przyleciały, w tym samym szyku wróciły pod kątem ostrym i kompletnie bezgłośnie. To była jedna jedyna rzecz, którą ja widziałam. Oczywiście narobiłam alarmu, opowiedziałam wszystkim. No ale przecież nic nie było, bo to zaraz zniknęło.
Niebo piękne, wygwieżdżone, bo to, to lato cieplusieńko. To raz mi się zdarzyło też takie coś widzieć i nie wiem, co to było też do tej pory. No na pewno nie był to satelita. Dron być może nie wiadomo.
No są drony, które potrafią takieee manewry wykonywać. Ale z taką prędkością? No prędkość i też chyba wymiary tego obiektu też jakby zaprzeczają dronowi, że to tak ujmę. No i chyba drony też nie latają bezgłośnie. Tak mi się wydaje. No drona troszeczkę słychać, szczególnie tego, szczególnie takie większe modele, bo to jednak trochę dźwięków wydaje. No wie pan, to nie było wysoko, to by było słychać. Żeby to była jakaś maszyna taka to nie wiem, no samo światło leciało już w takim równym szyku. No nie mam pojęcia. W każdym razie figury nie widziałam żadnej, mimo rozgwieżdżonego nieba, bo no były te gwiazdy.
No to tak zupełnie czarno nie było. I na tle tych gwiazd, gdyby tam była jakaś ta figura, no to pewnie coś bym zauważyła. A to były tylko tak w takim ładnym szyku te cztery światła i tak fit. I potem zwrot w miejscu, dosłownie w miejscu, z niesamowitą prędkością. I znowu było fit. No wprost pod kątem ostrym. Tak mi się jeszcze tutaj skojarzyło.
Tak myślałem o tej historii z dzieciństwa. To, co pani opowiadała o podczas pobytów u babci. Czy to czasem nie był pani bratem bliźniak ten z tymi bańkami mydlanymi? No właśnie. Wie pan co, też se tak tłumaczyłam, że to może on przychodzi mnie po prostu pocieszać, zabawiać. No bo żebym nie płakała, żebym się nie bała. Tak mi to też przychodziło do głowy. No bo ja zaczynałam płakać. Bo wie pan, ja też to racjonalnie.
Jestem medykiem z wykształcenia, z zawodu. No to też się tak staram się i tak se myślę nieraz a może płakałam i te łzy ściekły leją i może gdzieś jakieś takie promienie słoneczne i tworzą się takie pryzmaciki z tych łez, ale no to takie jak nie wiem, może ten, ale ja te bańki łapałam w ręce i one były bardzo miłe i cieplusieńkie, takie, takie bardzo przyjemne. I one znikały. No to ja tą następną łapałam i one tak se tańczyły koło mnie. Tak, tak latały w powietrzu, ale tak bardzo tak delikatnie, łagodnie mieniły się tak wszystkimi kolorami tęczy takie ten. I pamiętam raz tam to była chyba ostatnia sytuacja, kiedy te bańki przyszły do mnie, bo ja to nazywam zawsze bańki mydlane. Z tym że to no nie było, to nie było ani mokre, ani, ani nie pękało. To by się kropelki jakieś leciały. No przyszła w końcu ta moja babcia, ale babcia przyszła wtedy zawczas, bo ja jeszcze te bańki miałam i jeszcze miałam dwie do złapania. I ta babcia weszła w te drzwi. Spojrzałam na babcię z takim niesamowitym zawodem. Odwróciłam głowę.
Byłam tak zawiedziona, że jeszcze były dwie te banieczki. No ale już ich nie było. Już znikły. Już nie było co łapać. Babcia przełączyła, że to tak ujmę pani świadomość z powrotem na świat- No dokładnie zwykły. Nie wiem, nie wiem. Moja pamięć bardzo daleko sięga.
Ja, moja pamięć sięga do około roku, kiedy miałam rok. No czyli to zapamiętywanie zdarzeń u pani się bardzo wcześnie włączyło. U dzieci zwykle z tego, co przynajmniej ja kojarzę, zapamiętywanie zdarzeń włącza się jakby w trzecim roku życia.
Czwartym. No ja tak najwcześniej pamiętam z czwarty rok takie najwcześniejsze rzeczy z mojego życia. Wie pan, ja wiem, że to może być takie i śmieszne też w tej chwili, co powiem. I może i szokujące, i może po prostu nie do wiary, ale ja pamiętam już karmienie piersią.
Mnie. I ja te przebłyski tych zdarzeń, które mam w głowie do dzisiaj. One nie zniknęły mimo upływu tylu lat. Ja to weryfikowałam z moją mamą. Ja ją pytałam, czy takie zdarzenia miały miejsce. No to moja mama za każdym razem mówiła w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Co ty pleciesz? No tak rzeczywiście było. Ty tego nie możesz pamiętać. A ja to pamiętam. No zdarzają się ludzie, którzy pamiętają nawet moment swoich narodzin, także no to są rzadkie przypadki. No ale jednak się zdarzają, no w różnym momencie tak jak mówiłem, tutaj ta pamięć u nas włącza w różnych momentach życia. A tak mi się skojarzyło z tym bratem bliźniakiem, bo jest coś takiego, że szczególnie u bliźniąt, jeżeli jedno z bliźniąt umiera w takim wczesnym etapie życia, to drugie z bliźniąt często jakby czuje jego obecność. Takim, takim ostatnio, w ostatnich latach bardzo znanym przypadkiem jest mistyczka szwajcarska Christina von Dreien. Von Dreien to jest jej pseudonim.
Ona się nazywa tak naprawdę Christine Meier. Z tego, co kojarzę. Ale von Dreien Christina spośród trzech, bo ona ma jeszcze brata, ale miała też no, jest bliźniaczką. Bliźniaczka niestety nie przeżyła zbyt długo, ale do pewnego momentu tam bodajże do osiemnastego roku życia Christina von Dreien jakby odbierała jakieś sygnały od niej, czuła jej obecność, miała z nią jakiś kontakt. Także no są takie przypadki, szczególnie u bliźniąt, ale też u innych rodzeństw. Taki jakiś szczególnie mocny związek.
Wie pan co, ja wiem, że to tak między tymi, swoimi bliźniętami to możliwe, że to tak jest, bo to jakoś te dusze. Może to ciało z jednego powstałe. No czy tam. No wie pan, co ja mam na myśli? Nie wiem. No energia. W każdym razie ja się czuję całe życie niesamowicie sama, samotna, chociaż nie mam do tego powodu, bo mam wspaniałe dzieci. Jest wnuczek w drodze.
Ja mam też mnóstwo przyjaciół, znajomych. Jestem takim otwartym człowiekiem z poczuciem humoru, a mimo to siedzi we mnie taka niesamowita samotność i taki smutek całe życie. I to chyba z tego powodu właśnie tak myślę.
Może to jest bardziej poczucie samotności wywołane tym, że pani ma jakby tą intuicję szerzej też rozwiniętąJest pani w stanie więcej dostrzec tych takich subtelnych, szczególnie znaków z zaświatów, których większość jakby społeczeństwa nie jest w stanie odebrać?
Tak. Może tym jest jakoś jakby to poczucie samotności wywołane? Tak. Wie pan co, ja to w ogóle gdzieś miałam takie jakieś, no to, to do tej pory tak jest, że dziwne takie, że to nie jest moje to wszystko, że to nie jest to moje miejsce, że ja powinnam gdzieś indziej być, że to, że to jest fajne wszystko. Ja to wszystko kocham, ale to nie jest tutaj, to nie jest to. Osoby mające jakby większy kontakt z tą, z tą niefizyczną sferą naszej rzeczywistości, mają często takie poczucie, że jakby nie pasują do tego świata i wolałyby istnieć jakby w pełni w tamtym świecie, prawda? No dokładnie. To tak, jakby mi brakowało. No to może też ma związek z tym bliźniakiem. Jakby brakowało połowy duszy.
No tak. W ogóle bliźnięta, z bliźniętami dużo takich ciekawych tajemnic się wiąże. No jeżeli bliźnięta szczęśliwie żyją w tym świecie, udaje się im przeżyć, to często jest tak, że, że na przykład wytwarzają między sobą swój własny język i porozumiewają się między sobą w języku, którego otoczenie nie rozumie. Taki związek jakby duchowy też. No, dużo takich tajemnic można wymieniać. Też często myślę, jakie by było moje życie. Na pewno by było... To znaczy ja nie wiem. No tak sobie wyobrażam, że na pewno by było fajniejsze jeszcze gdyby on żył. Wie pan, w ogóle z tą śmiercią tego mojego bliźniaka to też jest historia po prostu jeżąca skórę na, na, na tym, na głowie.
Myśmy byli oboje trafiliśmy z ciężkim zapaleniem płuc do szpitala. No wie pan, to było pięćdziesiąt osiem lat temu. To ta medycyna też tak nie działała jak dzisiaj. Nie było telefonów, bo to był luty, straszna zima, śnieg wtedy w ogóle. Więc lekarze przysłali po trzech tygodniach telegram do domu, do mojej mamy, że córka nie żyje, że ja zmarłam. No więc mama z moją ciocią chrzestną, z tą mamą chrzestną, czyli z własną siostrą, kupiły gdzieś tam jakieś takie ciuszki, białą sukieneczkę, falbaneczki dla dziewczynki do trumny.
Spakowały to wszystko i pojechały mnie z tego szpitala, to ciałko odebrać. No i wchodzą do tego szpitala spłakane, a tam nie wiem, czy lekarz, czy pielęgniarka, bo tego już nie dojdę. Mówi, że no nie żyje synek. Syn nie żyje. No to moja mama w ogóle już całkowicie dramat. Ojej, to już oboje nie żyją. O, straciłam dzieci. A ta osoba mówi nie, nie, nie.
Dziewczynka to żyje, tylko syn nie żyje. No i to one z powrotem do tego domu przyjechały. Jakiegoś tam żuka, wie pan, ojciec tam wynajął z pracy i ten żuk ich tak woził. Spaliły to wszystko, żeby to nieszczęścia nie przyniosło. Te, te moje białe tam falbaneczki. Kupiły jakieś niebieskie rajstopki, jakiś, jakąś kurteczkę dla chłopczyka. No i pojechały z powrotem i przywiozły to dziecko i poszły tam pochować na cmentarzu.
I to tak. Widzi pan, jakieś takie dziwne zdarzenia. No taka pomyłka. Dosyć, dosyć, no bym powiedział, skandaliczna po stronie lekarzy, po stronie ekipy tego, tego szpitala. No, ale no zdarzyło się. Cóż. Skandaliczna też z mojego punktu widzenia, mimo że to było pięćdziesiąt osiem lat temu. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że u dzieci choroby mają przebieg tak zwany piorunujący, czyli one się bardzo szybko rozwijają, bardzo gwałtownie, a myśmy jednak przeżyli oboje te trzy tygodnie i on po tych trzech tygodniach zmarł i nawet nikomu się nie chciało zajrzeć w te pieluszki, które z tych dzieci zmarło, no to, to było skandaliczne zaniedbanie. Dzisiaj to by tak nie przeszło łatwo.
Kiedyś to wie pan. No dzisiaj to takie zaniedbanie skutkowałoby niezłą aferą na Facebooku. No dokładnie. Bardzo. Przynajmniej. I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o poznanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu.
Przypominam, że archiwalne odcinki audycji nadawanych na antenie Radia Paranormalium znajdziecie na naszym kanale na YouTube, a także w postaci mp3 do pobrania na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Tam również znajdziecie zapowiedzi kolejnych audycji oraz masę ciekawych materiałów o tematyce paranormalnej i ezoterycznej. Nawiasem mówiąc, ktoś mnie ostatnio w bardzo wulgarny sposób zaatakował werbalnie za podawanie głosowo adresu strony Radia Paranormalium. Skomentuję to tak: nasza strona istnieje dużo dłużej niż YouTube, Facebook i cały szereg innych serwisów, na których jesteśmy obecni. Prowadząc duży projekt internetowy warto jakąś oficjalną stronę również mieć. Poza tym jest to świetne miejsce do słuchania i komentowania naszych programów dla osób, które z takich czy innych względów uciekają od wielkich gigantów zagarniających dla siebie i praktycznie niszczących internet. Jest to też pewne zabezpieczenie na wypadek, gdyby któryś z owych gigantów postanowił pokazać nam drzwi poprzez wlepienie nam bana.
Tak więc zarówno z tych, jak i z wielu innych powodów, czy się to komuś podoba, czy nie, adres www.paranormalium.pl będzie nadal podawany oraz wklejany pod wszystkimi naszymi audycjami na YouTube. Kto chce, ten wejdzie.
Kto nie chce, nie zmuszam. Mogę tylko zaprosić. A tych, którzy chcą i chętnie wchodzą, zachęcam również do udzielania się na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl. Przypominam, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej Nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika Nieznany Świat wW którym obok ciekawych artykułów na tematy paranormalne i ezoteryczne znajdziecie również rubrykę Dotknięcie nieznanego, w której ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi historiami o trudnych do wytłumaczenia sytuacjach prosto z życia. Zachęcam też do zasubskrybowania kanału czasopisma na YouTube. Polecam również Państwa uwadze kanały Andy Edelman Biuro Duchów, Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelgowskiego Wehikuł Wyobraźni, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki.
Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl.
Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.