[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem podcastu Mówią Świadkowie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiejszy odcinek wypełnią w całości rozmowy ze słuchaczami, którzy zdobyli się na odwagę i podzielili się z radiem swoimi osobliwymi i nieraz przyprawiającymi o dreszcze przygodami, jakich było im dane doświadczyć w pięknych okolicznościach przyrody. W przygotowanych na dziś relacjach będą się przewijały elementy, które przywodzą na myśl spotkania z żywym folklorem. Będą to jednak zdarzenia sprawiające pewną trudność w klasyfikacji. A dlaczego? Przekonacie się po wysłuchaniu. Ponieważ mimo starań nie udaje mi się wypuszczać odcinków tego podcastu częściej niż raz na kilka tygodni. Postanowiłem to Państwu jakoś zrekompensować.
I dzisiejszy odcinek będzie się zaliczał do tych nieco dłuższych. Spędzimy bowiem z naszymi słuchaczami prawie dwie godziny, a materiałów do kolejnych odcinków mam nie coraz mniej, a coraz więcej, gdyż po sześćdziesiątym odcinku prawie codziennie odbieram od Państwa wiadomości głosowe i SMSy. No i oczywiście rejestruję Państwa relacje drogą telefoniczną. Zanim przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś rozmów, pozwolę sobie polecić Państwa uwadze nowy numer miesięcznika Nieznany Świat, w którym oprócz jak zwykle kilkunastu niezwykle interesujących artykułów o różnorodnej tematyce, między innymi paranormalnej i ezoterycznej, znajdziecie również rubrykę Dotknięcie Nieznanego z listami od czytelników, którzy podobnie jak słuchacze Radia Paranormalium, doświadczyli w swoim życiu rzeczy, które wymykają się racjonalnemu wytłumaczeniu. Czasopismo jest dostępne zarówno w wydaniu papierowym, jak i w wygodnej wersji elektronicznej, którą znajdziecie na platformie nexto.pl. Przechodząc do przygotowanych na dziś rozmów, uprzedzę jeszcze tylko, że jeden z naszych dzisiejszych rozmówców prosił o zmianę barwy głosu, zatem warto poszukać słuchawek albo włączyć napisy pod audycją, jeśli oczywiście korzystasz z YouTube'a. Na początek przeniesiemy się nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie, bowiem cofniemy się do roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego ósmego. Wtedy to jeden z naszych słuchaczy podczas wycieczki do jaskini w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego, wewnątrz jednej z grot zaobserwował grupę bardzo dziwnie zachowujących się świateł niewiadomego pochodzenia.
[03:50] - Takie moje najdziwniejszą rzecz, jaką przeżyłem. Pamiętam to jak dziś. Miałem cztery lata i u nas w miejscowości są takie jaskinie. I ja weszłem tam z tatą jako małe dziecko. Wszedłem z tatą i widziałem, wtedy jako dziecko sobie to tłumaczyłem. Widziałem jak w środku od prawej strony do lewej strony przejeżdżały. Ja sobie wtedy to skojarzyłem. Ja pomyślałem, że tam jeździ karetka. Pamiętam jak dziś ludzie, którzy tam chodzili, to to coś, co tam latało normalnie przenikało przez tych ludzi i ogólnie i tylko ja to widziałem, bo tata chciał, żebyśmy zeszli tam głębiej, ale ja go pamiętam. Złapałem za rękę i nie chciałem wejść dalej.
To to światło mnie właśnie tak. Mówię, co to światło tam robi w środku?
[04:36] - A jaka to była miejscowość albo jakie to były okolice? Jeżeli pan nie może podać dokładnie.
[04:41] - To jest Tomaszów Mazowiecki i to są groty.
[04:43] - I kiedy to mogło być? W jakim roku?
[04:45] - Wie pan co, ja miałem cztery, pięć lat. Kurde, no jeszcze w osiemdziesiątym czwartym urodziłem. To wie pan, to takie. To jest takie moje pierwsze, takie co pamiętam z takich paranormalnych rzeczy, których przeżyłem.
[04:58] - No to gdzieś tak około osiemdziesiątego ósmego, osiemdziesiątego dziewiątego roku, prawda?
[05:03] - Tak, tak, tak, tak. To był właśnie takich moich takich pierwszych przeżyć. Nie było tam żadnej możliwości, żeby tam cokolwiek jechało, żeby ktokolwiek świecił latarką, żebym widział czyjeś światło, bo to bardzo szybko przelatywało. To tak, jakby się w kółko kręciło od prawej strony do lewej strony. Jakby tam nawet pan wszedł na Google to podejrzewam, że tam są zdjęcia tych grot, tylko one są teraz po remoncie te groty i to teraz tam musisz zapłacić za chodzenie. Kiedyś to było darmowe, tam kiedyś mógł każdy wejść, kto chciał.
[05:32] - Te światła w grotach sprawiały wrażenie jakichś fizycznych obiektów?
[05:36] - Wie pan co, ja powiem panu tak. Ja to sobie kojarzyłem to na tamten czas, że to jeździ karetka tam. Ale nie ma możliwości, żeby to była karetka. To było biało niebieskie światło, które przelatywało.
[05:49] - Tak jakby się obracało jak to światło sygnałowe. Tak?
[05:53] - Nie, nie, nie. Jak widzi pan szybko przejeżdżające auto, no to widzi pan tylko takie zarysy tego auta, tak? Jakąś kulę, co się porusza.Szybkiego auta. To było właśnie identyczny widok w tych grotach. To było identycznie. To widziałem, jak to właśnie dla mnie na tamten, ten jakbym miał to opowiedzieć na tamte czasy, to jak ja to sobie z czym ja to kojarzę, to dla mnie tam jeździła karetka pogotowia, a to było niemożliwe, żeby tam karetka pogotowia jeździła tak szybko jeszcze. Tam w ogóle-
[06:22] - Niemożliwe, żeby tam w ogóle cokolwiek jeździło.
[06:25] - No właśnie, właśnie, ale tak już mówię, no to jak już tak rozmawiamy, to mówię kurde, no te światła. I potem już tyle lat tam chodziłem, tam się często z kolegami wybieraliśmy i ten już nigdy więcej czegoś tam nie doświadczyłem. To było tylko raz jedyny.
[06:41] - A pan wspominał coś, że te obiekty, te światła jakby przenikały przez osoby tam się znajdujące. Czy one powodowały jakieś reakcje u tych ludzi?
[06:50] - Nie. Właśnie. Ci ludzie, którzy przechodzili przez to, oni w ogóle nie, nie, nie czuli tego, nie widzieli. To ja odnosiłem wrażenie, tak jak teraz z upływem lat teraz patrzę na to. Odnosiłem wrażenie, że tylko ja to widziałem. Nikt inny. Ja pamiętam, jak gdzieś tata mnie za rękę trzymał i chciał, żebyśmy tam weszli głębiej, a ja złapałem go za rękę i mówię, że nie, że nie chciałem tam iść.
[07:15] - No, być może coś tam pan dostrzegł, bo mówi się, że dzieci do pewnego wieku, tam do siedmiu, ośmiu lat są bardziej jakby otwarte na dostrzeganie pewnych rzeczy z innych wymiarów naszej rzeczywistości. Bo gdyby to były takie, nawet gdyby to nie były obiekty fizyczne, tylko same jakieś takie światła, to one jakoś fizyczne wrażenie musiałyby prawda wywierać na osobach, z którymi się zderzały, przez które przechodziły. Czy ludzie w ogóle tam nie reagowali na obecność tych świateł?
[07:46] - Nie, nie, w ogóle nie reagowali. Ja no odnosiłem wrażenie, że tylko ja to widziałem. Nikt inny.
[07:52] - I to tyle, jeśli chodzi o obserwacje dziwnie zachowujących się świateł w jednej z jaskiń w rejonie Tomaszowa Mazowieckiego. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o tym zdarzeniu. A jeśli macie jakieś swoje relacje, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMSa. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić.
Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. A teraz przenosimy się na Podlasie. Już za moment wysłuchamy obszernych fragmentów rozmowy ze słuchaczką, która podzieliła się opisami ciekawych zdarzeń, do jakich doszło w lasach w rejonie miejscowości Kleszczele. Oddajmy jej głos. Tutaj z tym żywym folklorem to mi się skojarzył ten opis tych światełek, które otoczyły trzy stare, duże drzewa.
[09:57] - Wie pan, to może zacznijmy od tych światełek, bo to było ogromnie spektakularne, ale nie mam pojęcia, co to było i czy to podchodzi pod żywy folklor. W każdym bądź razie od początku to było w dwa tysiące osiemnastym. Tak dobrze patrzę? Tak, bo sobie pozapisywałam rok, bo tak jakby nasilenie tych wszystkich zdarzeń to jest właśnie osiemnasty, dziewiętnasty i dwudziesty. To się wiąże z tym, że ja miałam akurat w tym okresie taki, bo to była wiosna, koniec lutego. Ja miałam taki ciężki okres, bo mama kotka chorowała, a ja ciężko znoszę takie rzeczy i już w pewnym momencie było wiadomo, że trzeba ją będzie uspać. I to było tego dnia, kiedy my mieliśmy pojechać do weterynarza i po prostu pomóc jej odejść, bo już była tak bardzo chora. Ja obudziłam się o piątej rano przed piątą rano trochę i taka wie pan, byłam no zdołowana, bądźmy szczerzy bardzo. I wyszłam do kuchni i tak po prostu rutynowo nie otwieram lodówkę, coś tam. I spojrzałam w okno i po prostu jednym skokiem przy tym oknie się znalazłam.
Naprzeciwko tego okna pod parkanem rosną trzy takie bardzo stare, ponad pięćdziesięcioletnie drzewa. One są duże. To był koniec lutego. Było po deszczu. Latarnia przy bloku się paliła, więc mokre gałęzie tak trochę błyszczały i wokół koron tych trzech naprawdę dużych drzew. To jak to się mówi świetliki nie, ale to nie były świetliki
[11:26] - No właśnie coś mi się skojarzyło mi się ze świetlikami, ale chyba pora roku jeszcze nie ta.
[11:31] - Nie. To koniec lutego. Ja w ogóle nie widziałam tu nigdy. Mieszkam tu już dwadzieścia pięć lat i nigdy nie widziałam świetlików tutaj. Te światełka były no faktycznie nie były jakieś bardzo duże, tak? Były takie wielkości jak zwykłe lampki choinkowe, LED-owe, dlatego, że one świeciły białym światłem w środku, a otoczkę miały taką szmaragdowo zieloną. I było ich mnóstwo. Ja nie wiem. Trudno powiedzieć. Na pewno więcej niż sto.
I oplatały te trzy korony tych drzew i zapalały się i gasły. I to było tak pamiętam, że stanęłam przy tym oknie i nie mogłam, bo chciałabym. Chciałam tak jakby uchwycić jedno, ale nie mogłam, bo one gasły się, zapalały w różnych miejscach, przemieszczały się, skakały po gałęziach. Wiem też, że było trochę była, jakby to powiedzieć ta chmura musiała być, bo była trochę w głębi. Było widać, że niektóre skaczą gdzieś tam dalej, a niektóre zapalały się przed drzewami. Czyli to musiała być jakaś sfera.
[12:36] - A ten ruch, to zachowanie się tych światełek jakoś sprawia wrażenie jakiegoś uporządkowanego czy-
[12:42] - Nie.
[12:42] - -tym bardziej takie cha-takie chaotyczne ruchy to były?
[12:45] - Bardziej chaotyczne. I muszę... To znaczy nie wiem, ile czasu to trwało. Nie spojrzałam później na zegarek. Nie mogło być to jakoś bardzo długo. Dziesięć minut? Nie jestem w stanie powiedzieć w ogóle, jak długo. W każdym bądź razie to było może trochę nawet hipnotyczne. Takie dziwne wrażenie. Przede wszystkim ogrom tego, bo to były trzy naprawdę duże korony drzew, więc to było takie ta chmura tych światełek była bardzo duża i ja nie spojrzałam w górę na drzewa, bo dopiero później sobie uświadomiłam, że mogłam spojrzeć na w górę, ale nie spojrzałam w górę.
Nie wiem, ile czasu stałam przy tym oknie, ale one tak jakby ich było coraz mniej, coraz mniej, coraz mniej. I w końcu paliło się tylko jedno. I ono zamrugało tak dwa, trzy razy. Zapaliło się, zgasło, zapaliło się, zgasło i koniec. Ciemno.
[13:39] - Czyli rozumiem, że nie było widać jakby tutaj przejawów pewnej inteligencji w tych światełkach, tylko one tak chaotycznie robiły jakby co chciały, tak?
[13:47] - Tak, tak, tak. Nie było żadnego schematu, bo próbowałam uchwycić, tak? Ale to w ogóle nie, nie dało się. Tak jakby nie. Ale pamiętam dokładnie, że właśnie środek był taki biały, bardzo biały i miały wszystkie taką szmaragdową otoczkę. Ja kiedyś widziałam świetliki, chociaż to na pewno nie były świetliki. One nie tak świecą. Nie w ten, nie w ten sposób. To wyglądało raczej na coś sztucznego.
[14:17] - A w przypadku świetlika chyba byłoby widać, że tam jednak jakiś owad tym światełkiem, tym światełkiem operuje, tak?
[14:25] - Tak, tak. A to raczej wyglądało. Z tym że ponieważ mój nastrój był fatalny, ja kładąc się spać poprzedniego, znaczy wieczorem poprzedniego dnia, tak sobie jeszcze myślałam o tym wszystkim. To zawsze taka trudna decyzja, mimo tego, że zwierzę jest bardzo chore i można mu przynieść ulgę. Ale było mi ciężko i w pewnym momencie ja nie wiem, dlaczego ja to zrobiłam. Ja wyciągnęłam rękę w kierunku okna, tak jakby to się zadziało poza moją świadomością. I ja tak wyciągnęłam tą rękę i tak trzymam tę rękę w kierunku okna, tak jakby nie wiem, jakbym coś chciała wziąć, a w głowie: "Boże, co ja robię?", tak? Sama do siebie mówię: "Ale co ty robisz z tą ręką?" A ta ręka tak po prostu jakby moje ciało no samo to zrobi.
[15:10] - Jakby coś przejęło kontrolę nad tą ręką w tym-
[15:14] - Jest. Tak.
[15:14] - -w tym sensie?
[15:15] - Tak, w tym sensie. Przez chwilę, tak? Bo, bo to nie to, że ja jej nie czułam. Po prostu ona taka przez minutę. I tak sobie patrzę na tą rękę wyciągniętą w kierunku okna. Myślę: "Co ty robisz? No przestań." I to chwilę trwało, zanim ja tą rękę z powrotem wzięłam. I potem, zastanawiając się nad tym wszystkim, myślę sobie a może ja coś zaprosiłam? Może poprosiłam o pomoc, bo mi było ciężko. To taka moja prywatna myśl, bo tak naprawdę nie wiem, co to było, tak?
Niemniej jednak to było. I teraz tak mąż miał do mnie pretensje, ale ja po prostu zastygłam przy tym oknie. Czas mi się trochę urwał i ja go nie zawołałam. On był obok w pokoju. Ja go nie zawołałam. Nie przyszło mi do głowy w ogóle coś takiego. Ja po prostu stałam tam. Próbowałam ogarnąć temat i nie przyszło mi do głowy, co właściwie powinno przyjść pierwsze, żeby zawołać, tak? "Przyjdź, zobacz, co się dzieje." Nie zrobiłam tego.
[16:10] - Bo mąż nic nie zauważył.
[16:11] - Mąż spał, bo to była piąta rano. Miałam świadka, a tak nie mam.
[16:17] - No tak, tak bywa. Ja jakiś czas temu miałem coś takiego, że widziałem jakby też takie dziwne światło nieopodal domu za oknem. Jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby to sfotografować albo coś. No światło jakieś takie późnym popołudniem widziałem tak jakby coś tam od czegoś się odbijało. No i patrzę, jest, bo jest. Idę, schodzę tam sobie na parter, coś tam robię, wracam i patrzę znowu przez to okno. Tam nie ma nic. I tak trochę żałowałem, że, że nic nie zrobiłem, żeby to jakby zapisać, jakoś uwiecznić, kogoś zawołać.
[16:52] - No a zdaje się, jest pan w temacie, nie?
[16:55] - No zdaje się, jestem w temacie. Dziwnie, dziwnie to brzmi, prawda?
[16:59] - Mhm. I tu też powinnam była przecież wołać, ale nie zrobiłam tego. No to dobrze, to, to są te światełka. One były bardzo spektakularne i nie mam zielonego pojęcia, co to było. Niemniej jednak było to naprawdę duże. Jest jeszcze mojej mamy historia z 2019. PatrzęTak dziewiętnasty. I to było zimą. Nie wiem, jaki to miesiąc był, ale to pewnie już gdzieś był koniec listopada. To jeszcze jesień była.
W dwa tysiące dziewiętnastym. Moja mama mieszka w takiej małej miejscowości, też na Podlasiu. To są Kleszczele. Malutka naprawdę miejscowość. I mama ma trzy koty, które tak jakby od strony ogródka mają taką drabinkę i sobie tam na parapet wchodzą i jak chcą do domu, to depczą po tym parapecie. I mama je wpuszcza przez okno. Mama mówi, że obudziła się o trzeciej w nocy. Było ciemno, latarnie tam się nie palą, bo gaszą je bardzo wcześnie, gdzieś tam koło dziesiątej. I mówi, że usłyszała, jakby coś biegało po ogródku. Mówi takie tupoty, jakieś tam zamieszanie.
Koty krzyczały tak, jakby się biły ze sobą. Mama mówi, że wstała, odsłoniła roletę. W ogródku było ciemno i nagle pod świerkiem przy ziemi zobaczyła kulę. Mówi kula była wielkości takiego grejpfruta, może trochę większa. I ta kula świeciła żółto-pomarańczowo-czerwonym światłem. Takie pastelowe kolory, łagodnie się zmieniające. I ona spojrzała. No przestraszyła się bardzo. I nagle ta kula, wystrzeliły z niej mówi, powiedziała, że to wyglądało jak takie igiełki światła, jak promienie światła z dwóch stron, w obie strony i wszystko znikło. Mama mówi, że w tym momencie tak jakby zrobiło się tak cicho, że ona aż się wystraszyła tej, tej cichości nawet.
Wskoczyła do łóżka z powrotem, zasłoniła roletę, wskoczyła do łóżka i już do rana nie spała, bo to było koło trzeciej w nocy. I mówi, że w ogóle ani koty, ani nic. Było cały czas bardzo, bardzo cicho. Ona potem koty dokładnie obejrzała jak one przyszły, bo przyszły gdzieś tak już jak było jasno. Nic kotom nie było. Pod świerkiem też nic nie było. Ale kula mamie, no moja mama jest bardzo racjonalną osobą i nie wierzy w takie rzeczy. W ogóle nawet o tym nie chce rozmawiać. No ale to ją bardzo poruszyło, bo to coś, czego się nie widuje normalnie.
[19:31] - Rozumiem, że nie udało się potem jakby mamie dociec, co to tak naprawdę mogło być tam, gdyby to, gdyby to-
[19:38] - Moja mama to mówi tak: lepiej nie wiedzieć.
[19:42] - Bo gdyby to był fizyczny obiekt mogący fizycznie oddziaływać na otoczenie, to jakiś ślad by chyba został. Chociażby przy, pod postacią jakiegoś przypalenia, nie wiem, roślinności czy czegoś.
[19:54] - Roślinności akurat nie było, bo to listopad, nie, więc tak jakby.
[19:59] - No jakiś ślad by był pewnie.
[20:00] - Być może. W każdym bądź razie mama mówi no bo pod świerkiem to są tylko ziemia i igły, tak trochę mchu. Nie, śladów nie było, koty nie były uszkodzone, nic się tam nie działo. Niemniej jednak mówi zamieszanie ją budziło, jakieś hałasy, jakieś właśnie koty krzyczały tak jak koty czasem ze sobą się kłócą, nie? Więc te wrzaski takie dosyć są przejmujące. Więc coś tam się działo w tym ogródku, mówi. Ale ta kula była ba-- no, no świeciła światłem, tak? Więc tak jakby była bardzo konkretna. Czy to był obiekt materialny, czy to był obiekt jakiś... Jeśli nawet to była jakaś forma energii, no to też jest materialna.
Mama słyszała tylko te zwierzęta i jakieś mówi, jakby coś biegało tam po ogródku. Czyli nie wiem, czy pan ma zwierzęta, ale koty potrafią tak tupać.
[20:49] - No ja mam dwie kotki, z czego jedną taką dosyć ciężką, ale jak chodzi po domu to ją wszyscy słyszą.
[20:55] - Tak, bo one potrafią bardzo cicho być jak chcą, ale czasem po prostu tupią. Mama mówi, że właśnie słyszała te takie tupiące, biegające koty. Tak jej się przynajmniej zdawało, że to koty biegają i biją się z jakimiś innymi kotami. Tak ona to sobie zinterpretowała. Mówi, że to były takie odgłosy. No i ta kula. Potem sobie jeszcze przypomniała, że kiedyś białą kulę widziała jej mama, moja babcia u siebie w domu, nie? Że to tak jakby przetoczyło się przez sień. I mama pamiętała, że dziadek bardzo z babci się śmiał, jak babcia mówiła o tej kuli, że ją widziała, nie? To mamie utkwiło, że babcia też widziała.
Tylko że babcia wtedy podobno widziała białą kulę. No ale tak jakby no nie wiem, czy to jest w ogóle powiązane, czy tylko po prostu gdzieś tam w rodzinie mamy taką zdolność do widzenia jakichś innych rzeczy. Nie wiem. W każdym bądź razie-
[21:48] - W archiwach ufologicznych zdarzają się czasami relacje mówiące o pojawieniu się jakby znikąd w mieszkaniu kuli, która na przykład przeleciała z jednego końca pokoju do drugiego, nie zostawiając żadnego śladu.
[22:01] - No tak, bo tam różnie się mówi, że to piorun kulisty, ale podejrzewam, że to mogą być różne rzeczy, nie? No nikt tego jeszcze chyba nie ogarnął. No w każdym bądź razie światło było właśnie przechodziło łagodnie żółty, pomarańczowy, czerwony i wystrzeliły właśnie takie mama mówi no jak no zapytałam, mówię, podobne do laserów? No tak, podobne do laserów. W obie strony, tak w dwie strony, w tą ciemność wyskoczyły i koniec, wszystko zgasło. Ja jeszcze widziałam i to też było takie trochę dziwne, bo aż odskoczyłam. Wyszłam z sutką. To jest dwa tysiące dziewiętnasty. Wyszłam z sutką i to było tak koło dwunastej w nocy na spacer, nie? Jeszcze taki ostatni, żeby ona się tam wysiusiała przed snem.I suczka sobie łaziła, a ja stałam.
Tak w ciemności patrzyłam na gwiazdy, na, na księżyc. I nagle obok mnie pojawiła się rura wypełniona różowym światłem i jakby taką mgłą w środku różowawo białą. I ta rura była tak powyginana w kształcie pioruna i tak jakby z tej, przez tą rurę coś przeleciało, wypadło na końcu i znikło w ciemnościach. Ja aż odskoczyłam. To trwało chwilę, ale po prostu aż tak wystraszyłam się, bo to pojawiło się obok mnie nagle. Więc ja tak pyk na bok, nie? Matko, to było dosyć zaskakujące, ale rurę tak pamiętam, tak hiperrealnie, nie? Że była przezroczysta, świeciła różowym światłem, ta mgła w środku była i coś się z niej wytoczyło i poleciało w ciemność.
[23:40] - To było krótkie, ale jednocześnie na tyle długie, że pani zdążyła to jakby-
[23:45] - Tak.
[23:45] - Dosyć szczegółowo zauważyć, prawda?
[23:47] - Tak. Wy-wy-wyłapałam właśnie, że nawet ta mgła taka jakaś była w środku, która się tak trochę i coś takiego jakby ciemna kulka przeleciała przez tą rurę.
[23:58] - A ile to mniej więcej mogło trwać? W sekundach?
[24:00] - Matko, nie wiem, może dziesięć, może pięć. No nie wiem. To tak zawisło w powietrzu, że ja to mogłam tak przyjrzeć się przez chwilę.
[24:11] - Tak pojawiło się, zamanifestowało się, zrobiło, co chciało zrobić i zniknęło, prawda?
[24:16] - Tak. Z tym że mówię to, to tak blisko mnie było i tak nagle się pojawiło, że aż odskoczyłam.
[24:23] - A suczka jakoś na to zareagowała czy, czy nie przykuło to-
[24:26] - Nie, nie, nie. Ona w ogóle była daleko. Ja sobie stałam pod domem, czekałam, aż ona tam pochodzi po tych krzakach, więc tak jakby z-z-- ona tego nie widziała i nie było żadnych zwierząt, które mogłyby na to zareagować, bo koty gdzieś tam też łaziły dalej, więc byłam tylko ja sama. I, i też w tym samym roku, tylko może dwa miesiące później. Ja sobie chodzę tak, mieliśmy takie miejsce ogniskowe, fajne. Ja tam sobie chodziłam, żeby trochę nie tyle może pomedytować, bo ja tak średnio umiem, ale tak pocieszyć, posiedzieć sobie tak i pooddychać. I tak sobie siedziałam spokojnie, było ciemno i nagle przede mną zapaliła się taka tak powolutku jakby wyłaniała się z tej ciemności taka pomarańczowa, świecąca właśnie też pomarańczowym światłem kula. Też wielkości grejpfruta, może większa. I tak zapaliła się tak i świeciła tak nisko przy ziemi. I ja poczułam wokół mnie wtedy, jakby to powiedzieć, iskrzenie.
Aż się tak skuliłam, bo miałam wrażenie, że to iskrzenie tak mnie otacza, że ja siedzę w takim bąblu jakimś, a ono jest tak na brzegach tego bąbla. I czułam takie wibracje. Miałam wrażenie bycia oglądaną.
[25:45] - Czyli pani czuła fizycznie obecność tej kuli, tak?
[25:48] - Tak, ona świeciła naprzeciwko mnie, tak dwa metry przede mną, a ja czułam to iskrzenie wokół, wokół mnie, wokół mojego ciała. Tak jakbym, mówię, siedziała w bąblu jakimś i na brzegach tego bąbla aż, mówię, aż się skuliłam, bo to nie był duży bąbel. Na brzegach tego bąbla było takie drżenie, wibracja, iskrzenie jakieś takie dziwne i no i to muszę powiedzieć, to pewnie było dziesięć sekund, jak nie więcej, bo ja taka skulona siedziałam i mówię sobie nie bój się, oddychaj, nie bój się, oddychaj. To trochę trwało i ta kula świeciła równomiernie na pomarańczowo. A potem tak też powolutku robiła się coraz mniejsza, coraz ciemniejsza i znikła w ciemności.
[26:30] - Tak troszkę to tak wygląda, jakby jakaś energia potrzebowała się wyładować.
[26:35] - Możliwe. Możliwe. No tak, bo to iskrzenie, wibrowanie takie. Dźwięku nie było. Było bardzo cicho. Zresztą w ogóle było cały czas cicho i tylko czułam te wibracje. Tak, to tak jakby iskrzenie. To wszystko w zasadzie dzieje się w jednym miejscu. To się dzieje wszystko wokół naszego domu. Ja mieszkam, ja to napisałam panu.
Mieszkam w Drohiczynie. To jest takie małe miasteczko nad Bugiem. Mamy górę zamkową, na której podobno był czakram i może nawet jest, bo tej góry to już tylko kawałek został. Nawet w Polsce magicznej jest taki przewodnik po Polsce magicznej ta góra jest opisana. Także to miasteczko nie jest takie całkiem zwykłe. Tam nawet mierzono chyba tą energię i ktoś tam nie wiem, w jakich to jednostkach się mierzy, ale tam nie wiem, czy pan ten przewodnik Polska magiczna kiedyś miał w rękach.
[27:26] - No niestety nie, nie znam tej pozycji.
[27:29] - Nie pamiętam kto to napisał. W każdym bądź razie tam mierzono i tam podobno jest właśnie jakieś oddziaływanie tej energii. Drohiczyn jest taki dosyć specyficzny, ale to, co panu opisuję, to oprócz tego, co się tam u mamy działo, to te trzy rzeczy zdarzyły się wokół mojego domu. Tutaj, w takim sadzie starym, bardzo starym sadzie.
[27:52] - I to tyle, jeśli chodzi o relacje przekazane przez naszą słuchaczkę. Teraz przenosimy się w Bieszczady. Zdarzenie, którego obszernego opisu za chwilę wysłuchamy, rozegrało się w sierpniu roku dwa tysiące szóstego. Wówczas to dwóch mężczyzn spędzających wakacje w Bieszczadach stało się świadkami czegoś, co zapadło im w pamięć na zawsze. Pewnej nocy ktoś lub coś postanowiło im zakłócić wypoczynek pod namiotem. Walka z jakąś niewidzialną siłą, nieustaleni intruzi obstukujący namiot patykami. Dziwne poczucie odizolowania od otoczenia oraz cisza przywodząca na myśl czynnik Oz to tylko niektóre z bardzo zastanawiających elementów tej historii. Posłuchajmy
[28:41] - Ja mam czterdzieści sześć lat. To zdarzyło się osiemnaście lat temu i powiem panu tak, że ja nigdy tego nigdzie publicznie gdzieś tam nie opowiadałem, nie wysyłałem, chociaż często opowiadam tą wiadomość wśród tam znajomych, gdzieś tam na jakichś sobie po prostu spotkaniach. Zawsze jak tam coś opowiadamy, no to ta, ta moja po prostu opowieść, no bo ona tak mi utkwiła po prostu w mojej świadomości, że no nie idzie się tego, nie idzie się w żaden sposób. Znaczy ja nie chcę się tego pozbywać, bo samo to jakby wtedy otworzyło mi jakoś tam oczy. No bo ja dwadzieścia osiem lat nie mając oczywiście już miałem rodzinę. Ma się jeszcze takie myśli, wiadomo, nie, to człowiek by wtedy góry przenosił, prawda? I tutaj zawsze jakoś tam myślałem. Natomiast po tym zdarzeniu zacząłem też się właśnie troszkę interesować tym. Może nie tak jakoś bardzo, ale to wtedy te zdarzenie jakoś tam otworzyło moje jakieś tam oczy. Ja może by to opowiadał, nie?
Jak to było właściwie, prawda?
[29:33] - Oczywiście.
[29:34] - Bo mam jeszcze potem drugie zdarzenie, które jest też bardzo ciekawe i też bym chciał je opowiedzieć. Nawet mam na to dowód w formie zdjęcia. To jest akurat zdarzenie te drugie, bo te pierwsze to jest ja to tak zaznaczyłem, że cmentarz ukraiński, ale to jest tylko taka część tego zdarzenia. Natomiast drugie zdarzenie dotyczy to jest takie trochę może śmieszne, ale raczej nie jest śmieszne dla mnie kufel piwa, ale to może później. Dobra po tym drugim zdarzeniu, bo to mi naprawdę też sen z powiek jakby nie potrafię tego właśnie sobie wytłumaczyć. Może zacznę od tego pierwszego zdarzenia, które było osiemnaście lat temu. Ja mieszkałem na Śląsku, bo obecnie teraz mieszkam sobie w jednej z miejscowości. Ja będę po prostu podawał. Nie chciałbym podawać tej miejscowości, tego cmentarza, bo to nie chodzi może o to, bo tam większość ludzi być może nawet i takie sytuacje miała. Mogę panu potem gdzieś tam podać, ewentualnie nie jakby gdzieś tam, tylko nie chciałbym, żeby
[30:22] - Może pan powiedzieć, jaki to jest rejon bez podawania
[30:25] - Rejon niedaleko. Powiem tak rejon niedaleko Sanoka, ale bardziej w tą południową stronę, czyli tam w stronę już Ustrzyk Zagórza, tak jak się tam jedzie jedna z miejscowości nad Sanem to jest miejscowość, która leży właściwie tam, gdzie byliśmy. To jeszcze dopływ do Sanu, czyli to ma bardzo dużo po prostu i San niedaleko i dopływ do Sanu. Co ja tam robiłem? Stamtąd pochodzi moja żona. Urodziła się w Sanoku i tam mieszkali jej dziadkowie. Ja oczywiście jeździłem tam zawsze na wakacje, nawet jak poznałem moją przyszłą żonę, to jeździłem wcześniej na wakacje, ale wtedy właśnie w tym roku to był rok 2006. Ja jestem jak zwykle na wakacjach już z moją żoną. Mamy syna, a drugie dziecko jest w drodze córka. My oczywiście spędzamy tam wakacje.
To jest ze Śląska. Ja wcześniej mieszkałem na Śląsku, tam, tam po prostu jeździmy na wakacje. To jest, że tak powiem, nasz stały jakiś tam urlopowy wyjazd do dziadków od mojej żony, bo to nie jest moja, tylko dziadkowie od mojej żony. Jest tam stary domek, który właśnie znajduje się niedaleko Sanu, ale też również po lewej stronie. Można powiedzieć jak się na domek patrzy, płynie dopływ do Sanu. Więc spędzając tam wakacje ja zawsze, ja zawsze miałem urlop. Tak pracowałem właściwie w fabryce na Śląsku. Ja zawsze tak urlop miałem sierpień. Czy to był na przykład początek sierpnia, czy tak do połowy sierpnia, no ciężko było. Zawsze musiałem tak dać.
Ciężko było gdzieś w lipcu, bo wszyscy nad morze wyjeżdżali, a w lipcu piękna pogoda. Więc ja już sobie darowałem, mówię. Mówię niech będzie zawsze ten sierpień i zawsze w tym sierpniu tam żeśmy się udawali. To były kolejne któreś tam co roku wakacje. Tam jest mały domek, są dziadkowie, jest moja żona z synem i jadę również z moim kolegą, z którym no teraz tak trochę mi się urwał z nim kontakt, ale to był taki kolega, taki bardziej przyjaciel rodziny. On jest rok starszy ode mnie. My się znamy również, ale on też zna rodzinę mojej żony, bo też wcześniej przebywał, a ja jeszcze wtedy nie miałem prawa jazdy. Ja nie miałem po prostu prawa jazdy, a miałem samochód. Po prostu samochód był mi potrzebny na Śląsku, żeby dojeżdżać do pracy. Więc tak się zawsze tam zdarzył, że miałem te prawo jazdy, a ja miałem samochód, więc jeździliśmy tą taczką i właściwie z tym kolegą bardzo dobrze się znaliśmy.
Fajnie mi się z nim właśnie też rozmawiało i zawsze on był. On był kawaler wtedy jeszcze tak. Także tutaj też nie było, nie miał jakichś tam specjalnych. Zawsze żeśmy się umawiali i razem sobie jechaliśmy na te wakacje. Tam właśnie w okolice Bieszczady, bo piękna okolica po prostu. Więc jest ten świadek, który też właśnie, że nie byłem sam prawda tego zdarzenia. Sytuacja wyglądała w ten sposób, że jest to któryś tam kolejny dzień, nie początek naszego urlopu, tylko tam któryś kolejny dzień. Piękna pogoda. Postanowiliśmy po południu z tym moim znajomym wziąć plecaki i udać się na cmentarz ukraiński, bo taki, bo to był stary cmentarz, bo nowy wiadomo, jest tam w tej wsi, ale stary cmentarz ukraiński, który znajdował się na takiej jednej z gór, on był położony właśnie wysoko. Nie wiem, czy taka była specyfikacja tych kiedyś starych cmentarzy, że tak się je wysoko dawało też na wzgórzu.Czy być może tak było.
Chcieliśmy się tam udać, ponieważ ja tam już wcześniej słyszałem o tym. Tam chyba byłem może wcześniej jeszcze zanim byłem żonaty, że tak powiem, byłem. Ale myśmy chcieli się właśnie tam udać, sprawdzić, jak to tam wygląda. No więc jak to można powiedzieć u facetów, żona tam została. Wiadomo, jedziemy plecaczki. Cmentarz od tego, od tego miejsca, gdzie my tam byliśmy na tych wakacjach, był oddalony może o półtora kilometra. Szło się drogą na koniec wsi, można powiedzieć. I teraz tak poszliśmy na ten cmentarz. To już były godziny popołudniowe, no późno popołudniowe. To już była gdzieś chyba siedemnasta, osiemnasta.
No i tam doszliśmy. Wiadomo, jak to jakieś tam piwko do plecaka trzeba włożyć, prawda? Żeby się człowiek nie odwodnił. Było ciepło, to był sierpień, ale było dość ciepławo właśnie w dzień, więc też pamiętam, że to było ciepło, bo ta późniejsza noc była bardzo ciepła i poszliśmy na ten cmentarz. Dochodzimy na ten cmentarz. Oczywiście cmentarz był naprawdę w bardzo kiepskim stanie. Naprawdę nie był zadbany, nie był ogrodzony, zarośnięty. Oczywiście nagrobki było widać bardzo dużo nagrobków ukraińskich. To były lata, tak przypatrywaliśmy się tysiąc osiemset czterdziesty, tysiąc osiemset siedemdziesiąt. Poprzewracane te nagrobki, jakiś tam krzyż, ten duży, wbity, lekko przechylony.
Naprawdę zaniedbany cmentarz. On był w ogóle zaniedbywany przez te lata był. No i nic się tam nic nie robiło. No to co? No pozwiedzaliśmy. Może to nie było takie, no ale po prostu byliśmy tam, pozwiedzaliśmy, poszliśmy, zachowaliśmy spokój. Wiadomo. Nie, nie ja. Ja raczej jestem takim człowiekiem, że staram się zawsze być, że tak powiem, stern według wszystkiego, co wszystkich sił. Nie wiem jakich.
Nadprzyrodzonych i nadprzyrodzonych. Staram się zawsze być, mieć jakiś dystans. Tak nie wygłupiam się, nie zachowuję jakiś tam spokój, więc spokojnie obeszliśmy sobie ten cmentarz. Pomodliliśmy się każdy tam, jak to się mówi w swoim jakimś tam stylu czy tam religii. No i opuściliśmy. Tam nie było furtki, bo tam często mówiono, że jak się furtki nie było, było wszystko po prostu rozkrekotane. No, opuściliśmy ten cmentarz, opuszczając ten cmentarz. Już było tak. No, już się trochę szarówka robiła. Mogło to być już.
No, sierpień to już było gdzieś ósma czy dwudziesta, nie? Już po dwudziestej. No i najzwyczajniej przeszliśmy do tego miejsca, gdzie tam sobie przebywaliśmy na tych wakacjach. Z uwagi na to, że był mały domek i byli tam jeszcze dziadkowie mojej żony, więc moja żona spała naturalnie jeszcze w tym domku, bo to tam dwa pokoiczki z dziadkami, z moim synem małym. Natomiast my wiadomo, jak to dwóch facetów rozłożony namiot niedaleko domu. Tam była dość duża działka pod domem, rozłożony namiot taki można powiedzieć dwuczęściowy. Znaczy on był jeden namiot, ale jakby z dwóch komór. Czyli był przedsionek po lewej stronie jedna komora sypialna zasuwana i po drugiej stronie komora taka właśnie zasuwana. Ja spałem w jednej, on spał w drugiej. Wieczorem przeważnie żeśmy sobie siedzieli.
Wiadomo, jakieś ognisko, czasami tam wiadomo, coś tam się kupiło, jakieś piwko, nie piwko. Ale właśnie tego wieczoru nic żeśmy nie spożywali, można powiedzieć żadnego, żadnego alkoholu. Jedynie te piwko, które tam gdzieś przed tym cmentarzem czy tam po tym żeśmy spożywali. Dlatego że na drugi dzień mieliśmy gdzieś nie pamiętam już dokładnie gdzie, ale gdzieś pilnie jechać. Czy to miała być jakaś wycieczka? Więc wiadomo, nie żeby, żeby, ale chcieliśmy rano jechać, więc wiadomo, że żeby człowiek był jakoś tam w stanie. Więc o dziwo nawet czasami tam siedzieliśmy do późna wieczorem, bo choćby nawet się tam wiadomo nie opowiadało się jakieś tam wydarzenia, ale w ten dzień no jakoś tak znużenie. Ten mój kolega mówi: słuchaj, ja chyba idę spać, bo jutro mamy jechać. Ja mówię to okej, no to ja chyba też się położę. Już tam coś, coś, bo też co będę tam kombinował.
No i gdzieś w godzinach dwudziesta druga z paroma minutami może to była dwudziesta druga trzydzieści. Położyliśmy się po prostu najzwyczajniej spać. Jakoś zasnęliśmy obydwoje. Z tego, co ja pamiętam, ja na pewno szybko zasnąłem, bo czasami różnie to bywa z tym snem, ale jakoś zasnąłem bez żadnego problemu. No i zaczyna się cała sytuacja. Sytuacja zaczyna się w ten sposób, że budzi mnie hałas, który wydobywa się z komory mojego kolegi, który z czymś się bije. Takie było moje pierwsze wrażenie. Takie było moje, znaczy moje pierwsze wrażenie. Pierwsze wrażenie to było tak, że się cały namiot trzęsie, prawda? Trzęsie się cały namiot, coś się dzieje.
Ja w pierwszym momencie myślałem, że nie wiem. Jakiś dzik wbiegł w nasz namiot czy jakiś. Nie mógł się wydostać. Taki był pierwszy mój moment. Natomiast dopiero z kim się bije było tak, że po prostu ja mówię: Jezu, co się dzieje? I on zaczął mi mówić wyraźnym głosem coś na mnie siedzi, ja się z czymś biję. Ja, ja wiem, tam byłem bardzo spany, bo to mnie obudziło. W pewnym momencie mówię jak coś siedzi na tobie. No myśli wtedy jest chyba tysiąc na sekundę. Jak ktoś coś siedzi.
W pierwszym momencie myślę nie wiem. Ktoś nas napadł, prawda? Bo tam nie było ogrodzone. To było. Tam można było z każdej strony podejść. Kto chciał tam zejść, to by mógł podejść. Mógłby cokolwiek zrobić, ale mówię było spokojnie. Nigdy takich zdarzeń nie było żadnych. On mówi coś siedzi, coś mnie dusi, coś z czymś się biję. Mówię: Darek, co się dzieje?
Co się dzieje? Tak. Może to było, nie wiem, piętnaście sekund czy dziesięć sekund. I nagle jak ja zacząłem wołać, mówię: Darek, to weź coś tam. Już tak nie pamiętam dokładnie co, ale wiem, że były naprawdę emocje. Tam jak biję coś tam. Jakby ucichło. Puściło go tak, jakby go coś puściło, prawda? No i ja w szoku. Najśmieszniejsze było to, że ani ja nie wychodziłem z tego.
Nie wychodziłem z tej komory, tylko porozumiewaliśmy się między sobą, ani on. I mówię: co jest? On mi zaczyna mówić co chwilęJakby jak mantra mówi: słuchaj, no siedziało coś na nocu i nie wiem co. No czułem coś. Ja mówię: co widziałeś? No wiadomo, nie, że w 2006 my tam tych telefonów jeszcze nie było. Jakieś komórki, jakąś latareczkę. Tam były jakieś latarki, mieliśmy gdzieś tam pochowane zwykłe latarki, no ale no ciemno, a tam naprawdę lampy gasły o dziesiątej jak to w Bieszczadach można powiedzieć, że i koniec. Czarne jak noc. Nie będę mówił gdzie.
Nie ma. Nie widzi się nawet komiczka nosa, więc on tego nie widział, ale czuł wyraźnie. Wyraźnie czuł tak, jakby ktoś siedział na nim, tak jakby go ktoś dusił. Jakby go ktoś przytrzymywał. On się nie miał ruszyć. Leżał na plecach. No i potem jak ja się obudziłem i zacząłem krzyczeć, właśnie wszedłem do niego tam, no to wtedy to jakby to puściło, tak? I zaczęliśmy rozmawiać. Nasza rozmowa trwała może pięć, dziesięć minut. No co stwierdziliśmy?
No, w tamtych czasach stwierdziliśmy, że oczywiście nie powiązaliśmy od razu tego tam z jakimś cmentarzem czy tego, tylko stwierdziliśmy, że no sen, prawda, no jakieś tam jawa na śnie, tak? I kolega no kurczę, no miałeś jakąś tam, ale on był naprawdę bardzo, bardzo. Mówi: to nie był sen. Przecież słyszysz, rozmawiasz ze mną. Przecież słyszysz mnie. Przecież ja się nie budzi- ja byłem obudzony. Mnie coś trzymało. Był bardzo wystraszony, naprawdę. A znam go trochę lat i on się też tak nie jest jakimś tam strachliwym człowiekiem, żeby on raczej, raczej. No to nie był nigdy takim, takim po prostu strachliwym człowiekiem.
I widziałem w jego, w jego znaczy widziałem, słyszałem w jego, w jego głosie te emocje, które naprawdę tak, jakby ktoś go zaatakował. To nic, to, ale to jakieś tam wiadomo. Nie wychodziliśmy jeszcze z namiotu, nie otwieraliśmy nawet tych komór. Rozmowa nasza była pomiędzy tymi komorami, że tak powiem. Rozmawialiśmy może ze dwadzieścia minut. Tłumaczyliśmy sobie to na wszelkie sposoby. No i chyba doszliśmy do wniosku, prawda, że no jakaś jawa, sen? No nie wiem. No on też stwierdził, że to jest jakieś. No dobra, no co?
No nie będziemy kombinować tak nic się nie dzieje. Mówię jak się czujesz? No w porządku. Nie. Czuł. Czuł oczywiście. Tłumaczył mi, że czuje dalej ucisk, że czuje coś, że tak jakby go naprawdę coś trzymało i tak dalej. No ale no nic się nie działo, prawda? Minęło może z pół godziny. No i co?
No to idziemy spać, prawda? No to co? Przecież nie będziemy rozmawiać. No może jutro sobie porozmawiamy. Nie wiem, która nawet była godzina wtedy. Później już wiem, która była godzina, bo następne zdarzenia są kolejne. I to jest właśnie dziwne. To samo to gdyby było tylko to, że coś na nim siedziało, coś z czymś walczył, no to moglibyśmy to uznać za jakiś tam nie wiem, sen jakiś tam jawa, sen na jawie. Natomiast mówimy do siebie słuchaj, to co, idziemy powoli spać. Oczywiście mówię nie, no nie wiem, jak teraz zaśniemy, no ale no coś trzeba próbować.
Zobaczymy jutro. No nic, obracamy się, jak to mówią. No przynajmniej ja się obróciłem. Dokładnie zdarzenia. No bo oczywiście słyszę już ja i słyszy już mój kolega. Obracam się, powiedzmy tam na lewy bok. Chcę zasnąć. I nami był ustawiony, jakby to można powiedzieć po prawej stronie rzeczki dopływu do Sanu, a po lewej stronie była ulica. No ulica, która w nocy nie była często uczęszczana. Ktoś tam na ruski, jak to się mówi, rok przejechał.
Natomiast nie było możliwości przejechania z tej ulicy przez tą rzeczkę, bo ta rzeczka miała parę metrów ten dopływ, żeby ktoś przejechał czymkolwiek. Nawet ciągnikiem było ciężko przejechać. Słyszę tylko ten dźwięk na początku był tak słyszalny. Słyszę, jakby od tamtej strony ulicy zbliżał się na początku taki szum, prawda? Szum opon, tak jak czasami. Ja to na razie tak kojarzyłem z początku szum opon, więc na razie mnie to nie zdziwiło, ponieważ pewnie jakieś auto jedzie. Natomiast ten szum opon zaczyna zbliżać się no, od tej strony ulicy, prawda? Zaczyna zbliżać się od mojej strony, gdzie ja leżałem coraz bliżej mnie. Ja słyszę po prostu wyraźnie słyszę. I on się przeistoczył w taki, ja to do dzisiaj pamiętam szum, jakby ulatniał się gaz pod bardzo dużym ciśnieniem.
Prawda? Jak weźmiemy sobie butlę z gazem na przykład i tak szybko, i to jest taki styk i ten styk zbliża się od mojej lewej strony, gdzie ja leżę w moją stronę, prawda? W moją stronę słyszę wyraźnie słyszę nawet bardzo łatwo umiałem zlokalizować. Ja to pamiętam do dziś. Umiałem zlokalizować to. Nie widziałem tak, ale słyszałem, ale mniej więcej wiedziałem, jak on się przemieszcza metrami, że tak powiem. I myślę, że ja słyszę, ale pytam się moich kolegi takim głosem czy ty to słyszysz? A on mówi tak: tak, słyszę. Ja mówię, co to jest? I zbliża się to po prostu jakby z lewej strony.
Ja się nie ruszam. Mówi, że słyszy. Obtoczyło mnie wokoło tak jakby za moją głową, gdzie ja leżałem. Tak za namiotem, za moją głową zatrzymało się. Znikł. Znaczy znikł. Przestało po prostu syczeć i w ciągu dwóch sekund trzask łamanej gałęzi. Ale to takiej. I to w tym miejscu, jakby za naszą głową, takiej łamanej gałęzi, jakby to była naprawdę solidna, mocna gałąź. Trzask.
Okropny trzask. Trzasło. Ucichło. I ja mówię czy ty to słyszałeś? On mówi: tak, słyszałem. Jeszcze się go spytałem, co to było. On mówi: no jakiś szum i gdzieś się mówi jakiś gałąź albo drzewo złamane. O co tu chodzi? Nie. Ja mówię jak się mogło drzewo.
Tam były drzewa, prawda? Ale nie były nad nami. Za nami nie było drzew. Tam była już polana taka i rzeczka płynęła po lewej stronie. To w ten sposób się stało. No i przez chwilę ucichło. Ale co było następne? Następne było coś takiego, że nagle tak, jakby ktoś wziął kij i zaczął trzaskać po tym namiocie w różnych miejscach, ale przeważnie za nami. Właśnie tam. Nie, że z przodu namiotu, gdzie było wejście, tylko właśnie za nami trzaskał ktoś w ten namiot.
Co było jeszcze następstwem, gdzie ja po prostu nie umiałem wytłumaczyć sobie tego świstu i tej łamanej gałęzi. Natomiast skojarzyłem sobie jedną rzecz z tym trzaskaniem w namiot, że mówię: aha, bo tam z nami też był jeszcze szwagier, który tam był po prostu. On miał szesnaście, wtedy siedemnaście lat. Teraz już jest tam trzydzieści paroletnim facetem, można powiedzieć. I on w tym dniu, bo to chyba, chyba to była musiała być ta sobota, jeżeli on poszedł sobie po prostu na dyskotekę gdzieś tam do kolejnej wsi. No więc ja już do tego mojego kolegi nie wytrzymałem, że tak powiem. Mówię wychodzimy, mówię wychodzimy, bo pewnie mój szwagier wrócił gdzieś się w krzakach czai i pewnie to on gdzieś tam nam po tym kurczę namiocie nawala. Więc razem z Wyszliśmy na zewnątrz. Ja zacząłem po prostu w tych emocjach już mówić: wychodź mówię, bo jak nie wyjdziesz mówię to no to nie wiem co ci zrobię, ale mówię jak cię dorwę, jak ty w tych krzakach siedzisz, to mówię zobaczysz co ci zrobię, nie? Po prostu wołałem.
Ale nie było mojego szwagra. Potem się to też wyjaśniło, że szwagra wcale tam nie było. On był na zabawie wtedy. On dopiero nad ranem wrócił, więc no, no nie było go. Przeszukałem tam jakieś okoliczne krzaki. No nie ma nikogo. Też potem myślałem, że może ktoś prawda? No to też jest taka kwestia, że może ktoś się wygłupia, ktoś tam jakieś pierdoły. No ale naprawdę nie było nikogo. No już w pełnych emocjach.
To mój kolega też na zewnątrz. Mój kolega palił papierosy. Ja nie palę. Nie, nie mam tego nałogu, nie palę papierosów. Do dzisiaj nie palę papierosów. No ale no niestety byłem już takim wtedy, że tak powiem, w szoku, że mówię daj mi tego papierosa, mówię ja sobie zapalę. Oczywiście to palenie było takie w ciągu kilkunastu sekund papierosa wypaliłem. No ale naprawdę byłem już tak ze mną cały się trząsłem. Ja jestem raczej takim człowiekiem może nie bojącym się, bo zawsze gdzieś jest taka sytuacja. Ja muszę gdzieś tam udać.
Ja się nie chowam, ja po prostu gdzieś coś słyszę. Muszę gdzie ona się jeszcze nie raz i tam żona mówiła coś tam łazi jakieś gdzieś tam żeśmy byli jakieś wiadomo zwierzę. Ja myślę czekaj, wezmę latarkę i zobaczę, co tam jest. Zawsze, zawsze taki jestem. Taką mam naturę, że muszę coś sprawdzić, zobaczyć. I tak to wyglądało w ten sposób. No i dobra, stoimy na tym. Ja palę tego papierosa szybko też on pali. On palaczem. Ja mówię słuchaj Darek, wtedy żeśmy tak troszkę zaczęło nam to opadać.
Tak patrzymy sobie bardzo ładne. Pamiętam, że była chyba księżyc. Nie było pełni, ale księżyc sobie tam gdzieś poświecał. Dość jasno było. Nie było tak już później ciemno, tylko tak dość przyjemnie. No ale to już była godzina gdzieś w okolicach trzeciej godzina. Dlatego, że spojrzałem chyba na zegarek. Już tak nie pamiętam, ale wiem, że to było na pewno, na pewno w okolicach trzeciej. I co tam na tym gospodarstwie jeszcze dziadkowie mieli jakieś tam zwierzątka? Tak.
Mieli jakieś kurki, jakieś tam gęsi i były cztery, cztery albo pięć psów. Tam naprawdę pieski zawsze były jakoś tam. To były malutkie psy, kundelki takie pospolite jak to wiadomo i było cztery albo pięć psy. Ja jakoś to pamiętam nawet tam do dzisiaj jakieś te nazwy coś tam pamiętam. I te pieski reagowały w ten sposób, że na przykład wiadomo, jak tam człowiek wychodził z tego namiotu w nocy, nie wiem, tam załatwić się, prawda czasami? No te pieski zaraz wyczuwały, przylatywały. One sobie spały w stodole, tam gdzieś jakieś czterdzieści nawet metrów od tego namiotu, bo to był duży plac pod tym domem, bardzo duży plac i zawsze przylatywały. Nie tam przyszły. Człowiek zaś poszedł do tego namiotu. One sobie zaś tam leciały na swoje.
No i ja mówię słuchaj, Darek, zobacz, no nie ma tych, co z tymi psami, nie? Co? Przecież one zawsze jak my wyszliśmy, zawsze się przyszły tam zobaczyć, co z nami jest. Wołam jednego, drugiego, trzeciego, czwartego. Nie ma. Jeden z tych piesków zawsze jak się go zawołało, choćby nie wiem, co się działo, to zawsze przylatywał. Zawsze taki właśnie najmniejszy, ale był chyba najbardziej odważny. Zawsze wołałem go na wszelkie sposoby. Żaden z tych psów do nas nie przyleciał. To było raz.
Dwa. Okropna cisza, okropna cisza. Taka cisza, że być może ja już wtedy może nie słyszałem. Może z tych nerwów, od czegoś nawet nie było słychać jakoś tego szumu, bo tam byłoby odległości, było słychać ten szum, szum tej rzeczki, która tam dopływała. No nie było słychać w ogóle cisza taka. A to był też dość ciepła noc, więc tam to sobie te koniki, tam często te pasikoniki cykały sobie. No przecież to natura w nocy też żyje. Zawsze coś słychać, cykanie jakieś. No różne tam. Ja pamiętam zawsze, że tam czasami jakieś żabki tam sobie porechotały, no cokolwiek.
Natomiast wtedy była okropna cisza, naprawdę cisza i zaraz to zwróciliśmy uwagę na to też z Darkiem mówię no słuchaj, no to co my będziemy. Już jest taka godzina, to palimy. Kładziemy się zobaczyć. Już nawet żeśmy byli przygotowani, że się coś będzie działo znowu. Już nie wiem. Oczywiście było tak nie wiem, jak my zaśniemy, nie wiem jak, ale mówię już jest ta godzina, to za chwilę nawet się będzie rozwijać, prawda? Bo to już, to już jest jednak prawie środek lata, to sobie można spokojnie poczekać do rana, ale jakoś tam żeśmy się położyli jeszcze z sytuacji, kiedy żeśmy się już położyli, nie wiem w jakim czasie, ale no musiało to być w krótkim czasie. Przyleciał pies, ale to nie był pies. Znaczy ja tak słyszałem, że to był pies, bo przyleciał za nami za namiotem i zaczął wyć tak jak psy wyją czasami prawda? Tam sobie do księżyca czy tam nie wiem jak wilki, czy tam.
On zaczął sobie wyć. Wył sobie. Ja mówię do Darka, mówię Darek, zaś coś nie tak. Mówię no na razie to jest pies. Słyszymy psa, prawda? Nie wiem, czy to był pies. Tam pieski sobie swobodnie latały, to nie można powiedzieć. Tam od tych sąsiadów, którzy tam byli trochę dalej od nas, bo wokoło, wokoło, powiedzmy z trzech stron sąsiadów nie było. Była góra, była rzeka, w drugą stronę były pola. Dopiero sąsiedzi byli z jednej strony w odległości może nawet stu, stu pięćdziesięciu metrów pierwszy sąsiad był, więc wokoło nie było naprawdę nikogo.
Jakiś tam piesek właśnie musiał przylecieć i zaczął wyć i wył. Może to wycie było takie trzy minuty, pięć minut. Nie jestem w stanie też tak się określić. No ale było i ucichło. I po tym nagle jakby znaczy to już, to już było właściwie takie ostatnie zdarzenie po tym psie, bo za chwilę wiadomo, chyba już musiała być już przed czwartą czwarta, bo ta natura zaczęła jakby żyć. No chyba słońce już może wschodziło. No bo to tak jest już pora, że tam gdzieś się to słoneczko wszystko jakby zaczęło. Te ptaszki ranne tak zaczęły śpiewać, wszystko wróciło do normy. I tak jakby my też poczuliśmy taką ulgę i dosłownie chyba z tego zmęczenia po prostu żeśmy zasnęli. Po prostu żeśmy zasnęli.
Obudziliśmy się następnego dnia. Oczywiście temat dnia już nie mówię. Temat tygodnia, miesiąca i roku. Cały dzień maglowanie. Tam często przyjeżdżali, tam często też przyjeżdżali od mojej żony właśnie rodzina, kuzynostwo i tak dalej. Oczywiście zaczęły się opowiadania, zaczęły się tam jakieś. Wiadomo, że niektórzy do niektórych to nie trafia. Przecież ja nie mówię, że od razu musi ktoś tam wierzyć w jakieś różne rzeczy, nawet jakieś dziwne zdarzenia. Niektórzy oczywiście tak. Tak, mieli różne zdarzenia, też mówili.
No i właściwie na tym się wszystko skończyło. Co jeszcze było z tym szwagrem, którego ja szukałem? Szwagier. Myśmy wstali, gdzieś może była godzina, no wiadomo, ósma. Jakąś tam kawę sobie robili. No a tu nagle o ósmej można powiedzieć rano wraca mój szwagier, prawda? No i ja do niego mówię: słuchaj, gościu, nie byłeś, jak ty mi wywinąłeś, a on taki ledwo co wiadomo. Tam już taki był po całej nocy. No więc w życiu był przytomny, ale ledwo co na nogach idę. No i poszedł spać.
Oczywiście jak potem wstał, opowiedzieliśmy mu to. Był naprawdę w szoku też. Więc też tak jeszcze na koniec powiem tego zdarzenia, że postanowiliśmy w trzech. Mówię nie jak dzisiaj się, no bo człowiek po tym myślał, no jak dzisiaj to. Oczywiście zaczęliśmy to wiązać właśnie z tym cmentarzem. Zaczęliśmy to wiązać, bo myśmy w głowie byliśmy na cmentarzu. Zobacz, zaczęliśmy to. Tylko wtedy człowiek tak jakoś nie. Ja tak nie wiedziałem, że może coś za nami pójść czy co. No toNie było takiego czegoś, prawda?
Ja się nawet tym też tak nie interesowałem, dlatego że na przykład moje zainteresowania to raczej były militaria. To ja uwielbiam jakąś tam historię, tak? Z zawodu w ogóle ja jestem też informatykiem z zawodu, ale uwielbiam historię, uwielbiam militaria, uwielbiam jakieś tam wojskowe sprawy i tak dalej, więc się tym nie interesowałem. Uwielbiam technologie, uwielbiam nowe technologie, więc dla mnie też niektóre wyjaśnienia czasami sobie w głowie myślę, mówię kurde, muszę to jakoś od tej strony, coś z tej, co to mogło być? Ktoś mi tu jakieś zostawił, nie wiem, czy czary mary mi tutaj robi, czy cokolwiek. Więc ja nie miałem wtedy takiej świadomości, więc cały dzień myśleliśmy, co tu zrobić. Postanowiliśmy na drugi dzień. Kurczę, mówię no kurde, zapolujemy na to jakoś, jakoś to kurde sprawdzimy. No i szwagier już wtedy z nami był w tym namiocie. No i niestety, no skończyło się tym, że siedzieliśmy do późnych godzin.
Oczywiście, żeby było trochę odważniej, no to wtedy żeśmy sobie coś tam, coś tam człowiek sobie wypił na tą odwagę. No i skończyło się tak, że z tego zmęczenia po prostu poszli spać i tyle. I na tym się wszystkim skończyło. No i tak to właśnie wyglądało. Tak wygląda ta moja jedno zdarzenie, które miałem osiemnaście lat temu, które utkwiło mi w pamięci i do tej pory nie potrafię sobie tego wyjaśnić. Więc tak to wyglądało jakby coś.
[52:49] - Jeżeli dobrze pamiętam, to to wszystko się działo jakoś blisko lasu. Tak?
[52:52] - Tak, tak. Za domem ja panu wytłumaczę, jak to wygląda za domem, gdzie są dziadkowie. Dom jest tak jakby wmontowany w górę, na którym jest bardzo, bardzo taki dość duży las, który się ciągnie w prawą stronę, już do tych lasów głębszych, tam po prostu w stronę Bieszczad. To już są głębokie lasy, prawda? To już tam, tam, tam już można takie głębsze lasy. Więc nie, jeżeli tam chodzi na przykład o jakieś zwierzęta, to zwierzęta podchodziły. Nie raz miałem sytuację, gdzie ja z namiotu wyskakiwałem, ponieważ podchodził sobie jakiś tam rogacz, który tam lubił się drapać o gałęzie, bił o gałęzie, prawda? I ja wyskakiwałem oczywiście, żeby go wystraszyć, ale no wiadomo, nie? Rogacz gdzieś tam uciekł znowu, znowu przychodził, szorował się o jakieś tam, bo tam były dalej jabłonki, jabłonie tam były, nie? Też więc one tam czasami podchodziły sobie.
Tak to wyglądało. Także las. Tak, tak, tak, tak od tej strony.
[53:39] - Rozumiem, że to bicie w namiot w żadnym razie nie przypominało takiego ocierania jakby porożem.
[53:45] - Nie, nie. To było typowe, jakby wziął ktoś patyk, jakby taki cieniutki patyczek i bił. I co było dziwne, to biło w różnych miejscach. Czyli tak jakby było nie wiem, trzech ludzi z lewej strony, z prawej, z tyłu, z lewej. Nie że ktoś szedł wokoło nie na przykład w jednym miejscu czy w jednym miejscu biło tylko z różnych stron. Nie takie pach, pach. To nie było. Też sobie przypominam tak jak, bo to wiadomo, trochę tych lat jest, ale coś tam się mi utrwaliło, że to też nie było jakoś długo. To było może kilka, może może siedem, może dziesięć razy. Pach, pach, pach, pach, pach.
I tyle. I koniec.
[54:18] - Rozumiem, że panowie wykluczyliście opcję, że mogła to być jakaś zwierzyna, na przykład któreś z tych zwierząt gospodarskich. Nie słyszeliście jakiegoś biegania wokół namiotu?
[54:28] - Nie, nie, nie. Właśnie to jest to, że na pewno wykluczyliśmy jakąkolwiek, znaczy zwierzyna tam podchodzi. To jest fakt. Nie mam pojęcia, jaka zwierzyna podeszłaby do nas do namiotu, ponieważ na przykład jeżeli chodzi o zwierzynę gospodarstwa domowego, to nie było tam jakiejś czy kozy, czy krowy, która by tam gdzieś uciekła. Nie, to tam nie było. Dziadkowie nie mieli. To były jakieś tam kurki, które były pozamykane, prawda? Pieski, które naprawdę się wtedy bały okropnie, bo tak jak mówiłem, że nie umiały podejść, to żeśmy wykluczyli to tutaj. Wiem, jak na przykład potrafi jeż, bo nieraz tam spałem w namiocie i kiedy był już tam jakiś sierpień, gdzie jakieś liście po prostu już tam spadają, prawda? Bo tam jakieś jabłonki czy coś.
No to jeż potrafi tak chodzić po liściach, jakby człowiek chodził, prawda? To jest też śmieszne, bo nie raz mi się z tym zdarzyło, że właśnie myślałem, że ktoś chodzi, a to się okazało jeż. To wykluczyliśmy właśnie sam ten syk. Ja dzisiaj jak zamknę oczy i po prostu tak jakby nie próbuję sobie to przypomnieć, to słyszę ten dźwięk po prostu do dzisiaj mi się tak utrwaliło, że słyszę ten syk, ten szum tego nie wiem, gazu czy czegoś, jak on się zbliża do mnie i mnie obtacza wokoło. I trzask tej gałęzi, takiej łamanej gałęzi. Tak to właśnie wygląda. Do końca nie możemy wykluczyć z biegu okoliczności, że akurat może wtedy te zwierzę nie jakieś tam przyleciało i akurat do namiotu. Może się coś wystraszyło, ale trzaskanie było takie zbyt systematyczne, żeby to był zwierz, który się wystraszył. Tak, to było właśnie dziwne. To tak to pamiętałem.
[55:48] - No zastanawiające jest też ten brak reakcji psów już nie tylko na wołanie, ale na no psy chyba zareagowałyby na pojawienie się jakiegoś intruza, jakikolwiek by on nie był.
[55:59] - Tak, to były małe kundelki pospolite, ale ktokolwiek, a może nawet inne psy, bo te pieski one, tam obszar pod domem, to powiem panu był hektar. To jest dużo, prawda? Pod domem sama działka to był hektar. Więc to jest duża działka, jakieś tam sobie małe tam krzaczki gdzieś były, tu gdzieś jakieś tam rzeka tu przecinała, tu troszkę jakiś tam jeszcze mały potoczek, gdzieś sobie. Ładna okolica naprawdę. I te psy naprawdę żaden z piesków nie podeszli do mnie nawet na moje wołanie. To było dziwne, bo myśmy w ogóle tak jak tłumaczyłem z namiotu wychodząc, to one zawsze były dwa przyleciały tam. Widziały, że my się kręcimy, bo tam, bo ten mój znajomy też palił. On trochę chyba palacza tak ma, że w nocy czasami musi zapalić o drugiej w tą, a zapalę se to te pieski przylatywały, nie? Czy ja tam czasami gdzieś, jak to mówię, za potrzebą się poszło, to zaraz gdzieś obok się kręcił piesek i poleciał dopiero, nie?
Natomiast tutaj nawet na wołanie ja głośno wołałem i żaden z tych nic, nic po prostu one tam miały w stodole taką sobie zrobioną dziurę, że tak powiem. I tam one sobie spały w stodole i tam sobie wchodziły, tam miały takie swoje posłania i te wszystkie pieski sobie tam spały. Więc ogromna cisza, zero jakichś tam po prostu hałasów przyrody, że tak powiem. A tam często tam cykanie tych, tych pasikoników to, to tam na porządku dziennym. Jak była taka cieplejsza noc, to fajnie, fajnie to było słychać też.
[57:12] - A tutaj nawet tego cykania nie było słychać.
[57:14] - Nie było. Nie było tak. Nie było naprawdę cykania nic nie było. Po prostu wiatr. Oczywiście, nie? Też jakieś zawsze coś powiewa, gdzieś tam coś słychać. Nic. Cisza. I zaraz zwróciliśmy na to uwagę, bo to do dzisiaj pamiętam, że zapytałem. I on ten mój kolega mówi tak, co jest ze mną tak?
Mówi jakaś dziwna taka cisza. Mówi zobacz, tak jak człowiek się czuł, jakby wszedł do szklanki, nie wiem. I tam odizolowany był od nie jakaś bariera odizolowana od dźwiękuTak, tak żeśmy się czuli, nie? Takie właśnie coś dziwnego i to, i to ja też zawsze mówię tutaj żonie, tak czasami tłumaczę i ona też mi mówi. Właściwie to ona też trochę mnie namówiła na to, żeby to gdzieś tam opowiedzieć, bo powiem tak: raz, raz tylko wysyłałem jakiegoś tam maila to, to jedno też takie nie będę mówił tu na jakie, bo tam jest to nieważne. Ja się bardzo cieszę, że tutaj państwo żeście tutaj do mnie też szybko odpowiedzieli, bo się nie spodziewałem, że tak szybko odpowiecie. Fajnie, cieszę się, że dzisiaj mogę to opowiedzieć, bo zawsze mi to gdzieś zejdzie ze mnie i gdzieś to zacznie, tam utrwalone będzie. Być może ktoś takie zdarzenie miał. Może nie jest to jakieś tam super udokumentowane, ale było nas dwóch. Ja może się kiedyś skontaktuję, bo tam na pewno się skontaktuję z tym kolegą.
On tam sobie gdzieś życie podobno ułożył, bo tak mam gdzieś tam kontakt przez drugiego kolegę. Mówię, z jakąś tam sobie nie chcę na razie tam ingerować, ale z pewnością też jeszcze, jeszcze po tym żeśmy się spotykali tam jakiś czas, prawda? Bo jeszcze mieszkałem tutaj na Śląsku, ja potem wyjechałem, nie?
[58:34] - No panowie, jakby dyskutowaliście potem jakiś czas potem, co to takiego mogło być. Wymienialiście się spostrzeżeniami.
[58:41] - Tak, tak, ten temat był, był, był po naszym spotkaniu zawsze. On zawsze wracał, prawda? I zawsze się na dyskusji kończyło, co to mogło być. Powtarzaliśmy sobie to samo, tak? On to samo mi mówił, że to słyszał właśnie w ten sposób, tak? Że się bił. To było dziwne, że te bicie jego, te, ta walka jego, on mi to tłumaczył. On to musiał przejść, bo ja się już obudziłem, prawda? Ja byłem przekonany, że nie wiem, coś. Właśnie wtedy byłem przekonany, że na początku nie wiem, ktoś nas zaatakował.
Potem sobie pomyślałem, że to ktoś jakiś zwierz tak z pędu wpadł jakiś dzik, kurde no i no i wiadomo, broi, rozwala wszystko, nie? Natomiast on się tak szamotał, że cały namiot latał i on właśnie mi to tłumaczył. I on do tej pory, jak jeszcze wcześniej się z nim spotykałem, to mówił mi naprawdę, uwierz mi, czułem, jakbym bił się z kimś, jakbym po prostu z kimś za pasy, jakby coś siedziało na mnie i nie mówił o duszeniu, tylko mówił, że trzymało go prawda? Że go, że on nie umiał się ruszyć, że szarpał się, ale nie umiał wstać, nie umiał się ruszyć, nie? Tak to zawsze mówił. No i miał, miał uczucie, jakby ktoś naprawdę osoba fizyczna. Natomiast no nikogo tam nie było, nie?
[59:42] - Bo kolega rozumiem, że czuł to jakby fizycznie wszystko to nie było, to nie działo się jakby w ramach snów czy na granicy snu i jawy.
[59:50] - Tak, tak, tak. To właśnie było dziwne, ponieważ ja miałem kontakt i słyszałem, jak on się szarpie. On całkowicie jakby można było powiedzieć przytomnie mówił do mnie, tłumaczył mi co się dzieje, ale po jakimś czasie jakby ja zacząłem krzyczeć, mówię no to weź coś zrób se, to mówię co, idź dam ci pomóc. Ja już tak nie pamiętam, ale wiem, że naprawdę emocje mnie tam poniosły, bo naprawdę nie wiedziałem, co się dzieje. I to ustało. W tym momencie ustało i taka cisza. I ja mówię, ja myślałem sobie co jest, a mówię już mam dobra, już dobra, dobrze się czuję. Ktoś nie wiem, puściło coś. No co jest? I tak żeśmy w tych emocjach zaczęli rozmawiać.
No i on mi to tłumaczył. Cały czas mi powtarzał jak mam, że no mówię, nie spałem. Mówię, mówię ci. No coś mnie. I żeśmy zaczęli mówić, bo jeszcze żeśmy w tym namiocie siedzieli, myśmy nie wychodzili. To był taki tylko początek tego, co się miało zadziać. No i my przez te pół godziny mówimy. Mówię może coś ci się może. Ja myślałem, że to jakiś zwierz, a on mówi nie, to co tam jest zwierz, mówię no coś na mnie siedziało. No przez te pół godziny przegadaliśmy.
No i potem zaczęła się ta sytuacja, kiedy żeśmy zechcieli iść już spać. No bo mówię, no co będziemy z tym po prostu dźwiękiem, który od tej strony. Ja myślałem, że samochód na początku jedzie, ale potem dziwnie mówię no jak samochód przejechał przez rzekę, ale zacząłem już słyszeć taki dźwięk, tak jak mówię dzisiaj, bo naprawdę jeszcze można powiedzieć sobie przypominam i słyszę. Butla z gazem, jakby się puściło syczenie takie wysoko, wysokoprężne można powiedzieć syczenie. Otacza mnie wokoło i jak już zniknął ten dźwięk tej butli, jest łamanie takiej gałęzi, takiej naprawdę solidnej, porządnej gałęzi. Jakby się drżyło, jakby się nawet złamało. Tak to wygląda.
[01:01:15] - No nie wiadomo, co to było, ale wiadomo, że się pana mi zainteresowało. Można to właściwie podpiąć pod pewnymi względami pod żywy folklor, bo tam jakby ewidentnie jakaś istotka chyba koło was się kręciła.
[01:01:29] - Też to, żeśmy tak potem sobie-
[01:01:31] - Jakiś skrzat, prawda?
[01:01:33] - Tak, tak, w latach, w latach można sobie to jakoś. Powiem tak ja potem zacząłem też, bo wiadomo, ja później późniejsze lata tam jeździłem, prawda? No bo to ja do tej pory tam, bo tam mieszkają, mieszkali, teraz tam mieszka tylko został teściu, wybudował tam dom nowy, nie? Bo dziadków już nie ma, to już z dziesięć lat jak ich nie ma. Ja tu niedaleko mieszkam też tej miejscowości, bo się przeprowadziłem Bieszczady też można powiedzieć tak, ja tak trochę dalej od Bieszczad mieszkam i ja tam często jeżdżę. Jestem tam kilka razy do roku, prawda? I wiadomo, że tamtych ludzi jakoś tam się poznało. Zaczęło się tam z nimi rozmawiać z młodszymi ode mnie wiadomo i wiem na pewno na sto procent jestem pewien. Były kiedyś w latach, tam też nawet obrządki satanistyczne odprawiane. Jest tam taka jedna góra.
Ja tak nie będę mówił, żeby to tam nie tego. Tam wiem na sto procent, bo to wiem z różnych nawet nie opowiadań, tylko świadków, którzy tam mówili, bo tam nawet było głośno, podobno gdzieś tam nawet przez kościół i tak dalej. Były obrządki satanistyczne, to było ze wsi tam. Ci ludzie dzisiaj będą podejrzewam w moim wieku, którzy tam te obrządki robili. Wiem też z informacji tych żyjących tam ludzi trochę młodszych ode mnie, ale będą też mieli tak gdzieś po trzydzieści parę lat teraz, że mieli różne zdarzenia w domach na przykład, prawda? Czyli też po jakimś tam wizycie gdzieś czy tam u góry na tym cmentarzu, że różne rzeczy się im działy, tylko to było dziwne, że one się działy i powiedzmy to jednym nie było tak, że to się ciągnęło, prawda? Jeden, dwa dni czy tam i to znikało. Nie było, nie trzeba było żadnych jakiś tam robić obrządków czy tam czegokolwiek, żeby to po prostu znikało. Pobawiło się i tak to wiem z kilku, z kilku po prostu opowiadań. No bo człowiek jak już to się zdarzyło, to zaczął gdzieś tam drążyć ten temat i niektórzy faktycznie zaczęli mi opowiadać takie rzeczy, że ja mówię aha, no to okej, okej, w porządku.
To już gdzieś tam się to zaczyna mi łączyć w jedną całość. No i do dzisiaj to pamiętam. To jest jedyne takie. Znaczy jedyne jeszcze jest jedno zdarzenie, ale to jest takie jedyne. Ja chodzę, patrzę w niebo, czasami może bym chciał zobaczyć, może czasami coś widziałem, ale ja z UFO, z różnymi takimi nie miałem nigdy tam do czynienia. Nie raz tam coś widziałem, nie raz gdzieś tam, ale tutaj nie. To jest takie jedyne zdarzenie, które oczywiście ja jestem takiego, taki mam umysł. Ja mam strasznie otwarty umysł, ja potrafię tutaj wszystko sobie gdzieś tam poukładać. Nie jest mi czasami do śmiechu, bo w tej sytuacji mi nie było naprawdę. To wtedy mnie było, bo naprawdę żyliśmy potem tym cały czas, że tak powiem.
Te wakacje już były pamiętne.
[01:03:54] - No a co innego słyszeć, słuchać o takich zdarzeniach, co innego jakby doświadczyć tego na własnej skórze, tak?
[01:04:01] - No właśnie, przeżyć to i to właśnie siedzi gdzieś u mnie, u mnie siedzi do tej pory i fajnie. Cieszę się, że właśnie tutaj mogłem, bo przynajmniej to jakoś tam się podzielę tym, a zawsze troszkę swojej duszy swojej zleję tego i może gdzieś to się rozpłynie, nie? Tak to wygląda właśnie. Także tak to wygląda.Druga mogę tą drugą sytuację też już opowiedzieć, żeby jak-
[01:04:24] - Oczywiście jak najbardziej.
[01:04:25] - Dobra, druga sytuacja ma zdarzenie niedawno ma zdarzenie niedawno to jest taka moja, moja powiedzmy druga i fajnie tu jest trochę dziwne. Znaczy tak ja w ogóle ja nie będę mówił tutaj o mojej dacie, bo ja mam trochę dziwną datę urodzenia. Ja mam czterdzieści sześć lat, więc tu mogę powiedzieć rocznik siedemdziesiąty siódmy, prawda? Natomiast moja kolejna data jest też nie będę mówił, ale jest siódemka, jest potem znowu inna. I to jest taka trochę moja data dziwna i ona też ma tutaj właśnie z moją datą te zdarzenie teraz, które jest ma z moją datą po prostu coś, coś wspólnego, bo to się wydarzyło w moje urodziny. Miejsce ma te zdarzenie już tutaj, gdzie mieszkam. To jest rok dwa tysiące dwudziesty drugi, czyli stosunkowo niedawno. Mogę tylko tyle powiedzieć, że w wakacje, bo wakacje mam w wakacje, mam też urodziny rok dwa tysiące dwudziesty drugi, gdzie już tutaj mieszkam. Ja tutaj mieszkam dwanaście lat. Tak, dwanaście lat.
Przyjeżdża właśnie do mnie szwagier, ten właśnie, który z którym tam żeśmy wtedy co na tej zabawie był, na którego żeśmy byli przez jakiś czas, że tak powiem, pewni, że to on nam te fibre płata. Przyjeżdża do mnie rano. To są moje urodziny. On tutaj jest właśnie w tamtej miejscowości, w tych, w tych, gdzie się to działo, ta poprzednia historia. No bo on tam ma ojca, prawda? Więc oni tam są i przyjeżdżają do mnie. No to siedzimy trochę, nie wiadomo, urodziny jakiegoś tam piwka się napijemy. Ładny dzień, pamiętam ładny dzień, ale on przyjeżdża taką ciężarówką, można powiedzieć. Znaczy to takim transitem, nie takim transitem, bo on też tutaj niedaleko z miejscowości kupił sobie dom. Jest rok dwa tysiące dwudziesty.
Więc przywiózł parę rzeczy, które prosił mnie tam chyba deski, jakieś tam różne rzeczy, żeby z nim zajechać. To jest jakieś dwie, trzy miejscowości od mojej tutaj miejscowości. Pojedziesz ze mną, rozładujemy. A przyjechał ze swoją partnerką, ze swoją partnerką i ze swoją. Ze swoim tam bodajże on miał dwa lata dwuletnim synkiem. No i jak to wiadomo jest godzina chyba ósma po ósmej rano. I mówię słuchajcie, mówię dziewczyny, my jedziemy, ja tu jadę, rozładujemy, a wy się tutaj sobie. One mówią spoko, że moja żona też jest świadkiem, bo to właściwie mojej żonie się to zdarzyło. Właściwie cała sytuacja zdarzyła się mojej żonie i tej partnerce od tego mojego szwagra. A wy się tutaj zajmijcie sobą, więc na spokojnie tutaj rządźcie, a my tak mówię do dwie godzinki, do trzech się ogarniemy, prawda?
Rozładujemy tam wszystko, przyjedziemy i już sobie spokojnie usiądziemy. Jakoś tam będziemy świętować. Jesteśmy tam, jestem z tym szwagrem, już tam w jego miejscowości rozładowujemy. No i tam dostaję sobie. Nie pamiętam. Chyba tak. Zadzwoniła do mnie żona. Zadzwoniła do mnie żona. Mówi słuchaj, no nie uwierzysz. Ja mówię no kurczę, no pewnie, pewnie uwierzę, bo taki jestem, że raczej uwierzę.
No a żonie tym bardziej. No przecież na mnie wierz. Słuchaj, ale ja ci wyślę te zdjęcie. Ja ci wyślę zdjęcie, bo ja nie potrafię tego wytłumaczyć i nie potrafię tego wytłumaczyć. No dobrze, a co się stało? Co się dzieje? Nie wiesz, jak tam u nas na dworze stały cztery kufle po piwie, prawda? Standardowe kufle. Nie z tego grubego szkła, tylko takie półlitrowe tak jak są standardowe w barach, że tak powiem, bez uchwytu. Nie cztery kufle.
One stały te kufle od poprzedniego dnia, bo moja żona miała taki zwyczaj, że jak coś tam się wypiło, czy tam coś wiadomo, jakieś piwko to raczej umyła. No, stawiła przy sobie. One sobie tam stały na stoliku przy huśtawce. Tak, mamy taką huśtawkę tam i tak jakby na drugi dzień sobie czekali. Można było płukać, prawda? Takie miała jakieś takie sobie zwyczaje. I one sobie tam przez całą noc stały do rana. No i one stwierdziły, że jak my sobie pojechaliśmy, to one już sobie na ten proces tych wypiją spokojnie tam po piwku, naleją sobie, zanim my sobie tam przyjedziemy. No i moja żona podchodzi do tych kufli. Wzięły sobie po piwie, chciały sobie nalać do tych kufli i nie nalały do tych kufli.
Nie nalała ani żona i bierze za jeden kufel. Tak, podnosi go. Proszę sobie wyobrazić, że jest jakby ja mam. Najlepsze jest to ja mam zdjęcie tego. Ja do was wyślę te zdjęcie jest obcięty, bo to tak ja bym to tak nazwał, bo ja tak na zdjęciu, bo ja tak pamiętam, to potem oglądałem. Szkoda, że tych kufli nie założy, no ale to tak człowiek potem nie myślał. Ale mam zdjęcie bardzo wyraźne, jakby obcięty. Nie wiem, laserem. On nie jest pęknięty, on nie jest jakoś krzywo pęknięty, tylko po prostu jej w ręce zostaje dwie trzecie kufla, a wieczko dolne razem z jakąś tam częścią tego szkła zostaje na dole, prawda? Nic by nie było w tym dziwnego, bo można by to było jakoś wytłumaczyć.
Tak stały kufle. No odpadło. Oczywiście jest odcięte na tych zdjęciach to nawet widać. Jest to odcięte praktycznie idealnie. Właściwie nie szło się nawet na tym skleić. Tak jak ktoś sobie wiadomo strzeli kufel. Nie? Czy coś jest pęknięte, ale proszę posłuchać dalej. Ta jej, czyli ta po prostu od mojego tego szwagra partnerka mówi słuchaj, mówi. Weź ten drugi kufel, może wiesz, coś nie tak.
Proszę sobie wyobrazić ona dźwiga kufel w tym samym miejscu. Tak samo dźwiga. Jest on, że tak powiem, obcięty. Pozostałe dwa kufle już są normalne. Czyli dźwiga jeden kufel, zostaje wieczko razem tam z kawałkiem jeszcze, nie samo wieczko, prawda? Bo to jest same z kawałkiem. I ona mówi do niej weź, zobacz ten drugi. Ona dźwiga ten drugi kufel i zostaje tak samo w tym samym miejscu, po prostu obcięte. I to realnie było bardzo dziwne. Mam zdjęcia.
Ona mi wysłała zdjęcie od razu. Ja mówię wysyłaj mi zdjęcie, zrób zdjęcie. Jeszcze tego nie wyrzucajmy. To potem wiadomo, że mógłbym to zostawić, ale no człowiek chciał jakoś tam. Raczej to było takie fizyczne zdarzenie, nie? Więc my sobie to tłumaczyliśmy w ten sposób. No ale teraz tak nie zostało do tych kufli nic nalane, nic. Jest środek lata. Ja mam też swoje ten środek lata jest ciepło, nie ma zmian temperatur, nie ma mrozów. Nagle coś gorącego wlejemy.
Nie ma. One po prostu stoją przez całą noc. Nic nie było z nimi robione. One nie były. My nie mamy myjki, że tam w myjce są. My teraz tak, teraz tak, teraz tak. Nie, nie. Po prostu są tam przepłukiwane i były u nas dość długo te kufle. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Po prostu mam zdjęcie.
To się dzieje w moje urodziny. W dzień moich urodzin.
[01:10:03] - Gdyby to było takie pęknięcie spowodowane na przykład temperaturą, to chyba byłby jakiś odprysk widoczny, nie? Gdzieś obok.
[01:10:11] - Tak, tak. Mamy dwa kufle. Mamy dwa kufle, które są identycznie obcięte. Myśmy nawet potem już sugerowali. Nie mówię. Ufo przeleciało i po prostu ktoś laserem gdzieś może czy coś innego badał i przeleciał nam po tych kuflach. Naprawdę moja żona była w szoku. Proszę sobie wyobrazić jej miny, gdy ona dźwiga ten drugi, potem pierwszy. No to jeszcze by nie szło, aleDobra, nie, ale ona dźwiga ten drugi kufel i on tak samo zostaje jej kufel w ręce, a to zostaje po prostu. I mam bardzo ładne zdjęcie zrobione tego i ja wam wyślę właśnie na, na tylko tam, potem najwyżej mi podacie jakie mam, na którego e-maila, nie czy tego tam ze strony ewentualnie tam wiem, że ta strona też chodziła.
[01:10:46] - No tego na stronie radio@paranormalium.pl.
[01:10:49] - Tak, wyślę wam te zdjęcie, zobaczycie jak to wygląda. Ja do tej pory jak komuś to pokazuję, no to są takie tematy: "A ktoś wam, sąsiad wam przyszedł na złość", bo oni tak mówili, bo jak zobaczyli jak to jest obcięte i tak dalej, to mówią: "ktoś wam diamentem". Ja mówię: "no słuchaj, no, no, no przyszedł gość i diamentem nam poobcinał tak, żeby się potem śmiać z tego". No bo tak to wyglądało, jakby ktoś po prostu jak są do szkła diament, nie? No to ładnie obetnie. Tak, tak jest to na tym zdjęciu też to ładnie widać. Jest to, jest to mniej więcej ładnie pokazane w tym samym miejscu. Podejrzewam, że być może to do milimetra jest w tym samym miejscu po prostu obcięte. I to jest dziwne zdarzenie, które jeszcze właśnie miałem w dwa tysiące sobie wytłumaczyć. I w dzień moich urodzin po prostu nie.
Ja wysyłałem też te kufle, też do jednego takie, bo chciałem to fizycznie. Mówię: "macie jakichś tam kurczę profesorów fizyki, chemii. Niech mi chociaż jeden kufel wytłumaczą, czy może tak pęknąć?" Oczywiście byłyby, ale pod jakimiś warunkami, tak? Gdzieś nie wiem. Zalewam wrzątkiem, tak? No nie, nie każdy z nas przez te życie jakoś tam zalewał i pękła szklanka, prawda? Czy coś. Ale tu nikt nic nie wlewał do tego. Moja żona tylko podniosła i podniosła drugi i to samo tak zostało w ręce.
[01:11:55] - A ta krawędź była jakaś taka jakby wygładzona, zaokrąglona?
[01:11:59] - Właśnie ona. Ja już tak nie pamiętam. Wiem, że na pewno nie szło się o nią przeciąć, ale na zdjęciach ona mi się wygląda zaokrąglona, jakby przy tym tym jakby nie była właśnie taka ostra, tylko bardziej taka zaokrąglona.
[01:12:10] - Tak jakby krawędź takiego normalnego kufla tak?
[01:12:13] - Jak krawędź takiego normalnego kufla, nie? I to było dziwne. I te kufle stały właśnie to było dziwne, że dopiero póki, bo ja jeszcze uważam tak w momencie kiedyś rozprężenia jakiegoś. Ja sobie tak tłumaczę, tam nie wiadomo, że gdzieś szukałem jakiś jak to wygląda i w momencie kiedy no wiadomo, szkło pracuje tak temperatura każdy materiał pracuje w momencie rozprężenia jakby pękło, to ten kufel teoretycznie powinien się przewrócić, nie? Bo jakaś pękło coś jakieś jest rozprężenie, kufel się przewraca, a te kufle one stały w momencie dopiero kiedy tak jakby to moja żona chwyciła i w tym momencie się obcięło i ona podniosła i drugi chwyta znowu się obcięło i to podniosła. Przecież to nie było, nie było przechylone te kufle nie były. Żona przychodzi o Jezu! Kufle, kufle leżą na stole. Co się tu podziało? Nie, one stały.
I w momencie, kiedy moja żona je dźwiga, to zostaje i drugi to samo. To jest. To jest właśnie też jedna z takich. Właśnie nie rozumiem tego. Nie, nawet jakby się nie wiem, stolikiem potrząsło tak to powinno gdzieś tam, bo to wiadomo, nie w idealnym po prostu ułożeniu. No nie jestem w stanie powiedzieć, że jeżeli było rozprężenie czy cokolwiek, jakaś zawsze tam siła powinna zadziałać, powinna się trochę przesunąć. Może nie wiem czy, czy, czy spaść, czy, czy. No różnie, nie wiadomo. Natomiast one były idealnie. Ja to wyślę wam właśnie zobaczycie.
No to jest jak ja komuś pokazuję te zdjęcie to. No to, no to nie chce mi wierzyć, że to jest obcięte, że to, że to ktoś obciął, że wziął diament i obciął na złość i my dźwigali. No nie jest to normalne.
[01:13:29] - Wspomniane w drugiej historii zdjęcie przeciętych kufli mój rozmówca udostępnił mi krótko po naszej rozmowie. Link do oryginalnego pliku znajdziecie Państwo w opisie tej audycji. W ostatniej części dzisiejszej audycji przenosimy się w rejon Roztocza. W sierpniu dwa tysiące osiemnastego roku dwoje turystów wybrało się na wycieczkę rowerową, podczas której stali się świadkami całej serii bardzo dziwnych incydentów. Na tej właśnie relacji w dużej części bazuje okładka dzisiejszej audycji. Nie jest to oczywiście dokładna rekonstrukcja tego, co wówczas widzieli świadkowie, bo to właściwie taki combo z wybranych elementów pojawiających się w tej rozmowie. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej w jakiejś części oddaje ona charakter tego, co się wówczas wydarzyło. Oddajmy zatem głos jednemu ze świadków, który zgłosił się z tą sprawą do Radia Paranormalium.
[01:14:27] - Halo, halo!
[01:14:28] - Halo, halo! Dzień dobry, tutaj Marek Sęk. Po tej stronie Radio Paranormalium. Byliśmy umówieni na dzisiaj na rejestrację pana relacji z Roztocza. Z tego, co kojarzę.
[01:14:37] - Tak, dokładnie tak. Z takiego pięknego Roztocza.
[01:14:40] - To możemy zaczynać. Jakby pan mógł zacząć od określenia mniej więcej, kiedy to było, jaka to była okolica.
[01:14:47] - To było w dwa tysiące osiemnasty, przełom sierpnia, początek jakby września, końcówka sierpnia bardziej będzie, bo ja już nie pamiętam. Dwadzieścia siedem, dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć bodajże sierpnia. W każdym bądź razie zajmowaliśmy się eksplorowaniem Roztocza rowerowo. Ja i moja koleżanka. Ja robię stricte wyszukuję ciekawe miejsca, do których trzeba naprawdę dotrzeć po gruzach, jak ja to mówię po lesie na przestrzał. Moja koleżanka zbiera materiały do książek na temat historii religii i tak dalej. Mieliśmy dzień. Pierwszy dzień żeśmy zakończyli na spokojnie, drugi żeśmy zaczęli niby spokojnie, ale nie do końca. Zaplanowaliśmy sobie trasę siedemdziesiąt parę kilometrów. Nic nie zapowiadało samego rana, nawet na śniadaniu, że coś tego dnia się wydarzy.
Rozpoczęliśmy start w Suścu. To jest jak popatrzę to Józefowa, Zamość. To są te rejony tutaj. Mieliśmy pojechać najpierw na Szumy, no tam i potem na wodospad na Jeleniu. Ja miałem sprawdzić tam przy okazji dróżkę, która prowadzi w głąb lasu z wyższego potoku, bo jest pięknie, niesamowite. Tam w nocy się fajne rzeczy dzieją ze zwierzętami. No niestety tam były tłumy. Ja mówię do mojej koleżanki: "słuchaj, ja tu zdjęć nie będę robił, bo jest za dużo ludzi i tak dalej". Ja mówię pojedziemy, wrócimy sobie wieczorem na spokojnie. Na powrocie pojechaliśmy na tak zwane Czartowe Pole w kierunku Nowin.
To jest w zasadzie trzy kilometry od Suśca w linii prostej. Po drodze jest kamieniołom w Nowinach, stary nieczynny kamieniołom zrekultywowany. Można go zwiedzać. Jest wieża widokowa na skarpie. No więc piętnaście metrów wysokości mniej więcej od tego gruntu, gdzie się tam na dole chodzi. Wdrapaliśmy się tam na górę po schodach. Rowery gdzieś tam stały na dole.
[01:16:17] - I stojąc tutaj w baszcie na tej wieży, obserwując tą Puszczę Solską, ja tak spoglądam w niebo i mówię, że ja mówię: "zobacz na to niebo. Ono jest pięknie błękitne, ale ono ma jakieś dziwne kolory jeszcze". Ona mówi: "takie szare kropki. Wygląda jak kasza, jakby było matowe". A ja mówię: "no właśnie i tego jest wszędzie". Ale nie rozkminialiśmy. Zrobiliśmy parę zdjęć i pojechaliśmy dalej w kierunku Czartowego Pola już, bo to jest po sąsiedzku. Na parkingu Czartowego Pola, znaczy jest parking dość spory, tam się zmieści z pięćdziesiąt samochodów lekko. Ja dobrze pamiętam, że tam było około dziesięciu, jedenastu samochodów, dlatego że one stały zaparkowane między pewnymi drzewami. Ja tam byłem wielo, wielo, wielokrotnie, nawet po tej całej akcji tego dnia, o której właśnie teraz opowiadam.
Patrzyłem, jak ten parking wygląda, bo sobie jeszcze główkowałem, czy na pewno wszystko było w porządku w ten dzień. Stało około jedenastu, dziesięciu, jedenastu samochodów, ale zaraz obok jest MOR, czyli miejsce obsługi rowerzysty i tam stało masa rowerów. Bardzo dużo. To była jakaś zorganizowana wycieczka musiała przyjechać, bo tam i sakwy wisiały, plecaki były pozawieszane na kierownicach. Ja mówię do mojej koleżanki: "wiesz co? Widzę, tu też będą tłumy. Ale już jesteśmy, tu nie będziemy stęda jechać, to porobimy chociaż tak parę zdjęć z ukrycia po prostu, żeby, żebyśmy coś mieli". Czartowe Pole to jest taki system takich potoków i kaskad wodnych, gdzie woda spada. Różnica tam jest wysokości trzy metry mniej więcej od wejścia do, gdzie ona wpada na ten, na ten teren i wypada już z niego. Woda spada po takich kamieniach, różnych uskokach, przez drzewa i w ogóle.
Piękne, piękne miejsce. Ona ma dwie ścieżki: jest ścieżka dolna i jest ścieżka górna i jakkolwiek którą ścieżką iść, nie ma możliwości, żeby nie zobaczyć drugiej ścieżki na dole. Idzie się równolegle. Tam ona chwilami tylko odbija dosłownie na moment od jedna od drugiej, ale nie ma możliwości, żeby nie kogoś nie usłyszeć, nie zobaczyć. Wyobraźcie sobie. Nie było tam nikogo, ani żywej duszy. Ja mówię, robię zdjęcia, robię zdjęcia, bo przykładam uwagę, żeby było jak najmniej ludzi, bo robię zdjęcia dla siebie. Nie chcę mieć tłumów, nie chcę potem jak udostępniam zdjęcia, żeby ktoś powiedział on tam jest, on tam nie chce być. Jest różnie. I wychodzimy stamtąd.
Ja mówię: "widziałaś kogoś? Słyszałaś?" Ona mówi: "nie". No właśnie, to jest dziwne. Ja mówię: "bo przy tylu samochodach oni wszyscy poszli w las na grzyby? Niemożliwe". Ja mówię: "tam nie było nikogo na dole". Ja mówię: "poczekaj, ja coś jeszcze sprawdzę". Wejścia na Czartowe Pole są dwa: jedno przy parkingu, drugie sto metrów dalej się idzie tak jakby w głąb lasu taką ścieżką górną i wchodzi się też jakby u podnóża z górnej ścieżki, tej dolnej. Wszedłem z tamtej strony i zrobiłem rundkę, dosłownie kółeczko całe po tym Czartowym Polu. Wyszedłem z tamtej drugiej strony prosto tam w objęcia koleżanki.
Mówię: "I co? Ktoś wyszedł?" Mówi: "nie". "A słyszałaś cokolwiek?" "Ani żywej duszy. Tu nikogo nie ma". Ja mówię: "to gdzie oni wszyscy poszli? Dobra, nie rozkminiamy. Słuchaj, my jedziemy dalej. Jedziemy do Józefowa, coś se tam zjemy". Zrobimy jeszcze rundę tam na ten kolejny kamieniołom. I ruszyliśmy z miejsca.
Jechaliśmy duktem leśnym, żeby po mniej więcej pół kilometra odbić w prawą stronę i trzymać się jakby skarpy. Tam w tym wąwozie, gdzie płynie sobie ten Sopot cały, czyli ta rzeka. Ta ścieżka tak się wije, raz idzie przy skarpie, raz troszeczkę od niej odbiega. I jest tam takie miejsce, taki bród, gdzie można go, tą rzekę przekroczyć. To jest mniej więcej od miejsca, gdzie to się wy, coś się wydarzyło, było sto metrów i tam pamiętam taka sosna rosła. Ja jeszcze mówię, że tutaj możemy rowery oprzeć o sosnę. Tak z daleka mówię i tam sobie pójdziemy i po prostu zrobimy zdjęcia, nie? Parę sekund po tym, co ja powiedziałem, zza drzew wybiegła postać. Do brzucha mniej więcej wzrostu ją miałem. To było na dwóch nogach.
Miało dwie ręce, było przykryte jakimś workiem. Jak dla mnie to wygląda jak worek po ziemniakach. Taki brązowy, nieco taki ciemnobeżowy, taki podarty. Biegło niesłychanie szybko. Przebiegło przecinając nam drogę. Ja się po prostu awaryjnie zatrzymałem tym rowerem. Wszystko, co miałem na sobie to pospadało. Rzuciłem się w pogoń za tym, bo nie wiedziałem, co to było. Mi to przypominało jakiegoś małego człowieka.
[01:19:48] - Znaczy to miało takie ewidentnie humanoidalne cechy. To nie był na przykład dzik, prawda?
[01:19:52] - Nie, to szło na dwóch nogach. To biegło na dwóch nogach niesłychanie szybko i zwinnie. Zając? Ja sobie myślę na początku, potem jak już po tym fakcie było. Zając? Niemożliwe. To w szmacie biegł? Mówię no sarna nie, no dzik też nie. To miało dwie nogi, dwie ręce. Był wy-wyraźnie widać, że ma dłonie.
[01:20:07] - Bo nie było widać na przykład uszu jak u zająca, nie?
[01:20:09] - Było widać uszu, było małżowiny uszne widać, jakieś dziwne siwe włosy, takie dość długie, tutaj aż za kark.
[01:20:15] - Pan wspominał o tych uszach. Czy to były uszy takie bardziej od jakby zająca, czy co one były?
[01:20:21] - Takie człekokształte, bo to dość szybko biegło. Dość szybko biegło i to było takie krz-człekokształtne.
[01:20:26] - Czy one wykazywały takie cechy typowo humanoidalne jakby czy, że-
[01:20:30] - Tak, ono na dwóch nogach biegło. Delikatnie przygarbiona do przodu, delikatnie dosłownie, bo widziałem jak to przebiegało. Ja to mam przed oczami po prostu, bo mignięciem więc zdążyłem wyłapać wzrokiem po prostu i śledzić ją przez ten ułamek sekundy jeszcze zanim się w pogoń rzuciłem. Mówię: "co to jest?" I lecę za, bo byłem ciekawy, bo mi nie pasowało na zwierza od razu. To już mi się halo. Ja co miałem na sobie to wszystko spadło ze mnie: aparat, kamera, wszystko na ziemi leżało dosłownie, plecak i lecę za tym, nie? Ale patrzyło się przed siebie. Ani razu nie obróciło głowy w moją stronę. Ja dobiegłem do tej skarpy, to wbiegło w krzaki na dół. Byliśmy spory dystans od siebie, bo to niesłychanie szybko biegło.
Ja tylko zdążyłem do tej skarpy dobiec. Złapałem się tej gałęzi, tam moja koleżanka podbiega do mnie, mówi: "co to jest?" Ja mówię: "nie wiem, zobacz, jak to biegnie w tych trzcinach". Nie było tego widać, było widać tylko ślad jak to biegnie. Po prostu te trzciny się ruszały jak zygzakiem. Przebiegło na drugą stronę Sopotu. Tam są takie krzaki. Dość, dość gęsto tam jest. I był kawałek, było widać jak to się wdrapywało na tą skarpę. W zasadzie wskakiwało na nią. Ja się patrzę na koleżankę, ona na mnie.
Mówię: "ty widziałaś kiedyś coś takiego?" Ona mówi: "nigdy". Ja jeszcze teraz powiem jedną rzecz. Osoba, która ze mną była, twardo chodzi po ziemi. Ona nie wierzy w zabobony typu krasnoludki, UFO, jakieś dziwne rzeczy. Nie. Ona wierzy w to, co zobaczy. Także my żeśmy po tej całej akcji tego dnia mieliśmy dużo rozmowy. Czy na pewno nie myślę o mamus? Czy myśmy coś zjedli dziwnego? Nie wiem.
Halucynacje, cokolwiek, ale zbyt dużo ludzi tego samego dnia jeszcze inne rzeczy widziało oprócz nas, więc coś się dziwnego działo. Generalnie ja wszedłem do tego wąwozu nawet po tych korzeniach, bo tam jest pięć do sześciu metrów wysokości, po prostu pionowa ściana nawet i tam tylko korzenie trzymają. Korzenie są tak jak, jak, jak drabina to wygląda dosłownie taki gałęziopląs. Na dole było coś w rodzaju jakby ktoś poukładał patyki, gałęzie. No tak na długość ja wiem, od końca, od najdłuższego palca na dłoni do połowy tutaj, jak jest łokieć do tego miejsca, tak chaotycznie. Powiązane to było takim jakby jak juka, takie trawo, coś tam, takim sznurkiem dziwnym. Ja się pytam, kto buduje takie mostki i kto po nich chodzi?Jeszcze w takim miejscu. Tam woda się podnosi i obniża, a to tam było. Najgorsze to, że ja ten aparat i kamerę miałem na górze przy rowerze. Kiedy wróciłem, mówię: "Przecież ja mogłem zdjęcia porobić, cokolwiek, wrzucić się za tym, chociaż kamerować", a ja w ogóle o tym nawet nie myślałem.
Mieliśmy zagwozdkę do samego Józefowa po tym akcie. Niecałe pół kilometra zrobiliśmy do takiej szosy. Nazywa się to Gościniec Fryszerkowski. Wrócimy do tego też zaraz, bo tam też się coś wydarzyło i to mnie też wbiło po prostu... wyrwało mnie z butów. On ma sześć kilometrów od tego zakrętu, gdzie my wyjechaliśmy w linii prostej dokładnie sześć kilometrów do Józefowa. Widać jak na dłoni nawet daleko, daleko takie wzniesienie, bo to się do góry wznosi na wał. Dojechaliśmy tam bez przeszkód. Zatrzymaliśmy się w pizzerii w Józefowie na rynku. Zamówiliśmy se tam pizzę, koleżanka nie pamiętam coś, coś mniejszego do jedzenia, jakąś Fantę, coś do picia.
W pewnym momencie rozległ się huk. To był tak przeraźliwy huk. Przypominał uderzenie końskiego bicza. Tylko to było potężne. To nie było jakieś miejscowe, tylko to było słychać ogólnie. Wszyscy co tam byli, ci ludzie, ci turyści na rynku, w tej restauracji, bo to na zewnątrz było ogródeczek. Wszyscy się zerwali, jakby dostali jakiegoś uderzenia. Poleciały talerze, wszystkie te jedzenia, picia się powylewały. Sztućce, szklanki się pobijły. Po prostu wyrwało wszystkich z butów, bo nikt nie wiedział, co się stało.
Ludzie na rynku obracali się w każdą różną stronę. Do góry na dół. Co się dzieje? Nikt nic nie wiedział. Ja się pooblewałem. Mówię: "Słuchaj kurde, co jest grane?" Idę się obmyć, bo mam cztery bidony przy rowerze. Dwa są z wodą, dwa z elektrolitami. Mówię: "Opłuczę się, bo się całe lepię". Rower stał na dole, przy krawędzi budynku, na rogu budynku w zasadzie. Kiedy zszedłem na dół, płukałem sobie ręce.
Gdzieś tam kątem oka patrzę, że ludzie gdzieś się patrzą w moją stronę. Tylko tak trochę bardziej w prawo jeszcze, nie? Mówię: "Co jest grane tak?" Wyglądam za róg budynku. Stoją domy w odległości stu metrów, niecałych, może parudziesięciu metrów. Domy były zasłonięte przez dziwną ścianę, białą ścianę, która rozpoczynała się jak się drzwi kończą na górze, nadproże jest. Parę centymetrów od tego miejsca przemieszczała się biała ściana. Zakrywała wszystko. Nie było widać nic. Kompletnie nic. Wszyscy patrzyli tam.
Niektóre osoby widziałem, robiły zdjęcia. Ja mówię do mojej koleżanki: "Chodź, zobacz, co to jest". Ona mówi: "Co?" "Chodź, zobacz, podejdź do rogu". Podeszła tam do rogu. Wyjrzała za róg. Mówi: "Co to jest?" Ja mówię: "Nie wiem". Zobacz, jak zasłania wszystko. Nic się dziwnego nie działo poza tym strzałem i tą czymś. Nic szczególnego. Coś się przemieszczało.
[01:24:33] - Wykluczyliście, że to była jakaś, nie wiem, trąba powietrzna albo jakieś zjawisko atmosferyczne, takie zwykłe.
[01:24:39] - Myśleliśmy o zjawisku atmosferycznym, tylko ten strzał to... Ja wiem jak burza. No chyba, że nie wiem, że burza też może taki, taki grzmot zrobić, bo było parę chmurek na niebie, w zasadzie takich, które nie powodują chyba burzy. I to był jak koński bicz specyficznie strzela takie uderzenie. To było tak potężne. Nie wiem, co byłoby w stanie zrobić. Może samolot.
[01:25:00] - No ja się kiedyś na swoich, że tak powiem, uszach przekonałem, jak brzmi burza. Taka tak naprawdę z bliska. Ale to wtedy mnie dopadło na szczycie góry. A wy chyba wtedy na szczycie góry nie byliście, prawda?
[01:25:11] - Nie. Też miałem tak. Kiedyś też się spotkałem w górach z burzą, bo ja często po górach chodzę i na szczęście miałem wiatę. No to trzaskanie miłosiernie. Nie, to nie tam akurat nie. I ten dzień nie zapowiadał się w ogóle na burzowy. Nawet miała być ładna pogoda, było ciepło, nie było mega gorąco, było optymalnie. Właśnie w sam raz na jeżdżenie na rowerze właśnie. Tylko zastanawiały mnie te zjawiska, które się działy, które zaraz jeszcze powiem, co się jeszcze działo, bo tam się parę rzeczy nie zgadzało. Myśmy sobie próbowali racjonalnie wytłumaczyć parę rzeczy, tak jak się uczyliśmy, tak jak żeśmy wiedzę zdobywali.
Nic tu się kupy nie trzyma. Co się stało z ludźmi? Co to było, co tam przebiegało? Co to za kolor nieba z tymi dziwnymi kropkami takimi? Nie było wyraźnie widać. To jakby było chropowate od tego. Taki to był szary kolor, grafitowy, szary. Coś ten deseń po prostu. Jedno koło drugiego tak rozsiane po całym niebie. Człowiek głowy nie odwrócił.
Co to jest? Nie wiem. Coś się wysypało, coś się rozsypało. Nie wiem. Taka była pierwsza wersja. W zasadzie nie. Może coś lata w powietrzu. Może czymś, nie wiem, jakieś zapylenie. Tak można powiedzieć. Tylko że za dużo rzeczy tego dnia się działo w ciągu paru godzin.
Kurde, no chyba jednak coś musiało być na rzeczy. Tylko pytanie co? No dobra, ja mówię do niej: "Słuchaj, to dokończmy co mamy, zapłaćmy i jedziemy na ten tutaj kamieniołom". Babia Dolina się nazywa. On jest dosłownie przy samym przyklejony do samego Józefowa. Tam jest taka ładna baszta widokowa. To ja mówię: "Dla odmiany dziś zrobimy zdjęcia z drugiej strony, bo ona będzie bardzo ładnie kontrastować z tym wszystkim, co tutaj jest". Tylko z cmentarza żydowskiego. Pojechaliśmy na tą Babią Dolinę. To, to białe się rozmyło, było delikatnie widać, takie delikatnie się unosiło w powietrzu jak może, może to chmura była, tylko że to było za gęste.
To było za równo ścięte, jakby ktoś nożem to obciął. Tak się to przesuwało. Zabierało dosłownie od prawej do lewej cały widok od pewnej wysokości w górę. Wszystko na dole było widać normalnie. Kiedy znaleźliśmy się w kamieniołomie, mimo że słońce tam się chmury pojawiły po lewej stronie i tu właśnie te słońce nie było tam, gdzie powinno być. Było dziwnie ciemno, taki półmrok panował. Zdjęcia wychodziły stare na aparacie jak ze starej kliszy. Ja mówię: "Co ty masz za filtr?" Ona mówi: "Tak mi wyszło, a zrób aparatem". Zrobiłem aparatem zdjęcie. Mówię: "Popatrz", mówi: "Tak samo mam".
Zdjęcie jest stare. To jest niemożliwe. Coś się stało z aparatami coś? Ja mówię: "To chodź, a tą z karty z drugiej strony zrobimy se tutaj, po cykamy chwilę posiedzimy, napijemy się elektrolity, bo żeby skurczy nie mieć" mówię: "Zrobię zdjęcie tej baszty". Nie, zrobiłem zdjęcie tej baszty, ale mówię: "Dlaczego ja robię zdjęcia pod światło?" Odwracam się za siebie. Godzina jest szesnasta trzydzieści. Słońce powinno być za mną dokładnie, a słońce było przede mną na wschodzie o godzinie szesnastej trzydzieści. Ja mówię do niej: "Zobacz, gdzie jest słońce". Mówi: "Powinno być tam". Ja mówię: "No, a jest tam".
To ja nie wiem dlaczego. Ja mówię: "No, ja też nie wiem dlaczego". Jakaś para sobie szła z lasu tam, gdzie my będziemy jechać ten Gościniec Fryszerkowski zaraz. Ja mówię do nich: "Szanowni państwo, spójrzcie, gdzie jest słońce", a oni w zasadzie: "No, no no no" puści sobie dalej zupełnie no mamy wywalone, nie interesuje nas to, nie? Ja to tak odebrałem przynajmniej. No nic, mam zdjęcie, zrobiłem. Jedziemy dalej. Wjechaliśmy do lasu. To było około trzystu metrów do tego Gościńca Fryszerkowskiego, którymśmy już jechali wcześniej. W prawo oczywiście skręcamy i mamy pięć, sześć kilometrów w linii prostej do zakrętu, trzydzieści kilometrów ogólnie do, do powrotu do, do naszej noclegowni.
I w sumie minęło dosłownie parę chwil i ja, moje oczy coś tam rejestrują z przodu, daleko, daleko, coś tam w tym lesie widać i pytam się: "Ty widzisz to, co ja? Tam daleko?" Mówi: "Coś białego. Bus stoi w poprzek drogi czy co?" Ja mówięTakiego, nie? No ale nic, jedziemy. A jako że rowerami człowiek się całe życie przemieszcza, więc określenie sobie prędkości, ile jadę na godzinę to nie jest dla mnie żaden problem. Zwa-zwa-zważywszy na to, że i tak trasę zawsze zapisuję. Zegarek też ma GPS i mierzy mi prędkość i tak dalej. Dojechaliśmy w pewnym momencie do białej ściany w lesie, która rozpościerała się od prawej do lewej. Była tak gęsta, nie było nic przez to widać. Jak nożem odkroił po ziemi, ona tak sobie stała w tym miejscu i jeszcze wznosiła się do góry, że nie było widać szczubków drzew.
Zatrzymaliśmy się przed tą białą ścianą. Ja odruchowo zawsze sobie na zapisie trasy co jakiś czas, co paręnaście minut naciskam jeden guzik. Po prostu z tego względu, żeby jak zapisuję trasę, zgubię ślad i ten ślad się pojawi w innym miejscu, że za-złapię sygnał. No to co GPS zrobi? Mapa narysuje mi linię prostą. Nieważne jakie tam zakręty robię, ślimaki, półprzejazdy ona mi zrobi linię prostą, a ja każdą trasę zapisuję. Dlatego ja sobie te znaczki stawiałem. Ja odruchowo zrobiłem to przed wjazdem w to coś białe. Patrzymy na siebie i nie wiemy, co robić w tym momencie. Ja mówię: "No ale co?
No jedziemy, bo jakiś obrys drogi widać w tym. No to jedziemy". Pamiętam, że na zegarek spojrzałem. Była siedemnasta cztery. Było dwadzieścia pięć stopni. Wjechaliśmy w tą dziwną białą ścianę. W jednej chwili temperatura spadła do jedenastu stopni. Zrobiło się lodowato, zimno. Ja się złapałem, bo byłem w takiej koszulce. To była taka siatka w zasadzie na rower, żeby się po prostu nie, nie przegrzewać, która przepuszcza powietrze.
To było... Ja myślałem, że zamarznę. Ona wyciągnęła taką bluzę miała na w razie gdyby jednak miało deszcz spaść to wozi ze sobą takie palto deszczowe też się cała telepie. Mówi: "Co tu tak zimno?" Ja mówię: "Nie wiem. Jak w lodówce dosłownie". Ja mówię: "A co leży na ziemi? Popatrz, jakieś białe kulki leżą na ziemi" i pełno tego było. Pierwsza myśl, jaka mi przeszła, że to jest nawóz wysypany przez rolnika. Białe takie granulki. Ja jestem rolnikiem z zawodu.
Miałem styczność z nawozem w różnej postaci. Schyliłem się po to, wziąłem to do ręki. No było normalnej temperatury, jakby nie było lodowata, ani było gorące. Po prostu miałem coś w ręku, ale nie czułem temperaturę tego, nie? Powąchałem. Mówię: "To nie jest nawóz". Na język. Nie, to nie jest nawóz. Po prostu coś kulki leżą takie. W tym miejscu w momencie, kiedy wjechaliśmy w to coś białe skwierczało.
Taki dziwny odgłos się unosił, jak, jak... Przypominałoby to, jakby się cebulę na patelni smażyło. Dosłownie taki dźwięk się unosił w powietrzu w tym miejscu. Ja mówię, że nie wiem, co to jest w ogóle. No ale jedziemy drogą dalej, a ona mówi do mnie: "Zobacz, tam coś stoi na drodze". I próbuję przez to białe coś wypatrzeć. Faktycznie jakieś dwie nogi, cztery. Ja mówię: "Co, co sarna stoi?" Podjechaliśmy do tego. Faktycznie sarna stała. Sarna stała po prawej stronie drogi, przy skraju już tutaj, gdzie jest pobocze i była odwrócona do nas w zasadzie tyłem, ale jej głowa i szyja była skręcona w prawą stronę i patrzyła się tylko w prawą stronę.
W ogóle na nas nie reagowała. Na to, że my staliśmy od niej metr, dwa metry niecałe i patrzyliśmy się na nią. Ja i ona, moja koleżanka, ona na mnie. Ja mówię: "Nie dotykam, zwierząt nie dotykam". Jedziemy dalej. Parę metrów dalej stoi kolejna, ale ona stoi przodem do nas, ale mimo wszystko patrzy się w tą samą stronę co ta poprzednia. Ja mówię: "Co tu się dzieje? Stresowane? Nie boją się ludzi?" Przecięliśmy wzrok tej sarny. To jest niemożliwe, żeby sarna, zwierzę nie zareagowało na to, że ktoś przebiegł przed oczami, tak?
Lis. Obok lisa zając siedzi kawałek dalej. Cyrki były. Wyjechaliśmy z tego czegoś białego.
[01:31:32] - I te wszystkie te zwierzęta były jakby takie zamrożone w ruchu, takie jakby sparaliżowane?
[01:31:37] - Jakby były zainteresowane czymś. Patrzyły się w jedno miejsce. Widać było, że one jakby tam muchą się lekko ruszy. Takie delikatne ruchy, jakby tam tą nogą ruszyła coś. Nie wyglądało jakby były, nie wiem, jakieś sparaliżowane czy coś. Po prostu one się patrzyły w jedno miejsce.
[01:31:51] - Czyli nie stały sztywno jak posągi, tak?
[01:31:53] - Nie, nie, nie stały. O, tu mamy słowo klucz. Nie stały sztywno jak posągi. Jakby miały swobodę ruchu. Bo jak się jeszcze popatrzyło, to to białe... Ja miałem takie wrażenie, że ona się przesuwa delikatnie w prawą stronę. Ta biała ściana, w której myśmy już byli. Czyli to właśnie w tą stronę, w którą one się patrzyły i wszędzie tego pełno, tych białych kulek było na ziemi pełno, po prostu wysypane nie wiem z czego. Dalej była jeszcze jedna sarna. Ona stała już po prawej stronie, tam dalej od drogi też i też się patrzyła w tą samą stronę.
Ona stała tak, żeby ją bokiem było widać. Myśmy się nie zatrzymywali. I teraz jest rzecz ciekawa. Ja mam kolegę, który pracuje w Stanach US Air Force. On się zajmuje pozycjonowaniem GPS. To jest jego praca. On tam sprawdza satelity, ustawienia, parametry mają się zgadzać. Ja do niego zadzwoniłem po powrocie z tego wszystkiego. Wysłałem mu ten plik i on do mnie dzwoni po tygodniu mówi: "Tu się pewna rzecz nie zgadza. Opowiedz mi.
Wy żeście gdzieś tam jechali jakąś taką długą, długą drogą. Wjechaliście i wyjechaliście, ale nie zgadza się czas z prędkością, czas, prędkość i odległość. Te trzy rzeczy się w ogóle rozjeżdżają. W dwadzieścia dwie minuty, jadąc osiem, dziesięć na godzinę, bo tyle określiłem mając na tej przerzutce przerzucone jaka, jaką miałem kadencję, to mi wychodziło osiem i pół, dziewięć ten deseń można. Dobra, policzmy nawet dziesięć. Pięćset osiemnaście, pięćset dwadzieścia metrów. A jak zmierzyłem, bo ja kilka miesięcy później pojechałem w to miejsce, bo nie dawało mi to spokoju kompletnie. To spotkanie, ta droga, to zachowanie zwierząt. Pożyczyłem od kolegi, od geodety ten kółko z tym patykiem co mierzy, kręcą, mierzy odległość. Mówię: "Daj mi na dwa dni.
Potrzebuję. To jest mi potrzebne. Życiowa sprawa". Pojechałem, zmierzyłem se, bo pamiętałem gdzie wjeżdżaliśmy. W to drzewo po prawej stronie ścięte jedno jedyne, jedna jedyna sosna tak stoi w tym miejscu, na tym rozdrożu skrzyżowania. No to od tego miejsca i przed tym jednym mostem, który jest droga skręca w lewo. To się tam kończyło. Dojechałem tym patykiem do końca. Pięćset osiemnaście, pięćset dwadzieścia metrów. No pomyłka może być jakaś, nie?
Jakim cudem jadąc osiem na godzinę max dziesięć w dwadzieścia dwie minuty myśmy zrobili tylko pięćset metrów? Coś tu się nie zgadza". On do mnie mówi: "Adrian, słyszałem różne rzeczy, oglądałem różne rzeczy. Moim zdaniem tam się coś stało. Nie wiem, co się stało. Coś może nie do końca się udało. Wygląda, jakby was tam nie było. Skoro te zwierzęta na was nie reagowały w ogóle i staliście dosłownie face to face. To jest niemożliwe. Po prostu was tam jakby nie było.
Ale coś się działo". To jest trochę lat, a ja to pamiętam tak jak wczoraj. Jakby mnie ktoś w nocy zerwał na równe nogi i kazał mi to opowiedzieć, to bym powiedział dokładnie to samo co teraz. Bez dwóch zdań. Nic bym nowego nie dodał. Daje do myślenia. Miał być w książce, którą zacząłem pisać o Roztoczu, ale stwierdziłem, że to może byćZa duża burza się może zrobić, za dużo się ludzi zacznie tam pojawiać, coś szukać, demolować. No nie chcę mieć problemów.
[01:34:29] - Ja mam takie pytanie odnośnie tego czartowego pola. Czy tam doszło do czegoś typu czynnik Oz? Czy zauważyliście, innymi słowy coś, że coś było nie tak z przyrodą? Bo że ludzi nie było to wiem, ale czy z przyrodą było wszystko kolokwialnie mówiąc w porządku?
[01:34:45] - Ptaków nie słyszałem, śpiewu ptaków, bo to nie dopowiedziałem. Woda szumiała, jak szumiała, ale tam ptaki śpiewają. Natomiast ja nie usłyszałem żadnego ptaka, bo potem wyszedłem sam myślę. Faktycznie nie słyszałem, żeby ptaki śpiewały w ogóle.
[01:34:55] - Jakby to wszystko było takie wyciszone. Tak jakby zamarło to.
[01:34:58] - Tak, jakby zamarło, tylko szum wody słychać, bo gałązki tam się ruszały pod wpływem wiatru. No to normalne, ale faktycznie nie było żadnego ptaka. Słychać, żeby śpiewał.
[01:35:06] - Tutaj jeszcze zwracam uwagę na początku relacji tam wzmianka o tych szarych kropkach jak kasza na niebie. Jak wtedy było warunki atmosferyczne, było niebo zachmurzone czy te kropki jakby pojawiły się na niebieskim tle?
[01:35:18] - Niebo było błękitne, było parę takich najzwyklejszych chmurek, jak to w lecie sobie czasami przelatują koło słońca. Więcej było niebieskiego nieba niż tych chmurek. Może powiedzmy dziewięćdziesiąt procent nieba to było bezchmurne niebo, a te dziesięć procent to były takie małe chmurki białe, które się przemieszczały po niebie. Nie burzowe na pewno nie, bo one są specyficzne dość, ale to przyroda może być różnie i one. Ja podniosłem głowę do góry po prostu. Ja mówię tak patrzę ładny błękit, ale ten błękit coś tu nie pasuje. Mówię co to za niebo? A takie kropki są, mówię no wszędzie na całym niebie, na chmurach nie zauważyłem, żeby były tylko na błękitnym niebie było je widać, bo ja na chmury się patrzyłem, przymierzałem okiem i tylko na błękitnym niebie były te kropki.
[01:35:56] - No to rzeczywiście taki element dosyć mocno zwracający uwagę.
[01:36:00] - Znaczy ja jestem wzrokowcem, ja na przykład robiąc zdjęcia przykuwam uwagę do wielu rzeczy, więc ja wyłapuję też daleko widzę. Przecież ja mam problemy z widzeniem z bliska na przykład żeby czytać ja potrzebuję okulary, ale ja z wielu kilometrów coś potrafię zobaczyć jakiś mały szczegół i zaraz. Aha, dobra, z ośmiu kilometrów wieżę w Józefowie pod Zwierzyńca mi się nawet udało wyłapać i to na aparacie, który ledwo, ledwo łapie zdjęcia, że biała, biała taka stojąca laga. Mówię to jest wieża w Józefowie na bank i potem dam osiem kilometrów. Mówię udało się, więc to od razu mówię pierwsze co mówię dlaczego są takie dziwne kropki jeden koło drugiego w zasadzie taka kasza. Dla mnie to było chropowate, jakby było niebo. To jest jeszcze jedna kwestia odnośnie tej istoty, bo ja się zagłębiłem w tą historię, jaką powiedzieliśmy gospodarzowi, jak wróciliśmy do noclegowni. On do mnie powiedział jak nie idziecie szybko spać, ja przyjdę coś wam, coś wam jeszcze powiem. I on w zasadzie przyszedł, bo po dwudziestej tak, myśmy się wykąpali, zjedliśmy kolację w sumie i on przyszedł i opowiedział, że niedaleko Górecka Kościelnego mieszka starsza pani, która miała styczność w lesie z czymś dziwnym, jak była mała. On w zasadzie na drugi dzień do niej zadzwonił.
My żeśmy wrócili z wyprawy szybciej. On mówi, czy może zadzwonić, bo by chciała porozmawiać, bo skoro my coś widzieliśmy, ona nam coś opowie i w drodze po Europie pojechaliśmy tam do niej. Kobieta miała osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt lat albo osiemdziesiąt dziewięć, albo dziewięćdziesiąt lat. Starsza pani, ona. Ja jej to powiedziałem. Ona mówi do mnie ty coś widziałeś i ty coś wiesz, mówi. Ja ci teraz opowiem moją historię. Jak byłam taka mała dziewczynka, miałam osiem lat. Poszłam z rodzicami zbierać jagody tutaj do lasu nad Szum. Tak się nazywa ten potok, który tam przepływa.
Tam jest wody po kostki, czasami jest po, do kolan maksymalnie. Woda jest jak kryształ czysta. Dno jest piaszczyste. To jest niesamowite miejsce. No i oni poszli do tego lasu zbierać, a ona z reguły nie zbiera jagód, tylko je zjada od razu. Ale nie chciała się zdradzić, że nie zbierała. No to mówi pójdę, sobie umyję dłonie do szumu, buzię obmyję i będzie nikt nie będzie wiedział, że ja zjadam te jagody, zamiast je zbierać. No i weszła do tego szumu po prostu tam wody miała mówi po kostki mało. Usiadła, zaczęła obmywać ręce, twarz i nagle zobaczyła odbicie buzi w wodzie. Zerwała się na równe nogi i zobaczyła małą postać po drugiej stronie, kilka metrów od niej w zasadzie małą postać, która stoi dziwnie ubraną w takie właśnie dziwne, takie, takie szaty.
Takie szmaty ni to, niż wodziła i to się tak jakby uśmiechnęło. Skrzywiło tak, jakby usta taki dziwny odgłos wydało coś ten deseń i uciekło. Narobiła krzyku, cała rodzina się zbiegła, nikt nie wiedział, co się dzieje i pokazała palcem, że tu ktoś stał na piasku. To pamięta, że była świadkiem. Zobaczyła takie małe stopy, maleńkie stopy, mniejsze od dłoni człowieka. I to jest jedno mówi, że ma jeszcze jest jej znajomy. Mieszka po drugiej stronie. Tam dalej pamiętam, jak się nazywa Kotarz pola, nie Kotarz pola z drugiej strony on też miał. Wiedział, że po ogródku mu coś chodzi. Kiedyś jak wieszał pranie tam w stodole mieli to.
Mówi, że przez ogródek przeszło coś takiego właśnie małego, na dwóch nogach, na drugą stronę tego ogrodu i uciekło w pole i widział, że biegło, biegło i skosiło do lasu mówi nie wie się co to jest. Nie goni. Myślę, że może zwierzę, ale jeszcze jest jedna rzecz, bo to było dwa lata po tej całej akcji, co myśmy mieli na grupie tych takich turystycznej. Jakiś tam chłopaczek napisał, że widzieli właśnie taką dziwną postać, która uciekała przed nimi jak żebrak, nie? Ja łapałem ten post, napisałem do niego na Messengerze na privie. Opisałem mu swoją historię. On się w zasadzie od razu odezwał. Mówi tak identycznie to, co ty opowiadasz. Szybko biegło, było niskie bardzo. Miał takie jakby siwe włosy.
Było to widać z daleka, że to coś, ale biegło niesłychanie szybko. Przebiegało przez konary, przez drzewa, przeskakiwało, uciekało w las po prostu. A tam była otwarta przestrzeń, gdzie oni byli, a oni szli pieszo z dzieckiem z Tereszpola do Górecka Kościelnego właśnie. Ja mówię do niego tylko, że tu, gdzie wy żeście byli, a gdzie my, to jest mniej więcej trzynaście, piętnaście kilometrów w linii prostej. Mamy dwa różne miejsca, mówi. Szli z żoną po prostu przez las, bo mieli najlepszy spokój. Żadnej drogi, żadnego ruchu, zero ludzi. No i jego żona go szturcha. Mówi patrz, kto tam biegnie, nie? On się rozgląda, mówi a co to za żebrak?
Zażartował. Tak to wygląda. Więc coś jest na rzeczy. Albo ktoś wie, co to jest. Generalnie będąc w Puszczy Solskiej ma się wrażenie, że jest się obserwowanym. Ja miałem tak, zanim ta sytuacja nas spotkała. Dużo razy byłem w Puszczy Solskiej, bo ją zwiedzałem. Zwłaszcza tamte miejsca, gdzie były kiedyś pacyfikowane osady, gdzie wsie były przez Niemców pacyfikowane w czasie wojny i palone. Chciałem zobaczyć te miejsca, gdzieś zapisać sobie w pamięci. Więc ja miałem nieraz wrażenie.
Stawałem w miejscu rowerem. Mówię kurde, ktoś mnie obserwuje, ktoś tu jeszcze jest. Jest takie uczucie dziwne. No nic, jadę dalej. Ale moja koleżanka miała to samo. To samo wrażenie na którejś wyprawie mówi kurwa, jakby ktoś się patrzył na mnie. Cały czas się rozglądam do siebie. Ja mówię no ja też. Czasami mi się zdarza właśnie tutaj, nigdzie indziej.
[01:40:30] - No chyba nie bez powodu w tych podaniach ludowych istnieją te przekazy o jakichś tam prawda stróżach lasu, jakichś dziadach borowych i tego typu stworzeniach, które pilnują jakby porządku w lesie
[01:40:43] - Właśnie i to do tego też doszedłem, że ja mówię do tej kobiety mówię: „ale to nie stanowiło jakieś zagrożenia?” Ona mówi: „nie, właśnie nie” mówi: „po prostu ktoś tutaj jest, ktoś z nami mieszka, tylko nie ma go, nie widać go, bo jest tak schowany, nie?” Ja już sobie dałem spokój, nie rozkminiałem tego. Potem byłem wiele, wiele razy. Miałem gdzieś to w głowie, że może znowu ktoś wyskoczy gdzieś coś, ale no nie będę tego gonił. Po prostu coś jest. Tylko nie potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć braku ludzi na Czartowym Polu. Pomijam to niebo, pomijam ten huk. Co to za mgła była wtedy w tym lesie jak wracaliśmy? To białe i temperatura ponad dziesięć stopni w dół. Tego nie rozumiem.
[01:41:19] - To, co się przesuwało wtedy tam w Józefowie na tle tych domów to wyglądało, jak, jakby taki ekran. To było jakoś tak mocno, wyraźnie oddzielone od reszty otoczenia?
[01:41:29] - Tak, tak, to było bardzo białe. To była biała ściana, jakby ktoś spory gips przesuwał po prostu nad czymś trzymał w dłoni, a na dole powiedzmy nie wiem, mały domek i w połowie go tak przesuwał. Było widać, że to jest zasłonięte całe po prostu cała, cała góra od nadproża w górę nie było nic widać. Tam są domki, które mają dwa piętra max, nie więcej. Tam nie ma blokowisk.
[01:41:48] - Czy to przypominało coś takiego, jakby w-- przesuwać sobie przezroczystą linijkę czy jakiś inny taki przezroczysty element tuż przed wzrokiem?
[01:41:58] - Tylko nieprzezroczyste w zasadzie, bo nie było nic widać przez to, co tam jest za tym białym. Tylko generalnie tak, jakby przesuwać po prostu sobie i zabrać ten kawałek widokręgu, nie?
[01:42:06] - Państwo śledziliście wzrok tych zwierząt w lesie wtedy. Czy tam było coś widoczne w tym miejscu, na które zwierzęta patrzyły?
[01:42:13] - Nie, one się patrzyły, jakby miały nie to, że podniesione głowy, tylko patrzyły się w poziomie, tak jakby się patrzyły w jedno miejsce, bo one wszystkie miały głowy skierowane w jedno miejsce i patrzyły się tylko, jakby jak stojąc, jadąc w ich kierunku. Wszystkie patrzyły się w prawo, niezależnie gdzie stały. To w naszą prawą stronę się patrzyły, w sensie z prawą stronę drogi.
[01:42:32] - Czyli patrzyły się w ten sam punkt jakby tak?
[01:42:34] - Tak, jakby coś, jakby coś tam widziały, co się tam zainteresowało, że tam trzeba się patrzeć, oglądać coś. Ale myśmy się patrzyli w tamtą stronę. Nic niby nie ma. Powiedziałem: „gdzie oni się patrzą? Co oni widzą, co się im dzieje w ogóle?” Był pierwszy moment, co oni są sparaliżowane jakieś? Może są oswojone po prostu, ale niemożliwe. Pamiętam tą sytuację, pamiętam dokładnie to miejsce. Pojechałem właśnie to był październik. To jak ja pojechałem zmierzyć tą drogę i zaraz w zasadzie miałem to, podjechałem sobie rowerem bliżej do tego drzewa, do tej skarpy. Poszedłem zobaczyć co tam, jak to wygląda.
Nie schodziłem na dół. Fakt faktem to może był błąd, żeby zejść na dół, zobaczyć czy te patyki dalej tam leżą, ale mimo wszystko byłem w miejscu, gdzie to coś było. Nic. Rozglądam się. Nie ma nic więcej. To jest ten jeden raz tylko się wydarzyło, przynajmniej dla mnie.
[01:43:15] - Pan wspominał, że było więcej świadków chyba w tym Józefowie, tam-
[01:43:19] - Tak
[01:43:19] - Gdzie się ten ekran jakby przesuwał. Co oni coś mówili? Dzielili się jakoś spostrzeżeniami?
[01:43:24] - Nie
[01:43:24] - Coś pan słyszał czy po prostu-
[01:43:25] - Nie, właśnie nie. Ludzie, tylko ci, co się dzielili, więc jakiś huk. No to był temat, że to samolot. Wiadomo, jak prędkość naddźwiękową przekracza, no to jest huk, ale to nie wyglądało na huk samolotu, bo on trochę inaczej to wygląda. To był jak strzał z bicza, taki bardzo specyficzny. To tylko to, ale-
[01:43:40] - Co by robił taki głośny samolot na takim terenie, tak?
[01:43:43] - No przede wszystkim przy granicy, niedaleko. To jest spokojny rejon, chociaż nie wiem, czy tam są korytarze powietrzne nawet ja nie pamiętam, bo kiedyś akurat miałem z tym wspólnego dużo i to nie pamiętam, czy tam jest korytarz powietrzny. Zresztą tam ćwiczeń wojskowych nie wiem, czy są.
[01:43:55] - No szczególnie w tamtych czasach to jeszcze mógł być spokojny rejon. W dzisiejszych czasach to już troszeczkę chyba mniej spokojnie.
[01:44:01] - No mniej. Jest dużo ludzi, tak, turystów. Ja to jest Roztocze całe wyeksplorowałem, bo to jest od Kraśnika do Lwowa, a myśmy głównie eksplorowali teren od Zwierzyńca w stronę Narola i tam dalej do Werchraty. I to jest tutaj, żeśmy się zamykali w tym rejonie i co wyprawę żeśmy robili różne miejsca, gdzieś, gdzie się nie dało wejść, bo myśmy takimi rowerami z wielkimi kołami eksplorowali. Fatbiki to się nazywa. Przez to, że po prostu taranim wjedzie wszędzie, nie? Myśmy eksplorowali takie miejsca, gdzie których nie ma w przewodnikach. Ja tam znalazłem drzewo, które stoi jedno jedyne na środku, a dookoła niego są drzewa posadzone i to jedno drzewo jest bardzo stare, właśnie w tym środku takie wygięte do dołu, a wszystkie drzewa wokół niego wyglądają jakby stały i ku niej ukłaniały mu się. Powiedziałem Ci: „Zobacz jak fajnie to wygląda”. Ja mówię: „wygląda jak, jak posiedzenie drzew w lesie”.
Mój kolega, jak ja mu to opowiedziałem, on jest też bardzo leśny. On mówi: „entowie”. Ja mówię: „tak, jak z Władcy Pierścieni entowie, mówię, zebranie mieli chyba”. Też mu to opowiedziałem. On po otworzył buzię, mówi: „serio?” On mówi: „tak” mówię: „mogę ci przyprowadzić osobę, która cały czas chodzi po ziemi. Nie wierzy w zabobony, cuda, ale przeżyła to samo co ja. Jak ja bym tej osobie dzisiaj powiedział, ona by tego nie przeżyła i ja bym jej powiedział tą historię, to ona by pokęła się w czoło, mówiła: «czytaj fajniejsze książki, bo ty chyba już wyobrażasz sobie za dużo»” Ale ona, myśmy debatowali w drodze do domu, bo ja zawoziłem ją z Lubelszczyzny, ja z Wrocławia, więc myśmy debatowali w samochodzie długo na ten temat. Czy na pewno żeśmy widzieli to samo? Może myśmy coś zjedli, może spaliśmy? Nie wiem.
Ktoś nas potruł, może coś rozpylano i halucynacje mieli wszyscy dookoła. No nie wiem. No dziwne, ale jak już słyszę, że widok historii-
[01:45:30] - Odsialiście chyba też opcję pod tytułem, że te, te różne jakby to, co doświadczyliście, było efektem zmęczenia, tak?
[01:45:38] - Być może, ale my jesteśmy rowerowi na sto kilometrów, dwieście to jest żadna, żadna, żaden dystans tak naprawdę. I ja bym się zatrzymał na tym, gdyby była to może tylko ta historia, którą myśmy przeżyli. Ale jeżeli ktoś mi mówi, ktoś był taki mały i szedł tam ten i też widział coś podobnego, potem ta kobieta z tym dzieckiem i z tym, z tym mężem co szli przez las, też widzieli coś podobnego. I jeszcze ten starszy pan tam mieszka obok wioska tej starszej pani też mówi, że tak. Mówi coś takiego widział właśnie. No opowiadali sobie po prostu. Ja dam głowę, że są ludzie, którzy wiedzą, o co chodzi, tylko to się nie mówi się o tym.
[01:46:13] - No tutaj jeszcze ten liczba świadków w Józefowie, tego huku i tego, tego przesunięcia się tego ekranu to już no wyklucza chyba możliwość, że to mogło być jakieś przywidzenie.
[01:46:25] - Tak. Też mówię, omamy mieliśmy jakieś, nie wiem, hipnoza, może cokolwiek, cudawianki. Tylko tego było za dużo w ciągu dnia i dystans między pierwszym czymś, że już było niebo dziwne, a tym ostatnim no trochę kilometrów jest jedno od drugiego. Ktoś musiał za nami jeździć czymśSkanować nas, próbować nas, nie wiem, mamić. Tylko tak jak pan mówi, za dużo ludzi widziało i słyszało ten huk, nie? No i te osoby, które na rynku tam stały i robiły zdjęcia temu białemu ciałemu, tam budynki zak-zakrywało. No i ta para tych, ten chłopak z dziewczyną, którzy tam po tym kamieniołomie szli. To ja im mówiłem: "zobaczcie państwo, gdzie jest słońce". Oni: "no, no, no, no". Popatrzyli się i poszli dalej.
W zasadzie tak jakby spoko, nie? Jakby nie zauważyli, że nie w tym miejscu to trzeba w ogóle.
[01:47:02] - No może się po prostu nie znali.
[01:47:04] - A to słońce było widać. Ja mówię do niej: "zobacz, chmura jest i widać tarczę słońca. Przechodzi koło tych chmur akurat". I mówi: "coś tu się nie zgadza". Ja mówię: "no bo powinno być za nami. Tam jest zachód, w tamtą stronę. Tu jest południe, tam jest wschód, a tu jest północ". Mam masę zdjęć akurat z tego miejsca i potem je pokazywałem. Zobacz, to była godzina tutaj czternasta. Tu była szesnasta.
Tu była dziewiąta rano, jak byliśmy. Zobacz, z tej strony jest słońce. Tu jest dziewiąta. Ono jest z tej strony, tak jak było wtedy. Troszkę bardziej na lewo jeszcze, bo ono dopiero wychodziło do góry.
[01:47:29] - Tutaj takim tym zwracającym uwagę szczegółem są te kulki dziwne. Mi się przez moment wydawało, że to mógł być grad, chociaż no pogoda nie wskazywała, żeby tam jakiś grad miał spaść. No ale pana opis sugeruje, że to były kulki zrobione z jakiegoś nie wiem, czegoś, jakiegoś tworzywa, które...
[01:47:48] - Tworzywo, bo to było suche. To nie było mokre. Suche. To mi się wysypało z ręki, to nie miało zapachu. Ja to tak dotknąłem na język, bo nawóz specyficznie będzie szczypał zaraz język, nie? Ale sam zapach by już powiedział, że to jest nawóz, a to nic. Ja mówi: "co to?" Nie wiem, co to jest. Wysypałem to z ręki. Mówi: "ciepłe, zimne?" Ja mówię: "nie, normalne takie". Mówi: "dobra, to jedziemy, nie?" No i jedziemy.
No i jedno zwierzę, drugie, trzecie, czwarte, piąte. Mówię: "co jest?" I te kulki wszędzie leżały, tam wszędzie. Wyjechaliśmy z tej białej ściany. Temperatura wróciła do normy. Zaraz się gorąco zrobiło. Więc co jest grane? Patrzę i tych kulek nie ma. One są za nami zostały tylko w tym białym pasie.
[01:48:19] - A te kulki pan może pamięta, jakie one miały faktury? Jakie były w dotyku?
[01:48:23] - Nie były połyskowe. Były matowe, szorstkie. Były szorstkie. Nie były takie, że takie śliskie były w dotyku można powiedzieć. Nie, były takie matowe. Takie, takie chropowate. To na pewno.
[01:48:34] - I pan jakby smakowo spróbował, czym te kulki mogą być? Czy po tym nic się panu nie działo? Żadnych jakichś reakcji nie było?
[01:48:43] - Nie, przez chwilę tylko szczypał mnie język. Ja to dotknąłem. Nie, nie, to właśnie w oczekiwaniu, że będzie mnie szczypał język, to przez chwilę powinien mnie szczypać język, a nie szczypie mnie język. Mówię: "nie wiem, co to jest". Nic się kompletnie właśnie po tym nie działo, bo potem sam się zastanawiałem może to, może to coś? Mówię nie, ale no bez przesady. Wcześniej nie było czegoś takiego. Dopiero wtedy, na sam koniec, to była ostatnia rzecz, która się wydarzyła. Wróciliśmy koło dziewiętnastej do noclegowni. W zasadzie się już szaro robiło i nic więcej się po drodze nie wydarzyło.
Ja już po prostu nie wiedziałem, co myśleć.
[01:49:11] - Dobrze, tutaj już nie ma żadnych pytań odnośnie tej, tego zdarzenia. Ja podeślę, mamy taki tutaj taką sieć kontaktów z badaczami. Być może Arkadiusz Miazga się zainteresuje tym tematem, bo to jest blisko jego rezerw, że to tak ujmę.
[01:49:28] - O!
[01:49:29] - Bo on mieszka na Podkarpaciu.
[01:49:30] - Może ktoś coś jeszcze wie. No właśnie tak. Może ktoś coś może będzie wiedział, Może ktoś się odezwał komuś, że widział coś podobnego w Józefowie. Może był też świadkiem tego w lesie. Może wiedział, był na Czartowym Polu i też nikogo nie zastał. Może. Może też niebo widział dziwne. Może ktoś ma zdjęcia tego nieba w tym dziwnym z tymi kropkami.
[01:49:49] - I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Jestem pewien, że zaprezentowane dziś historie, szczególnie ta ostatnia z Roztocza, zostawiły Państwa z mnóstwem pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. A tych z Państwa, którzy również przeżyli coś trudno wytłumaczalnego, zachęcił do podzielenia się swoją historią z Radiem Paranormalium, no i oczywiście z badaczami udzielającymi się w innych naszych audycjach. Udostępniam im każdą z zarejestrowanych relacji, co w wielu przypadkach skutkuje nawiązaniem kontaktu ze świadkiem, przeprowadzeniem dochodzenia w celu ustalenia możliwie największej liczby szczegółów, no i w końcu publikacją. Wiele z Państwa relacji znalazło swoje miejsce w książkach choćby Arkadiusza Miazgi czy Damiana Treli. Zachęcam do otwarcia się i podzielenia się swoimi przeżyciami całkiem anonimowo, bez obaw o wyśmianie. Przypominam również, że w kioskach i na platformie cyfrowej nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika Nieznany Świat, w którym oprócz jak zwykle kilkunastu niezwykle interesujących artykułów znajdziecie również rubrykę Dotknięcie Nieznanego tworzoną przez ludzi, którzy tak jak Wy doświadczyli w swoim życiu rzeczy, które wymykają się racjonalnemu wytłumaczeniu. Polecam również Państwa uwadze kanały na YouTube prowadzone przez Piotra Cielebiasia i Marka Żelkowskiego zatytułowane UFO Historie oraz Wehikuł Wyobraźni, dzięki którym jeszcze bardziej dogłębnie poznacie niezgłębione aspekty świata, w którym przyszło nam żyć. Linki do kanałów znajdziecie w opisie tej audycji. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu.
Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi nowych audycji na nieco odświeżonej stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
[01:52:59] - Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl.
Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Setki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im świat, o jakim boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium znajdziesz w zakładce Podcasty na www.paranormalium.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko.
Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami i innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata z dala od Facebooka na www.paranormalium.pl.