Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie Zagadkowe obiekty Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć Tajemnicze istoty To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu Niezwykłe wizje Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem Klątwy Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło.
Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych kilkudziesięciu minut z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Pozwolę sobie w tym miejscu przypomnieć, że podcast "Mówią świadkowie" znajdziecie Państwo nie tylko na YouTube, ale również na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz w wielu katalogach podcastów, w tym w iTunes oraz Spotify. Dzisiejszy odcinek w całości wypełni zapis rozmowy z dwójką słuchaczy z Pomorza, którzy podzielą się z Państwem licznymi, często trudnymi do wytłumaczenia przeżyciami nie tylko ze swojego życia, ale również takimi, by tak rzec, wyjętymi z zakamarków wielopokoleniowej, rodzinnej pamięci. Usłyszymy opisy spotkań z duchami, kontaktów ze światami, obserwacji istot jak gdyby żywcem wyjętych z ludowego folkloru oraz ciekawych przypadków związanych z postrzeganiem pozazmysłowym. Zaznaczę jeszcze tylko, że dla zapewnienia pełnej anonimowości rozmówcy poprosili o zmianę barwy głosu oraz niepodawanie dokładnie nazwy miejscowości. Tyle słowem wstępu. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy. Skoro jesteśmy gotowi, to możemy zaczynać. Dobrze. No właśnie sobie nawet oglądaliśmy tutaj "Mówią świadkowie", bo ja akurat jestem fanem i sobie oglądam każdy odcinek. Tutaj jestem z moją bratanicą i sobie tak właśnie zrobiliśmy sobie spotkanie takie i postanowiliśmy, że zadzwonimy do pana. Możemy przejść na ty w ogóle, bo będzie wtedy łatwiej. Oczywiście. No to zadzwoniliśmy, żeby po prostu też podzielić się naszymi historiami, bo trochę ich się nazbierało. Jesteśmy takimi ludźmi, którzy wierzą w takie rzeczy i w naszej rodzinie zawsze pełno było takich historii, już od dzieciństwa. I chcielibyśmy się tutaj dzisiaj może podzielić takimi przy okazji naszego spotkania, tymi wszystkimi historiami, które miały miejsce u nas w domu. Więc może zacznę od siebie. Ogólnie skłoniło mnie do tego, żeby do państwa zadzwonić, tam do ciebie, że ostatnio oglądałem ten odcinek o reinkarnacji i takich motywach, gdzie dzieci mówią w obcych językach. No to u mnie był taki, taka sytuacja, że jak byłem mały około trzech lat, wiadomo, dziecko zasypia w łóżku z rodzicami i wtedy je najczęściej tam wynoszą do jego pokoju. I tak też było ze mną. I gdy rodzice oglądali telewizję, ja nagle usiadłem i zacząłem mówić w jakimś obcym języku. Wiadomo, rodzice w tamtych czasach, no bo no ja mam teraz trzydzieści siedem lat, więc no to już było jakiś czas temu. W tamtych czasach ogólnie moi rodzice uczyli się tylko rosyjskiego w szkole, więc nie poznali, jaki to był język, ale przez około trzy minuty, tak jakbym z kimś rozmawiał, opowiadałem, gestykulowałem w jakimś obcym języku. Było słychać, że to nie jest jakiś bełkot dziecka, tylko po prostu no pełne zdania. Było słychać, że to jest jakiś obcy język. Po czym się położyłem i zasnąłem. No, zostawiając ich w niemałym szoku. To taka pierwsza historia i ogólnie w naszym domu zawsze opowiadano różnego rodzaju paranormalne historie. Zwłaszcza gdy były jakieś urodziny rodziców, schodzili się krewni. No to te historie zawsze gdzieś tam w końcu wychodziły na pierwszy plan i my jako dzieci tam słuchaliśmy tych historii ukradkiem i gdzieś tam tym nasiąkaliśmy, przez co zawsze byłem otwarty na tego typu doświadczenia i opowieści. Chociaż sam jakichś wielkich talentów nie mam, ale moja bratanica na przykład już ma już pewnego rodzaju umiejętności, że tak powiem. I jak sobie rozmawiamy, to opowiada nieraz naprawdę takie ciekawe historie, które mogłyby wskazywać, że ma pewnego rodzaju predyspozycje do kontaktu z tamtym światem. Nie Zdarza się. I ogólnie tak à propos tej reinkarnacji, dlatego tak zacząłem, ponieważ podejrzewam, że mogę być, nie wiem, czy to prawda, tak sobie gdybam, wcieleniem mojego dziadka, którego nigdy nie poznałem, bo umarł dziewięć lat przed moim narodzeniem. I to była taka dosyć smutna historia, ponieważ gdy wybuchła II wojna światowa, no to wzięto go do jakiejś niewoli, z której uciekł.
Niemcy oczywiście. Trafił do Włoch, potem gdzieś tam jak te legiony jakieś tam z Włoch szły, to trafił do Francji, z Francji do Wielkiej Brytanii. No i do domu wrócił, gdy po prostu te władze tutaj w Polsce, gdy wszystkich, wszystkie te takie wojska będące za granicą traktowano jako zdrajców. No, w końcu pozwolono im wrócić po tylu latach. No to jak wrócił do domu, no to moja babcia, myśląc, że on nie żyje, w ogóle była w szoku.A jego dziecko, o którym nie wiedział, że w ogóle babcia jest w ciąży, miało już dziewięć lat. No i dlaczego do tego nawiązuję?
Bo ogólnie jako jedyny w, tutaj w naszej rodzinie gdzieś tam bardzo mocno interesowałem się zawsze językami obcymi i no znam niemiecki, angielski, włoski i teraz uczę się jeszcze francuskiego. I tak gdzieś są to wszystkie języki, w których właśnie ten mój dziadek w czasie czy tam po wojnie, mm, mieszkał przez jakiś czas, zanim wrócił do domu. I taki to jest dla mnie ciekawy przypadek. Zwłaszcza że ostatnio w zeszłym roku zrobiłem sobie testy DNA takie z tego MyHeritage, gdzie można odkryć swoich przodków, jakieś genetyczne powinowactwa z różnymi ludźmi, poznać tam takie osoby, które też są tam zarejestrowane, kontakty i tak dalej.
No i tam odkryłem, że mój dziadek, yy, na drugie imię miał Bruno. A to imię po prostu gdzieś tam zawsze w moim życiu może nie, że grało jakąś rolę, ale bardzo mi się zawsze podobało. Ja gdzieś tam mam taki sentyment do tego imienia i jak odkryłem to jeszcze po tym wszystkim, do czego doszedłem wcześniej, że on miał na drugie imię Bruno i, i że to tak gdzieś tam mi się zgrywa w całość, no to zacząłem się głębiej nad tym zastanawiać. Z tym dziadkiem była jeszcze taka ciekawa historia, że gdy, no to wiele lat temu, z, bo my jesteśmy z Pomorza ogólnie, tutaj na nasze tereny przyjeżdżała taka pani. Oni nazywali ją góralką i przyjeżdżała tutaj do nas i wróżyła z kart. Mój dziadek zawsze pozwalał zostać u siebie w domu jej, dawał jej jakiś tam pokój, jedzenie, ona wtedy tam wróżyła tym wszystkim ludziom z okolicy. No i przez to, że on ją gościł, to pozwalała mu zadawać pytania do tych kart za darmo. I mnie jako już tam nastolatka, dorosłego człowieka też zawsze interesowały tego typu rzeczy jak jakieś karty, wróżbiarstwo. Gdzieś mnie to zawsze ciągnęło, aż w końcu sobie kupiłem jakąś tam talię kart i też się tym zainteresowałem pod takim kątem ezoterycznym czysto i wróżbiarskim. Stąd takie moje podejrzenie, że gdzieś tam mogę być tą reinkarnacją mojego dziadka. I tam w tym domu, w którym oni mieszkali, też fajne, fajne, no działy się takiego różnego rodzaju paranormalne rzeczy. To był dom powojenny. Wiadomo jak Niemców przesiedlono z tych terytoriów Pomorza, ludność polska, gdzieś tam napływając na te terytorium, dostawała po prostu te gospodarstwa po tych wypędzonych, yy, Niemcach. I ten dom, w którym mieszkał mój dziadek, to było właśnie z tego typu akcji. I tam ogólnie zawsze straszyło. Było słychać różne dźwięki, śmiechy. Zwłaszcza że na strychu była taka historia, że tam mieszkał jakiś lekarz, który się powiesił i podejrzewano zawsze, że to on tam straszy. I jak moja mama już wyszła za mąż za mojego ojca, który notabene już nie żyje, zmarł jak miałem piętnaście lat. No ale mieszkali w tym domu na piętrze tego budynku. To był taki duży...
To jest, wciąż jest taki duży budynek, w którym mieszkają dwie rodziny, bo jest tak na pół podzielony, bo to jest naprawdę ogromny dom i jeszcze na piętrze można było zrobić mieszkanie. No i moi rodzice tam na początku mieszkali i tam zawsze działy się różne rzeczy. Mama zawsze opowiadała, yy, taką historię, która gdzieś zapadła mi w pamięć, że mieli tam jakiś tam pokój urządzony i urodził się już mój brat najstarszy i było łóżeczko. I w tym pokoju, naprzeciwko tego łóżeczka, po przeciwnej stronie tego pokoju był taki piec, taki kaflowy, gdzie jeszcze to drewno leżało obok tego pieca. I moja mama oglądając sobie telewizję, mój brat spał w tym łóżeczku, nagle widzi wysuwający się z tej kupki drewna jeden taki klocek, tak? Nie wiem, jak to nazwać. No i on zaczął się wysuwać samoczynnie, po czym przeleciał nie jakoś szybko, tylko tak wolno przez ten pokój, lecąc w kierunku łóżeczka tego mojego brata. Potem w powietrzu zakręcał o dziewięćdziesiąt stopni i lądował mojej mamie pod nogami. Najpierw ona sobie podejrzewała, że to może być jakieś, nie wiem, ciśnienie z tego pieca.
No próbowała sobie to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, ale zaczął się wysuwać kolejny fragment tego drewna. Jakie to by musiały być ciśnienie i jakie musiałoby być świadome, prawda? No, no nienaturalne. Zwłaszcza że jak ją dopytywałem o to, bo ja jestem taki dosyć skrupulatny i taki, no dociekliwy, wiercę palcem w brzuchu, jeżeli mnie coś interesuje, no to próbowałem zawsze ją dopytać, jaką prędkością leciało to drewno. No to ona pokazywała tak dosyć wolny ruch, tak? Że to tak powoli się przesuwało. No i wtedy wysunęło się drugie drewno i też leciało przez pokój, wykonując ten sam ruch, zakręcając w powietrzu bez żadnych, nie wiem, odbicia się od czegoś naturalne, w sumie nienaturalny ruch o dziewięćdziesiąt stopni i znów upadało koło mojej mamy. I gdy zaczęło się wysuwać trzecie drewno, no to ona już spanikowała, przestraszyła się i, i zaczęła biec na dół, zostawiając mojego brata, z czego się zawsze śmiejemy, bo potem on miał najwięcej takich historii paranormalnych, więc się śmialiśmy, że tam jego nawiedziło czy coś.
No i biegła na dół, ale już mój dziadek, yy, oni sobie grali z moim tatą, z jego wujkiem i jakimiś tam innymi osobami na dole w karty, jak to kiedyś to rozrywka. I już biegli i spotkali się w połowie drogi na schodach.
Tak mama zawsze opowiadała. W tym domu takie rzeczy się działy. Po czym mój tata też opowiadał jeszcze, że potrafiło tam tak głośno śmiać się z jakiś dźwięk, po prostu nienaturalny, nie wiadomo kogo. Takie śmiechy nienaturalnie głośne z szafy, że mój tata nie chcąc przestraszyć mojej mamy, która spała, podgłaśniał telewizor, żeby zagłuszyć te dźwięki, a one i tak nie chciały ustać i przegłuszały ten telewizor. Więc takie różne rzeczy tam się w tym domu działyNo i wybudowali sobie swój własny dom. Wprowadzili się tam w styczniu. Ja urodziłem się w lutym, więc ja już mieszkałem przez całe życie w tym nowym budynku. No ale tam też nie było lepiej, że tak powiem, bo też działy się tam zawsze takie ciekawe rzeczy. No i dziwniejszą taką rzeczą, która się tam zawsze działa, to był korytarz. Jest to dom z lat przełomu osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, więc w takim budownictwie nie tak jak teraz otwarty z aneksem kuchennym i tak dalej, tylko był taki środkowy korytarz długi, podłużny i wokół tego korytarza rozmieszczone drzwi dookoła prowadzące do pokoi, łazienki, kuchni i tak dalej. No i zawsze wszyscy widzieli, jak przez ten korytarz coś tam idzie. Kiedyś próbując zgłębić temat doszukałem się, w sumie nie ja, tylko moje starsze rodzeństwo, że ten teren leży na jakimś tam starym cmentarzu, który po prostu został, no nie wiem jak to nazwać, zburzony, nie wiem, zagospodarowany w inny sposób i tam wybudowano po prostu- To taki teren, na którym coś wybudowano, nie zachowując pewnych jakichś takich, prawda, nie dochowując pewnych rytuałów religijnych, tak? No dokładnie. I dlatego podejrzewałem zawsze, że tam może jakieś te energie gdzieś tam się przesuwają. No i właśnie wszyscy w naszej rodzinie zawsze widzieli, jak coś przez ten korytarz sobie idzie. Taką najciekawszą historią, którą mógłbym tutaj opowiedzieć, było, gdy osiemnastkę miała moja sąsiadka, która chodziła ze mną do klasy, koleżanka. No i my pojechaliśmy na tą imprezę. Moja mama została sama w domu z małą siostrą. Jeszcze dodam, że ten dom jest piętrowy i u góry na piętrze jest osobne mieszkanie, w którym ten mój najstarszy brat ma mieszkanie, a na dole po prostu mieszkała moja mama. Tego dnia, gdy byłem na tej imprezie, wracam o trzeciej w nocy i patrzę, że cały dom jest rozświetlony, tak jakby nikt nie spał. Wchodzę do domu. No ale wszyscy śpią, więc byłem zdziwiony. No ale wiadomo, po imprezie, że tak powiem, sobie też wypiłem oczywiście i poszedłem spać, nie zastanawiając się wiele nad tym. No i gdy rano wstałem, zapytałem o to, dlaczego wszystkie światła się świeciły tak późno w nocy czy tam nad ranem. No i moja siostra z moją mamą opowiedziały, że oglądając telewizję usłyszały dźwięk, że ktoś idzie przez ten korytarz. Tam są położone panele podłogowe i w pewnym miejscu w tym korytarzu one dają taki specyficzny dźwięk. Może słychać, że ktoś idzie takie strzelanie. No i obydwie po prostu wyjrzały, kto idzie. Myśląc, że to jedno z dzieci mojego brata może, czy tam mój brat obojętnie. No ale zobaczyły jakiegoś...
Nie widziały głowy nie widziały dokładnie, bo wiadomo, jak tak się tylko wychylisz próbując zajrzeć przez próg, no to nie zobaczysz super dużo. Zobaczyły po prostu mężczyznę ubranego w brązowe ubranie, sztruksową marynarkę i sztruksowe spodnie. To tak właśnie zapamiętały, więc nie było to coś, co tylko im mignęło, bo zdążyły zapamiętać strukturę tych ubrań i kolor, że po prostu jakiś facet sobie wszedł do tego tak jakby po tym korytarzu, idąc ostatniego małego pokoiku w tym domu. Moja mama z moją siostrą wstały i mówią jeszcze tak na głos: "nie strasz nas". Jako takie dziecko myślały, że sobie przyszedł i tak chciał nastraszyć babcię i moją siostrę. No ale nikt się nie odzywa. Moja mama wtedy się zaniepokoiła. Mówi, że się przeżegnała.
Weszła do tego pokoiku, zapaliła światło. No i nikogo tam nie było. Stamtąd nie ma innego wyjścia, bo jedynie okno, które dalej było zamknięte i nikogo tam nie było, a obydwie widziały po prostu jak ktoś, nic przezroczystego, nic nienaturalnego, tylko wyglądało to jak normalnie człowiek weszło sobie do tego pokoiku. To nie tylko ta historia, bo moja siostra kiedyś widziała grając na komputerze, bo tam kiedyś był tam komputer w tym małym pokoiku ja z tutaj moją bratanicą, z którą teraz siedzimy, oglądaliśmy telewizor w innym pokoju i nagle słyszymy, jak moja siostra krzyczy. Przybiegliśmy do niej. No i ona mówi, że w odbiciu tego monitora, bo kiedyś wiadomo, te komputery miały taką szklaną powłokę. No monitor, tak ten taki półokrągły z tą tak zwaną dupą. Widziała w odbiciu, że po prostu ktoś przeszedł przez ten korytarz.
No i my się wtedy z niej trochę nabijaliśmy, że panikuje i tak dalej. No ale dwa tygodnie później karma wróciła i gdy byłem sam w domu, a był to maj, pamiętam to, ponieważ jak byłem w ostatniej klasie gimnazjum jeszcze, no to mieliśmy taką pracę, gdzie musieliśmy pisać o naszej rodzinie takie jakby drzewo genealogiczne i wszystkie dokumenty, które zgromadzimy, historie i tak dalej. No i pisałem na tym komputerze tą pracę i też przeszły mi w pewnym momencie ciarki. Spojrzałem przez ten monitor i też zobaczyłem, jak ktoś wyszedł z łazienki, przeszedł w poprzek tego korytarza i zniknął. A tam nie ma drzwi naprzeciwko tej łazienki, więc tak jakby wniknął w ścianę.
No i sam doświadczyłem takiego czegoś, przez co musiałem zwrócić honor mojej siostrze i no uwierzyć jej w to, że też takie coś mogła widzieć, ponieważ sam widziałem to na własne oczy. No tak, perspektywa się zmienia w momencie, gdy sami czegoś takiego doświadczymy, prawda?
Tutaj ten mężczyzna w sztruksowym ubraniu jakiś tak jakoś tak bardzo zwrócił moją uwagę. Tak jakby facet wzięty z innych czasów. Tak? Tego nie mogę stwierdzić. Sam tego nie widziałem. Jedyne co, to mogę powtórzyć to, co mówiła moja mama i moja siostra, że może to były czasy takich lat, nie wiem, no początek dwutysięcznych, więc nie wiem, czy tam wtedy nie pamiętam, czy chodziło się w takich sztruksowych ubraniach. Może. Pewnie się zdarzało, ale no najważniejsze jest to, że po prostu one widziały strukturę tego materiału, że to nie była jakaś przezroczysta postać, tylko one wierzyły, jak to widziały, że to ktoś fizycznie tamPrzez ten korytarz idzie Bo brat i nikt z domowników, yy, nie używa takiego stroju, tak? Nie, nikt. Właśnie to zdziwiło je. Dlatego moja mama się trochę przestraszyła i przeżegnała, zanim weszły do tego pokoiku, bo, no nie przypominało to im nikogo z domowników. Po drugie, w momencie, gdy one zobaczyły, że tam nikogo nie ma, jeszcze bardziej się przestraszyły i pobiegły do mojego brata do góry, tam do niego i do jego żony. I opowiadały tą historię i, no bały się zejść przez chwilę na dół.
Tak to wyglądało. No nic dziwnego, skoro postanowiły światła w całym domu wyłączyć. No! To było zabawne. Dobrze, że nie opóźniły się i nie opowiedziały mi tego wtedy, więc mogłem spędzić spokojnie, yy, kacową noc, yy, nie myśląc o tym, bo po prostu bym nie zasnął, bo jestem trochę lękliwy w tym wszystkim, mimo że się tym bardzo interesuję. Co jeszcze mógłbym opowiedzieć?
Generalnie sam nie mam takich wielkich jakichś zdolności do takiego typu rzeczy, mimo że najbardziej w rodzinie się tym interesuję i zbieram te relacje jak skarby trochę. I lubimy sobie o tym rozmawiać. Ale też mam w swoim, yy, że tak powiem, albumie, tak? Dzięki takie historie, które są niewytłumaczalne. Jedną z takich, które pierwsze mi przychodzi na myśl, jest to, jak byłem jeszcze w szkole ze znajomymi.
Wiadomo, jak jeszcze nie było tych całych internetów, no to spotykało się wieczorem po szkole na, no na wsi, bo my jesteśmy ze wsi i koło szkoły sobie robiliśmy takie spotkania. Stojąc tam właśnie koło szkoły była jeszcze taka lampa. Ta szkoła jest na takiej bocznej drodze, która prowadzi do innej miejscowości, jeszcze mniejszej. I jest tam taka droga i wzdłuż tej drogi szpaler drzew po prostu z lewej i z prawej strony takie jedno za drugim. Takie lipy czy dęby. Nie wiem, co tam rośnie, nie pamiętam. Takie liściaste drzewa, tak ładnie ustawione. Taka fajna aleczka. No i stoimy przy tej szkole, tam pod lampą, jakkolwiek to brzmi. I nagle widzę, że zza jednego z tych drzew, które gdzieś tam rosną od siebie, nie wiem, co dwa czy trzy metry, trochę co trzy koło, wychyla się facet jakiś młody, młody mężczyzna. No nie dziecko, nie młodzieniec, ale nie też stary. No nie wiem jak to...
Do dzisiaj widzę tą twarz. Wychyla się taki zza tego drzewa tak, jakby tak na nas patrzył. I pamiętam tą jego twarz. Włosy takie blond na zasadzie Kurt Cobain, po prostu takie blond. Nie proste, nie kręcone, wiadomo. Wyobrażasz sobie to pewnie mniej więcej. I tak na nas patrzy. Ja mówię do tych znajomych, że ktoś tutaj jest i nas obserwuje i idźmy sobie stąd albo coś. No a oni: „No nie, nikogo tu nie ma.” No i ja mówię: „Nie, nie, idźcie tam.” A oni szli. Postanowili to sprawdzić i nikogo naprawdę tam nie było. Nie było też motywu, żeby ta osoba mogła stamtąd uciec, bo z obu stron tej ulicy są po prostu łąki i jedynymi drzewami są te wzdłuż rosnące, więc nie ma możliwości, żeby ta osoba stamtąd poszła. I też nie widziałem jej jako kogoś przezroczystego czy coś w tym stylu.
Myślałem po prostu, że to jest jakaś fizyczna osoba, która gdzieś tam nas obserwuje. Inną taką historią, którą też sam doświadczyłem, była historia u mojego drugiego brata. Bo mam dwóch starszych braci.
Nie tego, który został w tym łóżeczku, tylko kolejnego. Dziesięć lat ode mnie jest starszy i ożenił się z, no ze swoją żoną i mieszkali w takiej miejscowości, gdzie też u jej rodziców. I tam oni mieli też taki dom, który był taki poniemiecki, taki stary. No i mój brat tam miał część tego domu, bo to też był taki à la bliźniak, wiadomo, te takie domy z takim fajnym wejściem i po dwóch stronach takie przechodnie pokoje. Pewnie sobie wyobrażasz, takiego typu budownictwo gdzieś tutaj na Pomorzu wygląda. No i on opowiadał takie historie z tego domu, że, że też widział kiedyś nad... Bo tam były też takie kaflowe piece, jak jeszcze jeździł do, jako do dziewczyny, do swojej przyszłej żony, no to jak tam u niej nocował, no to nad tym jednym z tych piecy kaflowych widział takie czerwone, świecące oczy w kształcie migdałów, tak jakby na tym piecu, bo między piecem a sufitem, no ono nie było tak do końca, tylko tam była taka przestrzeń.
I w nocy się obudził i widział te takie ślepia w niego wpatrzone. Innym razem, gdy już tam mieszkał, jak już byli po ślubie, on zbudował sobie centralne ogrzewanie, żeby już tych kaflowych piecy nie używać i rozebrał, żeby, no powiększyć przestrzeń i zbudował centralne ogrzewanie. Tylko że ten piec cały był w piwnicy, do której wejście było od zewnątrz, więc musiał wyjść z domu, żeby do tego pieca nałożyć tam, idąc za dom. No i pewnego razu, gdy wychodził z tego domu, idąc nałożyć do tego pieca i zapalić sobie papierosa, bo przy okazji zawsze sobie tam palił, widział tak dosyć z daleka, że ktoś zza domu wszedł do tej piwnicy od boku. No i myśląc, że po prostu jakiś nie wiem, bezdomny czy, czy cokolwiek, jakiś obcy facet tam wszedł, no to, nie wiem, złapał jakąś gałąź, klocek po drodze i wszedł do tego pomieszczenia. A to było naprawdę takie małe pomieszczenie, bo było tylko praktycznie, nie wiem, dwa na dwa maksymalnie ten piec i reszta wszystko było zasypane takim drewnem opałowym, więc no nie było tam gdzie się ukryć. Wtedy sobie mój brat wszystko racjonalnie próbował tłumaczyć. Do dzisiaj tak robi i pomyślał, że przywidziało mu się to. No i zapalił sobie tego papierosa i wrócił.
Wracając do domu coś go tak, nie wiem, natchnęło i się obrócił. Gdy już był na rogu, tak prawie skręcając do wejścia do domu i się odwrócił i zobaczył jak ta osoba, która tam weszła, w tym momencie wyszła stamtąd. I mnie zawsze zainteresowały tego typu historie.
Postanowiłem tam zabawić się w takiego Takiego ghosthuntera, prawda? Takiego łowcę duchów, paranormaliów. Tak jak były te programy, takie Ghost Investigators, nie? Że tam idą z tymi aparatami i próbują złapać te zjawiska na jakieś tam sprzętyTo były czasy, gdzie pojechałem sobie do Niemiec na wakacje i wróciłem z takim, to była nowość wtedy, cyfrowym aparatem, które miały taką możliwość, że udawało się łapać te orby i tego typu inne rzeczy. No to światełko czerwone, które przy tym aparacie zawsze było. No i pojechałem tam z nim na weekend. Wziąłem ten aparat i on mówi: „Dobra, idziemy nałożyć do pieca, to od razu byś mógł zrobić te swoje zdjęcia”. Bo on nigdy mi nie wierzył w takie rzeczy, mimo że sam tam doświadczał różnych zjawisk. No i poszedłem. Schodzę z nim do tej piwnicy i robię już po drodze te zdjęcia.
No i wyczerpały mi się baterie. Na to byłem przygotowany, bo oglądając te wszystkie programy wiedziałem, że te zjawiska zawsze niosą ze sobą takie ryzyko, że te baterie gdzieś tam się wyczerpują, więc miałem dodatkowe. Yy, włożyłem je.
Wszedłem do tej piwnicy, on tam dokładał do tego pieca, ja zrobiłem kolejne zdjęcie i nie mogę dalej. Aparat mi się zepsuł. No. Wróciłem do domu i tam patrzymy, co się stało. A ten aparat wyglądał w ten sposób, że miał taki teleskopowo wysuwany obiektyw, tak? Który jak się wysuwał, no to nie obkręcał się tylko tak jakby wysuwał się równolegle, tak? Bez żadnych tam dodatkowych obrotów, tak teleskopowo. A patrzę na ten obiektyw, a on jest po prostu przekręcony. Czyli ten prostokącik, który tak jakby widać na końcu zawsze tego okrągłego wysuwającego się obiektywu, był pod kątem przekręcony. Oddałem ten aparat do naprawy, no bo był nowy i ten gościu, który tam miał mi to naprawić, mówi, że no nie jest to do naprawy, bo ktoś to fizycznie kręcił, tak jakby połamał te w środku... Nie wiem, jak to nazwać. No ten mechanizm, który tam to okienko trzyma w środku, w miejscu, tak? Tak, ten mechanizm był po prostu połamany, więc nie wiem, co tam się stało, ale no mój aparat był fizycznie naruszony, zniszczony, nie do naprawy. A to chyba w takim miejscu, do którego bardzo by się trzeba było postarać, żeby tam dotrzeć, tak? To w środku było. Tak jakby ktoś złapał ten obiektyw, ten, yy- To szkiełko.
To szkiełko, tak jakby całe zostało ukręcone. No musiałbym po prostu złapać za tą wystającą część i tak fizycznie, nie wiem, złamać, przełamać to i przekręcić. Czego nie zrobiłem. Na szczęście był to cyfrowy aparat, więc od razu podłączyłem kabel do komputera i ściągnąłem te zdjęcia, które tam się zrobiły, bo udało się to zrobić. I na tych pierwszych zdjęciach, gdzie zjadło mi te baterie, było widać pełno takich tych kul, tych orbów, tak? Wiem, że to czasami pokazuje się pyłek czy cokolwiek, ale one były ułożone w takim szyku, takim wylatującym z tej piwnicy i zakręcającym za dom. Tak jakby pokazującym kierunek tej energii, tak jak ten człowiek tam wtedy wszedł. I co ciekawe, było tam tych kul jedenaście. I teściowa mojego brata opowiadała, że no w czasie wojny, jak, yy, tam akurat przechodziła granica polsko-niemiecka, no to tam uciekali jacyś tam, nie wiem, Polacy na tą drugą stronę i Niemcy zamordowali ich w tym domu. I właśnie to było jedenastu ludzi.
Tyle, ile tych kul mi się tam udało uchwycić na tym zdjęciu. Może przypadek, ale no ciekawe. A na tym drugim zdjęciu, ostatnim, które udało się zrobić przed zniszczeniem aparatu, było widać taką chmurę, która jakby gęstniała, gdzieś tam układała się w jakiś kształt. Myślałem, że to może dym papierosowy mojego brata czy coś tam, no ale on było widać go tam trochę dalej, no nie było jakby to możliwe, żeby to było to. Tak mi się przynajmniej wydaje. Zwłaszcza po tym, co się z tym aparatem stało. Wydaje mi się, że tamten dom naprawdę gdzieś tam był jakiś nawiedzony. No żeby w taki sposób aparat uszkodzić, to trzeba też pewnej jakby energii w życie włożyć, tak? A tutaj, no to się jakby zrobiło samo z siebie. No nie było to naturalne i wtedy się przestraszyłem ogólnie. No i chyba też ten mechanizm w aparacie nie jest w stanie zrobić aparatowi takiej krzywdy, prawda? No nie, zwłaszcza że tak jak mówiłem, on chowając się czy wysuwając nie wykonywał tych obrotów, tak? Tylko wysuwał się tak, że jedna szersza część węższa i tak dalej, tak? Bez żadnych obrotów, takich na zasadzie okręgu. A masz jeszcze dostęp do tych zdjęć? Wydaje mi się, że gdzieś na starym laptopie jeszcze mam to zdjęcie.
Postaram się je odnaleźć i ewentualnie dosłać, ale nie mogę obiecać, bo ten laptop gdzieś tam już nie wiem, czy da się go jeszcze włączyć. Żałuję, że sobie tego nigdzie nie zgrałem, ale to naprawdę było wiele lat temu i dopóki ten laptop działał, gdzieś tam go zawsze miałem, ale... Dysk z laptopa można zawsze wypiąć, prawda i spróbować podpiąć. Zobaczymy. Postaram się dosłać to, gdzieś tam załączyć czy tak dalej. Tych moich historii to byłoby na tyle. Może jeszcze coś opowie, bo jeszcze na koniec chciałbym zostawić taką najciekawszą historię, ale to jak opowie, to wtedy opowiemy taką historię z naszych okolic, która gdzieś tu krąży. Tak jak już prędzej wspomniał, on jest tutaj w naszej rodzinie bardziej teoretykiem, więc jest też miejsce dla praktyka, czyli dla mnie. Ja to już tak jakby ja się często śmieję, że ja mam intuicję i często gdzieś tam nawet jak nie widzę, to czuję i wiem, że coś się dzieje i gdzieś się dzieje. Więc nawet kiedy dzwonię do całej rodziny, bo mówię, że mam dziwne przeczucie, to oni są już całkowicie przyzwyczajeni do tego i nikt nawet nie pyta, nie wnika, tylko mówi: „Tak, jest wszystko okej, u mnie jest dobrze, u babci jest dobrze, u dziadka jest dobrze”. No i jakby te takie historie to już towarzyszyły mi od dziecka. Bo tak jak już prędzej wspomniał, w tym naszym domu rodzinnym na dole właśnie mieszkała babcia, czyli mama, a u góry mój tata razem z mamą i moim rodzeństwem. Mój tata to ten, który został wtedy w łóżeczku, jak lewitowały drewienka przy piecu, więc nie wiem, może po nim to mam. No i tak jakby od początku miałam takie-Wiadomo, nie pamiętam już takich sytuacji całkiem z tego czasu jakiegoś tam niemowlęctwa czy całkiem takiego-- do tego szóstego roku życia. No ale później często było tak, że jak były weekendy czy wakacje, to często schodziłam sobie do babci na dół, na weekend, na nockę. No bo babcia, wiadomo, pozwalała dłużej posiedzieć, pograć, pooglądać jakieś tam horrory takie, co rodzice nie pozwalali.
No i pamiętam, że babcia-- kiedyś takie było modne, że miało się jakby, to się nazywało trzy, dwa, jeden, czyli była taka kanapa z funkcją spania plus taka mała sofa, powiedzmy na dwie osoby i fotel. No i że jako ja, jako że ja byłam na tyle mała i mieściłam się na tej sofie, no to często tam sobie spałam właśnie w te weekendy. I wiem, no już teraz, bo kiedyś wiadomo, babcia mi tego nie opowiadała, ale później już wspominała, że zdarzały się takie sytuacje, że kiedy się przebudziła w nocy, to widziała jakieś postaci, które stały nade mną, przypominające jakiegoś człowieka. Oczywiście to było w nocy, więc wiadomo, ta postać się wydawała czarna cała. No ale zdarzało się, że widziała takie jakby, powiedzmy, osoby, które gdzieś tam nade mną stały.
Ja wtedy na szczęście tego nie widziałam. No ale później już gdzieś tam bardziej miałam styczność z tym, kiedy miałam bodajże osiem lat. Moja prababcia, czyli mama mojej babci, właśnie tej, która widziała, która ze mną mieszkała, zmarła.
I pamiętam, to jest taka moja pierwsza jakby historia, którą już fizycznie pamiętam, że kiedy prababcia zmarła, ja bardzo bałam się pójść tak jakby pożegnać, tak jak kiedyś się robiło, kiedyś bardzo często, że trzeba było iść dotknąć tą zmarłą osobę. Ja wtedy już byłam na tyle świadoma, że jednak się bałam to zrobić. No i nie poszłam się z babcią pożegnać. No i później przez trzy noce, ja wtedy sądziłam, że babcia mi się śniła. Jak to było do końca, to teraz nie jestem w stanie tego powiedzieć. Tak czy siak, babcia się pojawiała i zadawała mi pytanie, dlaczego się z nią nie pożegnałam. No, ja wtedy oczywiście mając osiem lat, no to krzyczałam za rodzicami, którzy przychodzili i jakby to wszystko rozwiewali, zapalając światło. No ale jednak przez te trzy noce ta moja prababcia się pojawiała. Dopiero kiedy poszłam na cmentarz i tam się z nią pożegnałam, no to, to wszystko ustało. No i wtedy to może się wydawało bardziej snem, moim jakimś strachem, że powinnam to zrobić, a nie zrobiłam. No ale później okazało się, że to był taki chyba początek moich jakichś tam przeżyć z paranormalnymi zjawiskami. Po paru latach, tak nie wiem, może miałam około dwunastu lat. Miałam pokój z moim młodszym bratem. No i często właśnie w weekendy lubiliśmy sobie robić takie, my to nazywaliśmy nocowanie na materacach, że wyciągaliśmy materace z naszych łóżek i kładliśmy sobie jako takie wielkie łóżko. No i pewnej nocy ja się w nocy właśnie przebudziłam i zobaczyłam, to oczywiście było wszystko na środku pokoju, no bo dookoła były nasze łóżka, szafy i tak dalej. No i kiedy się obudziłam, zobaczyłam dziewczynę, może młodą kobietę.
No, na pewno nie było to dziecko ani jakaś starsza osoba, która stoi w progu, yy, ma tak ręce założone jedna na drugą i opiera się o futrynę. Tak jak nie wiem, mama, która patrzy, że dziecko coś broi w pokoju na tej zasadzie. No i ta dziewczyna, ona nie budziła we mnie lęku. Bardziej wydawała mi się taka znajoma. Wtedy jakby ciężko mi było ją określić, ale, yy, ja dalej pamiętam jakby to, w jaki sposób ona stała. Ja na pewno nie widziałam jej nóg. Widziałam tułów, widziałam głowę, widziałam włosy. No i mam takie podejrzenie troszeczkę, bo patrząc teraz na przełomie lat, ta dziewczyna bardzo mi przypominała mnie z tego czasu teraz. Kiedyś bym sobie tego nie, jakby nie przypuszczała nawet. No bo całkiem, nie wiem, inaczej się czesałam, farbowałam włosy, miałam zawsze bardzo długie włosy, często upięte w koka.
Ta dziewczyna miała włosy za ramiona spięte w kucyk taki na dole i ten kucyk, kucyk tak jakby zwisał z ramienia. No i teraz jakby na przełomie lat właśnie w taki sposób się czeszę bardzo często. Skróciłam włosy, mam swój bardziej naturalny kolor włosów, taki jaki-- no jakby wszystko, co widziałam wtedy, przypomina mi bardzo siebie teraz. Nie wiem, czy to na sto procent mogłam być ja. No jest to dla mnie po prostu zagadka.
Zastanawiam się, czy się kiedyś rozwikła i nie wiem, w śnie zobaczę siebie leżącą tam na tym materacu na podłodze. No ale jest to dla mnie takie moje, no takie dziwne bardzo. No bo naprawdę bardzo ta kobieta przypominała mnie teraz.
No wtedy miałam z jakieś dwanaście lat, teraz mam już no prawie dwadzieścia dziewięć, więc no jakby to, w jaki sposób się zachowuję, ubieram, czeszę, wszystko się bardzo diametralnie zmieniło, więc wtedy nawet nie mogłam tego przypuszczać. A teraz bardzo często się zastanawiam, czy właśnie nie był to jakiś rodzaj, nie wiem, wyjścia z ciała, jakiś, no nie wiem nawet, jak to nazwać, ale było to bardzo takie dziwne. A masz taką stuprocentową pewność, że to, jak te postacie postrzegałaś, nie było jakby zainspirowane czymś, co mogłaś wcześniej zobaczyć? Nie, wtedy na pewno nie, bo to jakby to nie było coś, że ja na przykład-- to był taki po prostu zwykły dzień, kiedy my sobie postanowiliśmy z bratem. Nic prędzej się nie działo, bo no nie było jakichś tam sytuacji takich. Ja po prostu się obudziłam. Ja do teraz mam takie sytuacje, że w taki-- jak się wystraszę, to ja po prostu się zakrywam cała kołdrą i tam leżę nieruchomo. No i wtedy też tak było, tylko wtedy może ja nie do końca to rozumiałam.
Znaczy jakby dalej tego nie do końca rozumiem, co tam się wydarzyło-Ale teraz już na przełomie lat ja cały czas pamiętam tą dziewczynę, która tam stała jak-- oparta o tą futrynę i patrzyła się na mnie. Ona jakby... I właśnie nie było tam tego strachu. To nie było coś, że na zasadzie nie wiem, ja zobaczyłam potwora w dzieciństwie i się wystraszyłam, krzyczałam czy cokolwiek, tylko po prostu ja ją zobaczyłam. Wtedy sobie uświadomiłam, że tam coś jest. Ja już od wtedy wiedziałam jakby, że to nie jest ani mama, ani nikt z rodziny, tylko po prostu coś dziwnego. No i jakby, no zakryłam się tą kołdrą i dopiero kiedy teraz patrzę na przykład w lustro i jestem uczesana w taki sam sposób, to dopiero teraz do mnie dociera jakby, że ta postać, którą widziałam, którą pamiętam, bardzo mocno przypomina mnie z tych czasów teraz. I to jest właśnie dla mnie takie dziwne. Nie wiem, jak by to wszystko skomentowała Ada Edelman albo ktoś pokroju Lesa Hoduna na przykład. Tacy, tacy ludzie też badający te tematy, ale bardziej mający, mający większe doświadczenie ode mnie na pewno w badaniu tych zjawisk, ale myślę, że rzeczywiście możesz mieć jakiś łatwiejszy wgląd w tą niefizyczną sferę naszej rzeczywistości.
No i też nie miesza ci się, nie masz czegoś takiego, że na przykład miesza ci się jakaś wizja ze światem rzeczywistym, prawda? To jest wyraźnie jedno od drugiego oddzielone. Tak, ja to jakby, ja jakby, jak prędzej wspomniał, w naszej rodzinie temat duchów, jakichś zjawisk paranormalnych nigdy nie był tabu, więc my wiedzieliśmy od dziecka jakby, że coś takiego istnieje. Więc jakby też to, nie wiem, na zdrowo, z taką rześką głową przyjmowaliśmy.
Wiedzieliśmy, po prostu się przychodziło i mówiło: „Coś mnie straszyło w nocy”. Więc jakby dla nas to nie było na zasadzie takich koszmarów, jakby nie wiem, można było sobie wyobrazić, że dziecko ma, że to jest: a naoglądało się jakichś dziwnych filmów, bajek i mu się przyśniło. Czyli zawsze sobie nawzajem wierzyliście, że i opowiadaliśmy to, to z zainteresowaniem do tego- Tak. Nigdy nie było tak, że na przykład mama czy tata mi powiedzieli: „A dziecko, bo ci się przyśniło”. Nie, tam zawsze było: „No zdarza się, u nas tak jest”. Więc jakby po prostu ja umiałam odróżnić zawsze ten koszmar senny od tego, co ja rzeczywiście widziałam. No i później dalej, kiedy byłam jeszcze, ja nie wiesz, w podstawówce na pewno byłam jeszcze, to też miałam taką dziwną sytuację, bo ja też jakby jedyne moje takie wtedy było, że ja nie do końca rozróżniałam, kiedy coś rzeczywiście mi się pokazało, a kiedy mi się to pokazało we śnie. I tu miałam czasami właśnie ten problem, kiedy ta babcia do mnie przychodziła. Ja do teraz nie dam sobie ręki uciąć, że ona nie przychodziła do mnie we śnie, ale jakby ja tego nie bagatelizuję, bo też u mnie się zdarzają takie sytuacje, że właśnie we śnie coś do mnie przychodzi i ja to zawsze traktuję poważnie. No i wtedy właśnie też mieliśmy taką sytuację, że taki mój bardzo dobry kolega, no my naprawdę nie wiem, on mógł być w szóstej klasie podstawówki, no to ja w czwartej, może ja w piątej, on w pierwszej gimnazjum.
Zmarła jego mama i wtedy, kiedy zmarła jego mama, przyśniła mi się kobieta, której nigdy w życiu prędzej nie widziałam i powiedziała do mnie, że muszę się jakby zająć, przypilnować jej syna, bo może się z nim coś złego stać. Ja nie wiedziałam, o co z tym za bardzo chodzi. No i później właśnie jak dowiedziałam się tego dnia, że zmarła ta jego mama, oczywiście tam starałam się go wspierać, no ale dalej na zasadzie nie powiązywałam tego jakby z tym snem. No bo to był taki kolega, z którym się znaliśmy ze szkoły.
Czasami gdzieś tam się na tej wiosce spotkaliśmy, ale ja nigdy u niego w domu nie byłam, więc ja nigdy jego mamy nie widziałam. Tatę widziałam, bo on gdzieś tam uczestniczył w takim życiu bardziej publicznym, ale mamy nigdy.
No i pamiętam, że my poszliśmy na ten pogrzeb, no i później oczywiście tam na cmentarzu byliśmy i w ogóle. No i jak minął ten, ta cała jakby ceremonia tego pogrzebu i już się ludzie bardziej rozeszli, to ja i taka dwójka czy trójka moich znajomych podeszliśmy tam do tego grobu. No i tam było ustawione zdjęcie.
Ja na tym zdjęciu zobaczyłam tą kobietę, która mi się śniła. Ta, która do mnie mówiła, że mam zadbać o tego jej syna. Ja się wtedy dosyć wystraszyłam, no bo uświadomiłam sobie, że ta jego mama, która zmarła najpierw, jakby przyszła do mnie, żeby poprosić mnie o to, żebym się nim zajęła. Więc oczywiście no ja zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby on nie wpadł tam w jakąś depresję i w ogóle. No, ale było to takie dla mnie dziwne, bo ja naprawdę nigdy w życiu jej prędzej nie widziałam i dopiero ją zobaczyłam w tym śnie i później na tym zdjęciu na, no na tym pochówku, no bo tam jeszcze nawet nie było pomnika, no to było od razu, bezpośrednio po pogrzebie. No i to było już dla mnie taką pierwszą, jakby namacalną, można powiedzieć, sytuacją, że ja zrozumiałam, że te moje wszystkie poprzednie sytuacje to nie były jakieś wyssane z palca, tylko faktycznie, no gdzieś tam zdarza mi się to co jakiś czas. Tutaj mam takie pytanie, właściwie ono już częściowo doczekało się odpowiedzi.
Czy zapamiętałaś wygląd tej kobiety ze snu? To już wiemy, że tak. A próbowałaś ten wygląd przekazać jakby koledze jakoś to zreferować? Ja mu to powiedziałam dopiero po czasie, kiedy już zobaczyłam to zdjęcie, bo to nie było jakieś tam zdjęcie z młodości czy coś, tylko to było takie zdjęcie rzeczywiste, najprawdopodobniej niedawno zrobione. No i do teraz pamiętam te krótkie włosy, szczupłą twarz, bo to nie była osoba jakaś tam, nie wiem, z nadwagą czy otyła, tylko po prostu bardzo szczupła kobieta z krótkimi włosami. Ja widziałam blond. No potem po moich dopytaniach no to się dowiedziałam, że blond, bo tam zdjęcie było czarno-białe oczywiście.
No, ale to była no wypisz wymaluj ta sama osoba po prostu. No ja tej kobiety naprawdę no nigdy nie widziałam. Tym bardziej, że mając tyle lat no to też wiadomo, człowiek nie, nie wiem, nie chodzi na zakupy na jakieś tam, gdzie mogłabym ją spotkać. Także-No to było taki mój pierwszy kontakt, no powiedzmy kontakt z tą osobą. No i później drugi, no już na tym cmentarzu w postaci jej portretu na nagrobku. No taki można powiedzieć znak z zaświatów, który sam się zweryfikował. Dokładnie tak. I to było takie właśnie dla mnie bardzo przeżycie. No bo mówię, no ja wtedy miałam, ile mogłam mieć? Jedenaście lat?
Tak, wtedy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. Po prostu dzień widziałam, zabierałam go to na rower, to na rolki i starałam się tak, żeby... No bo on był załamany. No i jakby na ten moment no mam nadzieję, że zrobiłam wtedy wszystko, co mogłam jako osoba w takim wieku z ograniczoną ilością czasu na wychodzenie. No ale to było dla mnie takie bardzo, którego niejednokrotnie wracam teraz. Dlatego nawet w tym momencie postanowiłam to opowiedzieć. No bo wydaje mi się to takie, no swego rodzaju niesamowite. No można sobie zadać też pytanie, czemu akurat tobie się ta kobieta przyśniła, a nie na przykład jakiejś osobie z bliskiej rodziny, prawda?
Tego, tego akurat nie wiemy tak na sto procent, ale no, że się śni osobie spoza rodziny, to jest troszkę takie zastanawiające. Może dlatego, że z tobą był najlepszy kontakt, prawda? Tak mi się wydaje. Tym bardziej że prowadzi to do takiej mojej chyba najmocniejszej historii, która już miała miejsce, kiedy miałam osiemnaście, dziewiętnaście lat. To były takie moje ostatnie momenty, kiedy mieszkałam jeszcze właśnie w domu rodzinnym, zanim poznałam mojego męża. Pamiętam, że to był na pewno okres taki jesienny już i byłam z moją mamą w takiej pobliskiej miejscowości. To jest około dziesięć kilometrów od miejsca, w którym mieszkamy i tam mieszka mama mojej mamy, czyli moja druga babcia. No i ja tam jako dziecko często oczywiście jeździłam na wakacje, spędzałam tam czas. No i tam mój dziadek miał takiego kolegę, jak to oczywiście kiedyś bywało, że siedzieli sobie tam, dobrze się bawili razem. No i ja oczywiście jako taka mała dziewczynka zawsze gdzieś tam wokół nich biegałam. No i on miał takiego właśnie jednego kolegę. On się nazywał Marek i ja tego pana Marka po prostu uwielbiałam.
Zawsze on ze mną grał w piłkę, gdzieś tam biegał, ganiał się. No naprawdę dużo czasu z nim spędzałam, bardzo się z nim zżyłam. I potem, po tam, jak już byłam starsza, właśnie około tych, nie wiem, mogłam mieć szesnaście, siedemnaście lat, pan Marek zmarł.
Tylko że on zmarł w takich niewyjaśnionych okolicznościach, ponieważ rzekomo wracał do domu dróżką, którą wracał dzień w dzień i nagle go znaleźli kilka tam metrów dalej, w takim, nie wiem, bajorku, bagnie.
Tam było takie niby jezioro, no ale to taki bardziej, nie wiem, muł był niż czysta woda. Ale tam trzeba było tak trochę zboczyć z tej dróżki, no i dróżką, którą ten człowiek znał od powiedzmy pięćdziesięciu lat. Nagle go tam znaleźli.
No i tam ci miejscowi ludzie, którzy tam mieszkali, nie do końca wierzyli w to, że on tam sam się znalazł. Bardziej podejrzewali, że ktoś mógł mu pomóc. Jakby nigdy to nie zostało wyjaśnione, ponieważ no nikt się jakby nad tym nie rozwodził zbytnio. No i tam gdzieś, powiedzmy po tych dwóch latach, może roku, dwóch, już tak dokładnie tutaj nie pamiętam, ile czasu to minęło. Pamiętam, że byłam właśnie z moją mamą na cmentarzu w tamtej miejscowości, no i mieliśmy tam ileś tych zniczy. No i ten jeden znicz został, więc ja postanowiłam, że zaniosę temu panu Markowi ten znicz, który nam został, no bo gdzieś tam dobrze go wspominałam, pamiętałam o nim, chciałam po prostu to zrobić. No i tam był już później, jakiś czas minął, powiedzmy tam około dwóch tygodni. Już był ten czas taki przed Wszystkimi Świętymi. No i pewnej nocy, ja wtedy też miałam pokój z moimi braćmi, no i mój o dwa lata młodszy brat, mieliśmy tak jakby łóżka naprzeciwko siebie, że tak jak siedzieliśmy na tych łóżkach, no to siebie widzieliśmy bezpośrednio. No i ja to jestem z tych osób, które jak rano wstają, a musiałam wstawać po godzinie szóstej, no bo dojeżdżałam dalej do szkoły. Nocą dwudziesta druga ja już śpię. Mój brat to całkowite przeciwieństwo. Czyli po nocach on siedział, grał, co mnie strasznie denerwowało, no bo ja lubiłam spokój. No i pewnej nocy właśnie obudziłam się. No i widzę, on miał taki mały stolik, ale taki naprawdę on nie był za wielki.
Tam się mieścił laptop, tak żeby on sobie mógł właśnie grać. No i widzę, jak on opiera się tak jakby łokciami, tak ma założone ręce i na łokciach oparty jest na ten stolik i się na mnie patrzy. No i wiadomo, no ja się przebudziłam, więc widziałam bardziej postać niż twarz.
No i oczywiście ja w tej całej złości, że jak on może nie spać, przecież rano musimy wstać do szkoły. Więc postanowiłam, że jak to cudowna siostra, zwyzywam go. No i wtedy zaczęłam na niego krzyczeć, że on jest nienormalny, że czemu nie śpi o tej godzinie i w ogóle. No i tymi moimi krzykami okazało się, że ja tego mojego brata rzeczywistego przebudziłam, bo on już spał i tylko zobaczyłam, jak jego nogi tam na łóżku się ruszają. Ale widzę, że ta postać dalej siedzi oparta o ten stolik i się na mnie patrzy, taka pochylona w moją stronę. Więc wtedy już bardziej się rozbudziłam. No i się patrzę, kto to jest. No i to był właśnie ten wspomniany pan Marek. Ja oczywiście jak do mnie dotarło, że to jest on, no to przykryłam się, jak to miałam w zwyczaju kołdrą i się już więcej nie ruszałam. Po czym na następny dzień pojechałam na ten cmentarz, zapaliłam mu kolejny znicz i poprosiłam, żeby więcej do mnie nie przychodził.Ale nie omieszkałam, yy, położyć, yy, karty tarota na to.
No i wyszło, że to faktycznie był on, chociaż ja go widziałam. To mi nie było potrzebne, żeby to potwierdzać. No ale gdzieś tam, yy, z wróżby, jeżeli ktoś wierzy, no to chciał mi powiedzieć, jak zginął, ale ja już go wtedy zdążyłam poprosić, żeby więcej do mnie nie przychodził. Nigdy więcej mi się nie pokazał, ale to było takie dla mnie chyba najstraszniejsze, co mnie w życiu spotkało. Bo ja go widziałam i to był on.
On siedział na łóżku mojego brata, opierał się tymi łokciami, patrzył w moją stronę. No i tam był, no po prostu w moim pokoju. No to było... No i wtedy miałam, mówię, osiemnaście, dziewiętnaście lat, więc to nie było to, że jako dziecko mogło mi się coś przywidzieć, bo byłam prędzej na tym cmentarzu. Ja po prostu go widziałam tak fizycznie. No ja byłam przekonana na początku, że to jest mój brat. No bo wiadomo, jak się człowiek obudzi, no to nie patrzy najpierw na twarz. No wiedziałam, że to jest łóżko mojego brata, no to kto inny mógłby tam być? Więc ja po prostu widziałam tam jakby człowieka, nie przezroczystą postać. Po prostu ktoś tam siedział i patrzył na mnie. No i później właśnie się zorientowałam, że to był on i jakby nie wiem, czy faktycznie chciał przyjść i powiedzieć mi, co mu się stało, ale nigdy nie miałam odwagi, żeby go jakby zaprosić, żeby to zrobił. Wiem, że pewnie by przyszedł. No to by mogło być ciekawe, bo rozumiem, że, mm, nie wiem. Udało się ustalić w końcu, co mu się stało? Nie, bo po prostu jakby, no powiedzmy sobie szczerze, nie była to na tyle interesująca osoba, żeby ktoś się tym dłużej zajmował. Aczkolwiek wizja tego, że miałabym, yy, pójść, nie wiem, do jego rodziny i mu to, im powiedzieć jak zginął, trochę przeraża mnie. Więc powiedzmy, że może, nie wiem, stchórzyłam. No można by to ująć w taki sposób, że na przykład masz jakieś przeczucie, że coś... Kto może za tym stać? Jakieś podejrzenia, prawda? Znaczy podejrzenia może to jest za dużo powiedziane, bo w momencie kiedy ja go znałam, no to i później jak on już zginął, to, to ja już miałam takie szesnaście, siedemnaście lat. To już nie był ten czas, kiedy ja jeździłam do babci i dziadka tam nocować, tylko już po prostu, no ten czas minął, więc nie wiem, czy to mogłyby być jakieś przypuszczenia. No nie wiem. Jest to dla mnie naprawdę taka niewyjaśniona sprawa. Dziwna, ale jakby na tyle chyba przerażająca w moim życiu, że nie odważyłabym się go jakby, nie wiem, zaprosić, żeby przyszedł i opowiedział mi to. Chociaż miałam gdzieś w głowie, że może jego, nie wiem, dusza potrzebuje, żeby to komuś powiedzieć. Te dusze zazwyczaj widzą mnie, żeby mi to opowiedzieć, a ja się trochę boję, więc wolałam nie ryzykować. No i taką jeszcze chyba jedną z takich, yy, też, yy, namacalnych, powiedzmy, sytuacji to już miałam, kiedy już się przeprowadziłam. Bo kiedyś mi się wydawało, że to może ten nasz dom to jest taki właśnie, że przyciąga i tam się dzieją różne rzeczy, zważywszy na ten, nie wiem, może cmentarz. No może jest tam jakaś taka aura sprzyjająca. No ale wyprowadziłam się do mojego męża. Co prawda to nie jest daleko, bo to tam jest około dwóch kilometrów od miejsca zamieszkania, no ale jednak byłam już w innym, yy, budynku.
No i kiedy byłam w ciąży z moim, yy, synem... Znaczy najpierw byłam w pierwszej ciąży i też miałam takie sytuacje, kiedy jakby było-- ja często bardzo czuję jakby obecność czegoś. Ja jakby nie wiem, ciężko mi jest to nazwać, ja po prostu mam takie coś, że jakby dusi mnie w klatce piersiowej.
Czuję tak, jakby ktoś siadał mi na klatce i uciskał. I zazwyczaj to się pokrywa z tym, że później dzieje się coś, że ja coś zobaczę, coś usłyszę i takiego typu rzeczy. No i pamiętam, że w pierwszej tej ciąży właśnie miałam tak, że bardzo często mnie to gdzieś tam dusiło. No ale mój mąż też mi tłumaczył, że tutaj mieszkali prędzej dziadkowie, że babcia by nie była zadowolona, że ja jestem w ciąży, że my nie mamy ślubu, więc ja to sobie tam gdzieś tłumaczyłam, że pewnie ją to gdzieś tam mierzi, że ja tutaj mieszkam. No ale później byłam właśnie w drugiej ciąży i no jak to oczywiście w ciąży w nocy się obudziłam, bo musiałam iść, yy, do toalety. No i tam właśnie ten dom to jest też taki, to stare budownictwo poniemieckie, że te pokoje są przechodnie, czyli dosłownie można sobie zrobić kółeczko, przechodząc przez wszystkie pokoje dookoła. No i tam, gdzie my spaliśmy z moim mężem, mieliśmy sypialnię, to jak się wyszło z naszego pokoju, to było się bezpośrednio w kuchni. No i naprzeciwko naszych drzwi były drzwi do salonu moich teściów. No i też z tej kuchni tam z boku się wchodzi do toalety. No i ja chcąc iść do tej toalety, no to stanęłam jakby w progu moich drzwi. No i widzę, jak naprzeciwko mnie dosłownie, no bo tam są drzwi do salonu teściów, na kanapie na rogówce siedzi sobie mężczyzna, starszy mężczyzna w takim jakby to nazwać większym rozkroku, opierając swoje łokcie o kolana. No i się na mnie patrzy. Ja stoję, patrzę na niego, on patrzy na mnie. No ale oczywiście w ciąży chęć pójścia siku była ważniejsza i intensywniejsza niż to, że widzę ducha. Ale w tym momencie ja zdążyłam się jakby mu przyjrzeć bardzo dobrze. No i wróciłam, biegnąc z powrotem, żeby czasami nic nie stało mi na drodze. No mojego męża budzę go, bo się boję. On mówi: "Nic się nie dzieje". Ja poszłam spać. On nie spał już do rana. No i rano tam rozmawiamy o tym. Ja mu mówię o tej sytuacji, że widziałam jakiegoś mężczyznę, że wyglądał tak i tak, że miał takie zakola, że tak sobie siedział. I on mówi: "No jak tak siedział, tak siedział dziadek Romek". Ja mówię: "No, no pokazuję mu, jak on siedział, jak trzymał te ręce na tych kolanach, łokcie i w ogóle". No i on biegnie po zdjęcie.No i przynosi mi to zdjęcie. I ja mówię: „No tak, to był ten pan”. A on mówi: „No, to był dziadek Romek”, czyli jakby poprzedni właściciel tego domu. No i ja w szoku, no bo ja go widziałam naprawdę bardzo wyraźnie. Gdyby nie to, że wiedziałam po prostu, że w tym domu jakby nie może być nikt, żaden inny mężczyzna niż mój mąż i teściu, no to bym pewnie zaczęła tam krzyczeć: „Kto to jest w ogóle?” No, ale faktycznie pokazując mi to zdjęcie widziałam, że to był, yy, dziadek mojego męża.
No i ja go tak widziałam, nie, też nie właśnie na zasadzie tak jak się opowiada, że to była przezroczysta postać jakaś czy coś takiego. Nie, ja widziałam człowieka, ja bym powiedziała, że to był człowiek z-ze skóry i kości, który tam sobie siedział i się po prostu na mnie patrzył. Ja się patrzyłam na niego, on na mnie tak przez chwilę. No i potem ja właśnie już poszłam. Jak wracałam, to oczywiście musiałam zerknąć. No to go tam już nie było. No, ale wtedy już czułam strach i tak jakby w tym domu bardzo często czułam, że jakby nie wiem, ja nie jestem sama w pokoju. A że ja bardzo mocno wierzę w takie rzeczy i nie ignoruję tego, no to po prostu jakby miałam wrażenie, że ci dziadkowie mojego męża cały czas są w tym domu i oni jakby nie mogli się pogodzić z tym, że ja też tam jestem. Bez tego ślubu, bez wszystkiego.
No, ale to było takie właśnie, że ja go tam naprawdę widziałam. Ja widziałam jego twarz, bo to jakbym, nie wiem, umiała go namalować, to bym go namalowała. Ale właśnie wtedy mój mąż mi przyniósł to zdjęcie dziadka. Pokazał i na początku był taki sceptyczny, dopóki nie, właśnie nie pokazałam mu, w jaki sposób siedział. I jak usłyszał, że ja to powiedziałam, no to właśnie wtedy pojął po to zdjęcie, bo powiedział, że dziadek Romek zawsze tak siedział, że nigdy nie siedział, nie wiem, niektórzy siedzą, no, trzymają noga na nogę czy coś, a dziadek Romek właśnie rzekomo zawsze siedział w taki sposób, w jaki ja to opisałam. No i tam była taka właśnie moja pierwsza taka sytuacja, że faktycznie tak rzeczywiście coś widziałam i no też jakby na pewno to nie był sen. Tym bardziej, że ja wyszłam z tego łóżka, napiłam się wody, przeszłam przez nasz pokój, weszłam do tej kuchni, więc to nie było na zasadzie, że ja idę z prawie zamkniętymi oczami, tylko ja byłam na pewno świadoma tego, co się dzieje. No można tutaj spekulować, co spowodowało pojawienie się akurat tego dziadka w tym miejscu. Czy może to, że jest jakby przywiązany do tego miejsca? Ale też są teorie mówiące o tym, że pewne sytuacje jakby nagrywają się w pewnych miejscach i się odtwarzają. Może nagrało się to, jak on tam siedział. Musiał tam siedzieć oczywiście bardzo często i tak jakoś to się odtworzyło.
Zobaczyłaś jakby sytuację z przeszłości, prawda? No właśnie to chyba nie tutaj, bo dziadek mieszkał w tych pokojach, w których my mieszkamy. On w tamtym pokoju to bywał. On właśnie... I tutaj też tak mogę, bo ja jestem właśnie też z tego typu osób, które, yy, no wierzą w jakieś tam, powiedzmy, rytuały i tego typu rzeczy. Więc kiedy już naprawdę czułam się tam taka może nie wiem, brzydko to zabrzmi, nękana, ale nie w sposób, że ja widziałam, tylko że czułam. Bardzo źle się tam czułam, to po prostu pewnego dnia postanowiłam, no, powiedzieć, że jeżeli mnie będą nawiedzać, no to odprowadzę ich rytuałem na drugą stronę. Jakkolwiek to brzmi, może to dla mnie było lepsze w mojej głowie, ale od tamtej pory już gdzieś tam nasze drogi się nie przecinają, aczkolwiek trwało to przez jakieś dwa, trzy lata, zanim się gdzieś tam, mm, zdecydowałam na taki jego typu mały rząd.
Tutaj wcześniej wspominaliście o tym, że w waszej rodzinie od dawna się rozmawia tak otwarcie, po prostu o tego typu tematach paranormalnych. No, z jednej strony jest to dobrze, bo to świadczy o ot-otwartości umysłów. Też takie jakby wprowadzenie w te tematy otwiera pewne klapki młodszym członkom rodziny, ale też trzeba zawsze chyba też brać poprawkę na to, że no, jednak to jest też kształtowanie w jakiś sposób sposobu, w jaki dzieci postrzegają później rzeczywistość.
Czy nie macie jakiegoś takiego wrażenia, że postrzeganie zjawisk paranormalnych było jakoś natchnione tym, co usłyszeliście w dzieciństwie? No, ja za wiele rzeczy nie widziałem. Bardzo mnie to tylko interesowało i jedyne co-- nie wiem, czy, czy nazwałbym to natchnionym, co bardziej zwracaliśmy na to uwagę i nie wstydziliśmy się o tym mówić. Bo jeżeli my wchodzimy w relacje z jakimiś innymi ludźmi, każdy ma jakieś takie historie, tylko wszyscy się wstydzą o tym mówić. Boją się, że zostaną uznani za kogoś. A dla nas to po prostu może pozwoliło nam o tym mówić między sobą przynajmniej w taki otwarty sposób. Nikt nikogo nie oceniał i jak ktoś coś doświadczał, to mogliśmy o tym porozmawiać. No i nigdy też nie było to na zasadzie, że babcia opowiedziała mi dzisiaj, no to ja jutro widzę coś. To zawsze były sytuacje, które były od siebie oddalone. No jedną mam taką, że z tatą to ja już mieszkałam właśnie u mojego męża i wstawałam rano do pracy i to była piąta rano. I ja się przebudziłam i miałam wrażenie, że zobaczyłam właśnie tą wspomnianą prędzej moją prababcię. Tak jak jest roleta na oknie, to powiedzmy, że w rogu, ale ja tego nie potraktowałam poważnie, dopóki mój syn się nie przebudził w tym samym czasie. Miał wtedy z jakieś trzy lata, może trzy i pół, i pokazał palcem w to samo miejsce, na które ja patrzyłam i powiedział do mnie: „Mamo, zobacz”. I wtedy ja sobie zdałam sprawę z tego, że nie tylko ja to widzę, ale mój trzyipółletni syn też to widzi i pokazuje mi palcem w miejsce, na które ja widzę moją prababcię. No i to była piąta rano i tego samego dnia, tylko że w domu właśnie moich rodziców, babci, mój tata tylko o godzinie siedemnastej, czyli o piątej po południu, też widział tą samą babcię, jak przechadza się po korytarzu wspomnianym właśnie.W domu. I my też od razu sobie tego nie powiedzieliśmy, no bo ja mieszkam w innym miejscu, po prostu gdzieś tam- On wtedy nie wiedział, że to babcia, tylko po prostu z żoną zeszli do mojej mamy na kawę, bo oni zawsze tam piją sobie kawę o jakiejś tam godzinie popołudniowej. No i zszedł i tam sobie coś myślał i widział, że przed nim idzie ktoś. I on pomyślał, no nie patrzył, tylko coś tam sobie, nie wiem, czy w telefon, czy w cokolwiek i szedł za tą osobą, myśląc, że to jego żona idzie z przodu o tyle przed nim. No i minął ten jeden pokój i idzie dalej tam, gdzie szła ta postać. No ale po chwili się zorientował, że wszyscy siedzą w tym wcześniejszym pokoju, bo tam tak jak mówiłem, wzdłuż tego korytarza są po prostu po kolei drzwi do różnych pomieszczeń. No i wrócił się, patrzy, tam wszyscy siedzą, jego żona, moja mama i tak dalej.
No i wtedy się zorientował, że po prostu za kimś szedł. No i posturą przypominała babcię, bo babcia też była taką zgarbioną osobą i gdzieś tam już jak sobie przemyślał to, no bo... I okazało się, i to też wyszło gdzieś tam dopiero po kilku dniach, bo my się nie widzieliśmy wtedy. Ja przyjechałam, rozmawiamy i on do mnie mówi, że on widział właśnie chyba babcię Helę. A ja mówię: „Ja też widziałam”. I tak, ja mówię: „Ja o piątej rano, on o piątej po południu”. No i takie rzeczy, gdzie, no jakby nie mieliśmy możliwości rozmowy prędzej, no bo jest środek tygodnia, pracujemy, mamy swoje życia, mieszkamy w innych domach, a okazuje się później, że gdzieś tam... No dla mnie najbardziej, ja bym to może i potraktowała, bo ja też nie mam tak, że ja wszystko, cokolwiek zobaczę, usłyszę czy coś, no to traktuję już to jako zjawisko paranormalne. No ale w momencie, kiedy ja patrzę i się zastanawiam i nagle widzę, że mój syn się budzi i pokazuje palcem dziecko w to miejsce, na które ja patrzę i mówi do mnie: „Mamo, zobacz, no że tam ktoś jest”, no to już bardziej daje do myślenia. No to jest takie zdrowe, myślę, podejście. Coś się wydarzyło, okej, odnotowujemy, jakoś tam zapisujemy sobie w pamięci. Może jakoś tam później się to uda zweryfikować, potwierdzić, nie wiem. Dokładnie.
Dokładnie. Zwłaszcza że te nasze historie tak tutaj są jedna po drugiej, tak? Ale to jest przełom naprawdę kilkudziesięciu lat. Tak. Nie jest tak, że codziennie coś się dzieje, tylko po prostu są zebrane to, to nasze opowieści naprawdę z całego naszego życia tak naprawdę. No tutaj muszę powiedzieć, że wkurza mnie w komentujących na YouTubie takie stawianie często zarzutu: jak to jest, że jednej osobie tyle rzeczy się przytrafiło? Przecież to niewiarygodne, prawda? Nikt nie bierze pod uwagę, że osoby te opowiadają po prostu przeżycia z kilkudziesięciu lat, tak? Nie, nie dzieje się to codziennie.
Niektórzy najchętniej chyba ustawiliby jakiś limit, powiedzmy jedno albo dwa wydarzenia w życiu i więcej nic. Coś więcej przeżyłeś, jesteś niewiarygodny. Jak widzisz trzy, to jesteś wiedźmą. Tak. Na kark jak za komuny. Albo na pewno zmyśliłeś.
Tak. No i teraz może na koniec jeszcze opowiemy tą taką historię, która jest ogólnie dla mnie najbardziej przerażająca. To już jest taka bardziej kategoria, no już wiem, jak to nazwać, dzięki waszym programom, żywy folklor, czyli takie typu zjawiska jakichś dziwnych postaci. Takie spotkania z postaciami i obiektami znanymi z folkloru ludowego, tak? Już nie duchy może czy coś tam, tylko jakieś takie no nienaturalne postaci. Pierwsze, co mi na myśl przychodzi, to właśnie mama opowiada i się z tego trochę śmiejemy, ale ona opowiada, że jak była dzieckiem, mieszkała tam właśnie w tej innej miejscowości, gdzie Martyna tam potem- Gdzie był pan Marek.
Gdzie był pan Marek. To wszystko na Pomorzu, tak? Tak, tak, to jest wszystko w obrębie maksymalnie dziesięciu kilometrów. No to ona opowiada, wierzy w to, bo obudziła się w nocy, bo ktoś jej zabierał kołdrę i jej ściągał tą kołdrę. Szarpał się z nią. Szarpał się z nią i ona tak wstała, usiadła i widziała po prostu, jak były takie wersalki, tak?
Tapczan, on miał. Tak, że po prostu krawędzie tego łóżka, tak jak się ma takie oparcie na rękę czy coś, no to one były takie drewniane, takie wyższe trochę, jak to nazwać. Drewniane, wystające. Widziała krasnala takiego po prostu chamskiego, w czerwonej czapce i tak dalej, brodatego. Tylko mówiła, że miał bardzo nieprzyjemną twarz, taką wredną, że ona się go bała trochę. I on tak jakby przez tą poręcz tego łóżka tak jakby sięgał, bo tak jakby nie dawał rady tak bezpośrednio, tylko tak widać było, że z wysiłkiem tak jakby przykłada rękę i jej próbuje zabrać tą kołdrę i tak się z nią siłuje. No i ona się z nim tam szarpała o tą kołdrę. To też nie było we śnie, tylko ona była wybudzona i tak ciągnęła za tą kołdrę, szarpiąc się z takim, no jak zdajki krasnalem czy gnomen. To taka historia dodatkowa, ale generalnie to, o czym chciałem opowiedzieć, to jest taka historia, która no wzbudza we mnie trochę lęku, bo zawsze się boję. Jak teraz mieszkam gdzieś indziej w ogóle w osobnym domu, to gdzie się spotkaliśmy dzisiaj na weekend, żeby sobie spędzić czas i powspominać, dlatego postanowiliśmy też zadzwonić. Mam takie drzwi przesuwne tarasowe w salonie. No i zawsze się boję, że zobaczę coś takiego właśnie przez to okno, nie, jak sobie o tym myślę.
Dlatego to mi tak trochę zryło banie. No ale przechodząc do rzeczy, moja mama opowiadała, w ogóle całe jej rodzeństwo, że dawno temu, moja mama jest rocznik pięćdziesiąty siódmy, więc ona tam była, nie wiem, nastolatką. Jej starszy brat, bo oni mieli tam gospodarstwo rolne i w ogóle działkę wielką, jak jeszcze nie było tych płotów takich, to tam nie wiem, oni tak opowiadali, że były takie na polach à la szałasy, których trzeba było pilnować, żeby jakieś tam dzikie zwierzęta nie zniszczyły upraw, ziemniaków czy czegokolwiek.
I oni tam chodzili z jakimiś, nie wiem, nie wiem, jak to nazwać, takimi dzidami, pikami czy coś tam. Z jakimiś takimi sprzętami odstraszającymi, tak? No dokładnie, żeby tam te ewentualne zwierzęta gdzieś tam odstraszyć. No i ten- Z psami. Z psami też. No, no wiadomo, tam wszyscy mieli psy. No i mój wujek wracał już nad ranem z tego pola tam do domu z tymi psami i żeby tak narysować taką, bo to się przyda w późniejszej części tej opowieści, była taka droga asfaltowaProsto i tak jakby równo na krzyż przechodząca droga polna. Z jednej strony była gdzieś tak, nie wiem, dwieście metrów tej drogi i dochodziło się do tych zabudowań, gdzie oni mieszkali. Tam były tak naprawdę tylko trzy domy i w ogóle same lasy. No i po drugiej stronie tej drogi asfaltowej druga polna droga tak równo na krzyż prowadząca do tych ich pól, gdzie tam te rzeczy się działy. No i on już był gdzieś tak nie wiem, sto metrów od tej drogi asfaltowej, wracając z tych pól i z lasu wyszła mu postać, którą on opisywał. On mówił, że to było ni niedźwiedź, ni małpa. Takie owłosione wielkie stworzenie. No, my się śmiejemy, że to było jakieś yeti czy co. Takie wysokie, z taką sierścią, takie ciemne i po prostu nic się nie odzywało, nic nie warczało, nic z tych rzeczy, tylko stało, yy, naprzeciwko niego, takie na półtora metra na wyciągnięcie tego jego patyka, biki jakieś, nie wiem, czy co tam miał z jakimś takim ostrzem na końcu. Tak on to trzymał i na odległość tego patyka to po prostu stało od niego.
Psy w tym momencie piszczały mu pod nogami tak, że on prawie się o nie przewrócił, bo one się jakby chowały za nim. Nie atakowały tego czegoś, tylko piszczały i kręciły mu się wokół nóg chowając się za nim. A on był taki bardziej zszokowany. Nawet się tego nie bał za bardzo, tylko był zdziwiony co to jest. No i z tego, co opowiadano, to on jakby próbował na to nachodzić. To się cofało. Gdy on się cofał, to to szło za nim cały czas zachowując jakby tą samą odległość na wyciągnięcie tego, tego patyka. No i on tak szedł tyłem do tej drogi asfaltowej przez te metry, ile mu tam zostało. To było koło takiego stawu i w momencie, gdy znalazł się na tym skrzyżowaniu tych dróg, po prostu ogarnął go jakiś rodzaj lęku, przerażenia. Się zaczął tego bać. Odwrócił się i nawet nie patrzył, czy to za nim biegnie czy cokolwiek. Po prostu pędził ile sił do domu i dziadkowie opowiadali, że on jak wpadł, to był taki przestraszony, że oni nie mogli z niego wydusić, o co mu chodzi. On po prostu, no był przerażony i gdy w końcu wyciągnęli z niego, co się stało, dziadek z innymi, no z jego braćmi poszli w tamto miejsce zobaczyć ślady, bo tam akurat koło tej asfaltowej drogi jest taki piach, że no jakby się jechało rowerem, to można byłoby się wywrócić.
Po prostu taki, wiesz, czysta taka droga bardzo mocno, nie? Że zostawiłby ślady. No i oni tak poszli zobaczyć, co tam było. Widzieli ślady tylko jego i tych psów. Niczego więcej. Że to tak, jakby nie zostawiało śladów.
Czyli tak jakby postać niematerialna, ale wydawała się całkowicie fizyczna. I tutaj też ta reakcja psów jest bardzo znamienna, bo normalnie pies powinien chyba, nie wiem, jakoś intruza spróbować odstraszyć, jakoś go oszczekać, coś. Zwłaszcza że jest jego właścicielem, więc powinien tak jakby teoretycznie- No i tam były psy przyzwyczajone do tego, że szły pilnować i miały przeganiać jakby te zwierzęta.
No i on po prostu tak jakby to, nie jako też coś nienaturalnego, przezroczystego czy nienamacalnego, tylko on twierdził, że widział niedźwiedzia. No a na Pomorzu niedźwiedzie no to no nie spotykane. On opowiadał, że to miało ponad dwa metry wysokości. To było ogromne i po prostu stało na dwóch łapach. To nie było coś, co tak jakby tylko chwilę, tak jak niedźwiedź, nie wiem, potrafi też stanąć na tylne łapy i tam przejść tak jak w filmach widziałem, ale to po prostu się tak poruszało, takie człekokształtne, tylko że bardzo owłosione i, i tak dalej. No i to była taka nasza rodzinna legenda, tak jakby wszyscy to opowiadali przy okazji tych właśnie spotkań jako taką ciekawostkę. Jak próbowaliśmy zapytać tego wuja, on nigdy nie chciał o tym opowiadać. On mówił, żebyśmy o tym nie rozmawiali i jedyne relacje, które tak jakby gdzieś do nas docierały, to było od tego rodzeństwa czy od dziadków, którzy opowiadali to jako historię, ale on jakby do końca życia, on już nie żyje, się tego bał i nie chciał o tym mówić. I o ile gdzieś tam traktowalibyśmy to jako rodzinną taką legendę i, i tak dalej, o tyle w tej samej miejscowości wiele lat później, bo to już było kilkadziesiąt lat później nawet ten wujek już nie żył. Mój brat ogólnie prowadzi taki zakład stolarski, więc jest stolarzem, tam meble jakieś, schody i tak dalej. No i remontował kościół w tej miejscowości, w której tam to się działo. Znaczy nie w samej miejscowości, bo to były okolice, bo to były takie pola pięć kilometrów jeszcze dalej, no ale jechał do tej miejscowości, gdzie był ten kościół i tam remontował te ławki, jakieś te filary i tak dalej. I jadąc tam samochodem z tym całym sprzętem, tym swoim busem, mijał jakiegoś gościa, którego znał, kojarzył. Więc on go tam zatrzymał na stopa i postanowił go podwieźć. No i tam sobie rozmawiają, rozmawiają i mijają w pewnym momencie jakieś takie też skrzyżowanie dróg.
I ten gościu mówi do mojego brata, że ty nie uwierzysz, co tu ja widziałem ostatnio, że jechał rowerem z tej jednej miejscowości do drugiej i właśnie z lasu wyszło mu... I on opisał to identycznie jak mój wujek te kilkadziesiąt lat wcześniej. Też takie wielkie, owłosione i tak dalej. Zastąpiło mu drogę. On się zatrzymał tym rowerem i po prostu zaczął uciekać z powrotem.
Nie wiem, czy to go goniło, czy nie, bo nie pamiętam. Ten pan już też umarł niedawno, ale opisał to identycznie jak mój wujek. I to już była druga historia z tego samego terytorium, tutaj z naszych okolic, która, która coś takiego widziała. Kolejną osobą, która to tutaj widziała, był taki pan. Jeszcze spróbuję narysować tło tych wydarzeń, bo między liceum a studiami pojechałem sobie do pracy do Niemiec również. Tam potem pracował mój brat i spotkałem tam taką, no tych innych pracowników i wśród nich była taka pani, która pochodziła z tych samych okolic co ja, ale generalnie mieszkała gdzieś już na południu PolskiNo ale też pracowała w tym samym zakładzie w Niemczech. I że ja lubię rozmawiać sobie o takich rzeczach, no to w końcu jak tyle czasu się spędza w tej pracy osiem godzin na jakichś takich odmóżdżających tak naprawdę pracach, bo wiadomo, to była taka jakaś tam praca fizyczna w jakiejś fabryce robiącej karmę dla zwierząt czy jakieś tam gryzaki i tak dalej. No to spaliśmy i w końcu zszedł temat również i na takie rzeczy. I opowiedziałem tą taką naszą historię rodziną o tym małpoludzie. My tak to nazywamy. I ona mówi, że: „co ty opowiadasz? Mój brat, który też mieszkał tutaj w naszych okolicach, jak oni byli dziećmi, opowiedział, że bawił się na jakichś tam łąkach, polach i zobaczył też coś takiego”. Tylko że ona mówiła, że on zawsze opowiadał, że widział diabła, bo no wiadomo, owłosiona jakaś postać. Tak dawno temu wszyscy oglądali jakieś tam, nie, Diabu-- jak to było? Diabeł Piszczałka czy coś takiego. No, on tak był przedstawiany w tych, nie wiem, czy pamiętasz takie coś?
Chyba była taka bajka Diabeł Piszczałka czy coś takiego. Takie coś leciało jak byłem mały, nie, że to było takie zabawne niby, ale no tam był taki, taki stworek przedstawiony właśnie też taki włochaty. No i on opisywał to, że widział diabła, no bo mu się skojarzyło z tą bajką i pamiętał, że babcia zawsze im mówiła, że jak coś strasznego, to biegnij albo na skrzyżowanie dróg, bo to znak krzyża, albo w zboże, bo to jest święcone chleb i tak dalej. No i on też pamiętam, ona mówiła, że pobiegł tam właśnie na tą krzyżówkę, żeby to go zostawiło, bo to tam za nim szło. I wtedy jak już tą trzecią historię dostałem i tak sobie skojarzyłem, że ten mój wujek też tak jakby do tego skrzyżowania dróg doszedł i przestraszył się i pobiegł do domu i to chyba za nim dalej nie biegło, że coś w tym chyba musi być. No właśnie znalazłem tutaj. Rzeczywiście Diabeł Piszczałka to postać z powieści Kornela Makuszyńskiego.
Ja tego akurat nie kojarzyłem, ale znalazłem odniesienie także. No nawet tutaj jest jakoś tak ten diabeł zobrazowany na tych zrzutach z- Grafikach, tak. Tak, na grafikach. No, dosyć przerażająca aparycja, szczególnie- No tak, coś- W takich ciemnych okolicznościach coś takiego zobaczyć. Masakra. No dokładnie. Osobiście na szczęście nigdy tego nie widziałem i mam nadzieję, że nie zobaczę nawet przez moje oko tarasowe.
Ale generalnie gdzieś tam krążą takie u nas opowieści. I jeszcze to są trzy jakby niezależne, bo te osoby się ze sobą nie znały, które ja zdołałem zebrać te historie, tak? Od tego mojego wujka, od tej pani i od tego pana, którego mój brat tam podwiózł raz. No to te trzy osoby w ogóle nie mają ze sobą nic wspólnego. I widziały, i opisały identyczną postać, która tutaj w naszych okolicach gdzieś tam grasuje. No i oprócz tego kiedyś, jak byliśmy mali, jest takie połączenie kolejowe, które już w ogóle od dawna tutaj nie działa. Ale jak byłem mały, no to tam jeździły jeszcze jakieś pociągi towarowe i my jako dzieciaki często biegliśmy sobie na taki pobliski most, żeby zobaczyć, jak ten pociąg na dole przejeżdża. To była rozrywka, ale generalnie no tak było i mój kolega kiedyś, jak pojechał ze swoimi znajomymi tam, oni troszkę dalej mieszkali od nas, więc ja w tym nie uczestniczyłem. Pojechali właśnie na ten most i opowiadał, że też z krzaków wyszła mu jakaś taka postać i on zawsze pokazywał jeszcze tak śmiesznie, jak to za nimi biegło i pokazywał takie ruchy małpy. Wiadomo, nie, ona tak pochylona skacze jeszcze tymi rękoma macha czy coś. My się z niego zawsze śmialiśmy i nie wierzyliśmy mu w to tak naprawdę.
Tylko raz jego mama, jak on nam to opowiadał, akurat była na podwórku, gdy on to nam opowiadał i mówi, że no naprawdę spadł do domu taki przerażony i opisywał, że coś takiego go goniło. Więc to jest taka czwarta, no mniej taka wiarygodna historia, ale jednak też z naszych okolic, że ktoś coś takiego widział. No tutaj próbowałem jakoś zweryfikować opcję pod tytułem, że to mógł być niedźwiedź i się okazuje, że na Pomorzu niedźwiedzie praktycznie nie występują, także można to jakby odhaczyć. No i zachowanie w ogóle tego stworzenia też raczej na niedźwiedzia nie wskazuje, bo niedźwiedź chyba był, był bardziej agresywny, tak? W stosunku do świadka. No wydawałby jakieś dźwięki czy no w końcu spadłby na te cztery łapy. A najdłuższą i najbardziej wiarygodną historią jest ta opowieść tego mojego wujka. A on opisywał, że to po prostu- Psy też inaczej by...
No, miało pionową postawę ciała, nie spadał na te cztery łapy i po prostu poruszał się, no zachowując taki dystans między nim a sobą. I to tak było. Bardziej wskazywałoby na takie, nie wiem, Yeti czy coś. Nie wiem, czy u nas Yeti jest, czy nie ma, ale taka jest historia u nas w rodzinie i w okolicach. No historie z Yeti są jakieś, ale to są bardziej tereny obecnej Białorusi, Ukrainy, Kresy Wschodnie, prawda? Ta słynna historia, którą kiedyś opisałem, przekazał mi ją jeden potomek Polaków, polskich imigrantów mieszkający w Chicago o tak zwanym Dziecko. Do teraz nie wiem, nie, nie mam pewności, jak tę nazwę w ogóle się powinno wymawiać poprawnie. Podobno to jest z ukraińskiego dziacko, jakieś dziadzisko, taki jakiś stwór przerażający, też humanoidalny, też takiej aparycji trochę małpiastej. No ale Polska w ogóle to jest taki teren, gdzie małpa raczej w lesie by się nie uchowała niezauważona przez dłuższy czas, prawda?
No prawda. Zwłaszcza dwumetrowa i tak dalej, nie? Jeszcze z takich ciekawostek à propos nie wiem, czy to można podpiąć pod ten sam temat. To brat z jego dziewczyną kiedyś jako takie młodzieniaszki jak zaczynali ze sobą chodzić to jeździli palić papierosy, żeby ukrywać się przed rodzicami na jakieś takie parkingi leśne, nie? No i mieli taki swój ulubiony parking, gdzie zawsze sobie jeździli. I pewnego razu jak tam sobie zaparkowali, -...
zobaczyła gdzieś w środku lasu jakąś taką, no nie wiem, przywidziało jej się, że myślała, że to drzewo, ale to zaczęło tak jakby się ruszać między drzewami innymi, więc widziała, że to nie jest to i tak jakby „Szybko, chodźmy do samochodu” i weszli do tego samochodu i zanim zdążyli odjechać, to w ich samochodzie lusterko to boczne, tak jak wiadomo, nie, przy drzwiach zostało wykręcone też do góry nogami, tak że po prostu to szkiełko było skierowane do przodu w stronę kierunku jazdy, gdzie samo by się tak nie zrobiło. I w ogóle jak już wrócili do domu, to próbowali to jakoś naprawić i tylko właśnie tak fizycznie przekręcając je, wiadomo. No to też by trzeba było dużo siły włożyć, żeby tak przekręcić lustro. Zwłaszcza że oni nic nie zrobili, tylko wsiedli do samochodu, jak się przestraszyła, że widzi jakiś ruch w lesie, nie? No to tylko tyle. No i ostatnią historią, która jeszcze mi przychodzi na myśl, zanim może ten już cię puścimy, to jest jeszcze ten mój brat, który tam wtedy został. No to opowiadał kiedyś, że w takiej miejscowości też niedaleko od nas, gdzie jeździł na wakacje, był z moją kuzynką i chodzili sobie tam.
Jest taki pałac, bo u nas jest pełno takich pałacy po rodzinie Puttkamerów i w tych miejscowościach różnych są tam te pałace po tej szlacheckiej rodzinie, tam niemieckiej, nie, bo to kiedyś były terytoria Niemiec, no to te pałace potem były przerabiane na po prostu budynki mieszkalne. No i w jednym z tych mieszkań mieszkała jakaś tam ich znajoma, koleżanka tej mojej kuzynki. No i ona poszła tam do niej, bo miała do niej jakąś sprawę. Mój brat został przed tym budynkiem i przed tym pałacem ogólnie jest taki park, do którego prowadzi taka, wiadomo, ścieżka, droga. I on patrzy, a w tym parku biegają psy. No i te psy sobie tak biegały trzy z jednej strony drogi na drugą, tak jakby po tym parku biegały po tych liściach. No ale one im były bliżej. To on się zaczął im przyglądać i zobaczył, że one są przezroczyste, że widzi przez nie te drzewa i liście, które są za nimi. I zaczął się trochę bać i zaczął się cofać, tak jakby zbliżając się do samego budynku.
Potem zaczął wchodzić po schodach, bo one tak jakby przelatując z jednej strony tej dróżki na drugą, coraz bardziej się do niego zbliżały. No i on już podszedł aż pod same drzwi, a te psy już były na wysokości miejsca, od którego on tak jakby zaczął je widzieć, czyli gdzieś tam już całkiem blisko. No i w tym momencie z tego domu, z tego pałacu, z tego no budynku wyszedł jakiś gościu, no mieszkaniec tamtejszy.
On się przestraszył, tak jakby no powiedział dzień dobry czy coś i odwrócił wzrok. Spojrzał i tych psów już tam nie było. To też taką ciekawą historię on zawsze opowiada. No taka ciekawa rzeczywiście historia.
Rzadko dostaję w ogóle jakieś zgłoszenia o obserwacjach duchów zwierząt. Najczęściej ludzie zgłaszają się z obserwacjami jakichś osób, tak? No i ten mój brat ogólnie też ma dużo takich historii, dlatego się śmiejemy, że przez to, że został- To mój tata, dlatego ja mam pewnie. Dlatego jak zostawiła go mama w tym łóżeczku, to on dzięki temu ma jakieś tam zdolności. Z takich jeszcze strasznych historii, które on opowiada i która mi przyszła teraz na myśl, to jak zaatakowała go, no nie wiem, zmora? Tak to się mówi chyba, w nocy, że no spał z żoną w łóżku. No i się obudził rano tak leżąc głową na bok i rękę miał tak wyciągniętą i mówi, że nagle nie może się ruszyć. No i mógł przekręcić tylko głowę. No i to mu się udało i zobaczył na sobie po prostu postać takiej starej kobiety z chustą na głowie. I najbardziej przerażające jest w tym to, że ta głowa była tak jakby, nie wiem, pięć, dziesięć centymetrów od jego głowy. Tak jakby ona była tak pochylona tuż nad nim i on widział po prostu jej twarz. Tak dosłownie, tak jak, no super blisko. I babcia nam zawsze opowiadała, że no wiadomo, nie, kiedyś tam takie babcie opowiadały, że jak jest zmora, bo to było częstsze, że trzeba ją złapać przynajmniej za włosy.
No tak u nas na Kaszubach o tym mówiono, że za włosy musisz złapać tą zmorę i z siebie zerwać czy coś takiego. No i on sobie to przypomniał jak to zobaczył, bo był taki przestraszony i tak się siłował tą ręką. W końcu mu się udało i on opowiada, że wtedy to było najbardziej przerażające, bo ta postać zaczęła jakby krzyczeć, ale bez dźwięku, tak? Widział ten grymas twarzy, takiego jakby nie wiem, bólu, krzyku czy coś tam. I to tak jakby go puściło w tym momencie i mógł się w końcu ruszyć, nie? No najgorszy jest ten paraliż i jak już puści ten paraliż, to wtedy wszystko idzie prawda w takich sytuacjach lajtowo.
Obym tego nigdy nie doświadczył, bo to mnie trochę też przeraża. No to chyba byłoby na tyle. Więcej chyba historii nie mamy. Przygotowanych. No. No fajna taka Paranormalna Społeczna wyszła dwuosobowa dzisiaj. Dosyć takie to wszystko poukładane. Tutaj też za jedno z tych pytań, które zadałem, pewnie niektórzy słuchacze by mnie udusili, że tak to ujmę, bo czasami widuję komentarze na YouTubie: „Pan się zajmuje takimi tematami, a jest pan sceptykiem. Jak to tak to?” Tutaj to pytanie o te prawda rozmowy we wczesnym dzieciństwie, które jakby mogły ukierunkować wasze postrzeganie rzeczywistości. Ale z drugiej strony też takie rozmowy powodują, że jakby u młodego człowieka ta dziedzina paranormalna wchodzi w obszar postrzegania i jakby to ułatwia w pewnym sensie też dostrzeganie tego typu zjawisk, tak? No ja uważam osobiście, że każdy z nas na początku ma takie zdolności. I tak ja zawsze podaję ten przykład, że tak jak nasze oczy teoretycznie jak sobie zamkniemy jedno oko czy drugie widzimy nasz nos, ale jak patrzymy na co dzień, przestajemy po prostu zwracać na to uwagę. Nie widzimy tego nosa, mimo że nasze oczy go widzą.
Po prostu wyłączamyRzeczy, które dla nas są niepotrzebne i w pewnym wieku, no to postrzeganie tego świata jest dla mózgu zbyt obciążające. A przyroda jest leniwa i zawsze woda płynie po najmniejszej linii oporu tam, gdzie ma z górki. I tak też chyba mózg jest leniwym mięśniem, gdzie po prostu wyłącza nam pewnego rodzaju rzeczy, które do tego życia codziennego nam no nie są potrzebne. Ja sobie to tak tłumaczę i- No nie da się, prawda, skupiać na wszystkim naraz, tak?
Dokładnie. No zbyt dużo po prostu czynników jest dookoła nas i mózg musi się przełączać. Nie jesteśmy w stanie skupić uwagi na wszystkim, bo po prostu by nas to wyłączyło z, no nie wiem, działania, tak? No i u nas też jest to, że mając tyle różnych historii to nie jest tak, że my z każdą błahostką opowiadamy, bo to nie wiem, coś zaszeleściło gdzieś. No to, to nie jest historia, to trzeba coś mieć więcej do powiedzenia, bo inaczej to nie przejdzie w tej rodzinie. Więc to też nie jest tak, że my nie wiem, od razu twierdzimy, że to na pewno był duch, tylko też sobie gdzieś tam próbujemy to racjonalnie tłumaczyć.
Dopiero kiedy są takie sytuacje, których się nie umiemy wyjaśnić, to wtedy- Po prostu nie negujemy. Wierzymy, że coś takiego istnieje. No i macie chyba też w swoim repertuarze zarówno historie, gdzie świadków było aż tylko ponad jeden. A macie też takie, gdzie świadków było więcej, tak? No dokładnie.
No tak. Z takich jeszcze historii, no gdzie było mnóstwo świadków, to na przykład jak zmarł mój dziadek, no- I twój tata też. Słychać było... Po prostu u nas jest taka tradycja, że jest coś takiego jak pusta noc, czyli dzień przed pogrzebem. Po prostu cała rodzina gdzieś tam się zbiera i modli tak jakby w tą ostatnią noc przed pogrzebem, yy, ro-- mówiąc te wszystkie różańce i tak dalej. No i jest pełno takich historii u nas w rodzinie, że było po prostu słychać, jak ta osoba tym swoim charakterystycznym, tak jak dziadek akurat powłóczył już trochę nogami na starość, no to było słychać ten jego charakterystyczny chód. Twój tata było słychać wózek inwalidzki- No ... który gdzieś już lekko skrzypiał, jakby jeździł po korytarzu. Więc takie też są his- To ja też pamiętam mając sześć lat i pamiętam, jak siedzieliśmy wszyscy razem i to nie było w nocy. To była godzina, nie wiem, dziewiętnasta i było słychać jeżdżący wózek, który już nie mógł być używany przez nikogo. Więc takie tam pomniejsze historyjki też gdzieś tam się wydarzały, ale- Ale byśmy musieli tutaj siedzieć całą noc No tak niby pomniejsze, ale jednak dosyć też znaczące mi się wydaje. Jakby potwierdzające, że jest coś jeszcze poza tą fizyczną naszą rzeczywistością.
Także to życie wcale się nie kończy z momentem zgonu, tylko jakoś tam trwa w innej formie. I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o poznanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Przypominam, że archiwalne odcinki audycji nadawanych na antenie Radia Paranormalium znajdziecie na naszym kanale na YouTube, a także w postaci mp3 do pobrania na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Tam również znajdziecie zapowiedzi kolejnych audycji oraz masę ciekawych materiałów o tematyce paranormalnej i ezoterycznej. Zachęcam również do aktywnego udzielania się na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl, na którym możecie swobodnie dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych.
Przypominam, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej Nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika „Nieznany Świat”, w którym obok ciekawych artykułów na tematy paranormalne i ezoteryczne znajdziecie również rubrykę „Dotknięcie nieznanego”, w której ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi historiami o trudnych do wytłumaczenia sytuacjach prosto z życia. Zachęcam też do zasubskrybowania kanału czasopisma na YouTube. Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman „Biuro duchów”, Piotra Cielebiasia „UFO Historie” oraz Marka Żelkowskiego „Wehikuł wyobraźni”, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Mówił do Państwa Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów: stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki „Kontakt” na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko.
Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Sięgnij już dziś po „Nieznany Świat” najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki, artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. „Nieznany Świat” miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.