Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami i było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" "Mówią Świadkowie" w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Cechą szczególną cyklu "Mówią świadkowie" jest to, że obok odcinków, nazwijmy to monotematycznych, pojawiają się również kompilacje, w których słuchacze Radia Paranormalium dzielą się dziwnymi zdarzeniami z całego swojego życia. Z inspiracji jednego z moich rozmówców postanowiłem nazywać takie nagrania Paranormalnymi Spowiedziami.
Często są to wyznania, przy których przycisk "otwórz" wcisnąć łatwo, ale już muśnięcie chociażby przycisku "stop" potrafi sprawić niemałą trudność. Dzielenie się zaś takimi historiami całkiem szczerze to nie jest takie, wiecie Państwo, pici-pici. Dziś wysłuchamy właśnie dwóch takich paranormalnych spowiedzi. Pojawią się w nich wątki z różnych kategorii, w tym zdarzenia związane z UFO, duchami, monicjami, nawiedzonymi mieszkaniami, spotkania z dziwnymi istotami i tak dalej.
W wielu zdarzeniach uczestniczyli nie tylko moi rozmówcy, ale też ich bliscy i znajomi. Pierwszą część dzisiejszego wieczoru spędzimy z naszym słuchaczem z Kielc. Najpierw to może... Kurde, jakby to zacząć? Dobra, zacznijmy od mamy.
Takie szczegóły, szczegóły jakie pan pamięta. Wszystko co tam prawda... Rok, miejscowość, kształt, zachowanie się obiektu, zjawisk i tak dalej. To znaczy z rokiem dokładnie to nie wiem, ale to będę panu mówił tak mniej więcej...
Znaczy teraz to będzie, nie wiem, czwarta podstawówki, no nie? To nie wiem, ja tu jestem siedem, osiem rocznik, to trzeba by to odliczyć. Także może najpierw zaczniemy może tutaj od mamy. Kąpałem się w wannie, sobie leżałem po prostu.
Relaksowałem się. No i ten później jak tam wyszedłem, to mama mówiła, że jakiś, nie wiem, samolot tu lądował, coś... Zerwał się wielki wiatr, szum drzew i nagle tak ustało i mówiła, że tak było jasno bardzo, no nie? Później, jak tam zacząłem się później dopytywać, to to nie był samolot, bo ona jeszcze nie wiedziała, że o, istnieje właśnie tych statków pozajemskich takich dopiero tam chrzestna jej zaczęła opowiadać i właśnie... I dopiero doszliśmy do wniosku, że to nie był samolot ani żaden jakiś helikopter czy coś. Bo też mówiła właśnie, że taki-- mam też zdjęcia zrobione, to wyślę panu. Tam, gdzie wylądowało ten kwadrat między szkołą a blokiem tutaj koło mnie. Tam jest boisko takie w takim zakątku, bo szkoła ma takie różne kształty w kształcie litery L. Dalej idzie tam jakieś H. Właśnie L.
Wylądował tam kwadrat, nie wiem, pięć na sześć metrów, pięć na pięć może miał. Kwadrat, jasne światło, wyrazisty taki. To dosłownie mówi, że była chwila. Wylądował. Nie wiem, czy dotykał ziemi, czy, czy nie, bo to już teraz już takich mama szczegółów nie pamięta. Wylądował. Nie wiem. To było dziesięć do dwudziestu sekund, może piętnaście i wystrzelił w górę. A następny tam jakiś tam... Co już, co mama widziała. No to, to były już takie jakieś pojedyncze przeloty tutaj, między tymi blokami, bo mieszkam tutaj w Kielcach na osiedlu. Także na ładnym osiedlu, bo to jest takie już wysunięte za obręb miasta na krańcach. Także widoki mam niezłe, bo mieszkam w wieżowcu. Osiedle nie jest takie ciasno nastawione. Są duże przestrzenie i między jednym a drugim tutaj osiedlem, bo tak ogranicza ulica, są takie baniaki. I właśnie mówi, że nad tymi baniakami z wolną takim jakby schron to wygląda. W stronę się poruszało wschodu. Tam, że jednego dnia przeleciał no to ten klasyczny talerz, taki jak się pytałem jakiego to było kształtu, to mama pokazała tutaj talerz leżał. Mówię taki płaski czy, czy jak dwa złączyć? No to jak się złoży talerze odwrotnie, no to wychodzi taki dysk. To był drugi raz tam i mówi, że tam jeszcze parę razy było. A już może wróćmy, wrócimy, wrócę do już tych wydarzeń tutaj. Z mamą szedłem na przystanek, była właśnie jakaś czwarta, piąta podstawówki. Szliśmy na przystanek na autobus i jest, jest taka, jest po prostu między blokami jest taka przestrzeń, taki korytarz i ten... I patrzę w górę, a było czyściutkie niebo.
To był ranek, gdzieś godzina po szóstej czy siódma, po siódmej. Już tak gdzieś w tych godzinach. Na ósmą chyba miałam do pracy tam, do szkoły, bo wcześniej jeździłem do szkoły i później tam do swojej też. Także zszedłem na przystanek i patrzę, co tak kurde mówię, wisi na niebie. Tak troszeczkę płynęło. Bardziej to bym zaliczał do takiego zawisu, bo minimalny to był ruch. Obiekt był w kształcie piłki do rugby. Kolor obiektu był brązowy i miał trzy takie czarne, czarne koła. Nie wiem, czy to były jakieś... Czy to było, czy jakieś... To była jakaś szyba, czy po prostu nie wiem, coś... No tak to po prostu wyglądało.
A czy te koła to były jakby okna tego obiektu, czy co to było? Raczej chyba okna, bo raczej nie jakieś włazy wylotowe, bo raczej to był... Obstawiam, że to jakieś były okna na jakiś... Tak jakby to były takie boulaje, tak?
Prawda? Ja to widziałem, to było płaskie, nie wystawało. Ja widziałem po prostu od, od boku. Wysokość była, nie wiem, może dwustu metrów. Obiekt, nie wiem, oceniam na jakieś, nie wiem, do dziesięciu metrów, może średnicy do piętnastu. Nie no, za dużo. Do dziesięciu gdzieś.Tak gdzieś no widoczny był. Nie był na dużej wysokości, nie był na dużej odległości. Po prostu sobie wisiał. No i wsiedliśmy do-do samochodu. Mówię: mamo, patrz, patrz, UFO.
Mama tam się śpieszyła. No, no, no. I tak po prostu, ten, weszło się do autobusu, pojechało się i idziemy. Siedliśmy w mieście, bo tam jest cztery i pół kilometra do miasta się zjeżdża. Tutaj od mojego osiedla, Stoku, do centrum Kielc to jest cztery i pół kilometra w dół. Także idziemy tą, yy, drogą do szkoły i, yy, tam do-do mamy pracy i patrzę, mówię, obok szkoły jest taki duży kościół także... I patrzę, mówię nad tymi, yy, nad tymi wieżami, tymi kościołami świeczniczymi takimi. Z czerwonej cegły jest kościół także taki stary bardzo. Czerwonego Krzyża chyba. Już nie pamiętam. Nie będę przekręcał, bo nie pamiętam, jaka nazwa.
Ale mówię: patrz, mamo, znowu, patrz! Mówię, a mama: a no, no, no i tak. I się śpieszyła, żeby zdążyć tam, bo mama na kuchni pracowała tak, że żeby te wszystkie te gary poobierać, ziemniaki, to wszystko. No i to właśnie to, to była taka moja pierwsza obserwacja, yy, właśnie ten, statków pozaziemskich.
A ile to mniej więcej trwało? Jak długo ta obserwacja, nie, mogła trwać? Rozumiem, że pan koło kościoła zauważył ten sam obiekt, tak? To było cały czas to samo? Nie, już przepraszam. Od ronda, od ronda, od połowy, od połowy drogi. Obserwacja w mieście trwała, powiem panu, z jakieś trzy, cztery minuty. Tam się idzie od ronda do tej szkoły, tam. Bo jest taki wiadukt dalej i to jest przed wiaduktem, jakieś trzy, cztery minuty. Ja-jes-ja się cały czas gapiłem. Mama mnie tam trzymała za rękę i-i się po prostu gapiłem w górę, bo to sobie tak, wtedy to sobie tak płynęło też. Od prawej do lewej. A tutaj, yy, jak szliśmy na przystanek, yy, z mojego osiedla, to od strony lewej tak minimalnie, no widać, że to był, że to po prostu płynęło jak, jak chmura. Nawet tak bardzo wolno, no. Jakby ktoś tak chwilę popatrzył, no to coś wisi w powietrzu, prawda?
Rozumiem, że pan wtedy był dzieckiem. Może, może nie rozmawialiście tak mocno w tamtym okresie jeszcze o UFO, ale może później jakieś wspomnienia, jakieś spostrzeżenia, jakieś rozmowy z mamą. Może mama jakoś to też skomentowała?
Znaczy, wie pan co, dzisiaj akurat-- niee, przez ten czas nic nie gadaliśmy. A z-z-dzisiaj się wypytałem dokładnie, właśnie przed tą rozmową się wypytałem, co ona widziała, yy, jaki kształt i-i w ogóle to już wcześniej mówiłem, ale nie wiem, no też mama już ma trochę lat, ponad osiemdziesiąt, to, to też tam z tą pamięcią, ale to tam jakieś tam szczegóły podała, to przedstawiłem, a nie wiem, czy by pamiętała akurat to. Nie wiem, śpi chyba teraz, śpi. Yyy, zapytałbym o to, to czy by to pamiętała, to nie wiem, nie wiem, no może by to pamiętała. Ma na pewno te swoje, yyy, swoje obserwacje tutaj, yy, to widziała. A, i te obiekty tutaj jeszcze jak wróciłem do mamy, to te obiekty nie leciały na wysokości dziewiątego piętra, bo ja mieszkam w wieżowcu, tylko leciały niżej, na na wysokości czwartego, piątego piętra, tuż nad tymi baniakami, tak nie wiem, z pięć do siedmiu metrów. Niewysoko.
Było poniżej, mówiła. Widziała po prostu nie na równi oczu, nie w górę, nie było ponad blokiem, tylko dołem leciało. No, między blokami. Yy, następna obserwacja to, yy, staliśmy tutaj w moim, yy, właśnie bloku, to nie wiem, była jakaś jesień. Chmury były na takim ni-niskim pułapie, nie wiem, na dwustu metrach może. Nisko były bardzo chmury. No i gadałem z kolegą na klatce i mówię do niego: "Patrz, co?" Mówię: "Helikopter leci". Bo czasami tutaj przelatuje ratunkowy taki helikopter, ma taki mocny masz teraz czy też, prawda? Ale patrzymy tak jakoś kurde, nie słychać dźwięku ani nic. Leci to i tak na granicy tych chmur, yy, pod-pod powierzchnią właśnie. I tak patrzymy, a to taka była żółta kula, żółta kula i tak pamiętam właśnie tak przyciemniała się i rozjaśniała to, po prostu przelatywała pod tą dolną warstwą, yy, tych chmur. Nie wiem, czy to był początek wiosny, czy-czy jesień, coś-coś w tym stylu, ale już po prostu było chłodno. No i-i wieczór był wcześniej. Staliśmy na klatce, no i kolega patrzy tak, no i przeleciała gdzieś tak do połowy i po prostu, yy, pod ukosem do góry już w te chmury i-i po prostu to znikło. Takie biało-żółte światło. Coś w tym stylu to było.
A miało to takie elementy hel-helikoptera, prawda? Śmigło, statecznik i tak dalej. Czy to była tylko taka, taka kula bez dodatków? Nie. To było-- jak już się to zbliżyło i zobaczyliśmy, to ja to, ja to odróżniam wszystko. Samolot, helikopter, Stirlingi.
Teraz ostatnio widziałem, ee, Falcona dziewięć leciał tutaj, ale już robiłem akurat tym telefonem, ale słabo to wyszło. Ten człon, co się oddzielił od rakiety, prawda, przelatywał tuż nad blokiem, akurat na tej linii później. Tylko nie wiem, czy to był sła-- wcześniej nie wiedziałem, czy to jest chińska rakieta, czy, czy jaka, ale później, yy, na drugi dzień już pisało, co to było. No niektórzy by to wzięli za, prawda, za jakiś obiekt pozaziemski albo za jakieś zjawisko, no nie?
Albo za roską rakietę w dzisiejszych czasach [śmiech]. Możliwe. No więc ta obserwacja z kolegą, to helikopter po prostu takiego manewru nie-nie wykonał, takiego gwałtownego i przyspieszenia w górę pod kątem, yy, nie wiem, yy, czterdziestu, czterdziestu pięciu, pięćdziesięciu stopni. Troszeczkę przyspieszyło i poszło w chmury i chmury były nisko, to po prostu to już zniknęło.
A jakie to mógł być rok? Już, to już było dalej. Wie pan co, to już było dalej. Nie wiem, ja może miałem piętnaście, szesnaście lat. To jest- No to tak, dziewięćdziesiąty trzeci, dziewięćdziesiąty czwarty rok, jeżeli dobrze liczę, tak?
Gdzieś tak, no. Z datami to będzie u mnie słabo, wie pan. Słabo tak określić się. To ostatnie to tak, co widziałem tę obserwację i tutaj następną mam obserwację nad moim blokiem. Tak, to było tak: gdzieś około dziesięć do piętnastu lat temu to było. Rozmawiałem, leżałem sobie na fotelu, bo ja mam taki rozkładany fotel. Okno mam za sobą. Nieraz widzę, jak samoloty latają, to się patrzę. No i tak gadałem z koleżanką z ponad trzy godziny.
Mówię dobra, mówię, bo bateria mi pada, mówię, skoczę, mówię tylko załatwić potrzebę i-i ten, coś się napiję i jeszcze tam chwilę możemy pogadać. Godzina była po trzeciej w nocy.Było piękne, czyste niebo. To był kwiecień na bank. To był kwiecień na bank, bo jeszcze, jeszcze nie było tak ciepło, ale liście się już powoli te pęki-- nie było tak jak teraz nam na drzewach, że już to wystrzeliło, tylko były jeszcze takie badylki, tam tam pod tych drzewach było. No i tak patrzę, skończyłem rozmawiać. Tak chwilę leżę, patrzę, wylatuje, wylatuje coś czerwonego, miga. Za chwilę w małym odstępie coś drugiego mówię: kurde, mówię samolot koło drugiego pasażerski tak blisko? Przekręcam głowę, patrzę, mówię nie, nie samolot.
Otworzyłem okno. Patrzę a te-- to musiało po prostu, te statki musiały się po prostu-- one nie leciały w linii prostej, tylko schodziły pod kątem, bo pamiętam pierwszy widok to właśnie tak jak samoloty lecą tutaj na Rado, na Warszawę to schodzą i mniej więcej pamiętam są na jakiej wysokości. Otworzyłem okno, mówię ja pierdzielę, mówię kurde. Patrzę u kolegi się świeci, tutaj mam blok obok i drugi ma w poprzek wstawiony łączony. U kolegi się światło świeci, bo on-- to było z niedzieli na poniedziałek, bo on się pakował rano i tam w delegację jeździł na mosty. Patrzę, mam jeszcze baterii full. Dzwonię do niego. Odbiera.
Mówię co jest? Szybko mówię, szybko mówię do okna. Podbiega, co? No mówię, patrz co tam leci! Gdzie? No tam mówię jak w stronie Włoszczowy się kurde ten. Mówi, ja pierdzielę, no nie? Kurde. Patrzę, mówię, kurde, gdzie on biegnie? Wybiegł z pokoju, za chwilę wraca, patrzę, a lornetkę se wziął. No i tego mu właśnie zazdroszczę, że po prostu z lornetki sobie obejrzał. Statki były gdzieś na wysokości około stu pięćdziesięciu metrów, może do stu trzydziestu obniżały lot, bo teraz tak wszystko to zacząłem przypominać szczegółowo. Jak już obniżały lot i oddalały się, to jeszcze wrócę. Jak widziałem z góry i obniżały się, jak się troszeczkę już obniżyły, tak w takim pułapie, że było je widać, to już na takim, co siadły pułapie z tym poziomem.
No to mniej więcej określam średnicę statku na około trzydzieści metrów z drugiego taki sam. I jeszcze jak tu wylatywały od góry, jak je widziałem, to było delikatnie podświetlone koło, takie czerwone, taki pasek i na tym pasku taki mocny czerwony przeskakiwał punktowo pod spodem. Jak one się oddaliły, jak już się troszkę oddalały, zniżały, to zobaczyłem, że po bokach były obsadzone takie duże białe światła. To taki kolor białego światła to jeszcze nie widziałem takiego koloru, ani tego z tych nowych taki-- nie był jasny, bo było widać idealny okrąg. Były bardzo ciasno poukładane te światła dookoła statku.
Świeciły bardzo wyraźnie, świeciły, że było widać ten obrót idealny i były idealnie dopasowane. I później jak się te statki po prostu sobie wolniutko sobie płynęły zero, zero huku, zero szumu. Nic. Cisza totalna. Takim lotem patrolowym. Jak już się troszeczkę oddalały, to ten po lewej stronie był wyżej, a ten od strony prawej niedaleko go odstawał, bo dosłownie zahaczał. Jak widziałem u góry jak schodziły to nie odstawał od niego daleko był. Ten od prawej był troszeczkę niżej, jakiś może dziesięć metrów poniżej tego statku i po prostu tak, tak patrzyłem, kurde, chciałem to nagrać, zdjęcie zrobić, ale już telefon był rozładowany. Ja jeszcze miałem Nokię Slide 500 i po prostu no oddalały się, oddalały się kolega tam patrzy przez lornetkę i po prostu no i znikły tam za horyzontem.
Także powiem, to była moja taka chyba najlepsza obserwacja ogólnie tutaj z bliska. A koledze jakieś szczegóły udało się dostrzec przez te lornetki? Kiedyś z nim poruszałem ten temat. No kształt statków mniej więcej określam po ułożeniu świateł, bo jak one, jak one po prostu się oddalały, to widziałem jak były ułożone światła. Na pewno spód był płaski, góra, nie wiem, czy coś wystawało, ale ja już narysowałem mniej więcej tak po prostu je takie jakby. Ale jak widząc je po prostu na od boku, na równym pułapie, tak jak się już wyrównały, obniżyły lot. To takie jak prawda, jak cygara, jak cygara, kształt cygarra. I na tym cygarze te światła poustawiać ciasno.
Tylko że prawda kształt okrągły. Ja mówię widok boczny, prawda? No to tak wychodzi na rysunku. Zacząłem też rysować. Zdążyło mi się już udać narysować właśnie od widoku od góry, z dołu jak widziałem te statki. No i poprzedni ten to pan też.
Porobię zdjęcia, wyślę i jeszcze tam dokończę to rysować. Także no to jest, to jest moja taka najlepsza obserwacja. Z kolegą jeszcze poruszę, zadzwonię do niego i po prostu wypytam, może, może będzie chciał jeszcze też on się do tej audycji tutaj po prostu nagrać i podzielić swoją obserwacją. Później jak już on odjechał, to było już po czwartej. Ja też jeszcze nie spałem, bo to wrażenie było wielkie takie. Najlepsza moja taka obserwacja. No to mi pisał: No jednak istnieją. Mam, mam jeszcze na tej Nokii, mam, mam te SMS-y, tylko musiałbym po prostu, bo mam je, mam zreaktywować tą Nokię, tak ogólnie to taka mała fajna mam taśmę, tylko dokupić wymienię i mam te SMS-y od niego i właśnie mówił: No jednak, jednak istnieją. Miałeś rację. Ja mówię no dzięki mnie zobaczyłeś, bo mówię kurde, patrzę się u ciebie świeci, to dzwoniłem od razu do ciebie, mówię. No tylko że ty - mówię - lornetkę masz i jeszcze lepiej, zobaczyłeś to z bliska. No i później napisał SMS-a: Nie mów chłopakom, bo i tak nie uwierzą. I tak nie mówię, bo mówię, bo po co? No nie?
No ale dobrze, że pan ma kogoś takiego, takiego kolegę, który no jest też, no wydaje się mieć otwarty umysł na tego typu rzeczy, prawda? Znaczy on tak interesował się tak trochę wierzę. Znaczy, no tak, trochę wierzył. Ja to, ja to w sumie tak wcześniej tym tematem to tak się właśnie od szewcnej zaciekawiłem, bo tam zawsze opowiadał takie właśnie paranormalne sytuacje albo jakieś takie rzeczy. Także o, yyy, i właśnie najpierw o tych szarakach, jakiś tam kiedyś film mi puścił, a też jest uprowadzenie, to w Stanach, prawda? No i później takie różne rzeczy, no także. Ale wie pan co? Wydaje mi się, że to była nasza ziemska technologia. Ja takie miałem odczucie, że tam po prostu nie były jakieś gady, szaraki i inni reptilianie, tylko po prostu, że to byli ludzie. A w takim moim odczuciu to mi to wygląda na ziemską technologię, na po prostu. Jak są już ten projekt Aurora od siedemdziesiątych lat latające trójkąty to były zaobserwowane w takim moim odczuciu.
Może to byli jacyś Plejadianie, może tam nie wiem, jakieś te inne rasy, bo ogólnie jest tutaj zidentyfikowanych u nas przez rząd Stanów Zjednoczonych sześćdziesiąt ras, a ogólnie jest, ogólnie jest więcej.
No to równie dobrze mogło być coś ziemskiego, ale niekoniecznie ludzkiego, tak? Super były te statki po prostu, no takie wrażenie robiły, że no nagrać to jakąś dobrą kamerą w cztery K, powiedzmy teraz i super wstępówka do filmu science-fiction naprawdę za darmo. Ale wydaje mi się po takim, w takim odczuciu, odczuciu, takim moim to po prostu właśnie to, że, że tam ludzie byli. Nie wiem, czy po prostu Plejadianie, czy jacyś tam, bo też są różne rasy, też obcych ludzi z innych planet, co wyglądają tak samo jak my. No planeta nasza została zasiana, prawda? Od dawien dawna. Co tam przez te-- jest zapisane na tych w Egipcie i na tych wzorach sumeryjskich i jeszcze przez inne cywilizacje, prawda? Ja to tam troszeczkę oglądałem, to trochę wiem. Także to, to była taka najlepsza obserwacja.I jeszcze między tą kulą wcześniej a tym, to właśnie też przed blokiem się tutaj siedzieliśmy w dzień, yyy, to już było tak, słońce trochę zachodziło i ogólnie jasno było. I mówię patrz do, do już nie pamiętam z kim tam, z chłopakami spod bloku, patrz, zobacz, cały czas mówię ten, to wisi nad nami takie o wielkości było takiej gwiazdy świecącej na niebie. A to mówią to jakaś gwiazda czy coś tam.
Mówię poczekaj, pójdę po lornetkę. No i poszedłem po lornetkę, ale już tego nie było. No to też taka obserwacja mi się przypomniała. Następna obserwacja to było, jak poszedłem sobie na blok. To było w sierpniu, bo to były te Perseidy, noc, co się zaczyna, spadających gwiazd. Miałem też lornetkę, tylko że po prostu to się zadziało szybko. Leżałem sobie, patrzyłem się w niebo i od strony byłem ułożony tak jak śpię, czyli głową na północ, nogami na południe. I nagle taki był błysk, taki przelot i takie rozszerzenie. Co to było?
Mówię, tak to nie spada, mówię trzy sekundy dosłownie. To było właśnie dziwnie, jakby to opisać. Po prostu najpierw widziałem takie pomarańczowe światło i ono się rozszerzało i jak dolatywało tam na południe, czyli tak jak właśnie długość moich nóg, to się po prostu to rozszerzyło tak jakby jakieś powiększenie, jakby niebo było powiedzmy wyłożone w jakimś takim szkłem czy czymś, prawda? To się rozciągnęło. To jest właśnie, to jest dla mnie było dziwne takie kurde, no jakby jakiś statek wchodził w atmosferę, ale to się tak trochę rozciągnęło i, i zaleciało za horyzont. Właśnie taki pomarańczowy kolor, taki jasny podrzucał żółty, taki ciemny żółty, pomarańczowy, jasny, taki był kolor. Aż mi to było ciężko pojąć, co ja widziałem, bo to się zadziało szybko trzy sekundy raz, dwa, trzy i ten jakby po prostu nie wiem, nasza powiedzmy, jest nasza atmosfera i przed tą atmosferą, bo to było wyłożone szkłem, prawda? I to był taki właśnie efekt, jakby się to rozciągnęło tam przy horyzoncie, tutaj nad tymi blokami w stronę południa, tak?
Rozszerzyło się to, bo też właśnie kiedyś czytałem też czy oglądałem, że ogólnie to tutaj mamy też nieraz wyświetlane rzeczy, że to jest po prostu nie wiem, w Matrixie żyjemy, no coś takiego. Rozumiem, że ten obiekt cały czas jakby po linii prostej leciał i dopiero tak zaczął już się spalać, jakby?
Nie, nie, nie, właśnie on po ukosie uderzył. Po prostu powiększał się, powiększał do takich, no nie kurde, jak efekt specjalny, wie pan? On schodził w atmosferę, tylko może to po prostu ta atmosfera go, nie wiem, yy, powiększyła na końcu ostatniej sekundy. Takie. No dziwne to bardzo było. I to właśnie dało trochę do myślenia. Właśnie mówię, co jest?
Kurde, może w tym trochę prawdy jest. Mówię, co oni mówią o tym właśnie, kurde, no bo to różne są teorie, prawda? No nie wiemy, no. No bo to jest też opcja, że mógłby to mogł to być meteor gwałtownie się rozpalający.
Nie, nie, nie, ja ile razy widziałem, to widziałem super spadający meteory. Bardzo ładny, jasny błysk. Nie, to było za duże. Wie pan, to w pierwszej fazie jak to wchodziło, to już było większe od tego meteora, co się widzi, prawda? I to się tak momentalnie rozszerzało. Było widać taki zarys takiego kształtu połowy, takiego, no kurde, jakby pan patrzył na, powiedzmy na przez szkło, na noc i ja bym wziął taki podświetlany obiekt w kształcie spodka, prawda? Takiego grubego, o coś jak są te hanebooki takie tylko z tą wystającą kopułą taką, ja to narysuję i to tak niewyraźnie było widać, bo to był taki pomarańczowy. To nie byłby ten kształt. Po prostu ta końcówka była taka już ostatnia sekunda właśnie, że była taka połówka, taka jedna trzecia tego, właśnie tego. No, to było naj-dziwniejsze, takie właśnie mówię. No nie wiem, może po prostu jakaś soczewka czy coś jakoś zaczęło działać tam w atmosferze, że to po prostu się powiększyło, no. I też zero dźwięku, zero dźwięku. No kurde, jakby takie właśnie ponagrywać, to nawet jakbym ustawił na filmowanie jakiś taki aparat pionowo, to by to zapisał, to by to zapisał i to był najlepiej, to by było, bo to ciężko wytłumaczyć. Właśnie z tym mówię, będę miał problem. To, co widziałem, tą obserwację. Następną taką obserwację, to jak z dziewczyną siedziałem tam u niej jakieś trzy kilometry linii prostej od mojego osiedla. Jest taka wzdłuż, jest ulica Wikaryjska. I właśnie tam przed domem siedziałem w lato. I tak siedzieliśmy. Takie trochę chmur było na niebie. I tak godzina była, nie wiem, dziewiętnasta. Jakoś tak właśnie... T o był chyba sierpień. Cieplutko było. I mówię do niej Ty, patrz, co tam tak kurde leci powoli. Mówi tak właśnie ona patrzy, mówię: "Co to samolot?" Mówię: "Zaraz, to nie samolot", mówię, "bo za wolno to leci". Ona: "Samolot" albo coś tam. Mówię: "Nie samolot". Mówię: "Masz lornetkę?".
Ona mówi, że nie ma. No kurde, mówię, to tak było w odległości, nie wiem, może z dwóch, z półtorej kilometra do dwóch maksymalnie. To nie była taka idealna kula, tylko właśnie tak jakby takie podłużne coś. Nie jak cygaro, ale tak właśnie coś pod spodek, coś pod, no-No, to było daleko, ale na pewno nie była taka idealna kulka koloru chmur. Ale to się wyróżniało jasnością, taką jasne, takie żółte światło, takie z domieszką takiego lekkiego złota. I sobie tak płynęło, płynęło i za chmurę wyleciało. Później zza tych chmur się wynurzyło i sobie płynęło tam w stronę zachodnią. No taka krótka obserwacja właśnie.
Ten podłużny kształt mi się skojarzył z kształtem coś w typu, typu, typu latający spodek, tylko że składający się z dwóch brytfann. Mhm. Nie wiem, czy to można. Raczej taki właśnie. No taki tak, jakby dwa takie talerze złożyć, ale właśnie to tak jakby troszeczkę zaokrąglony. No daleko to było, to, to tak ciężko to opisać. Też wyostrzałem wzrok, o ile tam dałem rady, ale to lornetka by się przydała. No trzeba by chodzić na co dzień z lornetką jakąś taką, ale to nigdy się nie przewidzi.
Bo to był jakiś taki jakby sterowany ruch. To nie było takie chaotyczne poruszanie się, prawda? Nie-e-e, to było statyczne. Takie sobie płynęło, coś płynęło sobie coś po prostu po niebie. W przeciwną stronę chmury się poruszały, w stronę zachodnią, a to się poruszało ten obiekt, w stronę wschodnią się poruszało.
Aha, czyli to nie mógł być jakby obiekt poruszany siłą wiatru, to już odkłada w tym momencie. Nie, tak, tak, no. Chmury sobie wolniutko płynęły w stronę zachodnią, a to się poruszało w przeciwną stronę, właśnie do kierunku chmur. No, to sobie po prostu płynęło. Tak się właśnie ładnie się błyszczało, przez to światło ciężko było określić kształt, no. Tak właśnie teraz sobie to przypominam. No raczej kula nie była, ale taki lekko podłużny, zaokrąglony. No właśnie raczej taki podtalerzowaty, bym powiedział. No półtorej kilometra, no maksymalnie może do dwóch. A już wielkości to już nie określę, bo to jest za daleko, żeby coś określić, wielkość obiektu. I jeszcze tak.
I ostatnia moja obserwacja, to tutaj, jak obok mojego osiedla zaraz się przechodzi, jest ulica i jest dużo takie połacie działek i tutaj bloki stawia deweloper tam. To był październik, bo pamiętam, przyjąłem się do pracy tutaj na tej budowie, tam były dwa baraki, tam sobie siedzieli pracownicy, tam jeszcze mówię, nie było za bardzo miejsca. No to mówię idę sobie siądę tutaj, mówię na te, na deski.
Siedziałem sobie na deskach na placu i tam prowadzi właśnie wzdłuż działek prowadzi taka droga na Świnią Górę i tam, jak jest ta Świnia Góra, jest taki uskok i tam są te działki. I tak patrzę, patrzę, jem, patrzę, ładna pogoda, mówię o statki, to mówię jeszcze w tej budzie się wysiedzę. No i tak patrzę, mówię, patrzę koło słupa wysokiego napięcia tam w dole, jak się obniża teren, patrzę, coś takiego czarnego wisi, jakaś kulka i tak się wpatruję, mówię dron, mówię dron, mówię za bardzo okrągłe. I to była zaraz, to była przerwa, to była pierwsza, to było z rana, z rana to było zaraz, czy to było koło czternastej? Nie, to było przerwa była około czternastej i bo słońce już tam jaki kąt miało słońce, to już było za mną. No i ten czarny obiekt wisiał taki wielkości no nie wiem, nieduży był. No powiedzmy, określiłbym z tej odległości, co widziałem, no to musiał mieć co najmniej od dwóch do czterech metrów może, bo że to, że to widziałem, może to było trochę mniejsze, może za bardzo wyolbrzymiam.
Ciężko, ciężko powiedzieć. No ale tak jak po prostu troszeczkę mniejsze to było od jednogroszówki, jakbym to przełożył w dwa palce i obok tego, co widzę, prawda, to tak bym określił ten obiekt, co tam wisiał. No i długo się wpatrywałem, długo wisiał tam, ptaki gdzieś tam gdzieś w oddali latały i właśnie się patrzyłem, czy jakiś balon coś, coś puszcza. Nic. No wisiało w powietrzu po prostu, tak jak nie raz też widziałem na filmikach, co są po prostu, co się odłączają od statków te ich sondy czy coś, no to, to coś takiego właśnie kolistego, czarnego wisiało. No i przerwa się skończyła. Tam jeszcze jak chodziłem, to patrzyłem jeszcze, to było, a już za jakiś czas już tego nie było. To nie było na dużej wysokości. Tam jest zejście terenu, więc nie wiem, to mogło być na wysokości dwudziestu metrów, że to wystawało tak lekko nad poziom tego horyzontu. Tutaj, tu gdzie byłem jest wyżej, a później jest teren opada w dół.
Właśnie ten teren działkowy, bo to jest jeden z największych terenów działkowych właśnie tego osiedla w Europie. To może do tych paranormalnych teraz bym tutaj już zaczął temat. Z tych paranormalnych to będzie tak. To były, które to były czasy.
Wiem, że tańczyłem breakdance'a. To było, o której zacząłem? Od czwartej? Nie, od siódmej podstawówki, ósmej gdzieś. Siódma, ósma klasa, gdzieś zacząłem przygodę tam z breakdance'm. No i tutaj z chłopakami z treningu to było już zaraz, to było jaki to był rok, to nie przypomnę sobie mniej więcej tak można mniej więcej policzyć. Ale co to było za miesiąc?
No tak, umówmy pi razy oko około dziewięćdziesiątego drugiego, dziewięćdziesiątego trzeciego pewnie, prawda? Tak czwarty, coś takiego. No to był wrzesień, to był wrzesień, poszliśmy, ale był ciepły wrzesień. Poszliśmy do mnie na działkę. Tam się właśnie idzie tą drogą, co wspominałem wcześniej. Wzdłuż, za osiedle się przechodzi jedną drogę, ładnie taką główną na Warszawę, co leci do Kielc. Przechodzi się i jest właśnie duże połacie działek i do mnie na działkę się idzie wzdłuż właśnie tej granicy działek.
Jak porobię zdjęcia to, to po prostu tam będzie Pan, będzie to Pan po prostu pokazywała pod mój głos jak będzie podłożony. Idzie się wzdłuż i później się odbija, przyszedł na lewą stronę i siedzi jakieś trzysta metrów później w prawo i jest działka moja. No i poszliśmy nam o tą moją działkę. Tam posiedzieliśmy. To już było późno i tak każdy był trochę już po tym treningu, taki zmęczony, trochę się tam wypiło, ale to tak jakieś takie piwka, takie bardziej smakowe. Kolega się jeden zawinął, mówi, wziął, bo tam miał taki właśnie magnetofon. Mówi ja to się zawijam, kurde, coś tam obcy ten predator coś tam. Zaczęło, zaczęliśmy się śmiać, bo to takie ogólnie, ogólnie mówiąc takie właśnie poczucie humoru. Się zawinął, ja zostałem sam i ogólnie trójka nas została. Poszliśmy, byliśmy w cztery osoby. Noc była, jak szliśmy, była piękna, piękna, pełna księżyca. A później jak się zawinął to [demonizowana wtrętka].Że naszły chmury po prostu. Cała taka wielka chmura nadciągnęła. Zrobiło się ciemno. Że na tego księżyca nie było widać. Nie przebijał się nigdzie przez te chmury, ani nie było widać, że jest taka księżycowa.
Nieraz widać, że przez chmury się przebija. Było takie ciemne chmury i mówię do chłopaków: mi to się kurde, nie chce zbierać. Albo tu śpimy, albo, albo, albo się zawijamy. Im też się nie chciało, a że były duże dwa łóżka, to ja na jednym, oni tam na drugim, jakoś usnęli też zmęczeni i pamiętam, że nie mogłem coś usnąć, coś przesypiałem, coś się budziłem. Taka dziwna aura była w nocy. Oni coś jeszcze gadali przez sen. Ja się budziłem, mówię co? Co tam gadasz? A nic nie odpowiadali.
No to mówię: "A to gadają przez sen". No i tak usnąłem. I tak mi się śniło, że tak gdzieś się przebudzałem, że stoi nade mną sam, trzyma duszkę i coś tam gada. Przebudziłem się, patrzę, no śpią, leżą. Mówię: "No nie". Mówię: "Ja to się stąd zawijam". Nie mogłem ich dobudzić, coś tam mamroteli. No to zamknąłem ich. A od drugiej strony przez okienko wrzuciłem tam klucz pod drzwi i zawinąłem się z tej działki. Wracając, minąłem właśnie tam jedną tę alejkę i jest taka ta prosta, długa do szlabanu. I właśnie wzdłuż tej drogi też, też są ogródki działkowe, bo to całe to jest. I patrzę, tam jest takie drzewo śliwkowe, tak? Idę z daleka, patrzę, ktoś tam stoi przy tym drzewie, tam drzewo, a tak na wysokość to może miało z trzy metry. Ktoś stoi tam przy tym drzewie i na stojąco. I widzę tak wyciąga rękę w górę i tak wolno zrywa te śliwki. I tak idę, patrzę, tak wytężam wzrok, mówię [pikanie], krzyczę.
Nic. Zero reakcji. I patrzę, dochodzę powoli, bo to jeszcze tam było, nie wiem, jakieś dwadzieścia, byłem na piętnastu metrach. Dalej coś zrywa. Jak już przekroczyłem tą powiedzmy te dziesięć metrów, patrzę, ktoś kucnął tyłem do mnie.
Podchodzę do tego ogrodzenia. Tak się wychylam, patrzę kurde, żeby zobaczyć twarz, kto to? Patrzę, kurde, to nie tak [pikanie] i tak mnie kurde, to po prostu zdziwiło. Mówię, to dziwne zachowanie, bo jakby ktoś, nie wiem, wszedł na szaberek, tak zwaną kradziejki, to by już dał nogę, nawet jakby był na swojej działce o tej porze, o tej godzinie to by się odezwał.
Mówię to [pikanie], to ty? Zero reakcji. Tyłem odwrócony i na kucaka tam jeszcze chyba dwie, trzy śliwki zebrał z dolnego tego, z najniższych gałęzi i nie wiem. I po prostu ciężko mi było dojrzeć. No, takie ciuchy nie były szare ani ciemne.
Już wiem, że... I wtedy po prostu mówię aha, zapaliła się czerwona lampka w głowie. Coś mi tutaj nie halo. I mówię taak. Powiedziałem inaczej, jak powiem to innym słowem. Mówię: "Kurde, pierdzielnięty o tej godzinie zrywa śliwki w nocy" i zacząłem się śmiać. I tak kurde, taka jakaś lekka niepewność. Mówię: "coś mi tu nie halo". I tak jeszcze parę razy tak próbowałem dojrzeć. Tu z jednej, tu z drugiej. Mówię, a że była ta siatka trochę wyżej, ja bym przeszedł. Ja to się nie boję, ale kurde mówię rozwalę se spodnie, bo miałem takie spodnie dresowe właśnie Adidasa w kroku, se-se rozwalę przechodząc i tak kurde wychylałem się, tu przeszedłem, tu to tu nic i cały czas tyłem do mnie ten ktoś był i zero reakcji na ten. No i w końcu mówię zgłupiałem, mówię "Nie no, zawijam się". Mówię, jak po tym, co powiedziałem, że się zaśmiałem.
Mówię "pierdziel, o tej godzinie zbiera śliwki". Zacząłem się śmiać, ale to tak bardziej jakoś nie wiem, takie w odczuciu. To ten śmiech taki kurde był u mnie taki trochę. Nie ba-- nie bałem się, tylko taki byłem po prostu zmieszany.
Taki śmiech, śmiech zdradzający emocje, coś tego typu, tak? Znaczy może nie. Znaczy nie chciałem zdradzać emocji, bo bać się nie bałem, ale tak właśnie tą-- zdezorientowany byłem i po prostu tak zareagowałem tak, bo ja sztucznie coś troszkę zacząłem się śmiać.
Taka reakcja, tak ode mnie to wyszło tak sztucznie, bo tak zgłupiałem właśnie w tej chwili po prostu zareagowałem takim sztucznym śmiechem. Nie to, że mnie to rozśmieszyło, prawda? Tylko takim sztucznym, tak, żeby pokazać, że po prostu no, że się nie boję, ale bać się nie mam, ja to się nie boję. I ogólnie tylko po prostu mnie to zdezorientowało, że kurde, no ktoś by był, to by się odwrócił albo by odszedł, albo by podszedł. A tu zero reakcji. Tyłem odwrócony jak ktoś, no na pewno jakieś takie ubranie było, że to nie był ani jakiś długi płaszcz z kapturem. Bo ciężko to było dojrzeć, kurde, taki no ciemno było, było ciemno i mało detali. No zarys sylwetki, no mojego wzrostu to było powiedzmy. Ktoś mojego wzrostu, ja mam metr siedemdziesiąt, może metr siedemdziesiąt pięć, jak po prostu już z tych dziesięciu metrów, jak tam podchodziłem i kucnął, bo tak mniej więcej pod nagą gałęź patrzyłem mniej więcej, gdzie tam sięgał. Jeszcze stała ta osoba, albo nie wiem, czy to była osoba w ogóle. No tak se później zacząłem się kminiać, jak się zacząłem śmiać, mówię: "Czy ja nie mam do czynienia z jakąś diabłą, czy, czy z jakimś duchem?" I zacząłem się śmiać, kurde. Mówię, no przecież ktoś normalny to by albo uciekł, albo by podszedł, albo by podszedł. A to zszedłbym sobie zerwać parę śliwek.
Albo powiedziałby: "Co się drzesz w nocy?" Tak! Albo w ogóle by się odezwał. I to było-- to milczenie, to mnie w ogóle zdezorientowało właśnie. To zachowanie takie-- ani to nie znikło, ani to nie uciekło, tylko po prostu nie wiem, może ktoś po prostu. Może... Nie wiem. Ciężko mi to określić, czy to była zjawia, czy to człowiek. Bo czy się ktoś tak zachował?
No ja bym się tak nie zachował, jakby ktoś tam. To bym uciekł, jakbym był na szaberku i ktoś, ktoś idzie, ktoś mnie woła, a to nie ja, że coś tam. To bym się zawinął najprościej. Gdzieś tam przez spot przeskoczył drugą działkę, trzecią, czwartą. Także no chodziło się też tutaj na te działki, tam jakieś opuszczone, czy czasami u kogoś się weszło, tam urwało parę śliwek i nawet jakiś tam dziadek mnie pogonił. Jak przez spot już prawie przeskoczyłem, gdzieś mnie złapał. Później coś tam mówił, że te śliwki pryskały. A to było wcześniej, przed tą sytuacją, jak jeszcze byłem mały. Tam szósta, siódma, piąta podstawówki się chodziło czwarta na szaber i tutaj na ogólnie na czereśnie, na truskawki, na gruszki, na jabłka, na właśnie co tam ludzie uprawiają, no. No tam się urwało po parę, nie tam jak inni widziałem wychodzili z tych działek z ryksa łubkami, no. Także no, chodzi mi o właśnie całą sytuację zachowania. No nie, raczej... Właśnie to mi dało, no myślałem, że raczej by się tak człowiek nie zachował. Także no taka sytuacja. No i później jak już odchodziłem, obracałem się za siebie. No i nic, po prostu ani nikt nie wstał, ani po prostu chyba ktoś tam-- ta zjawa czy ten człowiek kucał. I tak to wyglądało. Oddalam się jeszcze się, oglądałem za siebie, jak doszedłem do tego szlabanu i jeszcze tam po drodze czy nie idzie, nie idzie za mną i w ogóle. No i to taka właśnie sytuacja.
Doszedłem do domu i później z kolegami się zobaczyłem następny dzień. No to mówi, że oni to spali. I właśnie mówiłem, co tam się działo i że to myślałem, że, że to [pikanie].Jak pytam się [pikanie] to on od razu poszedł do domu. Także taka sytuacja była tu na działkach. A teraz, bo tu mam zapisane, yy, u mojej dziewczyny też właśnie, w domu. Yyy, może powiem najpierw, jak byliśmy razem. No, rodzice wyjechali właśnie, mojej dziewczyny, na, na wakacje. To był lipiec albo sierpień gdzieś. Obstawiałbym na sierpień. Było ciepłe lato, okno było otwarte. No i to duży dom, tam u góry. Byliśmy na górze. W pokoju już, już godzina była, nie wiem, gdzieś koło dwudziestej trzeciej. Koło północy. Piękne lato. Niebo było, chyba księżyc świecił albo było gwiaździste, bo nie było pochmurne. Układ domu jest taki, że po prostu jak się wchodzi, to się skręca w lewo i jest długi korytarz i pokoje po bokach. I tak samo jest u góry.
My byliśmy u góry i słyszę głośno i wyraźnie, właśnie -- ktoś wchodzi, bo tam są od klatki, są pierwsze drzwi i trzeba było cały przejść korytarz mijając pokoje. A ten korytarz ma może nie wiem, z dziesięć do dwunastu, trzynastu metrów. Na wprost jest, właśnie się idzie, właśnie do mojej dziewczyny się wchodzi. I właśnie się otworzyły te drzwi, te z klatki, z korytarza, tam z pierwszego piętra słyszymy. Głośno i wyraźnie otworzyły się i zamknęły. Mówię, mówię: "Co jest? Twój brat przyjechał? Przecież on za granicą jest". "No nie, no jakby miał przyjechać, to by mama mi powiedziała". No i tak słyszymy raz, dwa, trzy kroki. Mówię: "Kurde, jak kto wszedł? Mówię złodziej?"
Jak, czy, czy kto, czy co? Bo też kiedyś mówiła, że ktoś tam się koło domu kręcił, coś obserwował. No nie wiem, kurde, twój brat czy kto? No nie wiem. No i dobra, no to mówię kurde, ubrałem się, założyłem spodenki i było słychać znowu dwa, trzy kroki drzwi i ja wyskoczyłem szybko, patrzę, nie ma nikogo. Za chwilę zapaliłem światło. Pobiegłem do tam, do tych, do korytarza na dół, wszystko zamknięte.
Drzwi na dole były zamknięte. Szybko do brata pokoju. Patrzę — tutaj wszystko pozamykane. Do następnego pokoju obok, między pokojem mojej dziewczyny a jej brata jest jeszcze jeden pokój. Nie ma nikogo. No i później tak zacząłem z nią rozmawiać i to mi mówiła, że takie nieraz się dziwne rzeczy u niej dzieją. A jeszcze z jej opowieści też jak byłem. Tylko że ja byłem w innym pokoju, a [pikanie] była w tym pokoju między swoim a brata i właśnie tam usypiała nasze dziecko. I mówię, co tak długo nie przychodź, tak długo usypiasz? A bo jakaś, yy, tam ma takie drzwi, jak są takie drzwi z szybą i taka kratka. Mówi, że za tymi drzwiami taka jakaś biała postać po prostu stała.
No i się bała. To było raz. Mówię: "czemu nie wołałaś?" A bo ze strachu czy coś. No mówię: "no ja pierdzielę. Przynajmniej bym zobaczył", no nie? A partnerka zauważyła jakby szczegóły tej postaci, czy tylko taki zarys?
Nie, to było przez szybę. Szyba nie jest taka idealnie czysta, tylko jest taka prawda matowa, taka brązowa, że tylko widać zarys postaci nawet w dzień. To taka podłużna postać, tak jakby ktoś na siebie nałożył, prawda, białe prześcieradło i podświetlił światło.
No tak jak na, na, na szyba z cenzurą jakby. Dokładnie tak. Tylko że to jest właśnie szyba szklana, prawda? Nie ta z tej maty dykty. Tylko właśnie szklana. I jak tak z nią zacząłem rozmawiać, to tam jeszcze widziała parę razy. Ale to, co jeszcze pamiętam, to ostatnio to było z rok temu czy z półtorej. Zeszła zrobić mleko na dół i jak tam się idzie, właśnie się idzie wzdłuż korytarza na parterze, to tam jest jeden pokój, jest po lewej, po prawej jest łazienka i mają taki duży pokój z kuchnią. Znaczy, no taki, a e, to jest tak zbudowane, że to jest razem jedno połączone takie duże. Kuchnia z dużym pokojem, prawda? I zaraz jak się idzie na wprost naprzeciwko są drzwi balkonowe i taki balkon. I mówi, że bała się iść, bo zobaczyła taką postać na czarno ubraną.
Tak starodawno bardzo było. Takie ubranie starodawne jakby, kaptur z takich jakichś filmów o właśnie typu Van Helsing, jak byli ubrani. No osiemnasty, siedemnasty wiek. Tak zacząłem ją wypytywać, takie przesłuchanie robić, jak to wyglądało. I że po prostu stała i stała za tą szybą, za, za tą, za tym oknem balkonowym i po prostu tam opisała, że jakieś takie włosy, jakieś szare, że taki, tak staro jakoś wyglądała. Mówi, tylko już nie pamiętam, czy to-- raczej facet to był, w kapturze, na czarno, taki długi jakiś płaszcz i jak ją zobaczył, to po prostu tak jakby w prawą stronę uciekł za okno. A tam nie da się uciec, bo nie było nic słychać, bo tam jest pół metra i jest po prostu ściana i jest płot. Więc jakby było coś słychać, że prze-- bo jak nieraz pies uciekał tamtędy, właśnie to, to było słychać. W ogóle coś było słychać. Mówi, że nie było słychać i ona wróciła się, bo bała się do tej kuchni już wchodzić, no. Także tam co jakiś czas, nie wiem, się coś dzieje. Jak rozmawiam z chrzestną, to mówię, pytałem właśnie dziewczyny. No nie wiem, ten dom to, co to było wcześniej? Bo to był budowany dom. Co to było wcześniej? Może jakiś stary był dom czy coś? No raczej nie. To było pole, bo nie wiem, czy coś po prostu może w tej ziemi jest pod tym domem, czy to... A chrzestna też mówiła, że to może być po prostu w tym miejscu, otwierać się może czasami portale do naszego świata właśnie i te jakieś istoty po prostu wychodzą. A! Zapomniałem dodać.
Wychodząc z tego domu, tam jakiś niecały kilometr jest cmentarz. Za tym domem, przez łąki idąc prosto. I właśnie tam, jak się idzie w pola, to się idzie na cmentarz, miejscowość Cedyna właśnie, to jest mniej więcej kilometr będzie do tego cmentarza. No właśnie to nie wiem. Albo, albo po prostu ta aktywność jest spowodowana, że w pobliżu jest cmentarz, albo po prostu ten portal, albo coś, coś nie wiem, pod tym domem, nie wiem, coś tam ktoś coś pochowany czy coś, ale raczej, raczej bym obstawiał na ten portal, albo właśnie, albo cmentarz. Tam to po prostu z cmentarza te, te, te duchy czy te diabły po prostu, nie wiem, przychodzą.
No, po-portale potrafią się, że tak to ujmę, pokazywać w najmniej przewidywalnych miejscach, prawda? No to kiedyś odebrałem relację o właśnie takich też dziwnych zdarzeniach z bloku w Tychach. W środek bloku mieszkalnego i po prostu jakieś ginące przedmioty, jakieś rzeczy typu ktoś, ten ktoś tam widział sytuację, która dopiero miała się wydarzyć chwilę później z wyprzedzeniem także. No w różnych ciekawych, w różnych nieprzewidywalnych miejscach się to po-potrafi, że tak powiem, otworzyć.
Tak, tak. A nieraz, a nieraz jest właśnie, nieraz też jak ludzie widzą po prostu jakieś inscenizacje bitew, że dwie armie na siebie nacierają, powiedzmy rycerzy, prawda? I jakieś takie inscenizacje bitew się pojawiają i to albo chwilę trwa, albo dłużej i to zanika. Po prostu jakieś takie właśnie może zakrzywienia czasowe po prostu, no nie? To też są też takie jakiegoś... Jakoś to jest też nazwane, prawda? Oprócz portali, prawda?Także wrócę, póki pamiętam i się przypomniało, bo też bym to pominął. Dobrze sobie przypominam o tym cmentarzu. To był drugi chyba listopad. Dość idzie do pracy. Było rano, godzina nie wiem, jakaś godzina była już jakoś po szóstej, ale było jeszcze ciemno. Mgła była taka. Jak się idzie tą ulicą, się wychodzi od mojej dziewczyny, to tam się idzie z jakieś dwa kilometry do ulicy Sandomierskiej Głównej, która prowadzi do-do miasta. No i tam jakieś dwieście metrów idąc po tej samej stronie do ulicy Sandomierskiej, jest kapliczka i jest między domami taka przestrzeń, powiedzmy, nie wiem, pięćdziesięciu, sześćdziesięciu, osiemdziesięciu metrów. Nic nie jest postawione i po prostu jakbym tam za tą kapliczkę skręcił, poszedł do góry, to bym z pola wszedł i po ukosie bym miał ten cmentarz. I jak szła, to usłyszała takie, takie [odgłosy podniecenia]. Ogląda się i patrzy. Takie cienie przeskakiwały za tą kapliczką. Tam dalej, dalej przeskakiwały.
Po prostu takie ciemne cienie w tej mgle. No i po prostu bała się iść, aż zadzwoniła do mamy, a mama mówi "A co ty opowiadasz? Idziesz do tej pracy. Idziesz dalej". Bała się po prostu tam dalej iść. No bo to było po boku. Także właśnie też taka sytuacja, którą mi się przypomniała, którą mi opowiadała.
A tam nie było widać żadnych zwierząt, prawda? Nie. To, to było w powietrzu. To było nad ziemią. Jakiś metr, półtorej. Tak przeskakiwały tak, tak szybko, tak po prostu. Jakby to wytłumaczyła tak: taki cień i taki był, właśnie jakieś takie [odgłosy podniecenia], coś, coś w tym stylu.
Czyli te odgłosy wykluczają też, że to mogły być ptaki przeskakujące po drzewach, prawda? Nie, to było sylwetki ludzkie. Takie było widać dwa metry, metr siedemdziesiąt, coś takiego. We mgle, nad-- właśnie w mgle. Po prostu tak przeskakiwały w powietrzu półtorej metra ziemią do dwóch metrów, o.
I to tak szybko przez tą całą długość, tak jak ona to tłumaczyła. Także to wyklucza jakieś zwierzęta czy coś. Nie, nie, nie. No to rzeczywiście, rzeczywiście tutaj duże pole do interpretacji i do snucia domysłów, co to mogło być.
No ja to myślę, że może to właśnie, nie wiem, jakieś te dusze, może z cmentarza, takie właśnie, które się tam nie dostały do nieba, czy tam może to może jakieś. Nie wiem. No to był już Dzień Zaduszny, prawda? Drugi, drugi listopad, prawda? No i właśnie z tym charczeniem, co też mi się przyda, bo bym pominął. Jak wyjechaliśmy do Holandii z dziewczyną, wyjechałem tam do pracy, to ulokowali nas w takich domkach. Taka miejscowość, że trochę lasu było. Takie domki letniskowe. W jednej części tam był taki wspólny duży aneks i były dwa pokoje.
Były. I tam urzędowała. Też byli Polacy. Był też chłopak z dziewczyną. No i my tutaj w ten pokój, co nam przydzielił ten koordynator holenderski. Ciasne tak dwa łóżka po boku. No rozpakowaliśmy w pierwszy dzień, rozpakowaliśmy te bagaże, tam trochę pogadaliśmy z tymi lokatorami, się poznaliśmy. No i godzina była już przed północą. No i ja się walnąłem. Jak się wchodzi do tego pokoju, walnąłem się po lewej stronie na łóżko, a [nazwa zalogowany] była po prawej stronie.
No i ona mówi Chodź do mnie, chodź do mnie. Mówię Dobra, zaraz poleżę sobie. No usnęło mi się. I pamiętam, że nie to, że budzę się w śnie, tylko śni mi się to, że po prostu leżę, jest ciemno i nie mogę się ruszyć. Mówię. Co jest, kuźwa? Mówię, gdzie jestem? Kurde, co jest, że nie mogę? Kurde, nie widzę siebie, nie mogę wstać, nie mogę nic. I za jakiś czas mi się pojawiło, wyświetla mi się po prostu śni mi się, że za tym oknem, za tym pokojem jest taka zjawa, takim jakimś, w takim swetrze starodawnym, jakieś takie włosy, takie opadające, proste, takie jak od szczotki. To była damska zjawa i tak zmieniała jej się twarz. I tak na mnie tak [imię niewyraźnie]. No to kurde, ona chciała mnie wystraszyć, no to ja [głośne warczenie] na nią głośniej, ona na mnie głośniej, to ja na nią głośniej i aż w końcu się obudziłem, dziewczyna krzyczy, piszczy i też jak się obudziłem, w tej ostatniej sekundzie wiedziałem, że wydałem z siebie dźwięk. Mówię, co się dzieje? Ona mówi kurde, spałeś? Spałeś?
Zacząłeś nagle warczeć, warczeć i obudziłeś się właśnie z tym krzykiem takim [głośne warczenie] tak bardzo głośno. Chciała mnie wystraszyć i ten. No to ja na nią głośniej, ona głośniej na mnie. Aż się obudziłem i później, jak już wróciliśmy z tej Holandii, to jeszcze mi się tutaj śniła, ale już nie miała chyba za bardzo mocy i pamiętam ją, zwyzywałem w śnie. Nie wiem, zwyzywałem ją i od tamtej pory już mi się nie śniło. I na drugi dzień powiedzieliśmy koordynatorowi, jaka była sytuacja, że nie chcemy tutaj, w tym pokoju. No i zmieniliśmy na-- udało nam się zmienić na następny domek. No i tam już wszystko było okej. Parę domków dalej.
Nie wiem, czy akurat ten dom, czy coś pod tym domem było pochowane czy coś, czy, czy po prostu jakoś nie wiem, to miejsce, czy coś tam się działo wcześniej. Nie wiem, nie wiem, bo to Holandia. Nie znam historii też nie wszyscy Holendrzy dobrze mówią też po angielsku i nie pytałem się już nawet, no a ci lokatorzy mówią, co żeś ich tak tam darł? No i opowiadam, co mi się działo, czy był spokój, bo gdzieś też śniło, no nie? I coś mówi i się później zaczął śmiać, no nie? Oni tam też długo nie byli, ale już nie pytałem się, czy coś gdzieś ich przenieśli i po prostu tak porozlokowywali nas, bo to było tymczasowo. Dobrze, że tymczasowo, bo jak bym tam miał tak po prostu spać, to bym był niewyspany rano do pracy. No taka właśnie sytuacja z paranormalnych jeszcze.
No to niekoniecznie musiało być jakieś prawda, nawiedzenie czy coś tego typu. To równie dobrze mógł się w taki sposób zmaterializować, nie wiem, jakiś stres związany z wyjazdem, coś tego typu? A może, może też. No tylko właśnie za oknem to było. No nie wiem, może tam coś się działo, może to jakiś stres czy coś, no ale to właśnie to też tak podchodziło pod to, jak są te fazy snu, co ludzie też opowiadają o tych, o szarakach, że nie mogą się ruszyć, albo są też w ciemni, że taki bezwład, prawda?
No to też ten paraliż, paraliż senny, tak? No to właśnie też mogło być prosto, tak? A właśnie jeszcze mi się przypomniało. Na moim mieszkaniu tutaj byłem mały. No to kurde, no to mogłem mieć sześć lat.2017, siedem może. Do mojej mamy-- siostra z jej męża i ja spałem w dużym, a oni spali teraz w moim pokoju tutaj. No i pamiętam, ja spałem z mamą w dużym i miałem wtedy rozłożony tutaj i obudziły mnie rozmowy.
Mówię, rozmowa mnie obudziła w nocy i tak przekręcam głowę, mówię, patrzę, wujek stoi z kimś, gada jakaś taka pani ubrana w chustce i w taki ten strój, taki folklorystyczny, w paski takie kolorowe, taki... To się zarzuca taką, taki jakby kocyk i się zasuwa, prawda? Taki jest do pasa i taka spódnica. I wujek mówi, nie wiem, ta pani powiedziała: "Śpij, śpij sobie, śpij". I później coś mi się przypomniało na następny dzień i mówię "Z kim rozmawiałeś?" "A co, pamiętasz to?"
Mówię: "No pamiętam". "No... Z moją mamą". "Aha", mówię. No i się okazało, że właśnie, no, przyszła się z nim, yy, pożegnać, no. Czyli krótko mówiąc, unicja. Sytuacja, kiedy zmarły informuje o swoim odejściu.
Tak, tak. No i ubrana była w strój ludowy właśnie, bo to z Krakowa, to w tym taki, jak się tam krakowiacy ubierają, tylko bardziej nie, nie tak w mieście, tylko ten taki jak na wsi, no nie? Coś takiego, no.
Wujek też jakby to widział tak na granicy snu i jawy, tak? Coś tego typu? Nie, nie, nie! Normalnie wstał. Wstał normalnie, tak jak ja teraz i po prostu i-i-i rozmawiał. Nie, nie, nie, nie mu się śniło. No trzeźwo stał, no. Z tego, co opowiadał, to nie to, że mu się śniło.
Nie, nie, nie. Aha, czyli tak jakby mama- Na żywo! Tak jakby jego mama odwiedziła go fizycznie. Ale to było, to było-- to nie były takie fizyczne odwiedziny, tak? No nie fizyczne, tak, a-ale on nie spał.
Stał na nogach, no. Tak jakby po prostu, nie wiem, powiedzmy, poszedł załatwić potrzebę, wychodzi i spotyka mamę, no nie? No to potwierdza to, co się mówiło o dzieciach, że do pewnego momentu dzieci jakby są bardziej otwarte na postrzeganie tych różnych rzeczy, że to tak ujmę, zaświatowych.
Tak, chyba, chyba do czwartego roku życia, no. No, różnie, różnie. Jedni do czwartego roku życia, a niektórym, czasami niektórym się zdarza nawet do ósmego roku życia tak częściej widywać tego typu z-zdarzenia. A potem to, a potem to zanika, bo prawda tam.
Tak, tak, tak, bo nawet, yy, przypomniał mi pan, po przykładzie jednego syna właśnie mojej chrzestnej. On miał chyba, nie wiem ilu on miał, już mówił, trzy, cztery, trzy lata może. On im wyjaśniał zasady padania, jak jest, jak widzimy ten półksiężyc, prawda? Cienie na Księżyc. Yyy, jak tą zasadę wyjaśniał.
Dziecko trzyletnie, że jak pada światło z słońca, że zasłania, że dlatego widać tam Księżyc i-i-i ogólnie no skąd to dziecko mogło wiedzieć, prawda? No trzyletnie, dodajmy. Tak, no trzyletnie, także no. No też, też oglądałem na przykład, że też dzieci, yy, dzieci pamiętają, były w poprzednim życiu tam na YouTubie, nawet jakby je pan sobie wpisał. Są dwa takie krótkie dokumenty.
Dziecko, które pamięta, że było pilotem podczas drugiej wojny światowej. Właśnie jeden jest, właśnie jedno dziecko jest z Anglii, to latał właśnie na, na właśnie tutaj na Spitfire, Hurricane, już nie pamiętam, a drugi ze Stanów i też właśnie po prostu dziecko znało idealnie samoloty, nawet pamiętało, jak się nazywa. Tam zaczęli rodzice szukać, szukać, no i znaleźli, yy, właśnie go z poprzedniego życia. I pamięta, że z-został zestrzelony nad Iwo Jimą właśnie. Też jest bardzo fajne dokumenty.
No dużo jest takich ciekawych przypadków. Ja mam taką manię od, od jakiegoś czasu, że oglądam nagrania transmisji z tych ataków z jedenastego września na Nowy Jork z dwa tysiące pierwszego roku i YouTube w polecanych podsuwa mi od jakiegoś czasu materiały o-o-o dziecku, które twierdzi, że było tam w poprzednim życiu, w tych wieżach World Trade Center. Także no ciekawe. Też dużo takich przypadków jest, szczeg-szczególnie dużo w, na Sri Lance, w Indiach, tam, tam w ogóle jest chyba inna kultura, bardziej, bardziej otwarcie do tych tematów w ogóle podchodzą. Brazylia też.
Tutaj to ja to tak w sumie dużo osobno nie mówiłem, tam trochę po rodzinie, co widziałem właśnie, ale to tak przy okazji, bo ja to tam-- po prostu to, co widziałem, to ja mogę komuś powiedzieć, a jak on sobie to przyswoi, czy zareaguje, czy się będzie śmiał, to mnie to nie obchodzi. Ja po prostu mogę też powiedzieć publicznie, tam mogą się wszyscy śmiać, brawo bić. Ja tylko właśnie też panu powiedziałem to, co widziałem i mi to nie zależy, żeby ktoś w to uwierzył, prawda? Chodzi mi o to właśnie takie grono tych zwykłych zjadaczy chleba, prawda? Ja ogólnikowo podchodzę do tego.
No takie, takie zdrowe podejście mi się wydaje. Nie przejmować się jakoś specjalnie. No chyba, że się wykonuje jakiś prawda zawód wymagający publicznego zaufania. No bo gdzieś prawda, gdzieś, gdzieś kurde w wojsku, gdzieś w rządzie, no to wiadomo, tak? A tak to- No nie tylko tutaj, tutaj. Zdarzają mi się rozmowy z kierowcami ciężarówek. Oni co jakiś czas przycho... Przechodzą, yy, okresowe testy psychologiczne. No i też, no j-jak składają jakieś, dzielą się jakąś historią z tam z pogranicza naszej rzeczywistości to też zawsze proszą, żeby zmienić głos.
A nie! Mi proszę nie zmieniać. Tak jak jest, jak mówię oryginalnie, żeby był zachowany, nie, ja nie mam takiej potrzeby, żeby zmieniać głosu, także nawet jakby była wizja czy coś, jakaś rozmowa przez kamerkę, to też normalnie bym się pokazał. Ja, ja się nie wstydzę. Ja mówię to, co widziałem, a jak ktoś nie wierzy, no to prawda brzmi musi. Ja nie zamierzam go przekonywać. A i na koniec mam jeszcze tutaj, bo patrzę, mam zapisaną taką historię. Na ulicy stałem, prawda, w mieście. Patrzę, leci wrona, prawda? Leci wrona w moją stronę na powiedzmy wysokości tam dziesięciu, piętnastu metrów, no do piętnastu metrów. Przeleciała powiedzmy raz, dwa, trzy, cztery, pięć sekund, prawda? I nagle, nagle widzę, jakby się cofnęła te pięć sekund i od tego samego miejsca znowu leci, nie wiem, błąd Matrixa czy coś takiego, no? Taką kiedyś miałem też, no po prostu jakby ktoś mi po prostu cofnął moją wizję w mojej głowie, to co widziałem przed minął. Także chyba raczej to wszystko tam tutaj co zapisywałem, co mi się poprzypominało już opowiedziałem także. No, także to będzie tyle no nie?
Z tych moich rzeczy, co widziałem, a może jeszcze coś w przyszłości będzie, czy coś, może w niedługim czasie, bo też ja jak jest wolny czas, jest lato, to nie siedzę w domu, czy albo jak jestem zmęczony, to idę na bloga, albo na miejscu spotkania blisko, albo gdzieś wyjeżdżam też poza Kielce, na-na-na widok czy w dzień, czy, czy w nocy sobie posiedzieć, wychilloutować się, posłuchać sobie właśnie muzyki takiej właśnie chilloutowej, ambientowej tam. Bo to lubi się tak właśnie chilloutowe, popatrz sobie gwiazdy przez lornetkę też, Księżyc, no, także, jakby coś jeszcze tam się wydarzyło, to tam się zgłoszę.
Oczywiście jak najbardziej.A gdy już się rozłączyliśmy, telefon po chwili zadzwonił ponownie i dzięki temu poznamy zaraz jeszcze jedną historię z 2023 roku. Akurat mi się przypomniało, kurde, bo taki krótki był epizod. To było na jesieni w zeszłym roku. Pojechałem właśnie tutaj od siebie z osiedla. To jest jakieś dwa, dwa i pół kilometra do trzech w dół. Tam jest galeria, w galerii jest echo, jest duże taka. Byłem, pojechałem na zakupy, w sklepie coś kupowałem. Wiem, że niedużo to było. Wszedłem, jak są sklepy, po boku jest wejście, na środku jest galerii, tam jest-- się wchodzi do, do, do toalet.
Wszedłem do toalety za potrzebą. Wychodzę. Tutaj tym korytarzem wychodzę. No i patrzę, kurde, gdzie ja jestem? Nie wiem, gdzie jestem. Widzę, że galeria jest na tej zasadzie, wie pan co? Jakby pan, jakby pan się obrócił-- zna pan galerię, powiedzmy jakąś tutaj swoją. Wychodzi pan z ubikacji, odwraca się pan tyłem, daje panu lustro, prawda? I tutaj patrzy pan w tą lustro. No niech pan teraz idzie, powiedzmy tyłem. Czy pan poznaje tą galerię? Wszystko jest inaczej, prawda?
Tak jakby świat gry się nie do końca zespół nowa poprawnie coś w tym stylu. Jakoś nie było, nie było głośno. Taka cisza była w tej grze. Ludzi było. Nie było bardzo dużo. To był chyba poniedziałek. Też było mało, ale jakoś tak spokojnie chodzili i tak kurde mówię, co jest, coś mam z głową czy coś? Mówię kurde, przecież znam na pamięć tą galerię, nawet nie po ciemku przecież, już dużo razy tu jeździłem. I tak kurde stoję, patrzę, no zacząłem iść, mówię kurde, nic nie poznaję, mówię co jest kurde? I dopiero jak wszedłem całą długość, bo to jest-- tam się obchodzi po prostu naokoło taki kwadrat. To jest jedna część tej galerii i ona jest taka piętrowa. I dopiero jak przeszedłem całą długość, to nie wiem, to jest jakieś dwieście metrów, dwieście pięćdziesiąt długości może? No może powiedzmy zostańmy przy dwustu, dwustu pięćdziesięciu. Dopiero jak zarówno, to tak nagle, jakby, jak nie raz jest muzyka stłumiona, to tak się podgłasza, yyy, taka stłumiona, niewyraźna. To tak właśnie tak wróciło wszystko, takie, mm, taka naturalność wróciła tak jakby było-- jak szedłem przez ten, to było wszystko takie wytłu-wytłumione. Rozglądam się i po prostu nie poznawałem. Mówię kurde, przeniosłem się gdzieś do jakiejś innej rzeczywistości, ale mówię, nic mi się nie zgadza z tym moim, z rejestracją tej mapy, którą pamiętam. Mam w głowie, prawda, tej galerii. No takie właśnie dziwna, dziwna sytuacja. Dopiero jak wyszedłem za ten róg, mówię o dobra, już to poznaję. No kurde, nie wiedziałem gdzie jestem. Nie byłem ani pierwszy raz, nie byłem w tej galerii.
No to taka, taka sytuacja mi się teraz przypomniała, kiedyś była chyba relacjonowana też w Radiu Paranormalium, że to było dwóch tam młodych takich nastolatków. Jechało z wycieczką szkolną autobusem. Film się obydwu urwał w tym samym czasie. Pan kojarzy chyba tą, tą relację?
Akurat tego słuchałem. Także, także kojarzy pan ten motyw? Jak tam powoli im, że tak powiem, wracał kontakt ze światem. I też coś takiego było, że ten dźwięk był na początku przytłumiony i z czasem stawał się coraz wyraźniejszy.
Tak, tylko że jak ja wyszedłem, ja wszystko pamiętam. Tylko że mi się nic nie zgadzało, wie pan? Nie zgadzało mi się po prostu tak, jakbym patrzył, jakbym miał przed sobą lustro. Tak jak ten efekt panu wytłumaczę na takiej zasadzie, prawda, że wszystko jest odwrócone, jak się patrzy w lustro? Zna pan, powiedzmy, galerię. A niech pan wyjdzie sobie. Pan stanie tyłem i wszystko jest inaczej. I to na takiej zasadzie mogę to wytłumaczyć, że wszystko mi się nie zgadzało, tak jak w lustrze.
Wie pan, efekt lustra. I kurde, mówię kurde, i właśnie tak ludzie tam jakoś wolno, czyli tak jakby, nie wiem, powiedzmy jakieś na uspokojenie herbatkę czy jakieś tam środki dostali. Właśnie tak obserwowałem, pamiętam ludzi, bo kurde, mówię tak, no bardzo dziwne uczucie, nie byłem w strachu, ale mówię co jest? Kurde, mówię, mówię no wszedłem, wiem, gdzie wyszedłem, bo wróciłem się nie drugą stroną wyszedłem, bo tam jest-- można na drugą stronę przejść, jest korytarz i po prostu po lewej są toalety.
Wróciłem się i mówię kurde, no co jest? Nic nie poznaję, mówię. Cały czas byłem świadomy, tak ja z panem teraz rozmawiam, tylko po prostu efekt lustra. Nic nie poznawałem. Dopiero przeszedłem całą długość, nie pamiętam, czy się najpierw w jedną, nie przeszedłem w jedną stronę za róg. Nie poznaję i dopiero tak patrzę, stanąłem. Nic mi się nie zgadza i dopiero się wróciłem znowu pod te toalety i poszedłem w drugą stronę, tam za róg i dopiero tam za rogiem go, zacząłem już poznawać wszystko, ten układ cały. I później obszedłem to dookoła i wszystko mi się zgadzało. Po prostu albo coś, albo coś, po prostu jakiś błąd mózgu, albo nie wiem, że nie wiem, jak nazwać te zdarzenie.
Tak właśnie mi się skojarzyło. Czy może coś czasem nie-nie zaburza tego w niektórych sytuacjach tego sposobu, w jaki nasz mózg rejestruje obraz, prawda? Może być tak, że nagle zaczyna rejestrować z wyższą jakby prędkością klatek, ale odtwarza sobie ten obraz cały czas z taką samą. Nam jednak się wydaje, że-że-że po prostu wszystko spowolniło, tak?
To ja to nazywam efektem lustra, bo na tej zasadzie panu mogę to wytłumaczyć, jak ja to widziałem, że było wszystko odwrócone, prawda? Nic mi nie pasowało. Układ właśnie tak jak się w lustrze widzi przed sobą, a tu jest jakby za tobą i, i kurde, no nic nie pasowało. No tak właśnie mi się jeszcze tutaj przypomniała sytuacja. Jak właśnie rozkładałem teraz hotel, bo tam mam taki i ten. I właśnie mi przypomniało, to mówię, a jeszcze pewnie pan jest pod telefonem, to zadzwoni, że od razu, bo tam na tygodniu to zapomnę. I właśnie mi się przypomniało. No bardzo dziwna sytuacja, ale to myślę, że coś, coś raczej właśnie tak jak pan mówi, coś, coś z głową, że tam coś po prostu nie wgrało tej mapy, nie pamiętało tego tutaj, co na pamięć się znam. Każde piętro i każdy zaułek i to wszystko. A tam był poziom minus, minus minus jeden, minus jeden, bo tam jest zero, jeden, dwa i trzy góra, no nie, w galerii tutaj u mnie w mieście i byłem na minus jeden. Wyszedłem i kurde, po prostu stanąłem i rozglądam się, patrzę, mówię no co jest, kurde, gdzie ja jestem, gdzie ja wyszedłem? Takie dziwne miałem właśnie uczucie, że jakbym się nie w czasie się gdzieś przeniosłem, kurde, czy coś takiego zaczęło takie jakieś pierwsze takie myśli nachodzić, ale mówię no nie no kurde, ludzie chodzą, zacząłem ludzi obserwować. Idę za pierwszy róg, właśnie wyszedłem. Patrzę, kurde, nic nie poznaję, kurde, znaczy mniej więcej wyjść do wyjścia bym trafił, bo widziałem gdzie jest wyjście czy coś. Po prostu nie zgadzał mi się układ tych sklepów tak jak mam zapamiętane jak się wychodzi to na co dzień, prawda? Wszystko było odwrócone tak jakbym pierwszy raz był w obcej galerii.
O tak, efekt lustra, prawda? No a cały czas byłem, cały czas byłem przytomny. Tak jak teraz rozmawiam z panem i tutaj jestem w pokoju. Jest właśnie wszystko, Mi oczy rejestrują obrazy i układ pokoju i wszystko. I tam powiedzmy patrzę za okno teraz, także mi się film nie urwał, ale takie właśnie dopiero jak przeszedłem za ten drugi róg, to dopiero właśnie mówię no już wiem, gdzie jestem, ale kurde obszedłem to dookoła. Właśnie ten minus jeden. No kurde wszystko się zgadza nagle, także nie wiem co, mi się wydaje właśnie, że-że-że coś, jakaś anomalia mózgowa czy jak to nazwać?
Po prostu coś nie mogła wgrać, odczytać i-i-i ten- No wszystko możliwe, w każdym razie jakiegoś rodzaju błąd mogło wystąpić, tak? Tak jest, tak samo jak z tą bronią, co opowiadałem, błąd Matrixa. A widział pan może na YouTube'ie mi się przypomniało odnośnie Matrixa, błąd Matrixa z cytryną.
Jak dziewczyna kroi na pół.Wsadza do torebki takiej foliowej i ma gdzieś tam ten i patrzy. Jest cała cytryna i przykleiła i później ją na nowo i miała trzy połówki. Widział pan może ten filmik? Nie, nie widziałem, ale raczej nie jestem jakimś fanem tego typu, że tak powiem, nagrań. Podchodzę z dużym, z dużym jakby...
No rozumiem, ale to właśnie było z takiej kamery, jak to właśnie jest w typu jak KFC. Na kuchni jest, że tam pracują pracownicy. To było z takiej. No i że po pracy poszła po to nagranie, no nie? Bo też sama nie dowierzała. Tak mi się przypomniało. Także właśnie jeszcze mówię zadzwonię do pana, póki pan jest od telefonu, bo mi się to właśnie ta sytuacja z galerii przypomina.
Efekt lustra. Z Kielc przenosimy się do jednej z małych miejscowości na Podlasiu, przy czym autor tej relacji prosił o niepodawanie jej nazwy. Tutaj również pojawi się mały wątek ufologiczny, jednak większą część rozmowy zajmą opisy spotkań z duchami oraz kontaktów z zaświatami. Posłuchajmy.
Zacznijmy od tego, że mieszkałem wiele lat na jednym z podlaskich osiedli. Na osiedlu, w którym był kiedyś cmentarz żydowski. Mieszkałem tam ponad trzydzieści lat. I co tam miało miejsce? Miało miejsce to nie tylko w moim mieszkaniu, w tym, w którym mieszkałem z rodzicami, ale też w innych mieszkaniach, że na przykład nie działy się takie różne rzeczy.
Dla mnie może nie dziwne, bo jakoś miałem zawsze inną percepcję postrzegania rzeczywistości i świata. Ale no, działo się coś takiego, że na przykład nie wiem, proste rzeczy, włączanie i wyłączanie telewizora, tak? Na przykład... Co jeszcze? Kiedyś mama przywiozła z Włoch takie wielkie szyszki jako dekorację. Używała dwie i siedzieliśmy, ja byłem w innym pokoju, ojciec był w innym pokoju i nagle ojciec zaczął krzyczeć, chociaż mówię od razu mówię, że on tam jest. W takie rzeczy to nie wierzył raczej. Też szyszka zaczęła sama się trząść. Jedną i drugą. Druga stała w miejscu, a jedna zaczęła po prostu z miejsca na miejsce. Tak jakby człowiek przeskakiwał z nogi na nogę. I ojciec zaczął krzyczeć wulgarnymi słowami, tak jakby chciał, jak się powinno robić, tak naprawdę chyba te byty, które tam sobie chodzą. To była taka rzecz, może nie pierwsza, ale istotna. Pierwsza rzecz, którą pamiętam tak naprawdę z tego mieszkania, to była taka, że kiedyś wieszało się takie, nie wiem, jak to się nazywa profesjonalnie, kinkiety chyba tak?
Na ścianę i składało się szkło i nakręcało się żarówkę dopiero wtedy w ten kinkiet, nie? I któregoś razu to był nie pamiętam, który rok, ale ja byłem jeszcze w podstawówce, pewnie w którejś klasie. Obecnie mam czterdzieści ponad lat, nie? I po prostu był jakby huk, że coś spadło i najlepsze było to, że wybiegliśmy do pokoju. I właśnie te rzeczy działy się głównie w tym ostatnim pokoju, bo to jest mieszkanie trzy pokojowe. Weszliśmy do tego pokoju i to szkło leżało na ziemi, a żarówka była wkręcona. Nie ma możliwości.
Ja mam jeszcze do tej pory nawet te-te szkło gdzieś tam w piwnicy. Nie ma możliwości. Żeby było nienaruszone? Nie, szkło nienaruszone zupełnie. To tak jakby ktoś zdjął po prostu ten, to szkło położył na ziemi, tak? Czy tam rzucił, a żarówka była wkręcona, nie? Żarówka była o średnicy większej niż otwór w tym szkle.
No to była taka chyba najbardziej taka pierwsza rzecz, z którą ja tam się spotkałem tak naprawdę. Oprócz tam czyszczenia szklanek w kuchni i tak dalej, to było na przestrzeni tam wielu lat, nie? Ale jakieś dziesięć lat temu, więcej, z trzynaście lat temu, miała miejsce taka sytuacja, że na przykład byliśmy na przykład w pokoju. Właśnie w tym ostatnim takim. Ja byłem wtedy... Mój brat spał obok, bo my mieliśmy dwa oddzielne łóżka pojedyncze. Ja nie spałem. Znaczy, wydawało mi się, że zasypiam, ale obudziłem się. O tak w ten sposób, nie? I słyszę po prostu szuranie, nie? Bo tam była wykładzina, nie bo mieliśmy jeden pokój, taki, taki jakby przechodni. I słyszę po prostu takie jakby było gumolitu tego gumowego, takiego gumoleum, nie było dywanów, tylko było to po całości tak położona taka wykładzina, nie? A'la dywan. No i słyszę, że z tego pokoju, takiego przechodniego do mojego jest takie jakby szuranie. No i leżę. Miałem otwarte oczy, ale nie dałem rady po prostu się jakby poruszyć. Nie wiedziałem, o co chodzi, bo to pierwszy, pierwszy raz miało miejsce właśnie coś takiego. I słyszę te szuranie i brat spał obok na tym łóżku i jakby to szuranie zbliżało się do tego mojego łóżka, na którym ja spałem. I po prostu ktoś się nade mną pochylił i zaczął mówić, jakby wydawało mi się, że brata głosem moje imię. Po chwili, po kilku, nie wiem, może dwóch minutach, może to... Bo to był krótki okres czasu. Kroki znowu jakby posunęły się w drugą stronę tego pokoju i za jakieś kilka minut znowu się to powtórzyło. Czyli były, były te kroki, tak jakby kopia tej sytuacji, która miała miejsce kilka minut temu, nie? I w tym pokoju, takim przechodnim.Stało biurko z krzesłem obrotowym, takim do komputera. I ono po prostu no wiadomo, jak się siada, to trzeszczy nie, często. I słyszałem jak ktoś na to krzesło siada i to krzesło trzeszczy. Na drugi dzień brat do mnie mówi, że czy słyszałem, że ktoś w pokoju był, nie? No i ja mówię, no że tak mówię, no, że ktoś siadał na krześle, mówi, mówi myślałem, że to ty, ale nie było w ogóle jakby jasności monitora w pokoju, w którym ja byłem, bo to wiadomo, jakiś tam blask oddaje. Jak mówi, że on słyszał po prostu, że, że ktoś siada, nie, na tym krześle. I to było tylko jednorazowo. To się powtórzyło.
Znaczy jakby dwie sytuacje w kilku minutach, ale jednorazowo ogólnie, nie? Z tego mieszkania. Później właśnie też zauważyłem, że na przykład siedziałem przy komputerze, bo miałem tam komputer jeszcze drugi, w tym swoim pokoju, już trochę nowocześniejszy. I tak sobie siedzę i miałem telewizor taki jeszcze z tym tak zwanym tyłkiem, z tym kineskopem starym. Pilot leżał na łóżku odwrócony odwrotnie i sam telewizor na przykład zapalił się kilka razy, nie? Ja go gasiłem, on sam się zapalał i tak w kółko, nie? To taka sytuacja miała miejsce. Co więcej, już pomijając już tam nie chcę takie szczegóły bardzo wchodzić odnośnie tego mieszkania, bo tam już takie rzeczy to były takie, takie błahostki. Ale obok w mieszkaniu, bo my mieliśmy, my mieszkaliśmy pod trzynastką, a pod czternastką miała druga moja siostra mieszkanie. Zanim wyszedłem, wyszedłem. Zanim ożeniłem się, to mieszkaliśmy tam ze swoją dziewczyną rok czasu. Tam mieszkała kiedyś sąsiadka, która mieszkała kiedyś w Tarnowie. Ona to mieszkanie jakby w zamian za opiekę nad nią do końca życia, to jakby przepisała na moją siostrę. Tam siostra jakieś tam pieniądze zapłaciła. Niewielkie.
Czyli taka umowa, umowa o dożywocie, tak to się mówi? Tak. Tylko że siostra za to mieszkanie zapłaciła, nie? Tam oczywiście mniejszą kwotę, ale nie całość. Tak jak te mieszkania teraz na przykład chodzą. I wtedy urodziła nam się córka. Malutka była, tak, kilka miesięcy. Ona wiecznie płakała, płakała w tym, w tym mieszkaniu wiecznie, nie? Leżała w łóżeczku. Dążę do meritum. Chodzi o to, że ja słyszałem jeszcze wcześniej, jeszcze tą rzecz pominę, jeszcze wrócę trochę, bo mówię, nie zrobiłem tej synchronizacji zdarzeń.
Jeszcze miałem przed tą żoną, już obecną teraz, miałem jeszcze inną dziewczynę, z którą też tam po prostu spędziliśmy noc. I w pewnym momencie, między drugą a trzecią godziną zaczęło się stukanie. Jakby wydawało mi się, bo tam był taki w kuchni okrągły stół, szafki i trzykrotne stuknięcie albo w stół, albo w szafkę.
Nie, nie wiedziałem w co no, bo tego nie da rady zdiagnozować. Minęło tak samo około dwóch, trzech minut. Sytuacja się powtórzyła, nie? Mieliśmy rolety, okna pozamykane, dźwięki dobiegały centralnie właśnie z kuchni. No to można sobie jakoś wytłumaczyć, tyle że jakiś czas później mieszkał w tym mieszkaniu. Kilka lat później, no już później mieszkał siostry syn i często tam zapraszał kolegów na przykład i tam grali sobie w gry. Chłopak miał wtedy szesnaście lat. On tego nie mówił, ale powiedział po prostu, że któregoś razu, że przyznał mi rację, że oni jak siedzieli tak samo w tym mieszkaniu, to tak samo usłyszeli trzykrotne stuknięcia. No, tak jak ja opowiadam, nie? I mówię, no synchronizacji nie zrobiłem, ale jeszcze dopowiem tą rzecz o tym poprzednim mieszkaniu, gdzie rzecz się działa pod trzynastką, nie pod czternastką. Jakiś czas wcześniej też jak siostra moja jechała za granicę ten syn mieszkał, był młodszy i w pewnym momencie, jak ja spałem właśnie, bo mój brat się wyprowadził z tego mieszkania. On spał na tym samym łóżku, co mój brat i któregoś razu obudził mnie. Tym, że wychodzi z tego pokoju, nie? No i ja do niego mówię Mateuszek, gdzie ty idziesz? A on mówi No idę, tak? A wziął kołdrę i z tą kołdrą szedł po prostu do pokoju obok. No i rano ja do niego mówię, co się stało? A on do mnie mówi, że nic. Ja mówię no mów, co się stało, tak?
Co się stało? Nie wiem, czy coś cię wystraszyło? Nie wiem. Cokolwiek, tak? Nie chciał mi powiedzieć. Dopiero po kilku dniach siostra z nim rozmawiała i powiedziała, że w tym pokoju właśnie, w którym zdarzyło się, zdarzyła się ta sytuacja ze mną, że ktoś wchodził do pokoju i wychodził, to on obudził się w nocy i widział nad sobą postać faceta w czarnym kapeluszu. On nie spał. On jakby zamknął oczy, bo się wystraszył.
Otworzył znowu i znowu widział tego faceta, nie? W tym czarnym kapeluszu. I to on mówi, że to trzykrotnie powtarzał i go cały czas widział. Za czwartym razem już go nie widział. Po prostu znikł. To taka sytuacja. Dalej. Według tego, co pamiętam, to był dwa tysiące któryś rok. Już nie mówię, nie chcę kłamać. Nie pamiętam dokładnie, kiedy to było. No ja jeszcze byłem kawalerem. Już później oczywiście żonatym. W dziewięćdziesiątym siódmym lub dziewięćdziesiątym ósmym roku miałem praktyki w jednej z piekarni tutaj właśnie w województwie podlaskim. I sytuacja miała miejsce taka, że ja dojeżdżałem z dostawcą pieczywa rano do jakby do na te praktyki, do pracy. To była między godzina siódma a ósma, coś takiego. No i tam zawsze ja czekałem i zawsze on przyjeżdżał. No ale któregoś razu czekałem i on nie przyjechał. Zawsze jak coś się działo, to zawsze na stopa.
Kiedyś było inaczej złapać tego stopa, bo wiadomo łatwiej trochę ludzie może bardziej ufali ludziom i złapałem tego stopa. To było, to było auto osobowe i wysiadłem. Wysiadłem, bo ten facet ogólnie skręcał w stronę jezior. Tam są ośrodki wypoczynkowe i ten facet skręcał w stronę jezior na te ośrodki wypoczynkowe. Ja wysiadłem około kilometra od samej miejscowości, od znaku. Kilometra, może więcej. No i sobie maszeruję, tak? To było lato. Siódma godzina około rano.
Widoczność naprawdę super. Niebo błękitne. Spojrzałem w lewo. Kiedy spojrzałem w lewo, zobaczyłem obiekt-Duży, srebrny, w kształcie dysku z takim na trzy czwarte rozłożonym, na trzy rozłożonym, tak jakby to była wieżyczka na trzy czwarte tego dysku rozłożona, nie? I na tym, na tej wieżyczce były już teraz, nie pamiętam, ale trzy lub na pewno trzy lub cztery takie czarne jakby wydawało mi się, że to są okna lub szyby.
Ja to nazwałem okna. To leciało równolegle ze mną. No i jak ja szedłem bardzo wolno, żeby tam dojść do tej miejscowości, to, to równiusienko ze mną leciało na wysokości jakby świerk dwa razy do góry, tak? Czyli tam nie wiem ile ten świerk może mieć wysokości. Nie mam pojęcia. To leciało na takiej wysokości podwójnego drzewa, na górze, w odległości ode mnie około dwustu metrów maksymalnie, czyli bardzo blisko, nie? Ale to było duże. Nie wiem, nie jestem w stanie określić teraz wielkości i szerokości tego obiektu.
Ile on miał szerokości? Bo no jednak dwieście razy tą szerokość, no nie wiem, mógł mieć około, nie wiem, z piętnaście metrów może maksymalnie. No nie wiem, ciężko mi to określić. No ale był strasznie wyraźny, nie połyskiwał, był srebrny i nie wydawał żadnego dźwięku. Był taki, jak szedłem, właśnie szliśmy razem z tym obiektem, że tak nazwę około stu pięćdziesięciu metrów i był taki z samego brzegu drogi, był taki zagajnik leśny, gdzie tam jest chyba jakieś przepompownia wydaje mi się. Mogę panu kiedyś tam jak będę, to zdjęcie wyślę, jak to wygląda. I właśnie w tym momencie jechał właśnie ten dostawca z tej piekarni. No i on zatrzymał się i ten obiekt dalej leciał bardzo wolno i ja wsiadłem do tego samochodu. Stary Lublin, jeszcze pamiętam i mówię do niego Zbyszek, mówi zobacz, co to jest, nie? On gdzie? Ja mówię no zobacz, po lewej stronie leci, nie? To on tak zobaczył, mówi no nie wiem, co to jest, nie? I jak żeśmy wsiadli do tego samochodu, on zaraz ruszył. I tak złożyło się, że ten obiekt leciał właśnie wzdłuż tej drogi głównej, bo to droga bodajże S61 jak chyba dobrze pamiętam. I jak my ruszyliśmy, to on równo z nami jakby leciał i schował się za tym zagajnikiem leśnym. A po drugiej stronie on był ten zagajnik leśny, bardzo krótki, tam około nie wiem, właśnie stu metrów może, może i nie taki, taki malutki. I jak już wyjechaliśmy z drugiej strony, to go nie było widać. Ale napomknę jeszcze o jednej ciekawej rzeczy. Mój kolega pracuje, nie wiem, czy mogę mówić, no ale w Służbie Ochrony Państwa ma tam działkę nad tym jeziorem. W latach dziewięćdziesiątych, jeszcze kiedy miał kamerę VHS, zdołał nakręcić... Szukaliśmy tej kasety, nie mogliśmy jej znaleźć. Nie wiem, gdzie ona przepadła, ale nakręcił obiekt w kształcie cygara. Później zacząłem wychodzić po prostu. Czy to jest prawda, czy nieprawda?
Znaczy ja wiem, co widziałem, tylko chodzi o to, czy ludzie dobrze zinterpretowali to, co oni widzieli kilka lat temu, właśnie pod tą miejscowością. Mówię tam jest tam jest duże jezioro, jest kilka wiosek i spytałem brata ciotecznego mojej żony, czy po prostu tak, żeby on się nie sugerował tym, co ja mówię, ale też żeby nieee pomyślał, że ja coś tam kręcę albo że coś mi odbiło, nie? No i tak go fajnie zapytałem. I on mówi, że nad tym jeziorem to jest-- mówię, jeżeli pan będzie chciał, to panu wyślę to czy z google'i, czy-czy będę tam na miejscu, to panu wyślę tą trasę, pan będzie widział, bo to, bo to wszystko jak na dłoni widać, nie? I on po prostu widział też tam różne czerwone punkty na niebie, za czasów, kiedy nie było jeszcze dronów. Widział różne czerwone punkty na niebie, które się poruszały albo migotały, nie? No i mówię do niego, mówię: co to mogło być? A on mówi: nie wiem, mówi. Samolot to raczej nie był, tak? Coś to mogło być, no ale nie powiedział, co to mogło być.
A jakieś obiekty wojskowe mogły to być? Znaczy wojskowe stałe, nie. Sam jestem żołnierzem zawodowym, więc w tamtych czasach nawet to nie było możliwe, żeby te obiekty były. To było kilkanaście lat temu i wtedy jeszcze nie wiem, czy w ogóle drony wchodziły w życie. Tak naprawdę to, co widział ten brat cioteczny, to było w miejscu, nie? To nie poruszało się, po prostu wisiało i migotało, nie? Pulsującym światłem, czerwonym. On mówi, że to było czerwone, nie? Tak samo i ten kolega, który widział te cygaro, co on miał nakręcone, to mówił, że też wydawało taki, ale delikatny kolor czerwony, nie? I to właśnie nad tym jeziorem właśnie było, było tam trochę tych rzeczy widać. Nie wiem, czy to ma związek z tym, co ja widziałem, czy nie, ale to jest trajektoria lotu bardzo podobna do tego, co widziałem ja, czyli ten dysk. I taka sytuacja. Kolejna sprawa. Mówię, moje wydarzenia były kiedyś opisane w Nieznanym Świecie. Mówię szczerze, bo nie chcę tutaj, żeby ktoś mnie jakoś tam dziwnie oceniał albo jakoś tam, żeby był jakoś tam, nie wiem, gwiazdą, tak? Tylko chodzi o to, żeby ludzie zrozumieli po prostu, że coś się dzieje tutaj, na tym świecie, że są inne rzeczy niż oni widzą i to jest realne. Najciekawszą rzeczą, o której chciałem panu powiedzieć, to były sytuacje tak naprawdę od śmierci mojego dziadka. On zmarł w 2001 roku i byłem strasznie z dziadkiem zżyty. Dziadek chorował na raka dosyć, no bardzo długo, tak siedemnaście czy osiemnaście lat raka krtani. No i ja wtedy miałem, kurczę, nie wiem ile? Piętnaście? Nie no, trochę więcej lat, chyba, chyba trochę więcej, no ale bądź co bądź byłem kumaty i dziadek umierał u siebie w domu, w tym samym mieście, w którym ja mieszkam. Mówiłem mamie, że jak dziadek, bo ona nad nim czuwała, to był ojciec mojego ojca, ale mama to nad nim czuwała, bo zawsze tata był gdzieś tam w trasie, bo jeździł ciężarówką i mówi: jeżeli coś tam będzie się działo, to przyjdź. Wtedy nie było telefonów komórkowych i mówi: mnie wołaj, tak? No i mama przyszła. Ja pojechałem tam do niego. Dziadek wtedy leżał, pamiętam na podłodze. Telefony były tylko stacjonarne. Tam niewiele osób tak naprawdę na tej ulicy miało te stacjonarne. No i ja zasiadłem, tu dziadek dogorywał i zadzwoniłem właśnie do mamy, bo też właśnie mieliśmy tam w bloku stacjonarny ten telefon i mówiłem, że, mówiłem, żeby przyszła szybko, tam mój dziadek umiera. Mama przyszła i dziadek leżał na podłodze na takim kocu, poduszkę miał pod głową, tylko że on nie mówił, bo miał raka krtani. Miał wycięto tutaj to, tą krtań, tylko pisał jak-Jak sobie ktoś miał do powiedzenia, to pisał. No i leżał na tej podłodze i tak jakby chciał mnie odepchnąć, nie? I ja mówię dziadek, widzisz coś? A on mówi tak i mnie odpycha.
Nie, ja mówię co widzisz? A on tak ramionami, że nie wie, że nie wie co to jest. No i pokazuje palcem na kuchnię, bo to był taki stary dom z ponad stu letni. Jeszcze pamiętam kurczę, że taka trzcina, trzciną wysadzany w środku, nie? Jak kiedyś była. Robili z czachu, nie był kryty, był tam eternit. Ale mówię, ten dom był strasznie stary. Jeden z najstarszych domów tam na tej ulicy akurat. Odepchnął mnie i wydaje mi się, że też od tego mogło się zacząć, bo zawsze mówię- ja byłem troszeczkę inny pod tym względem, że więcej rozumiałem niż reszta i starałem się zrozumieć więcej niż reszta. Czy od tego się zaczęło? Może tak, może nie. Nie mam pojęcia. Wcześniej w tym domu mieszkała też moja prababcia.
Dziewięćdziesiąt parę lat żyła i też pamiętam właśnie jeszcze jak dziadek żył i babcia. Zaszedłem tam do tego domu po śmierci kilka miesięcy tej prababci. Nikt nie powiedział, jak ona zmarła. Ona prawdopodobnie udusiła się. Nikt jej po prostu nie pomógł, bo nikt nie wiedział, że ona umiera. No i któregoś razu jeszcze pamiętam nawet film, jaki oglądałem, który był czarno-biały telewizor i budzę babcię w nocy. Mówię kurde, ktoś chodzi, bo tam były takie schody, bo to był piętrowy dom, na którym na pierwszym nikt nie mieszkał, tylko na dole i były takie stare drewniane schody, nie? I budzę babcię i mówię, mówię babciu, ktoś chyba po schodach chodzi. A babcia mówi no jak tam nikogo nie ma, żadnych tam kotów, zwierząt nie mieli. Nie no, mieli kury na podwórku, tak? Jakieś tam świnia, jakiegoś jednego, ale żadnych tam zwierząt innych nie mieli. No i po prostu no słyszałem, że ktoś wchodzi albo schodzi, tak? Takie głośne, głośne tupanie. Słychać było kroki. No i się wystraszyłem, bo to wiadomo, że to pierwsza taka sytuacja, bo to była pierwsza, bo to był dziewięćdziesiąty chyba pierwszy rok, jak ta prababcia zmarła. Mówię, synchronizacji nie zdążyłem zrobić z wydarzeń, bo to tak mówię już jak mogę, nie? Tak. No ale tą ostatnią rzeczą, taką najważniejszą według mnie, może te wszystkie sytuacje, które miały miejsce, doprowadziły do tego. Było to i właśnie, jeżeli chodzi o tego dziadka, że być może od tego się zaczęło, bo kilka lat po śmierci moja siostra. Ja miałem kilka sióstr i ta siostra po prostu jedna z nich nie interesowała się w ogóle rodziną, tak? No i ona nie była na pogrzebie tego dziadka. Kilka lat po śmierci przyjściu mi się ten dziadek.
A najlepsze jest to, że ja do niego kiedyś powiedziałem, bo my żeśmy to mówię, byliśmy zżyci i mówię do dziadka: "Dziadku, jeżeli kiedykolwiek umrzesz, to pamiętaj, że możesz do mnie przyjść i mi powiedzieć, jak tam jest". A dziadek mi napisał na kartce. Pamiętam wtedy. "Jak będzie można, to dam znać", tak? No i tam, po kilku latach, po kilku, dwóch pewnie może dwóch, no. Przyśnił mi się, że siedzi na środku, na krześle, na środku tej kuchni, gdzie on patrzył po trzech śmierci na krześle i był zły. Widać było, że jest niezadowolony. No i ja do niego mówię: "Dziadek, a co ty jesteś taki zły?" No i on nic nie powiedział, żadnego gestu nie było. No i do niego mówię: "Co? Obraziłeś się, że jesteś zły, że jesteś zły. Po prostu, że wnuczka nie nie powiem po imieniu?" Obiecałem i mówię, przyszła na pogrzeb, nie? A on pomachał głową, że tak. No i ja się obudziłem.
Następnie, później już najważniejszą rzeczą, o której chcę powiedzieć, to była sytuacja, gdzie któregoś razu szedłem już tutaj. Już mieszkam w blokach. Nie pamiętam, kiedy to było. Kilkanaście lat temu na pewno, bo to był ojciec mojego kolegi. On mierzył dwa metry wzrostu, około. Taki chłop dosyć dobrej postury. No i ja wyszedłem. Nie miałem żadnych słuchawek na uszach, nic. I przechodziłem obok ich domu. I ten ojciec tego kolegi stał na podwórku. Przechodząc obok niego, usłyszałem głos w głowie, że on umrze, nie? Zatrzymałem się, obróciłem się dookoła. Nikogo nie było. I tak dalej. I znowu on umrze, nie? Ten facet zmarł około dwa, trzy tygodnie później. On miał raka.
No po prostu zmarł na raka. To jest sytuacja tego typu. Miała miejsce też po jakimś dosyć długim czasie, gdzie no właśnie. W tym bloku mieszkaliśmy i naprzeciwko mówię, tam jest takie zgrupowanie tych bloków, no i jeszcze moja mama żyła. I śni mi się, że kurczę, facet umiera na parterze po prawej stronie. Ja wchodzę do klatki, wchodzę na parter, idę na prawo, wchodzę do mieszkania i na podłodze umiera facet, starszy facet. No i po jakimś czasie bardzo krótkim w ogóle tak sobie idę obok tego bloku patrzę, wisi właśnie ta klepsydra, jak to się nazywa ta kartka, gdzie tam ktoś umarł? I tak mówię. Mówię mamo, mówię tutaj, w tym bloku pomrzeb jakiś. A ona mówi no bo koleżanka do mnie dzwoniła i mówi, że jej ojciec zmarł. Ja mówię, a na którym piętrze oni mieszkali i po której stronie? No mówi, no na parterze, po prawej stronie. No i mówię do matki swojej, że mówię, ja chyba widziałem, jak on umiera, nie? Ja faceta nie znałem, w ogóle nie wiedziałem, kto to jest. To taka sytuacja. To może być też powiązane z tym, że jak mój dziadek zmarł, przy którym byłem, to ja czułem zapach kwiatów. To nie były róże i nie były kwiaty pogrzebowe. To było tak, jakby lilię, coś takiego. Z tego, co ja pamiętam, co będzie miało też przełożenie na historię dalsze pod tym względem. Były sytuacje kilkukrotne, że na przykład szedłem obok klatki schodowej albo lub człowieka i czułem zapach właśnie takich kwiatów. I nawet z żoną już późniejszą żoną szedłem i mówię do niej ten facet umrze, nie? Albo na przykład w tej klatce ktoś umrze. Na bank, nie? Ona mi na początku nie wierzyła. Uwierzyła dopiero później, bo po jakimś czasie właśnie tam były te kartki z tymi nazwiskami ludzi, których ja nie znałem i nawet nie wiedziałem, kto to umarł, tylko czułem zapach w tych blokach, obok ludzi, którzy tam już tam przechodzili obok. Tego dużo nie było, ale było. Zdarzało się kilku, kilkukrotnie.
To taki jakby zapach zwiastujący czyjeś przyjście na tamten świat. Tak mi się wydaje, bo to był ten sam zapach właśnie takich kwiatów, jak mój dziadek zmarł. To było identycznie. Tak jak mówię, to nie było tak, jakby ja idę wzdłuż bloku, powiedzmy i pachnie tymi kwiatami wzdłuż bloku, tylko w konkretnym punkcie, nie?
Tylko w konkretnym punkcie, czyli przy tej klatce, przy tym człowieku. No, nie bez powodu lilia nazywa się podobno kwiatami Maryi. Według senników na przykład wskazuje taki zapach, na tęsknotę za czymś pięknym, na jakby nowy początek, znak miłości.
Bardzo możliwe tylko że też głównie to się pojawia przy ludziach świętych też nie? Tylko że tutaj raczej nikt święty nie był. Raczej inaczej, nie ogłoszony świętym, tak? No bo ludzie świętość otrzymują inaczej troszeczkę niż przez przewatykanie.
No można powiedzieć, że to przejście na tamten świat to jest jakby w pewnym sensie uwolnienie, oczyszczenie. Tak. Tak, to jest prawda. Tak, to jest prawda.No i jeszcze powiem taką fajną rzecz. Fajną, ciekawą bardzo, bo to mówię, moja żona też nie wierzyła w takie rzeczy. W tej maści, które zawsze, w której zawsze ja siedziałem. I na przykład w tym mieszkaniu, w którym mieszkaliśmy później właśnie w tej siostry, mieszkaniu pod czternastką, gdzie właśnie te pukanie było. Żona moja, sąsiadka, to były trzy mieszkania na jednej kondygnacji, czyli na parterze, ne?
Było trzynaście, czternaście, piętnaście. To właśnie my, kiedy te pukania były, mieszkaliśmy pod czternastką, to była kawalerka, pod piętnastką mieszkała sąsiadka, która miała nałożoną stomię i chorowała na raka też. Ja tam chodziłem do niej czasami telewizor jakiś ustawić, kanały i tak dalej, ne? I jak wtedy nam właśnie córka się urodziła pierwsza, to ta pani powiedziała do mnie, mówi: "Jak ja bym chciała, żeby zobaczyć twoją córkę".
Ja mówię: "To proszę przyjść do nas, tak? Podwiedzimy, herbatę wypijemy, jakoś pogadamy sobie normalnie". Ale ona nigdy nie przyszła. Ta pani, ona zmarła. Zmarła w szpitalu. Po jakimś czasie, niedługim...
Właśnie też chciałbym pana zapytać, nie? Bo ja się tam dowiadywałem. Miałem takiego kolegę, który zmarł już, ale, ale on zajmował się energiami. Dużo mi tłumaczył. Właśnie w tym mieszkaniu były sytuacje, że na przykład miałem sen, jak ta sąsiadka zmarła. Miałem sen, jak to właśnie córka się budziła w nocy, to miałem sen, że stoi na ziemi jakby czworonożna postać z twarzą jakby człowieka, ale wykręconą i jakby, od-- jak w filmach horroru odwróconą do góry nogami na czterech łapach, nie? To było to. Do czego dążę? Do tego dążę, że jeżeli to był poltergeist, tak? To później jakiś czas i to też krótki czas był, że leżałem na przykład w łóżku.
To zdarzyło się dwukrotnie i znikąd kapnęła mi oleista ciecz na środek czoła. Dosłownie dwa razy w to samo miejsce, ne? Z sufitu. No niemożliwe. Oglądaliśmy z żoną ten sufit, no tam żadnego, żadnego czegoś takiego nie było. Po prostu oleista. Jak wziąłem w rękę to była przezroczysta, oleista, taka-taka substancja, nie?
No na suficie raczej byłbyś ślad, gdyby to z sufitu spadło. No tak, no to przede wszystkim był ślad. No nie było żadnego śladu. I to nie była woda, nie? Przede wszystkim. Nie było-- jak wąchałem, to było to bezwonne. Tylko że to było strasznie oleiste. Tak jakby olej, ale przezroczysty, bez żadnego, bez żadnego koloru, nie? I to się zdarzyło dwukrotnie. Co jeszcze było? No mówię no, przede wszystkim niespokój dziecka w tym mieszkaniu, te stukanie i tak dalej. No i chyba z tego, co pamiętam, to wszystko, co chciałem panu powiedzieć.
Ja tu właśnie zapisałem sobie takie pytanie odnośnie pana córki. Czy jak córka się nauczyła mówić, to czy opisywała jakoś to, co widziała, co ją budziło? Ja mam dwoje dzieci, ja mam dwoje dzieci. Ona nie opisywała tego, bo ona miała niecały roczek. Ale była sytuacja taka, kiedy ona miała około dwóch lat bodajże.
Już mieszkaliśmy w innym mieszkaniu. To ona kiedyś do mnie mówi tak. Te wszystkie sytuacje w ogóle mnie nie zaskoczyły, bo ja się tym razem interesowałem od czasów pierwotnych, kiedy byłem, chodziłem do podstawówki, nie? Już coś po prostu we mnie było, że zacząłem się interesować rzeczami, które były obce dla innych. Ale córka mi kiedyś powiedziała fajną rzecz.
Mówi do mnie Tata, jak ja byłam na chmurce, mówi to ja widziałam ciebie i mamę i ja chciałam strasznie do was nie? Ja mówię jak byłaś na chmurce? No, ja byłam, widziałam ciebie z góry i widziałam i mówiłam sobie, że ja chcę do was iść, nie? To taka akcja była. To tylko jedna z tych rzeczy była, ale więcej córka nic nie mówiła. Jeżeli chodzi o inne rzeczy, to nie. Tylko płakała strasznie w tym mieszkaniu.
Czyli nie dzieliła się jakimiś swoimi, prawda, wspomnieniami z tamtego okresu? Nie, no bo ona wtedy była mała, nie? Ona była mała. Ona była malutka, no miała niecały roczek. W tym mieszkaniu, jak tam mieszkaliśmy. No niecały roczek, tylko mówię, że strasznie płakała.
No ale to wspomnienie sprzed narodzin jakby nie było, jest rzeczywiście ciekawe. Ale to wspomnienie z przed narodzin to było dopiero później, jak ona miała dwa, trzy latka około. No to już taki moment, gdzie dziecko potrafi jakby zwerbalizować to, co pamięta jeszcze z tam, z takiego- Wiem, o co chodzi. No jasne. Powiem panu kurczę, że ja miałem dużo na przykład snów odnośnie na przykład Wielkiej Brytanii. W tej Wielkiej Brytanii, gdzie ja często widziałem na przykład w tym śnie faceta w wysokim cylindrze, w takim jakby fraku. Marynarka, frak, marynarka i cały czas ten sam facet mi się śnił. Nie wiem, co to było. Może wspomnienie, może po prostu jakaś wizualizacja czegoś. Nie mam pojęcia.
No taki brytyjski dżentelmen, prawda? No właśnie, brytyjski dżentelmen, brytyjski dżentelmen. I to było wielokrotnie. Właśnie mi to się śniło. No ale są też twoje jakby zdarzenia, przeinaczając nawet je z danego dnia, nie?
No wiadomo, to jest taka też pora, gdzie mózg przetwarza różne jakby rzeczy. Dochodzi stres, dochodzi wszystko, to wiadomo. A tutaj mam takie jeszcze pytanie odnośnie tych zdarzeń z poltergeistem w mieszkaniu. Czy zawsze było tak, że wszystkie osoby przebywające w danym momencie w mieszkaniu bądź w danym pomieszczeniu słyszały lub widziały te same zjawiska?
Znaczy to jest kawalerka, nie? Ona już jest sprzedana dla innych właścicieli, więc nie wiem, co tam się działo, aczkolwiek tam dużo osób też nie mieszkało. Tylko mówię, ja tam mieszkałem rok czasu, po ślubie, znaczy przed ślubem i później po ślubie. Wcześniej tam byłem, spędziłem noc albo dwie z, właśnie z tą byłą dziewczyną. No i później mieszkał tam syn mojej siostry, nie? No i my jakby we dwójkę, we trójkę, no bo moja była dziewczyna, słyszeliśmy te dźwięki, tak?
To tylko ja, ona i właśnie syn mojej siostry. A było odczuwalne jakieś takie uczucie obecności? Powiem panu tak. Swego czasu borykałem się trochę z depresją, nie? Z pewnego powodu. Ja lubiłem tam chodzić, kiedy mnie to mieszkanie było jeszcze puste. To ono było chwilę puste, ale ja tam lubiłem chodzić.
Tylko jak tam się wchodziło, to po prostu wydawało mi się, że te mieszkanie nie jest puste, jakby czymś wypełnione. To nie był jakby zrok lub obiad, tylko po prostu tak, jakby taka ciężka atmosfera była, nie?
Jeżeli dobrze pamiętam, to to jest budynek wzniesiony na- Blok. -blok wzniesiony na miejscu dawnego chyba cmentarza żydowskiego, tak? Tak, cmentarza żydowskiego. To tak można, można pospekulować, czy tam coś czasem w tym miejscu się jakby nie przykleiło, jakieś istoty?
Proszę pana, mówię: ja pamiętam tylko to, co sobie jeszcze zdołałem przypomnieć. Ta sytuacja była jeszcze taka. To zdjęcie, jeszcze jak nie znałem Radia Paranormalium, to wysyłam zdjęcie do Bernatowicza, takie, że siostra moja młodsza interesuje się fotografią, nie?
Robiła sobie zdjęcie tam do bodajże jakiejś sesji, bo ona tam z jakimś tam modelingiem było trochę, tam gdzieś tam jakieś sesje zdjęciowe. No i robiła takie jakby portfolio i zrobiła sobie zdjęcie. I na tym ona na samym zdjęciu nic nie wyszło. W tym pokoju właśnie, w którym to się działo, co ja panu opowiadałem. Ale jak nałożyła jeden filtr, tylko jeden filtr nałożyła, na zdjęciu wyszła nad nią, koło niej, znaczy, taka dosyć wysoka postać, twarz, nie? Były normalnie widoczne były takie zarysy oczu, twarzy, buzi i tak dalej. To był tylko filtr, który miał wygładzić nie, jakby jak ona opowiadała, że to miało wygładzić tylko po prostu skórę i nic więcej. I po wrzuceniu tego filtra właśnie wyszła ta twarz, na przykład.
To był filtr nałożony w programie do edycji, tak? To był filtr nałożony w telefonie, w programie do edycji i tam nie było-- mówię, jak ona mi pokazała to zdjęcie, bo ona miała dwa te zdjęcia oryginalne i te zdjęcie po filtrze, nie? Na tym zdjęciu, które było oryginalne, nie było widać nic, a na tym zdjęciu, gdzie był nałożony filtr, od razu wyskoczyła twarz i to bardzo dobrze widoczna, nie? Wysłałem to zdjęcie dla Bernatowicza. Bernatowicz wysłał mi na maila wtedy obróbkę tego zdjęcia. Tam niby nie dopatrzył się żadnych anomalii, nie? Znaczy ja wiem, że siostra nic tam nie zrobiła w tym, w tym, bo dla niej to w ogóle nie zależało.
Tutaj by się bardzo przydała informacja, jaka to była aplikacja. Bo jeżeli to była jakaś aplikacja, która przy obróbce zmienia twarz, to mogło wykryć coś, co wyglądało tej aplikacji jak twarz? Znaczy tak. Tylko powiem panu bardzo możliwe. No nie mam pojęcia, nie wiem, jaka to jest aplikacja. Siostra już tego telefonu nie ma, zdjęcia też nie ma.
Próbowałem do Bernatowicza się dodzwonić, żeby mi to zdjęcie odesłał. Ta strona jego chyba była zmieniana, więc nie wiem, ale po raz, że to nie było jakby zarysy samych konturów, na przykład twarzy, owalu, tak?
Ust i tak dalej, tylko to był taki jakby cień, taki jakby oczy ciemne, trochę ust i zero, zero nosa nie było, tak? Tylko jakiś taki jakby kontur tej twarzy. I ona była o wiele wyższa niż moja siostra, nie? Moja siostra tam ma około metr siedemdziesiąt wzrostu, to ona była o wiele wyższa od mojego wzrostu. Ja mam metr osiemdziesiąt pięć i ona robiła po prostu ze statywu to zdjęcie. Nikt inny nie robił tego zdjęcia.
Inna siostra, znam ją. Ona nawet by o tym nie pomyślała, żeby robić sobie takie jaja. Ale powiem jeszcze panu jedną ciekawą rzecz, która mi się przypomniała odnośnie właśnie tego mieszkania pod czternastką. Kiedy zmarła ta sąsiadka z boku spod piętnastki, ja żonie mówiłem, mówię, że ona już wiedziała, że ja tam dużo rzeczy mogę czuć i widzieć. Opowiadałem jej takie sytuacje i któregoś razu też było. No właśnie, po śmierci tej sąsiadki była sytuacja, że ja już spałem, bo miałem rano do pracy, a żona nie spała. Mówię, to była kawalerka.
Rolety były pozasłaniane, jak co wieczór i żona mówi dopiero mi powiedziała, jak wróciłem z pracy. Mówi: wiesz, co ja widziałam? Mówi: ja widziałam kulę, jasną kulę na jakby na drzwiach wejściowych. Ona wisiała na wysokości wizjera, czyli tam ile tam metr siedemdziesiąt mniej ten wizjer może mieć?
Nie wiem. I ta kula była w miejscu. I ta kula po jakimś czasie wleciała powolutku do naszego pokoju i przeleciała obok naszego łóżka i znikła w ścianie, tam, gdzie mieszkała sąsiadka, nie? No to taka kolejna relacja, którą rejestruje o jakiejś dziwnej kuli, która bierze się nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co i znika równie szybko, jak się pojawiła.
Znaczy ja uważam, że to mogła być właśnie ta pani, pani sąsiadka, która chciała nas odwiedzić. Nie wiem, co żona wtedy czuła, ale mówiła, że strachu nie czuła, tylko po prostu, że była zdziwiona, że coś jest na drzwiach. Tak, bo to była jasna kula, dosyć duża, większa niż piłka do tenisa ziemnego i ona po prostu wleciała i tak powolutku przesunęła obok naszego łóżka i zniknęła w ścianie, nie?
No można sobie zadać pytanie, czym tam właściwie takie kule są? To ma to jakieś skupisko energii, które dają się wyczuć, zobaczyć? Wydaje mi się, że tak. Miałem przypadek jednego słuchacza, który chyba już gościł w podcaście „Mówią świadkowie", że kula pojawiła się w jego mieszkaniu niewidoczna, ale wyczuwalna w taki sposób, że nie mógł jakby przejść przez korytarz.
Znaczy chodzi tak, jakby czuł bariery, tak? Tak jakby taka bariera w powietrzu zawisła i nie pozwala mu przejść. Znaczy to też może mieć, właśnie to też może mieć miejsce nie z samą kulą, tylko z energią, tak? Z jakimś bytem, który jest bardziej fizyczny, nie widząc go niż, niż jakby był fizyczny. To też może mieć coś takiego miejsce.
Bardzo ciekawa sytuacja. Tak. Jeszcze mam pytanie, czy te odwiedziny dziwnych bytów w mieszkaniu wpływały jakoś na życie w mieszkaniu, na domowników? Próbowaliście się jakoś tego pozbyć? To Wam jakoś przeszkadzało?
Znaczy tata, mówię, tata zaczął wyklinać, nie? Jak ja zacząłem się tym wcześniej interesować, jeszcze przed tą całą sytuacją. Znaczy, powiem tak nigdy nie bałem się tych rzeczy, no bo zawsze powiedziałem, że tak. Byłem przy narodzinach dwóch córek i byłem przy śmierci kilku osób, nie? I zawsze jak już byłem przy śmierci kilku osób, to powiedziałem, że chcę być przy narodzinach życia, żeby zobaczyć po prostu kontrast, nie? No i byłem. Udało mi się. Ale tutaj sytuacja była taka, że po prostu ja się tego bałem, nie? Ja nie spałem wtedy po tej sytuacji kilka miesięcy w nocy. Jaaa wchodziłem spać, jakby zaczynało świtać, nie? No to, no naprawdę niczego takiego się nigdy nie bałem. To jednak to zrobiło na mnie wrażenie. Ale ogólnie rzecz biorąc, to sytuacje były mniejszego lub większego kalibru. Tak jak mówię, trzeszczenie szklanek, coś tam gdzieś spadło, tak? Jakieś tam takie rzeczy, włączanie się telewizora.
I tak właśnie było. Tutaj właściwie w tej rozmowie pojawiło się parę dowodów na to, że świadomość jakby nie jest powiązana z mózgiem, z ciałem fizycznym, to, to, że córka pamięta jakby to, co się działo przed jej narodzinami, to, że dziadek z jakiegoś w jakiś sposób wiedział, że jedna z wnuczek nie przyszła na pogrzeb, to też.
Tak, tak, dokładnie. I to nawet skomentował. Skomentował, nawet nic nie mówiąc, bo to tak, jakbym był tam, ale słyszał to w myślach, nie? Znaczy skinieniem głowy też, ale jakby usłyszał też to w myślach.
Tutaj sobie jeszcze zapisałem takie pytanie o tą sąsiadkę pod numerem piętnaście, jeżeli dobrze pamiętam. Czy ona opowiadała o jakichś dziwnych sytuacjach w swoim mieszkaniu? Nie. Znaczy, powiem panu, że tam nikt nigdy nie opowiadał o tych sytuacjach w tych mieszkaniach, bo mówię cały-- a tam jest dwanaście bodajże bloków. I jeszcze w latach dziewięćdziesiątym pierwszym roku tam kiedyś były stare piece, nie? W tych blokach, bo to takie stare, mówię, bloki z lat sześćdziesiątych. I w latach dziewięćdziesiątych zaczęli kopać tam doły pod ciepłą wodę, żeby założyć ciepłą wodę, ogrzewanie i tak dalej. W latach dziewięćdziesiątych wykopywano jeszcze czaszki, szkielety ludzi, nie? Tam nie wszystkie zwłoki zostały usunięte, nie wszystkie szczątki tam były w ogóle.
Mówię, jeżeli będzie pan chciał, ja panu wyślę zdjęcia i mniej więcej nakreślę, jak to wszystko wyglądało, bo tam jest niedaleko sklep znanego dyskontu, już nie pamietam jakiego. I w miejscu tego dyskontu kiedyś był dół, taki głęboki dół i tam był sad.
Tam normalnie był. Taka była, taka mała chatka, mieszkali starsi ludzie i był sad. I w tym sadzie, jak się wchodziło właśnie od strony tutaj, bo to jest przy głównej, jednej z głównych ulic w tym mieście, w którym ja mieszkam. I tam po prostu leżały macewy. Tak dobrze się mówi macewy, macy, macewy. Żydowskie pomniki, nie?
No, nagrobki. Tak, one były rozwalone. Były rozwalone na większe i mniejsze kawałki. I to właśnie były pozostałości po tym, po tym cmentarzu. Później to zniknęło. Ja to w ogóle zgłaszałem tam później do urzędu, żeby to usunąć, no bo to jest trochę profanacja, tak? To nieważne, kto jaki jest, ale ważne, że to jest profanacja jakiegoś tam miejsca pochówku, gdzie tam mówię, nie wszystkie, nie wszystkie szczątki na bank usunęli nawet pewnie do tej pory tak naprawdę. Tam w ogóle jest taka tablica upamiętniająca bodajże stu dwudziestu zamordowanych Polaków, Rosjan i Żydów jak dobrze pamiętam, w tym właśnie miejscu, nie? To jest jakby na skrzyżowaniu ulic dwa bloki właśnie od tego bloku, w którym ja mieszkałem, nie?
No, takie miejsce, gdzie jakby jest duże- Skupisko energii. Duże skupisko energii spowodowane, jakby nie było, wydarzeniami historycznymi. Tak, tak. No bo mówię, kiedyś właśnie w tym mieście, w którym ja mieszkałem, w ogóle tutaj, w tych rejonach, gdzie ja mieszkam, bo to jest około sześćdziesięciu kilometrów od Jedwabnego. Kojarzy pan sytuację, tak? Z Jedwabnego.
No tak, kojarzę. Mord Żydów w Stodole, nie? Więc tak, tutaj w ogóle z tej okolicy kiedyś mieszkali, mieszkało bardzo dużo Żydów. Cała ta miejscowość, w której ja mieszkam tak samo. Więc sama, sama ta sytuacja historyczna tutaj robi robotę. Pewnie, to prawda.
No to jedno z takich miejsc obfitujących jakby w wydarzenia historyczne, które poskutkowały nagraniem się pewnych sytuacji. Też niedawno w Radiu Paranormalium był materiał fragment książki poświęconej nawiedzonym miejscom w Warszawie, w miejscu dawnego getta warszawskiego jest dużo takich podobno też obszarów, gdzie różne dziwne paranormalne zdarzenia mają miejsce. To się też łączy z miejscami, gdzie w dawnych czasach mieszkało wielu Żydów, którzy no niestety skończyli tak, jak skończyli. Także możliwe, że w tamtym rejonie, o którym pan dzisiaj opowiadał, też coś takiego występuje. Takie nagromadzenie paranormaliów związanych z historią.
Powiem panu jeszcze taką fajną, fajną, no ciężko sformułować. Fajną w sensie tak ciekawą. Ciekawą, ciekawą, bo mówiłem o tym zdjęciu, które było zrobione u mnie tam w mieszkaniu, nie? Jakieś, nie wiem, trzy lata temu. Tam wiadomo, wszyscy znamy się na tym osiedlu, wszyscy rozmawiamy. Tylko mówię, nie każdy chce mówić o takich rzeczach, które widzi albo boi się o tym mówić. Ale rozmawiałem z moim kolegą. On mieszka w tym samym bloku, co jego kolega też nie? Tylko że piętro wyżej. On mieszka na trzecim piętrze, to był jego kolega, a właśnie ten mój kolega mieszkał na piętrze bo zając, że drugim. I któregoś razu rozmawiałem z nim właśnie na temat takich rzeczy właśnie mało wyjaśnionych, albo ktoś mało się interesuje, którymi, nie? No i on do mnie mówi: "coś ci pokażę", nie? Ja mówię: "no dobra". Mówię to dawaj. I on mi pokazał właśnie zdjęcie z tego mieszkania swojego kolegi, gdzie zdjęcie robiła dziewczyna tego jego kolegi w lustrze, tak jakby selfie, tak?
Które można nazwać selfie, ale odbicie w lustrze pokazywało vis-à-vis było okna, nie? Pokoju i rozumie pan?W tym oknie to było trzecie piętro. Była widoczna twarz, nie? I to autentycznie było, bez żadnych przeróbek. Zdjęcie nie było w żaden sposób przerabiane. My te zdjęcia mieliśmy, ja i siostra, mieliśmy te zdjęcia tak samo i on. No ale mówię, ja miałem zmieniany telefon, kasowany wiele rzeczy i nie wiem, czy w ogóle to zdjęcie gdzieś jest.
Jeżeli będzie, to na pewno znajdę i wyślę. No ale to właśnie trzecie piętro. Wydawało mi się, może żeśmy robili retusz tego zdjęcia, tego właśnie z trzeciego piętra. Mówię to niemożliwe. Mówię przecież to tam nic. Widać było, że tam coś jest, tylko nikt nie wierzył w to, że to może być twarz. I to nie była twarz taka ludzka, nie jakby tylko taka złowroga. Można było powiedzieć, że ktoś jest wkurzony, ostro, zmarszczone brwi, twarz taka, taka jakby stara, nie. I ona była tak nie na środku okna, tylko tak jakby w kącie, w rogu okna. I ona była bardzo dobrze wyraźna, bardzo dobrze widoczna. I my żeśmy robili retusz tego zdjęcia, wyostrzyliśmy wszystko i faktycznie tam było, tam było. Tam była twarz.
No, tutaj zawsze w przypadku takich zdjęć trzeba brać poprawkę na to, że może występować na przykład coś takiego jak pareidolia. Także nasz mózg się dopasowuje. Tak, tak. Tylko że akurat naprawdę ja interesuję się tym kupę lat. Wiem, o czym pan mówi, aczkolwiek odróżniłbym na przykład coś, co nie wygląda jak twarz od twarzy. Nie jestem przekonany, że mówię nie chcę tutaj tak samo wszystkiego wypiętrzać, że o, coś tam widziałem. Super jest ekstra. Tak? Tylko mi chodzi o to, żeby ludzie poznali pewne rzeczy, które są na tym świecie, nie? I nie każdy pewne rzeczy widzi, nie każdemu jest dane coś zobaczyć, ale trzeba ustwierdzić się w przekonaniu, że jednak to istnieje, nie?
No zawsze trzeba. Ja staram się zawsze podchodzić do tych zdarzeń na takiej zasadzie, że najpierw razem z moimi rozmówcami odsiewamy wszystkie możliwe, jakby racjonalne wytłumaczenia i dopiero na końcu bierzemy pod uwagę wytłumaczenia paranormalne.
Takie zdrowe podejście bez- O ile jeszcze można, o ile jeszcze można na przykład odrzucić pewne rzeczy jak pareidolia, o tyle sytuacji, które mają miejsce i dotykają na przykład samego człowieka, tak jak w moim przypadku na przykład.
No nie tylko jednego człowieka, bo pana tutaj te sytuacje kilku osób tak dotykały. Znaczy to tutaj też, ale wiem, że ludzie, dużo, dużo osób takie coś przeżywa, tylko że o tym nie mówią. I szkoda, nie? Bo jednak to jest- To jest wielka szkoda.
No właśnie, bo ludzie, ludzie po prostu wstydzą się. W moim przypadku no mówię, pracuję, gdzie pracuję. Czy to mi zaszkodziło? Nie wiem, ale proszę po prostu, żeby nie podawać moich danych. Imię może być tak, ale- No właśnie tutaj zaznaczyłem sobie.
Zaznaczyłem sobie miejsce, w którym pan chyba podał swoje imię z tego, co usłyszałem. Może być, może być ok. W porządku. Tylko żeby nie było nazwiska i z racji zawodu, żeby nie było miejscowości. Ale jeżeli pan będzie chciał- Miejscowości nawet nie znam, także...
No to panu powiem. Powiem panu już po programie. Jeżeli pan wszystko zapisze, tutaj po prostu powiem panu, co gdzie jest. Jeżeli pan będzie chciał, wyślę panu zdjęcie nawet z Google Mapy czy tam podam namiary, pinezki, cokolwiek i pan zobaczy, gdzie te sytuacje miały miejsce, nie?
I tak oto kończy się druga z przygotowanych na dziś paranormalnych spowiedzi. Dajcie znać, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Przypominam, że jeszcze przez kilka dni w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej Nexto.pl czeka na Państwa październikowy numer Nieznanego Świata. Numer wyjątkowy, bo jubileuszowy, z okazji 35-lecia ukazywania się tego miesięcznika. Polecam również zajrzeć na Kanał Nieznanego Świata na YouTube, gdzie ostatnio ukazują się zapisy nowych spotkań w Nieznane Światowej Księgarni, z których szczególnej Państwa uwadze polecam spotkanie z Amelią Kinkade poświęcone pozazmysłowej komunikacji ze zwierzętami. Zachęcam także do zajrzenia na kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, których autorzy omawiają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Warto również odwiedzić stronę Radia Paranormalium www.paranormalium.pl, gdzie obok zapowiedzi kolejnych audycji, ciekawych artykułów, a także forum i czata, znajdziecie również pełne archiwum podcastów do pobrania w MP3. Przy okazji w owym archiwum zaszła ostatnio mała zmiana. Otóż podcasty z dodaną transkrypcją są teraz opatrzone specjalnym oznaczeniem. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios, Radio Paranormalium, Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych.