Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty. Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka i widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium.
Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kawałkiem, z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Premiera tego odcinka odbywa się pierwszego listopada i to zdecydowanie nie przypadek, że przeglądając mój zbiór nagrań trafiłem na trzy niezwykle interesujące materiały, które dziś Państwu zaprezentuję. Będą to historie z wielu powodów bardzo pasujące do obchodzonego właśnie w Polsce Święta Zmarłych.
Usłyszymy dziś mały paranormalny miszmasz z dominującym elementem kontaktów z zaświatami. Pierwszym z przygotowanych na dziś nagrań będzie swego rodzaju paranormalna spowiedź, jaką zarejestrowała dla nas pewna słuchaczka, która udostępniła nagranie Radio Paranormalium za pośrednictwem Facebooka. Oddajemy jej głos, by mogła nam opowiedzieć historię, w której dużą rolę odegrał jej przedwcześnie zmarły brat.
Więc opowiem tutaj historię mojego brata i mojej ciotki. Moja ciotka przyjeżdżała do nas w sensie odwiedzać moją mamę, czyli swoją siostrę. Była to różnica około pięciuset kilometrów w jedną stronę, więc nie miały jakby tego takiego fizycznego kontaktu często. Przyjeżdżała raz na kilka lat i zostawała zazwyczaj tydzień, dwa, nawet miesiąc. Moja ciotka była taką osobą, że bardzo właśnie lubiła te tematy, tak? O duchach i tak dalej, i tak dalej.
Ja wtedy miałam, myślę, że piętnaście lat. Nie było to wtedy jeszcze aż tak interesujące. Natomiast bardzo lubiłam, jak ona opowiadała różne rzeczy. No i kiedyś tak siedzimy w kuchni, pamiętam to jak dzisiaj, a było to około dwadzieścia lat temu. Pamiętam, jak siedzi, na jakim krześle, jak była ubrana. Wszystko pamiętam. I ja mówię tak: ciocia, ty kiedyś umrzesz, za jakieś tam dwadzieścia, trzydzieści lat, to weź przyjdź i wszystko mi opowiedz. No i faktycznie, moja ciocia zmarła w szpitalu. Miała zator. I zaczęły się sny. Sny trwały kilka miesięcy. Co noc, co noc. Wszystko mi pokazywała. Gdzie jest, jak zmarła, pobyt w szpitalu. Wszystko, wszystko, wszystko. Do tego stopnia, że ja już miałam tego dosyć. Bo, ile można, tak? Raz czy drugi, trzeci, okej, ale to trwało kilka miesięcy. Skontaktowałam się z takim panem, który powiedział mi, że no, ona po prostu nie przeszła na drugą stronę, ponieważ ktoś bardzo za nią płakał. I on... Myślę, że to zadziałało. Powiedział, że przeprowadzi jakiś rytuał, że pomoże jej przejść na drugą stronę i tak dalej, żebym ja też pojechała na cmentarz zapalić świeczkę, ponieważ no nie byłam na pogrzebie ze względu-- jakby przez tą odległość, tak? I on tak zrobił. O tym czasie nic się nie działo. Nie było już snów. I pamiętam, że pojechaliśmy na wakacje. Wracając z wakacji jeszcze odbiliśmy tam jakieś trzysta kilometrów, musieliśmy odbić, żeby pojechać tam właśnie do tej miejscowości, do tego miasta. I pojechałam na ten cmentarz.
Pamiętam, że kupiłam piękne kwiaty, zapaliłam znicze. Mówię, że ciociu, ja już wszystko wiem, już mi wszystko powiedziałaś i myślę, że, że wystarczy. Proszę mi wierzyć, że do tej pory, do tej pory mi się już nigdy nie przyśniła. Nigdy mi się nie przyśniła. A naprawdę to były przeróżne sny. I fajne, i koszmary. No bo co może się śnić codziennie, tak? Przez kilka miesięcy już miałam dosyć. Miałam zmiany nocne, później nie mogłam w dzień spać, bo mi się śniło. Budziłam się i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Także to jest pierwsza historia. Druga historia mojego brata. Mój brat zmarł na raka. Rak został wykryty bardzo późno, właściwie już w stadium podtrzymującym życie, tak? Już nie było ratunku. I on miał też problemy właśnie już z chodzeniem. Już, już go plecy bolały, nie miał siły wstać i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. To było w okresie pandemii koronawirusa, więc no, nie było możliwości, żeby pojechał do szpitala. Nikt nie brał wtedy do szpitala nawet osób po prostu w takim stanie. On już nawet nie potrafił wstać do toalety. Nic. Moja mama się nim zajmowała. Pamiętam, że przyjechałam kiedyś w odwiedziny.
Pamiętam, że go jeszcze nakarmiłam. I wie pan co? Nie zapomnę tego do dzisiaj, bo odjeżdżając już, ja wiedziałam, ja wiedziałam, że widzę go ostatni raz. Mało tego, ja wiedziałam, że on też to wie, że my widzimy się ostatni raz, że on też to wie.
Nie wiem skąd. Po prostu wiedziałam to. No i faktycznie, później już było tak bardzo źle. Moja mama już nie dawała rady, tak? No i wzięliśmy na wizytę domową lekarza, który wypisał skierowanie do szpitala. No i wzięli go do szpitala.
Robili mu tam jeszcze jakieś badania, żeby to wszystko potwierdzić, bo to jeszcze nie było wszystko potwierdzone. Natomiast tak, to był to rak.Z przerzutami i podczas jednego z badań, on stracił przytomność i już nie odzyskał. Pani mówiła, że reanimowali go godzinę, ale nie odzyskał.
Ja myślę, że mój brat nie miał żony, nie miał dzieci. Po prostu tak mu się życie ułożyło. Myślę, że on nie miał jakby takiej woli walki. Już nie. Nie miał takiej woli walki. Nie miał tego sensu życia takiego. Po prostu poddał się. Nie chciał żyć. On też właśnie wiele razy powtarzał mojej mamie, jak jeszcze w domu był, że on i tak zaraz umrze. A moja mama do niego: "Gdzie tam jeszcze wstaniesz, pójdziesz na piwo do sklepu z kolegami".
Jak to czasami na wioskach jest, że tam się spotykają gdzieś na piwko. [wzdycha] No i tak dobrze. No i później już generalnie mój brat zmarł przed świętami Bożego Narodzenia, 16 grudnia. Pogrzeb był jakoś po trzech dniach chyba. No i wszystko zaczęło się znowu jakby psuć.
Firma pogrzebowa podała nam złą datę jakby pożegnania, tak? Bo mój brat był kremowany. No i pamiętam, że ja przyjechałam do Polski, to już było przed świętami. Miałam jeszcze urlop przed pogrzebem, przed świętami miałam zostać, mieliśmy zostać na długi czas. No i przyjechałam do Polski, bo ja generalnie mieszkam w Niemczech i dzwoni pan z zakładu pogrzebowego i mówi tak: "No gdzie państwo są? My zaraz musimy jechać". Ja: "Jak to gdzie?" No jak to gdzie? Przecież pożegnanie i tak dalej. Przecież to miało być jutro, nie dzisiaj. I my dosłownie w pięć minut. To było dosłownie z dziesięć minut przed tym, jak ja przyjechałam.
Ubraliśmy się i pojechaliśmy. Proszę sobie wyobrazić, że żegnaliśmy mojego brata w korytarzu, [wzdycha] co było moim zdaniem bardzo niegodne, tak? Bo oni już nie mieli czasu. Oni już musieli schować trumnę z ciałem do samochodu i jechać na kremację.
Dobrze, no! Zapomnieli różańca, bo prosiliśmy, żeby był różaniec. W trumnie też nie było, bo oni już teraz nie mają czasu. Nie będą ten-- moim zdaniem firma pogrzebowa, że tak się brzydko wyrażę, bardzo dała dupy, co się później jeszcze okaże. No i pożegnaliśmy się. Później, na drugi dzień chyba był pogrzeb czy tam na trzeci, już dokładnie nie pamiętam. I pamiętam, że w kościele ksiądz bardzo mówił pięknie i tak dalej. Mój brat zmarł bardzo wcześnie, bo miał trzydzieści dziewięć lat. To jest bardzo młody wiek.
Ja sama mam teraz trzydzieści osiem. No i wszyscy płakali. Wszyscy płakali. Wie pani co? Ja nie miałam takiej potrzeby, żeby płakać. Po prostu nie płakałam. Było mi smutno, tak? Ale nie płakałam. Co jest bardzo istotne w późniejszych opowieściach na ten temat, tak? Bardzo istotne. Mój brat zaczął przychodzić do mnie w snach, dość długo po pogrzebie. Było to myślę, że kilka tygodni, pierwszy sen. I co on mi pokazywał? [wzdycha] Pierwszy sen był taki, że pamiętam była taka ogromna dziura jakby na niebie i pośrodku były schody, ale po bokach było bardzo czarno. Było widać tylko te schody i on schodził z tych schodów. Był ubrany normalnie, jakieś tam nadrasowane, miał plecak na plecach i mówi tak: "Bracia, siostry, skurwysyny".
Ja mówię do niego, a tutaj zmienię jego imię. Nazwijmy go Mirek. Ja mówię do niego: "Mirek, przecież ty nie żyjesz, ty musisz wracać". I on się odwrócił i zaczął wchodzić do góry z powrotem po tych schodach. I się obudziłam. Tak. Już nic się nie odezwał, nic nie powiedział. Tych snów było bardzo dużo. Myślę, że nie wszystkie pamiętam. Zazwyczaj wszystkie sny, oprócz na przykład tego czy tam jakiś innych. Ale jeżeli były jakiekolwiek sny w domu, to zawsze były w domu rodzinnym, w moim pokoju. I on przyszedł i siedział na łóżku. I on do mnie mówi, że on już teraz idzie, że on się musi pożegnać, ale bardzo ładnie wyglądał. Dużo młodszy, taki zdrowy, naprawdę fajnie wyglądał i on mówi, że on musi się przytulić i musi się pożegnać, że on już idzie. On już nie przyjdzie, nie? I pamiętam, że podjechał pod dom taki samochód, który był cały rozwalony z przodu, tak jakby nie wiem, podjechał jakiś kolega, który zginął w wypadku po niego. Ale to wszystko. Ten samochód podjeżdżając i on jak wychodził z domu, to, to wszystko się działo jakby w przyspieszonym tempie o myślę, że nie wiem, jak błyskawica. On wychodził z tego domu, wsiadł do tego samochodu i tak jakby ten samochód jakby z prędkością błyskawicy po prostu odjechał. Oczywiście to nie był ostatni raz, kiedy on przychodził. Śnił mi się wiele razy jeszcze. Naprawdę tutaj podaję takie sny.
Myślę, że bardziej istotne. A śnił mi się kiedyś tak mówi do mnie, że on chce, żebym go pocałowała. No i dobrze, no to pocałowałam go w czoło, a on do mnie, że nie, że on chce w usta. Także to też było takie głupie, nie? Kolejny sen był taki, że przyszedł właśnie z jakąś grupą ludzi i wszystko zawsze się działo w moim tym pokoju. I zaczął ścielić łóżka. Tam były porozkładane łóżka i on ścielił, tam zakładał pościele i tak dalej. On mówi, że oni tu będą dzisiaj spać. Ja mówię: "Boże, tyle ludzi, będziecie tutaj spać wszyscy?" "No tak". No ja widzę, że jakby wszyscy już się położyli. On ścieli jeszcze dla siebie i dla jeszcze jednej osoby. A ja mówię: "A po co ci to jeszcze jedno łóżko? Przecież już jakby wszyscy mają swoje miejsce". On mówi do mnie, że-- że jeszcze ktoś przyjdzie. Ja się obudziłam i na drugi dzień właśnie usłyszałam od znajomych, że kolega jego również, tak? Gdzieś tam z tej miejscowości w Polsce wpadł pod pociąg, tak? Także nie wiem, czy on dla niego to łóżko szykował, czy nie. Ja myślę, że sobie coś jeszcze przypomnę, ale dodam tutaj taki jeszcze inny. Ja mieszkam w Niemczech, tutaj mam dużo znajomych Niemców. Mieliśmy taką grupę motocyklową, jeździliśmy Harleyami, wszyscy taką grupą.
Spotykaliśmy się na właśnie jakieś takie krótkie trasy. I ten jeden właśnie ze znajomych okazało się, że ma raka i zmarł. Oczywiście poszłam na pogrzeb. Pierwszy raz byłam na niemieckim pogrzebie. Zupełnie inaczej się odbywał, w kaplicy.
Najpierw była taka pani, która prowadziła to wszystko, jakby tą całą ceremonię. I ten pogrzeb był naprawdę piękny, ponieważ no nie widziałam nigdy, żeby ta pani najpierw mówiła około pięciu minut o nim, o rodzinie do rodziny. Później, po tych pięciu minutach została puszczona muzyka, ulubiona muzyka właśnie tego kolegi, który zmarł. I to nie była żadna smutna muzyka, wesoła. Dla mnie to było w ogóle szokiem, nie? Piękny ten pogrzeb, naprawdę piękny. Proszę mi wierzyć, że jak kiedyś umrę, to chyba sama poproszę o coś takiego. W sensie zanim umrę.
[śmiech] No i ja się wzruszyłam, tak? Przepięknie to wyglądało. No i po prostu łzy mi same poleciały. Braciła-- byliśmy tam na stypie, bo stypy oni też robią. I pamiętam, że przed tym pogrzebem mój brat w ogóle mi się nie śnił, nie wiem, z trzy miesiące? W ogóle nic! I tej nocy po pogrzebie on mi się przyśnił i on mi się pierwszy raz przyśnił tutaj w Niemczech.
Tak? Pierwszy raz. Przyszedł z taką grupą ludzi swoich znajomych. Myślę, żeee nie skojarzyłam nikogo znajomego z jakby z tej grupy i on stał przed drzwiami z tą grupą ludzi. Ja skąd-- po prostu nie wiem, skąd wracałam i gdzieś mi w głowie coś takiego się utrwaliło, że on po prostu... Że jak ja go zobaczę, to będę według niego zaskoczona. On taką postawą swoją, taką, nie wiem, jak to nazwać. Z taką pewnością siebie chciał mi pokazać, że on żyje, że jak ja go zobaczę, to ja będę mega zaskoczona. Jak to? Przecież ty nie żyjesz i tak dalej. No i faktycznie podeszłam do tych drzwi i w ogóle nie byłam zaskoczona, bo ja generalnie wierzę w takie rzeczy, życie po życiu, reinkarnację i tak dalej. I on do mnie mówi tak: "A widzisz, ja wszystko widzę. Na moim pogrzebie nie płakałaś". Wie pan co? To już mi po prostu dało taką stuprocentową pewność, że to wszystko istnieje. Że oni zmarli. Że oni, dopóki jeszcze gdzieś nie odeszli albo jak może mają jakiś żal, albo coś, oni będą się z nami kontaktować. On po prostu przyszedł mi powiedzieć, że on widział to, że ja popłakałam się na pogrzebie dla niego, obcej osoby, tak? A na jego pogrzebie nie płakałam. Tak. To mi dało stuprocentową pewność. Ja się obudziłam, mówię Boże, nie no to nie ma opcji, że nie ma życia po życiu, ż-życia po śmierci, że tam nic nie ma. To jest niemożliwe. To jest niemożliwe! Ja zawsze, od zawsze gdzieś czuję w sobie coś takiego, że jak to ja umrę i mnie już nie będzie? To jest niemożliwe! Takie uczucie mam od bardzo dawna, od bardzo dawna.
Pamiętam jeszcze jak byłam mała. Z mojej rodziny nikt tego już nie pamiętał. Pytałam się właśnie nawet ostatnio mamę, ale zupełnie nie pamięta. Miałam wtedy cztery, pięć lat. Mieszkaliśmy na wiosce. Wtedy nie było telefonów, takich aparatów jak teraz. Były po prostu te na klisze i tak dalej. I pamiętam, że pamiętam tą sytuację jak dziś. A miałam wtedy cztery, pięć lat i szliśmy gdzieś na łąkę. Były takie słupki siana gdzieś może tam, nie wiem, we wrześniu, nie pamiętam. W każdym razie robiliśmy, poszliśmy z moim chrzestnym, z rodzicami, z moim bratem.
Poszliśmy robić zdjęcia. Oni chcieli nam właśnie zrobić na tym sianie zdjęcia. Do tej pory gdzieś mam te zdjęcia w domu. A ja mówię tak. Ja mówię, że nie, że ja nie chcę tych zdjęć. Ja nie chcę tych zdjęć.
Nie chcę, żeby-- w sensie nie mówiłam, że nie chcę zdjęć, tylko mówiłam, że nie chcę zastrzyków. Mówię: "Nie róbcie mi zastrzyków". Mi się kojarzył aparat fotograficzny z tym, że jak on ktoś mi zrobi zdjęcie, że jakby zrobił mi zastrzyk jakiś. I mam takie zdjęcie. Podarowałam to zdjęcie kiedyś mojej koleżance. Ona na pewno gdzieś je ma. A ja tak stoję, taka mała, tak trzymam się za głowę, tak trzymam się za głowę, jakbym się chowała tutaj. I bo mówię nie, nie, nie chcę, Nie chcę zastrzyków, nie? Także skąd to się wzięło? Nie mam pojęcia. Może gdzieś zmarła? W poprzednim życiu ktoś mi jakiś zastrzyk zrobił? Ja generalnie teraz, jakby w tych czasach, gdyby dziecko mi powiedziało coś takiego, to ja bym mieć mgła za język, nie myślę, że ludzka świadomość też już jest teraz zupełnie inna na te tematy. Myślę, że na pewno o czymś zapomniałam tutaj jeszcze. Jeśli chodzi o mojego brata, na pewno o czymś zapomniałam i nie chciałabym, żeby dzisiaj mi się przyśnił. Nie chciałabym, żeby dzisiaj mi się przyśnił, bo jestem sama w domu. [śmiech] Generalnie nie, nie, nie, ja się nie boję. Ja nawet do snu jakby słucham Radia Paranormalium. Zawsze sobie włączam i albo mówię włącz mi do chłopaka, włącz mi, włącz mi. On: "Nie ma nic. Nie wrzucili nowego". Mówię: włącz mi nawet stare jakieś odcinki, ja muszę posłuchać, bo idealnie mi się przy tym zasypia. [śmiech] Tak, myślę, że jak mi coś jeszcze więcej się przypomni, to na pewno się z państwem skontaktuję. No mówię, no tych s-- tych snów właśnie z moim bratem było dużo więcej, nie? Dużo, dużo więcej. Ale no teraz już tak. Nie wiem dlaczego wyleciało mi to wszystko z głowy. No natomiast już jakiś czas mi się nie śnił. Nie wiem może... A nie, jeszcze było coś takiego. Tak! A jeszcze wcześniej w Polsce znalazłam kota, małego.
Znaleźliśmy jego, przegarnęliśmy, bo on był już taki chory i tak dalej. W każdym razie ma już trzy lata i jest zdrowy. No i ja wtedy byłam sama w tym mieszkaniu i oglądałam sobie jakiś serial. Kot leżał ze mną w łóżku. No i wiadomo, jak to taki mały kot, który gdzieś tam jego przeznaczeniem było umrzeć, ale jednak został uratowany. No to trzeba go rozpieszczać. Kupiliśmy wszystkie zabawki.
Miał takiego ptaka, który piszczał jak się nim potrząsnęło, albo jak ktoś na niego nadepnął, albo jak się nim rzucił. I pamiętam, że leżałam właśnie z kotem w łóżku, oglądałam sobie serial i ten ptak gdzieś w korytarzu leżał i usłyszałam kilka razy, jak zapiszczał ten ptak, nie?
Co było niemożliwym, że jakby nie wiem, czy wiatr, czy cokolwiek poruszyłem z nim. Nie, to po prostu naprawdę trzeba nim było potrząsnąć, żeby on zapiszczał. I później zobaczyłam w oknie taką białą plamę, ale ja wiedziałam, że to mój brat. Tak jakby on był na pewno na tego ptaka nacisnął, a później przemieszczał się jakby po tych oknach.
Tak? Bardzo się wtedy przestraszyłam. Bardzo się przestraszyłam. Ale to była właśnie jedna sytuacja, że właśnie-- i to nie było możliwe, żeby to było, nie wiem, coś przeleciało, jakiś ptak albo dym, albo coś. Nie, nie, nie, nie, to na sto procent taka-- nie da się tego opisać. W sensie da się to opisać, ale to jest niemożliwe, żeby coś takiego zobaczyć ot, tak. Takie rzeczy się nie dzieją. Była ogromna plama myślę, że wysokości-- wysokości, myślę, że takiej długości półtora metra i na szerokość może z pół metra. I ona tak falowała, tak się przemieszczała. Strasznie, strasznie się wtedy przestraszyłam. Strasz-- to było właśnie takie pierwszy raz, kiedy on właśnie przyszedł. A później właśnie w tych snach. Tak mi się przypomniało teraz.
Co chwilę coś mi się przypomina i myślę, że jak skończę nagrywać, znowu coś mi się przypomni. Ale no myślę, że to najważniejsze zostało powiedziane i mam nadzieję, że... Mam nadzieję, myślę, że jeżeli straciliście kogoś bliskiego, to nie myślcie w ten sposób, że jego już nie ma. Jest! Chociaż jest niewidoczny, ale jest z nami. Widzi, co robimy. Jest zadowolony, jeśli my jesteśmy zadowoleni. Myślę, że też nie można zbyt długo płakać.
Tą konkluzją kończy swoje nagranie Słuchaczka, która podzieliła się z nami swoją historią za pośrednictwem Facebooka. Drugi z naszych dzisiejszych rozmówców podzielił się dwiema historiami - jedną związaną z jego przeżyciem z pogranicza śmierci oraz krótkim opisem odwiedzin jego nieżyjącego ojca.
W 1999 roku przeżyłem wypadek dość groźny, samochodowy, gdzie zginął mój tato i dziewczyna, która spowodowała ten wypadek. I tak mówię, przeżyłem ledwo lekarze mówili, że to cud i przeżyłem wstęp właśnie do tej śmierci klinicznej.
Chciałbym zaznaczyć, że to nie była całkowita taka śmierć kliniczna, tylko tutaj u jednego z słuchaczy właśnie, jak słyszałem, on przeżył bardzo podobną rzecz. A propos, że w momencie, kiedy przeżyłem ten wypadek i było to całe życie, w milisekundach od poczęcia przeleciało mi w milisekundach klatka po klatce. Nie wiem, jak to opisać. Każdy moment, szczegół, że to było tak szybkie, że to wydawało się, że to. No nie wiem, nie wiem. Wie pan co? Nie wiem, jak to opisać, ale to było takie poklatkowe. Od poczęcia, od łona mamy kaażdy część mojego życia przeleciało. I potem właśnie widziałem ten biały tunel, ale się obudziłem. Nie było żadnych tam postaci ani nikt mnie nie wołał. To, to było pierwsze takie zjawisko, które mi się naznaczyło w życiu.
Czyli takie klasyczne dwa elementy wystąpiły, prawda? Takie- Tak, tak, właśnie te poklatkowe, że całe życie klatka po klatce, tak jakby. Nie da się opisać tej prędkości, bo to było niesamowicie szybko. I właśnie widziałem ty, ten, ten taki tunel, ale ja się od razu potem obudziłem. Tak ta wstępa wyglądała. I właśnie jak słuchałem rozmowy świadków i w ogóle spotkałem kiedyś pana, który przeżył bardzo podobną sytuację, to on mi wytłumaczył, że to właśnie jest wstęp do tej śmierci klinicznej, bo ja naprawdę byłem poturbowany całkowicie. Ja miałem wtedy jedenaście, między dziesięć a jedenaście lat, bo to było piątego marca w dziewięćdziesiątym dziewiątym roku, dokładnie.
Czyli w Pana przypadku dosyć szybko się to doświadczenie jakby skończyło z tego, co, z tego wniosek. Tak, tak, tak, tak, tak. Tylko że tak jak mówię, no to było to od łona mamy do właśnie momentu praktycznie tego wypadku, bo ja całego wypadku nie pamiętam, ale to było tak klatkowo jakby wie pan co, włączyłby pan telewizor i klatka po klatce. No bo to można powiedzieć było, że to moje wrażenie takie było, że to, to było tak, jak ja bym to oglądał z boku.
No, można powiedzieć nawet, że tak, jak ja bym to oglądał na jakimś ekranie. Klatka po klatce, każdy szczegół z mojego życia do tego momentu wypadku właśnie. Używając terminologii gamingowej to taki jakby rzut izometryczny w jakimś sensie, tak?
Dokładnie, dokładnie, dokładnie tak. Takie klasyczne pytanie mi się nasuwa czy to w jakiś sposób zmieniło Pana życie, jakieś jakoś poglądy na rzeczywistość? Czy życie? Ciężko jest powiedzieć, czy na życie. No ja byłem dzieckiem, to ja wtedy tego jeszcze nie rozumiałem dokładnie. Ja się po latach dopiero dowiedziałem, że, że właśnie coś ten pan mi wytłumaczył, że to właśnie był ten wstęp do tej śmierci klinicznej. Bo ludzie, którzy są blisko śmierci, z tego, co ja wiem, właśnie przeżywają ten moment taki, że każdy szczegół życia, tak jakby klatka po klatce. No to nie da się tej prędkości nawet opisać, bo to nie była sekunda, to były milisekundy, bo to wie pan, jakby pan włączył telewizor i wyłączył telewizor. No to, to była taka prędkość moim zdaniem.
Rozumiem, że zainteresowanie tymi tematami jakby urodziło się u pana dopiero po tych doświadczeniach, prawda? Tak, tak, tak, tak. Nigdy wcześniej nie miał Pan styczności z taką, z literaturą czy z filmami, czy jakimiś innymi rzeczami na ten temat?
Nie, nie, bo to mówię, że jak tą śmierć kliniczną, taką wstęp przeżyłem, to ja byłem jeszcze dzieckiem, to ja. Wie pan co? Zginął mi tato wtedy. Ja tak mówię w Boga. Jako Boga nigdy nie wierzyłem. Wiem, że jest jakaś siła, która nas stworzyła i tak dalej, ale w Boga jako tako nie wierzę. I wtedy jako dziecko no to jeszcze, no jestem z rodziny katolickiej, wychowany w wierze katolickiej, to tak znienawidziłem tego Boga. Mówiłem czemu zabrałeś mi tatę i tak dalej, ale sytuacji jakichś takich jeszcze wtedy, jako dziecko namacalnych, no nie przeżywałem. Dopiero to z wiekiem się tak to nawarstwiło. Też mówię no to, to dość ciekawe. Też się zastanawiam nad tym poklatkowym całym życiem, tak jak mija tu właśnie na audycji jedna osoba, ja już nie pamiętam, czy to był pan, czy że, że miała bardzo podobną sytuację. Tylko ja nie pamiętam, w jakich okolicznościach to było i to mnie zaciekawiło i mówię no, jest ktoś, kto przeżył to samo. Mówię, jakie to jest ciekawe, że coś takiego jest, że nie wiem, czy mózg jako komputer się resetuje wtedy i całe życie przed oczami przemija. No bo to, to, to jest niesamowite. No, tak jak mówię, w milisekundzie od łona mamy każdy moment, klatka po klatce. Ja też wspomnę, że jak ja przeżyłem ten wypadek, ja trzy miesiące leżałem na OIOMie w bardzo ciężkim stanie. Życie mi uratował-- to takie, też takie mówię, jakby ktoś czuwał. Dwa dni przed wypadkiem, wie pan co? Zgubiłem okulary, bo bym był prawdopodobnie ślepy.
Mi życie uratowało wtedy, bo to był ten duży fiat. W dziewięćdziesiątym my jechaliśmy dużym fiatem, ta dziewczyna Citroenem i ona wyjechała nam zza zakrętu na czołówkę, że lekarze mówili potem mi, że mi życie uratowało to, że tylnie siedzenie, bo ja z tyłu siedziałem, złożyło się tak jakby w kanapkę. I to podczas tego całego uderzenia na tyle zamortyzowało siłę, że ja po prostu przeżyłem. Więc to takie, takie rzeczy, które odbiły na mnie, mówię. Chciałbym się dowiedzieć, na czym właściwie polega to, że jak człowiek jest bliski śmierci, to całe życie mu tak jakby w tych klatkach przemija. To jest dość zastanawiające i ciekawe.
No, tutaj to dużo zależy chyba też od osobistego nastawienia osoby, która opowiada bądź słucha tego typu historii. Bo na przykład ludzie wyrażający pogląd taki ściśle materialistyczny zwalają, kolokwialnie mówiąc, wszystko na mózg.
Czytałem, tłumaczyłem nawet kiedyś artykuł prezentujący takie właśnie podejście. Ten tunel, który widzą osoby w momencie doświadczenia z pogranicza śmierci, to tak naprawdę jest przejaw tego, że mózg, wszystko, jakby wszystko w mózgu się wyłącza i zmysł wzroku to jest ostatni zmysł, który jeszcze działa przez tam, powiedzmy chwilę. I dlatego ludzie widzą to jako taki tunel, a ten jakby przegląd życia to też jakby taka taśma, jakby w mózgu się łączyła. Też, też jest to obarczone. Też to jest jakby. No, mózg podobno jest-- ma być odpowiedzialny za odtwarzanie tych wspomnień, których tak na świadomym poziomie nie mamy, ale są jakby nagrane na głębszym poziomie naszej pamięci.
No właśnie. Też czytałem, że bardzo podobny, że mózg właśnie działa podobnie do komputera. I to jest tak jakby reset. Dlatego-- no to takie ten, ja do końca w to nie wierzę. Mi się wydaje, że to jest coś głębiej. Dlatego mówię- No, to jest takie podejście ściśle materialistyczne, które pomija wiele aspektów innych, takich jak na przykład obserwowanie przez niektóre osoby wydarzeń, które dzieją się wiele kilometrów dalej, na przykład.
Też moja mama ma taką historię, dosyć ciekawą, że po śmierci mojego taty no przyszedł się z nią pożegnać i ja jako tako z duchami jakichś takich zjawisk nie przeżyłem. Można tak powiedzieć, bo nie zdarzyło mi się tylko... Mówię, a moja mama mi jeszcze opowiadała. Taka ciekawostka, historie, że jak mój tato umarł, to pierwsza sytuacja była to takie, że radio z muzyką taką kościelną, dosyć chóry się włączyło samo, ale to ja podpięłem, że mogło być ustawiony ten włącznik, nie wyłącznik radia, bo to była wieża, to mówię, ale mama mówi, że się obudziła w nocy i normalnie siedział obok niej tato i po chwili znikł.
No z tym z radiami takimi elektronicznymi mam, mam, chociażby historie jeszcze nie wiem, czy ją już publikowałem, bo ja dosyć dużo materiałów mam jeszcze nieopublikowanych, ale mam w archiwum Radia Paranormalium taką historię, gdzie radio elektroniczne. Co prawda ono było wyłączone podczas chyba tam jakiejś stypy czy jakiejś, jakieś takie spotkanie rodzinne po pogrzebie było i przy obecności domowników wszystkich zebranych radio nagle się włączyło i chyba się nastawiło na piosenkę, którą zmarły szczególnie jakoś lubił.
No to, to tam była taka właśnie kościelna muzyka. No nie wiem, jakieś chóry to też. Ostatni z naszych dzisiejszych rozmówców przekazał kilka zdarzeń z różnych kategorii, w tym opis obserwacji ogromnego UFO, który zostanie zaprezentowany w którymś z kolejnych odcinków cyklu "Mówią świadkowie". Dziś natomiast skupimy się na historiach bardziej duchowych, z których jedna dotyczy kontaktu z jakąś bliżej niezidentyfikowaną opiekuńczą istotą, którą słuchacz nazywa Maryją. Druga zaś historia, bardzo poruszająca i pełna emocji, będzie się koncentrowała wokół zdarzeń towarzyszących śmierci mamy mojego rozmówcy. Oprócz tego poznamy też trochę wątków związanych z dawnymi wierzeniami ludowymi. Jednak tematy duchowo-zaświatowe będą tutaj zdecydowanie dominować.
Oddajmy zatem głos naszemu słuchaczowi. Powiem Panu szczerze, że tak nie od niedawna zacząłem słuchać tych pana programów. Bardzo mi przypadły do gustu te Mówią świadkowie, ta seria. No i wczoraj tak pięćdziesiąty ósmy dopiero odcinek czy pięćdziesiąty siódmy zacząłem właśnie słuchać. Zawsze lubię przed snem albo jak idę do garażu do piwnicy włączyć po prostu, lubię Pana głos, bo tak trochę mnie uspokaja. I właśnie była tam rozmowa z takim panem, który właśnie z Pana przedmówcy-- znaczy z rozmówcą, co opowiadał właśnie, że no dużo ludzi nie wierzy, dopóki nie na własnej skórze nie doświadczy czegoś takiego. Są bardzo sceptyczni. No i też tam właśnie był ten, tu akurat był ten program, co pan mówił, że musiał pan na jakimś szkoleniu sam do siebie list wysyłać, z jakimiś tam gratulacjami. Coś, coś takiego było, że tam piętnaście tysięcy chciał sobie pan pogratulować. No mniejsza z tym. No akurat jestem-- nie jestem akurat na tym etapie.
No ale, no chciałbym też właśnie moją historią się podzielić. No i powiem Panu szczerze, że no to się zaczęło dziać-- znaczy to pierwszy przypadek. Pierwsza historia to jest z czasów mojego gimnazjum. Pierwsza gimnazjum.
Nienawidziłem tej szkoły, nie lubiłem tam chodzić. Były tam takie dwie grupy patologiczne, które terroryzowały tą szkołę. No i po prostu bunt młodzieńczy. Nie wiem, co mi odwaliło, jak to Karramba śpiewał, no że nażarł się tabletek. No i właśnie w kuchni znalazłem jakieś tam tabletki mojej mamy. No i nasypałem sobie garść. Zjadłem. Nikomu nic nie mówiłem. No i poszedłem spać. Uśpiły mnie one.
No i to było gdzieś-- to już był letni okres. Wcześnie się zaczęło widno robić. No i to była gdzieś czwarta trzydzieści, piąta godzina. Obudziłem się. No i właśnie pierwsza gimnazjum, pierwsze papieroski i też ukrywanie się przed rodzicami. I wyszedłem przez moje okno. U mnie w bloku na drugim piętrze mieszkałem. Co prawda jak po kryjomu paliłem, no to trzeba było się naturalnie wychylić bardzo daleko, zaprzeć nogami o łóżko, o biurko, żeby nie wylecieć, żeby po prostu smród do środka nie wleciał. No i jak się obudziłem, no to szybko papierosek. No i zobaczyłem Maryję na końcu mojego bloku, aż z niedowierzaniem.
I tak szła powoli do mnie. Ja tego papierosa szybko wyrzuciłem, schowałem się z powrotem do chałupy. No ale z niedowierzania jeszcze raz się wyjrzałem. Musiałem zobaczyć. No to już nie była na końcu bloku, tylko już była jakby przy następnej klatce. I jak ja to zobaczyłem, że to tak się szybko przemieściło.
Zamknąłem okno. No i to było właśnie gdzieś czwarta, czwarta trzydzieści, przed piątą. No i wtedy właśnie obudziłem matkę. Powiedziałem jej, że widziałem Maryję, że wziąłem tabletki. No jak zwykle dostałem po łbie. No i matka, że tak powiem, czuwała nade mną do samego rana, sprawdzała, bo poszedłem dalej spać. Po tym incydencie te tabletki jakieś tam silnie nasenne były. Prawdopodobnie. No sprawdziła też co wziąłem. No, ale no to była właśnie pierwsza moja taka historia, że po prostu no zobaczyłem Maryję. Nie wiem, czy to były jakieś halucynogenne sprawy związane z tym, że po prostu wziąłem te tabletki.
Nie wiem. Do dzisiejszej pory się zastanawiam. Czasami nieraz właśnie myślę o tym. Można to na różne sposoby interpretować. Albo to mogła być jakaś wizja właśnie spowodowana spożyciem tych tabletek, albo też jakaś zjawa kryzysowa, wizja w momencie kryzysowym albo jakby połączenie kilku tych czynników, tak?
Nie wiem. Naprawdę do dzisiejszego dnia nie mam jasnej odpowiedzi. Ale zaraz dojdziemy jeszcze dalej, bo jeszcze to niejedna historia właśnie związana właśnie z tym obrazem, no nie wiem, jak to nazwać, z Maryją. No ale no coś takiego normalnie Maryja, tak jak nie raz na obrazkach mamy niebieskie szaty, biało niebieskie szaty.
Była na końcu bloku, dosłownie w parę chwil się tak jakby przesunęła. Już była szósta klatka. Nagle była w drugiej klatce, zaraz obok. No to mnie właśnie przeraziło. Dostałem wciry od matki. Matka nie kazała mi o niczym nie mówić. Poszedłem jakby nigdy nic do szkoły. No i pamiętam, że właśnie pierwsza lekcja, jaka była, no to była religia i całą lekcję przespałem jakoś. Potem już rozbudziłem ten dzień, jakoś mi przeszły te tabletki, no i jakoś dalej funkcjonowałem. A pan był jakimś takim mocno religijnym wówczas człowiekiem, czy to po prostu tak pojawiła się ta Maryja?
No religijny, no wie pan, no w szkole chodziłem na katechezę, uczęszczałem normalnie, jak wszyscy inni, aczkolwiek do kościoła czy coś takiego wcześniej nie powiem, jak byłem mniejszy, no to tam razem z mamą chodziliśmy praktycznie tam nieraz co niedziela, a później, no to wie pan, już zaczął mi się inne życie, sport także już miałem inne, że tak powiem, zainteresowania. No i właśnie później dalej gimnazjum się wziąłem właśnie za sport. Troszkę mi tak uszły te problemy i no jakoś się tam wyrównało to moje życie.
Trochę zapomniałem o tym. No ale co rusz, nieraz przed snem cały czas coś myślę właśnie o tym, co to, to wtedy mogło być. Czyli tak bez takiego jakby zaangażowania mocno religijnego, po prostu jakoś tam religia była w pana życiu i tyle, prawda?
No tak, tak. No ale no mówię panu, no dla mnie to naprawdę było dziwne.Zobaczyć ją. Schowałem się, wyrzuciłem papierosa, schowałem się. Wyszedłem drugi raz przez okno. Ona była już tak blisko i cały czas się na mnie patrzyła. Jeny, jak ja wtedy żem się przestraszył. No naprawdę się wtedy... Obudziłem matkę. Szczepciry dostałem przez łeb. No, za to, co zrobiłem, za te tabletki, za to wszystko.
No nie było ciekawie, że tak powiem. No co prawda to związane ze śmiercią mojej mamy. Następne co mam, takie troszkę niewyjaśnione, dziwaczne i no, nadzwyczajne, paranormalne. Nie wiem, jak to jeszcze dobrze określić, ale po prostu... Grudzień 2021, okres świąteczny. Tutaj z takim jednym kolegą wzięliśmy, no i ciekawi świata właśnie po tym koronawirusie odkrywanie nowych światów, że tak powiem, wszyscy nagle się uduchowie-- bardziej ćwiczyli swojego ducha, modlitwy, uduchowianie swojej wiary czy coś w tym stylu. No, nie powiem. No też właśnie dzięki temu, że było tyle czasu wolnego, też poodkrywałem tyle tych różnych kanałów na YouTubie. No, wcześniej tylko praca, dom, praca, dom, swoje zajęcia. Zapisaliśmy się na szamańskie tam jakieś te ayahuascę, ten rytuał. Tutaj, w Belgii, podobno jest to nielegalne, no nie, nie-- tak samo jak w Polsce. No ale no poszliśmy, zapłaciliśmy, dostaliśmy swoje osobne pokoje, wypiliśmy to. No i zaczął się trans. No ja co prawda po tym transie wielką miłość do mojej matki poczułem. Nie wiem czemu. No te kolory czy coś tam, wizje, tam, wchodzenie w te, te głębokie światy czy te... Nie wiem. Ja się, jak się wybudziłem z tego transu, z tego, tego wszystkiego, no wielką miłość do matki, aż się bałem, nie wiedziałem, o co chodzi. I ja po tym, po tym, tym, tym seansie zacząłem się zastanawiać i wręcz bać się, nawet rozmawiając, kurwa, żeby moja mama czasem mi nie kipła. Ja-- no taką miłość do matki czy coś. To był okres świąteczny, dosłownie przed Sylwestrem, między świętami a między Sylwestrem mieliśmy ten seans. Ja z takich, no się zastanawiałem, jak nie wiem, no ale no życie szło jakoś dalej. No i koniec lutego, po moich urodzinach. Mam w lutym urodziny. No mama zaczęła chorować i to poważnie zaczęła chorować. Już z łóżka nie wychodziła. Ja co prawda tutaj byłem, ale w Belgii. No ale z mamą to nieraz trafiłem. Po trzy razy dziennie do siebie dzwoniliśmy.
Mieliśmy-- to była moja najlepsza przyjaciółka i ona wiedziała wszystko o mnie, a ja wiedziałem wszystko o niej. No i też no nie ukrywam już im bliżej tej śmierci, tego, tej śmierci, tej daty, co się stało, ja już nawet też czułem w kościach i rozmawiałem z moim znajomym.
Mówię: słuchaj, ja czuję, że będę musiał jechać do Polski. Coś się dzieje nie tak z moją mamą. No i powiem panu tak, że pierwsze właśnie nadzwyczajne zdarzenie, jakie się stało, moja mama odeszła czwartego marca, dwa dni przed swoimi urodzinami szóstego. No to było właśnie noc z trzeciego na czwartego marca, gdzieś godzina pierwsza. Te godziny, co były wpisane też w akt zgonu mojej mamy. Głos mnie obudził, który mówił mi nad prawym uchem: "Zabili twoją mamę, twoja mama nie żyje". Ja jak wystartowałem z łóżka, to aż nie dowierzałem. Mówię: "Kto tu mówi? O co tu chodzi?" Ale ja też czułem właśnie, że coś złego się stało. Wyszedłem na ulicę, zapaliłem papierosa, spojrzałem w gwiazdy. Rozpłakałem się. Mówię: "Żeby to nie była prawda, żeby to nie była prawda".
No i na drugi dzień dostaję telefon o godzinie siódmej rano, że no, no niestety od ojca, no, że mama nie żyje. Szybka organizacja transportu do Polski. Pojechałem szybko do domu. No jak to, no wie pan, no ciężko to też określić. Płacz, łzy, nerwy?
Nie wiem. No to jest przeżycie. Wiem, że no każdy będzie musiał to przejść, kto ma rodziców, ale no to nie jest naprawdę miły okres i oby jak najdłużej. Nie życzę nikomu takiego, tej przykrej, no, przykrej sytuacji, jaka... I smutnej, jaka nadchodzi w tym smutnym życiu naszym.
No to wygląda tak, jakby taki rodzaj jakiejś monicji. Chociaż tutaj ten, ten przekaz, z tego, co zrozumiałem, został jakby podany w trzeciej osobie, że to nie mama sama poinformowała o swoim odejściu, tylko ktoś jakby pana poinformował.
Męski głos. Męski głos. Ale to nie jest raz. Drugi raz mi też coś powiedział, ale to zaraz powiem. "Zabili twoją mamę. Twoja mama nie żyje". No to... No właśnie to. Wyszedłem na papierosa, rozpłakałem się. Zacząłem drzeć ryja do nieba. Żeby to nie była prawda.
No rano ten transport do Polski. No co prawda na pierwszy, no to właśnie do szpitala, co i jak teraz zgony ten. No i nie chciałem też zobaczyć mamy, czy tam na sekcji, czy coś. No to, to, co zrobi sekcja? No wiadomo, że już nie żyje. Co jeszcze? Będziecie ją kurwa tam kroić? No nie zgodziłem się na to. No i pierwszy raz zobaczyłem mamę. To już jak załatwiliśmy tą firmę pogrzebową. No i poprosiłem pogrzebowego, że nie widziałem ją w żadnej kostnicy. Nie chciałem tam chodzić do kostnicy. Po prostu już zawiozłem ciuchy, w jakich mama miała być pochowana. No i poprosiłem po prostu pogrzebowo-bogowego, żeby przyszykowali mamę, że ja jeszcze jej nie widziałem, żebym tutaj mógł w tym, tym zakładzie. "No i dobrze. Pan przyjedzie po południu. Będzie mama wszystko ogarniać". No, spotkałem się właśnie z mamą. No to wiadomo, wielki płacz, wielkie łzy. I zaczęło się właśnie od tego momentu, co jeden dzień, co właśnie byłem sam w domu z moim ojcem. No i odkąd mamę zobaczyłem, przyszliśmy do domu jeszcze przed pogrzebem.
Siedzę w domu, no mamy tam po prostu stary parkiet, że po prostu jak się chodzi, no to te płytki strzelają, znaczy no słychać, jak ktoś idzie po prostu, no słychać te stopy pod tym parkietem. Ja siedzę u siebie w pokoju, ojciec u siebie w pokoju.
Co prawda, no widzimy siebie. No to mieszkania w bloku, to te klatki dla szczurów. No ale słyszę, jak ktoś chodzi po przedpokoju i to tak, jakby moja mama chodziła. Słyszę ten parkiet strzelający. Zacząłem gadać do mamy, że mnie zostawiłaś. Czemu? Dlaczego? Gadałem w domu tak, jakby była cały czas przy mnie.
Dlaczego mnie zostawiłaś? To tamto. Ja dosłownie słyszę, idzie po przedpokoju, wchodzi do mnie do pokoju, wychodzi ode mnie z pokoju. Ale to dosłownie było słychać ten parkiet, każde stopnięcie. No moja mama też. No było kawał kobiety. Ja też nie ukrywam, też nie jestem jakimś małym krasnalem. No ale no, no słychać było, jak chodziła po-po-po domu.
Wszystkie zegary zostały zatrzymane właśnie za piętnaście, za piętnaście druga w nocy. To była też ta sama praktycznie godzina wtedy, co mi to coś powiedziało. Co się wtedy obudziłem? Że twoja mama nie żyje. Zegary w domu zatrzymane za dwadzieścia druga.Kwiaty wszystkie uschnięte, ale to wszystkie jakie były. No wszystkie kwiaty u mamy w pokoju, wszystko pachnięte, uschnięte, jakby nie były z miesiąc czy dwa podlewane. Nie wiem. Też słyszałem właśnie, że jak ktoś odchodzi, to że wszystkie rośliny usychają. Właśnie te zegary się zatrzymują. No rodzina mi tam dalej pomogła przejść przez tą całą ceremonię pożegnalną. Pożegnaliśmy mamę, wróciliśmy tego samego dnia do-do siebie do domu. No i też tak czekałem, ja czekałem. Mówi: "Uważaj" jeszcze do mnie mówi jedna moja kuzynka, "żebyś się nie przestraszył, bo [dźwięk cenzurowany] jeszcze do ciebie na pewno przyjdzie nie raz. Będzie ci stukać, pukać, będzie ci pokazywać, gdzie co pochowała, żebyś ty to Wszystko poznajdowywał". Ja mówię, kurwa mać, też taki przeraźnięty byłem. Pierwszej nocy po tym pogrzebie, z tego zmęczenia, z tych wszystkich emocji, no padłem. Jak poszedłem do łóżka, no to padłem. Dopiero na drugi dzień ta sama godzina, za piętnaście druga zaczęło walić, walić w kuchni. Ale to tak walić-- taborety jakby się przesuwały. Ojciec też wstał. To było nieprawdopodobne, że on też o tej godzinie, co ja się obudziliśmy z tego hałasu, poszliśmy obydwoje do kuchni. No i tak dalej z nią tak jakby rozmawiam tak, jakby ona była gdzieś przy nas. Że o co chodzi, co chcesz pokazać, o co chodzi. No i tak mówię, już to była druga. Mówię, a wezmę już od razu, no bo jak nie było mamy, no ja musiałem się zająć tym gotowaniem, żeby coś, jakieś coś do jedzenia zrobić. Mówię, wezmę to z zamrażarki, zajrzę co tam mama miała, no i coś żeby rozmrozić, żeby na jutro na obiad zrobić, żeby nie kupować teraz trzeba to wszystko powyjadać jak już się nie ma ani nic. Wyjąłem warzywa, położyłem przy zlewie, żeby się rozmroziły. Ojciec wrócił do siebie do pokoju, ja do siebie. Nagle słyszymy jeeep, znowu coś w kuchni. Ja wchodzę szybciej do kuchni. Ojciec co prawda za nim stanie, znowu się podniesie. No był parę chwil po mnie. Wszystkie warzywa, wszystko, co wyjąłem z zamrażarki, wszystko było na podłodze. Mówię oho, czyli coś może być w zamrażarce? No i natrafiłem. No mama po prostu w słoiczku, tammm jeszcze papierem owinięte w lodówce, między, między tam mięsem, że tak powiem, coś po-zamrażała. No i tam te swoje skarby, że tak powiem, trzymała. Się bała. No i to był taki pierwszy, pierwsza taki oznaka, mówię. No ja się przeraziłem, że no dawała mi takie sygnały, może żebym to znalazł czy coś. No znalazłem. To prawda.
No można to tak zinterpretować. Nie ma jakiegoś tam rozmrażania sobie warzywek. Tutaj macie mięsko i proszę to mięsko zjeść. Tak, tak. Taka trochę troska zza światów. Można to powiedzieć. Nie wiem, nie wiem jak to. Ja potem przejrzałem tą całą, no wie pan też, jak to wszystko było tyle lat. Znaczy, no nie to, że tyle lat, no ale jak wszystko za-zamarznięte, wie pan, jakże ciężko, żeby tam coś yy wyjąć czy coś. No musiałem wszystko ładnie poprzekładać z miejsca na miejsce. No i znalazłem właśnie ten słoik z pieniędzmi. No tam była dość, dość, dość duża, duża suma. Owinięty jeszcze w szmatkę, żeby nie było widać z zewnątrz, co tam jest, w razie czego, jakby ktoś znalazł. No ale mnie toachnęło odkręcić ten słoik.
Czyli to nie było żadne jedzenie, tylko, tylko pieniądze tam były ukryte? Tak? Tak, tak. Pieniądze. Pieniądze. Pieniądze. Pieniądze. Tak, tak, tak. Pieniądze. To nie chodziło o to, tylko po prostu. No pieniądze były w zamrażarce. No takie miałem. Takie właśnie moja matka jeszcze starodawne PRL-owskie jakieś skrytki, że tak powiem, przed złodziejami, bo to w tych blokach to różnie tam było. I tego obrobili, i tego. Taka trochę nie za ciekawa dzielnica, co prawda w tym moim mieście, no ale, no dalej, proszę pana. Co dalej się działo? No to właśnie to. No oczywiście też opowiedziałem na drugi dzień od razu też kuzynce, jak dzwoniła, też przyjechała i pu-później pomogła wszystko tam sprzątać po mamie. Tam co nieco troszkę już tam powyrzucaliśmy od razu na następny dzień tych rzeczy, co tam było nie-niepotrzebne, co ona też uważała, żeby to już od razu wyrzucić, oddać biednym. Czy proszę pana, no ja dosłownie po tym po-pogrzebie, no byłem jeszcze miesiąc tam w Polsce, no musiałem coś tam ojcu pomóc, no bo to też przeżycie dla niego tyle lat związku, no i teraz musi niestety sam sobie zaopiekować. No ja tutaj mam swoje życie za granicą, no ciężko mi też tam jest. Też nie chcę być tam. Mam problemy w tym mieście, także nie chcę tam wracać.
No i proszę pana, następne dziwne spotkanie. Właśnie p-przed naszą rozmową zrobiłem panu zdjęcie takiego jednego obrazka i wysłałem. Właśnie Maryi. Chciałem właśnie wrócić do, do Maryi. Pakując się chyba-- ojciec, no, nie mógł mi zrobić tego kawału, bo on poza pilotem i telewizorem to nie ma teraz świata. To jest stary, już emeryt. Leżał sobie spokojnie na swojej wersalce, patrzył w wóżko. No ja co prawda u niego w pokoju się pakowałem, znowu na wersalce mojej mamy. No chyba pan wie, co pan, co pan wkłada, jak się pan pakuje sam? No wie pan co, co pan wkłada do walizki, nie?
Próbuję zamknąć walizkę, że tak powiem, złożyć ją, zasunąć. No nie idzie. No musiałem znowu ją otworzyć i poprzekładać. Ja patrzę, obrazek Maryi, który wisiał cały czas w przedpokoju i to dosłownie teraz mi się w tamtym momencie mi się skojarzyło, że to był dosłownie ten sam obrazek, takie same szaty, taki sam kolor jak pierwszy raz, co widziałem wtedy paląc tego papierosa. To była ta sama Maryja, ten sam obrazek, ta sama figurka wtedy, co mi się pojawiła. Niebiesko białe szaty to. Jak ja zobaczyłem obrazek w swojej walizce, mówię znowu, że mama, bo ona mnie przysyłała nieraz tutaj właśnie różne tam czy to jakieś obrazki, czy to jakieś krzyżyki, różańce.
Właśnie jak nieraz mi tutaj paczki robiła za granicę lub potrafiła właśnie wkładać takie rzeczy. I mówię pewnie matka mi się jeszcze pomogła, zza światów pomogła spakować do walizki. No rozsunąłem, nie mogłem zamknąć tej walizki. Mówię no, jeszcze raz musiałem ją otworzyć, poprzekładać rzeczy, żeby mi się to wszystko, co chciałem zabrać, żeby mi się zmieściło. No wielka walizka, osiemdziesiąt litrów już tych, tych, tych, tych naprawdę wielkich. Mam tą walizkę.
No i jak?Ja patrzę i jest obrazek. No przecież no wiem, co wkładałem do walizki. Czemu ten obrazek z przedpokoju mi się znalazł nagle w walizce? Co ojciec nawet by nie był w stanie, żeby on to włożył. On nawet nie pomyślał. On jest właśnie tak trochę obrażony na religię, na to wszystko. Niepełnosprawna osoba od dzieciństwa, brak nogi i on jest taki trochę obrażony na to, że tak powiem, na Boga i na to Wszystko. No ja tak na dwa razy, no ale to bardziej przechodzę przez takie różne, że tak powiem, przejścia, zdarzenia w moim życiu, tym bardziej po prostu no wierzę, że no jednak musi coś tam być, no, skoro takie rzeczy się dzieją.
Ojciec nie byłby w stanie, jeżeli dobrze rozumiem, sięgnąć po ten obrazek, tak, i go zdjąć. Znaczy no, no chodzi po prostu o protezie całe życie, ale po prostu, no zanim on by wstał z łóżka, właśnie ubrał protezę, poszedł po obrazek czy coś, no to ja bym też widział, że on się ruszył czy coś. No bo ja latałem od swojego pokoju do walizki. Co mi było potrzebne, no to po prostu wkładałem czy to moje ciuchy, czy tam jakieś pamiątki po mamie, czy do PRL u, no co chciałem zabrać. No ale ja też nigdy bym nie wziął sobie obrazka.
Wisiał, wisiał na przedpokoju tyle lat. No niech se tam wisi, a nagle się u mnie w walizce znalazł. [śmiech] To takie dziwne było. No i no, no i jak został w tej walizce, no to znalazłem go w walizce. No to co prawda, no wziąłem go, no i przykleiłem. Jest teraz u mnie tutaj w pokoju. I właśnie też zrobiłem panu zdjęcie, żeby pan w sensie pokazać ten obrazek. No chciałem dalej zrobić właśnie takie zdjęcie dla pana, żeby pan też zobaczył, o co chodzi. No i mi się kopnęło dopiero właśnie wtedy, że to dosłownie ta sama Maryja, te same kolory, co wtedy pierwszym razem, w tym pierwsze gimnazjum, co widziałem.
No Maryja, Maryja u nas funkcjonuje w naszym jakby tym takim kodzie kulturowym jako taka personifikacja matczynej miłości, takiej ogromnej energii, tak? Jednak mi się właśnie skojarzyło, jak pan opowiadał tą pierwszą historię o tej istocie. Właśnie skojarzyła mi się z taką ogromną siłą, która postanowiła się w tamtym momencie objawić, a pana świadomość to zinterpretowała jako pojawienie się takiej właśnie istoty, która budziła pozytywne skojarzenia. W tym wypadku była to Maryja. Tak.
Być może no ma pan rację. No też tak mi się udało. Właśnie myślałem właśnie, że coś wyczuwało nade mną w tym momencie. I jeszcze mam różne też przeżycia, ale o tych to naprawdę nie mogę mówić nawet Panu. O to tam. No dużo osób po prostu życzy mi źle. U mnie w mieście już były polowania i różne cyrki właśnie związane. No i jakoś mi się zawsze udawało wyjść co prawda żywym z tego wszystkiego i tak no nie wiem, też tak właśnie czuję, jakby coś czuwało czy takie sny jakieś u mnie.
Raz mam prorocze, że coś się wydarzy. No jest kurwa ścigacz, No sam chuje znowu jeżdżą za mną. No wie pan, co mam na myśli. No i następne zdjęcie, co panu wysłałem, to może pan się domyślić, ten whiteboard, co mam na ścianie? No czym się zajmuję tutaj? Ale też nie chcę mówić, żeby po prostu nikt tam nie skojarzył. Ale może pan sobie zobaczyć, że są tam różne sportowe zagrywki do PRL.
No i właśnie się tym zajmuję. No i tak nieraz sobie myślę kurczę, no co tu dalej robić w tym swoim życiu? Tak cały czas. To jest półtora roku, no ponad niecałe dwa lata po tej właśnie śmierci mamy. I co tu mam robić? Co z takim, no mam taką pustkę.
Ona mi zawsze dobrze radziła. Co mam robić, co mam robić? Nagle jeb z tego whiteboardu. Widzi pan, że na tym zdjęciu są położone markery, gąbka do zmazywania. Nieraz sobie coś zapisuję, nieraz od razu zmazuje. W tym momencie co mam robić? Bum!
Spada mi to te pisaki z tego, czyli sygnał, żebym dalej się po prostu wziął za to, co robię do tej pory. Po jakichś 2 miesiącach też mi tak naszło. Jakiś zły dzień, coś takiego. Właśnie teraz ostatnio to było nie tak dawno, z trzy tygodnie temu. To takie długie już zimowe wieczory i też mi tak przeszło przez głowę. Co tu robić? Jeb to samo. Znowu spadło. No żeby tutaj był jakiś wstrząs czy coś. Nic. Aha, jeszcze co mi się... Właśnie o spadaniu. Po śmierci mamy. No, wziąłem jej telefon, miałem przy sobie. No bo dużo osób jeszcze do niej dzwoniło. Chyba miałem jeszcze z pół roku włączony. Opłacałem jej telefon, no ale któregoś razu to już było tak świeżo po jej odejściu, po tym, jak tutaj z powrotem przyjechałem do siebie, do mieszkania, tak płakałem, zaliłem się znowu i tak mówię kurwa, żebym mógł chociaż z tobą porozmawiać, żeby tak jeszcze raz do ciebie mamo zadzwonić. Jej telefon spada z szafki na podłogę. Jej telefon spadł. Nie wiem, nie wiem. Różne rzeczy mi się tutaj zaczęły właśnie po śmierci matki dziać. Stukanie, pukanie.
Idę do sklepu. Nagle przy mnie przy kasie zaczynają paragony wyskakiwać same. Nie to, że drukować się, tylko pusty paragon zaczyna wychodzić z maszyny. Praktycznie cała rolka w samoobsługowej kasie zanim ta baba przyszła, ogarnęła, o co tu chodzi, o co chodzi. Wszystko wy-wylatywało, a dosłownie parę chwil przed pójściem do kasy to było też właśnie za świeżego prawa. Znaczy zaraz potem pierwsze zakupy.
Potem jak wróciłem po pogrzebie, też tak mi przeszło przez głowę. No matka by widziała, że ile ja tu kasy tracę na te jedzenie. Zamiast pobrać sobie w walizkę właśnie jakieś tam jedzenie, bo no, przesyłała mi mama tutaj właśnie żywność z Polski i zawsze płaciłem jej pieniądze sto pięćdziesiąt euro na miesiąc, a ona mi przysyłała. Tutaj jest tak z dwadzieścia kilo, zawsze paczką DHLon różnego rodzaju mięsa, przetwory takie ten i właśnie zamiast pobrać sobie do walizki, to pobrałem jakieś tam pamiątki niby kosztowności zamiast jedzenia. I tak sobie pomyślałem. Właśnie mówię, żeby ona to widziała, ile ja tutaj wydaję na jedzenie, to by ją goła.Rozpalała i nagle podchodzę do kasy i paragony wyskakują. Pierwsze zakupy właśnie po śmierci mamy.
Paragony same, same zaczęły się nie to, że drukować, bo wychodziły czyste, ale dosłownie taaka cała serpetyna gdzieś z piętnaście metrów tego wyleciało. Cała ta rolka wyleciała, tak? No, ta jakby cała rolka się odwijała, odwijała. No wie pan, jakby drukowało, nie? Tylko że po prostu zamiast druku, no to sama, sama rolka. Aż już do tego czerwonego dochodziło. Jak już jest czerwone na rolce, no to już się kończy, kończy rolka. Nie? Ale to dobre z piętnaście, dwadzieścia metrów wyszło. Tak o. Zanim baba przyleciała, wyłączyła maszynę, ją tam otworzyła. Też takie dziwne.
Jeżeli to rzeczywiście pana mama za tymi rzeczami wszystkimi stoi, to można tak... To optymistycznie troszkę brzmi, że mama cały czas jest jakby przy panu, cały czas jest obecna w jakiś sposób w pana życiu.
Chociaż tutaj znam też osoby, które podniosłyby alarm, że mama nie przeszła jeszcze na tamtą stronę. Nie wiem, jak pan to interpretuje. No teraz mogę panu powiedzieć następne. Mogę panu też podesłać screenshota, tylko musiałbym na mailu znaleźć. Właśnie z Częstochowy znalazłem panią, która jest jakimś medium i po prostu chciałem się dowiedzieć, czy wszystko jest dobrze u mojej mamy, czy właśnie przeszła już na drugą stronę, bo też zacząłem w to więcej wierzyć. No co prawda trzeba było zapłacić do tego medium. Po paru dniach się brało i otrzymywało wiadomość zwrotną.
Tak jakby otrzymałem od tej pani. No, że mama już przeszła, że, że na drugą stronę, no, że ona też jest... Że też mogła porobić troszkę inaczej w swoim życiu, no i że mi wybacza to wszystko. Potem właśnie, no co ją poprosiłem, żeby po prostu przekazała, no to mi odpowiedziała, że ona ci wybacza wszystko, że będzie nadal nade mną czuwać. No i tak mówię, kurczę, tak jak to pierwszy raz.
Znaczy, no byłam w połowie tego czytania, mówię, no to takie coś, co tam każdy mógłby tylko mi ułożyć, nie? Taką formułkę pisaną dla każdego i wziąć kasę i takie trochę niby mi się wydawało oszustwo, nie?
Aż dopóki nie, nie dalej nie przeczytałem. No coś, co tylko moja mama mi mówiła. I nawet dziwne by było, żeby druga osoba ubrała te same słowa tak, jakby powtórzyła, że mama w ciebie wierzy. Tylko ty musisz w siebie więcej uwierzyć, że wszystko będzie dobrze i żebyś nie był uparty. A ja mówię o kurwa, no przecież zawsze matka mi tak mówiła, żebym nie był uparty, że Ty jesteś uparty jak dzielenie. Zawsze mi to matka mówiła, że odpuść, jesteś tak uparty i to samo mi medium napisało, że żebym nie był uparty. Już panu od razu. Zaraz jak skończymy rozmowę, od razu biorę tego maila, odszukam, zrobię screenshota i panu wyślę.
Bo to taka krótka odpowiedź, od, od tego medium dostałem właśnie. A mnie zastanawia skąd się wzięła ta treść tego komunikatu? Jaki pan usłyszał tym męskim głosem? Zabili twoją mamę. Czy mogę zapytać o taką jedną rzecz?
Dobrze, że mi pan przypomina. Właśnie o tamtej noc, właśnie żywioł ma też przejście do śmierci mamy. Zacząłem też no, teraz naprawdę czuję się samotny. Mieszkam sam, nie mam żadnej kobiety, nie mam żadnej rodziny. Naprawdę ciężko mi było przejść ten okres jej żałoby i do tej pory cały czas mam ciężko. Nieraz po nocach płaczę z tęsknoty za matką, a wiem, że tak nie powinno się robić. Wiem, że już teraz jest na pewno w lepszym miejscu.
Nie ma jej co tutaj ściągać magią. Może i ona cały czas jest tutaj przy mnie i czuwa, ale któregoś razu właśnie tak mówię, kurwa, żeby właśnie te takie moje zastanowienia, co mam dalej robić, że albo to mi tutaj właśnie odnośnie mojej pracy ten whiteboard, te wszystkie markery spadają albo telefon. No i właśnie tak mówię, kurde, żeby wygrać w tego totolotka i mieć wszystko już w dupie, wyjechać sobie. I słyszę znowu ten głos nigdy [śmiech] Rozumie pan to? To był drugi raz ten sam głos, dosłownie z tej samej strony. Prawe ucho tak z tyłu i do mnie mówi nigdy [śmiech] No, wtedy się też tak przeraziłem się. Obróciłem to byłem sam w pokoju. Wtedy pierwszym razem, jak mi to obudziło i powiedział o śmierci mamy, no to byłem na leżąco u siebie w łóżku, a drugim razem no to dosłownie stałem tutaj w przedpokoju i tak właśnie se mówię kurwa, żeby to wygrać tego totolotka, mieć wszystko w dupie, żeby se wyjechać. A słyszę, mówi nigdy!
[śmiech] To było drugim razem. No to już można to na różne sposoby interpretować. Czy po prostu tak, tak coś pana trzyma, żeby pan się nie uwolnił z tego kieratu tak zwanego? A też może być to takie ostrzeżenie przed tym, co się może stać, gdy na pana spłynie jakby, gdyby pana na pana spłynęła taka duża suma pieniędzy, tak nagle. Z tą frazą zabili twoją mamę właśnie mi się sk-- nasunęło mi się coś takiego. Takie pytanie czy mama miała jakieś może przykre przygody ze strony naszej służby zdrowia polskiej?
Proszę pana, powiem panu szczerze, że jak zabrali mamę, ja o tym wiedziałem, że właśnie mama pojechała do szpitala. Nie mogłem się tam już dodzwonić. Zadzwoniłem tam na dyżurkę i prosiłem, żeby po prostu mnie połączyli, czy to z lekarzem, czy coś, że ja mogę być najpóźniej na drugi dzień, no bo w nocy nie jestem w stanie tam pojechać. Nie mogłem się dodzwonić ani nic. Moją, moją mamą się opiekowała też taka osoba, no, że tak powiem, troszkę uduchowiona, taka jakby siostra mamy, dawna koleżanka z dawnych czasów PRL-u, co właśnie jeszcze przyszła pomóc się nam wykąpać. Pojechała z nią razem właśnie do szpitala karetką. Była tam przy niej, jeszcze wróciła się do domu, że jak mama ma tam zostać, wróciła się jeszcze po jej tam rzeczy typu tam piżama jakiś tam zawiozła jej drugi raz. No i też właśnie z nią jak rozmawiałem, no to ona już też tak czuła, że już się też mama żegnała, tak jakby wiedziała, że to już jest ostatnie pożegnanie, że już podziękowała tej właśnie siostrze, tej [pisk] że za wszystko, za całą opiekę, że już się tak jakby-Ona też tak poczuwała, jakby się już żegnała po prostu ostatni raz.
Podziękowała właśnie za tą całą opiekę. To jak mi ona opowiadała. No i mama niestety, no wiedząc, że ja jestem za granicą, ją po prostu w razie czego podała do tego kontaktu, do tych informacji te RODO czy nie wiem co to jest prawo w szpitalu, że ona była tylko upoważniona do- Do informacji o stanie zdrowia osoby.
Tak, tak, tak. No i dosłownie na drugi dzień jak ja pojechałem. No i gdzie moja mama-- zaczęli ten, no to niestety pani doktor też nie chciała się ze mną widzieć, ze mną rozmawiać. Podobno nawet to, co mi pielęgniarki powiedziały, że no mama, twoja mama miała pecha, że trafiła na taką panią doktor. Z tego względu, że no miałem potem nieprzyjemności w aktach zgonu, bo w deklaracji tej karty leczenia szpitalnego było wpisane, że zawał serca mięśniowego. Z objawami takimi przyjechała właśnie z objawami zawału serca mięśniowego. W karcie zgonu znowu wpisane nie, nie, nie, niezidentyfikowane czy coś w tym stylu. No i mówię no jak tutaj w karcie leczenia jest napisane tak, a tutaj tak, no to weź to wszystko odkręcaj i chciałem, żeby mi to-- tu musiałem do ordynatora chodzić. Wielkie halo.
Jak poszedłem do pani doktor, do jej gabinetu, no to ona chciała policję od razu po dwóch słowach moich mówi: Dzień dobry, jestem [pikanie] proszę stąd wyjść, bo wezwę policję. Także no naprawdę też się zastanawiałem. Mówię, o co tu chodzi? No teraz to już się nawet nie dojdzie, czy nawet by podała jakieś złe leki, czy może specjalnie ją uśmierciła, czy-- no różne rzeczy mi przechodziły przez głowę właśnie po tych słowach, co właśnie usłyszałem, że właśnie zabili twoją mamę. Jeszcze właśnie po tym, jak mi ta pani, no tam któraś z pielęgniarek, która mi pomagała, żeby zrobić tą kartę zgonu poprawnie, żeby było wszystko wpisane, bo no nie ukrywam, no to też chodziło też o ubezpieczenie, o całe te, te, te no dalsze sprawy prawne z mamą. Mówię, żeby to było wszystko dobrze wpisane, tak jak było w karcie leczenia, żeby to mi po prostu odkręcili i napisali poprawną kartę, tak jak było do tej karty zgonu, tak jak było w karcie leczenia napisane zawał serca mięśniowego. Ja jak chodziłem, żeby po prostu to odkręcić, musiałem czekać aż przyjdzie, przyjdzie po dwóch dniach pani ordynator z urlopu wróci. Dopiero ona burknęła na tą panią doktor, żeby ona to wszystko napisała poprawnie, a ona nie chciała. Tak jakby miała układ z ubezpieczalnią, że wpisują nieokreślone po to, żeby po prostu rodzinie nie dostawały tego odszkodowania, czy tam tego ubezpieczenia, czy coś. No naprawdę niemiła pani. No i tak jak właśnie ta pielęgniarka mi powiedziała, że no twoja mama miała pecha, że trafiła na taką panią doktor. No i tyle. To jest najostrzejsza podobno kurwa z tych wszystkich doktórek, które są w tym szpitalu.
No tutaj krótko mówiąc, dużo takich przesłanek do dociekania, czy tam czasem coś nie odeszło przy powiedzmy leczeniu pana mamy, czy nie odeszło coś, co odejść nie powinno, jakieś grube akcje. Myślę, że źle zrobiłyście nie robiąc tej sekcji zwłok, bo kto wie, co by tam mogło wyjść, prawda?
No nie wiem. No wie pan, ja dopiero, że tak powiem, te dokumenty, co dostałem czy coś, ja nie byłem w stanie tego po prostu czytać. Ja cały czas miałem łzy w oczach. To dopiero wie pan, narodzina dalsza na drugi dzień, jak oni to przeczytali tam kuzynki czy tam rodzina właśnie mamy. Jak ona, wtedy kuzynka z mojej strony mamy, jak ona to przeczytała. Ona dopiero właśnie doszukała się tego błędu, że jest tutaj tak, a tutaj tak. Ja to bym, wie pan, ja to jestem prosty chłopak. Jakbym dostał te papiery, poszedłbym takie zaniósł i tyle. To dopiero wie pan, na drugi dzień po tych namysłach właśnie rodziny, po tych radach rodzinnych, nie?
Dopiero chciałem to skorygować. No ale to pierwsze co, jak byłem, musiała przyjechać też ta siostra [pikanie], bo ona musiała być przy mnie, żebym ja dostał te dokumenty. No bo ona tylko była upoważniona. Nawet nie ojciec, ani nic.
Tylko ona była upoważniona do tego. Musiała też przyjechać. Była ze mną też oddała mi tam matki te łańcuszki czy tam złoto, naszyjniczki. Co ta mama miała, to właśnie jej dała, że na przechowanie. No różne tam. No to naprawdę ciężko teraz. No i pierwsze właśnie, co ja nawet nie wiedziałem, że, że tak, że to właśnie tą sekcję. No ja po prostu nie chciałem. No mówię, no nie żyje, no to, no to przecież już życia jej się nie wróci.
Mówię: "Co? Będziecie jeszcze ją kroić? Już wystarczy jej". No tak chciałem. A jeszcze powiem panu jeszcze jedną rzecz, że moja mama pochodziła z rodziny, co miała dwie siostry. Jedna umarła w wieku czterdziestu siedem. Moja chrzestna druga siostra w wieku pięćdziesiąt siedem i moja mama w wieku sześćdziesiąt siedem. Wszystkie z siódemką. No i też jeszcze za życia mojej mamy jakaś tam dalsza też tam ciotka z rodziny. Jej tak też palnęła, że: "Ty!
Byłaś na cmentarzu i widziałaś to? Pierwsza umarła czterdzieści siedem, pięćdziesiąt siedem. Uważaj, bo tera sześćdziesiąt siedem, ty tera będziesz kończyć". No niestety przed jej urodzinami zdarzyło się jej odejść.
No ale normalnie ma na płycie napisane, że sześćdziesięciu siedmiu lat dożyła tam bez dwutniowego oznaczenia. Jeszcze tutaj sobie zapisałem pytanie, czy kuzynka jakoś mocno siedzi w tematach ezoterycznych? Ta, co pana uprzedzała o tych możliwych zdarzeniach po śmierci mamy?
Powiem panu tak: że to ona, właśnie ten dom od strony mamy. Ten rodzinny dom. Są ze wsi po prostu. I tam się naprawdę różne rzeczy dzieją. Tam, o jeny, tam-to są takie historie, że od małego nawet moja mama jeszcze jak moja babka, pamiętam, żyła. Ja to byłem no co prawda tam gówniarz, ale pamiętam te nieraz zjazdy rodzinne i właśnie jak opowiadali, że to-to się stało, że to-to się stało, że jak sąsiad umarł, no to dosłownie jego zjawa przyszła. Otworzyły się drzwi-Jaśka umarłem. No i ja do-do mojej babci, nie?
No i moja babcia podobno powiedziała: no, to się połóż i odpocznij. On się położył, odpoczął i zniknął, nie? Ta zjawa zniknęła. Tam są opowieści dopiero, żeby oni się zgodzili panu opowiedzieć, to ja to tam tylko tyle, co tam pamiętam za gówniarza albo nieraz teraz, jak tutaj już parę, no, dwanaście czy tam trzynaście lat mieszkam za granicą, też nie mam takiego dobrego kontaktu tam z nimi, tylko wtedy, co właśnie to było, to okres śmierci mojej mamy. No, ale to, co ja pamiętam, co w tamtym domu się wyrabiało właśnie nawet jak ta pierwsza siostra umarła w tym, tym czterdzieści siedem lat, jakie tam były cyrki, że ktoś wrotami tak jakby od stodoły zaczął walić trzy razy. Psy pozagryzały wszystkie kurczaki w tym samym momencie, że tak to psy biegały między kurczakami, się razem bawili, jak to na podwórku, parę psów, tam tych wielkich, groźnych, co prawda uwięzionych są, no teraz to te unijne wymogi to, to mają zagrody swoje za siatką, normalnie mają przestrzeń do biegania. No, kiedyś były na łańcuchu, a tam dwa zawsze takie kajdki małe, biegały sobie luźno po podwórku i to wszędzie. No, ale w tym czasie to właśnie ta, ta pierwsza umarła. No, to trzy razy ktoś walnął, jakby petardami strzelał.
Mówiła, opowiadała ciotka jeszcze jak żyła, ta, co pięćdziesiąt siedem lat miała, jak umarła, że wszystkie te, te wrota zaczęły się jakby trzy razy ktoś walnął i psy pozagryzały wszystkie kaczki w tym samym momencie. Wszystkie kury, wszystko z morda pokrwawione. No, tam to są cuda niewidy w tym, tym, tym właśnie domu.
Albo znowu z następnej strony jest-- jeszcze żyje, się dowiedziałem nie tak dawno. Też było dla mnie szokiem. Taka stara baba, co? No, źle wróżyła o wszystkim. Podobno jak moja matka była jeszcze we wózku ze swoją mamą, z moją babcią. Jak to nam dalej... Dawno, dawniej na wsi spacery, no, to tylko od sąsiada do sąsiada się przejść z wózkiem, żeby dziecko trochę się dotleniło do chałupy i tyle. Albo gdzieś tam na podwórku. No i jak babka podjechała z moją matką, ee, do właśnie do tego domu wyszła ta-ta-ta, co źle wróżyła. Się potem okazało, że, nie wiem, to ciota się nazywało. Był kiedyś program nie do wiary właśnie o takich ludziach. Zaraz panu powiem dalej, o co chodzi.
Takie szeptuchy, takie baby, jak to się mówi. Takie, takie właśnie ten. I że moja mama na wózku była i babka to opowiadała, przypominała właśnie przy tych zjazdach rodzinnych, że dotknęła właśnie jej: a jaka [piiiiiiw] -ma ładne włosy, dotknęła włosy i dosłownie. Ile to jest? Ze sto metrów? Sto pięćdziesiąt metrów od jednego domu do drugiego? A zanim babka wróciła z moją mamą do domu, no to moja mama już była łysa. Wszystkie włosy jej wypadły, nie?
Albo że dziadek zobaczył kurczaka jakiegoś tam nie swojego na podwórku, nie? Wziął kija, przetrącił po łapach. Znaczy no, żeby to spieprzało. Na drugi dzień ta, ta, ta, co źle wró-wróżyła, nogi miała połamane. Żaby były, jakaś inwazja żab podobno u nich na podwórku. To dziadek podobno posolił wszystkie te żaby solą. Na drugi dzień ta, co źle wróżyła, miała całą twarz popaloną. A tam to się w ogóle cyrki działy, o jeny! Albo jeszcze tam z dalszej jeszcze rodziny. To prawda, jest jedna, ee-ee, rodzina, co się zajmuje-- pomniki stawiają właśnie, te dewonalia świeckie, takie sprawy. Oni też są tam jacyś pokręceni, lekko opętani, jak tam jednego tego właśnie wujka z dalszej strony syn najechał, jechał, jechał w nocy, on ani nie pije, ani nic. Jedzie po-po równej drodze, a nagle się obudził, miał wypadek, jechał do kościoła, nie? No tam to są w ogóle już cyrki.
No, to tak jakby ta szeptucha była takim centrum wszelkiego zła w tej wsi, jakby też można powiedzieć- No właśnie teraz dopiero, tak właśnie po tej śmierci mojej mamy, no, mam lepszy kontakt z tą kuzynką. Dzwonimy do siebie częściej, że tak powiem. No i tak się właśnie zapytałem, bo umarła, co tam prawda właśnie z tego, z tej szeptuchy chałupy, jej synowa. I ja tak się zapytałem to, co teraz, ten [głośny dźwięk pikania] -sam tam jest, nie? A on: "Nie. No przecież matka jeszcze żyje". Ja mówię: kurwa, to ona jeszcze żyje?
Przecież to teraz będzie miała gdzieś z dziewięćdziesiąt, no jak nie setkę. I to cały czas się trzymamy, widzi pan? Jeżeli ona rzeczywiście tym jakimiś takimi magicznymi tematami się zajmuje, to można powiedzieć, że się też karmi czyjąś energią i dlatego tak długo jej się tutaj, na tym świecie pożyło. Nie wiem, być może, nie wiem, nie wnikam.
Ja to jak najdalej. Pamiętam, że zawsze mama nie chciała, żeby jechać od tamtej strony, żeby zajechać. Nigdy. A już jak musiała przejeżdżać, to zawsze się przeżegnała przed tym domem. Nigdy nie chcieli, nig-nigdy jechać nawet na skróty, żeby gdzieś do sklepu dojechać przez, właśnie przez tamtą część wsi. Wszystko dookoła jeździli, żeby jak najdalej od tego chałupy. Tam w ogóle taka jakaś dziwna energia, te takie wielkie dęby, takie czarne, wszystkie budynki, wszystko, wszyscy dookoła jakoś tak odnowione mają czy pokolorowane, znaczy, znaczy no, pomalowane te elewacje. U nich to taki czorny, takie, takie ciemne to, to takie, to takie jakieś dziwne. Ten, dziwna jakby aura, energia w ogóle tam jest. Ja tam może byłem za dzieciaka raz u nich na podwórku coś tam zanieść czy odnieść, jak to tam na wakacjach się spędzało. U nich tam na wsi coś i zanieść czy tam odnieść. Byłem może raz, ale to takie zapuszczone, stare jakby żywe miejsce, takie dziwne. Oj naprawdę dziwne. To i tak czuć z daleka, prawda, że coś tam jest nie halo krótko mówiąc kolokwialnie.
No jest, jest, jest. Ale to niech-- nie będę dalej opowiadał, bo to szkoda czasu. Ja też tak piąte przez dziesiąte, że tak powiem, pamiętam to już naprawdę no, szkoda, że jeszcze, no właśnie, że nie ma tej mojej mamy. No, ona to by jakby zaczęła opowiadać, to tam nieraz takie historie były, że to naprawdę z archiwum X czy tam różne te, te, te w radiu, co to były kiedyś w Polskim Radiu jakieś tam właśnie w niedzielę takie opowiadania, właśnie UFO czy coś w tym stylu. Nieraz też właśnie tam na wsi się tego słuchało, to tam nie wystarczyło, to-to-to. No nic, przy tym, co właśnie było nie raz przy stole poruszane jakieś kurde w lasach, jakieś światła, że trzeba-- jak się coś świeciło, trzeba kółko, coś tam zrobić, krzyżyk na tym, że tam może być jakiś skarb zakopany, ale jak weźmiesz ten skarb, to może cię coś tam dręczyć całe życie. O jeny! Tam takie opowiadania szły od strony mojej matki babki, że o jeny.
Jeżeli mnie pamięć nie myli, to w dawniejszych źródłach można chociażby napotkać na podania, gdzie jakieś dziwne obiekty pojawiające się na niebie powodowały, yyy, tak, jakoś tak to skojarzono ze znikaniem dzieci czy też z nagłymi chorobami młodszych osób. Także no dużo jest takich różnych legend.
O, o właśnie. Typowo takie UFO, coś, coś z nieba to nie było tam z tego, co tak mi się teraz przypomina—nigdy nic babka ani nic nie, nie opowiadała. Tylko właśnie o tej sąsiadce, że to takie właśnie złowróżenie było z jej strony i oni to tam nazywali ją ciota, że to ciota ciota, że jak ciota była gdzieś tamten, to wszyscy się chowali. Na nią ciociowa zawsze wołali na tą sąsiadkę. No i coś tam, że jeszcze jakaś biała dama, jakieś zjawy przy kościele się kiedyś też tam pojawiały.
Mówiło się kiedyś dzieci, kania leci właśnie przed kanią, przed taką istotą, którą tak właśnie nazywano ą, dzieci ostrzegano, żeby miała tym dzieciom różne dziwne, brzydkie rzeczy robić. No to nie wiem. No to już takie dawno, dawno, dawno. Ale teraz to tak wszyscy o tym zapominają. Te młoda generacja to jak nieraz patrzę na, na tych synów, na tych synów mojej kuzynki, to, to już w ogóle nie wierzy, bo to tylko te Minecrafty i te inne sprawy. To jest ten świat pokemonów i ten to to to to już na pewno nie będzie pamiętać w ogóle o takich zdarzeniach czy coś takiego nawet jakby przeżyli, to by machnęli ręką, poszliby dalej, bo myśleliby, że nie wiem, jakiś kod se wpisali w gierkę [śmiech] albo coś. No jeszcze testy dawne opowieści to jeszcze właśnie-- dlatego też tak lubię nieraz posłuchać tych opowiadań u Pana na kanale.
Co do-- nie, nie, nie tak dawno odkryłem Pana kanał. No dopiero właśnie jestem na te pięćdziesiąty siódmy, tak jak Panu mówiłem, pięćdziesiąty ósmy odcinek właśnie wczoraj co słuchałem. No i tak po tym, po tej rozmowie tego Pana rozmówcy, po tych słowach, że właśnie niektórzy nie chcą-- są zdziwieni, właśnie te informacje do nich nie docierają i właśnie nie wierzą. A niejeden ma tyle tego w jednym życiu, że przechodzi tyle tych zjawisk, nie? Ani jeden, ani ani razu. I tak mówię, mówię spróbuję się z panem skontaktować i podzielić tą, tą, tą historią, moją.
Ale wie pan, też dużo młodych ludzi jednak doświadcza pewnych takich trudnych do wytłumaczenia zdarzeń, czego przejawem są chociażby liczne wpisy na grupach na Facebooku, gdzie jest włączone anonimowa możliwość wstawiania postów. Wiem, bo kilkoma takimi grupami też zarządzam. Może nie jakimiś strasznie dużymi, ale jednak mam ich kilka pod opieką. I też dosyć takich, dosyć sporo takich wpisów od młodych bardzo osób, jeszcze około dwudziestu lat, może nawet często nawet mniej. No dzielą się też tymi swoimi przeżyciami. Anonimowo co prawda, bez podawania żadnych tam personaliów swoich czy pseudonimów, ale no dzielą się. Także młodzi też tego doświadczają, tylko niezbyt chętnie, jakby chcą się pod tym podpisać publicznie, tak? Też dużo takich, dużo, dużo prowadzi swoje kanały na YouTubie czy na TikToku chociażby. I też tymi kanałami też dzielą się swoimi historiami ze spotkań z Nieznanym.
A wie Pan, jakie to są grupy? Może bym tam odwiedził, zobaczył coś ciekawego? To, to są takie grupy, Zjawiska paranormalne, UFO, reinkarnacja, coś tego typu. Tych grup jest dosyć, dosyć dużo, także, także musiałby pan jakby się rozejrzeć.
Też właśnie zacząłem się ostatnio interesować tą reinkarnacją. Znaczy nie interesować no po prostu z tych, tych czy pana, czy właśnie tego Bernatowicza, tych, tych, tych podcastów, tych filmów na YouTube, co tam właśnie sobie włączam i tak powiem panu jeszcze tak jedno, co mi się też utrwaliło. Też opowiadałem to po śmierci mojej mamy, właśnie kuzynce, że właśnie ta rekarnacja, że te sprawy.
Moja mama no miała przede mną jeszcze jedno dziecko, które zmarło, Darka i po prostu to było sześć lat przede mną. Zmarł, jak miał trzy miesiące. No i mi się coś takiego utrwaliło z mojej młodości. Ale to naprawdę byłem Kajtek, może z trzy latka. I że ja krzyczałem wręcz na mamę, to pamiętam, że był przy stole przy kolacji, że to ja jestem Darek, nie? Mama!
To, że to ja jestem Darek, to pamiętam, że coś takiego mi się utrwaliło w głowie. Nie wiem dlaczego to ja to pamiętam z tamtych czasów, ale to, że ja właśnie krzyczałem, że to ja jestem mama Darek, że to ja jestem Darek. No to pamiętam. Coś takiego mi się utrwaliło, ale też już takie rozmazane wspomnienia, że tak powiem. No ale siedzi mi w głowie.
A można to tak zinterpretować, że jest pan jakby ponownym ucieleśnieniem, ponowną inkarnacją tego Darka. Zdarzają się takie historie, gdzie na przykład jedyne dziecko jakiegoś małżeństwa umiera, za jakiś czas rodzi się następne dziecko i jakoś tak dziwnym trafem posiada ono wspomnienia odnoszące się do tego dziecka wcześniejszego, którego nie miało teoretycznie szansy poznać, tak?
Być może no są takie. Dziwny jest ten świat, że tak powiem. Im więcej wiem, tym mniej wiem. [śmiech] No im więcej, im więcej się wie, tym więcej się pytań pojawia. Każda odpowiedź generuje szereg kolejnych pytań, tak? Nie ma łatwo.
Zobaczymy, może się po śmierci dowiemy więcej. Po śmierci mogą nam się urodzić kolejne pytania. A co mogą się. Dosłownie. To już raczej wszystko. Raczej nic mi się już nie przypomni. Jeżeli by się przypomniało, to mogę jeszcze panu napisać, czy tam jeszcze kiedyś się połączymy. Ale pierwsze co, to żeby panu potwierdzić, wezmę tego maila od razu screenshota wyślę Panu i Pan sobie też przeczyta i to mnie u-u-u-- ja byłem w szoku. No mówię te pierwsze słowa, że no mama żałuje, że cię też kocha, że to tamto, że też by inaczej zrobiła. Mówię — to takie pierdolenie o Szopenie, przepraszam za wyrażenie, że takie coś to pewnie każdy może tylko tak mi odpisała, żeby tylko po prostu zgarnąć kasę, nie? Ale na koniec, żebym nie był uparty, a przecież kurwa matka zawsze mi tak mówiła. To są mamy słowa, nie? To co rozmowę, bo ty jesteś uparty, bo ty uparty, bo ty uparty. O kurcze, jak mówię kobita, co mnie nie zna, co ja jej też opisałem.No, ja miałem tak, że krótko przez rozmowę po prostu. Co by chciał się zapytać mamę, czy wszystko dobrze, czy przeszła właśnie na tą drugą stronę, to ja nic takiego jej nie powiedziałem. A tu nagle ona mi wyskoczyła. Dosłownie jakby moja mama to powiedziała.
No to też takie dziwne. Takie potwierdzenie tego. Potwierdzenie, zweryfikowanie tego, co, co ta osoba odebrała z zaświatów, tak? Dosłownie tak jakby właśnie ona mówiła, że swojego przewodnika prosiła o kontakt właśnie z moją mamą. No i właśnie, że wszystko dobrze, że ten... No to od razu, zaraz, teraz se zrobię tego screenshota dla pana i panu jeszcze wyślę.
I to już wszystkie relacje przygotowane do dzisiejszego odcinka. Myślę, że nie tylko u mnie tego typu historie, jak te zaprezentowane dzisiaj wzmacniają tylko przekonanie o tym, że nasze życie wcale nie kończy się wraz ze śmiercią fizycznego ciała i że jest to tylko pewien etap, po którym kontynuujemy swój byt w jakiejś innej formie. Dajcie znać w komentarzach, co o tym wszystkim sądzicie, a jeśli macie jakieś swoje historie, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Nadmienię jeszcze, że wspomniane w ostatniej rozmowie medium gościło kiedyś na antenie Radia Paranormalium.
Pani Izabela Kijak, osoba jak najbardziej godna polecenia w tematach duchowych, była gościem jednej z audycji z wizytą w Biurze Duchów prowadzonych przez Adę Edelman. Prowadzi również stronę internetową i profile społecznościowe, więc tam w razie potrzeby można nawiązać z nią kontakt. Tradycyjnie przypominam, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej Nexto.pl czeka na Państwa listopadowy numer miesięcznika "Nieznany Świat". Jak na listopad przystało, w tym numerze bardzo mocno swoją obecność zaznaczyły tematy związane z zaświatami, Zaduszkami i tak dalej. A jednym z tego przejawów jest obszerny artykuł autorstwa Artura Wójtowicza poświęcony reinkarnacji w chrześcijaństwie. Polecam zagłębić się w tę niezwykle interesującą, wieloczęściową lekturę. Zachęcam też do śledzenia profili społecznościowych "Nieznanego Świata", w tym kanału czasopisma na YouTube. Gorąco polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Piotra Cielebiasia Ufo Historie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, na których autorzy poruszają i szczegółowo omawiają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Ada Edelman będzie też gościem księgarni galerii Nieznany Świat przy ulicy Kredytowej 2 w Warszawie.
Spotkanie autorskie odbędzie się 20 listopada 2025 roku, a szczegółów dowiecie się już niebawem ze strony internetowej oraz profili społecznościowych "Nieznanego Świata". A zapowiedzi kolejnych audycji i innych publikacji Radia Paranormalium wypatrujcie na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Na stronie znajdziecie m.in. pełne archiwum audycji do pobrania w mp3, dużą bazę artykułów, dział z blogami, a także forum i czata, na których możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Mówił do państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium.
Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź zza granicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Czekamy również na Państwa iMaile pod adresem: radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość.
Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na: forum.paranormalium.pl. Sięgnij już dziś po "Nieznany Świat". Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko.
"Nieznany Świat". Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.