Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie, takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka i wid-widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: strzelaj! [wystrzał] Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kawałkiem, z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Ten odcinek podcastu Mówią świadkowie wypełnią w całości relacje o obserwacjach UFO, jakie w ostatnim czasie napłynęły do Radia Paranormalium. Od razu uprzedzam, że dwóch spośród naszych dzisiejszych rozmówców prosiło o zmianę barwy głosu i mimo iż nie wpłynęło to jakoś znacząco na zrozumiałość ich wypowiedzi, to jednak słuchawki mogą się przydać. Prezentacje przygotowanych na dziś relacji zaczniemy od zdarzenia dość odległego w czasie, gdyż miało ono miejsce między rokiem 1979 a 1981. Dokładnej daty autor relacji nie pamięta. Wiadomo jednak, że były to wakacje. Zdarzenie trwało kilkadziesiąt minut i było obserwowane przez co najmniej kilkadziesiąt osób. Jest więc szansa, że potencjalni jego świadkowie wciąż żyją i mogą coś dodać do całej sprawy. Oddajmy głos naszemu rozmówcy.
Powiem Panu szczerze, że naprawdę nie mogłem się nigdzie znaleźć, jakiegoś opisu, jakiegoś, nie wiem, świadka tego zdarzenia znaleźć. Znaczy powiem tak - moi rodzice i mój brat nie żyją już i nie mam z kim nawet tego skonsultować. Znam jedną dziewczynę, kobietę, która mogła być świadkiem tego, aczkolwiek niekoniecznie, ale ona mieszka w Niemczech, nie mam z nią za bardzo kontaktu. Napisałem do niej, ale się nie odzywała. Także powiem szczerze, że naprawdę jestem zdziwiony, że nie ma żadnej informacji o tym zjawisku, ponieważ naprawdę wiele, wiele, bardzo wiele osób to widziało. Przynajmniej ja byłem dzieciakiem, bo ja byłem wtedy siódma, ósma klasa, jakoś tak na wakacjach byłem, tak jak opisałem i wtedy tych gapiów to tam przynajmniej kilkadziesiąt osób było, bo pamiętam, że z tych domków ludzie po prostu wypełzli i wszyscy się przyglądali. Każdy buzię otworzył i tylko właśnie ja nie pamiętam, czy mieliśmy jakiś aparat wtedy ze sobą i czy mój ojciec robił jakieś zdjęcia, czy nie. Tam wertowałem te swoje jakieś stare albumy, ale no nic takiego nie znalazłem. Być może też dobrze nie pamiętam tych trójkątów, bo może to było odwrotnie. Odwrotnie były ułożone, że dwa były na górze, a jeden na dole, ale prawdopodobnie tak jak, tak jak na tym, na tym obrazku załączonym.
Ja myślę, że dobrze byłoby, żeby pan od początku jakby opisał cały przebieg tego zdarzenia, tak jak pan to pamięta. To było gdzieś między siedemdziesiątym dziewiątym a osiemdziesiątym pierwszym rokiem, z tego, co pamiętam.
Tak, no, więc no powiem tak, no ja byłem dzieckiem jeszcze wtedy. Nie wiem, tam jakoś tam w piłkę graliśmy, czy, czy, czy nawet nie wiem dokładnie, jak to się zaczęło. No ktoś tam, jedna osoba powiadomiła drugą, trzecią i po prostu zaczęliśmy patrzeć w niebo. Na niebie...
Nie wiadomo skąd, jak ja już to zobaczyłem, to ten glob gdzieś był taki zawieszony w powietrzu. To wie pan, to nie były jakieś iluzje ani optyczne, to nie był księżyc jakiś, że był bliżej, bo ten księżyc był trochę gdzieś tam normalnie zawieszony, tak jak jest. I powiem tak, że no to był glob. To było coś takiego niesamowitego, że no na pewno nie było to ręką ludzką zrobione. To nie było jakieś światło sztuczne. To było przeolbrzymie, takie półprzezroczyste, właśnie takiego koloru bahama yellow. No i te trójkąty tak po prostu, one tak bez końca skapywały, tak jakby spływały z tego globu i gdzieś tam za horyzontem, bo powiedzmy, była jakaś tam polanka, te domki były na jakiejś tam polanie i przed nami był kawałek lasu i dopiero morze. Tak dokładnie nie pamiętam, czy to było gdzieś nad lasem, nad morzem, czy nad samym morzem też tego nie pamiętam już, bo tyle lat minęło. Ja byłem gapim gdzieś, ja wiem, przez pół godziny na to patrzyłem na to zjawisko, a potem już mama Nawta wołała do spania, bo późna pora się zrobiła. Zaczęło się ściemniać. Jeszcze było tak dosyć długo widno, ale była tam dwudziesta druga godzina. Powoli zaczęło się ściemniać, także ja być może patrzyłem na to, nie wiem, pół godziny, może nawet do godziny.
Także no naprawdę wiele, wiele osób to widziało i podejrzewam, że nie tylko z tego ośrodka, bo tamtych ośrodków było kilka w pobliżu, a to było naprawdę olbrzymie. To było tak duże, że no, nie wiem, jak to jeszcze opisać. No tak, jakby taka planeta dosłownie wisiała nad ziemią.
Przeglądał też, rozumiem, jakieś źródła takie ufolodziczne blogi Damiana Treli, Arka Miazgi i tak dalej. I tam nic nie było. Znaczy, wie pan co, ja już nie pamiętam, co ja przeglądałem, bo to był jakiś czas temu, ale się zniechęciłem, ponieważ ja szukałem po internetach gdzieś jakichś telefonów. Dzwoniłem gdzieś. Do Nautiliusa, napisałem. Próbowałem się dodzwonić i bez żadnego skutku. Nikt do mnie nie oddzwonił, nie odpisał na maila.
Także ja już nawet nie pamiętam, gdzie ja tam tego języka zasięgnąłem. Także no powiem tak. No tyle co pamiętam, tyle mogę przekazać. I tak sobie pomyślałem, że szkoda, żeby jak ja umrę, że po prostu zaginie ta informacja o tym, bo jeżeli nikt tego nie dotyka, nikt tego nie rusza, a mówię świadków było naprawdę dużo, to może gdzieś tam ktoś się znajdzie. Mówię ta dziewczyna, kobieta już w tej chwili ona ma koło sześćdziesiątki. Jest, bo ona była trochę starsza ode mnie. Ona mieszka w Niemczech. Jej też jest jakieś dziwne nazwisko, no takie arabskie. Mówię, próbowałem się z nią skontaktować, ale, ale bez efektu.
Bo rozumiem, że tam świadkowie obecni na plaży wykazali zainteresowanie dosyć chyba żywe tym obiektem, prawda? Tak, tak, tak, tak. No tam było gapiów, mówię bardzo dużo osób. Z tego, co pamiętam, to było kilkadziesiąt osób. To była pora wieczorna i ludzie po prostu wyszli przed domki, bo już, bo już była taka pora szykowania się do snu, a jednak dużo osób jeszcze, jeszcze stało i oglądało to wszystko i przyglądało się.
Także mówię no ja tam, no kilka, nie wiem, no kilkadziesiąt minut, no pół godziny do godziny, tak sądzę, że obserwowałem to i to tak można powiedzieć, to było nieruchome, to było gdzieś zawieszone w powietrzu, w jednym miejscu, tak mocno osadzone. To tak jakby pan na Księżyc patrzył tylko dużo bliżej i w innym kolorze. To było takie pół przeźroczyste.
No trudno, ja już teraz tak nie pamiętam, ale nie było widać, jak gdyby środka. Ale sprawiało wrażenie takiego, że jakby człowiek tak się dobrze przyjrzał, to coś, coś tam w tym środku, to nie żadne ludziki, nic, nic, nic takiego. Tylko że no mówię, takie pół przeźroczyste, żeby tam coś tam może zobaczył w tym środku.
Natomiast trójkąty już nie były takie przeźroczyste i te trójkąty były takie bardziej ostro- Ostrokątne. Ostrokątne, tak. Już dawno człowiek do szkoły chodził. Takie bardziej smukłe były tak, bo tutaj na tym rysunku są takie, takie równoboczne.
Jak rozumiem, te trójkąty jakoś tak zjeżdżały z tego, z góry, z tego obiektu, tak? Dobrze rozumiem? Tak. On się nie zmniejszał. Tylko to jeden za drugim, ginęły jak gdyby za horyzontem. I kolejne trzy jak gdyby wydobywały się z tego globu, z tego koła.
I tak. No i tak ja wiem. No to nie mam pojęcia, ile to trwało, do której to godziny mówię. Gdybym dzisiaj był świadkiem takiego zjawiska, to prawdopodobnie złapałbym telefon i to nagrywał do samego końca, co się dalej wydarzyło. Ale tak się nie stało. Nie było wtedy telefonów, takiej techniki. Także mówię, że nawet nie pamiętam, czy mój ojciec zdjęcia robił, czy nie. W domu żadnego nie mogłem znaleźć. Także no co jeszcze mogę powiedzieć?
No to tak wyglądało troszeczkę, jakby taka zapętlona animacja, że jedne trójkąty zjechały i w tym momencie pojawiały się następne, tak? Tak, tak, coś takiego. One były takie właśnie przeźroczyste. Staram się coś jeszcze, szukam w pamięci, ale niewiele sobie mogę przypomnieć, bo to naprawdę już wiele lat upłynęło w tym momencie.
No, to już czterdzieści pięć lat, jakby nie patrzeć. No troszkę tak. Nawet jakoś tak nie poruszaliśmy tego wątku z rodziną później w domu. Moi rodzice szybko zginęli w wypadku poza mój czas i tak jakoś tak zostałem z tym samym. No i też przez wiele lat jakoś tam się tym nie interesowałem.
Ale, ale opowiadałem młodszemu synowi o tym zjawisku i trochę mnie wyśmiewał, także chyba chciałby udowodnić, że coś takiego miało miejsce, żeby może ktoś to jeszcze zaobserwował, może gdzieś ktoś ma jakieś informacje, może jakieś zdjęcia? No bo nie chce mi się wierzyć, żeby nikt zdjęcia nic robił. Ja byłem dzieciakiem, to ja tak jakoś tak do tego może luźno podchodziłem i nie było dla mnie to może takie niesamowite, jak w tej chwili.
No, przy takiej liczbie świadków to przynajmniej jakieś wspomnienie o tym zdarzeniu musi się myślę zachować, tak? No ja mówię, ja tak pamiętam, że jeden tam była wycieczka, znaczy kolonia czy obóz młodzieżowy ze Śląska. Ja poznałem właśnie tam tych ludzi, bo to byli młodzi ludzie. Pamiętam jednego chłopaka, miał nazwisko Czołunik. Jakoś do tej pory pamiętam, ponieważ no takie skojarzenie z czołgiem i dziewczyna Aldona Chatlanek, takie rzeczy to wiele lat. I ona właśnie o tej dziewczynie mówiła, że ona w Niemczech tak nawet nie musiała się skontaktować, żebyśmy o tym porozmawiali, że ona też widziała to niestety z okazji.
Teraz przeskakujemy do czasów współczesnych i przenosimy się w rejon Szczecina, skąd pochodzi kolejny nasz rozmówca, który przekazał opisy kilku ciekawych zdarzeń związanych z UFO. Pierwsza rzecz przed tym tematem UAP, USU i tak dalej, i tak dalej nie interesowałem się zbyt, jak to powiem, długo, tak? Jakoś tak w ciągu ostatnich, powiedzmy pięciu lat coś we mnie drgnęło.
Nie wiem nawet, co to spowodowało, ale zacząłem się tym interesować. I powiem tak pierwszą rzecz, jaką dziwną widziałem w swoim życiu, to było cztery lata temu. Poszedłem sobie na spacer. W lecie to było, no chyba jakoś sierpień po południu, weekend podejrzewam i szedłem na powiedzmy łąki sobie nad rzeką Odrą. No i tak sobie po prostu wędrowałem i obserwuję ptaki. No to rozglądałem się po różnych miejscach. Jakie było moje zdziwienie, że na przeciwnego brzegu Odry zobaczyłem, teraz trudno mi to nazwać, dużą bańkę mydlaną. Tyle że, to było oddalone ode mnie w linii prostej z pięć kilometrów, może trzy, nie? Miałem jeszcze sobie aparat, nawet Lumixa z dobrym zoomem i optycznym i potem cyfrowym.
Problem jest taki, że nawet jak już miałem te zjawisko na celu, to aparat nie potrafił go wyostrzyć. Nie łapał ostrości, nie? I po prostu zdjęcia są nieczytelne, bo nic nie pokazują. Pokazują tylko niebieskie tło. Wiadomo, no ta bańka zniknęła po nie wiem, dwudziestu sekundach?Do długości była tak orientacyjnie to stawiałbym nawet do trzydziestu metrów. Wysokość pewnie dwa i mówię tak harowała no. Ale to jest niemożliwe, żeby to była bańka. Nie no, bo trzy kilometry ode mnie do pięciu na odremu gdzie ludzi nie było i byłem sam.
A to pierwsze zdarzenie miało miejsce w jakiej miejscowości? No pod Szczecinem powiedzmy. Nie chcę za dużo tych. Jak to się nazywa? Mogę panu na poza nagraniem po prostu powiedzieć więcej, ale tutaj tak jak będzie pan chciał umieścić to gdzieś, to wolałbym się nie wychylać za bardzo ujawniać ze swoimi danymi.
A druga rzecz, która już mnie całkowicie zaskoczyła [śmiech] u mnie w rodzinie, w mieście tak [śmiech] W miejscu, w którym się urodziłem i co pewien czas przyjeżdżam. To był sierpień i też był to wieczór dwa lata temu. Też akurat Odra gra w tym dziwnym [śmiech] W tym miejscu właśnie też była na pewno nad blokiem naszym bloku z lewo zobaczyłem takie girlandy. Wie pan, jak wyglądają girlandy? Bo to był pod wie-- przy zachodzie słońca, nie? Czyli takie sznureczki z klejnotami nazwę to, z kryształkami nie? Na wysokości no dobre trzydzieści do stu metrów. Trudno to jest określić, naprawdę. No i myślę sobie Jezu, jak z początku myślałem, że to są wysoko ptaki nie? Bo wie pan, bo czasami potrafią ptaki lokalizować zachodzie słońca, bo to było akurat ekspozycja na zachód, nie? I słońce to podświetlało. Mówię no ciekawe te te te te ptaki, że tak lecą nie jeden za drugim, tylko na-na różnych poziomach, nie? Ale różnie to bywa, czasami perspektywa, kąt i tak dalej, i tak dalej.
Po czym zwróciłem uwagę, że te girlandy mają czym to powiedzieć - długość rozkładu Gaussa. Czyli taka góreczka jest, nie? Czyli od najkrótsze były po bokach i schodziły się do najdłuższych pośrodku tego czegoś. No i myślę sobie no ciekawe, ciekawe. Nie miałem niestety aparatu ani nic, że tak powiem i to się działo w ciągu dwudziestu sekund. Niech pan sobie wyobrazi w jednym momencie koniec tego skrzydła czy tej girlandy. Zablokował się, a drugi zrobił obrót o dziewięćdziesiąt stopni i zniknął za, yy, za dachem bloku. Już nie byłem w stanie go po prostu potem namierzyć. To było tak płynne, już takie dziwne uczucie aż poczułem, że no mówię no kuźwa, coś niesamowitego tu się dzieje, nie? Po czym zniknęło to i tyle.
Rozmiarowo to było na pewno też trzydzieści metrów szerokości. Na pewno to było spore. No ale cisza. Nic, Żadnego odgłosu ani nic. Nie no ptaki to też nie mogło być, bo przecież ptaki no nie nie nie fruwają w tą stroną. Nie znikają tak, bo pobiegłem za blokiem i tego czegoś nie było. No i ostatnie zdarzenie było tak samo w moim rodzinnym mieście, w tym samym miejscu, bo normalnie mieszkam w innym mieście i pracuję. Był wieczór około dwudziestej pierwszej z hakiem dobrym pół do dwudziestą pierwszą, dwudziestą drugą. Oczywiście to była jeszcze jesień, nie? I zauważyłem światło zielone w mieście. No myślę sobie dron zapewne. Wie pan, jak to jest. No ale z drugiej strony jak zacząłem tak analizować, no to ten dron musi latać nad blokami i to tak dosyć średnio, że tak powiem, się zachowuje. Wziąłem podręczną taką lornetkę, no i tylko widziałem te zielone światło. Nie migało ani nic, a ono się tak powolutku unosiło w górę, w dół. Nie było odgłosu, oczywiście drona, chociaż z takiej odległości jakby tam było myślę z półtora do dwustu kilometrów to nie mogę słyszeć tego. Ale czemu panu o tym mówię?
Ponieważ mam telefon iPhone'a dwunastkę i to ma dosyć dobry ekran. Rzeczywiście aparat, że tak się wyrażę i stwierdziłem, że tym iPhone'm zrobię zdjęcia tego obiektu i sobie na spokojnie w domu po prostu popatrzę. No i zrobiłem chyba cztery zdjęcia. Nie byłem z nich zadowolony, bo wie pan, no bo jest ciemno, tam latarnie są. No to te szumy duże wychodziły, ale trzy co najmniej były w miarę ze złapaną ostrością tego obiektu.
Zapomniałem o sprawie. Nie wiem, na dwa miesiące lekko i stwierdziłem sobie danego dnia. Dobra, wracam do tego do, do jak to się nazywa, do tego tematu. No i wie pan, że jest Icloud z backupem. Sam sam telefon nie? Przeglądam i ostatnie zdjęcie jest zrobione tego dnia o dwudziestej, a potem już nic nie ma, a ja jestem przekonany, że były cztery zdjęcia i dalej są następne zdjęcia kolejnych dni.
Zaginęły, po prostu. Wiem jak to brzmi. Jestem informatykiem z zawodu. Po prostu zachodzę w głowę. To jak się stało, skoro to był dron? Okej, zostawmy, że to jest dron. Zdjęć się nie pozbywałem. No co dzień one są. Więc tak to mniej więcej te cztery sytuacje w niedalekim odstępach czasu, tak? Zdarzyły się, bo wcześniej to albo chyba nie patrzyłem w niebo takich sił, albo nie wiem, może miałem dłuższe skupienie, tak? I nic nie widziałem takich dziwnych rzeczy. Jeśli chodzi o takie zjawiska, bardziej pogranicza.
No tutaj to tajemnicze zniknięcie tych zdjęć każe nasuwać różne interpretacje, różne możliwe możliwości, że to tak niepoprawnie powiem, bo w końcu nie wiadomo, co się dzieje z tymi zdjęciami po wgraniu, prawda? Na chmurę Applowską, tak?
Tak, dokładnie. No teoretycznie one powinny być, tak? No ale podejrzewam, że tam są interwały i jeśli zostaną usunięte odpowiednio szybko, to one już się na chmurze cloudowskiej nie znajdą w tą stronę. Bo z tego, co pamiętam tam jest, jest jakaś tam delikatna synchronizacja.
Nie, nie wiem, czy to jest co piętnaście minut, czy co, bo nie badałem tematu, no ale byłem po prostu zaskoczony i bardzo zdziwiony. Bo nie wiem, może bym musiał mieć duży telefon, żeby robić zdjęcia w kieszeni, ko do domu. No ale, ale, ale, ale tak to wygląda, po prostu.
No te nasze telefony, iPhone'y, androidy i różne inne wynalazki. One lubią dzwonić do domu i nie wiadomo co się tak właściwie dzieje z tymi zdjęciami, które wgrywamy na chmurę i czy czasem nie dostaje jakiegoś sygnału w drugą stronę, że ma coś skasować, prawda?
Tak. Nie, nie byłbym nawet za bardzo zdziwiony, bo to technicznie jest tak najbardziej do wykonania.Przy tych możliwościach technicznych, co my mamy, to, to jest możliwe całkiem. Tyle w takich, z takich, z takich dziwnych rzeczy. Bo jak je przebywam w tym miejscu, jestem w centrum miasta, no to tam na zdjęciach mam jeszcze taki aparat, który ma usunięty filtr podczerwieni, czyli mogę robić zdjęcia w podczerwieni. No to tam raz na jakiś czas jakieś dziwne obiekty się pojawiają na zdjęciu, tak? Ani widać gołym okiem, ani, ani żywe. Jakieś takie kulki czy coś przelatującego szybkiego, ale nie ma aparatu naprawdę no i zoomu. No to widzi pan po prostu artefakt, powiedzmy, który się pojawi i znika w danym, w danej sekundzie i tyle. Więc to tyle z tych starów spraw.
Tutaj mam takie pytanie odnośnie tej, tej obserwacji tych girland na wysokości około trzydziestu metrów. Rozumiem, że Pan wykluczył opcję, że ktoś sobie tam nie wiem, ćwiczył dronami jakąś, jakieś akrobacje?
Nie, nie ma takiej możliwości. Tych girland to tak stawiam lekko. Jedna miała, o ile z tej pamięci, to miała po dwadzieścia elementów, bo to były takie mieniące się elementy jak mówiłem, nie? Więc tych sznurków też było z trzydzieści, więc tych, tych dronów tam naprawdę było sporo. Naprawdę sporo musiałbym mieć tych dronów, żeby, żeby coś takiego zasymulować. Nie mam pojęcia nawet jak-- no miejscowość naprawdę mała. Wątpię, żeby ktoś sobie pozwolił na takie żarty, nie?
Dosłownie. No tyle dronów, to by musiała być jakaś gruba ryba z grubym portfelem, prawda? Żeby- Tak. Żeby w ogóle stać było kogoś na organizację takiego widowiska. Ostawiałbym lekko na sto do dwustu dronów na raz. Tak? To też tak musiałoby się zachowywać w sposób nie mówię o mych. Ruch był tak płynny jak efekty CGI. Wie pan, o co chodzi? Jak na przykład czasami pokazują nagły zwrot tych statków kosmicznych, tak, że jeden koniec skrzydła zostaje, tak, a wokół tego końca się cała reszta statku obraca. No i tak to wyglądało. Więc jakby to był jeden cyrkiel. To było tak mega płynne i nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem. No i mówię no ani drona, ani nic. No więc, więc tak, nawet patrzyłem się na flight radar obok tych wszystkich przypadkach.
Oczywiście nic nie było tak, ale no, chciałem już wykluczyć wszelkie możliwości. No można sobie zadać pytanie, po co by ktoś robił taki rzut? Atakujmy pokaz nad obszarem zabudowanym. No też, też, też, też się zastanawiam. Nie mam pojęcia. No miejscowości dwadzieścia parę tysięcy mieszkańców. No nie wydaje mi się, żeby coś takiego mogło wać.
Tutaj jeszcze z tą bańką mydlaną, tak zwaną. W tej pierwszej obserwacji, z tej pierwszej relacji nasunęło mi się skojarzenie z innymi obserwacjami, które chociażby otrzymywałem z Tychów od jednej słuchaczki. Na przestrzeni wielu, wielu lat nad centrum Tychów widywałem właśnie coś takiego, co można właściwie przyrównać do tego, co pan obserwował. Takie wiadomo, że coś w tym miejscu jest, ale jakby nie widać. Tak jak, tak jakby ubrało taką czapkę niewidką. Ona wtedy chyba Dokładnie.
To chyba wtedy to nazwała takim jakby workiem plastikowym, taką zrywką wielką, latającą. Podłużna taka właśnie. Dokładnie. Jak bawią się ci animatorzy i robią te takie długie bańki. Czasami się potrafi zrobić.
No to, to było identico. Też tak falowało, też widać, że coś tam było, bo to zaginęło, nie pękło i nie trysło. No i właśnie też byłem zaskoczony i stwierdziłem, że no coś jest. No zresztą z technicznego punktu widzenia jestem wręcz przekonany, że oni mają jakąś formę- jak to się nazywa? Maskowania- Kamuflażu, prawda?
Tak, jestem w stu procentach pewien. To, to, to jest bez dwóch zdań. To jest bez dwóch zdań. No jak najbardziej- Jak ktoś nie wierzy w to. Jak najbardziej chyba można brać pod uwagę taką opcję, że tam musiały jakieś obiekty się pokazywać w tych relacjach, zarówno u Pana, jak i tam z Tychów, jak i w innych przypadkach musiało się coś pokazać, co jakby stosowało taki kamuflaż nie do końca, nie do końca idealny, tak?
Tak. No ale to technika, podejrzewam też im się czasami psuje. Niestety, stety lub niestety. Jestem tego, jestem tego w stu procentach pewien. Naprawdę. Tak samo hit himlas Vegas, jak te filmy się ogląda.
Jest tam nagranie z lądowania w tym ? Na pewno pan widział. Tam też jest jeden wielki artefakt, nagle przesłaniający drzewo i poruszający się. Więc naprawdę oni mają dosyć wysoką technologię. Bez zdania takiego my tego nie widzimy. Nie musimy tego widzieć.
Zresztą nawet Pentagon czy MIT się chwaliło jeszcze w tamtym roku, że potrafią zasłonić jak to się nazywa materiałem, metamateriałem po prostu dany obiekt, który jest niewidoczny, tylko musi być ustawiony prosto, na przeciwko nas, nie pod kątem to jest widoczne, ale my jesteśmy chyba dosyć do tyłu w stosunku do nich i oni mają na pewno ciut lepszą technikę, więc poleganie na iPhone'ie na przykład czy na aparacie, no może być bardzo złudne i śmieszne tak?
Z ich perspektywy widząc nas. Zawsze przy takich relacjach mi się nasuwa skojarzenie, bo ja też dużo robię w Photoshopie i nasuwa mi się skojarzenie z czymś takim jak, jak, jak próbujemy usunąć jakiś element ze zdjęcia i zostaje taka plama, że niby tam nic nie ma w tym miejscu, a jednak plama sugeruje, że coś tam jest.
Tak. Taki, takie efekty też występują na materiałach wideo, gdzie na przykład coś próbuje się ktoś, coś próbował wymazać, tak? Tak, dokładnie jest to. To właśnie typowy taki morphing, dobieranie obrazu, który jest za tym obiektem, tak? No bo tak to wyglądało. No te girlandy były najśmieszniejsze, bo to wyglądały jak jakieś fiszbiny ryby, tak? Te płaty takie.
Tylko że to nie było rozciągłe, tylko jak koraliki po prostu płynne. Znikło, pyk, nie ma. Tamta bańka tak samo. No i ten dron też zniknął po prostu w pewnym momencie, bo tam dosyć długo czekałem i się patrzyłem głupio na niego. Młodzież zaczajowali oczywiście na to.
Jest ten, ten efekt, co-co też jest często spotykany, że niektórzy to widzą, a reszta sobie żyje, po prostu swoją bieżącą. W przypadku, w przypadku drona byłoby chyba widać, jak to światło się tam odbija od tych jego, tych śmigiełek, tak? Bo ja tutaj kiedyś- Tak, tak, tak.
Niedawno, właśnie na pierwszy listopada poszliśmy z rodziną na cmentarz i widzieliśmy, jak drony latają, coś tam sobie fotografują i było widać, jak to światło się odbija od tych skrzydeł. Mhm. Tak, tak. Ich one chyba są obligowane, żeby-- jak to się nazywa? Żeby chyba migały tym światłem. A to światło było po prostu ciągłe, ciągłe, zielone takie światło. Nie no, było to jest niesamowite. No, ktoś sobie lata w mieście, nie w centrum, to tak wypadałoby, czy nawet tak no to prawie w kierunku centrum, bo mówię no okej i mówię tak powolutku sobie stało w jednym miejscu, nawet drony właściwie tak nie robią, bo jak dronem się lata, tak jak pan powiedział, że leci się w jedną stronę, w drugą stronę, żeby mieć ładną panoramę, ładny obraz i tak dalej, i tak dalej. No a to mówię, tylko góra-dół, po czym odsunęło, powiedzmy na wschód, tak? Ode mnie i zniknął z widoku. Więc bardziej wysoko zresztą leciał potem ten dron, więc mi nie pasował w żaden sposób ten dron. No ja stwierdziłem zadowolony, że mam 3 ciastek, o czym się przekonałem, że na tych zdjęciach.
Kolejny z dzisiejszych rozmówców również przekazał garść ciekawych relacji związanych z UFO, a najwięcej miejsca poświęciliśmy w rozmowie zdarzeniu, w którym słuchacz i jego córka obserwowali obiekt towarzyszący im w przestworzach podczas lotu z Berlina do Rovaniemi na początku 2025 roku.
Posłuchajmy. Tak szczerze mówiąc, takimi zjawiskami to się zacząłem interesować jakoś dwadzieścia lat temu, a szczególnie tam Davidem Icke'm, to ten taki znany brytyjski komentator sportowy. No i tam był taki okres, że go śledziłem, patrzyłem co on tam, czytałem jego całą historię, no ale w pewnym momencie tam stwierdziłem, że on chyba troszeczkę odleciał, bo te jaszczury i to wszystko. Tak dla mnie to wydawało się troszeczkę, że poszedł za daleko. No i tam po dwóch latach jakoś tam interesowania się dałem sobie spokój.
Zwolniłem z tym tematem. No i tak do roku poprzedniego, czyli tam 2024, gdzie znowu się natknąłem na temat, że tak powiem, tego UFO UAP. Nawet nie wiedziałem, że to już UAP się nazywa, szczerze mówiąc. I zobaczyłem na necie, że dużo obserwacji jest tam wrzesień, październik, listopad chyba, takie późniejsze miesiące tamtego roku, że właśnie nad bazami wojskowymi i coś tam, i coś tam. No i zacząłem czytać, zgłębiać te dwie strony, takie polskie, które tam obserwuję na Facebooku to Paranormalna Polska chyba i UAP nad Polską. I one tak na przemian zaczęły te wzmianki wrzucać. No i potem przyszedł Sylwester, ten ostatni właśnie.
No i postanowiliśmy tam, że ze znajomym, ze znajomym sobie zrobimy taką domówkę rodzinną u niego w domu. No i tam wiadomo, po kilku kielichach zaczęliśmy coś wiadomo, luźniejsze rozmowy i ja się go pytam, czy on coś obserwuje na necie? Czy widział, że tam te ufo... Tak się wstydziłem trochę gadać na ten temat. No on mnie zaskoczył. On mówi to ja ci opowiem historię, do mnie i mówi, jakieś dziesięć lat temu, czy nawet więcej, w naszym mieście powiatowym na Dolnym Śląsku. Właśnie mówił, szedł kiedyś z ojcem i jeszcze z trzecią osobą szli przez miasto. To było lato, jakoś późny wieczór. No i mówią idą i zobaczyli gdzieś w centrum miasta kule, takie jakby balony. Nie balony, ale to właśnie takie te świecące, jak one się nazywają?
To się puszcza. Te chińskie lampiony? To coś à la lampiony. Myśleli, że to jest, ale to się podniosło, cyk, nagle. I zrobiły taką roszadę między sobą, szybko. Tu, tu poprzestawiały się i pełny gwizdek.
Poleciały gdzieś w stronę, tak momentalnie szybko, że im szczęki opadły. Oni spojrzeli na siebie. No i opowiadał mi tą historię. Ja tak słucham, mówię kurczę Felek no nawet nie wiedziałem, że takie akcje są. No mówi zdębieli, nie wiedzieli co się jakby to jeden z nich widział, ale oni wszyscy w trójkę to zobaczyli, nie? I tacy trochę przerażeni. No nie wiedzieli, czy to, co widzą, to jest prawda. No dobra, on mi powiedział tą historię, tam troszeczkę żeśmy pogadali. No i oseleśni się zakończył. No ja miałem zarezerwowany lot do Świętego Mikołaja, do wioski Świętego Mikołaja z rodziną do Rovaniemi z Berlina.
To był dwudziesty chyba bodajże trzeci styczeń tego roku. No i tam pojechaliśmy do Berlina. Tam żeśmy mieli. Przespaliśmy się nockę w hotelu. Tam dołączyła do nas jeszcze do mnie, do mojej partnerki, do mojej żony i mojej córki. Jeszcze jedna mała dziewczynka ze swoją babcią. No i tak w piątkę wsiedliśmy w samolot. To była siódma dwadzieścia pięć rano. Pamiętam, wsiedliśmy w samolot, dziewczynki koło mnie siedziały. To tak, moja córka przy oknie, w środkowym siedzeniu siedziała ta jej koleżanka. No i ja siedziałem tu przy wylocie. No i tak siódma dwadzieścia pięć, samolot ruszył i ciemno jeszcze było. On to się spać chciało. Ja tam dałem im jakieś malowanki do rysowania, żeby dziewczyny się zajęły, bo one aktywne były. No no to mówię sobie trochę przyśpię. A dziewczyny nasze to czy żona i ta babcia, to czyjej koleżanka akurat młody wieku babcia była z przodu w drugim rzędzie, znaczy po drugiej stronie tak kilka rzędów do przodu. No i tak lecimy, lecimy. Ja tam troszeczkę przysnąłem. No i to była, pamiętam chyba niecałe pół godziny byliśmy w powietrzu, kiedy córka do mnie Tatusiu, tatusiu, a co to, co to za światełko tutaj, tutaj tak świeci? A ja mówię Boże, co ona chce? A my siedzieliśmy za skrzydłem takich trzy, cztery rzędy. No i ona tato, tato, ale co to jest? No ja się przebudziłem i tak lekko patrzę, już byliśmy nad chmurami. To już była mówię przed ósmą, to już było widać. Jasno było.
Zresztą zresztą już tak się dzień dobrze zaczynał. No ja tak patrzę i widzę skrzydło, no światełko migające na skrzydle oczywiście jest, tam co sekundę pyka, ale za skrzydłem widzę mocno świecący obiekt. To był tak świecący, że ja mówię na początku jakoś tak już doszedłem do siebie, bo to kilka sekund od razu mnie postawiło na nogi i patrzę, mówię co to jest? Coś tak świeci mocno, tak ciężko na to się patrzy i tak może coś się odbija, coś od czegoś. Te światło to jest. Nie no nie, to światełko samolotu.
Nie no, nie ma takiej mocy. I ona tak patrzymy, ja patrzę na nią i patrzę, że ona widzi. Patrzę, ta moja córka tak też na to patrzy. No ja tak im mówię kurczę, Felek, tak do tyłu się rozglądnąłem. Ludzie tam zajęci byli swoimi sprawami.
Też cisza w samolocie, bo to każdy dosypiał sobie i patrzę na to i mówię no kurde, tak wali po oczach. Mówię to nie należy do samolotu, to jest jakiś.Trzy, cztery, może pięć metrów za samolotem, za skrzydłem, znaczy za skrzydłem samolotu, a ode mnie jakieś może dziesięć, piętnaście metrów. To tak też mi było na pierwszy rzut oka od razu ocenić te odległości. Ale jak zacząłem tak się przyglądać, no to, no to mówię no to tak, no to to jest tam mniej więcej to jest za skrzydłem troszeczkę i tak może mówię dwadzieścia metrów, może maks od nas i to był nieduży przedmiot, bo jak zacząłem patrzeć, zacząłem się temu przyglądać, mówię no muszę to zobaczyć, bo to jest takie dziwne, to jak ja bym patrzył w słońce, tak się żali, żarzyło mi i, ale w końcu dostrzegłem takie kontury jakby tego i to był tak moim zdaniem, tak mi się wydaje, to mogło mieć może długość metr, może dwa takiej długości, a wysokie było może na pół na metr jakoś tak. No nieduży to był przedmiot taki naprawdę, tak mi się wydawało. Ale widzę też w tym przedmiocie, tak jakby on mi się tak po dłuższym patrzeniu w ten przedmiot, zobaczyłem, że on się jakby był czarny i mi się wydawało, że on jest czarny i ma trzy takie okienka i z tych okienek te światło waliło po prostu i tak mówię Jezus, mówię no to, to, to nie jest naturalne, to jest to leci z nami, bo jesteśmy na wysokości już prawda lotu?
Normalnie lecimy, nie wiem, osiemset, dziewięćset kilometrów na godzinę, a to jest cały czas w tym samym miejscu. Ja mówię kurczę, muszę to nagrać. I tak szybko szukam tego telefonu, gdzie mam telefon? Znalazłem telefon tak cały czas patrząc na to, nie spuszczając wzroku.
Wziąłem telefon do ręki i tak chciałem wbić ten, wbić no szyfr swój czy pin to od razu widziałem tam po sekwencji jak poszło, ale chciałem znaleźć. Nie mogłem znaleźć, nie mogłem znaleźć kamery, żeby tego i na chwilkę spojrzałem na ten telefon i dałem kamerę, pa patrzę, a tego już nie ma. Po prostu zwiało mi to, zwiało mi to. Znikło mi to po prostu. No i córka na mnie dalej plata się, tato, co to było? Co to było? To znikło. Ja w szoku byłem. Mówię no kurde, tak się rozglądam z tyłu. Czy ktoś to coś widział też? Nie chciałem psuć czyjś UFO czy coś takiego, żeby głupka z siebie nie robić. No i to po prostu znikło. No ja byłem w szoku, ale wstałem i od razu poszedłem do swojej żony mówię, że tak po cichu, bo ona się odwróciła, tam troszeczkę widziała zamieszanie, chyba czuła coś i mówi coś jest, co się stało, co się stało, co dziewczyny? Ja mówię, że [dźwięk pisania na klawiaturze], UFO takiej takiej jej po prostu ustami dałem do komunikacji. Ona mówi aaa, no i tam żeśmy potem wylądowali. No to opowiadam tą historię, a ta nasza koleżanka, ta babcia tej dziewczynki, która z nami leciała, mówi kurwa, to ja ci dam, dam, porozmawiasz z moim synem właśnie sobie.
Jak ten, jak już wszystko, jak wylądujemy, znaczy jak już, jak już będziemy na miejscu na spokojnie. Mówię dobrze, no i tam mieliśmy perypetie, ale żeśmy się zameldowali tam w tym lokum, gdzie mieliśmy być. No i ja właśnie potem zadzwoniłem jeszcze tego samego dnia rozmawiałem z tym jej synem, który mieszka w Niemczech i mówię mu, opowiadam mu historię, a on mówi ty posłuchaj mojej.
Mówi, że właśnie gdzieś tam w listopadzie czy gdzieś z kumplem latali dronem. No i właśnie jakąś kulę przyuważyli tym dronem i zaczęli za nią lecieć mocno chcieli dogonić go, tą kulę, ale ta kula po prostu dawała, yyy, no trzymała dystans jakichś tam stu metrów czy ileś, no i w końcu im uciekła do góry, pach! No też byli w szoku, nie? No to też miał takie spotkanie. No ja podekscytowany mówię no kurde, no coś się dzieje, coś, coś jest dziwnego, że taka jest aktywność. Ja widziałem, rozumiem, jakbym sam widział, ale to moja córka po prostu zobaczyła i ją to. Ona też nie pierwszy raz leci samolotem, bo długie trasy, chociaż ma tam cztery, miała pięć lat jeszcze, ale, ale ona obeznana jest, bo to już któryś długodystansowy lot był w jej karierze, tak więc ona wie, na czym to polega, jak wygląda samolot i jak to wszystko się odbywa, prawda? Tak więc no byłem w szoku, ale potem zacząłem to opowiadać tak po cichu, nie każdemu. Tam gdzieś kuzyn do mnie mój też zadzwonił. Ja mu opowiadałem jak było fajnie tam o wiosce Mikołaja, to i tamto. I też mu mówię, mówię, ale muszę ci coś powiedzieć, nie? I mu zacząłem opowiadać tą historię.
On mówi, a to ty wiesz, ja teści miałem. Ja nikomu nie mówiłem, ale ja miałem podobne, znaczy nie podobne zdarzenia, ale jakiś tam do Francji jechał, wiózł, ta gdzieś dziesięć, piętnaście lat temu swojego szwagra na budowlańców musiał zawieźć. No i też oni tam popili w samochodzie i on jechał gdzieś we Francji, już było w nocy, musiał się załatwić, gdzieś stanął na jakimś parkingu. Ciemno jak w dupie, mówi było.
No i poszedł. No to gdzieś stanął, no właśnie. Czy to parking był, czy to było już jakieś przydrożna też, też dobrze nie pamiętam. Ale on mówi zaczął właśnie się załatwiać. Sika, sika mówi, pach! Nagle takie światło nad nim zapaliło się. On się wystraszył. Boże święty, ciemno tutaj, jak nikogo nie ma, a takie pach! On myślał, że to helikopter może być, że policja go po prostu namierzyła. Zaczął, że on tam sika i zaraz będzie komunikat, że coś tam się ze strachu. No miał goloty pełne i tak się bał spojrzeć w górę. Ale mówi, jak wzrok odwracał do góry to nagle, puf te światło, pach, w kosmos poleciało po prostu. I on mówi, zamarł, skóra, skóra mu stanęła, mu gęba, taki był wystraszony, że mówi, no to nie wiedział co to było. No to też miał takie spotkanie. No i się okazuje, że co, z niektórymi ludźmi rozmawiam tak czasami no nie otwieram się od razu, ale nie, że tam to z każdym gadam, ale jak kogoś wyczaję, no to co nie zapytam, to każda osoba coś miała, coś widziałam. W pracy mam takiego strażaka, już człowiek ponad sześćdziesiąt lat i tak też chyba w tamtym tygodniu z nim zagadałem. Coś poszło od słowa do słowa, co tam był. Myśliwy jest. Po nocach chodzi też i on właśnie. I co UFO, coś takiego mówi? No i tam zaczął opowiadać swoją też historię. Jak był mały, miał wychodek na zewnątrz mówi. Wyszedł do tego wychodka, to no zobaczył, mówi zobaczył duży obiekt. To było cygaro, mówi, jak cygaro podleciało. Mówi on nie wiedział co to jest i się wystraszył. Mówi jak cygaro tak spojrzał, jak pomyślał chyba, jak komentował, że jak pomyślał, że to UFO, to nagle właśnie tak bezszelestnie to-Poleciało bez żadnych, bez niczego, bez-- nie zostawiając żadnej smugi, nic, żadnych silników. Po prostu zawinęło się to-- ja mówię do tamtej pory, jak to już chyba miał dziesięć lat. Teraz już ma ponad sześćdziesiąt, no to mój pięćdziesiąt lat to ciągle ogląda, ciągle czyta, ciągle się tym interesuje. Mówi to pamięta jak, nie jak dziś. Te spotkanie, te te to co, to co widział i też nikomu nie mówi. I tak wychodzi na to, że co myślał. Z kimś się jakimś takim spotkam, co się takim. Cz-czuję, że się interesuje.
Porozmawiam. No to taki człowiek zawsze też się otwiera i się okazuje, że to po prostu naprawdę dużo ludzi widziało. Coś, coś po prostu dziwnego, coś innego, co każdemu gęsia skórka po prostu staje, staje dęba, jak sobie kto przypomni.
No pana córka na pewno też za pięćdziesiąt lat będzie jeszcze wciąż żywa, pamiętała tą obserwację tego UFO z poziomu samolotu. Pan może rozmawiał z córką później o tej obserwacji? Jak ona to zapamiętała?
To znaczy, no tak, właśnie to ona też była pod moim jakby takim opisem, bo ona jest na już swój wiek wystarczająco kumata i ja nawet [śmiech] ja wiem, że z babcią poszła ostatnio paznokcie robić i ona gaduła. I zaczęła mówić właśnie, że UFO widziała. No tam dużo opowiada, gdzieś tam ja mówię no nie mów. Czym bardziej mówię, że będzie mówić, no to ona się pochwali tym, że ona UFO widziała, że to widziała światło, które właśnie no tak jak ja, nie, bo to szczerze mówiąc, ja jej osobistej takiej relacji tak jakby ja jej nie wypytywałem. No to po prostu, bo to w milczeniu oglądaliśmy. I ona, i ja. Też ja nie komentowałem tego, no bo w tym samolocie ja po cichu do niej mówiłem. To najdziwniejsze, że ta jej koleżanka, która siedziała między nami, między mną a nią, to ona kompletnie nie była zainteresowana.
Ona tam nie patrzyła, bo ona se tam rysowała. Ja musiałem się rozgadać przed nią. Tak naprawdę do córki, nie? No i moja córka była tak szczerze mówiąc, ja jej taki świat przedstawiam, że może to być inaczej, niż to wszystko jest napisane i inaczej, niż nam mówi jakaś tam historia. Inaczej niż babcia jej tam opowiada czasami.
[śmiech] Tak więc to jest, no ciężko mi powiedzieć na tą chwilę, jak ona się odnosi. Na pewno to pamięta bardzo mocno, bo ona bardzo dużo rzeczy pamięta, ma bardzo dobrą pamięć i taka jest, no. Nie wiem, czy ją to zszokowało. Ona po prostu zobaczyła, bo też dziecko świata nie zna i tylko była zdziwiona po prostu tym, że coś jest za samolotem, coś leci koło nas, bo to, to było dziwne, nie?
Jakby to było na samolocie, coś gdzieś, no to normalna akcja, ale że, że to leci przy samolocie i nie jest integralną częścią samolotu, no to ją zaciekawiło to właśnie. Dlatego ona mnie zawołała, to, to ja tak domniemywam cały czas i myślę, że no nie przewidziało mi się to. No bo ona to była inicjatorem tego. Tak więc widzieliśmy to obydwoje i ja, i ona.
A ile ta obserwacja mogła trwać od momentu, gdy pana córka zwróciła panu uwagę na ten obiekt? Ja ciężko powiedzieć, ale myślę, że był krótki okres. Może od trzydziestu sekund, może do, do minuty, może do dwóch minut.
To ma dwie minuty, to myślę, że to jest maksymalnie, bo to moja próba przyjrzenia się temu. To mogło trwać piętnaście, dwadzieścia sekund, aż te oczy mnie tak łzawiły, bo mówię, patrzę jakby w te słońce patrzył. Takie mocno żarzący się.
Ale mówię, jakoś coś mnie pchnęło, żebym patrzył na to, żebym jakby przełamać ten żar. No i właśnie wtedy, jak przełamałem ten żar, to tak zanim zobaczył właśnie ten, ten żar, tak jakbym przeszedł tą, tą granicę i zobaczyłem, że ten obiekt jest jakby czarny, cały czarny, tylko że ma takie jakby trzy okienka. Ja sam nawet gdzieś tam narysowałem, to szybko, żeby nie zapomnieć. Wziąłem tą kartkę co ona rysowała, jest, narysowałem taki, taki koślawy obrazek, prawda, że właśnie pach mówię, bo to człowiek. Wiem, że to człowiek zapomina takie rzeczy. Jest.
Narysowałem te pudełeczko i zacząłem sobie pomyśleć. Myśleć, ile i jaka to mogła być wielkość tego przedmiotu. Nie był to duży przedmiot. No to mówię dwa metry na metr, może metr na półtora. No w tej perspektywie takiej yy z tego samolotu, no to tak mi się wydaje, że to było takie, nie? I to właśnie czas niedługi, a może około minuty.
A to miało bardziej kanciasty kształt, czy bardziej taki obły? Właśnie. I tutaj ja se narysowałem taki jakby, ja se narysowałem chyba wtedy kształt taki spód kanciasty, ale górę tak jakby obłą troszeczkę. Chociaż mi się wydaje, że tu też nie jestem pewny właśnie tego, bo też się nad tym zastanawiałem, że mi się wydawało, że widziałem prostokąt jako dokładny prostokąt, ale nie wiem, dlaczego ja narysowałem wtedy, że ta góra to ma takie obłe kształty. Góra, bo dół to wiem, że, że na pewno był prostokątny, nie?
Pan jest pewien, że ten obiekt był czarny? Czy, czy raczej bierze pan pod uwagę też opcję, że to wzrok mógł się dostosować do długiego patrzenia w taki jaskrawy przedmiot? To znaczy, no też to była pierwsza taka sytuacja w życiu, nie? To nie wiem, jak mój organizm, jak to-- czy, jak się mógłby zachować. Znaczy, co mi to oko powie?
No wiadomo, co się dzieje, gdy się patrzymy na przykład długi czas w słońce tak? Niezabezpieczonym okiem. Wie pan co, no mi się wydawało, że to jest czarne. No to po prostu tak, tak jakby, jakby mi to podświadomie powiedziało. Ja mówię kurczę, no to jest to widzę czarne, widzę to inne niż ten żar, inny niż ten żar, który mi się tam na początku prawda ten obiekt strasznie walił tym, tym, tym, tym, tym światłem. I mówię to tak, jakbym przełamał to, te światło i nagle widzę takie to czarne, ale dalej z tych okienek no wali te-- tak jakbym to miał, znaczy nie może, żebym miał to zobaczyć, ale no tak mi ten mózg mój podpowiedział to widzę trzy okna.Z których wali te światło.
I te okna były jakby w jednej linii ułożone, tak? Tak, tak, tak, w jednej linii kwadratowe, w jednej linii może nieduży, nieduże otwory, może tam dwadzieścia na dwadzieścia centymetrów. No to takie nieduże okienka pośrodku, tak jakby pośrodku. No i mówię w równych odstępach, nie? Trzy okna, takie dwadzieścia na dwadzieścia, może w równych odstępach od siebie. I z tego tak, jakbym z tego widział, że z tego właśnie wychodzi mocny świat i taki. To takie to, co mój mózg po prostu zarejestrował i co ja zacząłem sobie tłumaczyć i głośno też, znaczy nie głośno, ale zacząłem sobie myśleć i powtarzać, żeby nie zapamiętał. Mówię, widzę taki obiekt, taki mówię sobie, myślę dobra, jest koło metr na pół, może dwa na metr. Taki troszeczkę większy, nie za duży, nie jakiś tam ogromny i trzymający się cały, cały czas tej samej, tej samej odległości od skrzydła. Mówię trzy, cztery metry do skrzydeł, może pięć. No to też tak mi ciężko było ocenić tą, tą odległość tak od razu, nie?
Jeżeli dobrze pamiętam, pan nie zauważył tego momentu, kiedy ten obiekt się ulotnił. Pan szukał jakby tej aplikacji aparatu w smartfonie i wtedy panu ten obiekt zniknął z oczu, tak? Dokładnie tak. Wiedziałem, że mam nie tracić go z oczu i tak się podświadomie bałem po prostu, że jak przestanę na niego patrzeć, no to on mi się zawinie. No i jakoś no i nawet kpięć wbiłem i wszystko, tylko nie mogłem znaleźć aplikacji do tego, bo tak trzymałem ten telefon przed sobą, tak patrząc, ale myślałem, że tym tak jakby w poświacie zobaczę gdzie to jest, ale jednak nie mogłem. Tak na chwilę puściłem, a jest tutaj pach i wcisnąłem. Chciałem wcisnąć nagrywanie. No i to nie wiem.
Sekundę trwało. No to też długo, w zasadzie tak sekundę, żeby się ogarnąć, bo to wystarczyło, żeby po prostu to znikło, nie? No i tutaj mamy świetne wytłumaczenie, dlaczego wielu świadków zamiast szukać smartfona czy aparatu, woli najwięcej szczegółów wzrokowo, słuchowo i tak dalej zarejestrować, tak? No zawsze jest to ryzyko, że jak się odwróci wzrok nawet na sekundę, to ten obiekt obserwowany czy też inne zjawisko zniknie, po prostu ulotnie nam się sprzed oczu i więcej już go nie zobaczymy.
Ja myślę, że po prostu też tak jakby mi się wydaje, że tak, jakby ono wiedziało, że ja będę chciał chyba nagrywać no takie sobie wytłumaczenie. No bo dlaczego akurat w tym momencie? Dlaczego nie zawinęło się szybciej wcześniej to tak jakoś mi mówi, tak podświadomie wiedziałem, że-że mi ucieknie, ale no, no myślę, chciałbym mieć jakiś dowód. No bo też wcześniej te tyle tych kul latało, tyle tych tych rzeczy nad tymi bazami było. Mówię kurczę, jak ja bym to nagrał, no to by było super. No ale no po prostu nie powiodło mi się.
No równie dobrze mógł to być po prostu przypadek, że obiekt akurat w tym momencie postanowił odlecieć, że już dosyć tego latania. Oczywiście też można założyć, że po prostu postanowili odlecieć. No akurat ja trafiłem na ten moment i teraz sobie to też tak tłumaczę. No i od tamtej pory często w gwiazdy patrzę. Kupiłem sobie super lornetkę, no wiadomo, dużo satelit, tych innych rzeczy. Wiadomo, też zdarzają się dziwne obiekty na nieboskłonie, które lecą jak satelita. Nagle mocnym światłem zabłyszczą i albo znikają, albo nie wiem.
Czasami mi się wydaje, że przyspieszą. Też może mi się wydawać, chociaż cały czas czekam, aż które zmieni kurs. Tak naprawdę, żebym wiedział, że to jest kurs, zmiana kursu z linii prostej prawda? Na jakąś tam, nie wiem, o dziewięćdziesiąt stopni czy jakkolwiek, żebym widział, że jest załamanie, że to nie jest naturalny lot. No ale ciężko, no trzeba patrzeć, a mam dużo znajomych, którzy też wypatrują tą sytuację. Ludzie, którzy chyba tego doktora Greera mają tą aplikację.
No doktor Greer od tam już kilkudziesięciu lat z ludźmi eksperymentuje. To jest dosyć kontrowersyjny człowiek, swoją drogą dosyć kontrowersyjny badacz, ale dużo, dużo takich nawoływań UFO w stanie medytacji z jego udziałem było.
Organizował takie chociażby na zboczu góry Popocatepetl w Meksyku w wulkanu. I z tego, co słyszałem, to rzeczywiście dosyć, dosyć spektakularne niektóre te obserwacje były, że tam te UFO na przykład reagowały na miganie latarką i tak dalej, i tak dalej. Tutaj próbuję odsiać myślowo wszystkie jakieś racjonalne próby wytłumaczenia tej obserwacji. No drona raczej możemy wykluczyć, bo drony tak szybko nie latają i nie mają takiego kształtu. Kule zjonizowanego powietrza też możemy wykluczyć, skoro to był obiekt czarny z jakimiś okienkami, z tego, co pan mówi. Samolot wojskowy też odpada, bo byłoby chyba wyraźnie widać, że to jest jednak samolot, a nie jakiś prawda prostokąt czy czy jakiś- No dokładnie to.
No obiekt. No a żeby człowiek się tam zmieścił jakiś powiedzmy pilot, reprezentant homo sapiens, to musiałby być mały. No musiał być mały. Miał być ciasno. Od razu wyczułem, że to jest to to wszystko też no wiadomo też sam mam drona, latam dronem. No nic, tutaj nie byłoby osiągnąć, utrzymać ten sam kurs, tą prędkość, tą wysokość. Nie żadne stworzone, żadna stworzona rzecz przez człowieka dla mnie.
No taką, taką prędkość utrzymać chociażby przez te trzydzieści sekund czy mniej. No to, to też jest jednak dosyć duży wyczyn. Dokładnie. Tak więc. No to taka jest moja historia i od tamtego czasu bardziej penetruje niebo i no i wszystkie, wszystkie no wiadomo informacje, które napływają. No i widzę, że co z kim porozmawiam, to ludzie, ludzie się otwierają, przypominają sobie historie.
Coś nikomu nie chcieli mówić wcześniej, ale no tych ludzi jest naprawdę dużo. Byłem zdziwiony, że tak dużo ludzi miało kontakt z czymś dziwnym, z czymś takim, które uważają właśnie, że to albo UFO, albo no, albo coś niewytłumaczalnego, nie?
Jeżeli, jeżeli nie wierzą oni w UFO. No ludzie dosyć mocno się potrafią otworzyć, słuchając na przykład podcastu mówią świadkowie czy jakiegoś innego programu o takiej tematyce. Otwierają się, widząc, że ktoś przeżył coś podobnego i że nie są sami ze swoim doświadczeniem, tak?
Dokładnie. Właśnie sam zacząłem słuchać i dlatego wam mówię aj, to chyba zadzwonię, bo ostatniego podcastu waszego. Chociaż ja nie jestem takim długim słuchaczem, ale tam chyba dwa czy trzy podcasty słuchałem i ten ostatni, co pan z Karkonoszy opowiadał z Miechowic bodajże. Bo wiadomość dostałem. Chciałem się też zapytać tutaj, bo ten podcast, nie wiem, to był jakoś ostatnio robiony, czy to jest jakiś z archiwum? Chyba numer trzydzieści.
Oj, trzydziesty to już jest sprzed kilku lat. No właśnie i ja nie mogłem ja- Od tamtego czasu zdarzyło się kilka długich odcinków z obserwacjami UFO, w tym odcinek sześćdziesiąty dziewiąty. Tą niezwykle ciekawą liczbę postanowiłem uczcić odcinkiem czterogodzinnym. Tam jest coś chyba z pięćdziesiąt różnego rodzaju relacji też o różnych obiektach latających.
Nie wiem czy go na Discordzie, bo na Discordzie jestem i właśnie tam jakoś trzydziesty odcinek widzę tylko. Potem jeszcze coś chyba bodajże. Ale tak właśnie widzę, że to jest chyba z relacji świadka, że to z jego opowiadań, że to jest właśnie dwudziesty może pierwszy rok czy jakoś tak, bo w dziewiętnastym roku chyba to ja mówię kurde, no coś nie tak.
Nie wiem, dlaczego ja tego nie widzę. Muszę głębiej pogrzebać w tym Discordzie. A może ktoś po prostu odkopał taki starszy odcinek i wrzucił go całkiem niedawno? Dobrze, tutaj wyczerpaliśmy listę ściśle tajnych pytań, które mi się urodziły w głowie podczas naszej rozmowy. Taka krótka obserwacja, ale dosyć no taka zapadająca w pamięć myślę. Będzie miała córka co wspominać w tym- Mam nadzieję.
W temacieW ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy rozmowy ze świadkiem, który zawodowo zajmuje się lotnictwem. Przekazał on opis kilku niezwykle interesujących zdarzeń, w tym również takie związane z UFO, których za moment wysłuchamy. Szczególnej Państwa uwadze polecam drugą z historii, w której niezidentyfikowany obiekt latający towarzyszył naszemu słuchaczowi przez dwieście kilometrów podczas jazdy samochodem. Oddajmy mu głos.
To było w dwa tysiące dwudziestym czwartym roku. To było w mieście Brodnica osiemdziesiąt siedem trzysta Brodnica. I byliśmy właśnie u mojej kobitki w domku, bo ona ma, mieszkamy, znaczy mamy swoje nieruchomości i mieszkamy w Niemczech, pracujemy tutaj, a w Polsce mamy domy i po prostu byliśmy w tym domu u niej. No i na drugim piętrze akurat byliśmy i zrobił się pierwszy zmrok, tak jakby. To było w maju, po jej urodzinach. I w pewnym momencie ona do mnie woła: "Chodź, zobacz, coś leci do okna". No ja szybko wstałem, wziąłem komórkę. Samsunga mam S23 Plus.
Włączyłem, zacząłem nagrywać i to przyleciało pod same okno. To była kula średnicy dwa i pół do trzech metrów, ale to nie była kula jako jedność, tylko ona się składała z dwóch połówek, które były w środku tak jakby połączone. Kula była cała czarna, z takiego, takie wyobrażenie mam, czarna z takiego świecącej poświaty, takie, takie, tak jakby to żyło coś takiego. I tam były całe rzędy świateł na niej od góry do dołu, takie malutkie lampki. I jak to podleciało pod okno na drugim piętrze stanęło gdzieś w odległości trzy, cztery metry od okna. To tak się czułem, jakby ktoś się na mnie patrzył i zatrzymała się. I tak się chwilę żeśmy na siebie patrzyli. Ja nagrywałem to i po chwili to się odwróciło. No nie wiem, czy się odwróciło. Takie wrażenie miałem i zaczęło powoli odlatywać w kierunku tam.
Ona ma z okna widok na wieżę krzyżacką w kierunku tej wieży krzyżackiej, no w maju było fajne gwieździste niebo, była bardzo dobra widoczność, ta łuna od miasta i tak dalej. I powolutku, bezszelestnie to odleciało. To właśnie widzieliśmy na własne oczy.
Rozumiem, że samemu zdarzeniu w ogóle nie towarzyszyły żadne dźwięki, prawda? Nic. Nic. Nic. Cisza. Kompletna cisza. To właściwie chyba wyklucza opcję pod tytułem, że mógł to być jakiś dron czy jakaś inna taka zabawka ziemska, prawda?
No nie. No ja akurat pracuję w lotnictwie. Ja od dwudziestu lat kalibruję samoloty. No to tak mam z tym styczność. A takiego czegoś to, bo latamy i do Stanów i tak dalej, tam na, na reperatury, na reperacje i tak dalej, to takiego czegoś nie widziałem w życiu. Bo dron to wiadomo, no to ma te śmigiełka i tak dalej, a to była kula, kula średnicy gdzieś dwa i pół, trzy i pół metra plus minus. To było duże. I to jak przyleciało, to stanęło normalnie w miejscu i patrzało się na mnie. Ja wziąłem komórkę, ten S23 i to nagrałem i wysłałem ten film do jej syna. On w Siemensie pracuje, żeby zobaczył, bo jest tam inżynierem i wysłałem to do Was do Radio Paranormalium. Co się stało? Było to, nagrywałem, no bo włączyłem nagrywanie, w komórce tego nie ma i u niego też tego nie ma, bo ja wysyłałem do Was osobiście, wysyłałem, bo chciałem, żeby to zmaterializować, nie? A parę dni przedtem byliśmy w mieście, w mieście, w parku przy tej wieży krzyżackiej i widzieliśmy u góry nad tą wieżą, bo ta wieża krzyżacka w Brodnicy jest dosyć duża, tam prawie sześćdziesiąt chyba metrów wysokich ma tak? Wysokości. Taka dosyć znana, jest odśr-, podświetlona, bardzo ładne miejsce.
I stanął nad nami, jak byliśmy na spacerze z psem. Ale to wysoko było. W nocy nie jestem w stanie określić wysokości. Trójkąt czarny, bez żadnych świateł, bez żadnego dźwięku. Stanęło to u góry i odleciało w kierunku na zachód.
Też bezgłośnie, bez żadnych świateł, bez żadnego szumu, bez niczego. Razem to żeśmy widzieli. Patrzę właśnie na tego, na klienta poczty. Szukam po haśle Brodnica. Nie wiem pan, pan może podać, z jakiego maila pan to wysyłał?
Ja to wysyłałem na Facebooku. Aha, na Facebooku. To muszę na Facebooka wejść. Zobaczę zaraz, czy coś w ogóle tutaj jest. Już jestem zweryfikowany. Właśnie wchodzę w skrzynkę odbiorczą, a jest pan [pikanie] ale tak, to chyba komentarze jakieś.
I tam do tego dorzuciłem właśnie ten film, bo był na komórce u mnie normalnie na smartfonie był, nie? Znaczy na smartfonie się da, bardzo dobrze się zna, także nie ma problemu, że coś tam źle go... I nagle po jakimś czasie, bo chciałem to komuś jeszcze pokazać i szukałem, to później w tej historii, w tym albumie, w albumach, gdzie to jest, nie ma tego, ani tego nie kasowałem nic, a nie mam też ustawione, że sam się kasuje.
Pan to wysłał jakoś w lipcu 2024? Bo tutaj mam taki komentarz z filmem załączonym. Tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak, bo to później mi się przypomniało, żeśmy rozmawiali- To się chyba znalazło. Jest ten filmik?
Jest tam te, jakieś, jakieś takie światła, ten obiekt puszcza i chowa się. A u mnie to zniknęło. No to znaleźć. Do Facebooka nie doszło. To znaleźliśmy. Super! Patrz [pikanie], jest, jest, jest. I też zginęła. To dziwne.
Ale to ja jakoś coś muszę pokombinować, żeby to ściągnąć, bo Facebook niestety nie ułatwia życia w tym temacie. Tak, tak, to pan nas uratował, bo u mnie i u niej zniknęło to, z naszych telefonów zniknęło.
No to zachowało się na Facebooku tylko w takiej dosyć skompresowanej formie, ale no widać, widać ten obie-obiekt. Także zaraz to- No byłem pod wrażeniem, bo ja widziałem na przykład u nas drony ze straży miejskiej i tak dalej, no to w ogóle całkiem, a to jest kula, normalnie kula przyleciała, nie? Takiego czegoś nie widziałem w życiu.
Ani ty nie? No, no i tu widać właśnie jak do okna do nas doleciał. No byliśmy w szoku. Normalnie byliśmy w szoku, że takie coś jest. Dla mnie to jest teraz pan mi to poświadczył, że jednak musiałem to zgrać, skoro wysłałem, a u mnie tego nie ma, bo u pana jest, u mnie tego nie ma, nie? Takie coś jak ta kula to przebija wszystko, co widziałem, bo to było tak namacalne i tak blisko, że po prostu to przechodzi wrażenie. I razem z moją panią siedzi obok mnie i słucha tak, że takiego czegoś w życiu nie widzieliśmy. I to naprawdę mogę powiedzieć, że, że coś jest, o czym my nie wiemy, nie?I jeszcze jedna zaraz wciąż. To było w 1996 roku. Dlaczego mi ta data w ogóle utkwiła? Bo wtedy kupiłem sobie nowego Mercedesa W124 320, tytonośnieniszczalne. I to było dwudziestego czwartego grudnia w Wigilię.
Jechałem do mamy, jak zwykle, no bo do mamy się zawsze jeździło. Mama moja chora była. Także bardzo często, co tydzień, co dwa tygodnie jeździłem Hamburg-Brodnica. No i wyjechałem z Hamburga. Po pracy. Już było ciemno. Późne popołudnie. Też jechałem na przejście na Świecko. No i to było na Berlineringu, czyli na tej obwodnicy berlińskiej. Nagle u góry zaczął padać lekki śnieg. Byłem sam samiczeńki na autostradzie. Nikogo nie było ani w jedną, ani w drugą stronę. Tak jakby świat zamarł. Lekki śnieg, taki bardzo lekki jak cukier puder padał. Nagle zrobiło się nad autostradą jasno. Nie wiedziałem, co jest. Patrzę przez szybę do góry. Pojawiło się nad moim autem światło, ale to był tak jakby obiekt wielkości plus minus stadionu piłkarskiego. Bardzo duże.
Składał się z sześcianów. Te sześciany kręciły się w sobie bladym światłem. Także to światło tak jakby nie świeciło, tylko po prostu to było coś tak jak meduza w morzu jak świeci, to coś takiego to wyglądało i to leciało nade mną.
Praktycznie cały ring, ten berliński, ten, obwodnica berlińska, później do zjazdu jak na Szczecin, na Świecką to leciało cały czas nade mną, przeszło 200 kilometrów. Miałem wrażenie, że reflektory od tego samochodu nie świecą na drogę, tylko tak jakby to światło dostawało załamania z tych przednich reflektorów i świeciło do góry.
I z tego obiektu, bo on wypełniał jak na przednią szybę, jak patrzyłem, to wypełniał bardzo dużą część nieba. Przez ten śnieg to było widać jak to światło świeci, bo to nie był taki mocny śnieg, taki leciutki jak cukier puder. Delikatnie tak, tylko tak burzyło i wylatywały z niego punkty różnych kolorów i one znikały gdzieś za horyzontem i szybko wylatywały.
I takie same coś było właśnie, sobie później uzmysłowiłem, w takim właśnie filmie science fiction to właśnie też coś takiego było. I teraz ja dochodzę do takiego, do takiej jakiegoś, no, wniosku czy rzeczy, które my jako ludzie wymyśliliśmy, czy to jest po prostu, czy to jest naprawdę-- po prostu ludzka fantazja podpowiada rzeczy, które naprawdę mają miejsce. Bo na przykład tak jak Juliusz Verne wymyślił, że tam łódź podwodna była atomowa i tak dalej, takie opowieści, co nie było w ogóle na ten temat żadnej w ogóle technologii, a teraz już my to mamy, nie? I być może, że kiedyś, jak te filmy produkowano, to teraz to w ogóle to wszystko wchodzi, nie? No takie, takie odnoszę wrażenie.
A czy przez te dwieście kilometrów drogi mijał pan jakieś samochody, w ogóle jakieś coś, w czym mogliby- Nic Być ludzie? Nic nie było? Nic, nic. Byłem sam samiuteńki na, na autostradzie. Bałem się jak stopięćdziesiąt, bo to już z początku myślałem, że, że nie wiem, że coś tam, jakieś może reflektory czy coś. No ale przez cały ten Rich Berliński to leciało nade mną i te sześciany w środku bladym światłem było widać, jak to się lekko tak jak, jak kostki Rubika tak się kręciło w sobie i to leciało cały czas nade mną. I to krótko przed kołbaskowem dopiero zniknęło. To wszystkie kanapki, co miałem na drogę. To wszystko z nerwów zjadłem. Ja no bo się bałem, bo nie wiedziałem co to jest. Mówię kurde, żeby jeszcze mnie gdzieś nie porwało, coś czy coś i już tego świata nie zobaczę, nie? Albo przerobią mi na jakieś kanapki dla tych istot, które tam niby się mają zasobami ludzkimi żywić, nie? No takie różne człowiek ma, jak to się mówi, skojarzenia, nie? No i strach taki.
No tutaj takim bardzo budzącym strach elementem jest zachowanie się światła z reflektorów samochodu. To jego zaginanie, tak jakby ten obiekt zaginał- Tak, tak. W jakimś sensie w prawa fizyki czasoprzestrzeń, prawda?
Tak, tak, tak, tak. Miałem wrażenie, że on tak jakby pochłaniał tą energię z tych świateł, że one normalnie się jedzie jakoś jak taki lekki śnieżyk kruszy bardzo delikatnie, to widać jak one tak ładnie świecą. A to było nowe auto. To widziałem to zagięcie tych świateł i one prosto do góry świeciły tak takim fajnym łukiem i prosto w górę i tak jakby on pochłaniał to światło. Nie wiem dlaczego tak było.
Przewidzieć się na pewno się nie przewidziałem, nie, bo zostało to mi w pamięci, bo to taki pamiętny dzień, no dziewięćdziesiąty szósty rok, nowe auto i jechałem wtedy akurat n-na Wigilię do rodziców, nie?
Rozumiem, że pan nie był wtedy na tyle zmęczony, żeby jakieś, prawda, zdarzały się błędy percepcyjne, prawda? Nie, nie, nie, nie, nie. Mówią na mnie Żelazny Oli, bo ja potrafię samochodem trzy tysiące kilometrów bez zmęczenia się, bo nie piję, nie palę, tylko delikatnie wodę popijam zawsze, nie? I to właśnie daje siłę.
To musiała być bardzo stresująca sytuacja. Pan- Bardzo, bardzo. Jak rozumiem, jakoś starał się niezbyt szybko jechać, prawda? Zachowując wszelkie względy bezpieczeństwa. Czy nie występowały jakieś usterki w zachowaniu samochodu, czy w samym samochodzie?
Nicz, kompletnie nic. Nic. Jechałem cały czas, bo tam było wtedy z osiemdziesiąt chyba na godzinę. Także jechałem cały czas osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt, szybciej nie jechałem. No tak, nie zawsze się bałem, bo kto pierwszy śnieg?
Tak, tak, tak. Nowe auto. Tam nigdy w życiu wypadku stukać nie miałem, to starałem się tak. Zawsze rozsądnie działać, dopasować się do sytuacji na drodze. Sam, samiuteńki byłem na drodze. Żadnego auta nie było ani w jedną, ani w drugą stronę. Wiadomo, Wigilia. Może wszyscy? To jest raz. A druga rzecz. Ni ciężarówki, ni spóźnionego tira, co do domu jedzie. Nikogo. Sam samutki byłem na autostradzie. Nigdy tak nie miałem.
No a przez dwieście kilometrów nikogo po drodze nie minąć. To jest rzeczywiście bardzo, bardzo osobliwe zdarzenie. Tak. My zawsze nocą jeździmy z tego względu, żeby korków nie było. No ale nocą, nocą to jednak też, też czasami kogoś się prawda mienie, szczególnie przez taką odległość, a tutaj nic, absolutnie nic, absolutnie nikogo.
A tutaj nic. Pierwszy raz, pierwszy raz. Zawsze jak jeździmy, to zawsze jakieś tam auta są. A tutaj nie było pl-- nikogo, pusto. Nawet nie było śladów, że ktoś jechał przede mną po tym świeżym śniegu, który pada.
A czy z tego obiektu dochodziły, nie wiem, jakieś dźwięki, jakieś inne wrażenia? Jedynie co to odczuwałem jedynie, co, lekkie wibracje, ale żeby dźwięk jakikolwiek był, to nie. A jak wyglądała sytuacja z dźwiękami z otoczenia? Rozumiem, że jadąc samochodem bardziej się człowiek skupia jednak na tym, co widzi przed maską, prawda? Ale czy dochodziły jakieś dźwięki, nie wiem, z otoczenia takie normalnie słyszalne na autostradzie?
Nie, nie, nie. Nie było kompletnie nic słychać. Jedynie tylko-- nie, nie było nic słychać, bo Mercedes dobrze wygłuszony był. Sczelny. Nowe auto to było, także cichutko. Spokojnie jechałem tylko tyle właśnie, że widziałem ten obiekt, jak leciał nade mną i zagięcie świateł z przednich reflektorów prosto do góry takim ładnym łukiem. Nie, że pod kątem prostym były zagięte tylko po łuku, to szło do góry normalnie, tak jakby auto świeciło kawałek do przodu i później to światło szło do góry.
Żadnych rozumiem jakichś zaburzeń postrzegania, zaburzeń świadomości również przez ten czas pan nie zauważył. Po prostu pan cały czas jechał z takim dziwnym poczuciem, że coś tu jest nie tak, że autostrada pusta, ten obiekt nad panem, to światło się zagina i to na tym właściwie się skończyło, prawda?
Tak, tak, tak i to wszystko. I przed granicą, przed Kołbaskowem jeszcze granicy nie było widać. Może z jakie pięć kilometrów, dziesięć kilometrów przed granicą. Na przejściu tym kołbaskowo odle-- no znikło to po prostu. Rozmyło się to tak, jakby się rozmyło. Te światło się robiło coraz... Teraz jak sobie tak to przypominam, bo to już było kupę lat temu, nie? Ale to utkwiło mi właśnie w pamięci.
No bo to szereg właśnie było tych różnych zdarzeń, które się ze sobą spotkały i to się skumulowało w pamięci. Nowe auto i tak dalej, Wigilia i ten obiekt po prostu tak jakby powoli się wygaszał i zniknął.
Rozumiem, że po tym zniknięciu tego obiektu wszystko wróciło do normy, tak? Jakieś tam samochody się pojawiły po drodze, coś? Tak, tak, tak, tak, tak, tak właśnie było. Cały czas przez te dwieście kilometrów było tak samo, tak? Cały czas.
Cały czas to leciało nade mną, cały czas leciało nade mną i jak z tatą na ten temat jeszcze jak żył, rozmawiałem, to tata mówi może to, może jakaś nowa technika czy coś mówi. Może oni patrzą, co robiłeś i tak dalej, bo wiadomo, ja już doznałem takiego czegoś, że na przykład helikopter nade mną leciał i tam mierzył prędkość.
Już nawet dawno to robili w Niemczech, ale to nie był helikopter, no bo to było olbrzymie coś. Zresztą w nocy też helikopter by nie latał, nie? No, nawet gdyby ten helikopter miał naprawdę mocne światła, to nie sprawiałoby wrażenia, że ma wymiary bliskie stadionu piłkarskiego czy też zbliżone do niego.
Tak, to było olbrzymie. No i helikoptery. Tutaj, gdzie mieszkam, bo mieszkam w Hamburgu, pod Hamburgiem, Breiberg. To tutaj w nocy latają też helikoptery malutkie, czarne, w ogóle bez szyb, bez niczego. I one się zatrzymują nad domami.
Stoją i później odlatują. Nie wiem, po co to jest. Patrzyłem w internecie, to ludzie w Polsce o tym samym piszą. Nie wiem, co to jest za cel. Małe czarne helikoptery, całe czarne, bo dzień też widziałem.
Czasami dostaję relacje, w których helikoptery takie może niekoniecznie małe, ale czarne, bez jakichś oznaczeń, bez świateł pojawiają się po obserwacji przez świadka jakiegoś obiektu, jak na przykład z Mazowsza. W zeszłym roku taką relację dostałem.
Słuchałem ją, słuchałem, słuchałem. Bardzo interesujące to jest. To, co w ogóle Radio Paranormalium puszcza, to wszystko słucham od deski do deski, nawet po dwa, trzy razy, bo interesujące rzeczy są, bo ja to tym bardziej samemu widziałem, samemu przeżyłem i wiem, że takie coś jest, nie.
No i też jakoś tak człowiekowi lżej, prawda? Gdy słyszy, że ktoś też czegoś podobnego doświadczył.Jakoś tak człowiek nie czuje się sam ze swoim doświadczeniem, tak? Tak. Właśnie, no, chciałem zawsze z panem na ten temat porozmawiać. To już, no, prawie rok czasu minęło, czy więcej, jak wtedy to pisałem, bo chciałem to po prostu z siebie wyrzucić, bo no... No tak nawet nie ma z kim na taki temat porozmawiać, bo dużo ludzi nie ma takiej wiedzy, nie? A tak jak ja na przykład, no, ja pracuję tutaj w tej firmie. Jak żeśmy jeszcze do Cin cin latali z firmy tam na serwis, też do tej bazy lotniczej, tak tam rozmawiałem, bo tam dużo jest też Niemców i z nimi rozmawiałem, to oni tak samo nawet z samolotu widzieli te obiekty, ale robią raport i to gdzieś znika, nie? To sami mi mówili piloci, czy ci mechanicy, że są takie rzeczy, że po prostu pojawia się u góry i z taką prędkością to leci, że tego w ogóle przeczy w ogóle wszelkim prawom fizyki, jakie my kiedyś mamy, nie?
To tak jak, no nie wiem, tak jak Niemcy kiedyś wymyślili ten system, te glocke, te-te latające, te całe te talerze, co kiedyś ta Trzecia Rzesza jeszcze miała. Być może, że to ktoś po prostu tą technologię opracował, a być może są to na pewno istoty z innej, z innej cywilizacji, nie?
Co do samego glocke są pewne wątpliwości, czy to czasem, czy tego czasem Igor Witkowski jakby nie podkoloryzował, krótko mówiąc. Ale, no, samo to- Tak, tak, tak. Że pojawiają się tego typu zdarzenia, tego typu obiekty, świadczy o tym, że, że rzeczywiście coś na rzeczy może być. Inna sprawa oczywiście, kto to, kto tymi obiektami steruje.
Tak. No, u mnie na przykład w firmie z czasów wojny jeszcze są, widziałem żyroskopy, które były z lagerowanego aluminium robione, bo aluminium musiało tam ileś lat leżeć, żeby się uspokoiło. To już w tamtym czasie mieli taką technikę, gdzie rzadko gdzie na świecie mieli, ale tu już takie coś robili w tamtym czasie, nie, like wojny. Bo, bo u nas to na sali jest i tam są te żyroskopy właśnie takie. Tam są z czterdziestego któregoś roku, nie?
Historia taka. No, Niemcy byli już dosyć. Niemcy bardzo mocno nas, że tak powiem, wyprzedzili pod pewnymi względami technologicznie, także, także rzeczywiście. Mój tata mi opowiadał. Mój tata pochodzi w ogóle z Lidy, to jest teraz Białoruś, a kiedyś była Polska. Tam mieliśmy dwadzieścia tysięcy hektarów i jak małe dziecko był. To Rosjanie polowali na niemieckie samoloty. Jak-- udało im się strącić, to pierwsze przyjeżdżała właśnie brygada tych mechaników i pierwsze wszystkie urządzenia pokładowe, czyli te zegary, wszystko mi wymontowywali. To było pierwsze, co robili.
No, wszystko, co się może przydać, prawda? Wszystko takie, wszystkie takie interesujące ich elementy, a resztę na złom. Tak. A resztę na złom. Tak, tak właśnie było. I tym akcentem kończymy kolejny odcinek podcastu Mówią świadkowie. To już wszystkie przygotowane na dziś relacje.
Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje spotkania z Nieznanym i chcielibyście o nich opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Tradycyjnie przypominam, że w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz na platformie cyfrowej Nexto.pl czeka na Państwa miesięcznik Nieznany Świat, który obok tematów związanych z parapsychologią, ezoteryką, zjawiskami paranormalnymi czy choćby naturoterapią, porusza również tematykę ufologiczną. Warto również zajrzeć i zasubskrybować kanał czasopisma na YouTube. Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni i Piotra Cielebiasia Ufo Historie, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów z pogranicza, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. A zapowiedzi kolejnego odcinka Mówią świadkowie i innych audycji znajdziecie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Tam również czeka na Państwa archiwum podcastów do pobrania w mp3 i wiele, wiele więcej. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.