Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy.
Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka i wid-widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie jak zawsze, Marek Sęk Ivellios. Witam państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych kilkudziesięciu minut z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. "Mówią świadkowie" to niezwykła audycja, w której słuchacze Radia Paranormalium dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z nieznanym — całkiem szczerze, całkowicie anonimowo. W dzisiejszym odcinku poznamy garść relacji o bliskich spotkaniach z objawiającą się pod różnymi postaciami nieuchwytną siłą.
Prezentację przygotowanych na dziś relacji rozpoczniemy od streszczenia pewnej historii przekazanej przez słuchacza drogą telefoniczną. Rozmówca prosił, aby nie emitować rozmowy z nim, a zamiast tego ograniczyć się do takiego właśnie streszczenia. Historia, którą za chwilę poznamy, dotyczy samochodu, nad którym kontrolę przejęła jakaś dziwna moc.
Do niezwykłego incydentu doszło kilka lat temu na jednym z parkingów, tuż po pogrzebie, a w zdarzeniu uczestniczyła żona świadka wraz z dwiema koleżankami. Świadek przekazujący relację prosił o niepodawanie nazwy miejscowości. Mogę jedynie zdradzić, że zdarzyło się to na Lubelszczyźnie. Główną rolę odegrał samochód osobowy marki Volkswagen Golf cztery z silnikiem benzynowym. Po zakończeniu ceremonii pogrzebowej kobiety wsiadły do samochodu i uruchomiły silnik, zamierzając odjechać. W tym momencie doszło do całkowicie nieoczekiwanego i niewytłumaczalnego zachowania się pojazdu.
Samochód zaczął się poruszać samoczynnie, wykonując serię niekontrolowanych manewrów. Kręcił się w kółko, przyspieszał i zwalniał, a także kilkakrotnie zmieniał kierunki jazdy przód tył, jakby żył własnym życiem. Wszystkie próby zahamowania pojazdu czy odzyskania kontroli przez kierującą, w tym użycie pedałów, hamulca, sprzęgła, a także hamulca ręcznego nie przyniosły żadnego efektu. Samochód nie reagował na żadne polecenia kierującej. Najbardziej dramatyczne momenty nastąpiły, gdy pojazd trzykrotnie samodzielnie podjeżdżał w stronę pobliskiej rzeki, wywołując panikę u pasażerek, które poważnie obawiały się wypadku. Za każdym razem jednak w ostatniej chwili samochód zatrzymywał się i samoczynnie wycofywał na wcześniejsze miejsce. Innym razem pojazd zaczął gwałtownie ruszać w stronę zaparkowanego nieopodal nowego auta jednej z koleżanek, ale ponownie zatrzymał się tuż przed możliwym zderzeniem i wykonał nieoczekiwany nawrót. Pasażerki zaczęły krzyczeć, a jedna z kobiet otworzyła już drzwi i wystawiła nogi z zamiarem ucieczki, gdy nagle nadbiegł nieznany młody mężczyzna i poradził, aby wyłączyć zapłon. Po przekręceniu kluczyka w stacyjce samochód natychmiast się zatrzymał i dalsze problemy ustąpiły. Mimo wcześniejszego chaosu i widocznej paniki, kierująca z czasem zaczęła odczuwać wewnętrzny spokój i przekonanie, że nic złego się nie wydarzy. Co istotne, samochód po całym zdarzeniu nie wykazywał żadnych uszkodzeń ani usterek. Mąż kobiety uruchomił później pojazd bez żadnych problemów i odjechał nim do domu. W rozmowie padła również informacja, że inny samochód, którym wcześniej próbowały odjechać uczestniczki, również nie chciał zapalić i wymagał pchania. Słuchacz zgłaszający historię sugeruje, że techniczne wyjaśnienie nie wchodzi w grę, zwłaszcza że pojazd działa poprawnie przed i po incydencie. Rozważa możliwość zjawiska paranormalnego, podejrzewając żart ze strony ducha zmarłego, który mógł darzyć się go żonę sympatią .
I to tyle, jeśli chodzi o historię przekazaną przez słuchacza z Lubelszczyzny. Teraz proponuję, abyśmy przekazali głos jednemu z naszych słuchaczy z Niemiec, który przekazał historię jako żywo przypominającą podania o dusiołkach.
Zacznę od tego, że mam czterdzieści trzy lata i pierwsze takie zdarzenie, dziwne dla mnie i wyjątkowe, które zapadło mi w pamięć, chyba do śmierci będę o tym pamiętał, to było miałem dwadzieścia, w wieku dwudziestu trzech lat. Wróciłem wieczorem z grilla i w domu był tylko mój tata. I około godziny, no to było grubo po północy, nie mogłem złapać oddechu i po prostu czułem, że coś mi siedzi po prostu na klatce piersiowej i uciska mnie strasznie.
I cała moja walka polegała na tym, że próbowałem obudzić tatę i wydawało mi się, że ja krzyczę wręcz po prostu, że potrzebuję pomocy. Ale ten tata po prostu tego nie słyszał. Ja nie potrafię sobie tego jakoś logicznie wytłumaczyć i przez cały czas próbowałem walczyć z tym, żeby się podnieść z łóżka, ale nie mogłem. I po pewnym czasie, kiedy już po prostu myślałem, że po prostu koń-- skończy się moje życie, bo już nie miałem powietrza, żeby dłużej z czymś tym walczyć, więc jak już mnie to opuściło, to zgiąłem się po prostu wpół tak szybko, byłem tak przerażony tym wszystkim, że poszedłem do taty do pokoju. Miałem do niego straszne pretensje na początku, że w ogóle mi nie pomógł, że nie słyszał mnie i tata mówił, że nic nie słyszał. Jakbym cokolwiek słyszał, to nie spał na tyle głęboko, żeby mi nie pomóc. To było jedno takie zdarzenie. No i później właśnie zacząłem szukać informacji, co to może być i niektórzy mówią, że to jest zmora i tak dalej. Ja bynajmniej to przeżyłem i nie życzę tego po prostu nikomu. No ludzie to różnie nazywają. To mógł być również paraliż senny, bo mózg w tym momencie jakby stopniowo wyłącza poszczególne partie ciała i może to tak skutkować takimi różnymi efektami.
O tym również czytałem i powiem panu, że na drugi dzień rozmawiałem o tym z moim sąsiadem, który jest policjantem i oboje po prostu znamy się od dziecka i gdzieś tam takie historie o duchach, jak tam się starsi nasi rodzice spotykali, tam babcie były, to gdzieś to te tematy takie się pojawiały, ale nas wyganiano z pokoju.
Ale coś tam co nieco gdzieś tam człowiek usłyszał. No wiadomo, żeby dzieci nie straszyć, prawda? No i akurat z tym kolegą wiedziałem, że jak mu to powiem, to on tak bardziej normalnie zareaguje na to, gdyż no znamy się od dzieciństwa. Jak mu o tym powiedziałem, to na początku się mnie spytał, czy dobrze było na tym grillu i w ogóle, i w ogóle. Ja mówię, że nie byłem pijany, bo wypiłem tylko trzy piwa, a ważę sto dwadzieścia trzy kilo, mam dwa metry, więc trzy piwa mi nic nie robią po prostu. I że to nie było tak. I on niby mnie rozumiał, ale się trochę podśmiewczo do tego podszedł. I niech pan sobie wyobrazi, że tej samej nocy, znaczy, tej nocy, po tej rozmowie z nim, on zadzwonił do mnie o drugiej rano, przerażony, że miał to samo, co-- o czym ja mu opowiadałem, więc tego tym bardziej nie potrafię wytłumaczyć. Jeżeli to był paraliż senny, to czemu jest taka zbieżność po prostu, że rozmawialiśmy na ten temat, on się ze mnie prześmiewał troszkę, no i wieczorem spotkało go-to samo, co mnie poprzedniej nocy. To była taka historia, która akurat nie pamiętam, znaczy pamiet-- pamiętam ją, ale nie chciałbym jej pamiętać, bo to była dla mnie trauma do końca życia. To, co przeżyłem. Teraz przenosimy się do Złotowa w województwie wielkopolskim, by ponownie usłyszeć się ze słuchaczem, który miał już sposobność wystąpić w naszej audycji we wcześniejszych odcinkach. Dziś poznamy dwie przekazane przez niego historie dotyczące poltergeistów.
Pewnego dnia siedzieliśmy sobie tutaj ze szwagrem w domu, w którym teraz mieszkamy. Tylko że mamy podzielone, podzielony dom. On mieszka na dole, a my mieszkamy u góry. Wcześniej jeszcze właśnie tutaj u góry nie mieszkaliśmy i tutaj mieszkanie było puste. Natomiast u niego było tam już wszystko wyremontowane, więc siedzieliśmy u niego. On ze swoją dziewczyną był i ja byłem. I po prostu w pewnym momencie, jak sobie siedzieliśmy, poczuliśmy straszny taki...No, smród jakiś. No jak? Nie wiem, jak jakiś żul czy-czy coś takiego, ale to, no strasznie no, nie szło aż tego wy-wytrzymać. Najciekawsze praktycznie no dwie, trzy rzeczy. Pierwsza jest taka, że dziewczyna mojego szwagra, po prostu ona tego w ogóle nie czuła i mówi, że co-to wy mnie wkręcacie? Co wy wymyślacie? Poszła po mopa, coś tam zaczęła ścierać podłogę, coś tam. Nic oczywiście nie dało. A druga jeszcze dziwna rzecz była taka, że ten cały smród miał swój taki jakby...
Jakby był taki tak jakby skupiony w jednym miejscu, tak? O właśnie, właśnie, właśnie. Był skupiony w jednym miejscu, że po prostu ja chciałem gdzieś wyjść, chciałem zobaczyć gdzie? Gdzie go, gdzie? Gdzie to czuć? No i byłem zdumiony, bo jak stałem, zrobiłem dwa kroki, zrobiłem dwa kroki i już nic nie czułem. Zrobiłem krok, znowu czułem, ale krok właśnie w tą stronę, gdzie poprzednio i znowu czułem, ale to był taki intensywny smród, że no normalnie no i też, też to ciężko opisać, jakbym no nie wiem, no naprawdę jak jakiś taki osikany, gdzieś tam żul, który się nigdy nie mył i tak dalej, nie. I w końcu znalazłem tak jakby granicę. I dosłownie to było tak, że wziąłem głowę pięć centymetrów w jedną stronę i było to niesamowicie czuć, a pięć centymetrów w drugą stronę nic nie było. Więc to było takie dziwne i mój szwagier to samo. Tak samo w tym samym miejscu on wszystko czuł, a jego dziewczyna nic. I tak nagle jak to się pojawiło, tak samo nagle zniknęło. I po prostu no wiadomo, no już cała rozmowa była skupiona na tej całej sytuacji, ale po jakichś 20 minutach znowu to się pojawiło i bezpiecznie w tym samym miejscu. Tylko że wtedy gdzieś na krótszą chwilę. Wtedy to trwało gdzieś jakieś 10 minut, a potem gdzieś na minutę i ustało i już nic tam się więcej nie działo.
No nie jestem jakimś orłem, prawda? Z fizyki czy chemii zresztą nigdy nie byłem, ale wedle mojej wiedzy zapachy się raczej roznoszą, a nie są takie zlokalizowane, prawda? To mi w ogóle przychodzi na myśl relację, którą kiedyś ja już kiedyś rejestrowałem podobne zdarzenie, że też ten zapach był taki jakby mocno zlokalizowany w jednym punkcie.
No właśnie tak było, bo miał po prostu on swoje granice, tak jakby nie wiem, bańkę jak balon o powiedzmy balon, balon z helem oddzielony od powietrza tylko tą gumą. Ale no tej gumy to nie było, nie? Czyli tak jakby coś zatrzymywało ten zapach w jednym miejscu.
Wy tam tylko zauważyliście ten zapach. Nie było jakiegoś jakby uczucia, prawda? Obecności czy czegoś, że ktoś tam jeszcze obok was był? nie, nie. Nie było żadnej, nie było żadnego uczucia obecności nikogo. Był tylko zapach. I właśnie te trzy rzeczy najdziwniejsze. Bardzo się szybko pojawił.
Czułem go tylko ja ze szwagrem. Nie czuła go jego dziewczyna. Była granica tego zapachu i bardzo szybko zniknął, tak jak się pojawił. Ale właśnie w tym domu, jeszcze wcześniej to działy się takie jakieś dziwne rzeczy, bo na przykład szwagier opowiadał, że jego pies stał w drzwiach i szczekał w jakieś jedno miejsce. Albo jak u niego spaliśmy jeszcze wtedy z dziewczyną, to słyszeliśmy cały czas jak tutaj u góry coś, coś stuka, coś spada, coś chodzi, biega. No, no nie wiem, jakieś dziwne rzeczy, tak? Naprawdę, naprawdę bardzo głośne, bo aż się budziliśmy w nocy. A teraz akurat mieszkamy tutaj, w tym u góry i no chyba to przestało. Chociaż też zaraz będę mówił o jednej sytuacji dziwnej i no z tego, co wiem, no to tutaj kiedyś była znaleziona jakaś osoba, jakiś bezdomny chyba, ktoś po prostu tutaj umarł, nie? W tym domu. No to by tłumaczyło po części pojawienie się tego zapachu, bo to jest jakiś stary dom, taki budynek z historią?
Nie. To jest po prostu taki klo, tak o. Tak jak kiedyś budowali takie klocki. No może trochę większy, trochę, trochę, trochę inna bryła, ale nie wiem ile ten dom może mieć lat. No około pięćdziesięciu pewnie ma.
No pięćdziesiąt lat to już jest taki okres, że tam mogło się dużo różnych rzeczy dziać na przestrzeni dziesięcioleci. Wiem, że ktoś tutaj zmarł, bo jak teściu kupował, to tam właśnie była historia tego domu no i ktoś tutaj po prostu w tym domu zmarł.
No może być tak, że to, że to się tam jakby objawił poprzedni lokator tego, tego domu. No właśnie też tak skojarzyliśmy, nie? Zwłaszcza, że jego pies tam gdzieś tam szczekał, coś tam. I właśnie tutaj, tak jak mówiłem, różne rzeczy się działy.
Jeszcze tutaj jedna historia. Od razu może powiem, jak siedziałem tutaj u góry, właśnie tam, gdzie słyszeliśmy te dźwięki, to siedziałem plecami do takiej szafki, takiej komody i po prostu to była też noc. I po prostu w pewnym momencie coś tak mocno huknęło, tak mocno spadło. Poczułem aż wiatr taki na plecach, jakby się cała szafa zawaliła czy coś.
Książki, ten... Wychodzi moja żona. Co się stało? Co się stało? A wracamy się, a tam po prostu nic. Wszystko na swoim miejscu. Także to też bardzo dziwna sytuacja. No wypisz wymaluj, aktywność poltergeista. Może tak, może być.
A tutaj chyba takim najczęstszym, jednym z takich najczęstszych jakby przejawów aktywności tego typu zjawisk są właśnie jakieś wrażenia dźwiękowe. Tutaj taki ważny element to, to, że nie tylko pan to usłyszał. Żona też. Tak, tak. Żona też, bo aż wyszła, bo myślała, że po prostu jakaś szafa się zawaliła czy, czy coś. A ja po prostu aż poczułem na plecach taki powiew jak spadł, aż, aż no taki no, no wiadomo, jak coś spadnie, no to jest, jest tam siła i po prostu aż idzie taki wiatr od tego i aż poczułem to na plecach, więc się odwróciłem, a tam po prostu dziwne, dziwna rzecz, bo wszystko było na swoim miejscu.
"Ze Złotowa w województwie wielkopolskim przenosimy się do Warszawy, gdzie rozegrała się pewna mrożąca krew w żyłach historia, która poskutkowała wygonieniem lokatorów z dopiero co wynajętego mieszkania." To był rok 2013. Lato. Ogólnie rachunek historii jest taki, że mieliśmy właśnie z partnerką możliwość tanio wynająć mieszkanie w Warszawie na Ochocie. Takie pierwsze wrażenie, jak w ogóle byliśmy wcześniej w tym mieszkaniu? Ja to mówiąc szczerze zignorowałem. Partnerka trochę mniej. Po prostu wchodzimy do mieszkania no i takie wrażenie wchodząc łącząc prochu eee niefajnie tutaj po prostu. No z tym, że ja to zwaliłem na to, że no rzeczywiście mieszkanie troszeczkę zapuszczone, takie w stylu babcinym, no to, no po prostu mieszkanie w stylu babcinym, no to w stylu babcinym, ale nie ma co wybrzydzać. Natomiast właśnie moja partnerka była od początku wobec tego mieszkania bardzo sceptyczna. Kiedy się już tam wprowadziliśmy, znaczy prowadziliśmy całe mieszkanie-- zajmowaliśmy albo chyba przez dwa czy przez trzy dni już nie pamiętam. No bo żeśmy stamtąd zwiali. Dwa dni, tak, tak, właśnie teraz ... pokazuje dwa dni, czyli no jedną noc. Żeśmy stamtąd po prostu zwiali dlatego, że tam się działy rzeczy takie dość dziwne. Można powiedzieć, że bardzo takie zastanawiające zbiegi okoliczności to jedno, ale druga rzecz to to, że właściwie permanentnie w tym mieszkaniu ja miałem takie poczucie, jakby ktoś lub coś mi chciało zasugerować, że nie jestem tutaj mile widziany. To można porównać to uczucie do czegoś takiego, że na przykład idziesz przez park, tak?
Siedzi sobie kilku typków, piją piwo, nic do ciebie nie mówią, ty do nich nic nie mówisz, mała wymiana spojrzeń, ale czujesz z tyłu głowy, że typki by chciały, żebyś sobie szybciej poszedł niż wolniej, prawda? No więc podobne przeczucie, właśnie podobne myśli miałem w tym mieszkaniu i to jak gdyby permanentnie.
To raz. Dwa to robiło, można powiedzieć, jakieś takie z manifestacji takich bardziej nazwijmy to namacalnych. No nie było tutaj nic spektakularnego, ale z tych takich manifestacji, tego czegoś, no to było na przykład coś takiego, że na przykład, kiedy moja partnerka brała prysznic, tak? Była sobie taka zasłona prysznicowa na pałąku. Oczywiście no i w tym momencie tego nie dotykała, jak gdyby była oddalona tam od tej kotary. No i ta kotara prysznicowa sobie wzięła i spadła.
Tak ni z grochy, ni z pietruchy, tak? To na przykład jedna taka rzecz. Druga rzecz to w momencie, w którym tak w ramach przeglądania, co jest w szafie jednej, drugiej otwieramy szufladę w szafie, tak? No i jest sobie świeca taka kościelna gromnica nie no długa na pięćdziesiąt centymetrów. No i w każdym razie mówimy no o gromnicach, po co to komu? Tak?
Pamiątka po poprzednim właścicielu, po osobie, która tu mieszkała. Ale w momencie, kiedy ja powiedziałem słowo modlić się, jak ktoś się może modlił, tak? No to w tym momencie też w zlewie w kuchni brzdęk, brzdęk, brzdęk sztućce, tak? O talerze, tak? No ni z grochy, ni z akurat w momencie, kiedy zostało użyte słowo modlić się. To druga rzecz.
Trzecia rzecz to było z kolei też związane właśnie ze zlewozmywakiem w kuchni. Też kiedy nasilało się to uczucie i u mnie i u mojej partnerki to uczucie, że coś nam daje do zrozumienia. Nie jesteście tu mile widziani, tak? Spadajcie i tak dalej, i tak dalej. Ja po prostu już mówię otwartym tekstem Co ty? Czy ty uważasz, że tutaj, w tym mieszkaniu są jakieś duchy? I w momencie, kiedy wypowiedziałem słowo duchy, to w tym momencie bum! Znowu uderzenie w zlewie, w zlewozmywaku. No i ja autentycznie wysrany totalnie idę do tej kuchni. Spodziewałem się oczywiście już wyobraźnia pracowała.
Spodziewałem się nie wiadomo czego. Wchodzę do tej kuchni, patrzę, a tam po prostu z foremki, tak? Do lodów kostka lodu, którą żeśmy do góry nogami tą foremkę położyli w zlewie, żeby to sobie jak gdyby spadło. No to już i zapomniałem w ogóle o tej foremce do lodu. Wypadła kostka lodu. Z tym że to, co jest właśnie takim zastanawiającym zbiegiem okoliczności, to to, że w tym momencie, kiedy ja wypowiedziałem słowo duchy, ta kostka lodu sobie wzięła i zleciała. To jeszcze teraz, dobra, kolej na jak gdyby manifestacja tego czegoś. Ja tego nie widziałem. To może moja partnerka, jeżeli się nie wstydzi, to powie więcej. Znaczy no teraz kiwa głową, że nie, ale twierdzi, że widziała jak gdyby kątem oka w lustrze, tak? W łazience, jak gdyby taka ciemny kontur postaci w kapeluszu, tak?
Chyba mężczyzny. No i to tyle. I teraz najbardziej jakby taka zastanawiająca rzecz związana z tym czymś, to było to, no, że zamówiliśmy pizzę na kolację, tak? Zamówiliśmy tą pizzę, czekamy pół godziny, godzinę. No nie ma tego dostawcy.
Właściwie to dzwonimy do pizzerii, a to akurat zamówiliśmy dość późno. Pizzeria tam przedna do dwudziestej trzeciej, zamówiliśmy o dwudziestej drugiej. Nie ma godzinę dzwonimy do pizzerii, już tam nikogo nie ma. No to nikt nie odbiera.
Dwudziesta trzecia, trzydzieści dalej nikt nie odbiera. No to stwierdziliśmy, że nie, że nas olali tak? W tym momencie i pizzy nie będzie. Trudno, ale tak gdzieś, no nie wiem, no grubo po północy przez pierwszą dzwonek do drzwi. No oczywiście, no już też tam wyobraźnia pracowała, nie mogliśmy zasnąć. Dzwonek do drzwi. Matko Bosko, kto to? Nikt nie wie, że tutaj ktoś się wprowadził, tak? Po co ktoś ma tu dzwonić? Ale ja idę, idę, otwieram te drzwi tam i tam gościu z pizzą, tak? I facet mówi, że ja bardzo tak proszę państwa, przepraszam, że tak późno, ale dosłownie pod tutaj pod Państwa blokiem.
Facet we mnie autem wjechał, tak? Facet jechał, ten dostawca jechał na skuterze, no i miał wypadek z samochodem, tak? No i w tym momencie no stwierdziliśmy, że dobra, idziemy spać. Partnerka ponoć miała jakieś tam koszmary, coś, ja nie pamiętam, co mi się śniło. No w każdym razie jak się obudziliśmy, to jak gdyby to uczucie, że nie jesteśmy mile widziani było mniejsze. No i tam postanowiliśmy jeszcze zostać w tym mieszkaniu, ale jak już się zbliżał wieczór, to to uczucie znowu wróciło. I w tym momencie stwierdziliśmy, że nie, dobra, coś tu rzeczywiście jest. No trudno.-tego do wyjaśnienia, tak? Przede wszystkim właśnie ze względu na, na to podświadome uczucie, jakie to w nas wywołało, więc postanowiliśmy stamtąd zwiewać. No i w momencie, jak tylko żeśmy załadowali graty do samochodu, no to w tym momencie to ja-ja przynajmniej poczułem taką wie pan wyjątkową ulgę. No i to, to tyle. No, bez jakichś tam fajerwerków, bez jakichś tam niestworzonych rzeczy, po prostu coś takiego. Nie wiem, czy to jakiś poltergeist, czy to jakieś rzeczywiście duchy poprzednich mieszkańców.
No, takie coś nam się przytrafiło. Ja jeszcze może tylko dodam ze swojej strony, że mam dosyć dobrze rozwiniętą intuicję i często się jej słucham. I faktycznie to było dla mnie przynajmniej też takie nietypowe, że ja po każdej, nie wiem, podróży gdzieś mam bagaż. Pierwsze, co robię, rozpakowuję te rzeczy i to za każdym razem tak jest. Czy gdzieś przyjeżdżam, wyjeżdżam, jest, nie wiem, późno w nocy, jestem zmęczona. Ja zawsze muszę po prostu walizkę, torbę rozpakować, rzeczy na miejsce. No po prostu tak mam.
I słuchając je trochę-- nie wiem, czy to była właśnie ta dobrze rozwinięta intuicja. Faktycznie ja się tam nie rozpakowałam ani przez chwilę. Miałam tak jakby torbę przez te dwa dni cały czas w jednym miejscu przy wyjściu, że coś mi mówiło, że nie jest to najlepsze miejsce do tego, żeby po prostu tam zostać.
Ale miała pani jakieś takie poczucie, że coś z tymi pani rzeczami może się stać? Nie. Miałam takie poczucie, że po prostu będę musiała się bardzo szybko spakować i po prostu sobie iść do innego miejsca. Że tak jakby coś mi mówiło, że nie zostanę tutaj, nie ma opcji i muszę mieć tę torbę pod ręką właśnie po to, żeby ją, no, wziąć ze sobą, wyjść, zamknąć drzwi na klucz i-do widzenia. A państwo wykluczyliście, żeby coś mogło jakby samo z siebie się poruszać, prawda?
Ta kotara, te sztućce i tak dalej. Była w ogóle możliwość, żeby tą kotarę przypadkowo, nie wiem, trącić i ją zrzucić? Nie. Nie było takiej możliwości, bo jeszcze dodatkowo to nie był taki powiedzmy kołek rozporowy od ściany do ściany właśnie, że no raczej trzeba by użyć troszkę, wiadomo siły, żeby to ściągnąć na dół. To był taki-- to była taka kotara, tak jakby zakręcająca, taka dookoła, tak jakby, nie? Więc ona się nie trzymała na tym... kołku rozporowym. Taka była rozkręcana do ściany, więc to trzeba byłoby naprawdę mocno pociągnąć.
Czyli krótko mówiąc, żeby przypadkiem coś w tej kotorze zrobić, trzeba się było naprawdę bardzo mocno postarać. Bardzo mocno to może nie, no bo wiadomo, że [przesłuch 00:23:53] to by szarpnęło, ale na pewno trzeba to-to dotknąć, ściągnąć, szarpnąć. Nie jest tak, że nie wiem, podmuch wiatru i powiedzmy to gdzieś spada. Zresztą nie mogło być tam podmuchu wiatru za bardzo, bo to była łazienka.
A czy państwo odczuwaliście może w tym mieszkaniu jakieś wrażenie, że ewidentnie ktoś tu jeszcze jest? Takie... Tak. ...uczucie obecności. Nawet, nawet jak teraz o tym mówimy, to, to ja mam przynajmniej No ja też.
...takie ciarki. A my jesteśmy dosyć tacy wrażliwi na takie rzeczy. O, może tak to ujmę. No tak. Więc de-decydowanie właśnie było takie poczucie, że coś tu jest. Na pewno nie jesteśmy sami. I właśnie to nam dało takie poczucie, dobra, trzymajmy rzeczy właśnie nierozpakowane i cały czas gdzieś tam dziwne rzeczy znajdowaliśmy. A to właśnie ta gromnica. Chociaż no wiadomo, jak ktoś jest bardzo mocno gdzieś tam wierzący, to być może ma taką gromnicę i-i kartkę z modlitwą w szufladzie. Nie, nie jest to zupełnie wykluczone. No ale przez napad, że nie jest to powiedzmy codzienne gdzieś tam znalezisko, nie?
No, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie coraz więcej ludzi odwraca się, prawda, od Kościoła z różnych powodów, to raczej coraz rzadziej będą się takie artefakty trafiać w wynajmowanych mieszkaniach. A co wiadomo o historii tego mieszkania, budynku? Próbowaliście się coś dowiedzieć, co może jakby stać za przyczyną pojawienia się tych zdarzeń?
Z tego, co mi wiadomo, właściciel tego mieszkania mieszka na stałe za granicą, a wcześniej w tym mieszkaniu mieszkała jego siostra. Przecież w tym mieszkaniu podobno zmarła w szpitalu. Podobno. Ale czy ona zmarła tam, czy w szpitalu? Tego nie wiem na sto procent. Wiem, że mieszkała tam właśnie siostra tego właściciela i mieszkała sama, z tego, co mi wiadomo.
Więc podejrzewamy tutaj, że być może ta siostra właśnie na przykład nie zmarła w szpitalu, tylko może to się wydarzyło tutaj. Albo po prostu zmarła w szpitalu, ale była z jakiegoś powodu przywiązana do miejsca, tak? Na przykład. Albo to niekoniecznie musiała być siostra, duch siostry. To mogło być coś zupełnie innego. Trudno powiedzieć.
Pani wspominała o obserwacji jakby kątem oka tej postaci, takiej męskiej, prawda, w kapeluszu. No, tutaj bierzemy oczywiście poprawkę na to, że to mogła zadziałać pareidolia, ale gdyby- No tak, no, kapelusznik mówisz, taki, tak?
Tak, tak, tak, tak. Zdecydowanie bardziej męska, bardziej męska sylwetka. I to, i to już w ogóle była taka kropka nad i, gdzie powiedziałam, że nie ma, nie ma opcji, żebym tutaj dłużej po prostu sam, no, spędzała czas.
Jak się tak właśnie czyta o poltergeistach, to poltergeisty to bardziej, że tak powiem, terytorialne, tak? Że tutaj zgaszą światło, tam coś przesuną, nie wiem, jakieś odgłosy, ale to słychać tylko, no, na terenie, gdzie poltergeist jest jakby przywiązany, tak? Z tego, co czytałem. Natomiast, no, mnie najbardziej zastanawia właśnie to-- ta kwestia z tym dostawcą pizzy, bo to naprawdę już taki zbieg okoliczności, no, że tak powiem, wręcz ostentacyjny.
No, tutaj można powiedzieć, trzymając się tej jakby wersji paranormalnej, że to rzeczywiście jakiś duch, jakieś-- coś tam się przykleiło, coś chyba uznało tego dostawcę pizzy za intruza kolejnego do odstraszenia. No tak. Albo nie wiem. No, duch chciał nas zagłodzić. No może tak szeroko mówiąc. Już się teraz z tego śmiejemy, ale no to nam do śmiechu absolutnie nie było.
A czy szukaliście może pomocy jakiejś, nie wiem, u egzorcysty czy u jakiejś osoby zajmującej się, powiedzmy profesjonalnie tematyką duchów, poltergeistów i tak dalej? Nie. Powiem szczerze, że chcieliśmy stamtąd jak najszybciej wrócić i po prostu znaleźć się w jakimś miejscu, gdzie będziemy czuli-...się, no że okej, tutaj jest bezpiecznie, nic nas, że tak powiem, nie wygania. Natomiast gdzieś tam się obawialiśmy, żeby nam się coś po prostu nie przykleiło. No i wtedy wiadomo, trzeba by się zająć tym bardziej tak profesjonalnie. No tak, ale nic takiego właśnie nie było, tak jak wspomniano. Wyszliśmy ze sobą, wsiedliśmy do auta i już samochodem odjeżdżaliśmy. To ja poczułem taką totalną ulgę, jakby coś mnie puściło. A tak to, to ja tam rozmawiałem, no, z osobą, która się tam interesowała okultyzmem. No to z tego, co ja z tą osobą rozmawiałem, to ponoć było coś nie tak znowu. Nie wiadomo jak silnego w porównaniu z innymi bytami, jakie gdzieś tam kiedyś ktoś znalazł.
Natomiast tutaj to uczucie dyskomfortu. Gdybyśmy tam zostali, to ponoć by było coraz większe, większe, większe i to by się nawet, wie pan, no, mogło skończyć zapaścią psychiczną. No bo to w tym momencie ewidentnie ten byt jak gdyby chciał nam, że tak powiem kolokwialnie, no, wejść na psychikę, tak? Na tej zasadzie. Jeżeli rozumiem, to jesteście państwo przekonani, że jakby coś tam personalnie było i was poznało za intruzów, tak?
Tak, tak, tak. Że po prostu personalnie się, no, temu duchowemu, astralnemu czy tam jakiemuś rezydentowi po prostu się nie spodobaliśmy i tyle. Czy próbowaliście się dowiedzieć czegoś od sąsiadów? O ile w ogóle kontaktowaliście się z sąsiadami, prawda, o jakichś zdarzeniach związanych z tym mieszkaniem?
Nie, nie, nie. Ogólnie sąsiedzi akurat tam, to bardziej tacy starzy ludzie naokoło mieszkali. No i ogólnie sąsiedzi to nawet widzą jakieś nowe twarze, to nawet na dzień dobry tam nie odpowiadali, więc nie było w ogóle punktu zaczepienia.
To jest taki dosyć klasyczny przypadek, mi się wydaje, no, poltergeista. Czy też jakby interwencji kogoś, kto po śmierci jest do tego mieszkania cały czas jakby przyklejony, że to tak ujmę. Oczywiście tutaj odsialiśmy chyba też wszystkie możliwe racjonalne wytłumaczenia, że coś tam mogło, nie wiem, te sztućce mogły same spaść się, zsunąć czy coś.
No tak, tak, tak. Znaczy, to powiem tak: teoretycznie mogło. Szczególnie z tą kostką lodu. No to rzeczywiście, no jak się lód rozmraża, jest przyklejony do foremki i on się rozmraża, to prędzej czy później ta kostka spadnie, tak? Z tym że, no, że akurat w momencie, jak ja powiedziałem słowo duchy, to ta kostka walnęła, no to w tym momencie to jest, no, tak jak, tak jak mówię, no, to co można najlepiej opisać to zjawisko, to bardzo subtelne zbiegi okoliczności. Tak, można powiedzieć, że z subtelnych przechodzący do ostentacyjnych miejscami. Na tej zasadzie. Ja bym jeszcze takie pytanie: jaki jest wasz ogólnie stosunek do tej tematyki paranormalnej? Czy wcześniej interesowaliście się tymi tematami, czy jakby to zainteresowanie się narodziło u Was w wyniku tych zdarzeń dziwnych w tym mieszkaniu?
Powiem tak: ja na przykład tematyką UFO interesuję się od podstawówki. Bardziej tak można powiedzieć hobbystycznie, jako czy wierzę, czy nie wierzę, bardzo sceptyczne mam do tego podejście. No, można to porównać do tych znanych polskich ufologów, do Mateusza Kijewskiego, który, no, jest mega sceptyczny, tak? Natomiast uważam, że to są ciekawe historie, właśnie te wszystkie ufologiczne Rozwol, Nierozwol i tak dalej. No na przykład też uważam, że ?No to była mistyfikacja. Plus jeszcze, jeżeli chodzi o kwestie związane z okultyzmem. No, w okresie nastoletnim tam się bawiłem energiami, no i rzeczywiście to czułem. Z tym że później jak gdyby odpuściłem i to, jak gdyby te zdolności zanikły. Ale to, to były właśnie takie rzeczy typu przekazywanie energii, tak?
Dostrajanie talizmanów do nosiciela i tego typu rzeczy. A jeżeli chodzi właśnie o partnerkę, no to właśnie wysoko rozwinięta intuicja i też właśnie... No, to może sama powiesz tak? A mogę ja powiedzieć za ciebie? O czym?
No o tym właśnie, że też, no, czujesz pewne takie rzeczy bardziej, no, niecodzienne, tak? Potrafisz wyczuć, tak? Niecodzienne, niecodzienne. Ale tak, zdarza mi się po prostu bardzo dobrze wyczuć niektóre rzeczy. Zacznijmy od takich prostych rzeczy, typu, nie wiem, czekamy na jakiegoś, nie wiem, dostawcę, nie-dostawcę i... I, i, i nie wiem, chłopak gdzieś tutaj powiedzmy chodzi, krząta się, a akurat jeszcze mamy takie dodatkowe drzwi, więc czasami zdarza się, że niestety jak dzwonek nie zadzwoni, to my po prostu nie usłyszymy, jakby ktoś pukał do tych drzwi, do tej nazwijmy to ala kraty. I akurat mówię na przykład: Idź otwórz panu, bo pan jest przed drzwiach i-i-i akurat tutaj wychodzi. Otworzycie drzwi i co? Stoi pan. Tak, na przykład tak. Albo na przykład, no chociażby teraz, jak pan do nas dzwonił, to jak partnerka poszła do kuchni, pójdę do kuchni, to na pewno tutaj pan Marek zadzwoni. No i właśnie pan zadzwonił, tak?
No, czyli tutaj bardziej można powiedzieć prawo Murphy'ego, czyli też nic, nic z fajerwerkami, ale jednak tutaj, jeżeli chodzi o takie rzeczy, no jak są osoby bardziej wrażliwe na takie kwestie, mniej, nazwijmy to, mniej racjonalistyczne, to moja partnerka jest właśnie na takie rzeczy wyczulona. No pewnie.
A też jeszcze mogę powiedzieć à propos takich nie wiem, czy to intuicji, ale też takich powiedzmy kontaktów, no, paranormalnych. To miałam akurat taki przypadek. Myślę, że to też się wielu osobom zdarza i jest to częste, ale jednak postanowiłam się podzielić. To był przypadek mojej babci, już świętej pamięci. Był taki przypadek, że przebywałam chwilowo za granicą na wycieczce, takiej wymianie studenckiej. I faktycznie była taka noc, że bardzo źle tej nocy spałam. Obudziłam się jakiejś dziwnej godzinie. No tak, nie wiem, to było około godziny piątej nad ranem. Ja jestem śpiochem, więc dla mnie to jest bardzo dziwna godzina do w ogóle do wstania. Jakoś tak bardzo źle spałam i śniło mi się. Śniło mi się, że właśnie przyszła babcia. Pocałowała mnie w policzek i powiedziała: Przyszłam się z tobą pożegnać. No i tak jakoś się obudziłam. Wiadomo, no było mi niezbyt miło po tym śnie, no bo był taki bardzo, bardzo oczywisty. No i potem co się okazało? Że jak później rozmawiałam z mamą, okazało się, że właśnie około godziny piątej ta babcia zmarła. Jeszcze taka ciekawostka, że to, że tak powiem, nie była ulubiona babcia, a ja nie byłam ulubioną wnuczką i mimo wszystko zostałam wybrana, żeby się pożegnać. To-to-to...
Czyli krótko mówiąc, klasyczny przypadek tak zwanej monicji, że zmarły informuje o swoim odejściu. Tak, dokładnie tak. W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy takiej paranormalnej spowiedzi, w której będą się pojawiały obok głównego wątku odniesienia do kontaktów z zaświatami, zdarzeń o charakterze prekognicyjnym i tak dalej. Główną część rozmowy poświęcimy jednak na prezentację historii związanej z wydarzeniami w nawiedzonej kamienicy w Przemyślu.
Chodzi o to-- zaczęło się w ogóle od tego, że moja mama była w śmierci klinicznej przy porodzie ze mną i na swojej drodze jakby taki zobaczyła piękny ogród i swoją-- szła taką alejką. Opowiadała, że były piękne zapachy, kwiaty. Kochała bardzo swoją babcię i właśnie tą babcię zobaczyła zza rogu. Ta babcia wybiegła z laską, zaczęła krzyczeć: "Uciekaj, na ciebie jeszcze czas". I wtedy wybudziła się ze śmierci klinicznej. Potem rodzice kupili kamienicę. To jest kamienica z 1910 roku. I w tej kamienicy no jakby od początku były jakieś byty. Ja mając trzy latka został ze mną wujek i w południe, w samo południe nad moim łóżeczkiem mów-- zrobiła się taka jakby chmura i ta chmura tak jakby w pionie się podniosła, poszła do okna i się rozpłynęła. Później, mając lat nie wiem, dziesięć, dwanaście zobaczyłam. Przebudziłam się w nocy.
Właściwie to mnie przebudziło i spojrzałam na drzwi do kuchni. W tych drzwiach stała postać taka... Trudno mi określić. Nie było widać twarzy. Taka w habicie, jakby jak Ku-Klux-Klan. Tylko że to było czarne takie. Taka zakapturzona postać, tak?
Tak, tak. Później lata mijały. Tam no ciągle jakieś były sytuacje, że ktoś coś widział, ktoś coś słyszał. Do mamy, do łóżka coś podeszło. Mieliśmy meble, antyki i taki kredens. Właśnie jedna szafka tak skrzypiała i parkiet. No i mama słyszała, że, że coś się porusza po tym parkiecie.
Podeszło do tej szafki, otworzyło i tak jak do stałej siły uderzyło tą szafką. Później właśnie była sytuacja, że wyjechałam na Śląsk, bo wyjechałam na Śląsk. I tutaj pierwsza noc na Śląsku. Przyśnił mi się właśnie taki sen, że puka ktoś do drzwi i ja w tym śnie otwieram drzwi i wchodzą rodzina, brat, siostra, brat, który nie żyje i moja mama, która nie żyła. Ja, będąc świadoma w tym śnie, że mama nie żyje, mówię do mamy: "Mamo, przecież ty nie żyjesz". A mama mnie przytuliła, mówi: "Dziecko, wierz w reinkarnację". No nie potrafię sobie tego snu wytłumaczyć.
Później właśnie była też sytuacja, że przyjechałam do brata i z bratankiem rozmawialiśmy. Ogólnie jak jestem u brata, to czuję, że czuję obecność jakby bytów jakichś, ale być może za bardzo się boję, żeby się z nimi skonfrontować. No i rozmawialiśmy z bratankiem do późna. Wszyscy już spali i w pewnym momencie w jego twarzy, na moich oczach, zaczęły mu się robić oczy żółte jak ma kot i z takimi kreskami. Uszy mu się wydłużyły. Ja w tym momencie się przestraszyłam, zamknęłam oczy.
No i mówi: "Ciocia, co ci jest?" Mówi: "Zrobiłaś się blada". Ja otworzyłam oczy i już miał normalną twarz. No, tego też nie potrafię sobie za bardzo wytłumaczyć. Także no, no było trochę- Z takim tłumaczeniem mi się na szybko nasunęło. Myślę, że może doszło do tak zwanego efektu Krwawej Mary. Pani długi czas wpatrywała się w twarz bratanka i mózg zaczął usuwać z obrazu informacje, które już zna. Co spowodowało takie właśnie zniekształcenia w tym, co pani widziała. Takie dość przerażające to było, bo... No, kupili aparat bratanicy na komunię, pstryknęli zdjęcie do kuchni, w której było zgaszone światło i było takie zdjęcie jakby kobieta, postać z ciemnymi włosami, z krzyżem w plecach. Ale ten krzyż miał trzy ramiona. Ale to był taki celtycki krzyż, bo poczytałam trochę w Internecie i to zdjęcie zniknęło z tego aparatu samo. Mój syn zobaczył postać przybitą do drzwi i miał też długo traumę. Leczyłam go nefrologicznie.
Także różne rzeczy się tam zdarzały w tej kamienicy. Ona była święcona bardzo dużo razy od sufitu, od strychu aż po piwnicę. No ale tak jak mówię, czasem słychać jakieś głosy, czasem, czasem ktoś coś widzi. Moja mama widziała twarz swojego ojca przy drzwiach, przy szybie, od drzwi po śmierci oczywiście dziadka.
A to jakaś stara kamienica była to jakiś taki budynek z długą historią? To jest kamienica przy głównej ulicy, ale z tego, co wygrzebaliśmy, co mama opowiadała, to tam mieszkał kiedyś ktoś, kto z kościoła kradł jakieś tam rzeczy.
Jeszcze długo przed kupieniem przez rodziców tej kamienicy. Czyli mogła tutaj jakaś klątwa też zadziałać- Tak, myśleliśmy, że- Związana ze świętokradztwem. Właśnie nie wiadomo, może, może tam jest coś zakopane. Mama zawsze mówiła, że może perła jest zakopana, bo że tak powiem, żadna rodzina się nie utrzymała w tej kamienicy. Wszystkie małżeństwa się rozpadały. Brat niedługo po ślubie zginął w wypadku. Rodzice się rozstali.
No i co się stało? Zmarła. Brat drugi też się rozstał z żoną. Ja też z mężem się rozeszłam, siostra też rozeszła się z mężem także jakby... No i po latach jeszcze, patrząc codziennie na tę kamienicę, nie zauważyłam przez trzydzieści lat, że tam jest pod balkonem twarz Stańczyka. Ale to nie jest taka miła, sympatyczna twarz, tylko tak jakby chłonęła coś, taka... Bardziej jak gargulec wygląda. I ja tego nie widziałam przez długie lata. Dopiero jak wyjechałam na Śląsk, to właśnie bratanek mówi: "Ciociu, zobacz, co tu jest, nie?
Tak dziwnie jest". No jest, jest-- różne rzeczy się tam mówię zdarzały. Ja od dziecka-- jeszcze jedna rzecz ważna. Mam coś takiego, że w ogóle nie planuję na przykład jechać do brata. Nie mam, nie mam takich planów, nie mam zamiaru. A przychodzi taki moment, że ja muszę tam pojechać tak, jakby mnie coś tam przyciągało, a nie mam pojęcia, o co chodzi. Takie, takie właśnie, właśnie chciałabym porozmawiać na ten temat z kimś, kto, kto może więcej wie niż ja. No mówię, mama trzydzieści lat nie żyje, nigdy mi się nie śni, a wtedy mi się właśnie przyśniła i-i w tym śnie mi powiedziała. Ja byłam świadoma, że ona nie żyje, a ona mi powiedziała: "wiesz, w reinkarnację". To takie było dla mnie dziwne.
No z kontaktami w ogóle ze światami ze zmarłymi to jest tak, że zmarli często się nie komunikują, nie kontaktują, jeżeli nie ma ku temu potrzeby, tak? Też, no mówię, różne rzeczy tam się zdarzały. Brat też będąc na strychu, wieszając pranie. No gołębie jak chodzą, to chodzą raczej po cichu. Takie słyszę ustąpanie mocne po tym dachu także... No, no mówię, różne były tam sytuacje i, i na drzwiach jednych mieliśmy krzyż taki. Ten krzyż był-- myśmy go próbowali zakryć i-i tam mąż zrobił jakieś rzeczy renowacyjne i zamalował. I za jakiś czas znowu był ten krzyż tam w tym miejscu. Także no, nie wiem, ja podejrzewałam, że może do mnie przychodzi, może ze mną chce się ktoś skontaktować, ale ja za bardzo się boję, żeby się z tym skonfrontować.
Jeżeli tego doświadczają inni członkowie rodziny również. No to raczej chyba bym podejrzewał, że to jest coś takiego, coś, jakiś byt związany z tym miejscem, jakaś sprawa związana z tą kamienicą, bardziej niż personalnie z panią.
Być może, bo wcześniej z tego, co-co tam czytałam różne rzeczy, no bo interesowałam się, to w tym miejscu, gdzie jest ta kamienica, był mur obronny Przemyśla, zamku przemyskiego i nie było jeszcze cmentarzy i tam byli chowani ludzie. Może ktoś potrzebuje, nie wiem, chrztu, modlitwy? No ale modlę się cały czas i po prostu no przychodzi taki moment, że ja muszę tam pojechać i ja czuję obecność. Wiem, kiedy te byty tam po prostu są. Czuję, kiedy ich nie ma i-i czuję, kiedy są. Właśnie wtedy, jak siedziałam z tym bratankiem, to poczułam taki powiew chłodu po nogach, a wszystko było pozamykane i okna, i drzwi, więc nie mogło być przeciągu. Wszyscy spali i w tym momencie właśnie zaczęła jemu się zmieniać ta twarz. Mój syn też w nocy się przebudził, biegł do toalety i na drzwiach zobaczył przybitą postać. Długo miał traumę. Później go leczyłam tak jak mówię, neurologicznie. No w tej chwili już jest dorosłym człowiekiem i nie wracamy do tematu. Ale no coś tam jest i jest tak, że jak tam jadę, to właśnie muszę być w kościele, na cmentarzu i u brata. Tam po prostu mnie ciągnie, tak jakbym miała jakąś misję do spełnienia. Po prostu jadę, mimo tego, że nie planowałam tam jechać.
Ale pani jakoś tak po prostu czuje taką potrzebę. Czy dostaje Pani jakąś informację do głowy, taką myśl? Nie. Po prostu no, no czuję, że muszę tam pojechać. Nie planuję i w momencie po prostu coś, coś mnie tam ciągnie, coś mnie tam pcha. No i mówię do syna jedziemy do Przemyśla i jedziemy. To jest taka historia właściwie nawiedzonej kamienicy, tak? A z drugiej strony tak mi się wydaje, że Pani jakby też jest bardziej otwarta na postrzeganie tych tych różnych-- w ogóle Wy jesteście jako rodzina otwarci na postrzeganie tych różnych paranormaliów.
No moja siostra siedziała, bo kupili rodzice tą kamienicę z lokatorami. No i lokatorzy graniczyli mieszkanie, bo to jest duże mieszkanie, takie sto piętnaście metrów. Pokój był przedzielony drzwiami i rodzice powiesili taki gruby, masywny koc na tych drzwiach właśnie u nas i siostra siedziała w południe równo, punktualnie w południe ten koc w pionie podniósł się do góry i pomalutku opadł, a nie-nie mógł, bo był za ciężki, żeby go nawet wiatr poruszył.
Podniósł się tak, jakby ktoś go tam ściągnął, tak? Fizycznie. Ktoś podszedł i go ściągnął. Podniósł się tak właśnie. U góry był przybity gwoździami i od dołu do góry się podniósł i opadł. Czy tamci lokatorzy coś zgłaszali? Jakieś dziwne zdarzenia?
Nie, lokator nie, bo nie mieliśmy tak za bardzo kontaktu. No mieszkali, rozmawialiśmy grzecznie, ale nie kłóciliśmy się, ale nie rozmawiali na takie tematy. No trochę szkoda, bo też.No ciekawe, cy jeżeli tam te rzeczy są związane z tym budynkiem, jeżeli tam dzieją się od dłuższego czasu, to ciekawe co oni mogli prawda? Widzieć bądź słyszeć.
No tak, być może też mieli jakieś, jakieś zdarzenia, jakieś sytuacje. No mówię, tych sytuacji było dość dużo, no bo to i siostra, i brat, i mama, i ja. No jeden raz też mama opowiadała, że położyła się do łóżka i po prostu słyszała, jak ten parkiet skrzypi. No ale nakryła się kołdrą, zamknęła mocno oczy, nie chciała po prostu słuchać, a to podeszło do mamy tak jakby dwoma palcami dotknęło mamę. I mama wtedy wstała, zaświeciła światło, zaczęła się modlić i to znikało.
A czy te zdarzenia, przynajmniej te, którym towarzyszyły jakieś dźwięki? Czy przy tych zdarzeniach te dźwięki były na tyle głośne, że dałoby się je teoretycznie usłyszeć w innych częściach budynku? Nie, nie, wydaje mi się, że nie. Sąsiadka też zauważyła, jak mój ojciec umarł.
To tak jakby jakaś kula świetlista kręciła się w kuchni u nas, gdzie było ciemno, to tak jakby na dyskotece. Nieraz dawno temu były takie kule, jakieś kolorowe. To ona mówi, że coś w takim kształcie jakby kuli zobaczyła, jakby się kręciło u nas w kuchni. Mama też raz zobaczyła w oknie śmierć.
Śmierć? No po prostu siedziała z koleżanką. Wieczorami tam haftowały, różne rzeczy robiły i zobaczyła w szybie. I podeszła do tego okna i mówi: "Idź, uciekaj, Jest na mnie jeszcze czas". I to tak poszło do budynku, który mama widziała przez okno i tam w tym budynku ktoś zmarł. Czyli taka zapowiedź śmierci innej osoby mieszkającej w pobliżu. A czy są jakieś?
Macie jakieś informacje od okolicznych mieszkańców o jakichś dziwnych zdarzeniach? Nie, nie, bo raczej nie rozmawiamy. Nie poruszacie tego tematu, tak? Raczej, raczej tylko między sobą. Tam czasem ktoś coś powie, ale tak raczej staramy się nie rozmawiać na te tematy.
Dlatego właśnie nie bardzo mam z kim porozmawiać na ten temat. Ja myślę, że, że ja tak sobie przez lata myślałam, że, że po prostu ja przyciągam i że może to chciało się ze mną skontaktować. No ale widział też bratanek.
No bratowa też widziała. Położyła się i po prostu krzesło nie spadło, tylko po prostu tak jakby ktoś położył na podłodze oparciem do podłogi. Czyli to by potwierdzało, że to nie jest jakby coś jakby przyklejonego do pani personalnie, tylko do miejsca. Tutaj pani przytoczyła kilka opisów spotkań z dziwnymi postaciami. Czy to były? Jak te postacie w ogóle się czuło, że to tak ujmę? Czy to były postacie takie bardziej fizyczne, czy może bardziej niefizyczne? Co właśnie, co o co od tych postaci było czuć?
Ja odczuwałam lęk, że nawet rozmawiałam z bratem i mówiłam, że, że kiedyś się odważę powiem wszelki duch Pana Boga chwali. A brat mówi "A jak zacznie się śmiać i to jest jakiś szatan albo demon?" No i wtedy się przestraszyłam i nie spróbowałam nigdy się skontaktować z tym, ale odczuwam, że to nie jest dobra postać. Tym bardziej że ta postać, którą widziałam w tych drzwiach, no, pamiętam to do dziś, choć już mam pięćdziesiąt trzy lata, a byłam dzieckiem i ta postać właśnie, jak spojrzałam na nią, chciałam dostrzec twarz, to, to tak jakby podniosło miecz taki długi i zaczęło nim kręcić.
To brzmi tak, jakby takie ostrzeżenie. Nie bądź taka ciekawa. No tak. No, no dlatego. No jak jestem tam, mówię, odczuwam, odczuwam obecność. Nie zawsze to jest, ale jak jest, to odczuwam, że czuję po prostu, że, że taka atmosfera się zagęszcza i tylko ja to czuję, że to tam jest. A czy były jakieś interakcje z tymi postaciami? Może nie takie-- może nie interakcje, niekoniecznie inicjowane przez panią czy przez członków rodziny? Tylko czy może te postacie jakieś nawiązywały z wami kontakt? Bo tutaj pani wspominała o tej sytuacji, gdzie, gdzie ta postać zareagowała na pani próbę przyjrzenia się prawda? To już jakaś interakcja jest chyba? Tak. No ale, ale nic więcej takiego nie było właśnie. No ja jako dziecko no to widziałam. Biegając do bramy, widziałam moją babcię, która mierzyła bramie na wejściu do podwórka. Mój dziadek jak zmarł, to dzień wcześniej mamie się śnił i mówi mama, bo mój dziadek był nadzwyczaj spokojnym człowiekiem i mówi mama tak się pakował gorączkowo, gorączkowo i mama mówi "Tato, co ty tak się denerwujesz?" Mówi "Co ty?" Mówi "A mam tego dość. Jadę do ... brata mamy". No i na drugi dzień kryształowy wazon sam się rozleciał. Po prostu drobny mak się rozleciał. No i po południu telegram przyszedł. Jeszcze wtedy były telegramy.
No i mama poprosiła ojca, żeby odebrał. I mówi ... nie żyje brat mamy. Ojciec mówi uspokój się, przeczytaj. Nie wiadomo. Mówi, ja wiem ...Nie żyje. No i przeczytała telegram. I faktycznie, dziad mamy umarł tak, jakby dziadek jechał po niego. A w dniu, w którym moja mama umarła, mieliśmy dwa obrazy Świętej Trójcy Jezusa i Maryi nad łóżkiem w sypialni u rodziców. I w dniu, w którym umarła ten Jezus właśnie z tego obrazu, w całym tym płaszczu, bo takie były do połowy te obrazy, w całym tym płaszczu ukazał się mamie i kiwał palcem i mama za Nim szła i w pewnym momencie stanęła i się obudziła, ale w tym dniu umarła.
Czyli taka jakby odebrana przypadkiem informacja o zbliżającym się odejściu. Nie wiem, czy to można w ogóle jakoś zaklasyfikować jako monicję, bo monicja to jest taka sytuacja, gdzie sam zmarły informuje o swoim odejściu. Tutaj chyba bardziej takie zdarzenie pro-kognicyjne. Po prostu coś z jasnowidzeniem związanego. Tak.
No, no mówię, dużo było sytuacji. Właśnie zawsze, zawsze wieczorem z mamą się modliłyśmy. Na początku miałam nerwy jako dziecko, no bo mnie mama ciągle kazała się z nią wieczorem modlić. Ale... No później, jak zaczęłam ja już widzieć różne rzeczy, no to w tym momencie słyszeć właśnie ten parkiet. Takie różne, różne szuranie, takie no, różne dziwne rzeczy tam. Z mężem moim po ślubie mieszkaliśmy chwilę. Tam właśnie była też sytuacja, że się posprzeczaliśmy, ale spaliśmy w jednym łóżku, więc ja oglądałam film, a on zasnął. I coś takiego, on jakby tak, ale takim szeptem? No i ja tak patrzę na niego, czy on sobie żartuje, czy co robi. No ale patrzę, że śpi i tak jakby po cichu, takim szeptem wołał moje imię. No i go potarmosiłam. Obudziłam go. On mówi Słuchaj, coś mi się działo na klatce.
Mówi, krzyczałem z całych sił, a ja go słyszałam tylko takie, akafiee. No i w tamtym momencie powiedziałam, że to mama przyszła, bo ze mną się pokłócił. No ale, ale później zdałam sobie sprawę, że to nie była na pewno mama.
No mama by chyba nie straszyła, prawda? No nie, nie. Nie no, zażartowałam sobie, że że może mama przyszła, bo się pokłóciliśmy, ale no podejrzewam, że to jakaś mara mogła być czy coś w tym rodzaju, bo mówi, że że z całych sił krzyczał i... A ja go słyszałem, ledwo słyszałam, a leżałam obok niego. Także...
No to, że krzyczała, ledwo go było słychać. To przychodzi mi na myśl przypadki różnych takich spotkań z tak zwanymi bedroom visitors i dziwnymi istotami, podczas których świadek jakby zostaje w jakiś sposób sparaliżowany i właśnie czuje, pragnie krzyknąć, pragnie się wyrwać z tej sytuacji, a jakby sam siebie też nie słyszy nieraz.
Tak, tak, to coś właśnie w tym rodzaju było. No z tym mówię. No też, też widziałam na moich oczach, jak on się zmienia, jak robią mu się żółte oczy, kreski w oczach, jak mają koty. I te uszy mu się zaczęły wydłużać i zamknęłam oczy, bo się przestraszyłam. Aż zbladłam. No i właśnie on za chwilę mówi A wcześniej, chwilę wcześniej czułam taki zimny powiew na nogach i, i właśnie powiedziałam do niego Czuję, że coś tu jest. No i zaczęłam tak widzieć jego. Zamknęłam te oczy, on za chwilę mnie za ramię złapał, mówi Ciocia, co ci jest? Mówię, bo zbladłaś.
Otworzyłam oczy. Już był normalny. Ja nawet szukałam w internecie o reptilianach. Czytałam różne rzeczy, ale oni zwykle mają czarne oczy, a jemu się zrobiły żółte oczy, takie jak u kota także. No wedle mojej wiedzy Reptilianie też często mają takie oczy bardziej gadowate. Tak. Taka kreska po środku.
Taka właśnie kreska w poprzek jemu się zrobiła. Zrobiły mu się żółte oczy i taka kreska w poprzek. I zaczęły mu się uszy wydłużać i twarz robić pociągła. I zamknęłam oczy w tym momencie. No, jeżeli to nie był ten wspomniany przeze mnie efekt Krwawej Mary, to można tutaj pospekulować, że tu rzeczywiście działa jakaś taka siła, która nie dość, że jest dosyć atencyjna, że to tak ujmę, bo się pokazuje wszystkim członkom rodziny w tej kamienicy. To jeszcze jakiś chyba cel też ma, nie wiem, pożywić się energią, zwrócić na siebie jakąś uwagę. Może to jest jakieś wołanie o pomoc ze światów, jakiejś istoty, która jest przyklejona, że tak powiem, do tego miejsca. Być może. Moja babcia, która miała osiemdziesiąt sześć lat. Ona zaczęła dostawać zaniki pamięci, ale ona też coś widziała. Tylko, że ona już nie umiała tego powiedzieć, bo zaczęła robić barykady, zaczęła barykadować drzwi, zaczęła przesuwać stół, krzesło na krzesło, wiaderko z węglem i mówiła, że widzi diabła.
Ale babci się też zdarzały wcześniej takie sytuacje, czy to już tak pod koniec, pod koniec życia? Właśnie nie wiem, bo ja byłam mała w tym czasie, jak babcia zmarła, ale pamiętam tę sytuację, że, że kilka razy właśnie ona nad nami mieszkała i ojciec właśnie chodził, bo słychać było, że ciągnie stół do drzwi, że, że barykaduje te drzwi i widziała diabła.
Czyli ponadto nic o jakichś takich sytuacjach z babcią wcześniejszych jakby nie wiadomo, tak? Nie wiadomo właśnie, bo no mówię, ja byłam dzieckiem, a mama wtedy na pewno nie rozmawiała ze mną na takie tematy, bo wtedy się przestraszyłam tego-A, tak. Co tam zobaczyłam? No i tak jakoś nie rozmawiało się na te tematy głośno, raczej, raczej się omijało te tematy.
No trochę szkoda, bo tutaj dużo takich potencjalnie ciekawych wątków jakby, no już zmarli zabrali ze sobą do grobu- Tak, no. Pani mama, babcia i tak dalej. Dziadek, brat mamy tak. No, ale ewidentnie coś tam, coś tam jest i coś tam może potrzebuje modlitwy, może... No, moja mama zawsze mówiła, że, że ta kamienica przyciąga łzy i może jest perła zakopana w tej kamienicy.
No taki klasyczny przykład nawiedzonego miejsca, w którym coś działa, nie wiadomo co. A próbowała pani może jakiejś pomocy, jakichś egzorcystów na przykład, czy jakichś osób, które mogą mieć- No właśnie nie, bo nie znam nikogo takiego. A też była właśnie sytuacja po mamy śmierci.
Mama zmarła no i wszyscy płakaliśmy przy stole. Siedzieliśmy... To jakoś było dwa, trzy dni po mamy śmierci. I jest ściana od pokoju, ograniczy z łazienką, a w łazience jeszcze wtedy była taka wanna żeliwna i takie nie wiem, czy pan pamięta, takie kratki z miską były nakładane na wannę kiedyś. Kratka taka na mydło i na miskę i to się nakładało na wannę. No i siedzieliśmy wszyscy przy tym stole i-i właśnie w telewizji śpiewał Wodecki Kochana mamo. No, zaczęliśmy wszyscy płakać i w pewnym momencie usłyszeliśmy wszyscy, jakby ta miska spadła razem z tą kratką, w taki fuk, jakby po prostu metalowa miska wpadła do żeliwnej wanny. No i wszyscy pobiegliśmy do łazienki, a tam wszystko na miejscu.
Skorelowanie w czasie waszego płaczu i tych pojawienia się tego dźwięku można tutaj podciągnąć jakby pod próbę, jakby odciągnięcia waszej uwagi od tej, od tego smutku po mamie. No właśnie tak też pomyśleliśmy wszyscy, że, że mama nie chce, żebyśmy płakali, żebyśmy rozpaczali.
No, zmarłym raczej nie zależy na tym, żebyśmy rozpaczali, tylko bardziej na tym, żeby nam się dobrze żyło. Oczywiście, jeżeli zmarli darzyli nas jakimś szacunkiem i sympatią, tak? Też się zdarzają. Zdarzają się sytuacje, że no prawda, niektórzy ludzie nie za bardzo nas jakby lubią.
Mama zmarła trzy dni przed moją osiemnastką. Ja osiemnaście lat skończyłam w dzień pogrzebu mamy. No i miała mi zrobić właśnie urodziny piękne. No i trzy dni przed dostała zawał i zmarła. No, taka nieciekawa sytuacja . Nie ma tutaj, nie ma tutaj czego zazdrościć, że to tak ujmę. Z urodzin się zrobiła wstypa. Tak, no ale zapamiętałam do końca życia urodziny. Ale mama mówię, na pewno więcej wiedziała, bo, bo mama... No, jak przychodził wieczór, to widziałam w jej oczach, że była przerażona i że, i że zawsze kazała mi odmówić pacierz na dobranoc. I też sama się modliła. Także...
No, na pewno więcej widziała, więcej słyszała. No ale, no, tak jak mówię, nie rozmawiało się na te tematy, a ja byłam dzieckiem, więc przy mnie na pewno nie poruszali tych tematów. Rozumiem, że pani jakby próbując zrozumieć-- pani próbuje zrozumieć głębiej, co się dzieje, czym może być w ogóle spowodowane. Próbuje pani zrozumieć głębię doświadczenia swoich, swoje oraz swoich bliskich.
Czy sięgała pani może po jakieś książki, jakieś źródła internetowe, cokolwiek? Właśnie nie bardzo, nie bardzo wiem, do czego to wszystko przypiąć. No bo mówię, ta twarz , ten sen, te różne tam sytuacje w tej kamienicy. No, po prostu nie wiem za bardzo, co brnąć i gdzie zacząć.
No można na przykład podejść do najbliższego kościoła. Ja tam co prawda Kościoła katolickiego jakąś specjalną sympatią nie darzę z wielu powodów, ale można- Ja również. Dlatego, że właśnie pierwsze dziecko moje zmarło w szóstym miesiącu ciąży i ksiądz powiedział, że to nie jest dziecko. Wtedy wchodziła właśnie aborcja no i-i tak się wkurzyłam, że od tamtego czasu oczywiście dzieci prowadziłam, bo musiałam, ale nie darzę księży i Kościoła sympatią i- W takich sytuacjach, gdzie podejrzewa się nawiedzenie na przykład można, można, można jakby zawalczyć ze swoją niechęcią wobec tej instytucji i podejść i zapytać jakiegoś egzorcystę.
Święciliśmy już. Święciliśmy już tą kamienicę za każdym razem co roku, jak ksiądz przychodzi na kolędę, to po prostu od sufitu, od strychu, aż po piwnicę święci, ale wydaje mi się, że to nic nie daje. No święcić to sobie może, a ten demon może. No, cokolwiek tam jest, to jest...
Jeżeli tam jest jakaś istota, że tak powiem, przyczepiona do tej kamienicy, to ona może się po prostu święcić z tych... Krótko mówiąc, z tych święceń. Właśnie te twarze Stańczyka to tak jakby drwiący śmiech, taki... Ja panu może wyślę na SMS-em zdjęcie, bo zrobiłam zdjęcie tego, ale to jest bardziej przerażające niż zabawne. A tak wspominałem o tym kościele, bo często tam chyba w zakrystii czy jak to tam się nazywa, można zasięgnąć informacji na temat jakichś egzorcystów, bądź to katolickich, kościelnych, bądź świeckich.
Może jakiś egzorcysta by coś pomógł. Ja bardziej myślałam właśnie nad, nad jakąś osobą medium, bo właśnie myślałam, że może ja dlatego, że za bardzo się boję. Może ktoś by się połączył i przekazał.To, co może ten byt chce nam przekazać.
A pani kojarzy może taki blog Biuro Duchów, biuro duchów pl. Jak pani wpisze w Google samo nazwę Biuro Duchów, to powinno panią nakierować. To jest właśnie blog prowadzony przez... A to spróbuję zobaczyć.
To jest właśnie blog prowadzony przez Adę Edelman. Ona jest właśnie medium. A Panią Adę widziałam właśnie dwa albo trzy razy na internecie. No też, też właśnie pomyślałam o pani Adzie, że chciałabym się właśnie z nią może skontaktować. Było dużo sytuacji. Mama, mama jeszcze jak żyła, właśnie swojego ojca w tej szybie zobaczyła. No i-- a to był Sylwester chyba i poprosiła szwagra, żeby poszedł do łazienki zgasić światło, bo zapomniała.
No i pyta się go, jak wrócił, czy coś widział. A on mówi, że nie. A mama mówi wtedy, że właśnie dziadka zobaczyła przez szybę. Nie? No właśnie z takimi, z takimi zjawami to jest tak, że raz się pokazują tylko jednej osobie, nawet w grupie tylko jedna osoba potrafi jakby zobaczyć, a kiedy indziej pojawiają się kilku osobom.
No właśnie. Czasem tak jest, bo. Bo jak siedzimy u brata, czasem w remika lubimy zagrać, bo spotykamy się po latach. Siostra przychodzi, ja i brat i lubimy sobie w remika zagrać. No to oni nic nie czują. A ja na przykład mam ciarki i czuję, że coś jest.
Taka trochę wyszła nam paranormalna spowiedź ze wszystkiego, co się, co się działo w tej kamienicy. Tak. No dużo, dużo ciekawych rzeczy. No właśnie. No i jeszcze jedna rzecz. Mama moja też bardzo właśnie tak jak mówiłam, kochała swoją babcię i chodziła na strych płakać. I tam było takie lustro, takie skrzydłowe. Kiedyś były takie lustra zamykane, skrzydłowe i mama przy tym lustrze tam zawsze siadała i płakała.
No i któregoś razu mówi pokazała jej się babcia i powiedziała jej "nie płacz, bo mi jest ciężko". No to ja mam. Ja mogę przytoczyć czasami chyba przytaczam też na radiu, na audycjach przykład ze swojego, że tak powiem, doświadczenia. Jak kiedyś opłakiwałem śmierć przyjaciółki, o której się-- o czym się dowiedziałem kilka dni wcześniej. Zajmowałem się przez jakiś czas odprowadzaniem zmarłych do światła. Jak mi przyszła jakaś informacja o śmierci na takiej najczęściej młodej osoby w młodym wieku nagłej śmierci, to taka przychodziła mnie do głowy prośbę o pomoc w przejściu.
Bo coś tam się podziało takiego, że ta osoba nie przeszła na drugi koniec tego słynnego tunelu ze światełkiem. I tę przyjaciółkę odprowadziłem. No ale jakoś tak ta żałoba u mnie była jeszcze świeża i jak rozpłakałem się tak porządnie za tą właśnie przyjaciółką, to przyszła mi taka-- usłyszałem właściwie w głowie taki młody, głośny kobiecy głos. Przestań płakać, przestańcie wszyscy płakać. Wasze łzy mnie bolą.
No właśnie. No właśnie to jest. Też sobie zdałam sprawę z tego. No bo też właśnie dwa lata po mamy śmierci brat zginął w wypadku i bardzo rozpaczałam. I właśnie gdzieś wtedy sobie uświadomiłam, że jak ja płaczę, to jemu jest ciężko.
No i właśnie też u Ady Edelman w książce, bo Ada Edelman też kilka książek wydała, w tym taką książkę o snach Stricte sny. Czego możemy się z nich dowiedzieć? Bodajże tam też jest taka wzmianka o sytuacjach, gdzie ktoś płakał po śmierci, po odejściu członka rodziny czy tam jakiejś innej znanej sobie osoby. No i przychodził taki przekaz sugerujący jasno i wyraźnie, że ten płacz bardzo zmarłym przeszkadza, bo to jakieś takie obciążenie po ich stronie. No i żeby, żeby zamiast opłakiwać śmierć kogoś. No cieszyć się po prostu życiem, które nam pozostało. Bo my i tak się potem spotkamy gdzieś tam po tej drugiej stronie.
Ja też wierzę w reinkarnację i myślę, że jest, jest tak, a nie inaczej, bo dużo trudnych sytuacji mnie w życiu też spotkało. Ale, ale zawsze jakoś sobie radzę i myślę, że jest chyba ta reinkarnacja, bo też jest kilka miejsc, w których byłam pierwszy raz. Ja wiem, że to niby deja vu, ale wydawało mi się, że wiem, co za chwilę ktoś powie, że już w tym miejscu byłam, że-że wiem, jak ktoś się zachowa, wiem co się stanie. Jak byłam dzieckiem, też wiedziałam, jak wujek umierał, jak babcia umierała, bo kiedyś ludzie jeszcze w domu umierali, to modliłam się, ale wiedziałam, że umrze. Tak podświadomie wiedziałam.
No też takie zdarzenia prekognicyjne, prawda? Takie jasnowidzenie w takim życiu codziennym. Tak. Tak. No tak, właśnie ja też mam czterech synów, ale, ale właśnie czasem mówiłam nie idź, bo coś się stanie i faktycznie coś się stało. Także no, jakieś takie przeczucie. Ja uważałam, że to przeczucie matczyne, no bo...
Ale czy tak do końca to nie wiem. No mówi się, że niektórzy ludzie mają taki jakby nieświadomy dostęp do tego, co nazywamy Kroniką Akaszy i że jakby podświadomie czy też w sposób niekontrolowany przez siebie sczytują informacje o tym, co się wkrótce wydarzy w bliższej lub dalszej przyszłości.
Dokładnie coś takiego, że właśnieA nie puściłam, a bardzo mnie prosił, bardzo chciał. A potem się zdarzył wypadek czy coś było nie tak. Także było kilka sytuacji, że ochroniłam moje dzieci przed różnymi rzeczami.
Tego, co my nazywamy głosem rozsądku dobrze jednak czasem posłuchać. Tak, tak. No i właśnie ten sen po latach sobie wytłumaczyłam, że to był, no tak, ostrzegający sen, bo nie za bardzo mi wyszło tak, jak sobie planowałam i może mama mnie ostrzegała przed tym.
Kiedyś opowiadałem na radiu chyba o takich snach, które zapowiadały atak hakerski na radio. Zawsze, gdy mi się śniło, że przeglądam, siedzę przy komputerze i przeglądam pliki na serwerze radia czy też strony internetowej radia, jak coś takiego jakiegoś dziwnego się z tymi plikami dzieje, to, to zawsze zapowiadało jakieś ataki. Był taki, taki okres, gdzie Radio Paranormalium było często atakowane przez różnych tam prawda rzezimieszków internetowych. I każdy taki atak był poprzedzony takim właśnie snem, że patrzę na te pliki i coś, jakieś dziwne operacje się z nimi dzieją. Też tego nie kontrolowałem, po prostu tak samo to do mnie przychodziło.
Ja też właśnie nigdy na to wcześniej nie zwracałam na to uwagi. No ale później jak ja właśnie ten jeden czy drugi nie poszedł, a stało się coś, mówię no, że jednak coś w tym jest. Tak? No bo oni byli na mnie obrażeni, a jednak potem przyznali mi rację.
Także dobrze rzeczywiście czasem posłuchać tego, co nazywamy głosem rozsądku. Krótko mówiąc. Tak, dokładnie. Dobrze. Ja będę w takim razie szukała coś u pani Edelman i zobaczymy. Ona chyba też założyła z tego, co widziałem, kanał na YouTube. Tam coś czasami wrzuca jakieś materiały. Głównie to są chyba takie recenzje książek, ale wywiady też się zdarzają, także mogę Pani polecić.
Ale książki też chętnie sobie poczytam, bo uwielbiam czytać. No także... Dzieci już dorosłe, więc mam trochę więcej czasu. Ta książka "Sny". Czego możemy się z nich dowiedzieć? Chyba też jest dostępna w wersji elektronicznej, więc jeżeli Pani zdarza się czytać e-booki, to można też się zaopatrzyć. To ja mam jeszcze takie pytanie na koniec. Czy ewentualnie wyraża Pani zgodę na wykorzystanie tej rozmowy w którejś z audycji? Oczywiście całkowicie anonimowo.
Dobrze, oczywiście. Może ktoś też ma takie przeżycia jak ja i po prostu może coś więcej wie? No czasami też słuchacze w komentarzach się swoimi spostrzeżeniami czy jakimiś. Czasem właśnie pana często oglądam i czytam komentarze. Jakby szukam, szukam czegokolwiek. Na razie nie mam punktu zaczepienia, bo to takie różne sytuacje, więc.
No to też dobrze. Dobrze, że, że osoby takie jak Pani szukają aktywnie jakiegoś, jakiegoś czegoś, co może, co pomoże im bardziej zrozumieć to, czego doświadczacie. Zamiast zamiatać to pod dywan i udawać, że tego nie ma. Zamiast zasłaniać się racjonalnym, materialistycznym umysłem, że to tak powiem. No szukacie, szukacie zrozumienia.
Jest coś na pewno, bo mówię. Przeżyłam kilka sytuacji różnych, także wiem, że coś jest na pewno. I to już wszystkie relacje przygotowania do dzisiejszego odcinka podcastu Mówią świadkowie. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje zdarzenia, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu.
Przypominam, że w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz na platformie Nexto.pl pl czeka na Państwa kolejny czerwcowy numer Nieznanego Świata, w którym jak zawsze obok ciekawych artykułów o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i tak dalej, znajdziecie również rubrykę Dotknięcie Nieznanego, w której ludzie tacy jak Wy dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z nieznanym. Polecam również Państwa uwadze kanał czasopisma na YouTube, ze szczególnym uwzględnieniem pojawiających się tam zapisów spotkań w Nieznano Światowej Księgarni. Zachęcam również do śledzenia kanałów Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żylkowskiego Wehikuł Wyobraźni, na których to kanałach panowie poruszają różne ciekawe tematy, w tym także te znane z anteny Radia Paranormalium. Polecam również zajrzeć na stronę Radia Paranormalium www.paranormalium.pl, gdzie oprócz archiwum podcastów do pobrania w mp3 znajdziecie również bogatą bazę artykułów, a także forum i czata, na których możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios Radio Paranormalium.
Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź zza granicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa email pod adresem Radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po "Nieznany świat". Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. "Nieznany świat". Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko.
Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.