Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty. Tajemnicze istoty. Niezwykłe wizje. Klątwy. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium.
Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych prawie dwóch godzin z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie.
W dzisiejszym odcinku wysłuchamy dwóch obszernych paranormalnych spowiedźi, podczas których nasze słuchaczki podzielą się trudnymi do wytłumaczenia zdarzeniami z całego swojego życia. Poznamy historie dwóch kobiet, które kontakt ze sferą paranormalną mają praktycznie przez całe swoje życie.
Usłyszymy opisy kontaktów ze sferą niefizyczną, z zaświatami, opisy obserwacji istot, o bliżej nieustalonej proweniencji. Poznamy też drogę moich rozmówczyń do głębszego zrozumienia tego, czego doświadczają.
Uprzedzam, że nagrania są trochę niedoskonałe od strony technicznej. Pierwsza z moich rozmówczyń w czasie rozmowy przebywała w miejscu pracy i mimo iż poświęciłem temu plikowi bardzo dużo uwagi, to jednak mogą się od czasu do czasu odzywać różne przeszkadzajki.
Mam nadzieję, że niedoskonałości tego nagrania nie utrudnią Państwu odbioru rozmowy. Przechodzimy zatem do słuchania. Ja zamieszkuję w Holandii i aktualnie jestem w pracy. Gdy będą jakieś dźwięki, to prawdopodobnie z pracy.
W każdym razie chciałabym zacząć swoją historię, a słusznie nie wiem od czego, że to jest może początek. Jak byłam młodsza, to miałam trudne dzieciństwo i z wielu podwodów podjęłam decyzję o... Głupą bardzo decyzję, która doprowadziła mnie do śmierci.
Aczkolwiek zostałam odratowana. I właśnie wtedy, gdy nie złożyłam niepodobie, mam takie wspomnienie, że widziałam całą sytuację jakby obserwując z boku, nie będąc w sobie, nie czując nic. I pamiętam, jak szłam do szpitala, pielęgniarka dotknęła moją stopę i powiedziała, że robię się zimna.
To było takie wstrząsające dla mnie, ale pamiętam, że potem wszystko zmieniło, jakby totalnie obraz się zmienił. Wszystko wokół mnie. Byłam na boku. Byłam w bardzo zielonej polanie. W Polsce i za granicą obserwowałam wiele takich krajobrazów.
I ta trawa wydawała się jakby zieleńsza, taka słoneczna. Nie wiem, jak to może opisać w inny sposób. No takie bardziej nasycone kolory, tak? Tak, tak. Takie kliska tego połujeła. Widziałam też wokół siebie drzewa.
Drzewa liścawce, ale wszystkie jakby miały liście opadające w dół. W stylu brzozy, ale nie była to brzoza. W każdym razie nagle pojawiły się na tej polance mężczyzna, który w ogóle jego obecność się nie zaniepokoiła, ani czułam się w żaden sposób oseczona, przestraszona.
Czułam po prostu spokój. Tak jakbym znała tego mężczyznę, ale jego twarz była tak świetlista. Ja miałam wtedy 17 lat. 17-18 to było. To było w tym wieku. Twarz tego mężczyzny była strasznie jasna. Nie pamiętam w ogóle rys jego twarzy, ale ona wyglądała na ludzką, tak bym to ujęła.
Ten mężczyzna zapytał się mnie, jak się czuję. I oczywiście normalnie zaczęłam, podjęłam z nim rozmowę. Odbyliśmy normalny dialog. Jakby w ogóle zapominając co sekundy temu się wydarzyło, tak jakby w ogóle tego nie było.
Powiedziałam, że czuję się okej, że czuję się spokojnie. I szliśmy ścieżką. Doszliśmy do takiego wzgórka. I tam przy tym wzgórku, powiedział mi, pod razy mieliśmy w ogóle piękne kwiaty. Wszystko było takie wyjątkowe.
I wyglądało to wszystko jakby w jakimś filmie po prostu. No i na tym wzgórku, w tym miejscu, znaczy u podmurza tego wzgórka, powiedział mi ten mężczyzna, że dalszą drogę muszę odbyć sama. I że czeka mnie decyzja, którą będę miała do podjęcia.
Ale będę wiedzieć co mam zrobić. Żebym się nie obawiała. Żebym po prostu zadecydowała. Gdy dotarłam już na to wzgórze, było kilka figur geometrycznych. Ale te figury geometryczne były jakby zawieszone w powietrzu.
I to były same kontury. To jakby nic przez te figury nie było widoczne. To jakby nic przez te figury nie było widoczne. To jakby nic przez te figury nie było widoczne. Poza tym, co się tam naprawdę znajdowało, czyli niebem, które było bardzo nisko.
Jak się wchodzi na szczyty, to czasami jest taka droga z chmur. Wie pan, co mam na myśli. Jak była ta chmura na tym wzgórzu i miałam te figury geometryczne przed sobą, to to było półkoło, trójkąt, ale taki odwrócony.
Nie tak jak my normalnie rysujemy. Tylko tym szpicem był do dołu kwadrat i elipsa. I jak już byłam na tym wzgórzu, to wybrałam trójkąt. I jak szłam w stronę tego trójkątu, to obudziłam się na sali w szpitalu, na ojomie.
Obudziłam się na sali w szpitalu i na scenie były namalowane trójkąty. Czasem z tego szpitalu nie byłam. Nie miałam możliwości, żeby coś takiego zapamiętać. Ani możliwości, żeby wiedzieć na jaką salę trachę.
W każdym razie, jak się obudziłam, byłam bardzo słaba. Z takim incydenciem zaczęłam odczuwać świat jakby inaczej. Byłam przede wszystkim, może nie, że zdołowana, ale na początku wszystko było dla mnie totalnym szokiem.
I poza tym osłabieniem. Świat totalnie był dla mnie inny. Przede wszystkim obserwowanie. Obserwowanie ludzi. Żaden człowiek nie wydawał mi się tak jak dotychczas. Nie wiem, ponury, szary. Wszyscy byli dla mnie bardzo interesujący.
Mam na myśli kolory. Kolory jakby energii, bijących od ludzi. Ludzie stali się dla mnie piękniejsi, bardziej atrakcyjni. Nie wiem, jak to inaczej ująć. W każdym razie wiele osób myślało, że jestem w epizodzie depresyjnym.
Chociaż ja podjęłam tą decyzję. Peczalnie nie z takich powodów, bo nie chciałam należeć do tego świata, bo było mi smutno. Z totalnie innych powodów w każdym razie. Poza tym, że zaczęłam widzieć inaczej ludzi.
Miałam kilka bardzo dziwnych sytuacji. Jak na przykład obserwowanie zjawisk, jak ginący ludzie na ulicach. Mam na myśli, że często widywałam ludzi na pustej drodze. Idąc na przykład do domu, do sklepu.
I szedł przede mną człowiek. Cały czas go obserwując, on nagle znikał. Jedna z takich dziwniejszych sytuacji, jak zamyślałam sama. Myślałam, że obok mnie, w ściany obok, mieszka starsza pani. Którą często widywałam w oknie, jak wychodziłam z kotem na dwór.
Ale potem, jak rozmawiałam z drugą sąsiadką, która powiedziała, że tam nikt nie mieszka. Troszkę się przestraszyłam, ponieważ budząc się w nocy, w bardzo dziwnych porach, jak na przykład co godzinę potrafiłam się wybudzać.
O trzeciej, czwartej, drugiej i słyszałam stukanie ze ściany tej pani. Tak samo miałam sytuację. Piękny, słoneczny dzień, niebeszczowy. Obudziłam się rano i miałam zalane mieszkanie. Dosłownie zalane mieszkanie.
Po kuchni, po stópicie, po całej ścianie, na białych ścianach, były po prostu zacieki z wodą. Dzwoniłam do pani, od której wynajmowałam mieszkanie. Sprawdziliśmy rury od sąsiada u góry, bo ta kamienica należała do piechani.
Sprawdziliśmy rury u sąsiada. Robili jakieś przeswietlenie, bo przez trzy dni lała się dosłownie woda. Cały czas musiałam podkładać suche ręczniki, sprzątać tą wodą. Nie dało się tym żyć w inny sposób.
Na czwarty dzień, kiedy miał przyjechać pan, żeby zrobić zdjęcia, ja oczywiście mam zdjęcia, jak ta woda ściekała po tym suchu ciepłu i zalewała tą podłogę. Dlaczego to mogę na wody wysłać? Na czwarty dzień wstałam rano, bo zadzwoniła do mnie właśnie pani, od której wynajmowałam to mieszkanie.
Zapytała się mnie, jak wygląda sytuacja w tej chwili. Co się dzieje w mieszkaniu? Czy dalej leci woda, czy nie? I że zaraz przyjdzie pan, który zrobi zdjęcia, żeby wysłać do ubezpieczalni, poza tymi moimi zdjęciami.
I najzwyczajniej w świecie powiedziała mi pani, co, muszę to sprawdzić, bo tak naprawdę mnie pani obudziła sekundę temu. I wchodząc do kuchni, nie było tam żadnego śladu. Poza mokrymi ręcznikami. Żadnego śladu, żadnego zaciepu, żadnej mokrej plamy na ścianie.
Wszystko było dosłownie. Wszystko było dosłownie suche. Wszyscy byliśmy w szoku. Robili potem w kamienicy przyświetlenia z rurami i doszli do wniosku, że tam w zasadzie nawet nie ma żadnej rury, żeby jakby się to miało możliwość, żeby pękła tam jakaś rura i nie zalewało.
Od tamtego incydentu potem się to już nie wydarzyło, co było totalnie dziwne. W każdym razie dowiedziałam się później, że ta pani, która tam mieszkała, bo to mieszkanie obywało się. Mnie nie było pusto od dwóch lat.
Dowiedziałam się, że ta pani popełniła samobójstwo w wannie. No tutaj konotacje z wodą się nasuwają oczywiste, że to tak ujmę w tym momencie. Ale tutaj zapisałem sobie takie pytanie, czy w tym mieszkaniu dochodziło wcześniej do jakichś dziwnych zdarzeń.
No tutaj ta samobójcza śmierć poprzedniej lokatorki jakby nasuwa wiadome skojarzenia, że może jest jakby przyklejona do tego miejsca i manifestuje w jakiś sposób. Swoją tam obecność. Ja w tej chwili nie mieszkam w tym mieszkaniu.
Wiem, że jakiś pan wynajął to mieszkanie po mnie, a ja nie mam z nim żadnego kontaktu, więc nie wiem, czy jakieś dziwne rzeczy do tej pory się tam wydarzają. Ale właśnie sąsiadka, nie wiem czy tylko tak dla zgrywy czy nie, ale właśnie sąsiadka mi mówiła, że on też czasami słyszy jakieś takie pukania.
Ale to przecież kamienica i to normalne, że są jakieś dźwięki. Więc się nie martwiła albo mówiła, że to panią pewnie nawiedza. Więc nie wiem jak mam to traktować, że tak to ujmę. Może przejdźmy do kolejnej sytuacji.
Mianowicie jak zamieszkałam w Holandii, miałam dziwne zdarzenie. Mianowicie mieszkałam w Gołdzie. To jest takie miasteczko niedaleko Rotterdamu. Oczywiście było tam mnóstwo Polaków i mnóstwo dziwnych zdarzeń z nimi związanych.
Każdym razem na przykład sześć osób zginęło po prostu tam w mojej okolicy z różnych dziwnych przypadków. Tam często można było zaobserwować właśnie dziwne kule światła, które systematycznie mrugały nocą.
Ja mieszkałam w takim jakby to ująć parku i tam były takie jakby domki jednorodzinne i wokół takie jakby jeziorko. To jest taka woda odprowadzona z kanału, z tego co się orientuję. I tam bardzo często było piękne, przejrzyste niebo, zwłaszcza latem.
I właśnie najczęściej latem można było to zaobserwować. Te obiekty latały bardzo różnie. Mam na myśli, że... Mam na myśli, że czasami było nisko, czasami było wysoko. I były to takie ruchy, jakby to ująć, takie, wie pan, szybkie, rozbieżne.
No takie gwałtowne, gwałtowne, nagłe jakieś manewry, tak? Tak. Jak pokazywałam to ludziom, to mówili, a, pewnie lampiony, samoloty czy cokolwiek. Żeby się z tym totalnie nie przejmować. Mieszkały przecież w Holandii, tu się dzieją różne rzeczy.
Albo jakiś reflekt. Albo elektory, czy cokolwiek innego. To było takie bezdźwięczne, tak bym to ujęła. I od tamtych sytuacji ja bardzo troszkę sypiałam, jak tam mieszkałam. Bo często były jakieś imprezy organizowane przez tych Polaków i tak dalej.
Miałam taką sytuację, że jakby idąc spać, ja miałam drzwi takie balkonowe na taras. I w trakcie, kiedy szłam już spać, spojrzałam na to, że to jest takie... drzwi tarasowe. Bo myślałam, że ktoś najzwyczajniej przeszedł albo wchodzi do mojego domku.
Bo do mojego domku można było wejść głównymi drzwiami. Były tarasowe z salonu i tarasowe od mojego pokoju. Trochę się wytraszyłam, że drzwi mogą być otwarte. Bo moją współlokalizację czasem, jak śni na noc, to wymiany nie zamykali tych drzwi.
Więc stwierdziłam, że wyjdę zobaczyć, przy okazji sobie zapalę papierosa. I to się wydarzyło. I to się wydarzyło. I to się wydarzyło. I to się wydarzyło. I to się wydarzyło. I to się wydarzyło. I to się wydarzyło.
I to się wydarzyło. Że było dalsze mañana i pani, ale właśnie społeczność, tylko się mogą wyոlać. Nie, no... Nie takim fajnym monitoringiem. Ale coś takiego, co teraz Isso. I to jest autumn. Mnie après-shadow.
Próbowałam, Panowie, dzielić się j pals AB. Proszę. yeon Yiesaje! Ja też. Wyślę, na ج bringen myst, bo łączym się dalsze ściska się dzieci. Zarówno covid bardzo niski, jakby to ujęć z cwarków. Nie wiem dokładnie, jak wyglądały ich ptarze. Widziałam ich od tyłu, ale oni byli naprawdę bardzo niscy.
I tu chciałabym zaznaczyć, że ja mieszkałam na parku, gdzie byli raczej sami dorośli ludzie i nie podejrzewam, że bym mieszkał tam jakiejś karzeł, no bo jednak to były lokacje pracownicze i to mnie mega, mega zszokowało. I potem tej sytuacji, gdy widziałam tych ludków, to poszłam do domu, poszłam spać.
Pamiętam, że totalnie nic mi się nie śniło. W ogóle mam bardzo czarne sny, że tak to ujmę. Przez pewien okres mam bardzo intensywny sny, gdzie na przykład widzę drastyczne sceny, jakby to ująć. Budzę się z krzykiem, bo widzę moją mamę, która umiera na środku drogi, wypadają jej zęby.
To jest ludzi. No i właśnie albo mam te czarne sny, albo śnią mi się te intensywne sny. Miałam te czarne sny, ale były takie mega intensywne. I do czegoś chciałam przejść, że ja nigdy nie chorowałam, nie miałam problemów takich zdrowotnych typu omylenia albo jedyne, co spotykało mnie od zawsze od dzieciństwa, to strasznie mocne bóle głowy.
Wręcz migrenownie, takie, że moja mała musiała zaciągać zasłony i wszyscy byli cicho w mieszkaniu, ponieważ naprawdę tak bolała mnie głowa, ale nigdy nie miałam problemu z czymś z omyleniami, czy coś w tym stylu. Od tamtego zdarzenia, kiedy widziałam tych dwóch ludzków, zdarza mi się zemdleć po prostu w randomowej chwili, a gdy się wybudzam, bo to trwa różnie, albo pięć sekund, albo minutę, minutę najdłuższy taki incydent.
Minutę i to było w tym roku jesienią, dokładnie we wrześniu. Wyglądało to tak, że moja koleżanka mnie drapała po plecach i wyczuła, że mam coś pod skórą. I wtedy myślałam, że to po prostu jakiś pryszcz, czy coś w tym stylu. I wtedy, kiedy go dotknęła, ja automatycznie skryciłam przytomność. I to był pierwszy mój świadek takiej sytuacji, tak naprawdę, ponieważ ja po prostu, ona myślała, że się wygłupiam, bo ja po prostu padłam na łóżko i nagle po prostu jakby tak się sturlałam i spadłam na ziemię, uderzając głową. To trwało dosłownie minutę i ona się zestresowała, nie mogła mnie na początku dowiedzieć.
A jak wstałam, pierwsze co powiedziałam, pierwsze co zrobiłam, to położyłam się z powrotem na łóżku, na brzuchu i powiedziałam jej, że słyszę cały czas te komputerowe dźwięki. I rzeczywiście od tamtej pory cały czas w głowie mam takie komputerowe dźwięki. Sprecyzowałam nieco trochę, że mam takie incydenty, także miałam wykonywany rezonans mózgu i wszystko jest generalnie w porządku.
Miałam robione badania, a jednak dalej gdzieś mi się to zdarza. No właśnie odpowiedziała pani w tym momencie na pytanie, które sobie zapisałem przed chwilą. Czy badała się pani pod kątem jakichś spraw padaczkowych?
Bo tutaj to ten opis tych jakby ondleń, tych wyłączeń mailowych, no pasuje tak w zasadzie do tak zwanego petit mal, czyli do takiego krótkiego jakby wyłączenia świadomości. Tak, tak, ale właśnie sytuacja wygląda tak, że nie mam padaczki. Ja to sprawdzałam, bo sama wyczytałam w internecie, że tak to mówię, się to diagnozowałam, myśląc, że to jest to, ale najzwyczajniej w chłopcach, którymi to nie może być, to pani jest zdrowa.
Nie wiem, co to takiego nie jest, czym to się może łączyć, ale zadecydowałam się w ogóle, żeby państwa po ostatnim incydencie w moim mieszkaniu. Mianowicie, ja mieszkam z moją współlokatorką, dobry rok już, nigdy nie miałyśmy takiej sytuacji, ale pod sufitem wyszły kwiatki.
No i ja często te kwiatki podlewam właśnie przed pracą. No i jak czas szłam do pracy, podlałam te kwiatki i wyszłam z domu. Moja współlokatorka wraca godzinę po mnie, bo mamy dwie inne zmiany. Przyszła do domu i wysłała mi zdjęcia, gdzie na podłodze są odciśnięte stopy i pod tym kwiatkiem oczywiście, miałyśmy zamknięte okna i pod tym kwiatkiem rwało się mnóstwo liści.
Po prostu jakby ktoś się uwiesił na tego kwiatra i nim potrząsał. Ale to było też takie dosyć nierównomierne, co również było bardzo intrygujące. Żadna z nas tego nie zrobiła, bo to się wydarzyło w międzyczasie, gdzie no, obie jakby, ja wychodziłam do pracy, a ona dopiero wracała z pracy, więc wykluczam, że ktokolwiek inny mógł to zrobić, bo mieszkamy tylko we dwie.
W dodatku nikt nie ma klucza do naszego mieszkania, więc też nikt nie mógł nam zrobić jakiegoś pranka i nie mam żadnego pojęcia, co to jest. Do tej pory mam taki przerywany sen, gdzie bardzo często się wybudzam, widzę jakieś cienie, mam paraliże senne i to jest wyczerpujące. Nie wiem, z czym to się może łączyć.
Tak samo chciałam jeszcze nawiązać do tej wizji, kiedy dosłownie zmarłam. Ja zapamiętałam, znaczy zapamiętałam, jak byłam młodsza, chodziłam do szkoły i widziałam na biologii chociażby, jak wygląda nasze ciało, nasze wnętrzności, w jakim są układzie, zawsze pamiętałam, że serce mamy bardzo, bardzo z lewej strony, z dołu żebra, a jak się wybudziłam, jakby to już było jakby inaczej, że serce mamy po środku i też to wiedziałam i jestem strasznie myląca, bo czasami ktoś mnie spyta, czy wiem, gdzie jest serce, a ja na początku mówię, że z lewej strony, przy końcu żebra, a potem mówię, nie wiem, przecież na środku.
Nie mam też żadnej schizofrenii, nie jestem chora, nie leczę się psychiatrycznie, nie wiem, jakby jak mam to wyjaśnić, co się tak naprawdę wydarzyło, jest to dla mnie trochę z perspektywy szukujące, dziwiące, czuję się w tym najzwyczajniej dziwnie, że jestem jakaś wyobcowana, wyrealniona.
Być może to tam się skojarzyło z tym sercem, serce mamy fizycznie po lewej, ale czakrę serca, co lokalizuje się bardziej na środku ciała. Może to o to chodziło? Nie mam zielonego pojęcia, no bo jakby googlując teraz, gdzie się znajduje w biologicznej sferze serca, jest ono tak na środku, a komora wychodzi tak bardziej na lewą stronę, ale jest ono na środku, a ja pamiętam, jak ono było totalnie z lewej strony, z przodu, tak jakby przy końcu żebra, rozumie pan? No to jest to, co chciałam powiedzieć.
W wiadomości głosowej wspominała pani, coś chyba o UFO, z tego, co pamiętam, czy to zdarzenie, to... Tak, to są te światła, które zaobserwowałam w Gołdzie i dwójka tych małych stworków, bo to naprawdę nie wyglądało jak dwójka ludzi, no, dziwnie bym mogła im powiedzieć, że no karłe, ale było późno. Tak jak już wspomniałam, no, to była lokacja pracownicza, tam raczej mieszkają sami dorośli ludzie, no nie ma tam dzieci, więc to też wykluczam, że mogło być to jakieś dziecko, ale to było na odludziu do sklepu na rowerze.
W jedną stronę miałam 40 minut. Odgraniczał nas wielki, to było nas stopgate, tak się nazywała ta ulica, i odgraniczał nas wielki kanał, a obok są pola i takie jeziorka, bagna, no rozumie pan, takie zalane po prostu wodą, i ja gdy chodziłam tam na spacer, odczuwałam tam taką energię, czasami niepokój, lubiłam, ale nie lubiłam za jednym razem być tam, rozumie pan, jak robiło się już ciemniej, to wydawało mi się tam, no nie wiem, straszniej, i wydaje mi się, że to może być połączone z tym miejscem, że tam mogło, mogło się coś dziać, ponieważ no te światła, jak już mówiłam, dlatego w tamtym obrębie i tych dwóch lódków w tych alejkach, no wydaje mi się, że nie było to normalne.
A tak mi się coś wydaje, że mogło się pani uruchomić jakby po tym doświadczeniu z pogranicza śmierci, po tym takim NDE, że to tak ujmę, mogło się pani uruchomić po jakby postrzeganie tych rzeczywistości, tych wimiarów, które przenikają się, z naszą rzeczywistością, bo tutaj te obserwacje tych różnych, tych jakichś postaci, wyczuwanie jakby energii ludzi, tak mi się to skojarzyło nawet z odczuwaniem, to odczuwanie takich kolorów bijących od ludzi wygląda na postrzeganie aury, tak? Tak, no mogłabym to określić taką aurą wokół ludzi. Czy od tego mężczyzny, którego pani tam spotkała, będąc w tym stanie na pograniczu śmierci, czy odczuwała pani od niego jakieś energię, coś od niego szło?
Pozytywnego, negatywnego? Tak, czułam przede wszystkim bardzo duży spokój, nie czułam w ogóle strachu, on był bardzo miły, bardzo życzliwy, pomocny, jakby jego słowa wpływały na mnie jak taka, no wie pan, relaksująca melodia. Ja generalnie jakby jak wróciłam do tego świata, myślę, że tak to mogę ująć, zaczęłam medytować.
Moje pogody w ogóle są bardzo katoliktyczne i rodzinne. U mnie w domu na niedzielę na obiad, przy niedzielę na obiad czyta się Biblię rówstwową, religijną. Moja rodzina jest religijna. Ja od tego odeszłam, bo najzwyczajniej tego nie czułam, nie zgadzam się z wieloma kwestiami tamtej religii i zaczęłam bardziej wrócić, przeszedł w buddyzm i w najbliższe sercu. Ja zaczęłam, no, medytować i na przykład niejednokrotnie zdarzyło mi się przewidzieć to, co będzie, ale w realnym jakby to ująć, mogła wpływać na sytuację, czyli zapobiec rzeczy, która mogła się wydarzyć.
Nagle odczuwałam, na przykład, że mam wyjawienie, że często jak mam mieć jakieś kłopoty, to jakby to przeczuwam i mówiąc o tej kłopoty mam na myśli, że ktoś może się na mnie zezłościł, albo w takich trywialnych nawet sytuacjach, które nie zagrażały mojemu życiu i zdrowiu. Jakby widziałam już wcześniej tą sytuację, jakby mogłabym to opisać, jak Deja Vu, rozumie pan? No, można to nawet nazwać taką też wyostrzoną intuicją, takim wyostrzeniem intuicji, czy jakby wglądem w te zdarzenia, które mają się wydarzyć w bliskiej przyszłości.
Tak, tak, tak, dokładnie, w zasadzie tak. No, dość oświadczenia z pogranicza śmierci z reguły są takimi doświadczeniami bardzo dogłębnymi, nawet często bez względu na jakby przebieg, bez względu na to, czego osoba doświadczająca doświadczyła, będąc w tym stanie.
Jak bardzo to doświadczenie zmieniło pani, nie wiem, życie, światopogląd? Generalnie to odwróciło moje życie w 10 stopni, i ja w tej chwili z poglądem na świat totalnie inaczej, i przede wszystkim nie ma we mnie tego smutku. Ja zostałam wypisana na terapię z powodu tego, że to była moja próba samobójcza, a ja zostałam wypisana na terapię, i na tej terapii stwierdzili, że moje zachowanie, moja próba samobójcza była bardzo, jakby to ująć, szalona.
Jakby nikt się tego totalnie nie spodziewał, bo ja nie byłam smutną dziewczyną. Owszem, bardziej lubię swoje, towarzystwo, niż przebywać z innymi ludźmi, ale nie nazwałabym się introwertykiem. Jestem na takim 50-50, rozumie pan? Jestem towarzystka, towarzystka, ale również bardzo cenię tą swoją przestrzeń osobistą i swój własny komfort, i to na mnie niesamowicie wpłynęło, ponieważ ja zaczęłam medytować i czasem doświadczam 7 snów, których jakby steruję tym, co się dzieje, aczkolwiek jakby nie widzę tam tych istot podwiednikających ludzi, jak w normalnym świecie.
Jakby tam czuję się, wie pan, bardziej wolna, jakbym była duszą, niż jeżeli człowiekiem. Czasami idąc ulicą mam takie jakby poczucie, że to nie ja steruję moim ciałem. Moje ciało po prostu idzie, a ja jestem jakby ponad, rozumie pan.
No tak jakby postacią w grze komputerowej sterujemy. Dokładnie, dokładnie tak. A tutaj to zwróciło też moją uwagę to postrzeganie zjaw ludzi, którzy znikają właśnie na ulicy. To mi się skojarzyło z takimi sytuacjami, gdzie znamy kogoś na przykład, widzimy tą osobę, a potem się dowiadujemy jakiś krótki czas później na przykład tego samego dnia, że ta osoba nie żyje. Może to były zjawy ludzi, którzy no, opuścili już fizyczne ciało, a jeszcze nie przeszli tak do końca na drugą stronę.
W sensie, że myśli pan, że ci ludzie po prostu coś nie znają inni ludzie? No coś na tej zasadzie. Takie obserwowanie postaci osób, które jeszcze może nie wiedzą, że umarły, ale cały czas jakby bytują w jakimś sensie w tym świecie i po jakimś czasie z niego znikają, tak? Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko ludziom, którzy mają jakąś więź z ludźmi, których widują. Zwyczajnie.
Jakkolwiek mianie się energią, chociażby wszystko tylko chwilę. No tutaj miałem kiedyś niedawno słuchacza, który też był po takim doświadczeniu z pogranicza śmierci i widywał na przykład pacjentów w szpitalu, do którego trafił, a których to osób nie miało prawa jakby znać, tak?
To było tak straszne. Jakby nie czuję się w ogóle tym wszystkim. Jestem szokowana, ale jakby akceptuję to, co dzieje się wokół mnie, ale czuję się odrealniona przez to, że niewiele ludzi jakby potrafi mnie zrozumieć, potrafi zrozumieć to, co mam jakby do powiedzenia albo do opowiedzenia swoje przeżycia.
Wyglądam na takie, mówię wam, nie znam takich ludzi. Nie znam ludzi, którzy mają tak wielkie doświadczenia i potrafią z tym żyć. Po prostu przytłaczam. No to jest taka kwestia bardzo, bym powiedział, indywidualna. Jednego to przytłoczy, innym ktoś inny potraktuje to na luzie, po prostu na zasadzie faktu. Stało się już.
Tak, ale boję się, że tak słynie, co zacznie wpływać na moje życie bardziej powrótnie niż dotychczas. Że w końcu stracę kontrolę podczas czynności, które wykonuję i nie będę umiała na to zapanować albo coś w tym stylu.
Bo nie miała pani czegoś takiego, że jakby te osoby, te postacie, które pani postrzegała, próbowały, nie wiem, nawiązać jakiś kontakt z panią? Nie było czegoś takiego? W jakim sensie nawiązać kontakt? W sensie rozmawiać?
No w dowolnym, w dowolnym sensie. To jakieś zwrócić na siebie uwagę, na przykład. Poza takimi dźwiękami, jakimiś fizycznymi rzeczami, jak na przykład zalanie tej kuchni albo znikającymi ludźmi, czy z kątymi rzeczami, czy coś w tym stylu, to jakby nikt nie próbował ze mną rozmawiać.
Uczucie dotyku, tak, owszem, miałam na przykład jadąc w pracy, czuję jak ktoś mnie dotyka w głowę albo w rękę, czy coś. Jakby tak. Tak, mam takie uczucia, ale nie wiązałam tego nigdy z tym. Tutaj sobie zapisałem takie pytanie odnośnie tych figur geometrycznych zawieszonych w powietrzu, tego koła, trójkąta, kwadratu, psy. Pani nie wspominała, żeby to były jakieś pojazdy, czy to były jakieś takie nie wiem, symbole oznaczające coś? Jak pani czuła?
Dla mnie to były po prostu zwykłe figury geometryczne, jakby one najzwyczajniej w świecie były puste i to były tylko takie obramowania. Ja sobie wytatuowałam ten trójkąt, który widziałam, bo to była najzwyklejsza, prosta kontura i to nie był żaden pojazd. Ja po prostu weszłam w to i obudziłam się automatycznie na sali.
I moim pierwszymi pytaniami, bo trzeba pitać czoła aparatura, przybiegli lekarze, pielęgniarki i ja po prostu byłam strasznie słaba, bolało mnie gardło, jakbym miała po prostu rury, taką wielką w gardle.
I się zapytałam, gdzie ja jestem? A oni mi w ogóle nie odpowiadali. Oni po prostu biegali wokół mnie, bo mnie nie słyszeli. I dopiero jak obudziłam się za dwa dni, ktoś ze mną porozmawiał. A co pani czuła w tym miejscu, będąc jeszcze w stanie z pogranicza śmierci, tam w towarzystwie tej postaci męskiej?
Czy było coś takiego, że chciała pani tam zostać, ale z jakiegoś powodu nie mogła? Jakby to umieć, mi się tam bardzo podobało. Nie miałam takiego uczucia, że chciałabym tam zostać, ale nie miałam też uczucia, że chcę stamtąd iść.
Jakby nie czułam nawet, że mam decyzję do podjęcia. Wszystko było dla mnie takie sielankowe, takie jakby było po prostu wolnym duchem, rozumie pan? Tak pytam, bo to jest taki często właśnie pojawiający się motyw u osób, które mają z osobą takie zdarzenie z pogranicza śmierci.
Takie uczucie, że chciałyby tam już pozostać, że coś ich jednak ściąga z powrotem na ziemię, że muszą wracać. Tutaj takiego czegoś nie było, prawda? Nie, nie, nie. Totalnie nie. Czułam po prostu, że mogę tam po prostu być.
Jakby podejmując tą decyzję, dla mnie to było intuicyjne. Ja, to nie jest tak, że ja nie wiem, jakieś zamiłowanie do figur geometrycznych i jakaś figura kiedyś na mnie wpłynęła, to w żaden sposób jak najbardziej nie, ale dla mnie ten wybór był po prostu oczywisty.
Miałam takie po prostu intuicyjne przeczucie, że ja tam po prostu wchodzę w ten trójkąt, on był mi taki, on był zielony. Przede wszystkim on był zielony, bo figury miały oczywiście kolor. Nie wiem, czy wspomniałam, czy nie, ale figury miały kolor i mój trójkąt był zielony.
No właśnie, pani dopiero teraz o tych kolorach wspominała. Czy może pani, no oczywiście, jak już pani omówi ten trójkąt, czy może pani podać kolory pozostałych figur? Bo to może być ciekawy szczegół. Tak, no ja po prostu wybrałam ten zielony trójkąt tak intuicyjnie.
On był dla mnie najbardziej atrakcyjny, jeśli chodzi o wygląd. Ja bardzo lubię też zielony, zawsze lubiłam kolory zielone i zawsze wychowywałam się praktycznie w lesie, więc ten kolor był mi taki najbliższy i ten zielony właśnie wybrałam. Ale inne kolory były tak czerwony, zielony, żółty i niebieski.
Figury były cztery. Figury były cztery, bo powtórzyłam w kolejności, jak one były. Czy zdarzyło się pani odczuwać jakąś obecność w miejscach, w których dochodziło do ten, do czegoś, co można nazwać manifestacją portregalistę? Tamto mieszkanie z wodą, tamta sytuacja z tym kwiatkiem i tymi śladami? Szczerze mówiąc, ja cały czas mam wrażenie, że nie jestem sama. Nigdy nie czuję się sama i mam wrażenie, jakby ktoś przy mnie cały czas był.
Jakby to mnie nie odstępuje. Jak się zostanę w domu, albo jak bydę znajomy i zostanę gdzieś sama w łazienku, czy coś. Bo cały czas mam to poczucie, że ktoś ze mną jest. Coś przy mnie jest. Nie mam takiego...
Cały czas ktoś na mnie patrzy, jak robię coś, na przykład idę w miejscu publicznym, że tak to ujmę, półpublicznym się załatwię, że tak to ujmę. To też mam wrażenie, że cały czas ktoś ze mną jest, ktoś mnie obserwuje i tak to rzeczywiście mnie nie opuszcza.
Sąsiadka twierdziła, że również słyszała jakieś pukanie. Tutaj sobie zapisałem taką zmiankę od pani. No przecież to tylko kamienica, więc normalne, że są jakieś dźwięki. A czy może inne osoby, z którymi miała pani kontakt, wspominały o jakichś dziwnych sytuacjach?
Wie pan co? Ta kamienica należała do takiej pani, która zarządza nieruchomościami, generalnie zagębką nieruchomościową. I naprzeciwko mnie było biuro rachunkowe. Właśnie po, jak się wyszło ode mnie z mieszkania, to ja mam takie pukanie.
Po prawej stronie, tak jakby na tej mojej ścianie, było to właśnie puste mieszkanie od dwóch lat. I naprzeciwko tej pani mieszkała ta pani. U góry jeszcze mieszkał nad tą panią, gdzie ja tam z nim rozmawiałam.
Mieszkała starsza pani, ale to była pani, która nie potraciła mówić i ona tylko i wyłącznie migała, więc ja z nią nigdy w życiu nie rozmawiałam. Wymieniłyśmy tylko uśmiech, a resztę sąsiadów, szczerze mówiąc, nie znam, bo to były trzy piętra, jakby na poddaszu.
Mieszkała dwójka, może dwójka, małżeństwo, jakaś para, coś w ten desek. A, jeszcze a propos tego mieszkania, to miałam taką sytuację z moim byłym chłopakiem, bo ja generalnie mieszkałam z dwoma kotami.
Na tę chwilę mam jednego tego kota. Chyba to są leniuszki, że tak powiem. W każdym razie sytuacja wyglądała na skądkująco. Siedziałam z moim chłopakiem na wioszku, to było takie mieszkanie, które miało 42 metry, ale to była taka otwarta przestrzeń.
Kuchnia osobno, łazienka osobno i jeszcze do tego był duży pokój, no ten mój pokój, w którym oczywiście ja tam mieszkałam, spałam i tak dalej. No i ja nie miałam drzwi pomiędzy pokojem a kuchnią. Taka otwarta przestrzeń.
Była. Nie lubię tak za bardzo drzwi, bo jeśli są drzwi, to muszą być zamknięte, bo czasami na przykład drzwi trzaskają w nocy i bardzo tego nie lubię, bo są otwarte. W ogóle mnie to stresuje. Sytuacje z drzwiami też mogę opowiedzieć. Ja mieszkałam u mojej siostry, za chwilę do tego przejdę, ale wracając do klucza, to ja mam w zwyczaju, chodząc do mieszkania, po prostu zamykać drzwi na klucz, bo wie pan, co się dzieje?
W skrycie to czasami jest masakra, ale po prostu zabezpieczać. Ja te drzwi zawsze zamykałam i zostawiam klucze w drzwiach. Myślę, że to nawet bezpieczniejsze, gdyby ktoś kombinował z drugiej strony. No i ja oczywiście tam klucze, jakiś tam bryloczek, wiadomo.
No i te klucze sobie tam wisiały. I sytuacja wyglądała następująco, że leżałam na... Siedziałam na łóżku, mój chłopak, były chłopak, leżał. Leżał na łóżku razem ze mną i nagle usłyszeliśmy, jak po prostu te klucze tak jakby upadły, ale te klucze nie upadły, bo ja tak z tego łóżka po prostu się wychyliłam, żeby zobaczyć drzwi, co tu tam się stało. Pomyślałam sobie po pierwsze, że to oczywiście koty narobiły hałasu, no bo to wiadomo, trzeba też rozgraniczać dźwięki i otoczenia. No i tak spojrzałam, a te klucze po prostu dędały i one jakby raz się uderzyły, to po prostu, no wie pan, jak jest futryna, to by po prostu uderzyły w tą ściankę raz i to tyle.
Ale te klucze po prostu cały czas uderzały o tą ścianę, a jak chciałam do nich podejść, to tak jakby przestały uderzać, tylko już po prostu zaczęły się dędać i coraz mniej huśtać. No rozumiem to, o co chodzi.
No tak jakby to reagowały na to zachowanie, tak? Tak, to było też bardzo mega dziwne, i to był mój chłopak jeszcze świadkiem, kto powiedział mi, że może kot po prostu uciekł, a my spojrzeliśmy i on jednego kota blaskał, a drugi kot spał na komputerze w tym pokoju, więc no to też nie było możliwe, żeby kot to zrobił.
A jeszcze z drzwiami, co chciałam powiedzieć, ojejku, to jest jeszcze taka sytuacja, jak mieszkałam u mojej siostry, to tam też działy się bardzo dziwne rzeczy, mianowicie moja siostra ma domek z piętrem, no i bardzo często miałam wrażenie, że w kotku ktoś stoi na półpiętrze i mnie obserwuje, bo te schody były takie zabudowane, no ale przyszłam do siebie do pokoju, to była jakaś już nie wiem, dwudziesta trzecia, bo zwykle tam rodziny sobie zapuszczały jakiś film, a potem do spania się szykujemy raczej razem, to tak w okolicach właśnie dwudziestej trzeciej, no i szykowałam się już spać.
Pamiętam, bardzo ciężko było mi zasnąć, ja miałam takie mały pokój właśnie z drzwiami i ja te drzwi zostawiłam uchylone na noc, albo moja siostra zostawiła uchylone na noc, jak mówiła mi dobranek, coś w tym decydu, po prostu te drzwi zostały uchylone.
Mi było strasznie ciężko zasnąć, ale finalnie zasnęłam. Ja mam taki zegarek naścienny, on się podświetla, taki LEDowy, i on jest nad drzwiami. Jak ja się obudziłam, to dosłownie była godzina 11 minut po północy, coś mi się kojarzy z jedynkami, albo może pierwsza jedenaście, albo pierwsza jeden, coś takiego, i te drzwi tak jakby się bardziej rozchyliły.
Ja byłam totalnie sparaliżowana, ja to odebrałam jako paraliż senny, niezwyczajnie w świecie, i przy tych drzwiach była taka wysoka, chuda, czarna postać, i ona jakby wyczytała bez żadnych rysów twarzy, nic tam konkretnego, po prostu zarys sylwetki, jak są wypęte ludziki, stiki takie malowane na tych różnych memach, to właśnie to był taki stik, że tak to ujmę, czarny, i on się schynił, tak jakby przykucnął, wstał, przykucnął na dwa boki jakby barkami, na lewo, prawo, i zaczął w tym, przykucu, iść w moją stronę.
Ja strasznie wystraszyłam. Pamiętam, że to w ogóle nie było nic przyjemnego, nie miałam takiego, że mogę się obudzić, po prostu tak jakbym była całkowicie świadoma. Jak on szedł w moją stronę, mój pokój był bardzo mały, to ja po prostu zamknęłam, zacisnąłam oczy i bałam się, że on po prostu wejdzie na mnie, dotknie mnie, że po prostu będę miała jakiś kontakt z nim fizyczny, wyskoczy mi jakaś straszna twarz, rozumiem pan, jak w tych horrorach, mega mnie to zestresowało. Jak otworzyłam oczy, dalej byłam sparaliżowana, ale tego cieni już nie było.
Ja nie mogłam nawet ruszyć głową, bo ja miałam głowę tak położoną na prawej stronie, na uchu, ale leżałam jakby na plecach, rozumie pan, i nie mogłam w ogóle odwrócić wzroku w drugą stronę. Ja nie daję sobie ręki uciąć, bo kątem oka widziałam, ja miałam taki, za łóżkiem, wie pan, parafek taki, na którym można było siedzieć, tam były poduszki, które tak jakby dwa piętra miały, taki jeden podłużny, na którym można było usiąść, a ten drugi schodek jakby to tam były kwiatki i tam była taka duża palma i kątem oka wydawało mi się, że ta palma po prostu się ruszyła, ale ja nie mogłam się ruszyć.
Ja zamknęłam oczy i jakby odpłynęłam, ja poszłam spać, ale rano cały czas o tym pamiętałam i bolała mnie głowa, strasznie bolała mnie głowa przez cały dzień. Pamiętam, kiedy nie poszłam do szkoły, bo to miałam 18 lat, jak się wydarzyło.
Tak samo sytuacja z moją siostrą była, jak zimą, to na pewno było zimą, bo oni pojechali na narty do Alp i jak pojechali na te narty, to ja zostałam sama w domu, pewnie o tym zapomniałam i napisałam mojej siostrze, że będę później w domu niż o umówionej porze, no bo moja siostra bardzo się martwi o mnie, więc bardzo często właśnie prosi, żeby napisać, o której będę, albo omawiamy sobie jakąś tam godzinę, o której mam być w domu. No i pamiętam, że napisała mi smsa, że zamiast od 23.30, tak jak miałam planowane, autobus, będę w okolicach 1.30.
I ona mi na tego smsa odpisała OK i to było tyle. Ja totalnie zapomniałam, że totalnie zapomniałam, że właśnie pojechali w te Alpy, więc wróciłam do domu. Moja siostra ma dwójkę dzieci, na tę chwilę miała tylko jedno dziecko.
Miał, nie wiem, z pięć lat może wtedy. No i w sypialni, i wszystko były u góry, a na dole po prostu salon, kuchnia, rozwiązania, jadalnia. Moja siostra z góry, ona ma jeszcze na końcu korytarza pokój, krzyknęła moje imię.
I to był głos mojej siostry. Mnie to bardzo zszokowało, bo mówię, kurczę, jest tak późno, a ona krzyczy po mnie, że mega dziwna sytuacja. No przecież, no, dziecko śpi, no to przecież ona też nie jest wariatką, żeby się wybierać po nocach. Ona krzyknęła moje imię trzy razy i ja tak półszyptem, bo mnie to naprawdę zszokowało, że ona do mnie krzycze, powiedziała mi co, co, rozumie pan, takim półszyptem, nie, że wykrzyknęłam, tylko, że o co chodzi, bo mnie to zszokowało.
I ona mi w ogóle na to nie odpowiedziała. Jak już właśnie weszłam do góry na schody i zaczęłam iść do niej do sypialni, drzwi były uchylone, ale u nich to akurat jest standardowe, bo no jak tam dziecko śpi, no to mają uchylone drzwi, żeby tam słyszeć się wybierycznie.
No i chodzę do tej sypialni, a łóżko jest pościelone. Tam nikogo w ogóle nie było. Tam było pusto. Było to mega dziwne. Trochę się nawet przestraszyłam i poszłam spać do salonu normalnie, nie do siebie do pokoju, bo naprawdę było to bardzo dziwne zdarzenie.
A jak rozumiem, wykluczyła pani, że to mógł być na przykład, nie wiem, skutek zmęczenia? Tak, tak, wykluczam. Totalnie wykluczam skutek zmęczenia, ponieważ ja późno wyszłam z domu, to były chyba ferie zimowe, no wie pan, ja spałam z sobą do późna, wyszłam do znajomych.
Jedyne co, co mogłam wypić? Jedno piwo. Ja też tak za alkoholem za bardzo nie przepadam, bo mam przypadki alkoholizmu w domu, więc jedno piwo maksymalnie. Wróciłam, nie byłam zmęczona. Była pani dosyć jeszcze, że tak to ujmę, świeża, a taka ilość alkoholu chyba nie potrafi tak mocno zmienić świadomości, żeby słyszeć głosy, których nie ma, prawda? Tak, tak, tak.
Tak, dokładnie. No wykluczam to, że to było jakieś zmęczenie i ze zmęczeniem coś słyszałam, ale w ogóle byłam w szoku i poszłam spać do salonu, bo naprawdę nie chciałam po prostu wchodzić na piętro, a tam właśnie na piętrze nawet moja siostra to powiedziała, że no bo jak jest salon, to po prostu leżąc na kanapie można sobie widzieć te schody, bo telewizor jest jakby pod schodami i widzieć po prostu to półpiętro.
Widać to z góry, ale widać to z półpiętra i nawet moja siostra mówiła, że ona zawsze ma uczucie, jakby ktoś patrzył z tych schodów i jeszcze co ważne, to wyjście na taras, więc jak się siedzi już z drugiej strony kanapy, to bardziej widać, bo też taka otwarta przestrzeń na dole jest, w tym są drzwi takie balkonowe do wyjścia na taras.
No i na tych drzwiach, przy tych drzwiach balkonowych są schody, żeby zajść tam na dół, na, wracam na ogródek, no to właśnie też tam ma takie przeczucie, jakby ktoś po prostu stał w tych drzwiach i niejednokrotnie nawet trzeba zapalić światło, by myślała, że coś stoi za oknem, za tym balkonowym.
A to jest jakiś, że to tak nazwę dom z historią, czy jakiś taki nowszy budynek? Jeśli chodzi o historię tego budynku, to ja za dużo tak naprawdę nie mogę powiedzieć. Nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ ja tylko słyszałam, że tam, bo to jest bliźniak i ja wcześniej słyszałam, że tam był dentysta, ale to to tylko o tym dentyście słyszałam. No czasami tam dziennikom śmiałam, że pewnie dentysta w piwnicy przeprowadzał jakieś nielegalne operacje albo coś w tym stylu i może dla tego wszyscy mamy takie poczucie, ale nie tylko w zwyku żarty, w takiej historii, przynajmniej ja nie potem, nie wiem, może się wydarzyło. No można tak po żartem półserio powiedzieć, że stwierdzić, że za dentystami różne negatywne energie byłych pacjentów się mogą ciągnąć.
Tak, no. Ale no nie wiem, no zwykle nie boję się tam być, ale po tym właśnie incydencie, gdzie jakby słyszałam swoje imię trzy razy wywołane przez moją siostrę i po tym incydencie w tej lódce włączałam się spać, miałam ten paraliż senny, nic mnie tak tam aż nie wystraszyło, nie mam tam jakiejś, wie pan, bardzo negatywnej energii czy coś.
Czuję się tam okej. Jeszcze co mogę powiedzieć, to młodszy syn mojej siostry, on bardzo często mówi, że, no wie pan, są też dzieci, no to nie wiem, na ile można kolegać na organizacji, ale wiem, że dzieci są też bardziej sensatywne, sensatywne na takie rzeczy, ale on mi często mówi, że on widzi, że są zombiki, że po prostu chodzą zombiki po domu i ostatnio jak tam byłam, wie pan, w odwiedzinach, no bo ja teraz tam często pewnie bywam, bo jak już wspominałam wcześniej, ja mieszkam za granicą, to on najzwyczajniej bawił się ze mną i mówi chodź teraz, musimy zrobić polowanie na zombiki. Słyszę jednego, mamy w szafie, no i on naprawdę się przeraził jak wszedł do tej szafy. On się bardzo nie zauważył, że on będzie się strzelać, no ale my się bawiliśmy, ja tam miałam taki zabawkowy pistolet, wie pan, i wydawałam, że do niego strzelam. On uciekł szybko do mnie i powiedział, że musisz iść tam głębiej strzelić, bo on dalej tam jest i położył się na łóżko.
To była taka sytuacja. Tak samo pytałam go o różne rzeczy, no bo mnie to tam ciekawi, jak właśnie dzieciaki widzą świat i pytałam się do oczy, że pamięta moment, w którym się urodził. I on mi powiedział, że on pamięta wszystko, pamiętał, że sobie pływał i że wszystko wokół było czerwone, że mamy często bolał brzyszek, to też mówił i opowiedział, że on tam nie pływał sam.
Ale, że moja siostra nie miała w ogóle wizjaków, ani nic w tym z tym nie było. Też podejrzenia, że dziecko zostało wchłonięte, ale też się na tym nie zna, więc w zasadzie nie mogę stwierdzić, czy coś takiego się wydarzyło, czy nie, ale moja siostra nic o tym nie wspominała, a my jesteśmy blisko i ja przeżywałam te jej ciąże, bo ona naprawdę miała bardzo straszne stany.
Finalnie jeszcze powiedział mi, że on się zaplątał i że nie mógł wyjść. I to też jest prawda, ponieważ myślę, że miała zagrożoną ciążę pod konicami i się odkleiło łożysko i on rzeczywiście się zaplątał swoją, może o tym się mówi, pępowiną, nie pępowiną?
No, nie jelitem wypełniałam, jak to się mówi? Ja podobno byłem zaplątany w pępowinę i mam akurat też, także to chyba pępowina. Tak się już zanieszałam. Ale i właśnie jeszcze to mi to mi powiedział, a to było prawdę.
To jest moja miała właśnie problem, ponieważ to mi się przykleiło łożysko, jak już wcześniej wspominałam i naprawdę nie mogła rodzić naturalnie, miała cesarskie cięcie właśnie z powodu tego, że on się tam zaplątał.
Ale nie było jakby możliwości, żeby usłyszał o tym od kogoś, żeby mu to ktoś powiedział? Nie, oczywiście, że nie. On ma w tej chwili trzy lata. A no to jeszcze dosyć małe dziecko, to można powiedzieć, nie ma prawa takich rzeczy jakby kojarzyć.
Tak, dokładnie. Tak, ja też byłam zdziwiona, to opowiadałam mojej siostrze, a ona mi mówiła, że no on czasami mówi takie dziwne rzeczy i ona jest w szoku, bo jest to prawdą. A tutaj mam takie pytanie o tych zombiaków, właśnie o tych zombików, czy...
Zombiki. Czy młodszy syn siostry miał sposobność widzieć jakieś obrazki z takimi postaciami? Wie pan, szczerze mówiąc, nie mam żadnego pojęcia. Oni sobie tam czasami jakimiś bajkami, bajki oglądają, ale co oni za bajki oglądają? Nie mam żadnego pojęcia.
No przy mnie oglądają na przykład pieski takie, nie wiem jak oni się nazywają, ale to takie pieski, co tam jest, strażak pieski i tak dalej, to... Ojejku, no naprawdę nie pamiętam jak to się nazywa. To takie bajki, to owszem, ale czy o jakichś zombikach, to no nie słyszałam, bo ja się raczej takich bajek im nie puszcza, a on był naprawdę przerażony, jak on tak do mnie podbiegł.
I przez chwilę myślałam, że on się tak zgrywa, ale on się naprawdę wystraszył. To było takie zdziwiające. No można powiedzieć, że można to próbować wytłumaczyć, że dzieci mają bardzo bujną fantazję. Bujną, bo wrażnie, tak, tak.
Natomiast zdarzają się przypadki dzieci, które w takim wczesnym etapie dzieciństwa, kiedy jeszcze nie są jakby zaznajmione z telewizją, komiksami, internetem i tak dalej, widzą coś, czego nie potrafią jakby opisać, nazwać, a potem zobaczenie na przykład w telewizji przypadkiem w wizerunku takiego na przykład szaraka, kosmity, wywołuje u nich dosyć dużą traumę.
Przewołuje jakby głęboko ukryte wspomnienie o czymś, co przeżyły wcześniej. Tak, tak, tak. Właśnie słuchałam u Państwa w audycji czegoś podobnego, jak pani miała taką sytuację, że zobaczyła zdjęcia szaraka i bardzo ją to zestresowało i wywołała jakąś traumę.
Tak, tak, przypominam sobie coś takiego. Ale naprawdę jest to dla mnie mega ciekawe zjawisko, szokujące, ale też czasami paralizujące ze strachu. Nie wiem, jaką to z tym pomóc. Ale słuchając Państwa naprawdę czuję, że jednak są ludzie, którzy są podobni do mnie i wiem, że nie mają urojeń, jak to ludzie potrafią nam wymawiać. To nie jesteście sami na pewno. Tutaj jakby tak policzyć te relacje, które się do tej pory ukazały w Mówią Świadkowie, w jednym tylko tym cyklu podcastów, bo pomijam tutaj wszystkie inne audycje, jakie się ukazują w Radiu Paranormalium, no to będzie tak kilkaset z dziesięć relacji średnio na jeden odcinek przypada, także będzie coś już z sześćset dziewięćdziesiąt, może nawet siedemset.
No, jest to szokujące. Tutaj takie sobie jeszcze zapisałem pytanie odnośnie tej sytuacji z drzwiami i tym zegarem, tutaj ta godzina pierwsza jedenaście lub pierwsza jeden z tą postacią. Czy to była taka, ewidentnie ludzka postać?
Wykluczyła pani, że to na przykład mogło być cień? No właśnie, wykluczałam na pewno, że to był, wykluczałam na pewno cienie, ponieważ wszyscy mówią, że tutaj też śpią. Jakby nie ma takiej możliwości, żeby ktoś sobie tam chodził, a to było coś, co pisało, co szło w moją stronę. Panie się nie mogło wtedy ruszyć. Czyżby to był paraliż sanny? Tak, tak, tak.
Uznałem jako paraliż sanny. Bo ja naprawdę nie mogłam się w ogóle ruszyć. No tutaj w stanie paraliżu sannego czasami też ludzie donoszą o takich właśnie, o obserwacjach takich shadowmanów, to nawet taką nazwę dostało dosłownie, ludzie cienia.
Trudno powiedzieć, czy to jest jakiś wytwór mózgu, czy rzeczywiście jakieś postacie się jakby objawiają w tym stanie. No niewątpliwie jest to sytuacja za każdym razem dosyć stresująca dla wielu osób. Tak, tak. Jest to naprawdę dziwne.
Ja naprawdę byłam przestraszona, byłam tak przerażona, że zamknęłam, zacisnęłam oczy najmocniej, jak to trochę bardzo często, jak się stresuję, to je zaciskam pięści, wbijam sobie ten nokta i ja nawet tego nie mogłam zrobić.
No to taki stan, gdzie mózg jakby wyłączył wszystkie, wyłączył możliwość poruszania wszystkimi kończynami, tak, żeby się czasem przypadkiem nie wybudzić. No czasami tak się zdarza, że w umysłu się rozbudza, a ciało jeszcze zostaje takie uśpione, tak.
Ale ja się czułam totalnie nieswiadoma, a potem zamknęłam, tak jak już wspomniałam, zamknęłam te oczy z obrotowym kątem oka i jakiś ruch, ale nie mogłam obrócić głowy, a potem ja zamknęłam oczy raz jeszcze i ja po prostu usnęłam. Ja po prostu mam spać, odstałam rano, ale pamiętałam o całym tym sytuacji. Pamiętałam o całej tej sytuacji, ale nie tak, że ja wstałam chwilę po tym, tylko ja poszłam normalnie dalej spać.
Tak jakby mnie odświeciło taki blackout. A tutaj jeszcze zapisałem sobie takie pytanie, bo to już lista pytań, które sobie pozapisywałem, powolutku się wyczerpuje. Tutaj jeszcze takie pytanie mam odnośnie tych stworków, jak to pani ujęła, tych dwóch jakby postaci, które tam były widoczne w tym, na tej alejce. Czy udało się pani dostrzec jakieś szczegóły wyglądu tych postaci?
Jak one się w ogóle zachowały? Czy robiły coś konkretnego? Czy po prostu sobie stały w tym miejscu? One były do mnie odwrócone tyłem i one wyglądały jakby coś tam kombinowały. Może nie zatem, że były nachylone, ale tak przy sobie stałby pan jakby jak dwójka ludzi o czymś rozmawia i coś im, jednym człowiek coś trzyma w ręce, a drugi coś tam się temu przygląda.
Tak bym opisała tą sytuację, ale one też nie były tak, że na środku tej alejki. One były naprawdę wyglądały jakby ktoś tam coś kombinował po prostu, ale co dokładnie tam robiły, to ja naprawdę nie widziałam.
Ja się trochę tym zyskresowałam, że to widzę. Ja czułam jakby nie powinny na tego widzieć i ja po prostu wróciłam się do tego domku, ale jak ja tak przez sekundę obserwowałam, one wyglądały jakby w ogóle nie chciały być zauważone.
To na pewno. I przede wszystkim nie chciały, żeby ktokolwiek widział co one robią, bo to było tak, no wie pan, dwie kombinujące postacie, jak to nawet w kreskówkach można zobaczyć, jak tam ktoś tam sobie coś kombinuje i ukrywa coś w rękach. To tak bym opisała tą sytuację. Było ciemno, więc to one były ubrane, nie wiem, ale one wyglądały troszkę ten ekstra, bo to nie było tak jakby nawie ciało, ale to było jednolite.
Z pewnością było to jednolite, ale nie wiem, czy były jakieś buty, czy nie. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to była podeszła, czy kolorowia, więc pięta. Można to jakby porównać do takiego jednolitego kombinezonu, skoro nie były widoczne szczegóły ubioru, tak?
Tak, tak. To można by to powiedzieć takim pajacykiem, że mało noszą takie pajacyki, to to właśnie coś takiego. W zasadzie to mogłabym jeszcze powiedzieć o takiej sytuacji, gdzie o tych znikających ludziach, ale na to akurat, mam świadka, bo to właśnie to było tam w domu mojej siostry, przyszła do mnie kuzynka na noc, no i my tam paliłyśmy te papierosy, no i tam się trzeba zalewać tym liquidem całym i nam tego liquida zabrakło. I to też było tak po północy, może koło pierwszej.
Jedynki bardzo dużo w ogóle mają u mnie znaczenie. Ja jestem też numerologiczną jedynką i bardzo, często takie sytuacje dzieją się w okolicach właśnie cyfru jeden. No i mianowicie wyglądało to tak, że my szłyśmy, ulica, bo to jest ta sama brzyża miasta, wie pan, ta ulica była dosłownie pusta. Nawet auto tam rzadko przejeżdża nocą.
Mało ludzi, a zwłaszcza ludzie, to w ogóle tam nie chodzą. No a może jakiś osiedlowy pijaczy nasi tam przejdzie do sklepu czy coś, to jeszcze ok. To tak jak mówiłam, to właśnie wykluczam, że ktoś tam też może chodzić jakoś tam często. Tam się często nie spotyka ludzi, a my do sklepu prosta droga.
Dosłownie prosta droga. Przy rondzie za chwilę jest sklep. Nie wiem, ile koło jest, 800 metrów, prosta droga. Szłyśmy sobie razem we dwie i nagle zauważyłyśmy, może nie zwróciłyśmy wcześniej uwagi, czy ten człowiek szedł czy nie, ale ja mam poczucie, jakby on gdzieś tu wyrósł przed nami.
Ten człowiek był przed nami może z 5 metrów, coś 5-10 metrów, w takiej okolicy bym to określiła. Wydawał się jak po prostu stary mężczyzna. Dlatego mi to ujrzało, że to po prostu stary mężczyzna miał taki dziwny, ciężki chód.
Nawet pomyślałyśmy sobie, że to po prostu jakiś osiedlowy pijak przed nami idzie i obie byliśmy bardzo zestresowane w ogóle, że on przed nami idzie. No bo jest ciemno, ludzie już się właśnie nie pałączą, no w tej porze, a on właśnie tam jest. Może się odwróci, jak jest pijany, to nam coś zrobi.
No rozumie pan po prostu normalne obawy, że tak to my miałyśmy. No i z tego stresu całego stwierdziłyśmy, że troszkę się zatrzymamy i niech on sobie tam pójdzie, czy nam dalej, czy dalej od nas, tym lepiej.
No ale jak my się zatrzymałyśmy, to on też się zatrzymał, ale on się do nas nie odwrócił. To jest bardzo ważne. On się do nas nie odwrócił. To nas mega zestresowało. Jest trochę tchórzliwa, więc ona to już w ogóle nawet się zastanawiała.
Dobre, to chodź, odpuścimy, to już kupimy jutro, bo to chciałyśmy do takiego losowego sklepu. To już kupimy jutro, weź ten koleś, jest straszny, dziwne jest po prostu jego zachowanie, obie to odczuwałyśmy jako dziwne zachowanie.
Po prostu chodźmy, nie? Ja mówię, dobra, co będziemy szły? Już zaszłyśmy te kilka metrów, wyszłyśmy, się ubrałyśmy, to chodź, pójdziemy. Na co się bać? Tylko zatrzymał, może rozwiązała mu się sznurówka, czy coś, albo po prostu nie wpadł mu się do oka.
Próbowałam to racjonalizować, no ale ruszyłyśmy i ten pan również ruszył, co nas też bardzo zdziwiło. Przyszłyśmy na drugą stronę ulicy, on został na tym samym chodniku i przyszłyśmy na drugą stronę. Czyli widziałyśmy go po przekątnej, ale dalej miałyśmy dobry widok, dalej był jakby blisko odległościowy od nas, no bo to tam to pięćdziesięć metrów. On sobie szedł i my go obserwowałyśmy. My się zatrzymałyśmy na chwilę, bo chciałyśmy sprawdzić reakcję tego pana i on się również zatrzymał. W dalszym ciągu on był odwrócony do nas plecami. No i to już było totalnie dziwne, że robił dokładnie to, co my, no w sensie z tym zatrzymywaniem się i tak dalej.
Skąd mógł wiedzieć, że my też się zatrzymamy? No to już zaczęłyśmy tutaj się zastanawiać, czy to w ogóle jest normalne. Tak jak już wspomniałam, my nie widziałyśmy, czy ten człowiek już szedł tam przed nami, jak my wyszłyśmy z furtki, czy on tam już był, czy po prostu on tak na tyle wyrósł, więc zaczęliśmy się nawet pomyśleć.
No i co, szłyśmy dalej, byłyśmy już bliżej ronda, dalej ten pan był w zasięgu naszego wzroku, gdzie wróciło naszą uwagę, bo my po prostu przez sekundę nie spoglądałyśmy na tego pana i on nagle się rozkłynął. On nagle zniknął. Tam nie było możliwości, żeby on wszedł gdziekolwiek, bo tam były strasznie gęste krzaki, więc no gdyby tam próbował wejść w te kaszcze, no wie pan, w takie krzewy skorosłe, jakieś, no to po prostu patyki, po prostu chodzi pan sam w patyki. No to by go było słychać, a poza tym to też to mogłoby się źle dla niego skończyć, to coś by se mógł zrobić, w tych krzakach, prawda?
Dokładnie. No i tam po prostu nie było nic takiego, żeby mógł sobie gdzieś tam wejść, czy coś w tym stylu. No naprawdę nic. A on się po prostu rozkłynął. I w stroju zestresowałyśmy, żeby tam iść do tego sklepu, no bo jak on tak nagle nam zniknął z oczu, no gdzie on jest, może nas zaatakuje, no ale my przeszłyśmy i tam totalnie nic nie było.
Trzy lat dopóki, Lesiu, naprawdę, ani śladu. No to tak wygląda, jakby on, nie wiem, szukał okazji, żeby wam trzmychnąć sprzed oczu w jakiś sposób, tak? Bo cały czas go widziałyście, a w momencie, gdy na sekundkę odwróciłyście wzrok, zniknął. Tak, tak, dokładnie taka sytuacja.
Tak to wyglądało. On po prostu się rozpłynął, a my byliśmy zestresowani całkowicie temu. To była taka całkowicie fizyczna postać, tak? On nie był jakimś takim, powiedzmy, półprzejrzyczysty, nie sprawiał jakiegoś takiego dziwnego wrażenia, po prostu człowiek.
Totalnie fizyczna postać. Totalnie fizyczna postać. Dlatego my się zestresowałyśmy, bo to naprawdę było totalnie, totalnie dziwne, że może nam zrobić krzywdę czy coś, że on po prostu zrozumiał się. No tutaj jeszcze takim ważnym elementem tej relacji jest to, że was przecież było dwie. Gdyby to była jedna osoba, to można by to, no, naprawdę obarczyć, można by jakby obarczyć za to widzenie tej postaci, na przykład zmęczenie, czy jakieś, nie wiem, warunki uświetleniowe.
My naprawdę byłyśmy tam we dwie i obie byłyśmy przerażone, obie byłyśmy zestreszone. A my jeszcze, no wie pan, nastolatki, no to tym bardziej, my takie nastolatki, no to może nas uratować. No nic, to krzywda, może nam się stać na każdym...
sytuacji na mieście, zwłaszcza z jakimś takim pijaczkiem. Nie wiadomo, co człowiekowi to byłoby strzeli. No wiadomo, tak zwane creepy się zdarzają niestety. Dokładnie tak. Lęk przed tą postacią ewentualnie wydaje się całkowicie uzasadniony, szczególnie będąc kobietą młodą, tak?
Tak, to naprawdę. I tak oto poznaliśmy paranormalną ścieżkę życia pierwszej z moich dziedzin, dzisiejszych rozmówczyń. Druga z naszych słuchaczek również wielokrotnie na przestrzeni całego swojego życia przekonywała się, jak bardzo zdarzenia o charakterze paranormalnym mogą zmienić pogląd na świat.
Posłuchajmy zapisu rozmowy z nią. Może tak słowem wstępu chciałam powiedzieć, że ja takimi sprawami paranormalnymi, ezoterycznymi interesuję się od zawsze. Po prostu jakoś pamiętam, że nawet jak byłam małą dziewczynką, to było dla mnie takie...
jakieś zupełnie normalne. Może dlatego, że w domu moja mama, moja ciocia i moja babcia zawsze o czymś takim rozmawiały. I jakieś takie duchy, czy znaczenie snów, zodiak, takie rzeczy gdzieś tam krążyły i były czasami tematem rozmów i nikogo to nie dziwiło. Pamiętam, że zawsze było tak, że jak babcia dzwoniła gdzieś z samego rana i mówiła, że słuchajcie, śnił mi się ktoś tam i ktoś tam, to uważajcie.
No i potem się coś działo faktycznie. Właściwie wydaje mi się, że moja babcia szczególnie rozbudziła we mnie taką wrażliwość na to, bo ja z moją babcią spędzałam dosyć dużo czasu, jak większość z dzieci, moja babcia odbierała mnie z przedszkola, potem w tych pierwszych latach szkolnych odbierała mnie ze szkoły.
No i często u niej przesiadywałam. I rozmawiałyśmy dużo na jakieś takie tematy. W ogóle to jest strasznie dziwne i dużo... Ja się nawet z tego śmieję, ale moja babcia opowiadała mi strasznie dużo o UFO. I pamiętam, że oglądałyśmy bardzo dużo jakichś takich programów, po prostu przynajmniej parę razy w tygodniu.
I dlatego ja już jako małe dziecko strasznie się tym zainteresowałam i cały czas pytałam babcię o to. Cały czas gdzieś szukałam w internecie później, jak już był internet. No i pamiętam, że moja babcia mi mówiła, że dziecko, ty nie szukaj tego, ty się tak nad tym nie zastanawiaj, bo to jest tak, że jak ty o czymś myślisz, to ty ściągasz tą energię do siebie i żeby to jeszcze do ciebie nie przyszło przypadkiem. Nie wiem w sumie, dlaczego z jednej strony no tak oglądała ze mną i mi o tym opowiadała, a potem oj nie szukaj, nie szukaj, nie zastanawiaj się nad tym.
No ale tak było. I w sumie stąd się wzięło to moje zainteresowanie UFO. Tak jakoś sobie przeżyłam to moje dzieciństwo i tak się potem działo w moim życiu, że jakoś na każdym etapie swojego życia spotykałam kogoś, kto mi mówił coś nowego. Ciężko to nawet ubrać w słowa, ale tak jak powiedziałam na początku, że interesowałam się tymi zjawiskami paranormalnymi i ezoteryką i pamiętam, że pierwsze, o czym się dowiedziałam po tym, że oczywiście istnieją duchy, o których mi mówiła babcia czy UFO, to koleżanka w gimnazjum powiedziała mi o wychodzeniu z ciała i że ktoś to robi. Dla mnie to był w ogóle szok, no i ja od razu zaczęłam czytać o tym w internecie i spróbowałam to praktykować, aczkolwiek nie udało mi się.
Udało mi się opanować bardzo dobrze świadomy śnienie. Wychodzenia z ciała wydaje mi się, że nie udało mi się opanować, ponieważ ja się tego boję. Ja ogólnie wbrew temu, że interesuję się takimi rzeczami, zajmuję się nimi, to ja mam w sobie bardzo dużo lęku.
To znaczy, ja się po prostu boję ciemności i boję się, o to jest dobrze powiedziane, ja się boję odmiennych stanów świadomości, w co się wlicza też jakieś takie używki. O, tak, o to mi chodzi. Ja nie lubię tego i nie doprowadzam do takich stanów. Ja nawet nie za bardzo lubię się upijać.
Piję alkohol, ale nie lubię z tym przesadzić, nie ze względu nawet na ból głowy, tylko następnego dnia, tylko ja po prostu wierzę, że my wtedy tracimy nad sobą kontrolę i różne rzeczy mogą się stać i wydaje mi się, że taka rzecz kiedyś mi się stała.
Co dalej? Bo staram się to jakoś tak chronologicznie powiedzieć. No tak. Tak jak powiedziałam, jakoś tak na każdym etapie mojego życia był ktoś, kto mi coś dokładał. Tutaj tarot, tutaj runy, tutaj magia, tutaj to wychodzenie z ciała, tutaj to świadomyślenie, tutaj to UFO.
Każdy mi po prostu coś dokładał po kolei i ja nie do końca wiedziałam, w którym kierunku iść, ale poznałam pewnego dnia osobę, zupełnie przypadkiem, pewnego dnia, jak już to było na początku studiów, tak no poszłam, nie, nawet nie, wie pan co?
Chyba jeszcze wcześniej, bo ja no nieważne, zresztą to nie ma takiego dużego znaczenia. Fakt faktem było to 10 lat temu, to wiem na pewno. Poszłam do tej wróżki z taką głupią rzeczą, że nawet nie chcę mówić po co i nie jest w sumie to ważne, ale kiedy do niej poszłam, to ona mi powiedziała, że no rozłożyła przede mną te karty, ja ją w ogóle znalazłam w internecie, nigdy wcześniej nie miałam z tym do czynienia, ja nawet nie wiem skąd mi przyszło do głowy, że ja powinnam pójść na tarota. No ale rozłożyła te karty i w ogóle powiedziała, że ale pani tutaj nie przyszła do mnie z tym o czym pani mówi.
No ja byłam tak trochę zdenerwowana, bo myślałam, że to jest tak, że z tych kart można wszystko wyczytać i one zawsze znają o przyszłości w ogóle. I to był właśnie taki czas, kiedy tak jak panu pisałam, ja już po prostu bałam się chodzić spać.
Bałam się chodzić spać, ponieważ codziennie budziłam się o 3.02 albo 3.04, już nie pamiętam, ale to na pewno była któraś z tych godzin. Wydaje mi się, że 3.04, dzień w dzień budziłam się o 03.04 i po prostu w pokoju było tak zimno, ja się tak okropnie bałam, że po prostu bałam się ruszyć.
Widziałam jakieś postacie w swoim pokoju, czułam jakiś oddech na sobie, czasami czułam jak ktoś mnie dotyka, widziałam jak ktoś stoi przy moim łóżku, miałam straszne koszmary. Tak, miałam straszne koszmary i chciałam wspomnieć jeszcze o tym paraliżu sennym i wiem ogólnie, że ten paraliż jest on też mi się wcześniej zdarzał i ten paraliż wiem, że jest też jakby wytłumaczalny w taki sposób fizyczny, bo właśnie tego nie dodałam, że pomimo tych moich zainteresowań i takiej mocnej wiary w to, a właściwie to nie jest tak, że ja wierzę, że to wszystko, ten świat metafizyczny istnieje, ja to po prostu wiem, bo ja to czuję i czy ktoś mi wierzy, czy nie, to już jest inna sprawa. W każdym razie staram się zawsze jakoś to tak sobie też szukać logicznych i fizycznych, naukowych wyjaśnień. No i wiem, że paraliż senny jest w jakiś sposób potwierdzony naukowo, że mózg się budzi, ciało jeszcze nie i że najłatwiej w to wejść śpiąc na plecach, więc ja w ogóle przestałam spać na plecach, ale potem już nieważne, jakbym spała, i tak miałam ten paraliż, i tak miałam te sny, i tak się budziłam o 3.04, i tak widziałam te postacie, i tak czułam ten oddech na sobie, i tak czułam, jak ktoś mnie dotyka.
No, to po prostu było dla mnie tak straszne, że ja już byłam święcie przekonana, że ja jestem po prostu opętana i jedyną drogą, dla mnie, to jest egzorcyzm. I to już dochodziło do takiego, tak bardzo mnie to przerażało, bo ja wiedziałam, że ja nie zwariowałam, bo w dzień nic się nie działo, nie miałam żadnych problemów z komunikacją z ludźmi, z niczym nie miałam problemu, więc byłam pewna, że to nie jest żadna choroba, i byłam też pewna, że mi się to nie wydaje.
No, ale tak jak mówię, już naprawdę myślałam, że chyba tylko egzorcyzm mi pozostał. Też chodziłam bardzo wycieńczona, no bo tak jak mówię, bałam się spać, i jak budziłam się w nocy, to nie patrzyłam niż na zegarek, bo bałam się, że jak wezmę telefon do ręki i spojrzę na zegarek, to zobaczę tą godzinę.
A wiadomo, że po trzeciej ten portal między światem duchów, a naszym jest najcieńszy i najłatwiej go przejść. To właśnie nie patrzyłam na ten zegarek, więc albo nie spałam w ogóle, albo na przykład czekałam, czekałam, aż będzie powiedzmy czwarta, żeby zasnąć po tej godzinie, tak żebym totalnie rozregulowana.
W każdym razie, poszłam do tej wróżki, tak jak powiedziałam, z zupełnie innym pytaniem, no i ona zaczęła mi o tym mówić, a też nie dodałam, że kiedy zaczęły się te parolicze, to już był czas, kiedy ja zaczęłam się interesować magią i zaczęłam czytać jakieś tam książki i jakieś rzeczy w internecie różne, palić jakieś świece i w ogóle i w ogóle. No i ta wróżka, wiedźma, tarocistka, zwał jak zwał.
Powiedziała mi, że właśnie przyszła, ja, że ja nie z tym tutaj w ogóle przyszłam. Ja byłam trochę zdenerwowana, no i zaczęłam z nią rozmawiać i ona mi powiedziała, że no posłuchaj, ty masz problem, że ja widzę, że ty masz problem, że do ciebie coś przechodzi. No i wtedy już byłam troszeczkę zszokowana, no bo faktycznie wiedziałam, że jakby coś jest na rzeczy i powiedziała mi, że powinnam, że ogólnie jestem osobą, która ma bardzo duże energii i że takie osoby bardzo ściągają do siebie różne byty, ponieważ jestem pożytką dla takich bytów i że ja po prostu muszę tą energię chronić, muszę potrafić nią zarządzać i że powiedziała mi takie zdanie, które sobie zapamiętałam do końca życia i każdemu je powtarzam, że raz otwarte drzwi do tego świata nigdy się nie zamykają. I jeżeli ja te drzwi otworzyłam, to muszę się liczyć z tym, że to zawsze gdzieś tam przy mnie będzie.
I zaproponowała mi właśnie, że zrobi mi dla mnie talizman runiczny, taki personalizowany, że tak powiem, ręcznie wykonany z drewna. No i ja na początku odmówiłam, bo w ogóle ja wtedy nie wiedziałam, co to są runy. Ona mi coś tam powiedziała, ale ja sobie pomyślałam, tak, ok, jasne, chce mnie po prostu naciągnąć.
Przyszłam po to, po co przyszłam. Ona mi w ogóle na to nie odpowiedziała. No, nie, nie. No i dobra, wyszłam taka trochę niezadowolona, ale nie dawała mi to spokoju, bo też mi nie dawały spokoju te moje sny i to, co się dzieje ze mną w nocy. No i wróciłam do niej.
Wróciłam do niej i ten talizman to nie była jakaś droga sprawa. Wtedy zapłaciłam za niego, wydaje mi się, 120 zł, coś takiego. Mniejsza o to. Mówię, dobra, kupię, nic się nie stanie, przecież mnie od tego nie opęta, nie wiem. I wie pan co?
Pierwszej nocy, jak spałam z tym talizmanem, bo ona mi powiedziała, że powinnam go kłaść pod poduszką. Powiedziała mi, jak go używać w ogóle. O, po prostu przeżyłam coś niezwykłego, bo położyłam ten talizman pod poduszką, zasypiałam i widziałam tak jak zwykle, że ta postać do mnie podchodzi.
Nie wiem, jak to panu powiedzieć, bo ja miałam zamknięte oczy, ale ja to widziałam regularnie, to widziałam, czułam, nie wiem, gdzieś tak jakby oczami wyobraźni, jakoś metafizycznie widziałam, że to podchodzi. I tego dnia to się ode mnie odbiło. Ja po prostu usłyszałam taki dźwięk, taki pisk i poczułam się jakby wokół mnie była bańka, i to dotknęło tej bańki, w momencie, kiedy to tej bańki dotknęło, to cofnęło się do tyłu, był właśnie taki jakby pisk i jakby ja poczułam i zobaczyłam, że z tej bańki się wydziela takie ogromne światło.
I to już nigdy więcej do mnie nie przyszło. To znaczy, przyszło, czasami przychodzi w dalszym ciągu, zdarza mi się tak, ale potem miałam już spokój na bardzo, bardzo długo i to był taki moment, kiedy zaczęłam się już zajmować tym wszystkim na poważnie, zaczęłam się tym na poważnie interesować. I chcę tutaj zaznaczyć, że to jest do wyjaśnienia.
Taki sposób, że być może ja sobie za bardzo nabiłam głowy jakimiś, nie wiem, rzeczami, którymi czytałam. Za bardzo się bałam tej całej magii, mimo że się nią interesowałam. I może to podświadomie miało na mnie taki wpływ, że ja to po prostu widziałam. Może wcale nic do mnie nie przychodziło w nocy, może mi się wydawało.
Może ten talizman, który mi zrobiła, też nie ma magicznej mocy. I być może to jest takie jakby placebo, że pomyślałam sobie, a mam, to mnie chroni, jestem bezpieczna. Być może wcale nic nie widziałam i być może wcale nic się nie odbiło. Może mój mózg to sobie wymyślił na podstawie tego, co widział gdzieś tam na filmach przez całe życie i jakoś to tak zagrało.
Można to tak wytłumaczyć, oczywiście. Jeżeli komuś pasuje takie wytłumaczenie, to w porządku. Ale ja tak jak panu powiedziałam, ja nie wierzę, ja wiem. Ja to biorę tak, jak jest. Wiem, że to nie było coś, to nie było zmyślone. Może komuś będzie prościej tak to wyjaśnić, ale ja to czułam. I myślę, że większość osób, która słucha tej audycji, będzie takiego samego zdania jak ja, bo raczej nikt z zamkniętą głową tej audycji nie słucha.
To to jest ta pierwsza sprawa. No tutaj sobie pozapisywałem trochę pytań dotyczących tych kontaktów z tymi postaciami. Jak te postacie wyglądały? Czy była z nimi jakaś komunikacja? Wie pan co? Nie, nie było z nimi żadnej komunikacji słownej. One wyglądały czasami jak zwykli ludzie, tylko że ja nigdy nie widziałam ani ich twarzy, ani nic, tylko tak jakby czarno było. To było całe czarne, ale w sensie, że to miało ręce, nogi i tak dalej. Chociaż rzadko miało to nogi, bo gdzieś tam ten dół się już urywał po prostu, ale ja widziałam ten zarys głowy, zarys rąk.
Widziałam to wszystko. Jednak najczęściej przychodziło do mnie coś takiego, co było dużo większe niż człowiek. Miało chudą szyję, dużą głowę, takie chude ręce z pazurami. I nie wiem, czy pan kojarzy takie maski, które były stosowane podczas epidemii, ani dżumy, kiedyś bardzo dawno z takim, nie wiem, dziobem wielkim. To miało taki dziób.
Tak, to miało właśnie taki dziób i to też było całe czarne, albo ewentualnie miało gdzieś tam tylko oczy wielkie. Ja w ogóle swojego czasu to rysowałam. To kiedyś, jak mój kolega zobaczył te rysunki już po latach, to powiedział, Boże Święty, ty to widziałaś? Może ty powinnaś iść do jakiegoś psychiatryka, czy na jakieś badanie?
Mogę nawet do panu wysłać. No, także tak to wyglądało, ale jeszcze chcę zaznaczyć, że tak opisałam to, że duża głowa, chuda szyja, że jakby jakiś kosmita. Nie, ja tego w ogóle nie identyfikowałam z jakimś kosmitą, tylko nie wiem, ja czułam, że to jest jakaś taka zła, nieczysta siła, która i właśnie ze mnie ściąga energię. O, dobrze sobie to przypomniałam, bo jak to do mnie podchodziło, to jak ktoś oglądał Harry'ego Pottera, to wie, jak dementorzy wysysają z człowieka, nie wiem, duszę, czy energię, czy coś, to też mi się to tak wydawało właśnie, że to tak ze mnie wysysa po prostu życie.
Widziałam ten dymek, który ze mnie ulatuje w jakiś sposób i no tutaj też właśnie zaznaczę, że być może było tak, że jako dziecko, no bo jako dziecko oczywiście nie znam Harry'ego Pottera, zresztą dalej czasami oglądam, że być może gdzieś tam ten obraz mi się zakodował w głowie i dlatego tak to widziałam, tak to sobie wyobrażałam, tak to mój mózg sobie potem wymyślił.
Owszem, można to tak wytłumaczyć, jednak ja dalej wierzę, że coś do mnie przychodziło i coś ze mnie tą energię wysysało. No tak, to skategoryzowała pani świadomość, tak, ten element świadomości, który nazywa się interpretatorem, szokuje w banku pamięci najbliższe skojarzenia za każdym razem, gdy coś nowego doświadczamy.
No dokładnie. Tutaj jeszcze sobie pozapisywałem parę takich pytań i czy te sytuacje zawsze wyglądały tak samo, te bliskie spotkania z tymi istotami dziwnymi w sypialni? Tak, albo stały nad moim łóżkiem, albo stały gdzieś w kącie, często też czułam, że nie mogę oddychać i czułam taki ogromny ciężar, jakby ktoś siedział na mnie. Z tym alkoholem mi się skojarzyło to, co kiedyś słyszałem od jasnowidzącej Renety Engel, że alkohol, ona w ogóle przestała w pewnym momencie spożywać alkohol, unika alkoholu, bo podobno to obniża wibracje i otwiera człowieka na postrzeganie tych istot nisko wibracyjnych.
I właśnie ona tak też z tego powodu, że kiedyś zobaczyła te takie istoty operujące niskimi wibracjami, przestała w ogóle, nie tyka alkoholu już od lat. No ja mam dokładnie takie samo zdanie. I to nas w ogóle, otępia bardzo. Tak jak inne używki.
My wtedy nie jesteśmy... No to dokładnie, no po prostu te nasze wibracje się obniżają i daleko nam do tego, co jest dobre. Tutaj trudno nie odnieść mi wrażenia, że mama, ciocia i babcia otworzyły Panią jakoś te kontakty z niefizyczną sferą, bo jakby nie było, Pani była wprowadzana w te tematy już od najmłodszych lat. Można zadać pytanie o to, co one musiały za młodu doświadczać, prawda?
No, ja wiem, co one za młodu doświadczały. Moja mama akurat nic. Moja ciotka za to twierdzi, że jako dziecko w kościele, kiedy była to posąg Maryi, zaczął się ruszać. Opowiadała mi to, ale szczerze ja to biorę przez... na dużą poprawkę, ponieważ ona była wtedy dzieckiem i pamięta to moja mama, pamięta to moja babcia, czyli ich mama, bo ona się wtedy bardzo przestraszyła, bo powiedziała, przybiegła do mojej babci, czyli jej mamy i powiedziała, że posąg Maryi się rusza i do niej mówi. I już nie pamięta, co jej powiedziała, ale no po prostu tak bardzo się przestraszyła. Jednak ja staram się to tak nie do końca temu ufać, ponieważ ona była dzieckiem, a nie wiem, może się jej coś wydawało, a może po prostu to jakieś...
Nie no, to nie może być w sumie zniekształcone ten wspomnienie, bo moja mama to pamięta i moja babcia. Ale jednak była dzieckiem, więc no. A co do mojej babci, to moja babcia zawsze miała jakieś takie sny prorocze. Moja babcia zawsze mi mówiła, że pamiętaj, każdy ma anioła stróża, on cię pilnuje, on ci w życiu pomoże, tylko ty musisz go zauważyć, musisz się do niego modlić, musisz z nim rozmawiać, musisz go szanować i on ci będzie w życiu pomagał, on cię będzie pilnował.
I zawsze mi mówiła, że ty na pewno masz dobrego anioła stróża, bo ja mam dobrego anioła stróża, mnie anioł stróż chroni, ciebie na pewno też. I faktycznie moja babcia miała w życiu jakieś takie, no dużo szczęścia, że tak powiem. Często też w ogóle było jakoś tak, że ona znajdowała rzeczy, które się gubiły, tak jak mówiłam, panu miała te prorocze sny, duchy widziała, no i ona też mi to wszystko opowiadała. Także tak.
Nie wiem, czy przejść już do tych kolejnych wydarzeń. Możemy już przejść, możemy przejść. Dobra, no to opowiem panu właśnie dwa wydarzenia, dwa sny, tak właściwie, jeden mojej babci i jeden mój, które są moim zdaniem już nie do wytłumaczenia w żaden sposób.
Tak jak pan mówił, moja babcia ma często prorocze sny i ja też, więc jak mi się ktoś śni, to wiem, że zaraz go spotkam. Nie są to jakieś sny rangi, że ja wiem, kto zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych przed ogłoszeniem wyników, ale takie rzeczy na co dzień, no widzę to.
No i o ile to można zazwyczaj wytłumaczyć jakimś przypadkiem, to zacznę od tego mojego snu. Ja i mój chłopak jeździmy zawsze w lato do niego na działkę. Ta działka to jest dom rodzinny jego matki. Ten dom to jest stary dom drewniany, który budował jej dziadek, czyli pradziadek mojego chłopaka.
Ona tam mieszkała z rodzicami. Jej rodzice już nie żyją. No i zawsze tam spędzamy lato. To jest taka wieś, gdzie jest w sumie tylko cmentarz, kościół i sklep. To było w tym roku, w wakacje. Nie byliśmy tam pierwszy raz w te wakacje.
Po prostu dzień jak co dzień. Może tyle, że wcześniej tego dnia wieczorem poszliśmy na spacer i właśnie poszliśmy na cmentarz odwiedzić jego babcię, potem wróciliśmy do domu. Ja w ogóle miałam taką myśl, że nie powinnam wracać od razu do domu po cmentarzu, bo tak się nie robi.
Jak się idzie na cmentarz, to zawsze potem trzeba jeszcze gdzieś pójść, żeby nie przeprowadzić ze sobą z cmentarza czegoś, co się może do nas przyczepi. Ale nie mieliśmy gdzie pójść. To jest wieś, w której no, tak jak powiedziałam, jest tylko sklep, kościół, więc poszliśmy, gdzieś tam się przeszliśmy jeszcze, no i wróciliśmy do domu dosyć szybko. Zresztą już było ciemno.
Co tu chodzić? No i położyliśmy się spać. I miałam taki sen. My mamy psa, zawsze tego psa bierzemy ze sobą i jak wyjeżdżamy gdzieś, na przykład jak jedziemy gdzieś dalej do sklepu, czy gdzieś tam się przyjechać trochę dalej, to zamykamy psa w domu, żeby nie biegał po podwórku, bo po prostu się przekopie pod bramką. No i w tym śnie, tak jak zawsze, wyjechaliśmy za bramę. Ja miałam wyśleć, żeby zamknąć tą bramę wjazdową. I mówię do mojego chłopaka, słuchaj, a ty w ogóle zamknąłeś drzwi? Bo pies może z domu uciec. A on mówi, że nie wiem. No to idź sprawdź, czy te drzwi są zamknięte. Dobra, no to idę sprawdzić.
W tym śnie poszłam sprawdzić, czy drzwi do domu są zamknięte. Wchodząc do tego domu, okazuje się, że ten dom jest otwarty i widzę tam małego chłopca. Aż mi po prostu zmroziło, jak o tym mówię. Widzę tam małego chłopca, który ma nie wiem, może 7 lat, może mniej, nie mam pojęcia. On już mówił i rozumiał tak jakby wszystko.
Spojrzał się na mnie i ja się patrzę na niego, mówię, co ty tu robisz? Mówi, że no mieszkam tutaj. Ja mówię, że no nie, nie mieszkasz tutaj. No ale jak to? Co ty tu robisz? Kim ty w ogóle jesteś? Ten chłopiec do mnie mówi. Ja mówię, że no ja jestem i że ty kto jesteś? Nie pamiętam, co on mi odpowiedział.
Raczej cały czas mówił, że ja tutaj mieszkam, ja tutaj mieszkam. I ja mówię, że jak to? Powiedziałam mu w końcu, że posłuchaj, to jest niemożliwe, że ty tutaj mieszkasz, bo ja tutaj przyjeżdżam co roku. Jestem tutaj bardzo często i ja ciebie nigdy nie widziałam.
A on mi na to odpowiada, ale ja też tutaj cały czas jestem i ja ciebie też nigdy nie widziałam. Ja mówię, że ale poczekaj, z kim ty tutaj mieszkasz? Kim ty jesteś? On mówi, że no ja tutaj mieszkam z moją mamą. I mi mignęło, że no to jest dom rodzinny matki mojego chłopaka.
I ja jego babci nie poznałam nigdy. Ona umarła zanim zaczęliśmy się spotykać, ale wiem o niej dużo i dużo o niej słyszałam i mówię do niego, czy twoja mama to pani a on mówi na mnie, że tak. I ja do niego, ale wiesz o tym, że ona nie żyje. I on się w tym momencie rozpłakał i uciekł.
I sen się skończył. Wstaję rano i po prostu no szok. Dzwonię do mojej teściowej i mówię, słuchaj, czy twoja matka poroniła syna? Tak. A ja o tym wcześniej nie wiedziałam. Nigdy tego tematu nie było. Więc dla mnie nie ma na to żadnego logicznego wytłumaczenia. No wypisz, wymaluj kontakt poprzez sen z zaświatami, z kimś, kto przebywa już w zaświatach, tak?
Tutaj sobie zapisałem takie pytanie odnośnie tego chłopca właśnie. Jak on w ogóle wyglądał? On wyglądał jakby był wyjęty jakby z innych czasów? Było w otoczeniu widać coś takiego nietypowego? Pamiętam, że ten dom ogólnie wyglądał bardzo podobnie do tego, jak wygląda teraz, tylko był może bardziej zniszczony. Troszeczkę inne rzeczy tam były, takie jakby.
Wie pan, układ pomieszczeń, to, gdzie stoi kuchnia, było tak samo, ale faktycznie to nie było tak, jakbym weszła do tego domu teraz, że to nie ten koc leżał, to nie ten obrós leżał, to nie ten koszyk stał, takie rzeczy. A ten chłopiec ogólnie wyglądał zupełnie tak, jak człowiek. Pamiętam dokładnie, że miał kurtkę, taką jakby zieloną i w ogóle ten chłopiec był trochę brudny, taki jakby wyszedł w jesień, bawił się gdzieś tam, nie był jakiś mega ubłocony, ale był taki trochę brudny, jakby no taki dzieciak wrócił z dworu. Myślę, że miał trochę stare ubrania, może troszkę staromodne.
Raczej nikt tak dziecka już teraz nie ubiera. No i tyle mogę powiedzieć. Pamiętam to, bo zwróciłam na to lekko uwagę, bo właśnie sobie wtedy tak pomyślałam, że kurde, że to tak jakby, to nie jest teraz, że właśnie przez ten jego ubiór, że to nie jest teraz, tylko tu jest coś nie tak.
I też w ogóle ja sobie pomyślałam o tym, że właśnie powiem mu, że on nie żyje, powiem mu, że... że nie żyje. Czy wiesz, że twoja mama nie żyje, nie? Że ta pani nie żyje. Bo wiem o tym, że niektórzy ludzie po prostu czasami nie wiedzą o tym, że umarli. No tak, zdarzają się czasami takie przypadki.
Są sytuacje, gdy na przykład, gdy śmierć wystąpi nagle, bo w wyniku jakiejś choroby to zmarły. Nie zawsze zdają sobie sprawę ze swojego położenia. Tutaj nie wiem, czy... nie wiem właśnie na ile będzie miało to związek z tą historią, ale zapisałem sobie pytanie o historię tego domu.
To jest jakiś bardzo stary dom? Ten dom ma na pewno ponad 100 lat. Jest zbudowany ręcznie. Jest mały. Tam mieszkał pradziadek mojego chłopaka. Może nawet jeszcze dalsza rodzina. Dziadkowie mojego chłopaka. To wyglądało tak, że jego dziadek zmarł bardzo wcześnie, więc babcia mojego chłopaka i jego matka zostały dosyć wcześnie same.
Więc przez długi czas były w tym domu same. Taki mały dom na wsi wokół jest. Pole, ogródek. To tyle, co mogę o tym powiedzieć. Nigdy wcześniej ani nigdy później nic takiego tam nie doświadczyłam. Ani ja, ani nikt inny.
Jedyne, co takie zwróciło mi uwagę, to że tak jak mówię, ten chłopiec do mnie mówił i on już był rozumny, a... Ja jakby jak rozmawiałam z tą moją teściową, no, domyśliłam się o co chodzi, więc się od razu zapytałam, czy twoja matka może broniła syna.
No i właśnie dziwi mnie to, bo widzi pan, jakby to dziecko się nie urodziło, a jednak ja je widziałam jako tego, nie wiem, pięcio, sześcio, siedmiolatka. Ja miałem taką sytuację kiedyś rozmawiałem z jednym słuchaczem, przekazał historię, gdzie widział, spotkał taką postać, która wyglądała jak siedemnastoletnia dziewczyna, a się okazało, że to była córka jego partnerki, która dosyć wcześnie też umarła.
Także, no, zdarzają się też takie przypadki, że zmarły pojawia się w wieku, w którym teoretycznie nie powinien się pojawić, bo go nie dożył, tak? A tu okazuje się, że ten synek, ten chłopiec jakoś był mimo, że nie zdążył, można się domyślać, zobaczyć tego domu, to jednak w jakiś sposób był z nim związany, tak? To w ogóle wygląda ten sen jak taka wizyta w innych czasach, wizyta w przeszłości. No, tak.
Tak to prawda. Powiem panu jeszcze tak na szybko, że to w ogóle było takie dosyć zabawne, bo dzień przed tym snem o tym chłopcu miałam inny też proroczy, chociaż ten jakby mógł być już przypadkowy, chociaż ja i tak swoje wiem. Ale wyglądało to tak, że właśnie mój chłopak miał zawieść swojego brata na egzamin z prawa jazdy i mi się śniło, że mój chłopak wraca do domu w tą działkę i mówi, że no, on nie wyjechał, że tam nie wyjechał nawet w ogóle z placu, bo zrobił jakiś głupi błąd. No i dobra, ja się budzę, mój chłopak jedzie go zawieść, ja mówię, dobra, nic nie mówię, bo jak powiem, to zapeszę. To już wtedy na pewno nie zda.
No, ale dobra, wraca mój chłopak, mówię, zdał? Nie. Ja mówię, wyjechał z placu? Nie wyjechał. Mówię, no tak, wiedziałam. I to właśnie jednego dnia miałem ten sen, drugiego dnia ten z tym chłopcem. No, ale opowiem panu drugą historię, którą też uważam, że nie można jej podważyć. To ostatnio w sumie powiedziała mi babcia i ja ogólnie wiedziałam o tym, że moja babcia widzi duchy w snach i że czasami widuje swojego ojca w snach, ale ja dopiero ostatnio się dowiedziałam, że to jest, że tak powiem, w ten sposób.
No bo tak, stwierdziłam, że zacznę robić drzewo genealogiczne i poszłam do moich dziadków wypytać się o wszystko. Co, jak, kto, co? No i dopiero wtedy tak naprawdę dowiedziałam się, że moja babcia nigdy swojego ojca nie widziała, bo on zmarł cztery dni przed jej narodzinami.
Ona jest z wielodzietnej rodziny, jak to kiedyś bywało, i wychowała się bez ojca. Z siostrami, bratem i matką. Powiedziałam jej ostatnio, że pokazała mi zdjęcie swojego ojca. Było takie stare zdjęcie, na którym były trzy osoby. Ono już było do połowy zniszczone, tego nie było nawet widać tego jej ojca na tym zdjęciu.
A obok było zdjęcie twarzy tego jej ojca. No i właśnie ona mi wtedy powiedziała, że zobacz, to jest mój ojciec i że kiedyś dawno temu, jak to zdjęcie jeszcze nie było, takie zniszczone, to jakiś fotograf odrestaurował to zdjęcie, że z tego zdjęcia, na którym były trzy osoby, zrobił inne zdjęcie, na którym była twarz jej ojca. Nie wiem zupełnie, jaka to technika i w ogóle, no dobra, że teraz coś takiego by się dało, no to jeszcze, jasne, to jestem w stanie sobie wyobrazić, teraz to się wszystko da.
Ale wie pan, to było naprawdę bardzo, bardzo dawno temu, więc mnie to zszokowało, ale mniejsza o to. Pokazała mi to zdjęcie ojca i mówi, że kiedyś właśnie, jak już była nastolatką, czy dzieckiem, jakoś tak, jak już była, że tak powiem, no rozumna, dało się z nią pogadać, nie wiem, jak to powiedzieć, żeby to źle nie zabrzmiało, no kiedy nie była już dzieckiem, o, to przyszedł do niej jej ojciec, właśnie, do pokoju, wziął ją za rękę i powiedział, chodź dziecko, bo my się jeszcze nie znamy.
Wprowadził ją z domu, poszedł z nią gdzieś tam, usiadł z nią gdzieś na trawie, przedstawił się jej, że ty mnie nie znasz, ale ja jestem twoim ojcem i zaczął jej opowiadać, o sobie coś tam jej zaczął mówić.
No i ona tak z tym żyła, że on czasami do niej przychodził, weźmie, uśmiechał się, coś tam, coś tam. Nikogo tego nie powiedziała przez dłuższy czas, może myślała aż o jakieś głupoty i kiedyś jej starsza siostra, jedna z jej starszych sióstr, właśnie pokazywała jej zdjęcia, które ma w domu i pokazała jej to zdjęcie, które teraz ma moja babcia i moja babcia mówi, że o, a skąd ty masz zdjęcie taty?
A ona po prostu zamarła i mówi, skąd ty wiesz, że to jest ojciec? Bo przecież ona nigdy go nie miała prawa widzieć, skąd ty wiesz, że to jest ojciec, jak ja nigdy nie pokazywałam tego zdjęcia, a ty go nigdy nie widziałaś?
No mówisz, no, bo on do mnie przychodzi. I babcia mówi, że ona go widuje w swoich snach dokładnie tak, jak on wygląda na tym zdjęciu. Na tym zdjęciu on jest młody. A czy babcia weryfikowała później to, co jej ojciec przekazał we śnie? Z tego co wiem, to nie.
Nie, a jej też, ona jakby powiedziała mi dosłownie tak, że chodź, bo ty mnie jeszcze nie znasz, ja jestem twoim ojcem. No i coś tam jej opowiadał, ale w sumie nie powiedziała mi co, bo chyba już po prostu nie pamięta.
Na pewno by mi powiedziała, gdyby pamiętała i myślę, że tego nie weryfikowała. No nie czuła takiej potrzeby, tak. Tutaj często po kontakcie ze zmarłymi ludzie czują potrzebę jakby wyciągnięcia wręcz pewnych informacji od zmarłych, czy czegoś, co dałoby się zweryfikować, no ale nie wszyscy jakby, jak widać, czują taką potrzebę.
Zresztą samo to, że wygląd ojca, że babcia rozpoznała ojca, co na zdjęciu, mimo że go nie znała, to już jest dosyć dużo, że to tak ujmę, informacja taka dosyć dobrze zweryfikowana. Dokładnie. Taki dosyć też znaczący przypadek kontaktu ze światami, potwierdzający, że coś tam rzeczywiście po tej śmierci fizycznej jest, tak?
Dokładnie, dokładnie. To, tak jak powiedziałam, to są dwa takie sny, które moim zdaniem, gdzie ja naprawdę zawsze sobie szukam jakichś wytłumaczeń, dobra, okej, śniłam, nie było mi się dzisiaj, że spotkałam, nie wiem, tą osobę, nie widziałam jej od roku, nie gadałam z nią od roku, ale wiem, że pewnie jak dzisiaj mi się śniła, to dzisiaj albo przynajmniej w tym tygodniu ją spotkam i tak się dzieje. Dobra, to może być przypadek, ale te dwa sny, moim zdaniem, nie ma jak tego wytłumaczyć w inny sposób, niż to, że po prostu są to zmarli, że to jest kontakt ze światami.
No, mówi się, że zmarli kontaktują się z nami wtedy, kiedy mają jakiś konkretny powód, bo to taki kontakt, co dla nich podobno dosyć duży wydatek, energetyczny. Mhm. Ojciec tutaj można powiedzieć z pewnością czuł potrzebę poznać swoją córkę. Mhm, dokładnie.
Powiem Panu też, miałam kiedyś taki inny sen, to już trochę tak, ktoś to może nie wierzyć, no taki dziwny, ale śniło mi się, że jestem w park w moim mieście i ten park w ogóle jest, wygląda tak jak zawsze, tylko, że jest jaśniej i wszystko się błyszczy, słońce, tak ładnie przebija.
I w tym parku jestem ja sama i kobieta, która jest ubrana praktycznie tak jak Dolores Umbridge, ona chyba była z Harry'ego Pottera taka, to była akurat zła postać, bo no, bo to była zła postać, ale tak cała na różowo była ta kobieta ubrana, stała, opierała się o barierkę przy stawie i uśmiechała się do mnie, byliśmy jedynymi osobami w tym parku.
No i ja tak dziwnie się czułam w tym śnie, tak jakoś inaczej niż z wami. Zwykle. A pani czuła, że zna tę osobę? Właśnie do tego dążę, że ja patrzyłam się na nią i wiedziałam, że mam do niej podejść, tylko nie wiedziałam po co. Czułam tak silną potrzebę podejść do tej osoby, że no po prostu musiałam.
No i idę w jej stronę, idę, ona się do mnie uśmiecha, ja idę taka zdziwiona i miałam w głowie taką myśl, że muszę jej powiedzieć dzień dobry, muszę z nią porozmawiać, tylko ja nie wiem o czym. No i podchodzę, mówię do niej dzień dobry, a ona tak się patrzy na mnie, uśmiecha się i mówi no dzień dobry, ja wiem, że ty nie wiesz po co tutaj jesteś, ale ty mnie znasz, ja jestem twoim aniołem stróżem. I pamiętam, że mi się wtedy przedstawiła i ja byłam w takim szoku, że wstałam, obudziłam mojego chłopaka i powiedziałam mu to imię i nazwisko, nie wiem tam Anna Kowalska. Ona, niestety tego zapomniałam, ale w ogóle to było imię było jakieś takie normalne, ale nazwisko było takie, że nigdy w życiu takiego nie słyszałam. Teraz po prostu bardzo żałuję, że sobie tego nie zapisałam, bo zupełnie to wypadło z pamięci, ale dziwny to był sen, nie wiem, może to był przypadek, co prawda, może to mi się tak jakoś niło, że coś sobie wymyśliłam, ale to jednak było takie dziwne. No i jeszcze jedną historię mam, ja mam psa i ogólnie ten pies jest bardzo łagodny, a właśnie, to warto zaznaczyć, że tak jak panu pisałam, miałam w swoim życiu taki okres, że czułam się bardzo źle i nie owijając w bawełnę miałam po prostu myśli samobójcze, ale to się tak objawiało, jakbym ja, ja po prostu czułam, że mi ktoś wbija myśli do głowy, ja jakby czułam, że to w ogóle nie są moje myśli. Pierwszy raz w życiu coś takiego miałam i w ogóle się tak dziwiłam, bo miałam taką wizję, że ja muszę skoczyć, ja muszę skoczyć, bo mnie tam na górze chcą, ja muszę skoczyć, bo mnie tam na górze chcą, ja muszę to zakończyć. I ja cały czas miałam wizję, jak ja, nie wiem, gdzieś biegnę i zeskakuję właśnie z bloku, do tego stopnia, że jak widziałam jakieś wysokie budynki, to po prostu, musiałam odejść, albo jak gdzieś byłam na moście, to po prostu jak najdalej od barierek, środkiem szłam i nie wiem, dziwnie się po prostu czułam, bo coś mnie tak nęciło, żeby właśnie to życie zakończyć i sama się dziwiłam, bo jakby miałam tak, że nie mam żadnej depresji ani nic.
Skąd to jest w ogóle? Tak jakby właśnie ktoś mi to ładował do głowy. No i czułam w ogóle się, cały czas czułam przy sobie czyjąś obecność, miałam koszmary, nie mogłam spać, wszystko w moim życiu się po prostu pieprzyło, za przeproszenie.
I... no źle było, było źle. Ja w ogóle nikomu wtedy nie mówiłam o tym, mimo że no mieszkałam i mieszkałam z moim chłopakiem, to no on widział, że coś jest nie tak, ale ja mu o tym nie mówiłam, no bo co mam mu powiedzieć, słuchaj, chcę skoczyć.
No i pewnego dnia siedziałam sama w domu i właśnie siedziałam z psem, który jest bardzo łagodny, nigdy nie szczeka, nigdy nie wykazuje w ogóle jakichś dziwnych zachowań i ja siedziałam przy komputerze, a on stanął tak jakby plecami do mnie, do tego biurka plecami do mnie i zaczął szczekać, tak jakby coś do mnie podchodziło, jakby ktoś do mnie podchodził i chciał mnie obronić. Ja to nawet nagrałam, mam nadzieję, że tego nie usunęłam, wydaje mi się, że nie, więc mogę panu przesłać jakby co, bo po prostu dla mnie to było tak dziwne, że no ja od razu wstałam i wyszłam z domu, bo nie mogłam wysiedzieć w tej gęstej atmosferze i jeszcze na początku tak pomyślałam sobie, dobra, może jakoś, nie wiem, gdzieś mu na ogon najechałam, nie wiem, może coś go boli, ale jakby ruszyłam się trochę na tym krześle, on dalej to samo, naprawdę to wyglądało tak, jakby mnie bronił. I potem też właśnie miałam kontakt z takim medium, które mi powiedziało, że ta kobieta powiedziała mi, że jest przy mnie coś, znaczy człowiek i ja właśnie czułam, że to jest mężczyzna i ona mi to potwierdziła i ja w ogóle, kiedy zadzwoniłam do tej kobiety, nie...
ja nic nie powiedziałam i to jest moim zdaniem największe świadectwo. Ja nic nie powiedziałam, to był jedyny w ogóle taki kontakt dziwny w życiu. Dostałam ten numer, zadzwoniłam i ta babka sama mi zaczęła sypać informacjami i mówi do mnie, słuchaj, wiesz co, przy tobie jest jakiś mężczyzna i ty to w ogóle jesteś jak taka kukła, tak?
On tobą steruje, ty tak coś robisz, ale ty w sumie nie żyjesz, tylko tak coś robisz, ty straciłaś swoją duszę. I ja dokładnie tak się czułam. I mówi do mnie, że wiesz co, oni ciebie chcą stąd zabrać i jak ja tak patrzę na ciebie energetycznie, to ja widzę jak ty skaczesz, skaczesz z jakiejś wysokości. I no i mnie też po prostu zamroziło, bo ja jej nie powiedziałam nic.
Ja się ledwo zdążyłam przedstawić. Ona jest z Legnicy i ona mi powiedziała, wiesz co, dobra, słuchaj, ja nie mogę teraz gadać, jutro będę w Legnicy, to ty przyjdź do mnie jutro. A ja mówię, że ale ja w ogóle nie jestem z Legnicy, proszę Pani.
I ona tak się zatrzyma i mówi, aha, nie, czekaj, czekaj, czekaj, bo musimy porozmawiać. No i właśnie powiedziała mi tę informację i ogólnie zdjęła ze mnie to niby. Jakoś tam energetycznie, zdalnie. Coś zrobiła, że przestałam mieć myśli samobójcze, przestałam się czuć jak sterowana kiełka, przestałam przy sobie czuć tą obecność i tak dalej, i tak dalej.
I może to jest przypadek, może to też jest placebo, ale nawet jeśli to jest placebo, to zadziałało. I powiedziała mi to samo, że ja po prostu ściągam do siebie właśnie dużo takich bytów. Bytów, że one lubią na mnie pasożytować, bo ja mam dużo energii. Nasunęło mi się skojarzenie z odbiornikiem radiowym, bo kiedyś w ogóle ezoterycy mawiają, że to, co uważamy za swoje własne myśli, nie zawsze takimi myślami jest.
Przypadkowo odbieramy jakieś informacje i inne sygnały i nasunęło mi się właśnie takie skojarzenie, że jesteśmy tak troszkę jak taki odbiornik radiowy, który jest nastawiony na jakąś jedną częstotliwość i sobie tam na tej częstotliwości na słuchu i odbiera, ale czasami pojawia się coś takiego, co radiowcy nazywają przypierdami z innej stacji.
Dokładnie, no. Tak właśnie się wtedy czułam. Takie silne uczucie pani wtedy miała, że... Miała pani takie uczucie, że to nie są jakby... Pani myśli? Tak, miałam takie uczucie, że ktoś mi te myśli wrzuca do głowy.
Miałam po prostu uczucie, że ktoś podsuwa mi myśl, żebym skoczyła i się zabiła. A, i jeszcze ona mi powiedziała jedną rzecz odnośnie tej duszy, bo rozmawialiśmy na początku o tym alkoholu i w ogóle. To, co ona mi powiedziała, tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, bo ja właśnie ja od zawsze miałam takie głębokie przekonanie o duszy i jakoś tak jakby czuję ją w sobie.
I to był taki czas, że ja czułam się jakby ta moja dusza była gdzieś zawieszona. Ale nie wiedziałam, co się dzieje. I ona mi powiedziała, że ja tą duszę straciłam podczas takiej... Podczas okresu w moim życiu, kiedy piłam dużo alkoholu. I...
No jakby ja jestem młodą osobą i był po prostu taki czas, że dużo imprezowałam. I powiem panu, że faktycznie wtedy, kiedy dużo imprezowałam, to czułam przy sobie takie zło. Właśnie. Jak chodziłam na te wszystkie imprezy, albo nawet jak siedziałam w domu i piłam z koleżanką, czułam takie zło, które jest przy mnie.
Nie wiem, jak to opisać, ale ona mi właśnie powiedziała, że duszę można bardzo łatwo stracić właśnie, kiedy się bierze narkotyki, kiedy się pije alkohol, kiedy się jest w takich stanach, że duszę można też stracić, kiedy jest się nawet pod narkozą.
Bo my wtedy jesteśmy po prostu dużo bardziej podatni na wpływy na jakiś tam negatywnych energii i słabiej możemy się chronić. I ja na przykład widzę to, że jak nie piję alkoholu, to dużo rzeczy po prostu wiem.
Nie muszę nad wieloma rzeczami się zastanawiać, bo wiem, bo mam taką intuicję, że ja wiem, co mam zrobić, wiem, co się stanie i tak dalej. A jak pojawia się ten alkohol, chociaż rzadko mi się zdarzy jakoś przeholować, ale no wiadomo, że czasami wypiję więcej niż jedno, nie wiem, piwo czy lampkę wina. Jak jest tego trochę więcej, to ja już czuję przez kilka następnych dni, że moje funkcje poznawcze, ale też tam właśnie moja intuicja jest na dużo słabszym poziomie. Na dużo, dużo słabszym poziomie. No to by też potwierdzało to, co mówiła wspomniana przeze mnie Renata Engler, że alkohol po prostu też działa nie tylko fizycznie na naszą, na nasze zdolności kognitywne, ale też oddziałuje w jakiś sposób na naszą bytność, czy to tak ujmę, w tej niefizycznej sferze rzeczywistości, tak? Mhm.
Tak, dokładnie. A z tym psem to mi się właśnie przypomniało, bo ostatnio słuchałam jakiejś audycji Radia Paranormalnej, i ktoś tam mówił o tym, że doświadczył wyjścia z ciała, a jego koty się przestraszyły.
I tak, tak, tak, że to jest tak, że psy, koty, w ogóle zwierzęta widzą i czują więcej. No, może nie tyle więcej, co po prostu mają inny zakres postrzeganego światła. Tak, tak, dokładnie. Widzą, krótko mówiąc, inne wibracje, których my nie dostrzegamy. Mhm, tak.
A tutaj jeszcze sobie zapisałem takie pytanie, czy te doświadczenia zmieniły w jakiś sposób Pani życie? Wpłynęły na Pani poglądy, na jakby sposób postrzegania świata, otoczenia, siebie samej? Tak, dlatego, że pamiętam, że odkąd byłam małą dziewczynką, zadawałam sobie pytanie, jaki jest sens życia. Takie dziwne pytanie, jaki jest sens życia. Pamiętam, że zawsze się pytam mam, no ale po co my żyjemy? Co ja mam tutaj zrobić?
I moja mam mówiła, że nie wiem, no po prostu, no, żyjemy, żeby żyć. Ale ja już wiem, jaki jest sens tego życia. Sens życia jest taki, że trzeba się rozwijać, trzeba rozwijać swoją duszę. Mnie, nasze ciało, to jest tylko pudełko, to jest tylko opakowanie na tą zawartość, która jest w środku i która jest ważna.
Trzeba, znaczy, może to głupie powiedziane, że trzeba wierzyć, ale ja wierzę i wiem, że jest coś więcej i myślę, że wierzę w reinkarnację i myślę, że życie jest po to, żeby udoskonalać swojego ducha, tak że powinniśmy medytować, powinniśmy być dobrymi, ale nie ze względu na to, że boimy się karmy, tylko to musi po prostu iść z serca. I też właśnie powiem Panu, że ja kiedyś miałam dużo problemów ze sobą takich, bardzo mnie utargała zazdrość i nienawiść.
I ja jak zaczęłam medytować, skupiać się, oczyszczać, pracować z tarotem, pracować z runami, to ja właśnie, kiedy przestałam tak imprezować, to ja czuję z mojej strony bezinteresowne dobro. Ja po prostu daję ludziom i ja nie oczekuję nic w zamian. Ja robię coś dobrego i ja nie oczekuję nic w zamian, bo...
Pani w taki sposób, krótko mówiąc, poradziła sobie, czy też przepracowała pewne swoje takie też trudności, tak? Tak, tak, dokładnie. I też tych wydarzeń, tych snów było tyle, że zaczęłam w końcu ufać swojej intuicji, bo zawsze kiedy coś mi się wydawało, to myślałam sobie, nie no w ogóle coś mi się wydaje, oj nieważne. Ale zawsze to się sprawdzało i teraz po prostu, teraz ufam. Jak ktoś mi się nie podoba, to ja już wiem, że tu będzie problem. Jak ktoś mi mówi, że mam nie iść tą drogą, to nie idę. Bo wiem, że się przewrócę, wiem, że coś tam zgubię.
To była masa takich doświadczeń. Ja już jak o kimś intensywnie myślę, to wiem, że zaraz go spotkam, że on o mnie myśli, że zaraz do mnie napisze i taki... Ja naprawdę to mam na co dzień, proszę Pana. Ja biorę telefon do ręki, żeby do kogoś zadzwonić, podnoszę ten telefon, jeszcze go nie odblokuję, a ta osoba już do mnie dzwoni.
Ostatnio nie widziałam gdzieś odrobinę w bloku właśnie mojej znajomej i zaczęłam się już o nią martwić, ponieważ ona ma nowotwór i chciałam do niej zadzwonić, ale tak mówię, no ale kurde, tyle razy jej mówiłam, żeby zadzwoniła i tak dalej. No ale nic, tak myślę sobie, dobra, nie będę dzwonić, bo na pewno ją spotkam. Już jak myślę o niej od tygodnia, to na pewno ją spotkam. No i oczywiście spotkałam ją, umówiłyśmy się i to jest tak zawsze.
Jeszcze powiem Panu taką krótką historię. Właśnie kiedyś miałam wyjść do mojej koleżanki, która prowadziła salon kosmetyczny i jedna z jej pracownic miała mi robić paznokcie. No i wstaję rano i w ogóle ten ranek to jakoś tak, obudziłam się i sobie myślę, leżę w tym łóżku, leżę, myślę sobie, no jak chcę zdążyć to już powinnam wstać, ale tak myślę nie, ja to tam dzisiaj nie pójdę w ogóle.
Jakoś tak, ja tam się nie będę szła. No ale dobra, wstaję, tam ogarnęłam się, niby zjadłam śniadanie, ale nawet się wie Pan co, nie pomalowałam, bo wiedziałam, że nie będę szła. No i tak, już mam wychodzić na autobus, ale mówię, no nie idę, no nie idę na ten autobus, bo wiem, że nie trzeba.
No i w końcu dzwoni do mnie ona i mówi, słuchaj, wiesz co, jak jedziesz, to się wróć, a jak wychodzisz, to dopiero nie wychodź, bo mi ta pracownica nie przyszła i nie ma kto ci tych paznokcie zrobić. I ja mówię, dobra, nawet się nie pomalowałam. I to właśnie, proszę Pana, ja takich sytuacji mam na pęczki.
Naprawdę. To by można opowiadać nieskończoność. No też ze swojego życiowego, własnego doświadczenia mogę potwierdzić, że induicja to jest takie coś, co potrafi się jakby włączyć w najmniej oczekiwanym momencie, tak? Tak. Takie intensywne myślenie. Ja od lat tak amatorsko zajmuję się, poza radiem, paranormalium, zajmuję się też obrabianiem zdjęć i często mi się zdarzało na przykład coś takiego, że intensywnie myślałem, tak zaczynałem intensywnie myśleć, nic gruchy, nic pietruchy o jakiejś osobie, po czym jak wracałem do domu, zasiadałem przed komputerem, się okazywało, że ta osoba jakieś zdjęcie mi podesłała do przerobienia.
Takie osoby, z którymi miałem dosyć regularnie kontakt, z takich jeszcze, no, pamiętam do dziś, co się ze mną działo dzień przed wybuchem tych protestów po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji.
Jak wchodziłem po prostu cały, cały taki wściekły jak szerszeń na sterydach, strach było do mnie podejść. Na następny dzień się jakoś tak uspokoiłem, no, ale doszedłem do wniosku, że to była zapowiedź po tym, co się zaczęło dziać wieczorem, że to była zapowiedź tych wielkich protestów, tej wielkiej ogólnonarodowej i oni po prostu wpadli w focha na wiadomo instytucje po tej decyzji.
Tak, ale wie pan co, to jest po prostu, to jest oczywiście moja teoria, to jest po prostu zbiorowa świadomość. To nie jest tak, że ktoś ma lepszą intuicję, a ktoś gorszą. To zależy od tego, jak my nad tym pracujemy, ale po prostu jest coś takiego, moim zdaniem, jak jakaś zbiorowa świadomość i jeżeli ja myślę o panu, nawet mimo tego, że nie wiem, nie mamy ze sobą kontaktu rok, dwa lata, pięć, dziesięć, albo nawet nigdy się nie widzieliśmy, ja o panu myślę, to pan to będzie odbierał.
I ja będę wpadać do pana głowy i pan sobie też pomyśli, kurde, dlaczego ja o niej myślę, skąd ona mi się tutaj w tej głowie bierze? Dlatego ja już wiem, że to nie jest tak, że mój mózg sobie wymyśla nagle, że o, pamiętasz?
Nie widziałaś tej osoby rok, czy dwa lata? Nie, to nie jest tak. Ta osoba gdzieś po prostu o mnie pomyślała, coś o mnie powiedziała, może gdzieś zobaczyła jakieś moje zdjęcie, coś się jej nawinęło i to tak idzie. I my to po prostu nawzajem odbieramy. Tak samo jest ze snami.
Właśnie jeden z uczniów słynnego Roberta Monroe, tego od OB, Tom Campbell, fizyk, on stwierdził kiedyś, że wszyscy jesteśmy połączeni w sieć i właśnie telepatia polega na tym, że ustanawiamy, włączamy jakby połączenie między sobą, przekazujemy między sobą sygnały. Czasami odbieramy je świadomie, czasami nieświadomie, ale jednak istnieje ta sieć między nami, po której po prostu krążą sobie takie bite informacji, tak?
Dokładnie. I właśnie, żeby odczytać, to najlepiej nie spożywać alkoholu, nie brać żadnych używek, bo wtedy człowiek ma najczystszy umysł. To ma naprawdę znaczenie. Krótko mówiąc, świadomość i trzeźwość przede wszystkim.
Tak, dokładnie. No to by było chyba tyle. Nie będę panu opowiadać tych wszystkich snów i tak dalej, bo wszystkie są takie same, ale myślę, że to co najważniejsze opowiedziałam. No takie creme de la creme. Tak, tak dokładnie. Chciałam jeszcze tylko powiedzieć, że bardzo się ucieszyłam, jak znalazłam kanał na YouTube, to radio, paranormalium i dobrze wiedzieć, że nie tylko mnie coś takiego interesuje, że nie tylko mnie coś takiego spotyka. W ogóle te moje relacje przy relacjach niektórych świadków, to jest pikuś, ale dobrze, że to jest. Dobrze, że ludzie tego słuchają, dobrze, że ludzie dzwonią, że pan to puszcza. Także naprawdę dziękuję. No tak też dużo ludzi po rozmowach czy po wysłuchaniu w ogóle tych relacji odczuwa taką ulgę, że uch, nie tylko ja to przeżyłem, ktoś inny też to przeżył, ktoś inny może też potwierdzić, że taka sfera rzeczywistości istnieje. Takie rzeczy się zdarzają jakoś tak lżej człowiekowi.
Tak, dokładnie. Nie zwariowałem. Tak, dokładnie. Ja zaczęłam czytać książkę Carla Gustava Junga Człowiek i jego symbole. On jest psychoanalitykiem i właśnie powiem panu, że zaczęłam czytać tą książkę i on bardzo dużo mówi na temat snów i ich znaczeń.
I mi to bardzo dużo pomogło. Bardzo dużo z tego mi się tak jakby sprawdziło. On nie prowadzi sennika, ale no też chciałam po prostu powiedzieć, że jeśli chodzi o sny to warto, bo faktycznie widzę, że to się sprawdza. Tylko to jest tak toporna księga i wielka. Ja ją co prawda odsłuchuję sobie na bugbicie, więc w takiej formie już tak powiem czytam.
I tak oto poznaliśmy kolejne w historii podcastu Mówią Świadkowie. Parę anormalne spowiedzi. Dajcie znać w komentarzach co sądzicie o usłyszanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje zdarzenia, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu.
W kontekście przytoczonych dziś zdarzeń, bardzo pomocne w zrozumieniu tego typu doświadczeń może być dla państwa książka Ady Edelman, Sny, czego możemy się z nich dowiedzieć. Jest to właściwie takie kompendium, więcej odnoszące się głównie do snów, ale nie tylko.
Polecam gorąco, szczególnie, że książka dostępna jest za równo w wersji drukowanej, jak i elektronicznej. I naprawdę warto sięgnąć po tą lekturę. Na koniec tradycyjnie przypominam, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej nexpo.pl czeka na państwa kolejny numer miesięcznika Nieznany Świat, w którym obok innych tematów stale obecna jest również tematyka związana z parapsychologią i duchową sferą naszej rzeczywistości.
Polecam również państwo włączyć kanał czasopisma na YouTube, gdzie znajdziecie m.in. zapisy, spotkań w Nieznanej Światowej Księgarni oraz dźwiękowe wersje wybranych publikacji z archiwum czasopisma. Zachęcam również do zasubskrybowania kanałów Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, na których panowie omawiają szereg interesujących tematów, w tym również tych znanych z anteny Radia Paranormalium.
Zapraszam również do śledzenia strony Radia Paranormalium www.paranormalium.pl, gdzie obok bazy artykułów oraz pełnego archiwum podcastów znajdziecie też forum i czata, na których możecie swobodnie dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios".
Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.