Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejny odcinek audycji, która leci na naszej antenie co dwa tygodnie i na którą z tego powodu niektórzy bardzo, bardzo niecierpliwie czekają.
Mianowicie kolejny odcinek „Bibliotekarium". Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios", a dzisiaj po drugiej stronie Google Hangouts są z nami gospodarze „Bibliotekarium" Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dobry wieczór panowie. Dobry wieczór. Witam. Drodzy Państwo, z „Bibliotekarium" jest tak, że im więcej jest odcinków, tym więcej książek, więc zamiast ich ubywać, to ich przybywa.
Dlatego gospodarze „Bibliotekarium" doszli do wniosku, że ten odcinek dzisiejszy chcieliby zrobić o zjawisku, które nazwali popularnością skandynawskiego kryminału. A punktem wyjścia będą książki skandynawskiego pisarza Henninga Mankella, w których jako protagonista pojawia się komisarz Wallander. Dlaczego ta postać jest intrygująca? I w ogóle, dlaczego Skandynawii tak bardzo nas intrygują? Będzie też o kilku filmach, które okazały się przebojami, a w wersji amerykańskiej... no, jak to bywa z wersjami amerykańskimi, były po prostu głupie i niestrawne. Ale zanim oddam głos do Bydgoszczy, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejszą audycję, tak jak zawsze, realizujemy w całości na żywo. Będzie można do nas dzwonić po godzinie dwudziestej pierwszej, ale myślę, że numery telefonów warto już sobie zapisać teraz.
Numer stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Numer telefonu komórkowego: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype: radio.paranormalium.pl. Można oczywiście cały czas do nas pisać: Gadu-Gadu trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa.
Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Przez cały czas czynne są także nasze czaty na www.paranormalium.pl oraz na naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Niestanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam również przesyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Oddaję głos do Bydgoszczy. Halo, Bydgoszcz? No witamy jeszcze raz. Witamy. Yy, ja myślę, że zanim się rozgadamy na temat Skandynawów i ich twórczości kryminalnej, to myślę, że powinienem, yy, jakieś zaległości uzupełnić.
Zaległości, yy, z ostatniego, z ostatniego programu, gdzie wydawca, wydawca portalu „Bibliotekarium" ogłosił konkurs i wyznaczył nagrody. Yy, właśnie dostałem, właśnie dostałem kartkę, yy, na której stoi napisane, kto, kto, yy, kto został wybrany przez wydawcę jako, jako laureat, czyli otrzyma książki, yy, książki, yy, „Metro 2035". Spośród różnych, spośród różnych wpisów, które się na portalu, yy, „Bibliotekarium" znalazły, wydawca, yy, wybrał dwie osoby, tak jak to było zapowiedziane.
I już, yy, już śpieszę donieść, że tymi osobami, które zostały nagrodzone, yy, jest Bruno i Ajek. Yy, z tego, co, z tego, co zostało mi przekazane, yy, w poniedziałek, yy, w poniedziałek redakcja mailowo skontaktuje się z dwiema wymienionymi już osobami, czyli laureatami. Powtórzę: Bruno i Ajek. Em, i, yy, załatwi, yy, z nimi sprawy formalne. To znaczy poprosi o adresy, na które książki mają być przysłane. I to chyba tyle tytułem remanentu. No i Wiktorze, zaczynamy.
Zaczynamy dzisiejszy odcinek, który, który właściwie nie ma takiego jednego książkowego bohatera, ma bohatera zbiorowego w postaci, mm, w postaci skandynawskiego kryminału. Dla przypomnienia, każdy z nas, yy, w tak zwanym międzyczasie łyknął sobie kilka książeczek z tego, z tej dziedziny. No, tak to określmy. I jak ci to łyknięcie wyszło? Powiedz. No...
bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dziwnie, ale po prostu ja ma- ja mam taką propozycję. Może my się podzielmy rolami troszeczkę. Tak jest. Ty mów o zjawisku, a ja będę tłumaczył, czym to zjawisko jest. To ja mam niby łatwiejszą rolę?
Niby. Niby. Ale wiesz co? Ja powiem ci tak: zanim zaczniemy, yy, tutaj, yy, zanim ja się zacznę mądrować i— a ty zaczniesz mi wtórować na temat, yy, skandynawskiego kryminału, to ja proponuję, yy, troszkę sięgnąć, yy, sięgnąć do korespondencji.
Otóż, yy, przy zapowiedzi, yy, dzisiejszego odcinka, aa, na, yy, na, yy, na portalu Radia Paranormalium pojawił się wpis Antaresa i on jest absolutnie rewelacyjny według mnie. Do tego stopnia, do tego stopnia mnie zafrapował, że postanowiłem go niejako na początek audycji odczytać, bo w bardzo wielu miejscach, yy, z Antaresem się po prostu zgadzam. No więc co? Zaczynam czytać. Myślę tak, myślę, że, że to, że to jest warte, warte przytoczenia. Kto nie czytał na radiu, yy, na portalu Radia Paranormalium, to proponuję posłuchać. Otóż Antares napisał:... Przyznam, że nie tak dawno musiałem spędzić sporo czasu na oddziale ortopedycznym, więc, yy, z braku innej lektury na tapecie były właśnie skandynawskie kryminały. W gruncie rzeczy po przeczytaniu chyba siódmego czy ósmego, yy, skandynawskie kryminały, z wyjątkiem chyba Jo Nesbo. I tu się od razu zastrzegam, że ja pojęcia nie mam, jak się, jak należy wymawiać te skandynawskie, skandynawskie imiona i nazwiska, więc proszę mi darować. Będę wymawiał tak, jak mi w duszy gra.
No, w każdym razie, z wyjątkiem chyba Jo Nesbo, zacząłem je traktować z przymrużeniem oka, a niektóre wręcz jak humoreski. Niektóre zapewne były pisane jak, tak nieintencjonalnie. Przykładowo według Lackberg, yy, w maleńkiej, yy, wiosce poziom przestępstw, ee, na sto tysięcy mieszkańców zapewne przewyższa Chicago i wschodnie Los Angeles. Inne rażą, yy, politpoprawnością, schematycznością i to na poziomie młotkowym. Tu mogę wskazać na „Millenium” Stiega Larssona, ee, gdzie wszystkie szwarccharaktery sympatyzują z szeroko rozumianą prawą stroną sceny politycznej, zaś osoby szlachetne muszą koniecznie być zwolennikiem tej lewej. Właściwie czekałem, aż kt-, yy, którejś stron..., yy, na którejś stronie, yy, Salander skryje się w klubie dla gejów bronionych przez światłych wyznawców Allaha, a atakować będą protestanckie dewotki powiązane z synami Le Pen z Romu.
Z tą schematycznością powiązaną z lewoskrętem to chyba szwedzcy autorzy kryminałów, a może nie tylko, mają problem, co wyartykułował Mankell w kryminale „Mężczyzna, który się uśmiechał”. Notabene, jak, jak dobrze pamiętam, bo przyjechałem dzisiaj do ciebie, to na twoim biurku ten właśnie kryminal, kryminał leżał. Dokładnie, dokładnie ten.
Ale wracając do listu. W kryminale „Mężczyzna, który się uśmiechał”, w książce tej Wallander prowadzi monologi wewnętrzne, nieco podobne do Sztyrlica, a w monologach tych, yy, leitmotivem jest mniej więcej coś takiego: jest bogaty, więc z definicji musi być nieuczciwy, bo uczciwy nie może być bogaty. Co prawda nie jestem pewien, czy, yy, to nie było jakieś Mankellowe katharsis, bo autor ten, żonaty z córką Bergmana, tego od filmów, a nie od pistoletów maszynowych, kupił sobie posiadłość w Mozambiku, gdzie spędzał ostatnie lata życia i nic nie wiadomo, aby służbie wypłacał równo, równowartościowe szwedzkie pensje. Tak więc nie mogę się doczekać tego odcinka.
Tyle list, który właściwie, właściwie, yy, rzecz zamieszczona w Internecie na portalu Radia Paranormalium, yy, w której Antares dzielił się swoimi refleksjami. No to ja teraz, zanim zacznę, zacznę cokolwiek mówić. Jak ci się to podobało?
Bo mnie się bardzo podobało. Coś w tym jest, co napisał, prawda? A może nie. Jest, ale to charakteryzuje po prostu nie tylko szwedzkie, mm, ale również i nowojorskie elity artystyczne, a szczególnie europejskie. To wszystko jest bardzo piękne. Ja mam na ten temat swoje zdanie, ale to troszeczkę, Marku, później, później, później. Bo, bo, bo, bo po tym, co powiem, to ciarki będą chodziły, a, a nie chcę straszyć na początku. To zapowiada się, zapowiada się groźnie. No dobrze, to, to mamy tyle, tyle notatek i tyle jakby różnych rzeczy, że właściwie nie wiem, od czego zacząć tak naprawdę. Tak samo. To ja powiem dobrze, to ja zacznę od tego, od tego lewo i prawo skrętu, bo to mi się rzeczywiście bardzo podobało w tym, w tym, w tym liście, w tym, w tym piśmie, które od Antaresa dostaliśmy. Bo ja sobie natychmiast skojarzyłem, że w swoim czasie, yy, był bardzo popularny w Polsce kryminał. On wyszedł pierwszy raz jeszcze w latach siedemdziesiątych. Yy, nazywało się to, yy, nie wiem, „Uśmiechający się policjant”? Chyba jakoś, chyba jakoś tak. „Śmiejący się policjant” o, chyba tak.
„Śmiejący się policjant”. Yy, tam była pa- para, para autorów, którzy, którzy ten kryminał napisali. Kryminał zresztą bardzo, bardzo, bardzo ok był. Bardzo mi się, bardzo mi się podobał. Ale rzecz, yy, w tym, że jeden, jeden czy- to była para autorów i pan z tej pary, yy, pisał też takie, takie powieści, właściwie na pograniczu, yy, takiej fantastyki socjologicznej i kryminału, które się działy w takim państwie, które było właśnie rządzone przez paskudną, jakąś taki, paskudną prawą stronę. Znaczy, to niby nie była dyktatura, ale jakieś takie trochę opresyjne państwo. I tam rzeczywiście też coś było na zasadzie, yy, odbywało się to wszystko na zasadzie kryminału. To znaczy, aa, rzeczywiście pojawiały się tam jakieś śledztwa, ale to państwo było, mówiąc szczerze, szczerze, yy, mroczne.
Mm, i to się nazywało chyba, o ile dobrze przypominam sobie, „Morderstwo na trzydziestym pierwszym piętrze”. Mm, i ten, ten, ten pisarz, który to napisał, to miał na imię Per, a nazwiska znowu westchnąłem. No bo to się, to się literuje tak, że jest Wahll i dwa, dwa o umlaut.
Pojęcia nie mam, jak to się czyta. Jeżeli ktoś byłby skłonny nam pod- podpowiedzieć, to, to bardzo, bardzo jestem chętny. Pojęcia nie mam, jak się, jak się, jak należałoby to, jak należałoby to wymawiać. A zatem od razu, kiedy przeczytałem list Antaresa, to wy-, jakby stwierdziłem, że jest mi blisko do tego. Rzeczywiście, aa, coś w tym jest, że Szwedzi są jacyś tacy, tacy poprawni, bardzo poprawni. Że prawe jest złe, lewe jest dobre. To zanim zaczniemy, zaczniemy o tym kryminale, to może coś na ten temat byś powiedział? Bo to, to jest rzecz dla mnie intrygująca. A ponieważ wiem, że ty się, ty się również, yy, czymś, co nazywamy polityczną poprawnością, ee, z tym, z tym zjawiskiem obchodzisz się dosyć brutalnie. No więc proszę, ulżyj sobie. ... Poprawność polityczna może się wyrazić z bardzo dziwnych, mieć bardzo dziwne źródła. Chcę ci na przykład przypomnieć, że w czasach, yy, Rewolucji Francuskiej, yy, poprawność polityczna, yy, kazała, yy, szlachcie francuskiej honor! Kazał z honorem składać głowę na, na pieńku po to, żeby kat mógł sprawnie odciąć, dekapitalizować głowę. To była również pewna poprawność polityczna. Być grzecznym, mieć honor, być honorowym.
Ale Wiktorze, ale jakby się opierali, to by im, yy, dziennie-- mniej głów dziennie spadło, bo jakby się tak, jakby dokonywali jakiejś, dokonywali jakiejś, jakiejś, jakiejś takiej widowis- widowiskowego, widowiskowej rozpaczy, jakiejś, jakoś by się zapierali, krzyczeli, no to mniejszy przerób byłby i w gruncie rzeczy chyba dla tych, dla tej, dla tych szlachetnych ludzi byłoby w gruncie rzeczy lepiej. No wiem, no, w ten sam sposób Polacy w Katyniu też tak samo szli pod topór. Po prostu nie, nie utrudniając pracy katom. No ale wiesz co? Ale z drugiej, ale jakby z trzeciej, piątej i dziesiątej strony. Ja pamiętam, jak byłem w szkole i jak byliśmy nieprzygotowani do odpytywania, to zasada była taka: jak cię wywołują, to nie wstajesz i nie mówisz, że jesteś nieprzygotowany, bo to pozwala, bo to pozwoli, yy, pozwoli nauczycielowi przemaglować całą klasę i odkryć, że akurat w tym dniu się nie przygotował, ludzie nie przygotowali. Się szło na środek, się dukało głupoty.
Tak długo, póki nauczyciel powiedział, że: „Z tym panem kończymy rozmawiać. Następny proszę". Ale dzięki temu część ludzi unikała, yy, wątpliwej przyjemności spotkania z rozjuszonym nauczycielem. Zgadza się. Zgadza się. Wróćmy do poprawności politycznej.
Wróćmy do poprawności. Wróćmy i do poprawności, i do tego całego kryminału. Otóż zresumuję sytuację bardzo prosto. Na pewno pojawiło się w Europie i na całym świecie pewne zjawisko, takie jak, yy... Jak kulturowe, że tak powiem, yy, mm, no, jakaś emanacja kultury skandynawskiej. Do-dotyczy to Duń, Danii, Norwegii, Szwecji i ona jest wspólna dla tych, dla tych, yy, dla tych narodów, że tak powiem. Mógłbyś rozwinąć? Co to jest emanacja kultury skandynawskiej? To są właśnie te powieści, filmy, yy, i one się, mm...
Dlaczego Amery-Amerykanie nie potrafią ich naśladować? Nie potrafią, bo, bo potrafią to zrobić tylko oni. A dlaczego tylko oni to potrafią zrobić? I co to znaczy, że oni potrafią to zrobić, yy, a nie, a nie ten? Wszyscy, wszyscy, wszyscy na pewno są zachwyceni, że to Szwedzi tak wspaniale piszą, że, że Norwegowie robią takie wspaniałe filmy. A ja jestem przerażony.
Dlaczego? Dlatego, bo, yy, tak jak powiedziałem, chcę wytłumaczyć, co to znaczy, że, yy, że jeśli ta kultura rzeczywiście się wybija na tle reszty świata, w jakiś sposób charakteryzuje. Co to znaczy i skąd, yy- jeszcze nie będziemy mówić, skąd to się bierze.
Natomiast co to znaczy? To znaczy, że jest koniec tych narodów, Marko. Otóż gdyby oni produkowali w tej chwili berserków, to ja bym był, mówił, że tak, oni się rozwijają. Obronią się, obronią się. Oni mają szansę w tym świecie przetrwać. Natomiast jeśli oni tworzą kulturę subtelną, w miarę inteligentną, sprawne filmy, spraw- sprawne, bo rzeczywiście to wszystko jest, ma tego, to, to świadczy o tym, że już nie mają nic ciekawszego do roboty, tylko właściwie tworzyć kulturę. Przypomina to, yy, to bardzo mi, nie pamiętam, jakiś esej gdzieś tam czytałem, yy, à propos, yy, upadku Cesarstwa Japońskiego, kiedy to, yy, przed tym, jak samuraje, yy, właściwie zrobili z imperium, yy, japońskim to, co chcieli. To, co robiła arystokracja japońska? Tworzyła zapachy, zajmowała się zapachami, komponowaniem zapachów. Piękna czynność.
Piękna czynność. No tak. Jeden z dowódców wielkich wodzów nawet potrafił w czasie bitwy uciec z pola bitwy, żeby zdążyć do Kioto, bo akurat się odbywało spotkanie, na którym było, musiał zademonstrować swój zapach, który właśnie wymyślił sobie. No, Wiktor, dobrze.
Wszystko pięknie, ale czy nie masz wrażenia, że był po prostu idiotą? Nie, nie. Dobra. Po prostu on był takim samym samobójcą jak ci, jak ci Szwedzi i Skandynawowie w tej chwili. I ci, którzy tworzą takie same zapachy. Jeden drugiego nie wyklucza.
Świetne kryminały, tworzą świetne filmy i tak dalej. Oni już tworzą kulturę. Zwróćcie uwagę, że każda kultura wspaniała, naprawdę rozwinięta, w każdej cywilizacji na całym świecie towarzyszyła, yy, była zapowiedzią upadku, yy, tej kultury. To jest, że tak powiem, ostatni krzyk, ostatni, yy, łabędzi śpiew, po prostu ka- każdego tego. Dlatego ja po prostu mówię tak: Szwedzi, yy, Duńczycy, Norwegowie są pierwsi w takim razie na wyma-- do, do, do wymarcia w Europie. No dobrze.
Skoro im tak dobrze idzie. Dobrze, przyjmijmy na chwilę, na chwilę albo może nawet na nieco dłużej tę, tę właśnie tezę, że ta wymierająca kultura tworzy, tworzy całkiem niezłe, tworzy całkiem niezłe książki. Bo moje zdanie jest takie, że te książki, o filmach za chwilę, ale książki są naprawdę, to są naprawdę niezłe książki.... Pytanie dlaczego? I pytanie, dlaczego tak się podobają. Moja teza, oczywiście do dyskusji i do, do, do przetrawienia w dzisiejszej, w dzisiejszej rozmowie jest mniej więcej taka: tam za pisanie yy książek kryminalnych, które w innych krajach pisane są przez takich ludzi, którym się chce coś napisać, czasami talentu nie starcza, ale poskładać logicznie akcję potrafią. No to siadają i piszą, a ktoś tam to redaguje i wychodzi, i wychodzi książka sensacyjna, kryminalna i tak dalej, i tak dalej. Ona jest lepsza, gorsza.
Różnie bywa, ale no coś tam się da ukulać. Natomiast mam wrażenie, że w Szwecji, nie w Szwecji, w ogóle w Skandynawii tak pojętej- Tak, tak. Tak, że tam się za pisanie kryminałów wzięli ludzie, którzy potrafią pisać. To są dla mnie, to są w sporej części, oczywiście, yy, pomijając te mankamenty, o których pisał Antares, to są jednak, to, to są jakby takie sprawy poprawności politycznej. Ale ci ludzie, którzy piszą kryminały, to są w gruncie rzeczy nieźli pisarze. Oni równie dobrze mogliby, mogliby pisać książki zupełnie nie kryminalne ani nie sensacyjne, tylko na przykład obyczajowe. Książki, które, yy, opowiadałyby, jakby nie, nie grałyby na takich naszych nutkach, jakichś takich pierwotnych lęków albo jakichś takich innych strasznych rzeczy, tylko opowiadałyby o tym, jak się po prostu, jak się żyje. A zatem ja mam takie wrażenie i to jest moja taka teza na chwilę chociażby, że po prostu, ee, to są nieźli pisarze.
I się zaśmiał. Gdyby, gdyby ta populacja liczyła na przykład dwieście milionów i z tego dziesięciu pisarzy pisałoby świetne kryminały, to ja bym stwierdził, że masz rację. Natomiast jeżeli ich tam zostało sto tysięcy- No nie, nie przesań! No proszę cię. No proszę cię. W dalszym ciągu, znaczy dementuję, dementuję. Populacja w Skandynawii w dalszym ciągu liczona jest w milionach. Jeszcze, tak? No, ale w każdym razie, je-je-jeżeli z tej populacji jest, zostało ich tam dziesięciu i tak dalej, jest to arystokracja na pewno. Yy, na pewno są to ludzie. Yy, to jest śliski, śliski temat. Muszę ci powiedzieć, bo ja- Powiedz delikatnie, powiedz delikatnie. Ja po prostu powiem coś takiego. To, że ja mówię, że to jest nacja na wymarciu, ta w ogóle cała Skandynawia, to jest mój również rozpaczliwy krzyk bólu. Po prostu przy tym. Dlaczego? Dlatego, gdyż jest to, mm, jest to jeden z, jeden z takich najbardziej wzorcowych przykładów, yy, inteligencji, yy, europejskiej. Te nacje są, są takim przykładem. W przeciwieństwie do reszty świata. Dlaczego? No może. Może.
Nie wiem, czy to wspominałem w Radio Paranormalium, ale bardzo prościutko się do, do tego. Ty szukasz, yy, że, że to byli tam inteligentni, dobrzy, dobrzy twórcy, a ja myślę, że to po prostu pisali ludzie w miarę inteligentni, z pominięciem mądrości tej politycznej. Natomiast inteligentni dlaczego? Otóż taka anegdota mi się przypomina. Yy, jak, yy, jak Chińczyk, Malajczyk ma zjeść coś na obiad, to dostaje miseczkę. Do tej miseczki ma skomponowaną, yy, zupkę czy jakieś coś tego. Ma do tego parę sosów i tak dalej do doprawienia. No i ewentualnie je tą, tą tego. Jeśli to, jeśli Bawarczyk ma ochotę na obiad, to, no to po prostu chce mieć golonkę, kapustę, no i ewentualnie do wyboru chrzan albo musztardę. Jeśli Polak, to chce mieć schabowy. I wybór inteligencji, że tak powiem, jako, jako jest właściwie żaden. Tak jak powiedziałem, albo chrzan, albo, albo musztarda, albo yy, w wypadku schabowego nie wiem, jakie są dodatki do schabowego. Też musztardę albo coś tam i tak dalej, nie? I teraz wracamy do źródła.
Daleką, okrężną drogą. Otóż chcę wam przy... unaocznić, czym jest na przykład zwykły stół szwedzki. Nie ma, Szwed nie ma ochoty na golonkę, ani na schabowego, ani na zupkę japońską. Szwed po prostu wie, że chce zjeść posiłek, po czym podchodzi do stołu, na którym są rozłożone różne, różne absurdne dania i następnie zaczyna się kształtować jego inteligencja. On zaczyna komponować i również sztuka. Komponować.
Wezmę sobie kawałeczek tego. Położy to. Ale do tego kawałeczka pasuje na pewno coś czerwonego. To dołączymy do tego czerwoną kapustkę albo coś takiego i tak dalej. I następnie budujemy, tworzymy pewną kompozycję. Cały czas jest to od dziecka kształtowanie po prostu i budowanie inteligencji, myślenia. Nie tylko inteligencji, ale również indywidualizmu, gdyż dziesięciu ludzi, którzy podejdzie do tej, do tego stołu szwedzkiego, każdy skomponuje inną jakość na tym, na tym swoim talerzu. Od, od talentu będzie zależało, czy jeden jest wspaniały, czy inny jest ubogi albo, albo prymitywny. Natomiast i to charakteryzuje po prostu w ogóle źródło inteligencji białego człowie- no, białego człowieka. Europej...
Europejczyka. Dobrze powie, poprawię się. Europejczyka.... tego. I myślę, że stąd się bierze to, że Skandynawowie, może dlatego, że ich niewiele zostało, po prostu jako ostatnią rzecz, yy, którą mają do zrobienia, to jest to myślenie po prostu, bycie inteligentnym, pisanie książek. Ja, tak jak powiedziałem, gdyby, ja bym wolał, żeby on wy-wyprodukował ten cały, za-zamiast, yy, no, jaką to książkę, że czytałem ostatnio tego? O mężczyźnie, który się uśmiechał. Ja bym wolał, żeby wyprodukował pięciu berserków. Z bardzo prostego po-powodu. Otóż, yy, co robi pięciu berserków? Ja muszę to się wytłumaczyć, ale to jest, tłumaczyć. Otóż co robi książka, którą napisał? Ja nie wiem, co robi. Może to kogoś uwzniośla, może dzięki temu on żyje. Może on, yy, w jakoś tą maszynę społeczną naoliwia po prostu i coś tam na pewno robi. Natomiast ja powiem, co robi pięciu berserków. Otóż to jest model, mm, również Polski. Robi łomot.
Polski? Nie, nie, nie, nie, nie kochany. Yy, cho-chodzi o słuchaj, co robił polski chłop pańszczyźniany? No, nie pańszczyźniany, ale ten taki polski chłop w miarę, w miarę dostatnio żyjący, który miał piątkę dzieci. Pierwszy, pierwszy syn zostawał na roli i przejmował dobytek. Tego drugi szedł do szkoły i zostawał być może nauczycielem albo inteligentem. Trzeci szedł do wojska i tego, czwarty, a ostatni, najmłodszy, szedł na księdza. Yy, co to robiło?
Ta mała jednostka społeczna, jaką rodzina, napędzała machinę społeczną. Rozumiesz? System całego państwa, narodu, społeczeństwa. Każda komórka, najmniej, każda komórka społeczna składająca się z rodzin, napędzała tą machinę.
W tej chwili, yy, każda, yy, rodzina nie napędza tej machiny społecznej, nie naoliwia jej. Robimy ją cząstkowo. Mamy już tamto jedno przypadkowe dziecko albo dwójkę i tak dalej, które i tak jest, to jest po prostu na wymarciu. Napisa-napiszemy książkę. Napisałem parę też, no i mogłem jeszcze lepiej. Chyba bym zrobił, gdybym dorobił jeszcze do mojej trójki jeszcze dwójkę, zamiast pisać te książki. Mówisz o dzieciach? Tak, tak, tak, o dzieciach, nie? I dlate- dlatego, yy, wiesz, to zjawisko na pewno istniejące w Japonii, w tym, yy, charakteryzujące Skandynawię, dla mnie jest zatrważające. Po prostu to, to jest łabędzi śpiew, po prostu, no, no ale- Ja ci powiem, że miałem nadzieję, że za niedługo pojadę sobie do Szwecji na jakieś wakacje, ale po tym, co my dzisiaj tutaj wygadujemy, to po prostu mnie tam nie wpuszczą. No ale co? O, pan Żelkowski, nie, nie panu dziękujemy. Pan już na pewno, pan już- Ale po co masz jechać do Szwecji? Lepiej się od razu do Mogadishu. No dobrze, dobrze, ale powiem ci w ogóle, w ogóle- ... Tak wygląda. W ogóle to, co, to, co mówisz, to, yy, to troszeczkę, troszeczkę tak zwany trudny komplement, bo z jednej strony, z jednej strony niby chwalisz- Tak, chwalisz. Tak, chwalisz, chwalisz, ale z drugiej strony no, nie możesz się powstrzymać, yy, nie możesz się powstrzymać, żeby, żeby tego zjawiska jednak gdzieś tam nie podgryzać. A tymczasem, a tymczasem, yy, o popularności tego skandynawskiego kryminału dla mnie takim, takim, yy, potwierdzeniem tego, że to jest, że to jest zjawisko, które przynajmniej w Polsce, ale z tego, co wiem, nie tylko w Polsce, jest popularne, że to jest zjawisko popularne, świadczyć może wydarzenie, yy, bodajże sprzed miesiąca, kiedy się nagle okazało, albo od innej strony zacznijmy.
Był taki czas, że polscy pisarze, mm, czy to kryminałów, czy fantastyki, czy w ogóle jakiejś takiej literatury, nazwijmy ją popularnej, yy, przybierali, yy, tak anglojęzyczne, anglojęzycz, w taki anglosaskie, anglosaskie różne nazwiska, pseudonimy, żeby, żeby się dobrze sprzedawało.
Sprzedawało się zresztą tak sobie, bo, bo czytelnicy byli na tyle inteligentni, że dość szybko rozpoznawali. I tak to się toczyło. No, ale to zjawisko minęło. Teraz, teraz ludzie w Polsce piszą pod swoimi nazwiskami, ale w ostatnim czasie, mm, ujawniła się taka sytuacja, że dosyć płodny autor, zresztą całkiem... Zresztą nie, słówko „całkiem" jest nie na miejscu. Płodny autor bardzo dobrych kryminałów. O, może tak. Nie, nie asekurujmy się. A mianowicie, yy, Remigiusz Mróz. Okazało się, że w tak zwanym międzyczasie, ponieważ on pisze dosyć dużo, yy, i yy, no, nie wiem, z jakichś tam powodów, yy, postanowił opublikować, yy, trzy swoje kryminały w serii Wydawnictwa Dolnośląskiego, które publikuje właśnie skandynawskich autorów, a w związku z czym stworzył sobie całą legendę na temat tego, że jest pisarzem z Wysp Owczych. No i trzy takie, takie kryminały zostały w Wydawnictwie Dolnośląskim opublikowane. I nie wiem, z jakiego powodu, być może się gorzej sprzedawały albo co, ale ogłoszono w pewnym momencie, już po jakimś czasie od wydania, że te, pod tym nazwiskiem, którego nie jest, już tego nazwiska, to już w ogóle nie jestem w stanie wymówić, ukrywa się właśnie Remigiusz Mróz. A zatem i co, co więcej, zdaje się, że, yy, jak sobie śledziłem listy w internecie, yy, sprzedaży, to zdaje się, że sprzedaż, yy, ruszyła znacznie energiczniej.
Czyli co się stało? Bo można to zjawisko rozpatrywać na kilka, na, z kilku, z kilku poziomów. Może było tak, że po prostu, yy-... Yy, z, grupa miłośników skandynawskiego kryminału jest w Polsce określona, no, w jakiś tam sposób zamknięta. Są też tacy i znam ich osobiście, którzy na hasło, którzy bardzo dużo czytają, czytają bardzo dużo literatury sensacyjnej i kryminalnej, ale na hasło skandynawski kryminał przeładowują rewolwer. To znaczy w ogóle nie mają zamiaru, yy, nawet zbliżać się. A jak słyszą o filmie na podstawie scenariusza jakiegoś takiego skandynawskiego, też kryminalnym, to w ogóle kończą rozmowę.
Więc są tacy, ale ci sami ludzie, którzy unikają skandynawskich kryminałów, kiedy usłyszeli, że to Ry..., że to nie pisarz z Wysp Obcych, z Wysp, z Wysp Owczych, który ma nazwisko nie do wymówienia, tylko Remigiusz Mróz, to nagle zaczęli kupować ten kryminał.
Więc zobacz, zjawisko jest bardzo, bardzo niejednoznaczne. Właściwie trudno je tak rozbebeszyć na, na bieżąco w audycji. Ale rzecz, rzecz jest taka, że to, to jest takie, to jest zjawisko w tym szwedzkim, sz-szwedzkim, szwedzkim, skandynawskim kryminałem dosyć, dosyć takie niejednoznaczne. W każdym bądź razie grupa miłośników skandynawskich kryminałów jest ogromna i miałem okazję ostatnimi czasy, ee, zetknąć się z taką grupą. Ee, i niejako tak troszkę, yy, prowokacyjnie, mm, miałem okazję, a właściwie to po prostu zrobiłem, aa, wypowiedziałem się w sposób taki, no, nie najbardziej przychylny.
Chociaż tak naprawdę nic nie mam do szwedzkich, yy, skandynawskich kryminałów i czasami poczytuję, nawet chętnie. A już Mankella to zdecydowanie chętnie. Ale żeby, żeby, żeby jakby zobaczyć reakcje, no to powiedziałem, że w ogóle, no, mniej więcej tak jak ty, że-- a nie mój, mój, mój, moje komplementy, a właściwie antykomplementy były, były mniej, mniej trudne. Czyli po prostu powiedziałem, że mi się nie podoba, nie lubię i w ogóle nie. Proszę ciebie, no tak, taki furiacki ogień został do mnie otworzony. Yy, że się nie znam, że jestem głupi. To tylko te takie bardziej łagodne. To, co mi zaczęto, yy, mó-mówić, to... Powiem ci, że ci ludzie naprawdę bardzo dogłębnie czytają te kryminały. Co więcej, ja odniosłem wrażenie, że w przeciwieństwie, yy, w przeciwieństwie do nich, yy, znaczy inaczej: że ja, nie mając zamiaru nauczyć się brzmienia na przykład nazwisk, no to jestem upośledzony, bo oni świetnie się tymi nazwiskami posługują. Mam nadzieję, że posługują. Mam nadzieję, że poprawnie, ale, ale ich swoboda operowania tymi nazwiskami wskazywałaby, wskazywałaby, że oni po prostu wiedzą, wiedzą, co, co w trawie piszczy.
No, że-że-żeby udowodnić, że ja się też troszkę znam na rzeczy, to, to, to za, yy, zadam ci takie pytanie: ty wiesz, jak rośnie trawa na Wyspach Owczych? Nie. Yy, ciekawe, czy to Daniel Mróz to uwzględnił w swojej literaturze. Ale po pierwsze, wydaje się pytanie głupie, ale drzew tam po pierwsze nie ma.
Natomiast krzewy i trawa rosną na ukos. Mhm. A nie tak jak u nas. Mhm. Wszystkie rosną wyłącznie na ukos. Dlaczego? Bliskość oceanu i właściwie jednokierunkowe wiatry, trwałe wiatry oraz odpływy i przypływy morza czynią z tej roślinności roślinność, która pionowo by nie ustała na nogach. I jaki z tego wniosek? Ja się tego wniosku najbardziej obawiam.
Nie, po prostu znam się na rzeczy po prostu. Znaczy wiesz, nie, znaczy wiesz, bo ja jestem bombardowany. Ty z jednej strony mówisz mi o, yy, stojących krzywo trawach- Tak. -tu o trzydzieści pięć pisze o pompkach, yy, i termosach wypełnionych wódką. Ja miałem jednoznaczne, ja miałem jednoznaczne skojarzenie, że tam nawet trawa pije, bo coś z tymi s... Oczywiście powielamy stereotypy i jesteśmy jak zwykle mało poprawni, ale coś jest z tymi Szwedami, że jak oni przyjeżdżają do Polski, do Polski, to pierwsze co robią, to właściwie, yy, tak jakby tam w ogóle była powszechna prohiibi-prohibicja.
Głównie, główn, yy, główną rzeczą, którą szukają, przynajmniej w sporej części, to jest wódka w różnych, w różnych wydaniach i w dużych ilościach. Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, bo to jest, yy, temat powszechnie znany, że tam, yy, jak ktoś za często wódkę kupuje albo jakieś inne napoje, to natychmiast się u niego później zjawia odpowiedni urzędnik, bo sąsiedzi donieśli. A co więcej, to już nawet w sklepach odnotowano, że on tej, tego alkoholu za dużo kupuje. W związku z tym może by się poddał na przykład, yy, jakiemuś odwykowi albo czemuś takiemu. Co więcej, yy, to musi być zjawisko na tyle, na tyle codzienne i poważne, yy, w Skandynawii, że przecież, yy, tenże, mm, Wallander i, i, i, i, i, yy, który jest bohaterem, yy, kryminałów Mankella, no przecież to jest facet, który też ma oczywiście, no, oczywiście musiał się rozwieść. Oczywiście jego życie jest smutne. Z córką się raz, yy, ma lepsze, raz gorsze, yy, układy. Ale oczywiście, mm, jedną z takich ulubionych jego czynności jest popijanie. No takie, i to takie ostre popijanie. A zatem, ee, jedno jest pewne, ee, pisarze skandynawscy bardzo dobrze obserwują swoje społeczeństwa i wiedzą, że problem wódy to jest jeden z kluczowych problemów. Co troszeczkę, ja wiem, kpię w tej chwili, no, okrutnie kpię, ale troszeczkę by to potwierdzało tę twoją tezę, że jakieś takie społeczeństwo schyłkowe. Bo społeczeństwo schyłkowe też ma to do siebie, aa, że nieustanny, nieustanny bankiet albo nieustanne, nieustanne przyjęcie, vide starożytny Rzym, żeby nie szu, żeby nie szukać daleko. No tak. No, jak już się wszystko pierdzieliło, no to przynajmniej bankiecik pozostawał.
Ale Po-Polacy zawsze chlali i Rosjanie zawsze chlali, a jakoś istniejemy. No istniejemy. Nie, no, my jesteśmy w ogóle poza, poza, poza wszelkimi normami i wszelkimi, wszelkimi jakimiś- Jeśli chodzi o alkohol.
Jeśli chodzi o alkohol. Aa, yy-... o trzydzieści pięć zadaje bardzo przytomne pytanie, którzy policjanci nie mają problemu z wódką? I tu znowu trafienie, bo rzeczywiście to jest tak, czy to w Polsce, czy to, czy to gdzie indziej. To jest taki zawód, który rodzi przemoc.
Inaczej, ponieważ obraca się wśród przemocy, to w jakiś tam sposób rodzi przemoc. A w ka-, a zanim zrodzi przemoc, to, to rodzi też chęć odreagowania. I rzeczywiście, yy, ja nie wiem, czy w tej chwili jacyś policjanci się już do nas nie wybierają, ale część przynajmniej policjantów ma problemy z alkoholem, bo jakoś trzeba, jakoś trzeba stres rozładować.
Ale nie jestem ekspertem od tego. Nie wiem, czy tak jest, czy tak jest, czy to jest zjawisko powszechne. Wiem, że przynajmniej, że przynajmniej da się, da się zaobserwować. Tylko jedyne, co jeśli miałbym, jeśli miałbym coś do, yy, do zarzucenia, yy, a będzie tego niewiele w sumie, yy, Mankellowi i jego bohaterowi, to jest takie właśnie powielanie, no, że właściwie w tej Szwecji mrocznej nigdy nie ma światła, zawsze jest ponuro. No i ten pijany, znaczy nie, pijany nie jest. No i ten policjant, który ma zawsze problemy z alkoholem. Ja bym się zdziwił, jakby, yy, po- powiem tak: ja bym się jednak zdziwił, gdyby był tam jakiś policjant, który, który, który gdzieś tam czy ten człon, człowiek, który, który z tą przestępczością się zmaga, który tych problemów by nie miał.
Bo i tu od razu, yy, wyprzedzę, wyprzedzę porządek audycji, ale, yy, w filmach, w filmach to się niestety też zdarza, no. Tam alkohol jest, yy, jakby takim codziennym przyjacielem, ale no mówię, no, tu o trzydzieści pięć ma rację.
No, w sumie rzeczywiście, jak sobie tak trochę o tym w tej chwili myślę, to rzeczywiście policjanci coś tam z tą wódą mają nie w porządku. To tak jak, yy, to znaczy nasi europejscy, ale amerykańscy to albo też tak samo, albo ćpanie, nie? No tak! Po prostu jako bufor, odreagowują. I znowu, znowu odpowiedź z czata. Yy, jedynym porządnym, no, właściwie to nie policjant, tylko milicjantem był kapitan Żbik. On zawsze był trzeźwy, chociaż, chociaż pamiętam, że chodził do nocnych lokali.
Pamiętam, że był taki, był taki zeszyt, to się chyba „Błękitna serpentyna" nazywało i on normalnie chodził do- To chyba miał tam, miał tam- No, no zadanie. Zadanie miał oczywiście, ale już sam fakt, że się tam znalazł, no to, to już mocno, mocno, mocno chyba uderzało w jego wizerunek. No, później pewno musiał jakieś, jakąś karę odbyć. Gdzieś tam został zesłany, może w Bieszczady albo coś, coś podobnego.
Wiesz, ale ja to w tej chwili mam takie skojarzenie, dlaczego Szwedzi rzeczywiście tak kiedyś przynajmniej bardzo lubili przyjeżdżać do Polski, żeby się napić się? No tak, oni to już tak od kilku wieków lubią przyjeżdżać do Polski.
Ale, yy, mogłem to samo zrobić u siebie. Otóż mi się wydaje, że jeszcze jest ważne środowisko, a nie tylko, yy, własne, własne zapotrzebowanie na coś. Otóż zawsze jest ważne, z kim się pije. Tak. Tak. Otóż, yy, nie wiem. Skandynawia nie jest... Ja tam jeździłem i piłem tam ze Szwedami, z Duńczykami. Biedni Szwedzi.
Natomiast, yy, to nie jest środowisko, w którym, yy, w którym sympatycznie jest schlać się. Polska jest takim krajem. Rosja jest takim krajem, gdzie, gdzie się można po prostu w towarzystwie schlać po prostu. I to jest fajne. Można rozmawiać, być cały czas do końca inteligentny, nie, nie bełkotać wcale i tak dalej.
To, to się faj- fajno, rozmowy być schlany. A jak oni się, a jak oni co? Idą spać. Tak? No pewnie, że tak. W trakcie, trzymając kieliszek w dłoni. Tak. Zasypiają. No to nuda faktycznie. U nas można wzią- wziąć się pod pachę i pójść w długą, nie? Tak, na następną imprezę.
Oczywiście. I następną imprezę, nie? A tam do kogo? Nie nawiedza się po godzinie, którejś przyjaciół nie odwiedza się. A poza tym w tym przyjaznym kra- w tym przyjaznym, yy, kraju, absolutnie tolerancyjnym, zaraz podjedzie jakiś radiowóz i cię zawiezie. No, nie wiem, czy oni mają izby.
Pewno mają, no bo to takie, takie bardzo nowoczesne jest. Dobrze, nie pastwmy się. Słuchaj, bo zaczynamy robić seans nienawiści na temat, yy- Nie, nie ... dotyczący Skandynawii. To się nam, to się nam będzie, nie będzie na zapomniane. I ja rzeczywiście do tej, do tej Szwecji mogę nie pojechać. Wróćmy, wróćmy w takim razie, yy, do tego, co byśmy, yy, co by się, o co już się przejawiło. Ja już to sygnalizowałem przed chwilą, że Szwedzi lubili tu przyjeżdżać i to od dawna. To przypomnisz trochę naszej literatury powstało dzięki temu. Wiesz, tak jako anegdotę to też tak muszę. Kiedyś byłem archeologiem, który znaczy współpracowałem z archeologami i łaziłem po całej północnej Polsce, tropiąc różne dziwne rzeczy. Moją pasją były epoka krzemienia i tak dalej, i kamienia łupanego. Tam takie pierdółki. Natomiast, yy, przy pośliz-, yy, poślizgiem dotknąłem również, yy, sprawy szwedzkiego potopu. Otóż mało kto, a właściwie nikt w Polsce, poza historykami i archeologami, nie zdaje sobie sprawy, nie ma pojęcia, jaką straszliwą tragedią był potop szwedzki. Nie dla Polski, bo dla Polski to wiadomo. Dla Polski też. Dla Polski też, ale straszliwą tragedią dla Szwecji po prostu. Jak się idzie, tak gdzieś od tego, od, yy, od, od Szczecina w stronę Bydgoszczy i dalej jednak przez Kujawy i tak dalej, co, co, co parę kilometrów właściwie w lasach, bo to wszystko jest w lasach, można trafić na tak zwane szańce szwedzkie, kopce szwedzkie, szańce szwedzkie. Co to jest? To są po prostu zbiorowe mogiły, w których chowano-... Hultem! Po prostu układając jeden na drugim dwustu, trzystu, czterystu żołnierzy skan-, yy, skandynawskich. Tych, którzy szli, ym, łupiąc, łupiąc tą biedną Polskę. I- Tak łupili, tak łupili, że, że im się zmarzyło. Tak, ale ich, ale ich zarzynano, zarzynano po drodze, jak oni, jak ktokolwiek się odłączył. Naprawdę w skali straszliwej zupełnie. Jak oni doszli pod ten Kraków, to już przecież tam do- doszły naprawdę niedobitki w ogóle całej armii Gustawa, yy, szwedzkiej. Yy, i, i naprawdę trzeba być archeologiem, żeby zobaczyć skalę tego. To jest nieprawdopodobne.
Co krok jest, yy, zbiorowa, ogromna mogiła, ym, tego. No i w ten sposób, że tak powiem, ten, ta, ta okolica, czyli Skandynawia, się wyludniła. Po prostu. Tak. No, ym, i od tego czasu Szwe-, Szwedzi, Skandynawowie się już nigdy populacyjnie nie podnieśli na nogi. Od tego czasu jest to nacja wymierająca, gdyż już po prostu nie było— cała młodzież poszła. To tak mniej więcej tak samo, jak mu, z Mongołami się stało, nie? Mongołowie wyeksportowali swój, yy, młody narybek, ten taki nadający się do tłuczenia, yy, w stronę Samarkandy, Buchary i tak dalej. I tak samo Szwedzi wyeksportowali tych młodych. Myśmy ich wytłukli, tamci się Mongołowie za- zasymilowali. No i w ten sposób w Mongolii już prawie nikogo nie ma i w Skandynawii też już nie będzie niedługo, nie? No, no, jeszcze, jeszcze, jeszcze dzięki kontaktom z Polską i- Tak. I Francją przez Danię, że tak powiem, potrafią napisać dobry kryminał dzisiaj.
Chwała im za to, że, że ten „Łabędzie śpiew” przy zgonom jest piękny, nie? Bo powinien być. A ja Szwedom i tak nie mogę zapomnieć tego, że jak się teraz jeździ po Polsce i zwiedza zamki różnego rodzaju, to jak wjedziesz i gdzieś jest ruina, a na przykład jakiegoś zamku, czy to krzyżackiego, czy jakiegoś polskiego, to w zależności od tego, w jakiej części kraju jesteś, to jak to jest ruina, to przychodzi przewodnik i mówi: „No nie, no stał tutaj zamek, ale był potop szwedzki i go rozebrali, i to go zniszczyli, i to go zbombardowali”. I właściwie gdzie się nie ruszysz, jakiś zamek w miarę przyzwoity był, stał sobie kiedyś. No to teraz stoją, stoją ruiny. Ale o czym to świadczy? Ja wiem, że nie tego. O dynamice tamtej nacji. O dynamice w sensie podkładania dynamitu. No, nie, wtedy jeszcze chyba nie, nie, to jeszcze nie było. No ale czegoś wybuchowego w każdym bądź razie. Tak, tak. Tak, tak, tak. No to wiesz co? No dobra, ale zostawmy. Przejdźmy, wróćmy, wróćmy do, do, do, do szwedzkiego, do szwedzkiej literatury kryminalnej, szwedzkiej i skandynawskiej.
Jakoś tak się ten Szwedzi przyczepili do mnie dzisiaj w ogóle. Bo bliższe kontakty mieliśmy. Bliższy kontakt. No, dobrze. W Norwegii tylko broniliśmy tego, tam, czego tam żeśmy bronili. Okej, w każdym razie dobra, zostawmy. Zostawmy sen-, te takie sentymentalne wspomnienia. Co nam złego Szwedzi zrobili?
Wróćmy, wróćmy do literatury, a w ogóle właściwie do, do tego, yy, do tego zjawiska, którym jest w ogóle kryminał w różnym wydaniu, kryminał skandynawski. Ja powiem tak: yy, takim dla mnie modelowym filmem, yy, który będę polecał, ale zdaję sobie sprawę, że, yy, na sam dźwięk słowa „szwedzki film kryminalny” albo „szwedzko-duński film kryminalny”, to niektórzy już właśnie w tej chwili wyłączają, albo w każdym razie, yy- Bo mają skojarzenia z Bergmanem. No tak, mają skojarzenia z Bergmanem. No, więc moim zdaniem, yy, moim zdaniem aż tak źle nie jest. Wręcz przeciwnie. Takim dla mnie wzorcowym filmem, który, mm, został mi polecony i przez długi czas opierałem się, żeby go oglądać, yy, filmem, serialem był, yy, serial „Most nad Sundem”. Trzy sezony i o ile, znaczy, powiedzmy, o ile drugi sezon był troszkę moim zdaniem, to wszystko jest oczywiście moje zdanie, mo-- jak najbardziej można się nie zgadzać, o tyle pierwszy, trzeci sezon były absolutnie rewelacyjne. Ja nadużywam czasami słowa rewelacyjne, ale po prostu był tak perfekcyjnie napisany scenariusz, tak, yy, wszystko połączone ze sobą. Yy, znaczy ja użyję pewnego schematu: jeśli w pierwszym odcinku coś się pojawiało, to tak jak z tą przysłowiową strzelbą, yy, może nie w drugim, może nie w trzecim, ale w siódmym albo w dziesiątym odcinku ta strzelba na pewno wystrzeliła. Tam nie było właściwie rzeczy przypadkowych. Tam się pewne rzeczy mogły wydawać przypadkowe, ale jeśli, jeśli, yy, prześledzimy całą, yy, całą akcję tego, tego serialu, kolejnych sezonów. Co ważne, sezony nie są ze sobą powiązane, czyli, yy, poza głównymi bohaterami, yy, właściwie nie ma pełnej łączności.
Można je oglądać spokojnie, bez, yy, bez, yy, bez jakichś takich, yy, mm, no, jakichś takich właśnie, takich nu-, takiej nudy i tak dalej. Czy, czy, czy po prostu czegoś nie rozumiemy. Rozumiemy spokojnie. Ten serial dla mnie był wzorcowy. Tam pewne rzeczy wynikały z siebie. A, no, ostatnie sceny... Staram się tak to opowiadać, żeby nie opowiedzieć za bardzo tym, którzy nie oglądali.
Ale to, co się dzieje w ostatnich scenach, yy, pierwszego sezonu, w filmie, yy, w serialu „Most nad Sundem”, jest tak absolutnie rewelacyjny, powiązany z tym, co się działo przez cały film, że ja w pewnym momencie nie mogłem w to uwierzyć.
Drugi, drugi sezon zaskoczył mnie tym, że zawsze każdy z tych sezonów ma dziesięć odcinków, że kiedy obejrzałem dziewiąty odcinek, byłem przekonany, że coś mnie albo komuś innemu się pomyliło, bo właściwie film się skończył.... A im starczyło na tyle pary, że zrobili jeszcze dziesiąty odcinek, który był zajmujący. To już nie były popłuczyny tam, że coś się stało.
Nie! To był pełnokrwisty odcinek, który, który jak najbardziej można było oglądać. A już w ogóle dla mnie, jeżeli już tak dzisiaj nadużywam tych słów pochwalnych, to dla mnie w ogóle zaskoczeniem było to, że trzeci sezon, trz-- kolejnych dziesięć odcinków, zostało tak, tak sporządzonych przez scenarzystów, że to się oglądało z zapartym tchem. Naprawdę! Świetnie, świetnie zrobiona, świetnie zrobiona robota. Ale czy ja wiem, dlaczego?
No to dlaczego? Po prostu, jak używali właściwego laptopa scenarzyści. To znaczy? Rozwiń myśl. Po prostu musieli używać Apple'a jakiegoś. Bo gdyby używali Windowsa Dziesiątkę, to by nigdy nie napisali logicznego po prostu scenariusza, który by się za- zawijał i dobrze kończył. I tak to jest narazić się Wiktorowi. Windows się Wiktorowi naraził i już został po prostu zamieciony pod dywan. Ale ja jednak wrócę. Wrócę do serialu, bo O trzydzieści pięć, ee, pisze o tym serialu i pisze moim zdaniem absolutną prawdę. Ja się często coś zgadzam z O trzydzieści pięć.
Będziemy się musieli jednak kiedyś O trzydzieści pięć pokłócić. Jakoś nie wiem, jakiś... Wymyślę coś, ale w każdym razie się zgadza, że Amerykanom, yy, bo oczywiście jak Szwedzi i Duńczycy nakręcili Most nad Sundem, to, yy, no, Amerykanie mają taką zasadę, że zdecydowanie nie sprowadzają sobie obcych seriali czy filmów, to kręcą u siebie swoje. I o ile film duńsko-szwedzki podobał mi się bardzo, bardzo mi się to podobało, o tyle jak zobaczyłem amerykańską wersję, no to, to było coś. Dla mnie to było coś strasznego. Ten film niby był powtórzeniem tej historii, niby był powtórzeniem tej historii, którą znamy, którą znamy z filmu duńsko-szwedzkiego, ale nie miał zupełnie klimatu. Niby tam próbowano jakieś charakterystyczne postacie wprowadzić. Niby ta główna bohaterka miała bardzo podobny problem jak bohaterka z filmu duńsko-szwedzkiego. No, niby, niby wszystko próbowano, próbowano, ale to absolutnie nie było to. Ten film nie miał klimatu, nie miał jakiegoś, jakiegoś pomysłu, takiego narracyjnego.
Nie, to nie absolutnie nie było to. Co więcej, dowiedziałem się, dowiedziałem się od kolegi, że takich prób nakręcenia mostu, bo to już nie będzie zawsze Most nad Sundem, no ale takich, takiego, takich mostowych filmów było jeszcze kilka. Nie tylko Amerykanie próbowali, próbowały to nakręcić inne nacje. W tej chwili tak kluczę, bo nie pamiętam, które, ale było tych prób przynajmniej jeszcze ze dwie, o których, o których słyszałem i te pozostałe próby też nie wyszły. Coś mi się tak kołacze po głowie, że próbowali to nawet Japończycy zrobić, ale tu nie daję żadnej gwarancji na prawdziwość tej informacji. A w każdym bądź razie próbowano to robić na całym, yy, próbowano to robić na, na, w różnych miejscach świata. Nie wychodziło, a Szwedom i Duńczykom wyszło. Dla mnie film Most nad Sundem to już tak, żeby już się tak zupełnie rozpłynąć w pochwałach. Dla mnie to był świetny film. Ja naprawdę, naprawdę, yy... Co więcej, moje szaleństwo na punkcie tego filmu sięgnęło, yy, tak daleko, że ja wszystkie sezony oglądałem przynajmniej po dwa razy.
Przynajmniej, bo był też taki sezon, który obejrzałem więcej razy. Po prostu po pierwszym, po pierwszym razie bawiłem się później obserwowaniem, czego nie zauważyłem. Już znając przecież treść. Czego nie zauważyłem, oglądając pierwszy raz, ale w jednym, w jednym z sezonów patrzyłem, czego nie zauważyłem, oglądając pierwszy i drugi raz. I były tam też takie rzeczy. Co więcej, oglądając drugi raz ten serial, kolejne sezony tego serialu, obserwowałem też, jak scenarzyści, jak wielką pracę wykonywali scenarzyści, jak dokładnie pasowali te klocki, jak to jest psychologicznie wiarygodne. Bo to jest właśnie- Dobry laptop. No tak! Dobry, dobry laptop. Oczywiście. Tak, oczywiście.
Natomiast jak to jest psychologicznie wiarygodne, bo tak jak powiedzi, jak już rozmawialiśmy na ten temat, takich ludzi, którzy chcą pisać sensacje, piszą kryminały, jest na świecie bardzo dużo, ale im wychodzi różnie. To wychodzą czasami bardzo zajmujące książki, które wciągają człowieka bez reszty. Tak jak już wspominałem o takim pisarzu sensacyjnym z Australii, Matthew Reillym, który pisze absolutnie książki, które się czyta od deski do deski.
Rewelacyjne. Odkłada się i mówi się: "No ale przecież połowa z tych rzeczy nie mogła się w ogóle wydarzyć. Jest w ogóle bez sensu" i, i po prostu jest to tak wyssane z palca, że aż boli. Ten paluch wyssany boli. Natomiast, no ale ten facet umie pisać sensację, bo, bo po prostu akcja tam goni w sposób, w sposób, no, właściwie nie staje ani na chwilę, nie zatrzymuje się. Yy, i z tego się bierze atrakcyjność tej książki, że ona się toczy szybko, yy, bez, nie ma, nie ma dłużyzn, ale jak człowiek sobie później o tej książce pomyśli, to mówi sobie: "Kurczę, ale to nie tylko pewne wydarzenia nie, nie mogły mieć miejsce, ale pewne relacje pomiędzy ludźmi też wydają się przynajmniej dziwne". Natomiast zarówno w filmach, jak i w książkach skandynawskich, yy, to jest psychologicznie wiarygodne. Ja nie wiem, czy jest prawdziwe. Ja nie jestem psychologiem i się na pewnych rzeczach nie znam, ale tak zupełnie po amatorsku, jak czytam skandynawską twórczość, to ja tym pisarzom wierzę. Wierzę, że tak mogło być.
Wiesz, jak, jak, jak o tym mówisz, to każda nacja ma swój charakter, że tak powiem. I Skandynawia ma na pewno, na pewno pewien-... charakter, który się odzwierciedla później i w filmach, i ten, i w tym. Na przykład, mm, tam jest klimat taki, jaki jest. Jest raczej zimno, raczej ciemno, raczej szaro i tak dalej. Depresyjnie jest, depresyjnie. Nie, to nie o to chodzi. Ale na przykład taki klimat nie, nie sprzyja wielkiej, wielkim egzaltacjom. Yy, zrzucaniem, zrzucaniem nagle koszuli, bo gorąco albo bo ja wiem i tak dalej. Taki klimat uczy pewnego dystansu, oschłości, po prostu, yy, jakoś pewnej równowagi i tak dalej. Dotyczy to, yy, dotyczyło to również, yy, wielu kryminałów pisanych przez Anglików i to w ogromnej mierze, które się absolutnie nie mogłyby pojawić na przykład w Meksyku, w tak sposób, w ten sposób skonstruowanych, yy, powieści. Yy, albo, albo w Japonii czy, czy w Chinach. Albo w Stanach Zjednoczonych. A tym bardziej w Stanach Zjednoczonych. W Stanach Zjednoczonych może się tylko pojawić dobry, dobry, dobry, nie wiem, no- Super, super. Ojciec, Ojciec Chrzestny, czyli rzecz o mafii, yy, mafii z Chicago. To może być, yy- Superman i Spiderman się mogą pojawić.
Tak, tak, tego typu rzeczy. Tam żółta, zielona maska czy jakaś tam żółta maska była tam jakaś kretyństwo takie latające. Kiedyś to widziałem. Natomiast nigdy nam się, tam się nie pojawi, yy, chociaż oni potrafią robić kapitalnie, yy, kino, ale nigdy tam się nie pojawi, bo ja wiem, na przykład wszystkim polecę, polecam ten film. O, gdzieś tak sprzed dziesięciu lat chyba czy iluś. Mm, tajwański film „Wojownicy Tęczy".
Dwie czy trzy godziny filmu. Spróbujcie to obejrzeć. Tam tego amerykański, nawet nie Hollywood, jakikolwiek amerykański przemysł, ale również skandynawski, nigdy tego nie zrobi po prostu, bo to jest ich charakter. W ich charakterze zrobiony film. Naprawdę „Wojownicy Tęczy"- „Wojownicy Tęczy," tak? Tak, polecam. I nie zasnę na tym filmie? Nie, coś cudownego. Coś obłędnie cudownego zupełnie. Dlatego, bo oni zrobili o sobie i o swoim narodzie, o swojej kulturze film. Tak jak my zrobi..., yy, potrafimy zrobić, bo jak się u nas dobrze zrobi „Pana Tadeusza" i tak dalej, to, to będzie świetny film dla każdego na świecie po prostu, bo będzie strasznie ciekawy, po prostu. Może będzie każdy się stukał w głowę i mówi: „No porąbani ci Polacy. No przecież szajba totalna". No ale, nie? Mm. Ale, ale, ale, ale ten Klucznik, ale ten... Ta, i tak dalej, i tak dalej.
No. Ja się zastanawiam, wiesz, yy, tak skaczemy, ale zastanawiam się w sumie, yy, powiedziałem o tym, że te filmy, które próbowały naśladować, yy, a właściwie jakby zdyskontować, yy, sukces filmu, yy, serialu „Most nad Sundem".
Dlaczego one nie wyszły? Nie mogły. No, nie mogły. Ale przecież tyle się mówi w tej chwili o tym, że niektórzy to mówią: to dramat! To straszne. Świat się unifikuje, wszystko będzie takie same, wszystko będzie, wszystko będzie identyczne. No to skoro taką optykę przyjmujemy, ja w nią oczywiście nie wierzę. To dla mnie bzdura jest kompletna. Ale przyjmijmy na chwilę, że tak jest, że ta unifikacja, że wszyscy myślą tak samo, robią tak samo, w ogóle przeżywają tak samo i- Mamy Internet i wszystko, wszyscy wiemy, wiemy to samo.
Wiemy to, możemy jeść to samo i- No tak, dobrze. Tak, ale... No, ale jednak nie. Ale ja się też tego bałem. Bałem się tej unifikacji i myślałem, że to się robi globalna wioska i wszyscy ludzie tak myśleli i tak dalej. Natomiast mi się wydaje, że absolutnie, yy, jest to błędne myślenie. Globalizacji takiej nigdy nie będzie. Nigdy, za żadne skarby.
Dlaczego? Dlatego, yy, nie wiem. Wczoraj mi się chyba skojarzyło coś takiego, że, że przecież nawet jak Ziemia będzie tak, tak już totalnie zglobalizowana, jak to tylko Internet może i Windows 10 połączyć- To lepiej, żeby nie, bo nie połączy. Tak. To, to przecież takie miejsce jak Ziemia jest bardzo podobna do, nie wiem, yy, sali teatralnej albo do sali kinowej. Jest to jeden wspólny dom, w którym wszyscy siedzimy. I wydawałoby się, że wszyscy, skoro siedzimy w tym jednym domu, wszyscy tak samo myślimy, tak samo widzimy, tak samo czujemy, tak samo odbieramy film, który nam ktoś nakręcił albo sztukę teatralną. Otóż nieprawda. W każdym, w każdym, w każdym takim domu, jak stadion, kino, teatr, są rzędy i o tym, i krzesła. Jeżeli siedzisz w pierwszym rzędzie, inną zawsze będziesz miał opcję, yy, oglądu rzeczywistości i tej samej sztuki, tego samego teatru, inną filmu i zupełnie inną, kiedy siedzisz gdzieś na, w dalekich rzędach. To jest, yy, ta, ta opcja, że tak powiem, punktu widzenia będzie zawsze. Choćbyśmy naprawdę wiedzieli wszyscy wszystko to samo, to i tak siedzimy w innych, na, w innym rzędzie i na innych krzesłach, że tak powiem. I tutaj ta optyka, yy, optyka na przykład skandynawska, jest taka: oni siedzą gdzieś tam daleko na balkonie, mają swoją opcję i swój punkt widzenia.
Taki, przy którym widzą wszystkich na, z góry, naokoło i tak dalej. Patrzą sobie, obserwują, nie są zaangażowani i tak dalej, nie, yy, za bardzo, yy, za bardzo w tą całą europejską, yy, kłamliwość i tak dalej, nie? Mają tą optykę taką w miarę oziębłą, nie? I taka, taka i pozostanie, dopóki będą, nie? Jak już, jak ich nie będzie, to i optyki nie będzie, ale optykę przejmie, przejmie ktoś inny, nie? Ci sami, którzy zaludnią tą Skandynawię, też będą przejmowali optykę, tamtą skandynawską, tak jak Mongołowie przejęli optykę Buchary i Samarkandy i przestali być Mongołami po-... Także, a muszę się jeszcze o coś zaczepić, bo, ee, jak sobie przed audycją dyskutowaliśmy, yy, ku rozbawieniu, ku rozbawieniu Marka i Veliosa, który nas lekko podsłuchiwał, to powiedziałeś w pewnym momencie taką, taką myśl, która tak gdzieś dręczy mnie w tej chwili, podgryza, że, mm, padło, padło nazwisko Bergman. No, zresztą rozmawialiśmy, rozmawialiśmy o, o wpisie Antaresa. Padło nazwisko Bergman. I co usłyszałem? Bez sensu.
No to oburzenie straszne teraz w niektórych elitach się pojawia. No jakżesz, tak wielki, tak wielki reżyser i bez sensu? Nie, ja go szanuję i cenię strasznie jego. Ale zaraz będzie ale. Ale zaraz będzie ale. To od razu uprzedzam. Bardzo, bardzo go szanujemy. Tak, oczywiście. Naprawdę. Po prostu, yy, wszystko jest piękne. Tylko gdyby on napisał kryminał dobry, ach, to by było świetne. Ludzkość by skorzystała.
Wtedy by ludzkość skorzystała na... On by wyprzedził tą skandynawską falę, mm, dobrych, dobrej literatury, w miarę dobrej literatury kryminalnej, bo, bo warsztat miał. Miał psychologię, miał pojęcie, miał tego, tylko o on, on, on tylko myślał o tym kawałku szkiełka i, i tętnicy na przegubie, nie? Zamiast, zamiast o czymś, że tak powiem, jak to ludziom dobrze sprzedać po prostu, nie? Żeby zrobić z tego pewien show, nie?
No, może gdyby pojechał do Ameryki i kręcił tam filmy, to by były lepsze trochę. Ale wiarygodność psychologiczną miał. Ee, według Freuda tak. No dobrze, dobrze, okej, ale wiesz co? Cały czas, cały czas jakby rozmawi..., nawet nie jakby, a zupełnie na poważnie rozmawiamy, rozmawiamy o tych Skandynawach. Mhm. A powiedz mi, ee, dlaczego, dlaczego lubisz czytać szwedzkie kryminały?
Ja cały czas będę wracał do tego. Będę cię dręczył i w związku z czym zapytam, dlaczego lubisz czytać szwedzkie kryminały? Wiesz, dlaczego? Dlaczego powiedziałem. Bo się jednak wychowałem na szkole angielskich kryminałów. No, ale to do tego prowadzę.
No przecież to jest zupełnie coś innego. Jak czytam sobie taką starą ramotę jakiegoś Conan Doyle'a- Mhm. -to już zupełnie, to już zabytek archeologiczny. Ale powiedzmy, przeskakuje, przeskakujemy troszeczkę dalej i czytamy Agathę Christie. A, no to to jest taki klasyczny kryminał. No, to jest przecież zupełnie coś innego. Nie jest zupełnie coś innego, gdyż klimat jest bardzo podobny. Tak jak powiedziałem, ani tam, tam jest, yy, u tych Conana Doyle'a i, i, mm, Agathy Christie jest po prostu dokładnie subtelna w miarę arystokracja, gdzieś jakiś bandyta, który nie wiadomo, też czasami jest subtelny i tak dalej. Też nie ma wielkiej egzaltacji, też nie ma, nie, nie ma wielkich tam rozrób i tak dalej. Jest czysty intelekt właściwie.
Ale- Posługuje się intelektem. Nie, nie, nie. No. Zakrzyczę cię, zakrzyczę, to cię teraz zakrzyczę i czuj się zakrzyczany. Tak. I powiem ci tak: to, co pisał Antares, jak czytałem na początku, no przecież te sztyrlicowe monologi Walanda, przecież to po prostu jest czasami, no...
Gdzie znajdziesz coś takiego u Agathy Christie? Nie, no tak. Gdzie znajdziesz coś takiego u Conan Doyle'a? No nie ma takich rzeczy. Oni jeszcze pisali w czasach, kiedy, że tak powiem, yy, nie było podziału na lewicę i prawicę poza krzyżem. Ale ja już pomijam aspekt polityczny. Wiesz, dajmy spokój. Czy tam była lewica, czy prawica, choć rzeczywiście jakieś tam odbicie kompletne jest.
Mnie chodzi bardziej o sam styl. Pamiętasz monologi Sztyrlica? Mhm. I tu bardzo podobnie. Analizu- analizowanie każdej sprawy gdzieś w głębi. Te takie rozbudowane monologi wewnętrzne. Ja akurat lubię monologi wewnętrzne. Czemu nie? Natomiast, yy, widzę po prostu po, po rozmowach, yy, że to wielu ludziom przeszkadza, kiedy ten bohater rozwłócza, każdy element swojego życia musi skomentować, musi o nim pomyśleć na pół strony albo, albo jeszcze, jeszcze dłużej. Musi, yy, jakby przeanalizować. Niby to wszyscy robimy, ale czy to jest, yy, czy to jest, yy, model na, na robienie literatury kryminalnej? Okazuje się, że chyba tak.
Skoro jest to czytane, to już sobie sam odpowiadam na pytanie. No, bo, bo właściwie, właściwie no jak to? Jak-- gdyby to było, gdyby to było, yy, wstrętne, gdyby ludzie, ludzie tego nie tolerowali, nie lubili, to by go nie czytali.
Tymczasem czytają i naprawdę, jak się pojawia nowy tytuł, nowy tytuł wydawany w jednej z kilku serii, które w Polsce wychodzą, to on jest na ogół, yy, w pierwszym dniu sprzedaży ma znakomitą sprzedaż, bo ludzie po prostu czekają na kolejnych autorów, aa, na kolejne, yy, na, na kolejne przygody swoich, yy, ulubionych bohaterów. Ee, przecież, co więcej, presja jest na tyle duża, że przecież, ee, tu nie zdradzę tajemnicy, bo to jakby jest wpisane w cały cykl, że przecież, ee, Mankell już miał tak dosyć swojego bohatera, tego Wallandera, że, ee, że po prostu, aa, najpierw kombinował, żeby go jakoś uśmiercić, tak w prosty sposób, ale wiedział, że, ee, może, może, mm, może mu się nie udać. To znaczy presja czytelników, a w związku z tym wydawców, jest tak duża, że każdego uśmierconego bohatera na dobrą sprawę można, yy, można ożywić. I mówiąc szczerze, nawet Conan, Conan Doyle'owi się tak gdzieś tam, yy, zdarzyło, a i wielu autorów później również wskrzeszało swoich bohaterów w różny, dziwny sposób.... No to Wa, Wallander, o, Wallanderowi przypadła yy, za sprawą, za sprawą Ma- Mankella, no, no przypadł gorszy los.
Po prostu doszedł do wniosku, że da mu, da mu taką chorobę, której, której się właściwie w naszym stanie, mm, medycyny nie da uleczyć. Czyli zafundował mu Alzheimera. W dodatku jeszcze napisał na ten temat kryminał, jak mu tam te szare komórki nie do końca już służyły. A co więcej, ten kryminał, ta książka została nawet sfilmowana. I w ogóle, no, kolejny dramat, kolejny dramat w Szwecji.
Niemniej znowu całkiem uda, całkiem udana książka, ale trzeba przyznać, że postąpił inteligentnie, bo się po prostu bohatera pozbył. Już po pro-- nie mógł z nim dalej funkcjonować. Nie, nie pozbył. Świadczy to pewnie również, również yy siłkowości tej całej kultury.
Zwróćcie uwagę, jak postąpił pięknie Sienkiewicz, uś, załatwiając Wołodyjowskiego. To była piękna śmierć. To była śmierć na to, na topie. Wspaniała. Wysadził się razem z zamkiem po prostu i tak dalej. To było coś wspaniałego. Nie, nie robił z niego schorowanego idiotę.
Przepraszam. Ale Wiktor, masz rację, ale nie masz racji. To tak zgodnie z konwencją. Masz rację, ale zobacz, ponieważ te szwedzkie kryminały na ogół opowiadają o jakichś popierdzielonych mordercach, którzy jakieś mają problemy ze sobą i ze wszystkim, ze światem. Dokonują na ogół zbrodni dosyć paskudnych, jakichś takich, yy, o, trudno, złe słowo, niekonwencjonalnych, ale one są na ogół jakieś takie popierdzielone. Wiadomo, fragmenty. Takie popierdzielone to bywa czasami i czasami te motywacje są przynajmniej dziwne. Zostaniemy przy słowie dziwne, bo nie będziemy, nie będziemy musieli się taplać w różnych, różnych ohydztwach. No to jaka miała być śmierć komisarza? Też musiała być w gruncie rzeczy taka...
Znaczy nawet nie śmierć, ale ten koniec komi- komisarza Wallandera. Jaki, jaka miała być? Jaki miał być? No, taki właśnie. Bardzo, bardzo prozaiczny, tak jak większość tam staruszków w Szwecji, która już siedzi, większość ma Alzheimera po prostu i Oj, ja cię proszę, naprawdę? No tak, no musi. Jak ja przez ciebie nie wjadę do tej Szwecji, to ja nie wiem. Musi mieć, od czasów, kiedy Unia Europejska zakazała żucia tytoniu, yy, który, który od wieków obyczaj był uprawiany i dzięki temu obyczajowi nie mieli Alzheimera. Ale jak Unia zabroniła żuć, żuć tytoń, no to mają. I to jest jedyny, no, nie jedyny problem. Dobra, nie będę ukrywał, że o tym też już dyskutowaliśmy przed audycją, a odpowiedź była ciekawa, więc muszę się podzielić z naszymi słuchaczami.
Powiedz mi... Dobra, zadam pytanie wprost: jakie jest źródło inteligencji pisarzy? Jako pisarz możesz swobodnie się wypowiedzieć. Nawet nie muszę dodawać pisarzy szwedzkich czy skandynawskich. W ogóle, jakie jest to źródło, źródło inteligencji? Tak jak mniej więcej powiedziałem tam kie- wcześniej. Źródło jest tam na talerzu, na talerzu szwedzkim, na, w tym komponowaniu. Yy, poza tym źródło jest, yy, w optyce, optyce patrzenia na świat. Szwecja dzisiaj jest bogata, ale w swojej historii był to strasznie biedny, biedny, pasterski naród, który rozpaczliwie, z podziwem patrzył na zasobną Europę, i szczególnie Polskę, i chciał się koniecznie, yy, dorobić tego samego, łupiąc te całe kraje. I robił to skutecznie zresztą. Robił to skutecznie. Ale dzięki temu, że miał tą optykę, po prostu taką, taką dynamiczną, po prostu pójść i zabrać tym, którzy mają.
Dzisiaj te optyki, dzisiaj tą optykę, yy, ma na własnej skórze, bo dzisiaj to oni mają i do nich przychodzą ci, którzy im to zabiorą. Mmm, no i już nie ma obrony. Wiesz co? Ale nie, nie masz takiego wrażenia, że jak mówisz o tym szwedzkim stole... Dobra, zostańmy już przy tym, przy tym, przy tym twoim, przy tym twoim obrazie szwedzkiego stołu. To ja mam drugi obraz. Jak ty mówisz szwedzki stół i oni tam sobie nakładają. Nie przypomina ci to sztucznej inteligencji trochę? Jak ja mam ten schabowy na talerzu, ten, yy, to, to jest- To nie jest, nie jest to. Zresztą to słowo, ten termin „sztuczna inteligencja" to mnie tak trochę irytuje, bo dzisiaj się właściwie, yy, nie wiem, tam na forach tych całych, tam film programistów i tak dalej, właściwie deklaruje, że albo sztuczna inteligencja jest, za pięć minut będzie gotowa, albo już jest, tylko że tak powiem, nie wiem, no, w Pentagonie albo- A w Szwecji już jest przy stole. Przy stole. Otóż sztuczna inteligencja nie będzie bardzo, bardzo, bardzo długo, według mnie. Z bardzo prostego powodu.
Według, tak, tak myślę sobie. Otóż, yy, wyprodukować, yy, inteligencję, ee, taką, jaką mają Szwedzi na przykład albo Duńczycy, yy, jest nie sposób dla programisty. Co programista może zrobić? Programista może zy-- wyprodukować taki inteligentny program albo zrobić taki komputer, który zarżnie Kasparowa czy każdego innego szachistę.
Ee, pokona każdego w dyskusji, jak wygra każdy teleturniej, posługując, podsu-- posługując się wiedzą. Otóż wiedza, yy, to nie jest inteligencja. Yy, ja sobie zdaję sprawę, że programiści są w stanie wygenerować geniusza posiadającego absolutną wiedzę.... komputerowego. Natomiast ja mam pytanie, czy potrafią zrobić niewiedzę, zaprogramować niewiedzę?
A to niewiedza jest wartością. Niewiedza jest, yy, źródłem wszelkiego postępu. Niewiedza, ale niewiedza. A dlaczego? Bo ja tego nie rozumiem, powiedzmy. Bardzo, bardzo proste. Jeśli ja wiem, to po co ja mam tam iść? Ale jeśli ja tam nie wiem, co tam jest, a tu ja chcę to zobaczyć. Czyli niewiedza jest ważniejsza od wiedzy. No dobra, punkt dla ciebie. To barbarzyńcy przychodzili do ka-każdej cywilizacji, tej wysoko rozwiniętej i pisanej, piszącej świetną literaturę, yy, komponującej piękne zapachy, yy, rzeźbiącej Zeusów i Apollów i Dawidów, przepięknie i malujących tam Mona Lizy i tak dalej. To barbarzyńcy przychodzili, bo byli ciekawi tylko, żeby, żeby to... Sami nie potrafili, ale ciekawość ich przyniosła, żeby to poznać, żeby tego łyknąć. Większość tego zdeptać, być może przy okazji się, ale czegoś nauczyć i tak dalej. Ale jak słusznie zauważają ludzie na czacie, że niewiedza to też wiedza. Tak! To rodzaj wiedza. Wiem, że nic nie wiem. Ale zrób to komputerowi.
Yy, naucz tego komputera, żeby komputer posiadał, mm, yy, jak by to powiedzieć, ciekawość, nie? No, wiesz co? No. No dobrze, ale do czego dążymy? Że co? Że to nie jest inteligencja? Że jak nie ma ciekawości, to nie ma- Nie, nie ma inteligencji. Wiesz co?
To jest tak. Teraz, yy, bo czasami żartujemy, a czasami mówimy poważnie. Znaczy, bo to jest z tą inteligencją sztuczną, nie wiem, dlaczego w ogóle, ale dobrze. Z tą sztuczną inteligencją to jest niestety troszkę tak, że właściwie to my nie wiemy, czego chcemy. Mhm. Bo jedni mówią: „sztuczna inteligencja to powinno być coś takiego samego, jak mamy w łepetynie, tylko zbudowane z drucików, krzemu, kabelków czy tam czegoś jeszcze”. No, nie, nie za bardzo się znam na nazwach tych wszystkich podzespołów, ale w każdym razie z czegoś, z czegoś tam, z czegoś tam upakowane. I żeby to samo robiło to-- znaczy, żeby nie to samo robiło to samo, czyli żeby w środku takiego pudełka, w którym są te wszystkie podzespoły, zrodziło się nagle coś inteligentnego, co sobie pomyśli: „yy, myślę, więc jestem”. Albo coś, coś podobnego, równie, równie, równie oklepanego, ale za to, za to takie, takie będzie, takie będzie, coś się działo i myślało tak jak my. To jest jeden. I powiem ci szczerze, że różne są głosy na ten temat. Ja już słyszałem głosy, że właściwie to jest kwestia całkiem niedługiego czasu, kiedy będziemy coś takiego w stanie stworzyć. Ja oczywiście między bajki to wkładam, ale ponieważ mówiła, mówiła mi to osoba dosyć kompetentna, w związku z tym zakładam, że może nie za pięć, nie za dziesięć, ale może za piętnaście, dwadzieścia coś takiego się uda. Chcę ci dać przykład, jak wygląda taka sztuczna inteligencja na przykładzie bardzo, bardzo aktualnym.
Otóż, yy, od czasu do czasu pogrywam sobie z pewnym niesmakiem, ale pogrywam, bo, bo, bo lepszego czegoś nie ma, w taką grę jak „Cywilizacja” Sida Mejera. Piątkę czy szóstkę, którą tam mam w komputerze i tak dalej. Wiesz, jak wygląda gra w tą, w tą grę? Wiem, wiem. Nie wiesz, proszę ci powiedzieć. No dobrze, nie wiem. Dobrze- Siadasz- Nie wiem.
Siadasz do komputera i zakładasz miasto, które kiedyś będzie tworzyło wielką cywilizację ludzką i tak dalej, nie? Coś tam zaplanowujesz, coś zaprogramowujesz, nie? Parę ludzików ustawiasz, a następnie przez, mm, czasami dwanaście godzin, siedząc w fotelu, wiesz, co robisz? Tuk. Albo w ogóle nic. Next turn, please wait.
Enter. I next turn, please wait. Zawsze wiedziałem- Komputer robi wszystko za ciebie. On tam lata, oni tam latają, oni tam pływają, oni tam... A ty nic nie robisz, nic nie masz do powiedzenia. Masz tam pełną sztuczną inteligencję. No i dlatego, dlatego, ponieważ wiem, jak się w to gra, to w to nie gram. Po prostu to jest nudne jak flaki z olejem.
Aczkolwiek przyznaję- Ale piękne! Ale robi wrażenie. Robi wrażenie. Robi wrażenie. Piękne jest, jak piękna blondynka kiedyś była, bo już blondynek prawie niewiele, ale w każdym razie coś takiego. Piękne, ale, no, ale to sztuczna inteligencja, nie? Wiesz co? Ale powiem ci coś takiego. Ostatnio, ostatnio rozma-, yy, nawet bardzo trochę dawniej, ostatnio. Dziwna konstrukcja, ale, ale mniej więcej oddająca, oddająca sens. Rozmawiałem, yy, z profesorem filozofii i on mi powiedział tak: „Proszę pana, kiedy ja gram ze swoim komputerem w szachy, to jak ja jestem na pierwszym, drugim poziomie, to ten komputer jest idiotą kompletnym.
Ale jak ja gram na, z nim na dziesiątym, nastym poziomie, to ten gnojek potrafi poświęcić figurę, żeby wygrać. Zaczyna przejawiać, yy, pewne cechy inteligencji”. Ja oczywiście zadałem profesorowi pytanie: „No tak, panie profesorze, ale gdzie w tym wszystkim jest samoświadomość tego komputera?”
Przecież, przecież nie jest, wiadome jest, że ten komputer żadnej świadomości, samoświadomości nie ma. To jest po prostu, yy, coś... Działa program. Działa po prostu program. I usłyszałem odpowiedź, która, yy, nie wiem, czy mnie zadowoliła i nie wiem, czy zadowoli naszych słuchaczy, ale na pewno mnie zainteresowała i pobudziła, yy, do pewnych refleksji. Bo, yy, profesor powiedział mi w ten sposób: „A proszę pana, a gdzie jest powiedziane, że do inteligencji-... przypisana jest świadomość. To tylko pan zestawia sobie, yy, biorąc za przykład, yy, siebie, że łączy pan te dwie rzeczy. A on mówi: "Proszę pana, inteligencja i samoświadomość czy świadomość to nie są, to nie są te cechy, które są ze sobą, które muszą być ze sobą powiązane". I muszę powiedzieć, że od tego czasu, yy, mocno się nad tym zastanawiam.
Wiesz, czy, czy aby na pewno, yy, my, yy, w swoim takim przekonaniu, że wiemy, nie oczekujemy czegoś innego po sztucznej inteligencji niż dostaniemy? Bo my oczekujemy, że to będzie taki sam człowiek jak my, tylkooo jego głowa to będzie pudło napakowane podzespołami i on będzie poza tym taki sam. A profesor uświadomił mi, że to niestety albo stety, albo nie wiem, może być zupełnie inaczej. No, musi być inaczej, bo, yy, nie jesteś co prawda profesorem, ale też żeś mi niedawno uświadomił coś, czego nie wiedziałem przedtem. Otóż, yy, to jest tak jak z tą inteligencją i świa-świadomością właśnie. Ja mam jako człowiek stary, swoje wyobrażenie, swoją interpretację słowa informacja. A ty żeś mi uświadomił, że w dzisiejszym świe-świecie informacja to znaczy bit.
To już jest po prostu- No, to duże uogólnienie, ale powiedzmy, no. Że, że bit jest informacją. No. Mm, no ja, dla mnie, yy, informacja to jest prawie świadomość. Natomiast, yy, tak, tak jak żeśmy zwrócił uwagę, że w, w tej chwili informacja to jest ilość bitów po prostu, nie? To jest informacja, nie? I, i, i tym jest po prostu, po-potocznie biorąc, yy, przejęta, że tak powiem, z an, z Angli, z angiel, z angielskiej strefy bitów. Wiesz co? Ale wiesz, czego się boję? Wiesz, czego się boję? Mhm. Yy, gość tej audycji, yy, Piotr Mróz, yy, nie mylić z Remigiuszem Mrozem. A, ss, nie tak dalej, jak, yy, nie tak dalej, jak dzisiaj zaskoczył mnie, zaskoczył mnie pewnym powiedzeniem, które z jednej strony mnie ubawiło, ale z drugiej strony, z drugiej strony, no smutne refleksje miałem na ten temat. Otóż, ym, on sparafrazował, yy, takie, yy, takie, yy, powiedzenie, mm, filozofa, yy, Ludwiga Wittgensteina. Wittgenstein powiedział w swoim czasie, że, yy, granice, yy, znaczy, yy, granice mojego języka są granicami mojego świata. Ja nie będę rozwijał tego, tej myśli, tej myśli w tej chwili. Myślę, że każdy sobie, każdy sobie mniej więcej potrafi to przetłumaczyć. A, ee, zainsp-- mój kolega, Piotr Mróz, zainspirowany pewnym widokiem na ulicy. O chwi-, za chwilę powiem, yy, o jaki widok chodziło. Powiedział w ten sposób: "PIN do komórki jest granicą mojego świata." A co zobaczył?
Zobaczył grupę młodych ludzi, ee, która w naszych czasach stałaby i rozmawiała ze sobą. A ta grupa, yy, młodych ludzi stała w kółeczku, ale nie rozmawiała ze sobą. Każdy z nich miał komórkę i pitolił na tej komórce, co mu tam w duszy grało, to byli tak zajęci, że nie mieli czasu ze sobą rozmawiać. I to jest niestety troszeczkę też jakby, yy, nawiązanie do tej inteligencji albo sztucznej inteligencji. Troszkę się to zmienia, nieprawda? Mhm.
No tak, wiesz. I dlatego, yy, niestety mam takie wrażenie, jak patrzę na niektórych ludzi. Dlatego tak mi się to spodobało, że, yy, PIN do komórki jest granicą mojego świata. Mhm. No wyobraź sobie, że ktoś by zapomniał tego PIN-u albo się, albo coś, ktoś by mu to jakoś tam wykasował i zrobił inny. No dramat! Tak. No dramat. Po prostu dramat. Dramat. I to, wiesz. No i to też jakaś taka sztuczna inteligencja prawie, no. Chwała, chwała Bogu, sztuczna inteligencja nigdy nie odzwierciedli tej, yy, mentalności czy, czy bo ja wiem, tej kultury, bo ja wiem, Ko-Koreańczyka czy, yy, Rzymiusza, czy Szweda, Duńczyka. Mm, te rzeczy są chyba nie do przeskoczenia.
Można, jeśli to zrobisz, sztuczna inteligencja to mniej więcej tak samo, jak, jak, jak Amerykanie robią filmy wzorujące się na na, na tej skandynawskiej bunie, takim kulturowym, na filmach czy na literaturze. Co, co będzie takie samo, po prostu.
Taka, tak samo będzie wyglądała ta sztuczna inteligencja Skandynawa, że mówiąc będzie to taka sama Skandynawka, jak te filmy amerykańskie. No tak, sprytnie powróciłeś do naszego, do naszego głównego tematu, bo rzeczywiście gdzieś tak zmeandrowaliśmy straszliwie na sztuczną inteligencję.
Meandrujemy. No, to taka tradycja jest, powiedzmy, tego programu, że meandrujemy. Wróćmy, wróćmy na chwilę do, do albo może nie na chwilę, do skandynawskich, do skandynawskich kryminałów. A powiedz mi, yy, co ci się bardziej...
Nie, to jest niebezpieczne pytanie. Ja żeś też wpadłem, żeby coś takiego za- no, ale dobrze, trudno. Muszę, muszę, muszę to, muszę to pytanie zadać. Em, podobają ci się, inaczej czy podobają, yy, czy to zależy od płci? Czy, yy, podobają ci się kryminały panów czy pań? A, skan-, ze Skandynawii. Jakby to powiedzieć, całe życie mam dokładnie.
Bardzo podobają mi się panie, ale literaturę wolę pań, panów. Och! No, wiedziałem. Wiedziałem, że coś takiego usłyszę i dlatego się- ... w pewnym, w pewnym momencie aż chciałem, yy, wycofać pytanie, no ale trudno. Po prostu to jest, to jest zupełnie w ogóle inny świat.... Yy, i zupełnie inna poprzeczka. To w ogóle jest nieporównywalne według mnie. I będę się mógł z tobą teraz nie zgodzić. Będę się mógł, będę się mógł kobietom podlizać. No ja, ja nie znam, nie znam z historii nie tylko skandynawskiej, ale całej literatury światowej, czegokolwiek, co napisały kobiety lepiej od mężczyzn. No. Po pierwsze się z tobą nie zgadzam, bo jakiś czas temu omawialiśmy- Tak, tak. -omawialiśmy książkę, omawialiśmy książkę "Dziewczyna z pociągu"- Tak.
-i była napisana przez kobietę i była napisana świetnie! Nie. Ja sobie nie dam powiedzieć. Była świetnie napisana i ja nie wiem, jakby ją napisał mężczyzna. Na pewno napisałby ją inaczej, bo ta książka jest o kobiecie i o kobietach właściwie. I nie dam sobie powiedzieć. To jest świetna literatura. A teraz wracając do Skandynawek. Otóż ja ci powiem tak: ja, ja lubię na przykład, yy, książki, yy, Camilli? Camilli, Camilla Läckberg. Ja lubię te książki po prostu. To się dobrze czyta. I mówiąc szczerze, kiedy ty mówisz tam, że mężczyzna potrafi tę książkę lepiej napisać, no nie wierzę ci po prostu. Ja nawet nie wierzę, że ty to mówisz poważnie. Prowokujesz przez cały czas.
Podaj, podaj jeden, podaj jeden, jedną cechę, yy, w których, yy, która wyróżnia, yy, pisarstwo męskie od żeńskiego i która jest taką twardą, twardą cechą męskiej literatury. Wiem, jest taka cecha. Yy, próba czasu. Poczekajmy tysiąc lat.
Zobaczymy, co z tego zostanie. Za tysiąc lat nic nie zostanie z tego. Ale jeśli zostanie, to zostanie na pewno tylko męska literatura. No, ja nie wiem. Ja nie wiem. Nie wiem. Po kobietach zostają dzieci, po mężczyznach zostają, yy, no co? Same. Ja nie wiem, jakieś, jakieś odszkodowanie. Do Szwecji mnie nie wpuszczą. Kobiety mnie ukamienują gdzieś tam w międzyczasie. A mnie? A mnie... Wiesz co? No ty to już wiesz, co robisz. No narażasz się, ale ja tu jakoś dostanę rykoszetem. No przecież to jakiś dramat jest po prostu. Nie, kobiety wspaniale potrafią pisać. Nie, nie potrafią.
Ja, ja nie czytałem niczego, co by mnie irytowało, że tak powiem. Dobra, dobra, sam tego chciałeś. No. Znowu powtórzę, to się już zresztą powtarza. Ten wątek się powtarzał w naszej audycji, kiedy rozmawialiśmy o twojej, o twojej, yy, twórczości. I pamiętasz, co powiedziałem? Ursula Le Guin. Nie, to jedynie tak jak teraz myślę. Tylko jedynie Agatha Christie, ale ona nie, nie, nie zawierała w tych swoich- Ona była mężczyzną. Była mężczyzną. Tak, ja zdecydowanie.
Oczywiście. Ursula Le Guin niestety nie była mężczyzną i dlatego, yy, czasami coś tam wyszło, ale bardzo rzadko. Bardzo dobre książki pisała. Bardzo dobre i nudne, i w ogóle zajmujące się duperelami, jakimś, jakąś lingwistyką, jakimiś rzeczami zupełnie- Jaką lingwistyką? Przeczytaj sobie słowo "Las znaczy świat". No. No.
No tam można to przyjąć. Tak, ale, ale tak jak mówię, yy, poczekamy. Jeśli mówimy o fantastyce, jak żeśmy zahaczyli o Le, o Le Guin. Jest to pewna walizka, pewna walizka rzeczy napisanych przed pięćdziesięciu laty przez Fredrika Browna, Heinsteina, tam innych, innych, innych. Yy, jest tam Lem, jest, są tam Strugaccy.
Jest ta walizka. Ta walizka wybierze się samolotem, jakimś wehikułem czasu na, na ten... Na, na, na, yy, tysiąc lat do przodu i zobaczymy, co dojedzie na tamtą stację tego. Bardzo niewiele dojedzie. A i słuchaj.
I naprawdę. Wiesz co? Słuchaj, tak jak wiesz, wysyłali te całe, te, yy, Amerykanie wysyłali te całe tam jakieś tam te, jakieś tam takie bezwładnościowe, że tak powiem, atrapy statków kosmicznych, które lecą tam w przestrzeń i mają tam narysowaną kobitkę i faceta, że tak powiem. Jak one dolecą tam do obcych, to już na Ziemi nie będzie ani kobiety, ani mężczyzny, tylko będzie jednopłciowość dawno nie. No, ale w każdym razie tam jest, yy, lecą te takie tabliczki.
Gdybyśmy wysłali do cywilizacji obcej, trzeba by było się pochwalić jakąś kulturą, nie? Naszą ziemską. I mielibyśmy wybrać tak jak Noe wybierał po jednej sztuce z każdego gatunku. Ja się boję, co ty powiesz teraz. No to za przeproszeniem, ten, kto by wybierał z tej walizki science fiction, naprawdę bym nawet nie wspomniał o Ursuli Le Guin. Dobrze. I tak powiedzie-- i tak powiedziałeś, tak powiedziałeś łagodniej niż się spodziewałem, więc i tak odetchnąłem.
Odetchnąłem sobie. Bardzo wiele, nie? A, a z tego, co przetrwa, że tak powiem, no to tak wiesz, ta przyszłość mi się dziwnie, dziwnie jawi, bo, mm, tak ostatnio szedłem sobie po nocy po, po parku koło mnie, gdzie są takie tysiącletnie dęby wspaniałe i, yy, przez te jeszcze nieuliśnione gałęzie przeglądały niebo i sobie uświadomiłem, że wydawałoby się po tysiącu, po dwóch tysiącach lat chrześcijaństwa i tej całej kultury europejskiej, że my już mamy Księżyc w zasięgu ręki, Marsa i tak dalej, i w ogóle cały wszechświat tutaj przed nami otwarty.
Podobno nawet tam lecieliśmy. Tak, tak, ale tak sobie uświadomiłem, że to zupełnie jest pomyłka pojęć. To człowiek pierwotny był bliżej gwiazd. O wiele bliżej od człowieka współczesnego. Człowiek współczesny ma telewizor, internet, ma gacie, skarpetki, samochód i tak dalej. I Carrefoura czy jakiś tam inny, inną stajnię, gdzie można wszystko się zaopatrzyć. Przez tą watę, która go otacza-... Wszechświat ledwo prześwituje. Dla człowieka pierwotnego wszechświat był codziennie w zasięgu ręki.
Człowiek myślał, yy, o to, o wschodzie słońca, budził się ze słońcem, zasypiał ze słońcem. Myślał i wzdychał w porze do księżyca albo, albo był do księżyca i tak dalej. Wszechświat był bardzo tego, yy, wszechświat się wbrew pozorom od człowieka oddala coraz dalej. Ta wata cywilizacyjna, ta, ta fufajka, która na, którą cywilizacja nam, yy, w nas ubiera, jest coraz grubsza, coraz bardziej bezpieczna.
Żebyśmy się tam nie, broń Boże, nie potłukli o te skały na Księżycu. Jak Pilch to robił? Spokojnie, my się po prostu oddalamy, a jak się oddalimy dobrze, to w ogóle nam nie będzie potrzebne, yy, tam lecieć ani w ogóle, bo to nie będzie interesujące. W internecie, yy, tak jak już wspomniałem, grając w Cywilizację albo w mojego Fallouta, jest dużo ciekawiej niż na Księżycu. Powiem ci, coś w tym jest, bo większość mieszczuchów, takich zdeklarowanych- Tak. -yy, tak naprawdę nie wie, jak wygląda niebo w nocy. Tak. I później jadą gdzieś przez przypadek na wakacje i widzą, jak gdzieś daleko od miasta, jak zaczy, jak wygląda niebo. I są w ciężkim szoku, bo widzieli w swoim mieście nieliczne, lekko, ledwie pełgające gwiazdy, a tam całe niebo roziskrzone jest tymi punkcikami. No tak, już wspominaliśmy.
Nie, no dokładnie! W tej chwili jest opisywane, opisywane jako, jako przypadki normalne, czyli jest tak zwana głuch, wtórna głuchota. Głuchota, że człowiek na przykład z miasta nie słyszy absolutnie, yy, głosów ptactwa. Dlaczego? Dlatego, gdyż one nie istnieją w jego życiu codziennym. No nie ma w mieście, oczywiście. Po prostu następuje głuchota i już w ogóle nie słyszy tych dźwięków po prostu. Tak, ale człowiek w mieście w ogóle nie ma szans zobaczyć gwiazd także, bo wychodzi, to miasto jest tak rozświetlone, że tych gwiazd po prostu nie widać. Tak, ale właśnie tu dochodzimy do, do sedna ca- całej, yy, dzisiejszej audycji.
Szwedzi i Duńczycy jeszcze widzą gwiazdy. Jeszcze widzą. Jeszcze widzą. Ale nie ci w miastach. Również ci w miastach jeszcze. Tam, tam jednak ten klimat i jednak ta perspektywa, po prostu- No tak. -oni siedzą w tym takim dalekim rzędzie, że tak powiem, gdzie, gdzie nie mają tego Nowego Jorku.
Kurde, mają ten Sztokholm, ten Sztokholm to jest taka większa wioska europejska przecież. Yy, i, i ten- Nie, no na pewno mnie nie spuszczą do Szwecji. Na pewno mnie nie wpuszczą. No ten, tam jeszcze niebo cały czas funkcjonuje. Tam księżyc widać, yy, słońce widać i tak dalej. Yy, w Paryżu już tego prawie nie ma, ani, ani, ani, yy... Wiesz co, tak sobie, jak mówisz o tych gwiazdach i o tym nocnym niebie nad miastem, to sobie przypominam, takie było opowiadanie Isaaca Asimova „Nadejście nocy". Później to wspólnie, yy, wspólnie z Spielbergiem Asimov przerobił na powieść, ale tam też chodziło mniej więcej o to. Się toczyło na, na innej planecie niż Ziemia. Ale też chodziło o to, że, yy, była, była taka planeta, na której, yy, nigdy nie nastawała noc. A właściwie słowo nigdy jest nieadekwatne, bo właściwie raz na ileś tam tysięcy lat ta noc na krótko się pojawiała i wtedy, yy, mieszkańcy widzieli gwiazdy. Znowu nie będę opowiadał, nie będę opowiadał ani tej nowelki, ani książki, ale, yy, tak naprawdę zobaczenie nieba było dla nich szokiem. Jak dalekim, to jest inna sprawa i ta-tajemnica tej, tajemnica tej opowieści. Ale, yy, ja naprawdę widziałem już ludzi, którzy na widok nocnego nieba widzianego gdzieś daleko od miasta, popadali w rodzaj takiego osłupienia, że to tak może wygląda. Ale czy widzisz, to jak wspomniałeś o tych, o tych czwórce czy piątce ludzi, którzy siedziało i tylko patrzyło swoje, swoje tego... Jeśli ta sama czwórka, piątka spotyka się tylko i wyłącznie w jakimś supermarkecie przecież, a nie gdzie indziej, no bo, bo- Tam też sobie pyka na tych komórkach. Pyka. To ani nie ma kontaktu z sobą, ani nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym tak naprawdę. No i czy mój kolega nie miał racji, kiedy mówił- Po tysiącu lat naprawdę może być w szoku, tak? Jak, jak, jak nie wiem, partnerka zdejmie majtki albo wyjdzie na księ... i zobaczy księżyc. Po prostu nie, to będą takie same dwa szoki. Po prostu nie. Dobra, bez komentarza. Dla, dlatego... Ale, mm, co ja chciałem? Coś ja chciałem powiedzieć, bo, mm, jest, jest coś takiego, co właściwie podsumowuje tą całą, mm, tą, yy, inność tej literatury i tą odrębność tej skandynawskiej literatury, tego skandynawskiego filmu. I również dlaczego on jest popularny? Otóż on po prostu zachowując jakiś własny koloryt, jakiś własny charakter. I to dotyczy, yy, każdej, czy kobiet, czy mężczyzn również piszących. Po prostu ogólnie literatury. Zachowując jakiś swój charakter, przemawia jednak do, yy, społeczeństw bliskich kulturowo, yy, czyli europejskich, do Francuzów, do, do Amerykanów również, bo to jest, dopóki, że tak powiem, Meksyk ich nie, yy, zrówna z ziemią, to jednak to jest jeszcze kultura europejska. No i, i do Kanady czy do nas, do Polaków, bo jesteśmy jednak pewną wspólnotą kulturową. Ale tak jak ty mówisz o tym detektywie, który tam bredzi o swoich rzeczach, nie?
To wyobraź sobie, gdyby mi to jakiś Buszmen napisał powieść kryminalną i, yy, jakiś Zulus prze, miał swoje rozterki, yy, umysłowe i tak dalej. Yy, mogłyby być wspaniałe i świadczyć o ogromnej inteligencji tego Zulusa-... ale za przeproszeniem, czy jakiegoś tam, yy, Aborygena z Australii i tak dalej. Yy, i na pewno by świadczyły o ogromnej, yy, emocjonalności, yy, tego, natomiast do nas by nie przemówiły. Na naszym rynku by się po prostu nie sprzedawały, gdyż by nie było, nie byłoby, nie byłaby to karta z tej talii po prostu. Powiem ci, że zuluska literatura kryminalna to brzmi dumnie.
Tak! Brzmi dumnie. Jak ona będzie, to zapew-- bo zapewne będzie, nie? Ale będzie absolutnie- Ale będzie naprawdę zupełnie inna. Ale- Ale wtedy- Hermetyczna dla nas. Nie, wtedy już nie, bo wtedy już nas nie będzie i być może dla tych, którzy zajmą miejsce, będzie absolutnie. Przecież wiadomo, że przecież, yy, tak jak są prognozy, że za te pięćdziesiąt lat to prawdopodobnie, mm, trzy czwarte ludności będzie, yy, wyłącz-- na całej kuli ziemskiej, będzie wyłącznie z Afryki. Mm. Wyłącznie z Afryki po-pochodziła, nie? Czyli jak najbardziej zuluska literatura kryminalna w przyszłości będzie wszędzie czytana, również, yy, tam, yy, pod, pod Dunkierką i pod tymi wszystkimi innymi tam, yy, dalekopółnocnymi gwiazdami, gdzieś tam w Norwegii, szczególnie przy, mm, najdalej na, na północ wysuniętych peryferiach Europy.
Mm. Trochę, trochę, trochę mnie, trochę mnie zmartwiłeś, bo że już, już nie doczekam tej zuluskiej literatury kryminalnej. W związku z tym, w związku z tym, no, skupić się musimy na tej, na tej skandynawskiej. I powiem ci tak, że, yy, nie do końca, nie do końca jestem przekonany, yy, czy my w dzisiejszej audycji doszliśmy, doszliśmy do źródła tej popularności. Bo ja mam cały czas uczucie takiego niedosytu, że my sobie tak tutaj gadamy, gadamy, a to o księżycu, a to o gwiazdach, a to o Szwedkach i Szwedach, a to o ich różnych przypadłościach i dziwnościach. Ale tak naprawdę, gdybyśmy mieli podsumować dzisiejszą dyskusję, dzisiejszą rozmowę i powiedzieć, dlaczego właściwie lubimy czytać szwedzkie kryminały, no to- Dlatego ci powiedziałem, bo mamy pewną wspólnotę charakteru. Tak!
Natomiast, yy, czytając, czytamy pewną odrębność. Gdybyśmy my pisali takie same rzeczy, no to nigdy się nie pojawiła ciekawostka, yy, że tak powiem. Albo my wszyscy Francuzi i Polacy, tutaj Niemcy, gdybyśmy pisali taką literaturę, to by nigdy nie zaistniało zjawisko, yy, w Skandynawii. A tak zaistniało. Istnieje to zjawisko dla-dlatego, gdyż oni po-- zachowują jakiś swój własny charakter. Co prawda schyłkowo, ale jednak trzymają się tego charakteru i chwała im Bogu za to, za to, że to. Wiesz co, powiem ci tak, że ja nawet, yy, w chwili szaleństwa- Mm ... bo to przyznaję się, absolutnego szaleństwa, przeczytałem nawet książkę sensacyjną, a później zachęcony również kryminał autorki z Islandii. Tak. I po raz kolejny nie potrafię wymienić- Tak ... yy, nie potrafię wymówić tego nazwiska w ogóle. Ale znowu, powiem ci, nie wiem, czy to, czy to zasługa autorki, czy to zasługa tłumacza, ale to się nieźle czytało. To naprawdę się nieźle czytało.
Ja ci dam przykład. A czy pamiętasz mistrzostwa Europy z ubiegłego roku? Czy chyba coś takiego tam się działo. Tam było coś takiego samego. Cała Europa ze zdziwieniem szczęka wszystkim opadła, bo zobaczyli skandynawskie zjawisko na boiskach. No tak. Drużyna Islandii po prostu. No tak! Która wyglądała tak, jak tego każdy był: Bobo, Bobo, Russen jakiś, nie? Wszyscy byli, oni byli Skandynawami. Nie, nie- Ale jasne ... biegał tam żaden Zulus po boisku, tylko byli Skandynawami, którzy gra-gra, pisali, grali, nie pisali skandynawską, yy, kryminał, tylko grali skandynawską piłkę nożną i grali ją dobrze. I jak się cieszyli. I jak się cieszyli z tej piłki, nie? Tak jest.
A my? Myśmy byli zacho- zachwyceni, że ci Wikingowie potrafią nie tylko pisać kryminały, ale również grać w piłkę nożną. A przecież ilu ich tam w tej Islandii przecież jest? Boże mój, to jest jeszcze mniejsza od Sztokholmu przecież, nie? Wiesz co, ja nie bez przyczyny powiedziałem, yy, przed chwilą o tłumaczeniach- Tak ... bo, yy, to znowu wiem od ciebie, w związku z czym cię ciągnę za język. Wiem, że, yy, ty bardzo wiele książek, yy, skandynawskich, o, już nie powiedziałem, że szwedzkich- Tak ... nie powiedziałem. Yy, wiele książek skandynawskich odrzucasz po krótkim czytaniu, ponieważ, yy, nie wszystkich tłumaczy trawisz. Mm, nie, to nie kwestia... Ja nawet nie wiem, kto to tłumaczy, ale po prostu brakuje mi jednej rzeczy. Yy, mm, w każdym boomie, kiedy jakiś, jakaś, jakiś, yy, jakaś, jakaś tam, yy, pula, że tak powiem, literatury zaczyna być popularna i tak dalej, to nie tylko czytelnicy. Zanim się na to rzucą czytelnicy, no na to się rzucają tłumacze przecież, żeby z tego, yy- Zarobić ... zarobić po prostu na, na tego.
No i po prostu zarabiają. A niestety, mm, na tłumaczeniach, yy, dobrzy tłumacze niewiele zarobili na tłumaczeniach. Niewiele za-zarobił Aleks Szłączyński na tłumaczeniu Grishamsa. Ale ty mówisz o poprzedniej epoce. Tak. Teraz tłumacze nieźle zarabiają. No to, no to, to dobrze. Znam chwalebne przykłady. To dobrze, ale dobrze by było również, żeby w tym, w tym tłumaczeniu jednak szanowali materiał, który tłumaczą.
Natomiast, yy, ja mam taki, takie czasami wraże-wrażenie, że oni tłumacząc-... Nie szanują jednak tego autora, który tam napisał, który miał swój własny charakter i pisał swoim językiem. I tego nie należy przekładać na język polski, tylko należy wytłumaczyć Polakom, co autor chciał, jak chciał i tak dalej. Pie, takim językiem, oczywiście polskim i tak dalej.
Natomiast przełożyć to na język polski, ale nie, nie mechanicznie, że tak powiem, czyli nie używając tego lektora, yy, lektora, yy- Nie, Google, Tłumacza Google. Tłumacza Google. No bo chyba, yy, jednak wie-wie-wielu, wielu posługuje się chyba tym tłumaczeniem. Ale wiesz, to jest, wiesz co? Tłumaczenie to jest bardzo subiektywna sprawa, bo stary dowcip brzmi w ten sposób, że jak tłumaczenie jest piękne- Tak. To nie jest wierne. Tak, słusznie! Tak jak kobieta. Słusznie. A jak jest wierne- Słusznie. To nie jest piękne. To pięknie, to lepiej, żeby było piękne i niewierne niż no, yy, no.
No! Wiesz co? Ale dobrze, no powiem ci tak, yy. Ja się z tobą częściowo zgadzam, ale powiem ci, że dlaczego od początku dzisiejszej audycji mówię o tym, że to są po prostu nieźli pisarze? Ponieważ wystarczy wziąć, yy, jak ktoś mi nie wierzy, może zrobić taki eksperyment jeszcze dzisiaj. Jeżeli książki na przykład Mankella ma w domu. Proszę zobaczyć, jak się zaczynają te książki. To nie jest tak jak, yy, w kryminale anglosaskim, yy, amerykańskim czy, czy brytyjskim, czy jakimś, jakimś takim, takim bardzo, bardzo takim, yy, dynamicznym kraju. Nie zaczyna się dynamicznie, zaczyna się powoli. Yy, no, w tym twoim kryminale, który dzisiaj, który dzisiaj znalazłem na twojej, na, na, na, na, na twoim biurku.
Facet zaczyna od tego, że opisuje mgłę. Mhm. Jak ta mgła się skrada, jak się zbliża. No, gdzież jakiś Anglosas sobie tak rozpocząłby książkę? No, no mało jest takich przykładów. Tak jak już powiedziałem dzisiaj, dzisiaj w tym w Carrefourze widziałem niezłą laskę, nie? Wiesz, albo coś takiego. A sprzedawali świetna, świetna promocja na Pepsi Cole była. No i dobrze, i, i- To byłby świat. No i- Tam jeszcze nie jest taki świat. No i dlatego ja lubię skandynawskie. Znowu się nie pomyliłem. Tak. Skandynawskie kryminały. Lubię je po prostu. Ja też. Ja też lubię. Oby jak najdłużej tam jeszcze pisali, bo, bo co im zostało?
Tylko, że chcę zwrócić uwagę, że też, yy, oni piszą. Ale co oni mają innego do roboty? Nocy głowie. Za przeproszeniem, pracuje już w tej chwili za nich ktoś inny. Pracują za nich Polacy, pracują- Jeszcze Mogalicy. I tak dalej. Tak, tam, yy, do, do pracy to oni mają, mają ludność napływową i tak dalej. Czyli właściwie co oni mają do roboty? No. No. Dzieci już też nie chcą robić, więc właściwie mogą tylko pisać, nie? No to, no to piszą, nie? I dzięki temu jest tej literatury troszkę, nie? I będzie to świadectwo, że kiedyś, tak, kiedyś istniała taka biała rasa Berserków na Skandynawii, gdzieś tam i, i w Danii. No, ale co po nich zosta, tyle po nich zostanie. Legenda, nie?
Okej, myślę, że wszystko, co piękne, yy, to, yy, jakiś czas trwa, ale nie należy tego przedłużać w nieskończoność. Dlatego myślę, że, myślę, że dzisiejszą audycję o Skandynawii, skandynawskiej literaturze kryminalnej, yy, myślę, możemy powoli, powoli kończyć. Ja po, powiem to tak: to, żeś, że na pewno żeśmy nie doszli do istoty rzeczy, to chwała Bogu, bo gdybyśmy doszli- To nikt by już nie czytał. To nie, to po prostu nie. To znaczy, że, że jest recepta, że jest na to przepis, jak pisać w taki sposób, jak to oddawać i tak dalej. A skoro nie, żeśmy nie doszli, to znaczy, że tej recepty nie ma i tej recepty nie sprzedamy Amerykanom, ani nie kupią tego, yy, Japończycy, żeby wyprodukować u siebie.
Tylko zrobią to tylko i wyłącznie Szwedzi i Duńczycy u siebie, tam. Ale jeszcze jedną rzecz muszę powiedzieć. Wiesz co? Bo na początku tak przemknęliśmy po, yy, po tej trylogii, a właściwie już znaczy Stiega Larssona, a później właściwie dopisanej to już jest tetralogia, yy, czyli "Millenium", bo, bo się Antares trochę po niej przejechał. Słusznie zresztą. Mhm. Ja uważam, że jakby w pełni się podpisuję. Niemniej jednak jest to, yy, jeśli miałbym coś polecać, to, to poleciłbym tę książkę.
Pomijam jej objętość. Pewnie. Pomijam jej objętość, która jest po prostu monstrualna. Jeśli mógłbym coś dooo, doradzić, to żeby nie czytać wszystkich trzech tomów po kolei, bo organizm, yy, gdzieś w połowie drugiego tomu zaczyna odrzucać przeszczep i lepiej to sobie podzielić, przeczytać jeden tom, zrobić jakąś tam przerwę, taką chirur, chirurgiczno-kosmetyczną, później przeczytać drugi i tak dalej.
Ale, yy, znowu naprawdę, yy, po pierwsze Stieg Larsson umie pisać. Umiał pisać, przepraszam, umiał pisać. Po drugie, yy, w sensie takim czysto technicznym umiał, yy, dobrze ustawiać zdania, yy, w całej powieści. Ale Stieg Larsson umiał też, yy, knuć intrygę. Umiał. Robił to świetnie, a zważywszy, yy, na objętość jego książki, no to, ten, ten to się musiał naknuć trochę, żeby tę intrygę uknuć. To jest druga część, yy, dru-druga część mojej wypowiedzi.
No i trzecia. Naprawdę, yy, pominąwszy te lewicowe i prawicowe odchyły, to jednak jego bohaterowie, mm, żeńscy, to podkreślam, patrząc na ciebie, yy- ... przebijającym wzrokiem. Zarówno żeńscy, jak i męscy bohaterowie w tej, w tej, w tej tetralogii są po prostu interesujący.
To zresztą było widać w ekranizacjach. Tych ekranizacji też było kilka. Yy, znowu dodam złośliwie, że nie wszystkie udane. Proszę zgadnąć, które nie. Moim zdaniem. W każdym razie tych ekranizacji było kilka, yy, i to dobrze było widać w tych ekranizacjach, że postacie, które Stieg Lars, Stieg Lars, yy, Stieg stworzył, yy, po prostu były, były dobrze skonstruowane. To były niezłe postacie, dla mnie wiarygodne. I ja dlatego lubię, lubię ten cykl. Po prostu go lubię. Wiesz, ja, mm, tak jak, jak mówiłeś, że nie warto tam za jednym posiedzeniem łykać tam trzech tomów i tak dalej, to z całą pewnością jest, jest coś takiego, że, że tam w tej powieści można ugrzęznąć po prostu. Można. Nie? No i jest pytanie, czy, czy, czy, czy to jest wielkie, bardzo przyjemne ugrzęznąć w bagnie? Otóż jest to przyjemne. Bywa to, może to być przyjemne. Może.
Tak jak na przykład, kiedy z muchówką łowi się, szuka, szuka się na pstrąga. To się po prostu brnie, czasami po pachy w bagnie, brzegiem rzeki i tak dalej. I szuka się tego pstrąga. I wtedy to brnie, grzęźnięcie w bagnie ma sens. Ma, yy, jest ciężkie. Ciężko się idzie, tak jak się idzie przez tą powieść, yy, skandynawską naprawdę się ciągnie, idziesz jak przez bagno. Ale! Ale ten pstrąg i ta muchówka to jest kawałek sportu. To jest przyjemne. To może być przyjemne, bo naprawdę na końcu można tego pstrąga złowić. Jeśli, jeśli się, się dobrze tego... Także warto. Warto czasami również pobrodzić w takim tym. Ja to, yy, zrobiłem z przyjemnością w pierwszym tomie, a na drugi czekam. No, na drugi, drugi tom to ci mogę przynieść. Nie, na ochotę, ochotę.
Na ochotę czekasz. Rozumiem. No i cóż, powiem jeszcze tylko jedną rzecz, że w najbliższym, yy, w najbliższą niedzielę nasi koledzy z debat ufologicznych będą omawiali, z tego, co mi wiadomo, sprawę Księżyca. Ja pewną historię o Księżycu mam przygotowaną, ale zaczekam, ee, na następną audycję, bo jakbym zaczął teraz o tym Księżycu opowiadać, to ho, ho! By trochę minęło czasu. Zresztą znaczną historię, bo, ym, ona była udziałem nas, nas dwóch, a w dodatku byliśmy jej bohaterami. Według człowieka, który nam opowiadał historię księżycową. Nie wiem, czy sobie przypominasz. Nie. No, człowiek z Krakowa. Aha! Tak?
No dobra historia, prawda? Dobra historia. Opowiemy, opowiemy tę historię, ale to może po tej, po audycji właśnie o Księżycu. My też mamy au, mamy, yy, taką poszlakę przynajmniej na to, że Księżyc, ee, nie jest obiektem naturalnym. Przynajmniej taki przekaz dostaliśmy. Nie, nie, naprawdę, naprawdę. Nie, jeszcze tu nic nie zażywamy, nic nie wciągamy.
Natomiast ciekawą historię po prostu usłyszeliśmy i myślę, że warto, warto naszych słuchaczy z nią zapoznać. Niemniej- Czyżby to był temat kolejnego Bibliotekarium? Nie, to nie będzie temat, yy, następnego Bibliotekarium. Yy, zaraz powiem o temacie. Natomiast ta historia księżycowa, ona, yy... Powiem tak: dobrze, najpierw temat następnego Bibliotekarium, a później nawiązanie do historii księżycowej. Ee, chcemy, aby następny, yy, następne Bibliotekarium było zrobione w podobnej formule jak to dzisiejsze. Czyli nie będziemy rozmawiać o bardzo konkretnej książce, ale wskażemy kilka. Chcemy w ogóle porozmawiać o literaturze historycznej i w tym momencie kilku ludzi przy odbiornikach umarło. Ja sobie zdaję sprawę, że nie ma nic nudniejszego niż literatura historyczna.
No, nie jest tak źle. Nie będziemy, nie będziemy polecać, yy, „Potopu”, chociaż jeżeli ktoś ma ochotę, to może przeczytać. Natomiast my postanowiliśmy się zająć taką, ee, literaturą, yy, niby historyczną, ale sięgającą również po inne wątki. I tu przykładem niezłym jest twórczość, yy, naszego ziomala polskiego, czyli Jacka Komudy. On znany jest z tego, że ostatnio, yy, wypuścił książkę pod tytułem „Hubal”, za którą dostał tyle samo pochwał, co cięgów. Ale książkę „Hubal”... Owszem, to, to też wchodzi jakby w zakres. Natomiast my mamy, yy, mieliśmy początkowo na myśli jednak książki, które sięgają nieco głębiej.
Jacek Komuda to jest człowiek zafascynowany Polską szlachecką, no tak to określmy. O, tak, sam jakby próbuje czasami żyć nieco jak szlachcic, o czym- Buduje dworek i jeździ na koniu. Buduje dworek i jeździ na koniu. I, a poza tym w tej swojej literaturze historycznej, bo to jest jednak częściowo, przynajmniej częściowo, literatura historyczna, wrzuca co jakiś czas takie wątki, no, nie, nie do końca historyczne.
Trochę tam jest takiej fantastyki. Hm, ja się zastanawiam, jak to powiedzieć. Niespodziewanie sensacja jest tam właściwie- To jest taka, tej fantasy jest wrzucone sporo, ale jednak dzieje się to, dzieje się to- W realiach ... W realiach jak najbardziej tej Rzeczpospolitej. Ale mamy też innych autorów, yy, polskich autorów, na przykład, yy, autor, yy, autor porównywany, o nim, o nim w następnym odcinku, żeby nie mieszać naszym słuchaczom w głowie. Ale też jest, mamy na przykład polskiego autora, którego twórczość porównywana jest, yy, do „Gry o tron”. Ja sobie zdaję sprawę, że to jest chwyt, chwyt marketingowy wydawnictwa, niemniej jednak po lekturze, yy, książek, boha-- yy, i bohatera, który został stworzony, bohaterem jest, ee, mag.
Właściwie taki, taki, taki rodzaj czarownika. Muszę przyznać, że, że, że-... To jest książka, no, która może nie jest polski, polską "Grą o tron", ale, ale jest interesująca. No i chc- będziemy, będziemy- Pytanie, no Mike czasem nie jest bohaterem ostatnio jakiejś gry komputerowej? Nie, akurat z tego wiem co nie, to nie. Ale, ale, ale literatura, literatura autora z Łodzi, zostawię jeszcze to nazwisko w tajem, w tajemnicy, jest, yy, jest naprawdę, jest naprawdę interes- interesująca i, yy, myślę taka, taka, mm, bardzo, bardzo historyczna, a jednocześnie uciekająca, uciekająca od, yy, uciekająca od historii. Yy, no zresztą Sapkowski po "Wiedźminie" również stworzył, yy, stworzył trylogię husycką, która, yy, ja się nieźle bawiłem. Ja się nieźle bawiłem przy tej, przy tej książce. Podsumowując, yy, chcemy porozmawiać o literaturze historycznej, ale nie tej, która, która wywla, wywraca ludziom flaki na drugą stronę, bo tak się przy niej nudzą. Tylko właśnie o tej literaturze historycznej, która jest, yy, dostosowana do naszych czasów, do naszej wrażliwości, do naszego, do naszej potrzeby czytania. Trochę innej już chyba niż te, te... Kto dzisiaj, no kto dzisiaj czyta Kraszewskiego? No, no kto dzisiaj to czyta? Ja się nie dziwię wcale. Wcale się nie dziwię, że to nie jest już czytane. Myślę, że ta literatura bardziej pasuje do naszych czasów. A teraz, yy, wspomniałem o księżycu.
No, ta historia, którą przytoczymy, ona się również, yy, ona się również wiąże z historią. To jest, yy, to jest wyjaśnienie, które uzyskaliśmy od naszego, yy, naszego korespondenta z Krakowa. Wyjaśnienie, jak to się stało, że księżyc na naszym niebie się pojawił. A żeby jeszcze, yy, wrzucić w to wszystko wątki nieco paranoiczne, to odpowiem: yy, i jaki udział w tym wszystkim miał Wiktor Żwikiewicz?
Tak. No to myślę, że już zabrzmiało odpowiednio, yy, tak psychodelicznie. Yy, w związku z tym, yy, ja, yy, dopełniając jeszcze tylko obowiązku narzuconego przez wydawcę, powtórzę, że konkurs, w którym nagrodą, yy, było "Metro dwa tysiące trzydzieści pięć", książka, a, yy, jego laureatami, yy, zostali, yy, Bruno i Ajek, z którymi wydawca skontaktuje się, yy, z tego, co wiem, w poniedziałek. No i cóż, myślę, że to na dzisiaj wszystko.
Bardzo dziękujemy za wysłuchanie, za cierpliwość. Zapraszamy na, yy, Bibliotekarium za dwa tygodnie. I przypomnę, rozmawiamy o współczesnej, myślę, tej ciekawej literaturze historycznej. Jeszcze raz dobranoc wszystkim.
Dobranoc i do, do usłyszenia, o ile wrócimy z tej Szwecji. Spokojnie, o to się nie martwcie. Wrócicie cali i zdrowi. A mówili to gospodarze Bibliotekarium: Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dzięki jeszcze raz, panowie.
Dziękujemy. Bardzo, bardzo dziękujemy za cierpliwość. A audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", Radio Paranormalium - paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnym Bibliotekarium już za dwa tygodnie.