Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Jak co drugi piątek już teraz rozpoczynamy kolejny odcinek audycji Bibliotekarium. Audycja szczególnie polecana wszelakiego rodzaju molom książkowym, ale nie tylko.
Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a dzisiaj po drugiej stronie Google Hangouts są z nami Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz, gospodarze Bibliotekarium. Witajcie panowie. Dobry wieczór. Witamy gorąco, chociaż zimno jak cholera, no. No, u was nie jest tak zimno znowu.
Tutaj aż śnieg spadł w Katowicach. No, myśmy już śniegu dawno nie widzieli, tak, z czego jakoś specjalnie nie żałujemy. No to fajnie macie. Zanim przejdziemy do tematu głównego, właściwie dzisiaj mamy jakiś temat, panowie? Mamy, mamy! Historyczny. Powieść historyczna. Tak, ale w takim, w takim wydaniu nieco nowocześniejszym. Ale o tym za chwil..., o tym za chwilę, w jakim wydaniu. A więc do tematu głównego przejdziemy już za chwilę, ale tradycyjnie już na początku podam kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejsza audycja jest realizowana w całości na żywo. Będzie można dzwonić po godzinie dwudziestej pierwszej, ale pisać można już teraz. Nasz numer telefonu: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Numer komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. SMS-a oczywiście również odbieramy.
Skype: radio.paranormalium.pl. Numer Gadugadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Halo, Bydgoszcz? No to halo, halo! Zanim zaczniemy mówić o dzisiejszym temacie, czyli o literaturze, literaturze historycznej, to źle brzmi strasznie. To jest literatura historyczna. Brzmi poważnie.
Bardzo, bardzo poważnie, a nie o to w gruncie rzeczy chodzi. Zanim w ogóle zaczniemy mówić o literaturze i o czymś, co jest inspirowane historią, to nie mogę się powstrzymać, żeby nie zapytać ciebie, Wiktorze, czy historię się w ogóle da lubić?
O! Czy można? Jak tak kombinuję, to dziwnie się składa, że akurat w polskim narzeczu wśród europejskich języków, yy, słowo „historia" jest rodzaju żeńskiego. No więc można nie tylko lubić, ale czy można kochać historię? Ja pamiętam, jak, yy, poszedłem, nie wiem po co... No, właściwie wiem po co. Żeby się czegoś sensownego nauczyć, do technikum geodezyjnego. To była strasznie ostra szkoła w Bydgoszczy, z cholernie wysokim poziomem matematycznym. Dostałem się tam wyłącznie jako laureat olimpiady matematycznej do tej szkoły. No i była pierwsza klasa. Temat taki jak historia nie istniał. No, była jakaś taka lekcja.
Absolutnie tego nie pamiętam i w ogóle nikt tego nie pamięta z-zapewne z naszej klasy. No, tak się skończył rok. Oblałem, o, zły wspomnień. Musiałem powtarzać. Natomiast szybciutko, w następnym roku pojawiła się też historia. Otworzyły się drzwi do klasy i weszła pani od historii. My God! To było coś niesamowitee. Cała klasa jęknęła. Pamiętam, bo dziewczyna była, no, jak na dzisiejsze wymogi, to dziewczyna, bo mogła mieć zaraz po studiach dwadzieścia jeden, wtedy dwadzieścia dwa lata. Była czarnowłosa, śniadoskóra, zupełnie nie słowiańskiej urody. Tylko, no tak, ale skoro tutaj kiedyś na tych terenach rządził Attyla i Hunowie, to czemu nie miałaby być taka ciemnoskóra bardziej? No, była to pani, pani od historii się taka pojawiła.
Cała klasa jęknęła. Oczywiście tam ta męska, czyli cała, bo u nas były tylko dwie dziewczyny w klasie. No i, no i- I wtedy zakochałeś historię. Wszyscy pokochali historię. Cała klasa. Nagle ten temat stał się ważny.
W ogóle zaczęło się o tym mówić, co ona powiedziała i o czym mówiła, jakie książki polecała, co, o czym żeśmy w ogóle mówili? Wychodziliśmy na przerwie, dyskutowaliśmy o czym? O historii. Zakochaliśmy się w historii. Od tego momentu to była wielka moja miłość, historia. Poleciałem do domu, opowiadałem mamie i tacie wszystkie rzeczy, które się dowiedziałem od pani od historii. A to była taka sobie wsiura, młoda laska po studiach zaraz. No, ale była piękna.
Wystarczy coś takiego, żeby pokochać, no. No, powiem ci, że motywację miałeś taką troszkę przyziemną, jeśli chodzi o zgłębianie historii. Ale każdy, każdy, właściwie każda motywacja jest dobra. Ja powiem jednak coś takiego, że to niestety jest chyba tak, że to mogłeś mieć odrobinę szczęścia, a właściwie byłeś po obu stronach barykady. To znaczy na początku historii nie lubiłeś, nie chciałeś i w ogóle nie zauważałeś, a na skutek-... cudownego zbiegu okoliczności nagle historię pokochałeś. Ale chyba się zgodzisz z tym, że w sporej części, w sporej części przypadków jest tak, że nauczyciele w szkołach, bez względu na, na poziom tej szkoły, a oraz na stopień tej szkoły, czy to jest szkoła podstawowa, czy to jest w tej chwili gimnazjum, czy, czy, czy jakaś szkoła średnia, jakieś liceum, czy też technikum. Ee, bardzo niewielu nauczycieli potrafi o historii... czy w ogóle historię wykładać czy uczyć historii. Bardzo często za moich czasów to było tak, że przychodziła pani, no, na przykład pani od matematyki, której brakowało godzin do etatu i wykładała, wykładała historię. Wykładała ją trochę w sposób matematyczny albo kazała czytać z podręcznika i później przepytywała, cośmy tam przeczytali. No więc nic bardziej nudnego uczniowi się nie może zdarzyć. No, było tak, że w podstawówce ja, ee, historię kojarzyłem z czymś absolutnie nudnym i z czymś, z czymś w ogóle zęby bolały od tego. I to ta historia o matematyczce wykładającej historię nie jest wyssana z palca, bo coś takiego, coś takiego przeżyłem. Później wyda-wydawać by się mogło, że było lepiej, bo, yy, w kolejnej klasie historię wykładała mi pani od języka polskiego. Powiem ci, że jakość jakby nieznacznie tylko się poprawiła. W dalszym ciągu było to przeraźliwie nudne. Po prostu przeraźliwie.
A... No, ale dobrze. Z pełną nadzieją skończyłem ósmą klasę i poszedłem do liceum. Z takim jakimś wewnętrznym przekonaniem, że jak już teraz będę w średniej szkole, to już, to już wszystko będzie wspania- bardziej wspaniałe. No, będzie cudowne po prostu. Ja ci wchodzę na lekcję historii, a tam siedzi... Nie będę wypominał pani wieku, ale niemniej wspomnę, że pani już takich, takich balzakowskich i kształtów, i lat, i latach. Ah! No i cóż?
I co pani powiedziała na dzień dobry? Żebyśmy otworzyli książki, przeczytali lekcję i później ona nas z tego przepyta. No, powiem ci, że poczucie, poczucie tego, że, że jestem w jakimś, yy, w jakimś matriksie albo w jakimś takim powtarzającym się, no, to jest po prostu było coś strasznego. I tak miałem przez całą pierwszą klasę. Później pojawiła się, później nastąpiła zmiana, ale nie była to zmiana na lepsze, niestety, ee, bo zaczęła nam w pewnym momencie uczyć nas historii pani wicedyrektor. No, to już no, powiedzmy, szlachectwo zobowiązuje. No, niestety, tym razem też nie zobowiązywało, bo historia była chyba jesz- chyba... z panią wicedyrektor to chyba była najnudniejsza historia w ogóle, jaką miałem. Naprawdę ziew, ziew, który przeżywałem na każdej lekcji, był przeraźliwy. Chyba nadużywam słowa „przeraźliwy", ale w ogóle to było przeraźliwe.
Mam złe wspomnienia i powiem ci, że ja też miałem taki epizod, że to widać, to tak, to tak już jest, że ja też w swoim czasie w szkole średniej byłem, oblałem jedną klasę. To może to nie była historia, tylko histeria? To znaczy ja już dostawałem histerii na tej historii.
To się tak zgadza, że czasami, ale szczęśliwie bądź nieszczęśliwie, to w zależności od tego, jak będziemy interpretować historię. Aaa, oblałem, oblałem jedną klasę i stał się cud. Do klasy wszedł na początku roku facet. Nie wiem, czy to chodzi o płeć, ale w każdym razie stanął i zaczął opowiadać historię. I powiem ci, że nie wiedziałem, nie wiem, kiedy się lekcja skończyła.
Chciałem, żeby trwała jeszcze dłużej, żeby jeszcze przedłużył, żeby jeszcze na przerwie gadał. To, to był moment, kiedy to był po prostu właściwy facet na właściwym miejscu. On nie tylko rozumiał historię, nie tylko umiał o niej opowiadać, ale robił to z pasją. To był człowiek, który właściwie wszystkich, tak podobnie jak u ciebie, wszystkich w klasie, yy, nawet tych, którzy specjalnie jakby nie przepadali za historią albo nie, jakby nie, nie widzieli w niej nic ciekawego, nawet później, kiedy on już był, nie widzieli w niej nic ciekawego, to mimo wszystko na jego lekcjach czasami dało się złapać jakiegoś ucznia na tym, że siedzi wręcz z rozdziawioną, z rozdziawioną japą i słucha tego, co ten facet mówi. Bo ten facet miał jakiś taki dar opowiadania o historii. I myślę, że o to tak naprawdę, o to tak naprawdę w nauczaniu, w nauczaniu historii chodzi i o tym... jakby to decyduje, czy ktoś historię pokocha, czy, yy, nie, czy, czy nie pokocha. Tu już są pytania na czacie, ale o tych pytaniach to za chwilę. Tak, ale widzisz, to jak mówisz o historii. Jak mówimy w tej chwili o historii, to dotyczy w ogóle, yy, nauczania wszystkiego. O wszystkim można mówić z pasją, o wszystkim.
Nie ma takiego przedmiotu, nie ma! Dokładnie. Nawet o heblowaniu desek można mówić naprawdę z ogromną pasją i można się w tym momencie dowiadywać nieprawdopodobnie ciekawych rzeczy, yy, w tym temacie. Natomiast, yy, na co chcę zwrócić uwagę? Że o ile o wszystkim może wykładowca mówić albo z pasją móc zainteresować, o tyle historia się do tego nadaje jak najbardziej z wszystkich możliwych nauk.
Historia jest zbior- zbiorem wszystkich anegdot, które zdarzyły się, yy, w trakcie rozwoju naszej cywilizacji. Różnych dziwnych rzeczy, nieprawdopodobnych zupełnie, yy, historii. I jeśli zaczynamy młodym, yy, umysłom zaszczepiać nie daty, nie kolej rzeczy, jak to tam było i co z tego wynika, nie ekonomię dziejów i ta, i tego, tylko zaczynamy od anegdot, które po prostu...
Zaczynamy od pięknych postaw, od bohaterów. Boże mój, yy, Boże! No, dzisiaj, jak ja byłem tam jeszcze w miarę w młodym wieku, to pojawił się taki film jak-... Yy, ze Schwarzeneggerem. Uwielbiałem go. Yy, ten, jak to się nazywało, Marek? Ale co on tam robił?
Ten pierwszy, co machał mieczem po prostu. A, Conan! Conan. Conan Barbarzyńca. Cudowny, genialny, wspaniały film i tak dalej. Nie wiem, czy wiesz, ale zdołano już nakręcić remake tego filmu. Tak? No to- ... Byłbym zainteresowany. Ale, ale Schwarzenegger już- Nie, nie, to nie ze Schwarzeneggerem. Nie tego. No tak, ale można dzisiaj zrobić i mieć jego, nie? Natomiast dlaczego mówię? Otóż po prostu...
Tak, ale to jest, to jest amerykańska historia ot, tak sobie tam w filmie doczyta. Natomiast jak się na historii na przykład zacznie opowiadać po prostu dzieje Spartakusa albo historię, nie wiem, Hannibala, wyprawy Hannibala na Rzym i tak dalej, to są tak nieprawdopodobnie ciekawe bajeczki, bajki zupełnie, tak fascynujące rzeczy, że, że po prostu każdy będzie każdym siedział z rozdziawioną jamą. Ale nieprawda. Nie do końca, bo powiem ci tak, że przywołałeś tutaj film Conan Barbarzyńca ze Schwarzeneggerem. No. Otóż to był film z piękną muzyką, pięknie rozegrany- Tak. -z pięknym scenariuszem, no w ogóle był dopracowany. Ja nie, nie będę się zachwycał, że był cudowny. Był niezły, po prostu był niezły. Ale na, na fali tego zachwytu inny reżyser już postanowił, yy, zrobić drugą część i nakręcić, nakręcić, nakręcono też ze Schwarzeneggerem Conana Niszczyciela. Tak.
I to jest film, pomimo że, yy, wystąpi, wystąpiła tam jeszcze, yy, w pewnej roli piosenkarka, bodajże Grace Jones, o ile dobrze pamiętam, to, yy, ten film nie umywał się do pierwszej części, a zatem historię i to potencjalnie ciekawą, można opowiedzieć w sposób taki, jak była opowiedziana w pierwszym filmie, ale można też całą historię niestety skopać. No można. No można. Ja to kiedyś- Nie wystarczy opowiadać historię. Marku, ja tą kiedyś, yy, ten temat kiedyś rozwinę, ale chcę zauważyć, że pierwszą część tak naprawdę w kinie amerykańskim zrobiła Europa, a drugą część zrobiła Ameryka. Dobra, to poczekamy na rozwinięcie. Ja powiem co, wiesz co? No, no muszę przeczytać to pytanie, no bo sam jestem ciekawy. O, pytanie Szydercy brzmi w ten sposób, yy, przeczytam z czatu: "Pytanie do Wiktora Żółkiewicza.
Jaki wpływ na Twoją twórczość miała pani od historii?" O, rzadko to się zdarza, kiedy Wiktor czuje się zaskoczony. A! Jezu, Maryja. Tak, tak się w tej chwili zastanawiam, ale po prostu w momencie, kiedy ja zaskoczyłem, zainteresowałem się, yy, zaczęła mnie pasjonować historia jako taka, czyli opowiadanie dziejów pewnych, opowiadanie pewnych zdarzeń. Yy, to chyba są moje korzenia. Yy, od tego momentu ja zacząłem czytać po prostu nieobłędnie książki. Yy, a później, kiedy już właściwie przeczytałem wszystko, co było wtedy dostępne, no to nie miałem co czytać i zacząłem pisać. I zacząłeś pisać, no wiadomo. Żeby zapełnić tą dziurę, nie? Okej. No. Zanim... Powiem tak, zanim przejdziemy już do konkretnych dzieł, o których wspominaliśmy i o które też, o których też pisali nasi czytelnicy, bo też, też nawiążemy do tego, co, co pisali, yy, w takiej korespondencji do nas, to muszę powiedzieć jeszcze o jednej rzeczy, której, którą dzisiaj usłyszałem. Yy, filozofowie rozmawiali na temat historii, a właściwie, właściwie to było, to było takie spotkanie, spotkanie Towarzystwa Filozoficznego i tam powiedziano niezwykle ciekawą rzecz o Heideggerze, o jego rozumieniu historii. Ale ja nie po to mówię to, żeby, żeby popisać się, że coś o Heideggerze wiem, bo to tak jest, że jak ktoś nie wie, co powiedzieć, to o Heideggerze coś mówi. Natomiast rzeczywiście rzecz wiąże się z historią. Otóż, yy, Heidegger w takich swoich zapiskach, yy, on te dzienniki, takie prywatne dzienniki filozoficzne zaczął sporządzać w latach trzydziestych.
Skończył pięć lat przed śmiercią, gdzieś na początku lat siedemdziesiątych. Więc tych tomów, tych zeszytów, tak zwanych czarnych zeszytów, zebrało się trochę. Yy, coś ponad setka, o ile dobrze pamiętam. Zresztą, jakby w tej chwili nie do końca czy jesz- numeracja nieważna. Dużo ich w każdym bądź razie było. Otóż Heidegger w tych, yy, w tych zeszytach wspomina o czymś takim, że historia - i tutaj troszeczkę, troszeczkę na, na mące- że historia to jest coś paskudnego, że fascynujące są dzieje. I jak on to rozróżnia? Mówi, że historia to jest to, jak dana epoka, jak my dzisiaj, jak nasi poprzednicy, jak postrzegają dzieje.
To jest rozpatrywanie zawsze z naszego czasu, patrzenie na dzieje. I że historia tak zdefiniowana przez Heideggera, jest w gruncie rzeczy czymś nieprawdziwym, czymś paskudnym, czymś, co nic nie opisuje, jakby jest takim elementem ideologii. Z naszego, z naszej pozycji ważymy, mierzymy, yy, poddajemy statystyce, poddajemy naszemu osądowi, naszej filozofii, naszemu rozumieniu to, co zdarzyło się kiedyś. A tym, co może fascynować, są dzieje. To dzieje są tym, co, co bardzo często mówiąc historia, tak naprawdę mamy na myśli dzieje, a nie historię. Tam, gdzie jacyś, yy, nudni albo mniej nudni ludzie coś skrobią i analizują, tam- Interpretują. Interpretują. A i co tam w danej ustawie albo w danym dekrecie, albo w danym ukazie jakiś tam kiedyś, czy to wcześniej, czy to ostatnio polityk, czy wcześniej jakiś władca coś tam zarządził.
Jakie to miało wpływ statystyczne na zbiory z hektara? No, nie wiem, czy wtedy może hektarów nie było. W każdym razie no, jakiś tam-... To jest potwornie nudne! To jest, to jest właśnie to, co, od czego bolą zęby. A ciekawe są dzieje. Zwróć uwagę, że to bardzo wiąże się z tematem Bibliotekarium głównym. Otóż podobnie jest yy z tym, co my tutaj robimy.
My robimy coś w rodzaju historii. Jak recenzenci albo interpretatorzy analizujemy jakieś książki i tak dalej i robimy rzecz straszliwie nudną. Staramy się nie nudzić, nie? No, ale to jest właśnie... ważne są książki.
Tak naprawdę w książkach jest, są dzieje. Tak samo jak, jak tego. To jest odróżnienie: recenzje i książka oraz historia i dzieje. Tak. Coś jeszcze muszę powiedzieć na temat, na temat czatu, bo o trzydzieści pięć powiedział, napisał właściwie, że polecieliśmy po bandzie, mówiąc o, o Konanie jako o filmie historycznym. Ja się nie do końca zgadzam.
Znaczy zgadzam i nie zgadzam, bo to jest taka moja rola, żebym się zgadzał i nie zgadzał jednocześnie. Chodzi o coś takiego, że my w gruncie rzeczy dzisiaj będziemy mówić o takich, takiej powieści historycznej, trochę zabarwionej mm fantazją, fantastyką, czymś takim niesamowitym. Ale o tym za chwilę, no bo to, to zestaw lektur. Zestaw lektur, który, który przygotowaliśmy, on będzie o tym świadczył. A jeśli już bym miał bronić tej, tej historyczności, no to gdzieś tam na początku czy to książek, czy to filmu, jest mowa o tym, że przed dwunastoma tysiącami lat, jak była ta Hiperboreja i tak dalej, i tak dalej. Nie, no, śmieję się. Tak naprawdę yy rzeczywiście trudno posądzać, posądzać film, film o Konanie, że jest historyczny. Niemniej to są te klimaty, to są te klimaty, które, które z historią w jakiś sposób się chyba jednak kojarzą. Ja, ja chciałbym koniecznie tutaj sprowadzić troszeczkę na ziemię tych, którzy bardzo yy, no bardzo poważnie traktują temat słowo historia i- Albo dzieje. Albo...
Nie, ja mówię o historii. O, ja! Rzeczywiście, rzeczywiście czym jest? I dam przykład. Ja chyba to kiedyś mówiłem. Nie pamiętam, czy tobie, Marku, opowiadałem, czy tutaj przy Bibliotekarium, ale ja to powtórzę słowo w słowo, bo to jest ważna rzecz. Otóż jak, jak jest historia postrzegana we współczesnym świecie, może zaświadczyć yy takie oto zdarzenie. Otóż jeden z moich yy przyjaciół, profesor filozofii, wykładający od, od, od Nowego Jorku po Harvard, od po Oxford, że tak powiem, tu i tam jeżdżący i tak dalej. Pojechał kiedyś na wykłady do Stanów Zjednoczonych.
Zamieszkał tam. Musiał przemieszkać tam dwa lata, yy ale pojechał oczywiście z rodziną, yy z córeczką, która była, szła do drugiej klasy szkoły podstawowej, więc była wyrwana ze środowiska totalnie. No i tego, no i musiała pójść tam do szkoły, nie? No, poszli do szkoły. On tam wykładał swoją wielką filozofię na, na jakimś uniwersytecie w Iowa chyba. Yy, zona pracowała gdzieś tam, a córeczka chodziła do szkoły.
Po jakimś czasie, po dłuższym czasie, bo facet nie miał kontaktu wielkiego z rodziną, tam na tego. Zona mówi: „Słuchaj, weź porozmawiaj z dzieckiem, bo coś się dzieje strasznego, nie?". On mówi: „Co się dzieje strasznego?".
„Ty zobacz, czego oni ich uczą". A on pyta: „A czego?". „No zobacz, co ich uczą na lekcjach historii". No i pan profesor filozofii usiadł z tym dzieckiem na kolanie, z tą swoją córeczką i mówi: „Powiedz, córuchna, co tam było na lekcji?" i tak dalej. Na co córeczka z pasją ogromną zaczęła opowiadać tatusiowi historię. Dokładnie historię, Marku, historię świata. A jak się historia świata zaczyna? Otóż historia świata. W historii świata nie ma starożytnej Grecji, nie ma Babilonu, nie ma w ogóle Chińskiego Muru. Nie ma nic! Jest Sam Hopkins, który przyjechał do plemienia Sosonów. Usiadł przy ognisku z wodzem i pohandlował. No i teraz dziecko ma, musi się nauczyć na pamięć i mówi tatusiowi, że właśnie Sam Hopkins kupił ziemię od Sosonów. No i na lekcji to jest bardzo ważne, za co kupił? Za siedem strzelb. I od tego się zaczyna historia świata.
Od, od tego to się dzieci uczy. Teraz, potem Sam Hopkins pojechał do następnego plemienia, kupił coś następnego, kupił następny kawałek ziemi. Co robi Sam Hopkins? Sam Hopkins robi dokładnie to, to samo, co dzisiaj robi się wspaniałe filmy o Lincolnie czy o Washingtonie. A kim był prezydent Stanów Zjednoczonych, Washington? To był główny księgowy, który za bezcen kupował ziemie od Indian.
Zwykły facet, który bardzo sprytnie, za tak zwane koraliki, czyli za, za, za grosze, za jakieś centy skupywał ziemię i nazywał kolejny stan, kolejny stan. Tak rosła Ameryka. Kupowana yy za darmo, żeby nie walczyć i, i nie ginąć niepotrzebnie. To Washington po prostu kupował ziemie. No i tak, tak się tego. I tak się zaczęła historia.
Z punktu widzenia tej dziewczynki w Iowa, uczącej się historii, to był Sam Hopkins, ale z punktu widzenia całego narodu amerykańskiego historia się zaczęła od Washingtona, wielkiego filozofa i myśliciela, i polityka, i tak dalej, który miał wizję wszystkiego i, i stworzył Stany Zjednoczone, nie? I teraz my, patrząc tutaj z punktu yy w Europie na historię, widzimy jakieś wielkie poplątanie. O, że Portugalczycy płyną do Indii.... jacyś Samo, Samoa pływają po, po tej Polinezji. Różne rzeczy się dziwne dzieją. Szwedzi, Wikingowie, tutaj bara bara.
No, można, można na mogli. A z punktu widzenia współczesnej Ameryki historia zaczyna się od nich. To jest ich historia, ale również za rok, za dwa to już będzie historia całego świata, gdy Ameryka narzuci swoją historię reszcie świata. No także my nie patrzmy na ten relatywizm w historii. Yy, jest straszny, jest okrutny, jest potworny po prostu! Mm, ach, zresztą jak się mówi o historiach, to, a szkoda mówić. Będziemy do, będziemy do tego wracać.
Miałeś... Słowo historia to jest również słowo historyjka. Miałeś kiedyś historyjkę jakąś do opowiedzenia, Marku? À propos historii, czy nie historii. A, no zgadza się. Są, mam zaległości z poprzedniej audycji. Obiecałem. Obiecałem historię o księżycu.
Mm. Historia o księżycu. Historia o księżycu. No, ona nawiązuje do debaty ufologicznej, która się odbyła dwa tygodnie temu, w niedzielę. I panowie rozmawiali wtedy właśnie o księżycu. Czy ten księżyc jest prawdziwy i czy może jest bazą dla obcych? No, więc mamy.
Mówię specjalnie mamy, bo mamy taką historię. Ja jej co prawda doświadczyłem pierwszy, ale ona w jakiś sposób przecież zahaczyła również ciebie. No i ponieważ obiecałem, no to opowiem tę historię. Rzecz miała miejsce kilka lat temu. Dzwoni pewnego razu telefon. Odbieram i człowiek mówi, że dzwoni z Krakowa. Jest przedsiębiorcą i chce nawiązać jakiś kontakt z Wiktorem Żwikiewiczem.
Mówię: „Nie ma problemu. Wiktor jest człowiekiem otwartym, a ja zadzwonię do Wiktora. Zapytam, czy pozwoli mi przekazać numer telefonu i nie ma problemu. Jeśli się Wiktor zgodzi, to natychmiast numer przekażę". Pan mówi: „Tak, wie pan, bo ja bardzo dobrze znam Wiktora". Mówię: „Kurczę, a no to ja, to, to proszę podać imię, nazwisko". „Ale moje imię i nazwisko nic Wiktorowi nie powie".
No to mówiąc szczerze, jako łowca zagadek już się troszeczkę zainteresowałem. Cóż to za człowiek, który dobrze zna Wiktora, a jednocześnie Wiktor nie ma o nim zielonego pojęcia? No i tak sobie zaczynamy rozmawiać. Zresztą, zresztą pan, który rozmawiał, yy, zaczął ze mną rozmawiać, był, był niezwykle elokwentny i, i jakby chętny do przeprowadzenia rozmowy. I czegoś ja się dowiedziałem. Otóż pan powiedział, jeśli... Mniej więcej coś takiego, że, yy, on bardzo dobrze zna Wiktora, a Wiktor jego nie zna, ponieważ, yy, tak naprawdę oni się spotkali przed tysiącami lat. No, tu zastrzygłem już uchem, bo to była naprawdę bardzo dziwna historia. Zaczynała być dziwna dopiero, bo ona tak naprawdę zacznie być dopiero dziwna. Na razie. Na razie jest tylko, tylko taka, taka jakby intrygująca.
No i pan powiedział mi w ten sposób, że, yy, tak naprawdę Wiktor i on oraz jeszcze kilku innych ludzi, to właściwie nie ludzi, kilka innych istot, przybyło księżycem kilkadziesiąt tysięcy lat temu na orbitę, na orbitę, na orbitę Ziemi. Księżyc jest olbrzymim statkiem kosmicznym. Wewnątrz są olbrzymie hale, olbrzymie przestrzenie. Ta pierwsza wyprawa, która tutaj przybyła na orbitę ziemską, ona przywiozła w tych olbrzymich magazynach między innymi delfiny.
No, pamiętam. Oraz- mówisz, że już pamiętasz? Tak. No nie, ale ty właśnie nie możesz tego pamiętać jeszcze. Właśnie zaraz wszystko wytłumaczę, jak to było. Przylecieli, yy, przylecieli przed dziesiątkami tysięcy lat.
Zaokrętowali czy nie wiem, jak to się mówi, zaparkowali, chyba. Zaparkowali na orbicie i zaczęli tutaj tę Ziemię cywilizować. Wtedy, nie wiem, czy wiesz, wyglądałeś zupełnie inaczej. Byłeś nieco bardziej wiotki, a w dodatku miałeś skrzydełka. Mhm. No i tak się stało, że to nie była ostatnia, że to nie była pierwsza i ostatnia wyprawa. Tylko tych wypraw jeszcze, już nie księżycem, ale innymi, mniejszymi statkami, przybyło na Księżyc jeszcze kilka. Z odległej, z odległej części wszechświata. Podobno ja w którejś z tych wypraw też brałem udział. Tak przynajmniej zostałem o tym poinformowany.
No to okej. No ale mówię, no, tak sobie cały czas myślę, jak ten pan historię opowiada, że no dobrze, no ale jak? Dlaczego Wiktor tego nie pamięta? Dlaczego ja tego nie pamiętam? No i w ogóle. No gdzie te skrzydełka, Hollender?
No, nic mi nie odpadło. No więc tak zadaję pytania, no kontrolne. Czy, czy historia jest w miarę spójna? No, bo ja lubię fantastykę, ale jednak, no, lubię spójne, spójne historie. No i tak pytam, pytam, a pan mi mówi: „Widzi pan, i tu się zaczął, tu się zaczął, zaczął cały problem, bo myśmy tutaj wspomagali rozwój, rozwój ziemi. Zaszczepiali nowe gatunki zwierząt, roślin, ale przybyła inna wroga rasa. I wtedy, kiedy przebywaliśmy na Ziemi, odcięli nas. Już nie pamiętam, mówiąc szczerze, dokładnie czym. Czy to jakimś polem, czy czymś. Odcięli nas od naszej bazy na Księżycu. My byliśmy na Ziemi, nie mogliśmy dotrzeć z powrotem do Księżyca. Na szczęście Księżyc i cała jego zawartość, to, co w środku jest, było zabezpieczone przed tymi obcymi, wrogimi. No i ci obcy mogli zrobić tylko to, że nas odcięli na Ziemi. Niestety, te istoty, które przybyły, czyli ty i ja, tam w którejś wyprawie, były istotami śmiertelnymi, więc w końcu pomarły. Ale te złe istoty, które je odcięły od Księżyca, nie przewidziały jednej rzeczy: że będziemy reinkarnować.... I tak od tysięcy lat reinkarnujemy co jakiś czas i próbujemy się pozbierać. Tylko niestety jest tak, że na skutek tej reinkarnacji część pamięta, część z nas pamięta, a część nie pamięta. I bardzo często jest tak, że w jednym, w jednym pokoleniu, w jednym wcieleniu, aa, dwie, trzy istoty pamiętają tamto, tamte wydarzenia, a pozostałe nie. My niestety zaliczamy się ty i ja do tych, do tych istot, które nie pamiętają. No i niestety, yy, później się jeszcze, jak pamiętasz, było to, było to w ten sposób, że pan, yy, kontaktował się z nami, usiłował nas obudzić, to, yy, to, to te zapomniane wspomnienia. Dziwnie brzmi, ale się niestety nie udało.
Marku, ty opowiadasz historyjkę, a ja, jak widzisz, milczę. No. Ja się teraz odezwę. Odezwę, odzywaj się. Oczywiście historyjka jest jak historyjka. Może się to zdarzyć. Natomiast po mnie trochę ciarki chodzą z bardzo śmiesznego powodu.
Otóż ten człowiek, yy, dodzwonił się potem do mnie. Przeprowadziliśmy później wiele, wiele, wiele rozmów i ja się zorientowałem, że on wszystko o mnie wie. Wszystko! Ale przyznam, że był przekonujący. To mało przekonujący. On wiedział o rzeczach, których nie mógł wiedzieć.
Łącznie z tą panią, na przykład z tą panią od historii z drugiej klasy technikum geodezyjnego. On pamiętał, on nie pamiętał. On znał wydarzenia z mojego życia, o których się nie mógł dowiedzieć z żadnego internetu, z żadnej historii, z moich żadnych brezeń, bo nigdy po pijaku żeśmy, że tak powiem, się nie spliknęli. A poza tym ja nie gadam i, i zawsze jestem trzeźwy.
No i czego? Natomiast, skąd on mógł wiedzieć rzeczy, których nie miał prawa wiedzieć? To jest rzecz, która z tej całej historyjki do mnie najbardziej dociera, bo ja nie wiem. Bardzo się cieszę, że jestem, yy, pięćdziesiątym piątym wcieleniem po prostu jakiegoś fruwającego tam aniołka i tak dalej.
Niedługo, niedługo będę, yy, miał naprawdę skrzydełka i odlecę. No, ale uwzględniając tą reinkarnację, to na pewno szybciutko wrócę, nie? Yy, ciekawe, w kogo się wcielę, nie? Na pewno w jakiegoś tego, no nie wiem, w scjentologa najprawdopodobniej, bo jestem przecież wybitnie inteligentny. Także, no, ale historia jest taka sobie. Można sobie opowiadać. Takich historii się spotyka bardzo dużo. Tylko ale jasne, skąd ten człowiek wiedział o mnie prawie wszystko? Gadaliśmy zupełnie tak, jakbym rozmawiał z bratem, yy, po dwudziestu latach wspólnego prze- prze- przebywania w kręgu jednej rodziny, że tak powiem. Wiedział dokładnie o mnie wszystko, nie? No i, no i to tak jest. A o tyle się to wiąże, ta historia z tematem dzisiejszej audycji, że przecież dotyczy historii sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat.
Tysięcy lat. A w dodatku, jak na to spojrzeć, yy, nie jako na zbiór faktów, bo, a chociaż może, może ja, jak opowiadałem tę historię, to to brzmiało tak lekko i niektórzy mogliby odnieść wrażenie, że ja sobie to lekceważę.
Ale Wiktor jakby to należycie, należycie podkreślił, że ja mimo wszystko tą historią byłem, to sam pamiętasz, jak byłem nią zafascynowany i sam dzisiaj nie wiem, czy bardziej byłem zafascynowany jej spójnością, bo ona- Tak. Ja ją oczywiście przedstawiłem pokrótce, ale ona była tak spójna, tak, yy, dopracowana co do szczegółów, że budziła fascynację. Ja naprawdę byłem tą historią zafascynowany i... A ponieważ dzisiaj będziemy rozmawiać o, yy, o umiejętnym opowiadaniu ciekawych historii, o ciekawych historii, o historii- No właśnie. Albo o dziejach.
O dziejach. Zostańmy, zostańmy przy tym, że o dziejach, to, yy, to myślę, że jesteśmy, jak to się mówi tak popularnie teraz, w temacie. W temacie. W temacie. No tak, ale wiesz co? Tego tematu, yy, do którego powoli sobie zmierzamy, nie da się zacząć bez tego, bez wspomnień. Bez wspomnień o pisarzach, których już dzisiaj chyba nikt poza masochistami oraz polonistami przyszłymi albo obecnymi, tymi, którzy już skończyli polonistykę, właściwie nie czyta. Mhm. Bo kto dzisiaj czyta Kraszewskiego? No...
Nieliczni. No, wierz mi, że nieliczni. Ja wiem. To po prostu się bardzo zestarzało. A o tyle Kraszewski, dlaczego o nim wspominam? No, no po to, żeby o nim wspomnieć, bo to jest nasz, yy, nasz człowiek, yy, do niedawna w Księdze Rekordów Guinnessa. To jest, to był facet, który w ciągu życia napisał sześćset tomów różnych pism. To był facet, w ramach tych sześciuset tomów napisał dwieście trzydzieści dwie powieści pełno, pełnoobjętościowe. W ramach tych dwustu trzydziestu dwóch powieści, sto czterdzieści cztery powieści to były powieści obyczajowe, społeczne.
Dzisiaj byśmy powiedzieli takie współczesne. Sto czterdzieści cztery. A, a dodatkowo jeszcze napisał osiemdziesiąt osiem powieści historycznych. Mm. Powiem ci, takiego przerobu. Ja ci powiem, że- Ja nie znam takiego przerobu. Wręcz nieprawdopodobne, bo pomyślcie sobie tak: mniej więcej na napisanie dobrej książki potrzeba roku. Czyli on by musiał z dwieście lat żyć.
Nie, no wiesz, są tacy, co piszą książki w miesiąc. Ja, ale nawet tych miesięcy trzeba wiele. Ale dziś, dzisiaj mamy technologię, mamy, mamy te laptopy, mamy kurde internet, mamy wszystko. Kiedyś trzeba było piórem to skrobać, a- Ja zawsze byłem słaby z matematyki, ale jeżeli dobrze liczę, jeżeli miesiąc na książkę- Tak. To mamy dwanaście książek w roku, to żeby zrobić sześćset tomów- No.... No to i tak, to i tak, to i tak. Z pięćdziesiąt lat trzeba?
Pięćdziesiąt lat, tak. No chyba, chyba. Nie wiem, czy się czegoś nie pomyliłem, bo ja mówię, z matematyki słaby byłem, ale no nieprawdopodobny gość. Ale dzisiaj tego już nikt nie czyta. No, wszyscy słyszeli, że napisał, że podobnie jak, że podobnie jak Sienkiewicz napisał „Krzyżaków”, to się „Krzyżacy” chyba tysiąc czterysta dziesięć nazywało. No, właśnie.
Ale to już w moich czasach, kiedy ja już byłem dzieckiem- To już nie czytali. Kraszewski już był mało czytelny. Pasę. Ale ze względu na co? Ze względu na język po prostu. Sienkiewicz miał owy raczej na tamte czasy- No właśnie! Bardziej komiksowy język.
To także historia była. Ale powiem ci jeszcze coś, że mnie się wydawało, że tak właśnie jest i że opisu, że w ten sposób opisujemy rzeczywistość. A tymczasem i powiedzmy, byłem sobie, byłem sobie jakiś czas temu w szkole podstawowej, to dawno było już. I wtedy nam pani kazała czytać „Krzyżaków”. I wtedy wszyscy chłopcy powiedzieli: „Hura, nareszcie! Wreszcie będzie coś dla ludzi”. I wszyscy przeczytali tych „Krzyżaków” bez bólu, bez jęku. Ja jakiś czas temu próbowałem tych „Krzyżaków” przeczytać, niedawno całkiem. I powiem ci, że się też zestarzało straszliwie to. No tak. No, niestety tak to jest z tym językiem i tak to jest ze sposobem narracji. Dzisiaj się już zupełnie, zupełnie inaczej, inaczej pisze. To jest zupełnie... A! Tu właśnie O trzydzieści pięć podpowiada, że Andrzej Pilipiuk pisuje książkę, książkę w ciągu dwóch tygodni. To prawda, ale nie ty, ale nie, nie, nie dwie książki w miesiącu i bez przerwy. Na szczęście, bo to chyba jednak dobrze, dobrze robi tym książkom, bo, bo wszyscy lubią Andrzeja Pilipiuka za to, że pisze fajne historie.
Lepiej, żeby nie za, nie za często, a i tak, i tak ma niezły przerób. Tych książek napisał już też całkiem, całkiem sporo. Idzie na rekord. Ja tylko wspomnę, że ten Kraszewski był na tyle, na tyle niespożyty i nie, nie do pokonania, że jego rekord został pobity całkiem niedawno. Bo jak znalazłem w internecie, ja proszę się na mnie nie powoływać, na interneta się proszę powoływać, bo podano w internetach, że dopiero w dziewięćdziesiąt, w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym szóstym roku jakiś pisarz z Ameryki Południowej był pobił rekord Kraszewskiego, więc ja nie wiem, co on robił. Bardzo ciekawe. Nie wiadomo. Ja raczej wątpię, żeby ten Brazylijczyk pobił jakością. Nawet nie wiem, czy był Brazylijczyk w ogóle. Chyba tak. Nie wiem. No, możliwe. W każdym razie pobił jakością, bo Kraszewski jednak mimo wszystko to jest mało strawialne. Ale te historie są barwne, strasznie ciekawe i z każdej by dobry, dobry, ja mówię dobry Hollywood wykręcił niesamowite filmy. No może. Z każdej bajeczki Kraszewskiego. Może.
No, może. No, nie jestem przekonany, ale dobrze. Byliśmy na chwilę przy Sienkiewiczu i powiem ci, że i ci „Krzyżacy” się zestarzali. I wbrew pozorom, jak się czyta już teraz „Trylogię", to też już jest. To nie jest to już. Jeszcze się, jeszcze jak ktoś lubi, to przeczyta, ale... Słuchaj, chyba jest, jest chyba coś takiego, że każdy czas, no, w którym jesteśmy, ma swoich apostołów, czyli świadków, że tak powiem, którzy obserwują i opisują to, co było przed, przed, przed tym momentem, w którym jesteśmy. Kraszewski był w jakimś czasie apostołem ogromnym. Opisał.
Sienkiewicz potem, potem, potem i... Jezus mój, moi ulubieni. Bogusław Bujkowski. Nieprawdopodobne rzeczy opisuje. Oni za chwilę, za chwilę. O Sójkowskim za chwilę, bo to jest ten lepszy gość. Tak, ale, ale potem było mnóstwo tego. A dzisiaj mamy Pilipiuka, mamy Komudę i tak dalej. To są tacy sami zupełnie apostołowie. Tak, ale już piszą inaczej. Dzisiejszym językiem, dzisiejszym językiem opisują- To zostańmy jeszcze przy tym starym języku, bo jeszcze, jeszcze na chwilę. Bo wiesz, ty jesteś pasjonatem. W swoim czasie opowiadałeś mi to raz za razem. Takiego pisarza też, który pisał o historii, czyli Aleksandra Dumasa. Ach, jejku, no tak, no.
To między innymi jego książki czytywałeś, stojąc na stole w kuchni. Tak, ale widzisz, to tak samo, jak mówisz. Weź poczytaj dzisiaj. Weź, o ile jeszcze tam może „Trzech muszkieterów” można zmęczyć i tak dalej, chociaż wszyscy już to znają z głupawych francuskich filmów, to... już taką „Królową Margo” to w ogóle się nie da czytać w ogóle. A to też Duma napisał. I w ogóle, no, a hrabiego, „Hrabia Monte Christo". Dzisiaj to są takie flaki nudne. No, historia sama, czyli szkielet. Ten, ten, ten, ten. To, co przenika, ta nitka, złota nić, która jak w labiryncie Tezeusz niesie przez tą powieść.
Ta nitka złota jest piękna i czysta. Natomiast całość, ten labirynt zbudowany, jest brudny, nudny i, i do niczego się nie nadaje. Wiesz co? Jest nie do przejścia. Tak się zastanawiałem, jak mam zakończyć te, te remanenty dotyczące starych pisarzy, pisarzy historycznych. I znowu niezawodny o trzydzieści pięć podrzuć, podrzucił taki ładny gryps, że jak powiedział klasyk w filmie „Miś": jest prawda czasu i prawda ekranu. Tak jest. I tak to jest też z językiem. No, to tak dokładnie jest z językiem książki.
No więc może przejdźmy na to, co jest strawne. To tak, jak spotykasz tą piękną listonośkę. Albo piękną... Jest prawda czasu i prawda ekranu. Dobrze. Rozwiń myśl. Ona była piękna, ale czy ja bym wytrzymał historię? Czy ktokolwiek wytrzymał z nią historię życia? A to jest prawdopodobnie inny problem.
Prawdopodobnie potrafiłaby zatruć. Doskonale znając, że tak powiem-... To ty powiedziałeś, to ty powiedziałeś. Tak, tak, tak. Będziesz się, będziesz się z tego tłumaczył i to pewno nie raz. No. Dobra, kończmy te remanenty.
Jeszcze, jeszcze wspomnę o czymś takim- No to wspominaj. Ktoś też tutaj nawiązał, yy, w, w, w naszej korespondencji. Są książki dzisiaj już w ogóle nie do czytania, takie jak ja pamiętam, nawet nie, nie pamię, nie wiem, kto to, kto to napisał.
Jakiś, jakiś Skandynaw wystrugał taką książkę. A! To była rzecz, pasja mojego dzieciństwa, "Rudy Orm". A to poczekaj, poczekaj, to odczytam, bo, yy, bo człowiek o pseudo, o nicku Pieczar napisał do nas w ten sposób: "Tak. Historia.
Przeczytałem wiele publikacji historycznych, ale do dziś wspominam książkę Rudy Orm", o której ty właśnie mówisz. "A o młodym wikingu przemierzającym świat chrześcijaństwa i islamu. Jako żywo przypomina mi to dzisiejsze przepychanki, opisy brutalności i mentalności tamtych ludzi. Brr. Polecam innym, a panu Wiktorowi żż polecam przypomnieć, bo czytał na sto procent".
Okazuje się, że czytał na sto procent. Czytał, czytał. I, i były to zresztą chyba były dwa tomy czy trzy tomy? Już nie pamiętam. Chyba dwa. W każdym razie, ta rzecz jest naprawdę piękna, ale ona była czytana, do czytania naprawdę dobrze. Wiesz, jakieś pięćdziesiąt lat temu. Wtedy się z fascynacją czytało taką książkę. No tak, zwłaszcza, że powstała w czasie wojny, w czterdziestym pierwszym i chyba czterdziestym- Ano, tego nie wiem.
Którymś roku. Już nie pamiętam. Ale to, to świadczy, że tak powiem, że o tym, co mówiłem, że Szwedzi, którzy nie mieli drugiej wojny światowej, spokojnie siedzieli i w tym czasie pisali dobre książki, a nie zajmowali się strzelaniem w Narwiku, nie? Do, do, do SKW-u, nie?
Okej. No. Ale wiesz co? No to dobrze, to już zgodnie z zapowiedzią przejdźmy do tych, yy, do tych bardziej strawnych. I tu znowu, yy, jak już jesteśmy przy tych bardziej strawnych, czyli współczesnych, to się znowu odwołam do korespondencji i tym razem, yy, okazuje się, że O trzydzieści pięć nie tylko towarzyszy nam na czacie, ale też pisuje do nas. Więc to, co O trzydzieści pięć napisał, przeczytam, bo to też, yy, bardzo fajna sugestia, do której całkow..., co do której się całkowicie przychylam. No to czytam: "Dokładam trylogię husycką," bo wcześniej mówiliśmy, że będziemy, jakie książki mniej więcej będziemy omawiać i to słusznie. "Dokładam trylogię husycką Sapkowskiego. Yy, nic naprawdę nie ujmując panu Komudzie oraz jego dziełom, które lubię i jak najbardziej, yy, lubię jak najbardziej czy, yy, bardziej czytać. Tak i moi znajomi. Moim skromnym zdaniem jest ona naprawdę wyjątk, wyjątkowa na tle polskiej literatury SF. Świetnie odnosi się do realiów okresu końca średniowiecza, postaci historycznych z tamtego okresu oraz zachodzącym, zachodzących tam wydarzeń. Śmieje się wprost z naszych przywar narodowych, jak również doskonale potrafi wpleść w akcję powieści wydarzenia historyczne znane nam z lekcji historii, religii. Nie wiem, jak u innych, ale w moim przypadku sporo tematów, yy, znajdujących się w książce było kiedyś tam na nich za moich młodych lat poruszanych, yy, czy też nawet kazań w kościele. I tu muszę dodać, iż właśnie jako młody szczyl, słuchając kazania, dowiedziałem się, jak było naprawdę ze szramami na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej. Wśród tak zwanego gminu krążyły i zapewne krążą do tej pory niesamowite opowieści z powstaniem, yy, ich związane. W ostatniej części trylogii główny bohater wplątuje się w wydarzenia związane z ich powstaniem, tych szram właśnie. Co do wątków fantastycznych, jest tam, yy, ich tyle, że nie powstydzi, nie powstydziłby się, yy, nie powstydziłyby się najlepsze ballady i inne dzieła z okresu romantyzmu.
Język, którym trylogia husycka została napisana, jest mimo swojej często finezji, jasny i przyjemny w odbiorze dla współczesnego czytelnika. To tyle. Przepraszam za błędy", ale to właściwie już nie muszę czytać.
Ale- "Pozdrawiam. Pozdrawiam, O trzydzieści pięć." Słusznie, że napisał dla dzisiejszego czytelnika. Tak jest! Ale za dziesięć lat dla ludzi, którzy się wyłącznie SMS-ami będą posługiwa, posługiwali, to już w ogóle będzie coś nieczytelne. I ta finezja Sapkowskiego, kochanego Sapka, będzie po prostu tragicznie, yy, męczna w ogóle, o Samuega będą mówili.
Wiesz co? Wiesz co, wiesz co? To ja wiem, że ty lubisz rysować czarne scenariusze, ale jeśli chodzi o trylogię Sapkowskiego, "Marron Tur", czyli, czyli właśnie ta trylogia, to ona... To był nawet zarzut. Tak. To był nawet zarzut bardzo wielu, yy, nie tylko czytelników, ale nawet recenzenci się kusili o taki zarzut, że Sapkowski napisał powieść historyczną dziejącą się ho, ho, ho, tak dawno, a na, a ci bohaterowie rozmawiają językiem współczesnym. On tam nie usiłuje udawać starożytności- I bardzo dobrze. Nie kombinuje, nie wygłupia się z jakimiś pierdołami, nie stylizuje tego języka, tylko oni rozmawiają tak, jakbyśmy dzisiaj rozmawiali. Co więcej, i to jest, to już jest pewna finezja, ale z drugiej strony łatwo się narazić właśnie krytykom. Mnie to nie przeszkadza, ale wielu krytyków zwracało uwagę, że Sapkowski wplata tam słowa-... których w tamtym czasie w ogóle nie było. Nie istniały takie słowa, a mimo wszystko Sapkowski to wpla, wplata.
I zobacz, gdyby ktoś był takim, takim, yy, człowiekiem, który trzyma się takiej linii, że książka historyczna musi dbać o szczegóły, to by powiedział: „To są bzdury, panie Sapkowski, tak nie można pisać. Pan powinien tak bardziej na okrągło, na okrągło”. Był kiedyś taki pisarz, który pisał tak na okrągło, jak, jak należy, czyli Gołubiew, który specjalnie stworzył język staropolski, żeby opisywać życie Słowian i opisywał tym językiem nie tylko, yy, rozmowy tych Prasłowian, ale również przyrodę i akcję, fabułę i tak dalej. Gołubiew na, to napisał cudowne książki, ale absolutnie nie do przeczytania. To są rzeczy zupełnie niestrawne. A à propos Sapkowskiego, to ja, ja czapkę z głowy, jeśli on to robi.
Ja akurat tego nie czytałem, natomiast to był mój zarzut przy ostatniej w Warszawie spotkaniu z Jackiem Komudą, którego kocham. Akurat mnie nie fascynują jego książki, natomiast Komuda mnie fascynuje, bo jest niesamowitym człowiekiem, tak samo jak Sapkowski. Natomiast co robi Komuda? Ja mu to zarzuciłem. Otóż on próbuje, że tak powiem, jednak te dźwięko, naśladowcze dźwięki, które rycerstwo polskie wydaje, jakoś umiejscawiać w tamtym czasie. Ja mówię: „Kochany mój, wiesz, co z tego wychodzi? Wychodzi coś takiego, że, że oni są idioci. W ogóle ci rycerze polscy. Yy, słuchaj, to byli tak samo mądrzy ludzie jak dzisiaj są, bo wszyscy posługiwali się, pamiętaj, poza tym nie polskim językiem, ale językiem angielskim tamtego czasu, tylko łaciną i tak dalej.
Byli wykształceni. Rycerstwo polskie było wykształcone, używało wyłącznie łaciny. Języka, językiem polskim to posługiwały się wyłącznie orace na roli i tak dalej. I, i gdzieś tam ten naród w głębi, w głębi. Natomiast myśmy żyli w Europie wtedy, nasze polskie rycerstwo, jak taki ten, no, Zawisza Czarny jechał do Hiszpanii, żeby tam zaszlachtować jakiegoś hidalga, który go wyzwał na pojedynek. A jechał?
Jechał. Pojechał do Hiszpanii. W tamtym czasie stoczył pojedynek z tym, z jakimś hiszpańskim totalnym zupełnie herosem. Widzisz, było, mogłem się uczyć. Zabił go! Ale się nudziłem na historii. Zabił go i wrócił z powrotem do Polski, żeby zdążyć na Grunwald. No już taki jestem niedouczony. Czyli taka była piękna historia w tamtym czasie, że tak powiem. Ja, ale chwała Bogu, że Sapkowski, yy, używa współczesnego języka, gdyż to po prostu pozwala nam unaocznić mądrość tych ludzi, którzy, którzy żyli w tamtym czasie. Mówili trochę innym językiem, nie posługiwali się tymi słowami, ale byli inteligentni, byli mądrzy. Jak zaczniemy ich dziwiać i mówić: jo, wiesz, wow, wow, nie? Ups i tak dalej tego. No to, no to wyjdą nam idioci, nie? A, a nie o to chodzi.
Chwilę, za chwilę jeszcze o Sapkowskim, ale są oczywiście pytania i do, i pewne problemy do rozważenia. Szyderca pisze, że ma pytanie: za co szanuje się pisarzy SF? Za to, jak piszą, czy raczej za to, czy spełnia się, yy, spełnia, za to, co się spełnia w przyszłości z tego, co napisali. Ja nie mogę odpowiedzieć ogólnie, bo nie jestem krytykiem. Ja powiem, za co ja szanuję. Ja jednak szanuję pisarzy, yy, nie mogę tego rozdzielić. Lubię historie opowiedziane dobrym, dobrym językiem, literackim językiem. Czyli pisarz po prostu powinien znać warsztat pisarski i powinien pisać po prostu dobrze. A czy te wizje się spełniają, czy nie? Dla mnie ma to drugorzędne znaczenie. Dla mnie nie jest dobrym pisarzem taki, któremu się wizje spełniają, tylko taki, który to potrafi napisać, ale który przy okazji opowiada dobrą historię.
Ja jestem spragniony, jeśli chodzi o pisarzy, żeby oni mi opowiadali dobre historie. A czy one się sprawdzą w przyszłości? Ma to dla mnie drugorzędne znaczenie. Ale Szyderca jeszcze napisał coś, co, co mnie troszeczkę... znaczy, z czym się trochę zgadzam, trochę nie zgadzam, bo taka już moja rola, że zawsze muszę się rozdzielić jak ta żaba. Otóż napisał o Sapkowskim, że kto by, kto by o nim Sapkowski, a kto by o nim słyszał, gdyby nie gra? I tu z jednej strony, no, powiem tak, że Sapkowski, zanim powstała pierwsza gra, no, był pisarzem mocno, mocno znanym i wydawanym naprawdę w dużych nakładach, przynajmniej w Polsce, ale nie tylko w Polsce. Naprawdę w dużych nakładach.
Ale rację ma Szyderca, że gra, yy, gra właściwie zapewniła Sapkowskiemu popularność na całym świecie. I to też dlatego tak ostatnio zbulwersował Sapkowski, Sapkowski, środowisko, czy też graczy, czy też w ogóle ludzi, kiedy się bardzo źle wyraził o grze. Przepuścił przez zęby i w ogóle tak, jakby miał za złe, że gra w ogóle powstała. „Wiedźmin” pierwszy, drugi i tak dalej. Yy, na co zresztą nasz bohater jednej z poprzednich naszej audycji, czyli Gluchow, Gluchow, Blochowski, nigdy nie potrafię tego dobrze wypowiedzieć.
W każdym razie ten od „Metra 2033” ostro pojechał po Sapkowskim i powiedział, że w ogóle to jest niezrozumienie tego, tego, czemu ta gra służy. I że to właśnie ta gra zapewniła mu popularność. I tu się zgadzam z Szydercą, że rzeczywiście jest tak, że owszem, Sapkowski zapracował na swoją literacką popularność, naprawdę napisał, yy-... super książki i to były książki, które się broniły same.
Natomiast, to tak jest, że książka, ona się sama broni i dociera do pewnej grupy, do pewnej grupy odbiorców, którzy mają już tak porąbane w głowach, że siadają i czytają. Ale pewien fenomen polega na tym, że po tym, jak wyszła gra na rynek, jedna, druga, kiedy ona się rozprzestrzeniła po świecie, to się nagle okazało, że ludzie, którzy nie sięgnęliby po książkę Sapkowskiego, zafascynowani grą, przynajmniej tę książkę jedną, drugą, trzecią przerzucili, przekartkowali, a niektórzy z nich zostali z tą książką i przeczytali ją. I moim zdaniem to, że Sapkowski przepuszczał przez zęby twórców gry i w ogóle samą grę, ideę tego, że mu zawracają głowę z tą grą i tak dalej. Nie wiem dokładnie, nie potrafię zacytować tej wypowiedzi. W każdym razie, no, była ona w jakimś tam stopniu nieprzychylna. Yy, Goluchowski, może to, Gluchowski, może to, yy, trochę, trochę brutalnie ujął, ale w gruncie rzeczy racja w tym jest, że ta gra co?
Zaszkodziła, za- zaszkodziła temu, co Sapkowski zbudował? No, nie zaszkodziła. Wręcz przeciwnie. To jest dokładnie obrazek tego odchodzenia, że tak powiem, w cień. Powoli odszedł się, yy, Kraszewski, odszedł Sienkiewicz, odszedł tego i tak dalej. Powoli odchodzi Sapkowski. Dlaczego? On nie jest już z tego pokolenia, które używa smartfona, jak, jakby to było, że tak powiem, nie wiem co, co takiego i tak dalej. Nie jest graczem, nie- Jedenasty palec u ręki. Nie jest z tego i tak dalej, z tego świata.
Jeszcze na nim się inni pożywią, na jego historiach, bo zrobią z tego fajny film albo, yy, świetną grę i tak dalej. Ale on również powoli odleci i tak dalej w zaświaty. Yy, ja akurat muszę wam powiedzieć, natomiast z-- robi mnóstwo pożytecznej roboty wbrew swojej woli. Na przykład, yy, Sapkowski może się źle wypowiada na grze.
Ja, ja ostatnio- O grze. O grze. Ja ostatnio zainstalowałem sobie „Wiedźmina dwójkę”, yy, żeby przejrzeć sobie, co... I absolutnie mnie to nie bawi, nie fascynuje i tak dalej. Yy, nie będę w to grał, bo, bo w tego ty- typu zręcznościowe w sumie gry się nie bawię. Natomiast, yy, jest tam fajna historia, jest fajne, ja nie wiem, kto to na świecie zrozumie, bo bardzo polskie dowcipy, bardzo fajna obyczajowość, taka słowiańska, zachowana w tej grze.
Jest, jest to świetne, ale można w to w ogóle nie wchodzić, w ogóle nie tego. Słuchajcie, ja polecam to wszystkim. Weźcie zainstalujcie sobie albo jeśli macie w komputerze tą grę i włączcie tą grę. Przeleci czołówka, taka animowana, po czym się pojawiają opcje, tam już użytkownika czy tam nowa, nowa gra i tak dalej.
I w tym momencie jest malunek oraz leci muzyka. Posłuchajcie tej muzyki. Ta muzyka jest czymś tak genialnym. Nie wiem, kto to zrobił. Nie mam pojęcia, ale dzięki temu, że przy grach jest kasa, dali jakiemuś muzykowi, naprawdę zajebistemu polskiemu cholera, skomponować muzykę. Albo on to zrobił, nie wiem kiedy i tak dalej, do tej gry. I ta muzyka jest fenomenalna, zupełnie. Powala z nóg.
Zamknąć oczy i słuchać tej muzyki. To się słyszy całą historię Polski. Słyszy się trzepot, yy, flag, szelest skrzydeł husarii. Normalnie różne rzeczy i tak dalej w tej muzyce. I co? Dzięki Sapkowskiemu, dzięki temu, że on tej gry nie lubi, dzięki temu, że kiedyś napisał, a ktoś zrobił tego. Wiesz co? Ale trochę tak, wiesz, po- pojechałeś ostro.
Pojechałem. Bo, yy, wiesz, w końcu mówimy o grze, grze „Wiedźmin”, a to jest z tą grą „Wiedźmin” trochę tak, jak z tym Conanem Barbarzyńcą na początku audycji. No tak. Bo tyle ma „Wiedźmin” wspólnego z historią. No tak. Natomiast, natomiast, yy, jednak trylogia husycka, od której zaczęliśmy- Tak. No, ona zdecydowanie z historią ma sporo wspólnego. Ja tylko powiem, no, jesteśmy ograniczeni w tej audycji tym, że nie opowiadamy, nie opowiadamy książek w swoim oraz, yy, interesie oraz w interesie naszych słuchaczy, bo nie ma nic gorszego niż opowiadacze książek.
To należa..., wiesz, mogłaby, mogłoby się nam sięgnąć, a ktoś by nam mógł, mógł nas w końcu obić za to. A w związku z czym nie opowiadamy. Natomiast ja powiem jedno, że z całej tej trylogii husyckiej, a, najpiękniejsza, najbardziej taka, taki fajny, fajny fragment, który wspominam do dzisiaj z pewnym rozrzewnieniem, to ten fragment, kiedy, yy, bohaterowie siedzą w wieży, właśnie.
Są więzieni, czekają tam na różne swoje procesy, w każdym razie przesłuchania i tak dalej. To życie w wieży, znaczy, mogłoby się wydawać, że wieża nieduża jest w ogóle z natury swojej, a jak się w niej siedzi przez wiele, wiele, wiele, wiele dni, no to już nie ma nic nudniejszego niż opisanie takiej sytuacji. Tymczasem Sapkowski robi to z taką maestrią, że ja się nieustannie bawi-- świetnie bawiłem, słuchając o tym, jak kilku facetów siedzi, yy, w wieży i wymienia różne swoje mądrości życiowe. Naprawdę to był, to był świetny, świetny fragment.
Ale zobacz, zobacz. Aleksander Dumas zrobił coś bardzo podobnego w „Trzech muszkieterach" kiedyś. To znaczy w jakimś, chyba dwadzieścia lat później czy trzydzieści lat później, nie pamiętam, gdzie trzej muszkieterowie w czasie oblężenia bodajże La Roche przez Francuzów i tam, gdzie protestantów gnębili i tak dalej, yy, po prostu nudzili się ci cali muszkieterowie i postanowili, yy-... wyjść na przedpole i tam był taki mały forcik, yy, i zjeść tam śniadanie, wypić dobre wino, zjeść kawałek sera. Poszli tam, zrobili ucztę i tak dalej. I właściwie też nudne, bo walki tam nie było, niczego nie było. Oni sobie siedzieli po prostu między dwiema armiami i zrobili piknik, nie? Dokładnie ci w wieży, tamci w forciku. Fascynująca historia jest, nie? Ci z własnej woli, a ci w tej wieży, no, niekoniecznie z własnej woli. Zgadza się, ale i tak w historii są obydwie fascynujące. Bardzo podobne zresztą, tak i tutaj. No i tak dalej, i tak dalej. Jeśli to robi dobry autor, jeśli dobry autor zrobi z wszystkiego dobre, dobre wino, że tak powiem. No tak, no ale w każdym bądź razie, yy, pewno moglibyśmy się długo spierać między sobą, czy też z naszymi słuchaczami, czy, czy Sapkowski dobrym pisarzem jest. Pewno bywa pisarzem, yy, nie zawsze sympatycznym, bo znany jest z tego, że czasami, czasami potrafi pogonić dziennikarza albo czasami, czasami zresztą słusznie. Wspominaliśmy Stephena Kinga, który w Ameryce robi to samo. Po prostu, no jak, jak się wyrośnie, że tak powiem, to się ma naprawdę dosyć.
No tak, a poza tym jak przychodzi dziennikarz i zadaje Sapkowskiemu pytanie pod tytułem: "No, niech pan coś powie o tej fantastyce?", no to Sapkowski dostaje wysypki i ja mu się wcale nie dziwię. A jak już jeszcze ta pani na przykład powtórzy podob, coś podobnego, no to w końcu Sapkowski się odwraca i mówi, że ma w nosie ten wywiad i sobie idzie. Yy, no, ale powiedzmy do Sapkowskiego troszeczkę, do, troszeczkę, yy, jakby przywarła ta, ta, taka, mm, taka łatka, że on jest czasami człowiekiem trudnym, trudnym w kontakcie. Wszyscy myślą, że on jest po to, żeby, żeby, yy, móc z nim nawiązać kontakt. On siedzi w swoim świecie i chce pisać i żyje w tym światem. I jak mu ktoś przychodzi w tych swoich kalosach dziennikarskich i normalnie zaczyna gadać o tym bułesku, które mu przywiało do kalosy, no to o czym tu gadać? Po prostu.
Ja wiesz, znam to z praktyki, ty też znasz i tak dalej. W tej chwili to my jesteśmy dziennikarze, ale również poza tym jesteśmy pisarze i tak dalej. No i to, no i- Gdzieś tu na czacie pojawiło się, że nawet porównanie, że, yy, Trylogia husycka, mm, jest w sumie tak samo dobrym materiałem literackim- Tak.
-materiałem, yy, nawet do filmu, jak Martinowska Gra o tron. Pewnie, że tak. A, no to wspomnijmy na chwilę. Znowu, znowu wspominanie o Grze o tron to jest trochę tak, ale jest mi to, ponieważ jest mi to potrzebne, no to, no to o niej wspomnę, bo, bo tak, tak się godzi. Yy, to jest troszkę tak znowu jak z tym Conanem Barbarzyńcą, no bo, bo w końcu, w końcu opowieść Martina, yy, mm, no, ma tyle wspólnego z historią, że jakby czerpie garściami- Mhm. -z pewnych, yy, z pewnych obrazów historycznych, no ale opowiada o świecie, który z naszym ma, no tak powiedzmy, nie do końca coś wspólnego. Yy, ale niemniej jednak opo, opowiada Martin, yy, historię, która może zafascynować. No, znam takich, którzy, których zafascynowała. Znam takich, którzy kręcą, kręcą nosem. Znam takich, którzy nie mogą czytać tej książki, ale oglądają namiętnie film. Ale znam też odwrotne przypadki. To tak jak zawsze. No to tak już jest z ludźmi, że jednym, jednym pasuje jedno, drugim pasuje drugie. Nic specjalnie odkrywczego nie powiedziałem.
Natomiast, yy, dlaczego o tej, o tej Grze o tron Martina mówię? No, nie po to, żeby mówić o książce historycznej, bo to żadna książka historyczna nie jest. Ale muszę powiedzieć, że jest polski pisarz, który, który, yy, to zafascynowanie Grą o tron bardzo sprytnie wykorzystał. A właściwie nie tyle on wykorzystał, tylko wydawnictwo, które, które wydawało jego książki, wydaje jego książki, wykorzystało motyw, yy, motyw tego, motyw popularności, yy, tej właśnie Gry o tron. Yy, tym pisarzem jest, o którym zresztą już nie chciałem wspominać w poprzedniej audycji, tak jakby, yy, zakajałem jego nazwisko, a teraz je właśnie wyjawię. Jest Witold Jabłoński. Witold Jabłoński. To nazwisko pewno w tej chwili, kiedy je wymieniłem, to nie wszystkim za dużo powiedziało. Znaczy ci, co wiedzą, to wiedzą, a ci, co nie wiedzą, to: "A kto to taki?" Otóż to jest człowiek, którego, który napisał, yy, no, sporo książek, ale między innymi napisał taki cykl składający się z czterech tomów. Ten cykl nazywa się Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer. Yy, to jest taka, taka, taka, taki cykl inspirowany życiem maga, czarnoksiężnika, yy, który się nazywał Witelon, yy, który żył w czasach, yy, polskiego rozdrobnienia dzielnicowego. To tak na razie tytułem, tytułem wstępu. Otóż ten cykl reklamowano jako właśnie taką polską, yy, Grę o tron. Bo też trzeba przyznać, ja byłem na spotkaniu kiedyś z Witoldem Jabłońskim i trzeba przyznać, że to jest człowiek, który, yy, ten warsztat pisarski, yy, korzysta z niego bardzo rozsądnie i bardzo racjonalnie. To jest człowiek, który sobie całość zaplanował. Otóż on najpierw powiedział o tym, że szukał jakiegoś takiego miejsca w naszej historii, które byłoby fascynujące, aa, które byłoby mroczne i w którym by się dużo mogło dziać.
No, okres rozbicia dzielnicowego, kiedy na pewnym, stosunkowo niedużym terenie funkcjonowało ileś tam oddzielnych księstw, oddzielnych państw, które ze sobą toczyły, mm, waśnie, wojny, miały spory, ale też jakby uprawiały politykę. To jest świetne miejsce i żeby takiego gościa, dosyć mrocznego, bo ten, ten, tenże czarnoksiężnik to jest dosyć taka, mm, mroczna postać. No, nazwanie go, nazwanie go sympatyczny, sympatyczną postacią, no, to już byłoby duże nadużycie. Wręcz przeciwnie, jest to kawał-... No, wiadomo, bardzo, bardzo, bardzo niesympatycznego człowieka. A w każdym bądź razie, yy, chwała za, wydawnictwu za to, że potrafiło to tak zareklamować. Co więcej, po lekturze, yy, dochodzę do wniosku, że to nie jest lite-- że to jest literatura, która nie jest literaturą łatwą. Znaczy, ona jest tak samo trudna, yy, w odbiorze, bywa trudna w odbiorze, jak martinowska "Gra o tron", bo tam jest tyle postaci, tyle wątków, tyle, tyle się dzieje, tak jak u Martina, że naprawdę można się chwilami zgubić. Ale jak ktoś lubi takie klimaty, lubi pewne, pewne zagadki, pewne, pewną skomplikowaną akcję, du- wielość postaci, te przenikania się wzajemne, te, te robienie sobie pod górę nawzajem. Yy, wreszcie brutalne wątki, bo to życie w średniowieczu i to o tym Jabłoński, yy, jakby dokładnie wspomina, że życie w średniowieczu to nie była jakaś tam igraszka, tylko pokazuje, że, mm, życie, życie przede wszystkim było łatwo stracić. A poza tym, yy, miało niewielką... Łatwo było stracić, bo miało niewielką cenę. Poza tym polityka była, yy, nawet bardziej brutalna niż ta polityka, która się obecnie odbywa. A o tyle bardziej brutalna, że stosowano bardziej brutalne środki. Trucizna, miecz, skrytobójstwo to jakby chleb powszedni, którym się posługi, którym się posługiwano. Ale to są znakomite, znakomi- znakomita sceneria do pokazania, do pokazania czegoś, co, co może być, co może być fascynujące. I taka ta, taki ten cykl, yy, Witolda Jabłońskiego jest. Ale zauważ, to jest ciekawe, o tym mówimy od początku, to, ale nikt tego jeszcze, nikt z nas o tym tak wprost nie powiedział. Zobacz, o ile ci pisarze, których wymienialiśmy na początku: Kraszewski, Sienkiewicz, ee, oni pisali historię, bo pisali historię. Czy to, czy, czy powiedzmy Bunsch, o którym jeszcze nie mówiliśmy- Tak, tak.
Czy Gołubiew, o którym mówiłeś. Tam właściwie, no, ja wiem, nie działo, nie działo się tak, tak, yy, za du-- jakby za dużo fantastycznych rzeczy się nie działo. U Sienkiewicza to już prawie. No, ale za dużo nie. No tak, no, no masz rację. "Ognie, yy, ogniem i mieczem" by się już dało, dało znaleźć jakieś takie, takie- ... Horpyna i Czernieciewscy. No zgadzam się. Cudowne postacie. Zgadza się, zgadza się. To prawda. No. Zresztą sam początek "Ogniem i mieczem"- Tak, tak, tak. - czy pamiętasz? On się zaczyna, zaczyna tak, jak się powinna zaczynać rasowa powieść fantasy. Tak jak się zaczynał, yy, "Konrad Wallenrod". No dokładnie! Wtedy wiatr...
Tak. I że, i że ten rok był taki, taki- Tak, i tamtego. O, dokładnie. No więc właśnie. Yy, zatem pewne, pewne pokrewieństwo jest. Ale zauważ, że, yy, Witold Jabłoński to jest pierwszy pisarz, o którym dzisiaj mówimy, który stosuje to, czerpie z tego garściami, z tego doświadczenia. Czyli rzucamy historię, odrobinę fantastyki. No, właściwie źle powiedziałem, że pierwszy, bo już pierwszym, o którym mówiliśmy, był właśnie, był właśnie, był właśnie Sapkowski. O-o tym nie powiedziałem.
Właśnie się na tym złapałem, że przecież, yy, jego trylogia husycka, w niej jest pełno, zresztą o tym wspominał, wspominał o trzydzieści pięć. Tam jest pełno wątków fantastycznych- Tak. -i to takich, które no chylę czoła. No, są po prostu super. I, no i Jabłoński z tego korzysta. To znaczy i, jeszcze bardziej, jeszcze bardziej mroczne czasy.
No, właściwie nie wiem, czy one są jeszcze bardziej. Równie mroczne czasy opisuje, równie, równie dużo się działo. Tylko ten, ten nastrój jest tam taki ciężki, no bo to w końcu głównym bohaterem jest ten Witelon. No i to jest taka postać, no, taki zakapior w gruncie rzeczy, w gruncie rzeczy zakapior, który jeszcze jakieś tam moce posiada, czyli w gruncie jakby, no, wszystko, wszystko zrobić, wszystko zrobić może. Tak. I to jest dosyć, i to jest dosyć interesująca, dosyć interesujący czterotomowy cykl. Yy, zresztą ten pisarz lubi historię, lubi się nią posługiwać. Jest, yy, jeszcze, yy, taka książka, nie pamiętam w tej chwili tytułu, która się dzieje w starożytnej Grecji. Bohaterką jest, yy, jest kurtyzana, ee, i tam jej losy, losy są opisane. Też moim zdaniem ważne jest to, że ten facet wie, o czym pisze.
To znaczy- Zwróć uwagę- Korzysta z faktów przede wszystkim. Właśnie, że doszedł do, do istoty tego, tej audycji. Yy, czas chyba, żeby to dobrze, tak dobrzy pisarze, jak Sapkowski, jak Jabłoński, częściowo Komuda i wielu innych, i tak dalej. Nigdy w życiu by nie powstali, nie wyrośliby na tym kłaśku watki rzuconym na wodę, jak... żeby kto tam odkrył tą penicylinę, yy, tam, tamtego. No, patrzył na tą pleśń, jak rośnie pięknie.
Nigdy by nie, pleśń nie wyrośnie na czystej wodzie. Musi być pożywka, właściwy roztwór. Pożywką dla Sapkowskiego, dla Jabłońskiego, pożywką jest historia tego miejsca, akurat nasza, polska. Francuzi mają swoich historycy, swoich. Amerykanie nie mają nikogo, bo wytłukli tych Szopenów przecież.
Natomiast, no, jeszcze od nas co mają? Natomiast my mamy pożywkę. Na tej pożywce potrafi zakwitnąć coś, coś, coś, yy, powstać. A ta ciekawość historii, yy, nie dotyczy tylko, yy, tego, co z tej historii wyciągnął Sapkowski. Nie tego tylko, co Jabłoński. Wiesz, o co mi chodzi? Każdy, każdy człowiek dzisiaj w Polsce powinien korzystać z tej pożywki. I dam przykład. Na przykład, jak się z Bydgoszczy wyjeżdża w stronę Borów Tucholskich na grzyby jesienią, to jest taka piękna miejscowość po drodze. Nazywa się Rozbrat.... Piękna nazwa, prawda? Rozbrat, nie? No i teraz jest historia. Otóż, ym, jest historia legendarna. Otóż w czasach, w czasach tego całego rozbicia dzielnicowego i tak dalej, dwóch braci się wyraźnie o ojcowiznę pozarło. No i postanowili z całkiem sporymi armiami stoczyć, yy, bitwę o tą ojcowiznę, że tak powiem. No, ale przed, przed stoczeniem tej całej bi-bitwy, yy, postanowili jednak porozmawiać.
Jakieś jednak, yy, dyploma, dyplomatyczne, yy, chęci w nich tkwiły. No, spotkali się przy stołach wbitych w ziemię na, na wielką ucztę i tak dalej, i na ostatnią rozmowę. Niestety, w czasie tej rozmowy nie doszli do porozumienia, ale miejscowość, w której zda, to zdarzenie, yy, miało miejsce, yy, nazywa się do dzisiaj Rozbrat. Tam bracia odeszli ze swoimi armiami i ze sobą już nie mieli zamiaru gadać. Następna miejscowość, pięć kilometrów dalej, nazywa się Pobojewo, bo tam stoczyli oni bitwę i tam zostało pobojowisko, yy, z tych armii. Nie wiem, która zwyciężyła.
Zresztą to nieważne. Jeden z nich w każdym razie wygrał, drugi, drugi dał pola. No i do dzisiaj ta miejscowość nazywa się Pobojewo. Pojeździmy jeszcze pięć kilometrów dalej. Samochodem jedziemy cały czas i cały czas mamy drogowskazy na szosie.
Następ... Trzecią miejscowością jest Tupadły. Tak się nazywa. A Tupadły dlaczego? To miejsce jest miejscem, w którym padli ostatni, którzy uciekli z tego całego pola bitwy. Rycerze. Tam, gdzie ich dopadli i dobili zwycięzcy, że tak powiem. To się zdarzyło. Ta historia, historia, te dzieje rzeczywiście miały miejsce.
Przejeżdżały, przejeżdżamy koło nich, koło nich dzisiaj samochodem. Widzimy uszeregowane trzy miejscowości i nikt nawet nie pomyśli, nie zajrzy do internetu pod hasło Tupadły, Pobojewo i tak dalej. Nie rozpozna historii. Sapkowski to zrobił, Lewandowski to zrobił.
Wykorzystają to w książce, ale powinien również czerpać z tego zwykły użytkownik samochodu. Historia jest, potrafi być straszliwie, nieprawdopodobnie ciekawa, tylko trzeba ją widzieć po prostu. To prawda. Ja tylko jeszcze wspomnę, jakby korespondując głosowo z, z naszym czatem, że, yy, za co należałoby, za co mają cenić na przykład Sapkowskiego Francuzi, jeśli chodzi chociażby o, o, o tą trylogię husycką? No, odpowiem na to pytanie w ten sposób: za świetną historię. Ja myślę, że to nie jest tak, że, że, yy, że każdy czyta swoją historię i czyta tylko powieści ze swojego kręgu- Tak. -yy, kulturowego. Jest tak, że jeżeli historia jest uniwersalna, dobrze opowiedziana, to ona ciekawi. No przecież na tej samej zasadzie czytaliśmy w swoim czasie- O muszkieterach. -historię o muszkieterach. W związku z czym ja myślę, że Sapkowski z tą, z tym Narentą ma, yy, ma szansę.
Czy ją wykorzysta, czy ona będzie wykorzystana, bo to nie jest chyba tylko sprawa samego Sapkowskiego, to się oczywiście okaże, ale szansa na to jest. I ja nie, ja bym tak nie dzielił literatury, tak bardzo państw, państwowo, że jedno państwo sobie pisze, drugie już nie czyta. Jeśli chodzi natomiast- Poczekaj, może, może po prostu warto... W tym momencie się zaczyna. Warto tworzyć na swojej pożywce, po to, żeby po tym na przykład cały świat, bo cały świat dzisiaj w historię o samurajach, że tak powiem, łypnie, nie? Tak, to prawda, no.
Ja tylko powtórzę, bo, yy, bo też na, na czacie wzbudziło to pewne wątpliwości. Yy, rzeczywiście Witold Jabłoński nie jest tak popularny jak Sapkowski, więc powtórzę: Witold Jabłoński. Ten cykl, yy, nazywa się „Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer", a nosi... Poszczególne tomy nosią, noszą następujące tytuły: „Uczeń czarnoksiężnika", „Metamorfozy", „Ogród miłości" i „Trup i korowód". I była też taka wątpliwość, czy, czy ta powieść, o której wspominałem, yy, o kurtyzanie jest. No, tak, jest o kurtyzanie i to bodajże w Grecji, o ile dobrze. Nazywa się to, bo sobie w międzyczasie odszukałem, yy, „Fryne Hetera" i, i- Tak.
-i jest właśnie o tym, o tym, jak potrafią być demoniczne kobiety. A jest dla nas jeszcze tutaj pytanie od Szydercy, yy, właściwie do mnie, ale do ciebie też. Yy, w jakim kierunku idzie dzisiaj literatura SF? No, trochę nie, trochę nie do końca na temat, ale nie, ponieważ tyle mówimy o fantastyce, to na temat.
Wszystko jest na temat. A zatem w jakim kierunku, yy, podąża literatura S-SF? Były czasy literatury zdobywców planet, potem pojawiała się literatura katastroficzna. Dziś wszyscy piszą o zagrożeniach sztucznej inteligencji. A co będzie, yy, na tapecie jutro? Yy, co o tym sądzę ja i co o tym sądzi Wiktor? No to Wiktor pierwszy. Co sądzisz? Co ja sądzę?
Niewiele sądzę. Otóż po prostu, yy, można, można zapytać: dokąd dzisiaj płynie ta karawela Kolumba albo Magellana? Płynie tam, dokąd, że tak powiem, wieją wiatry i dokąd, że tak powiem, ciągnie, ciągnie żeglarza ten. Jak wiatry powieją w przeciwną stronę, to trzeba będzie płynąć w przeciwną stronę. Co, co dmucha w te wiatry? Wiatry, dmucha w te wiatry... Raczej wiatrem w tym jest wszystko: polityka, współczesna nauka, socjologia, w ogóle, no, wszystko, co się dzieje, yy, dzieje na świecie. To jest wiatr, który dmucha w te całe żagle.
My możemy wybrać tylko po prostu kierunek, że tak powiem, w miarę, na ile po prostu uznamy, czyli być tam Sapkowskim, być Komudą, być, być mną, być tobą i tak dalej, nie? Tak.... Ale powiem ci coś. Mimo wszystko nie będzie moja odpowiedź tak filozoficzna jak twoja, tylko powiem, że rysuje się w tej chwili dosyć wyraźnie.
Nie wiem, czy to się przyjmie i czy to tak będzie, ale dosyć wyraźnie rysuje się taki nurt literatury. Ja nie wiem, jak ją nawet nazwać, ekologicznej? W każdym razie natury czy literatury mówiącej o tym, że Ziemia się mocno przekształca, że człowiek prowadząc taką politykę, mm, eksploatacji, jaką prowadzi, doprowadzi do nieszczęścia. I przykładem takim jest chociażby książka, pamięć mnie nie myli, nazywa się ta książka "Wodny nóż" i ona mówi między innymi o tym, że no, woda, to nie żadne odkrycie, że kiedyś woda będzie niezwykle cennym, cennym surowcem. No, nie wiem, jak to nazwać. No, surowcem.
Zostańmy przy słowie surowiec, o który no, będą się toczyły zakulisowe i nie tylko batalie. No, w tym, w Egipcie tak było kiedyś, a w Sudanie jest dzisiaj. Ale to nagle, a to się dzieje. A historia umieszczona jest w tak zwanej nieodległej przyszłości. Być może jest to ten kierunek, w którym, w którym zmierza fantastyka naukowa, a być może zmierza w zupełnie, w zupełnie innym kierunku.
Ja mam jeszcze jedną ewentualność po prostu. Otóż fantastyka już nigdzie nie zmierza. Według mnie fantastyki już w ogóle nie będzie. Właśnie cię najbardziej cenię za ten optymizm, którym promieniujesz.
Fantastyki już dawno nie, nie będzie. Dzisiaj fantastyka zrobiła w latach pięćdziesiątych i pięćdziesiąt lat temu i szesć lat temu w Ameryce, że tak powiem, zrobiła wszystko, co miała do zrobienia. W tej chwili wszystkie narzędzia, które wykształciła i pole zainteresowania, które fantastyka otworzyła oczy, że tak powiem, czytelnikom, przekocowało w inne środki masowego przekazu, że tak powiem. Czyli zwróćcie uwagę, że każdy dobry thriller dzisiaj jest po części dobrą powieścią science fiction. Jest to każda political fiction. Jakiś taki film jest powieścią z natury science fiction tak naprawdę. Tylko, że dzieje się we współczesnym czasie. Mówi o naszym czasie, mówi o zupełnie rzeczach i tak dalej, ale to jest prawie tak, jakby, jakby to była fantastyka naukowa.
Posługuje się narzędziami science fiction i no, tak samo jak wiesz, jak, jak kiedyś były bajki Marii Konopnickiej, a, a Sapkowski dzisiaj, że tak powiem, używa historii do tego, żeby, żeby. Ja nie jestem przekonany, czy jakbyś porównał przy Sapkowskim, zrobił takie porównanie i porównał go do Marii Konopnickiej, czy on byłby zadowolony? Ja po prostu nie wiem. Mógłby być. Mógłby coś ci zrobić, mimo wszystko. Nie, no, ja nie jestem. Ja nie jestem przekonany. Wiesz co? Przejdźmy do... Przejdźmy jeszcze do pisarzy, których naszym zdaniem warto poczytać, a którzy nie są tak zarośnięci pajęczyną jak ci, których wymienialiśmy na początku. A zatem już wymieniliśmy pierwszego, czyli Witold Jabłoński. To jest rzecz, którą warto poczytać, ale z zastrzeżeniem, jeśli ktoś nie lubi takich sagowatych, długich, jakby skomplikowanych intryg, to niech sobie ten cykl Witolda Jabłońskiego daruje. Jeśli ktoś lubi proste historie, to nie jest, to nie jest opowieść dla niego. Natomiast ci, którym podobała się "Gra o tron", mogą w tej powieści, w tej, w tym cyklu zasmakować. Nie jest to oczywiste, bo jak każdy autor pisze, pisze Jabłoński zupełnie innym stylem niż Martin. No, niemniej jednak można się rozsmakować. Ja bym, ja bym to zareklamował inaczej. Napisał to bardzo inteligentny pisarz. Tak jest. Tylko dla inteligencji.
A, no to wiesz co? Ty już dział marketingu możesz otwierać. Dobra, przejdźmy, przejdźmy dalej. Powiem tak, że warto. Według mnie tu jest taka odrobina bydgoskiej autoreklamy, tam. No, nie bydgoskiej, bo tego pisarza akurat wydawała wyłącznie Warszawa, Kraków. No nie Kraków, ale, ale, ale był z Bydgoszczy.
Był z Bydgoszczy. Mówimy w tej chwili o zmarłym w grudniu zeszłego roku Jerzym Gruntowskim. To był człowiek, który pisał różne rzeczy. Pisał taką rasową, twardą SF, ale najczęściej, ale zaczął, zaczął z wysokiego, z wysokiego C, bo zaczął książką, która ukazała się w Wydawnictwie Literackim, a w osiemdziesiątym trzecim roku to było zupełnie inne wydawnictwo niż dzisiaj. Wtedy wydać w Wydawnictwie Literackim, to było coś. To była nobilitacja. To było coś, to, to byle kto nie wydawał. I on wydał tam książkę w osiemdziesiątym trzecim roku. Nazywała się ta książka "Annopolis. Miasto moich snów". To był, to były taki, to był zbiór opowiadań, ale te opowiadania miały to do siebie, że one się toczyły w jednym miejscu, w tym Annopolis właśnie. To jest znowu jakby nie do końca książka historyczna, ale sam, sam Gruntowski był historykiem z wykształcenia i to widać, kiedy się czyta te opowiadania. One są ze sobą powiązane miejscem, czasami nie tylko miejscem, czasami postaciami, ale widać od razu, że to jest rasowy historyk.
On potrafił faktycznie w fikcyjnym miejscu opisać to, co doskonale z historii znamy. Opisywał świetnie. Ja wiem, czy mechanizmy to złe słowo, jest mechanizmy. Opisywał po prostu to, jak czasami historia mieli ludzi, a czasami jak ludzie powodują, że ona ich mieli. To są takie historie. Zresztą o-... To na tyle było, na tyle było nośne i na tyle było, yy, ciekawe i poczytne, że w pięć lat później, w osiemdziesiątym ósmym roku, yy, Jerzy Gruntkowski wydał drugi zbiór opowiadań, który się nazywał „Annopolis. Światło, yy, światło, Świat mojej wyobraźni". Yy, dwie książki, które były wydarzeniem. To były książeczki, które naprawdę, yy, wśród ludzi, którzy lubią historię, lubią te wątki historyczne, no, zrobił, zrobiła ta książka sporo szumu, aczkolwiek nie była książką, yy, czysto historyczną. No, wręcz przeciwnie. To było Annopolis, to było miasto, które gdzieś tam było w jakiejś przestrzeni, ale to, co się w nim działo, było nam jak bardzo dobrze znane. Tylko ja bym chciał tutaj, yy, wrócić do zasług, że tak powiem, rozdzielania. Otóż ty mówisz Gruntkowski dzięki temu, że się na tym znał. Nieprawda. To dzięki mnie. Jasne! Książka była dobra.
Dzień bez autokomplementu jest dniem straconym. Otóż, kiedyś siedziałem, tłukłem jakieś swoje dyrdymały na maszynie do pisania, bo komputerów wtedy jeszcze nie było. I zadzwonił do mnie jakiś młody człowiek.
Tam miał chyba czternaście, czy... Nie, pardon, już miał osiemnaście lat, ale chyba wyglądał na czternaście. Taki w oku-- przyszedł do mnie w okularkach i tak dalej. Przyniósł garść, zeszy- zeszyt z opowiadaniami, zapytając, pytając, czy to dobre i tak dalej.
Zapytałem: „Kto ty jesteś?", nie? On się przedstawił, że to: „Jestem Jurek Gruntkowski". Ja mówię: „A co ty robisz?" „No właśnie skończyłem ten, yy, liceum i poszedłem na studia". „Tak? A co studiujesz?" No to mi powiedział. To za chwilę. No i ten i, no i, ale chodzi o te opowiadania.
Wziąłem te opowiadania. Kiedy sobie poszedł, to wziąłem, rzuciłem okiem i, i jęk się we mnie tragiczny obudził. Po prostu to była tragedia. Jakieś, jakieś, cholera jasna! Te Tupolewy latały po, po tym, po, po, po jakimś bojowisku, strzelały z blasterów, skakali po jakiejś tam stacji, yy, na Solarisie, gdzieś. Wszystko to było tam, działo się wokół Księżyca, tak jak w tej naszej historii i tak dalej. Zupełne, zupełne takie parodia Stanisława Lema, yy, z bajek, z historią o pilocie Pirxie i tak dalej, nie? No, no, poczytałem to i tak dalej i ręce mi opadły, nie? No, po tygodniu zjawił się ten Jurek Gruntkowski u mnie. Ja mówię: „Kochany, pięknie żeś napisał i chwała za to, bo, bo pisanie to szczytna rzecz, więc warto pisać i warto wstąpić w grę.
Ale ja do ciebie, mam do ciebie pytanie: gdzie ty studiujesz?" On mówi: „W Toruniu, na, na uniwersytecie". Ja mówię: „A co ty studiujesz?" „Historię". Ja mówię: „To po cholerę ty marnujesz pióro na, pióro na opisywanie jakichś wyimaginowanych rzeczy? A interesuje cię historia?" „Fascynuje". Jak zaczęliśmy gadać o historii, to widziałem, że facet ma ogromne pojęcie. Wszystko wie. Ja mówię: „Dlaczego nie używasz tej wiedzy swojej i swojej pasji historycz-- historyka, yy, tego i ogromnej wiedzy do anegdotek, tych właśnie historycznych, do pisania. Napisz książkę, w której wykorzystasz pełną ręką swoje, swoje naturalne zdolności i tak dalej, nie? A to, to se wyrzuć albo włóż tam do, do tego pod, pod materac na, na pamiątkę rodzinną i tak dalej, nie?" Widać było, że Gruntkowski był nieutulony w smutku, jeśli chodzi o ten cały zeszyt z tymi swoimi bazgrołami. Natomiast dal-- yy, dalsza rozmowa, czyli rozmowa o historii, o starożytnym Rzymie, właśnie o Hannibalu, o Spartakusie, o tych całych rzeczach, bardzo go podbudowała, bo tutaj był dla mnie absolutnym partnerem i mogliśmy sobie, że tak powiem, ja go uczyłem, ale on mnie mógł wiele rzeczy nauczyć po prostu, chociaż miał lat osiemnaście, nie? No, ja miałem niewiele więcej, bo dwadzieścia parę. No i w każdym bądź razie potem po...
I poszedł. I mi tak minął rok. Nawet chyba zapomniałem, że on żyje na świecie. I dopiero nagle się okazało, że dostał nagrodę literacką we Wrocławiu za, za książkę właśnie Annopolis, nie? Ja mówię: „Wow! A co, co on tam napisał, nie?" Przyszedł do mnie z tą książką.
Wziąłem tą książkę. No i tak, no i widzę. No, on pisał, używał swojego języka, własnego języka, swojego spojrzenia historyka na historię. I w tym momencie od razu się stało ciekawie. I dlatego jest tu odpowiedź.
Historię można kochać. Jeśli historię się kocha, to nawet można napisać cudowną książkę. A jak historia jest płaska jak deska, no to co ty z niej wyciągniesz? Najwyżej zadrę od-- jakąś pod paznokieć złapiesz.
Wieje nudą. No, wieje nudą wtedy. Okej, odpowiadając szydercy, mm, czy to wizjonerstwo, czy nie wizjonerstwo? Nie wiem. Myślę, że niezła zabawa. To, yy, to, co mówię, może być nieczytelne, ale to jest nawiązanie, nawiązanie do tego, co się, co się znalazło na czacie. Więc stąd taka, ta- taka mała, taka, taka, taki mały wtręt.
Jedźmy dalej z, z literaturą historyczną, bo jest taki pisarz, dzisiaj zapomniany. I powiem ci szczerze, że ja dawno też nie zaglądałem do tego autora. I znowu padnie nazwisko, pewno, o którym niewiele osób słyszało. To nazwisko to Sujkowski. Ach! No właśnie, kto słyszał? Jestem ciekaw, czy ktoś w ogóle słyszał, yy, z naszych słuchaczy o takim autorze, który nazywa się Sujkowski?
Bogusław Sujkowski. Yy, mieszkał we Wrocławiu i tam pisał książki, czyli też niedaleko w sumie Bydgoszczy.... Yy, ja się wychowałem, może mama, mamusia mnie karmiła piersią, jak byłem, miałem, yy, rok czy, czy pół roku, ale zaraz po tym zaczął mnie karmić Sójkowski swoimi książkami, bo czytałem je jeszcze w przedszkolu. Napisał ich coś, o ile dobrze pamiętam, ze trzydzieści, ale może troszkę mniej, ale napisał tego sporo.
Niektóre tytuły mogą być znane, tylko nie kojarzone z nazwiskiem, bo takie, taki tytuł jak "Liście koka" albo- "Rydwany bojowe". "Rydwany bojowe", "Lisowszczycy" to może jest taka znana... "Jantarowy szlak". "Niebogowie" o Cortezie w Ameryce, bo to są li-- to jest facet, który pisał nie tak jak Sapkowski, yy, i Komuda, yy, na pożywce naszej tutaj narodowej. On również to wykorzystywał, tak jak w "Lisowszczykach", nie? Ale Sójkowski miał ogromne, yy, jak z kałasznikowa strzelał po historii całego świata, po prostu. Yy, sypa- sypały mu się te łuski wszędzie i tak dalej. I Sójkowski pisał... No, ja pamiętam moją pierwszą książkę, którą przeczytałem jeszcze w przedszkolu, pa, yy, bo mnie kuzynki nauczyły szybko czytać. Byłem bystry, prawdopodobnie jako dziecko.
To już drugi raz, trzy- trzeci raz dzisiaj, trzeci raz. W każdym razie czytałem książkę "Na jantarowym szlaku". Wiecie co to...? Słuchajcie, to jest tak cudowna rzecz. To jest tak, jak wspomnieliśmy Rudego Orma. Rudy Orm, yy, żongluje, że tak powiem, w Europie z chrześcijanami tam i tak dalej. Tego, to jest cudowna historia.
Z islamem jeszcze. Z islamem, tak! To jest cudowna rzecz o wojowniku skandynawskim w świecie. Polecam Rudego Orma, ale również polecam "Na jantarowym szlaku". Co to jest za historia? Otóż jest to historia rzym..., nie, jakby nie było rzymskiego patrycjusza, który przyjeżdża tutaj do Polski, tam, do, na te tereny, po, po, po to, bo jakiejś kochance, że tak powiem, w Rzymie obiecał, yy, troszeczkę tego bursztynu, że tak powiem, nie? No i to jest historia znowuż nie w świecie, tak jak Orm, ale patrycjusz, inteligentny arystokrata rzymski, który się nagle zaczyna bratać z, z naszymi parcięty- parciętami, że tak powiem, z tymi słowiańskimi gaciami.
Zupełnie tutaj, na tych, yy, na tych naszych wertepach, yy, wszechpolskich, jeszcze przedpolskich, bo Polski nie było, no ale to tam, tam tego. I historia jest straszliwie ciekawa. Gdyby to dostał, jak, yy, Ridley Scott, po prostu zrobiłby genialny film fantasy. Bo to jest co prawda powieść historyczna, ale również powieść, yy, no, granicząca z fantasy zupełnie, czymś takim. A dzieje się tutaj, w po... na terenach, gdzie kiedyś powstała Polska, no i tak dalej. To, tym się parał Sójkowski.
"Na jantarowym szlaku". Cudowna historia. Tak, tylko wiesz co? Mnie interesuje coś innego, yy, bo ja, yy, mówiąc szczerze, nawet przed naszą audycją nie dotarłem. Yy, ja to kiedyś czytałem. Jestem ciekaw, to może nawet jest, yy, bo ja tak z czystym sumieniem, yy, ja pamiętam te historie i one też mi się wydają ciekawe, ale z czystym sumieniem naszym słuchaczom tego nie polecę, dlatego że ja tego dawno nie czytałem- Tak. -i ja nie wiem, jak to się czyta dzisiaj. To może nawet jest ciekawe. Tak, ja się zgadzam. To jest może nawet ciekawe, żeby sprawdzić. Może któryś z naszych słuchaczy, zachęcony tym, co mówimy, sprawdzi, czy to się jeszcze dzisiaj czyta, czy to się dzisiaj- Czy jeszcze Sójkowskiego na przykład, na przykład Sójkowskiego można dzisiaj poczytać i tak dalej. I niech to skomentuje, bo, bo- "Na jantarowym szlaku" chociażby, yy, "Liście koka"- Tak, tak.
..."Lisowszczycy" to taka troszkę nowsza już historia, historia. Wydaje mi się, że to było fajne, ale to, to było fajne ileś tam lat temu. Fajne. A dzisiaj? Dzisiaj nie wiem. Wiesz, yy, ja, yy, trzeba tutaj podkreślić, yy, dlaczego kiedyś to było fajne, a dzisiaj to takie fajne nie jest, nie?
Otóż, yy, tak jak wspominałem kiedyś takiego pisarza, yy, kanadyjskiego czy francuskiego, yy, czy angielskiego, tam anglosaskiego, w każdym razie Fenimore Cooper, który opisywał kanadyjskie wertepy, że tak powiem. Na dwudziestu stronach opisywana była przyroda Kanady, te sekwoje, te, te cudowne tego i tak dalej, i to błoto, w którym się brodzili Indianie, i te komary, które je gryzły. I tak leciało dwadzieścia stron. Otóż my dzisiaj, yy, mając, yy, filmy, yy, o, o... wszyscy wiemy, jak wyglądała kiedyś, yy, na przykład lasy deszczowe w Ameryce Południowej, yy, czy, czy tam- One na szczęście jeszcze tak wyglądają. Jeszcze tak wyglądają. Na szczęście jeszcze tak.
Nie tego, ale wszyscy je znamy z filmów. Znamy je z filmów przyrodniczych, z National Geographic, yy, znamy je z, z ksią... i tego. Już nie potrzeba tego wszystkiego opisywać. Wystarczy dać hasło, słowo, kawałek strzępa i już to wszystko wiemy.
Yy, dlate- dlatego, yy, te języki dawne, które musiały nam najpierw opisać rzeczywistość, żeby tam umieścić, nie? Jakoś tego. Ja musiałem się kiedyś dowiedzieć, kto to jest muszkieter, jakie nosi ubranie i z czego strzelał, jaką broń używał, żeby mieć o tym pojęcie. Dzisiaj nie potrzeba tego wyjaśniać. A! Wystarczy tylko słowo "muszkieter". Nie do końca, nie do końca. Zaraz opowiem ci piękną historię- Well, well ... o Jacku Komudzie i o pewnym sporze, który toczył, yy, toczył- Tak ... na forum internetowym. Ale chwileczkę, zanim, zanim o tym, to jeszcze, jeszcze, jeszcze kilka, kilka remanentów. Otóż Szyderca tutaj cały czas drąży sprawę. A pyta o książkę "Nadciąga burza", którą byłem w swoim czasie popełniłem. To już się przyznam, yy, że, że ją popełniłem. Podobnie zresztą jak tego "Kota z Czesze", o którym wspominał wcześniej. Yy, pyta Szyderca, czy te, ponieważ to jest książka o takich rzeczywiście dwóch przestrzeniach przenikających się, yy, realu i świe- św..., o świecie, świecie sennej wizji, no, tak to możemy teoretycznie określić. Czy to jest przyszłość fantastyki?... Ja nie wiem, czy to jest, ja nawet nie wiem, czy to jest specjalnie odkrywcze. No, nie jest jakby, yy, zadowolony jestem z tego, z tego, z tej książki "Nadciąga burza", ale czy ona jest aż taka oryginalna? Myślę, że tym fantastyka się tak naprawdę karmi od zawsze, czyli właśnie tym przenikaniem się dwóch światów. Tego, co realne, co nierealne, yy- Co było i co jest. Co było, co jest. I co będzie, tak. Tak, ale to z całą pewnością dzisiaj się nie, nie wchodzi w temat dzisiejszej audycji, bo to nie jest, to nie jest mimo wszystko zbiór opowiadań, który gdzieś tam mocno w historii się, yy, tapla. No, może by się znalazły ze dwa opowiadania, które gdzieś tam w historię sięgają. Może troszkę więcej, ale w gruncie rzeczy to na pewno nie jest, nie jest książka o, o, o, jakby wchodząca w nurt literatury, literatury, którą nazwaliśmy sobie na, na potrzeby dzisiejszej audycji literaturą historyczną. Lubię ją, bo moja, no, ale to jakby nie, nie jest tematem dzisiejszej audycji, yy- Lubię ją, bo twoja.
Tak. No to cieszę, cieszę się. Ja będę drążył, drążył. Zanim o Jacku, o Jacku Komudzie, to, mm, powiem jeszcze o jednej autorce, która też ostatnimi czasy, ee, zdobywa dużą popularność i myślę, że w sposób zasłużony tę popularność zdobywa.
Tym razem, tym razem, tak jak powiedziałem, autorka Elżbieta Cherezińska. Tak. To jest kobieta, która też na równi ze wspomnianym już Witoldem Jabłońskim, oni jakby równo działają i właściwie są bardzo często te nazwiska dwa są zestawia- zestawiane ze sobą jako pewien taki sygnał pewnego, yy, odrodzenia się literatury historycznej, ale która czerpie jednocześnie z takich pokładów fantastycznych. I myślę, że to nazwisko, czyli Elżbieta Cherezińska, warto zapamiętać. To so-- to jest nazwisko, które, które warto czytać.
Yy, jakie tytuły? No, tytuły, yy, o ile... Powiem szczerze, tutaj dałem ciała, bo się nie przygotowałem, ale pamiętam taki tytuł na przykład "Bóg z Piastami". Mm. O ile dobrze, o ile dobrze pamiętam. Dalej, yy, jak to się na...? "Bóg z Piastami". Nie, to się... Jest taka powieść, która się nazywa "Harda". O, na przykład. Jest taka, taka powieść, która się nazywa "Harda". To już na pewno, to już na pewno. Yy, i, yy, to, to, to jest książka, którą, która, po którą na pewno warto, warto sięgnąć. A z tymi Piastami coś mi się pomyliło. Nie mogę sobie tego tytułu przypomnieć. No trudno. W każdym razie ja polecam, bo, yy, czytałem dwie książki tej autorki i są to książki, które się bardzo dobrze czyta. Nie potrafię powiedzieć, czy one, czy to jest, czy ta literatura zachwyci każdego. Nie potrafię. Ja się nie potrafię w ogóle wczuć w rolę, w rolę odbiorcy. Mnie się albo coś podoba, albo nie. Ja mam taki, jestem prosty człowiek i, i mnie jest łatwo zafascynować. I ja się w ogóle jak... W ogóle się cieszę, jak ludzie piszą i piszą rzeczy w miarę mądre i jak to się daje czytać, to ja się już cieszę. I to taki, taki, taki głupkowaty widocznie zostanę, że jak ktoś coś napisze, to ja się cieszę. No więc w tym wypadku, yy, w tym wypadku, z tego, co pisze pani Elżbieta Cherezińska, ja się cieszę. To się dobrze czyta i ja jestem, ja jak najbardziej, jak, jak najbardziej polecam. Yy, i to powiedzmy...
Natomiast dostaliśmy w korespondencji jeszcze jedną sugestię. No i tu się nie mogłem oprzeć. Otóż dostaliśmy propozycję, taką do- dorzuconą do, do puli, że warto powiedzieć o powieści, yy, która powstała bodajże w latach osiemdziesiątych. Napisał ją, yy, Zbigniew Nienacki, a nazywa się "Dagomy Judex". Tak. I kto to wie? No pewno dzisiaj już niewielu, ale to jest powieść, która po pierwsze się jeszcze nie zdążyła zestarzeć za bardzo. To jest duży, duża zaleta, duża zaleta, yy, tejże powieści, bo "Dagomy Judex", yy, to podobno, to taka ploteczka jest, głosi, że Nienacki, jak-- ponieważ Nienacki zajmował się pisaniem samochodzików, planów samochodzików. Temat skądinąd dosyć bliski, przynajmniej mnie. Ale, yy, obiecał w swoim czasie, jeszcze jak żył Paweł Jasienica, polski historyk- Tak.
Obiecał Jasienicy, że kiedyś jakby spróbuje zająć się tematem takiego upowszechnienia, takiego- Mhm. Takiego pisania historycznego o początkach i tak dalej, i tak dalej. I właśnie ta książka mówi o początkach państwa polsk... No, nie, właściwie tym, co się działo przed tym, zanim państwo powstało, zanim się pojawił Mieszko, zanim się pojawił Chrobry. To właśnie mówi, mówi o tym. No i Nienacki uczynił bohaterem tej książki, yy, bohater się nazywa Dago Piast, jakby z dynastii Piastów. Yy, to jest jakby Piast, który jest dziadkiem Mieszka I i opowiada jego historię. Ten Dago wierzył, że pochodzi z rodu Olgrzymów, yy, że pocho..., że, że jakby tę moc stamtąd czerpie. O, cieszę się, bo na, bo na, bo na czacie napisano, to, to bardzo mnie cieszy, że jednak ludzie wiedzą, pamiętają i kojarzą "Dagomy Judex" Nienackiego. To mnie uspokaja i bardzo, i bardzo cieszy, bo to książka też, którą, yy, która, tak jak powiedziałem, nie zestarzała się i którą warto przeczytać. To jest wizja, wizja, yy, no, bardzo literacka.
Czy, czy prawdziwa? No, nie nam rozstrzygać, ale spójna znowu, znowu bardzo spójna. To jest historia opowiedziana jak, jak mogły wyglądać początki, początki... Co było, zanim się pojawiło państwo polskie, zanim zostaliśmy, za- zanim się Mieszko ochrzcił, zanim się Chrobry koronował, to, co się działo.
I on, mówię, gdzieś tam pochodzimy z rodu, yy, przynajmniej Dagomy pochodził z rodu Olgrzymów. Yy, wiele tam jest dramatycznych historii. Wiele, yy, co w swoim czasie było też dużą zaletą tej książki. Wiele scen erotycznych się odbywa tam na przykład. I to też w osiemdziesiątych latach, kiedy- Tak ... kiedy tego rodzaju literatura nie była specjalnie rozpowszechniona, to miało swoją wartość, że Nienacki trochę poświntuszył na, na, na kartach książek, na kartach książki.
Znaczy, że Słowianie również potrafili. Znaczy, że też potrafili. Tak, tak. No więc według, według niego potrafili bardzo. No i, i cóż, no-...Nienacki to autor, autor mi o tyle bliski, no, że, że gdzieś tam, gdzieś tam popełniłem, yy, dziewięć kontynuacji jego dzieła wielkiego, czyli, czyli, czyli Pana Samochodzika. Nikt oczywiście nie dorówna samemu mistrzowi, no bo mistrz robił to w sposób specyficzny i taki, z taką, z... Dobre słowo: niedoścignioną maestrią. On to jednak robił w sposób, yy... Teraz te samochodziki się zmieniły. I to już abstrahując od tego, że ja tam maczałem palce w tych, tych iluś tam tomach, to tak samo przecież Pilipiuk, kiedy pisał. To są inne książki. Znowu to są, to jest inne pisanie. Dlaczego o tym mówię?
Dlaczego w ogóle teraz się rozgadałem, rozgadałem o Samochodziku? No, po pierwsze dlatego, że ten sam autor, czyli Otaczego Majutex, ale po drugie, po drugie dlatego, że, że maczałem w tym palce, czyli pisuję te samochodziki.
No, więc taka odrobina autoreklamy nikomu nie zaszkodziła. Mnie, mam nadzieję, też nie. Ale jest jeszcze trzeci powód. Otóż warto zauważyć, że te książki z serii Pan Samochodzik bardzo często, bardzo często, właściwie w każdym tomie odwołują się do historii, do pewnego wydarzenia, które miało miejsce gdzieś przed laty, a dzisiaj jest ono w jakiś tam sposób rozszyfrowywane przez głównych bohaterów. Wcześniej przez, przez Tomasza, obecnie przez Pawła Dańca. Był taki czas, że działali razem. W każdym razie to jest za każdym razem jakiś rodzaj zagadki historycznej, nawiązania do historii, pewnego wykładu historycznego.
Czasami niestety i przyznaję to autokrytycznie, ale też jakby w imieniu wszystkich autorów. Czasami te wykłady historyczne bywają, bywają dla niektórych nużące i może niekoniecznie, niekoniecznie są fajne, no, ale no taka już, taka już specyfika. Ostatnimi czasy staram się nawet tych, takich, takich historycznych wtrętów wrzucać jak naj-, wrzucać jak najmniej. W każdym razie, w każdym razie ja polecam. Tym bardziej że to te Samochodziki współczesne już nie, nie... Chociaż właściwie te, te Nienackiego również. One gdzieś wychodzą z tego samego pnia, z którego później zaczęły wyrastać. Zaczęły. Bardzo, bardzo podobną tematyką, przecież tylko dla dorosłych zajmuje, zajmuje się Dan Brown. Też sięga do historii po to, żeby opisać współczesność. No, Nienacki robił dokładnie to samo. A my, tam ci wszyscy kontynuatorzy, mniej lub bardziej udolnie, to staramy się naśladować. No, ale zwróć uwagę na strasznie ciekawą rzecz po prostu, którą powiedziałeś o tym Dagomar Judex.
Otóż ta książka nam się... My mamy pytanie postawione na początku: czy historię można kochać? To cały czas się tego trzymam, bo zwróćcie uwagę, że my ze szkoły co żeśmy wynieśli? Wynieśliśmy jakiegoś Bolesława Chrobrego, no, może jeszcze Mieszka I i jeszcze paru Ziemowitów, którzy byli przed nim i tak dalej, i właściwie niewiele więcej. I tak nam się wydaje, że tak się ukonstytuowało to państwo, ten naród i to wszystko, co tutaj na tej ziemi mieszka do dzisiaj. Otóż to nieprawda. Tak naprawdę ciekawie to tam było, ale pod podszewką. I o tym mówi cała historia.
Sięgnięcie pod podszewkę, pod tego, co się działo tam, zanim się ukonstytuowało to społeczeństwo, to jakieś, to między, między, między Wschodem a Zachodem, między Południem a Północą, między Czechami a Skandynawią, między Wolinem a, a Śląskiem i tak dalej. To dlaczegoś powstało. Jakaś tajemnica tkwi.
Dlaczego ci ludzie postanowili, że są razem? Dlaczego? Dlaczego, że ich coś wiąże i tak dalej. I w to wchodzi właśnie Nienacki. Grzebie w tym całym środowisku i to... I teraz ja powiem coś, co właściwie powinno kończyć audycję, Marku.
Otóż- Bardzo mi przykro, ale jeszcze nie. Będziemy, będziemy, tak, ale ja mówię o tym, co tego. Wiele dokonań tej cywilizacji, wiele rzeczy, takich jak na przykład powieść science fiction, jak opera i operetka, jak opera czy jakieś inne rzeczy, jak film i tak dalej, być może odlecą w zapomnienie. Powieść historyczna będzie zawsze istniała. Dlatego, dlatego, gdyż jest interpretacją tego, co jest pod podszewką wizji o... Pod podszewką dziejów, próbą zrozumienia, dlaczego. Dlaczego? Dlaczego?
No, a dlaczego powstał Kościół anglikański, nie? Dlaczego w ogóle? Co się stało, że w ogóle to tak w ogóle nagle zakwitło? No huć, huć! Huć, huć. Dokładnie. I wystarczy zajrzeć pod podszewkę i od razu mamy piękną historię, a przynajmniej fascynującą. Henryk VIII miał, miał potrzeby niespożyte.
No i- I nawet kościół stworzył. Po prostu wystarczyło coś takiego- Wiesz, że już się ekskomunika szykuje. Właściwie nie ekskomunika, ale w każdym razie jakieś małe spalenie na stosie. Ja powiem jedną rzecz.
Mówię to pewno po raz trzeci albo czwarty. O.35 ma jakiegoś chipa szpiegującego w mojej głowie, bo napisał właśnie coś takiego. Pamiętasz? Przed audycją się o to spieraliśmy. Ja dokładnie przeczytam znowu. Napisał o tym, że czeka, że ktoś popełni książkę o naszych pradziejach w nawiązaniu do najnowszych badań genetycznych naszego narodu. A chodzi o- Tak. Czujesz to?
Tak. A o co się spieraliśmy przed, przed tym? Tak, tak.... Otóż zastanawialiśmy się, czy mówić, czy nie mówić o autorze, yy, zresztą bardzo znanym pisarzu science fiction. Na- nazywa się Czesław Białczyński. Tak. Ale dzisiaj znany jest też z tego, że poza tym, że pisuje fantastykę i to taką mocną fantastykę naukową, to, yy, dużo pisuje również o pradziejach słowiańskich. Pisze o kulturze s-, yy. Ja nie zapomnę tej dyskusji, która się w swoim czasie na festiwalu w Nidzicy, Festiwalu Fantastyki, odbyła pomiędzy właśnie, mm, panem Białczyńskim a obecnym tu Wiktorem Żwikiewiczem, kiedy panowie pili sobie ździubków i opowiadali sobie właśnie o badaniach genetycznych. Jak to dzisiaj można udowodnić? Jak to te narody się szwędały po Bliskim Wschodzie, po Europie, po Dalekim Wschodzie? Jak to wszystko sobie wędrowało? Bo kiedyś, yy, takie ustalenia, jak te narody wędrowały, yy, robiło się na podstawie języka, na podstawie śladów materialnych. A dzisiaj panowie, yy, dogadali się- Tak. -że można to zrobić na podstawie badań genetycznych. I z jednej strony, oo, mówię, temat fascynujący, a z drugiej strony niepokoi mnie ten czip szpiegujący w mojej głowie, bo za każdy... Właściwie nie ma audycji, żeby, żeby, żeby się coś takiego nie zdarzyło, że o trzydzieści pięć podaje, jakby co, o czym właściwie myśli, o czym właściwie myślimy. No, ale to tak już widać jest. Ja à propos tych całych badań genetycznych, to od razu spuentuję to taką sytu-- anegdotycznie zupełnie. Otóż ludziom, którzy się na tym, yy, nie orientują, yy, w naszych, że tak powiem, korzeniach genetycznych, chcę uświadomić jedną rzecz.
Otóż z kim my jesteśmy spokrewnieni? Poza małpami oczywiście. Otóż, yy, Słowianie, ci, którzy tutaj mieszkają nad Wisłą, są piekielnie blisko spokrewnieni. Po pierwsze, yy, z Irańczykami, czyli z Persami. Yy, dziwne, prawda? Przecież tutaj było tyle narodów i tak dalej tego, ale, ale niestety jesteśmy bardzo blisko spokrewnieni z Irańczykami, dlatego, że prawdopodobnie kiedyś, kiedy żeśmy wywędrowali z tego azjatyckiego kotła gdzieś tam w okolicy Himalajów, to kiedyś byliśmy wspólnymi sąsiadami i prawdopodobnie żeśmy się mieszali. Yy, w wielu plemionach irańskich, czyli perskich, są ludzie o białej skórze i błękitnych oczach, yy, zupełnie jak Słowianie wyglądający. I odwrotnie u nas jest pełno czarnych. Yy, też byłeś czarny, prawdopodobnie zanim wygładziłeś się dostojnie. No, ale tego. W każdym razie jest coś takiego.
Jesteśmy blisko z nimi spokrewnieni. A z kim jeszcze? Yy, bo jak żeśmy uciekali, to myśmy uciekli tutaj na, na, na, na Daleki, na Dziki Zachód. Persowie uciekali południem, myśmy uciekali północą. Yy, chyba, mm, parę wieków żeśmy zimowali gdzieś, yy, koło, koło, koło, pod Uralem, na stepach.
Natomiast ktoś uciekał na południe, yy, od tych Himalajów. Otóż my jesteśmy, yy, bardzo blisko spokrewnieni również z Tamilami. Yy, ci z Cejlonu, którzy już tam ich niewielu zostało, bo ich tam, yy, wytłukli, yy, ostatnimi czasy. Tak, tak, tak, tak!
Wiktor się zaczyta. Tak, tak. Wyczytał się w czasie. Tak, tak. No to powiedz. W czasie. Yy, z, yy, to, to ktoś podkreśla, że z Hindusami i tak dalej. No tak, no ale po prostu zwróćcie uwagę, że jak wygląda- I Afgańczykami. I Afgańczykami. Zwróćcie uwagę, jak wygląda nasza wizja Pana Boga, że tak powiem.
Zupełnie tak samo jak derwisz, yy, hinduski, kręcą, siedzący na ziemi, zbierający datki. To jest strasznie bliskie podobieństwo europejskich wyobrażeń, yy, mm, tego Najwyższego oraz tego, co nas, yy, czym myśmy kiedyś byli. No, w każdym razie, ale Tamilę, yy, wrócę do tematu. Tamilę uciekli najdalej na południe, czyli już dalej nie dali- Nie mogli dalej. Nie mogli dalej uciekać, bo, bo na Cejlonie się ostali. Ale kiedyś byliśmy wsp, yy, byliśmy jedną rodziną, mieszkaliśmy razem, mieliśmy te same żony i tych samych mężów, że tak powiem. Dzieliliśmy się opłatkiem podczas Wielkanoc... Nie, no nie szalej. No proszę cię, no jakim opłatkiem? No to ty, wiesz, piliśmy krew po prostu, że tak powiem, z tego samego wroga, którego żeśmy utłukli. No, yy, no to krew i ciało, opłatek, prawda? No.
Wiktor, ja ci mówię, ekskomunika jest bliska. Yy, no, w każdym razie i te rzeczy, które kiedyś ja akurat na ten temat, tych gene, yy, pokrewieństw dowiedziałem się od niejakiego Stefana Wańkowicza, językoznawcy i pisarza, i tak dalej. Natomiast po wielu latach nagle potwierdziła to wszystko genetyka.
Normalnie. I ja nagle, jak zacząłem, ja się na tym wiele nie znałem, ale jak zacząłem rozmawiać z punktu widzenia tego, co się dowiedziałem od, yy, Stefana Wańkowicza, jak za, z, z Czesławem Białczyńskim, ała!
To nagle on wszystko, cokolwiek ja nie walnąłem, to on nagle mówił: „Tak, Wiktor, a to jest tak i tak, a za, yy, w genetyce to jest tak i tak, a to, to jest tak”. Ja mówię: „Naprawdę? To świetnie! To znaczy, że, yy, że mam rację, tak?” Też się dowiadywałem o tym, bo wiara, a prze..., i przekonanie nie zawsze przecież, mm, świadczą o prawdziwości tego, co się mówi, nie? No dobrze. Paderewski twierdzi, że nikt nie uciekał. No, być może nie uciekał, a być może się tylko przemieszczał. No, nie wiem. Możliwe, że to, że rzecz nie była w uciekaniu. No. To jakby rzecz jest- Zgadzam się. Niekoniecznie, rzeczywiście. Tak, nie, no.
Niekoniecznie musieli uciekać, to prawda. Nie musieliśmy uciekać. Wystarczy to przełożyć. Goniliśmy Niemca, tak? No, kogoś goniliśmy. Germanów. Mogliśmy, mogliśmy kogoś gonić. Myśmy gonili Germanów wtedy....
Powiem jeszcze tak: nie powiedzieliśmy jeszcze o jednym pisarzu, który dzisiaj, no, słabo się kojarzy z powieścią historyczną, ale jednak zaczynał od takowej, też przemieszanej z fantastyką. A mam na myśli Rafała Dębskiego. Dzisiaj kojarzony jest bardziej ze space operą, z takimi latającymi statkami. No, w każdym razie z szerokimi planami kosmicznymi.
Dzisiaj, dzisiaj właśnie o takim, takiej tematyce pisze. Natomiast jego bodajże pierwszą powieścią, która się ukazała, to była powieść "Łzy Nemezis", która dzieje się w czasie jednej z wypraw krzyżowych. Już nie pamiętam, mówiąc szczerze, której.
Za czasów króla Ryszarda Lwie Serce. I to jest moim zdaniem kawał dobrej powieści, która miesza bardzo, w bardzo taki udany sposób te wątki historyczne, bo facet wie, o czym pisze. Naprawdę. To jest człowiek, który po pierwsze uwiarygadnia go to, że pisze o rycerzach, a sam przez długi, długi czas brał udział w walkach rycerskich. Ma, miał miecz, miał całe wszystkie dodatki do tego miecza, a potrafił, potrafił tym mieczem odpowiednio machać. Nie, w ogóle nie wiem, czy ja dobrego słowa używam. Machać. W każdym razie potrafił się tym mieczem posługiwać, więc tu był wiarygodny. Kiedy się czyta opisy, jego zbrojne opisy jego dotyczące walk, no to jest wiarygodne, bo facet po prostu potrafi tym mieczem machać i jak pisze o walce, to wie, o czym pisze. Ale w ogóle ta książka ma, ma szereg, szereg ciekawych, takich fantastycznych wątków, ale też takich, takich wątków poznawczych. Ja myślę, że to jest dobry kawał, dobry kawał historii, zarówno w tym ujęciu ciekawej opowieści, jak i tym ujęciu, no, historycznym stricte. O dziejach, o dziejach po prostu. Ale, ale cóż, żeś mnie kopnął pod stołem? Nic nie kopałem. Niechcący, bo niechcący, bo powiedziałeś o tej wiarygodności, że tak powiem, pisarza, który również ma miecz i potrafi walczyć i tak dalej. Otóż ja rozumiem, Marku, że Komuda co prawda czasami niechętnie przesiada, bardzo niechętnie wsiada do samochodu, bo zwykle jeździ konno i z szablą przy boku. No i według ciebie to dzięki temu jest wiarygodnym pisarzem. Tylko że ja w tym momencie musiałbym latać kosmolotem. Ale w swojej opowieści, jak mówiłeś, że, że o tym księżycu i o tym człowieku, to chyba rzeczywiście tak było. Czyli być może jestem również wiarygodny. Być może. Szyderca pisze, że podaje, podaje pisarzy niszowych. No, być może Rafał Dębski jest pisarzem niszowym. Wspierał, wspierałbym się. Ale poczekaj, poczekaj, poczekaj, poczekaj. Ja, teraz ja. Teraz ja. Może jest niszowy? Nie wiem. Ja za takiego nie uważam, ale nawet jeśli przyjmiemy taką definicję, to na pewno niszowa książka pod tytułem "Łzy, Łzy Nemezis" jest warta przeczytania. Jeśli to nawet jest niszowa książka, to warta jest przeczytania.
Widzisz co? Ja nawet sądzę, że bardziej jest warta przeczytania niż książki o, o tym, że gdzieś tam się coś w kosmosie dzieje, takiego na pełną skalę bitwy kosmiczne i tak dalej. Ja akurat uważam, że warto przeczytać, bo to fajne książki, ale jeśli, jeśli już nawiążemy do historii i do tego, co mówiłem o walce mieczem, to zdecydowanie. Ja nie wiem, czy Rafał Dębski lata kosmolotami, czy, czy podbija, podbija inne planety, gwiazdy i w ogóle czy, czy się pro-promowija. Mieczem laserowym powinien machać. Mieczem macha zdecydowanie, zdecydowanie nieźle. Czy jest niszowy?
Czas pokaże. Czas pokaże. Ja będę bronił jednego słowa. Otóż ja niszowość uważam za komplement. Niszowość pozwala skandynawskim pisarzom robić dzisiaj jeszcze dobre kryminały, o których żeśmy mówili. Niszowość pozwala Sapkowskiemu pisać dobre powieści, które mogą zafascynować również tego. Niszowość pozwala Japończykom. Kiedyś pozwalała wysnuwać, przepisywać z chińskiego na japoński, że tak powiem, historie o samurajach.
Przedtem to byli mandaryni, no ale potem to sobie zawłaszczyli Japończycy i jako swoje sprzedawali na całym świecie i tak dalej. Niszowość jest rzeczą bardzo piękną. Jakby ci to udowodnić? Bardzo prosto. Otóż jeśli jest jakaś kurtyzana, która ma bardzo piękny burdelik, proszę cię, i tam do niej się przychodzi, ona, ona jest niszowa. Ale widzisz, a te wszystkie inne, które dają w parku, nie? I w każdym innym. One nie są niszowe. One są światowe.
To jest trudny komplement, jak zwykle. Wiesz co? Ale jedną rzecz, jedną rzecz. Mieliśmy mówić o Komudzie. Tak. Trzeba powiedzieć o Komudzie na koniec. Powiedziałem, że jeździ na koniu i macha mie- sza- szablą.
Nie, no bo w ogóle z Komudą to jest tak- I buduje dworek. Dworek wielki. Powiem ci tak: kiedyś miałem okazję z fascynacją prześledzić jego wymianę zdań na temat szabli i pałasza. A, tak. No, powiem ci, że odpadłem, bo tam się ludzie... Coś mu.
Już nie pamiętam dokładnie szczegółów, ale usiłowali mu coś udowodnić. I facet tak pojechał, bo się okazało, że ludzie przeczytali dwie, trzy książki na temat broni białej i próbowali mu coś-... jakby coś udowodnić. Tymczasem, yy, Komuda ma to do siebie, że jest, yy, perfekc- perfekcjonistą i on tych książek, no, nie wiem, tak dla, żeby dla, dla zobrazowania nie przeczytał dwóch, trzech, tylko przeczytał czterdzieści. O samym pałaszu. W związku z tym, i to nie tylko pewno, pewno w języku polskim, i w związku z tym ci dyskutanci, no, mieli takie średnie szanse. Ja przyznam się, ja, ja powiem tak: nie jestem w stanie tej, oczywiście, tej dyskusji, nie, nie jestem, nie jest, nie jestem w stanie być arbitrem. Znaczy, nie znam się w ogóle, nie, nie potrafiłbym odróżnić jednego od drugiego. Czyli tam o pałaszu to wiem tyle, że w ogóle, no, pomińmy tę moją wiedzę. Z pałaszowaniem. Tak, no, bardziej mi się z pałaszowaniem kojarzę niż z bronią białą.
Niemniej jednak byłem pod wrażeniem, yy, jakby szczegółowości. Znaczy w ogóle zarówno Komudy, jak i jego, yy, dys, yy, ludzi, z którymi dyskutował. Oni się spierali, mój Boże, o takie szczegóły, o których ja pojęcia nie miałem. Mhm. Oni się o każdą, o każdy szczególik, o każdy tam, nie wiem, o każdą, nie wiem, załamanie czy każdy, każdy kąt zgięcia tego pałaszu. Nie wiem. Nie już dokładnie w tej chwili wymyślam, mówiąc szczerze, ale o takie szczegóły się kłócili. A o to, jak tam było coś ukształtowane, a czy bardziej zgięte, czy bardziej proste, czy bardziej, czy bardziej, yy, ok, bardziej metalowe, czy bardziej może drewniane, a może takie, śmakie, owakie.
Mhm. Ja po prostu odpadłem. Yy, poziom szczegółowości... Ale tylko ta szczegółowość wydaje się, że to duperele. Nie, to są rzeczy czasami bardzo, bardzo znaczące. Ja chcę podkreślić jedną rzecz. O ile, że ta, yy, Komuda, tak samo jak Grunwaldowski, jak wielu innych rzeczy, jest wykształconym historykiem, jest historykiem z krwi i kości. On pisze o polskich obyczajowych, że tak powiem, rzeczach. Natomiast możecie mi wierzyć, ja z nim kiedyś gadałem, yy, tak zupełnie przypadkowo zacząłem o historii świata grzebać i tak dalej.
Ja wreszcie mogłem z kimś porozmawiać o, o kulturze anglosaskiej. On zna historię, yy, całej Europy, ma w małym palcu. Wie wszystko zupełnie, yy, na temat uzbrojenia, ale również obyczajowości, nie wiem, Hiszpanów, którzy tam wędrowali sobie po Ameryce Południowej, yy, w czasach kolonialisty. Yy, to sa- jest rzeczywiście wiarygodnym historykiem. Dla... i dlatego ja, jak pisuje ciekawe historie, dlatego, bo jest historykiem. Ale nie nudzi!
Nie. To do początku audycji nawiązuję. To jest właśnie ten facet, który wszedł na lekcję u mnie i zaczął- No ... tak opowiadać o tej historii, że się, że się tą historią zafascynowałem. Jakby Komada, Komuda był nauczycielem, to tak samo by dzieciaki, yy- Natomiast, natomiast, yy, natomiast, yy, yy, równie dobrze mógł być, yy, świetnie wykształconym i nie umieć opowiadać historii, i nudzić o tych wszystkich pałaszach, szablach czy czym tam jeszcze, o czym nie mam pojęcia. Tymczasem jak się czyta książki Komudy, czyta się o tej obyczajowości, która dla niego nie stanowi właściwie, to jest napisane tak lekko, ponieważ ten facet, nie wiem, góry książek prze, przekopał, ale on... To jest pisane jakby mimochodem.
Mhm. To znaczy, my, yy, poznajemy pewną obyczajowość opisywaną w konkretnej książce, ale niejako mimochodem. To nie jest tak, jak to kiedyś pisano, że: „A teraz zrobię państwu opis na półtorej strony, jak wygląda szlachcic”. I jechał półtorej strony. Nie, tak Komuda nie pisze. A jak? Chcę ci podkreślić, zwrócić uwagę, że Komuda zna się na rzeczy.
Jeżeli, yy, jeżeli doskonale wie, że polski szlachcic nie myślał, jak temu Szwedowi ściąć głowę, tylko ścinał ją mimochodem. Dlatego, bo był dobrym szermierzem po prostu. I dlatego był, i tak jak ten szlachcic ścina głowę, yy, Szwedowi mimochodem, tak samo Komuda pisze mimochodem, dlatego, bo jest dobrym, dobrym fachowcem. Chociaż akurat mnie te historie nie bawią, ale- Ale powiem- Ale, ale- Wiesz co?
Bawią, nie bawią. Nie. Komuda, yy, ja lubię to, co on, co pisze Komuda. Znaczy- Jest- Bo to, bo to są historie, które się czytają. Się czyta. Się czytają, a przy okazji w, jakby mimochodem- Tak ... czy tak, tak, tak, wtłaczają ci odpowiednią, odpowiednią, yy, odpowiednią porcję wiedzy. Ja nie wiem, czy ona jest zawsze potrzebna, ale to jest bardzo wiarygodne po prostu. Coś tam na tym, na tych mózgach, którzy to czytają, osiądzie.
Osadza się, zdecydowanie się osadza. Zostanie. W każdym razie, jeśliby ktoś miał ochotę, to radzę poszukać w internecie, yy, sporu Komudy, aa, o pałasz. To jest, yy, to naprawdę jest fascynująca wymia- wymiana zdań. O ile dobrze pamiętam, to się, yy, to się, ten, ta wymiana zdań toczyła na forum, dawnym forum, yy, „Science Fiction, Fantasy and Horror”, tego czasopisma. Yy, to się dzisiaj nazywa „Latająca Cholera”? Jakoś tak, jakoś tak. Nie pamiętam dokładnie.
Być może tam to jeszcze w archiwach jest. Polecam, bo to też bardzo pou- pouczające. Yy, warto wspomnieć, że, yy, a co jest też cenne, yy, w pisarstwie, yy, Jacka Komudy? Że on nie zostaje tylko, yy, w jednym czasie. Bo owszem, yy, powstawały takie książki jak „Diabeł Łańcucki”, „Czarna Szabla”, „Banita” czy „Bohun”, ale całkiem niedawno wystrzelił ze swoim „Hubalem”. Ja co prawda nie wiem, czy nie, czy wszyscy, yy, patrioci, nie patrioci i w ogóle tacy wszyscy tacy, mm, ludzie, którzy chcą widzieć, yy, historię jednowymiarową, yy, albo tak w jeden określony sposób, aa, będą wdzięczni, yy, Komudzie za tę książkę pod tytułem „Hubal”, bo tam się różne rzeczy, różne rzeczy dzieją. Znowu nie mogę opowiadać, ale tam się różne rzeczy dzieją, które się niektórym, yy, takim, yy, ludziom, którzy tak bogoojczyźnianie podchodzą do, do historii, mogą nie spodobać. Mnie się podobały. Ja, ja, ja muszę powiedzieć, że nie czytałem, ale mam jedno tego wrażenie, że jeśli Komuda to napisał, to miał jakieś podstawy. Ewidentnie. W sposób oczywisty miał, w sposób oczywisty miał podstawy. W każdym bądź razie, yy-... Ot, zostawiliśmy Komudę na koniec, ponieważ to jest, to jest pisarz, który, yy, mnie przynajmniej, yy, poraża swoim przygotowaniem, a jednocześnie lekkością pióra. To, to nie jest, to nie jest ciężka literatura. Bo ja sobie zdaję sprawę, jak my tu powiedzieliśmy, że facet wie, jak wygląda pałasz, wie, jak tam się tam ubierał ten szlachcic, jak sobie tą fryzurę, tę fryzurę przygotowywał, jak tam ten kontusz wiązał i tę szablę za przypasał, i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Nawet nie wiem, czy dobrych słów używam. Pewno by już mnie trzy razy poprawił, bo jakichś błędów, pewną masę nastrzelałem. To może się wydawać, że jak tak o takich rzeczach szczegółowo, to, to nudzi, nudzi, nudzi. W dodatku grube książki pisze. No bo taka każda jego książka to jest sporo czytania. Jest wręcz przeciwnie. To są książki, które właściwie same się czytają. Nie mam wątpliwości, że, yy, to, co pisze Komuda, warto po, warto polecić, warto odszukać. A zwróć uwagę na jedną rzecz, że, yy, jak mówisz o tej lekkości pióra Komudy, przecież to jest bardzo podobne do, yy, do ewolucji, że tak powiem, yy, pisarstwo podobne do ewolucji kawalerii jako takiej. Polska zasłynęła na całym świecie tą husarią pancerzną, cholernie, cholernie silną, cholernie uderzeniem i tak dalej.
Natomiast kawaleria skończyła swoją historię jako wyłącznie lekka kawaleria. Jako właśnie ci lisowsczycy opisywani przez kogo tam? Yy, przez Sienkiewiczego, yy, jako lisowsczycy albo zupełnie lekka, lekka kawaleria w czasie II wojny światowej, która właściwie obsługiwała działka, yy, artylerię polną. Coś ci powiem à propos husarii. Otóż, yy, gdzieś w latach siedemdziesiątych miała miejsce, yy, taka, taka sytuacja w Stanach Zjednoczonych, że, yy, Polak, wykształceni, z wykształcenia historyk, ale taki powiedzmy, no, nie naukowiec, no, nie naukowiec, z wykształcenia historyk, pojechał do Stanów Zjednoczonych i miał-- zabrał ze sobą, yy, figurki. Wtedy były takie popularne żołnierzyki z plastiku, z plastiku. Zabrał dla, dla dzieciaków, yy, amerykańskich coś takiego. Takie figurki. Pech, pech albo właściwie, no, właściwie to nie pech, tylko właściwie zbieg okoliczności chciał, że zabrał właśnie figurki husarzy. Ee, i tak się stało, że, no, dzieci, dzieciom się bardzo spodobały te figurki, ale pan domu mówi, no, że bardzo ładne te, te figurki, ale on nie wiedział, że, yy, że to musi być jakieś przekłamanie, bo przecież w Polsce nie było Indian. A w ogóle Indianie to mieli inaczej te pióra. Na co historyk, nasz nieco amatorski, ale jednak z wykształcenia historyk, no, nie naukowiec, zaczął tłumaczyć, że nie, nie, no, my mieliśmy taką formację, taki, taki, takie wojsko było, co pełniło w swoim czasie rolę czołgów. I tak... Na co mu pan domu, z wykształcenia również historyk, mówi, że proszę pana, nie, znaczy nie, byli chyba na ty.
No więc to jest niemożliwe, bo on jest historykiem i takim nieco bardziej praktykującym niż ten nasz z Polski. I on by o czymś takim słyszał, a on o niczym takim nie słyszał, w związku z czym to jest niemożliwe. To tak à propos tego, co często, o czym często mówimy, czyli tej amerykako-amerykańskiej, amerykańskim oglądzie świata. Z punktu widzenia Ameryki, yy, coś istnieje albo nie istnieje i o tym, czy istnieje, czy nie istnieje, decydują oni.
Tak, ale zwróć uwagę, że ta prawdopodobnie rozmowa między tym polskim prawie historykiem a tym amerykańskim historykiem zaowocowała tym, że, yy, we współczesnej, yy, wydaniu, yy, tej gry komputerowej „Cywilizacja" jest jednak polska husaria, skrzydlata kawaleria. Amerykanie to zrobili. Gdyby tamten, tamci nie wymienili poglądów, to prawdopodobnie Amerykanie nie mogliby mieć pojęcia, że były skrzydlate konie. Szyderca zwraca uwagę, że to też jest taki paradoks. Zobacz, rzeczywiście skrzydło zna, czy, yy, pióro z natury jest lekkie, a przecież tak naprawdę, yy, mieli, mieli te pióra, a byli formacją ciężkozbrojną. Ciężka, no.
Ciężkozbrojną. A widzisz, jak ich uskrzydlało? Jak widzisz, jak ich uskrzydlało. Ale, ale pióro miało po prostu... Bo ja nie wiem, czy wszyscy zdają sobie sprawę, czy, do czego służyły skrzydła, yy, husarii. Skrzydła husarii służyły po pierwsze tylko dlatego, żeby, yy, tatarski jeździec nie potrafił, nie mógł zarzucić arkana na szyję, yy, jeźdźca i strącić go z konia. Yy, po pierwsze dlatego. Czyli za- osłaniały plecy przed rzutem, yy, lascem, że tak powiem, na, na jeźdźca.
A po drugie, yy, miały wydawać ten lekki szelest, który piekielnie płoszył, yy, konie, yy, tatarskie. To ja powiem, powiem tak, no, że teorie są na ten temat różne. Historycy się spierają. Jedni mówią o tym, co mówiłeś, o czym mówiłeś, że to miało przed, przed jakimiś arkanami i tak dalej miało, miało chronić. Drudzy, drudzy mówią właśnie o tym szeleście, o płoszeniu koni przeciwnika i tak dalej. Jak było? To jest właśnie taki- A tak naprawdę chodziło o szpan, nie? Nie wiem. Też mi się tak- Polacy zawsze chcieli zaszpanować, więc. Tak jest, że, że to po prostu świetnie wyglądało. Indianie nosili na głowie, a oni mieli skrzydła. Po prostu pięknie. Taki gość z pełnym uzbrojeniem- Tak ... z tymi skrzydłami to wyglądało. Jak zajechał do swojej, kurde, chaty, proszę siebie, to wszystkie panienki płakały po prostu z, z tego.
Zważywszy, że, yy, zważywszy, że, yy, cena takiego uzb- wyposażenia takiego husarza, yy, równała się- No ... no, była porównywalna z dzisiejszym, naprawdę z dzisiejszym czołgiem. Tak. Bo tam przynajmniej, no, nie wiem, czy jedna? Nie, jedna wieś to by chyba nie wystarczyła. Nie wystarczyła, tak. No, nie wystarczyłaby zdecydowanie. W związku z tym, no, yy-... To był gość. Jakbyś miał na sobie tak, taki majątek, to też byś był gościem.
Tak, ale ja chcę, yy, nawiązać cały czas do tego, że jak ciekawa, jak bardzo kochana może być historia. Otóż mało kto so- sobie zdaje sprawę. Ja teraz tak naświetlam tą historię, tego ciężkiego uzbrojenia ry- rycerskiego, ale nie tylko polskiego, również francuskiego, angielskiego, yy, i niemieckiego i tak dalej. Otóż kiedyś to były naprawdę czołgi. Yy, taki rycerz w pełnej zbroi, to my sobie, nam się wydaje, że to był rycerz na koniu. Nie, kochani, to był cały duży oddział.
Był poczet rycerski. Czym był poczet rycerski? Poczet rycerski składał się przynajmniej z dwóch łuczników, którzy, yy, którzy, yy, zdejmowali, yy, ewentualnie kuszników i łuczników pró- próbujących zagrozić temu rycerzowi na koniu w pełnej zbroi.
Yy, była piechota. Byli ludzie, którzy po prostu pi- pilnowali ko, żeby, żeby żaden, yy, chłop nie podrzynał brzucha końskiego temu koniowi, kiedy rycerz jest na tym koniu. Ten rycerz był opancerzony nie tylko zbroją, ale był również pocztem opancerzony. Jak on, taki jeden rycerz potrafił się wrzynać, yy, w szeregi piechoty, yy, dobrze osadzonej na pikach niemieckiej z całkiem dobrym powodzeniem, gdyż on nie był sam. A, yy, jeśli, yy, nie tylko, yy, nie w poście, ale jeśli działał w formacji, formacji takiej jak, jak trójkąty czy szpice, czy, czy, czy prostokąty, romby, uderzeń, w uderzeniach na inne formacje, no to jeszcze była, yy, inna zupełnie historia. I zwróć uwagę, że to jest bardzo porównywalne, yy, jak działały czołgi w drugiej wojnie światowej. Czołgi mogły, to ta, te dobre czołgi, totalnie samodzielnie, yy, funkcjonować na zapleczu przeciwnika oraz mogły walić tak jak kurskie, pod Kurskiem, flanką, yy, to znaczy całym uderzeniem, frontem, nie? Tak.
Myślę, że gdzieś zbliżamy się do, ale, a do końca? Nie, nie do końca, bo ja jeszcze muszę o jednej książce, właściwie o cyklu książek powiedzieć, yy, które podpowiedział, yy, o których powiedział mi. Yy, ja ich nie czytałem, ale, ale fascynacja, z jaką opowiedział mi o nich, yy, o tym cyklu Piotr Mróz, nasz gość trzeciej audycji. Kiedyż, kiedy to rodziłeś kamienie nerkowe- Tak. -i byłeś nieobiet, nieobecny. Opowiedział mi o cyklu, yy, z naprawdę z dużą fascynacją i, yy, takim, takim przejęciem. Cykl nazywa się „Królowie przeklęci". No. Zaczyna się gdzieś tam w okolicach, yy, Filipa Pięknego, Jakuba de Molay. No, no, no. Jeden, jeden, jeden palił drugiego. No, tak mówiąc w skró, w dużym skrócie. Aaa, i zaczo, i to jest cały cykl książek, yy, kilka tomów, yy, autorstwa. Yy, no, to Fra- Francuz, więc pewno, pewno gdzieś coś pokaleczę. W każdym razie Maurice Druon. Chyba to tak, tak się czyta.
Druon. Druon? Dru. Dru. Druon. Druon. Druon. Tak, Druon. Ja zawsze miałem dysleksję albo co, nie wiem. W każdym razie z czytaniem obco, obco brzmiących nazwisk mam duże kłopoty, szczególnie francuskich. Ja się z tym spotkałem.
Szczególnie francuskich. Tak. Ja powiem tak: już to, co mi, yy, to, co mi Piotr opowiedział, yy, jest na, jest naprawdę niezłe. W dodatku, jeśli ktoś, yy, nie lubi, nie potrzebuje, nie chce czytać, to jest też film, aa, opowiadany z nieco innej perspektywy niż, niż napisana jest książka. Znaczy in-- jakby troszeczkę z in, z innego miejsca kamera, yy, w tym filmie pokazuje. Inna postać jest jakby tą postacią wiodącą, ale wydarzenia są te same. Powtórzę, yy, „Królowie przeklęci". Myślę, że to jest książka, po którą warto sięgnąć. Tu zdaję się całkowicie na autorytet, yy, Piotra Mroza, ale warto, bo Piotr czyta dużo książek, yy, o tak szerok, szeroko pojętej, pojętej historii. Yy, ja oczywiście nie wspomnę, yy, a właściwie oczywiście, ponieważ mówię, że nie wspomnę, to wspomnę. Oczywiście, że wspomnę o Kenne Follettcie i jego cyklu, yy, „Filary ziemi", również sfilmowany i również sfilmowanym, ee, o budowie katedry. Też absolutnie- Mhm.
-historia. Znaczy, jak powiedziałem, że ona jest, że ta historia jest o budowie katedry, to właściwie nic nie powiedziałem, a właściwie jest odwrotnie. No, no. Budowa katedry jest jakby w tle całej, całej historii. Więc powiedz, yy, o po, jakby stwierdzenie, że książka jest o budowie katedry, no to zaraz się jakieś gromy posypią, bo ktoś nie wytrzyma i, i, i mnie tu podsumuje. Nie, nie, no, w każdym razie znowu to jest też książka. I notabene książkę „Filary ziemi" też polecił mi Piotr Mróz i nie żałuję. No. Więc wiem, że po „Królów przeklętych" wcześniej bądź później. U mnie to się na ogół późno odbywa. Tak. Później sobie mogę powiedzieć: dlaczego ja tego nie czytałem? Ale- Więc pewno sięgnę wcześniej czy później. Ale podkreślając ciekawość historii, chcę polecić również tą książkę. Ja jej nie czytałem, ale chętnie do niej zajrzę, gdyż ja sobie dam łapę uciąć, że, yy, historia jest o właśnie tak ciekawa, że na pewno matką jednego z tych królów opisywanych, na pewno była po prostu matka królów francuska. A kim była matka królów we Francji? To była Maria Leszczyńska, która po prostu, yy, Leszczyński nie został królem Polski, bo, bo wybrano akurat kogoś innego.
Yy... Ale to się wcześniej działo. Tak! No tak. Ale ta Maria Leszczyńska jest z rodu Leszczyńskich, po prostu. Nie, no ale mówię, no, dla i wiesz, no gdzie Jakub de Molay? Dobra, mo- może było. Zapytam Piotra, to, to mi powie. Na pewno jeden, jeden z tych królów miał matkę Leszczyńską. A może i- No, może który- No.
Dobra, nie wiem. Si- się zapytam. No. Będę wiedział.... Wiesz co? Myślę, że już dzisiaj i tak daliśmy czadu, bo gdzieś się zbliża wpół do jedenastej. To myślę, że czas, żeby, żeby naszych, naszych słuchaczy pożegnać.
Bardzo dziękujemy, że nas słuchali. A jak zwykle muszę powiedzieć o tym, o czym będziemy mówić w następnej audycji. Otóż po krótkiej naradzie przed... Bo znowu, tak jak powiedziałem w ostatni, ostatnim razem, że tych książek właściwie zamiast ubywać, to przybywa, więc musieliśmy wybrać, co w następnej audycji.
Wybraliśmy coś, co sobie nazwaliśmy. Z jednej strony, ponieważ jesteśmy w Radiu Paranormalium, więc temat wydaje się, wydaje się jak najbardziej pasuje. Temat ogólny to: obcy i UFO w literaturze, ale oczywiście to jest taki temat, który, który się słabo sprzedaje, więc od razu wymyśliliśmy, wymyśliliśmy do tego dwie książki przewodnie, żeby tak nie błądzić, nie skakać, jak na przykład dzisiaj w audycji od jednego autora do drugiego. Więc wyjdziemy od książek ludzi, którzy byli naukowcami, a jednak popełnili kawałek literatury.
I pozostali naukowcami. I pozostali naukowcami. Pierwszy z tych ludzi to Carl Sagan i każdy przynajmniej słyszał o filmie. Mam nadzieję, że każdy słyszał o filmie albo o książce "Kontakt". Książka, która w swoim czasie zrobiła sporo, sporo szumu. Ale jest jeszcze drugi autor, astronom. Nazywa się Fred Hoyle. Ten, który wymyślił tą Big Bang.
Po prostu on to stworzył wybuchający- Ale napisał książkę. Napisał książkę "Czarna chmura". Tak, jest. I to są, obie te książki mówią o kontakcie. Między innymi mówią o tym, jak ludzkość kontaktuje się, w jaki sposób kontaktuje się z inną formą rozumu. To oczywiście te dwie książki, czyli Freda Hoyle'a "Czarna chmura" i Carla Sagana "Kontakt", będą oczywiście jak zwykle punktem wyjścia do, do rozmowy, do rozmowy, do, do snucia, do przywoływania innych książek, do mówienia o tym, jak obcy byli widziani w ogóle w literaturze. Myślę, że obaj sobie będziemy- My sobie doskonale damy radę. Po prostu mamy praktykę. Co to jest inna forma rozumu?
Rozmawiamy między sobą dosyć często. Tak, tak. Inna forma rozumu. Inna forma rozumu. Jakoś się dogadujemy. Zdecydowanie. Czasami musimy używać sygnałów dymnych, czasami pisma obrazkowego, ale jakoś się dogadujemy.
Tak. No cóż, to, to myślę, że na dzisiaj, jeśli chodzi o historię, wszystko. Jeśli chodzi o zapowiedzi, również wszystko. Bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim słuchaczom. Polecamy się na przyszłość. Zapraszamy. Zapraszamy za dwa tygodnie i do usłyszenia. Ja nie polecam siebie na przyszłość. Polecam historię na przyszłość. Historia jest naprawdę straszliwie ciekawa i piękna. Jakkolwiek- Fakta nauczy się oka. Jakkolwiek to ujmiemy, to poleca, polecamy się. Dziękujemy wszystkim za uwagę.
Pozdrowienia z Bydgoszczy. Dobranoc. Dobrej nocy. A mówili te słowa to państwo Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz, gospodarze Bibliotekarium. Dzięki jeszcze raz, panowie. Dziękujemy. Jeszcze raz dziękujemy.
Dobranoc. A audycję, jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium - paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych audycjach Radia Paranormalium.
No i już za dwa tygodnie w kolejnym odcinku Bibliotekarium.