[01:07] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, 68. już debatę ufologiczną online, w której dziś będziemy dyskutować o Strefie 51 i innych supertajnych bazach. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Dzisiaj po drugiej stronie Skype'a oraz po drugiej stronie Google Hangouts są z nami: współprowadzący debaty ufologiczne, współpracownik „Nieznanego Świata”, Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:36] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[01:38] - Pisarz science fiction, publicysta, również współpracujący z „Nieznanym Światem”, Marek Żelkowski. Dobry wieczór, Marku.
[01:46] - Dobry wieczór wszystkim słuchaczom. Dobry wieczór wszystkim uczestnikom debaty.
[01:51] - Nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, Chris Miekina, autor serwisu Nowa Atlantyda oraz audycji Parallaxa. Dobry wieczór, Chrisie.
[01:59] - Dobry wieczór.
[02:00] - Oraz ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik. Dobry wieczór, Arku.
[02:06] - Dobry wieczór.
[02:08] - Dzisiejszą debatę, tak jak prawie zawsze, będziemy realizować w całości na żywo. Można będzie do nas dzwonić. Linię telefoniczną otwieramy krótko po godzinie 21:00. Dziś będą państwo mieli do dyspozycji dwa telefony. Numer stacjonarny i numer komórkowy. Stacjonarny to 32 746 00 08. Numer komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Oczywiście cały czas również można do nas pisać na nasz numer Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może również wysyłać pytania i komentarze oraz oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Ufologiczne teorie spiskowe nierozłącznie związane są z miejscami takimi jak Strefa 51 i inne amerykańskie i nie tylko supertajne bazy, w których mają być przetrzymywane szczątki obiektów pozaziemskich i zwłoki kosmitów. Na ile można wierzyć tym teoriom, a na ile jest to celowa dezinformacja? Tym zajmiemy się w dzisiejszym programie. A więc panowie, bazy wojskowe to stały element relacji ufologicznych. To je informowano o obserwacjach UFO i to do nich zwożono rozbite spodki i ich pasażerów. Jedna z tych baz ma znaczenie szczególne. To tak zwana Strefa 51. Do niedawna oficjalnie nie istniała na mapach, jednak od kilku lat obserwujemy w jej sprawie coraz większą otwartość. Jak myślicie, dlaczego? Pierwszemu, jak zawsze, oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[04:23] - Postawię tutaj taką dość może kontrowersyjną hipotezę, że Strefa 51 jest w ostatnich latach przedmiotem większej otwartości. Ta polityka znacznie się zmieniła, bo nie tylko wiemy oficjalnie, co tam robiono. Podkreślam, co robiono, a nie co się obecnie dzieje. Pokazuje się też nowe zdjęcia satelitarne z rzekomego procesu rozbudowy tych struktur, ale moim zdaniem to wszystko podyktowane jest czymś innym. Czymś, o czym od dawna mówią ufolodzy i nie tylko, bo między innymi znawcy wojskowości. A mianowicie chodzi o to, że Strefa 51 może być taką wioską potiomkinowską. To znaczy, ona sobie jest i ona jest po to, żeby ludzie wiedzieli, że ona jest i żeby cała uwaga skupiała się właśnie tam. „O, coś nowego się tam dzieje. Pewnie będą coś tam znowu kręcić, klepać”. Natomiast co to ma na celu? Przez to, że cała uwaga skupia się na Strefie 51, znacznie mniej mówi się o innych miejscach, które mogą pełnić podobną rolę. Ich nazw nie znamy. To są prawdziwe Strefy 51 w Stanach Zjednoczonych. Nie oszukujmy się też, że podobne placówki istnieją w innych krajach. O różnych było głośno. Natomiast według mnie takim podstawowym problemem w tej sprawie, w dyskusji oTajnych bazach i ich możliwym związku z UFO jest to, że tak naprawdę nie wiemy, gdzie są te prawdziwie tajne bazy. Ewentualnie nie wiemy, w których bazach, między innymi sił powietrznych Stanów Zjednoczonych, mogą znajdować się instalacje, jednostki poświęcone temu, z czym zawsze wiązano tematykę supertajnych baz, czyli z rozwojem nowoczesnych technik lotniczych, z jakimiś centuriami ufologicznymi nawet. Wydaje mi się, że kontrowersyjną sprawą w sprawie Strefy 51 jest to, że ten temat został bardzo mocno oklepany swego czasu, został rzucony społeczeństwu na pożarcie. Co nie zmienia faktu, że przez lata rzeczywiście się tam coś działo. Moje pytanie, tylko Chris, bo tobie zaraz oddam głos, czy tam nadal coś się dzieje i czy możemy ufać wszystkiemu temu, co się w tej sprawie mówi? Pamiętamy, że jakiś czas temu portal Las Vegas Now, w którym jednym z dziennikarzy jest George Knapp, o którym mówiliśmy nie raz, który w zasadzie był jednym z tych badaczy UFO, bo on się też tym zajmuje, którzy doprowadzili do wywleczenia tematu Strefy 51 na światło dzienne. To w zasadzie był jeden z odkrywców Boba Lazara, o którym będziemy jeszcze trochę mówić dzisiaj, bo mówiliśmy o nim przecież jakiś czas temu. Tenże Knapp, chcąc zgłębić trochę tematykę tego, co się dzieje, Strefie 51 podszedł do sprawy od tyłu. Zaczął analizować to, co wiemy. Przyjrzał się takim może mało znaczącym rzeczom jak naszywki osób, które brały udział w różnego rodzaju misjach z włączeniem słynnej Strefy 51 i chciał ustalić, co kryło się za wieloma z tych kryptonimów. Okazało się, że nie było to takie łatwe. W każdym razie sugerowało to jednak, że jeszcze kilka lat temu na terenie Strefy 51 rzeczywiście rozwijano te supertajne projekty. Natomiast w przeszłości działy się tam różne inne rzeczy. I teraz pytanie, czy mamy wierzyć w to, co mówi Bob Lazar, czyli że są takie miejsca na mapie Stanów Zjednoczonych, a pewnie i globu, gdzie przechowywane są nie tylko supertajne dowody na istnienie życia pozaziemskiego w formie inteligentnej, czytaj UFO i wszelkich przejawów kosmitów. To wszystko jest po prostu element szerszego mitu ufologicznego, współczesnego i stworzonego nawet specjalnie po to, żeby ludzie sobie wierzyli, że są takie miejsca, jest taka Strefa 51, a my te najbardziej newralgiczne miejsca kryjemy właśnie za tym mitem. Chris, proszę ja ciebie. Czy w Stanach Zjednoczonych Strefa 51 traktowana jest rzeczywiście jako mekka wszelkich teorii spiskowych? Czy twoim zdaniem mit wokół tego miejsca nie jest utrzymywany sztucznie?
[09:14] - Rzeczywiście on wygląda, jakby był utrzymywany sztucznie. Strefa 51 jest symbolem wszystkich tych tajnych historii, które są rozwijane w Stanach Zjednoczonych i ma ona głębokie korzenie, dlaczego tak właśnie akurat się dzieje. Szczególnie w latach zimnej wojny Strefa 51 była rzeczywiście miejscem, gdzie nie tylko budowano najrozmaitsze zaawansowane konstrukcje, szczególnie lotnicze, ale miejsce to było wykorzystywane do akcji przeciwko na przykład Związkowi Radzieckiemu. To właśnie stamtąd startowały samoloty U-2, które w czasach, kiedy nie było jeszcze Sputników, przelatywały na olbrzymiej wysokości nad Związkiem Radzieckim i fotografowały wszystkie radzieckie instalacje wojskowe. Rosjanie bardzo długo nie wiedzieli, z czym mają do czynienia, skąd taki samolot startuje. Wreszcie kiedy wykryli Strefę 51, co jakiś czas przelatywał nad tą strefą Sputnik i fotografował, co tam się dzieje. Do tego stopnia, że nawet dziś można zobaczyć zdjęcia. W różnych archiwach można zobaczyć zdjęcia, gdzie na przykład stawiano samoloty, które były zrobione na przykład z tektury tylko po to, żeby zmylić Rosjan. Strefa 51 dla Rosjan była znana już od bardzo dawna. Właśnie z tego prostego powodu. Później cała historia wokół tego miejsca, cała legenda zaczęła narastać, ponieważ było ono, co jest naturalne, silnie strzeżone, więc to oczywiście dodaje trochę tajemnicy. Do dziś jest bardzo silnie strzeżone, tyle że symbolizując te wszystkie najrozmaitsze amerykańskie tajne instalacje, trzeba tu wziąć pod uwagę, że bardzo często to nie jest tak, że coś dzieje się tylko w jakimś jednym, jedynym miejscu. Że takich baz jest znacznie więcej. Są one połączone pod ziemią najrozmaitszymi środkami transportu i przemieszczanie się materiału, a także ludzi, a także plus do tego dochodzi tworzenie nowych tego typu miejsc, doprowadza do tego, że Strefa 51 tak naprawdę dziś może być jedynie magnesem, który ma ściągnąć uwagę. Oczywiście co jakiś czas rzeczywiście pojawiają się nad tą strefą, nad tym całym obszarem bardzo dziwne pojazdy lotnicze. Wybierają się tam całe wycieczki w nadziei, żeby zobaczyć taki pojazd. Często są mile zaskoczone, bo rzeczywiście coś na niebie się pojawia, co tylko potwierdza jakąś fasadą, że jest to taka ściema, która ma tą tajemnicę utrzymać, a jednocześnie ściągnąć uwagę ludzi, którzy interesują się tego typu sprawami w miejsce, gdzie tak naprawdę niczego nie znajdą. Jak wiemy dokoła Strefy 51 znajdują się góry. Jest to taki naturalny, przepiękny taras widokowy, gdzie ktoś, kto ma dobry teleobiektyw, jest w stanie fotografować z dużą dokładnością wszystkie obiekty, jakie pojawiają się na lotnisku Groom LakeCzy w różnych innych miejscach tej całej bazy. Zazwyczaj nie jest to nic interesującego, ale za każdym razem wzbudza to duże zainteresowanie. Mnie tak do końca przekonało do tej teorii, że jest to tylko taka fasada, najnowsza książka o Strefie 51. Jest to książka „Strefa 51: niecenzurowana historia amerykańskiej głównej tajnej bazy militarnej” napisana przez Annie Jacobsen. Mam takie wrażenie, że ta książka już jest przetłumaczona też na język polski, co tylko potwierdza, że ta książka, która ma w tytule, że jest niecenzurowana, tak naprawdę jest cenzurowana i ma za zadanie zorganizować opinię publiczną i informację na temat tego, czym ta strefa jest i co tam się rzeczywiście . Istnieje szereg najrozmaitszych miejsc, gdzie rzeczywiście prowadzone były badania nad rozmaitymi lotniczymi konstrukcjami. Jest tam również-
[13:06] - Powróćmy na sekundę do czegoś, co nam bardzo przybliży, a raczej przybliży naszym słuchaczom obraz tego, jak Strefa 51 wygląda. Bo tak naprawdę wspomniałeś tutaj o tym jednym szczycie, który się chyba nazywa, jeżeli dobrze pamiętam, Picabo, tak? I to jest to miejsce, z którego można sobie obserwować Strefę 51 z pobliżu Alamo. Ale powiedzmy, Chris, może jeszcze o jednej bardzo ważnej rzeczy, gdzie ta Strefa 51 leży, bo my mamy takie wyobrażenie, że to jest po prostu baza na pustyni, ale okazuje się, że to jest tak naprawdę potężny poligon wojskowy umieszczony co prawda na pustkowiach, ale jego rozmiary są ogromne w porównaniu z tymi jednostkami powierzchni, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. I tak naprawdę okazuje się, że ta Strefa 51 umieszczona jest tak, że w zasadzie widać ją z tego Picabo, ale jest tam wiele innych miejsc, z których chyba nie widać, tak?
[14:16] - Oczywiście tak.
[14:18] - Czy mógłbyś przybliżyć nam, co wiemy na temat tego, jakie struktury się tam znajdują? Czy to są hangary? Czy to są podziemne struktury, o których mówił Bob Lazar? Czy w Stanach Zjednoczonych pojawiły się jakieś określone informacje na temat tego, jak ta Strefa 51 wyglądać może?
[14:44] - Kto miałby szansę i okazję przejść się po Strefie 51 i obejrzeć ją sobie dokładnie z zewnątrz, łącznie z tego tarasu widokowego, jakim jest ten szczyt, będzie bardzo rozczarowany, dlatego, że cała baza, którą widać na zewnątrz, czyli te wszystkie miejsca, które widać na zewnątrz, to są po prostu baraki, jakieś niezbyt efektowne hangary. Niektóre z nich wcale nie są jakichś imponujących rozmiarów. Wygląda to troszeczkę jak małe miasteczko, gdzie być może stoją sobie dwie małe fabryczki i tak naprawdę nic poza tym. Wszystko jest to pocięte polną drogą, drutami kolczastymi i niewiele z tego widać. Natomiast z doświadczenia każdy, kto troszeczkę interesuje się tymi podziemnymi bazami, wie, że te wszystkie hangary właśnie to są takie przykrywki do tych miejsc, które są wejściami do tych podziemnych ewentualnie baz, ponieważ cały ten teren jest pustynny generalnie i bardzo skalisty, więc geologicznie jest to idealne miejsce do tego, żeby móc kuć coś pod ziemią i tworzyć potężne, rozbudowane podziemne konstrukcje. Jednocześnie przez to, że bardzo często nie ma tam żadnego wiatru, jest to idealne miejsce do tego, żeby móc dokonywać rozmaitych eksperymentów lotniczych i dlatego miejsce to jest pocięte najrozmaitszymi lotniskami. Ciekawe jest jednak to, że tych lotnisk tak naprawdę w ogóle nie widać. W ogóle bardzo trudno je zobaczyć, nawet jeżeli wręcz wejdzie się na tego typu lotnisko. Jeżeli lądują tam na przykład samoloty czy startują samoloty, ale mówiąc o lądowaniu, to zazwyczaj samolot, który leci w tamtą stronę, leci w stronę którejś z tych tajnych baz, które są rozrzucone w różnych stanach właśnie tego rejonu, czyli Nowy Meksyk, Arizona, Kolorado oczywiście, tam jest już jednak teren górzysty, i Kalifornia, i pustynie Kalifornii. Wówczas taki pilot dostaje tylko współrzędne geograficzne. Po prostu leci i nawet on sam, wiedząc, że jest tam lotnisko, dopiero dostrzega ten pas startowy, na którym ma wylądować niemalże w ostatniej chwili. Jest tak doskonale ukryty, tak doskonale wkomponowany właśnie w te kamienie pustyni i w ten krajobraz, który jest nudny, nieciekawy. I tak naprawdę do dziś, kiedy patrzy się na te wszystkie najrozmaitsze obiekty widoczne na powierzchni ziemi w Strefie 51, bardzo trudno jest dostrzec tam tak naprawdę coś interesującego, coś, co by rzeczywiście zwróciło uwagę. Jest to generalnie jedno wielkie rozczarowanie, dlatego, że jeżeli już to są właśnie te baraki, często są to właśnie takie baraki przypominające wojskowe baraki. I właśnie dopiero w ich środku znajdują się ewentualnie prawdziwe wejścia, choć różnych wejść rozsianych jest sporo i one są z kolei również doskonale ukryte. Teren, tak jak wspomniałem wcześniej, w niektórych miejscach jest rzeczywiście otoczony drutem kolczastym, ale w wielu innych bardzo łatwo jest, na przykład wędrując po tej okolicy, po prostu wejść na teren takiego poligonu i nie mieć kompletnie świadomości tego, że właśnie kilometr pod naszymi stopami znajduje się potężna baza wojskowa. Często można ominąć ciężkie wrota, które są zamaskowane skałą i również nie mieć pojęcia, że właśnie mija się wejście do tego typu bazy.Jedyne takie sytuacje, które wskazują, że coś może się tam dziać rzeczywiście niezwykłego, jest to, że co jakiś czas mija się nieoznaczone najrozmaitsze różnego rodzaju strażnicy i za każdym razem są to strażnicy, można powiedzieć, jakiejś organizacji cywilnej. Nie mają nic wspólnego z wojskiem, nie mają mundurów, dystynkcji. Także w tej sytuacji nawet nie wiadomo, z kim mamy do czynienia i co jakiś czas ludzie, którzy za bardzo zbliżają się, niechcący często, do takich miejsc, które są rzeczywiście bardzo sensytywne pod względem wojskowym, że tam rzeczywiście coś się może wydarzyć albo akurat coś się rozgrywa, trafiają na takich ludzi. No i sytuacje są czasami dramatyczne. Ostatnio był taki popularny film, chyba na YouTubie pokazywany, gdzie dwóch wędrowców na motorach dojechało do miejsca, gdzie podejrzewali, że rzeczywiście znajduje się jakaś wojskowa instalacja i za chwilę pojawił się nieoznakowany, normalnie wyglądający pickup, z którego wysiadło dwóch ludzi w ciemnych okularach i w kurtkach khaki niewskazujących w ogóle, że są z jakiejkolwiek formacji wojskowej. Ci ludzie natychmiast wyjęli broń, wymierzyli w ich kierunku i w bardzo nieprzyjemny sposób zawrócili ich z powrotem. Jest to pustkowie, więc w sytuacji jakiejś eskalacji, takiej dyskusji z takimi pracownikami ochrony można zniknąć bez śladu. I to jest także jeden z elementów tych baz.
[19:46] - Chris, a słyszałeś kiedyś, żeby ktoś zginął?
[19:51] - Właśnie o tym chcę powiedzieć, że jednym z tych elementów jest to, że ludzie, którzy ten teren penetrują, badają, wędrują po nim, są wśród nich tacy, którzy właśnie wyjechali na tego typu wycieczki, powiedzmy krajoznawcze i nigdy z takiej wycieczki nie wrócili. Czyli natknęli się na coś bądź wpadli w sytuację taką, która doprowadziła do ich kompletnego zniknięcia. Są to różne sytuacje. Są to nawet sytuacje takie, jak na przykład historia dwóch pielęgniarek, które zabłądziły gdzieś w Nowym Meksyku i przez przypadek, chcąc pojechać na skróty, natrafiły na jakiś sklepik. Sklepik był dosłownie w środku niczego, w środku pustyni i nie wiadomo, kogo on miałby obsługiwać. Później wywnioskowano, że ten sklepik był właśnie tylko fasadą, budynkiem, który krył w sobie wejście do czegoś albo jakiś rodzaj instalacji. I to, co się później stało, do dziś bardzo trudno jest wytłumaczyć, dlatego, że obie panie po prostu nie tylko straciły pamięć, ale przez dłuższy czas nie potrafiły nawet mówić po angielsku. Czyli coś wydarzyło się tam, co jest absolutnie niewytłumaczalne. One uszły z życiem, nie za bardzo pamiętając, co się tam wydarzyło i dopiero z ich opowieści można wysnuć jakieś wnioski, że ten sklepik był czymś znacznie więcej niż tylko zwykłym, nic nieznaczącym sklepikiem dla Indian gdzieś w środku pustyni. Tych przypadków zaginięcia osób jest sporo. Do tego dochodzą oczywiście przypadki ludzi, którzy chcieliby ewentualnie coś powiedzieć, wiedzą coś na temat tego typu instalacji i giną w niewyjaśnionych okolicznościach do dziś. Czy to w wypadku samochodowym, czy są zastrzeleni przez zazdrosnego męża jakiejś pani, w której ten pan się zakochał i tak dalej. Takie historie się mnożą, ale za każdym razem ten element niepokoju zaczyna się wtedy, kiedy okazuje się, że człowiek ten w jakiś sposób był związany z instalacjami wojskowymi. Mówiąc wojskowymi, jest to też pewne takiego rodzaju przekłamanie i nieporozumienie z tego względu, że tak naprawdę w tego typu tajnych bazach, łącznie ze Strefą 51, jest coraz mniej wojska. Cała ta sytuacja, gdzie tworzy się coś nowego, czy ma to służyć czemuś supertajnemu, okazuje się, że w dzisiejszych czasach wojsko nie jest wystarczającą gwarancją do tego, żeby utrzymać taką tajemnicę. W związku z czym do różnych tajnych kontraktów, do ich realizowania wynajmuje się po prostu prywatne firmy, gdzie przede wszystkim ta klauzula tajności inaczej wygląda. Jest to korporacyjna klauzula tajności. Różnica jest taka, że wojskowy należący do armii amerykańskiej reprezentuje rząd amerykański i w związku z tym obywatel amerykański ma ewentualne prawo do tego, żeby wiedzieć, co ten żołnierz robi, w jakich doświadczeniach bierze udział i tak dalej. Istnieje możliwość, że przynajmniej nawet po kilku latach może nastąpić przeciek, ale wówczas również można złożyć całą historię w jedną całość. Tymczasem w prawie korporacyjnym najważniejsza rzecz dotycząca tajności jest taka, że korporacja nie musi się spowiadać z niczego, nie musi wyjawiać żadnych tajemnic, ponieważ jest to tajemnica w sumie nibyhandlowa. W związku z czym bardzo dużo tego typu laboratoriów są to firmy prywatne, które mają jakiś kontrakt podpisany z rządem i dzieje się dlatego to wszystko na zupełnie innych i o wiele bardziej niebezpiecznych zasadach. I tacy ludzie, jak byli pokazani na tym filmiku w YouTube, którzy wysiedli z nieoznakowanego pickupa i mieli ze sobą broń, którą wymierzyli w tych dwóch Bogu ducha winnych motocyklistów, ta sytuacja równie dobrze mogła się skończyć bardzo źle i można ich było więcej nie zobaczyć. Do takich sytuacji również dochodziło wcześniej. Bardzo często w takich sytuacjach są wykasowywane zdjęcia czy filmy, które były robione w tym czasie, kiedy ktoś podróżował w tego typu rejonie. W ich przypadku ich kamery były, ponieważ podejrzewali, że dojdzie do takiego spotkania, ukryte i udało się całość nagrać, która robi absolutnie spore wrażenie. Spore wrażenie i obaj motocykliści, którzy są weteranami tego typu niebezpiecznych podróży w miejsca, o których wiedzą, że gdzieś tam ukryte są tego typu różne historie, różne bazy.Niewiadomego, w których robi się nie wiadomo jakie rzeczy. Byli niezmiernie podekscytowani tego typu spotkaniem i ten dreszczyk emocji towarzyszył nawet ich opowieści, którą zarejestrowali w jednej z audycji ufologicznych kilka miesięcy później, pokazując swój filmik. Także jest to swego rodzaju niebezpieczna gra, dlatego, że teren jest olbrzymi. Jest to w sumie pustkowie i wszystko się może przydarzyć. Dlatego jeżeli ktoś wyruszy sobie na przykład z plecakiem czy na motocyklu, czy w jakiś inny sposób na taką wędrówkę po tym miejscu, może się spodziewać, że mogą mu się przydarzyć różne rzeczy. Może go ukąsić skorpion, może go ukąsić grzechotnik, których tam jest pełno. Może spaść ze skały, skręcić nogę i nikt go tam nie znajdzie przez następny tydzień po prostu umrze i jego ciało zeżrą pustynne zwierzęta. Dlatego gdy ktoś wędruje tam i już stamtąd nie wraca, jednoznacznie nie można powiedzieć, co się wydarzyło. Mogło się wydarzyć wszystko. Mógł mieć właśnie taki wypadek, ale mógł też mieć pecha i trafić na tego typu dziwnych agentów w cudzysłowie, którzy po prostu nie dali mu szans już większych na przeżycie i wyniesienie stamtąd tych informacji, które udałoby mu się być może przez przypadek zrobić. Istnieją jeszcze takie teorie i podejrzenia, że niektórzy z takich właśnie turystów są łapani i uczestniczą, i są obiektem najrozmaitszych badań, eksperymentów, które tam się prowadzi. Prowadzi się ich tam wiele, więc pewnie jeszcze dziś będziemy o tym mówili.
[25:57] - Dziękujemy. Do tych kwestii zaraz będziemy jeszcze wracać. Marku, czy twoim zdaniem ta coraz większa otwartość w sprawie Strefy 51 ze strony czy to Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, czy rządu mówi nam o zmianie polityki wobec tego miejsca? Czy jest to, tak jak wspominałem, taka wioska potiomkinowska, żeby sobie lub mógł popatrzeć?
[26:25] - Ja myślę, że masz sporo racji. To znaczy w ogóle z tymi bazami supertajnymi jest paradoks. To znaczy, skoro one są takie supertajne, to zastanawiam się, dlaczego aż tyle o nich wiemy. Ja jednak ufam w to, że jeśli jakieś rządy, jakieś organizacje o charakterze rządowym zabierają się za utajnienie czegoś, to na tyle potrafią nie przebierać w środkach, że jeżeli bardzo chcą, żeby coś pozostało tajne, to tajne pozostaje. Najczęściej. Nie mówię, że zawsze. Czasami zdarzają się tak zwane wypadki przy pracy. Natomiast ja nie mogę pozbyć się wrażenia, że rzeczywiście jest tak, że Strefa 51 została wyznaczona na taką wioskę potiomkinowską. Jeżeli przypomnimy sobie historię, to informacje o Strefie 51 pojawiały się już gdzieś w latach 90. Ale trudno powiedzieć, czy przełom, ale w każdym razie na przykład pojawiły się w pierwszej części filmu „Dzień niepodległości”. Strefa 51, w ogóle spora część akcji dzieje się w tej strefie. Może być miejscem, w którym testowano różnego rodzaju technologie, ale nie technologie obcych, tylko technologie jak najbardziej ziemskie. W związku z tym trudno się dziwić, że miała być tajna i miała jak najdłużej pozostać tajna. Natomiast w pewnym momencie, ponieważ urosły różnego rodzaju teorie spiskowe, czy też zbliżone do spiskowych, ktoś doszedł do wniosku, że rzeczywiście ten obiekt, trudno mówić o obiekcie, ten rejon USA może być taką rzeczywiście wioską potiomkinowską, którą będzie się pokazywać. Bo zauważmy, że jak na supertajną bazę, w której się dzieją supertajne rzeczy i w ogóle obcych tam testują i obcy tam coś testują i w ogóle tam UFO przylatuje prawie według rozkładu jazdy, to tam zadziwiająco dużo ludzi się pojawia. To znaczy wręcz można znaleźć doniesienia, oczywiście przy tych wszystkich zastrzeżeniach, o których mówił Chris, że to czasami się źle kończy, ale stała się taką lokalną, nie, trudno mówić lokalną, taką atrakcją turystyczną w Stanach Zjednoczonych. To może przesada z tym sformułowaniem. Rzeczywiście sporo ludzi odwiedza to miejsce, nie ukrywajmy. I teraz ja wcale nie jestem przekonany, że biorąc pod uwagę logikę, taką logikę codzienną, że to, że się tam tylu ludzi pojawia i jednocześnie, że tam są doniesienia o jakichś supertajnych eksperymentach, że to jest dowód na cokolwiek. Równie dobrze może być to rzecz wykreowana, która ma wyglądać na to, żeRzeczywiście jakaś tajna baza tam się znajduje. Odnoszę wrażenie, a właściwie mam głębokie przekonanie, że jeżeli tak poważną rzecz jak kontakt z obcymi rząd Stanów Zjednoczonych chciałby ukryć, to ukryłby to w sposób na tyle staranny i dokładny, że nie słyszelibyśmy o tego rodzaju doniesieniach. Dzisiejsza rozmowa, dyskusja o supertajnych bazach ma jedno założenie początkowe, na które się musimy zgodzić albo się na nie nie zgodzić. Musimy założyć taką spiskową teorię, że rzeczywiście rząd Stanów Zjednoczonych nawiązał w swoim czasie kontakt z obcymi i wszystko dalej to jest logiczna konsekwencja, czyli ta współpraca, to badanie.
[31:34] - Nasza dzisiejsza dyskusja w ogóle toczy się wokół problemu, o którym społeczeństwo zasadniczo powinno nie wiedzieć. Coś takiego jak supertajna baza z założenia ma być tak supertajne, by nikt o tym nie mówił. Stąd samo istnienie Strefy 51, a może nie istnienie Strefy 51, ale rozgłos jej sława wydają się trochę podejrzane. Tym bardziej że przez lata pojawiało się sporo osób, które twierdziły, że tam pracowały. Nim przejdziemy do tego Boba Lazara nieszczęsnego, którego tylko muśniemy, bo przecież mówiliśmy o tym niedawno. Chris, możesz nam ujawnić, rzucić trochę światła na ten podstawowy problem, który się rodzi w dyskusji o Strefie 51? Kto tam pracuje i jak na to miejsce dociera? Przecież to jest taka okolica, gdzie grzechotniki szczekają odwłokami.
[32:31] - To prawda. Z tego powodu, kiedy mówimy o takiej bazie, musimy popatrzeć na nią jako na spory i autonomiczny obszar. Taka baza jest praktycznie podziemnym miastem, które jest w stanie funkcjonować w absolutnie sposób autonomiczny. Kiedy troszkę interesowałem się tym tematem i szukałem rozmaitych informacji, znalazłem ludzi, którzy dostali propozycje pracy w tego typu bazach i były zazwyczaj to propozycje bardzo intratne. Mieli zarabiać bardzo dużo. Zwykle taki kontrakt trwał dwa lata i jedynym elementem, który był elementem niepokoju w tym wszystkim było to, że to były dwa lata w odcięciu od świata. Były to dwa lata pod ziemią, bo musimy sobie zdać sprawę, że tego typu tajna baza, podziemna baza potrzebuje wielu rzeczy. Nie tylko naukowców, historii, które tam zabezpieczają bezpieczeństwo, tworzą rodzaj bezpieczeństwa tej bazy. Ale potrzebny jest ktoś, kto tam będzie gotował, mył naczynia, sprzątał to wszystko, wkręcał żarówki i tak dalej. Także mamy tutaj do czynienia z bardzo poważną i dużą operacją i dlatego od tych ludzi wymagane jest właśnie to, żeby mogli zniknąć praktycznie z życia co najmniej na dwa lata. W tych akurat tego typu przypadkach. Stąd właśnie wiemy, że nie trzeba dróg dojazdowych, autostrad, wielkich parkingów, żeby móc dostać się do tego typu bazy. Czasami tego typu bazy są połączone z bardzo luksusowymi hotelami. Nieoczekiwanie gdzieś na skraju jakiegoś miasteczka znajduje się wspaniały, luksusowy hotel, gdzie okazuje się, że pod tym hotelem coś się znajduje, że niektórzy goście zjeżdżają windą o jedno piętro niżej niż wszyscy inni. Mają do tego dostęp. Mogą przycisnąć ten specjalny guzik. No i właśnie tamtędy jakimś innym już pojazdem podziemnym, kolejką podziemną dostają się do pracy i są w stanie w niezauważony sposób pojawiać się gdzieś w tego typu miejscach. Strefa 51 rzeczywiście przysłania praktycznie cały problem, bo próbujemy umieścić go i geograficznie, i obszarowo, gdy tymczasem w myśl tej idei amerykańskiej tajności o tym, ażeby wszystko rozłożyć na tyle drobnych i autonomicznych w miarę elementów, żeby tak naprawdę nikt nie mógł się zorientować, o co chodzi, to do dziś mamy problem, ażeby móc określić i obszar, i zasięg istnienia tego typu baz. Zwłaszcza że jest to problem dynamiczny. Bardzo często jest tak, że bazy, tego typu miejsca, które wykuto gdzieś tam w tym kamieniu, powiedzmy w latach 50. i 60., dziś praktycznie już do niczego nie służą. Spełniły swoją powinność i dziś są już niewykorzystywane. Są najwyżej na przykład magazyny. Natomiast coś, co jest rzeczywiście istotne, znajduje się jeszcze jakieś dwie mile pod tym. Bo dziś istnieje technologia, która pozwala na rzeczywiście dokonywanie bardzo głębokich wykopów i rozbudowania tego typu instalacji znacznie głębiej w ziemi i ukrycie ich znacznie skuteczniej przed czymkolwiek, cokolwiek mogłoby nam spaść z góry i zagrozić istnieniu takiej bazy. Jednocześnie dochodzą do tego te najrozmaitsze pogłoski o tym, że — i być może jest w nich wiele racji — cały teren, taki jak na przykład Stanów Zjednoczonych, jest pocięty podziemnymi tunelami, które pozwalają na komunikację pomiędzy jednym a drugim wybrzeżem Stanów Zjednoczonych. Mam tu na myśli te pociągi typu maglev, które poruszają się na poduszce elektromagnetycznej, które są w stanie pędzić z prędkością dwukrotnie przekraczającą prędkość dźwięku.
[36:33] - A przez to, że taki podziemny tunel nie ma atmosfery, więc nie ma elementów zewnętrznych, jak na przykład wiatr, pogoda i tak dalej, dzięki temu może bezpiecznie i szybko się poruszać. Co oznacza, że można z Nowego Jorku dojechać do Los Angeles, gdyby oczywiście taka instalacja istniała, a załóżmy, że istnieje, dojechać takim pociągiem znacznie szybciej niż na przykład lecieć samolotem. Co również w jakiś sposób ułatwia myślenie o tym, jak funkcjonuje tego typu baza i o tym, że na przykład ktoś, kto mieszka w Nowym Jorku, może spokojnie pracować sobie w Nowym Meksyku, dojeżdżając taką kolejką do miejsca pracy. Dlatego mamy problem, żeby w jakiś sposób umiejscowić to, bo jesteśmy przyzwyczajeni, że każde miejsce pracy musi mieć parkingi, ci ludzie muszą gdzieś mieszkać i w końcu wiadomo mniej więcej, o co chodzi. W tym przypadku ta tajność jest utrzymywana w ten sposób, o czym mówiłem wcześniej, że rozbicie tego na w miarę autonomiczne komórki pozwala na jej kompletne zachowanie. Z tego powodu, że ludzie, którzy nawet pracują przy super tajnych projektach, często sami nie wiedzą, do czego ma to służyć. Zajmuje się tym jeszcze inna grupa i nawet gdy mówimy o budowie baz, bardzo często jest tak, jak na przykład było w przypadku tej słynnej i tajemniczej historii z tym podziemnym miastem pod lotniskiem w Denver, że mimo że cała ta konstrukcja miała olbrzymią skalę, więc potrzebowała tysięcy ludzi, maszyn do jej stworzenia, dziś nie bardzo wiemy, co znajduje się pod ziemią. Dlatego, że nawet kiedy zatrudniono 2000 czy 3000 robotników, żeby wykonali jakiś pewien element, potem ich zwalniano, zatrudniano zupełnie nowych ludzi, którzy nie bardzo wiedzieli, co zrobili ci poprzedni. I w taki sposób w końcu zbudowano to podziemne miasto pod portem lotniczym Denver, o którym dziś wiemy tak bardzo mało. Dlatego ta tajemnica do dziś jest utrzymana. I to jest cały kłopot dzisiejszej naszej audycji, dlatego że możemy się opierać jedynie na różnych, bardzo często anegdotycznych informacjach na temat tego, co ewentualnie jest pod ziemią. Bo mało kto tam był, a jeśli nawet był, wie, że mówienie o tym zagraża nie tylko jego życiu, ale życiu jego rodziny. A ponieważ również, jak wspomniałem wcześniej, jest to w tym momencie w pewnym sensie prawo korporacyjne, w związku z czym wiele rzeczy można robić w sposób, który bardzo często nie tylko nagina istniejące prawo, ale często jest dokonywane i poza prawem, i ślad się w tym momencie gubi. Dlatego dziś będzie nam bardzo chyba trudno w jakiś sposób zbudować wnioski, czym są, jak wiele ich jest i do czego one tak naprawdę służą.
[39:25] - Najważniejsze to chyba odpowiedź na pytanie, czy w ogóle są.
[39:31] - To jeszcze ja może chwileczkę.
[39:33] - Aha.
[39:35] - Ja chciałem powiedzieć, bo Chris powiedział o dostarczaniu ludzi do Strefy 51. Ja jako przykład pewnego chaosu informacyjnego, który się wokół Strefy 51 tworzy, podam, że oprócz tego, o czym mówił Chris, jako argument tego, że baza i Strefa 51 funkcjonuje znakomicie, podaje się również to, że nad Strefą 51 w określonych dniach tygodnia pojawia się zadziwiająco dużo smug kondensacyjnych i z tego wysnuwało się na przykład wniosek, że po prostu pracownicy czy część pracowników do Strefy 51 przylatywała z Zachodniego Wybrzeża chociażby albo z innych miejsc w Stanach Zjednoczonych. To pokazuje, że tych teorii różnego rodzaju na temat dostarczania pracowników na miejsce może być bardzo dużo i każda z nich właściwie rości sobie prawo do tego, żeby być tą jedną albo w każdym razie żeby być prawdziwą. Więc do tych podziemnych korytarzy, do różnego rodzaju kontraktów dwuletnich dodajemy jeszcze argument o tych smugach kondensacyjnych, lądujących samolotach i dowożeniu pracowników z różnych części Stanów Zjednoczonych, właściwie dolatywaniu tych pracowników z różnych części Stanów Zjednoczonych. To jest jeden element. Poza tym podaje się jako taki wiarygodny element tego, że Strefa 51 istnieje i dzieje się w niej coś, co powinno zwrócić uwagę ludzi zajmujących się UFO oraz istotami z innych planet. Jako taki argument przytacza się różnego rodzaju relacje. Tu o Bobie Lazarze mówimy i będziemy dzisiaj jeszcze mówić, ale też nazwisko człowieka, Bushmana, o ile dobrze pamiętam.
[41:46] - Bob Bushman.
[41:49] - Tak, dokładnie. I pojawiało się to nazwisko. I tu argumentem przemawiającym na korzyść prawdziwości jego relacji było to, że był to człowiek umierający, który właściwie w takim pożegnalnym wywiadzie ujawnił informację o tym, co się w Strefie 51 dzieje. I tu moja wątpliwość, nie chcę w tej chwili relacjonować tych wszystkich rewelacji, które ogłosił. Natomiast moja wątpliwość polega na tym, że Chris powiedział o tym, że w tego rodzaju przedsięwzięciach, tak tajnych i zakrojonych na tak szeroką skalę, istota takich przedsięwzięć polega na tym, żeby maksymalnie podzielić wykonywaną pracę w taki sposób, żeby pracownicy nawzajem nie wiedzieli, co robią koledzy.Dzięki temu można ukryć różnego rodzaju tajne przedsięwzięcia. Tymczasem Bushman relacjonuje w sposób bardzo przekrojowy to, co się działo w Strefie 51. Czyli albo był człowiekiem, który był bardzo wysoko w pewnej hierarchii, był dopuszczony i miał rzeczywiście przegląd pewnych informacji, albo też część z tych informacji to są wymysły, bardziej pewna próba rekonstrukcji. Być może pewnej rekonstrukcji, takiej na podstawie rozproszonych faktów ten człowiek usiłował dokonać. Nie wiem, ja bardziej podaję to jako przykład pewnego chaosu, pewnej mgły informacyjnej, która wokół na przykład Strefy 51 jest roztaczana. I to jest myślę, element, który w naszej dyskusji powinniśmy bardzo poważnie brać pod uwagę, że nawet rzeczy, które wydają się bardzo prawdopodobne, mogą tak naprawdę być mocno wykreowane. Dziękuję.
[44:03] - Chcę tylko powiedzieć, że w przypadku Boyda Bushmana historia skończyła się dla niego bardzo źle, dlatego, że został on w pewnym sensie skompromitowany. Jest on symbolem kogoś takiego, kto rzekomo posiada tego typu tajne informacje, a jednocześnie na sam koniec swojej opowieści pokazuje zdjęcie. W tym przypadku były to zdjęcia przedstawiające jakiegoś kosmitę, które on uznawał za zdjęcia oryginalne, tajne i prawdziwe, gdy tymczasem ci, którym udało się go ośmieszyć, wykazali, że są to zdjęcia lalki, którą można było kupić swego czasu w Walmarcie i została sfotografowana jako kosmita. I w związku z tym ta historia Bushmana wzięła w łeb.
[44:48] - Przypomnijmy może naszym słuchaczom, którzy nie pamiętają, kim był Boyd Bushman. On się ujawnił, nie wiem, kiedy to było, jakiś rok temu czy dwa, ze swoimi rewelacjami, w których twierdził, że jako pracownik różnych supertajnych jednostek posiadał nie tylko wiedzę, ale i zdjęcia na temat kosmitów. I tuż przed śmiercią takie zdjęcia pokazał, prawda? I one ukazywały coś, co po raz kolejny sprawiło, że rzucony został cień wątpliwości na osoby wypowiadające się o supertajnych bazach, bo rzeczywiście zdjęcie przedstawiało coś w rodzaju kukły. Ale panowie, powróćmy jeszcze na chwilę do tego, co powiedział Marek Żelkowski przed chwilą, że jeżeli jakieś państwo dysponuje wiedzą o powiedzmy inwazji obcych, czy o istnieniu obcych, czy o cichej inwazji obcych, czy o tym, że nas obserwują, to ono powinno tą wiedzę trzymać, jeżeli ona jest tak niebezpieczna, w pewnym komfortowym miejscu. Innymi słowy, nie powinna być ta wiedza eksponowana. Natomiast my na polu ufologicznym stykamy się z wieloma sytuacjami, kiedy na przykład ufologom jest coś podsyłane i to się potem okazuje mistyfikacją, która sobie żyje. Tak się zaczęła słynna sprawa Majestic. Kto wie, czy tak nie jest ze słynną Strefą 51. Natomiast w tym tygodniu pojawiła się ciekawa informacja o tym, że znaleziono esej Winstona Churchilla, w którym pisze on o możliwości istnienia życia pozaziemskiego. Esej pochodzi z lat 30., prawdopodobnie z roku 1939. Jest to taka naukowa rozprawka, ciekawa jak na tamte czasy. Churchill nie publikuje jej przed wojną, nie publikuje w czasie wojny, bo wiadomo, jest mocno zajęty. Natomiast w latach 50. po zakończeniu kariery wraca do tego artykułu i okazuje się, że mimo wszystko nie publikuje go. Nie ma w tym artykule przełomowych informacji. Jest ciekawy mimo wszystko, ale nie publikuje go. Pojawia się pytanie dlaczego? Słynne akta opublikowane przez brytyjski MON sugerują, że Churchill bał się informacji na temat UFO. Bał się ich ujawniania. Tam się pojawia taka wzmianka. Co prawda ona jest z drugiej, a w zasadzie z trzeciej ręki, która mówi, że wnuk prywatnego ochroniarza Churchilla usłyszał od swojego dziadka historię, którą ten oczywiście słyszał na własne uszy i wiązało się to z taką sceną, kiedy Churchill zostaje poinformowany o incydencie z udziałem UFO gdzieś na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii i mówi wtedy takie sławetne zdanie, że ta sprawa musi zostać utajniona na wiele, wiele lat, dlatego, że mogłaby wywołać panikę i zniszczyć wiarę pokładaną w Kościół. Panowie, istnieje taka sugestia, że Churchill był tak zaaferowany informacjami, które mogły spływać do niego na temat zjawiska UFO, że już wtedy zdecydował się na taką małą cenzurę prewencyjną. Czy waszym zdaniem, bo w zasadzie mija 70 lat, odkąd w mediach mówi się o zjawisku UFO, czy my czasami nie jesteśmy wodzeni za nos przez pewne, nie chciałbym powiedzieć służby, bo to może za dużo powiedziane, natomiast jesteśmy wodzeni za nos w kwestii prawdy o tym zjawisku i Strefa 51 może być tego wyraźnym dowodem. Ktoś cały czas próbuje nam wmówić określoną interpretację tego fenomenu. Natomiast ci, którzy mają dostęp do bardzo pewnych informacji, na co wszystko moim zdaniem wskazuje, mogą być nimi głęboko przerażeni. Czy podzielacie moją wizję, która mówi, że robi się dobrą minę do złej gry na szczytach władzy, bo wiedza na temat obcych mogłaby rzeczywiście sparaliżować ludzkość. Może nie dosłownie, ale wywołać u nas poważny strach przed naszą przyszłością. Marku?
[48:58] - Ja powiem w ten sposób: zdanie o politykach każe mi powiedzieć mniej więcej coś takiego, że ja nie wierzę w to, żeby politycy w trosce o nasze dobre samopoczucie, po to, żeby nie wzbudzać w społeczeństwach paniki, zdecydowali się nie ujawniać informacji o UFO. Naprawdę nie wierzę w taką aż dobroć polityków, którzy rządzą światem. Natomiast jestem w stanie dopuścić zupełnie teoretycznie, że być może politycy nie ujawniają tego rodzaju informacji dlatego, że mówiąc kolokwialnie, są po prostu umoczeni w całą sprawę. Prędzej uwierzę w coś takiego, że politycy, za przeproszeniem, sprzedali nas jako gatunek, jako ludzkość obcym i jak będziemy tłumaczyć słowo „sprzedali”, to oczywiście możemy dyskutować, o co tak naprawdę chodzi. Ale jeśli na przykład politycy, czy to amerykańscy, czy to brytyjscy, czy jacykolwiek inni, rzeczywiście dogadali się z obcymi i dogadali się w ten sposób, że dla społeczeństw nie jest to dogadanie się najbardziej korzystne, że tak naprawdę nie politycy, a społeczeństwa ponoszą konsekwencje czy poniosą konsekwencje tego dogadania się, to ja wówczas wcale się nie będę dziwił, że politycy takich informacji nie chcą ujawniać. Ja wiem, że być może wynika to z tego, co powiedziałem na początku, czyli z tego nie najlepszego mniemania o politykach, ale ta moja nieufność, myślę, że jakbym miał troszeczkę więcej czasu, to byłbym w stanie to uzasadnić. Tylko zastanawiam się, to pewno nie ta audycja, żeby szczególnie się nad politykami rozwodzić. Natomiast tak jak powiedziałem, jeśli coś ukrywają politycy, to dlatego, że są umoczeni po prostu. I jeśli Churchill nie chciał czegoś ujawnić, czy też administracja amerykańska jedna, druga czy trzecia czegoś nie chciała ujawnić, to być może dlatego, że te porozumienia, te pakty, te wreszcie może kapitulacje, trudno mi powiedzieć, jaki charakter miały wszelkiego rodzaju czy te ewentualne dokumenty podpisane, ugadane, nie wiem, co tak naprawdę miało miejsce, to jeśli one miały charakter właśnie taki wiernopoddańczy, że politycy po prostu nas sprzedali, to wówczas, tak jak powiedziałem, wcale się nie dziwię, że nie chcą tego ujawniać i wręcz robią wszystko, żeby społeczeństwa o tym się nie dowiedziały. Natomiast naprawdę ja już to chyba kiedyś mówiłem w jednej z audycji, po prostu nie wierzę w to, że politycy działają w ten sposób, że aby nie wzbudzać paniki, nie informują nas o tym, że odwiedzają nas obcy. Ja po prostu nie widzę źródła tej paniki. Ja nie wiem, dlaczego miałbym w tej chwili wstać od komputera i być przerażonym, że obcy są gdzieś blisko. W dodatku ja to ja, dosyć często z tym tematem się stykam, więc może się trochę uodporniłem. Natomiast wydaje mi się z takich rozmów, które dosyć często staram się prowadzić, że pozostała część społeczeństwa również nie czułaby się specjalnie przerażona. Może odczuwłaby jakąś obawę, ale myślę, że do paniki to bardzo wiele by jeszcze brakowałoby do tej paniki. Myślę, że część ludzi i część społeczeństw przyjęłaby to wręcz obojętnie, a część z dużym zainteresowaniem. To w zależności od zainteresowań, w zależności od tego, jakie priorytety dana jednostka ma. A wracając do tego, o czym mówi Piotr, czyli konkretnie do artykułu Churchilla, powiem tak, że lata 30. to w ogóle jest taki czas, w którym w ogóle się dosyć dużo dyskutuje. Ja przypomnę, że ten artykuł Churchilla, już w tej chwili nie pamiętam, ale on w latach 30. powstał, chyba na początku lat 30., nie pamiętam w tej chwili, ale w tych samych latach 30., tylko że pod koniec miała miejsce audycja Orsona Wellesa w Stanach Zjednoczonych, w której pobudził część ludzi do tego, żeby się przed obcymi bronili. Czyli właściwie wywołał coś w rodzaju małej paniki, choć i na ten temat są rozbieżne zdania, bo część historyków twierdzi, że żadnej paniki nie było. Nie potrafię tego dzisiaj ocenić. Natomiast chodzi mi o to, że lata 30. to był czas, być może dzisiaj nam się to wydaje dosyć egzotyczne, ale to był czas, kiedy nawet pomimo tego, że zjawisko UFO nie było jeszcze tak powszechne, a w każdym razie nie było w jakiś sposób zdefiniowane, myślało się bardzo poważnie. To znaczy dlatego poważnie, ponieważ coraz więcej literatury science fiction się pojawiało. W Stanach Zjednoczonych różnego rodzaju magazyny groszowe kłły tego rodzaju opowieści dosłownie na kopy. Jak było w Europie, to nie do końca wiem, ale również temat z całą pewnością popularny. Może stąd ten artykuł. Pewna refleksyjność Churchilla mogła sprawić, że na ten temat się wypowiedział. A to, co działo się później, czyli już po wojniemogło być konsekwencją albo tego tajnego dogadania się, albo nie wiem czego. W każdym razie znowu, tak jak w przypadku Strefy 51 mówiłem o pewnej mgle tajemnicy, pewnych niedopowiedzeniach, tak i tutaj myślę, że na obecnym etapie nie jesteśmy w stanie dokopać się do informacji, czy też do motywacji, które stały za różnymi decyzjami polityków. Dziękuję bardzo.
[55:32] - Dziękujemy. Załóżmy, że politycy są umoczeni, ale co panowie z takim scenariuszem, w którym oni w zasadzie nie wiedzą, czym jest to zjawisko? Tak też może być. I co do tej paniki po ogłoszeniu tego, że jesteśmy odwiedzani, co w zasadzie wiele ludzi do siebie dopuszcza, to ja bym tutaj jednak się zastanowił nad tym, bo nam się wydaje, że to nie będzie miało wpływu. Ale postawmy się, panowie, w sytuacji, trudno sobie wyobrazić, jak by to było w ogóle, bo my jesteśmy przyzwyczajeni do spoglądania oczyma swojej kultury i tego, że jest na świecie, jak jest. Nie umiemy postawić się-
[56:15] - A może nie jest trudno?
[56:17] - Sytuacji osoby, czyli poczekaj do końca. Dam taki przykład, który mi przychodzi do głowy obecnie. Tutaj mam informację od Ivelliosa, że Arek ma jakieś poważne problemy, także jego udział na razie stoi pod znakiem zapytania w naszej debacie. Ale powracając do tej paniki, Churchill mówi, że mogłoby to wywołać właśnie chaos intelektualny i podważyć wiarę. Churchill jako konserwatysta, tradycjonalista mógł tak myśleć. Zresztą to były też inne czasy. Dużo się zmieniło, ale gdyby nagle nastąpiło w naszych umysłach pewne duże przewartościowanie. Wyobraźmy sobie taką sytuację, która chyba jest najbardziej adekwatna. Przyjeżdża Koreańczyk z Północy do Korei Południowej, zderza się z cywilizacją i nagle cała jego wizja świata rozpada się na kawałki. Nie umie żyć, nie umie funkcjonować. Wszystkie prawdy, których się uczył, które były mu wpajane od dziecka, okazują się nieaktualne i okazuje się, że to wszystko było kłamstwo. Nas dzięki historiom takim jak Strefa 51, jak Roswell. To jest kontrowersyjna sprawa. Można się nad tym głębiej zastanowić, panowie. Nam się wmawia, że przylatują na Ziemię kosmici, którzy są ciapciakowaci, tu się rozbiją, tam się przewrócą, tam kogoś porwią, tu krowę porwią, ale ogólnie są nieszkodliwi, fajni i wszyscy ludzie wiedzą, że oni istnieją. Natomiast okazuje się po głębszym wejściu w temat, że rzeczywiście rządy coś ukrywają. Czy to są rządy, czy to są służby, czy to są elity, tu sobie można postawić odpowiedni równoważnik tego słowa. Natomiast mnie niepokoi jeszcze jedna rzecz, panowie. Nie ulega wątpliwości, że nasze widzenie zjawiska UFO jest uwarunkowane pewną kulturą, folklorem, historią, wszystkim. Natomiast czy waszym zdaniem nie może wchodzić w grę jeszcze jedna hipoteza, jeszcze jeden scenariusz, do którego nas się nie chce przygotować? Że ta prawda o kosmitach, prawda o UFO, że ona może w ogóle wyglądać inaczej. Że to, co my odbieramy przez pryzmat science fiction, przez pryzmat opowieści o Roswellach i innych, w zasadzie zupełnie odbiega od tego, jak to wygląda formalnie. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak to może wyglądać, ale na przykład na tych najwyższych szczeblach może istnieć chociażby w jakiś sposób potwierdzone przeświadczenie, że ta cicha inwazja, o której mówi doktor Jacobs, jest, trwa i my jesteśmy poddawani jakiemuś procesowi odgórnemu, o którym nie mamy pojęcia. Możemy być pod czyjąś kuratelą, ale nie wypada o tym mówić. A przecież scenariusze mogą być jeszcze bardziej dla nas pesymistyczne i niezrozumiałe. Także Chris, teraz oddaję ci głos z pytaniem: co takiego w tych tajnych bazach, w tej Strefie 51 mogli odkryć na temat kosmitów owi słynni naukowcy w białych kitlach przywożeni z Las Vegas, że tak bardzo nie chcą nam o tym mówić? Znaczy nam, raczej wam.
[01:00:03] - Nie wiem, co takiego odkryli, bo nikt mnie nigdy do takich informacji oczywiście nie dopuścił. Natomiast sama idea tego, żeby móc ogłosić, że istnieje życie pozaziemskie, że istnieje jakaś inteligentna cywilizacja, która nas odwiedza i która rzekomo nie powinna nas przestraszyć. Wrócę tutaj do wypowiedzi Marka i także i twojej, i tego zamieszania. Dlaczego? Mnie się wydaje, że zwłaszcza w ustach Churchilla to brzmi wszystko dobrze i logicznie. Dlaczego on tego się nigdy nie zdecydował zrobić? Z bardzo prostej przyczyny. On jako polityk doskonale o tym wiedział, że chodzi tutaj absolutnie o kontrolę. Przypomnijmy sobie historię sprzed 2000 lat i jeszcze jedną historię sprzed półtora tysiąca lat. 2000 lat temu pojawił się ktoś, kto powiedział: „Moje królestwo jest nie z tego świata”. Stworzył chrześcijaństwo. Jak ono strasznie zamieszało historię świata. W niesamowity sposób, potwornie. Zburzyło wszelkie starożytne struktury, które funkcjonowały przez tysiące lat. Stworzyło świat kompletnie na nowo. Zamordowało mnóstwo ludzi. 500 lat później, 600 lat później pojawił się facet MahometKtóry również miał porozumienie z jakimś kosmitą nie z tego świata, Allahem i on dokonał reszty. Czyli mówienie o tym, że przecież nic się nie wydarzy, bo przecież na pewno wszyscy są na to wszystko przygotowani, jest trochę naiwne, bo przecież konsekwencje absolutnie są. W tym momencie oznacza to kontrolę. Jeżeli pojawia się w myśleniu Churchilla taki element, że istnieje obca cywilizacja i ona rzeczywiście nas odwiedza na Ziemi, to natychmiast pojawią się ludzie, którzy powiedzą: „Jeżeli jest ktoś jeszcze potężny i ma taką moc, żeby móc nas odwiedzać i wędrować sobie po wszechświecie, to zamiast wierzyć wszystkim naszym królom, książętom, politykom, papieżom, Dalajlamom, będziemy wierzyć tym kosmitom”. I to doprowadzi do stworzenia nowego systemu kontroli, nowej religii, bo za każdym razem jest to system wiary, tak samo jak nasza nauka jest również systemem wiary. Jest to za każdym razem jedno i to samo, ale wszystko to ma na celu stworzenie określonego systemu kontroli nad społeczeństwem. I w tym momencie znów świat musi pójść w gruzy. Ten stary świat musi się rozpaść, dlatego że następuje napięcie, pojawia się nowy gracz i pojawiają się ewentualnie nowi kontrolerzy tego świata, którzy w pewnym sensie będą musieli być wzięci wcześniej czy później pod uwagę, niezależnie, ile to czasu zajmie. Dlatego pod tym względem jest ten ciągle aktualny problem, czy można światu opowiedzieć o tym, że istnieje życie pozaziemskie, nawet jeżeli ono jest bakteryjne, bo nawet samo to może wywołać najrozmaitsze konsekwencje tego wszystkiego. Zobaczmy, co się dzieje w takich prostych historiach, jakie spróbuje nam sprzedawać religia zwana nauką, jak na przykład globalne ocieplenie czy kwestie niezbędności stosowania i używania szczepionek po to, żeby cała populacja była zdrowa. Przez tysiące lat nikt nie używał szczepionek. Populacja przeżyła te tysiące lat. Nagle okazuje się, że jest to niezbędne, bo inaczej nie przeżyjemy, że coś się strasznego wydarzy. To wszystko jest za każdym razem element i aparat kontroli i ta kontrola z poziomu religijnego jest przenoszona na poziom administracyjny konkretnej kontroli, wyznaczania każdemu roli w tym społeczeństwie. I dlatego wprowadzenie tego elementu obcej cywilizacji dokonałoby rewolucyjnego, nowego zamieszania. Dlatego wspomniałem o tych poprzednich dwóch kosmitach, którzy pojawili się na Ziemi, a przecież mamy ich więcej. Zobaczmy, co zrobił Budda, co zrobił Viracocha, co zrobiło tych dziewięciu przybyszów z kosmosu, którzy stworzyli całą egipską mitologię. My dziś to nazywamy mitologią, ale przez ileś tysięcy lat ta mitologia dominowała każdy aspekt życia tamtego człowieka, więc była elementem kontroli. I to samo byłoby w przypadku, gdyby Churchill nagle zdecydował się nie tylko opublikować swój artykuł, ale jednocześnie zaangażować się w sytuacji, kiedy mówimy o jakiejś obcej cywilizacji. I to jest ten problem. I to jest ten strach przed tym, ażeby móc o tym wszystkim powiedzieć. Natomiast jeżeli rzeczywiście istnieje taki kontakt z tą obcą cywilizacją, jeżeli rzeczywiście istnieje możliwość pozyskania obcej technologii, wówczas oczywiście dokonuje się to w sposób taki, żeby wzbudzał jak najmniej sensacji i był jak najlepiej ukryty. Jakie może być lepsze miejsce niż takie, które jest głęboko wkopane w ziemię, gdzie jest ileś tam tylko ludzi, których łatwo jest strzec i informacje przez takiego miejsca przedostają się na zewnątrz bardzo trudno. A jeśli już, zazwyczaj są niekompletne i nie wiemy dokładnie, o co chodzi. I dlatego my dziś nie tylko nie wiemy, o co chodzi, co produkowane jest tego typu i co robione jest, budowane w tego typu laboratoriach. Nie wiemy także z tego powodu, że być może rzeczy te kompletnie przekraczają naszą wyobraźnię. Na obecnym etapie, kiedy przygotowani jesteśmy do myślenia na temat technologii przez fizykę z XIX wieku, która wykładana jest w szkołach, dziś nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak to wszystko zrobić. I tu znów powołam się na taki przykład historyczny, do mojego ulubionego tematu templariuszy, którzy wykorzystali wyprawy krzyżowe, a być może nawet wyprawy krzyżowe były zorganizowane w tym jedynym celu, aby taką technologię odkryć. Też pod ziemią, gdzieś w podziemiach pałacu króla Salomona odkryli coś, co kompletnie zrewolucjonizowało średniowieczną Europę. Odkryli nową technologię, której najbardziej efektownym aspektem są katedry, których nie budowano wcześniej. I nagle okazało się, że templariusze posiedli taką technologię. Nie jest to oczywiście technologia kosmiczna, ale była ona do zastosowania natychmiast. I sam fakt, że pojawia się ona tuż po tym, jak templariusze wracają po dziewięciu latach kopania pod świątynią Salomona, wskazuje, że być może właśnie tam znaleźli odpowiedź. I tu pojawia się kolejne pytanie: co jeszcze znaleźli? Dlatego mówię o tych technologiach, które będą wykraczały poza naszą wyobraźnię, ponieważ nasza wyobraźnia jest ograniczona naszą wiedzą. Natomiast jak wielokrotnie w tych audycjach mówiliśmy, dzisiejsza fizyka, rozumienie fizyki daleko wykracza poza funkcjonowanie naszego tak zwanego zdrowego rozsądku i próby złożenia tego wszystkiego w jedną całość daleko wykracza, wręcz nawet w tej chwili poza powieści science fiction. Kiedy nagle mówimy o takich wydarzeniach jak splątanie kwantowe czy efekt obserwatora, czy wiele innych, bardzo ciężko jest nam ułożyć to w naszych trzech wymiarach. Dlatego nie bardzo wiemy, o co chodzi w tych doświadczeniach, które tam się prowadzi, ale być może nie są one dla nas zbyt przyjazne. I te wszystkie pogłoski o tym, że któregoś dnia nasza potrzebaBycia częścią tej planety. To, czy będziemy komuś potrzebni, czy nie. Te wszystkie złowrogie teorie konspiracji być może rzeczywiście mogą się zrealizować, dlatego że ta uciekająca, odrywająca się cywilizacja, o której mówiliśmy nie tak dawno, może świetnie się zaaklimatyzować właśnie w tego typu podziemnych bazach i wykorzystywać technologię, do której my dzisiaj nie mamy dostępu do tego, aby świetnie sobie móc funkcjonować i żyć i tworzyć nową historię Ziemi już pod własne dyktando.
[01:07:50] - Wielki szacunek, Chrisa, za to sformułowanie, które w ogóle na sztandary sobie wezmę: religia zwana nauką. Naprawdę się pod tym Nie generalnie, ale rzeczywiście bardzo często zdarza się w ten sposób, że naukowcy, którzy szyją się tym mianem, rzeczywiście w ten sposób traktują naukę, jakby to był rzeczywiście system religijny. Ja nie mówię, że to jest powszechne, ale tak się niestety zdarza. I rzeczywiście chylę czoła. To jest naprawdę clou tego, o czym warto pamiętać, jeśli się o nauce i racjonalności mówi. Bardzo często posługujemy się takim przynajmniej 200-letnim stereotypem, że to, co naukowe, to jest racjonalne, a to, co związane z wiarą, jest nieracjonalne. I tak sobie podzieliliśmy świat. Proponuję się nad tym głębiej zastanowić. Natomiast chciałbym jeszcze powiedzieć o jednej rzeczy: ja zastanawiam się na przykład nad takim scenariuszem, to już gdzieś włóżmy między scenariuszy, ale na przykład czy ci politycy nie usłyszeli w swoim czasie na przykład tego rodzaju historii, że Ziemia i cywilizacja, która tutaj jest, czyli ludzie, to tak naprawdę jest jakaś obora albo chlewnia jakiejś cywilizacji, która ma do tego pełne prawo. Pokazała na to odpowiednie papiery, czy też to, co mogło o tym świadczyć. Nie wiem, co tak naprawdę mogło być. I ktoś pokazał, że tak naprawdę jesteśmy owocem jakiegoś eksperymentu i właściwie nie mamy wiele do gadania. Jesteśmy czyjąś własnością i albo się podporządkujemy, albo będzie świniobicie, czy też jakaś rzeźnia. Trudno mi w tej chwili precyzować. Natomiast chodzi o coś takiego, że być może ktoś wykazał, że ma do nas prawo, a wówczas politycy zostaliby postawieni w takiej dosyć dziwnej sytuacji, że z jednej strony byliby reprezentantami tej obory czy tej chlewni, z drugiej strony musieliby uznać pewne prawa. I właściwie jakby mieli się zachować? Najlepiej włożyć głowę w piasek i w ogóle nie zauważać, że coś takiego ma miejsce i jak najbardziej przedłużać ten moment czy odsuwać ten moment, w którym rzecz się tak naprawdę wyda. I to też jest jeden z możliwych scenariuszy. Wiem, że już pojechałem w taką stronę zupełnie SF, ale myślę, że również takiej sytuacji nie powinniśmy wykluczać. Dziękuję bardzo.
[01:10:51] - Marku, jedno jest moim zdaniem pewne, że jeżeli od 70 lat ktoś nie potrafi powiedzieć, co za tym wszystkim stoi, to albo o tym nie wie, albo prawda jest zbyt bolesna dla nas, by o tym mówić. Debata o bazach jest dobrą okazją do pokazania, że nasze wierzenia na temat zjawiska UFO zostały tak naprawdę zbudowane przez kulturę, przez kina, przez science fiction. I tak naprawdę rzeczywistość może być zupełnie inna. My jesteśmy jedynie przez to, co mówili nam na przykład ufolodzy. A UFO miały na nich wpływ różnego rodzaju postawy i wierzenia. Przypomnijmy sobie lata 40., kiedy pionierzy ufologii nie dopuszczali do siebie na przykład takiej możliwości lądowania obcych. I oni woleli powiedzieć, że takie przypadki trzeba od razu wyrzucać do kosza. Weźmy pod uwagę to, że przez tyle lat nie brano pod uwagę historii prezentowanych na przykład przez mnie i Damiana, które mówią o rzeczach, które wykraczają poza pojęcie już kosmitów. Balansują między ufologią a folklorem. Ale panowie, przeskoczę na chwilę do nieszczęsnego Boba Lazara. Mówiliśmy o nim przy okazji uciekającej cywilizacji. Był to facet, fizyk, który twierdził na przełomie lat 80. i 90., wtedy wystąpił po raz pierwszy, że pracował w Strefie 51, w specjalnym sektorze, który zajmował się próbą odtworzenia obcej technologii. Ale Lazar nie był jedyną osobą, która twierdziła, że pracowała w tym miejscu. Było wielu innych i często ich historie były dużo bardziej kolorowe, żeby nie powiedzieć sensacyjne, a momentami bzdurne. Niektórzy z was może kojarzą taką postać jak Dan Burisch. Chris, pamiętasz gościa?
[01:12:49] - W tej chwili on mi się kojarzy z wieloma rzeczami.
[01:12:54] - Ich jest dużo właśnie, tych gości. I na przykład ten Burisch-
[01:12:58] - Colonel X na przykład.
[01:13:00] - Właśnie. On zasłynął takim stwierdzeniem, że pracował. Gość w ogóle jest troszeczkę mało wiarygodny, bo o ile Lazar ma taką aparycję intelektualisty, to Burisch tak nie do końca. Wygląda jak facet w T-shircie gdzieś z Biedronki. Burisch twierdził, że pracował z obcymi formami życia i raz gdzieś się przewrócił iJeden z tych kosmitów przyszedł i przesłał mu całą swoją wiedzę do głowy. Lazar był bardziej oszczędny w swoich słowach. Mówił przecież, że został wprowadzony do hangaru, w którym mieściły się pozaziemskie obiekty. Nakazano mu skopiowanie ich. Robił, co mógł, ale pojawiły się pewne przeszkody na drodze w jego opowieści o Strefie 51. Chris, jakie to były przeszkody? Czy nadal wierzysz albo dopuszczasz taką możliwość, że Lazar mógł w swoich opowieściach zawrzeć ziarnko prawdy?
[01:14:06] - Historia jest ciekawa, ale myślę, że tutaj decydującym elementem jest to, że ona w ogóle się ukazała. Nagle dowiedzieliśmy się, że w Strefie 51 prowadzone są prace nad tym, ażeby rozłożyć spodki latające na części i odbudować je na nowo już na ziemski sposób i móc je wykorzystywać. Lazar miał być jednym z tych fizyków. Zresztą prominentnym, bo podawał, że studiował i pracował w MIT, więc w elitarnej politechnice amerykańskiej. Po jakimś czasie okazało się, że nikt nie bardzo go pamięta z tej uczelni. Nie ma też żadnych śladów po jego bytności w tej uczelni. Jednocześnie jego wiedza fizyczna dla wielu fizyków wydaje się być niekompletna, w tym momencie podważa to jego wiarygodność, że jest rzeczywiście kimś, kto miał kiedykolwiek dostęp do takiej bazy, do tego typu projektów i mógł rzeczywiście pracować przy tych projektach. Dlatego że są momenty, gdzie Lazar się w jakiś sposób gubi. To oczywiście jeszcze bardziej zakręca ten cały obraz i wizerunek tego pierwszego naszego wejrzenia w Strefę 51. Oczywiście George Knapp przeprowadził z nim ten słynny wywiad, gdzie Lazar opowiedział, co tam zobaczył i o tym, jak mógł sam zbadać i wędrować po takim latającym spodku. Opisał dokładnie jego wnętrze. I teraz znów, patrząc na to z zimnej perspektywy i praktycznej perspektywy utrzymania tajności, wydaje się, że bardzo trudno jest, ponieważ po Lazarze praktycznie tacy ludzie już więcej się nie pojawili, ażeby ktoś, kto chciałby opowiedzieć światu tego typu informacje, był w stanie to zrobić i zachować życie swoje przy tym jednocześnie. Lazar żyje do dziś, czuje się bardzo dobrze, prowadzi jakieś interesy. Nawet George Knapp zrobił z nim drugi wywiad, w którym Lazar ciągle utrzymuje, że to, co powiedział poprzednim razem, wszystko to było prawdą. Moje wątpliwości polegają tutaj na tym, że jego sposób opowiedzenia o tym jest taki, jakby pracował dla bardzo grzecznych i nieśmiałych naukowców, którzy powiedzieli: „Ach, ten Lazar, wszystko musiał wygadać. Jedna papuga, która zamiast utrzymać to w tajności, opowiedziała światu o tym wszystkim”. Wydaje mi się to rzecz mało prawdopodobna w świetle innych rzeczy na temat tych systemów zachowania tajemnicy, jakie są implementowane w tego typu organizacji, jak na przykład ta, która ewentualnie dokonywałaby takiej odbudowy pracy w Strefie 51 nad latającymi spodkami. Myślę, że taki człowiek, jego życie byłoby bardzo krótkie i ta historia nigdy by nie została nam opowiedziana. Tutaj oczywiście nasuwa się jako analogia historie opowiedziane przez Schneidera i wszyscy wiemy, jak Schneider skończył. To w jakiś sposób ewentualnie wskazywałoby, że coś podobnego czy podobne zagrożenie mogłyby wisieć nad Lazarem, skoro był fizykiem, który był bezpośrednio związany w pracę w Strefie 51. A jednak tak się nigdy nie stało. Lazarowi nigdy się nic nie stało, nigdy mu tak naprawdę nikt nie zagroził w tym, co opowiadał. Mógł swobodnie o tym w sumie mówić. I stąd właśnie powstała największa do dziś chyba legenda Strefy 51, co tam się dzieje, zbudowana przez Lazara. Ja mam duże wątpliwości co do tej historii ze względu właśnie na to, że wydaje mi się ona zbyt naiwna, aby mogła być prawdziwa. Tak na to patrzę.
[01:17:51] - Dzięki. Lazar swego czasu wywołał niemałą konsternację i zainteresowanie wśród społeczeństwa swoimi słowami. Jim Huff, jeden z badaczy UFO, kolega Lazara do dziś, twierdzi, że on tak naprawdę nigdy nie utracił wiarygodności, dlatego że Huff przypomniał sobie scenę, kiedy Lazar jeszcze lata temu zabrał jego i grupę dziennikarzy na pustynię w Nevadzie, gdzie pokazał im manewry jakiegoś dziwnego obiektu. Oznacza to innymi słowy, że o tych manewrach musiał skądś wiedzieć. Czyli nie był to taki zwyczajny człowiek. Pojawia się jednak cień na tej postaci, związany nie tylko z tym, o czym mówiliśmy w poprzednich audycjach, czyli faktem, że nie umiał podać nazwisk wykładowców, że się gubił, że nie dysponował w zasadzie większą wiedzą fizyczną. Chociaż tutaj też są dyskusje nad tym, że miał w przeszłości taki epizod związany z sutenerstwem i tak dalej. Stąd postać Lazara obrośnięta jest rzeczywiście mitem. Ale Marku, teraz takie pytanie. Fakt, że pojawiają się takie postaci jak Lazar, mniej lub bardziej wiarygodne, sugeruje nam, że ktoś tym mitem cały czas zarządza i stara się go utrzymać przy życiu. A może było tak, że któryś z tych facetów, na przykład Lazar, powiedział prawdę, dlatego też CIA czy jakakolwiek inna jednostka, którą sobie tutaj podstawimy, wyprodukowało masę innych gości, którzy opowiedzieli różne bajki, sprawiając, że obraz zamglił się zupełnie?
[01:19:34] - Tego oczywiście nie można wykluczyć, natomiast mnie jest bliższa tego rodzaju interpretacja historii Boba Lazara, że biorąc pod uwagę te historie, które przytoczyłeś, związane z pokazywaniem obiektów na niebie dziennikarzom. Równie dobrze mogę przyjąć, że Bob Lazar razem ze swoją wyprodukowaną przeszłością, czyli taką nieporadną przeszłością, czyli ta nieumiejętność przytoczenia nazwisk wykładowców, różne plamy, właściwie ciemne czy właściwie zamglone plamy w jego życiorysie, równie dobrze mogły być wypreparowane przez, powiedzmy ogólnie, tajne służby. Sama historia opowiedziana przez Lazara równie dobrze mogła być przez te służby wytworzona. Po co? Po to, o czym już kilka razy mówiłem dzisiaj, czyli wytworzenie tej mgły informacyjnej. Czyli tak naprawdę, kiedy zaczynamy mówić o tajnych strefach, o tajnych bazach, zaczynamy poruszać się we mgle. To znaczy zaczynamy mówić z jednej strony, z drugiej strony, z trzeciej, piątej, szóstej, dziesiątej. Szukamy różnego rodzaju argumentów, szukamy różnego rodzaju wyjaśnień. Staramy się wytłumaczyć, co jeden, drugi, trzeci informator miał na myśli, a być może, o czym mówił tak naprawdę. A przyjmijmy, że Bob Lazar równie dobrze jak to, że mógł być informatorem, który chciał w dobrej wierze przekazać ludzkości informacje na temat knowań, które się w tej Strefie 51 odbywają, równie dobrze mógł być produktem tajnych służb, które doszły do wniosku, że im więcej dymu, czy też tej mgły informacyjnej tworzy się wokół Strefy 51 i w ogóle historii związanych z tajnymi bazami, tym lepiej. I im więcej będzie w całej tej historii niedopowiedzeń, rzeczy wątpliwych, które można podważyć, które można zakwestionować, tym lepiej, tym historia będzie bardziej użyteczna z punktu widzenia różnego rodzaju tajnych służb. Dlatego też historia Boba Lazara z jednej strony jedni powiedzą, że jest fascynująca, że opowiedział o obcych, opowiedział o działaniu ich technologii. Z drugiej strony pojawią się ci, którzy stwierdzą: „No nie, ale też cała ta historia pełna jest dziur. Pełna jest niedopowiedzeń, pełna jest informacji trudnych do sprawdzenia”. I w związku z tym sam Bob Lazar jest niewiarygodny. I może właśnie o to chodziło, żeby i Bob Lazar, i każda następna osoba, która śmie powiedzieć cokolwiek na temat Strefy 51, obojętnie, czy to będzie osoba autentycznie zainteresowana ujawnieniem prawdy, czy też będzie to osoba podstawiona. My po prostu nie będziemy potrafili odróżnić jednej od drugiej, bo dostajemy w prezencie właśnie tę mgłę informacyjną, tę niemożność odróżnienia ludzi, którzy mówią prawdę, którzy chcą nam powiedzieć o czymś, co naprawdę widzieli, co naprawdę przeżyli. Nie możemy tych ludzi odróżnić od ludzi, którzy sprzedają nam jakąś papkę informacyjną, dają nam informacje, w które mamy wierzyć, które wręcz są skonstruowane, przygotowane do tego, abyśmy w nie wierzyli. I ja myślę, że w ten sposób da się podsumować historię Boba Lazara, że tak na dobrą sprawę dzisiaj nie potrafimy już powiedzieć, kim on tak naprawdę był. Czy był produktem od początku do końca spreparowanym przez tajne służby, czy też był autentycznym informatorem, którego tajne służby tak przepuściły przez maszynkę dezinformacji, że właściwie uczyniły go absolutnie niewiarygodnym? Czy też jeszcze pewno można by posnuć jeszcze kilka innych wariantów. W każdym razie dzisiaj, jeśli miałbym otwarcie powiedzieć, to Bob Lazar to nie jest osoba, na którą bym się specjalnie powoływał. Zresztą nie jestem odosobniony, ale spełnił rolę z punktu widzenia służb, tak zwanych tajnych służb. A mianowicie tak zaciemnił obraz, że dzisiaj ktokolwiek będzie miał zamiar powiedzieć czy już powiedział na temat na przykład Strefy 51, starał się przekazać jakiekolwiek informacje, to my dzisiaj będziemy podchodzić do tego bardzo ostrożnie. Będziemy mówili sobie: „No tak, ale właściwie skoro mówi, to jeśli mówi, to właściwie już samo to, że mówi, sprawia, że nie ufamy. Nie ufamy tym informacjom”. I tak właściwie, jeżeli spojrzymy na całą historię informacji przekazywanych o Strefie 51 przez informatorów, to tak właśnie się dzieje, że na początku jest entuzjazm, coś nowego, coś się pojawiło, jakaś nowa informacja, a później następuje takie dosyć gwałtowne przystopowanie. Mówimy: „No tak, ale właściwie to chyba nie ma sensu”. Nie wierzymy w to. I to tyle, jeśli chodzi o Boba Lazara i mój stosunek do tej postaci.
[01:25:37] - Dzięki.
[01:25:39] - Supertajne bazy są czy nie? Dzisiaj staramy się odpowiedzieć na to pytanie. Chris, pamiętasz, swego czasu w internecie zaczęły ukazywać się fotografie przedstawiające bardzo dziwne latające obiekty. Nawet trudno mi je opisać. Wyglądały po prostu jak skrzyżowanie żyrandola z elektrodą. Naszpikowane były różnymi prętami i tak dalej. Wtedy pojawiła się kolejny raz teoria, że amerykańskie wojsko znowu z czymś eksperymentuje. Od czasu do czasu zalewają nas różnego rodzaju hipotezy, które mówią, że oto wyszła dawno już z produkcji słynna Aurora, że teraz wszyscy stawiają na latające trójkąty. A co mówi się w Stanach Zjednoczonych, oczywiście w tym środowisku alternatywnym, tym drugim obiegu oficjalnych informacji na temat tego, jakie techniki mogą być obecnie produkowane może nie w Strefie 51, ale w innych supertajnych bazach? Bo jak mówiłem, przez długi czas Aurora była czymś, czym się wszyscy podniecali i czego nikt w zasadzie nigdy nie widział. Potem pojawiły się latające trójkąty, które też już swoje lata mają. A czy istnieją informacje o projektach wykraczających jeszcze dalej? O takiej awangardzie, powiedzmy, uciekającej cywilizacji.
[01:27:08] - To byłyby w tym momencie technologie, które pozwalałyby przełamać barierę czasu i przestrzeni i dzięki temu umożliwić poruszanie się nie tylko w naszej ziemskiej sferze, ale przede wszystkim w sferze kosmicznej. Z tego powodu właśnie mamy mnóstwo różnych pogłosek na temat tego, że Księżyc wcale nie jest taką pustynią, że istnieją tam jakieś bazy, że być może są to nawet bazy ludzkie. I że podobna sytuacja rozgrywa się na Marsie, który już jest zasiedlony od jakiegoś czasu i komunikacja jest dokonywana przez tą właśnie supertajną technologię, którą właśnie między innymi produkuje się w tych supertajnych bazach, podziemnych bazach, na podstawie tego, co udało się zrozumieć i ewentualnie odbudować z tych najrozmaitszych latających spodków, które miały spaść w różnych miejscach Ameryki. Odbudować je i po prostu wykorzystać je do własnych celów. I informacje na ten temat są to rzeczywiście strzępki informacji. Wspomniałem o tym wcześniej, że trudno je tak naprawdę pojąć zdrowym rozsądkiem, dlatego, że kompletnie wykraczają poza fizykę, którą my powszechnie rozumiemy. O ile jeszcze jesteśmy w stanie w jakiś sposób wyobrazić sobie technologię, która pozwala, że pojazd latający jest niezauważalny dla radaru. Jest to jeszcze dla nas w jakiś sposób zrozumiałe. To w momencie, kiedy mówimy o tym, że coś porusza się poza czasem i przestrzenią, zaczyna to już rzeczywiście wkraczać mocno w science fiction i dopóki nie zobaczymy czegoś na takie własne oczy, na nasze własne oczy, to po prostu będzie nam trudno w to uwierzyć. Natomiast to, co zaczyna w tym środowisku ufologicznym przybierać na sile, to jest patrzenie na UFO, które w takich ilościach pojawia się ostatnio nad naszymi głowami, że są to pojazdy nie tyle obcej cywilizacji, a nasze własne, produkowane tutaj na Ziemi i po prostu pokazujące się nam. A ponieważ nie jesteśmy w stanie określić, czym one są, to oczywiście ciągle dla nas będą one UFO, ale ich pochodzenie jest już ziemskie, a nie pozaziemskie. I tego typu pojazdy miałaby ewentualnie wykorzystywać obca cywilizacja. Nie obca cywilizacja, a nasza uciekająca cywilizacja, o której rozmawialiśmy nie tak dawno. Te przesłanki tego typu technologii już zaczęły się pojawiać dawno temu. Mówiliśmy na przykład o Foo Fighters, których naturę do tej pory trudno jest zrozumieć, a jednocześnie w jakiś sposób dotykają one tych nowych i supertajnych technologii, jakie mogły powstać w niemieckich laboratoriach. Konsekwencją tych niemieckich laboratoriów jest to, że wszystkie w ramach operacji Paperclip przeniosły się do Stanów. I tak naprawdę do dziś do końca nie wiemy, jaki jest ostateczny efekt tej wiedzy, jaka została przeniesiona na amerykański grunt i została doskonale ukryta właśnie w tym miejscu, o którym dzisiaj rozmawiamy. Tam, gdzie znajduje się Strefa 51, tam, gdzie znajduje się laboratorium Los Alamos i wiele innych tajnych baz wkopanych głęboko w kamieniste pustynie zachodniej Ameryki. Także myślę, że jest to szalenie interesujący temat. Zwłaszcza że możemy tylko podejrzewać, że technologie, które być może już w tej chwili zaczynają być w użyciu, są to technologie oparte o myślenie na przykład Tesli. Wiemy o tym, że wszystkie dokumenty Tesli w tajemniczy sposób zniknęły. I jednocześnie tu zdrowy rozsądek podpowiada nam, że nie zostały zniszczone, że ktoś je wykorzystuje i realizuje dalej, tworząc jakieś projekty, o których nie mamy pojęcia. Ta sytuacja, jaka rozgrywa się wokół CERN i wykorzystywaniu technologii, które właśnie wykraczają poza nasz czas i przestrzeń, są niepokojące i podpowiadają, że mogą właśnie one służyć w budowaniu technologii, które pozwalają na stworzenie czegoś takiego. Czegoś, co kompletnie wykracza poza nasze rozumienie. Także jeśli już na to w jakiś sposób próbujemy patrzeć, to tylko tak i jedynie małe strzępki. Na przykład jeden z nich, jaki dotarł do mnie, jest to opowieść człowieka, który pracował w Strefie 51. Nazywa się David Adair. Był jednym z fizyków, którzy pracowali w tej strefie i między innymi zajmował się kwestią budowania napędu nuklearnego. I u niego była ta fuzja nuklearnaW jego projekcie była zwolniona do takiego etapu, że można było kontrolować każdy jej aspekt i dzięki temu można było stworzyć silnik nuklearny, który pozwalał na poruszanie się na olbrzymie dystanse, a jednocześnie zapewniał duże bezpieczeństwo pracy. Po prostu ta fuzja atomowa zachodziła bardzo powoli i było ją łatwo kontrolować. Od tego projektu w pewnym momencie go odsunięto, odsunięto go od innych projektów także z tego względu, że jak on sam mówi, był on niesfornym naukowcem. I dziś nieoczekiwanie, po wielu latach milczenia nagle zaczął opowiadać o tym, jak wygląda od wewnątrz Strefa 51. I opowiadał na przykład o projekcie, którego był częścią, kiedy próbowano zrozumieć budowę rozbitego pojazdu rzekomo pozaziemskiego, którego podstawa funkcjonowania znów jest bardzo trudna do zrozumienia, ponieważ była to technologia, ale było to zmieszanie tej naszej mechanicznej technologii, myślenia o technologii jako o czymś mechanicznym z technologią biologiczną. On opowiadał o pojeździe, który mimo że służył do poruszania się i przemieszczania się w najrozmaitszy sposób, jednocześnie sprawiał wrażenie istoty żywej. I są to rzeczy, które kompletnie wykraczają poza nasz zdrowy rozsądek i wyobraźnię. Jak rozumieć coś takiego i czy uznać takiego człowieka za wiarygodnego, czy kolejnego fantastę i szaleńca? On sam opowiada o powodach, dlaczego o tym mówi. Opowiada, że mu w zasadzie przestało zależeć na tym, czy coś się wydarzy w jego życiu. Raz, że jest człowiekiem już w podeszłym wieku, a dwa, że stracił swoją żonę, która choruje na bardzo rzadką chorobę i to załamało kompletnie jego życie i stał się kimś, kto być może potencjalnie jest bezpieczny i może wyjawić ewentualnie bardzo delikatne tajemnice, właśnie te technologiczne, które realizuje się gdzieś w laboratoriach głęboko pod ziemią. Słyszałem dwa wywiady z Davidem Adairem i nikt nigdy ich w zasadzie dalej nie kontynuował. Także sprawa jest świeża, bo wydarzyła się zaledwie kilka miesięcy temu. Myślę, że skończy się to napisaniem być może jakiejś książki, być może czymś bardziej dokładnym, co opowie całą historię tego, co ewentualnie mogło się dziać i technologie, nad jakimi pracuje się w Strefie 51. Dziękuję.
[01:34:21] - Dziękujemy. Panowie, oprócz Strefy 51 na tym samym poligonie znajduje się obszar zwany poligonem Tonopah. Jest to wydzielony region, dużo mniejszy, dużo mniej spektakularny, na którym przez pewien czas odbywały się bardzo podobne przedsięwzięcia. Testowano między innymi radzieckie sprzęty i tak dalej. Jakiś czas temu zaczęto snuć taką hipotezę, że tak naprawdę prawdziwą Strefą 51 jest ów poligon Tonopah. Nazwano go nawet Strefą 52. Marku, jak myślisz, czy rzeczywiście może być tak, iż prawda o tych supertajnych projektach może leżeć w zasadzie rzut kamieniem od Strefy 51, od Dreamlandu?
[01:35:34] - Powiem w ten sposób, że ja nie jestem najlepszą osobą, która miałaby to oceniać. Moim zdaniem już sam fakt, że ta strefa czy podstrefa zarządzana jest przez prywatną korporację, która jest, o ile dobrze pamiętam, filią Lockheed Martin, świadczy o tym, że tam się mogą odbywać różnego rodzaju badania. Z tego, co pamiętam, to tam właśnie testowano F-117. Już w tej chwili nie pomnę ich symboli. Natomiast powiem tak: troszkę odbieram tę Strefę 52 jako próbę ratowania legendy Strefy 51, że gdzieś tam jest jeszcze w ramach Strefy 51 taka podstrefa, w której dzieje się już tak naprawdę coś bardzo tajnego i bardzo specjalnego. Myślę, że nie, że już powiedzieliśmy o tym, że tak naprawdę takie jest moje wrażenie, że Strefa 51 i wszystko, co z nią się wiąże, a więc właśnie Strefa 52, to tak naprawdę w najlepszym razie albo właściwie to taka przykrywka dla być może zupełnie innych baz, które gdzieś tam się znajdują, ale chodzi o to, żeby zrobić maksimum tego dymu czy też mgły informacyjnej. W związku z czym, jak się skończyła historia i pojawiły się takie głosy jak w tej audycji, że ta Strefa 51 to właściwie jest takie miejsce, któremu nie ufamy, o którym wiemy, że różne osoby, różne instytucje starają się wokół tej Strefy 51 zrobić różnego rodzaju legendy, wyprodukować te legendy. Postaramy się uratować tę Strefę 51, dopatrując się Strefy 52.Natomiast ja osobiście po przeanalizowaniu różnego rodzaju informacji nie widzę tu zmiany jakości. To po prostu nawet patrząc geograficznie, taka podstrefa i ja tu nie widzę nic tajemniczego, jeśli chodzi o interesujący nas temat. Natomiast jeśli chodzi o rozwijanie technologii militarnych czy też testowanie tych technologii, to jak najbardziej tajne miejsce i jak najbardziej należy brać to pod uwagę. Natomiast takie wewnętrzne przekonanie, bo chyba tylko na to jestem w tej chwili zdany, mówi mi, że jeśli gdzieś istnieją jakieś tajne obiekty, tajne bazy, to na pewno w dużej odległości od strefy 51 czy też 52. Dziękuję.
[01:39:01] - Dziękujemy. Ze strefą 52 wiąże się bardzo ciekawa historia. Oficjalnie nie zwraca się na nią większej uwagi. Jej historia jest trochę marginalizowana. Jak mówię, miano tam rozwijać lub testować konstrukcje już historyczne. Testowano między innymi potajemnie nabyte Migi, i to jest bardzo ciekawe, by zniechęcić w ogóle ludzi do zainteresowania tym miejscem pojawiła się taka historia, która mówi, że w latach 80. właśnie w tym miejscu zmagazynowano ogromną ilość odpadów radioaktywnych. Okazuje się, że to miejsce ma być skażone, w ogóle nieciekawe. Natomiast nagle okazuje się, że w tym regionie, Kris, pojawiają się placówki renomowanych firm lub jednostek naukowych, które nie wiadomo, co tam w zasadzie robią. Na początku wspomniałeś o tym, że istnieje bardzo duża sieć powiązań między firmami takimi jak Lockheed, jak Northrop, a amerykańskim wojskiem. Jakie jednostki, jakie firmy mogą funkcjonować w strefie 51? Co tam produkują? Dlaczego nie mogą tego robić w normalnym otoczeniu? I powiedz nam, proszę jeszcze, które miejsca na mapie Stanów Zjednoczonych, oczywiście oprócz Dulce, o którym będziemy mówić, były uważane za może nie ministrefy 51, ale miejsca, w których mogły być przechowywane tajne technologie lub gdzie trafiały rzekomo przechwycone obiekty UFO. I mamy chyba problem, bo nam Krisa wywaliło.
[01:41:00] - Niestety mamy problem.
[01:41:02] - Próbujemy naprawić tą sprawę. Strefa 51, strefa 52 swoją drogą sobie funkcjonują, a my naszych słuchaczy prosimy w tym momencie, żeby subskrybowali nasz kanał na YouTubie, prawda Marku?
[01:41:18] - Tak, szczególnie że dzisiaj, o właśnie, Kris powrócił. Szczególnie, że dzisiaj mamy całkiem dużo słuchaczy nowych na naszym kanale, którzy pewnie dopiero dziś odkryli Radio Paranormalium i debaty ufologiczne. Tak więc, jeżeli chcecie państwo być na bieżąco z transmisjami na YouTube, z premierami naszych nowych audycji na żywo, to zachęcamy gorąco do subskrybowania naszego kanału. A tymczasem Kris wrócił. Czy się słyszymy?
[01:41:49] - Tak. Coś nas wywaliło, Kris, nie wiem, czy słyszałeś moje pytanie.
[01:41:54] - Nie, nie słyszałem. Przerwało mi ciebie. Ja próbowałem napisać message, a później już skończyło się wszystko.
[01:42:01] - Opowiadałem o strefie 52, o tym, że próbowano na różne sposoby odwracać uwagę od tego miejsca jako miejsca po pierwsze skażonego, po drugie nieciekawego o wartości raczej historycznej. Natomiast okazuje się, że w obu tych placówkach, a także prawdopodobnie w innych miejscach, w innych bazach działają firmy powiązane od dawna z czarnymi projektami. Działają też placówki narodowych laboratoriów renomowanych. I powstaje pytanie, Kris, co dzieje się za murami takich laboratoriów ukrytych w bazach wojskowych, że nie można podobnych przedsięwzięć, podobnych badań prowadzić w normalnym miejscu? Dlaczegóż one są tak tajne? I drugie pytanie, które tak do ciebie szybko poleciało. My wiemy o zaangażowaniu wielu innych baz, z których część już oczywiście nie istnieje, w historię ruchu ufologicznego. Pojawiało się zawsze gdzieś tam, jeżeli mówiono o UFO Wright-Patterson i dziesiątki często innych baz, w których miały się odbywać różnego rodzaju czarne operacje, po części związane z aktywnością UFO. Czy jesteś w stanie wskazać miejsca, które były tymi ministrefami 51?
[01:43:26] - Takich stref jest wiele i myślę, że właśnie z tego powodu nie powinniśmy też tak do końca bagatelizować roli strefy 51, bo ona symbolizuje pewien ukryty system. Ukryty dosłownie, bo ukryty pod ziemią. Podobnie ze strefą 52. Jeżeli weźmiemy sobie mapkę i zaczniemy nanosić na tą mapkę te rozmaite miejsca, gdzie prawdopodobnie znajdują się bądź znajdowały się bazy, okaże się, że stworzy się ogromna sieć tego typu miejsc. Oczywiście zbudowanie bazy pod ziemią, zbudowanie tam laboratoriów powoduje to, że
[01:44:05] - Teren jest w zasadzie w 100% pod kontrolą. Możliwa jest jego kontrola, dlatego że są tylko określone wejścia i wyjścia. Bardzo trudno jest się tam dostać. Być może jeszcze trudniej jest się wydostać. Jednocześnie takie miejsce jest kompletnie autonomiczne, ma swoje własne źródło energii, którym najczęściej jest miniaturowy reaktor atomowy, który jest w stanie pracować nieprzerwanie między 10 a 50 lat. Taki reaktor atomowy mógłby zasilać wielkie miasto. Jest on super bezpieczny. Nie trzeba tam wymieniać żadnych prętów, one po prostu się zużywają i taką skrzynkę kilka metrów na kilka metrów wywozi się, zastępuje się następną i to wystarcza, żeby móc prowadzić doświadczenia, które wymagają ogromnych ilości energii. Następna rzecz, dla której bardzo dobrze jest, kiedy takie laboratoria znajdują się pod ziemią, jest oczywiście bezpieczeństwo, bo jeżeli pójdzie coś nie tak, to ten kilometr skały nad głową, a często dużo więcej, pozwala zabezpieczyć takie miejsce. I rzeczywiście do takich wypadków musi dochodzić. Dlatego zapewne do takich historii dochodzi, bo te nowe miejsca praktycznie nieustannie powstają. I kiedy na przykład mówimy o czymś takim jak Strefa 51 czy Strefa 52, musimy zdać sobie sprawę, że nie jest to tylko jedno miejsce, że jest trzy wejścia i zjeżdża się osiem, 15 pięter w dół i jest to właśnie ta tajna podziemna baza, tajne podziemne laboratorium. Nie. Zazwyczaj powstaje obok następne i jeszcze jedno. I to w sumie pączkuje jak grzyby po deszczu. Właśnie w takim celu, o jakim mówiłem, przede wszystkim dla bezpieczeństwa, a jednocześnie odizolowania od siebie projektów, co oznacza, że niektóre miejsca po prostu wychodzą z użycia. Ale ciągle w tym samym miejscu trzy czy cztery inne takie, można powiedzieć, minibazy ciągle funkcjonują i tworzą pewien określony system. Między innymi ta komunikacja, jeżeli rzeczywiście dochodzi do komunikacji pomiędzy tymi miejscami, a najprawdopodobniej dochodzi, bo wydaje się to być logiczną konsekwencją, że na przykład laboratorium w Los Alamos ma połączenie, jakieś połączenie właśnie czy ze Strefą 51, czy z wieloma innymi tego typu miejscami. Te wszystkie historie, o których się mówi, że na przykład niektóre supertajne amerykańskie okręty podwodne są remontowane i tu uwaga, gdzieś pod Las Vegas. Ta miejska legenda mówi o tym, że zbudowano potężny tunel, którym okręt podwodny jest w stanie tym razem pod ziemią, korytarzem wypełnionym wodą, dotrzeć gdzieś pod Las Vegas i tam być remontowany czy wyposażany. Jest to instalacja super ściśle tajna, że istnieje rzeczywiście możliwość budowy sieci tego typu instalacji. Tak że nie będzie to tylko jedno miejsce, na przykład baza w Dulce. Ostatnie dane przynajmniej mówiły, że składa się ona już z trzech części. Kiedyś to była tylko jedna część, a dziś są to trzy kompletnie autonomiczne, oddzielone od siebie części. Powstają jak grzyby po deszczu. Głównie dlatego, że coraz łatwiej jest je zbudować, bo używa się do tego również wyrafinowanych technologii, które pozwalają na przykład przekopać się dziennie co najmniej kilkanaście kilometrów. To pozwala taką bazę ukryć znacznie głębiej w czeluściach ziemi, a jednocześnie wykorzystać te najrozmaitsze źródła geotermalne, które by pomogły w funkcjonowaniu i życiu takiej bazy. Dały jej ogrzewanie, ewentualnie jakąś część energii elektrycznej. W wielu przypadkach, jak na przykład jest to w przypadku bazy Mount Weather. Jest to baza, która mieści się w Wirginii i ona również według tej miejskiej legendy jest tą podziemną koleją połączona z Waszyngtonem. I to właśnie tam mają się schronić najwyżsi dostojnicy państwowi w wypadku, gdyby coś rzeczywiście złego się wydarzyło na powierzchni. Cały Waszyngton jest pocięty serią tuneli na różnych głębokościach, gdzie można poruszać się pod miastem i często daleko poza nie, praktycznie nie wychodząc z budynku. Między innymi mówi się o tym, że kiedy popatrzymy na Kapitol, który jest jednym z największych budynków, najbardziej efektownych budynków Waszyngtonu, to jego podziemia liczą znacznie więcej. Można by ukryć w tych jego podziemiach kilka takich Kapitoli, co świadczy o skali tego typu przedsięwzięcia. I właśnie ta baza Mount Weather między innymi, gdzie prawdopodobnie schował się Dick Cheney po tym, jak był atak 11 września na wieżowcę w Nowym Jorku i także na Pentagon, jest na tyle autonomiczna, że pozwala nie tylko przechować w swoim wnętrzu tysiące osób, utrzymać system administracyjny w ciągłym działaniu, to na dodatek ma nawet tam najrozmaitsze systemy hydroponiczne, które zapewnią nawet żywność, świeżą sałatę tym, którzy mieszkają w takim olbrzymim bunkrze. Co pokazuje, że skala tego typu przedsięwzięć jest olbrzymia. Spójrzmy na przykład na taką rosyjską bazę również, o której niewiele wiemy, która się nazywa Mezhgorye na Uralu. Jest to baza, która swoim obszarem obejmuje 650 kilometrów, więc to jest już obszar większy niż obszar miasta i jest tam cała masa najrozmaitszych, bliżej nieznanych nam instalacji głęboko pod ziemią. Czy na przykład baza w Australii, która się nazywa Pine Gap, o której mówi się, że jest ona położona na ośmiu kilometrach głębokości. To jest czymś absolutnie niebywałym, bo wyobraźmy sobie chociażby windę. Ile taka winda musi jechać, żeby zjechać na sam dół?Na te 8 kilometrów. Chyba że jest to superszybka winda oparta również na technologii, o której za bardzo nie mamy pojęcia. Właśnie dlatego dziś tego typu instalacje nie jest wbrew pozorom tak trudno wybudować. Nie jest to tak trudne, jak na przykład było zbudowanie tego systemu Riese, który owiany jest legendą i był tym niemieckim podziemnym laboratorium, niemieckim podziemnym miastem, które dziś jest na terenie Polski, gdzie naziści próbowali tworzyć swoje własne tajne programy naukowe i tworzyć swoje własne wynalazki w najrozmaitszy sposób, o rozmaitym charakterze, również dotyczące właśnie między innymi z tego, co się słyszy, także pojazdów, które rozbiły się gdzieś na terenie Niemiec i tam były następnie rozkładane na części i próbowano stworzyć z nich coś innego, coś swojego. Także tych historii jest wiele i o ile w tamtych czasach wybudowanie takiej sieci tuneli i miejsc było trudne, dziś wykorzystuje się laserowe wiertła, które dosłownie topią skałę i to, co stopią, zapełniają tym wszystkie pory, jakie trafią w różne szczeliny podziemne, także nie zostaje nic wywiezione na zewnątrz. Nie ma nawet śladu po tym, że ktoś gdzieś kopie dwa czy trzy kilometry pod ziemią i przedziera się i tworzy najrozmaitsze miejsca, w których później kryje się coś właśnie takiego. Taka tajna, niezwykła instalacja. Nawet Watykan. Zawsze były znane lochy Watykanu, podziemia Watykanu, tajne miejsca Watykanu. Ale dziś mówi się o tym, że pod Watykanem na głębokości kilku kilometrów znajduje się też miejsce, gdzie nie tylko przechowuje się różne szczególnej wagi materiały, ale także jest to miejsce, w którym mogą przetrwać ci, którzy dziś jeszcze chodzą po ogrodach watykańskich, jeżeli dojdzie do takiej historii. Także jest to swego rodzaju bunkier przeciwatomowy na olbrzymiej głębokości, ale kto wie, czy jest to tylko jedno pomieszczenie, czy być może rozgałęzia się dalej. Mam takie wrażenie, obserwując te miejsca, że istnieje jakiś sposób, żeby połączyć je ze sobą. I być może właśnie tak się dzieje właśnie z tego powodu, że dziś, używając technologii, jaką stosuje się do kopania tych tuneli, o wiele łatwiej jest to wykonać. I dlatego te bazy mogą powstawać jak grzyby po deszczu. Jeżeli któraś z takich baz jak Strefa 52, gdzie wydarzyło się coś naprawdę być może strasznego, bo teren został skażony. I rzeczywiście on został skażony, bo zaczęły tam masowo ginąć krowy. Gdzieś to skażenie dostało się do wód podziemnych, zaczęło wypływać, pojawiać się w różnych miejscach na powierzchni. I krowy zaczęły padać jedna po drugiej. Próbowano tej sprawie jakoś urwać głowę, nie nadawać jej zbyt wiele rozgłosu. Dziś tam nie ma żadnych gospodarstw w okolicy, ale to pokazuje, że do czegoś takiego może dojść i wówczas rzeczywiście takie miejsce jest bezużyteczne, co pokazuje, że logika budowania takich baz jest rzeczywiście, żeby stworzyć coś, co będzie osobnym projektem w ramach, powiedzmy, jednego miejsca, takiego jak na przykład jest Strefa 51. Mówimy o Strefie 51, mając na myśli jedną bazę, gdy tymczasem może to być cały szereg baz i ich połączenia pomiędzy sobą i ich funkcje wobec siebie mogą być znacznie inne. Dziękuję.
[01:53:31] - Dziękujemy. Marku, tyle się mówi o różnego rodzaju tajnych eksperymentach, często ich w ogóle nie precyzując. Strefa 51 zawsze związana była z takimi historiami, w których opowiadano nie tylko o życiu pozaziemskim, ale też o wszelkiego rodzaju próbach z tak zwaną fizyką z pogranicza. Ale mam do ciebie takie pytanie: czy takie supertajne placówki, jednostki albo laboratoria ukryte w bazach wojskowych pozwalają na łamanie zasad etyki naukowej? Innymi słowy, czy tam mogą odbywać się takie eksperymenty, od których włos jeży się na głowie?
[01:54:12] - Myślę, że tak. To najprostsza odpowiedź. Jeżeli jakieś miejsce jest odizolowane od, nazwijmy to, normalnego świata, to ulaj dusza, piekła nie ma. Można robić właściwie wszystko. Powiem tak: ja coraz częściej, nawet właśnie po wypowiedzi Chrisa, zastanawiam się, czy nie powinniśmy rozdzielić naszej dyskusji, rozszczepić na dwa wątki. Według mnie istnienie tajnych baz różnego rodzaju, czy to w Strefie 51, czy też może zupełnie w innych miejscach, jest wielce prawdopodobne, żeby nie powiedzieć po prostu oczywiste. Natomiast wcale nie jest oczywiste to, że za istnieniem owych tajnych baz stoją jakieś siły niezwiązane z Ziemią. Być może są to zupełnie ziemskie siły. I tak jak zadałeś pytanie, być może siły, które właśnie chcą mieć takie miejsca na Ziemi, w których nasza codzienna etyka, nasze codzienne zasady, czy to prawne, czy też takie czysto przyzwoitościowe, po prostu nie obowiązują. Miejsca, w których zabicie człowieka jest po prostu kolejnym elementem eksperymentu jakiegoś. Tam, gdzie różnego rodzaju doświadczenia, które uznalibyśmy w takim codziennym dyskursie za po prostu niemoralne, uchodzą jak najbardziej za rzecz normalną.Być może o stworzenie takich miejsc chodziło, kiedy myślano o stworzeniu supertajnych czy też tajnych baz wojskowych, czy też może nie wojskowych, po prostu baz, które będą odizolowane od świata, w których będą się mogły dziać rzeczy, które wcześniej możemy porównać do tego, co działo się w latach II wojny światowej. Bo to jest właśnie tak, że czytając literaturę i to bardzo poważną, z jednej strony mówi się o wręcz drastycznych doświadczeniach, których dokonywali hitlerowcy w obozach koncentracyjnych, a z drugiej strony tym samym tchem wypowiadane są stwierdzenia, że te badania wcale nie były tak bezsensowne, jak próbowano to przedstawić, że one tak naprawdę czemuś służyły. Czemuś, na co sobie nie mógł pozwolić wolny świat i normalni ludzie, którzy odczuwają, współczują i widzą człowieka w innym człowieku. Ludzie, którzy dokonywali doświadczeń w obozach koncentracyjnych, nie mieli takich rozterek. Dla nich to był żywy towar. Dokonywano eksperymentów, zabijano na masową skalę. Ale dlaczego to robiono tak zupełnie bez sensu? Niekiedy robiono to w ściśle określonym celu naukowym. Takim celu, na który, powtarzam, wolny świat nigdy by sobie nie pozwolił. Natomiast w tamtej rzeczywistości można to było zrobić. I nieco takie deprymujące i takie budzące grozę jest to, że przy całym potępieniu, z jakim spotkały się te doświadczenia prowadzone przez Niemców w obozach koncentracyjnych, to tak zwany wolny świat, ale ten niewolny również, czyli na przykład Związek Radziecki, garściami czerpały z doświadczeń, które były przeprowadzane w obozach koncentracyjnych. Znalazłem nawet źródło, w którym mówiło się o tym, że te badania posunęły naukę i wiedzę o człowieku, o biologii człowieka i nie tylko o biologii bardzo mocno do przodu. Więc to jest taki element, w którym z jednej strony mamy do czynienia ze światem, który szanuje człowieka, szanuje jego godność, szanuje jego życie, mówi o tym, że nie wolno człowieka krzywdzić, a z drugiej strony ma wielką ochotę, przynajmniej część naukowców, część ludzi ma wielką ochotę, żeby przekroczyć granicę. Przekroczyć granicę godności, przekroczyć granicę życia, przekroczyć wszelkie moralne granice i zrobić coś, co w cywilizowanym świecie, w świecie takim, który wydaje się, że nas otacza, jest po prostu niedopuszczalne. W takich bazach jak najbardziej można to zrobić i nawet ślad po tym nie zostanie. Bo obozy koncentracyjne w czasie II wojny światowej z punktu widzenia ukrycia tych doświadczeń miały właśnie wadę, że nie dało się tego ukryć. Niemcy przekonani o tym, że będą zwycięzcami, wcale nie kryli się z tymi doświadczeniami i spotkała ich za to zasłużona kara. Natomiast dzisiaj ci, którzy chcieliby powtórzyć tego rodzaju doświadczenia, robią to w sposób nieco bardziej zawoalowany. Już się z tym nie afiszują, już nie tworzą miejsc, do których można w prosty sposób trafić. Dzisiaj odbywa się to gdzieś w miejscach głęboko ukrytych, chociażby w tych bazach, o których mówimy, gdzie życie ludzkie może nie mieć żadnego znaczenia. Gdzie różnego rodzaju eksperymenty, które mogą pojawić się w naszej wyobraźni, jakieś dzikie zupełnie eksperymenty, tworzenie hybryd, tworzenie różnego rodzaju dziwnych tworów czy też poddawanie człowieka różnego rodzaju ekstremalnym warunkom, które narażają go na śmierć, może mieć miejsce i nikt z tego powodu, że ludzie tam giną, nie poniesie odpowiedzialności. I w tej chwili, gdy ktoś mnie słucha, może się uśmiechać, powiedzieć sobie: „Ale facet jedzie zupełnie nieprawdopodobnymi tekstami”. Natomiast ja przypomnę, że dzisiaj coraz częściej się mówi o tym, że Stany Zjednoczone w okresie powojennym, szczególnie w latach 50., ale nie tylko, bo również w 60., 70. prowadziły różnego rodzaju eksperymenty, które najogólniej i najdelikatniej możemy nazwać niemoralnymi. Te wszystkie eksperymenty natury biologicznej, psychologicznej, które były dokonywane na nieświadomych obywatelach, na żołnierzach, żołnierze to żołnierze, ale szczególnie na obywatelach Stanów Zjednoczonych, zupełnie niespodziewających się, że coś złego spotka ich ze strony administracji, świadczy o tym, że rządy dużych państw mogą nie mieć absolutnie oporów przed poddawaniem swoich obywateli różnego rodzaju próbom. I to w warunkach, kiedy mamy do czynienia z otwartym społeczeństwem, z sytuacjami, które stosunkowo łatwo jest wychwycić, czyli takimi eksperymentami, które odbywają sięW miejscach nieodosobnionych w miastach, w miejscowościach, w pewnych społecznościach. Natomiast jeżeli coś takiego działo się w strefie publicznej, to wyobraźmy sobie, co może się dziać albo co mogło się dziać w miejscach, które niepoddane są kontroli społecznej, kontroli administracyjnej, czy też takiej, która bierze pod uwagę to, co byśmy nazwali dzisiaj może niemodnym słowem „moralność”. W takich miejscach mogą się dziać rzeczy, które przychodzą do głowy tylko twórcom horrorów. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby coś takiego miało miejsce. Dziękuję. To wszystko.
[02:03:14] - Dziękujemy. Chris, co roku w Stanach Zjednoczonych ginie bez wieści mnóstwo ludzi. Dochodzą do tego imigranci. Wszyscy, którzy przebywają w Stanach Zjednoczonych nielegalnie, których losem prawdopodobnie nikt się nie interesuje. Pamiętając o tym, że prowadzono projekt MK-Ultra, pamiętając o tak zwanych MILABs, które mogą być pokłosiem MK-Ultra, czyli wojskowych uprowadzeniach w przypadkach, kiedy ludzie byli uprowadzani w sposób podobny do tego, w jaki uprowadzają kosmici, ale zamiast szaraków widzieli ludzi. Czy tego typu przypadki mogą świadczyć, że supertajne bazy są miejscem takich eksperymentów, w których taki slogan jak naruszenie praw człowieka nie tylko tam do tego dochodzi, ale też dzieją się tam rzeczy, które troszeczkę wykraczają poza nawet okrucieństwo, którego dopuszczali się hitlerowcy czy Japończycy w czasie II wojny światowej. Przypomnę tylko, że MILAB, czyli wojskowe uprowadzenia, o których będziemy mówić, mogą być pośrednim dowodem świadczącym o tym, że coś takiego się dzieje. Dlatego, że wszelkiego rodzaju środki psychoaktywne czy też hipnoza mogą powodować, że świadkowie tego typu zdarzeń tracą pamięć albo pamiętają rzeczy, które nie istniały, podczas gdy tak naprawdę są wykorzystywani w tego rodzaju eksperymentach, które, jak powiedział Marek, wkraczają już między doktora Mengelego a science fiction. Co jeszcze możemy powiedzieć? Oczywiście MILAB będą naszym tematem za jakiś czas i tam rozwiniemy ten wątek. Ale Chris, czy twoim zdaniem w supertajnych bazach, w tamtejszych laboratoriach mogą dziać się rzeczy znacznie straszniejsze niż ćwiartowanie zwłok szaraków z Zeta Reticuli?
[02:05:23] - Myślę, że tak i mogą one kompletnie przejść naszą wyobraźnię. Do jakich rzeczy tam może dochodzić? Takim przykładem jest chociażby znów podziemna baza Montauk na Long Island, usytuowana idealnie na skalistej wyspie, bo Long Island jest skalistą wyspą, więc jest gdzie kopać głęboko pod ziemię i zbudować sobie tego typu bazę. Jednocześnie jest połączona blisko z Nowym Jorkiem, więc ci wszyscy, którzy pracują w takiej bazie, mają gdzie nie tylko mieszkać, ale i spędzać czas. Do tego mamy tam laboratorium, które jest porównywalne na przykład z laboratorium w Los Alamos. Jest to laboratorium Brookhaven, gdzie również podobno pracuje się nad niesamowicie skomplikowanymi i zaawansowanymi projektami. Oczywiście do tego są potrzebne jeszcze króliki doświadczalne w postaci ludzi. Zresztą jak zawsze w każdej takiej sytuacji mięso armatnie jest skazane. Nowy Jork jest szczególnym miejscem, bo jest to magnes. Teraz każdy z naszych słuchaczy prawdopodobnie pamięta, kiedy był w wieku buntu i naporu albo jest w takim wieku i często się myśli o tym, żeby może zwiać z domu, spróbować pożyć na własną rękę i szuka się miejsca, gdzie można przetrwać. I takim miejscem, takim magnesem jest Nowy Jork. Wiele właśnie nastolatków, nastolatek znika z domów z Karoliny, z Georgii, z Ohio i jak ćmy idą do Nowego Jorku i tam słuch po nich ginie. I właśnie mroczny fenomen Montauk mówi właśnie o tych doświadczeniach, jakie na tych dzieciach przeprowadzano. I większość tego typu sytuacji kończyła się źle, ponieważ te dzieciaki nigdy już z tego miejsca nie wychodziły. Tam kończyły swoje życie. Były traktowane przedmiotowo, dosłownie jak króliki doświadczalne. Dlatego takie umiejscowienie właśnie pod ziemią, gdzie trudno się jest dostać, gdzie nikt nie ma praktycznie nad tym żadnej kontroli, umożliwia i zachęca do prowadzenia tego typu doświadczeń. A nauka nie raz wykazała, że z moralnością nie ma nic wspólnego i naukowcy nie cofną się przed niczym. Dlatego dziwi mnie bardzo to uwielbienie do nauki, to takie powoływanie się na nią i takie chwalenie się osiągnięciami, z których my tak naprawdę mamy niewiele. A jak się temu bliżej przyjrzeć, to sami również jesteśmy takimi królikami doświadczalnymi i wystarczy, że na przykład posłuchamy takich naukowców, którzy budowali bomby atomowe, gdzie według wówczas panującej teorii była taka możliwość, że eksplozja nuklearna jest w stanie zapalić tlen w ziemskiej atmosferze, w związku z czym skończyć istnienie Ziemi jako takiej. Jeżeli taka bomba wybuchnie, będzie reakcja łańcuchowa i spłonie cały tlen, więc nie będziemy mieli czym oddychać i jak dalej żyć. I ci wspaniali naukowcy, kwiat naszej kultury, myśleli i wymyślili: zróbmy to.Zobaczymy co się stanie. Także nie mieli żadnych oporów, żeby nawet odciąć gałąź, na której sami siedzą. Ja przypominam, że w tym mrocznym średniowieczu, takim okrutnym, tych naukowców, tych wolnych myślicieli, którzy mieli pomysły, palono na stosie, żeby zapobiec powstawaniu kogoś takiego, kto jest w stanie dokonać tak okrutnych rzeczy. Nic nie zmieniło się od tamtego czasu. Dziś ci wspaniali naukowcy zarabiający olbrzymie fortuny dokonują doświadczeń, które nie mieszczą się w żadnych normach moralności. Popatrzmy chociażby na to, co się dzieje. Nie musimy zaglądać nawet w podziemne bazy. Popatrzmy na to, co się dzieje na przykład w kwestii genetycznie modyfikowanej żywności. Nikt nie ma oporów, żeby wrzucać ją do talerza i obserwować, co się z nami wydarzy, jak zareaguje nasz organizm. Kwestia chemtrails, która przez pewien czas była kwestią kontrowersyjną, bo na zdrowy rozsądek to przecież żaden dobry rząd, który został powołany do tego, żeby dbać o swoich obywateli, nie będzie posypywał ich czymś z nieba. Dziś nie ma wątpliwości, że ktoś czymś posypuje. Coś tam jest w tych smugach chemicznych, które spadają na nas i tworzą jakiś system, który nie wiemy, do czego służy, ale jest to doświadczenie na gigantyczną, już tym razem globalną skalę. Tego typu przykładów możemy mnożyć i wiele z nich wiąże się z doświadczeniami, które prowadzone są w tego typu tajnych bazach, gdzie ludzie są królikami doświadczalnymi i tak naprawdę nikt nie szuka tych ludzi, nikt nie pyta, co się z nimi stało i nikt nie wie, jaki jest ich los. Z takimi historiami mamy dziś do czynienia. O ile Niemcom w obozach koncentracyjnych nie udało się ukryć prawdy tego wszystkiego, co zrobili, dziś taką prawdę jest ukryć o wiele łatwiej. Osoby są w stanie rzeczywiście wyparować kompletnie z naszej kuli ziemskiej. Nikt o nich nie będzie pytał. W przypadku Stanów są to nie tylko uciekające z domu dzieciaki, ale wielu ludzi, którzy dostali się tu nielegalnie, są nieco zagubieni, szukają swojej szansy i często okazuje się, że mają pecha. Trafiają właśnie na takich, którzy potrzebują nowych królików doświadczalnych i również znikają bez śladu, bo nikt ich nie szukał. Nikt nawet nie wie, że oni są w tym kraju. Szukali swojej świetlanej przyszłości, a znaleźli to, co znaleźli. Myślę, że w moralności tego typu ludzi nie zmieniło się nic od tysięcy lat, od kiedy istnieje nasza cywilizacja. Za każdym razem większość ludzi jest traktowana jako mięso armatnie, ale dziś te metody są wyrafinowane i o ile kiedyś dotyczyły tylko pewnej określonej grupy ludzi, dziś wpływają w sposób totalny, globalny na nas wszystkich. Przed tymi eksperymentami nikt nie zamierza się cofnąć, żeby osiągnąć swój cel, o którym często nie mamy pojęcia, do czego zmierza i co chce osiągnąć. Dziękuję.
[02:11:38] - Za chwilę otworzymy naszą linię telefoniczną dla słuchaczy, którzy będą chcieli zadzwonić i wziąć udział w dyskusji na antenie. Już teraz podam kontakty do Radia Paranormalium, numery telefonu 32 746 00 08 bądź numer komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Cały czas oczywiście odbieramy również pytania na Gadu-Gadu, numer 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Tu przy okazji zachęcamy do subowania naszego kanału, do subskrybowania. Jeżeli ktoś jest nowy i chciałby być na bieżąco z transmisjami na YouTube z Radia Paranormalium, to zachęcamy do zasubskrybowania. Można nas znaleźć również na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to również może wysyłać nam pytania, komentarze, a także relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Zanim otworzymy naszą-
[02:13:03] - Dodajmy jeszcze, że prosimy wszystkich słuchaczy, by promowali nasze radio, szczególnie nasze audycje wśród osób o podobnych zainteresowaniach.
[02:13:15] - A w międzyczasie dzwoni słuchacz Edek. Odbieramy Edka. Dobry wieczór, panie Edku, jesteśmy już na antenie.
[02:13:22] - Dobry wieczór panowie. Dzisiejsza debata jest uzasadnieniem dla mojego szacunku dla panów, który być może niektórym słuchaczom mógł się wydawać bałwochwalczy. Dlatego, że wielki szacunek za odwagę, panowie, bo poruszacie tematy bardzo poważne, których trudno szukać w innych mediach. Natomiast chciałbym w kwestii tematu dzisiejszej debaty. Halo? Halo, halo? Nie słychać.
[02:13:55] - Prosimy bardzo dać dokończyć Edkowi, bo tutaj słuchacz ze Skype'a miał problem z dźwiękiem i podłączył się ponownie. Panie Edku, prosimy kontynuować.
[02:14:07] - Także w temacie dzisiejszej debaty troszkę mojego podwórka. Szanowni panowie, każdy człowiek oceniając innego, innych podświadomie czy tego chce, czy nie chce, zawsze ocenia względem własnej percepcji. Żeby ocenić na chłodno, to jest bardzo trudne, żeby wytworzyć sobie w świadomości taką czystą kartkę.Stąd moja drobna polemika z panem Markiem dotycząca kwestii ewentualnej paniki. Bo o ile jestem spokojny z pewnością o panów i o słuchaczy Radia Paranormalium, którzy może się czują jak Żak, bo są panowie w śladach, bo macie panowie ogromną wiedzę. Tu jestem spokojny o kwestie paniki i różnych zachowań irracjonalnych, aczkolwiek przerażenia byśmy nie uniknęli z pewnością. Natomiast gros społeczeństwa, pomijając element wyparcia, braku kompletnej wiedzy i sformatowanego sposobu myślenia, mogłoby sobie z tym nie poradzić. A psychologia tłumu naprawdę jest nieprzewidywalna. Jeśli chodzi o sytuacje związane z eksperymentami, to wiecie panowie, w historii świata często się to zdarzało. Ostatnio zrobił to pewien malarz, który nie chcę tutaj ograniczać się do jednej nacji, bo zrobił to z wieloma nacjami. Odpodmiotowił, co dało globalne przyzwolenie na eksperymenty, wyniszczenie, likwidację przedmiotu, nie podmiotu. Jeśli w odbiorze społecznym jest odebranie komuś, tu mówię w dużym cudzysłowie, bo to chodzi o grupy osób czy nawet personalnie, odebranie komuś prawa do posiadania prawa, to na przykład co robią Chińczycy z Tybetańczykami. Odebranie prawa do posiadania prawa i w tym momencie społeczność światowa już nie traktuje tego ad personam. Chociaż jest to wszystko zgodnie z leg artis, morduje się ludzi, jest jakaś eksterminacja, ale wcześniej odbiera się im prawo do posiadania prawa. Ten schemat działał, działa i pewnie będzie jeszcze działał na bardzo wielu płaszczyznach. To tyle, co z własnego podwórka chciałem wtrącić do dzisiejszej panów debaty w kwestii polemiki z panem Markiem odnośnie ewentualnej paniki. Przytoczę może taki przykład. Kiedyś rozmawiałem z człowiekiem w ogóle niezorientowanym w jakiejś sprawie, i zacząłem jakieś kwestie poruszać. On mówi: „Niemożliwe, przecież gdyby tak było, to by powiedziano o tym w „Teleekspresie””. W związku z tym, posługując się tą kwestią „Teleekspresu”, gdyby panów audycja przez lat kilka była, czego wam, panowie, życzę, właśnie w tym czasie antenowym i nie na foni, ale również na wizji. Trzeba panom wiedzieć, że wizja jest o wiele łatwiej przyswajalna przez ludzki umysł, przez oko, inaczej działa na człowieka. Przez kilka lat, gdyby debaty ufologiczne były i Radio Paranormalium w tym czasie co „Teleekspres” i w innych tego typu kanałach, to wtedy można by się pokusić o stwierdzenie, że może nie dojdzie do fali samobójstw. Trzeba, panowie, pamiętać, że człowiek jest tak skonstruowany, że nie tylko w skali globalnej jest zdolny do autodestrukcji, ale również w sferze cywilnej, osobistej. Samobójstwa są. Można by tego zakazać, ale pewnie też by się znaleźli tacy, którzy by się przeciw temu buntowali. To są bardzo skomplikowane kwestie społeczne. Tuż przed śmiercią chciałbym, żeby doszło do takiego ujawnienia, bo potem mogłoby być już bardzo niesympatycznie. A systemy społeczne, gospodarcze, polityczne, religijne. Wiecie panowie, wtedy społeczeństwa czy takie jednostki jak panowie prowadzący, czy też słuchacze, którzy mają mniejszą wiedzę, ale jednak od panów się czegoś uczą, więc też doganiają, mogliby oczekiwać, żeby rządzący cokolwiek z tym zrobili. A rządzący z tym zrobić mogą niewiele. Taka jest moja ocena. Ale żeby zakończyć swoją wypowiedź optymistycznie, powiem tak: kiedyś pan Chrysiak powiedział święte słowa: rodzina, przyjaciele, znajomi. Miło spędzać czas. Ja do tego dodam, że oddawać się swoim pasjom różnym, o ile one nie krzywdzą innych. I tyle. Cóż więcej dodać? Kłaniam się niziutko, pozdrawiam i do usłyszenia.
[02:19:33] - Pozdrawiamy. Bardzo ciekawą rzecz pan poruszył, o której zaraz będziemy mówić.
[02:19:38] - Dziękujemy, panie Edku.
[02:19:39] - Sytuacja.
[02:19:41] - Tutaj jeszcze czeka drugi słuchacz na Skype.
[02:19:45] - Zanim-
[02:19:46] - Może jeszcze coś powiem.
[02:19:48] - Marku, zanim się ustosunkujesz, to pozwólmy panu powiedzieć i będziemy dalej dyskutować.
[02:19:54] - A więc słuchamy. Jesteśmy już na antenie.
[02:19:58] - Witam serdecznie. Chciałem się odnieść do kilku aspektów, które zostały wcześniej poruszone, mianowicie o informacji oraz o dezinformacji, o strefie 51, 52, ogólnie o ukrytych bazach, ale może bardziej w odniesieniu do informacji, dezinformacji, która panuje w świecie o obcych. Dobrym przykładem tutaj jest były prezydent Stanów Zjednoczonych Jimmy CarterKtóry to oficjalnie podawał do wiadomości publicznej, że obserwował on UFO i przed objęciem fotela prezydenckiego wiele osób żywiło gorącą nadzieję, że ujawni on informacje, które zostały zgromadzone przez Stany Zjednoczone na temat tego fenomenu, co oczywiście nie nastąpiło. Był też prezydent Bill Clinton, który również zapowiadał gorące chęci w kwestii ujawnienia takich informacji. Nawet próbował to robić i Biały Dom wydawał oświadczenia, że tych informacji nie udostępnią, jakby zaprzeczali, że w ogóle coś takiego istnieje. Ludzie również żywili nadzieję co do Baracka Obamy, że on też będzie takie rzeczy ujawniał. Co jest tutaj ciekawe w tym wszystkim? Prawda może przerażać na ten temat. Tak jak panowie właśnie powiedzieli, że niekoniecznie są to informacje, które byłyby przyjęte przez ludzkość spokojnie. Nie wiadomo tak naprawdę, jaka jest tutaj agenda w tym momencie. Idąc dalej tym tropem, wcale może też opcji żadnych w ogóle nie być. To może być po prostu tylko i wyłącznie historia, która jest wymyślona po to, żeby ludziom mieszać w głowach. Ponieważ ludzie, według mnie, zdrowo myślący, ludzie normalni takich rzeczy nie traktują jako głupotę na pierwszy rzut oka, ponieważ uważam, że trzeba mieć otwarty umysł i trzeba wszystko traktować z dozą prawdopodobieństwa. I przez to właśnie wszystko tym łatwiej jest ewentualnie nad ludzkością sprawować kontrolę i prowadzić różne doświadczenia, tak jak panowie też tutaj w tej rozmowie przytaczali. Ludzie, którzy mają wszystko, którzy są właścicielami praktycznie całego świata, nie łakną już pieniędzy ani żadnych dóbr materialnych, tylko dla nich się liczy ta władza. Żeby to osiągnąć, moim zdaniem, to jest właśnie pogłębione poznawanie ludzkiej psychiki, ludzkiego ciała i sposobów skutecznych tego, jak nas kontrolować. Bardzo dziękuję.
[02:22:44] - Bardzo dziękujemy za wybitnie ciekawą opinię. Zaraz się do niej odniesiemy. Wiem, że będzie do nas dzwonił jeden z naszych słuchaczy, Artemius, który będzie miał nam do przekazania bardzo ważną historię i chcę do niej zrobić szybkie wprowadzenie. Panowie, to, co powiedział przed chwilą pan Tomek. Może jest tak, że to, co się dzieje w supertajnych bazach, to znaczy te wszystkie historie dziwne o kosmitach i tak dalej, to może jest po części poopowiadana nam bajka, żebyśmy myśleli, że nie wiadomo, co się tam dzieje. A tak naprawdę mogą to nie być wcale pojazdy do podróży w kosmosie czy podróży w czasie, tylko coś bardziej praktycznego. Chodzi o broń, która być może pozwoli nam przetrwać w czasie wojny o pokój. Nie, w czasie konfrontacji z wielkim problemem, jaki czeka naszą cywilizację. A chodzi o uderzenie obiektu z kosmosu, jakieś asteroidy. Artemius to człowiek, który był w Rosji, dokładnie w Czelabińsku, tuż przed tym, jak uderzył słynny meteoryt. Zobaczył wtedy, że na niebie dzieją się dziwne rzeczy. Czy supertajne bazy są, a może nawet nie te supertajne, może nawet te zwyczajne, są przygotowane na taką ewentualność, by obronić nas przed intruzem z kosmosu, który wcale nie przelatuje z UFO, a ma bardzo twardą powłokę? Czekamy na telefon od Artemiusa.
[02:24:12] - Tak się składa, że Artemius już się połączył z nami na Skypie. Dobry wieczór, jesteśmy już na antenie.
[02:24:17] - Dobry wieczór. Czy mnie słychać w radiu?
[02:24:20] - Perfekcyjnie.
[02:24:22] - Super. Może zacznę od krótkiego wprowadzenia odnośnie tematu. W tej chwili, słuchając audycji, pomyślałem, że skupia się ona na tajnych bazach, głównie w Stanach Zjednoczonych. Wspomniano również o innych bazach na świecie, ale przecież Rosja ogromny kraj i w samej Rosji, kiedy Borys Jelcyn stwierdził, że tajne miasta nie muszą już być dalej tajne, to takich miast ujawniło się 45, z czego 10 miast należących do Rosatomu. Jedno z tych miast, Ozjorsk, jest bardzo blisko Czelabińska, miejsca, gdzie uderzył meteoryt. Dziwnym by się wydawało, jeżeliby takie tajne miasto, gdzie prowadzone są prace nad bronią atomową, nie miałoby obrony przeciwlotniczej albo miałoby obronę, która skupiałaby się tylko do małego promienia kilkunastu kilometrów. Ozjorsk leży niecałe 100 kilometrów od Czelabińska i na pewno obiekty nad Czelabińskiem są w zasięgu obrony przeciwlotniczej Ozjorska. A głównym argumentem, dlaczego meteor, bolid nie mógł zostać zestrzelony, nawet zrobiłem sobie przegląd prasy z tego okresu, to był podnoszony argument, że nie ma tam jednostek obrony przeciwlotniczej, że najbliższa jest gdzieś tam koło Ufy, co jest prawie 300 kilometrów od Czelabińska. Wydaje mi się dziwna taka argumentacja. Wynikałoby z niej, że tajne miasto Ozjorsk i z pewnością obiekty, które prowadzą badania nad bronią atomową, nie mają tam żadnej obrony przeciwlotniczej. Nie jest to prawdopodobne według mnie. Poza tym byłem akurat nie w Czelabińsku na kilka dni przed uderzeniem meteoru. Wyjechałem dokładnie dzień przed.Bywałem tam wcześniej, bywałem tam później. Nigdy nie widziałem żadnego ruchu lotniczego samolotów wojskowych nad miastem na niskich pułapach. W tym tygodniu, w którym byłem przed upadkiem meteorytu, widziałem dość duże ilości tych samolotów. Byłem zdziwiony, dlaczego samoloty latają nad miastem, co normalnie się nie zdarza nigdy w żadnym kraju. No właśnie, bo rozmawialiśmy wtedy, jak wróciłem z Czelabińska. Wtedy jeszcze niestety nie miałem mikrofonu przy swoim komputerze. Nie mogliśmy rozmawiać na fonii. Rozmawialiśmy przez czata. Padła sugestia, żebym się wypytał miejscowych o ten ruch lotniczy. Czy to jest normalne? Czy to się zdarza, czy się nie zdarza? Przy kolejnej wizycie chyba w 2015 roku zapytałem się o loty na niskich pułapach samolotów wojskowych. Powiedzieli mi: „To wtedy były ćwiczenia wojskowe w Czelabińsku w 2013. Były wielkie ćwiczenia rosyjsko-chińskie”. Owszem, były. Dokopałem się do wiadomości na temat tych ćwiczeń. To była misja pokoju, rosyjsko-chińskie ćwiczenia, ale były w październiku, czyli długi czas po tym zdarzeniu, które miało miejsce w lutym. Były również inne ćwiczenia. Było to Niezniszczalne Braterstwo, państwo, organizacje Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Takie ćwiczenia prowadziły też w pobliżu Czelabińska, ale w sierpniu. Nie, odwrotnie. W sierpniu były rosyjsko-chińskie, a w październiku Niezniszczalne Braterstwo. Nieważne. Ważne jest, że były zorganizowane ćwiczenia w obrębie obwodu czelabińskiego. Widać było obecność wojska i miejscowi kojarzą tę aktywność lotnictwa rosyjskiego nad miastem na krótki czas przed uderzeniem meteorytu z tymi ćwiczeniami. To wydaje mi się również wskazówką, że ten ruch lotniczy niekoniecznie miał związek z rutynowymi działaniami armii. A to, że pozostaje w tej chwili tak przedstawiany, jest dzięki temu, że po czasie po prostu rok 2013, wtedy były ćwiczenia, to latali. Kolejna sprawa, która dała mi do myślenia, to bardzo duże rozbieżności w szacowaniu masy tego bolidu. Pierwsze szacowania to było 10 ton. Bolid, który rozpadł się na wysokości pięciu kilometrów. Po kilku dniach zostało to zweryfikowane i okazało się, że szacują wielkość tego bolidu na 10 000 ton. Szacowanie uległo zmianie 1000 razy. Większy bolid, cięższy. Rozpadł się ten bolid według tego drugiego szacunku, w tej chwili oficjalnego, na wysokości 30 kilometrów. Szacowanie wielkości tego bolidu było na podstawie pomiarów stacji monitorującej, która jest w pobliżu Czelabińska. Stacja ta monitoruje infradźwięki, które są wytwarzane podczas prób z bronią jądrową. Na podstawie siły tych infradźwięków oszacowano całkowitą energię tej eksplozji i wielkość tego bolidu oszacowano na podstawie tej energii tak, jakby ten bolid nie wytracał energii w czasie lotu przez atmosferę, a następnie całą swoją energię kinetyczną zamienił na eksplozję, co wydaje się rzeczą niespotykaną, ponieważ do tej pory w czasie notowanych wcześniej wejść bolidów w atmosferę ziemską mówiło się o fragmentacji bolidów, nie o eksplozji. Fragmentacja bolidu polega na tym, że rozpada się on pod wpływem ciśnienia dynamicznego. Czasami dolatuje. Znajdujemy na Ziemi wielkie kratery bolidów, które doleciały. Czasami ulega fragmentacji. Zależy to od jego struktury. Jeżeli uczestniczył wcześniej w jakichś zdarzeniach kosmicznych, zderzeniach z innymi obiektami, asteroidami. Nie jestem specjalistą, ale czytałem, że określa się na podstawie nawet próbek znalezionych meteorytów na Ziemi stopień jego zszokowania, czyli jak bardzo jest skręcony w środku, jak wielkie ciśnienie dynamiczne może wytrzymać. Owszem, bolid lecąc przez atmosferę, kiedy defragmentuje, efekt jest dźwiękowy i jest efekt świetlny. Bolid przed sobą pcha sprężone powietrze. Tam się wytwarza plazma. Za bolidem jest strefa bardzo niskiego ciśnienia, a przed bolidem bardzo wysokie ciśnienie i w czasie rozpadu takiego bolidu powstaje grzmot, tak jak w czasie burzy, kiedy po przejściu ładunku elektrycznego rozpraszania się kanał plazmowy. To jest mniej więcej podobne zjawisko. Zmienia się geometria czoła plazmy, zmienia się geometria obiektu. Powietrze sprzed boliduBardzo gwałtownie wypełnia przestrzeń. Za bolidem jest grzmot, ale nigdy nie słyszano, żeby to była eksplozja porównywalna do eksplozji atomowej. Wydawać by się mogło, że ta energia, która się wydzieliła w czasie tej eksplozji, wzięła się znikąd. Raczej nie była to energia kinetyczna bolidu. On leciał dalej i się nie zatrzymał. Leciał dalej z tą prędkością, wytrącając stopniowo fragmenty bolidu, które ocalały po eksplozji. Leciały dalej, wytracając ją stopniowo. Aczkolwiek skądś się wzięła energia, która ten bolid rozproszyła i odparowała znaczną jego część. Normalnie bolidy odparowują w ilości do 95% ich masy początkowej. Przy założeniu, że mamy 10 000 ton tego bolidu i odparuje 95% jego masy, to powinno spaść na ziemię około 500 ton. A znaleziono na ziemi około jednej tony odłamków, czyli mniej więcej 0,2% masy spodziewanej. Ile znajdą. Czyli tak naprawdę 0,1 promila masy całkowitej początkowej tego bolidu. Także również jest to dosyć zagadkowa sprawa, ponieważ całkowicie mija się to z dotychczasowym doświadczeniem, jeżeli chodzi o spadki bolidów. Nawet jeżeli spada mniej niż się naukowcy spodziewają, to nie jest to ten rząd wielkości. Doczytałem się, że przypuszcza się, że większość okazów zebrali okoliczni mieszkańcy i do dzisiaj te okazy znajdują się w ich rękach. Ale 500 ton okazów, gdzie kilogram kosztuje około 10 000-15 000 dolarów i oni to trzymają w domach. Jest to trochę dziwne, bo osobiście jakbym tak parę kilo znalazł, to bym sprzedał chyba. No i tyle. Można temat jeszcze pewnie by rozwinąć, ale to tak, żeby zaznaczyć takie przemyślenie moje, że prawdopodobnie on został zastrzelony i prawdopodobnie w Rosji również są tajne bazy. Służą one nie tylko do prowadzenia różnych eksperymentów, ale może obrona takiej bazy właśnie zestrzeliła ten bolid. W związku z tym zostały informacje, które podawała zaraz po eksplozji prasa rosyjska, że wojsko zestrzeliło ten bolid. Zostały zweryfikowane, bo wtedy musieliby się przyznać, że tam mają bazę tajną, która ma swoją obronę przeciwlotniczą i zestrzeli bolid. Nie byłoby sympatycznie, gdyby powiedzieli, że wiedzieli, że on nadleci, ale nic nie powiedzieli mieszkańcom. Mogłoby to skutki jakieś wywołać nieprzewidziane. Ludzie mogliby zacząć się, może nie buntować, ale straciliby zaufanie. Ludzie myśleliby: „Wiedzieli, nikt nic nie powiedział”. No i to tyle. Dziękuję.
[02:35:47] - Dziękujemy bardzo. Bardzo ciekawa relacja. Marku, czeka tam jeszcze chyba ktoś w kolejce, tak?
[02:35:55] - Tak, mamy kilku słuchaczy, którzy chcieli się połączyć. Nie wiem, którego podłączyć pierwszego, dlatego pojadę może alfabetycznie. Spróbujemy teraz dodać do rozmowy grupowej słuchacz Achpex Trip. Halo? Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[02:36:13] - Witam. Chciałem przedstawić swoją relację, która miała miejsce jakieś dwa lata temu. Wyszedłem sobie na papierosa na balkon i patrzyłem sobie na wieżę widokową i widziałem, że nad nią latają takie dwie kule światła 10-metrowej średnicy. Światło jakby nie wychodziło z tej kuli, tylko było osobne to światło i one kręciły się wokół tej wieży jakieś pięć minut. Jakby ją obserwowały, kamerowały. Na pewno nie były to pioruny kuliste, bo one zazwyczaj są mniejszej wielkości, pół metra tak myślę.
[02:36:49] - Czy możemy zapytać, gdzie to dokładnie było? Najlepiej jakby pan podał najwięcej szczegółów: lokalizację, czas, warunki pogodowe i tak dalej.
[02:36:59] - To było w Żaganiu. Akurat kończyła się burza o godzinie 20:40.
[02:37:06] - Jaka to była data?
[02:37:08] - To była para kul, tak? One się zachowywały jakoś względem siebie?
[02:37:14] - Tak. Kręciły się wokół siebie spiralnie właśnie. Jakby tańczyły wokół siebie. Taki odbiór miałem. To było tak niesamowite wrażenie, że byłem w szoku . Normalnie bym wziął i to nagrał, ale pewnie tam w odległości 200 metrów to było, to nie byłoby nic widać. To trwało z pięć minut. I koleżanka właśnie, moja dziewczyna, które to widziały razem ze mną. Właśnie ta koleżanka nie za bardzo zarejestrowała to. Była tak bardzo w szoku, że na drugi dzień już nie pamiętała tego.
[02:37:49] - Ciekawe, bo przecież jeżeli cofniemy się pamięcią do słynnych przypadków tego typu, to odkryjemy, że na przykład ta góra Osona, 2002 rok, tak samo dwa obiekty, które latają wokół siebie. Daniec, dwóch policjantów. Daniec pod Opolem. Dwóch policjantów widzi dwie kule tańczące w zasadzie nad polem. Rzeszów. Ten przypadek słynny ze zdjęciem, o którym pisał Eryk Miazga. Też w sumie dwie kule oddalone od siebie. Potem Hermanowa i wiele innych przypadków z Podkarpacia. Jest to zastanawiające, dlaczego te obiekty poruszają się parami. Interesujący jest też związek z burzą, bo sceptycy powiedzą: „Aha, na pewno kuliste pioruny”. Ale te wymiary, które pan podał, są imponujące, dlatego że w przypadkach, które rejestrowaliśmy-Które rejestrowaliśmy wcześniej, te obiekty były mniejsze. A czy kolor był jednolity? Czy widać było jakieś postrzępione krawędzie, czy w środku coś było widać?
[02:38:54] - Kolor był jednolity. One były białe. Najlepsze było to, że to światło w ogóle nie było jaskrawe, tylko jakby pobierały światło do siebie, jakby je przyciągały. To było nadzwyczajne, magiczne wręcz doświadczenie. Też mam jeszcze jedną relację, co do której nie jestem tak pewien, ale to akurat zdarzyło się jakieś trzy, cztery lata temu. Nie pamiętam już dokładnie. Pamiętam, że spałem u siebie w domu i obudziło mnie takie jaskrawe światło niebieskie, jakby ultrafiolet w pokoju i zapaliłem lampkę. Pomyślałem: „Kurde, co to mogło być za światło? Pewnie coś mi się śniło”. I spojrzałem sobie na nogę, a na nodze miałem zaschniętą krew, coś takiego. To była taka kamienna, zaschnięta kulka krwi, którą miałem na prawym piszczelu i dalej mam bliznę w tym miejscu jak po szczepionce. Jak dotykam w to miejsce, to czuję, jakbym miał obutek w kości. Wtedy, jak zobaczyłem tę kulkę zaschniętej krwi, dostałem flashbacka i miałem taką wizję, że siedzę sobie w fotelu dentystycznym, a obok stoi mnie szarak, tak jak go przedstawiają w mediach. Normalnie szarak stał nade mną i się na mnie patrzył tylko, a ja mogłem ruszać tylko oczami. Byłem kompletnie sparaliżowany i czułem delikatne borowanie w zębie. Tylko że jakbym był w znieczuleniu.
[02:40:37] - Interesujące. Tylko wie pan, co my możemy powiedzieć na to? Ja tu mam straszne zakłócenia. Ledwo słyszę.
[02:40:51] - Krysiu, coś nas chyba zagłusza.
[02:40:54] - Już nie zrzucaj zawsze na mnie. Mnie nic nie zakłóca. Słyszysz teraz, że to nie ja. Się czepiasz mnie.
[02:41:07] - Prosimy pana o kontakt mailowy. Spróbujemy wyciągnąć z tego jeszcze jakieś szczegóły. Co do tego drugiego przypadku, nam jest trudno powiedzieć tak od razu. Chyba żaden z badaczy nie jest w stanie stwierdzić, czy coś takiego może świadczyć o abdukcji, czy nie. Ważne jest to, że ma pan jakieś świadome wspomnienia, że one napływają do pana. Natomiast nie możemy stwierdzić na odległość, czy to rzeczywiście była abdukcja. Jest to na pewno ciekawe. Przychodzi mi do głowy takie pytanie, czy w tamtym okresie, kiedy to się wydarzyło, interesował się pan jakoś szczególnie tymi zjawiskami? Oglądał pan dużo filmów? Grał pan w jakieś gry?
[02:41:47] - Nie, ale interesuję się tematem UFO już od dziecka. Kiedy pierwszy raz chyba obejrzałem „Archiwum X” albo zakupiłem pismo „Factor X”.
[02:41:59] - A normalnie śni się panu UFO kiedyś w ogóle czy nigdy?
[02:42:05] - Tak, miałem taki sen, że jestem na podwórku u siebie i właśnie za tują pojawiły się takie dwa szaraki. Ale wydaje mi się, że to był sen jednak. A z tą abdukcją to jestem prawie w 100% pewien, bo nie mogłem zasnąć przy zgaszonym świetle przez miesiąc, dwa. Bardzo mnie męczyła ta wizja. Była bardzo żywa. Do tej pory pamiętam dokładnie ze szczegółami.
[02:42:42] - Czy to wydarzenie miało miejsce zaraz przed zaśnięciem, czy po prostu obudził się pan w środku nocy?
[02:42:50] - Obudziłem się o trzeciej w nocy gdzieś. Już trochę tam spałem.
[02:42:56] - Dobrze, postaramy się.
[02:42:59] - do Fundacji Nautilus. I właśnie oni mówili, że mieli często takie przypadki, że było ultrafioletowe światło w pokoju i potem ktoś budził. I właśnie mówili, że mieli parę takich relacji. Ja mam taką myśl, żeby sobie to udowodnić, tylko że trochę się boję udowadniać.
[02:43:25] - Wie pan co? Jak się pan z nami skontaktuje, to ja gadałem w tym tygodniu z doktorem Jacobsem i jestem sceptyczny wobec takich kwestionariuszy, ale on mi nasunął taki kwestionariusz, który jest u niego na stronie i pozwala, jego zdaniem przynajmniej, stwierdzić, czy ktoś był uprowadzany. Także panu podamy link do tego kwestionariusza, pan sobie zobaczy. Także proszę być z nami w kontakcie, napisać na adres radiowy. Oczywiście ciekawa sprawa. Słucham?
[02:44:07] - Ma się na maila napisać?
[02:44:10] - Tak, na maila.
[02:44:11] - Tak, ja panu podam zaraz tutaj w rozmowie tekstowej adres e-mail do Radia Paranormalium, także będziemy czekać na pana wiadomość.
[02:44:21] - Dobrze, to będziemy w kontakcie. Wie pan, musimy kończyć, bo tam jeszcze inni słuchacze czekają. Dziękujemy.
[02:44:27] - Pozdrawiam.
[02:44:28] - Pozdrawiamy.
[02:44:29] - Pozdrawiamy. Dziękujemy bardzo.
[02:44:32] - Czekaj, Marku. Czasami nam jest trudno odpowiadać na takie pytania wprost, bo możemy się zachować jak niektóre fundacje i powiedzieć: „Tak, na pewno został pan uprowadzony”. Natomiast to jest bardzo trudne, boJedno słowo w takim przypadku dla podświadomości osoby, która miała takie doświadczenie, oznacza bardzo dużo. Jeżeli ta osoba byłaby w przyszłości poddawana regresji, to w zasadzie w jej podświadomości mogły zajść takie zmiany i przemiany i zjawiska dotyczące tego wspomnienia, że ustalenie tego, co działo się naprawdę w czasie regresji po prostu nie będzie możliwe. To pokazuje, że z takimi relacjami trzeba się obchodzić bardzo delikatnie. Dobrze, teraz jeszcze mamy chyba następnych słuchaczy, Marku?
[02:45:26] - Mamy czterech słuchaczy w kolejce.
[02:45:29] - O Matko Boska!
[02:45:30] - Matki Boskiej w to nie myślaj.
[02:45:33] - Dawaj pierwszego.
[02:45:34] - Dobry wieczór. Jesteśmy już na antenie. Halo, czy się słyszymy?
[02:45:38] - Dobry wieczór.
[02:45:39] - Dobry wieczór.
[02:45:39] - Świetnie. Kurde, dodzwoniłem się, fantastycznie. Dobry wieczór. Chciałbym zadać pytanie. Jestem na antenie czy nie?
[02:45:48] - Jesteś już na antenie.
[02:45:50] - Aha, świetnie. Chciałem pozdrowić całą ekipę. Fantastyczną rzecz robicie. Dzisiejszy temat brzmi: „O supertajnych bazach” i chciałem się zapytać, czy ja słyszałem ostatnio o nowej informacji na temat bazy Riese, superkompleksu na Dolnym Śląsku. Czy państwo słyszeli ostatnio nowe rzeczy z pociągiem, z tą nową bazą? I ogólnie czemu nie? W środkowej Europie supertajna baza obcych. Czemu nie? Chciałem się dowiedzieć, czy macie jakieś nowe informacje na temat olbrzyma. Dziękuję bardzo.
[02:46:41] - Przepraszamy bardzo. Przepraszam najmocniej, ale muszę zadać to pytanie: kto te informacje przekazuje? To jest kluczowa kwestia.
[02:46:50] - Które informacje?
[02:46:51] - Te informacje odnośnie Riese i tej bazy.
[02:46:54] - Wie pan co? Zrobimy tak, że my na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie zweryfikować naszych informacji, dlatego, że pokładamy nasze nadzieje w panu... Jak się nazywa nasz pan od Riese, Marku? Zapomniałem.
[02:47:11] - Jeżeli te informacje pochodzą od pewnego pana Dariusza Kwietnia, to przepraszam bardzo, ale to jest-
[02:47:19] - No nie, na pewno nie. Chciałbym usłyszeć, czy są jakieś nowe informacje. Ja osobiście w jakichś tam czeluściach internetu nieraz sobie poczytam. Pewnie nie ma dowodów albo jakichś tych sytuacji. Natomiast kwestia, czy wy coś słyszeliście na temat nowych. W końcu to jest, kurde, drugie miasto pod ziemią na Śląsku.
[02:47:46] - Wie pan co? Postaramy się zadać to pytanie naszemu znajomemu. Jak się nazywa, Marku i Weliosie, nasz pan, który się zajmuje takimi odkryciami? Zapomniałem.
[02:47:58] - Żebym to ja pamiętał.
[02:47:59] - Ten od tych wszystkich... Był już nie raz w audycjach.
[02:48:04] - Ale powiedz, że jednak drugie miasto pod ziemią jest.
[02:48:07] - Chyba kojarzę. Pan Marcin Drews. Tak, Piotrze?
[02:48:10] - Tak. Zapytamy pana Marcina Drewsa o najnowsze informacje i jeżeli będziemy kiedyś na antenie, to postaramy się panu odpowiedzieć. Ma pan rację, że należy ten temat traktować jako w zasadzie coś pokrewnego do tego, o czym dzisiaj mówimy. Bo my mówimy o supertajnych bazach, które gdzieś w Ameryce są, a nam w zasadzie Adolf wybudował coś takiego już 70 lat temu. To świadczy o tym, jakie mogły zajść przez ten czas zmiany w samej-
[02:48:43] - Większość czasu spędzam we Wrocławiu i zauważyłem, że we Wrocławiu jest naprawdę tak, że jak czasami tupniesz w ziemię, to słyszysz taki odgłos, że coś jest pod ziemią. Nie wiem, czy macie takie wrażenie. Nie wiem, czy chodzi ktoś po Wrocławiu. Coś tam pod ziemią może być.
[02:49:02] - Nie wiem, ale to trzeba mocno tupać chyba.
[02:49:05] - Żartuję oczywiście sobie. Ale nie, słuchajcie, wybudowali nam miasto pod ziemią i tak naprawdę to wiemy tylko, że kilka jest wejść, kilka zaburzonych wejść. A tak ostatnio to nie słyszę nic nowego na ten temat.
[02:49:24] - Wie pan co? Mnie się wydaje, że ktoś zadbał po wojnie o to, żeby w ogóle nie było słychać o niczym nowym. I to jest chyba rzecz, w którą głęboko jest zmieszana polityka. Nie bez kozery od tylu lat nic na tym polu nie można zrobić. Bo są na pewno osoby, które wiedzą, co tam jest, ile to jest warte i czyje to jest. Tylko to są zmieszane moim zdaniem te same układy, które istniały, istnieją i będą istniały.
[02:49:54] - Ale coś jest.
[02:49:56] - Może czekają na trzecią wojnę, żeby sobie to po prostu zabrać, bo na razie-
[02:50:00] - Dziękuję serdecznie państwu. Dziękuję. Fantastycznie, że się dodzwoniłem i mam nadzieję, że się nie spóźniłem.
[02:50:08] - Nie. Zapytamy pana Drewsa o to, jeżeli będziemy mieli okazję oczywiście, bo zamierzamy go zaprosić do audycji, chociaż może nie w najbliższym czasie, ale już na pewno niedługo. Także pozdrawiamy. Dziękujemy.
[02:50:23] - Fajnie, sympatycznie. Wszystkich pozdrawiam. Hej.
[02:50:26] - Dziękujemy. Pozdrawiamy również. Halo? Dobry wieczór. Jesteśmy już na antenie „Radio Paranormalium”.
[02:50:33] - Ja chciałbym się zapytać o te obiekty, które się pojawiają na niebie, które widać przeważnie w nocy, wyglądające jak gwiazdy poruszające się poziomo po niebie. Miałem taką sytuację, która bardzo mnie zszokowała i to właśnie z Wujkiem widziałem, że ten obiekt zatrzymał się na niebie, rozbłysnął światłem bardzo mocnym, po czym wracał do swojej poprzedniejWersji i poleciał dalej. Chciałbym się zapytać po prostu, czy to są satelity, czy to są właśnie obiekty?
[02:51:08] - To znaczy są satelity typu Iridium, które rozbłyskają w pewnym momencie, ale się nie cofają.
[02:51:20] - Nie, ona się nie cofnęła. Poleciała dalej, po prostu zatrzymała się, błysła i poleciała dalej.
[02:51:26] - Jeżeli to był sam błysk, to można z jakimś prawdopodobieństwem stwierdzić, że to była tak zwana flara od satelity Iridium. Niech pan zobaczy sobie, jak to działa na Wikipedii, bo to jest dość popularny temat. Ale zdarzają się relacje, kiedy na przykład osoby mówią, że obiekt na niebie wykonał, i to mnie bardzo ciekawi. To były jedne z relacji, które zawsze wywoływały u mnie jakieś zdumienie, że leciała sobie kulka gdzieś tam ponad tym niebem i nagle ta kulka zaczęła robić taki zygzak, po prostu zapierdzielać i tak dalej. Takich rzeczy w ogóle nie umiem wyjaśnić.
[02:52:00] - Zygzaków raczej nie robiło, ale często widuję właśnie te obiekty, które lecą prosto i się zastanawiam, bo jest podobno 400 000 satelit na naszej kuli powieszonych. Nie widuje się ich tak często i jest to sporadyczny widok, gdzie leci ta kula.
[02:52:19] - Jak pan znajdzie sobie nawet taką witrynę, bo są programy, gdzie można to śledzić, ale jest taka witryna Heaven Above i tam można sobie wpisać po prostu lokalizację swoją i zobaczyć co w danym czasie będzie widoczne i co leci.
[02:52:37] - Wiem właśnie, że istnieją aplikacje na telefony też, które wykrywają satelity, ale ciekawy temat. Wiedząc o tym, że z tego, co nam podają, jest tych satelit naprawdę mnóstwo zawieszonych i nie widać ich tak często. I to są sporadyczne widoki. Naprawdę sporadyczne. Także jest to zastanawiające.
[02:52:56] - Rzeczywiście. Niech pan spróbuje z tą aplikacją. Tutaj Iryd jest może, nie wiem, bo pan dzwoni, to musiałbym panu jakoś przesłać. Nie wiem.
[02:53:05] - Teraz akurat nie sprawdzę, ale nie widziałem tego już dawno i często jeździmy właśnie nad jezioro. Jest to Jezioro Wilczyńskie i jest tam też niedaleko baza wojskowa. Tam naprawdę często widać te obiekty, ale to są raczej poziome. Poziome jest poruszanie się ich na niebie. Nie są to jakieś takie, że tak powiem, jak to widać, że leci to w pionie czy ucieka tak szybko. Dlatego się tak właśnie cały czas zastanawiam. Czy one się powinny gdzieś jakoś tam mijać? Więcej powinno być widać, a nie to jakieś tam-
[02:53:41] - To zależy od typu satelity. Iridium jest takie, że ono ma chyba tak, jak pan się odwróci w stronę słońca i to rozbłyska wtedy. I to jest taka flara.
[02:53:55] - Właśnie to jest fajne. Raczej nie miałem żadnych większych takich doświadczeń w ciągu dnia, ale w nocy to często widuję takie obiekty.
[02:54:06] - Dobrze. To proszę sobie sprawdzić i można szybko zweryfikować wtedy, co to jest. Dziękujemy.
[02:54:16] - Tylko tego tak na zawołanie nie widać.
[02:54:19] - Nie. Chodzi o to, że jak pan sobie wpisze na przykład w ten Heaven Above swoją lokalizację, to panu wyświetli po prostu wszystkie satelity, jakie będą lecieć nad pana lokalizacją i wtedy sobie można zobaczyć dzień naprzód, dzień wcześniej, tydzień do przodu. I to jest fajne, bo pan może wyjść w tym i w tym momencie zobaczyć. Ma lecieć to sobie zobaczyć i ciekawe, czy będziemy to widać, jak będą lecieć.
[02:54:43] - Dobrze.
[02:54:44] - Niech pan spróbuje.
[02:54:45] - W takim razie dobra, już wiem, o co chodzi. Także dziękuję za rozmowę i też cieszę się, że się udało mnie dodzwonić, bo próbowałem parę razy.
[02:54:52] - Fajnie. Pozdrawiamy.
[02:54:55] - Też pozdrawiam całą audycję tutaj i całe grono, które prowadzi tą audycję, bo takiej rzeczy potrzeba i trzeba ludzi uświadamiać po prostu w pewnych rzeczach. Także dziękuję i dobranoc.
[02:55:07] - Dziękujemy również. Marku, mamy jeszcze kogoś na linii?
[02:55:11] - Powracamy do pytań, które tutaj padły. Zacznijmy od Marka, który chciał odpowiedzieć słuchaczowi Edkowi na te słowa o panice po kontakcie. Chciałem powiedzieć, że się w pełni zgadzam ze słuchaczem Edkiem. Rzeczywiście jest tak, że oceniamy różne zjawiska przez pryzmat swoich doświadczeń i to jest dokładnie tak, jak powiedział. Być może dlatego ja sobie specjalnie nie wyobrażam paniki związanej z ujawnieniem wiedzy o obcych. Może właśnie dlatego, że interesuje mnie ten problem. Myślę, że diagnoza podana przez słuchacza jest trafna. Ja tylko mam takie podejrzenie, mimo wszystko, nawet pomimo tego skażenia mojego tematyką związaną z UFO, że to jest tak, że większość ludzkości ma temat UFO, temat obcych w dużym poważaniu na przykład. Ponieważ tak naprawdę zwróćmy uwagę, co się dzieje wokół nas. Znacznie ważniejsza jest kolejna promocja czy kolejna wyprzedaż niż jakiekolwiek dramatyczne informacje z planety. Jeśli gdzieś tam się odbywa jakaś masakra, jeśli gdzieś tam się odbywa jakaś katastrofa, to specjalnie ludzkości nie interesuje. Oczywiście mówię na bazie jakichś tam swoich doświadczeń albo właściwie nie tyle doświadczeń, co przeświadczeń.... że bardzo podobnie byłoby z informacją podaną przez media, że oto pojawili się obcy. Słuchacz Edek podał tutaj przykład „Teleexpressu” i to jest bardzo dobry przykład. Kiedy „Teleexpress” podałby, że pojawili się obcy i zapewnili nas, że idą ku nam z przesłaniem pokoju, większość ludzi byłaby uspokojona. Jak się pojawili obcy i powiedzieli, że będą pokojowi, to wszystko w porządku. Możemy zająć się kolejną wyprzedażą w hipermarkecie i w ogóle super jest. To jest jedna z wersji, aczkolwiek rzeczywiście mnie jest trudno wyobrazić sobie sytuację, kiedy informacja o obcych wywoła ogólnoplanetarną panikę. Słabo to do mnie dociera, ale oczywiście nie mogę wykluczyć tego, że gdyby na przykład pojawienie się obcych było poprzedzone albo skorelowane z dramatycznymi wydarzeniami, czyli z zniszczeniem jednego, drugiego miasta, czy też spektakularnymi aktami przemocy, to wówczas rzeczywiście do takich aktów paniki mogłoby dojść. Natomiast w tym wypadku zgadzam się ze słuchaczem Edkiem, że dużą rolę odegrają ulubione albo nieulubione, w moim wypadku akurat nieulubione, środki masowej komunikacji, masowego przekazu. To one zadecydują tak naprawdę o tym, czy gros społeczeństwa ulegnie panice, czy też powie sobie: „Tak, są? Jak są, to dobrze. To znaczy, że powinni być”. Myślę, że nie ma mądrego, jeśli chodzi o tę kwestię. Dopuszczam, pomimo swoich twierdzeń, o których jestem przekonany, różne warianty rozwoju sytuacji i prawdopodobne jest dla mnie to, że ludzkość zareaguje spokojnym, szukam lepszego słowa, ale nie mam, więc takim olewackim podejściem typu: „Są? Dobrze, niech będą”. Ale dopuszczam również na tyle ingerencję mass mediów, że one zupełnie spokojnie mogą wywołać wśród różnych społeczności panikę. Naprawdę trudno jest mi rozstrzygnąć, jak to się naprawdę mogłoby rozegrać. Dziękuję.
[03:00:18] - Dziękujemy. Kiedyś Bogdan Smolen śpiewał: „Przez chwilę myślałem, może coś się stało, ale to by nasze polskie radio dawno już podało”. Wydaje mi się jednak, że w Polsce byłoby inaczej. Nasze media są na takim stopniu rozwoju, są tak paskudnie uzależnione od polityków, że odechciewa się oglądać telewizji, która niestety nadal rządzi ludzkimi umysłami.
[03:00:44] - Polskie media to są media specjalnej troski. Mówimy w ogóle o mediach światowych, więc nie mówmy o mediach polskich.
[03:00:51] - Szczerze mówiąc, nawet tak zwana reżimowa telewizja nie dopuszcza się takich nadużyć jak dwie największe pozostałe telewizje. Kiedyś sobie zrobiłem przegląd wiadomości, kiedy panowała grypa w Polsce. Mówię: „Ciekawe, jak się zachowają. Przejrzę sobie, co mówią”. I trafiłem na serwis informacyjny Polsatu. To, co wtedy zobaczyłem, mnie po prostu zwaliło z nóg, jak w normalnym europejskim kraju, w głównym wydaniu wiadomości na pierwszym miejscu można podać reklamę, manipulując tak perfidnie jeszcze ludzkim strachem. Żeby to zrozumieć, musielibyście sobie to zobaczyć. W polskich mediach nie ma miejsca na myślenie, nie ma miejsca na specjalistów. Jak się uprą, że Balcerowicz, to Balcerowicz. Tak że nie wiem, kto by został ekspertem od możliwej inwazji z Kosmosu. Pewnie Hołdys albo Szasa. Chociaż nie, Szasy to ja szanuję. To pewnie Hołdys. Tak by to wyglądało. Chris: „Słuchacz Edek powiedział, że odmawianie prawa do posiadania prawa jest cechą reżimów totalitarnych. Czy czasami ci nasi potencjalni nadzorcy nie robią tego samego z nami? Też nam nie odmawiają prawa do posiadania prawa? Dlatego politycy się boją o tym powiedzieć”.
[03:02:13] - Było do mnie?
[03:02:14] - Tak.
[03:02:14] - Jestem już. Tak się zasłuchałem w te wasze historie i opowieści. Posiadanie prawa do posiadania prawa to, moim przynajmniej pojęciem, jest takie tylko i wyłącznie pobożne życzenie, bo to, co nas dotyczy, to są za każdym razem regulacje. Jak pewnie wszyscy wiedzą, którzy mnie tutaj słuchają, zawsze patrzę z punktu widzenia długodystansowej historii i za każdym razem widzę, że tak naprawdę ludzkość nigdy nie posiadała żadnych praw. Posiadała wyłącznie regulacje, które gdzieś na jakimś tam szczeblu były zmieniane, modyfikowane i tak dalej. I dziś wiemy, że tych szczebli jest troszeczkę więcej, że nad tym szczeblem, tym rządzącym, istnieje jeszcze jeden, gdzie panowie w głębokim cieniu o nazwiskach, które na pierwsze brzmienie nie mówią zbyt wiele, podejmują właściwe i prawdziwe decyzje i realizują jakieś swoje cele, często bardzo mrocznePo to, żeby osiągnąć je dzięki temu, że mają nas pod ręką i mogą używać nas w zależności od tego, do czego im jesteśmy potrzebni. I tak to wygląda. Także ja nie uważam, że świat jest w stanie być zorganizowany w taki sposób, aby móc mieć jakieś prawa i móc w jakiś sposób godnie siebie samego reprezentować w społeczeństwie, w którym żyjemy na każdym etapie. Sam wspomniałeś przed chwilą jeszcze ten przykład o mediach, że nawet media uczestniczą w tej manipulacji, dlatego, że żadne media, może z wyjątkiem nielicznych, takich jak Radio Paranormalium, nie będą próbowały przynajmniej jakiegoś swojego własnego głosu w dyskusji dać, który byłby ich własnym głosem. Są częścią pewnej układanki, która ma po prostu uszczelnić te regulacje, wobec których żyjemy. Ma nam wyjaśnić, jeśli czegoś nie rozumiemy albo przestraszyć nas, jeżeli za daleko idziemy w jakimś innym kierunku, bądź na koniec odciągnąć zupełnie naszą uwagę od spraw poważnych. A my za każdym razem łapiemy te piękne cukierki, które w nas rzucają. I tak to się chyba dzieje. Także to jest problem już nie tyle ufologiczny, co raczej filozoficzny i dotyczy w ogóle tego, kim jesteśmy i jacy jesteśmy i czy coś ma szansę się w przyszłości zmienić. I ja uważam, że nie, dlatego, że świat istnieje te parę tysięcy lat i nie zmienił się ani o jotę od-
[03:04:52] - Jesteśmy. Mamy tutaj kolejnego słuchacza telefonicznego, tym razem z zagranicy. Dobry wieczór. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[03:05:01] - Dobry wieczór. Szanowni panowie, jesteście radością mojego życia. Ja jestem troszeczkę starszy semestr. Audycja na takim poziomie, poziom dyskusji fantastyczny, wiedza panów jest niesamowita i przede wszystkim macie wspaniałe głosy. Chciałam wam bardzo serdecznie podziękować za tę audycję i chciałam panu Chris Nikina powiedzieć, że zainteresowania moje zaczęły się, podobnie jak jego, właśnie od pierwszej książki von Dänikena i też od kwestii Kościoła. Tylko z kolei ja wybrałam inną metodę. Ja medytowałam.
[03:05:45] - Bardzo skuteczna metoda.
[03:05:46] - Ale takie same przeżycia, jakby pan Chris Nikin był naprawdę moim bratem. To samo. To było w latach 70. Był prawdopodobnie 1977 albo 1978 rok, kiedy pierwsza książka „Ród bogów” von Dänikena wyszła. Wtedy go uważano za wariata oczywiście. Ale bardzo panom dziękuję. Życzę wiele sukcesów. Przykro mi trochę, że ta nasza młodzież czasami się nie potrafi kulturalnie zachować. No cóż. A jeżeli chodzi o te bazy, to ja uważam, że owszem, istnieją i to nie tylko na terenie USA, ale na terenie Rosji też. I uważam, że ludzkość na dzień dzisiejszy jeszcze nie jest przygotowana, pomimo że nas próbuje się przygotować, ale myślę, że w najbliższych 20 latach mamy szansę dowiedzieć się czegoś więcej. Życzę miłego wieczoru.
[03:06:38] - Dziękujemy bardzo za słowa uznania.
[03:06:40] - Dziękujemy. Dziękujemy też za pochwałę tego, że mamy takie ładne głosy. Chris, masz też ładny głos.
[03:06:48] - Proszę panów, ja z panami zasypiam, puszczam sobie na słuchawkach i z panami wstaję. Także znam prawie wszystkie wasze audycje na pamięć i ostatnio też odkryłam świetną audycję z panią Rucińską. Było bardzo ciekawe. Fantastycznie! Cieszę się, że w ogóle takie radio istnieje.
[03:07:12] - Dziękujemy, bardzo pozdrawiamy również i życzymy przyjemnego odbioru.
[03:07:18] - Dziękuję. Słucham was dalej. Dziękuję. Dobranoc. Trzymajcie się.
[03:07:23] - Dobranoc. Nasza słuchaczka napomniała przed chwilą, że takie bazy mogą być na całym świecie. I rzeczywiście my mówimy o Stanach Zjednoczonych, bo to jest najbardziej nagłośniona sprawa, bo mówiliśmy o Strefie 51, 52, będziemy mówić o Dolski. Natomiast nie oszukujmy się, świat się mocno spolaryzował. Dzisiaj tak naprawdę trudno powiedzieć, kto jest światowym hegemonem, kto aspiruje do tej roli, czy w ogóle jest jeszcze hegemon. Mamy państwa aspirujące do miana mocarstw.
[03:07:56] - I znowu mamy na antenie pana Edka. Dobry wieczór. Jesteśmy na antenie.
[03:08:01] - Dobry wieczór. Kłaniam się ponownie. Szanowny panie Chrisie, pełna zgoda. Mówiąc o odpodmiotowieniu, miałem na myśli, że jeśli na tej warstwie, płaszczyźnie społecznej otwartej można dopuszczać się odczłowieczenia, odmawiania prawa do posiadania prawa do czegokolwiek, włącznie z prawem do życia, czyli że jest się przedmiotem, jeśli na tej płaszczyźnie oficjalnej można się tego typu procederu dopuszczać, to znaczy, że na tej takiej podprożowej, podskórnej jest to w ogóle bezproblemowe. To miałem na myśli. Nie będę się powtarzał i nie byłbym sobą, gdybym w kwestii takiego rozluźnienia powiedział: „Szanowni panowie, normalny człowiek ile kupuje kalosze? Idzie, kupuje kalosze. Ale pilianka 40 minut” i stoję, i pokazuję na zegarek, i mówię: „Poskarżę się swoim ufmanom”. Co mi lisem czynię? Kłaniam się widziutko. Pozdrawiam i do usłyszenia.
[03:09:09] - Kalosze tak długo?
[03:09:11] - Tak, 40 minut, bo albo kolor, albo za długie, albo mówię: „Co?”
[03:09:17] - Przecież ty się po błocie chodzisz. Co to za różnica, jakie one są?
[03:09:21] - Właśnie! Ja przecież mówię: „Dziewczaku, to jest tylko po to, żebyś przy tych błotach pochodziła”. Ale one muszą mieć kolor, fason i w ogóle wszystko. 40 minut.
[03:09:30] - I być na wysokim obcasie.
[03:09:33] - O, dodałem to! Powiedziałem: jeszcze na obwodzie powinny być. Już te mogą być. Ale wracaliśmy się jeszcze spod kasy, bo jeszcze okazało się, że to nie tak. 40 minut przeszło. Kłaniam się serdecznie. A na gburu buraków, mówiąc slangiem młodzieżowym, to trzeba mieć wy... i tak dalej. Pozdrawiam, kłaniam się.
[03:09:56] - Dziękujemy.
[03:09:57] - Kolega, ten młody słuchacz, który dzisiaj zadzwonił, a którego prawdopodobnie wytnę z nagrania, po prostu postanowił zostawić po sobie to, co sam ma w głowie.
[03:10:07] - Jutro cała gimbaza będzie się tak śmiała: ho, ho, będą mieli grę. Ho, ho, ho, ale gość! Nie, to na pewno nie było śmieszne. Zresztą. Panowie, pani słuchaczka powiedziała przed chwilą, że takie bazy są na całym świecie i zapewne każde aspirujące państwo do miana mocarstwa coś takiego sobie buduje. Zresztą nawet mniejsze państwa takie kompleksy mają lub mogą mieć. Wiemy, że Korea Północna budowała takie podziemne miasteczko w pobliżu granicy z Chinami. Już teraz nie pamiętam dokładnie gdzie. Ale miejsca takie jak Rosja, jak wspominał Artemuz, miały całe zamknięte miasta. Tych było mnóstwo. Różniły się tym od zamkniętych, supertajnych baz, że co prawda również były odcięte od świata, ale miały mieszkańców, którzy byli cywilami i w niektórych z nich wiedli namiestkę normalnego życia. Czyli to była raczej taka izolacja bardziej niż jakieś zamknięcie. W każdym razie Rosja jest miejscem, gdzie tego typu bazy na pewno też występują. Tylko pytanie, gdzie ich szukać? Rosja, Chiny. O Chinach wiemy tyle, że parę lat temu chyba na Google Earth zaczęto znajdować takie znaki na pustyni Gobi i wtedy zaczęto pytać, co to jest. Wyglądało po prostu jak znaki z Nazca, tylko dużo ładniejsze, geometryczne. Szybko pojawił się wniosek, że chodziło o kalibrację satelitów, że Chińczycy w ten sposób sobie próbują robić. I w tym momencie Chińczycy wpuścili dziennikarzy do jednej ze swoich dawnych supertajnych baz na pustyni Badaen Jaran. Wcześniej zrobili to z bazą w Litong. Oczywiście nie można tych dwóch miejsc porównywać ze Strefą 51 pod względem legend, natomiast okazuje się, że takie struktury są. Mówi się o tym, że Chińczycy budują sobie u wybrzeży podziemne schrony dla łodzi podwodnych. Co do Rosji z kolei, o której wcześniej mówiłem, tam może być tego dowolna ilość. Nigdy się tego nie dowiemy, chociaż w tych relacjach ufologicznych pojawiają się zawsze wzmianki o jednej bazie, która się nazywa Kapustyn Jar, która była bodaj zlokalizowana w Kazachstanie i tam miało dochodzić do testowania, według legend oczywiście, UFO, folkloru, miało dochodzić do testowania przejętych obiektów UFO i tak dalej. Jeżeli sobie zajrzycie do rosyjskiego internetu o Kapustyn Jarze, będzie tego mnóstwo, chociaż te informacje oczywiście są warte w sumie niewiele. Panowie, pytanie do Marka teraz z kolei. Mamy tutaj pewną różnicę w podejściu do obywateli. Stany Zjednoczone prowadzą taką dziwną politykę, nie wiem, jak to nazwać, poliszynelizmu. Mamy supertajne bazy, wszyscy o tym wiedzą, ale one są supertajne, także trzeba udawać, że się nic nie dzieje. W Rosji jest trochę inaczej. W Rosji domniemamy, że one są, ale tak naprawdę nie wiemy o nich nic. To samo w Chinach. Czy twoim zdaniem rozpiętość sieci takich baz może wykraczać daleko poza nasze domniemania? Chodzi mi przede wszystkim o to, o czym wspominaliśmy chyba w debacie, nie pamiętam, chyba tydzień temu. Mogłeś nie wiedzieć, bo cię nie było. Wtedy mówiliśmy, chyba Cristo powiedział, że niektóre kraje przygotowują się w ten sposób na nadejście jakiejś globalnej katastrofy. Budując sobie takie bazy, odnawiają po prostu schrony dla ludności. Jak myślisz, czy w tworzeniu takich supertajnych baz brany jest pod uwagę tylko aspekt militarny? Czy chodzi też może o tę kwestię przeżycia w wypadku takiego zdarzenia, o jakim mówił Artemuz, czyli upadku asteroidy, któremu nie będziemy w stanie zapobiec? I jak twoim zdaniem w innych krajach wygląda ta polityka informowania o tajnych planach rządu?
[03:14:20] - Obu kwestii, które poruszyłeś, nie da się wykluczyć. To znaczy zarówno te potencjalne bazy to może być przygotowanie na kataklizm, to może być przygotowanie do jakiegoś konfliktu przewidywanego w przyszłości. Ale zwróćmy uwagę, że tak naprawdę oddalamy się od głównego tematu, czyli od baz w jakiś sposób związanych z UFO. Powiem tak: jeśli chodzi o Chiny, kraj, który trudno uznać za oazę demokracji pojętej w sposób europejski, czy też w ogóle za kraj, który mógłby być postrzegany jako kraj otwarty. Nie, podobnie nie. Trudno również Rosję uznać za kraj szczególnie otwarty. A tymczasem, jeśli chodzi o Chiny, to przecież informacje o bazach, o których wspomniałeś, podała po raz pierwszy oficjalna agencja chińska Xinhua. Bodajże był sierpień 2003 roku.Wtedy te informacje podano. Pytanie teraz brzmi w ten sposób: w kraju takim jak Chiny, w którym zupełnie spokojnie można ukryć informacje na wiele dziesiątków lat o piramidzie, która kiedyś, dawno temu została sfotografowana przez pilotów latających fortec amerykańskich i od tego czasu właściwie niewiele o tej piramidzie w Chinach wiadomo. I nagle w tym kraju informuje się o jakiejś tajnej bazie, jednej, drugiej, o jakimś kalibrowaniu satelitów i tak dalej. Mówiąc szczerze, to się nie bardzo klei. Z jednej strony pełen szlaban na informacje o jakiejś prastarej piramidzie, a z drugiej strony pełna otwartość, jeśli chodzi o bazę, super tajną bazę, co już samo w sobie jest jakąś sprzecznością. Jak może być coś super tajne, a jednocześnie ujawnione przez oficjalną agencję rządową? Ja mam takie wrażenie, że zarówno w przypadku Chin, jak i Rosji, jak i wcześniej omawianych baz, o których mówiliśmy w Stanach Zjednoczonych, te wszystkie działania mają tak naprawdę na celu przykrycie czegoś tam innego zupełnie. I ja nie wiem, czy tak naprawdę przykrycie informacji o tajnych bazach, w których następuje jakieś porozumienie czy jakieś kontakty, czy też badanie technologii UFO, czy też jest to przykrycie tego, o czym wspomniałeś, czyli jakiegoś przygotowania, być może wcześniej zasugerowanego nawet przez inne istoty, przez istoty z innych planet, z innych wymiarów, jakiegoś kataklizmu, który nadciąga, czy też zarówno kataklizmu o charakterze wojennym, który jest na przykład nieuchronny, o którym jakaś ekstrapolacja powiedziała, że nie da się go wykluczyć, czy też kataklizmu o charakterze naturalnym. W każdym razie takim zewnętrznym, który nadejdzie i któremu nie można zapobiec. I być może rzeczywiście tego rodzaju bazy na całym świecie powstają właśnie w tym celu, żeby przetrwała jakaś część, żebyśmy nie odeszli w niepamięć. Te wszystkie banki genów, te wszystkie, które mają coś przechować. Wreszcie ten tunel w Szwajcarii, który był tak dziwnie otwierany, który dał asumpt do tego, żeby odnowić informacje czy przekazać informację o tym, że coś dziwnego się dzieje, że nagle w środku Europy otwierany jest tunel pod masywem górskim i na jego otwarciu dzieją się rzeczy, które właściwie trudno wytłumaczyć. To, co tam się działo, cały spektakl, który tam się odbył. Albo musimy zacząć mówić o teoriach spiskowych i zacząć je traktować ze śmiertelną powagą, albo ja nie wiem właściwie co. Podsumowując to wszystko, myślę, że od początku tej audycji mówię o takiej mgle informacyjnej, że my tak naprawdę mówimy o tajnych bazach, ale nie do końca wszyscy biorący udział w tej debacie mamy świadomość, czy też mamy swoje przekonania, ale też nie mamy pewności, co tak naprawdę się dzieje. Docierają do nas jakieś strzępy informacji, że coś takiego ma miejsce, że są tajne bazy. My to, zgodnie z tematem audycji staramy się powiązać z UFO, ale być może temat tajnych baz należy powiązać zupełnie z innymi problemami, z innymi zjawiskami i zupełnie innym postrzeganiem świata. Może nie tyle postrzeganiem UFO, co postrzeganiem czegoś, co nieuchronnie nadciąga. I to jest moim zdaniem kwestia, którą warto by rozważyć. Tylko zastanawiam się, czy to jest ta audycja, w której powinniśmy na ten temat mówić. Dziękuję.
[03:20:46] - Chciałem zadać pytanie Chrisowi Mekinie, ale właśnie w tym momencie Chrisa nam znowu wywaliło. Komuś chyba mocno nastąpiliśmy na odcisk tą audycją, tak mówiąc pół żartem, pół serio. Istnieją też bazy legendy. Jedną z nich jest placówka w Dulce, podziemny kompleks o kilku poziomach, którego część według legendy dzierżawią od Amerykanów przybysze z kosmosu. Czy istnieją jakiekolwiek przesłanki świadczące za jej istnieniem? Może w takim razie pierwszy niech się wypowie w tym temacie Marek Żelkowski. Marku?
[03:21:24] - Ja powiem szczerze, że wiem stosunkowo niewiele, jeśli chodzi o temat tej bazy. Wiem tylko tyle, że pierwsze jakieś takie informacje, które były podane, datują to chyba lata 80. o ile dobrze pamiętam. NatomiastTak naprawdę wiem, że było tam podobno kilka poziomów związanych bardzo ściśle z poziomem tajemnicy w tej bazie. Bodajże siedem poziomów w bazie Dulce. Najpłyciej, na najwyższym poziomie, tuż pod powierzchnią ziemi znajdowały się centrale komunikacyjne i kwatery pracowników, a z kolei najniższe piętra, czyli gdzieś tam w okolicach minus siódmego, zajmowały różnego rodzaju laboratoria, w których siły zbrojne Stanów Zjednoczonych prowadziły eksperymenty, między innymi genetyczne i badania nad kontrolą umysłu i zjawiskami parapsychicznymi. Ale zwróćmy uwagę na jedną rzecz, że tak naprawdę ta historia nad kontrolą umysłu, zjawiskami parapsychicznymi, genetyką właściwie powtarza się za każdym razem, kiedy mówimy o tajnych bazach, o różnych tajnych kompleksach. Właściwie to jest taki stały leitmotiv. Kiedy mówimy „tajne bazy”, to się te tematy właściwie pojawiają. Gdzieś tam jeszcze można dorzucić kontrolę nad czasem, teleportację i jakieś takie programy typu Pegasus i właściwie to jest stały zestaw, o którym się mówi. Oczywiście ta baza, o której w tej chwili mówimy, czyli Dulce, to oczywiście gniazdo obcych. Mówi się o tym, że niejaki Schneider na zasadzie teorii spiskowej ujawnił w 93 albo 94 roku takie informacje, które mówiły właśnie o tej bazie. W tych informacjach starano się powiedzieć o tym, że ta baza była sukcesywnie rozbudowywana, że tego rodzaju kompleksów na terenie Stanów Zjednoczonych istniało setki, o ile dobrze pamiętam. Ten, o którym w tej chwili mówimy, to był jeden z takich kluczowych. Trochę w tej chwili staram się przypomnieć sobie różne rzeczy dotyczące tej bazy, ale tak naprawdę, jeśli pamiętam informacje, ta baza nie wyróżniała się niczym specjalnym. To było połączenie wszystkich tych historii, które już wcześniej znaliśmy. Coś, co nazwano zresztą w literaturze czy w różnego rodzaju przekazach pewną kulturą konspiracji. To znaczy to wszystko było powiązane z czarnymi budżetami, z tajnością, z różnego rodzaju właśnie tego rodzaju historiami. Ja, mówiąc szczerze, co mam powiedzieć? Być może coś takiego istniało, być może nie istniało. Najprawdopodobniej jest to echo jakiejś historii, moim zdaniem, czysto takiej militarnej, związanej z jakimś entym programem, czarnym programem w historii Stanów Zjednoczonych. Jeśli chodzi o tę bazę, to wszystko. Ja specjalnie z tą historią nie jestem związany ani specjalnie nie wzbudziła mojej ekscytacji. Dziękuję.
[03:26:08] - A my w międzyczasie dzwonimy do kolejnego słuchacza, który próbował się tutaj dodzwonić. Dobry wieczór. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[03:26:17] - Dobry wieczór, witam serdecznie panów. Tak się składa, że trafiłem przypadkiem na pańską stację jakieś dwie godziny temu. Jestem samą osobą, która się takimi rzeczami ogólnie interesuje od dawna. Chciałem ogólnie właśnie poruszyć temat tajnej bazy, tylko dość większej, bo ogólnie był czas, że czytałem, że wiele osób uważa taką teorię spiskową, że Księżyc jest jedną wielką tajną bazą, o czym świadczą właśnie jego dokładności fizyczne, ogólnie odległość Ziemi i to, że ogólnie samo to, że on krąży wokół Ziemi i daje życie, jest czymś nadzwyczajnym. I to właśnie takie przypuszczenia, że macie stąd statyw u kosmitów, taką właśnie bazą. Panowie słyszeli na pewno na ten temat i mnie ciekawi ta opinia wasza.
[03:27:21] - Tomasza Marek.
[03:27:23] - Powiem tak, nie potrafię wprost powiedzieć, czym jest Księżyc. Oczywiście zetknąłem się z tymi wszystkimi historiami dotyczącymi tego, że być może Księżyc jest w ogóle sztuczną strukturą, która pojawiła się jakiś czas temu na orbicie Ziemi. Ja powiem tak: my żyjemy w świecie, w którym właściwie udowodnić da się wszystkoZwracam często na to uwagę, że każdą teorię, nawet najdziwniejszą i nawet teorie, które nawzajem sobie przeczą, da się właściwie udowodnić. Mamy zwolenników płaskiej Ziemi, mamy zwolenników życia wewnątrz kuli ziemskiej, czyli po wewnętrznej stronie i tak dalej. I wszyscy oni mają bardzo konkretne i bardzo realne argumenty na rzecz swoich teorii. Podobnie jest zresztą w przypadku Księżyca, tych różnych dziwnych obserwacji dotyczących Księżyca, tych dziwnych struktur na powierzchni Księżyca, tak zwanych miast czy wież. Jest naprawdę dużo. Te fakty dotyczące eksperymentów amerykańskich polegających na zrzuceniu na srebrny glob fragmentów pojazdów kosmicznych i efektu w postaci tego, że Księżyc rozbrzmiewał później niczym dzwon. Właśnie. Czyli dowód na to, że jest to struktura pusta w środku. A zatem jest tego naprawdę dużo i daje to do myślenia. Co więcej, w internecie, na YouTubie, chociaż powtarzam, YouTube to jest takie miejsce, w którym da się udowodnić wszystko za pomocą obrazu, ale przyjmijmy na chwilę, że różne doniesienia mówią o tym, że nad powierzchnią Księżyca różni obserwatorzy zauważają dosyć wzmożoną aktywność jakichś obiektów. I powiem tak: jakbyśmy brali na logikę, to prędzej uwierzę w tajne bazy obcych na Księżycu, czyli w oddaleniu od Ziemi, bez kontroli ludzi, bez konieczności kontaktu z nimi. Prędzej uwierzę w takie bazy, które są tam umiejscowione niż bazy zasiedlone gdzieś na terytorium Stanów Zjednoczonych, Chin, Indii, Rosji i tak dalej. To wydaje mi się bardziej prawdopodobne. Gdybym był obcym i chciał utrzymać chociaż pozory tajemnicy, to rzeczywiście zakotwiczyłbym się gdzieś w okolicach Księżyca i stamtąd prowadził obserwacje. Nasze buńczuczne poczucie czy też przekonanie, że my kontrolujemy najbliższy kosmos i że przecież na Księżycu byliśmy i w związku z tym my wszystko wiemy, to jest po prostu złuda. My tak naprawdę o naszym satelicie wiemy naprawdę bardzo niewiele. Przyjmijmy, że byliśmy tam. Oczywiście istnieją teorie spiskowe, które mówią, że nigdy nas tam nie było, ale przyjmijmy na chwilę, że byliśmy tam. Ale byliśmy tam przez chwilę i to w dodatku ostatni raz, jak dobrze policzymy, to bardzo dawno temu. W 70. zapomniałem, ale chyba w 72 roku ostatni raz noga ziemianina została postawiona na powierzchni srebrnego globu. A zatem to już szmat czasu i od tego czasu po prostu nas tam nie było. Pojawiają się tam oczywiście jakieś próbniki, chyba chiński ostatnio, ale tak naprawdę to jest mała kropeczka na stosunkowo wielkim ciele niebieskim. A zatem nie można mówić, że kontrolujemy cokolwiek. Jeśli jakaś tajna baza istnieje, to prędzej, tak jak powiedziałem, uwierzę w to, że ona umiejscowiona jest właśnie tam, gdzieś na Księżycu. A idąc dalej, być może cały Księżyc jest sztucznym tworem, który tak naprawdę jest bazą obserwacyjną. Mamy ciekawe zjawisko, ciekawe terrarium, które nazywa się Ziemia, na którym się dzieje sporo ciekawych rzeczy, ciekawych zjawisk. Ludzie się tutaj mnożą, jest ich naprawdę sporo. Ciekawe zjawiska socjologiczne, wszelkie polityczne, ekonomiczne, naukowe, więc jest co obserwować. Zatem zorganizujmy takie laboratorium gdzieś pod powierzchnią, na przykład srebrnego globu, i to będzie świetne miejsce, żeby to terrarium nazywane Ziemią obserwować. To wydaje mi się bardzo prawdopodobne. Co nie znaczy prawdziwe. Znaczy odwołajmy się do teorii, właściwie do tego, co mówi logika. Jeśli coś jest w sensie logicznym prawdziwe, to jest prawdziwe w sensie logicznym, ale to wcale jeszcze nie oznacza, że tak jest w rzeczywistości. I warto o tym pamiętać. Natomiast wracając do Księżyca, jest tyle ciekawych historii dotyczących Księżyca, że wspomnę o tych sławnych tajnych wyprawach na srebrny glob, które są już poza numeracją Apollo, a w których podobno uczestniczyły załogi mieszane, amerykańsko-rosyjskie czy radzieckie.O tych dziwnych odkryciach, księżniczce z Marsa czy Mona Lisie z Księżyca właściwie i tak dalej. Można tych wszystkich historii przytoczyć bardzo dużo. Natomiast trzymając się tematu dzisiejszej audycji, to rzeczywiście to, o czym powiedział słuchacz, Księżyc jest intrygującym miejscem. Nie wiem, dziwne są te doniesienia dotyczące Księżyca, ale jeśli przynajmniej część z nich jest prawdziwa, to Księżyc jest miejscem, którym naprawdę warto się zainteresować. Myślę, że z punktu widzenia zainteresowania UFO Księżyc jest bardziej interesujący niż Strefa 51, 52, bazy tajne w Rosji czy też bazy tajne w Chinach. To jeśli chodzi o pytanie słuchacza, to tyle z mojej strony.
[03:35:02] - Ja bym tylko dodał do tej sprawy bazy Dulce, że to też jest trochę Dulche. Też jest trochę naciągana rzecz, szczególnie że ten Schneider, który w zasadzie jest pomysłodawcą tego wszystkiego. Schneider twierdził, że pracował w firmie Morrison Knudsen chyba, która drążyła tunele pod bazę. Przebywając w tym Dulce, tylko nie wiadomo, czy on to tam drążył, czy on powiększał tą bazę. Wychodzi na to, że powiększał. Przebił się ze swoją ekipą do jakiejś dziury i tam wiercą nie chciało się ruszać i zesłali tam grupę ludzi. Okazało się, że tam mieszkają kosmici. Doszło do strzelaniny, kilkadziesiąt osób zginęło rzekomo zgodnie z opowieścią Schneidera. Schneider przeżył, chociaż kosmici go trafili i chorował od tego czasu. Wtedy on objeżdżał potem Stany Zjednoczone ze swoimi wykładami, w których opowiadał o tym, jak w 1996 roku umarł w dziwnych okolicznościach. Nikt nie wie jak. Ale też nikt nie wie do końca, kim on był. Problem z bazą Dulce jest taki, że nikt nie wie, gdzie ona jest. Ma gdzieś tam być, ale jest tak tajna, że nawet jej nie widać. Stany Zjednoczone mają dzierżawić część kosmitom, którzy mieszkają w piwnicach tej bazy. Co więcej, sama jej historia jest dość problematyczna. To jest takie gadanie o rzeczach, których nigdy nie widział. Jak można mówić o jakichś szczegółach rzeczy, których nigdy nie widział i są znane z relacji jakichś czasami nawiedzonych ludzi na YouTubie? Nie oszukujmy się, nie bójmy się takich sformułowań, dlatego że takich osób jest pełno na świecie. To są dezinformatorzy i oni specjalnie przemycają tego rodzaju fałszywe informacje. O co mi najbardziej chodzi w problemie takich osób jak Schneider, jak Lazar, jak dziesiątki innych? O to mi chodzi, że historia każdego z nich jest inna. Oni nigdy nie trzymają się jednej ścisłej wersji. Każdy dodaje do tej historii o bazach, o wielkich spiskach swoje własne wątki, by było ciekawiej, by była ciekawsza niż kolegi. I to jest cały problem. Marku, pytanie na koniec dzisiejszej audycji. To jest takie filozoficzne pytanie: czy w kwestii tajnych baz kiedykolwiek wyjdziemy poza sferę spekulacji?
[03:37:25] - Ja nie wiem, czy to jest pytanie filozoficzne. To jest pytanie spekulacyjne tak naprawdę, bo to, co powiedziałem, stanowi odpowiedź. Od początku spekulujemy i powiem tak, że to wszystko znowu zależy od przyjętych założeń. Jeśli przyjmiemy, że tak sobie spekulujemy, żeby było ciekawiej, to wcale nie jestem przekonany, że wyjdziemy poza sferę spekulacji. Jeśli natomiast coś jest na rzeczy i rzeczywiście tajne bazy rozlokowane na całym świecie są czymś więcej niż tylko bazami militarnymi czy też bazami przetrwania, to wcześniej czy później, jak wskazuje historia ludzkości, coś zacznie wyłazić na powierzchnię. Tylko problem polega na tym, że ja się cały czas zastanawiam. Dlatego miałem dzisiaj wątpliwości, jeśli chodzi o całą audycję. Czy dyskutowanie o tajnych bazach w kontekście audycji o UFO, o debatach ufologicznych ma tak naprawdę sens? Bo powtarzam gdzieś-
[03:38:47] - Co my możemy powiedzieć? Albo są jakieś tam śrubki z latającego spodka w Strefie 51 albo nie.
[03:38:57] - Nie, ale w dodatku jeszcze gdzieś u podstaw całej tej dyskusji leży takie milczące założenie, o którym już mówiłem, że gdzieś tam kiedyś, w odległych dziesięcioleciach jedne, drugie, trzecie rządy dogadały się z załogantami UFO, zawarły jakiś tajny pakt, mniej lub bardziej opresyjny dla ludzkości. I teraz te tajne bazy są logiczną konsekwencją tego paktu, bo inne wyjaśnienie właściwie trudno znaleźć. To znaczy to, że jeśli obcy gdzieś tutaj są, to dwa wyjaśnienia: albo ten sojusz, pakt, akt poddaństwa został zawarty, albo też obcy potykają się o własne nogi i co chwila coś spada, coś się rozbija i mamy co badać w tajnych bazach. Czyli nie doszło do porozumienia, ale po prostu obcyTyle rzeczy gubią, że mamy co badać. To jest druga możliwość i to właściwie wyczerpuje zagadnienie. Oczywiście jest trzecia, zupełnie neutralna z punktu widzenia naszej audycji możliwość, że po prostu tajne bazy są tajnymi bazami, w których wypracowuje się nowoczesne technologie, ale jak najbardziej ziemskie, w których powstają kolejne urządzenia wojenne, które mają ściśle określone zadania i które wcześniej czy później są wprowadzane do obiegu oficjalnego, tak jak różnego rodzaju sprzęty latające, które wcześniej czy później się pojawiały. A zatem jest kilka możliwości, ale ja wcale nie jestem przekonany, że istnieją silne przesłanki do tego, żeby twierdzić, że dzisiejszy temat audycji, czyli tajne bazy, jest w jakikolwiek sposób powiązany z głównym tematem audycji z cyklu debat ufologicznych. Ja nie do końca widzę zbieżność. Widzę natomiast oczywiście, że są takie próby łączenia tych kwestii. Próby czasami bardzo takie intelektualnie czy też po prostu emocjonalnie angażujące. Czyli rzeczywiście to są czasami ciekawe pomysły. Tylko zastanawiam się, ile tak naprawdę mają wspólnego z rzeczywistością, bo tego się fajnie słucha, że gdzieś tam jest siedem poziomów, że doszło do konfrontacji z obcymi, że ktoś tam został postrzelony, ale przeżył, a iluś tam ludzi nie przeżyło. Czyli doszło do konfliktu, ale konflikt został załagodzony i później wszystko było w porządku. I tak dalej. Tylko ja, powtarzam, trzeba rozróżnić na przykład w moim przypadku jakieś takie ulubienie science fiction, trzeba odróżnić od jakiejś takiej twardej rzeczywistości czy twardych faktów, o których się mówi. I to tyle, jeśli chodzi o bazy UFO.
[03:42:29] - Moim zdaniem wartościowe w tej dyskusji jest to, że pokazaliśmy na przykładzie samej Strefy 51, jak można zmodelować ludzkie wierzenia odnośnie zjawiska UFO, jak można stworzyć mity, w które mnóstwo ludzi wierzy, a po prostu tuszu za tymi mitami, nawet za bardzo się nie starając ukryć prawdę. I to się przejawia nie tylko w Strefie 51, ale w całej dyskusji o UFO. Bo jak już powiedziałem, chyba ze dwa razy dzisiaj, ktoś tą całą sprawę ukształtował. Prawda może być zupełnie inna i to jest w tym interesujące.
[03:43:02] - Pełna zgoda. Oczywiście, że tak. Podpisuję się pod tym, co mówisz obiema rękami.
[03:43:10] - To jest w tym interesujące, że mity zostały stworzone. Ludzie są tacy, a nie inni. Wystarczy dać coś fajnego, coś krzykliwego i będą w to wierzyć. Tak jak te opowieści o Dulce i o siedmiu poziomach. Jest nie do zweryfikowania. Natomiast istnienie samych supertajnych baz oczywiście wchodzi w rachubę, jest wysoce prawdopodobne. W jakiejś części prawdopodobne jest to, że odbywają się w takich placówkach zamkniętych eksperymenty niekonwencjonalne na przykład. W jakimś stopniu prawdopodobne jest to, że oni tam mogą chować ewentualne ślady techniki pozaziemskiej, których z jakichś powodów nie chcą pokazać. Ale tak na chłopski rozum patrząc, to gdyby nawet mieli ten latający spodek w tej Strefie 51, Lazar mówił, że te istoty są bardziej rozwinięte od ludzi o jakieś 10 000 lat. Dzieje nas 10 000 lat. To jest mniej więcej tyle, co człowiek pierwotny, zbieracz, łowca od dzisiejszego mieszkańca, powiedzmy Japonii, który się obraca w zaawansowanej technice. I teraz wyobraźmy sobie, że dajemy takiemu, to jest też oklepany przykład, który już był wspomniany w debatach, dajemy takiemu zbieraczowi, łowcy sprzed 10 000 lat konsolę do gier. Mówimy: „Weź se, kopnij se, pobaw się”. To nie ma żadnego sensu. Dlatego wydaje mi się, że ujawnianie tego, że prawda leży za mitami ufologicznymi jest bardzo ważne. Problem, że my sobie pogadamy, a te mity i tak się będą rozszerzać i mnożyć. Niepokojące w tym wszystkim jest to, że skoro ci, którzy tak dobrze opanowali socjotechnikę, którzy dobrze znają społeczeństwo, propagandę, oni będą to robić zawsze. Pytanie, co starają się ukryć? Czy starają się ukryć tą prawdę, taką naprawdę smutną, że albo nic nie wiedzą o przyczynach tego zjawiska, albo są one tak negatywne, że rzeczywiście mogłaby iść za tym jakaś tam mała panika, ewentualnie po prostu utrata chęci do rozwoju naszej cywilizacji. Bo po co coś robić, skoro oni i tak tu są i może nas zjedzą w końcu. W każdym razie nie spisywałbym tego tematu supertajnych baz na pożarcie, tylko pewne jest to, że to, co nam się mówi, to co się pokazuje, to co trafia do społeczeństwa, na pewno nie ma nic wspólnego z prawdą w sprawie tych wszelkich placówek. Prawdę jest bardzo łatwo ukryć na tym poziomie, a społeczeństwo zadowoli się kimś io chłopami. Tym bardziej, przepraszam, może to będzie brutalne, ale już Sowieci odkryli, że istnieje instytucja pożytecznego idioty. Pożyteczny idiota w internecie to zjawisko powszechne. Jeden pożyteczny idiota powie tu, drugi tam, mit się rozszerzy. Nie trzeba się za bardzo starać. Zobaczcie państwo w polskim internecie, jak to jest. Polski internet stał się w ogóle takim-Dziwnym miejscem teraz trochę, bo mamy portale, które reprezentują różne opcje, zwykle prorządowe albo antyrządowe. Mamy grupę blogów niezależnych, które są poważne albo nie. Zwykle nie. Nie mamy tak naprawdę dobrego źródła informacji poza pewnymi drobnymi wyjątkami. Nawet tak zwanym opiniotwórczym portalom czy gazetom, czy mediom zdarzają się wpadki. Nikt nie kontroluje. Zauważono to teraz nawet, że istnieje taka instytucja postprawdy, że internet żyje sobie mitem. I tak naprawdę ufologia też sobie żyje mitem od dawna. Pytanie w tym wszystkim jest jedno: dlaczego się ukrywa to mimo tego, że minęło 70 lat? 70 lat to już nad czasu. Oznacza to, że w przypadku tego zjawiska nic się nie zmieniło. Ono nadal musi być, a gdyby go nie było, gdyby sobie dano spokój, gdyby ono sobie odleciało, poszło, umarło, gdyby było wyjaśnialne, to by wszystko powiedziano. Tymczasem jest mnóstwo niedopowiedzeń. Komuś cały czas jest to na rękę, żeby cały czas był rozpiździel informacyjny. Co mi się osobiście bardzo nie podoba, bo to utrudnia dotarcie do prawdy. Zresztą nie oszukujmy się, ludzie są tak mocno zindoktrynowani już tą wizją UFO, która została przez kogoś stworzona, która została umocniona przez „Archiwum X”, że tak naprawdę nie będą w stanie dopuścić nawet jakichś alternatywnych rozwiązań. Jeżeli ktoś kiedyś tą prawdę wyjawi, jeżeli się okaże, kim oni są, po co są albo ilu ich jest, to ta prawda może być tak dziwna i odstawać tak bardzo od naszej wyidealizowanej wizji braci z kosmosu, że ludzie tego nie zaakceptują. Człowiek jest stworzony tak, że musi sobie w coś wierzyć. Jeżeli nie ma religii, religia straciła na wartości, to uwierzmy chociaż w kosmitów. Że są, że nie są krańcowo źli, pozwalają nam żyć i tak dalej. Dzisiejsza debata była na pewno trudna. Trudna i może mało owocna, bo my w naszych audycjach zawsze staramy się wyłuskać z tego tematu to, co jest najważniejsze. Okazuje się, że poruszamy się tak naprawdę po bardzo wąskim gruncie. Wiemy, że jest Strefa 51. Wiemy, że supertajne bazy pewnie też są i na tym nasza chyba wiedza się kończy. Dziękuję ci Marku za udział. Chris niestety musiał się ewakuować. Marku Ivelliosie, jak się czujesz?
[03:48:58] - Jeszcze żyję.
[03:49:00] - To dobrze.
[03:49:01] - Dziękujemy również Arkowi Kocikowi. Niestety otrzymaliśmy od Arka informację, że w trakcie debaty, to chyba nie jest przypadek, wyłączono mu prąd w mieszkaniu.
[03:49:12] - Jeszcze chciałem powiedzieć, że zapomniałem, to trochę brzydkie, ale chciałem Chrisowi złożyć życzenia na antenie. Niestety poszedł. Także Chris wszystkiego najlepszego. Co ciekawe, urodziny miał też Sebastian Woszczyk. Joszko, nasz przyjaciel, ilustrator, grafik, artysta. Jemu też życzymy wszystkiego najlepszego. No i cóż Marku, co za tydzień w ogóle?
[03:49:35] - Mamy w planach audycję.
[03:49:38] - Niespodziankę. Nie będziemy mówić. Bardzo ciekawą.
[03:49:40] - Właśnie.
[03:49:42] - Jeżeli nam się uda, to może być to naprawdę spora bomba i spore zaskoczenie dla wielu z państwa. Zupełnie inna debata niż te do tej pory.
[03:49:52] - Ale również ufologiczna.
[03:49:53] - Oczywiście.
[03:49:54] - Tylko bardziej odjechana.
[03:49:56] - Podejście do tej sprawy z zupełnie innego, niekonwencjonalnego tematu. Czekamy cały czas na państwa propozycje tematów. Dziękujemy za miłe telefony. Za te niemiłe w sumie też dziękujemy. No i cóż, Marku, myślę, że fajnie, gdyby było baj, jak śpiewał Zbigniew Wodecki.
[03:50:19] - Ja raczej pamiętam, że to śpiewał ktoś inny. Ale może ja się nie znam. Tak więc kończymy powolutku 68. już debatę ufologiczną online. Dziś po drugiej stronie Skype'a byli z nami nieobecni już Chris Miekina oraz Arkadiusz Kocik. No i obecni jeszcze wciąż Piotr Cielebiaś, współprowadzący naszą debatę, współpracownik „Nieznanego Świata”. Dzięki jeszcze raz Piotrze.
[03:50:44] - Ja również dziękuję.
[03:50:46] - Oraz Marek Żelkowski, pisarz, publicysta, również współpracownik „Nieznanego Świata”, no i współgospodarz audycji „Bibliotekarium”, której kolejny odcinek już w ten piątek. Dzięki jeszcze raz Marku.
[03:50:59] - Dziękuję, dobranoc, wszystkiego dobrego i zapraszam na piątek na godzinę 20.00 na „Bibliotekarium”. Myślę, że tym razem Wiktor dopisze. Już urodził ten mityczny kamień nerkowy. W związku z tym jest nadzieja, że o książce, którą zaplanowaliśmy, czyli „Dziewczynie z pociągu” i w ogóle o literaturze sensacyjnej, o pewnych tajemnicach z nią związanych będziemy mogli swobodnie porozmawiać. Tak jak powiedziałem, zapraszam. Piątek, godzina 20.00. Wszystkiego dobrego. Tak?
[03:51:39] - Może nawet powstanie takie opowiadanie, jak ktoś kradnie ten mityczny kamień nerkowy i taka.
[03:51:46] - To byłoby ciekawe. Myślę, że sam Wiktor mógłby takie opowiadanie stworzyć. Postaram się przekazać mu ideę. Może go do czegoś natchnie. W każdym razie-
[03:51:57] - Salamon naukowiec z Bejrutu buduje działo napędzane kamieniem nerkowym. Nie potrzebuje tylko kamienia.
[03:52:04] - Ale koniecznie kamieniem nerkowym Wiktora, bo Wiktor ma jednak takie specyficzne kamienie nerkowe. W każdym razie życzę wszystkim wszystkiego dobrego i jeszcze raz zapraszam na piątek. Wszystkiego dobrego, dobrej nocy.Pozdrawiam z Bydgoszczy.
[03:52:21] - Ja bym to zatytułował: „Historia prawdziwa kamienia filozoficznego”.
[03:52:26] - Coś w tym jest.
[03:52:27] - Coś w tym jest.
[03:52:29] - Z pewnością.
[03:52:31] - Tak więc dotarliśmy do końca 68. debaty ufologicznej online, którą jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk „Ivellios”. O temacie kolejnej, 69. debaty, równie gorącym jak ten numer, dowiecie się państwo ze strony Radia Paranormalium już w ciągu najbliższych dni. Radio Paranormalium – paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.