[01:06] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online, w której dziś będziemy dyskutować o planecie X. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiaj po drugiej stronie Google Hangouts i Skype'a są z nami współprowadzący nasze debaty, współpracownik "Nieznanego Świata" Piotr Cielebiaś, chwilowo jeszcze nieobecny. Coś tam musi sobie zorganizować do picia. Oraz astronom Marek Marcinkowski. Witaj Marku.
[01:42] - Witam serdecznie wszystkich.
[01:44] - Oraz nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Witaj Chrisie.
[01:48] - Dobry wieczór.
[01:50] - W trakcie debaty dołączy do nas na Skypie Arkadiusz Kocik, ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Ja już tradycyjnie z małym wyprzedzeniem podam kontakty do Radia Paranormalium. Około godziny 21:00, może troszeczkę później, będzie można do nas dzwonić. Otworzymy wtedy naszą linię telefoniczną dla słuchaczy, ale telefon podam już teraz. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również cały czas do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników "Nieznanego Świata". A jeżeli ktoś woli, to może do nas również wysyłać pytania, komentarze oraz oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Dojdzie dzisiaj drugi numer telefonu, ponieważ tydzień temu mieliśmy problem techniczny z usługą numer w Skype. Dlatego dziś na próbę na razie włączyliśmy również nasz telefon komórkowy. Będzie można dzwonić pod numer 530 620 493. Oczywiście linię telefoniczną dla słuchaczy, tak jak mówiłem, będziemy otwierać około godziny 21:00. A więc planeta X. Panowie, od kilku lat temat planety X co jakiś czas powraca w mediach, szczególnie tych alternatywnych. Czy moglibyście pokrótce przybliżyć, o co chodzi w tej zagadce i dlaczego budzi ona tak wielkie emocje? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[03:57] - Witam wszystkich. Planeta X jest dzisiejszym tematem naszych rozważań w debatach ufologicznych. Wiele osób zapyta, czy w ogóle debaty ufologiczne powinny tego tematu dotykać. My postaramy się rozwiązać wszelkie narosłe kontrowersje. Natomiast z czym się w ogóle powinno ten temat jeść? Lubię porządkować informacje, więc powiem, że planeta X problemem jest od bardzo wielu lat. Oryginalnie, od samego początku planetą X nazywa się obiekt, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, transneptunowy, sporych rozmiarów, który wywołuje oddziaływanie grawitacyjne na dwie ostatnie planety Układu Słonecznego. I tym problemem przez kilka dekad naukowcy się zajmowali. Najpierw ograniczało się to do delikatnych sugestii związanych z analizą ruchu Urana i Neptuna. Potem były już ciekawsze odkrycia, takie jak te najnowsze. Pojawiły się symulacje różnego rodzaju, które poniekąd potwierdzały, że planeta X istnieje. Na początku ten obiekt tajemniczy nazwano właśnie planetą X. Natomiast od niedawna, w zasadzie od chyba tamtego roku, po odkryciu, jakiego dokonali astronomowie, grupa międzynarodowa astronomów nazywa się go dziewiątą planetą. Dziewiątą planetą dlatego, że pamiętamy, iż lista planet pełnoprawnych uległa parę lat temu skróceniu i teraz ta domniemana dziewiąta planeta, według niektórych istniejąca na 100%, na pewno się tam znajduje. Porusza się po bardzo wydłużonej orbicie. Jest dla nas jeszcze niewidoczna. Ale, i tutaj się pojawia najciekawszy problem, niektórzy twierdzą, że planeta X może w znaczny sposób oddziaływać na to, co się dzieje na Ziemi. Chodzi o to, że zaburzając orbitę... komet może sprawiać, że ich deszcze okresowo zalewają Ziemię. Te większe kawałki spadają tutaj, doprowadzając do czegoś, co możemy nazwać epizodami masowego wymierania. Pytanie teraz pozostaje jeszcze jedno, ponieważ są to debaty ufologiczne. Wiele osób może skojarzyć to, o czym mówimy z książkami Zecharia Sitchina, a tam, jak wiadomo, planeta X, chociaż pod inną nazwą, niejako figuruje. Sitchin był zdania, że, jak pamiętacie, Sumerowie znali historię Układu Słonecznego, która została im przekazana przez pozaziemian. I w tej historii pojawiało się kilka ciał niebieskich, których dzisiaj już nie ma albo które są jeszcze nieznane. Jednym z nich było tak zwane Nibiru lub Niburu, z którym planetę X wiele osób kojarzy. Nibiru miało być planetą, która, i tutaj zwolennicy Sitchina na pewno zwracają na to uwagę, okresowo przechodzi przez naszą część Układu Słonecznego, wywołując te poważne zaburzenia i kataklizmy. Teraz pytanie, na ile uzasadnione jest stwierdzenie, że Sitchin przewidział istnienie planety X, jak twierdzą niektórzy, i czy można powiedzieć, że nakreślona przez niego wizja się spełnia? O tym dzisiaj będziemy mówić. Postaramy się odpowiedzieć też na piętrzące się pytania, czy planeta X , jeżeli istnieje w tej wersji sitchinowskiej, rzeczywiście może być zamieszkana i czy może stwarzać różnego rodzaju zagrożenia. Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie podjęli też tematów kontrowersyjnych, prawda, Chris? Związanych z różnego rodzaju odkryciami dotyczącymi planety X czy planety dziewiątej, które krążą po sieci, krążą w środowiskach alternatywnych, a przez oficjalną naukę potwierdzane nie są. Chris, co sądzisz o planecie X i o tym, co krąży o niej w drugim obiegu?
[08:22] - Właściwie to można mówić o pierwszym obiegu, dlatego że kiedy mówimy o Sitchinie i o tym, że nagle dostrzegł na tych glinianych tabliczkach z pismem klinowym, że jest tam mowa o 12 planetach, okazuje się dzisiaj, że miał on absolutnie rację. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Neptun przez tyle lat funkcjonował jako planeta i został niestety zrzucony do drugiej ligi i był do tej pory, to Neptun był właśnie tą dziewiątą planetą. 10 planetą będzie właśnie ten Nibiru, ale Sumerowie-
[08:57] - Pluton był planetą.
[08:58] - Oczywiście, Pluton. Pluton miałem na myśli. Powiedziałem Neptun. To chyba taki dzień dzisiaj. Pluton. Oczywiście mam na myśli Plutona. Pluton był uważany przez Sumeryjczyków za pełnoprawną planetę i był w tym ich systemie planetarnym umiejscowiony jako 10 planeta. 11 planetą była w tym momencie Ziemia i 12 był Księżyc. Stąd właśnie 12 planet funkcjonowało w systemie, który astronomowie sumeryjscy uważali za właściwe określenie tego, co znajduje się i co zawiera nasz Układ Słoneczny. I jest to absolutnie niebywałe, ponieważ wszystko to zostało opisane parę tysięcy lat przed naszą erą. A my te ostatnie planety, tak jak właśnie Neptun i Pluton czy Uran, odkryliśmy zupełnie niedawno. I mamy kłopot z tą ekstra planetą. Gdzie ona jest? Czy Nibiru istnieje, czy nie istnieje? Czym ona jest właściwie? I dziś również nie ulega wątpliwości, że taka planeta rzeczywiście jest. Po zrzuceniu do drugiej ligi Plutona okazuje się, że ten sam astronom, Michael Brown, który go właśnie zrzucił do tej drugiej ligi, nieoczekiwanie stał się odkrywcą nowej planety. Planety numer dziewięć. Nikt nie wie, gdzie ona jest, jak ona wygląda, jaka jest jej trajektoria lotu. Ale to, co wyprawia w chmurze Oorta i w pasie asteroidów, pokazuje, że mamy do czynienia z jakimś bardzo poważnym ciałem niebieskim. Robi to wszystko spore zamieszanie i już my tutaj na Ziemi to zamieszanie odczuwamy. Dlatego, że nie wiem, czy zwróciliście uwagę, że ostatnio w zasadzie w odstępach niemalże comiesięcznych, a czasami dwu-, trzytygodniowych, mamy taką informację, małą notkę w sumie z NASA, że właśnie za dwa dni albo za trzy dni obok Ziemi przeleci jakaś asteroida. I jak się okazuje, NASA nie miała pojęcia, że taka asteroida jeszcze, powiedzmy, miesiąc wcześniej czy dwa tygodnie wcześniej, miała pojęcia, że ona się zbliża w stronę Ziemi i nagle ją odkrywa, co pokazuje, na jak bardzo niebezpiecznej planecie żyjemy. I właśnie wynikiem czy jest to efekt tego, co ta nieznana nam ciągle ekstra planeta z Układu Słonecznego wyprawia. To oznacza, że jest ona olbrzymich rozmiarów. Brown uznaje, że może być nawet 20 razy większa niż Ziemia i ma bardzo silne pole elektromagnetyczne. Ale to pole elektromagnetyczne, o tym wszystkim pisał już Sitchin, co pokazuje, że miał całkiem niezłą intuicję i że mamy do czynienia rzeczywiście z czymś bardzo poważnym i że Nibiru wcale niekoniecznie musi być legendą, tak jak my to uważamy. Zwłaszcza że zauważmy, jeszcze 10 lat temu nikt kompletnie nie brał tego pod uwagę. Dziś ta ekstra planeta nie jest już tajemnicą. Wiemy na pewno, że ona istnieje i że ona jest i że prawdopodobnie w tym roku zostanie ona wykryta, dlatego, że całe kilka zespołów astronomicznych przeczesuje w tej chwili niebo w jej poszukiwaniu. Michael Brown jest pewien, że to on odkryje, gdzie ona się znajduje. Już sobie upatrzył swój własny fragment nieba i z Obserwatorium Subaru będzie ją wypatrywał. I będzie prawdopodobnie w tym roku wiele dokładnie opisana. Także z pewnością mamy ekstra planetę. Do tego dochodzą jeszcze inne historie, właśnie astronomiczne, że jest grupa astronomów, która uważa, że istnienie, dziś mówimy o niej dziewiąta planeta, nie oznacza, że jest to ostatnia planeta naszego Układu Słonecznego. Że być może jest jeszcze 10, a nawet 11. Dziękuję.
[12:20] - Dziękujemy. Jest z nami dzisiaj Marek Marcinkowski, bez którego ta debata nie mogłaby się odbyć.Astronom, który na pewno przybliży nam to, jak nauka patrzy na problem planety X. Marku, padają takie pytania na czacie, że istnienie Planety Dziewiątej zostało potwierdzone. Czy na pewno? Czy mógłbyś podać nam kilka podstawowych faktów albo przypuszczeń, przecież faktów jeszcze oficjalnie nie ma, na temat tego, jak ta planeta X może wyglądać?
[13:00] - Z tego, co wiem, na dzień dzisiejszy odkrycie tej planety jeszcze nie zostało potwierdzone. Są wyliczenia, że taki obiekt może gdzieś tam istnieć bardzo daleko. Wyliczenia na podstawie wahań orbit obiektów, które znajdują się gdzieś w okolicach Plutona. Z tego, co wiem, nie ma potwierdzenia, że ona istnieje. Jeszcze nie została odkryta, zaobserwowana. Jak ona może wyglądać? Przypuszczenia są, że jest naprawdę całkiem spora, wielkości Neptuna. Jednak trudno powiedzieć, czy to jest rodzaj planety gazowej, czy może jakaś olbrzymia skalista planeta. Raczej myślę, że jeżeli przypuszczenia są prawidłowe, a więc przypuszcza się, że to jest planeta wielkości Neptuna, a więc dość duża planeta, to będzie to raczej planeta gazowa. Skalistych planet tej wielkości nie znamy, nawet pozasłonecznych chyba aż takich dużych nie odkryliśmy, jeżeli dobrze pamiętam. Także będzie to najprawdopodobniej planeta gazowa. Co więcej mogę powiedzieć teraz, na tym etapie rozmowy? Wiadomo, że jest bardzo daleko, bodajże od 400 do ponad 1000 jednostek astronomicznych. Jedna jednostka astronomiczna to jest odległość Ziemia-Słońce, około 150 milionów kilometrów. To są ogromne odległości. Ta planeta gdzieś jest bardzo daleko za orbitą Plutona, a więc to są już naprawdę obrzeża faktycznego Układu Słonecznego. Sama odległość między Neptunem a Plutonem jest bardzo duża, a jeszcze dalej niż Pluton to już są odległości naprawdę ogromne.
[15:21] - Właśnie, Marku, bo my jesteśmy przyzwyczajeni do takiego trochę, nie chcę powiedzieć spaczonego, ale nie do końca prawidłowego wizerunku naszego Układu Słonecznego. Pokazujecie go jako grupę ciał niebieskich, które krążą naprawdę bardzo blisko siebie. Ale kiedy popatrzymy na to, jak wyglądają te odległości w przybliżeniu, w jakiejś bardziej wiarygodnej skali, to możemy się przerazić, jak ogromna jest odległość na przykład choćby między Ziemią a Jowiszem. Także tutaj rodzi się kolejne pytanie: czy planeta X lub obiekt X, Dziewiąta Planeta, rzeczywiście może być ostatnim takim obiektem w naszym Układzie Słonecznym? Chodzi mi o to, co Chris powiedział. Bo wiemy, że są planety karłowate za Plutonem.
[16:19] - Tak.
[16:19] - Planety karłowate. Natomiast czy tam dalej coś jeszcze może być? I jak wyjaśniłbyś coś, co się ciśnie na usta osobom, które może nie są specjalnie zainteresowane astronomią: dlaczego ta planeta jest tak trudna do wykrycia?
[16:37] - No właśnie. Po pierwsze chodzi o to, że te odległości są naprawdę ogromne. Pluton został odkryty bodajże w latach 30. XX wieku. I to jest naprawdę bardzo mały obiekt, bardzo ciemny obiekt gdzieś na skraju systemu planetarnego. Ale należy pamiętać, że Układ Słoneczny to znacznie większy obszar, znacznie większy obszar obejmuje, bo na Plutonie Układ Słoneczny się nie kończy. Mniej więcej tam, gdzie Pluton, znajduje się pas Kuipera, a więc pas składający się z pozostałości po tworzeniu się planet, po tworzeniu się Układu Słonecznego. Te pozostałości to są wielkie planetoidy, asteroidy. Tam też znajdują się obiekty, które zostały odkryte niedawno. Na początku XXI wieku astronomowie zaczęli odkrywać obiekty gdzieś w okolicach Plutona, mniej więcej o podobnej wielkości co Pluton i krążące na podobnych orbitach. Dlaczego to się stało? Bo technologia się rozwija, coraz lepsze mamy teleskopy, coraz lepsze analizy i po prostu zaczęto odkrywać obiekty pasa Kuipera. Okazało się, że te obiekty są podobne do Plutona, podobne pod względem wielkości. To później doprowadziło do zmiany kategorii obiektów w Układzie Słonecznym, ale o tym pewnie będziemy jeszcze później mówić. Wrócę do tego, jak Układ Słoneczny jest duży.Pasku ipera to też jeszcze nie wszystko. Dalej, znacznie dalej znajduje się jeszcze Obłok Oorta. To jest już faktyczna granica Układu Słonecznego i odległość między Obłokiem Oorta a orbitą Plutona można porównać troszeczkę jak między jądrem atomu a jego zewnętrzną powłoką. Są to ogromne odległości. Jest ogromna pustka pomiędzy Obłokiem Oorta a orbitą Neptuna, Plutona. I właśnie z tego miejsca, z Obłoku Oorta przylatują w nasze okolice, w okolice Słońca obiekty takie jak komety. On jest słabo znany. W tym obszarze mogą być duże obiekty, które po prostu ciężko nam nadal zauważyć. Trzeba zauważyć, że przy tak dużych odległościach obiekty są naprawdę bardzo ciemne. I też nie są to obiekty jakieś ogromne. Nawet obiekt wielkości Neptuna w tak dużej odległości jest bardzo trudny do wykrycia. Nadal są trudności z tym, ale tak jak mówię, coraz więcej obiektów jest odkrywanych w okolicach Plutona i tych planet może być znacznie więcej i jak najbardziej definicja ilości planet w Układzie Słonecznym myślę, że się zmieni wkrótce. Trzeba zaznaczyć jeszcze to, że na początku, gdy formował się Układ Słoneczny, planet było tutaj kilkadziesiąt, a więc coś z nimi się zadziało. Niektóre zostały zniszczone, niektóre połączyły się w większe i tak uformowały się większe planety, ale część czemu nie, mogła zostać wyrzucona gdzieś tam w odległe czeluści kosmosu poza Układ Słoneczny, bądź właśnie na orbity bardzo wydłużone. Może faktycznie one gdzieś tam są jeszcze w okolicach Obłoku Oorta chociażby i co jakiś bardzo długi czas, rzędu kilku tysięcy, może nawet kilkudziesięciu tysięcy lat zbliżają się gdzieś tutaj w okolice planet, które znamy.
[21:09] - A może być tak, że ta planeta o takiej wydłużonej orbicie, bo się sugeruje, że planeta dziewiąta może poruszać się w orbicie, której obieg wokół Słońca trwa nawet 20 tysięcy lat. Z naszego punktu widzenia jest to niewyobrażalne. Czy jest taka możliwość, że Sicin miał rację i po prostu jedna z takich planet, bo nie wiem, może dziewiąta, może dziesiąta, czy ona może przechodzić przez tą wewnętrzną część Układu Słonecznego?
[21:37] - Z mojej wiedzy wynika, że nie. Żaden taki duży obiekt nie powinien aż tak się zbliżać do wewnętrznej części Układu Słonecznego, gdyż przez te miliardy lat, gdyby tak się działo, to naprawdę zaburzyłoby to mocno orbity innych planet i mogłoby też dojść do kolizji nawet z jakąś planetą, chociażby nawet z Jowiszem. Wiemy, że Jowisz jest swego rodzaju takim planetarnym odkurzaczem. Przyciąga orbity planet wewnętrznych. Przez tyle lat, tak jak istnieje Układ Słoneczny, mogłoby to mocno zaburzyć orbity planet, bądź nawet mogłoby to doprowadzić do kolizji z chociażby Jowiszem. I to też mogłoby sporo zmienić. Z tego, co wiem, to do tego nie dochodzi. Nie dochodziło. Można wstecz przeanalizować, jak się orbity zachowywały przez tysiące lat i nie wygląda, żeby gdzieś tam kiedyś, dawno temu taki obiekt zbliżył się bardzo blisko Słońca.
[23:06] - Mówiąc wprost, gdyby taki intruz kosmiczny przeszedł przez nasze sąsiedztwo, byłoby to widać po nieporządku, jaki by po sobie zostawił.
[23:18] - Tak myślę. Z tego, co wiem, ci naukowcy, którzy domyślają się, że jest jakaś planeta, ta tak zwana dziewiąta planeta, te najnowsze odkrycia wskazują na to, że ona i tak zbliża się do Słońca, ale nie na mniejszą odległość niż odległość Pluton-Neptun. A więc to jest bardzo daleko od Ziemi, to nadal są odległości bardzo duże.
[23:49] - Jeszcze jedno pytanie z czata: dlaczego ona nie jest widoczna na niebie?
[24:00] - Dobrze, ale widoczna na niebie gołym okiem czy przez teleskopy?
[24:06] - Wydaje mi się, że tutaj dostaję takie pytanie, prawdopodobnie chodzi o to, dlaczego nie jest widoczna w takiej postaci jak pozostałe planety. Podciągnijmy to pytanie o teleskopy.
[24:20] - Trzeba zaznaczyć najpierw to, że już Urana praktycznie nie widzimy gołym okiem, już jest on za ciemny, chociaż niektórzy sprawnym okiem pod idealnym czarnym niebem twierdzą, że gdzieś tam da się zauważyć jeszcze Urana.Ale generalnie mówi się, że Saturn jest ostatnią widoczną gołym okiem planetą. Dalej już wszystkie planety są za ciemne dla ludzkiego oka. Nie wspominając już o Planecie Dziewiątej. Potrzebne są teleskopy. Pluton został odkryty w XX wieku i z tego, co pamiętam, to też nie został wykryty w ten sposób, że ktoś patrzył bezpośrednio okiem przez teleskop i go zauważył. Tylko została zrobiona seria zdjęć i na tych zdjęciach odkryto ruch obiektu względem gwiazd i później obliczono jego orbitę i wyszło na to, że to jest planeta. Właśnie nazwano go Plutonem. Potrzebny jest teleskop i żeby chociażby sfotografować Plutona, to trzeba mieć już ten teleskop dość odpowiedni i odpowiedni detektor. A więc coś, co zrobi nam zdjęcie, bo amatorskim teleskopem, nawet takim bardzo dobrym, bardzo dużym, o dużej średnicy, nie da się bezpośrednio okiem zobaczyć Plutona. Trzeba zrobić zdjęcia, a więc trzeba użyć cyfrowego oka, które ma znacznie większą czułość i potrafi tą delikatną kropeczkę wśród tych wszystkich gwiazd uchwycić. Jeżeli jeszcze dodamy do tego, że Planeta Dziewiąta jest znacznie dalej niż Pluton, to już muszą być profesjonalne, zawodowe obserwatoria astronomiczne, teleskopy o bardzo dużej średnicy, bardzo dobre detektory, aby taki obiekt odkryć, sfotografować. Odkryto tak Neptuna. Najpierw odkryto tak Neptuna, jak domniema się, że odkryto teraz tą Planetę Dziewiątą, bo Neptuna odkryto najpierw za pomocą obliczeń matematycznych. Matematyk liczył orbity Urana. Było zaburzenie pewne. Coś tam nie pasowało z tych obliczeń i wynikało z nich, że coś tam dalej jest za Uranem. Te obliczenia i wskazania z tych obliczeń, gdzie może być planeta, ten matematyk wysłał astronomowi i ten właśnie skierował teleskop w stronę wskazaną z obliczeń na niebie. I okazało się, że właśnie tam jest Neptun. A więc podobna sytuacja jest teraz. Astronomowie licząc orbity obiektów transneptunowych doszukali się zaburzeń, nierównowagi tych orbit i na tej podstawie wnioskują, że jest tam jakiś duży obiekt, który wpływa na te obiekty, ale bezpośredniej detekcji jeszcze nie było tego obiektu.
[27:50] - Dziękujemy. Chris, zapytam cię tak: czy chciałbyś coś do tego dodać? I co sądzisz o innych teoriach na temat pochodzenia planety X? O co zaraz też zapytamy Marka. Bo twierdzi się, że tak naprawdę ta planeta mogła zostać przechwycona z może nie sąsiedniego układu słonecznego, ale był to jakiś kosmiczny wędrowiec, który został najpierw skądś wypchnięty, a potem przechwycony przez pole grawitacyjne Słońca. Ale jest też jeszcze jedna koncepcja, którą rozszerzymy w dalszej części debaty, która jest dość nęcąca i kontrowersyjna. Marek nam zaraz to fachowym okiem wyjaśni. Chodzi o to, że ten obiekt na końcu Układu Słonecznego wcale nie musi być planetą, tylko może być jakimś na przykład trochę, nie chcę użyć brzydkiego sformułowania, ale taką niedorozwiniętą gwiazdą, ewentualnie ciemnym bratem naszego Słońca. Chris, co byś tutaj dodał do naszych wywodów o Planecie Dziewiątej?
[28:59] - Przede wszystkim, żeby obserwować tego typu planetę prawdopodobnie teleskop optyczny nie zdaje tutaj egzaminu. To musi być teleskop, który obserwuje przestrzeń kosmiczną w podczerwieni. Czyli jest to wyjątkowo skomplikowany teleskop i takich teleskopów zbyt wiele nie ma. Między innymi w zasadzie chyba najlepszym teleskopem jest Lucifer w Arizonie na górze Mount Graham obsługiwany przez jezuitów. I od dawna oczywiście istnieje ta cicha i atrakcyjna teoria konspiracji, że jezuici i Watykan doskonale zdają sobie sprawę z tego, że coś jest jeszcze w naszym Układzie Słonecznym, że coś jest na orbicie zbliżającej się do naszego Układu Słonecznego. I to od dawna obserwują. Teleskop, który działa na podczerwień jest skomplikowanym teleskopem, dlatego że on musi działać w bardzo niskiej temperaturze, więc potrzebuje masy energii, żeby tak niską temperaturę stworzyć. To jest mniej więcej -220 stopni Celsjusza. Także można sobie wyobrazić, jak skomplikowane urządzenie to musi być, żeby taką lodóweczkę sobie tam założyć na ten okular i patrzeć właśnie w podczerwieni na to, co się na tym niebie dzieje. Tego typu sposób patrzenia, że tak to nazwę nieastronomicznie, na przestrzeń kosmiczną ma także Teleskop Hubble'a i z Teleskopu Hubble'a również mamy przesłanki na temat istnienia takiej właśnie ekstraplanety w naszym Układzie Słonecznym, a także niektóre satelity. Była taka satelita, która nazywała się IRAS. Była to satelita, która obserwowała właśnie przestrzeń kosmiczną właśnie w podczerwieni. Z tego względu, że przestrzeń kosmiczna jest bardzo zimna, można to było utrzymać.I tutaj ciekawa ciekawostka, która znowu buduje kolejną teorię konspiracji na temat dziesiątej czy dziewiątej planety jest taka: w momencie, kiedy Airas zaczęła wysyłać sygnały, że coś wykryła, że jest coś jeszcze w naszym Układzie Słonecznym i że coś się w naszą stronę zbliża, to nagle ni stąd, ni zowąd się zepsuła. Powiedziano, że się zepsuła i nie ma więcej na ten temat informacji. Ale nie są to jedyne informacje na ten temat. Zima zła akurat teraz. Nie są to jedyne informacje. Są jeszcze informacje od astronomów. Na przykład był astronom, który się nazywał Harrington i obserwował niebo z teleskopu, który nazywał się Black Birch i był umiejscowiony w Nowej Zelandii. I wówczas dzięki temu, że Nowa Zelandia jest położona na południowej półkuli, mógł obserwować tę część przestrzeni kosmicznej, która jest nad, można powiedzieć, biegunem południowym znacznie dokładniej niż z jakiegoś innego miejsca. I właśnie on także coś odkrył na niebie. Zgłosił to, uznał, że jest to absolutnie planeta i w bardzo nieszczęśliwy sposób, niestety bardzo szybko po tym wszystkim zmarł. Zmarł na raka przewodu pokarmowego. Nagle. Był człowiekiem zdrowym, nagle zachorował i zmarł. I wszystkie jego notatki, obserwacje i badania naukowe po prostu zaginęły. Nikt więcej się tym nie interesował. Nikt nie może tego odnaleźć. I o Harringtonie zapomniano, ale nie w naszym radiu Paranormalium. Dlatego to jest następna osoba i przesłanka, że coś jest w kosmosie. Wracając na momencik do teleskopu Hubble'a, tam również jest pewna teoria konspiracji, bo jeżeli ktoś pamięta historię, jak ten teleskop był ustawiany w przestrzeni kosmicznej, to zaraz po ustawieniu okazało się, że coś trzeba w nim wymienić. To był nowy teleskop, strasznie drogi, kosztował kilka miliardów dolarów i nagle coś by się zepsuło i coś trzeba byłoby wymienić. Taka dziwna historia. Także istnieje teoria, która mówi, że musiano przestawić właśnie Hubble'a dlatego, żeby móc dzięki niemu obserwować planetę X, która zbliża się w naszym kierunku. Także tych przesłanek jest sporo. Ostatnia przesłanka to są informacje z teleskopu, który jest umiejscowiony na Antarktydzie. W tej stacji astronomicznej pracował jeden człowiek, który zimował właśnie w czasie nocy polarnej na Antarktydzie. I on również uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, bo po prostu zapił się na śmierć. Na dodatek spirytusem drzewnym, metylakiem. Jak się tam taki spirytus znalazł? Nikt tego nie wie. W każdym razie facet zapadł w śpiączkę i już się z niej nie wybudził. I po kilku miesiącach, kiedy zima się skończyła, można było jego ciało ewakuować. Autopsja wykazała, że niestety alkohol metylowy doprowadził do jego śmierci.
[33:36] - Ktoś mu ślepotkę opchnął na melinie z tak odległego miejsca?
[33:40] - Nie wiadomo gdzie. Właśnie nie wiadomo gdzie. Może u nazistów w tej bazie tajnej.
[33:46] - Skąd są takie coś w ogóle?
[33:48] - Właśnie dlatego jest ta teoria konspiracji kolejna. Dlatego, że uważa się, że coś dostrzegł. Dlatego, że znów nie ma dostępu do żadnych jego spostrzeżeń, obserwacji ani notatek. Nie ma do tego dostępu. Gdzieś to wszystko zostało zabrane i nic nie wiadomo na ten temat. I podejrzewa się, że prowadząc obserwacje z takiego miejsca jak Antarktyda. A co ciekawe, te obserwacje były prowadzone w strasznie dziwnej sprawie, bo chodziło o to, że celem takiej obserwacji nieba było zbadanie mniej więcej jak patrzenie w przestrzeń kosmiczną z Antarktydy. Dzięki temu będzie można zinterpretować na przykład wiek Ziemi ze względu na to, że jest tam absolutnie przejrzyste powietrze i nie ma żadnych innych dodatkowych zakłóceń, które są w innych miejscach. Po prostu powód był taki, że trudno było zrozumieć, że jest to poważne badanie naukowe i że na takie badanie wydano taką kupę pieniędzy, bo tego typu teleskopy kosztują ogromne sumy pieniędzy. I był tam tylko ten jeden człowiek, co również wskazuje na to, że aby mieć go pod kontrolą, aby mieć pod kontrolą wszystkie informacje, po prostu on sam sobie w tym teleskopie w pojedynkę obserwował niebo, rejestrował wszystkie swoje spostrzeżenia, o których nie mamy pojęcia. I zatruł się metylakiem. Co jest najdziwniejsze ze wszystkiego, że coś takiego mógł. Zwłaszcza, że gdyby troszkę znał się na alkoholu, to wystarczyłoby, żeby popił jakąś pół butelki whisky. Wówczas organizm przestaje trawić alkohol metylowy, a trawi ten etylowy.
[35:26] - Widzę, że niby tam u ciebie Ameryka, ale problemy takie jak w kraju.
[35:31] - To wiesz, to się w Radawie nauczyłem tego i tamtego.
[35:35] - A słuchaj Chris, bo myśmy wystartowali od opowieści o planecie X, ale trzeba zaznaczyć jeszcze jedną bardzo ważną grupę teorii, bo tak naprawdę tych teorii jest sporo. Jedna mówi na przykład o Tychie, czyli tym obiekcie, który sobie tam mieszka obok Oorta i wystrzeliwuje w naszą stronę komety. Ale jest też taka hipoteza i ona równie pobudza wyobraźnię, co troszeczkę niepokoi. Mianowicie o tym zapomnianym bliźniaku naszego słońca, który się tam gdzieś może czaić. Czy istnieją jakieś teorie, nie chcę ich nazywać spiskowymi, bo teorie spiskowe to rzecz bardzo rozbudowana, ale czy istnieją w tej zapomnianej sferze nauki jakieś teorie związane z badaniami nad tego typu obiektem? Czy kiedykolwiek poszukiwano przygasłej gwiazdy za Neptunem?
[36:37] - Właśnie może to być przygasła gwiazda, chyba tak się to nazywa w astronomii. Marek mnie tu poprawi, jak się zaraz pomylę.To jest taki brunatny karzeł.
[36:48] - Brązowy.
[36:49] - Brązowy karzeł, który jest słońcem, które po prostu nie odpaliło. Jest gorszym bratem rzeczywiście Słońca, ale ciągle produkuje znacznie więcej energii niż typowa planeta. I w tym momencie z Układu Słonecznego tworzyłby się taki układ binarny, gdzie występują dwa słońca. Jak się okazuje, w przestrzeni kosmicznej nie jest to żadna sensacja, że jest wiele układów planetarnych, które mają dwa słońca. I w tym momencie ten brązowy karzeł byłby drugim nieodpalonym słońcem. Niósłby ze sobą olbrzymią energię, olbrzymią masę, a jednocześnie byłby kompletnie niewidoczny gołym okiem i rzeczywiście mógłby się powoli skradać z czeluści kosmosu w stronę naszej planety. I co ciekawe, ja na chwilę wrócę do tego Harringtona, bo w tych spostrzeżeniach, kiedy on doszedł do wniosku z Nowej Zelandii, że coś jest jeszcze w przestrzeni kosmicznej, że jest jeszcze jakaś planeta. On doszedł do wniosku, że ta planeta podróżuje wokół naszego Słońca, tylko że jej orbita mniej więcej ma odchylenie około 30 stopni od orbit naszych planet, które my widzimy, obserwujemy, które są częścią naszego Układu Słonecznego. W związku z tym jest to coś zupełnie innego, nowego, kompletnie nowa i niespodziewana droga. On coś takiego zauważył i być może także przez to, że ta orbita jest kompletnie inna od orbit reszty planet w naszym Układzie Słonecznym, jej wpływ, tej dziesiątej planety, tego Nibiru. Ma mnóstwo nazw ta legendarna planeta, być może jak najbardziej prawdziwa. Zwłaszcza że astronomowie potwierdzają, że coś tam jednak jest, bo samo by się takie zamieszanie w przestrzeni kosmicznej nie robiło. Więc musi być jakaś siła, jakaś grawitacja, jakieś pole elektromagnetyczne, które rozpycha się pomiędzy tymi wszystkimi asteroidami i zbliża się w naszym kierunku, co już zaczynamy w jakiś sposób odczuwać. Dlatego wspominałem na początku o tych asteroidach, które pojawiają się nagle, znienacka. Nie są monitorowane przez NASA od lat, tylko od tygodni, a czasami zaledwie miesięcy. Także jest to coś nowego i być może coś takiego obserwowaliśmy właśnie w Czelabińsku, kiedy ten meteoryt czy meteor raczej, bo on wylądował na Ziemi, choć niektórzy mówią, że wylądował jego niewielki fragment, więc byłby to w tym momencie meteoryt.
[39:12] - Wylądował. Wpadł do jeziora.
[39:16] - W tym jeziorku jednak znaleziono ten meteoryt.
[39:18] - Tak. Tak jest.
[39:21] - W tak efektowny sposób się pokazał, a był to zaledwie niewielki kamyk. Miał kilkadziesiąt centymetrów, więc można sobie wyobrazić, co obiekt na przykład tak jak ten ostatni, który miał mniej więcej 10 pięter wysokości i przeleciał obok Ziemi, jakie szkody mógłby wyrządzić, gdyby huknął w Ziemię. To byłaby absolutna tragedia. I dlatego właśnie ta koncepcja, powracając do twojego pytania, ta koncepcja, że ewentualnie ta planeta może być właśnie takim gorszym bratem naszego Słońca, tym brązowym karłem, który niekoniecznie odpalił. Coś tam się nie udało, ale to nie oznacza, że jest to byle jaka marna planeta czy w tym przypadku właściwie niedorozwinięta gwiazda. Można by ją nazwać planeta Doda na przykład w tej sytuacji. I to jest taka koncepcja. Inna koncepcja jeszcze mówi, że planeta ta mogła stworzyć się wśród tych dużych planet za Saturnem i Jowiszem, gdzieś pomiędzy Uranem i Neptunem. Tyle że wówczas zagęszczenie planet byłoby bardzo duże i ponieważ one wszystkie miałyby dużą masę, wówczas któraś z nich wpadłaby do tej procy, jaką tworzą wokół siebie planety i zostałaby wyrzucona gdzieś właśnie w przestrzeń kosmiczną, czyli na bardzo długą orbitę. Ta proca, o której mówię, to jest ta proca, którą wykorzystują na przykład sondy z Ziemi po to, żeby nabrać prędkości i przeskakiwać jak pasikoniki z jednej planety na drugą. W taki sposób New Horizon dotarł do Plutona i dzięki temu wiemy, jak Pluton wygląda. Jest to zdumiewająca planeta karłowata. I tu przy okazji może Marek też coś na ten temat powie. Zastanawia mnie sposób, w jaki się uznaje, że jedna planeta jest planetą z pierwszej ligi, a drugą już się jako planetę nie traktuje. Ja rozumiem, że powodem jest tutaj masa, ale chyba nie zawsze wielkość ma znaczenie. Ma znaczenie sens istnienia takiej planety, która ma wpływ na pewne harmonijne funkcjonowanie danego układu planetarnego. I na przykład Pluton został zdegradowany, a na przykład już Merkurego nikt nie rusza za bardzo, mimo że jest maleńkim kamykiem, jest ciągle pełnoprawną planetą. Do tego mamy dość spore karłowate planety jak Sedna, która zdaje się, że jest większa niż Pluton nawet. I ostatnio Eris, także sporych rozmiarów planeta karłowata ciągle. Także interesuje mnie to, w jaki sposób, dlaczego tylko masa jest istotna. Istotna, żeby coś stało się na przykład planetą. W przypadku Plutona jego istotność wskazuje chociażby fakt, że planeta ta jest bardzo interesująco zbudowana, że musi mieć jakieś źródło ciepła w swoim wnętrzu, dlatego że z jej powierzchni zauważane są najrozmaitsze gejzery, co pokazuje, że coś tam się dzieje z temperaturą. Coś zamarza, coś topnieje, że być może jest jakiś ocean czegoś pod tym całym lodem. Także nie jest to taka zwyczajna sobie planetka karłowata, bo jeszcze do tego oprócz tego posiada swój własny mini system planetarny. Ma swoje planetki Charona i parę innych mrocznych księżyców, które tworzą taki mini układ, tym razem Plutona wokół siebie. Także to jest interesujące, bo na przykład Westa rozumiem. Jest to oderwany kamyk, więc trudno, nie ma grawitacji, nie ma żadnej energii, która by tworzyła pole magnetyczne czy coś takiego. Jest to zrozumiałe, że ciężko ją traktować poważnie jako poważną planetę.Ale jeśli chodzi o Pluton, to jest zupełnie inna historia i zostaje on degradowany. Jakoś nikt nie krzyczy, że coś się złego stało, mimo że jeżeli popatrzymy na historię astronomii, a może właśnie z tego powodu, skoro nawet już w starożytnym Sumerze uznawano znaczenie Plutona, nawet w momencie, kiedy on był jeszcze nieodkryty oficjalnie przez naszą astronomię, to tamta astronomia w bardzo odległych czasach już miała na ten temat jakieś pojęcie. I nawet jeżeli popatrzymy na coś, co się nazywa astrologię, Pluton jest brany pod uwagę na długo przed tym, zanim został on odkryty. Czyli coś w tym wszystkim jest. I dlatego dziwi mnie takie posunięcie naukowców, którzy degradują planetę, która ma sens w tym całym układzie tylko ze względu na to, że jej masa jest mniejsza, a nie ruszają Merkurego. I to mnie właśnie zaskakuje.
[43:51] - Marku, ja do tych pytań Chrisa dodam jeszcze te swoje o hipotezę na temat brązowego karła, który gdzieś tam się panoszy po końcach Układu Słonecznego. Czy nauka, astronomia na obecnym etapie rozwoju bierze to pod uwagę?
[44:16] - Zacznę od tego, Chris miał bardzo długą wypowiedź, ale tam był taki kawałek o jednej z teorii spiskowych na temat Teleskopu Hubble'a, że on na początku, gdy go wystrzelili na orbitę, to zaraz po tym coś przestawiali, niby żeby właśnie obserwować planetę X. Ja tutaj pierwszy raz o tym słyszę i chciałbym to całkowicie zdementować. Nie ma żadnych absolutnie dowodów na to, że taki był cel naprawy Hubble'a.
[44:55] - Oczywiście, inaczej nie byłoby to teorią konspiracyjną.
[44:58] - No właśnie, ale generalnie-
[44:59] - Tego nie ogłosi w CNN. Ja powiedziałem tylko, że teleskop zaraz po wystrzeleniu zaraz był naprawiany. To jest wielomiliardowe urządzenie, więc chyba z milion razy sprawdzili zanim.
[45:13] - Zgadza się.
[45:15] - Ja dodam tylko tyle, że przecież nawet znamy nazwiska osób, które dokonywały tej naprawy. Przecież słynny kosmonauta Massgrave był jedną.
[45:27] - Oczywiście. Krótko mówiąc, to była jedna z największych wpadek NASA i najdroższych. Bardzo drobna wada głównego zwierciadła teleskopu Hubble'a. Po prostu teleskop dawał nieostry obraz i mimo że sprawdzane było to pewnie mnóstwo razy, gdzieś to pominęli, gdzieś błąd się wkradł i po prostu to była jedna z największych wpadek NASA. Na szczęście dało się, Hubble jest tak zbudowany, że można mieć duże moduły i w ten sposób go usprawniać. Dało się po prostu zamontować w jego wnętrzu specjalny korektor, który korygował niedoskonałości zwierciadła głównego, przez co można było uzyskać obrazy ostre, takie jak miały być od początku. Tak to wyglądało. Ta misja naprawdę była niesłychanie skomplikowaną misją i pierwszym tego rodzaju zadaniem. Tak że to też było coś niezwykle historycznego, naprawa Teleskopu Hubble'a. Później też był unowocześniany kilka lat później. W każdym razie tak to wygląda, jeżeli chodzi o tą naprawę Teleskopu Hubble'a. Jeżeli chodzi, Chris, o twoje wątpliwości dotyczące Plutona, dlaczego został zdegradowany, a na przykład Merkurem się nie zajęto. Wspominałem o tym na początku. Plutona zdegradowano bodajże w 2005 roku, gdy astronomowie zebrali się na międzynarodowym spotkaniu. Międzynarodowa Unia Astronomiczna właśnie zdecydowała, że Pluton nie będzie planetą. Dlaczego? Skąd to się wzięło? Tak jak mówiłem na samym początku naszej debaty, na początku XXI wieku zaczęto odkrywać obiekty gdzieś tam właśnie w okolicach Plutona. Obiekty podobnej wielkości jak Pluton, nawet większe. I tych obiektów coraz więcej zaczęto obserwować. One okrążały Słońce po podobnych orbitach jak Pluton albo nawet nieco większych. I w pewnym momencie postanowiono coś z tym zrobić. Bo ile może być planet w Układzie Słonecznym? Może być, ale było to w jakiś sposób niewygodne, bo tych planet byłoby już kilkanaście tak naprawdę. Postanowiono trochę zmienić definicję planety. Z tego, co wiem, dodano do tej definicji to, że planetą jest obiekt, który oczyszcza na swojej orbicie otoczenie. A więc Pluton nie ma swojej orbity, swojego otoczenia oczyszczonego z innych obiektów, bo właśnie w jego okolicy jest pełno innych obiektów podobnych do niego. Dlatego automatycznie dodającTen kawałek definicji. Pluton przestał być planetą i te wszystkie obiekty podobne do Plutona również nie zostały planetami. Stworzono nową kategorię planet karłowatych, a więc takich obiektów właśnie, które nie oczyściły swojej trajektorii, swojej orbity z podobnej wielkości obiektów mniejszych, większych. Jest po prostu śmietnik na ich orbitach, w ich otoczeniu. A planety pełnoprawne, też Merkury, spełniają ten wymóg. I tak to jest. Z tego, co wiem, to jest ta główna różnica właśnie pomiędzy planetą karłowatą a planetą pełnowartościową. Wielkość sama w sobie już w tym sensie nie ma znaczenia, bo Merkury też jest bardzo mały na przykład. Ale właśnie różnica jest taka, że ta orbita, ta trajektoria wokół Słońca planety ma być czysta. Nie może być tam innych obiektów, które krążą bardzo blisko na podobnych orbitach. Z tego, co wiem, to jest właśnie podstawowa różnica pomiędzy planetą karłowatą a planetą. Ty, Piotrze, pytałeś o brązowego karła. Z tego, co wiem, to astronomowie biorą to pod uwagę, że jest taka możliwość, że taka niepełna gwiazda, obiekt, który nie zapoczątkował reakcji termojądrowych, a więc nie zaczął świecić, jest gdzieś tam właśnie w tych odległych rejonach kosmosu. I to może być ta tak zwana planeta X. Biorą to pod uwagę i z tego, co wiem, jest to możliwe. Jest to jak najbardziej w sferze tych teorii, że może być to brązowy karzeł.
[51:11] - Dziękujemy.
[51:12] - Nie wiem, czy jeszcze było jakieś może pytanie dodatkowe. Chyba nie.
[51:16] - Przechodzimy teraz do pytania numer dwa, bo mam nadzieję, że tutaj nakreśliliśmy bardzo dokładnie to, czym, gdzie jest planeta dziewiąta czy planeta X i jak może wyglądać. Ale panowie, od naszej dyskusji przysłuchuje się od jakiegoś czasu Arek Kocik i Arka witamy i pytamy, czy Zecharia Sitchin, który stworzył współczesny, odważę się to nazwać mitem, mit o Nibiru, przewidział istnienie planety X, czy może po prostu troszeczkę podpatrzył tą koncepcją naukowców? Czy można powiedzieć, że Sitchin przewidział istnienie dziewiątej planety? Czy Nibiru, innymi słowy, jest tą planetą, której dziś na krańcach Układu Słonecznego poszukują astronomowie?
[52:12] - Dobry wieczór wszystkim. Witam dyskutantów i słuchaczy. Jeżeli chodzi o Zacharię Sitchina, to w sumie cała jego teoria o dziewiątej planecie pochodzi właściwie z jednego źródła, a mianowicie z pieczęci, na której jest ona zaznaczona. Zaznaczony układ prawdopodobnie słoneczny właśnie z odległą planetą. Natomiast wszystkie tabliczki, które on tłumaczył, jak już tu parokrotnie wspominaliśmy, jest to tłumaczenie bardzo dowolne i to jest w sumie jego interpretacja tego zarówno języka, jak i tego, co jest napisane. Zawsze można powiedzieć tak z perspektywy czasu, że ktoś, kto wspomniał o dziewiątej, dziesiątej czy jakiejś kolejnej planecie, czy ciemnym bliźniaku Słońca przewidział to, co zostanie odkryte za jakiś czas, a jeżeli nie zostanie odkryte, to ta osoba i tak zostanie przez historię pominięta i o tym się nie dowiemy. Także ciężko tutaj jest na ten temat cokolwiek powiedzieć. Natomiast ja nie jestem do końca przekonany, czy ta planeta, która miałaby tak przemieszczać się po Układzie Słonecznym, jak mówił o tym czy opowiadał, pisał o tym Sitchin, czy faktycznie to ma miejsce. Nasz układ planetarny jest w zasadzie na tyle ustabilizowany, że nie wiem, czy jest miejsce na planetę, której obieg dookoła Słońca wynosi, nie pamiętam, ile tam Sitchin mówi, ale gdzieś około 6000 lat bodajże. Jeżeli się pomyliłem, bardzo proszę o to, żeby mnie poprawić.
[54:30] - 3600.
[54:30] - No właśnie, 3600. Od tego czasu już mieliśmy pismo i taka planeta by była nie tylko przez jedną cywilizację opisana czy jej pobyt w pobliżu Ziemi by był opisany. A wszyscy się opieramy tylko w zasadzie na tej jednej pieczęci Sitchina. Być może za tą kulkę na tej pieczęci odpowiada coś zupełnie innego. Niekoniecznie musi być to planeta taka, którą wytworzył nasz Układ Słoneczny. Być może coś istnieje jeszcze za pasem Aorta i o tym się dopiero przekonamy za jakiś czas. Jeżeli następny teleskop, pewnie już chyba siódmy, poleci w kosmos i będzie specjalnie szukał właśnie tego brązowego karła.
[55:29] - Dziękuję.
[55:29] - Dziękujemy. Sitchin. Kim był? Dla tych, którzy nie wiedzą, przypominamy, że był to jeden z ojców teorii o starożytnych astronautach. Dziennikarz, trochę historyk amator pochodzenia żydowskiego, zamieszkały najpierw w Izraelu, potem w Stanach Zjednoczonych, w Nowym Jorku. Autor kultowej serii książek na temat Anunnakich, czyli rzekomych przybyszów spoza Ziemi, którzy mieli stworzyć kolonie, w których powołali do życia człowieka. Mieli być przybyszami z planety, która jest jeszcze nam nieznana i która zdaniem Sitchina może powrócić w okolice Ziemi w jakimś nieodległym czasie. Przypomnimy tylko tym, którzy pamiętają słynną aferę z rokiem 2012, że Sitchin wcale nie mówił o przybyciu tej planety w roku 2012. Przesuwał tę granicę na okres znacznie późniejszy i wiele osób może sądzić, że on tak naprawdę przewidział istnienie tego, co nazywa się Planetą X lub Planetą Dziewiątą. Natomiast istnienie Planety X było tematem dyskusji naukowej już przed Sitchinem, także on tego jednakowoż w żaden sposób nie przewidział. Ale tutaj jeszcze odniósłbym się do tego, skąd on czerpał wiedzę na ten temat, bo Nibiru to jedna rzecz, o której Sitchin mówił, ale jest też sprawa kształtowania się naszego Układu Słonecznego, która również według niego została opisana w eposach sumeryjskich. Tam czytamy, że przecież planeta Tiamat chyba uderzyła w inną planetę i z tego uformowało się to i owo. Dokładnie już tego nie pamiętam niestety dlatego, że jak już nieraz mówiłem, Sitchin był pisarzem bardzo płodnym i on nawet do tego stopnia rozbudował swoją koncepcję, że pod koniec życia wydał przewodnik po swoich książkach. Tak była to rozbudowana koncepcja. Natomiast tam było jeszcze miejsce na to, jak formował się nasz Układ Słoneczny. Chris, jak patrzysz na teorię Sitchina z perspektywy lat? Już pomińmy to, czy ta Nibiru może być zamieszkana, czy nie. Według niego była. Ale czy uzasadnione jest twierdzenie niektórych osób w internecie głównie, że oto mamy do czynienia z potwierdzeniem słów Zecharia Sitchina?
[57:59] - Przede wszystkim to nie są jego słowa. To jest to, co przeczytał na tych tabliczkach, ponieważ był uznawany za eksperta w tych starożytnych językach, którymi operowano w Sumerze. I teraz kontrowersja powstała w momencie, kiedy pojawili się krytycy Sitchina i dziwnym trafem jego pozycja zaczęła bardzo mocno podupadać. Mnóstwo ludzi zarzuca mu, że to jest jego dowolna interpretacja, że Sitchin sobie trochę zmyśla, że wcale dobrze tego języka nie znał. Ale mówią to osoby, które również tych języków sumeryjskich nie znają, nie potrafią tłumaczyć tego. Jeżeli przyjrzeć się temu bliżej, to opierają się wyłącznie na opinii innych tak zwanych znawców tych starożytnych języków. Dlatego ja zawsze stoję na pozycji takiej obrony Sitchina. Uważam go za niezwykle błyskotliwego, a wręcz nawet genialnego interpretatora tej zaginionej kultury starożytnego Sumeru. Wiele jego intuicji znajduje niezwykłe potwierdzenie. Dziś rozmawiamy o dziesiątej planecie, którą my dziś w jakiś sposób określamy, że hipotetycznie istnieje. Ale kiedy czytałem pisma Michaela Browna, tego człowieka, który jest uznawany za odkrywcę dziesiątej planety, to jest to oczywiste, że ona istnieje. Po prostu tylko teraz zadaniem jest, żeby ją znaleźć, gdzie ona jest. Wiadomo, że ona jest. Dlatego jej istnienie jest oczywiste. Mniej więcej nawet już można określić jej masę. I o tym wszystkim pisał Sitchin. Podobna historia jest z jego interpretacją, czym były piramidy. To jest absolutnie następna niezwykła rzecz, że jest jedynym człowiekiem, który pisał o piramidach jako rodzaju wręcz broni. Nie takiej, że ona tam mierzy i celuje w niebo, w te latające spodki, ale tworzy swego rodzaju taką magnetosferę czy taką strefę elektromagnetyczną, która miała zabezpieczać tych, którzy ją stworzyli, którzy zbudowali tą maszynę. I to było w jego koncepcji. Tym właśnie były piramidy egipskie. Ale już wracamy do tej nieszczęsnej dziesiątej planety, do Nibiru. I teraz, kiedy przyjrzeć się dokładnie, dlaczego jest taka zawzięta i zajadła krytyka Sitchina, jak się okazuje, ma ona bardzo proste korzenie. Sitchin mówiąc o Nibiru, mówi właśnie o Anunnakach. Mówi o jakichś istotach, które przyleciały na Ziemię i stworzyły człowieka takim, jakim my jesteśmy dzisiaj. Nam się wydaje to taka historyjka prosta i banalna. Nie ma w niej w zasadzie nic specjalnego. Wszyscy się do tego przyzwyczaili. Ale jeżeli popatrzymy na to z punktu widzenia na przykład religii, zaczyna się poważny problem. To oznacza, że żaden Bóg nie stworzył tych ludzi na Ziemi. I dlatego ten Sitchin nagle miał kłopoty, dlatego że zaprzeczył tą teorią o Nibiru i Anunnakach, zaprzeczył zasadności istnienia Jahwe i jego dzieła. Tego, że stworzył świat i stworzył ludzi i stworzył to wszystko. Dlatego jest tak poważnym zagrożeniem i dlatego cały czas pomniejsza się jego pozycję w tej dziedzinie i uważa się go za takiego bardziej opowiadacza jakichś wesołych historii czy bardzo kolorowych historii ze starożytnego Sumeru. Odbiera się powoli jego autorytet jako kogoś, kto znał kulturę i znał język jako jeden z nielicznych ludzi na świecie. Bo tych sumerologów nie mamy tak wielu. To jest zazwyczaj w dowolnym okresie czasu, w naszym XXI wieku to jest około 30 do 50 ludzi na świecie, którzy posługują się w miarę biegle tym językiem, potrafią go czytać i potrafią go interpretować. I on był właśnie jednym z nich. I ta pozycja niestety jest pomniejszana.Ale przez to, że w taki sposób to odczytał i w taki sposób to zinterpretował, stworzył coś niezwykle spójnego. Dlatego z tej perspektywy patrząc i patrząc na to, co powiedział profesor Brown z Caltech, który już dziś w 2017 roku powiedział, że ta planeta istnieje, to potwierdza to, że jednak Sitchin miał w jakiś sposób rację albo to, w jaki sposób przetłumaczył te tabliczki ma sens. I rzeczywiście wymowa tego się potwierdza w tym, jakie są nasze odkrycia astronomiczne.
[01:02:24] - Dziękujemy. Oczywiście istnieje cały front przeciwko teoriom Sitchina i temu, jak on pojmował astronomię i astrologię, bo wtedy jeszcze te dwie dziedziny nie były rozróżnialne, sumeryjsko-akadyjsko-babilońską tak naprawdę. Twierdzi się, że — tutaj Arek napomniał o tej słynnej pieczęci przechowywanej w Berlinie, na której siedzi jakiś władca, a u góry mamy słońce otoczone pierścieniem planet — powstają bardzo różne koncepcje tłumaczące, skąd tych obiektów jest tam tak dużo. A uważa się przede wszystkim, że wtedy ich wiedza na temat planet ograniczona była tylko do tych najbliższych, do tych, które mogli śledzić gołym okiem, bo przecież jak inaczej? Ale jeszcze powrócimy kiedyś do tego tematu. Marku, tutaj napomnieliśmy wcześniej, że gdyby jakiś intruz kosmiczny przechodził przez nasz Układ Słoneczny, pozostawiłby po sobie bajzel. Tutaj jeden z naszych słuchaczy, Jaszczur, zwracając uwagę na to, co powiedzieliśmy, pisze coś takiego, cytuję: „Nie rozumiem, dlaczego na początku audycji powiedzieliście, że w Układzie Słonecznym panuje porządek. Mars jest w złym miejscu, mimo że jest mniejszy od Ziemi, która ma przechyloną oś obrotu. Mars jest dalej od gwiazdy. Wenus kręci się w drugą stronę. Mamy Pas Planetoid albo nasz księżyc, nie ma takiego drugiego w Układzie. Ja bym się nad tym pochylił”. Marku, czy rzeczywiście tych dowodów na przejście jakiegoś intruza przez Układ Słoneczny nie ma? Bo widzimy, że jak wspomina Jaszczur, rzeczywiście Wenus obraca się w stronę inną niż Ziemia, a bodajże Uran, jeżeli dobrze pamiętam, też jest jakoś dziwnie przechylony i istnieje taka hipoteza, że coś w niego pierdyknęło na pewnym etapie rozwoju. Do tego stopnia, że go rozbiło i on się potem z powrotem poskładał. Co nam możesz powiedzieć na temat tych poszlak, ciekawostek czy jak to tam nazwiemy?
[01:04:43] - Ja bym tu jeszcze dorzucił, że na przykład Słońce jest jeszcze sześć stopni pochylone albo nasz cały Układ Słoneczny wobec Słońca jest sześć stopni pochylony. Wszystkie planety względem siebie. Te różnice są co do jednego stopnia, a Słońce ma sześć stopni pochylenia.
[01:04:57] - Jeżeli chodzi o pochylenie Słońca, to trudno mi teraz na to pytanie odpowiedzieć. Ale jeżeli chodzi na przykład o Wenus, dlaczego obraca się wokół własnej osi w drugą stronę. Ten obrót jest też niezwykle powolny, bo doba na Wenus trwa dłużej niż rok weneusjański. Podobnie też jest na Merkurym. To, że Wenus obraca się bardzo powoli wokół własnej osi i w drugą stronę niż reszta planet, jest spowodowane najprawdopodobniej tym, że dawno temu, gdy formował się Układ Słoneczny, coś uderzyło w planetę i po prostu ją odwróciło. Odwróciło jej bieg obrotu. To także miało prawdopodobnie wpływ na to, że powstała tak gęsta atmosfera na Wenus, bo trzeba zaznaczyć, że Wenus jest niezwykle gorąca i ma niezwykle gęstą atmosferę, przez którą nie da się przedrzeć. Nie można zobaczyć powierzchni planety, tylko za sprawą radarów fal radiowych można to zrobić. Z tego, co pamiętam, to jest właśnie przyczyna obrotu Wenus w drugą stronę. To wszystko miało miejsce gdzieś na początku formowania się Układu Słonecznego. Podobnie jest z Uranem, tak jak wspomniałeś, Piotrze, że oś obrotu Urana jest bardzo mocno przechylona. Można powiedzieć, że Uran toczy się po swojej orbicie wokół Słońca. Oś na przykład Merkurego jest prawie prostopadła do płaszczyzny orbity. Większość planet też ma zbliżone parametry. Oś ziemska jest odchylona o 23 stopnie od płaszczyzny orbity, a oś Urana praktycznie leży, że tak powiem kolokwialnie. Tak to wygląda, jakby Uran się toczył po swojej orbicie wokół Słońca. To także jest spowodowane uderzeniem jakiejś pierwotnej planety. Gdy formował się Układ Słoneczny, obiekt wielkości Marsa uderzył w Urana i wytrącił go z równowagi. Po prostu go, można powiedzieć, przewrócił na bok. Tak to już zostało. W porównaniu z tym, co kiedyś się działo w Układzie Słonecznym, teraz jest tutaj naprawdę bardzo spokojnie i jest to wszystko bardzo uporządkowane. Gdy formował się Układ Słoneczny, planet było kilkadziesiąt. Obiekty się zderzały ze sobą, niszczyły nawzajem, łączyły w większe obiekty. Także było bardzo dramatycznie, bardzo dynamicznie kilka miliardów lat temu. To, że Mars jest mniejszy, a jest czwartą planetąTo nie jest nic szczególnego. Być może planeta gdzieś tam podobnie do dzisiejszego Marsa, która tam kiedyś była, może to była większa planeta. Być może pozostałości po tej planecie to właśnie pas asteroidów między Marsem a Jowiszem.
[01:08:45] - Właśnie to zdaje się sugerować Sitchin w swoich książkach, między innymi w "Dwunastej planecie". Pozwól, że zadam ci jeszcze jedno pytanie, które zawsze przychodzi do głowy, kiedy mówimy o takich wielkich, gigantycznych planetach. Bo pamiętajmy, że teoria o planecie X, przypominam tym, którzy cały czas do nas dołączają, a tych osób jest dużo, odnosi się nie tylko do jednego obiektu, który sobie tam gdzieś krąży, ale na przykład też do tego, że tych obiektów jest znacznie więcej. Marku, czy planeta gazowa, bo to jest preludium do naszego następnego pytania, wiemy, że ona nie posiada powierzchni, tak?
[01:09:24] - Tak.
[01:09:25] - Czy naukowcy są w stanie wyobrazić sobie, jak ona wygląda z perspektywy wnętrza? Bo mało się o tym mówi ogólnie. Mówi się o wspaniałości Jowisza i innych gazowych gigantów, natomiast rzadko się podkreśla ten fakt, co tam jest w środku. Czy te planety mają metaliczne lub skaliste jądro?
[01:09:49] - Tak, planety gazowe mają małe jądra, stałe, metaliczne. Z tego, co pamiętam, mniej więcej wielkość Ziemi. Otoczone są one grubą warstwą gazu, głównie wodoru i helu. I tak to wygląda z zewnątrz. Widzimy tak naprawdę chmury, różnego rodzaju atmosferyczne zjawiska w tych chmurach. To wszystko widzimy z zewnątrz. Ale tak, planety gazowe mają stałe jądro, dość małe, ale generalnie większość ich średnic to jest gaz. Najbardziej powszechny gaz we wszechświecie, a więc wodór i hel. Należy pamiętać, że z tego całego materiału, który był kiedyś dawno w kosmosie, z którego utworzyło się Słońce, z którego tworzą się gwiazdy, z tego samego materiału tworzą się również planety. A więc tak jak nasze Słońce zamienia wodór w hel, tak samo te dwa główne składniki są składnikami planet gazowych. Pytałeś o planetę gazową. Nie wiem, coś jeszcze dodawałeś do pytania? Bo teraz straciłem-
[01:11:24] - W cudzysłowie nie pamiętam.
[01:11:25] - Chyba nie.
[01:11:27] - To było preludium do naszego następnego pytania. Marku, pozostawimy cię przy głosie. Sitchin twierdził, że Nibiru to planeta zamieszkała. Żyją tam istoty, które przeskakują stamtąd okresowo na Ziemię. Udawało im się to wiele razy w ciągu ich historii, kiedy ta Nibiru była dość blisko Ziemi. Teraz pytanie, które w zasadzie dla naukowca będzie jak rozwianie pewnego mitu. Przypuśćmy planetę Dziewiątą, która krąży gdzieś daleko poza Układem Słonecznym i z której nasze piękne słoneczko jest widziane po prostu jako maleńka kropeczka gdzieś na niebie. Jakie są szanse na powstanie tam życia? Chociaż może to jest źle zadane pytanie. Czy szanse na powstanie tam życia mogą być większe niż zerowe twoim zdaniem?
[01:12:28] - Ja tylko chciałem się zapytać o tego pana tłumacza Sitchina, bo to mnie ciekawiło od jakiegoś czasu, jak gdzieś ten temat Sumerów wychodził. Czy ktoś inny potwierdził jego tłumaczenia języka sumeryjskiego, które mówią o Annunakach? Czy jakiś inny tłumacz, jest ich niewielu, wiem, ale czy ktoś inny potwierdził te jego tłumaczenia, tę historię? Możecie mi odpowiedzieć?
[01:12:57] - Problem jest taki, że Sitchin w swoich książkach publikuje w większości swoje interpretacje tych tekstów i im późniejsza jego twórczość, tym więcej tych interpretacji jest. To się czyta często ciężko. Też trzeba podkreślić, ta astronomia jest jednym z wielu elementów, którymi on się zajmuje. Ja osobiście spotkałem się z pewnymi przypuszczeniami, które potwierdzałyby taką jego wizję. Natomiast niestety, ponieważ mnie zastrzeliłeś tym pytaniem, nie jestem w stanie powiedzieć kto to był i kiedy to był.
[01:13:44] - Okej. Bo tak właśnie, jak ten temat przebija, to-
[01:13:49] - W większości spotykamy się wśród, i to trzeba powiedzieć wprost, znawców tematu z zaprzeczeniem kilku aspektów pracy Sitchina. Po pierwsze tego, że znał język, tak jak mówił Chris. Na przykład zarzuca mu się, że on w ogóle źle przetłumaczył termin Annunaki, że termin Annunaki w ogóle formalnie nie istnieje, bo znawcy mówią, że powinno się ich nazywać Anunna. To tylko jeden z wielu przykładów. Druga sprawa to astronomia i astrologia sumeryjska, akadyjska i babilońska, bo naprawdę w tym okresie historii poruszamy się po kilku cywilizacjach. I tam twierdzono wprost, żeSitchin troszeczkę źle interpretuje pewne konwenanse panujące w ówczesnym świecie. Otóż on to bierze dosłownie. On to bierze dosłownie, że historie, które wedle astronomii sumeryjskiej były alegorycznymi opisami wędrówek, wydarzeń astronomicznych. On to bierze dosłownie i stara się coś na ten temat napisać. Tak twierdzą sceptycy. I tutaj to jest moja próba odpowiedzi na pytanie. Chris, oddaję ci głos w tej sprawie, o którą pytał Marek. Czy ty spotkałeś się z kimś, kto ważył się lub próbował potwierdzić to, co mówił Sitchin?
[01:15:27] - Oczywiście Heiser tu się natychmiast nasuwa na myśl dlatego, że on jest najgłośniejszym krytykiem.
[01:15:33] - To Zygmunt?
[01:15:37] - Nie Zygmunt, ale może to rodzina Zygmunta. On właśnie uważa, że tego terminologii tam właściwie nie ma. Nie istnieje w tych historiach, które Sitchin rzekomo przetłumaczył. Ale co ciekawe, inni sumeryolodzy siedzą cicho, nie odzywają się. Natomiast Heiser znany jest też z tego, że on reprezentuje pewną chrześcijańską linię ideologiczną, w związku z czym, z tego powodu, tak jak powiedziałem wcześniej, jest zainteresowany tym, ażeby wyeliminować ten najważniejszy element tej całej historii. To, że Annunaki stworzyli człowieka. Nie Bóg, tylko Annunaki, przybysze z innej planety. To jest absolutna herezja, dlatego on zwalcza. Natomiast wszyscy inni siedzą cicho. Ciekawa rzecz jest taka, że mielibyśmy ten problem rozwiązany, gdyby istniał katalog tych tłumaczeń. Na przykład dana tabliczka i obok tłumaczenie i ktoś by się pod tym podpisał, pod tym tłumaczeniem. A jest to w absolutnie szczątkowej formie. Coś takiego istnieje w absolutnie szczątkowej formie i na dodatek najczęściej w jakichś bardzo niskonakładowych wydawnictwach, które zajmują się tego typu historią i nikt nie poważył się tego stworzyć. Smaczku do tego dodaje także fakt, że przecież kiedy nastąpił ten atak Amerykanów na Irak i zdobycie Bagdadu i opanowanie, okupacja całego kraju, jedną z pierwszych historii, jaka wydarzyła się po zakończeniu tej wojny, było okradzenie muzeum w Bagdadzie. I to, co przede wszystkim ukradziono, to właśnie były tabliczki. Do tego oczywiście dochodzi sam fakt, że Saddam Hussein, który rządził Irakiem przed tą amerykańską akcją, mimo że był człowiekiem, który był bardziej zainteresowany władzą, doczesnymi uciechami i kontrolą tego regionu, jakoś nie miał problemu z tym, żeby niemieccy i francuscy archeolodzy inwestowali olbrzymie pieniądze i olbrzymie środki w to właśnie, żeby dokonywać masy wykopalisk właśnie w tych wszystkich historycznych miejscach sumeryjskich i też prawdopodobnie właśnie w poszukiwaniu tych tabliczek. Tak jak powiedziałem wcześniej, tych tłumaczy jest niewielu. Najwięcej jest Niemców, którzy znają ten język, ale to z kolei też nie wydaje się dziwne, zważywszy na fakt, że jeszcze przed II wojną światową to właśnie oni jeździli bardzo często w tamte okolice i kolekcjonowali te tabliczki właśnie w poszukiwaniu jakiegoś przepisu, czy to na technologię, czy to na nową broń. Trudno powiedzieć dziś dlaczego, ale to zainteresowanie w żaden sposób nie zmalało. I dlatego potwierdza to sam fakt, że właśnie z muzeum w Bagdadzie zginęły tabliczki. Następna rzecz, która to potwierdza, to kiedy Libia się kompletnie zawaliła pod kolejną wojną wyzwoleńczą, amerykańską, również nakradziono całą masę artefaktów, gdzie przede wszystkim były informacje na najrozmaitsze tematy. Były to teksty po prostu. Były to teksty, które nie są efektownie, nie wyglądają efektownie na półce muzealnej. Natomiast dla badacza mają ogromne znaczenie i to wcale nie historyczne, dlatego, że wciąż poszukujemy jakiejś odpowiedzi na temat tego, co wiedzieli starożytni, a z czym dziś nauka nie potrafi sobie do końca poradzić. I stąd właśnie te kontrowersje i stąd właśnie próba pogrążenia Sitchina, który tak naprawdę to zaczął robić wszystko na własną rękę i pewnie by mu pozwolono na to, gdyby pozostał w tym hermetycznym, zamkniętym światku znawców kultury i języka. Ale on zrobił ten niewybaczalny krok, który polegał na tym, że spopularyzował tą całą historię. I ona dziś żyje bardzo intensywnie w naszej kulturze. Mało kto nie wie, kim byli Annunaki. Mało kto nie słyszał o Nibiru. Właśnie dzięki Sitchinowi.
[01:19:30] - Ale ja ci powiem więcej. Mało kto nie słyszał o Annunaki. Mało kto nie słyszał o Nibiru, ale Sitchina mało kto czytał. I to jest-
[01:19:37] - Oczywiście to jest następny, ale jest za to dużo krytyków.
[01:19:41] - Dorabiają sobie potem historie różne do Sitchina i przykład był z rokiem 2012, gdy twierdzono, że to on wymyślił. On już chyba nie żył wtedy dwa lata, ale zdążył się obronić. Co ciekawe, on gdzieś przed śmiercią odpisał mi na list z prośbą o wywiad, ale powiedział, że jest za stary, że już nie ma siły i zdążył się jeszcze obronić. Powiedział, że nie powiedział tego nigdy, że 2012 to jest data powrotu Nibiru. Ale powróćmy do szans na to, czy na tak odległym ciele niebieskim mogło pojawić się życie. Marku, ekosfera to nie jest guma do koleson i nie da się jej naciągać.
[01:20:25] - Tak.
[01:20:28] - Jak mówiłem, czy szanse na to, że na tak odległym świecie życie się pojawiło mogą być większe niż zerowe zdaniem nauki?
[01:20:37] - Według mnie tak. Z tym, że trzeba tu od razu zaznaczyć, że chodzi o życie proste, jednokomórkowe, wielokomórkowe, ale naprawdę proste życie.
[01:20:51] - Ale podpadasz teraz kolego, bo życia nie ma poza Ziemią oficjalnie. Żaden naukowiec tego nigdy nie potwierdził.
[01:20:58] - Ja tylko mówię, że jest taka możliwość.
[01:21:02] - Jak szef twój słucha, to myśli sobie: "No z tym panem Markiem to albo w kosmos, albo w kosmos".
[01:21:09] - Nie, możliwość jest. Szansa jest według mnie i według każdego naukowca. Samo to, że astronomowie biorą pod uwagę to, że planetoidy, komety mogą przenosić żywe organizmy, jakieś proste formy życia, to już jest spójne z możliwością istnienia życia na takiej odległej planecie. Ale oczywiście to życie będzie na pewno proste i będzie zahibernowane, bo jak wiemy na obecny czas, żeby życie mogło sobie normalnie funkcjonować, potrzebna jest woda w stanie ciekłym. Takie są warunki tutaj na Ziemi. Takie są warunki po części na Marsie, bo woda w stanie ciekłym jest pod powierzchnią. Na Europie, Enceladus jeszcze dochodzi do tego, księżyc Saturna. Mówi się też, być może, że pod lodami Ganimedesa też może być płynny ocean. Tych miejsc kilka jest w Układzie Słonecznym, gdzie takie proste formy życia mogą być. Największe szanse są właśnie na Europie, na Marsie. Także Dziewiąta Planeta tak samo jak najbardziej pod tym względem może być prawdopodobna.
[01:22:49] - Wyjaśnijmy teraz dwie kwestie, bo zadałem to pytanie w sposób bardzo ogólny. Mówiliśmy, że Dziewiąta Planeta jest prawdopodobnie gazowym gigantem.
[01:23:02] - Tak.
[01:23:03] - Odejdźmy na chwilę od tej koncepcji. Załóżmy, że to jest mniejszy świat skalisty, jakaś tak zwana superZiemia. Zamarznięta, przypomina pewnie jeszcze bardziej zawidzonego Plutona.
[01:23:14] - Tak, to miałem na myśli właśnie.
[01:23:16] - Można tam zrobić hurtem nim mrożonek. Gdzie w takim środowisku może życie istnieć? Przykłady z Układu Słonecznego mówią nam, że pod skorupą, pod lodem może być ocean grzany na przykład przez wewnętrzne siły planety.
[01:23:35] - Tak, ale to jest bardziej trudna sprawa.
[01:23:40] - Właśnie, bo tutaj musiałaby mieć-
[01:23:44] - Ona musiałaby się zbliżać-
[01:23:46] - Sąsiada by musiała mieć, który by wywoływał te ruchy.
[01:23:50] - Dokładnie tak, tak jak się dzieje na Europie.
[01:23:52] - Ewentualnie moglibyśmy powiedzieć, że szansa taka byłaby na księżycu skalistym dziewiątej planety gazowej na coś takiego. Na drugiej Europie, tylko dalej. A jeżeli z kolei Dziewiąta Planeta jest planetą gazową Marku, to czy w ogóle snute są w środowisku astronomicznym jakiekolwiek scenariusze związane z tym, jak życie na takiej planecie gazowej wyglądać może? Oczywiście ja spotkałem się z takimi sugestiami, ale one są traktowane trochę jak science fiction.
[01:24:32] - Są traktowane jak science fiction, ale nie możemy tego wykluczać. Generalnie mówi się o życiu właśnie na planetach skalistych, które mają powierzchnię, które mają ocean. Najczęściej się o tym mówi, ale też słyszałem i astronomowie też o tym mówią, o takich możliwościach, że po prostu życie gdzieś tam w atmosferze planet może istnieć gdzieś tam na jakiejś wysokości, gdzie znajduje się jakaś warstwa atmosfery, która może sprzyjać życiu. Takie życie, jakieś proste, mogłoby istnieć i po prostu unosiłoby się gdzieś tam w tej atmosferze. Ale tak jak mówię, cały czas tu operujemy na bardzo prostych organizmach i jeżeli chodzi o planetę dziewiątą, Nibiru, to przyjmując, że to jest planeta skalista, tak jak mówię, musiałoby to życie gdzieś być tam w lodzie, zahibernowane raczej i może co jakiś czas, gdyby ta planeta faktycznie zbliżała się blisko Słońca, to mogłoby się coś tam dziać, że to życie by było odhibernowane. Ale tak nie jest. Ta planeta nie zbliża się aż tak mocno do Słońca. Jeżeliby to był księżyc, skalisty księżyc planety gazowej, to tak jak mówisz, tak jak się dzieje na Europie, wpływy grawitacyjne tej gazowej planety wpływające na działanie grawitacyjne, wpływające na ten księżyc powodowałoby skurczanie, rozciąganie. Byłoby tam cieplej i gdzieś tam pod powierzchnią lodu mogłaby być woda w stanie ciekłym i takie życie też mogłoby istnieć. Także nie mówię nie. Myślę, że szansa nie jest zerowa. Nawet te najświeższe odkrycia odnośnie Plutona sugerują, żeSugerują, że może mieć płynny ocean pod warstwą lodu, a więc nawet na Plutonie, co wydaje się absurdalne. Naukowcy być może troszeczkę się zapominają, ale jednak są przesłanki za tym, że faktycznie nawet na Plutonie jest szansa niezerowa istnienia prostych form życia pod grubą warstwą lodu. Cały czas to się zmienia. Cały czas mamy nowe odkrycia, cały czas te odkrycia nas zaskakują i zmieniamy definicję możliwości istnienia życia w Układzie Słonecznym. Tych szans, tych miejsc jest coraz więcej i wydaje się, że jeżeli jest najmniejsza szansa na powstanie życia, nawet biorąc pod uwagę dzisiejszą wiedzę, jaką mamy, bo życie niekoniecznie musi być oparte na ciepłej wodzie. Może to być metan, tak jak jest na księżycu Saturna, na Tytanie. Biorąc pod uwagę wiedzę, jaką mamy, życie na pewno powstanie, jeżeli tylko ma na to cień szansy. Tych miejsc w Układzie Słonecznym jest całkiem sporo z szansą niezerową zaistnienia prostych form życia.
[01:28:23] - Dziękujemy. Kiedyś słyszałem o takim odkryciu, że na jednej ze asteroid wykryto alkohol.
[01:28:33] - Związki alkoholu. Chyba tak, ale teraz nie potrafię ci więcej powiedzieć.
[01:28:39] - Marku, jakie są szanse na to, że taki obiekt zderzy się z Ziemią?
[01:28:45] - To wtedy trafi w Radawę.
[01:28:51] - Nie, to był żart. Przechodzimy do Arka Kocika, który dołączył do nas. Arku, zadam ci prowokacyjne pytanie. Czy Annunaki w takim razie mogli być istotami, które wyewoluowały w atmosferze i tam zbudowały swoje superstatki albo stworzyły śpiącą cywilizację gdzieś głęboko pod lodem? Jak zapatrujesz się na życie na Planecie Dziewiątej?
[01:29:22] - Mi w tym wszystkim najbardziej nie pasuje czas obiegu dookoła Słońca czy zbliżania się do Ziemi, który wynosi kilka tysięcy lat. Dlatego, że ta planeta musiałaby naprawdę sięgać w swoim locie, w swojej trajektorii aż na peryferia układu. Tak to przynajmniej mi się wydaje. Dlatego, że ona musi mieć odpowiednią prędkość, żeby móc krążyć wokół Słońca.
[01:30:01] - Około 35 000 kilometrów na godzinę. Taką ma obliczoną.
[01:30:08] - Taką powinna mieć. Ale trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że ona musi się zbliżać przez pewien czas w stronę Słońca, by się jeszcze troszeczkę później oddalić, a więc sięgałaby za Obłok Oorta, więc musiałaby za sobą ściągać bardzo duże ilości gruzu, komet i co jakieś czas, czyli co 3500, 3600 lat byśmy byli atakowani dużą ilością takiego gruzu kosmicznego. Tak mi się wydaje. Dlatego nie przypuszczam, żeby na planecie tak odległej, mimo że mogła być podgrzewana w całkiem inny sposób, bo być może wiatr słoneczny, który gdzieś tam wyhamowuje w odległych przestrzeniach Układu Słonecznego, w pewnym momencie obniża swoją prędkość do prędkości poddźwiękowych. Spotyka się tam z wiatrem słonecznym galaktycznym i być może tam może być ciepło, równie dobrze. Niemniej jednak nie wiem, czy na tyle ciepło i na tyle dobrze, żeby ten przeskok między tamtym rejonem kosmosu a rejonem pustym, gdzie krążą planety, umożliwiał rozwinięcie życia na jakiejkolwiek planecie. Mi w teoriach Zacharii Sitchina brakuje takiego potwierdzenia tego typu planety. Niewątpliwie coś tam jeszcze gdzieś krąży. Jest Sedna. Jej obieg dookoła Słońca wynosi 3400 lat mniej więcej. Coś tam krąży, niewątpliwie coś dużego. Być może jest to właśnie niedokończone Słońce, ale planeta, która raz zbliżała się tak blisko Słońca, a z drugiej strony tak daleko, by później musiała uciec od niego, powinna powodować bardzo duże perturbacje w Układzie Słonecznym. Tutaj nawet nie pasuje w jakiś sposób do naszego Układu, który jest już w zasadzie bardzo spokojnym układem. Nawet pas planetoid nie sugeruje, żeby tam występowała jakakolwiek planeta, dlatego że jest za mało tego. Wszystkie planetoidy, które są między... Marsem a Jowiszem. One mają tam bodajże jedną tysięczną masy Ziemi, także nie da się z tego nic specjalnie ulepić. Tak się przynajmniej doczytałem, być może się mylę. Natomiast bardzo pasuje mi w teorii Sitchina właśnie powstanie człowieka. Tylko że tutaj według mnie nie może być to naturalny wytwór układu gwiezdnego. Raczej się skłaniam przy rozumieniu tego, że jest to twór sztuczny, który gdzieś tam przelatuje i kiedy chce, to po prostu przylatuje. I ten okres jest bardzo hipotetyczny, bo jeżeli Sumerowie mieli swoją cywilizację jakieś cztery, pięć tysięcy lat przed naszą erą, na przestrzeni około 1000 lat w stronę naszej ery, to powinni już chociaż raz za czasów pisanych przybyć mniej więcej w okolicy naszej planety. A czegoś takiego po prostu nie ma. Dlatego sądzę, że nie jest to tak bardzo cykliczne, jak opisuje Sitchin. Dziękuję.
[01:34:30] - No tak, Sitchin twierdził, że to też nie jest takie łatwe, bo Annunaki się po prostu pobili między sobą i nie wiadomo, co się dzieje na ich rodzimej planecie. Według niego Nibiru przybywa co około 3000 lat. I on twierdził, że chyba — już teraz dokładnie tego nie pamiętam — ale na pewno w epoce po narodzinach Chrystusa Nibiru się już pojawiało.
[01:35:07] - I powinno się pojawić około roku 1000.
[01:35:12] - Na przykład.
[01:35:14] - Ostatni raz pojawiła się 1800 lat przed naszą erą i to był czas plag egipskich i różnych innych nieszczęść, jakie spadły na Ziemię. Jeśli dodamy-
[01:35:22] - Na pewno Chris się pojawiła przed naszą erą, bo ja pamiętam, że on się powoływał na jakieś całkiem współczesne średniowieczne ryciny, na których widać tak zwaną Gwiazdę Piołun. On to tak nazywał.
[01:35:37] - Gwiazda Piołun, czyli Wormwood, jest to gwiazda z Apokalipsy. Być może jest to dokładnie to samo i akurat nie wiem, o czym mówisz, że miałoby się to pokazać w średniowieczu. Ale z pewnością był to obiekt, który pojawił się w starożytnym Egipcie, był przyczyną plag egipskich, straszliwych nieszczęść, być może nawet całego załamania się tamtejszej cywilizacji brązu w tym czasie. I jeżeli dodamy do tego 3600 lat, to mniej więcej wypadają nasze czasy. Mniej więcej teraz. Mniej więcej 2017 rok. Co wy na to? Także lada chwila.
[01:36:17] - My świętujemy. Jak Nibiru przyjdzie, to co? Sklepy zamkną i będzie ogólnie bida. Także trzeba powrócić do kilku-
[01:36:26] - 2017 roku.
[01:36:28] - Tak. Kilku sprawdzonych przepisów, narobić zacieru.
[01:36:31] - I przetrwać.
[01:36:33] - Powinna być widoczna.
[01:36:35] - Dlatego już jest widoczna. Dlatego Michael Brown mówi: „Już ją czujemy, tylko nie wiemy jeszcze, gdzie ona jest”. Ale ją w tym roku znajdziemy, bo jest absolutnie-
[01:36:46] - Ja znalazłem tutaj oficjalną wersję Sitchina, według której — tak przynajmniej twierdził przed śmiercią, bo to też trzeba pamiętać, że on zdanie zmieniał — Nibiru dopiero za 900 lat przybędzie od dzisiaj. O matko!
[01:37:05] - Też tak słyszałem gdzieś.
[01:37:07] - Chłopa czasu. Odejmijmy 4000 lat od roku jakiegoś 3000, to Chris by miał rację, że pojawiła się przed naszą erą. No dobra, jesteśmy przy Chrisie. Oddajmy mu głos. Co sądzisz w ogóle o tej... Im bardziej się przyglądamy hipotezom naukowym na temat planety dziewięć, tym mniej możemy znaleźć uznania dla Sitchina. Bo cóż na takiej dalekiej planecie od Słońca może się wydarzyć? Czy tam mogą powstać istoty, które zbudowały zaawansowaną cywilizację? Jak one by powbijały te ćwieki do swoich latających spodków, kiedy by w ogóle nie miały światła? Musiałyby wyjść gdzieś spod lodu. No ale jak pod lodem, kiedy łapki grabieją i w ogóle jak tam zbudować cywilizację? O co w ogóle chodzi? Oczywiście jest też inna możliwość, że Nibiru to po prostu wielka stacja kosmiczna, która sobie tam jest i ona w zasadzie Słońca nie potrzebuje. Chris, czy zatem Annunaki, czy jak ich tam nazwiemy, mogli być w rzeczywistości istotami, które reprezentowały zupełnie inny typ biologii? Zupełnie inny, zupełnie różny od tego, jaki naukowcy chcą widzieć i jaki umieszczają w ramach tak zwanej ekosfery, czyli tych planet, które znajdują się najbliżej Słońca.
[01:38:38] - Problem polega na tym, że naprawdę bardzo mało wiemy, jak życie zachowywałoby się na innych planetach.Stanowisko nauki jest takie, że życia poza Ziemią nie ma. Życie jest unikalne dla Ziemi. Nie istnieje nigdzie indziej. Inna sprawa, że kiedy Rosjanie któregoś razu na stacji kosmicznej ISS postanowili ten swój segment przeczyścić troszeczkę, bo coś zaczęło rosnąć na oknach. Jeden z nich wyszedł ze szczotą i szmatą i starł to wszystko z okna. Wymył to okno z drugiej strony. Zabrali potem tą szmatę na Ziemię i okazało się, że na tej orbicie okołoziemskiej, gdzie nie powinno być żadnego życia, funkcjonują sobie bakterie. Bardzo swobodnie. Czyli jest to już poza Ziemią. Mimo to nauka absolutnie nie potwierdza czegoś takiego. I teraz w jaki sposób ci Anunnaki mogliby żyć i istnieć? Musieliby mieć jakąś inną biologię? Jeżeli popatrzeć na to, co opisał o nich Sitchin, to chyba nie, bo przecież oni, jeżeli stworzyli człowieka, to stworzyli go z fragmentu własnego DNA. Użyli samych siebie jako do krzyżówki z czymś, co już było na Ziemi, przypominało człowieka, po to, żeby stworzyć istotę myślącą taką jak my, w miarę rozgarniętą i inteligentną. Dlatego ich biologia w jakiś sposób byłaby podobna. Czyli musieliby mieć i światło, i ciepło, i śrubokręty, żeby te śrubki dokręcać. I teraz jak to byłoby możliwe? Pewne przesłanki podsuwają nam te powody, dla których przyjechali po złoto. Rzekomo w celu naprawy swojej własnej atmosfery. Jak wiemy, złoto jest niesamowicie unikalnym metalem, bo między innymi zatrzymuje promieniowanie, w tym promieniowanie kosmiczne. W związku z tym, jeżeli stworzyć jakąś technologicznie wysoce zorganizowaną atmosferę, która byłaby nasycona tym złotem, nie mówię o złotej kopule, mówię o atmosferze, która nasycona byłaby złotem, w jakiś sposób i oni znaliby taką technologię, to okazuje się, że rzeczywiście na tej swojej planecie, która mogłaby być nawet tym niewydarzonym słońcem, tym nieodpalonym słońcem, brązowym karłem. Być może istniałyby warunki albo nawet nie na samym karle, tylko załóżmy, że takie niewydarzone słońce, bo my ciągle jeszcze tego nie wiemy, że ten brązowy karzeł ma swój własny system. Jeżeli ma go Pluton, który jest maleńki, ma swój własny mini system planetarny, dlaczego nie miałby mieć ten brązowy karzeł takiego systemu? Jedną z tych planet tego systemu byłaby właśnie ta Nibiru, na której funkcjonowaliby i żyliby Annunaki. I tym złotem by się mogli ochronić przed tym zabójczym promieniowaniem kosmicznym, a jednocześnie czerpać energię i ciepło właśnie z tego karła, który mimo że nie ma takiej siły jak Słońce, w takiej mikroskali fantastycznie by się nadawał do utrzymania tego typu cywilizacji, ewentualnie pozaziemskiej. Także jest to absolutnie możliwe. Tak bym to widział.
[01:41:38] - Ale zobacz, że Sitchin nigdzie nie pisze o tym, że planeta Nibiru krąży wokół innego Słońca. Właśnie tego niewydarzonego, nierozjaśnionego. Dookoła czarnego słońca, tak można powiedzieć. Czegoś takiego ja się przynajmniej nie doczytałem. Chociaż, prawdę powiedziawszy ciężko przebrnąć przez to, co pisze Sitchin o Marduku i Tiamat i tak dalej, kto w kogo uderza i kto się z kim tam łączy.
[01:42:18] - Chyba nie wyobrażasz sobie, że Sumerowie mieli swoje własne wyrafinowane laboratoria astronomiczne, w jakich Marek na przykład pracuje i teleskop Hubble'a do dyspozycji.
[01:42:33] - Tak, ale oni tą wiedzę dostali od tych, którzy stamtąd mieli przylecieć. To nie jest to, że oni sami na ten genialny pomysł wpadli czy złożyli ręce w teleskop i więcej widzieli.
[01:42:47] - Ty też mówisz Pluton, a nie mówisz system Plutona. A przecież Pluton ma swój system planetarny. Ale mówisz Pluton, dlatego oni mówili Nibiru. Jest to być może taka sama relacja.
[01:43:00] - Na tej pieczęci by było wtedy zaznaczone nasze Słońce, czarne Słońce i dookoła tego czarnego Słońca Nibiru. Nie tak powinno być?
[01:43:13] - Z tym że to czarne słońce jest zupełnie innych rozmiarów. Jest rozmiarów Urana. Nie ma się co porównywać do naszego Słońca, więc w związku z tym funkcjonuje jako-
[01:43:23] - Ale zaznaczyli czas. Nie byli ślepi na pewno.
[01:43:28] - Na Jowiszu też nie zaznaczyli tyle księżyców, kilkanaście księżyców dookoła Saturna i też tego nie zaznaczyli. Nie zaznaczyli nawet promieni. Więc mówię o pewnej takiej może nie tyle przenośni, ale o pewnym uproszczeniu. Mieli świadomość istnienia tych planet, ale nie mieli możliwości zaobserwowania dokładnego, jak taka planeta wygląda. Dlatego Saturn nie ma pierścieni, bo ich nie mogli dostrzec. Widocznie w inny sposób badali tę przestrzeń kosmiczną. Bo przecież skąd by mieli na przykład pojęcie o Uranie? Marek o tym mówił, że Uranu nie widać z Ziemi. Neptuna też nie widać z Ziemi, a oni mieli o tym pojęcie. Pluton jest maleńki, więc nie ma nawet żadnych szans. Umiejscowiony jest również Pluton. To jest tak samo jak z Dogonami, podobnie jak z wieloma innymi bardzo starożytnymi kulturami, które nieoczekiwanie mają pojęcie wyrafinowanej astronomii, wiedzę na temat najrozmaitszych planet, mimo że nie mają technologii, która byłaby porównywalna do naszej, aby móc je zaobserwować. To oznacza, że wykorzystywane było do określenia, że coś istnieje, coś zupełnie innego i w tym momencie kształt, czy to jest czarne słońce i ciągnie za sobą planetę, czy coś innego, ma tu dużo mniejsze znaczenie. System jest system. Tak jak Saturn jest jednym systemem ze swoimi pierścieniami i kilkunastoma księżycami.Tak samo inne planety Układu Słonecznego, jak chociażby ten nieszczęsny Pluton, który ma swój własny mini system i coś wokół niego funkcjonuje. I teraz jest to czarne słońce i to wszystko razem nazywa się Nibiru, ponieważ ono siłą rzeczy, jeżeli będzie przechodzić obok chmury Oorta, będzie ciągnąć i pchać przed sobą różne odłamki, różne historie, ciągnąć za sobą różne planetoidy, asteroidy, ale jednocześnie niewykluczone, że posiada swój własny mini system planetarny wokół siebie. Jest to niewielkich rozmiarów słońce, czarne słońce, niewydarzone słońce, więc jest znacznie mniejsze. Jest porównywalne wielkością do planety. Wciąż jest potężne, ale jest mniej więcej wielkości Uranu lub Neptuna. Mniej więcej. Czyli jest ciągle planetą, a to, co do niego lata, to tak samo jak lata dookoła Jowisza i z tego powodu nie namalowali tego wszystkiego tak, jakbyś chciał, żeby zdjęcie najlepiej zrobili z dokładnym układem i wskaźnikami. Ich wiedza została zdobyta w zupełnie inny sposób. My do dziś nie wiemy, skąd oni w ogóle mieli pojęcie, że coś takiego może być, że takie planety mogą istnieć. Jak mogli to zaobserwować? Podobnie Majowie, Egipcjanie i parę innych kultur. Dlatego właśnie Nibiru w tym schemacie byłby po prostu jako jeden system, jedna planeta, wokół której coś sobie biega.
[01:46:09] - I tak oto dotarliśmy do kolejnego pytania z naszej ściśle tajnej listy pytań. Już niedługo będziemy otwierać naszą linię telefoniczną dla słuchaczy, więc można sobie już teraz zapisać kontakty do Radia Paranormalium. Numer telefonu to 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Będzie można również dzwonić eksperymentalnie na razie na nasz numer telefonu komórkowego. Chyba jesteśmy pierwszym radiem, które coś takiego wprowadza swoją drogą. Numer 530 620 493. Można oczywiście cały czas do nas również pisać. Nasz numer Gadu-Gadu to 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można również znaleźć nas na Facebooku na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i naturalnie relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A kolejne pytanie z naszej ściśle tajnej listy pytań brzmi następująco: według jednej z teorii planeta X może stwarzać zagrożenie dla Ziemi z racji tego, że jej przejście przez nasze sąsiedztwo planetarne może wywołać serię katastrof. Istnieje również teoria, że nieznana planeta z końca Układu Słonecznego może wystrzeliwać w kierunku Ziemi roje komet. Czy niebezpieczeństwo jest realne i jak oceniają je astronomowie? Pierwszego zapytamy o to astronoma Marka Marcinkowskiego. Marku?
[01:48:09] - Tak. Katastrofy. Tak jak już mówiliśmy wcześniej, według wiedzy, jaką mamy astronomicznej, taka planeta nie może się zbliżać aż tak blisko do Słońca, żeby miała wpływ na naszą planetę. Nic na to nie wynika, żeby taki obiekt był, który gdzieś do wewnątrz Układu Słonecznego w okolice planet wewnętrznych się zbliża co jakiś czas, bo po prostu miałoby to ogromny wpływ na chociażby zaburzenie orbit między innymi Ziemi. Nie potrafię się wypowiedzieć na ten temat, bo uważam, że taka planeta się nie zbliża aż tak mocno do Słońca, żeby miała wpływ na naszą Ziemię. A jeżeli chodzi o to, że taka planeta może w jakiś sposób wypuszczać jakieś kosmiczne pociski w stylu właśnie komet czy planetoid, to planety tak się nie zachowują.
[01:49:26] - To grzech jedyny.
[01:49:29] - Jedyna chwila, w której może zachowywać się tak planeta, w sensie wyrzucać jakieś duże obiekty w kosmos, to jest chwila, gdy zderzy się z czymś innym. A więc zderzenie z jakąś ogromną planetoidą bądź zderzenie planety z planetą. Wtedy może dojść do tego, że jakiś duży materiał skalny w postaci nawet nie komet, tylko po prostu brył skał leci w kosmos. I to są takie jedyne chyba wypadki, gdzie planeta może coś w kosmos wyrzucać. Może się tak dziać, jeżeli chodzi o planety gazowe, na przykład poza Układem Słonecznym znane są planety gazowe, które są bardzo blisko swoich macierzystych gwiazd i one od nich odrywają się, cały czas jest zmiatana materia. Cały czas ten gaz, ta materia z tej planety jest wywywana w kosmos. Te planety są niezwykle gorące. To są tak zwane gorące Jowisze iI też ta materia z tych planet ucieka gdzieś w kosmos. Ale tak jak mówię, takiej planety nie ma w naszym Układzie Słonecznym, gdzieś są odrywane daleko poza Słońcem. Takie planety też długo nie trwają, po kilkudziesięciu milionach, może kilkuset milionach lat zostają po prostu zniszczone przez swoje macierzyste gwiazdy. Przez to, że były tak blisko tych gwiazd. Innych przyczyn, żeby planeta mogła coś w dużej mierze wyrzucać z siebie, jakiejś materii, nie znam. W każdym razie komety, biorąc pod uwagę ściśle definicję komety, mają całkiem inne pochodzenie. To nie jest coś, co wyrzuca planeta. To są po prostu obiekty, które gdzieś kryją się w Obłoku Oorta, gdzieś w Pasie Kuipera i po prostu mają swoje orbity. Zbliżają się co jakiś czas do Słońca i źródłem ich lotu i ich zbliżania się do Słońca nie jest jakaś planeta. To są po prostu szczątki po tworzeniu się Układu Słonecznego, ale też mogą być szczątki gdzieś spoza Układu Słonecznego. To też nie jest wykluczone. A więc jak najbardziej źródłem komet czy jakichś kosmicznych pocisków planeta w naszym Układzie Słonecznym nie może być w normalnych warunkach. Taka sytuacja może być tylko wtedy, gdy następuje kolizja dużych obiektów. W innym wypadku tak się nie dzieje.
[01:52:40] - Mam takie pytanie: czy może zaistnieć taka sytuacja, w której przechodząca planeta w pobliżu jakiegoś mniejszego ciała skalistego, jakiejś komety, która jeszcze nie jest kometą, tylko gdzieś hen daleko jakimś ciałem skalnym, czy na zasadzie przyciągania, jakiejś dźwigni grawitacyjnej, jest w stanie skierować taki obłok w stronę centrum układu? Czy raczej ten obiekt po prostu najpierw zostałby satelitą tej planety, a następnie po prostu by na nią spadł, czy miał kolizję bezpośrednio z nią? Czy jest możliwe zaistnienie takiej procy grawitacyjnej, która wystrzeli coś stamtąd w stronę centrum układu?
[01:53:37] - Pod tym względem tak. Oczywiście jak najbardziej obiekty, które gdzieś zmieniają trajektorię pod wpływem grawitacji planet i ich ruchu, jak najbardziej mogą stać się takimi kosmicznymi pociskami. Jednak tak jak mówione było wcześniej, w Układzie Słonecznym już jest w miarę spokojnie. Jest to wszystko w miarę uporządkowane i takie zdarzenia zachodzą bardzo rzadko. I nie są to zdarzenia takie, że planeta wysyła tych obiektów nie wiadomo ile, czy wyrzuca je ze swojego pola grawitacyjnego nie wiadomo ile. To są jakieś pojedyncze obiekty. Gdzieś dawno temu, gdy było bardzo tłoczno i gęsto w Układzie Słonecznym, takie wydarzenia miały miejsce. Jak najbardziej. Były chmury szczątków, były gęste chmury różnych odłamków i planety, które się tworzyły, które się formowały, faktycznie przyciągały te obiekty. Te obiekty zderzały w te planety albo zostawały na orbitach tej planety. Tak to wyglądało, jeżeli chodzi o Saturna, o Jowisza, nawet Marsa. Te planety mają księżyce, które są przechwyconymi takimi szczątkami, planetoidami, asteroidami przechwyconymi przez pole grawitacyjne tych planet. A więc planety jak najbardziej mogą przyciągać takie obiekty, które uderzą w ich powierzchnię czy gdzieś wlecą w ich chmury. Te obiekty mogą zostać naturalnymi satelitami, bądź mogą doznać przyspieszenia i zostać wyrzucone gdzieś w stronę Słońca albo gdzieś całkiem poza Układ Słoneczny. Jak najbardziej takie trzy możliwości są. To się dzieje, ale tak jak mówię, teraz w Układzie Słonecznym jest w miarę spokojnie. Nawet pas asteroidów między Marsem a Jowiszem tak naprawdę nie jest jakimś bardzo zatłoczonym miejscem, bo nasze sondy kosmiczne, które leciały do gazowych olbrzymów, przelatywały przez ten pas i nie były nigdy w żadnym momencie blisko jakiejś asteroidy, która mogłaby uderzyć w taką sondę. A więc ta przestrzeń między tymi asteroidami w takim pasie asteroid jest naprawdę bardzo duża. Więc na dzień dzisiejszy, gdy już jest tak spokojnie i wszystko jest w miarę ustabilizowane w Układzie Słonecznym, takie sytuacje, że jakaś planeta wyrzuci gdzieś obiekt zdarzają się, ale nie jest to jakieś super częste i tak jak wspominałem wcześniej, Jowisz jest takim przede wszystkim odkurzaczem w naszym Układzie Słonecznym. Takim kosmicznym odkurzaczem, który może jak najbardziej gdzieś wyrzucić w stronę Słońca, przyspieszyć jakiś obiekt, ale głównie on po prostu te obiekty przyciąga i gdzieś te obiekty uderzają, zostają wchłonięte przez Jowisza.Ale tak jak mówię, nawet Mars ma dwa księżyce, Fobosa i Deimosa i są to przechwycone planetoidy przez grawitację tej planety. Tak jak mówię, są trzy możliwe wersje wydarzeń: albo obiekt uderzy w planetę za bardzo przyciągnięty, albo zostanie na orbicie, będąc jej naturalnym satelitą, albo może też zostać wyrzucony z większą prędkością w jakimś kierunku.
[01:57:36] - Tymczasem profesor Daniel Whitmire, astronom, twierdzi, że Planeta Dziewiąta przechodząc sobie, hasając gdzieś daleko na obrzeżach Układu Słonecznego, może prowadzić do takich sytuacji, że ona jednak kieruje te komety w stronę naszą i jego zdaniem te komety odpowiadają za epizody masowego wymierania, które zdarzają się co kilkadziesiąt milionów lat. Chociaż to, co mówisz, Marku, stawia tę hipotezę w nowym świetle, bo nie oszukujmy się, Układ Słoneczny, ogólnie cały kosmos. Do tego też wprowadzono pewną-- o czym chcę powiedzieć? Chcę powiedzieć o porządku. Nam się wydaje, że to wszystko jest uporządkowane. Natomiast są dwie szkoły patrzenia na wszechświat, że to jeden wielki chaos albo jeden wielki porządek. Dlatego istnieje pewne rozróżnienie między terminem kosmos i wszechświat. Niektórzy uznają, że kosmos opisuje ów ukryty porządek w tym wszystkim, a wszechświat to jest po prostu kupa gruzu, która tam gdzieś krąży. Oczywiście szkoły myślenia są różne. W każdym razie w tym wielkim bajzlu kosmicznym raz na jakiś czas stanie się coś takiego, co skieruje w naszą stronę jakiś wielki kosmiczny kamyk lub kometę. I wtedy dochodzi do tak zwanego masowego wymierania. Chris, nie oszukujmy się, ta hipoteza o tym, że Planeta Dziewiąta może być takim małym karcicielem Ziemi, wywołuje spore emocje. Co prawda nie znamy jeszcze dziewiątej planety, nie wiemy, gdzie ona jest, ale sam fakt, sama częstotliwość masowego wymierania sugeruje, że coś może je powodować. Coś, co krąży gdzieś wokół nas i coś, czego nie do końca rozumiemy. Ale widzę, że tutaj Marek chce jeszcze coś powiedzieć. Oddajmy mu na chwilę głos.
[01:59:46] - Tak, właśnie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że ta planeta może mieć wielkość Neptuna, jest naprawdę sensownych rozmiarów, to jest taka szansa, że faktycznie, podobnie jak znane nam planety, może, tak jak mówiłem, będąc gdzieś w okolicach tego Obłoku Oorta, faktycznie zmieniać orbity tych obiektów i kierować je w stronę Słońca, w stronę między innymi Ziemi. Jest to możliwe, ale biorąc pod uwagę tę hipotezę tego pana, który twierdzi, że Nibiru robi to, sugeruje, że jednak to jest jakieś celowe działanie, że istoty na tej planecie mogą bardziej celowo to robić, że te wielkie wymieranie gatunków jest czymś zamierzonym. Jeżeli dobrze was rozumiem oczywiście.
[02:00:48] - Nie. Whitmire jako astronom mówi, że ten obiekt po prostu swoją naturą-- tam nikogo nie ma.
[02:00:57] - Okej.
[02:00:58] - W ogóle nie podejmuje takiej dyskusji.
[02:00:59] - Czyli tu już nie mówimy o Nibiru, tylko o-
[02:01:02] - O Planecie Dziewiątej. Ona po prostu samym swoim jestestwem. Niestety tak się brzydko ustaliło, że wystrzeliwuje w naszą stronę komety, które mogą być-- ale wiesz.
[02:01:15] - To jest sfera bardzo, że tak powiem, dużego gdybania, bo-
[02:01:21] - Dlaczego? Bo mamy przecież-
[02:01:22] - Planeta po prostu, tych obiektów tam są miliony i one po prostu co jakiś czas mogą się zbliżać bez ingerencji jakiejś planety.
[02:01:32] - Dodatkowo mamy przecież jeszcze takie zagrożenia, które mogą zostać wygenerowane na naszej ziemi przez siły, które są związane z naszą planetą. Mówię tutaj między innymi o wulkanizmie, który takie wymieranie też może spowodować.
[02:01:48] - Oczywiście.
[02:01:49] - Mamy zagrożenia z kosmosu, które są dobrze znane i oklepane, jak na przykład komety i asteroidy, które mogą wywołać zimę tutaj, na naszej planecie, mogą doprowadzić do spadku temperatur, mogą zagazować w niektórych przypadkach życie na Ziemi. Ale mamy też sytuacje, o których się mówi rzadko i które w skali kosmosu są rzadkie, są nietypowe. Wyobraźmy sobie na przykład to, że Ziemia zostaje trafiona promieniem gamma z kosmosu wystrzelonym z wybuchu supernowej. I według niektórych astronomów właśnie to odpowiadało za słynne wymieranie megafauny sprzed kilkunastu tysięcy lat. Ale porównajmy teraz tą hipotezę z innymi, które mówią, że była to kometa, że było to Nibiru i tak dalej. Tak naprawdę robi nam się niezły rozpiezdzie na tym polu i każdy, kto trochę czuje chęć zabłyśnięcia, tworzy sobie nową teorię. Także cóż, masowe wymierania się zdarzały i pewnie zdarzy się następne. Pytanie, czy będziemy tego ofiarą. Ale czy winne temu jest Nibiru? I czemu to Nibiru? Używam tutaj swego rodzajuPrzenośni, ale widzę, że Chrisa nie ma. Chris przed chwilą wyleciał ze swojego stołka, tak jakby przynajmniej doszło do jakiegoś kataklizmu. Widziałem, jak ucieka. Szczerze mówiąc, nie wiem, gdzie się podział. Marku Ivelliosie, chociaż muszę ci powiedzieć, Marku, że wymyśliłem dla siebie nowy pseudonim Grzybelios. Nie wiem, czy się podoba.
[02:03:33] - Grzybelios, ale z jakiej to okazji?
[02:03:36] - Nie wiem. Tak sobie myśliłem. Albo Grzywelios w związku z swoimi długimi, pięknymi włosami. Ciągle mówimy Iwelius, trochę się klepało po 60 debatach. Człowiek ma trochę, wiesz.
[02:03:49] - Ale prawie 70.
[02:03:51] - Właśnie. Mogę się nazywać Grzyweliosem? Żartuję.
[02:03:56] - Musimy coś wymyślić na debatę 69.
[02:04:00] - Widzę, że tutaj dziś się włącza. Nie ma Chrisa, chwileczkę mnie nie było. Nie wiem, czy Arek Kocik odpowiada na to pytanie. Chyba tak. Dobrze kombinuję.
[02:04:11] - Zadałem pytanie Markowi, na które otrzymałem bardzo satysfakcjonującą odpowiedź i tutaj nie ma nic do dodania odnośnie tych obiektów.
[02:04:27] - Dopóki Chris nie wróci, to znaczy nie wiemy, czy wróci, czy nie zaszła w New Jersey jakaś katastrofa. Nie widzę na razie, żeby się coś paliło. Chris, dobrze, że jesteś. Myśmy cię już tutaj obgadywali. Co się tam działo? Bo widziałem, że tak uciekłeś nagle z tego stołka. Co tam się dzieje? Nibiru? Jakaś potrzeba czy co?
[02:04:48] - Nie, po prostu normalne.
[02:04:52] - Zobaczyłeś, że kot gryzie kabel.
[02:04:55] - Nie, ta nasza dzisiejsza dyskusja troszeczkę przypomina historię, kiedy zapytano trenera Górskiego, jaki przewiduje wynik meczu, a on na to odpowiadał, że albo wygramy, albo przegramy, albo będzie remis.
[02:05:11] - Ja bym tutaj w tym momencie zapytał Grzyweliosa, bo wymyśliliśmy dla niego nowy pseudonim. Po śląsku to by było mniej więcej tak: piźnie albo nie piźnie, prawda?
[02:05:24] - Albo pójdzie bokiem.
[02:05:26] - Na dwa i babka wróżyła.
[02:05:29] - Właśnie. Chrisie, czy piźnie, czy nie piźnie, czy pizgało w przeszłości? Jak to było twoim zdaniem? Czy epizody masowego wymierania możemy podciągnąć pod działalność Planety Dziewiątej, jak chce profesor Whitmire, o którym przed chwilą wspominaliśmy?
[02:05:44] - Cały problem polega na tym, że nasza współczesna astronomia, ta bardzo poważna nauka, jest generalnie nauką młodą. Oddzielając się od astrologii, odebrała sobie mnóstwo narzędzi, z których dziś ciągle jeszcze się wyśmiewa. Uważa, że te narzędzia i patrzenie na relacje pomiędzy sobą planet jest w zasadzie zabobonem niepotrzebnym zupełnie. A wiele wskazuje na to, że relacja pomiędzy planetami istnieje. Między innymi teoria na temat elektrycznego wszechświata. O tym, że wcale nie grawitacja rządzi tutaj relacjami pomiędzy planetami, a właśnie zwykła elektryka, która nieoczekiwanie, w którymś momencie, w którymś układzie, zestawieniu ze sobą planet powoduje, że potężna siła, potężna energia jest przemieszczana być może nawet pomiędzy galaktykami. I dlatego wszechświat w tym sensie jest absolutnie nieobliczalny i może dojść w nim do olbrzymich zmian. Astronomia, jaką my dzisiaj omawiamy, jest astronomią opartą na instrumentach obserwacyjnych i oczywiście skomplikowanych obliczeniach matematycznych. I jak widzimy, cała ta dyscyplina jest niezwykle dynamiczna, bo nieustannie mamy jakąś nową teorię, którą trzeba konfrontować z tym, co jest. I dochodzimy do takiego punktu, że właściwie, żeby postawić jakiś bardziej radykalny wniosek, musielibyśmy przestawiać wszystkie klocki i zmieniać to wszystko na nowo. Natomiast sam fakt, że profesor Brown z Caltechu, który zdegradował Plutona, a jednocześnie odkrył nową planetę, która ciągle nie ma jeszcze imienia i będzie Planetą Dziewiątą ewentualnie w naszym Układzie Słonecznym, już pokazuje, że istnieją jakieś siły, które tworzą zamieszanie. Zamieszanie poza naszym Układem Słonecznym. Ono się już rozgrywa i być może dotyka także naszego Układu Słonecznego, ponieważ nie bardzo jesteśmy w stanie określić, jaka jest trajektoria, jaka jest orbita takiej planety. Bardzo trudno nam jest przewidzieć, w jaki sposób ona narozrabia, ale jednocześnie, gdy patrzymy na to, co się dzieje z planetami naszego znanego Układu Słonecznego, widzimy, że działy się tam różne rzeczy. Widzimy na przykład szalały na Marsie. Widzimy, że jeden z biegunów Marsa jest kompletnie czymś oderwany, jakby coś w niego naprawdę mocno przywaliło. Czyli w tym momencie dochodziło kiedyś w historii do jakiegoś zamieszania. Jest teoria taka, że Wenus nie jest planetą, która istnieje od zawsze w Układzie Słonecznym, ale została oderwana właśnie od Jowisza i przechodząc przez Układ Słoneczny sama robiła potężne zamieszanie. Także w momencie, kiedy mamy do czynienia z potężną, olbrzymią planetą, której jeszcze nie widzimy, ale widzimy jej działanie, być może właśnie w pewnym układzie, tym energetycznym, dynamicznym pomiędzy planetami, gdzie częścią tego układu jest nasz Układ Słoneczny, może dojść do tego, że niektóre ciała niebieskie będą w jakiś sposób zachwiane w swoich pozycjach, orbitach i miejscach, a szczególnie różnego rodzaju asteroidy.Które zmieniając swoją trajektorię lotu nagle, nieoczekiwanie staną się zagrożeniem dla Ziemi. Stąd mówienie o tym, że nasz Układ Słoneczny jest miejscem szalenie spokojnym, to tak jakby chcieć przekonać dinozaury, że tak naprawdę panowie nic się nie stało, nic się tak naprawdę nie wydarzyło. Coś przywaliło, ale wszystko już jest w porządku. Jedziemy dalej.
[02:09:25] - Aż tak szalenie spokojnym nie jest, aż tak nie, ale w porównaniu z przeszłością jest już w miarę stabilnie, spokojnie.
[02:09:35] - Ostatnie doniesienia mówią o tym, że co jakiś czas, ostatnio dość często, przelatuje obok Ziemi coś, czego NASA nie przewidziała, nie obserwowała. Przez jakiś czas mówiono nam, że już tylko takie małe kamyczki nie są obserwowane, niebrane pod uwagę, bo są zbyt małe, żeby nawet zagrozić Ziemi. Natomiast kamień wielkości dziesięciopiętrowego budynku to już jest coś dosyć poważnego. Jeżeli NASA o tym nie wie, to w takim razie skąd się to wzięło? A wziąć się mogło to właśnie stąd, że na skutek właśnie tej relacji pomiędzy planetami, przez to, że przedziera się coś nagle potężnego gdzieś na obrzeżach naszego Układu Słonecznego. Być może któraś z tych asteroid została wytrącona ze swojej orbity i nieoczekiwanie znalazła się w pobliżu Ziemi wraz ze zbliżaniem się tej planety, ewentualnie tej dziewiątej planety, którą odkrył doktor Brown. I nie ma ona wątpliwości, że ona istnieje. W takim razie tych niebezpiecznych zjawisk będziemy mieli coraz więcej. I być może rzeczywiście jest to jakaś cykliczność, jeżeli taka planeta istnieje gdzieś rzeczywiście na głębokich peryferiach naszego Układu Słonecznego i rzeczywiście nie zbliży się na odległość taką, jaka na przykład jest między Ziemią a Plutonem, to istnieje bardzo poważna możliwość, że doprowadzi to do poważnych zaburzeń na Ziemi z tego względu, że tak duża planeta szereg tych asteroid wytrąci z orbity. I wówczas możemy mieć do czynienia z taką sytuacją, jaką opisywał Hancock w swojej książce, którą omawialiśmy w naszym radiu, że nagle pojawi się ciało niebieskie, na przykład takie jak kometa, które kompletnie zmieni życie na Ziemi i strukturę życia na Ziemi. Jednocześnie takie ciało niebieskie jak kometa, przywalając w ziemię, wywołuje masę innych dodatkowych efektów. Wywołuje tsunami, wywołuje wybuchy wulkanów, wywołuje trzęsienia ziemi. Te ostatnie trzęsienia ziemi i te niepokoje wulkaniczne być może również związane są w jakiś sposób z tym, że równowaga tego naszego w cudzysłowie stabilnego Układu Słonecznego została już gdzieś naruszona. I teraz jest tylko kwestią czasu i eskalacji tego zjawiska, ażeby właśnie do czegoś takiego doszło. Niektórzy widzą nawet możliwość zmiany biegunów na naszej planecie, co również wiąże się z wieloma bardzo nieprzyjemnymi historiami, które nie potwierdzą tego, że nasze miejsce jest bardzo spokojnym miejscem w przestrzeni kosmicznej. Także w taki sposób to wszystko widzę. Jeżeli oprzemy się wyłącznie na nauce, musimy się oprzeć na pewnych dogmatach, w związku z czym dyskusja i spekulacja nie ma tutaj miejsca. Musimy poczekać na wydarzenie, na sytuację, która w sposób diametralny zmieni ten punkt widzenia. Jeżeli do tej pory wciąż jest grupa ludzi, która uważa, że ta planeta dziewiąta jest wyłącznie hipotetyczna, ponieważ nie wiemy, gdzie ona jest, to w takim razie znów musimy zawiesić naszą dyskusję, nie prowadzić jej dalej dotąd, aż ktoś wreszcie pokaże palcem, że ten punkcik jasny gdzieś tam na jakimś ze zdjęć jest właśnie tym, o czym my tu mówimy. Ale myślę, że w takim typie i trybie dyskusji, jakie my tutaj prowadzimy, pozwalając sobie na wiele spekulacji, patrząc na to, że nawet z pozycji naukowca, że już to zamieszanie w przestrzeni kosmicznej jest dostrzegalne, możemy absolutnie założyć, że musiało je coś wywołać i najpewniej jest to dużych rozmiarów planeta, której trajektorii, której orbity ciągle nie potrafimy ustalić. Ale to oznacza właśnie, że jest to bardzo poważna zmiana w tym naszym pięknym krajobrazie na tym Układzie Słonecznym.
[02:13:35] - W tym momencie dodzwonił się do nas nasz stały słuchacz, pan Edek. Dobry wieczór, jesteśmy już na antenie.
[02:13:41] - Dobry wieczór panowie. Przez kilka ostatnich debat nie mogłem się dodzwonić, bo były problemy. W związku z tym proszę o dużą sprawiedliwość, szczególnie pana Piotra, który jest takim pręgiem dyscyplinującym panów debaty. Więc zaczynam. Na wstępie chciałem się odnieść do bratniej świadomości intelektualnej, czyli do pana Chrisa Nikini. Ja również jestem obrońcą życia i nie tylko ja. Zaraz powiem, o co chodzi. Także w kwestii ostatnich debat pańska teoria o, tak nazwijmy ją, odwróconej doniczce zrobiła wrażenie, jak zresztą wszystkie panów debaty, które pomagają mi w stworzeniu sobie. Natomiast poza panami w internecie nie dowiedziałem się nic, czego już wcześniej bym nie wiedział. A dzięki panów debatom koryguję swoją teorię wszystkiego od czasu elektrostatyki. Mówię, zrobiła ogromne wrażenie. Trzykrotnie jej wysłuchałem, zrobiłem sobie notatki. Jak będą pytania niezadane, to pozwolę sobie na drobną polemikę w tej kwestii. Zresztą notatki robię z każdej panów debaty. Zrobiłem ze wszystkich. To tyle w tej materii. Jeśli się mylę, panowie, to proszę mnie poprawić, ale mam wrażenie, że na dno jeziora Titikaka była ekspedycja zorganizowana przezOjejku, jak ten Trump, uciekają mi nazwiska, ale raport był lakoniczny. Mam wrażenie, że coś takiego było. Teraz w kwestii tematu. Pierwsze oficjalne informacje dotyczące zawirowań, tak je nazwę na swoje własne potrzeby, Układu Słonecznego to był 1979-1982 rok. Wtedy doszło do opublikowania pierwszych informacji, że coś tam może jednak być. A teraz w sprawie obrońców zjawiska UFO i szeroko rozumianych tego typu osób. Ten pan, którego nie pamiętam, jak ma na nazwisko, główny oponent, wysłuchałem jego trzech czy czterech prelekcji, bo tak to trzeba określić. Powiem tak: pan dekna socjotechnika. Gdyby mnie tak fasował, to bym miał krakersy, a nie byłoby mnie stać na golonkę po bawarsku z piwem. To tyle. Natomiast ja mam taką manierę, to taka zawodowa zboczenie, że w różnych sytuacjach, jeśli jestem zainteresowany oczywiście stanowiskiem danej osoby na jakiś temat, to robię takie wrzutki. Często, jak czekam na przykład, ktoś się spóźniał i tak dalej, to mówię: „No może to kosmici porwali”. I potem, jeśli jest ku temu stosowna okazja, to staram się kontynuować, słuchać. I powiem tak: za każdym razem, kiedy to robiłem, byłem zawsze zaskoczony. Kiedyś zapytałem o tego typu kwestie, zresztą później zawzięliśmy się, bardzo dobrego prawnika, który swego czasu pełnił bardzo poważne funkcje w instytucjach międzynarodowych. Zapytałem go wprost: „Słuchaj, jesteś bardzo dobry karnista. Gdybyś miał bronić teorii, które są przeciw tej całej, nazwijmy to, anunackiej kwestii, to czy byś obronił? Bo to byłby proces poszlakowy”. I facet jednoznacznie stwierdził, że z czystym sumieniem powiedział, że by się tego nie mógł, bo wyrok sądu byłby jednoznaczny w tej materii. Więc jest to jeden również z kolejnych, że tak powiem, obrońców tejże teorii. Tak sobie pomyślałem, że mam jeszcze takie pytanie do pana Marka. Na pewną kwestię to chciałbym omówić. Czy kwadrans po zakończeniu debaty to mógłbym zatelefonować na ten numer?
[02:17:44] - Ale do „Paranormalium”?
[02:17:47] - Halo, halo.
[02:17:49] - Numer do radia „Paranormalium”?
[02:17:50] - Tak. Czy też na ten 530, mam zapisany.
[02:17:54] - Panie Edku-
[02:17:56] - Podam ci adres do Marka chyba.
[02:17:58] - Ja nic nie słyszę w tej chwili. Nie słyszę.
[02:18:02] - Żeby nam się nie zrobił tutaj jakiś problem techniczny, to podamy panu adres mailowy do Marka i sobie ustalicie, kiedy będziecie mogli porozmawiać.
[02:18:14] - Pan mnie przecenia. Ja jestem płyta winylowa. Naprawdę. Jak ten mocz oszkowy. Ja naprawdę obsługuję tą piekielną maszynę. Włączam.
[02:18:28] - Aha, no dobra. Marku, dałoby się tak zrobić, żeby-
[02:18:33] - Ale chcę krócej absorbować te kwestie. Powiem panu, jak dalece jestem płyta winylowa. Niedaleko mam pizzerię, to za wielką wodę do córki zatelefonowałem, żeby mi podała numer telefonu, bo nie chciało mi się z domu wychodzić na ulicę.
[02:18:47] - Jeszcze mam takie pytanie do pana, żeby pan to ocenił ze swojej perspektywy, bo my tutaj dzisiaj mówimy o temacie, który odsłania nam miękkie podbrzusze nauki, bo pokazuje nam jak-
[02:18:59] - Ono jest bardzo miękkie.
[02:19:01] - Tak. Jak jeden problem może rodzić bardzo różne hipotezy. I w zasadzie nie ma tutaj odpowiedzi. Ja się wielokrotnie spotykałem z obrońcami nauki. Jeżeli tu pan podkreślił już problem tego prawnika, którzy twierdzili, że tak, tylko nauka jest w stanie nas doprowadzić do świetlanej przyszłości, a tu nagle w przykładzie planety dziewiątej czy planety X spotykamy się z problemem, w którym w zasadzie żaden astronom nie jest w stanie powiedzieć, jak ten obiekt się nazywa. Czy to jest planeta X, czy to jest planeta dziewiąta? Czy jest niebezpieczny?
[02:19:36] - Oficjalnie.
[02:19:37] - Czy jest niebezpieczny, czy nie? Czy tam jest, czy go nie ma? Bardziej jest niż go nie ma dzisiaj, ale może niedługo się okazać, że go bardziej nie ma niż jest. Jak pan sądzi, czy nauka w dzisiejszych czasach nie utraciła-
[02:19:53] - Kurczę, musiałbym tutaj
[02:19:56] - Piotra nam chyba na chwilę urwało, z tego, co słyszę. Coś tam, Piotr. Piotra nam chyba na chwilę urwało. Czy się słyszymy?
[02:20:04] - Tak, słyszymy się. Słucham teraz pana Edka.
[02:20:08] - Powiem tak: to jest kwestia też rozbudowanej świadomości otaczającego nas świata i rzeczywistości. I jeśli, że tak powiem, jest ona duża, a można ją zdobyć na podstawie doświadczeń własnych lub zasłyszanych. Zresztą ja mam wygodną robotę, bo zbieram informacje od osób i tworzę z tego jakąś tam swoją kwestię. Nie można dojść do innego przekonania, że żyjemy w świecie interesownym, że jest splot ogromnych, potężnych, różnych interesów, nacisków. I tutaj poniekąd pan Kris trochę odpowiedział na te kwestie, że gdyby przyznać to czy tamto, że jednak to miało miejsce, bo w tej chwili opieramy się na poszlakach bardzo poważnych, potężnych, ale jednak poszlakach. Natomiast gdyby ktoś wywalił przysłowiową kawę na ławę, to świat by się wywrócił na lewą stronę. Mógłby się wywrócić na lewą stronę. I teraz jest pytanie, co z tym zrobić dalej, bo te autorytety by popadały, trzeba by profesury poddawać. Także to jest trochę takie moje stanowisko. Kiedyś powiedziałem butnie, powiem tak, panie Piotrze, są ludzie, którzy wiedzą, co mówią i mówią, co wiedzą, aŻeby tak całkiem nie dywagować, szanowny panie Piotrze, powiem tak: wszyscy panowie zetknęliście się z efektami mojej pracy. Pan Krysmiki również. I stąd może moja trochę niesympatyczna, ale pewność pewnych kwestii. Tak jak powiedziałem wcześniej, jest mnóstwo poszlak. Z tym że są czynniki z różnych względów. Przy którejś debacie pan Krysmki powiedział, że każdy lubi zjeść jajeczko, wypić piwo lub dwa. Ja dodam naście. Ponieważ naziści lecą, czy nie, zabezpieczyć się trzeba. To są ogromne sproty różnych interesów i to jest taka tłuszcza. Co więcej, są tam też takie ośrodki czy też jednostki, które wierzą w to, co mówią. To już jest w ogóle przypadek kliniczny niemalże. Natomiast są takie prawdy, takie aksjomaty, które można wyciągnąć. Tak jak mówię, ten mój zaprzysiężony prawnik. Nie, mój to duże słowo. Nie mój osobisty prawnik. Stwierdził, że jednak nie podjął się, bo z czystym sumieniem przyznaje, że by przegrał. Co więcej, ja tego typu fortel stosowałem wobec bardzo różnych osób. I w tym panu przykład kolejny. 1991, 1992 rok współpracowałem z taką dużą firmą komputerową indyjską, a de facto singapurską. I jak tego typu firmy, to zawsze musi być jakieś wojsko tam. Więc był kapitan armii indyjskiej. Przesadzę. Wokół niego tam się kręcił taki człowiek, co mi tłumaczył troszeczkę Mahābhārata. To są trudne teksty rzeczywiście, ale ja osobiście lubię trudne teksty. Przebrnąłem przez to trzykrotnie. I tam wokół niego, kto miał kontakt z Indiami, to będzie wiedział. Na polskiej to będzie świętoszek taki. To był Nepalczyk. I sobie różne padawanki ucinaliśmy na tego typu tematy. I tenże Nepalczyk, Kiszen miał na imię. To był rodzaj takiego amuletu. Paradoksalnie w niektórych instytucjach w Polsce również są takie amulety. Dodałem paradoksalnie. Zawieszane. Ale to był rodzaj takiego amuletu, który miał przynieść powodzenie tejże firmie, która tutaj na rynku europejskim funkcjonowała. I dlaczego świętoszek? Bo to był taki facet, który został poproszony o to, żeby tylko był. On taki był „wystarczy być”, jak w tym filmie słynnym. I on nie miał żadnych wątpliwości, ten prosty człowiek, że szeroko rozumiane istoty pozaziemskie były twórcami ich niebiańskich istot, czyli jakby bóstw. Z tym że nie należy tego mylić z bogami. Bo ilekroć ktoś w różnych dyskusjach porusza te kwestie, to ja proszę o definicję twórcy wszystkiego. Więc już kiedyś się wypowiadałem. Ktoś, kto mówi, że to rozumie, to absurd. I z tych i wielu innych powodów nie będę panom zabierał czasu, bo tak jak kiedyś powiedziałem, panów wolę słuchać niż mówić. Jestem jednak obrońcą Sycyna, bo to, że w większości tłumaczy starych tekstów to są Niemcy. Już kiedyś wspominałem, że miałem jakieś kontakty z takim facetem z NRD dawnego. On był rangę pułkownika. On też nie miał co do pewnych rzeczy wątpliwości. Tyle tylko, że jest po 20. Jeszcze nie ma 22. Szanowni panowie, to jest tak. Już kiedyś wspomniałem, że rozwój świadomości cywilizacyjnej to jest rozwój taki, jesteśmy powiedzmy na poziomie dziewięcio-, dziesięciolatka. Mówię o większości, całej masie. Jeśli do mamusi przychodzi wujek albo odwrotnie do mamusia ciocia. Do tatusia ciocia. Nieważne, już zostawmy te kwestie. Jeśli rodzice jakieś tam sobie robią figle, temu dziecku nie można tego powiedzieć, bo on tego nie zrozumie, a jeśli zrozumie, to wywróci to jego świat na drugą stronę. I co więcej, podkopie autorytet tych rodziców w rozumieniu tego dziewięciolatka. I to jest kolejny powód, chociaż nie najważniejszy, dla którego tego typu informacje są spychane, dyskredytowane i różni tacy powstają jak ten pan, jak mówię, nie pamiętam jak mu na nazwisko, ale tandetna socjotechnika, taka nakierunkowana w ogóle. Absurdny facet. Nie mówię o treści, tylko o formie. Że jego forma zdradza intencje. To jest bardzo proste. Kiedyś, jak będzie zapotrzebowanie, to opowiem o tym, jak to się odczytuje. Ale się rozgadałem. A jeszcze jeśli można teraz, panie Piotrze, bo myślałem, dlaczego pan powiedział o sobie, że Moses? A już wiem. Chyba wiem, bo Moses to bardzo wyjątkowy iglak.
[02:26:45] - Jezu, mówiąc, chciałem się nazwać Bóg, ale to by była zbyt wielka prowokacja i by zaraz mi się z Bookiem zrobili.
[02:26:57] - Że pan Marek to byłby orzech, bo jest odporny na wszelkie czynniki zewnętrzne. Pan Krysmiki to dąb. A ja skromnie może wierzba płacząca. Pochylam się nad losem wielu.
[02:27:10] - Moje ulubione drzewo, które nie występuje u mnie i bardzo mi się podoba, chociaż w tym miejscu-
[02:27:17] - Ja to, panie Edku, jestem kosodrzewina, bo mnie żadna lawina nie powali. Żadna lawina mnie, najwyżej przysypie, ale w końcu musi i tak stopnieć
[02:27:26] - Ja to wyjaśnię Markowi Marcinkowskiemu, o co chodzi, bo kiedyś zadzwonił do nas słuchacz, który miał pseudonim Jesion. I ja się zacząłem zastanawiać, jakie byśmy przybrali pseudonimy, gdybyśmy mieli wziąć za pseudonim drzewo. No to ja powiedziałem modrzew, bo powiedziałbym Bóg, ale potem by mnie skojarzyli z jakimś tam.
[02:27:51] - Może to poszedł sukces. Jeszcze jeśli można dwa słowa, bo pozazdrościć pacjentom doktora nauk medycznych, który też jest słuchaczem państwa o otwartej głowie, bo większość lekarzy to tak tylko bisekto i lewatywa, bisekto i lewatywa. A jeśli jest taki człowiek, mówię doktor nauk medycznych, to pozazdrościć jego pacjentom. Przy okazji też pozdrawiam. Cieszę się, że mogłem pomóc w kwestii tej brandy do herbaty.
[02:28:25] - Pozdrawiamy doktora.
[02:28:28] - Jeśli będzie wolno, to 10–15 minut po zakończeniu debaty mogę zatelefonować, czy może w drugą stronę? Jak panu wygodniej?
[02:28:38] - Ja prawdopodobnie w tym czasie będę zajęty właśnie obróbką debaty, także raczej wolałbym inny dzień o jakiejś wcześniejszej porze, na przykład o 20:00.
[02:28:47] - Ale mówię o tym numerze stacjonarnym, tak?
[02:28:50] - Może pan pod numer stacjonarny dzwonić. Oczywiście.
[02:28:54] - Dobrze. To w takim razie cóż. Może jutro? Może być?
[02:28:58] - Może być. Oczywiście.
[02:29:00] - Okej, bo mówię, mam taki pewien pomysł. Zgadza tylko fragment, bo jest tego pomysłu, bo zakładam, że wszyscy słuchacze Radia Paranormalium, w szczególności debat ufologicznych, to są czytacze również „Nieznanego Świata”. Ale czy też wszyscy czytacze „Nieznanego Świata” to są słuchacze? O to już bym się niełożył.
[02:29:20] - Ja też nie.
[02:29:24] - To tyle. Dziękuję serdecznie. Przepraszam bardzo za to, że zabrałem panom tyle czasu i jak to mówi jeden ze słuchaczy nastawiam się na odbiór.
[02:29:34] - Pozdrawiam. Pozdrawiam również Reptiliankę.
[02:29:38] - Ale to teraz, panie Piotrze, muszę jeszcze słowo. Jak pan pozdrawia Reptiliankę. Reptilianka dzięki państwa debatom w tym tygodniu dostała stary węgiel, bo upominała się, że coś musi być, więc dostała stary węgiel. To tyle.
[02:29:54] - No co?
[02:29:56] - Stary węgiel.
[02:29:57] - Rozumiem. Ostro.
[02:30:02] - No cóż, czasem trzeba ponieść konsekwencje własnej pasji. Kłaniam się.
[02:30:08] - Pozdrawiamy.
[02:30:09] - Pozdrawiam. Do usłyszenia.
[02:30:11] - Pozdrawiamy. Powracamy na chwilę do tego, co mówił Chris. Chris tutaj siedzi opatulony takim kocem. Mówię: „To Chris?” W ogóle, bo my się widzimy na kamerkach, chociaż państwo pewnie tego nie wiecie. Chris teraz wygląda trochę jak Matka Teresa.
[02:30:28] - Uderzające podobieństwo. Ja teraz jak uchodźca syryjski.
[02:30:32] - Wyglądasz jak moja sąsiadka, pani Pelasia. Pani Pelasia nas nie słucha, także pewnie się nie obrazi. Powracamy do-
[02:30:42] - A ja? To my sobie to wyjaśnimy w New Jersey.
[02:30:49] - Na ustawce.
[02:30:50] - Pani Pelasia.
[02:30:54] - Chris Pelasia. Dzisiaj tak nadajemy pseudonimy, jak był Grzybelios, to jest teraz Pelasia.
[02:31:02] - Pelagia Kosodrzewina.
[02:31:06] - Tak, powracamy do tego, co mówił Chris, który powiedział, że potrzebne nam są dowody. A był pewien uczony nazwiskiem Scholz, który twierdził, że znalazł dowód na to, że przez nasz Obłok Oorta, bo tak go chyba możemy nazwać, przeszła może nie Nibiru, ale coś równie straszliwego. Gwiazda. Gwiazda, która mogła wystrzelić w naszym kierunku komety i mieszkańców owego obłoku. Temat jest pasjonujący i mało znany, dlatego kieruję to pytanie o gwiazdę Schulza do Marka Marcinkowskiego. Marku, czy istnieje hipotetyczna możliwość, że przez nasze sąsiedztwo, chociaż tutaj Obłok Oorta to bardzo dalekie sąsiedztwo, może po raz kolejny przejść jakaś gwiazda?
[02:32:01] - Tak, są takie obliczenia. Zostały zrobione pomiary ruchu tysięcy bliskich gwiazd. Cały czas są badane te najbliższe okolice naszego Układu Słonecznego, te najbliższe gwiazdy. I takie gwiazdy są na trajektoriach, które właśnie mówią nam o tym, że mogą zbliżyć się do naszego Układu Słonecznego. Z tym że te zbliżenia to są zbliżenia rzędu jednego roku świetlnego, a więc odległość w skali kosmosu bardzo mała, ale dla człowieka i dla naszego Układu Słonecznego jest to jednak ogromna odległość, która tutaj, biorąc pod uwagę te bodajże kilka gwiazd, które gdzieś tam kiedyś się zbliżą do naszego Słońca i po prostu ta odległość jest tak duża, że nie będzie miała wpływu na naszą planetę tak bezpośrednio. Układ podwójny brązowego karła i czerwonego karła zbliżył się z tego, z tego coCo wiem, 70 tysięcy lat temu do naszego układu planetarnego.
[02:33:38] - I czy to wtedy miało jakieś konsekwencje dla naszej planety?
[02:33:44] - Jeżeli chodzi o katastrofę na naszej planecie, to z tego, co wiem, nic takiego nie zadziało się 70 tysięcy lat temu. Mniej więcej w tym okresie nasz gatunek zaczął być homo sapiens. Może wyprostowaliśmy się mniej więcej wtedy? Dokładnie nie pamiętam. Może Krystian mnie poprawi, ale z tego, co kojarzę, to chyba nic się wtedy takiego dramatycznego na skalę globalną nie wydarzyło, żeby mogło zagrażać życiu na naszej planiecie. Nie było jakiegoś ogromnego zderzenia. Pamiętajmy, że nawet gdy te gwiazdy się zbliżyły, zapewne zrobiły bardzo duże zamieszanie w Obłoku Oorta. Należy pamiętać, że nawet jeżeli jakieś obiekty z tego Obłoku Oorta zostały wysłane w stronę Słońca, w stronę Ziemi, to one dotrą do nas dopiero za nawet kilka milionów lat. A więc to nie jest tak, że obiekt, który zaburzył orbity tych komet, planetoid, szybko się pojawi w naszym otoczeniu. Astronomowie obliczają, że to są naprawdę setki tysięcy, miliony lat, aby taki obiekt dotarł gdzieś tutaj, w okolice Ziemi z odległości rzędu jednego roku świetlnego, gdzie ta Gwiazda Schulza się pojawiła. Także o tym należy pamiętać, że taki obiekt, jak zostanie wytrącony ze swojej orbity, nie wystrzeli z niewiadomo jaką prędkością w stronę Słońca. Takie gwiazdy zbliżą się też. Będą miały miejsce kolejne takie zbliżenia, ale to też nie będzie szybko. To też są setki milionów lat, a więc w skali życia człowieka czy w skali istnienia człowieka na Ziemi to jest naprawdę bardzo odległy czas. I tak jak mówię, z tego, co wiemy, to te odległości w przyszłości tych zbliżeń gwiazd także będą rzędu części roku świetlnego. A więc to będą mimo wszystko nadal ogromne odległości względem Ziemi. I pamiętajmy o tym, że kosmos jest ogromny i w bardzo dużym procencie jest po prostu pusty. Zbliżenia obiektów, takie bezpośrednie, zdarzają się niezwykle rzadko. Bezpośrednie w sensie takim, że gwiazda miałaby wręcz otrzeć się o inną gwiazdę. To są niezwykle rzadkie zjawiska, nawet gdy mówimy o zderzeniu galaktyk, a więc o zderzeniu setek miliardów gwiazd, grupy setek miliardów gwiazd z drugą grupą setek miliardów gwiazd, to nadal przestrzeń pomiędzy tymi gwiazdami jest tak duża, że do zderzeń gwiazd dochodzi bardzo rzadko. A więc pamiętajmy o tym, że jednak przestrzeń kosmiczna jest ogromna. Jest to ogromna pustka i takie zderzenia są niezwykle rzadkie i nic na to nie wskazuje, że w jakiejś przeszłości nam znanej takie zbliżenie, jakieś bardzo dramatyczne, bardzo bliskie miało miejsce z jakąś gwiazdą. Nic na to nie wskazuje. A to, o czym wiemy, to tak jak mówię, są to duże odległości, to są rzędy lat świetlnych mimo wszystko. Jak najbardziej. Tak jak mówię, cały czas jest ta szansa, że jakieś obiekty zostają wytrącone ze swoich orbit, mogą lecieć w stronę Słońca, w stronę Ziemi, ale to nadal będzie ogromna ilość czasu, zanim te obiekty dotrą do naszych okolic. I jeszcze kwestia tego, jaka jest szansa, żeby taki obiekt jednak uderzył w naszą planetę. To też jest znikoma szansa. Tak, oczywiście, tak jak jest. Przez te miliony lat, przecież ludzie istnieją od powiedzmy 100 tysięcy lat. Ale ile milionów lat temu były dinozaury? Od ilu miliardów lat jest życie na naszej planecie? W przeciągu tak długiego czasu te uderzenia miały miejsce jak najbardziej, ale to jest ogromna długość czasu. Człowiek jest na Ziemi zaledwie od ułamka sekundy tego kosmicznego czasu, więc mimo to jest spokojnie w Układzie Słonecznym, bo gdyby było naprawdę niespokojnie, to życie na naszej planecie po prostu by nie zaistniało w formie bardziej złożonej. To jest najlepszy dowód na to, że w Układzie Słonecznym od dłuższego czasu jest naprawdę spokojnie i stabilnie. Właśnie to, że żyjemy na tej planecie to jest dowód na to, że jest spokój.
[02:39:31] - Mhm.Przejdźmy do tematu, który związany jest bardziej z teoriami spisku. Przed chwilą Chris zwany Pelasią jakiś czas temu mówił o tym, że istnieją pewne ośrodki naukowe, które mogą obserwować nieznane obiekty zbliżające się do naszego sąsiedztwa. Teraz pytanie panowie. Z planetą X wiąże się wiele teorii spiskowych. Jedna mówi, że różnego rodzaju ośrodki, w tym między innymi Obserwatorium Watykańskie, mają mieć ją na oku. Natomiast pojawia się pytanie. Nie mówmy już w 100% o planecie X, ale o każdym niebezpiecznym obiekcie, który zbliża się do naszej planety. Czy waszym zdaniem rządy różnych państw świata, czy też naukowcy, czy też NASA trzymaliby w tajemnicy fakt, że do naszej Ziemi zbliża się jakiś nieznany obiekt? Czy to asteroida, czy kometa, czy słynna Nibiru? Czy tego typu przypuszczenia to tylko teorie spiskowe, czy raczej internetowe bajeczki? A może drzemie w tym jakieś ziarno prawdy, Arku?
[02:40:54] - Wydaje mi się, że nie przekazują nam wszystkiego, co jest lub przekazują w taki sposób, żeby nie wzbudzić paniki. Największym zagrożeniem w tej chwili, jakiego wszyscy oczekują, to jest wybuch Betelgezy. To jest taka gwiazda w gwiazdozbiorze Oriona. Ona jest w górnym lewym rogu z tego, co pamiętam. Jeżeli popatrzymy na Pas Oriona i takie gwiazdki, które są u góry, ta po lewej stronie góry. Wszyscy się spodziewają, że ma wybuchnąć. Ona jest troszeczkę zdeformowana i ona jeżeli wybuchnie, będzie supernową. Supernowe wybuchają w ten sposób, że wzdłuż ich osi obrotu następuje bardzo duże promieniowanie gamma, a ta gwiazda jest oddalona od nas o około 650 lat świetlnych z tego, co pamiętam. Jeżeli to promieniowanie uderzy w atmosferę ziemską, znajdziemy się właśnie w tym miejscu. To pozbawi nas ochronnej powłoki ozonu, a reszty spustoszenia dokona nasze słońce. Takie zdarzenie już miało w historii Ziemi miejsce. Po badaniu trylobitów taka teoria jest, że coś takiego miało miejsce. Dlatego trylobity zostały tylko te, które żyły na dnie oceanu. Te, które pływały, a były też i takie, wyginęły ze względu na promieniowanie, jakie nasze słońce już później zafundowało. Takie zdarzenie będzie trwało około miesiąca. Teraz kwestia tego, czy informować o takiej możliwości szerokie grono społeczeństwa i jakie by miało to skutki. Podobnie ma się rzecz ze wszystkimi obiektami kosmicznymi, które ewentualnie mogą spaść na Ziemię, uderzyć w Ziemię. Tutaj skutki by były. Zawsze są skutki krótkotrwałe, czyli uderzenie i co z tego zostanie, czyli jakieś tsunami, zima nuklearna, gwałtowna zmiana klimatu czy zmiana ustawienia kąta Ziemi wobec Słońca. To ma bezpośredni wpływ. Natomiast ten długofalowy to będzie po wyjściu z tych wszystkich możliwych schronów, jak żyć dalej, jak odbudować to wszystko. Tutaj nie ma pomysłu, co zrobić z tak olbrzymią ilością ludzi. W pierwszej kolejności wszyscy się rzucą właśnie na to, żeby sobie zabezpieczyć żywność i żeby jak najdłużej pociągnąć czy próbować odbudować cywilizację. Myślę, że jeżeli jest nawet zagrożenie kosmiczne i wszyscy się tego spodziewają, to społeczeństwo będzie pozostawione samym sobie i dlatego te ośrodki za bardzo na ten temat nie informują. Jeżeli chodzi o Betelgezę, mówi się, że jej kąt obrotu jest taki, że nie powinna trafić w Ziemię. Ale nie powinna, a nie trafi. To jest jakaś różnica. Jak sądzę wielokrotnie już o czymś takim się spodziewano, stąd w niektórych cywilizacjach kopano całe miasta pod ziemią. I te miasta w sumie nie były chyba z tego, co pamiętam, nigdy zasiedlone tak, jak się spodziewają wszyscy, żeby były.
[02:45:33] - Ten czynnik nie wystąpił. Być może szykowali to na przyszłe pokolenia, żeby mieli się gdzie schować. Ale ja sądzę, że niektóre rzeczy są wiadome i są w dalszym ciągu nieujawniane ze względu, żeby nie wzbudzić nadmiernej paniki. Dziękuję.
[02:45:59] - Chris, czy tam Lasio. Jak sądzisz, czy-
[02:46:04] - Musisz się zdecydować, z kim rozmawiasz.
[02:46:06] - Dobra, Lasio. Słuchaj, czy twoim zdaniem naukowcy, mówię o różnych ośrodkach, nie tylko NASA, bo tak naprawdę na obecnym etapie polityki informacyjnej mamy do czynienia z pewnymi patologiami. Chyba się zgodzisz, że istnieją wyrocznie. Leszek Balcerowicz, NASA.
[02:46:34] - Piotr Cielebiaś.
[02:46:36] - Tak, Lasia. Które według pewnych dziennikarzy mają wiedzieć wszystko i mają swoją wszechwiedzą dzielić się ze społeczeństwem. To, co powie NASA, jest święte. To, co powie jakiś naukowiec z innego ośrodka, pobrzmiewa czasami gdzieś na obrzeżach internetu, ale nie budzi żadnych większych emocji. Czy twoim zdaniem może być tak, że specjalnie kształtuje się pewną politykę informacyjną tak, by nie wzbudzać masowej paniki? Bo nie oszukujmy się, pojawienie się jakiegoś obiektu kosmicznego, czy to będzie Nibiru, czy to będzie asteroida, kometa, czy to, co mówiłem wcześniej, doprowadziłoby na naszej planecie do czegoś bezprecedensowego. Dlatego, że nie wiązałaby się z tym tylko panika i masowa ucieczka, ale też kryzys gospodarczy. Coś, czego w zasadzie nie umiemy ogarnąć. Czy myślisz, że pewne ośrodki, najbardziej opiniotwórcze, te, które rządzą światem, rządzą informacją, mogą ukrywać fakty o tym, z czym możemy się niedługo zmierzyć? Chodzi mi przede wszystkim o wizję kosmicznej apokalipsy. Zapytam o to za chwilę Marka. Jak sądzisz Chris, czy te wszystkie informacje o astronomach, którzy mają inne zdanie niż NASA, są celowo spychane do tej sfery teorii spiskowych?
[02:48:12] - Wydaje się, że tak, bo zobacz, w jakim żyjemy napiętym świecie. Żyjemy w sytuacji, kiedy wystarczy bardzo niedużo, żeby załamać tak zwaną równowagę. To piękne, śląskawe miejsce, w którym żyjemy. Na dodatek stworzyliśmy sobie coś, co stało się naszym przekleństwem. Stworzyliśmy sobie technologię i okazuje się, że technologia, którą posiadamy, z której jesteśmy tak dumni, jest niesamowicie krucha i jednocześnie, jeśli ją nam z dnia na dzień odebrać, będzie miało to olbrzymie konsekwencje. I teraz mówienie o tym, że jest możliwa na przykład bardzo prosta rzecz, która się może wydarzyć niekoniecznie z udziałem Nibiru albo jakiejś innej planety, która wedrze się do naszego Układu Słonecznego, ale z przyczyny Słońca, że nastąpi wybuch na Słońcu, który będzie skierowany w stronę Ziemi. Do czego to doprowadzi? Doprowadzi to do tego, że powstanie elektromagnetyczny impuls, który praktycznie zjara nam całą elektrykę, zniszczy całą infrastrukturę i praktycznie wszystko przestanie działać. W ciągu jednej krótkiej chwili cofniemy się do 1850 roku. Dlatego jeśli o tym się będzie mówić w miarę często, to trzeba założyć dwie rzeczy. Pierwsza taka, że ludzie się będą strasznie denerwować, będą okropnie zestresowani, a druga to, że będą wymagać, żeby ich przed tym zabezpieczyć. A to są olbrzymie koszty, żeby móc wzmocnić taki system, żeby był odporny na działanie tego typu impulsu elektromagnetycznego. Generalnie się to nie opłaca, dlatego lepiej nie opowiadać o takich rzeczach i lepiej nacisnąć ludzi, którzy ewentualnie mogliby zmienić opinię publiczną, aby tego nie zrobili na najrozmaitsze sposoby. Także wydaje się być to naturalną socjotechniką, manipulacją społeczeństwa, że ewentualnie niezależnych astronomów, którzy widzieliby takie zjawisko, chcieliby o nim mówić i jednocześnie przekładałoby się to na jakiś wpływ na ludzką populację, bo taki człowiek miałby autorytet, to wówczas nie skończyłoby się dla tych rządzących dobrze. Dlatego takie rzeczy muszą ukrywać. Ale z drugiej strony, jeśli nawet niezbyt wprawnym okiem rozejrzymy się dookoła, to zobaczymy, że dzieją się wokół nas rzeczy niepokojące. Na przykład ilość tych budowli podziemnych, jakie tworzy się w różnych miejscach na świecie. W Stanach w tej chwili większość z nich jest tajna, więc trudno je policzyć, ale mniej więcej ludzie, którzy się troszeczkę na tym znają, zgadzają się, że jest ich około półtora tysiąca. Półtora tysiąca miejsc, które są w stanie pomieścić dość sporą ilość ludzi w sobie. Można je śmiało nazwać podziemnymi miastami wyrytymi gdzieś w skałach. Po co one są ryte? Przed czym mają się ci ludzie chronić? Niekoniecznie musi to być wojna. Może to być właśnie taki kosmiczny kataklizm, który się zbliża w naszą stronę. A zauważmy, ja dzisiaj już kilka razy wspominałem o tym, że jakoś nikt się nie przejął tą asteroidą, która przeleciała nie tak dawno, bo w zeszłym tygodniu, a tydzień wcześniej inna, a dwa tygodnie przed tą inną jeszcze inna, więc coś za często przelatują i gwiżdżą obok tej naszej małej planety i w końcu któraś z nich w nas naprawdę gwizdnie i będzie ciężki problem.Jeżeli to się bagatelizuje i nikt się tym nie przejmuje. Podobnie będzie z tym wybuchem na Słońcu, o którym ludzie nie są uświadomieni, do czego to może doprowadzić. Tak jak nie mają świadomości tego, że nasza magnetosfera jest bardzo osłabiona, że praktycznie są olbrzymie obszary nad naszą planetą, które kompletnie nas nie chronią przed promieniowaniem kosmicznym. W związku z czym ten impuls ze Słońca, ta potężna masa cząstek, która będzie leciała w naszą stronę z prędkością światła w ciągu ośmiu minut dotrze na naszą planetę i zrobi z nią kompletny porządek. Wspomniałem już o tych podziemnych budowlach. Spójrzmy na przykład, co się dzieje wokół nich. Nieoczekiwanie, chyba miesiąc albo półtora miesiąca temu. Co robią Rosjanie? Rosjanie robią manewry czy robią ćwiczenia, gdzie kilkudziesięciotysięczna część ich populacji w ramach ćwiczeń chowa się w schronach przeciwatomowych. Nic nie wskazuje na to, że będzie jakaś wojna, ale oni mimo wszystko to robią. I to podpowiada, zwłaszcza komuś, kto ma troszeczkę za dużo instynktu do teorii konspiracji, że coś jest tutaj na rzeczy, że ktoś coś trenuje. Być może zachowanie podczas kosmicznej katastrofy, która może nas spotkać. W ten sam sposób, używając tego samego instynktu, możemy popatrzeć na te wszystkie miejsca, na te banki nasion. Po co się je gromadzi? Dlaczego buduje się je w miejscach, które są w stanie zagwarantować przetrwanie tym nasionom w najcięższych sytuacjach, jakie przeszłaby Ziemia? I nie jest to tylko przykład z Norwegii, że tylko tam jest taki bank nasion, ale na przykład w Anglii w West Wessex zbudowano wielopiętrowy, wykuty w skale schron przeciwatomowy, który jest w stanie wytrzymać absolutnie wszystko i gromadzi się tam ogromne ilości nasion. Po co? W jakim celu? To kosztuje olbrzymie pieniądze, więc na coś się to musi przydać. Nie jest to dla dobra i piękna nauki, bo nic w tym naszym świecie nie robi się dla dobra i piękna. Jeżeli coś się robi, to dla jakiegoś zysku. Jeśli nie jest to zysk finansowy, to jest to zysk poprzez to, że mając tego typu środki, kiedy opadną pyły i kurze i kiedy wreszcie znowu zobaczymy słońce, tylko ci, którzy mają kontrolę nad takim bankiem nasion, będą kontrolowali resztki tych, którzy jakoś przetrwają to wszystko i będą chcieli zacząć życie od nowa. To oni będą rozdawać nasiona, przydzielać je tym, którzy będą ich popierać, a na pewno nie oddadzą tym, którzy będą myśleli inaczej. Będą mówili na przykład, że to pokazuje, jak bardzo te nasze elity rządzące się skompromitowały, bo nie zabezpieczyły nas przed czymś takim. A prawda jest też taka, że tak naprawdę zabezpieczyć się właściwie tego nie da, więc każdy myśli o sobie. Dlatego elity myślą o sobie i my jesteśmy tylko im potrzebni do tego, bo muszą kimś przecież rządzić i ktoś musi na nich potem tak czy owak pracować. Także schowają się w tych swoich bunkrach. I to są te najdrobniejsze historie, które pokazują, że nasz wszechświat czy nawet nasz Układ Słoneczny wcale nie jest taki spokojny i że to nasze życiodajne słońce, bez którego nie potrafimy żyć, jest w stanie wyrządzić nam sporą krzywdę. Jeżeli popatrzymy na historię Ziemi, też niezbyt odległą, to okaże się, że te zjawiska powtarzały się często i regularnie. Jeżeli nie miały takiego odzwierciedlenia w sensie historii ludzkości, to tylko dlatego, że ci ludzie tej infrastruktury nie posiadali. Jeżeli tysiąc lat temu wybuch słoneczny rzeczywiście przedarł się przez magnetosferę, to właściwie niczego nie zniszczył, bo nie było żadnej instalacji ani żadnej infrastruktury, którą mógłby zniszczyć. I wszyscy sobie po prostu poszli na piwo do Radawy. Nawet nie wiedzieli o tym, że troszeczkę się świecą, bo dużo tych napromieniowanych cząstek się do nich przykleiło. Także ta nasza technologia jest naszym przekleństwem i uzależnienie od niej powoduje to, że będzie się nam trudno odnaleźć podczas takiej katastrofy. I oczywiście jest grupa ludzi, którzy doskonale wiedzą, że coś takiego wcześniej czy później nadejść musi. Dlatego tak dużo mówi się o tym, że trzeba stworzyć obronę, na przykład przeciwko asteroidom. Pewnie już wszyscy zapomnieli o tym złowrogim Apophisie, który nie tak dawno, parę lat temu przeleciał obok Ziemi i ma wrócić w 2037 roku. Niektórzy uważają, że wracając tym razem jest dokładnie wycelowany w naszą planetę, a wielkość tej asteroidy jest tak przytłaczająca, że ten meteoryt, który wygubił wszystkie dinozaury to był pikuś przy Apophisie. Także z pewnością jego nie wytrzymamy i kto wie, jak się dalej będzie życie na Ziemi odradzać. Z pewnością się odrodzi, ale będzie już zupełnie czymś innym, a my zostaniemy tylko legendą jak Atlantyda. Że byli tacy, którzy z komóreczki potrafili się połączyć z Radiem Paranormalium i sobie ze wszystkimi rozmawiać, a nawet się widzieć nawzajem. I kocyki, i tak dalej, i tak dalej. I koty. Różne inne historie. Dlatego z pewnością, jeżeli widzimy, patrzymy na świat jako na pewną socjalną strukturę, to widzimy jej hierarchię i z pewnością góra tej hierarchii jest lepiej przygotowana na takie wydarzenie niż niczego niespodziewający się, zwłaszcza taki, który nie chce nawet przyjąć do wiadomości możliwości istnienia czegoś takiego, wydarzenia się takiego zjawiska.
[02:57:05] - Zresztą zobaczmy prostą rzecz, w jakim żyjemy, nie chcę powiedzieć kłamstwie, ale w jakiej karuzeli, kalejdoskopie głównie żyjemy. Sto lat temu prawie miała miejsce katastrofa tunguska. Wtedy nie zwrócono na to de facto uwagiNie zauważono tego. Miały miejsce pewne zdarzenia, które powinny niepokoić. Nikt tego nie poskładał do kupy. Rozpłynęło się to w ówczesnej prasie, która nie przypominała wcale dzisiejszej prasy. Natomiast gdyby dzisiaj doszło do takiego wydarzenia, nawet gdyby miało miejsce gdzieś na obrzeżach naszego świata, zostalibyśmy, po pierwsze, zasypani informacjami, jak to jest niebezpiecznie, że powinniśmy już kupować cukier, kaszę i makaron. Żyjemy w świecie, który jest wykreowany. Ktoś kreuje nasze fobie, nasze strachy. Ktoś te strachy przed nami kryje, bo boi się, że gdyby pewne zagrożenia wyszły na jaw, to byśmy mogli mentalnie tego nie przeżyć. Ta delikatna struktura, która istnieje na Ziemi, mogłaby się zawalić dlatego, że ludzie nagle by zaczęli wymagać od elit rzeczy, których te nie są w stanie zapewnić. Politycy zapewniają ład w państwie, ale czy są w stanie zapewnić ład na Ziemi? Czy są w stanie zapewnić bezpieczeństwo Ziemi? Nie są. Formalnie nie są. To są dyskusje, na które niektórzy mogą powiedzieć: „Rozmawiacie o apokalipsie. To jest straszenie ludzi”. Tak jak powiedział Marek przed chwilą, to są rzeczy, które dzieją się rzadko, ale które się mogą zdarzyć. Dajmy na to, że żyjemy w tych czasach obarczonych przekleństwem tego, że mogą się zdarzyć. I co wtedy? W 908 roku nam się upiekło, bo gdyby katastrofa tunguska pieprzyła na przykład w Londyn czy w Radawę-
[02:59:19] - To byłoby nieszczęście.
[02:59:20] - To byłby koniec. Byłaby skazana na następne 100 lat przynajmniej. Zastanówmy się, jak by ludzkość się zachowywała, gdyby przeżyła taki kataklizm, gdyby pamiętała świadomie, bo pamięć ludzkości obejmuje kilka tysięcy lat. Zauważmy, że przy katastrofie, która mogła zniszczyć cywilizację matkę, nasza pamięć się kończy, nasza pamięć cywilizacyjna. Może cywilizacyjna to złe słowo, ale gdyby nagle ktoś nam zrobił kuku z kosmosu, mielibyśmy uraz do końca życia. I teraz pytanie. Aha, sam?
[03:00:04] - Chciałem tylko dodać, bo mówisz o katastrofie tunguskiej, ale przecież coś bardzo podobnego miało miejsce nad Czelabińskiem. Nagle coś eksplodowało w powietrzu i porozbijało szyby. I okazuje się, że jest wielu rannych tego wydarzenia i to nie ze względu, że się pokaleczyli tymi szybami. Zostali poparzeni. Zwłaszcza ich oczy zostały poparzone. Jest wiele przypadków. Mnie to bardzo interesowało, jakie jest tego pokłosie. Co się wydarzyło później w Czelabińsku? Jaki był efekt czegoś niebywałego, co mogliśmy w biały dzień sobie niemalże obserwować dzięki temu, że ktoś to sfilmował. I okazuje się, że ofiary były i było ich dość sporo, ale właściwie nikt o tym nie wie. Nikogo to nie interesuje. Nikt nie chce o tym mówić. Nikt nie chce nikogo straszyć ani przerażać.
[03:00:56] - Nikt nie chce też mówić o tym, o czym mówił chyba-
[03:01:00] - Tu się nie zgodzę z tym.
[03:01:02] - Zaraz, poczekaj Marku, powiem tylko. Nikt nie chce mówić też o tym, o czym pisał chyba jeszcze na forum Infry Artemius, który się pojawia na debatach na czacie, który tam był w Czelabińsku, który widział, że armia się zachowuje nadzwyczaj aktywnie w tym czasie. Pamiętamy dobrze, że się pojawiły takie hipotezy przecież, że oni ten kamyk zestrzelili.
[03:01:30] - Tak.
[03:01:31] - Dzisiaj się o tym nie mówi, a Artemius był tam, widział i widział, że tam się coś rusza z tego, co pamiętam. Swoją drogą pozdrawiamy go, Artemiusa, nie Czelabińsk. Chociaż Czelabińsk też, chociaż nawet nie słuchałem. Marku, oddaję ci głos i pytam cię o bardzo ważną rzecz. Czy gdyby pojawiło się zagrożenie z kosmosu w postaci chociażby komety, asteroidy, czy rzeczywiście Ziemia byłaby zgubiona? Bo niektóre hipotezy mówią, że zniszczenia nawet w wypadku uderzenia dużej asteroidy, takiej, która ma szansę uderzyć. Nie mówimy o jakimś potworze z kosmosu, jakimś Pokraku, jakimś wielkim obiekcie, tylko takim obiekcie średniej wielkości, który tak jak Apophis ma szansę uderzyć. Czy zniszczenia rzeczywiście obejmowałyby cały glob? Czy odczulibyśmy, tak jak niektórzy twierdzą, skutki wszyscy? Czy raczej byłyby to zniszczenia w pewnym regionie z konsekwencjami odczuwalnymi na przykład w ekosystemie?
[03:02:34] - Ja tu wrócę do wypowiedzi Chrisa. Troszeczkę się nie zgodzę z końcówką wypowiedzi odnośnie tego zdarzenia w Czelabińsku, że nie mówi się o tych rannych, o skali tego, bo to są wszystko otwarte informacje. Wszystkie te informacje są jawne: jak dużo ludzi ucierpiało, jak dużo było szkód. Takie wydarzenia zwracają ponownie uwagę ludzi, ale globalnie ludzi, nie tylko w jakiejś tam małej grupie, że faktycznie cały czas jakieś zagrożenie z kosmosu na nas czyha. Tak samo było w 1994 roku, jak po raz pierwszy zobaczyliśmy ogromny kataklizm na żywo, gdyPonad 20 części komety uderzyło w Jowisza i obserwowaliśmy to na żywo. Ponownie wtedy dotarło do nas, że nie jest tak super bezpiecznie na Ziemi, że co jakiś czas może coś uderzyć w naszą planetę. I naukowcy, tutaj się nie zgodzę, otwarcie mówią o tym. Astronomowie otwarcie o tym mówią, jakie jest prawdopodobieństwo zderzenia się naszej planety z jakimś obiektem i w zależności od tego, jak duży jest ten obiekt, tak jest inne prawdopodobieństwo. Już teraz nie przytoczę dokładnie liczb, ale z tego, co pamiętam, to prawdopodobieństwo zderzenia się z obiektem wielkości kilku kilometrów, a więc takim, który zmiótł dinozaury, zdarza się takie uderzenie statystycznie raz na chyba 100 milionów lat. Z tego, co pamiętam. Takie statystyki, takie wyliczenia są i jak najbardziej o tym się mówi w programach popularnonaukowych odnośnie tego tematu, jakie mogą być przyczyny końca świata. Takie wyliczenia są na różnych podstawach. Czy jest coś ukrywane w tej kwestii, że być może to prawdopodobieństwo jest znacznie większe? Tego nie wiem. Nie wiem, czy ktoś z nas jest w stanie to zweryfikować, bo tak naprawdę takie statystyki opierają się na badaniach bardzo rozległych. Przecież naukowcy najprawdopodobniej badają różnego rodzaju kratery na naszej planecie, próbują zidentyfikować, jak duży obiekt utworzył taki krater, kiedy to było i na podstawie badania chociażby kraterów na naszej planecie, kraterów księżycowych można określić skalę i prawdopodobieństwa uderzenia różnych obiektów. Taka wiedza jest.
[03:05:56] - Ja tylko ci wejdę na momencik w słowo i zapytam cię, to w takim razie znasz swoje miejsce w schronie przeciwatomowym, jeżeli się takie zjawią?
[03:06:06] - Kryś, no.
[03:06:07] - Czy potwierdzisz to? Bo wiedzieć to jest jedna rzecz, ale druga rzecz, jeżeli wiesz, to oczekujesz tego, że twoje pieniądze z podatków pójdą na to, a nie na limuzyny, na przykład ministra obrony narodowej.
[03:06:18] - Kryś, tutaj mówimy o takim temacie.
[03:06:24] - Generalnie się to w jakiś sposób musi przekładać, bo inaczej są to po prostu opowieści z muchy paproci.
[03:06:30] - Tak samo powinny się opowiedzieć o tym, że płacimy składki na ubezpieczenie zdrowotne ogromne. Tak samo powinno się składać, że będziemy mieć schrony.
[03:06:43] - Ja rozumiem i to jest oczywiście dyskusja na-
[03:06:46] - To się nie dzieje
[03:06:47] - ... teorie, ale to, co ja miałem właśnie na myśli, to miałem na myśli to, że taka informacja czy takie zagrożenie, które jest jak najbardziej realne, zwłaszcza teraz, musi się na coś przekładać, ewentualnie na jakieś zabezpieczenie. Dlatego opowiedziałem o tych wielu zabezpieczeniach, które są robione dla tysięcy ludzi, ale mnie jakoś nikt o tym nie poinformował, że jest dla mnie miejsce w jednym z tych schronów, a dla kogoś to miejsce jest.
[03:07:14] - Tak. Ludzie decyzyjni mają pieniądze i możliwości, żeby takie miejsca tworzyć. Nikt tobie nie zabrania tego. Są preppersi. Oni też się przygotowują na tego rodzaju zagrożenia. Ale skala przygotowań takiego preppersa do apokalipsy jest zdecydowanie mniejsza niż ludzi decyzyjnych tego świata. Nie mamy takiej technologii, nawet nie jesteśmy w stanie zapewnić każdemu miejsca, bo nas jest za dużo.
[03:07:50] - Marku, weźmy prosty przykład. Ja nie jestem może wielkim krytykiem rządu, natomiast zauważmy, coś się ostatnio w Polsce stało. Audi zderza się z seicento, następuje zderzenie świata rządowego ze światem zwykłego człowieka.
[03:08:07] - Tak.
[03:08:07] - To jest bardzo symboliczne.
[03:08:09] - Tak.
[03:08:11] - My się będziemy kryć w seicento, a oni będą spieprzać z tymi audicami.
[03:08:15] - Takie scenariusze widzieliśmy w filmach. Zdaje się „2012”. Film bardzo dobrze to pokazuje, jak to może wyglądać. Elita ma zapewnione miejsca, a reszta, chociażby może ileś tam tysięcy będzie losowana spośród iluś tam milionów. To jest raczej myślenie globalne o przetrwaniu ludzi na planecie, a nie o przetrwaniu Kowalskiego czy Nowaka. Nie jesteśmy w stanie wszystkich po prostu uratować. Nie ma szans. A takie banki nasion, nie wiem, czy to jest cel, jakiś zysk czy jakiś niecny plan w tym zawarty, ale chcę myśleć, że to też jest robione pod tym względem, że gdyby nastąpiła taka katastrofa, to mielibyśmy z czego odtworzyć faunę i florę.
[03:09:25] - Ale już teraz mówisz „my”. Najpierw „oni”, a potem „my”.
[03:09:28] - Ogólnie nie. Ogólnie ludzie. Ci, którzy przetrwają.
[03:09:33] - Mówiąc o tym zderzeniu, na przykład Rosjanie mają oficjalnie miejsca dla 50% swoich obywateli w takich schronach. Czyli już to druga osoba.
[03:09:42] - To jest bardzo duży procent.
[03:09:44] - Dlatego podałem ten przykład tych ćwiczeń sprzed paru miesięcy, że ci ludzie nawet mogli sobie obejrzeć te miejsca, te schrony.
[03:09:50] - O tym nie wiedziałem, szczerze mówiąc, że aż taki duży procent mogą uratować, to chwała im za to, że tak bardzo dbają.
[03:09:58] - Da się.
[03:09:59] - W Polsce przecież też to było możliwe. Gdyby nie, za przeproszeniem, zasrano te schrony, to by... A co tam w tych schronach dzisiaj jest? Większość jest porzucona. Ale tutaj Arek nam przysypia. Arku, co byś tutaj dodał do tej gorącej dyskusji?
[03:10:15] - Polej ją benzyną, to by się zbudziła.
[03:10:18] - Przysypiam? Nie przysypiam, jest bardzo ciekawa. Chyba bodajże Szwajcaria ma tak bardzo dobrze rozwinięte schrony, ale oni po prostu mają dlatego, że jest dużo tuneli. Nie sądzę, żeby ktoś jechał specjalnie gdzieś na Syberię, żeby się schować w schronach rosyjskich. U nas zdecydowanie te wszystkie schrony są co najmniej zaniedbane i jakoś nasz minister obrony narodowej nie wpadł na genialny pomysł, żeby je reaktywować w jakikolwiek sposób.
[03:10:53] - Nie mamy na to pieniędzy. Nawet jakbyśmy mieli chęci, to po prostu nie mamy na to pieniędzy. Teoretycznie oczywiście, bo to, jakie są przewałki w marnowaniu pieniędzy, to jest inna sprawa. Za to byśmy zrobili mnóstwo schronów, ale to nie jest cel nadrzędny.
[03:11:11] - To ja wam się pochwalę, że ja mam swój bunkier.
[03:11:14] - Ja jestem w bunkrze. Ja nadaję z bunkra.
[03:11:17] - Ale ja to mam prawdziwy. Nie wiem, co mam w środku, żartuję. Nie, serio, mam. Tylko jest trochę zawalony, ale będę sobie odkopywał i jak będzie apokalipsa, to chyba jakoś będzie.
[03:11:30] - Bunkier to jest jedna sprawa, ale drugą sprawą jest co zrobić po wyjściu z tego bunkra.
[03:11:36] - Dokładnie.
[03:11:37] - Mam jeden problem, bo mi blachę zapierdzieli z góry dawno temu i on taki łysy.
[03:11:45] - A co zrobisz po wyjściu z bunkra? Zaniesiesz butelki do punktu skupu.
[03:11:49] - O ty Krisie, ty pelasie, ale ty jesteś. Już cię chciałem tam wpuścić do środka przy okazji apokalipsy.
[03:11:57] - A tymczasem ze swojego bunkra dodzwonił się do nas słuchacz, pan Grzegorz. Witamy, jesteśmy na antenie.
[03:12:04] - Witam ponownie. Grzesiek JK. Ja grab jeden, ja grab jeden. Jak mnie słychać?
[03:12:10] - Dobrze.
[03:12:11] - Wisła, Wisła, grab jeden. Słyszeć mnie?
[03:12:16] - Doskonale. Tak, też muszę powiedzieć, że robię sobie cały czas notatki, jak pan Edek. I tutaj też mam kilka spraw. Bardzo ciekawa audycja dzisiaj również. Pierwsza sprawa, chciałem się odnieść do tej właśnie Betelgezy. Wydaje mi się, że Betelgeza już wybuchła.
[03:12:42] - Jest to możliwe.
[03:12:44] - Z tym, że właśnie mamy skończoną prędkość światła i jeszcze tego nie zaobserwowaliśmy. Jeśli nie wybuchła jeszcze, to mamy na to następne 600 lat.
[03:12:55] - 600 lat mniej więcej, tak.
[03:12:58] - Także prawdopodobnie to już się stało, a tylko teraz jest kwestia czasu, kiedy doleci do nas światło z tego zdarzenia. Natomiast jeśli chodzi o to, co Kris tutaj cały czas mówi: technologia. Po części tak, jesteśmy uwiązani technologią, ale ja znowu wrócę do tematu ropy naftowej. Wystarczy, że ropa nam się skończy. Nie tylko technologia. Ropa. Wystarczy, że skończy nam się ropa, a ropa się kończy.
[03:13:31] - Ropa jest potrzebna do wytwarzania technologii.
[03:13:36] - Tak, łączą się.
[03:13:38] - Wystarczy, że prądu nie będzie do pompy paliwowej na stacji i już jest koniec. Już jest po zawodach w tym momencie.
[03:13:44] - Tak, absolutnie się zgadzam.
[03:13:46] - A jeszcze jak jesteśmy przy tym temacie, w przypadku takiego na przykład, zapomniałem, przepraszam, że tutaj ci przerywam, ale jedną rzecz właśnie, bo to jest dobry moment, że w momencie, kiedy ewentualnie nastąpi ten impuls elektromagnetyczny ze strony Słońca, czyli to nie będzie żadna wojna ludzi przeciwko innym ludziom, tylko impuls elektromagnetyczny ze Słońca i padnie nasza elektryczna infrastruktura, to nie jest najgorszym problemem to, że nie będziemy mieli sobie na czym podgrzać naszej zupki, jakiejś tam grzybowej, fajnej, dobrej czy czegoś innego. Największym problemem będzie to, że elektrownie atomowe, które produkują prąd, mają chłodzenie. Chłodzenie z kolei jest napędzane generatorami. Każda elektrownia ma generatory, które napędza ropa i tej ropy mają na około dwa tygodnie. Czyli po dwóch tygodniach, kiedy ropa się skończy, nic jej nie dowiezie, bo infrastruktura nie będzie działać, to wówczas będą te bombki choinkowe wybuchać po całym świecie. W Stanach tutaj mamy ich równo 100, każda z nich o potencjale Fukushimy. We Francji w czasach, kiedy nic się nie stało niedawno i też w Europie jest ich sporo.
[03:14:56] - Halo?
[03:14:57] - Chyba Kris przepowiedział właśnie zanikanie fal.
[03:15:01] - Chwilowo zanikło połączenie z Gałciem.
[03:15:05] - Za wcześnie. Jeszcze nie teraz. Nie kłaść tego łanu.
[03:15:11] - Tak, to się zgadzam. Wszystko jest połączone. I tutaj panowie też wspominali o tym, dlaczego to się wszystko mniej więcej tak to się jakoś skrzętnie ukrywa. Nic to nie przecieka do tych mainstreamowych mediów. Nie przecieka dlatego, że właśnie to jest wszystko połączone, że goście od banków, od ropy, biznesu zbrojeniowego, wielkich koncernów trzymają nad tym swoją rączkę i puszczają wszystkie te informacje, które chcą nam puszczać i które chcą, żebyśmy wiedzieli. To samo dotyczy właśnie fenomenu UFO. To samo dotyczy zakazanej archeologii, zakazanej nauki iDlaczego to się wszystko tak ukrywa? Były takie głosy kiedyś, że wybuchnie panika i tak dalej. To nie dlatego. Tylko dlatego, że paradygmat obecnej nauki by się załamał, tak jak kiedyś ktoś wspominał, że w tej chwili nasza nauka jest oparta na tym, że musimy mieć te cykafki, mierniczki, urządzonka i tak dalej, a prawdopodobnie okazuje się, że nie. Że nie wszystko jest oparte na cykafach i mierniczkach, tylko poza tym jest coś jeszcze. Tutaj właśnie się odniosę do teorii doktor Adamskiej-Rutkowskiej, która też się wiąże, czy doktora Greera, w którego się wgryzam od jakiegoś czasu też. I ta jego teoria właśnie w jakiś sposób wiąże się również z teorią doktor Adamskiej-Rutkowskiej o nielokalnej świadomości. Także załamałby się cały paradygmat nauki oparty właśnie na mierniczkach i cykafach i by się okazało, że nagle coś, co wiemy na pewno, już tego nie wiemy. I tu by się właśnie pojawił problem. Dlatego to jest wszystko ukrywane. Jeszcze pozwolę sobie tylko wspomnieć właśnie o tym, że od jakiegoś czasu się wgryzam w teorię doktora Greera. Też panowie jakiś czas temu wspominali o tym, że Wernher von Braun na łożu śmierci przepowiedział taki właśnie wredny plan tych wszystkich, którzy trzymają na tym łapę, że na początku wrogiem będą komuniści i będzie zimna wojna, później będzie terroryzm. Co się właśnie teraz praktycznie dzieje. Proszę zobaczyć, co się dzieje w tej chwili na świecie. Gdzie się nie spojrzy, wszędzie wygląda na to, że wybory zaczynają wygrywać wszyscy ci, którzy mają zamiar walczyć z tym domniemanym terroryzmem. Czy to we Francji, czy to w Danii, czy właśnie teraz w Holandii. Następny jest gość, który powiedział, że będzie z tym walczył, Trump i tak dalej. Także to wszystko zaczyna się sprawdzać na naszych oczach, a następnym zagrożeniem mają być zagrożenia z kosmosu. Przy czym pierwszy etap to będą właśnie jakieś asteroidy, komety i tak dalej. Tutaj właśnie à propos dzisiejszego tematu, a później mogą to być kosmici. Także ci właśnie wszyscy, którzy tutaj trzymają na tym łapkę swoją cały czas, nas pięknie wsterowują w tą grę. Tak właśnie to myślę wygląda. Dziękuję bardzo.
[03:19:13] - Bardzo dziękuję.
[03:19:14] - Jednak nie zgodzę się. Myślę, że przede wszystkim powinniśmy się obawiać samych siebie. Samych siebie, bo najszybciej my doprowadzimy do samozagłady niż jakaś naturalna, kosmiczna katastrofa. Naprawdę.
[03:19:36] - Ale o tym słuchacz właśnie mówił, że my sami tworzymy elity najrozmaitsze. Cwańsi od nas, bogatsi od nas tworzą za każdym razem sytuację, w której oni będą rozdawać karty i za każdym razem na niej skorzystają, w którą stronę ta historia nie pójdzie.
[03:19:53] - Niestety tak jest świat ułożony, że ktoś trzyma władzę, ktoś ma większe możliwości, a nam pozostaje-
[03:20:04] - Ale dlaczego nie my? Jak ktoś, ktoś, ciągle ktoś. Nie my. Może teraz my.
[03:20:10] - Można sobie zadać pytanie dlaczego nie jesteśmy milionerami? A dlaczego inni są? Biedni i bezdomni ludzie zadają sobie pytanie: dlaczego inni mają dom, ja nie mam? To jest odwieczna dysproporcja. Nie wiem.
[03:20:26] - Ja mam milion pomysłów na życie na przykład. Także w pewnym sensie jestem milionerem.
[03:20:32] - Tak, pewnie. Nie tylko pieniądze się liczą. Można być, że tak powiem, milionerem takim duchowym i tak dalej. Ale na takie pytanie chyba się nie da odpowiedzieć. Dlaczego ktoś jest w elicie i jest uprzywilejowany, a ja nie? Nie da się.
[03:20:52] - Jeśli mogę się wtrącić na chwilę.
[03:20:55] - Oczywiście.
[03:20:56] - To mi się wydaje, że to nie jest kwestia odpowiedzi na pytanie, dlaczego ktoś tam jest uprzywilejowany, czy ktoś ma więcej kasy, a nie ja. Tylko to jest, myślę, właśnie kwestia tego całego kołowrota, który się tutaj kręci za naszymi plecami. Ktoś może powiedzieć, że się czepiam za bardzo, ale doktor Greer ma taką koncepcję, że technologia uzyskiwania energii prosto z przestrzeni, czy teoria punktu zerowego i tak dalej została już opracowana w latach 50., 60. I ta technologia jest. Tylko że dopóki jest ropa, cały czas będziemy trzymani. Technologia nie zostanie udostępniona dlatego, że oni chcą właśnie utrzymać ten podział świata na biednych i bogatych, na północ, południe i tak dalej. Proszę sobie wyobrazić, gdyby ta technologia
[03:22:10] - Jeśli jest, a mi się wydaje, że jest, bo doktor Grid robi to, co robi już od prawie 30 lat. Ma kupę świadków, ma mnóstwo dokumentów, które też pozwoliłem sobie, kilkanaście z nich przeczytać. Myślę, że ta technologia jest i proszę sobie wyobrazić, gdyby została ona udostępniona, jak bardzo zmieniłaby się polaryzacja na świecie, jak każdy w Indusz, Afryce czy gdzieś tam miał swoje prywatne urządzenie, które by mu dostarczało energię do wszystkiego, do domu.
[03:22:50] - Tak, ale to jest-
[03:22:51] - Ktoś to musi zrobić.
[03:22:53] - To jest jedna rzecz, ale druga rzecz jest taka, że ten kij ma dwa końce. Oczywiście może sobie mieć mnóstwo energii, żeby sobie podłączyć w domu wszystko i tak dalej. Wyobraźmy sobie, że mamy tanią energię i ogromne, nieograniczone wręcz ilości. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przerobi to na broń, taką energię. Między innymi dlatego z tego powodu wyeliminowano Teslę. Kiedy o tym trochę pomyślałem, doszedłem do wniosku, że tak naprawdę Tesla mógł stać się większym złoczyńcą niż Hitler dla ludzkości ze swoimi pomysłami pozyskiwania energii. Kiedy wymyślił sobie wieże, które miały przesyłać bezprzewodowo energię w różne miejsca na kuli ziemskiej. Przecież to jest absolutnie niebywała okazja, żeby przerobić to natychmiast na broń i zamiast do wieży posłać w jakieś miejsce. I zawsze się znajdzie ktoś, kto niestety zadziała wbrew logice.
[03:23:46] - Niestety panowie.
[03:23:47] - Gałęzi i ktoś tą gałąź odciśnie.
[03:23:50] - Krisie, pamiętaj, że Tesla przecież... Kurwa, nie po oczach, świecisz mi teraz. Kris tu siedzi i ma taki laser i świeci w kamerkę i to mnie razi. Pamiętajmy, że Tesla mówił, iż jego wynalazki mają zakończyć wszystkie wojny, mają być tak straszliwe. Mają nieść tak straszny potencjał, że mają zakończyć wszystkie wojny. Tak się zastanawiam, czy on to mówił tak prowokacyjnie?
[03:24:22] - To pokazuje, że był z innej planety po prostu, nie z tej.
[03:24:26] - Zróbmy taką-
[03:24:28] - Wojna o pokój nagle. To się wydaje dziwne. Marku, te skutki, jakie one mogą być? Powiem, o co mi chodzi. Od dziecka straszy się nas wizją katastrofy, która zmiotła z powierzchni ziemi dinozaury. Czyli nagle coś uderza z kosmosu i rozwala całą Ziemię. By coś takiego się stało, musiałoby w nas uderzyć ciało kosmiczne bardzo pokaźnych rozmiarów. Natomiast czy taki Apophis mógłby wywołać kataklizm, który zmiótłby z ziemi cywilizację?
[03:25:13] - W tym momencie teraz nie potrafię ci powiedzieć, jakiej wielkości jest Apophis, bo to wszystko ma znaczenie, jeżeli chodzi o rozmiar obiektu. Musiałbym teraz wygooglować, jakie ma rozmiary ta planetoida. Chyba mam. Średnica 0,3 kilometra. Teraz wygooglowałem na Wikipedii, że ten Apophis nie jest taki wielki, bo ma średnicę 300 metrów, więc świata by nie zniszczył. Przypomnijmy sobie, że planetoida, która zgładziła dinozaury miała wielkość 10-15 kilometrów średnicę, więc takie rzędy wielkości obiektów mogą zagrażać życiu na naszej planecie ogólnie, globalnie życiu i generalnie takich obiektów należy się bać, które mają powyżej około 10 kilometrów. To już jest faktycznie globalna katastrofa. A obiekty takie, które mają kilkaset metrów, są w stanie zniszczyć bardzo duże miasto, województwo, ale nie są w stanie zagrozić życiu ogólnie na Ziemi czy ludzkości. Tak jak mówię, obiekt musi być naprawdę duży i z tego, co pamiętam, prawdopodobieństwo spotkania się naszej planety z takim obiektem jest małe i co jakiś czas, statystycznie z tego, co pamiętam, ale nie wiem, czy dobrze, to są miliony lat. Co ileś milionów lat zdarza się taka kolizja i faktycznie to się też będzie zdarzać dalej. Ale psioczymy na tą technologię. To jest fakt. Jeden wielki wybuch na Słońcu może spowodować rozmontowanie naszej technologii i trochę nas to przytrzyma. Nie wiem, czy skutki byłyby takie, że cofnęlibyśmy się o te 200 lat czy 300, gdzie tej technologii nie było takiej. Tą wiedzę jakąś mamy i być może po kilkunastu latach byśmy tą infrastrukturę odbudowali. Jednak tak jak mówię, uderzenie obiektu kilkukilometrowego to już jest zagrożenie dlaDla całego życia na Ziemi. To już są skutki globalne. Nieważne, w które miejsce uderzy, czy to jest ląd, czy woda. Skutki będą globalne i ci ludzie, którzy nie znajdą się w schronach wspomnianych wcześniej, nie przeżyją. Nie przeżyją, bo niekoniecznie zabije ich sam moment uderzenia i krótko po nim, ale skutki globalne są na wiele miesięcy, na wiele lat tak naprawdę, bo chociażby zostanie odcięte światło słoneczne do powierzchni Ziemi. Te wszystkie pyły po uderzeniu, po pożarach ogromnych, po wybuchach i trzęsieniach ziemi, po wybuchach wulkanów, te wszystkie pyły, cała materia po tym uderzeniu będzie się unosić przez wiele miesięcy, wiele lat w atmosferze i po prostu odetnie światło słoneczne. A więc nie będzie roślin, zwierzęta zaczną umierać i efekt domina spowoduje, że ludzie też. Ci, którzy przeżyli sam moment uderzenia, też zaczną umierać. To jest efekt takiego uderzenia. Dinozaury też w jednej chwili przecież nie zginęły, nie wyparowały, tylko ten proces trwał setki lat tak naprawdę. Czy kilkadziesiąt lat, już teraz nie pamiętam dokładnie. W każdym razie naukowcy to obliczyli. Takie obiekty mogą zagrażać ludziom, życiu, ale obiekty kilkusetmetrowe czy kilkudziesięciometrowe mogą zniszczyć duże miasto, województwo, pół kraju. To są takie skale zniszczeń. Gdyby obiekt tunguski gdzieś uderzył albo wybuchł, bo on tak naprawdę wybuchł nad powierzchnią Ziemi, gdzieś nad zamieszkałym terenem, to mógłby zniszczyć taki Londyn, taką Warszawę i najbliższe otoczenie. Ale nadal ludzie by trwali. To nie jest tak, że populacja by się zmniejszyła jakoś drastycznie. Tak to wygląda i tak jak mówiłem, astronomowie tutaj się nie kryją w tym sensie, że coś nam nie zagraża, bo otwarcie mówią, że takie rzeczy nam zagrażają, jak wybuchy na Słońcu, planetoidy, rozbłyski gamma, ale potrafią to na obecną wiedzę określić, jakie jest prawdopodobieństwo takiego wydarzenia i wydaje się, że jest ono niewielkie, jeżeli chodzi o skalę istnienia ludzi, ludzkości. Także ja się obawiam ludzi bardziej niż asteroid. Tak naprawdę to my się tutaj załatwimy nawzajem szybciej niż jakiś głaz z kosmosu. Oczywiście obiekty się zdarzają, co roku przynajmniej kilka jest zauważalnych, które przelatują bardzo blisko Ziemi w odległości mniejszej niż odległość Ziemia–Księżyc. To też jest spowodowane tym, że coraz więcej teleskopów, coraz więcej projektów patrzy na niebo właśnie w celu odkrycia takich obiektów. Ale nadal jest duży procent obiektów, duży procent nieba, gdzie takich obiektów nie wykrywamy albo wykrywamy je dosłownie w ostatniej chwili. Niestety nie jest tutaj w tym celu zaangażowane nie wiadomo ile osób, nie wiadomo ile obserwatoriów. Różne są priorytety naukowców i tak życie wygląda, że nie wszyscy patrzą na niebo właśnie aby szukać takich zagrażających nam obiektów. Więc tak to jest. I pamiętajmy: technologia technologią. Niektórzy tutaj, Kryś troszeczkę psioczy na tą technologię, ale tylko technologia-
[03:32:50] - Nie psioczę, pokazuję jej słabość. Ona ma dwa końce po prostu.
[03:32:52] - Oczywiście jak najbardziej, ale ma też bardzo dużą siłę w postaci takiej, że tylko technologia może nas uratować przed takim uderzeniem. Mnóstwo astronomów, mnóstwo naukowców zaprząta sobie głowy, poświęcają swoje kariery na projektowanie, na tworzenie pomysłów urządzeń, które mogą nas uchronić przed takimi właśnie planetoidami chociażby czy kometami, które mogą nam zagrażać. Więc dużo jest starań ze strony naukowców, ze strony astronomów, aby uchronić ludzkość przed taką kolizją. Ale tak jak mówię, nie jest to priorytet. Stałoby się to priorytetem, gdybyśmy faktycznie odkryli obiekt potwierdzony wielokrotnymi pomiarami, że on uderzy, powiedzmy za 10 lat. I to już wtedy myślę, że wszystkie instytucje naukowe, które są związane z kosmologią, spięły się i wszystkie budżety zostałyby skierowane na to, żeby wystrzelić jakąś sondę, jakieś urządzenie, które pomoże nam.
[03:34:08] - Jesteś idealistą.
[03:34:10] - No właśnie jestem, ale myślę, że dopiero ludzkość postawiona pod ścianąMogłaby cały swój potencjał, całą swoją uwagę poświęcić na takie zagrożenie. Co jakiś czas-
[03:34:23] - To pobożne życzenie. Trzy czwarte populacji wiedziałoby, że ma 10 lat, więc hulaj dusza, piekła nie ma. Tyle mojego.
[03:34:31] - Właśnie, natura ludzka jest bardzo skomplikowana i trudno przewidzieć, jakby to wyglądało. Z natury ludzkiej wynika to, o czym wspominaliśmy: bogaci i biedni. Ci, co trzymają władzę i ci, co nie mogą nic powiedzieć, nie mają żadnej władzy. Taka jest natura ludzka. Dobro i zło, bogactwo, bieda, wojna, pokój. To jest czysty człowiek, więc niestety nawet nie wiem, czy jest sens szukać innych przyczyn, nawet konspiracji w tym, co się dzieje, że jest taka przepaść między ludźmi. To wychodzi z czystej naszej natury. I tak jak mówię, pobożne życzenie, ale wydaje mi się, że dopiero jak ludzkość będzie pod ścianą, to może wtedy być uwaga temu bardzo skupiona całej ludzkości. A co jakiś czas, jak jest Czelabińsk, jak było uderzenie w Jowisza komety Shoemaker-Levy 9, wtedy na krótki czas znowu jest wrzawa, bo trzeba obserwować kosmos. Trzeba większe starania, większe pieniądze nakładać na to, żeby obserwować kosmos i z dużym wyprzedzeniem ostrzegać, działać jakoś przed takimi zagrożeniami. Ale po jakimś czasie to cichnie. Pieniądze idą na inne cele, na inne badania. Może ktoś się pojawia z pieniędzmi i powstaje nowy projekt obserwacji nieba pod kątem planetoid. W każdym razie od lat 90. dużo się zmieniło, bo ten przypadek z Jowiszem bardzo dużo zmienił w tej kwestii, bo bezpośrednio, namacalnie, dosłownie na żywo wiedzieliśmy z wyprzedzeniem, że ta kometa uderzy w Jowisza. Widzieliśmy później skutki tego uderzenia, że gdyby ten obiekt uderzył w Ziemię, to byłoby kompletnie po nas i to bezpośrednio zadziałało na wyobraźnię naukowców, którzy przed tym wydarzeniem, wydawało im się, to są bardzo sporadyczne wypadki. To jest takie sporadyczne, że praktycznie się nie zdarza, odkąd istnieje ludzkość. A jednak przypadek sprawił, że mogliśmy akurat w tym czasie, gdy mamy superteleskopy, popatrzeć na Jowisza, jak dostaje lanie. Nie dostaje lania, ale skutki byłyby katastrofalne, gdyby ta kometa uderzyła w Ziemię. I po tym się dużo zmieniło. Coraz więcej teleskopów budowano pod kątem wyłącznie obserwacji pasa asteroid, pasa planetoid, obiektów, które zmieniają swoje trajektorie, swoje orbity i lecą w stronę Ziemi, w stronę Słońca. Ale pamiętajmy, nadal jest jakiś procent niewiadomej obiektów, które trudno nam wykryć z różnych powodów i dowiadujemy się o nich niestety w ostatniej chwili. Dziękuję.
[03:37:42] - A tymczasem mamy ponownie na antenie słuchacza, który próbuje się dodzwonić z zagranicy. Czy się słyszymy? Jesteśmy już na antenie.
[03:37:51] - Tak, słyszymy się. Dobry wieczór, witam wszystkich prowadzących. Pozdrowienia z Kalifornii.
[03:37:58] - Dobry wieczór.
[03:38:01] - Dobry wieczór. Przyszło mi do głowy takie: czy przypadkiem to nie może być w ten sposób, że nawet i trzy kurczaki mogą upiec na jednym ogniu? Mam na myśli to: nie mówią nam, bo być może wiedzą, kiedy lub coś przewidują, dlatego są budowane jakieś tutaj schrony w Stanach Zjednoczonych, czy również tak jak w Rosji są przeprowadzane te ćwiczenia. Technologię mamy wiadomo już od dłuższego czasu, choćby technologia Tesli, która jest niewykorzystywana, może jest gdzieś w tych tajnych laboratoriach i jest zupełnie nie na rękę dać informację taką do publicznej wiadomości. Wiadomo, ten Kosci czy jakieś takie różnego rodzaju historie przy okazji. I jeszcze jeden temat, który mi spędza sen z powiek na temat rewolucji przemysłowej również. Pamiętacie również, że każdy taki przełom, taki skok cywilizacyjny czy technologiczny bardziej, oparty jest jakimś konfliktem militarnym. I czy to nie jest bardziej coś powiązane w ten sposób? Tak w woli sugestii oddaję głos prowadzącym, co sądzą o czymś takim.
[03:39:23] - Ta ostatnia idea jest ciekawa, bardzo interesująca. Rzeczywiście każdy wynalazek miał pierwszy efekt taki, że sprawdzano, ilu można ludzi tym zabić albo jak szybko można wojnę wygrać. W tym przypadku, przy tej technologii robienie, wywoływanie takiej wojny tutaj na naszej planecie wydaje się, że byłoby strasznie niebezpieczne, bo to byłaby broń, która poraziłaby wszystkich. Ale teraz wyraźnie obserwuje się już od co najmniej 10 lat, że ten wyścig już nie tyle trwa na Ziemi, co trwa w przestrzeni kosmicznej. Także jeżeli już, to będziemy mieli do czynienia z pierwszą gwiezdną wojną światową, ewentualnie. Tak przynajmniej z mojego punktu widzenia to wynika, dlatego że większość technologii nakierowana jest na ekspansję w kosmos i nawet jeśli psioczymy, że już nie latamy na Księżyc, czy opóźnia się wyprawa na Marsa i tak dalej, myślę, że ilość firm, które w tej chwili tworzą nowe technologie kosmiczne i chcą robić pieniądze w kosmosie stale rośnie. Do tego dochodzą
[03:40:30] - Te wszystkie nowe wynalazki, technologie. Także to chyba tam to wszystko się odbędzie, jeśli już.
[03:40:36] - Dziękuję. Także super audycja panowie. Oby tak dalej. Pozdrawiam i jak to się mówi, przechodzę na odsłuch.
[03:40:47] - Pozdrawiamy.
[03:40:47] - Pozdrawiamy również.
[03:40:48] - Dziękujemy, pozdrawiamy. Radia Paranormalium słychać na całym świecie, także nas w Kalifornii słuchają. Dziękujemy jeszcze raz za telefon. Do usłyszenia.
[03:41:01] - Ja tylko chciałbym przypomnieć wszystkim słuchaczom, naszym kochanym, żeby odwiedzali nasz profil na YouTubie i wrzucali tam jakieś subskrypcje. Będzie nam miło. Panowie, przechodzimy do ostatniego pytania dzisiaj. Okazuje się, że planeta X to nie jest jedyny obiekt w naszym Układzie Słonecznym, który może być ukryty. Wspominaliśmy o Tychie, wspominaliśmy o Nemesis. Była też koncepcja Wulkana, czyli ukrytego brata Merkurego. Marku, czy twoim zdaniem w naszym Układzie Słonecznym jest jeszcze coś, co może nas zaskoczyć?
[03:41:46] - Myślę, że tak. Nie wiem, czy na jakąś dużą skalę mogłoby to nas zaskoczyć, ale jak najbardziej jestem przekonany, że tak. Myślę, że gdzieś tam w tych dalekich miejscach Układu Słonecznego mogą być duże obiekty. Nie tylko jeden. Może być ich więcej. Mogą być duże obiekty skaliste, jak i gazowe, ale jeszcze trochę czasu trzeba, żeby dokładnie je zaobserwować, odkryć. Czy coś bardziej spektakularnego może być w Układzie Słonecznym? Trudno mi powiedzieć. Wydaje mi się, że nie. Chyba nic bardziej spektakularnego niż gdzieś tam duża planeta czy planet gdzieś tam w okolicach, obok Oorta. Wydaje mi się, że nic bardziej zaskakującego nie będzie, jeżeli chodzi o obiekty, takie ciała fizyczne, ciała niebieskie. Jeżeli chodzi o kwestie życia, to tak, jestem przekonany, że to nas może bardzo zaskoczyć i jesteśmy o krok od odkrycia życia poza Ziemią w naszym Układzie Słonecznym.
[03:43:11] - Arku?
[03:43:12] - Tutaj warto by się uciec troszeczkę do wyobraźni. Mianowicie wyobrazić sobie taki olbrzymi obłok gazu, w którym wszystko wiruje i są jakieś tam drobne wirki, które są właśnie takimi układami planetarnymi. Gdzieś tam na skraju takiego właśnie obłoku jest nasz własny układ. A o co chodzi? Chodzi o to, że nie tylko będziemy mieli wówczas te kropeczki planet i z tą jedną kropką większą słońca, ale też będziemy mieli obok tego, w mniejszej lub większej odległości inne plamki, które cicho przemykają przez ten świat. I wcale nie musimy się ograniczać do tego, że to coś musi przylecieć do nas, co było wytworzone w naszym układzie. To może być jakiś właśnie wędrowiec, planeta wędrowiec po dawno wygasłym jakimś słońcu. Coś w tym stylu, które po prostu przeleci w pobliżu naszego układu i się w nim zadomowi. Podobnie jak te obłoki skalne, które potrafią być po jakimś czasie księżycami planet. Być może coś takiego leci w naszym kierunku. Jest być może całkiem blisko. Skutki tego będą dosyć katastrofalne, ale nie ograniczajmy się tylko do wytworów, które są w tej chwili tutaj, i które zostały uformowane przez nasze Słońce z siłą grawitacyjną. Troszeczkę musimy popatrzeć na to szerzej, z większej perspektywy i coś takiego na pewno nas prędzej lub później czeka. Dziękuję.
[03:45:15] - Chris?
[03:45:15] - Mówiąc, opowiadając dzisiaj o planecie X, ewentualnych zagrożeniach, jakie niesie, nie wzięliśmy właściwie jednej rzeczy pod uwagę. Nie wzięliśmy religii. Co religia mówi na ten temat? Z religią jest tak dziwnie, że czasami jej korzenie sięgają głęboko w przeszłość i wszystko to, co pozornie pokazuje się jako legenda, podanie, przepowiednia nie jest traktowane przez większość ludzi zbyt serio. Tymczasem chociażby w religii chrześcijańskiej mamy coś takiego jak Apokalipsa świętego Jana z Patmos, gdzie wręcz opisane jest takie właśnie wydarzenie, gdzie planeta Piołun ma z nami wszystkimi zrobić porządek. Czy możemy to traktować poważnie? Mamy sporo różnych przesłanek. Jest coś takiego jak Biblia Kolbyrina. Biblia, którą zaczęli spisywać Egipcjanie. Później trafiła ona w tajemniczych okolicznościach do Anglii. W Glastonbury została przechowana do naszych czasów. Ona również opisuje takie wydarzenie, że miało ono miejsce już wcześniej w historii i znowu nadchodzi. Do tego dochodzą jeszcze inne rzeczy, jak na przykład dysk z Nebry. Jest to 32-centymetrowy dysk z brązu, na którym umieszczone są wizerunki planet i konstelacji ze złota. Znaleziono to niedaleko Gozdur, chyba w byłym NRD. To jest gdzieś pomiędzy Lipskiem a Jeną.
[03:46:40] - I znajduje się tam bardzo stare obserwatorium astronomiczne, takie właśnie sprzed naszej ery. I ten dysk, kiedy przyjrzałem mu się bliżej, okazuje się, że reprezentuje pewien obraz nieba, gdzie zaznaczone jest również i słońce, i księżyc. I okazuje się, że jest to moment zaćmienia słońca, że jakaś duża planeta, jakieś duże ciało niebieskie zasłania to słońce, tyle że nie jest to księżyc. Dodatkowo konstelacje, ich położenie wskazują na astronomiczny moment, jaki został uchwycony na tym dysku i ten moment zbadano na tablicach astronomicznych i okazało się, że jest to obraz, który przedstawia dzień 6 kwietnia 1810 roku, ale przed naszą erą. Czyli to jeszcze raz potwierdza, że być może to zjawisko rzeczywiście powtarza się co 3600 lat, czyli dokładnie tak, jak opowiadał o tym Sitchin, którego już zamęczyliśmy dzisiaj prawdopodobnie i jeszcze raz do niego wracam. Ale jest to bardzo interesująca historia, która odzwierciedla się nie tylko tutaj, w naszej kulturze czy w kulturze Bliskiego Wschodu, ale mamy takie rzeczy, takie historie jak na przykład Brukacina u Indian, która w jakiś sposób również o tym mówi. Celtowie, którzy przecież nie znali chrześcijaństwa i nie za dużo mieli wspólnego z filozofią i astronomią, astrologią dawnych Egipcjan czy Sumerów, mówili o wielkim straszliwcym, który co jakiś czas pojawia się na Ziemi. W jakiś sposób koresponduje właśnie z tym Nibiru, niszczycielem, Nemezis. To wszystko być może są nazwy tego samego zjawiska, tej samej właśnie planety X, która gdzieś złowieszczo po olbrzymim orbicie świszcze gdzieś w tych ciemnościach przestrzeni, by nieoczekiwanie zrobić zwrot i następny zwrot, zrobić ciasno wokół słońca, naszego słońca i troszeczkę narozrabiać w Układzie Słonecznym i w życiu ludzi. Także myślę, że to jest jeszcze jeden element, jeszcze jeden moment, sposób popatrzenia na to zjawisko właśnie poprzez ewentualnie starożytne pisma, także pisma religijne. Dochodzi jeszcze do tego kilka innych historii. Na przykład sama Biblia, która wprost wyrasta z pism sumeryjskich, według wielu jest czymś w rodzaju kodu. Nie jest to tylko zespół rozmaitych przypowieści, historii. Jest w niej zawarta jakaś wiedza, jakaś informacja, która jest zakodowana w jakiś sposób, że nie dla każdego jest ona do odczytania. I mamy takiego człowieka, rabina gdzieś w Izraelu. Nazywa się Gleizer. Nie jest zbyt sympatycznym facetem. Syjonista, agresywny na dodatek, ale uważa się, że pojął on tą tajemnicę Biblii, że odnalazł kod Biblii. Mówiąc Biblia, mówię w szerokim znaczeniu Stary, Nowy Testament, wszystkie pisma dookoła. On uznał, że jest to forma informacji, forma kodu, gdzie zapisana jest i przeszłość, i przyszłość, i wszystko, czego szukamy w życiu. I co jakiś czas udowadnia, że ma rację. Między innymi to właśnie on przepowiedział, że Isaac Rabin, premier Izraela, zostanie zabity i zrobił to na rok przed śmiercią Rabina. Próbował go ostrzec. Nikt go nie posłuchał, nie traktowano go serio. I rzeczywiście Rabin został zastrzelony. Wszystko się sprawdziło. W podobny sposób wiele innych historii właśnie przepowiedział, używając właśnie klucza, który znalazł do Biblii, do tego kodu. I teraz ostatnio mówi on o tym, że nadciąga właśnie jakieś nieszczęście z kosmosu i w Biblii jest ono zapisane, że to nieszczęście będzie miało miejsce w roku 5777, co jest rokiem żydowskim i przekłada się na nasz kalendarz na między 16 a 17 października 2017 roku. Takim właśnie miłym i sympatycznym akcentem chciałbym zakończyć dzisiejszy mój udział w tej debacie. Dziękuję bardzo.
[03:50:44] - Dziękujemy. To tak lekko licząc to ile zostało? Pięć miesięcy.
[03:50:49] - Coś takiego.
[03:50:50] - Matko święta, tylko tyle?
[03:50:53] - Kolejna data końca świata.
[03:50:57] - Nie, to nie jest koniec świata. To jest tylko nieszczęście. Świat się nie skończy. To będzie tylko nieszczęście straszliwe. Coś się wydarzy straszliwego na Ziemi, ale to przejdzie i minie. Ktoś tam zawsze przetrwa.
[03:51:09] - Ojoj .
[03:51:11] - To jak już jestem jeszcze przy głosie, to akurat na ten rok 2017 wypada, kiedy się będzie kończył ten żydowski rok we wrześniu. Wielu Żydów wierzy, że do końca września tego roku musi znaleźć się i przeprowadzić się do Izraela. I co ciekawe, taka z tych osób żydowskiego pochodzenia, która by nas zainteresowała Uri Geller, słynny zdalny postrzegacz, właśnie się przeniósł, wyprowadził się z Nowego Jorku i przeniósł się właśnie do Jerozolimy. Teraz sobie mieszka.
[03:51:48] - Wiesz co, Chris? We mnie to też tak jakoś tak bierze na takie jakieś zmiany, coś tak.
[03:51:53] - Jedziemy do Jerozolimy, tak? Jednoznacznie. Koszerne wyroby będziemy produkować wysokoprocentowe.
[03:52:01] - Nie śmiej się ze mnie. Może się okazać, że mam korzenie.
[03:52:06] - Poważnie? Wow. No ciekawe, ciekawe. Aj waj, bym powiedział.
[03:52:16] - Teraz to się spakuję już. O nie!
[03:52:19] - Jak masz korzenie w Jerozolimie to jakie? Przecież nie palestyńskie.
[03:52:23] - Nie opublikujesz więcej tekstów w Gazecie Wyborczej. Nie.
[03:52:30] - Czy jestem przerażony?
[03:52:32] - Nie.
[03:52:33] - Bardziej niż Nibiru. Taką groźbę.
[03:52:35] - Już po tobie. Nie zagrasz w żadnym filmie z Hollywood. Nie.
[03:52:42] - Wyślę specjalny skład z Radia Paranormalium. Zabójców, asasynów.
[03:52:47] - Tak.
[03:52:48] - Gdzieś w ciemnym zaułku, najlepiej w New Yorku.
[03:52:52] - O rany, Grzybe Josie, jesteś tam?
[03:52:54] - Jestem, jestem. Słucham i tu się podśmiechuję.
[03:52:59] - Jakie brzydkie słowa powiedział.
[03:53:00] - No właśnie, od razu zauważyłem. Tak przeklinać na antenie.
[03:53:05] - Kolejne. No wiesz co? Ee.
[03:53:09] - Urwał tu, urwał tam i podśmiechuje się.
[03:53:12] - Co za podśmiechujki tutaj.
[03:53:15] - Nie mówię się podśmiechuję. Co najwyżej panowie się śmieją albo coś w tym stylu.
[03:53:24] - No to już nie, ten Nibiru rzeczywiście musi przylecieć, jakoś to zakończyć tą dzisiaj.
[03:53:28] - Nie, to już jest zniewaga. Ja się wyprowadzam teraz.
[03:53:32] - Ale do Jerozolimy jednak, tak?
[03:53:34] - No nie wiem.
[03:53:35] - Czy na Aleje Jerozolimskie?
[03:53:37] - Jest mała różnica, ale w sumie...
[03:53:41] - No tak. Grzybe Josie. Dotarliśmy do końca audycji.
[03:53:45] - I kończ, waść wstydu oszczędź już.
[03:53:48] - Mów już parę słów na koniec Arek Kocik.
[03:53:52] - No już nie ma co powiedzieć. Dowiedzieliśmy się strasznych rzeczy, o których nawet nie ma. Tak. Prawdopodobnie, skoro się Uri Geller wyprowadził z Nowego Jorku, więc tam gdzieś tamto wybrzeże pierdyknie, ten, jakiś tamten. No to raczej-
[03:54:12] - Powiem wam jeszcze tyle, że-
[03:54:14] - Raczej Chris nocuj na swoim jachcie.
[03:54:17] - No ja chyba tak będę robił. Ja jeszcze wam powiem tyle, żeby już do końca was przekonać, że mój były szef, bo już nie jest moim szefem, był, że tak powiem, starozakonny i ze świetnie prosperującej firmy z dnia na dzień, ku zaskoczeniu wszystkich, ale to wszystkich dosłownie, mojemu oczywiście też, nagle zrezygnował z firmy, odpuścił ją za jakieś śmieszne pieniądze w sumie i nawet mu zadają pytania: „Czy jesteś facet śmiertelnie chory, żeby sprzedawać gęś, która znosi złote jajka?” On mówi: „Nie, właśnie nie jestem”. Czyli tak mi się wydaje, że on właśnie za tym, tak jak Uri Geller, też pakuje wszystkie manatki, też do tej Jerozolimy się przenosi.
[03:54:54] - Mógłbym wam opowiedzieć anegdotę, ale jak zejdziemy z anteny. To jest rzeczywista rzecz, która się wydarzyła rok temu i którą obserwowałem na własne oczy. Ale to jak zejdziemy, bo to jest niepolityczne, prawda?
[03:55:08] - Jak wszystko, co my tu mówimy.
[03:55:10] - A tutaj poza anteną na Skypie pojawił się komentarz od pana Grzegorza, który dzwonił dzisiaj: „No to wyszło. Pan Cielebiaś jest członkiem tych, którzy trzymają władzę. Ha, ha”. No jak już jesteśmy przy władzy, jak już dotarliśmy do władzy, to może-
[03:55:27] - Chyba w słoiku, kuźwa. I ma pewnie swoje miejsce numer trzy w schronie jakimś tam.
[03:55:36] - No tak, oczywiście. Co najmniej trzy. Schronie numer siedem. Nie, schronie numer sześć sześć sześć.
[03:55:44] - To jak już dotarliśmy do szczytów władzy, to może przekażmy słuchaczom, co władza zadecydowała w kwestii kolejnego tematu debaty za tydzień.
[03:55:54] - No to tak. No to już jak-
[03:55:56] - Jak się od razu władza się zidentyfikowała nam tutaj.
[03:56:00] - Jak już to wszystko wyszło, no to w sumie za tydzień debaty nie będzie, bo nie ma sensu. Nie, żartuję. Za tydzień zajmiemy się tematem równie kontrowersyjnym co dzisiaj. Będą to albo supertajne bazy, albo inwazja na Ziemię. Oczywiście kosmitów, no bo kogo? Także zapraszamy za tydzień. No cóż więcej mogę powiedzieć? No szczęść bożé w myśląsci wszystkim, tak?
[03:56:34] - A my tobie życzymy tego, co ty nam życzysz. Tak że w razie czego.
[03:56:39] - A sobie wyobrażacie, jakby taka kula z kosmosu walnęła w Toruń?
[03:56:45] - Ojejku, ale teraz podpadłeś.
[03:56:47] - Tam jest taka obrona przeciwlotnicza. Arek, o czym ty mówisz? Tam jakby z tej termy, wiesz, odkręcili tą termę, to ta kula nie wiem gdzie by się tam. Kosmiczny bilard by był.
[03:56:59] - Toruń Toruniem, jakby Częstochowę uderzyła. Ojoj, to by było dopiero.
[03:57:04] - Mam tylko nadzieję, że ominie Katowice.
[03:57:06] - Pamiętam taką historię z '92 roku, kiedy się UFO pojawiło rzekomo przy Wieży Jasnogórskiej, to wszyscy się bali tutaj. Co to oznacza? Wszyscy. Dokładnie tak. Toruń to jeszcze przeżyje. Częstochowa, panowie, Częstochowa.
[03:57:22] - Częstochowa mi kiedyś życie uratowała. Tutaj. Tutaj. Tak myślę, że mi może życie uratowała, bo znalazłem się w ciemnym zaułku. Ale to też niepolityczna historia, to może nie będę opowiadał.
[03:57:35] - Nie no mów, to omień te.
[03:57:38] - Nie no, bo znalazłem się w ciemnym zaułku i tacy panowie byli, że też mieli ciemne twarze mocno i-
[03:57:47] - Tacy takie Tupaci, tak?
[03:57:49] - Tak, takie Tupaci Shakury. Dobierali mi się do skóry, ale w ostatniej chwili rzuciłem się do obrony pod twoją obronę.
[03:57:57] - Ale w ostatniej chwili pogoniłeś tych debili.
[03:58:01] - Nie, nie. Czarna Madonna, jak pokazałem, że w Polsce też są czarni, to jeszcze są królami, to od razu mi wybaczyli wszystko. Może nie od razu, ale zanim pojeli, o co chodzi.
[03:58:13] - Oni byli z Haiti i poznali, że to przecież oni też znają tę kwestię. No bo nie wiem, czy wiecie, ale Czarna Madonna jest czczona też na Haiti jako Erzulie.
[03:58:26] - Ale tam nie ma nic w tym dziwnego akurat na Haiti. Ona wygląda jak-
[03:58:31] - To jest ten sam obraz . Sam obraz. Ale to normalnie cię tak zaskoczyli, Chris?
[03:58:37] - No tak, mnie zaskoczyli. Znaczy dałem się tak zaskoczyć. Po prostu nie byłem czujny.A to jest tak, jak się chodzi nie takimi ścieżkami.
[03:58:47] - Myślałem, że oni cię tam zaskoczyli i tam cię obrabiają.
[03:58:53] - Nie, bardziej mnie zaskoczyli w naszym-
[03:58:55] - Rapa strzeliłeś?
[03:58:58] - Nie strzeliłem. Strzeliłem z podeszwy później, wycofując się na z góry ustalone pozycje cztery mile dalej.
[03:59:08] - Ja nie mogę.
[03:59:09] - Ze spalonymi podeszwami.
[03:59:11] - Też bym wam opowiedział tę historię, którą mam zamiar, ale ona jest dużo bardziej brzydka. To musi Gibelios zakończyć to wszystko.
[03:59:19] - Tak, niech kończy już.
[03:59:21] - Dobra, czyli tak, drodzy państwo, za tydzień inwazja z kosmosu albo supertajne bazy. Minęła godzina 23:22 w Radiu Paranormalium. Żegna się z państwem Marek Gibelios.
[03:59:37] - Ustawiam Piotra Cielebiasia.
[03:59:39] - Tak. Także dziękujemy za udział. Byli z nami dzisiaj Chris Miekina.
[03:59:49] - To ja się też przeżegnam.
[03:59:53] - Marek Marcinkowski.
[03:59:58] - Dziękuję bardzo. Dobranoc państwu.
[04:00:00] - Dziękuję za dzisiejszy odcinek. Pozdrawiam, Arek Kocik.
[04:00:03] - Dziękuję. Dobranoc wszystkim. Życzę miłych snów.
[04:00:06] - Dziękujemy.
[04:00:08] - Również. Radio Paranormalium, paranormalium w twoim domu. Co tam zwykle Gibelios mówił na końcu?
[04:00:15] - Dobranoc i do usłyszenia już za tydzień.
[04:00:19] - Musiał sobie z taśmy puścić.
[04:00:23] - Rozłącz nas, żebym mógł powiedzieć tę anegdotę, żeby nas nikt nie usłyszał. Powiedz kiedy.
[04:00:30] - A nas do więzienia zamknął. Albo chociaż do jednej celi, to wiesz, nie narzekam.
[04:00:38] - Mogę opowiadać?
[04:00:39] - Możecie opowiadać.
[04:00:40] - No to wiesz co? W tamtym roku...
[04:00:47] - Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.