[00:42] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Rozpoczynamy w Radiu Paranormalium kolejną debatę ufologiczną. Dzisiaj będziemy dyskutować o tym, czy obcy są wśród nas. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a są z nami: Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Witaj Arku.
[01:01] - Witam, dobry wieczór wszystkim.
[01:02] - Oraz znany słuchaczom Radia Paranormalium niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Witaj Chrisie.
[01:09] - Witam niestrudzenie.
[01:10] - Czekamy jeszcze na Piotra Cielebiasia z portalu Infra i czasopisma „Nieznany Świat”, a w międzyczasie podam już kontakty do Radia Paranormalium. Co prawda dzisiaj część wypowiedzi będzie emitowana z taśmy. Jednego gościa nagraliśmy wczoraj, ale debata jako taka będzie realizowana oczywiście na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również wysyłać nam wiadomości na Gadu-Gadu 36 08 80 02, drogą SMS-ową pod numer 530 620 493. Jesteśmy również dostępni na Facebooku na koncie Radia Paranormalium i portalu Infra, a także w grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Można również wysyłać nam pytania na e-maila radio@paranormalium.pl. Panowie, zacznijmy może od takiego pytania. Istnieje kilka różnych motywów związanych z obecnością obcych na Ziemi.
Jedne odnoszą się do ich bezpośredniej obecności w naszej populacji, inne do przebywania w bazach, które mają na powierzchni Ziemi. Jak oceniacie prawdopodobieństwo takiego scenariusza? Czy możliwe, że żyją wśród nas emisariusze, obserwatorzy, a może szpiedzy obcych ras? Pierwszy może niech się wypowie w tym temacie Chris Miekina.
[02:48] - To pytanie jest tak sformułowane, że w pewnym sensie sugeruje, że te wszystkie ewentualne obce rasy, które przybyły na Ziemię z kosmosu, w jakiś sposób się ukrywają, chowają, pojawiają się tylko czasami, zazwyczaj w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. I rzeczywiście w większości przypadków tak jest. Ale rozmyślając na ten temat, znalazłem bardzo interesującą historię, która mówi o spotkaniu z obcymi i jednocześnie pewnej sytuacji, która sugerowałaby współpracę między Ziemianami a obcymi. I to w sposób bardzo jawny. Mam tutaj na myśli taką osobę, która znana jest pod imieniem i nazwiskiem Valiant Thor. I ten Valiant Thor pojawił się na Ziemi w 1957 roku. Pojawił się w Aleksandrii w stanie Wirginia. Bardzo ciekawe miejsce. Jest to miejsce na przedmieściach Waszyngtonu i jest tym samym, można powiedzieć, czym była latarnia morska w Aleksandrii dla miasta Aleksandrii w starożytności. Do tego stopnia to podobieństwo jest łudzące, że troszeczkę zbaczam z tematu, ale jeżeli ktoś byłby w Waszyngtonie, to koniecznie niech odjedzie kilka mil dalej na południe, w stronę właśnie Aleksandrii w Wirginii, bo znajduje się tam olbrzymia świątynia masońska, która jest poświęcona Waszyngtonowi, założycielowi tego kraju, ojcu właściwie tego kraju, USA.
Ta świątynia w ogóle przypomina swoim wyglądem latarnię morską w Aleksandrii. Zbudowano ją na podstawie najpopularniejszych wizerunków tej latarni morskiej, jakie przedstawiano przez wieków, jak ona mogła wyglądać. Jak wiadomo, latarnia morska w Aleksandrii to jeden z siedmiu cudów świata. Ale już wracam z powrotem do tematu. I właśnie w tej Aleksandrii pojawia się Valiant Thor, który mówi, że jest przybyszem z planety Wenus i przybył po to, żeby spotkać się z ludźmi i porozmawiać nie tylko o przyszłości Ziemi, ale także o wspólnych kontaktach pomiędzy Wenusjanami a ludźmi. Jest to historia zdumiewająca dlatego, że rozgrywa się nie w ukryciu czy gdzieś w tajnych historiach i sytuacjach, tylko w ogóle na pełnym i jasnym widoku. Interesuje się tym amerykański Departament Obrony i interesuje się tym oczywiście wojsko. Z Valiantem Thorem miał się spotkać także prezydent Eisenhower i jego ówczesny wiceprezydent Nixon, który później sam został prezydentem. Valiant Thor miał przebywać w Białym Domu. Pozostało po nim mnóstwo zdjęć.
Valiant Thor wygląda jak człowiek i niektórzy twierdzą, że po prostu udawał kosmitę. Ale jest wiele niepokojących, w tym sensie, że sugerujących być może jego inne pochodzenie, różnych historii, które są z nim związane. Między innymi cała ta jego historia jest opisana w jednym z rozdziałów tego olbrzymiego projektu Blue Book. Także samo to jest bardzo zdumiewające.A historia Valianta Thora w sensie literackim, bardziej została napisana przez Franka Strangesa, który napisał książkę pod tytułem "Stranger in the Pentagon". Książka nosi taki tytuł dlatego, że Valiant Thor, kiedy przebywał na Ziemi, mieszkał właśnie w Pentagonie, gdzie wydzielono mu fragment tego olbrzymiego budynku i tam urzędował. Ciekawe było też to, że oczywiście był pod bardzo pilną i silną strażą. Tyle że za każdym razem, kiedy chciał wyjść ze swojej kwatery w Pentagonie, robił to bez żadnych problemów. Po prostu się dematerializował i nikt nic nie był w stanie zrobić, żeby go powstrzymać bądź kontrolować jego poruszanie się w Pentagonie i poza nim. Samo to już sugeruje, że historia jest tutaj bardzo interesująca i frapująca. Trudno powiedzieć, kim tak naprawdę był Valiant Thor.
Czy rzeczywiście był z Wenus, czy był to człowiek, który posiada jakieś niezwykłe umiejętności? Frapujące w tym wszystkim najbardziej jest oczywiście to, że jego umiejętności były wręcz ponadludzkie i trudne raczej do zrozumienia. Symbioza ta trwała przez wiele lat. Spotykał się on publicznie z wieloma przedstawicielami nie tylko amerykańskiego rządu, ale także z okolicznymi ludźmi i między innymi przebywał także w moim obecnym miejscu zamieszkania, w New Jersey, w moim stanie, gdzie między innymi uczestniczył w takich wykładach, które rozgrywały się w miejscowości High Bridge i gdzie przekazywano najrozmaitsze historie na temat kosmitów, UFO. Praktycznie robiono to samo, co my robimy tutaj w debatach. Valiant Thor miał bywać na tego typu imprezach i również tam zabierał głos i opowiadał o tym, jak jest na Wenus. Opowiadał o tym, jak powinna wyglądać przyszłość świata, w jaki sposób ludzie powinni współpracować ze sobą, a nie walczyć ze sobą. Był kimś w rodzaju takiego, można powiedzieć, niemalże kosmicznego Mesjasza. Był człowiekiem niezwykle łagodnym, miał bardzo pogodne usposobienie. Jednocześnie zauważono, że jego możliwości takie psychologiczne czy mentalne były bardzo silne.
Był on w stanie wpływać na nastrój, na sposób myślenia ludzi, z którymi rozmawiał. Często spotykał się z ludźmi z innych krajów, którzy mówili kompletnie innymi językami czy dialektami. Valiant Thor nie miał problemów z porozumiewaniem się. Jak sam twierdził, przybył z Wenus i zanim przybył z Wenus, nauczył się wszystkich ludzkich języków i nimi się rzeczywiście fizycznie posługiwał, na co również zostało wielu świadków, co jest kolejnym zdumiewającym elementem. Znał także alfabet migowy. Także nawet w ten sposób się potrafił porozumiewać. Miał olbrzymią słabość do dzieci. Tu oczywiście wszystkim zapalają się kontrolne lampki. Wyszukiwał te dzieci w najrozmaitszych slumsach, w miejscach, gdzie dzieci przebywać raczej nie powinny. Ale świat nie jest idealny, więc dzieci cierpią niekiedy okropne życie, które nie jest wynikiem ich działania, tylko okoliczności, w których przyszły na świat, uciekły z domu bądź zostały porzucone.
Thor zbierał te dzieci i jak sam mówił, przewoził je na swój statek kosmiczny, gdzie one wracały do zdrowia, wracały do sił. I te dzieci wcale nie znikały. Valiant Thor oddawał je z powrotem, wracały na Ziemię i trafiały do rodzin zastępczych, które były bardzo pieczołowicie wybierane, ponieważ Thor chciał mieć pewność, że trafią do rodzin, w których zostaną właściwie wychowane i dorosną w takich warunkach, w jakich te dzieci powinny dorastać. Tak że historia z nim jest absolutnie niezwykła, niecodzienna. Niezawodowo zajął się tym fragmentem ufologii, jak się okazuje, niezbyt dobrze znanym fragmentem ufologii. Frank Campobasso, który nakręcił film na temat tej całej historii. Napisano kilka książek, ale ciągle historia Valianta Thora jest takim poboczem ufologii, mimo że jest tak oczywista i w taki sposób pokazuje sytuację, gdzie ci ludzie z innych planet, bo Valiant Thor i także inni Wenusjanie, ponieważ w pewnym momencie on nie poruszał się sam, przybyli także inni emisariusze z Wenus. Pokazali, że to wspólne funkcjonowanie może być i działać na zasadzie pewnej symbiozy, że cele są absolutnie wspólne i nawet ta przewaga technologiczna i w sensie rozwoju, ta ewolucyjna, jaką reprezentowali Wenusjanie, nie stoi na przeszkodzie tego, żeby móc jakieś wspólne cele realizować. Historia niestety nie skończyła się tak, jak powinna się skończyć, czyli kompletnym ujawnieniem i nowym rozdziałem w historii człowieka. Po prostu któregoś dnia Valiant Thor już nie wrócił więcej z Wenus.
Rozpoczęła się zimna wojna w tym swoim najbardziej ostrym wymiarze. I właściwie o tym wszystkim zapomniano, aż do mniej więcej teraz. Kilka książek funkcjonowało w niezbyt popularnym obiegu. Niektóre z nich ostatnie swoje wydanie mają z późnych lat 60. i początku lat 70. Nikt się tym tematem za bardzo nie zainteresował, więc pomyślałem sobie, że mając dzisiejszy temat debaty właśnie taki, na tematPewnego współistnienia, koegzystencji obcych i ludzi na Ziemi. Jest to idealny kandydat, który być może pokaże, że inne metody są możliwe i że kosmici być może o wiele bardziej jawnie pojawiają się na Ziemi, ale w jakiś sposób ich wpływ na to, co się na tej Ziemi dzieje, nie tylko jest przez kogoś zmniejszany, ale w jakiś sposób usuwany z naszej historii. Valiant Thor w pewnym momencie zapytany, ilu kosmitów, ilu ludzi z Wenus, ilu ludzi takich jak on przebywa na Ziemi, odpowiedział, że mniej więcej jest to około 77 osób. Tyle że ta liczba jest zmienna, ponieważ oni nieustannie podróżują między Ziemią a tą bardzo bliską Ziemi planetą i że tak jak on, oni również próbują stworzyć jakieś warunki współpracy z innymi miejscami na kuli ziemskiej. Nie powiedział, czy to próbowano z Rosjanami, czy z kimś innym, ale coś takiego próbowano.
Projekt zakończył się, zniknął i cała ta historia wraz z nim, którą dzisiaj odświeżam. Dziękuję. Darku?
[13:23] - W ogóle należałoby powymieniać, gdzie z takimi rzeczami się można spotkać. Jest między innymi Adamski, do którego przylatywali obcy i miał bardzo bliskie kontakty z nimi. Zostały przekazywane takie informacje, że nawet z nich korzystał Kennedy w momencie, kiedy na Kubie miał ten kryzys. Inną sprawą, która w innym miejscu, już w Europie, był Billy Meier, który też miał kontakty i który też w momencie, kiedy się zagłębić troszeczkę w literaturę, jaka jest dostępna o nim, pisał, że właśnie Plejarianie też bywają na Ziemi. Normalnie nie różnią się od innych ludzi i też żyją w niektórych miejscach. I jest taka sprawa też z zachodniej Europy, bardziej zachodniej, to znaczy z Hiszpanii i Francji. Nazywa się to Ummici z planety Ummo, odległej od Ziemi o ponad 14 lat świetlnych. Przylecieli na Ziemię. Około roku 1950 pierwsze lądowanie było. Zwabiła ich nasza pierwsza transmisja radiowa, która opuściła atmosferę ziemską.
To było gdzieś w granicach chyba 1932 czy 1934 roku i na tyle silna była, że oni to odebrali. Przylecieli tutaj zobaczyć. To lądowanie i następne później rzeczy toczą się praktycznie do lat 90. ubiegłego wieku, a odbywało się to w ten sposób, że owi Ummici wysyłali listy do różnych przedstawicieli czy dziennikarzy, czy przedstawicieli nauki. Z listami nawet tymi zapoznał się Hawkins, ale on nie skomentował tego. Co jest takiego ważnego w tych listach? To jest w sumie taki bardzo komplementarny zapis zarówno tego, czym oni są, co reprezentują, jaki jest ich cel. I to właśnie, że się nie będą nigdy ingerować w życie na Ziemi. Te wszystkie listy, jakie docierały do różnych ludzi, zebrali dziennikarze hiszpańscy i przekazali to dla dziennikarzy francuskich. I Gestapo nawet się tym zajął w niektórych miejscach, dlatego że oprócz tego, że te listy były wysyłane, to jeszcze w okolicach Madrytu i innych miast były widoczne lądowania spodków z odciskaniem na ziemi tych łap, które stanowią zabezpieczenie, żeby one gdzieś tam nie zapadały i innych śladów.
Przy czym Gestapo, jak niektóre zdjęcia dobrze przejrzał, okazało się, że prawdopodobnie były to modele robione na sznurku, ale to jest ten sam model, który robili ludzie niezależni, nieznający się nawzajem z różnych miejsc Hiszpanii. Ummici tam wysyłali między innymi ostrzeżenia do Ziemi i to wszystko zebrano w takiej książce, która jest wydana w Polsce. „Ummici, Ziemianie czy przybysze z kosmosu?” Jest ona napisana przez Marię Castello, Filipa Chambaud i Isabel Blanck. To są między innymi osoby, które zaczęły o tym pisać. Dziennikarze hiszpańscy spotkali się z czymś takim, że byli zainteresowani nimi służby wywiadu. Między innymi mieli nachodzenia właśnie i Amerykanów, i służb hiszpańskich. Także to jest takie dziwne też.Jeżeli wziąć to pod względem tego, że takie rzeczy się nie zdarzają, to zainteresowanie tych służb jest zawsze potwierdzeniem tego, że coś się musi dziać w tej kwestii. Sprawa toczyła się od lat 90. Wtedy te ostatnie listy napłynęły do dziennikarzy. Oprócz tego, że jest komplementarna, to znaczy jakie zasady panują u nich na ich planecie, jakie warunki fizyczne, między innymi jak należy rozumieć ich mowę, ich znaki, które są przesyłane.
Jest bardzo dużo tych przesłań do Ziemian, do nas. Ciężko powiedzieć, czy to nie jest mrzonka, bo oprócz listów są jeszcze elementy takie, że wśród osób, które widziały to, zainicjowano kontakty telepatyczne z nimi i oni oprócz tego sami jeszcze spisywali różne rzeczy. Także tego materiału było dosyć dużo z tego czasu. Pamiętajmy o tym, że w Hiszpanii, gdy to się zaczęło, była dyktatura Franco. Być może dlatego próbowano to zrobić przez Francję, dlatego że być może, że tam nie można było dobrze dotrzeć do ogółu społeczeństwa. Była dyktatura faszystowska w tym czasie. Taki jest dziwny obraz tego wszystkiego. Kończy się w zasadzie niczym, nie ma jakiegoś spektakularnego kontaktu. Osoby, które badają zdjęcia mówią, że to jest na sznurku, ale nie biorą pod uwagę tego, że to jest ten sam obiekt w różnych miejscach, w różnym czasie i wygniata w glebie, robi ślady zapadając w tę glebę, wciskając ją na 12 centymetrów. Trzeba wjechać porządnym samochodem, żeby coś takiego zrobić na normalnej ziemi, na normalnym trawniku.
Także to nie jest jednoznaczne. Nie należy tego wkładać między bajki. U nas natomiast w Polsce ta sprawa jest prawie w ogóle nieznana. Tak jak mówię, ukazała się jedna książka i to jeszcze bardzo dawno temu. Podejrzewam, że większość osób traktuje to jako po prostu nostalgię. Dziękuję.
[21:13] - Witaj Piotrze, czy się słyszymy?
[21:15] - Witam, witam. Dobrze mnie słychać?
[21:17] - Bardzo dobrze. Nawet jak na telefon.
[21:20] - Pięknie.
[21:20] - To uczucie, gdy próbujesz dołączyć do debaty i na chwilę przed debatą rząd światowy wyłącza ci prąd i urywa od internetu. Piotrze, jak sądzisz, czy możliwe jest, że żyją wśród nas emisariusze, obserwatorzy, a może szpiedzy z innych ras?
[21:39] - Owszem, jeżeli spojrzymy na to pod takim względem, że na przykład jakaś cywilizacja chciałaby nas zbadać, jeżeli założymy, że ona w ogóle istnieje, żeby nas zbadać, jeżeli jest na super wyawansowanym poziomie i jest w stanie stworzyć inteligentne roboty. Z naszego punktu widzenia taka cywilizacja może wszystko, prawda? Może stworzyć hipotetycznie takie roboty, które byłyby nie do odróżnienia od Ziemian. Pod tym względem oni rzeczywiście mogą między nami żyć. Natomiast w świetle tych historii, które się gdzieś przeplatają, te sprawy wyglądają bardzo enigmatycznie. Łatwo jest powiedzieć: „Owszem, oni tutaj są i żyją między nami”. Natomiast jest to bardzo duże uproszczenie całego problemu. Dlatego, że jak wiemy, chociaż z tych historii abdukcyjnych czy z tych wszystkich opowieści ludzi, którzy mieli się natknąć na takie istoty, nie jest to takie łatwe. To zawsze gdzieś się odciąga, odwleka. Musimy mieć też na uwadze sam fakt, że ci obcy, o czym mam nadzieję, jak myślę, powiedzieliście, oni nie muszą wyglądać w taki sposób, jak my wyglądamy.
Czyli ci ich emisariusze, nowi mogą być cyborgami, mogą być ich sondami badawczymi. Natomiast nie muszą być w 100% po prostu żywi przedstawiciele tych ras. Ponieważ nie wiem, na jakim punkcie się toczy rozmowa, jakie wnioski już osiągnęliście. Także na chwilę posłucham, co tam macie do powiedzenia i jak to wszystko wygląda.
[23:46] - Chris zadał pytanie do ciebie, Piotrze, na czacie tekstowym: co sądzisz o wczorajszym meteorze, meteorycie?
[23:55] - Na pewno to było ciekawe. Ciekawe i zwróciło znacznie uwagę ludzi. Ja odebrałem mnóstwo sygnałów. Z tymi sprawami jest tak, że jeżeli się coś takiego stanie, to wszyscy o tym mówią. Zadają sobie pytanie: fajnie, a co byłoby, gdyby pierzchnęło coś większego? Potem wychodzi jakiś Karol Wójcicki czy inny
[24:21] - Uczony czy trochę uczony, Karl nie jest astronomem, chociaż się udaje i mówi: „My”. Oni zawsze używają słowa „my”. Mówią chyba ludzkość. „My jeszcze się nie umiemy bronić, ale będziemy się umieli bronić”, i tak dalej. Natomiast to wszystko ucieka, odwleka się cały czas. Jest to wszystko w fazie projektów. Mówię o tych możliwych planach budowy broni deflekcyjnej, czyli takiej, która by była w stanie obrócić bieg tych wszystkich niebezpiecznych ciał kosmicznych. Ona się po prostu udaje. Chociaż są takie głosy i zaczynam wierzyć w to coraz bardziej, że jednak Rosjanie wtrącili ten czelabiński obiekt mimo wszystko, albo troszkę go rozbili. Natomiast mamy szczęście na razie, że nic takiego się nie stało, jak się dawniej miało.
Co jeszcze? Wyczuwam też w tym powszechnym, medialnym nawet zjawisku, z tymi wszystkimi historiami, taką trochę smutną nutę, dlatego że mieliśmy przecież świetny incydent jerzmanowicki, dużo ciekawszy od tego pojedynczego busa na niebie, kiedy naprawdę wydarzyła się rzecz anomalna i ciekawa. Ale o tym dzisiaj nikt nie pamięta. Natomiast wtedy o tym niewiele mówiono, bo po prostu było to zbyt trudne. Także media się troszeczkę podniecają meteorytem, i tak dalej. Natomiast prawda musi ucichnąć, dlatego że gdyby ludzie się chcieli przejmować każdym obiektem, który lata koło Ziemi, czy nawet stwarza potencjalne zagrożenie, to życie byłoby niemożliwe. Ja to tak widzę.
[26:21] - Słuchacie państwo „Debaty Ufologicznej Online”. Dzisiaj dyskutujemy o tym, czy obcy mogą żyć wśród nas. Proponuję, abyśmy przeszli teraz do pytania numer dwa. Brzmi ono następująco: tematyka ufologiczna jest szeroka i dość szeroko można interpretować cielesną obecność obcych wśród ludzi. Dotyczy to również obcych nauczycieli. Czy waszym zdaniem realny jest scenariusz, według którego jakaś grupa obcych przebywająca wśród pierwszych ludzi dała impuls do rozwoju cywilizacji? Może pierwszy niech zabierze w tym temacie głos Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[27:02] - W stanie właściwie wypoczynku i nie wiem, z której strony jest mikrofon w tych słuchawkach. Może mnie nie słychać. W każdym razie dyskutowaliśmy o tym nie raz. Ja bym zwrócił uwagę może na coś ciekawszego, bo każdy uważny słuchacz i każda osoba zainteresowana tymi sprawami na pewno zna wszystkie historie. Każdy zna tę historię, na pewno każdy, kto słucha. Historię o Enesie na przykład, o siedmiu mędrcach sumeryjskich. I tak dalej. Tego nie muszę powtarzać, bo o bogach Kosmosu, o bogach nauczycielach mówiliśmy chyba w czasie dwóch czy trzech debat nawet w tamtym sezonie. Ja bym zwrócił uwagę na ciekawszą rzecz. Czy nadal teraz mogą istnieć obcy nauczyciele czy bogowie?
Czy oni nadal mogą nas uczyć? Czy oni nadal mogą nas w jakiś sposób stresować? I jaką to ma formę? Pamiętamy, że czasami poruszaliśmy temat Jacques’a Bergiera, takiego dziwnego, trochę zapomnianego autora. Jacques Bergier był trochę Polakiem, trochę Żydem. Ogólnie uznawał się za Francuza. Był szpiegiem, był filozofem. Był autorem bardzo ciekawej książki „Poranek magików”. Współautorem tej książki był Louis Pauwell. Chyba tak się to wymawia.
I w każdym razie taka jedna z konkluzji, która z tego wynikała, mówiła, że w zasadzie istnieje pewna grupa, siła, prądy, nick, co czy jak to nazwiemy, która w pewien sposób przyspiesza rozwój ludzkości w tym wymiarze, w tej formie, że po prostu co jakiś czas pojawia się jakiś wybitny uzdolniony człowiek, który odkrywa coś przełomowego. Jest, powiedzielibyśmy dzisiaj, jest to mało używane słowo, ale polihistorem, czyli człowiekiem renesansu, który nagle jest bardziej oświetlony niż wszyscy w jego epokach. Dla mnie takie przykłady, takie sztandarowe i takie zapomniane, wiem o Tesli, wiem o tym. Mieliśmy też Ochorowicza, mieliśmy też innych ludzi, którzy torowali drogę wielu rzeczom. I Jacques Bergier, i Pauwell doszli do takiego wniosku, że ci ludzie, którzy zawsze w jakiś sposób mieli takie przełomowe znaczenie dla ludzi, oni się w jakiś sposób zawsze kontaktowali z istotami fizycznymi. Może nie fizycznymi istotami, które nie pochodziły z naszej rzeczywistości. Mieli zawsze jakieś doświadczenia niezwykłe. Czasami dostawali podpowiedzi wprost. Czasami to dziwne przeżycie, to dzisiaj byśmy to nazwali bliskim spotkaniem, motywowało ich do dalszej pracy.I ja bym zwrócił uwagę panów na to, czy dzisiaj ta druga strona też nas w jakiś sposób chce pokierować i wycisować, bo to wydaje mi się ciekawsze niż dalsze roztrząsanie tego, czy kosmoci ‑ czymś ‑ przekazali nam zła wiedzę na początku tysiącleci, bo wszystko wskazuje, że tak. Chociaż czasami się interpretuje pewne fakty, ale gdyby patrzeć na ten mit o czarnym Oannesie, pamiętamy przecież też księgę Henoha.
Pamiętamy Grigori, obserwatorów pod wodzą Semjase, którzy mieli nauczać kolei na obszarze Bliskiego Wschodu. Także krążą te mity i różnego rodzaju przekazy. Rzeczywiście coś się wtedy stało. Natomiast pojawia się pytanie, czy dzisiaj coś takiego wchodzi w grę, a jeżeli wchodzi w grę, to w jakim stopniu i jak? To mnie strasznie ciekawi. Jak na to patrzycie? Dlatego że gdyby założyć, że jakaś inteligencja ma nas pod kuratelą swoją, to całkiem możliwe jest, że nas nie puściła, tylko usunęła się w cień albo zaczęła to robić subtelnie pod wieloma względami. Może nie robi tego już tak bezpośrednio, że pojawia się jakiś Oannes. Wiadomo, dzisiaj by nie był to Oannes w miejscu swojego pojawienia się, dlatego że pewnie zostałby od razu złapany przez szejków, zaprowadzony do meczetu i uznany za niewiernego i jakiegoś rozsadnika dziwnych idei. Także oni muszą, jeżeli chcą oczywiście robić tę sprawę, robić to w jakiś inny sposób.
I to mnie strasznie ciekawi. Nie wiem, jak panowie to widzą.
[32:40] - Krys ma dzisiaj troszeczkę ograniczony czas, dlatego teraz może poprosimy, aby on zabrał głos. Krysie. Piotr zauważył bardzo ciekawą rzecz, że o ile kiedy cofamy się wstecz, to zazwyczaj wstecz, nie do przodu. Kiedy wracamy do początków naszej historii i zaczynamy szukać, gdzie to się wszystko zaczęło, cała nasza cywilizacja, cały ten nasz rozwój. Na początku w taki oczywisty sposób mamy do czynienia z kosmitami. Mamy do czynienia z nauczycielami, którzy stworzyli te wielkie religie. Czy też nawet jeśli te religie upadły, to mamy to, co my dzisiaj nazywamy mitami czy legendami. Mamy wszystkie historie o Anunnakach, o których rozmawialiśmy wielokrotnie. Mamy „Księgę Enocha”, mamy Nefilim i Watchers, czyli obserwatorów, którzy przybyli też gdzieś z nieba. Ale to są wszystko bardzo stare historie.
Wydarzyły się gdzieś bardzo dawno temu, za myślą i przyszłości Ziemi. I właśnie dlatego tu Piotr Tomczak zauważył, czy jest coś takiego możliwe dzisiaj? Tak myślałem nad tym i doszedłem do takiego wniosku, że chyba jest i to jak najbardziej. I myślę, że wszyscy w jakiś sposób jesteśmy pod tego wpływem. Niekoniecznie wierząc czy nie, przyjmujemy to do wiadomości. Mam tutaj na myśli coś, co się nazywa bardzo szerokim pojęciem iluminatów. Spójrzmy, z czym mamy do czynienia. Nagle religie, które do tej pory dominują nasze życie, takie jak chrześcijaństwo, islam, buddyzm i wiele innych pomniejszych. Nagle zdajemy sobie sprawę, że one właściwie bardziej służą regulacji życia takiego zwykłego, przeciętnego człowieka. Jakie on ma powinności, w jaki powinien się sposób zachowywać i jakich barier nie powinien przekraczać, czyli stworzenie pewnego określonego tabu.
Ale mamy jeszcze coś innego. Mamy jeszcze jeden bardzo ciekawy i bardzo bogaty system i bardzo tajemniczy system, który jest systemem opartym nie tylko na tej warstwie spirytualnej, ale jednocześnie w jakiś sposób wykraczająca poza tą warstwą, sięgająca bezpośrednio wprost w kosmos, przestrzeń kosmiczną, w jakąś siłę inteligencji kosmicznej. Mam tu oczywiście na myśli masonerię, która po dziś dzień właściwie obrosła wieloma legendami. Myślę, że nie wszystko na ten temat wiemy, jak masoneria funkcjonuje. Czy być może lepszym słowem jest nazwanie tego wszystkiego jakimiś tajnymi stowarzyszeniami, czyli grupami ludzi, którzy mieli jakiś określony cel i chcieli go zdobyć nie tylko poprzez ich własny spryt, inwencję i inne rzeczy, ale stworzyli właśnie pewną konstytucję swojego działania, która pewien efekt na Ziemi uzyskiwała poprzez ścisłą współpracę właśnie z tym, co się dzieje ponad Ziemią, co się dzieje we wszechświecie i być może w połączeniu z jakąś kosmiczną inteligencją. I spójrzmy na taki najbardziej znany i charakterystyczny moment, który zazwyczaj wzbudza wiele kontrowersji wśród wszystkich tych, którzy rozmyślają o tajnych stowarzyszeniach i mam tu na myśli teraz templariuszy. Co dzieje się w tej organizacji? W jaki sposób ona działa? Pojawia się właściwie nagle, pojawia się w jednym określonym miejscu. Jest to zaledwie kilka osób, które w bardzo krótkim czasie są w stanie zdominować politykę europejską, a właściwie w tym czasie światową, bo cały świat leje się po głowach straszliwie na Bliskim Wschodzie, podobnie niemalże jak ma to miejsce dziś.
Jednocześnie templariusze błyskawicznie uzyskują gigantyczną przewagę finansową nad wszystkim, co istniało, wszelkimi strukturami, jakie istniały w tamtym świecie. Ale co ciekawe, uzyskują też w bardzo krótkim okresie czasu wiedzę. Wiedzę, którą być może częstoNie zauważamy, choć stoi ona przed naszymi oczami. Spójrzmy na katedry, jakie nagle eksplodowały w czasach średniowiecza. Mamy styl romański, który jest przaśny, niezbyt efektowny. I nagle, kiedy templariusze wracają z Ziemi Świętej po raz pierwszy po tym, jak wydobyli coś, o czym do dziś spekulujemy, co to może być, gdzieś pod świątynią Salomona, nieoczekiwanie zaczynają powstawać pierwsze katedry. Jest to kompletnie nowa, nieznana technologia w średniowieczu. Opowiadam o tym wszystkim dlatego, że ci wszyscy ludzie, którzy uczestniczyli w budowie takiej katedry, budynku czy zamku templariuszy, będąc murarzami, właściwie stworzyli wolnomularstwo. Wolnomularstwo, czyli wolni murarze. To jest polskie słowo, polskie znaczenie masonerii.
Stworzyli pewien rodzaj tajnego stowarzyszenia, które ukryło w swoich szeregach, w swoich zapiskach i w swojej kulturze, która na bazie tego powstała. Ukryło, w jaki sposób tą tajemną wiedzę, która została uzyskana. W jaki sposób została uzyskana? Nie wiadomo. Czy ma to jakieś połączenie z tą przestrzenią kosmiczną, ze wszechświatem, z siłami kosmicznymi, z cywilizacją pozaziemską, o której wspominałem wcześniej? Kto wie. Wiemy o tym, że jedną z przyczyn największych grzechów templariuszy i być może jedną z bezpośrednich przyczyn, dla których został cały zakon skasowany, był niejaki Bafomet czy Bahomet. Postać bardzo dziwaczna, postać nieziemska. Niektórzy mówili, że jest to jakiś sposób przedstawienia Lucyfera i że oni są satanistami, ale mamy do czynienia z czymś, co nie pochodzi z tego świata. Jest czymś absolutnie innym, co jednocześnie nie jest tylko pustym, czystym symbolem, bo daje tym ludziom energię.
Jednocześnie tworzy z nich swego rodzaju fanatyzm w tym, co robią. I mamy nagle do czynienia z upadkiem zakonu, ale nie z upadkiem całej tej idei. Właściwie to mamy do czynienia w tym momencie z rozkwitem tej idei, bo templariusze jako organizacja znikają, natomiast tu i ówdzie zaczynają pączkować kolejne organizacje, których efektem jest to, co dziś my nazywamy iluminatami. Cały ten ruch iluminacki czy tych tajnych stowarzyszeń, o których wspominałem, bo być może ich jest wiele. Słowo Iluminaci jest słowem bardzo szerokim, mieści sobie bardzo dużo, ale znów funkcjonuje w pewnym zestawieniu kosmicznym. Spójrzmy na przykład na miasto Waszyngton, któremu ja osobiście w tej chwili ostatnio przyglądam się po raz drugi z baczniejszą uwagą. Zaczyna mnie od nowa interesować i myślę, że w najbliższym czasie odbędę tam kilka pielgrzymek, żeby poprzyglądać się niektórym rzeczom, które tam zbudowano. To miasto, o czym już pewnie kiedyś wspominałem, jest zbudowane na podstawie pewnej kosmicznej wiedzy. Funkcjonuje w zestawieniu z planetami. Funkcjonuje w zestawieniu ze wszechświatem.
W jakiś sposób wpływa na ludzi, którzy tam mieszkają. Buduje ich świadomość, zwiększa ich potencjał myślowy. Może jakiś inny być może też. Kto wie? Waszyngton, który doglądał budowy tego miasta, sam wspominał w swoich zapiskach, że w momencie, kiedy wstaje gwiazda poranna na wschodnim niebie nad Waszyngtonem, przychodzą mu do głowy najlepsze rozwiązania, w jaki sposób dalej rozwijać ten kraj i w jaki sposób prowadzić dalej jego politykę. Jakie decyzje podejmować po to, żeby móc utrzymać niepodległość tego bardzo młodego, nowego i bardzo dziwacznego kraju na olbrzymim kontynencie. Jak wiemy, to już dziś udało mu się to w jakiś sposób absolutnie. Miasto jest zbudowane tak, że rozmaite budynki tworzą rodzaj takiej maszynerii, która współdziała, w jakiś sposób amplifikuje tą kosmiczną energię i być może kontaktuje się z jakąś kosmiczną inteligencją. Czy dziś mamy do czynienia z nauczycielami z kosmosu? Tak jak zostało to zadane w pytaniu, czy pojawia się ktoś z innej cywilizacji, gdzieś z końca wszechświata, który przybywa tu na Ziemię i próbuje nas nauczyć?
Być może właśnie w taki sposób, jaki opisałem. Poprzez te tajne stowarzyszenia, które znalazły pewien język, znalazły pewien kod, w jaki sposób mogą porozumiewać się z tą inteligencją. O ile niektórzy traktują to być może jako kolejny rodzaj zabobonu, być może są to bardzo puste dla nich gesty, słowa, formuły czy sam ten proces, to w wielu przypadkach jest niezwykle niepokojące, że to wszystko działa. Zauważamy to w momencie, kiedy spoglądamy na rozmaite teorie, tak zwane teorie konspiracji, które krzywdząco od razu wrzuca się według mnie do kosza na śmieci, bo o ile wiele z nich jest naprawdę tak fantastycznych, że aż po prostu głupie i nieciekawe, to wiele innych ma bardzo interesujące pomysły i wiele z nich właśnie wskazuje na to, że wiele wydarzeń, masa wydarzeń na Ziemi dzieje się w określonym dniu. Jest to określona data, jest to określone ustawienie kosmiczne. My sami w jakiś sposób reagujemy na to na przykład z chęcią czytając horoskopy. Możemy być ludźmi światłymi i możemy nie wierzyć w zabobony, ale kiedy trafi się nam nagle horoskopZerkamy, przynajmniej ja zerkam na niego zobaczyć, czy taki horoskop potwierdza mnie jako osobę, jako osobowość, czy jakieś moje plany, czy jakieś moje zamierzenia. Cały czas szukamy tego w jakiś sposób, instynktownie, tego potwierdzenia. Także myślę, że patrząc na to przez pryzmat teorii konspiracji, widzimy funkcjonowanie tego wszystkiego. Ostatnio rozpoczęła się w tych kręgach konspiracyjno-teoretycznych czy teoretyczno-konspiracyjnych dyskusja nad tak zwaną Szmitą, czyli tym cyklem siedmioletnim, który jest obserwowany przez ortodoksyjnych Żydów, którzy uważają, że co siedem lat dzieje się coś bardzo złego i niepokojącego.
A najgorszy moment następuje, kiedy dochodzimy do momentu, kiedy tych cyklów mija siedem, czyli siedem razy siedem, czyli po 49 latach, w tej takiej super Szmicie następuje jakaś wielka, bardzo poważna katastrofa. I w teorii chaosu opowiadano, jeszcze w innych audycjach i w innych historiach w internecie opowiadano, że w tym roku jakoś się nic nie wydarzyło. Czyli coś z tą Szmitą nie jest tak. Być może warto jest zrobić taką osobną nawet dyskusję na ten temat, bo to jest temat bardzo interesujący, ale pokazuje, że pewna nauka, która w jakiś sposób dotyka pewnych praw kosmicznych, funkcjonuje niemalże od tysiącleci, bo jest ona oparta na żydowskiej Kabale, a żydowska Kabała to nie są czary-mary. Jest to bardzo wyrafinowana matematyczna nauka, która uzasadnia te relacje, jakie dzieją się w kosmosie i być może sięga wprost do tej właśnie inteligencji, czyli do tej kosmicznej siły, o której my dzisiaj rozmawiamy. Czy ona ma wpływ na nas, czy nie? Czy kosmici objawiają się w taki sposób, czy może w inny? Być może w tej sytuacji objawia się ten kontakt z tą pozaziemską inteligencją nie w formie zielonych ludzików, tylko w formie energii. Jest to być może jedyny sposób kontaktu, jaki można nawiązać. Tak bym widział tę współczesną historię, odpowiadając na pytanie, czy jest możliwość jakiejś interakcji dziś, czy rzeczywiście są jacyś nauczyciele, którzy przybyli skądś bądź cokolwiek, co w jakiś sposób wpływa na nas i w jakiś sposób wpływa na decyzje, które podejmujemy.
Dziękuję.
[45:46] - Ja może wtrącę się na chwilę, bo tu wspomniałem o Jacques'u Bergier. Tam również jest podkreślone to, że ten zamiar inteligencji z tego innego świata może się realizować właśnie poprzez coś takiego jak tajne stowarzyszenie, które może nie w takiej formie, jak to dzisiaj jest lansowane w internecie. Natomiast tajne stowarzyszenie, które jest posiadaczem pewnej wiedzy i które wie, że musi tą wiedzę ujawniać stopniowo i to ono może stać za różnego rodzaju przewrotami myślowymi, zmianami technologicznymi i tak dalej. Jest to o tyle ciekawe i o tyle brano to pod uwagę, że nawet doktor Hynek, niektórzy mówią Hajnek, ale on był Hynek. Doktor Hynek też podał to jako jedną z możliwości, że tak naprawdę UFO jest produktem albo wytworem grupy ludzi, która potajemnie rozwijała sobie jakąś technologię i po prostu w ukryciu wypracowała coś, co jest dużo bardziej zaawansowane. Ale to taka mała dygresja.
[47:14] - Chris chciał coś jeszcze dodać. Krysiu? No właśnie, bo ja się troszeczkę zapędzałem w tę i z powrotem przez historię, przez tysiąclecia, od Kabały do templariuszy, do iluminatów i sam wszedłem w tę teorię konspiracji, której bardzo chciałem uniknąć, żeby tego tematu w jakiś sposób nie stworzyć banalnym czy nieciekawym, czy być może zbyt fantastycznym, żeby w niego wierzyć. Ale tutaj mi się nagle przypomniało. Rzuciłem okiem na półkę, bo w przeciwieństwie do Piotra ja światło mam jeszcze przy sobie. I patrzę sobie, i stoi przed oczami „Dark Mission. Czarna misja” Richarda Hoglanda, potężny tom, który jest również wydany po polsku. Także jest dostępny w Polsce dla tych, którzy chcieliby to sobie przeczytać. Cała ta książka jest poświęcona właśnie temu, że NASA, organizacja, która reprezentuje właściwie szczyt rozwoju technologicznego Ziemi, która jest samym szpicem naszej ekspansji w kosmos, jest tym miejscem, gdzie my wyjdziemy z tego grajdołka i zasiedlimy inne planety. Czyli mamy do czynienia z ludźmi na najwyższym absolutnie poziomie.
Jest to bezdyskusyjne, ponieważ tworzą oni technologię, maszyny, myśl, sposoby, w jaki sposób żyć w kosmosie. Takie, które po prostu dla nas, zwykłych śmiertelników, Ziemian praktycznie są czymś tak odległym właśnie jak chociażby Mars od Ziemi. I cała ta książka poświęcona jest temu, że mimo że mamy tutaj do czynienia z tak niezwykle wykształconymi ludźmi, którzy ewentualnie powinni funkcjonować w myśl tej nauki, którą sobą reprezentują, oni sami podlegają najrozmaitszymBardzo takim spirytualnym wpływom, bo NASA na przykład wszystkie swoje daty różnych startów w rozmaite misje kosmiczne nie ustala w sposób przypadkowy. Wszystkie one mają astrologiczne uzasadnienie. Wynikają z pewnych energii kosmicznych, które mają sprzyjać temu, a nie przeszkadzać. Do dziś krążą legendy, które wielokrotnie potwierdzano, że astronauci, którzy stanęli na Księżycu, jedną z rzeczy, którą zrobili, to odprawili różne masońskie rytuały. W nazwach i w patchach na kombinezonach tych astronautów czy ludzi pracujących w rozmaitych programach kosmicznych, które są realizowane przez NASA, ukryta jest symbolika. Symbolika, która jest odczytywalna poprzez te tysiąclecia aż do zarania naszej cywilizacji, co pokazuje związek między tym, co było kiedyś, między tym, w jaki sposób reagowano na ingerencję kosmiczną i inteligencję kosmiczną wtedy a dziś. Czyli ten proces tak naprawdę trwa. Mijają tysiąclecia i ciągle to trwa i potwierdzają to ludzie, którzy żyją na najwyższym poziomie naszego cywilizacyjnego rozwoju, bo w taki sposób bym ich nazwał.
Także coś w tym jest, jest na rzeczy i myślę, że jest to absolutnie bezdyskusyjny dowód na to, że nauczyciele istnieją, działają i funkcjonują, bo gdyby to była jakaś farsa, to by tego po prostu nie robiono. Uznano by to za śmieszność. Mimo wszystko to się robi, bo tutaj tak na koniec już tylko żeby nie przedłużać, chciałbym dodać, że w pewnym momencie, gdzieś pod koniec późnego średniowiecza, może na początku renesansu, rozdzielono od siebie astrologię i astronomię. Stworzono dwie dziedziny nauki z jednej. Kiedyś to, co my dzisiaj nazywamy astronomią, tak naprawdę to była astrologia. Dlatego, że ona uczyła nie tylko tego, że coś tam jest w kosmosie. Tu jest taka gwiazda, tam jest taka planeta. Ale uczyła też właśnie tego, jak działają te kosmiczne siły. I w którymś momencie rozdzielono to, kiedy okazało się, że tak naprawdę zdobywanie wiedzy, proces zdobywania wiedzy jest nie do zahamowania. W czasach średniowiecznych, kiedy ktoś interesował się na przykład tym, co my dzisiaj nazywamy chemią czy fizyką, to wykrycie kogoś takiego było dla niego jednoznaczne z wyrokiem śmierci.
Rządzący wówczas tamtym światem, tamtymi czasami ogromnie bali się takich ludzi, którzy być może zdobędą taki rodzaj wiedzy, który da im przewagę nad tymi, którzy nad nimi władają. Dlatego karano to stosem, śmiercią, szubienicą, co tam popadło. I dlatego, kiedy okazało się, że ten rozwój jest niepowstrzymany, w jakiś sposób rozdzielono to. I gdy uznano, że dobrze mogą sobie uprawiać astronomię, ale tylko na tym bardzo niskim i podstawowym poziomie, czyli naukę o planetach, gwiazdach i tym, co wokół siebie widzimy i astrologię, która tak naprawdę pokazuje sens tego wszystkiego. I żeby dobrze tę astrologię ukryć, po prostu ustalono, że astrologia to są jakieś zabobony. To są jakieś nic niewarte funta kłaków historie dla ludzi, którzy wierzą w duchy i mają jakiś rodzaj fantazji, który w ten sposób sobie zaspokajają. I dlatego kiedy zbudowano naukę, stworzono naukę w XIX wieku, tak można powiedzieć. Pod koniec XVIII wieku, poprzez XIX wiek, aż do XX wieku tworzono naukę w takiej formie, w jakiej my ją mamy dziś. Zrobiono wszystko, ażeby astrologię usunąć w cień. A jednocześnie kiedy budowano te wielkie świątynie nauki, budowano te uniwersytety, miejsca, gdzie ta nauka się tworzy.
Wiele z nich było właśnie tworzone według pewnego określonego kosmicznego planu. Okazało się, że one same mają nieprzypadkowe miejsce, gdzie powstały i w nieprzypadkowy sposób zostały zrobione. Na dodatek rządzą w nim najrozmaitsze, najdziwniejsze stowarzyszenia, które realizują tego typu dziwne spirytualne programy, jak na przykład na Uniwersytecie Yale na przykład ta słynna grupa Skull and Bones, która jest niczym innym, tylko kolejną odmianą właśnie tego, co my nazywamy iluminatami. Takich grup jest więcej i funkcjonują wszędzie, od Oxfordu poprzez Harvard i wszystkie inne znane światowe uniwersytety. Także pewna część tego wszystkiego jest dla wtajemniczonych, a cała reszta jest dla nas i na tym poziomie my mamy pozostać. I dlatego to jeszcze raz w jakiś sposób udowadnia, że ten kontakt z tą energią kosmosu, z przedstawicielami z kosmosu, a przede wszystkim z inteligencją kosmosu trwa cały czas. Dziękuję. Już nie przedłużam.
[54:14] - Ja tylko dodam, że ten rozdział astronomii od astrologii nastąpił dość późno, bo pod koniec XVII wieku w zasadzie i większość astronomów była jednocześnie astrologami. A co ciekawe, z naszego punktu widzenia Kraków był lokalnym centrum astrologicznym i swego czasu Polska słynęła po prostu z astrologów. Do tego stopnia, że jeden z nich, Kasper Gosky, on akurat był z Poznania, za przewidzenie pomyślnego wyniku bitwy pod Lepanto dostał od Wenecji dożywotnią rentę i pomnik w tym mieście.To wszystko zostało potem skutecznie zakopane pod kościelne dywany. Bo jak to się uczyć o tym, że w Polsce kwitnie okultyzm czy ezoteryka? Może to jest to samo. Przecież to jest niemożliwe. Polska ma się kojarzyć przecież z papieżem i tak to ma być, a nie z jakimś Kastram Gogoskim. Ten element cenzury jest strasznie obecny w tych polskich dziejach, przede wszystkim w kulturze. Ale oddaję głos Darkowi.
[55:37] - Darku?
[55:38] - Należy wspomnieć o początkach tego wszystkiego, bo dla Henoha, który pierwszy miał spisany kontakt z bogami, z Bogiem, wystarczyło po prostu pójść sobie nad rzeczkę i przysnąć. W ten sposób więcej było spisane, że miał jakieś pytanie. Z tym pytaniem zasypiał i w czasie snu dostawał odpowiedź. Natomiast już jakiś czas potem, gdy Żydzi uciekali z Egiptu, zostali wyposażeni zarówno w Arkę Przymierza, jak i tego wielkiego starca, który produkowali mannę. Co ciekawe, w Arce Przymierza jest dokładnie opisane, gdzie ona ma stać, jakie są sektory dostępu do niej. Osoba ją obsługująca miała oprócz skodyfikowanego ubrania i łańcucha u nogi również napierśnik, w którym były przyciski. Ona się kontaktowała właśnie z bogami. To już bardziej techniczny obraz. Niedawno mieliśmy taką informację, że teleskop Keplera przy jednej z gwiazd dostrzegł coś, co może być pochodzenia kosmicznego i całkiem niedawno jest informacja internetowa, niekoniecznie prawdziwa, ale niemniej coś jest i też o tym trzeba powiedzieć, że prawdopodobnie stamtąd udało się otrzymać jakieś sygnały radiowe. Być może jesteśmy w takim momencie, że coś więcej się dowiemy czy będziemy wiedzieć coś więcej.
Duży taki zapych, że coś takiego miało miejsce, znaczy kontakty z nauczycielami, to jest to, co uzyskali w Ameryce Południowej Indianie, hodując rośliny. Jeżeli popatrzymy na nasz jadłospis, to bardzo wiele rzeczy mamy właśnie z Nowego Świata. To są pomidory, ziemniaki, kukurydza, fasola. Z tego, co pamiętam. Coś, co jest podstawą naszej diety. Jeżeli przylecieli na naszą ziemię jacyś nauczyciele, to widząc głodny lud, pierwsze co by zrobili, to nauczyli i wyselekcjonowali rośliny, gatunki i odmiany roślin, które dają nadzieję na to, że można się z tego wyżywić. Indianie dosyć wcześnie musieli wyemigrować gdzieś, którąkolwiek drogą, czy to będzie przez Pacyfik, czy to będzie przez północ, od reszty. To nie jest tak, że to było 16 000 lat temu, dlatego że oni prawdopodobnie w genach nie mają genu umożliwiającego trawienie alkoholu. To jest wyznacznik tego, że nie mogli spożywać owoców przefermentowanych, bo inaczej, tak jak każdy inny, ten gen z czasem by nabył. Oni czegoś takiego nie mieli.
Tutaj też jest taka zagwozdka. Ich dopasowanie do tamtego świata jest tak duże, że to mogło być tylko 16 000 lat temu. Pan szczep, który tam przeszedł sobie, się rozprzestrzenił i zaczął ni z tego, ni z owego budować olbrzymimi megalitami budynki czy budowle, których do dziś praktycznie nie bylibyśmy w stanie wybudować. Niektóre są ruiny , wiele z nich. Trzeba wziąć jeszcze pod uwagę to, że oni nie znali koła. Tutaj ingerencja tych zewnętrznych interesariuszy musiała być znaczna. Tutaj Chris w Nowej Atlantydzie poruszał taki kiedyś ciekawy wątek koralowego zamku, gdzie ktoś wpadł na pomysł, jak przemieszczać olbrzymie bloki kamienne. Nasza kultura tego w tej chwili nie wie, więc została ta wiedza utracona. Podobnie jak utracona została wiedza o sposobie budowania piramid. Dlatego, że tego w systemie niewolnicy i bat albo ewentualnie chętni do ciągnięcia kamienia bez użycia zwierzątTakże tutaj musiał być jakiś sposób tym ludziom przedstawiony, a po wybudowaniu tego po prostu wszystko zawinięte pazłotko i gdzieś tam zapomniane, czy wiedza zapomniana.
Należałoby jeszcze dodać, że spalony na stosie on został spalony dlatego, że po prostu-
[01:01:28] - Przepraszam bardzo, Arku, że ci przerwę. A czy masz możliwość pogłośnić troszeczkę sobie mikrofon?
[01:01:33] - Spróbuję zaraz.
[01:01:35] - Bo troszkę cię przykrywają szumy, jakie idą z telefonu Piotra. Chyba słaby zasięg jest.
[01:01:40] - Teraz spróbuję jeszcze raz. Może będzie mnie lepiej słychać. Lepiej?
[01:01:46] - Tak, teraz jest już lepiej. Bo umknęło niestety nazwisko tej osoby, o której przed chwilą wspominałeś. Mógłbyś jeszcze raz je podać?
[01:01:53] - Galileusza spalono na stosie dlatego, że głosił, że są planety dookoła innych słońc i być może na tych planetach jest życie. Ale to powiedział wtedy, jeszcze nie mając teleskopu, nie widząc nawet. Można by przypuszczać, że skoro zobaczył Saturna, księżyce czy Jowisza, mógł po prostu do takich wniosków dojść. Natomiast on nie miał tego przyrządu i ta wiedza też musiała mu w jakiś sposób zostać przekazana. I to jest taka legenda, że też w czasie snu doznał takiego objawienia. Próby kontaktu. Oprócz tego ten kontakt, który tak jak wspominałem wcześniej o mitach, jest bardzo prozaiczny, też w czasie snu, ale też jakieś dziwne listy. U Billego Meiera były to jego książki, jego wypowiedzi, jego zapisy z rozmów z tymi, z którymi się kontaktował. Być może, być może nie. Ciężko wypowiedzieć.
Niemniej jednak wiele różnych sposobów i tych wiele różnych sposobów na kontakty są wszystkie wykorzystywane. Dziękuję.
[01:03:19] - Przechodzimy do pytania numer trzy. Pamiętamy, że według mitów i legend bogowie z kosmosu przebywający wśród ludzi mieli niekoniecznie ludzką formę. Obcy, by żyć wśród nas, musieliby stosować jakieś idealne maskowanie lub wyglądać jak my. Tymczasem nasze wyobrażenia o obcych ewoluują. Jak wyglądały one na przestrzeni wieków i jakie są szanse z perspektywy astrobiologii, by obcy wyglądali jak my? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Arek Kocik. Arku?
[01:03:57] - Może zacznijmy od końca. Dlaczego postać humanoidalna by była w sumie najlepsza w takich warunkach, w jakich my żyjemy? Trzeba móc coś chwycić ręką, coś zrobić, żeby coś pobudować, mieć sprawne ręce, które należałoby umieć się poruszać. Więc jakieś nogi cztery lub dwie, lub więcej. I jakiś centralny ośrodek dyspozycyjny, czyli mózg, który tym wszystkim zawiaduje. W miarę możliwości przyroda stara się jak najbardziej ograniczyć zużycie energii, a więc prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem są właśnie dwie nogi, dwie ręce, głowa, dwoje oczu na wszelki wypadek, gdyby coś się stało z jednym, żeby ten osobnik przeżył jeszcze. Nic dziwnego, że ta forma humanoidalna, czyli ludzkopodobna, by po prostu była. Możemy wziąć przykład z delfinów, które mimo tego, że od ponownego wejścia ssaków do wody w porównaniu do rekinów upłynęło kilkaset milionów lat, wyglądają w sumie bardzo podobnie. Nie da się tego po prostu przeskoczyć. Podobne środowisko wymaga podobnych przystosowań.
Natomiast jest wiele różnych rysunków, opisów, jak te istoty wyglądały i dlaczego wyglądały tak, a nie inaczej. W wyobrażeniach hinduskich to są z reguły osoby, które mają wiele rąk. W sumie można by powiedzieć, że mają wiele atrybutów, które przystoją do danego osobnika, ale wszystkie różnią się kolorem skóry. To jest z reguły skóra albo niebieska, albo skóra zielona. Jeżeli popatrzymy na rysunki naskalne, to bardzo często są to osobniki, które mają jak gdyby na głowie założone hełmy, takie, jakie widzieliśmy podczas programu Apollo. Szklane, coś takiego. Wiele spośród tych Keczanów wychodziło z wody i do wody wracało, ale wszyscy mieli właśnie postacie humanoidalne i niewiele się różniły od ludzi. Być może, że z wyjątkiem pierzastego węża. Nie wiem, dlaczego on akurat miał mieć pióra i dlaczego akurat tak wyglądał, ale też przekazywał nam ludziom jakieś istotne informacje. Na pewno te osobniki różniły się w znaczący sposób.
Jest taki fragment w Biblii, gdzieWysłani przez Boga aniołowie do Sodomy, żeby znaleźć tych 12 sprawiedliwych, na tyle się różnią od społeczności miejscowej, że muszą być ukryci. Wchodzą przez mury obronne i zostają ukryci, żeby ich nikt nie widział. Jeżeliby się nie różniły znacząco od ludzi, nie byłoby potrzeby ich ukrywania. Po prostu chodziliby sobie środkami ulicy, by ich nikt nie widział. Natomiast musieli się czymś różnić. Różne opisy są współczesne, ale z reguły jest tak, że jeżeli się o tym mówi, mówi się na przykład o facetach w czerni. Pierwsze informacje z lat 50. były takie, że są owszem, ubrani na czarno, w czarnych garniturach, w czarnych limuzynach, ale są to postury bardzo wątłe, więc na ulicy prawdopodobnie też by się różniły troszeczkę od nas. Dziękuję.
[01:08:17] - Krysiu, właśnie rozmyślam nad tym, co powiedział Arek o tych sposobach, w jaki sposób przedstawiciele cywilizacji kosmicznej z innej planety pokazują się nam ludziom, w jaki sposób usiłują z nami wejść w interakcję. I to, co mi w tej chwili przychodzi do głowy, to jest to, co się kryje pod stwierdzeniem shape-shifting, czyli doskonale opanowaną umiejętność zmiany swojego własnego wyglądu w zależności od sytuacji, jaka panuje. Po to, żeby w jakiś sposób wzmocnić nie tylko swój przekaz, ale jednocześnie dotrzeć do odbiorcy, którym w tym przypadku jest człowiek. Stąd bogowie w tych wszystkich legendach i mitologiach potrafią zmieniać swój kształt i swój wygląd. Spójrzmy na przykład na bogów greckich. Zeus potrafi wyglądać jak człowiek, ale potrafi na przykład zamienić się w byka i porwać Europę. I podobnie wielu innych bogów może funkcjonować właśnie w różnych, najrozmaitszych formach. I to jest też charakterystyczne dla niemalże każdej innej kultury, gdzie bogowie właśnie zmieniają swój kształt, swój wygląd w zależności od tego, co chcą przekazać albo co chcą uzyskać od człowieka, od ludzi. I w tej sytuacji jest to chyba związane w jakiś sposób z psychologią, z tym, na czym polega ludzki emocjonalny kontakt ze światem. Tu również Arek wspomniał o tym, że masa tych przekazów, tych szczególnie dokładnych i szczegółowych, nastąpiła właśnie we śnie, co jest niczym innym, jak czymś w rodzaju pewnej telepatii.
Czy jest to jakaś odmiana telepatii, która może zadziałać w momencie, kiedy ktoś śpi tylko dlatego, że w tym stanie taki ktoś po prostu wyłącza swoją świadomość, która przeszkadza w telepatycznym odbiorze. I dlatego następuje ta rozmowa. Te kształty ewoluują, zmieniają się. Na przykład mamy tutaj w Biblii chociażby gorejący krzew, który przedstawia kogoś nieziemskiego. W tym momencie Jahwe, który wydaje polecenia i mówi co i w jaki sposób należy zrobić. Odczytywane są znaki, na przykład z niebios, różne uderzenia piorunów, najrozmaitsze wydarzenia meteorologiczne, które wpływają na ludzi i są jakimś sygnałem dla nich. Ale meteorologia, to, co się dzieje z pogodą, jest zjawiskiem codziennym. Dzieje się zawsze coś każdego dnia. Ale w jaki sposób na przestrzeni tych wszystkich dziejów ludzkich niektóre sytuacje są łatwiejsze do odczytania dla ludzi? Czy w jakiś sposób narzucają się swoją unikalnością czy intensywnością przekazu, że jednoznacznie wskazują, że nie są czymś naturalnym, że pochodzą od jakiejś siły wyższej?
I tu znowu jeszcze raz właśnie rozmyślając nad tą wypowiedzią Arka, pomyślałem o tych wężach, jak Quetzalcoatl na przykład. Ale przecież mamy też węża w raju, który jest niesamowicie inteligentnym wężem, który kusi Adama i Ewę do tego, żeby złamali boskie zakazy i spróbowali tego owocu zakazanego. Nie tylko w chrześcijańskiej, że tak powiem, mitologii to występuje, ale kiedy przyjrzymy się innym kulturom, ten element węża również się powtarza. I to z kolei nasuwa skojarzenia z Reptilianami chociażby, którzy przez to, że wyglądają tak, a nie inaczej, w jakiś sposób nie docierają do człowieka tak, jakby chcieli i dlatego muszą zmieniać swoje postaci. Jeśli chodzi o tego węża, chociażby tu w Stanach, w Ohio jest słynny kopiec węża, który ma olbrzymie właściwości energetyczne do dziś. Do dziś odprawiane tam są różne, że tak to nazwę, misteria, które powodują, że ta energia jest wykorzystywana, użytkowana i na przykład jest wykorzystywana do tego, żeby wzmocnić ziarno. Jeśli w pewnym określonym momencieCi okoliczni rolnicy przyniosą na ten Kopiec Węża ziarno i zostanie tam ono przez chociażby dobę. Wówczas plon w sposób niemalże magiczny z takiego ziarna jest wielokrotnie większy niż z tego samego ziarna, które zostało w stodole farmera. I to funkcjonuje. Gdyby to nie funkcjonowało, to tego typu obrzędów by nie było, a przyjeżdżają tam akurat w tym czasie przesilenia wiosennego.
Przyjeżdża masa ludzi z ziarnem po to, żeby ono mogło nabrać szczególnej mocy. To dzieje się na Kopcu Węża. Czyli znowu jest gdzieś element węża i tego węża można dostrzec w wielu rozmaitych kulturach. Ma on niejednoznaczną postać, że z jednej strony nieco służy dobru człowieka, a z drugiej strony jest jego najgorszym wrogiem i przeciwnikiem, w zależności od tego, kto za nim tak naprawdę stoi. Tutaj z kolei następna rzecz, która mi się z tym kojarzy i sugeruje być może pewne rozwiązanie, to jest to, o czym od pewnego czasu próbuję rozmawiać w Paralaksie, a mam tu na myśli wojnę kosmiczną. Wojnę kosmiczną, która ciągnie się od strasznie dawnych, antycznych czasów. O wojnie kosmicznej, która opisana jest chociażby w Wedach, kiedy bogowie jeżdżą na vimana-ach, zestrzeliwują się z nieba, walczą zaciekle ze sobą, co pokazuje, że istnieją na tym kosmicznym, pozaziemskim poziomie. Istnieją nie jedna, a więcej tych inteligencji, tych cywilizacji czy tych kosmicznych kultur. Być może błędem jest traktować je jako jedną całość, że należy ją w jakiś sposób rozdzielić, że już tam coś w jakiś sposób funkcjonuje, walczy, a my jesteśmy bombardowani odłamkami tego wszystkiego i przeciągani na jedną, a potem na drugą stronę. To samo dzieje się chociażby w sumeryjskich mitach, gdzie bogowie na okrągło walczą ze sobą, kradnąc od siebie te szmaragdowe tablice, które są potężną bronią, kradną sobie rozmaite technologie.
Niektóre z tych technologii kradnie człowiek. Mit Prometeusza, który wykradł ogień czy sposób wykorzystywania go do ludzkich celów. Tego typu historii jest. Jeśli chodzi o postać, ona w jakiś sposób ciągle ewoluuje i teraz nagle mamy do czynienia z problemem, który wyrósł w ostatnich czasach, kiedy mówi się coraz więcej o tak zwanej hybrydyzacji, czyli o połączeniu kogoś, kto pochodzi z innej części kosmosu z człowiekiem. Być może sami ci kosmici doszli do wniosku, że zamiast polegać na niestabilnych ludziach i po wielu trwających tysiącleci próbach, aby przekonać go do swoich racji i do tego, żeby byli ulegli swoim kosmicznym panom, postanowili tym razem sprawy wziąć w swoje własne ręce i stać się jednymi z nas poprzez te wszystkie zmiany. Zauważmy, że towarzyszy temu niesamowicie intensywny rozwój nauki. Mamy do czynienia z epokowymi odkryciami w dziedzinie genetyki. Rozpoznajemy nagle genetykę jako potężną siłę, a można powiedzieć nawet i broń, która jest w stanie zmienić wszystko. Nie tylko życie na Ziemi, ale życie i we wszechświecie. Jesteśmy w stanie przy użyciu obecnej technologii chociażby wpłynąć na to, żeby Mars znowu był kwitnącą planetą, żeby odbudować na nim czy stworzyć na nowo jakieś formy życia.
Jest to fizycznie możliwe dzięki temu, że genetycznie już w tej chwili człowiek opanował wiele umiejętności i wiele sposobów na tworzenie czegoś zupełnie nowego. To nie przeszkadza, abyśmy my sami również temu procesowi podlegali, byli zmieniani genetycznie przez kogoś. Być może ta zmiana genetyczna istnieje już od samego początku, bo spójrzmy, że to, co w przekazach otrzymują ci wszyscy przedstawiciele naszej planety, tak jak na przykład Enoch czy prorocy ze Starego Testamentu, czy chociażby ci wszyscy, którzy stworzyli na przykład cywilizację mezoamerykańską. Wszyscy oni dostali jakiś przekaz od tego kosmicznego boga i sam taki przekaz, jego jakościowa struktura wpływa na człowieka tak, że zmienia się pod jego wpływem jego kod genetyczny, czyli w jakiś sposób ewoluuje i następuje ta transformacja. Na to też bym zwrócił uwagę i być może okazało się, że ta transformacja przebiega zbyt wolno i jest zbyt niestabilna. Dlatego teraz postanowił wziąć to w swoje ręce, także nie ma czegoś jednoznacznego, jeśli chodzi o postać takiego przybysza z kosmosu, jak on wygląda. Być może tak naprawdę on nie ma żadnej postaci. Być może jego jedyną prawdziwą postacią jest ta postać demoniczna, bo coraz częściej zdajemy sobie sprawę, że to wszystko, co mówimy o ewentualnych przybyszach z kosmosu, o tym, jak się zachowują, w jaki sposób działają i funkcjonują, możemy sprowadzić do sfery demonicznej, do tego, że istnieją oni wyłącznie w wymiarze duchowym, a przyjmują pewną formęCzy ludzką, czy jakąś inną, tylko dlatego, że przez to są lepiej rozumiani czy silniej wpływają na tego kogoś, kim jest człowiek. Na przykład ten problem dość dokładnie bada i rozwija w swoich kolejnych książkach Eliot Marzulli z Kalifornii, który w sposób znaleźć wspólny mianownik między przekazem, jaki otrzymujemy z Biblii, bo jest on badaczem Biblii, a tym, co z kolei obserwujemy, badając ten problem w sensie naukowym, a także i kulturowym. Ta demoniczna sfera jest tutaj niezwykle silna i być może ona właśnie wyprodukowała postać kosmity Szaraka, o którym rozmawialiśmy tydzień temu, ponieważ w tym momencie jest ona dla nas bardziej zrozumiała niż prorok z długą brodą i skrzeczącymi brwiami, jak na przykład Mojżesz czy ktoś tego typu, kogo prawdopodobnie zamknięto by w psychiatryku, gdyby się pojawił gdzieś na jakimś skwerze i zaczął nagle nauczać i opowiadać o tym, że zobaczył gorejący krzak.
Teraz gorejący krzak być może zamienił się w rozjaśniony światłami latający spodek, a przedstawicielem tej samej struktury, tej samej cywilizacji czy myśli, czy inteligencji jest Szarak, czy wysoki przystojny Plejadianin i Plejadianka, czy choćby Reptilianin, czy wiele innych gatunków tak zwanych przybyszów z kosmosu, o których na przykład mówi Jacobs. Są ich dziesiątki najrozmaitszych gatunków i forma. Być może one są jedną i tą samą formą. Wrócę jeszcze do jednej zeszłorocznej debaty. Ona była na temat słynnego rancza w Utah, gdzie pojawiali się skinwalkerzy i tam mieliśmy do czynienia z czymś takim, gdzie nastąpiło pewne zwarcie, tak jak u Piotra, że światło raz jest, raz go nie ma, coś znika, nie wiadomo, co się dzieje. Dlaczego jak pada deszcz, nie ma światła? Tam z kolei była taka sytuacja, że być może właśnie przez to, że ludzie, którzy funkcjonowali na tym terenie, nie byli związani kulturowo z tym terenem, bo to są wszystko emigranci. Skądś przyjechali, żyją w zupełnie innym świecie i nagle ta energetyczna i wpływająca na ludzi sfera tych właśnie kosmitów czy tej siły pozaziemskiej, czy inteligencji pozaziemskiej troszeczkę zwariowała. Zaczęła objawiać się w najrozmaitszych, najdzikszych formach. Od formy zwierzęcej, poprzez stwory i monstra, poprzez Szaraków, poprzez latające spodki, latające czworoboki.
Wszystko było w jednym garnku, tak jakby nikt już tego nie kontrolował. To jest tak, jakby ktoś szukał właściwej formy. Może to, może coś jeszcze innego. Co tutaj trzeba zrobić, żeby nawiązać komunikację z tymi coraz bardziej przerażonymi ludźmi? Być może forma jest zmienna, natomiast istotna i stała jest ta inteligencja, która istnieje poza Ziemią i która niekoniecznie ma fizyczną formę, taką, jak my sobie wyobrażamy.
[01:22:41] - Może ja na chwileczkę. Chciałbym przeprosić za lapsus, jaki strzeliłem. Spalona na stosie oczywiście nie Galileusza, a Giordano Bruno. Z tego samego powodu to wszystko pomyliłem. A drugą rzecz to opis owych unitów, o których mówiłem, od których zacząłem. Taka sytuacja zdarzyła się, jest opisana, że straż graniczna zatrzymała czterech wysokich Szwedów. Zatrzymali ich i zaczęli, oczywiście na granicy hiszpańsko-francuskiej, zaczęli ich kontrolować, łącznie ze sprawdzeniem numerów seryjnych paszportów. Dlatego, że goście owi byli ubrani w golfa, było bardzo gorąco wszędzie, więc zaczęli ich kontrolować. Straż graniczna dzwoniła do Madrytu, tam mieli dowiedzieć się w ambasadzie, czy faktycznie takie rzeczy są i dostali telefon zwrotny, żeby tych gości już więcej nie kontrolować i wypuścić. A wyglądali właśnie oni byli wysokimi blondynami, ubrani w golfy pod szyję i pierwsze skojarzenie to było takie, że nie tylko skojarzenie, ale i dokumenty mieli podobne do dokumentów podrobionych szwedzkich.
Także tyle chciałem dodać.
[01:24:18] - Ja też chciałbym jeszcze parę rzeczy uzupełnić, bo tak mi teraz przyszło do głowy, że taka sytuacja, że nagle okazało się, że wiele tych starożytnych kultur, które funkcjonowały wiele tysięcy lat temu, w jakiś sposób wcale nie skończyły się tysiące lat temu. Skończyła się ich historia, natomiast ludzie, którzy byli ich częścią, częścią tej historii poprzez pokolenia kolejne i następne, funkcjonują do dziś. Na przykład czytałem ostatnio o tym, w jaki sposób stworzona została Republika Wenecka, w jaki sposób osiągnęła ona, troszeczkę to z pozoru będzie nie na temat, osiągnęła swoją potęgę. Dlatego, że ostatnio bardzo mnie zainteresował taki problem: w jaki sposób i dlaczego templariusze współdziałali z Wenecją? Na czym to polegało i dlaczego jest to tak ważne w historii? A jednocześnieKompletnie omijane. Historycy w ogóle nie chcieli tego dojrzeć i zobaczyć. Praktycznie się to pomija. Natomiast dla całej historii templariuszy ich kontakt z Wenecją jest fundamentalny. Jedno i drugie.
Ani Wenecja nigdy by nie uzyskała potęgi, jaką uzyskała, ani templariusze nigdy by nie osiągnęli takiej władzy i potęgi, jaką mieli w tamtym świecie, gdyby nie mieli swojego oparcia w Wenecji. Nagle, kiedy zacząłem zagłębiać się w ten temat, okazało się, że ci, którzy stworzyli Republikę Wenecką, to niesamowicie prężne państwo, miasto, jednocześnie stworzyli, oprócz olbrzymiej siły militarnej, świetnie działający system bankowy. Myślę, że templariusze od Wenecjan nauczyli się, jak transportować pieniądze, jak je przechowywać, przekazywać, naliczać procent i tak dalej. Oczywiście Wenecjanie sami na ten pomysł nie wpadli. To nie był ich oryginalny pomysł. Wszyscy ci weneccy bankierzy, wiele z tych rodzin pochodziło z Bizancjum, a trafiły do Bizancjum z Bliskiego Wschodu. Okazuje się, że to, co się wydarzyło wiele tysięcy lat temu, gdzieś w Sumerze, w Mezopotamii, ta historia tam trwała i rozwijała się, powoli przepływało w stronę Europy, czego wynikiem była Republika Wenecka i jej potęga. Jednocześnie te nazwiska czy nazwy rodów funkcjonowały przez tysiąclecia, aż do czasów Wenecji, o której tu wspominam. Okazuje się, że istnieje pewien ciąg wypadków, że ci ludzie są spadkobiercami kogoś, kto funkcjonował wiele tysięcy lat temu i wtedy, kiedy te wiele tysięcy lat temu był jeszcze na terenie Środkowego Wschodu, gdzie dzisiaj jest Irak, Iran, Syria chociażby. Wówczas został w jakiś sposób namaszczony przez tych bogów do tego, aby móc rządzić, aby móc władać i zdobywać świat.
Byli rodzajem pomazańców bożych i to, co jest charakterystyczne dla nich, niezwykle silnie pilnowali czystości krwi. Teraz tu dochodzę wreszcie po tym zawiłym opisie, gdzie tu widzę związek z naszym tematem? Ta czystość krwi wskazująca na boskie pochodzenie. Ta błękitna krew, która łączy pewien określony ród ze sobą, który później zaakceptowała tworząca się Europa, wskazuje na to, że mamy tutaj do czynienia z kimś, kto ma kontakt pozaziemski, kto być może ma również kod DNA, który w jakiś sposób pokazuje to pozaziemskie pochodzenie. Dlaczegóż tak bardzo ta krew jest chroniona, żeby zachowała czystość? Wiemy o tym, że faraonowie żenili się w obrębie swoich własnych rodzin. Żydzi bardzo pilnują tego, żeby nie przyprowadzić nikogo z zewnątrz. Rodziny królewskie najwyżej krzyżowały się pomiędzy sobą. Później okazało się, można powiedzieć już w XX wieku, bo przed I wojną światową okazało się, że tak naprawdę wszystkie rodziny królewskie są ze sobą w jakiś sposób spokrewnione i wszystkie były pomazańcami bożymi. Wskazywały na ten kosmiczny rodowód gdzieś spoza Ziemi, z czegoś innego niż to, co wyrosła cała reszta nas, która ma służyć tym królom.
To z kolei kojarzy mi się znów z badaniami DNA czy z rozwojem genetyki, której jesteśmy świadkami i tym, że coraz częściej się mówi o tym, żeby stworzyć coś w rodzaju banku DNA, żeby stworzyć takie biblioteki z DNA po to, żeby każdy praktycznie człowiek mieszkający na Ziemi był zapisany w takiej bibliotece. Zastanawiałem się nad celem tego, komu byłoby to potrzebne, do czego by się to mogło przydać. Oczywiście jest wiele praktycznych pomysłów, do czego coś takiego może się przydać, ale jeden z tych, który pasuje mi do dzisiejszego tematu naszej rozmowy jest taki, że dzięki temu można byłoby z łatwością określić nie tylko ludzi związanych z błękitną krwią, nie tylko określone ściśle specyficzne rody, które władają na tej ziemi od tysiącleci czy mają olbrzymie wpływy od tysiącleci, ale jednocześnie być może udałoby się znaleźć jakiś zagubiony link, zagubiony moment, który by wskazywał na kosmiczne pochodzenie. I kontakt z kimś przed tysiącami lat, kto tchnął tę myśl czy inteligencję w naszą cywilizację, tworząc nas takimi, jakimi my jesteśmy. Zauważmy, to powtarzamy praktycznie bardzo często, że wszędzie u naszego zarania istnieją tak zwane mity i legendy, które mówią, że życie w nas tchnęli dopiero bogowie, czyli życie, ja przynajmniej interpretuję to jako życie w sensie umiejętności abstrakcyjnego myślenia, bycia tym, co my dziś nazywamy człowieczeństwem, a nie na poziomie zwierząt czy roślin, czyli życia instynktownego i praktycznie można powiedzieć bezrefleksyjnego. To jest właśnie ten czynnik boski i być może zwłaszcza patrząc na przykład na nasz kod DNA, gdzie występuje tak zwany junk DNA, czyli DNA, które teoretycznie jest do niczego niepotrzebne, a przyglądając się bliżej, wielu specjalistów w temacie mówi, że to wszystko wygląda tak, jakby ktoś większą część tego kodu wyłączył.Czyli to z kolei podpowiada, że być może gdzieś wśród jakichś ludzi istnieje kod, który być może wcale nie wygląda tak jak nasz. Ma więcej tych momentów czy elementów włączonych i przez to stawia tych ludzi w przewadze do nas, ponieważ ich możliwości są większe, umiejętności są większe, ich sposób rozumowania każdego problemu jest lepszy. Czyli mają nad nami absolutną i niewątpliwą przewagę. I być może właśnie następuje taka gradacja. Tak jakby choćby w tej starożytnej sumeryjskiej historii o Annunakach i Igigi, gdzie najpierw Annunaki stworzyli sobie pomocników, którzy byli w stanie pracować 24 na dobę, siedem dni w tygodniu.
I trwało to masę czasu, zanim ci zbuntowali się przeciwko nim. Ale wszystko wskazuje na to, że Igigi przez to, że tak mogli funkcjonować, byli do tego w jakiś sposób predysponowani. Czyli pochodząc od swoich bogów, czyli od Annunaków, od swoich twórców, tak to nazwijmy, czyli istot kosmicznych, przybyłych z kosmosu, stworzonych na ich obraz i podobieństwo, w jakiś sposób swoimi możliwościami dorównywali. I dopiero kiedy zbuntowali się i trzeba było ich wymienić, stworzono nas, ludzi i założono im takie blokady, że żyjemy krótko, żyjemy intensywnie, jesteśmy nieobliczalni i tak naprawdę wyewoluować z obecnej formy do jakiejś innej, bardziej doskonałej jest nam bardzo trudno albo jest to absolutnie niemożliwe. Oprócz być może tych kilku rodzin, których kod genetyczny, czyli to, w jaki sposób konstytuuje ich działanie, jest bardziej otwarty i przez to mogą tym bogom, którzy być może nadal na nas patrzą, tak jak ktoś co jakiś czas zadaje sobie pytanie, czy Annunaki żyją ciągle wśród nas. Nawet Stephen powiedział, że tak, że ciągle gdzieś są wśród nas. Czy wszystko funkcjonuje tak, jak trzeba, żeby ewentualnie zapobiec kolejnemu buntowi takiemu, jaki zrobili na przykład Igigi, przeciwstawiając się swoim panom. I tak być może też można patrzeć na tę formę pokazywania się czy w jakiś sposób przedstawiania samych siebie dla nas. Dzięki. Arku.
[01:33:49] - Tutaj dodałbym do tego, że Szwajcaria, bank świata w sumie, powstał właśnie po zagładzie templariuszy. Nigdy nie był królestwem, zawsze obywatele mieli prawo do wszystkiego, do ziemi, którą zajmują. Także to było, jak na owe czasy, całkiem nowe państwo, nowy system w ogóle. I prawdopodobnie właśnie tam uciekający templariusze mieli schronienie. Drugie, że właśnie tam ulokowali te wszystkie swoje skarby, których nigdy nie odnaleziono. Inna sprawa, że równie dobrze mogły trafić między innymi do przyjaciół templariuszy, czyli zakonu , czyli do nas, do Polski obecnej. Jeżeli chodzi o powstający bank danych ludzi, ja raczej jestem skłonny do takiej teorii, że po prostu szuka się w tej chwili pewnego albo pewnych rodów, z którymi kontakt się utraciło. I właśnie ci możni tego świata, do których należą wszystkie rody królewskie, stracili kontakt dawno temu z kimś, kogo w tej chwili bardzo mocno potrzebują. I to idzie w tę stronę, żeby po prostu namierzyć ten ród, te rody. Ten ród chyba.
I po prostu spróbować go, nie wiem, czy włączyć do tego wszystkiego, czy w jakiś sposób wykorzystać. To tak wszystko splata się w jakąś historię, taką dużą. Nie wspominaliśmy jeszcze tutaj o słynnym Majestic 12, tej magicznej dwunastce, która powstała po Roswell i która była jakimś tam rządem światowym, być może przez jakiś czas i która próbowała właśnie kontaktów. Ma mieć kontakt z przybyszami z obcych planet. Także tutaj też należałoby ten wątek lekko rozwinąć, chociaż tam też prawdopodobnie w tej organizacji w tej chwili działa pan Brzeziński. Dziękuję.
[01:36:23] - Piotrze.
[01:36:23] - Proponowałbym zrobić małą reformkę. Do dzisiejszego programu zaprosiliśmy też Marka Żukowskiego. Ponieważ nie mógł pojawić się na żywo z wiadomych pierwszolistopadowych powodów, nagraliśmy z nim wczoraj serię pytań i odpowiedzi. Chodziło nam o to, że Marek jako pisarz i chodząca encyklopedia science fiction mógłby nam pewne rzeczy wyjaśnić, jak kształtowało się wyobrażenie kosmitów na przestrzeni wieków. Zrobił to i mamy zamiar zaprezentować to nagranie. Prawda, Marku? Wreszcie.
[01:37:17] - Tak, ja już mam wszystko przygotowane. Czy chciałbyś jeszcze coś dodać, czy będziemy przechodzić do emitowania?
[01:37:24] - Ja mam taką małą propozycję, ponieważ dzisiejsza debata jest nękana różnego rodzaju problemami. Jesteśmy dopiero na pytaniu trzecim z dziewięciu, plus te, które zadali namSłuchacze, temat jest bardzo rozległy i ja bym proponował panowie, żebyśmy go znowu podzielili, tak jak było z niebezpiecznym UFO i na przykład dokończyli go może nie za tydzień, bo wtedy będziemy dokańczać niebezpieczne UFO, ale na przykład za dwa tygodnie. Dlatego, że my się dzisiaj z tym wszystkim nie wyrobimy. Z tego powodu, że mamy jeszcze jakieś pół godziny nagrania Marka Żelkowskiego, który będzie nam mówił o bardzo ciekawych rzeczach za chwilę. A mamy jeszcze do zrobienia siedem pytań.
[01:38:07] - Piotrze, ta pierwsza wypowiedź ma 17 minut z kawałkiem.
[01:38:11] - No właśnie, sama pierwsza ma 17 z kawałkiem, a jest jeszcze druga. Marek będzie mówił o bardzo ciekawych rzeczach. Także panowie, nie wiem jak wy, ale ja bym postawił dzisiaj pewną kropkę na tym temacie. Posłuchał tego, co ma do powiedzenia Marek Żelkowski i potem odniósł się do tego ja czy wy. Natomiast resztę pytań, bo musicie słuchacze państwo wiedzieć, że nadeszło ich bardzo dużo, przełożylibyśmy na następną debatę z tego powodu, że wiele osób, podejmując na pewno spory trud, co nas bardzo zresztą cieszy, że taki jest odzew, przysłało nam pytania i często te pytania są bardzo rozbudowane i byłoby wielkim nietaktem, gdybyśmy się do nich nie odnieśli. Dlatego, że szanujemy naszych słuchaczy, poświęcają nam czas. Dlatego proponuję, że posłuchamy tego, co ma do powiedzenia Marek. Natomiast resztę pytań, które tutaj spływały, dokończymy za tydzień. Nie za dwa tygodnie, bo za tydzień będziemy dokańczać audycję o niebezpiecznym UFO. Nie wiem panowie, jak na to się zapatrujecie.
Marku?
[01:39:34] - Ja nie widzę przeciwwskazań.
[01:39:38] - Dlatego, że mamy tutaj jeszcze do powiedzenia o mnóstwie spraw, między innymi o hybrydach, między innymi o sprawie Rachel, która pewnie większości z państwa jest nieznana, a jest wręcz niesamowita. Mamy do powiedzenia o tym kontakcie niefizycznym. Mówiliśmy o nauczycielach z kosmosu, którzy mogą przekazywać wiedzę na poziomie materialnym, natomiast nie mówiliśmy o tych przekazach, powiedzmy niematerialnych, z drugiej strony przekazach myślowych. Także to by nam zajęło dzisiaj bardzo dużo czasu, a z powodu ograniczonej jego ilości nie możemy sobie na to pozwolić. Chcemy raz na zawsze wyczerpać ten temat. Co nie jest łatwe, ale skoro nie słyszę sprzeciwu, to dobra. Ja bym się chciał jeszcze odnieść do paru rzeczy, które tam umknęły. Po prostu nie słyszałem, co mówicie. Nie wiem z jakich przyczyn. Wkradło się tam parę nieścisłości, między innymi związanych z tym nieszczęsnym Galileuszem.
Natomiast co bym chciał dodać? Nie zdążyłem dodać, że astrologia to rzeczywiście bardzo ciekawa dziedzina. Z początku byłem bardzo sceptyczny co do astrologii, natomiast potem muszę powiedzieć, że to jest co najmniej zastanawiające. Ale nie chodzi mi o takie zwykłe horoskopy, ale o prawdziwe horoskopy, takie jak tworzy na przykład doktor Piotrowski. Także to jest naprawdę fajne. Co do treści pytania trzeciego, czyli to, jak mogliby wyglądać kosmici. Jak powiedziałem na samym początku najkrótszej debaty w moim życiu ufologicznym, bo dzisiaj jest okrągła, 27. chyba debata, na której byłem chyba 15 minut. W sumie. Słyszałem tyle.
Jak powiedziałem na początku, kosmici niekoniecznie muszą tutaj przebywać jako oni. Chociaż są takie koncepcje, że oni mogą po prostu tak być do nas podobni, że mogą tu mieszkać między nami. Nikt ich nie pozna. Wiąże się to z tą koncepcją, która mówi, że te istoty są z nami w jakiś sposób spokrewnione. Być może pochodzimy z jednej rodziny, z jednej matrycy. Może jesteśmy synami jednego stwórcy. I wcale nie mówię tu o Bogu, tylko o jeszcze innej rasie. I z tego powodu wiele osób uważa, że jeżeli jacyś obcy istnieją, na przykład jacyś Nordycy, to oni mogą w zasadzie zamieszkać w jakimś dużym mieście i nikt ich nie rozpozna. To jest jedna z koncepcji, nie możemy jej wykluczyć. Natomiast jest też druga, która mówi, że to nie muszą być istoty z krwi i kości.
Jeżeli jakaś inteligencja obca nas podgląda, to najlepiej, żeby robiły to jakieś inteligentne sondy w postaci cyborgów. To jest bardzo kwitliwa i zastanawiająca koncepcja. Ja sobie na dzisiejszy odcinek przygotowałem kilka historii. Napisałem do Alberta Rosalesa, który zbiera relacje o spotkaniach z humanoidami. Prosiłem go: „Albert, wyślij mi tutaj parę historii, kiedy ludzie donosili o takich sytuacjach, że myśleli, że ich sąsiad na przykład to kosmita. Ale chodzi mi o takie historie, które są naprawdę dobre”. No i wysłał mi kilka. Były bardzo ciekawe. Przytoczę je może za te dwa tygodnie. Ale co jeszcze chciałem powiedzieć?
Gdyby obcy rzeczywiście chcieli wśród nas zamieszkać, to przypomina mi się ten nieszczęsny film „Dystrykt dziewiąty”, który na trailerze wygląda świetnie, natomiastJest taką trochę dziwną bajką. Disney nie darzę sentymentem tego reżysera i boję się, co on tam teraz wymejstruje, bo wiemy, że kręci „Obcego”. Boję się, że ten obcy będzie wyglądał jak te robaki w „Dystrykcie dziewiątym”. W każdym razie, gdyby kosmici chcieli się wśród nas zadomowić, mieliby nawet spory problem, bo niekoniecznie muszą wyglądać jak my. Mogą być zupełnie inni. Marek Żółkowski przedstawił to w świetny sposób, dlatego że, jak ująłem w swojej książce, nasze wyobrażenia o kosmitach są mocno związane z tym, jak było to przedstawiane w literaturze science fiction lub w literaturze. Literatura science fiction powstała względnie niedawno, gdzieś w końcu XIX wieku. Zresztą Marek o tym będzie mówił za chwilę. Istniały też wcześniejsze próby. Były podejmowane próby, między innymi przez Keplera, jakiegoś odniesienia się do kwestii życia w kosmosie.
Nieraz wspominałem o Swedenborgu, chociażby. Ludzie wyobrażali sobie tych kosmitów bardzo różnie. Bardzo różnie wyobraża sobie ich astrobiologia. Kiedy porównamy to, co mówią astrobiolodzy, astronomowie czy inni uczeni zajmujący się tą kwestią, zobaczymy, że te dwie sprawy, czyli koncepcje z science fiction i koncepcje astrobiologiczne się niczym nie różnią. To, co wymyśli jakiś pisarz, jakąś koncepcję na temat kosmitów, ta koncepcja może odpowiadać któremuś naukowcowi. Dzisiaj nauka nie mówi jednym językiem i trzeba zapomnieć o tym, że istnieje coś takiego, jak niektórzy się powołują jeszcze, i to mnie strasznie śmieszy, na „według nauki” i podkreślają to stanowczo: „według nauki coś jest tak, a tak”. Dzisiaj trzeba o tym zapomnieć. W wielu sprawach nie ma konsensusu co do nawet bardzo błahych rzeczy. To, co przedstawia czasami jeden pisarz, jest tożsame z poglądami na życie w kosmosie jakiegoś naukowca. Dzisiaj zdarza się, że astrobiolodzy, kosmolodzy, astronomowie zajmują się pisaniem książek science fiction.
Tych przykładów jest mnóstwo. Marek o tym też będzie mówił. Dlatego poprosiliśmy Marka o to, żeby wskazał najbardziej ciekawe według siebie próby pokazania, w jaki sposób ludzie wyobrażali sobie kosmitów na przestrzeni dziejów. Pamiętacie może państwo, że mówiłem w tamtym tygodniu o francuskim uczonym, który się nazywa Mehouas. On twierdził, że bardzo dużo wyobrażeń z literatury science fiction końca XIX wieku zostało wplecionych, ono się po prostu odbiło w spotkaniach z UFO. Jakieś latające spodki, różnego rodzaju dziwne istoty. One nagle się zaczęły pojawiać 60 lat potem jako pasażerowie UFO, jako ufici. Pojawił się w związku z tym spory problem. To może nie jest do roztrząsania na teraz. Jak ludzie sobie wyobrażali kosmitów i jak to rzutowało na to, jak mówili o spotkaniach z pasażerami UFO?
Nagle się okazało, że rzeczywiście jakieś podobieństwo jest, bo w pewnych okresach były bardzo popularne koncepcje dotyczące na przykład latających talerzy czy humanoidalnych obcych, którzy wyglądali tylko troszkę inaczej jak ludzie. Natomiast jest też sporo rozbieżności. Kiedy będziecie słuchać tego, co mówi Marek, jak to zaraz zaprezentujemy, to są dwa nagrania. Ja bym proponował, żebyśmy puścili najpierw jedno, potem poprosimy o komentarz Arka i Chrisa. Ja niestety będę się musiał zbierać za jakiś czas. O, Chris ucieka. Chris, uciekasz?
[01:48:21] - Niestety mam taką sytuację rodzinną w tej chwili, którą muszę po prostu-
[01:48:27] - Dobrze. Dzięki.
[01:48:28] - Ja bardzo dziękuję jeszcze raz wszystkim w takim razie i do usłyszenia następnym razem.
[01:48:33] - Dzięki. Do usłyszenia.
[01:48:35] - Do usłyszenia.
[01:48:36] - To może w tej sytuacji puśćcie obydwie. Jedną po drugiej. Po prostu zakończymy na tym debatę dzisiejszą, na tych wypowiedziach Marka Żółkowskiego. W każdym razie zwróćcie państwo uwagę na wiele analogii, które się pojawia, chociażby do szaraków, do chupacabr, do całego folkloru ufologicznego. Wiele z tego, co jest folklorem ufologicznym, co przejawia się w ufologii, w dziwny sposób jest splecione ze starszym science fiction. Ja kiedyś mówiłem, na czym to polega, że być może jakaś kolektywna świadomość kieruje zjawiskiem UFO i czerpie stamtąd pewne wzorce. Można to podważać. Jak zobaczymy, ludzie wyobrażali sobie kosmitów na bardzo różne sposoby. Pamiętajmy o tym, że to, co mówi Marek, każda z tych koncepcji w zasadzie gdzieś może się spełnić. I tu nie mówię wcale o tym, że Marek będzie nas zanudzał opowiastkami o jakichś humanoidach.
Nie, on przedstawi... inne koncepcje, dużo ciekawsze. Takie, o których może nawet nie słyszeliście. Także zapraszam do wysłuchania. Z drugiej strony też trochę przepraszam za te wszystkie dzisiejsze problemy. Niektórzy się mogli zawieść tym, że dzisiejsza audycja tak musiała zostać ucięta, ale przejdziemy do tego wszystkiego za dwa tygodnie. Zachęcam też wszystkich do zadawania pytań, przesyłania pytań odnośnie audycji, która odbędzie się za tydzień i będzie to druga część audycji pod tytułem „Niebezpieczne UFO”. Będziemy tam mówić o czasami śmiertelnych skutkach spotkania z UFO. Zagości też, mam nadzieję, Marek Żelkowski, który opowie nam o wizjach inwazji z kosmosu. Także to też będzie bardzo ciekawe.
Powiemy też o innych rzadkich sprawach, o ciemnej stronie ufologii, ale to za tydzień. Każdy może przesłać swoje pytanie i tak dalej. Także Marku, nie ma chyba nic innego do zdziałania niż posłuchanie, co ma do powiedzenia Marek Żelkowski. Pisarz, publicysta, jak powiedziałem, chodząca encyklopedia science fiction. A jak powiem w tym nagraniu, kim jest Marek, możecie państwo sprawdzić w Wikipedii lub na jego stronie internetowej. Tam dowiecie się więcej o jego twórczości. Bardzo bogata. Piotrze, jeszcze raz. Puszczamy obydwa nagrania jedno po drugim, czy najpierw jedno nagranie, potem komentarz i drugie nagranie? Bo troszkę jednak tego czasu jeszcze zostanie.
Podejrzewam, że puścimy najpierw pierwsze, potem trzy słowa komentarza i to drugie jako taki finisz dzisiejszej audycji i podsumowanie. A więc teraz na antenie Radia Paranormalium Marek Żelkowski. W dzisiejszej debacie ufologicznej zajmujemy się tematem, czy obcy mogą mieszkać z nami na Ziemi, ale z tym wiąże się też pewna inna kwestia. Mianowicie to, jak my sobie tych obcych wyobrażamy. I jest z nami dzisiaj ktoś, kto zna się na tym w bardzo dużym stopniu. Jest z nami Marek Żelkowski, pisarz, publicysta. To, kim Marek jest i jak wygląda jego dorobek, możecie sobie państwo sprawdzić w Wikipedii czy też na jego stronie internetowej. Natomiast Marek jest też chodzącą encyklopedią science fiction. Dlatego go zaprosiliśmy dziś i mam nadzieję, że będzie gościł też w przyszłych debatach, bowiem wyobrażenia o obcych, o kosmitach w dużej mierze czerpane są właśnie z science fiction. Tak w ogóle to witaj Marku.
[01:52:35] - Witam, witam ciebie, witam uczestników debaty ufologicznej oraz wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium.
[01:52:41] - Witamy ciebie serdecznie. I takie pytanie prosto z mostu. To, jak sobie ludzie wyobrażają kosmitów i wyobrażali kosmitów na początku ery ufologicznej w latach 40. i 50. było ścisłe związane w zasadzie z science fiction. Mało osób o tym wie. Natomiast ty naświetlisz nam to dzisiaj w bardzo drobnych szczegółach. Także Marku, jak kształtowało się to wyobrażenie kosmitów, istot z innych planet, począwszy od tej literatury science fiction końca XIX wieku po właśnie lata 50., kiedy zaczęły w świadomości ludzi pojawiać się pierwsze latające spodki i ich pasażerowie?
[01:53:25] - Myślę, że w ogóle jest problem z tym, kiedy się naprawdę zaczęła literatura science fiction. Miłośnicy tej literatury bardzo lubią przesuwać początki gdzieś nawet tak prawie do starożytności. Natomiast tak naprawdę literatura science fiction rzeczywiście zaczęła się pod koniec XIX wieku. Na pewno w drugiej połowie. Ale o ile Juliusz Verne, którego nazywają ojcem science fiction, nie zajmował się istotami z innych planet. On raczej zajmował się techniką, upowszechnianiem tej techniki, powieścią przygodową tak naprawdę. Jedyny kawałek dotyczący być może istot z innej planety znajdujemy w powieści „Wokół Księżyca”, gdzie kiedy pocisk bohaterów znajduje się po ciemnej stronie, przez chwilę, to są dwa, trzy zdania na ten temat, że widzą jakąś łunę, jakieś światła, być może miasta. I to jest wszystko. I właściwie u Verne'a nic więcej nie znajdziemy. Natomiast zdecydowanym następcą i człowiekiem, który istotami z innych planet zajmował się w dużym stopniu, był Herbert George Wells.
Warto też powiedzieć, dlaczego się nimi zajmował. Otóż koniec XIX wieku to rewolucja przemysłowa w Europie, także kolonializm i pewne socjologiczne wpływy tego kolonializmu na Europę, a także bardzo ważna rzecz, o której należy powiedzieć, czyli teoria ewolucji. Część uczonych ją przyjęła, część odrzuciła. W każdym razie ona oddziaływała bardzo mocno na wyobraźnię i między innymi właśnie na wyobraźnię Herberta George'a Wellsa. Ja zacznę mówić o istotach z innych planet, w ogóle innych istotach od książki nietypowej, to znaczy książki, która nie mówi wprost o istotach z innej planety, czyli o „Wehikule czasu” z 1895 roku. Ponieważ podróżnik przenosi się tam o ponad 800 000 lat w przyszłość, właściwie mamy obraz cywilizacji, która niby jest cywilizacją ludzką, ale tak naprawdę cywilizacją ludzką chyba już dawno przestała być.To jest obraz tego, jak ewolucja może wpływać na istoty rozumne, a także na to, jak być może wyglądają istoty z innych planet. Jak ewolucja wpływa na to, że te istoty się rozwijają. I w wehikule czasu mamy dwie rasy ludzkie. Mamy Elojów, którzy są piękni, przypominają porcelanowe figurki, mają kędzierzawe włosy, mają piękne, harmonijne twarze, mają wąskie wargi. Są piękni, ale spędzają czas na zabawach, na pływaniu w rzece, na spaniu, na igraszkach romansowych.
Właściwie są rasą pogrążoną w gnuśności. Są też Morlokowie. Druga rasa, która żyje w ciemności, o której sam Wells pisze, że wyglądali nieludzko. Mieli blade twarze, nie mieli podbródków, byli pozbawieni powiek. Mieli czerwono-szare oczy. I to tyle, jeśli chodzi o tę pierwszą powieść, bo znacznie ważniejsza powieść pojawia się trzy lata później, w 1898 roku. Jest to „Wojna światów” i tam istota z innej planety, również z tym przełożeniem, o którym mówiłem, czyli przełożeniem na ewolucję. Te istoty są pokazane bardzo wprost. Pisarz opisuje je mniej więcej w ten sposób, że to są głowy albo ciała, o wielkości mniej więcej czterech stóp, które mają mniej więcej cztery stopy średnicy. Każda z tych twarzy albo tułowia tych istot ma z przodu twarz.
Ta twarz jest pozbawiona nozdrzy. Oni mają wielkie oczy. Mają coś w rodzaju mięsistego dziobu zamiast ust. Ta głowa-ciało, bo właśnie to jest kolejne przesłanie Wellsa, że być może ewolucja prowadzi nas do tego, że zostaną, praktycznie rzecz biorąc, same mózgi. Dlatego też w tej głowie jest odpowiednik ucha w postaci błony rozpiętej z tyłu głowy. Dalej wokół tego dzioba mięsistego, czyli ust Marsjan, którzy atakują Ziemię, znajdowały się zebrane w dwa pęki macki przypominające bicze. I tak wyglądają najeźdźcy w powieści Herberta George'a Wellsa „Wojna światów”. Natomiast na tym Wells nie skończył. Wells trzy lata później, w 1901 roku, napisał powieść „Pierwsi ludzie na Księżycu”. Tam cywilizacja, którą spotykają podróżnicy, to jest cywilizacja owadzia.
Selniti to są owady, które w zależności od tego, jakie jest zapotrzebowanie społeczności, rozwijają się w danym kierunku. Są mniej lub bardziej rozwinięci, mniej lub bardziej prymitywni, w zależności od tego, do jakiej kasty, grupy mają trafić. I te kasty w zależności od tego, to są żołnierze, to są robotnicy, tak jak w społecznościach owadzich. To jest kolejny obraz, który przedstawia Herbert George Wells. Mniej więcej w tym samym czasie, tylko po drugiej stronie kanału La Manche działa inny pisarz, Gustave Le Rouge i on w 1908 roku wydaje książkę „Więzień na Marsie”, a rok później kontynuację zatytułowaną „Niewidzialni”. A tak naprawdę, to może kwestia tłumaczenia, w oryginale to „Wojny wampirów”. I tu ten autor pokazuje nam cztery rasy żyjące na Marsie. Ale tak naprawdę powiedziałbym, że znowu wpływ teorii ewolucji jest ogromny. I tak naprawdę te cztery rasy to cztery szczeble łańcucha pokarmowego, bo najbardziej sympatyczna rasa, którą bohater spotyka na początku, to właściwie, nawet z ilustracji można to stwierdzić, to krasnoludki. One dokładnie tak wyglądają jak wyobrażenie ziemskich krasnoludków, a zajmują się mniej więcej tym, że jedzą, piją i tyją, żeby zrymować.
Jedno z osiągnięć to takie, że główny bohater uczy ich obróbki cieplnej mięsa. Z czego te krasnoludki są niezwykle zadowolone. I to jest rasa, która jest niezwykle sympatyczna. Ale oczywiście nie może zabraknąć ras nieco bardziej złowrogich. I taką rasą wampiropodobną, obdarzoną skrzydłami nietoperzy, pazurami są Elurowie. Ale to jest dopiero drugi stopień łańcucha pokarmowego. Jeszcze wśród istot, które przedstawia autor, są wspomniani już niewidzialni. To są właściwie głowy z szaro-białymi skrzydłami ważek, dziesięcioma mackami, po dwie z każdej strony. Te macki mają po trzy ssawki. Tak naprawdę te ssawki służą do wysysania krwi.
Szerokie nosy, wąskie usta. To tak mniej więcej wygląda. A na szczycie łańcucha pokarmowego, bo tak to chyba trzeba sformułować, jest wielki mózg z Wyspy Śmierci i on właściwie żywi się, praktycznie rzecz biorąc, wszystkimi pozostałymi rasami, głównie zresztą tymi wyższymi. Krasnoludkami raczej gardzi.I to jest Gustave Le Rouge i jego dylogia. Natomiast nie należy zapominać o Jerzym Żuławskim i jego trylogii „Na srebrnym globie”. To jest „Na srebrnym globie”, „Zwycięzca” i „Stara Ziemia”. Tu najbardziej interesująca z naszego punktu widzenia jest część druga, czyli „Zwycięzca”, w której ludzie mieszkający na Księżycu spotykają się, walczą z rasą szernów. To jest rasa, która kojarzy się najbardziej z wielkimi ptakami. Rasa, która pokryta jest czarnym włosiem, niezwykle inteligentna, stanowi godnego przeciwnika dla ludzi. Ta rasa porozumiewa się za pomocą telepatii, a taką ciekawostką, o której pisze Jerzy Żuławski, jest to, że mają dwie białe macki, za pomocą których i za pomocą elektryczności są w stanie zapładniać ludzkie kobiety.
W wyniku tego procesu rodzą się, dzisiaj powiedzielibyśmy, mutanci. To są istoty zwane morc. I to kolejna rasa, którą znajdziemy na łamach literatury. Dalej jest „Księżniczka Marsa”. W 1912 roku Edgar Burroughs publikuje „Księżniczkę Marsa”, powieść, którą dzisiaj znamy z filmu „John Carter”. Tam główny bohater spotyka wiele ras na Marsie. Pierwszą rasą, którą spotyka, to są Tarkowie. To są zielone olbrzymy o sześciu kończynach, ale w trakcie pobytu na Marsie spotyka również Marsjan czerwonych, żółtych, czarnych, białych. Kolejną postacią, która mocno zaznaczyła się, jeśli chodzi o przedstawianie innych ras, jest Philip Lovecraft. On stworzył właściwie całą mitologię.
W każdym razie istoty, które opisuje, obce istoty przybyły na Ziemię przed eonami, w bardzo odległych czasach. Teraz przebywają w zatopionym mieście gdzieś na dnie Pacyfiku. I opisując istotę, którą nazywa Cthulhu, poznajemy ją jako potwora o niewyraźnych, antropoidalnych kształtach, głowie ośmiornicy, pełno jest tam macek, ogromnych pazurów, a także wąskie smocze skrzydła na plecach. I to są prekursorzy. Później następują lata 20.-30. XX wieku i tych powieści, opowiadań, w których pojawia się bardzo dużo obcych. Tu przodują amerykańskie magazyny groszowe, zwane też pulpowymi, takie jak na przykład „Amazing Stories”. Proponuję w ogóle wejść do internetu i zobaczyć, jak wyglądały okładki z lat 30. i 20. XX wieku.
Tam znajdziemy właściwie cały bestiariusz. Trochę postępowali autorzy w myśl zasady, że trzeba dokonać albo hybrydyzacji, czyli połączyć różne gatunki, albo dokonać zmiany skali. Dlatego mamy pająki, gady, ptaki, minerały, owady, drzewa. Właściwie nie ma praktycznie żadnej istoty ziemskiej, która nie zostałaby przerobiona na jakąś istotę rozumną, najczęściej groźną, bo to był taki czas, kiedy te istoty były na ogół wrogie. I tak to mniej więcej wyglądało. Natomiast nie należy zapominać, że mniej więcej w tym samym czasie pojawia się też bardzo ludzka postać z kosmosu, czyli na przykład Superman, który, może nie wszyscy o tym pamiętają, ale jest istotą pochodzącą z planety Krypton. I to mniej więcej, jeśli chodzi o pierwszy okres science fiction, wszystko. Może dodać należałoby jeszcze trylogię wydaną przez dwóch polskich autorów, Krzysztofa Borunia i Andrzeja Tretkę, czyli „Kosmicznych braci”. Tu mówię od tyłu, „Zagubioną przyszłość” i „Proximę”. Tam znajdujemy również humanoidalne rasy, czyli na przykład Temian z wielkimi głowami.
Te istoty przypominają szaraki, które pojawiają się przy okazji UFO oraz Ulpian, którzy też są właściwie antropoidalni, tylko mają trzy nogi, mają ogromne głowy i porozumiewają się, mają coś w rodzaju radiozmysłu, czyli porozumiewają się za pomocą fal radiowych. Troszeczkę to było związane z tym, że poza literaturą powstawały również filmy i w tamtym czasie przemysł filmowy nie bardzo nadążał, jeśli chodzi o efekty, za wyobraźnią autorów i wolał istoty bardziej humanoidalne. Stąd też na przykład dosyć śmieszna sprawa, że pierwowzór filmu „Coś”, który pochodzi z 1951 roku, czyli film „Coś z innego świata”, tam bohaterem jest jak najbardziej humanoidalna istota. Natomiast w remake'u tego filmu z Kurtem Russellem z 1982 roku ta istota, która przybywa do nas z kosmosu, jest już zmiennokształtna, właściwie przybiera kształt istoty, którą akurat w danym momencie opanowuje. Jeśli chodzi o pierwszy okres, to właściwie wszystko.
[02:08:06] - Marku, jeszcze takie pytanie, które mnie strasznie nurtuje. W którym momencie pojawiły się istoty, które można nazwać podobnymi na przykład do... kosmitów, ufitów, załogantów UFO, którzy się potem pojawili.
[02:08:24] - Trudno mi odpowiedzieć, bo w tym natłoku, kiedy przed audycją oglądałem te okładki, które polecałem wcześniej z magazynu Amazing Stories, prawdę mówiąc znajdowałem tam również załogantów z UFO. Ta skłonność do hybrydyzacji, czyli łączenia różnych istot sprawiała, że przypuszczam, że przypadkowo, pojawiały się te istoty znacznie wcześniej niż się pojawiły później na łamach prasy ufologicznej czy książek. Myślę, że już w latach 30. takie pierwowzory na pewno się pojawiały.
[02:09:10] - Dziękujemy. Do Marka wrócimy jeszcze pod koniec audycji. Wracamy teraz na antenę. To, co powiedział Marek, jest pod wieloma względami dość przejmujące, dlatego, że jeżeli rozbierzemy zjawisko UFO na czynniki pierwsze, to zobaczymy, że jest w nim parę dziwacznych nieścisłości. Po pierwsze ci obcy rzeczywiście zawsze wyglądają, jakby byli humanoidami, jeżeli zawsze nie są humanoidami. Po drugie często pojawiają się jakieś wątki zwierzęce w tym wszystkim. Kiedy przeanalizujemy abdukcje, to ten wątek przyrodniczo-zwierzęcy jako jakiejś dziwnej siły egzystującej, jakiegoś panicznego lęku związanego z obawami czysto pierwotnymi jest ciągle obecny. Mówię tutaj o wszelkich porównaniach tych obcych do sów, jeleni, kotów i tak dalej. To samo dzieje się z wielką różnorodnością tych obcych. Jest to wszystko dość dziwaczne i bardzo interesujące.
Tym bardziej, że przejdziemy za sekundę do drugiej części wypowiedzi Marka i ona jest już dużo bardziej ciekawa pod wieloma względami, bo Marek opowie o tym, jak wyglądają kosmici, jak mogą wyglądać kosmici i jak prawdopodobnie to ma miejsce z punktu widzenia astrobiologii, bowiem istnieją małe szanse na to, że obcy, których spotkamy, będą humanoidami. Będą wyglądać jak my. Tych koncepcji jest naprawdę mnóstwo. Niektóre są szokujące, niektóre mniej. Natomiast warto zwrócić uwagę na to, do czego powinniśmy się przygotować w razie ewentualnego spotkania z inteligencją z kosmosu. Jest to niezwykle ciekawe i zachęcam do wysłuchania. Wracamy do Marka Żelkowskiego. I teraz kolejne pytanie, dość ciekawe, mam nadzieję dla naszych słuchaczy. Marku, zdarza się tak, w zasadzie jest to jeden z wielkich problemów ufologii, że większość ufonautów to humanoidzi. I tutaj pojawia się taka kwestia podnoszona zarówno przez astrobiologów, jak i entuzjastów UFO.
Jak mogą wyglądać ci domniemani przybysze z kosmosu i czy rzeczywiście ten wzorzec humanoidalny się powiela? Ponieważ najłatwiej szukać analogii właśnie w science fiction, co zresztą przyznają sami naukowcy. Analogii i pomysłów. Zwracam się do ciebie z takim pytaniem: skoro ten wzorzec humanoidalny niekoniecznie obowiązuje w kosmosie, to jakie inne modele czy też wzorce obcych pojawiały się w powieściach science fiction? Oczywiście modele niehumanoidalne, takie ekscentryczne i oryginalne. Możesz nam powiedzieć coś na ten temat?
[02:12:31] - Może zacznij od takich mało egzotycznych, czyli na przykład od kotów. Pojawiało się tego dosyć sporo. Ja wybrałem dwa przykłady. Koty pojawiają się na przykład w „Misji międzyplanetarnej” van Vogt. To jest książka z roku 1950. W Polsce została wydana w 1972. Ta istota, o ile dobrze pamiętam, Crowel, była kotopodobna. Miała cechy kota, ale również miała macki. To nie był mruczek, którego możemy spotkać. Natomiast bardziej kotopodobna istota pojawia się w powieści Fritza Leibera „Wędrowiec”.
To jest powieść z 1964 roku. W Polsce w 1980 roku wyszła. Mamy przykład kotów. W tych wszystkich opowieściach, jeżeli mówimy o różnych dziwnych istotach, to jest najmniejsza egzotyka. Natomiast pojawiają się również istoty owadzie. Te owadzie istoty, tak jak już mówiłem w poprzednim wejściu, pojawiły się już u Herberta George'a Wellsa, natomiast pojawiają się współcześnie na przykład w powieści z 1959 roku Heinleina pod tytułem „Kawaleria kosmosu”. W wersji filmowej byli to „Żołnierze kosmosu”, o ile dobrze pamiętam. To są duże robale, które nazywane są arachnidami.Czy też właśnie, tak jak powiedziałem, robalami. I walka z nimi to tak naprawdę walka. Kto widział film wie, że cała poetyka filmu ogranicza się do celnego strzelania do tychże robali.
Natomiast myślę, że znacznie ciekawsze od kotów czy robali są dalsze koncepcje, czyli na przykład mieszkańcy oceanów. I tutaj mamy polski przykład. To jest powieść Zbigniewa Proztaka „Planeta zielonych widm”. Autor może niespecjalnie ceniony ani specjalnie znany, natomiast w tej powieści pojawia się planeta, na której żyją istoty podwodne, morskie, które przypominają zielone kijanki. Druga powieść o istotach z głębi oceanów, ale też i film, to „Głębia”, znana czasami w tłumaczeniu „Otchłań”. W każdym razie chodzi o aby z 1989 roku. I tutaj tych istot tak za bardzo nie widzimy. To są istoty z naszej planety, ale jednak obce. Nie widzimy ich, bardziej widzimy skutki ich działania. O tych skutkach działania oraz o tym, że ich nie widzimy, powiem za chwilę, bo to dosyć ważny wątek.
Natomiast skoro jesteśmy przy oceanach i mieszkańcach oceanów, to przejdę do samych oceanów. Wszyscy, myślę, znają powieść Stanisława Lema „Solaris” z 1961 roku. To jest klasyka science fiction. Natomiast mało kto wie, że przed Lemem i to sporo przed Lemem, bo ponad 10 lat, na podobną koncepcję wpadł autor, który nazywał się Murray Leinster, który w 1950 roku napisał opowiadanie „Samotna planeta”. Tam pojawia się wszechocean zwany Alex. To opowiadanie notabene pojawiło się w zbiorze „Rakietowe szlaki”. Polecam, bo zbiór bardzo zacny, bardzo dobry. Natomiast ten wszechocean – charakteryzowało go to, że bardzo kochał ludzi. Kochał z nimi być i nawet taką grupę ludzi ściągnął sobie na swoją planetę. To może przeciwieństwo, jeśli chodzi o powieść Stanisława Lema, gdzie tak naprawdę ludzkość z oceanem na planecie Solaris nie bardzo potrafi się dogadać.
To zresztą wątek coraz bardziej popularny. Im dalej wchodzimy w science fiction, im bardziej wchodzimy w lata 70., 80. i późniejsze, tym okazuje się, że autorzy przechodzą na taką koncepcję, że być może z innymi istotami po prostu nie będziemy w stanie się dogadać, nie będziemy w stanie nawiązać z nimi jakiejkolwiek nici porozumienia. Ale wróćmy jeszcze do tych dziwnych istot. Poza oceanami pojawiają się również takie istoty, które ja sobie tu określiłem w swoich notatkach jako galaretowate organizmy, jakieś zwały materii organicznej i tak dalej. I tego rodzaju koncepcje olbrzymiej masy biologicznej, która zalewa wręcz naszą planetę, znajdujemy u Wiktora Żółkiewicza w powieści „Druga jesień”. Na podobny koncept wcześniej wpadł George Martin, autor notabene bardzo popularnej w tej chwili „Gry o tron”, ale pisywał również twardy science fiction i w jego opowiadaniu „Pieśń dla Liany” znajdujemy bardzo podobną istotę, która nazywa się Griszka. W tych dwóch przypadkach i Wiktora Żółkiewicza, i George'a Martina tak naprawdę to jest nawiązanie do sytuacji politycznej i do komunizmu, ale przy okazji dostajemy pewien bardzo ciekawy koncept innych istot obcych. Ale to nie wszystko. Nie tylko oceany.
Poza takimi niehumanoidalnymi istotami to również chmury. I pierwszą taką inteligentną chmurą, którą spotykamy w literaturze science fiction, to jest chmura pojawiająca się na kartach powieści, a właściwie zbioru opowiadań połączonych van Vogtga „Misja międzyplanetarna”. Mówiłem już, to w 1950 roku zbiorek wydany i on wyobraził sobie pyłowo-mgławicową istotę, która się nazywa Anabis, która zamieszkiwała przestrzeń kosmiczną w galaktyce M 31 w Andromedzie. I tam na planetach, które były w układach słonecznych tam występujących, utrzymywała zwierzęta przypominające dinozaury, które zabijały się i dostarczały tej istocie, tej chmurze, tej mgle właściwie energii życiowej w ten sposób. To nie jedyna chmura, czy powiedzmy taka ulotna materia, która pojawia się na kartach science fiction. Również znany astronom Fred Hoyle w powieści „Czarna chmura” opisał taki dziwny obiekt kosmiczny, który odwiedza Ziemię, a właściwie nasz Układ Słoneczny. To jest kłąb żyjącego gazu właściwie. Miała dziwną strukturę ta czarna chmura. To był pył, molekuły organiczne. Z tym że ta organiczność była inna, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni, bo to był organizm krzemorganiczny.Ten organizm, ta czarna chmura odżywiała się potokami promieniowania elektromagnetycznego i dlatego między innymi podróżowała przez wszechświat.
To kolejna koncepcja. Bardzo podobna pojawia się u Olafa Stapledona w powieści "Ostatni i pierwsi ludzie". To dosyć wczesna powieść z 1930 roku i tam się pojawiają maleńkie obłoczki. Notabene pochodzą z Marsa, ale te obłoczki komunikują się pomiędzy sobą i potrafią łączyć się w jedną wielką chmurę, równie inteligentną, a właściwie bardziej inteligentną niż składowe. Podobna koncepcja pojawia się także w długim opowiadaniu, prawie powieści, "Niezwyciężony" Stanisława Lema. Tam również jest chmura. Z tym że to są mini roboty, które działają w postaci chmury. Działają na tyle skutecznie, że były w stanie na planecie, na której działają, wygubić całą biosferę, która żyje na powierzchni. Wszystko, co żyło na powierzchni planety i nie schowało się w morzu, wyginęło, zostało zlikwidowane przez te istoty. Mówiłem przy okazji powieści "Czarna chmura" Freda Hoyle'a o organizmach krzemorganicznych, dlatego myślę, że warto tutaj powiedzieć o tego rodzaju organizmach.
Ja po raz pierwszy natrafiłem na tego rodzaju istoty w powieści "Gwiezdne okręty" z 1949 roku Ivana Jefremowa. Tam radzieccy uczeni odkrywają szczątki krzemowego kosmity sprzed 70 milionów lat. Niestety nie znam jego wyglądu, natomiast gdzieś mniej więcej w podobnym czasie pojawia się powieść "Kosmiczni bracia" Krzysztofa Boronia i Andrzeja Trecki. Ta trylogia, bardzo znana przynajmniej dla miłośników science fiction. I tam w ostatnim tomie Ziemia zostaje zaatakowana i niemal doszczętnie zniszczona. Do tego stopnia, że ludzkość kombinuje, czy by nie przenieść się przypadkowo na Marsa albo na Wenus przez krzemowe organizmy. To są właściwie mikroby, silikoki, które atakują, ale one nie atakują bezrozumnie. Są kierowane przez silichomidów. One są opisane na kartach powieści dwojako. Raz znajdujemy opis, że to jest nieregularny tułów z odnóżami, natomiast w innym miejscu znajdujemy opis, że jest to walec o długości 25 metrów i który ma pięć metrów średnicy.
W każdym razie te organizmy dosyć skutecznie niszczą naszą planetę i zdecydowanie przekształcają ją na takie warunki, które byłyby dogodne dla życia krzemowego. Na tym skończymy istoty krzemorganiczne. Natomiast pojawiają się też na łamach różnego rodzaju opowiadań istoty rozumne, które są organizmem zbiorowym, na przykład mikrobami, które działają wspólnie i opanowują istoty wyższe. Tego rodzaju koncepcja pojawia się na przykład w opowiadaniu "Impuls" Erica Franka Russella. To jest opowiadanie, które pojawiło się w zbiorku "W stronę czwartego wymiaru" z 1958 roku. W Polsce zostało to wydane. I tam mikroby, tak jak powiedziałem, opanowują istoty wyższego gatunku. Akurat na kartach opowiadania starają się opanować ludzi, starają się w ogóle przejąć kontrolę nad Ziemią. I tak to mniej więcej wygląda. Taka ciekawostka, że te istoty pochodzą z planety Glantok.
Tak sobie to przynajmniej autor wymyślił. Ciekawą koncepcją jest też koncepcja Williama Tenna. To jest autor, który właściwie był mistrzem opowiadań, ale popełnił również dwie powieści. Jedna z nich, która ma nieciekawy tytuł "O ludziach i potworach", opisał bardzo ciekawą moim zdaniem koncepcję. Otóż ludzkość w jego książce żyje w ścianach budynków rasy, która opanowała Ziemię. Tak naprawdę te istoty są tak ogromne, że ludzie mieszkają w ścianach ich budynków. Właściwie przez analogię można powiedzieć, że są takimi mrówkami faraona w ich domostwach. To też jest dosyć ciekawe. Te istoty są opisane bardzo empatycznie na kartach powieści. Niby je rozpoznajemy, ale różnica wielkości jest tak duża, że ludzie, którzy spoglądają na te istoty, właściwie nie do końca potrafią je opisać.
Stąd też ten opis jest bardzo przybliżony. Niby w jakichś elementach przypominają istoty humanoidalne, ale ta skala jest po prostu tak ogromna, że właściwie umyka opisowi. Powiem, że im dalej, tak jak już zaczynałem o tym mówić, wkraczamy w lata 70., 80., tym częściej pojawiają się koncepcje, że z istotami z innych planet nie jesteśmy w stanie się porozumieć, że te istoty w ogóle nie są w stanie nas czasami dostrzec.Taką koncepcję prezentuje na przykład Konrad Fijałkowski w swoim opowiadaniu „Wróble galaktyki”. Tam ludzkość znacznie bardziej rozwinięta od tej, która jest w tej chwili, ludzkość latająca w kosmos zostaje porównana do bardzo przeciętnych, mało interesujących tytułowych wróbli, na które rasa naprawdę rozwinięta w ogóle nie zwraca uwagi, nie ma ochoty się z nimi kontaktować. W naszym Układzie Słonecznym ta rasa zatrzymuje się tylko po to, żeby pobrać paliwo do swoich pojazdów i w ogóle nie interesuje ich ludzkość. I tu możemy płynnie przejść do takiej koncepcji, którą zaproponował Adam Wiśniewski-Snerg w swojej powieści „Robot”. On w ogóle wychodzi z założenia, że my nie tylko nie możemy nawiązać kontaktu z istotami rozumnymi, ale też w ogóle nie możemy ich zauważyć. Autor wykoncypował sobie, że całe życie biologiczne na Ziemi można podzielić na szereg generacji. On przyporządkował tym generacjom nauki, które je opisują. I tak mamy generację minerałów, mamy generację botaniczną, mamy generację zoologiczną, wreszcie mamy generację psychologiczną.
I człowiek na przykład należy do dwóch generacji. Z jednej strony jest typowym przedstawicielem generacji zoologicznej, ale też jest umysłem. Jest przedstawicielem generacji psychologicznej. Co ważne, w tej koncepcji Wiśniewskiego-Snerga to to, że poszczególne generacje nie mogą dostrzec generacji wyższej. I tak minerały nie dostrzegają roślin. Nie mówimy tu o świadomości, tylko raczej o skutkach działania, ale nie dostrzegają tego działania roślin. A przecież rośliny budują z nich swoje tkanki. Podobnie rośliny nie dostrzegają zwierząt. Zwierzęta wprawdzie dostrzegają człowieka, ale raczej jego zwierzęcą naturę, czyli tak naprawdę nie dostrzegają umysłu. Czasami dostrzegają skutki działania tego umysłu, czyli na przykład jeżeli w misce pojawia się jedzenie, dostrzegają to, że się pojawiło.
Natomiast nie bardzo wiążą to z człowiekiem jako takim, czyli nie dostrzegają jego umysłu. Wiśniewski-Snerg wykoncypował sobie, że być może istnieją również istoty, które są w kolejnej generacji ponad człowiekiem. Istoty, których my nie możemy dostrzec. Problem polega na tym, że te istoty mogły pojawić się zarówno na Ziemi w wyniku ewolucji i my nie widzimy tych istot. Widzimy skutki ich działania. Tymi skutkami działania może być chociażby UFO, które pojawia się. Nie wiemy, czemu to służy, ale po prostu dostrzegamy jakiś efekt działania tychże istot. To równie dobrze mogą być poltergeisty, ale tak naprawdę nie potrafimy przyporządkować tych zjawisk żadnej istocie, żadnemu rozumowi. Po prostu nie jesteśmy w stanie dostrzec tych istot. Tego rodzaju istoty mogły pojawić się zarówno na Ziemi, gdzieś w odległej przeszłości, ale mogły również pojawić się gdzieś w odległym kosmosie.
Jeśli przybyły na Ziemię, to takich istot również nie będziemy w stanie dostrzec. Nie będziemy w stanie ich zaobserwować, nie będziemy w stanie się z nimi porozumieć. Jedyne, co możemy zaobserwować, to skutki niektórych ich działań. Ale zawsze będą to obserwacje nieostre. To znaczy, trudno będzie nam je zinterpretować i często będą nam się myliły ze zjawiskami naturalnymi, które również obserwujemy. I to jeśli chodzi o przegląd różnych niehumanoidalnych ras i niehumanoidalnych istot, które występują na łamach science fiction, to myślę, że w dużym skrócie byłoby tyle.
[02:31:16] - Dziękujemy Marku. Myślę, że to, co powiedziałeś, każdy powinien odsłuchać raz jeszcze i znaleźć analogie tkwiące między fantastyką a ufologią. Dlatego, że to jest fascynujące i im dalej w to wchodzimy, tym więcej ich znajdziemy. Tym to wszystko jest ważniejsze, że owszem, koncepcje koncepcjami i wyobraźnia wyobraźnią. Natomiast to wszystko, potencjalnie może, wszystko lub też poszczególne scenariusze mogą być prawdą w którymś miejscu w kosmosie. Także nie możemy tego odrzucać. Wszystko musimy brać pod uwagę. Dziękuję ci Marku za poświęcony nam czas i zapraszam na kolejne debaty.
[02:32:05] - Wielkie dzięki. Pozdrawiam wszystkich.
[02:32:07] - My również pozdrawiamy i do usłyszenia.
[02:32:10] - No i na tym można zakończyć dzisiejszą debatę ufologiczną. W dzisiejszej debacie udział wzięli Piotr Cielebiaś z portalu Infra i czasopisma „Nieznany Świat”, Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Chris Miekina z serwisu Nowa Atlantyda, autor audycji „Paralaxa”. A przed chwilą wysłuchaliśmy jeszcze zarejestrowanej wczoraj dla potrzeb dzisiejszej debaty wypowiedzi Marka Żelkowskiego, między innymi poświęconej nawiązaniom do istot z innych planet w literaturze. Kończymy dzisiejszą debatę ufologiczną. Ja jeszcze na koniec przytoczę małe ogłoszenie. Otóż mamy już tematy dwóch kolejnych debat. 8 listopada dokończymy temat „Niebezpieczne UFO”, a 15Dokończymy rozpoczęty dzisiaj temat: czy obcy są wśród nas? Będzie to właściwie próba dokończenia tej dzisiejszej debaty, ponieważ została jeszcze ponad połowa pytań, które przygotowaliśmy przed debatą, które sobie opracowaliśmy. I w międzyczasie doszło jeszcze bardzo dużo pytań od słuchaczy, za co bardzo serdecznie dziękujemy. Niestety dzisiaj ograniczenia czasowe oraz różne problemy techniczne uniemożliwiły nam dokończenie tematu, czego bardzo żałujemy, ale obiecujemy poprawić się w następnych debatach ufologicznych.
Jak zawsze na antenie Radia Paranormalium. Mówił do państwa Marek Sęk "Ivanos". Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.