[00:51] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Rozpoczynamy kolejną część najlepszej audycji ufologicznej w polskim internecie. Ostatnio czytałem komentarze, które pojawiły się pod debatami ufologicznymi w naszym archiwum i jeden ze słuchaczy stwierdził, że ta audycja to najlepsze, co mogło spotkać polską ufologię po 2002 roku, czyli od momentu zamknięcia, niestety, kwartalnika „UFO”. Wiemy, że wielu z was bardzo sobie te audycje ceni, te nasze dyskusje, tak że z wielką przyjemnością rozpoczynamy kolejny odcinek tej niezwykłej serii. Dzisiaj będziemy kończyć temat niebezpieczne UFO. Czy też raczej spróbujemy go dokończyć, bowiem pytań jest bardzo dużo, jak zawsze zresztą. Po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj Piotr Cielebiaś z portalu INFRA i czasopisma „Nieznany Świat”. Witaj Piotrze.
[01:43] - Witam wszystkich serdecznie.
[01:45] - Jest z nami również Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Witaj Arku.
[01:51] - Witam. Dobry wieczór wszystkim.
[01:52] - W trakcie debaty dołączy do nas również Damian Trela, ufolog z Legnicy. Połączymy się również telefonicznie z znanym już słuchaczom Radia Paranormalium Markiem Żelkowskim. Właśnie widzę, że dołączył do nas Damian. Witaj Damianie.
[02:07] - Witam serdecznie.
[02:09] - Tradycyjnie na początku debaty podam nasze kontakty, bowiem audycja jest realizowana na żywo. Można do nas dzwonić na numer telefonu 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium, portalu INFRA, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Można również nas spotkać na Twitterze, na Naszej-Klasie, a także pod adresem e-mail radio@paranormalium.pl. Jeżeli ktoś słucha nas w aplikacji Radia Paranormalium, to może nam przesyłać SMS-y na numer 530 620 493. Sporo mamy tych kontaktów, ale w dzisiejszych czasach, proszę państwa, z odbiorcami i słuchaczami kontakt trzeba trzymać na wszystkie fronty. Dosyć już tej mojej gadaniny. Przechodzimy powolutku do właściwego tematu dzisiejszej debaty, a jest nim, tak jak mówiłem, niebezpieczne UFO.
Zaczniemy od następującego pytania. Panowie, w pierwszej części próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie, czy UFO jest zjawiskiem niebezpiecznym. Czy możecie w trzech żołnierskich słowach przypomnieć swoje stanowisko w tej sprawie? Może pierwsze niech swoje stanowisko przypomni Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[03:54] - Dobrze. To nie będą trzy żołnierskie słowa, bo ja gdzieś mam wstręt do wszystkiego, co żołnierskie. W pierwszej części skupiliśmy się na dość kontrowersyjnych aspektach. Jak państwo pamiętają, opowiadaliśmy o przypadkach, kiedy UFO zabiło ludzi, kiedy ludzie odnieśli jakieś obrażenia, tudzież śmiertelne, czy też takie, które potem uniemożliwiały im dalsze funkcjonowanie w wyniku spotkania z obiektem UFO albo jego pasażerami. Natomiast dzisiaj się zajmiemy także tym, ale troszeczkę mniej. Zwrócimy uwagę na szerszy aspekt tego zagadnienia, mianowicie to, czy UFO grozi Ziemi i państwom jako tako, czy jest to zjawisko niebezpieczne dla nas jako rasy i dla nas jako planety. Jeżeli miałbym przypomnieć moje stanowisko odnośnie UFO, to ono brzmiało tak, że UFO w całości, en masse, nie jest zjawiskiem niebezpiecznym. W całości i z odległości. To znaczy, jeżeli obserwujemy w bezpiecznym oddaleniu, jeżeli patrzymy na nie z daleka, to wszystko jest dobrze. Natomiast kiedy się do tego zbliżamy, to już jest problem, dlatego, że okazuje się wtedy, jak mówił doktor Waller, że UFO jest wielką energią skupioną w małym punkcie.
To jest jedna z podstawowych cech tego zjawiska. Okazuje się, że ta energia może być dla człowieka szkodliwa pod wieloma względami. Nie ma jednoznacznego systemu klasyfikacji, co się dzieje z człowiekiem w wyniku spotkania z UFO. Dlatego że jedni, jak pamiętamy z tamtej debaty, między innymi w przypadku Cash-Landrum, jedni doznają poparzeń, inni mają objawy przypominające chorobę popromienną i tak dalej. Jedni przeżywają to mocniej, inni słabiej. U jeszcze innych dochodzi do ciężkich powikłań, jak w przypadku tych zdarzeń z Ameryki Południowej, głównie z Brazylii, o czym też mówiliśmy, między innymi o słynnej faliSpotkań w Kolarz i okolicach i o słynnej operacji Spodek. O tym wszystkim możecie państwo posłuchać w pierwszej części, jeżeli ktoś nie słuchał. Natomiast powracając do mojego stanowiska, trudno powiedzieć, szczerze mówiąc, czy UFO jest zjawiskiem niebezpiecznym, dlatego, że jak powiedziałem, jak będziemy jeszcze mówić, lata badań pokazały, że jednak nie jest ono niebezpieczne. Mimo wszystko z ziemskiego punktu widzenia. Ono skupia się przede wszystkim może nawet nie na obserwacji, tylko na wywoływaniu reakcji tych czynników ziemskich, nas, ośrodków wojskowych i rządowych.
Ono ani nie atakuje, ani nie stwarza bezpośredniego zagrożenia. Nie atakuje na przykład baz wojskowych, nie atakuje samolotów. Czasami, jak na przykład w przypadku incydentu z Teheranu, słynnego, tam dochodzi do jakichś zaburzeń, samolot na przykład się psuje. Natomiast UFO nie atakują, oficjalnie. Znamy takie przypadki i to są już bardzo sprawy kontrowersyjne i szczerze mówiąc nie wiem, czy prawdziwe, opowieści paru osób, między innymi Edgara Mitchella, który twierdził, że wie o takich sprawach. Natomiast Edgarowi Mitchellowi różne rzeczy mówiono, ale to już mniejsza rzecz. Z takiej perspektywy obronności UFO nie jest niebezpieczne, natomiast z perspektywy czysto ludzkiej owszem, jest. I to jest jeden z wielu paradoksów tego zjawiska. Osoby, które może nie znają jeszcze moich poglądów, które są dość kontrowersyjne w wielu punktach, przypomnę im, że uznaję, że zjawisko UFO w większości jest fenomenem paranormalnym, z silnym naciskiem na zjawiska parapsychiczne. Nie sądzę, aby w większości manifestacji pochodziło ono z kosmosu.
Natomiast uważam, że istnieje pewna niewielka kategoria obserwacji UFO, które odnoszą się albo do pozaziemskich sond, albo do bardzo rzadkich przypadków pojawiania się UFO w formie załóg, ale jest to bardzo malutki wycinek tego wszystkiego. Innymi słowy, według mnie UFO nie jest nieprawdziwe. Ono istnieje, ale jest czymś zupełnie innym, niż wszyscy dotąd uważali. Ale to takie były moje trzy krótkie, żołnierskie słowa. Oddaję głos Damianowi.
[08:45] - Trzy krótkie, żołnierskie słowa. Cóż, bardziej reasumując to, do czego ja się odniosłem w poprzedniej debacie. Akurat nie brałem do końca udziału w niej, ale miałem możliwość nieco powiedzieć na temat właśnie tego kontrowersyjnego aspektu, jakim jest niebezpieczne UFO. Tak jak, Piotrze, wspomniałeś, te przypadki, które możemy traktować jako te niebezpieczne, stanowią wycinek ogółu wszystkich znanych statystyk bliskich spotkań z UFO. Jeśli faktycznie potraktujemy obserwacje UFO w przeważającej większości, to zasadniczo nie mają one negatywnego wpływu na obserwatora, czyli człowieka. I w głównej mierze większość tych przypadków, które faktycznie miały miejsce i które zanotowały się w historii ufologii, dotyczyły już skrajnie bardzo bezpośrednich kontaktów z obiektami UFO. I myślę, że zdecydowaną większość z nich możemy wiązać ze skutkiem ubocznym kontaktu człowieka z siłą, jaka manifestuje się z energią. Niewątpliwie jakąś energią, która manifestuje się poprzez to zjawisko. Duży wpływ tutaj może mieć silne oddziaływanie pola elektromagnetycznego, być może też promieniowania jonizującego, które też w jakiś sposób może powodować różne efekty uboczne w organizmie człowieka. I wszystkie przypadki, które miały miejsce w historii, przeważnie dotyczyły jakichś chorób popromiennych, jakichś poważniejszych obrażeń skórnych, a w skrajnych przypadkach nawet i przypadków śmiertelnych.
Ale myślę, że generalnie były to raczej przypadki w ogólnych statystykach, bo zjawisko UFO myślę, że nie ma ogólnie rzecz ujmując negatywnych zamiarów w stosunku do ludzi. Jest nieuchwytne. Niewątpliwie jest bardzo złożonym zjawiskiem, raczej stara się unikać bezpośrednich kontaktów z ludźmi. Ma się wrażenie wręcz, że niektóre te obserwacje bardziej grupowe są wręcz takimi teatralnymi inscenizacjami. A kiedy faktycznie dochodzi do bezpośredniego kontaktu, może dochodzić do takich efektów ubocznych, o których dyskutowaliśmy. Bez wątpienia te przypadki brazylijskie, które omawialiśmy też w telegraficznym skrócie, są bardzo ciekawe. Trudno się też do nich odnosić po latach. Być może część z nich jest troszeczkę przekoloryzowana. Tego nie wiemy. Chociaż publikowali je rzetelni badacze, dokumentowali je rzetelni badacze, więc też nie możemy ich w żaden sposób bagatelizować i zakopywać pod dywan.
Na pewno zjawisko UFO jest takim fenomenem, który też ma bardzo silne konotacje, jeśli chodzi o naszą psychikę i zasadniczo ma duży wpływ na naszą świadomość. Potrafi manipulować tą naszą świadomością w przeróżny sposób i na pewno nie należy go też traktować jako fenomenu, który jest pochodzenia pozaziemskiego, a raczej zjawiska, fenomenu, który współistnieje tutaj z nami. Być może pochodzi z jakiejś równoległej rzeczywistości i w jakiś sposób próbuje wpływać na nasz bieg cywilizacyjny. Nie do końca rozumiemy to, w jaki sposób na nas oddziałuje. Te oddziaływania są dla nas po prostu czasami niezrozumiałe. Dlatego zjawisko UFO jest bardzo złożone.
[12:10] - Ale ten wąski wycinek niezwykłych zdarzeń, gdzie dochodzi do uszkodzeń ciała, bądź nawet zgonów. Bez wątpienia były takie zdarzenia, ale odnieść się do nich trudno. Jednak możemy traktować i przekreślać wszystko i tłumaczyć, że zjawisko UFO jest w 100% niebezpiecznym zjawiskiem i powinniśmy raczej go unikać. Bez wątpienia powinniśmy go unikać. Być może obserwacje takiego zjawiska z pewnej odległości są bezpieczne i fajne, ale w bliższym kontakcie może to być traumatyczne. To tyle tytułem podsumowania tego, co ostatnio poruszyliśmy.
[12:47] - Dziękuję. Ja tylko dodam, bo może zapomniałem w tym całym ferworze wstępu do audycji, że mówiąc o bliskich spotkaniach, chodziło mi o te najbliższe, w których ludzie rzeczywiście często odnoszą jakieś uszkodzenia ciała. Chodzi mi o takie przypadki, kiedy ludzie po prostu znaleźli się bezpośrednio obok takiego obiektu, na przykład go dotknęli czy byli w odległości, którą mierzono w kilkudziesięciu centymetrach. O takich sprawach można sporo poczytać między innymi u Arka Miezgi, w tym w jego „UFO nad Podkarpaciem”, które może jeszcze nie wszyscy wiedzą, niebawem ukaże się w formie książkowej. Będzie to druga edycja tej książki, zupełnie inna od tej pierwszej, wydanej w formie PDF-u. Będą to dwa tomy uzupełnione, poprawione, z nowymi przypadkami. Jeżeli się to pojawi, na pewno Arek zagości też u nas na audycji. Ale wróćmy do drugiego Arka. Arku, jak ty w trzech krótkich słowach podsumujesz odpowiedź na pytanie, czy UFO jest niebezpieczne, czy raczej obojętne?
[14:07] - Mam podobną opinię do moich przedmówców. Bliski kontakt z materialnym, lecącym obiektem jest niebezpieczny, o tyle, że zagraża działaniu systemów samolotowych. Tak jak Valle stwierdził, jest to punkt energii, który w jakiś sposób promieniuje i to zakłóca, i co najmniej denerwuje pilotów. To jest jedna część, niezależnie od woli ewentualnych pilotów lecących w tych UFO statkach. A druga sprawa to są właśnie bliskie kontakty, gdzie ludzie są przedmiotem doświadczeń. Dużo mówić, abdukcje czy coś takiego, czy porwanie Travisa Waltona. Mieliśmy tam jeszcze. To nie jest tak rzadko spotykane, jak to się wydaje. Wtedy człowiek jest traktowany tak, jak my traktujemy zwierzątka doświadczalne. To znaczy robią, co chcą, ale nie sądzę, żeby to była szczególna złośliwość.
Natomiast w makroskali na razie jeszcze żyjemy, oni co jakiś czas przylatywali i się do tej pory nic nie zdarzyło, czyli nie są negatywnie nastawieni do nas. Dziękuję.
[15:43] - Dziękujemy, Marku. Przejdźmy może do kolejnego pytania.
[15:49] - Pytanie numer dwa brzmi następująco: w pierwszej części debaty o niebezpiecznym UFO powiedzieliśmy sporo o przypadkach, które kończyły się śmiercią. Teraz zajmiemy się problemem zagrożenia UFO dla bezpieczeństwa poszczególnych krajów i ziemi. Co wynika z badań poszczególnych komitetów i grup powołanych w ciągu ostatnich dekad do ustalenia tej kwestii? Czy UFO rzeczywiście są niebezpieczne? Może tym razem dla odmiany pierwszy niech zabierze głos w tej sprawie Arek Kocik. Arku?
[16:22] - Przede wszystkim najwięcej doświadczeń z badaniem pod kątem zagrożeń dla swoich obywateli ma Ameryka. Tam niezależnie od siebie działało parę komisji, parę projektów takich, które zostały już dalej kontynuowane. Projekt Grusch, projekt Znak, projekt Blue Book. One wszystkie kończyły się jednym, że nie stanowi to zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Przez cały czas działały też i w Europie organizacje rządowe, mniej tajne lub bardziej tajne. Wielka Brytania utajniała to wszystko, natomiast we Francji było to oficjalnie wszystko zbierane. Do żadnych konstruktywnych wniosków nie dochodziło. Nie wiemy, co się działo w naszym układzie. U nas w Polsce nikt czegoś takiego nie zbierał, nikt tego nie badał, a jeżeli się pojawiały jakiekolwiek spotkania, to nawet podejrzewam, wszyscy bali się zgłaszać, bo liczyli na to, że to może być tajna broń rosyjska i kto ją zobaczy, ten zobaczy białe niedźwiedzie na długi czas. Natomiast w Związku Radzieckim na pewno musiały być takie badania prowadzone i one też w sumie do niczego nie doszły.
To, co mogliśmy przeczytać po pierestrojce, to, co było sprzedawane na Zachodzie, to z reguły były jakieś dziwne humbooki spisywane na kartkach z pieczątką i sprzedawane na Zachodzie za tysiące dolarów. Tak że to też nie jest wielce wiarygodne. Jak już można przeczytać czy dowiedzieć się w zachodnich mediach oUFO nad poligonem doświadczalnym Kapustin Jar. Normalnie aż ręce opadają, uszy więdną i milczeniem to wszystko zachodzi. Tak to było wszystko traktowane, że nawet atrapa statku kosmicznego używanego przez Żuławskiego w Kazachstanie do kręcenia filmu „Na srebrnym globie” była fotografowana z informacją, że to jest statek obcych i rozbity. To było też na Zachodzie sprzedane. Tam był kompletny odlot z tego kierunku. To tyle, co miałem do powiedzenia.
[19:07] - Damianie?
[19:08] - Jakbyśmy mieli podsumować ogólnie historię wszystkich badań, projektów rządowych, które oficjalnie zajmowały się tym aspektem badań, czyli badań zjawiska UFO, to moglibyśmy to krótko i zwięźle zreasumować, że z tych badań tak naprawdę nic konkretnego nie wyniknęło. Dotychczas mówiliśmy o niebezpiecznym aspekcie UFO jako o kontaktach ludzi z tym zjawiskiem, ale tak naprawdę coś niezidentyfikowanego, jeśli przenika przez przestrzeń powietrzną danego kraju, stanowi, nie da się ukryć, zagrożenie bezpieczeństwa narodowego. Pod takim kątem szereg różnych programów na przestrzeni wielu lat działało w wielu krajach. Wspomniane było tutaj w poprzedniej wypowiedzi o projekcie Sign, Grudge i Blue Book. To były najbardziej sztandarowe programy, które działały w Stanach Zjednoczonych pod auspicjami sił powietrznych. Blue Book był programem, który trwał najdłużej. Zebrał chyba największą ilość przypadków. Teraz wszystkie te dokumentacje, raporty są powszechnie dostępne, jawne. Każdy może wejść i zapoznać się z nimi. Z prostej kalkulacji wynika, że większość interpretacji wszystkich zgłoszeń, jakie wpływały, a jak wiemy, większość zgłoszeń wpływała, pochodziła od cywilów, nie tylko od wojska, ale przede wszystkim od cywilów.
Większość tych przypadków była z marszu dyskwalifikowana i na siłę kategoryzowana w postaci jakichś ziemskich zjawisk. Ulubioną metodą tłumaczenia zjawiska UFO była, jak wiemy, planeta Wenus i ta metoda tłumaczenia praktycznie przewija się w wielu raportach projektu Blue Book. Ale oczywiście mieliśmy nie tylko takie, bo również po drugiej stronie kurtyny żelaznej działały też programy. Jak wiemy, w Związku Radzieckim działał program, który się nazywał Syetka. Program, który był zainicjowany przez Ministerstwo Obrony Narodowej Związku Radzieckiego mniej więcej pod koniec lat 70. I ten program dosyć prężnie działał, tylko że jednak tak naprawdę w formie bardziej nieoficjalnej. Tak że niewiele wiemy tak naprawdę z tych wszystkich raportów końcowych, jakie zebrano w ramach tego programu. Wiemy, że program poświęcił dużo miejsca słynnemu przypadkowi Pietro Zabrockiego, gdzie praktycznie pół miasta obserwowało dziwne manifestacje świateł obiektów na niebie. To była bardzo głośna sprawa, szeroko opisywana w prasie i między nimi właśnie na kanwie tego przypadku program Syetka rozpoczął swoją działalność. Zakończył swoją działalność, tak jak i większość programów, między innymi tak jak program Blue Book, podsumowując, że zjawisko UFO nie stanowi zagrożenia pod kątem bezpieczeństwa narodowego i trudno się doszukiwać czegoś konkretnego w tym.
Większość przypadków starano się na siłę interpretować. Jeśli sięgniemy dalej po mapie świata, to zobaczymy, że podobna tendencja utrzymywała się w wielu innych krajach, czy to w Wielkiej Brytanii, czy w krajach Ameryki Łacińskiej. Tam też działały różnego rodzaju programy. Obecnie, do dzisiaj, z tego, co mi wiadomo, działa między nimi program dalej we Francji, GEIPAN, który działa też od lat 70. I też w zasadzie jest to taka odnoga całej tej instytucji astronomicznej francuskiej, która generalnie prowadza swoją działalność do interpretowania tych zjawisk albo wręcz bagatelizowania tych najbardziej kontrowersyjnych zjawisk, a interpretowania ich bardziej pod kątem zjawisk astronomicznych. W ostatnich latach mieliśmy ujawnianie różnych dokumentów przez ministerstwa obrony narodowej wielu krajów. W Polsce nic na ten temat nie wiemy. Oczywiście, tak jak było to powiedziane wcześniej, Polska oficjalnie nie wiemy, czy prowadziła w ogóle jakiekolwiek badania z ramienia jakiegokolwiek ministerstwa obrony narodowej w historii Polski. Nic na ten temat nie wiadomo. Wiemy, że w latach 80.
Ryszard grudman prywatnie, można powiedzieć, zbierał takie meldunki od pilotów, ale były to meldunki, które wpływały do niego tylko i wyłącznie od pilotów. Tak więc nie wiemy, czy działa jakakolwiek komórka, instytucja w Polsce, która oficjalnie zbierała takie zgłoszenia bądź oficjalnie zajmowała się badaniem zjawiska UFO. Możemy przypuszczać, że tak faktycznie było, bo taka była tendencja w czasach PRL-u, że takie zjawiska myślę, że stanowiłyby zainteresowanie ówczesnych władz. Na tą chwilę obecnie nie wiemy, czy w ogóle coś takiego działa w Polsce. Przypuszczam raczej, że nie. Ale co z tych badań wynika? Tak jak wspomniałem, wynika niewiele bądź praktycznie nic. I to jest chyba najtrudniejszy aspekt tego wszystkiego.Wydaje się raczej, że większość tych programów, które oficjalnie znamy, które wiemy, że działały, istniały i zakończyły swoją działalność w historii, były raczej taką formą przykrywki. Przykrywki w tym sensie, że było to takie wyciszanie tematu, uspokajanie społeczeństwa ogólnie, że zdajemy sobie sprawę z tego, że są takie zjawiska. Podjęliśmy badania, ale z tych badań raczej nic nie wynika.
Było to raczej takie uspokajanie społeczeństwa i myślę, że z założenia te programy miały zakończyć się fiaskiem. Takie chyba było odgórne założenie chociażby programu Blue Book, który od samego początku nie wnosił nic nowego do tematu UFO. Myślę, że ujawnienie społeczeństwu, że władze państw supermocarstw, takich jak Stany Zjednoczone czy Rosja, zdają sobie sprawę z istnienia jakiegoś zjawiska, które być może niekoniecznie ma pochodzenie pozaziemskie, ale jest to jakaś forma inteligencji, która się manifestuje w przestrzeni. Myślę, że ujawnienie takiej informacji wywoła olbrzymi wstrząs kulturowy, a nawet być może miałoby to szersze konotacje społeczno-ekonomiczne. Być może w tym momencie nasze struktury cywilizacyjne mogłyby ulec mocnemu zachwianiu. I stąd właśnie takie programy tak naprawdę sprowadzały się do tego, aby zjawisko UFO na siłę interpretować w formie ziemskich zjawisk, a więc kategoryzować je jako wytłumaczalne zjawiska.
[25:51] - Piotrze?
[25:52] - Tak, to, co powiedzieliście, jest prawdą. Napisałem książkę „Prawdziwe UFO. Bardzo bliskie spotkania” i poświęciłem dość dużo czasu analizie tego zagadnienia. Jest tam rozdział pod tytułem „Co wiedzą rządy?” i postaram się to wszystko pokrótce streścić. Otóż moim zdaniem wszelkie agencje państwowe i wojskowe, publikując te swoje raporty, które większość ufologów uważała za okrojone, ocenzurowane, tak naprawdę powiedziały prawdę. UFO nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa. Po drugie, drugim wnioskiem, który wypływał z szeregu tych analiz zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Rosji, jak i we Francji, w Anglii, było to, że nie ma dowodów na kosmiczne pochodzenie tego zjawiska. Ja się z tym zgadzam. On nie ustali jedno. Tam się coś dzieje w górze, coś tutaj zagląda.
Natomiast to wszystko jest tak dziwne, że nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy to pochodzi z kosmosu, czy pochodzi stąd. I to w zasadzie jest tajemnica wszystkich programów i projektów badania nad UFO. Ale kiedy to wszystko się zaczęło? To się wszystko zaczęło tak naprawdę w roku 1946. I nie zaczęło się wcale w Ameryce, tylko się zaczęło w Szwecji, bo mieliśmy w czasie II wojny światowej falę spotkań z dziwnymi obiektami, tak zwanymi foo fighters w postaci latających zwykle kul, ale też zdarzały się inne obiekty. Nie zwracano na to większej uwagi. Powstał jakiś raport, ponoć dla RAF-u, ale ponoć nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy to prawda. Zdarzały się oficjalnie oczywiście rozmowy i raporty na temat foo fighterów, dlatego, że uważano, że to jest broń niemiecka. Ale wojna się skończyła i dobra. Natomiast w roku 1946 zaczęło się od Szwecji.
W Szwecji zaczęły się pojawiać tak zwane widmowe rakiety. To była nazwa trochę myląca, dlatego że te obiekty, owszem, niekiedy przypominały rakiety, ale w większości to były po prostu cylindry, cygara. Niektóre posiadały jakieś wypustki z tyłu, inne nie. Niektóre miały gładką powierzchnię, inne jakieś lotki i tak dalej. No i co? Pierwszym elementem było wprowadzenie prewencyjnej cenzury przez rząd szwedzki na temat tych wydarzeń, dlatego, że Szwecja 10 lat wcześniej zetknęła się z podobnym zjawiskiem widmowych samolotów, to znaczy takich dziwnych samolotów, które pojawiały się nie wiadomo skąd, latały nie wiadomo gdzie, a potem zniknęły. I oni już mieli z tym doświadczenia. Postanowili, że utajnią te widmowe rakiety, dopóki nikt nie będzie wiedział, co to. Co ciekawe, przynajmniej w dwóch przypadkach te widmowe rakiety się rozbijały. Co ciekawe, rozbijały się zawsze w jeziorach.
W przypadku jednego z jezior, o czym dokładnie piszą, nie przypomnę sobie nazwy tego jeziora teraz. Wysłano tam płetwonurków z jednostki specjalnej, którzy ustalili, że rzeczywiście tam coś spadło i wybuchło, natomiast nie ma potem szczątków. Mam nadzieję, że kiedyś o tym szerzej powiemy. I te widmowe rakiety przez długi czas były takim problemem dla Szwedów, Amerykanów i Anglików, którzy odwiedzili Szwecję i nawet zaproponowali Szwedom współpracę, gdyż byli przekonani, że to po prostu Rosjanie coś wystrzeliują z Peenemunde albo z innych miejsc i testują po prostu przejętą broń niemiecką. Ale co się okazało potem? W tym samym roku, dziwnym zbiegiem okoliczności, doniesienia o widmowych rakietach zaczęły się pojawiać w Grecji. I tu się pojawił problem, dlatego że tam trudno było powiedzieć, że to Rosjanie stosują, ale w Grecji pojawiła się koncepcja, że to komuniści strzelają jakimiś rakietami, jakimiś pociskami i chcą po prostu wzbudzić w kraju niepokój. I taka była oficjalna wersja. Natomiast po latach jeden z badaczy, który zajmował się tym zjawiskiem, orzekł, że to była oficjalna wersja. Nieoficjalna wersja była taka, że nikt nie wiedział, czym są te obiekty.
One po prostu latały. Wszyscy się tego bali, wszyscy myśleli, że to Rosjanie. Natomiast tak do końca ani w przypadku widmowych rakiet, ani w przypadkuTych rakiet z Grecji, ale one tak naprawdę pojawiały się w Hiszpanii, nawet są raporty z Węgier i tak dalej. Nikt nie wiedział, co to jest. I wtedy się urwało. W zasadzie później już nikt do lat 50. nie roztrząsał tematu UFO nad Europą. Natomiast w roku ’47 w Stanach Zjednoczonych pojawiły się latające talerze i to w ogromnej ilości. Dlatego, że jeżeli sobie przypomnimy raport Teda Blancharda, to się okazuje, że w ’47 roku pojawiło się około 800 obserwacji i to były często obserwacje nawet nad jednostkami wojskowymi. Stąd też musimy sobie zdać sprawę, że powstał wielki popłoch w Stanach Zjednoczonych, dlatego, że to się powtarzało w kolejnych latach, chociaż w mniejszym natężeniu.
Te obiekty się pojawiały. Nikt nie wiedział, co to. Na początku lat 50. pojawiła się koncepcja, że to Sowieci. W ogóle, co ciekawe, Amerykanie na początku myśleli, że to nie Rosjanie latają tymi statkami, tymi latającymi talerzami, tylko Anglicy albo Francuzi. I to było w pierwszych latach istnienia tego zjawiska całkiem brana na serio koncepcja. Nie wierzono, że to Rosjanie. Natomiast w roku ’52, kiedy zaczęła się ta słynna fala w Waszyngtonie, pojawiła się taka koncepcja, że UFO to w ogóle, bo wtedy w latach ’47 i kolejnych mieliśmy do czynienia z występowaniem latających talerzy. Natomiast rok ’52 przyniósł już jakieś latające kule. W ogóle nikt nie wiedział, co to, dlaczego się to transformuje.
Wtedy powstała hipoteza, że są to obiekty radzieckie, które symulują atak. To znaczy jego aktywność będzie wzrastać okresowo. Rosjanie wtedy będą obserwować, jak się zachowuje wojsko, jak się zachowuje społeczeństwo, prasa i tak dalej, żeby po prostu w pewnym momencie, kiedy uśpią aktywność Amerykanów, zaatakować naprawdę. To była jedna z takich koncepcji. Na bazie tych wszystkich obaw powstały pierwsze projekty badawcze typu projekt „Uraza”, projekt „Znak” i to były projekty, których zadaniem była ocena nie tego, czy to są kosmici, tylko czy to nie są Sowieci, czy to w ogóle ma jakieś znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego. I wnioski tych pierwszych dwóch raportów były w zasadzie takie same jak tego ostatniego raportu, czyli raportu Condona. Powiem w dużym skrócie, bo o tym sobie będzie można przeczytać. W zasadzie tak zwana ocena sytuacji, tak się nazywał ten dokument z początku lat 50. To był jeden z niewielu dokumentów, w którym powiedziano wprost, to był raport sporządzony przez naukowców. To nie był oficjalny raport, ale to był raport sporządzony przez ekspertów, którzy zajmowali się oceną tego problemu i po prostu na podstawie ich własnych obywatelskich obaw i poczucia obowiązku donieśli, że to nie jest nic normalnego, że nie ma takich normalnych aspektów zjawiska UFO, których by się należało spodziewać po aktywności Sowietów, czy tam Anglików, czy Francuzów.
I ten raport po prostu dostał nóg. Potem i zniknął. To był jedyny z tych raportów, który przyznawał, że UFO istnieje, jest problemem i nie wiadomo w ogóle, co to. Natomiast kolejne raporty bagatelizowały ten problem w dość dużym stopniu. Działo się tak przez długi czas, dlatego, że aktywność UFO następowała skokowo i tak naprawdę w roku ’52 i w kolejnych latach mieliśmy takie wysypy. One się nie pojawiały regularnie, tylko co jakiś czas. I na przykład w roku ’54 wysyp takich obserwacji NOL dotknął Anglię i Francję w znacznym stopniu. Tylko Francja nie zareagowała po prostu na to. Natomiast od początku lat 50. Anglicy obserwowali to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych i sami po prostu próbowali, brzydko mówiąc, rozkminić, co się tam dzieje.
Oni jako drudzy, bo pierwsi byli Szwedzi, wprowadzili cenzurę informacyjną na temat UFO. Dlatego jest taka luka, dość spora między pewnymi informacjami o UFO w Zjednoczonym Królestwie. Natomiast oni już wtedy zdawali sobie sprawę, że jakiś problem jest, ale on nie jest na tyle poważny, żeby się tym przejmować, bo to nie atakuje i tak dalej. Musimy pamiętać, że to się wszystko działo w bardzo gorących czasach, w czasach, kiedy trwała zimna wojna i oni mieli po prostu swoje problemy. I UFO było dodatkiem do tych problemów, które oczywiście należało rozwiązać, ale traktowano to serio. Natomiast nie traktowano tego jako problem pierwszorzędny i przede wszystkim traktowano to jako problem wojskowy, czyli taki, o którym nie powinno się mówić. Rok ’54 to słynna fala spotkań z UFO we Francji i tam już mieliśmy do czynienia z taką bardzo oryginalną odsłoną tego zjawiska, kiedy ono po raz pierwszy pokazało, że jest dziwne, że to raczej nie ma co obwiniać o to ziemian, dlatego, że we Francji w ’54 roku zaczęły wychodzić z tych statków dziwne istoty. Co ciekawe, nie przypominały szaraków. Przypominały, jak już kiedyś mówiłem, małych, włochatych ludków z brodami. Bardzo słynna historia takiego robotnika kolejowego Mariusza De Wilde.
Chyba się tak to wymawia, który zobaczył taki obiekt stojący koło swojej budki dróżniczej. Wezwał żandarmów, oni tam odnaleźli ślady tego obiektu i tak dalej. W każdym bądź razie w Stanach Zjednoczonych też w pewnym okresie wprowadzono taką regulację. To się nazywało regulacja lotnicza numer ileś tam, która mówiła, że po prostuBazy wojskowe, owszem, mogą mówić o UFO, ale powinny to robić tylko wtedy, kiedy dotyczy to spraw, które są wyjaśnione i które będą dotyczyły tylko tych spraw, które tak naprawdę będą zadawały cios mitowi UFO. To wszystko w Ameryce się toczyło do słynnych lat 60., kiedy powstał projekt Blue Book. To była w zasadzie komisja. To był organ, do którego napływały wszystkie relacje, zarówno cywilne, jak i wojskowe. I ten organ sobie powoli mielił. Nic z tego nie wychodziło. Absolutnie.
Dopiero pod koniec tego okresu postanowiono powołać fizyka, doktora Edwarda Condona, żeby on to zebrał i ocenił. Condon zebrał, ocenił i efekt znamy. On uznał, że to wszystko jest nic niewarte, że większość obserwacji UFO to bzdury i tak dalej. Trudno ocenić postać Condona tak naprawdę dlatego, że z jednej strony wiadomo, że zniszczył dużą część materiałów ufologicznych. Dokładnie zniszczył, ale z drugiej strony pokątnie, kiedy już nie obowiązywała go tajemnica, mówił, że zjawisko UFO istnieje. Natomiast nie mamy żadnych metod ani narzędzi, żeby je badać, dlatego że wykracza poza schematy naukowe i poza obecną naukę. Możemy je tylko obserwować. Tak że on czasami miał przebłyski prawdomówności. Na tym się w zasadzie skończyło. Projekt Blue Book się skończył.
Ostateczny wniosek, który się powtarza do dzisiaj. Może powiedziałem to trochę chaotycznie, ale jeżeli ktoś będzie chciał, to sobie przeczyta to wszystko w mojej książce. Projekt Blue Book ostatecznie stwierdził, że po pierwsze nie ma zagrożenia dla kraju, w tym wypadku dla Stanów Zjednoczonych, i nie ma dowodów na to, że UFO pochodzi z kosmosu. I to się powtarza do dzisiaj. Kogo by tam nie zapytać w Białym Domu czy w amerykańskim wojsku, czy w lotnictwie, to zawsze to samo usłyszymy. Natomiast we Francji to się potoczyło trochę innym torem, dlatego że w latach 70. założono słynną grupę GEIPAN przy Francuskiej Agencji Kosmicznej. Ona przechodziła różne zmiany nazw. Teraz bodajże się nazywa GEIPAN. Miałem francuski w szkole, ale niestety zapomniałem.
Umiem dwa słowa chyba. GEIPAN to jest bardzo ciekawa instytucja i do dzisiaj w zasadzie zajmuje się badaniem UFO. To jest chyba jedyna instytucja państwowa w Europie, która zajmuje się badaniem niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych. I co ciekawe, ona jako jedna z niewielu uznaje, że o ile projekt Blue Book na przykład uznawał, że istnieje bardzo mały, jednocyfrowy procent, 5–8% spraw niewyjaśnionych, tak Francuzi uznają do dzisiaj, że tych przypadków niewyjaśnionych obserwacji UFO jest na przykład 22%. Taką samą liczbę wskazywały wczesne analizy amerykańskiego lotnictwa. Czyli wychodziłoby na to, że prawie jedna czwarta obserwacji UFO to są sprawy, których wyjaśnić się nie da. Ciekawa była też sprawa tak zwanego raportu COMETA. Trochę przedłużam, ale postaram się teraz szybko powiedzieć. Raport COMETA powstał pod koniec lat 90. we Francji.
Opracowała go grupa ekspertów do spraw obronności. Ich wniosek był ciekawy. Natomiast to było opracowanie problemu UFO, z którego tak naprawdę nie wynikało wiele w kwestii tego, że oni by powiedzieli, co to jest. Oni uznali, że to jest zjawisko, które należy badać, któremu się należy przyglądać. Natomiast ono samo ma tak dziwną naturę, że trudno uznać, żeby to byli na przykład jacyś kosmici, którzy chcą nas podbić. Co do Anglii, bo to chyba drugi kraj europejski, który miał jakieś wnioski, bo wiemy, że inne kraje zbierały materiały, jak Szwecja, Dania, Niemcy. Oni zbierali materiały UFO, ale cóż z tego, że zbierali, skoro nic z tego nie wynikło, bo nie poddawali ich analizie. Anglicy wiadomo, że mieli komórki do spraw badania UFO. Ich wnioski były identyczne jak w przypadku Amerykanów. Ostatni raport na ten temat stwierdzał, że jednak UFO w ogóle nie istnieje.
Francuzi uznają de facto, jeżeli uznamy wnioski raportu COMETA zawierające, że UFO jednak istnieje. Rosjanie. Rosjanie nie wiadomo, od kiedy zajmowali się badaniem UFO. Prawdopodobnie od bardzo wczesnego stadium. Musieli to robić po wojnie dlatego, że dobrze widzieli, że mają konkurencję w dziedzinie chociażby techniki rakietowej. Natomiast dopiero w latach 60. Feliks Siegel zajął się tą kwestią. Feliks Siegel był pracownikiem jednego z instytutów naukowych, był też ufologiem. Trudno powiedzieć. Początkowo był ufologiem amatorem, potem był jednym z twórców ufologii rosyjskiej i pracował bodajże w Moskiewskim Instytucie Awiacji.
Siegel stworzył w zasadzie podstawy państwowych komórek do spraw badań UFO. I tu sprawa jest bardzo skomplikowana, bo Siegel miał bardzo ciekawe poglądy odnośnie UFO. On uważał na przykład, że kosmici przelatują na Ziemię, ale czasami robią to takPokazują się w sposób jak najbardziej głupi i absurdalny, żeby uśpić naszą czujność. Czyli te przypadki tak zwanej wysokiej dziwności, w której występowały jakieś anomalie, to Siegel mówił, że kosmici zrobią specjalnie, żeby nas wprowadzić w błąd. Jego najbardziej ciekawiły przypadki lądowań i tak dalej. Zebrał sobie ich sporo. Co ciekawe jeszcze, że w Związku Radzieckim najwięcej było obserwacji tak zwanych gigantów w UFO. To znaczy tam nie było żadnych szaraków czy kosmatych ludzików, ale pojawiali się właśnie humanoidzi, którzy przypominali raczej potężnych, postawnych kosmonautów. Też było bardzo ciekawe, kiedyś już o tym mówiłem. I tam pojawiła się koncepcja najpierw stworzenia takiej organizacji naukowej w Związku Radzieckim.
Siegel wystąpił w telewizji, nawet wtedy poprosił o relacje i te relacje zaczęły lawinowo napływać. Zaczęto je analizować. Potem wykrystalizowała się z tego tak zwana „sietka”, czyli program badań nad UFO dwuetapowy. To znaczy była „sietka” wojskowa i była „sietka” naukowa. I tak naprawdę Siegel został po czasie odsunięty od tego wszystkiego i to wszystko się tam kotłowało w zasadzie między tymi dwoma organami. Wniosek identyczny jak w Ameryce: coś jest, ale nie wiadomo, co to jest. Tak możemy to w największym skrócie powiedzieć. Kiedyś może jeszcze zorganizujemy taką specjalną debatę, której to wszystko naświetlimy. Natomiast teraz tak z rozpędu jeszcze powiem, że Rosjanie również uznali, że coś istnieje, ale to nas nie atakuje, więc de facto nie będziemy się tym za bardzo zajmować. Nie wiadomo, co oni robią z tymi raportami teraz.
Na pewno je badają, ale to już jest kwestia prezydenta Putina, czy on nam o tym powie, czy nie. Zostają oczywiście Chiny. Zostają Indie. Zostają kraje południa, czyli na przykład Brazylia, Argentyna, Chile, Peru. I w tych krajach do dziś prowadzi się badania nad UFO, gdzie nigdzie wystartowały one całkiem niedawno. Tylko że tam mamy do czynienia z taką sytuacją, że oni nie twierdzą, że badają UFO. Oni badają zjawisko anomalii powietrznych. Niby chcą sprawdzić, czy to nie grozi na przykład ruchowi lotniczemu. Natomiast sprawa ostatnia z kopalni Colquihua, kiedy pojawił się taki dziwny obiekt nad kopalnią miedzi, pokazuje, że jednak interesują ich anomalie w pełni ufologiczne. Kolejna sprawa: Australia i Oceania.
Oceania, nie przesadzam, nikt tam na Papui Nowej Gwinei nie bada UFO. Natomiast tematem zajmowały się jeszcze Nowa Zelandia i Australia. W przypadku tej pierwszej wnioski były raczej mierne. Zbierano jakieś relacje, w tym na przykład o słynnej sprawie z Kaikoura, o której może kiedyś mówiłem. Natomiast w przypadku Australii w sumie nie wiadomo, jakie były wnioski, bo dokumenty zaginęły i prawdopodobnie spalono. Tak twierdzą przynajmniej na chwilę obecną australijscy ufolodzy. Oni ich cały czas szukają. I została jeszcze Kanada. Kanada, co ciekawe, była od samego początku zaangażowana w badania UFO równolegle ze Stanami Zjednoczonymi. Natomiast po pewnym czasie porzuciła te próby, zdając się prawdopodobnie na autorytet swojego większego sąsiada, bardziej przedsiębiorczego w tych wszystkich kwestiach.
Także w dużym podsumowaniu: rzeczywiście, zgodnie z tym, co mówią eksperci i czasami mówią moim zdaniem szczerze, w zasadzie to, co my powiedzieliśmy na początku, UFO nie jest groźne z punktu widzenia wojskowego. To znaczy nie wygląda na to, żeby kogoś zaatakowało i żeby zależało mu na podboju. Natomiast jest jeszcze taka jedna kwestia, że wiele osób, w tym chyba Siegel, uważało nawet, że one nie atakują, ale nie atakują jeszcze, bo po prostu chcą w jakiś sposób uśpić naszą czujność. Ale się rozgadałem jak nie powiem co i aż mi wstyd. Panowie, kolejne pytanie, bo będziemy niedługo dzwonić do Marka Żelkowskiego. Damianie, Robert Hastings, kolejna postać na polu ufologii. Bardzo ciekawa postać, nietuzinkowa, bo to jest człowiek, który od kilkudziesięciu lat zajmuje się takim problemem jak UFO nad instalacjami z bronią jądrową. I on zebrał tych przypadków naprawdę dużo. Tak naprawdę on zbiera relacje nie tylko o silosach z bronią atomową i tak dalej, ale też na przykład o pojawianiu się UFO nad elektrowniami jądrowymi. I on twierdzi, że zdarzały się takie przypadki, kiedy pojawienie się tych obiektów sprawiało, że załoga traciła kontrolę nad na przykład pociskami jądrowymi.
Czasami to groziło bardzo niebezpiecznymi sytuacjami. Jak skomentowałbyś jego wnioski? Czy rzeczywiście siła stojąca za zjawiskiem UFO interesuje się naszym arsenałem nuklearnym?
[48:40] - Myślę, że bez wątpienia tak. I tutaj postać Roberta Hastingsa jest kluczowa w tej sprawie, bo jest osobą, która chyba dysponuje największym archiwum dotyczącym właśnie takich niezwykłych przypadków jakObserwacje obiektów nad instalacjami jądrowymi i w ogóle nad bazami wojskowymi, głównie w Stanach Zjednoczonych, bo tam on przeważnie te wszystkie relacje zbierał, katalogował. Ale też posiada wiele ciekawych historii związanych z incydentami, które miały miejsce po stronie radzieckiej w latach 70., 80. Tych spraw jest sporo i generalnie te wszystkie obserwacje, te zdarzenia sprowadzało się do takiego punktu, że w pewnym momencie te obiekty pojawiały się nad różnymi instalacjami, obiektami wojskowymi. Były rejestrowane na radarach, były obserwowane wzrokowo. Bardzo często pojawiały się bezpośrednio nad silosami rakiet. Potrafiły nawet strzelać jakimiś dziwnymi promieniami i dochodziło nawet do takich szokujących incydentów, które być może nawet mroziły krew w żyłach i bez wątpienia mroziły krew w żyłach ludzi, którzy odpowiadali za bezpieczeństwo, za procedury działania tych wszystkich instalacji. Kiedy na przykład strzelały promieniami, unieruchamiały bądź aktywowały te pociski nuklearne. Taki incydent miał na pewno miejsce w, nie pamiętam nazwy tej bazy radzieckiej, ale to było gdzieś w 56. roku bodajże, gdzie doszło do aktywacji pocisku i tak naprawdę kontrola obsługująca nie była w stanie nic zrobić.
Te pociski w każdej chwili mogły wystrzelić, mogły polecieć w górę i konsekwencje tego możemy się domyślać, jakie by były za chwilę. Moglibyśmy być świadkami trzeciej wojny światowej. Więc zdajemy sobie sprawę z tego, że takie incydenty były najbardziej niebezpieczne z punktu widzenia tamtej sytuacji, jaka miała miejsce wtedy na świecie, gdzie praktycznie konflikt globalny wisiał na włosku. Takie incydenty też miały miejsce i w Stanach, i nad bazami wojskowymi w Stanach Zjednoczonych. Też dochodziło czasami do dezaktywowania na przykład pocisków nuklearnych. O tym właśnie pisze Hastings w swojej książce „UFOs and Nukes”. Ta książka nigdy nie ukazała się w Polsce. Ja ją kiedyś miałem przyjemność czytać. Bardzo fajna literatura, polecam wszystkim zainteresowanym tym tematem. W ogóle jest też taki jeden bardzo ciekawy przypadek, o którym też wspominał Hastings, który miał miejsce w Stanach Zjednoczonych, w stanie Kalifornia, nad bazą Vandenberg, bodajże w chyba 64.
roku, a donosił o nim pewien pan, który się nazywał Robert Jacobs. To był były porucznik lotnictwa. On w okresie emerytalnym ujawnił się z tą historią bardzo ciekawą, bo opowiadał o tym, jak obiekt UFO wręcz zniszczył rakietę Atlas, która została wystrzelona. Jak wiadomo, te rakiety Atlas w tamtym czasie działały w ramach programu Nike Zeus, który zajmował się opracowywaniem broni antyrakietowej. I w ramach testów jedną z takich rakiet wystrzelono. On akurat w tym momencie się zajmował obsługą fotograficzno-optyczną, można tak powiedzieć w skrócie, tych całych ćwiczeń. I twierdził, że udało mu się nawet zarejestrować na zdjęciach czy też na filmie, jak ten jakiś niezidentyfikowany obiekt podlatywał do wystrzelonej rakiety, obkrążał ją i w pewnym momencie doprowadził do jej eksplozji. Sprawa oczywiście została bardzo szybko utajniona. Film zaginął. Nigdy nie ujrzał światła dziennego.
Tak więc znamy tą historię tylko z opowieści tego pana. Ale jeśli historia jest prawdziwa, to wskazuje na to, że te zjawiska w jakiś sposób zdawały sobie sprawę, były świadome tego, że człowiek wszedł w posiadanie bardzo niebezpiecznej broni, która w najmniej oczekiwanych momentach mogła doprowadzić do globalnego konfliktu, do ekstremalnej katastrofy cywilizacyjnej nawet. Możemy tak to stwierdzić i myślę, że stąd te incydenty. Zresztą sam Robert Hastings tak tłumaczy, interpretuje te wszystkie zdarzenia, te wszystkie przypadki, które udokumentował w historii swojej działalności jako taką delikatną interwencję, może tak to nazwijmy, jako taką delikatną interwencję, która miała na celu zapobieganie doprowadzenia do konfliktu, który wisiał na włosku. I takich incydentów, może niekoniecznie związanych nawet ze zjawiskiem UFO, gdzie faktycznie mogło dojść już do globalnego konfliktu, było bardzo wiele, jak wiemy z historii. Teraz te różne zdarzenia wypływają na światło dzienne, są odtajniane dokumenty. Przypuszczam, że raczej długo musimy czekać na to, aż odtajnią dokumenty, przypadki, o których mówi Robert Hastings, bo generalnie jego główne źródła informacji to byli pracownicy wojskowi, emerytowani pracownicy wojskowi, którzy po latach decydują się opowiadać o swoich spotkaniach z tym fenomenem w ramach swoich różnych prac, między innymi w takich bazach wojskowych. Tak więc nie znamy i on zresztą sam, Robert, nie zna dokumentów. Chociaż może nieliczne dokumenty posiada, ale generalnie opiera się na relacjach ludzi. Nie znamy tych dokumentów.
Może kiedyś ujrzą światło dzienne, ale na pewno nieprędko, bo nie da się ukryć, że takie incydenty były na pewno dogłębnie dokumentowane, bo tu chodziło już o bezpieczeństwo narodowe. To jest bardzo poważna sprawa. Tak więc bez wątpienia takie raporty gdzieś są, ale oczywiście podlegają one klauzulę tajności i długi czas upłynie, zanim się z nimi zapoznamy, jeśli w ogóle się z nimi zapoznamy. Ale bez wątpienia ten aspekt, ten szczegół dotyczący obserwacji obiektów UFO nad instalacjami jądrowymi jest ciekawy. Pewnie cała masa jest innych takich relacji, których nie znamy.
[55:11] - I które być może też nie poznamy, bo ich świadkowie na pewno nie będą chcieli o tym mówić. To są sprawy zbyt kontrowersyjne, ale generalnie sprowadzając to do interpretacji, możemy powiedzieć, że te obiekty się na pewno interesowały naszą bronią nuklearną i pewnie dalej się interesują, choć generalnie coraz mniej się słyszy o takich relacjach. Najwięcej ich było właśnie w tym najgorętszym momencie naszej historii, czyli w okresie zimnej wojny.
[55:40] - Dziękujemy. Tak, dla tych, którzy dopiero do nas dołączyli, przypominam, że rozmawiamy dzisiaj o niebezpiecznym UFO, a dokładniej o Robercie Hastingsie, amerykańskim ufologu, badaczu i pisarzu, który zajmuje się kwestią obecności tych obiektów nad instalacjami z bronią nuklearną. Ja z Hastingsem przeprowadziłem chyba dwa wywiady. Jeden ukazał się w „Nieznanym Świecie” dość dużo czasu temu. Poprosiłem Marka, żeby wstawił ów dwuczęściowy wywiad na Facebooka radiowego. Tam sobie go może każdy znaleźć i może się przekonać, ile tych incydentów było. Były dwie bazy, które ściągały UFO, szczególnie była to baza Malmstrom i Ellis. Z jakichś powodów. „Tak“ mówi Hastings. „UFO miało szansę wywołać trzecią wojnę światową i to wojnę jądrową.
Natomiast tego nie zrobiło. Jest złośliwe, dlatego, że wtedy, kiedy pokazywało się nad tymi placówkami, nad silosami z bronią jądrową, zdarzało się, że rzeczywiście”. I tutaj na przykład przywołuje słynny incydent z Robertem Salasem. Może kiedy rzeczywiście kontrolerzy stracili absolutnie panowanie nad tymi pociskami balistycznymi. Wiemy, że takie incydenty zdarzały się też w Związku Radzieckim. Teraz pytanie, po co i skąd taka interwencja? Nagle obiekty pojawiają się nad tak przecież newralgicznymi punktami jak instalacje jądrowe i w zasadzie nie wiemy, jaki jest ich cel i co zamierzają zrobić. Może rzeczywiście, jak powiedział Damian, próbują one uświadomić nam, że cóż, mogą nas czekać nowe Fukushimy, dlatego, że nie mamy pełnej kontroli nad atomem. Na pewno przydałby się tu głos Roberta Leśniakiewicza, którego pozdrawiamy. On niestety nie może uczestniczyć w naszych audycjach, ale on się tym sporo zajmował.
Także jeżeli ktoś szuka informacji na ten temat, to przypominam, mój wywiad z Hastingsem teraz jest dostępny na Facebooku radiowym. Ale powróćmy do Hastingsa i do tych dziwnych incydentów. Arku, jak ty to widzisz? Dlaczego te obiekty pojawiają się nad tymi instalacjami i czy jest to dla nas jakiś znak szczególny?
[58:14] - Te obiekty pojawiają się w sumie na całym globie, zwłaszcza w miejscach, gdzie jest skumulowana duża energia. Czy to będą przewody wysokiego napięcia, czy to będą elektrownie atomowe między innymi. To są bardzo duże elektrownie, przecież to będą między innymi właśnie takie bazy, gdzie się bardzo dużo magazynuje, gdzie jest dużo silosów z głowicami atomowymi. I to wszystko jest otoczone siecią energetyczną i tam jest bardzo dużo tego i po prostu tam się pojawiają. Z drugiej strony jest inna sprawa. To znaczy te bazy są najczęściej bardzo dobrze chronione przez warty. Są to miejsca pod szczególną obserwacją, także tutaj bardzo dużo informacji spływa w ten sposób. Bardzo łatwo te informacje. Mieliśmy tutaj z naszego terenu, dlaczego o tym mówię? Dlatego, że mieliśmy tutaj z naszego terenu obserwacje UFO nad sklepem nad magazynem Media Expert.
I tu właśnie zaobserwowali to ochroniarze. Po prostu oni muszą przechodzić po danym terytorium i odbijać te swoje karty. I po prostu, chcąc nie chcąc patrzą się, co tam się dzieje. Także na tej samej zasadzie przy wszystkich możliwych obiektach chronionych będą te obiekty prędzej zauważane. Niewątpliwie nad niektórymi bazami pojawiają się, zwłaszcza tymi dużymi. Pojawiają się częściej niż nad innymi. Należałoby się też tutaj troszeczkę przyjrzeć tym wszystkim relacjom, dlatego, że bardzo często w relacjach jest taka krótka wzmianka, że potrafiły zmienić wewnętrzne systemy tych rakiet, zmieniano cele tych rakiet, ingerowano bezpośrednio w oprogramowanie. Nie sądzę, żeby tak było. Wydaje mi się, że bardziej prawdopodobne jest to, że po prostu zamrażały, jak gdyby działanie wszystkich instalacji elektrycznych. I wtedy wiadomo, nikt nie wystrzeli, nikt nie wyceluje i coś takiego musi się z powrotem resetować, co zajmuje jakiś tam czas.
I stąd zaraz wielka plotka idzie w tą stronę, że po prostu ingerują, obierają nowe cele i doprowadzają niemalże do wystrzelenia i wojny światowej.Także takie informacje, nawet ze Stanów Zjednoczonych, należy traktować z dystansem, dlatego że tam też chodzi głównie bardzo często o to, żeby książka była bardziej krzykliwa, bardziej chętnie kupowana, bo coś tam się stało takiego, że warto o tym przeczytać. Najlepszym przykładem jest cała historia z niewidzialnym okrętem, projektem Filadelfia, który okazał się w sumie wymysłem i zrobionym tylko po to, żeby napisać książkę. Plotek na temat działań obiektów latających obcych, ich interwencji w różnych miejscach jest cała masa. Między innymi najgłośniejszą plotką przy okazji startu Apollo 13 było to, że Apollo 13 miał zanieść na Księżyc bombę atomową i ona miała być tam na Księżycu zdetonowana, żeby sprawdzić, jaka jest struktura wewnętrzna tego naszego satelity naturalnego. UFO przeprowadziło taką krótką akcję, że w jeden prosty sposób uniemożliwiło lądowanie Apollo 13 na Księżycu. Takich plotek, niedopowiedzeń i takich rzeczy jest bardzo wiele. Owszem, fajnie jest zebrać te wszystkie informacje, ale to są ludzie, którzy najczęściej już skończyli swoją karierę i będąc na urlopie opowiadają to, co im się zdarzyło. Wiadomo, jak wędkarze: z małego karpia robi się wielki szczupak. Trzeba z rozwagą podchodzić do tych wszystkich informacji. Dziękuję.
[01:03:40] - Dziękuję. Przypomniałeś mi tutaj, Arku, o takich sprawach, które czasami trafiają w moje ręce. Bardzo mi utkwiła w pamięci taka historia sprzed bodajże dziewięciu lat. W 2006 roku to się zdarzyło. Pewien pan z Gdyni, pan Robert S. – jeżeli nas słucha, to pozdrawiam – przysłał mi bardzo ciekawą historię. To już tak w skrócie. Będę miał jeszcze jedno pytanie do Damiana potem. W skrócie: on był pracownikiem pola golfowego i dowiedział się od ochroniarzy, że nad tym polem golfowym widziany był w nocy dziwny obiekt. Co ciekawe, oni go sfilmowali i ten obiekt w międzyczasie zmieniał kształt.
Pan Robert próbował wydębić zdjęcie. Niestety się nie udało, natomiast udało mu się w jakiś cudowny sposób zrobić fotkę. Wtedy te aparaty były jeszcze dość marne. Zrobić fotkę ekranu tego obiektu. No cóż, widać na niej po prostu świecącą kulkę. Natomiast gdyby udało się zdobyć ten materiał, byłoby świetnie. Natomiast to była firma ochroniarska. Wszyscy wiemy, jakie tam są procedury. Nie da się tego udostępnić bez wiedzy samej jednostki, a także wiedzy policji, bo gdyby się okazało, że doszło do jakiejś jednak intruzji na teren tego pola, to by było władzem. Nie wiem, jak by się to skończyło, ale to inna sprawa.
Wiemy na przykład, ostatnio się przekonałem po raz kolejny, że taką anomalną strefą jest Huta Częstochowa, gdzie znowu rok temu doszło do bardzo ciekawego incydentu i ten incydent zwrócił nawet uwagę straży tejże placówki, którzy stwierdzili, że widzieli jakiś wybuch wręcz. Potem jeden z mężczyzn stwierdził, że w tej okolicy dzieją się tak dziwne rzeczy, że woli się w to nie zagłębiać. Ale o tym jeszcze powiemy. Być może będziemy gościć Grzegorza Tarczyńskiego. Damianie, krótka sprawa. Zaraz będziemy dzwonić do Marka Żelkowskiego. Damianie, UFO nad polskimi fabrykami, bo my tutaj mówimy o bazach wojskowych, ale to jest jedna sprawa. Są też fabryki, też takie punkty newralgiczne. Czy przychodzi ci na myśl coś szczególnie ciekawego, co utkwiło ci podczas tej ufologicznej pracy w pamięci? Bo wiemy na przykład o słynnych magnezytach w Ropczycach, gdzie Arek Miazga zbiera relacje o dziwnych zjawiskach.
Czy UFO często zagląda nad polskie elektrownie, polskie fabryki i inne duże struktury?
[01:06:20] - Znane mi są takie przypadki. Ja takie przypadki badałem, gdzie świadkowie mi donosili obserwacje jakichś dziwnych obiektów nad różnymi obiektami, zakładami przemysłowymi. Tutaj wspomniałeś o słynnych zakładach magnezytowych, gdzie Arek Miazga skompletował bardzo dużą ilość przypadków obserwacji właśnie w rejonie tego ośrodka przemysłowego. Ja zresztą wiele lat temu z Arkiem napisaliśmy wspólnie taki artykuł zatytułowany „Nole nad zakładami przemysłowymi”. Ten artykuł się ukazał w już nieistniejącym „Kwartalniku UFO”. W tym artykule ze swojej strony Arek Miazga opisywał swoje przypadki, ja natomiast opisywałem zdarzenia, które gdzieś tam badałem, dokumentowałem z obszaru Dolnego Śląska. I takim obszarem na Dolnym Śląsku, który był do pewnego czasu dosyć ciekawy, aktywny ufologicznie, były zakłady górnicze, zakłady Zagłębia Miedziowego w Lubinie i Polkowicach. Szczególnie właśnie nad Polkowicami dotarłem do bardzo wielu dziwnych obserwacji. Niektóre z tych ciekawych obserwacji udało się uwiecznić na nagraniu. Jest właśnie takie jedno nagranie, które teraz mi przychodzi na myśl.Które pochodzi z roku bodajże 2001, gdzie w odległości kilku kilometrów od jednej z kopalni widać dwa dziwne światła, które przemieszczały się nad lampami.
To zjawisko udało się uwiecznić nocą i te obiekty przemieszczały się w linii prostej między tymi lampami i zmieniały swoje natężenie świecenia. To było ciekawe. Oprócz tego oczywiście jest wiele różnych obserwacji wzrokowych. Co ciekawe, w tamtym czasie, kiedy rejestrowałem te zdarzenia, szczególnie z okolic Polkowic, to było prawie 15 lat temu. Ciekawe, że generalnie dużo było też takich relacji dotyczących dziwnych kręgów świateł na niebie, które układały się w formę trójkątów. Przychodzi mi na myśl jedna taka relacja, gdzie pewien świadek, mieszkaniec Polkowic opowiadał mi, jak nad jego balkonem przeleciały takie trzy koła, trzy kręgi świetlne, które tworzyły układ trójkąta. On miał wrażenie, że te obiekty być może nawet stanowiły jeden cały obiekt i ten obiekt według jego szacunków mógł być naprawdę olbrzymi. Jest też ciekawa relacja z Lubina. To jest miejscowość obok Polkowic. Tam też są zakłady górnicze.
Tam też obserwowano kiedyś wiele ciekawych obiektów, między innymi też trójkątnych obiektów. Relacja z 2001 roku bodajże, gdzie jeden mieszkaniec Lubina widział, jak przelatywał obiekt, taki też w kształcie trójkąta i on też opisywał go jako dosyć sporych rozmiarów obiekt. I co ciekawe, to jest jakby namiastka tego, co później się toczyło w obserwacjach UFO w Polsce. Nie tylko zresztą, bo i na świecie, gdzie pojawiła się przewaga takich obiektów trójkątnych, deltoidalnych. Te relacje pomału zaczynały wychodzić na światło dzienne już w tamtych latach. Znana jest też mi taka ciekawa sprawa, którą badałem koło Bełchatowa. Opisywałem ją też na blogu, gdzie grupka młodych ludzi koło zakładu w Bełchatowie obserwowała pojawienie się dwóch obiektów, które wyglądały dosłownie jak oni to opisywali „świecące choinki”, czyli takie dwa połączone ze sobą trójkąty, praktycznie cała okolica była oświetlona, jak przelatywały dosyć nisko nad nimi, prawie że nad nimi. I te obiekty przemieszczały się bezdźwięcznie, w kompletnej ciszy. I ci ludzie stali oniemieli, bo nie wiedzieli, co to jest. I one sobie przeleciały dosłownie nad zakładem Bełchatów, który jest jedną z największych kopalni odkrywkowych w Europie i na świecie.
Tak więc to też jest ciekawe i w ogóle nic nie wiadomo mi na temat innych relacji z tej nocy, z tamtego dnia. To było bodajże w 2013 roku, jak kojarzę. To ciekawe zdarzenie, które też było namiastką tej całej fali trójkątów, która się przewijała przez Polskę. Także takie relacje są i bez wątpienia te obiekty w jakimś stopniu mogą się manifestować. I tutaj padła ciekawa konkluzja, że być może w takich zakładach, czy to są zakłady przemysłowe, czy też obiekty wojskowe, gdzie jest duże skupisko energii, w jakiś sposób może to przyciągać te obiekty. Innego raczej logicznego wyjaśnienia nie ma. Oczywiście padały interpretacje tego rodzaju jak to, że te obiekty monitorują nasz poziom zanieczyszczenia środowiska. Taka koncepcja ekologiczna kontroli. Takie hipotezy padały, ale ja osobiście jestem troszeczkę daleki od takiej interpretacji. Fakt jest faktem, gdybyśmy podsumowali ogólnie statystycznie obserwacje UFO w innych obszarach, a właśnie nad obszarami, gdzie znajdują się duże zakłady przemysłowe, możemy powiedzieć, że częściej możemy się spodziewać obserwacji UFO właśnie w takich rejonach.
[01:11:59] - Dziękuję Marku. Przyszła pora na Marka Żelkowskiego. Mam nadzieję, że zaraz do nas dołączy. Marek jest nowym gościem naszej audycji. Zapytamy go o kilka bardzo ciekawych spraw, bo do tej pory mówiliśmy o-
[01:12:19] - Przepraszam, jeżeli się odezwie ten dźwięk z telefonu, ale właśnie teraz już będę się wydzwaniał do pana Marka. Piotrze, kontynuuj.
[01:12:28] - Do tej pory mówiliśmy o zagrożeniu UFO dla konkretnych miejsc, grup lub obszarów. Natomiast teraz zajmiemy się czymś dużo bardziej kontrowersyjnym: wizją inwazji obcych na Ziemię.
[01:12:44] - Jest już z nami pan Marek Żelkowski. Dobry wieczór, panie Marku.
[01:12:48] - Dobry wieczór.
[01:12:49] - Cześć Marku, jak tam?
[01:12:51] - Dzień dobry. Witam ciebie Piotrze, witam wszystkich uczestników debaty ufologicznej. Witam także wszystkich słuchaczy, zarówno tych, którzy słuchają nas w tej chwili online, jak i tych, którzy w przyszłości będą korzystać z archiwum Radia Paranormalium.
[01:13:05] - Jest nas dzisiaj prawie 200 po drugiej stronie. Nas 200. Ja nie mogę słuchać i brać udziału. Także jest jakichś 200 słuchaczy. Marku, rozmawiamy dzisiaj-
[01:13:15] - Właśnie w tym momencie pękło 200.
[01:13:17] - Super, wszyscy przyszli na Marka akurat. Rozmawiamy dzisiaj o tym niebezpiecznym UFO. Do tej pory poruszyliśmy temat znaczenia zjawiska dla bezpieczeństwa narodowego, pojawiania się tych obiektów nad placówkami wojskowymi, także nad fabrykami. Damian nam ciekawie naświetlił przypadki pojawiania się tychże obiektów nad polskimi zakładami przemysłowymi, ale przechodzimy do innego tematu. Jak powiedziałem, tego typu zagrożenie ze strony UFO, jak do tej pory podejmowaliśmy, to jedna kwestia. Natomiast jest jeszcze druga kwestia, jeszcze bardziej ogólna. Zagrożenie UFO i ich pasażerów, kontrolerów dla planety. Oczywiście przy założeniu, że stoją za tym kosmici. Marek jako pisarz, jako publicysta, jako znawca science fiction z pewnością pomoże nam naświetlić pewne aspekty. Także Marku pytanie do ciebie i szczególnie do ciebie.
Inwazja z kosmosu to temat poruszany często w literaturze i filmach z gatunku science fiction, ale ten atak na Ziemię to nie zawsze inwazja zielonych ludzików w latających talerzach. Czy możesz nam powiedzieć, jak ten problem wyobrażano sobie na przestrzeni lat?
[01:14:37] - Kiedy przygotowywałem się do tej audycji, przeglądając różne książki oraz filmy, które powstały na ten temat, odniosłem wrażenie, że obcy najeżdżali naszą planetę setki, jeśli nie tysiące razy. Za każdym razem w inny sposób, ale to nie zmienia faktu, że w dalszym ciągu ten temat jest atrakcyjny dla wielu twórców zarówno książek, filmów, jak i gier komputerowych. To w dalszym ciągu jest temat, który ekscytuje twórców i sprawia, że stają się oni niezwykle aktywni. Inna sprawa, że bardzo często powielają pewne pomysły, które zostały wymyślone już bardzo dawno temu. Wskazuje to też na to, że człowiek, przynajmniej moim zdaniem, uwielbia się bać. Stąd pewnie popularność horrorów, ale też popularność opowieści o inwazji obcych z innych planet, z innych przestrzeni. Znowu zacznę trochę historycznie. Ponownie prekursorem takiej opowieści inwazyjnej jest Herbert George Wells i jego „Wojna światów” z roku 1898. Zapędziłem się troszeczkę. Powiem tak, że jak się przygotowywałem, to podzieliłem sobie inwazje na inwazje głośne i inwazje ciche.
Inwazja Herberta George'a Wellsa, czyli „Wojna światów” to jest inwazja głośna. Co to jest inwazja głośna? Zanim powiemy o książce Herberta George'a Wellsa, co to jest inwazja głośna? To jest inwazja odbywająca się według takiego planu, że gdzieś w atmosferze ziemskiej, być może na orbicie, może na samej planecie pojawiają się pojazdy obcych. Obcy atakują, strzelają, dochodzi do konfrontacji z armią i w ten sposób nasza planeta zostaje zawiąta, opanowana przez obcą rasę. Wróćmy teraz do Herberta George'a Wellsa. U niego inwazja przebiega w prosty sposób. Pociski z innej planety, konkretnie z Marsa, uderzają w Ziemię. Kiedy stygną, z tych pocisków wychodzą obcy. Ponieważ są dosyć wątli fizycznie, pojawiają się również maszyny, sławne trójnogi, dzięki którym mogą się poruszać, ale również broń.
To, co nazywane było przez Herberta George'a Wellsa snopem gorąca. Później pojawiają się również trujące, czarne dymy. Zważywszy na to, że powieść była pisana kilkanaście lat przed pierwszą wojną światową, kiedy po raz pierwszy użyto gazów bojowych, świadczy to o pewnej przenikliwości autora. Teraz powiedzmy trochę o motywacji. Motywacja Marsjan była bardzo prosta. To była umierająca planeta. Troszeczkę tutaj widzimy przejaw myślenia odwołującego się do teorii ewolucji. Otóż prosta sprawa. Rasa wyższa, rasa bardziej doskonała panuje nad rasą słabszą i mniej doskonałą. Taka mniej więcej była zależność pomiędzy Marsjanami a Ziemianami.
Z tym że pomógł nam przypadek. Kto zna powieść, wie jaki to był przypadek. Natomiast to, myślę, jest bardzo ważne. Obce istoty nie miały wyjścia, musiały opanować Ziemię albo zginąć. To, myślę, dosyć ważna motywacja, jeżeli rozpatrujemy sensowność ataku na Ziemię. Innym, dosyć znanym dziełem jest film Ronalda Emmericha. Ja mam wrażenie, że widzieli go wszyscy, czyli „Dzień niepodległości”. Nie wszyscy natomiast wiedzą, że „Dzień niepodległości”, kolejny przejaw głośnej inwazji, to jest powieść Deana R. Dedlina o tym samym tytule. W pobliżu Ziemi pojawia się olbrzymi statek kosmiczny, gigantyczny, od którego oddzielają się mniejsze, które nadlatują nad wielkie aglomeracje ziemskie.
Cel jest jeden: zniszczenie tych aglomeracji i zniszczenie całej Ziemi. Kto jest agresorem? Rasa, która jest określona w filmie i w książce jako szarańcza kosmosu. To nie są zdobywcy, którzy pragnęli podbić tę konkretną planetę, Ziemię. To są nomadzi kosmosu, którzy przemieszczają się od układu do układu, szukają zamieszkałych planet, aby je obrabować, wyeksploatować i polecieć dalej. Nie idzie za tym żaden większy plan. Chodzi o to, żeby zdobyć to, co mają inni. Kto staje naprzeciwko Ziemian? Istoty, które tak naprawdę, jeżeli ktoś oglądał film, przypominają takie lekko zmutowane niedźwiadki koala, ale ubrane są w niezwykle groźne kombinezony, egzoszkielety, które gdzieś tam są wyposażone w maski. Wyglądają niezwykle groźnie.
Porozumiewają się te istoty za pomocą telepatii. Cóż jeszcze mogę dodać? Dla zainteresowanych jest jeszcze druga część tej opowieści, czyli „Dzień niepodległości: Strefa ciszy”. To jest powieść napisana przez tego samego autora, Deana R. Dedlina oraz reżysera filmu Ronalda Emmericha oraz jeszcze trzeciego autora, Stephena G. Mortona.I to tyle o tej drugiej inwazji. Tak jak powiedziałem na początku, mam wrażenie, że wszyscy oglądali ten film, więc nie będę mu poświęcał więcej czasu. Natomiast kolejną taką inwazyjną opowieścią, nosi to tytuł „Inwazja: Bitwa o Los Angeles”. To jest film z 2011 roku. Przytaczam go bardziej dlatego, żeby podać opowieść o inwazji absolutnie nieprawdopodobną.
To znaczy to jest bardziej strzelanka, którą pokazuje się dla zaspokojenia jakichś instynktów, dla zabawy po prostu. Natomiast jest to historia absolutnie nieprawdopodobna. Co prawda twórcy filmu odwołują się do tego, że ten film nawiązuje w jakiś sposób do historycznego wydarzenia z 25 lutego 1942 roku, kiedy to miała miejsce bitwa o Los Angeles. Tak naprawdę w tym filmie chodzi o to, żeby pokazać, jak dzielni ziemianie bronią ziemi, bo ziemia już jest właściwie prawie opanowana przez obcych, którzy są bezwzględni. I Los Angeles jest takim miejscem, które jako jedyne, jako ostatnie broni jeszcze honoru ziemian i broni naszej rasy. Myślę, że znacznie ciekawszym filmem, który powstał też całkiem niedawno, to jest „Pacific Rim”. Guillermo del Toro reżyserował. I tutaj mamy do czynienia z inną sytuacją. Najeźdźcy nie pochodzą z innej planety. Oni pochodzą z innego wymiaru.
Na Pacyfiku pojawia się taka międzywymiarowa szczelina, która nazywana jest wyłomem, i z tej szczeliny wychodzą co i rusz jakieś ogromne monstra, które atakują nadmorskie miasta. Pierwsze jest San Francisco. Zanim armia Stanów Zjednoczonych zaczyna interweniować, to pierwsze monstrum niszczy jeszcze kilka innych miast. W każdym razie ziemianie najpierw konstruują w celu obrony takie olbrzymie mechy, które są obsługiwane przez dwóch operatorów. Później widocznie ten program niespecjalnie przynosił efekty. Później konstruują tak zwany mur życia. W rezultacie okazuje się, że ten mur niespecjalnie chroni przed inwazją. W związku z tym ziemianie dążą do zamknięcia tej szczeliny. Co się udaje, chociaż chyba nie do końca, bo dowiedziałem się ostatnio, że w planach jest kręcenie drugiej części tego filmu, a zatem szczelina zapewne gdzieś się otworzy ponownie. Kolejnym filmem, który jest interesujący z punktu widzenia tych inwazyjnych opowieści, to jest znana produkcja z lat 50.
oraz całkiem niedawnych. Mam na myśli film „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”. Pierwowzór nakręcony w roku 1951. Remake tego filmu z 2008 roku. Historia jest dosyć prosta. W dawniejszym filmie pojawia się nad Stanami Zjednoczonymi latający talerz, z którego wysiada istota, właściwie człowiek w towarzystwie robota, w każdym razie maszyny. Podobnie jest w remaku. Natomiast w tym pierwszym filmie chodzi o to, że ludzkość stanowi zagrożenie sama dla siebie oraz dla wszystkich, ponieważ jest agresywna, ponieważ toczy wojny i wydźwięk tego filmu jest pacyfistyczny. Jeżeli ziemianie nie przestaną w ten sposób się zachowywać, to jest rasa, jest siła, która jest w stanie ich do tego zmusić w sposób bardzo radykalny. Podobnie jest w remaku tego filmu.
Z tym że motywacja jest inna, bardziej ekologiczna. Jeżeli ziemianie nie przestaną niszczyć ziemi, to zostaną zniszczeni razem z całą biosferą. Potem ta biosfera zostanie odtworzona, sklonowana, natomiast już bez ludzi. I to jest kolejny film, który myślę, że to też jest rodzaj inwazji. Z takich filmów bardzo złych, których nie polecam, które właściwie sprowadzają całą inwazję do wielkiej strzelanki, to „Bitwa o Ziemię”. Właściwie jak ktoś chce poznać, jak się gra w statki, to może ten film obejrzeć. Każdy, kto traktuje sprawę inwazji nieco bardziej poważnie, powinien sobie film zdecydowanie darować. Natomiast inną ciekawą pod pewnym względem książką jest książka „Pole bitewne: Ziemia”. Mówię książka, film, bo to właściwie najpierw była książka „Pole bitewne: Ziemia”, później był film z 1993 roku „Bitwa o Ziemię”. Dlatego też później książka wyszła pod tym samym tytułem.
Tytuł został zmieniony. Ciekawostką jest to, że twórcą tej książki jest niejaki Hubbard, który stworzył Kościół scjentologiczny. Tu sytuacja jest taka, że trafiamy do XXX wieku. Ludzkość od tysiąca lat jest podbita przez inną rasę, która eksploatuje bezwzględnie Ziemię, wydobywając tutaj surowce naturalne. I tak naprawdę tylko o to chodzi, żeby Ziemię ogołocić z tych surowców naturalnych. Te surowce są przesyłane za pomocą bram nadprzestrzennych czy podprzestrzennych na rodzimą planetę obcych istot. Ta planeta się nazywa Psychlo.Oczywiście znajduje się dzielny Ziemianin, który dokonuje przewrotu, mści się na najeźdźcach i uwalnia Ziemię od obcej dominacji. Myślę, że warto jeszcze wspomnieć o serialu „Gwiazdne Wrota”. „Stargate”, dosyć popularna seria, co rzadko się zdarza, utrzymała się przez 10 sezonów. To główna seria plus jeszcze serie dodatkowe, zresztą zrobione dosyć inteligentnie.
Ale trzeba podkreślić, że Ziemianie zostają skonfrontowani z rasą Goa'uld. To są pasożyty, które przypominają nieco węże, które opanowują istoty humanoidalne i które tak naprawdę kilka razy próbują swoimi wielkimi statkami najechać na Ziemię. W tym serialu pojawia się również motyw innej próby dokonanej przez istoty samoreplikujące się, właściwie półmechaniczne, które replikują się z każdego materiału, na który natrafią. To są właściwie pół mechanizmy, pół istoty żywe. Pomagają Ziemianom, i to może ciekawostka, istoty, które do złudzenia przypominają Szaraki znane wszystkim, którzy interesują się UFO. Z takich filmów, które niedawno się ukazały, to „Wrogie niebo”, gdzie Ziemia została zaatakowana. Ziemia została zaatakowana, praktycznie bardzo szybko zniszczona. Na Ziemi są tylko niedobitki ludzi, którzy walczą z obcymi i właściwie nie do końca wiadomo, dlaczego wszystko się wydarzyło. Ale się stało. I jeszcze, nie będę tego filmu opowiadał, ponieważ jest to film z tego roku, „Jupiter: Inwazja” z Milą Kunis, spółki Wachowski and Wachowski.
Tu inwazja na Ziemię nie doszła do skutku, ale poznajemy, co by się mogło z Ziemią stać w pierwszych scenach filmu, kiedy widzimy skutki tego rodzaju inwazji obcych na inną planetę. Ziemianie tak naprawdę byliby potrzebni innej rasie do tego, aby wytworzyć lekarstwo na nieśmiertelność. To tyle, jeśli chodzi o inwazje, które nazwałem inwazjami głośnymi. Teraz inwazje ciche. Inwazje ciche to są inwazje, które można by scharakteryzować w ten sposób, że one przebiegają, a Ziemianie nic o tym nie wiedzą. Pewnego dnia obudzą się, ale Ziemia nie będzie należała już do nich. I tutaj takim filmem pogranicza, to znaczy serialem, który troszkę należy do tej głośnej inwazji, a trochę do inwazji cichej, jest serial „Invaders”. On powstał w drugiej połowie lat 60. Ciekawostką jest to, że był emitowany również w Polsce. Dla słuchaczy, którzy pamiętają koniec lat 70.
w Studiu 2 ten serial był emitowany pod tytułem „Najeźdźcy z kosmosu”. To jest serial, który mówi o tym, że na Ziemię przybywają istoty, które są bardzo podobne do ludzi. Różni ich na przykład to, że nie potrafią zginać małego palca u ręki. Po tym można ich rozpoznać. Ich technologia jest zaawansowana. Przybywają na pokładach latających talerzy. Dysponują laserami, dysponują urządzeniami, które powodują wylew krwi do mózgu. To bardzo się przydaje przy usuwaniu niewygodnych, zbyt ciekawych Ziemian. Do dzisiaj pamiętam głos, taki dosyć ponury głos lektora, który mówił, że najeźdźcy, obce istoty z umierającej planety, ich celem Ziemia. Więc mamy kolejny przykład umierającej planety i zdeterminowaną rasę, która koniecznie musi przenieść się na Ziemię, aby w ogóle przeżyć.
Serial tak naprawdę o tyle był ciekawy, ale nigdy się nie skończył, bo po dwóch sezonach studio, które realizowało ten serial, zrezygnowało z kontynuacji. Dlatego tak naprawdę nie znajdujemy rozwiązania. Ciekawą książką, która mówi o cichej inwazji, jest książka Jacka Finneya „Inwazja porywaczy ciał”. Niewiele wiemy o istotach, które chcą opanować naszą planetę, natomiast poznajemy mechanizm. Ta książka jest właściwie bardziej horrorem niż książką science fiction, a mechanizm przejęcia naszej planety polega na tym, że nocą... Może inaczej. Książka jest pisana w konwencji pamiętnika głównego bohatera i dowiadujemy się, że pewnego razu odkrywa on, że ludzie w jego otoczeniu zaczynają się dziwnie zachowywać. Później odkrywa w jednej z piwnic kokon, który wielkością i kształtem przypomina nieco człowieka. Kiedy obserwuje ten kokon w nocy, okazuje się, że ten kokon zaczyna się przekształcać w konkretną osobę, która ma zostać podmieniona. W miejsce prawdziwego człowieka ma zostać podstawiony ten przekształcony kokon.
To rodzaj właśnie takiej cichej inwazji. Powiem, że ta tematyka musiała być niezwykle frapująca dla odbiorców, ponieważ powstały aż cztery ekranizacje tej książki. Dwie ekranizacje pod tym samym tytułem, dwie pod zupełnie innym. Ostatnia z nich pochodzi z roku 2007 i mówiąc szczerze, w niewielkim stopniu przypomina już oryginał.Teraz chciałbym powiedzieć o książce niezwykle ciekawej i niezwykle udanej. To jest książka Roberta Heinleina "Władcy marionetek". Ona jest uznana za jedną z najlepszych książek mówiących o inwazji na Ziemię. Tu nie ma, jak w przypadku głośnych inwazji, jakichś strzałów, jakichś spektakularnych scen. Mamy natomiast do czynienia z historią, która zaczyna się w sposób bardzo prosty. Otóż w pewnym momencie na południu Stanów Zjednoczonych ląduje statek kosmiczny. Statek kosmiczny należy podejrzewać, że należący do obcych istot.
Wysłani tam stróże prawa albo nie odzywają się w ogóle, albo relacjonują, że tak naprawdę nic poważnego się nie dzieje. To miejscowi farmerzy postanowili zarobić i dlatego pojawia się ta historia. Na szczęście zaczyna się interesować tą sprawą również przedstawiciel prezydenta i on ustala, że tak naprawdę południe Stanów Zjednoczonych zostało opanowane przez istoty z innej planety. Mechanizm inwazji jest bardzo prosty. Otóż te istoty z innej planety mają niewielkie rozmiary. To są pasożyty, które przylegają do pleców nosicieli i tak naprawdę nie widać ich. Wszyscy mają wrażenie, że nic się nie zmieniło. Tymczasem spora część ludzkiej populacji to są tak naprawdę marionetki. Dochodzi do pewnych dziwnych zmian obyczajowości, ponieważ te inne istoty przywierają do pleców człowieka, więc w modzie staje się chodzenie bez ubrań. Ludzie, którzy są nieubrani, bywają nawet zabijani, ponieważ podejrzewani są o to, że kryją gdzieś tego obcego.
To jest kolejny motyw związany z cichą inwazją. Bardzo podobną historię znajdujemy u Robina Cooka. To jest człowiek, który wsławił się pisaniem thrillerów medycznych, ale napisał też książkę pod tytułem „Inwazja”. Tu sytuacja wygląda w ten sposób, że pewnego dnia na Ziemi lądują maleńkie dyski, które wyglądają, jakby były wykonane z onyksu. Są bardzo ciężkie i kiedy jeden z bohaterów bierze taki dysk do ręki, on go żądzi. Bohater zaczyna czuć się źle, trafia do szpitala z objawami właściwie grypy. Z tym że po dobie właściwie wychodzi z tego szpitala bez żadnych objawów, z tym że epidemia grypy rozszerza się i coraz więcej ludzi na nią zapada. Mechanizm choroby jest dwojaki. To znaczy jedni ludzie chorują krótko i zdrowieją, inni natomiast, którzy na przykład są przewlekle chorzy albo mają jakieś jakiekolwiek wady genetyczne, bardzo szybko umierają. Powolnie nic się nie dzieje, ale tak naprawdę ludzie, którzy przejdą chorobę i zdrowieją, bardzo się zmieniają.
Widać wyraźnie zmiany w ich osobowości. Okazuje się, że tak naprawdę zostają opanowani przez inną siłę. Ci ludzie zaczynają budować bramę przestrzenną, przez którą mają dostać się obcy, bo obcy co jakiś czas przysyłali tutaj sondy. Te właśnie dyski, które miały sprawdzić, jakie warunki panują na Ziemi i w jakim kierunku poszła ewolucja. Kiedy ta ewolucja wydawała się na tyle obiecująca, że Ziemia nadawałaby się do opanowania, wtedy miało dojść do inwazji i to, zdaje się, był ten czas, kiedy do inwazji miało dojść. Kolejna książka, która mówi o inwazji, to „Wyjście z cienia” znanego polskiego pisarza Janusza Zajdla. Tutaj trafiamy do świata, w którym jest już dawno po inwazji, to znaczy właściwie po nieudanej inwazji. Ziemia jest miejscem, które opływa w szczęśliwość. To znaczy nie ma już podziałów na państwa. Wszyscy są szczęśliwi, żyją sobie dostatnio.
To oczywiście pozór. Żyją tak dzięki Proxxom. To jest rasa, która ocaliła Ziemian przed najazdem wrogich i podstępnych Elgomajów. To była wroga rasa, która na szczęście została pokonana przez Proxxów. To oczywiście jest mistyfikacja. Tak naprawdę żadnego ataku nie było. To był sposób na opanowanie przez Proxxów Ziemi. W rezultacie ciekawostką jest to, że okazuje się, że Proxxowie to tak naprawdę organizmy zbiorowe. Każdy osobnik to tak naprawdę przez analogię, której zresztą Zajdel używa, myślące mrowisko. Istota, która składa się z wielu osobników o jednej świadomości.
Kolejną ciekawą wizją inwazji jest film Johna Carpentera „Oni żyją” z 1988 roku. Scenariusz tego filmu oparty jest na tekście opowiadania „Eight O'Clock in the Morning” Raya Nelsona. Tu mamy sytuację prostą. Główny bohater orientuje się w pewnym momencie, że Ziemia jest opanowana przez przybyszów z kosmosu. Oni ukrywają swoją prawdziwą tożsamość za pomocą hipotetycznych sygnałów, a prawdziwą naturę obcych mogą poznać tylko ci, którzy dysponują specjalnymi okularami. Obcy przejmują powoli, zupełnie niepostrzeżenie władzę nad światem, zajmują kluczowe stanowiska polityczne, biznesowe.W aparacie bezpieczeństwa. Niektórych Ziemian przekupują, ale większość ma służyć do ciężkiej pracy i spełniać rolę sług tych istot, które opanowały Ziemię. Ciekawą koncepcję inwazji przedstawił również Wiktor Żółkiewkiewicz w opowieści „Druga jesień”. Otóż na oczach Ziemian zaczynają się mnożyć dziwne zjawiska atmosferyczne, geologiczne, wszelkiego rodzaju. Ziemia dosyć szybko przekształca się w planetę, która nie jest już planetą dla ludzi, ale jest za to wymarzonym miejscem do tego, żeby zamieszkała na niej inna rasa.
Zostało przekształcone środowisko, inni mogą przyjść na nasze miejsce. Kolejną ciekawą wizją inwazji jest książka, a później filmy. Książka nosi tytuł „Kukułcze jaja z Nidwić”. To jest powieść Johna Wyndhama, dosyć znanego autora, cenionego nie tylko z tej książki. Tu sytuację mamy bardzo prostą. Pewne miasteczko w Anglii, właściwie jego obywatele, pewnego dnia pogrążają się we śnie. Później budzą się z tego snu kilka miesięcy potem. Po tym dziwnym, nienaturalnym śnie rodzą się dzieci, które tak naprawdę są inną rasą. To już nie są ludzie i stanowią zagrożenie dla ludzi. Ta książka stała się podstawą do nakręcenia dwóch filmów.
Oba nosiły ten sam tytuł, czyli „Wioska przeklętych”. Jeden film był nakręcony w roku 1960, drugi w 1995. Reżyserem był również jak poprzedniego filmu „Oni żyją” John Carpenter. Na koniec zostawiłem sobie, moim zdaniem nieco zabawną wizję inwazji, a mianowicie film zatytułowany „Blob”. W polskiej wersji nosił tytuł „Blob. Zabójca z kosmosu”. To był amerykański horror z 1958 roku. Historia wygląda tam w ten sposób, że na Ziemię spada meteoryt, w którym jest glutowata substancja, która odżywiając się kolejnymi ludźmi rośnie, powiększa się i w końcu atakuje miasteczko. Pierwszy film z 1958 roku był marny, zarówno pod względem efektów, dialogów, w ogóle był marny. Ciekawostką jest natomiast to, że pojawił się w kinach dwa razy.
Pierwszy raz przemknął przez kina niezauważony, ale ponieważ jedną z głównych ról odgrywał tam Steve McQueen, kiedy stał się już bardzo znanym aktorem, film wrócił na ekrany wielu kin i był oglądany ponownie, co nie zmieniło faktu, że był wyjątkowo marny. Dokładnie 30 lat później pojawił się remake tego filmu, również pod tym samym tytułem, mniej więcej opowiadający tę samą historię. W Polsce ten drugi film nosił tytuł „Plazma”. To był film, tak jak powiedziałem, z 1988 roku. To jest mniej więcej tyle, co przygotowałem na temat inwazji obcych z kosmosu.
[01:43:18] - Dziękujemy. Pamiętam „Bloba”, tego starszego. Jako dziecko bałem się, muszę powiedzieć. Dziękujemy. Drodzy państwo, tak mogą wyglądać inwazje obcych istot na naszą planetę. To są wizje literackie, filmowe, ale w zasadzie nie odbiegają od tego, jak przedstawiają sprawę osoby zajmujące się studiem takich teorii zawodowo, czyli wszelkiego rodzaju futurolodzy czy astronomowie, którzy nie wstydzą się mówić o takich rzeczach. Ale jest jeszcze jedna sprawa. Marku, czy twoim zdaniem groźba inwazji z kosmosu jest realna? A jeżeli tak, to czy istnieją jakieś narzędzia w naszej dyspozycji, żeby się przed nią bronić?
[01:44:10] - Tutaj odpowiedź jest dosyć złożona. To wszystko zależy od danych wyjściowych. Jeżeli miałbym powiedzieć, czy taka inwazja w stylu: ktoś najeżdża na naszą planetę, bo pragnie naszych dóbr, naszego złota, naszych kobiet czy nie wiem, czego jeszcze, to nie bardzo wierzę w tego rodzaju inwazję, ponieważ z punktu widzenia ekonomicznego byłaby dosyć wątpliwa. Ale tu znowu zastrzeżenie. Byłaby wątpliwa tylko wtedy, kiedy będziemy sobie wyobrażać w ten sposób tę inwazję, że obcy będą przemierzać przestrzenie kosmiczne, te miliardy kilometrów, żeby tu przylecieć i podbić Ziemię. To rzeczywiście nieco pozbawione sensu. Natomiast w momencie, kiedy wyobrazimy sobie taką sytuację, że obcy posługują się nadprzestrzenią, kiedy odległości przestają mieć znaczenie, kiedy przenoszenie się pomiędzy odległymi miejscami we wszechświecie nie stanowi ani problemu ekonomicznego, ani problemu technicznego, to wówczas rzecz wygląda inaczej. Być może wtedy podbój Ziemi byłby z punktu widzenia ekonomicznego całkiem opłacalny. Jestem w stanie uwierzyć w sytuację taką, jaką zarysowano na przykład w „Dniu niepodległości”.Jestem w stanie uwierzyć w rasę, która jest taką szarańczą kosmosu, która wędruje po kosmosie, po wszechświecie i łupi kolejne planety. Jeżeli mielibyśmy takiego pecha i trafili na tego rodzaju cywilizację, to myślę, że byłby problem.
W swoim czasie widziałem nawet film dokumentalny, w którym proponowano taki instruktaż, jak by się należało zachować w wypadku tego rodzaju inwazji. Proponowano coś na kształt wojny hybrydowej, rozproszenie sił i tak dalej. Nie wiem, czy przy zdeterminowanej rasie, która stanęłaby naprzeciw nas, przyniosłoby to jakieś pożądane efekty. To jest kolejna sytuacja. Dlatego podkreślałem w swojej poprzedniej wypowiedzi, że mówiłem o Marsjanach, którzy byli zdeterminowani, musieli opanować Ziemię, bo inaczej by zginęli. Tego rodzaju sytuacje w literaturze pojawiają się dosyć często, że jakaś umierająca planeta. To samo było w serialu „Invaders”. Umierająca planeta, więc nie mamy innego wyjścia. Musimy opanować Ziemię. Też jestem w stanie uwierzyć w tego rodzaju scenariusz.
To jest, jeśli chodzi o głośne inwazje. Pozostaniemy przy tym podziale. Natomiast jeśli pójdziemy w stronę inwazji cichych, to powiem, że ilość teorii spiskowych, które mnożą się w ostatnim, ale nie tylko w ostatnim czasie, mogłaby świadczyć o tym, że coś się dzieje, że ktoś próbuje tego rodzaju akcji. Ale to zależy od punktu widzenia, sposobu analizowania tego rodzaju informacji. To nie moja działka, ale wszelkie opowieści o gadopodobnych, wężowatych istotach, które opanowały Ziemię i już dawno tutaj są, czyli o reptilianach, to jest element tego rodzaju opowieści i mamy pogranicze pomiędzy fantastyką naukową a realnością. Jakie ono jest, to pogranicze, to nie mnie rozstrzygać. Natomiast kiedy miałbym tak do końca szczerze odpowiedzieć na pytanie, czy inwazja na Ziemię wydaje mi się realna? Tak, ale tylko wówczas, kiedy może nie każda z tych sytuacji, z tych scenariuszy, które przedstawiłem wcześniej, wydaje mi się realnych. Natomiast w sytuacji, kiedy obcy przedostają się do nas, nie pokonując tych miliardów kilometrów, tylko przez jakieś bramy przestrzenne i tak dalej, to wydaje mi się realne. Pomijam sprawę fantastyczności tego rodzaju rozwiązań, natomiast teoretycznie możliwe.
W każdym razie jedna sytuacja, w którą nie wierzę, to taka, że ktoś zaplanuje, już się śmiałem z tego wcześniej, inwazję po to, żeby zdobyć nasze dobra i przeleci miliardy kilometrów, aby to zrobić. Wrócę do tych historii, które podawałem wcześniej z literatury. W bardzo wielu z nich mówi się o tym, że inwazje były wcześniej przygotowane. Tak jest między innymi w „Dniu niepodległości”. Cała ta aktywność UFO, która miała miejsce wcześniej, to był zwiad. To był zwiad, który miał przygotować inwazję. Bardzo podobne elementy pojawiają się w wielu utworach zarówno literackich, jak i filmowych, które przytoczyłem, dotyczących głośnej inwazji. Kiedy najpierw, zgodnie ze sztuką wojenną, Ziemia była sprawdzana, były lokalizowane pewne ważne centra, a kiedy doszło do ataku, to właściwie Ziemia była bezbronna, bo była już dokładnie zinfiltrowana. I myślę, że tyle.
[01:50:02] - Piotra Cielebiasia niestety chwilowo wywaliło. Coś się podziało, że przestał nas słyszeć na Skypie. Ja w imieniu wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium chciałbym bardzo serdecznie panu podziękować, panie Marku, za przyjęcie zaproszenia do dzisiejszej debaty.
[01:50:19] - Ja też dziękuję. Dziękuję bardzo i pozdrawiam.
[01:50:21] - Mam nadzieję, że jeszcze wiele razy się usłyszymy. Także dziękuję jeszcze raz i dobranoc i do usłyszenia.
[01:50:28] - Dziękuję, dobranoc.
[01:50:30] - A my w międzyczasie przechodzimy do kolejnego pytania z naszej listy. Panowie, czy spotkania z UFO w powietrzu, w tym awarie samolotów i zmuszanie pilotów do nagłych uników stanowią poważne niebezpieczeństwo? Z tego, co wiadomo, państwa Ameryki Łacińskiej właśnie po to powołały do życia w ostatnich latach organizacje do spraw badań nad UFO. Może pierwszy niech się w tym temacie wypowie Damian Trela. Damianie?
[01:50:56] - Temat lotnictwa i fenomenu UFO jest dla mnie szczególny pod wieloma względami. Oczywiście, jeśli tutaj dyskutujemy, bardziej się zagłębiamy w takie przypadki, gdzie dochodziło do bardzo bezpośrednich spotkań niezidentyfikowanych obiektów latających z samolotami, czy to wojskowymi, czy pasażerskimi. Bez wątpienia takie relacje są elektryzujące i najbardziej ciekawe ze wszystkich, bo jak wiemy, takich przypadków było bardzo wiele w historii ufologii. Jak już wspomnieliśmy tutaj o Ameryce Łacińskiej, to tam tych zdarzeń mnożyło się bardzo sporo. I na myśl przychodzi mi takie jedno ciekawe zdarzenie, które dotyczyło linii pasażerskiej.Już prawdopodobnie nieistniejącej linii pasażerskiej Aer lines Argentinas. Zdarzenie miało miejsce w 1995 roku i jest klasycznym przykładem na to, jak przebiegają zwykłe spotkania obiektów UFO z samolotami, gdzie przeważnie mieliśmy do czynienia z zabawą w kotka i myszkę, kiedy obiekt się pojawiał, znikał koło samolotu, a nawet zmuszał pilotów do wykonywania karkołomnych manewrów w powietrzu, aby uniknąć zderzenia. Ciekawe zdarzenie miało miejsce w 1995 roku nieopodal lotniska w San Carlos de Bariloche. To jest miejscowość w prowincji Rio Negro, bodajże na południu Argentyny. Tam samolot rejsu pasażerskiego podchodził akurat do lądowania i w pewnym momencie pilot dostrzega przed sobą, jak już widział praktycznie pas startowy, a podchodził do lądowania nocą, świecący obiekt, który zaczął się zbliżać w jego stronę i to z ogromną prędkością. Z taką prędkością, że on już w pewnym momencie był gotów wykonać manewr skręcający i w pewnym momencie ten obiekt się zatrzymał dosłownie 100 metrów przed maszyną i wykonał manewr uniknięcia zderzenia.
Nawet pilot nie zdążył w ogóle zareagować. Zresztą manewrowanie taką maszyną jak Boeing 737 jest dosyć trudne. Szczególnie w momencie, kiedy taki samolot podchodzi do lądowania. Wykonywanie gwałtownych uników jest praktycznie awykonalne. To już tylko naprawdę doświadczeni piloci mogą coś takiego zrobić. Ten obiekt w pewnym momencie się odbił w bok i co ciekawe, nagle widoczność pasa spadła do zera, gdyż wszystkie światła, oświetlenie pasa startowego nagle znikły. Pilot musiał wykonać manewr, który w terminologii lotniczej określa się mianem go around, czyli musiał gwałtownie podbić maszynę do góry. Kontaktował się z wieżą kontroli lotów. Oczywiście w wieży kontroli lotów nic nie wiedzieli w ogóle na temat jakiegoś obiektu. Ale co ciekawe, samolot innej linii pasażerskiej, który akurat też podchodził do lądowania, dostrzegł ten obiekt.
Ten obiekt był fenomenalnych rozmiarów. Jak opisywali go piloci, był wielkości jumbo jeta, a miał kształt klasycznego latającego spodka. Ten obiekt jeszcze towarzyszył temu samolotowi przez jakiś moment, do momentu, kiedy światła znowu wróciły na pas startowy. Wtedy pilot zdecydował się wykonać kolejny manewr podejścia na pas startowy. Tym razem udany. To jest jeden z ciekawych przypadków. Oczywiście mamy ich w historii bardzo wiele. Niektóre nawet kończyły się tragicznie. Wystarczy wspomnieć o słynnym zdarzeniu, które miało miejsce ze zniknięciem samolotu Delta Sierra Juliet, które miało miejsce nad Australią w 1978 roku. Pilot Frederick Valentich.
Nie wiem, czy ten przypadek był już poruszany w naszej debacie na temat niebezpiecznego UFO, ale warto o nim wspomnieć, bo jest bardzo ciekawy. To jest jeden z niewielu przypadków, gdzie samolot zniknął po prostu z radarów i nigdy nie udało się go odnaleźć. Pilot tego samolotu, młody instruktor latania, który akurat wykonywał jeden z rejsów w pobliżu bodajże Melbourne, dostrzega nagle obiekt. Ten obiekt się bawi z nim jakby w kotka i myszkę. Pojawia się, znika, znika gdzieś obok. On jest też zmuszony wykonywać manewry wymijające. Zmuszony jest zmieniać swój pułap lotu. Cały czas na bieżąco kontaktuje się z wieżą kontroli lotów, aż w pewnym momencie ten kontakt znika. Słychać tylko jakieś dziwne buczenie, jakieś dziwne zgrzyty. Już nic poza tym.
Wszelki słuch po pilocie, jak i samolocie zanika. Oczywiście później wszczęto poszukiwania tego samolotu, które zakończyły się fiaskiem, jak wiemy. Z tej niezwykłej historii jest zachowana taśma rozmów pilota Fredericka Valenticha z wieżą kontroli lotów. Jest to jeden z niezwykłych przypadków, gdzie bezpośrednie spotkanie z obiektem UFO doprowadziło do, wszystko na to wskazuje, katastrofy lotniczej. Aczkolwiek samolotu nigdy nie znaleziono. Chociaż po latach jeden z ufologów, nie pamiętam już teraz jego nazwiska, który badał szczegółowo ten przypadek, dotarł podobno do relacji dwóch anonimowych nurków, którzy nurkowali w pobliżu wybrzeża Melbourne i oni twierdzili, że znaleźli wrak samolotu. To była Cessna, bodajże Cessna 182, która była pilotowana przez Fredericka Valenticha. Ten samolot podobno zalegał gdzieś w głębinach i co ciekawe był w stanie jakby nietkniętym, a w środku nie było widać pilota. Ci nurkowie byli gotowi oczywiście ujawnić lokalizację tego samolotu za odpowiednim wynagrodzeniem, do czego nie doszło. Także nie wiadomo, na ile można traktować poważnie tą historię.
Fakt jest faktem, zdarzenie miało miejsce i zakończyło się tragicznie dla tego pilota.To jest jeden ze skrajnych przypadków. Przypomnę też o innym ciekawym zdarzeniu, które miało miejsce z kolei w Rosji. Zdarzenie, które zostało opisane kiedyś przez Timothy Gooda w książce „Z tajnych archiwów”. Ta książka ukazała się kiedyś wydawnictwem Amber w Polsce. Tam jest opisany taki przypadek. Nie wiemy, na ile wiarygodny oczywiście, bo wypłynął ze źródeł wywiadowczych i krążył wśród różnych ufologów, między innymi do tej sprawy dotarł Timothy Good i ją opisywał. A chodziło o zdarzenie, które miało miejsce w 1965 roku. Akurat też nie kojarzę za bardzo miejscowości, ale jest bardzo ciekawe. O, już kojarzę. Samolot Antonow z pasażerami.
Samolot linii może nie pasażerskiej. Prawdopodobnie był to samolot wojskowy, który przelatywał właśnie z lotniska Swietłowa do Kurganu. W pewnym momencie zniknął z radarów. Kontrola lotu straciła z nim wszelką łączność. Wysłano oczywiście samoloty na poszukiwanie zaginionego samolotu i co ciekawe, okazało się, że samolot udało się znaleźć. Znaleźć w zupełnie innym miejscu, nie w miejscu po trajektorii lotu tego Antonowa. W gęstym lesie samolot sobie po prostu stał na ziemi. Miało się wrażenie wręcz, że jakby ktoś go od góry postawił. W zasadzie było niemożliwe, aby ten samolot w takich warunkach wylądował, bo nie było w ogóle śladu na drzewach, aby w ogóle mógł uderzyć o ziemię. Samolot po prostu był w stanie nietkniętym i oczywiście nie było śladu po pasażerach ani po pilotach.
Załoga ratunkowa, która niby weszła na pokład tego samolotu, była w stanie bez problemu odpalić silnik. Wszystko działało bez problemu, tylko nie było ludzi. I to jest historia niezwykła. Oczywiście jest niezwykła pod warunkiem, że jest wiarygodna, bo wypłynęła ona oczywiście od osób działających w kręgach wywiadowczych, także nie wiemy, na ile jest wiarygodna, ale na pewno ciekawa. Samych takich spotkań oczywiście jest cała masa i przypadki takie były szeroko opisywane w literaturze ufologicznej i wskazują one na to, że te zjawiska, czyli mówimy tu o zjawisku UFO, potrafią w jakiś sposób czasami zakłócać tą naszą szarą rzeczywistość i pokazywać, że tak, tutaj jesteśmy i potrafimy momentalnie zakłócić tok naszego lotu i nieoczekiwanie okazuje się, że może dojść do bardzo niebezpiecznej sytuacji, jak to miało miejsce właśnie nad wybrieżami Australii.
[02:00:43] - Dziękujemy Damianie. Piotr ma tutaj jakiś problem ze Skypem. Piotrze, czy się słyszymy?
[02:00:48] - Tak. Mam nadzieję, że się słyszymy.
[02:00:51] - Oj, wróciłeś.
[02:00:52] - Na szczęście zawsze jak ty mówisz na Skypie, Marku, to wszystko się naprawia. Masz dobry wpływ. Niektórzy w ogóle oskarżają cię, że jesteś tylko programem. Ale Marek istnieje naprawdę. Musicie mi uwierzyć. Tylko program czy aż program, prawda? Zresztą może cały wszechświat to iluzja, prawda?
[02:01:18] - A może zaprogramowany człowiek? Dzień dobry. Neostrada mi się zepsuła, a Piotr wrócił na Skype'a.
[02:01:32] - Nie wiem, co mówił Damian. Natomiast podejrzewam, że chodzi o pytanie szóste i ono się odnosi do tego, co już powiedziałem poniekąd o państwach Ameryki Łacińskiej i o tym, jak obecność UFO wpływała na samoloty. My znamy wiele przypadków, także z Polski, kiedy w jakiś sposób pojawienie się tego typu obiektów, to nie tylko chodzi o samoloty, ale były to na przykład samochody, były to inne urządzenia, były to instalacje elektryczne i tak dalej, kiedy dochodziło do takiej sytuacji, kiedy miała miejsce jakaś awaria czy coś w tym stylu. Ale musimy sobie powiedzieć, że raczej ataki, jeżeli już jakieś były ze strony obiektów UFO na samoloty, to musimy brać je, że tak powiem, z przymrużeniem oka, dlatego że tego typu historie zawsze krążą w jakimś tam drugim obiegu wśród różnego rodzaju sensatów, którzy na ich potwierdzenie mają tylko własne słowo zwykle, prawda? Też to tak jest. Wiemy też o przypadkach takich jak sprawa pilota Huertasa, kiedy dochodziło do odwrotnej sytuacji, kiedy to ludzie strzelali do UFO i to zwykle kończyło się w zasadzie odpowiedzią. Nie kończyło się żadnym atakiem. Natomiast co najwyżej zdziwieniem, że ten obiekt z taką łatwością przyjmuje kule. Zatem zapewne, jak już powiedział, niestety nie słyszałem. UFO na pewno jest zagrożeniem dla ruchu lotniczego z samej swojej natury i faktu, że jest nieprzewidywalne i to już stanowi jakieś zagrożenie.
Natomiast nie dąży w swojej aktywności do jakichkolwiek wrogich ruchów. Czyli mamy tutaj przynajmniej takie uspokojenie, że nic nam do tej pory z tej strony nie groziło. Ale jesteśmy już na takim poziomie, że musimy to brać pod uwagę jako swego rodzaju zagrożenie. I zdają sobie z tego sprawę wszyscy ciAutorzy projektów z Ameryki Południowej, którzy od pewnego czasu próbują ustalić, czy ta różnego rodzaju nierozpoznana aktywność w przestrzeni powietrznej może mieć dla ruchu lotniczego jakieś znaczenie.
[02:04:05] - Może teraz niech się wypowie w tym temacie Arek Kocik. Arku?
[02:04:09] - Należałoby powiedzieć o pierwszym przypadku, kiedy UFO zmusiło do lądowania samolot, gdzie jest to potwierdzone zarówno przez pilota, jak i obsługę naziemną. To było co prawda w czasie II wojny światowej, ale nie było to w teatrze działań wojennych, a w środku Ameryki. Tam jeden z pilotów, który przelatywał nad, nie pamiętam w tej chwili stanem, ale został zmuszony przez UFO do lądowania na lotnisku. To opisuje między innymi w swojej książce Arnold Mestowicz. Książka jest czytana na Radiu Paranormalium, także można sobie posłuchać, między innymi dotrzeć do tej informacji. Innymi takimi spektakularnymi sytuacjami były pokazywanie się UFO samolotom pasażerskim. To było nie tylko pasażerskim nad biegunem północnym. Tam jest taka trasa, która skraca drogę ze Stanów Zjednoczonych do Japonii, gdzieś tamtędy. Właśnie tam miało miejsce takie spotkanie, bardzo głośne swego czasu, pilotu samolotu linii japońskich z olbrzymim statkiem UFO, który chyba półtora kilometra średnicy miał. Jeżeli potrafimy sobie wyobrazić, że noc, leci pilot i widzi coś takiego, coś co go oślepia, świeci na ten samolot i takie spotkanie w powietrzu.
Leci się samolotem pasażerskim, odpowiada się za tych ludzi, których się wiezie. Naprawdę to zapada głęboko w psychikę. Było to zgłaszane między innymi przez cały czas z kontrolą lotów i było to zgłaszane na bieżąco niemalże, że oni coś takiego widzą na wstępie po lądowaniu. Także to jest zarówno zagrożenie, bo przecież pilot w niebezpieczeństwie mógłby spanikować i próbować uciekać, czy cokolwiek zrobić. Takie rzeczy były. Była taka głośna sprawa pilota Stanów Zjednoczonych Mantella. To było około roku 1950. Pokazało się UFO gdzieś nad którymś lotniskiem. Oni wracali z lotów ćwiczebnych i Mantel udał się w stronę tego statku. Tak długo leciał, że zniknął w chmurach i później samolot spadł.
Nie wiadomo, jak to się skończyło. Wiadomo, jak się skończyło. Śmiercią pilota, ale nie wiadomo, co nastąpiło. Czy to było zestrzelenie, czy to była próba. W tej chwili mówi się o tym, że widział balon stratosferyczny. Leciał tak długo, aż stracił przytomność i dlatego się rozleciał w powietrzu i spadł. To nie jest fajne zobaczyć w powietrzu coś, co ma nad nami przewagę technologiczną i nie znamy ani powodu, dla którego jest, ani jego zamierzeń. Podałem tylko parę przykładów, bo w literaturze jest tego naprawdę bardzo dużo. Jest między innymi takie fajne miejsce jak Kanał La Manche i tam też spotykają się piloci z jakimiś statkami obcych. Obcymi dla naszej cywilizacji.
Tam dochodzi do takiego czegoś, że Brytyjczycy próbują zwalać to na Francuzów, wyjaśnienie takich rzeczy, natomiast Francuzi na Brytyjczyków. Jeżeli samolot francuski leci w stronę wybrzeży Anglii, Wielkiej Brytanii, to kto ma się sprawą zająć? I to jest właśnie taki myk. Nie ma osób, które by fachowo, w jakikolwiek sposób były w stanie określić, czy jest to zagrożenie, co to jest, czego się należy spodziewać, jak się należy zachować w sytuacji bliskich kontaktów. Tego nikt nie wie. Na razie tych zdarzeń powietrznych jest bardzo mało, przynajmniej mało o nich wiemy. Zaginięcia samolotów łączymy najczęściej z jakimiś warunkami atmosferycznymi, obszarami na Ziemi, gdzie fizyka ucieka nam, czyli Trójkąty Bermudzkie, trójkąty w Indochinach na Oceanie Indyjskim.Gdzieś w okolicach biegunów próbujemy to wszystko scedować na warunki naturalne, ale to po prostu nie da się w każdym przypadku. Te wszystkie projekty, które zbierały informacje, brakuje jednego: brakuje rzeczywistej oceny osób, które by były inaczej nastawione niż specjaliści akademiccy. Oni potrafią określić, że to, co widoczne, to nie była planeta Wenus, bo Wenus była w innym miejscu, ale nic więcej. Tutaj stajemy przed takim murem, którego nie można przebić.
Natomiast niewątpliwie jest to zagrożenie w powietrzu, dlatego że silniki czy te urządzenia techniczne działają w sposób nieznany nam. Nie znamy ich bezpośredniego wpływu na naszą instalację elektryczną, na silniki. Zdarza się, że przelatują blisko. Nie dzieje się nic. Zdarza się, że przelatują w dużej odległości. Czy tak jak w Teheranie pilot próbował zaatakować obiekt i wszystko się wyłączyło w samolocie. Kompletnie wszystko. Zanim jeszcze zaczął strzelać, tylko pomyślał o tym, już został wyeliminowany z walki. Tutaj nie wiemy tak naprawdę, w jaki sposób powinniśmy reagować na to, będąc w powietrzu. Wydawałoby się zawsze, że takim najbardziej wiarygodnym zdjęciem, które pokaże, jak jest, będzie zdjęcie takiego statku wykonane z samolotu.
I takie zdjęcia są. I dalej nikt się specjalnie tym nie zajmuje. Będzie w telewizji śniadaniowej ewentualnie krótka audycja, gdzie w dalszym ciągu temat będzie ośmieszony. Bo przecież jak to możliwe? Natomiast tutaj warto by było się odnieść do tego, o czym mówiliśmy wcześniej, to znaczy o inwazji UFO w literaturze i jak my to widzimy. My, którzy interesujemy się tym z drugiej strony, to znaczy faktycznie jak to przebiega, czy mając do czynienia z osobami, które widziały statki, widziały załogantów, o tym opowiadają. Warto by było skonfrontować to z tym, co w literaturze fantastycznej jest pokazywane od co najmniej 100 lat. Dziękuję.
[02:12:51] - Ja tylko dodam, że ostatnio może nie w telewizji śniadaniowej, bo także w TVP Kulturę była taka audycja. Dzisiaj oglądałem powtórkę. Jarku, ucieszyłbyś się, bo tam był twój ulubiony autor, Bartosz Dłutowski, który zgadnij, o czym opowiadał. Masz jedną szansę.
[02:13:15] - O zahipnotyzowaniu.
[02:13:19] - Brawo! Wygrałeś.
[02:13:23] - Bardzo.
[02:13:24] - No słuchamy.
[02:13:26] - Ja tylko dodam od siebie, że byłem zaproszony do tego programu, ale niestety z przyczyn ode mnie niezależnych nie doleciałem do Warszawy, gdyż wtedy niestety pogoda nie była sprzyjająca na latanie samolotem. Mój samolot do Warszawy był przekierowany z powrotem do Wrocławia i nie dotarłem. Ale powiem szczerze, jak rozmawiałem z redaktorem, który prowadzi ten program, nie wiedziałem o tym, że pan Bartosz Dłutowski będzie uczestnikiem tego programu. Wymienił mi pokrótce kilka nazwisk osób, które miały wziąć udział w programie, ale nie wymienił Bartosza, więc nie wiem, czy on przypadkiem nie wszedł jako taki standby za mnie w związku z tym, że ja nie dotarłem do studia. Ale powiem szczerze, nie oglądałem programu, więc z chęcią sobie zobaczę, jaki był efekt końcowy tego spotkania.
[02:14:17] - Ja też byłem zaproszony. Też niestety nie mogłem. Wiem, że było zaproszone szersze grono. Też Arek Miazga, ale z telewizją jest różnie. W każdym razie były tam jeszcze dwie osoby, których nazwiska ani twarze mi nic nie mówiły. A zresztą. Dobrze, tutaj powiedzieliśmy o tych paru sprawach. Ja niestety będę musiał uciekać niedługo. Także Marku, jeszcze jedno pytanko i zwierzam.
[02:14:44] - A to pytanko brzmi: John Keel pisał, że zajmowanie się UFO może być niebezpieczne dla człowieka, dla jego psychiki, a także dla komfortu egzystencji. Co miał na myśli?
[02:14:57] - To jest bardzo ciekawe, bo to jest temat, który jest w ogóle nieporuszany poza bardzo wąskim kręgiem ludzi. Mało kto wie i mało kto zdaje sobie sprawę. Nie każdy się może ze mną zgodzić. Natomiast z rozmów z wieloma badaczami to jasno wynika, że zajmowanie się ufologią praktycznie też oddziałuje na człowieka i na przykładzie wielu osób, nie będę pokazywał palcami w Polsce, na przykładzie kogo, można odnieść wrażenie, że coś się z człowiekiem dzieje. I to Keel już zauważył, że zajmowanie się tym zjawiskiem dla wielu ludzi jest, pokrótce mówiąc, trochę psychicznie niebezpieczne, dlatego że powoduje u niektórych osobników znaczne przeciążenie pewnych obszarów mózgu. Przepalają się tam po prostu jakieś obwody i druciki. Niektórzy zaczynają po prostu szaleć. To jest jedno. Może to brzmi śmiesznie, ale to jest prawda. Dlatego że UFO jako tematMa ogromną siłę oddziaływania.
Słuchajcie, nawet Zbigniew Blania-Bolnar, taki otwarty sceptyk na wiele spraw, pod koniec życia też można powiedzieć, nie chcę tutaj używać zbyt dużych słów, ale miał takie troszeczkę odpływy w dziwnym kierunku. Jeszcze parę lat temu była dostępna jego strona internetowa i tam można się było o tym przekonać. Nie będę tutaj rzucał nazwisk polskich badaczy, chociaż są momentami bardzo jaskrawe przypadki. Natomiast powracając do Keela, on twierdził, że rzeczywiście zajmowanie się UFO powoduje czasami coś takiego jak reakcję tej drugiej strony. Tak jak Arek powiedział, że czasami ta strona wie, co my zamierzamy robić i ona kontroluje zupełnie sytuację. John Keel, amerykański pisarz, dziennikarz, który w pewnym momencie życia zajął się tematem UFO i zaczął o tym pisać, kilkakrotnie się o to otarł. Jeżeli ktoś pamięta książkę i film „Proroctwa Mothmana”, książka się nazywa „Proroctwa Mothmana”, film się nazywa „Przepowiednia”, to mniej więcej wie, o co chodzi. Po prostu nagle Keel zaczął się obijać o tą drugą stronę i ona mu zaczęła dawać wyraźne znaki: „John, idź sobie, zajmij się czymś innym”. Mniej więcej tak to wyglądało. Parę razy miał bardzo dziwne sytuacje.
Parę razy po prostu czuł na sobie oddech tej drugiej strony. Szczególnie to się aktywowało wtedy, kiedy się zajmował sprawą Mothmana, a także spotykał się ze świadkami obserwacji UFO. On twierdził po prostu, że ta siła, która za tym stoi, jest od człowieka nieco zasobniejsza pod pewnymi względami i raczej, na co też dzisiaj wskazywał Damian, ma taką możliwość, żeby kontrolować naszą świadomość i nasze myślenie, a przede wszystkim kształtować to, jak postrzegamy rzeczywistość. To znaczy innymi słowy, ona się może nam ukazać jak chce, może to robić kiedy chce i może w zasadzie z człowiekiem w czasie tej manifestacji też zrobić, co chce. Przykładem tego są chociażby objawienia maryjne, kiedy ludzie też nagle doznawali jakiejś totalnej przemiany osobowościowej pod wpływem tego, co zobaczyli. Także ta strona jest dziwna, jest na pewno inteligentna. Natomiast jak mówił Keel, ona ma formę takiego quasi żywiołu. On też nie do końca sprecyzował swoją koncepcję. Raz ją uznawał za jakieś superspektrum, drugim razem jako siłę o charakterze elektromagnetycznym. Rodzaj właśnie takiego żywiołu, który egzystuje z nami i chce nam coś powiedzieć.
Potem on troszeczkę mówił, że to są byty lub energie z innego wymiaru, ale jednak twierdził, że zajmowanie się tym z bardzo bliska może być dla pewnych osób niebezpieczne, szczególnie dla młodych osób, dlatego, że to silnie obciąża psychikę. Szczególnie wtedy, kiedy mamy do czynienia z przypadkiem wysokiej dziwności i kiedy mamy do czynienia z przypadkiem, który wpływa na świadomość, który jest w stanie nawet zmienić nasze postrzeganie świata, jak to już nieraz o tym mówiliśmy, co jest bardzo charakterystyczne dla świadków obserwacji UFO. Także on to miał na myśli i myślę, że Holender miał rację. Nie powiem, czy to wynika z autopsji. Ja się czuję jeszcze całkiem dobrze. Nasi dzisiejsi rozmówcy też. Natomiast znam przypadki i jeżeli ktoś bardziej siedzi w tej ufologii, to też wie dobrze, że jest to temat troszeczkę czasami niebezpieczny psychicznie. Oczywiście można zawsze powiedzieć, że jeżeli ktoś jest nawiedzony, to jeżeli będzie się zajmował ufologią, to będzie super nawiedzony. Natomiast ja znam osoby, które całkiem chłodno do tego podchodzą, a odczuwały na sobie dotknięcie tej drugiej strony. Także Keel niewątpliwie miał jakąś w tym rację.
Oprócz tej czysto mechanistycznej strony zjawiska UFO, że tam spotki, kręgi, nie kręgi zbożowe, tylko jakieś wypaleniska i tak dalej. Oprócz tej całej otoczki istnieje jeszcze druga otoczka związana z tym, że to zjawisko prawdopodobnie lubi sobie czasami kontrolować sytuację i lubi przy okazji nastraszyć tych, którzy się tym za mocno interesują, albo którzy czasami dochodzą do jakichś wniosków, które mogłyby obnażyć naturę tego zjawiska. Może tutaj troszeczkę poszedłem za bardzo w stronę teorii spiskowych, ale musicie mi uwierzyć na słowo. Coś w tym jest. Ja się będę żegnał już dzisiaj ze wszystkimi. Dziękuję panom za udział. Dziękuję za ciekawe wnioski. Zapraszam na kolejną audycję. Zapraszam na grupę czytelników „Nieznanego Świata”. Tam co dzień nowości.
Zapraszam też do przesyłania pytań i sugestii. Tutaj Marek na pewno o wszystkim powie. Cześć wszystkim i dobranoc.
[02:21:28] - Żegnamy Piotrze, dziękujemy jeszcze raz za udział. Będzie nas musiał za chwilę również opuścić Damian Trola, ponieważ również ma ograniczony czas. Damianie, może teraz jeszcze oddamy głos na chwilę tobie, bo co sądzisz o tym niebezpieczeństwie dla psychiki człowieka związanym z zajmowaniem się UFO? I jakbyś mógł jeszcze w paru słowach żołnierskich podsumować dzisiejszą debatę.
[02:21:53] - Trudno tutaj cokolwiek jeszcze dodać do tego, co powiedział Piotr. On też dosyć wyczerpująco ujął ten wątek Johna Keela.
[02:22:03] - Jak wiemy, bardzo wielopłaszczyznowo spojrzał na problem UFO. To był jeden z pierwszych badaczy zjawiska UFO, który już pod koniec lat 60. zaczął wykluczać tematykę pozaziemską w zjawisku UFO i zaczął doszukiwać się bardziej takich, w cudzysłowie bym powiedział, przyziemnych aspektów, przyziemnych interpretacji. I co ciekawe, właśnie on dostrzegł motyw dosyć negatywnego wpływu na psychikę, co zresztą, jak wspomniał Piotr, sam osobiście doświadczył i o czym zresztą pisał w swoich książkach, kiedy już refleksyjnie spoglądał na temat UFO po latach. Ale dlaczego na to spojrzał? Bo tak naprawdę John Keel, tak jak mówił Piotr, traktował zjawisko UFO jako coś bardzo przyziemnego, co można byłoby kojarzyć z ultracivilizacją, uznawaną cywilizacją pozaziemską, która współistnieje z nami, jest tutaj obecna. I po części moje interpretacje tego zjawiska są bardzo zbieżne z hipotezami, które głosił John Keel. Ale on spoglądał na aspekt UFO z jeszcze szerszego punktu widzenia. Zjawisko UFO traktował jak wielki worek, do którego wrzucał wiele innych zjawisk: zjawisk paranormalnych, zjawisk poltergeist, czy też łączył nawet tematykę UFO z czymś tak szalenie kuriozalnym jak kryptozoologia. Twierdził, że te wszystkie zjawiska, które towarzyszą nam, są taką formą jungowskiej nikłą rzeczywistości, która jest naszym pokłosiem, artefaktem z przeszłości, która manifestuje się i to zjawisko ściśle wiąże się z naszą świadomością, z ludzką psychiką.
I on bardzo porównywał, zresztą trudno mu nie przyznać racji, zjawisko UFO do takich przypadków, które możemy czerpać z folkloru, czyli przypadków demonologicznych. On łączył zjawisko UFO i nawet interpretował, że ma wiele wspólnego z demonologią i momentami bywa bardzo zwodnicze, bardzo demoniczne. I być może stąd jego uwaga, że to zjawisko może być w jakiś sposób także bardzo wpływowe, być może nawet bardzo wpływowe na psychikę osób, które zajmują się rzeczowo badaniem tego fenomenu. Ja póki co jestem cały. Jak na razie nie odczuwam jakiegoś negatywnego aspektu związanego z dokumentowaniem zjawiska UFO. Być może to było bardzo indywidualne, o czym mówił John Keel w jego przypadku. W każdym razie, gdybyśmy mieli podsumować ogólnie to, o czym dzisiaj dyskutowaliśmy, to tak jak już wspomniałem wcześniej, temat dotyczący niebezpiecznego UFO jest wąskim fragmentem całej szeroko pojętej tematyki związanej ze zjawiskiem UFO. Te niebezpieczne przypadki bez wątpienia miały miejsce. Są bardzo interesujące pod wieloma względami, gdyż pokazują nam zupełnie inne dno, tą drugą stronę tego zjawiska. Tak jak wspomniałem, w większości przypadków UFO nie jest niebezpieczne, ale w niektórych momentach może być i bardzo często te wszystkie skutki uboczne możemy wiązać właśnie z zbyt bezpośrednim spotkaniem człowieka z fenomenem UFO.
Ale jeśli rozpatrujemy ogólnie zjawisko UFO jako jakieś inteligencji, która nie da się ukryć, nią jest. Być może mamy tu do czynienia z wielopłaszczyznową inteligencją, która kieruje się różnymi celami, która manifestuje się w naszej przestrzeni, w naszej rzeczywistości i daje o sobie znać, kierując się różnymi celami, które nie do końca możemy zrozumieć i pojąć. Być może wynika to też troszeczkę z naszej ograniczonej percepcji i sposobu postrzegania tej rzeczywistości, jaka nas otacza. I to myślę, że trafnie ujmuje ten problem, który poruszamy dzisiaj. Także dziękuję serdecznie za zaproszenie. Dziękuję wszystkim słuchaczom i mam nadzieję, że się będziemy widzieć w kolejnych audycjach.
[02:27:03] - Dziękujemy ci również.
[02:27:04] - Pozdrawiam serdecznie.
[02:27:05] - Pozdrawiamy również i do usłyszenia przy kolejnych okazjach w trakcie kolejnych debat. Dzięki jeszcze raz. I to samo pytanie kierujemy do ostatniego, najbardziej wytrwałego dysputanta dzisiaj, czyli do Arka Kocika. Arku?
[02:27:23] - Tutaj nie sposób nie zgodzić się z przedmówcami, dlatego że trauma, jaka powstaje w momencie zobaczenia czegoś, co się wymyka spod ogólnoprzyjętych zasad, zostaje w człowieku. Jeżeli ktoś jest przyzwyczajony stać twardo na ziemi i dla niego samolot musi mieć skrzydła, żeby powstała siła nośna i wtedy to rozumie, że to lata, bo to jest po prostu fizyka.A tu pokazuje się coś, co nie ma takich skrzydeł. Wykonuje super figury, które nie mają nawet nazwy w naszym lotnictwie, gdzie klatka kamery rejestruje pętla jak to wykonuje. Klatka, czyli 1/25 sekundy z tego, co pamiętam. To przeczy wszystkim do tej pory poznanym rzeczom, jakim znamy z zasad fizyki. Potrafi zmienić obraz, jaki się widzi, jaki ułożony ktoś ma obraz świata. Natomiast jest jeszcze inny aspekt. Osoby badające zarówno kręgi zbożowe w Stanach Zjednoczonych, jak i okaleczenia bydła, które próbowały zajmować się okaleczeniami ludzi, zdarzało się, że umierały na raka wątroby i ten rak wątroby bardzo szybko postępował. Takim przykładem jest pani Katherine Turner. Ona była bardzo mocno zainteresowana tym i ona pierwsza zwróciła uwagę na to, że osoby, które badają UFO, bardzo często zapadają właśnie na tego typu chorobę.
Ewentualnie następna choroba to jest udar mózgu. Także to nie jest takie bezpieczne zajęcie, jak by się wydawało, że spotykać się z ludźmi, spisywać to, co mają do powiedzenia i bywać w miejscach, w których zdarzały się jakieś spotkania czy inne. Jak do tej pory to ja nie zaobserwowałem u siebie jakichkolwiek odchyleń, ale podobno jesteśmy my ostatnimi osobami, które są w stanie to dojrzeć. Także to tak też bywa. W każdym razie ja byłem badany między innymi na coś takiego psychicznie parę ładnych lat temu i nic nie wykryto u mnie, żadnych odchyleń od normy, także uważam się za normalnego i przebadanego oczywiście. Natomiast tutaj nam się pojawiła taka fajna koncepcja, czy jesteśmy zagrożeni na masową skalę przez przylot tych statków kosmicznych, ufo, obcych, skądkolwiek by nie pochodzili, bo czy to będą wszechświaty równoległe, czy jakieś odległe, dalsze czy bliższe planety kosmiczne. Tutaj z całą pewnością można powiedzieć, że nie jesteśmy w żaden sposób zagrożeni. Nic nam takiego nie grozi. Wszechświat jest na tyle duży, że każdy znajdzie swoje miejsce i to, czego oczekuje. Na planetoidach, na które się na razie nasza cywilizacja planuje wybrać, jest więcej łatwiej dostępnych pierwiastków czy minerałów potrzebnych niż wydobywanie ich na Ziemi czy odbieranie nam ich tutaj.
Także to raczej między bajki coś takiego należy włożyć. Tyle słów podsumowania. Dziękuję wszystkim, którzy słuchali do tej pory. Dziękuję i dobranoc.
[02:31:46] - Dziękujemy również. Ja również dziękuję w imieniu wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium za to, że również i ty dzisiaj przyjąłeś zaproszenie do naszej audycji. Mam nadzieję, że usłyszymy się na kolejnych debatach, a kolejna debata już za tydzień. Arku, czy będziesz również z nami?
[02:32:07] - Ciężko mi powiedzieć, ale prawdopodobnie tak. Akurat taki czas jest, że mogę być, mogę uczestniczyć.
[02:32:15] - Dziękuję w takim razie jeszcze raz i do usłyszenia już miejmy nadzieję, że za tydzień. A za tydzień, proszę państwa, będziemy próbowali dokończyć. Celowo mówię „próbowali dokończyć”, bowiem temat okazał się bardzo szeroki. Za tydzień próba dokończenia tematu „Czy obcy są wśród nas?” Zostało jeszcze bardzo wiele pytań. Połowa pytań, które sobie wcześniej przed audycją przygotowaliśmy i opracowaliśmy. Przyszło również bardzo wiele pytań od słuchaczy, ale niestety problemy techniczne i ograniczenia czasowe uniemożliwiły nam dokończenie tego tematu za pierwszym razem. Tak więc spróbujemy tego dokonać już za tydzień 15 listopada. Jak zawsze startujemy o godzinie 19:00, a tę debatę dzisiejszą już powolutku kończymy. Była to debata o niebezpiecznym UFO. W dzisiejszej debacie udział wzięli Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, ufolog z Legnicy Damian Trela, Marek Żelkowski, pisarz science fiction i publicysta, Piotr Cielebiaś z portalu Infra i Nieznanego Świata, współprowadzący zawsze nasze debaty ufologiczne, a debatę od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”.
Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.