[00:37] - Po tym klimatycznym muzycznym wstępie rozpoczynamy w Radiu Paranormalium kolejną z naszych audycji na żywo. Debat ufologicznych chwilowo nie ma, ale my nie spoczywamy na laurach. My cały czas badamy, cały czas zbieramy informacje, cały czas nadajemy. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a są z nami Piotr Cielębiaś z portalu Infra. Witaj, Piotrze.
[01:02] - Witam.
[01:03] - Oraz znany wszystkim słuchaczom i lubiany Chris Niekina.
[01:07] - Dobry wieczór.
[01:07] - Dzisiaj będziemy dyskutować o różnego rodzaju małpoludach, czyli bigfootach, yetich, jeranach i różnych innych zwierzętach człekokształtnych, które podobno ludzie widują na całym świecie. Najpierw jednak podam kontakty do Radia Paranormalium, ponieważ audycja realizowana jest w całości na żywo. Możecie do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można do nas również pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Jesteśmy też na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, a także na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. Panowie, zacznijmy może od takiego pytania: czy osobiście wierzycie w istnienie istot opisywanych jako małpoludy albo reliktowe hominidy? Czy może relacje o nich są elementem folkloru albo też echem pradawnych wierzeń? Piotrze?
[02:20] - Mógłbym powiedzieć w skrócie, że wierzę, a dwie sprawy, o których powiedziałeś, są prawdą, bo relacje o nich na pewno w jakiś sposób występują w dawnych wierzeniach. Mamy to już chociażby w „Gilgameszu”, gdzie występuje włochaty Enkidu. Mamy w tradycji hinduistycznej, gdzie występuje Hanuman, który w zasadzie też jest opisywany jako małpolud. Niektórzy twierdzą, że taki strach ogólny przed tymi istotami, nie wiem, jak je nazywać, bo małpolud to trochę krzywdzące, a reliktowy hominid może nie dla każdego przejrzyste. Także ja będę może to nazywał śnieżnymi ludźmi, tak na rosyjską modłę. Ci śnieżni ludzie czasami wzbudzają straszny przestrach w człowieku przy bliskim spotkaniu. Wiele osób twierdzi, że posiadają oni jakieś zdolności nadprzyrodzone, nawet wzbudzania takiego strachu w człowieku. Wiele osób uważa, że w ogóle ich widok wynika z naszej genetycznej pamięci związanej z tym, że kiedyś nasi odlegli przodkowie mieli do czynienia z tymi istotami częściej, po prostu się ich bali. Również fakt, że w wielu kulturach, między innymi tej rosyjskiej, środkowoazjatyckiej, te istoty są poczytywane za strażników przyrody, strażników lasu na przykład. I z tego powodu wiele osób uznaje, że one same w sobie też wzbudzają strach i wzbudzają strach w tych, którzy nie stosują się do tych przyrodniczych zasad.
Jeżeli chodzi o to, czy wierzę w reliktowe hominidy, w śnieżnych ludzi — tak. Ja się tym interesuję. W zasadzie to był jeden z pierwszych tematów, którymi się zainteresowałem jeszcze jako dziecko. Potem może ten mój entuzjazm trochę osłabł. Natomiast od kilku lat tych dowodów przybywa. To znaczy mamy bardzo fajne materiały zebrane przez twórców filmów dokumentalnych różnego rodzaju, gdzie oni rzeczywiście przeprowadzają wywiady z badaczami z różnych części świata. Mamy relacje ludzi. Tych relacji jest naprawdę mnóstwo. Taki komunal, jak w przypadku każdego zjawiska paranormalnego. Relacji jest mnóstwo, ale tak naprawdę nikt niczego nie widział.
Tutaj jest inaczej. Tutaj rzeczywiście te istoty były widziane w leśnej głuszy, gdzieś daleko. I występuje tu też taki pewien paradoks, bo wiele osób uważa, że to po prostu był las. Natomiast te istoty nie występują, one nie mieszkają w lesie. One mieszkają w rejonach, w których ta powierzchnia lasu jest bliska na przykład jednemu województwu w skali Polski. Także to też nie jest łatwe, żeby je znaleźć. O tym będziemy jeszcze mówić. Co mnie przekonało tak ostatecznie do istnienia śnieżnych ludzi? Przede wszystkim badania radzieckich prymatologów, radzieckich biologów, którzy tych istot szukali, którzy szukali ich nawet w taki namacalny sposób, starając się po prostu wykopywać je tam, gdzie miały być ich domniemane groby.
[06:00] - Przekonują mnie też w znacznym stopniu badania Grovera Krantza, amerykańskiego uczonego, który się zajmował śledzeniem tej istoty. Zmarł kilka lat temu. Przekonują mnie doniesienia amerykańskiej organizacji BFRO. Przekonuje mnie też przede wszystkim to, co się dzieje w Indonezji, gdzie szukanie jest orang pendek. Mam tu gdzieś na końcu języka ten argument o śladach fizycznych. Nigdy nie ma ciała oficjalnie, natomiast zawsze są jakieś odciski stóp na przykład czy legowiska tych istot. Ale w przypadku orang pendek mamy jeszcze futro, od jakiegoś czasu badane, zbierane i wydaje mi się, że orang pendek z tego powodu, że żyje na wyspie, będzie pierwszym reliktowym hominidem, którego uda się schwytać lub znaleźć. Ale to tyle na razie. Chris, co sądzisz o tym?
[07:16] - Ja też wierzę w istnienie takiego kryptoida jak Big Foot, Yeti, Śnieżny Człowiek, ma rzeczywiście mnóstwo nazw. Wierzę dlatego, że jego istnienie w folklorze przez tysiące lat wcale nie zaprzecza temu, że on nie istniał naprawdę. Folklor nie rósł przecież na kamieniu, nie został wymyślony przez ludzi, bo nudzili się, nie mieli co robić, tylko opisywali różne zdarzenia, zjawiska, które towarzyszyły ich życiu. Nagle okazuje się, że Big Foot, ten dziwny stwór, ten małpolud, jak sam powiedziałeś, brzydkie słowo, niezbyt ładnie określające to stworzenie, ciągle pojawia się w ich życiu. Funkcjonuje na krawędzi tego życia i tworzy taką granicę nieznanego, gdzie do pewnego momentu człowiek może dojść. Od tego momentu, gdzie zaczyna grasować Big Foot, człowiek już wstępu nie ma i przekroczenie tej granicy może się dla niego źle skończyć. Ja oczywiście znam najlepiej Big Foota z amerykańskich opowieści, dlatego że od kilkudziesięciu lat, właściwie niemalże od kiedy istnieją Stany Zjednoczone, ale od kilkudziesięciu lat co najmniej, Big Foot stał się częścią tego kontynentu. Te obserwacje, do jakich dochodzi, pojawiają się w miarę często. Niektóre oczywiście są żartami, niektóre są bardzo prymitywnymi żartami, ale wiele z nich wygląda na to, że są w jakiś sposób prawdziwe, że wydarzyły się. Ci ludzie, którzy o nich opowiadają, nie mają żadnego specjalnego interesu, żeby uczynić z samych siebie sławnych.
Są głównie zaintrygowani tym całym zjawiskiem, fenomenem Big Foota. I poszukują go, próbują znaleźć jego ślady, prowadzą jakieś badania, dyskusje po to, żeby zrozumieć, na czym ten fenomen polega, bo jest on bardzo trudny do uchwycenia, ponieważ wciąż nie wiemy właściwie, z jakim stworzeniem mamy do czynienia, jaka natura jest tego stworzenia. Czy jest to tylko fizyczna natura, czy rzeczywiście jest tak, jak powiedziałeś w przypadku orang pendek, że jest to rodzaj zwierzęcia, może gatunek jakiegoś nieznanego nam prymitywnego człowieka, który zostanie schwytany, złapany, pokazany wszystkim, sfotografowany we wszystkich i na wszystkich możliwych sposobach. Być może tak do końca nie jest. Może zjawisko to funkcjonuje na tej zasadzie, że uchwycić się go nie da. Nie da się złapać Big Foota, zamknąć go w klatce i pokazać go publiczności. Dlatego jest to temat ciekawy. Jest to temat kontrowersyjny. Jest to też, jak niektórzy mówią, idealny temat na sezon ogórkowy, który mamy akurat w pełni. Dlatego myślę, że dyskusja może być na ten temat ciekawa i doprowadzić do interesujących wniosków.
Niekoniecznie, że mamy tu do czynienia właśnie z w stu procentach żywym stworzeniem, które zamieszkuje nasze lasy, ale z pewnym zjawiskiem, które jak się okazuje jest uniwersalne. Bo kiedy spojrzymy na rozmaite podania folklorystyczne, jak to było zawarte w pytaniu z różnych części świata, okazuje się, że cywilizacje, które nie miały ze sobą żadnego kontaktu, opowiadają o tym samym. W bardzo podobny sposób opisują to zjawisko. I Big Foot wszędzie mniej więcej wygląda podobnie. Różni się troszeczkę czasami rozmiarami, ale ciągle mamy do czynienia z kimś, kto przypomina swoją postacią człowieka. Ma na sobie futro i potrafi być bardzo groźny. Jest na tyle tajemniczy, że bardzo często był objęty tematem tabu. Dziękuję.
[11:12] - Ja tu jeszcze pozwolę sobie nadmienić o takiej ciekawej hipotezie mówiącej, że niektóre z tych istot, z hominidów między innymi, mogą być tak naprawdę nie zwierzętami, ale istotami zmiennokształtnymi. Ale to już jest hipoteza bardziej o charakterze paranormalnym. Jeżeli ktoś chce więcej poczytać na ten temat, to zapraszam do artykułu pod tytułem „Czerwonooki człowiek ćma czy czarnooki kosmita?”, który porusza między innymi temat hominidów na łamach strony Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Ale przechodzimy do kolejnego z pytań. Istnieje wiele koncepcji na temat natury małpoludów jak Yeti, Big Foot czy Śnieżny Człowiek.Jak do nich podchodzicie? Czy są to po prostu nieznane dotąd naczelne, jacyś bliżej nieokreśleni kuzyni homo sapiens, na przykład neandertalczycy? A może zdziczali ludzie? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Kris Mikina. Krisie?
[12:18] - Myślę, że tu nie można patrzeć na to zjawisko, jako że mamy do czynienia ze zwierzęciem bądź jakimś nietypowym czy nieokreślonym kuzynem homo sapiens. Myślę, że w obu tych przypadkach znajdziemy argumenty, które zaprzeczą temu, jakoby było to zwierzę bądź jakiś kuzyn człowieka, że jest ono dość szersze i bardzo specyficzne. I myślę, że tu szczególne zastosowanie ma to, co powiedziałeś przed chwilą o tym, że być może mamy tutaj do czynienia z istotą, która występuje na krawędzi naszego świata, ponieważ obserwujemy ten świat nasz dookoła w takich trzech wymiarach, dodając do tego czas jako czwarty wymiar. Wszystko dla nas dookoła jest zbudowane na zasadzie tej logiki i każde zjawisko, które wykracza poza tą logikę, nazywamy zjawiskiem paranormalnym. I być może właśnie Bigfoot, ten Śnieżny Człowiek, będzie zjawiskiem, które występuje w jednym wymiarze więcej bądź w określonych specyficznych warunkach, kiedy następuje jakieś zatarcie się tych wymiarów ze sobą, następuje jakieś miejsce czy moment w tej powłoce czasoprzestrzennej, przez który taka osoba potrafi do nas dostać i przybiera tego typu postać. Bo przecież obserwując na przykład zjawiska paranormalne, dochodzimy do wniosku, że chyba coś tam istnieje, że istnieją jakieś demony, że istnieje jakiś jeszcze inny świat, do którego nie mamy za bardzo dostępu. Natomiast dlaczego zakładać, że granica jest nie do pokonania bądź nie ma takiego punktu, gdzie ta granica nie jest na tyle ostra, że te światy w jakiś sposób mogą się przenikać? Taką dyskusję mieliśmy w przypadku debat, kiedy rozmawialiśmy o skinwalkerze, gdzie pojawiały się postacie demoniczne, zupełnie z innego wymiaru, ale wśród nich pojawiał się nagle Bigfoot, który kompletnie był logicznie niewytłumaczalny, ale mimo wszystko się pojawiał. Jakby to miejsce sprzyjało tego typu wydarzeniom. Więc ta cała postać Bigfoota czy Śnieżnego Człowieka niekoniecznie musi być postacią w 100% biologiczną.
Być może jest to szalenie nienaukowy wniosek, do jakiego teraz dochodzę i oczywiście przez każdego naukowca, który trzeźwo spogląda na rzeczywistość, w której funkcjonujemy, taki wniosek będzie wyśmiany, ale być może rzeczywiście w taki sposób czasami trzeba spojrzeć na to wszystko, co nas otacza i próbować w jakiś sposób zrozumieć pod tym względem. Na przykład nie mamy problemu, żeby uwierzyć, że istnieje prąd elektryczny, że on działa, że możemy coś do niego podłączyć, a tak naprawdę wciąż nie mamy definicji prądu elektrycznego. Wciąż nie możemy powiedzieć, co to jest. Nawet nie jesteśmy w stanie powiedzieć, w którą stronę on tak naprawdę płynie, ten prąd elektryczny. Mimo wszystko nie mamy problemów z jego używaniem i jest częścią naszego codziennego świata i życia. Nikt tak naprawdę się nad tym specjalnie nie zastanawia. Bigfoot być może jest właśnie takim zjawiskiem kompletnie z pogranicza, które występuje na granicy dwóch zupełnie różnych od siebie światów i nie jesteśmy w stanie go wytłumaczyć ani w sposób materialistyczny, ani w sposób paranormalny, bo za każdym razem mamy takie przejście, że zjawisko występuje w obu obszarach i w obu jest tylko definiowalne do pewnego momentu. Nie jesteśmy w stanie uchwycić go w jednym punkcie, włożyć pod mikroskop, powiedzieć dokładnie, co to jest. Właśnie z tego powodu, że w tym momencie musimy przekroczyć pewną granicę myślenia, pewien paradygmat, w którym jesteśmy więzieni i spróbować spojrzeć na to jako coś, co jest postacią, istotą z pogranicza obu tych światów. Dziękuję.
[16:24] - Piotrze?
[16:27] - Ja mam trochę inne zdanie. To znaczy zgadzam się z tym wszystkim, co powiedziałeś, ale ja na przykład po takiej analizie, jak powiedziałem wcześniej, czytałem o tym mnóstwo artykułów, znam mnóstwo przypadków ciekawych lub przelotnych. Jestem zdania, że to jednak jest stworzenie z krwi i kości w większości przypadków. W przypadku Bigfoota, w przypadku tych, które się pojawiają regularnie na pewnych obszarach, mamy do czynienia po prostu ze stworzeniem. Nie będę tutaj ryzykował jakiejś próby kategoryzacji reliktowych hominidów. Kiedyś, w dawnych czasach, kiedy istniał podział na prymatologię, czyli na małpoludologię radziecką i amerykańską, to radzieckich badaczy wyróżniało to, że oni wierzyli w zasadzie, że to jest człowiek. To były lata 80., 90., 70. Oni tak naprawdę badają to od lat 50. I tam w okresie, kiedy jeszcze nie wiedziano za wiele o neandertalczyku, o jego zwyczajach, pojawił się taki wniosek, że Śnieżny Człowiek może być w zasadzie przodkiem. Wtedy jeszcze w zasadzie uważano neandertalczyka za przodka człowieka, że może być tak naprawdę spokrewniony z człowiekiem, że może pochodzić z linii homo i że to zasadniczo jest człowiek.
Dlatego strzelanie do niego jest nieNie do końca etyczne. Tak uważało swego czasu wiele osób, że to jest człowiek. Potem natomiast zaczęto zauważać pewne dziwaczne cechy, które charakteryzują spotkania z tymi stworzeniami. Jeszcze dokończę może tę myśl. Czy małpoludy, czy śnieżny człowiek, czy Bigfoot może być gatunkiem człowieka? On ma wszystkie cechy anatomiczne, które rzeczywiście posiadamy my. Natomiast pojawiają się też bardzo dziwne relacje, że na przykład ma jeden palec więcej, jeden palec mniej, ma kciuk inaczej ustawiony, że ma troszkę inaczej zbudowane kończyny i tak dalej. Także trudno powiedzieć, którym relacjom wierzyć, bo nagle kiedy je zsumujemy, to się okaże, że tych Bigfootów i hominidów to nie jest jeden gatunek. To jest cała grupa istot. Niektóre są do siebie podobne, inne nie.
Jedne są bardziej ludzkie, drugie mniej ludzkie. Także to może być kolejny problem, że mamy do czynienia z szeroką grupą stworzeń. Czy to może być neandertalczyk? Oczywiście, że nie. Dlatego, że z tego, co wiemy, neandertalczycy wymarli. Wiemy, czym się charakteryzowali dzisiaj dzięki badaniom genetycznym. Wiemy też, jak wyglądali. Stało się możliwe odtworzenie ich wyglądu. Na pewno nie dadzą się porównać ze śnieżnymi ludźmi. Przede wszystkim byli to ludzie.
A jeżeli chodzi o Bigfoota, o śnieżnych ludzi, to są istoty, które są porośnięte w zasadzie na całym ciele różnej długości włosiem. I to nam już mówi, że ich natura jest bardziej zbliżona do małp człekokształtnych. Druga sprawa o ich pochodzeniu wiąże się też z taką najnowszą teorią w antropologii na przykład, że tak naprawdę ludzkość nie jest jednym gatunkiem. Jest tak naprawdę gatunkiem, który wyewoluował z różnych gatunków. My dzisiaj wiemy, że po odkryciu tych kilku nowych gałęzi człowieka, kilku nowych skamielin, które rzucają nowe światło na nasze pochodzenie, my wiemy, że na przykład człowiek denisowiański czy przodkowie Tybetańczyków to były odrębne gałęzie naszej rodziny, które powołały do życia obecną ludzkość. My naprawdę nie jesteśmy przodkami jednej grupy hominidów, tylko w zasadzie kilku różnych. Mamy w sobie jako Europejczycy jakieś tam geny neandertalczyków, kto wie jeszcze kogo. Wiadomo, że inne grupy etniczne mają geny innych hominidów. O tym się nie mówi, bo to jest temat niebezpieczny, politycznie niepoprawny. Natomiast czy mogą to być naczelne?
Wydaje mi się, że sądząc po wyglądzie, są to naczelne. Ale czy mogą to być po prostu jakieś małpy, które zamieszkują ten teren? Ja bym tutaj nie wyrokował, nie stawiałbym jednoznacznej opinii. Natomiast co możemy stwierdzić po analizie zachowania tych istot albo nawet występowania tych istot? Wiemy z wielu przypadków, że są to po prostu stworzenia żyjące na pewnym poziomie, który na pewno nie charakteryzuje ludzi, nawet nie charakteryzuje prymitywnych ludzi. One nie budują schronów, nie budują szałasów, one nie używają prawdopodobnie narzędzi. One żywią się tym, co znajdą. One nie używają jakiegoś odzienia. Nigdy też nie zauważono, bo były takie przypadki, może jeszcze o nich powiem, że te istoty, kiedy je chwytano, na przykład próbowano coś z nich wydusić albo nauczyć je mówić. Nigdy się to nie udało.
Także wiele wskazuje na to, że są to stworzenia, które należą jakoś do królestwa zwierząt. Ale jest jeden problem, jedno „ale”, o którym powiedział Krysis. One dysponują albo inaczej, one po prostu w mistrzowski sposób opanowały przeżycie i zdolność adaptacji do środowiska, w którym żyją. Dysponują zdolnościami, które z naszej perspektywy są uznawane za nadprzyrodzone albo paranormalne. A te istoty tak naprawdę posiadają pewne zdolności naturalne dla nich czy naturalne w świecie zwierząt, które po prostu pozwalają im przeżyć. I tak na przykład wiele osób twierdzi, że taki Bigfoot czy taki śnieżny człowiek paraliżuje wzrokiem. Albo inaczej, on po prostu hipnotyzuje ofiarę poniekąd. Potrafi się wtopić w tło, potrafi zniknąć, jest szybki, stosuje jakiś dziwaczny kamuflaż. Potrafi narzucić człowiekowi coś w rodzaju panicznego strachu. I są to zdolności, które my poczytujemy za paranormalne czy parapsychiczne, a tak naprawdę one mogą być całkiem normalnym zestawem zdolności, które te istoty posiadają i które przez wieki były im niezbędne w przeżyciu i sprawiają w zasadzie, że one są do dziś nieuchwytne.
Oczywiście pojawia się pytanie, czy takie stworzenia, takie małpoludy mogą żyć wszędzie i tak dalej.Kluczem do zrozumienia zagadki tych istot i ich przeżycia w naszym świecie są po pierwsze zdolności, o których mówiłem, czyli to mistrzowskie opanowanie środowiska. One są w stanie zrobić to, co robią na przykład duże koty, stać się chwilowo niewidzialnymi. One dobrze znają zakres działania naszych zmysłów i dobrze wiedzą, jak się ukryć. Dobrze wiedzą, jak się zakamuflować. Prawdopodobnie mają to wyćwiczone. One być może w niektórych miejscach nadal spotykają ludzi. Wiedzą, jak się z nimi obchodzić. Natomiast druga sprawa, która jest bardzo ważna według mnie w zrozumieniu hominidów, śnieżnych ludzi i bigfootów. Kluczowa. Wiele osób sobie myśli: „A jeżeli one istnieją, to dlaczego nie zostanie zorganizowana grupa badawcza, która pójdzie i je po prostu złapie?”.
Problem nie jest taki łatwy. Po pierwsze te istoty, jak odkryli radzieccy primatolodzy, badacze śnieżnych ludzi, w tym między innymi Igor Burcew, Borys Porszniow, Walentin Sapunoow. Oni w zasadzie stworzyli taką mapę, z której wynika, że te istoty migrują. To znaczy, one mają ustalony szlak i prawdopodobnie tak jak inne zwierzęta pokonują pewne dystanse, nauczyły się omijać człowieka. Sapunoow twierdzi, że te istoty nawet na pewnym etapie rozwoju naszego spotykały homo sapiens, żyły z homo sapiens. Natomiast potem okazało się, że nie ma dla nas miejsca, nie ma miejsca dla małpoludów, nie ma miejsca dla homo sapiens w jednym środowisku, w jednej przestrzeni życiowej. Dlatego te istoty zostały zepchnięte do dziczy. Stąd też pojawił się taki pierwotny strach przed nimi. Stąd mogły się pojawić te legendy, że one są po prostu strażnikami lasu. One zostały zepchnięte w środowiska, gdzie nie spotykały się z człowiekiem, gdzie nie musiały z nim konkurować.
W jakieś ostępy leśne, w puszcze, w góry. Tam rzadko widziały człowieka. Oczywiście są to rejony, do których nie mamy dostępu, które są trudne w opanowaniu, które są trudne w monitorowaniu. Nie mówimy o lesie, nie mówimy nawet o lasach wielkości Puszczy Białowieskiej, ale mówimy tak naprawdę o terenach leśnych, które są wielkości, tak jak powiedziałem wcześniej, województwa albo nawet kilku województw. I tam szukanie tego stworzenia jest naprawdę trudne. Wbrew temu, co tam nagadają w telewizji jacyś tam fotelowi sceptycy czy jacyś tam specjaliści, mądrale z Centrum Nauki Kopernik. To oczywiście taka przenośnia, bo oni się bigfootem nie zajmują, ale to jest ten typ mądrali. I to jest, wydaje mi się, klucz do zrozumienia zagadki tych istot, czyli przede wszystkim środowisko, w którym żyją. Po drugie ich zwyczaje, które też są bardzo ciekawe, o których może powiemy. I po trzecie to mistrzowskie opanowanie środowiska.
A jeżeli ja bym miał je gdzieś zaklasyfikować, to powiedziałbym, że to są jednak zwierzęta.
[27:44] - Przypomnę słuchaczom Radia Paranormalium, że audycję o bigfootach i innych hominidach realizujemy w całości na żywo. Jeżeli macie państwo jakieś pytania czy też komentarze do audycji, to można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy na pytania i komentarze również na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, jak również na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Kolejne pytanie z naszej ściśle tajnej listy pytań, które przyszły przed audycją, brzmi następująco: „Jakie dowody świadczą o istnieniu tych istot? Dlaczego do tej pory nie natrafiono na żadne ślady w postaci zwłok lub kości tych istot i dlaczego pozostają one tak nieuchwytne?” Piotrze?
[29:05] - Tutaj pojawia się pewne niezrozumienie. To znaczy owszem, istniały próby schwytania tego typu stworzeń, podejmowane nieraz, czasami wielkim nakładem sił, które nic nie przyniosły. Może jeszcze będziemy o nich mówić, ale były też przypadki, kiedy po prostu zastrzelono te istoty, tylko z jakichś powodów po prostu nie dostały się w ręce badaczy. Znane były takie przypadki. Wiele takich przypadków z II wojny światowej, kiedy czerwonoarmiści albo łapali je żywcem, albo je zastrzelili. Z wiadomych powodów one nie mogły dotrzeć do badaczy. Jeżeli chodzi o kości tych stworzeń. Problem polega na tym, że jak powiedziałem, one migrują i zamieszkują obszary, do których trudno dotrzeć. Kiedyś było takie porównanie, dlaczego tak trudno na przykład natrafić na kości dzikich zwierząt czasami. Na przykład dlaczego tak trudno natrafić na kości goryli i innych dzikich stworzeń?
Z tego powodu, że one są ukryte w miejscach czasami, do których człowiek nie ma dostępu na co dzień. Ale w przypadku bigfoota możemy też mieć takiTaki problem, że te stworzenia mogą na przykład wędrować do miejsc, w których składają swoje kości, tak jak to mają w zwyczaju niektóre duże ssaki, prawda? Tworzą miejsca, w których te ich kości są gromadzone. Nie da się wykluczyć, że na przykład te szkielety Śnieżnej Ludzi znajdowano, prawda? Tylko albo były nierozpoznane, albo do dzisiaj gdzieś tam zalegają w magazynach. Jest też wiele dowodów w postaci na przykład znanych wszystkim odcisków, odlewów stóp. Jest ich naprawdę wiele. Nie będę o tym mówił, bo to chyba każdy widział. One były niejednokrotnie analizowane przez anatomów. Są też oczywiście dowody w postaci kępek włosów.
Jest ich sporo, jest ich dużo. Jedyny problem, który się pojawia przy tej okazji, to fakt, że jest ich zwykle za mało, żeby coś o nich powiedzieć. W przypadku Yeti mamy do czynienia z tak zwaną czapką Yeti, która była niejednokrotnie badana. Tych czapek jest tak naprawdę kilka. Ta najsłynniejsza, badana, znaleziona przez Hillary'ego, okazała się tak naprawdę być zszyta z koziej skóry. Ale niewykluczone, że któraś z nich rzeczywiście należała do tej legendarnej istoty, jaką jest Yeti. Jeżeli chodzi o nieuchwytność tych istot, to już jak powiedziałem wcześniej, istnieje pewien zespół cech i okoliczności, które sprawiają, że małpoludy, czy też śnieżni ludzie, czy jak je nazwiemy, są po prostu zawsze o krok przed człowiekiem. Z tego powodu, że są to istoty dość inteligentne. One nie są inteligentne tak jak ludzie, nie są inteligentne tak jak zwierzęta leśne, które znamy na co dzień, prawda? Nie są inteligentne jak drapieżniki leśne ani duże zwierzęta, natomiast dysponują rozumem na tyle rozwiniętym, że pozwala on im unikać ludzi, ale jednocześnie nie daje im takich możliwości, by mogły na przykład rozwinąć jakąś nawet prymitywną kulturę.
Ale tutaj nie będę zabierał głosu, bo już się nagadałem. Chris, mam nadzieję, opowie o najnowszych wynikach badań, które jakiś rok temu wstrząsnęły środowiskiem kryptozoologów. A chodzi mi o wyniki badań pani doktor Ketchum.
[33:15] - Tak, rzeczywiście Melba Ketchum przeprowadziła szereg takich badań. Melba Ketchum jest naukowcem, który współpracuje z laboratoriami policyjnymi i przeprowadza dla nich badania forensyczne. Dlatego jest osobą wykwalifikowaną, o odpowiedniej wiedzy i odpowiednich narzędziach, aby móc wykonywać tego typu prace. Czyli na przykład dokonać sekwencji kodu DNA, pobrać tego typu próbki z odpowiedniego preparatu, sprawdzić jego czystość i móc wykonać to wszystko w warunkach, które zapewnią pewien naukowy standard i jednocześnie nie pozostawią i efekty, i wyniki tego typu badań nie pozostawią wątpliwości, z czym i kim mamy do czynienia. Pani Ketchum właściwie nie interesowała się hominidami ani Big Footem. Traktowała to, jak większość ludzi, jako interesujący, ciekawostkowy folklor. Aż któregoś razu do jej laboratorium przyniesiono próbkę włosów, które pobrała. Akurat tak się to wydarzyło, że pobrali to policjanci i pobrali to w odpowiednich warunkach, bo zadzwonili po ekipę forensyczną, ponieważ to była taka sytuacja, że na granicy rezerwatu indiańskiego Indian Hoopa pojawiło się jakieś zwierzę. Zaczęło szukać czegoś w śmietniku. Indianka, która mieszkała w tym domu, wyjrzała przez okno, ponieważ tam, w tym miejscu, gdzie ona trzymała sobie ten śmietnik, była zamontowana lampa, która reagowała na ruch.
Lampa się zapaliła. Zobaczyła wielkiego stwora. Myślała początkowo, że to niedźwiedź. Nie zastanawiając się długo, zadzwoniła do swojego szwagra, który był policjantem. Akurat miał nocny dyżur w tym rejonie, był na patrolu. Przyjechał ze swoim kolegą samochodami. Włączyli swoje reflektory i oświetlili to miejsce. Okazało się, że patrzą wcale nie na niedźwiedzia, a na potężnego, olbrzymiego małpoluda, potężnego Big Foota. Ten wcale się ich nie przestraszył. To raczej policjanci się przestraszyli tego stwora i po prostu odszedł sobie w las.
Tak jak oni sami opowiadali, był tak wielki i ciężki, że nawet kiedy zniknął w lesie, jeszcze ciągle czuli, jak drży ziemia od jego stóp, kiedy oddala się w stronę lasu, niespiesznie, nie uciekając, nie będąc w żadnej panice. Przyjrzeli się bliżej temu miejscu i tam właśnie znaleźli kępki włosów zostawione tu i ówdzie. Ta ekipa forensyczna wezwana do tego miejsca pobrała je w sposób, który zapobiegł zanieczyszczeniu próbek. Bo w przypadku badań genetycznych najczęstszym problemem jest to, że próbka jest zanieczyszczona. I tak się dzieje na przykład w przypadku, gdy badany jest jakiś nieznany gatunek człowieka, jak na przykład ludzie, którzy posiadali wydłużone czaszki czy czaszka Star Child, którą Lloyd Pye próbował badać. Zazwyczaj wśród takich niepasujących do naukowej układanki elementów głównym argumentem, żeby odrzucić tego typu badania jest to, że próbka była zanieczyszczona, że dostał się tam jakiś inny materiał, który absolutnie unieważnia wszelkie badania przeprowadzone na tym materiale, na takiej próbce. W tym przypadku tak nie było. Pobrane włosy okazało się, że mają mieszki, więc była wielka szansa, że zachował się w tych mieszkach włosowych materiał genetyczny. Zostały wysłane do laboratorium pani Ketchum. Ona te próbki przebadała iPonieważ szybko się zorientowała, że nie jest to typowa próbka włosów i że niekoniecznie należy do rodzaju ludzkiego.
Zanim ogłosiła światu, że ma do czynienia z próbką jakiegoś hominida nieznanego nauce, część swoich próbek, które miała do swojej dyspozycji, wysłała do innych laboratoriów, płacąc tym laboratorium za usługę. Były to laboratoria uniwersyteckie, znane. Przeprowadziły oczywiście swoje badania. Też były zaskoczone, z jakim zwierzęciem mają do czynienia, jakie zwierzę zostało odkryte. Kiedy w tych laboratoriach, w uniwersytetach dowiedziano się, że próbka dotyczy Bigfoota bądź jakiegoś innego hominida, laboratoria natychmiast kazały wykreślić swoje imię z tego typu badań i nie chciały absolutnie współpracować w ogłoszeniu tego typu wyników. Doszło do tego, że w momencie, kiedy ta sytuacja zaczęła w jakiś sposób emocjonalnie narastać i kiedy stało się jasne w świecie naukowym, że być może jesteśmy o krok od ogłoszenia czegoś niezwykle epokowego, jak potwierdzenia istnienia Bigfoota, okazało się, że tego typu badań, jakie przeprowadziła pani Ketchum, nie chce opublikować żadne czasopismo naukowe. Proces naukowy w świecie, w którym dzisiaj żyjemy, polega na tym, że publikuje się artykuł i ten artykuł jest krytykowany przez innych naukowców o podobnych zainteresowaniach. Ta krytyka może być pozytywna, może być negatywna. W jej trakcie badania są ze sobą porównywane, są w jakiś sposób definiowane i na końcu można wyciągnąć wnioski na temat badanego zjawiska. W przypadku ogłoszenia wyników badań genetycznych nad włosami Bigfoota żadne z czasopism nie chciało się zgodzić.
Pani Ketchum próbowała zasięgnąć rady i opinii Igora Burcewa, który jest znakomitym specjalistą od hominidów, rosyjskim specjalistą. Burcew zaproponował, żeby wydrukował to jakiś magazyn naukowy w Rosji, ale nie zdecydowano się tego zrobić, ponieważ rosyjskie badania czy rosyjski magazyn być może tym bardziej nie byłby brany pod uwagę przez zachodnich naukowców. Skończyło się to tak, że pani Ketchum stworzyła własne czasopismo naukowe i opublikowała w nim swój artykuł. Okazało się, że żaden z naukowców nie odpowiedział na niego, że nikt go nie krytykował, nikt go nie popierał. Wszyscy nabrali trochę wody w usta i właściwie temat został kompletnie odrzucony, zignorowany. To wpisuje się w ostatnią tradycję krytykanctwa naukowego, kiedy w najrozmaitszych dziedzinach, czy to od megalitów, czy poprzez UFO, czy przez jakieś inne kontrowersyjne zjawiska, dochodzimy do punktu, że rzeczywiście nagle okazuje się, że jest coś, czego możemy się uchwycić, jakiś argument, który może poprzeć kontrowersyjną tezę na tego typu temat. Okazuje się, że nauka nabiera wody w usta i po prostu ignoruje, zamyka oczy i udaje, że tego tematu nie ma. Tak też stało się w przypadku pani Ketchum, która jest kobietą bardzo wojowniczą, próbowała zwrócić na siebie uwagę tu i ówdzie. W zasadzie się to nie udało. Historia ta znana jest tylko dla ludzi, którzy interesują się tematem, są entuzjastami tego tematu.
Tak naprawdę nikt więcej go nie opisuje, nikt się więcej tym nie interesuje. Tego typu badania są usługą dość drogą, więc siłą rzeczy nie można ich przeprowadzać za dużo i robić za często, bo po prostu nie wystarczyłoby na to pieniędzy. Trzeba znaleźć jakieś różne metody finansowania tego typu historii. Pani Ketchum nie spoczęła na laurach. Pracuje dalej, przyjmuje kolejne próbki włosów znalezionych w różnych miejscach, głównie Stanów Zjednoczonych. Ostatnio zajęła się również poszukiwaniem materiału genetycznego w kościach, które uważa się, że należały do gigantów. Ma już na tym polu pewne osiągnięcia i szykuje się do następnego ciekawego ogłoszenia, następnej ciekawej informacji, która jeszcze bardziej podgryzie ten naukowy beton, który nie zgadza się z tego typu podejściem. Drugim problemem w znalezieniu takiej odpowiedzi, z jakim zjawiskiem mamy do czynienia, mówiąc o Bigfoocie, są sami badacze tego problemu. Są oni niezwykle zazdrośni o swoje osiągnięcia, podcinają sobie nogi, robią sobie różne głupie świństewka po to tylko, żeby w jakiś sposób zagłuszyć konkurencję i samemu być tym, kto zostanie ogłoszony jako odkrywca Bigfoota. W tej chwili w sytuacji, jaką mamy, widać wyraźnie, że na czele są dwie instytucje naukowe, z których jedną reprezentuje pani Ketchum, która jest forenzikiem i ma doskonale wyposażone laboratorium mogące przeprowadzać tego typu badania.
A drugim jest pan Sykes, który jest z Oksfordu i który prowadzi swoje własne badania, między innymi współpracując z Rosjanami. Między innymi to, co w tej chwili próbuje odnaleźć, to jest kod DNA, który należałby do słynnej Zany, która żyła pod koniec XIX wieku gdzieś w Abchazji, w rosyjskiej Syberii. Wyglądała jak olbrzymi Bigfoot, miała potworną siłę. Bardzo trudno się było z nią dogadać. Została schwytana jako trofeum myśliwskie.W międzyczasie spłodziła kilkoro dzieci i niektóre z nich przeżyły do czasów w miarę współczesnych. Dlatego ekipa Sykesa doprowadziła do tego, żeby odkopać ich kości i z nich pobrać DNA, aby sprawdzić, czy należą one w 100% do człowieka, czy też mamy do czynienia z bigfootem. Na razie nie ma konkretnych wniosków. Wiele wskazuje, że Zana bigfootem nie była, mimo że wyglądała jak bigfoot. Mogła natomiast być w jakiś sposób spokrewniona ze znanymi nam hominidami, typu na przykład denisowa, której rasa człowieka zamieszkiwała Syberię. Z drugiej strony możemy też przypuszczać, że sam Sykes, reprezentując szanowną, w cudzysłowie, instytucję naukową jak Oxford, będzie próbował swoim autorytetem nie tyle storpedować tego typu badania, co naprowadzić je na kierunek, który będzie dla nauki bezpieczny bądź stworzy warunki, że w jakimś procesie, trudno mi sobie wyobrazić ten proces, będzie można to z czasem zaakceptować, że istnieje coś jeszcze niż tylko człowiek, że coś ciągle funkcjonuje w naszych lasach, w miejscach trudnych, jak powiedział wcześniej Piotr.
Nie do końca zgadzam się, że mamy do czynienia ze zwierzęciem i to niezwykle inteligentnym, dlatego że świat podlega pewnym prawom, ale też jest zespołem przypadków. Przez przypadek znajdujemy wiele rzeczy, przypadki zdarzają się ludziom, zdarzają się zwierzętom i tego typu przypadki jakoś nie przydarzyły się bigfootom. Żaden z nich nie wpadł pod wielką ciężarówkę. Żaden z nich nie został nakryty na gorącym uczynku podczas snu przez akurat przechodzący patrol wojskowy, który trenował w tym miejscu i mógł go zaskoczyć i pojmać. Żaden myśliwy, choćby najlepszy, nie dopadł go i nie złapał. Dlatego ta regularność i prawidłowość, która pozwala bigfootowi za każdym razem wymknąć się z wszelkiej pułapki, wskazuje, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko zwierzę, z czymś więcej niż tylko hominid. Być może sam fakt, że taka istota jest w stanie tak doskonale się zamaskować, zakamuflować i przewidzieć, co się wydarzy za chwilę, jakie są intencje tych, którzy usiłują go osaczyć, wskazuje, że mamy do czynienia z czymś więcej, że być może istota ta nie należy do żadnego ze światów ani zwierzęcego, ani ludzkiego. Być może należy ona do jakiegoś innego świata. Ponieważ żyje na Ziemi i funkcjonuje w naszym ludzkim obrębie, musi spełniać pewne cechy, żeby móc zaadaptować się do życia na Ziemi. Być może jej pochodzenie jest absolutnie nieziemskie.
Być może przybyła bądź przybywa regularnie z innej planety i ta postać jest tylko czymś w rodzaju, zabrzmi to może zabawnie, skafandra kosmicznego, który pozwala jej funkcjonować na danym terenie. W Stanach, gdzie zjawisko to jest obserwowane regularnie, próbowano zorganizować kilka poważnych wypraw myśliwskich, których celem było wytropienie bigfoota i schwytanie, nie zrobienie mu krzywdy, a tylko schwytanie bigfoota. W kraju tym żyje paru znakomitych tropicieli, ludzi, którzy fantastycznie znają lasy, mają do dyspozycji masę najrozmaitszych środków. Na przykład mają kamery termiczne, aparaty fotograficzne, które działają na ruch albo także na ciepło. Rozstawiali je w różnych punktach lasu, na drzewach, na kamieniach, w miejscach, gdzie przypuszczalnie bigfoot mógłby się pojawić. W końcu podczas jednej z takich wypraw, gdzie dość spora grupa tropicieli dostała informację, że bigfoot jest w pobliżu, zakreślono obszar kilku mil kwadratowych, gdzie mógł się znajdować. Teren ten ściśle otoczono. Wiadomo było, że nic się nie wyślizgnie z tego terenu, że kwestia złapania bigfoota jest tylko kwestią czasu. Wiedziano, że on tam jest i wiedziano, że nie ma szans uciec, że przynajmniej ktoś go zobaczy, dostrzeże, zastrzeli, zrobi przynajmniej zdjęcie. Kiedy ruszyła ta szczelna nagonka, okazało się, że nic tam nie ma.
Bigfoot zapadł się pod ziemię, po prostu odparował. Zniknął kompletnie, mimo że nie miał szans ucieczki z tego akurat miejsca. To pokazuje jego nadnaturalne możliwości, umiejętności, które bardzo trudno porównać z jakimikolwiek innym zwierzem, zwłaszcza tego rozmiaru. Jeśli miałoby to być zwierzę bądź jakiś homolud, małpolud, to jest on olbrzymich rozmiarów i ukryć coś takiego jest niezwykle trudno. Zwłaszcza dziś, kiedy mamy do dyspozycji drony z kamerami termicznymi, takie zwierzę powinno zostać w jakiś sposób zauważone i schwytane. Tak się nie dzieje. Ono ciągle wymyka się, mimo olbrzymiego zainteresowania i mimo tego, że stosowane są coraz lepsze i coraz bardziej zaawansowane technologicznie metody. Wynik jest ciągle ten sam. Bigfoota jak nie było, tak nie ma. Istnieje tylko w opowieściach świadków i w legendach.
To wszystko. Dziękuję.
[48:40] - Mówiłeś o żołnierzach, którzy się na niego natknęli. Jednym z najciekawszych przypadków rosyjskich jest sprawa żołnierza o nazwisku KarapetjanTo się działo tam, gdzie Zanę znaleziono, czyli na Kaukazie w czasie II wojny światowej. Karapetian całkiem przypadkiem wypłynął, dlatego że przyszedł na spotkanie z którymś z prymatologów. Już nie pamiętam z kim, czy z Sapunowem, czy z Burcewem. Chyba tak. Został na koniec i mówi, że ma do opowiedzenia pewną historię. Opowiada, że kiedy służył, nie pamiętam jako kto, prawdopodobnie był lekarzem. Patrol schwytał gościa, który był ubrany w futro. Myśleli, że to szpieg, dywersant, cokolwiek. Przywieźli go do Karapetiana.
Ten próbuje mu ściągnąć to futro. Nie da się. Jak opisywał, to stworzenie było wielkości człowieka, mniej więcej. Było porośnięte rudym czy brązowawym włosiem długości trzech centymetrów. Co ciekawe, oni go nie wypuścili. Trzymali go w więzieniu, w celi. Próbowali się z nim porozumieć. Okazało się, że ten ktoś, mówili na niego ktoś, dlatego że w tym przypadku istota była chyba dość młoda i posiadała niezarośniętą twarz. Karapetian twierdzi, że twarz była ludzka, tylko miała bardzo głęboko osadzone oczy. Co ciekawe, miała coś w rodzaju wąsów, takich dziewiczych wąsów.
Takiego meszku jak u gimnazjalisty. Co ciekawe, nie chciała jeść i najbardziej wyróżniało ją to, że strasznie się pociła. Nie wiadomo, co się z nim stało. Prawdopodobnie go wypuścili. Chyba. Tego już nie pamiętam. Natomiast była jeszcze wcześniejsza opowieść żołnierza, który się nazywał Topilski i stacjonował w okresie wojny domowej w Rosji, gdzieś na Pamirze, bardzo daleko. Sytuacja była podobna. Nagle zastrzelono stworzenie, tak opowiadał, które również uważano za szpiega czy cokolwiek, kogokolwiek. W każdym razie okazało się, że w tym przypadku była to istota stara, leciwa, wręcz siwa, należąca do nieznanego gatunku, przypominająca z grubsza małpę.
Takich historii było mnóstwo. Pamiętam takie opowieści w książce Sapunowa „Między człowiekiem a zwierzęciem”. To jest najlepsza książka o małpoludach, jaka została wydana na świecie. Dostępna w języku polskim. Wydał ją katowicki Kos. Wydawnictwo Kos. Jeżeli ktoś chce zakupić tę książkę, to pewnie ją znajdzie nawet w księgarni Nieznanego Świata. Niech poszuka, tam może jeszcze będzie. Sapunow opisuje tam przypadki, kiedy te istoty zapędzały się na obszary, gdzie ich nie powinno być. Na przykład przechodziły koło koszar wojskowych niejednokrotnie.
Zdarzały się takie przypadki, że żołnierz, czerwonoarmista siedząc w kantynie czy gdzieś, zobaczył, jak przed oknem przechodzi taka istota. Ogromna. Ona była ogromna. Pamiętam, że wzrost oceniano na około trzy metry. I patrzy się na niego. On wpadł w taki szok, że musiał szukać opieki medycznej. Było to rzeczywiście strasznie szokujące dla niego. Takich przypadków było mnóstwo. Był Wit Chachłow, zoolog rosyjski jeszcze za czasów caratu, który mieszkał w strasznie odległym miejscu w Kazachstanie i zorganizował wyprawę. Rzekomo schwytał nawet Śnieżnego Człowieka.
Tylko to było w czasie rewolucji. Nie zdołał go przewieźć do Petersburga. Mnóstwo jest takich historii. Maja Bykowa, jedna z czołowych badaczek Śnieżnego Człowieka. Miała takie szczęście, że natknęła się na niego zwyczajnie, kiedy przepływała rzeką gdzieś na Syberii. On po prostu wyszedł. Widziała go z bardzo bliska. I tak dalej. Igor Burcew, wspominany już tutaj. Jeżeli chodzi o Zanę, o której mówił Chris, to tak naprawdę nie Sykes szukał grobu Zany, tylko już w latach 60.
radzieccy badacze dowiedziawszy się, że na Kaukazie może być potencjalny grób takiego hominida, szukali tej istoty. Rzeczywiście nie znaleźli grobu. Być może było to otoczone przez miejscowych swoistym tabu. Natomiast znaleźli groby jej dzieci. Potomkowie Zany żyją do dziś. Noszą nazwisko Sabekia, z tego, co pamiętam. Jedna z nich mieszka bodaj w Tbilisi. Rzeczywiście przez lata nie da się zaprzeczyć, że coś z tymi ludźmi było nie za bardzo, dlatego że oni nie pasują do typowych Abchazów. Nie pasują do tamtejszych grup etnicznych. Wyglądają po prostu inaczej.
Mają potężne szczęki, są ogromni. Są przede wszystkim ciemniejsi. Powstała taka hipoteza gdzieś w latach 70. i 80., żeby już takOdsunąć temat małpoluda, to wysunięto taki wniosek, że ta Zana mogła być po prostu Murzynką z Afryki, że niektórzy abchazjscy szlachcice mieli taką fanaberię i sprowadzali sobie jako służące Afrykanki. Jednoznacznie zachowały się o Zanie takie wspomnienia i takie relacje, bo w latach 70. dało się jeszcze spotkać ludzi, którzy troszeczkę ją pamiętali. Te osoby były już bardzo stare, natomiast troszeczkę ją pamiętali i rzeczywiście nie dało się jej w żaden sposób sklasyfikować. Po przeprowadzonych badaniach okazało się, że Zana rzeczywiście przekazała pewne geny, które mogą należeć do istoty z grupy homo, natomiast niebędącej człowiekiem. Tak to wygląda. Rzeczywiście jest to bardzo kontrowersyjne, ale pozostaje jeszcze temat nieuchwytności Big Foota.
Ja osobiście pozostaję przy wniosku, że jest on zwierzęciem bardzo nietypowym z naszego punktu widzenia, dość inteligentnym, ale rzeczywiście zgodzę się z Chris, że istnieją takie przypadki, kiedy jednoznacznie miały miejsce zdarzenia o charakterze powiedziałbym nadprzyrodzonym. Tylko nie wiem, czy przypisać to paranormalnej naturze Big Foota, czy temu, że on dzięki pewnemu swojemu oddziaływaniu, nazwijmy to zwierzęcemu magnetyzmowi, rzeczywiście potrafi oddziaływać na człowieka. To też jest bardzo ciekawe, ale o tym jeszcze będziemy mówić. Marku, prosiłbym o kolejne pytanko.
[57:13] - Kolejne pytanie z naszej listy brzmi następująco: w których innych rejonach świata występują te stworzenia? Czy można powiedzieć, że małpolud lub Big Foot to gatunek powszechny? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Chris Mikina. Chrisie?
[57:32] - Możemy powiedzieć, że występuje niemalże wszędzie, że wydaje się, że świat jest zaludniony najrozmaitszymi tajemniczymi stworzeniami, małpoludami, śnieżnymi ludźmi, Big Footami, Yeti. Oczywiście najpopularniejsze są te z Nepalu, bo właściwie od tego wszystko się zaczęło, kiedy po raz pierwszy brytyjska ekspedycja wojskowa robiła rekonesans dookoła Mount Everestu. Po raz pierwszy została opisana postać Big Foota, czy jak w tamtejszym języku nazywano to Yeti, czyli śnieżnego człowieka. Wówczas trafiło to do powszechnej wiadomości, zapłodniło ludzką wyobraźnię. Temat stał się sławny i popularny. Ja sam pamiętam, że pierwszy raz spotkałem się z Yetim w książce oczywiście o Tomku „Tomek na tropach Yeti”, gdzie dokładnie wszystkie te legendy i te historie, i podania zostały opisane. Oczywiście Tomek omal nie złapał tego Yeti. Mielibyśmy polskiego bohatera w tej całej dyscyplinie i wreszcie byśmy mieli taki okaz małpoluda, który można byłoby wszystkim pokazać i udowodnić, że jest to prawda. Oczywiście następne przypadki narzucają się same. Na drugim po Yeti pod względem popularności będzie amerykański Big Foot, czy jak mówią Indianie Sasquatch.
To jest kolejna nazwa stworzenia, które zamieszkuje kontynent północnoamerykański od Kanady praktycznie aż po Amerykę Południową, bo podobno widziano tego typu stworzenia nawet w Argentynie. Nie wiadomo do końca, czy jest to tylko przerosł legendy, czy rzeczywiście tam się coś takiego wydarzyło, ale oba kontynenty amerykańskie są pełne tego typu historii i na przykład ilustrują ją wspaniale rysunki naskalne Indian Anasazi, którzy mieli gdzieś 500 lat temu prowadzić całą wojnę z Big Footami, którą niestety przegrali, ale dzięki temu zachowały się do naszych czasów obozowiska Anasazi, które są wykute na bardzo stromych półkach skalnych. Wyglądają troszeczkę jak jaskółcze gniazda. Jest to miejsce, gdzie łączą się cztery stany. Jest to nazwane terenem czy rejonem czterech kątów, gdzie łączą się środkowe stany typu Nowy Meksyk, Arizona, Kolorado i Nevada. Właśnie tam mieli prowadzić z nimi straszliwe batalie. Dlatego ścieżki są wąskie, pozwalają na przejście tylko jednego człowieka. Wejścia są również wąskie, bardzo niskie, tak jakby miały one zabezpieczyć przed wejściem wielkiego stworzenia. Na ścianach jaskiń czy górskich ścianach są rysunki włochatych i potężnych stworów, które walczą z Indianami. Według tych legend Anasazi Big Foot miał je wygrać.
Oczywiście inne miejsca, szczególnie ostatnio znane, to oczywiście Indonezja z Orang Pendek. Wybrało się tam kilka wypraw w poszukiwaniu tego kryptoida. Niezbyt dobrze im poszło, bo dżungla ciągle jest tam potężna, bardzo trudna do przebycia. Warunki są bardzo trudne, tropikalne. W jednym z miejsc znajduje się jezioro, które powstało w niecce wulkanicznej i przez to ta niecka dookoła tworzy miejsce kompletnie odcięte od reszty świata, co pomagaCzy wspomaga raczej powstawanie pewnych gatunków endemicznych, które są charakterystyczne dla niego i tylko dla niego, bo odcina praktycznie kontakty z resztą świata dookoła. I tam rzekomo miałby się pojawić ten orang pendek. Mimo kilku wypraw i mimo wielu podań, wielu świadków, które spotkało się z tym kryptoidem, do tej pory go nie znaleziono. Piotr mówi, że są szanse jego złapania. Ja myślę, że szanse są dokładnie takie same, jak w przypadku amerykańskiego Bigfoota, że ten sprytny kryptoid znowu wymknie się uwadze czy wszelkim pułapkom. Przeleci przez człowieka właśnie z tego powodu, że ciągle mam wrażenie, że występuje on na granicy dwóch światów i być może w jakiś sposób funkcjonuje jeszcze w jednym wymiarze, do którego my na co dzień nie mamy dostępu.
Innym takim miejscem, gdzie mówi się o podobnym stworzeniu, są Chiny. W lasach Shennongjia żyje słynny Yeren, który również przypomina swoim wyglądem Bigfoota. Lasy te są niezwykle tajemnicze, wiąże się z nim cała masa legend. Mają tam żyć oprócz niego białe węże, białe małpy, nawet błękitne tygrysy. Teren jest bardzo ciekawy, ciągle w jakiś sposób niezbadany, jest też bardzo trudno dostępny i to jest chyba charakterystyczne dla wszystkich tego typu miejsc. Ja myślę, że one też w jakiś sposób same dla siebie budują tę legendę przez tą swoją niedostępność. Nie są spenetrowane, nikt nie wie, co tam się dzieje tak naprawdę wewnątrz takiego lasu czy łańcucha górskiego. Dlatego praktycznie wyobraźnia często dużo podpowiada, bądź wyobraźnia pomieszana z legendami ludów, które tam ocierały się o tego typu miejsca. Taka tego typu wyobraźnia powoduje, tak mi się wydaje przynajmniej, że wielu świadków wyobraża sobie, że widzi jakiegoś właśnie stwora, jakiegoś małpoluda. Być może nie ma to z tym nic wspólnego i dochodzi tutaj do pewnego zamieszania, bo tak naprawdę nie wiemy, z jak wielkim zjawiskiem mamy do czynienia.
Czy z dużym, czy z lokalnym, czy jest ono rzeczywiście naprawdę unikalne, czy jest to tylko wynikiem ludzkiego przewrażliwienia, prawdziwej chęci zobaczenia czegoś, bo prawdopodobnie każdy z nas w którymś momencie swojego życia zdał sobie sprawę, że jeżeli coś naprawdę chciałby zobaczyć i dojrzeć, to w końcu tę sytuację sobie w magiczny sposób stworzy i nawet jeżeli to nie istnieje, zobaczy to oczyma wyobraźni i uwierzy w to, że tak rzeczywiście było. Tak jest w przypadku wielu poszukiwaczy UFO, którzy mają więcej szczęścia dziwnym trafem niż inni. A ci, których UFO nie interesuje, jakoś nigdy nie natrafiają, nigdy nie zaskoczy ich, nie przeleci im nad głową, nie wstrząśnie z nimi. Myślę, że podobnie jest może trochę też z Bigfootem. Bigfoot jest bardzo mocno osadzony, szczególnie w folklorze Indian Ameryki Północnej. Praktycznie nie ma plemienia na tym kontynencie, które nie miałoby opowieści na ten temat. I wszystkie te opowieści nie są takimi podaniami, które opowiadają o legendach. Są zapisem życia tych ludów, ponieważ one nigdy nie posługiwały się językiem pisanym, nie zapisywały swojej historii w taki sposób jak my. Więc powstała ta tradycja oralna przekazywana z pokolenia na pokolenie. I zaskakujące jest to, że wszędzie, gdzieś na marginesie tego typu plemion indiańskich występował Bigfoot i może nie tyle był on strażnikiem lasu, co był właściwie ich współmieszkańcem danego terenu, w którym ci Indianie sobie żyli i występowali.
Co jakiś czas następowały tarcia pomiędzy Bigfootem a takim plemieniem indiańskim. W najlepszym przypadku następował wręcz handel wymienny, kiedy na przykład kosze z jedzeniem wynoszono na skraj wioski i Bigfoot je zabierał i zostawiał w zamian coś. To były czasami zabite zwierzęta, to były czasami jakieś owoce leśne. W każdym razie była to taka wymiana i traktowano takiego Bigfoota nie jako być może świętość, ale kogoś z innego kompletnie wymiaru, tak jak ja bym chciał to traktować, komu należy się respekt, szacunek i współistnienie, nawet jeżeli nie rozumie się zasady, na jakiej to działało. W przypadku innych plemion indiańskich były to poważne wojny. Wspomniałem wcześniej o Anasazi. Podobne wojny toczyli z Bigfootami Szoszoni i parę innych plemion, gdy okazało się, że nagle Bigfoot z takiego troszeczkę nieśmiałego stwora, który czasami pojawiał się na skraju lasu, nagle z zapałem, chęcią polowania na ludzi zasmakował w ludzkim mięsie. Indianie w jakiś sposób musieli zareagować. Stąd te wojny. Inna historia jest związana z tym, że w wielu indiańskich podaniach czy opowieściach tej oralnej tradycji są historie o seksualnym wykorzystywaniu Indian przez takich Bigfootów, że samica Bigfoota miała się zakraść do indiańskiej wioski i porwać sobie jakiegoś dorodnego Indianina, po czym wykorzystywać go tyle, ile się go dało wykorzystać, a na koniec go po prostu zjeść.
Zazwyczaj wówczas grupa Indian wyruszała w las szukać takiego nieszczęśnika i czasami udawało się go znaleźć. Stąd wiemy dokładnie, co się wydarzyło, co miało miejsce, co tam się działo, kiedy taka bigfootica nienasycona dopadła tego biedaka i robiła z nim co chciała. Traktowała go jako zabawkę. Prawdopodobnie nie podobała mu się za bardzo.Czego można się domyślać. Z jakichś powodów zazwyczaj takiemu Indianinowi zalepiała oczy żywicą, więc kompletnie nie wiedział, gdzie jest. Nie wiedział, co się dzieje dookoła niego, a ona sobie robiła z nim, co chciała. Tych historii jest masa i są one wszędzie. Czasami mają po kilka tysięcy lat, czasami są bardzo świeże, czasami w ogóle nie wiemy, skąd przyszły. Ale zjawisko jest ciągle aktualne, bo ciągle gdzieś funkcjonuje, pokazuje się i po prostu jest. Ma ciągle nowych świadków, mamy ciągle nowe historie i przynajmniej część z nich na pewno nie jest wymyślona i mamy do czynienia z realnym zjawiskiem.
Dziękuję.
[01:08:17] - Piotrze?
[01:08:20] - Trudno tu będzie dodać cokolwiek, dlatego że wiele zostało powiedziane. Może skupię się na dwóch sprawach, które bym podkreślił. Bigfoot jest zarówno, jak powiedział Kris, czymś mocno osadzonym w kulturze niektórych ludów, a z drugiej strony czymś realnym, bardzo realnym. Pojawia się taki problem, że niektóre nauki, etnologia, etnografia odczytują to w taki sposób, że Bigfoot to pewnie echo przeszłości, duch lasu i tak dalej. To wszystko teraz rzutuje. To jest typowe tłumaczenie dla naukowców. Wielokrotnie to słyszałem. Żaden z tych akademickich mądrali mówiących o tym, że Bigfoot jest echem przeszłości, nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego echo przeszłości zostawia po sobie takie ogromne ślady. Albo dlaczego echo przeszłości bywa widywane w Himalajach na takiej wysokości. Z tych wszystkich stworzeń, o których mówimy, rzeczywiście wiele to stworzenia legendarne.
Stworzenia, których tak naprawdę nikt nie widział. Bo gdybyśmy spojrzeli na listę legendarnych małpoludów z całego świata, to zobaczymy, że trudno znaleźć naród, grupę etniczną, która takich podań nie ma, która ich nie zna. Hominidy, małpoludy występują w zasadzie od północnej Afryki po Japonię i od Europy Północnej po Argentynę, jak powiedział Kris. W Patagonii mieliśmy przecież doniesienia o jakichś kudłatych stworach. Problem w tym, że istnieją miejsca, gdzie Bigfoot, te legendy są jedynie echem przeszłości, a są miejsca, w których to stworzenie realnie żyje. To znaczy Pamir, czyli północna część europejskiej części Rosji, niektóre stany USA, niektóre rejony Chin i tak dalej. Bo to jest stworzenie wędrowne, nie możemy powiedzieć, gdzie ono żyje dokładnie. Stamtąd te relacje pochodzą częściej i dlatego wydaje się, że to stworzenie jest z krwi i kości. Dodałbym jeszcze tylko tyle, może jako ciekawostkę, że w naszej tutaj w Europie mieliśmy do czynienia z relacjami o leśnych ludziach. Tak ich nazywano na przykład jeszcze w średniowiecznych kronikach, także późniejszych, już w epoce nowożytnej.
Na terenie Europy Zachodniej, bardzo często nawet na terenie Wielkiej Brytanii, a także krajów Beneluksu, Belgii i Francji, pojawiały się bardzo często relacje, także w Niemczech, o schwytaniu takiego leśnego człowieka. Tak go nazywano. Kategoriami wpasowuje się w Bigfoota czy śnieżnego człowieka. Stąd też wniosek, że te istoty mogły w dawnych czasach zamieszkiwać również pewne regiony Europy, skąd zostały po prostu wypędzone, wytrzebione. Jeżeli chodzi o Polskę, to tutaj mamy pewien problem, dlatego że w naszym folklorze polskim otwarcie nie występuje Bigfoot. Śnieżny człowiek, czy jak to nazwiemy, bo oczywiście nie Bigfoot. Natomiast może być on ukryty w kilku legendach, mitach, podaniach, dlatego że wiele istot z mitologii słowiańskiej, może dwie, trzy istoty z mitologii słowiańskiej są poniekąd do niego podobne. Mowa tu między innymi o boginkach, o mamunach bardzo często przedstawianych jako owłosieni ludzie zamieszkujący lasy. Mowa tu też o wszelkich demonach leśnych typu borowy, leszy. One miały bardzo różne imiona, charakteryzujące się takimi samymi cechami jak śnieżni ludzie, jak małpoludy.
Oczywiście zostaje nam jeszcze bóg Wołos lub Weles, który był prawdopodobnie opisywany jako stworzenie mocno porośnięte włosiem. Mogą tu się kryć jakieś aluzje do tego, że nasi praprzodkowie też mieli kontakt z tymi istotami.Bo na przykład wschodni Słowianie stykający się prawdopodobnie ze zjawiskiem Śnieżnego Człowieka mieli już kategorie legend o istotach leśnych, leszych, bardziej rozbudowane. Na przykład Walentyn Sapunov twierdzi, że już w „Pieśni o wyprawie Igora” mamy opis zawarty spotkania ze Śnieżnym Człowiekiem, który wchodzi na drzewo i ryczy. Tam jest nazywany diwem albo dziwem, ale tak naprawdę są to tylko moje interpretacje. Za tym może się kryć coś zupełnie innego. Natomiast ja odnalazłem pewne wątki, które świadczą, że i w naszej kulturze te istoty mogły przeżyć. Także to, że w polskiej kulturze jest tak dużo diabłów, które w pewnym momencie zostały przekształcone ze słowiańskich bóstw czy ze słowiańskich demonów, świadczy o tym, że nasza stara tradycja była tak naprawdę dużo bardziej bogata, tylko została w pewnym momencie przez Kościół brutalnie wytępiona i wszelkie stworzenia, wszelkie istoty demoniczne, magiczne zostały nazwane diabłami. Marku?
[01:15:00] - Ja pozwolę sobie przypomnieć słuchaczom Radia Paranormalium, że dzisiejszą audycję o bigfootach i innych hominidach realizujemy w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08, Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym gadu-gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na pytania i komentarze na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, jak również na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, a także na grupach tematycznych Radia Paranormalium i Nieznanego Świata. Przy okazji ukaże się niedługo nowy numer tego czasopisma. Hitem tego numeru jest obszerna i opatrzona hasłem „Temat roku” publikacja „Kontakt”, będąca rezultatem powtórnej po latach wizyty Nieznanego Świata we włoskim miasteczku Grosetto pod Mediolanem, gdzie od półwiecza w prowadzonym przez Marca Lubatiego Centrum Badań Psychotronicznych odbywają się seanse łączności z rozmówcami innej frekwencji istnienia. Piotrze, co jeszcze można ciekawego znaleźć w tym numerze?
[01:16:26] - Jak zwykle dotknięcie nieznanego z kilkoma historiami nadesłanymi przez czytelników. Oczywiście co nieco o UFO, co nieco o reinkarnacji w rodzinie, tym razem w Europie, a także typowe tematy, przede wszystkim typowe rubryki, w tym dość aktualny temat poświęcony zagrożeniu, jakim jest borelioza. „Nieznany Świat” do nabycia w kioskach. Zachęcam, numer lipcowy. Zachęcam też wszystkich do uczestnictwa w grupie Czytelnicy Nieznanego Świata na Facebooku. Codzienna dawka świeżych informacji i dyskusji o zjawiskach anomalnych, niezwykłych i pokrewnych.
[01:17:08] - Przypominamy grupa na Facebooku Czytelnicy Nieznanego Świata. A wracając do tematu głównego naszej dzisiejszej audycji, kolejne pytanie brzmi następująco: czy w Polsce albo krajach sąsiednich, za wyjątkiem Rosji, gdzie wiadomo, że te istoty żyją, były jakieś doniesienia o spotkaniach ze śnieżnymi ludźmi? Piotrze?
[01:17:30] - Pominąwszy to, co powiedziałem wcześniej o możliwych związkach wierzeń słowiańskich z reliktowymi hominidami, mamy dość skąpy zbiór historii związanych z pobytem Śnieżnego Człowieka na terytorium Polski. Jeżeli zaś chodzi o byłe ziemie polskie, czyli pewne obszary Białorusi i Ukrainy, które tworzyły kiedyś część Pierwszej i Drugiej Rzeczpospolitej, to jak się dowiedziałem od Igora Burcewa, zdarzało się, że te małpoludy widywane były gdzieś na obszarze sąsiadującym na przykład z Podlasiem. Tak że na byłe ziemie polskie na pewno te istoty zaglądały. Jeżeli zaś chodzi o-
[01:18:29] - A czy jest jakaś możliwość, żeby w okolicach Gdańska taka istota się zapuściła? Czytałeś pewnie na portalu kryptozoologia.pl artykuł o polskim bigfoocie. Autor tej relacji dosyć nieporadnie napisał nazwę miejscowości. Jedna teoria mówi, że to jest miejscowość Orynka na Białorusi. Ja takiej nie znalazłem niestety. Inna mówi, że chodzi o Orunię, dzielnicę Gdańska obecną.
[01:19:02] - Wiem, o co chodzi. Natomiast ta historia jest dość wątpliwa. Myślę, że mamy lepsze, pochodzące z całkiem niedawnego czasu. Istnieje kilka historii, między innymi z okolic Poznania z 2000 roku, gdzie taka istota była widziana z bardzo bliskiej odległości. Posiadam taką relację od pewnego żołnierza, teraz sobie nie mogę przypomnieć skąd.Który po prostu stanął oko w oko z jakimś śmierdzącym stworem podczas warty. Mamy relacje o dziwnych, ogłaszanych istotach, zebrane między innymi przez Arka Miazgę. Jeżeli ktoś chce poczytać o nich, to są do znalezienia w artykule "Polskie potwory", który jest opublikowany na Strefie Tajemnic. Marek może zaraz go wygrzebie i wrzuci na Facebooka radiowego. Natomiast te istoty, jeżeli się zapędzały gdzieś tutaj, to chyba bardzo rzadko i zupełnym przypadkiem, dlatego że nie ma takiej ciągłości zachowanej między jednymi a drugimi obserwacjami. Brakuje po prostu.
Mamy ich kilka. Natomiast jeżeli chodzi o dawne czasy czy PRL, o niczym takim nie słyszałem. Także trudno mi je teraz nawet jednoznacznie ocenić. Jeżeli zaś chodzi o krajościenne, to na pewno w ostatnich czasach słyszałem o takiej istocie na Łotwie, że była widziana. Słyszałem oczywiście o Rosji, to wiadomo. Słyszałem o kilku incydentach, ale to jest chyba mało wiarygodne na Ukrainie, podejrzewam, że to jest mało wiarygodne w przypadku Ukrainy. I to w zasadzie wszystko. Natomiast jeżeli chodzi o Europę Zachodnią, to pamiętajmy, że tamte obserwacje bigfootów, leśnych ludzi, jak ich nazywano w kronikach, to są bardzo dawne czasy. Po prostu możliwe, że w tej części świata, tej części Europy te istoty zostały wytrzebione lub po prostu wyparte w rejony, do których ludzie mają trudniejszy dostęp. Chris, co ty sądzisz o tej mojej koncepcji?
Bo jako że masz daleko tutaj do nas, to pewnie trudno ci się ustosunkować do tego, czy takie relacje od nas pochodzą. Natomiast jak byś się ustosunkował do tej koncepcji mojej, że po prostu te istoty pojawiają się tam, gdzie nie ma ludzi? To znaczy, że ludzie wypierają te reliktowe hominidy poza pewne obszary. Z drugiej strony jak to interpretować, kiedy taki bigfoot grzebie w śmietniku? Czy to znaczy, że cywilizacja wdzierająca się wszędzie także zepsuła bigfooty, jak zepsuła niektóre stworzenia dzikie, zmuszone do współistnienia z człowiekiem? Jak sądzisz?
[01:22:20] - Myślę, że ma to sens to, co powiedziałeś, bo nawet ta sytuacja, kiedy bigfoot grzebał w śmietniku, to miało miejsce w osiedlu, które znajdowało się wewnątrz indiańskiego rezerwatu. A są to miejsca, które tylko w jakiś sposób zahaczają o cywilizację. Bo to słowo, które my byśmy użyli, żeby to nazwać, to jest po prostu jakiś slums. Ponieważ Indianie przez większość swojej historii byli koczownikami, żyli sobie w namiotach, przemieszczali się. Współczesna cywilizacja kazała im się osiedlić w jednym miejscu i oni mają bardzo duży kłopot z tym osiedleniem się w jednym miejscu. Dlatego żyją w sumie w takich baraczkach, barakowozach czy kontenerach, czy w lichych chałupkach. Ponieważ są to miejsca w rezerwacie, które funkcjonują poza obiegiem praktycznie cywilizacji, bo rezerwat w Stanach ma status taki troszeczkę eksterytorialny. Prawo działa tam trochę inaczej, więc nie przyjeżdżają tam ludzie z zewnątrz. Żyją tam w zasadzie Indianie, którzy są najczęściej jeszcze uważani za takich troszeczkę luzerów, którzy nie potrafią sobie w normalnym życiu dać rady, więc żyją praktycznie bardzo blisko natury. I ten kontakt z tymi istotami zamieszkującymi, tak legendarnymi czy tak niezwykłymi jak bigfoot, jest dla nich lepszy.
Tu można dodać jeszcze taki jeden element, że ludzie, u których ten stopień cywilizacji, nie mówię tego z dumą o naszej cywilizacji, ale mówię, że przez naszą cywilizację, nasz stopień racjonalności patrzenia konkretnego na świat w tych właśnie trzech wymiarach, w których funkcjonujemy, jest tak silny, że praktycznie zabezpiecza nas przed widzeniem czegoś innego więcej. Praktycznie chcę przez to powiedzieć, że zatracamy jakiś kontakt z naturą. Ten nasz instynkt, ten zew lasu czy zew natury, czy zew kosmosu przestaje na nas oddziaływać. Przestajemy go słyszeć, nie czujemy praktycznie nic. Natomiast Indianie jako ludzie nie tyle bardziej prymitywni co ludzie, którzy są wciąż silnie połączeni z naturą, ten kontakt mają z tą naturą lepszy. W związku z czym ilość przypadków, kiedy spotykają na swojej drodze bigfoota, jest znacznie większa niż każdego innego człowieka. Tak jakby ta woda kolońska była przez tego bigfoota wyłapywana w powietrzu, którą używałem po goleniu, wyłapywana w powietrzu już 100 mil, zanim on wejdzie do lasu. Dokładnie tego typu zapachy kompletnie nie pozwalają takiemu bigfootowi zbliżyć się do na przykład dużych osiedli ludzkich, miast, miasteczek. Dlatego na terenie Europy może ich nie być, bo nasza Europa cywilizuje się dość dynamicznie i cywilizuje się od dawna, co nie znaczy, że tego typu zjawisko nie istnieje. Czytałem po raz kolejny ostatnio książkę Olgi Tokarczuk „Prawiek i inne czasy".
Jest to fantastyczna proza. Wszystkim bardzo serdecznie i mocno polecam. Tam jest właśnie opowiedziana historia o istocie, która żyła w lesie i nie nazywana ona jest ani bigfootem, ani yeti, ani niczym w takim rodzaju. Jest nazywana złym człowiekiem.Był to człowiek cały zarośnięty, porośnięty włosiem. Był dziki, zły, niedostępny dla tych ludzi. Ludzie go akceptowali, ale oczywiście na granicy tego lasu. Tworzyło to pewną granicę między ludźmi, którzy mieszkają w mieście czy w osadzie, a tym głębokim lasem, do którego zbliżać się nie wolno, a jeżeli już, to trzeba mieć się na baczności, bo to jest teren, w którym ten zły człowiek króluje. I on właśnie napotyka na swojej drodze inną bohaterkę książki, która jest życiowym outsiderem. Nie mogła już mieszkać więcej z ludźmi ze względu na sposób, w jaki pojmowała swoje własne życie. Była nie do przyjęcia dla ludzi z osady, więc wyprowadziła się do lasu i któregoś dnia napotkała tego złego człowieka.
Nie przestraszyła się go, on się jej też nie przestraszył. Razem zbudowali sobie taką symbiozę, bo nawet się polubili. Polubili się nawet aż za bardzo. I ją zawsze intrygowało, gdzie ten człowiek mieszka, gdzie się chowa, gdzie się ukrywa, w którym miejscu go szukać. I postanowiła go wytropić. Za każdym razem, kiedy usiłowała pójść jego śladem, on po prostu znikał, rozpływał się w powietrzu. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jakby doskonale wiedział, że go śledzi i gdzieś za nim jest. Ponieważ była znakomitą zielarką, wpadła na pomysł, że stworzy sobie taką miksturę ziół, w której będzie się kąpać. Kąpała się przez kilka dni i kiedy pojawił się ten zły człowiek w jej okolicy, ona po prostu poszła za nim. Przez tę miksturę ten zły człowiek, czyli ten polski bigfoot, nie wyczuł jej obecności.
Bardzo długo podążała za nim przez las, aż wreszcie jakimś sposobem on ją odnalazł. Rzucał do niej z drzewa szyszkami i pogroził jej, dając do zrozumienia, żeby już więcej tego nie robiła. Po czym momentalnie zniknął. Od tego czasu ta bohaterka, która nazywała się Kłoska, doszła do wniosku, że już więcej nie chce zaspokajać swojej ciekawości, gdzie ten ów człowiek, dziki człowiek czy zły człowiek żyje. Być może jest to inaczej nazywane. My nazywamy to dzisiaj małpoludami, bo mamy świadomość istnienia małp. Wszyscy wiedzą, jak małpy wyglądają. Wszyscy wiedzą, jak wygląda Darwin i teoria Darwina, więc stało się jasne, popularne i absolutnie naturalne porównywanie kogoś do małpy. Ale ludzie w Europie, a zwłaszcza na jej wschodnich kresach, o takich małpach nie mieli pojęcia, więc jak mogli porównywać tego typu stwory do małpoludów? Nie mogli.
Nazywali ich właśnie tak, jak wspomniałeś wcześniej, Piotrze, leśnymi ludźmi czy złymi ludźmi. Być może to był przejaw takiego kryptoida leśnego, który w jakiś sposób był w stanie również żyć w pewnej symbiozie z osadami, które gdzieś tam na obrzeżach lasu funkcjonowały. Tak samo jak funkcjonowali Indianie w osadach i w okolicy również żyły te bigfooty. I od czasu do czasu następowało jakieś takie zderzenie obu tych kompletnie różnych od siebie nie powiem cywilizacji, ale celów życia czy sposobów życia, czy patrzenia na świat, czy funkcjonowania, czy budowania swojej przyszłości, czy oddalenia się od tego, co reprezentuje bigfoot, już tak gminnie używam tego słowa, a reprezentuje cywilizacja ludzka. W taki sposób ja pojmuję to, co się mogło wydarzyć w Europie czy na kresach Europy, że zjawisko to mogło równie dobrze znakomicie funkcjonować, tylko jego odbiór jest zupełnie inny niż po odkryciu śnieżnego człowieka w Nepalu czy też bigfoota w Ameryce i spopularyzowaniu obu tych postaci, sugerując, że w jakiś sposób mogą być spokrewnione z małpami i przez to już narzucają naszej wyobraźni pewne porównania. Wówczas wyglądało to zupełnie inaczej i mogło przez to zupełnie inaczej funkcjonować. A sami wiemy, że europejski folklor pokazuje całą armię najrozmaitszych dziwacznych stworzeń, które właśnie zamieszkiwały lasy, bagna, góry, które jedne były przyjazne dla ludzi, inne nie. I być może właśnie to jest to, czego my szukamy, czyli tego brakującego w Europie bigfoota, który tak naprawdę istniał i funkcjonował tam przez cały czas.
[01:30:34] - I kolejne pytanie z naszej listy: co z tak zwanym aspektem paranormalnym w badaniu natury tych stworzeń? Wielu autorów, w tym na przykład John Kil, uważało, że małpoludy, czy jak je nazwiemy, nie są w pełni biologicznymi stworzeniami. Inni mówią o domniemanych zdolnościach parapsychicznych, które mają te stworzenia posiadać. Czy znajduje to poparcie w relacjach ludzi? Krysiu, jak sądzisz?
[01:31:00] - Znajduje i Kil jest tutaj świetnym przykładem próby zrozumienia tego fenomenu bigfoota jako istoty, który żyje na krawędzi dwóch światów: naszego świata i świata kompletnie paranormalnego czy zaczepiającego inny wymiar. Kil swego czasu przeprowadził bardzo systematyczne badania na temat Mothmana w Point Pleasant, tam, gdzie ten Mothman występował. Chciał zrozumieć to zjawisko, ponieważ miało ono sporo świadków, obiegło świat i stało się bardzo głośne. Zainteresowało go i starał się w jakiś sposób pojąć i w sposób logiczny wytłumaczyć, co tam się wydarzyło.Właściwie co to jest za postać? Bo postać była dziwaczna: miała skrzydła, latała, miała czerwone oczy. Zostawiała po sobie ślady, podobnie jak Big Foot zostawia po sobie ślady czasami, ale Mothman zostawiał ślady, które były śladami wielkiego psa. Nagle Keel doszedł do wniosku, że musi to być częścią jakiegoś momentu, który zahacza o paranormalność, a jednocześnie zahacza o pewną sytuację, która sprzyja istnieniu tego typu zjawiskom. Że nie są to tylko historie paranormalne, ale dotyczą także i kosmitów, UFO, najrozmaitszych historii, które w tym czasie się wydarzały. Bo w czasie, kiedy pojawił się Mothman, rejon, w którym on się pojawił, był bardzo bogaty we wszelkie obserwacje i wydarzenia najrozmaitszych statków kosmicznych, dziwacznych postaci. Trwało to przez jakiś czas i nagle zniknęło.
Dlatego Keel doszedł do wniosku, że tego typu momenty powstają w pewnych określonych warunkach czasoprzestrzennych, działają, funkcjonują, a następnie po prostu zanikają z jakichś powodów, których nie rozumiemy. Jest to właśnie ta sytuacja z pogranicza. Dlatego niektóre miejsca są bardzo aktywne pod tym względem, ale ta aktywność trwa tylko jakiś czas, do pewnego momentu, aż coś je wyczerpie. Nie wiemy, co to jest. Może to być na przykład pewne ustawienie kosmiczne, które buduje tego typu szczelinę czasoprzestrzenną, tworząc być może rodzaj portalu. I taki Big Foot być może jest jedynym sposobem, aby istoty z innej części wszechświata, galaktyki — tu w tej chwili to już jest kompletnie fantastyczna teoria — być może Big Foot jest jedynym sposobem, aby dotrzeć do naszej rzeczywistości. I właśnie dlatego pojawia się w takich miejscach, które albo są bardzo silne pod względem energii elektromagnetycznej, albo właśnie pojawia się to w miejscu, gdzie nasila się bardzo intensywnie działalność UFO i pojawiają się różne postaci, które czasami bierze się za postaci kosmitów, a czasami za postaci demoniczne. Ale działa to jakiś czas i potem w jakiś sposób zanika. To z kolei sugeruje to, co wydarzyło się kiedyś z Göbekli Tepe, które jest ustawione astronomicznie wobec określonych galaktyk kosmicznych. Göbekli Tepe działało do pewnego momentu, a później ci, którzy je stworzyli, po prostu je zasypali.
Jakby to przestało być potrzebne, jakby ten wysiłek, który włożono w zbudowanie tak wspaniałego kompleksu, już był im zbędny. Zasypali go prawdopodobnie dlatego, że po prostu system przestał działać i postanowiono go przechować do następnego momentu, kiedy to ustawienie galaktyczne będzie takie, a nie inne. To właśnie obrazuje pewne połączenie pomiędzy naszym światem a światem, który jest gdzieś bardzo daleko stąd, być może gdzieś w kosmosie. I właśnie tworzy ten portal, otwiera drzwi do innego wymiaru, do innego świata, do innej przestrzeni. Pozwala nam jako ludziom, którzy żyją w trzech wymiarach czy w czterech wymiarach, dotrzeć do tych innych i użyć tego miejsca właśnie do tego typu rzeczy. A takie drzwi będą działały w obie strony. Także być może właśnie ten Big Foot jest przejawem tego typu działalności. Niektórzy mówią, na przykład major Adams mówi, że za każdym razem, kiedy mówi się o Big Footie, to mówi się też o tym, że nad jego głową krąży coś w rodzaju świetlika. I ten świetlik byłby czymś takim, co informuje tego Big Foota, co się dzieje dookoła, skanuje teren, wpływa na możliwość nie tyle porozumiewania się telepatycznego, co obezwładnienia człowieka, z którym na przykład spotka się na drodze, poprzez rodzaj jakiegoś takiego hipnotycznego transu, bądź też wręcz zwierzęcego strachu, jaki spada na człowieka w spotkaniu z tą istotą. Być może jest to taka czynność samoobrony.
Takim najbardziej krzykliwym przykładem tego, że Big Foot może być przybyszem z innej planety, jest Chewbacca z „Gwiezdnych wojen”. Jest to małpolud, ale niezwykle inteligentny. Lata statkami kosmicznymi, strzela z najrozmaitszej broni, potrafi naprawić wiele urządzeń, ale należy do kompletnie innego świata.
[01:36:43] - Piotrze?
[01:36:45] - No właśnie. I tutaj otwiera się pole do pewnych rozważań, które wychodzą z jednej strony bardzo daleko w przestrzeń dywagacji i abstrakcji, a z drugiej strony są bardzo konkretne. Dlatego, że John Keel, dziennikarz, badacz zjawisk paranormalnych, pisarz urodzony w roku 1930, zmarł całkiem niedawno. W zasadzie zrobił coś, co nie udało się zrobić innym. Podsumował wszystko to i starał się odpowiedzieć, jak to się dzieje, że ludzie widzą dziwne istoty i w zasadzie widzą je cały czas, czasami w bardzo podobnych formach. I to, w jaki sposób na nas wszystkich oddziałują. Stworzył taką teorię. Ona może nie była momentami spójna, bo różniła się w zależności od publikacji i okresu, natomiast mówiła ona o tym, że na Ziemi oprócz naszej inteligencjiIstnieje też inteligencja druga i ta inteligencja druga jest z naszej perspektywy nieuchwytna, niepojęta. Natomiast ona ma taką możliwość, że wchodzi z nami w interakcje i na przykład potrafi się objawić człowiekowi zgodnie z tym, jakie są jego postrzegania albo zgodnie z duchem epoki. Z tego powodu na przykład w jednej erze ludzie widzieli bogów i ich ogniste rydwany, w drugiej erze widzieli dziwnych pasażerów statków powietrznych i sterowców.
Potem widzieli kosmitów, kiedy przyszła era lądowania na Księżycu i podboju kosmosu. A inni, którzy są niedopasowani do panujących standardów, widzą na przykład demony, istoty z folkloru i tak dalej. To wszystko wpisuje się w ogromny konglomerat dziwnych zjawisk, poprzez który ta druga strona stara się nam coś powiedzieć. Keel nie był w stanie do końca wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Natomiast przeanalizował w dwóch książkach wszelkie dziwne spotkania ze stworzeniami, które wchodzą w skład zainteresowania kryptozoologii i doszedł do takiego wniosku, że wiele z nich tak naprawdę ma naturę nie tyle czysto cielesną, co paranormalną. Jak już powiedział Chris, te stworzenia, począwszy od widmowych psów, demonicznych psów, wilkołaków, różnego rodzaju stworzeń, plus oczywiście śnieżnych ludzi, bigfootów. One wyglądają zupełnie materialnie. Natomiast problem z ich naturą jest taki, że one posiadają pewne cechy nie do końca będące biologicznymi. Innymi słowy, one tutaj trafiają na chwilę z innego wymiaru. Tak to Keel mówił, z innego wymiaru egzystencji na jakiś czas.
Po prostu wypadają tutaj, potem robią troszkę nieładnych rzeczy. Niektóre atakują innych, inne coś zjadają. Dobrze znamy to z przykładu na przykład chupacabry. Po czym one znikają. Otwiera się pewien portal i one sobie odchodzą. Keel właśnie w ten sposób starał się tłumaczyć te zjawiska. Podsumuję jeszcze raz. Część z nich miał za emanację tego systemu, który mieszka z nami na planecie i on przybiera różne postaci. Natomiast druga część była pochodzenia nie do końca ziemskiego, pochodziła z innej linii rzeczywistości. One tutaj przybywały i w jakiś sposób oddalały się.
Co ciekawe, w wielu przypadkach Keel zauważył, że one miały chęć na przykład na niepohamowaną krew, jak choćby chupacabra czy jak choćby wszystkie podobne stworzenia, które przez dziesięciolecia były notowane nie tylko w Ameryce Południowej, ale też w Europie. Jaki z tego wyciągnąć wniosek? Ano taki, że trzeba przeczytać wszystkie książki Keela, żeby zobaczyć, jakie to jest pasjonujące, dlatego że nie da się tego wyjaśnić w kilku słowach. O ile ma to sens w przypadku ufologii możemy to tłumaczyć, o tyle w przypadku dziwnych stworzeń już nie do końca. Keel był zdania takiego, że te potwory istnieją i mogą tutaj przybywać. Natomiast oni nie są ziemianami w takiej formie jak my. Oni są troszkę inaczej zbudowani. Oni nie są biologiczni w takiej formie. Ponieważ wśród wielu dziwnych relacji, z którymi się zetknął, pojawiały się też wzmianki o małpoludach, doszedł do wniosku, że wśród tych stworzeń również mogą kryć się tego typu istoty. Nie wiem, jak to można określić, tego typu przybysze z innej rzeczywistości.
Natomiast trzeba też pamiętać o tym, że materiały zebrane przez kryptozoologów stanowią poważny kontrargument do hipotezy Keela, która momentami się klei. Dlatego że wiele wskazuje na to, jak powiedziałem, że te istoty są jednak biologiczne. Takie jest moje zdanie. Jeżeli chodzi o te wszystkie dziwne zdolności, które ma posiadać śnieżny człowiek czy bigfoot, to już o tym powiedziałem na początku, że być może są to pewne elementy, które pozwalają mu przetrwać w naturze. Być może my na pewnym etapie rozwoju jako homo sapiens również coś takiego posiadaliśmy, może nie w takim stopniu. Mogliśmy posiadać na przykład rozwiniętą empatię, rozwinięte przeczucia, które do dziś jakoś w nas siedzą. Telepatia. Natomiast z czasem to ulegało zanikowi. Tak samo w przypadku śnieżnego człowieka ta broń w postaci możliwości hipnotyzowania czy wzbudzania panicznego strachu w człowieku mogła być gwarantem jego przeżycia. Jego największy wróg, człowiek, po prostu się go bał.
Przestał go dostrzegać. Dlatego to może być po prostu jego mechanizm obronny, zupełnie ewolucyjny. Ja tak to widzę.
[01:43:48] - Przypomnę słuchaczom Radia Paranormalium, że naszą dzisiejszą audycję poświęconą... hominidom, bigfootowi, yeti, yerenowi i innym tego typu istotom realizujemy w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również pisać do nas na Gadu-Gadu, na nasz numer Gadu-Gadu: 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, jak również na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. Drodzy państwo, kolejne pytanie z naszej listy brzmi następująco: co z ustaleniami uczonych oraz wynikami ekspedycji, które były wielokrotnie organizowane zarówno w Rosji, Chinach, jak i na przykład ostatnio w Indonezji? Krisie.
[01:45:02] - Jest w zasadzie pewne, że żadna z tych ekspedycji nie przyniosła oczekiwanych efektów. Oprócz podań, legend i paru zeznań świadków, które miały widzieć tego typu kryptoida, nie uzyskano nic. Mimo że zastawiano przemyślne pułapki i używano dużo sprzętu elektronicznego, okazało się, że za każdym razem, czy była to Indonezja, czy były to Stany, czy były to Chiny, ten bigfoot wymykał się. W ogóle się nie pojawiał, kompletnie ignorował, jakby znał doskonale intencje grupy, która go poszukiwała. Najczęstsze przypadki spotkania konkretnego oko w oko z bigfootem są z ludźmi, którzy się kompletnie go nie spodziewają, którzy nie stanowią dla niego zagrożenia, którzy nie mają intencji schwytania go czy zabicia go, czy po prostu odnalezienia go. Nawet taka ciekawa prawidłowość się tworzy, że za każdym razem, gdy ktoś spotyka się z bigfootem, jest świadkiem, widzi go i potem próbuje zainteresować się tym tematem i prowadzi jakieś własne poszukiwania na jego temat, nagle ten kontakt się kompletnie urywa. Im bardziej się chce, tym mniej jest okazji, żeby go spotkać albo w ogóle taka możliwość kompletnie znika. I to jest charakterystyczne dla większości tak zwanych badaczy tego problemu, bo zajmuje się nim masa ludzi, zwłaszcza tutaj, na kontynencie północnoamerykańskim. Są całe kluby zrzeszające fascynatów tym tematem. Wielu z tych ludzi ma przynajmniej jedno spotkanie z bigfootem, ale trudno jest spotkać kogoś, kto spotyka się z bigfootem regularnie.
Na przykład ktoś, kto spędził całe swoje życie w lasach Oregonu. To jest dziewicza puszcza, idealne miejsce dla bigfoota, bo jest bardzo rzadko zamieszkałe, niecywilizowane, puszcza nie była nigdy wycięta. Ciągle żyją tam Indianie, ciągle są miejsca, gdzie nie dociera internet, już nie mówiąc o samochodzie. Dlatego tam jest największa szansa, aby ten kryptoid przetrwał. I mimo to, ludzie, którzy doskonale znają las i mieli już doświadczenie ze spotkaniem się z bigfootem, mają bardzo poważny problem, żeby spotkać go raz jeszcze bądź stworzyć cały szereg tego typu spotkań, bo poznając ten temat, w jakiś sposób nie tyle oswajają bigfoota, ale wiedzą, gdzie go szukać, wiedzą, jak do niego dotrzeć, wiedzą, co zrobić, żeby móc nawiązać z nim kontakt. I to się nie udaje. Są różne z tym związane historie. Niektóre są wręcz zabawne, bo jeden z badaczy tego typu tematu, człowiek, który nie ma ambicji, by stać się sławny i popularny, nie chce być gwiazdą telewizji, nie chce ogłosić światu bigfoota. Nie chodzi nawet z aparatem fotograficznym. Po prostu chce się przekonać, że bigfoot istnieje i kilka razy wydawało mu się, że go widzi.
Ale za każdym razem te historie są bardzo niejasne. Na przykład, że coś rzuca w niego szyszkami albo na przykład żołędziami albo jagodami. Któregoś dnia zostawił na drzewie jabłko. Zrobił to za przykładem Indian, którzy mieli handel wymienny z bigfootem. Zostawił na drzewie jabłko. Bigfooty przepadają za owocami. Udał się dalej do lasu. Wrócił po dwóch godzinach. Jabłka nie było. Oczywiście mogło to jabłko zabrać każde zwierzę, które żywi się tego typu owocami.
Nie przywiązał do tego zbyt dużo uwagi, ale po kilkunastu krokach spotkał na swojej drodze królika, który miał ukręcony łeb. Królik był położony na środku drogi. Był jeszcze lekko ciepły, tak jakby ktoś specjalnie dla niego zostawił mu w ramach handlu wymiennego tego królika. Był ukręcony z olbrzymią siłą. Widać, że nie mógł tego zrobić na przykład kugar, który żyje w tym rejonie. Nie mógł tego zrobić niedźwiedź, który zostawiłby ślady po sobie i rozszarpałby tego typu zwierzątko. Zresztą prawdopodobnie nie udałoby mu się nawet złapać tego królika. Musiał zrobić to ktoś, kto był na tyle szybki, aby pochwycić to szybkie zwierzątko i jednocześnie mieć na tyle siły, żeby ukręcić mu główkę, temu biednemu królikowi.On nie zabrał ze sobą tego królika, udał się dalej do lasu i później jeszcze raz przechodził tą samą ścieżką i królika już nie było. Tu też oczywiście mogło to porwać każde inne zwierzę, bo w przyrodzie nic się nie marnuje. Tu przy okazji jeszcze taka odpowiedź na to, dlaczego bardzo trudno jest spotkać, właściwie nie bardzo trudno, w ogóle nie można znaleźć kości Bigfoota, żadnych szczątków po nim, mimo że teoretycznie gdyby był zwierzęciem tych olbrzymich rozmiarów, to w końcu ktoś natrafiłby na jego kości.
Myśliwi, którzy spędzają masę czasu w lesie, mówią o tym, że zabite zwierzę w lesie, ciało takiego zwierzęcia jest w stanie przetrwać maksymalnie 48 godzin. Dlatego, że w przyrodzie nic nie ginie i każdy na takim zabitym ciele zwierzęcia znajduje dla siebie coś smacznego. Zjadane jest mięso, wynoszone są kości, które dostarczają wapnia innym zwierzętom i wszystko praktycznie znika w oczach, nie zostawia po tym śladów. Dlatego bardzo trudno jest, właściwie nie można znaleźć kości niedźwiedzia czy nawet łosia. Nie dlatego, że one idą do jakiegoś określonego miejsca, by umrzeć, a dlatego, że są natychmiast niemalże zjadane przez resztę żyjących mieszkańców lasu. Podobnie może być z Bigfootem. Jeśli gdzieś byłby martwy Bigfoot, jego ciało momentalnie szybko by zniknęło. Jeszcze jedna historia. To jest historia od Indian, że martwy Bigfoot nie zostaje w lesie jak inne zwierzęta, ale jest przykrywany darnią, igliwiem przez inne Bigfooty. Czyli mamy tutaj do czynienia z prymitywnym pochówkiem.
To wskazuje też na rodzaj pewnego abstrakcyjnego myślenia tego stworzenia, które potrafi dostrzec, że należy pochować członka własnego plemienia, że tak to określę. Te wyprawy, tak jak powiedziałem wcześniej, niewiele dają. Co jakiś czas są organizowane i co jakiś czas też próbuje się zebrać najrozmaitsze ślady po Bigfootie. Najczęściej futro. Są to czasami jakieś inne rzeczy. Na przykład na jednym z samochodów znaleziono ślinę, obrzydliwą ślinę, która wskazywała na to, że ten myśliwy, który zostawił ten samochód akurat w tym miejscu lasu, prawdopodobnie samochód znalazł Bigfoot i chciał zajrzeć do środka. Przykleił swój wielki, obrzydliwy pysk do szyby, obślinił ją straszliwie i sobie poszedł. Zebrano też tą ślinę. Zbiera się różne materiały, które miałyby przybliżyć przynajmniej jakąś wiedzę na temat Bigfoota i czasami efekty tych badań są zaskakujące. Na przykład znalezione przez Indian włosy okazało się, że zbudowane są z jakiegoś tworzywa sztucznego, że jest to włókno szklane i bardzo trudno to wytłumaczyć, bo Indianie nie robiliby tego typu żartów, zwłaszcza wśród ludzi, którzy żyją z nimi w bardzo dobrej koneksji i o coś takiego w lesie jest bardzo trudno.
Jednak znaleziono. Oczywiście odrzucono tą próbkę, bo była nieorganiczna, ale z drugiej strony kto wie, może sugeruje coś jeszcze innego, że to owłosienie takiego Bigfoota w zależności od sytuacji czy energii, czy charakterystyki tego miejsca może mieć również inną zupełnie strukturę, może w jakiś sposób mutować swoją strukturę. To tak jak Melba Ketchum w tej sierści Bigfoota znalazła czynnik, który nie ma żadnego odzwierciedlenia w naukowej bazie danych kodu DNA. Nie ma nawet nic podobnego do tego kodu, jaki ona odkryła. Dlatego to zjawisko jest tak sensacyjne, jej odkrycie jest tak sensacyjne i na to nikt nie zwraca uwagi. Także być może w jakiś sposób następuje zmiana, że nigdy nie będzie to to samo, nie będzie to to samo zjawisko organiczne. Może ewentualnie przybrać charakter również nieorganiczny, skoro jego funkcjonowanie w rzeczywistości jest tak bardzo kontrowersyjne, że jeżeli przyjmiemy, że może funkcjonować na granicy pewnych wymiarów czy na granicy naszej rzeczywistości, to kto wie, być może jego postać może być na pół organiczna, a na pół nie. Tego nie wiemy. Oczywiście jest to bardzo radykalne co do tego, co teraz powiedziałem, ale to właśnie jeszcze raz wskazuje na to, że zdajemy sobie sprawę z istnienia zjawiska Bigfoota, ale kompletnie nie wiemy, jak do tego podejść, jak w ogóle rozpocząć jakiekolwiek badania czy zdobyć jakąkolwiek wiedzę na jego temat, że wymyka się ciągle naszym narzędziom, naszej uwadze, naszemu sposobowi patrzenia na świat.
[01:55:25] - Jak już tak przejęzyczyłeś o tych biskupach, to mi się skojarzyło z innym słówkiem, primates, które oznacza ssaki naczelne, ale również prymasów.
[01:55:41] - Boże, śmiałem się z tego i rozłączyło mnie. To była kara boska.
[01:55:46] - Tak.
[01:55:50] - Ale to naprawdę było dobre. Ale ja myślę, że biskupa jest trudniej spotkać w lesie niż Bigfoota
[01:55:57] - Ja myślę, że tak, dlatego że one w ogóle w środowisku realnym nie funkcjonują.
[01:56:03] - Na pewno na granicy.
[01:56:05] - Ti biskupi i prymasi są tak samo oderwani od rzeczywistości jak bigfooty. Pozdrawiamy z Spraywella.
[01:56:17] - Pozdrawiamy Radę Episkopatu i biskupa Pieronka, mego ulubionego. Mam nadzieję, że nas słucha.
[01:56:27] - To pomachajmy.
[01:56:31] - Powracając do tematu tych ekspedycji, rzeczywiście jest pewien malutki problem, dlatego że włożono sporo wysiłku ze strony chociażby Chińczyków i Rosjan, którzy w 1958 roku zorganizowali wyprawę na Pamir. Co ciekawe, brało w niej udział wielu uczonych. Jednym z ojców tej ekspedycji był słynny noblista Igor Tam. Niestety bigfoota nie udało się znaleźć. To nie był jedyny cel tej wyprawy. To była wyprawa przyrodnicza. Bigfoota, śnieżnego człowieka nie udało się znaleźć. Niestety tak samo nie udało się znaleźć jeńców. Tak samo nie udało się znaleźć podczas innych, często prywatnych wypraw tego stworzenia. Nie wiem, z czego to wynika.
Prawdopodobnie z tego, że ono sobie zdaje sprawę, że jest śledzone, że ktoś wtargnął na jego teren. Być może jest na tyle inteligentne, że wie, czym grozi kontakt z człowiekiem. I tutaj występuje pewien problem, bo rzeczywiście mamy odciski stóp, mamy odlewy, mamy coraz więcej nagrań, także głosowych. Te nagrania pojawiające się w internecie moim zdaniem robią więcej dobrego niż złego, dlatego że często wprowadzają duży zamęt. Większość z nich nie jest nic warta. Część to na pewno jakieś mistyfikacje. Mamy film Pattersona, który mimo wszystko po latach nie został, brzydko mówiąc, zdebunkowany, chociaż próbowano w brzydki sposób, prawda Chris?
[01:58:20] - Tak.
[01:58:22] - Wynajęto nawet gościa, który się nazywał bodajże Bob Hieronimus, który był dość przerośnięty i twierdził, że to on się przebrał w ten kostium. To było dość żenujące, nie oszukujmy się. Natomiast istnieje wiele analiz tego filmu, które wykazują, że są takie elementy, których człowiek nie mógłby powtórzyć. Musiałby bardzo długo ćwiczyć, prawda? To raczej przeczyło temu, co mówił Hieronimus.
[01:58:53] - Do tego dochodzi jeszcze kwestia anatomii ludzkiej. Gdyby założyć odpowiednie futro na kogoś, kto miałby udawać bigfoota, to anatomicznie by się to nie zgadzało z budową człowieka. Do tego zbadano ten film klatka po klatce w tej chwili i między ludźmi, którzy to oceniali, byli nie tylko lekarze anatomowie, ale byli to też ludzie, którzy pracują przy filmach, którzy szyją czy budują przebrania dla różnych postaci, czy tworzą tego typu różne postacie. I nawet oni doszli do wniosku, że w tamtych czasach zastosowanie jakiegokolwiek triku czy jakiegoś oszukującego elementu byłoby właściwie i bezcelowe, i niemożliwe wówczas do zrobienia. To jeszcze bardziej potwierdza autentyczność tego filmu. To jest szokujące.
[01:59:51] - Poza tym, gdyby rzeczywiście Patterson i Gimlin mieli takie możliwości, żeby stworzyć coś tak realistycznego, to zastanówmy się, czy oni by się ograniczyli do tych pięciu marnych sekund? Stworzyliby coś, na czym po prostu zarobiliby. To fest, prawda? A nie kilka marnych, dyskusyjnych sekund. Także rzeczywiście mamy sporo ciekawych dowodów. Natomiast czytałem przed chwilą jeden z komentarzy. Ktoś nam zarzucił, że kluczem do dzisiejszej audycji są słowa „być może”, „rzekomo”, „prawdopodobnie”, ale musicie zrozumieć, że my chcemy być uczciwi, bo moglibyśmy przyjść i powiedzieć: „Bigfoot istnieje. Wszyscy go widzieli, wszyscy wiedzą, co to jest”. Niestety to nie jest takie proste, prawda, Chris?
[02:00:35] - Tak, oczywiście. I myślę, że nie ma nikogo dzisiaj wśród żyjących na świecie, kto powiedziałby słowo „na pewno” albo „wiem”. Każdy z ekspertów w temacie bigfoota wymawiałby te same słowa co my. Być może, jest taka możliwość, istnieje teoria i tak dalej. Wszystko w trybie przypuszczającym, ponieważ ślady, które mamy, są bardzo skąpe, a tych materialnych mamy tyle co nic. Oprócz kilku odcisków, których też do końca nie rozumiemy. Dlaczego nagle powstają odciski, a po chwili nie ma po bigfootach ani śladu? Zostawia on odciski, później udaje się do lasu. Jest wielki i potężny. I nagle okazuje się, że nie łamie żadnych gałęzi, że nie łamie drzew, nie przedziera się, nie zostawia po sobie tuneli w lesie, tylko po prostu jak baletnica przemyka, nie zostawiając żadnych śladów nawet na miękkim mchu.
Natomiast w niektórych miejscach zostawia potężne odciski, a później ich nie zostawia. I też tego nikt nie rozumie. Dlaczego czasami to robi? Czasami tak się dzieje, a czasami nie.
[02:01:42] - Właśnie. Tym bardziej że mamy też sporą rozbieżność, może nie tyle w opisach, co w klasyfikacji, bo wydaje się, że różne istoty z różnych części świata, które klasyfikowalibyśmy jako te małpoludy, reliktowe hominidy, tak naprawdę wyglądają trochę inaczej. Inaczej opisywani są niektórzy śnieżni ludzie, bo ich jest też sporo. Inaczej są opisywane aumasy, które są mniejsze.Inaczej jest opisywany orang pendek, który jest w ogóle malutki i jest chyba trochę mniejszy od człowieka, a inaczej opisywany jest Bigfoot czy Sasquatch, który jest wielki. A jeszcze mamy do czynienia przecież z skunksią małpą.
[02:02:24] - Tak, na Florydzie.
[02:02:25] - Tak, która w dodatku śmierdzi. Albo mapinguari, który też śmierdzi. Także rzeczywiście jest to bardzo ciekawe i użycie tutaj trybu przypuszczającego jest jak najbardziej fair w stosunku do słuchaczy, dlatego że gdybyśmy chcieli tutaj przyjść i stworzyć jakąś audycję z punktu widzenia słuchalności czy zaspokojenia nawet ciekawości, to byśmy przedstawili kilka faktów, ale nie bylibyśmy fair wobec was. A tak przedstawiamy rzecz taką, jaką jest i może się to komuś nie podobać, ale tak to wygląda. Marku, co tam mamy jeszcze na naszej supertajnej liście? Bo zbliża się godzina, kiedy będziemy kończyć, a zostały nam chyba jeszcze jakieś ciekawe pytania.
[02:03:27] - Zostało kilka pytań. Dwa pytania, które opracowaliśmy przed audycją i kilka innych, które nadesłali użytkownicy naszego fanpage'a na Facebooku. Jedno z tych pytań brzmi następująco: „Czy Bigfoota można nazwać istotą myślącą? Czy bliżej mu do człowieka, czy do zwierzęcia?” Piotrze, jak sądzisz?
[02:03:53] - Powiedziałem już gdzieś tam na początku, że kiedyś istniał taki spór między badaczami sowieckimi a amerykańskimi, czym ten Bigfoot jest, bo oni uważali swego czasu, że on jest bardziej człowiekiem, a to podejście amerykańskie mówiło, że jest zwierzęciem. Trochę się to przewartościowało w międzyczasie. Nie wiem, czy ten problem w ogóle dzisiaj jest podejmowany.
[02:04:19] - Jest podejmowany. Ja zobaczyłem.
[02:04:24] - Z mojego punktu widzenia Bigfoot, przynajmniej ten biologiczny, który zostawia ślady i jest mistrzem przetrwania, jest zwierzęciem myślącym. Tak bym to nazwał. Nie jest człowiekiem. Na pewno nie jest człowiekiem. Chociaż ostatnio pojawiły się takie na przykład, bo też mamy do czynienia z wysypem nietypowych dowodów, bo wszyscy znają odciski, wszyscy znają jakieś fotki, natomiast mało co się mówi o tych nagraniach głosowych. Mało się mówi o legowiskach Bigfoota, które są bardzo ciekawe. Albo Śnieżnego Człowieka, bo kilka lat temu znaleziono takie legowisko w słynnej jaskini Azaskiej k. Karagandę, która ma być siedliskiem tego typu istot. Dzisiaj to tak trudno mi ocenić, czy to był zabieg marketingowy, czy nie. Tak fifty-fifty bym powiedział.
Wtedy zrobił się wokół tej jaskini spory szum. Tam rzeczywiście te istoty spotykano od dawna. Natomiast czy rzeczywiście znaleziono ich siedzibę, to trudno mi powiedzieć. W każdym razie w Rosji jest taka tendencja do poszukiwania śladów leśnej działalności leśnego człowieka. To znaczy oni twierdzą, tamtejsi badacze, że ta istota czasami sobie robi taki szałas, taki bardzo prymitywny szałas stworzony czasami z jednego złamanego drzewka. Nie wiadomo, co to ma na celu, czy to jest szałas, czy to jest jakiś znak pozostawiony w lesie. W każdym razie wygląda to w miarę ciekawie, dlatego że te drzewa, jak oni próbują udowadniać, nie są złamane. One są złamane przy użyciu sporej siły, której nikt raczej by tam nie zaaplikował, dlatego że nikt się na te tereny nie zapuszcza. Jest też dużo ciekawych odkryć w postaci na przykład legowisk Bigfoota. Nie w jaskiniach, ale legowisk w lesie.
Pamiętam, jak Grover Krantz znalazł takie legowisko. Znalazł tam nawet odciski przedramienia tego stworzenia. To wyglądało na to, że on śpi w taki dość dziwny sposób, złożony na ziemi, prawda? To też było ciekawe. Natomiast gdybym miał powiedzieć, czy Bigfoot, czy leśny człowiek jest, czy myśli, to będę stał na tym stanowisku, że to jest jednak zwierzę, które cechuje się kilkoma bardzo oryginalnymi zachowaniami, ale mimo wszystko pozostaje cały czas w sferze swojej zwierzęcości, dzikości. Jednak jest stworzeniem, z którym nie wyjdziemy w kontakt, gdyż należy ono do królestwa natury. Zaznaczę tylko, że nie da się ukryć, że wśród tych wielu opowieści, które krążyły o śnieżnych ludziach, o dzikich ludziach, o Bigfootach, na kilkadziesiąt procent moim zdaniem ukryte są też historie, które były powodowane czymś innym niż jakimiś nieznanymi nauce stworzeniami. Bo nie da się ukryć, że istnieli też zdzicżeli ludzie. Ludzie, którzy uciekli do lasu z tych czy innych powodów, którzy wybrali życie dzikusów, którzy po prostu byli upośledzeni i zostali wygnani do lasu, którzy wybrali takie życie. I nie da się ukryć, że takich ludzi też spotykano.
Dlatego musimy pamiętać, że czasami możemy mieć do czynienia z czymś innym niż małpolud. Z czymś zupełnie ludzkim, ale to odmienna kategoria.
[02:08:10] - Tych zjawisk. Także jak widzicie, nie jest to takie proste w ocenie, jak by się mogło wydawać. Chris?
[02:08:16] - Jeśli chodzi o ten element ludzki, ze względu na to, że te badania pani Ketchum w jakiś sposób zrobiły wrażenie, może nie tyle na świecie naukowym, ale na wszystkich fascynatach problemu bigfoota i odkryła w nim, w tym kodzie tajemniczym, który ma mnóstwo nieludzkich cech, ale odkryła również taki pierwiastek ludzki, więc ona sama uważa bigfoota za rodzaj człowieka i że na przykład zabicie go jest po prostu morderstwem. Należy stworzyć warunki, aby móc zapewnić czy zachować dla bigfoota jego naturalne środowisko. Także ona podchodzi w taki sposób bardzo klasyczny. Uważa to jednak za coś pośredniego między człowiekiem a zwierzęciem i że to coś jest częścią życia na Ziemi i trzeba dać temu szansę. Jest to bardzo szlachetne i piękne, ale oczywiście do tego dochodzą ludzie, którzy za wszelką cenę chcą stworzyć rodzaj takiego show, gdzie można byłoby pokazać bigfoota w klatce czy wypchanego sianem i zbierać na to pieniądze. Także w taki sposób to wygląda troszeczkę zróżnicowane, bo ta świadomość rośnie. Co do inteligencji samego bigfoota, to na przykład, kiedy wyprawa, która w Indonezji jego szukała i być może coraz bardziej zbliżała się do odkrycia tego orang pendek, nagle ni stąd, ni zowąd znalazła rozszarpane tapiry na swojej drodze i wszystko wskazywało na to, że grasuje tam jakiś tygrys. Za każdym razem, kiedy jest grupa ludzi, która usiłuje spotkać bigfoota, natrafia na swojej drodze na taką właśnie historię. Tutaj był tygrys, gdzie indziej będzie kugar, gdzie indziej będzie nagle zła pogoda, która zacznie piorunami trafiać w drzewa w lesie, rozmywać drogi, odcinać drogę powrotu. Także za każdym razem dzieją się takie zjawiska, które są trudno wytłumaczalne, że nagle one pojawiają się w takim momencie, kiedy człowiek był już bardzo blisko dotarcia do tego bigfoota, jakby włącza kolejną linię obrony, żeby nie dotrzeć do niego, żeby znów schować się za coś, czy udawać, że grasuje tam coś innego, czy też doprowadzić do jakichś zmian.
Oczywiście może to jest przesada, że można wywołać deszcz, ale Indianie podobno znają doskonale taką metodę i nawet bez pomocy biskupa potrafią sobie wytańczyć przy ognisku to i owo. I ten deszcz w końcu pada. Także jest to podobno sztuczka znana od bardzo dawna i stosowana bardzo skutecznie do zmian pogodowych. Bigfoot być może też coś takiego potrafi. Coraz bardziej fantastyczne historie są związane z tym bigfootem, ale to też być może celem głównym tych historii. Między innymi powstał cały serial tak zwany dokumentalny na temat poszukiwania bigfoota, który wzbudził dość sporą popularność. Ale tego typu programy, podobnie jak ten dokumentalny serial o starożytnych astronautach, robią więcej złego niż dobrego, dlatego że utrwalają pewne stereotypy, budują kompletnie fałszywe ścieżki próby zrozumienia takiego fenomenu i właściwie donikąd nie prowadzą, tylko pokazują coś, to zjawisko, w tym przypadku dziś rozmawiamy o bigfoocie w kompletnie fałszywym świetle. Właściwie bardziej ośmieszają, niż potwierdzają istnienie takiego fenomenu. Pokazują ludzi, którzy poszukują rozwiązania takiego zjawiska jako właściwie troszeczkę śmiesznych szaleńców, którzy sami nie wiedzą, czego szukają i właściwie na pewno do niczego nie dojdą, bo jest to wszystko po prostu nielogiczne i oni mają troszeczkę nie po kolei w głowie, ale ponieważ każdy inny widz sobie uświadomi, że on jest znacznie lepszy od nich, więc wszyscy będą mieli dobrą zabawę ich kosztem, szukając czegoś takiego jak bigfoot.
[02:12:41] - Dzwonił się do nas słuchacz Dawid. Witaj Dawidzie.
[02:12:47] - Halo, witam wszystkich. Słychać mnie dobrze?
[02:12:52] - Tak troszeczkę słabo.
[02:12:55] - Teraz może lepiej?
[02:12:57] - Tak, teraz już jest dobrze.
[02:12:59] - Witam serdecznie wszystkich. Na początku chcę was pozdrowić, ciebie i wielu sprowadzającego, jak i naszego szanownego gościa. Dziękuję za fajną audycję i mam takie pytanie odnośnie naszego rodzinnego podwórka. Czy słyszał pan o przypadkach spotkania takich osób jakby człekokształtnych, takich stworzeń na naszym podwórku, właśnie w Polsce? Pozdrawiam wszystkich i przełączam się na off.
[02:13:22] - Dawidzie, była już o tym mowa dzisiaj w audycji. Nie wiem, czy dopiero teraz włączyłeś Radio Paranormalium, ale było już dosyć dużo powiedziane o polskich hominidach, dlatego proponuję, abyś odsłuchał sobie tę audycję z archiwum. Będzie dostępna jeszcze dzisiaj do pobrania. Tak więc nic nie straciłeś. Wszystkiego się dowiesz. Było już o tym dzisiaj.
[02:13:49] - Ewentualnie polecam ten artykuł o polskich potworach. Udostępniłeś to, Marku?
[02:13:57] - Tak, udostępniłem. Artykuł już jest na naszym profilu na Facebooku.
[02:14:02] - Artykuł o polskich potworach. Tam jest co nieco powiedziane na temat potencjalnych hominidów w Polsce. Także tyle.
[02:14:14] - Chris, ostatnie pytanko i kończymy chyba. Ostatnie pytanie z naszej listy, które jest moim zdaniem jednym z najciekawszych. Marku, może zadaj je, bo postaramy się z Chrisem jakoś do tego ustosunkować, bo ono mówi o tym, dlaczego dzieje się z tymi badaniami tak, a nie inaczej. Pozostaje to cały czas w sferze przymrużenia oka, że ludzie, którzy zajmują się bigfootem, traktowani są troszeczkę jako tacy nieszkodliwi wariaci. A tak naprawdę nie da się wykluczyć, że to stworzenie nie istnieje, bo podczas gdy na przykład potwory morskie lub żyjące w jeziorach są dyskusyjną kwestią z punktu widzenia biologii czy zoologii, tak z tego samego punktu widzenia w środowisku kompletnie niekontrolowanym, na obszarach, na których nie ma ludzkich siedlisk na przestrzeni setek kilometrów, to stworzenie może się rozwijać. Dlaczego nie? Dlatego, że nikt tam nigdy nie dotarł do większości z nich. I tak naprawdę pojawia się spory problem też z tym, jak nauka podchodzi do pola swoich badań, czyli do Ziemi. Bo może się okazać, że istnienie dużych stworzeń, dużych ssaków, które nie zostały zauważone, jest całkiem możliwe. A najlepszym dowodem niech będzie to, że kilka lat temu okazało się, że populacja goryli górskich, które były na wyginięciu, podwoiła się dlatego, że po prostu znaleziono ich nową siedzibę i wielką populację, która zamieszkiwała jakiś szczyt w Rwandzie.
A jeżeli się okaże, że jest takich więcej? A jeżeli się okaże, że takie istoty jak bigfoot, jak śnieżny człowiek, jak jeren jednak mogą się rozwijać, jednak migrują, to będzie zupełnie inna sprawa. Marku, ostatnie pytanie.
[02:16:26] - To pytanie nasunęło mi się też za sprawą bigfoota w Malezji, w parku malezyjskim Johor, gdzie władze dosyć, nie wiem, czy w dalszym ciągu blokują badania, ale wiem, że kilka lat temu tak było. A więc ostatnie pytanie z naszej ściśle tajnej listy brzmi następująco: dlaczego temat reliktowych hominidów pozostaje w ukryciu? Czego boją się władze? Chrisie, jak sądzisz?
[02:16:56] - Oczywiście boją się zmiany paradygmatu. Pokazanie, że coś jest jeszcze niewyjaśnione, coś jest jeszcze nieznane, otwiera bardzo niebezpieczną furtkę. Pokazuje, że ten aparat, który nami rządzi, nie kontroluje wszystkich elementów tego świata, w którym żyjemy. Natomiast nam w szkołach od dziecka wbija się do głowy, że wszystko jest pod kontrolą, że nauka kontroluje to, co było w przeszłości, to, co będzie w przyszłości. Że nasi zarządcy wiedzą, jak postępować z Ziemią, ze światem po to, żeby było nam lepiej i żebyśmy byli szczęśliwsi. Oni to wszystko wiedzą lepiej niż my. I teraz pojawienie się takich tematów, które poruszane są w Radiu Paranormalium, w jakiś sposób burzy ten budynek, odkuwa od nich tynk, wybija szyby w tym kunsztownie budowanym gmachu kontroli. Nagle w momencie, kiedy uświadomimy sobie na przykład, że istnieje bigfoot i nauka o nim nic nie wie, nie jest w stanie go opisać, nie ma w ogóle pojęcia, z czym ma do czynienia, nie jest w stanie kontrolować tego zjawiska, to można sobie zadać drugie pytanie, o wiele szersze, o wiele groźniejsze: to czego jeszcze ta nauka nie kontroluje? I tu otwieramy puszkę Pandory. Tu wydarzyć się może już wszystko i może to mieć przebieg kompletnie niekontrolowany, może wymknąć się spod kontroli.
I ten kunsztownie budowany gmach akademii i wszystko, co jest z nim związane dookoła, po prostu runie i my wymkniemy się też spod kontroli z tak pięknie zastawionej od tysiącleci pułapki na nas jako ludzkość. Dlatego wszystko, co jest niewyjaśnione, lepiej jest wyśmiewać. Lepiej jest przedstawiać jako anegdotę i zacierać ślady po tym, niż ogłaszać, że o czymś się tak dokładnie nie wie. To przypomina sytuację, w której odkrywana była Ameryka. Wielcy tego świata wiedzieli o Ameryce, wiedzieli, że istnieje, natomiast nie mogli zgodzić się na ogłoszenie takiego odkrycia, bo nie mogli tego zjawiska kontrolować. Teraz wyobraźmy sobie, że ktoś na przykład z Gdańska wsiada na dwa czy trzy statki, płynie do Ameryki, bo wie, że ten kontynent tam istnieje i otwiera swój własny kraj. Mówi: „To jest mój kraj”. I co na to papież i król Hiszpanii czy jeszcze inni władcy tamtejszej Europy? Nie wiadomo, jak z tym postąpić, bo przecież kontynent był niekontrolowany, nikt go nie zajmował. Ci ludzie go sobie z Gdańska zajęli i założyli swoje własne państwo.
Dlatego to by było po prostu niebezpiecznym ewenementem. Nie wolno było do tego dopuścić. Dlatego wiedząc o istnieniu kontynentu amerykańskiego, oficjalnie uznawano, że go nie ma i tępiono wszelkie informacje i jednocześnie z drugiej strony rozpuszczając plotki o dziwacznych stworach, o wielkich niebezpieczeństwach, które czyhają na śmiałków, którzy udadzą się na drugą stronę oceanu, gdzie być może on skończy się olbrzymim wodospadem i wszystko to runie gdzieś tam w jakąś olbrzymią przepaść. I to samo jest z bigfootem. Jeżeli takie stworzenie istnieje, czy nauka by uznała, że nic na jego temat nie wie, ale jest przekonana, że coś takiego jest, wzbudziłoby to wiele pytań, wiele podejrzeń, a w niektórych miejscach, momentach także i panikę. Dlatego że jest to związane również z tym, czym obecnie zajmuje się David Paulides w Stanach, który nagle odkrył, że w parkach na amerykańskich parkach narodowych ginie dość spora grupa ludzi.
[02:20:31] - Turystów ginie w bardzo tajemniczych okolicznościach. Nikt nie wie, kto za tym stoi. Parki narodowe ukrywają te dane. W ewidencjach tego nie ma. Żeby zdobyć takie dane, parki narodowe wymyślają najrozmaitsze przeszkody, najczęściej finansowe. Wystawiają cenę, która jest nie do zaakceptowania przez kogoś, kto chce zbadać tego typu sytuacje. Część policji, która wie coś na ten temat, jest bardzo źle ustosunkowana do ludzi, którzy usiłują do takich kartotek się grzebać. Natomiast to wszystko, co udało się Paulowi Idzowi do tej pory odkryć, wskazuje na bardzo dziwaczną historię, która ma tam miejsce, że ludzie giną. Nie jest to przypadek, bynajmniej, że rozszarpało go dzikie zwierzę czy ktoś wpadł w przepaść. Wydaje się, że taka osoba, której czasami szczątki są znajdowane, a czasami tylko ubrania, została zaatakowana przez coś jakby nie z tego świata i być może tym czymś jest właśnie Bigfoot.
Potwierdzenie czegoś takiego otworzyłoby puszkę Pandory, otworzyłoby sytuację, której nie sposób by już było kontrolować. Bardzo trudno przewidzieć, jaki efekt by to przyniosło dla ludzi, zwłaszcza że większość ludzi siadając przed telewizorem wierzy, że w telewizji dadzą wszelkie wyjaśnienia wszelkich faktów, jakie miały miejsce na świecie, bo tak jest to wszystko konstruowane. Dochodzi już coraz częściej do tego, że ludzie palą się we własnych domach, nie gaszą ich, bo przecież to nie jest ich praca. To straż ma przyjść i ugasić im pożar. Więc siadają sobie na krzesełkach i czekają, aż strażacy przyjadą i ich ugaszą. Po prostu ten instynkt samozachowawczy czy to krytyczne myślenie na temat świata jest coraz skuteczniej gaszone. Na jego miejscu pojawia się kompletna kontrola i takie zjawiska, o których pełno jest informacji w Radiu Paranormalium, są częścią tego wszystkiego. Dlatego nie są dopuszczane do oficjalnego systemu obiegu informacji. Dzięki.
[02:22:36] - Piotrze?
[02:22:40] - Trudno się z tym nie zgodzić. Przyczyn jest kilka. Pierwsza jest taka, że przyjęło się, jest taka naukowa tradycja, że po prostu się o tym nie mówi. Nauka, środowiska akademickie są oparte o zasady autorytarne, patrystyczne. Uczeń przejmuje myślenie mistrza. I jeżeli mamy takich mistrzów, jak mamy od kilku dekad do 200 lat, którzy blokują wszystko, co wychyla się poza ich światopogląd, także ich uczniowie, uczniowie tych uczniów też będą myśleć podobnie. Także to jest jeden problem. Drugi problem jest taki, że mocno uderza to w antropologię i gdyby nagle przyjęto, że istnieje Bigfoot, to trzeba by przewartościować może nie tyle teorię ewolucji, co drzewo pochodzenia człowieka. Tu jest taki plus, że to i tak w ciągu najbliższych kilkunastu lat się zmieni. To, co wiemy o korzeniach człowieka w świetle najnowszych odkryć, chociażby związanych z neandertalczykami czy z człowiekiem z jaskini Denisowa, przewartościuje naszą wiedzę o naszych korzeniach.
Także prędzej czy później na tym polu antropologicznym być może otworzy się droga do zaakceptowania jakichś reliktowych hominidów. Trzecia sprawa jest taka, że rzeczywiście pewna kwestia bezpieczeństwa, bo nagle okazuje się, że istnieje zwierzę, którego nie da się kontrolować, które jest inteligentne, które jest silne i które jest potencjalnie niebezpieczne. Dlatego że my dzisiaj mówiliśmy o wszystkim, ale nie powiedzieliśmy tak naprawdę o tych niebezpiecznych spotkaniach ze śnieżnymi ludźmi czy bigfootami, których było dobrych kilka i są one zatrważające. Wydaje się, że gdyby okazało się, że Bigfoot istnieje, to po prostu trzeba by było coś z nim zrobić. A kiedy okazuje się, że on sobie tak raz jest, raz go nie ma, zawsze można to zgonić na legendę, prawda? Także przyczyn nieakceptowania tego stworzenia jest kilka, natomiast to się może w ciągu dnia zmienić. Może wreszcie komuś to się uda. Ja jestem zdania, że przy odpowiednim łucie szczęścia, bo nie mówię tutaj o środkach pieniężnych, którymi musi dysponować taka ekspedycja, ktoś w końcu się kiedyś natknie na takie stworzenie. Problem w tym, że może się również natknąć na siłę czy na służby, które mu to stworzenie po prostu zabiorą, tak jak to bywało. Zabiorą z jakichś powodów, dlatego że komuś się to nie będzie podobać i tyle.
Także sprawa jest otwarta i mam nadzieję, że dzisiaj troszeczkę zaskoczyliśmy was kwestiami związanymi z reliktowymi hominidami. Ja się muszę, panowie, ewakuować. Dzięki ci, Kris, za spotkanie i dzięki za audycję. Do usłyszenia w kolejnej.
[02:25:45] - Ja również dziękuję.
[02:25:46] - Do usłyszenia w kolejnej wakacyjnej odsłonie naszych paranormalnych debat. Czekamy na propozycje tematów. Kris coś zaproponował.
[02:25:58] - Ja myślę, że moglibyśmy rozszerzyć tematykę, ewentualnie gdyby było takie zainteresowanie, nie tylko koncentrować się na kwestiach paranormalnych i UFO, ale także może troszeczkę więcej porozmawiać o megalitach. Zwłaszcza że właśnie Hancock wydaje swoją najnowszą książkę „Magicians of the Gods”, która będzie na pewno miała olbrzymi wpływ na to, co mówi się o tak zwanej zaginionej cywilizacji. To byłaby taka jedna propozycja. Myślę, że moglibyśmy porozmawiać o ciekawych odkryciach astronomicznych, jakie ostatnio mają miejsce, boRaz, że mamy Ceres, na której dzieją się dziwne rzeczy, znajdują dziwne światła. Coraz więcej wiemy o tym, w jaki sposób zbudowana jest ta planetoida. Czy jest to planetoida, czy może coś innego? Mamy sondę, która siedzi na komecie. Mamy wreszcie New Horizon, który zbliża się w lipcu, za parę tygodni, za dwa tygodnie, za trzy tygodnie New Horizon będzie w pobliżu Plutona i będziemy mieli pierwsze zdjęcia Plutona. Coś absolutnie niezwykłego, bo jest to ostatnia z klasycznych planet naszego Układu Słonecznego, która w bardzo podejrzany sposób została zdegradowana do roli drugorzędnej planety. Jest to bardzo interesujące zjawisko.
Dlaczego tak się stało? Być może coś się za tym kryje. Myślę, że to byłyby ciekawe tematy. I parę innych. Mnie osobiście, myślę, że wielu innych też, interesują bardzo takie tematy, zagadki historyczne, których widzę spore konsekwencje i w przeszłości, i dla przyszłości. Mam tu na myśli templariuszy, których serię mozolnie ciągnę na swojej stronie i ona tak sobie idzie, ale różne fakty nowe, które odkrywane są w tym przypadku i inne spojrzenie na ten problem pokazuje zupełnie inną skalę, też w jakiś sposób kłócącą się z typowym podejściem do tego tematu. Myślę, że tematy można by mnożyć, poszerzyć ich troszeczkę zakres, a oczywiście UFO pozostawić i tych wszystkich kosmitów pozostawić jako centralny punkt, perłę w koronie Radia Paranormalium. Zwłaszcza, że jeszcze są wakacje.
[02:28:20] - Tak. To, co najlepsze w Radiu Paranormalium zostawimy oczywiście na jesień. Jesienią wracają debaty ufologiczne. Mamy masę pomysłów na tematy. Lista z ostatniego ogłoszenia debatowego wiele się nie zmieniła. Wciąż jeszcze wiele tematów czeka na omówienie. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do kryptozoologii, bo tutaj kryje się takie jedno pytanie od słuchacza, który napisał do nas na Facebooku pytanie jakby dla ciebie pisane: „Czy wyjaśniło się, co konkretnie zastrzelił Rick Dyer? Podobno była to wielka stopa”.
[02:29:03] - Zastrzelił to tylko chyba tych, którzy uwierzyli w to, co on mówił. Nawet Rick Dyer, Big Liar, to się nawet rymowało ze sobą. On już był autorem raz takiego oszustwa, kiedy mówił, że ustrzelił bigfoota i trzymał go gdzieś tam w lodzie. Potem okazało się, że jest to nieprawda. Później kazał takiego bigfoota wypchać. Okazało się, że to całe zwierzę, które pokazywał po tym swoim cyrku objazdowym, to wypchane zwierzę, to było szczątkami różnych małpoludów.
[02:29:46] - To nie był czasem ten słynny bigfoot w lodówce?
[02:29:51] - Tak, to był bigfoot w lodówce. To był Rick Dyer. A później on jeszcze raz zrobił podobny numer, bodajże w zeszłym roku i pokazywał go w takim objazdowym pipshow. Zarobił kupę pieniędzy, ze 60 000 dolarów go podliczyli, że zarobił. Okazało się, że ktoś tam się wkradł, żeby pobrać próbki. I te próbki okazały, że to jest jakaś derma, trochę skaju, kawałek jakiejś małpy. Na dodatek to strasznie zaczęło cuchnąć, bo się to zaczęło rozkładać, bo było źle przetrzymywane, ale nie miało to nic wspólnego z bigfootem. Wreszcie zmuszono go do tego, żeby się przyznał, że to nieprawda. Przyznał się i teraz ostatnio złożył jeszcze jedno oświadczenie, że już od tego momentu będzie mówił tylko prawdę. Powiedział, że miał zawsze skłonności do żartów, ale teraz spoważniał bardzo i znowu się udaje na poszukiwanie bigfoota i od tego momentu już będzie mówił tylko prawdę.
Oczywiście jest to Rick Dyer, Big Liar, więc nikt mu za bardzo w to nie wierzy. Po prostu facet z tego żyje i nawet sobie zarobił małą fortunkę na tego typu żartach. Pokazuje to też, że ludzie są ciekawi tematu i chcą to bardzo zobaczyć. Jeżeli jest okazja, to będą chętni, żeby płacić pieniądze za to. Oczywiście jest to takie działanie bardzo negatywne. Nie tylko dlatego, że okłamuje ludzi, ale przede wszystkim dlatego, że gorsze jest to, że może znaleźć naśladowców, że mogą następni pójść chętni do lasu i będą chcieli coś takiego ustrzelić. Co jakiś czas mamy takie informacje, że ktoś ustrzelił bigfoota, a okazało się, że jest to człowiek przebrany w jakieś futro i udawał biskupa bigfoota.
[02:31:39] - Prymasa.
[02:31:41] - Prymasa. Udawał prymasa. Biega sobie po lesie w tym kudłatym stroju. W niektórych stanach ludzie wożą ze sobą strzelby tak jak inni na przykład zapalniczki do papierosów. I nie zastanawiając się taki rączy myśliwy tego prymasa ustrzelił w tym futrze. No i nieszczęście gotowe. Także takie historie dzieją się nagminnie. To też zaciemnia trochę obraz, ale nic się na to nie poradzi. Ludzka natura jest niestety taka. Każdy widzi ją na swoim własnym określonym poziomie.
Niektórzy podchodzą do tego trochę poważniej, inni kompletnie niepoważnie. I mamy to, co mamy. Rick Dyer myślę, że jest właśnie tą odwrotną stroną medalu, że uczynił więcej złego niż dobrego do zbadania tego problemu bigfoota. Także na pewno jeszcze się odezwie.
[02:32:34] - Kiedyś może usłyszymy takiego newsa: „Prymas w lesie zaczepia małe dzieci”.
[02:32:41] - Kudłaty prymas.
[02:32:43] - Tak.I tym humorystycznym akcentem możemy zakończyć naszą dzisiejszą audycję o bigfootie. Chrisie, czy chciałbyś jeszcze coś dodać na koniec?
[02:32:55] - Właściwie nic. Cieszę się, że po przerwie wróciliśmy do naszych rozmów radiowych, bo już trochę przerdzewiałem. Zresztą mój głos, znowu coś się z nim dziwnego dzieje. Może już nie nadaje się ten głos tylko do baletu albo do poszukiwań bigfoota. Temat mi się bardzo spodobał właśnie z tego względu, że żyjąc na tym kontynencie mam tych informacji, może nie tyle więcej, bo każdy ma w dzisiejszych czasach tyle samo informacji od razu, ale ta ich bliskość wskazuje, że problem ten fascynuje bardzo wielu ludzi i że ta grupa nie tylko się nie zmniejsza, nie tylko się zwiększa, ale jeszcze rośnie jakościowo. Ta świadomość, że mamy do czynienia z czymś nieznanym, z istotą, która jest nieznana i należy się w jakiś sposób otworzyć, żeby ją zrozumieć i nie próbować ograniczyć się na przykład stwierdzeniem, że jest to zwierzę, bądź jest to istota z pogranicza światów, bądź jest to człowiek. To otwarcie pozwala na to, że istnieje szansa, że któregoś dnia będziemy w stanie pojąć to zjawisko i będziemy w stanie zrozumieć naprawdę, na czym ono polega. Takich ludzi jest coraz więcej. To wróży dobrze akurat temu zjawisku i tej dziedzinie zainteresowania ludzkiego. I być może rzeczywiście dzięki tak oddanym osobom jak Melba Ketchum będziemy w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy bigfoot naprawdę istnieje i kim tak naprawdę jest.
To wszystko. Dziękuję.
[02:34:31] - I na tym możemy zakończyć naszą audycję na żywo o bigfootie, jelenie, yeti, yowie, jodi i wszystkich innych hominidach. Tak, biskupach i prymasach. Naszymi dzisiejszymi gośćmi, ekspertami byli Piotr Cielebiaś z portalu infra.org.pl oraz Chris Makina, znany wszystkim słuchaczom i lubiany przede wszystkim z audycji „Paralax”, ale również z serwisu Nowa Atlantyda. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[02:35:05] - Ja również dziękuję za zaproszenie i mam nadzieję, że spotkamy się niebawem w większym gronie i znowu porozmawiamy na jakiś ciekawy temat.
[02:35:14] - A słuchacze czekają na „Paralax”.
[02:35:18] - Jest to problem, bo jak się okazuje mówienie, tworzenie monologów to jest takie troszeczkę ględzenie. Ja sam się już przy tym zacząłem nudzić, kiedy sobie zacząłem próbnie ględzić nową „Paralax”, więc pomyślałem, że nie ma lepszej formy niż właśnie rozmowa, dyskusja, wymiana zdań. Chyba to jest najlepsza forma przekazu, zwłaszcza w radiu, kiedy jeden głos potrafi po prostu zanudzić, zmęczyć albo i uśpić. Jak uśpi, to jeszcze pół biedy, bo to przynajmniej komuś się przyda, byleby nie prowadził samochodu w tym czasie. Ale na dłuższym etapie jest to takie przynudzanie. Natomiast w przypadku dyskusji jest pewna dynamika zachowana. Są różnice zdań, temperamentów, podejść do sytuacji i to dodaje trochę emocji takiemu spotkaniu i ono zawsze znacznie bardziej atrakcyjne niż recytacja jednej osoby na jakiś tam temat.
[02:36:17] - Mimo wszystko mamy nadzieję, że jednak „Paralax” prędzej czy później jakieś nowe odcinki usłyszymy. A na razie dzięki ci jeszcze raz za to, że przyjąłeś zaproszenie dzisiaj do naszej audycji.
[02:36:34] - Dziękuję również. Dobranoc.
[02:36:37] - Dziękujemy bardzo. To był Chris Makina. Mówił do państwa Marek Sęk „Ivellios”. To była audycja o hominidach. O terminie nadania kolejnej audycji na żywo poinformujemy państwa oczywiście na naszej stronie www.paranormalium.pl, a także na naszym profilu na Facebooku. A na razie Radio Paranormalium mówi wszystkim słuchaczom dobranoc i do usłyszenia ponownie już niedługo.