[00:37] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną naszą wakacyjną audycję na żywo. Dzisiaj będziemy dyskutować o chupacabrze i różnych jej kuzynach. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a są z nami: Piotr Cielebiaś, współzałożyciel portalu infra.org.pl. Witaj, Piotrze.
[01:00] - Witam.
[01:01] - Oraz znany z Parallaxy i z serwisu nowaatlantyda.com Krys Miekina. Witaj, Krysie.
[01:07] - Również witam.
[01:09] - Dzisiejszą audycję oczywiście realizujemy w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Zapraszamy przy okazji również do dołączenia do grup Radia Paranormalium i czytelników „Niestandardowego Świata”. Można również przesyłać nam pytania drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. No to zaczynamy. Panowie, czym dla was jest chupacabra? To temat bardzo skomplikowany i nazwa stosowana w zasadzie dla kilku grup stworzeń.
Co je cechuje i czy jest wśród nich jakiś wspólny mianownik? Piotrze?
[02:11] - Temat jest bardzo kontrowersyjny. Jest to jeden z pierwszych takich w zasadzie współczesnych paranormalnych mitów. Współczesnych to jest takich, które się zaczęły w epoce internetu. Natomiast ja nie uważam chupacabry za mit. Wręcz przeciwnie. Pamiętam dobrze dość, kiedy to wszystko działo się poniekąd na żywo i kiedy były te pierwsze doniesienia z Portoryko. Trudno było uwierzyć, że ci ludzie coś wymyślają czy nie umieją rozpoznać ataków dzikich zwierząt. Ale o tym będziemy mówić za chwilę. Czym jest chupacabra? Szczerze mówiąc, dla mnie istnieją dwa typy.
W zasadzie inaczej to powiem. Chupacabra to jest taka kategoria stworzeń, która dzieli się na dwie odnogi. Pierwsza chupacabra to jest to słynne stworzenie. Jest to ta słynna kryptydy z Portoryko, która szalała tam w roku 1996, przyczyniając się do śmierci bardzo dużej liczby zwierząt, która znana była z tego, że wysysa krew. Wygląda bardzo dziwnie, rozsiewa wokół siebie fetor. Przypomina z wyglądu troszeczkę jakiegoś szaraka kosmitę. Oraz druga grupa stworzeń. I to już jest temat bardziej kontrowersyjny, dlatego że kiedy zagłębimy się w historię kryptozoologii czy... Trudno mi teraz znaleźć nazwę dla tej dziedziny, bo to jest dziedzina, która nawet nie jest kryptozoologią, nie jest potworologią, lecz jest czymś w rodzaju nauki o zjawiskach totalnie anomalnych.
[03:53] - Paranormologia?
[03:54] - Tak. I tam znajdziemy historie o stworzeniach, które przypominały chupacabry, które przez wieki klasyfikowano nawet nie jako zwierzęta, tylko jako przybyszy z piekła, jako przybyszy z domen zupełnie nam obcych i które czyniły taki sam ferment i zamęt i dokonywały takich samych ataków jak chupacabras. Opisane jest to dokładnie w książkach takich autorów jak choćby John Keel w książce „Nasza nawiedzona planeta”. Jest tam cudownie przedstawiony rodowód wszystkich chupacabr, oczywiście w cudzysłowie, jakie istniały w historii ludzkości. Te stworzenia charakteryzuje to, że one się pojawiają okresowo co jakiś czas. Robią to samo, co robiła chupacabra na Portoryko, a potem w dziwny sposób znikają. Do tej grupy chupacabr zalicza się też stworzenia, to już może ta trzecia kategoria, ta mniej oficjalna, które znajdowane są na terenie głównie Ameryki Środkowej i Północnej. O nich nam opowie Kris. Które nie przypominają w zasadzie żadnych znanych nam zwierząt, natomiast wyglądają jak jakieś nieokreślone psowate. One są nazywane chupacabrami, natomiast one nie mają nic wspólnego z tą pierwotną chupacabrą, która grasowała na Portoryko.
Wyglądają zupełnie inaczej. Nie mają już takiego, powiedziałbym, anomalnego, paranormalnego charakteru jak tamte zdarzenia, tylko stanowią jakąś nieznaną kategorię zwierząt. I oczywiście tu rodzi się pytanie, czy te psowate chupacabry są wynikiem działania jakiegoś mitu i są po prostu, jak chce wiele osób, wyliniałymi psami, do których dopisano historię. Czy jest to po prostu wynik jakichś eksperymentów, nawet genetycznych, prowadzonych w laboratoriach amerykańskich, które potem te wyniki eksperymentów wydostają się na wolność. Reasumując, co to jest chupacabra? Chupacabra to w zasadzie dwie, trzy grupy stworzeń. Pierwsza to ta słynna chupacabra z Portoryko, która zabijałaZwierzęta i wypijała krew. Druga grupa to wszystkie stworzenia pokrewne do niej, ale działające wcześniej, stąd też mało znane. Jeszcze trzecia grupa to chupacabry psowate występujące gdzieś tam w Ameryce. Także sprawa jest rzeczywiście bardziej skomplikowana, niż wielu osobom się zdaje i nawet troszkę bardziej poważna, niż się to niekiedy przedstawia.
Chris, jak ty to widzisz?
[06:43] - Ja nie patrzę w taki sposób dokładnie jak ty, chociaż z wieloma twoimi argumentami się absolutnie zgadzam. Uważam jednak, że chupacabra jest wynikiem chęci człowieka czy potrzeby człowieka, żeby wierzyć w coś, co istnieje w jego otoczeniu, co jest nieznane, groźne i niebezpieczne. Nie można tego złapać, nie można w zasadzie w jakiś sposób dotykalny stwierdzić, co to jest. Istnieje w większości przypadków w legendach, w opowieściach. Może bardziej w opowieściach niż legendach. Można się nimi wymieniać nawzajem, na przykład siedząc sobie wieczorową porą przy zimnym kominku czy raczej gorącym kominku z zimnym piwkiem i móc o tym porozmawiać, powymieniać swoje doświadczenia na ten temat. Jednocześnie temat jest przez to, że jest taki troszeczkę sensacyjny, jest absolutnie na skraju. Właściwie mieści w sobie wszystko. Za pomocą chupacabry można wyjaśnić każde wydarzenie, dla którego nie ma logicznego, rozsądnego uzasadnienia. Dlatego te chupacabry na przestrzeni historii ciągle zmieniają swój kształt, wygląd, sposób działania.
Pojawiają się i znikają. W momencie, kiedy się nic nie dzieje, nagle chupacabry tak naprawdę nie ma. Dlatego ja traktuję chupacabrę mniej poważnie, chociażby z tego względu, że patrzę na ten fenomen chupacabry równolegle z fenomenem bigfoota. Kiedy w przypadku bigfoota, który również jest bardzo trudny do uchwycenia, istnieje o wiele więcej elementów, które można uchwycić i być może jest szansa, że któregoś dnia dowiemy się naprawdę, czy ten bigfoot istnieje, czy nie. Natomiast w przypadku chupacabry praktycznie najbardziej atrakcyjne jest słowo, które określa to stworzenie. Natomiast nie mamy żadnego konkretu oprócz czegoś, co się właśnie wydarzyło i nie potrafimy sobie wytłumaczyć, czym to właśnie było.
[08:49] - W zasadzie chupacabrę trudno zaliczyć do kryptozoologii, bo my nawet nie wiemy, czy to stworzenie... Są przesłanki na to, że niektóre z tych stworzeń zaliczane do chupacabry rzeczywiście istniały i czyniły jakieś spustoszenie. Natomiast to, co się dzieje z nimi później, jest bardzo tajemnicze, a ich natura wykracza poza zoologię. Jeżeli kryptozoologia to paranauka, która zajmuje się badaniem zwierząt, które istnieją cieleśnie tu i teraz. W przypadku chupacabry z tymi stworzeniami dzieje się zawsze coś dziwnego. One mają w sobie element paranormalności, który obserwujemy też w przypadku niektórych spotkań z UFO. Stąd pojawił się taki wniosek wyrażony między innymi przez Scotta Corralesa, że to stworzenie może być albo jak chcieli niektórzy, którzy analizowali te zdarzenia w roku 1996, przybysz z kosmosu, bo w zasadzie skąd to może przybyć, jeżeli nie z innymi? Albo też jak mówią modne ostatnio teorie, jest to rodzaj przybysza z innej płaszczyzny rzeczywistości. Jak odnosisz się do tej koncepcji? Nie da się zaprzeczyć, że kilka z tych ataków rzeczywiście miało miejsce.
Szczególnie na przykładzie fali z 1996 roku. Czy uważasz, że chupacabra jednak istniała namacalnie wtedy na Portoryko, w czasie tych słynnych napadów na zwierzęta?
[10:34] - Coś na te zwierzęta napadło. Coś musiało takiego istnieć, jeżeli nie ma żadnego większego drapieżnika na Portoryko, więc trudno znaleźć czy nazwać stworzenie, które mogło to zrobić. Dlatego tu podręczna stała się chupacabra. Ale ja chciałbym tutaj zwrócić uwagę na jedną rzecz, taką mianowicie, że zanim powstało słowo chupacabra i fenomen chupacabry, o której rozmawiamy dzisiaj, który występuje właśnie na skraju pewnych zjawisk, na skraju kryptozoologii i być może nazwijmy to może parakryptozoologią, czyli że stworzenie ma podwójną naturę. Zanim chupacabrę nazwano w ten sposób i zaczęto obserwować ten fenomen w taki sposób, w jaki my dzisiaj na to patrzymy, spójrzmy w historię i to szczególnie tą najbardziej odległą. Chupacabrę mamy w bardzo odległej historii i nazywa się ona chimerą. Czyli pojawiają się stworzenia, które są absolutnie nieziemskie, wyglądają niezwykle groźnie i efekt ich działania jest również bardzo groźny, bo one mordują, zabijają. Nikt nie potrafi zrozumieć ich logiki. Nikt nie bardzo wie, skąd one się pojawiły, bo zazwyczaj te chimery stwarzali bogowie, którzy w jakiś sposób chcieli dokuczyć w ten sposób ludziom. Tutaj w ten sposób znalazłbym jakieś połączenie między chupacabrą naszą współczesną a czymś, co istniało bardzo dawno, dawno temu i było nazywane chimerą.
[12:10] - Panowie, popularność chupacabry zaczęła się od ścieżki śmierci, jaką urządziła sobie na Portoryko. Jak przebiegały tamtejsze ataki i co ustalono? Czy była to masowa histeria, czy może realny ciąg niewyjaśnionych zdarzeń? Jak opisywano tamtą istotę? Może tym razem dla odmiany pierwszy niech się wypowie Chris Mikina. Chrisie?
[12:33] - Historia w sumie byłaKrótka i prosta, bo któregoś dnia okazało się, że na Portoryko zginęło wiele kóz i wszystkie mają podobne rany, które były mniej więcej wielkości pół centymetra i były one w głowie takiej kozy. Taka martwa koza pozbawiona była zupełnie krwi. Sytuacja ta pojawiała się co jakiś czas i to wywołało grozę. Ludzie, którzy tam mieszkali, zaczęli mówić o pewnym stworzeniu, o monstrum, które pojawiło się w lasach Portoryko i napadało na te kozy. Napadało zresztą nie tylko na kozy, bo okazało się, że ofiarą chupacabry, czyli wysysacza krwi wśród kóz były nie tylko kozy, bo ofiarą były kury, króliki, psy nawet. W większości były to kozy i tak to przylgnęło, że to właśnie jest chupacabra. Nikt nie potrafił wyjaśnić sobie, co to jest, jakie stworzenie mogło coś takiego zrobić. Zwłaszcza że na Portoryko nie ma większych drapieżników, więc nie mogło być zagrożenia właśnie z tej strony. Pojawiła się nagle wiadomość, że robi to jakieś stworzenie o czerwonych oczach, o kolczastym grzbiecie. Niektórzy widzieli go na własne oczy.
Ale znając nieco naturę Portorykan, myślę, że ich naturalna skłonność do tworzenia i wyjaśniania sobie najrozmaitszych historii w ten sposób powstaje przede wszystkim głównie przy pomocy wyobraźni. Myślę, że tak naprawdę nikt tego stworzenia nie widział. Później zresztą się nawet okazało, że opis tego stworzenia, które napadało na kozy, zabijało je i wysysało z nich krew, został ściągnięty z jakiegoś filmu. Był to, zdaje się, film „Species”, gdzie jeden z tych monstrów, które w tym filmie napadało na inne stworzenia, swoim wyglądem dokładnie odpowiadał wyglądowi chupacabry, który został opisany przez tak zwanego naocznego świadka w cudzysłowie. Myślę, że tego typu opisy czy relacje świadków nie są zbyt miarodajne i myślę, że ciągle mamy tutaj do czynienia z tajemnicą. Co stało się z tymi kozami i innymi zwierzakami? W jaki sposób zginęły i co pozbawiło je życia? A zwłaszcza w jaki sposób zostały one pozbawione zupełnie krwi. Dlatego że mimo iż zwierzęta te otrzymały solidną ranę w głowie, to dookoła nich tej krwi nie było zbyt wiele, a ich cały organizm był tej krwi pozbawiony. Coś albo wypiło tą krew, albo w jakiś sposób wypompowało tą krew.
Coś to zrobiło. Dziś nie mamy pojęcia, co to było. Nazywamy to dlatego chupacabrą.
[15:46] - Piotrze?
[15:47] - Z jednej strony oczywiście masz rację. Natomiast pamiętajmy o kilku szczegółach. Fakt, że Latynosi troszkę inaczej traktują pewne kwestie, nie jest nowością, dlatego że jeżeli nawet przejrzymy południowoamerykańskie portale czy prasę, to u nich rozumienie, Portoryko jest w Ameryce Środkowej, ale to przecież pokrewna kultura, właściwie ta sama, tylko inny obszar. Zobaczymy, że u nich pojęcie jest troszeczkę inne niż u nas. Natomiast musimy pamiętać o tym, że te stworzenia ginęły. To najpierw zaczęło się od miasta Canóvanas na Portoryko. Szybko stało się to problemem, bo gdyby to był tylko mit, który nikomu nie wyrządza szkody, to jestem w stanie się założyć, że nikt by o tym dzisiaj nie pamiętał. Natomiast skala ataków na zwierzęta dawała się we znaki do tego stopnia, pamiętajmy o tym, że obiło się to nawet o rząd portorykański, o ministra rolnictwa, o głównego weterynarza kraju. Pamiętamy, że jeden z burmistrzów, oni w zasadzie wszyscy nazywali się podobnie, pan nazywał się to pewnie jak 10% tamtejszej ludności, organizował stróże, straże nocne, które miały chronić dobytek ludzi przed tym stworzeniem. Faktem jest, że coś tam się działo.
Jeżeli chodzi o winnych, to podejrzewano albo dzikie psy, które moim zdaniem były odpowiedzialne za znaczną część tych wydarzeń i po prostu zostały po ataku chupacabry tak zwanym wyczebione. Potem znaleziono dwa niezwykle okazałe węże boa, które również za te ataki. I były jeszcze nietoperze wampirki, które też oskarżano o wysysanie krwi. Natomiast pamiętajmy o tym, że te zwierzęta nie były gryzione przez jakieś zwierzę, które żywi się krwią. One były pozbawiane krwi. To coś atakowało w sposób określony. Te zwierzęta nie były zjadane. One były pozbawiane życiodajnej substancji zwykle w taki sam sposób. Jeden z tamtejszych weterynarzy ustalił, że to stworzenie, czymkolwiek było, wyglądało na to, że posiadaW swojej ślinie jakiś środek hamujący krew. Czyli kiedy się wbije, to ssie jak pijawka, dopóki nie odpadnie.
W przypadku chupacabry oczywiście kończyło się to na wielkim osłabieniu lub też śmierci zwierząt. Wiele z nich przeżywało atak, tylko musiało być dobite, dlatego że nie dało się ich uratować. Pamiętamy, że słowo wysysacz kóz, jaki jest polski odpowiednik chupacabry, wskazuje na to, co chupacabra preferowała. Natomiast rzeczywiście ofiarą padały czasami stworzenia mniejsze i większe do tego stopnia, że było atakowanie także psów lub kotów. Co mi zapadło w pamięć z tej akcji na Portoryko? Też opowieść policjanta Jose Collazo, który twierdził, że słysząc jakiś hałas w swoim garażu, wszedł do środka i zobaczył, że chupacabra próbuje się rzucić na jego psa. Collazo miał wtedy strzelić. Ta historia była strasznie rozpowszechniona. Pojawiała się w każdym programie Discovery Channel, Animal Planet i podobnych poświęconym chupacabrze. On miał wystrzelić.
Ta istota miała odbić się od ściany, ale okazało się, że jest kuloodporna. Spadła, przewróciła się i przeżyła. Także jest to tajemnicze. Kolejny przypadek. Na niektórych z tych stworzeń znajdowano ślady białej, tłustawej substancji. Między innymi pies, który należał do pana, który się nazywał Demetri, uratował się ze szpon chupacabry i okazało się, że jest pokryty jakąś dziwną substancją. Także musimy patrzeć na ten problem, oczywiście mając na uwadze to, co ty powiedziałeś Chris, ale też na de facto twardych dowodach, które tam były, bo podejrzewam, że gdyby chupacabra nie poszła w szkodę, mówiąc kolokwialnie, to nikt by o tym nie pamiętał. Natomiast ta skłonność Portorykan do mówienia o paranormalnych wampirach wynika troszeczkę z ich kultury, a w zasadzie z faktu, że podobne incydenty miały tam miejsce wcześniej. Przypomnijmy słynnego wampira Moca, który grasował po wyspie. Jest to bardzo interesujące.
Jeżeli chodzi o ten przypadek z Portoryko. Dochodzi do tego jeszcze kwestia obserwacji. To też jest oczywiście kontrowersja obserwacji korelacji między falą UFO a falą pojawiania się ataków czy falą pojawiania się chupacabry. Wiele osób twierdziło, że to musi mieć jakiś związek, dlatego że coś dziwnego tam się zaczęło dziać. Inni twierdzili, że winni są Amerykanie, którzy w tym słynnym kompleksie El Yunque nikt nie wie, co oni tam robią. Możliwe, że stworzyli taką chupacabrę. Tych spekulacji było naprawdę sporo. Gdyby ktoś chciał się dowiedzieć więcej na ten temat, to polecam artykuł Scotta Corallesa pod tytułem „Noc chupacabras”, który w miarę dobrze opisuje nastroje, jakie wtedy panowały i ten dziwaczny stan zawieszenia, który pojawił się w chwili, kiedy chupacabra zniknęła. Bo chupacabra zniknęła. Najpierw było mnóstwo ataków, ogromny szum medialny, nawet były próby schwytania tego stworzenia, a potem nagle cisza.
Co się z nią stało? Nie wiadomo. Powróćmy może jeszcze na chwilę do tego, jak ona wyglądała. Otóż tutaj Chris miał rację, że chupacabra przypomina chimerę w dużym stopniu dlatego, że wygląda jak krzyżówka kosmiety słynnymi wielkimi oczyma z jakimś gadem. Opisywano, że ma galaretowate czerwone oczy, że ma siaro-zielonkawą skórę, słynne krótkie łapki, pod którymi rzekomo miały ukrywać się błoniaste skrzydła. Według innych chupacabra latała. Długi język i dość umięśnione nogi. Pamiętajmy też, że wiele osób wspominało, bo były osoby, które twierdziły, że nawet stanęły oko w oko z nią w jakimś stopniu i twierdziły, że ta chupacabra jest stworzeniem dość nieprzyjemnym. To znaczy z jednej strony szybko się porusza, z drugiej strony troszeczkę śmierdzi. No i przede wszystkim ma zdolność do hipnotyzowania rzekomego osób lub zwierząt, z którymi się styka.
Także ta fala ataków jest już nieco zapomniana. Ona moim zdaniem rzeczywiście miała miejsce i wielką niewiadomą to, co się tam w zasadzie stało. My mówimy w zasadzie o trochę pokrewnej sytuacji, jaka miała miejsce w Point Pleasant, które stało się miejscem manifestacji słynnego człowieka ćmy. Mamy nagle wiele relacji. Oczywiście tam nie było ofiar. Chociaż był chyba zabity pies z tego, co pamiętam. Mamy wiele relacji, mamy panikę, ale tak naprawdę nikt nie potrafi tego czegoś złapać. To coś w końcuZ nich się przeradza w legendę. Natomiast są osoby, które dałyby sobie rękę odciąć, że coś było realne. I czy to nie mówi nam co nieco o naturze tego typu stworzeń?
Że one są przybyszami, jak to określiłeś, ze świata, który niekoniecznie jest biologiczny, tylko należy do innej domeny naszej rzeczywistości.
[25:07] - Ja przy okazji tego, że rozmawiamy o Portoryko, chciałbym jeszcze na jeden interesujący fakt zwrócić uwagę, że tak naprawdę Portoryko i ta część Karaibów, w której leży Portoryko, jednak mimo wszystko różni się od reszty kontynentu, tak północnej Ameryki, jak i Ameryki Południowej. Ludzie, którzy zamieszkują te wyspy, są ludźmi specyficznymi. Są to w większości potomkowie niewolników, często zmieszani z tubalczymi Indianami. Ludzie niezwykle zabobonni. Ludzie o bardzo mocnym charakterze i silnym poczuciu własnej nie tyle odrębności, co tego, że nie lubią, kiedy ktoś się wtrąca w ich własne sprawy. Jednocześnie ludzie, którzy wyznają swoją własną religię. Najczęściej to się wrzuca wszystko do jednego worka i nazywa się, że jest to voodoo na przykład. A wiadomo, że voodoo jest tym rodzajem wierzeń, które raz, że przywołują ten świat paranormalny, świat demonów, świat stworzeń. Jednocześnie mamy tam do czynienia z krwawymi ofiarami, które się składa. Na przykład to, co jest powszechnie wiadomo, są to ofiary z kogutów, ale są także inne ofiary, o których niezbyt często i niezbyt głośno się mówi.
Dlatego ci ludzie są specyficznym odłamem naszej cywilizacji. Na przykład jeśli chodzi o samo Portoryko. Znam wielu Portorykan i rozmawiałem z nimi o tym, czy coś na ten temat wiedzą. I oni o chupacabrze oczywiście słyszeli, ale nic o niej nie wiedzą. Nigdy nie widzieli, nie znają nikogo, kto by widział taką chupacabrę czy w jakiś sposób był dotknięty jej działaniem. I przede wszystkim ludzie, którzy mieli z nią do czynienia, byli to tak zwani ludzie z gór. Ludzie z gór są uznawani przez ludzi z wybrzeża za ludzi dzikich. Ci na wybrzeżu są w jakiś sposób cywilizowani, chodzą do pracy, budują sobie domy, płacą czasami podatki i tak dalej. Natomiast ci z gór, ich praktycznie nikt nie zaczepia i ci nawet z wybrzeża w te góry w ogóle nie chodzą, dlatego, że obawiają się o własne życie, że mogą po prostu nie wrócić. Mogą stać się nie tylko ofiarą, bo ktoś ich napadnie i będzie chciał ich ograbić, ale być może mogą się stać elementem jakiegoś kultu, który tam się rozgrywa.
Dlatego sytuacja jest specyficzna i to, że akurat wybuchła ona na Portoryko i to właśnie, że chupacabra, czyli wysysacz kóz, pozbawiał krwi te kozy, dla mnie inklinuje, że mamy tutaj do czynienia z czymś, co mniej dotyczy stworzenia jakiegoś, a bardziej dotyczy człowieka. Że być może był to jakiś rodzaj niezbyt rozumianego przez nas obrzędu religijnego, związanego z religią voodoo, ale przestraszony tym rząd doszedł do wniosku, że trzeba w jakiś sposób to zatuszować, żeby nie wzbudzić paniki. Co by się stało, gdyby nagle przestali turyści przyjeżdżać do Portoryko czy na inne wyspy karaibskie? Więc stworzył legendę chupacabry i później, co dla mnie jest potwierdzeniem, że legenda chupacabry została stworzona sztucznie, opowiadał o tym na tych wszystkich kanałach telewizyjnych, o których Piotrze wspomniałeś. Właśnie dlatego, żeby zobaczyć, w jaki sposób populacja sobie poradzi z takim stworzeniem, które pojawia się gdzieś nagle, narobiło jakiejś szkody, zabiło parę kóz. Oczywiście elegancko ominęło człowieka, w ogóle go nie zaatakowało. To dodaje dla mnie podejrzeń tej całej sprawie. I od tego momentu mamy wręcz wielki wysyp chupacabr praktycznie we wszystkich stanach Stanów Zjednoczonych. Nagle człowiek ich nie dostrzegał przez setki lat, a od momentu, kiedy ogłoszono, że chupacabra była na Portoryko, wszędzie już można ją spotkać. I jest sporo zdjęć, sporo pomyłek, sporo się o tym mówi i nagle tworzy się kompletny folklor.
I tak naprawdę wszystko to zaciemnia tę sytuację, która wydarzyła się naprawdę wówczas w rzeczywistości na Portoryko. I dlaczego ktoś te kozy pozbawiał krwi i do czego to wszystko służyło? Tak ja patrzę na ten problem.
[29:54] - Musimy jeszcze pamiętać o jednej rzeczy. Te wydarzenia z roku 1995, 1996 nie dotyczyły całej wyspy, tylko one dotyczyły w zasadzie pierwotnie, bo potem wiadomo, to się rozeszło i stało się mitem. Stało się legendą, fajną legendą i tak dalej. Natomiast pierwotnie to dotyczyło ponad 100, 150 gospodarstw w tym rejonie Canovanas w północno-wschodniej części wyspy. Dlaczego pojawiły się takie teorie, że chupacabra jest jakimś stworzeniem, które mogło się zadomowić tam, czy mogło uciec z laboratorium, było to, że ten teren, który objęty był działalnością chupacabry w tamtym czasie, był terenem dzikim. Dzisiaj rzeczywiście możemy mówić o chupacabrze i każdy to rozumie na swój sposób, aleTa współczesna fala, która się zaczęła 20 lat temu, zaczęła się właśnie od tego miasta Canovanas. I tam moim zdaniem rzeczywiście coś się stało, bo 150 gospodarstw, które są dotknięte atakami, to nie jest przypadek. Kolejna sprawa, że 20 lat przed tym atakiem chupacabry w roku 1995 mieliśmy podobną sprawę z tak zwanym wampirem Moca w okolicach miasta Moca, także na Portoryko. I w zasadzie nastroje były te same. Ataki również można do siebie porównać.
Również można powiedzieć, że wampir Moca stał się legendą. Być może nawet dał początek chupacabrze, bo chupacabra na tajemnicze też jest rodzajem wampira. Natomiast wampir Moca rozmył się w świadomości ludzi dlatego, że nie było wtedy internetu, nie funkcjonowały media jeszcze w taki sposób jak teraz. A chupacabra poniekąd jest dzieckiem internetu i fakt, że ta historia była tak fajna i chwytliwa doprowadziły do tego, że rzeczywiście się pojawiła w różnych krajach. Natomiast nie zapominajmy, że to wydarzenie z roku 1995-1996 miało jakieś podstawy w rzeczywistości. Co się tam stało rzeczywiście chyba dzisiaj się nie dowiemy. Natomiast trzeba też zapamiętać fakt, że to nie objęło w tym okresie całego Portoryko. Potem rzeczywiście wydawano ją tu, tu, tu. Każdy, kto chciał dołożyć swoją cegiełkę do legendy, mówił co innego. Natomiast tak jak mówiłem przed chwilą, żeby nie przedłużać, jeżeli ktoś chce zobaczyć, jakie nastroje panowały w momencie ataków w Canovanas, zapraszam do tego artykułu Scotta Corralesa.
Za chwilę mam nadzieję Marek wrzuci go na Facebooka radiowego i każdy będzie mógł do niego trafić.
[33:07] - Ja tutaj muszę przeprosić słuchaczy za pewne problemy techniczne na Antonie. Niestety mamy drobne problemy z połączeniem z Piotrem. Troszeczkę go przerywa. U mnie niestety również jakieś dziwne rzeczy z komputerem się dzieją i z kartą muzyczną. Nie wiem, czy słychać, ale pewnie słyszycie państwo, że zarówno u Piotra, jak i u mnie za oknami przewala się niezła nawałnica. Dlatego przepraszamy z góry. Gdyby audycja nagle się urwała, to nie nasza wina. A w międzyczasie, póki audycja jeszcze trwa, póki rząd światowy nie nasłał na nas takiej nawałnicy, żeby nam całkiem przerwało, przechodzimy do trzeciego pytania. Panowie, w przypadku Portoryko pojawiły się teorie, że stwór może być jakoś powiązany z obserwacjami UFO. Wiele osób lansowało tę teorię.
Tym bardziej że wyspa przez lata była znana z silnej aktywności NOL. Czy jest w tym ziarno prawdy? Czy chupacabra mogła być istotą z kosmosu albo biologiczną sondą obcych? Piotrze, jak sądzisz?
[34:14] - Oczywiście jest to scenariusz czysto hipotetyczny. Wypuszczenie biologicznej sondy przez przybyszów z kosmosu nie byłoby takim głupim rozwiązaniem, prawda? Bardzo ciekawa forma eksploracji planety. W dodatku stworzenie genetycznie zaprojektowane i przystosowane do funkcjonowania w naszej rzeczywistości mogłoby w zasadzie dość dobrze pomóc poznać nasz ekosystem od środka. Byłby to taki mały przyrodniczy szpieg, który jest w stanie dotrzeć tam, gdzie nie jest w stanie dotrzeć na przykład sonda mechaniczna. Wyobraźmy sobie, że jakaś cywilizacja wysyła do nas sondę niedużą, wielkości piłki, która ma za zadanie obserwować naszą planetę i nasz ekosystem. Niestety ta sonda nie jest w stanie dotrzeć do wszystkich miejsc. Natomiast sonda biologiczna, jak to nazwiemy, która ma nogi, ma ręce, ma wszystko to, czego potrzebuje zwierzę w naszym środowisku do przetrwania, w pewnym sensie mogłaby być ciekawym rozwiązaniem. Wydaje mi się, że to jest jednak temat dość egzotyczny z naszego punktu widzenia, ale pamiętajmy, że kiedyś być może coś takiego się pojawi. Kiedy ludzkość dojdzie do punktu, w którym będzie eksplorować obce planety, być może sama stworzy jakieś bioindykatory syntetyczne, zaprojektowane dzięki inżynierii genetycznej daleko zaawansowanej, które pozwolą na postęp w dziedzinie badania pewnych środowisk.
W każdym razie nie wiem, czy możemy powiedzieć, że ta chupacabra była na 100% połączona z obserwacjami UFO, dlatego że jest jeden mały problem. Rzeczywiście Portoryko w latach 90., na początku XXI wieku było taką mekką UFO. Działo się tam dużo, natomiast szczerze mówiąc nie działo się tyle, żeby zapadł mi w pamięć jakiś przypadek, który szczególnie bym zapamiętał. Tam rzeczywiście zawsze się działo dużo, tylko to nigdy nie było nic szczególnego. Pamiętam, sporo doniesień opisywanych było w „Kwartalniku UFO”. Wiele osób na pewno połączyło te dwie niewiadome, czyli ataki jakiegoś dziwnego stworzenia i obserwacje UFO plus ta obecność Amerykanów, którzy prowadzą tam swoje szemrane badania. Natomiast myślę, że nie będziemy w stanie powiedzieć, czyTe sprawy były ze sobą jakoś połączone. Być może jest między nimi jakaś wspólna nić, ale wykraczająca daleko poza to, co my zwiemy zjawiskiem UFO. Być może one były elementem działania jakiegoś systemu, którego jeszcze nie rozumiemy, albo były elementem jakiejś płaszczyzny, która przecina naszą rzeczywistość pod pewnym kątem i nagle mieszkańcy tamtej strony znajdują się tutaj. Jest to rzeczywiście bardzo intrygujące, natomiast nie było takich przypadków potwierdzonych czy dobrze opisanych, kiedy ktoś na przykład by widział chupacabry wyłażącą z jakiegoś dziwnego obiektu.
To wszystko były pogłoski. Ktoś coś widział, ktoś mówił, ale konkretów niestety nie było. Konkretami były zabite zwierzęta.
[38:02] - Dlatego ja bym chyba nie łączył tego z UFO i sam nie widzę tu żadnego połączenia między śmiercią kóz czy wypitą krwią z kóz a statkami kosmicznymi. Myślę, że jest to wytwór fantazji i, co uatrakcyjnia bardzo historię oczywiście, dodaje jej mnóstwo różnych smaczków, ale myślę, że jest to ślepy zaułek, który nie wyjaśni tajemnicy chupacabry. Myślę, że musimy się chyba zastanowić nad tym, co my nazywamy chupacabrą, bo jeżeli do tego samego worka wrzucimy tego wysysacza kóz z Portoryko i człowieka ćmę, Mothmana, to wówczas zaczynamy mieć poważny problem, ponieważ mówimy, według mnie przynajmniej, o dwóch różnych rzeczach, które często nawzajem sobie w jakiś sposób przeczą. Dla mnie to, co wydarzyło się na Portoryko i powstanie fenomenu chupacabry jest związane ze środowiskiem ziemskim. Nie ma nic wspólnego dla mnie z pojawieniem się pozaziemskich istot czy statków kosmicznych. Ewentualnie może to być jakiś efekt doświadczeń, ale to również wydaje mi się nieco daleko idące porównanie. Być może w innych przypadkach łatwiej nam będzie wytłumaczyć tymi doświadczeniami wojskowymi spotykane różne przypadki dziwacznych zwierząt. Natomiast myślę, że w tej portorykańskiej historii jest to bardziej związane z charakterem tych ludzi, szczególnie tych portorykańskich górali, z charakterem wyspy, która zawsze była zamieszkana przez ludożerców, z ich dzikością i niechęcią do poddania się rygorom cywilizacji, czyli płaceniu podatków czy też na przykład życiu według pewnych reguł. Reguły, które tam panują, są ciągle regułami tak zwanymi naturalnymi, czyli wymuszanymi przez społeczeństwo, które tam żyje. Stany Zjednoczone za bardzo w to wszystko nie ingerują, mimo że jest to ich terytorium obecnie, ponieważ naród, który tam żyje, jest bardzo wojowniczy i właściwie trudno sobie z nim poradzić, więc lepiej go zostawić w spokoju.
Dlatego zostawiłbym, według mnie, ten pierwszy przypadek chupacabry, który stworzył fenomen. Nie ma żadnych podstaw związanych z życiem pozaziemskim, z UFO, z czymkolwiek tego typu.
[40:38] - Pora na kolejne pytanie. John Keel, słynny ufolog twierdził, że ataki stworzeń podobnych wyglądem lub zachowaniem do chupacabry zdarzają się regularnie i są odnotowywane w historii. Co miał na myśli? Czy możliwe, że zgodnie z jego teorią tego typu potwory co jakiś czas zjawiają się w naszej rzeczywistości z paralelnego świata, z paralelnego wymiaru? Piotrze?
[41:02] - Rzeczywiście John Keel, czyli ufolog, dziennikarz, który zajmował się sprawą Mothmana, słynnego człowieka ćmy, do którego, mam nadzieję, kiedyś powrócimy. Dzięki zaangażowaniu w tamten przypadek zyskał ciekawą perspektywę na tego typu zdarzenia, bo niewątpliwie w Point Pleasant coś się wydarzyło 30 lat przed pojawieniem się chupacabry. Oczywiście to są przypadki nieporównywalne. Natomiast on twierdził, że nasz świat, nasza rzeczywistość rzeczywiście krzyżuje się pod jakimś kątem z czymś w rodzaju innego wymiaru i ten inny wymiar, czy jak to nazwiemy, czy to inna płaszczyzna rzeczywistości, czasami wrzuca do naszego świata stworzenia, które są zupełnie wyrwane z naszego biologicznego kontekstu. One w jakiś sposób się tutaj odnajdują. Być może pochodzą ze świata, który jest uformowany podobnie do naszego. Natomiast one nigdy nie przypominają ziemskich stworzeń. Co więcej, one czasami są wrogo nastawione, czasami wręcz wyrządzają krzywdę. Keel tutaj szuka analogii. Znalazł bardzo wiele analogii.
Oczywiście one pochodzą ze źródeł średniowiecznych, one są czasami naszpikowane bardzo religijnym światopoglądem. Przykładowo przywołuje on taki przypadek sprzed wieków, który miał miejsce w Niemczech w jednym z kościołów. Nie pamiętam teraz, w którym. Jeżeli ktoś chce konkretów, więcej takich historii, powinien zajrzeć do książek Keela, między innymi „Przewodnik po istotach tajemniczych„, tak to się bodajże nazywa, oraz „Nasza nawiedzona planeta”. Keel tam pokazuje wiele takich przypadków i między innymi jest mowa o tym dziwnym stworzeniu, które było, co ciekawe, bardzo podobnie opisywane do tej chupacabry z Portoryko. To był jakiś mieszaniec, którego totalnie w zasadzie nie można było w żaden sposób określić, bo przypominał ni to świnię, ni to wilka, ni to nie wiadomo co. Natomiast był dość groźny. Włamał się ponoć nawet raz do kościoła, a potem po prostu znikł po narobieniu jakiegoś tam marasu, ambarasu. Takich przypadków było więcej. Chyba najbardziej znany to Bestia z Żywa Dołu.Która też w pewien sposób może nawiązywać do tego mitu o Chupakabrze, dlatego że mieliśmy tam coś bardzo podobnego.
Też był to niby wilk, ale potem się okazało, że to jednak nie wilk, bo ma cudowne właściwości. Potrafi dokonywać rzeczy zaskakujących, posiada może nie nadprzyrodzone zdolności, ale jest ulepszoną wersją zwierzęcia i jest zdolny do rzeczy, do których nie są zdolne na co dzień zwierzęta, które spotykamy. I Keel to widział właśnie w ten sposób. On twierdził, że raz na jakiś czas te stworzenia trafiają do naszej rzeczywistości z jakiegoś innego wymiaru. Ja nie lubię stwierdzenia „inny wymiar”, bo pod to można podpiąć wszystko. Bo de facto to nie jest inny wymiar. To jest inny wymiar egzystencji. Gdyby to był inny wymiar fizyczny, gdyby takie stworzenie wpadło do naszej rzeczywistości, hipotetycznie oczywiście, jeżeli są inne wymiary i te inne wymiary się przecinają z naszym, to istota, która żyje choćby w czterech, pięciu wymiarach, dla nas byłaby zupełnie niepojmowana. Ona w naszej przestrzeni też by sobie nie poradziła. Fizycy są bardzo ostrożnie nastawieni do mówienia o innych wymiarach, dlatego, że cały czas poruszamy się w sferze czysto teoretycznej.
Reasumując, w tym innym wymiarze egzystencji, który gdzieś bytuje obok naszego, który fizycznie też może być wytłumaczalny jako na przykład równoległa rzeczywistość, mogą też istnieć stworzenia, które w jakiś sposób dostają się tutaj. Czy dzieje się to za pośrednictwem jakichś nieznanych praw, czy dzieje się to tak, jak sugerował Chris, dzięki okultyzmowi. One się tutaj dostają, przez chwilę czynią szkody, a potem znikają. I Keel właśnie zauważył, że istnieje taka prawidłowość, która obejmuje też Chupakabrę. Coś tutaj wpada, robi szkody, robi hałas, staje się legendą, a potem nagle znika. I tak też było ze słynną Chupakabrą.
[45:50] - Ja chciałbym tu jeszcze dodać, że najbardziej masową wrzutką tego typu stworzeń na naszą planetę, skądkolwiek by one przybyły, były dinozaury z epoki kambru, tak zwana eksplozja kambryjska, kiedy życie kompletnie w sposób irracjonalny eksplodowało na Ziemi. Powstał szereg najdziwaczniejszych, najrozmaitszych gatunków zwierząt i właściwie do dziś nauka głowi się, jak to wyjaśnić, skąd się to wzięło, jaki cud nastąpił, że zwierzęta w tak bogatych formach najrozmaitszych pojawiły się właśnie w tym czasie na Ziemi i żyły. Być może nie będziemy nazywać ich Chupakabrami, ale są to zwierzęta dziwaczne, groźne, niebezpieczne i dziwnie wyglądające. I nie bardzo wiemy, skąd one są. Jeszcze jako jeden z tego typu historii, o których wspominałeś, Piotrze, mówiąc na przykład o człowieku-ćmie, może zareklamuję takie stworzenie z mojego stanu. To się nazywa Diabeł z New Jersey. Nazwano go tak, bo nie mieli jakiegoś innego imienia dla niego. A jeśli porównać go do człowieka-ćmy, wyglądają dość podobnie. Tylko że Diabeł z New Jersey ma kompletnie czerwoną twarz. Grasował gdzieś na początku XX wieku.
Pojawiał się wielu ludziom. Jest wielu świadków, którzy obserwowali diabła. Żył on w południowej New Jersey, gdzie znajduje się puszcza sosnowa. Jest to jedyny las w moim stanie, który nie został wyrąbany i ciągle jest jeszcze dziewiczy i przepiękny. Jest to morze drzew, które ciągnie się od Filadelfii aż do samego oceanu. I właśnie tam miał ten diabeł grasować. I bardzo przypominał Mothmana. Atakował różne stworzenia. Atakował też ludzi, chociaż ludziom, mimo że ich straszył, nie wyrządził im żadnej krzywdy albo nie poinformowano o wyrządzeniu takowej krzywdy.
[47:53] - Chris, a czy zgodzisz się z teorią, że rzeczywiście może być tak, że istnieje jakiś punkt przecięcia naszej rzeczywistości z inną rzeczywistością i goście stamtąd mogą w jakiś sposób trafiać tutaj? To zdaniem wielu mogłoby tłumaczyć chociażby pewne dziwaczne elementy w spotkaniach z UFO, kiedy pojawiają się tam stworzenia, które w zasadzie są bardzo podobne do ludzi. Mają nogi, ręce, są humanoidami i z jakiegoś powodu nawet oddychają naszym powietrzem. Wyglądają tak, jakby przybyli z rzeczywistości, która jest podobna do naszej, tylko inna. Czy jest możliwe, że te dziwne istoty, dziwne stworzenia, potwory, jak to niektórzy nazywają, również przybywają z tych nie do końca sprecyzowanych regionów?
[48:47] - Myślę, że jest to możliwe. Jest to do przyjęcia chociażby dlatego, że tego typu stworzenia towarzyszą człowiekowi od zawsze. Spójrzmy na przykład na nasze ostatnie tysiąclecie. Mamy takie stworzenia jak na przykład syreny albo jednorożce, które nie wiadomo skąd się pojawiły. Jaka jest przyczyna, że nagle ludzie zaczęli ich przedstawiać i stały się one w jakiś sposób ważne do tego stopnia, że w Warszawie nawet nadano w herbie taką syrenę, takiego dziwnego kryptoida, chociaż nie wiadomo, jak to można nazwać, co to jest za rodzaj stworzenia.Tego typu historie zawsze wynikają z doświadczenia, które dotknęło przynajmniej sporą grupę ludzi i było niezwykle emocjonalnie silne na tyle, że stało się początkiem czegoś, co my później nazywamy legendą. Natomiast trudno mi uwierzyć, że ktoś sobie usiadł na kamieniu i zaczął wymyślać: „Jakiego stwora czy potwora ja sobie tutaj wymyślę i powiem innym ludziom, że go widziałem i wszyscy mi w to uwierzą”. Myślę, że ludzie są w jakiś sposób krytyczni i że za każdym razem tego typu doznanie nie może być wytworem czy pomysłem jednego człowieka. Za każdym razem jest to grupa ludzi, która ma bardzo podobne doświadczenie, wymienia to doświadczenie pomiędzy sobą, potwierdza je pomiędzy sobą. Wówczas ta historia nabiera tempa, obrasta fantazją często wtedy, w tym momencie i wyobraźnią, ale na samym jej początku jest jakieś realne zjawisko i realne stworzenie. Dlatego absolutnie wierzę, że istnieje taka możliwość, że w którymś momencie, ponieważ ciągle nie rozumiemy wszystkich praw, które rządzą naszą planetą, następuje jakieś przecięcie czy pęknięcie w jakiejś szczelinie czasoprzestrzennej i być może w świecie, o którym my nie mamy pojęcia, tego typu stworzenia są czymś absolutnie naturalnym i na skutek jakiegoś kaprysu przyrody czy kosmosu takie stworzenie nagle wpada do naszej rzeczywistości, przez jakiś czas się adaptuje, a później znika.
[51:01] - Tak. Oczywiście można twierdzić, że poruszamy się tutaj po sferach, które są strasznie niesprecyzowane, bo jakaś chupacabra, która nie wiadomo czy jest, a może w ogóle jej nie było, jakiś inny wymiar, który jest w zasadzie taką fasadą, za którą dzisiaj ukrywa się wiele niewytłumaczalnych zjawisk, bo co dziwne, to pewno z innego wymiaru. Natomiast mówimy też w dużej mierze o konkretach, bo pamiętasz kiedyś naszą dyskusję o Big Footie? Sceptycy pewnie powiedzą: „Big Foot jest jak jeżozwierz o głowie smoka albo jak jednorożec”. I w zasadzie ludzie też mówią o jednorożcach albo o żółtych jeżozwierzach. I w zasadzie jednego i drugiego nikt nie widział. Reasumując, nie słyszałem nigdy, żeby powstała jakaś organizacja badająca jednorożce albo że gdzieś wybuchłaby panika związana z obserwacją jednorożca. Także to, co mówiłeś, poniekąd z czegoś wynika. Paniki się rodzą, paniki wygasają, potem nikt o nich nie pamięta. Natomiast są takie przypadki, które z jakichś powodów zapadają ludziom w pamięć.
Chociażby ten diabeł z Jersey. Te lasy, o których mówiłeś, strasznie mi się podobają. To strasznie tajemnicze miejsce. Nigdy tam nie byłem, ale chciałbym.
[52:39] - Już zapraszam. Po tych lasach da się nawet jeździć, ponieważ przez to, że niestety często tam wybuchają pożary, lasy są przecięte takimi ścieżkami, przez które mogą przejeżdżać samochody strażackie. A ponieważ te sosny rosną na piasku, ten piasek, zwłaszcza po deszczu, mocno się ubija i da się po tym przejechać samochodem. Oczywiście niezbyt legalnie, ale żadni policjanci tam po lasach nie grasują i nie ścigają tego typu ludzi, więc absolutnie podróż jest świetna. Punktem kulminacyjnym jest wzgórze, które się nazywa Apple Pie Hill, czyli Góra Placka Jabłkowego, gdzie znajduje się punkt triangulacyjny i kiedy wejdzie się na ten punkt, wówczas otwiera się przed nami ocean zieleni i z jednej strony widać falę oceanu, a z drugiej strony widać downtown Filadelfii. Także serdecznie cię, Piotrze, zapraszam z Ivelliossem. Przejedziemy się w lasy New Jersey. Pine Barren.
[53:49] - Kusząca propozycja i mam nadzieję, że kiedyś skorzystam. W każdym bądź razie kieruję się tutaj w stronę pewnej konkluzji. Czy uważasz, że potwory... To może trochę głupio brzmi dla osoby niezorientowanej w temacie. Dwóch dorosłych facetów gada o potworach, ale czy potwory de facto mogły lub mogą istnieć? Bo rzeczywiście obserwując pewne mechanizmy tworzenia się legend, możemy powiedzieć, że nie zawsze wyrastają one na pniu, który jest czystą fantazją. Myślę, że doskonałym stadium była właśnie sprawa Mothmana, chociaż dzisiaj nie o tym mowa i myślę, że kiedyś się nim zajmiemy. Ale sprawa Mothmana moim zdaniem w idealny sposób pokazuje to, w jaki sposób dochodzi do takiej paranormalnej ingerencji w naszą rzeczywistość i dlaczego my nie jesteśmy tego w stanie do końca zrozumieć. Bo ta druga strona, cokolwiek tutaj wpada, cokolwiek tutaj przelatuje, czy to są stworzenia inteligentne, czy to są stworzenia groźne i o takiej zwierzęcej, dzikiej naturze, jest to coś, co się posługuje zupełnie odmienną inteligencją niż nasza. I myślę, że to jest coś tak dziwaczne, tak odmienne jak Mothman chociażby, że jesteśmy tym przerażeni, zafascynowani, ale z drugiej strony to jest od nas bardzo daleko w takiej formie, że nie jesteśmy tego w stanie w 100% pojąć, bo w naszym świecie zwierzę się rodzi
[55:33] - Umiera, ma mamę, należy do jakiejś grupy. Natomiast tu nagle pojawia się coś, co nie mogło się urodzić, nie mogło się tu wychować. Natomiast jest. Niektórzy to widzieli. Działa, oddziałuje i wygląda na to, że pod pewnymi względami nawet przewyższa pana tej planety, jakim tytułuje się człowiek.
[55:56] - To prawda. Wystarczy rozejrzeć się dookoła siebie i chyba każdy z nas wówczas z łatwością dostrzeże, jak wielka jest fascynacja ludzkości czymś niezbadanym, monstrualnym, czymś, co niesie ze sobą potencjalne zagrożenie i czymś, co jest z naszego świata, ale i troszkę nie z naszego świata, że jest na pograniczu tych dwóch światów. I to jest bardzo charakterystyczne, bo jak już wcześniej wspomniałem, w naszej kulturze istnieje to od dawna. Kiedyś to były chimery, ale spójrzmy na przykład na taką, wydawałoby się obdartą z bestii i z tego typu historii religię, jaką jest chrześcijaństwo. I teraz wystarczy obejrzeć średniowieczne kościoły pełne bestii najrozmaitszych, które są gdzieś tam zawieszone przy dachu najrozmaitszych gryfonów, chimer, różnych niesamowitych zwierząt, jednorożców. Cała seria, także gama ludzkich postaci lub przypominających ludzkie postaci. Być może są to postaci diabelskie, być może za tym kryje się coś zupełnie innego, jakieś stworzenie właśnie skądś inąd, które niesie ze sobą potencjalne zagrożenie. To z kolei łączy się z tym, o czym rozmawialiśmy bardzo długo i szeroko w przypadku skinwalkera, gdzie ludzie byli świadkami przejścia takiej bestii, stworzenia nie z tego świata do naszego świata, przeciskania się tej bestii przez jakiś wąski kanał, który otwiera się w danym momencie jak portal pomiędzy jednym światem a drugim. Także istnieje to i funkcjonuje w naszej kulturze od dawna. Jest to wokół nas i myślę, że nasze współczesne czasy niczego w tym nie zmieniły.
Dochodzą tylko do tego najnowsze stworzenia, potwory, najnowsze chupacabry. I proces ten będzie kontynuowany tak długo, jak istnieje nasza planeta i istnieje na niej ludzkość.
[58:00] - Po tym, jak ucichła afera na Portoryko, pojawiły się też inne doniesienia z Ameryki Środkowej i południowych stanów USA. Tamtejsze chupacabry wyglądały jednak inaczej i przypominały zmutowane psy. Czym są te istoty i czy mają jakiś związek z chupacabras z Portoryko, Krisie?
[58:20] - Uważam, że nie, że jest to wytwór tej mody na chupacabrę, która powstała po tej portorykańskiej historii. Wówczas wszyscy zaczęli rozglądać się, czy czasami chupacabra nie pojawiła się gdzieś w jego okolicach. Szczególnie dużo tego typu zwierząt, które nazwano chupacabrami, zauważono właśnie w południowoamerykańskich Stanach, głównie w Teksasie. Szybko się okazywało, że są to po prostu kojoty. Najczęściej są to kojoty, które zostały w jakiś sposób paskudnie zdeformowane przez szereg pasożytów, chorób, najrozmaitszych mutacji. Kojoty są zwierzakami, które buszują po śmietnikach. Często być może trafiają na śmietniki, w których znajdują się najrozmaitsze śmieci, które na przykład mogą pochodzić ze szpitali, z laboratoriów. Znajdują się tam najrozmaitsze groźne bakterie. I być może, kiedy taki kojot nażre się czegoś takiego, po prostu zaczyna się z jego ciałem dziać najrozmaitsze dziwne rzeczy. Traci on wówczas strach przed ludźmi.
Zaczyna pojawiać się coraz bliżej. Bardzo często w tego typu przypadkach traci swoją sierść. Najczęstszą chorobą, którą taki kojot ma i przypomina wówczas zwierzę nie z tego świata, to jest nużyca. Jest to choroba skóry, która deformuje niestety tego biednego zwierzaka. I dlatego jeżeli coś takiego pojawi się niedaleko zagrody ludzkiej, szukając jakiegoś łatwiejszego sposobu na zdobycie pożywienia, bo takie chore zwierzę już nie ma tej swojej energii i siły, gdy jest zdrowe i coraz trudniej jest coś sobie upolować, więc szuka czegoś w ludzkich zagrodach. Wówczas pojawia się i jest nazywane chupacabrą. Czasami farmerzy odstrzeliwują takiego zwierzaka. Rzeczywiście wygląda on brzydko. Często one lądują na stołach weterynarzy, a nawet naukowców, którzy badają, chcąc się dowiedzieć, co to jest za zwierzę, a czasami po prostu jaki jest to rodzaj choroby. Niemalże za każdym razem okazuje się, że nie jest to żadne mityczne zwierzę, a po prostu zmutowany najczęściej kojot, który w kilku przypadkach co najmniej okazywało się, że jest hermafrodytą.
Czyli mutacja bakteryjna doprowadziła do tego, że zwierzak miał dwie płci w jednym organizmie. Było to wynikiem działania jakichś bakterii, o których nikt nie ma pojęcia, że one istnieją. A były to jakieś śmieci z jakiegoś laboratorium, które w nieodpowiedni sposób wyrzucono. I myślę, że tutaj to stoi za większością tego typu historii. Oczywiście są to historie świetne na sezon ogórkowy, świetne na upał taki jak był dziś i dlatego właśnie dobrze się rozmawia o chupacabrze.W takim właśnie czasie. Natomiast nigdy chyba, przynajmniej ja o tym nie wiem, nie znaleziono zwierzęcia, które rzeczywiście zastanowiłby tych badaczy i nie wiedzieliby, z czym mają do czynienia.
[01:01:47] - Piotrze?
[01:01:48] - Chyba nie ma co dodawać do tego, co powiedział Chris. Nawet osoba, która się zupełnie nie interesuje zoologią, jest w stanie przypisać taką domniemaną chupacabrę złapaną gdzieś w Ameryce i o której w zasadzie co chwilę słyszymy, o których filmiki krążą na YouTubie, o których pisze się, które się fotografuje, umieszcza się zdjęcia. Jest tego mnóstwo. Nawet niewprawne oko zobaczy, że jest to stworzenie należące do psowatych. Nie trzeba tutaj chyba sztucznie powoływać legendy. Rzeczywiście ich wygląd może dziwić. Są to często psy, jak powiedział Chris, są to często kojoty. Często ze świerzbem, często wychudzone, często zdeformowane chorobą. Natomiast co mnie ciekawi, to fakt, że ta legenda o chupacabrze zaszła tak daleko, że jeszcze dzisiaj ktoś o tym pamięta. Ktoś w zasadzie chyba nie rozumie w ogóle, czym była ta pierwotna chupacabras.
Natomiast widząc coś nieznanego, jest w stanie to sklasyfikować właśnie jako kozodój. Wydaje mi się, że jednak w większości stoją za tym jakieś lokalne media, które po prostu z braku laku albo z braku w ogóle jakichkolwiek wydarzeń gdzieś tam na głębokiej prowincji coś takiego publikują.
[01:03:23] - Przejdźmy może do kolejnego z pytań z naszej ściśle tajnej listy. Panowie, jak patrzycie na hipotezę, że zarówno chupacabras z Portoryko, jak i tajemnicze psowate oraz tak zwany potwór z Montauk mogły być efektem szaleńczych eksperymentów w amerykańskich kompleksach wojskowych? Piotrze?
[01:03:44] - Szczerze mówiąc, trudno mi to powiedzieć. Trudno mi to stwierdzić, dlatego, że mógłbym powiedzieć: „Za zamkniętymi drzwiami dzieją się rzeczy, o których nie mamy pojęcia”. To na pewno po części jest prawda. Jestem nawet w stanie powiedzieć, że dochodzi w niektórych laboratoriach do eksperymentów, które głęboko łamią zasady etyki naukowej. Ale to są eksperymenty, o których się nigdy nie dowiemy. Pamiętamy chociażby tych słynnych lekarzy, którzy twierdzili, że już dawno sklonowali człowieka, ale nikt o tym nie wie, bo nie musi. Tak, pojawiały się takie głosy, że chupacabra mogła być, przynajmniej ta oryginalna z 1995, 1996 roku, wynikiem jakichś eksperymentów genetycznych, gdyż wyglądała rzeczywiście jak krzyżówka różnego rodzaju zwierząt. Natomiast brakowało dowodów, że ma ona coś wspólnego z człowiekiem. Z drugiej strony dlaczego laboratorium miałoby stworzyć coś, co jest wiecznie głodne? Co wymagałoby w laboratorium wiecznego karmienia?
To laboratorium musiałoby podpisać umowę z co najmniej grupą producencką kóz na Portoryko, w okolicach Canóvanas, żeby sobie potem dokarmiać tą chupacabrę. Wydaje mi się, że są to czasami troszkę przesadzone teorie, natomiast nie da się wykluczyć, że zdarzały się przypadki, że na przykład jakiś szczur laboratoryjny uciekł i potem samemu będąc produktem inżynierii genetycznej, przekazał swoje geny dalszej populacji i to coś może wyjść dopiero w następnych pokoleniach. Że nagle się okaże, że szczury mają jakieś superzdolności, o których przedtem nie słyszano, a one pochodzą od szczura, który na przykład był tym nieszczęśnikiem w laboratorium, a po prostu, brzydko mówiąc, nawiał. Pojawiła się parę lat temu taka teoria też, że słynna choroba wściekłych krów istniała w Wielkiej Brytanii, jak pamiętamy dość dawno temu. Natomiast te patogeny zostały w jakiś sposób przetransportowane z laboratorium w Kolorado do tamtejszego parku narodowego. Nie pamiętam nazw. Niedługo artykuł o tym ukaże się w „Nieznanym Świecie”. I tam priony odpowiedzialne za chorobę wściekłych krów rozeszły się po prostu na miejscową populację jelenia czy jak ktoś woli elka. A stamtąd już z Kolorado rozeszły się w zasadzie na teren większości stanów do tej pory. Także nie jestem pewien, czy obecnie inżynieria genetyczna jest w stanie stworzyć coś, co by żyło, było zwinne i było w stanie samemu przeżyć i wyglądałoby jak chupacabras.
Natomiast wiem, że dochodziło rzeczywiście do wielu dziwnych sytuacji, które nie do końca dawałyby spać naukowcom przejmującym się problemami etycznymi. Natomiast Chris, tutaj pozostaje jeszcze sprawa tego ciała, które było kiedyś wyrzucone na brzeg i o którym było dość głośno. Niektórzy mówili, że to po prostu szop, inni mówili, że to rzeczywiście jakiś produkt tajnych eksperymentów. Jak ta historia się skończyła?
[01:07:42] - Skończyła się tak samo jak historia z Chupacabrą. Po prostu urosła legenda i to był w zasadzie koniec historii. Natomiast źródłem legendy jest pewna bardzo mała wysepka u wybrzeży Long Island, która się nazywa Plum Island. Do tej wyspy nie można dopłynąć. Ja przepływam tamtędy dwa, trzy razy do roku. Do tej wyspy nie można dopłynąć, bo znajduje się na niej supertajne laboratorium, gdzie robią rzeczy, o których nie śniło się nikomu na świecie i od czasu do czasu coś widocznie ucieka z tego laboratorium. Tak przynajmniej twierdzą niektórzy. I być może wynikiem tego było to monstrum z Montauk, bo Montauk dokładnie leży naprzeciwko Plum Island. Także siłą rzeczy, jeżeli coś by wpadło do wody i utonęłoby, czy zabrałyby to fale, wówczas morze w sposób naturalny wszystko, co odpłynie z Plum Island, wyrzuci właśnie w Montauk. I z tego powodu powstała teoria o tym, że to stworzenie, które wyrzuciło morze, jest wynikiem najdzikszych badań, jakie prowadzi się w laboratoriach wojskowych.
Myślę, że w każdym tego typu przypadku bardzo szybko rozwiano by wszelkie wątpliwości, gdyby przeprowadzono bardzo podstawowe badania, z czym mamy do czynienia i ogłoszono to po prostu przez jakąś tak zwaną oficjalną komórkę, która powiedziałaby, co to jest. Natomiast tego się nie robi, pozwala się legendzie narastać w jakiś sposób, tworzyć się dalej. I teraz nie wiemy, co tam szaleje na tej Plum Island. Natomiast ja, kiedy nad tym rozmyślałem, nagle doszedłem do wniosku, że ci ludzie nauki, których tak bardzo cenimy i szanujemy, uważamy ich za elitę naszego społeczeństwa. Ci ludzie w ogóle nie mają skrupułów i nie mam żadnych wątpliwości, że nie cofną się przed niczym, patrząc na najrozmaitsze genetyczne wynalazki, jakie tworzą ostatnio i jakie serwują nam, czy tego chcemy, czy też nie. Serwują je nam, wpychają wprost do gardła, chociażby w pożywieniu. Więc nie myślę, żeby te osoby cofnęły się przed czymkolwiek. I zastanawiałem się przed chwileczką nad tym, jaki byłby sens stworzenia takiego zwierzaka, który by szukał jakichś kóz, żeby wypić ich krew. Taka hipoteza mi przyszła do głowy, pomyślmy nad tym, że w laboratorium pracuje się nad stworzeniem być może nie superżołnierza, ale żołnierza, który jest w stanie wykryć ludzką siłę, która jest po drugiej stronie i opiera się inwazji. Któż lepiej wykryje niż taki zawsze chcący napić się krwi wampir jak Chupacabra, która tej krwi potrzebuje i która znajdzie taką osobę, wywęszy ją wszędzie i zamorduje.
Być może był to właśnie tego typu efekt, ale być może jest to też za daleko posunięte tego typu rozumowanie. Jednakże myślę, że nie trzeba bagatelizować tego, co się tam wyprawia w tych laboratoriach, bo różne pogłoski od czasu do czasu trafiają także od naukowców, którzy porzucają takie instytuty i generalnie kończą jako alkoholicy, w związku z czym momentalnie stają się w naszych oczach osobami już kompletnie niegodnymi zaufania i niemiarodajnymi, więc nikt nie bierze ich serio. Ale ich opowieści są wstrząsające. O tym, że robi się krzyżówki człowieka i zwierząt, tworzy się chimery, o jakich się nam nigdy nie śniło, czy które nawet nigdy nie powstały w wyobraźni twórców filmów fantastycznych. Dlatego myślę, że tu wszystko jest możliwe. Dlatego patrzę na to ostrożnie i kiedy patrzę, przepływając obok Montauk, spoglądam na Plum Island, nie mam zbyt ciepłych uczuć. Zawsze jest to obrazek z swoistą grozą, że ktoś gdzieś robi coś, co może być potencjalnie bardzo niebezpieczne i może się to wymknąć kompletnie spod kontroli. Czy to będzie Chupacabra, czy to będzie jakiś nieznany nam do tej pory wirus, przed którym się nie potrafimy obronić? Czy może coś jeszcze innego? Nie wiadomo.
Ale wiem, że ci ludzie się nie cofną przed niczym.
[01:12:17] - Pora na kolejne pytanie z naszej ściśle tajnej listy. Co z doniesieniami o tego typu istotach w Polsce? Pamiętamy relację o słynnym pomorniku, a potem okresowe letnie doniesienia o dziwnych istotach przypominających kangury, które grasowały gdzieś po Polsce. Jakiś kangur chyba grasuje. Niekoniecznie na własnych nogach.
[01:12:41] - Jak się rozbije, to będzie wiało.
[01:12:44] - To może ty zacznij, Piotrze.
[01:12:46] - Po pierwsze nie lubię ludzi na ścigaczach, którzy jeżdżą o dziewiątej w nocy i wydaje im się, że są fajni. A potem matka płacze i mówi, jaki to był fajny chłopak i jaki był grzeczny. A niech takiemu wyskoczy Chupacabra teraz na drogę. I co? Nie zahamuje. Powracając do tematu. Marku, może przypomnij słuchaczom co to był ten pomornik, bo pamiętam, że nawet interesowałeś się tymi doniesieniami.
[01:13:19] - Interesowałem się przez krótki czas. Chodziło o zagadkową istotę, która zabijała zwierzęta gospodarskie w Goleniowie i okolicach na Pomorzu Zachodnim. Dużo informacji przekazał na ten temat „Fakt”, więc to świadczy o wiarygodności wielu tych relacji. Natomiast informacje o padniętych zwierzętach, o zabitych zwierzętach pojawiały się również w innych mediach. Natomiast ja dzisiaj patrzę na tą sprawę w inny sposób.Mnie się wydaje, że to nie było zbyt wiarygodne, tak szczerze mówiąc.
[01:13:52] - Szczerze mówiąc, zdarzyło mi się widzieć na przykład kozę zabitą przez dzikie psy. Przez zdziczałe psy, może nie przez dzikie psy. I szczerze mówiąc widok jest często bardzo podobny do takich ataków, które według niektórych są powodowane przez nieznane nam stworzenia.
[01:14:20] - A teraz przypomniało mi się parę takich szczegółów, które przywodzą na myśl Chupacabrę, a mianowicie brak krwi i specyficzny sposób zabijania. Z tego, co pamiętam, zwierzęta były zabijane w taki sposób, jak gdyby były uderzane łapą w okolicę serca. Tam również jakieś takie otwory chyba były podobne jak w przypadku Chupacabry. Natomiast wydaje mi się, że media, szczególnie tabloidy, troszeczkę za bardzo podkoloryzowały tą historię.
[01:14:54] - Samo nomen omen fakt, że już o tym piszę, może mieć mało wspólnego z faktami. Pamiętamy, jakie tam się pierdoły pokazywały i pokazują. Nie oszukujmy się, nie jest to dobre źródło informacji. Ta sprawa była chyba dość dawno z tego, co pamiętam. W każdym razie rzeczywiście potem okresowo co lato pojawiały się doniesienia o Chupacabrach w Polsce. Przodowała w tym Fundacja N i wesoły kapitan, którzy widzieli gdzieś Chupacabrę. Nie pamiętam już, gdzie to było. Pod Sochaczewem chyba. Wszystko pod Sochaczewem. Wszystko może być pod Sochaczewem, ale czemu Chupacabra?
W każdym razie mało było wiarygodnych informacji na ten temat. Muszę wam powiedzieć.
[01:15:54] - Staś Lubarski chyba jakąś Chupacabrę też wyhaczył jakoś w tamtym roku, z tego, co kojarzę.
[01:15:59] - A to już nie pamiętam. Ale muszę wam powiedzieć jedną rzecz, która jest takim smaczkiem dzisiejszej audycji. Nie powiem, od kogo ta informacja pochodzi i kto był świadkiem. Powiem tylko, że to jest polski ufolog. Szanowany polski ufolog, którego przygoda z zjawiskami niezwykłymi zaczęła się dzięki temu, że widział. Jest w stanie powiedzieć, że nie było to nic normalnego, że widział stworzenie, które przypominało psa na dwóch nogach. Wyszło z lasu. Wyglądało jak połączenie człowieka ze zwierzęciem. Szło na dwóch nogach w każdym razie. Nie był wtedy sam, był z kolegą, co ich tak strasznie przestraszyło.
Niestety jeden minus, że widzieli to z dość dużej odległości. W każdym razie on się tym dość mocno speszył i nie wiedział, co to. Nie jest to człowiek, który jest w stanie wymyślić coś takiego tylko po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Dlatego też nie podaję nazwiska, bo on by nie chciał pewnie, żebym to robił. Stąd pojawia się oczywiście taki wniosek, czy ci ludzie rzeczywiście widzieli jakieś stworzenie, którego nie potrafili rozpoznać, czy jakieś zwierzę, którego nie potrafili rozpoznać. Pamiętam, że pojawiały się zwykle porównania do kangurów. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy w naszym... Może jestem w stanie powiedzieć, że w naszym kraju nie występują żadne ssaki. Bo chyba tylko to możemy brać pod uwagę, które przypominałyby kangury. Raczej trudno też powiedzieć, żeby jakiś kangur uciekł z zoo u nas.
Raczej chyba nie jest to dość popularne zwierzę nawet w tych prywatnych hodowlach. Oczywiście było to dziwne, natomiast zawsze było mało informacji, zawsze to się pojawiało w lecie, zawsze się pojawiało w sezonie ogórkowym i oczywiście to budziło jakieś wątpliwości. Tym bardziej że sprawa się zawsze urywała i często też nie było żadnej kontynuacji. No dobrze, ktoś widział coś dziwnego i tak naprawdę nie wiemy, czy chodziło mu o to, żeby przez chwilę zaistnieć w mediach, czy żeby powiedzieć coś, co miało miejsce naprawdę. Także wydaje mi się to taka sprawa troszeczkę zawieszona w próżni. Natomiast jeszcze tutaj chciałbym dodać, że istnieje taka grupa białoruska UfoCom. To jest ufologiczny komitet Białorusi podlegający Kosmopoiskowi. Ja muszę powiedzieć, że to jest organizacja bardzo sceptyczna, jeżeli chodzi o wszelkie dziwne zjawiska. Oni nie są zwolennikami tworzenia legend. Są bardzo krytyczni do wielu spraw, do większości spraw w zasadzie.
Szukają prawdziwych anomalii, co mi się u nich bardzo podoba i pamiętam, że u nich swego czasu też był taki przypadek. To mniej więcej było w tym samym czasie, kiedy to się działo w Polsce, tylko to było chyba w zimę, że widywano jakieś dziwne stworzenie. Nikt nie był w stanie powiedzieć, co to. Ono nawet atakowało ludzi z tego, co pamiętam. Ale jest jeden problem. Nie dało się wykluczyć, że jest to jakiś schorowany czy też zniekształcony pies, bo pojawiała się też taka teoria, żePsy, które są zdziczałe, które przez kilka pokoleń funkcjonowały, które wzięły się z tak zwanego chowu wsobnego, mogą nie do końca być przyjemne dla oka. Z tego też powodu, jeżeli taki pies jest dodatkowo chory, kiedy jest obarczony wadami genetycznymi, może u niektórych ludzi, których zaskoczy, których zaatakuje i którzy się go boją i są w stanie podekscytowania, przypominać jakiegoś potwora. Także tutaj musimy mieć to na uwadze. Natomiast nie pojawiły się w żadnym z tych przypadków takie stricte opisy, jak były w Portoryko w tym czasie. Ja to tak widzę.
Nie wiem, Chris, czy chcesz coś dodać, bo wiem, że masz trochę daleko do Polski, do Sochaczewa. Mam bardzo daleko do Sochaczewa, ale chętnie słucham, jak opowiadacie o tych wszystkich historiach, które się wydarzyły. Ewentualnie o chupacabrach, które jeżdżą na ścigaczach, o ile dobrze zrozumiałem. Tak. Wydaje mi się, że niestety nie dojdziemy końca w wielu tego typu przypadkach. Weźmy chociażby legendy o domniemanych pumach, które swego czasu tak ochoczo krążyły nawet w moich okolicach. Tak naprawdę wszystko skończyło się gdzieś po gazetowym szale, po tym, że pojawiło się kilka publikacji, jakiś strach, jakaś lokalna sensacyjka, ale nic więcej z tego nie było. Nie było ofiar. Czy czasami źródłem takich pum nie były historie z Anglii, że nagle tam miały się pojawiać jakieś dziwne koty? W Anglii przyczyną było to, że władze nakazały pozbyć się tych zwierząt z prywatnych hodowli.
I je wypuszczono. Nie zakazały, tylko wprowadziły prawo, że posiadanie tych zwierząt jest zabronione i w obawie o konsekwencje posiadania właściciele zwierząt po prostu je wypuścili. Z tego, co pamiętam, było kilka przyczyn, a jedną z nich był po prostu podatek, który trzeba było płacić. Tak jak u nas jest jakaś danina od niebezpiecznych psów. Tam również było coś takiego i część osób po prostu to puściła. Natomiast te pumy, nie mam pojęcia. Widziałem parę wywiadów z ludźmi i wydawali się wiarygodni, dlatego że u nas nie ma na przykład ryś. Ryś nie występuje w stanie naturalnym. Nie ma dużych kotów. W ogóle nie ma zwierząt, które można by do tego porównać.
Wydaje mi się, że tylko przy bardzo dużym, totalnie odbiegamy od tematu, pomyłce, bardzo dużym złym oszacowaniu wielkości możemy uznać kota za pumę. Co się zdarzało, nie oszukujmy się. Pamiętam nawet wiele zdjęć z Wielkiej Brytanii, kiedy jakaś domniemana puma, która chodziła po polu, okazała się po prostu kotem. Kiedy to wszystko pomierzono i ustalono perspektywy. Tak to wygląda. Byłbym bardzo sceptyczny, jeżeli chodzi o szukanie odpowiedników współczesnych chupacabry w Polsce, dlatego że każdy, kto miał do czynienia kiedyś z atakiem dzikiego psa, wie, że to zawsze budzi emocje, bo zawsze to jest strata. Natomiast kiedy nie ma przesłanek świadczących o tym, że zaszło coś dziwnego albo że to jest jednorazowe, a tak nie jest, to jest atak 150-krotny i tak dalej, to niestety musimy pozostać przy koncepcjach całkowicie ziemskich. Panowie, przechodzimy powolutku do podsumowania. Jak zatem podsumować fenomen chupacabras? Czy możliwe, że kiedyś czeka nas kolejny atak?
Chrisie, jak sądzisz? Ja podsumowałbym to w ten sposób, że ludzkość od samego swojego zarania potrzebuje takich potworów. Żyje z nimi, funkcjonuje razem z nimi i ciągle istnieje wielkie zapotrzebowanie, żeby one były, funkcjonowały, istniały, straszyły, przestrzegały, uczyły czegoś, ewentualnie reakcji czy zachowania. Sam nie wiem co, ale sam fakt, że istnieją one od pierwszych kultur, jakie są nam znane na Ziemi i fenomen ten ciągle pojawia się w nowej postaci do czasów dzisiejszych, pokazuje nam, że my, jako ludzie czegoś takiego potrzebujemy i na podstawie tego możemy nawet stwierdzić, że tego typu kryptoidy czy chimery, które pojawiają się gdzieś w naszych lasach, w naszym życiu, również podlegają modom. Moda na chupacabrę, wydaje mi się, powoli dogasa, bo jest ostatnio mniej doniesień o jej pojawieniu się. Myślę, że schwytaliśmy ten temat w ostatniej chwili, bo on sam pewnie niedługo nie byłby już na tyle atrakcyjny, żeby coś w nim szukać i na jej miejsce pojawiają się kompletnie nowe stworzenia. W tej chwili na przykład w Stanach czołowym kryptoidem będzie Dogman, który pojawia się szczególnie w północnych stanach. Michigan, Wisconsin, Illinois to są miejsca, gdzie Dogman się pojawia i jest to wielki pies, który już nie biega na czworakach jak pies Baskerville'ów, a gania na dwóch nogach, a czasami nawet pali papierosy. Także
[01:25:52] - Znowu historia bardzo podobna swoją potencjalną sensacyjnością. Z pewnością sensacyjnością dla gazet takich jak Fakt, ale z drugiej strony zbyt wręcz wymykająca się zdrowemu rozsądkowi, by móc ją traktować w jakiś sposób serio. Z pewnością co jakiś czas dochodzi do sytuacji, kiedy legenda zderza się z rzeczywistością i być może czasami jest tak, że po to, aby zapobiec nieodpowiedniemu odbiorowi danej sytuacji, wykorzystuje się lokalną legendę, a jednocześnie przypisuje się jej jakieś wydarzenie, które było niezbyt przyjemne dla jakiejś osoby czy dla jakichś zwierzaków, czy coś w tym rodzaju. Myślę, że te największe i najbardziej znane przypadki, kiedy pojawiła się gdzieś chupacabra, wynikły z takiego połączenia dwóch elementów. Z jednej strony legendy, z drugiej strony pod tą legendą ukryto coś, co było czymś zupełnie innym. I tak na to patrzę, ponieważ my ciągle potrzebujemy najrozmaitszych potworów w naszym sąsiedztwie, w szafie, gdziekolwiek się rozejrzymy. Lubimy, żeby one tam były. Lubimy być straszeni. Taka jest nasza natura i taka jest chupacabra.
[01:27:16] - Piotrze?
[01:27:16] - Mnie to tylko interesuje, jak ten dogman kupił te fajki? Nie wyobrażam sobie tego.
[01:27:23] - Może ukradł.
[01:27:24] - Sądzę, że chyba...
[01:27:25] - Może ukradł albo zjadł palacza na przykład i została mu paczka fajek. To wypalił.
[01:27:31] - Wyobrażacie sobie taką scenę: wchodzi chupacabra do kiosku i prosi fajki? Nie wiem. Co więcej można dodać? Słuchajcie panowie, ja mam taką koncepcję, że rzeczywiście Kil mógł mieć trochę racji i takie zdarzenia mogą się pojawiać. One mają specyficzny charakter. To jest coś, co wykracza trochę poza nasz schemat pojmowania świata i my dzisiaj na to patrzymy rzeczywiście jak na jakąś pierdołę zupełną, żart dla tabloidu i tak dalej. Ale tak naprawdę, gdyby nasze społeczeństwo funkcjonowało trochę inaczej albo gdybyśmy my funkcjonowali w społecznościach troszeczkę innych, bardziej lokalnych, bardziej tradycyjnych, na wzór Indian północnoamerykańskich, dla nas to byłoby chyba wydarzenie sporej rangi. Tym bardziej, gdyby takie stworzenie zahaczało o nasze wierzenia. To by było dla nas coś doniosłego jednak. Ale przez to, że żyjemy w XXI wieku, pojawienie się jakiegoś dziwnego stwora, być może z innej płaszczyzny egzystencji, jest dla nas raczej czymś nie do zaakceptowania.
I teraz pytanie, czy one się pojawiają rzeczywiście? Czy na przykład państwo Scarberry z Point Pleasant, którzy widzieli razem z państwem Mallette Mothmana jako pierwsi, czy oni mówili prawdę? Czy oni kłamali tak brutalnie podczas tej słynnej konferencji prasowej? Wszystko wyglądało na to, że oni jednak mówili prawdę. Oni coś widzieli, czyli coś było na rzeczy. A skoro Mothman był chyba prawdziwy, tylko że jak pokazał Kil, był czymś, co siedzi na pograniczu świata realnego i parapsychologii. Może nie parapsychologii, ale do znanych normalnych, to czy może być tak samo z innymi stworami tego typu? Pozostaje chyba jedno: przygotowanie się na kolejne pojawienie się takiego stworzenia, co pewnie kiedyś nastąpi i wtedy ten, kto będzie miał do niego najbliżej, mógłby to w miarę zweryfikować. A co do chupacabry myślę, że legenda pozostaje otwarta, a najbardziej wartą uwagi częścią tego fenomenu jest to, co działo się 20 lat temu na Portoryko z tą sporą liczbą ofiar. A co się tam stało?
Chyba się tego nigdy nie dowiemy. Czy rzeczywiście grasowało tam dziwne stworzenie? Czy ta historia miała całkiem inny finał, inne rozwiązanie, a sam mit został stworzony przez rząd w pewnych nie do końca jasnych celach? Tego się nie dowiemy. Tak samo ciekawe jest to, że możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że te chupacabry, które pojawiają się gdzie indziej cały czas, regularnie, nie są niczym niezwykłym. Są po prostu pokłosiem jakiejś legendy, która powoli rzeczywiście gaśnie na naszych oczach. Czekam tylko, aż u nas w Polsce pojawi się moda na dogmeny, bo moda na chupacabry już była.
[01:30:58] - To może my tą modę rozpoczniemy? Zrobimy pierwszą audycję o dogmenach.
[01:31:04] - Muszę wam powiedzieć jeszcze, że kiedyś dostałem taki list od Alberta Rosalesa, który był tą relacją też tak trochę zszokowany. Albert Rosales to jest policjant z Miami. Jak się nazywa taki policjant, co nie pracuje w prewencji? Taki biurowy policjant.
[01:31:28] - Police officer?
[01:31:30] - Nie. Wiecie, jak to się mówi. Pracownik cywilny chyba policji to się nazywa. Przysłał mi taką relację, która była dość dziwna. Ona pochodziła z naszego kraju, z Polski, ale pochodziła od jakiegoś turysty.Nie pamiętam, czy z Ameryki, czy z Anglii, który twierdził, że widział takie stworzenie. Widział coś, co wyglądało jak pies idący na dwóch nogach w Polsce, kiedy był na wycieczce. Nie wiedział, co z tym zrobić, nie wiedział, komu to opisać. Wysłał to temu Albertowi, a on wysłał to do mnie. Co ja mogę z tym zrobić? Historia była dziwaczna, ale takich dziwacznych historii jest coraz więcej.
Muszę wam powiedzieć, że coraz bardziej zaczynają mi się one podobać, tak że może kiedyś zrobimy audycję o takich przypadkach, które wykraczają daleko poza dziwaczność Chupacabry.
[01:32:27] - Dobiega już powolutku końca nasza audycja o Chupacabrach. Właściwie już dobiegła końca. Lista pytań się zakończyła. Tutaj jeszcze Lesio przysłał takie pytanie na gadu-gadu: „Dlaczego nikt nie dopuszcza ewentualności, że jest to istota z innego wymiaru?” Panowie?
[01:32:46] - Już to chyba wyjaśniliśmy najprzystępniej jak się da, że inny wymiar jest taką kategorią zjawisk, pod którą można przykleić wszystko. Jeżeli nie wiemy, skąd coś pochodzi, to pewnie pochodzi z innego wymiaru. Ale co to jest inny wymiar? Inny wymiar. Nie wiem, ale jest tajemniczo. Brzmi tajemniczo. Moim zdaniem, dopóki nie będziemy mieli sprecyzowanej naukowej wizji innych wymiarów, paralelnych wymiarów, chociaż to jest wszystko akceptowane. Natomiast one pod względem fizycznym, zarówno równoległe rzeczywistości, jak i inne wymiary są dla nas niedostępne. Chociaż na przykład David Deutsch twierdzi, że są dostępne i nawet można teoretycznie do nich dotrzeć. Natomiast czy te światy się przenikają, czy nie, to jest bardzo kontrowersyjna kwestia.
Owszem, może być tak, że jest to prawda, ale jest to tylko hipoteza i na tym bym to zakończył. Marku, ja mam jeszcze jedną propozycję. Ogłoś tą radosną nowinę. Otóż skompletowaliśmy zestaw tematów na drugą rundę debat ufologicznych, które rozpoczną się kiedy?
[01:34:11] - Najprawdopodobniej 4 października. Wtedy właśnie najprawdopodobniej wystartuje drugi sezon długo wyczekiwany debat ufologicznych online. Lista tematów będzie już niedługo udostępniona na stronie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na forum portalu Infra pod adresem www.paranormalne.eu. Naturalnie będzie również dostępna na naszym profilu na Facebooku. Czekamy na państwa propozycje. Możecie również nadsyłać wasze propozycje tematów i może się już odbyć takie wstępne głosowanie na to, jaki temat chcielibyście usłyszeć jako pierwszy. Wynik głosowania nie będzie dla nas wiążący, ponieważ przed każdą debatą ufologiczną zawsze odbywa się długa dyskusja, bo też dobór tematów w dużym stopniu zależy od tego, kto może w danej debacie uczestniczyć. Ale głosowanie oczywiście może się odbyć. Możecie państwo głosować na tematy. Lista będzie już niedługo udostępniona.
[01:35:20] - Lista tematów jest moim zdaniem bardzo ciekawa, ale to sami się państwo przekonacie. Są tematy z bardzo różnych obszarów ufologii. Będzie między innymi zapowiadana i oczekiwana od dawna dyskusja o MILAB. Będzie sprawa tunguska i wiele innych. Tak że zapraszamy od 4 października. Przed tym cyklem debat konkretnych odbędzie się taki pilotażowy odcinek dotyczący nowości po prostu, bo w ufologii trochę się działo. Wiele osób się nas pyta o ustosunkowanie się do pewnych spraw, tak że poruszymy kwestie najnowsze, które z jakichś powodów są kontrowersyjne lub warte uwagi. Ja za dzisiaj dziękuję i żegnam się z wszystkimi. Panowie też trzymajcie się. Trzymajcie się chłodno, bo jest dość ciepło.
Wiem, że u Chrisa też jest ciepło, tak że trzymajcie się chłodno i dobranoc.
[01:36:28] - To był Piotr Cielebiaś, współzałożyciel portalu infra.org.pl. Był z nami również Chris Miekina z serwisu Nowa Atlantyda oraz z reaktywowanej ostatnio audycji „Paralaxa”. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[01:36:42] - Ja również dziękuję i również wszystkim życzę dobranoc.
[01:36:45] - A audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już niedługo.