Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!” Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kawałkiem z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Dzisiejszy odcinek wypełni kolejna w historii tego cyklu paranormalna spowiedź. Tym razem niezwykłymi doświadczeniami z całego swojego życia podzieli się nasza słuchaczka z Niemiec.
Będzie bardzo dużo wątków związanych z kontaktami z tamtą stroną i one w zasadzie będą dominować. Pojawią się też opisy zdarzeń związanych ze snami oraz doświadczeniami poza ciałem. Nasza słuchaczka opisze głównie zdarzenia ze swojego życia, ale będą też opisy incydentów, których bohaterami były na przykład jej zwierzęta. To tyle słowem wstępu. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy.
U mnie zaczęło się to już od dziecka. Kiedy byłam mała, no powiedzmy, już tak pięć, sześć lat, zawsze jak budziłam się, to bawiłam się swoimi rękoma i widziałam półświatę taką. Nie wiem, czy to aura, czy półświata, bo ja nigdy kolorów nie widziałam. Ja się tymi rękoma po prostu bawiłam i widziałam, jak ta półświata po prostu rusza się za ruchem moich rąk. I ona potrafi z palców też tak wychodzić, jak takie płomyczki i tak dalej. Ja to mam właściwie do dzisiaj. Widzę to praktycznie wszędzie, tylko nie zawsze.
Nie wiem, od czego to jest zależne, no ale widzę to dosyć często i w przyrodzie, i nawet jak jestem w pracy, jak są auta albo jakieś maszyny. No i to jest, to, to u mnie się właśnie zaczęło, że jak byłam dzieckem, zaczęłam się zastanawiać właśnie, co to może być. No i kiedyś, jak już potem podrosłam, pytałam, pamiętam, że pytałam koleżanki, czy ona też takie coś widzi. I ona wtedy mi powiedziała, że nie, i się tak dziwnie spojrzała. Więc ja już później na ten temat nigdy nie rozmawiałam i dopiero jak już byłam dorosła, to znalazłam książki w internecie na ten temat. No to już na dzień dzisiejszy rozumiem, co to może być. No, aczkolwiek, no, zastanawiam się do dzisiaj, dlaczego na przykład ja to widzę, nie? I no, najwięcej sytuacji też, bo to był taki wstęp, tylko że właśnie jako dziecko już jakieś dziwne takie sytuacje u mnie się działy. No i najwięcej sytuacji różnych miałam właśnie z duchami, z zmarłymi osobami. I zacznę tak, może postaram się po kolei. Także pierwsza osoba, jaka zmarła u mnie w rodzinie, to była moja ciocia i ona była dosyć młoda. To była taka nasza tragedia w sumie w rodzinie, bo ona miała trzydzieści sześć lat.
Zostawiła trójkę dzieci, z czego jedno było malutkie, miało sześć miesięcy i sytuacja była taka, że się rozchorowała i tylko wujek nam dał znać, że właśnie jest w szpitalu i jest ciężko chora. Nie wiadomo, co będzie. Była w śpiączce. No i mi się zrobiło bardzo smutno. Ja miałam gdzieś około chyba dziewięć, może dziesięć lat, tak mi się wydaje, a może osiem.
Nawet nie pamiętam już tego tak dokładnie. Ja bardzo lubiłam tę ciocię. My często do nich jeździliśmy. Ja czesałam jej włosy na przykład i uwielbiałam, kiedy się śmiała. No i po prostu z tego smutku tak sobie powiesiłam jej zdjęcie nad biurkiem. My mieszkaliśmy w kamienicy, to był jeden pokój. Ja miałam biurko, koło biurka była szafa z telewizorem, łóżko i ja siedziałam przed łóżkiem. Moja mama leżała na łóżku, a mój tata robił coś w kuchni. I w pewnym momencie, jak na biurku kiedyś tam w latach osiemdziesiątych mieliśmy takie pudełka do szkoły, w których były, można było włożyć gumkę do mazania i kredki różne, nie, różnej wielkości, te bardziej wyostrzone i te duże. I ja tak miałam poukładane to w tym pudełku, pojemniczku i nagle spadła jedna kredka. No, ja sobie pomyślałam, że się sturlała po prostu z biurka. Spadła druga kredka, piąta, dziesiąta. I w tym momencie obróciłam się, spojrzałam na mamę, moja mama na mnie.
I teraz nie pamiętam, czy mama zawołała tatę, bo już wyczułyśmy, że coś jest nie tak, bo po prostu było widać, jak ta kredka sama jakby z tego pojemnika na ziemię. I mama zawołała mojego tatę. Jak ja spojrzałam na mojego tatę, to mojemu tacie normalnie włosy na głowie stanęły.
To już wiedziałam, że po prostu jest coś nie tak. Ja się bardzo wtedy przestraszyłam jako dziecko. I mój tata podszedł, ściągnął to zdjęcie, włożył do szuflady i wtedy wszystko ucichło. No i potem wujek zadzwonił właśnie, że ciocia nie żyje. Mało tego, tej samej nocy ciocia przyszła do mnie we śnie i śniło mi się, że zapukała do drzwi. Znaczy nie, ja jeszcze nie wiedziałam, że ona zapukała, że to ona, tylko po prostu ktoś puka do drzwi. Ja otwieram te drzwi, patrzę, a to ona stoi i miała takie uszy jak elf. I ja jej właśnie powiedziałam: „Przecież ciocia, ty nie żyjesz”. I ona do mnie powiedziała, że się nie mam bać, że zawsze jak będę potrzebowała pomocy, to mam się do niej modlić i ona mi wtedy pomoże.
No i to było na tyle. Ja potem, jak ja się obudziłam, to, no, byłam przestraszona, bo to było pierwszy raz w moim życiu taki kontakt. Nawet dostałam takiej nerwicy lękowej. Ja przez dwa miesiące z rodzicami spałam w łóżku i musiało być światło zapalone. Bałam się bardzo. Do wujka tam przestaliśmy jeździć. Ja w ogóle nawet nie mogłam do tego mieszkania już tam potem wchodzić. No i to tak się u mnie właśnie zaczęło. A mało tego, jeszcze zaznaczę, że właśnie całe życie ja mam sny codziennie.
Ja potrafię mieć po trzy sny, po pięć nawet, bo zależy, czy się wybudzę, czy nie, czy mnie koty wybudzą, bo mam dwa koty. No, wiadomo, że koty po nocach czasami chodzą po całym mieszkaniu. Znam niejednego, kto by takiej liczby snów pozazdrościł w nocy. Ja na przykład nie mam od dłuższego czasu w ogóle wizyt sennych. Jejku, ja mam całe życie, ja bym mogła tonę książek napisać. I właśnie mnie zastanawia dlaczego? Bo ja te wszystkie sny pamiętam, a mało tego, mam dużo snów, które sprawdziły się. No, nie wiem, czy ja to w ogóle mam tak określać, że się sprawdziły. Miałam też prorocze sny, o których opowiem potem po kolei, ale ja miałam też takie sny na przykład... To podam jeden przykład, bo ja mam tego dosyć, tak trochę jest, ale na przykład była sytuacja, że przyśniło mi się wielkie okno i teraz nie wiem, czy to było morze, czy to był kanał i statki. Ja po prostu jak się ob..., i te statki płynęły. Jak ja się obudziłam, ja wiedziałam, że coś będzie nie tak. I tutaj chodziło o to, że mi się w życiu wszystko wywróci, ale potem będzie wszystko dobrze. I to też naprawdę to tak było. Ja miałam przez trzy miesiące po prostu wszystko wywalone do góry nogami i było ciężko, a potem wszystko się ustabilizowało. Mało tego, właśnie jak te dusze czasami do mnie przychodzą, to one też mi, jak mi mówią na przykład: „Będzie wszystko w porządku”, to ja już wiem, że się też coś będzie działo, że coś będzie źle. Będę miała ciężki czas, ale potem będzie wszystko dobrze.... Jeśli chodzi o moich rodziców, powiem dwie takie sytuacje. Moja mama kiedyś, jak miała szesnaście lat, wróciła do domu, do, do swojego rodzinnego domu z siostrami. Tam, gdzie mieszkała z siostrami i z rodzicami. Tylko nikogo nie było akurat. Jej mama była w pracy tam, czyli babcia moja, dziadek też. I jak weszła do domu, usłyszała hałas ze sypialni rodziców i jak otworzyła drzwi, to po prostu zasłona się zasłaniała, odsłaniała, a okna, balkon wszystko było pozamykane. Mama mówi, że się tak przestraszyła, że uciekła do babci do pracy i dopiero z nią wróciła do domu. I wieczorem przyjechał kuzyn i powiedział, że jego żona zmarła razem z dzieckiem.
Czyli to była kuzynka mojej mamy. No, tak naprawdę półsiostra, tylko to było tam ukrywane u nas w rodzinie. No, ale to są już takie, to jest tam mało ważne. To taka była sytuacja i kiedyś my mieszka..., bo pochodzimy z Poznania i mieszkaliśmy nad Wartą, na takich działkach. Ja byłam malutka wtedy, ale ja pamiętam. Ja miałam cztery lata chyba, ale ja pamiętam, że mieliśmy ciągle dzwonki do drzwi. Mój tata wzywał, bo były dzwonki, a nikogo przy drzwiach nie było.
I pewnego razu, chyba to była piąta rano, znowu były te dzwonki i mój tata się zdenerwował. Wstał i stoi i zobaczył biały obłok. I mój tata, jak to opowiada, to do dnia dzisiejszego on opowiada to tak, jakby to było wczoraj, a to było czterdzieści lat temu. I on przecierał oczy i patrzył, czy... Bo myślał, że mu w oczach to po prostu coś źle widzi. I chyba tak z trzy razy przetarł. No i wtedy się oął, wziął, wybiegł po prostu za tym czymś i zauważył, że jak to goni, to, to po prostu przeszło przez płot i przez furtkę zamkniętą. Mój tata musiał tą furtkę przeskoczyć i- Znaczy przeszło w sensie jakoś tak przeniknęło, prawda?
Przeniknęło! Tak, dokładnie. Przeniknęło to przez tą furtkę i przez ten płot i w kierunku krzaków, takich tam dosyć dużych. I mój tata pobiegł pod te krzaki i powiedział: „Jak myślisz sobie, że za tobą tu wbiegnę, to jesteś w błędzie”. I mój tata tak się w końcu jeszcze przez to, że właśnie takie coś było, czasami, ja nie wiem, czy pan pamięta takie lata osiemdziesiąte. Tam były to ludzie jeszcze czasami pod namioty. Pytali się, czy mogą zostać u nas w ogrodzie, na przykład przenocować i potem iść dalej w jakimś kierunku, nie obranym.
No, ja niestety nie mogę tych czasów pamiętać, bo się urodziłem w osiemdziesiątym ósmym, także- Aha, okej. Także mam takie pytanie właśnie, czy ojciec oprócz tego białego obłoku zauważył jakieś, nie wiem, cechy wyglądu tego czegoś, co gonił? Czy to był taki obłok bez jakichś wyraźnych cech? Bez wyraźnych cech.
To było po prostu taki obłok biały, taki. Coś taka jakby biegająca chmurka, tak? Coś tego typu. Dokładnie. No tak, dokładnie taka mgiełka. On to zawsze mówi, jak mgła to wyglądało, ale to nie, że to się rozpościerało, tylko to po prostu przed nim uciekało. I to było właśnie takie niesamowite. I mój tata aż chyba też się bał w sumie, bo wiem, że wyleciał po prostu z siekierą. I teraz ta historia kończy się tak, że na tych krzakach się zatrzymało. Tata powiedział: „Ja za tobą nigdzie nie pobiegnę dalej” i wrócił do domu. I wiem, że potem się wyprowadziliśmy. I tata mi tłumaczył, że właściwie to on nie wie, czy się wyprowadził, dlatego, że już miał po prostu dosyć tych sytuacji. Czy ten duch, powiedzmy, bo mój tata wierzy w to, że to był duch, uratował nam jakby życie, bo potem, jak my się wyprowadziliśmy, to my mieliśmy sąsiada, który miał owce i tam on zasnął z papierosem i się wszystko zaczęło palić. No i go nie uratowano. No i mój tata na dzień dzisiejszy właśnie on mówi, że nie wie, czy go ten duch uratował nas, czy po prostu wyprowadziliśmy się, bo mój tata w ogóle już miał dosyć tej sytuacji. No, ja bym powiedziała ze straszeniem, ale mój tata tego tak nie odbiera, bo mój tata w sumie się nie boi takich rzeczy. On raczej podchodzi do tego troszkę inaczej, ale minęło, no nie wiem, powiedzmy trzydzieści lat. Ja dokładnie teraz nie umiem powiedzieć. I my jak się stamtąd wyprowadziliśmy, wyprowadziliśmy się do babci, potem po prostu na inne osiedle i tam poznaliśmy sąsiada, z którymi moi rodzice się zaprzyjaźnili.
Często grali w karty i mój tata zaczął opowiadać tam historię, a okazało się, że ten nasz sąsiad buduje domy. I właśnie zaczęli opowiadać sobie, że w tym miejscu, w którym my mieszkaliśmy, oni teraz wyburzali te po prostu stare budynki, które tam były. I okazało się, że z drugiej wojny światowej wykopali w tym miejscu, w którym nasz dom stał, właśnie koło tych krzaków, wykopali po prostu dwa... z tego, co wiem, to dwa ciała, no, dwa trupy, już nie kości. Po prostu prawdopodobnie z drugiej wojny światowej.
No, to daje pole do dużych jakby spekulacji na temat tego, kim były te istoty, które się tam pojawiały, ten biały obłok i czy to miało jakiś związek rzeczywiście z obecnością tych zwłok w tamtym miejscu? Może to był jakiś taki pochówek, który niekoniecznie spełniał pewne jakby zasady i pewne istoty się upominały po prostu te osoby się upominały w taki sposób, żeby jednak je pochować w sposób godny, tak?
Tak. Całkiem możliwe. Tak, tak, bo ja akurat wierzę w takie rzeczy, że tak mogło być właśnie. Ale wiem, że jeszcze była taka sytuacja, że kiedyś policja przyszła do mojego taty, tam właśnie na tym mieszkaniu, na tych działkach i się okazało, że też znaleźli zwłoki jakiegoś mężczyzny. I mój tata wiedział, że jakiś zapach był, ale on do głowy mu nie przyszło, że to może być jakaś osoba zmarła i właśnie też do końca nie było wiadomo. No, ale w każdym bądź razie były osoby zmarłe. No i też właśnie straszyło.
Tylko dlaczego? No, na pewno coś te dusze moim zdaniem chciały. Albo właśnie pochówku jakiegoś dobrego, albo żeby w ogóle je znaleźć. No, można też domniemywać czy, czy może chcieli, żeby ktoś wyjaśnił zagadkę stojącą za tym pochówkiem, za ich zniknięciem. Ale to takie spekulacje, prawda?
Tak, tak....Potem, jak mieszkaliśmy jeszcze na tym mieszkaniu właśnie, w którym to my mieszkaliśmy, też w takiej starej kamienicy. To była powojenna, bo tak chyba powojenna, ale od razu tak powojenna. No, to ona chyba mają już teraz na pewno po sto lat. Ja zawsze się tam źle czułam. Nie wiem dlaczego. Po prostu nie lubiłam tego miejsca i do dzisiaj nie lubię tego miejsca. Ja tam dziwnych dużo sytuacji miałam. Ja byłam wychowywana w religii chrześcijańskiej, czyli musiałam chodzić co tydzień do kościoła. Chyba jak każdy w moim wieku, bo tak rodzice nas uczyli i babcia, i dziadkowie. No, czyli to było takie, że regularnie co niedzielę do kościoła, czasami nawet jeszcze w tygodniu. Także ja w Boga w ogóle bardzo wierzyłam, ale w pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się, bo dużo rzeczy mi się nie zgadzało. Ja tak jakbym logicznie jako dziecko myślała, że przecież to tak nie może być, że to się nie zgadza, co oni mówią o Jezusie albo lub o Bogu. Ja zaczęłam na swój sposób zastanawiać się i szukać różnych odpowiedzi. Mnie ciągle nurtowało, dlaczego my żyjemy i musimy potem umrzeć.
I to ja już miałam osiem lat, jak o tym myślałam. I to są takie... Ja to mam do dzisiaj, ale już na dzień dzisiejszy mam pełno książek, których czytam, które też odpowiedziały mi na wiele pytań moich, ale dopiero w wieku czterdziestu lat odpowiedzi dostałam. Także długo szukałam i zawsze właśnie zastanawiałam się i nad tym, jaka jest nasza egzystencja w ogóle?
Dlaczego to tak jest, że my musimy się urodzić i musimy umrzeć, że musi być coś potem. No i później, w tym moim całym życiu właśnie takie różne sytuacje się pojawiały i dziwne. Mieliśmy tam właśnie w tej kamienicy, w której jeszcze mieszkaliśmy, mieliśmy sąsiadkę i ona zmarła, ale była alkoholiczką. Ja właśnie mam zawsze tak, że jak przyśni mi się ktoś zmarły, to ja zawsze w tym śnie pytam się albo zaznaczam: przecież ty już nie żyjesz. Ja pamiętam, jak u niej zapukałam do niej. Ona mi drzwi otworzyła i ja do niej mówię: ciocia, przecież ty nie żyjesz. Ona była, to prawda, nie była moją ciocią, tylko my tak kiedyś mówiliśmy do naszych sąsiadów i ona wtedy się zamieniła w bardzo złą osobę. Ale ja uważam, no, czyli jakby powiedzmy, ja to nazywam demonem, aczkolwiek ja nie naprawdę nie lubię używać tego słowa. W ogóle nie lubię używać ani słowa demon, ani szatan. Wolę mówić zła energia. Mam dystans do tego i duży respekt. I ona właśnie się zamieniła w taką, no, w potwora po prostu jakiegoś.
Powiedzmy to w skrócie. Ja uważam, że to było dlatego, że ona tak naprawdę, ponieważ ona miała tutaj na ziemi, no, nałóg, alkoholizm, to ona gdzieś utknęła pomiędzy, powiedzmy tutaj ziemią a niebem. No, być może tłumaczy się to tak w kręgach ezoterycznych, że zmarli nie zawsze są jakby świadomi swojego położenia zaraz po śmierci. Czasami po prostu utykają w jakiejś z jakiegoś powodu na tej drodze, na ten, na koniec tego słynnego tunelu ze światełkiem. I tak się może dziać choćby w przypadku osób z demencją, czy też choćby w przypadku osób, które w momencie śmierci znajdowały się w stanie zmienionej świadomości przez leki, przez alkohol, przez używki i tak dalej.
Tak. I mi się właśnie wydawało, że ona była na mnie zła, że jej powiedziałam, że ona nie żyje. Ona się, ona naprawdę była na mnie zła, bo to tylko miałam jeden jedyny raz, bo cała reszta osób zmarłych to nie było takiej sytuacji, tylko z nią właśnie.
No, właśnie. W relacjach osób, które zajmują się odprowadzaniem zmarłych podczas medytacji chociażby, często zdarzają się właśnie takie wzmianki o tym, że zmarły wyraża daleko idące zdumienie faktem, że nie żyje. Przecież ja żyję. O co ci chodzi? Ja żyję. Dokładnie!
To ja za chwilę opowiem, bo tu mam wiele. Mam takie chyba trzy, takie dosyć mocne, ale jeszcze nim wejdę, to ja trochę tak będę mieszała, bo chcę tak po kolei iść. Mieliśmy, bo cały czas jeszcze jestem przy tej kamienicy, w której tam mieszkamy. Tam się jakieś dziwne rzeczy zawsze działy. My mieliśmy psa, taki zwykły kundel, ale był mądry dosyć pies. I niech sobie pan wyobrazi, że w dzień Wigilii on nam zawinął wszystkie rogi od dywanu. On obszedł dywan dookoła i zawinął nam rogi. Mój tata do dzisiaj, jak to wspomina, bo to jest tylko taka historia, ale my do dzisiaj nie wiemy, o co chodziło. I on naprawdę podszedł i on zawinął wszystkie rogi od dywanu. Każdy jeden róg. To było w dzień Wigilii. No i to, to po prostu była taka, no, dosyć dziwna sytuacja, no bo nie da się ukryć, nie? Żaden pies nie podejdzie i nie będzie sobie rogów zawijał po prostu nosem.
Dosyć oryginalna zabawa to by musiała być, gdyby to była zabawa, tak? Psy raczej sobie jakiś jeden róg chyba, jeśli już upatrują i tym się bawią, a nie bawią się w jakieś zawijanie, że muszą wszystkie rogi być zawinięte, tak?
... No i dobrze, i teraz przejdziemy już do takich chyba kulminacji właściwie, że tak powiem. Już miałam chyba dwadzieścia siedem lat. No, oczywiście cały czas te sny miałam różne. Przez ten cały okres.
Były raz lepsze, raz gorsze. No i pewnej nocy to już, już miałam chłopaka. Byliśmy razem chyba około sześciu lat już. No i poszłam spać. I budzę się, i pamiętam, że byłam... Ja w ogóle jako dziecko mi się zdarzyło, że niby dwa razy z Bogiem rozmawiałam, ale ja go nie widziałam.
Tam była tylko mgła i ja po prostu go słyszałam, nie? I ja z nim rozmawiałam telepatycznie. I w tym śnie, o którym teraz chcę opowiedzieć, stoję i jest mgła. I ja już po prostu przez to, że ta mgła była, ja po prostu wiedziałam, że coś tutaj jest nie tak. Już czułam, że w tym śnie o coś chodzi, że coś będzie, co się sprawdzi. I był tylko kawałek chodniczka i ławka. I nagle naprzeciwko mnie stoi kobieta. Ja tą kobietę do dziś mogłabym namalować, narysować. Jej obraz mam do dzisiaj w oczach. Około sześćdziesiąt pięć lat, ciemne włosy. Ani bogata, ani biedna. Ładnie ubrana. Ja się przestraszyłam w tym śnie. Ja po prostu nim ona cokolwiek się odezwała, ja zawsze bałam się chodzić do wróżek, żeby karty kładły, no bo zawsze straszyli, że w kościele oczywiście, że nie wolno, bo to jest wszystko demoniczne i takie rzeczy. I ja w tym śnie, taka właśnie przerażona, jej zadałam pytanie: czy ty jesteś wróżką?
Bo ja czułam, że ona mi powie coś, co się spełni. I ona do mnie mówi: nie. W maju dowiesz się, że jesteś w ciąży. I to było wszystko. Ja się obudziłam. Opowiedziałam mojej wtedy przyszłej teściowej i przyszłemu mężowi. Mówię: haha, takie coś mi się śniło. No i nic sobie z tego w sumie nie zrobiłam. Aczkolwiek ja już wewnętrznie czułam, że o coś tu chodzi, że ten sen był dziwny. I minął jakiś czas, chyba z cztery miesiące. Ja o tym śnie w ogóle zapomniałam, a to był okres, gdzie ja, wzięliśmy ślub i ja miałam problemy, że tak powiem, menstruacyjne i nigdy nie miałam miesiączek regularnie, bo to się z tym wiąże. I ten sen, ten sen mi się przyśnił cztery miesiące przed, nim dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Ale było to tak: ja się obudziłam pewnego dnia i stwierdziłam: ach, znowu piąty dzień.
Mówię: nic nie ma. Ach, nic nowego. To jest normalne u mnie, bo czasami przesuwało się to do dwóch tygodni nawet. I nagle mi się przypomniał ten sen. Także szybko poleciałam do apteki. Wróciłam do domu, zrobiłam test. No i od razu wyszły dwie kreski. Także prawie zemdlałam ze strachu. I nie dlatego, że przez ciążę, tylko po prostu ja wiedziałam, że ja poszłam po ten test, bo mi się ten sen przypomniał. I wie pan, który był? To był dwudziesty ósmy maja. I teraz tak, gdybym nie ten sen, gdybym ja tego testu nie zrobiła, tylko bym sobie poczekała jeszcze z pięć dni. Ja po pięciu dniach albo po około tygodnia zaczęłam plamić. Ja po prostu bym straciła to dziecko, bo się okazało, że od razu na dzień dobry, jak zaszłam w ciążę, miałam krwiaka. Także musiałam dostawać leki. I moja cała ciąża była taka, że po prostu leżałam. Nie wolno mi było nic robić. Ciąża dla mnie była ciężka. Ostatnie trzy miesiące byłam w szpitalu i w tym szpitalu też ciągle przychodziła do mnie moja babcia. Zmarła już. Razem z prababcią, bo to są dwie osoby, które pojawiają się najczęściej w moim życiu. Jak się coś dzieje właśnie złego albo jak mam ciężki czas, to one zawsze się pojawiają. Ta moja babcia to od strony mojej mamy była i one ciągle, właśnie kiedy ja płakałam albo było mi ciężko i się bałam, że stracę dziecko, bo to było dla mnie bardzo duże przeżycie, to one zawsze w tych snach mi się pojawiały.
I potem, jak ja już urodziłam dziecko i tak doszłam do siebie, a jeszcze wspomnę, że z dzieckiem prawie umarłam przy porodzie. Dlatego mówię, to jest wszystko takie, bo dziecko mi się urodziło z jednym punktem, a ja się miałam, się wykrwawiałam. Miałam hemoglobinę dwa przecinek dziewięć, także tak naprawdę w ogóle nie powinnam wstać. No to ta babcia ciągle mi się pojawiała, tak uśmiechnięta.
Czyli ona mi dawała do zrozumienia, że będzie wszystko dobrze. Ale ja tego wtedy, na tamten okres tak nie odbierałam, bo ja byłam tak zestresowana tym, żeby było wszystko dobrze, żebym dziecko urodziła.
No i teraz tak. Ja urodziłam to dziecko i idę, bo pierwsze trzy dni, no, niestety, przez to, że był ciężki poród, nie mogłam dziecka zobaczyć. I w momencie, kiedy pierwszy raz zobaczyłam po tych trzech dniach, kiedy zawieźli mnie na wózku do dziecka, jak ja zobaczyłam moje dziecko, to pierwsza moja myśl była, że to jest stary człowiek w młodym ciele. Jak to nazwać? Stara dusza. Ja to do dzisiaj mówię, że moje dziecko to jest stara dusza. Ona bardzo szybko zaczęła mówić, bo już miała roczek, to mówiła pełnymi zdaniami, bardzo szybko liczyła i zawsze... już teraz jest dorosła, bo ma prawie dziewiętnaście lat, ale z logiką, jeśli chodzi o życie, ona jest bardzo do przodu. Przewyższa swoich rówieśników co najmniej o pięć albo nawet osiem lat.
Ma zupełnie inne podejście. I mało tego, w ogóle bardzo dużo zwierząt przychodzi do mojego dziecka. I teraz był taki moment. No, moje dziecko się urodziło, miało pełno włosów na głowie, pełno. Ona wyglądała jak naprawdę stara kobieta, tak w tym malutkim ciele. I potem przez wiele lat, jak potem już moje dziecko się zrobiło starsze i troszkę dorosło, to jak ja patrzę teraz na tą twarz, to ja czasami mam wrażenie, że ta kobieta, ja właśnie nie jestem pewna, ale mi się naprawdę na osiemdziesiąt procent wydaje, że to ona była, że ona sama mi przyszła powiedzieć, że ja ją urodzę. To mnie długo, długo męczyło. Ten sen, który miałam przed zajściem w ciążę właśnie.
A czy córka miała może jakieś, nie wiem, wspomnienia z wcześniejszych żyć? Coś sprzed narodzin? Mówiła w ogóle o jakichś takich rzeczach, których nie powinna wiedzieć? Ja sobie nie umiem przypomnieć. Mi się wydaje, że nie. Aczkolwiek kiedyś moja szwagierka powiedziała, że ona mówiła coś, ale ja sobie tego nie przypomnę, bo ja niestety przez pierwsze trzy lata po tym porodzie to miałam taką traumę poporodową, o czym nawet nie wiedziałam. Także musiałam to potem leczyć. Także u mnie to było trochę ciężko. Ja wielu rzeczy, że tak powiem, no, nie pamiętam. I to był też właśnie taki okres, że mi też te sny zniknęły. I to było takie dziwne.
No, naprawdę, to mi i przez, w ciąży i po ciąży trzy lata to nie miałam tak za bardzo snów. No, ta ciąża była dosyć z tego, co pani mówi, wyczerpująca dla organizmu. Także może, może po prostu organizm potrzebował przez ten czas dojść do siebie po tych wszystkich przeżyciach. Na pewno. Bo ja mówię, ja się bardzo bałam, że po prostu stracę dziecko i robiłam, no, po prostu, no, dostałam bardzo mocnej nerwicy lękowej. No ale to się wszystko wiąże też z hormonami, z wyczerpaniem i tak dalej. No tak, czasami kobiety nie mają lekko, że tak powiem.
W każdym bądź razie moja babcia i moja prababcia na pewno mnie nie opuściły, ponieważ one były w sumie przez cały okres mojej ciąży, ale wydaje mi się, że moje dziecko... przez długi czas nie wiedzieliśmy nic. Ale wiem jedno, że na pewno widzi rzeczy, też dziwne rzeczy, tak? Lub dziwne sytuacje, ale to za chwilę też opowiem.... Ja się rozstałam potem z mężem. Ja bardzo kochałam jego ciocię. Kiedy odeszłam od męża i się wyprowadziłam, najgorsza była taka sytuacja, że po prostu odchodząc, ja w ogóle się nie pożegnałam z jego rodziną.
Ja po prostu zabrałam dziecko i odeszła. I było mi teraz z tego powodu przykro, ponieważ ta ciocia była bardzo kochana. Ona była bardzo w ogóle wierząca i kiedy szliśmy z moim dzieckiem do chrztu, w prezencie od tej cioci otrzymała mały obrazek, ikonkę Matki Boskiej z Jezuskiem.
I to było, to jest ikonka. Naprawdę ona jest mała. Z tyłu jest drewno, z przodu jest srebro. I ta ikonka od samego początku wisiała zawsze przy łóżeczku najpierw, a potem przy łóżku. Obojętnie gdzie się przeprowadzaliśmy lub cokolwiek, zawsze wisi nad łóżkiem. Do dnia dzisiejszego. I pamiętam, ja potem wyjechałam do Niemiec. My tutaj zamieszkaliśmy. Ja potem się musiałam przeprowadzać. Miałam koleżankę. Mówię: no to pakujemy wszystkie rzeczy. Ona nam pomagała i tak dalej. I przeprowadziłam się z córką na inne mieszkanie, tutaj w Niemczech. No i zaczynamy szukać. Ja mówię: i teraz gdzie ten obrazek? Bo mówię, on musi wisieć nad tym łóżkiem. To jest mój obrazek od chrztu, od tej cioci.
Jeszcze muszę dodać jedno, że ja przez cały czas myślałam, że ciocia żyje, a okazało się, że ciocia zmarła i ja się dopiero dowiedziałam półtorej roku po jej śmierci od mojej byłej teściowej, że ona zmarła. Od tego muszę zacząć właśnie, że ona zmarła. I byłam bardzo zawiedziona i bardzo smutna, że mnie nie poinformowali o tym. No ale wie pan, jak jest, kiedy ludzie się rozstają, to czasami nie jest wesoło. No i chyba z dobre trzy miesiące było mi tak ciężko na duszy. No i potem jakoś ten czas minął. Jakoś się przyzwyczaiłam. Mówię: no trudno. I najbardziej mnie bolała sytuacja z tą moją ciocią, że ja nigdy jej nie powiedziałam, dlaczego ja się rozstałam i dlaczego odeszłam. My się przeprowadziliśmy tutaj, w Niemczech, właśnie na inne mieszkanie i nagle się okazało, że obrazka nie ma. A ta ciocia już właśnie nie żyła. I na początku byłam zła, ponieważ myślałam, że moja koleżanka albo to wyrzuciła, albo mówię: nie wiem, co z tym zrobiła. Nie ma tego. Cały miesiąc byłam naprawdę zła i w końcu pewnego dnia, nie wiem, chyba ja wróciłam z pracy, a dziecko krzyczy: Mama, mama, znalazłam! I powiesiliśmy z powrotem obrazek nad łóżkiem. I pewnego dnia mój obecny mąż był w pracy. My byliśmy w domu, dziecko było w pokoju i ja po prostu wchodząc do dziecka, do pokoju, tak się rzuciłam na żarty, na łóżko. Po prostu dla wygłupów. Tak często robiliśmy. I patrzę na ten obrazek, a ten obrazek on nie wisiał prosto. On w ogóle jest taki, że on na gwoździku wisi, ma takie kółeczko, jakby to wisiorek był. Człowiek nie jest w stanie go krzywo ustawić. On będzie zawsze wisiał tylko prosto, bo jak się go popchnie, to on zaraz wróci z powrotem na pionowo, nie? Ja tak patrzę na ten obrazek, a ten obrazek wisiał po prostu na ukos. Ja wzięłam palec i ten obrazek na dwa palce. Obrazek z powrotem. I teraz pan sobie niech wyobrazi moje myślenie w tym momencie. Mój mózg zaczął realizować tak: kula ziemska się przechyliła? Zaczęłam...
No naprawdę, no bo na pierwszy rzut oka no nic innego mi do głowy nie przyszło. Zaczęłam patrzeć potem, czy w pokoju jeszcze inne obrazki wiszą krzywo. Nie. Znowu wzięłam tym palcem, ten obrazek przesunęłam, a on znowu z powrotem na ukos. I w tym momencie już dziecko zauważyło, że ja się nad czymś zastanawiam i patrzy na ten obrazek. I też właśnie widziało, jak ten obrazek taki krzywy był. Podeszło do mnie. No i patrzymy. I ja znowu. Ja tak z parę razy zrobiłam i w tym momencie po prostu w pewnym momencie sobie pomyślałam, mówię: dziecko, ciocia tu jest. Ja mówię: to chodź, idziemy.
Wyjdziemy z tego pokoju. I my wyszliśmy z tego pokoju, bo nie ukrywam, że ja się w sumie na dzień dzisiejszy nie boję takich rzeczy. Kiedyś się bałam bardzo. Na dzień dzisiejszy nie boję się, ale to i tak jest taka sytuacja trochę no, stresująca, jeśli chodzi o moją osobę.
I poszliśmy. I ja po prostu czekałam. Potem czekaliśmy, aż wróci mąż i syn do domu jeszcze. I kiedy oni wrócili, to mi się dopiero po dobrych pięciu godzinach przypomniało z tym obrazkiem. I ja wtedy krzyczę. Ja mówię: szybko, chodź, my musimy ci coś przecież pokazać.
Jak wyszliśmy do pokoju, obrazek już wisiał normalnie. Także mi się wydaje, że to ciocia była. Aczkolwiek no dobra, to zaraz jeszcze. No i znowu ten sen, bo po tym, co się stało z tym obrazkiem, minęło parę dni i nagle śni mi się, że ja stoję w Poznaniu na osiedlu Wichrowe Wzgórze bodajże i nikogo nie ma. Jestem tylko ja, na tym osiedlu, na tym rondzie i sobie myślę, że ja do cioci jadę, właśnie do tej cioci, od tego obrazka i się cieszę, że do niej jadę, bo ją zobaczę. I tak stoję i mówię: no tak, ale jak ja mam pojechać?
Ja zapomniałam, jakim tramwajem mam jechać. I czuję, że stoi koło mnie facet. Ja dzisiaj po przebudzeniu się po prostu mówię o nim, że to mój przewodnik był. To był mężczyzna. Ja go nie widziałam, ale ja wiedziałam. Ja go nie widziałam normalnie przed sobą. Ja widziałam go jakby kątem oka. Trudno powiedzieć. W każdym bądź razie cały czas z nim rozmawiałam i sytuacja była taka. On do mnie mówi: ja ci pomogę. Ja na razie na początku tego snu w ogóle nic sobie z tego nie robiłam, ale ja kiedyś paliłam papierosy i w tym śnie chciałam zapalić papierosa. Ten początek papierosa, żar się zawsze robi taki czerwony. Ja go odpaliłam i chciałam się zaciągnąć. I w tym momencie tak, jakby mi ktoś niewidoczny po prostu strącił ręką tego papierosa na ziemię. Czyli to mi dało już do myślenia, że coś tu nie gra. I ten przewodnik do mnie mówi: ja ci pokażę, jak masz jechać do cioci. Tu musisz wsiąść w ten tramwaj. On mówi. Ja mówię tak, ale jak ja wsiądę w tramwaj, jak ja nie mam biletu? I mówię: boję się kontroli. A on mówi: wsiądź w tramwaj. Drzwi się otworzyły. Jakaś kobieta mnie wpuściła.
Stoję w tramwaju. Ale to nie był tramwaj. To było tak, jakbym była w tunelu. I teraz wszystko w tym tramwaju. No, nie było krzeseł ani nic, tylko tak, jakby ktoś szybko jechał samochodem, ale naprawdę szybko.... I tak po boku, jak to na wideo często widać, jak drzewa się migają, to takie tylko kreski są. Dlatego ja mówię, że to na pewno był jakiś tunel. I ja jadę w tym tunelu i się cieszę, że jadę do tej cioci. Naprawdę się tak cieszyłam i w tym momencie z tego zachwytu, że do niej jadę, momentalnie przeszłam w ogromny smutek, bo po prostu dotarło do mnie: no przecież ciocia nie żyje, to po co ja tam jadę?
I w tym momencie właśnie, jak ja to pomyślałam i poczułam ten ogromny smutek, ona stanęła naprzeciwko mnie, więc ja, ja w tym momencie jest tyle emocji, bo to było tak mocne. I ona stanęła naprzeciwko mnie i ja po prostu chciałam od razu do niej biec, ją ukochać. Mówię: „Ciocia, nareszcie cię widzę!” Oczywiście w ogóle nie rozmawiałam z nią normalnie. I teraz, co było najfajniejsze w tym wszystkim?
Kiedy ją zobaczyłam, chciałam do niej podbiec. Ona do mnie mówi: „Nie, nie, ja jestem chora. Nie możesz mnie przytulać”. A mi się zdaje, że to właśnie nie idzie, bo ona była w innej przestrzeni i ja jestem w innej przestrzeni. I w każdym bądź razie ja w trzydzieści sekund opowiedziałam jej wszystko, co miałam jej do powiedzenia. Po prostu tak, jakbym z mojej głowy wszystko przełożyła w jej głowę. I ona w tym momencie powiedziała, że się nie mam martwić, wszystko będzie dobrze, bo zazwyczaj oni tak odpowiadają.
Jeszcze był taki moment, że chciałam coś chyba troszkę przekręcić i w tym momencie ona już na to nie pozwoliła. Także mi się wydaje, tam po tamtej stronie człowiek nie jest w stanie nawet w drobnych rzeczach po prostu, nazwijmy to, okłamać albo coś przekręcić. Po prostu nie idzie to. Oni, tak jakby oni tam wiedzieli właśnie... Oni wiedzą tam o wszystkim, moim zdaniem. No i wtedy, tak jakbym się z nią pożegnała i ona odeszła. I ja się obudziłam. Była godzina chyba druga pięćdziesiąt dziewięć.
Strasznie zaczęłam płakać. No i już nie spałam do rana, nie? No, bardzo był wzruszający ten sen. Bardzo i bardzo mocny. Naprawdę. Ten tramwaj, tunel. Troszkę mi przywodzi na myśl to, w jaki sposób ten słynny tunel ze światełkiem na końcu jest czasem przedstawiany w takich tych właśnie rekonstrukcjach, jakichś animacjach.
Skojarzyło mi się to z początkiem filmu dokumentalnego „Life after Life”, który też ukazał się po polsku kiedyś. „Życie po życiu”. Tam też ten tunel jest w taki właśnie sposób przedstawiony, takimi jakby promieniami światła, szybko przelatującymi przed wzrokiem.
No, tylko u mnie to było bardziej kolorowo niż jakieś jasno światło, nie? I tego końca tunelu nie było. Tylko mi się wydaje, że jeżeli dusza nie chce, żeby się spotkać, to po prostu ta moja ciocia, ona musiała zgodzić chyba tam na to, żebym ja mogła się z nią spotkać, bo to już naprawdę był jakiś większy, dłuższy odstęp czasowy między tym, kiedy ona umarła. Bo to był jedyny taki przypadek, że... Bo tak to zazwyczaj przychodzą już w dzień pogrzebu albo i przed, albo i po, bo to za chwilę jeszcze powiem. Ale to był naprawdę dla mnie było ogromne przeżycie, bardzo dużo emocji. Ja po prostu z tej ogromnej radości, że do niej jadę, wpadłam w taki smutek, że przecież ona nie żyje. I ja w tym śnie właśnie, ja mam tak często w snach, że mi się wydaje, że to jest wtedy te świadome śnienie, bo ja wiem, co się dzieje, nie? Do jakiegoś momentu nie wiem, a potem nagle już wiem i logicznie myślę. To taki moment, w którym się pani orientuje, że to jest sen, czy to jest taki moment, gdzie pani się orientuje, że może jakby wpływać na zawartość snu? To są różne kategorie, też świadome sny też się dzieli na kilka takich kategorii. Takie sny, gdzie jesteśmy świadomi, że to jest sen i możemy to kontrolować. Sny, w których jesteśmy tylko świadomi, że to jest sen, ale nie możemy wpływać jakby na fabułę. Albo sny, w których wpływamy na fabułę, nie wiedząc, że to jest, nie zdając sobie sprawy, że to jest świadomy sen, tak?
Tak, to jest prawda, bo miałam kiedyś śnie tak... Ja tego nie mam ciągle, bo to myślę, ja bym chciała, ale no niestety. Ja bym tak chciała. Ja pamiętam, że szłam po plaży. Ja kocham konie. I ja zobaczyłam konie. I ja mówię: „Ja chcę do tych koni”.
I to było daleko, a ja po prostu tak, jakbym w powietrzu przeleciała w sekundę. Po prostu, nie wiem, jakiś kilometr czy półtora i już byłam przy tych koniach. I to szkoda, że tak częściej nie mogę. Ja mam często tak właśnie, że w tych snach coś pomyślę i to już od razu jest. I mi się wydaje, że tam właśnie po tamtej stronie to tak jest właśnie, że człowiek po pierwsze na pewno nie mówi, no, my musimy być jakąś, nie wiem, świadomością taką albo tą kulą może właśnie. My na pewno nie mamy ciała, bo ja na przykład zawsze pamiętam, że ja siebie nigdy w śnie nie widzę. Nigdy. A jestem, że tak powiem, nie? Mi się przypomniało w tym momencie takie, takie zdarzenie senne, które chyba nie wiem. Nie wiem, czy to było OB, czy jakieś po prostu jeden z tych rodzai snów świadomych, ale miałem kiedyś coś takiego, że śniło mi się, że byłem, znaczy wiedziałem, że, że byłem gdzieś w jakimś, nie wiem, lesie, nad jakimś lasem. W oddali były góry i nagle pomyślałem sobie tak, żeby się zbliżyć do jakiegoś punktu.
I taki, taki nagle zoom nastąpił, taki, że aż się przestraszyłem i zbliżyłem się do jakiegoś tam drzewa, powiedzmy do jakiegoś miejsca. Ja się chcę oddalić. I znowu takie zoom. Jestem z powrotem w miejscu, w którym byłem. Co się dzieje? I z powrotem znowu pomyślałem, żeby się zbliżyć w tamto miejsce, w które się zbliżałem przed chwilą. Znowu zoom, oddalić, zoom, zbliżyć, zoom, oddalić, zoom. I tak się zacząłem przez jakiś czas, dopóki ten sen się nie skończył, zacząłem się tym tak bawić, tak, bo mnie to zaczęło po prostu ciekawić, jak to działa.
Tak, tak. No to są fajne, właśnie takie. Ja, no, też mam podobne. Może nie aż tak dokładnie, ale też właśnie jeśli o tak o snach teraz mówimy i o OB. Bardzo długi okres jako dziecko miałam tak, że latałam. Często w snach latałam, zawsze nad drzewami, ale też mi się często zdarzało, że mnie ktoś goni i ja uciekam i się wbijam w powietrze. I to jest tak fajne.
I ja czasami mówię: szkoda, że tutaj na ziemi człowiek nie może się tak wzbić, bo to jest naprawdę fajne. I mi się to zawsze podobało, że ja tak latałam i tylko tak, no, jak ptak rękoma ruszałam i potrafiłam się wzbić w powietrze. Pan tutaj zaczął o OB, no to ja krótko teraz jeszcze powiem o tym OB, ale to jest tylko krótka historia. To miałam raz w życiu. Ja się na tym nie znam, aczkolwiek no, na dzień dzisiejszy troszkę więcej wiem na ten temat, no bo po prostu informowałam się przez YouTube. Słucham czasami Rafała Miradzika, mam jego książki, ale to od krótkiego czasu. Miałam taką sytuację tutaj, właśnie na mieszkaniu. Ja mam dwa koty i tak jak już wcześniej zaznaczyłam, one czasami mnie po prostu budzą, no w nocy, jak to koty. I miałam taką sytuację, że mój kot obudził mnie nagle. I wie pan, co ja poczułam? Ja byłam, ale moja noga nie była jeszcze... Ja miałam uczucie, że ja czułam, jak moja noga jakby wchodzi w ciało. Od kolana do stopy nie było. Ja czułam, że po prostu wchodzi z powrotem.
Ja to poczułam w momencie przebudzenia i teraz nie wiem, czy to było prawdziwe, ale wcześniej nigdy w życiu takiego czegoś nie miałam. Potem pamiętam, że pisałam do pani Danuty Adamskiej-Rutkowskiej i ona powiedziała, że to jest właśnie, że ja wchodziłam w ciało, bo ja jej napisałam, że ja wychodziłam. Ona mówi, że po prostu kot mnie przed czasem jakby obudził.
No właśnie, OB to, OB to jest taki stan, z którego różne rzeczy jakby dookoła nas potrafią nas bardzo mocno, bardzo nieraz gwałtownie wybudzić. A co do kotów, to ja powiem tak: świętym i nienaruszalnym prawem każdego kota jest prawo do darcia ryja o każdej porze dnia i nocy i do odprawiania harców.
... Niestety! No, ja to tak mam. Powiem jeszcze tak o babci mojej, bo to trochę tego jest, ale moja babcia była chorowita. To była mama mojej mamy i one przez jakiś czas ze sobą nie rozmawiały. I ja pamiętam, że no, poszłam spać. Ja miałam chyba około szesnaście lat wtedy, bo jakoś to musiało tak być. I poszłam spać. I nagle mi się śni, że jestem na ślubie koleżanki. No i w sumie byłam zdziwiona. Mówię: a, bo tej koleżanki już co najmniej ileś tam czasu nie widziałam, a tu nagle na ślubie jestem jej. O co tu chodzi? I chcę wchodzić razem z nimi. Po tym ona wzięła ślub.
My mamy wchodzić do sali, a ona mówi: Ty tutaj nie możesz wejść. I ja tak się zdziwiłam. Mówię: no dobrze. I ona mówi: Ty musisz iść tam, przez tamte drzwi. Ja otwieram drzwi. Pan nie uwierzy. Stół taki, no, taki owalny. I tam już siedziało dosyć sporo osób i wszystkie siedziały osoby zmarłe. Moja prababcia tam z rodziny, jeszcze jacyś znajomi i patrzę, a tam moja babcia jeszcze między nimi. I ja się z nimi przywitałam. No i się obudziłam. I ja po prostu to krótki sen, ale ja przy wybudzeniu się zawsze jak myślę o tym, co mi się śniło, tak jak mnie, to jest ciężko. Ja nie umiem tego opisać. Naprawdę mi jest ciężko. Ja po prostu wiem, ale skąd to ja nie wiem. Ja po prostu wiedziałam, że mówię: albo babcia umrze, albo się coś, albo będzie ciężko chora. I zadzwoniłam do mojej mamy i mówię: Mamo, zadzwoń do babci, błagam cię. Moja mama mnie nie chciała posłuchać.
Prosiłam ją, prosiłam. Mówię: zadzwoń, mama, bo dobrze wiesz, jak jest. Mówię: ja mam z tymi snami. I mama w końcu zadzwoniła. I mama zadzwoniła, z babcią porozmawiała. Wszystko dobrze. Ja zadzwoniłam i mówię: babciu, to ja przyjadę, bo ja pamiętam, że to był czerwiec i już mieliśmy prawie koniec szkoły. Ja mówię: babcia, skończę szkołę, to zaraz do ciebie przyjadę. Ja tylko wakacje skończę. I już nie zdążyłam. Dwa tygodnie później pojechałam do szpitala się z babcią pożegnać. No i babcia zmarła. No i to są właśnie takie sytuacje, gdzie właśnie ja takie coś miałam. I pamiętam jeszcze, jak moja teściowa też kiedyś się obudziła.
Przychodzi do mnie i mówi: śniła mi się moja sąsiadka za firanką tam, że trzyma dziecko i tak dalej. A ja to już... Ja nie wiem, czy to tak miało być, że ona miała do mnie przyjść, mi się to zapytać. Nie mam pojęcia. Jak ona mi zaczęła opowiadać tą całą sytuację, to w sumie ja mówię: ona umrze, ale nie wiem czemu. No, ja po prostu tak jakby to intuicja mi podpowiadała. No i niech pan sobie wyobrazi, że moja teściowa się malowała godzinę zawsze przed wyjściem do sklepu i poszła do sklepu. Wraca za dwie godziny.
No i się okazało, że to sąsiadka nie żyje. No i to właśnie mam takie. Ja mam takich snów mam pełno i często. Taka sytuacja była. I teraz tak. Następna. Kiedy ja się rozstałam z tym moim byłym mężem, no to nie utrzymywałam kontaktu, ani starałam się nie utrzymywać kontaktu ani z nim, ani z teściami, tylko jeżeli chodziło o dziecko. Także dziadek dzwonił. Ja nie robiłam problemów, dziadek tutaj dzwonił i tak dalej. No i przyszedł czas, że dziadek umarł. I to było trzy lata temu.
Bardzo się broniłam przed tym, żeby do mnie nie przyszedł jednak, bo po prostu sobie tego nie życzyłam. To bardziej takie moje ego, że tak powiem. No ale niestety chyba nie do końca mamy wpływ na to. I teraz tak. Nie wiem, jaki czas to był po pogrzebie, ale przyśniło mi się, że siedzę. Nie wiem, czy to było w pomieszczeniu, czy na dworze teraz, ale nieważne. I on siedzi koło mnie. Ja widzę i on siedzi koło mnie. Ja patrzę na wprost i to tak mam często, ale ja go widzę po boku. I on był szczuplejszy, zdrowszy, uśmiechnięty. Ja do niego mówię, mówię: tato, ty nie żyjesz. A on do mnie mówi: Jak nie żyję? Ja żyję. Ja mówię: nie, ty umarłeś. A on mówi: nie, ja żyję. Zobacz, schudłem nawet. I on się cieszył, że schudł. A ja mu cały czas mówiłam, że on nie żyje. I w tą samą noc, co mi się to przyśniło, to przychodzi do mnie dziecko rano, mówi: mama. Dziadek był u mnie.
Dziadek często powtarzał córce, że bardzo ją kocha. On bardzo się poświęcał dla mojego dziecka. Właściwie bardziej niż tato. I dlatego wiem, że oni mieli taką więź dosyć mocną jako dziadek i wnuczka. I córka opowiadała, że przyśnił jej się dziadek, tak jak zawsze, jakby jak siedział na tapczanie, ale nie śnił się jako osoba, tylko jako światło, a nad tym światłem latały fioletowe i niebieskie motyle. I mało tego, dziecko się obudziło.
Przyszło mi to powiedzieć i nie wiem, kiedy spojrzało na ten obrazek od tej cioci. I to jest ikonka. Ja nie wiem. Ja mam nadzieję, że pan wie, jak wyglądają ikonki. One są zazwyczaj takie brązowe. Srebro jest trochę i w środku ten obrazek jest taki, no, namalowany. No też jest taki bardziej brązowy. Nie uwierzy pan. My mamy po prostu nie idzie tego ani umyć, ani zrobić. To się zrobiło fioletowe. To jest fioletowy kolor. Ja mogę nawet zdjęcie zrobić. To jest nie do opisania. I ja wszędzie, ja nawet czytałam, czym to może kolor zmienić. No, normalnie nie może. I to tak zostało. I to akurat wtedy, kiedy ten dziadek mi się przyśnił i mojemu dziecku tej samej nocy.... I potem, nie wiem po jakim czasie, ale wydaje mi się, że to już na pewno był z miesiąc albo dwa miesiące i to akurat nie wspominam tego, powiedzmy, nazwijmy to paraliż senny, bo nie wiem konkretnie, ale chyba to, to był paraliż senny. Ja się wybudziłam, chyba była druga w nocy.
No, niestety, ja mam tak, że ja się zawsze budzę mniej więcej między drugą a trzecią. I ja się wybudziłam i ja po prostu byłam zdenerwowana. Czułam i nagle zaczęłam o tym dziadku myśleć. Ja mówię: „Matko jedyna, ja nie chcę, żeby on do mnie przyszedł”. Ja byłam tak w sobie uparta, że ja nie chciałam zasnąć, żeby on tylko po prostu do mnie przyszedł. I wyobraża sobie pan, co się stało? Nagle poczułam w uchu pisk i szum i w ciele poczułam, jakbym, nie wiem, spadła czy coś podobnego. I nagle czuję, jak on do mnie podchodzi, ten mój też i mi zaczyna mówić do ucha. Ale na szczęście trochę się uspokoiłam, bo ja tak spanikowałam, że ja zaczęłam krzyczeć, ale mnie nikt nie słyszał i zaczęłam ręką mojego obecnego męża po prostu chciałam uderzać: „Obudź mnie! Obudź”. No nic to nie dało. Nic to po prostu nie pomogło. I ten dziadek właśnie mi tylko do ucha wtedy mówił, że wszystko będzie dobrze. No i też potem, właśnie po tym śnie też nam się wszystko... Nie wiem, czy to miało znaczenie, jeśli chodzi właśnie tutaj o realne życie, że znowu miałam jakieś tam kłopoty i potem było wszystko w porządku.
No ale w każdym bądź razie pierwszy raz w życiu byłam świadoma wszystkiego, ale nie mogłam się ruszyć. Ja nie mogłam uderzyć nawet, chociaż mi się wydawało, że ja ruszam ręką i uderzam męża, żeby mnie obudził. Po prostu nie szło i to był taki najgorszy, nie wiem, jak to nazwać, bo to chyba snem nie było, bo ja- No właśnie, pisk i szum to jest podobno też jeden z objawów towarzyszących wychodzeniu z ciała OOBE. Aha, no ale to było przerażające dla mnie, że ja na dzień dzisiejszy to sobie pomyślałam, że jeżeli jakiś człowiek utknął tak w ciele, to ja dziękuję bardzo.
Naprawdę to ja współczuję, bo odczucie nie można nic zrobić, tylko się myśli. Ale właśnie dziwne było to, że ja byłam pewna, że ja ręką ruszałam, że ja tego mojego męża cały czas ręką uderzałam, że on mnie ma obudzić, a on tego nie czuł.
Więc całkiem możliwe. Tylko ja sobie na pewno z tego nie zdawałam sprawy. Zwłaszcza że właśnie tak jak czasami słucham różnych audycji, to ludzie niektórzy opowiadają, że kiedy mają OOBE albo coś, to też mają jakieś takie piski w uszach właśnie i lub czują właśnie jakieś takie dziwne uczucie w ciele. Takie, ja nie wiem, jak to opisać, to nie spadanie, tak no dziwne, bardzo nieprzyjemne. W każdym bądź razie dla mnie to było to uczucie.
Takie uczucie spadania często towarzyszy podobno powrotowi do ciała fizycznego. Zresztą każdy, każdy jakby inaczej to czuje, każdy inaczej to słyszy. Niektórzy podczas wychodzenia z ciała czują jakby takie prądy przebiegające po całym ciele.
A są ludzie, którzy nie czują nic. Po prostu się orientują, że są poza ciałem i mogą działać. Pewno tak jest. Znaczy w każdym bądź razie mi się wydaje, że... Znaczy jestem pewna, że musi coś być, bo wierzyć mi się nie chce, że skoro tyle ludzi ma różne takie sytuacje i to są sytuacje, których tak naprawdę nie da się wyjaśnić jakoś logicznie, tutaj one po prostu są. I człowiek się zastanawia. No, mi co prawda nigdy się jakby duch tak nie objawił, że go tak widziałam, aczkolwiek na przykład mój mąż widział ducha swojej babci. Ja mam znajomych, którzy też widzieli duchy lub widzieli, że się kołyska rusza. Na przykład jak zmarł dziadek.
Bardzo kochał. Dopiero co poznał swojego tam wnuka czy wnuczkę, bo to akurat sąsiadka mi opowiadała niedawno. To ona słyszała, jak on idzie, bo on zawsze jak wchodził, oni mieli takie panele z drewna i były nierówności. Jak on szedł, to one trzeszczały. Jak on umarł, to ona usłyszała właśnie, że on idzie.
Ona była pewna, że on idzie, ale ona wiedziała, że on nie żyje. I ona otworzyła drzwi, a kołyska się. I ona była przekonana, że właśnie ten dziadek tego dzidziusia huśtał i że on go odwiedzał po prostu. I to tak parę razy się tam zdarzyło. Tu jest dużo takich sytuacji, właśnie jakby połączonych z kontaktami z zaświatami. Tutaj dużo takich pani przekazała też monacji klasycznych, że zmarły w jakiś sposób daje znać w momencie swojej śmierci, że odchodzi z tego świata. Tu szczególnie ta zmarła ciocia tutaj z tymi pudełkami, przyborami szkolnymi, tymi kratkami spadającymi.
O mały włos bym zapomniała. Jeszcze no muszę. To jest też bardzo ważne i to było też bardzo mocne, no, niestety bardzo smutne i tragiczne. Mój kuzyn trzy lata temu popełnił samobójstwo. Ogromna tragedia dla naszej całej rodziny. To mojej mamy siostry syn był. No i ja go ogólnie zawsze bardzo kochałam i go traktowałam jak brata, chociaż nie mieliśmy. Czasem mieliśmy kontakt często, a czasami nie. No, zwłaszcza jak ja wyjechałam tutaj do Niemiec, no to ten kontakt no to był, ale on i tak się interesował mną. Nieważne. No oczywiście.
Ogromna tragedia, szok przede wszystkim. Najpierw byłam na niego bardzo zła, że po prostu takie coś zrobił. No i czekałam. Miałam nadzieję, że przyjdzie. To akurat tutaj miałam nadzieję, że przyjdzie. I przyszedł. To nie raz. I teraz tak dzień pogrzebu przyszedł pierwszy raz. I teraz jaka sytuacja? Nagle jestem w pomieszczeniu, dookoła mnie trzy psy, myśliwskie. Ja już odebrałam te psy po to, żeby mnie chroniły. Dlaczego? Nie wiem. Moja babcia świętej pamięci, również babcia mojego kuzyna. Najdziwniejsze jest to, że ta babcia zawsze jest i dziwię się, że ona jest już po tylu latach. Bo jeszcze właśnie tak w skrócie zawsze zauważyłam, że te wszystkie zmarłe osoby, one się przez jakiś czas pokazują, a potem już nie. Ale ta moja babcia jedyna, ona cały czas jest, a te inne osoby zawsze tak pięć lat, siedem i już ich nie ma. I ta babcia nagle puka mnie w szybę jak na żywo. Takie trzy razy: puk, puk, puk i babcia do mnie mówi wtedy: idzie. I znowu trzy razy pukanie i znowu do trzech razy sztuka była. I że idzie. I ja siedziałam tam i te psy koło mnie i czekam. I babcia się obraca, mówi...... Tu jest, otwierają się drzwi, bo my byliśmy w jakimś domu i wchodzi ten mój kuzyn. Ja patrzę, a on wchodzi tak jak zawsze, na luzie, nie? Czapeczka, fajnie ubrany. Jednak się nie uśmiecha. No bo z tego, co wszyscy wiedzą, człowiek nie powinien odbierać sobie życia i na pewno jego dusza nie miała łatwo po tamtej stronie. Ale do tego jeszcze dojdziemy. I on po prostu przeszedł koło mnie. Ja go zobaczyłam. Pokazał mi coś na ręce. Do dzisiaj nie wiem co. Jakiś, coś mi pokazał na ręce i poszedł. Ja się obudziłam i mówię: „No dobrze, i co teraz?” Ja mówię.
Ja wiedziałam, że moja ciocia bardzo to prze..., moja ciocia bardzo to przeżywała. Oczywiście musiała leki brać i tak dalej. I mówię: „I co tu zrobić?” Ja mówię: „Ja to muszę cioci powiedzieć”. Tylko nie wiedziałam, jak ona zareaguje, bo ja o moich historiach opowiadam czasami, ale boję się, bo nie wszyscy ludzie reagują jakoś pozytywnie na takie... Niektórzy twierdzą, że, że takie coś nie istnieje, że to ktoś ma z głową i później człowiek się boi po prostu o takich sytuacjach mówić. I zadzwoniłam do tej cioci i mówię: „Ciociu, muszę ci coś powiedzieć. Ja nie wiem, jak ty to odbierzesz”. Najpierw jej powiedziałam o sobie, że ja już tak mam od dziecka i tak dalej. Ona o tym nie wiedziała, bo ja nigdy się tym nie chwaliłam ani nikomu nie opowiadałam z rodziny za bardzo. I mówię: „Była taka sytuacja, ciocia”. Opowiadam jej ten cały sen, a ona do mnie mówi: „Posłuchaj, dziecko, wiesz, co robił zawsze jak, nim wszedł do domu? Pukał trzy razy w okno”. I rozumie pan, jakie tutaj jest przesłanie?
Po prostu moja ciocia na pewno dzięki temu uwierzyła, że to on był u mnie. Bo duchy zawsze dają znać w jakikolwiek sposób, tak żeby druga osoba wiedziała, że to on jest. No takie coś charakterystycznego, żeby bliscy od razu jakby odkodowali sygnał, tak? Tak, tak. I ona mówi: „Zawsze jak przychodził do domu, pukał w okno trzy razy i dopiero wchodził do domu. Także my wiedzieliśmy, że on już, że on wchodzi, a nie ktoś obcy”.
A tutaj jeszcze mam takie pytanie odnośnie kuzyna. Czy pani może pamięta, jaki kształt miało to coś, co on pokazał na ręce? Próbowała pani zrobić jakiś, nie wiem, opis tego? Nie, ja wiem, co to. To była taka bulwa wyszła jakaś mi na lewej ręce, taka kulka jakaś wyszła. To nie było nic, tylko taka kulka właśnie. Nie wiem. Nie wiem do dzisiaj, co to mogło być, co on mi chciał pokazać. I właśnie no szkoda. Bardzo bym chciała wiedzieć, no ale nie wiem. I potem, kurczę, nie pamiętam teraz, wie pan, on u mnie był jeszcze dwa razy i wydaje mi się, że ten drugi raz jak był, to była sytuacja, że nagle ja jestem, z ciocią rozmawiam, a ciocia mówi, mi pokazuje monetę, która sama w powietrzu lata i ona mówi: „Zobacz, co robi.
Ale dziwne, że ta ciocia była, no ale nieważne”. Mówi: „Zobacz, rzuca tą monetą”. Ja mówię: „No tak, ale gdzie on jest?” Ja odeszłam do jakiejś szafy i w tej szafie niby jakby jakaś dziura wyszła czy tunel znowu. I ja do tej dziury mówiła jakby przez telefon, ale to nie był telefon, tylko ta dziura. Ja mówię: „Pokaż się chociaż”, no bo ja po prostu człowiek czasem tak tęskni, nie? Ja mówię: „No, pokaż się chociaż”. A on do mnie krzyczy: „Ja chciałbym, ale ja nie mogę. Nie wiem jak”. No i ja trochę się zasmuciłam, gdzieś tam stanęłam, minął jakiś czas i on nagle stanął przede mną. I ja się tak ucieszyłam i się wtedy przytuliliśmy.
No i wtedy jak się obudziłam, to byłam zadowolona. Ale na tym nie koniec. I minął rok od śmierci tego mojego kuzyna i to te dwa razy był u mnie. Minął rok, no i niestety wujek zmarł, czyli jego tata. No i co? Oczywiście po pogrzebie śni mi się, że wujek siedzi za biurkiem, zdrowy już. A jeszcze właśnie po prostu wrzucę tutaj jeszcze tego mojego wujka. On nie był stary, był w wieku średnim, jak zachorował na sepsę i zapadł w śpiączkę. On był chyba dwa czy trzy miesiące. Ja mam nadzieję, że tu nie mylę niczego. Dwa czy trzy miesiące był w śpiączce i kiedy się wybudził z tej śpiączki, on miał tylko chyba trzy procent szans na przeżycie w ogóle, także na wszystkie inne lata on już był bardzo chorym człowiekiem. Te szesnaście lat, które żył dalej po wybudzeniu się. Ale kiedy się wybudził z tej śpiączki, pierwsze co powiedział, że była babcia. To moja, moja babcia, że była u niego i jemu się wydawało, że go chowają do ziemi, a babcia mu powiedziała, że to jeszcze nie jest twój czas. I ta ziemia go wypchnęła. I on w tym momencie się obudził. I on mówi, że po prostu on, on wiedział, że on nie umrze jeszcze.
No i akurat jak ten sen miał i mu babcia powiedziała: „To jeszcze nie jest twój czas, ty musisz jeszcze coś tam zrobić”. No i wyrzuciło go z powrotem i się obudził. No, jak on potem umarł, no to właśnie przyśnił mi się, że siedział już za biurkiem. Zdrowy, jakieś sprawy załatwiał i w tym momencie słyszę: „Błagam, pomóż mi, błagam”. I mój, ten mój kuzyn znowu. On mnie prosił, żebym mu pomogła, a ja po prostu cały czas miałam wrażenie i czułam, że on no, utknął chyba. I mi się wydaje, że to jest właśnie przez to, że, że on popełnił to samobójstwo. Chociaż moja ciocia tak naprawdę do końca nie jest pewna, czy to on sam popełnił samobójstwo. No, nieważne.
I ja wtedy po prostu jak się obudziłam, jak on mnie tak prosił, żebym mu pomogła, to ja to odebrałam tak, że mam mu pomóc jakby przejść chyba dalej. I ja wtedy po swojemu, bo ja się na tym nie znam, nigdy tego nie robiłam, ale chyba pomogło.
Zapaliłam świeczkę, pomodliłam się, powiedziałam, że ma iść do światła, że nie ma się martwić, że ci, którzy są przy nim tam, to mu pomogą. I od tego momentu jest wszystko w porządku. I już ani razu nie był, a trzy lata minęły. I też wiedziałam, że razem z wujkiem jest, nie? No bo oni mi się razem przyśnili. No i dlatego wiem, że właśnie. A! I właśnie przez to, że wiem, że oni... Bo to w tych snach też tak mam właśnie, że ja wiem, jak umrze moja babcia albo dziadek pierwszy, to potem mi się też pokazuje, że oni są razem. I ta moja babcia, która się przez wiele lat mi śni do dnia dzisiejszego, ona tak jakby była u nas jakimś takim właśnie tym chyba głównym przewo- ja nie wiem, jak to nazywać, bo ona zawsze się jakby ona chroni. Mi się wydaje, że ona też tak chroni trochę nas.
No taka jakby trochę postać centralna, która zawsze jest obecna, tak? Tak, tak, dokładnie. I ona właśnie jak umarła i do mnie przyszła, bo ona oczywiście też do mnie przyszła, ja zapomniałam powiedzieć. Ja na nią patrzę.
Ona w kuchni była i zawsze w takim swoim fartuszku, i już też taka troszeczkę szczuplejsza, uśmiechnięta. Ładnie wyglądała, było widać, że jest zdrowa. Ja tak na nią patrzę, mówię: „Babcia” - mówię. - „Ale ty przecież nie żyjesz”. A ona do mnie, ona zamiatała podobnie, nawet się uśmiecha. Mówi: „No jak nie? Zobacz, zobacz, ja wszystko mogę teraz robić”. I ja obróciłam głowę. Ja obróciłam głowę, a mój dziadek, czyli mąż mojej babci, on zmarł wcześniej dużo. I ja patrzę, a dziadek się wychylił. Tylko ja z nim takiego kontaktu nie miałam i tak dalej.
Także ja tylko widziałam, że on jest razem z nią. I ja to potem mojej mamie powiedziała. Dlatego ja zawsze wiem-... Ja zawsze wiem, czy są razem, czy nie te osoby zmarłe. I teraz rok temu zmarła moja druga babcia. Ona już była stara i ona miała pod koniec ostatnie trzy lata miała demencję albo Alzheimera.
Takiego, że ona nie mówiła. Którąś z tych takich chorób poważnych, neurodegeneracyjnych, tak? Ona w ogóle się nie ruszała. Do niej przychodziły pielęgniarki, które ją karmiły, myły i obracały. I no niestety, no, sytuacja była bardzo taka, no, no nie za fajna. No żal nam było babci, że się męczy tak po prostu, bo babcia dziewięćdziesiąt dwa lata, a leżała już chyba cztery w tym łóżku i to naprawdę i ona tylko chudła i nic więcej. I do niej przychodziły te pielęgniarki. A wie pan, co było najlepsze? Że zawsze mi się dziadzia śnił mój. Bardzo go kochałam i zawsze mi się śniło, że dziadek krąży koło domu. Bo ten dom, w którym my się często spotykaliśmy, tam u tej babci, to często mi wracał w snach właśnie. Ja zawsze mówię: o, tu zawsze mój dziadek i babcia przez okno w tych snach mnie patrzyli. Ja to miałam już po śmierci teraz, ale zawsze ten dziadek krążył. I ja mówiłam: mama, dziadek krąży koło babci. On na nią czeka.
Ja mówię: zobaczycie. Mówię, że za jakiś czas babci nie będzie. I ostatnie pół roku non stop właśnie widziałam dziadka. Ja mówię: mama, bo wszyscy myśleli, że babcia, że tak powiem, umrze wcześniej, no bo takie były choroby. Babcia też sepsę dostała, ale ona to zapalenie płuc ona i ona to zawsze przetrwała. No i wszyscy myśleli, że to szybciej po prostu jakoś pójdzie. A to trwało cztery lata. I teraz moja babcia już nie mówiła, ona tam już po swojemu coś. Jej nie szło się zrozumieć.
Czy tam się modliła. Powtarzała jedno i to samo słowo. I pewnego dnia, to gdzieś chyba z dwa miesiące przed, chyba przed śmiercią, mi właśnie się to przyśniło z tym dziadkiem. I moja mama akurat pojechała odwiedzić, tam też trochę pomasować babcię i tak dalej. I przyszła taka ta pielęgniarka, która się zajmuje na co dzień babcią. I moja mama opowiedziała, że ten sen miałam, że dziadek mi śnił i to... A ta pielęgniarka mówi do mojej mamy: wie pani, co tu się wydarzyło? Babcia pewnego dnia, ona już nie mówiła mi nic, mówi: ta pielęgniarka stała przed łóżkiem, a ta babcia moja mówi: nigdzie nie idę. Nagle tak po prostu, jak ona tylko powtarzała jakieś: mama, mama, nigdzie nie idę. A ta pielęgniarka tak na nią spojrzała, mówi: ale gdzie nie idziesz? Tam nie idę. A do kogo, babcia, mówisz? Ona mówi: no jak do kogo? Do dziadka. A gdzie on jest? No, stoi za tobą. No to i ta pielęgniarka mówi, że się tak przestraszyła, że ona się bała potem przychodzić. No i po dwóch miesiącach babcia zmarła.
No, taka klasyczna wizja na łożu śmierci z udziałem zmarłych. Ja słyszałam też wiele opowieści właśnie, że przed śmiercią ludzie wiedzą jakby i widzą chyba inne istoty. No, widzą swoich bliskich często, tak? Takie tutaj z takim dosyć dużym wyprzedzeniem ta wizja, ta wizja musiała nastąpić, skoro to dwa miesiące jeszcze trwało, ale no, może to miało na celu przygotować babcię już na przejście tam.
Mi się wydaje. Tak, na pewno. No na pewno. I też na przykład też zupełnie inaczej podeszłam do tego całego pogrzebu, bo już wiedziałam, że babcia starsza była i się cieszyła. Aha, i właśnie potem, jeszcze jak babcia zmarła, to mi się przyśniło właśnie, że stoję i mówię, bo ja już wiedziałam, że babcia nie żyje, nie?
Tu, tu, tu. A mi się śni. Ja do wszystkich chciałam wykrzyczeć: patrzcie, moja babcia, że widzę babcię. Nie, mówię: zobaczcie, babcia. A babcia mi kiwała. Mówi: chodź do góry. A ja mówię: nie, nie, babcia. No także nie wiem, to było takie. No i ona, i ja już też wiedziałam. I dziadek też był. Byli razem już. No i ja właśnie tak mam. A czy miał pan kiedyś może ktoś opowiadał, bo ja teraz nie pamiętam takiej różne historie, bo ja już was słucham od trzech lat. Mam wszystkie te odcinki. I wie pan co? Raz miałam taką sytuację. To jest takie dziwne, no ale to było prawdziwe. Obudziłam się w nocy, ale to mieszkałam jeszcze w Polsce i mieszkałam sama z dzieckiem. I zawsze, jak jeszcze moje dziecko było małe, to ja w nocy, jak się budziłam, szłam zobaczyć, czy jest przykryte kołderką. No i my mieliśmy też kota. No i przebudziłam się.
Wstałam i idę do pokoju i patrzę, siedzi kot na krześle. Tylko sobie pomyślałam: a co on tak dzisiaj siedzi? Wygląda jak taki profesor. No bo był taki dosłownie dostojny, tylko wiadomo, było ciemno. Ale mówię, no, mówię: dziwne. Siedzi i patrzy. A krzesło stało przy oknie. I w tym momencie się obracam, przykrywam dziecko, patrzę, a mój kot, ten mój. Ja miałam tylko jednego kota. Leży na łóżku przy moim dziecku, bo on spał zawsze z moim dzieckiem. Spojrzałam jeszcze raz na krzesło i tego kota nie było. I pamiętam, że ja długi, długi czas się bardzo bała i to tylko, tylko miałam. No nie, no, to miałam jeszcze, jak mieliśmy psa właśnie. I on nam zdychł. To ja po prostu słyszałam, jak on idzie, jak pukają jego paznokcie o podłogę, a już go nie było. To takie coś miałam, ale nie wiem, czy to jest. Tylko z tym kotem było dziwne, że mi się taki kot. On taki dostojny był. Ja miałam wrażenie, jakby to był kot jakiś z Egiptu.
Taki tam. No, taka jakby kocia, kocia bilokacja. Tak, że ten kot się pojawił w dwóch miejscach, tak? Ale jaki ładny ten kot był. Tylko że właśnie się dziwiłam, jak patrzyłam na niego, bo jak ja potem sobie pomyślałam, to on był ładniejszy niż ten mój kot.
Tylko ja byłam przekonana, że to mój kot siedzi. Tylko że dlaczego? Czy to jest możliwe w ogóle, żeby zwierzęta? No właśnie, to, to mnie tak zastanawia, zastanawiało długi czas. No, tu opcji możliwych do rozważenia jest multum, że to mógł być na przykład, nie wiem, jakiś opiekun duchowy się w taki sposób objawił.
Możliwe? Całkiem. No, mówię ja. Ja mam takich sporo sytuacji, w których się zastanawiam, dlaczego i po co to wszystko jest. No, na pewno dają znaki. Ja coś muszę mieć takiego w sobie, że ja na przykład wie pan, taką śmieszną sytuację. Ja poznałam mojego męża obecnego jak parę lat temu i on zawsze na początku mnie-... i opowiadał: mi się tam nigdy nic nie śni, bo ja mu od razu powiedziałam na samym początku, że mówię: ja należę do takich osób, którym się zawsze dziwne rzeczy przytrafiają. Mi się nigdy nic nie śni.
Jak my zamieszkaliśmy razem i tylko zaczął ze mną spać, zaczął mieć sny i te sny ma do dzisiaj. I mieliśmy nawet dwa razy sny, w których mi się śniło, że mi się coś dzieje na przykład ze sercem, a on się obudził. Coś ci się ze sercem śniło, do mnie mówiłaś. Ja mówię: co ty mówisz, mąż?
I to tak właśnie mieliśmy takie podobne. Ale zauważyłam, że mój mąż często ma też z duchami. I ostatnio mieliśmy tu sytuację właśnie w domu i to było parę dni temu i nie wiem, co to było. Ja poszłam spać, on mnie wybudził, bo on nie lubi po prostu jak komary latają, bo zawsze go ugryzą mocno i przez to, że mnie obudził, to ja byłam zła. No i musiałam iść do toalety.
Wracam z tej toalety, ale mówię: zapalę jeszcze te światło, zobaczę, czy te komary są. My patrzymy. O! Są akurat dwa koło siebie. No i on zabił te komary tak tymi rękoma i tak trzasnął po prostu tak mocno w suszy. No i się położyliśmy i nagle taki sam trzask był u nas w pokoju, tylko ja nie wiem gdzie. I ja sobie pomyślałam: może moje dziecko zabija komary teraz i szybko piszę na telefonie: zabijasz komary? Bo to było już chyba, nie wiem, wpół do pierwszej w nocy, a dziecko mówi: nie, siedzę i gram, nie? No i tak się dziwnie zrobiło. Ja mówię: hmm. Bo to było naprawdę tu słychać u nas w pokoju. I nie minęła minuta, jak mój mąż zasnął. I to też jest niemożliwe. To nie jest możliwe.
Ja jeszcze w życiu tak nie miałam przez ten cały czas, żeby to tak było. I ja sobie myślę: no fajnie, obudził mnie i on, a on w minutę zaśnie, a ja potem potrzebuję... Się tak na niego, że tak powiem, zdenerwowała. A tu nie mija trzy minuty, a on zaczyna dosłownie taki dźwięk wydawać, nie? A on, ja wiedziałam, że on krzyczy, tylko dla mnie się... Ja sobie pomyślałam: dopiero zasnął i już sen ma? Przecież to nie jest możliwe. No, aczkolwiek ja na przykład jak zasnę, to mi się wydaje, że ja też czasami od razu śnię, ale w jego przypadku i to naprawdę to było, to wszystko się działo w pięciu minutach. Ja mówię: poczekam jeszcze chwilę. Jak nie przestanie krzyczeć, to go obudzę. No ale się sam wybudził z tego krzyku. Ja mówię: co się stało? Ja mówię: duch ci się śnił. A on do mnie mówi: słuchaj, śniło mi się, że wyszliśmy z pokoju do salonu. I on mówi: szedłem ja, szłaś ty i nasze dziecko za nami. I on mówi: mnie zaczęło coś ciągnąć w powietrzu i ja się ciebie schwyciłem. No to zaczęło mnie i ciebie ciągnąć. I on po prostu wiedział, że to duch jakiś niby nas ściągnie. I to była tak dziwna sytuacja w tym domu tego dnia. No i ja potem paliłam szałwię białą, bo ja tak robię z przyzwyczajenia, bo mi to pomaga. No ale to są właśnie takie dziwne sytuacje. I jeszcze ostatnie takie powiem, bo mi się wydaje, że już chyba no, na pewno nie wszystko, ale to, co najważniejsze, to już powiedziałam. Jeszcze jak mieszkaliśmy na tym mieszkaniu, to z tym obrazkiem się działy dziwne rzeczy. To tam było coś chyba niedobrego, ponieważ no, ja mam te koty, tak? I pewnego dnia mój mąż był na popołudniu w pracy. My już byliśmy w domu w troje, czyli jego dzieci i moje. I nagle patrzymy, a mój kot idzie. Dostał szeroki ogon. Jak my mieliśmy korytarz, my na tym korytarzu nic nie mieliśmy. Ani jakichś obrazków, ani szafki, ani komody, nic. I jak się wchodziło w korytarz, to po lewej stronie była łazienka. No i my tak patrzymy, gdzie on idzie i co on tak patrzy? A on dosłownie tak na ugiętych łapkach. I było widać, że po prostu coś widział i był przestraszony. I ja poszłam za nim. Weszliśmy do łazienki i on z tej łazienki jakby chciał wyjść, ten mój kot i stanął. Przestraszył się jeszcze bardziej i on patrzył na białą ścianę. Nie było ani muchy, ani robaka, nic nie było.
Najeżył się jeszcze bardziej i w tym momencie, co on się tak obrócił i spojrzał na tę ścianę, on się wycofał i się schował tak pod wannę, między wanną a ten i nie chciał wyjść. On dobre dwie godziny nie chciał wyjść z tego, więc ja w ogóle uważam, że na pewno to coś było, ale nie było to nic dobrego.
No, niewykluczone, że kot coś zauważył. Coś, czego nasze oko nie jest w stanie dostrzecć, tak? Bo koty mają jednak tam inne spektrum postrzegania światła. Także mówi się, że to może być odpowiedzialne za to, że zwierzęta obserwują jakieś takie istoty czy też obiekty, które operują na innych częstotliwościach, poza tym zakresem, które jest w stanie wychwycić nasz układ wzroku. No, dlatego ja mam dwa koty, a jeszcze bym chciała więcej, ale nie mogę, bo no bo to jest obowiązek jednak. I jeszcze tak na koniec właśnie mieszkam w Niemczech.
Pracuję w takiej firmie, że musiałam raz jechać na taką, powiedzmy, delegację małą. Szef zabukował nam hotel, który miał siedemset lat i wchodząc do tego hotelu, sobie pomyślałam: fajnie, no bo ja ogólnie lubię te tematy, lubię moje sny, jestem do nich już przyzwyczajona, ale boję się.
Jakby się coś działo, to ja się boję. Ja to niby się nie boję, ale boję się. No trudno to zrozumieć. I my zawsze z mężem, jak gdzieś właśnie jedziemy z firmy w delegację albo coś, to sobie robimy wideo, jak wygląda nasz pokój albo jak wygląda hotel, nie? To był stary hotel, w którym byłam. No, porobiłam zdjęcia, ponagrywałam wideo. No i mężowi nagrałam, jaki mam pokoik, jaką łazienkę. Mówię: całkiem okej, jest fajnie, nic nie czuję. Czyli w porządku. Nie wyczuwam nic, wchodząc do tak starego hotelu. I minął chyba miesiąc, a może nawet dwa. I przyszła w odwiedziny moja przyjaciółka. Ja mówię: o, to chodź, ci pokażę ten hotel. I mówię: zobacz, taki pokój był to i puszczam nagranie. I puściłam pierwszy raz to nagranie na głośnomówiący i miałam nagranego ducha, który mówi: fff!...Dokładnie tak było i on to powtórzył parę razy i jeszcze pod koniec coś mówi, ale ja nie rozumiem tego nawet na słuchawkach. To wideo mam do dzisiaj.
Mogę chętnie przesłać. Najlepiej przesłać na słuchawkach lub nawet bym radziła chyba na głośnomówiącym, ale dobry telefon musi być i słychać, jak on mówi: „Warten", to znaczy czekaj po niemiecku, nie? No i pamiętam, że jak to puściłam, to wszyscy, którzy tego słuchali, to wszyscy gęsie skórki dostali. A ja byłam w szoku, bo ja nie sądziłam, że mi się nagrało na wideo po prostu głos jakiś. A to było drugie wideo w życiu moim, w którym nagrał mi się głos. Zaznaczam, że to są hotele, zazwyczaj małe i w tym hotelu akurat, w którym ja przyjechałam, był tylko mój kolega, ja i jeszcze jakiś pan, który mieszkał dwa piętra niżej. Kolegi nie było, bo pojechał rodzinę odwiedzić przy okazji. Także ja zostałam sama. Nie było radia, nie było nic. No i poza tym to słychać, że to słychać, ale to jest pozytywny duch. To nie był jakiś negatywny duch, bo miałam kiedyś nagrane brzydkie.
To ja mam to usunięte, bo tego się po prostu słuchać nie dało. Takich rzeczy się boję, dlatego do tej złej energii mam dystans i respektuję jak najmniej chcę mieć do czynienia z tym. No, szczególnie, że pani jest taką osobą dosyć sensytywną z tego, co słyszę.
Jako dziecko miałam często, zwłaszcza jak chodziłam do kościoła, to miałam takie różne dziwne sytuacje i no to raz mi się zdarzyło, że poszłam do kościoła i bardzo się cieszyłam, bo ja wierzę w Boga, tylko no, kościół nie do końca. No, wiadomo, tu nie chodzi o kościół, bo ja szanuję, respektuję. Ja chodzę do kościoła, ale ja uważam, że czy ja pójdę na łąkę się pomodlić, czy na jakieś pole, czy w domu usiądę, się pomodlę. Bóg i tak mnie wysłucha i ja nie muszę chodzić do kościoła, żeby... I mnie Bóg i tak nie opuści, bo mnie Bóg nigdy nie opuścił. Bóg czy światło, czy energia. Ja to nazywam bardziej energią na dzień dzisiejszy. No ale są jakieś takie zjawiska, bo mówię, pamiętam, jak poszłam i się cieszyłam.
To był dzień Wielkanocy i nie chcę pan wyobrazić, ja wyszłam taka szczęśliwa z tego kościoła. Dziecko zostało wtedy z mężem, jeszcze byłym moim w domu. Ja idę i nagle nie wiem, skąd się pojawił przede mną gościu, ale on wyglądał tak, jakby on w ogóle nie był Polakiem. Miał brodę. On bardziej wyglądał mi na no, nie wiem.
I on do mnie powiedział: „I co się tak cieszysz? Myślisz, że do kościoła idziesz albo że wyszłaś z kościoła?. I już dalej nie usłyszałam. I ja się normalnie, aż mi się głupio zrobiło, bo ludzie szli wkoło mnie. Oni się na mnie patrzą. Ja do dzisiaj nie wiem, czy oni widzieli to, czy nie, bo jak ja się, on, ten gościu przyszedł przede mną, mówi to do mnie.
Przeszedł obok mnie. Ja obracam głowę. Nie ma go, bo ja po prostu chciałam zobaczyć, gdzie on idzie i kto to jest w ogóle. Ja tego nie znałam, tej osoby i tego nie było. A te osoby szły obok mnie i się patrzyły na mnie, jakbym nie wiem, z kosmosu spadła. Takie sytuacje miałam też i kiedyś, ponieważ ja lubiłam poznawać różnie, różne religie protestanckie, Świadków Jehowy również. I miałam też sytuacje, że sobie zażartowałam, że ten zły jest moim kolegą. Tak sobie powiedziałam i pan sobie wyobraża. Ja miałam wtedy chyba też to było, jak miałam chyba szesnaście, siedemnaście lat.
Wracam do domu, a tata mówi: „A ty co?. A ja mówię: „Co?. „Nikogo nie spotkałaś na klatce?. Ja mówię: „Nie. No, przed chwilą jakiś koleś był. Ja mówię: „Jaki koleś?. On mówi: „W czarnym kapeluszu i w czarnym płaszczu. Jak mi ojciec to powiedział, ja mówię: „Ile lat miał?.
A tata mówi: „Około trzydziestki. A ja byłam tak naprawdę dzieckiem jeszcze. Ja mówię: „Tata, nie mam żadnego kolegi. Ja to do taty mówiłam. Ja już się cała trzęsłam. Dostałam od razu ataku paniki, bo ja do głowy, to mnie w głowie miałam tylko jedno, że ten zły przyszedł. I teraz tak on przyszedł, zapytał się, czy ja jestem, mojego taty. Mój tata powiedział, że nie, że mnie nie ma. I poszedł. I ojciec mój za nim wybiegł i się pyta: „A czy coś przekazać?. A on mówi: „Proszę przekazać, że jestem jej kolegą i jeszcze kiedyś tu wrócę. No i to było na tyle. I ja potem już przestałam do tych Świadków Jehowy chodzić. I to tak u mnie wygląda. I ja miałam więcej takich. Też sny miałam też takie właśnie, że jak się coś złego pojawiało i nie wiem dlaczego, zawsze od razu się modlę i to jest zawsze Ojcze nasz albo robię znak krzyża i wtedy wszystko znika. To działa na pewno. Ta wiara chyba. Ta osoba podająca się za kolegę była widoczna wtedy tylko jeden raz i już więcej się nie pokazała?
Tylko jeden raz. Nigdy więcej nikogo nie... W kapeluszu i w płaszczu czarnym, długim. W życiu. No, taki dosyć, dosyć osobliwy wygląd. Sądząc po opisie, kto tak chodzi? Nie wiem. I to w ogóle najdziwniejsze. No bo to nie te czasy były, tak?
Trzeba patrzeć na to. No, tylko że ja to odebrałam, że ja to skojarzyłam niestety z tym, bo ja mówię i co powiedział? No, że jest twoim kolegą, tu wróci. Ja to skojarzyłam po prostu z tym, co ja powiedziałam. Nie wiem, godzinę wcześniej.
Wtedy jako dziecko to takie na żarty niby było i ja po prostu dlatego mam respekt i tak dalej do tych rzeczy. Lepiej się trzymać z daleka, nie? Że tak powiem. No, lepiej być uważnym, szczególnie z taką sensytywnością, jak pani wykazuje.
Powiem tak jeden by zazdrościł takiej sensytywności, takiej liczby różnych paranormaliów dziejących się w życiu, a ktoś inny, kto na co dzień też takich rzeczy doświadcza, no współczułby. No, najwięcej to no, ja już bez tego żyć nie umiem, bo ja pamiętam, że jak właśnie wtedy mi po tej ciąży mi zniknęło na parę, to później mi było smutno. Ja mówię, ale to wróciło i potem, krótko po tym mi to wszystko wróciło. Więc ja się cieszę, bo ja ogólnie kocham moje sny. No i też wiem właśnie, że ja często mam tak, że ja po prostu w tych snach wiem, że jestem. I w ogóle mi się wydaje, że tak jak czasami niektórzy ludzie, jak ja słucham niektórych audycji u was lub czytam książki lub słucham audycji u Rafała Nieradzika, to jak ja sobie pomyślę, jak ja w tych snach mam właśnie, że człowiek potrafi w sekundę powiedzieć wszystko, co ma na sercu i w ogóle nie używamy wtedy mowy. Tak? No bo to jest telepatycznie i możemy robić tam tak naprawdę wszystko, co chcemy, tylko żeby... Najgorsze jest to, że ja w tych snach czasami szkoda, że ja nie wiem, że ja się na przykład nie muszę bać, nie? Bo jak się coś dzieje, no to człowiek jednak się boi.... a tak naprawdę, no, zauważcie, że to są moje przemyślenia.
Ludzie, którzy mają podobne sny, może takie jak ja, powinni zauważyć, że zawsze się coś dzieje. Nawet jak ci ktoś krzywdę robi, to tak naprawdę nic ci się nie stanie. Zaboli cię to. Tobie się wydaje, że ciebie to boli. Ty masz te emocje, które są tu na ziemi. Boisz się, czujesz lęk, ale tak naprawdę tobie się krzywda nie zrobi. Ty możesz kogoś, nie wiem, rzucać kamieniami, nie wiem, zastrzelić go i tak ta osoba nie, nie umrze. Nic mu się, bo duszy nie, dusz... Jak to te przysłowie mówi na przykład, że my nie powinniśmy się bać duchów, tylko ludzi, to to jest prawda, moim zdaniem.
No, więcej szkody na pewno potrafią wyrządzić w naszym świecie ludzie żyjący fizycznie, tak? Tak. No i wydaje mi się, że takie właśnie najważniejsze rzeczy wszystko powiedziałam. Ja bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że nie opowiadałam jakoś chaotycznie, bo ja w ogóle się też denerwowałam. A nie ma czym.
No, ale cieszę się, bo ja się zabierałam do tego tak naprawdę długi czas, żeby do Was napisać. Długi czas. Ja potrzebowałam chyba co najmniej z półtorej roku. Ja już próbowałam napisać, ale jednak nie. No bo, no, ale może się komuś przydadzą moje historie. I tak jak ja wyciągam wnioski z innych historii, tak być może dzięki moim historiom ktoś będzie mógł dla siebie wziąć coś. To jest takie zawsze zrzucenie z siebie jakby pewnego balastu i niektórym ludziom rzeczywiście bardzo długo zajmuje zebranie się w ogóle na odwagę przed opowiedzeniem tych swoich historii. Także pani też jest bardzo odważna, muszę powiedzieć.
No, ale w sumie teraz się cieszę, że porozmawialiśmy. No, ktoś mnie wysłuchał, no to rozumie, tak? Bo to jest też ważne, żeby móc mieć z kim rozmawiać. Na szczęście mój mąż też potrafi mnie wysłuchać i tak dalej. I on też ma różne dziwne takie rzeczy.
No, miała pani szczęście trafić na człowieka z otwartym umysłem, tak? Który tak nie ocenia jak niektórzy. Dokładnie. I tak oto dotarliśmy do końca kolejnej w historii cyklu "Mówią Świadkowie" paranormalnej spowiedzi. Mieliśmy dziś okazję poznać kolejną osobę, która zebrała się na odwagę i opowiedziała o trudnych do wytłumaczenia zdarzeniach z całego swojego życia. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. A skoro już zahaczyliśmy o komentarze, to na koniec przypomnę tylko, że w audycji "Mówią Świadkowie" prezentowane są relacje osób, które opowiadają o swoich doświadczeniach, czasem pojedynczych, a czasem rozciągniętych na wiele lat życia, często nawet na całe dekady. Liczba takich doświadczeń sama w sobie nie przesądza o ich wiarygodności. Mówię to, ponieważ niektórzy z Państwa w swoich wpisach, szczególnie pod odcinkami takimi jak ten, stosują kryterium statystyczne na zasadzie: przeżyłeś zbyt wiele, więc jesteś niewiarygodny. Które to kryterium nie ma żadnych podstaw logicznych.
Zresztą proponuję, aby przed zamieszczeniem kolejnego takiego wpisu zastanowić się chwilę, ile państwo sami przeżyliście sytuacji, dla których nie znajdujecie logicznego i racjonalnego wyjaśnienia? I jak sami byście się czuli, widząc takie właśnie słowa pod publikacją opisującą Waszą historię? Zamiast zapytać, dlaczego ta osoba mogła mieć tyle doświadczeń o trudnej do wyjaśnienia naturze, niektórzy komentujący zakładają, jaka ta osoba musi być, co prowadzi do przyklejania etykietek: zmyśla, koloryzuje, pragnie atencji, ma zaburzenia psychiczne. Proszę państwa, jest to klasyczny, fundamentalny błąd atrybucji. Przytoczone przez rozmówcę zdarzenia tłumaczy się cechami przypisywanymi danej osobie przez słuchającego, a nie kontekstem jej życia, środowiskiem, wrażliwością, długim odcinkiem czasu i tak dalej. Proszę pamiętać, co zresztą pozwolę sobie jeszcze raz przypomnieć, że wielu rozmówców dzielących się swoimi historiami w tej audycji, opisuje zdarzenia z okresu dzieciństwa, dorastania, dorosłości.
Są to też często osoby bardziej uważne, wrażliwe, refleksyjne, nieraz wywodzące się ze środowiska, gdzie coś nietypowego działo się częściej niż przeciętnie. Chciałbym też jasno zaznaczyć jedną rzecz: w audycji "Mówią Świadkowie" nie akceptuję diagnozowania w sekcji komentarzy stanu zdrowia psychicznego moich rozmówców. Takie oceny, wystawione najczęściej przez jakichś anonimowych ekspertów z internetu, nie są rzetelną krytyką i nie mają nic wspólnego z merytoryczną dyskusją. W Radiu Paranormalium skupiamy się na relacjach i ich treści. Owszem, w archiwum Radia Paranormalium zdarzają się niekiedy rozmowy czy korespondencje, co do których mam podejrzenie graniczące z pewnością, że zdradzają wątpliwy stan umysłowy rozmówców. Jednak takich materiałów w podcaście "Mówią Świadkowie" nie prezentuję i prezentować nie będę, choćby po to, żeby nie wyrządzić szkody moim rozmówcom. I to tyle mojego przydługawego komentarza do komentarzy. Przypomnę jeszcze, że w punktach prasowych na terenie całego kraju oraz na platformie cyfrowej nexto.pl już niedługo pojawi się nowy, lutowy numer Nieznanego Świata, w którym jak zawsze znajdziecie Państwo wiele interesujących tematów, nie tylko paranormalnych. Mocno w tym numerze zaznaczyły swoją obecność wątki związane z UFO, szamanizmem i sztuczną inteligencją.
Zachęcam również do śledzenia kanału czasopisma na YouTube. Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelmal: Biuro Duchów, Piotra Cielebiasia: UFO Historie oraz Marka Żelkowskiego: Wehikuł Wyobraźni, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium i publikacji Nieznanego Świata.... A zapowiedzi kolejnych naszych audycji wypatrujcie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych.
Na stronie radia znajdziecie również pełne archiwum podcastów, bazę artykułów do czytania, a także forum i czata, na których możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Naprawdę, szanowni Państwo, warto czasem wyjść poza obszar tego, co w swoich aplikacjach serwują społecznościówki, takie jak Facebook czy YouTube. Dobrze czasem odwiedzić starą, dobrą, klasyczną stronę internetową i napisać coś na forum dyskusyjnym, bez oczekiwania, że odpowiedzi na nasz post pojawią się teraz, już, natychmiast, zaraz. Swoją drogą strona, na której działa dziś Radio Paranormalium, naprawdę jest stara. Jej początki sięgają 2004 roku.
Dwadzieścia dwa lata. Najpierw była mała strona, która z czasem zyskała nazwę Paranormalium. Potem pojawiły się podcasty, a w 2011 roku wystartowało radio. Taka to historia. A Państwo, niezależnie od tego, gdzie i na czym słuchacie naszych audycji, jesteście jej częścią. I za to Wam dziękuję. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów: stacjonarny - Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem.
Komórkowy - pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki "Kontakt" na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość.
Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Sięgnij już dziś po "Nieznany Świat".
Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. "Nieznany Świat", miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl.