Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy.
Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie, który tym razem wypełnią w całości relacje o obserwacjach UFO.
Najbliższe półtorej godziny spędzimy ze świadkami, którzy swoje relacje przekazali drogą telefoniczną. Usłyszymy opisy zdarzeń zarówno z Polski, jak i z zagranicy. Dwóch moich rozmówców prosiło o zmianę barwy głosu, zatem warto zaopatrzyć się w słuchawki lub włączyć napisy jeśli słuchacie Państwo tę audycji na YouTube. Na dobry początek relacja z Poznania o obiekcie świetlnym, który robił dziwne zygzaki na niebie pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
Wie pan co? To jest dosyć, no, no, no stara sprawa, bo to jest sprawa jeszcze z czasów, kiedy byłem praktycznie dzieckiem. Obecnie mam prawie że pięćdziesiąt lat, więc tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty ósmy albo osiemdziesiąty dziewiąty rok.
Wyglądało to w ten sposób, że po prostu wracaliśmy kiedyś z treningu z kolegą. Wieczorem, niebo rozgwieżdżone pięknie, miasto Poznań. No i rozma... Idziemy normalnie, rozmawiamy i nagle, wie pan co? Zauważyliśmy, że coś leci. Z naszej perspektywy to wyglądało, no, wiedzieliśmy, że krążą jakieś tam satelity i tak dalej. No, więc patrzymy, no dobrze, leci coś, prawda? Leciało to na takiej wysokości, że wydawało nam się, że leciało to dosłownie między gwiazdami gdzieś. Więc, no okej, spoko, patrzymy.
I w pewnym momencie to się zatrzymało i zmieniło trajektorię lotu, powiedzmy o dziewięćdziesiąt stopni. Odbiło w inną stronę. Nagle się zatrzymało, zmieniło trajektorię lotu, powiedzmy czterdzieści pięć stopni z powrotem i trwało to, no, dobre piętnaście, dwadzieścia minut, po czym po prostu poleciało. Wie pan co?
Wtedy nie istniały drony, bo drony, no, no wiadomo, rzecz taka bardziej świeża, a to dosłownie wyglądało, znaczy, no, ruch drona, po prostu. Lot, zatrzymanie się, zmiana trajektorii pod, pod takimi kątami, że to jest niewytłumaczalne dla mnie, prawda? To nie było normalne. Z naszej perspektywy, tak jak powiedziałem, to wyglądało jak kropka, jak gwiazdka. Jak jedna z tych gwiazd, które były na niebie.
Leci, zatrzymuje się, zmienia trajektorię lotu pod naprawdę pod takimi kątami, że no, ciężko mi powiedzieć, że to mogło być coś innego. Teraz mógłbym powiedzieć, że to latało jak dron, tylko że dziewięćdziesiąt... że to był tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty ósmy rok.
No i w ogóle na tamte czasy to była dosyć taka nietypowa obserwacja. No, dzisiaj zdecydowanie takie obserwacje świateł różnych, robiących jakieś zygzaki czy inne manewry dominują. Natomiast w tamtych czasach jeszcze nie były to zbyt częste zdarzenia, prawda? No, raczej tak. Raczej tak. I tak jak powiedziałem na początku, to dosłownie było na takiej wysokości, że wydawało nam się, no, w pierwszej chwili myśleliśmy po prostu, że to jest jakiś satelita, tak? I nagle się zatrzymuje, leci w zupełnie innym kierunku, zatrzymuje się, cofa się.
I trwało to około dwudziestu minut. Więc wie pan, przede wszystkim tak, ja takimi rzeczami się za bardzo nie interesuję. No, jeszcze kiedyś w dzieciństwie oczywiście tak, ale wie pan, życie normalne trochę weryfikuje, więc po prostu ja jestem oderwany od tego typu tematu, co nie oznacza, że nie wie pan, że nie wierzę. Mam tam jakąś teorię swoją na, na, na tego typu rzeczy, ale po prostu chciałem się podzielić, bo kolega powiedział, że prowadzicie państwo taką audycję, że dużo ludzi zgłasza się do państwa i mówi, że widziało, nie wiem, różne dziwne zdarzenia, różne dziwne rzeczy. Już w tamtych czasach ja coś takiego widziałem i, i zapadło w pamięć niepowtarzalne i nigdy więcej w życiu czegoś takiego po prostu, nigdy później tego nie widziałem, czegoś takiego.
Jeżeli dobrze pamiętam, pan to obserwował razem z kolegą, z którym pan wracał z treningów, prawda? Rozmawialiście później może, czy też podczas tej obserwacji wymienialiście się jakimiś swoimi spostrzeżeniami, co to mogło być? Jakimiś interpretacjami? No, oczywiście.
Pierwsze, co wpada do głowy: UFO. Pierwsze, co wpada do głowy, prawda? Bo, no, no, no, tak jak powiedziałem, nie było innego wyjaśnienia, tylko NOZ - niezidentyfikowany obiekt latający. Dosłownie! Za wysoko. Zmiany trajektorii lotu pod takimi kątami, co jest po prostu niemożliwe, żeby to był, nie wiem, samolot, czy mógłby to być, nie wiem, no, nie wiem. Cokolwiek, prawda? Na pewno żadne światło wysyłane z Ziemi to też nie było, bo leciało to, tak jak już mówiłem, między gwiazdami. Dosłownie tak wysoko, tak daleko. Tak to właśnie wyglądało. A tak na oko, na jakiej wysokości mógł ten obiekt się znajdować? Jest pan w stanie coś jakoś tak szacunkowo podać?
Szacunkowo to było jak między gwiazdami. Dosłownie. To leciało między gwiazdami. To było tak wysoko, jak latają to... Nieraz można zaobserwować, prawda, że leci jakaś, jakiś satelita czy coś. To jest bardzo, bardzo wysoko, o wiele wyższy pułap niż samoloty. Powiedzmy sobie coś tam leci, prawda? Leci, leci, leci, leci, leci, leci i gdzieś nam znika za horyzontem. Takie coś obserwować można często, gęsto i wiadomo, że to się zdarza, ale nigdy później się nie zdarzyło, żeby po prostu ten obiekt mógł się zatrzymać, powiedzmy, cofnąć, znowu się zatrzymać.... znowu zmienić trajektorię, znowu się zatrzymać, znowu zmienić trajektorię. I tak sobie jak rozmawialiśmy wtedy, no to, to pierwsze, co nam w ogóle wpadło do głowy, to to, że jakie to muszą być przeciążenia, tak?
Bo byliśmy, powiedzmy, wtedy mieliśmy, kurczę, musiałbym to obliczyć. No, siódma klasa podstawówki gdzieś tam. Także jakieś tam pojęcie już na temat tego, że to jest awykonalne. Prędkość na pewno duża, na pewno duża, bo to po prostu to śmigało.
Leciało bardzo szybko, zatrzymało się, znowu zmieniło. Znowu, znowu, znowu. Niemożliwe, żeby po prostu to było cokolwiek wyprodukowanego na naszej planecie. Niemożliwe! Takie rzeczy po prostu wtedy nie istniały. Teraz są drony i wiadomo, jak się steruje dronem. Też dron leci, zatrzymuje się, może zmienić trajektorię lotu, cofnąć się, polecieć w prawo, w lewo, góra, dół. A to właśnie tak latało bardzo, bardzo wysoko.
No, dron na zatrzymanie się potrzebowałby też troszeczkę jednak, jednak tą chwilkę czasu, żeby wyhamować, prawda? Może wyhamowywać, tak? A to po prostu stawało. To jest z mojego punktu widzenia niemożliwe. Niemożliwe po prostu, żeby coś leciało z tak dużą prędkością, zatrzymało się i nagle mogło skręcić pod takim kątem. Nie ma takiego czegoś. Nigdy, no, no nie słyszałem, żeby coś takiego kiedykolwiek mogło być. Później, z czasem weszły jakieś tam zainteresowania odnośnie właśnie UFO i tak dalej. Zainteresowania.
No wiadomo, dzieciaki łakną wiedzy. Wiedza nie była jeszcze wtedy tak dostępna, nie było internetu, nie było. Były tylko książki i były tylko jakieś programy publicystyczne w telewizji, jakieś Kinooko czy coś tam. No to wiadomo, śledziło się takie rzeczy, ale nie było tego tak dużo, jak teraz.
A ten obiekt jakoś pod koniec obserwacji, nie wiem, zniknął czy odleciał? Czy coś się z nim stało? Po prostu odleciał. Po prostu odleciał. Tak odleciał daleko, że już go nie było widać. No to rzeczywiście, to dalece wykracza poza możliwości naszej, nawet dzisiejszej technologii, a co dopiero w tamtych czasach. To było jakoś, obserwowaliście to w godzinach takich popołudniowych, jak rozumiem, tak?
Nie, wieczornych. To był wieczór, to był wieczór. Było zupełnie ciemno, bo to był okres taki jesienno-zimowy, więc po prostu było to widać idealnie na rozgwieżdżonym niebie. Po prostu jakby jedna z gwiazd leciała, zatrzymywała się, skręcała, leciała, zatrzymywała się, skręcała i to naprawdę były takie kąty. Kąt pod kątem ostrym, kąt prosty. Niemożliwość.
Niemożliwość, żeby w środku ktoś mógł być w środku, powiedzmy i wytrzymać to przy tak dużej prędkości. Bo wie pan co? To się bardzo szybko poruszało. Samolot, powiedzmy, jak leci, wiadomo, że on leci szybko, tak? Jego prędkość. Sam leciałem nie raz, także wiem po prostu. To jest bardzo duża prędkość i samolot leci, leci i powiedzmy, tym ruchem jak dostanie prosto liniowym i leci w jakąś tam i leci, leci, leci, leci, znika. A tu było o wiele szybciej. To leciało, stawało, skręcało, zatrzymywało się, stawało, znowu skręcało. Magia, normalnie magia.
Nie było w ogóle widoczne takie jakby spowolnienie przed zatrzymaniem się, tak? Nic nie było, nic, nic takich rzeczy. To jest właśnie to. Wie pan, ja już później ogólnie, to no wiadomo, jakieś Roswell czy katastrofy, czy, czy jakieś tam te Strefy 51, to, to gdzieś tam to wszystko się tam przewijało w jakiś tam może, nie wiem, tam to się przeczytało coś, to się tam łyknęło jakąś informację, jakieś programy i tak dalej, ale o czymś takim no nie, to nie było żadne latające cygaro, żadna kula, żadne tam jakieś kule, które się unosiły tam, co nieraz niekiedy ludzie obserwują, wie pan, jakaś duża kula, która powiedzmy gdzieś tam wisi, później odlatuje czy coś. Nie. To było tak daleko, że nam się wydawało, jakby to po prostu była jedna z gwiazd. Normalna, jasna kropeczka, która przesuwa się na wieczornym niebie.
Rozumiem, że tam tylko wy byliście. Nie było żadnych, jakichś innych potencjalnych świadków, tak? Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. Tylko my to widzieliśmy. Prawdopodobnie. Chyba że ktoś to widział z jakiejś innej perspektywy, o czym to absolutnie nie mam pojęcia, bo to było w takim miejscu, wie pan, to było... Widoczność była bardzo dobra, ponieważ teren, przez który my szliśmy, wracaliśmy z lasu, z treningu w lesie. Nie mogło być to żadne światło wysyłane z ziemi czy coś takiego. No nie, niemożliwe. Po prostu niemożliwe. Nie było żadnego snopu światła, nic się za tym nie ciągnęło nawet tak, jak powiedzmy, samoloty zostawiając za sobą jakieś tam smugi czy coś. Nie, absolutnie nic takiego nie było widać. Fakt, że niebo było czarne także. No z możliwych interpretacji ja kiedyś słyszałem, że cząsteczki helu w określonych, prawda, warunkach potrafią emitować światło, ale nie wiem, czy potrafią się w taki sposób jakby zachowywać, tak się przemieszczać z taką prędkością i jeszcze pozostać cały czas widocznym, tak?
Tak, dosłownie. No, wie pan, naprawdę pierwsze, co się rzuciło nam do głowy, to UFO. I teraz najlepsze, wie pan, nawet o tym nie rozmawialiśmy, przecież i tak nam nikt nie uwierzy. No, wie pan, jak ja bym teraz do kumpli poszedł, powiedzmy, po co mówić to? I zaczął opowiadać z tym drugim kolegą, że widzieliśmy to i to. No, to kurczę, kupa śmiechu, nie? No po prostu, nie? Także w ogóle o tym nikomu prawie że nie mówiłem.
Prawie że nie wiem, może gdzieś tam podczas jakiejś rozmowy z kimś, gdzieś tam wspomniałem, że widziałem coś takiego, ale żeby zgłębiać temat czy coś, no, no nie za bardzo.... Kiedyś była taka sytuacja, że u mnie w mieście chłopak złożył relację i ona była opisana w gazecie normalnie, w Głosie Wielkopolskim.
Była opisana, że widział lądowanie. My naprawdę tam bardzo sceptycznie podchodziliśmy. Znaliśmy, znaliśmy chłopaka, chodził do naszej szkoły podstawowej. Uważaliśmy, że to była równa bzdura, nie? Kompleta bzdura. Chłopak chciał zabłysnąć, nie? Za to, jak my to zobaczyliśmy coś takiego, to mówimy: kurczę, ojejku, nie? No, to się zmienia perspektywa.
To się zmienia w tym momencie perspektywa, tak? Ale ten, ja i tak mam w ogóle swoją teorię na temat UFO, nie, i w ogóle na temat gatunku ludzkiego. Jestem ateistą, nie wierzę, że istnieje Boga, nie wierzę w Boga, diabła, szatana i nic z tych rzeczy. Nie wiem. Po prostu nie. Nie, nie, nie. Ja uważam, że nas tu przywieziono, nas wyhodowano. Znaczy, wyhodowano nas na tej planecie. Nie pochodzimy... To takie jest moje przekonanie, że raczej nie pochodzimy z ewolucji, a raczej bardziej z, po prostu, że nas wyhodowano. Ktoś, gdzieś, skądś. No, wielu badaczy i, i też osoby interesujące się tak ogólnie ufologią, myślę, że podzielają pana pogląd, że jesteśmy jakby obserwowani, jesteśmy jakby takim przedmiotem takiego eksperymentu czy czegoś. Przypomina mi się taki wątek, o którym dosyć szeroko pisał Arnold Mostowicz, że chociażby ta słynna przeprawa Mojżesza, trwająca czterdzieści lat, a choćby pieszo do zrobienia w kilkadziesiąt godzin, była takim właśnie efektem jakby eksperymentu prowadzonego przez kogoś wyżej, prawda?
Jest możliwe. Akurat nie jestem tematu, ale jeżeli pan tak mówi, to tak może być. Może być, może być. Dlaczego inne gatunki nie ewoluowały? Dlaczego inne gatunki stoją w miejscu? Dlaczego Homo sapiens na przykład, kiedy zestawiono z Neandertalczykiem, dlaczego Neandertalczyk nie zmieni się w Homo sapiens? Człowiek z Cro-Magnon to człowiek z Cro-Magnon, tak?
A Hu, a Neandertalczyk to Neandertalczyk. To jest praktycznie podobne, ale zupełnie inny gatunek. Jakby, prawda? I to naprawdę daje dużo do myślenia. Danikena kiedyś czytałem, wie pan. No, generalnie zacząłem jak, nie wiem, większość może dzieciaków w tamtych czasach od lądowania w Andach, od takiego komiksu. I później poszła ta cała seria i tak dalej, oparta właśnie na teoriach Danikena. I Danikena, no, no, no, no, zgłębiłem też, tak. No, ciekawe, śmiałe, odważne teorie, także płyta z Valeńkę i tak dalej. To wszystko po prostu jakoś to tak sugeruje, że faktycznie gdzieś te cywilizacje mogły mieć kontakt z czymś, co po prostu, no, przekracza, tak, możliwości techniczne ludzi tamtych czasów.
Coś musiało wyjątkowego się wydarzyć, że następowały te takie skoki w naszym rozwoju technologicznym, tych cywilizacji, tak? Jest to, jest to też prawda, tak? Że później następowały te zatrzymania i skoki. To też jest fakt, nie? Także wie pan, nie jestem sceptykiem. Uważam, że istnieją, że są po prostu. A czy oni nas dalej nadal odwiedzają? No, bardzo możliwe, tak? Jakieś coś tam nadal się słyszy, że jakieś powiedzmy, nie wiem, ten kraj odtajnia jakieś dokumenty, ten kraj odtajnia jakieś dokumenty. Ja tego nie śledzę, bo po prostu nie interesuję się tym. Nie mam na to czasu. Za dzieciaka, za, jak byłem takim małolatem, miałem na to po prostu więcej czasu. Teraz rodzina, praca, to tam zupełnie odbiega i, i nie jest to jakieś tam moje hobby, ale nie jestem sceptycznie nastawiony. Jestem bardziej skłonny właśnie twierdzić, że naprawdę nas tutaj wyhodowano. Stworzono nas, nasz gatunek i zasiedlone nami po prostu tą planetę. Także, wie pan, mogą być blisko, mogą być daleko, mogą być praktycznie, no, jest nieograniczone możliwości do układu słonecznego i do naszej galaktyki. To coś, gdzieś może być, ale dlaczego się nie kontaktują? Jak pan myśli?
No, patrząc na to, jakie wojenki między sobą tutaj na poziomie międzynarodowym toczymy, to ja bym się bał kontaktować z takim gatunkiem. Wie pan co? Wie pan, co by się wtedy stało, jakby upadły wszystkie religie na świecie? Z czym by się mogło to wiązać? To by było po prostu, wie pan... Ja uważam, że religię człowiek wymyślił tylko po to, po prostu wymyślił, prawda? Wymyślił w celach kontroli drugiego człowieka.
Także, także wszystkie te mity i tak dalej, które faktycznie się łączą. Bo ja kiedyś się bardzo interesowałem ogólnie religiami, więc one są wszystkie do siebie podobne, wszystkie mają bardzo podobne wątki. To jest tak, jakby, nie wiem, zacząć od początku, od religii mezopotamskiej, starej Mezopotamii.
Wszystkie te, bardzo dużo to przechodziło na inne jakieś kultury, ich wątki religijne, te mitologiczne, bo przechodziły, zostały trochę pozmieniane. Bardzo dużo części wspólnych, także no, coś w tym jest.
Teraz cofniemy się jeszcze bardziej w czasie, gdzieś do przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, gdyż z tego okresu pochodzą dwa zdarzenia, których opisy przekazała jedna ze słuchaczek. To już jest szczątkowa opowieść, a nie chciałabym, żeby to zupełnie zaniknęło.
Kiedyś szukałam też kontaktu, no, jeszcze jak więcej pamiętałam, bo teraz to jest jakby, że tak powiem, biorę tą opowieść z pamięci wtórnej, czyli to, co zapamiętałam, że tak powiem, jakbym nauczyła się na pamięć, o! Ale to, co na pewno pamiętam, to, to były światła, punkty świetlne. Jak byłam swego czasu na autostopie, to był rok osiemdziesiąty albo osiemdziesiąty pierwszy. Byłam z grupą: moi bracia, ja. I pamiętam, tak jak próbowałam sobie to odtworzyć, tą trasę, to prawdopodobnie jechaliśmy ze Szczecina do Błot Karwieńskich.
Jak potem sprawdziliśmy na mapie, bo ten nocleg zamówiliśmy u chłopa po prostu na polu, a wiem, że drogowskaz tam, kierunkowskaz też był na Żarnowiec, czyli tam, gdzie miała się budować ta elektrownia. Takie były plany w tamtych czasach. To też, jak mówię, osiemdziesiąty albo osiemdziesiąty pierwszy rok. Raczej to mógł być osiemdziesiąty pierwszy, bo w osiemdziesiątym to jeszcze jechałam do Jugosławii. To był być może właśnie ten następny rok, może sierpień. Przypuszczam, że to był sierpień, że tak mam zakodowane. No i teraz, już zmierzając do samej obserwacji-... To było około godziny dwudziestej drugiej dwadzieścia. Ja to kiedyś zapisałam nawet na serwetce kawiarnianej. Zapisałam czas, właśnie miejsce. No ale ta serwetka, wiadomo, gdzieś umknęła z czasem, yyy, bo minęło wiele lat przecież. Było nas co najmniej kilku świadków, w tym ja. Ja pierwsza zobaczyłam te światła. Siedzieliśmy przy ognisku na takim wzniesieniu, na górce. Obok był nasz namiot czy tam namioty. Ognisko palące się, czyli twarzą siedziałam do ogniska z prawej strony, a nadlatywało to z lewej strony, czyli tak jakby od Szczecina. No, nie wiem, teraz tego właśnie nie mogę sobie uzmysłowić. I to było czterdzieści kilka punktów świetlnych, które zmieniały się w takie konfiguracje geometryczne. To było niesamowite. Światła takie jak żarówka w kolorze. Nic, że tak powiem, nadzwyczajnego w efekcie. Natomiast te konfiguracje to było coś, co po prostu zapadło mi w pamięć i od tej pory, czyli od tego roku osiemdziesiątego pierwszego, no, interesuję się rzeczywiście tymi zjawiskami i tą całą, no już dużą, bogatą literaturą ufologiczną w miarę możliwości. Też poszukuję tego, żeby natrafić na opis właśnie tego wydarzenia, ale nigdzie nie znalazłam w żadnych źródłach. Ostatnio pytałam mojego brata, jak on to widział. On tymczasem mówi: "Co ty, co ty? On mówi: Przecież to był trójkąt". To była taka jakby trójkątna masa, czyli statek NOL z trzema punktami świetlnymi. Ja może go trzy tygodnie temu pytałam, że chcę zgłosić, że właśnie jak on to widzi i on mi mówi o tym trójkącie. Potem, jak on mi to opowiedział, znaczy odpowiedział jednym zdaniem w zasadzie, to zaczęłam sobie to uświadamiać, że być może płynął też ten NOL, czarny NOL ze światłami zielonymi i czerwonymi, na przemian zmieniającymi się. Tyle że ja miałam to jakby wymazane z pamięci.
Dopiero jak on mi to powiedział, to ja w tej pamięci to przechowując gdzieś w tej głębokiej pamięci, widzę to w tej podświadomości tego, co zapamiętałam. Wracając do tych świateł, tych konfiguracji, to pamiętam, że były dwie linie równoległe, od których zaczęłam tą obserwację i ja krzyknęłam tam wtedy przy tym ognisku: Patrzcie! No i zaczęliśmy to w takim, w takiej niemej obserwacji, to oglądając, taka cisza była przy tym niesamowita.
To niebo, pamiętam, było takie bardzo ciemne i te światła na tle tego nieba wyglądały fantastycznie. No, zjawiskowo po prostu i, i... No, nie z tego świata to było na pewno. Te dwie linie równoległe przekształcały się w różne konfiguracje. Kolejna konfiguracja, którą pamiętam, to był krzyż równoramienny z tych świateł i różne inne. To się na tyle przekształcało i jakby przepływało nad las, na te błota karwieńskie. Po tej obserwacji widzimy, że ta łuna świetlna z tych świateł to pozostała ta łuna świetlna na tych błotach. Tymczasem znowu ja zawołałam, że chodźmy, może przez ten las będzie coś więcej widać.
No i rzeczywiście pobiegliśmy przed las, który był, tak trzeba było zbiec z górki i nieopodal był ten lasek. I ten lasek był nie do przebrnięcia. Nie można było się przedostać nawet przez pierwsze gałęzie, przez pierwsze absolutnie musieliśmy wrócić. To było jakby, nie wiem, jakaś blokada. No, trudno powiedzieć, ale wróciliśmy na górkę i obserwowaliśmy jeszcze to zjawisko do świtu. Już nam się to znudziło. Już po prostu nas to zmęczyło. Z tym że jeszcze w trakcie tej całej obserwacji jedna, tak, jeszcze była koleżanka z bratem. Ten kontakt to był taki wakacyjny. Zrobiła zdjęcie. Zrobiła zdjęcie tego NOL-a, właśnie, tego czegoś. I bardzo ją usilnie prosiłam, żeby mi to zdjęcie dała. Ona mi po jakimś czasie przesłała to zdjęcie. Okazało się, że tam jest tylko taka plazma. Nic poza tym, że ona już twierdziła: nic tam nie ma, nic tam nie ma. Ja mówię: ale daj mi to, daj.
Taka jakby biała, wielka, bezkształtna plama pośrodku zdjęcia. Coś tego typu? To było czarno-białe zdjęcie, bo w tamtych czasach nie mieliśmy nawet kliszy kolorowej. I na tym zdjęciu rzeczywiście była tylko taka jakby rozświetlona, no, taka... Bezkształtne coś, takie podłużne bardziej. To tyle tego zdarzenia, co pamiętam, a już i tak, no, naprawdę, no, z całą starannością, ile mi się dało przechować to zdarzenie w pamięci, to rzeczywiście ono mnie wyposażyło, że tak powiem, na dalsze życie, na dobre i na złe, żeby to życie przeżywać w taki sposób, wiedząc, że coś jest poza, a nie słuchać tych, co mówią, że ziemia się kończy za horyzontem, no, na tej zasadzie.
...Jak rozumiemy, pozostali świadkowie też to zauważyli. Jaka była ich reakcja i Pani w momencie zobaczenia tej grupy świateł? Oni się nie interesowali potem. To znaczy reakcja była taka, że następnego dnia...
Ich reakcja? No właśnie, nie było ich reakcji. Ja tylko jak mogłam, to jeszcze pytałam ludzi. Gdzieś byliśmy w jakimś miasteczku następnego dnia, bo się przemieszczaliśmy już tym autostopem jeżdżąc. Pytaliśmy, może nad morze jechaliśmy wtedy. No, nie wiem, już teraz trudno mi. W każdym razie pytałam ludzi, którzy bardziej byli zainteresowani wyjazdem do Szwecji, czy, no, wtedy ludzie raczej jechali już na zawsze. No, ale pytałam takich ludzi, których tam spotkałam gdzieś po drodze, czy widzieli to.
Tak, tak, były jakieś światła, były jakieś światła. Tak, potwierdzali, były. I ktoś nawet chyba to zgłosił do jakiejś gazety, ale to upadło. A może to... Tak, jakaś pani, tak, była taka pani, która mówiła, że chciała to zgłosić do jakiejś gazety, ale to jakoś tam nie było zainteresowania. No, to takie były czasy.
A rozmawialiście później w gronie takim swoim o tym, co zobaczyliście? Czy Wasze wspomnienia jakby się pokrywały? Czy były jakieś rozbieżności? Nie było takich ustaleń, niestety, bo te osoby, tudzież moi bracia, do tej pory ja mówię: "No to słuchaj, do brata dam kontakt do tego pana, no to może coś opowiesz też, tak? Jakby ten pan do ciebie". "Dobra". No, nie wiem. Ja w każdym razie o tyle tylko ustaliłam, że był ten trójkąt, też ten NOL taki materialny. Znaczy, brat zauważył oprócz tych świateł, ten trójkąt, tak?
Nie wiem nawet, czy zauważył, czy te światła były. On mówi tak enigmatycznie, że trudno z nim. Nie wiem, czy na nich to wpłynęło aż tak bardzo, jak na mnie w każdym razie. Było, to było. Nie było, to nie było. No, na tej zasadzie to było.
No, UFO jak UFO. Po co drążyć temat, nie? Tak, otóż to. Chociaż ja najbardziej naprawdę mnie to zakręciło, ale o tyle, że od dzieciństwa mój tata, jak mi opowiadał o duchach, ja miałam straszny z tym problem, bo światło gasło w PRL-u bardzo często. Siadało się do stołu, mama coś gotowała, a przy świeczce tata opowiadał.
Było fajnie, a potem musiałam iść do swojego pokoju spać. No i to był koszmar. To całe dzieciństwo tak miałam, że strasznie się bałam tych duchów, bo to o duchach było opowiadane. No to, że się zakradnie, że przyjdzie, że... No, na tej zasadzie. I to były męczarnie, które, no, doprowadziły mnie do jakiejś, nie wiem, w młodości już ciągle się jeszcze bałam, ale jak zobaczyłam to UFO i poczytałam sobie tą literaturę, to stwierdziłam, że duchy to jest nic. To nie mam się czego bać, bo to wszystko jest właśnie, to wszystko jest i to trzeba przyjąć do wiadomości. Zmieniłam po prostu swój tok myślenia.
Tutaj, mając na względzie to, że brat jeszcze zauważył ten trójkąt, można odnieść wrażenie, że tutaj się pojawiły jakby dwa rodzaje obiektów w jednym miejscu, tak? Tak. To znaczy ja coraz bardziej... To tak, jakbym miała świadomość zablokowaną do tej pory, bo naprawdę on mnie zaskoczył tym, że on powiedział: "Przecież był trójkąt materialny". I ja go widzę teraz. Ja z tej podświadomości swojej go wygrzebałam, ale dlaczego ja o nim nie pamiętałam przez całe życie tylko o tych światłach? Bo jeszcze mam kolegę, który bardzo, znaczy miałam tego kolegę swego czasu, jak studiowałam, no to gadaliśmy na te tematy. No i że ja widziałam to, a on jakie są fascynujące właśnie w literaturze przypadki. To jeszcze rozwijaliśmy te tematy. No, też tak w kręgach, no, było parę, jak trafiła się taka osoba, to było super, która też rozumiała właśnie, a też interesowała się tym. Takich osób było bardzo mało i mój brat też chyba nie należy właśnie do takich osób, żeby się fascynować tym. A tak mniej więcej, ile ta obserwacja mogła trwać, całe to zdarzenie? Rozumiem, że można to liczyć w godzinach, prawda?
Tak, obserwacja cała trwała kilka godzin. Od dwudziestej drugiej, bodajże dwadzieścia, jak pisałam na tej kartce, do trzeciej rano, jak już świtało. No to może już czwarta była rano. Już nie pamiętam, ale że to był sierpień, mi się wydaje, to, no to właśnie ten świt był taki wczesny, taki blady świt, a te światła cały czas tam ta łuna była.
Tego światła, taka łuna właśnie duża, bo z tej górki łatwo było zobaczyć. No, ale liczyłam na to, no, wtedy liczyliśmy na to, że to wróci, że coś jeszcze będzie, że oni wystartują, że... No, wtedy faktycznie to tylko o tyle, że na bieżąco, tam obserwując, chcieliśmy zobaczyć, czy będzie jakaś kontynuacja tego i co to jest w ogóle, czy coś jeszcze z tego będzie.
No, ale to tak się zachowało, że ta łuna sobie była, tak jakby no, mieli coś tam do zrobienia. No, a światła robiły swoje. Niespecjalnie się przejmowały, że ktoś je może widzieć, tak? Tak. I światła i ten NOL z tego wynika. No bo co by same światła pędziły sobie? Znaczy nie, nie pędziły absolutnie.
One płynęły w bardzo majestatycznym ruchu. To było tak właśnie-...płynnie i manifestacja była tego rodzaju, żeby pokazać, no, demonstracja tej geometrii. To było niesamowite! Te punkty świetlne, jak ja je zdążyłam naliczyć, ponad czterdzieści było ich.
Przemieszczały się w takie konfiguracje geometryczne. Z tym, że nie pamiętam już innych. A ten krzyż zapamiętałam i te dwie linie równoległe. To cały czas się przekształcało. O tyle to było właśnie fascynujące.
No, to musiałyby być światła sterowane przez jakąś inteligencję, a pamiętajmy, że to były przecież lata osiemdziesiąte, więc o dronach nikomu się nie śniło. Samoloty też raczej odpadają. Absolutnie nie, ani, ani ruskich szpiegów też. Przepraszam, tutaj. No nie, nie było. Nie, nie, to na pewno nie z tego świata były te światła.
Przenosimy się do roku 2016. Wtedy to jeden z Polaków pracujących i mieszkających w Belgii zaobserwował coś bardzo osobliwego na niebie nad miejscowością Zeebrugge. Do tej relacji załączony będzie szkic wykonany przez mojego rozmówcę.
No i proszę pana, dalej no, życie się toczyło. Powiem panu, co dalej w 2016 roku, ponieważ obecnie mieszkam teraz w Belgii. Nadmorska miejscowość Zeebrugge. Na początku wynajmowaliśmy, ja wynajmowałem po prostu pokój. Jedno takie starsze polskie państwo wynajęło cały dom, no i potem dzieliło to na pokoje i wynajmowało jeszcze dalej tam dla Polaków, nie? No i mieliśmy zasadę, że po prostu, no, nie palimy w domu. Mamy ogród, wychodzimy na ogród. Na ogrodzie sobie paliliśmy. No, papierochy. No niestety, no całe życie są ze mną.
Także no, ciężki nałóg. Tam raz czy dwa próbowałem rzucić, no ale jakoś nie umiem. Siedzimy na ogrodzie. Mój kolega współlokator. "Chodź, idziemy na fajkę". To była gdzieś dwudziesta druga. Po dwudziestej drugiej to już było po zachodzie słońca, ale było jeszcze widno.
No, jasno. No taki, taki podwieczór. No, tutaj Belgia, no, bardziej jest Morze Północne. Tutaj, tak jak zawsze, czy rozmawiałem z rodziną przez komunikatory internetowe, no to właśnie byli w szoku, że u nas, znaczy, no, że w Polsce, u nas ciemno, tutaj jeszcze jest tak jasno. No, jest tak, takie przesunięcie czasu, no nie wiem, z godzinę, półtorej zachodzi słońce później niż w Polsce. No i tak gdzieś właśnie była dwudziesta druga. No i poszedłem.
Zszedłem, pamiętam, na, na podwórko, znaczy na ten ogródek z moim komputerem, bez telefonu. I co właśnie żałowałem, że to nie było telefonu. Siedząc, paląc papierosa, wydmuchałem, żeby po prostu nie dmuchać koledze, co siedział przy stole za mną na ogródku. Siedzieliśmy przy ścianie domu, żeby po prostu nie dmuchać na niego, to dmuchałem sobie do góry.
No i któregoś razu wziąłem peta do buzi, wydmuchałem do góry. No i zobaczyłem sam narożnik tego statku. Jak wystrzeliłem, jak... musiałem wyjść troszeczkę, odejść od naszej chałupy, żeby go zobaczyć w całej okazałości. Się tak powoli poruszał.
Był tak ogromny, proszę pana, ale to było takie wielkie. Wielka "V-ka" ta jakby leciała. Kąt rozwarty w takiej formie V. To nie był trójkąt, tylko taka fałka w środku, pusty, szaro-brązowo, taki matowy, szaro-brązowy, taki ciemny, zacieniony. No bardzo to było wielkie. Cisza nastała, jak to nieraz właśnie w tych, co teraz oglądam, znaczy słucham pana, panów rozmówców wcześniejszych. Ktoś mówi, świadkowie tą serię. Czyli było bardzo podobnie, tak jak właśnie ludzie nieraz opisują to. Cisza nastała. Nie było słychać nic, cichutko, tylko to było nad ziemią. To było gdzieś może z siedemdziesiąt, osiemdziesiąt metrów. Tak sobie próbuję to zwizualizować z tego względu bowiem, bo pracowałem przy lampach kiedyś ulicznych. No i lampy są na wysokości dwanaście metrów. No to tak razy gdzieś pięć, sześć. No, gdzieś takie właśnie siódme, ósme piętro, może dziewiąte w bloku wieżowcu. To było nad Zeebrugge. To było tak wielkie, tak ogromne. Ja spojrzałem na mówię: ", chodź, zobacz to".
No, wstał. No, on akurat był wtedy pod wpływem alkoholu. Dość dużo. Ja akurat mam spokój z tym nałogiem alkoholu. Nie tykam, nie tykam w ogóle. I no, na to spojrzał. Ja na to spojrzałem i drugim razem ja chciałem po prostu, no, mówię: "No, nie mam telefonu. No co? Komputerem bym zrobił zdjęcie". No, jest niby ten aparat, ale ja wiem, zanim to odszukam, jak to można było zrobić? No i tylko tak tyle, co spojrzałem, czy jakiś telefon, czy jego telefon nie jest czasem na tym stoliku. No i wtedy to znikło. Proszę pana, to było tak ogromne, ale to ja kiedyś to rysowałem. Wziąłem sobie na Google Maps naszą tą okolicę i chciałem tak sobie po prostu rysikiem na tym Google Maps tak zaznaczyć mniej więcej, gdzie to było. To jak to było? Wisiał jeden róg, to jakby powolutku się przesuwał. Był nad naszą chałupą. No to drugi, druga strona tego tak jakby statku, to musiała być już praktycznie gdzieś tam przy porcie, za stacją policyjną. To było w ogóle nad stacją policyjną, przy terenie militarnym.
My tam mieszkaliśmy. Wielki, ogromny statek. Ja nie wiedziałem, że w ogóle takie coś mi się zdarzy widzieć. No, nie wiem, jak to opisać. Na drugi dzień co prawda próbowałem powiedzieć to reszcie domowników, bo tam niektórzy już spali, niektórzy byli tam w pracy. Pamiętam, że to była niedziela. To wiem na pewno, bo na drugi dzień właśnie był poniedziałek.
To akurat mi się też ustaliło od 2016 roku, że to była niedziela. W tym, co widzieliśmy, ten statek. Wielkie, ogromne. Co jeszcze z charakterystycznego, co zauważyłem? Pod spodem były takie niebieskie, niebieskawe światła. Ale to było, wie pan, jak nieraz się patrzy, właśnie teraz mam nawet zapalniczkę.
Jak nieraz ogień jest w po...... przy zapalniczce i ten pierwszy taki niebieskawy płomień, co jest zaraz zanim się robi te pomarańczowy, czy tam jasnożółty płomień, to ten niebieski kolor, co jest przy ogniu. To było dosłownie takie coś podobne i było kilka takich właśnie wielkich lamp, takich kwadratowych pod spodem. To jeszcze mi się utrwaliło z okrągłymi rogami. To był nie to, że prostokąty, takie no kwadraty, prostokąty, coś w tym stylu. Tylko że te rogi były zaokrąglone i z oddali, co jak była ta cisza, było tylko słychać. Wie pan, jak nieraz transformator gdzieś buczy, takie bzzz, to gdzieś w oddali, daleko, daleko, to jakby gdzieś taki transformatorek tylko buczał i to wszystko. Ale pan mi uwierzy? Ja, żebym miał jakiegoś... Co prawda nie mam talentu do rysowania, ale no tak, nieraz zamykam sobie też oczy i tak próbuję sobie to jeszcze dobrze przypomnieć. To naprawdę było tak wielkie, tak ogromne. To, o jeny, no, no brak słów, to nie wiem, jak to opisać.
No, wielkością no, to było V otwarte. W środku było puste, ale w ogóle ten statek, jaki on był wysoki, to to czteropiętrowy blok to jest, to był przy tym nic. No, a z szerokością i długością, no to już w ogóle to, to było tak ogromne, że ja się zastanawiałem, że nikt tego nie widział.
Nikt tego nic. Ja próbowałem pójść, ja byłem, byłem na policji, próbowałem powiedzieć im, żeby sprawdzili kamery, bo mają przecież dookoła. Mieszkaliśmy przy tej stacji policji właśnie w Zeebrugge. Próbowałem im powiedzieć, żeby sprawdzili kamery, że o tej, o tej godzinie był statek. No to, to popatrzyli jak na debila. No i też nie powiem, no też tak, taką samą dostałem, że tak powiem, zostałem wyśmiany przez tych moich resztę współlokatorów, co na drugi dzień próbowałem im to powiedzieć.
Jeszcze do mówię: "No przecież potwierdź, przecież ty to widziałeś". No ale on był taki no, już wcięty, no. No coś było, coś nie było i to, to takie, tak się rozeszło po kościach. Inni w ogóle nic nie widzieli tamtego wieczoru, tak? Tylko pan widział ten obiekt i pan tylko pamięta ten czynnik Oz.
No nie, nie, nic. No, ja próbowałem co prawda co prawda. No, musiałbym, musieliśmy, musiałbym wyjść tak jakby no za dom kawałeczek, no bo siedzieliśmy dosłownie przy murze. To był dwupiętrowy dom. Siedzieliśmy, no, dosłownie stolik i krzesełka mieliśmy przy murze, tak jakby od domu, no, żeby go zobaczyć, te cały ten obiekt. No to musiałem się trochę cofnąć od tego, od tej chałupy, żeby zobaczyć, co jest nade nami. No bo przecież chałupa zasłaniała to. No, nie wiem, jak to dalej szaro, brązowo, matowo, ale wszystko w macie, nic nie odbijało światła. On jakby pochłaniał to wszystko. No takie w macie.
Co prawda słońce było za nim. Znaczy, no, słońca już nie było, bo słońce już zaszło, ale ta, ta, te takie czerwonawie niebo, no, to właśnie było za nim w stronę morza. Tak patrzyliśmy, typu moja chałupa, statek, morze, słońce. Tak jakby o, w takiej kolejności. I ja byłem od tej strony tak jakby zacieniony i no, ciężko tam było też to zobaczyć, no ale to nie było nic, tak jak nieraz ludzie właśnie opisują, że jakieś błyszczące, wypolerowane, tak jakby ten, tak jak nieraz naśladuję, znaczy widzę w internecie jakieś te opowiadania czy zdjęcia tego tik taka, znaczy tego spodka latającego w formie tik taka, że to błyszczące, latające. Nie!
Tam to normalnie miało krawędzie, miało jakieś tam, nie wiem, czy to rury, czy, czy coś, jakieś zagłębienia. Normalnie jakieś tam części tego wszystko było widać z boku. On się znajdował nade mną, nad tym domem, swoją tak jakby lewą stroną statku, lewym skrzydłem, o! A cała reszta, ta dłuższa część, no, była nad policją, nad tym militarnym terenem, nad ulicą. I na pewno to jeszcze było kawał, kawał za ulicą. Drzwi już było też nad portem. Ja wiem, no, to może z dziesięć sekund, piętnaście sekund to trwało, jak ja to widziałem. I po prostu w tym momencie, co chciałem, drugi raz, raz do krzyknąłem: "Chodź tu, zobacz!" No, oderwałem wzrok.
"Chodź tu, zobacz". Na niego, no wstał, zobaczył. No i drugim razem oderwałem wzrok, żeby po prostu, no chciałem czy telefon, czy coś. No to mi też świtało, może komputerem zrobię właśnie zdjęcie, no ale no, zanim bym znalazł, jak to się robi, bo też nie wiedziałem, jak to się robi komputerem, żeby tą kamerę uzyskać, jako żeby coś nagrać. No, drugi razem, co oderwałem wzrok od tego statku, żeby po prostu coś znaleźć, czy to telefon, czy coś. Właśnie żałowałem, że nie zszedłem wtedy do tego papierosa z telefonu, tylko z komputerem i już tego nie było, znikło i tyle.
No i tu się właśnie pięknie wyjaśniło, dlaczego większość świadków, znaczy z reguły tak mi się wydaje, świadkowie bardziej skupiają się na zarejestrowaniu wzrokowo i zmysłowo tego, co widzą, jak najwięcej szczegółów, a dopiero w ostatniej kolejności im przychodzi do głowy szukać w ogóle urządzenia, którym mogliby to utrwalić, prawda?
No, nie wiem. No, to była moja taka reakcja. No, chciałem to po prostu no jakoś nagrać. Od razu ja byłem taki, taka cisza, taki zmieszany, ale no spaliłem. Zapaliliśmy następnego papierosa i gadałem jeszcze z tym . No i poszedłem na dosłownie, no, to już po sąsiedzku tyle, co przeszedłem przez ulicę. Wyszedłem od siebie z ogródka, wyszedłem przez ulicę, poszedłem na tą stację policyjną i mówię, że no, gdzieś z piętnaście minut temu mówię: "Sprawdźcie kamery, no, tutaj było UFO nad nami. No, sprawdźcie kamery".
No to tak wie pan, ten policjant, tak jeszcze, bo to Polak, za dobrze nie umie po niderlandzku. No, tak machnął to na to ręką. "Dobrze, dobrze, sprawdzimy. Dobrze, dobrze, pan idzie do domu". Takie to właśnie było doświadczenie. Na drugi dzień, to jest właśnie po pracy.
Wszyscy akurat tak się schodziliśmy gdzieś po czwartej, koło piątej w domu, że tam właśnie był trochę ruch w kuchni, że trzeba było się dobrze wbić w kolejkę, żeby coś ugotować sobie, że tak powiem. No i wtedy zazwyczaj wszyscy się spotykaliśmy w kuchni. No i próbowałem to opowiedzieć reszcie współlokatorów, no to co-... trochę tak zostałem potraktowany, jak jakiś naprawdę, no, debil. No, nie wiem, jak to nazwać, no, niespełna rozumu czy postradał zmysły? No, nie wiem.
Nasuwa mi się jeszcze takie skojarzenie z tym w momencie, gdy pan zaczął szukać tego smartfona czy jakiegoś tam innego urządzenia do nagrywania, że pan może stracił ten obiekt z oczu dlatego, że się pan jakby odstroił od częstotliwości, na której, że tak powiem, ten obiekt operował. Jest coś takiego, że nawet w przypadku takich grupowych też obserwacji UFO zdarza się coś takiego, że obiekt widzi tylko jedna bądź dwie osoby, a reszta nie widzi nic. I to, że pozostali nic nie widzą, może jakby świadczyć o przypadkowym zobaczeniu, o przypadkowym odebraniu pewnego sygnału albo o tym, że obiekt przygotował jakby spektakl tylko dla wybranych, tak?
Nie wiem, proszę pana. Powiem panu szczerze, że ja się nawet też właśnie umawiając wczoraj z panem na tą rozmowę, nie powiem, że no, jeszcze raz to tak wszystko przypominałem i tak mówię: kurczę, czy co? On jakąś tam niewidzialność włączył? Mi, mi bardziej coś takiego, no bo jakby to odleciało czy coś, no, by był huk jakiś czy coś, ale to, dosłownie on płynął. On wisł, zawisł tak jakby, on tak delikatnie, ale to dosłownie, no, może z pięć, dziesięć na godzinę, ale to by był taki wielki kolos, że to ciężko określić, z jaką on prędkością leciał. Ale no, dosłownie on tak płynął sobie powolutku, powolutku się przemieszczał. No, dosłownie, no, samochody na ulicy jak jadą te pięćdziesiąt, co jest ograniczenie, no to przejedzie i już. A on się tak powolutku, tak, no, ja wiem, może z dziesięć, piętnaście na godzinę. Tak se po prostu jakby rowerkiem, taka prędkość. Tak z naszej chałupy ten róg, co zauważyłem tego statku, wyszedłem zza rogu, żeby...
Oddaliłem się od mieszkania, żeby zobaczyć więcej tego statku. Musiałem się bardziej wychylić za róg. No, co prawda też drzewa, przód, sam przód tego statku drzewa mi przysłaniały, to też pamiętam dobrze. Nie widziałem dokładnie przodu, czy był szpiczasty, czy był ścięty. Tego nie wiem, ale no wiem, że to, to była taka fałka. No, tyle takie, co przez drzewa widziałem ten przód, no ale resztę te, te ogony, te jakby tej formacji V. Jakby pan sobie narysował literę V, no i w środku mniejszą literę V, no i połączył po prostu ramiona górne. No, to była taka forma tego statku, ale to było, no, naprawdę ogromne. No i te światła, te światła, te takie niebieskie to jakby jakaś plazma. Nie no, nie wiem. No takie wiem, że to jakby się tam paliło coś. No, to nie było, że jednolity kolor niebieski się świecił i tyle. Nie, to takie jakby fale chodziły, takie biało-niebieskie, biało-niebieskie się przemieniało.
No, to tak jak mówię, no, jak pan weźmie zapalniczkę, ogień i pan się przyjrzy do tej, no, na niebieski początek ognia z zapalniczki. No, to był taki kolor, nawet jaśniejszy troszkę. I to się tak przemieniało. I tych lamp, takich tych, tych niebieskich pod spodem było kilka.
Nie wiem. Nie wiem, naprawdę nie wiem, ale no wiem, że jeszcze... O! Co mi się jeszcze przypomina. Wiem, że ta strona, te lewy, lewe skrzydło tego statku, jakby tam była jakaś kratownica, taka z tego, co mi się tak, jak nieraz patrzę na żaluzje na dachach, co montują przy kominach, że takie, takie właśnie kratownice. Takie coś było z tyłu, z tego, to tak mi przypominało ten i ten kolor taki, taki niby metaliczny, niby szary, niby brązowy, taki no, zacieniony. To z tej strony mi się właśnie przypomina. Jeszcze były takie kratownice z tyłu tego statku. Z reszty no, nie wiem, jak to dalej opisać. No, wiem, że dół był ciemniejszy. Czy to właśnie od tego, że było słońce? Znaczy no, światło słoneczne, no, jeszcze po tym zachodzi, to było takie właśnie niebo, takie troszeczkę czerwonawe.
Przepadało właśnie, że ja byłem od tej zacienionej strony, ale wiem, że no, dół tego statku był ciemniejszy, a góra jaśniejsza. No, góra to było takie bardziej już takie brązowe, piaskowe, coś taki kolor, a tu spód był taki brązowy, szary, taki zaciemniony i wszystko tak jak w macie. On nie odbijał żadnego światła, nic. Ale to było naprawdę ogromne, ogromne. I powiem panu szczerze, że od tamtej pory, głównie od czasów, no, tej choroby, co była tutaj światowa nie tak dawno, parę lat temu.
COVID, COVID, nazwijmy to po imieniu. No, no, o tym wirusie celebrycie. No i tak właśnie więcej czasu też do pracy nie chodziłem. Jak to lockdowny nie lockdowny. Zacząłem siedzieć właśnie więcej w tym internecie. No i też zacząłem właśnie oglądać i zacząłem też tego Bernatowicza kiedyś właśnie też tak słuchać, właśnie tego Atora. Też odkryłem Bernatowicza. No i teraz właśnie państwa. No i tam właśnie też niektórych, tych, tych, tych, tych, tych, tych Bernatowicza... Jak się nazywa?
Tych, tych, tych podcastach czy nie wiem, jak to tam nazwać, tych filmach, co on tam tworzy. On to nazywa live'ami, z tego, co pamiętam, po prostu. No, no... W głównej części to nadaje na żywo, tak? No, być może. No, ja tam nigdy nie akurat nie natrafię na żywo. Rzadko kiedy mi się zdarza, ale ja to zawsze albo po nocy, albo wcześniej rano sobie właśnie jakieś filmiki szykuję do pracy, albo przed pójściem spać. No, a już ewentualnie, no właśnie, jak jestem w piwnicy czy w garażu, coś tam majstruję sobie, to lubię sobie włączyć, posłuchać trochę po polsku, jak coś rozmawiają tutaj. No i właśnie tam w niektórych, w niektórych jego filmach też tam się jacyś ludzie czy coś opowiadają o tych różnych, tych, tych zdarzeniach. I też tam się natknąłem właśnie, że ktoś widział właśnie coś podobnego, właśnie jakiś statek w formie V z tym, tym otwartym, że to nie było trójkąt, tylko że ten z tyłu było to właśnie ucięte. No i to tak mi właśnie też zaświtało, no, że to takie podobne do tej formy, co ja widziałem. No, jak to nie był trójkąt, tylko no, po prostu ten środek w środku to było wycięte. No, widziałem niebo przez niego.
Tutaj mam jeszcze takie pytanie odnośnie tych świateł, bo rozumiem, że nie jest pan w stanie sobie przypomnieć jakby dokładnie,... liczby tych świateł, ale proszę mi powiedzieć, czy one były przymocowane do tego obiektu, czy, czy jakby oddzielnie?
Tak, tak, tak, tak. One były tak jakby w tym obiekcie od spodu porozkładane tam co, co parę metrów i to było przez cały statek. Od, od jednego skrzydła szły, do drugiego skrzydła szły. Czyli tak jakby były ułożone za skrzydłami tego statku, tak?
Pod, pod. Proszę pana, to było V. Pan sobie wyobrazi literę V, ale drugie V w środku namalowane. Ale to było naprawdę, ten statek to nie był jakiś opływowy, tylko to był kanciasty blok. To jakby bloki szły po niebie. Rozumie pan? To nie było jakieś owalne czy tam szpiczaste, żeby opływowe przez powietrze czy coś.
Nie, to było normalnie kanciasty blok. To jakby bloki były i te światła właśnie pod nim były równo porozkładane. Ile tych świateł? Nie wiem. Nie liczyłem. No, to było za szybkie, za szybko to się zdarzyło, żebym mógł sobie tak jeszcze delikatnie policzyć, ile z tej strony, ile z tamtej strony. Wiem, że były symetrycznie, równo porozkładane. Tyle, co były z tej strony. Po drugiej stronie też widziałem, tylko że po tamtej było gęściej, no, było dalej, ale tutaj z tej mojej strony, z tej, tego lewego skrzydła, tak jakby tego statku, no to były dosłownie, no, to takie kwadraty, prostokąty, bardziej prostokąty. Porozkładane równo i to pamiętam właśnie, że rogi tych to były pozaokrąglane i w środku, no, to takie płomienie jakby. No, to tak jak mówiłem panu od tej zapalniczki, ten niebieski światło takie i to tak, i to nie to, że świeciło jednym światłem, tylko ono to jakby tam takie coś pływało w środku, jak plazma. Nie wiem, jak... Wie pan, jak nieraz są te elektryczne zapalniczki, te plazmowe, co w środku te, te prądy lecą, nie? No, no to też taki właśnie podobny kolor, te takie niebieskawy, taki, taki elektryczny. No i ten, ten, ten, ten odgłos, taki, takie mruczenie transformatora z daleka, ale transformator to, to nieraz jak buczy, to takie wysokie tony ma bzzz, a tamto to było takie brrr, takie niskimi tonami to waliło. No, ale to tak, jakby właśnie tak jakby transformatory gdzieś, gdzieś daleko, gdzieś tam coś tak bzy-bzy-bzykało i tyle.
Takie mi się też nasunęło spostrzeżenie, że ten obiekt był na tyle ciemny, że dało się go zauważyć, a jednocześnie jakąś formę kamuflażu, tak jak już pan mówił zresztą, musiał stosować, skoro udało mu się uciec z pola widzenia innych świadków potencjalnych i z pana pola widzenia, jak pan zaczął szukać tego smartfona.
Po drugiej stronie Zeebrugge w blokach, bo my mieszkaliśmy tak jakby Zeebrugge dorp, to się nazywa to jakby mieścina, wieś, tak jakby. Po drugiej stronie ulicy jest Zeebrugge Strand. No i akurat od tej strony, że nieraz ja widuję, widywałem właśnie moich znajomych, też Polaków, mieszkanie i nieraz sobie wyglądałem przez okno, czy jak się świeci. No to tam nieraz się poszło do nich w weekend posiedzieć chwilę. No i jak widziałem właśnie, że u nich się świeci, no to oni też widzieli, czy u mnie się świeci. Też jak byłem u nich, to było parę dni potem. Też się zapytałem: „czy wy coś nie widzieliście czy coś?". No, od nich, od nich z domu, bo oni na trzecim piętrze mieszkali. Właśnie nie od strony plaży, tylko od strony właśnie ulicy, że mieli widok na moje osiedle, tych domków. No, jakbym u nich był, no to bym widział cały, w całej okazałości ten statek. No ale u nich też nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. No, nawet nie dopytywałem i nie, nie powiedziałem im dokładnie, co widziałem, no bo nie chciałem po prostu znowu tej reakcji, co było u mnie z domownikami, że po prostu, no, popatrzyli na mnie jak na debila. Wyśmiali i o!
No, nic dziwnego. Nie dziwi właściwie, czemu tak wiele ludzi boi się otwarcie mówić o swoich obserwacjach, tak? O swoich doświadczeniach, przeżyciach i temu podobnych, trudnych do zinterpretowania w ogóle zdarzeniach, tak? O, teraz, teraz mi się właśnie też przypomniało. Właśnie odnośnie Bernatowicza. U niego właśnie też w tych podcastach się dowiedziałem, że właśnie aktywność tutaj na wybrzeżu w Belgii jest bardzo wysoka, właśnie UFO, że dużo ludzi właśnie widuje w tych moich okolicach, co ja mieszkam, właśnie statki.
Że jest bardzo duża intensywność czy no, no spotkania właśnie tutaj, nad Morzem Północnym. Nie wiem, o co chodzi. Tutaj Holandia właśnie jest niedaleko ten róg Belgii, Ostkust. I właśnie, właśnie teraz mi się dobrze przypomniało też właśnie odnośnie tego Bernatowicza, że tam u niego ktoś mu gadał i czy to on gadał, że właśnie tutaj ta Belgia jest też, ten narożnik Belgii jest dużo bardzo obserwacji UFO. Nie wiem, nie wiem dlaczego. No, w każdym razie no, ja jestem pewien, co widziałem. Nikt mi nic nie zarzuci. Chciałem się też po prostu podzielić z panem odnośnie tego, tego...
No, ale to było naprawdę, to było tak ogromne, to były sunące bloki, no, to to jakby osiedle wyrwać z ziemi i po prostu po niebie, żeby płynęło. No, to było naprawdę coś ogromnego, że takie coś może się unosić w powietrzu, mieć te antygrawitacyjne czy coś, te napędy.
To jest naprawdę jakaś naprawdę wielka technologia. Opisy kolejnych dwóch zdarzeń z udziałem UFO pochodzą od naszego słuchacza mieszkającego w Niemczech. Opisał on obserwację dokonaną w rejonie Oławy około 2005 roku oraz bliskie spotkanie drona z niezidentyfikowanym obiektem latającym, do jakiego doszło w Niemczech.
... No więc mam czterdzieści dwa lata i ten, i pochodzę z Jelcza-Laskowic koło Oławy, ale mieszkam już dobre ponad dziesięć lat w Niemczech. Parę lat temu mi się przypomniało to, co widzieliśmy z moją kuzynką, jak wracaliśmy kiedyś od babki. A sytuacja wyglądała tak, że to było wiem, około dwudziestu lat temu.
Powrót tak ze Wschowy to był, od babci. Mój ojciec prowadził auto, moja ciotka siedziała koło ojca, jego siostra, a moja kuzynka, czyli córka siostry, no wiadomo. I wracaliśmy od babci. Siedzieliśmy tak w ten sposób, że ja z kuzynką z tyłu byliśmy oparci kolanami o tylne siedzenie i po prostu sobie patrzyliśmy przez tą tylną szybę i sobie tam różne pierdoły gadaliśmy. No i akcja wyglądała w ten sposób, że już dojechaliśmy do Oławy. Już wszyscy zmęczeni też trochę tą drogą byli faktycznie. I kiedy mieliśmy wyjeżdżać z rynku i dojeżdżać już do... ten most, jak to się nazywa? Wiadukt, do wiaduktu. No, to w tym momencie po prostu ja i kuzynka patrzyliśmy sobie tak między te lampy, no nie? U góry na gwiazdy. I zleciał obiekt. Zleciał obiekt, który wyglądał jak wypolerowany kawałek aluminium, jak po prostu, jak, jak pestka z jakiejś, nie wiem, wiśni, z czegoś takiego. Tylko że większe. Nie miało żadnych świateł, nie wydawało żadnych dźwięków. Zleciało tak na wysokość, tak na tyle, żeby nie zahaczać tam budynków. Ja wiem, nie wiem.
Nie wiem, ile mają budynki takie sześcio, siedmiopiętrowe. W każdym bądź razie, kiedy dojechaliśmy już do tego wiaduktu, to zleciało troszkę niżej i leciało nad tym wiaduktem i było widać dosłownie każdą lampę, jak się odbijało. Wiesz, jak tu jedzie człowiek tam pięćdziesiąt na godzinę czy trzydzieści, bo tam chyba jest zwolnienie. Tak, tam trzeba zwolnić. Coś niesamowitego! I świateł nie miało żadnych. Nic, żadnych dźwięków nie wydawało, żadnych spalin nie widziałem po tym. Jedyne co, to do ojca czy, może nie krzyknąłem, tylko mówię: „Ojciec, ojciec, pukaj z tyłu, tam coś chyba leci", no nie? I ten ojciec chyba mnie zignorował, bo wiadomo, co tam piętnasto- czy szesnastolatek może wiedzieć. W każdym razie do dzisiaj on sobie już nie żyje, no ale nie powiedział nic, ani słowa o tym. W każdym bądź razie, kiedy sobie to przypomniałem, w Niemczech tu siedząc, zadzwoniłem do mojej kuzynki Karoliny. Pozdrawiam. Mieszka też w Niemczech i ona po chwili przemyślenia oddzwoniła do mnie i mówi, że faktycznie też to pamięta. Zrobiło na mnie wrażenie to, że nie tylko mi się to wydawało, nie? Że to po prostu nie jest jakieś durne.
Z tego, co przy poprzednim łączeniu zrozumiałem, to, to było lato około dwa tysiące czwartego, dwa tysiące piątego roku i ta obserwacja trwała około minuty, tak? Tak, około tego, tak. Około minuty, takiej spokojnej minuty. Ja miałem czas normalnie to widzieć. To nie było tam, to nie była minuta, kiedy człowiek jest czymś zajęty, zamyślony. Po prostu rozmawiałem sobie z kuzynką na temat tego, co widzimy i zleciało. I faktycznie, no, nie było, nic nie było słychać, nie? Może ten Mercedes taki wygłuszony, stare, stare padło to było, ale no faktycznie to nie dawało żadnych... Tylko tyle, że ci starsi nie zwrócili w ogóle na to uwagi.
No i wydaje mi się, że ludzie jakby tak chodzili po ulicy, to też ktoś powinien to zobaczyć. To była okolica Oławy, jak dobrze pamiętam, tak? Tak. On spokojnie sobie to, to jakby, jakby ktoś puścił takiego, nie wiem. Coś na zasadzie, no nie wiem, wypolerowaną pest- pestkę od śliwki albo wiśni, która sobie po prostu leci cicho i przy krańcu miasta odlatuje gdzieś w ciemne coś.
Już nawet go nie widziałem, bo on nie miał żadnego oświetlenia. Jakie wymiary miał ten obiekt tak na, na oko, tak? Z tego, co pan mówił, że szerokość drogi to musiało być tak z kilkanaście metrów chyba, nie?
Troszkę szersze, troszkę szersze niż dwupasmowa zwykła droga taka. Tak, bo on się mieścił tak, że jeszcze gdyby zleciał niżej, to już by zahaczał o te latarnie po dwóch stronach drogi. Rozmawialiście z kuzynką oczywiście o tej obserwacji. Czy wasze wspomnienia na ten temat się pokrywają w pełni, czy są jakieś rozbieżności?
Jak to? Karolina to była zaskoczona w ogóle, że do niej dzwonię o to. Ona myślała, że jej się wydawało to kiedyś. No bo jak nam się mogło jednocześnie dwóm wydawać to samo, kiedy byliśmy normalnie, no nie wiem, w samochodzie z rodzicami, no nie?
Aha, czyli bezpośrednio po tym zdarzeniu nie rozmawialiście o tym, tylko jakoś tak po latach pan się z tym przypomniał. Ja już teraz nie pamiętam dokładnie. Wydaje mi się, że dojechaliśmy do domu i ciotka wzięła po prostu swoją córkę, moją kuzynkę, do siebie, a ja z ojcem pojechałem do siebie i nie mieliśmy czasu nawet o tym gadać później już. Coś takiego było, a później już dłuższy czas minął, zanim ją widziałem z powrotem. Gdzieś pół roku minęło. Było wtedy dużo rzeczy. Ja i szkołę miałem, i różne tam rzeczy, sprawy rodzinne, więc mogło tak być, że ja po prostu nie miałem kiedy już później o tym z nią rozmawiać. Ja przypomniałem sobie tak na konkretnie, dopiero jak w Niemczech zobaczyłem ten obiekt za dronem, no nie?
I się tak to przypomniało, że faktycznie przecież ja to widziałem. No to do tego obiektu za dronem za chwilę przejedziemy. A musiał pan bardzo kuzynkę zaskoczyć tą, tym pytaniem o to zdarzenie sprzed wielu, wielu lat, tak?
Tak! Ona nie chciała mi od razu to powiedzieć. Ona mówi: „Muszę chwilę pomyśleć i dam ci znać". No i pyta, czy chodzi o tą wycieczkę do Wschowy. Tak, do Wschowy, do ciotki. Tam jest taki zameczek, gdzie, no, mają swoją rodzinę tam po prostu. No i wracaliśmy i tyle. No, tak to było. Ale mówi, że faktycznie tak było i to widziała i potwierdza. Ojca nie spytam, bo ojciec już niestety nie żyje.
To była taka pestka, jakby dwa połączone talerze. Z tego, co sobie zapisałem tutaj wcześniej, tak? Tak, dosłownie jak pestka z owocu. Był, był opływowy kształt. Nie był jakiś tam trójkąt, nie był jakiś tam jak talerz.
Dosłownie jak pestka wyglądał. Tylko tyle, że był... nie miał żadnych fałd, tak jak pestki mają. Był na gładko wypolerowany. Tak, i idealnie wypolerowany, tak jak świeże, przecięte aluminium, tak? Coś takiego odbijającego wszystkie, mhm.
Dokładnie tak. Ja sam przy motocyklach pracuję także i obróbka metalu, także wiem, co znaczy błysk w aluminium, nie? Czy w chromie na przykład. I to było to. On jakby był chromowany czy aluminiowy, właściwie tak wypolerowany. Z tym, że mówię, z tym, że była ta granica światła między mną a obiektem i no, mogłem nie zauważyć jakichś tam, nie wiem, przejść tych linii czy coś, łączenia tego, no nie?
Ja też w tym wieku to może nie zwracałem na to uwagi tak do końca. Raz już po wojsku i po tym wszystkim i w tej pracy, co robię, to na każdy milimetr patrzę, to nie? Dobrze, tutaj na razie nie rodzą mi się żadne pytania. Jakby uzupełniliśmy to, co nam zaginęło przy poprzednim tym połączeniu. Tam jakość była taka sobie, szczerze powiedziawszy. To słyszałem.
Dobrze. Dobrze, że istnieje coś takiego jak WhatsApp i uratowało naszą rozmowę. Także możemy przejść do, do drugiej historii. Racja. Widzi panowie, ja ogólnie bardzo mi się podoba podejście pana Żelkowskiego do tego, że on nie neguje z zasady takie, takie sprawy, no nie? I już wiem, co to są drony, przecież sam latam dronami. I teraz ta wojna, no nieszczęść w tej Ukrainie. I no nieważne. Po prostu dużo rzeczy się dzieje w tym świecie, więc ciężko być do tyłu z taką technologią.
No, Marek ma bardzo, bardzo otwarty umysł. ... Dwadzieścia pięć lat-... dwadzieścia lat temu dosłownie tamto, co widziałem, tamto zaskakujące niesamowicie, ponieważ ten obiekt, który w Niemczech właśnie widziałem, że ja go bym nie zauważył, bo on był tak świecący, wypolerowany, no chyba, że by się od-odbił od światła, nie? Ale tamto znowu za dronem to było już widoczne, było materialne, czarne, nie?
Tamto też było materialne, tylko że było ciemne po prostu tamto, co za dronem. To jakby pan mógł tak od początku tą obserwację w Niemczech z tym, z udziałem drona opisać? Okej, dron. Nie wszystko typu Zielona Góra, powiedzmy jest gdzieś tej wielkości, troszkę bardziej pagórzaste, ale, ale ogólnie mniej więcej to. No i stałem sobie przy skraju tego miasta, przy takim podwyższeniu, tylko że w Niemczech i, i latałem dronem DJI, bo ogólnie zajmuję się lataniem też dronem i spadami i takie robię po prostu swoje techniczne rzeczy. I ten, w każdym bądź razie na moje oko to wyglądało tak... Żeby nie popatrzyły na tą mapkę, bo każdy, który lata dronem ma mapkę teraz pod sobą, pod nosem, że tak powiem, na tym wyświetlaczu, tak? Widzimy dokładnie daleko, wysoko, jaki wiatr jest i tak dalej. Na moje oko to było gdzieś z półtora kilometra, gdzie on był ode mnie.
Tak, że go jeszcze widziałem, jak pudełko zapałek powiedzmy. Może troszkę mniejsze, ale byłem pewien, gdzie, gdzie jest. No i zanim wyleciał obiekt, zdarzył się, że leci nie balistycznym ruchem, przede wszystkim nie takim lotem, że zamknął dronem. Po prostu leciał prosto, tak jak lecą drony. Leciał prosto i z mojej perspektywy był za mną. On musiał być jeszcze większy. Musiał być naprawdę- Przepraszam bardzo, coś się, coś się porobiło z jakością dźwięku znowu. Nie wiem. Nie wiem, czy coś w smartfonie się pomieszało, ale znowu taki jakiś dźwięk się zrobił niezbyt dobry. I co, to z Niemczech znowu? Z Niemiec. Ciekawe.
No tak, ale teraz się poprawiło. Teraz się poprawiło jakoś tak spontanicznie, jak zwróciłem uwagę. Spoko, może za blisko ucha czy coś. Nie no, jestem przepraszanie. Zobaczymy. Możliwe. Więc tak. Znaczy, to ja skończyłem, że on był teraz taki dosyć ode mnie, tak. I ten, co z tyłu wyleciał za nim, poruszał się też ruchem, takim zdecydowanym ruchem.
Każdy, kto miał fizykę i wie, że obiekt waży, nie wiem, tonę, to nie może się w miejscu zakręcić, bo nie? Czy masz prawa fizyki, odśrodkowa siła i tak dalej, tak? No i więc ja leciałem tym dronem. Na tyle były sobie chmury, po prostu takie pojedyncze chmury, obłoki i ten obiekt, który był na sto procent większy, tylko to, że był z tyłu, za moim, gdzieś musiał być następne półtora kilometra, ale był na tyle duży, że był widoczny, bardziej widoczny od mojego. No i on leciał, leciał za mną. Ja mówię do brata: ja i brat staliśmy w tym momencie, bośmy latali dronami i mieliśmy jeden latał, drugi z lornetką może ten przy oczach. No i on patrzy przez lornetkę i mnie pytał, czy on widział to, co ja. Mówię: no, widział. No to pilnuj go, czy nie wyleci.
Ja w tym momencie wróciłem tym dronem z powrotem sobie do nas, żeby ta bateria nie padła gdzieś po drodze i pilnowaliśmy tego obiektu. Sobie zapalił papierosa, zapaliliśmy spokojnie. Siedzimy, patrzymy, patrzymy i no nie wleci po prostu. I co mi zostaje, że chyba taką baterię, że jest tak duże, żeby to było widać w tył.
To znaczy, że mieszkam blisko, blisko jednostki wojskowej. Nie wiem, czy to jakiś wpływ ma na to. Coś tu się znowu z tą jakością dźwięku pokićkało, ale no tak, raz przełącza się na gorszą jakość, raz przełącza się na lepszą. Tak jakby się mikrofony przełączały w smartfonie. Nie wiem, co się dzieje, ale chyba komuś zależy na tym, żeby tą rozmowę maksymalnie zagłuszyć. Jeżeli dobrze rozumiem, to ten obiekt jakiś wykonywał takie zygzakowate manewry, których normalnie takie urządzenie ludzkie, że tak powiem, nie powinno być w stanie wykonywać, tak?
Latał pan, panie Marku, kiedyś dronem? Czy do czynienia miał pan z dronem? Czy latał pan kiedyś dronem? Nie miałem do czynienia z dronem, ale miałem sposobność kilka razy drony obserwować. No i właśnie to jest coś takiego, powiedzmy, że lecimy z odległości jeden, siedem kilometra w swoim kierunku, pod lekkim skosem, prawda? I z lekkiej górki, czyli takim jednostajnym, jakby leciał sobie kamień w dół, powiedzmy. Tylko że nie opadamy, lecimy prosto. No i ten obiekt był z tyłu. Leciał też prosto za tamtym, za moim dronem, ale on musiał być naprawdę daleko, z półtora, dwa kilometra dalej, bo to było widać. Perspektywa o-oka pokazuje, który się bardziej rozmazuje i tak dalej, prawda? I on wleciał właśnie za tą chmurę. Ja zdążyłem wylądować do siebie. On tak, jak gdyby leciał dalej tym samym kierunkiem, no to musiałby uderzyć w ziemię. No, nie ma takiego wyjścia.
Musiałbym przywalić wyjazd z miasta zaraz tym, co mam naprzeciwko, że tak powiem, jak stoję na górce i widzę całe miasto. No i tak, i on stał. On ani nie wleciał, ani ta chmurka się nie... Jakoś tam, nie wiem, nie wzburzyła coś takiego. Nie było żadnych efektów. Po prostu wleciał i stał tam. No i żeśmy go pilnowali z bratem z lornetką. Mówię: dobre, dobre trzy godziny, no nie? Jak nie więcej. I nic nie wyleciało. Już zwątpili, bo się zaczęło robić ciemno i wychodzimy, wiesz, idziemy do domu.
No to rzeczywiście też takie nietypowe dosyć zachowanie, jak na, jak na... Gdyby to był oczywiście obiekt ziemski, taki ludzki, wydalancek. No właśnie. Przecież to gdzieś musi być, no nie? No, musiało. Po takim czasie obserwacji musiałoby jakoś, że tak powiem, ponownie pokazać, tak? No dokładnie, dokładnie. Zresztą po tym, cośmy ostatnio widzieli w Stanach Zjednoczonych, że potrafi to świecić na taką odległość i tak długo. Przecież to musi być mega bateria. Musi być mega bateria, żeby tego pilnować. Plus te silniki, plus GPS. To mówię, żeby to sporo. No i mając też na, na względzie gabaryty takiego obiektu, tak?
Tak, bo, bo mówię, że na prostej linii, kiedy on mi się mieszał z tym moim dronem, przelatywał z tyłu, no to od razu było widać, że on jest daleko, daleko. Co to widać na kamerach filmowych. Przykładowo oglądamy jakiś film, jest pierwszy plan bardziej ostry, drugi jest mniej ostry, no nie? No i widzimy, co jest daleko po prostu. To co bliżej, to wyostrza nam oko, tak? No i to on był naprawdę dużo dalej. Z dwa kilometry na sto procent był minimum. A że był wielkości większego, no niewiele większego od drona na moje oko, ale był jednak większy, no to musiało być coś. Nie wiem.
Kurczę faja, no pół bloku normalnego, takiego z PRL-u. No, szczególnie mając na względzie to, że ten obiekt jednak był dalej od drona. Także to, że to był tak dobrze widoczny, to świadczy o tym, że musiał być jednak słusznych rozmiarów. Dokładnie.
I nad tym miastem, co mieszkamy tutaj w Niemczech, tu jest jednostka wojskowa i żadne samoloty nie przelatują nigdy nad miastem. Zawsze jest boczny oblot, kiedy lecą tylko helikopter. Może ten jakiś ratunkowy, bo tu się dużo dzieje z obcokrajowcami, bo też mają swoją robotę chłopaki. Niestety. No, obiekt, obiekt wojskowy możemy chyba wykluczyć, bo się z tego, co się orientuję, nie przeprowadza się jakichś lotów czy tam-... testów czy jakichś innych rzeczy tak blisko, jakby nie było, obszaru zabudowanego, tak? No tak i ja też sprawdzam takie rzeczy regularnie. Jak słyszę po prostu gdzieś samoloty odrzutowe, sobie kukam, czy to w aplikacji, czy tutaj u nich na stronie, bo Bundeswehra pisze takie coś, że na przykład: uwaga, tam miasto takie i takie i robimy w nocy od trzeciej do piątej przykładowo podchody, no nie? I tam wyłączają światła gdzieś po miastach, ćwiczą. Nie wiem, co oni ćwiczą, ale coś ćwiczą na pewno. I robią takie wygaszenia na przykład, no nie? I, ale tak, żeby coś leciało w nocy helikopter, ale to słychać, kiedy jest wojskowy helikopter. To jest różnica niż, niż taki cywilny. To jest zupełnie inny dźwięk. A tutaj nie było, jak rozumiem, żadnego dźwięku z tego obiektu, tak?
Nie, z tych nie. Jeden był za daleko, żebym to mógł słyszeć, a drugi był no, na tyle blisko, że mógłbym go słyszeć, ale tamten nic nie dawał dźwięku, nic. Tamten po prostu sunął. Sunął tak, jakby, jakby go nie dotyczyła atmosfera w ogóle, jakby, jakby to do niego niepotrzebne to było do niczego.
A byli jeszcze jacyś potencjalni inni świadkowie tej obserwacji? Już sobie nie pamiętam już teraz. Raczej... On jest pewny. No, brat jest pewny na sto procent, bo go pamięta, mówił przy okazji. Mam zdjęcia zresztą z tego wydarzenia. Tylko że nie ma tam obiektu, tylko jak sobie po prostu stoimy z tymi dronami.
Zauważenie tego obiektu i obserwacje ile mogły trwać? To było wystarczająco dużo czasu, żeby ewentualnie jakiś aparat wyciągnąć? Czy skupiliście się na, na jakby wzrokowym zarejestrowaniu? Ja miałem aparaturę do DJI, do drona. To była aparatura starszej wersji, która mogła, podłączała, podłącza się po prostu przez smartfona i w każdej chwili ten, ja mam włączoną kamerę w telefonie, no nie? I mógłbym coś podjąć. Tylko że to było wtedy za daleko.
Ja nie pomyślałem w ogóle o tym, no nie? Gdybym podniósł ją do góry, to może, to by nie zauważyło. To za daleko, co? Nie, nie ma takiej możliwości. Wie pan, panie Marku, to teraz tak z perspektywy czasu patrząc, to ja nie wiem, czy ten niemiecki nie jest bardziej niepokojący niż to, co było tam w Polsce widziane.
No, to było dosyć blisko jednak obszarów zamieszkanego, tak? Obydwa te zdarzenia. Także ja bym tak nie oceniał, czy- Tak, ale, ale czołgi po ulicach tam wożą i to co parę dni. Cały czas przyrzuty jakieś robią. Jedno może być to skutkiem dzisiejszych wydarzeń ogólnie na świecie, a tamto to po prostu, chociaż tamtego jestem na sto procent pewien, co widziałem i kuzynka też, to nie wiem, czy to po tylu latach miałoby wpływ na dzisiaj. A szkoda, bo chciałbym zobaczyć znowu.
W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy opisów dwóch zdarzeń przytoczonych przez słuchacza, który prosił o zmianę barwy głosu. Najpierw usłyszymy opis zdarzenia z niezidentyfikowanym świetlnym obiektem wydającym dziwne dźwięki nad blokiem mieszkalnym w Poznaniu, do którego doszło w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Później zaś wysłuchamy relacji o dużym czarnym trójkącie, jaki pojawił się nad jedną z wsi w Wielkopolsce około 2003 roku.
Ja mam trzydzieści dwa lata generalnie. Może zacznę od tej historii, która była opowiadana, którą mi mama opowiedziała, co też dziwne, ponieważ dopytywałem taty i tata unikał zawsze tego tematu. W ogóle tak, jakby nie chciał o tym gadać albo coś tam pomrukiwał, tylko że coś było, ale, ale on to po prostu tam wiadomo, nie? W ogóle się tym nie interesował. No, ja z racji tego, że jestem rocznik dziewięćdziesiąt trzy, to bardzo wychowywałem się, że tak powiem, zostałem wychowany na Archiwum X i te wszystkie właśnie takie rzeczy. Seriale wtedy wchodziły, pamiętam i generalnie moją obsesją właśnie to było patrzenie w niebo, nie banie się tam duchów czy innych jakichś rzeczy, tylko właśnie, właśnie najbardziej te wszystkie NOL-e i, i to, co się nam pojawia na niebie, czego nie możemy zidentyfikować. Pamiętam, to było... Ja miałem wtedy około chyba dwóch lat. Na pewno tego nie pamiętam. Mama opowiadała, że wtedy mieszkaliśmy w Poznaniu i teraz nie wiem, czy to był Dębiec, natomiast to była dzielnica Poznania, która najbardziej wychodziła tam na autostradę na południe i za autostradą tam jest baza wojskowa, do dzisiaj tam przecież jeszcze te F-16 startują.
Pamiętam, że mama opowiadała tak, że był jakiś ciepły wieczór. Było na tyle gorąco, że, że były otwarte drzwi od balkonu i ja już podobno jak to małe dziecko to spałem. Oni oglądali jakiś film i mama powiedziała, że... Teraz tak, pytanie, bo jeżeli ktoś wie, pewnie większość osób, które słuchają, to wiedzą mniej więcej, jak brzmią gongi tybetańskie.
Jeżeli chodzi o ten dźwięk, o te herce, nie? I mówiła mi, że to najbardziej jakby jej przypominało ten dźwięk, który mogła porównać, który po prostu gdzieś tam, jak były otwarte drzwi od balkonu, to się zaczął, usłyszeli go. I mama mówi, że tak wyszła i my mieszkaliśmy, to był blok, pięć pięter miał, a my mieszkaliśmy wtedy na trzecim.
Czyli tam na przykład dwa piętra. Nie wiem, ile to może być. Może z dziesięć metrów, z piętnaście, z dwadzieścia. Dwadzieścia pewnie. I że wyszła i jak spojrzała w górę, to znad bloku zobaczyła dwa światła. One były dosyć nisko, no, jeszcze może raz taką wysokość, czyli dwadzieścia metrów, może nad, bardzo nisko nad, nad dachem.
Jedno światło było większe, drugie było mniejsze. Świeciły po prostu kolorem tam białym, tak jak normalne, białe, białe, białe światło tylko. Mama powiedziała: na początku myślała, że z racji tego, że po prostu było jedno większe światło, drugie mniejsze, że to leci helikopter. Tylko właśnie, gdzie ten dźwięk charakterystyczny? Przecież to śmigła i helikopter bardzo głośno słychać. I to nie jest w ogóle taki dźwięk właśnie, do którego mama to porównywała. I w jednej chwili mówi, że stanęła razem z tatą i patrzyli na to, bo mówi: dlaczego tak nisko to leci? I w którejś chwili nagle te światła, tak jak może fajerwerki, w ten sposób kierunek jakby lotu zmienia.
Z góry i potem na dół, jak nasz... One jakby się w jedną stronę i w drugą jakby się rozprysły. No i mama mówi: kurczę, no, pierwsze, co mówi, że przestraszyła się, chociaż nie było żadnego wybuchu, nic. Przestraszyła się, że może ten helikopter, jak ma z tyłu tą mniejszą śmigłową, to się po prostu oderwał, że on się może rozwalił na pół.
Natomiast nie było żadnego wybuchu. Te światła w którymś momencie naprawdę nisko zleciały. Mówi, że one były na wysokości, może nawet już mniej więcej wysokości, bo one-...Były dosyć nisko, a jak one się jakby rozdzieliły, to zaczęły lekko spadać właśnie w dół. Czyli to była nieduża wysokość od dachu i wystrzeliły. W którymś momencie po prostu był w ogóle cisza.
Przestał być ten dźwięk. W ogóle żadnego dźwięku nie było i jedno, i drugie światło jakby odleciały. Jedno jakby w prawą stronę, a drugie w lewą. A ile czasu mogło to trwać? Ojejku, nie mam teraz kontaktu z mamą. Raczej to było dosyć, dosyć szybka sytuacja, bo mama tak jak mi to opisywała, że w którymś momencie na początku myślała, że właśnie helikopter, że dwa światła obok siebie, jedno mniejsze, drugie większe i one nagle tak jakby do góry i po półkole zaczęły opadać na dół, ale bardzo powoli i bez żadnego dźwięku.
I nagle dźwięk podobno ustał. Czyli to musiało być dosłownie, no nie wiem, pół minuty, tak? Minuta może obserwacji i w którymś momencie po prostu pamiętam. Jeszcze mówiła, że tak: tam wyjście. Znaczy pamiętam, widziałem ten blok akurat, bo tam czasem jak przyjeżdżaliśmy, to rodzice mi pokazywali po prostu, gdzie mieszkaliśmy. I pamiętam, że właśnie te okna i ten balkon wychodził w stronę wschodu, i te światła, kiedy po opadaniu nagle się zatrzymały po prostu i wystrzeliły, to możemy tak, tak mi się wydaje, po tych miejscach mamy, że jedno jakby poleciało na północny wschód, a drugie na południowy, bez żadnego dźwięku.
I mówi mama opisywała, że tak nagle po prostu. No, tutaj na pewno jakieś wojskowe manewry możemy wykluczyć, bo tego się nie robi ze względów bezpieczeństwa nad blokami mieszkalnymi. No, na pewno nie. Nie wiem, czy... Znaczy tam generalnie w tamtych rejonach, właśnie z racji tego, że tam jest baza wojskowa, to wiem o tym, że czasami tam jakieś historie były i czasami są po prostu, że, że ludzie właśnie z tego powodu z czymś, ale mama mówi, że no, nawet jak widziała czasami, że coś przelatywało tam nisko, to to nie mogło być jakby ani samolot, ani helikopter. Też z uwagi na ten dźwięk. Nie wiem, co to. Jeżeli chodzi o wielkość, jakby tam w metrach, bo tam jak słucham, to słyszę, że osoby często również to opisują, ale nie jestem w stanie, jakby albo nie dopytywałem, mama mi pewnie nie powiedziała. Mówi, że jedno było większe, mówiła, a drugie mniejsze. Tak jakby jedno było tam z tyłu, na tej małej śmigle, tak? A drugie gdzieś tam pod kadłubem.
No, tutaj myślę, że najlepiej byłoby, jakby kiedyś mama sama się przemogła i swoimi słowami jakby opowiedziała to zdarzenie. Rozumiem, że ojciec jakby unikał konsekwentnie tematu, tak? Ja się go jeszcze dopytywałem czasami właśnie z tej racji, że się bardzo tym interesowałem, tak jak i jak syn. Więc tata unikał w ogóle tematu. Jak coś tam mówił, to zawsze było to: „No, coś tam było, ale no po co to gadać o tym? Nieważne". Już w dziewięćdziesiątym tam piątym też byłem po bułki. O, mniej więcej tak, tak. I co z tego, nie? Tak kończy zawsze temat. Mama też była spadochroniarką. Kończąc kiedyś, kiedy ja się tam rodzę, miała przeskoczonych dwieście skoków. Też się bardzo interesowała, jeżeli chodzi o temat samolotów i o te tematy, więc na pewno ona by nie pomyliła, że wiedziała o tym. Była pewna, że, że to nie było coś, co ani helikopter, ani samolot, ani no dronów wtedy jeszcze nie było.
No, helikopter, gdyby to był helikopter jakiś tam doznał, prawda, problemów technicznych, to pewnie jakieś szczątki byłyby do znalezienia w okolicy, tak? Tym bardziej że nie było wybuchu i to było dosyć nisko. No i mówi, że to bardzo dobrze widziała, bo to było naprawdę może z czterdzieści metrów, tak mniej więcej nad nią. One tak po prostu po półkolu, jakby jedno w jedną stronę, drugie w drugą zaczęło padać. Póki tak się zbliżyły, aż prawie do dachu i wystrzeliły. Więc to nie jest bez wybuchu. Tym bardziej tak jak mówiła mama, że no, najbardziej mówi, że jakby mogła porównać ten dźwięk, który to jest strzała, to właśnie te gongi tybetańskie, czyli jest herc. Właśnie ten dźwięk.
On tak mu się murował, jakby o. Rozumiem, że mama o jakichś podmuchach powietrza czy jakichś innych takich atrakcjach emitowanych przez helikoptery nie wspominała, prawda? Nie, to nie, to nawet nie mógł być. Nic nie wspominała i tak jak to opowiadała, tak jak mówię, to była pewna, że, że to nie był na pewno helikopter. Pierwsze skojarzenie takie było jej, ale to też białe światła. Helikoptery przecież mają czerwone pewnie, a na ogonie pewnie tam zielone czy jakoś. Więc to nie mogło być. No i tym bardziej że jak właśnie przy wystrzeleniu kule, kiedy opadały, jakby w którymś momencie, jak stanęły, to ten dźwięk ustał i była cisza i one bez dźwięku wystrzeliły jakby.
Czyli spróbujmy taką kolejność jakoś ustalić. Najpierw zaczęło się od zauważenia tego dźwięku, tego takiego à la misa tybetańska. Tak, to było coś takiego, żeby... No w balkon było gorąco, balkon był otwarty.
Drzwi od balkonu. Usłyszeli ten dźwięk rodzice i wyszli, żeby zobaczyć, co to jest. Potem właśnie to tak się objawiło, że nadleciało znad bloku. Tak jak mama mówi, że spojrzała, to znad dachu wyleciało. Było dosyć nisko. To trzecie piętro to było. To mama nawet jak tam przejeżdżaliśmy, to ona mi dokładnie opisywała, że tam patrzy, że tutaj my mieszkaliśmy na trzecim, no to jeszcze raz mniej więcej taką wysokość jak od balkonu do dachu razy dwa. A jaka to była pora dnia? To był jakiś wieczór?
Wieczór późny. Tak, ja już spałem. Mama mówiła, że to był późny wieczór. Oni tam jeszcze jakiś film oglądali. Czyli pewnie koło dwudziestej drugiej, dwudziestej trzeciej może to był nocy nawet. To był sierpień albo lipiec. Mama mówiła, że to było lato, gorący dzień, dlatego właśnie te drzwi były. Jeżeli chodzi o tą opowieść, to tak jak mówię, to jest z drugiej ręki, że jest usłyszane po prostu przeze mnie. Więc ja tak mówię generalnie jak to, co usłyszałem.
No, dlatego mówię tak, że najlepiej, jakby mama sama kiedyś się przemogła i jakoś, nie wiem, opisała bądź to telefonicznie, bądź mailowo, jak ona to wiedziała, tak? Jak ona to pamięta. Tak jak mówię, na razie nie mam z nią kontaktu, ale myślę, że jak będę z nią rozmawiał, to na pewno zaproszę i też powiem może o tym kanale.
Nie obiecuję, ale może się przekona. No, trzymajmy kciuki!...To możemy przejść w takim razie do, do drugiej relacji, bo już tutaj nie mam jakichś pytań odnośnie tego zdarzenia. Dobrze, druga relacja to jest moja osobista. To było początek dwudziestego pierwszego wieku, ponieważ my kupowaliśmy dom, który jest wieś, ma dosłownie dwadzieścia domów. W środku jest tylko jedna droga, jeden sklep i dwadzieścia, może trzydzieści domów na odludziu.
Niektóre domy, tak właśnie jak tutaj od mojego kolegi, były w głębi, jakby nie stały przy drodze, tylko była jeszcze droga, taka zwykła, szutrowa do dojazdu do domu. No i tam myślę, że około dwustu, trzystu metrów dalej był dopiero dom. Ja miałem wtedy...
Dom kupiliśmy w dwa tysiące roku, czyli ja mogłem mieć dwa tysiące trzy, dwa tysiące dwa. Coś takiego pewnie to się działo i to był też, to było też na pewno lato. Było dosyć już ciemno, ja u tego kolegi właśnie tam w tym domu. A właśnie! Jeszcze ta droga, która prowadziła do asfaltu od domu, ta pierwsza, przez ta, przez pola, to zaraz jak się wyjeżdżało, to ja naprzeciwko, po drugiej stronie mieszkałem, zaraz przy tym asfalcie, przy drodze. I pamiętam, że wracaliśmy, w któryś dzień, ja tam u niego byłem. Bawiliśmy się. Zrobiło się dosyć pewnie... No, ja byłem mały. Miałem pewnie z osiem, pewnie z dziewięć lat, więc tam mogła to być, nie wiem, dwudziesta, dwudziesta pierwsza może. A jak już się zaczęło ściemniać, ściemniać, to pamiętam, że kolega mnie tam odprowadzał szliśmy razem do domu i w którymś momencie tak mniej więcej na środku rozmawialiśmy tam normalnie i w którymś momencie na środku tej drogi, czyli między domem a asfaltem i moim domem, a jego. Spojrzałem w górę, tak w prawo i zobaczyłem dosłownie to był czarny trójkąt. A właśnie ta cisza, która bardzo często jest opisywana w tych opowieściach. Była zupełna cisza właśnie.
To pamiętam na pewno. Spojrzałem i widzę trójkąt. On miał, jeżeli chodzi o rozpiętość boków, może koło dwudziestu metrów. Wielkości tak mniej więcej samolotu, takiego awionetki, o! On był płaski, tylko wypukły na górze i na dole jakby. Był czarny, był bez, bez żadnych świateł. Sunął tak mniej więcej może koło stu metrów. Trochę... Nie, no, nawet nie.
To musiało być trochę więcej niż drzewa takie, czyli powiedzmy, dorosła tam akacja. Zresztą największe takie drzewa, jak mamy w Polsce, to trochę może wyżej, może z pięćdziesiąt metrów. Nie, nie, nie jest to teraz tak w stanie, ale dosyć nisko, na pewno nad drzewami. I sunął dosłownie po-powoli. To nie była duża prędkość. Ja pamiętam wtedy tylko jeżeli chodzi o moją taką reakcję. Nie wiem, czy to było ze strachu, czy, czy może jakieś tam oddziaływanie też od tego obiektu pamiętam i tego nigdy nie miałem.
W środku tak aż mi się gorąco zrobiło. Ja zamarłem w ogóle, bo tak jak mówię, tam te wszystkie tam i Archivum X i w ogóle dla dzieciaka jak szyby. No i to, że ciągle właśnie tego się najbardziej bałem, to tak, aż nie wierzyłem. Mówię: zamarłem, bo to niemożliwe. I tak bardzo mi się gorąco zrobiło. Nie wiem, czy to był stres akurat właśnie, czy to oddziaływanie.
Stanąłem jak murowany po prostu. Ten kolega też to zauważył, też stanął po prostu i tak później tylko jedno co pamiętam, że w którymś momencie, jak tak coś nie wiem, albo do mnie doszło, albo po prostu, po prostu jakoś tam się ogarnąłem z tego, z tego szoku po prostu, co w tej chwili widzę. Jedno pamiętam tylko, że spojrzałem się na niego, on też cały przestraszony i nie patrzyłem później, co się tam z nim stało, że tak powiem. Tylko pamiętam, przez pole jak najszybciej do domu. Jeżeli chodzi w ogóle o tego kolegę, to też mówi, że pamięta, pamięta to zdarzenie i jak tak rozmawialiśmy, to już było x lat temu, ale ciągle mam tam czasami, to jest rodzinna wieś, więc czasem gdzieś tam gdzieś jeździmy. To jak rozmawiałem tam parę lat temu, to potwierdzał, że tak, że pamiętam. On też.
dokładnie tak, jak ja to mniej więcej Wtedy pamiętam, że jak ja zacząłem biec i już się nie odwracałem do tyłu. On mi tylko powiedział, że on zrobił to samo do, do swojego domu, nie? Pamiętam, że jak to przybiegłem do domu cały wystraszony.
Oczywiście tam rodzice coś się stało. Nie wiadomo, czy jacyś złodzieje. Nie wiedzieli, co się stało generalnie. I mówię właśnie mamie i tacie, że mówię, że UFO widziałem, żeby wyszli na dwór, że, że przed chwilą właśnie, że uciekłem, bo widzieliśmy razem tam z UFO taki trójkąt mówię czarny i pamiętam, że tak mama tam oczywiście z tatą, tak, tak, tak. To mówi, a mama jeszcze mówi, że to na pewno była paralotnia. Mówię: no nie, nie było podczepionego pod tym trójkątem żadnego człowieka. To był na tyle jeszcze wieczór, ale na tyle pamiętam jasno, że, że nie była zupełnie ciemność. I mama pamiętam, że wyszła.
Ja z nią też wyszedłem jeszcze, ale to już było zanim ja tam dobiegłem. To było pewnie ze sto metrów. No to taki dzieciak. Zanim tam dobiegłem przez pola jeszcze, to to chwilę trwało, zanim tam oni w ogóle się zainteresowali, żeby tam mi rękę, że tak powiem, zaciągnął na dwór. To zanim, to trochę tam czas trwało i tego już nie było. Co prawda niezbyt się znam akurat na tej dziedzinie aktywności, ale paralotnia chyba emitowałaby jakieś dźwięki, a tutaj była całkowita cisza, takie jakby zamarcie sugerujące efekt Oz, tak?
Nie było nic takie jak to właśnie efekt. Nie wiem. No teraz to, co pan powiedział, to właśnie o to chodzi. No, efekt Oz polegający na tym, że zamierają wszelkie dźwięki, zamiera w ogóle całe otoczenie na czas obserwacji.
Fakt faktem, kiedy my to obserwowaliśmy, to byliśmy w jakby w polu, że tak powiem. Nie było obok nas nigdzie jakichś drzew. Natomiast no, w paralotnia no, to raczej wydaje trochę głośniejszy, ale jednak ten dźwięk jak motorynka taka czy tam jakieś tam te stare komarki, nie? A tam po prostu nic nie było to raz. Dwa to było naprawdę całe czarne, wielkości trochę, chyba na pewno większe, bo tak jak mówiłem, mniej więcej jak awionetka, coś takiego. Może koło dziesięciu metrów, koło piętnastu jeżeli chodzi o te, o te boki. Nie miało żadnych, żadnych, tak jak mówię, świateł. No i przecież potrzebny jest człowiek, a to było bardzo płaskie. Pamiętam, nie było, było wypukłe na górze i na dole, ale nie było to jakieś wielkie. Było raczej spłaszczone, może z...... Teraz nie chcę w metrach mówić. Osoba by tam stojąca, o, że tak powiem, dorosły człowiek, tam metr osiemdziesiąt pewnie, to by tam normalnie stanął, to by miał pewnie sufit gdzieś tam koło głowy.
Rozumiem, że jak to zobaczyliście, to się z kolegą jakby rozbiegliście bez słowa, tak? Ja tak jak mówię, miałem takie bardzo, które do dzisiaj pamiętam. Są, czasami miałem, ileś tam każdy człowiek ma jakieś tam w życiu bardzo stresujące i takie nagłe sytuacje, gdzie ten stres po prostu nagle uderza. Czy tak jak mówię, taki szok, to, to nigdy nie miałem takiego uczucia.
Bardzo gorąco mi się jakby od środka zrobiło. To pamiętam. I, no nie mogłem się ruszyć i to teraz też nie wiem, czy to było oddziaływanie jakieś od tego obiektu, czy po prostu właśnie z tego, co, co tam organizm wydziela.
Natomiast nigdy tak właśnie nie miałem przy innych sytuacjach, że tak właśnie pamiętam ten gorąc, tak jak mówię, to ciepło w środku, to, że nie mogłem się ruszyć. Staliśmy po prostu jak murowani i patrzyliśmy tylko. To powoli się naprawdę posuwało. To mogło, nie wiem, może z trzydzieści na godzinę, coś takiego. I było dosyć od punktu obserwacji nas do tego obiektu, tak w formie linii to było może ze sto metrów no i w górę. Tak jak mówiłem, trochę tam pod, ponad, ponad drzewa, jakby tak wysokość. Nie było tam właśnie, tak jak mówiłem, też tych drzew, mówię tylko o wysokości, jaka była, ale jeżeli chodzi o obserwację całą, no to mieliśmy ładny naprawdę widok. Tym bardziej że tam potem teren schodzi w dół, więc nawet jeżeli chodzi o... Nic nam nie mogło tego zasłonić, że tak powiem, żeby coś tam może inaczej przez to wyglądało. No i oczywiście przy paralotni przecież potrzebny jest człowiek na dole, a to było tak, jakby tylko po prostu trójkąt i czerń taka dosł... No, takiej czerni to jeszcze nie widziałem. Idealna czerń.
No, wasze przerażenie musiało być rzeczywiście niemałe, skoro rozbiegliście się do domów, każdy w swoją stronę i jakby no, zostawiliście się nawzajem na pastwę niewiadomo czego, tak? Może to dziwnie zabrzmi, ale po prostu z tego strachu. No, ja też tam osiem lat...
Pamiętam, że ja spojrzałem na niego i po prostu ja nawet nie myślałem o tym. Ja po prostu wyprułem przez nie tam drogą, tylko przez pole, jak naj, jak najbardziej, żeby to ściąć do domu po prostu. A kolegę po prostu zostawiłem, że tak powiem. Jak potem rozmawialiśmy, chyba na drugi dzień nawet o tym, o tym całym zdarzeniu, no to też tak tylko zobaczył, że ja uciekam.
No to mówi: „No, co zrobić?”. Już też nie patrzył ani nic. Zrobił to samo do, do, do swojego domu, nie? Rozumiem, że dzieliliście się potem jakimiś swoimi spostrzeżeniami, tak? Wszystkie wasze wspomnienia na temat tego zdarzenia są zgodne, tak?
Tak, tak. No, szczegółowo, tak jak tutaj właśnie teraz rozmawiamy, nie, ale to jest tak: czarny trójkąt tak samo. On też mówi, że to nie by, nie mogła to być ta cisza i no wszystko tak generalnie, jak ja to pamiętam, to, to tak, tak samo właśnie on wspomina. Z trzy, cztery lata temu gdzieś tam po prostu jak rozmawialiśmy, ma też taką akurat córkę, co jest w podobnym wieku, co ja teraz mam syna, więc gdzieś tam po prostu chyba na placu zabaw rozmawialiśmy tak luźno, co u niego. I właśnie wspomniałem, wszedłem na ten temat i jak najbardziej jeszcze trzy lata temu potwierdzał, że, że jak najbardziej pamięta to zdarzenie. Trochę się tam pośmialiśmy. Mówi, że też właśnie nie wie, co to jest do dzisiaj. Więc jeżeli chodzi o to, to jeszcze to, to, co ja pamiętam, tak samo on wspomina.
No, rodzice kolegi, w ogóle jego rodzina musieli też zobaczyć, zauważyć, no, że coś się rzeczywiście musiało stać. Ten, to jego przerażenie. Jakoś nie dotarły do pana jakieś komentarze z ich strony na temat tego zdarzenia?
Jak będę kiedyś tam, to mogę na pewno dopytać. Ewentualnie mogę tam panu gdzieś wysłać albo na maila, żeby dokończyć tą historię. Natomiast powiem szczerze albo nie pamiętam, co się potem stało, jak on pobiegł, bo na pewno też musiał opowiadać mi tak samo, jak ja mu opowiadałem, że co tam rodzice zrobili. Więc pewnie jakaś reakcja była, ale w tej chwili nie, nie jestem w stanie sobie przypomnieć.
Natomiast ja tam czasami jest to tak, że jak gdzieś go przypadkiem może znowu zobaczę, to, to na pewno będę pamiętać, żeby właśnie się o to dopytać, jaka tam była reakcja jeszcze, jak on przybiegł i co się u niego odbyło działo.
Tam w czasie wystąpienia tego efektu, on zrozumie, wszelkie jakby odgłosy otoczenia zamarły, tak? Tak jak mówię, no jak tam nie było żadnych drzew, więc czy szum liści, czy czegoś takiego, też nie mogłem tego jakby porównać. Natomiast pamiętam, że była kompletna cisza. Ten obiekt był na tyle od nas blisko, że jeżeli tam by był jakiś po prostu silnik spalinowy, te paralotnie to raczej to są małe jakieś tam silniki, tak? Więc no, charakterystyczny też dźwięk mają paralotnie, paralotnie silniki paralotni, więc to na pewno cisza była zupełna. Czyli nie mogłem porównać, czy był na przykład wiatr, czy, czy gdzieś tam liście się poruszały z powodu tego, że nie było drzew, a natomiast też nie słyszeliśmy tego silnika. Była znakomita, jeżeli chodzi o obserwację takiego obiektu i znakomita widoczność, bo nic nie mogło tam nam zasłaniać. Plus jeszcze właśnie ten dźwięk, też była kompletna cisza. On tak samo też mówił, że no nic nie było słychać. Nie było tam na pewno silnika.
To też jest jakiś rejon wielkopolski. To rozumiem, że to jest mała wieś. Wszyscy się jakby znają, także no... Tak, powiem panu tak, to jest Panika, a bo też tak właśnie jak statystyki mamy, zawsze tam szukam, ewentualnie, żeby tutaj jakoś tłumaczyć tych właśnie baz wojskowych czy czegoś takiego, takich obiektów, skąd może to było, bo tam bardziej pochodzi z najbliżej i jedyna baza to jest, to była wtedy w Powidzu i to jest około czterdziestu kilometrów może. I tam nigdy generalnie nie było jakieś nad nami jakieś ćwiczenia.
Czasami te odrzutowce tam, ale to na pewno to nie mogło pochodzić. Na pewno... Nie wiem, czy na pewno. Natomiast nie wydaje mi się. Nie znam, chyba że to był ten bombowiec amerykański, bo mniej więcej, jeżeli chodzi o porównanie, to właśnie ten kształt to można porównywać.
Nie wiem teraz, jak on się nazywa, ale ten taki właśnie latający trójkąt, że on ma z tyłu te, te szpice. To raz. Dwa to nie, nie wiem, czy to jest jakby w ogóle, jakbyś, jakbym miał do czegoś ziemskiego to porównać, to raczej właśnie do tego czarnego bombowca. Chociaż nie wydaje mi się, żebym miał aż takie szczęście, żeby... Jakaś możliwość jest, jakiś procent, że akurat tam, akurat wtedy ten bombowiec, w ogóle rzadko go gdzieś tam można zobaczyć, że akurat tam leciał nad moją wsią, ale jeżeli po prostu jakby to, to miało pochodzenie ziemskie, to raczej właśnie te najbardziej podobne do tego to, to właśnie to jest ten bombowiec, nie?
Kwestią otwartą jest to, czy taki bombowiec może latać w pobliżu, jakby no, obszaru zabudowanego, tak? No i dwa: nie, nie mogło to być... Wyglądem to przecież przypominało, ale tak w dźwięku nie wiem, jaki wydaje takie, taki bombowiec dźwięk na żywo, ale to leciało dosłownie z trzydzieści na godzinę, nie więcej, bo my to- Za wolno.
- stanęliśmy... Tak, bardzo wolno. No, normalnie samolot by się nie utrzymał. No, taka motolotnia może by się utrzymała. Dosłownie powolutku, powolutku to leciało i nie wydawało właśnie ani dźwięku. Więcej niż trzydzieści na godzinę na pewno nie.
... I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś zdarzeniach z udziałem UFO. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Cały czas można przesyłać relacje o obserwacjach UFO do bazy serwisu ufo-relacje.pl, działającego pod egidą Radia Paranormalium. Przypominam również, że w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz na platformie cyfrowej nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika "Nieznany Świat", na łamach którego obok innych interesujących tematów, stale obecna jest również tematyka ufologiczna. Warto również zasubskrybować oficjalny kanał czasopisma na YouTube. Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman "Biuro Duchów", Piotra Cielebiasia "UFO Historie" i Marka Żelkowskiego "Wehikuł Wyobraźni", których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. A zapowiedzi kolejnych audycji wypatrujcie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Tam znajdziecie również pełne archiwum naszych podcastów do pobrania w MP3, jak również dużą bazę artykułów i masę innych ciekawych treści, a także forum i czata, na których możecie bez skrępowania dyskutować, z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Oto nasze numery telefonów: stacjonarny Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki "Kontakt" na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO-Relacje.
Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO-Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO.
www.ufo-relacje.pl. Sięgnij już dziś po "Nieznany Świat". Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. "Nieznany Świat" - miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl.