Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było... nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło.
Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". W dzisiejszej audycji ponownie zajrzymy w sferę życia po śmierci. Wysłuchamy bowiem kilku niezwykle intrygujących relacji o monacjach, odwiedzinach zmarłych i znakach z zaświatów. Myślę, że dzisiejszy podcast, podobnie jak wiele wcześniejszych odcinków cyklu "Mówią świadkowie", wielu z państwa pozostawi z mnóstwem pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości i nawet największym niedowiarkom da do zrozumienia, że po śmierci fizycznego ciała życie wcale się nie kończy i trwa nadal w jakimś innym wymiarze. Na dobry początek proponuję, abyśmy zajrzeli na chwilę do naszej radiowej skrzynki mailowej.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w kwietniu 2024 roku. "Chciałbym przytoczyć opis dziwnych sytuacji, które czasem mi się przydarzały i ogólny wstęp. Najpierw sprawa mojej mamy, która od dawna zawsze wiedziała, kiedy dzieje się coś złego czy niedobrego w naszej rodzinie. Czasem wiedziała o czymś dotyczącym mnie w sposób zbyt dokładny. Pracowała długo w Niemczech, ale w rozmowach telefonicznych po prostu nagle pytała o sprawy, których nie mogłaby się dowiedzieć od nikogo. Nie było takiej możliwości. Po prostu o tym wiedziała.
Dało mi to do myślenia i kiedyś zaczęliśmy poważnie o tym rozmawiać. Mówiła, że ma pewną intuicję, po prostu o tym wie, ale dodatkowo też wyczuwała śmierć innych ludzi w naszej rodzinie. Gdy umierała babcia od strony taty, moja mama była akurat gdzieś w ośrodku zdrowia. Siedzi w kolejce i nagle widzi babcię przed swoimi oczami.
Zdumiona przetarła oczy, rozglądnęła się, ale dalej ją widziała. Następnie dostaliśmy informację o śmierci babci. Gdy zginął syn jej siostry, a mój kuzyn, sam cały dzień czułem dziwne uczucie, że muszę być dziś gotowy do jazdy autem. Niestety, wieczorem dostałem telefon, że on nie żyje. Potem dzwoni ona, choć nikt nie dawał jej znać i pyta w płaczu, co się stało z kuzynem. Na drugi dzień ruszyłem w drogę po mamę, żeby sprowadzić ją z Niemiec do domu. Mama opisała mi sytuację, że poczuła nagle ostry ból w klatce piersiowej, jakby jej serce było rozrywane na tysiąc kawałków i ten okropny ból głowy. Wiedziała, że chodzi o niego. Jak się później okazało, po badaniu u lekarza na jej sercu pojawiło się sporo zrostów, bo serce nagle popękało.
Ból głowy mógł być spowodowany tym, że kuzyn miał zmiażdżoną głowę. Kolejny niedawny przypadek był na pogrzebie naszego znajomego. Był to syn najlepszego kolegi mojego dziadka. Mama, będąc na pogrzebie, widziała nad dołem, gdy była spuszczana trumna, jak stali tam jego rodzice.
Zmarli oni kilka lat wcześniej, ale stali tam. Byli młodzi i szczęśliwi. Uśmiechali się i po prostu czekali na swojego syna. Nie pamiętam niestety więcej przykładów mojej mamy. Sam miałem kiedyś kilka takich epizodów, lecz niestety teraz nic już nie czuję i nic mi się nie przytrafia. Chciałbym jednak tego znowu doświadczyć, bo nie boję się tego.
Kilka razy wiedziałem, kto za chwilę wejdzie do pomieszczenia, gdzie aktualnie się znajdowałem. Patrząc na kogoś, wiedziałem, co za chwilkę do mnie powie. Przeczucie to przychodziło dosłownie kilka sekund przed faktem. To się działo nagle, jakbym gdzieś lekko odpływał i pojawiała się ta informacja w mojej głowie. Dwa razy w życiu doznałem pewnych niemiłych odwiedzin. Pierwszy raz było około dziesięciu lat temu, gdy wieczorem szedłem spać, jak zwykle. Już byłem w półśnie i nagle na plecach poczułem, jakby ktoś przejechał mi palcami. Rozbudziłem się, otworzyłem oczy i się rozejrzałem, lecz nic nie widziałem.
Po chwili znów przyszedł sen, ale gdy tylko przekroczyłem granicę jawy, znowu ten dotyk na plecach, ale mocniejszy. Szybko otworzyłem oczy, odwróciłem się, ale nic się nie działo. Jestem całkowicie pewien, że byłem znowu rozbudzony. Z lekkim strachem znowu zasnąłem i trzeci raz to samo. Nie reagowałem już na to i czekałem, co się stanie. Nie umiem określić, czy słyszałem to w głowie, czy za mną, za głową, ale padło jedno pytanie: czy mogę cię skrzywdzić? W jednej sekundzie pomyślałem: nie pozwolę na to i zacząłem się mocno modlić.
I dopiero wtedy udało mi się spokojnie zasnąć. W zeszłym roku miałem znowu taką sytuację i znowu po modlitwie dopiero udało mi się zasnąć."... Najdziwniejsze zdarzenie, jakie przeżyłem, miało miejsce dwa lata temu, czyli w roku 2022, kiedy zacząłem leczyć się na depresję i musiałem zacząć od bardzo mocnych leków. Zmieniały one mocno chemię mózgu i postrzeganie świata, także byłem zmuszony wziąć dwa dni wolnego. Na trzeci dzień, gdy pojawiłem się w pracy, mój dobry kolega w pełnym przestrachu wyjawił mi, że poprzedniego wieczoru, jakieś dwie godziny przed snem, nagle w pokoju pojawiła mu się moja postać. Stałem obok komody w sypialni i patrzyłem, co na niej się znajdowało.
Ledwo mógł się odezwać i tylko powiedział moje imię i wtedy na niego spojrzałem i zniknąłem. Sam byłem w szoku, słuchając jego opowieści. Ja kompletnie nic nie pamiętam, a dopiero po trzech lub czterech dniach w pełni odzyskałem świadomość. Zdarzeniami paranormalnymi zacząłem się interesować w wieku około czternastu lat, jeśli dobrze pamiętam. Wydarzeniem, które to zainicjowało, była śmierć mojej babci od strony mamy.
Dostaliśmy wieczorem informację ze szpitala, że babcia zmarła. Jesteśmy wierzący i zaczęliśmy się modlić. Pamiętam, że był to ciepły okres roku. Okna w domu były uchylone. Wtedy przez okno wleciał czarny, mały nietoperz.
Przeleciał w jednym momencie przez pokój i wleciał do pokoju babci. Od razu wylądował na jej poduszce. Nie sądziliśmy wówczas, że mogła to być ona. Próbowaliśmy przegonić nietoperza z domu, lecz on cały czas wracał na poduszkę. Od tamtej pory zacząłem szukać informacji na tematy paranormalne. Jak wspominałem na początku, już nic mi się nie przydarza ani nie mam już takich przeczuć jak kiedyś. Kiedyś to przepełniało mnie trochę strachem, ale dziś czuję, że mogę tym pomagać sobie i innym, jeśli to kiedykolwiek powróci.
Zamykamy naszą skrzynkę e-mailową i przechodzimy do prezentacji historii przekazanych drogą telefoniczną. Część moich rozmówców miała już okazję gościć we wcześniejszych odcinkach cyklu "Mówią świadkowie". I tak też jest w przypadku naszej pierwszej rozmówczyni.
Oddajmy jej głos. Tymczasem ja jeszcze mam takie historie, które moja mama opisała. Mama ma jeszcze historię taką, znaczy mama, już świętej pamięci moja mama, ale lubiła... miała taki dar opisywania. No i opisała tam w albumie takim rodzinnym historię, a też bardzo często przeżywała tą historię, no, to już związaną rzeczywiście tam z odejściem ich wujka czy stryjka. Nie wiem, czy to mama zresztą opisała akurat to. W każdym razie ona i jej siostra, starsza o rok, przeżywały to bardzo często, szczególnie przy 1 listopada. To się zdarzyło gdzieś w okolicach, nie wiem, czy to była Łomża, czy...
Chyba tak, chyba Łomża, gdzie był pogrzeb ich stryjka. No i one, moja mama ze swoją siostrą, już po tym pogrzebie już się kładły spać. Mama położyła swoją torebkę na krześle i mówią, że: "a, to może ciocia czy tam stryjenka nie powinna może tego domu sprzedawać". No i tu się zaczęło piekło, bo łańcuchy jakby obrywały się, zaczęły się obrywać spod sufitu. Był taki chrzęst, hałas i ta torebka mamy, którą położyła na krześle - ja mam do tej pory tą torebkę na pamiątkę od niej - spadła i się wszystko wysypało, a była zamknięta. Mama jest pewna, że była zamknięta, zapięta ta torebka. Wszystko się z niej z hukiem wysypało.
Tymczasem one po prostu co żyw wybiegły z pokoju w panice, no i jakoś tam z ciocią przetrwały do rana i wyjechały stamtąd. Także na słowa tego, co powiedziały, na słowa, na ten komentarz swój, wobec tego, że wujek zostawił jakiś tam majątek, a ciocia chciała go sprzedać, był taki bunt z wysokości.
No tak, czasami się zdarza. Tutaj mam taką ciekawą historię. W domu się zdarzyła krótko po śmierci wujka. Jakieś tam papiery mama z siostrą chyba przeglądały i była dyskusja o tym, że, że wujek tam, no, nie był zbyt majętnym człowiekiem, dlatego też jakieś tam, jakieś dopłaty do czynszu załatwił w urzędzie miasta i podpisał taką umowę, że w razie śmierci miasto przejmuje mieszkanie. Troszkę tam popsioczyły na ten fakt i w pewnym momencie papiery wujka jakby wyleciały na sam środek pokoju i zostały tak rzucone, tak jakby ktoś fizycznie je tam chwycił. Także zdarza się czasami, że zmarli, szczególnie krótko po pogrzebie, po, po swojej śmierci, no, jeszcze tutaj są na tym świecie i podsłuchują, co się mówi. Tak, oczywiście!
A jeszcze taka historia mi się przypomniała. Już też mój brat nie żyje. Jeden, jeden, ten żyje, co UFO oglądał. Nie wiem, czy tamten był ze mną wtedy. W każdym razie to zupełnie z innego czasu. Jak z kolei babcia zmarła w Warszawie. My mieszkamy pod Warszawą, a babcia tego dnia czy tam poprzedniego dnia bardzo czekała na wnuki, żeby zadzwonili do niej na Dzień Babci. No i ci, co zadzwonili, to zadzwonili, ale mój brat właśnie nie zadzwonił. I słyszy takie stukanie w okno.... No, w dzień, w, w godzinę śmierci babci po prostu.
Stuka. No, potem się dowiedział. Stukanie w okno, wychodzi. No, patrzy, nikogo nie ma. I talerz spadł u, w pokoju gdzieś tam u, u mojej cioci też. Tak! W tym momencie. Także babcia dawała znak. No, to było w momencie śmierci babci, więc to wypisz, wymaluj monicja tak zwana, czyli sytuacja, kiedy zmarły daje znać o tym, że zawija się z tego świata.
Tak. Z tym, że na przykład ja, à propos tej sfery sytuacji, po śmierci, jakby taki pierwszy pogrzeb w rodzinie, czyli odejście, śmierć mojego dziadka ze strony taty. Byłam o tyle związana z nim codziennie, wglądu do tego domu rodzinnego jako dziecko miałam, bo tam blisko mieszkaliśmy. Wychowywałam się tam w rodzinie też. I potem, jak ten dziadek zmarł, no, ja zobaczyłam go w tej trumnie. Ja nie mogłam tego właśnie...
Strasznie to przeżywałam głęboko i śnił mi się codziennie. No, co noc, co noc. Ja już mówiłam babci, ja już byłam naprawdę na wykończeniu jako dziecko. Miałam dziesięć lat wtedy. Mówię, że dziadzio mi się śni codziennie, że przychodzi tutaj z teczką.
Dziadzio, dziadek w prezydium tam tych kombatantów doglądał, więc był takim społecznikiem. I mówię: „Z tą teczką skórzaną tak idzie przez tą ulicę, no, do domu, do uliczkę wewnętrzną. Czego on, tak mnie męczy?”
A babcia mówi: „Ty się nie bój zmarłych, ty się żywych musisz obawiać”. No i jakoś tak mnie z tego, i ja tak zaczęłam jakby z siebie wypierać ze świadomości. No, wreszcie te sny się urwały. Ale rzeczywiście z tym dziadkiem to miałam bardzo długą, no, taką taśmowę z nim, taką serię. A teraz jak mama mi się śni, to super, to fajnie, to, to przyjmuję to po prostu. Inaczej na to już patrzę. No, to pewnie też takie, takie sny z gatunku przyjemniejszych, tak? No, sen, sen jak to sen. No wiadomo.
No, nie ma się co przejmować może. Zdarza się, że śmierć bliskiej nam osoby zostaje poprzedzona pojawieniem się tak zwanej zjawy kryzysowej. Jedną z takich historii przekazał kolejny nasz dzisiejszy rozmówca, który poza tym opowiedział też o spotkaniu ze swoim zmarłym dziadkiem, do którego doszło w OB, czyli podczas doświadczenia przebywania poza fizycznym ciałem.
Ja bym chciał powiedzieć historię mojego taty, który zaczął w młodości widzieć ducha. Mieszkał w takim starym domu i miał taki duży kwiat. Tam mieszkała kiedyś jego sąsiadka i przez trzy dni pokazywała mu się, tak jakby objawiała mu się i pokazywała, ruszała głową tak jakby, że pokazywała, że nie. I po czterech, po czterech albo po trzech dniach zmarła mu siostra. Czyli taka jakby zjawa kryzysowa, jeżeli dobrze rozumiem, tak? Coś tego typu. Tak, tak, tak, dokładnie. No i bo ja się przepraszam, no, ja ogólnie też takie coś miałem. Nie wiem, czy to, czy to historia taka dla pana istotna czy nie, no ale to mnie poruszyło ogólnie. To wydaje się ogólnie prawdziwe, nie? Że trzy dni pod rząd była się ta osoba, pokiwała głową, że tak jakby kiwała, że nie i po trzech dniach umarła mu siostra, która miała dwa tygodnie. To była postać sąsiadki, jak dobrze pamiętam? Tak, tak. No, zastanawiający się, co sąsiadka może ewentualnie mieć wspólnego z młodszą siostrą pana ojca. No właśnie, ale mój tata był starszy od siostry, nie? I to jest właśnie zastanawiające, że ona tam mieszkała, w tym domu, gdzie oni mieszkali i ona się objawiła tylko tacie mojemu. Mój tata ma teraz czterdzieści lat. Opowiadał mi, że jak miał to chodzić do czwartej klasy podstawówki. No i to były inne czasy, no bo to on jest z osiemdziesiątego piątego roku. Rozumiem, to jest wszystko, co ojciec zapamiętał. Po prostu pokazywanie się przez jakiś czas tej postaci i wtedy potem śmierć siostry. Bo rozumiemy, że ojciec wtedy był też dzieckiem, tak?
Tak, właśnie. A podobno dziecko więcej widzi niż taka dorosła osoba i więcej duchów się tak jakby objawia, bo ja dużo oglądam takich rzeczy i tak, tak mi się wydaje. No, mówi się, że dzieci mają do pewnego momentu, tam do skończenia powiedzmy siedmiu, ośmiu lat, większą możliwość, większą zdolność postrzegania tej niefizycznej, powiedzmy, sfery naszej rzeczywistości.
Potem to zanika u większości osób, u niektórych pozostaje, ale większość osób tą zdolność jakby traci w wyniku tam urabiania, powiedzmy, umysłu przez społeczeństwo, szkołę, rodzinę i tak dalej. Tak, tak, dokładnie. A pan wspominał coś jeszcze o swojej jakiejś historii, tak? Znaczy, ja miałem ostatnio, ale to był takie coś, że jak to się nazywa? Sen taki, że widzę stwory czy coś takiego, że tak jak, że wyszedłem ze swojego ciała i ostatnio mój dziadek zmarł w tym mieszkaniu, co mój dziadek tam mieszkał. Byłem, wyszedłem z ciała w kuchni i on ogólnie, mój dziadek już nie żył i szedł normalnie przez, przez pokój i widziałem go w kuchni. Ja zacząłem... Nie byłem w swoim ciele, tylko szedłem tak jakby za nim i widziałem, że on się kładzie. Widziałem wszystko, co on robi, ale nie byłem w swoim ciele. Byłem za swoim ciałem. No, to można różnie takie sny interpretować.
Może to być po prostu sen spowodowany przeżywaniem żałoby po śmierci bliskiej osoby, a może to też być jakiś sygnał tego, co się z tą osobą w tym momencie dzieje już po śmierci. Że jest jakaś taka faza przejściowa, gdzie ta osoba cały czas jeszcze jakby egzystuje w świecie zbliżonym do tego, jaki miała za życia. Tutaj mieszkanie na przykład dziadka może być. Także można to bardzo różnie interpretować, tak? Bo rozumiem, że jakiejś komunikacji z dziadkiem w tym śnie nie było. No właśnie nie, tylko widziałem, co on robi, ale ja myślałem, że on mi się objawił. Na przykład moja mama mnie, że ja też miałam, jak miałam dwa tygodnie, zmarła, a kiedy w śnie na przykład widziałem moją mamę, jak patrzyła się na mnie i ja na przykład jej nie widziałem, no, na przykład byłem za mały, bo miałem dwa tygodnie, ale widziałem ją, jak na przykład się na mnie patrzy. To nie wiem, jak ja to mam zinterpretować.
Pan mamę rozpoznał na sto procent w tym śnie. Pan wiedział, że to jest, to jest ona. Tak, tak, rozpoznałem, ale ja tylko widziałem mamę na zdjęciu. Na zdjęciach, w albumach. No, już samo to, że wiemy mniej więcej, jak dana osoba wyglądała, zanim zmarła, już jakby ułatwia nam rozpoznanie tej osoby we śnie, tak?
Jeżeli oczywiście zakładając, że to są rzeczywiście jej odwiedziny, tak. No właśnie i to nie wiem, jak na to patrzeć, czy te osoby przychodzą do mnie, żeby mnie odwiedzić, czy to po prostu mój mózg tak odbiera to, że nie wiem, myśli o tych osobach i po prostu one się pojawiają?
Czy... No, nie mogę tego zrozumieć, bo dziwne takie, nie? Zdarza się, że nasze mózgi w czasie snu jakby głupawki czasami dostają i przywołują jakieś takie rzeczy z głębokiej czeluści pamięci. Nam się to czasami śni tak, jakby to było na jawie, tak? Z taką dużą realnością. Ale niewykluczone, że też może rzeczywiście dochodzić do takich jakby odwiedzin z zaświatów.
Niewykluczone, bo w ogóle podobno przychodzenie, jakiekolwiek odwiedziny-... w tym naszym świecie osób zmarłych bardzo są jakby kosztowne energetycznie. Także czasami przychodzą dopiero, jak jest jakiś problem do rozwiązania, a jak chcą, to czasami też mogą się objawiać tak, tak po prostu, żeby odwiedzić, pokazać się bliskiemu. No, tak jakby miałem ten paraliż senny, bo to tak się nazywa, z tym dziadkiem. Tak jakby czułem, że ja nie śpię, ale nie mogłem otworzyć oczu, nie mogłem się ruszyć tak ogólnie. I tak jakby wyszedłem z ciała i stałem nad swoim ciałem.
Widziałem całego siebie, tak samo, jak byłem ubrany na przykład, jak poszedłem spać i widziałem, co moja babcia siedziała w kuchni, coś tam robiła. Patrzę, jak mój dziadek normalnie szedł. Miał minę taką neutralną, że ani się nie śmiał, ani nie był smutny.
Po prostu szedł, a jak go zobaczyłem, to zacząłem za nim iść i tylko patrzyłem, jak on się kładzie do spania. I wtedy się obudziłem, ale byłem taki spocony, no, ale chciałem wstać, ale nie mogłem. Dopiero później, dopiero jak się położył, to dopiero wstałem, bo ja czułem, że ja tak jakby nie śpię, ale nie mogę, nie mogłem otworzyć oczu. Tak jak mówię, tutaj różne rzeczy można brać pod uwagę. Może po prostu taka wizja przyszła z powodu przeżywania tej żałoby, bo ten stan między snem a jawą, gdzie jesteśmy tacy zawieszeni, jak już wchodzi ten paraliż senny, to jest taki stan, w którym dużo rzeczy, no, potrafi się jakby samo z siebie zmaterializować, tak? Że widzimy to tak, jakby się działo naprawdę.
Teraz wysłuchamy kolejnych dwóch historii o spotkaniach ze zmarłymi, które przekazała nasza słuchaczka z okolic Lublina. Jak moja mama umarła, ja miałam niecałe osiemnaście lat, to jak tata pojechał załatwiać te sprawy różne takie z pogrzebem, bo mama zmarła nagle, to ona przyszła. Przyszła do domu, już tutaj, do tego domu, w którym my teraz mieszkamy. Ja mieszkam w bloku i ona przyszła do domu. Tam poruszała chyba tam... Nie pamiętam dobrze, ale słyszałam jej kroki po jej śmierci. Ona przed śmiercią bardzo lubiła, kiedyś były takie gierki.
Jakiś wilk łapał jajka. To było takie manualne, w rękach to się trzymało. Taka gierka. Ja nie wiem, jak to nazwać. A to chyba też kojarzę taką gierkę kiedyś miałem radziecką marki chyba Elektronika. Tak, tak, tak. I ona bardzo lubiła grać na tej gierce.
Nupa Gadi. O, dokładnie, dokładnie. I pamiętam, jak mama zmarła, to potem przez trzy wieczory chyba, przez trzy wieczory ona dalej siedziała w kuchni i grała, bo słychać było ewidentnie tą grę, bo ona nigdy nie wyłączyła dźwięku, bo ona lubiła, jak tam to pykało jej. To takie miało wysokie tony i ona lubiła, jak to grało, to potem przez trzy wieczory to słychać było, jak ona dalej gra w tą gierkę już po swojej śmierci. No, to taki sygnał, po którym bardzo łatwo można rozpoznać, który ze zmarłych- Przyszedł. Nas odwiedził, tak?
Tak. A wcześniej, jeszcze przed śmiercią mojej mamy, cztery lata wcześniej umarł mój brat i my mieszkaliśmy jeszcze w tym domu, co mnie tam nastraszyło, to coś. I mieliśmy w domu piec. To się nazywa formatyk. To taki z kafelków, z kafli zrobiony taki piec. I naprzeciwko tego pieca, tej grupki, stał wielki taki tapczan. I mój brat lubił siadać na rogu, na rogu tego tapczanu i tam albo dokładał do tego pieca, albo tak po prostu sobie siedział i się patrzył w ten ogień. I jak mój brat umarł, on miał dwadzieścia sześć lat, jak zmarł, bardzo młodo umarł, to potem przychodził do naszego domu i słychać było w przedpokoju jego kroki, potem w kuchni i w kuchni, tak jakby dotknął dłonią do stołu, na którym leżała cerata, bo było to takie plaśnięcie z tej, jak, jak odlepiamy spoconą rękę od ceraty. To jest taki odgłos.
I on tak często robił, że on zawsze musiał dotknąć tego stołu z tą ceratą. Nie wiem dlaczego. I słychać było ten odgłos, a ja siedziałam obok tego rogu. Nikt nigdy nie chciał usiąść tam na jego miejscu. Ja siedziałam obok i była wtedy w pokoju moja mama i drugi brat, bo ja miałam dwóch braci. I my wszyscy to słyszeliśmy. I moja mama jeszcze coś takiego powiedziała: "Odsuń się z miejsca, bo przyszedł". No to ja się przesunęłam kawałek i czułam, ewidentnie czułam i nawet usłyszałam. Nie widziałam, żeby się łóżko ugięło, nie, ale słychać było sprężyny, jak on sobie usiadł koło mnie.
Posiedział, posiedział i zaraz wstał i wyszedł. Po prostu ci zmarli, co odeszli, to przychodzili do nas, nie do domu z powrotem. No, to takie, można powiedzieć, klasyczne przypadki. Tak, to bardzo często się zdarza. Pamiętam, moja mama jeszcze przed śmiercią, to ja byłam jeszcze młodsza, jej teściowa, ja nie wiem, o co to chodziło. W każdym bądź razie kiedyś mielili zboże na mąkę, a że takie były straszne kolejki w dzień, nie można się było do tego młynarza dopchać, to jakiś tam młynarz mojej babci powiedział: "Dobrze" - ona miała na imię Stefania. Mówi: "Dobrze, pani Stefanio, ja pani zmielę pani to zboże na mąkę. Nie ma pani tego dużo, ale pod warunkiem, że pani przyjdzie do mnie w nocy albo nad ranem". A tu moja babcia chyba była postrzelona albo nie wiem. Powiedziała: "Dobra, no to ja przyjdę". I ona wzięła ten worek z tym zbożem i to się szło przez las. I ona poszła do tego młyna. Zaszła tam w nocy, do tego młynarza. I on tak się zdziwił. Mówi: "Przyszła pani w nocy?" A on mówi: "No, tak jak pan powiedział, no to przyszłam". A on mówi: "Nie bała się pani?" Ona mówi: "A czego tu się bać? No, sama seszłam.
Jeszcze księdza spotkałam". On mówi: "Jakiego księdza pani spotkała?" A ona powiedziała tam imię i nazwisko tego księdza.... A ten młynarz sobie usiadł i tak myśli, potem opowiadał. Mówi: Nie wiem, powiedzieć jej albo jej nie powiedzieć? Mówi: A powiem jej. Mówi: Przecież ten ksiądz mówi umarł dwa miesiące temu.
To jak go pani widziała? A ona mówi: No, widziałam go. Jeszcze się mnie pytał: Pani Stefanio, a gdzie to pani idzie tak po nocy? Ja mówię: A, idę do młyna. No i on se poszedł i ja se poszłam. O, takie rzeczy. No to ja mogę tutaj z domowego archiwum, że tak powiem, przytoczyć teraz historię, bo niedawno właśnie ojciec mój odszedł. Mama ma dużo snów z nim, różnych takich sygnałów z zaświatów. Mama miała coś takiego, że opowiadała mi niedawno sen, w którym pojawił się jej nasz ojciec i taka nasza dawno niewidziana, starsza od niego o dziesięć lat znajoma. I mama się pyta ojca, co ona tutaj robi? I ojciec na to: przyszła, bo tam sobie ta znajoma jakiś posiłek przygotowywała i po prostu ojciec powiedział: No, głodna była, to przyszła i sobie je. Ja mówię mamie: Jak ty tylko usłyszałam, to sobie to zapisz, bo to może być jakiś znak z zaświatów, jakaś moncja albo coś innego tego typu. Po czym, jak skończyliśmy rozmowę, przystąpiłem do sprawdzenia w internecie, czy jakieś informacje o tej naszej znajomej się pojawiły. No i się okazało, że zmarła miesiąc przed ojcem. I to, co tam robiła, to był taki sygnał, po którym... bardzo charakterystyczny dla niej, ponieważ ona miała taką sytuację w domu, że z uwagi na upierdliwą synową, no, nie mogła za dużo zjeść, bo ta synowa robiła awantury, że czemu tyle jesz, że to, że tamto. Bardzo pilnowała lodówki, ale no i skutkiem tego ta starsza pani była, no, dosyć taka chuda. Ciągle nie dojadała, ciągle była głodna.
Ojciec o tym nie wiedział, ale wiedziała to mama i wiedzieliśmy to my tutaj w domu. I się okazało właśnie, że, że ta kobieta zmarła miesiąc przed ojcem. Też nie wiedzieliśmy, bo nie było żadnej informacji. Ona mieszkała gdzieś na drugim końcu dzielnicy, także tam nie było tutaj nekrologu wystawionego pod kościołem. Także też zaskoczyła nas takim sygnałem zaświatowym. No, ale to nie do uwierzenia, nie? Takie rzeczy. Te zdarzenia mają tę wadę, że są bardzo subiektywne. Śnią się najczęściej jednej, może, może jedna osoba ma z rodziny. Na kilkadziesiąt, nie? Tak. Masakra. W niektórych relacjach o kontaktach z zaświatami pojawia się motyw interakcji zmarłej osoby z fizycznymi przedmiotami. Wysłuchamy teraz jednej z takich właśnie historii, w której pojawia się znak, którego treść udało się odszyfrować dopiero po użyciu translatora. Co więcej, naszą słuchaczkę zmarła mama w trakcie niezwykłej wizji sennej sama poprosiła o odszukanie jego znaczenia.
Posłuchajmy. Najgorsze, które mnie nęka. Zmarła moja mama. Ona była nauczycielką. Była kobietą inteligentną, wykształconą. To było samo dobro. No, mama. Ja byłam wtedy w pracy. Tyle, co wyjechałam do Niemiec. No i śni mi się moja mama. O piątej rano się obudziłam. Też taka przerażona.
Zaczęłam jej szukać po tym pokoju. Tam, gdzie mieszkałam. Śniła mi się tylko na czarnym tle jej biała twarz, tylko sama twarz. Oczy zamknięte, bledzieśienka. I ja wiedziałam w tym śnie, że ona nie żyje, że ona po prostu umarła. W tym śnie. A zostawiłam mamę jeszcze w relatywnie dobrym zdrowiu, w dobrym stanie. Nic kompletnie nie wskazywało na to, że się mamie coś stanie. No i obudziłam się. Potem zasnęłam drugi raz, taka przerażona.
Jakoś się tam uspokoiłam, że to tylko sen. Godzina piąta rano. To było piątego marca. To, to jeszcze ciemno. No i zasnęłam drugi raz. I obudziłam się o wpół do siódmej i o siódmej zadzwoniłam do syna do Polski i mówię: Wiesz co? Idź, no, zajrzyj tam do babci, bo mnie się tak źle śniło. No, mój syn poszedł i nie było go dość długo. Wrócił z płaczem, z krzykiem, bo telefon był odłożony na stole. No i poinformował mnie tylko, że babcia nie żyje. Mama zmarła nieoczekiwanie, kompletnie i również tragicznie, ale no, nie chcę o tym mówić, bo to jest bardzo bolesne. I opowiedziałam panu tą historię w związku z tym, co nastąpiło potem. No, po tym pogrzebie ja strasznie rozpaczałam, bo jak tak, jak powiedziałam, mama nie chorowała. Ja nie miałam szans się z mamą pożegnać, ani też jakoś się psychicznie, chociaż troszeńkę przygotować do tego, że może to najgorsze nastąpić. No więc ta rozpacz była i płakałam codziennie i codziennie ten różaniec mawiałam i szeptałam te modlitwy i szeptałam. No i to tak trwało około miesiąca. Kiedyś wstałam rano, a byłam wtedy sama, no bo moi synowie, a mam dwóch dorosłych synów, ale oni tam u partnerek swoich mieszkali i no, nie było ich codziennie w domu.
Obudziłam się rano, poszłam zrobić sobie kawę. Przyniosłam sobie tam do pokoju, gdzie spałam. Usiadłam na fotelu, tak tyłem do okna i takie słoneczko już ładne było. No i jedną kawę siedzę. I tak zerknęłam na swojego laptopa. To był laptop, a za każdym razem jak płakałam, modliłam się, to tak zwracałam się bezpośrednio do swojej mamy.
Mówię: Byś chociaż jakiś jakikolwiek znak dała, jakiś kamyczek czy jakieś piórko, że tam gdzieś jesteś, że, że, że to wszystko ma sens i tak dalej. No, wie pan, jak to w rozpaczy w żałobie człowiek po prostu, no, nie wiem, chwyta się. I wie pan co? Zerknęłam na tego laptopa.
Patrzę tak z boku, bo on tak stał pod kątem. Zakurzona ta, ta, wie pan, ten ekran. Tego kurzu się tam nazbierało, ale widzę tam jakieś takie bohomazy na tym są. No co to za bohomazy? I wie pan co? Nagle światełko w głowie. Przypomniało mi się w momencie, że ja się obudziłam w nocy na siedząco. Siedziałam i spałam.... Ale to sobie w tej nocy wytłumaczyłam, że, bo ja mam często takie zgagi. Po prostu męczy mnie zgaga. Zjem coś za późno, potem mnie ta zgaga męczy, jak usiądę, to ten kwas spływa i potem przechodzi. No i tak se to w tej nocy wytłumaczyłam, bo się ocknęłam. Położyłam się, spałam dalej, ale śniło mi się dalej, że wychodzę na zewnątrz, na schody i przy drugim budynku w podwórku, na takiej pięknej, zielonej trawie, której wtedy u nas nie było, tylko no, tak sobie, stoi moja mama. Taka uśmiechnięta, taka rozpromieniona. Ja wychodzę na te schody, mówię: "Mama, to ty jesteś?" A ona mówi: "Tak, tak". Taka szczęśliwa, wie pan, ta, ta radość z tej, z tej buzi. Te oczy takie rozpromienione.
I ona mi mówi: "Tak, tak, idź - mówi - i pisz na tej tablicy takie piękne hebrajskie znaki, to się tam dowiesz". Wie pan co? Jakby mi się pan zapytał, nie wiem, za sto lat czy w nocy, czy kiedykolwiek.
Ja nigdy tych słów nie zapomnę. I wie pan co? Tam siedzę, patrzę na tego laptopa i mówię: nie, to, to, to niemożliwe. Odwróciłam go do siebie. Namazane palcem jakieś takie bohomazy. I wie pan co? Nie znam hebrajskiego. Nie znałam i nie znam do tej pory. Jedynie co, to tam po niemiecku umiem mówić, po rusku i się trochę uczyłam. I niech mi pan wierzy, że ja przez cztery dni chodziłam jak obłąkana. Nie wiedziałam, co ja mam z tym zrobić. Czy ja mam to umyć, czy szukać rzeczywiście tych języków, jakichś tam, w tych, w tych tłumaczach, w tych Googlach? Czy powiedzieć o tym komuś? Bo to nie jest jakiś laptop, prawda, z ekranem dotykowym.
Nie dotyka się tego ekranu? Nie, nie, nie, to taki, to tak, nie. No to tablety. To teraz mam tablet taki mały, no to tam trzeba tym palcem po tym ekraniku suwać, bo, no bo nie ma innej możliwości. Ale wtedy to był taki stary, klasyczny laptop, taki składany na pół. Ale jeszcze mało tego, ja po tej klawiaturze też tam nie za bardzo się ten... I zawsze miałam myszkę do tego laptopa kupioną i zawsze tą myszką operowałam, bo mi to było łatwiej, szybciej.
Jakiś plik tam pobrać, zapisać. No, łatwiej mi było tą myszką to zrobić niż, niż tymi, tymi. Więc ten, ten ekran praktycznie nie był dotykany, no bo, no nie było. No, no po co go było tam po nim mazać, dotykać? I wie pan co? No i wzięłam się za odwagę.
Przyjechał ten mój starszy syn, bo mnie to było, ja już byłam po dwóch nieprzespanych nocach i cztery dni, no to kompletnie chodziłam błędna. Nie jadłam, tylko patrzyłam. Umyję. Myślę sobie: umyję to. Dobra, to są bzdury. Nawkręcałaś się, idiotko. Ja jestem rozpalczy z tego wszystkiego. I wie pan co? Idę z tą ścierką. Mówię: nie, nie umyję. Poczekam jeszcze. No ale po tych czterech dniach coraz więcej się kurzu na tych bohomazach tam gromadzi.
Przyjechał ten syn. Ja mu mówię: wiesz co? Ty se możesz myśleć o mnie, co chcesz. Ja jestem twoją matką. Ja cię urodziłam, wychowałam. Ja cię kocham nad życie. Coś ci powiem. No i zaprowadziłam go do tego pokoju. Tam, no, w sensie jeszcze w miarę, znaczy zachował się bardzo dobrze, bo mówi: daj kartkę, spiszemy to i zobaczymy. I wie pan co? Opowiedziałam mu o tym śnie, że ona mi kazała po hebrajsku pisać na tej tablicy takie piękne znaki.
Więc ja mu się przyznałam, że to z tego snu mi się wzięło. To, że ja ten, na tym laptopie zauważyłam te mazaje. No i jak wpisał ten hebrajski w ten tłumacz Google, no nie, bo tam są te opcje, można to. I zapisaliśmy te kilka znaków, bo tam nie było dużo. To było centralnie na środku tego ekraniku, tak ładnie napisane.
No to były te litery i tak jak one były, tak myśmy je wpisali. Znaczy mój syn to robił i tam wyszło tylko jedno słowo, a znaczenia tego słowa były dwa: jestem, żyję. I wie pan co? Ja do tej pory, jak mówię teraz o tym, to mam gęsią skórę i po prostu nie wiem, co to było.
Nie wiem. Nie mam pojęcia, bo od tamtej pory przestałam rozpaczać. Przestałam się tak modlić zajadle. Śniła mi się mama jeszcze kilka razy, za każdym razem szczęśliwa, pogodna, pięknie ubrana. Ale takich namacalnych znaków, jakichś takich, jak ja to mówiłam, tych piórek albo kamyczków, to od mamy już nie mam. A to nie wiem, jak to wytłumaczyć. Co to było? Dlaczego to było? Kto to napisał? Po co? Żeby mnie straszyć czy ośmieszać, czy co? Wie pan, to nie, nie są łatwe rzeczy, bo jak ja bym to komuś obcemu opowiedziała osobiście koleżance czy komuś, no to ja bym się bała ośmieszenia, bo ja się nawet bałam temu synowi powiedzieć, bo on by se mógł pomyśleć, że z tej rozpaczy to mi się w głowie pomieszało i se coś sama nawkręcałam, napisałam. Ale tak nie było. Jesteśmy dorosłymi, wykształconymi ludźmi i wydaje mi się, że no, żaden człowiek nie ma... No, pewnie są tacy ludzie, ale myślę, że dziewięćdziesiąt procent ludzi, którzy mają takie przeżycia i opowiadają, to mówią prawdę, że nie ma. Co by to komukolwiek dało, gdybym ja to zmyślała? Gdy ja se to sama napisała.
No ale po co? Co by to dało mojemu synowi? Albo mnie? Co by to dało? No, skoro pani nie dotyka tego ekranu, nie dotykała tego ekranu laptopa, bo nie było w sumie po co. No to- Nie było. Ale wie pan co? To jeszcze takie ciekawe, bo ja sprawdzałam. No bo ten ekran on był cały zakurzony, a tutaj, gdzie były te napisy, no to były napisy, ale u góry, dookoła i z boku, i na dole, no tam jeszcze ten, tego kurz, ten kurz był. I wie pan co? Ja sprawdzałam nawet tym najmniejszym palcem, swoim, tym, tym małym palcem u ręki. I robiłam takie delikatne kreseczki i w tą stronę, i w tą. I one ciągle były jeszcze grubsze niż był ten napis. Także no ja nie wiem. Nie, nie, nie mam pojęcia. Nie umiem tego wytłumaczyć. I powiem panu, że ja o tym wszystkim, bo no, kiedyś tam, jeszcze jako dziecko, to tam coś tam mówiłam księdzu, bo tam jakąś czarną postać zobaczyłam, a ksiądz mówi: "No, to wiesz, jakbyś tam zobaczyła rzeczywiście kogoś, to nie bój się, tylko zapytaj, kim ty jesteś i jak mogę ci pomóc?" Ale to tak nie działa. Wie pan, bo to jest paniczny strach, jak się takie rzeczy czuje czy widzi. I ja nie byłam w stanie wtedy kogoś się tam pytać: co ty chcesz i jak ci mogę pomóc?
No ale z kolei moja babcia zawsze mówiła: zamknij to w sobie. Nie wpuszczaj, nie dopuszczaj. Zamknij te drzwi po prostu.... bo ty coś tam jakiegoś masz i po prostu to jakieś coś tam ma do ciebie dostęp i te różne takie rzeczy widzisz. I wie pan co? Ja się tak staram całe życie żyć, że po prostu zamknęłam się tak jakby. Przynajmniej tak mi się wydaje.
No, tutaj takie dosyć mocno zwracające uwagę są te historie, te zdarzenia związane z mamą po śmierci mamy. Tutaj ta monicja w momencie prawdopodobnie, kiedy mama umierała, pani dostała jakby informację- Tak, tak. -o tym, że mama już zawija się nagle z tego świata, kolokwialnie mówiąc. No i ten, ten taki dosyć mocny znak z zaświatów, te słowa po hebrajsku. No, ciekawili mnie właśnie, czemu akurat ten język? Może ze względu na prostotę jakby zapisania tego. Ale wie pan co? Ja się też zastanawiałam, dlaczego nie węgierski, dlaczego nie arabski, dlaczego nie chiński? Przecież mamy tyle języków na świecie. Mama była nauczycielką historii.
Dlaczego nie polski? Dlaczego nie polski? A dlaczego nie polski? Dlaczego nie nasz? Tak. Dlaczego ten napis nie był po prostu po polsku: „Jestem” albo „żyję”. A tam są dwa... To znaczy było jedno słowo, ale Google go przetłumaczyło na dwa znaczenia: „jestem” i „żyję”. No, tak z językiem hebrajskim jest, że tam jedno słowo potrafi mieć nawet kilka znaczeń. I też zastanawiałam się wiele razy, dlaczego akurat to? Dlaczego ten? Przecież mówię, u nas, no, nie mamy nic wspólnego z hebrajskim językiem. Nigdy nie mieliśmy. No, też ze znakami z zaświatów jest tak, że one no, sprawiają wrażenie, że są tak sformułowane, jakby, jakby ktoś pilnował, żeby nie były zbyt łatwe do odczytania, prawda?
No, być może. Tym bardziej, że ona nazwała to w tym śnie takie piękne hebrajskie znaki. Nie, nie mówiła litery czy napis po hebrajsku, tylko tak mi to powiedziała dokładnie. Ja nie zapomnę tych słów nigdy. Dopóki będę żyć, to będę te słowa miała w głowie, bo to po prostu nie da się tego zapomnieć, wie pan. Tym bardziej że ten sen potem łączy się z rzeczywistością. No, to jest niewytłumaczalne, to jest dla mnie to, tak jak dzisiaj na to patrzę, bo to już minęło osiem lat od tego zdarzenia, to tak teraz sobie myślę, no, że to śmieszne, zupełnie niedorzeczne. To głupie kompletnie. A z drugiej strony no tak, ale jeśli ja tego nie napisałam, to kto to napisał? A jeśli ja to napisałam, nawet śpiąc, no to skąd ja znałam hebrajski język w tym śnie? W ogóle chyba pani mieszka sama w tym momencie? Czy- To znaczy ja większość czasu jestem sama, wie pan, bo ja jestem wdową. Rodzice już nie żyją. Czyli no, nie miał kto jakby napisać tego, prawda? Nie, nie, nie, nie. Absolutnie nie. Nie, nie. Nie było nikogo w domu. Ja byłam sama. Synów nie było.
Zresztą teraz też jestem sama. W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy pełnego zapisu rozmowy, która podzielona będzie na kilka rozdziałów. W głównej części będzie ona poświęcona monicjom i znakom, jakie bliscy zmarłego odebrali praktycznie w tym samym czasie, przebywając w dużych odległościach od siebie. Całe te wydarzenia, bo było ich kilka, miały miejsce dokładnie trzydzieści lat temu, bo miały one miejsce we wtorek, dwudziestego trzeciego stycznia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego roku. Dzisiaj mamy dwudziesty trzeci stycznia dwa tysiące dwadzieścia sześć.
Także taka trzydziesta rocznica, że tak powiem, tych wydarzeń. No i właśnie postanowiłem się podzielić z tej uwagi właśnie, że to akurat myślałem dużo o tym na ten temat, więc postanowiłem sobie, że spróbuję się podzielić z państwem moimi uwagami, moimi przeżyciami i tak dalej, bo należy to do tego właśnie, do waszej audycji, do tych tematów, do tej tematyki. No więc może zacznę tak: ja wtedy to był dziewięćdziesiąty szósty rok. Ja pracowałem na drugiej zmianie. Pracowałem w mieście Augsburg, to jest na Bawarii, tutaj w Niemczech, w takiej firmie, gdzie po prostu byłem spawaczem, bo spawaliśmy metodą BIG, czyli tak zwaną TIG po angielsku, jeśli się nie mylę.
Praca ta polegała po prostu na koncentracji. Mówię o tym dlatego właśnie, że po prostu jest to ważne, że nie pozwalałem sobie na jakieś tam rozmówki, powiedzmy, z kolegami. Po prostu musiałem się na tym ostro, mocno skoncentrować na tej pracy. I w pewnym momencie nagle miałem coś w rodzaju, nie wiem, nie wiem, jak to nazwać, bo to takie, takie przed oczami. Znaczy nie w sensie hologramu, tylko po prostu w umyśle, w głowie po prostu pojawił mi się taki obraz, że po prostu widziałem mężczyznę ubranego w piżamę, w jasną piżamę i leżącego w łóżku przykrytym kołdrą po pachy i ręce miał na... właśnie na tej kołdrze. Twarzy nie widziałem, ponieważ po prostu nie było rysów twarzy widać. Wiedziałem natomiast, że to był mój tato. Ni stąd, ni zowąd. I nie wiem, jakoś tak to było tak mocne, że po prostu przerwałem swoją pracę, bo nie mogłem się po prostu na niej skoncentrować. Więc doszło do takiego, no powiedzmy, przewidzenia jakby.
I w tym momencie jakbym zaczął prowadzić z nim dialog, to znaczy w tym sensie to było tak telepatycznie, tak po prostu nie mogłem się po prostu odgonić od tych myśli, bo były one tak intensywne, że po prostu tkwiłem w tym, że tak powiem. W pewnym momencie właśnie ten głos, który po prostu nie słyszałem, tak brzmi trochę dziwnie, ale powiedział do mnie, że przyszedłem pożegnać się i odchodzę na tamtą stronę. To tak wtedy sobie zapamiętałem. I wtedy ja wiedziałem, że chodzi o mojego tatę, chociaż nie widziałem tej sylwetki. Ten głos chyba też jakoś chyba jeszcze nie rozpoznałem nawet go. Więc ja stwierdziłem, że po prostu tak sam do siebie powiedziałem, że: „No co ty, tato, się wygłupiasz? Gdzie ty tam będziesz się wybierał na drugą stronę, jak ty jeszcze masz, powiedzmy, tu parę lat jeszcze. Dobrze, że możesz sobie pożyć”. W tym sensie mniej więcej. I natomiast to tak trwało, powiedzmy około minuty. Prowadziliśmy taki dialog, można powiedzieć. Także tak, że padały jakieś tam pytania czy zdania i po prostu-... Ja odpowiadałem, aż w końcu doszedłem do takiego wniosku, że na końcu stwierdziłem, że: „wiesz co? Nie musimy się czego obawiać. Tam będzie ci na pewno też dobrze, bo jesteś dobrym człowiekiem, więc nie spotka cię tam nic złego". Po tej drugiej stronie, tak myśmy to ogólnie nazwali. I w pewnym momencie, znaczy tak samo jak to przyszło, tak nagle, tak samo to odeszło i po prostu, no, ja stałem po prostu taki otumaniony, taki ogłupiały. Po prostu zostawiłem ten swój cały ekwipunek, poszedłem, zrobiłem sobie krótką przerwę. Spojrzałem w tym momencie też na zegarek. Była siedemnasta dwadzieścia. Przerwa była około osiemnastej czy osiemnastej piętnaście, więc stwierdziłem, że też jest kawałek, powiedzmy, do przerwy, ale te dziesięć minut tam przy kawie z kolegami troszkę pogadałem i, że tak powiem, rozluźniłem się, zrelaksowałem. Od tego tematu, powiedzmy, odszedłem. Wróciłem do pracy i normalnie zacząłem pracować. Zrobiłem swoją pracę w dalszym ciągu. Wtedy spawiałem właśnie takie prototypy do znanych samochodów, więc wymagało to bardzo dobrej... Powiedzmy, optycznie musiały one estetycznie idealnie wyglądać. Także wszystko chodziło o to, żeby po prostu była jak najlepsza jakość i jak to mówi się w języku takim spawalniczym: nie było nasmarkane, tylko naspawane tak, jak trzeba. No i na tym się praktycznie skończyło. To nie było takie spektakularne, ale powiedzmy, tak jak powiedziałem, nagle przyszło, nagle poszło i zrobiło to na mnie bardzo duże wrażenie. Jak dobrze rozumiem, to było takie, jakby... Doświadczył pan takiego zagłuszenia koncentracji w tamtym momencie tymi myślami. Dokładnie. Ja nie mogłem się właśnie na niczym skoncentrować. Dokładnie tak, pan, tak, tak, tak, tak jak mówiłem, wymagała, moja praca wymagała bardzo wysokiej koncentracji na tym, co robię i po prostu w pewnym momencie tak, jakbym nie wiedział, co mam robić i po prostu przerwałem tę pracę i po prostu cały czas myślałem o tym, prawda? Ta cała akcja, że tak powiem, rozgrywała się w mojej głowie, w mojej podświadomości czy świadomości i po prostu na tej zasadzie właśnie to tak funkcjonowało.
Także było to bardzo intensywne. To się jakby zaczęło w taki sposób, że pan przez pierwszy moment tego zdarzenia jeszcze pracował, tak? To nie wpłynęło w żaden sposób na bezpieczeństwo. Nie, nie, nie. Ja właśnie pracowałem, tylko stwierdziłem... Nagle po prostu zaczęło mi to przeszkadzać. Właśnie te myśli, bo one były tak po prostu intensywne i nagłe, że po prostu miałem tą przybicę do spawania i tak dalej.
Rękawice, wszystko zdjąłem, odłożyłem na bok. No i stałem po prostu, tak można powiedzieć, prawda? I po prostu tak nie mogłem się. Właśnie nie mogłem podjąć tej pracy dalej, bo wiedziałem, że jest odpowiedzialna i nie chciałem tam nic, że tak powiem, zepsuć. I po prostu z tego prostego względu przestałem i zacząłem, znaczy, że tak powiem, poniosłem się tym myślom, które po prostu miałem w głowie. To jest dosyć spójne z innymi też relacjami o jakichś tam znakach, prawda, z zaświatów, gdzie można odnieść wrażenie, że tamta strona ma coś ekstremalnie ważnego do przekazania. Na tyle ważnego, że jakby zagłusza wszystko to, o czym myślimy w danym momencie, prawda? Dokładnie tak było. Właśnie też tak.
Też tak właśnie odebrałem, tak mówię bardzo intensywnie i bardzo, bardzo mocno to przeżyłem. I właśnie à propos właśnie tego obrazu, tej postaci, tego mężczyzny, tak jak powiedziałem, nie widziałem jego twarzy, ponieważ nie miała takich rysów jakby. Ale potem, już po jakimś czasie, już kilka dni po pogrzebie, powiedzmy za tydzień około, kiedy rozmawiałem z moją mamą, właśnie pytałem się, w jaki sposób tata umarł, bo po prostu ja byłem pewien, że on umarł po prostu sobie w nocy czy tam kiedyś tam i... A tak jak powiedziałem, to była siedemnasta dwadzieścia, bo wtedy dokładnie spojrzałem jeszcze na zegar, który mieliśmy na hali, taki wielki i tam po prostu nie wiedziałem, zaczynać już przerwę, która miała się niebawem właściwie, do której jeszcze trwało, powiedzmy te ileś tam czterdzieści minut, czy po prostu zrobić sobie krótką pauzę i po prostu dalej pracować. I właśnie moja mama opowiedziała mi, że mój tato właśnie trafił do szpitala, bo miał udar mózgu.
Leżał w łóżku właśnie tak, że to by się mogło pokrywać. Ja tu nie chcę jakiejś tam sensacji wzbudzać, ale mniej więcej to tak wyglądało, że leżał w łóżku i jedyne czego nie mógł, to nie mógł mówić, bo odebrało mu mowę podczas tego udaru. Miał zablokowany właśnie tam region mowy i tak mama mi wtedy opowiadała, bo tak czekałem też na odpowiedni moment, żeby o tym rozmawiać, bo nie chciałem jej po prostu tak nagle zaskakiwać takim tematem. Zapytałem się też, o której to było godzinie. No i ona stwierdziła, że to było około siedemnastej piętnaście.
Także mniej więcej w tym samym czasie, co właśnie mnie te myśli tak naszły, i że mój tato właśnie się odwrócił się na bok, uśmiechnął się i po prostu zamknął oczy i po prostu odszedł. Moja mama jeszcze posiedziała przy nim chwilę.
Była pobożną kobietą, więc pomodliła się przy nim. Wezwała jeszcze pielęgniarkę, która właśnie przyszła. Stwierdziła zgon i po prostu tak samo, żeby... Potwierdziła też około siedemnastej piętnaście, dwadzieścia, że po prostu dla celów, że tak powiem, tych biurokratycznych, do wypełnienia różnych tam dokumentów i tak dalej, że zanotowała to sobie. I stąd właśnie jest mi ta godzina bardzo taka, taka znana, że tak powiem. Rozumiem, że pan nie wiedział wcześniej o jakichś tam problemach neurologicznych ojca, prawda? Pan się dopiero dowiedział po fakcie. Nie, nie, nie. Właśnie to mnie zaskoczyła się.
Tak, tak, właśnie ja się sam wtedy zrugałem, jak te myśli miałem takie intensywne, że po prostu zrugałem sam siebie. Mówię: co ty tu, mówię, tatę jeszcze już na drugi świat wysyłasz, jak on jeszcze jest w pełni, powiedzmy, bardzo dobrej kondycji i tak dalej. Świadomy wszystkiego psychicznie i fizycznie. Także myśmy się dopiero co trzy tygodnie widzieli, bo byliśmy w Polsce na Boże Narodzeniu i po prostu mój tata co prawda w tym czasie miał osiemdziesiąt jeden lat, ale był w pełni, że tak powiem, jeszcze aktywny i po prostu taki rześki.
Był w ogóle górnikiem, który pracował dwadzieścia siedem lat ciężko pod ziemią, więc był takim człowiekiem, można powiedzieć, nie do zdarcia, może tak się wyrażę, ale i właśnie zdrowie mu dopisywało. Tylko wtedy właśnie się okazało, że miał ten udar. Tylko moja mama mi o tym jeszcze nic wtedy nie mówiła, bo-... Po prostu twierdziła, że i tak, jeśli nic nie mogę pomóc na ten, ee, w tym przypadku, a jedyne, co mi groziło, że tak powiem, to mogłem wsiąść w auto i jak zwariowany, prawda, pędzić do Polski, żeby ją zobaczyć, tatę jeszcze jako żyjącego czy coś w tym sensie, nieprawda? Także jakoś, no, przemilczała ten fakt, bo może też myślała, że będzie lepiej po jakimś czasie. No ale, ale nie było lepiej, tylko właśnie tata zmarł w tym czasie. Te zdarzenia wydarzyły się w tym samym dniu, mniej więcej w tej samej godzinie, jak się potem okazało, bo właśnie później, dopiero jak pojechałem na pogrzeb, rozmawiałem z ludźmi i dopiero te tematy, że tak powiem, dotarły do mnie. No więc w takim razie przenosimy się do domu mojej siostry. W tym samym czasie jest ten wtorek, właśnie dwudziesty trzeci stycznia dziewięćdziesiątego szóstego roku. Godzina mniej więcej między siedemnastą, siedemnastą trzydzieści. Moja siostra mieszka właśnie w . To jest w takim bliźniaku, tylko piszę, żeby mniej więcej wiadomo było, o co chodzi.
Ten bliźniak jest połączony garażami. Nad nim jest, jest taka nadbudówka, taki pokój wielki i po prostu po prawej stronie jest część mieszkalna, reszta części mieszkalnej. Z tym że do drzwi wchodziło się po takich dziesięciu stopniach. Takie płyty to nie były betonowe schody, tylko płyty z lastriko o grubości mniej więcej pięciu centymetrów. Czy to był jakiś zbrojony beton?
W takim mniej więcej, w tym sensie, że właśnie było to taki podwyższony parter. Drugie wydarzenie, o którym chciałem opowiedzieć, wydarzyło się w garażu właśnie w tym domu. Otóż mój szwagier i mój kuzyn układali deski po prostu w tym garażu, bo na drugi dzień mieli przywieźć drewno opałowe.
Mieli też kominek, dlatego zamówili jakieś tam suche drewno i na drugi dzień mieli przywieźć to drewno. I właśnie sprzątali się, żeby zrobić troszkę miejsca w tym garażu, bo to był po prostu wtedy ogromny garaż, można powiedzieć dziesięć metrów długości, cztery, pięć metrów szerokości i do tego prowadzi... Znaczy wejście było, nie była taka typowa brama podnoszona do góry na takich prowadnicach przesuwana, tylko po prostu to były, tak to dawniej za komuny jeszcze budowano, były takie dwuskrzydłowe drzwi, mniej więcej szerokości jednego metra. Także nawet wjazd był tak wąski, że tam nikt jeszcze, chyba, jeśli się nie mylę, żadne auto nawet nie parkowało. To był, nazywał się garaż, ale to był taki magazyn, spiżarnia. Tam wszystko było, także tam można powiedzieć miejsce na opał, na różnego rodzaju rupiecie.
Przygotowywali to miejsce na, na, na ten opał, na to drewno, na które miało być dostarczone następnego dnia i w pewnym momencie usłyszeli szarpanie za klamkę. Znaczy do tych drzwi do garażu. Tak jak wie pan, takie szy, szy, szy, jak to, jak jest po prostu luźna klamka i po prostu ktoś szarpie nią w górę, w dół. Tak szybko, dosyć szybko. To po prostu oni stanęli, przerwali tą robotę, te przekładanie tych desek i patrzą. No to więc mój, mój szwagier zawołał wtedy: „drzwi nie są zakluczone, więc musisz mocniej nacisnąć”.
Coś w tym sensie, prawda? I po prostu. I nagle przestało. Nikt nie wszedł, nikt nie otworzył tych drzwi. No zgoda. Także oni tam nie zajmowali się tym. Robili dalej swoją pracę. Za chwilę okazało się, że znowu ta sama sytuacja, że ta klamka zaczyna się po prostu ruszać w tą i z powrotem, w górę, w dół, w górę, w dół. Tak szybko. To nie było tak, że ktoś nacisnął na nią, żeby, żeby otworzyć, tylko po prostu tak są luźne, powiedzmy, klamki, że po prostu zaczęła tak latać, że tak powiem. Szwagier się, że tak powiem, wkurzył, bo mówi, że ciągle mu robotę przerywają, więc zawołał do... On stał w głębi garażu, natomiast mój kuzyn stał właśnie tuż przy drzwiach, parę kroków od tych drzwi, od wejścia i on zawołał do niego: "leć, no, otwórz te drzwi, bo jakaś lebioda nie może ich, szarpie, szarpie i nie może ich otworzyć". No więc kuzyn mój, że tak powiem, otworzył te drzwi. Wychylił się, wyszedł na zewnątrz, doszedł do ogrodzenia jakieś pięć metrów. Wychylił się na ulicę. Ponieważ wtedy była zima i po prostu dosyć tęga zima. Napadało śniegu, było jasno, widno. Znaczy w tym sensie, że leżał śnieg i było biało praktycznie. Także rozejrzał się, wszedł do garażu i tylko stwierdził tak niby pół żartem, pół serio, że jakaś dusza przyszła się pożegnać. No więc, no nie wiem. Stanęli i po prostu nie wiedzieli, co mają dalej robić. No ale no cóż, nikogo nie było. Także dobra. Machnęli ręką, zaczęli dalej pracować, swoją robotę robić. W tym czasie obok, właśnie tam, tak jak mówiłem, było w tej części mieszkalnej, tuż obok tego garażu, była moja siostra. Właśnie gotowała kolację, przygotowywała kolację właśnie dla nich, bo oni za chwilę mieli skończyć i wrócić właśnie tam na górę, do domu. Po prostu, żeby po prostu coś zjeść, ciepłego i tak dalej. Więc była zajęta w kuchni i nagle usłyszała kroki po tych schodach. Właśnie, bo tutaj wspomniałem po tych płytach. To były takie głucho brzmiące, takie odgłosy, po prostu takie bardzo charakterystyczne, że właśnie jak ktoś wchodził po tych schodach, także nie dało się po prostu po nich chodzić cicho, ponieważ one same jakieś takie wydawały dziwny dźwięk. Zawsze było słychać, jeśli ktoś po nich wchodził czy schodził. W zależności od tego, jaki ktoś ma stąpanie, nawet niektórzy gorzej, głośniej, niektórzy mniej. No siostra znaczy była zajęta w tej kuchni właśnie tym przygotowywaniem kolacji i zawołała do córki. Mówi: "leć no tam szybko, bo ktoś wchodzi po schodach, żeby dobrze wytrzepał buty, bo dopiero co mam podłogę w przedpokoju". No więc moja siostrzenica poleciała szybko, otworzyła drzwi, wraca.
No i siostra pyta: „No i kto przyszedł?” Ona mówi: „Mamo, przecież tam nikogo nie ma”. Siostra myślę, że sobie żartuje z nią. Mówi: „Jak to nie ma? Przecież słyszałam. Mówi: co ty sobie, mówi, żarty ze mnie stroisz?» Mówi: »No to idź sobie sama. Zobacz, tam nikogo nie ma. Ja oglądałam, patrzyłam, mówię, na zewnątrz nikogo nie było. Nie było żadnych śladów na tych...
Było zaprószone. Po prostu tak leżał śnieg, tak leży i po prostu nie było nikogo». Siostra też nie wiedziała, co z tym fantem zrobić....Przypominam, że to było jeszcze właśnie około godziny siedemnastej trzydzieści. Obu przypadkach w tym garażu, jak i w tej kuchni. I po prostu jeszcze nikt nie wiedział o śmierci mojego taty, bo moja mama dopiero poinformowała wszystkich, o czym wszystkie moją siostrę około godziny, nie wiem, dziewiętnastej, bo dopiero wtedy dotarła do domu i tam mieliśmy, znaczy ona, oni, rodzice mieli tam telefon stacjonarny i dopiero zadzwoniła do mojej siostry. No i dobrze.
No i na tym się skończyło właśnie ta cała, te dwie sytuacje w . Tutaj tylko moją uwagę zwróciło to, jak kuzyn stwierdził. Rzucił tak pół żartem, pół serio, że pewnie jakaś dusza przyszła się pożegnać. On wcześniej chyba, jak dobrze rozumiem, nie używał takich określeń, prawda?
Nie, on był takim człowiekiem, który właśnie ja bardzo znaczy później, już po czasie żałowałem, bo on dosyć dużo, jeśli chodzi o taką folklorystyczne zjawiska, takie paranormalne. Bardzo się też tym może nie tyle interesował, co znał ich. Dużo słyszał, bo wychował się na wsi i tam dużo o tym mówiono. On się wychował w okolicach Staszowa i po prostu tam nie wiem. Tam u niego właśnie. On mi kiedyś opowiadał, ale ja po prostu nie interesowałem się tym i po prostu nie zwracałem na to uwagi, bo on był takim człowiekiem, jakby to powiedzieć. Był bardzo wierzący i też właśnie tego typu właśnie sprawy, jak właśnie wiara, śmierć i tak dalej, interesowały go, że tak powiem. I może dlatego tak rzucił właśnie wtedy. Nie wiem, dlaczego tak powiedział. Po prostu tak. Przypuszczam też, nikogo nie widział na ulicy ani po prostu widoczność była tak w promieniu stu osiemdziesięciu stopni można było widzieć na odległość pięćdziesięciu metrów.
Także nikt, kto po prostu szarpał by za tą klamkę i po prostu przeskoczył jeszcze przez płot około metra sześćdziesięciu i po prostu musiałby bardzo szybko biec, żeby po prostu zniknąć z pola widzenia. W tym czasie, prawda? W ciągu tych paru sekund, gdzie on tam właśnie wyszedł i po prostu rozejrzał się na ulicy i tak dalej.
To była też zresztą mała uliczka, także tam nawet rzadko kiedy samochody jeździły i było na tej ulicy. Po prostu znajdowało się, nie wiem, pięć albo sześć takich samych bliźniaków właśnie i po prostu tych domów. I dalej był już tylko las. Już jeśli ja dzisiaj na pewno spojrzę, bo to było trzydzieści lat temu. Jeśli dzisiaj na pewno się spojrzę, to już ta ulica jest rozbudowana, bo ona prowadzi tam do powiatowego szpitala przez las. Także jest tam, powiedzmy, trochę więcej, że tak powiem, tych ludzi na tej ulicy, ale nie aż tyle, żeby po prostu powiedzieć, że jest bardzo uczęszczana. Tym bardziej, że wtedy właśnie jeszcze była taka mała uliczka na boku, że tak powiem, na kraju miasteczka i nikogo tam, powiedzmy, nikogo nie niosło, oprócz tych kilku mieszkańców, którzy tam dalej jeszcze mieszkali. Ja przyszedłem z pracy. Teraz znowu wracamy, żeby kolejny zachować. Jest ten sam dzień, tyle że już godzina mniej więcej dwudziesta druga trzydzieści. Ja wróciłem z tej pracy tego samego dnia właśnie. Co właśnie z tej drugiej zmiany. Moja żona jeszcze tam coś przygotowywała. Miała mieć, za parę dni były jej urodziny, więc jakieś wypróbowala, jakieś tam wypieki, jakieś specjalne receptury na ciasto i tak dalej. Więc coś tam piekła. No i po prostu ja przyszedłem.
Jeszcze porozmawialiśmy krótko i ona tylko wspomniała, że gdzieś tam około osiemnastej godziny musiała wyjść z domu na krótko tutaj do pobliskiego sklepu, żeby po prostu, bo okazało się, że jakiś tam brakuje albo drożdży, czy drożdże były zepsute. Także jakieś tam składniki do pieczenia. I zamiast czekać do rana, w nocy na do drugiego, na drugi dzień to po prostu stwierdziła, że sobie pójdzie. Znaczy mieliśmy tutaj za rogiem zaraz sklep, także szybko skoczyła.
Powiedzmy niecałe dziesięć minut może trwało, bo to jest trzy minuty w jedną stronę czy w drugą i parę minut, powiedzmy zakupy. Zostawiła naszego syna. Wtedy miał pięć i pół roku. Na te dziesięć minut samego tam siedział i tak przed kreskówkami, ale żeby przed wyjściem jeszcze wyłączyła telefon. Znaczy wyjęła gniazdkę, wtyczkę telefonu z gniazdka, bo po prostu nie chciała, żeby tam były. To, to była właśnie tak mówię. Powiedziałem godzina osiemnasta i mniej więcej, powiedzmy, w tym czasie znaczy znajomi czy tam powiedzmy, telefony z Polski też mieliśmy od rodziny i tak dalej. Także nie chciała, żeby po prostu mały odebrał, ewentualnie jakby ktoś zadzwonił i wyjęła tą wtyczkę. No więc tak jeszcze porozmawialiśmy sobie tam na parę tematów, na krótko, także przez dziesięć minut i stwierdziłem, że idę spać.
Poszedłem się położyć już do łóżka, do sypialni i żona w sumie też jakieś dziesięć minut po mnie, bo jeszcze ja już tak zasypiałem. Już byłem w takim letargu, że tak powiem. Tak między jawą a snem i po prostu tylko słyszałem, że żona już gasi światła, zamyka drzwi do kuchni, kładzie się obok mnie w łóżku. No i tak. Nie wiem. Tak jakiś moment upłynęło, że już właśnie leżała w tym łóżku i nagle usłyszeliśmy... Znaczy ja to też słyszałem. Nagle takie stukanie, bardzo elektryczne, dosyć głośne stukanie w szybę. Takie typowe właśnie stukanie w okno. Takie puk, puk, puk.
Trzy, cztery razy. To było tak. Znaczy jedno po drugim. I przestało. Ja to słyszałem, tylko tak jak powiedziałem, już między byłem już tak pół snem i po prostu nie wywarło to na mnie żadnego wrażenia. Natomiast moja żona wręcz zerwała się na równe nogi i zaczęła mnie tyrpać. Mówi do mnie: słyszysz to? Ktoś puka w nasze okno. Ja? Ja się po prostu przebudziłem w tym momencie już na dobre, bo faktycznie mnie zaczęła mocno szarpać, więc mówię no dobra, no.
Wstałem, zerknąłem właśnie przez okno. Mieszkaliśmy na parterze, no ale też była właśnie śnieżna pogoda. Znaczy dużo śniegu leżało, który parę dni wcześniej spadł. Było mroźno i także po prostu taka typowo zimowa pogoda. I rozejrzałem się lewo, prawo. Tak dla świętego spokoju powiedziałem nikogo nie ma i tak dalej. Położyłem się znowu, tylko już na tyle, że byłem w tym momencie już dosyć taki rozbudzony i nie upłynęło powiedzmy, nie wiem, minuta, dwie. Znów zaczęło pukać w to okno. Tylko że wtedy to ja już się zerwałem, bo faktycznie to było tak dosyć głośno i tak intensywnie, że-... No, zrobiło to na mnie jakieś tam wrażenie, więc podskoczyłem do tego okna, ale faktycznie, żeby kogoś tam, nie wiem, złapać na gorącym uczynku, że tak powiem. W ogóle mi do głowy nie przyszło, że tam jakieś, nie wiem, duchy i tak dalej, zmarli i tak dalej.
Także to nie było w tym momencie ani w ogóle do pomyślenia. Myślałem bardziej, że ktoś sobie albo żartuje, jakiś, nie wiem, jacyś młodzi ludzie przechodzą i nie mają co do roboty, tylko po prostu gdzieś tam, nie wiem, czy stukają, czy rzucają śniegiem w szybę, czy po prostu coś innego, czy po prostu sąsiad zapomniał klucza i stuka, żeby mu otworzyć po prostu domofonem drzwi. No ale tak jak mówię, wtedy już zerknąłem, stanąłem dłużej przy tym oknie i rozglądam się. Było bardzo jasno, bo jak powiedziałem, było, to było nowe osiedle, na którym mieszkaliśmy i obok była jeszcze budowali nowy blok. Tam była budowa i po prostu była oświetlona reflektorami, dużymi reflektorami. Tak, to taki typowy plac budowy. Dookoła było, no, praktycznie jak w dzień, bo to wszystko praktycznie odbijało to światło. Także nie było tam jakiegoś tam... Nie widziałem po prostu nikogo. Żadne, nie stały, żadne auto nie stało zaparkowane przy ulicy ani nic. Także widoczność była bardzo dobra, że tak powiem i nie było żadnego jakiegoś tam, żywej duszy nie widziałem, że tak powiem.
No i zgoda. Postałem chwilę przy tym oknie. Nic się nie wydarzyło, nikogo nie zobaczyłem, więc położyliśmy się znowu spać i no i tak jakoś dospaliśmy do następnego dnia. Następnego dnia wstaliśmy krótko, żona zawiozła syna do przedszkola. Ja w tym czasie nie dawało mi to spokoju, więc wyszedłem przed blok i zobaczyłem, jak to przed naszym oknem wygląda. Czy widać jakieś ślady, czy nie wiem, męskie, małe od dzieci, czy po prostu co mogło być przyczyną tych stukań? Bo to na pewno ewidentnie nie było żadne przesłuchanie się, tylko to było naprawdę realne. Tak jak powiedziałem, ten śnieg już leżał parę dni. On był taki już, była taka skorupa śniegu z wierzchu i po naciśnięciu tej skorupy po prostu po tej stronie był taki suchy śnieg. Także po prostu żadnych śladów nie było. Jeszcze do tego dodam, że dojście do naszego okna nie było możliwe, bo było po prostu ogrodzenie około metra siedemdziesięciu z takich prętów o odstępach dziesięciu centymetrów i po prostu w odległości czterech metrów do okna. Także nikt nie mógł po prostu ręką zapukać, bo to było za daleko. Przeskoczyć też nikt nie mógł, ponieważ przed domem mieliśmy takie małe, gęste krzewy, po prostu wysokości gdzieś trzydziestu centymetrów i one były idealnie pokryte jeszcze tą warstwą śniegu, także nie było na nich widać żadnych śladów, nawet żadnego kota czy tam psa, powiedzmy, żeby przebiegł. Stwierdziłem, że nie wiem.
Wydawało mi się, że ktoś mógł ewentualnie kulką rzucić, no ale ten odgłos był tak charakterystyczny jak stukanie, więc odrzuciłem tę opcję, jako że to było to dla mnie jakoś, no, niewyjaśnialne, prawda? No, po kulce śnieżnej pewnie byłby ślad, prawda? No właśnie, także parapet był właśnie oblodzony, bo to, co stopniało, było właśnie znowu zamarzało, bo w nocy było... Wtedy mieliśmy około minus dwanaście, minus piętnaście nawet stopni.
Także w dzień też było dosyć tak chłodnawo, zimno. Jak mówię, tak coś by zawsze zostało, gdyby ktoś rzucił. Nie było żadnych śladów ani po kawałkach lodu, po kawałkach śniegu, także żadnych śladów wydeptanych na tych właśnie krzakach. Po prostu tam też trudno było w ogóle przejść. Także jak ja wyskoczyłem wtedy za drugim razem do tego okna podskoczyłem, to nikogo nie zobaczyłem i po prostu ten ktoś nie mógłby nawet uciec przez ten, w tym czasie. To byłoby niemożliwe.
No i dobra. No, wróciłem do domu i wchodząc do mieszkania, właśnie spojrzałem, nie wiem, ni stąd, ni zowąd na gniazdko od telefonu i zobaczyłem, że ten kabel od telefonu jeszcze leży na ziemi, także on nie został włączony. No więc włączyłem ten kabel do gniazdka od telefonu. Nie upłynęło dziesięć sekund, dosłownie jeszcze nie doszedłem do kuchni.
Nagle telefon. No więc wróciłem się z powrotem. Odebrałem. Dzwoniła siostra i mówi, nie wiem, z pretensjami nagle: „Co się z wami dzieje? Od wczoraj - mówi - dzwonię, dzwonię do was i do i u was nikt nie odbiera telefonów”. Ja jej dopiero wytłumaczyłem. Mówię spokojnie, mówię: „Wczoraj wyłączyliśmy telefon i zapomnieliśmy.
Także nie, nie ten. Nic się nie stało, wszystko jest okej i tak dalej”. No i siostra mówi: „Wiesz, tata zmarł”. Powiem szczerze, jak to usłyszałem, to nawet mnie to nie zaskoczyło. Nie wiem, jakoś tak byłem tak jakby podświadomie już tak, jakbym wiedział o tym. Oczywiście było mi smutno, było mi przykro, ale odczułem to takie może nie ulga, ale powiedzmy, tak jak powiedziałem, tak jakbym już o tym wiedział i to nie byłoby żadne dla mnie niczym nowym. Ta wiadomość o śmierci właśnie taty. No i opowiedziałem tam tylko jeszcze tak pogadaliśmy krótko i na tym się skończyła nasza rozmowa i... No i właśnie. No i chyba to będzie tyle. No, także to były chyba te wszystkie wydarzenia, które właśnie tego dnia czy tej nocy się też dodatkowo wydarzyły. No, to jest taka jedna z trochę rzadszych historii, ale czasem się zdarzających, gdzie zmarły jakby informuje całą grupę osób o swoim odejściu, tak? W większości przypadków, z tego, co przynajmniej ja kojarzę, jedna, może dwie osoby dostają jakiś sygnał powiązany ze śmiercią zmarłego. A tutaj, jakby nie patrzeć, no, spora część rodziny dostała taką, jakby takie przekazy. Znaczy, no to właśnie tak mówię.
Znaczy ja z żoną właśnie to było nas dwie osoby, które to po prostu słyszały dokładnie to stukanie w okno, kuzyn ze szwagrem i no i siostra. Co prawda ona była sama, ale też dokładnie słyszała, skoro wysłała córkę, żeby po prostu uprzedziła tą, tego kogoś, że właśnie, żeby dobrze wytarł buty czy wytrzepał buty. Przypuszczam, gdyby to były pojedyncze osoby, można by powiedzieć, że nie wiem.
Coś przysłuchało mi się, coś przewidziało i, ale, ale powiedzmy dwie osoby naraz. I poza tym mieliśmy do tego w tym przypadku były to właśnie dokładne odgłosy chodzenia po schodach i to szarpanie za klamkę. Także to były namacalne, że tak powiem, dowody na to, że, że jednak coś tam się zdarzyło.
To nie była jakaś tam, jakaś iluzja, jakaś, jakieś przeoczenie czegoś czy w ogóle nie wiem, szukanie jakiejś sensacji, czy po prostu. No, no. Także-... Ja jeszcze dzisiaj, nawet z rana rozmawiałem ze swoją żoną, także moja żona wtedy stwierdziła, jak jej tylko powiedziałem, że miałem opowiedzieć właśnie o tej Monici. Umówiłem się z panem. Ona stwierdziła, że, że zasugerowałem sobie na pewno, bo mój tata zmarł, więc zasugerowałem sobie tym, tą wiadomością, że po prostu widziałem czy słyszałem to, czy tamto. Ja mówię: „No tak, tylko że ta kolejność była odwrotna. Ja najpierw to słyszałem, a dopiero potem, na drugi dzień się dowiedziałem, że mój tato zmarł". Także to była...
Czy moja siostra również. Ona około godziny, dobrej godziny się później dowiedziała o śmierci taty, aniżeli to te wszystkie wydarzenia miały miejsce. Dlatego jest to na pewno w jakiś tam sposób namacalne i, no i prawdziwe, że tak powiem. W badaniu takich przypadków taka mocno wkurzająca jest jakby nieuchwytność tych zdarzeń. Nigdy nikt nie wie, kiedy coś takiego się wydarzy. Dopiero się dowiaduje, jak już się wydarzy, prawda? No dokładnie. Także no, no, w tym wypadku właśnie no wszyscy byli zaskoczeni. À propos, właśnie pan wspomniał na temat mojego kuzyna. Właśnie tą całą historię. To właśnie zaczęła się już na stypie po pogrzebie, bo właściwie z tym pogrzebem to też było trochę hecy, że tak powiem. Chociaż to może niewłaściwe określenie, ale do tego wrócę może później. Że właśnie siedzieliśmy na stypie, już tak po pogrzebie i właśnie ten mój kuzyn wtedy zaczął.
Powiedział, że wujek, bo tak nazywamy jego tatę, że wujek po prostu przyszedł się pożegnać. No i zaczął opowiadać tę historię. Znaczy tak ogólnie, potem jakoś później jeszcze wypytywałem o szczegóły, bo właśnie bardzo mnie to w tym momencie zaciekawiło. Ja opowiedziałem wtedy tą historię czy moja żona nawet zaczęła opowiadać, bo u nas też mówi, stukało w okno. Tak to określiła. No i oczywiście wszyscy byli zaciekawieni, więc opowiedzieliśmy tą historię. No i tak od słowa do słowa stworzyła się taka jedna wielka, jedno wielkie wydarzenie, po prostu w tym samym temacie, że tak powiem. I w dwóch czy trzech nawet można powiedzieć, różnych miejscach, daleko od siebie oddalonych i po prostu bez żadnych możliwości kontaktu czy komunikowania się.
Także to było takie nietypowe i no i, no i prawdziwe przede wszystkim. No, jakby sami z siebie zweryfikowaliście, że coś takiego w ogóle się wydarzyło, prawda? W tym samym czasie, w tym samym dniu. Tak, tak. No, przede wszystkim w tym samym dniu i w tej samej godzinie, bo jak mówiłem, właśnie siostra przygotowywała tę kolację na godzinę osiemnastą i to się zdarzyło. No, wiadomo, nikt nie patrzył wtedy na zegarek, ale, ale znaczy przynajmniej oni, bo ja wtedy dokładnie wiedziałem, że to była siedemnasta dwadzieścia, ale to było powiedzmy, te pół godziny, dwadzieścia minut przed tą kolacją, czyli mniej więcej w tym samym czasie, tak? Znaczy ja nie wiem, czy zmarły przychodzi dokładnie w tej samej minucie, kiedy umiera, ale, no, ale w tym momencie właśnie to było to mniej więcej czasowo, że tak powiem, w tym mniej więcej w tym samym czasie. Jeszcze jedną taką ciekawostkę, bo właśnie dzisiaj jest dwudziesty trzeci stycznia i dzisiaj ma dziesiąte urodziny mój wnuk. To jest właśnie ten syn tego małego chłopczyka, który został wtedy sam na dziesięć minut, którego zostawiła moja żona. I właśnie on się urodził dokładnie dwadzieścia lat, w tym samym dniu śmierci mojego taty. Także to było w 2016 roku. Także to też w pewnym sensie jakieś takie, powiedzmy, no, takie miłe zdarzenie, że tak powiem, bo synowa miała wtedy poród mieć pod koniec stycznia. Tak został obliczony i po prostu no, ja zażartowałem sobie wtedy: „Byłoby fajnie, jakby się urodził w dzień śmierci mojego taty", ale mówię, to jest około dziesięciu dni, mówię, różnicy, dlatego chyba nie trafimy, mówię, z tą datą urodzin. No, a tu jednak się po prostu, tak powiem, udało. I stąd, ni z owąd po prostu trafiła do szpitala na porodówkę i po prostu i w tym samym dniu się po prostu urodził mój wnuk. I tak oto niby zwykła data dwudziesty trzeci stycznia nabiera takiego jakby magicznego, osobistego znaczenia, prawda? No, w moim życiu na pewno. Bo tak jak mówię, to znaczy dużo, dużo wydarzeń miało tak tego typu właśnie w tym samym dniu, znaczy w tym samym dniu połączone, tak jak mówię, bo urodziny mojego wnuka, także śmierć mojego taty, te wszystkie monice, które się wydarzyły w tym czasie, także było to jakieś takie bardzo charakterystyczny dzień w moim życiu czy w naszym życiu, powiedzmy no, moim i moich, moich bliskich. Jeżeli dobrze pamiętam, to wy dopiero na stypie się dowiedzieliście, że w ogóle od siebie nawzajem, że mieliście takie wydarzenia, prawda?
Tak, tak, dokładnie tak. Właśnie tak jak powiedziałem, że na stypie mój kuzyn wtedy zaczął opowiadać właśnie, że ten, który właśnie powiedział, że jakaś dusza przyszła się pożegnać, że właśnie, że wujek przyszedł się do nas pożegnać i zaczął opowiadać tę historię w garażu, która się wydarzyła, z tą szarpiącą się klamką i tak dalej. I potem właśnie ja dołożyłem tą swoją historię. I to tak powiedzmy, wyszła z tego, powiedzmy taka, no taka, taka, no, w pewnym sensie taka miła, powiedzmy, że tak powiem, takie zakończenie tego całego, tego dnia czy w ogóle tych no, życia mojego taty, że tak powiem.
Ale to też świadczy o głębokim jakby związku, jaki mieliście z ojcem. Też tak mi się wydaje. Jeszcze à propos właśnie miałem powiedzieć na temat pogrzebu. Znaczy jeszcze, że tak dodam wtedy, jeśli, kiedy urodził, żeby nie zapomnieć, bo przypomniało mi się teraz, kiedy urodził się mój wnuk, właśnie po dwudziestu latach, w tą dwudziestą rocznicę śmierci mojego taty, to ja powiedziałem do swojego syna: „Widzisz, mówię, jedno życie odeszło, a drugie przyszło". To tak? No, w tym samym, w tym sensie, powiedzmy, się sprawdziło, że tak powiem.
I dobra, i teraz wracam. Właśnie tak, tak jak pan teraz wspomniał, że mój tato był... Znaczy mieliśmy, oczywiście, byliśmy z nim bardzo związani. Mój tato był bardzo dobrym człowiekiem. On bardzo znaczy, miał ciężkie życie, bo on się urodził trzydziestego pierwszego grudnia 1914 roku, czyli w Sylwestra 1914 roku. Także miał już, że tak powiem, drugą wojnę światową, też przeżył w niewoli i tak dalej.
Także miał, że tak powiem, ciężkie życie. Długo pracował na kopalni, pracował całe życie na tej kopalni Czerwona Gwardia i po prostu ta praca też nie była wtedy, tak jak to dzisiaj jest zmechanizowana i lekka, tylko po prostu-...
pomimo tego, powiedzmy, trudnego życia, że tak powiem, był po prostu w pełni jeszcze zdrowia i taki rześki. Także niejeden by mu pozazdrościł właśnie, że w tym wieku jeszcze można taką kondycję mieć, że tak powiem. I właśnie jeszcze nawiązując do tego: proszę sobie wyobrazić, że kiedy na pogrzebie, na całej ceremonii pogrzebowej podszedł do nas ksiądz, znaczy do mnie i do siostry, ponieważ siostrę znał, bo ona załatwiała wszystkie tam u niego dokumenty i wszystkie te formalności związane z pogrzebem, więc zapytał się, kim był nasz ojciec. Bo mówi: „Bo my tak stoimy.
No, jak to, kim był? No, był zwykłym, dobrym człowiekiem, który po prostu, który był lubiany ogólnie". Siostra zapytała: „Czemu ksiądz pyta?". On mówi: „Bo to jest... On jest od dwudziestu lat - jak powiedział - jest duszpasterzem i jeszcze na pogrzebie nie było aż tylu ludzi" - mówi. To jest jego absolutny rekord, że tak powiem, że po prostu jeszcze nie widział tylu ludzi, którzy przyszli do kogoś na ostatnie, że tak powiem, pożegnanie, na pogrzeb. I to też było jakimś tam faktem, że właśnie, że... no, że coś w tym było, że, że właśnie nasz tatu był dosyć takim dobrym człowiekiem. I tak wtedy mówię, tak jak miałem tą wizję, też mu powiedziałem, żeby się niczego nie obawiał, bo jest dobrym, był dobrym człowiekiem czy jest dobrym człowiekiem i nie ma się co obawiać po tej drugiej stronie, jak tam pójdzie. Także, także tak mówię. Wtedy też co prawda po tym wydarzeniu czułem się troszkę tak nieswojo, bo, że tak powiem, posłałem tatę, że tak powiem, na drugą stronę, znaczy w zaświaty, ale po prostu wtedy jeszcze nie wiedziałem, znaczy nie byłem tego świadomy i po prostu wydawało mi się, że jest to tak po prostu taki napływ myśli po prostu.
Dlatego, dlatego to tak odebrałem wtedy. No, nie miał pan jeszcze wtedy świadomości tego, że właśnie mówi pan własnemu ojcu: „Żegnaj". Dokładnie. Dokładnie tak było. Właśnie tak powiedziałem. Dopiero się dowiedziałem o śmierci na, na drugi dzień, po prostu po dwunastu godzinach, nad ranem dopiero. Tak. No i to w sumie to byłaby tylko, no, tyle. Nic może takie nie było tam spektakularne, jakichś tam wydarzeń, ale powiedzmy w życiu moim, moich krewnych, moich bliskich właśnie to było takie ważne i miłe zdarzenie, że tak powiem, że po prostu mieliśmy jeszcze ten ostatni kontakt z naszym tatą i taki namacalny, że właśnie to nie było jakieś takie, jakieś przypuszczenia. Znaczy ja cały czas próbowałem sobie to wyjaśnić, bo nie jestem też człowiekiem, że po prostu wierzy we wszystko. Już tym bardziej wtedy jeszcze nie wierzyłem w żadne duchy i tak dalej.
Dopiero dzięki waszemu radiu jakoś zacząłem się interesować tym tematem. Czy właściwie jak jechałem na pogrzeb swojego taty, może tak powiedzmy, to wtedy zacząłem się interesować fizyką kwantową, bo zawsze mnie interesowało: no dobrze, no co jest właśnie, z czego składa się atom? Z czego składa się to, co buduje atom i tak dalej, i tak dalej.
Aż w końcu, nie wiem, doszedłem w końcu do wniosku, że, że no, że gdzieś tam jeszcze są rzeczy, o których jeszcze nie znamy odpowiedzi do końca. No, tutaj bardzo zastanawiający jest ten niezmiennie mechanizm, jakim, że tak powiem, rządzą się monidcje, bo można czasem odnieść wrażenie, że to sam zmarły inicjuje taki kontakt, a w niektórych przypadkach można odnieść wrażenie, że to jakby automatycznie jakiś impuls się rozsyła do osób, z którymi dany człowiek był związany i od jakichś takich osobistych jakby możliwości odbierania komunikatów z zaświatów zależy to, czy, czy taki komunikat zostanie odebrany i prawidłowo zinterpretowany. No, tutaj różne też można snuć dociekania. Może też, może rzeczywiście coś z fizyką kwantową, jakieś kwantowe mechanizmy też tutaj zachodzą. No, ja jestem właśnie w trakcie czytania „Kwantowej rzeczywistości" pani Danuty Rutkowskiej. Właśnie tę książkę usłyszałem pierwszy raz na waszej antenie, właśnie Radia Paranormalium.
Zaciekawiła mnie, kupiłem ją i po prostu, no i jestem w trakcie czytania. Jest bardzo interesująca, muszę powiedzieć. Także to są też tam... Przypuszczam, że będę ją jeszcze kilka razy czytał, bo, bo są tam rzeczy, o które po prostu chętnie wrócę i po prostu w jakiś, jakiś inny sposób sobie zinterpretuję i, i postaram się w miarę zrozumieć to wszystko, po prostu całe zagadnienie, o którym tam jest mowa. Jest to na pewno jeszcze temat, który na pewno nie, nie zostanie zamknięty dziś czy jutro, tylko będzie na pewno trwał jeszcze długo, długo. No więc pan na dobrej drodze dzięki temu, może nie żeby wyjaśnić tak jakby definitywnie, jak te zjawiska, czym się te zjawiska jakby kierują, czym się rządzą, ale żeby znaleźć jakieś takie swoje własne zrozumienie tych fenomenów, tak? Dokładnie tak. Jeszcze mi się coś przypomniało. Właśnie znam dwa przykłady, o które chciałem właśnie może, może nie tyle, nie tyle znaczy opowiedzieć o nich, ale przede wszystkim pana zapytać, bo może pan ma bardziej, większe doświadczenie z uwagi na to, że większy kontakt z innymi osobami, które przeżyły może podobne sytuacje. Chodzi mi o to, że właśnie ten kuzyn mój, właśnie, o którym wspominałem, że on trafił pewnego dnia do szpitala i znaczy zadzwonił do mojej siostry ni stąd, ni zowąd, czy... Po prostu chciał się też pożegnać. On po prostu powiedział, że dzwoni po to, żeby się pożegnać. No więc moja siostra nie wiedziała, że gdzie on jest, bo on mieszka w Katowicach. Moja siostra, jak wspomniałem, i po prostu powiedział, że się chce pożegnać. Moja siostra w takim razie zrozumiała, że wyjeżdża gdzieś za granicę, bo on miał córkę za granicą, więc pomyślała, że wyjeżdża za granicę ją odwiedzić. Ale on powiedział, że jest w szpitalu i prawdopodobnie nie będą się już widzieli. To też był tak środek tygodnia, środa mniej więcej czy czwartek może. No i dobrze. No, pożegnali się. Oczywiście siostra powiedziała: „No co ty się wygłupiasz? Tam, wiesz, wrócisz do domu, będziemy dalej ten, pogadamy później, jak będziesz w domu z tego szpitala". Miał jakieś okresowe badania, coś w tym stylu.
Także nie było nic tam, jakichś tam, jakiegoś niebezpieczeństwa nagłego czy coś takiego, tylko po prostu zadzwonił i powiedział, że się żegna. No i faktycznie moja siostra zadzwoniła do niego, do jego żony praktycznie, bo dzwoniła na jego komórkę. Nikt nie odbierał. Dzwoniła w sobotę tego samego tygodnia właśnie do jego żony....No i się okazało, że on właśnie dzień wcześniej zmarł. I znaczy, to też w takim, w tym sensie, że właśnie zastanawia mnie, że on po prostu miał jakieś tam pojęcie na ten temat. Nie wiem, no, pojęcie, przeczucie, że tak powiem, to może lepsze słowo, że właśnie, że coś takiego się wydarzy. Drugą taką sytuację miałem też. Właśnie to była bardzo podobna sytuacja. Chodziło o babcię mojej żony, która miała udar mózgu, również trafiła do szpitala i po prostu leżała tam kilka dni.
Codziennie z rana dostawała jakąś kroplówkę, tak, że przychodziła pielęgniarka, wkłuwała jej tam igłę i po prostu, i dostawała jakąś tam kroplówkę. Nie wiem, z czym. Z jakimiś lekarstwami, nie wiem. Pewnego dnia, pewnego ranka, kiedy przyszła ta pielęgniarka, babcia właśnie powiedziała do niej: „Jutro już nie będziecie mnie kłuli.
Dzisiaj kłujecie mnie ostatni raz” - coś w tym stylu. No i pielęgniarka powiedziała: „No, nie wiem. Zobaczymy, czy lekarz przepisze panią na następną kroplówkę, czy też nie”. Właśnie nie, nie odebrała to tego jako jakieś przeczucie śmierci, powiedzmy, na następny dzień, tylko po prostu, że nie będzie już trzeba dawać tej kroplówki. W tym sensie. No i po prostu ta pielęgniarka potem właśnie, jak babcia już umarła, to właśnie rozmawiała z moją teściową i właśnie opowiedziała jej tą historię, że to właśnie miało miejsce dzień przed jej śmiercią i co właśnie babcia powiedziała. Także to też było takie nietypowe dla nas jakieś takie wydarzenie, że po prostu w tym sensie, że takie przeczucie, nie wiem, o śmierci czy... To było takie właśnie podobne do, co do, co właśnie tego kontaktu z moim kuzynem wtedy. No, tutaj można snuć różne dociekania, czy to po prostu zmarły wyczuwa, że jakby jego organizm już się poddaje?
Albo czy może dana osoba miała jakiś taki wgląd w to, co nazywamy Kroniką Akaszy tak zwaną, że stamtąd jakoś się dowiedział, że jego czas już się kończy, prawda? Znaczy, no ja właśnie, jak słucham waszego radia właśnie, to też właśnie dowiedziałem się dużo ciekawych rzeczy, bo po prostu nie zajmowałem się tą tematyką. Całkiem przypadkiem właśnie natrafiłem na Radio Paranormalium i po prostu właśnie tak, jak pan, tak jak pan wspomniał, że po prostu istnieje coś takiego, że właśnie, nie wiem, mamy to pozacielesne, właśnie te wędrówki, spotkania z przewodnikami czy z aniołami stróżami i tam dowiadujemy się o swoim losie, czy po prostu, nie wiem, informują nas, czy po prostu przemilczają jakąś tam informację. Jeśli to nie jest aż tak daleko, powiedzmy, jeśli chodzi o zabranie kogoś do tego drugiego świata i tak dalej. Także ja to tak w ten sposób rozumiem. Przypomina mi się teraz przypadek takiego jasnowidza. On współcześnie może nie jest jakiś znany, bo na pewno nie jest tak znany jak Jackowski chociażby.
Ale był taki jasnowidz Józef Marcinkowski. On funkcjonował pod pseudonimem Akara Yusuf Mustafa. Dosyć dużo ludzi podobno do niego przychodziło po różne wizje, porady i tak dalej. I zdaje się, w Archiwum Nieznanego Świata jest relacja od pewnej czytelniczki, której zakomunikował, że: „widzimy się po raz ostatni i już więcej się nie zobaczymy”. Jakiś czas później zmarł. Także, no, też można powiedzieć, że to taka forma, prawda, jakby nie było, jasnowidzenia. Nie u wszystkich się jakby uaktywnia, ale wiele osób ma takie coś, że jakby wiedzą o swojej zbliżającej się śmierci. No, no właśnie. Znaczy coś musi być na pewno, skoro na przykładzie tych dwóch wydarzeń, właśnie tej babci i tego kuzyna właśnie, że oni, no, oni byli w stu procentach pewni, że po prostu to jest, nadeszła ich godzina i długo już to nie potrwa, że po prostu, że umrą. I to już wszystkie relacje o monacjach i znakach z zaświatów przygotowane do dzisiejszego odcinka. Dajcie znać, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcecie o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie w opisie pod tą audycją. Będą one również podane głosowo na końcu tego odcinka, już za chwilę. Zapowiedzi kolejnego odcinka podcastu „Mówią świadkowie” oraz innych naszych audycji znajdziecie na stronie internetowej Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Na stronie znajdziecie także bogatą bazę artykułów, w tym również teksty traktujące o życiu po śmierci, a także archiwum podcastów do pobrania w MP3, jak również forum i czata, na których możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Polecam Państwa uwadze również nowy numer miesięcznika „Nieznany Świat”, który znajdziecie w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz na platformie cyfrowej nexto.pl. Zachęcam również do zasubskrybowania kanału czasopisma na YouTube. Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman „Biuro Duchów”, Piotra Cielebiasia „UFO Historie” oraz Marka Żelkowskiego „Wehikuł Wyobraźni”, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również takich związanych z zaświatami. Mówił do Państwa Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium - paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Oto nasze numery telefonów: stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki „Kontakt” na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl.
Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium.
Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Sięgnij już dziś po „Nieznany Świat” - najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. „Nieznany Świat” - miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl.