Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty. Tajemnicze istoty. Niezwykłe wizje. Klątwy. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie.
Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiejszy odcinek audycji Mówią Świadkowie poświęcony będzie tematowi, który zawsze wywołuje gorące dyskusje w komentarzach, nie tylko na YouTube. Zaprezentuję bowiem garść mniej lub bardziej wstrząsających, ale zawsze prawdziwych relacji o bliskich spotkaniach z istotami o nieustalonej proweniencji.
Poznamy dziś zdarzenia z udziałem nie tylko przybyszów z innych wymiarów, które nasuwają oczywiste skojarzenia z żywym folklorem, ale również opisy istot, które mogą przynależeć do domeny kryptozoologii.
Zaznaczę tylko, że w części z rozmowami telefonicznymi kilku moich rozmówców prosiło o zmianę bariery, zatem warto poszukać słuchawek lub włączyć sobie napisy. Tym oto wstępem ruszył nasz szalony pociąg, a my, biegnąc po torach niezwykłości, spróbujemy go dogonić.
Z pociągu owego w naszą stronę spadać będą coraz to bardziej zadziwiające i niekiedy mroczne jak muzyka Black Sabbath i mrożące krew w żyłach historii. Zaczniemy od relacji przekazanej drogą telefoniczną, której autor prosił o zreferowanie do nas.
Zrobiłem więc transkrypcję, w oparciu o którą przygotowałem następnie artykuł, który trafi wkrótce na stronę www.paranormalium.pl do działu Zgadnijcie jak może się on nazywać, mówią świadkowie oczywiście, a jego dźwiękową wersję zaprezentuję już za chwilę.
W 2001 roku na odludnej drodze w rejonie Podlaskim wstępowałem do artykułu, który wkrótce zaprezentuje wersję, którą przygotowałem. W tym roku na odludnej drodze w rejonie Poznania doszło do tajemniczego i wciąż niewiaśnionego zdarzenia, które na zawsze odmieniło życie świadka.
Podzielił się on swoją historią z radiem Paranormalium przez telefon, zastrzegając, aby nie emitować jego głosu, a jedynie streścić całe zdarzenie. Młody wówczas mężczyzna wracał nocą do domu od swojej dziewczyny.
Była godzina około 3 nad ranem, a droga, którą podróżował biegła przez typowo wieński, niezabudowany teren. Kilka domów, długa, prosta szosa, z obu stron otoczona polami. Pierwszej nocy, zupełnie niespodziewanie, w oddali dostrzegł kilka ciemnych sylwetek przechodzących przez drogę.
Ich obecność o tak późnej porze i w tak odludnym miejscu wydała mu się dziwna, lecz ponieważ znajdowały się w sporej odległości, nie próbował ich śledzić ani sprawdzać, kim są. Niemal o tej samej porze i w tym samym miejscu zdarzenie powtórzyło się.
Tym razem jednak postacie znajdowały się znacznie bliżej. Około 30-40 metrów przed samochodem, który prowadził, drogę przecięło 5 lub 6 zakapturzonych postaci. Wyglądem przypominały upiornych jeźdźców znanych z filmu Władca Pierścieni.
Postaci były całkowicie obrane w powłóczyste czarne szaty, z głęboko nasuniętymi kapturami, bez widocznych twarzy. Najbardziej niepokojące było to, że postacie te nie szły, unosiły się nad ziemią. Według świadka ich peleryny płynęły około 20 cm nad jestnią, a światła samochodu przechodziły pod spodem, co potwierdzało brak kontaktu z podłożem.
Nie było widać nóg ani żadnych ruchów chodu. Poruszały się cicho i bezszelestnie. Wtedy postaci nie mogły się zaskoczyć. Świadek miał pełne przekonanie, że otrzymał przekaz Nie bój się, wszystko będzie dobrze.
Masz w sobie moc, dobrze ją wykorzystaj. Mimo niezwykłości sytuacji mężczyzna nie odczuwał lęku. Otworzył drzwi samochodu i przyglądał się tej scenie z zaskakującym spokojem. Po powrocie do domu dotarło do niego, że był świadkiem czegoś zupełnie niezwykłego.
Od tego momentu jego życie diametralnie się zmieniło. Świadek relacjonuje, że zaczął odczuwać obecność duchów i czegoś, co towarzyszyło mu w różnych sytuacjach, zarówno w Polsce, jak i po przeprowadzce do Wielkiej Brytanii.
Przedmioty przemieszczały się bez jego udziału, światła włączały się same, nawet te, które wymagały fizycznego pociągnięcia sznurka, a w jego obecności dochodziło do spadków temperatury i zakłóceń pracy urządzeń elektronicznych.
Zdarzało się również, że w miejscu jego pracy, gdzie pełnił funkcję inżyniera, uruchamiały się alarmy, sprzęty odmawiały posłuszeństwa, gdzie pełnił funkcję inżyniera, a na nagraniach z monitoringu uchwycono tajemniczo obiekty poruszające się w nienaturalny sposób, zmieniające kierunek lotu o 190 stopni.
Kolędzy z pracy zaczęli z czasem żartować, że dziwne rzeczy dzieją się od momentu, gdy on tutaj pracuje. Na pamiątkę spotkania z tajemniczymi istotami, mężczyzna wytatuował sobie na ramieniu wizerunek mnicha.
Tak bowiem sam ich nazwał, Choć do dziś nie wiem z czym dokładnie miał do czynienia. W relacji przyznaje, że próbował korzystać z rzekomej mocy, np. przesuwać przedmioty siłą woni, jednak bezskutecznie.
Ma jednak przeczucie, że przy odpowiednim prowadzeniu i treningu byłby w stanie tę zdolność rozwinąć. Z biegiem lat intensywność zjawisk nieco zmalała, Choć nie zniknęły one całkowicie. Co ciekawe, według relacji wciąż zdarza się, że co noc mężczyzna budzi się w środku nocy, zawsze po godzinie trzeciej, co sam powiązał z tzw. godziną duchów.
Tajemnicze postacie, które pojawiły się w 2001 roku na polnej troce pod Poznaniem, do dziś pozostają dla świadka zagadką. Choć próbował znaleźć analogiczne przypadki zarówno w polskim, jak i anglojęzycznym internecie, np. pod hasłem Hooded Figures czy Shadow People, nie natknął się na nic, co mogłoby z całą pewnością wyjaśnić jego doświadczenie.
Mniejszy materiał został sporządzony w oparciu o transkrypcję rozmowy telefonicznej za słuchaczem. I to tyle, jeśli chodzi o relacje z Poznania. Teraz zaprezentuję Państwu opisy kilku zdarzeń nadesłane drogą tekstową.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w czerwcu 2024 roku. To było około 1990 roku. Miałam wówczas jakieś 9 lat. Była godzina po siódmej rano. Jasno, więc przypuszczam, że była to późna wiosna.
Leżałam sama w łóżku w naszym pokoju. Rodzice byli już w pracy, a brat na porannym treningu. W pokoju obok była babcia. Obudził mnie przeraźliwy dźwięk, zwiercił mi się w głowie, szumiąco piszczący, podobny do odgłosu pojawiającego się kiedyś po zakończeniu programu telewizyjnego.
Otworzyłam oczy, lecz nie mogłam się poruszyć. W kącie pokoju, tam gdzie stała kuchenna szafka Paulina, to był jeszcze koniec PRL-u, mieszkaliśmy w trzy rodziny w jednym mieszkaniu, próbowała się zmaterializować jakaś postać. Była półprzezroczysta, fioletowa, o normalnych ludzkich wymiarach. Towarzyszył jej ten sam okrutny, pulsujący dźwięk zakłóceń, który świdrował mi głowę. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam.
Postać oplatały czarne okręgi, jeden na wysokości nóg, drugi na wysokości klatki piersiowej. Całość trwała kilkanaście sekund. W rytm pulsowania dźwięku zjawisko stawało się raz bardziej, raz mniej wyraźne.
Nie widziałam twarzy. Wyglądała jak trójwymiarowy fioletowy cień. Po kilku próbach zjawa zniknęła, dźwięk umilkł, a ja znów mogłam się ruszyć. Jak z procy wystrzeliłam do pokoju babci, krzycząc przerażona. Babcia uznała to za mój koszmar. Nie słyszała niczego poza moim krzykiem.
Od tamtej pory co wieczór modlę się słowami, które z czasem ewoluowały, lecz sens pozostał ten sam. Boże, uczyń mnie i moją rodzinę niewidzialnymi dla nich i dla ich mocy. Drugie zdarzenie wydarzyło się rok, może pół roku wcześniej, zimą. Leżało wtedy dużo śniegu. Razem z kolegą zjeżdżaliśmy na sankach z górki przed domem, byliśmy sami.
Na dole wzniesienia rosło drzewo otoczone murkiem. Ponieważ stało na zboczu, murek z jednej strony miał 50 do 70 centymetrów wysokości, a z drugiej ponad metr. Górka nie była stroma, więc prędkość zjazdu nie była zawrotna, ale na końcu trzeba było ominąć murek. Zjechałam pierwsza, po mnie kolega. Stałam obok murka i patrzyłam.
On w ogóle nie sterował sankami, jechał prosto na kant, który znajdował się mniej więcej na wysokości jego czoła. Zderzenie wydawało się nieuniknione. I nagle, około metra przed murkiem, dodam, że nic tam nie wystawało, teren był gładki, sanki wraz z kolegą uniosły się i dosłownie wskoczyły na murek.
Pamiętam jego przerażone, a jednocześnie zdumione spojrzenie, gdy zorientował się, gdzie się znalazł. Szukaliśmy potem przy murku czegokolwiek, co mogłoby go wybić. Ale jaka to musiałaby być skocznia, żeby z miejsca wskoczyć na wysokość 50 do 70 centymetrów?
Do dziś nie wiem, co się wtedy wydarzyło. Czy to był anioł stróż, czy coś innego? Korespondencja nadesłana do Randia Paranormalium 9 listopada 2024 roku. Zdarzenie miało miejsce w nocy z 23 na 24 lipca 2024 roku.
Jeździliśmy z kolegą na hulajnogach elektrycznych. Była noc. Byliśmy w Parku Grabiszyńskim we Wrocławiu. Nagle zobaczyłem z daleka jakiś blask przy drzewie. Pomyślałem, że jest to coś, co tylko odbija światło z naszych hulajnóg, że to jakaś butelka czy denko puszki.
Mówię do kolegi, żeby zobaczył, co to, ale on nie reagował. Patrzył na mnie i gadał swoje o paranormalnych rzeczach. Poruszał wątek o tajemniczych zaginięciach. Kiedy podjechaliśmy, zobaczyłem z daleka, jak przemyka jakieś dziwne, małpopodobne stworzenie.
Było niskie. Miał może kilkadziesiąt centymetrów wzrostu. Kolor taki jasny brąz, ale też trochę czerni. Istota szła na dwóch nogach, pomagając sobie łapami. Istota znikła w krzakach, ale krzaki nawet się nie poruszyły.
Tak, jakby to małpopodobne stworzenie nagle zupełnie znikło. Uświadomiłem sobie, że ten blask, który wcześniej widziałem, to jego stwora. Było późno w nocy, około godziny pierwszej. Po tym zdarzeniu pogadaliśmy jeszcze chwilę z kolegą o tym, co zobaczyłem i pełni pytań i niepewności rozjechaliśmy się do domów.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2025 roku. Jako kilkuletni chłopiec miałem wtedy około 4-6 lat. Spałem w łóżku z rodzicami, przydarzyła mi się bardzo dziwna historia. Mieszkałem wtedy na małej wsi w dużym piętrowym domu.
Obudziłem się w nocy i nie mogąc zasnąć, wpatrywałem się w okno naprzeciwko łóżka, obserwując światła latarni ulicznych. W pewnym momencie dostrzegłem dziwną postać, a właściwie jej cień, który lampy ustawione za nią rzucały na szybę.
Sypialnia znajdowała się na piętrze, nie było więc żadnych drzew ani innych podpór, a odległość okna od ziemi wynosiła około 4 metrów, co wykluczało by ktokolwiek stał tam na ziemi. Postać rzucała duży cień na okno i do wnętrza pokoju, więc nie mogło to być złucenie.
Wyglądało to tak, jakby unosiła się w powietrzu, utrzymując stałą wysokość i poruszając się nieznacznie w górę i w dół, o maksymalnie kilkadziesiąt centymetrów. Na podstawie kształtu cienia sądzę, że była to kobieta, pochylona i siedząca, w naturalny dla niej sposób bokiem.
Wydaje mi się, że siedziała na miotle. W pewnym momencie istota zapukała w okno. Przerażony nakryłem głowę kądrą, podczas gdy rodzice spali głębokim snem. Po chwili zdjąłem kądrę i istota zniknęła. Na pewno nie był to paraliż senny, ponieważ mogłem się swobodnie poruszać.
Wydarzenie było tak żywe i oczywiste, że nie mam żadnych wątpliwości, iż stało się naprawdę, a nie było wytworem dziecięcej wyobraźni. Wydarzenie było tak żywe i oczywiste, że to przeżycie odcisnęło na mnie piętno.
Przez około dziesięć, dwanaście lat bałem się zasypiać, zakrywałem głowę kądrą. Zasłaniałem okna ruletami i szczelnie otołałem się kądrą. Nie wiem, czym mogła być ta istota. Najbardziej mi pasuje mí, że to była wiedźma.
6. Korrespondencja nadesłana do Radia Paranormalium bohaterii. Kode, multimedia, Mam obecnie 45 lat. Mało co pamiętam z dzieciństwa, uchowały mi się jedynie krótkie wspomnienia, ale jedno wydarzenie zachowało się w mojej pamięci w całości.
Od urodzenia jeździłem co roku na wakacje z rodzicami, bratem, wujkiem, ciocią oraz kuzynem na cały miesiąc do ośrodka wypoczynkowego w Rentynach niedaleko Olsztyna. Ośrodek położony jest nad jeziorem w lesie i do dziś pozostaje miejscem stosunkowo trudno dostępnym.
Doskonale znałem każdy zakątek okolicznego lasu podczas spacerów, zbierania grzybów czy zabaw ze starszymi dziećmi w podchody. Nie pamiętam dokładnie w którym roku to było, ale musiałem mieć najwyżej 5 lat.
Tego dnia wybraliśmy się z rodzicami, wujkiem i ciocią na spacer główną leśną drogą. Było po obiecie, nawet później. Po około 2 kilometrach. Po około 2 kilometrach pogoda nagle zaczęła się pogarszać i postanowiliśmy zawrócić.
Wtedy zapytałem czy mogę wrócić skrótem i poczekać na nich w umówionym miejscu. Rodzice zgodzili się. Poszedłem skrótem podczas gdy oni wracali drogą, którą przyszli. Kiedy dotarli do miejsca, w którym mieliśmy się spotkać, nie było mnie tam.
Po 10 minutach czekania stwierdzili, że zapewne zdarzyłem wrócić wcześniej do ośrodka i również tam poszli. Tymczasem ja cały czas szedłem. Bez przerwy. Nagle stanąłem, bo zobaczyłem zbliżającą się postać.
Była wysoka, ubrana w zielony płaszcz z kapturem. Kiedy mijaliśmy się, spojrzałem na twarz, jednak żadnych rysów nie dostrzegłem, tylko pustkę. Co więcej, ta istota nie szła, ani nie biegła. Wydawało się, że po prostu płynie.
Nie zareagowała na mój wzrok. Minęła mnie i zniknęła. Później ruszyłem dalej i dotarłem do wyznaczonego miejsca. Ale nikogo nie zastałem, więc wróciłem do ośrodka. Gdy dotarłem do domku, rodzice i wujek strasznie spanikowali.
Szukali mnie po całym terenie przez ponad 45 minut. Nie rozumieli, jak mogłem się spóźnić prawie o godzinę, skoro według mojego odczucia szedłem cały czas bez przerwy. Lata później, już jako ojciec, zapytałem ich, jak mogliście pozwolić małemu dziecku pójść do lasu i to właśnie wtedy, gdy pogoda się pogarszała.
Mama odpowiedziała, że i oni sami często sobie to pytanie zadawali. Nie rozumieli, jak żadna z czterech dorosłych osób nawet się nie sprzeciwiła. To wydarzenie pamiętam doskonale, mimo tak młodego wówczas wieku.
Przypominam, że cały czas można nadsymać swoje relacje do Radia Paranormalium. Wszystkie kontakty znajdziecie w opisie pod tą audycją oraz na naszej stronie internetowej www.radia.paranormalium.pl. Teraz przechodzimy do relacji od słuchacza, który miał już sposobność gościć w naszej audycji, w jednym z odcinków poświęconych obserwacjom UFO.
Dziś poznamy przekazane przez niego historie dotyczące zdarzeń z udziałem niezidentyfikowanych istot. Ja pamiętam tyle, że była cisza. Było to chyba przed 12.00. Taka totalna cisza. Mam pineszkę. To było nad jeziorem.
W sumie to jest miasteczko, Walentuny. Jezioro też walentuńskie. Forma jeziora to jakiś owal. To była dodatkowo podkowa wchodząca w brzeg. nie wiem jak to wytłumaczyć taka zatoka? tak, o właśnie, o dokładnie i jest ta zatoczka, nie wiem, jest przed dwunastą tam to jest tak, nie jest płaski teren, bo tam jest schodzi brzeg takimi ze skałami i na górze są sosny czy jakieś drzewa dookoła w takiej formie podkowy, dosyć spore to jest jakbym kiedyś przesłał pinewkę i narysował te korony drzew, to wszystko jest dosyć spore no i w pewnym momencie jakiś taki huk w koronach drzew tak jakby ptak skrzydłami walił o te gałęzie o te liście, jakby jakaś małpa przeskakiwała, ale to w ułamku sekund pokonywało ten cały, taką podkowę w tych koronach drzew, tak się przemieszczało tak błyskawicznie, że nawet nie jest to w stanie człowiek opisać coś takiego no włosy nam dęba stanęły zaraz żeśmy stamtąd się, że tak powiem zawinęli, ale to tak taki był huk ogólnie była cisza, ale jak to zaczęło skakać po tych koronach drzew i to w ułamku sekund naprawdę tyle taką przestrzeń pokonywało, tam i z powrotem że byliśmy w szoku do tej pory nie wiem co to było, na pewno nic normalnego, że tak powiem tak szybko by się nie przemieszczało udało się wam może zarejestrować jakieś szczegóły wyglądu tej postaci to był, nie wiem to był jakieś coś bliżej małpiem bliżej ptaka nie właśnie, tylko sam dźwięk sam odgłos, huk tych gałęzi, tych liści w tych koronach drzew nie udało się nic, to było tak błyskawicznie szybko się przemieszczało że to niewyobrażalne nawet fizycznie, żeby tak coś w ułamku sekund po tych koronach drzew a to jest dosyć spora odległość takiej zatoczki jak to ująłeś tylko dźwięki, to było niesamowite wręcz nie wiem jak to określić nie do opisania tak błyskawicznie się przemieszczało a wtedy się interesowałem też dużo czytałem, szukałem w ogóle nad Szwecją i dużo przypadków było tam rejestracji i obserwacji ucho byłem wtedy sezonowo pracować, jeździliśmy na ryby z kolegą i takie coś żeśmy spotkali tylko dziwne, że kolega nic nie pamięta ale był przecież ze mną ja pamiętam, to nie wiem czy jakiś syndrom wyparcia, bo są nie wiem, w stresie mam takie przypuszczenia, że organizm potrafi wypierać pewne rzeczy albo zapomniał bo to już było 2012 2013 rok to już ponad 10 lat ten ten już miał prawo pozapominać tych szczegółów, ale wtedy było widać po nim, że zauważył też coś, prawda?
No oczywiście, żeśmy patrzyli na siebie i żeśmy nie dowiedzieli co to mogło być nie pamiętam czy żeśmy na pewno żeśmy coś rozmawiali ale żeśmy się szybko popakowali i zawinęli do domu A to długo trwało?
Jak długo trwała ta obserwacja tych dźwięków i z jakiej odległości jaką odległość mogła to istota? pokonać tak mniej więcej? Z jednej strony to ileż to tam było do tych 10-20 metrów się zaczynała na początku tej podkowy że tak powiem tego zakola a później to nie wiem 100-200 metrów dookoła i z powrotem tak w błyskawicznym tempie w ułamku sekund taki huk po tych gałęziach jakby się coś przemieszczało, że niewyobrażalne, to nie do opisania po prostu musiałby ktoś być i słyszeć to taka szybkość, że tak powiem to jest niemożliwe, żeby tak coś skakało rozumiem, że jakiś ptak w jednym miejscu gdzieś tam przeskoczył chwila, ale tu goniło po tych koronach przemieszczało się w tym zakolu no z straszną prędkością i to duży ten huk był tych liści, tych gałęzi naprawdę nie do opisania, to jest coś niesamowitego tam to za szybko nawet jak na ptaka, prawda?
a nie, to nawet niemożliwe jest, bo to czuć było, że to coś takiego dużo większego bo taki hałas, żeby wytworzyć w tych gałęziach nie pamiętam, czy się ruszały, te chyba się ruszały no, bo człowiek konsternację przeżył w takim momencie, to to się zapomina o wszystkim znaczy, rozumiem, że było słychać się wyraźnie jak tam, jak ta istota, ląduje na każdym z tych drzew, prawda?
no, ta jakby skakała przemieszczała się po tych koronach drzew, tam są drzewa to z satelitem może będzie widać, są dookoła drzewa i ta jakby przemieszczała się w ułamku sekund dosłownie w takiej potężnej odległości, że tak powiem, z takim hukiem łomotem w tych koronach że nie mogło być malutkie coś, bo nie zrobiło takiego dźwięku. Krótko mówiąc, że to jest krótko mówiąc, mamy tutaj tylko obserwacje tych odgłosów i jakby reagowanie drzew na pojawienie się, na przeskakiwanie tej tą błyskawiczną szybkość ten huku tego w tych koronach to jest niewyobrażalna prędkość, o słyszę mój pogłos, no nic no zarejestrowane przeze mnie no to tylko i przez kolegę ten huk niesamowity i prędkość niewyobrażalną wręcz niemożliwą, żeby tak się coś przemieszczało w ułamku sekundę po całej tej przestrzeni takiej potężnej w tych koronach drzew no coś niesamowitego a mógłbyś mi jeszcze raz podać nazwę tego jeziora? To jest jezioro walentuńskie, czy jak?
Walentuna, przez V jak wpiszę wygoczy miasteczko i będzie takie jezioro potężne. Mógłbym wziąć nawet i tą pineczkę przesłać od razu, jakbym dał rady grzebów. Ale chyba już znalazłem Walentuna Sion, chyba tak się to nazywa, z tego co mi tutaj Google pokazuje taką zatoczkę właśnie no dosyć duży obszar musiałby to przeskoczyć Mała uwaga do tej relacji. Słuchacz prosił o wycięcie nazwy miejscowości Przejdźmy jeszcze do i to też na tym kempingu, że tak powiem dwudniakach, te dzieci co widziały tą czarną postać nie wiem, dzisiaj rozmawiamy bo to jest moja chrześnica także jeszcze mi opowiadały już jest, ma 17 lat wtedy miała chyba 11 pojechały sobie tam w stronę właśnie las te dzieci jechały jedno z nich stanęło, no jak to stanęło no się nigdy nie odzywali do siebie, no to ta moja chrześnica patrzy tam nie wiem, z 50 metrów czarna, taka owalna ta jakby postać coś owalnego z rękami chudym nad ziemią unosząca się mówiła, że dosyć duża, z 2 metry to miało no i dzieci wróciły tak zszokowane że rodzice nie mogli nie mogli poznać nie mogli po prostu no te dzieci były no przerażone tym widokiem tej postaci A dzieci jakoś opisywały bardziej szczegółowo wygląd tej postaci, jakieś porównania robiły czy tak ogólnie tylko, że wiedziały jakąś sylwetkę, coś takiego nieludzkiego tak, nieludzkiego, czarną, że czarna duża postać unosząca się nad niej, bo jeszcze dzisiaj się wypytywałem tej mojej chrześnicy, jak to wyglądało dokładnie, mówię, że bardzo duże takie jakby owalne, nie było kształtu postaci takiej ludzkiej tylko takie bardziej owalne coś, dwumetrowe i że ręce chude miało takie długie palce mówiła, że były palce z rękami długimi piszącymi takie w dół Coś jak taki coś w typie chyba Slendermana może Nie wiem Nic z tego rodzaju, bo tak mi trochę ten, częściowo poprawia mi się za Slendermanem, nie wiem czy kojarzysz Nie, nie, nie kojarzę ale ma powiązanie to, bo sobie przypomniałem i ona mi przypomniała, że dzwoniły do mnie 21, bo ja często siedzę w takim garażu sobie 21 i 22 koło 21 to było tutaj u nas jest taki stok pomianowski mam też tam kineskę, mam wszystko do tego i dzwoniły przerażone, bo znowu zauważyła postać też dużą, ogromną było wieczór, tam było dużo dzieciaków tylko, że miało czerwone oczy już ta postać ta moja chrześnica, nie wiem może ona ma jakieś predyspozycje do tego, że widzi takie rzeczy ale przerażone też dzwoniły co to mogło być ale to już miało czerwone oczy dosyć duża ta postać cienna mi się skojarzyło z Leszym, bo ostatnio słuchałem żywy folklor czy Leszym miał że ma czerwone oczy nie wiem czy dobrze to kojarzę No Leszy występuje w różnych, że tak powiem konfiguracjach wizualnych często pokazuje się z rogami podobno na głowie nie wiem jak z oczami, ale przyjmuję taką mocno humanoidalną postać z tego co mi wiadomo taki mały lasek jest szpital bo to wszystko się jakby działo blisko lasów tak?
znaczy tu akurat to drugie teraz co mówię, to jest już tutaj bo nie na tym kempingu ta postać druga ta z czerwonymi oczami to było niedawno był krwawy księżyc, nie wiem czy 23 teraz, w 22 któryś to było, takie głośna obserwacja księżyca krwawy księżyc, którym to był?
23 chyba, tak? albo 22 był, był taki, no dosyć niedawno krwawy księżyc, czy jakoś tak się nazywał chyba 23 rok 28 października tutaj pokazuje no to mówiła, że wtedy był właśnie ten, ten bo poszli chyba, nie wiem czy nie obserwować tego księżyca bo to jest taka wzniesienie górka lafek, taka studnia jakaś tam musiałbym być muszę tam pojechać, zobaczyć i też przerażone dzwoniły akurat z tego wydarzenia, że dosyć duża czarna postać, tylko oczy i taka bardziej ludzka postać, te oczy mnie ich przeraziły tą moją chrześnicę najbardziej czerwone oczy i jeszcze krwawy księżyc właśnie to mi powiedziała, że wtedy był właśnie krwawy księżyc, ale to według niej był była taka fizyczna postać czy bardziej jakby coś na zasadzie zjawia czy przewidzenia coś takiego fizycznego, realnego bardziej taka ludzka postać, tylko duża czarna oczywiście, no te oczy pewnie się musiały wybijać w tej postaci, jeżeli mówiła, że zwróciła na te oczy, to ją przeraziło, czerwone oczy, dosyć też duże, duża ta postać była ja tak się zastanawiałem, co mogło spowodować że akurat chrześnica i tym drugim, przepraszam nie pamiętam jakiej płci było to drugie dziecko chyba tą pierwszą, tą obserwacją był kolega jej taki dobry, który stanął na rowerze nad tym kempingiem, na tych dwutniakach stanął na rowerze ona nie wiedziała co się dzieje, też stanęła no i wtedy zobaczyła chyba się nie odzywali nawet do siebie, bo tylko on spojrzał przerażony nie wiedziała co się dzieje, stanęła zobaczyła tą tą dużą, chyba z dwa metry miało, tak z pięćdziesięciu metrów unoszącą się no i od razu ogień zawinęli z powrotem na kemping i do tych rodziców przerażeni to było gdzieś tak, nie wiem, osiemnasta po południu już, osiemnasta, dziewiętnasta przed tym lasem i tam mi opowiadała, że są bunkry, gdzieś jeszcze nie byłem nawet Z województwa lubuskiego pochodzi kolejne relacje o stworzeniu które można chyba zaliczyć do wielu zainteresowań kryptozoologii Mam też historię, którą przeżyłem z kolegą w Niestulicach to jest województwo lubuskie to jest jedno z najczyszczych jezior w Polsce tu, jeśli można to podpiąć pod kryptydę jaką ja z kolegą spotkałem w wodzie to było w wodzie moczyliśmy nogi na takim, tam są też obozy harcerskie tam są różnorakie wyspy i my po prostu moczyliśmy nogi to było jakieś stworzenie wody to było takie stworzenie wody też nie mogę podpiąć pod żadne znane zwierzę i tak dalej, to nam przepłynęło dosłownie my to widzieliśmy no może 2-3 sekundy ale to nam przepłynęło obok nóg to było coś owłosionego moim zdaniem to przypominało takiego jakiegoś smoka wodnego no i to, aż to jest niesamowite bo my się zastanawiamy, do dzisiaj się z tym kolegą zastanawiamy co to mogło być Niestulice to jest bardzo głębokie jezioro jedno z czystych, że tam widać dno tam na dużo metrów i właśnie też przeżyliśmy coś takiego nie jestem w stanie panu dokładnie opisać bo to mówię 3 sekundy było ale to było, przypominało takie no nie wiem, smoka wodnego węża wodnego, ale to było owłosione ani to nie był żaden bupr ani ten, bo z tego co wiem to tam bobrów nie ma i takich różnych stworzeń i to też bardzo mi utkwiło do dzisiaj z kolegą się zastanawiam co to mogło być bo nie jesteśmy w stanie zrozumieć co się wydarzyło z bobrem i odpowiedział pan na pytanie, które miałem właśnie zadać nie nie nie to tak no 70% że to nie był bupr no nie wiem, że to był jakiś może przerośnięty bupr no ale szczerze to ja tak wielkiego bobra w życiu nie widziałem więc to mi odpada no ale to akurat no to mogło być takie stworzenie nie wiem, którego ja nie znam no ciężko mi jest powiedzieć dokładnie co to mogło być a mogło to być na przykład słomu bo one potrafią takie dosyć duże wymiary też osiągać słom raczej no słom raczej nie jest obłosiony a to ewidentnie miało taką sierść dość sporą taką sierść ale to nie była taka sierść jak mają takie zwierzęta że bupr tak jak właśnie tylko to była taka sierść roztrzepana trochę taka jakby się wydawała nie mam słów ale to nie była taka typowa sierść takiego ze znanych zwierząt tylko to była taka nastroszona jakby ta sierść no mówię to niesamowite bo do dzisiaj się z kolegą zastanawiam co to mogło być bo my się mocno dość wystraszyliśmy wtedy i oczywiście te nogi z tej wody wyciągnęliśmy bo to tak jak pan ma brzeg my sobie siedzieliśmy tutaj przy brzegu moczyliśmy nogi i to dosłownie no nie wiem no pół metra no nie więcej centralnie takim szybkim ruchem przepłynęło obok nóg kolejny nasz dzisiejszy rozmówca pochodzi z Mazowsza prosił on o wycięcie nazwy miejscowości w której rozegrały się opisane przez niego zdarzenia jest to mała wieś posłyszymy przegazane przez niego obserwacje postaci jak gdyby zrobionej z czarnej mgły może zacznę zacznę od takiej historii która miała miejsce w 2007 roku około pamiętam byłem wtedy po pierwszej albo w drugiej klasie gimnazjum wyszliśmy z kolegą na spacer tam jakieś jakieś jakieś zabawy typu wezwanie czy czytkóżowsko coś takiego i ja zasugerowałem tak jakby padła kolej na mnie żeby iść na cmentarz bo to był taki czas jak była godzina około 22 no i wiesz poszliśmy na ten na ten cmentarz wie pan tam pochodziliśmy główną alejką tam nie nie jakoś tam się nie wgłębialiśmy po prostu spacer wejść wejść i wrócić do domu czy gdzieś tam jeszcze się przejść no i w pewnym momencie gdzieś tak na wysokości bo na tym cmentarzu aktualnie są z mojej rodziny 4 osoby pochowane na tamtym czas były 3 osoby między innymi moja moja siostra no której nie znałem zmarła przy urodzeniu i ta dziadkowie znałem no no aktualnie tam jeszcze jeszcze jeszcze mój ojciec który zmarł w zeszłym roku nie w tym roku będzie 2 lata on zmarł tak już wracając w stronę bramy cmentarnej zatrzymaliśmy się na chwilę bo coś przykuło moją uwagę gdzieś właśnie mniej więcej w okolicach grobu tam gdzie leży moja rodzina tak no patrząc pierazy oko nie zobaczyłem że jest coś coś jakby coś czarnego nie wiedziałem czy to jest krzak czy czy to jest fragment nagrobka ale zatrzymałem się wkręcałem palce i mówię do kolegi patrz widzisz to mówię tam takie takie ciemne coś nie on mówi no widzę mówię co to jest no i tak stoimy chwilę zastanawiamy się co co to jest bo było ciemno to mogło być wszystko tak naprawdę no jednakże to to coś co widzieliśmy w tamtym momencie to coś zaczęło się zmniejszać to było czarne tak było ciemno i widać że to było jeszcze ciemniejsze tak czyli czyli jak coś jakby czarna masa to tak wyglądało to zaczęło się zmniejszać no i my takie no dzieciaki nie wiem ile to było może było 13 14 lat mieliśmy zaciekawieni weszliśmy tam w tą alejkę między między tymi grubami idziemy to zniknęło w pewnym momencie to już nam trochę się trochę nam ciary weszły bo to było nienaturalne w ogóle pierwszy raz coś takiego widzieliśmy znaczy właściwie drugi raz ja widziałem bo też też odnośnie tego będę miał taką zagwozdkę tutaj podeszliśmy bliżej niczego tam nie było tam były groby tam dalej był jakiś był jakiś krzaczek iglasty i wie pan co tak stoimy przy przy pod drzewem to akurat było stoimy tam przy tym i nagle z ziemi tak jakby znikąd no czy z powietrza czy z ziemi ciężko mi określić wyrosła ciemna czarna wręcz taka postać to wyglądało jakby miała się na nas rzucić urosło to coś na około 3 metry i się wychyliło w naszą stronę oboje widzieliśmy to samo bo jak no oczywiście zaczęliśmy uciekać no mało no nie połamałem powiem szczerze i tak uciekliśmy no pamiętam jak to miało około ze 3 metry długie jakby ręce z obu stron tak no jakby się chciało na nas rzucić i oboje widzieliśmy to samo bo ja się pytam widziałeś to tak a ty to widziałeś tak i opowiadaliśmy sobie co widzieliśmy nawzajem to było po prostu ja czytałem że jest coś takiego jak ludzie cienia a to no przynajmniej wtedy dla mnie jako dzieciaka to było przerażające i nie wiem czy pan oglądał wysyłałem panu filmik na mailach ten z taką postacią nad rzeką tak tak tak tak to co ma obrazować coś coś podobnego do tego co widzieliście tak tak to było praktycznie powiem panu no identyczne tak no miało około 3 metry tylko że no to ten nagranie jest jakby na drugim brzegu a my to tak jakby no face to face staliśmy obok tego no i nie wiem co to było tak no na tym filmiku tak ja zobaczyłem ten filmik na facebooku to momentalnie go pobrałem i jeszcze temu koledzy wysłałem pytając czy pamięta tak no ale on chyba woli o tym zapomnieć bo bo no pamiętam i uciął rozmowę i już więcej nie chciałem z tym temat mówić jaka to była miejscowość to jest podpiaseczny miejscowość wieś właściwie jaki ta ciemna postać bądź ta ciemna masa miała kształt czy to było wyraźnie czy posiadało to wyraźnie widoczne odcięcie między tą czarną masą a resztą tła postać w ogóle sprawia jakieś wrażenie całkowicie fizycznej to była ciemna skondensowana masa tak jak w tamtym momencie nie było latarni na tym cmentarzu więc było dość ciemno a to było też ciemniejsze jakby od ciemności która panowała wokół można było rozróżnić kształt tak te wyciągnięte ręce sylwetkę jakby ludzką tylko że to nie naturalnie wysoki był prawda więc to przypominało ludzką postać tylko po prostu taką dużą i wyraźnie się odcinało na tle tego co było za tą postacią tak a czy czuliście coś od tej czarnej masy czy też postaci czy po prostu sam jej wygląd sama jej aparycja was tak wystraszyła że postanowiliście uciec no nie no nas wystraszyło to że że tu się na nas zyciło tak tak jakby nas zaapetowało a później tak jak staliśmy tak pytaliśmy się siebie na wyjem czy czy widzieliśmy to samo dopiero do nas jakby dotarło pomału że coś takiego miało miejsce no w pierwszej kolejności szok a później przyszło takie no przerażenie nie to tak samo na tej zasadzie jakby ktoś mi wyskoczył na przykład za drzewa i się na mnie rzucił to do tego mogę porównać w ten sposób takie emocje no tutaj to że ta postać się na was rzuciła właściwie wyklucza też opcję pod tytułem pareidolia że mózg jakby źle zinterpretował w tamtym przypadku układ jakby cieni tak?
no jestem w 100% pewien że to nie było przewidzenia i tak odnośnie tej postaci bo też mi się przypomniało jeszcze jeszcze wczoraj ja widziałem coś takiego dwa razy najpierw nie wiem czy chronologicznie będzie okej czy najpierw widziałem to na cmentarzu czy u siebie w domu ale był był taki noc właściwie leżałem sobie w łóżku już zespiałem ciemno w pokoju nic nic nie było o światła latarni bo tutaj mam przy ulicy okna tu wiesz tam mieszkam w domu jednorodzinnym też znaczy stary dom w tym momencie około 60 letni działo się tutaj sporo różnych dziwnych rzeczy i to nie tylko mi ale tak wracając do tej nocy leżałem sobie w łóżku zasypiałem i w pewnym momencie też poczułem jakby ktoś mi chuchał na policzek takie takie chłodne dmuchnięcia i no leżę powtarza się i znowu i znowu i znowu no w końcu odwróciłem się na drugi bok i to samo drugi policzek taki jakby chłodne delikatne dmuchanie nie wiem bo leżałem parę minut z powrotem przewróciłem się na ten sam bok no na drugi bok tak jak leżałem na początku no i w momencie jak poczułem dmuchnięcie tak ja otworzyłem oczy i no zobaczyłem takie coś właśnie też stało nachylało się nade mną nie powiem że wpadłem w paraliż ze strachu tak ale chwila minęła ta postać zniknęła ja po prostu no ze strachu bałem się ruszyć nie wiem zamknąłem oczy parę minut poleżałem odważyłem się podnieść zapalić lampkę no i nigdy nigdy no oprócz tych dwóch sytuacji nigdy więcej czegoś takiego nie widziałem i szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia co to mogło być to to jedno z takich dwóch rzeczy które no zapadły w mojej pamięci bo dość intensywne emocje temu towarzyszyły głównie lęk i no i jakaś jakaś obawa też swojego rodzaju tak teraz teraz też widuję że tak powiem różne rzeczy ale no jestem ja jestem starszy jestem po 30 więc nie robi to na mnie już takiego wielkiego obrażenia ale ale z czegoś takiego jak wtedy tak w tych dwóch sytuacjach to nigdy nigdy nie widziałem a tam wtedy w sypialni w swoim pokoju pan miał jakieś takie odczucie nie wiem czegoś jakieś obecności że to jest taka jakby fizyczna istota która przyszła pana nie wiem postraszyć szczerze nie pamiętam chyba chyba obecności wtedy w tamtym momencie nie czułem ale ja czułem czułem te podmuchy na policzku tak i to było dla mnie dziwne bo się zastanawiałem czy ja przypadkiem nie kłukam w pobiskę tak i to powietrze tylko że no no z ust powietrze jest ciepłe tak a to był świetnie chłodny chłodny taki delikatny powietrza wykreślał policzka tak okna były pozamykane nie pamiętam jaka to była roku ale ale no wykreślał przy zamkniętych oknach także specyficznie a jeszcze jeszcze właśnie bo jak zapaliłem tą lampkę tak usiadłem na chwilę i tak no bałem się trochę tak położyłem się po paru minutach z powrotem no i nie wiem bo ja mieszkam tutaj to jest dom taki piętrowy jednorodzinny ja mieszkam mam swoje tutaj swój pokój na piętrze między dwoma strychami partylizemuje aktualnie moja mama i to no dom jest stary tak jak wspomniałem tak i te ściany one nie są jakby z płyty gipsowej tylko takie płyty wiódowej i jak się dotyka tej ściany ręką czy przesunie się paznokciami palcami to ona wydaje taki charakterystyczny dźwięk i powiem panu też że słyszałem takie coś nie wiem czy to była wtedy moja wyobraźnia czy już po prostu w tym skrachu dźwięki z otoczenia odbierałem jako coś co mnie to nastraszyć ale przez chwilę dosłownie tak kilka razy słyszałem takie jakby dosłownie jakby ktoś palcami po tej ścianie od drugiej strony strychu gdzie jest oczywiście zamknięty tak na co dzień jakby ktoś palcami przesuwał po tej ścianie od drugiej strony. Ja tutaj jeszcze mam takie pytanie właściwie też spostrzeżenie odnośnie tej tej sytuacji w sypialni bo pan cały czas z tego co pamiętam był w stanie się poruszać, zmieniać pozycje, obracać się z boku na bok czyli możemy wykluczyć właściwie paraliż senny i ewentualnie jakieś towarzyszące temu prawda jakieś nie wiem omamy wizje czy coś tego typu tak? Tak, tak, tak możemy to wykluczyć ponieważ no to było to wydarzenie miało miejsce nie wiem kilka lat nie jestem w stanie określić przed tym zanim zacząłem się interesować OBE i świadomymi snami także w pewnym momencie te paraliże przesenne one dla mnie stały się jakby no te kuserą do wyjść takich astralnych prawda i myślę, że to na pewno nie było to bo ja tak jak mówię przekręcałem się z boku na bok i w ogóle nie usnąłem tak a paraliż senny jestem w stanie odróżnić. Wiem co to jest doświadczam tego dość regularnie więc paraliż tak przy śnięciu mogę w 100% tak wykluczyć. Rozumiem też, że jest pan pewien, że wykluczył pan całkowicie opcję, że to mogło być na przykład dostrzeżenie tej postaci czy cokolwiek to mogło być wtedy w sypialni że wykluczył pan opcję pod tytułem nie wiem coś na zasadzie pareidoli, że mozg coś źle odczytał, coś źle zinterpretował?
Nie, ja to tak wykluczam tak jak pan mówi, ponieważ no na wysokości mojego wzroku przy mnie przy łóżku tak jak leżałem tak nie było nic co mogłoby się wydać, że stoi przy mnie, a właściwie nachyla się. Meble były ustawione tak jak łóżko wzdłuż ściany tak no to obok łóżka też przy ścianie stały meble tak środek pokoju był pusty, nic nie było takiego co mogłoby jakby no omamić tak, znaczy pomylić co mógłbym pomylić, przepraszam tak z tą postacią. No miało ludzki kształt jakby nie patrzeć na to, że to było mniejsze tak od ciemności, która mnie otacza. Może to było jakieś przewidzenie, nie wiem, ciężko mi stwierdzić, ale to jakby dmuchanie w policzek, nie przekonuje mnie tak, że to było coś co mogłem pomylić z tą postacią.
Tutaj mi się nasuwa taka kwestia typu czy to rzeczywiście był podmuch powietrza, czy może jakiś po prostu się pojawił taki zlokalizowany spadek temperatury, bo też czasami ludzie o takich rzeczach mi tutaj zgłaszają, że na przykład zauważają, że w jednym miejscu temperatura się temperatura spada, a wystarczy się parę metrów przesunąć i już tego nie ma tak? Pan czuł wyraźnie, że coś panu odmucha, tak? Tak, tak, tak.
Czułem no ten policzek, centralnie policzek. Tak jakby coś się nade mną nachyliło i mi delikatnie chuchało. Nie, nie, nie przypominam sobie, żebym odczuł spadek temperatury wokół mnie jakoś specjalnie, tak? No to taka jakby ktoś się pochylał nade mną i mówię no i muchał już ten policzek. Być może, być może coś takiego się stało i dlatego czułem te podmuchy, nie wiem, ale no ja to odebrałem jako podmuch powietrza, tak? Jakby ktoś na mnie chuchał. Nie wiem na ile panie są znajome z tymi tematami, dlatego pozwolę sobie jeszcze zapytać, czy zna pan, bo pewnie w przyszłości po tym zdarzeniu pewnie pan jakieś tam poszukiwania poczynił w internecie, co to tak naprawdę mogło być, czy uprawnionym będzie porównanie tego do bliskiego spotkania z taką często opisywaną, zakapturzoną postacią? Właściwie można by to w ten sposób porównać, tak? Bo to było ciemne, tak?
Może, może to miało taki kształt, może było zakapturzone. Nie, nie, nie widziałem aż takich szczegółów, ale ja tak oczywiście czytałem na ten temat dość sporo, bo tak jak mówię od dziecka się tym interesuje i internet w tym, no jak się pojawił w moim domu komputer z internetem, no to ja całe godziny spędzałem na szukaniu informacji i czytaniu na te tematy, aczkolwiek nie definiuję tego w żaden sposób, tak? Po prostu, no czarna postać, tak to nazywam.
Nie wiem, co to było też, nie kwalifikuję tego w żaden sposób, jeśli chodzi o takie, o rzeczy, tak? Bo podobne historie czytałem, uznaję, że nie wiem, co to jest po prostu. Kolejne dwie relacje również pochodzą od słuchacza, który gościł już w naszej audycji. Przenosimy się bowiem do Złotowa w województwie wielkopolskim.
Tutaj teraz jest może coś, coś innego niż UFO, niż jakieś latające rzeczy na niebie, to bo ja tutaj sobie też jakby zrobiłem taką listę mniej więcej, bo żebym się tam też połapał, to może przejdę do takiej sytuacji, która wydawała mi się bardzo, bardzo straszna i no, aż mi się nogi trzęsły po całym tym zdarzeniu, bo wracałem tutaj też właśnie w Złotowie, mamy kilka jezior i jedno jezioro jest całkowicie nieoświetlone.
Z daleka było widać światła latarni, ja po prostu tam sobie stoprzewałem po tym jeziorze, trochę zrobiło się ciemno, no to postanowiłem wrócić do domu i tak jak sobie szedłem, to po prostu no, było już tak ciemno, że było widać właśnie tylko te latarnie z tego dalika, a słyszałem, że coś po prostu siedzi na drzewie i tak jakby nie wiem, coś jakby spadało, to chyba najlepsze takie określenie, jak siedzi albo jak, nie wiem, jak gałęzie się łamią, coś takiego, więc jak spadło, to był taki tupot, no to było coś naprawdę ciężkiego, że jakby tak człowiek pomyślał, to nie wiem, jakby się jakaś gałąź oderwała albo coś takiego, no i taka była pierwsza po prostu myśl, a tam nic nie było, więc...
tylko, że zaraz po tym jak to spadło, to słyszałem coś jakby biegło na mnie i to też było dziwne, bo to było jakby nie wiem, tupot, koty albo no nie wiem, no coś, coś chyba na tak jakieś zwierzę chyba czworonożne, nie wiem, i po prostu no, moja reakcja była taka no, pięknie stowa taka, że no wiadomo, no człowiek ma kilka reakcji na takie te jezdnie, po prostu jeden zacznie uciekać, drugi zacznie coś innego robić, no ja akurat się skręciło, że to jest jakieś zwierzę, więc starałem się być, udawać większego niż jestem, zacząłem skakać tam, rzeć się, wynochiwać rękoma i słyszałem po prostu, że to coś przebiegło obok mnie, biegło na mnie, ale w pewnej chwili po prostu skręciło obok mnie, że pobiegło tak jakby za mnie i w tym momencie już w ogóle no adrenalina to mi tak sięgała wysoko i za chwilę po prostu znowu słyszę, że to biegnie na mnie, tak jakby znowu się zastanowiło i znowu koszyło, no to ja znowu zacząłem te krzyki jak za pierwszy raz, bo dało to jakiś efekt i znowu to skutkowało, bo tak jakby właśnie biegło na mnie i jak zacząłem tam podnosić ręce, skakać i krzyczeć, to tak jakby ten tupot przestał, tak jakby zatrzymało się to tuż dosłownie przede mną, ja miałem światła latarni wtedy za sobą, czyli jak pomału się cofałem, świeciłem sobie zapaliłem telefon po dosłownie tam trzech, czterech, pięciu krokach, ja po prostu cały czas czułem, że to tam jest, że stanęło trochę bliżej mnie i się na mnie patrzy i w każdej chwili byłem przygotowany, żeby znowu tam skakać i tak dalej, ale wyciągnąłem w pewnym momencie telefon i chciałem tam zaświecić w to miejsce, no ale już nic, nic po prostu tam nie było, nie? I cały czas z tyłem cofałem się, nie wiem, tam było może 200 metrów do latarni ulicy, licznych, nie? I już dopiero wtedy tak wszystko stale ciśnienie ze mnie zeszło, musiałem aż usiąść, nogi dosłownie jak w baty, jeszcze nigdy takiego czegoś nie miałem, także to takie nie wiadomo co to było.
No to mogło być wszystko, mi się przypomniało kiedyś jak słuchałem Pana Pana historii, jak mi się przypomniało jak chodziłem sobie kiedyś po górach w wakacje, się zagapiłem, zrobiło się już trochę ciemno, chciałem już wrócić do sanatorium, wtedy byłem i nagle słyszę takie kuj, kuj, nagle dududub, dududub, dududub, coś biegnie na mnie, oczywiście locha to musiała być, ja to biegnę, uciekam, chyba ubiegłem jakieś 100 metrów, 50 do 100 metrów, stanąłem, żeby sobie odsapnąć, cisza, spokój, nagle znowu kuj, kuj, kuj, dududub, dududub, kurde, uciekałem aż się kurzyło, ale chyba w Pana historii, w Pana przypadku chyba można lochę wykluczyć, prawda? Bo locha jak sobie kogoś upatrzy to, to no raczej się nie chowa przed nimi.
Znaczy no tam nie było, na 100% nie było tam żadnych, żadnego gospodarstwa, ani nic takiego i to było po prostu, nie wiem, tak jakby coś padło, nie? Po prostu w góry. Aha, czyli to musiało siedzieć na drzewie, krótko mówiąc. No tak, tak, tak właśnie mi się wydawało, nie? No wedle mojej wiedzy raczej dziki nie mają takiej możliwości się wdrapiewać tak wysoko.
Wydaje mi się właśnie też, dlatego tym bardziej to jest dziwne, nie? Panu nie udało się jakby zauważyć konturów tej postaci, sylwetki. Znaczy mi się wydawało na początku, że to było coś białego, ale nie wiem, czy to po prostu moja wyobraźnia później tak działała, czy jak i no jest tyle, nie?
W takich słabych warunkach oświetleniowych, szczególnie w ciemności, no wyobraźnia rzeczywiście może nam płatać w iglę. Mózg jest jakby nastawiony na wyszukiwanie, zauważenie jak najmniej szybciej potencjalnego przeciwnika w pobliżu. No właśnie, ja właśnie nie widziałem, kątem oka może coś tam też tam białego, wielkości, no nie wiem, wielkiego psta, coś, coś, ale to nie wiem, to już po prostu pewnie mi wyobraźnia podpowiada, nie? Tutaj mam teraz takie zdarzenie na tym, które wywołało chyba najwięcej takich emocji, które cały czas w ogóle przeżywam moim kuzynem.
To jest to zdarzenie, które pan opisał w mailu, tak? Tak, tak. To właśnie było też właśnie w Złotkowie, tylko że na taki PKP. I poszliśmy tam z kuzynem, wzięliśmy, bo tak czatami lubimy po prostu sobie wyjść, przysłowiowo odchamić się, wziąć tam sobie jakieś alk, jakieś piwo, czy coś i po prostu porozmawiać, wypić i tyle, nie?
I tak, tak właśnie teraz też zrobiliśmy i wzięliśmy, usiedliśmy tam za peron PKP, tam są takie nieczynne tory i po prostu rozmawialiśmy sobie z kuzynem, piliśmy wódkę, ale nie, żeby nie było, że tam jakaś jakiegoś nielegalnego źródła, czy coś tam było dodawane, czy ten, po prostu normalna jakaś tam, nie pamiętam, no, sztok, czy coś takiego i ledwo, ledwo zdążyliśmy tam upić dwa kieliszki i słyszymy z kuzynem, że ktoś idzie, nie?
No to ja patrzę, a tam policja, więc szybko, szybko schowaliśmy, ale nie było alkoholu, policja przyszła, porozmawiali, porozmawiali, poszli. No i później siedzimy sobie znowu i właśnie zaczęły się takie tematy duchowe, a propos też UFO i życia po życiu i to właśnie teraz najdziwniejsze, bo sobie siedzieliśmy i nagle wokół nas po prostu siedziały też jakieś inne istoty i najlepsze w tym wszystko było to, że w ogóle nie czuliśmy tego, że oni tam się zjawili tak jakby nagle. To wszystko było tak, nie wiem, to ciężko w ogóle opisać. Po prostu tak jakby z nami tam przyszły. Pamiętam, że się tam śmialiśmy z czegoś, że cały czas rozmawialiśmy, że oni odpowiadali tam na jakieś nasze pytania i tak dalej i czuć było w nich naprawdę taką bardzo wielką przyjaźń, miłość, takie dobro i no nie wiem, i właśnie nie pamiętamy w ogóle o czym rozmawialiśmy, nie pamiętamy jak one wyglądały, czy to były one, oni, czy to byli ludzie, czy ktoś zupełnie inny.
Po prostu zdarzyło się coś takiego, że znowu kuzyn coś usłyszał i znowu myśleliśmy, że to policja. Więc wstał, coś tam właśnie krzyknął, czy halo tam, czy policja i tak dalej. Ja wtedy też wstałem no i to wszystko zniknęło. Te wszystkie osoby, które tam były po prostu zniknęły jak, nie wiem, no jak w jakiejś bajce, tak jakby w ogóle ich nie było. I no kuzyn był w takim szoku, że aż tam się zniknęło.
Ja mówię do niego, bo ja sam nie wiedziałem, czy ja zgłupiałem, czy co teraz. I mówię kuzyn, co ty widziałeś, nie? Powiedz mi, co ty widziałeś. I on mówi, no że tu byli ludzie, że wszyscy byli po swojej stronie, około 10 jakichś tych, że gadaliśmy, coś tam, coś tam. Ja mówię, kurde zupełnie to samo.
No po prostu pokryło się to 100% z tym, co ja widziałem. Więc to nie mogło być ani jakaś halucynacja wywołana, nawet nie wiem, nic w ogóle nie daliśmy, żeby nie było. My tam wypiliśmy morze, spiliśmy tam, nie wiem, z pół butelki tej wódki półlitrowej, a mamy bardzo mocne głowy, więc to jest praktycznie tyle, co nic dla nas. I po prostu te osoby, jak zniknęły, to były dla nas taki szok, takie niedowierzanie.
Jedyne, co bym mógł tak przyrównać, zawsze przyrównuję, jak gdzieś tam komuś opowiadam, to jakbym miał tak przyrównać, to że się idzie na imprezę, załóżmy na jakieś urodziny, całą korektyczką do kogoś tam, wszyscy się świeją fajnie, bawią, bawią, bawią, a nagle po prostu wszyscy ludzie znikają i się okazuje, że się jest na tym imprezie samym.
Także to jest taki sam szok był. No tutaj osoby postronne, słuchające takiej relacji mogą jakby obarczyć za te pojawienie się tych istot właśnie ten udział środków o podwyższonym procentażu. Natomiast zawsze mi się nasuwa na myśl, zawsze mi się coś jakby tak przypomina w takich momentach, to co czasami opowiadają osoby jasnowiedzące, że po spożyciu alkoholu zaczynają jakby widzieć z reguły jakieś takie negatywne rzeczy, jakieś takie ewidentnie niskowibracyjne, jak to się mówi.
Ale no to potwierdzałoby, że alkohol tam jakby uruchamia możliwość postrzegania takich różnych innych rzeczy z innej rzeczywistości, z innego wymiaru naszej rzeczywistości, prawda? No właśnie to czuj się tak wydaje.
Że coś, coś mogło być w tym. Tylko, że właśnie gdyby to było na przykład tam, jeżeli ktoś powie, że no, że to kwestia alkoholu, że to przez to i dlatego mieliśmy jakieś zidy, no to po pierwsze, to pierwszy raz w życiu mi się zdarzyły takie zidy pseudo, a po drugie gdybyśmy mieli zidy, no to wątpię, żebyśmy widzieli identycznie to samo.
Więc to tak, tak dziwnie chyba było, wtedy bardzo dziwnie. Żeby alkohol tak identycznie prawda, oddzielał, oddziaływał na dwie osoby, tak? No właśnie, że takie same po prostu, wszystko identycznie, wszystko się zgadzało. No i naprawdę ja byłem w szoku i on, i że ta pseudo faza powiedzmy, że zakończyła się w tym samym momencie i tak samo się zaczęła.
W tym samym momencie, gdy zawołaliście tą policję rzekomo, tak? Tak, tak, tak. Okazało się, że tam już nikogo nie było po prostu, że no po prostu jak uzyn wstał, zawołał, ja wtedy też wstałem, chciałem zobaczyć i nagle odwróciliśmy się, a już tam nikogo nie było, więc to był straszny szok.
Ze Złotowa przenosimy się do Lublina, gdzie w 2010 roku dokonano obserwacji latającej postaci przypominającej z wyglądu bardzo owłosionego humanoidalnego psa. O, jeszcze mogę dodać, bo tutaj zapomniałem dwie rzeczy, na przykład widziałem też latającego psa, coś takiego nad blokami, humanoida takiego i to w momencie, kiedy wulkan ten walnął na Islandii, wtedy co ten potłuczył, patrzyliśmy się właśnie, czuliśmy, tak, tak, tak i tutaj jakiś latający, lecący pies, mówię co to było i kolega tego nie widział, bo miał kaptur i tak dalej. To takie coś było, on miał kaptur i stał przede mną, a ja stałem za nim i jakby więc większą pole percepsy tego widokręgu miałem jakiś tam.
Czy zapamiętał pan może jakieś szczegóły wyglądu tej postaci? Gdzie to dokładnie się wydarzało? Jak by pan mógł szczegółowo opowiedzieć? Lublin Bronowice, tam sobie stałem, kolega, podjechał taki sceptyk, w ogóle, który tam, potocowaliśmy jakiś karton gipsy z nim, wiem. No i sobie tak mówię, bo te takie starlinki tak zwane, co latają cały czas, widział pan pewnie, takie małe kropeczki świecące, co tam, oni mówią, że to starlinki są, no a u nas tam lata tego dużo, nawet w szczykach takich, że... No i wtedy tak też latały takie rzeczy i wtedy też zacząłem zauważyć, że coś lata, no przecież nie ma lotów, a zobacz, coś leci, mówię. No nie, i tak się patrzyli, gdzie to lata, coś tam, gdzie tam coś lata. I nagle normalnie przeleciał jakby owczarek wielkości, tak, tak, 20 metrów nad 30, nie wiem, nad, o, jeszcze panu powiem coś, 30 metrów nad, nad, nad blokami przeleciało.
I on tego nie widział. Ja mówię, kurde, nie zobaczyłeś, nie? A on mówi, no przecież ja widziałem, bo to leciało, to mówię, kaczka jakaś, ale kaczka tak szybko nie leci, taka nie jest duża. Mówię, przeleciało, owłosione, wydaje mi się, że widziałem nawet, bo to tak blisko dosyć było, gdzieś tam, mówię, 30 metrów od czerebrokowego, no z czerebrokowym tym, przeleciało, że taką sierś było widać, nie?
Nie, nie, pióra z sierś. Zobacz. I zaraz usłyszymy, miało miejsce w okolicach Rybnika w województwie śląskim. Jest jeszcze jedna historia, słucham, Marii Walno-Pcino z Kucowa, tutaj, że się nazywało, w Kucowach. I tam właśnie było opisane postacie dużych, które ktoś tam widział, co odbyło się z pięciu metrów, jakby duży ptak.
I właśnie kiedyś też mi się, wtedy, jak byłem dzieckiem, przydarzyło się, bo coś takiego, jak dzieci, to właśnie jest tak, że, często ludzie mówią, że dobrze jest audycja, bo ludzie się nie wstydzą, ale ja myślę, że to też tak działa, że dobrze jest taka audycja.
Bo jak ludzie to mówią, to mi się pamięć po prostu odświeża i jakby inaczej na to patrzę. Bo to wtedy, to też było takie, ja do końca nie wiedziałem, czy ja to wiedziałem wtedy. No to, że było po sąsiedzku, ja mieszkałem jako dziecko w takiej starszej zabudowie, tak kiedyś to było na Śląsku, czyli pole po babci podzielone na mniejsze działki, i każdy z synów dostał jedną działkę.
I tam ogrody były takie stare, już takich drzewa, bo to wtedy było duże. I osiem grusza, taka duża. Gdy ja właśnie umiem w ogrodzie, i po sąsiedzku właśnie to uważałem, że coś leci, i to przysiadło na tej gruszy.
I tak się wtopiło w nią, tylko zanim się wtopiło, to to zadoładało dla mnie tak, jak człowiek dorosły, ale drobny, z krzydłami podobnymi do krzydła litoperza, które też się tak składały, jak krzydła litoperza.
I właśnie czerwone oczy. I ta postać na mnie popatrzyła. I właśnie wtedy tak, teraz sobie tak to przypominam, to takie miałem wrażenie, że ona do mnie jakby mówi, że mam jej nie widzieć. To była taka mieszanka, że ona się nie boi, ale ja się mam bać. Takie strasznie coś nieokreślone, że i współczułem jej, i trochę się bałem.
Aczkolwiek właśnie mój nóż tak zareagował, że jakby zaparł, bo gdybym zareagował tak normalnie teraz, to bym do tego w życiu nie wszedł. No ale, no ale po prostu, zdarzyło się to. Pamiętałem o tym, ale jakby nie było o tym śladu takiego przepięknego urazu.
No i to było na tyle, teraz tej gruszy już nie ma. Pan był jedynym świadkiem pojawienia się tej postaci. Tak, tak, tak. Ona wyglądała jak taki człowiek właściwie, ale taki jakby, nie wiem, wtopiony, jeżeli dobrze pamiętam.
To była taka postać wbita jakby w grusze, tak? Dobrze zrozumiałem? Nie, ona właśnie, nie, ona jakby no, dwie ciała na nią. Jakby, jak tak, ratuje do drzewa, siada na garańdzie, tylko właśnie ona, bo to jest takie miejsce, gdzie nie ma lamp ulicznych.
I po prostu już było ciemno, ona się tak wtopiła w cień tego drzewa, czyli jakby dofrnęła do pnia, przysiadła, okryła się tymi skrzydłami, tylko właśnie najpierw wziął te oczy i potem już jakby nic. Czyli to było coś takiego jakby takiego, tak jak ptak, tylko takiego bardziej demonicznego, tak? Dokładnie, dokładnie jakby postać dorosłego człowieka, aczkolwiek takiego drobnego, i z takimi skrzydłami, dojrzymi, jak u nietoperza.
Coś typu takiego naszego Mothmana, tak? Takiego w wersji mini. No dokładnie tak, chyba tak. To właśnie było takie dziwne, to tyle patrzenie, tylko pamiętać to wzrok i to, żebyśmy się porozmęcali w jakiś sposób.
I też właśnie ten absolutny brak strachu potem, żeby chodzić to samo miejsce, ale też taki takie wrażenie, że to takie niesamowite pamięcia. Ja tylko jak wiem, no to nie muszę, bo co sytuację fizycznie pamiętam, że byłem w tym ogrodzie, lubił właśnie sobie po ciemku pochodzić, po obronie zawsze, być sam.
No i to było już w takim, już w takim, już w takim wypadku. Ale jest pan przekonany, że ta postać była wtedy całkowicie fizyczna? To nie był jakiś, to nie była jakaś mara, prawda? Nie, nie, nie, nie. Fizyczna, ona się zachowała tak jak właśnie, jak taki duży ptak, lądiący na czymś tam.
I te właśnie potem te okrycie tymi, tymi skrzydłami, to byłem pamiętny, że, że wtedy się tak odwróciła, w jednym oczu, okryła się, tymi, tymi zleła się z drugimi. Nie miałem ochoty wtedy, no tak się wpatrywać, czy rzeczywiście jest, czy nie jest, no.
Ale tak to wyglądało. No jakiś tam troszczyk emocji zawsze w takich sytuacjach musi być, prawda? Dokładnie tak. Nie wiadomo, do czego to będzie zdolne, tak? Tak, no dokładnie. No a przykładem był taki właśnie, taki, lepiej tego nie ruszać, może tak, tak to było najwłaściwsze.
Lepiej takiej istocie, krótko mówiąc, nie podskakiwać. No dokładnie. Z Rybnika przenosimy się do Niemiec. Konkretnie do Hessi, aby poznać historię ze wścibskimi istotami zaglądającymi przez okno do mieszkania, w którym przebywał jeden z naszych słuchaczy.
Wie pan co, u tej ciotki też tak po prostu często tam przebywam. Ona tutaj mieszka niedaleko mnie w Niemczech. I któregoś razu właśnie tam po śmierci tej babci właśnie, żeśmy były, ciotka też taka z tymi tematami zaprzyjaźniona.
No i któregoś wieczoru zimowego sobie siedzimy, wie pan co, zawsze miałem takie przeczucie u niej, jak siedziałem. Tam na noc zostawałem czy coś lubiłem, zawsze siedzieć w dużym pokoju. Tam mieli telewizor, ja sobie tam lubiłem puścić moje YouTube, sobie pooglądać te moje te rzeczy.
Wie pan co, i oni mieli takie zawsze, mieli i mają dalej w tym pokoju takie wielkie okna. Wie pan co, to są takie wielkie okna jak na całe ściany. To są normalnie zsuwane, jak na taras się wychodzi, trzeba przesuwać całe te okno.
W każdym bądź razie bardzo duże okna. Ja miałem zawsze takie wrażenie, jak u nich siedziałem wieczorem, że ktoś mnie normalnie tego okna obserwuje. Normalnie miałem takie zawsze wrażenie. Ale to sobie człowiek czasem myślał, no dobra, przestań, bo zawsze znowu, znowu sobie coś obzdurałeś. Oglądałeś się o tych duchach tego czy coś, sobie znowu obzdurałeś coś.
Ale tak miałem nieustające wrażenie, wie pan co, że coś się na mnie patrzy za te szyby. Jak nie za jednej, to za drugiej. No i któryś, no mówię, z któregoś wieczoru zimowego siedzimy tam u ciotki w tym dużym pokoju, rozmawiamy sobie tak na te tematy.
Ja jej nigdy o tym moim uczuciu tak nie mówiłem. Nagle ona do mnie wywala tekstem słuchaj, ja to mam czasami wrażenie takie, że jak siedzę tutaj, w tym pokoju, to że ktoś mnie przez szyby ogląda. Wie pan co, w tym momencie mi się włosy zwierzyły na całym ciele i ja do niej mówię, mi się to to samo ciągle wydaje, jak tutaj jestem u was w tym pokoju.
Nie. Także wie pan co, się okazuje, bo ciotka nam się dowiedziała, że tam jakaś żyła wodna przebiega pod tą, między tam paroma domami, jaka żyła wodna przechodzi. I sąsiad kiedyś widział, jak dom budowali, że na tej górce, gdzie ona mieszka, normalnie widział, rano wstał, do toalety, mówi czwarta nad ranem, czy coś stało i widzi przed oknem normalnie białe postacie.
Jak maszerują cztery postacie do połowy ziemi, w dół, jak idą. I one z czasem normalnie w tej, jakby się normalnie w tą ziemię zapadały, wie pan co. I się okazuje, bo z czasem tam się dowiedziałem, że to była jakaś droga umarłych, tak zwana.
Z czasów cholery, pandemii, cholery, co tu kiedyś w Europie grasowała. I gdzieś tam tych schorowanych, czy tych, gdzieś tam grzebali, gdzieś tam tych okolicach, wie pan co. I wtedy teren był, jak to się mówi, topografia terenu była nieco niżej niż teraz, niż na ten moment.
Także jak się widzi tych zmarłych, którzy tam maszerują, ten sąsiad co widział, to on widział ich właśnie dlatego tak do połowy ziemi, że oni według starej topografii, inaczej ten teren był ułożony na tamte lata, że oni właśnie po tym starym gruncie jakby się poruszają, że to resztki ich właśnie energii właśnie, którą zostawili jeszcze na tym West Paddle.
Taka właśnie historyjka, co do tych spraw paranormalnych. No właśnie, mówi się, jest taka teoria mówiąca, że jeżeli w danym miejscu rozegrały się jakieś znaczące historyczne wydarzenia, to całkiem możliwe, że coś jakby, że to tak ujmę się w tym miejscu nagrało i się odtwarza i tym mogą być spowodowane obserwacje jakichś dziwnych istot idących w jakimś określonym kierunku.
Także tak. Rzeczywiście może być to jakby istoty zatopione w gruncie mi się skojarzyły z sytuacją, gdzie na przykład coś takiego, coś z gier komputerowych, prawda? Gdy ktoś postanawia przenieść jakieś miasto czy inną lokację z innej gry i coś tam nie do końca zagra i postaci pojawiające się w danym miejscu są utopione jakby tam, gdzie powinny iść, tak?
Tak, tak, rozumiem, o to panu chodzi. Jeszcze chciałem nawiązać do tej żyły wodnej. Tak, tak, tak. Często słyszę właśnie, że takie żyły wodne, strumienie, cieki wodne w ogóle są uznawane jako źródło w ogóle tych fenomenów paranormalnych.
Może pan coś słyszy na ten temat? No ja tam raczej tematyką żył wodnych się nie zajmuję, także ciężko mi tutaj coś dodać. Tak, tylko słyszałem jakby no pirazy oko, że cieki wodne, żyły wodne mogą coś tam powodować ze zdrowiem, jakiś wpływ mieć na ludzi, no ale ciężko mi coś tutaj więcej powiedzieć.
No właśnie dosyć często właśnie zderzyłem się właśnie z tą teorią właśnie, że właśnie te źródła wody są też często źródłem właśnie tych fenomenów, że właśnie duchy wczerpią sobie energię z tej wody. Przyszło mi jeszcze też do głowy coś tam kiedyś słyszałem wzmiankę, że żyły wodne mogą jakby zaburzać w jakiś sposób naszą percepcję, wpływać na naszą percepcję i to też może w jakiś sposób tam niby powodować widzenie przez nas takich a nie innych rzeczy, tylko no to jest za słabo znam temat, żeby tutaj jakby wyrokować.
Na koniec tego odcinka wracamy do Polski, konkretnie w rejon Szklarskiej Poręby, gdzie w 1982 roku spokój pewnej rodziny postanowili zakłócić osobliwi intruzi zaglądający do środka domu przez szybę w drzwiach.
To jest historia, którą ja znam z opowieści, która się wydarzyła kiedy ja już na świecie byłem, ale no akurat nawet gdybym był na miejscu, to niewiele bym pamiętał z tego zdarzenia, bo miałem wtedy dwa lata.
Dom w górach, dom w którym wydarzały się różne dziwne rzeczy, niewytłumaczalne. Wyczucie czyjejś obecności, ale tu jest coś więcej niż wyczucie, bo w tym wypadku chodzi o zobaczenie dziwnej istoty. Jest koniec roku 1982, jest zima, moi krewni, którzy mieszkają w tym domu, mają gości, goście wieczorem wychodzą po przyjęciu, żegnają się, już zakładają wierzchnię, ubranie mają wychodzić i w tym momencie właściciel domu dostrzega, że przez mleczne szkło, które jest w drzwiach wejściowych, ktoś lub coś próbuje zajrzeć do środka.
To wygląda to jakby jakiś człowiek, czy to nie człowiek, ale bardzo niewielkiego wzrostu, pokryty w całości sierścią czarną, jakaś taka bardzo, bardzo kudłata istota, wyraźnie dwunożna, która przykłada twarz lub coś, co wygląda jak twarz do tego otworu z mlecznego szkła w drzwiach. Wszyscy reagują na to, wiecie, są cztery osoby, które to widzą i reagują na to z ogromnym jakimś zdziwieniem.
Widać, że to coś, co zagląda do środka, z zewnątrz, domu, nie boi się, jakby chciało się z ciekawością przyjrzeć temu, co jest w środku tym ludziom, którzy są. Mija kilka sekund, zanim ktoś rzuci przytomnie pomysł otwierać te drzwi. Zobaczmy, co to jest.
Gość, który był najbliżej drzwi, rzuca się, żeby otworzyć zamek. Zamek niestety jest dość skomplikowany, otwiera się w drugą stronę niż zazwyczaj się otwierają zamki w drzwiach, więc zanim się orientuje, że dwa razy zamknął drzwi zamiast je otworzyć, ci, którzy się z drzwiami nie szarpią i widzą, co się dzieje, patrzą, że ta dziwna istota od tych drzwi odchodzi, odwraca się, pospieszają tego kogoś, żeby drzwi otworzył szybciej, a ten, kto nie pospiesza, próbuje sam przez te niewyraźne, bo nie przezroczyste szkło wyjrzeć i widzi, że ta istota odwraca się i schodzi, ale do domu prowadzą schodki, kilka stopni schodków.
Widzi, że schodzi jak człowiek na dwóch nogach czy dwóch łapach, ostrożnie, delikatnie depcząc, otwierają drzwi, nikogo ani niczego nie widzą. Spadł świeży śnieg, nie widać żadnych śladów na tym śniegu.
Wszyscy są bardzo dziwi, nie wiedzą, co to takiego. Właściciele domu mają wolno biegającego psa, ktoś sugeruje, że to może ten pies tam zaglądał, bo pies też jest kudłaty i podobnej barwy, ale gdzie tam? Nawet próbują tego psa jakoś przystawić do tych drzwi, chociaż nikt w to nie wierzy, że to był pies, pies nie chodzi na dwóch nogach, pies sięga, mniej więcej połowy tej wysokości, gdzie zaglądała ta istota. Z tego, co pamiętam, jeszcze było widoczne coś w rodzaju oczu bardzo ciemnych i czegoś, co przypominało mały język.
Nikt z obecnych tam nie był w stanie powiedzieć, z czym mieli do czynienia, co przed chwilą zobaczyli. Później jakoś to wiązano, choć też ci, którzy dowiedzieli, nie potrafili powiedzieć, dlaczego zapowiedział śmierci, ponieważ dwie osoby z czterech, które to widziały, w krótkim czasie jedna po drugiej zmarły. No, ale to nie musi mieć żadnego związku, gdy to mniej więcej tyle. Ja różnym osobom opowiadałem te historie, skazując na lokalizację i próbując się dowiedzieć, czy ktoś może w latach osiemdziesiątych na Dolnym Śląsku, bo tam się to działo, miał podobne doświadczenie, widział taką istotę i proszę sobie wyobrazić, że trafiłem na kogoś takiego i to był, nie byle kto, bo to był senior polskiej fantastyki Adam Hollanek, z którym się spotkałem na spotkaniu autorskim, no, jak miałem lat już siedemnaście, czyli to było po tych wydarzeniach, to było po tych wydarzeniach piętnaście lat. I on powiedział, że tak, on słyszał bardzo podobną historię, jakby z identyczną sytuacją, że ktoś taką włochatą istotę widział, mniej więcej półtora metrową i też w tym regionie. Nawet od pana Hollanka, pisarza, usłyszałem konkretną miejscowość, że w Szklarskiej Porębie coś takiego się wydarzyło. Może słuchacze Radia Paranormalium też mieli takie doświadczenia, także chętnie się dowiem. A czy Świat udało się dostrzec jakieś szczegóły wyglądu twarzy tej istoty, czy cokolwiek tam zaglądało?
Udało się dostrzec i zapamiętać, że twarz, tak jak całe ciało, była pokryta też czymś w rodzaju włochatej sierści, kręconych ciemnych włosów, oczy lub coś, co przypominało oczy, jak czarne węgielki i w tym miejscu, gdzie ludzie mają usta, coś to wyglądało jak język wystający z ust. Mały języczek u niektórych właśnie ras psów, stąd jeden z gości stwierdził, że to być może pies właścicieli. No, a pies niewątpliwie zostawiłby jakieś ślady na śniegu. Nie znam psa, który nie byłby w stanie jakby tak bezśladowo się poruszać po świeżym śniegu, tak?
To było spotkanie z czymś, co jest w tym sensie nie z tego świata fizycznego, że nie zostawia śladów. Pan zna tę relację od wszystkich żyjących świadków? Czy ci świadkowie, którzy zmarli w krótkim czasie, zdążyli panu to jakoś potem zrelacjonować?
Czy... Znam relację od dwojga ludzi, z twórki, która to widziała i z tych dwóch osób jedna jeszcze żyje. Rozumiem, że wszyscy zapamiętali to zdarzenie tak samo, tak? Nie było żadnych rozbieżności. To jest też dziwne, że rozbieżności nie było.
Jedyne co było, że najwięcej zapamiętała ta osoba, która przywarła do szyby i starała się zobaczyć szczegóły. Ale ci, którzy widzieli, nie kwestionowali, że to coś było niższe, albo że miało inny kolor niż ciemny, albo że zaglądało.
Relacje są podobne, tylko różnią się ilością szczegółów, w zależności od tego, kto gdzie stał i kto co robił. Rozumiem, że wszyscy świadkowie wyrażali przekonanie, że ta istota była całkowicie fizyczna. To nie był jakiś, prawda, stwór natury duchowej, powiedzmy. Nie, nie.
Mieli wrażenie, że to jest coś, fizycznego, dlatego wielkim zdziwieniem było to, że nie było śladów na schodach zewnętrznych wobec obserwacji przez jedną osobę, że to coś schodziło na dwóch nogach po tych schodach.
Rozumiem, że nie było też śladu na drzwiach na tym okienku, tak? Żadnych widocznych, żeby coś takiego zostało. Na przykład ślady jakichś zadrapań czy odciski. Dobrze, tutaj na razie nie mam żadnych pytań, tylko to potwierdza, że Dolny Śląsk rzeczywiście jest areną takich wielu różnych dziwnych zdarzeń.
Też już miałem na przykład z Dolnego Śląska relację o obserwacji przez jednego mężczyznę młodego wilkołaka, który jakby przed nim uciekł. To zresztą jest dostępne w wersji takiej tekstowej też na Radiu Paranormalium.
Zdaje się, że nawet słyszałem to, tak, tak. Odsłuchiwałem sobie. No taka kolejna ciekawa historia, która wymyka się jakby klasyfikacji w jakimś sensie. Nestor polskiej fantastyki mi potwierdził, że zna sytuację od osoby, która widziała właśnie też tam coś podobnego i w tym mniej więcej czasie.
Ja też bardzo liczę na słuchaczy. Może ktoś coś w komentarzach napisze, że tak jakoś tak się spodziewam i przeczuwam. Intuicją dosyć dobrą, że to się w pewnym momencie może coś wyjaśnić, albo może ktoś coś dopowie.
I tak oto nasz szalony pociąg dotarł do stacji końcowej, zostawiając pasażerów z mnóstwem trudnych pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o wysłuchanych dziś historiach.
A jeśli macie jakieś swoje relacje, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Przypominam o stronie internetowej Radia Paranormalium www.paranormalium.pl gdzie obok innych ciekawych materiałów znajdziecie m.in. pełne archiwum naszych audycji do pobrania w formacie MP3.
Tam oczywiście można słuchać bez reklam, które z tego co mi wiadomo, niektórych z Państwa wybitnie irytują. Niestety na dużych platformach typu YouTube jest coś takiego, że platforma bardziej promuje materiały, na których sama może więcej zarobić.
Wiadomo też, że twórcy treści z czegoś muszą żyć, a ponadto dochody z reklam pozwalają na pokrycie również kosztów związanych z prowadzeniem tak rozbudowanego projektu, jakim jest Radio Paranormalium. Na szczęście radio oprócz profili społecznościowych posiada również swoją platformę, działającą niezależnie od społecznościówek, na której można nie tylko słuchać, ale nawet pobrać wszystkie dostępne audycje na swój dysk.
A na YouTube warto również śledzić i subskrybować kanały Piotra Cielebiasia "UFO Historie", Marka Żelkowskiego "Wehikuł Wyobraźni" oraz kanał Ady Edelman "Biuro Duchów", których autorzy omawiają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium.
W tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Zachęcam również do sięgnięcia po najnowszy numer miesięcznika Nieznany Świat, gdzie stale obecna jest tematyka związana między innymi z parapsychologią i zjawiskami paranormalnymi, jak też do odwiedzenia kanału czasopisma na YouTube.
Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu, dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.