[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
[01:04] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiejszy odcinek audycji "Mówią świadkowie" poświęcony będzie tematowi, który zawsze wywołuje gorące dyskusje w komentarzach, nie tylko na YouTube. Zaprezentuję bowiem garść mniej lub bardziej wstrząsających, ale zawsze prawdziwych relacji o bliskich spotkaniach z istotami o nieustalonej proweniencji. Poznamy dziś zdarzenia z udziałem nie tylko przybyszów z innych wymiarów, które nasuwają oczywiste skojarzenia z żywym folklorem, ale również opisy istot, które mogą przynależeć do domeny kryptozoologii. Zaznaczę tylko, że w części z rozmowami telefonicznymi kilku moich rozmówców prosiło o zmianę barwy głosu, zatem warto poszukać słuchawek lub włączyć sobie napisy. Tym oto wstępem ruszył nasz szalony pociąg, a my biegnąc po torach niezwykłości spróbujemy go dogonić. Z pociągu owego w naszą stronę spadać będą coraz to bardziej zadziwiające i niekiedy mroczne jak muzyka Black Sabbath i mrożące krew w żyłach historie. Zacznijmy od relacji przekazanej drogą telefoniczną, której autor prosił o zreferowanie jego historii moim głosem.
Zrobiłem więc transkrypcję, w oparciu o którą przygotowałem następnie artykuł, który trafi wkrótce na stronę www.paranormalium.pl do działu... Zgadnijcie, jak może się on nazywać. "Mówią świadkowie" oczywiście, a jego dźwiękową wersję zaprezentuję już za chwilę. W dwa tysiące pierwszym roku na odludnej drodze w rejonie Poznania doszło do tajemniczego i wciąż niewyjaśnionego zdarzenia, które na zawsze odmieniło życie świadka. Podzielił się on swoją historią z Radiem Paranormalium przez telefon, zastrzegając, aby nie imitować jego głosu, a jedynie streścić całe zdarzenie. Młody wówczas mężczyzna wracał nocą do domu od swojej dziewczyny. Była godzina około trzeciej nad ranem, a droga, którą podróżował, biegła przez typowo wiejski, niezabudowany teren. Kilka domów, długa, prosta szosa z obu stron otoczona polami. Pierwszej nocy, zupełnie niespodziewanie, w oddali dostrzegł kilka ciemnych sylwetek przechodzących przez drogę. Ich obecność o tak późnej porze i w tak odludnym miejscu wydała mu się dziwna, lecz ponieważ znajdowały się w sporej odległości, nie próbował ich śledzić ani sprawdzać, kim są.
Następnej nocy, niemal o tej samej porze i w tym samym miejscu zdarzenie powtórzyło się. Tym razem jednak postacie znajdowały się znacznie bliżej. Około trzydziestu do czterdziestu metrów przed samochodem, który prowadził, drogę przecięło pięć lub sześć zakapturzonych postaci. Wyglądem przypominały upiornych jeźdźców znanych z filmu "Władca Pierścieni". Postaci były całkowicie ubrane w powłóczyste, czarne szaty z głęboko nasuniętymi kapturami, bez widocznych twarzy. Najbardziej niepokojące było to, że postacie te nie szły. Unosiły się nad ziemią. Według świadka ich peleryny płynęły około dwudziestu centymetrów nad jezdnią, a światła samochodu przechodziły pod spodem, co potwierdzało brak kontaktu z podłożem. Nie było widać nóg ani żadnych ruchów chodu. Poruszały się cicho i bezszelestnie.
Cztery z tych istot przemknęły przez drogę, lecz piąta zatrzymała się, odwróciła w kierunku kierowcy i mimo braku ust, jakby przemówiła do niego bez słów. Świadek miał pełne przekonanie, że otrzymał przekaz: "Nie bój się, wszystko będzie dobrze. Masz w sobie moc. Dobrze ją wykorzystaj." Mimo niezwykłości sytuacji mężczyzna nie odczuwał lęku. Otworzył drzwi samochodu i przyglądał się tej scenie z zaskakującym spokojem. Dopiero po powrocie do domu dotarło do niego, że był świadkiem czegoś zupełnie niezwykłego. Od tego momentu jego życie diametralnie się zmieniło. Świadek relacjonuje, że zaczął odczuwać obecność duchów i czegoś, co towarzyszyło mu w różnych sytuacjach zarówno w Polsce, jak i po przeprowadzce do Wielkiej Brytanii. Przedmioty przemieszczały się bez jego udziału. Światła włączały się same, nawet te, które wymagały fizycznego pociągnięcia sznurka, a w jego obecności dochodziło do spadków temperatury i zakłóceń pracy urządzeń elektronicznych.
Zdarzało się również, że w miejscu jego pracy, gdzie pełnił funkcję inżyniera, uruchamiały się alarmy. Sprzęty odmawiały posłuszeństwa, a na nagraniach z monitoringu uchwycono tajemnicze obiekty poruszające się w nienaturalny sposób, zmieniające kierunek lotu o sto dziewięćdziesiąt stopni.Koledzy z pracy zaczęli z czasem żartować, że dziwne rzeczy dzieją się od momentu, gdy on tutaj pracuje. Na pamiątkę spotkania z tajemniczymi istotami mężczyzna wytatuował sobie na ramieniu wizerunek mnicha. Tak bowiem sam ich nazwał, choć do dziś nie wie, z czym dokładnie miał do czynienia. W relacji przyznaje, że próbował korzystać z rzekomej mocy, na przykład przesuwać przedmioty siłą woli, jednak bezskutecznie. Ma jednak przeczucie, że przy odpowiednim prowadzeniu i treningu byłby w stanie tę zdolność rozwinąć. Z biegiem lat intensywność zjawisk nieco zmalała, choć nie zniknęły one całkowicie. Co ciekawe, według relacji wciąż zdarza się, że co noc mężczyzna budzi się w środku nocy, zawsze po godzinie trzeciej, co sam powiązał z tak zwaną godziną duchów. Tajemnicze postacie, które pojawiły się w dwa tysiące pierwszym roku na polnej drodze pod Poznaniem, do dziś pozostają dla świadka zagadką. Choć próbował znaleźć analogiczne przypadki zarówno w polskim, jak i anglojęzycznym internecie, na przykład pod hasłem hooded figures czy shadow people, nie natknął się na nic, co mogłoby z całą pewnością wyjaśnić jego doświadczenie.
Niniejszy materiał został sporządzony w oparciu o transkrypcję rozmowy telefonicznej ze słuchaczem. I to tyle, jeśli chodzi o relacje z Poznania. Teraz zaprezentuję Państwu opisy kilku zdarzeń nadesłane drogą tekstową. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w czerwcu dwa tysiące dwudziestego czwartego roku.
[07:55] - To było około tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku. Miałam wówczas jakieś dziewięć lat. Była godzina po siódmej rano. Jasno, więc przypuszczam, że była to późna wiosna. Leżałam sama w łóżku w naszym pokoju. Rodzice byli już w pracy, a brat na porannym treningu. W pokoju obok była babcia. Obudził mnie przeraźliwy dźwięk, który wiercił mi się w głowie. Szumiąco piszczący, podobny do odgłosu pojawiającego się kiedyś po zakończeniu programu telewizyjnego. Otworzyłam oczy, lecz nie mogłam się poruszyć.
W kącie pokoju, tam, gdzie stała kuchenna szafka Paulina, to był jeszcze koniec PRL-u, mieszkaliśmy w trzy rodziny w jednym mieszkaniu, próbowała się zmaterializować jakaś postać. Była półprzezroczysta, fioletowa, o normalnych ludzkich wymiarach. Towarzyszył jej ten sam okrutny, pulsujący dźwięk zakłóceń, który świdrował mi głowę. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Postać oplatały czarne okręgi, jeden na wysokości nóg, drugi na wysokości klatki piersiowej. Całość trwała kilkanaście sekund. W rytm pulsowania dźwięku zjawisko stawało się raz bardziej, raz mniej wyraźne. Nie widziałam twarzy. Wyglądała jak trójwymiarowy fioletowy cień. Po kilku próbach zjawa zniknęła, dźwięk umilkł, a ja znów mogłam się ruszyć.
Jak z procy wystrzeliłam do pokoju babci, krzycząc przerażona. Babcia uznała to za mój koszmar. Nie słyszała niczego poza moim krzykiem. Od tamtej pory co wieczór modlę się słowami, które z czasem ewoluowały, lecz sens pozostał ten sam. "Boże, uczyń mnie i moją rodzinę niewidzialnymi dla nich i dla ich mocy." Drugie zdarzenie wydarzyło się rok, może pół roku wcześniej. Zimą. Leżało wtedy dużo śniegu. Razem z kolegą zjeżdżaliśmy na sankach z górki przed domem. Byliśmy sami. Na dole wzniesienia rosło drzewo otoczone murkiem, ponieważ stało na zboczu.
Murek z jednej strony miał pięćdziesiąt do siedemdziesięciu centymetrów wysokości, a z drugiej ponad metr. Górka nie była stroma, więc prędkość zjazdu nie była zawrotna, ale na końcu trzeba było ominąć murek. Zjechałam pierwsza, po mnie kolega. Stałam obok murka i patrzyłam. On w ogóle nie sterował sankami. Jechał prosto na kant, który znajdował się mniej więcej na wysokości jego czoła. Zderzenie wydawało się nieuniknione. I nagle, około metra przed murkiem, dodam, że nic tam nie wystawało, teren był gładki, sanki wraz z kolegą uniosły się i dosłownie wskoczyły na murek. Pamiętam jego przerażone, a jednocześnie zdumione spojrzenie, gdy zorientował się, gdzie się znalazł. Szukaliśmy potem przy murku czegokolwiek, co mogłoby go wybić.
Ale jaka to musiałaby być skocznia, żeby z miejsca wskoczyć na wysokość pięćdziesięciu do siedemdziesięciu centymetrów? Do dziś nie wiem, co się wtedy wydarzyło. Czy to był anioł stróż, czy coś innego.
[11:03] - Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium dziewiątego listopada dwa tysiące dwudziestego czwartego roku. Zdarzenie miało miejsce w nocy z dwudziestego trzeciego na dwudziesty czwarty lipca dwa tysiące dwudziestego czwartego roku. Jeździliśmy z kolegą na hulajnogach elektrycznych. Była noc. Byliśmy w Parku Grabiszyńskim we Wrocławiu. Nagle zobaczyłem z daleka jakiś blask przy drzewie. Pomyślałem, że jest to coś, co tylko odbija światło z naszych hulajnog, że to jakaś butelka czy denko puszki. Mówię do kolegi, żeby zobaczył co to, ale on nie reagował. Patrzył na mnie i gadał swoje o paranormalnych rzeczach. Poruszał wątek o tajemniczych zaginięciach.
Kiedy podjechaliśmy, zobaczyłem z daleka, jak przemyka jakieś dziwne, małpopodobne stworzenie. Było niskie, miało może kilkadziesiąt centymetrów wzrostu. Kolor taki jasny brąz, ale też trochę czerni. Istota szła na dwóch nogach, pomagając sobie łapami. Istota znikła w krzakach, ale krzaki nawet się nie poruszyły, tak jakby to małpopodobne stworzenie nagle zupełnie znikło. Uświadomiłem sobie, że ten blask, który wcześniej widziałem, to mogły być oczy tego stwora. Było późno w nocy, około godziny pierwszej. Po tym zdarzeniu pogadaliśmy jeszcze chwilę z kolegą o tym, co zobaczyłem i pełni pytań i niepewności rozjechaliśmy się do domów.Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2025 roku. Jako kilkuletni chłopiec, miałem wtedy około czterech, sześciu lat. Spałem w łóżku z rodzicami, gdy przydarzyła mi się bardzo dziwna historia.
Mieszkałem wtedy na małej wsi, w dużym piętrowym domu. Obudziłem się w nocy i nie mogąc zasnąć, wpatrywałem się w okno naprzeciwko łóżka, obserwując światła latarni ulicznych. W pewnym momencie dostrzegłem dziwną postać, a właściwie jej cień, który lampy ustawione za nią rzucały na szybę. Sypialnia znajdowała się na piętrze, nie było więc żadnych drzew ani innych podpór, a odległość okna od ziemi wynosiła około czterech metrów, co wykluczało, by ktokolwiek stał tam na ziemi. Postać rzucała duży cień na okno i do wnętrza pokoju, więc nie mogło to być złudzenie. Wyglądało to tak, jakby unosiła się w powietrzu, utrzymując stałą wysokość i poruszając się nieznacznie w górę i w dół o maksymalnie kilkadziesiąt centymetrów. Na podstawie kształtu cienia sądzę, że była to kobieta pochylona i siedząca w naturalny dla niej sposób bokiem. Wydaje mi się, że siedziała na miotle. W pewnym momencie istota zapukała w okno. Przerażony nakryłem głowę kołdrą, podczas gdy rodzice spali głębokim snem.
Po chwili zdjąłem kołdrę i istota zniknęła. Na pewno nie był to paraliż senny, ponieważ mogłem się swobodnie poruszać. Wydarzenie było tak żywe i oczywiste, że nie mam żadnych wątpliwości, iż stało się naprawdę, a nie było wytworem dziecięcej wyobraźni. To przeżycie odcisnęło na mnie piętno. To przeżycie odcisnęło na mnie piętno. Przez około dziesięć, dwanaście lat bałem się zasypiać. Zakrywałem głowę kołdrą, zasłaniałem okna roletami i szczelnie otulałem się kołdrą. Nie wiem, czym mogła być ta istota. Najbardziej pasuje mi, że to była wiedźma. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w marcu 2025 roku.
Mam obecnie czterdzieści pięć lat. Mało co pamiętam z dzieciństwa. Uchowały mi się jedynie krótkie wspomnienia, ale jedno wydarzenie zachowało się w mojej pamięci w całości. Od urodzenia jeździłem co roku na wakacje z rodzicami, bratem, wujkiem, ciocią oraz kuzynem na cały miesiąc do ośrodka wypoczynkowego w Rętynach niedaleko Olsztyna. Ośrodek położony jest nad jeziorem w lesie i do dziś pozostaje miejscem stosunkowo trudno dostępnym. Doskonale znałem każdy zakątek okolicznego lasu podczas spacerów, zbierania grzybów czy zabaw ze starszymi dziećmi w podchody. Nie pamiętam dokładnie, w którym roku to było, ale musiałem mieć najwyżej pięć lat. Tego dnia wybraliśmy się z rodzicami, wujkiem i ciocią na spacer główną leśną drogą. Było po obiedzie, nawet później. Po około dwóch kilometrach pogoda nagle zaczęła się pogarszać i postanowiliśmy zawrócić.
Wtedy zapytałem, czy mogę wrócić skrótem i poczekać na nich w umówionym miejscu. Rodzice zgodzili się. Poszedłem skrótem, podczas gdy oni wracali drogą, którą przyszli. Kiedy dotarli do miejsca, w którym mieliśmy się spotkać, nie było mnie tam. Po dziesięciu minutach czekania stwierdzili, że zapewne zdążyłem wrócić wcześniej do ośrodka i również tam poszli. Tymczasem ja cały czas szedłem bez przerwy. Nagle stanąłem, bo zobaczyłem zbliżającą się postać. Była wysoka, ubrana w zielony płaszcz z kapturem. Kiedy mijaliśmy się, spojrzałem na twarz, jednak żadnych rysów nie dostrzegłem, tylko pustkę. Co więcej, ta istota nie szła ani nie biegła.
Wydawało się, że po prostu płynie. Nie zareagowała na mój wzrok. Minęła mnie i zniknęła. Później ruszyłem dalej i dotarłem do wyznaczonego miejsca, ale nikogo nie zastałem, więc wróciłem do ośrodka. Gdy dotarłem do domku, rodzice i wujek strasznie spanikowali. Szukali mnie po całym terenie przez ponad czterdzieści pięć minut. Nie rozumieli, jak mogłem się spóźnić prawie o godzinę, skoro według mojego odczucia szedłem cały czas bez przerwy. Lata później, już jako ojciec, zapytałem ich, jak mogliście pozwolić małemu dziecku pójść do lasu i to właśnie wtedy, gdy pogoda się pogarszała. Mama odpowiedziała, że i oni sami często sobie to pytanie zadawali. Nie rozumieli, jak żadna z czterech dorosłych osób nawet się nie sprzeciwiła.
To wydarzenie pamiętam doskonale, mimo tak młodego wówczas wieku. Przypominam, że cały czas można nadsyłać swoje relacje do Radia Paranormalium. Wszystkie kontakty znajdziecie w opisie pod tą audycją oraz na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Teraz przechodzimy do relacji od słuchacza, który miał już sposobność gościć w naszej audycji w jednym z odcinków poświęconych obserwacjom UFO. Dziś poznamy przekazane przez niego historie dotyczące zdarzeń z udziałem niezidentyfikowanych istot.
[17:55] - No ja pamiętam tyle, że była cisza. Było gdzieś to chyba przed dwunastą już w nocy. Taka totalna cisza. Mam pinezkę także to było nad jeziorem, nad jeziorem. W sumie to jest miasteczko Walentuna i jezioro też Walentuńskie. Forma jeziora, no to jakiś tam owal, nie wiem. To było jeszcze dodatkowo taka jakby podkowa brzegów wchodząca w brzeg. Nie wiem, jak to wytłumaczyć.
[18:24] - Taka zatoka?
[18:25] - Tak, o właśnie, o dokładnie. I jest ta zatoczka. Nie wiem, jest przed dwunastą tam. To jest taki, nie jest płaski teren, bo tam-Jest, yy, schodzi brzeg takimi ze skałami i na górze są sosny czy jakieś drzewa dookoła w takiej formie podkowy. Dosyć spore to jest. Jakbym kiedyś przesłał pinezkę i narysował te korony drzew. To wszystko jest dosyć spore. No i w pewnym momencie jakiś taki huk w koronach drzew tak jakby ptak skrzydłami walił o te gałęzie, o te liście, jakby jakaś małpa przeskakiwała, ale to w ułamku sekund pokonywało ten całą taką podkowę w tych koronach drzew. Tak się przemieszczało tak błyskawicznie, że nawet nie, nie jest to w stanie człowiek opisać coś takiego. No włosy nam dęba stanęły.
Zaraz żeśmy stamtąd się, że tak powiem, zawinęli. Ale to tak, taki był huk. Ogólnie była cisza, ale jak to zaczęło skakać po tych koronach drzew i to w ułamku sekund, naprawdę tyle taką przestrzeń pokonywało tam i z powrotem, że byliśmy w szoku. Do tej pory nie wiem, nie wiem, co to było. Na pewno nic normalnego, że tak powiem. Tak szybko by się nie przemieszczało.
[19:50] - Udało się może zarejestrować jakieś szczegóły wyglądu tej postaci? To był, to był, nie wiem, to był jakiś coś bliżej małpy, bliżej ptaka?
[19:59] - Nie, właśnie tylko sam dźwięk. Sam odgłos. Huk tych gałęzi, tych liści w tych koronach drzew. Nie udało się nic. To było tak błyskawicznie, szybko się przemieszczało, że to niewyobrażalne nawet fizycznie, żeby tak, tak coś no w ułamku sekund po tych koronach drzew, a to jest dosyć spora odległość takiej zatoczki, jak, jak to ująłeś. Tylko dźwięki. To było niesamowite, no coś wręcz, no nie wiem, jak to określić. Nie do opisania. Tak błyskawicznie się przemieszczało w tym-- a wtedy się interesowałem, też dużo czytałem, szukałem i w ogóle nad Szwecją i dużo przypadków było tam rejestracji i obserwacji UFO. Byłem wtedy sezonowo pracować.
Jeździliśmy na ryby z kolegą i takie coś nas, takie coś żeśmy spotkali. Tylko że dziwne, że kolega nic nie pamięta. Ale był przecież ze mną. Ja pamiętam to. Nie wiem, czy jakiś właśnie syndrom wyparcia, bo są, nie wiem. W stresie mam takie przypuszczenia, że organizm potrafi wypierać pewne rzeczy. Albo zapomniał. No bo to już było dwutysięczny, nie wiem, dwunasty, trzynasty rok.
[21:15] - No to już ponad dziesięć lat. Pan tam już mógł, miał prawo pozapominać tych szczegółów, ale wtedy było widać po nim, że zauważył też coś, prawda?
[21:25] - No oczywiście. Żeśmy patrzyli na siebie i żeśmy nie wiedzieli, co to mogło być. Nie wiem, nie pamiętam, czy żeśmy na pewno żeśmy coś rozmawiali, ale żeśmy się szybko popakowali i zawinęli do, do, do domu.
[21:41] - A to długo trwało? Jak długo trwała ta, ta obserwacja tych, tych dźwięków i z jakiej odległości, jaką odległość mogła to istota pokonać? Tak mniej więcej.
[21:55] - Z jednej strony to ileż to tam było do tych drzew, dziesięć, dwadzieścia metrów się zaczynała ta na, na początku tej podkowy, że tak powiem, tego zakola, a później to, to nie wiem, sto, dwieście metrów dookoła i z powrotem. Ale to w tak błyskawicznym tempie, w ułamku sekund taki huk po tych, tych gałęziach, jakby się coś przemieszczało, że niewyobrażalne to, nie do opisania, po prostu. Musiałby ktoś być i słyszeć to. Taka szybkość, że tak powiem. To jest niemożliwe, żeby tak coś skakało. Rozumiem, że jakiś ptak to by w jednym miejscu gdzieś tam przeskoczył. Ale tu goniło po tych koronach, przemieszczało się w tym zakolu, no z straszną prędkością i to duży ten huk był tych liści i tych gałęzi. Naprawdę nie do opisania. To jest coś niesamowitego, tak.
[22:51] - To za szybko nawet jak na ptaka, prawda?
[22:53] - A nie, to nawet niemożliwe jest. No to czuć było, że to coś takiego dużo większego, bo taki hałas, żeby wytworzyć w tych gałęziach. Nie pamiętam, czy się ruszały te, te... Chyba się ruszały. No bo człowiek konsternację przeżył w takim momencie to, to się zapomina o wszystkim.
[23:17] - Znaczy rozumiem, że było słychać wyraźnie jak tam, jak ta istota ląduje na każdym z tych drzew, prawda?
[23:23] - No tak jakby skakała, przemieszczała się po tych koronach drzew. Tam są drzewa, to z satelity może będzie widać. Są dookoła drzewa i tak jakby przemieszczała się w ułamku sekund, dosłownie w takiej potężnej odległości, że tak powiem, z takim hukiem, łomotem w tych koronach, że nie mogło być malutkie coś, bo nie, nie zrobiło takiego dźwięku.
[23:50] - Krótko mówiąc, mamy tutaj tylko obserwację tych, tych odgłosów i jakby reagowania drzew na pojawienie się, na przeskakiwanie tej-
[23:59] - Tą błyskawiczną szybkość, ten huk tego w tych koronach. To jest niewyobrażalna prędkość. O, słyszę mój pogłos trochę. No nic, no zarejestrowane przeze mnie to tylko i przez kolegę. Ten huk niesamowity i prędkość niewyobrażalną, no wręcz niemożliwą, żeby tak się coś przemieszczało w ułamku sekund po całej tej przestrzeni, takiej potężnej w tych koronach drzew. No coś niesamowitego.
[24:26] - A mógłbyś mi jeszcze raz podać nazwę tego jeziora? To jest jezioro, Jezioro Walentunskie czy jak?
[24:32] - Walentuna. Przez V jak, jak w PiszczyWyskoczy miasteczko i będzie takie jezioro potężne. Mógłbym teraz wziąć nawet i tą pinezkę przesłać od razu, jakbym dał radę grzebać.
[24:47] - A chyba już znalazłem. Valentunas i on chyba tak się, tak się to nazywa. Z tego, co mi tutaj Google pokazuje. Taka, taką zatoczkę właśnie. No dosyć duży obszar.
[24:59] - Duży, duży.
[24:59] - Musiałoby to przeskoczyć. Mała uwaga do tej relacji. Słuchacz prosił o wycięcie nazwy miejscowości.
[25:09] - Przejdźmy jeszcze do... I to też na tym kempingu, że tak powiem, dwudniakach. Te dzieci, co widziały tą czarną postać, nie wiem. Dzisiaj rozmawiałem, bo to jest moja chrześnica, także jeszcze mi opowiadała. Już jest, ma siedemnaście lat. Wtedy miała chyba jedenaście. Pojechały sobie tam w stronę właśnie las. Te dzieci jechały. Jedno z nich stanęło. No jak to stanęło?
Ni się nigdy nie odzywali do siebie. No to ta moja chrześnica patrzy, a tam nie wiem, z pięćdziesiąt metrów czarna, taka owalna jakby postać. Coś owalnego, z rękami chudymi nad ziemią, unosząca się. Mówiła, że dosyć duża, z dwa metry to miało. No i dzieci wróciły tak zszokowane, że, że rodzice nie mogli, nie mogli poznać, nie mogli po prostu. No te dzieci były, no przerażone tym widokiem, tej, tej postaci.
[26:11] - A dzieci jakoś opisywały bardziej szczegółowo wygląd tej postaci? Jakieś porównania robiły czy, czy tak ogólnie tylko, że wiedziały jakąś sylwetkę? Coś co tak, coś takiego nieludzkiego.
[26:24] - Tak nieludzkiego. Czarną, czarna, duża postać unosząca się nad nim. Bo jeszcze dzisiaj się wypytywałem tej mojej chrześnicy, jak to wyglądało dokładnie. Mówi, że bardzo duże, takie jakby owalne. Nie było kształtu postaci takiej ludzkiej, tylko takie bardziej owalne coś. Dwumetrowe i że ręce chude miało takie długie palce. Mówiła, że, że były palce i z rękami długimi, wiszącymi takie w dół.
[26:54] - Coś jak taki, coś w typie chyba Slendermana może.
[26:59] - Nie, nie wiem.
[27:00] - Nic. Nic z tego. Nic. Nic tego rodzaju, bo tak, tak mi trochę ten... Częściowo pokrywa mi się ze Slendermanem. Nie wiem, czy kojarzysz.
[27:08] - Nie, nie. Nie kojarzę, ale ma powiązanie to, bo, bo se przypomniałem i ona mi przypomniała, że dzwoniły do mnie dwudziesta pierwsza, bo ja często siedzę w takim garażu sobie. Dwudziesta pierwsza i dwudziesta druga. Koło dwudziestej pierwszej to było. Tutaj nas jest taki stok Pomianowski. Mam też tam pinezkę, mam wszystko do tego. I dzwoniły przerażone, bo znowu zauważyła postać też dużą, ogromną, bo wieczór. Tam było dużo dzieciaków. Tylko że miało czerwone oczy już ta postać. Ta moja chrześnica, nie wiem, może ona ma jakieś predyspozycje do tego, że, że widzi takie rzeczy, ale przerażone też dzwoniły.
Co to mogło być? Ale to już miało czerwone oczy. Dosyć duża ta postać, ciemna. Mi się skojarzyło z Leszym, bo ostatnio słuchałem Żywy folklor, że Leszy miał, że ma czerwone oczy. Nie wiem, czy, czy dobrze to kojarzę.
[28:08] - No Leszy występuje w różnych, że tak powiem, konfiguracjach wizualnych. Często pokazuje się z rogami, podobno na głowie. Nie wiem, nie wiem jak z oczami, ale, ale przyjmuje taką mocno humanoidalną postać. Z tego, co mi wiadomo.
[28:24] - Taki mały lasek jest obok szpitala taki.
[28:28] - Bo to wszystko się jakby działo blisko lasów, tak?
[28:32] - Znaczy tu akurat to drugie teraz co mówię, to jest już tutaj bo nie na tym kempingu tam. Ta postać, druga, ta z czerwonymi oczami. To było niedawno. Był krwawy księżyc. Nie wiem, czy dwudziesty trzeci teraz, dwudziestym drugim, któryś to było. Takie głośne ten, głośna obserwacja księżyca. Krwawy księżyc, którym to był? Dwudziestym trzecim chyba tak. Albo dwudziestym drugim. Był, był taki dosyć niedawno.
Krwawy księżyc czy jakoś tak się nazywał.
[29:04] - Chyba dwudziesty trzeci rok. Yy dwudziesty ósmy października tutaj pokazuje.
[29:10] - No, no to mówiła, że wtedy był właśnie ten, ten, bo poszli chyba nie wiem, czy nie obserwować tego księżyca, bo to jest taka wzniesienie, górka i tam jest lasek, taka studnia jakaś. Tam musiałbym być, muszę, muszę tam pojechać, zobaczyć. I też przerażony dzwoniły akurat z tego wydarzenia, że dosyć duża czarna postać, tylko oczy i taka bardziej ludzka postać. Te oczy mnie przeraziły, tą moją chrześnicę najbardziej. Czerwone oczy. I krwawy księżyc właśnie. To mi powiedziała, że wtedy był właśnie krwawy księżyc.
[29:49] - A to według niej była taka fizyczna postać czy, czy bardziej jakby coś na zasadzie zjawy czy przywidzenia? Coś takiego fizycznego, realnego?
[29:59] - Bardziej taka ludzka postać, tylko duża. Czarna oczywiście. No te oczy pewnie się musiały wybijać z tej postaci. Jeżeli mówiła, że zwróciła na te oczy, to ją przeraziło. Czerwone oczy. Dosyć też duże. Duża ta postać była.
[30:16] - No tak się zastanawiałem, co mogło spowodować, że akurat chrześnica i ten drugi-- przepraszam, nie, nie pamiętam jakiej płci było to drugie dziecko chyba.
[30:26] - Tą pierwszą, tą, tą obserwacją był kolega jej taki dobry, który stanął na rowerze, tą tam nad tym kempingiem, na tych dwudniakach. Stanął na rowerze. Ona nie wie, co się dzieje. Też stanęła. No i wtedy
[30:41] - Zobaczyła. Chyba się nie odzywali nawet do siebie, bo tylko on spojrzał przerażony, a ona nie wiedziała co się dzieje. Stanęła. Zobaczyła tą, tą, tą, tą dużą mówię chyba z dwa metry miało tak z pięćdziesięciu metrów unoszącą się. No i od razu ogień zawinęli z powrotem na kemping i do tych rodziców. Przerażeni, bo to było gdzieś tak osiemnasta po południu, już osiemnasta, dziewiętnasta przed tym lasem. I tam mi opowiadała, że, że, że są bunkry gdzieś. Jeszcze nie byłem nawet.
[31:14] - Z województwa lubuskiego pochodzi kolejna relacja o stworzeniu, które można chyba zaliczyć do obszaru zainteresowań kryptozoologii.
[31:26] - Mam też historię, którą przeżyłem z kolegą w Niesulicach. To jest województwo lubuskie. To jest jedno z najczystszych jezior w Polsce. Tu jeśli można to podpiąć pod kryptydę, jaką ja z kolegą spotkałem w wodzie, to było w wodzie. Moczyliśmy nogi na takim... Tam są też obozy harcerskie, tam są różnorakie wyspy i my po prostu moczyliśmy nogi. To było jakieś stworzenie wodne. Też nie mogę podpiąć pod żadne mi znane zwierzę i tak dalej. To nam przepłynęło dosłownie my to widzieliśmy, no może z dwie, trzy sekundy, ale to nam przepłynęło obok nóg. To było coś owłosionego.
Moim zdaniem to przypominało takiego jakiegoś smoka wodnego. No aż to jest niesamowite, bo my się do dzisiaj się z tym kolegą zastanawiamy, co to mogło być. Niesulice to jest bardzo głębokie jezioro. Jedno z tych, że tam widać dno tam na dużo metrów. I właśnie też przeżyliśmy coś takiego. Nie jestem w stanie panu dokładnie opisać, bo to mówię trzy sekundy było, ale to było przypominało takiego, no nie wiem, no smoka wodnego, węża wodnego, ale to było owłosione. Ani to nie był żaden bóbr, ani ten, bo z tego, co wiem, to tam bobrów nie ma i takich różnych stworzeń. I to też bardzo mi utkwiło. Do dzisiaj z kolegą się zastanawiam, co to mogło być, bo nie jesteśmy w stanie.
[32:47] - No właśnie mi się skojarzyło z bobrem i odpowiedział Pan na pytanie, które miałem właśnie zadać.
[32:52] - Nie, nie, nie to, to, to tak no siedemdziesiąt procent, że to nie był bóbr. No nie wiem, że to był jakiś może przerośnięty bóbr, no ale szczerze to ja tak wielkiego bobra w życiu nie widziałem, więc to mi odpada. No ale to akurat no to mogło być jakieś stworzenie, nie wiem które, którego ja nie znam. No ciężko mi jest powiedzieć dokładnie, co to mogło być.
[33:12] - A mogło to być na przykład sum, bo one potrafią takie dosyć duże wymiary też osiągać.
[33:18] - Nie, nie, nie sum raczej. No sum raczej nie jest owłosiony, a to ewidentnie miało taką sierść dość sporą. Taką sierść. Ale to nie była taka sierść jak mają takie zwierzęta, że bóbr tak jak właśnie. Tylko to była taka sierść roztrzepana trochę taka jakby się wydawała. Nie mam słów, ale to nie była taka typowa sierść takiego ze znanych mi zwierząt, tylko to była taka nastroszona jakby ta sierść. No, no mówię, to niesamowite, bo do dzisiaj się z kolegą zastanawiam, co to mogło być, bo my się mocno dość wystraszyliśmy wtedy. I oczywiście te nogi z tej wody wyciągnęliśmy, bo to tak jak pan ma brzeg. My sobie siedzieliśmy tutaj przy brzegu, moczyliśmy nogi i to dosłownie, no nie wiem, no pół metra, no nie więcej. Centralnie, takim szybkim ruchem przepłynęło obok nóg.
[34:07] - Kolejny nasz dzisiejszy rozmówca pochodzi z Mazowsza. Prosił on o wycięcie nazwy miejscowości, w której rozegrały się opisane przez niego zdarzenia. Jest to mała wieś. Usłyszymy przekazane przez niego obserwacje postaci jak gdyby zrobionej z czarnej mgły.
[34:25] - Może zacznę. Zacznę od takiej historii, która miała miejsce w dwa tysiące siódmym roku około. Pamiętam, byłem wtedy w pierwszej albo w drugiej klasie gimnazjum. Wyszliśmy z kolegą na spacer. Tam jakieś, jakieś, jakieś głupie zabawy typu wyzwanie czy tchórzostwo coś takiego. I ja zasugerowałem tak jak padła kolej na mnie, żeby iść na cmentarz. Była godzina około dwudziestej drugiej. No i wyszli, poszliśmy na ten, na ten cmentarz. Wie pan, tam pochodziliśmy główną alejką, tam nie jakoś tam się nie wgłębialiśmy. Po prostu spacer, wejść, wyjść i wrócić do domu czy gdzieś tam jeszcze się przejść.
No i w pewnym momencie, gdzieś tak na wysokości, bo na tym cmentarzu aktualnie są z mojej rodziny cztery osoby pochowane. Na tamten czas były trzy osoby, między innymi moja, moja siostra, no której nie znałem, zmarła przy urodzeniu i pradziadkowie, których też nie znałem. No, no, aktualnie tam jeszcze, jeszcze mój ojciec, który zmarł w zeszłym roku. Nie, w tym roku będzie dwa lata jak zmarł. Tak już wracając w stronę bramy cmentarnej, zatrzymaliśmy się na chwilę, bo coś przykuło moją uwagę. Gdzieś właśnie mniej więcej w okolicach grobu, tam, gdzie leży moja rodzina. Tak, no patrząc z pi razy oko. Zobaczyłem, że jest coś, coś jakby coś czarnego. Nie wiedziałem, czy to jest krzak, czy to jest fragment nagrobka. Ale, ale zatrzymałem się.
Pokazałem palcem. Mówię do kolegi: Patrz, widzisz to? Mówię tam takie ciemne coś. On mówi: No widzę. Mówię co to jest? No i tak stoimy chwilę, zastanawiamy się, co to jest. Bo było ciemno. To mogło być wszystko tak naprawdę. No jednak to coś, co widzieliśmy w tamtym momencie. To coś zaczęło się zmniejszać.
To było czarne, tak było ciemno i widać, że to było jeszcze ciemniejsze. Czyli jak coś jakby czarna masa to tak wyglądało. To zaczęło się zmniejszać. No i my takie no dzieciaki, nie wiem, ile to może było trzynaście, czternaście lat mieliśmy. Zaciekawieni weszliśmy tam w tą alejkę między, między tymi grobami. Idziemy. To zniknęło w pewnym momencie to już nam trochę się trochę nam ciary weszły, bo to było nienaturalne. W ogóle pierwszy raz coś takiego widzieliśmy. Znaczy właściwie drugi raz ja widziałem, bo też odnośnie tego będę miał taką zagwozdkę tutaj. Podeszliśmy bliżej.
Niczego tam nie było. Tam były groby. Tam dalej stał jakiś był jakiś krzaczek iglasty. I wie pan co? Tak stoimy przy, przy pod drzewem. To akurat było. Stoimy tam przy tym i nagle z ziemi, tak jakby znikąd czy z powietrza, czy z ziemi ciężko mi określić. Wyrosła ciemna, czarna wręcz taka postać. To wyglądało, jakby miała się na nas rzucić. Urosło to coś na około trzy metry i się wychyliło w naszą stronę.
Oboje widzieliśmy to samo, bo jak no oczywiście zaczęliśmy uciekać. No mało nóg nie połamałem, powiem szczerze. I tak uciekliśmy. No pamiętam jak to miało około ze trzy metry długie jakby ręce z obu stron. Tak, no jakby się chciało na nas rzucić. I oboje widzieliśmy to samo, bo ja się pytam widziałeś to? Tak, a ty to widziałeś? Tak. I opowiadaliśmy sobie, co widzieliśmy nawzajem. To było po prostu.
Ja czytałem, że jest coś takiego jak ludzie cienia, a to przynajmniej wtedy dla mnie jako dzieciaka to było przerażające i nie wiem, czy pan oglądał. Wysłałem panu filmik na maila.
[37:47] - Ten z taką, z taką postacią nad rzeką tak?
[37:50] - Tak, tak.
[37:50] - To co ma obrazować coś, coś, coś podobnego do tego, co wy widzieliście tak?
[37:56] - Tak, to było praktycznie powiem panu no identyczne. Tak, no miało około trzy metry. Tylko że no to na nagraniu jest jakby na drugim brzegu, a my to tak jakby no face to face staliśmy obok tego. No i nie wiem co to było, tak? No na tym filmiku tak ja zobaczyłem ten filmik na Facebooku to momentalnie go pobrałem i jeszcze temu koledze wysłałem pytając czy pamięta tak? No ale on chyba woli o tym zapomnieć, bo pamięta i uciął rozmowę i już więcej nie chciał na ten temat mówić.
[38:31] - Jaka to była miejscowość?
[38:32] - To jest pod Piasecznem. Jest to wieś właściwie .
[38:36] - Jaki ta ciemna postać bądź ta ciemna masa miała kształt? Czy to było wyraźnie, czy posiadało to wyraźnie widoczne odcięcie między tą czarną masą a resztą tła? Postać w ogóle sprawiała jakieś wrażenie całkowicie fizycznej?
[38:50] - To była ciemna, skondensowana masa. Tak jak w tamtym momencie nie było la-latarni tylu na tym cmentarzu, więc było dość ciemno, a to było też ciemniejsze jakby od ciemności, która panowała wokół. Można było rozróżnić kształt, tak? Te wyciągnięte ręce, sylwetkę jakby ludzką, tylko że to nienaturalnie wysokie było, prawda? Więc to przypominało ludzką postać, tylko po prostu taką dużą i wyraźnie się odcinało na, na tle tego, co, co było za tą postacią, tak.
[39:18] - A czy czuliście coś od tej czarnej masy czy też postaci? Czy po prostu sam jej wygląd, sama jej aparycja was tak wystraszyła, że postanowiliście uciec?
[39:30] - No nie no, nas wystraszyło to, że, że to się na nas rzuciło, tak? Tak jakby nas zaatakowało. A później tak jak staliśmy, tak, pytaliśmy się siebie nawzajem, czy, czy widzieliśmy to samo. Dopiero do nas jakby dotarło pomału, że coś takiego miało miejsce. No w pierwszej kolejności szok, a później, później przyszło takie no, no przerażenie, nie? To tak samo na tej zasadzie, jakby ktoś mi wyskoczył na przykład zza drzewa i się na mnie rzucił, to, to do tego mogę porównać w ten sposób takie, takie emocje.
[39:58] - No tutaj to, to, że ta postać się na was rzuciła, właściwie wyklucza też opcję pod tytułem pareidolia. Że mózg jakby źle zinterpretował w tamtym przypadku układ jakby cieni, tak?
[40:12] - Tak. No jestem w stu procentach pewien, że to nie było przywidzenie. I tak odnośnie tej postaci, bo też mi się przypomniało jeszcze, jeszcze wczoraj. Ja widziałem coś takiego dwa razy. Najpierw nie wiem, czy chronologicznie będzie okej, czy, czy najpierw widziałem to na cmentarzu, czy u siebie w domu, ale była, był taki ten noc właściwie. Leżałem sobie w łóżku, już zasypiałem. Ciemno w pokoju. Nic, nic, nic nie było. Było coś światła latarni, bo tutaj mam przy ulicy okna. Tu wiesz, tam mieszkam w domu jednorodzinnym.
To jest stary dom, w tym momencie około sześćdziesięcioletni. Działo się tutaj sporo różnych dziwnych rzeczy. I to nie tylko mi. Ale tak wracając do, do tej nocy. Leżałem sobie w łóżku, zasypiałem i w pewnym momencie też poczułem, jakby ktoś mi chuchał na policzek. Takie, takie chłodne, chłodne dmuchnięcia. I no leżę. Powtarza się. I znowu, i znowu, i znowu. No w końcu odwróciłem się na drugi bok i to samo w drugi policzek.
Takie jakby chłodne, delikatne dmuchanie. Nie wiem. Poleżałem parę minut. Z powrotem przewróciłem się na ten sam bok. No na drugi bok, tak jak leżałem na początku. No i w momencie jak, jak poczułem dmuchnięcie, tak, ja otworzyłem oczy i no zobaczyłem takie coś właśnie też. Stało, nachylało się nade mną. Nie powiem, że wpadłem w paraliż ze strachu, tak, ale chwila minęła, ta postać zniknęła, ja po prostu no ze strachu bałem się ruszyć. Nie wiem. Zamknąłem oczy, parę minut poleżałem, odważyłem się podnieść, zapalić lampkę.
No i nigdy, nigdy no oprócz tych dwóch sytuacji nigdy więcej czegoś takiego nie widziałem. I szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia, co to mogło być. To jedna z takich dwóch rzeczy, które no zapadły mi w mojej pamięci, bo dość intensywne emocje temu towarzyszyły. Głównie lęk i no jakaś, jakaś obawa też swojego rodzaju, tak? Teraz, teraz też widuję, że tak powiem, różne rzeczy, ale no jestem, jestem starszy, jestem po trzydziestce, więc nie robi to na mnie już takiego wielkiego wrażenia. Ale, ale czegoś takiego jak, jak wtedy, tak w tych dwóch sytuacjach to nigdy, nigdy wcześniej nie widziałem.
[42:13] - A tam wtedy w sypialni, w swoim pokoju pan miał jakieś takie uczucie, nie wiem, czegoś, jakiejś obecności? Że to jest taka jakby fizyczna istota, która przyszła pana, nie wiem, postraszyć?
[42:25] - Szczerze? Nie pamiętam. Chyba, chyba obecności wtedy w tamtym momencie nie czułem. Ja czułem, czułem te podmuchy na policzku, tak? I to było dla mnie dziwne, bo się zastanawiałem, czy ja przypadkiem nie chucham w poduszkę, tak? I to powietrze. Tylko że no, no, no z ust powietrze jest ciepłe, tak? A to był ewidentnie chłodny, chłodny, taki delikatny powiew, jakby ktoś mi dmuchał w policzek, tak? Okna były pozamykane. Nie pamiętam jaka to była roko, ale, ale no zwykle śpię przy, przy zamkniętych oknach, także specyficznej...
A jeszcze, jeszcze właśnie, bo jak zapaliłem tą lampkę, tak, usiadłem na chwilę i tak no bałem się trochę, tak? Położyłem się po paru minutach z powrotem. No i nie wiem, bo ja mieszkam tutaj to, to jest dom taki piętrowy, jednorodzinny. Ja mieszkam, mam swoje tutaj swój pokój na piętrze między dwoma strychami. Parter zajmuje aktualnie moja mama i no dom jest stary, tak jak wspomniałem, tak? I te ściany one nie są, nie są jakby z płyty gipsowej, tylko takie płyty wiórowej i jak się dotyka tej ściany ręką czy, czy przesunie się paznokciami, palcami, to ona wydaje taki charakterystyczny dźwięk. I powiem panu też, że słyszałem takie coś. Nie wiem, czy to była wtedy moja wyobraźnia, czy już po prostu ze strachu dźwięki z otoczenia odbierałem jako coś, coś, co mnie chce nastraszyć, ale przez chwilę dosłownie tak kilka razy słyszałem takie jakby dosłownie jakby ktoś palcami po tej ścianie od drugiej strony strychu, gdzie, gdzie, gdzie on jest oczywiście zamknięty tak na co dzień, jakby ktoś palcami przesuwał po tej ścianie od drugiej strony.
[44:01] - Ja tutaj jeszcze mam takie pytanie, właściwie też spostrzeżenie odnośnie tej, tej sytuacji w sypialni. Bo pan cały czas z tego, co pamiętam, był w stanie się poruszać, zmieniać pozycję, obracać się z boku na bok. Czyli możemy wykluczyć właściwie paraliż senny i ewentualne jakieś towarzyszące temu, prawda, jakieś nie wiem, omamy, wizje czy coś tego typu, tak?
[44:25] - Tak, tak, tak. Możemy to wykluczyć, ponieważ no to było, to wydarzenie miało miejsce nie wiem, kilka lat. Nie jestem w stanie określić. Przed tym, zanim zacząłem się interesować yyyOOBE i świadomymi snami. Także, yy, w pewnym momencie te paraliże przysenne, one dla mnie stały się jakby, no, preluderem do, do, do, do wyjść takich astralnych, prawda? I myślę, że to na, na pewno nie było to, bo ja tak, tak jak mówię, przekręcałem się z boku na bok i w ogóle nie, nie usnąłem, tak? A paraliż senny jestem w stanie, jestem w stanie odróżnić. Wiem, co to jest. Doświad-doświadczam tego dość, dość, yy, regularnie. Yy, więc, yy, paraliż, tak?
Przyśnięcie mogę, mogę w stu procentach wykluczyć.
[45:11] - Rozumiem też, że jest pan pewien, że wykluczył pan całkowicie opcję, że to mogło być na przykład, yy, dostrzeżenie tej, tej postaci czy co-cokolwiek to mogło być wtedy w sypialni, że wykluczył pan opcję pod tytułem, nie wiem, coś na zasadzie pareidoli, że mózg coś źle odczytał, coś źle zinterpretował?
[45:32] - Nie, ja to tak wykluczam, tak jak pan mówi, ponieważ, yy, no z-- na wysokości mojego wzroku przy mnie, przy łóżku, tak jak leżałem, tak? Nie było nic, co mogłoby się wydać, że stoi przy mnie, a właściwie nachyla się. Meble były ustawione tak jak łóżko wzdłuż ściany, tak? No to obok, obok łóżka też przy ścianie stały meble, tak? Yy, środek pokoju był pusty. Nic, nic nie było takiego, co mogłoby jakby, yy, no omamić, tak? To znaczy pomylić. Co mógłbym pomylić, przepraszam, tak? Z, z tą postacią. No miało ludzki kształt, jakby nie patrzeć.
Ciemniejsze, tak? Od ciemności, która mnie otacza. Może to było jakieś przywidzenie? Nie wiem. Ciężko mi stwierdzić, ale to, to, to jakby dmuchanie w policzek nie przekonuje mnie tak, że, że to, że to było coś, co mógłbym pomylić z, z tą postacią.
[46:24] - Tutaj mi się nasuwa takie, taka kwestia typu czy to rzeczywiście był podmuch powietrza, czy może jakiś po prostu się pojawił taki zlokalizowany spadek temperatury, bo też czasami ludzie o takich rzeczach mi tutaj zgłaszają, że na przykład zauważają, że w jednym miejscu temperatura się, temperatura spada, a wystarczy się parę metrów przesunąć i już tego nie ma, tak? Pan czuł wyraźnie, że coś panu dmucha, tak?
[46:51] - Tak, tak, tak. Czuł-- no w policzek, centralnie w policzek. Yy, tak jakby coś się nade mną nachyliło i mi delikatnie chuchało. Nie, nie, nie, nie przypominam sobie, żebym odczuł spadek temperatury wokół mnie jakoś specjalnie, tak? No to tak, jakby ktoś się pochylał nade mną i, i, no dmuchał mi w ten policzek. Być może, być może coś takiego się stało i dlatego czułem te podmuchy. Nie wiem, a-ale no ja to odebrałem jako, jako podmuch powietrza, tak? Jakby ktoś na, na mnie chuchał.
[47:21] - Nie wiem, na ile pan jest obznajomiony z tymi tematami. Dlatego pozwolę sobie jeszcze zapytać, czy zna pan, bo, bo pewnie w przyszłości po tym, po tym zdarzeniu pewnie pan jakieś tam poszukiwania poczynił w internecie co to tak naprawdę mogło być. Czy, czy uprawnionym będzie po-porównanie tego do bliskiego spotkania z taką często opisywaną zakapturzoną postacią?
[47:45] - Właściwie można by to w ten sposób porównać, tak? Bo to było ciemne, tak? Może, może miało ludzki kształt, może było zakapturzone. Nie, nie, nie widziałem aż takich szczegółów. Ale ja tak, oczywiście czytałem na ten temat, yy, dość sporo, bo, bo tak jak mówię, od dziecka się tym interesuję i internet, no jak się pojawił w moim domu komputer z internetem, no to ja całe godziny spędzałem na, yy, szukaniu informacji i czytaniu na te tematy. Aczkolwiek nie definiuję tego w żaden sposób, tak? Po prostu, no czarna postać tak to nazywam. Nie wiem, co to było. Też nie, nie, nie kwalifikuję tego w żaden sposób. Jeśli chodzi o takie, yy, o rzeczy, tak?
Bo podobne historie czytałem. Uznaję, że nie wiem, co to jest po prostu.
[48:32] - Kolejne dwie relacje również pochodzą od słuchacza, który gościł już w naszej audycji. Przenosimy się bowiem do Złotowa w województwie wielkopolskim.
[48:44] - Tutaj teraz już może coś, coś innego niż UFO, niż jakieś, yy, latające rzeczy na niebie. Yy, to bo ja tutaj sobie też zrobiłem taką listę mniej więcej, bo żebym się tam też połapał, to może przejdę do takiej sytuacji, która wydawała mi się bardzo, bardzo straszna i no aż mi się nogi trzęsły, yy, po, po całym tym zdarzeniu, yy, bo wracałem raz tutaj też właśnie, bo, yy, w Złotowie mamy kilka jezior i jedno jezioro jest całkowicie nieoświetlone. Z daleka było widać światła latarni. Ja po prostu tam sobie spacerowałem po tym jeziorze. Trochę zrobiło się ciemno, no to postanowiłem wrócić do domu i tak jak sobie szedłem, to po prostu, no było już tak ciemno, że było widać właśnie tylko te latarnie tego w oddali. A słyszałem, że coś po prostu siedzi na drzewie i tak jakby nie wiemCoś jakby spadało. O, to, to chyba najlepsze takie określenie jak, jak siedzi albo jak, jak nie wiem, jak gałęzie się łamią coś takiego. Więc jak spadło, to był taki tupot. No to było coś naprawdę ciężkiego, że jakby, jakby tak człowiek pomyślał, to nie wiem, jakby jakaś gałąź się oderwała albo coś takiego. No i taka, taka była pierwsza po prostu myśl.
A tam nic nie było widać. Tylko że zaraz po tym jak to spadło, to słyszałem coś jakby biegło na mnie. I to też było dziwne, bo to było jakby, nie wiem, tupot kopyt albo no nie wiem, no coś, coś chyba na tak jakieś zwierzę chyba czworonożne, nie wiem. I po prostu no moja reakcja była taka natychmiastowa, taka, że no wiadomo, no człowiek ma kilka reakcji na takie te. Jedni po prostu jeden zacznie uciekać, drugi zacznie coś, coś innego robić. No ja akurat się wkręciło, że to jest jakieś zwierzę, więc starałem się być udawać większego niż jestem. Zacząłem skakać, tam drzeć się, wymachiwać rę-rękoma i słyszałem po prostu, że to coś przebiegło obok mnie. Biegało na mnie, ale w pewnej chwili po prostu skręciło obok mnie, że, że pobiegło tak jakby za mnie i w tym momencie już w ogóle no adrenalina to mi tak sięgała wysoko i za chwilę po prostu znowu słyszę, że to biegnie na mnie tak, jakby znowu się zastanowiło i znowu ruszyło. No to ja znowu zacząłem te krzyki jak za pierwszym razem, bo dało to jakiś efekt i znowu poskutkowało, bo tak jakby to się biegło na mnie. I jak zacząłem tam podnosić ręce, skakać i krzyczeć, to tak jakby ten tupot przestał.
Tak jakby zatrzymało się to tuż dosłownie przede mną. Ja miałem światła latarni wtedy za sobą. Czyli jak pomału się cofałem, świeciłem sobie, zapaliłem telefon po dosłownie tam trzech, czterech, pięciu krokach. Ja po prostu cały czas czułem, że to tam jest, że stanęło trochę bliżej mnie i się na mnie patrzy. I w każdej chwili byłem przygotowany, żeby znowu tam skakać i tak dalej. Ale wyciągnąłem w pewnym momencie telefon i chciałem tam zaświecić w to miejsce, no ale już nic, nic po prostu tam nie było, nie? I cały czas tyłem cofałem się. Nie wiem, tam było może z dwieście metrów do latarni ulicznych, nie? I dopiero wtedy tak wszystko całe ciśnienie ze mnie zeszło. Musiałem aż usiąść.
Nogi dosłownie jak z waty. Jeszcze nigdy takie-- takiego czegoś nie miałem. Także to takie nie wiadomo co to było.
[52:16] - No to mogło być wszystko. Mi się przypomniała kiedyś, jak słuchałem pana, pana historii, jak mi się przypomniało, jak chodziłem sobie kiedyś po górach w wakacje i się zagapiłem. Zrobiło się już trochę ciemno. Chciałem już wrócić do, do, do sanatorium wtedy byłem. I nagle słyszę takie kwi, kwi, kwi. Nagle dudu, dudu, dudu, dudu coś biegnie na mnie. Oczywiście locha to musiała być. No to biegnę. Uciekam. Chyba ubiegłem jakieś sto metrów.
Pięćdziesiąt do stu metrów. Stanąłem, żeby sobie odsapnąć. Cisza. Spokój. Nagle znowu kwi, kwi, kwi. Dudu, dudu, dudu. Kurde, uciekałem, aż się kurzyło. Ale chyba w pana historii, w pana przypadku chyba można lochę wykluczyć, prawda? Bo locha jak sobie kogoś upatrzy, to, to no raczej się nie chowa przed nim.
[53:06] - Znaczy no tam nie było na, na sto procent nie było tam żadnych, żadnego gospodarstwa ani, ani nic takiego. I to było po prostu, nie wiem, tak jakby coś wpadło, nie? Po prostu w głowie.
[53:21] - Aha. Czyli to musiało siedzieć na drzewie, krótko mówiąc.
[53:24] - No tak, tak, tak właśnie mi się wydawało, nie?
[53:27] - No wedle mojej wiedzy raczej dziki nie mają takiej możliwości się wdrapywać tak wysoko.
[53:32] - No według mojej właśnie też. Dlatego, dlatego tym bardziej to jest dziwne, nie?
[53:36] - Panu nie udało się jakby zauważyć konturów tej postaci, sylwetki?
[53:41] - Znaczy mi się wydawało na początku, że to było coś białego, ale nie wiem, czy to po prostu moja wyobraźnia później tak działała, czy, czy jak. I, i no tyle, nie? Wszystko takie-
[53:53] - W takich, tak, w takich słabych warunkach oświetleniowych, szczególnie w ciemności no wyobraźnia rzeczywiście może nam płatać figle. Mózg jest jakby nastawiony na wyszukiwanie, zauważenie jak najszybciej potencjalnego przeciwnika w pobliżu-
[54:07] - No właśnie. Ja właśnie nie wiedziałem. Kątem oka może coś tam, coś tam białego wielkości, no nie wiem, wielkiego psa, coś, coś, ale to nie wiem. To już po prostu pewnie mi wyobraźnia podpowiada, nie?Tutaj mam teraz takie zdarzenie na tym, które wywołało chyba najwięcej takich emocji, które cały czas w ogóle przeżywam z moim kuzynem.
[54:30] - To jest to zdarzenie, które pan opisał w mailu tak?
[54:33] - Tak, tak, tak, tak. To właśnie było też właśnie w Złotowie, tylko że na stacji PKP i poszliśmy tam z kuzynem. Wzięliśmy, bo tak czasami lubimy po prostu sobie wyjść, przysłowiowo odchamić się, wziąć tam sobie jakieś alki, jakieś piwo czy coś i po prostu porozmawiać, wypić i tyle, nie? I tak właśnie teraz też zrobiliśmy i wzięliśmy, usiedliśmy tam za peron PKP, tam są takie nieczynne tory i po prostu rozmawialiśmy sobie z kuzynem. piliśmy wódkę, ale nie, nie żeby, żeby nie było, że tam jakaś z jakiegoś nielegalnego źródła czy coś tam było dodawane, czy ten po prostu normalna jakaś tam nie pamiętam, no wiesz to czy coś takiego. I ledwo, ledwo zdążyliśmy tam upić z dwa kieliszki i słyszymy z kuzynem, że ktoś idzie, nie? No to ja patrzę, a tam policja. Więc szybko, szybko schowaliśmy alkohol. Policja przyszła, porozmawiali, porozmawiali, poszli. No i później siedzimy sobie znowu.
I właśnie zaczęły się takie tematy duchowe, à propos też UFO i życia po życiu. I to właśnie teraz najdziwniejsze, bo sobie siedzieliśmy i nagle wokół nas po prostu siedziały też jakieś inne istoty. I najlepsze w tym wszystko było to, że w ogóle nie czuliśmy tego, że oni tam się zjawili tak jakby nagle. To wszystko było tak nie wiem, to ciężko w ogóle opisać, po prostu tak jakby za nami tam przyszły. Pamiętam, że się tam śmialiśmy z czegoś, że cały czas rozmawialiśmy, że oni odpowiadali tam na jakieś nasze pytania i tak dalej. Czuć było od nich naprawdę taką bardzo wielką przyjaźń, miłość, takie dobro i no nie wiem. I właśnie nie pamiętamy w ogóle o czym, o czym rozmawialiśmy. Nie pamiętamy, jak one wyglądały, czy to były one, oni, czy to byli ludzie, czy-czy ktoś zupełnie inny. Po prostu zdarzyło się coś takiego, że znowu kuzyn coś usłyszał i znowu myśleliśmy, że to policja. Więc wstał coś tam, coś tam właśnie krzyknął czy halo, czy policja i tak dalej.
Ja wtedy też wstałem. No i to wszystko zniknęło. Te wszystkie osoby, które tam były, po prostu zniknęły, jak nie wiem, no jak w jakiejś fajce, tak jakby w ogóle ich nie było. I no kuzyn był w takim szoku, że aż-aż tam się popłakał z wrażenia. Ja mówię do niego, bo ja sam nie wiedziałem, czy ja zgłupiałem, czy-czy co teraz. I ja mówię kuzynowi mówię co ty widziałeś, nie? Powiedz mi, co ty widziałeś. I on mówi, no że tu byli ludzie, że wszyscy byli po mojej stronie około dziesięć jakichś tych, że gadaliśmy coś tam, coś tam. Ja mówię kurde, ja mówię zupełnie to samo. No po prostu pokryło się to sto procent z tym, co ja widziałem, więc to nie mogło być ani jakieś, jakaś halucynacja wywołana nawet nie wiem.
Nic, nic w ogóle nie braliśmy, żeby nie było. My tam wypiliśmy, może spiliśmy tam nie wiem, z pół butelki tej wódki półlitrowej, a mamy bardzo mocne głowy, więc to jest praktycznie tyle co-co nic dla nas i po prostu te osoby jak zniknęły to były dla nas taki szok, takie niedowierzanie. Jedyne co bym mógł tak przyrównać, to zawsze przyrównuję jak gdzieś tam komuś opowiadam, to jakbym miał tak przyrównać to, że się idzie na imprezę, załóżmy na jakieś urodziny całą paczką do kogoś tam. Wszyscy się śmieją, fajnie bawią, bawią, bawią, a nagle po prostu wszyscy, wszyscy ludzie znikają i się okazuje, że się jest na tej imprezie samym. Także to jest to taki sam szok był.
[58:18] - No tutaj osoby postronne słuchające takiej relacji mogą jakby o-obarczyć winą za te pojawienie się tych istot właśnie ten udział środków o podwyższonym procentażu. Natomiast zawsze mi się nasuwa na myśl, zawsze mi się to jakoś jakby tak przypomina w takich momentach to, co czasami opowiadają osoby jasnowidzące, że po spożyciu alkoholu zaczynają jakby widzieć z reguły jakieś takie negatywne rzeczy, jakieś takie ewidentnie niskowibracyjne, jak to się mówi. Ale no to potwierdzałoby, że alkohol tam jakby uruchamia możliwość postrzegania takich różnych innych rzeczy z innej rzeczywistości, z innego wymiaru naszej rzeczywistości, prawda?
[59:02] - No właśnie też mi się tak wydaje, że coś-coś mogło być w tym. Tylko że właśnie gdyby to było na przykład tam, jeżeli ktoś powie, że no, że to kwestia alkoholu, że to przez to i dlatego mieliśmy jakieś widy, no to po pierwsze to pierwszy raz w życiu mi się zdarzyły takie widy pseudo, a po drugie gdybyśmy mieli widy, no to wątpię, żebyśmy widzieli identycznie to samo. Więc to tak dziwnie by było wtedy bardzo dziwnie.
[59:30] - Żeby alkohol tak identycznie, prawda oddziaływał na dwie osoby tak, to by było...
[59:36] - No właśnie, że takie same po prostu wszystko identycznie, wszystko się zgadzało. No i naprawdę i ja byłem w szoku i on, i że ta pseudofaza powiedzmy, że zakończyła się w tym samym momencie i tak samo się zaczęła.
[59:50] - W tym samym momencie, gdy zawołaliście tą policję rzekomo, tak?
[59:54] - Tak, tak, tak. Się okazało, że tam już nikogo nie było. Po prostu, że no po prostu jak kuzyn wstał, zawołał. Ja wtedy też wstałem, chciałem zobaczyć i nagle odwróciliśmy się, a już tam nikogo nie było. Więc to był straszny szok.
[01:00:10] - Ze Złotowa przenosimy się do Lublina, gdzie w dwa tysiące dziesiątym roku dokonano obserwacji latającej postaci przypominającej z wyglądu bardzo owłosionego, humanoidalnego psa
[01:00:23] - O jeszcze mogę dodać, bo tutaj zapomniałem dwie rzeczy. Na przykład widziałem też la-lecącego psa, coś takiego nad blokami hu-humanoida takiego i to w momencie, kiedy wulkan ten walnął na Islandii. Wtedy co ten smogu najwięcej był. Patrzyliśmy się, właśnie szukaliśmy-
[01:00:35] - Eyjafjallajökull.
[01:00:37] - Tak, tak, tak. I tutaj jakiś latający, lecący pies. Mówię, co to było? I kolega tego nie widział, bo miał kaptur i tak dalej. To takie coś było. On miał kaptur i stał przede mną, a ja stałem za nim i jakby więc większe pole percepcji tego widokręgu miałem jakieś tam.
[01:00:52] - Czy zapamiętał pan może jakieś szczegóły wyglądu tej, tej postaci? Gdzie to dokładnie się wydarzyło? Jakby pan mógł szczegółowo opowiedzieć.
[01:01:00] - Lublin Bronowice. Tam sobie stałem. Kolega podjechał taki zetrik w ogóle, który tam pracowaliśmy jakieś karton gips z nim robiłem. No i sobie tak mówię, bo ta, bo te takie starlinki tak zwane, co latają cały czas. Widział pan pewnie takie małe kropeczki świecące co tam. Oni mówią, że to starlinki są, a u nas tam lata tego dużo. Zawsze nawet na ostrzykach takich, że... No i wtedy tak też latały takie rzeczy. I wtedy też zacząłem zauważać, że coś lata. No przecież nie ma lotów, a zobacz, coś leci mówiłem.
No i tak se patrzymy, gdzie to lata, coś tam gdzieś tam coś lata i nagle normalnie przeleciało jakby owczarek wielkości tak dwadzieścia metrów nad trzydzieści, nie wiem nad. O, jeszcze panu powiem coś. Trzydzieści metrów nad, nad, nad, nad blokami przeleciało i on tego nie widział. Ja mówię kurde, no nie zobaczyłeś? Nie. A on mówi: no przecież ja widziałem, bo to przeleciało. To mówię kaczka jakaś, no ale kaczka tak szybko nie leci. Taka nie jest duża. Mówię przeleciało owłosione. Wydaje mi się, że widziałem nawet, bo to tak blisko dosyć było.
Gdzieś tam mówię trzydzieści metrów od czter-- blokowego nad czteroblokowym tym. Przeleciało, że taką sierść było widać. Nie, nie, nie pióra, tylko sierść.
[01:02:08] - Kolejna relacja również traktuje o obserwacji latającej postaci, którą ja i mój słuchacz zgodnie uznaliśmy za taki polski odpowiednik Mothmana. Tutaj też będziemy mieli nawiązanie do sześćdziesiątego piątego odcinka podcastu "Mówią świadkowie", który poświęcony był dziwnym zdarzeniom, również takim z udziałem niezidentyfikowanych latających istot, jakie rozegrały się w Kucobach. Zdarzenie, którego opis zaraz usłyszymy, miało miejsce w okolicach Rybnika w województwie śląskim.
[01:02:42] - Jest jeszcze jedna historia z... Słuchałem, chyba był to odcinek w Kucobach bodajże się nazywało. Tajemnicze wydarzenia w Kucobach. I tam właśnie było opisane postacie duże, które ktoś tam widział z odległości pięciu metrów, jakby duży ptak. I właśnie kiedyś też mi się wtedy, jak byłem dzieckiem, przydarzyło się chyba coś takiego jak dzieci. To właśnie jest tak, że często ludzie mówią, że dobrze jest audycja, bo ludzie się nie wstydzą, ale ja myślę, że to też tak działa, że dobrze, że jest taka audycja, bo jak ludzie to mówią, to mi się pamięć po prostu od-odświeża i jakby inaczej na to patrzę, bo to wtedy, wtedy też było taki... Ja do końca nie wiedziałem, czy ja to widziałem wtedy, bo to było po sąsiedzku. Ja mieszkałem jako dziecko w takiej starszej zabudowie, tak kiedyś to było na Śląsku, czyli pole po babci podzielone na mniejsze działki. Każdy z synów dostał jedną działkę i tam ogrody były takie stare, już takich drzewa owocowe wtedy były duże. I rosła grusza taka duża.
Gdy właśnie u mnie w ogrodzie i po sąsiedzku właśnie zauważyłem, że coś leci i to przysiadło na tej gruszy i tak się wtopiło w nią, tylko zanim się wtopiło, to, to, to wyglądało dla mnie tak, jak człowiek dorosły, ale drobny, ze skrzydłami podobnymi do skrzydeł nietoperza, które to się tak składały jak skrzydła nietoperza i właśnie czerwone oczy. I ta postać na mnie popatrzyła. I właśnie wtedy tak teraz sobie tak to przypominam, to takie miałem wrażenie, że ona do mnie jakby mówi, że mam jej nie widzieć. To była taka mieszanka, że ona się mnie boi, ale ja się mam bać. Takie strasznie coś nieokreślone, że i współczułem jej, i trochę się bałem. Aczkolwiek właśnie mój mózg tak zareagował, że jakby odparł, bo gdybym zareagował tak normalnie teraz, to po prostu do tego bym w życiu nie szedł. No ale, ale po prostu zdarzyło się to. Pamiętałem o tym, ale jakby nie było po tym śladu takiego psychicznego urazu. I to by było na tyle. Teraz tej gruszy już nie ma.
[01:04:42] - Pan był jedynym z... Jedynym świadkiem pojawienia się tej postaci?
[01:04:46] - Tak, tak. Tak.
[01:04:47] - Ona wyglądała jak taki człowiek właściwie, ale taki jakby nie wiem, wtopiony, jeżeli dobrze pamiętam. To była taka postać wbita jakby w gruszę. Tak? Dobrze zrozumiałem?
[01:04:58] - Nie, ona właśnie, nie ona jakby nadleciała na nią. Jakby jak ptak podlatuje do drzewa i siada na gałęzi. Tylko właśnie ono... Bo to jest takie miejsce, gdzie nie ma lamp ulicznych i po prostu już było ciemno. Ona się tak wtopiła w cień tego drzewa, czyli jakby dotknęła do pnia, przysiadła, okryła się tymi skrzydłami. Tylko właśnie najpierw ją te oczy, potem już jakby nic.
[01:05:22] - Czyli to było coś takiego, jakby takiego tak jak ptak, tylko takiego bardziej demonicznego. Tak?
[01:05:29] - Dokładnie. Dokładnie jakby postać dorosłego człowieka, aczkolwiek takiego drobnego i z takimi skrzydłami dość dużymi jak, jak u nietoperza.
[01:05:38] - Coś typu takiego naszego Mothmana tak? Takiego w wersji mini.
[01:05:42] - Dokładnie tak. Chyba tak. To właśnie było takie, takie, takie dziwne to teleportowanie. Tylko pamiętam ten wzrok i to, że myśmy się porozumieli w jakiś sposób. I też właśnie ten absolutny brak strachu potem, żeby chodzić w to samo miejsce. Ale też taki, takie wrażenie, że to takie nie są pobudzenia pamięci. Aczkolwiek wiem, że to nie był sen, bo tą sytuację fizycznie pamiętam, że byłem w tym ogrodzie, lubiłem właśnie sobie po ciemku pochodzić po ogrodzie, zawsze być sam. I to było już takie, już takim, już takim wypadku.
[01:06:12] - Ale jest pan przekonany, że ta postać była wtedy całkowicie fizyczna. To nie były jakieś, to nie była jakaś mara, prawda?
[01:06:18] - Nie, nie, nie, nie. Fizyczna. Ona się zachowywała tak jak właśnie taki duży ptak lądujący na czymś tam. I te właśnie potem to okrycie tymi, tymi skrzydłami dobrze pamiętam, że-Że wtedy się tak odwróciła. Nie wiedziałem, uczu-- ukryło się tym i tym, zlała się z drzewem i no nie miałem ochoty wtedy no tak się wpatrywać, czy rzeczywiście jest, czy nie jest, no ale tak to wyglądało.
[01:06:37] - No jakiś tam dreszczyk emocji zawsze w takich sytuacjach musi być, prawda?
[01:06:42] - Dokładnie tak.
[01:06:43] - Nie wiadomo, do czego to będzie zdolne, tak?
[01:06:45] - Tak, no dokładnie. Na przekaz taki właśnie taki: lepiej tego nie ruszać bracie. Może tak, tak to byłoby najwłaściwsze.
[01:06:53] - Lepiej takiej istocie, krótko mówiąc, nie podskakiwać.
[01:06:55] - No dokładnie.
[01:06:58] - Z Rybnika przenosimy się do Niemiec, konkretnie do Hesji, aby poznać historię ze wścibskimi istotami zaglądającymi przez okno do mieszkania, w którym przebywał jeden z naszych słuchaczy.
[01:07:11] - Wie pan co? U tej ciotki też tak dosyć często tam przebywam. Ona tutaj mieszka niedaleko mnie w Niemczech i któregoś razu właśnie tam po śmierci tej babci właśnie żeśmy było-- ciotka też taka z tymi tematami zaprzyjaźniona. No i któregoś wieczoru, wieczoru zimowego sobie siedzimy. Wie pan co? Ja zawsze miałem takie przeczucia u nich, jak siedziałem tam na noc zostawałem czy coś. Lubiałem zawsze siedzieć w dużym pokoju. Tam mieli telewizor. Ja sobie tam lubiałem puścić moje YouTube, sobie pooglądać te moje te rzeczy. Wie pan co?
I oni mieli takie zawsze ma-- mieli, mają dalej w dużym pokoju takie wielkie okie-okna. Wie pan co to są takie wielkie okna jak na całe ściany takie. To są normalnie rozsuwane, jak na taras się wychodzi, trzeba przesuwać całe te okno. W każdym bądź razie bardzo duże okna. Ja miałem zawsze takie wrażenie, jak u nich siedziałem wieczorem, że ktoś mnie normalnie zza tego okna obserwuje. Normalnie miałem takie zawsze wrażenie. Ale to sobie człowiek czasem myślał: no dobra, przestań, bo ty se zawsze znowu, znowu se coś ubzdurałeś, nie? Naoglądałeś się o tych duchach, tego czy coś i sobie znowu ubzdurałeś coś. No ale no tak miałem nieustające wrażenie. Wie pan co, że coś się na mnie patrzy zza tej szyby, jak nie zza jednej, to zza drugiej.
No i któryś, no mówię, któregoś wieczoru zimowego siedzimy tam u ciotki w tym dużym pokoju, rozmawiamy sobie tak na te tematy. Ja jej nigdy o tym moim przeczuciu tak nie, nie mówiłem. I nagle ona do mnie wywala tekstem: „Słuchaj , ja to mam czasami wrażenie takie, że jak siedzę tutaj w tym pokoju, to że ktoś mnie przez szybę ogląda” . Wie pan co? W tym momencie mi się włosy zjeżyły na całym ciele i ja do niej mówię: mi się to to samo ciągle wydaje, jak tutaj jestem u was w tym pokoju, nie? Także wie pan co się okazuje? Bo ciotka tam się dowiedziała, że tam się jakaś żyła wodna przebiega pod tą między, między tam paroma domami jaka żyła wodna przechodzi i sąsiad kiedyś widział, jak dom budowali, że na tej górce, gdzie ona mieszka, normalnie widział. Wie, rano wstał do toalety, gdzieś mówi czwarta nad ranem czy coś wstał i widzi przez okno normalnie białe postacie, jak maszerują cztery postacie do połowy w ziemi, w dół jak idą. I one z czasem normalnie w tej jakby normalnie w tą ziemię zapadały. Wie pan co?
I się okazuje, z czasem tam się dowiedziałem, że to była jakaś droga umarłych tak zwana z czasów cholery, pandemii cholery, co to kiedyś w Europie grasowała i gdzieś tam tych schorowanych czy tych, tych, tych gdzieś tam grzebali gdzieś w tamtych okolicach, wie pan co? I wtedy teren był, jak to się mówi, topografia terenu była nieco niżej niż teraz, niż na ten moment. Także jak się widzi tych zmarłych, którzy tam maszerują, ten sąsiad co widział, to on widział ich właśnie dlatego tak do połowy w ziemi, że oni według starej topografii inaczej ten teren był ułożony na tamte lata, że oni właśnie jeszcze po tym starym gruncie jakby się poruszają, że te resztki ich właśnie energii właśnie, którą zostawili jeszcze na tym łez padole. Taka właśnie historyjka co do tych spraw paranormalnych.
[01:10:02] - No właśnie mówi się, jest taka teoria mówiąca, że jeżeli w danym miejscu rozegrały się jakieś znaczące historyczne wydarzenia, to całkiem możliwe, że coś jakby, że to tak ujmę, się w tym miejscu nagrało i się odtwarza. I tym mogą być spowodowane obserwacje jakichś dziwnych istot idących w, w jakimś określonym kierunku. Także tak rzeczywiście może być. Te jakby istoty zatopione w gruncie mi się skojarzyły z sytuacją, gdzie na przykład coś takiego, coś, coś z gier komputerowych, prawda? Gdy ktoś postanawia przenieść jakieś miasto czy inną lokację z innej gry i coś tam nie do końca zagra i postacie pojawiające się w danym miejscu są utopione jakby tam, gdzie powinny iść, tak?
[01:10:54] - Tak, tak, rozumiem, o co panu chodzi. Jeszcze chciałem nawiązać do tej żyły wodnej, bo to się dosyć często słyszy właśnie, że takie żyły wodne, strumienie, cieki wodne w ogóle są uznawane jako źródło w ogóle tych fenomenów paranormalnych. Może pan coś słyszał na ten temat?
[01:11:12] - No ja tam raczej tematyką żył wodnych się nie zajmuję, także ciężko mi tutaj coś, coś dodać. Tak tylko słyszałem jakby pi razy oko, że cieki, cieki wodne, żyły wodne mogą coś tam powodować ze zdrowiem, jakiś wpływ mieć na ludzi. No ale ciężko mi coś tutaj więcej powiedzieć.
[01:11:33] - Właśnie dosyć, dosyć często właśnie zderzałem się właśnie z tą teorią właśnie, że właśnie te właśnie źródła wody są też często źródłem właśnie tych fenomenów, że właśnie te duchy czerpią sobie energię z tej wody, siłą moc.
[01:11:48] - Ale też przyszło mi jeszcze też do głowy coś tam kiedyś słyszałem wzmiankę, że żyły wodne mogą jakby zaburzać w jakiś sposób naszą percepcję, wpływać na naszą percepcję. I to też może w jakiś sposób tam niby powodować widzenie przez nas takich, a nie innych rzeczy. Tylko no za słabo znam temat, żeby tutaj jakby wyrokować. Na koniec tego odcinka wracamy do Polski, konkretnie w rejon Szklarskiej Poręby, gdzie w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym drugim roku spokój pewnej rodziny postanowili zakłócić osobliwi intruzi zaglądający do środka domu przez szybę w drzwiach.
[01:12:28] - To jest historia, którą ja znam z opowieści, która się wydarzyła, kiedy ja już na świecie byłem, ale no akurat nawet gdybym był na miejscu, to niewiele bym pamiętał z tego zdarzenia, bo miałem wtedy dwa lata. Dom w górach, dom, w którym wydarzały się różne dziwne rzeczy, niewytłumaczalne. Wyczucie czyjejś obecności. Ale tu jest coś więcej niż wyczucie, bo w tym wypadku chodzi o zobaczenie dziwnej istoty. Jest koniec roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego drugiego. Jest zima. Moi krewni, którzy mieszkają w tym domu, mają gości. Goście wieczorem wychodzą po przyjęciu, żegnają się, już zakładają wierzchnie ubranie, mają wychodzić. I w tym momencie właściciel domu dostrzega, że przez mleczne szkło, które jest w drzwiach wejściowych, ktoś lub coś próbuje zajrzeć do środka. To wygląda to jakby jakiś człowiek.
Czy to nie człowiek, ale bardzo niewielkiego wzrostu, pokryty w całości sierścią czarną. Jakaś taka bardzo, bardzo kudłata istota, wyraźnie dwunożna, która przykłada twarz lub coś, co wygląda jak twarz do tego otworu z mlecznego szkła w drzwiach. Wszyscy reagują na to. Są cztery osoby, które to widzą i reagują na to z ogromnym jakimś zdziwieniem. Widać, że to coś, co zagląda do środka z zewnątrz domu, nie boi się, jakby chciało się z ciekawością przyjrzeć temu, co jest w środku. Tym ludziom, którzy są. Mija kilka sekund, zanim ktoś rzuci przytomnie pomysł otwierać te drzwi. Zobaczmy, co to jest. Gość, który był najbliżej drzwi, rzuca się, żeby otworzyć zamek. Zamek niestety jest dość skomplikowany.
Otwiera się w drugą stronę niż zazwyczaj się otwierają zamki w drzwiach, więc zanim się orientuje, że dwa razy zamknął drzwi za nim, zamiast je otworzyć, ci, którzy się z drzwiami nie szarpią i widzą, co się dzieje, patrzą, że ta dziwna istota od tych drzwi odchodzi, odwraca się. Pospieszają tego kogoś, żeby drzwi otworzył szybciej, a ten, kto nie pospiesza, próbuje sam przez te niewyraźne, bo nieprzezroczyste szkło wyjrzeć i widzi, że ta istota odwraca się i schodzi. Ale do domu prowadzą schodki. Kilka stopni schodków. Widzi, że schodzi jak człowiek na dwóch nogach czy dwóch łapach. Ostrożnie, delikatnie depcząc. Otwierają drzwi. Nikogo ani niczego nie widzą. Spadł świeży śnieg. Nie widać żadnych śladów na tym śniegu.
Wszyscy są bardzo zdziwieni. Nie wiedzą, co to takiego. Właściciele domu mają wolno biegającego psa. Ktoś sugeruje, że to może ten pies tam zaglądał, bo pies też jest kudłaty i podobnej barwy. Ale gdzie tam. Nawet próbują tego psa jakoś przystawić do tych drzwi, chociaż nikt w to nie wierzy, że to był pies. Pies nie chodzi na dwóch nogach. Pies sięga mniej więcej połowy tej wysokości, gdzie zaglądała ta istota. Z tego, co pamiętam jeszcze, było widoczne coś w rodzaju oczu bardzo ciemnych i czegoś, co przypominało mały język. Nikt z obecnych tam nie był w stanie powiedzieć, z czym mieli do czynienia, co przed chwilą zobaczyli.
Później jakoś to wiązano, choć też ci, którzy to widzieli, nie potrafili powiedzieć dlaczego, z zapowiedzią śmierci. Ponieważ dwie osoby z czterech, które to widziały w krótkim czasie jedna po drugiej zmarły. No ale to nie musi mieć żadnego związku. To mniej więcej tyle. Ja różnym osobom opowiadałem tę historię, wskazując na lokalizację i próbując się dowiedzieć, czy ktoś może w latach osiemdziesiątych na Dolnym Śląsku, bo tam się to działo, miał podobne doświadczenie, widział taką istotę. I proszę sobie wyobrazić, że trafiłem na kogoś takiego. I to był nie byle kto, bo to był senior polskiej fantastyki Adam Hollanek, z którym się spotkałem na spotkaniu autorskim, no jak miałem lat już siedemnaście. Czyli to było po tych wydarzeniach. To było po tych wydarzeniach piętnaście lat. I on powiedział tak, on słyszał bardzo podobną historię z identyczną sytuacją, że ktoś taką włochatą istotę widział mniej więcej półtorametrową.
I też w tym regionie, nawet, nawet od, od pana Hollanka, pisarza usłyszałem konkretną miejscowość, że w Szklarskiej Porębie coś takiego się wydarzyło. Może słuchacze Radia Paranormalium też mieli takie doświadczenia, także chętnie się dowiem.
[01:16:58] - A czy świadkom udało się dostrzec jakieś szczegóły wyglądu twarzy tej istoty? Czy cokolwiek tam zaglądało?
[01:17:05] - Udało się dostrzec i zapamiętać, że twarz, tak jak całe ciało była pokryta też czymś w rodzaju włochatej sierści, kręconych, ciemnych włosów, oczy lub coś, co przypominało oczy jak czarne węgielki. I w tym miejscu, gdzie, gdzie ludzie mają usta, coś to wyglądało jak język wystający z ust. Mały języczek niektórych właśnie ras psów. Stąd jeden z gości stwierdził, że to być może pies właścicieli.
[01:17:32] - No a pies niewątpliwie zostawiłby jakieś ślady na śniegu. Nie, nie znam.
[01:17:36] - To nie było.
[01:17:36] - Nie znam psa, który nie byłby w stanie jakby tak bezśladowo się poruszać po świeżym śniegu, tak?
[01:17:42] - To było. To było jakby spotkanie z czymś, co jest w tym sensie nie z tego świata fizycznego, że nie zostawia śladów.
[01:17:50] - Pan zna tę relację od wszystkich żyjących świadków? Czy ci świadkowie, którzy zmarli w krótkim czasie, zdążyli panu to jakoś potem zrelacjonować? Czy...
[01:18:00] - Znam. Znam relację od, od dwojga ludzi z czwórki, która to widziała i z tych dwóch osób jedna jeszcze żyje.
[01:18:09] - Rozumiem, że wszyscy zapamiętali to zdarzenie tak samo, tak? Nie było żadnych rozbieżności.
[01:18:14] - To jest też. To jest to też dziwne, że rozbieżności nie było. Jedyne co było, że najwięcej, najwięcej zapamiętała ta osoba, która przywarła do, do szyby i starała się zobaczyć szczegóły. Ale ci, którzy widzieli, nie kwestionowali, że na przykład nie, że to coś było niższe albo że miało inny kolor niż ciemny, albo że zaglądało. No, relacje są podobne, tylko różnią się ilością szczegółów, w zależności od tego, kto gdzie stał i kto co robił.
[01:18:45] - Rozumiem, że wszyscy świadkowie wyrażali przekonanie, że ta istota była całkowicie fizyczna. To nie był jakiś, prawda, yy, stwór natury duchowej, powiedzmy.
[01:18:55] - Nie, nie, nie mieli, mieli wrażenie, że to, że to jest coś fizycznego. Dlatego wielkim zdziwieniem było to, że nie było śladów na schodach zewnętrznych wobec obserwacji przez jedną osobę, że to coś schodziło na dwóch nogach po tych schodach.
[01:19:10] - Rozumiem, że nie było też śladu na drzwiach na tym okienku, tak?
[01:19:14] - Żadnych, żadnych widocznych, żeby ktoś, żeby coś, coś, coś takiego zostało. Na przykład ślady jakichś zadrapań czy odciski.
[01:19:22] - Dobrze, tutaj na razie nie mam żadnych pytań. No tylko to potwierdza, że Dolny Śląsk rzeczywiście jest areną takich wielu różnych dziwnych zdarzeń. Też już miałem na przykład z Dolnego Śląska relację o obserwacji przez jednego mężczyznę młodego wilkołaka, który jakby przed nim uciekł. To zresztą jest dostępne w wersji takiej tekstowej też na Radiu Paranormalium. Na naszej stronie internetowej.
[01:19:44] - Zdaje się, że nawet słyszałem to tak, tak, tak, odsłuchiwałem sobie.
[01:19:48] - No taka kolejna ciekawa historia, która wymaga się jakby klasyfikacji w jakimś sensie.
[01:19:54] - Tak, tak, ale nestor polskiej fantastyki mi potwierdził, że zna sytuację od osoby, która widziała właśnie też tam coś podobnego i w tym mniej więcej czasie. Ja, ja też bardzo liczę na słuchaczy. Może coś ktoś coś w komentarzach napisze, że tak jakoś tak się spodziewam i przeczuwam. Intuicją dosyć dobrą, że to się, że to się w pewnym momencie może coś, coś wyjaśnić albo może ktoś coś dopowie.
[01:20:20] - I tak oto nasz szalony pociąg dotarł do stacji końcowej, zostawiając pasażerów z mnóstwem trudnych pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o wysłuchanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje relacje, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Przypominam o stronie internetowej Radia Paranormalium www.paranormalium.pl, gdzie obok innych ciekawych materiałów znajdziecie między innymi pełne archiwum naszych audycji do pobrania w formacie MP3. Tam oczywiście można słuchać bez reklam, które z tego co mi wiadomo niektórych z Państwa wybitnie irytują. Niestety na dużych platformach typu YouTube jest coś takiego, że platforma bardziej promuje materiały, na których sama może więcej zarobić. Wiadomo też, że twórcy treści z czegoś muszą żyć, a ponadto dochody z reklam pozwalają na pokrycie również kosztów związanych z prowadzeniem tak rozbudowanego projektu, jakim jest Radio Paranormalium. Na szczęście radio oprócz profili społecznościowych posiada również swoją platformę działającą niezależnie od społecznościówek, na której można nie tylko słuchać, ale nawet pobrać wszystkie dostępne audycje na swój dysk. A na YouTube warto również śledzić i subskrybować kanały Piotra Cielebiasia UFO Historie, Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni oraz kanał Ady Edelman Biuro Duchów, których autorzy omawiają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Zachęcam również do sięgnięcia po najnowszy numer miesięcznika Nieznany Świat, gdzie stale obecna jest tematyka związana między innymi z parapsychologią i zjawiskami paranormalnymi, jak też do odwiedzenia kanału czasopisma na YouTube.
Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat.
Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.