1 Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po 2, 3 i 4. Spore odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty. Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło.
To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w soku, Bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. To była czarna postać, cała cienista.
Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam i się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałam być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, Bo tam byłem.
Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi, znów widzę to światło.
Wstaję z łóżka, idę, idę... Zostacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża, strzelaj. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kawałkiem z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie.
Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiejszy odcinek w całości wypełniał relacje o kontaktach z zaświatami. Przy czym w większości przypadków będą to kontakty prawdopodobnie zainicjowane przez osoby przebywające już bądź wybierające się na drugą stronę.
Jak to kiedyś ujęła Ada Edelman z bloga i kanału na YouTube Biuro Duchów? W zaświaty dzwonić raczej się nie powinno, ale jeśli to zaświaty dzwonią do nas, to wtedy trzeba odebrać. Co więcej, zdarza się, że taki zaświatowy telefon dzwoni też do zwierząt.
Usłyszymy dziś historie o municjach, przekazach telepatycznych, wizjach, a nawet o ostrzeżeniach. Dziś mogą przydać się słuchawki, ponieważ jeden z moich rozmówców prosił o zmianę barwy głosu. Dzisiejszy odcinek pragnę zadedykować pamięci mojej przedwcześnie zmarłej przyjaciółki Emil, której kolejna rocznica odejścia z naszej sfery rzeczywistości niedawno minęła.
Prezentację przygotowanych na dziś relacji rozpoczniemy od krótkiego zajrzenia, do naszej radiowej skrzynki e-mailowej. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lutym 2025 roku. Moja relacja może wydawać się snem i rzeczywiście do pewnego momentu trudno ją odróżnić od zwykłego snu.
Otóż po śmierci mojej mamy około sześć lat temu, kilkukrotnie śnił mi się bardzo podobny sen, niemal identyczny w przebiegu. Niezależnie od tego, co się działo wcześniej, zawsze powtarzałem to. I to nie była tylko sekwencja zdarzeń.
Najpierw słyszałem dzwoniący telefon i patrzyłem na swój telefon komórkowy. Już samo to jest nietypowe, Bo poza tymi snami praktycznie nie pamiętam znów związanych z telefonami czy technologią. Na ekranie wyświetlał się jakiś numer, a pod spodem widniał napis mama.
Odbierałem, mówiłem halo i następne co pamiętam, to moment rozłączenia. Mam wrażenie, że słyszałem głos mamy, mówiący moje imię. Cała rozmowa znika mi z pamięci, ale wiem, że coś mi przekazywała. Pozostaje tylko uczucie spokoju i zadowolenia, jakby mama chciała mi powiedzieć, żebym się nie martwił.
To o tyle dziwne, że zazwyczaj bardzo dobrze pamiętam swoje sny, zwłaszcza te, które mają dla mnie jakieś znaczenie. Ta historia ma ciąg dalszy. Ponad dwa lata temu zmarł mój tata i od tamtej pory znowu zaczęły się telefony.
Ten Sam przebieg. Dzwoni telefon. Na ekranie napis tata. Mówię halo. I znów kompletna pustka. Jedyne co pozostaje, to uczucie błogości, spokoju i radości. Dodam jeszcze, że ja, podobnie jak niektórzy członkowie mojej rodziny, mam pewien rodzaj zdolności związanej ze snami.
U mnie to jest jakby trochę bardziej rozwinięte, choć nie zawsze działa. Kiedyś nią nam się zmarli, którzy zapraszają nas na spacer, wyjazd lub coś w tym rodzaju i bardzo nalegają. Oznacza to, że w krótkim czasie ktoś z rodziny lub bliskich umrze.
Mnie udało się też odczytać znaczenie niektórych symboli, np. woda, mięso, ekskrementy i ich powiązanie z wydarzeniami w moim życiu. Dla wielu ludzi może to brzmieć niedorzecznie, ale ja nauczyłem się ufać swoim snom.
Sama psychologia mówi zresztą, że sny są ważne i mogą odzwierciedlać to, co kryje nasza podświadomość. Ja naprawdę wierzę, że odebrałem telefon. Słyszałem telefony ze światów. Zwłaszcza, że zdarzyło się to tylko po śmierci moich rodziców.
A niestety w ostatnich latach częściej bywałem na pogrzebach niż na weselach. Tak, dziś tylko jeden elektroniczny list, ale za to przyznacie Państwo, jakże ciekawy. A w części z rozmowami usłyszymy słuchaczy, którzy mieli już sposobność gościć we wcześniejszych odcinkach tej audycji.
Niektóre motywy przez nich opowiadane będą przypominać to, że w tej chwili nie ma już żadnych informacji. To, o czym niedawno mogli posłuchać bywalcy kanału na YouTube czasopisma Nieznany Świat. Chodzi o stukania i inne dźwięki obwieszczające czyjąś śmierć.
Jedną z takich historii zaprezentuję Państwu już za chwilę. Nasza obwodnica oczywista, Bo niedawno to było, w zeszłym roku. To jest Maruch, teść mojego brata. Stacja była taka, że myśmy razem w ostatni czas jego życia pracowali.
To jest Maruch, teść mojego brata. Stacja była taka, że myśmy razem w ostatni czas jego życia pracowali. P mete w sensie takim, że u mojego brata w domu, cząstej sie bigdywałem. Był to pan w wieku emorytalnym.
Ma szkół niezbyt stary. No ale nagle zapadł na chorobę. Przypętało się zapadanie płuc. P��nie udar. Najpierw zapadanie płuc, szpital wujciu do domu. Pójnie udar. Ojechышem tego zmarł. Ale cały cały czas, kiedy myśmy pracowali razem, significance przechodził, tak oglądać, patrzeć, no to, myśmy sie tak dość dobrze znali.
i zacuwaliśmy sobie. Nigdy się ze mną nie żegnał, jak już szedł sobie do domu spać. Mówił, że idzie popatrzeć na filmik, a po prostu wychodził i szedł. Do ostatniego dnia, w którym ja go widziałem, stał przy mnie i dał coś czuć od konserza, po czym popatrzył na mnie, był taki przeraźliwie smutny, podał mi rękę i powiedziała *** to cześć.
Uścisnął mi dłoń i poszedł. I to był ostatni raz, w którym ja go widziałem. Następnego dnia pojechał do szpitala właśnie z powodu udaru. I w szpitalu umarł za kilka dni. No właśnie w tym czasie, kiedy umierał, w tym domu mieszkała mojego żona, właśnie mój brat z żoną i córka brata.
I to była jego ukochana wnuczka. I właśnie w godzinie, w której on umierał, córka brata ma pokój właśnie nad warsztatem. Tam na dwóch ścianach są okna. Jeden od podwórza, drugi od ogrodu. I te okna od ogrodu jest na wysokości pierwszego piętra.
Także nie ma to możliwości, żeby spojrzeć, wejść na podwórze i spojrzeć do okna. I ona się przebudziła, przybiegła do rodziców, Bo ktoś stał w oknie i patrzyła. Po czym bratowa poszła z nią uspokoić, poszła się nim położyć.
I w tym samym czasie brat usłyszał trzy stuknięcia w ścianę. Według jej głuche, jakby z terapią, z ociepleniem. I za każdym razem, słyszy coś w nocy, pies czeka, wychodzi zobaczyć. Bo tam mamy wygrabaconego cały sprzętu.
Czy coś się nie dzieje? To powiedział, że tym razem był bardzo spokojny i w ogóle się głoszka nie głoszył. No ale my dowiedzieli się, że właśnie na tej godzinie ten jego teść zmarł. Drugie zdarzenie, to nie jest w zasadzie municja, to jest sen.
To sięga czasów mojego dzieciństwa. Był taki pan, który był kuzynem mojego ojca. I on tam kiedyś, jak byłem dzieckiem, to po prostu skrzywdził mnie. Nie chciałbym poruszać, co jak kiedy. No ale po prostu skrzywdził i tyle.
Później sobie żył. Mieszkaliśmy po sąsiedzku. No i pewnego dnia zmarł. A że to był okres, w którym ja się przygotowywałem do mojego ślubu, to całkiem o tym nie myślałem. Nie myślałem po prostu, nie wiedziałem.
I mu fakt zupełnie mnie umknął. Byłem bardzo zaskoczony. Nie byłem na położeniu po prostu. Nie mogłem już tego nijak wszystkiego poukładać. Jego trzeciego dnia po położeniu, miałem właśnie taki sen, że on przychodzi do mnie.
Lecz inaczej. Zresztą było tak, że... U mnie na podwórzu była brama. Dniem na podwórzu, za tą bramą stało mnóstwo ludzi. W pierwszym rzędzie widziałem jego rodziców, moich dziadków, innych ludzi znajomych i cały tłum za nimi.
I on przeszedł przez tą górskę. Ja mu mówię, no przepraszam, czy jeszcze nie porównałem, ale tak wyszło. I... no nie mogłem być. A on powiedział, nie szkodzi. Ja przy tym tylko cię przeprosić, żebyś mnie zobaczył.
Ja mówię, nic się nie stało, niczym się nie przejmuj. On podziękował, zwrócił się i poszedł. I wiedziałem, że jak przeszedł przez tą bramę, to już przeszedł w ogóle do innego świata. I to, jeżeli chodzi o ceremonię, to było tyle.
To właśnie wyglądało, jakby jak taka senna prośba o przebaczenie. Próba oczyszczania relacji z panem przed przejściem za tą bramę, tak? Tak, tak, tak. Z tym, że nasze relacje potem były takie poprawne, jak to w rodzinie.
Ja potem dojrzałem, byłem już dorosły. To poza tymi właśnie takimi numerami... I to był bardzo w porządku człowiek. I ja o tym nie pamiętałem już po prostu. A wtedy to tak było ewidentnie po to. I to było takie już czyste.
On przyszedł, poprosił o to. Ja powiedziałem i odszedł. Poprosił o takie czyste, szczere jakby przebaczenie, tak? Tak, tak, tak, dokładnie. Coś, co nie pozwoliło zrzucić pewne... Dokładnie tak, jakby to go trzymało jeszcze właśnie tutaj.
Teraz usłyszymy fragment innej rozmowy, w której jeden z naszych słuchaczy, opisał pokrótce zdarzenia przypominające municję. Ostatnio to miałem takie duchowe rzeczy. To w pracy drzwi skrzypiały. To akurat był kumpel jeszcze, taka znajoma.
Bo my chodzimy bardzo wcześnie do pracy. I drzwi po prostu zaczęły się zamykać tak bardzo powoli. I skrzypiąc takim głosem. No jak to drzwi, takie jak na horrorach. I się powolutku zamykały z dwadzieścia centymetrów.
Z przerwą chwilową i dalej się domykały. Kumpel to widział. Ale to był taki huk tych drzwi. Taki jakby podgłośniony. Specjalnie. Później jeszcze było przez dwa dni. I hałasowało jakieś pudła. Ja nieraz Sam przychodzę pierwszy do pracy.
Ale później się okazało, że taki kolega, z którym robiliśmy kilkadziesiąt lat wcześniej w innym zakładzie. A w tej samej, że tak powiem, w wykonaniu tych samych robót zmarł. I przypuszczam, że to on przyszedł.
Nie wiem, na razie jest spokój. Ale przez trzy dni były różne dziwne dźwięki, hałasy. Ale te drzwi to naprawdę. Kolega to widział jak się domykały. Później sprawdzałem, czy nie było żadnych okien otwartych, nic.
Nawet nie skrzypiały tak, jak je tak wolno domykałem. A to był taki specyficzny, głośny. Dźwięk. Nieraz słyszę, Bo siedzę w takim garażu. Nieraz słyszę głos, znaczy te... Jakby ktoś chodził. No wychodzę, nikogo nie ma.
I to wielokrotnie mam takie. Ale ja się nie boję. No, chyba najważniejsze, że to się nie bać. A podchodzić z otwartym umysłem, bez jakichś, prawda, od razu panicznych reakcji. Pamiętam, jak babcia śp. nam powiedziała, jak jej mąż odchodził.
Gdzie widziała... Była przy tym, jak odchodził. I widziała w formie takiej tasiemki białej, tak jakby on odchodził. To pamiętam, jak nam opowiadała. Nie wiem, czy to... No, dosyć ciekawe, prawda? Taka obserwacja.
No, takie wizje na łożu śmierci czasem się zdarzają. Tutaj chyba, z tego, co pamiętam, to Leszek Szoman w swojej książce, Życie po śmierci, opisywał też parę takich przypadków. Co najmniej jeden kojarzę.
Tu jest drugi. Także babcia była w formie tasiemki takiej białej, delikatnej. Widziała, jak odchodził. Posiadacze zwierząt opowiadają czasami o sytuacjach, w których np. pies lub kot zaczynają się zachowywać tak, jak gdyby w pomieszczeniu pojawił się jeszcze jakiś niewidzialny ktoś.
Opis takiej sytuacji przytoczył kolejny z moich rozmówców. Sytuacja, można powiedzieć, trochę lżejsza. I dosyć świeża. Bo, jak mnie pamięć nie myli, to było tydzień przed końcem października chyba dwudziestego drugiego albo dwudziestego trzeciego.
W każdym razie umarł, no już ze starości, nie w żaden sposób tragicznie, chrzest mojej matki. On tutaj właśnie też na wsi mieszkał. Już był taki... nie pamiętam, ile dokładnie miał lat, ale po osiemdziesiątce to już taki nie do końca skoczny i zwotny, że tak powiem.
Ale od czasu do czasu do nas przyjeżdżał tam w niedzielę kawę wypić, pogadać. I zawsze siadał na takim charakterystycznym krześle. W tak niewygodnym miejscu, że tak powiem, stało. I na nim nie siadał tylko on, jak przychodził.
Jakoś miał takie ulubione. I jak umarł, powiem szczerze, że ja na nim nie przepadałem, dlatego poszedłem na Sam pogrzeb. Tam reszta rodziny pojechała na wtypę. A ja wróciłem do domu. I mniej więcej od Maja czy czerwca mamy małego pieska w domu.
To jeszcze taki szczeniaczek, który bawił się z kotami i przez to chyba do końca nie potrafił szczekać. No i w pewnym momencie, jak oni właśnie byli na tej stypie, ja wróciłem z pogrzebu, on zaczął tak przeraźliwie szczekać na to krzesło, gdzie ten wujek ten chrzestny właśnie siadał zawsze.
Najbardziej mnie zmroziło, można powiedzieć, to, że ten pies nigdy wcześniej nie szczekał. To po prostu był raz, że za mały, a dwa, to nawet nie miał żadnych takich wzorców, Bo dosyć szybko został odebrany od matki, a potem siedział z kotami, Bo całą gromadkę mamy.
Tak do tego stopnia musiał się czegoś wystraszyć, że po prostu zaczął szczekać. Na początku myślałem, że jakiś obcy pies po prostu wpadł do domu. To akurat udało mi się nawet uchwycić na nagraniu, Bo wyciągnąłem telefon i tak na bieżąco nagrałem.
Chociaż to można powiedzieć, że nic takiego ciekawego, Bo to pies szczekając na puste krzesło. Ale biorąc pod uwagę całą tą otoczkę, że to właśnie było w dniu pogrzebu, można powiedzieć jakieś 15 minut po zakończeniu pogrzebu.
No to nie powiem. Gęsią w skórkę dostałeś. No mówi się, że psy, koty i inne zwierzęta mają tam jakąś zdolność dostrzegania istot, których my nie widujemy. One w ogóle... podobno to jest jakoś powiązane... to jest taka teoria tylko, ale to jest podobno powiązane z innym spektrum, z innym jakby zakresem barw, które widzą zwierzęta.
Być może jest coś takiego, że zmarli jakby odwiedzając nasze domy i inne miejsca. No da się ich zauważyć, dałoby się ich zauważyć, gdybyśmy troszeczkę mieli inny to spektrum, prawda? No jak to mówił Ferdek Kiepski.
Takie są rzeczy. Ty się fizjologom nie śniłeś. Dokładnie. I w sumie teraz mi jeszcze przyszło do głowy, że jak przyszedłem do tego psa, zacząłem nagrywać, to poczułem chłód. Ale z jednej strony nie wiem, czy to było wywołane przez taki strach, że mnie, potocznie mówiąc, zmroziło, czy po prostu był jakiś spadek temperatury.
Bo z tego, co czytałem, co słyszałem, to przy takich różnych manifestacjach, że tak powiem, to straszą się zdarzyć spadki temperatury. No ale mówię, to mogła być jakaś reakcja obronna organizmu, nie wiem, adrenalina mi wskoczyła.
No zdarzają się relacje, czasami tutaj rejestruję, o takich incydentach, gdzie nagle pojawia się w domu takie jakby zlokalizowane miejsce, gdzie na przykład spada temperatura albo jakieś zapachy czuć i tak dalej.
Ale jak się człowiek odsunie od tego miejsca, tak z 10-20 centymetrów, to nie czuje nic. No właśnie, to na pewno są jakieś pola, jakieś miejsca, może nawet nie tyle w innej rzeczywistości, tylko w naszej, a my po prostu tego nie postrzegamy.
No tak, mamy dosyć ograniczone możliwości percepcyjne, tak? Może w przyszłości jakoś się da znaleźć sposób, żeby postrzegać więcej. Kolejny z naszych słuchaczy przekazał kilka kilku słów. Kolejny z naszych słuchaczy przekazał kilka kilku słów.
Jeszcze a propos znaków od zmarłych. Panu powiem, że na przykład zmarł mi wujek, on mieszkał w miejscowości oddalonej 15 kilometrów od Torunia. Bardzo fajny człowiek, też życie przebył swoje, że tak powiem, godnie, niejedno też widział, doświadczył, dużo miał ciekawych opowieści.
Nie paranormalnych, mówię ogólnie. On też przeżył i wojnę i po wojnie w tej miejscowości osiadła armia radziecka jeszcze wtedy. Wujek wtedy był, no dzieckiem jeszcze, no młodym chłopakiem. Opowiadał o tych żołnierzach, jakie to były głąby.
To co się teraz, to co oni robią na Ukrainie, to ja naprawdę w to bierze, że kładą czajniki elektryczne, na kuchenki gazowe gotują wodę, no Bo po tym co mi wujek opowiadał, to... No, ale to się tak wujek też mówił, że się nie ma co dziwić, to byli ludzie często z prerii, tam ze Związku Radzieckiego, którzy mieszkali jak pierwotni, tak?
W szałasach jeszcze. Jeszcze dosyć prymitywna ludność. Prymitywna nacja, tak? Pan mi wierzy, że tak. Weszli gdzieś, okradli mieszkanie, wujek opowiadał, i wzięli budzik. I idą zadowoleni tam, nie? Napchali tam torby i ten budzik zaczął dzwonić, Bo była godzina na pobudkę.
Oni tam... Oni to wywalili wszystko w pole i padli na ziemię. I krzyczeli, że mina, mina, mina, nie? Że bomba... Jeszcze mi wujek opowiadał jak... Tu mi dał ten znak właśnie, Bo on wiedział, że to mnie najbardziej, że tak powiem, zaciekawiło, zdziwiło, rozbawiło.
Część tam nie znała światła elektrycznego. No i jeszcze to byli ludzie, którzy siedzieli przy świeczkach, że tak powiem. Tam w Rosji to podobno do dzisiaj nie wszędzie prąd jest pociągnięty. Ale oni nie znali w ogóle żarówki.
To ciężko jest uwierzyć. No to było tam, nie wiem, 70 lat temu. Ale oni nie znali żarówki. I jak żarówka była, oni się przyglądali. A co to jest? Oż to jest, o nie? Że bez ognia świeci, że światło daje, a jak mieli gasić, to dmuchali na żarówkę.
Taka ciekawostka. Nie wiedzieli jak to, jak to zgasić w ogóle. No i było zeszłe. Zeszłoroczne Święto Zmarłych było. 2022 roku. I samochód mam pod blokiem. No i tak mówię, byłem na cmentarzach. I to już tak było też popołudnie, późno.
Podwieczór, może jeszcze nie wieczór, ale podwieczór, mówię, zrobię jeszcze raz objazd na groby. Zapaliłem światło na przedpokoju. Ciemny przedpokój. To już też taka żarówa była. Zapaliłem światło na przedpokoju.
Mówię, zakładam buty. Mówię, tutaj, tu podjadę na cmentarz, tu może do wujka. Zdążyłem sobie pomyśleć o tym wujku. Trzas. Poszła żarówa, aż się żyrandol huśtał, nie? Co prawda on jest taki a la chiński, powiedzmy, taki lampion, powiedzmy.
On jest papierowy, papierowy, taki metalowy stelaż papierowy jest bardzo lekki. Ale nie raz, nie dwa, wie pan, mi poszła żarówka i żyrandol się nie bujał. Ja wiem, że to jest leciutki żyrandol. Praktycznie nie ma wagi.
Ale aż strzeliła żarówka, ten żyrandol aż się huśtał. Ja od razu pomyślałem, ojej, wujek, nie? Nawiązał do tej żarówki, żeby tą żarówką dał mi znać, że to on. Bo wie, że tą żarówkę pamiętam, Bo się z tego najbardziej...
To było tą żarówkę. Możliwe, możliwe. Nie wiem co ten, ale od razu o nim pomyślałem. Zlękłem się jak diabli, od razu otworzyłem drzwi, buty już na klatce ubrałem. Luczek miałem przy sobie. Mówię, dobra, jadę.
No, się aż przyznam szczerze. Ja jestem po wojsku. Jeszcze byłem. Jeszcze załapałem na ostatni pobór. Mówię, a tam mnie łatwo przestraszyć. Nie jest tam żywych. Nie boję się w ogóle. Wręcz przeciwnie. Ale duchów się boję panicznie.
I to jest jedyne czego się na świecie boję. Powiem szczerze, że stary chłop. To było no rok temu. Musiałem z mamą tutaj przyjechać do mieszkania. Mama mieszka osobno, na swoim mieszkaniu. Z mamą mu powiedziałem, no, przyjdziemy po mamie.
No, się śmiała. Mówię, o, mówi, że no, wujek dał znać. Ale mówię, ja tam Sam nie wracam. Mówię, to musisz iść ze mną. Zmienię żarówkę. Zobaczymy co będzie. Taka, taka była sytuacja. Nie? Z takich właśnie jeszcze zjawisk.
I Sam co miałem jeszcze. Taki dziwny. Nigdy mi się nie śnił wujek. Brat mojego ojca. On był bardzo fajny człowiek. Dobry kontakt mieliśmy. Ale nigdy, nigdy mi się nie śnił. Nigdy, nigdy. A mówi się, że czasami ktoś zmarły daje znać, że pokusz przyszedł.
Tak? Że ktoś umrze też z rodziny. Bo po kogoś ta osoba przyszła. Ja miałem taki sen, że jestem na takim już nieistniejącym basenie. Tu w Toruniu. Już nie ma tego basenu przy takim hotelu. Bardzo fajny, duży, otwarty basen kiedyś tu mieliśmy.
Ja idę. Przez ten basen. Sobie. Przez takim stoliku białym, plastikowym. Przy krzesłach. Siedzi moja rodzina tam od strony ojca. A, a tego wujka córka. Ten wujek już był świętej pamięci. I jego córka w Niemczech.
Mieszkająca. Ona zachorowała na białaczkę. Długo tam walczyła. Miała też przeszczepy. No niestety zmarła ona. Było 81 rok. Też już nie żyje kupę lat. Może z 10. Blisko. I w każdym razie to była córka tego wujka zmarłego.
I mówię, 3 dni potem zmarła. A ten wujek mi się nigdy wcześniej nie śnił. Ja idę przez ten basen. Siedzi tam rodzina od strony mojego ojca. Ja przechodzę. I przy osobnym stoliku obok jest mały biały stolik.
Krzesełko. I siedzi ten wujek zmarły. Ojciec tej mojej kuzynki. I pamiętam, że ja w tym śnie na niego spojrzałem. I patrzył na mnie. Siedział i patrzył na mnie. Ja spojrzałem na niego. I nie mówiłem do niego tego.
Tylko tak sobie w myślach powiedziałem w tym śnie. Adam, co Ty tu robisz? Przecież Ty już dawno nie żyjesz. A on w tej chwili tak się pół podniósł na tym krześle. Podsunął te krzesło. Ze sobą. Razem do stolika.
Tak się poprawił. I dalej na mnie patrzył. Poszedłem dalej. Jeszcze mówię do Manny. Mówię, wujek Adam się śnił. Mówię, nie. Ja powiedziałem ten sen. Mówię, dziwne. Nigdy by się nie śnił. No ale... No i za trzy dni.
Mówię, tam dzwoni babcia. Mówi, no nie żyje, nie. Ja mówię, jak? Mówię. No, tam przegrała tą walkę z chorobą. W Niemczech. No i mówię, Adam się śnił. No, mówię, dziwne. To jeszcze było ze snów. Czyli sen proroczy.
Tak, tak, tak. On przyszedł i dał znać po prostu, że przyszedł po mnie. On bardzo był z córką wiązany zresztą, tak. Bardzo, bardzo bardzo. No, chyba nie bez powodu osoby będące na morzu śmierci często widują swoich bliskich.
Tak, tak. To słyszałem też. To nie, nie, nie doświadczyłem tego w swoim otoczeniu. Ale, ale tak słyszałem, że przychodzą po, po te osoby umierające właśnie. Tak, żeby je przeprowadzić tam, zaprowadzić i wszystko pomóc.
Tak, tak, tak. Ogólnie bardzo źle mi się śniły moje dziewczyny tata. Ale to mówię, to on jeszcze żył wtedy. Był umierający, ale żył. Ale to raczej było po prostu przeżywanie, że on po prostu odchodził.
To kwestia niecałego miesiąca od diagnozy do, do, do, do śmierci. Niestety, no. Ból miał, prawie zemdlał. Coś go blało. Po prostu do szpitala pojechał. No już tam wszystko rakiem zaatakowane niestety. Od raka jelita się zaczęło i już po prostu tylko czekanie.
Bo już dużo, dużo za późno. Nikt się nie badał. Żadnych badań nie robił też dlatego. Ale mówię, on jeszcze żył. A ja miałem taki sen, że, że jesteśmy tam chyba w pięć osób przy jego łóżku. On taki słaby.
Ale on siada na tym łóżku. Tak się rozgląda po nas. I mówi, taka chwila kończenia, my na niego. Patrzy na nas i mówi do swojej żony. Ty umrzesz dwa lata po mnie. Patrzy na kolejną osobę. Ty umrzesz tam na to.
Patrzy na takiego jednego tam wujka od niej z rodziny. Ty zginiesz w wypadku samochodu. Ja mówię, cholera spojrzy na mnie. Jeszcze mi coś przerażonego. Ale się obudziłem. Przerażony. Jezu, co za sen. Ale to raczej było, wie pan, emocje po prostu, nie?
A jeszcze jak zmarł ten mój dziadek właśnie. To ja tutaj mieszkałem, na tym mieszkaniu właśnie. To ja miałem taki sen jeszcze po jego śmierci. Ja z dziadkiem miałem takie relacje. No to był, to był dobry człowiek.
Prawy człowiek. Bardzo pracowity. Niezmiernie wierzący w ogóle. W same wartości. Tam super. Zero alkoholu. Zero zabawy. Bo życie mi na tym polega. Ja mówię, ile pracujesz. Tyle jesteś warty. Takie zasady miał przedwojenne.
Mówię, on wojnę też przeszedł. Taki był no człowiek dość, powiedzmy, może zimny. Okazujący uczuć, że tak powiem. I był taki człowiek, że tak powiem... Ja z nim takiego nie miałem bliskiego, że tak powiem, kontaktu.
Chociaż tu mieszkaliśmy. Ale nie mieliśmy jakiegoś takiego tam, nie wiem, zażyłości, powiedzmy. Dziadek, wnuk. Poza tym też miałem zawsze żal, Bo on wolał akurat moją kuzynkę. Zawsze. To było takie, no... Jak jest ileś dzieci, to trzeba dzieci traktować różnie.
Tak samą, jednakową. Dużym błędem jest traktowanie dzieci, schodkowanie ich, tak? No to się... ja tego też doświadczyłem, czułem. Przychodzi mi na myśl przykład krążący po Facebooku. Z tym tak zwanym gorszym wnuczkiem w Messengerze.
A nie wiem. Wydaje mi się, że babcia sobie ustawiła, zmieniła sobie nazwę w Messengerze. Ustawiła jednego z członków rodziny jako gorszy wnuczek. Ten wnuczek zobaczył babcię. O dzieciach takie coś pamięta.
No tak. Wnuczku, to Ty to widzisz? Tak, tak. To jest bardzo odczuwalne, niestety. To się bardzo odbija. Później, no mówię, ja z dziadkiem nie miałem zażyłości na pewno. Zawsze wolał kuzynkę, nawet mi tam pasowało.
I z tym tam później, to później, Bo to na początku to nie było nic fajnego. Ale ja z tym dziadkiem takie relacje miałem po trzy, tak powiem. No tyle, co muszę. Zmawiałem z nim obojętnie, że tak powiem.
Aczkolwiek bardzo miał ciekawe opowieści o wojnie. To trzeba przyznać. Też tam dużo przeszedł. Dużo, dużo przeżył. No ale, ale, ale. Walczył na długiej wojnie. Może tak powiem. No to był taki, powiedzmy, mentalnie wojskowy.
Powiedzmy, był do końca życia. Ale taki dosyć oschłyszerski taki. Ale wracając do tematu, miałem też sen. Pamiętam, pamiętam, że ja się bałem jako dzieciak. To mówię, jak on zmarł. Ten ma 10 lat. Ja się bałem, że on mnie będzie straszył.
Nie? On nawet mówił. Coś tam kiedyś gadaliśmy. Jak umrę, to zobaczysz. Ja tu przyjdę. Ja ci tutaj dam. A ja mówię. Nie, nie tam dziadek. Nie tego. No i mówię. Dziadek zmarł. No mówię. Cholera, będzie mnie straszył.
Nawet, nawet drugi dziadek. Pół roku. To było uciążliwe dla tego drugiego dziadka. Bo pół roku po śmierci tego dziadka. Wiadomo, mama pracowała. Ja szkoła. Bym musiał Sam siedzieć. Ja się bałem tutaj do domu.
Sam siedzieć w tym domu. W mieszkaniu. Dziadek mnie musiał odwiedzać. Siedział ze mną. Mama wróci jeszcze do wieczora. Pilnował tam, żebym lekcje zrobił. Tam sobie się bawiliśmy. No to na pewno nie było wygodne.
To było trochę uciążliwe dla dziadka. No ale to był akurat dziadek, który mnie wychował. Bardzo się poświęcił dla mnie. To był właśnie mój ulubiony dziadek z Corneille. No ale, ale miałem taki sen, że jesteśmy tam na cmentarzu.
Trudna jest na diamon. Rodzina cała zebrana. Tak jak było na cmentarzu koła. I nagle ta trudna się otwiera. I on się podnosi. Same plecy. Taki półprzysiad. I głowę od razu na mnie przekręca. Tak szybko.
Jezu, ja ten sen do dziś pamiętam. Taki tam sen miałem. Chyba tylko we śnie miło. Spełnił swoją prośbę. Napłoszył wtedy. No i to chyba ze snów by było. By było chyba na tyle. Kolejną historię można interpretować na wiele sposobów.
Być może to Sam zmarły się objawiał we własnej osobie. Chociaż równie dobrze możliwe jest też, że to, co fizyk Tom Campbell nazywa większym systemem świadomości, postanowiło przybrać wygląd znany mojemu rozmówcy osoby, żeby go ostrzec przed czyhającym nań niebezpieczeństwem.
Powiem Panu jeszcze taką historię, która spotkała mnie parę miesięcy temu. To jest normalnie taki bardzo dobry, znajomy kolega, można powiedzieć, nie? Niespodziewanie. On tu i na to nie przychodził. Jest dużo starszy ode mnie.
Prawie dwadzieścia lat. Ale bardzo się lubiliśmy. Jakiś stopanie zmarł. No i jakieś może dwa tygodnie, trzy tygodnie po jego pogrzebie. Szypia sobie w nocy. I nagle, nie wiem czy to był sen, czy to była jawa, nie wiem jak to po prostu powiedzieć, określić.
Schyla on się nade mną w garniturze. Tak mi to trudne, nie? I mówi do mnie. Schyla się nad łóżkiem. I mówi do mnie. Idziesz? I w tym momencie ja się obudziłem. Obudziłem się. Mówi do mnie. Idziesz? Ja po prostu w szoku, nie?
Ale co najdziwniejsze, ja się w ogóle nie przestraszyłem, Bo był bardzo dobry mój znajomy. Także nie czułem żadnego strachu, nie? No i w tym dniu wstałem rano, poszedłem do pracy. I proszę pana, w tym dniu prąd by mnie zabił.
Przedniego napięcia. Po prostu robiłem i do budynku szedł przewód. A ja tam robiłem przy ścianie. I jeździł, nie przeuważyłem, dopłyn po prostu. Tam nie były zabezpieczone przewody. I po prostu było potężne uderzenie.
Tylko dzięki Bogu, no nie złapało mnie, nie? I tylko dostałem takiego strzała tej energii takiej. Bo to jest ten taki energia, odrzut taki, nie? No to jednak wiadomo, jakieś pole powstaje przy takim wybuchu.
Bo to aż iskry poleciały. Potem wiadomo, ze słupa szło zasilanie na budynek. No to wie pan, jakie to jest tam napięcie, nie? I teraz zastanawiam się po prostu, czy ten sen nie był jakiś związany z tym.
Bo tutaj jednak ten sen, że on się na rynku schylił i mówi do mnie. Idzie. A kilka godzin później ja mam takie zdarzenie. To tutaj można jakby potraktować ubiór kolegi jako taki symbol. No właśnie. W połączeniu z tym pytaniem oczywiście.
No właśnie. I zastanawiam się, czy właśnie to zdarzenie nie miał... Nie wiem, niektórzy mi mówią, no może chciał cię pociągnąć ze sobą, czy coś. Wziąć cię ze sobą, czy coś. No Bo kurde, no Bo tak... No nie wiem, no Bo jak to wie pan, no to...
I to było, mówię, to było w nocy. A rano poszłem do pracy i się to wydarzyło, nie? No to jest takie zdarzenie, gdzie są jakby elementy ze znaków ze światów oraz elementy prekognicyjne. Przepowiadające to, co mogło się później wydarzyć.
No właśnie. I tak się zastanawiam, czy... No tak to na to wychodzi, no Bo to kurde... Nie wiem, jakby... Tylko, że no kurde, no... Myślę, że chyba nie chciałby mnie zabrać, Bo chyba to... Za bardzo mnie lubią, że mi...
Ale... No nie wiem. Tutaj schylił się, mówi do mnie, idziesz? A ja parę godzin później takie zdarzenie miałem, że mówię, praktycznie prąd by mnie zabrał. To, że wyszłem tu po prostu z tego, no to... Chyba gdzieś słynął się od mnie, że złoga, nie?
Bo to mnie... Mogło być coś takiego... Taka mi się interpretacja nasunęła, że może jakaś siła wyższa chciała pana przestrzec przed nadchodzącym zagrożeniem. A żeby pan jakby potraktował to poważnie, żeby pan to w ogóle jakby zapisał w swojej pamięci, to użyło postaci kolegi zmarłego.
No tak, no ale... Ale to nie... Jeżeli tam coś, powiedzmy, chciało na mnie wpłynąć w jakiś sposób, to mógłbym go na przykład wojenić. Uważaj! Czy tam coś takiego, nie? W ogóle, żeby to był... Ja to mówię, to już kurde wtedy... A to on...
Na ze mną powiedział... Idziesz? To jest takim zapytaniem. Idziesz? Tak jakbym... Jak on by chciał, żebym ja z nim gdzieś szedł, nie? No tak jakbym się... Ja wszedł tam, gdzie on jest, nie? No tak na to wychodzi, nie?
To było takie dziwne, nie? Tak jakby on chciał mnie tam ze sobą zabrać, nie? I to... I nagle to... I nagle parę godzin później to zdarzenie, nie? No te wizje przyszłości nadchodzącej, one z reguły są takie...
Takie mocno symboliczne. Rzadko zdarzają się wizje jakby jeden do jednego, pokazujące sytuacje, które się wydarzy. No właśnie. A ja w takie zdarzenia z nim troszeczkę wierzę, Bo ja tak nie zawsze jak ktoś...
Ja mam takie... Od dziecka właśnie, jak ktoś umrze, mi się często śni. Na grubi kolega, który zginął w wypadku samochodowym, już 20 lat temu ponad, to właśnie idziemy przed pogrzebem. Przyśnił mi się w nocy i właśnie stałem u niego na piętrze.
Coś żeśmy rozmawiali. On tak ubrany jak na czarno, w garniturze. Jego... Jego dziewczyna stoi też ubrana na czarno. Tylko... On tam ujechał i w ogóle się nic nie odzywa. I... On nagle mówi do mnie... Dobra, ja już muszę iść.
Nie? A ja mówię do niego... Ale gdzie Ty musisz iść? A on do mnie mówi... Nie mogę ci powiedzieć. On i schodzi z tego pół piętra i idzie w dół. A ja mówię do niego... Słuchaj. Mówię... No to kiedy się zobaczymy?
Nie? A on wszystko się obrudził w nocce. On zaśmiał się. I mówi do mnie... Nie marcz się. Jeszcze się zobaczymy. I się obudziłem. I to było dzień przed pogrzebem. Też taki sen, można powiedzieć, troszeczkę... Nie?
Ciekawy. To było dzień przed pogrzebem. Zobacz, właśnie do dzisiaj to ludziom opowiadam taką historię. Nieraz sobie wejdziemy na takie tematy, to właśnie opowiadam taką naprawdę ciekawą historię. To właśnie, żeby on mi powiedział... Nie marcz się.
Jeszcze się zobaczymy. To by mi tak płynęło i to by mi utrwiło w głowie. Że tak jakby on po prostu powiedział... Nie marcz się. To jeszcze nie jest koniec. No to można też na różne sposoby interpretować.
Bo to mogło być znak ze światów. A mogło to być po prostu spowodowane tym, że pan myślał. Nie? Tak, to było, to było intensywnie o tym, o tym kolece przed... No wiedział pan co się z kolegą stało. No i jakby te myśli były dosyć mocno w dużym stopniu zdominowane przez...
przez myślenie. No wie pan, no wie pan. Nie mówię, że nie, no Bo wiadomo, ludzki mózg jest niezbadany, prawda. I to, to też wiadomo, jakiś tam wpływ może mieć, ale... Ale to ja tylko mówię o jakim jest ten cel, prawda.
No też jest coś takiego, że jak ta żałoba jest taka jeszcze świeża... Po czyjejś śmierci dowiadujemy się, że ktoś nam umarł. I to jest to, co się dzieje. Z bliskich czy znajomych, to wtedy ta żałoba jest jeszcze taka dosyć żywa w nas i to stwarza jakby potencjał do ułatwienia tych kontaktów zeświatowych, tak?
Mnie się też tak wydaje, że może być to wtedy tak bardziej takie otwarte to wszystko, prawda? Ja tak właśnie mam, że jak ktoś umrze, to ja wiem, że on mi się zaraz przyśni. Ja tak mam od dziecka. Jak jakiś sąsiad umarł czy coś, to właśnie miałem takie...
czasami u śmierci parę dni, czasami parę tygodni, parę miesięcy. Że to z tą osobą rozmawiam i ta osoba do mnie mówi, że nie martw się, ja żyję, ja żyję, takie o... różne takie... No, to tak mam o takie coś właśnie przekupy lat.
Takie mam właśnie też dziwne sny. Ostatni z naszych dzisiejszych rozmówców prosił o zmianę barwy głosu. Jest on autorem największej liczby relacji, jakie trafiły do dzisiejszego odcinka. Usłyszymy historię o odwiedzinach z zaświatów, którym niekiedy towarzyszyły prośby od zmarłych.
Ale tak właśnie chciałem opisać, Bo teraz mamy dwa tysiące dwudziestu piąte. .. dwa tysiące dwudziestu trzecim czerwcu. Zmarł mi tata, to była taka nagła śmierć. No nikt sobie nie spodziewał, tak? Że, że umrze.
A chciałem opowiedzieć o odwiedzinach zmarłych bliskich mi osób, właśnie w takich objętych stanach świadomości. Osób i nie tylko, Bo... Ale do tego, do tego, też zamówiliśmy. To było w 2022, jak umarła mi babcia.
Była wiekową seniorką, jak dla mnie przynajmniej tak 80 kilka lat. Do końca trzymała się dość dobrze i w pewnym momencie przyszło jakieś załamanie, nie wiem czy to była domenica czy nie, ale zanim przyjechało pogotowie i ją zabrało, to różne rzeczy mówiła, tak jakby coś widziała jeszcze po drugiej stronie.
Dwa dni później zmarła po tym, jak ją zabrali do szpitala. I powiem panu tak, było mi smutno z powodu babci, ale że ja wiem, po prostu wiem, to jest wiedza, którą zdobyłem i na przestrzeni swoich doświadczeń i poprzez literaturę, m.in.
książek Eichela Newtona, że jest w niej czymś więcej właśnie niż tym ciałem. Także energia nie umiera, tylko zmienia formę. I jak w momencie śmierci babci, to... tysiąc lat wcześniej zmarł dziadek, wtedy moje podpądy jeszcze nie były tak ukształtowane, jak teraz na tego typu sprawy, więc owszem, było mi smutno, że babcia odeszła, jednocześnie cieszyłem się, Bo miała długie, fajne życie i przede wszystkim nie cierpi, ale chodzi bardziej o to, że wiedziałem, że nie umarła naprawdę, że jeszcze się kiedyś tam zobaczymy, że czekałem na odwiedziny.
Nie pamiętam dokładnie, w który dzień umarła, ale pogrzeb był chyba w piątek, jeśli sobie dobrze przypominam i dzień przed pogrzebem w czwartek. To też ja, opuszczając ciało często, no nawet nieświadomie, wstając czy do ubikacji, czy napić się wody, tę metodę 4 plus 1 czy tam 6 plus 2, tuż na tej zasadzie na pewno pan kojarzy, metody tam czy wywoływania świadomych słów czy opuszczania ciała, pamiętam, wstałem chyba z 6-dą do ubikacji.
I położyłem się z tobą. W ogóle nie planując żadnych tych odmiennych stanów świadomości, to często mam tak, że po prostu słyszę pyknięcie w głowie i już w tym stanie jestem. I to było na tej samej zasadzie.
Leżę sobie, zacząłem przysypiać, to nie były takie klasyczne wibracje jak przy OB, tylko takie właśnie jakby pyknięcie w głowie i ten obraz mnie zapalował. Ja w tym momencie otworzyłem oczy, nie fizyczne oczy, leżące o cios na łóżku i usłyszałem pukanie do drzwi.
Te drzwi się otworzyły, ja patrzyłem na te drzwi i tak jakby przez tą szparę w drzwiach do mojego pokoju wsuwa głowę moja zmarła babcia. Młodsza niż jak była, jak umarła, tak jak ją pamiętam, z kilku lat wstecz.
Młodsza, w bilnych okularach, Bo też przed śmiercią nosiła inne okulary, takie specyficzne. O grubych szkłach, to bardzo dokładnie pamiętam. Zagląda mi do tego pokoju, patrzy na mnie i się szeroko uśmiecha.
I wie pan co, no ja zdawałem sobie sprawę, że jakby śpię, ale jednocześnie to w publice dzieje się, no tak jakby naprawdę, że to nie jest zwykły sen. Tylko, że to są te odwiedziny, na które czekałem. Wstałem z tego łóżka, podchodzę do tej babci, uśmiecham się, mówię, cześć babciu, cześć babciu.
I tam witamy się, tak, wchodzimy na dół, w moje pokoju z piętra, wchodzimy do kuchni, siadamy przy stole i mówię, siadaj babciu, siadaj babciu, ja mam ze sobą herbatę. Coś tam krzątałem się przy tych szapkach.
To miało elementy jakby z tyłu, ale jednocześnie, no tak jak mówię, nie wiem, czy to był świadomy sen, czy jakiś rodzaj jakby wyjścia z ciała, czy jeszcze jakiś inny Stan świadomości, ciężko mi stwierdzić.
Ale były zachowane wszelkie szczegóły. Tak jak mówię, jakby umeblowanie, na przykład tak, aktualnego w moim domu, czy, no tak jak na przykład, nie wiem, czajnik elektryczny i szklanki i herbata. Tak jak ja zacząłem robić tą herbatę u mojej babci i sobie, usiedliśmy przy tym stole, babcia siedzi i się do mnie uśmiecha, mówię, no babciu, opowiadaj, jak ci tam, jak ci tam jest, jak ci tam jest, jak się czujesz, mówię.
Ona tak patrzy na mnie, AAA, mówi, robi mnie jeszcze trochę bolo, muszę, muszę odpocząć. Tak dodam tutaj na gminie, że babcia przyszedł. I jak się bardzo mało chodziła, Bo miała bardzo stuchnięte nogi i ją po prostu bolały, tak?
I już, już ostatnie dni w domu, przed szpitalem przeleżała w łóżku. No to tutaj tak skojarzyłem ten fakt właśnie już po przebudzeniu. Już jak się obudziłem, normalnie w swoim łóżku, mówi, że, że te nogi ją jeszcze, jeszcze trochę bolą, że ona musi odpocząć, tak?
No to tutaj też sobie skojarzyłem, jakby, Michael Newton w książkach opisuje, że jakby, jakby dusza po, po długim życiu, czy po, po, po ciężkim, jakby... po ciężkim wcieleniu, jeszcze przed przejściem dalej jakby ma odpoczynek.
Czy, czy, czy, czy nie wiem, czy też pan widział na przykład film Nasz Dom. Tam jest to tak, tak fajnie zobrazowane. Tak widziałem, mhm. Tak, że, że, że dusze leżą jakby w szpitalu i tam się jakby jeszcze kurują.
I tak już nie pamiętam o czym dokładnie tam z tą babcią w tym stanie rozmawiałem, ale w pewnym momencie ona wstała od tego stołu i mówi, no jestem zmęczona, idę się położyć. No to ja ją odprowadziłem do tego pokoju, w którym spała za życie.
Położyłem ją do usta, przykleiłem kołdrą, tak, przytuliłem. Jeszcze, jeszcze dała mi buziaka, mówię, do zobaczenia babciu. Uśmiechnęła się do mnie, mówi, do zobaczenia, do zobaczenia. I tak na koniec, no chwilę później się obudziłem, tak, ale chciałem jakby odruchowo, nie wiem, czy, czy to już nie, nieświadomość kraczała, ten sen, czy cokolwiek to było.
Tak jakby odruchowo chciałem zgasić światło w tym pokoju. To mi babcia jeszcze mówi, mówi, nie gasz mi światła, Bo chcę mieć jasno. No i chwilę później, chwilę później... Później się obudziłem i po prostu, no, z uśmiechem na ustach.
Wie pan, Bo to było dla mnie zrzeszające, jednocześnie tak niesamowite, Bo pierwszy raz doświadczyłem czegoś takiego, no, takich bezpośrednich odwiedzeń, tak. Były różne sytuacje, jak ktoś z rodziny umarł, czy jakieś coś spadło, coś stuknęło, czy coś, coś dotknęło, tak jak na przykład mój wujek też, też, pana temu zmarł.
Myśląc o nim, poczułem, poczułem rękę na ramieniu, tak jakby mnie dotknął, tak. Oczywiście obróciłem się, nikogo ze mną nie było. Cześć, wujek. Ale, no, pamiętam, że byłem bardzo, bardzo podekscytowany tym, co mi się przytrafiło.
I wiedziałem, że babcia, babcia już nie cierpi, babci nie jest dobrze, no i że za chwilę przyjdzie, przetnie dalej, tak. I nic już jej jakby nie boli, to, to przede wszystkim. No, to była taka, taka sytuacja, gdzie dużo się takich różnych elementów sprzyjających takiemu spotkaniu ze zmarłą osobą nałożyło.
Bo ta żałoba była jeszcze dosyć taka świeża, tak. Tak. I to było dzień przed pogrzebem. Taki okres, w którym nasze myśli są bardzo mocno skoncentrowane wokół tej zmarłej osoby. A dodajmy do tego to spontanicznie, że dotakujmy wykorzystaną metodę 4 plus 1 w Pana wykonaniu.
To bardzo, myślę, ułatwiło nawiązanie tego kontaktu. Celowo, bądź niecelowo, ale jednak ułatwiło, tak. Tak, no, mam dokładnie to samo wrażenie. Tak się sprzyjając. Więc okoliczności wyłożyły, że miałem okazję, miałem okazję doświadczyć tych odwiedzin.
Powiem Panu, właśnie tutaj chciałem przejść do mojego taty, tak. Który zmarł w tym roku, będzie 2 lata temu. Miałem odwiedziny na podobnej zasadzie, tylko żałobę po tacie ja przeżyłem bardzo dotkliwie, tak.
No dużo, dużo było rzeczy takich, no dużo żalu przede wszystkim. Takich, takich emocji, jakby niepełnienatywnych, nieprzyjemnych, tak. Smutek, żal, złość. I tego typu. Myślę, że to mi bardzo utrudniało kontakt, czy pożegnanie się właściwie, tak, z moim tatą.
Też Michael Newton to bardzo fajnie opisuje. Ale też chyba to, jeżeli dobrze pamiętam, to dosyć mgła śmierć, której nic nie zapowiadało, tak. Tak, no dzień wcześniej, że tak powiem, no chodził, śmiał się, żartował tak jak zawsze.
A ja rano, jeszcze przed budzikiem do pracy, słyszę wołanie mojej mamy na schodach. Mówię, mówię, o co jej chodzi, tak. Schodzę, mówię, mówię, co jest, mamo? No chodź szybko, Bo on chyba nie żyje. No, no, tak podchodzę, tam tato, tato, nikt nie rusza się, tak, badam puls.
Mówię, no nie żyje, tak. No, szok przede wszystkim, jakieś, jak to się mówi, szok i niedobieranie, tak. No, ale to, to po prostu, no, coś, coś, no nie przeżyłem nigdy takich, takich emocji, takiego szoku, takiego roztrzęsienia, tak.
Zwłaszcza jak, jak trzeba było poinformować rodzinę, siostry. Ich żal. Trudno było mi, po prostu. Też, jakby, znieść, tak. Mój żal się rozpoczął i ciągnął się kilka miesięcy. Myślę, że, że byłem przyblokowany na kontakt ze strony mojego taty.
I gdzieś tak, też mi ciężko czasowo określić, ale wydaje mi się, że, że albo pod koniec dwa tysiące dwudziestego trzeciego, albo na początku zeszłego roku, mniej więcej. No, już ta, ta żałoba, jakby, trochę opadła, tak.
Te, te emocje, które, myślę, mnie blokowały do, przy kontakcie z moim tatą, też, też opadły. No i to się zadziała, tak. To jest sama zasada, jak z moją babcią, tak. Też, tylko, to był, nie, nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć, czy ja wszedłem w ten Stan bezpośrednio ze snu, czy też to było przy zasypianiu.
Ciężko mi stwierdzić, ale wiem, że zdawałem sobie sprawę, tak jak, tak jak w przypadku spotkania z moją babcią, że to jest, jakby, dzieje się naprawdę, a jednocześnie się nie dzieje, Bo wiedziałem, że, że papa nie żyje, tak.
A nie, przepraszam. Teraz sobie przypomniałem. Też, ocknąłem się w tym stanie, śpiąc, po prostu, tak. Otworzyłem oczy. Te niekliniczne. I tutaj też, też ciekawie było, Bo pamiętam, mój tata statyficznie kasłał.
I ja, tak jak mówiłem, mam pokój na piętrze. No, było słychać, tak. Było słychać przez sufil, przez podłogę, jaką kaszlę. I ja właśnie, właśnie będąc w tym stanie usłyszałem to kasłanie. No, już wiedziałem, wiedziałem, co się dzieje, co za chwilę zobaczę, co się stanie.
No, i bardzo się przede wszystkim ucieszyłem. Powiem panu, biegłem, czy skoronąłem, też mi ciężko powiedzieć. No. Dosłownie w chwilę byłem tam na dole. I patrzę, no i, no i stoi mój tata. Uśmiechnięty, młodszy.
Też w jakiejś, w ubraniu takim, no, nowym. Jakby, nie wiem, podróżnym. Był miałalisty ze sobą. Uśmiechnął się na mój widok. I tutaj też, też to, takie, nie wiem, to zrozumienie przyszło po przebudzeniu.
Już, już rano, jak stałem, się obudziłem. Bo ja w kuźnię podbiegłem do niego i go przytuliłem. Mówię, tato, nareszcie przyszedłeś. Nareszcie jesteś. Mówię, i on się uśmiechał do mnie i... Mówię, to jest tyle za to, Bo i tak, tak...
No, to trwało krócej, o wiele zdecydowanie krócej niż, niż spotkanie z moją babcią wtedy. Ale było, no, bardzo, bardzo też intensywnie w obroże. I właśnie przytuliłem go. Pamiętam, jak, jak umarł, tak.
Ja, jak leżał, leżał w tym łóżku. Czekaliśmy na lekarza i na siostrę. Siostry miały przyjechać. Tam szwagier. Ja pamiętam, Bo z tatą nie miałem zbyt dobrych relasyzm. Za życia. No, bardzo byliśmy zdążani, jak, jak byłem mały.
I później, później te relacje się bardzo... No, nie były, nie były kolorowe, że tak powiem, tak? No, dużo się pojawiło takiej, że to tak, jak to się mówi, złej krwi, tak? Tak, tak. No, no, mocno, momentami mocno, mocno do, do skłóciliśmy.
Często się nie odzywaliśmy. I, i, no, ja nie byłem fair wobec mojego taty. Tata nie był, wydaje mi się, fair wobec niej. Takie nieporozumienia między nami często. Często następowały. Ale pamiętam, że jak leżał, leżał już po śmierci, leżał w tym łóżku, tak?
Leżał i, i nie żył. Ja go przytuliłem. I pamiętam, pamiętam takie myśl, taka emocja się we mnie wtedy pojawiła. Jak, jak go przytuliłem, jak już leżał i nie żył. Że, no, tak naprawdę przez ostatnie kilka lat ja nie miałem, nie miałem okazji się do niego przytulić.
I, i, i później sobie skojarzyłem. Dla mnie takie symboliczne się stało. To było to, że wtedy jak on do mnie przyszedł w tym, w tym śnie, w tym stanie, tak? Że my się przytuliliśmy. Że ja nie miałem okazji go przytulić jak żył.
Jeszcze chodził tutaj w naszym świecie, tak? A dopiero uczyniłem to, jak się spotkaliśmy. No, jak już odszedł właściwie. Wydaje mi się, nie wiem czy, czy był tutaj. Żył miał te walizki. Nie wiem, nie chcę tego interpretować, ale to dla mnie, dla mnie takie symboliczne to spotkanie było.
No, te walizki tutaj są takim bardzo, myślę, też ważnym elementem. Tak jakby wszystkie sprawy wymagające załatwienia, wyczyszczenia zostały już załatwione, oczyszczone. I mógł spokojnie ojciec ruszyć dalej.
Też, też pod tym głąbem na to patrzyłem. Aczkolwiek, no tak jak mówię, nie, nie, nie starałem się tego za bardzo interpretować. Po prostu poczułem, poczułem ulgę, że, że w końcu po takim czasie, po kilku miesiącach.
No, no miałem w głowie też, Bo czekałem na kontakt w tej czy innej formie. Czekałem. I miałem, miałem w głowie to, że no, no babcia, tak, przyszła nie tak szybko. Mogłem się z nią pożegnać, a tutaj tyle czekamy i nic, żadnego z tyłu nawet.
Tak, a teraz powiem panu, tak po tamtej sytuacji, mój tata śni mi się, no, przynajmniej raz na, na dwa, nie wiem, trzy, przynajmniej na kilka tygodni. W ogóle często, często myśli, że mu zmarli. Czy zaraz po śmierci, czy po pomrzebie.
Tak jak wspomniałem o wujku, który, który, o którym myślałem, kiedy poczułem ulgę. To też kilka dni po pogrzebie mojego wujka przyśnił mi się. Pamiętam, to był sen ten, tak. Chociaż, no, może nie, nie, też nie taki zwyczajny, Bo, Bo kiedy, kiedy jak zmarny, tak, pojawia się we śnie, to, to nie jest do końca taki zwykły sen.
Tak na to patrzę. No i to śnie tak mi się, że siedzimy tą rodziną, no, z strony wujka, tak, jego rodzina, jego dzieci, moja rodzina tutaj, rodzice, tata wtedy jeszcze żył. I siedzimy przy stole i... I jakaś uroczystość, obiad, tak.
I nadej przychodzi ten wujek, nie? Mówi, cześć wujek, cześć, nie siadaj tutaj z nami. On tak mówi, cześć, cześć, nie, nie, nie, nie, Bo mam duże roboty, mam duże roboty, nie? To, to też tak mi się wydaje, że po prostu dał znać, że, że wszystko jest okej, ale, ale, ale... Ale idzie dalej, Bo, Bo tam ma co robić tak naprawdę.
Tak, tak na to patrzę też. No to mówię, no jedno, jedne to trzy, trzy z kilku historii, które mi mają, właściwie mogą się tutaj podzielić. No w tych historiach jest dużo takich elementów, które można porównać z innymi historiami opisującymi spotkania ze zmarłymi we śnie.
Takie elementy sugerujące, że, że zmarłymi jest już dobrze, że już może iść dalej do jakichś tam swoich, czy to tak ujmę, obowiązków zeświatowych. Także, no takie klasyczne można powiedzieć pożegnania, taki sygnał, że jest już wolny.
Tak. No, też należę do kilku grup na Facebooku, które są w tematyce życia po życiu, między innymi, czy, czy, czy OBE. I, no, na zasadzie obserwatora, Bo raczej się nie wypowiadam tam bardzo rzadko jak już, ale dużo, dużo czytałem właśnie podobnych historii, na takiej zasadzie też.
Czy znajomi mi te, koleżanka mi opowiadała, jak jej tata umarł, też bardzo to przeżyła, bardzo to przeżyła, Bo też była bardzo zdenerwowana z tatą. No, też, też mieli swoje przejście, jakby nie patrzeć.
Dużo, dużo płakała, tak, po nim, tak. I, i ten, i to, co mi powiedziała, to też pokrywa z historii. Ja, które, które gdzieś słyszałem, czy w rodzinie, czy czytałem w internecie. Bo przyjśnie mi się ten ojciec, niósł dwa wiadra, mówi córeczko, zobacz, to są twoje łzy, tak.
I Ty płaczesz, ja to muszę dźwigać, tak, na tej zasadzie. I właśnie słyszałem, że w ten sposób też często, jak jest duży żal po stracie, tak, czy, czy brak akceptacji, ten proces żałoby. To... W ten sposób też w snach się pojawiają bliscy zmarni, którzy, którzy informują tak, że, że, że jednak są, gdzieś tam żyją.
I ten żal, żal, cierpienie, ból po stracie, no też jakby do skwiera odczuwają to, tam po drugiej stronie. Nie, nie wiem, ile, ile jest w tym prawdy, tak, ale... O, chyba coś w tym jest, skoro, skoro takie, takie, tego typu sny się powtarzają.
Mogę się tutaj podzielić, zresztą chyba kiedyś już dzieliłem nawet takim swoim też doświadczeniem osobistym po tym, jak... Krótko po tym jak odprowadziłem do światła w trakcie medytacji przedwcześnie zmarłą przyjaciółkę też... dosyć mocno opłakiwałem jej odejście, jak się tego dowiedziałem, to dowiedziałem się pół roku po fakcie i miałem też wtedy przez jakiś czas kontakt z taką jej... z takimi, z takimi naszymi wspólnymi znajomymi i też dosyć mocno jeszcze w tamtym czasie jedna z tych osób przeżywała w dalszym ciągu to odejście.
I pamiętam, że kiedyś, jakoś kilka dni później, zebrało mi się na płacz, w trakcie takiej właśnie medytacji, i usłyszałem głos w głowie, Marek, przestań płakać, przestańcie wszyscy płakać, wasze łzy mnie bolą.
I w tym momencie, po prostu, jak na zawołanie, już postanowiłem uciąć przeżywanie tej żałoby. No właśnie, bardzo to ciekawe. Bardzo ciekawe, tak? No to chyba jednak jednak coś musi w tym być, tak? Że to, nie wiem, może blokuje przejście na drugą stronę, czy trzyma tutaj właśnie przy tym wymiarze, tym naszym medy fizycznym, te dusze, tak?
Wie pan, może jest odwrotnie, to bardziej nam te przeżywania żałoby przeszkadza. Bo jakby nie patrzeć, to wpływa bardzo negatywnie na naszą jakość życia, tak? A zmarłym chodzi przecież o to, żebyśmy jakby byli jak najbardziej tacy jaśni tutaj, jak najbardziej czerpali radość z tego życia, a nie przeżywali żałobę, Bo ktoś odszedł.
No właściwie też, też, no też ma pan rację. Tu jeszcze, jeszcze bym się nawiązał, Bo mój przyjaciel też, nie znaliśmy się długo, może nieco ponad rok, ale no trochę, trochę razem jakby przeszliśmy przez, no wspólne, wspólne doświadczenie takie życiowe.
I on, to jestem bardzo wdzięczny, Bo dziękuję mu mam teraz, no pomógł mi z pracą, tak? Byłem w ciężkiej sytuacji i z jego żoną się poznałem i jego żona zamocniewała u siebie pracę, prawda? I no, trzy dni pracowałem, jak on umarł.
Też nagle, bez zapowiedzi. Po prostu... I tutaj taka bardziej może w zasadzie ciekawostki, Bo ta właśnie żona tego przyjaciela, moja dobra koleżanka aktualnie, jeździliśmy razem do pracy, Bo też obecnie nie mam samochodu, a tutaj mieszkała w okolicy, więc mnie po prostu zgarniała po drodze.
No ja zwykle nie mówię ludziom, nie opowiadam o rzeczach, które mi się przytrafiają, czy które wywołuję na co dzień, nie mówię o tym ludziom. No głównie z obawy, żeby wyśmienić, ale są chwile, są momenty, w których po prostu czuję, że mogę komuś coś powiedzieć.
I tak zacząłem, no delikatnie tak, mówić na tematy związanych z życiem po życiu, tak jak jechaliśmy do pracy i wspomniałem właśnie o książce Wędrówka Dusz. Teraz dla mnie to ma sens, wtedy nie miało sensu, po prostu tak zwyczajnie, zwyczajnie jej powiedziałem, że jest taka książka i jeśli będzie kiedyś chciała, to jej pożyczę.
Bo ona wyraziła zainteresowanie. Nie wiem, kiedy na te tematy pogadaliśmy, ale no też nie chciałem jakby, jakby za dużo, za dużo się uzewnętrznać w tych kwestiach. No i właśnie tam pamiętam, jak zacząłem pracę, podpisałem umowę i trzy dni później ona, ten kolega, przyjaciel mój.
Ja się dowiedziałem o tym na drugi dzień, ale tak, i to się stało wieczorem, około, około godziny dwudziestej pierwszej, zanim mi napisała smsa, że nie będzie jej jutro w pracy, że nie przyjedzie po mnie.
Przyszło mi do głowy, Bo tą książkę na drugi raz już po śmierci mojego taty pożyczyłem siostrze. I no nie oddawała mi jej, no tak. I gdzieś tak przyszło mi do głowy, po prostu to tak znikąd przyszło mi do głowy, żeby napisać do tej siostry, żeby mi oddała tą książkę, jak tylko będzie tutaj u nas w okolicy, Bo będzie mi potrzebna, tak.
A parę minut później otrzymałem smsa od tej koleżanki, że nie będzie jej w pracy. No a rano mi napisała też jeszcze chwilę, chwilę po tym, jak przypomniałem się mojej siostrze o tej książce. Tak, jeszcze, jeszcze coś.
I wie pan co, no po prostu to był dla mnie duży szok i w ogóle tak śmierć tego przyjaciela. Ale tak skojarzyłem sobie dopiero, jak szok opadł, tak, podwieczór, tak sobie skojarzyłem, że przecież kurczę, no ja napisałem do siostry o tą książkę, no mniej więcej w tych godzinach, w których kolega był reanimowany wtedy przez żonę i syna.
Więc wydaje mi się, że tutaj też nie było przypadków w tej kwestii. A jak to ujmuje Anna Ostrzyk? To jest karymuszką zniesionego świata, nieprzypadkowy przypadek. O właśnie, dobre, dobre określenie, tak, Bo no mówię, zupełnie, zupełnie znikąd przyszło mi do głowy, żeby, żeby do siostry napisać tak, że książka mi będzie potrzebna, żeby mi ją przydążyła, tylko będzie mogła.
I to akurat no w czasie, kiedy, kiedy, kiedy przyjaciel no umierał, bądź już, już nie żył. Także no pożyczyłem jej tą książkę oczywiście i poczułem, że, że tak trzeba. No rozumiem, że pan tak nagle sobie o tej książce przypomniał.
Tak? Tak, tak, tak. No nie wiem, może, może parę dni wcześniej na tym temacie rozmawialiśmy i nagle tak, no nie wiem, tam chyba, chyba jadłem kolację, czy przygotowywałem sobie kolację, coś na tej zasadzie i nagle mi tak wpadło do głowy, książka dla ***, tak?
Taka leżanka ma na imię *** i tak, taka myśl po prostu, książka dla ***, ją odebrać, pożyczyć. No jakieś takie, no na tej zasadzie, tak? No i od razu wróciłem za telefon i napisałem do siostry, tak? I tak samo, tak samo jeszcze rano się przypomniałem, no mówię, chwilę przed tym, jak mi koleżankę napisała, że wczoraj-wczorem właśnie jej mąż, mąż odszedł.
No tutaj można się zastanowić, w jaki sposób właściwie należy taką, taki przekaz, taką myśl interpretować. Bo książka jakby nie była związana z taką tematyką życia po życiu, reinkarnacji i tak dalej. Można się zastanowić, czy to rzeczywiście była pana myśl, czy to była jakaś forma przekazu od przyjaciela, który w tamtym momencie zawijał się z tego świata.
A może po prostu jakiś taki sygnał od przyjaciela przyszedł, który pana umysł w taki sposób skojarzył? No skłaniałem się ku tej jakby drugiej wersji, w sensie takiej, że... w tym sensie, że po prostu on mi podsunął jakby tą myśl, to była myśl z zewnątrz, że od niego, w tym sensie, że książka będzie potrzebna nie mi, tak, żebym ja ją czytał, tylko że bym ją pożyczył właśnie tej koleżance.
I tak to odbieram. Odbrałem to w ten sposób, już później na te emocje opadłem, tak, że po prostu odbieram. Nie wiem, czy to była... tak, wydaje mi się, że to właśnie taka forma przekazu, tak, że książka będzie potrzebna tej mojej koleżance, Bo będzie w żałobie, tak, będzie w żałobie, będzie czuła ból, smutek i tak dalej.
I wydaje mi się, wydawało mi się bardzo właściwe, tak, w tym momencie, tak, że ja piszę do tej siostry i że napisałem, tak, już w czasie przeszłym, że napisałem do tej siostry, tak, nie przez przypadek, Bo faktycznie, faktycznie ta książka jej się przydała.
No można to właściwie uznać za taką formę municji, ale bez jakby ekspresji z werbi z wskazania, kogo ta municja dotyczyła, tak, konkretnie tego przyjaciela. Tak, Bo w ogóle nie przyszło mi na myśl... nie pomyślałem o nim, tak, tylko właśnie o tej koleżance, o tej jego żonie, która, no opie, prawdopodobnie w tym czasie był przez nich reanimowany.
Także tutaj tak, też, patrzę, tematu chciałem, Bo mi się akurat przypomniało. Tak, Bo w ogóle nie przyszło mi na myśl... nie pomyślałem o nim, tak, tylko właśnie o tej koleżance, o tej jego żonie, która, no opie, prawdopodobnie w tym czasie był przez nich reanimowany.
To jest taka, no ciekawa w moim odczuciu rzecz, i na pewno, no wydaje mi się nieprzypadkowa. Tak jak jeszcze odnośnie tych odwiedzeń w strach, dwa tygodnie temu uśpiliśmy kotka. Naszą kicię była z nami 14 czy 15 lat, i parę dni później, ocknąłem się, no mogę powiedzieć, że to było OBE, takie bardziej przyjemne sny.
Poruszałem się po domu z zamiarem wyjścia na zewnątrz. I będąc w ganku przed schodami na podwórko, te drzwi były otwarte. Ja przywołałem tego kotka mojego, i powiem panu, przyszła. Ona była, zanim ją uspiliśmy, była taka wymizerowana, no była rozległa góra, taka bardzo chuda, no taka widulka, prawda.
On przyszła jakby, jak ją zawołałem, taki ciałem zawołałem, przyszła. No z owonkiem podniesionym do góry, mruczała, podeszła do mnie, ja ją pogłaskałem. I wydaje mi się, że to ten... Też były swego rodzaju odwiedziny, tylko że tym razem nie bliskiej osoby, tylko zwykłotka.
A to ja mam taki motyw ze swojego doświadczenia. Też tą historię kiedyś chyba prezentowałem, krótko, w którymś odcinku, mówią świadkowie. Z kotką, którą prawie rok temu przeszło nam uśpić, niestety była już w takim...
Nagle doszło do takiego dosyć mocnego pogorszenia stanu jej zdrowia, wychudła po prostu. Już prawdopodobnie coś jej się z nerkami stało, nerki wysiadły. No i niestety przyszło na nią uśpić, żeby już po prostu się nie męczyła dłużej.
I jakoś godzinę, nie dalej jak godzinę po tym, jak wróciliśmy od weterynarki, już po całym tym zabiegu, już po tym pożagnaniu. Nagle usłyszeliśmy w domu takie dosyć charakterystyczne dla tej kotki drapanie w kuwetę.
Bo mieliśmy dwie kotki, teraz mamy jeszcze tylko jej jedną. I każda miała swój, że tak powiem, swój osobliwy sposób korzystania z kuwety. Oprócz tej kotki jest jeszcze jej matka, która jest niestety niepełnosprawna, ma duże problemy z poruszaniem się.
I jej korzystanie z kuwety bardzo głośno słychać tam jakimiś tam dupnięciami. A ta kotka, ta sprawniejsza, ta jej córka bardzo głośno drapała w kuwetę zawsze jak korzystała. I gdzieś tak nie dalej jak godzinę...
Po tym jej uśpieniu nagle usłyszeliśmy tak jakby korzystała właśnie z toalety kociej. A ja z kolei kilka razy mi się zdarzyło, że słyszałem jak ona mnie wołała, żebym jej drzwi otworzył od piwnicy, żeby ją tu wpuścić.
Bo zawsze jak przychodziła z dworu to takim było słuchajcie takie krótkie miauknięcie, takie miau. I czekała, czekała aż ktoś przyjdzie. No ale tak wyszło, że najczęściej to ja przychodziłem. I jeszcze kilka dni po tym, po uśpieniu zdarzyło się coś takiego, że miałem sen po prostu.
Kotka spała u mnie w łóżku za życia. I w tym śnie przyszła w dużo lepszym stanie zdrowia. Trochę taka młodsza się zdawała. Dużo, dużo, dużo czystsza. Bo będąc na podwórku uwielbiała się tarzać. Jeżeli dało się gdzieś wytarzać, to trzeba się było wytarzać i nie ma zmiły.
A w tym śnie była taka czyściutka, radosna. Taka totalnie... Taka totalnie żywa, tak. W taki sposób. I też takich snów mi się już kilka zdarzyło. Zawsze jest... Zawsze radości co nie miara, po prostu. Piękne sny.
Dokładnie. No tutaj, jak pan mówił o kubeczce, to ja chyba właśnie słuchałem którejś audycji. Pan opowiadał o tym. To słyszałem, ale bardzo... Chyba w tej samej audycji, w której pojawił się wątek z kotem, który odlatywał w rakiecie, tak?
Z tego, co kojarzy. No szczerze, nie przypomnę sobie teraz, ale wiem, że... Był taki motyw z kotem, który też już zawijał się powoli z tego świata. I właściciele mieli taki sen, że kot siedział w rakiecie i mówił ludzkim głosem.
Jak się tym steruje, Bo ja stąd odlatuję. No właśnie. Moim zdaniem to wszystko dowodzi, że nie tylko my, ale też zwierzątka. Mają ten periwazny wybuch. Schodzi część doświadczenia, wydaje mi się, w tej czy innej formie życia.
Jak schodzimy, żeby doświadczać. Więc takie zdarzenie, tak mówię, z tym kotkiem, to też było dla mnie piękne. Bo ja, akurat jak przyjechała siostra ze szwagrem i moja mała... Ja byłem w pracy akurat. Ja nie zdążyłem się z kotkiem tak naprawdę pożegnać.
Dzień wcześniej siedziała mi na kolanach. Ja ją tuliłem. Właściwie sama do mnie przyszła. To ją wziąłem na kolana, błyskałem, tuliłem, żegnałem. A rano spieszyłem się do pracy, to zdążyłem tylko jeszcze do miseczki wody nalać i tyle.
Więc bardzo miło mi się zrobiło, że chociaż te skosy mogły się zło pożegnać. Zwierzęta są z nami bardzo, jakby nie patrzeć, związane. Chociaż im podobno łatwiej jest przejść na tamtą stronę, Bo nie są tak przywiązane z kolei jak my do rzeczy materialnych, tak?
No tak. Kot może być przywiązany do miseczki swojej, jak u mnie tutaj. Czy nawet nie. Czy pieski. Tutaj w tym przypadku, chociaż nie powiem panu. Ta sytuacja, to mama opowiadała z tym psem, który pojawił się przed bramą.
Do naszej suczki przyszedł. To mi ciężko, nie jestem w stanie sobie tego wyjaśnić. W sensie powodu, dla którego miałby się pojawić. Przyjść. Czy to tak szybko się stało, że zwierzęta też mogą być nieświadome tego, że umarły?
No skoro nam się takie coś zdarza, to czemu nie zwierzętom, prawda? Właściwie tak. I to już wszystkie historie o kontaktach z zaświatami, przygotowane do dzisiejszego odcinka. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś relacjach.
A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego. I chcielibyście o tym opowiedzieć. Zapraszam do kontaktu. Wszystkie kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie w opisie pod tą audycją. Oraz na stronie www.paranormalium.pl Tak jak wspominałem, dzisiejszy odcinek dedykuje pamięci mojej przedwcześnie zmarłej przyjaciółki, Emil.
To właśnie do niej odnosi się wiele z historii, o których czasami wspominam w rozmowach ze słuchaczami. Gdy schodzimy na tematy zaświatowe. Teraz pojawi się pewien, nazwijmy to, numerologiczny wątek. Wielu z Państwa zapewne pamięta odcinek dwudziesty trzeci, który również dedykowałem jej pamięci.
Dwudziesty trzeci odcinek cyklu Mówią Świadkowie miał premierę dwudziestego trzeciego sierpnia dwa tysiące dwudziestego roku. Wówczas Emilka miałaby dwadzieścia trzy lata, a dedykacja zabrzmiała już po godzinie dwudziestej trzeciej.
Teraz również godzina dwudziesta trzecia już minęła. A numer dzisiejszego odcinka, dziewięćdziesiąty drugi, jest wielokrotnością dwudziestki trójki. Co więcej, dziewięć i dwa dają razem jedenaście, co w numerologii jest liczbą mistrzowską.
I zanim Państwo mistrzowsko pójdziecie spać, przypomnę jeszcze, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika Nieznany Świat. Ten numer szczególnie polecam Państwa uwadze, ze względu na kapitalny reportaż autorstwa Marka Żelkowskiego, poświęcony sprawie, która była prezentowana w podcaście Mówią Świadkowie, w jednym z odcinków o błędach w Matrixie.
Chodzi mianowicie o zdarzenie, w którym dziwny, bezkształtny blob wchłonął samochód z kierowcą w środku. I na to wygląda, w jaki sposób przeniósł go na trasie spory kawał drogi wstecz. Marek wykonał kawał świetnej roboty, przeprowadzając wywiad ze świadkiem, oraz przedstawicielami świata nauki, próbując znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego intrygującego zdarzenia.
Naturalnie przypominam również o kanale Nieznanego Świata na YouTube, gdzie obok relacji z rubryki Dotknięcie Nieznanego, ukazują się między innymi dźwiękowe wersje wybranych artykułów z archiwum czasopisma.
Warto też śledzić kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, oraz Piotra Cielebiasia UFO Historie, których autorzy omawiają cały szereg ciekawych tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium.
A radio, przypominam, posiada swoją stronę internetową www.paranormalium.pl na której można nie tylko czytać artykuły i dyskutować z innymi słuchaczami, ale również pobrać wszystkie dostępne audycje w formie plików MP3.
Tam również znajdziecie zapowiedzi kolejnych audycji. Na YouTube link znajdziecie w opisach pod audycjami oraz na stronie głównej naszego kanału. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu.
Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.