Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie Zagadkowe obiekty Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć Tajemnicze istoty To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu Niezwykłe wizje Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem Klątwy Jakby na pentagramie taka bestia była.
Po tej całej akcji, no strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Za sterami audycji Marek Sęk "Ivellios". Na wstępie pragnę Państwa bardzo serdecznie przeprosić, jeżeli w mojej mowie dzisiaj będą słyszalne jakieś defekty. Rozpocząłem leczenie ortodontyczne i troszkę jeszcze czuć, że język się nie dostosował do mówienia z nałożonymi nakładkami. Proszę również o wybaczenie, jeżeli ze względu na dbałość o jakość tego, co puszczam w eter, zdarzy mi się w którejś audycji użyć klonu mojego głosu. No cóż, siła wyższa. O zgryz trzeba dbać, szczególnie nagrywając podcasty, szczególnie dla takich wyjątkowych ludzi jak Państwo. A zatem witam Państwa bardzo gorąco i serdecznie. Dziś naszymi gośćmi będą trzy słuchaczki, dzięki którym spojrzymy na niefizyczną sferę rzeczywistości z różnych intrygujących perspektyw. Poznamy relacje osoby bezpośrednio doświadczającej dziwnych zdarzeń.
Usłyszymy głos osoby próbującej pogodzić te zjawiska z wykształceniem akademickim, a na koniec wysłuchamy opowieści kogoś, kto nie tylko sam obcuje z nieznanym, ale też obserwuje fenomeny przyciągane przez innego domownika. Osoby cechujące się wyjątkową zdolnością odbierania sygnałów z rzeczywistości pozafizycznej w literaturze paranormalnej i ezoterycznej określa się mianem ekstrasensów lub sensytywów. Dziś zapraszam Państwa na trzy niezwykłe paranormalne spowiedzi takich właśnie osób. Prezentację dzisiejszych nagrań zacznę od rozmowy najświeższej. To obszerny wywiad ze słuchaczką mieszkającą obecnie w Norwegii. Muszę tutaj zaznaczyć, że rozmowę zarejestrowaliśmy poprzez telefon stacjonarny, stąd jakość dźwięku odbiega od standardów studyjnych. Dołożyłem jednak wszelkich starań, aby nagranie było jak najbardziej wyraźne i zrozumiałe.
W razie potrzeby mogą Państwo skorzystać z napisów, a w archiwum podcastów na naszej stronie www.paranormalium.pl dostępna jest pełna transkrypcja tego odcinka. Zapraszam zatem do słuchania. Ja zastanawiałam się w ogóle, od czego ja mam zacząć. I stwierdziłam, że może od początku, bo to, co mnie skłoniło, żeby zadzwonić, to to, że ludzie często opowiadają na antenie u was, że tak naprawdę przeżywają ogromny dyskomfort z różnymi takimi sytuacjami, które się im zdarzają. Nie umieją tego sobie jakoś, nie wiem, wytłumaczyć. No i ja kiedyś też byłam w takim miejscu, bo jako dziecko zaczęłam mieć takie przeżycia, których kompletnie nie miałam z kim skonsultować. Dzisiaj się o tym mówi na przykład o paraliżach, jak to się mówi? Paraliż przysenny czy...?
No jedni mówią przysenny, inni mówią senny. Chodzi o to samo. No więc właśnie. Ja zaczęłam coś takiego odczuwać, jak miałam może, ja nie wiem, dziesięć, jedenaście lat. Zasypiając, miałam wrażenie, że mam ciało z kamienia i jest to tak nieprzyjemne. Po prostu miałam wrażenie, że tak jakby mnie moje własne ciało ściskało. I często zaczęłam słyszeć, że ktoś koło mnie przechodzi albo stoi nade mną. Że generalnie jestem bardzo ubezwłasnowolniona, a czuję wokół siebie różne takie...
No obecność po prostu, nie? Jednocześnie ja nie miałam nigdy wrażenia, że ktoś mi zagraża, ale nie umiałam tego z niczym połączyć. A zwłaszcza jak te jakby istoty zaczęły po prostu przekazywać mi telepatycznie różne przekazy.
To było dla mnie dosyć wstrząsające, bo ja wychowałam się w domu, który zbudowała siostra mojej prababci. Taki to był z lat dwudziestych dom, taki... Dwudziestolecie międzywojenne. No i sytuacja była taka, że podczas wojny musiała opuścić ten dom, bo tam żeś-- zostali usadowieni Niemcy, jak to zwykle w Polsce bywało. I ja miałam wrażenie, że te istoty, które do mnie przychodzą, przychodzą mnie po prostu przeprosić za wojnę. I to było dla mnie takie dosyć... No, no niebo... Teraz, jak o tym mówię właściwie, to aż mi się tak głos łamie, nie? Bo, yhm... No więc to były takie sytuacje. No ale ja po prostu niewiele z tym mogłam zrobić. Ale tego typu tematy się rozwijały u mnie, bo miałam dwanaście lat, gdzieś na początku lat dziewięćdziesiątych. To był taki też okres w Polsce takich transformacji.
Moi rodzice też odzyskali jakby prawo do tego starego domu i próbowali jakiś tam swój biznes stworzyć. Zaczęli mieć kłopoty finansowe i ja to łączę z tym dzisiaj, łączę kłopoty moich rodziców, że zaczęły się takie ostrzeżenia w tym domu, które ja odbierałam. Na przykład stojąc w kuchni, na przykład tam, nie wiem, zmywałam naczynia, widziałam przez korytarz, żeKlamka od, yy, drzwi wejściowych w tym domu zaczyna po prostu falować. To nie, że ona się poruszała, jakby ją ktoś naciskał. Ona się fal-falowała, jakby była po prostu z gumy.
I zawołałam tatę. I faktycznie on też to widział, że każdym razem jak, jakby nasza uwaga szła w tamtą stronę, ta klamka po prostu zaczęła szaleć. No i po prostu miałam taką sporą zagwozdkę. Nie, nie umieliśmy tego w ogóle z niczym skojarzyć.
Po prostu się to wydarzało i te drzwi, mm, to była taka żeliwna klamka. One często wydawały dźwięk, jakby ktoś wchodził i wychodził. I no był taki okres, po czym to ustąpiło jakoś po paru latach. Ale te dźwięki tej klamki to było tak często, że my mieliśmy taką papugę. To była taka mała falista papużka, ale mieliśmy ją od małego i ona bardzo dobrze naśladowała dźwięki. I ona też zaczęła na-naśladować dźwięk tych drzwi. Tak często to słyszała, że zaczęła to naśladować aż.
No ale sytuacja się jakby rozwijała u mnie dalej. Dlatego, że mówię cały czas od początku lat dziewięćdziesiątych. I to był też moment, kiedy wyjeżdżałam często do siostry mojej babci, która mieszkała w takiej miejscowości niedaleko Krakowa. I ona zmarła i też sprzedawała moja ciocia po niej dom. I tam była taka sytuacja, że pojechaliśmy tam z moją koleżanką po to, żeby po prostu mieć takie jakby a'la wakacje. Byłyśmy wtedy jeszcze dziećmi.
Moja kuzynka była od nas starsza. Ja z moją koleżanką byłam razem, razem z nią. No i była taka sytuacja, że ponieważ ten dom był cały taki do sprzedaży, oczyszczany z mebli, tam był strych, duży ogród. No i tam było fajnie, można się było pobawić, pomyszkować. I ja z moją koleżanką poszłyśmy tam na strych. Ja tam jako dziecko, jak tam przyjeżdżałam jeszcze jako całkiem małe dziecko nie wychodziły on tam na strych, bo tam zawsze było zamknięte, pusto. Po co po schodach pójdziesz i tak dalej. I my tam poszłyśmy wtedy. I pamiętam, że poczułam, że tam straszny jest jakiś smród niewiadomego pochodzenia w ogóle. Nie mogłyśmy znaleźć w ogóle źródła tego smrodu. Moja koleżanka też to czuła, ale nikt poza nami. Ale to był taki zapach. Wie pan co? Mi się to kojarzyło, jakby ktoś gotował obierki albo jakieś takie buraki powstawne. Taki zapach takiej jakiejś okropnej zupy w ogóle. Ale to był zapach.
Czasami gaz ziemny wydaje mi się też tak pachnie. Tam gazu nie było. Wydaje mi się, że to bardzo przypominało nie taki zapach metanu jak jest z butli. Tylko to był zapach taki ach, jeszcze jakoś, jakoś to inaczej pachnie, ale nie wiem. Tak jakoś mi się kojarzyło.
No ale nic nie znalazłyśmy. Tam nic nie było takiego, gdzie by się gaz ulatniał, chociaż nawet szukałam. No i zjadłyśmy wszystkie meble do kuchni na dole. I tam też spałyśmy. I był taki moment, że rano dziewczyny postanowiły, że pójdą do sklepu, a mnie się nie chciało wstawać. To było jakoś tak. To był lipiec.
Ciepło było na zewnątrz jasno. I one mnie zostawiły i powiedziały: „A to jak nie, to jak wrócimy, to zjemy śniadanie i tak dalej. A ty sobie śpij, jak ci się nie chce wstawać". No i ja zasnęłam. I ja śpię w tej kuchni i słyszę w moim śnie, że ktoś idzie, że po prostu w tym domu śni mi się, że ktoś idzie, że słyszę kroki. I obudziłam się. Ale kroki słyszałam dalej.
No i zrozumiałam, że ktoś się po prostu zbliża w moją stronę. Kuchnia miała drzwi na korytarz i to były przeszklone drzwi, więc jakby siedząc na łóżku w kuchni ja mogłam zobaczyć na korytarz poprzez te drzwi. No i słyszę te kroki, leżąc dalej.
I pomyślałam sobie, co ja mam teraz zrobić? Bo wiem, że to nie jest człowiek. Dlatego, że nikt nie mógł wejść do tego domu. Wszystko było pozamykane. Dziewczyny poszły do sklepu. Ja zostałam sama. Nie było, nie było możliwości, żeby tam ktoś wszedł. Poza tym słyszałabym może jakieś drzwi od z werandy albo. I tak leżę, słyszę, że te kroki się zbliżają i myślę sobie albo się popatrzę w te drzwi i coś tam zobaczę, albo się będę zastanawiała resztę życia, czy coś tam było czy nie. No, ja postanowiłam usiąść i wtedy w drzwiach się pojawiła taka sylwetka, no taka ludzka, po prostu jak człowiek. Tylko że przez te szklane drzwi widzi się kolor. Jeżeli ktoś jest to to był cień. No więc jakby to nie jest. To nie był koniec jakby niespodzianek, dlatego że ja poczułam w pewnym momencie taką trochę swobodę, bo ta sylwetka przekręciła głowę i tak jakby stanęła za tymi drzwiami i tak jakby patrzyliśmy na siebie w pewnym sensie. To były takie wyraźnie oddzielające się od tła rysy postaci ludzkiej tak? Tak, to był zarys postaci, ale nie widziałam ani ubrania, nic. To było po prostu. To było po prostu. To było po prostu ciemne, ale z ruchów zupełnie jak człowiek. Tak jakby przekręcił głowę. Patrzył na mnie.
Ciężko powiedzieć, czy to był mężczyzna, czy kobieta. Tak jakby to nie miało w ogóle znaczenia wtedy. Nie jakoś wybitnie wysokie, no bo drzwi były takie no, pewnie ze dwa metry miały drzwi. Oprawa szklana była pewnie troszkę mniejsza niż wysokość drzwi. To się mieściło tak akurat. Myślę, że to taki wzrost dorosłej osoby. Nie za małe, nie za duże. Tak akurat. Człowiek. Tylko że głupia sprawa, bo nie było widać koloru ani kto to, tylko było całe czarne. No i w pewnym momencie ja poczułam, że mam telepatyczny kontakt z tym czymś.
I byłam zaskoczona, dlatego że miałam poczucie takiego żalu, tęsknoty za materią tej osoby.Tak jakby patrzyła na mnie z taką zazdrością, że ja jestem w materii, a on nie. I na dodatek na koniec dostałam jakby taką myśl, że jesteś okłamywana, jesteś okłamywana i w ogóle nie ma czasu i w ogóle nic nie ma. To był taki defetyzm, taki po prostu takie poczucie takiego rozczarowania ze strony tego czegoś. Taki defetyzm.
Co mnie dziwi, bo często się słyszy, że tam nie wiem, jakiś kontakt ze zmarłymi, że te zmarłe osoby są zadowolone, że one czują jakieś tam, nie wiem, odkrywają coś, jakieś nie wiem, połączenie z innymi, że są w takiej jakiejś błogości. No nie w tym wypadku.
Ogromny defetyzm i poczucie takiego przegranego trochę może życia nawet. Nie mam pojęcia, co to było do dzisiaj. Nigdy się nie dowiedziałam. W każdym razie ta sytuacja skończyła się tak, że ja po prostu siedziałam i czekałam.
I ta osoba jak sama osoba w tym momencie po prostu się odwróciła i rozsunęła się w powietrzu i te kroki ustały. A czy masz podejrzenia? Jak rozumiem, że to mógł być jakiś taki któryś z wcześniejszych lokatorów tego domu? Tak, tak. No niewykluczone. Niewykluczone. Bo też jest coś takiego, że wiele takich jest sytuacji, gdzie zmarli na przykład no z jakichś różnych tam powodów są zagubieni, ponieważ nie zdają sobie na przykład sprawy z tego, że nie żyją tak? No w każdym razie to była taka historia, która sprawiła, że ja się tak przestałam trochę interesować w ogóle nauką taką w szkole. Zaczęłam bardzo dużo tak kwestionować różnych rzeczy i w ogóle przestałam w krótkim czasie chodzić do kościoła po tym.
Zaczęłam się interesować w ogóle no wtedy ezoteryką to nie, ale trochę filozofią tak ogólnie i liceum wiadomo tam jakieś... Nawet czytałam jakichś takich klasycznych filozofów i tak jakoś się zafiksowałam się na tym temacie.
Wiadomo, jakieś takie paranormalne rzeczy też gdzieś mi się obijało o uszy, ale w latach dziewięćdziesiątych to, to było tak trochę. Ja nie czytałam wtedy Nieznanego Świata za bardzo. Ja nie wiem nawet, w którym roku się ukazały te gazety. No tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty rok to jest właśnie początek działalności oficjalnie już Nieznanego Świata. Wtedy właśnie po przemianach ustrojowych w Polsce wyskoczyło kilka takich czasopism. Był Nieznany Świat, było też Jest tej Ziemi, które po czasie zmieniło się w Z tej i nie z tej Ziemi z tego, co pamiętam, a które później wyewoluowało w Czwarty Wymiar. Też był Faktor X.
Tak, tak. Wszystkie wróżki i tak dalej. No i była ta historia ze skandalami. To był oczywiście brukowiec. O tak, tak. Także tego nie porównuję z Nieznanym Światem. Ale, ale te skandale gdzieś pamiętam najbardziej. I trochę to czytałam i tak próbowałam to jakoś wszystko skleić.
Trochę czytałam o astrologii i tak w sumie byłam w tym wszystkim jakoś tak nie wiem, zagubiona, ale zmieniło się to, bo ja jak miałam siedemnaście lat już to pojechałam na taki obóz letni. To były dzieciaki z całej Polski, które się tam interesowały rysowaniem, bo to było troszkę z myślą może o zdawaniu na studia na takie artystyczne kierunki. No i byłam w pokoju z dziewczyną, która była pół Rosjanką, pół Ukrainką.
Mieszkała w Polsce, w Łodzi i ja tam wylądowałam w pokoju. I tak się zaczęłyśmy kumplować. I ona do mnie mówi któregoś wieczoru: "Wiesz co, ja ci pokażę coś, bo ja myślę, że ty umiesz widzieć na odległość i ja cię wprowadzę cię w taki trans." Myśmy miały po siedemnaście lat wtedy, nie? "I wprowadzę cię w taki trans i powiem ci, co masz zrobić i ty opiszesz to miejsce, nie?"
No i ona powiedziała mi na miarę naszego kolegę. Data urodzenia i co to było? Imię, nazwisko, data urodzenia, jakiś tam adres. I powiedziała mi: "Opisz jego pokój." No i tak, tak dla zabawy próbowałam sobie to wyobrazić. Ona, ona nie robiła ze mną jakichś specjalnie magicznych sztuczek, ale kazała mi zamknąć oczy i tak trochę na mnie wpłynęła.
No, ja zaczęłam opisywać ten pokój, ale nie jakoś bardzo z detalami, ale powiedziałam jej: "Wiesz co, że ja widzę na ścianie taki obraz, tak jakby sylwetkę człowieka i koło tego człowieka jest pomarańczowa plama. I ja widzę tą plamę.
Jest to okrągła plama pomarańczowa." No i tak po prostu. No tak jej powiedziałam. I ona powiedziała: "Bingo! Dobrze powiedziałaś, bo on ma na ścianie plakat Michaela Jordana i ta pomarańczowa plama to jest piłka koszykowa." I ja po prostu byłam zaskoczona, że ja mogę widzieć. I ona sprawdzała. Parę razy mi kazała opisać różne rzeczy i to się zgadzało. To tak jak tak wygląda, jakby koleżanka ci zafundowała jakąś taką medytację prowadzoną coś. Tak, tak, tak. Czy coś w typie transu, gdzie po prostu no wysyła się jakieś pytanie w eter i odbiera się te różne takie subtelnie docierające sygnały, tak? Mhm. Tak. No i ja zaczęłam po prostu poznawać taką stronę mojego umysłu, która mi miała, bo ja bardzo chciałam sobie odpowiedzieć na to pytanie, dlaczego on mi tak powiedział, dlaczego tak mi powiedział, że nie ma czasu, że w ogóle nic nie ma. Ja to strasznie przeżyłam jako dziecko i moje działania były nakierowane na to, że chciałam zrozumieć, o co chodzi. No i właśnie przez tą buddyjską moją koleżankę.
No właśnie, bo się okazało, że ta Rosjanka praktykowała buddyzm i ona mi powiedziała: "Zacznij medytować, praktykuj buddyzm." I zaczęłam praktykować buddyzm. Będąc już na studiach właściwie, bo teraz już tego tak nie robię. Właśnie parę lat temu odeszłam od tego. Miałam wrażenie, że to się dla mnie zamknęło, ale miałam taką przygodę, że zaczęłam czytać dużo o buddyźmie. Ja przepraszam, bo tak trochę mam trochę tremę.
Czuję to, że tak po prostu tak mi trochę drży głos, jak o tym mówię. Właściwie bez powodu. Po co? Chciałam zadzwonić po to, żebyWłaśnie ludziom dać spokój w obrębie tego, co odczuwają. To, to są wszystko takie bardzo naturalne sprawy, ale wiem, że może moja historia nie jest aż tak ciekawa, jak te różne przypadki, które miałam, więc może wrócę do tego. Ale to się wiąże z tym, że ja po prostu wytracałam ten lęk. Im bardziej poznawałam to, że to, to wszystko nie jest takie groźne, jak się wydaje. No więc co takiego było w buddyzmie? Dla mnie to było takie fajne poznanie, bo przeczytałam tam takie zdanie, że cokolwiek widzisz, cokolwiek jesteś w stanie percepować, już jest w tobie. To znaczy nie możesz zobaczyć do końca tego, czego totalnie nie znasz. Więc taka jest hipoteza, że to, co się nam przydarza, jest tak naprawdę nami, tylko jest jakby w jakiś sposób niezintegrowane, nie? Że jakby nie możesz zobaczyć czegoś, czego już jakby w twoim przeżyciu nie ma. To jest doktryna buddyjska. Oczywiście nie wiem, ona się zgadzać albo nie. Tylko że buddyzm też mówi, że doświadczenie jest pierwsze.
To, jakie się ma doświadczenie, jakby nadaje kolory twojemu zachowaniu, nie? No więc co ma wspólnego z duchami? No bardzo dużo, bo jakby wydaje mi się, że świadomość sprawia, że nie lęka cię taka przestrzeń w ogóle, nie?
No ale dobra, co tam było dalej u mnie. To jest ważne, bo ja poszłam na studia, zaczęłam właśnie w głębi trochę, zwłaszcza, zwłaszcza tybetański buddyzm z Dzogczen, bo tam jest mowa o transformacji różnych elementów w sobie i tak dalej. To jest duża wiedza, ale ja zaczęłam po prostu trochę widzieć, że dzięki mojej woli ja mogę się zabezpieczać przed wpływami z zewnątrz. Najprościej mówiąc, bo poszerzała się moja świadomość. Ale spotkania i właśnie spotkania z różnymi istotami nie wybijały mnie tak z rytmu. Chyba do tego zmierzam, że zaczęłam mieć jakby lepsze... Lepiej nawigowałam w ogóle w życiu, bo nie czułam się taka rozproszona. Zaczęłam widzieć, że bardzo ważne to, żeby praktykować takie uziemienie i żeby wdrażać takie rzeczy. No ale następnym rozdziałem tej historii to jest taki, że miałam, można powiedzieć, że duchy pomagały mi w związkach z ludźmi. Były różne takie na początku śmieszne historie, bo zamieszkałam na studiach, wyjechałam z mojego rodzinnego miasta, zamieszkałam w Krakowie i wynajęłam mieszkanie, gdzie się oczywiście okazało, że jest starsza pani, która tam mieszkała i do końca się nie wyprowadziła, a przynajmniej ze mną szukała kontaktu.
I miałam takie sytuacje, że ja zasypiałam i czułam, że ktoś się nade mną pochyla i tak jakby wręcz tak, jakby mnie chciał pocałować nawet. Słyszałam aż taki dźwięk warg, ale to był taki, to było takie coś opiekuńczego. Nikt mnie nie zaczepiał jakoś negatywnie. To było mega opiekuńcze. Zresztą nigdy mi się nie zdarzyło, żeby jakiś duch zrobił coś złośliwie albo mnie straszył, albo nigdy coś takiego nie było.
Bardziej zawsze opiekuńczo. W każdym razie była taka sytuacja, że ta pani starsza przyśniła mi się, że siedzimy w kuchni i ona mi powiedziała, że ona sobie nie życzy, żeby chłopak, z którym ja się spotykałam, żeby przychodził tam do domu, że sobie po prostu nie życzy. No i ja powiedziałam w tym śnie, bo ja nie miałam coś takiego, żebym ją faktycznie zobaczyła tam. Powiedziałam jej, że w ogóle mało mnie to obchodzi co ona myśli, coś w tym guście. W każdym razie nie odpowiedziałam uprzejmie i zaowocowało to tym, że ja kiedyś przyszłam do uczelni i lustro spadło ze ściany.
Tylko że bardzo ciekawe, że ono spadło dlatego, że jeżeli coś spada z gwoździa, jest na nim zawieszone, to ja sobie wyobrażam, że może lustro jest uszkodzone w sensie tego wieszadełka, że ta rama, bo to było lustro takie z lat sześćdziesiątych, że była taka żeliwna oprawa jakby.
I na tej oprawie to lustro wisiało. Nie było niczego jakby z tyłu, tylko takie były, jakby po wykręt, jakby to powiedzieć, takie płaskie, metalowe wypustki. I one tworzyły tą ramę i to było zawieszone na tym. No i lustro spadło, rozwaliło się.
Tylko że w ogóle ta rama nie była, nie była przerwana ani nic. To tak, jakby było, jakby ktoś go zdjął i rzucił nim o ziemię. Więc stwierdziłam, że to jest taki trochę... Miałam wrażenie, że to jest trochę taki znak. Nic nie było uszkodzone, żadne zawieszenie na ścianie, nic. Po prostu tak, jakby ktoś je zdjął i mówiąc po śląsku ciepnął nim o podłogę, tak?
Dokładnie. Dokładnie. No bo często to też tak może być, że no nie wiem, lustro, nie wiem, się osunie i tam no po prostu w drobny mak oczywiście poszło, ale no nic nie było uszkodzone, nawet ten gwóźdź. On został w ścianie. Więc dostałam wtedy takiego szoku, jak to zobaczyłam, bo czułam ewidentnie, że ona po prostu chce mi coś powiedzieć bardzo mocno. I później tak się zdarzyło, że ja jednak doszłam do wniosku, że faktycznie warto zerwać kontakt z tą osobą. Później ten typ wylądował w więzieniu, jakby już nieważne za co, ale był wysoce niewłaściwą osobą. No to tak brzmi jakby ta pani, jakby ta wcześniejsza lokatorka tego mieszkania jakby w jakiś sposób wyczuła, co to za ziółko, kolokwialnie mówiąc, tak?
Jego naturę. Tak, tak, tak, tak, dokładnie. Więc to była taka historia, ale tak jak mówię, nigdy mi nie dokuczała. Chciała mi tylko dać do zrozumienia, że po prostu no nie życzyła sobie tamtego typa w domu, więc w końcu jej posłuchałam. Ale, ale no lustro się rozwaliło. Naprawdę to było słabe. Więc to było tak.Miałam jeszcze w różnych miejscach mieszkałam podczas studiów. No już mi się takiego nic nie zdarzyło, ale chciałam opowiedzieć też mój sen, bo wydaje mi się, że to jest ważne, żeby to powiedzieć. Jak miałam piętnaście lat, to miałam taki sen, że czytam jakąś, dostałam jakąś książkę i jakby czytając ją tak jakby miałam takie, zaczęłam widzieć jakby ten papier, jakby atomy tego papieru i tak jakbym się tak poszerzyła bardzo świadomość w tym śnie i widziałam normalnie te cząsteczki i to mnie tak wciągnęło. Ja mówię: "Wow, jakie to jest fantastyczne".
I jak to zobaczyłam i się wciągnęłam jakby w ten rozszerzający się obraz tego papieru. Miałam wrażenie, że coś się do mnie zbliża takiego po lewej stronie, jakby że coś. Im bardziej ja się wkręcam w to, tym bardziej ta zła energia do mnie podchodzi. Czuję, że ona jest bardzo zła i w pewnym momencie ja widzę takie teksty i ja zaczęłam je powtarzać. Ja pamiętam pierwsze zdanie, które miałam do przeczytania i pamiętam, że to było, że nie ma nadziei.
Nigdy nie ma nadziei. Ja to powiedziałam i im więcej czytałam tych zdań, ja już więcej nie pamiętam, ale to były takie negatywne rzeczy. Takie coś, że à propos takiej różne takie wartości, które są dla człowieka ważne, to to było kwestionowane tam bardzo na nie.
I im dalej ja szłam w ten tekst, tym ta energia była bliżej. Ja w pewnym momencie poczułam taki bardzo duży dyskomfort i ja powiedziałam: "Nie". Powiedziałam po prostu: "Nie". I wszystko zniknęło. I pomyślałam sobie, że to jest niesamowite.
Ja sobie to zapamiętałam na resztę życia, że czasami coś może ci się wydawać, że jest groźniejsze od ciebie i więcej może, ale twoje małe, głupie "nie" potrafi zatrzymać wszystko. No bo to było takie właściwie można wysnuć wniosek działanie obliczone na obniżenie tobie wibracji do pewnego poziomu, jakby żeby, który rezonował z tą istotą, cokolwiek to było, tak? No teraz jakby ja mogę tak sobie to wytłumaczyć, ale wtedy jakby nie zdawałam sobie z tego sprawy, nie? No to jeszcze był taki moment, gdzie jakby wielu rzeczy nie rozumiałaś tak.
Nie, nie, nie, nic nie rozumiałam. I to właśnie było takie chodzenie po omacku bardzo wiele, wiele lat. I to bardzo takie było męczące. No ale zawsze ja po prostu zawsze mam jakieś wsparcie, cały czas, cały czas. I czasami, jeżeli czuję takie wyłączenie, że jakby ja lubię sobie oczywiście tam, ach, mam taką tendencję, że lubię się popatrzeć, co tam będzie. Lubię tak wyglądać i czasami dostaję po łapach jakby nie, jakby nie dostaniesz informacji.
Nie teraz. Możesz się na przykład skupić na tym, nie wiem, żeby popracować, zająć się ludźmi z pracy, zająć się swoimi obowiązkami, a nie że po prostu cały czas się tam wychylać, nie? No ale oczywiście moje historie zawsze się wiążą, że to jest jakiś dom i ten dom ma jakąś dla mnie historię, nie? Że te domy lubią mi opowiadać o sobie. No i tak też bywało.
Taką miałam fajną historię. Mieszkałam wtedy z moim chłopakiem byłym. Mieszkaliśmy, no, wynajmowaliśmy drugie piętro. Na pierwszym piętrze były jakieś osoby. Ja nie jestem za bardzo przewrażliwiona na tym, żeby zmieniać głos albo, ale wolałabym nie opowiadać, gdzie te miejsca były. Takie to jest takie moje zastrzeżenie. No i w każdym razie w tym domu ja zauważyłam, że no bo wtedy mój chłopak często gdzieś tam wyjeżdżał i jak go nie było, to ja wiecznie słyszałam, że po mieszkaniu w nocy chodzi ktoś. Że są jakieś kroki. Ja w łazience miałam wrażenie, że po prostu coś wisi normalnie nade mną.
Po prostu. Tylko że tak jak mówię, ja nigdy nie miałam takiego poczucia opresyjności. Ja byłam skłonna, jak zobaczyłam coś, to ja po prostu aż bym za tym poszła. Ja po prostu miałam jakieś takie. Ja miałam coś takiego, że duchy, duchy uciekają przede mną wręcz, bo ja po prostu. Ja mogę za nimi po prostu posłać energię i je wszędzie zatrzymać. One nie chcą czasami. Teraz trochę tak bywa. No i myślę sobie: "No to skontaktujcie się ze mną, kto tu jest, o co w ogóle chodzi?" Ale ja dostawałam takie informacje, że jak mój chłopak jest, to one tak nie chcą, że on jest taki m-m. I ja dostawałam różne. Już nie jesteśmy razem już wiele lat, ale że on ma jakąś taką energię, że nie, nie, że nie pasowało. No ale mam sen którejś nocy i widzę, że w tym mieszkaniu normalnie siedzimy sobie. No Sofie, ja i taki starszy pan z żoną. I oni są tak przy ubrani tak trochę, no powiedzmy jakby może w latach trzydziestych, czterdziestych. On ma taką futrzaną czapkę jakąś. No ale ta pani to ja patrzę. Trochę jest problem, bo ona ma takie jej ręce są takie jakby u kota jakieś takie, jakby miała takie zezwierzęcone ręce pokryte futrem, pazurami. I ten człowiek mówi do mnie ten mąż tej pani mówi do mnie: "Ja już nie mogę znieść jej rąk. Po prostu już nie mogę patrzeć na jej ręce, nie?" I no ja mówię sobie, że po prostu to jest już dla mnie taka abstrakcja, że ja nie wiem, jak ja to mam rozumieć, ale powiedziałam im: "Jeżeli chcecie, żebym ja odkryła, o co chodzi, to musicie mi trochę pomóc, bo ja nie mogę nigdzie iść i się pytać, czy ktoś tu miał zezwierzęcone ręce. Jakby sami rozumiecie." No i nie trzeba było długo czekać. I była którejś nocy burza, która zwaliła drzewo w ogrodzie. A tutaj muszę powiedzieć, że my mieszkaliśmy na takim jakby zboczu. To była taka działka.
Ten dom był na szczycie jakby tego zbocza, a trochę poniżej była działka i dom córki tych państwa z mojego snu, jak się później okazało, bo oni po prostu wynajmowali dom rodziców, a sami wybudowali sobie drugi. No i tam mieszkała z mężem. No i po prostu wynajmowali ten dom. No i jak się zwaliło to drzewoTo może nie wiem, jak to powiedzieć, żeby tu nie pomieszać, bo tu jest tyle osób w tej historii. No w każdym razie właśni-, powiedzmy no tak: właściciel tego domu, w którym mieszkaliśmy, poszedł i zaczął rąbać to drzewo, które się zwaliło, rąbać je na kawałki. Po prostu sprzątać je z ogrodu po tej burzy. No ja wróciłam z pracy i zaczepiłam go. I mówię: "Oj, masz po prostu ekstra, ekstra jeszcze robotę po pracy, że musisz sprzątać drzewo ze ogrodu". A on mówi: "Nieee, ja teraz już jestem na emeryturze. Mam czas, nic mi nie przeszkadza, mam czas. Posprzątam to wszystko. Nie ma problemu. Nie musisz się tym martwić". A ja mówię: "A jak żona? Jak żona twoja?" A on mi mówi: "Wiesz, ona już jest dawno na emeryturze, dlatego że ona odziedziczyła po swojej matce chorobę genetyczną rąk i ona już od lat nie może pracować". I ja mówię: "Chorobę genetyczną?". A on mówi: "No tak". I tak się skrzywił i podniósł rękę i tak poruszał palcami i mówi: "Wiesz, te stawy, ona ma przekrzywiane, ale jej matka miała jeszcze gorzej. Ona to ma po swojej matce". No i tak się dowiedziałam, co może znaczyć mój sen. Takie historie. Właściwie nie było w tym żadnego celu, tylko to, że żeby ze mną nawiązać taki kontakt trochę, nie? Bo ja nie potrzebowałam tej historii do niczego w zasadzie, nie? No taki jakby znak z jakiejś innej sfery, który się zweryfikował.
Bardzo. Ale widzisz, chodzi o to, że jak różne historie siedzą w tych domach, jak to bardzo siedzi, nie? Że ktoś się z czymś nie mógł pogodzić albo nie mógł czegoś znieść. Takie różne takie meandry, takie meandry losu. No można powiedzieć, można pospekulować, że to była też taka sytuacja, która jakby się nagrała w murach tego domu, że to tak ujmę. Bo jednak posiadanie takich zniekształconych rąk, dłoni to jest jednak pewna niepełnosprawność, tak? To jest pewien dyskomfort. Mhm, tak. Dla niektórych dosyć duży. Tak, tak.
Mógł być, mógł być dyskomfort. W każdym razie to był dom. Bardzo mocno oni tam się przejawiali. Ja właśnie nie widziałam tych państwa, ale ja w tym mieszkaniu widziałam tak połowę takiej młodej kobiety, jak normalnie przemieszczała się po mieszkaniu. I ja się później dowiedziałam, że ta właś-, ta pani, jakby ci państwo z mojego snu, oni mieli dwie córki. Jedną znałam, a druga zmarła bardzo młodo.
Druga zmarła bardzo młodo i ta siostra, którą ja znałam, nie mówiła o niej jakoś pozytywnie. I też już nie drążyłam tej sytuacji, ale w tamtej rodzinie było dużo takiej goryczy. Ja nie wiem czemu. Tylko że wracając jakby do mojego dylematu cały czas by- to było na przykład to, że na przykład będąc tam w salonie widziałam na przykład mojego chłopaka, jak siedział przy stole i czytał, a za nim widziałam ducha jednocześnie.
I myślę sobie: ja cię kręcę po prostu, jak ja to mam połączyć? Ja czułam, że to jest po prostu za dużo siły dla mojego mózgu, że cały, że te kontakty one kosztują. To jest wydatek energetyczny. Ja się z tym oswoiłam i myślę sobie: po prostu czad. On tu siedzi, a ja widzę jak za nim.
Po prostu ja mu nawet nie mówiłam tego. On nie był na to wrażliwy w ogóle. I ta kobieta, ona po prostu przesuwała się i myślę sobie: ona w zasadzie jest piękna. Ona ma w sobie dużo więcej gracji niż w ogóle żywi ludzie niekiedy. Bo to, co mnie zawsze uderzało, że to faktycznie wygląda absolutnie dokładnie tak, jak normalnie. Nie było nic takiego. Te ruchy były tak jak ludzkie, nie? To było fajne, takie być z tym razem. A to z wyglądu były jakby postacie bardziej tak współcześnie ubrane czy bardziej jakby z wcześniejszych czasów? Wcześniejsze. Trochę takie lat-- troszkę tak z...
Ona, ona miała na sobie na przykład fartuszek. Teraz kobiety nie noszą fartuszka po domu, nie? No moja mama jeszcze, jeszcze nosiła za młodszych lat. No widzisz, widzisz, widzisz nosiła, nie? Taki kieratowy fartuszek. No ale to wskazuje no nie na lata dziewięćdziesiąte, tylko wcześniej, nie? No to już, to już raczej rzadziej jest jakby stały element ubioru. Moja babcia też nosiła.
Mhm. No więc to były takie historie. Na szczęście ostatnimi czasy nie widzę aż tak sylwetek, tylko widzę takie iskry. To mi bardzo, bardzo dużo mówi. Jak widzę na przykład jak się taka iskra pojawia, na przykład jak rozmawiam z jakimś człowiekiem, na przykład mam spotkanie w pracy i nagle, to znaczy jak zaczynam widzieć aurę u kogoś, to wiem, że ta osoba mi ufa, że się chce otworzyć, bo ja nigdy specjalnie nie próbuję, ale te po prostu ktoś potrafi eksplodować kolorem w moim towarzystwie. Ale to nie są jakieś optykowe historie, tylko po prostu takie mentalne rzeczy i mogę bardzo dużo powiedzieć o tej osobie wtedy. Takie jakby manifestacja aury, która się zmienia u tej osoby w danym momencie, tak?
Tak. Ja widzę taką mentalną aurę, bo przypuszczam, że ich jest kilka, a ja widzę na takim poziomie, takim kognitywno-emocjonalnym można powiedzieć. I to się u mnie rozwijało stopniowo, bo jak miałam kilkanaście lat, to mój kuzyn mi powiedział: "Wiesz co?
Ja myślę, że ty możesz widzieć aury, bo ja to czułem. I ćwicz sobie i patrz się w ciemności". I wydaje mi się, kurczę, że to nie zależało od tego, że ja wytężam oczy, tylko że ja wytężam intencję i że jeżeli, jeżeli ja mogę wyrażać taką intencję, to to się zaczyna faktycznie się jakoś tam otwierać. Ja mam do tego dostęp w jakiś sposób. No i cały czas dla mnie praktykowanie medytacji było taką formą uspokajania umysłu. Bo jak się ma spokojny umysł, to się momentalnie otwiera samo.
Tylko trzeba mieć spokojny umysł. I wiele osób się tak kojarzy, jak ludzie mówią, dzwonią do was, opowiadają historie, że prowadzili auto i nagle coś sięZmienił się im stan świadomości. Byli spokojni, bo byli spokojni. Często jak jest tak nie wiem, ktoś jest w lesie, zaczyna się wyłączać, nagle coś widzi, coś po prostu nie może przeżyć i zrozumieć później, co to było, nie? I to są takie momenty, kiedy ludzie jakby tracą taką tą logiczną spinę. To jest oczywiście taka moja hipoteza trochę do świata ja i absolutnie myślę sobie kurczę, teraz jest, musimy naprawdę walczyć o to, żeby zachować w sobie tą predyspozycję, nie? Bo tak to łatwo jest zakłócić. To jest tak wszystko kruche, bo to, o czym ja mówię, to nie jest jakieś science fiction.
Te obrazy nie były. To się działo wszystko niezwykłe, co widziałam, działo się zawsze spokojnie, zawsze w ciszy. Nie było jakiejś, nie wiem, no nic spektakularnego. Jakbym nie była jakoś skoncentrowana, to może bym nie zauważyła tego. No cisza i skupienie to jest taki właściwie to są takie to stwarza idealne jakby warunki do dostrojenia się do pewnych innych tam częstotliwości i odbierania tych sygnałów, tak? Tak mi się wydaje. Tak mi się wydaje, no.
Odnośnie tych wypadków z na przykład kierowcami, to mówi się też w innej wersji, że po prostu coś wpłynęło na ich świadomość, zmieniło im jakby sposób postrzegania świata na jakiś czas, tak? Tak. I też to skutkuje takimi właśnie zdarzeniami jak opisane w tej mówmy świadkowie. Tak, tak naprawdę to.
To jest też ciekawe. To jest ciekawe właśnie. Też miałam taką historię, w której w kręgu moich znajomych pojawił się jeden człowiek i miał pomóc mi w czymś po prostu w domu. Więc ja jakoś tam nawiązałam z nim kontakt. Miałam do niego numer telefonu, rozmawialiśmy. No i zdarzyło się, że ja szłam na metro po prostu tutaj u mnie i po prostu są schody, schody do metra, więc ja biegłam po nich i nagle czuję, że coś mnie pcha za głowę.
A to nie było takie śmieszne, bo to były schody były lekko oblodzone, to był listopad i czuję po prostu coś pcha moją głowę i skupiam się i mówię: "Słuchaj, ja mówię, zrzucisz mnie, o co ci chodzi?" Ja mówię: "Nie pchaj mnie". Ja jakby o co chodzi, nie?
Chciałam się dowiedzieć. No i dostaję wiadomość, że to chodzi o tego gościa. I myślę sobie o Jezu, znowu ostrzeżenie, że coś mam nie robić, ale czuję właśnie, że nie, nie, nie, że to nie jest nic złego, tylko żebym się zainteresowała, bo tam mogę pomóc, jeżeli jest jakiś problem. Ja mówię okej, okej, to ja się zainteresuję. I odpuściło. Nie ma pchać, ale naprawdę wyobraź sobie idziesz po schodach, ktoś ci pcha za głowę i kurczę, no to mnie no czuję, że to jest takie duchowe, że to nie jest atak migreny, nie? Po prostu ktoś ci łapie rękę i cię pcha. No i ja myślę sobie no, ja nie powiem tego temu człowiekowi, ja go po prostu nie znam i po prostu nie mogę wypowiedzieć się czymś takim, ale czuję, że mnie to bardzo gryzie. To muszę to poruszyć ten temat. No jak zwykle czekam jakby na okazję. No i ten człowiek jest u mnie coś tam reperuje i mówi do mnie w pewnym momencie: "A wiesz, że u mojej matki w domu straszy?" I ja mówię: "Co ty nie powiesz?" I tak gadka smatka.
Porozmawialiśmy. Ja się w końcu odważyłam opowiedzieć tą historię. Coś mnie pchało za głowę i pytam się może ty wiesz, który był? A on patrzy na mnie i po prostu się zrobił biały na twarzy aż. I opowiedział mi, że jego chrzestny zmarł i w dzień, w którym miał być pogrzeb, on się obudził rano i czuł, że nie może wstać, bo czuł, że ten chrzestny stoi koło niego i trzyma go za głowę. I mówi: "Nie mogłem głowy podnieść w ogóle, tak mnie trzymał mocno i wiedziałem, że to jest on". Powiedział mi, że był tyle lat przerażony tą sytuacją, że się na zdjęcie tego chrzestnego popatrzeć nie mógł. A to jest ktoś, kto go pilnuje.
Ktoś, kto mu bardzo dobrze życzył i wiedział, że będzie miał problemy i poprosił mnie, żebym wpłynęła na pewne sytuacje. A wiadomo coś o tym, jak ten chrzestny się zachowywał, czy też w ogóle jaki był za życia? Ja niewiele o tym wiem, ale nie było nic. Ja w każdym razie nic negatywnego od niego nie czuję. To był człowiek, który pracował na pewno był rolnikiem, jeździł traktorem. Ja go tak widzę przynajmniej.
Bardzo taki raczej serdeczny, ale ja próbowałam jakby, jakby go podpytać, dlaczego on z tą ręką, czemu tak ten. A on mówi, że on czasami musi docisnąć, bo to jakby zrobił za lekko, to nie dotrze. No i tak ja właśnie trochę.
O Jezus, to jest zabawne, ale on właśnie taki jest zabawny, taki zabawny typ. Przepraszam mi się śmiech zajdzie pomyśle, no. Ale lubi docisnąć. No czasami niektórych trzeba. A tak. No, no, no tutaj trzeba było docisnąć. On nie przesadziłem trochę, ale szybko się to wszystko skończyło.
Tutaj sobie na wcześniejszych etapach rozmowy zapisałem takie pytania odnośnie wcześniejszych zdarzeń przez Ciebie przytoczonych. Tutaj mam to pytanie o ten dom, w którym spędziłaś młodość i do którego odzyskaliście prawa po przemianach u nas ustrojowych. Czy wiadomo coś o możliwych zdarzeniach przedtem w tym domu, zanim się tam zainstalowaliście? Przedtem nie wiem nic o paranormalnych sytuacjach, ale historię rodziny znam, bo moi rodzice odziedziczyli ten dom dlatego, że to był dom siostry mojej prababci i ona nie miała dzieci. Jej córka adoptowana córka zmarła, a druga została zakonnicą. I taka trochę historia, no ale nikt mi nigdy nie opowiadał, żeby tam się coś stało.
Natomiast od małego wszyscy mi zawsze mówili, że mój dziadek był medium i moja babcia ze strony mamy też, że oni mieli takie inklinacje. Nigdy nie robili z tym nic konkretnego, ale że podobno mój dziadek miał przed wojną kontakty z ludźmiKtórzy zajmowali się właśnie, no nie wiem do końca czym, ale takimi jakimiś ezoterycznymi rzeczami. No i była taka historia u mnie w rodzinie, że oni się z nim kontaktowali już jakby po śmierci i w czterdziestym drugim roku podobno oni się przyśnili mojemu dziadkowi i powiedzieli, że Hitler przegra wojnę, żeby on się nie martwił.
I mój dziadek jakby nie uwierzył im, bo w czterdziestym drugim roku nikt nie mógł sobie wyobrazić, że naziści się mogą cofnąć. No i że on jakby tra-stracił kontakt z nimi. Ale słyszałam takie historie właśnie o moim dziadku, że on taki był ze strony ojca, tata no. Więc w mojej rodzinie są osoby, które mają różne takie... Są otwarte na takie historie bardzo. Do tego stopnia, że jak ja coś opowiadałam, to wszyscy tak to bagatelizowali. Ja jak byłam mała, to ja myślałam, że to wszyscy tak widzą. No z dziadkiem to jest to, co teraz powiedziałaś o dziadku. To jest bardzo spójne z tym, co w ogóle z tym, że spirytyzm i szeroko rozumiana ezoteryka były bardzo popularne w Polsce w czasach międzywojennych, tak? W ogóle czasy wojenne i takie okołowojenne mają to do siebie, że bardzo wtedy z jakiegoś powodu rośnie zainteresowanie tą sferą, tą, którą nazywamy dzisiaj paranormalną, sferą duchową. Po pierwszej wojnie światowej na przykład bardzo mocno się rozwinął spirytyzm. Były seanse spirytystyczne, żeby w celu nawiązania kontaktu na przykład z zaginionymi żołnierzami.
Tam ktoś z rodziny chciał się upewnić, czy żołnierz żyje, czy nie żyje. Także też ten czas zbliżającej się drugiej wojny światowej też już były takie dosyć niepewne. Wojna właściwie czuło się w powietrzu nadchodzącą. Także też ludzie uciekali jakby w ezoterykę, w tego typu sprawy.
Tak, ale w ogóle cała działalność ojca Klimuszki później, prawda, po wojnie on też bardzo szukał ludzi zaginionych, więc jakby te klimaty były też takie we wczesnym PRL-u nawet, nie? No, nie tylko Klimuszko, wcześniej Osowiecki, czy też Józef Marcinkowski, znany jako Mustafa.
Także dużo było takich mniej lub bardziej znanych jasnowidzów. Troszkę mniej się o nich mówiło za czasów PRL-u, bo jednak PRL mocno zwalczał pewne takie rzeczy, które nie współgrały z komunistyczną wizją świata. Ale no byli, byli. Tak, tak.
Tak, bo o Sowieckim słyszałam, wiadomo. Ale ojciec Klimuszko zawsze mnie tak fascynował właśnie z powodu zielarstwa i takie tam historie. Ja myślę, że też mój dziadek nie wiem, czy go znał, ale jeździł do miejsca, w którym jak żył, to często jeździł do miejsca, w którym nie wiem, jak się nazywał ten zakon, ale wiem, że ojciec Klimuszko tam bywał i do dzisiaj tam bracia sprzedają jakieś ziołowe mieszanki, więc ja nie wiem. To jest taki wątek mojego dziadka dla mnie nieznany. On zmarł, jak ja miałam siedem lat. Nie miałam możliwości się podpytać. No, ojciec Klimuszko z tego, co tutaj się dowiaduję, był franciszkaninem. Tak, ale ja nie wiem, czy on później jakoś nie musiał uciekać i on był, ach, czy tam franciszkaninem? Może franciszkanin to, to nie wiem. To mi się to kojarzy z jakimś innym zakonem, ale no mniejsza o to w każdym razie. No takie wątki w mojej rodzinie są.
Ale nigdy nic nie słyszałam o tym, żeby ktoś w moim domu rodzinnym, żeby tam kto-ktoś coś widział. Może. Ale tak jak mówię, na dzień dzisiejszy jest spokój. Nic tam się nie dzieje na dzień dzisiejszy od lat. Jeszcze tutaj to zdarzenie na strychu, to późniejsze, o którym wspominałaś. Tutaj takie spostrzeżenie sobie zapisałem, że no, gdyby to była jedna osoba, gdybyś tylko na przykład ty to czuła albo jakaś inna jedna osoba z was, to można by to było wyjaśnić jakimiś problemami, powiedzmy neurologicznymi, prawda? Ale gdy czuje to kilkoro dzieci, przy czym czują to dzieci, wyraźnie zaznaczamy, dorośli tego nie czuli, to już to wyjaśnienie odpada. To tutaj bardziej można się skierować ku temu wyjaśnieniu mówiącemu, że młode osoby, dzieci, nastolatkowie mają jakby większy jeszcze wgląd w tą sferę pozafizyczną od dorosłych, tak? Tak, tak. No z punktu widzenia, jaki mam dzisiaj, to rzeczywiście można dojść do takiego wniosku. Myśmy były zaskoczone, że nikt tego nie czuje oprócz nas. Bo dorośli jakby mieli jakiś konkretny powód, dla którego nie zaglądali na ten strych? To znaczy, no bo trochę to wyglądało tak, że kie-kiedy tam mieszkała siostra mojej babci od lat siedemdziesiątych już samotnie, bo jej mąż zmarł w latach siedemdziesiątych. Więc kogo ja mogłam widzieć? Ja się zastanawiałam, czy to nie ten jej mąż albo ona. Nie wiem. W każdym razie tam na górze oni tego nie wyremontowali, bo on zmarł. Tam był balkon bez balustrady. Tam dzieciom nie wolno było wchodzić, żeby się jakaś tragedia nie stała. Tam był nieodremontowany pokój. Takie wszystko tam niedokończone było, nie?
A później ta siostra mojej babci, ona była starsza, jej ten dół wystarczył. Tam były dwa pokoje i kuchnia, i łazienka, więc nim... Tam się po prostu nie wychodziło. Nie wiem, może moja mama tam chodziła, nie wiem, grzyby suszyć. Tam się wynosiło jakieś tam ul rzeczy, takie jakieś jedzeniowe historie, ale był nieużywany był ten strych.
Zahaczyliśmy też w rozmowie o wątki związane z paraliżem sennym i tutaj sobie pozapisywałem też takie spostrzeżenia, że przynajmniej jeszcze w latach, kiedy ja zaczynałem się bardziej aktywnie interesować tą tematyką paranormalną, już prowadziłem stronę, która wyewoluowała w dzisiejsze Radio Paranormalium. Było coś takiego, że to jakby dociekano, czym to te doznania podczas paraliżu mogą być spowodowane, czym w ogóle jest spowodowany ten paraliż senny. No, już w dzisiejszych czasachJakby znamy przynajmniej w jakiejś części mechanikę tego zjawiska, że jakby mózg stopniowo wyłącza wszystkie kończyny i inne części ciała, żeby się nie ruszały, żeby nie dochodziło do wybudzeń. Ale umysł cały czas jest aktywny, jakby nie patrzeć. I spekuluje się, że część przynajmniej tych rzeczy, tych doświadczeń, jakby dźwiękowych, wizualnych może być generowanych przez mózg, przez usypiający mózg. Ale to jakby nie było, też stwarza taką, można powiedzieć, sytuację prawie medytacyjną w jakimś sensie, tak? Że można, jakby to ułatwia nam odebranie przypadkowe czy też nieprzypadkowe jakichś sygnałów spoza fizycznej sfery rzeczywistości, tak?
Mhm. Tak, na pewno. Na pewno, bo ja pamiętam, że miałam takie doświadczenia w medytacji, że miałam wrażenie, że się moje ciało rozciąga. Byłam z zamkniętymi oczami więc, ale miałam poczucie rozciągania i kurczenia i rozciągania i po prostu takiej ekspansji bardzo dużej. To jest niesamowite.
Natomiast to, gdzie jest po prostu jakby, to rodzi trochę brak balansu, bo ja często miałam wrażenie, że w medytacji ja czuję się świetnie, a później w normalnym życiu kurczę, nie układa mi się tak dobrze, że po prostu ta komunikacja, że, że jakby nie do końca to pasuje, że ja się czuję zintegrowana ze sobą. Ale jakby kolejnym takim krokiem, taką pracą, którą ja musiałam zrobić, to było po prostu takie czysto psychologiczne podejście do świata i właśnie takie zakorzenienie się w materii to jest bardzo, bardzo ważne. I jak się ma jakby te dwie strony później rozwinięte, to jest bardzo spoko, ale zanim się to wszystko dopnie, to się człowiek naprawdę musi sporo, sporo nagłówkować.
I pamiętam, że w pewnym momencie stwierdziłam, że okej, że medytacja jest bardzo dobra i do tego wracać, ale że nigdy nie pójdę tak totalnie w taką duchowość, taką w sensie, w sensie taką monastyczną, tak?
Że raczej się nigdzie nie zamknę. Żeby za bardzo się jakby nie wdrażać, jakby za bardzo, że tak to ujmę, nie zostać w tym świecie, w który zaglądamy w stanie medytacji, tak? No przynajmniej to nie jest moja ścieżka. Może niektórym to jest potrzebne, ale ja nie, niekoniecznie. Niekoniecznie.
Będę musiała, będę musiała szukać balansu. Zresztą i tak pracuję z ludźmi cały czas, więc czasami mnie to męczy. Ale właśnie łapię taki balans ostatnio, że już ten introwertyzm mój mnie tak nie dominuje u mnie.
Zawsze byłam introwertykiem, ale nigdy nie byłam tak całkiem, żeby nie mieć znajomych ani też tak źle nie było. To, co jest fajne praca z umysłem pozwala wychodzić z chorób. To jest bardzo fajne. Ja czasami się zastanawiam, czemu ludzie, którzy pracują z energiami, przynajmniej ja się nie spotkałam z tym, żeby może dzwonili do was i opowiadali o tym, jakie mają doświadczenia, bo ludzie robią fantastyczne rzeczy i świat duchowy to nie jest tylko w ogóle tam przepychanki z tymi fantomami, które się ukazują. Tylko jest dużo różnych takich rzeczy, że można swoje zdrowie zgłębiać, swój umysł.
Bardzo dużo wartościowych rzeczy. Te nieprzyjemne sytuacje to jest taki jakiś efekt uboczny, wydaje mi się i brak trochę wiedzy. I ludzie szukają tej wiedzy. Fajnie, jest teraz tyle możliwości, żeby rozmawiać o tym, nie? To jest bardzo, bardzo fajne. Ja bym się nie zgodził z tym, że ludzie nie dzwonią z takimi jakby tematami rozwoju. No ja nie wiem kto dzwoni. Ty wiesz kto dzwoni. Tak. Może nie, może w podcaście "Mówią świadkowie" nie ma zbyt wielu takich historii, ale na przykład podczas spotkań comiesięcznych w Mądrą Institute Polska, które też transmitujemy na Radiu Paranormalium, jak najbardziej takie tematy związane z pracą z energiami są poruszane. Pamiętam też, że we wcześniejszych audycjach, które kiedyś się w Radiu Paranormalium ukazywały, jak na przykład "Świat oczami duszy", jak "Rozmowy poza ciałem" czy też "Czas snu" też bardzo był mocno obecny temat pod tytułem praca z energiami. Także zależy jakiego cyklu kto słucha, można powiedzieć. Okej, dobrze.
Może mi się ciągle przypominają jakieś historie teraz takich może nowszych. Znowu, znowu dom. Tym razem taki, w którym spędzałyśmy Sylwestra ze znajomymi. Wynajęłyśmy sobie chatkę w lesie na Sylwestra.
Ja się tym nie zajmowałam. Ja nie wybieram chatki i stwierdziłam dobra, ostatni raz. Ja nie wybieram chatki, ale pojechałyśmy tam wszystko fajnie. I tak wchodzę do tego domu. To było trochę tak, że na dole była kuchnia, taki przejściowy pokój i salon i jeszcze była sypialnia z boku. No i w tym takim przejściowym pokoju też stało łóżko, takie podwójne łóżko, więc ja wiedziałam, że ja tam nie śpię akurat, bo moja koleżanka była z mężem i oni będą spali na podwójnym łóżku. Tak postanowiliśmy. Ja stwierdziłam, że ja się położę na sofie w salonie, ale przechodząc koło tego łóżka tam była taka sterta kołder. No bo tam jak ludzie przyjeżdżali, to brali sobie tam.
Jeżeli było im zbyt zimno, to dodatkowo to można było wziąć kołdrę. I przechodzę tam koło tego łóżka i mówię: "O Jezus, jaka straszna energia". Ja w ogóle się nawet nie chciałam patrzeć w ogóle tam w tamto miejsce. Tak mówię: "O nie, dobrze". Pies mojej koleżanki, bo byłyśmy tam z dwoma psami.
Pies jednej z nich jest mega wrażliwy i no nie czarujmy się, on warczał na to łóżko. Moja koleżanka mówi: "Co ty, no o co ci chodzi?" Ale ten pies reagował. Ale dobra, no ja spałam na sofie jedną, drugą noc, ale trzecią noc ci nasi znajomi odjechali.
Zostałam tam z tą moją przyjaciółką, która miała psa. I wtedy ja postanowiłamCoś mi niepotrzebnie przyszło do głowy, że ja dobra, że ja wyjdę z tego salonu i że się prześpię w tym większym łóżku, w tym małym pokoju. I ta przyjaciółka mówi: "To weź sobie kołdrę z tego łóżka".
Ja się tak patrzę: nie, nie, tylko nie bierz tej kołdry, nie? Ale ona jakoś tak mówiła mi to trzy razy w ciągu dnia. To weź sobie, żeby ci nie było zimno, to weź sobie. No ja wzięłam tą kołdrę, cholera jasna.
I śni mi się oczywiście, że ja jestem w ogóle w jakimś takim, jak są takie boksy, jak się na pocztę chodziło płacić kiedyś i było takie szklane, jak pani siedziała, prawda? W takim jakby w okienku. Taka przesłona szklana, tak? No, no, no, no, no, no.
Miałam tą przesłonę i była tylko taka dziurka, tak jak się mówiło, nie, że takie na dole i że ja jestem zamknięta w tym boksie. W ogóle mam unieruchomione ręce i widzę to w moim-- póki co śnię, że przez tą dziurę wchodzi taka ręka i tak mnie chce złapać, nie? I ja nie mogę, nie mogę zatrzymać, bo mam ręce jakby zblokowane.
I wiesz, śniło mi się w tej śnie, że ja w ogóle zębami chwyciłam za tą rękę, żeby ją powstrzymać. I obudziłam się i potem czuję, że stoi koło mnie coś takiego... Tylko że widzisz, ja mam, ja bardzo różnie te dusze odczuwam. Albo je widzę, albo je czuję, albo widzę iskrę. Tak i po prostu tym razem w tym domku czułam, że stoi koło mnie jakby taka kobitka, ale ona wyglądała tak, jak no widzisz, tak jak przyjeżdżają z Rumunii na przykład Cyganie, którzy się trudnią się żebractwem, że tak powiem. I dokładnie tak wyglądała. I ja miałam absolutny wgląd w to, że jak ten dom został taki może zaniedbany kiedyś, że oni tam po prostu ludzie przypadkowi nocowali tam. I to była trochę taka lekka melina, zanim ogarnęli ten dom właściciele do reszty. I ta energia tam została. I ta kobieta stała w ogóle koło mnie. Ja się tak budzę i tak przesyła mi taką informację. Ja mówię: proszę. Ja mówię: o co ci chodzi? No stoisz tutaj. Wiesz, daj spokój, idź sobie. W ogóle tak proszę ją. I ona tak stoi, tak wiesz, że ona potrzebuje błogosławieństwa, nie?
Ja mówię: Jezus, mówię, druga w nocy. Gdzie w ogóle jakie co? I ja jej mówię: dobrze, ja przesyłam twoją intencję, przesyłam twoją intencję, że ty chcesz coś zmienić. I, i faktycznie dał spokój. Ale myślę sobie no kurczę. Ja w każdym razie wyjeżdżając stamtąd, ja się bardzo dobrze czułam.
Nie czułam się jakoś taka z energii ograna nieco, bo było mi naprawdę autentycznie żal, ale miałam takie tam koszmary wtedy. Jezu. Śniło mi się w ogóle jakieś takie dzieci w ogóle, które żuły gumę, ale jak robiły balon z tej gumy, to była taka czarna ta guma, taka ta energia była.
O Jezu, no masakra. Taka jakby guma balonowa skrywająca emocje, która tym dzieciom towarzyszyły. No kto wie. No kto wie. Jakby też może było to też jakby takie przedstawienie tego, co te dzieci przeżywały. Można powiedzieć.
Tak. Dużo, dużo, duże pole do spekulacji. Co to mogło być? Tak, tak. No i to jest. Pomyślałam sobie dobra po tej sytuacji tam pomyślałam sobie dobra, zacznę coś z tym robić naprawdę, w takim sensie bardziej może pomocowym, ale bo te sytuacje znajdują mnie same, ja nie szukam niczego. Ale właśnie poczułam wtedy taki impuls, że jest taki moment w moim życiu, że się chcę tym podzielić. I tak właściwie nie zależy mi na jakiejś reakcji konkretnej, ale to jest taki moment, taki moment, żeby się podzielić tym.
O niektórych ludziach mówi się, że działają jakby takie jak takie latarnie przyciągające zagubione dusze, dusze osób zmarłych, którzy jakby nie zdają sobie sprawy ze swojego aktualnego położenia. Ja tak kiedyś o sobie usłyszałem, bo też kiedyś zajmowałem się dosyć dużo takimi właśnie odprowadzeniami z kilkoma osobami takimi odprowadzonymi miałem nawet, można powiedzieć, dosyć długi kontakt, głównie w takiej sferze senno-medytacyjnej bym powiedział, ale jednak także no mówi się o niektórych ludziach, że tak działają jako takie latarnie do odprowadzania na tamten świat.
Tak, tak, może tak, może tak być. No ja teraz jest mi... Może łatwo to zapomniałam, ale kiedyś dużo ciężej to znosiłam. Później zaczęłam troszkę pracować bardziej świadomie też z tym, żeby się domknąć w tym, żeby w ogóle zobaczyć, że się jest bardzo otwartym, nie?
Że się ściąga dużo rzeczy i... No wiesz, takie zetknięcie pierwsze z tą sferą niefizyczną, nawet dla osoby, która jakby ma pewne już przygotowanie, nazwijmy to teoretyczne. Pierwsze takie praktyczne zetknięcie ze światami, tymi tematami ezoterycznymi potrafi dosyć czasami duże zamieszanie wywołać, tak?
Bardzo. Mhm. No tak, wszystko to jest takie... W każdym razie zawsze wiem, że jak się coś otwiera, to trzeba to domknąć. Bo dużo rzeczy raz otwarte lubią się bardzo ciągnąć. I kiedyś też przeżyłam taki szok. Też no tobie mogłabym opowiedzieć, ale to, co patrzyłam na innych ludzi, to nie chcę tego opowiadać.
To są historie tamtych ludzi. Ale chodzi o to, że we mnie zostawia, zostawia to też emocje, nie? Dlatego ja podziwiam ludzi, którzy na przykład robią takie rzeczy jakby zawodowo, bo ja stwierdziłam, że ja nie dałabym rady, nie dałabym rady, bo to mnie jakoś tak potrafi mnie to rozbić naprawdę na parę dni. Jak wejdę w jakąś historię i okazuje się, że tam ktoś stracił bardzo bliską osobę i tak.
Ale wiele też rzeczy w moim życiu stało się jakby miało na mnieTaki subtelny wpływ, ale przyszło na przykład ze strony zwierząt, co nie? Dlatego, że ja mam bardzo fajny kontakt ze zwierzętami. Po prostu wydaje mi się, że często zwierzęta czują moją energię.
Mam takie sytuacje, że na przykład w metrze ktoś przychodzi z psem i ten pies mi się kładzie na nogi. I później facet przeprasza mnie i mówi: "Przepraszam, ja nie wiem, dlaczego ten pies tak robi". Ja mówię: "Dobra, niech leży jak tam, jak chce". Bardzo jest to częste, że obce psy po prostu przychodzą, kładą mi się na stopy albo koty wchodzą mi do torebki. Jakieś takie historie. Albo konie też na przykład przychodzą, opierają głowę. Miałam taką fazę, że robiłam zdjęcia koniom. To było akurat w Walii. Jeździłam tam w takie miejsce.
To jest taki rezerwat, który się nazywa Brecon Beacon. Jest bardzo ładny i tam po prostu konie sobie chodzą po tym rezerwacie. To są, nie są dzikie. Są z jakiejś hodowli, są ogromne, bo to jest taka mieszanka Percherona z jakimś tam innym, więc one są dosyć szerokie, ale mają wysokie nogi, wielkie jak biegbachny konie. I robiłam im zdjęcia i one po prostu nie życzyły sobie w pewnym momencie i tak jakby tak bardzo delikatnie podeszły do mnie i po prostu mnie wypchnęły z tego pastwiska. I tak, może to nie jest paranormalne, ale ja byłam w szoku, że takie duże zwierzę wie, jakiej siły użyć, żeby mnie przyfrunąć, ale nie zrobić mi krzywdy, nie? Można się zastanawiać, czy to zwierzę wie, co człowiek robi tym czymś dziwnym, co trzyma w ręku, tak? Na pewno nie. Może nie do końca.
Może nie do końca, ale to jest też to, że one miały, one mają takie widzimisię, gdzie chcą jeść trawę. Jak stoję im na tej trawie, co one chcą akurat jeść, to, to nie tam. To muszę iść. No, wiele osób twierdzi, że taka komunikacja niefizyczna, telepatyczna ze zwierzętami jest faktem.
Chociażby Amelia Kinkade, która jakiś czas temu gościła w księgarni Nieznanego Świata. Ja zresztą tłumaczyłem przed tą jej wizytą wywiad dosyć obszerny z nią właśnie, bo jestem też pracownikiem tego czasopisma. Ona dużo takich może właściwie sypać jak z rękawa takimi historiami, bo ona się jakby zawodowo zajmuje komunikacją właśnie ze zwierzętami. Między innymi się chyba opiekowała zwierzętami rodziny królewskiej w Wielkiej Brytanii. I taka historia, która mi przychodzi teraz do głowy, że kiedyś opiekowała się jakimś tam koniem i ten koń jej przekazał telepatycznie, żeby powiedziała właścicielce tego konia, że, że ją przeprasza, bo tam doszło do jakiegoś wypadku. Złamał jej nogę czy coś w tym typie. I ten koń pragnął, chciał, żeby Amelia Kinkade przekazała właścicielce, żeby sobie poszła zrobić badania, bo jest w stanie zagrażającym życiu, a o tym nie wie. I się okazało, że rzeczywiście tam jeszcze jakieś pamiątki, dosyć nieprzyjemne po tym złamaniu, niby wyleczonym, ale jednak jakieś tam stłuczenie jeszcze było wymagające pilnej operacji. O!
No to jest mega historia, ale przypomniało mi się też jeszcze jedna rzecz. Przypomniała mi się historia, którą miałam faktycznie w Hercegowinie. Mam koleżankę Bośniaczkę. No i ona miała taką fazę. To było jakieś może osiem lat temu. Organizowała takie wyprawy. Założyła, miała zajawkę na jogę. To było też takie modne wtedy i zrobiła taki wyjazd jogowy. Ona pochodziła. To było tak: ona pochodziła z jakiegoś Mostaru, czyli Hercegowiny, z tej takiej wiesz, śródziemnomorskiej części Bośni, nie? Ja w Bośni też byłam, ale z Bośni też mam historię. Teraz mi się przypominają różne takie. Tak, aż Bośnia. Ale dobrze.
W każdym razie najpierw opowiem tę historię. Tak po prostu tydzień z jogą. Wyjechały parę dziewczyn. Wyjechało super. Miała być taka tam zabawa i ona wynajęła pod Mostarem w takiej małej miejscowości dla nas taki jakby, taką agroturystykę, jakby, tak?
Był taki bardzo ładny dom. Państwo tam prowadzili tam i on był położony obok pięknej rzeki. Nie wiem, czy byłeś kiedyś w Hercegowinie albo w ogóle w tej Bośni i Hercegowinie. Nie, nie, w ogóle nie wypuszczam się za granicę. Tak? Okej. Jezu, ja niestety jestem mega obieżyświatem, ale to nawet nie, że ja chcę, tylko tak mnie pcha. I więc tam, tam jest naprawdę woda jak w basenie.
Uwierz mi, to są normalne górskie rzeki, ale po prostu przepiękne, turkusowe. No i ona sobie wymyśliła, że my pójdziemy nad brzegiem tej rzeki, że my tam będziemy tą jogę sobie uprawiały. I takie tam były różne rozliczne atrakcje tego tygodnia. No i poszłyśmy tam i tam, wiadomo, jakieś tam skłony. Miałyśmy tam maty. No i na koniec tej jogi, takiego naszego ćwiczenia porannego, zakańczaliśmy tym, że miałyśmy w relaksacji leżeć sobie na tej macie i po prostu tak sobie leżeć, jakby słuchałyśmy tych gongów czy coś tam. I ja nagle widzę, że podchodzi do nas w ogóle, to znaczy w sensie ja mówię, że mi się filter wyświetla, że mi się robi taki jakby filtr, bo oczywiście on się nie zmaterializował tam, ale widzę po prostu takiego ducha, który jest strażnikiem tamtego miejsca, bardzo poważnym strażnikiem. Taki był tam mega osadzony. On był ubrany jak taki turecki, trochę taki wojownik czy coś, taki w spodniach. No i miał ze sobą ogromny bęben. I on stoi z tym bębnem, patrzy na mnie, wali w ten bęben i mówi mi, że ja się mam, absolutnie nie wolno mi się kłaść.
Absolutnie. I ja jak idiotka stoję, bo ja się zawsze duchów słucham. One leżą, ja stoję. Nie wiem po co, ale mówię: "Trzeba wstać, to trzeba wstać". I wyobraź sobie, że podpełznęła do nas żmija. Ale żmije w Hercegowinie to są żmije rudate, które po prostuSą śmiertelnie niebezpieczne. I gdybyśmy ja, gdybym ja nie zobaczyła tej żmii, to po prostu ja nie wiem, co by się stało, bo ja zwróciłam uwagę na to, że ona jest.
Dziewczyny się podniosły i ona w panice ta żmija w ogóle wpełzła do plecaka jednej z nich, bo tam leżały takie worki i gdyby ona wpełzła i nikt by jej nie zobaczył. Nie wiem, jak by się to skończyło. Wolę nie wiedzieć, ale na szczęście udało nam się. Po prostu dziewczyna, która była córka tych właścicieli tego domu, pomogła nam tą żmiję jakoś, bo tam oni są jakoś tam obeznani z tym. Wzięła takiego kija i jakoś ją tam przepędziła. Bo wiesz żmii, ja, żmije poruszają się mega szybko i jeżeli by zaatakowała z niespodzianki nie ma się po prostu szans z nią. Ale oczywiście ona się też bała. To nie było to, że ona akurat nas chciała zaatakować, po prostu sobie przypełznęła, bo akurat było spokojnie.
Tak się jej przynajmniej wydawało, nie? Bo wszystkie leżały na ziemi. Ale czułam się jak idiotka, że po prostu nie chcę jakoś wykonywać tych ćwiczeń czy coś, ale czułam, że on stoi i po prostu mi nie wolno się położyć, nie?
Więc naprawdę ja przepraszam się trochę emocjonuję jak o tym mówię, ale No wiadomo, to w tobie siedzi tak cały czas. To można powiedzieć duch opiekun przestrzegł was przed zagrożeniem czyhającym. Tak, tak. Ale pamiętam, że był, to była mega konsekwentna energia. Nie, że coś tam się snuje, tylko on po prostu stał i walił w ten bęben. No i wiesz, ja słyszałam ten bęben bardzo wyraźnie w mojej głowie i mówię no nie położę się, no bo zupełnie wiem, o co chodzi. Ale w każdym razie tak, tak.
Miałam też takie historie. Ktoś miał taki epizod w życiu, że jeździłam trochę, bo się interesowałam fotografią, ale taką no nie typowo obrzędniczą, ale dziennikarską. Tak. Reportażową bardziej. Takie dziennikarstwo obywatelskie. Coś na tej zasadzie tak? No nie wiem, ale po prostu interesowałam się reportażem. No i miałam okazję chodzić po różnych takich miejscach w Sarajewie, gdzie normalnie ludzie nie wchodzą, ale jak się przyjeżdża na przykład z jakimś tam nie wiem, kto jest dziennikarzem albo jakimś tam był norweskim attaché na przykład i pracował w, w-- takim człowiekiem byłam w Hercegowinie i w Bośni innym razem, nie wtedy, kiedy byłam mając duchy. W każdym razie był, był człowiek, który był w Sarajewie podczas wojny i on tam później przyjeżdżają różni ludzie i zwiedzają tamte miejsca. No i doznałam czegoś takiego, że jakby poczułam kontakt z osobą, która zginęła w bombardowaniu. To było też specjalne, bo jakby ten przekaz, który dostałam, był bardzo pozytywny. Ta osoba była absolutnie, poczuła się absolutnie wyzwolona w momencie śmierci.
To było też takie paradoksalne, bo nie wiem, ktoś powiedział, że taka tragedia. Ja po prostu widziałam, że ta osoba dostała styropian w głowę, że po prostu jej czaszka pękła i ona mi przekazała, że uderzenie krwi, które w niej wtedy wystąpiło, sprawiło, że ta śmierć była dla niej jakimś takim ekstazą, czymś niesamowitym. I to mi też bardzo utknęło pośród tych moich doznań. Jakie to może być takie różne. Nie każdy tak mówi, że umarł, nie? Wiadomo. To była relacja naszej słuchaczki z Norwegii. W kolejnej rozmowie przyjrzymy się próbie zrozumienia zjawisk z pogranicza z perspektywy naukowej. Moja rozmówczyni jest z wykształcenia psychologiem, a istotną częścią jej życiowej drogi stało się analizowanie doświadczonych fenomenów właśnie przez pryzmat psychologii. Posłuchajmy. Jeśli chodzi o mnie, to cała moja historia zaczęła się jakieś prawie dziesięć lat temu. To był sierpień, pamiętam. Ja wtedy byłam przed rozpoczęciem studiów i dorabiałam sobie jako taka dziewczyna, która na takiej imprezie, która masowej, która się tutaj w okolicy u nas wydarzyła, po prostu tam lałam piwo, tak? Oczywiście to miało trwać cztery noce, więc miałam cztery zarwane noce. Natomiast jestem osobą, która raczej w nocy nie funkcjonuje, nie potrafi później odsypiać tych nocek, więc dla mnie to było trudne. Jak ta impreza się skończyła, no to była pierwsza spokojna noc dla mnie i miałam wtedy sen, tak? I wszystkie te zdarzenia, które przez te kolejne lata się wydarzały i ze mną były, zaczęło się właśnie od tego. W tym śnie ja byłam wtedy na tym festiwalu, w tej pracy i przyszedł do mnie ktoś. Już dzisiaj nie pamiętam kto i powiedział mi, że mój wujek zmarł. To był brat mojej mamy.
Natomiast my nie byliśmy ani pokłóceni, ani jakoś nie spotykaliśmy się. No można powiedzieć, z tej perspektywy była mi to osoba taka dosyć obojętna. Nigdy nie miała jakiegoś uczestnictwa w moim życiu. I mi się śniło, że on umarł, tak? Obudziłam się rano, ja wtedy jeszcze mieszkałam z mamą. Opowiedziałam jej mój sen. No i powiedziała, że no kurczę, uśmierciłaś go, to będzie długo żył. Fakt faktem ten wujek cztery lata wcześniej jemu pękł tętniak i praktycznie był po tamtej drugiej stronie i dostał, można powiedzieć u nas się to mówi drugie życie.
Minął ten dzień po tej nocy, w której mi się to śniło. Była kolejna noc, była około godziny trzeciej. Ja nie mogłam zasnąć i słyszałam jeżdżące karetki. A że wtedy mieszkałam z mamą przy głównej ulicy i te karetki siłą rzeczy zawsze były słyszalne dla nas.
I po tej trzeciej w nocy, jak usłyszałam tą karetkę, to zasnęłam dopiero wtedy. Odcięło mnie totalnie. Rano obudził mnie telefon, a w zasadzie reakcja mamy na ten telefon, która powiedziała do osoby, która dzwoniła, że mi się to śniło.
No i rzeczywiście wujek umarł, tak? Wujek umarł nagle, a godzina, w której ja słyszałam karetkęI dopiero później zasnęłam. To była godzina jego reanimacji, jak się później okazało. Tego samego lata już był spokój, tak jak to zawsze mówię.
Natomiast poszłam na studia. Wtedy nie łączyłam tych faktów i przez cztery lata miałam jednego partnera wtedy. I działy się też różne rzeczy. Na przykład otwierała się lodówka. Natomiast wtedy można było sobie to wytłumaczyć, że ta lodówka jest stara.
Ja też nie miałam takiej świadomości jak dzisiaj tego, co wokół mnie się dzieje. Pamiętam taki moment, jak stały książki bardzo równo poukładane jedna na drugiej i nagle jak kładliśmy się spać, to ta jedna, która stała na górze, zupełnie spadła. Totalnie, a nie miała prawa. To zdziwiło też tego mojego ówczesnego chłopaka. Natomiast ja, tak jak mówię, nie miałam takiej świadomości tego, co się wokół mnie dzieje i w moim życiu. Później, z tego, co pamiętam na studiach jeszcze w ciągu tych pięć lat to, co się wydarzyło, to na pewno była świeczka, która była, bardzo lubię jakby świeczki, jakby interesuję się ezoteryką, natomiast ta świeczka była zgaszona. W nocy obudził mnie ogromny, ogromny płomień, bardzo wysoko nad tą świecą. O tyle było takie, można powiedzieć, zagrożenie, że nad świecą była jeszcze taka półka, bo to była taka wnęka na telewizor, typowa stara meblościanka. To był gdzieś dwutysięczny siedemnasty rok. Tak, dwutysięczny siedemnasty rok i można powiedzieć, że na parę lat była przerwa, tak? I w moim życiu też w zasadzie dużo się przez parę lat nie działo. I to był taki początek do dalszej historii tego, co później nabrało rozmachu. I zawsze się trochę z tego śmieję, dlatego że to, czym ja się zajmuję zawodowo i to, co studiowałam, to jest bardzo ściśle związane z nauką i związane z tym, co jest naukowo udowodnione, bo ja jestem psychologiem i teraz kształcę się na psychoterapeutę, więc my bazujemy bardzo na badaniach, na tym, co jest sprawdzone, na tym, co piszę w literaturze, tak? I pamiętam, jak gdzieś tam rozmawiałam z mniej lub bardziej z, nawet o tym śnie, czy jest to możliwe z psychologami na uczelni, natomiast oni nie potrafili mi na to pytanie odpowiedzieć. Gdzieś tam podświadomie szukałam tej odpowiedzi na to pytanie.
Grzebałam bardzo dużo w Jungu, bo Jungiem też się interesuję. Natomiast jestem bardzo taka oparta na tych faktach swojej pracy, tak? Bo pracuję w nurcie poznawczo-behawioralnym. To, co się później zaczęło wydarzać.
Ja byłam mężatką też. Jestem po rozwodzie, natomiast byłam mężatką i wtedy, kiedy wzięłam ten ślub ze swoim ówczesnym mężem i ten mąż przyjechał jeszcze do mnie i do mojej mamy, bo tam pomieszkiwałam, to trochę było małżeństwo rozjazdowe powiem szczerze, to zaczęły się dziać dziwne rzeczy, tak? To jest jedna sprawa. O, jeszcze wcześniej może tak wrócę. Jak miałam podejmować decyzję o tym małżeństwie, to była pierwsza rzecz, którą tak naprawdę słyszałam. Śpię sobie, śpię, tak? Głębokim snem.
Nagle słyszę w domu kroki. Słyszę, że mama chrapie, więc no nie jest to możliwe, żeby to była ona gdzieś idąca w nocy do ubikacji. To, co się tutaj wydarzyło na pewno. Szły kroki. Zaraz pierwsza myśl co złapać, bo pewnie złodziej, tak? Pomimo tego, że to było mieszkanie dwupokojowe, małe i praktycznie jakbym się wychyliła z łóżka, to wychylam się, patrzę. No kurde, nikogo nie ma. Odkładam głowę z powrotem na poduszkę. Słyszę dalej te kroki, tylko to coś przechodzi już przez próg mojego pokoju i słyszałam, że wchodzi, przeszło parkiet, wchodzi na dywan, doszło do końca pokoju, poruszało się i wyszło. Parę miesięcy później, czy tam parę nawet tygodni, miałam podobną historię. Ja byłam wtedy osobą palącą.
Biurko miałam na końcu pokoju i ta sama historia. Kroki, tak? Słyszałam, że to coś przechodzi do końca pokoju. Ze strachu nie otworzyłam oczu. Na biurku leżała moneta i na biurku leżała zapalniczka. Zapaliło zapalniczkę.
Natomiast tak jak mówię, nie otworzyłam oczu. Odłożyło, zakręciło monetą i wyszło. Na początku mama mi nie chciała w to wierzyć. Natomiast był taki moment, w którym ja nie nocowałam w domu. To były czasy wakacji studenckich, tak? Byłam gdzieś na jakimś ognisku czy na jakiejś imprezie i mojej mamie nie chciało się rozścielać jej łóżka. Spała na moim miejscu i to ona usłyszała te kroki. Nie było mnie w domu i te kroki się pojawiły. I mama mówi mi na drugi dzień: "Słuchaj, mamo, ja ci wierzę". Później była taka przerwa, można powiedzieć i później dochodziło do decyzji związanej ze ślubem. Ślub się odbył, tak? Ten mąż ówczesny pojawił się u mnie w domu i tutaj zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Zaczęły się w nocy na przykład otwierać drzwi. Ktoś przekręcał klucz i na pewno nie była to mama. Chodził do drzwi, zamykał drzwi.
Ktoś chodził po domu, zapalał lampkę. Zaczęły się przesuwać przedmioty. Albo na przykład miałam takie wtedy na długopisy jakieś mazaki, bo bardzo lubię podkreślać różne rzeczy jak czytam i się tam dokształcam i tak dalej. I one były w takim metalowym opakowaniu i to zaczęło na przykład grzechotać i to było wyczuwalne. W sensie było słychać dźwięk. Ja na ten moment wtedy nie widziałam tych rzeczy, tylko widziałam efekt tego, co się dzieje, czyli przesunięte rzeczy.
Słyszałam dźwięki. Nas dzieliła odległość i zawsze jak mieliśmy się spotkać, to coś się działo. Albo jemu zepsuło się auto, albo widział czarnego kota, tak? Z mojej strony pamiętam, jak ja byłam u niego w jego mieszkaniu. To była taka sytuacja, w której on się kąpie.
Natomiast słyszałam, że jest w wannie, a wanna jest daleko od drzwi do toalety i ktoś puka do drzwi. Pomyślałam, że on sobie gdzieś puknął, ale uświadamiałam sobie, że przecież on siedzi w wannie, to jak? Nawet nie dosięgnąłby, bo słyszałam chlupiącą wodę i mycie się. Nie dosięgnąłby do tych drzwi.Pukanie jeszcze raz.
Podchodzę do drzwi, no nikogo nie ma. I uświadomiłam sobie przy trzecim pukaniu, że to było pukanie rzeczywiście do drzwi toalety, ale od mojej strony, od mojej strony coś pukało do niego drzwi toalety. To, co się jeszcze wydarzyło u niego, było to na przykład zmarła pewna kobieta, tak? I ta kobieta mnie wtedy nie było, ale ta kobieta do niego przyszła też, ale to bardziej dotyczy, yy, jakby jego osoby. Natomiast jak byłam u niego, to bardzo tak jakby trzeszczała szafa i pukanie w szafę się zdarzało.
Ta relacja się później rozpadła i to coś się wyciszyło. Można powiedzieć, cokolwiek to było. Natomiast wróciło, tak? Z tego, co tak próbuję chronologicznie to poukładać, to wróciło na przykład jak byłam w ciąży. To już było trzy lata później. Mój synek ma teraz pół roku i to było na końcówce ciąży, więc to było jakieś siedem, osiem miesięcy temu. Pamiętam, że miałam taki sen i w tym śnie ja miałam rodzić naturalnie.
Natomiast w tym śnie były bardzo duże komplikacje przy porodzie nie było wiadomo, czy to dziecko się urodzi zdrowe. Ja nie mogłam urodzić i to było gdzieś przed samym porodem, na dni przed porodem, więc bardzo mocno to wyparłam. Nikomu o tym nie powiedziałam.
Natomiast rzeczywiście poród był bardzo trudny, był z zagrożeniem życia dziecka przez to, że lekarze dziecku tętno spadało, a lekarze nie chcieli wykonać cesarki, zdecydować się na cesarkę. Więc ten sen się powtórzył.
Natomiast jak byłam w ciąży jeszcze na samym początku, to miałam styczność z taką panią, która od czasu do czasu mi wróży. I ta pani była taką osobą, która mi powiedziała, że mogę tej ciąży nie utrzymać, żebym się przygotowała na szpital, tak? Że mogą być różne... Chciała mnie jakoś psychicznie przygotować, że z tą ciążą może być różnie. Natomiast nie powiedziała mi tego specjalnie, żebym się trochę nie przestraszyła, że coś będzie za mną łazić i czekać na duszę tego dziecka.
I to, co jest najważniejsze myślę wtedy powiedziała mi, że do kwietnia nie mogę się wyprowadzić z domu całkiem albo że nie mogę być sama na przykład w nocy. I były takie noce, gdzie jak mój obecny narzeczony wyjeżdżał na przykład, bo musiał gdzieś poza nasz obręb zamieszkania, to ja rzeczywiście mieszkałam wtedy z mamą. Szłam do niej na noc.
Zdarzyło się tak, że czułam bardzo duży niepokój i pomimo takiego dużego brzucha i tak dalej, to spałam z mamą. I była taka noc, w której obudziło mnie charczenie mamy. Ja mówię: "Mamo, co tak charczysz?"
Rano powiedziała mi, że miała uczucie, że ktoś ją dusi. Innej nocy też takiej, w której ja akurat byłam u niej. Ktoś miała uczucie, że siada jej na wersalce obok niej. Innego poranka znowu idzie do toalety, wstaje, idzie do toalety.
Minęła mały pokój, w którym ja kiedyś mieszkałam i zobaczyła, i się cofnęła, tak? Zobaczyła czarną postać jakiegoś mężczyzny, ale jak się cofnęła, to już jej nie było. No i tak minęła ta ciąża, tak? Później był ten sen, o którym powiedziałam. Urodziłam synka. No i tutaj też zaczęły się dziać dziwne rzeczy.
Narzeczony też jego zainteresowały te rzeczy, bo bardzo często jest tak, że te osoby widzą albo słyszą efekty tego, co dzieje się wokół mnie i zaczynają mi wierzyć. I to, co się zaczęło pojawiać. Siedzę na przykład sobie z synkiem w jednym pokoju u nas w mieszkaniu, a w drugim słyszę grzechotki, co jest niemożliwe. Taką sytuacją, która się zdarzyła, to był czysty blat w kuchni na przykład. I nagle okazało się. Ja byłam w jednym pokoju, narzeczony był w drugim pokoju i pytam się go: "Słuchaj, co robi ta skarpetka na blacie w kuchni? Tak ni z gruchy, ni z pietruchy."
A on mówi: "Nie wiem, ja jej nie dawałem tutaj." Dzwonię do mamy i pytam: "Mamo, ty robiłaś dziś jakieś pranie, coś takie skarpetki?" Ona mówi: "Nie." Ta skarpetka się sama jakby tam znalazła, tak? Zastanawiam się, czy to był przypadek, że to była skarpetka właśnie dziecięca mojego syna.
Innym przypadkiem była taka jeszcze sytuacja, że moja mama wyszła ode mnie i czekałam, aż mój narzeczony wróci z pracy. Nosiłam na rękach synka i ten synek był taki trochę niespokojny. Nie był taki do płaczu, ale też nie był bardzo radosny. Tak bym powiedziała. No nic się nie wydarzyło.
Chodziliśmy od jednego pokoju do kuchni wzdłuż mieszkania. Przyszedł narzeczony. Tam zaczęliśmy coś robić. W końcu ja wieczorem wchodzę do kuchni, znaczy wieczorem, po południu i pytam się: "Słuchaj, dlaczego na tym białym krześle jest odbita ręka i to w takim dziwnym kształcie?" Bo nikt nie schyla się do tego krzesła tam w taki sposób, żeby była. Po prostu byłoby to bardzo, bardzo niewygodne.
Nawet jakby się chciało coś wyciągnąć spod stołu, to raczej nie w takiej pozycji. Natomiast ta ręka, nawet jak później sprawdzaliśmy ja, mój narzeczony czy moja mama nie pasuje do nikogo, bo ona jest jeszcze mniejszą ręką i lewą ręką. I ta ręka na tym krześle dalej jest. Jej się nie da zmyć. To, co się jeszcze tutaj wydarzyło, to jest to, co doświadczył na przykład mój narzeczony, bo wiadomo, jak to jest z dzieckiem. Ja dosyć śpię teraz głęboko przez to zmęczenie. To mówił, że taka folia z krzesełka dziecięcego, która była bardzo mocno, ja o tym wiem, wsadzona na górę szafy, ona nagle w nocy spadła. Włącza się też, mamy tak jakby CB radio i ono też od czasu do czasu się włącza samo. Tak jakby coś, jakiś szum się pojawia, natomiast nikt się nie odzywa. To, co się jeszcze wydarzyło dosłownie parę dni temu. Mój synek śpi obok tego łóżka. Śpimy na razie wszyscy razem.
Jest taki regał z książkami i od naszej strony było przez pół nocy pukanie. I ja wiedziałam, i czułam, i słyszałam, że to nie jest pukanie związane z tym, że ktoś za ścianą coś robi o godzinie nie wiem, dwudziestej drugiej, dwudziestej trzeciej i tak dalej, i tak dalej, chyba do trzeciej rano, tylko po naszej stronie to puka.Jeszcze jedna rzecz związana bardziej z moją mamą. Rozmawiam kiedyś z moją mamą i mówi: "Słuchaj, czekaj, bo domofon, ale nie rozłączaj się".
Odebrała domofon. Cisza. Tak? Patrzy na klatce nikt nie idzie, światło się nie świeci. No i myślałyśmy, że to jest jakiś żart, tak? A jedyną osobą, która tak naprawdę mogłaby do nas przyjść, to jest mój brat w tym mieście. Ale on raczej ma kod do domofonu i wchodzi sobie sam.
Rozłączyłyśmy się. Nie mija pół godziny i taka sama sytuacja jest u mnie. Sprawdzałam, czy to nie jest mój brat, czy czasem nie mój ojciec wpadł z niezapowiedzianą wizytą. To są dwie osoby, które mogłyby do mnie przyjść. Mój ojciec raczej nie przychodzi do mojej mamy, przychodzi do mnie. Natomiast nie byli to oni, tak? Nie wiem. Może to był rzeczywiście przypadek, że ktoś się bawił domofonem i tu, i tu i w tak krótkim czasie. Natomiast mam takie przeczucie, że nie. Mój synek też bardzo często patrzy na przykład w sufit albo zawiesza się na czymś i zaczyna tak żwawo po swojemu rozmawiać, tak? Ja mu wtedy nie przeszkadzam, ale widzę, że patrzy na coś, czego ja nie widzę. I kiedyś była taka sytuacja w pokoiku, w którym ma łóżeczko, ale w nim nie śpi. Rzadko tutaj bywa, szczerze mówiąc, w stosunku całego dnia. Popatrzył na okno, a na oknie stoi taki flakon ze sztucznymi kwiatami.
Ja je w ten sam dzień kupiłam i przyniosłam jakieś dwa tygodnie temu do domu. Pogadał coś, pogadał i nagle kwiaty, które dobrze, to jest taki wąski flakon, były wsadzone do tego flakonu, to ten jeden kwiat wypadł.
Nie wiem do dzisiaj co to są za istoty i trochę z perspektywy tych kilku lat, w których z jednej strony zajmuję się nauką, z drugiej strony dzieją się takie rzeczy, szukam na to wyjaśnienia. Przede wszystkim po co to coś przychodzi?
Czy ma mnie przed czymś ostrzegać? Czy przychodzi po coś? Natomiast to, co na pewno po ciąży zauważyłam, to to, że ja tak od kilku lat rozkładam trochę karty tarota, tak? I natomiast to się sprawdzało różnym osobom, którym wróżyłam, a nie znam tych osób. I tak łączę jakby te dwie działalności w swoim życiu.
Natomiast to, co zauważyłam po porodzie, to to, że rozkładam karty i nie mówię już kartami, tak jakby pojawiają mi się jakieś obrazy w głowie na temat osób, których w ogóle nie znam i te obrazy, które przekazuję, zdają się być trafne. Tak samo czasem się dzieje z jakimiś osobami zmarłymi, o które ci ludzie pytają. To jest zupełnie podobnie. Nie zajmuję się natomiast, nie znam się na sprawach związanych z duchami.
Natomiast to, co wiem, to wiem, że jest za dużo tych sytuacji i za dużo mojego takiego działania, żeby je naukowo wyjaśnić. Natomiast na dzień dzisiejszy nie wiem, czy łączą się one ze mną, czy łączą się one z czymś innym.
Po co ten ktoś przychodzi? Natomiast wiem, że coś istnieje poza nami i te dwa światy się przenikają. Tutaj bardzo mocnym elementem jest to, że świadkami zdarzeń są praktycznie wszyscy domownicy. Jak wyglądają w ogóle rozmowy na ten temat między wami? Dzielicie się swoimi spostrzeżeniami, swoimi jakimiś uwagami na ten temat? Jeśli chodzi o moją mamę, to ten moment, w którym ona mi uwierzyła, to był ten moment tej śmierci wujka, czyli te jakieś, no, dziewięć, dziesięć już prawie lat temu. I ona zawsze przez ten okres czasu mówi, że coś jest wyjątkowego w tym wszystkim, tak? Jest taką osobą mniej uduchowioną niż ja, więc tutaj pomimo wszystko mi wierzy.
Rozmawiamy bardzo często na ten temat po co przychodzi, co przychodzi, tak? Jaki jest cel tej wizyty. Natomiast jeśli chodzi o mojego narzeczonego, to on lubi takie rzeczy paranormalne, natomiast jemu się nic nie zdarzało takiego w życiu. Natomiast zaczyna, znaczy zaczyna, zaczął mi wierzyć, tak? Że rzeczywiście jakieś odgłosy są, że to radio szumi, można powiedzieć. Aczkolwiek szumi na przykład też często wtedy, kiedy wróżę, tak? Albo jestem zaraz po wróżeniu. To, co się jeszcze tutaj pojawia w tych rozmowach, to tak mówiłam, że był w nocy taki moment, w którym coś jemu tam spadło, jak przechodził, nie? A to było bardzo głęboko na szafie ta folia. Więc on się zawsze śmieje, że mieszkamy z babokami i tak je nazywa. I-i-i trochę traktujemy to nasze bycie w tym mieszkaniu jako coś, że nie jesteśmy sami, tak? Tak byśmy mówili o tych przysłowiowych babokach jako część tego mieszkania albo część naszego życia. Nie wiem, czy to jest jedna osoba, jedna dusza, jedna osoba zmarła. Nie wiem. Jeden aniołek, który do nas przychodzi i to jest cały czas to, to samo, tak? Czy jest to x różnych szereg wydarzeń i za każdym razem to jest coś innego.
Natomiast to tak weszło do naszego życia jako nieodłączny element. A jaki to ma wpływ na życie rodzinne? Bo jakiś chyba musi mieć, skoro wszyscy obserwują jakieś dziwne incydenty, prawda? Jeśli chodzi o takie postrzeganie mnie samej, to może tak powiem za jako taką wiedźmę, tak?
Komukolwiek bym tego nie opowiedziała wcześniej, to ludzie mówią: "Kurde, , to ty musisz mieć jakiś dar, może spróbujesz go wykorzystać". No ja dzisiaj z tej perspektywy nie boję się tego. Jeśli chodzi o sam związek, to nie wpływa na, na jakość tego związku. Natomiast wpływa na pewno na postrzeganie wyjątkowości, tak bym powiedziała. Jakby to jeszcze ująć? Wpływa na takie postrzeganie tego, co miałoby się zdarzyć, tak? Czyli za każdym zdarzeniem idzie zastanawianie się na przykład z moją mamą czy z moim narzeczonym, co się wydarzy. Teraz bardzo mocno z racji tego, że pojawił się synek, zastanawiamy się, jak w tym wszystkim będzie wyglądało jego życie.Czy to, co widzi, to się zatrzyma albo rozwinie. Wiem, że te dzieci mają też bardziej są uduchowione i narażone na widzenie takich istot. Natomiast zastanawiam się, czy to z nim zostanie. Czasem zastanawiam się szczególnie jak pojawiały się te kroki.
Czy to nie zrobi się w pewnym momencie niebezpieczne? Z czasem przyzwyczaiłam się do tego żyć i coś, na co mój narzeczony zwraca uwagę to no trudno. No jest. No włączył sobie to radio. No nie? Na takiej zasadzie, że się przyzwyczaiłam. Bo dla mnie najgorsze, co najtrudniejsze czy wpływające najbardziej na ten lęk, to jest jednak to chodzenie po domu, tak?
Dopóki nie ma chodzenia po domu, a ja widzę efekty jakiejś obecności, to jest okej, tak? Natomiast jakbym znowu miała przeżyć jak parę lat temu te kroki, to pewnie bym nie poszła sama do ubikacji w nocy. Co jest trudniejsze, bo to teraz ja jestem w roli mamy i muszę jednak podołać swoim lękom. I tak to się prezentuje. Zastanawia mnie, jak wyglądały pani reakcja w momencie, gdy zdała sobie pani sprawę, że styka się pani jakby z czymś, co przeczy temu, co pani słyszała, prawda na wykładach chociażby tak? To znaczy na początku bałam się o to zapytać.
To nie jest tak. Na przykład też słyszałam, miałam właśnie tydzień temu, prawie na weekendzie jeden ze zjazdów z psychoterapii i pytam tej terapeutki, a co w takiej sytuacji, gdy przychodzi do nas pacjent i opowiada o takich historiach? I podałam taki przykład, jak tutaj my rozmawiamy. No i to jest właśnie ta część psychologii, która mówi, że zbadać więcej objawów, czy ktoś ma więcej objawów, czy to są kategorie spełniające zaburzenia osobowości schizotypowej, czy to są zaburzenia związane ze schizofrenią.
Natomiast ja dzisiaj z tej perspektywy wiem, że nie spełniam takich kryteriów. Natomiast to, co pomaga mi w tym, to czuć większą wrażliwość do ludzi. Ale tu nie chodzi o empatię, tylko chodzi o wyczucie.
Nie widzę aury. To nie chodzi o to, tylko tak jakby większe wyczucie, wrażliwość z tym, kto do mnie i z czym przychodzi w samym leczeniu. Co jest ciekawe, bardzo często ja przyciągam do siebie ludzi, którzy albo interesują się ezoteryką, a nawet jak się nie interesują, to mają jakieś spotkania z duchami, jak oni to nazywają, nawet nie takie bliskie. Nie wiem. Czasem ktoś, jakiś duch, który telefon, który, którego, który zadzwonił, a nikt go nie wykręcał, tak naprawdę uchronił przed samobójstwem. Więc to jest coś takiego, że przyciągam do siebie takich ludzi, jak ja to bardzo często mówię. Natomiast wiem, że w dużej mierze dopiero zaczynam to gdzieś bardziej zgłębiać. Jest więcej badań w Stanach Zjednoczonych związanych z bardziej z tym, co jest bardziej niewidoczne dla ludzi. Jest ich więcej niż w Polsce.
Natomiast to, co dla siebie znalazłam, jeśli chodzi o naukę, to są chyba te archetypy Junga. Oczywiście nie w rozumieniu tarota i psychologii, bo wiem, jak by to wyglądało w naszym społeczeństwie, przynajmniej w społeczeństwie, w którym ja się obracam tutaj na co dzień. Połączenie tych dwóch nurtów pracy, także w pracy odnalazłam się w takim Jungu, w archetypach, tak? Czyli w tych zdarzeniach, które się tutaj nieświadomie można powiedzieć, powtarzają w historii biegu świata czy, czy żyć, które tutaj mamy. A to, co sobie połączyłam, tak?
Dlaczego niektórzy potrafią zobaczyć tą przyszłość? To jest ta nieświadomość zbiorowa, nie? Że niektórzy mają na tyle taką wrażliwość, żeby nie tylko widzieć przeszłość, widzieć teraźniejszość, ale widzieć i przyszłość.
I tak to przynajmniej na dzień dzisiejszy z perspektywy nauki sobie tłumaczę. Dlatego zawsze mówię, że Jung był bardzo niedocenionym nie tylko naukowcem, ale też no takim ezoterykiem, byśmy powiedzieli. I na pewno jest to dla mnie taka postać, która daje mi trochę takiej nadziei na to, że kiedyś, kiedyś może połączymy trochę nauki z tym, co jest mniej wytłumaczalne, ale nie w kontekście badań, ale w kontekście spotykania się na co dzień z tymi ludźmi, spotykania się z klientem, z pacjentem, że pewnych widzeń nie będziemy mówić, że one są jedynie objawami, ale będziemy dawać większą przestrzeń na tą inteligencję duchową, tak bym powiedziała, tak? Że mamy nie tylko emocje, jakąś tam poznawczą inteligencję, ale też duchową i po prostu niektórzy potrafią liznąć więcej tego świata. Czy jest im dane zobaczyć więcej tej duchowości i ezoteryki na co dzień. Jeżeli dobrze pamiętam, bo ja też miałem kiedyś kurs z psychologii na studiach na gruncie takiej, że to tak ujmę, głównonurtowej psychologii nie istnieje coś takiego jak dusza, prawda? Czyli według tej psychologii z głównego nurtu nie ma czegoś takiego jak duchy, nie ma w ogóle tej takiej nie fizycznej sfery naszej rzeczywistości.
Psychologa najbardziej interesuje to, co się pacjentowi, że tak powiem kolokwialnie stało, tak? Dokładnie tak. Bardzo trudno jest określić, co to jest dusza. Bo dlaczego nie ma badań? Bo jak mamy to zmierzyć, nie? Jak mamy to zmierzyć? Czym jest dusza?
I pamiętam, jak pisałam pracę magisterską i pierwszy mój pomysł to była inteligencja duchowa. I tu już się pojawiały pierwsze problemy w tym. Po pierwsze w ilości badań, że badań jest jak garstka po prostu. Wszystkie badania są zagraniczne, literatura jest zagraniczna i tak naprawdę my dalej nie wiemy, jak zmierzyć. My nie wiemy, co to jest duchowość. To jest jakiś nasz konstrukt teoretyczny w głowie, czyli tak naprawdę to coś nie istnieje dla psychologii, tak?
I tak mówię, jest wykwitem objawów, syndromów wiążących się z jednostką chorobową. Dlatego też czuję taki niedosyt związany z tym, że jako psycholodzy okej, to jest bardzo, bardzo fair wobec klienta i ja na co dzień się tym zajmuję, żeLeczymy go według metod wystandaryzowanych i kierujemy się nauką.
Natomiast jest grono pacjentów, które bardzo chętnie otwarłoby się szerzej, tak? Szerzej niż psychologia egzystencjalna, szerzej niż Jung, tak? I sama się zastanawiam, ile takich ludzi zostało zdiagnozowanych pod kątem schizofrenii na przykład, tak?
To jest też tak jak z badaniami nad OB chociażby. Z tego, co ja zdążyłem się rozeznać, to pisząc jakieś prace naukowe o właśnie OB, robiąc jakieś badania, zawsze się naukowcy opierają na tym, co zostało jakby napisane, prawda i utrwalone wcześniej przez kolegów wykazujących takie stricte materialistyczne podejście, czyli obarczających winą za występowanie takich zdarzeń jakieś zaburzenia neurologiczne na przykład albo jakieś złudzenia, prawda? Tak, dokładnie tak. I też mam taką świadomość, że mogłabym zostać tak samo oceniona. Natomiast nauczyłam się przez te parę lat takiej też pracy zawodowej, że po prostu o tym w gabinecie najczęściej nie opowiadam.
Zdarzyło mi się kiedyś mieć taką panią, która umówiła się do mnie na konsultacje i gdzieś tam podświadomie nawet nie wiedziałam o tym, że mnie o to zapyta albo coś takiego wyczuje. I ta pani na końcu konsultacji powiedziała mi pani: "A może mi pani powróży?", tak? Więc tutaj łączenie byłoby takim skróceniem drogi, tak? Bo wróżąc czy jakby szukając, czekając na to, co przyniesie nam jakaś postać, jakąś informację, trochę odbieramy sobie takiej pracy, nie? I to jest dla nas bardzo kuszące, bo na terapii musimy jednak włożyć jakiś swój wysiłek. Natomiast tak, kierujemy się takim materializmem i coraz mniej mam wrażenie, kierujemy się tą duchowością. Z jednej strony otwieramy się na duchowość, tak? Słuchaj swojego wewnętrznego ja i tak dalej, i tak dalej.
Natomiast mam takie poczucie, że mimo wszystko jesteśmy na to zamknięci. Czyli można powiedzieć krótko, że psychologia i w ogóle nauka z głównego nurtu nie tyle nie chce badać pewnych rzeczy, co po prostu się na nie zamyka i nie ma jakby wypracowanych metod badania, tak?
Dokładnie tak. Mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia takie metody powstaną i taka grupa ludzi, która miałaby coś do powiedzenia, rzeczywiście będzie to udowodnione, że to nie są tylko i wyłącznie we wszystkich przypadkach jednostki chorobowe, ale właśnie ta inteligencja duchowa albo ta duchowa część naszej osobowości, której tak naprawdę nie musimy wypierać. Tutaj sobie zapisałem takie pytanie odnośnie tej ręki na krześle. Czy ma Pani może jakieś materiały fotograficzne okazujące ten, ten ślad? Czy może Pani próbowała to komuś już kiedyś udostępniać do zbadania? Mam zrobione zdjęcia jak najbardziej. Natomiast w sumie nawet nie przyszło mi do głowy, żeby komuś je wysłać, żeby to sprawdził szczerze mówiąc. Tutaj jeszcze sobie zapisałem takie pytanie odnośnie Pani syna, tak? Pani opisywała tą sytuację, gdzie synek nie był ani radosny, ani nie dopłaczu.
Czy on sprawiał wrażenie, jakby zobaczył kogoś nieznajomego albo coś potencjalnie niepokojącego? No i trzeba też koniecznie, mi się wydaje, monitorować, co syn będzie mówił, o czym będzie opowiadał, gdy nauczy się już mówić, prawda? Tak. Jakby to odniosę się do tego mówienia, że to jest dla mnie taka kwestia bardzo, bardzo oczekiwana. Jak już te zdania będą jakkolwiek zrozumiałe i to, co mówi dla mnie, żeby zobaczyć, co widzi. Natomiast ta jego reakcja była, jakbym miała to porównać, że przychodzi jak jakaś obca osoba, tak? Do domu. Ktoś, kto nie obracał się w jego kręgu, tak?
Czyli mama jako ja, moja mama, czyli babcia i jego tata. I to było takie pełne zdziwienie. Duże oczy, otwarta buzia, kręcenie głową, tak? Dzisiaj już wiem, dlaczego kręcił głową do kuchni i takie duże piski.
Ale to nie były piski radości ani nie były piski płaczu, tak? Tylko po prostu takie piski puszczane gdzieś w eter. Takie jakby piski zdziwienia też, tak? Tak, dokładnie tak. W wielu takich historiach znajduję też odniesienia do tego, co się dzieje czasami, choćby w moim domu. Kiedyś na radiu Paranormalium, w którejś audycji wspominałem o tym, jak papiery wujka mojego wylądowały na środku pokoju, w momencie gdy toczyła się dyskusja wokół jego mieszkania po śmierci. Też po śmierci ojca dużo takich różnych dziwnych incydentów było. No, tutaj szczególnie wyróżnia się na tym tle scena, gdzie moja mama spotkała mojego ojca w towarzystwie naszej takiej dawnej znajomej i się okazało, że ona zmarła miesiąc przed nim.
Też dochodziło tutaj do incydentów z przesuwaniem się jakichś przedmiotów. Na przykład spadł kask rowerowy z miejsca, z którego sam tak jakby teoretycznie nie powinien być w stanie zlecieć samodzielnie. Może kiedyś ja dowiem się, kto to był i po co przychodził, bo mam takie przekonanie, że nie zawsze te osoby są osobami, które znałam, tak? Jakby czasem po tych wydarzeniach nic się po prostu nie zadzieje w moim życiu.
Tak jak mówiłam wcześniej, tym ostatnim wydarzeniem było to pukanie takie w ten mebel. Zastanawiam się, po co ktoś, istota, dusza pukała przez połowę nocy. Na co chciała zwrócić uwagę? Można pospekulować, bo jak dobrze rozumiem, to się wszystko wydarzyło po śmierci wujka, prawda?
Od tego momentu, od tego momentu. No, myślę, że niejeden ezoteryk by w tym momencie zasugerował, że to wujek jakoś daje znać o swojej obecności. Może utknął gdzieśW drodze na koniec tego słynnego tunelu ze światełkiem i czeka, aż go ktoś odprowadzi. Może tak być. Nie jest to wykluczone.
Natomiast, tak jak mówię, wujek był mi taką osobą zu... znaczy może zupełnie obojętną, to tak trochę brzydko brzmi, ale niezwiązaną ze mną. Aczkolwiek może zobaczył, że gdzieś przez ze mnie może się skontaktować.
A może po prostu pani jakoś jest bardziej otwarta na tego typu rzeczy? Jest taka możliwość. Jasne. Bo czasami z ludźmi jest tak, że nie interesują się tymi tematami do pewnego przynajmniej momentu w życiu, nie interesują się tą pozafizyczną sferą naszej rzeczywistości, a następuje coś takiego, co jakby otwiera ich na postrzeganie pewnych zjawisk, jakby ułatwia dostrzeganie pewnych takich duchowych spraw. No tak, jakby, jakby tacy ekstrasensi się w nich budzą. No to są, to jest myślę też taka bardzo wartościowa relacja ze względu na pani wykształcenie i wykonywany przez panią zawód.
Pierwszy raz w ogóle mi się zdarza z zawodowym psychologiem rozmawiać, żeby się psycholog dzielił jakby też swoimi doświadczeniami o tej trudnej do wytłumaczenia naturze. Z jednej strony mi miło to słyszeć, a z drugiej strony mam nadzieję, że to też zachęci inne osoby, które może gdzieś do tej pory mniej wierzą w takie rzeczy, tak? A na co dzień zajmują się jakkolwiek nauką albo są bardziej zwrócone na taki świat materialny. Też jeżeli ktoś by tego słuchał, a miał jakieś podobne rzeczy i być może znalazł kiedyś jakieś hipotetyczne wyjaśnienie, to fajnie by było gdzieś w komentarzu też to poczytać. A jakby się znalazł jeszcze jakiś psycholog, który być może ma podobne rzeczy, to też byłoby fajnie. Natomiast moim takim nie wiem, czy przekazem, ale taką myślą, która mi towarzyszy cały czas, to jest to, że bardzo zatraciliśmy się w takim nie tylko konsumpcjonizmie, ale w takim materialnym patrzeniu na świat, na relacje, na to, co nas łączy, a coraz mniej jest w nas takiej wrażliwości, tak? I tutaj duchowości, ezoteryki czy w ogóle odwoływania się w ogóle do jakiegoś świata wartości, nie? Że my tutaj bardzo często bazujemy na wartościach, które przekazują nam media czy wartościach, które wynosimy tylko i wyłącznie z domu, a nie zawsze doprowadzają nas one do szczęśliwego życia. Ale myślę, że takim kluczem do tego, żeby się otworzyć, to jest otworzenie się na siebie samego i zaufanie sobie samemu, że to, co widzę, to, co słyszę, to, co myślę, to, co podpowiada mi intuicja, to jest to coś, w co powinienem wierzyć, tak?
Czyli z jednej strony wiara w siebie, ale z drugiej strony też wiara w to, że takie najwyższe dobro, tak? Że nie zawsze to, co myślimy, kieruje nas do autodestrukcji, ale też powinno wypływać jako nasze wartości czy jakaś nasza empatia. A do mnie właśnie dotarło, że przecież na antenie Radia Paranormalium w kilku audycjach wypowiadali się w charakterze gościa również psycholodzy i również psychoterapeuci. Aczkolwiek nie pomnę teraz, nie jestem sobie w stanie przypomnieć, czy to ich zainteresowanie tą sferą duchową i w ogóle ezoteryką wynikało jakoś z osobistych doświadczeń, czy też po prostu ich to tak zwyczajnie ich to zainteresowało i postanowili pójść jakby w tym kierunku. Na pewno takie nazwisko, które teraz mi przychodzi do głowy, to pani Izabela Kijak, która chyba dwa razy co najmniej występowała w audycji, którą prowadziła Ada Edelman z bloga Biuro Duchów. Ada przez pewien czas prowadziła u nas w ramach cyklu debaty niekontrolowane, taki podcykl z wizytą w Biurze Duchów właśnie i tam też różni goście interesujący i zajmujący się tymi tematami ezoterycznymi występowali. Także można powiedzieć, tylko się cieszyć, że jest coraz więcej osób zawodowo zajmujących się psychologią, które się otwierają na te pozafizyczne sfery.
Z pewnością poszukam i będę próbowała nawiązać jakiś kontakt i wspólny język. Myślę, że to mogłoby być bardzo owocne dla mnie. Dla mnie też rozmowy z osobami zawodowo zajmującymi się psychologią i próbującymi jakoś łączyć to z ezoteryką też są takie, muszę powiedzieć, rozwijające. Jakby taka, no, poznaję nową perspektywę osoby, która jakoś naukę akademicką próbuje pogodzić z ezoteryką i z tym, co sama doświadcza, tak? Tak, czasem bywa to trudne, ale może się da.
W ostatniej części dzisiejszego odcinka wysłuchamy obszernego fragmentu rozmowy ze słuchaczką, która gościła w podcaście "Mówią świadkowie" w odcinku poświęconym obserwacjom UFO. Moja rozmówczyni nie tylko sama doświadczyła wielu niewyjaśnionych zdarzeń, ale też mieszka pod jednym dachem z osobą, która zdaje się wręcz przyciągać zjawiska o trudnej do ustalenia naturze.
Zapraszam do wysłuchania tej niezwykłej historiiTo jest tak. Ta pani miała wtedy osiemdziesiąt bodajże trzy lata, bo teraz jest o wiele starsza. Jestem dziesięć lat już z nią. I kiedy przyszłam, siadłam koło niej na wersalce.
Siedziałyśmy, oglądałyśmy telewizję i proszę pana, w pewnym momencie ona — miałam krótkie spodenki — położyła mi rękę na nodze i wie pan, normalnie dłoń. I po chwili oglądając telewizję, ja mówię: "O matko, coś ty mnie tak poparzyła?". Ale nie patrzyłam na nogę. I proszę pana, po chwili patrzę, a na nodze mam odbitą jej dłoń, całą dłoń, tak jak przyłożyła z paznokciami i z pierścionkiem. Normalnie oczko, wszystko było widoczne. Szkoda, że ja nie miałam wtedy telefonu, żeby zrobić zdjęcie. To nie wiem, ile to trwało.
Dziesięć, może piętnaście sekund. I ta ręka potem znikła, ale była widoczna. Ona, ta kobieta też to widziała. Potem opowiadała i tym wszystkim swoim znajomym i rodzinie, że takie coś właśnie się wydarzyło. To było straszne. To było dla mnie w ogóle to było jakieś, jakieś takie dziwne. I tego proszę nie mieć mnie, że ja jestem jakaś nie wiadomo jaka. Coś mam z głową, ale ta kobieta może panu po-powtórzyć. Jest w łóżku i jeżeli pan by się jej zapytał, to ona mogłaby śmiało powtórzyć, że coś takiego było. No może już nie męczmy starszej pani, bo w tym wieku raczej o tej porze chyba już się ś- No śpi, śpi. Już śpi. Tak. To było takie lekkie dotknięcie tylko. Nie było takie jakieś mocne. Proszę pana, ona, ona lekko dotknęła. No ona tak położyła tą rękę, to ani, ani nie klasnęła, żeby to się odbiła. Albo że te... Nie! Dosłownie przyłożyła lekko dłoń na moją nogę. Ja byłam w krótkich spodenkach, oglądałyśmy telewizję i po chwili ja mówię: "Coś ty mnie tak poparzyła?".
Ja patrzę na nogę i proszę pana, nie wierzę. Cała dłoń odbita z paznokciami i z pierścionkiem, bo mam na prawej ręce pierścionek. No pan by nie uwierzył. Czerwona ręka odbita na mojej tej nodze, na prawej nodze. To tak, jakby coś spowodowało jakiś niekontrolowany przez tą panią przepływ energii przez tą rękę- No tak. Skoro to poskutkowało takim śladem. Żeby pan wiedział. Mhm. Takim wręcz oparzeniem, jak to pani ujęła. Tak, bo ja to tak ujęłam, bo to takie było szczypnięcie, tak? Jakby tego. I mówię: "Czymś ty mnie tak poparzyła?". I dopiero po chwili patrzę na nogę i, i, i właśnie taka sytuacja, sytuacja miała miejsce. A ta pani wiadomo coś o jakiejś jej zainteresowaniach, ewentualnie ezoteryką? Tak, ta pani wróży z kart, proszę pana i jak wróży, to wszystko przepowiada tak, że ludzie tutaj do niej przychodzą i wszystko się spełnia. I mają takie relacje, że co jakiś czas, proszę pana, teraz to ona trochę przeziębiona była i tego, ale tak to ma tutaj takich klientów swoich stałych i kiedy przychodzą, to zawsze proszą ją, żeby powróżyła z kart. Czyli taka osoba dosyć znana chyba w okolicy. Proszę pana, no tutaj ją na tej ulicy to wszyscy znają. Bardzo fajna kobieta, która pochodzi z rodziny, yy, nie wiem, jak panu powiedzieć, arystokratycznej, bo miała i, i fajną babcię i dziadka. Opowiadała mi o nich.
Oni gdzieś tam pochodzili, proszę pana, z tych Karpat Wschodnich czy Zachodnich. Tam się ona urodziła. No mieli majątki, dosyć byli naprawdę bogaci, bo ten dziadek to miał młyny. Tylko że potem musieli to wszystko tam zostawić i przyjechali na tę stro..., no wschod-- zachodnią stronę.
Tu ich skierowali. No i tu się osiedlili, tak? A ta pani naprawdę ma coś w sobie, bo ona już kiedyś mi tłumaczyła, że jak kogoś głowa bolała, to dotykała i po prostu przestawała boleć. I mówi: "Ja też mam energię", wie pan? Tak do mnie. Ja mówię: "No to fajnie.
No to pani teraz będzie leczyć, leczyć wszystkich wkoło, no tych znajomych i tego", ale z kart to naprawdę dobrze wróży. I kiedyś chciałam wziąć od niej karty tarota. Ona mi powiedziała: "Dziecko, tym się nie zajmuj, bo to jeszcze można sobie krzywdę jakoś zrobić". I po prostu ja te karty odłożyłam i nigdy już do, do tego żeśmy nie wracały. Ale zajmowała się takimi rzeczami jakimiś no nie wiem, wróż-wróżeniem, bo to, że z kart normalnie wróży, to, to, to wiem, ale o tarocie to raczej nie wspominała. No tutaj z tarotem, z w ogó-w ogóle z wróżeniem, z jakimiś takimi magicznymi przedmiotami rzeczywiście trzeba, yy, dosyć ostrożnie- Proszę pana, tu wywoływali kiedyś duchy na takim stoliku. A!
Jeszcze jak żyła. To opowiadała różne historie. No różne historie. I dlatego, proszę pana, nie wiem. Ja bym panu tutaj tyle rzeczy powiedziała, ale naprawdę aż, aż no nie wiem, czy ja mogę. To, to jest dłuższy temat. Jakby pan usłyszał, że spod sufitu materializuje się coś takiego jak, jak by to pan powiedzieć, okrągłe.
Coś w typie ektoplazmy, jakieś takie postaci, przedmioty. To były przedmioty. To się pokazuje, proszę pana, w tym domu, że to wychodzi z sufitu i ja to widzę. Ja mam oczy otwarte, nie śpię. I to się kiedyś zbliżało do mnie. Ja się tak wystraszyłam i kołdrą po prostu uderzyłam nogą. A mówię: jeżeli to jest materialne, to po prostu, no, odbije się, tak? Ale to się nie odbiło.
I jak ja to patrzyłam na to i to się zaczęło zbliżać do mnie, to proszę pana, w pewnym momencie do sufitu i się rozpłynęło. To już miałam takie dwa czy trzy razy normalnie. I potem mówię nie, nikomu nie będę mówiła o takich rzeczach, bo, bo proszę pana, no wyśmieją mnie, powiedzą, że ja coś mam z głową. Ale no nie, ja jestem całkowicie normalna i no nie ma komu ta, o takich rzeczach, proszę pana, z kim porozmawiać? Bo naprawdę niech pan mi wierzy. Przyjdzie kolega albo koleżanka, albo moja wnuczka i ja będę mówić o, o takich rzeczach dziecku?
No, no raczej chyba nie, ale to już było parę razy, parę razy, proszę pana. No wiadomo jak, jak ogół społeczeństwa podchodzi do, do tych paranormalnych tematów.Coś tam się zmienia, jakieś otwierają się ludziom klatki w głowach, że coś rzeczywiście może w tym być. No ale jeszcze, jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie, zanim się-- czy też w Odrze, zanim, zanim tak naprawdę coś, coś u większej części społeczeństwa się zmieni w tym temacie. No tutaj to potwierdza ten, ten przypadek z ręką, z tym śladem po dłoni.
Potwierdza, że osoby parające się ezoteryką, nawet takie z dużym doświadczeniem, czasami mają też wciąż problemy z jakby chyba kontrolowaniem tego swojego przepływu energii. Być może, proszę pana, naprawdę ja, ja to pierwszy raz w życiu mi się takie coś przydarzyło, żeby ręka została odbita na, na mojej nodze, ale to jeszcze w taki sposób, żeby widzieć wszystkie pazno- paznokcie u jej dłoni i pierścionek z oczkiem. To, to mnie zaciekawiło. To wszystko było tak odbite, jakby pan, no nie wiem, odrysował czy jak? No cała dłoń, cała dłoń była jej odbita na mojej nodze.
Czerwona normalnie dłoń. No w normalnych warunkach, żeby coś takiego zrobić, żeby taki ślad pozostał, to trzeba byłoby no nieźle kolką- Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, proszę pana, bo to by było fajnie udokumeno- udokumentowane, tak? No szkoda wielka. No. Trzeba było dosyć w normalnych warunkach trzeba byłoby dosyć dużą energię przyłożyć, żeby taki ślad powstał.
A tutaj takie lekkie dotknięcie i ślad jak po oparzeniu. Tak, jak po oparzeniu. I ja jeszcze naprawdę ja do tej pani mówię wtedy: "Pani , co pani wyprawia? Czego mnie pani tak poparzyła?" I patrzyłam dalej w telewizję, ale po chwili coś mnie to tak jakoś zadziwiło.
Mówię: "Matko jedyna, popatrz na moją nogę, popatrz, cała twoja dłoń jest odbita". A ona? Ona sama nie wierzyła, proszę pana, w to. Nie wierzyła, że coś takiego mogło się wydarzyć. I potem, jak przychodziły do niej znajome i tego, to cały czas tylko o tym opowiadała, że właśnie takie coś się wydarzyło. No, czasami to potwierdza, że nawet osobom dosyć mocno siedzącym w tych tematach ezoterycznych czasami zdarzają się też rzeczy, nad którymi nie do końca mają kontrolę, prawda? To jest ciężko, ciężko jakby skomentować nawet osobie, która interesuje się takiej jak ja, która interesuje się już od dziesiątków lat tymi tematami, właściwie od dzieciństwa. Też miałem kiedyś przygody z pracą z energiami. Może nie tak hardkorowe, że to tak ujmę po młodzieżowemu, ale jednak miałem. Przez jakiś czas parałem się pracą z energiami, uczestniczyłem w medytacjach takich grupowych, co prawda przez Skype'a, ale jednak ta energia grupy tam widać było, że działała i dało się odczuć fizycznie, gdy coś było na przykład robione przy mnie albo przy którymś z innych uczestników takich spotkań.
Pamiętam, że przy pierwszym spotkaniu jedna z osób coś tam zaczęła mówić, że ktoś mi kradnie energię, ktoś mnie wysysa z energii. A ten taki nasz nauczyciel powiedział, że on wie, sprawdzi zaraz i on już wie, kto kradnie energię. I się okazało, że to niestety byłem ja, bo byłem dosyć zmęczony po takim dosyć ciężkim dniu.
Oczywiście on tego nie powiedział wprost kto kradnie, ale zaraz zrobiło mi się tak ciemno przed oczami. Myślałem, że padnę twarzą na tą klawiaturę przed tym komputerem i po prostu dopiero po dłuższej chwili jakby się ocknąłem i zorientowałem się co tak, co tak naprawdę się wydarzyło, że dostałem baty. A pan wie pan, przepraszam, że tego ja panu powiem i ta kobieta do mnie też ta pani właśnie mówiła, że są ludzie tacy, że to, co pan tutaj ujął, że kradną energię i po prostu tego. I przychodziła tutaj do nas kobieta, proszę sobie wyobrazić i powiedziała o mnie.
I ta kobieta mnie łapała za ręce i powiedziała, że ona się tak przy mnie dobrze czuje. I proszę pana, moja siostra potem powiedziała tak: "Jaka ty głupia jesteś". Przepraszam, że tak mówię. "Jaka ty głupia jesteś. Nie dawaj nikomu energii, bo zobaczysz, co z tobą będzie". I to, co pan teraz powiedział, że panu było ciemno przed oczami, to ja po tygodniu, bo ona tak przychodziła przez pięć dni i miała taką gulę na ręce i ta gula jej znikła, niech pan sobie wyobrazi. Ja rękoma ją dotykałam, bo ona tak chciała. Ja sobie myślę, co ona tam gada.
Ja nie wierzyłam w to, że ona czerpie ode mnie energię. Po pięciu dniach, proszę pana, ja taka byłam słaba i zachorowałam i nie wiedziałam z czego i myślałam, że się wywrócę tak jak pan tu to teraz opowiada.
A ona zabierała tą ode mnie energię. I jeszcze mówi tak- Taka pijawka, prawda? Tak, ona jeszcze mówi tak do mnie: "ty musisz iść i zrobić sobie kurs bioenergoterapeuty i będziesz zarabiać pieniądze". Ja mówię: "No wie pani co? Co pani takie głupoty gada?" I ona była umierająca, proszę sobie wyobrazić, miała osiem zero hemoglobiny, bo dostała jakiś krwotok wewnętrzny. I proszę pana, ona jedyna, jedyna zawiadomiła mnie, żeby ją po prostu wziąć i do szpitala zawieźć, powiadomić karetkę pogotowia, bo ona umiera. I ja rzeczywiście tam pobiegłam.
Zawiadomiłam karetkę pogotowia i tą kobietę zabrali. Ona żyje do tej pory. Ona już ma z dziewięćdziesiąt parę też lat. Dziewięćdziesiąt trzy albo cztery. Jakoś tak, bo dziesięć lat tu jestem. No, ona była starsza od o trzy czy o dwa lata. To tak będzie. I przychodziła do mnie, że mówi, że ona się bardzo dobrze w moim towarzystwie czuje i tego. I kiedykolwiek mnie tylko spotkała, to proszę pana, łapała mnie za ręce, a ja te ręce cofałam do tyłu, bo już potem mówię: "No nie, ja już nie chcę mieć z nią nic wspólnego", bo ona po prostu mnie no nie wiem, jak zabiera tą energię, to ja tej energii nie będę miała i dokąd się narobi? No będę chorować, nie? No to jest taka forma wampiryzmu energetycznego, gdzie osoba ściąga z innych ludzi energię, nawet niekoniecznie zdając sobie z tego sprawę, prawda?No są ciekawe rzeczy naprawdę, proszę pana, o których no człowiek jeszcze nie wie. A jeszcze jeden taki mam przypadek, jak mogę powiedzieć.
Sąsiadka umierała, bo przyjeżdżał do niej doktor z paliatywnej. Ja to widziałam i zresztą ta pani też, bo to najbliższa sąsiadka z naprzeciwka. I to było też wieczorem. Podjechał karawan. Ja to widziałam. Miałam przedpokój i w pewnym momencie jest furtka otwarta, przyjeżdża furgonetka druga. Przyjechał właśnie ten lekarz, żeby stwierdzić prawdopodobnie zgon. Proszę pana, była otwarta bramka, nie było wiatru, nic. Wołam: "chodź szybko , bo zaraz zwłoki będą wynosić pani . zanim przyszła, bo ma taki chodzik, bo miała endoprotezę wstawioną do tego, biodro jej robili i proszę pana, powolutku, powolutku przyszła i zaczęła się modlić. Ja to samo. Ona w imię Ojca i Syna. Ja mówię: "Boże, wreszcie jej się męka skończyła". Proszę pana, pan by nie uwierzył, a ona jest świadkiem. Bramka powolutku zaczęła się zamykać i zamknęła się całkiem. Ja myślałam, że sąsiedzi sobie założyli na fotokomórkę.
Rozumie pan? Że ta bramka się sama tego... Na drugi dzień z samego rana przychodzę do tego sąsiada, czyli do syna tej pani, co zabrali ją już do kostnicy i opowiadam o tym. I przyszłam, proszę pana, otworzyłam tą bramkę. Bramka ciężka z drzewa, z takiego żeliwa. I ruszam tą bramkę w jedną, w drugą stronę. I opowiedziałam temu panu. Pod kościołem spotyka się z-ze swoim bratem.
To samo mu powiedziałam, a on mówi, że do niego siostra, siostrzenica czy ktoś tam dzwonił i pozytywkę miała w domu, która była nienakręcana, proszę pana, i sama zaczęła grać. I to było właśnie w nocy jak ona odeszła. To taki, taki też miałam tutaj przypadek i ja to widziałam, jak ta bramka się zamknęła i po chwili dopiero wynieśli to ciało. To ja sobie tak uzmysłowiłam, że ona zamknęła po sobie drzwi i odeszła w ten sposób manifestując się może. No nie wiem.
No też ta pozytywka, ta akcja z pozytywką też mogła być taką formą jakby sygnału, że, że ktoś odchodzi. Proszę pana, jakby pan widział tą bramkę, jak ona się zamykała i to sama. Bez sprężyny, bez niczego, bez wiatru, bez niczego. Proszę pana, ja tam przyszłam i tą bramkę tak brałam z jednej strony i z drugiej no ruszałam. Czy to możliwe, żeby ona tak powolutku, powolutku się sama zamknęła? No nie, bo lekarz wchodził. Ja widziałam, jak lekarz wchodził. Tak?
I ta bramka była otwarta. On jej nawet nie dotykał. No, no, no. Wiele takich dziwnych rzeczy, ale no, no praktycznie można powiedzieć, jak to tłumaczyć, tak? No jest jakiś sposób, w którym osoby zmarłe, które odeszły z tego świata, jeszcze nie, jeszcze tak nie do końca odeszły, prawda? Tak. Jest jakieś, musi być jakiś sposób, w który zmarli wchodzą w interakcje z takimi przedmiotami, szczególnie z takimi ciężkimi, szczególnie z takimi, których uruchomienie, jak w przypadku tej pozytywki, no wymagałoby użycia pewnej jednak dosyć sporej energii. Tak?
Tak. No miałam wiele takich przypadków, proszę pana, jakbym powiedziała. No to się zaczęło w ogóle jak miałam osiemnaście lat. Miałam koleżankę. Mojej mamy siostra zmarła, pojechała moja mamusia na pogrzeb, a ja mówię do tej koleżanki: "To idź, ja tam dam ci telegram, a ugotuję jeszcze obiad. Przyjdziesz to tak". Miałam bodajże chyba osiemnaście, osiemnaście lat. I proszę pana, ja jeszcze se niby przysypiam. Nagle słyszę radio gra.
Moja mama rozmawia z sąsiadką i w pewnym momencie nie mogę głowy obrócić w bok, bo proszę pana, stoi nade mną czarna postać. Co by pan powiedział? Jak wyskoczyła z tego domu, z tej wersalki, to, to dopiero przyszłam o godzinie, ja wiem, dwudziestej. Jak, jak ona przyszła i nie chciałam jej mówić, żeby ją straszyć, że coś takiego się wydarzyło, bo pewnie by pojechała do domu.
I to też był taki. I od tamtej pory, a pękały mi, jak mamy brat zmarł, kryształowe kielichy. I mówię: "Mamo, co ty mi bijesz tak?". Ja byłam w kuchni, ona była w pokoju. Mówi: "Dziecko, co ty mówisz?". W pajęczynę po prostu taki huk był. No nie można tego sobie wyobrazić, jakby ktoś po prostu z całej siły uderzył w to. I ja szukam. Znalazłam.
I o dwunastej był telegram, że mamy brat nie żyje. Mam takich parę tych przypadków, no bardzo dziwne. No ale wie pan, no coś w tym musi być. Nie wiem co, ale coś jest. No to jest jeden ze sposobów, w których zmarli informują o swoim odejściu. Była taka relacja, nie wiem, czy już ją publikowałem, czy nie, bo ja tego dosyć dużo mam.
Na przykład o, o zrzuconych dzwonkach z półki. Coś takiego kiedyś- Nie, nie. Tego nie słyszałam jeszcze. To chyba jeszcze nie. To chyba jeszcze nie poszło na antenę. O takich, taka sytuacja gdzie para Polaków, która wyjechała sobie tam do Wielkiej Brytanii za pracą, tam sobie jakieś mieszkanko wynajęli i, i mężczyzna z tej pary miał takie hobby, że zbierał sobie jakieś takie dzwonki, jakieś takie różne małe rzeczy i ustawiał to na półkę. I się okazało pewnej nocy, że jakaś dziwna siła strąciła dużą część tych dzwonków na podłogę i jak się okazało tam jakiś bliski ich zmarł, będący w Polsce w tym czasie.
Mhm. I jakoś to tak powiązali z, z tym momentem. Dokładnie w tym momencie, kiedy zmarł, wydarzyła się ta historia z tymi dzwonkami spadającymi z półki. Mhm. Jak mój mąż umierał, proszę sobie wyobrazić, ja miałam na przedpokoju takie tak jak pan mówi, takie, takie sople grające. I one, proszę pana, same zaczęły grać. Takie dzwoneczki rurowe, tak?No takie tak dzwoneczki rurowe i moja mama była, bo myśmy na jednym piętrze mieszkały, ale mama miała oddzielne mieszkanie i ja miałam oddzielne mieszkanie. I proszę pana, ja byłam w kuchni, robiłam sobie kawę, a mój mąż leżał, bo on był już umierający. I w pewnym momencie te dzwonki same zaczęły grać. Pan nie uwierzy. Ja biegnę do przedpokoju. Nikogo nie ma. Drzwi zamknięte, okna były pozamykane. Poleciałam do mamy i mówię: "Mama, ty byłaś u mnie?" Ona mówi: "Nie, dziecko, ja jestem cały czas w kuchni." Ja mówię: "Ty wiesz co? Chyba przyszedł tato po niego, bo te dzwonki, co mam tutaj na przedpokoju, one same zaczęły grać. Pan by nie uwierzył. Jak Boga kocham, do tej pory ja je jeszcze słyszę, dosłownie słyszę, jak one grały i ja potem patrzę na nie, a one takie, takie leciutkie, proszę pana, tak jakby falowały tak leciutko, ale one zagrały, tak jakby ktoś po nich zagrał. No nie-niesamowite. Ja mam takie historie tutaj normalnie, proszę pana, jakbym zaczęła panu opowiadać, to nie wiem, czy pan w ogóle w to wierzy, co ja mówię, bo ja to mówię naprawdę to, co ja wiem, co mi się przydarza tutaj, czy tu, czy u mnie w domu. I to nie tak, że codziennie, tylko co jaki, co jakieś w takim odstępie, wie pan, może być nieraz dwa tygodnie albo jak ktoś ma umrzeć z mojej rodziny, albo córka dzwoni. Mówi: "Mamuś uderzył mi ptaszek w okno." Ja mówię: "Ojej, ktoś umrze." I pan wie, że po południu mam wiadomość, że mojego ojca brat zmarł. Ptak uderzył w okno i padł. Mówi: "Ja nie wiem jeszcze, co mam zrobić, bo może pies go zje albo kot." Ja mówię: "Jak?
Jeżeli je, no to weź do, do tego, do domu, może odżyje." "Nie mamo, on leży." I ona potem też gdzieś na internecie zaczęła szukać, że tak jak ptak uderza w szybę, to proszę pana, na śmierć. No nie wiem jak to interpretują inni, ale coś takiego jest i ja w to wierzę. No tyle historii, co mi się tu przydarzyło i po prostu u mnie w domu, to nie mogę powiedzieć, że ja mam w to nie wierzyć, bo, bo tak jest.
No, no tak jest. I co ja zrobię? No myślę, że u pani jest coś takiego jak w przypadku wielu innych osób, które też mogą praktycznie sypać jak z rękawa historiami o jakichś paranormalnych zdarzeniach. Jest coś takiego, że pierwsze spotkanie z takim paranormalnym zdarzeniem, na przykład z takim człowiekiem cienia tak zwanym. Coś takiego jest, że pierwsze zaobserwowanie, pierwsze zetknięcie z tą paranormalną sferą jakby otwiera człowieka na łatwiejsze dostrzeganie pewnych rzeczy w przyszłości.
Tak. Nie wiem, jak to teraz może... Nie wiem, czy to dobrze ująłem, bo też już troszeczkę mi koncentracja dzisiaj siada. Mam bardzo ciężki dzień za sobą. Jest coś takiego, że pierwsze spotkanie z jakimś dowolnym zjawiskiem paranormalnym, na przykład obserwacja UFO, obserwacja jakiejś postaci otwiera człowieka na dostrzeganie łatwiej podobnych zdarzeń w przyszłości, na odbieranie pewnych sygnałów mniej lub bardziej subtelnych, co jakby ułatwia nam, tak jak mówiłem, dostrzeganie kolejnych takich zdarzeń i jakby poprawne ich interpretowanie. Tak, ta sfera paranormalna wchodzi, wdziera się praktycznie w nasz obszar postrzegania i jesteśmy bardziej jakby podatni na, na odbieranie pewnych sygnałów. Mhm. To już nie będę zanudzać, wie pan. No ja tego nie nazywam zanudzaniem po prostu. Kolejna taka- Wie pan, ja bardzo, bardzo się interesuję takimi sprawami i lubię słuchać na-na przykład nawet wypowiedzi niektórych ludzi, bo bardzo ciekawie opowiadają i to, co widzą, bo, bo nie wszyscy w to wierzą, bo jakby sami zobaczyli, to, to jakby przekazali drugim osobom, to też ktoś by się z nich może i wyśmiał albo jak. No, no trudno na, na to pytanie to tak odpowiedzieć, nie?
Ale ludzie to sceptycznie podchodzą do, do nie wiem, do wszystkiego i no nie wierzą. Chyba że naprawdę coś takiego będzie, że wtedy jak ujawnią w telewizji naocznie i powiedzą, to wtedy to no nie wiem, czy będzie można zaakceptować, czy nie. Tak jak z tymi dronami tam gdzieś w Stanach, to też to oglądam.
No, wie pan, no ja w to nie wierzę, że inwazja jakaś dronów, bo, bo to by było śmieszne. I tak jak mówią, że badają te obiekty, w których są te broń nukra-nuklearna. Tak? Dobrze mówię? Tak. Nuklearna. Że oni tam właśnie nad, nad bazami latają i sprawdzają. No proszę pana, no może dojść do kataklizmu całego świata. No bo to widzi pan, co się na świecie dzieje.
No. Ja sobie jeszcze pozwolę takie spostrzeżenie uczynić, że dużo osób odrzuca w ogóle rzeczywistość tych zjawisk paranormalnych tylko dlatego, że to jakby koliduje z ich światopoglądem, z ich systemem przekonań, takim ściśle stricte materialistycznym. No tylko że odrzucenie istnienia czegoś z tego tylko powodu, że nie zgadza się z naszymi poglądami, to moim zdaniem nie jest sceptycyzm, tylko no pewne przejaw jakiegoś takiego zamknięcia na tematy, które wykraczają poza pewną sferę. Tak, tu ma pan rację.
Wiele jest takich przypadków, że ktoś, coś komuś się tam przydarzyło i on: "A co ja tam będę mówił?" No tak. No z tego, co ja, co ja widzę, że ludzie po prostu się by śmiali, nie? Wyśmialiby mnie i by powiedzieli: "No jak ona taka mądra tutaj w tych i w gazecie o niej piszą i ten, a tutaj nagle pach! Co ona wydziwia. Chyba jej się w głowie poprzewracało." No wie pan, no ja jeszcze chyba nie mam sklerozy. Mając sześćdziesiąt dwa lata to jeżdżę jeszcze samochodem i się poruszam całkowicie sprawnie.
Także trudno powiedzieć, żebym miała coś urojonego w głowie i pewne rzeczy, które widzę, to proszę pana, nie zmyślam tego, tak? Ja też pod swoim adresem kiedyś usłyszałem tekst pod tytułem: Ty i zjawiska paranormalne? No co ty, to są głupoty. Myślałem, że jesteś mądrzejszy.
Matko jedyna. No wie pan co? Nigdy w życiu by- To jest coś, co ciężko skomentować bez, bez jakby machania rękami, bez opadu rąk. No tak, to prawdaJa jeszcze tutaj mam to, to, to co pani teraz opowiedziała, to jest połowa tego. Jedna druga tych, tych różnych takich sytuacji. Też z baterią, która podskoczyła na telewizorze, a była niedobra, malutka.
Pani widziała, a potem się obróciła. To mam na tym gdzieś na telefonie. Jak nie jest, nie jest wykasowany z tego starego, to ona potrafiła się tak sztorc obrócić, skoczyć z powrotem na stolik i zatrzymała się na stoliku. Ja szukałam, bo ona mówi: „Znajdź mi tą baterię, znajdź mi tą baterię, bo to mi potrzebne do pozytywki”. I proszę pana, ja ją szukałam. Ja widziałam i ona widziała.
Odbiła się i nie, że się naelektryzowała od telewizora. Na starym wyłączonym telewizorze była, a bateria była nieczynna. I ona w pewnym momencie podskoczyła do góry, spadła na ziemię, odbiła się od ziemi i dosyć wysoko, bo tak gdzieś do metra taki stolik stał.
Obróciła się sztorcem. To też był ciekawy przypadek. No, no tu wiele rzeczy takich, proszę pana, no nie tylko to wszystko- No tutaj można, można, można spekulować, czy to jakaś istota się tą baterią bawiła, czy to może jakby energetyka- A wie pan, bo to to z małym wymiarze, ona ma kupę rzeczy.
Energetyka tej pani. Czy jakby może energetyka tej, tej starszej pani tak wariuje? A może. Wie pan co, że ja chciałam stąd odejść? I ja tu jestem już dziesięć lat, tak jak panu mówiłam. I po prostu coś mnie tutaj tak na siłę trzyma. I ona mnie trzymała. I ona powiedziała: „Ty będziesz ze mną”. Jak spojrzała tymi oczami swoimi, to zahipnotyzowała mnie, mówię panu.
I ja chciałam po trzech latach stąd wyjść. I mówię panu, że, że, że nie wyszłam. No, jestem do tej pory. Jest to potężny, duży dom piętrowy. No. A tu jest pełno takich rzeczy. Tych ludzi, którzy mieszkali, ale już nie żyją. Może oni się w jakiś sposób tutaj, proszę pana, przemieszczają. No, krótko mówiąc dom z historią. Tak, to jest stary dom, proszę pana, stuletni czy osiemdziesięcio, dziewięćdziesięcioletni dom. Jeszcze dobudowany, dobudowany, bo to kiedyś taka pipiduła była. Oni jeszcze dobudowali połowę z tego.
No to kto wie, ile, ile ludzi się tam przebiegało i co tam się mogło dziać, co tam się mogło, że tak powiem, nagrać na przestrzeni lat. To proszę pana, jeszcze jedną historię. Mhm. Tak. Jeszcze taką historię opowiedziała o aniołkach z trumny. Jej syn, który był w New Jersey, ale on już nie żyje, wyjechał właśnie tam do Stanów Zjednoczonych. Tam się ożenił i tam mieszkał. I proszę pana, on jak był młody, to tutaj był taki kościółek i wykopywali, wie pan, jak nieraz tam kopią koło tych kościołów, to i trumny były i tego. I on takie przyniósł do domu aniołki. I dał, no nie wiem, ogłosił komuś tam. Przyjechał gościu z Polski i kupił od niego te aniołki. To takie wie pan, jak na trumnę się zakłada. Nie wiem.
No, no nie wiem, czy cztery, czy pięć takich tych aniołków miał. On sprzedał temu gościowi. I proszę pana, ten gościu przyjechał po jakimś czasie i mówi, żeby on to szedł i oddał w to miejsce tam, gdzie było, bo on by zginął w wypadku samochodowym. I to przez te aniołki. Co by pan na to powiedział? Jest coś takiego, że- No jeżeli to rzeczywiście, jeżeli to rzeczywiście przez te aniołki, to potwierdzałoby to to, co się mówi o rzeczach z cmentarza, że z cmentarza nie wolno niczego zabierać- Tak, tak. Bo nie wiadomo, co się za sobą zaciągnie, tak? On, on takie w ogóle stare rzeczy tutaj gromadził. On kupę. Ja mam tu takie, proszę pana, rzeczy stare, ale ja tego nie dotykam, nawet się nie, nie zbliżam do tego. To tylko po prostu kurze się ściera i niech se stoi. Nie dotykam się niczego.
Jeszcze była taka sytuacja jak którą wychowywałam, miała odejść, bo w Kanadzie mieszkała. To proszę pana, spałam na górze. Ja myślałam, że nogi połamię. Pan wie, że dziewczyna gdzieś tak z szesnaście, siedemnaście lat zmaterializowała się i ona lewitowała bez nóg. Ja to widziałam wszystko. Jak ja stamtąd uciekałam, to proszę pana, mało nóg nie połamałam. Byłam blada, myślałam, że żołądek mi wyskoczy. I ona zmarła. Po dwóch miesiącach zmarła. To można chyba zakwalifikować jako tak zwaną zjawę kryzysową, tak? Coś- Nie wiem, proszę pana, ja się na tym nie znam. No ja też, też niby się znam, ale jednak nie wszystkie takie pojęcia tak dobrze znam, żeby taką klasyfikację jakby precyzyjną.
Tutaj wiele rzeczy się takich działo w tym domu i ja chciałam naprawdę uciec, ale teraz się już nie boję. Powiedziałam, że się nie będę bała i już się nie boję. No po tylu, prawda, przeżyciach no to człowiek się jednak uodparnia. Tak, ale no proszę mi wierzyć. I jeszcze jedno co panu powiem, bo tu nie chodzi o to, że ja po prostu na jakiś majątek przyszłam czy coś, bo ja swoje mieszkanie mam i mam gdzie mieszkać i jeżeli nie w jednym domu to w drugim.
I ta kobieta powiedziała, chciała, żeby ta rodzina się, który ktoś z rodziny zaopiekował. Ja tak chodziłam od wnuka do wnuka, od tego. I proszę pana, ktokolwiek przyszedł do tego domu i chciał po prostu no tutaj zawładnąć, to tak: jej wnuk, który miał, zrobił sobie testament, zaraz przyprowadził notariusza, to wyjechał do Australii na koniec świata. I proszę pana, już go nie ma. I przestał się opiekować babką. Koniec.
Która się tak biła z nim o ten dom, bo, ym, mówiła, że teraz niech on się zajmie, a jak będzie chciał sprzedać ten dom, to ona go załatwi. Proszę pana, już nie żyje. Umarła. Za rok czasu umiera jej mąż, ten w Kanadzie. No oczywiście ten syn to, to wcześniej umarł. Przyszła tutaj synowa z następnym wnukiem, ale, ale po prostu nawet się nie zbliżyła. Następnie no proszę pana, tutaj jest taki jeden cyrk, kto chce zająć ten pułap.
Przyjechała, yy, siostrzenica czy br-bratanica z Trzcianki i proszę pana, zaczęła rozmawiać o tym domu. Co będzie z tym domem? To ze-- mało nie zasłabła i ze stołka by nie spadła. No cyrk po prostu o ten dom. Ja powiedziałam: ja nie chcę nic. Ja stąd wychodzę, ale ja tu mieszkam. Proszę pana, ja tu już mieszkam dziesięć lat i to jest dla mnie dziwne, że tu w tym domu dzieją się takie dziwne rzeczy. Tu kupę jeszcze spraw takich jest, że jak panu bym opowiadała, pan jest bardzo ciekawym takim do rozmowy i pan się zna na tym, bo jeżeli się pan tym zajmuje, to pan wie, od czego zacząć, co się dzieje, dlaczego tak jest, jaka to energia, co powoduje. To jest bardzo ciekawe, bardzo. No w temacie energii i takich różnych zjawisk duchowych, yy, też pewnie dużo miałaby do powiedzenia Ada Edelman.
Nie wiem, czy pani kojarzy. Nie. Ada Edelman- Nie oglądam TV ... z bloga Biuro Duchów. Warto, warto poszukać, bo ona, ona niedawno weź-- też za-założyła swój nowy kanał na YouTube, także też, też można tą drogą się jakby z nią skontaktować w komentarzach na, na YouTube coś tam jej opowiedzieć bądź też mailowo. Chyba podaje też adres swojego maila. Ona jest po trzech doświadczeniach z pogranicza śmierci i to jakby też ot-otwarło ją na postrzeganie bardziej tej sfery duchowej.
Przepraszam, i ta pani przeszła śmierć kliniczną? Tak. Trzy razy. No ona też prowadzi bloga o nazwie Biuro Duchów. BiuroDuchów.pl. Może pani kiedyś poszukać, poczytać. BiuroDuchów.pl? Tak. Mhm. Biuro myślnik Duchów kropka pl. Wejdę. Wie pan, będę chciała, yy, no zobaczyć, o czym ta pani rozmawia.
O tej glorii to pan słyszał, co piorunem została uderzona i tego, i przeżyła. A tego to, tego to nie- Jeszcze dziecko urodziła ... tego to nie słyszałem. Ale, yy, tłumaczyłem kiedyś artykuł o podobnych przypadkach, że ludzi uderzały pioruny i jakoś przeżyli. I był jeden przypadek, że człowiek, yy, w Stanach Zjednoczonych to było, że pewien mężczyzna tyle razy dostał, yy, że to tak powiem, piorunem w głowę, że już nie wytrzymał psychicznie i popełnił samobójstwo. Już miał tego dość. O matko, a jeszcze, jeszcze jak mogę to ostatnie, yy, takie zagadnienie. Proszę pana, pan wie- Oczywiście ... bo weszli-weszliśmy na temat piorunów. Byłam na działce, yy, szła, yy, duża, yy, wtedy burza i wiedziałam, że muszę uciekać jak najszybciej.
Mam gołębie. Proszę pana, moja pasja to gołębie i rasowe, i pocztowe. Ktoś by powiedział: no kobieta się zajmuje takimi, pf, no nie wiem, dziwnymi sprawami jak chodow-chodowla gołębi, ale ja nie hoduję tylko dla, dla satysfakcji, dla takiego relaksu.
Przyjeżdżam na działkę, karmię je, wypuszczam. O, może w ten sposób nazwijmy. Nie jestem żadnym hodowcą ani tego. Miłośnikiem gołębi. I proszę pana, widzę, że idzie taka duża burza. Jadę rowerem i mówię: nie zdążę, chyba nie zdążę. I wie pan co? Modliłam się, żeby mnie tylko czasami piorun nie uderzył, bo tak zaczęły walić pioruny.
Jechałam na tym rowerze cała mokra i mówię tak: pod drzewo? Nie, nie pod drzewo, pod żadną wierzbę. Przejechałam tutaj koło technikum i proszę pana, zbliżam się ku-- już do domu i czuję wewnętrznie, że zaraz mnie uderzy. Tylko nie teraz. I tak się modlę: tylko nie teraz. Rzuciłam rower pod siatką, proszę pana, wbiegam. siedziała w przedpokoju.
Proszę pana, ja tylko przeszłam próg. Jak mnie uderzy tutaj w tą barierkę, to by pan nie uwierzył. To taki potężny huk, że ona mówi: matko, dom się wali. Ja mówię: nie wali, tylko za mną piorun, piorun szedł. I tak se tłumaczyłam. Mówię: Jezu, tylko nie teraz, tylko nie te. I co pan powiedział? Ja to czułam. Ja to czułam od samego początku, że coś takiego może być, że piorun będzie.
On mnie goni, on mnie goni tylko żeby nie uderzył we mnie. Jak to przedstawić? Jak to zinterpretować? Jak to pomyśleć o takim czymś, jak ja miałam cały czas w głowie taką myśl. I to tu się wydarzyło właśnie na schodach, yy, w wejściu do tego, do domu.
No to można też tłumaczyć na wiele różnych sposobów, że pani na przykład miała, yy, według jednej wersji jak-jakby wgląd w to, co się może za chwilę, yy, wydarzyć. Taki pozazmysłowy wgląd. Mhm. A też taką bardziej, bardziej przyziemną opcją jest to, że wytworzyło się jakieś takie pole, w rejonie którego, że tak po-powiem, ten piorun miał uderzyć.
Tu mi się przypomina wiedza jeszcze z czasów gimnazjum. Podobno jak zanim piorun uderzy, to na zie-- to na ziemię schodzi jakiś taki, yy, niewidoczny dla nas punkcik i ten piorun uderza właśnie w ty-w tym miejscu, gdzie ten punkcik zderza się z ziemią. Tak jakby ktoś zrzucił przewód i go u-uruchomił. Coś na tej zasadzie.
Matko jedyna, no popatrz pan, ale ja miałam cały czas to podświadomie, że to, to idzie za mną i tylko nie teraz, tylko nie teraz. Ja jechałam, mówię panu w takim deszczu, no mówię, mam manetki. No to dobra, to tutaj nie. Tutaj nie dotykam się żelaza, nie? Ale bezpośrednio jakby mnie uderzyło, no to koniec. To już by było po ptakach, tak? No raczej tak. No. W każdym razie byłoby nieciekawie.To nic, to już zakończymy chyba tą rozmowę. Będę dalej- Już dosyć długo, prawda? Pana oglądać na, na tym. Dosyć długo już rozmawiamy. Już ponad godzinę. Nie wiem, czy- O matko! No widzi pan, jak to szybko idzie. Tego tak nie czuć, jak się rozmawia z kimś, kto, kto też ma za sobą jakieś takie doświadczenia, czy też interesuje się tymi tematami, to jakoś tak szybko czas leci, prawda? Tak. A jak się słucha, jak się słyszy na przykład na YouTube w takiej audycji typu mówią świadkowie, że ktoś przeżył coś podobnego do, do naszego doświadczenia, to jakoś tak lżej człowiekowi. Żeby pan wiedział, bo wtedy się twierdzi, że naprawdę człowiek nie jest sam.
I to jest potwierdzeniem nie tylko moim, ale jest wiele osób takich o takich samych, no, może nawet przypadkach, tak? Że komuś się przytrafiło coś takiego, takiego samego i wtedy można porównać i stwierdzić, że no nie jesteśmy sami, nie jesteśmy jakimiś tam, kto by to nas przedstawił, że my mamy coś tak nieporówno pod deklem. Dokładnie, że wszystko z nami jest w porządku i że inni też czegoś takiego doświadczają. Tak. No było mi miło, że ja się mogłam wypowiedzieć, wie pan, bo naprawdę nie miałam już komu. Bo jestem z tą tylko panią. A co ja będę chodzić po, po mieście i gadać takie, że o, że ja to, to widziałam, że to mi się przytrafiło albo tamto.
Jest wiele ciekawych też ludzi, którzy mają może jeszcze lepsze wiadomości, ale nie chcą mówić o tym. Rozumie pan? No po prostu są skryci. Boją się reakcji, prawda? Tak, tak. Boją się reakcji, wyśmiania potencjalnie. Także dużo, dużo, też dużo historii, że tak powiem wprost zabierają za sobą do grobu i nigdy nie opowiadają jak tak jakby szerzej. Szkoda.
A przepraszam, że zapytam pana, czy mogę tak? Jak pan, jak pan się zapatruje na tego pana Roberta Bernatowicza? Czy jego te sprawy z UFO, z tymi innymi takimi przypadkami, co on przedstawia, opowiada, to są takie no, no wiem, że niezmyślone, bo proszę pana, on wiele rzeczy takich udokumentowanych przedstawia, tak? Że to było prawdą, ma potwierdzenie, że ludzie byli zabierani na inne planety, a że był tu, że tam. Także, no nie wiem, jak, jak do tego podchodzić, chociaż ma już dosyć dużo tych takich zwolenników, proszę pana, tak? Sympatyków swojego programu na YouTube. I ja powiem panu, że czekam na jego takie relacje, które przedstawia, ale on się powtarza. No i to dla mnie też takie jest, że wie pan, no a tu coś zaczyna, tam nie kończy i no taki trochę dziwny jest.
Jak pan, jak pan podchodzi do, do jego spraw? Ja powiem tak Bernatowicz w moim odczuciu ufologii i w ogóle tej dziedzinie badań nad zjawiskami paranormalnymi wyrządza dużą szkodę. Podobno ma archiwum, w którym posiada tysiące relacji, a jakoś tak nie wiem czemu cały czas mieli kilka tematów w kółko.
Ciągle jedno i to samo, tak? Ciągle jedno i to samo, tak. Tak, właśnie o to chodzi, no. Jakiś, jakiś mały Marcinek, jakieś UFO z plasteliny przyklejone do szyby, UFO w Zdanach to są przypadki już dawno tak obalone.
Tak, tak, cały czas to samo. I wie pan, no to, to już takie, takie nudne staje się. I dlatego ja na państwa chyba teraz ten, ten program będę przechodzić, bo tam świadkowie, tak? Przedstawia pan właśnie różnych, no z różnych stron Polski i w ogóle ludzi bardzo ciekawych, którzy widzieli, którzy opowiadają i to są takie bardziej chyba wiarygodne niż te cztery przypadki, które właśnie wałkuje na okrągło. No on taki, tak się ustawił na wałkowanie w kółko kilku historii UFO w Zdanach, jakieś już od dawna wiadomo, że to były po prostu ten obiekt na zdjęciach to są sklejone dwie miski, takie połączone taśmą hydrauliczną. Co tam jeszcze? No ale zaprzecza.
Zaprzecza, bo mówi to tego to. To jest, to jest jego konik. Od dwudziestu lat pisze książkę o Zdanach i jeszcze jej jakoś nie potrafi ukończyć, nie potrafi jej wydać. A jest taki też aspekt jego działalności, którego nie pokazuje jakoś szczególnie na YouTubie, chociaż ostatnio pozwolił sobie w kilku programach na dosyć wulgarne wypowiedzi pod adresem Radia Paranormalium, pod adresem chociażby Piotra Cielebiasia. Pani może pani- No ten pan właśnie z tym, z panem Arturem zawsze.
Tak, tak, oni dużo, oni dużo materiałów. Prowadzą taki dialog. Oni dużo materiałów razem nagrywają, bo ja im te materiały ja wiem, bo ja im te materiały obrabiam od strony technicznej, żeby to brzmiało tak też radiowo. Także no Bernatowicz jest taka sfera działalności, o której wiele osób nie wie Bernatowicza, że on poza, poza anteną, poza YouTubem dosyć też wulgarnie się wyraża na temat nasz, na temat innych osób, które się z nim nie, nie zgadzają.
Teraz to tak się przedstawia, że wielki przyjaciel Jackowski jasnowidz. Tak, a Jackowski, Jackowski jeszcze ani razu, jeszcze ani razu nie słyszałem, żeby Jackowski o nim mówił per przyjaciel. No nie, a on to mój przyjaciel, to mój przyjaciel. To jest mój drogi przyjaciel, tak, tak, on to może potwierdzić. I tak w tym samym momencie zara będzie dzwonił. Co on? Proszę pana, no trochę takie śmieszne. No nie będę już tego oglądać, chociaż różne są wersje, wie pan, bo to tam jest czat na żywo, można się wypowiadać, prawda? Tak, czat na żywo, a za wypowiedź nie idącą w zgodzie z poglądami pana Bernatowicza dostaje się bana. Po prostu dostaje się- No zaczynają się wyśmiewać, proszę pana.
Tak, to jest prawda. Tak. No obejrzeć można, ale jakby z dużą dozą, z dużym dystansem do tego podchodzić. Do tego, co on, co on mówi. Tak. To jest zdrowe podejście. I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o poznanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu.Przypominam, że archiwalne odcinki audycji nadawanych na antenie Radia Paranormalium znajdziecie na naszym kanale na YouTube, a także w postaci mp3 do pobrania na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
Tam również znajdziecie zapowiedzi kolejnych audycji oraz masę ciekawych materiałów o tematyce paranormalnej i ezoterycznej. Zachęcam również do aktywnego udzielania się na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl, na którym możecie swobodnie dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych.
Przypominam, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej Nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika Nieznany Świat, w którym obok ciekawych artykułów na tematy paranormalne i ezoteryczne znajdziecie również rubrykę Dotknięcie nieznanego, w której ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi historiami o trudnych do wytłumaczenia sytuacjach prosto z życia. Zachęcam też do zasubskrybowania kanału czasopisma na YouTube.
Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelgowskiego Wehikuł Wyobraźni, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem.
Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki.
Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.
Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.