Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery os. Porej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no, no. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radio Paranormalium rozpoczynamy dziewiętnasty już odcinek podcastu Mówią Świadkowie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. Zgodnie z zapowiedzią w dzisiejszym odcinku odpoczniemy nieco od zjawiska UFO i wysłuchamy relacji o czymś innym, mianowicie o spotkaniach z zagadkowymi, niematerialnymi istotami czy też energiami, które to spotkania na długo zapadły świadkom w pamięć. Z góry uprzedzam, że aby zminimalizować ryzyko zidentyfikowania któregoś ze świadków obydwu, dzisiejszym rozmówcom musiałem zmienić barwę głosu. Mam świadomość, że mogło to wpłynąć negatywnie na zrozumiałość niektórych fragmentów wypowiedzi, stąd też zalecam słuchanie dzisiejszej audycji na słuchawkach.
Tradycyjnie, zanim przejdziemy do osłuchania przygotowanych na dziś rozmów ze świadkami, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Dla tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć. Tych z Państwa, którzy tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści dziewięćdziesiąt trzy. Skype - Radio.paranormalium.pl.
Numer Gadu-Gadu - trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa i maile pod adresem Radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych, prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W pierwszej części dzisiejszej audycji wysłuchamy bardzo starego nagrania, rozmowę ze słuchaczem, który w dwa tysiące czternastym roku podzielił się z Radiem Paranormalium dość świeżym, wówczas dziwnym spotkaniem w miejscu pracy. W celu zapewnienia słuchaczowi anonimowości, poza zmianą barwy głosu usunąłem również nazwę zakładu, w którym słuchacz na ówczас pracował. Posłuchajmy zapisu rozmowy.
Może to zabrzmieć śmiesznie [śmiech]. Eee, będąc dzisiaj w pracy na porannej zmianie, pracuję przy utrzymaniu ruchu suwnic, więc naprawiamy tam takie, jak coś się zepsuje. Yyy, będąc na suwnicy na górze, mmm, w pewnym momencie zostałem sam. I...
Takie uczucie, jakby ktoś za mną stał. Obróciłem się i-i w pewnym momencie, no to może najśmieszniej zabrzmieć, zobaczyłem Postać, która wyglądała dla mnie tak jakby stojącą bez nóg, dwadzieścia centymetrów, może trzydzieści nad ziemią.
przynajmniej jako śmierć, to znaczy, yy-yy, czarne ubranie, czarna i-- czarny kaptur, kosa w ręce. I-i w momencie jak się obróciłem, to zobaczyłem, zaczęło to znikać. To znikło, yy, szybko, tak jakby schowało się za powietrzem, jakby się rozpłynęło, coś w tym stylu.
I-i tak szczerze powiem, że pierwsza moja sytuacja to było no, jestem u góry, jest kurz i tak dalej, może coś opadło. Z tym, że to nie był koniec. No i polegało to na tym, że później zeszliśmy w dwóch już, bo kolega wrócił. Zeszliśmy w dwóch, ee-ee... I zapomniał tam takiej baterii zostawić. Ja tą baterię odniosłem z powrotem, wracając, takie uczucie, jakby ktoś za mną szedł.
Oczywiście byłem sam na tej hali. Obróciłem się, to samo zjawisko, dosłownie identyczne, tylko po prostu w innym miejscu. Ta sama postać, ta sama sytuacja, yy-yy... Moment ten sam. Tak samo krótko to trwało. I-i to mnie zaczęło zastanawiać. Już zacząłem coś tam, coś tam, coś tam, nie wiem, myśleć na ten temat. Yy, następnie pod koniec zmiany w łaźni podczas prysznicu, yy-yy, ten sam moment. To znaczy, no kąpało się tam kilka, kilkadziesiąt osób.Yyy, w pewnym momencie była taka chwila, w której byłem sam na tej łaźni, pod prysznicem. Znowu to uczucie, że ktoś za mną stoi. Odwróciłem się. Znowu ta sama sytuacja, ten sam obraz. I jak to znikło?
Dopiero zaczęli tak jakby ludzie znowu wchodzić. Następna ekipa się, się kąpać. No i powiem szczerze, że no dziwnie się teraz czuję i ten telefon też jest trochę dziwny, więc no nie wiem, co mam zrobić. No.
Jest pan pewien na sto procent, jak rozumiem, że to nie była, nie był żaden cień jakiejś innej osoby, na przykład pana? W stu procentach. W trzech innych miejscach w innym czasie ta sama sytuacja. Identycznie to wyglądało.
Wyglądało to w ten sposób, że po obróceniu się do tyłu zobaczyłem postać w kapturze, w czarnym jakby nie wiem, płaszczu, pelerynie, coś takiego, trzymającą kosę w ręce, tak jakbym widział śmierć. I w momencie, gdy się obróciłem i to zobaczyłem, zaczęło to znikać. To trwało [wzdycha] no czasowo nie jestem tego w stanie wytłumaczyć. Sekundę, pół sekundy, pięć sekund? Nie wiem. Po prostu znikło, to tak jakby się schowało albo za czymś niewidzialnym, albo się rozpłynęło. Nie tak jak w filmach, że dziwne jakieś tam piaski się rozsypywały czy coś takiego. Po prostu znikło.
Tak jakby nagle-- tak jakbym to po prostu przestał widzieć. W ten sposób. Wie pan co? Nigdy, nigdy nie miałem nic wspólnego z takimi rzeczami i-i-i jestem yy w miarę normalnym, tak mi się wydaje, człowiekiem. Wszystko jest jakby w porządku. Większych, większych problemów też nie mam.
Yyy, także no nie wiem, po prostu nie wiem. Siedzę od półtorej godziny na internecie, szukam czegokolwiek, żeby z kimkolwiek się skontaktować, żeby mi to wytłumaczył. Może to też dziwnie zabrzmi- jestem człowiekiem, który w miarę się niczego nie boi i nie miałem nigdy strachu takiego, takiego, żeby, że, że, że coś mi się stanie i tak dalej. Dzisiaj pierwszy raz poczułem tutaj strach.
Powiem szczerze, no. Jest pan pewien, że to nie było na przykład, że ujrzenie takiej postaci nie było na przykład efektem zmęczenia fizycznego? Na pewno nie. Na pewno nie robię. W systemie brygadowym pracuję cztery dni w tygodniu. Mam jeden dzień wolnego.
Po nocach mam dwa dni wolnego. Jestem wyspany. Dzieci mnie nie męczą. Na pewno nie. No ciężko mi cokolwiek coś powiedzieć w tej chwili tak na szybko na temat tego, tego zjawiska. Natomiast docierają do nas, do Radia Paranormalium oraz do współpracujących z nami badaczy, między innymi z portalu Infra. Różne, różne interesujące relacje, właśnie podobnego typu, o tak zwanych istotach zmienno-kształtnych. Natomiast, tak jak mówiłem, ciężko, ciężko mi w tej chwili coś, cokolwiek na szybko powiedzieć. Pan tą pierwszą obserwację dokonał jakoś na zewnątrz budynków?
W środku, w budynku proszę pana. Wszystko się działo. Yy, wszystkie trzy zdarzenia były, się działy w środku. Pierwsze dwa były na hali produkcyjnej. Ostatnie było w łaźni. Jaka to jest miejscowość? Koło Częstochowy.
Rozumiem, że, że wcześniej nie słyszał pan nic o podobnych doniesieniach na temat tego zakładu? Znaczy, wie pan, różne rzeczy się czyta, siedzi się na internecie, ogląda się jakieś filmiki o UFO i-i-i zdjęcia duchów i tak dalej, no ale podchodzi się do tego w sposób taki, no, no dobra, jest zrobione i tak dalej, no czyta się [wzdycha] ale to jest tak jakby oglądanie filmu, no. Nic poza tym.
Rozumiem, że żadnych, żadnych doniesień od kolegów z pracy nie było na temat, yy, na temat takich czy podobnych obserwacji? To pierwszy taki przypadek. Nie, powiem szczerze i z nikim się tym nie dzieliłem. Wie o tym tylko moja żona i moja mama. Z nimi już rozmawiałem, yy.
Żona właśnie przyszła z pracy i... Po prostu dla mnie to jest taki szok. Wiem, co widziałem, żeby to był sen, żebym spał. No dobra, różne rzeczy się ludziom śnią. To bym to z uprzedzeniem olał, że się tak wyrażę, ale no... Byłem w pracy. To było wszystko w trakcie, między godziną jedenastą, jedenastą trzydzieści gdzieś tak, a czternastą piętnaście. Wszystkie trzy zdarzenia się działy w tym czasie.
Mhm. Czyli pora dzienna, więc- To było dzisiaj. To było, proszę pana, parę godzin temu, no. Można wykluczyć jakąś postać, powiedzmy, pokazującą się nocą. Czyli była to obserwacja dzienna. A może pan powiedzieć- ta hala produkcyjna to jest jakiś nowszy budynek, czy, czy jakiś- To jest huta, to jest huta, to jest yy duży zakład, gdzie są świetliki na dachu.
Także nie było tam całkiem ciemno. Były lampy, było oświetlenie. Yy, druga sytuacja była, yy, jak już byłem na ziemi, jak się to mówi, czyli tam, na dole i-i-i normalnie człowiek widzi wszystko. A-a-a trzecia sytuacja było bardzo jasno, było to w łaźni. Dużo świateł, jasne kafelki.
Nie wiem, co jeszcze, w czym jeszcze mogę panu pomóc, jak ma, jak mam to określić. No jak mam, jak mam się wyrazić? No przyszła mi do głowy relacja podobna, którą kiedyś, jakiś czas temu dostali koledzy z serwisu Infra, właśnie. To chyba było w-hucie Katowice, z tego, co pamiętam. Nie wiem, czy to jest, to jest ten sam zakład, czy nie?
Nie, to jest huta Może pan zajrzeć na stronę portalu Infra. Ja podam panu może "Nawiedzenie w Hucie Katowice". Taki jest artykuł u nich. Znaczy, ja jestem akurat na waszej stronie w tej chwili i yy gdzie to? Gdzie mam tego szukać? Artykuły?
Bo ten artykuł był zrobiony też w wersji dźwiękowej. Może pan poszukać w archiwum Radia Paranormalium w cyklu audycji W archiwum audycji. Także, także może pan poszukać albo w internecie. Może pan wpisać w Google'u "nawiedzenie w Hucie Katowice". Wtedy wyskoczy panu po prostu artykuł u kolegów z Infry.
[śmiech] I tam jest też ta, tam jest też ta relacja opisana. Natomiast, hmm, może zrobimy tak, że ja po prostu prześlę kolegom z Infry pana relację i oni dalej jakby zajmą się tym tematem. Ja panu nawet mogę podać mój numer telefonu prywatnego, markowego, nie ma najmniejszego problemu także gdyby coś, czy ewentualnie maila. Ja po prostu chciałbym sobie to wyjaśnić, bo dla mnie to jest coś no, nienormalnego powiedzmy sobie szczerze. Żeby to był sen, żeby coś, ale to był biały dzień, w trakcie pracy, w godzinach praktycznie przedpołudniowych, popołudniowych.
No, no, no, nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. Chciałbym się coś o tym dowiedzieć, co to może ewentualnie znaczyć, jakie są tego oznaki i porozmawiać z kimś, kto, kto nie wiem, może tego nie przeżył, ale ktoś, kto coś o tym wie.
I to tyle, jeśli chodzi o dziwne spotkanie naszego słuchacza z 2014 roku. A co Państwo sądzicie o tej relacji i w ogóle o tego typu historiach? Może sami przeżyliście coś podobnego? Dajcie znać w komentarzach lub pod naszymi kontaktami, które znajdziecie również na YouTube. W opisie tego podcastu oraz na naszej stronie www.paranormalium.pl. A już za chwilę przejdziemy do kolejnej przygotowane na dziś rozmowy.
Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już powiedzmy troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego radio Paranormalium. WWW Paranormalium PL. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale blogi na WWW Paranormalium PL. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już, powiedzmy troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium. WWW Paranormalium PL.
Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na WWW Paranormalium PL. Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia. Czy ktoś ją tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. WWW Paranormalium PL. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty. Tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium.
W drugiej części dzisiejszej audycji poznamy historie dziwnych zdarzeń, jakich świadkami było niedawno kilku naszych rodaków pracujących w Norwegii. Wysłuchajmy zapisu rozmowy z jednym ze świadków zarejestrowanej pod koniec 2019 roku.
Pan tutaj pisał o zdarzeniach podczas pobytu w Norwegii. Czy mógłby pan jakoś przybliżyć, opisać te zdarzenie? Tak, oczywiście. Pracowałem w Norwegii, tak. I mieszkałem w domu takim, no około stuletnim. Nie wiem dokładnie, ile miał lat, ale było zdjęcie takiej rodziny, jeszcze czarno białe i tam było z tyłu napisane jakoś 1919, chyba coś takiego, tak? Więc, na tle tego domu.
Więc strzelam, że, że to, że to było wtedy. Yyy, no i mieszkaliśmy tam we czterech. A, to był duży dom, miał na dole taki duży salon, kuchnię, yyy, na górze były cztery pokoje. Mieszkaliśmy w cztery osoby.
Tak jak mówię, był to stary dom, jeszcze w piwnicy, to na przykład nie było w ogóle podłogi, tylko była ziemia. Tak? Był odnowiony tylko z zewnątrz. W sensie, nie wiem, czy pan wie, jak Norwegowie budują domy są z desek, tak? Miał położone takie no, deski miał na pewno nowsze, nie miały stu lat, tak? Yyy, no ale tam w środku i tak dalej, no to zwłaszcza piwnica, to, to, to, to wszystko było stare. Yyy, tak jak mówię, mieszkaliśmy tam we czterech.
Każdy w pełni władz umysłowych. Jeden kierowca autobusu i jeden inżynier, który tam pracował. No i ja z kolegą, pracownicy serwisu tam żyliśmy. Po prostu wiadomo, praca, dom i tak dalej i- Przepraszam bardzo. Wszyscy, wszyscy państwo jesteście z Polski, czy, czy to byli z różnych krajów? Z Polski?
Wszyscy byliśmy z Polski, tak. I pierwsze zdarzenie takie-- ja tam sobie próbowałem to tłumaczyć. Wiadomo, człowiek, jak gdyby nie, nie, nie zastanawia się nad tym głębiej. To było jak-- ja nigdy nie zamykałem pokoju, tak?
Jak wychodziłem i wychodziłem do pracy. I tam były takie stare zamki, że-Dziurka od klucza była taka duża i był taki klucz, ciężko mi jest to panu zobrazować. Yyy-yyy, w każdym razie klucz zawsze miałem od wewnętrznej strony w pokoju, ale nigdy go nie zamykałem i wychodząc do, do pracy wysiadłem tak jak zawsze i wróciłem i nie mogłem dostać się do pokoju. Był zamknięty, yyy- I- Pokoju był zamknięty jakoś od wewnątrz wtedy?
No właśnie tak. Zaraz do tego dojdę. Yyy-yy były drzwi zamknięte. Pytam się, jeśli ktoś mi zamknął, bo tam było tak, że każdy klucz pasował do, do każdych drzwi. W środku mówię tak, ale no tam był tylko jeden współlokator w domu, ale nie, nie należeli do jakichś tam żartownisiów, więc nikt mi ich nie zamknął. Próbowałem się dostać — zamknięte. I mówię no to wziąłem od niego klucz. Yyy-yy przekręciłem, wchodzę do środka, a klucz w środku wisi. Ciężko mi jest to opisać. Jak była dziurka od klucza, to klucz wisiał.
Mówię, to były takie stare klucze. On miał takie, takie- Jakby ten klucz wisiał na tych ząbkach przywieszony o dziurkę. Tak- Tak wisiał on wisiał jakby ktoś zamknął drzwi i powiesił na tym, na-- w tej dziurce. Także jak pan patrzył przez dziurkę, to pan tego nie widział na tym, yyy-yyy na tej dziurce. Ten klucz powiesił na tym jednym z ząbków. Tak. No i próbowaliśmy to wytłumaczyć jakoś logicznie, że nawet testowaliśmy, że trzaskając drzwiami. Nie wiem, jakoś zamek się przekręcił, klucz wypadł. No ale tak jak mówię, nie, nie znajdowało to racjonalnego wyjaśnienia, więc no po prostu nie wiem, jakoś to wie pan, rozeszło się. Później się- Nie było takiej możliwości, że ktoś ten klucz wyjął, zawiesił i potem tak jakoś się- Nie ma, nie ma, nie ma. No nie, bo to było od środka zamknięte. W środku to było.
Więc to było na pierwszym piętrze. Yyy-yy-no, no nie no nie ma możliwości. Wie pan- to jest w ogóle nie, nie do rzeczy. No ale jakoś dlatego mówię, testowaliśmy, ja wsadzałem klucz do środka, trzaskaliśmy drzwiami, tak? Yyy-yyy czy, czy, czy można coś takiego odtworzyć? No ale w żaden sposób się to nie dawało. No, zamek nie był taki, żeby miał się pod wpływem trzaśnięcia drzwiami zamknąć.
Tak. Yyy-yyy. No ale jakoś rozeszło się to tak. A kiedy to mniej więcej było? Słucham? Kiedy to mniej więcej było? Jak dawno temu? yyy-wie pan co? To było gdzieś 2013. Dwa tysiące trzynasty rok. Yyy- i później długo się nic nie działo.
Yyy- do momentu, aż yyy oglądaliśmy telewizję kiedyś w dużym pokoju z jednym ze współlokatorów. I na stole-- to był biały dzień. Na stole stało sprężone puszcza-- puszka ze sprężonym powietrzem. Yyy-yy-i ona stała, nie stała na rogu, tylko stała na środku stołu. Yy-yy-i nagle tak jakby ktoś w nią uderzył.
Dosłownie. Uderzył tak, wie pan, podszedł, tak pacnął ją i ona zleciała. Na naszych oczach? Tak. Na naszych oczach. Ja wiem, że to brzmi niedorzecznie, tak? Yyy- nim my to opowiadaliśmy, nikt nam w to nie wierzył. Mówił, że, że to jest yy-yyy niemożliwe, że no śmiali się z nas.
Wiadomo, jak to ludzie tak? Eee-eee-j a to widziałem. Wie pan, nie jestem człowiekiem trzeźwo myślącym, tak? Współlokator też. I-i-i, ale to, co widziałem, to widziałem, że dosłownie jakby ktoś ją tak pacnął i poleciała.
Yyy-yyy. I później znowu. Niedługo później. Znowu też w biały dzień to było. Też oglądaliśmy tam telewizję i nagle do drzwi wejściowych rozwa-- takie rozległo się takie walenie. Ale jakby dosłownie pan wziął młot dwudziestokilowy i walił w drzwi. I my szybko poszliśmy zobaczyć kto to i nikogo nie było. Yyy-yy-i tutaj zaznaczam, że ten dom był tak usytuowany, że nawet jakby ktoś podszedł z tym młotkiem i-i w-- powiedzmy żart, tak? Chciał jakiś zrobić, nie wiem? Yyy- i zaczął walić w te drzwi, to nie zdążyłby uciec, bo tam wkoło była po prostu pusta przestrzeń. Tam było wszystko widać, także no musielibyśmy z trzy minuty się zbierać, tak? No i jak zwykle jakoś sobie tam próbowaliśmy tłumaczyć, że ktoś przyjeżdżało, wal-walnęło. No wie pan, jak to człowiek nie dopuszcza do siebie takich myśli. I przedostatnią rzeczą, która się wydarzyła, to było— byłem u znajomego i wtedy to już było. Ten inżynier się wyprowadził.
Wprowadził się następny kierowca, też Polak z Gdyni i dzwoni do mnie, że dom się pali. Yyy-yy-ja szybko jadę. I to też był biały dzień. Słońce wschodziło, pamiętam koło szesnastej godziny, piętnastej. I-i-i ten dom miał coś takiego jak yy-yy- no po jednej stronie parapet wychodził na zewnątrz i okna tworzyły taki jakby pięciokąt, takie dwa małe okienka i jedno na przodzie, na przodzie duże.
Yyy-yy-Duże okno i ogień. To był tak no nie wiem, sięgał prawie dachu. Straż przyjechała, wiadomo i tak dalej. I powiem panu, że strażak taki starszy pytał się, czy my mamy tam później policję. Też pytali się, czy mamy wrogów i tak dalej, bo on mówi, że on nie widział, że dużo rzeczy w życiu widział, ale tutaj to nie znajduje logicznego wyjaśnienia, bo raz, że te deski są kryte impregnatem takim, który, że tak powiem nie przeciwpalnym, tak? Przeciwpożarowym, czy jak to nazwać.
On mówi, że żeby takie coś, ten ogień to był taki, że ta szyba to pękła dosłownie. I on mówi, że i on pod tym parapetem się zaczął palić i on mówi, że to ktoś by musiał przyjść z miotaczem ognia i stać i po prostu palić na, na te deski, kierować płomień przez dobrych kilka minut, żeby to się w ogóle zapaliło. A mówi, że jeszcze takim ogniem to no nie wie, nie, nie wiedzą.
Co to było, tak? Potem, po tym właśnie. Jeżeli dobrze zrozumiałem, to nie udało się ustalić źródła tego ognia. Nie. Była policja, robiła te, robiła zdjęcia, pytali się, czy mamy wrogów, czy ktoś mógł. Ja mówię no nie bardzo, bo tutaj to było słońce świeciło. Ja pamiętam, jak gdzieś słońce świeciło.
Mówię szesnasta czy piętnasta godzina. Wokół duża pusta przestrzeń, ale tam dalej były też domy. Widać było to, to wie pan, no nie ma technicznej możliwości. Jak ktoś by przyszedł, to w nocy, tak? A poza tym, no nie wiem, z palnikiem wybiegał raczej nie, nieprawdopodobne. A po drugie strażak mówił, że on, że jakby nawet ktoś polał benzyną na przykład i by podpalił, to by było buch. Bo ja mówię, że może benzyną ktoś tam, nie wiem, polot deski.
On mówi, że wtedy by było po prostu buchnięcie i tyle. A tu mówi pożar. Ogień był taki, że mówię, szyba pękła i nie udało się to tego wyjaśnić. Po tym zdarzeniu ten kolega z Gdyni się wyprowadził. Na drugi dzień powiedział, że no że nie, że nie będzie tu mieszkał.
No my jakoś. No. Wie pan, staraliśmy się to racjonalnie sobie tłumaczyć, chociaż nie dawało. Nie, nie, nie dawało w żaden sposób nie szło tak logicznie tego wytłumaczyć. I zostaliśmy tam jeszcze. Jakiś czas. Nie wiem, może z dwa miesiące. I ostatnią rzeczą, która jeszcze się taka przytrafiła z dziwnych, to oglądaliśmy znowu telewizję. Znowu oglądaliśmy telewizję.
Mieliśmy dekoder. Tam MC plus czy czegoś. I była taka szafka. Ten dekoder stał na szafce takiej telewizyjnej, wie pan, regały i oglądaliśmy go i po prostu poszliśmy każdy do swoich, do swoich pokojów. Wtedy tam kolega jeden był na nocce zdaje się, więc nie było go. Znowu byliśmy we dwóch.
Rozeszliśmy się do pokojów spać. I rano wstajemy, aaa... Na dekoderze i wokoło jest tyle wody, jakby ktoś wziął dzbanek i po prostu lał wodę na ten dekoder, aż, aż no oczywiście został zepsuty, tak? Wokoło było pełno wody i no też nie wiedzieliśmy, jak to tłumaczyć.
Próbowaliśmy mówić, że może ten kolega, który był na nocce, nie wiem, przyszedł, bo no wiadomo, nie mówię, że był alkoholikiem, ale zdarzało mu się przychodził po nocce i po prostu tam pił sobie trochę na sen, tak? I że on pijany to zrobił, Ale on znowu z drugiej strony się nigdy nie upijał i nie był człowiekiem, który takie rzeczy by takie rzeczy by zrobił. I zresztą jak się obudził, no to też mówił, że on nie pił nic.
Nie znaleźliśmy żadnego sposobu, żeby to, żeby to jakoś wytłumaczyć logicznie, tak? Wiem, że- Żadnego, żadnego tam wycieku, jakiegoś przecieku tam nie było? Nie, nie, wie Pan, ja jestem takim, no, człowiekiem trochę interesję się tym. Słucham też Państwa kanału, tak? Wszystkich odcinków, chyba już wszystkie przesłuchałem i tak dalej. I to nie jest tak, że ja nie próbowałem sobie. Nie próbowaliśmy tego tłumaczyć racjonalnie. Tak, nie ma wytłumaczenia racjonalnie, bo ta szafka była zabudowana z trzech stron. Na przykład ta szafka tak, była zabudowana z trzech stron. Były wyjścia z tyłu, tam tylko dziurka na kable. Tak, taka mała dziurka. Nie było tam w pobliżu żadnych cieków, żadnej rury nie było niczego. Nie ma możliwości.
Czyli ktoś by musiał do środka nalać tej, tej wody do tej szafki. Tak, dokładnie. To za tym bym się podjął. Wziąć dzbanek czy miksturę tam szklankę i lać tak po prostu na dekoder z góry. Tak więc to była ostatnia rzecz, która się tam nam przytrafiła. Później się wyprowadziliśmy. Jak się wyprowadziliśmy, to jeszcze była taka sytuacja, że przeprowadziliśmy się dosłownie, nie wiem, dwie ulice dalej. No i tam tylko ja się przeprowadziłem ze starego składu, że tak powiem. Byłem ja i on kiedyś poszedł na boisko. Tam było ten kolega, który pracował ze mną na serwisie i wprowadził się jeszcze taki chłopak z okolic Gorzowa boisko niedaleko w nocy grać w piłkę, kopać i tam filmował sobie na telefonie jak tam strzela na bramkę. I przyszedł taki podekscytowany, że jak coś tam mówił, że teraz będzie kopał i tak dalej i odszedł kawałek kopać, to taki dziwny głos się nagrał na telefonie, ale w żaden sposób nie byliśmy w stanie. To brzmiało tak, jakby. Jak? Wie pan, jak gdzieś tam demon w filmach tak jak mówi, taki niski, złowieszczy głos. Tylko nie można było zrozumieć, to co to było? Ale też tutaj nie mieliśmy stuprocentowej pewności, że to może jakoś wiatr zawiał czy coś.
I też, też tutaj akurat to nie jestem pewien, bo nie widziałem. Słyszałem to, ale nie byłem jednoznacznie w stanie stwierdzić, czy to na pewno nie jest wiatr na przykład tak? Wiejący, jakieś zawirowania.
A jeśli chodzi o tamto mieszkanie, no to, to, to, co panu opowiedziałem, tooo, to wszystko, co się tam wydarzyło. Tak jak mówię, mimo że no, państwo jesteście dosyć otwarci. Wiem, że to jest ciężkie do uwierzenia, zwłaszcza z tym ogniem. Ten ogień to jest coś, co naprawdę. Nietypowego tak? Nie zdarza się.
To wyglądało- No taki wyjątkowo złośliwy poltergeista. Wie pan co, tak to może mogło tak to wyglądać, że ktoś coś nie chce, żebyśmy tam przebywali? Tak? No właśnie, bo mówił pan, że to jest bardzo stary dom. Czy coś było wiadomo o jego historii? Coś panowie próbowaliście dowiedzieć?
Ja się próbowałem dowiedzieć od właściciela. Jedyne co wiem, to że zmarła tam jego matka. Poza tym nic. Żadnych takich jakichś zdarzeń typu czyjaś śmierć, samobójstwo, morderstwo. Nic z tych rzeczy. Nie, nie było. To była śmierć naturalna.
A czy okoliczni mieszkańcy coś wspominali jakiś dziwnych zdarzeniach? Rozmawialiście może panowie z mieszkańcami z okolicy? Wie pan co ciężko, bo Norwegowie raczej nie są otwarci na Polaków, tak żeby, żeby rozmawiać. A raz, że nie pałają zbytnio miłością do nas- Jak niektórzy Polacy do Ukraińców czy Białorusinów.
No coś takiego. Coś takiego. Coś, coś takiego jest. Wie pan, jeszcze ten bardziej Polak, który, no nie wiem, podchodzi i się pyta tutaj duchów nie ma, to już w ogóle by popukali się w czoło, tak? Aczkolwiek no ja zawsze gdzieś tam mówię twardo stąpałem po ziemi, racjonalnie, mimo tego, że wierzę w jakieś tam rzeczy nadprzyrodzone, tak? To tutaj, to tutaj byłem naocznym świadkiem, tak? Z tym, że nie odczuwaliśmy, powiem panu, że nie odczuwaliśmy, jak dużo ludzi mówi, jak słucham tak różnych relacji, że odczuwali jakieś- Jakieś takie negatywne, negatywne pola.
Coś tego typu. Panowie tam nic nie czuliście. Po prostu się stało i sobie poszło. Tak ja byłem sam. Zostawałem sam. To po tych zdarzeniach to światła też miałem pozapalane. Tak? I coś- Nic takiego się nie działo, że światła na przykład migały. Nagle spadała temperatura, jakiś powiewy wiatru albo coś. Nic.
Nie. Nic takiego nie było. I to mówię tylko światła. I tam coś trzeszczało. Czasami trzeszczało to przyznaję, że trzeszczał, ale to trzeszczał dom, bo, bo był stary i jak była zima, to wiadomo, drewno pracuje- No to wiadomo- I tak dalej. Tak?
To na tej zasadzie. Ale tych wszystkich takich, nie wiem, negatywnych emocji gdzieś w powietrzu, jakiegoś, że coś wisi w powietrzu, jak to się mówi, nigdy nie odczułem. Nigdy. Nie czuliście panowie takiego lęku?
Nie. Właśnie nie. My nie czuliśmy, jak wtedy coś, coś walnęło. Czy to, czy, czy to ta puszka z tym sprężonym powietrzem zleciała. No to wie pan, to nie, nie było czegoś takiego, że my.Że my się, zmiękliśmy i chcieliśmy się pakować. Ogień nas wystraszył, ale ja też mówię nie wiem, czy jest coś takiego jak samozapłon, tak?
Bo tam zdarzają się historie tak zwanego samozapłonu, tak? Ja próbowałem tłumaczyć ten ogień, że ludzie, którzy doświadczyli tak. Jeśli chodzi o przypadki samozapłonu, to zdaje się zawsze jest to ogień o potwornej temperaturze. Tak. Nie jest to zwykły ogień, więc próbowałem tłumaczyć, że może tutaj doszło też do czegoś takiego podobnego. Tak? Tylko, że- Czasami na skrzynkę Radia Paranormalium przychodzą relacje o obserwacjach jakichś tam piorunów kulistych, które zostawiły na przykład ślady na ścianach. No ale tutaj ten piorun musiałby dosyć długo się trzymać przy tym oknie.
No to był to, bo on się, on się palił pod... Musiał pan sobie wyobrazić. Parapet wychodził, parapet taki duży. To była taka-- Okno wychodziło na zasadzie, że był taki mały daszek na zewnątrz i okno składało się z taki yy-- miało pięć ścianek. Parapet wychodził taki duży, duży parapet wychodził na zewnątrz i było jedno takie okienko pionowe, drugie pod kątem taki yy 5, nie sześcian, tylko coś takiego, taką figurę tworzyło. To ja bym-- poszukam i mogę państwu na maila wysłać, o co mi chodzi dokładnie. Tak?
No, byłoby dobrze jakoś to zobrazować. Tak, i- i to ten ogień zaczął się palić pod tym parapetem na deskach. Ale ten strażak no... Ja rozmawiałem właśnie ze strażakami i z policją. I- i tu mówię pajęczyny tu jakieś, ale nie. No, ale on mówi, że gdzie? No przecież to ogień był taki. I tak jak mówię, pękła szyba, tak?
I- i no to było nie-niemożliwe. Instalacje, oni patrzyli, czy jakieś instalacje, ale nie, wszystko było ok. I- i no nie jest to wie-- każdy się dziwił, policja też się dziwiła, tylko oni to jedynie, tylko uważali, że ktoś tu przyszedł. No wiadomo, że policja raczej nie będzie wierzyć w to, że tu jakieś zjawisko paranormalne miało miejsce. Oni twierdzili, że tu ktoś musiał przyjść z palnikiem. Tak? Ale ja mówię to kto? Ktoś szedł w biały dzień i z palnikiem, i to stał pod domem, i akurat w tym miejscu, i rozpalał ogień. A poza tym to było też tak, że nie uległo-- deski te tak? To gdzie się tam paliło, to nie uległo zniszczeniu, żeby taki ogień normalnie się rozszalał. Taki wielki płomień sięgał aż do dachu. To musiałoby to się zacząć palić na większej powierzchni.
Jakieś ślady musiałyby być, bo tam, tam były w ogóle jakieś ślady, że coś tam się paliło? Czy po prostu- Tak, pod tym parapetem, właśnie na tych deskach, gdzie te deski? Ale to były dosłownie na dwóch deskach. Nie mógł na 2 deskach rozszaleć się taki, taki ogień. O to chodzi, tak?
No raczej nie. Że nawet jak już by pan stał z tym palnikiem i palił, palił, palił to, to od-- te deski, jakby się zaczęły palić, to by był mały płomień, tak? Taki płomień to by się musiał cała ściana zacząć palić, a tak nie było.
Dlatego. No to jest coś, co jak mówię, jest ciężkie do uwierzenia, ale jest, jest prawdziwe. Tak? Oczywiście. No tak jak mówię, nikt nie, nie musi w to wierzyć, ale no wierzę, że panowie. Znaczy się, wiem, że panowie macie otwarte umysły i że mimo tego to może być ciężkie do uwierzenia, bo z taką agresją jak gdyby, bo to była taka jawna agresja. Nie spotkałem się nigdy wcześniej w relacji przynajmniej tego cyklu. Mówią świadkowie, tak? A tutaj no to coś, nie wiem. Ktoś był bardzo agresywny i, i no ewidentnie chyba nie chciał, żebyśmy tam dłużej przebywali. Tak?
Potem, po tym podpaleniu nie było żadnych śladów yy. Jeżeli dobrze rozumiem, że tam ktoś przyszedł. Nie było żadnych śladów po potencjalnym sprawcy? Nie, nie, nie było. Była policja, wszystko robili. Najpierw przyjechała zwykła.
Później przyjechała taka jakaś kryminalna z aparatami, z jakimś tam sprzętem. Tak? Yyy, całym. Chodzili, badali, no kręcili głową. Ja mówię, co to? Oni, że podpalenie. Ale ja mówię no jak to? Śladów żadnych nie znaleźli, tak? Pytali się tylko, czy mamy wrogów.
No, sprawa dosyć osobliwa. Mam takie jeszcze pytanie dotyczące tego trzaskania w drzwi. Czy panowie wyeliminowaliście wtedy możliwość, jakoby drzwi odpowiadały na przykład na wstrząsy dochodzące gdzieś spoza budynku? Jakby odpowiadały na przykład gdzieś na jakieś wstrząsy podziemne, bądź jakieś gdzieś dalej?
Wie pan co, nad tym się nie zastanawiałem, ale yy- jakby pan słyszał to walenie, to- To brzmiało jakby to, jakby tam ktoś po prostu stanął za tymi drzwiami i walił. Tak? Słuchajcie, dokładnie to, to było jak pukanie, tylko jak pukanie młotem dwustukilowym. Dokładnie tak to brzmiało.
No to raczej tak nie brzmi, jak drzwi jakoś odpowiadają, czy jakieś inne elementy w domu odpowia-- odpowiadają na przykład na wstrząsy podziemne, to, to raczej nie brzmi chyba jak walenie, takie mocne.
No nie, nie, bo to było takie y-y, to było jakby ktoś pukał, tylko pukał, nie wiem, młotem czy, czy czymś, jakby ktoś walił w drzwi regularnie. Po prostu tak: puk! puk! puk! Puk! To nie. T-t-to yy no nie były wstrząsy. W ogóle to może coś przejeżdżało, gdzieś jakaś ciężarówka, coś się zwaliło, ale no to, to nie byłby takie odgłosy pukania, tak? To były ewidentne odgłosy pukania.
Yyy- więc, no wie pan, my to tak jak mówię, próbowaliśmy sobie tłumaczyć, bo człowiek zawsze próbuje sobie takie rzeczy wytłumaczyć, żeby nie wiem, może nie... Yyy- No tak, żeby odstrzec- -nie zwariować.
Wszelkie takie fizyczne możliwe przyczyny. Znaczy się bardziej wie pan, myślę, że ludzie próbują sobie to wytłumaczyć, no bo człowiek boi się czegoś, czego nie rozumie zazwyczaj, tak? No tak, mhm. I-i zawsze ludzie próbują sobie coś wytłumaczyć po to, żeby się tego nie bać, żeby się nie zastanawiać.
Natomiast y-y jakoś my no nie, nie, nie, nie wiem, ja nie wiem, czy to, to. Nie mam, myślę, może jakiegoś tam dużego wpływu. Natomiast ja jestem yy człowiekiem wierzącym, ale nie, nie, nie Boga chrześcijańskiego, tak? Tylko po prostu w Stwórcę. Wierzę po prostu mocno.
Kiedyś nie wierzyłem w ogóle. Byłem zdeklarowanym ateistą. Yy później dokonała się we mnie taka przemiana lekka i zacząłem wierzyć, ale yyy w Boga, yy po prostu w swego Boga Stwórcę. Wierzę, że to wszystko stworzyła jakaś siła tak, coś takiego, która, która tym wszystkim rządzi i jedynie to ze swojej strony. Nie wiem jak mój współlokator, ale ja yy nie odczuwałem też takiego strachu, bo ta wiara zawsze trochę mnie niosła tak w różnych sytuacjach.
No nawet nie, nie dopuszczałem do siebie strachu. Nie wiem, czy to, czy to było spowodowane yy po prostu wiarą tak, że ktoś czuwa, yy czy, czy, czy czymkolwiek, ale tak jak mówię, nie odczuwałem strachu w żaden, w żaden sposób. Tak, nie odczuwaliśmy negatywnych emocji yy czy czegokolwiek.
No można wysnuć taki wniosek, że jakaś tam jakaś forma energii próbowała się tam w jakimś sposób zamanifestować. No tylko pytanie teraz po co? Mam takie jeszcze pytanie. Teraz mi przyszło do głowy. Pan dołączył do wcześniej tam mieszkających współlokatorów, czy dołączyli-- czy zamieszkaliście w tym domu mniej więcej w tym samym czasie?
Yyy, to było jak ja się tam żyła, żyła, yy żyli inni ludzie, to było tak. Tam żyli tacy inni ludzie. Później wprowadziłem się ja. Ci ludzie, którzy tam żyli przede mną, to byli no tacy trochę z marginesu społecznego powiedzmy, tacy beneficjenci 500+ [śmiech] tak trochę. Yyy i ja się tam wprowadziłem. Ja nie wiedziałem, że to jest, że to są tacy, tacy, tacy ludzie. Akurat nie znałem ich.
Po prostu się wprowadziłem. Miałem blisko do pracy. Ale jak ja się wprowadziłem no i tam się różne, wie pan, jak to u beneficjentów 500+ rzeczy działy- No i wiadomo, można się domyślać. Tak, i o i powiedziałem o tym właścicielowi Norwegowi, a że ja akurat oni tam nawet yy nie bardzo gadali w-w żadnym z języków. No to, a ja zarówno po norwesku, jak i po angielsku rozmawiałem. Pracowałem z Norwegami głównie no dwóch Polaków, mieszał się ten współlokator i jeszcze jeden. No i poszedłem do tego właściciela i mu powiedziałem, że no co się tam dzieje? No i on powiedział do mnie, że dobra, no i po prostu wyrzucił ich, tak?
I powiedział do mnie, czy, czy mam kogoś, żeby na ich miejsce znaleźć, tak? A że lokalizacja była bardzo dobra, bo cztery minuty do, do zajezdni, to no, ja wiem, w tydzień czasu, że tak powiem, skład się skompletował, tak? I wtedy już mieszkaliśmy, yy, wszyscy, tak jak mówię, kierowcy. Ten kolega z serwisu, ten inżynier. No i później on się tylko wyprowadził. No i przyszedł ten jeden kierowca. Z tym że każdy z tych współlokatorów to yy też rodziny w Polsce, dzieci, tak? Nie było żadnych tam ludzi zażywających narkotyki czy coś takiego.
Rozumiem, że te pińcet plusy zamieszkujące wcześniej ten budynek nic nie wspominały o jakichś tam paranormalniach, jakiś dziwnych historiach? Wie pan co? Myślę, że oni mieli często takie, że tak powiem, paranormalne zwidy, że nawet by nie odróżnili. Tak.
Byli często, że tak powiem, stali. Użytkownicy środków wyskokowych. Dokładnie. Marihuany. Byli. O matko! No to rzeczywiście. Więc od rana do wieczora, wie pan. Całe życie, po prostu całe życie jako jedno wielkie zjawisko paranormalne, wywołane środkami wyskakującymi. [śmiech] Więc jeśli nawet miały miejsce jakieś tam-- jakaś energia, chciała coś zamanifestować, to tutaj, no musiałaby się bardzo postarać, bo oni pewnie nie takie wizje mieli. Tak? Nic, nic mi nigdy nie mówili.
Długo razem nie mieszkaliśmy, ale, ale nic mi nigdy nie mówili, żeby jakieś tam coś, coś, coś, coś mieli, jakieś podobne przeżycia, znaczy podobne. No my mieliśmy przeżycia po nich, ale tak jak mówię, nie, nie, nic mi nie powiedzieli.
Mam jeszcze takie jedno pytanie odnoszące się do tego, do tego domu, czy też do w ogóle do tej historii. Gdzie to, jak nazywa się ta miejscowość? Może by się udało coś ustalić, jakieś informacje na temat tego, co się działo? Stavanger.
Mhm. Domu już nie ma. Rozebrali go i postawili nowy. Jak, Jak się wyprowadziliśmy? I to tyle, jeżeli chodzi o relacje o zdarzeniach ze Stavanger w Norwegii. Po krótkiej przerwie przejdziemy do ostatniej części dzisiejszej audycji, w której zaprezentowane zostaną dwie relacje nadesłane do Radia Paranormalium drogą tekstową. Archiwum Radia Paranormalium.
Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych empetrójek czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy dzielę się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy dwóch relacji nadesłanych drogą tekstową i zamieszczonych w bazie relacji na www.paranormalium.pl.
Chcę się tym podzielić, bo sam nie wiem, co o tym myśleć. Czy to był tylko wymysł mojego umysłu? Czy rzeczywiście to się wydarzyło? Być może wy śmiejecie mnie i skomentujecie, że to niedorzeczna historia. Dla mnie to było najbardziej przerażające przeżycie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłem. Wszystko zaczęło się z pozoru niewinnie. Przestałem wierzyć w Boga. Dalej jestem ateistą.
Potem zacząłem słuchać ostrego metalu. No i kupiłem jakiś pierścień z pentagramem i napisem celtyckim. Do tej pory nie wiem, co on znaczył. Pierwszy był za duży, więc dałem go ojcu. Po tygodniu go wyrzucił.
Kiedy spytałem dlaczego, nic nie odpowiedział. Drugi pierścień już był dobry. Dla mnie było dobrze około przez tydzień. Mam na myśli brak zjawisk paranormalnych, chociaż i tak byłem pewien, że w nocy coś na mnie patrzy i stoi niedaleko mnie. Nie myliłem się.
Przebudziłem się o piątej. Leżałem tak chwilę, po czym podniosłem wzrok, żeby sprawdzić godzinę. Piąta trzynaście. Zaczęło się. Pojawiło się dziwne światło. Zaczęło latać po kuchni. Nie mam drzwi w pokoju, dlatego to widziałem. Nagle zniknęło. Po chwili pojawiła się ona, odziana w suknię. Stała do mnie lewym profilem. Zniewalająco piękna. Myślałem, że to moje złudzenie, lecz zaczęła się odwracać w moją stronę i iść ku mnie.
Raczej sunęła w powietrzu. Byłem przerażony. Łzy mi zaczęły spływać po twarzy. Nie wiedziałem, co się stanie. Jednak o wiele gorszy był wygląd jej drugiej połowy ciała. Prawie profil, ohydne. Było widać jej żebra, wszystkie kości. Zmroziło mnie. Schowałem głowę pod poduszkę. Jak podniosłem głowę, dalej tam stała, lecz z ręką wyciągniętą w moją stronę. Wypowiedziała chyba moje imię i rozpłynęła się. Nie mogłem zasnąć do rana po tym wydarzeniu. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Nagle podczas snu pojawiła mi się jej twarz przed oczyma. Od razu się obudziłem i nie mogłem spać przez całą noc z myślą, że znowu się pojawi. Potem zacząłem widywać dzieci martwe, bez głów, nóżek, rączek. To było straszne.
Były nade mną wszędzie. Myślałem, że umrę. Chciałem skończyć ze sobą, byleby tego nie widzieć, nie doświadczać. Po jednym z ostatnich spotkań przygotowujących mnie do bierzmowania zostałem sam przed kościołem. Czekałem na transport do domu. Był późny wieczór.
Nagle w wieży kościelnej usłyszałem odgłosy, jakby ktoś był skuty łańcuchami i szedł po schodach do góry. [muzyka w tle] Zbliżyłem się do drzwi kościoła. Były zamknięte. Dźwięk ustał. Pojawił się na dole, w prawej nawie. Znowu ustał. Pojawił się kilka kroków przed drzwiami prawej nawy, gdzie stałem. Przystawiłem ucho do drzwi i się zaczęło. To coś uderzyło we drzwi, powiedziało: "wypuść mnie".
Uciekłem i siadłem na krawężniku. Zacząłem płakać. W głowie miałem ciągle dźwięk tych łańcuchów obijających się o schody. Znowu się pojawił w wieży ten sam dźwięk. Niestety, byłem na tyle głupi, że tak jak wcześniej podszedłem do tych samych drzwi i nasłuchiwałem. Wszystko umilkło. Zaczął uderzać w te drzwi. Powiedział te same słowa. Stałem jak wryty przed drzwiami.
Wiem, że to dziwne, ale zacząłem się modlić, prosić, by to się skończyło. Powiedziałem o tym kumplowi, który jest gorliwym katolikiem. Wziął pierścień na weekend do siebie. W poniedziałek mi go oddał i powiedział, że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Nie wiem, co się wydarzyło u niego. Nie powiedział mi do tej pory. W domu w nocy zacząłem słyszeć dziwne dźwięki, jakby rozmowy. Postanowiłem to nagrać. Nastawiłem dyktafon na dwie godziny. W szkole słuchałem go z kumplami na każdej lekcji. Przesłuchaliśmy cały.
Było to wstrząsające. Dało się słyszeć kogoś, jakby przesuwał zasłony w moim pokoju, po czym wypowiada moje imię i znika. Nie mam tego dowodu, niestety, bo sprzęt uległ zniszczeniu w domu. Podczas nagrywania byłem ja, brat i rodzice. Nie wchodzili do pokoju. Pytałem się ich, a brat ciągle spał. Też potwierdził, że się nie ruszał z łóżka i nic nie robił. Z pomocą przyszła mi koleżanka. Powiedziała, że pojawienie się duchów może potęgować fakt, że jestem ateistą i będę bierzmowany. Jest to paradoks. Nikt o tym nie wiedział, oprócz niej. Również nakazała mi wyrzucić pierścień. Tak też postanowiłem zrobić. Akcję zaplanowałem na niedzielę. Jest to dzień święty, więc miałem nadzieję, że mi Bóg pomoże.
Zacząłem nosić krzyżyk na piersi. Modliłem się. Pewnej nocy czułem się tak, jakby coś mną zawładnęło. Nie mogłem się poruszyć. Byłem tego świadomy. Obudziłem się równo o trzeciej i znieruchomiałem. Nie wiem dlaczego. Czułem się tak, jakbym te kilka godzin przeleżał w jednej pozycji z otwartymi oczyma, bo rano, jak popatrzyłem w lustro, miałem całe czerwone. Dziwne, prawda? W końcu niedziela. Upragniony cień.
Stwórco, wspomóż mnie - myślałem. Wróciłem do domu po dziewiętnastej. Byłem na mszy o godzinie osiemnastej. Od razu zakasałem rękawy i poszedłem w pola. To tam chciałem to zrobić. Im bliżej byłem miejsca zniszczenia, wyrzucenia pierścienia, tym pogoda była gorsza i działy się dziwne rzeczy. Najpierw usłyszałem krzyk Kobiety.
Zobaczyłem ją. Stała obok drzewa. Chyba jabłoń. Tam był sad. Nagle zniknęła. Za sobą usłyszałem odgłosy kroków. Odwracam się. Nikogo nie ma. Odgłosy ustają. Im szybciej szedłem, tym szybsze i donośniejsze były kroki za mną.
Ignorowałem je. Skupiłem się na misji. Chciałem to zrobić za wszelką cenę, choćbym miał za to przypłacić życiem. Znowu krzyk. Widzę kobietę. Stoi na polach w czerwonej sukni. Patrzy na mnie. Znika. Idę dalej. Misja, misja.
Tylko to miałem w głowie. Byle szybciej mieć to za sobą. W końcu dotarłem do jakichś krzaków. Idealne miejsce do rozwalenia i wyrzucenia tego dziadostwa. Wyjąłem go z kieszeni, zgniótłem w palcach, rozdarłem na kilka części i każdą wyrzuciłem w innym kierunku. Po co? Nie wiem. Może dlatego, iż myślałem, że pierścień straci swą moc, nie będzie dalej oddziaływał na mnie. W końcu upadł.
Słyszę krzyk, raczej jakby wrzask kogoś, tym razem mężczyznę. To już koniec. Odwracam się i zobaczyłem go ukradkiem. Wisiał w powietrzu, kaptur na głowie, cały czarny. I te oczy spod kaptura patrzące, jakby mnie chciały zabić. Chyba zemdlałem. Świadomość odzyskałem, jak już siedziałem na trawie w polach. Pogoda była cudowna, słońce świeciło, wiatr ustąpił. Jak wracałem do domu, kroki ustały. Jeszcze raz dane mi było usłyszeć krzyk tej kobiety, ale już się tym nie przejmowałem. Misja wykonana.
Pierścienia nie ma. Po tym przeżyciu nawet przez chwilę byłem gorliwym katolikiem, ale to trwało kilka miesięcy. Potem znowu przestałem wierzyć. A co z tatą i kolegą? Nie wiem. Nie pytałem ich już potem. Sami też nie byli skorzy do rozmowy, więc nie naciskałem. Chciałem dać im czas, ale nie pomogło najwidoczniej, bo dalej nie wiem, co się wydarzyło u nich. Teraz już mam spokój, chociaż czasem staram się nawiązać kontakt z tą kobietą poprzez sesje EVP. Nie udało mi się ani razu. Może dlatego, że są wszyscy domownicy w domu. Jestem świadom niebezpieczeństwa, ale chcę poznać prawdę, której do tej pory nie wiem. Co one ode mnie chciały?Szczególnie ona. Nigdy tego nie zapomnę. Możecie napisać, że to pierdoły, ale ja naprawdę doświadczyłem tego. O tych zdarzeniach wie kilkoro z moich przyjaciół. Parę miesięcy temu opowiedziałem tę historię mojej koleżance.
W nocy nie mogła spać. Czuła się, jakby coś ją obserwowało. To trwało przez kilka dni i przestało się dziać. Czyżbym przebudził ją? Nie wiem, ale pragnę się z nią spotkać, żeby odkryć, dlaczego wciąż tu jest i czego się nie pojawia na moje wezwania. Dzięki, że istniejecie, bo mogę chociaż trochę się uzewnętrznić. I dosłownie spadł mi kamień z serca. To była pierwsza relacja. Teraz czas na drugą.
W dwa tysiące ósmym roku, bodajże w listopadzie, po raz pierwszy w rejonie grobli w miejscowości Pakość w województwie kujawsko pomorskim zaobserwowałem postać wchodzącą za dąb stojący na rozstaju dróg. Z tego, co mi wiadomo, w pobliżu tego duktu pewna kobieta popełniła samobójstwo. Często tam spaceruję. W tamtych lasach. Grobla nie była odnowiona ani oświetlona, jak to jest teraz uczynione ze względu na zabytkową kaplicę oraz uroki krajobrazu. Wracając do meritum. Rozmawiałem przez telefon z przyjaciółką o mało istotnych rzeczach.
Przechadzając się po grobli, przechodząc blisko dębu, poczułem, że jestem obserwowany. Przeszedłszy kilka metrów, w końcu się obejrzałem za siebie, nie mogąc wytrzymać uczucia, że ktoś mnie obserwuje. Stojąc około dwudziestu pięciu metrów od dębu, zauważyłem białą postać wchodzącą za drzewo. Byłem w lekkim szoku, ale ze względu na moje zainteresowanie udałem się w kierunku dębu. Nikogo tam nie było.
Obracając się, ruszyłem w kierunku, z którego przyszedłem. Ku mojemu przerażeniu, postać stała około dziesięciu metrów na lewo i jakby patrzyła na mnie. Od tamtego momentu próbuję ją uwiecznić na zdjęciu czy choćby dyktafonie, ale mimo starań i czasu nigdy nie udało mi się jej nagrać.
I to by było na tyle. W dziewiętnastym odcinku podcastu Mówią Świadkowie. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już niedługo. Śledźcie zapowiedzi nowych audycji na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku, Twitterze i YouTube'ie.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl.
Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu. 36 08 80 02, 36 08 80 02. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa i maile pod adresem: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.