Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:01] - W Radiu Na Fali w audycji Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek. A wy słuchacie oczywiście Hiperprzestrzeni. Oprócz tego, że w Radiu Na Fali, to retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Także pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali oraz Radia Paranormalium. Zapraszam wszystkich. Jak zwykle coś z lasem, bo to takie leśne radio. Powrót do natury. Nowe technologie, nowe definicje rzeczywistości. O tym dzisiaj będzie.
A ja przy okazji, że pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali i Radia Paranormalium, to oczywiście pozdrawiam wszystkich sponsorów Radia Na Fali. Pismenów moi drodzy, dziękuję bardzo serdecznie. Zapraszam wszystkich oczywiście do wspierania radyjka. Oczywiście zapraszam na Facebooka radia, żeby sobie tam wbijać i robić szeptaną pantoflową promocję pośród swoich znajomych. Albo i nie. Bo może zbyt kontrowersyjne treści. Żartowałem. Oczywiście zapraszam. Mamy oczywiście Twittera. To jest taki pokręcony adres.
Każdy, kto tweetuje, idźcie do Pichonta, tam znajdziecie linka. Albo potem powiem jak brzmi ten adres na Twitterze Radia Na Fali. Oczywiście zapraszam wszystkich na czata Radia Na Fali, jakby co ja tam zaraz się pojawię. Nie wiem, czy będzie dużo linków dzisiaj, bo właściwie chciałbym się pozastanawiać i opowiedzieć kilka rzeczy. Przede wszystkim jedną taką bardzo być może ekscentryczną, być może szaloną, bardzo egzotyczną być może dla niektórych teorię atmosfery dookoła Ziemi. Czy to jest prawda, czy nie? I don't know. Tego oczywiście nie wiemy. Się dowiemy. Pomyślimy na ten temat.
Także dzisiaj troszkę o takiej szalonej teorii. Nie tylko, być może pojawi się trochę więcej teorii dookoła tego. Troszkę o innej perspektywie, o tym, jak głęboko może się zmienić świat, w jaki sposób. Troszkę o energii, troszkę w nawiązaniu do wolnej energii i o takich właśnie historiach dzisiejsza Hiperprzestrzeń, moi drodzy. Także zapraszam wszystkich bardzo serdecznie, żebyście sobie odkręcili radio. Nie, nie będę tak mówił. Tak mówi książę Edward w swojej audycji Etykieta zastępcza, gdzie aksamitny głos spikera. Czy jakoś tak. Pozdrawiam księcia Edwarda oczywiście, pozdrawiam Pichonta, pozdrawiam Michała, jeżeli słucha teraz. A ja przypominam, że oczywiście Teoria chaosu już za tydzień w Radiu Na Fali, także zapraszam.
Też retransmitowana w Radiu Paranormalium. A ja zanim zacznę te wszystkie opowieści, tutaj las, po prostu leśne radio. A my jesteśmy w lesie i słuchamy Radia Na Fali. Znaczy ja mówię w Radiu Na Fali, na imię mam Tomek albo oczywiście słuchacie Radia Na Fali w naszej Hiperprzestrzeni retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Dzisiaj taka w ogóle ciekawa teoria, bo to wiele kroków prowadzi. Było takie powiedzonko, że wiele dróg prowadzi do Rzymu. I to jest trochę tak, że jak czasami się zastanawiam nad wieloma sprawami, to tak w ogóle wychodzi, że wiele kroków prowadzi dokładnie w tą samą stronę, jak z tym Rzymem przysłowiowym. I gdzieś po drodze trafiłem na bardzo ciekawą teorię. Teoria taka dosyć, można powiedzieć, z punktu widzenia człowieka współczesnego, wychowanego na eleganckim paradygmacie współczesnej nauki, być może bałwochwalcza, przerażająca i w ogóle godna prawie że spalenia na stosie. Niemniej taka dosyć egzotyczna idea tłumacząca, skąd się bierze atmosfera i w ogóle życie na planecie Ziemia.
Jest dookoła tej teorii kilka takich, można powiedzieć, naukowych rzeczy. Może nie tyle właśnie naukowych. Takiej nauki, która została wymyślona, zrobiona, opracowana jakieś może 100 lat temu, 150 lat temu przez tych szalonych wynalazców, o których za jakiś czas będę opowiadał w Radiu Na Fali. Będę opowiadał, proszę państwa, ale to dopiero za jakiś czas. A o tym na Facebooku radiowym i tak dalej wszystkie informacje będą na bieżąco. Ta teoria atmosfery — może teoria atmosfery nie najlepiej, użyjmy tej nazwy po prostu — teoria atmosfery mówi o tym, skąd się bierze właśnie atmosfera dookoła Ziemi i jest to zupełnie coś innego, niż byśmy się spodziewali. Można powiedzieć kompletnie szalonego. Ale żeby ugryźć tą teorię, skąd się to wszystko bierze i tak dalej, trzeba by zacząć od konceptu, kim właściwie jest człowiek. Bo ta teoria jest dosyć holistyczna, można powiedzieć, i zahacza o bardzo wiele tematów. Właściwie zahacza o wszystkie tematy.
I to jest kolejna taka przerażająca rzecz w tej teorii, że chcąc nie chcąc zajmuje się tłumaczeniem właściwie wszystkiego i można znaleźć tam wytłumaczenie wszystkiego. Taka w dzisiejszych czasach bardzo chyba niepopularna historia, kiedy jakieś prawo może tłumaczyć wiele zjawisk. Wygląda to niezbyt normalnie, bo przyzwyczailiśmy się do sytuacji, gdzie każde zjawisko ma swoje osobne tłumaczenie. Nic ze sobą nie jest sklejone, połączone, a jak się klei i łączy, to nie jest najlepiej, bo nie jest najlepiej po prostu. A ta teoria mówi o czymś zupełnie w drugą stronę. To może zacznijmy od tej koncepcji tak najzwyczajniej człowieka. Jest to związane z tym, o czym mówili bardzo dawno temu prawdopodobnie nasi przodkowie. Część z tych zapisków gdzieś tam zostało. Ja o tym często wspominam i gęsto. Chodzi o te wszystkie prehistoryczne konstrukcje, prehistoryczne rzeźby, prehistoryczne rysunki, dziwne znaczki.
Generalnie zawsze jest dookoła głowa aurocha, mówiąc tak brutalnie w skrócie i zawsze coś się świeci dookoła, zawsze dookoła tej postaci coś tam prawdopodobnie mruga. I co tu dużo mówić, po prostu słońce, które na przykład wysyła zawsze promienie, zawsze coś, co wygląda jak coś, co emituje promienie, tak najzwyczajniej w świecie mówiąc. Narysowane kółko, a w tym kółku coś jeszcze, dookoła kółka pozostałe kółka i tak wszystko emanuje. Jest taka starożytna koncepcja, która jest powielana w najstarszych systemach filozoficznych, chociażby w buddyzmie i nie tylko, że człowiek właściwie jest energią. Tak zwyczajnie, bo my się skupiamy na materii raczej, o czym często mówię. Coś tu się dzieje. Jakieś zakłócenia ze słońca w mikrofonie. I don't know. O czym to mówi? Oprócz buddyzmu oczywiście hinduizm, masę historii związanych z Indianami i tak zwanymi dzikimi ludami.
Najzwyczajniej mówiąc, jesteśmy pomysłem na rzeczywistość, a nie rzeczywistością. Jesteśmy kawałkiem energii i najprościej mówiąc, to pole dookoła nas, które jest niewidoczne, stwarza tą widoczną część. To troszkę jak z magnesami. Mówiąc w skrócie, nie widzimy tego pola pomiędzy magnesami. One się albo odpychają, albo przyciągają. Tak po prostu jest. Albo coś innego się dzieje w tym polu. Ale generalnie tego nie widzimy. Są to moce niewidoczne. Tak samo jak nie widzimy strumienia wody pod powierzchnią tafli wody.
Nie wiemy, czy prąd płynie w lewo, czy w prawo. Pewnych rzeczy najzwyczajniej w świecie nie widzimy. I skoro ich nie widzimy, to też nie potrafimy ich do końca nazwać. Nasze starożytne filozofie mówią bardzo często, że właśnie ta niewidoczna moc, która jest kompletnie nieuchwytna z normalnej perspektywy, jest właściwie tą najistotniejszą mocą. To jest tak, jakbyśmy nie dostrzegali potężnego magnesu dookoła, bo z pewnych dziwnych przyczyn jesteśmy ślepi na magnes, natomiast doskonale odczuwamy siłę oddziaływania tego magnesu i zastanawiamy się, skąd się to bierze, bo przecież nie widzimy nic, a tam coś jest, tylko że my tego nie widzimy. To jest taka pokrętna troszeczkę od tej strony bardzo konserwatywnej teoria, która wywraca wszystko do góry nogami chociażby z punktu widzenia elementarnego, że jesteśmy kawałkiem energii, który się manifestuje tak zwyczajnie, jak troszkę z magnesami. Człowiek jest z energii. Tutaj się pojawia kolejna historia, która jest związana z tym, że ta teoria, chociaż na początku być może brzmi bardzo egzotycznie dla co poniektórych, mam nadzieję, że nie dla wszystkich, zahacza o coś takiego, co się popularnie nazywa teorią pola. Bo jak człowiek jest energią, to gdzieś ta energia po czymś musi płynąć. To jak z telefonem komórkowym.
Jak sobie taki telefon nadaję, to nadaję jakąś falę, która płynie po innej fali. Dlatego to jest takie szkodliwe przede wszystkim. I tu się okazuje, że w kosmosie i dookoła wszędzie są jakieś fale. Nazywamy to częstotliwościami Schumanna. Nazywamy to eterem. Może nie my, ale wojsko nazywa to eterem i prawo nazywa to eterem, bo oficjalnie eter nie istnieje jako coś dookoła nas. Po prostu nie istnieje coś takiego jak eter w nauce. Został zanegowany przez twierdzenie wymyślone przez Alberta Einsteina i współczesną fizykę, która wywodzi się od całego tego twierdzenia. Skoro coś takiego nie istnieje, po prostu nie ma, proszę państwa. Ale z kolei kiedy zbudujemy kawałek urządzenia elektronicznego, taką małą stację nadawczą i zaczniemy nadawać sygnał, to nagle się okazuje, że do domu zapuka nam policja i okaże, że właściwie coś, co w fizyce nie istnieje, w ogóle nie istnieje, tego po prostu nie ma.
Istnieje jak najbardziej na papierze i istnieje. I nawet jest przyznawana koncesja na konkretną częstotliwość, że można się postarać o to, żeby wojsko albo rząd zezwoliło na to, żeby ktoś z nas mógł użyć konkretnej częstotliwości albo niskiej, albo średniej, albo wysokiej na falach eteru. Oczywiście eter oficjalnie nie istnieje, bo nauka przeczy istnieniu eteru. I to jest taka sprawa związana właśnie z tą teorią atmosfery. Bo skoro człowiek jest energią, to przecież nie można być energią po prostu tak zwyczajnie w pustce prawdopodobnie. Tak mówi ta teoria. A w ogóle tak logicznie rozpatrując, energia z reguły się porusza po czymś, bo to jest taki ładunek, który po czymś się zasuwa w lewo, w prawo prawdopodobnie. I co dalej z tą teorią? Skoro energia sobie zasuwa, to musi być pole, po której ta energia zasuwa. To pole oczywiście w sumie jest, bo jest i strzeżone przez prawo, jest strzeżone przez policję, jest strzeżone przez wojsko i przez rządy wszelkiej możliwej maści.
Natomiast oficjalnie nie istnieje. Wygląda na to, że co by nie mówić o tej teorii atmosfery, jest kolejna część tej układanki, która się zgadza z tą całą historią. Czyli tak: człowiek jest energią, jak najbardziej, proszę państwa, bo istnieje takie pole, po którym ta energia chodzi. Pole to nazywa się po prostu eterem. I tu znowu wkraczamy w kolejne zjawisko tak zwanej energii. Można powiedzieć, to będzie właściwie najlepsze słowo, chociaż jest na to wiele innych opisów, bo jest to właściwie zjawisko, które występuje, kiedy są różne potencjały, kiedy coś jest troszeczkę mniej, a coś jest troszeczkę więcej albo w drugą stronę. I pomiędzy tym jest różnica. Podczas tej różnicy te dwa stany zawsze próbują się wyrównać. Albo bardzo raptownie, bo ta różnica jest bardzo niewielka i to wszystko dzieje się na niewielkiej przestrzeni albo w niewielkim, bardzo krótkim czasie, albo cokolwiek z tych rzeczy. Albo jest to taka duża przestrzeń i nawet nie widzimy tego zjawiska.
Coś się po prostu dzieje. Trwa to tysiąc lat, dwa tysiące, trzysta tysięcy. Po prostu jest i tak trwa i tak sobie leci i biegniemy. Po prostu nie jesteśmy tego świadomi. I to jest taka właśnie historia związana z energią w tym polu eteru, bo jeżeli się zakrzywi to pole, bo pole jak każde inne można zakrzywić jakimś oddziaływaniem, to powstaje w tym momencie taki uskok tej energii. I się okazuje, że właściwie energii dookoła jest tyle, ile jest uskoków. A ten uskok można sobie zrobić prawdopodobnie, jeżeli ktoś zna technologię, w bardzo łatwy sposób. Takim zwykłym uskokiem jest zwykły wodospad wody, który spływa z góry na dół. Taki naturalny, po prostu rosnący sobie samopas w naturze. Człowiek tego nie zbudował, człowiek tego nie wymyślił.
Po prostu jest. Jak się obserwuje naturę, to takich sytuacji jest ekstremalna ilość. Drzewo jest taką sytuacją, bo woda sobie podróżuje w środku z niesamowitą prędkością z dołu na samą górę. Są takie gigantyczne sekwoje, które rosną w Stanach Zjednoczonych, w jednym z rezerwatów przyrody w Kalifornii. Te sekwoje to potężne drzewa i ktoś kiedyś zbadał prędkość wody, która tam zasuwa. Nie mam tu żadnych danych naukowych, ale było to potwornie szybkie. Takie ciśnienia, które normalnie my mamy problem, żeby pompować wodę w budynkach tak wysoko. A tu się okazuje, że drzewo samo z siebie, bez zasilania, bez bateryjki. Tam nie ma silnika elektrycznego, nie ma panów techników, którzy przychodzą i sprawdzają kable, czy wszystko jest dobrze zaprogramowane, że się uda. Po prostu drzewko sobie pompuje wodę na wysokość 35 metrów do góry, tak zwyczajnie.
I oczywiście nie ma bateryjki, nie ma silnika. Tak z natury. Obserwujemy takie fenomeny. To jest kolejna sprawa, która się wiąże z tą teorią atmosfery. Ja trochę chodzę dookoła. Może skrócę tę drogę, żebyśmy wszyscy byli ciągle w tej samej książce, na tej samej kartce papieru. Ta teoria mówi, że to my tworzymy atmosferę i ta energia dookoła nas, kiedy jest zjednoczona, tworzy to zjawisko, które nazywamy atmosferą ziemską. I to, że to się wszystko tak elegancko układa, że mamy czym oddychać. Mamy jeziorko, w którym możemy sobie latem popływać, mamy las, do którego możemy się wybrać. Że w ogóle mamy te wszystkie fajne rzeczy, że to się w ogóle dzieje.
Jest z tym związanych kilka ciekawych spraw. To, co teraz opowiadam, to są wszystkie sprawy, które się zgadzają z tą całą, można powiedzieć dla niektórych prawdopodobnie szaloną teorią, że to człowiek jako istota dziwna, która się manifestuje jako kawałek substancji organicznej z płucami, z nogami, rękami, głową, mózgiem, anteną w środku. To takie coś tworzy atmosferę dookoła Ziemi, że to nie jest kwestia dziwnego przycisku albo odpycha, że to jest sytuacja techniczna, że to jest ciśnienie, że to jest jakaś próżnia, że to jest jakaś chemiczna reakcja. Nie, ta teoria to jest z kosmosu wzięta, kompletnie z dala od uniwersyteckich naukowych rozważań. Jest kompletnie z kosmosu i mówi o tym, że to my tworzymy, nie tylko człowiek, ale głównie człowiek plus istoty żywe na tej planecie tworzy tę atmosferę w taki dziwny sposób tym swoim polem energii, które ma dookoła. Z tym polem energii jest masę zamieszania, bo to pole energii, tak jak ten eter oficjalnie nie istnieje, ale doskonale wiemy, że istnieje. Chociażby z tego, że mamy coś takiego jak wbijanie igieł w skórę. To się akupresura nazywa. Taka chińska metoda leczenia i działa. Jest wiele innych metod leczenia, które polegają na tym, że się robi taką różnicę potencjałów i się steruje generalnie prądem w człowieku i ten prąd coś tam naprawia, zmienia, poprawia i ulepsza.
I tak to funkcjonuje. To są takie wszystko ciekawe rzeczy związane z tą teorią atmosfery, że to my tworzymy sobie ten cały świat, że to my powodujemy, że mamy czym oddychać, a nie w drugą stronę. Jest z tym związana historia, że w ogóle odbija się to na naszej cywilizacji. Jeżeli tak to wygląda, to wszelkie wojny, wszelkie koncepcje na atawistyczne funkcjonowanie nie są najlepszym pomysłem, bo wygląda na to, że cokolwiek sobie zrobimy, jeżeli chodzi o krzywdę społeczną, wyrządzimy, jedni zaatakują drugich, bo stwierdzą, że coś tam albo inni zaatakują tamtych, bo stwierdzą, że też im coś są winni, to ta energia się troszkę kurczy dookoła. Wiadomo, mniej ludzi, mniej istot żywych, energii troszeczkę coraz mniej, a ta energia się bierze z istot żywych. Było kilku ludzi, którzy na ten temat mówili bardzo ciekawe rzeczy. Ja będę dzisiaj bardzo spokojnie i swobodnie o nich wspominał, bo też nie chcę wam wrzucać jakichś ciężkich podręczników na głowę. Chciałem troszkę was podpytać, jeżeli macie jakieś refleksje związane na przykład z teorią atmosfery mówiącą o tym, że to my, istoty żywe, tworzymy ten świat, a nie jakieś techniczne warunki i że my jesteśmy wypadkową technicznym warunków, że to wręcz odwrotnie, że to myśl stwarza, że to idea, tak zwany duch, którym jesteśmy. Taki jest pomysł. A wy słuchacie oczywiście Radia na Fali i hiperprzestrzeni.
Ja mam na imię Tomek. Oczywiście audycja jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy i jednego radia. Jak zwykle muszę sobie poprawić mikrofon. Słuchaczy jednego i drugiego radia. Pozdrawiam oczywiście wszystkich na czacie. Dzisiaj mało linków, jeżeli w ogóle jakieś będą, bo ja właściwie dzisiaj przedstawiam taką szaloną koncepcję. Miałem taką podpowiedź z boku, że brzmi troszeczkę jak koncepcja świat Jedi, bo jest to taka bajkowa dla poniektórych koncepcja na świat. Kto to wie? Ale jest kilka ciekawych rzeczy, które wynikają z tej koncepcji, takich całkiem bardzo intrygujących, bo o tyle, o ile koncepcja jest bajkowa sama w sobie dla poniektórych, to rzeczy, które wynikają z tej koncepcji już takie bajkowe nie są.
I o tych rzeczach wielu ludzi mówi od paru dobrych lat. Niektórzy o nich napisali i już zaczęli pisać 150 lat temu. I te rzeczy wcale nie są aż taką egzotyką w wielu laboratoriach na świecie i nie tylko. Tylko my być może traktujemy to troszeczkę jako taką bajkową teorię. Takie jest moje podejrzenie. Nie wiem, co w ogóle na ten temat myślicie, ale moje podejrzenie jest dokładnie takie, że mamy taką troszeczkę obawę przed dopuszczaniem do świadomości czegoś takiego, że jest ta kompleksowa teoria, nawet nie tyle teoria, że jest Kompleksowy opis świata, że on istnieje, że to jest bardzo prosta sprawa, że on jest tuż za rogiem, że tak naprawdę wcale nie trzeba się schylać i żeby nie trzeszczało w kościach, że wcale nie trzeba budować gigantycznego zderzacza cząsteczek i wielu innych rzeczy. Ten kompleksowy opis świata jest szalenie blisko i właściwie jedyny problem polega na tym, że komplikujemy niepotrzebnie i właściwie się boimy. To bardziej jest taki problem, że to my nie chcemy usłyszeć tego, że coś jest, że coś działa, bo nam po prostu nie odpowiada do wizerunku świata, jaki sobie wybudowaliśmy przez ostatnie 100 lat, ostatnie 1000 lat. W ogóle taki koncept na samych siebie, kim jesteśmy jako istoty. Chociażby od tej pierwszej rzeczy, którą nazwałem teorią atmosfery, że to my stwarzamy jako żywe istoty tym swoim niewidzialnym polem dookoła nas.
Wyobraźmy sobie, że każdy z nas emanuje takiego niewidocznego bąbla na odległość pięciu metrów i kiedy jeden ginie, to ten bąbel razem z nim znika, a ta energia bąbla w jakiś taki sposób jednocześnie tworzy atmosferę dookoła tej planety i tworzy w ogóle możliwość propagacji się tak zwanego organicznego, biologicznego życia. O tym mówi ta teoria. Jeżeli na to spojrzeć, to kolejna rzecz, którą mamy, to zjawisko kwantowe, o którym za chwilę powiem trochę więcej. Chociaż może po prostu zacznijmy od niego, bo to też jest kolejna sprawa związana z tą teorią, która tak doskonale, niby bajka, a leży idealnie. Teoria tego, że coś jest kwantowe, to znaczy, że po prostu jest więcej niż jeden, że cokolwiek widzimy ma swoją bliźniaczą formę gdzieś w kosmosie i prawdopodobnie nie jedną, tylko jest tych form wiele. Właściwie nikt nie wie ile. Po prostu kwantowo oznacza od jeden do nieskończoności, mówiąc tak w skrócie. Nigdy nie ma jednego, zawsze jest para. Tak zwyczajnie, że jedno coś przenika drugie. Cały dowcip na to, żeby tak myśleć o świecie, że jest coś takiego, wziął się stąd, że panowie naukowcy zaczęli robić eksperymenty i obserwowali najmniejsze cząsteczki i się okazało, że jak robią zdjęcie, to robią zdjęcie tylko początku albo końca.
Tak mówiąc w wielkim skrócie. Z tego powodu zaczęli sprawdzać, co się dzieje na tych zdjęciach, to się okazało, że zjawisko się duplikuje, że jeżeli na przykład robią jedną iskierkę, to gdzieś tam obok następuje też jakieś dziwne zjawisko związane z wyładowaniem takim samym jak w tej iskierce. Że w ogóle dookoła wszystko wygląda kwantowo. Może brzmi egzotycznie, jak to się mówi o laboratoryjnych historiach, gdzie się próbuje symulować naturę. Może po prostu pójdźmy do natury. Wystarczy wejść do zwykłego lasu, który nam tu szumi w tle i się po prostu przyjrzeć, jak ten las sobie rośnie, jak te wszystkie rzeczy działają i jak to funkcjonuje. Przecież drzewa nie wysyłają sobie specjalnie pocztą, e-mailem informacji o tym, kiedy zaczną rosnąć. Oczywiście można powiedzieć, że jest to kwestia tego, że słońce świeci, że dokładnie dzieją się takie potężne procesy z zewnątrz. To też, ale z drugiej strony są też drzewa, które stoją po takiej słabo nasłonecznionej stronie wzgórza i one też sobie rosną dokładnie w tym samym momencie. Oczywiście tam są lekkie przesunięcia, ale widać, że ta natura sama się reguluje w jakiś taki cudowny, rewelacyjny, łatwy sposób, tak po prostu kwantowo, że jedno zjawisko wydarza się w jednym kawałku lasu i automatycznie następuje w drugim dokładnie o tej samej porze, tak jakby po prostu wszyscy dokładnie wiedzieli o tym, co mają zrobić.
Kolejnym takim zjawiskiem, które występuje w naturze, jest ów klasyczny dla opowieści Roberta Sheidreka, o którym wspominałem w kilku „Hiperprzestrzeniach”, przykład klucza ptaków, które sobie lecą na niebie. One nie mają żadnej komunikacji między sobą, po prostu są sobie ptaki i taka gigantyczna chmara i ona sobie skręca dokładnie w tym samym momencie w lewo, w prawo. Sprawdzono, czy one się w ogóle komunikują w jakikolwiek sposób. Nikomu się nie udało złapać ptaków na tym, żeby sobie podawały jakikolwiek impuls. O czym zresztą opowiadałem, nie będę was nudzał jakimiś takimi opowieściami, które można sobie posłuchać w starych „Hiperprzestrzeniach”. Generalnie cały ten eksperyment doprowadził do powstania czegoś takiego, co się nazywa teorią pola morfogenetycznego, czyli że jest takie pole informacyjne, niewidoczne pole informacyjne, w którym mieszkają wszystkie możliwe informacje. Jeżeli taka ławica ptaków sobie wleci w takie pole informacyjne, które jest na przykład o tym, że zmienia się kierunek wiatru, to automatycznie wszystkie ptaki skręcają, bo wszystkie wyczuwają tą informację, a nie na zasadzie, że jeden przywódca wyczuwa, podaje informację dalej w dół, kolejny podaje informację dalej i na zasadzie domina informacja trafia na koniec stada. Zrobiono po prostu wiele eksperymentów na ten temat. Zresztą wystarczy spojrzeć w niebo i sobie wyobrazić, jak by to było, gdyby te ptaki jeden po drugim zaczynały skręcać. Przecież one by wszystkie na siebie powpadały.
Taka zwykła normalna, codzienna obserwacja. Jeżeli ktoś z was ma oczywiście ptaki. Do jesieni na szczęście daleko, ale wiosna, może duże chmary przelatujących ptaków i zdołacie to zaobserwować. Kolejny taki przykład z natury to poza ptakami oczywiście ławice ryb. Można tych przykładów mnożyć w nieskończoność. Kolejny taki przykład już troszkę z takiej mniejszej skali, laboratoryjny, to jest przykład z koloniami bakterii, które reagują na siebie kwantowo. Jakby widzą się niczym bracia. Zawsze starają się wyrównać swój potencjał. Bo właściwie jeżeli tak spojrzymy na tą teorię pola energii, że tam jest jednak ten eter jakiś, że jakoś to wygląda, że coś po czymś goni, nazywajmy to po prostu normalnie eter, to coś tam jest, istnieje. Jeżeli jest takie zjawisko jak fala morfogenetyczna czy jakiś zapis informacyjny, to ten zapis informacyjny jednocześnie musi się na czymś utrzymywać.
To troszeczkę jak trzymanie wody w szklance generalnie. Ciężko trzymać w rękach, bo przecieka przez palce. No chyba, że ktoś tak sobie pouciska te paluchy Tak normalnie to lepiej w kubku potrzymać, prawda? Bo tak normalnie to się rozejdzie na boki. To też by się zgadzało z tą teorią atmosfery, bo jest ten efekt kwantowy i on występuje w naturze, jest praktycznie wszędzie. Sami mamy po dwie ręce, dwie nogi, każda ręka ma po pięć palców. Chyba ciężko znaleźć bardziej oczywisty przykład na to, że jesteśmy dzieckiem efektu kwantowego. Lewa strona jest odbiciem prawej. Oczywiście nie takim dokładnym, bo tam są pewne różnice, ale zasada jest dalej ta sama. Mamy to pole kwantowe.
Bardzo intrygująca rzecz, bo to pole kwantowe jest też związane troszeczkę… Dlaczego nie jest tak lubiane przez naukę? Ja mam swoją teorię, spiskową troszkę bym powiedział. Jest to związane z kwestią wolnej energii, bo jeżeli energia, jeżeli coś takiego istnieje i jest energia dodatkowo i to sobie biega w tym polu kwantowym, to znaczy, że nie ma żadnych limitów. To znaczy, że właściwie tej energii, tak mówiąc w skrócie, to może brzmi to troszkę jak „Czarodziej z krainy Oz”, ale mi można. To jest hiperprzestrzeń. Tej energii jest po prostu tyle, że właściwie wszędzie dookoła wszystko jest energią. Jest jej masa, jest jej tak potężna ilość, że nie sposób jej przerobić. Jedyny problem to jest to, że nie można trzymać na niej licznika. To jest taki klasyczny problem, z czym się zderzył zresztą Tesla w firmie Westinghouse i nie tylko.
Jedyny problem był taki, że po prostu będzie coś za darmo i że wszyscy będą mogli korzystać. To był jedyny właściwie problem tego wszystkiego i być może dlatego to pole energii jest przez naukę traktowane jako niewyt. Ale prawo oczywiście mówi, że pole energii jest, że eterek jest, że jak państwo chcą wejść nadawać w eterze, to państwo muszą kupić licencję i tylko na jedną częstotliwość w tym eterze, bardzo specyficzną częstotliwość. A niby nie istnieje, prawda? Ja tu troszkę o tym rozważam, także zapraszam. Jeżeli ktoś z was ma jakieś refleksje, żeby dzwonić: radionafali.com. Taki jest telefon do Radia Na Fali. Także śmiało, proszę państwa. Las, szumi las. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”.
Dzisiaj oczywiście, że o innej perspektywie troszeczkę, o takiej pewnej szalonej teorii atmosfery, która mówi o tym, że nasza energia, która jest dookoła nas, kompletnie niewidoczna. Nauka tego nie za bardzo może zmierzyć. To znaczy nie do końca, bo może, ale to w ogóle zupełnie inna historia. Oczywiście nikt się do tego nie chce przyznać. Jest coś takiego jak fotografia niejakiego Kiri Jałowa, która na przykład mierzy pole energetyczne dookoła nas. To kolejny dowód na to, że coś istnieje, coś, czego nie widzimy. Oczywiście nikt nie chce o tym głośno mówić. Dzisiaj o tej teorii atmosfery, która mówi o tym, że to niewidoczne pole dookoła nas, o którym nikt nie chce mówić, tworzy jeszcze większe pole, bo tworzy atmosferę dookoła planety Ziemia. Razem z innymi żywymi istotami generalnie tworzymy tą atmosferę, przy czym mamy ponoć największy wkład i udział w tą atmosferę, żeby to słonko sobie po tym niebie zasuwało, żeby chmurki się przesuwały po tym wszystkim, żeby było tak bardzo malowniczo. Mamy swój dosyć niebagatelny wkład i naszym wkładem jest to, że po prostu żyjemy i się nie wybijamy co do nogi, tak najzwyczajniej mówiąc.
Bo jak się wybijemy, to następuje zjawisko kwantowe. Tak, wiem, że już niektórzy sprawdzają numer karetki pogotowia. To wtedy następuje zjawisko kwantowe, które powoduje, że ta znikająca energia, bąbel, jeden z naszych sąsiadów, jeden z nas, żywych istot na tej planecie, znika kawałek chmury na niebie, kawałek atmosfery, kawałek zdrowej wody, kawałek ozonu dookoła, dwutlenku węgla, kawałek energii dookoła, która stwarza ten cały świat tak zwyczajnie. Ja tu słyszę dziwne dźwięki. To też jest na pewno związane z falami, bo to zawsze jest związane z falami. Ponoć taka jest natura świata. Dzisiaj troszkę o tym. Opowiadam dzisiaj o tej szalonej teorii atmosfery i o bardzo ekscentrycznych, co do niektórych, kwestiach związanych z… Coś tu piszczy. Próbuję to wyłączyć i chyba mi się udało.
Efekt kwantowy. I ta szalona teoria, która mówi o tym, że to my tą dziwną, niewidoczną energią, Harry Potter, siła Jedi, nie wiem, jak to zwać, niewidoczne moce kosmosu, że to wszystko stwarza to życie, a reszta jest tylko dodatkiem do tego. Jak na ironię jest masa różnych naukowych historii dookoła tego, które potwierdzają, że być może brzmi jak szaleństwo i być może ktoś już dzwoni po karetkę pogotowia, ale coś w tym jest. I jest wcale niemało, bo właściwie z każdej strony coś jest. Jest to związane właściwie też z wolną energią, dosyć intensywnie, dosyć mocno, bym powiedział, bo są to oczywiście moce, o których mówili wszyscy szaleni wynalazcy, o których całkiem niedługo będzie w innej audycji. Mówił Tesla i przede wszystkim mówił niejaki Wilhelm Reich, który odkrył zjawisko zwane orgonem. I coś takiego, co nazwał bionem. Bion to jest sytuacja, zanim się pojawi komórka. Nagle pole elektrograwitacyjne wykonuje coś i mamy molekułę, która właściwie jest cały czas ruchoma i nie wiadomo, w co się zamieni. I to jest taki stan, zanim to wszystko zacznie być komórką.
Można to pod mikroskopem sobie obejrzeć. Nazywa się to bion. Tutaj wujek Google chyba każdemu może bardzo znacząco pomóc. Podczas swoich badań Wilhelm Reich odkrył właśnie to zjawisko i zauważył, że ten bion staje się daną komórką nie dlatego, że jest po prostu dedykowany, że ktoś powiedział: „Okej, ten kawałek czegoś, co nazywamy bionem, jest kawałkiem ręki, a tamten jest kawałkiem nogi, a tamten jest kawałkiem płuc”. Nic absolutnie z tych rzeczy. Okazuje się, że ten bion właściwie może być każdą dowolną komórką, jaką chce. Wszystko zależy od tego, gdzie się go przyłoży. Jeżeli się przyłoży do grupy komórek, które są płucami, generalnie automatycznie zamienia się w komórkę, która buduje płuco. Jeżeli przyłoży się do komórek budujących nogi czy skórę na nodze, automatycznie zamieni się w kawałek skóry na nodze. Takie szalone odkrycie naukowe sprzed stu lat, o którym niewielu ludzi chce mówić.
Też jest to związane z wolną energią. Szalony ów Wilhelm Reich zrobił jeszcze lepszy numer. Stwierdził, że jest moc, która jest kompletnym kosmosem, w ogóle niewidoczna. Tę moc widzi tylko woda. Tak mawiał Wilhelm Reich. Chodzi oczywiście o orgon. Jeżeli śledzicie, chodzicie po różnych ezoterycznych stronach, na pewno część z was zauważyła zjawisko, które się nazywa krążki orgonitowe. Bardzo popularne swego czasu, ostatnio całkiem nieźle popularne, myślę. Te krążki orgonitowe produkują pole orgonu. Jest dookoła tego masa niesłychanych opowieści.
Czasami sam, jak czytam, to się zastanawiam, o co chodzi. Być może jest to cena pionierstwa. Po prostu jest to tak świeża sprawa. Może niekoniecznie świeża, bo właściwie zaczął to Wilhelm Reich sto lat temu. O co chodzi z tą mocą orgonu? To są takie krążki, które powodują, że dookoła się robi po prostu lepiej. O co chodzi z tym robieniem się lepiej? Chodzi o to, że te krążki emitują taki rodzaj fali częstotliwości tej niewidocznej mocy, która stabilizuje całe pole energetyczne dookoła nas, dzięki czemu ta energia, która nazywa się bionem, wie, w jaką komórkę się zamienić i na przykład nie zamienia się w komórkę nowotworową. Dzięki temu możemy sobie spokojnie długo żyć, bo nasze komórki wiedzą, w co się zamienić, żeby wszystko było okej. My wiemy, jak dealować tę sytuację z nimi, czyli wiemy, żeby tam położyć kawałek orgonu, żeby te komóreczki sobie zdrowo dorastały.
I tak się wszystko elegancko kręci. Wilhelm Reich zbudował taki akumulator, który leczył ludzi. Miał potężną grupę pacjentów. Zbudował gigantyczne centrum medyczne, gdzie właściwie szkolił ludzi. Około 2000 ludzi rocznie się przewalało przez to miejsce. Wcale nie było tak, że ktoś o tym nie wiedział albo że kolega gdzieś w piwnicy na pożyczonym wzmacniaczu. Nie, nic z tych rzeczy, absolutnie. To w ogóle wielka postać, ale z innych powodów jeszcze, o tym kiedy indziej. Na razie nie będę w ogóle wbijał się w biografię Wilhelma Reicha. Musicie sobie sami sprawdzić, jeżeli chcecie się dowiedzieć szybciej, zanim wam opowiem.
Ten ów Wilhelm Reich, kiedy odkrył tę siłę orgonu i to, jak można te siły orgonu ukierunkować, bo okazało się, że orgon ma dodatnią siłę oraz ujemną siłę i że w ten sposób można sobie elegancko. Coś mi tu zawsze trzeszczy. Właśnie teraz walczę z tym trzaskiem. Po prostu w słuchawkach. Nie wiem, może po prostu musi trzeszczeć. Może na tym polega cały urok analogowego radia. To jakaś częstotliwość chyba ktoś zakłóca. Na pewno ktoś zakłóca. Dobra, żartowałem. Wracam do tego Wilhelma Reicha, bo tak się skupiłem na tych dziwnych trzaskach.
Może zrobię głośniej las, to te trzaski gdzieś pójdą sobie w cholerę. Chyba się udaje. Wilhelm Reich oprócz tego, że był takim łebskim kolesiem, o którym można sobie poczytać w Wikipedii i że wymyślił to zjawisko orgonu. Właściwie nie tyle wymyślił, opisał i ładnie opisał po prostu i co z nim zrobić, to zbudował jeszcze akumulator tego orgonu. Poza tym, że odkrył to, jak funkcjonuje orgon, odkrył, że on ma dodatnią stronę, ujemną stronę i zbudował akumulator na tę dodatnią stronę. Ten akumulator leczył ludzi z nowotworów, leczył ludzi z wielu różnych dziwnych schorzeń, takich bardzo ekstremalnych schorzeń. Okazało się, że leczył na tyle skutecznie, że zamknięto go w więzieniu za to, że sprzedawał ten akumulator ludziom i za to, że w ogóle można było się leczyć tym akumulatorem. Tak to się nazywało akumulator orgonowy. Niby nic, prawda? Niby ta teoria oczywiście teorią, a tu się okazuje, że jest coś takiego jak pole dookoła nas i to pole jest związane z czymś, co się nazywa eterem prawdopodobnie dookoła nas, z czymś tym niewidocznym, czego w ogóle kompletnie nie widać.
Ten orgon też musi sobie po jakiejś strukturze pędzić. Nagle się okazuje, że wszystkie te działające rzeczy, działające akumulatory, działające maszyny, te, które pozamykano gdzieś tam, pochowano po garażach, te, na które jest założony ban w nauce, po prostu działają i działają na zasadzie, nauka to nazywa anomaliami, że właściwie dzieje się coś, co się wydarzyć nie powinno, bo z naukowego punktu widzenia, takiego czysto akademickiego zjawisko po prostu nie istnieje. Go po prostu nie ma. Nie ma czegoś takiego jak taka różnica potencjałów, która sobie istnieje niewidoczna dookoła nas i z której można korzystać i produkować dowolną ilość prądu elektrycznego, dowolną ilość czegokolwiek. Z tym bionem w ogóle od tego szalonego naukowca o nazwisku Wilhelm Reich jest jeszcze związana kwestia, która akurat teraz wkracza aktualnie na salony współczesnej fizyki. Nazywa się to fizyką plazmową, bo się okazuje, że ten bion, przynajmniej tak to Wilhelm nazwał, właściwie jest w takim wielkim skrócie mówiąc jedną z form plazmy, która sobie gdzieś tam pomyka dookoła nas. Z plazmą to w ogóle jest taka ciekawa sprawa, bo to w ogóle chyba wymaga czasami zdefiniowania na nowo, żebyśmy wszyscy wiedzieli, o czym jest w ogóle mowa i co to w ogóle plazma jest. Plazmę zostawiam, wszystkie plazmiczne rzeczy. Niech plazma będzie z nami. Ja wracam do szalonej teorii atmosfery mniej lub bardziej i dziwnych rzeczach, które są związane z tą teorią, które są takimi dalekimi obszarami Słuchajcie, coś się strasznie dzieje na tym.
Słyszycie? Ja słyszę jakieś dziwne zakłócenia, słuchajcie. Nie wiem, co się dzieje. To może przez te fale Bione. Ale to normalne. Zawsze jeśli się coś dzieje, to może jest urok nadawania. Dokładnie, to wszystko. Okej, słuchajcie, wracam do tej historii z orgonem, do historii z plazmą i z energią. Musimy wrócić jeszcze wcześniej do Tesli, którego jedyny problem polegał na tym, że rozwiązanie, które zaproponował polegało na tym, że wszystko jest za darmo. Że się buduje urządzenie, które działa i wychwytuje ten rodzaj różnicy potencjałów, to co nazywamy plazmą, czy jak to zwał, zamienia na prąd elektryczny, który jest do oporu i można sobie grzać, chłodzić, wentylować, używać komputerów do oporu i właściwie wcale nie trzeba oszczędzać prądu.
Można sobie oświetlać wszystko dookoła. I że to jest tak za darmo. Ale generalnie tutaj jest kolejna historia związana z tą teorią atmosfery, którą musiałbym wrzucić. To jest opowieść o tym, jak właściwie hipotetycznie ta struktura żelu... Nie wiem, jak to nazwać właściwie. Coś tu szalenie skwierczy mi na mikrofonie, nie wiem, jak to usunąć. Jakieś straszne szaleństwo, słuchajcie. Nie wiem, co się dzieje. Jak zwykle coś się musiało dziać, moi drodzy. Ech, jak zwykle.
Wow. Słuchajcie, chyba się udało. W miarę się udało. Powiedzmy szczerze, że w miarę się udało. Mniejsza o to. Słuchajcie, opowiadam dalej te szalone historie, bo nie ma co marudzić. Najwyżej mikrofon poskwierczy troszeczkę i będzie skwierczenie mikrofonem. I tyle, proszę państwa. Okej, to wracam do tej całej historii. Słuchajcie, bo mówię o tym, co to ma wspólnego z fizyką.
Wspominam o fizyce plazmowej, nie chcę rozwijać tematu. Chcę po prostu wyjaśnić taki koncept, jak to może wyglądać. Bo właściwie najlepiej ugryźć każdy temat, kiedy człowiek sobie troszkę zwizualizuje i widzi przed oczami, trochę jak naturę. Jak człowiek zobaczy las, to wiadomo, o co chodzi. Wiadomo, że liście spadają, drzewa rosną, wszystko jest jasne, prawda? Z opowiadaniem takich naukowych rzeczy jest troszeczkę problem, bo często nie ma takich porównań do normalnego świata. Także ja troszkę przenośnię do takiego normalnego świata wybuduję. Bo ta teoria atmosfery najzwyczajniej w świecie mówi o tym, że właściwie wszyscy mieszkamy w czymś, co można nazwać takim żelem dookoła i sobie mieszkamy w tym radosnym żelu tak zwyczajnie. I ten żel ma swój własny potencjał. To jest jakbyśmy mieli taką kostkę 10 metrów kwadratowych na 10 metrów kwadratowych żelu i sobie w tym żelu, moi drodzy, zwyczajnie mieszkali.
Jednak huczy ten mikrofon. Co tu się w ogóle dzieje, moi drodzy? Ja przepraszam wszystkich za techniczne ma-- nie wiem, co się dzieje. Słuchajcie, nie jestem pan techniczny, a tu czasami dziwne rzeczy się dzieją. Nie wiem, może ktoś próbuje zagłuszyć, może coś, może telefon komórkowy brumi. Nie wiem. Słuchajcie, dzieją się czasami dziwne rzeczy dookoła. Kable są chyba okej. Dobra, moi drodzy, myślę, że sobie jakoś z tym najzwyczajniej w świecie poradzę i wszystko będzie okej. Nie, rozłączone.
Słuchajcie, przepraszam was bardzo, tu mam taką pomoc z boku troszkę na ten temat i próbujemy właśnie to okiełznać, żeby do waszych uszu to skwierczenie nie docierało i żeby was nie męczyło i żeby mnie nie męczyło, bo ja też słyszę to skwierczenie. Chyba że ktoś właśnie w tym momencie próbuje zakłócić audycję „Hiperprzestrzeń”. Nie sądzę, słuchajcie, nie sądzę. Mam nadzieję, że to może przejdzie. Słuchajcie, nie wiem. Musimy chyba z tym żyć po prostu. Dobra, koniec tego rozgardiaszu. Czas, żebym wrócił na główny temat, na tą całą historię w ogóle z tą teorią atmosfery. Słuchajcie, wyobraźmy sobie, że nasza przestrzeń, w której mieszkamy, to jest po prostu taka kwadratowa kostka żelu i że tego żelu jest po prostu ileś tam w tej kostce i go ani nie będzie więcej, ani po prostu mniej. I to jest nasza struktura, którą nazywamy eterem.
I teraz, jeżeli sobie żyjemy w tym eterze, to my jesteśmy po prostu w środku tego żelu. I jeżeli robimy dziurę, niszczymy ten kawałek eteru, zakłócamy go, coś tam dziwnego robimy, to robimy dziurę w tym żelu, zwyczajnie w środku. A że potencjał musi być zachowany, to ten żel sobie dąży do tego, żeby tą dziurę zaklaustrować cały czas. To tak jak woda, która cały czas próbuje wypełnić dołek, który kopiemy na plaży. Taki klasyczny przypadek, że jak człowiek weźmie sobie wiaderko, jak jest mały, jak jest dzieckiem, pójdzie na plażę i sobie zacznie na tej plaży tym wiaderkiem kopać, to się okaże tak najzwyczajniej w świecie, że nigdy mu się nie uda wykopać dziury, bo zawsze tam woda będzie na dnie. Dokładnie to samo dzieje się z tym żelem. Musimy sobie to wyobrazić. Słuchajcie, nie wiem, co się dzieje z mikrofonem. Chyba dotknąłem jakiegoś ciężkiego tematu, który zaczyna bruczeć. To może naprawdę włączę chyba jakąś muzyczkę.
Posłuchamy czegoś. Naprawdę spróbuję to okiełznać, bo to troszeczkę dekoncentrujące jest i myślę, że za chwilę będziemy mieli dosyć tego bruczenia. To posłuchajmy muzyczki. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” oczywiście w Radiu Na Fali. Słuchajcie, wszystko się udało naprawić, wszystko się udało włączyć. Chyba brzmi lepiej, działa lepiej, coś się działo. Zostało opanowane. Także jestem z powrotem z wami. Słuchajcie, „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali jest transmitowana też w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali, Radia Paranormalium.
A ja wracam do tej opowieści wreszcie, bo tak się pogubiłem w tym wszystkim tłumaczeniu w ogóle, o co chodzi z tą teorią atmosfery troszeczkę i szaleństwem dookoła tej teorii. Tak się pogubiłem. To chyba czas najwyższy, żebym się znalazł. To ja się znajduję, proszę państwa. To wyobraźmy sobie, że dokładnie zjawisko kopania najzwyczajniej w świecie Tak jak wcześniej wspominałem, dołu na plaży nad morzem. Takiego, że było kompletnie sucho w środku. Po suchu się nie da, bo woda zawsze wlewa się do środka. I dokładnie na tej zasadzie, przynajmniej w tej teorii, funkcjonuje cały świat, że to ciągle jest taka struktura dynamiczna, która dąży do tego, żeby wszędzie było tak samo i wszędzie było równo, żeby wszędzie wody na tym samym poziomie było dokładnie tak samo, jak w tym naszym dole, który sobie kopimy na plaży. I dokładnie ta sama historia jest związana z energią, bo tego właściwie dotyczy ta teoria, że jak ktoś z nas znika, to coś strasznego się dzieje ze światem. Wyobraźmy sobie, to już taki dodatkowy przykład, że jesteśmy w takiej kostce żelu.
My tworzymy ten żel, jesteśmy częścią tego żelu i że ktoś z nas zniknie, to tego żelu troszkę ubywa. Jeżeli tego żelu było 10 metrów kwadratowych, taka duża kostka i jak tej kostki ubędzie troszeczkę, to ta kostka, żeby się wyrównać w środku, żeby dziur nie było jak w szwajcarskim serze, w tej kostce, to musi się skurczyć troszeczkę, bo tego żelu już umyka. Im więcej nas zniknie, żywych istot z tej planety, to tym mniej tego żelu w sumie. Bo jeżeli ten żel jest tą strukturą, którą jesteśmy i jak my poznikamy, to co dalej? To już nic nie będzie. Jest kilka takich kolejnych historii, które potwierdzają takie zjawisko, że być może coś w tym jest. Są bardzo ciekawe zdjęcia lotnicze, właściwie z satelity robione z miejscem, gdzie się wydobywa i frakuje gaz. To jest taka sytuacja, że miejsce takie, że nikt nie mieszka, pustkowie, a efekt jest taki, że w środku nocy świeci mocniej niż światła Nowego Jorku, Las Vegas, Los Angeles. Okazuje się, że szyby naftowe tam sobie stoją i świecą, bo tej ropy się tyle wyciąga, frakuje się, wtryskuje się jakieś chemikalia w ziemię. Generalnie robi się całą tą toksyczną robotę.
Truje się wodę, niszczy planetę. Ale efekt tego wszystkiego jest taki, że umiera życie dookoła, bo ta chemia, którą się wtryskuje, żeby tą ropę wydobyć na zewnątrz, zabija każdą formę życia. Bo na tym polega ten sport. Tylko w ten sposób można wydobyć ropę z dołu. Trzeba wszystko zatruć. Jeżeli ta sztuczka się uda, a udaje się doskonale, to życie ginie na planecie. Troszeczkę jak w tej opowieści o tej kostce żelu, która ma taki stały swój potencjał. Jeżeli coś tam ubędzie w środku, to ta kosteczka się troszeczkę kurczy z każdym dniem i jak będzie ubywało tego życia, chociażby robaków, które sobie żyją w ziemi, roślin, które sobie rosną, a w których korzonkach sobie mieszkają te robaczki, zwierzątek, które sobie kąsają te roślinki i nas kąsających czasami roślinki i co poniektórzy kąsający te zwierzątka. Może być tak, że jak nas wszystkich zabraknie, to zabraknie tej energii, która według tej teorii atmosfery występuje wszędzie w efekcie kwantowym. I nagle się okaże, że naprawdę na niebie zaczną się robić takie dosyć poważne dziury i będzie brakowało tej energii do życia.
Niech każdy z nas sobie myśli na ten temat, co chce. Ja tu mam swoje szalone koncepcje. To już inna sprawa, ale jakby się na to przyjrzeć, to mamy plagę takich dziwnych, ekscentrycznych chorób, które polegają na tym, że kawałki bakterii w nas albo właściwie biona, tak jak nazywał to Wilhelm Reich, czyli tego momentu, kiedy komórka się kształtuje, dostaje jakąś niewłaściwą informację i coś się takiego dzieje, że zamienia się to w substancję co najmniej szkodliwą, a właściwie rakotwórczą. Takie przerośnięte, dziwne komórki, które zaczynają się mnożyć w naszym organizmie i na końcu zjadają nas samych i nie dożywamy sędziwego wieku i dzieją się z nami dziwne rzeczy. Jakby tak spojrzeć na tą teorię atmosfery i wrócić jeszcze do tej teorii koncepcji pola eteru, że jest jakaś siatka, po której to wszystko się przesuwa i zasuwa, że ta energia jest wspólna dla nas wszystkich, to jakby się tak zgadzało w sumie, bo to taki holistyczny pomysł, że wszyscy jesteśmy zbudowani dokładnie z tego samego i że jak nas tam ubędzie w jednym miejscu, to będziemy chcieli jako natura się wyrównać wszędzie dookoła. Jak nas ubędzie w jednym miejscu, się wyrównamy wszyscy razem, to każdego będzie już troszeczkę mniej, bo jak się wyrównamy, to ubędzie. Wilhelm Reich twierdził, że te urządzenia orgonowe, o których wspomniałem, produkują to w takim skrócie bardzo mocno mówiąc, nie za bardzo przesadzam z tą skrótowością, ale co tam, niechaj będzie. Chodzi o zjawisko plazmy, o którym pisał Wilhelm Reich i nazywał to właściwie orgonem, bo to nie jest nic innego jak plazma. Łatwo to sobie prześledzić. Za jakiś czas, za parę miesięcy będzie z powrotem zima.
Chyba że ktoś z was ma bardzo dużą zamrażarkę, taką naprawdę dużą, żeby wziąć duży kawał słoika z wodą albo wysokiego szklanego pojemnika, do którego można wlać wodę. Na przykład na wysokość metra, 50 centymetrów. I sobie wziąć taki krążek orgonowy albo sobie samemu zbudować taki krążek orgonowy. Przepisy są wszędzie na internecie, jak to zrobić. To taka dosyć oczywista sprawa, to nie będę mówił, jak budować krążki orgonowe. Wujek Google zawsze pomocny, zawsze w potrzebie. Trzeba po prostu ten krążek położyć na samym dole tego zbiornika z wodą, następnie wlać wodę do tego zbiornika i wstawić do zamrażarki. I dzieją się bardzo ciekawe rzeczy. O tym wspominałem kilka razy. Generalnie są niesamowite wiry powstają w wodzie.
Coś, czego normalnie nie widzimy, bo prędkość i dynamika tej energii jest po prostu niewidoczna dla nas. My obserwujemy już takie większe skupiska fotonów, zwane później protonami, neutronami, później nazywamy to atomami, ale generalnie obserwujemy coś na innym poziomie w ogóle częstotliwości. W ogóle coś innego oglądamy niż cała energia jest dookoła nas. Bo jak wystawimy ten pojemnik z wodą, z tym krążkiem orgonowym na dole do zamrażarki i zamrozimy, to się okazuje, że w wodzie powstaje taki intrygujący, egzotyczny, zastanawiający, czasami pobudzający do myślenia wir wody. Był taki człowiek w Niemczech, który badał takie zjawiska. Nazywał się Viktor Schauberger. To fantastyczna postać. On też będzie swojego czasu, już całkiem niedługo w radiu. On pierwszy tak dosyć poważnie opisał te wiry i opisał, że właściwie woda jest taką strukturą, która, bo my tam oczywiście sięgamy do tego eteru, do laboratoriów, do dziwnych substancji, ale właściwie się okazuje, że z powrotem taki powrót do natury, że woda jest taką substancją, która doskonale oddaje to, co się dzieje w tym eterze. Wystarczy troszkę obniżyć temperaturę i to się zamraża po prostu w tej wodzie.
Widać, jak te siły sobie propagują. Generalnie jakbyśmy zamrozili teraz oceany, tak w cudzysłowie, to byśmy zobaczyli, gdzie tej energii orgonowej w oceanach jest najwięcej, a gdzie jest jej najmniej, gdzie powstają te całe wiry. Normalnie my tego po prostu nie widzimy, bo nie ma właściwie urządzeń poza magnesem do mierzenia zawirowań w tym polu orgonu. Tak to można nazwać. Jak to można mierzyć magnesem? W dosyć prosty i banalny sposób. Trzeba mieć zwykły, normalny kompas, taki bardzo czuły kompas. Jeżeli ktoś z was jest harcerzem. Czuj! Czuj!
Czuwaj! To oczywiście powinien mieć taki kompas na wyposażeniu, bo oczywiście harcerze chodzą po lasach z kompasem. Nie wiem, czy w dzisiejszych czasach są jakieś harcerze, czy są już skauci, ale generalnie potrzebujecie dobrego, skutecznego kompasu. Nie GPRS, żadnego GPS, żadnych takich cyfrowych urządzeń, tylko normalnego, bardzo czułego magnetycznego kompasu. Wystarczy sobie pójść nad wodę i zobaczyć, co się dzieje nad wodospadem z tym kompasem. Ta północ troszkę się wychyla trochę bardziej na południe i to południe trochę już nie w tym samym miejscu. W ogóle generalnie wszystkie kierunki się troszkę przesuwają. To trochę jak się weźmie taki kompas nad taki duży kamień na przykład, który jest z kwarców albo dużą granitową skałę, która leży od bardzo dawna i zdążyła się, że tak powiem, wtopić w otoczenie. Czasami mają taki potencjał elektryczny, że jak się położy magnes na takiej skale, to magnes też ma takie lekkie odchyły. Taki sam fenomen następuje, kiedy się położy busolę magnetyczną na kawałku orgonu.
Dokładnie ta sama sytuacja. Widać, że coś się dzieje. Oczywiście nikt tego nie chce opisywać, bo jest to takie troszeczkę faux pas współczesnej nauki. To tak, jakby ktoś zdjął rękawiczkę ze swojej dłoni, następnie tą rękawiczką spoliczkował adwersarza i powiedział: „Pan się myli, pan nie ma racji, pan stąd wychodzi”. Można było tak powiedzieć, że ta współczesna nauka jest troszkę w tej sytuacji, jeżeli chodzi o te anomalie, które się pojawiają dookoła. W takiej właśnie sytuacji pan się ze wszystkim pomylił i pan teraz wychodzi. Czy jakoś tak. A wy możecie oczywiście zadzwonić: radionafali.com na Skypie, bo słuchacie oczywiście Radia Na Fali. Ja na imię Tomek, a dzisiaj hiperprzestrzeń. Dzisiaj takie dywagacje.
Zastanawiam się troszeczkę nad takimi sprawami. Generalnie opowiadam o pewnej szalonej teorii. Teorii, która brzmi jak z kosmosu. Teorii atmosfery, teorii, że to człowiek robi atmosferę Ziemi, że to człowiek stwarza to pole energii, to pole plazmy, które powoduje, że wszystko się klei do kupy. Jak zwykle użyłem słowa plazma. Będę próbował wyjaśnić słowo plazma i co się z tym wiąże w innej audycji. Dzisiaj w ogóle nie będę aż tak głęboko wbijał, o czym już mówiłem wcześniej. Ja tu chcę poruszyć w ogóle dodatkowo takie tematy dookoła tej teorii atmosfery, które, co tu dużo mówić, takie na miejscu bardzo, bo okazuje się, że szalona teoria, dawniej uważana za herezję. Aktualnie powoli nauka stanęła przed bardzo poważnymi dylematami, bo herezje okazały się zjawiskiem powtarzalnym w laboratorium i okazało się, że to już nie do końca są herezje i że coś takiego się dzieje i że ciężko to, że tak powiem, zamieść pod dywan i udawać, że tego nie ma. Udawaliśmy to przez ostatnie 100 lat, udając, że w ogóle wielu zjawisk po prostu nie ma.
Tak jak cały czas dzisiaj wspominam o tym nieszczęsnym eterze, którego oczywiście nie ma, ale jakimś dziwnym trafem trzeba mieć licencję rządową na konkretną częstotliwość do wypuszczenia w ten eter. Niby tego eteru nie ma, ale bez licencji się obyć nie może, prawda? To takie troszeczkę jak podatek od światła, bym powiedział. Tak to brzmi. Ale słuchajcie, się udało i wielu ludzi z tego czerpie zyski, wiele korporacji z tego funkcjonuje. Oni żyją po prostu z tego, że to jest w ten sposób, tak coś mi się wydaje. Wróćmy do teorii atmosfery i do kolejnych bardzo ciekawych kwestii z tym związanych. Kolejną ciekawą taką kwestią z tym związaną jest kwestia podróżowania w kosmosie. To jest w ogóle dosyć egzotyczna sprawa, bo się okazuje, że w naszym mózgu, żeby dojść do kosmosu, trzeba przez ludzki mózg, przez środek. Znajduje się coś takiego, o czym czasami na pewno wielu z was słyszało.
Część być może doskonale wie. Jest kawałek magnetytu, który znajduje się w szyszynce, kawałek po prostu kryształu magnetytu w ludzkiej głowie. On jest taki bardzo drobny. Ten kryształek magnetytu sobie reaguje, bo jest ich więcej niż jeden. Jest ich po prostu parę. Znajdują się w szyszynce i idealnie oddziałują na to, co odczuwamy i co się tam dzieje. One oddziałują na pole grawitacyjne z zewnątrz, a pole grawitacyjne z zewnątrz oddziałuje w drugą stronę. Wygląda na to, że jesteśmy świadkami takiego bardzo egzotycznego zjawiska, że co tu dużo mówić, jesteśmy poniekąd kryształem. Tak najprościej mówiąc. Ten magnetyt w głowie reaguje na falę elektrograwitacyjną najzwyczajniej w świecie.
Jeżeli chodzimy po Ziemi, to oczywiście odczuwamy wszelkie wibracje związane z chodzeniem po Ziemi, z częstotliwościami, rezonansami Schumanna. Tak to się nazywa popularnie, czyli ludzkie szumy, które docierają do Ziemi i które Ziemia emituje. Właściwie nikt nie wie, skąd to się bierze, ale wiemy, że jest, bo ciągle słyszymy to w mikrofonach, słyszymy to w urządzeniach technicznych. Po prostu wiemy, że jest, ale nikt nie wie skąd. Po prostu tak jest. Ten kawałek magnetytu to są jakby dwa magnesy w naszej głowie, które się przyciągają i odpychają. Jeżeli stoimy na ziemi, to te magnesy działają w taki sposób, że się przyciągają mocniej na przykład. A jeżeli się oddalimy od Ziemi, to one się przyciągają słabiej, bo dzięki Ziemi to pole się zagęszcza, jest bardziej intensywne i coś tam się innego dzieje. A jak się oddalimy od niej, to te pole troszkę maleje. Jak zmaleje to pole, to ten magnetyt w głowie troszkę inaczej działa i zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy.
Jest to związane z pracą naszego mózgu, a miejscem, w którym się wszystko dzieje, jest szyszynka. Ta szyszynka powoduje, o czym wielu z nas doskonale wie, produkcję DMT w głowie i stany wizyjne. I się okazuje, że opuszczając niejako częstotliwość pracy Ziemi, opuszczając te pole grawitacyjne, trafiamy do innego wymiaru. I to nie tylko dosłownie, w sensie przenosimy się troszeczkę wyżej o te parę dziesiąt tysięcy metrów, tylko w naszej głowie przenosimy się w inne miejsce. To odkrycie w ogóle jest związane z podróżami w kosmos, bo się okazało, że nie można za bardzo wysłać człowieka bez przeszkolenia w kosmos, a nie takiego zwykłego pilota. Bo w kosmosie ponoć, słuchajcie, to jest kolejna spekulacja dzisiejszego wieczora. Ale co by nie było, gdyby nie było smakowitych spekulacji dzisiaj. Tą smakowitą spekulacją jest zachowanie kosmonautów w kosmosie. Jest taka opowieść. Nie wiem, czy jest to prawda.
Nie znam ani jednego kosmonauty. W życiu żadnego nie spotkałem. Widziałem tylko na zdjęciach. Jeżeli ktoś z was zna jakiegoś kosmonautę, to niech się go zapyta. Ale dotarłem do bardzo ciekawych informacji, które mówią o tym, że ci ludzie są specjalnie szkoleni w taki, a nie inny sposób. Nie po to, że tam jest tak bardzo ekstremalnie. W sensie jest zimno, chłodno. Przypomina to czołganie się po bagnie przez 24 godziny poprzez pole minowe w zasiekach podczas wystrzałów albo przeżycie na pustyni przez pięć lat bez kropli wody. Nic z tych rzeczy, absolutnie. Żadnego survivalu.
Chodzi o to, co się dzieje w naszej głowie. Generalnie jak opuszczamy planetę Ziemia, to z tego, co mówią niektóre zapiski, kosmonauci tracą głowę i to w sensie dosłownym. Troszeczkę jakby wrzucili, można powiedzieć, kwasa, tak najzwyczajniej w świecie. Troszeczkę dawka LSD w głowę. I zaczynają się problemy. Bo oczywiście tam trzeba robić eksperymenty, trzeba dowodzić tym statkiem, trzeba robić jakieś procedury, trzeba w pewnym momencie włączyć, żeby z powrotem wlecieć na orbitę Ziemi i wylądować. Generalnie trzeba dotknąć kilka przycisków na ścianie, trzeba pomachać rękami i nogami troszeczkę. Trzeba coś tam wykonać, żeby przetrwać tą sytuację, żeby ją przeżyć. Bo jest się w małej kulce takiej, kawałku stali, w ogóle gdzieś w kosmosie, na orbicie Ziemi, nie wiadomo gdzie. Do domu jest daleko.
Największym problemem jest to, jak się po prostu ogarnąć z tym powrotem. Bo automatycznie jak się, że tak powiem, pozbawiamy kontaktu z Ziemią, to zaczynamy tripować. Zaczynają się wizje. Była historia, którą kolega mi opowiedział. Nie wiem, na ile jest to prawdziwa historia, a na ile nie. Nie zapamiętałem źródeł. Jak dorwę jakieś źródła, to podrzucę przy okazji. Historia mówi o facecie, który został wystrzelony w jakiejś specjalnej misji przez armię Stanów Zjednoczonych. Jeden z kosmonautów, który doznał takiego objawienia na orbicie, że zaprzestał robienia jakichkolwiek eksperymentów. Przykleił się na stałe do wizjera, do okna w swoim promie kosmicznym i był po prostu zachwycony obserwowaniem Ziemi.
Odmówił wykonywania eksperymentów naukowych. Wykonał, zdaje się, jakiś tam jeden eksperyment z balonikiem czy coś w tym stylu. Natomiast odmówił całej reszty po prostu. Zjadał swoje posiłki, które mu tam maszyna wydawała, czy jakoś tak, które miał na przetrwanie i kontemplował piękno planety Ziemia, oglądając ją przez kokpit swojego statku kosmicznego obracającego dookoła naszej planety. I tak oto chłopak sobie spędził cały czas na orbicie. Następnie się okazało, że musi się jakoś zorganizować, bo ma takie resztki paliwa, na których musi wrócić na Ziemię. I tam szczęśliwie się udało mu wrócić na Ziemię, przywołać go do ładu i porządku. Nie jest to taka wyjątkowa opowieść, bo jeżeli się przyjrzymy na cykle szkolenia kosmonautów, to są takie klasyczne teamy. Takie jest moje podejrzenie. Dlatego wysyła się grupy ludzi raczej, a niezbyt chętnie pojedynczych kosmonautów, bo pojedynczy koleżka może po prostu w pewnym momencie odmówić wykonywania eksperymentów, odmówić wykonywania rozkazów.
Ten kosmos może go tak pochłonąć, że się pozapomina w tym wszystkim. A jak się wysyła grupę, to jeden patrzy na drugiego i jeden kontroluje drugiego. I jest większa szansa, że we właściwym momencie nacisną obydwaj ten sam przycisk i że rakieta otworzy skrzynkę. Skrzynka wleci w kosmos, z tej skrzynki wyleci satelita i ten satelita zacznie nadawać jakieś informacje dookoła Ziemi i wszyscy będą się szczęśliwi. I tak to będzie wyglądało. Się okazuje, że największym problemem tych kosmonautów w kosmosie jest to właśnie, jak się ogarnąć, bo ponoć tracą głowę kompletnie niczym ludzie po LSD. Tak słyszałem. Jak jest do końca nie wiem. Sam chętnie bym się przeleciał w kosmos i to sprawdził, bo brzmi to naprawdę bardzo fajnie jak dla mnie. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu.
Słuchajcie, śmiało możecie dzwonić: radionafali.com. Ja dzisiaj rozważam taką w ogóle teorię atmosfery, którą jakiś czas temu usłyszałem i która jest naprawdę bardzo intrygująca, fascynująca i okazuje się, że jak na ironię można do tej teorii podpiąć bardzo dużo Nie wiem, anomalii naukowych, dziwnych odkryć, które bardzo ciężko wyjaśnić. I to jest jedyne miejsce, gdzie te teorie się właściwie w jakiś w miarę sensowny sposób wyjaśniają i uzupełniają. Oczywiście ich tu nie będę wszystkich uzupełniał i wyjaśniał od początku do końca. To już zostawię każdemu z osobna, żeby każdy mógł sobie coś tam pomyśleć w głowie i samemu przeprowadzić jakiś proces myślowy i sobie poskładać to do kupy. Być może wymyślić własną teorię, która obali teorię atmosfery. Kto wie? Czemu nie? Słuchajcie, od tego mamy głowy, żebyśmy je gimnastykowali troszeczkę. Ja wracam do tej teorii atmosfery i spraw z tym związanych.
Słuchajcie, bo tu jest kolejna sprawa związana z UFO, czyli z dziwnymi zjawiskami na niebie, które właściwie się pojawiały i znikały. Nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Równie dobrze można powiedzieć jest milion teorii, jak i właściwie żadnej sensownej. Właściwie nie wiadomo, o co chodzi, bo nikt z nas nie złapał żadnego kosmity w sensie za rękę nie przyprowadził do domu, nie powiedział mama, tata, sąsiedzi albo słuchaj żono, albo słuchaj sąsiedzie, albo coś tam jeszcze. Ja przynajmniej nigdy nie zrobiłem takiego numeru z kosmitą, nigdy nie spotkałem tak oko w oko szarego. Natomiast ilość teorii, które słyszałem na temat czym są latające spodki, skąd to się wszystko bierze, o czym to wszystko jest, jest wręcz nie wiem, nie jestem w stanie tego po prostu policzyć, mówiąc szczerze. Ale o ile nie jestem w stanie policzyć, to oczywiście w teorii atmosfery UFO też znajduje swoje miejsce i też można to tam włożyć i też jak się okazuje ma jakiś tam swój kontekst i być może jest to coś, co właśnie tak funkcjonuje. Słuchajcie, bo jeżeli ta teoria atmosfery ma rację i my żyjemy w takim żelu, który ma tam swoją, jak to mówią, gęstość niektórzy. Bardzo ładne słowo. Ostatnio polubiłem używać.
Absolutnie. To oprócz naszej gęstości może istnieć coś innego jeszcze w tym żelu, jakaś inna moc. To jest trochę jak z tymi magnesami. Ja to bardzo lubię ten przykład, jak się mam słabość do magnesów, że to jest tak, że człowiek widzi magnes jeden i widzi magnes drugi, a pomiędzy magnesami nie ma nic, a się odpychają, a tam nic nie ma, a one się cały czas odpychają. A jak się odwróci, to się przyciągają. Chociaż ani kolor tego stołu, na którym są te magnesy się nie zmienił, ani te magnesy się nie zmieniły, ani nic się nie zmieniło. Właściwie poza tym, że odwróciliśmy je drugą stroną i nagle nastąpiło odwrotne zjawisko. Ale my oczywiście nic nie widzimy, my widzimy tylko zjawisko, tylko efekt tego, co się dzieje. No i ta teoria właściwie mówi o tym, że to, co widzimy, to jest taki efekt tego, co się dzieje, że po prostu moc jest na zewnątrz nas. Ona stwarza cały świat dookoła, tak zwyczajnie.
Taka bardzo prosta historia. Jakby nie ma tu zbyt wiele. Znaczy można to tłumaczyć wieloma naukowymi sposobami, ale tak naprawdę najprostszą metodą złapania tego jest po prostu potraktowanie tego bardzo naturalnie, na zasadzie: oto jest wodospad. Woda na górze ma większy potencjał elektryczny, a na dole ma mniejszy albo odwrotnie. Zależy od jakości wody. Jajko ma inne napięcie elektryczne na górze, inne na dole. Las rośnie spontanicznie i dokładnie w tym samym momencie. Grzyby, kiedy zarodniki grzybów dorastają, dokładnie dorastają w tym samym momencie. Taki kwantowy efekt. Ptaki skręcają w tym samym momencie.
Się okazuje, że jakby natura właściwie nie używając żadnych mądrych naukowych słów, nie używając żadnych skomplikowanych eksperymentów polegających na przelewaniu czegoś z bardzo kanciastej fiolki do bardzo okrągłej fiolki i próbie wysadzenia tego wszystkiego w powietrze, dokładnie opowiada tą samą historię o tym, że to jest wszystko takie bardzo proste, takie wręcz już tak trywialnie proste, że aż głupio po prostu o tym mówić. No bo co tu powiedzieć? To można tylko usiąść i tak się patrzy. Nicola Tesla był takim ciekawym egzemplarzem. On dokładnie tak traktował rzeczywistość. Mówił, że to jest dokładnie takie jak w naturze i właściwie wystarczy się przyjrzeć naturze jak działa i właściwie mamy gotowe rozwiązanie. Kiedy się, że tak powiem, zatrudnił do Edisona, żeby mu tam pomóc i rozwiązać problem z silnikiem elektrycznym, który ciągle strzelał, ciągle wylatywał w powietrze, właściwie generatorem elektrycznym, bo Edison skonstruował ten swój generator, ale ten generator się ciągle palił i non stop na machanie zdarzały się pożary i właściwie Edison tracił biznes. Dosyć mocno tracił biznes. Na co Tesla się pojawił w biurze i właściwie wymyślił, jak ten silnik elektryczny zmontować. Legenda, która o tym mówi, mówi tak: Tesla wziął zlecenie od Edisona na to, że zrobi działający, nieiskrzący silnik elektryczny, który nie będzie się palił, nie będzie strzelał iskrami, nie będzie płoszył koni na rogatkach miast i nie będzie podpalał domów, pod którymi jest używany.
No i to obiecał Edisonowi i obiecał prawdopodobnie sobie. No i zniknął z firmy na dwa tygodnie. Siedział sobie gdzieś na ławce w Nowym Jorku i obserwował zachód słońca. Właściwie nie robił żadnych notatek, tylko po prostu obserwował zachód słońca i po jakimś tam czasie wrócił do deski kreślarskiej, czy jakoś tak. Koniec końców przyniósł Edisonowi gotowe rozwiązanie. Obserwując słońce stwierdził, że silnik elektryczny, tak samo jak słońce kręci się dookoła Ziemi, właściwie z naszej perspektywy, tudzież Ziemia dookoła Słońca. Zależy, z której strony spojrzymy na sprawę, prawda? No to jeżeli jedno się skręci względem drugiego i tak to działa, to żeby ten silnik nie wybuchał, nie iskrzył, nie wylatywał w powietrze od nadmiaru tego, co się tam dzieje, to wystarczy tym silnikiem po prostu zakręcić, tak jak się kręcą planety dookoła siebie i sprawa będzie załatwiona. No i umieścił magnesy na takim okrągłym trzpieniu no i zakręcił tymi magnesami. No i się okazało, że sprawa jest rozwiązana i wszyscy do dzisiaj, a mamy 2014 rok, we wszystkich naszych laptopach, we wszystkich naszych komputerach, we wszystkich urządzeniach mechanicznych, gdziekolwiek znajduje się silnik elektryczny, używamy dokładnie tego rozwiązania.
Słuchajcie, facet, który na to wpadł, nie wpadł na to, że on tu napisze wzór. On tu przeprowadzi proces badawczy. On tu kurczę skoryguje dane A, B, masę z prawej, z lewej przeliczy wzorami. Nie, nic z tych rzeczy. Ktoś usiadł na ławce i patrzył na słońce tak zwyczajnie i potem stwierdził, że słońce się kręci, to on też zakręci silnikiem. Tak po prostu wszystko w naturze, tak zwyczajnie. I z tym UFO, bo ja zacząłem o UFO, a o Tesli gdzieś zniknąłem. Z tym UFO jest troszeczkę tak, że jak coś istnieje w jednej częstotliwości, to jak będzie jakiś skok napięcia, to może w tym skoku napięcia zobaczymy coś. To jest jak chodzenie po schodach. Jak człowiek chodzi po piętrze, to jest równo i nawet nie widzi, że idzie lekko pod górę albo lekko w dół.
Po prostu idzie po płaskiej podłodze. A jak jest schodek i człowiek wchodzi na piętro wyżej, to już jest różnica. Trzeba pokonać schody. Tesla stwierdził, że ten moment, kiedy człowiek przysłowiowo pokonuje schody, to jest ta różnica potencjałów, że czasami może być tak, że wszyscy mieszkamy z różnymi gęstościami w jednym budynku, który ma wiele pięter, a energia się manifestuje w miejscach, które my nazywamy schodami, czyli tam, gdzie przechodzi się z jednego stanu energii do drugiego stanu energii. Jeżeli się zakręci jednym kawałkiem magnesu i drugim, to się otrzymuje taką sytuację, gdzie się pomiędzy tymi stanami energii. Tak zwyczajnie. Jest taka teoria, że moment, kiedy widzimy niezbadane, nieznane, niewyjaśnione obiekty latające na niebie, o których istnieniu i pochodzeniu nie mamy bladego pojęcia, bierze się dokładnie stąd, że coś tam się tak załamuje na niebie, że przez moment to jest jak wirtualna telewizja. Widzimy hologram z innej rzeczywistości, który prześwituje przez tą cienką warstwę, którą produkują nasze umysły, umysły wszystkich istot żywych, tworząc tą rzeczywistość, żebyśmy się przypadkiem nie rozpadli na kawałki. Taka szalona teoria atmosfery, która tak elegancko potrafi, nie wiem, czy szczęśliwie mniej lub bardziej złożyć to wszystko do kupy, ale tak intrygująco, bo wiele rzeczy można wrzucić do kupy i się okazuje, że one się całkiem trzymają. Całkiem rześko, bym powiedział.
Słuchajcie, jeżeli macie jakiś pomysł na to, jeżeli macie jakieś własne refleksje, śmiało dzwońcie. Miejsce wolne na wasze refleksje. Ruszcie głową i dzwońcie. RadioNaFali.com śmiało zapraszam, taki jest nasz adres na Skype. A tymczasem borem, lasem, bo już tak gadam do mikrofonu. Już przestało chrzęszczeć, przestało szumieć i ja się chyba rozgadałem po tym wszystkim, tylko miałem lekką tremę z tymi chrzęstami mikrofonu, bo zawsze człowiek się głupio czuje, jak coś mówi, a tu się coś dzieje i kurczę, czuję, że nie ogarniam. Alberta ogarniam, a mikrofonu nie ogarniam. Taka historia, prawda? Jesteśmy z programem Radio na Fali. Radio na Fali, hiperprzestrzeń jest transmitowana w Radiu Paranormalium.
Już pierwszy telefon. Proszę ściszyć Skype'a. Znaczy nie Skype'a, tylko radio wyłączyć. Halo?
[01:10:31] - Proszę ściszyć Skype'a.
[01:10:32] - No właśnie. Znaczy nie Skype, tylko wyłączyć.
[01:10:36] - Już nacisnąłem to, tak?
[01:10:38] - Okej. Musisz wyłączyć radio, żeby nie było żadnego pogłosu i przez Skype'a normalnie mówić. To wszystko. Już?
[01:10:50] - Tak. Słuchaj, takie pytanie.
[01:10:53] - Także witam już normalnie, bez pogłosu.
[01:10:58] - Przecież trzeba się powitać jeszcze. Dzień dobry, kochany. Powiedz mi, wiesz co to jest AK-47?
[01:11:08] - To jest karabin maszynowy.
[01:11:11] - A ja to palę.
[01:11:13] - Też. To bardzo dobrze.
[01:11:16] - I to jest właśnie ta cała różnica w tym wszystkim.
[01:11:22] - Dobra, to teraz jak tą różnicę wyjaśnić, żebyśmy wszyscy skumali, o co chodzi?
[01:11:26] - O co chodzi? Rzecz jest bardzo prosta. Chłopaki na Jamajce wpadli na pomysł, jak nazwiemy nową roślinkę. Jaka jest najbardziej znana broń na całym świecie? Taki karabin ruski AK-47. To wszędzie pokazują, nie?
[01:11:48] - No.
[01:11:49] - Mówi: „To wiecie co? Ta roślinka jest zajebista. My ją tak nazwiemy”.
[01:11:55] - A to wiesz, to już takich nazw tam roślin, jak wchodzisz do porządnego coffee shopu, tam nazw jest tyle, że już są tak bardzo... Jest uzi na przykład. Nie wiem, czy znasz taki materiał, który się nazywa uzi. A ja tu witam NTNS Roba. Witam serdecznie.
[01:12:10] - Dzień dobry. Chciałem tylko powiedzieć, że ja jestem producentem takiej rośliny jednej. Opatentowana jest, tak? AK-47? Czy jakoś tak?
[01:12:24] - Patent na to?
[01:12:25] - Nie. Cześć, słuchaj, tak sobie żartujemy troszeczkę, bo my żeśmy tak się umówili z kolegą, że zrobimy ci taki mały speech śmieszny.
[01:12:34] - Dobra.
[01:12:36] - Ja pierdzielę, znowu mnie, ale gdzie ja jestem w ogóle?
[01:12:41] - Chłopaki, ogarnijcie się po prostu.
[01:12:45] - Dlaczego mam się ogarnąć?
[01:12:46] - Jak byś to wziął tak na serio AK-47, normalnie pomyślę, to zaczyna ci się-
[01:12:52] - I don't know, man. Ja rozmawiam z Albertem Hoffmanem czasami. Wszystko działa, słuchaj, jest okej. Wracajmy do tematu, bo ja sobie dzisiaj tak dywaguję dla niektórych być może szalonej teorii atmosfery, że to my robimy to wszystko.
[01:13:10] - Jesteśmy tylko w teraz i w trzy sekundy masz zmieścić całą opowieść, o czym dzisiaj gadamy.
[01:13:16] - No way.
[01:13:18] - Jak no way? O co chodzi? Come on, dawaj.
[01:13:23] - Słuchaj, człowieku, nie będę tego robił. To jest po prostu historyjka, o której już opowiadam. Panowie, gdzie wyście byli? O co w ogóle chodzi?
[01:13:33] - Ja byłem w kiblu, ale mam numerek zajebisty.
[01:13:43] - Dobra panowie, nie wiem, co z wami zrobić.
[01:13:47] - Jak mówisz?
[01:13:48] - Bo ja tu się rozgadałem na ten temat, który mi tak chodzi po głowie. I tak się rozgadałem na ten temat, tak się zarzuciłem, że tak powiem, w ten temat i tak głową zupełnie w innym miejscu.
[01:14:01] - My tu Zakaz 47, ty Zuzi i jakoś to będzie, nie?
[01:14:05] - Nie, mnie nawet nie Zuzi. Słuchajcie, ja o tej teorii atmosfery.
[01:14:10] - No to się zmieścimy w te 30 sekund. O to chodziło, człowieku.
[01:14:13] - No to udało się omówić. Teorii atmosfery. Jesteśmy w temacie, nie?
[01:14:19] - Dobra, to jaki jest wasz koncept na to? Jeżeli macie jakiś.
[01:14:25] - Musisz sobie wymyślić, że jest przede wszystkim.
[01:14:28] - I don't know. Po prostu się pytam. Zaczynam od pytania.
[01:14:31] - Ja ci mówię, że pierwsze co musisz stworzyć to w ogóle pomysł, że jest coś takiego jak atmosfera, a dopiero później się rodzą następne pomysły. Musisz przyjąć w ogóle taki koncept, że jest coś takiego jak atmosfera, w której żyjesz.
[01:14:49] - Dobrze.
[01:14:51] - I dopiero później tworzysz następne koncepty tej atmosfery. Że ona ma być taka sraka, ma mieć jakiś skład chemiczny.
[01:14:59] - Ale ja nie o tym. Ja to zupełnie nie o tym, proszę pana. Ja o tym, że jest taka teoria, która mówi, że wszystkie istoty żywe tak po prostu swoim, jak to się ładnie z angielskiego mówi, spirit, czyli duchem, tworzą tak naprawdę atmosferę. Atmosfera to takie może zbyt ogólne słowo, a może właśnie dlatego doskonałe, że ogólne. Tworzymy całą tą biosferę, że gdyby tak nagle przenieść nas wszystkich żywych razem z robakami i ze wszystkim całym dobrym bytem na Marsa, to nagle by się okazało, że na Marsie też by powstało pewnie jakieś życie tak nagle.
[01:15:33] - Nie było?
[01:15:34] - I don't know. Teraz to nie wiem. Nie było mnie tam dawno, także nie wiem, proszę pana.
[01:15:39] - Ja jestem zmylony, bo jak atmosfera to atmosfera. Na Marsie też można przyjąć najpierw koncept, że jest tam jakaś atmosfera.
[01:15:47] - Ale ja nie o tym. Ja absolutnie nie o tym, proszę pana. Ja o czymś zupełnie innym.
[01:15:52] - Właśnie. Mówię, dlatego mnie zmyliłeś, bo ty o czym innym, a ja myślałem, że o tym.
[01:15:58] - Nie. I dlatego ja się pytam o tą atmosferę, o tym, że my stwarzamy tą rzeczywistość generalnie w domyśle, że jeżeli sobie zrobimy krzywdę i się powybijamy na przykład, albo część z nas zniknie z tej planety w jakiś taki dziwny sposób, zupełnie niepotrzebny, to tracimy część tej witalnej siły planety, którą tak naprawdę wszyscy budujemy. I to jest jedna z takich mądrości starożytnych, które stoją za tą całą teorią. I nie tylko, bo być może ja to przedstawiam jako teorię, ale tak po drodze przedstawiam, wrzucam różne takie ciekawostki ze świata, jak to się mówi, frontier science, czyli takie pogranicze nauki, niewyjaśnione dzikie eksperymenty, które się nazywa anomaliami, a które potwierdzają istnienie właśnie troszeczkę innej struktury na rzeczywistość niż na przykład oferują nam podręczniki szkolne, bym powiedział, albo uniwersyteckie.
[01:16:53] - Ja się zgubiłem już po tej serii Zuzi i stwierdziłem, że tu chyba Robert może zająć głos w tym temacie, bo ja totalnie już zagubiony teraz jestem. A może Robert się znajduje?
[01:17:04] - No cóż, ja chyba jestem akurat, bo jestem dzisiaj w takim spirit, tak à propos. Jestem po takim spotkaniu, to się nazywa tak, jakby to nazwać? Niektórzy mówią to warsztat, jeszcze inni-
[01:17:19] - Dobra, byłeś na warsztatach, to się tak nazywa wszędzie na świecie.
[01:17:21] - Tak. I byłem u nie kogo innego, jak u pani Renaty Engel. Jasnowidz.
[01:17:28] - Ja nie znam. Byłeś po prostu u jasnowidza na takim-
[01:17:34] - To jest taka nazwa. Ja byłem u osoby, która, znaczy tak: byłem z nią wczoraj w Stonehenge i ta osoba stanęła przed tymi kamyczkami i opowiedziała skąd i po co, i dlaczego to stoi dzisiaj i kto to zrobił i tak dalej, ale to opublikuję u siebie za jakiś czas. Natomiast byłem u niej, grupa 11 osób razem z panią Renatą.
[01:18:03] - Dobra, ale do celu.
[01:18:05] - Do celu. Właśnie. I cel jest jeden prosty, że żyjemy w matriksie. Kreujemy sobie ten świat. Żyjemy po prostu, przychodzimy sobie tutaj co jakiś czas.
[01:18:18] - Sorry, ja jestem w Avatarze. Wy sobie siedźcie w matriksie jak chcecie, ja sobie polatam w Avatarze. Tam są fajniejsze bajki, mówię wam.
[01:18:29] - I wracajmy do tego matriksa. Panowie, naprawdę jakiś poważny problem z tym, żebyśmy byli na jednej stronie, w tej samej książce.
[01:18:41] - Jest jeszcze jedno pytanie, czy naprawdę-
[01:18:42] - Słuchajcie, ja proponuję dodatkową chmurę, bo gdzieś wybiegacie z tego pola morfogenetycznego, panowie. Gdzieś za mało tego było. Proszę dobić tam i nie mieszać z piwem przede wszystkim.
[01:18:55] - Tak.
[01:18:56] - Wtedy działa normalnie.
[01:18:59] - Ja po piwo to bym musiał sześć kilometrów iść.
[01:19:03] - I dobrze, ale wracajmy zaś do tematu, bo ja chcę tutaj spenetrować ten temacik, panowie, tak to wszystko.
[01:19:13] - Czyli uważasz, że to jest twój program?
[01:19:16] - Nie wiem.
[01:19:17] - Wiem po twojej mimice, że ty chcesz to penetrować.
[01:19:21] - Być może to jest program kogoś, kto opowiadał ci o tym programie, że ty musisz traktować wszystko jako program. Być może jest to część naturalnej struktury świata, którą obserwujemy, wiesz, idąc do lasu.
[01:19:33] - Jest wirtualna.
[01:19:36] - Czy wirtualna czy nie, tu jest-
[01:19:37] - Ty jesteś tym agentem Smithem w tym wszystkim.
[01:19:41] - Agencie Smithie, my cię tu mamy. 37.
[01:19:46] - Ja proszę się rozpędzić panów wirtualnych. Proszę się tak rozpędzić. Jak widzicie przed sobą ścianę, to tak weźcie tak na trzy metry od tej ściany tak się rozpędźcie i tak głową. I wtedy będziemy rozmawiać na zasadzie wirtualnego świata, bo to jest taki- Wtedy się okaże, jak bardzo wirtualny jest ten świat. To jest zawsze dobra odpowiedź na to pytanie. Dlatego chciałem porozważać troszkę o tym, co jest na styku tych dwóch światów, bo myślę, że esencja z tego nie jest ani w byciu kompletnie out i udawaniu, że się już teraz nie jest, ani w pałowaniu się tym, że jesteśmy wszyscy Matriksem i tak dalej. Jasne, ale nie w tym momencie. Jesteśmy tu i teraz i to jest pewien wektor energii, który można wykorzystać, żeby się wszyscy mieli dobrze. I o tym jest cały czas mowa.
[01:20:34] - Jest jeden problem. To nie są tylko dwa światy.
[01:20:40] - Słuchaj, może być ich dowolna ilość. To, o czym ja mówię, to nazwałem po prostu dwa stany skupienia. Nie wiem, o czym było na tych szkoleniach.
[01:20:54] - Dowiesz się.
[01:20:55] - To już inna sprawa.
[01:20:57] - Nie podbiłeś, kurwa, pieczątki? I teraz masz żal o to, że nie poszedłeś na to szkolenie i pieczątki nie masz? Daj spokój. Dyplomu ze zdjęciem.
[01:21:09] - Język taki, jakby to nazwać, nieszekspirowski, mówiąc z takim akcentem.
[01:21:17] - Stary, bez Szekspira, ale gadasz.
[01:21:24] - Nie, ale wiesz co? To nie ma znaczenia, gdzie jesteś. Chyba ważniejsze jest to, co robisz. Tak mnie się wydaje, bo jesteśmy właśnie tu i teraz. Bo to jest istota.
[01:21:34] - I robisz nic.
[01:21:36] - Są różne szkoły. Tych szkół jest nieskończona ilość, tak jak nieskończona ilość jest teorii. Problem polega na tym, że jesteśmy tu, w tym świecie, ta materia. Jak się rozpędzisz i faktycznie walniesz głową o ten mur jak jeden agent FBI.
[01:21:57] - Słuchaj, to nijak pijem z materii.
[01:22:00] - To nie jest pienie z bakterii. Czyli z materii oczywiście. Kwestia polega na tym, że tak jak Tomek mówi o tym, że musimy się dogadać, ale pytanie jest: kto my? Czy ktoś tutaj jednak nie wchodzi? Generalnie wszyscy wchodzimy tutaj i ktoś tu w tym kociołku miesza, a my próbujemy robić: „O kurczę, to teraz tak”.
[01:22:33] - Są my, ale są jeszcze jacyś inni, nie?
[01:22:35] - Generalnie jest jeszcze jeden problem. Pytanie, kto tutaj jest?
[01:22:42] - Chciałem zakończyć, bo też powoli zmierzamy do końca tej hiperprzestrzeni. Chciałem zakończyć troszkę puentą na temat, o którym jest właściwie hiperprzestrzeń. Czyli podsumować troszeczkę kwestię tego, że nauka się boi wypuszczać w pewne miejsca, a jest kilka koncepcji, które właściwie bardzo równo układają się dokładnie na tej samej drodze, można powiedzieć. Czyli de facto mówiąc, mamy taki poważny zaczyn tego, że to się wszystko składa do kupy, wszystko się idealnie wyjaśnia. Oczywiście wyjaśnia się to w zupełnie inny sposób i zupełnie inną metodą niż taka standardowa nauka. I że to jest taki szklany sufit współczesnej nauki, bo tym szklanym sufitem jest po prostu natura. Kwestia obserwacji natury. I to jest coś, czego się boimy przeskoczyć. Dlatego montujemy takie dziwne, skomplikowane maszyny, drony i tak dalej, bo to jest taki szklany sufit, który jak przeskoczymy, to w tym momencie będziemy musieli odkorkować tą gigantyczną butelkę z dżinem właściwie. I w tej butelce jest i wolna energia, w tej butelce jest praktycznie zupełnie inny świat.
Świat, którego nikt się jeszcze nie spodziewa, poza być może paroma osobami, które zdają sobie sprawę z konsekwencji tych wszystkich zdarzeń, które nastąpią po sobie, kiedy ten szklany sufit współczesnej nauki runie.
[01:24:04] - Tu się nie zgodzę troszeczkę, bo natura była przed nami.
[01:24:09] - Natura jest cały czas, jesteśmy częścią natury, jesteśmy organiczną. Zdejmij gacie, człowieku. Rozumiesz.
[01:24:17] - On nie ma gaci.
[01:24:19] - Już?
[01:24:20] - Nie ma gaci.
[01:24:21] - My tu przybyliśmy bez gaci. Przybyliśmy bez gaci. Gacie dopiero założyłeś jak się urodziłeś.
[01:24:30] - Otóż to. Ale eter tu już istniał, ale orgon tu już istniał. Przechodziliśmy przez fazę biona. To jest jakiś wspólny mianownik, jakiś wspólny wektor energii, taka jest moja koncepcja. Zresztą nie jestem oryginalny naprawdę tutaj, bo to jest ta historia związana z tą teorią atmosfery, że jeżeli zaczniemy się ogarniać z tym wektorem energii, to trafimy na właściwy rezonans, tak że już nie będziemy się wytłukiwać po drodze, że będzie wygodniej bardziej niż mniej. Tak zwyczajnie, bo to już ten czas i to jest ten kierunek, żeby ten szklany sufit usunąć. Taki koncept.
[01:25:14] - Nie, ja myślę, że szklany sufit to buduje sobie kolejne pokolenie, które tu przychodzi i bawi się w tą grę, bo tak naprawdę to jest gra.
[01:25:23] - Czekaj, ale to już znaczy, że jest koniec, będzie itching czy jak? Bo ja zostałem znowu przy tym Uzi. Jakoś tak.
[01:25:31] - Żamonie, nie wiem, co z tobą zrobić, człowieku. Nie wiem.
[01:25:35] - Kontrowersja jest-
[01:25:38] - Sorry, może słabiej.
[01:25:43] - Jeżeli możesz, powtórz, bo ja nic nie słyszałem po prostu.
[01:25:47] - Przychodzi tu taki jakiś tam spoza naszego wszechświata i próbuje nam budować materię z Uzi. Ja mam kałacha, także go walnę za chwilę.
[01:25:58] - I don't know, guys. Ja to w ogóle zupełnie nie sprawię. Tak się chciałem zastanowić, bo dla mnie ciekawe są konsekwencje tego usunięcia szklanego sufitu. Tego, w jaki sposób na przykład W ogóle zagadnienie free energy troszkę zmieni świat. I to nie zmieni świat od strony technologicznej, bo to jest dosyć łatwe do przewidzenia. Ale jaki to daje fajny uchwyt dla intelektualnej strony. To jest zupełnie inny świat, w którym umysł troszeczkę inaczej oddycha. Świat, w którym ta energia niewidoczna prawdopodobnie dla niektórych, dla niektórych absolutnie istniejąca, to już kwestia indywidualna. W jaki sposób to będzie transformowało nas samych? To jest intrygujące, bo na razie doszliśmy do sytuacji, gdzie właściwie już nie ma gdzie wsadzić czegokolwiek, jeżeli chodzi o naukę.
Ja zawsze żartuję, że o ile Żydzi jeszcze ortodoksyjni mają tą swoją ścianę, w którą mogą wstawić sobie papierki, to współczesna nauka nie ma już niczego, jest po prostu gładka, szklana tafla szkła.
[01:27:03] - Ale oni walą głową w tą ścianę też. Tak sobie przypomniałem. Oni mają Uzi. Tak, to oni. Tak. Dobrze trafiłeś.
[01:27:15] - Dobra panowie, to ja was rozłączam i koniec o hiperprzestrzeń. Tyla.
[01:27:22] - Co robić?
[01:27:23] - Dokładnie.
[01:27:25] - Trzeba się bać.
[01:27:26] - Dokładnie.
[01:27:27] - Oni mają Uzi.
[01:27:28] - Trudne pytanie jest. Ja bym jeszcze tutaj troszeczkę podyskutował, ale chyba...
[01:27:34] - To ja zapraszam na ostatnie minuty hiperprzestrzeni. Zapraszam na taką puentującą formę bardziej.
[01:27:40] - Słuchaj, ja myślę, że to 3D, które tutaj sobie żyjemy, to jest właśnie to, że wszystkim się wydaje, że to jest właśnie ten świat. FED tu rządzi, kosmici tu rządzą, a tak naprawdę to... Tak, słuchajcie, nie ma żartów. Kosmici tu rządzą. Ale tak poważnie, Grzesiu, uspokój się na chwilę.
[01:28:09] - Ja mam taką refleksję, że ta szklana ściana tak naprawdę, szklany sufit tej nauki jest po prostu w naszych głowach. To nie jest kwestia organizacji, tylko to jest po prostu kwestia w naszych głowach. To jest kwestia tego, jak my sobie dobierzemy ten abstrakt.
[01:28:24] - Tomek, nie myślisz, że my tu przychodzimy po to, żeby się zabawić?
[01:28:29] - I don't know, man. To jest, myślę, indywidualne odczucie.
[01:28:35] - Okej, bo my przyszliśmy tutaj, ale można pójść jeszcze tam i tam. Mnie nurtuje jedna rzecz. Jest jakaś rzecz, która stworzyła to. Niektórzy mówią Bóg, niektórzy mówią uniwersum, też jest kwestia pola morfogenetycznego. Nie, pole morfogenetyczne jest takim nośnikiem tej informacji.
[01:29:01] - Ja dzisiaj bardziej o nośniku, bo nawet nie chcę się wbijać w ogóle w temat, kto był pierwszy, czy jajko, czy kura, bo to jest troszkę taka dyskusja.
[01:29:10] - To jest złe pytanie, bo my jesteśmy w 3D, mamy te ograniczenia. Mamy ileś tam tych zmysłów.
[01:29:17] - Nie wiem, czy w 3D tak do końca. Też bym się z tym nie zgadzał, bo proponowałbym jakąś dobrą substancję psychoaktywną i nagle zobaczysz czwarty wymiar. Także nie ma problemu z trzema wymiarami.
[01:29:29] - Mówisz o tym, że trzeba wyjść z tego.
[01:29:31] - Unlimited broadband bym powiedział. To jest unlimited, nielimitowany broadband.
[01:29:36] - I trzeba z tego wyjść, z 3D. Ale słuchaj, rodzimy się w 3D. Nie urodziłeś się nagle, założyłeś te gacie i powiedziałeś: „Kurde, to zabiorę grzyby teraz albo idę po...”.
[01:29:49] - Wiesz, każdy z nas ma sny, to jest produkcja D&T w głowie.
[01:29:54] - Sny to jest część naszego życia. To się zgadzam z tobą.
[01:30:02] - Halo, halo?
[01:30:03] - Ty śnisz. Budzisz się i czasem nie pamiętasz. I teraz pytanie jest takie: nie pamiętasz, bo nie chcesz, czy nie pamiętasz, bo się tego boisz? To jest pytanie.
[01:30:17] - Ja pamiętam swoje sny.
[01:30:19] - Ja wam mogę powiedzieć, jaka jest największa zabawa dla mnie tutaj w tym świecie. Bo sobie zdaję sprawę, że ja tu przyleciałem właśnie tych kosmitów wyszukać i powiedzieć im: „Ej, znowu żeście się tu schowali. Oj, oj, oj”.
[01:30:37] - Ale wiesz co?
[01:30:38] - Nieładnie. Ja was zawsze znajdę.
[01:30:41] - Tomek.
[01:30:41] - Zawsze was dopadnę.
[01:30:43] - Grzesiu, nie bij już nikogo.
[01:30:47] - Jestem to ja.
[01:30:51] - Tomek jest taką bardzo fajną osobą.
[01:30:53] - Dziękuję. Ale się fajnie poczułem w ogóle. Nie, żebym się niefajnie nie czuł, ale zawsze fajnie jest się poczuć fajniej, prawda? Fajna sprawa.
[01:31:02] - Ale posłuchajcie Tomka, bo Tomek zrobił ostatnio fajną rzecz, bo to jest, nazwijmy to, taki człowiek, który zrobi to po raz pierwszy. To nie jest pionier, bo to się odbywa od początku tej zabawy, ale początku i tak nie było. Chodzi o to, że Grzesiek i Tomek tworzyli przez jakiś czas połączenie, taki team. A teraz Grzesiek wszedł w opozycję. Tomek dzisiaj robi taki-
[01:31:42] - Powiedz, co robię.
[01:31:43] - Jak ci po prostu walnę, to...
[01:31:46] - Dobra, powiedz, człowieku. Nie spadnę z krzesła.
[01:31:49] - Jak nie spadniesz z krzesła, jak już na krześle dawno nie siedzisz, bo tego krzesła nie ma, tylko to jest tylko twoja wizualizacja. Dobra, ale słuchajcie, byłem na warsztatach. Musicie mi wybaczyć. Dobra, okej. Skończmy. Kończymy puentę.
[01:32:07] - Dobrze chłopaki, że Tesla z wami nie konsultował tego silniczka elektrycznego, bo bylibyśmy głęboko w dupie, za przeproszeniem, jeżeli chodzi o wentylatory. A może dobrze, może nie byłoby wentylatorów, kto wie.
[01:32:19] - To musi być mechaniczne. A cały czas mówisz o tym, że mamy naturę. Natura od dawna daje energię za free.
[01:32:28] - Daje. Absolutnie.
[01:32:31] - Nie potrzeba odbiornika, niczego nie potrzeba. Wystarczy być tu i teraz. I to tak mi się podobało, że trzy sekundy, a ty powiedziałeś: „Nie, nie ogarnę się w trzy sekundy”, a za chwilę się ogarnąłeś i to mi się spodobało. I to była ta puenta, tak myślę.
[01:32:48] - No dobra. Słuchajcie, to dziękuję za puenty, panowie, rozłączam.
[01:32:54] - Szacunek dla ciebie.
[01:32:55] - Słuchajcie, nie mówcie przez siebie. Po kolei jeszcze raz każdy. Pierw jeden, pierw drugi.
[01:33:03] - Dobra, ja tylko chciałem się dowiedzieć, o czym była dzisiejsza audycja.
[01:33:07] - Zapomniałem. A ja tylko powiem jedno: szacunek, Tomek, dla ciebie za to, co robisz. Dziękuję bardzo.
[01:33:15] - Trzymaj się.
[01:33:17] - Narka, jak to mawiają w moich stronach, w kraju przodków. Pozdrawiam słuchaczy. No właśnie, to czas najwyższy zakończyć tą „Hiperprzestrzeń”. Się porobiło na końcu. A ja chciałem jeszcze podyrdymałować troszkę o tym szklanym suficie współczesnej nauki, o tym, że to trochę tkwi w nas, że to my się, podejrzewam, troszeczkę jednak boimy. Tak odważnie powiedziałem: „Boimy się kompleksowych teorii świata”. Boimy się, że to wszystko wyląduje na jednej linii i że nagle się okaże, że to wszystko jest takie proste, że to takie: „Kurde, przecież to było takie łatwe, a my się tu cały czas kopaliśmy z koniem albo kopiemy z koniem”. Albo może nawet nie my, bo nam to chyba się nie chce kopać z koniem, ale jesteśmy świadkiem, uczestnikiem świata, w którym wielu kopie się z koniem i ta energia gdzieś tam nas po kątach zamiata. Bo wszyscy żyjemy w takim polu kwantowym tutaj. Cokolwiek to jest, czy to jest bardziej twarde, czy miękkie i twarde, czy miększe po prostu, cokolwiek to by było, żyjemy w tym samym polu i o tym jest ta szalonatoria owej atmosfery, którą tworzymy wszyscy jako żywe istoty na świecie.
I że fajnie by było, jakbyśmy nie kopali się po kostkach. Być może, jeżeli ktoś jeszcze nie zrozumiał, to może dobry pomysł, żeby to złapać, pójść do lasu, przytulić się do drzewa, trochę popatrzeć na tą naturę, trochę popatrzeć na prawa rządzące tą naturą. Poczuć się po prostu częścią tej atmosfery, zamiast częścią opozycji do tej atmosfery. Jeżeli nawet robimy technologię, bo mamy ten niesamowity dar kształtowania, bycia tym ostatnim sensorem tej dziwnej mocy. Prawdopodobnie. To też kolejna teoria, o której dzisiaj nawet nie będę wspominał. Ale jest też taka teoria, że jesteśmy na samym dole i jakbyśmy chcieli tak naprawdę zrozumieć albo być co najmniej w miarę blisko, może zrozumieć to za duże słowo, tego, gdzie tak naprawdę znajdujemy się w tym całym obiegu, to byśmy musieli tą piramidę, na której czubku się zawsze rysujemy, odwrócić do góry nogami i byśmy byli takim sensorem na samym dole. Być może. I być może właśnie dlatego mamy ten cudowny dar kształtowania, budowania, konstruowania tych wszystkich rzeczy, tylko żeby się nauczyć troszeczkę może takiego słuchania samego siebie, słuchania natury, żeby konstruować te urządzenia, te maszyny tak, żeby nie niszczyły świata dookoła. Żeby naprawdę było nice, żeby naprawdę było miło, żeby ta atmosfera była czysta, żebyśmy mieli więcej czasu dla siebie i więcej czasu na robienie miłych rzeczy dla siebie nawzajem.
Bo właściwie o to wszystko chodzi. Okazuje się, że jest coś takiego i jest to możliwe i są technologie i zmierzamy we właściwy sposób. Tylko czasami boimy się chyba uwierzyć w to, że to takie proste i że to wszystko da się tak łatwo wyjaśnić i wszystko naraz. Nie po warunkach, nie pojedynczo, nie osobno, tylko tak nagle się okazuje, że wszystko znienacka, właściwie w tej samej książce, na tej samej stronie, w tym samym zdaniu. Łatwe, prawda? Może tak być? Czemu nie? Słuchajcie, ja jestem za. Także dziękuję za słuchanie dzisiejszej „Hiperprzestrzeni”. Dziękuję serdecznie sponsorom audycji.
Dziękuję serdecznie tym, którzy w ogóle słuchają jej jako podcastu gdzieś, nie wiadomo gdzie. Zapraszam do ściągania wszystkich audycji z Radia Na Fali. Pozdrawiam też słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje Radio Na Fali, a dokładnie „Hiperprzestrzeń” z Radia Na Fali. Coś tu się zamotałem. No i tyle. Zapraszam do obydwu radiów, głównie do Radia Na Fali oczywiście i zapraszam wszystkich na wieczorową porę. I to była dzisiejsza „Hiperprzestrzeń”. Dziękuję bardzo za słuchanie i tyle. I zapraszam na kolejną.