Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium. Mamy poniedziałek, 21 września, pierwszy dzień jesieni roku pańskiego 2020. Minęła przed chwilą godzina 20, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycja o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:53] - Witam panie Marku, witam was kochani po krótkiej przerwie.
[00:56] - Przerwie, dodajmy, spowodowanej czynnikami, które chyba się sprzeniewierzyły przeciwko panu Sławkowi i próbowały zablokować emisję audycji tydzień temu. Tydzień temu polegliśmy obydwaj, ale myślę, że dzisiaj już nic nam nie przeszkodzi. Dzisiaj już to my będziemy tą silniejszą siłą, która nie da się pokonać różnym przeciwnościom losu. Chyba nieprzypadkowym przeciwnościom, tak sobie pomyślałem.
[01:27] - Bardzo przypadkowym .
[01:30] - Skoro tyle rzeczy: tu komputery, tu DNS-y, tu operator, tu jeszcze coś, to rzeczywiście to nie może być przypadek.
[01:39] - Tu były też aspekty duchowe.
[01:41] - Też. Także myślę, że dzisiaj już spokojnie dzisiejszą audycję uda się nadać. Zanim przejdziemy do tematu głównego, zanim oddam głos panu Sławkowi, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów również jak najbardziej to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Oczywiście telefony będziemy odbierać głównie w tej drugiej części audycji, która poświęcona jest zwykle na komentarze i rozmowy ze słuchaczami, ale numery warto zapisać sobie już teraz. Można także do nas pisać cały czas na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Jesteśmy oczywiście również obecni na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[03:15] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Przepraszam za tę przerwę w zeszłym tygodniu, niespodziewaną na pierwszy rzut oka. Ale zanim o tym powiem, muszę powiedzieć o czymś bardzo przyjemnym, co spotkało mnie ostatnio w życiu i też chciałbym, żebyście wiedzieli, że dobro wraca. Podobno taka była teoria, a ja się o tym przekonałem w ciągu ostatniego tygodnia i bardzo serdecznie tutaj na antenie radia chciałem podziękować zwłaszcza dwóm przemiłym paniom, naszym słuchaczkom, pani Dorocie i pani Emilii, które zaskoczyły mnie oraz psiaki niesamowitymi prezentami i innymi niespodziankami. Przyznam szczerze, aż czułem się troszeczkę w pewnym momencie nieswojo, ale dobre serce trzeba czcić, pielęgnować i też mówić o tym, że tak jest. W imieniu swoim oraz psiaczków chciałem wszystkim podziękować za dobre słowo, za zainteresowanie, za udostępnianie, również panu Markowi na antenie radia mojego posta z psiaczkami oraz za prezenty od pani Doroty i od pani Emilii. Bardzo serdecznie dziękuję i pamiętajcie, że to są właśnie dowody na to, że są dobrzy ludzie na tym świecie z otwartymi, fajnymi sercami i tym się należy radować. Ja się raduję, psiaki się radują, więc chciałem się tą radością z wami, kochani, podzielić. Co do zeszłego tygodnia i zeszłej audycji — przeczytałem komentarze, ktoś napisał, że nie wierzy, że to tylko operator.
I faktycznie później się okazało, że to nie był tylko operator. Jak panu Markowi napisałem dzisiaj, że była to taka książka, kiedyś film, seria niefortunnych zdarzeń. Złożyło się czynników, które zebrały się w jednym miejscu. Operator był jednym, że tak powiem, z czynników, ale DNS-y, routery, to wszystko zebrało się po prostu jednego dnia. Ja też miałem mało czasu, pod dość dużą presją byłem, bo byli ludzie oglądać zwierzaczki. Ja byłem też długo w pracy i to wszystko tak się skumulowało, że po prostu chyba trochę i ja spanikowałem nie mogąc ogarnąć kuwety. Natomiast przy okazji tego wydarzeniaPo raz kolejny przekonałem się, może nie to, że zrozumiałem. Po raz kolejny przekonałem się, co się dzieje, jak człowiek nie słucha samego siebie. Jak dusza na różne sposoby próbuje nas ustrzec przed popełnieniem jakiegoś błędu, rzeczy, która jest dla nas niekorzystna, a my z tą naszą ludzką świadomością upieramy się przy tym, że jednak to zrobimy. W tym przypadku akurat audycji było dokładnie tak samo, ponieważ całe te perypetie z komputerami, z internetem, z tym całym osprzętem zaczęły się już w niedzielę, kiedy postanowiłem, że zrobię coś, co od początku tak na dobrą sprawę wiedziałem, że obróci się przeciwko mnie.
I skutki tego mojego uporu odbiły się również rykoszetem w poniedziałek, kiedy komputery i internet w dalszym ciągu postanowiły nie działać. To dotyczy mojej sytuacji bardzo mocno życiowej, prywatnej, więc nie wiem, czy chcecie o tym słyszeć, czy chcecie o tym wiedzieć. Natomiast dusza nawet w tych — dlatego dzisiaj powiedziałem na początku audycji — że również pojawiły się aspekty duchowe, ponieważ tu było mnóstwo wyraźnych ostrzeżeń dla mnie osobiście: „Sławek, nie rób tego. Odpuść sobie, bo będziesz tego żałował”. Powiem wam szczerze, zrobiłem i żałowałem zaraz po zrobieniu tego, co zrobiłem. To też jest taka rzecz, kochani, taka informacja też dla was, do której was przekonuję, a której jak widzicie, nie zawsze sam słucham. Słuchajcie swojej duszy, słuchajcie samych siebie. Tutaj może akurat moja sytuacja była taka troszeczkę pogmatwana, bo to nie chodziło o moje dobro, tylko o czyjeś dobro. Ale mimo wszystko miałem wyraźne przesłanki, żeby tego nie robić. Zresztą powiem wam też uczciwie, że te dwa tygodnie od ostatniej audycji przyniosły mi bardzo, ale to bardzo dużo informacji.
W zasadzie taką kumulację informacji zwrotnych na temat tego między innymi, o czym z wami rozmawiam, o czym rozmawiamy sobie, co analizujemy, co próbujemy zrozumieć i wcielić w życie. I to, żeby słuchać tych podszeptów, takich jak my to mówimy, intuicji, że to jest jednak ważne, zwłaszcza jak już mamy ją na jakimś tam poziomie dopuszczoną do głosu. Ale pojawiło się też mnóstwo innych aspektów. Na przykład ten, o którym rozmawiamy od kilku audycji. To, co niektórzy nazywają prawem przyciągania, a ja to nazwałem prawem dokonywania wyboru. I ten ostatni aspekt, o którym mówiłem, o tym, żeby szukać metody. W poprzedniej audycji rozmawialiśmy o tym, żeby szukać metody, żeby jak najwięcej rzeczy pojawiło się w naszej nieświadomej kompetencji, czyli w tej sferze naszej podświadomości, w której my już nie zastanawiamy się nad tym, tylko pewne rzeczy dzieją się automatycznie. Ja w ciągu tych ostatnich dwóch tygodni przekonałem się też właśnie o tym, że do momentu, dopóki te wzorce nie pojawią się w tej nieświadomej kompetencji, nie pojawią się w naszej podświadomości te wzorce dobre dla nas, to cały czas będą funkcjonowały te wzorce, które chcemy zmienić. Miałem teraz dwa tygodnie bardzo burzliwego życia, takiego prywatno-zawodowego i tu też wam o tym za chwilę opowiem. I to, co już miałem dawno, wydawało mi się załatwione, przerobione, przepracowane, tak jak my to sobie różnie nazywamy, okazało się, że w konkretnych sytuacjach to wszystko natychmiast wróciło.
Wszystko to, co pojawiało się w moim życiu 15, 18, 20 lat temu, teraz z powrotem wróciło. Coś, o czym już dawno nie myślałem, nad czym już dawno, czemu już dawno nie poświęcałem czasu, uwagi, wróciło. Gdzie wydawało mi się, żeże ten aspekt jest już załatwiony. Teraz pojawia się pytanie w kontekście naszych ostatnich audycji: do czego należy dążyć? Czy do wprowadzania nowych wzorców, czy jednak do tego, żeby próbować te stare zamieniać? Te, które nam nie pasują. Ja się przekonałem, że te stare, które już wydaje nam się, że ich nie ma, cały czas w nas są. To niestety nie jest dobra wiadomość. Być może tylko w moim przypadku tak jest. Może wy dokonaliście dalszych kroków, macie lepsze efekty i wam się już udało to całkowicie wyeliminować z życia.
Ja się przekonałem, że przynajmniej część z nich niestety nie. Owszem, świadomość jest inna. Moje reakcje były inne, natomiast one znowu wypłynęły na powierzchnię. Znowu się pchały. Znowu mnie przekonywały. Znowu mnie namawiały do działania, do postępowania tak jak kiedyś. Nie ukrywam, że trochę napełniło mnie to smutkiem w pierwszej chwili, bo wydawało mi się, że jestem dalej w swojej drodze i że pewne tematy mam już pozamykane. Natomiast lekcja, nie ukrywam, bardzo poważna. Co nie zmienia faktu, że jeszcze bardziej w tej chwili zapaliłem się do swojego projektu, który sobie półtorej roku, zaraz będzie prawie dwa lata temu wyimaginowałem, w głowie wymyśliłem, wymarzyłem, przeanalizowałem i zaplanowałem, o którym, kochani, dzisiaj wam powiem. Podzielę się z wami tym, ponieważ taki miałem plan.
Ale zanim to zrobię, jeszcze się odniosę do podziękowań. Do tego, że prosiłem was o to, żebyście wyraźnie dali mi znać, w jakim miejscu naszych rozmów, dialogów i współpracy jesteśmy. Nie ukrywam, że dzisiaj nieopatrznie wszedłem jeszcze na poprzednią audycję i co się okazało? Dostałem jednego negatywa. Przez dwa tygodnie cieszyłem się tym, że są same pozytywy i to w dodatku w takiej ilości, której do tej pory nigdy nie było, bo było chyba 75. I nie wiem, chyba w weekend pojawił się jakiś negatyw. Oczywiście żartuję, to nie jest dla mnie jakiś problem. Natomiast bardzo wam dziękuję za to, że wysłuchaliście mojej prośby w kontekście komentarzy, które się pojawiły. Bardzo fajnych, sympatycznych, wspierających. Więc super.
Mam nadzieję, że po dzisiejszej audycji nie zmienicie zdania. Ponieważ tak jak mówiłem, te dwa tygodnie dały mi bardzo dużo do myślenia. Też bardzo dużo nowych informacji. Nie zawsze w pierwszej chwili takich, które wydawały mi się miłe i przyjemne. I to też jest prośba, kochani, do was, żeby, tak jak mówiłem, dać sobie czas. Jeżeli spływają do nas jakieś negatywy, negatywne sytuacje, negatywne rzeczy czy nawet negatywne emocje, żeby dać sobie czas. Ponieważ te negatywy niosą ze sobą jakąś informację, a poza tym po jakimś czasie, nieraz bardzo krótkim, nieraz tego czasu potrzebujemy ciut więcej, one okazują się dla nas bardzo korzystne. Więc przy dokonywaniu tak zwanej oceny dajcie sobie czas. Mnie parę kwestii mocno zabolało w ciągu tych dwóch tygodni, a za chwileczkę okazało się, że one są bardzo cenną informacją, której mi tak naprawdę przez dłuższy czas brakowało. Taki kolejny puzzelek do mojej układanki.
O czym jeszcze, kochani, się przekonałem? To też nie będzie pewnie miłe, zwłaszcza dla tych osób bardzo mocno uwrażliwionych. I podejrzewam, że tych osób w naszym towarzystwie jest sporo. Nadmierna empatia powoduje to, że... To znaczy nadmierna. Trudno to wyskalować, powiedzieć, jaka empatia jest nadmierna, jaka jest równomierna, a jaka jest jeszcze za mała. Natomiast duża empatia niesie ze sobą niestety bardzo duże ryzyko dla nas.Rozmawialiśmy o tym w którejś audycji, stosunkowo niedawno, że potrafimy się wkręcić emocjonalnie w problemy innych ludzi i zaczynamy się w pewnym momencie z nimi utożsamiać. Ponieważ my to czujemy. Nie tylko rozumiemy, ale w dużej mierze też czujemy podobnie i mówimy: „Tak, ja to doskonale rozumiem. Ja cię doskonale rozumiem”.
Często poprzez pryzmat swoich własnych doświadczeń, nawet tych już świadomych. Nie mówię o tych nieświadomych, tych płynących z duszy, ale tych całkiem świadomych, które wydarzyły się w naszym życiu. Potrafimy doskonale innych ludzi zrozumieć, którzy są w podobnej sytuacji, w której my byliśmy. I w którymś momencie powstaje takie błędne koło. Może powstać. Oczywiście nikomu tego nie życzę, natomiast może powstać takie błędne koło. Czyli przeżyliśmy jakąś sytuację, doskonale ją rozumiemy, bo ktoś taką sytuację przechodzi w danym momencie. Zaczynamy się z tą sytuacją utożsamiać emocjonalnie również, często przywołując do swojego umysłu, do swoich emocji sytuacje, które przeżywaliśmy. A dla naszej podświadomości jest to od razu sygnał do tworzenia tych sytuacji w naszym życiu. Ponieważ dajemy taki wyraźny, emocjonalny sygnał do tego, że jesteśmy tym problemem, tą sytuacją mocno zainteresowani, mocno żeśmy się w nią zaangażowali.
I zaczynamy wpadać w taki cykl powtarzających się historii w naszym życiu. To, że na poziomie podświadomości takie rzeczy się dzieją, jest normalnym procesem budowania, rozwijania naszej świadomości, naszego uporu, naszego ziemskiego tak zwanego ego. Natomiast taka sytuacja może spotkać również ludzi, którzy już w swoim życiu zaczęli rozwijać świadomość. Zaczyna się pojawiać empatia. Czyli ten rozwój świadomości jest już na dość zaawansowanym poziomie. I to jest informacja, bardziej ostrzeżenie, żeby zwrócić na to uwagę. Wiem, że to jest ciężkie, bo sam mam z tym problem. To znaczy może nie mam problemu ja jako ja, bo problemy się pojawiają dopiero za jakiś czas, ponieważ sam je sobie zaczynam stwarzać. Sam je zaczynam wytwarzać w swoim życiu. Więc na to chciałbym zwrócić wam uwagę, ponieważ to jest też efekt tych dwóch tygodni przerwy, kiedy pewne rzeczy też do mnie znowu wróciły, dotarły i po raz kolejny je sobie uświadomiłem.
Następną rzecz, którą sobie uświadomiłem przez te ostatnie dwa tygodnie po raz kolejny, to jest to takie często oklepane, pojawiające się na Facebooku, na różnych grupach stwierdzenie, że ludzie, którzy niosą pomoc innym, najczęściej sami tej pomocy potrzebują. I jak pamiętacie, dość mocno wałkowałem temat miłości, różnych rodzajów miłości. Zwłaszcza miłości do samego siebie. I przykładałem do tego dużą wagę, nacisk. Starałem się to w jak najbardziej wyraźny i precyzyjny sposób wyjaśnić. Oczywiście moje intencje były, żeby to, co wiem, przekazać. Natomiast te ostatnie dwa tygodnie pokazały mi, że ja sam w tej dziedzinie mam jeszcze sporo do zrobienia. Że nie przez przypadek kładłem tak duży nacisk na to, ponieważ sam bardzo chciałbym osiągnąć w tej dziedzinie poziom mistrzowski. Ostatnio ze swoim serdecznym kolegą, z którym spędzamy sporo czasu z powodów zawodowych, natomiast też mamy te swoje fajne rozkminki, fajne rozmowy. Być może jest też dzisiaj po drugiej stronie naszego połączenia, to go pozdrawiam serdecznie.
Rozmawialiśmy na ten temat, podesłał mi jakieś piosenki, których słuchał i zaczęliśmy na ten temat rozmawiać. I on wysunął taką teorię: „Pokaż mi swoją playlistę, a powiem ci, kim jesteś”. Oczywiście całkowicie się z nim zgadzam. porozmawialiśmy sobie na ten tematNatomiast gdybyście wy kochani też chcieli poznać samych siebie, to warto jest tą swoją playlistę w jak najbardziej obiektywny sposób przeanalizować. Ja wiem, że te playlisty są różne, bo przynajmniej ja tak mam, że one są uzależnione w bardzo dużej mierze od naszego aktualnego nastroju. Jak jesteśmy smutni, przygnębieni, wkurzeni, radośni, to w każdej z tych sytuacji ta playlista wygląda troszeczkę inaczej. Ale najbardziej chyba ważna jest ta, której słuchamy w samotności, kiedy poświęcamy jej czas, chcąc ze swoimi emocjami zostać samemu. Natomiast troszeczkę je gdzieś uwolnić, a czasami podsycić, czasami ukoić. To jest ta playlista, która najbardziej świadczy o tym, co tak naprawdę w naszych sercach i w naszych duszach się dzieje, w naszych emocjach. Ja właśnie podczas tej rozmowy powiedziałem mu, że mam swój zeszyt.
Jak wiecie, byłem w harcerstwie i kiedyś, kto tylko mógł, uczył się grać na gitarze, bo to był najbardziej mobilny instrument, który można było zabrać ze sobą w zasadzie prawie wszędzie. To nie było pianino, skrzypce czy perkusja, więc gitara była takim instrumentem, który towarzyszył wszelkiego rodzaju podróżnikom, wędrowcom i harcerzom na ogniskach, na różnego rodzaju nasiadówkach. Ponieważ tych piosenek się przewijało całe mnóstwo, więc ci bardziej cierpliwi spisywali je sobie do zeszytu. Ja swój zeszyt, który zacząłem pisać w 1985 roku, czyli 35 lat temu. Dobrze mówię? Jakoś tak. Mam do dzisiaj, więc mogę się uwiarygodnić. Pierwsze trzy piosenki, znaczy pewnie teraz ta playlista byłaby ciutkie inna, ponieważ wtedy nie znałem kilku piosenek, które stały się dla mnie ważne. Pewnie one by się tam pojawiły. Natomiast wtedy jeszcze oczywiście niepomny tego, co robię i nieświadomy, zapisałem pierwszą piosenkę, która pojawiła się w moim zeszycie, była piosenka Bułata Okudżawy „Co było, nie wróci”.
Drugą piosenką było „Przeżyj to sam”, a trzecią piosenkę, której refren brzmiał: „A teraz idę ubrany w różowe nadzieje”. I powiem wam szczerze, ta moja playlista skutecznie i systematycznie się w moim życiu realizuje, ponieważ tych zmian w moim życiu było bardzo dużo. Natomiast cały czas oczywiście większość rzeczy, o których wam mówię, przerabiam na sobie. A mimo wszystko, mimo tych przeróżnych sytuacji cały czas gdzieś tam jest ten optymizm, jest wiara, jest nadzieja na to, że będzie lepiej, że to wszystko ma jakiś sens, że to wszystko do jakiegoś celu mnie ma doprowadzić. Oczywiście w tej chwili na pewno na tej liście znalazłby się „Zegar”, o którym wam wspominałem. Już w tej chwili piosenka napisana przez mojego serdecznego kolegę, już tak zwanej świętej pamięci. I ta, która mi ostatnio coraz bardziej towarzyszy w życiu, to jest „Człowiek bez butów” i z którą się też w pewnym sensie w tym, co robię, coraz bardziej utożsamiam. Więc ja swoją playlistę wam tutaj kochani, tą piątkę najważniejszych piosenek przedstawiłem, a wy rzućcie okiem. Oczywiście, jeżeli macie na to ochotę, rzućcie okiem na swoją playlistę i zobaczcie, jakie piosenki są dla was ważne i z jakiego powodu. Czy z powodu treści, które są w tych piosenkach zawarte, czy melodii, czy jakichś tam innych powodów i aspektów.
To tyle kochani z moich przemyśleń z ostatniego okresu dwutygodniowego, intensywnego bardzo dla mnie i też pouczającego. Jeszcze o jednej rzeczy wam powiem, którą teżPierwszy raz od bardzo dawna obudziłem się dzisiaj nad ranem bez żadnego powodu. Może nie bez żadnego powodu. Ten powód był. Tylko ja zazwyczaj kładę się, to w momencie, kiedy moja głowa leci do poduszki, to ja już zasypiam, a śpię do tego momentu, aż obudzi mnie budzik, bądź, jak rzadko się dzieje, kiedy nie nastawiam budzika, aż wstanę. Nie przerywam sobie snu. Mam bardzo dobry sen. Dzisiaj o godzinie około czwartej coś mnie obudziło. Obudziła mnie myśl. Słowa, które usłyszałem dnia wczorajszego od mojej serdecznej koleżanki, która uświadomiła mi coś, co czułem doskonale.
Natomiast zupełnie nie zdawałem sobie sprawy ze skali tego zjawiska. Już powiem, o co chodzi. Tak jak wam mówiłem, wróciły z powrotem, wypłynęły na światło dzienne stare wzorce, o których wydawało mi się, że nie ma. Chcę wam zwrócić uwagę na proces, który temu towarzyszy. Ponieważ my najczęściej siedząc w środku zdarzeń tracimy zupełnie obiektywizm, czyli bardzo łatwo potrafimy się w każdej sytuacji odnaleźć, przynajmniej w sferze myślowo-emocjonalnej. Ze sferą duchową, energetyczną jest trochę gorzej. Natomiast z racji naszej podświadomości, ona bardzo łatwo dostosowuje się do danej sytuacji, ponieważ ona tak ma, że w zasadzie na większość pytań, na większość sytuacji, zwłaszcza u ludzi dorosłych, ona ma odpowiedź, ona ma reakcję, a jak nie, to zaraz jakąś sobie dokomponuje. Może nie dokomponuje, tylko wybierze z tego, co już posiada i dopasuje taką, która najbardziej będzie według niej do tej sytuacji pasowała. I bach, i jest. My w związku z tym nie jesteśmy obiektywni.
Ogólnie to nigdy nie jesteśmy obiektywni, chyba że naprawdę bardzo staramy się kierować w życiu przy podejmowaniu decyzji czy reakcji, jeżeli kierujemy się empatią, to wtedy pojawia się ten drugi aspekt drugiego człowieka i możemy spróbować być bardziej obiektywni. Natomiast w sytuacjach zwykłych, codziennych, rzekłbym standardowych, kiedy ta duchowość mniej w nas funkcjonuje, jesteśmy nieobiektywni. I w momencie, kiedy zaczęły pojawiać się u mnie te stare wzorce, pojawiły się stare reakcje i stare emocje. Ten proces trwał dosłownie kilka dni. To mówię osiem, dziewięć, może dziesięć. I ja zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo się w to wciągnąłem. Owszem, czułem się kiepsko, nie byłem sobą. Natomiast przestałem to świadomie na moment rejestrować. I dopiero właśnie pytanie: „Sławek, co się z tobą stało?” uświadomiło mi, jak bardzo w ciągu tych kilku dni pozbawiłem sam siebie tego, co najbardziej w sobie lubię, cenię i co mi się najbardziej podoba. Dzisiaj rano ta myśl mnie po prostu obudziła.
Ta myśl, przypomnienie tych słów mnie po prostu obudziło. A tak na dobrą sprawę od dzisiaj rana wracam na swoje tory sprzed kilku dni. Wczoraj miałem olbrzymi problem, żeby skupić się w ogóle na sprawach związanych z audycją. Kotłowały się myśli wszystkie inne oprócz tych, które najbardziej lubię. I mówię, to trwało kilka dni i w ciągu tych kilku dni to jakby jakiś tajfun przeszedł. Pierwszy raz w życiu miałem taką sytuację, bo wtedy, kiedy stare wzorce działały, to działały. To było dla mnie czymś naturalnym. Kiedy je zmieniałem, transformowałem, to ten proces był bardzo świadomy. Oczywiście jak najbardziej do tego dążyłem i wiedziałem, co się dzieje. Natomiast tutaj kilka dni i to wszystko jakby na chwilę stanęło w miejscu, tak jakby cofnąłem się o 20 czy o 30 lat.
Wiedziałem, że jest źle, natomiast nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo ten proces jest zaawansowany.To też jest kochani, może niezbyt radosna wiadomość, bo parę razy były takie pytania: czy możemy się cofnąć w rozwoju, czy możemy przejść na jakby niższy poziom i tak dalej. I okazuje się, że możemy. Ja się przekonałem, że mogę. Oczywiście to trwało kilka dni i to też nie było tak, że to cały czas było coś. Natomiast sytuacje, które się pojawiły, wywoływały znowu te stare reakcje. Oczywiście one były inne, były już bardziej świadome, natomiast w którymś momencie stały się znowu pewnego rodzaju rzeczywistością. Moją rzeczywistością. Poniekąd napełniło mnie to takim smutkiem wewnętrznym, że być może to wszystko, co robimy, nie ma najmniejszego sensu. Że i tak ta podświadomość to wszystko, co w niej jest, jest już tak, że tak powiem, gdzieś tam zapisana, że jesteśmy zmuszeni z tym żyć do końca życia, mordować się i to jest w ogóle proces nieodwracalny. Ale z drugiej strony dzisiejszy dzień pokazał mi, że to jest trochę tak, jak z jazdą na rowerze, że jeżeli już się czegoś nauczymy, to bardzo łatwo i bardzo szybko możemy to przywołać.
Możemy znowu z tego skorzystać. Tak samo jak szybki był ten proces w jedną stronę, tak dzisiejszy dzień pozwolił mi w bardzo dużej mierze wrócić z powrotem na te tory, które bardzo lubię. Kolejną rzeczą, która mnie w jakiś sposób bardzo w tym wszystkim ucieszyła, to to, że jak tydzień temu miałem wątpliwości, czy mówić, czy brnąć, czy pokazywać to, co mi chodzi po głowie, tak ten tydzień pokazał mi, że tak, jak najbardziej chcę kontynuować to, co mi od jakiegoś czasu chodzi po głowie. Kochani, jeden z naszych słuchaczy, mam nadzieję, że dzisiaj jest. Jeżeli jest, to doskonale będzie wiedział, że o nim mowa, ponieważ jest jednym jedynym, który coś tam na ten temat wie. Bardzo na początku naszych rozmów mieliśmy takie bardzo odmienne zdania, jak rzadko nam się zdarza. Mam nadzieję, że po tym, co dzisiaj powiem, będzie bardziej zgodny z tym, do czego dążę. Otóż kochani, ta cała wiedza, o której wam mówiłem przez kilka ostatnich audycji, zwłaszcza. Wbrew pozorom takiego niby niczego nowego, nawet też bodajże wczoraj z jedną z naszych słuchaczek, Anią, rozmawiałem o tych 13 płytach, które ona przesłuchała i że tam jednak tak na dobrą sprawę to aż tak dużo nowości dla niej nie ma. Życie pokazuje, że nawet jeżeli coś bardzo dobrze wiemy, coś rozumiemy i nawet staramy się tak postępować, nawet nam się udaje tak postępować, to do momentu, dopóki nie stanie się to w pewnym sensie naszym odruchem, odruchem płynącym z podświadomości, czyli do momentu, dopóki nie wprowadzimy czegoś do stanu nieświadomej kompetencji, to użycie tego będzie inaczej.
Podświadomość zawsze, ale to zawsze jest pierwsza z podpowiedzią, z reakcją, z zachowaniem, ze zdaniem, które mamy wypowiedzieć. Podświadomość jest zawsze pierwsza i świadomość przychodzi za chwilę. Często nieraz na skutek słów, które usłyszymy sami od siebie wypowiedziane. Następuje takie sprzężenie zwrotne, że my coś wypowiadamy, nasze ucho to rejestruje i dopiero tak jakby to dociera do naszego świadomego mózgu. To, co mówimy, najczęściej jest poza naszą kontrolą. To znaczy niby jest, ale tak naprawdę w większości płynie z naszej podświadomości. Zwłaszcza w stanach takich bardziej emocjonalnych, kiedy albo jesteśmy zrelaksowani, bo to jest też stan emocjonalny, albo jesteśmy wzburzeni. Wtedy to wszystko: nasze odruchy, ręce, mimika, słowa, emocje, to wszystko dzieje się z poziomu podświadomości. Żeby działo się z poziomu świadomości, musimy zacząć o tym myśleć. Ale jak pomyśleć, czy pomachać ręką podczas rozmowy, czy nie?
Nie jesteśmy w stanie tego kontrolować. Za to odpowiada podświadomość. Czy zrobimy grymas do jakiegoś słowa, czy do jakiegoś zdania, które usłyszymy. Nie. To jest poza naszą kontrolą. Cały body language, czyli to wszystko: ton głosuNajczęściej, bo na jakimś etapie można spróbować to kontrolować, czy nad tym panować. Natomiast w większości przypadków to wszystko płynie z naszej podświadomości i żeby było pierwsze, musi się w tej podświadomości znaleźć. Inaczej będzie to wymagało naszego wysiłku i często właśnie opóźnionej reakcji. Powiedziałem coś, dotarło to do mojej świadomości, co powiedziałem i wtedy dopiero mam możliwość skorygowania tego. Nasze reakcje płyną z podświadomości.
Dopiero często ludzie nam uświadamiają nasze reakcje. „A czemu ty się tak denerwujesz? Czemu podnosisz głos? Czemu jesteś zdenerwowany? Czemu tak machasz ręką?” I dopiero wtedy zaczynamy to świadomie obrabiać. Ale to już się wydarzyło, ponieważ podświadomość była pierwsza i żeby coś było pierwsze, żeby stało się naszą pierwszą reakcją, musi się znaleźć w naszej podświadomości. Świadomość czy ta duchowa, czy umysłowa, czy ta już zwykła ludzka jest druga, jest na skutek. Pierwsza jest zawsze podświadomość i wszystkie rzeczy negatywne, które mówimy o sobie, na przykład: „Nie, nie, ja to nie, nie, ja się na to nie piszę. To się nie, nie dam rady. Nie podoba mi się to.
Nie”. Czyli wszystko to, co ja nazwałem nieświadomą niekompetencją. Nie wiem. Nigdy nie próbowałem, nie znam tego, ale nie chcę. Z jakiegoś powodu tego nie chcę. Boję się, mam obawy. Nie pasuje mi to, nie odpowiada. To jest nieświadoma niekompetencja, czyli wszystkie negatywne rzeczy, które są zawarte w naszej podświadomości. One będą pierwsze. I wszystkie rzeczy, które są zapisane w nieświadomej kompetencji będą pierwsze.
Czyli wszystko to, co jest nieświadome, czyli zapisane w podświadomości, to zawsze będzie pierwsze. Więc jeżeli chcemy doprowadzić do sytuacji, żeby coś było naszym odruchem, naszą naturalną reakcją, niewymyśloną, niezaplanowaną, nieprzemyślaną, tylko naturalną, odruchową, to musi się to znaleźć w naszej podświadomości. Innej metody nie ma. Dlatego, tak jak mówiłem, to wszystko, co się pojawiło w naszych ostatnich audycjach, jest naprawdę bardzo ważne, bo wszystkie te metody, wszystkie te sposoby, o których rozmawialiśmy dwa tygodnie temu, to są metody na to, żeby coś wprowadzić do naszej podświadomości, żeby nakłonić, zmusić, przekonać naszą podświadomość do uwierzenia, że to, czego pragniemy, to co planujemy, to czego chcemy, że może być prawdą, że jest prawdą. Wszystkie sposoby zmierzają do tego, żeby przekonać naszą podświadomość, żeby to wszystko znalazło się w naszej podświadomości, żebyśmy przestali o tym myśleć, żebyśmy przestali się nad tym zastanawiać, żeby stało się to dla nas po prostu naturalnym działaniem. Jak zwykle można powiedzieć przez przypadek, tak zwany przypadek. Nie znalazłem, nie wymyśliłem sposobu, tylko zrozumiałem, że jest sposób, który może to zrobić w sposób łatwy i przyjemny, niewymagający pracy, niewymagający naszego wysiłku. I to, co żeśmy tutaj ze słuchaczem, o którym wspomniałem. Pierwszy pomysł był taki, żeby te wzorce transformować, czyli zmieniać, zamieniać jeden na drugi. Ja nawet tam przygotowywałem jakieś materiały, które eksperymentowałem zresztą tym razem już nie tylko na sobie i fajnie, i to jakoś działało.
Natomiast później z czasem i tu też był taki zarzut, czy to nie jest zabawa w Boga? Czy to nie jest pomysł na to, żeby grzebać w ludzkim mózgu? Czy ja się czuję na tyle, że tak powiem, silny, mocny i pewny siebie, żeby grzebać w czyimś mózgu, tak? I słusznie. Szukałem odpowiedzi, co zrobić, żeby było dobrze, żeby było mądrze i żeby nie decydować za kogoś, co w jego mózgu ma się znaleźć. Doszedłem do tego, że zamiast transformować, to żeby wprowadzić do naszej podświadomości wzorce, których w naszej podświadomości brakuje. Wzorce radości, szczęścia, miłości, zdrowia, udanych związków, jakiegoś dobrobytu i tak dalej. To, czego w naszej podświadomości brakuje. I mam na to sposób. Tak jak wam mówiłem, mam na to sposób.
Oczywiście nie powiem, jaki to jest sposób. Już powiem dlaczego. Ponieważ wdrożenie go chociażby w fazę testówWymaga nakładów finansowych i mam obawy, tak jak z wieloma moimi projektami, o których wam opowiadałem, które pojawiały się w poprzednich latach, że ja mając pomysł, rzucę go w świat. Zwłaszcza że teraz jesteśmy przed Internetem. To się za chwilę pojawi na YouTubie i ktoś go po prostu haniebnie wykorzysta. Natomiast mam pomysł. Pomysł jest stricte z XXI wieku. Wymaga zastosowania pewnych technologii oraz przygotowania odpowiednich materiałów, oprogramowania, na które mnie po prostu w tej chwili nie stać, żeby takie oprogramowanie wyprodukować. Rozważam, kochani, dwie opcje i mam nadzieję, że pomożecie mi tę decyzję podjąć. Między innymi z tego wynikała moja prośba, abyście się w jakiś sposób odezwali do mnie, na ile te audycje są dla was ważne.
Myślę, że ten pomysł, o którym wam teraz mówię, mógłby pomóc bardzo wielu ludziom. Pomóc dostarczyć do podświadomości te fajne, miłe, dobre wzorce, których najczęściej z jakiegoś powodu nie otrzymaliśmy. To aby radość, miłość, udane związki, partnerstwo, dobrobyt. Ja nie mówię tu o bogactwach, milionerach, miliarderach i tak dalej. To nie. Żebyśmy tu mieli jasność, że to nie jest tego typu. Nie w tym kierunku zmierza moje działanie. Tylko chociażby ten wzorzec miłości do samego siebie, którego nikt nigdy nas nie uczył. Wprost przeciwnie, spychał go na margines bądź na pogranicze egoizmu, bądź innych negatywnych rzeczy. Chociażby taki wzorzec, którego większości ludzi tak naprawdę brakuje, bo jeżeli jest, to jest właśnie na zasadzie wykorzystania innych do tego, by mi było lepiej.
Natomiast nie ma nic wspólnego z miłością do samego siebie i z miłością do innych ludzi. Chociażby taki wzorzec. Czy wzorzec tego, żeby szczęście, radość, postępowanie według samego siebie było czymś naturalnym. Sprawiedliwość, uczciwość i tak dalej. O takich wzorcach myślę. I mam dwa pomysły. Na tę chwilę przychodzą mi dwa sposoby realizacji tego planu, celu, marzenia. Oczywiście w myśl tego, co powiedziałem, robię pierwszy krok. Nie zakładam, nic nie zakładam, jestem otwarty. Robię pierwszy krok.
Mówię: kochani, mam pomysł. Mam pomysł, do którego realizacji potrzebne są pieniądze. Pieniądze, których ja nie mam. A jeżeli nawet bym je zdobył, to musiałbym później stać się zwykłym biznesmenem, czyli zrobić coś i to sprzedawać. Chciałbym zrobić coś, co nie będzie musiało mieć swojej ceny katalogowej, półkowej i tak dalej. Coś, z czego mogliby korzystać ludzie. Ci, którzy tego chcą, którzy chcą coś w życiu zmieniać i którzy już wiedzą, co chcą zmieniać. Chciałbym, żeby to było jak najbardziej dostępne i jak najbardziej bezpłatne. Więc pomysł jest, pierwszy krok został zrobiony. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.
Troszeczkę było mętliku w tej dzisiejszej audycji, jak pewnie sami to zauważycie, bo to mówię po dwóch tygodniach i tych wszystkich perypetiach, które gdzieś tam się w moim życiu zadziały. Potrzebowałem też z wami się tymi przemyśleniami podzielić. Natomiast i tak mam nadzieję, że każdy coś tam mimo wszystko z tej audycji znajdzie coś dla siebie, coś przyswoi i coś z korzyścią dla samego siebie wykorzysta. Wiem, że pan Marek ma przygotowany dzisiaj bardzo tematyczny kawałek, który też wpisze się pewnie w tematykę naszej audycji, więc proponuję malutką przerwę, bo widzę, że jednak nie zniechęciliście się i tych komentarzy troszeczkę tutaj się pojawiło, więc sugeruję zrobić malutką przerwę kilkuminutową. Pan Marek powie jaką. Ja z przyjemnością wrócę za chwilkę do tego, żeby przeczytać wasze komentarze oraz mam nadzieję, że też odebrać jakiś miły, fajny telefon kochani od jakiejś słuchaczki bądź jakiegoś słuchacza. Także malutka przerwa i za chwileczkę wracamy do naszej audycji.
[54:59] - A przerwa potrwa dokładnie trzy i pół minuty, może z paroma jeszcze sekundami. W przerywniku muzycznym dzisiaj uczcimy pamięć Gienka Loski, a uczcimy pamięć zmarłego niestety artysty utworem, który na jego debiutanckim albumie zadebiutował ostatecznie pod tytułem „Dusza”. A dzisiaj wyemitujemy całkiem ciekawie brzmiącą, troszkę się różniącą od wersji finalnej demówkę zatytułowaną „Rozmowy z duszą”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[55:59] - Czyjaś to dusza zmęczona leży tam. Chyba nie moja. Jeszcze dzisiaj nie. Czyjaś to dusza zgnębiona leży tam. Bo moja dusza wciąż gałązkę we mnie sie. Czyjeż to życie wycieka dzień za dniem? Czy to nie twoje? Rozejrzyj dobrze się. Czyjeż to życie przygasa dzień za dniem? Bo życia błędów i groźb cofnąć nie da się.
Pewnego razu ujrzałem duszę splątanych losów ciąg, co życiem moim był. Lecz dobry niebios Pan pozwolił, bym znów wstał. To jeszcze nie twój czas. Idź dotąd, dotąd. Zakończ swój plan. Jeszcze nie dziś. Nie, nie, nie. Więc czasem, gdy nie śpisz, rozmawiaj z duszą. Czasem, gdy nie śpisz, naprawiaj życie, bo zwykle dobrze jest. Lecz może tak być, że już jutro nadejdzie ostatni, ostatni twój sen.
[59:06] - Tą właśnie demówką, tym utworem zatytułowanym „Rozmowy z duszą” uczciliśmy pamięć Gienka Loski. Niestety Gienek Loska w wieku 45 lat zmarł 9 września. Nie doszedł do siebie po udarze mózgu. My narzekamy w Polsce na naszą służbę zdrowia, natomiast na Białorusi, gdzie miał niestety pecha dostać tego udaru, służba zdrowia wygląda jeszcze gorzej. Dużo, dużo gorzej. Z tego, co czytałem, Gienek przez ostatnie miesiące był kompletnie praktycznie pozbawiony opieki medycznej. No cóż, wielka szkoda, wielka strata dla polskiej muzyki. Miałem okazję w bodajże 2011 roku być na koncercie Gienka Loski i nawet udało mi się dla lokalnego serwisu mmsilencia.pl przeprowadzić mały wywiad zarówno z Gienkiem, jak i jego ówczesnym kolegą z zespołu Andrzejem Makarewiczem. Bardzo fajni goście, a samo przyjście na ten koncert było okazją do spotkania nie tylko ze świetną muzyką, świetnym rock and rollem, świetnym duchem rockandrollowym, ale przede wszystkim z wielką, naprawdę wielką wrażliwością artystyczną, której wielu gwiazdeczkom brakuje, a którą w bardzo dużych pokładach miał właśnie Gienek i jego koledzy z zespołu. Gienek Loska odszedł 9 września.
Będzie nam go bardzo, bardzo brakować, ale zostawił po sobie na szczęście co najmniej dwa albumy. Może coś jeszcze się ukaże, taką mam nadzieję. Coś takiego niewydanego. A my przed chwilą w Radiu Paranormalium usłyszeliśmy demówkę utworu, który ostatecznie zadebiutował na pierwszym albumie Gienka pod tytułem „Dusza”, a demówka nosiła tytuł „Rozmowy z duszą”. Kiedyś, właściwie jeszcze całkiem niedawno, chyba można było kilka demówekPosłuchać na profilu Gienka Loski na MySpace, ale niestety ostatnio odkryłem, że te mp3 już prawdopodobnie nie działają. Prawdopodobnie w ogóle już ich na serwerach nie ma, więc komu udało się je ściągnąć, ten można powiedzieć ma niezłego rarytasa muzycznego na dysku. Gienek Loska „Rozmowy z duszą” polecam sobie odsłuchać. Jest też, co prawda mocno skompresowane, ale jest dostępne na YouTubie na kilku kanałach. Warto sobie ten utwór czasami przypomnieć. A my wracamy po krótkim przerywniku muzycznym do audycji „Świat oczami duszy”.
Do tej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie się odnosił do komentarzy z czatów i będziemy także odbierać wasze telefony. Mamy dzisiaj 21 września roku Pańskiego 2020. Jeżeli masz, drogi słuchaczu, droga słuchaczko tę właśnie datę w kalendarzu, to znaczy, że słyszymy się na żywo, a jeżeli nie, to znaczy, że słuchasz powtórki. Oczywiście czekamy na twój feedback, na twoje reakcje w komentarzach na naszym kanale, na YouTubie i w naszym archiwum na www.paranormalium.pl. A kontakty do Radia Paranormalium to jak zawsze numery telefonów stacjonarne 32 746 0008. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można także do nas pisać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:03:22] - Dziękuję panie Marku. Oczywiście pan Marek nie przez przypadek przypomniał numery telefonów tylko po to, żebyście kochani wiedzieli, jaki numer wykręcić, gdybyście chcieli się czymś z nami tutaj podzielić. A w oczekiwaniu na telefon ja oczywiście biorę się do czytania komentarzy. Na początek przywitania. Bardzo miło mi tutaj widzieć sporo osób. Też widzę znowu nowe nicki. Cieszę się, że jesteście, że się nie poddaliście po ostatnim tygodniu. Tutaj się Krzysztof Lenart pojawił. Darek Skwarek, Adam Ife, Mana Sikara. Okej.
Ja On, Mistrzulu XY, więc tutaj tak na dzień dobry te osoby się przywitały. Witam te osoby oraz wszystkich, którzy są nie na czacie, ale na odsłuchu. Ja On pisze: „Ktoś coś wie o resecie, który ma się odbyć w tym roku? Ponoć wszystkie planety mają się ułożyć w jednej linii, co się odbywa cyklicznie co 6 tysięcy lat”. Pytanie nie do mnie. Natomiast tak, jakieś dziwne konfiguracje planet mają się pojawić. Natomiast mnie, jeżeli już coś interesuje, to ta ostatnia planeta z Układu Słonecznego, która się pojawia w naszym zasięgu, w naszych okolicach co 112 tysięcy lat. Jeżeli komuś coś na ten temat wiadomo, to też byłbym zainteresowany co słychać. Mateo jeszcze się tutaj pojawił. Ja On ciągnie temat: „Mają się otworzyć portale do światów równoległych”.
Pożyjemy, zobaczymy. Tu Piotr jeszcze pisze. Ja On kontynuuje swój wątek: „Ale tylko dla świadomych, niejedzących mięsa”. Adam skomentował, że było kiedyś takie czasopismo „Reset” o świecie do gier komputerowych. Kochani, przeczytałem te komentarze, natomiast co mam wam powiedzieć? Czasami się zastanawiam, czy te komentarze odbywają się w czasie audycji, bo czasami odnoszę wrażenie, że na czacie toczy się druga równoległa audycja i niekoniecznie o tym samym tytule i o tym samym temacie, którą prowadzę ja. Więc taką mam prośbę. Jeżeli chcemy coś zgłębić, czasami takie pojawiają się sugestie, żebym jednak drążył jakiś tam temat, żebym go bardziej naświetlał, żebym poruszał go z większymi szczegółami czy przykładami, ponieważ będzie to bardziej zrozumiałe. Nie ukrywam, że jak pojawia się temat w komentarzach, który zupełnie nie jest w temacie audycji, to mam z tym dylemat czy odpowiadać na komentarz, czy trzymać się tematu audycji.Jednak prośba, żeby trzymać się w miarę możliwości tematu, który dzisiaj staram się poruszyć i w jakiś sposób nim podzielić się z wami i może trochę zainteresować. On pisze: „Jakby nie było, żyjemy w czasach ostatecznych.
To wszystko jest możliwe. Ja mam wrażenie, jakbyśmy byli w grze”. Nie wiem, czy to są czasy ostateczne. Ja akurat tej teorii nie podzielam, że są to czasy ostateczne. Z tego, co mi wiadomo, to owszem, były sytuacje, kiedy ten okres przy poprzednich próbach kończył się ostateczną klapą. Natomiast ja go nazywam okresem przejściowym i bez wątpienia to, co się dzieje, tu nie zostało powiedziane ostatnie słowo i z pewnością jeszcze coś się wydarzy. Natomiast wolałbym się trzymać wersji, że jednak są to czasy przejściowe. Patrzam, Morte pisze: „Jezu, jakbym słyszał o sobie”. Być może to jest akurat w temacie audycji i też postanowiłem ten temat poruszyć dzisiaj. To znaczy postanowiłem, on się sam nasunął w moim życiu, ale mam takie wewnętrzne przekonanie, że to, o czym wam mówię, nie jest tylko sytuacją, którą przeżywam ja, tylko podobne, pewnie w różnej skali sytuacje, przeżywa całe mnóstwo ludzi, którzy już jakiś poziom świadomości i uwrażliwienia posiądli.
Także myślę, że oprócz mnie i Patza Morte jest tych ludzi zdecydowanie więcej. On pisze: „Oglądaliście film »Bezciczny dar«? Jakbym widział siebie. Moja dusza mi go podrzuciła, żebym zrozumiał, po co to wszystko doświadczam”. Nie oglądałem tego filmu i nie wiem, czy też jest w temacie audycji, więc ciężko mi się odnieść. Grzesław się pojawił. Dobry wieczór. Nowa osoba. Z tego, co widzę, Andrzej Strzelba: „U mnie podobnie. Miesiące ciszy i nawrót.
Słyszałem głos wewnętrzny, a teraz zagłuszony, ale zauważyłem, że ten spokój dotyka samoczynnie. Nie do ogarnięcia jest to umysłem. Powoli słyszę go znów”. Kochani, niestety właśnie tak to działa. Często mówię niestety, bo każdy pewnie chciałby wykonać jakąś tak zwaną pracę i mieć z tego efekty. To trochę tak, jak z samochodem. Chcielibyśmy go naprawić i mieć już przekonanie, że będzie już sprawnie i bez zarzutu działał. Z naszymi działaniami jest tak samo, że chcielibyśmy, aby efekty, które osiągamy, były efektami ostatecznymi. Natomiast to, co powiedziałem na koniec tej audycji, w moim przekonaniu, z moich obserwacji, doświadczeń wynika to, że dopóki nie pojawi się to w naszej podświadomości, nie będziemy mieli pewności, że to będzie stałe. Natomiast to, co też powiedziałem, ta sinusoida ma to do siebie, że jest sinusoidą.
Czyli coś na chwilę stracimy, ale za chwileczkę bądź za dwie chwileczki odzyskujemy to. I to jest w tym wszystkim fajne, że już raz coś gdzieś przyswojone nie jest jak w dniu świstaka konieczne do uczenia się po raz kolejny. Grzegorz pisze: „Witam serdecznie. Polecam książkę »Wędrówka dusz«”. Bardzo dziękujemy za polecenie. Być może nawet część słuchaczy to czytała. Ja jeszcze nie, ale dziękuję. Piter się pojawił również. On pisze: „Słuchałem Jackowskiego, jak mówił, że jak witał się z młodym chłopcem, to miał wizję, że za 10 lat popełni morderstwo. Powiedział to rodzicom.
Ponoć po 10 latach matka zadzwoniła, że tak się stało”. Nie wiem, mój drogi, o co tutaj chodzi w tym komentarzu. W dużej mierze szanuję pana Jackowskiego, ale może kiedyś nawet uda mi się go namówić do udziału w naszej audycji. Wtedy pozwolimy i jemu powiedzieć o swoich doświadczeniach, przemyśleniach i paru innych rzeczach. Grzesław pisze: „Potęga podświadomości”. Potęga podświadomości.To jest jedna z książek, które przeczytałem, więc jedna z niewielu książek, które przeczytałem. I owszem, uważam, że jest to pewnego rodzaju elementarz w tym, o czym rozmawiamy i tę książkę mogę polecić, ponieważ znam jej zawartość. Adam pisze: „Celna rada z nieutożsamianiem się z problemami innych ludzi. Pomóc w rozwiązywaniu, ile się ma możność i zapomnieć”. Mój drogi Adamie, cieszę się, że się ze mną znowu zgadzasz.
Natomiast ja też wiem, że to jest trudne, zwłaszcza w sytuacji, kiedy my w podobnej sytuacji kiedyś się znaleźliśmy. Przy pewnym poziomie wrażliwości to się dzieje, przynajmniej u mnie się dzieje w sposób tak automatyczny, że muszę dość dużo poniekąd wysiłku włożyć w to, żeby się w to nie wkręcić. Kasia Stefańczyk pisze: „Hejka moi mili i duży”. Okej. Piter pisze: „Całe nasze życie jest czasem naprawdę nas samych, ale żaden dzień nie uważam za stracony”. Oczywiście, że tak. Ja też nie uważam za stracony. Czasami może być przykry, czasami może być bolesny, czasami może być męczący. Natomiast ja też uważam, że z każdego doświadczenia, przez które przechodzimy, można wyciągnąć wnioski. Ja o tej sytuacji, w której się w ciągu tych ostatnich kilku dni znalazłem, co było dla mnie najbardziej smutne, to to, że na chwilę straciłem swój optymizm, że dałem się tak wkręcić w te negatywne jakieś rzeczy, że straciłem optymizm i to mnie zabolało najbardziej.
Natomiast też po kilku dniach przychodzi refleksja i informacja, żeby bardziej o niego dbać. Kasia pisze: „Same utwory HIM mam na liście”. Nie wiem co to jest HIM. Rozumiem, tu już chodzi o playlistę. Piter pisze: „Samotny czas samych nas prowadzi nas do rozwoju”. Poniekąd się z tobą zgadzam, mój drogi Piterze, że samotny czas. Natomiast weryfikacja pewnych rzeczy, czyli chociażby tego, czy już wiedza stała się praktyką, możemy zweryfikować poprzez interakcje z innymi ludźmi. Tylko wtedy, bo do momentu, dopóki posiadamy tylko wiedzę, to jesteśmy teoretykami. Krzysztof pisze: „Tak się wydawało” i też nie wiem, czego to dotyczy. Jaon pisze: „Kiedyś popadłem w depresję, a teraz wszystko akceptuję i wyciągam niesamowite wnioski nawet z porażek.
Wiem, że muszę je przejść, bo mam coś z nich wyciągnąć i wyciągam”. Cały dowcip w moim wewnętrznym przekonaniu polega na tym, żeby wyciągnąć właściwe wnioski. Tutaj też co do tego nie zawsze mam stuprocentową pewność, że wniosek, który wyciągnąłem jest właściwy. Natomiast tak całkowicie się zgadzam, że każda historia powinna zakończyć się jakimś wnioskiem, chociażby po to, żeby uniknąć przerabiania tej historii po raz kolejny. Katarzyna pisze: „To ja jestem chyba monotematyczna, a może coś innego i nie wiem, o co chodzi”. Zdzisław pisze na temat pana Jackowskiego: „Przeczytam, aczkolwiek nie podpisuję się pod tym, cokolwiek by to nie było. Z panem Jackowskim jest trochę jak z wróżką. Jeśli ktoś wierzy, uwierzy w to, co przepowiada, to wykreuje to w swoim świecie i otoczeniu. Tak myślę”. Mówię, nie będę się na ten temat wypowiadał.
Jaon pisze: „Dokładnie. Wiara czyni cuda. Po drugie programuje się”. To jest temat na głębsze przemyślenia, natomiast tak ogólnie ujmując to tak, wiara czyni cuda. Chociaż Łukasz Dunek pisze: „Wiara czyni czuba chyba”. Nie wiem jaką tutaj wiarę, Łukaszu, masz na myśli. Natomiast często tak, jeżeli przeklepujemy jakąś formułkę, nie zdając sobie z niej sprawy, czy nie analizując tego, to faktycznie możemy zrobić z siebie czuba. Zwłaszcza jeżeli to coś nam się niechcący bądź chcący spełni. Adam pisze: „Ja polecam-Hallowed by the Name Live od Iron Maiden. Jeśli ktoś jest zmęczony za kierownicą.
Nie ukrywam, że tej muzyki też słucham, ale na przykład Dire Straits staram się nie słuchać za kierownicą, bo kilka mandatów już zapłaciłem przy tej radosnej muzyce. Grzesław pisze: „Nie. Jest to wytłumaczalne, jak to działa, ale zapomniałem.” Okej. Zdzisław pisze: „Tak samo, jak na przykład staruszka wie, że jak pójdzie do lekarza, to lekarz ją wyleczy i w czasie, gdy ta staruszka dopiero idzie do tego lekarza, to jej organizm już się leczy.” Duże uproszczenie, aczkolwiek potęga naszej podświadomości jest bez wątpienia duża. Placebo. Jan pisze: „Placebo działa, jak i nocebo. Polecam na YouTubie Wnikając w tajemnice umysłu.” Słuchajcie, dla mnie osobiście akurat chyba nie ma większego znaczenia, co mi pomoże. Jeżeli mi pomoże, to niech to się nazywa jakkolwiek. A jeżeli będę miał z tego powodu dobry nastrój i wszystko będzie fajnie i zdrowiej, to mówię. Mogę to nazywać nawet cudem, jeżeli to coś zmieni.
Krzysztof pisze: „Ja jak zacząłem grać na flecie jakoś tak dziwnie szybko. Porzuciłem muzykę i zagrałem na gumce recepturce. I zrobiłem sobie flet. Zagrałem, a później było zwykle i śmiech.” Okej. Tutaj Grzesław poleca jakieś kanały. Kochani, nie będę się zajmował lokowaniem produktów. Nie wiem, jak przepisy prawne na ten temat mówią. Natomiast jeżeli jesteście zainteresowani, to proszę przeczytać komentarze. Jan napisał: „Przypomniałem sobie. Kwestia przekonania podświadomości.
To ona działa tak zwane cuda.” Ja to troszeczkę może uprozaicznie, żeby nie powiedzieć, że zbydlę. Podświadomość nie działa cudów, tylko jest to jak najbardziej proces naturalny, bo ona od tego jest, żeby tworzyć. Żeby tworzyć reakcje, tworzyć zachowania, podpowiadać nam słowa i tak dalej. Tu nie ma nic cudownego w tym wszystkim. Jest to normalny proces. Tak jesteśmy zbudowani, chociaż nauka i psychologia dość mało temu tematowi poświęciła uwagi. Natomiast zawsze jest takie pytanie. Cudem staje się dla nas to, co jest inne niż to, co było do tej pory. Natomiast to, co było dla nas czymś naturalnym, dla innego człowieka może być cudem, że na przykład my coś takiego robimy. Dla kogoś na przykład może być cudem to, że odważył się zadzwonić na żywo do audycji Radia Paranormalium, którą prowadzę.
Bał się, nie umiał, nie potrafił, miał obawy, miał lęki i raptem coś go przekonało do tego, żeby zadzwonić. I dla niego jest to cud. Przekonał swoją podświadomość, żeby się nie bać. Jego podświadomość stworzyła cud zadzwonienia do audycji na żywo, chociaż zawsze się tego bał. Natomiast dla innego człowieka nie będzie w tym nic cudownego. Po prostu nie chce. Nie mam ochoty, nie interesuje mnie to. Natomiast jeżeli będę miał ochotę, to zadzwonię i nie będzie się dopatrywał w tym żadnego cudu. Więc mówię, cudem jest to, że zaczynamy robić rzeczy inne niż do tej pory, przekonując naszą podświadomość. Natomiast tworzenie tych cudów jest naturalnym procesem i zakresem działania naszej podświadomości.
Ważne jest i powiem to jeszcze raz, po raz kolejny, żeby w naszej podświadomości znalazło się to, na czym nam zależy. W innym wypadku będzie tworzyła to, co tworzyła do tej pory, czyli to, co w tej podświadomości zostało zapisane. I to jest cud. Zapisać w podświadomości to, na czym nam zależy. Tutaj panowie i panie chyba wymieniają się jakimiś, polecają sobie jakieś rzeczy. Jan pisze: „Modlitwa ze szczerą emocją działa praktycznie natychmiast.” Powiem z pewnością tak: jeżeli we wszystko, w co włożymy bardzo duże emocje, ma szansę zadziałać natychmiast. Modlitwa jeszcze posiada ten aspekt zaprzęgnięcia do roboty sił nadprzyrodzonych, więc w naszym przekonaniu wyciągamy najcięższe działa. Więc to ma prawo zadziałać.Rufi pisze: Czy poruszał pan kiedyś temat tego, jak otoczenie wpływa na człowieka? Nie. Żeby poświęcić temu całą audycję, to nie.
Rozmawialiśmy o tym pewnie już dość dawno, bo to pewnie było w połowie audycji. Natomiast wydaje mi się, że to było bardziej symbolicznie. Jeżeli oczywiście jest zapotrzebowanie, to to jest fajny temat, ponieważ otoczenie bardzo mocno stymuluje naszą podświadomość. To jest po pierwsze. Bardzo też mocno pokazuje, jakie wzorce w tej podświadomości są, czyli to, jacy tak naprawdę jesteśmy my. I też jest świetnym testerem właśnie tego, czy zmiany, które chcemy wprowadzić, stały się już naszą praktyką, czy tylko pozostały w sferze mentalnej. Czy pozostały teorią, czy stały się już praktyką. Ja mam swojego serdecznego przyjaciela, o którym wspominałem właśnie w którejś audycji, że w dziesięciopunktowej skali u niego asertywność jest na poziomie 11, 12. Jego miejsce w moim życiu jest cały czas rolą nauczyciela. Czyli on mnie cały czas tej asertywności tak zwanej uczy.
Aczkolwiek jak sami wiecie, ja zamiast asertywności wolę się uczyć miłości do samego siebie. I nawet ostatnio mi powiedział, mówię: „Słuchaj, uważaj, bo ja się szybko uczę. Natomiast jak już się nauczę, to zaczniesz mnie wkurzać”. Więc to jest poniekąd też taka odpowiedź, jak to z tym otoczeniem jest, że w pewnym momencie właśnie dobrze nam się przebywa w gronie jakichś tam ludzi, a w momencie, kiedy już posiadamy te same umiejętności, cechy, ci ludzie zaczynają nam powoli przeszkadzać, zaczynamy dostrzegać i tak dalej. Natomiast jest to fajny temat na audycję. Kulawe Rowerowo. Witam serdecznie. Dobry wieczór, panie Sławku. Witam bardzo serdecznie. Te nicki są coraz ciekawsze i coraz bardziej się muszę w nie wczytywać, żeby nie palnąć jakiejś gafy.
On pisze: Podświadomość działa, zanim jeszcze o czymś pomyślimy. Bardzo trafne ujęcie, bo podświadomość nie ma nic wspólnego z myśleniem. Myślenie to jest świadomość, to jest proces świadomy. Natomiast podświadomość to są po prostu nasze reakcje podświadome, czyli nieświadome. Te, których nie rejestrujemy, a one się dzieją. Więc dokładnie tak jest. Myślimy już po reakcji podświadomości. Taka jest kolejność i dlatego cały czas mówię o tym, że ważne jest to, co jest w naszej podświadomości, bo to się dzieje pierwsze i na to tak naprawdę nie mamy wpływu. Na świadome myślenie mamy wpływ, możemy dokonywać różnego rodzaju procesów i mamy nad tym kontrolę. Przemyślimy czyjeś argumenty, możemy się z nimi zgodzić bądź nie.
Tak, w świadomym procesie mamy wpływ. Na podświadomość nie mamy żadnego wpływu. Jeżeli ktoś użyje słowa, które w naszej podświadomości jest zapisane jako negatywne, nasza reakcja będzie negatywna tylko i wyłącznie z powodu użytego słowa. Owszem, świadomie możemy to w jakiś sposób za chwilę zmodyfikować. Natomiast pierwsza reakcja będzie oczywiście negatywna na sformułowania, na zwroty, bądź nawet niektórzy ludzie reagują na słowa. Usłyszą jedno słowo, nie rozumiejąc zupełnie sensu wypowiedzi, ponieważ to słowo decyduje o ich reakcji. Natomiast w procesie świadomym, jeżeli wyrzucimy to słowo, wtedy zaczyna się analiza, rozmyślanie i zastanawianie nad tym, co zostało powiedziane. On pisze: Pozytywne myślenie, akceptacja, pomoc innym, wiara w siebie. Cuda się dzieją. No i właśnie.
I tu pierwsze sformułowanie, które się pojawia: pozytywne myślenie. Sama nazwa myślenie. Pozytywne myślenie. Nie. Celem jest to, żeby nasza podświadomość była pozytywna. Nie myślenie, żeby było pozytywne. My pozytywnym myśleniem zmieniamy naszą podświadomość. Celem jest to, aby nasza podświadomość była pozytywna. To o to chodzi docelowo. Oczywiście pozytywne myślenie jest ważne, ale w dalszym ciągu jest to myślenie, a chodzi o to, żebyśmy byli pozytywni podświadomie, żebyśmy nie musieli o tym myśleć, żebyśmy się nie musieli nad tym zastanawiać, tylko żebyśmy po prostu naturalnie, podświadomie tacy byli.
No i właśnie on pisze w drugiej części swojego komentarza: Tylko trzeba czasu, żeby się zaprogramowało. No właśnie, ponieważ my myśleniem staramy się zmieniać naszą podświadomość.W dalszym ciągu chodzi dokładnie o to samo: aby zmienić naszą podświadomość, aby stało się to naszym tak zwanym odruchem, reakcją bezwarunkową. Dobro, żeby stało się reakcją bezwarunkową. Czy coś pozytywnego, pozytywne podejście, żeby stało się reakcją bezwarunkową. To bardzo często widać u ludzi. Jest ten przykład, czy szklanka jest do połowy pusta, czy szklanka jest do połowy pełna. Część ludzi widząc problem, koncentruje się na problemie, czyli na przeciwnościach, jakie ta sytuacja ze sobą niesie. Czyli w związku z tym problemem, czego oni nie mogą. Taka naturalna, podświadoma reakcja wynikająca z nieświadomej niekompetencji. Podświadomość mówi: skoro jest problem, skoro masz zepsuty samochód, to nie możesz pojechać, będziesz mieć wydatki, nie załatwisz tej sprawy i tak dalej.
Jesteś nieszczęśliwy, nieszczęśliwa, masz pecha i całe mnóstwo innych dodanych do tego negatywnych sytuacji. A część ludzi będzie szukać rozwiązania. Czyli zepsuł mi się samochód. Jest problem, ale teraz tak: może zadzwonię do Mietka, może zadzwonię po Ubera, może zrobię to, może go naprawię, może to, może tamto. I w zależności od tego, co mamy zapisane w naszej podświadomości, ten problem, ta sytuacja będzie przez nas zupełnie inaczej odbierana. Nasza reakcja zależy od tego, co mamy zapisane w naszej podświadomości. Czy mamy zapisaną nieświadomą niekompetencję, czy mamy zapisaną nieświadomą kompetencję, czyli nieświadomą niemożność albo nieświadomą możność rozwiązania tego problemu. Albo szklanka jest do połowy pusta, albo szklanka jest do połowy pełna. Adam pisze: należałoby utworzyć zrzutkę na projekt. Są do tego różne strony, najlepiej, aby obsługiwała PayPal.
Dziękuję ci bardzo drogi Adamie. W ten sposób, jak widzicie, wykonujemy kolejne kroki. To, o czym mówiłem: cel, pierwszy krok i otwartość na zmiany. Bardzo ci dziękuję, drogi Adamie i z pewnością będę ten temat z tobą, być może też z innymi osobami chętnymi do uczestniczenia bądź wspierania tego projektu, będę rozmawiał dalej. Krzysztof pisze: a można poprosić o pełną nazwę? Tylko nie wiem, czego pełną nazwę. Jeżeli chodzi o projekt, poproszę o wyjaśnienie. Grzesław G.: zrozumienia naszego istnienia nie da się kupić. To nie abonament. Drogi Grzesławie, zrozumienie naszego istnienia jak do tej pory, czy próbę zrozumienia, czy próbę wyjaśnienia różnych sytuacji, zjawisk i tak dalej, jak na pewno z pewnością zauważyłeś, robię do tej pory za darmo.
Natomiast myślę, że też nadużyciem, poważnym nadużyciem byłoby oczekiwanie ode mnie, żebym poświęcił swój czas, pracę, zaangażowanie, pomysł oraz pieniądze po to, żeby później móc coś rozdać za darmo. Mam nadzieję, że to nie o to chodziło w tym komentarzu, aczkolwiek często jest to kością niezgody w różnego rodzaju dyskusjach. Czy wiedza tak zwana duchowa powinna być za darmo, czy powinna nie być za darmo. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję na ten temat porozmawiać i będę mógł wyjawić swoje stanowisko w tej kwestii. Aczkolwiek jestem przekonany, że nie wszyscy się ze mną z tym zgodzą. Jaon pisze: równowaga, energia i tak zawsze wraca. Czy tego chcesz, czy nie. Prawo natury. Nie wiem, o co chodzi z tą równowagą, energią. Przyznam się szczerze.
No dobra, nie będę się silił na komentarz, którego nie do końca rozumiem. Nie chcę palnąć tutaj jakiejś gafy. Krzysztof pisze: to były inne czasy, inne brzmienie i nie wiem też, czego to w tej chwili może dotyczyć. Najprawdopodobniej może muzyki, którą pan Marek puścił. Tu mam pytanie z SMS-a: czy istnieją światy równoległe? Ostatnio wspomniał pan o stosowaniu coś tam. Co pan sądzi o: podobno to naturalny środek, który wytwarza ludzka szyszynka podczas śmierci ciała, by dusza i ciało nie cierpiało. Czekajcie, spróbuję to sobie jakoś rozszerzyć, ale nie mogę. DMT. Co pan sądzi o DMT?Nie wiem co sądzę, bo nie wiem, o czym jest mowa.
Natomiast zależy, co rozumiemy pod pojęciem światów równoległych. Jeżeli chodzi o teorię, że nasza osobowość czy my jako istota duchowa żyjemy równolegle w kilku światach, to nie. Natomiast jeżeli chodzi o istnienie innych wymiarów, to jak najbardziej tak. Jestem przekonany, że one istnieją. Kulawe Rowerowo pisze: „Ludziom zawsze wydaje się, że żyją w jakimś wyjątkowym okresie. Tymczasem Ziemia kręci się od wielu lat, że nasze istnienie jest tylko ziarnkiem piasku na pustyni”. W dużej mierze się zgadzam. To jest nasze ego, które każe nam myśleć, że jesteśmy pępkiem świata. Zresztą teoria, że wszechświat kręci się koło Ziemi i Słońce również w dużej mierze z tego wynikała. Natomiast na szczęście coraz częściej słyszę nawet u osób znanych bądź posiadających tak zwaną władzę w rękach bardzo fajne sformułowanie.
Ostatnio słyszałem na sympozjum, jednym z bardzo mądrych panów z Brukseli, który namawiał do jakiegoś projektu. Powiedział: „Tu nie chodzi o to, żeby ratować Ziemię, ponieważ Ziemia sobie poradzi. Tu chodzi o to, żeby ratować ludzkość”. To też pokazuje, jakie my mamy pojęcie na temat czy podejście do nas samych, do tego, co nas otacza. Bardzo często słychać, że ratujmy Ziemię, ratujmy naturę i tak dalej. Fajnie, to ładnie brzmi. Natomiast prawda jest taka, że natura sobie poradzi, że Ziemia sobie poradzi, natomiast my jako ludzie możemy sobie nie poradzić. Ta nasza gigantomania bycia zawsze w centrum doprowadziła nas do tego, do czego doprowadziła i mam nadzieję, że tych doświadczeń już wystarczy. Natomiast czasy poniekąd są przełomowe. Czyli coś jednak się powolutku kończy, jakieś systemy, a coś nowego, bardziej świadomego nadchodzi.
Adam odpisał właśnie: „Też mnie zastanawia ta potrzeba ludzkiej psychologii, żeby od kilku tysięcy lat nieprzerwanie czuć się w stanie przebywania w czasach ostatecznych”. Może to jest dalszy ciąg tej naszej gigantomanii. Natomiast wydaje mi się, że przez jakiś czas było to bardziej straszakiem niż ludzką potrzebą. Natomiast fakt, że od kilkudziesięciu lat ten koniec świata jest tak bardzo mocno przywoływany, być może jest próbą zyskania sobie popularności przez wizjonerów bądź bycia kimś wyjątkowym, że to on właśnie na to wpadł i to odkrył. Być może. Ale oczywiście jest to tylko jedna z teorii. Janusz Tartera pisze: „Dlaczego zakłada pan, że projekcja musi zadziać się na poziomie podświadomości? Czego unikać analizy wybranych tematów na forum świadomości? Ja sądzę, że podstawą jest świadomość. Pozdrawiam, Radio”.
Drogi panie Januszu, podstawą jest świadomość. Ja w poprzedniej audycji dwa tygodnie temu wyraźnie powiedziałem, że rozwój świadomości jest naturalnym procesem transformacji podświadomości, zmiany podświadomości. I ja tego w żaden sposób nie wycofuję. Jak najbardziej się z tym zgadzam, że podstawą jest świadomość i dlatego też nie proponuję nikomu nieświadomego grzebania w swojej podświadomości. Tak że tu nie widzę żadnej sprzeczności w swoich wypowiedziach w porównaniu do tego, co pan mówi. Mało tego, w jednej z pierwszych audycji powiedziałem wyraźnie, że w moim przekonaniu celem ewolucyjnym ludzkości jest myślenie czy reagowanie podświadomością tak, jakby podświadomość była naszą duszą, czyli naszą świadomością. Więc ja się z panem całkowicie zgadzam.Coś mi się przewinęło. Krzysztof pisze jeszcze: „Trzeba być jednostką ze swoją bytnością od początku do końca. Zresztą nieważne” . No to jak nieważne?
To nieważne. Grzesław pisze: „Panie Sławku, tak sobie rozmyślam odnośnie wszystkiego i niczego, czyli genezy istnienia. Moim zdaniem obserwator tworzy wydarzenie. Nagle pojawił się obserwator, świadomość, a wraz z nim wydarzenie, sekwencja wydarzeń, paradoks istnienia. Pierwotna anomalia polega na tym, że przyczyną powstania tego obserwatora jest on sam, z tym że najpierw istniał i tak jakby cofnął się w czasie, aby stworzyć możliwość swojego zaistnienia. To tak jakby skutek stworzył przyczynę. Co pan o tym myśli? Jak pan to widzi, rozumie?” Ojeju! Powiem tak: po pierwsze jest to dość zaawansowana słownie teza, więc żeby nie palnąć tutaj jakiegoś babola, to przede wszystkim muszę ją ze trzy razy przeczytać, żeby ją właściwie zrozumieć. A nie chciałbym tutaj słuchaczy w ciszy przytrzymywać, więc może zróbmy tak, że ja sobie to przeczytam po audycji czy przed następną audycją i w następnej audycji się do tego odniosę.
Tak będzie chyba bezpieczniej i mądrzej. Nie będę się tutaj silił na bycie wszystkowiedzącym, bo tak nie jest. On pisze: „Śmierć, czyli przejście, jest zapisane w gniazdach.” Chyba w gwiazdach, tak myślę. Nie do końca się z tym zgadzam. Pewne duże prawdopodobieństwo, być może tak. Natomiast po pierwsze mamy możliwość sami popełnienia śmierci, więc to nie jest coś, na co nie mamy wpływu. Pewnie w niektórych przypadkach tak, natomiast w większości wypadków myślę, że jest duża tolerancja na to. Adam pisze: „Bardzo dobry temat na audycję w obrębie asertywności i zmian, Sławku. Bardzo proszę zapisać do zeszytu.” Z przyjemnością, mój drogi. Zapiszę.
Zapiszę i też z chęcią do tego tematu wrócę. On pisze: „Ma pan rację. Przepraszam za komentarze moje nie na temat, panie Sławku.” Dziękuję. Bardzo lubię taką wymianę zdań na poziomie. Bardzo dziękuję też za zrozumienie, bo staram się jak najbardziej dla was. Też chciałbym, żeby te informacje były jak najbardziej spójne. Także dziękuję ci bardzo. Inticom pisze: „Panie Sławku, warto zauważyć, że wykazał się pan sporą odwagą, przyznając się, że w sytuacji kryzysowej uruchomiły się nawet u pana stare, niekorzystne schematy reagowania.” Kochani, ja bardzo chciałbym móc wam powiedzieć, że na 1000% tak jest. Natomiast wielokroć prosiłem, proszę i będę prosił, żebyście to jednak przepuszczali przez samych siebie. Ja nigdy nie zgrywałem ideału, bo nim nie jestem.
Dziękuję. Dla mnie to jest po prostu zwykła szczerość, którą zdeklarowałem i mówienie prawdy, którą zdeklarowałem, podejmując się prowadzenia audycji. Ale dziękuję, że zostało to zauważone i docenione. XY też podpisuje się pod tym komentarzem. Bardzo wam kochani dziękuję, bo to też ważne dla mnie. Nie ukrywam, że nie. Moje życie i dążenie polega też właśnie na tym i wynika z tego, że ja też swoje życie chcę cały czas gdzieś poprawiać, ulepszać, ufajniać, uatrakcyjniać, żeby było fajne, miłe i przyjemne. A przy okazji staram się tym, co już udało mi się gdzieś tam odkryć i ustalić, dzielić z wami. Natomiast wszyscy jesteśmy tutaj na ziemi i wszyscyTym samym mechanizmom podlegamy i wszyscy jesteśmy na tej samej drodze. Czasami w różnych miejscach.
Natomiast to jest trochę tak, jak mówiłem z przykładem pięcioletniego dziecka, które pójdzie do przedszkola i bez lalki Barbie, którą właśnie reklamowali w telewizji. I jego życie bez tej lalki, tej dziewczynki nie ma najmniejszego sensu, jest bezwartościowe. Gdyby dziecko miało takie pomysły, to może myślałoby nawet o odejściu z tego świata. Taka jest skala problemów. Oczywiście dla dziesięciolatka czy dwunastolatka jest to problem błahy i nic niewarty. Dla siedemnastolatka problem jedenastolatka będzie problemem błahym. Natomiast w momencie, kiedy się z nim mierzymy, ten problem jest tak samo trudny, ciężki i często nie do przeskoczenia, bez względu na to, jaki poziom wiedzy, umiejętności, świadomości się posiada. I o tym też należy pamiętać, żeby problemów innych ludzi nie bagatelizować i nie oceniać ich z perspektywy swojej świadomości. Doskonale rozumiem, że być może dla części ludzi zrobienie kroku w kierunku pomyślenia inaczej niż podświadomością jest już wielkim wyczynem, a dla części ludzi będzie to po prostu czymś zupełnie naturalnym. Więc wszyscy się ze swoimi problemikami mniejszymi bądź większymi cały czas mierzyć będziemy.
Dlatego warto się na tej drodze wspierać, mówić, dzielić, bo zawsze pewnie będzie nam łatwiej. Przypadkowy Obywatel. Proszę, nowa postać. Nowy nick na pewno. Jezu, ludzie potrafią sobie skomplikować życie przeintelektualizowanymi terminami i filozofią z filmów science fiction. Powiem tak: przypomina mi się rozmowa z moim kolejnym serdecznym kolegą, kiedy zadał mi takie pytanie: czy to ma sens? Czy nie lepiej w ogóle nie zastanawiać się, nie wchodzić w jakieś tematy, nie komplikować, nie analizować, nie rozbierać ich na szczegóły? I ja mówię: czasami marzy mi się taki stan niewiedzy co czuje drugi człowiek, jak on na przykład z moją decyzją się będzie czuł, czy ta decyzja jest sprawiedliwa, czy jest uczciwa i tak dalej. Czasami marzy mi się taki stan nieświadomości, myślenia tylko i wyłącznie o sobie, bez zastanawiania się co w związku z moją decyzją spotka innych ludzi. I pewnie są ludzie, którzy tak właśnie myślą, są z tego powodu szczęśliwi i mi procesy myślowe nie stwarzają większego problemu, więc robię to też bez wysiłku.
Nie muszę się jakoś mocno silić, żeby pewne rzeczy przeanalizować. Więc dlaczegóż mam tego nie robić? I za chwilę zmieniliśmy temat, zaczęliśmy o czymś tam rozmawiać i on zaczął opowiadać historię swojego kolegi, jakieś perypetie życiowe i próba przeanalizowania dlaczego, co z tym można zrobić i tak dalej. Ja mówię: czy nie prościej by było się tym w ogóle nie zajmować? Często nie chcemy zajmować się swoimi sprawami, kierując swoją uwagę na problemy innych. Natomiast procesy myślowe są bardzo podobne. Emocje są często bardzo podobne. Różnica polega tylko na tym, że na koniec takiej rozmowy o innych nie musimy nic robić. Mamy całe mnóstwo rad, sposobów, rozwiązań, z których nie musimy skorzystać, bo to muszą skorzystać inni, żeby ich życie było lepsze, a najlepiej takie, jak my byśmy chcieli, żeby było. Możemy to robić przy kawie, przy piwie, przy herbacie, w samochodzie, przez telefon, podczas oglądania telewizji.
Nie ma problemu. Na imprezach towarzyskich możemy to robić. W przypadku kiedy zaczynamy rozmyślać o sobie, wnioski, które z tych rozmyślań wyciągniemy, są skierowane do nas samych. I mając już analizę i wniosek, ciężko później samemu sobie powiedzieć: bo ja nie wiedziałem, co mam zrobić. I najczęściej jest to później związane z jakąś konkretną reakcją, z jakimś konkretnym działaniem. I to już często ludziom nie odpowiada, bo po co coś robić? Można przecież o czymś porozmawiać. Grzesław odpisał Obywatelowi: pewnie lepiej wiadomości oglądać. Może bez przesady. Już nie mówimy tutaj o takim hardcorze.O, proszę bardzo.
Traisen Reload: „Hej, w każdej istniejącej religii samobójstwo jest traktowane jako pewnego rodzaju zaburzenie niezrozumiałej dla nas ludzi ciągłości istnienia”. Tak i całkowicie się z tym zgadzam. Ciągłość istnienia to jest jedno. Natomiast kwestia samobójstwa jest związana z tym, że przerywamy jakiś proces rozwoju świadomości. Czyli zamiast wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów i dokonać korekt zmian, my po prostu postanawiamy tę męczarnię, mordęgę przerwać. Czyli w zasadzie przerywamy też proces budowania świadomości, nie wyciągając z tego żadnych wniosków. Oczywiście te wnioski się pojawiają później i to jest też często związane, zwłaszcza przy niższych świadomościach, z tym, że inkarnujemy się tutaj jako osoby chore. Ponieważ świadomość tego, co zrobiliśmy w poprzednim wcieleniu jest tak silna, że bardzo często, znam taki przypadek, kiedy cztery czy pięć wcieleń nawet pod rząd kończyło się samobójstwem. Żeby zrobić taką małą przerwę, dostajemy właśnie szansę pojawienia się tutaj na Ziemi w tych niskich energiach, ale bez możliwości popełnienia kolejnego samobójstwa, żeby się w tym nie zapętlić. Natomiast całkowicie się zgadzam, że jest to postrzegane jako nie wyciąganie wniosków.
Adam pisze: „Ano racja Sławku, jak już myśleć, to tak aby głowa nie bolała. Mnie na przykład boli od matematyki, ale od duchowości nie”. Audycji o matematyce specjalnie dla ciebie, zresztą dla siebie również, chociaż nie mam tam jakichś większych z tym problemów, ale jednak o matematyce audycji prowadził nie będę. Przypadkowy Obywatel napisał tutaj jeszcze komentarz: „A myśli przestają zmieniać się w czyny”. Jak to powiązać z tym poprzednim komentarzem? Chociaż może on nie jest w żaden sposób powiązany, ale spróbuję zrozumieć może, o co tu chodzi. „Jezu, ludzie potrafią sobie komplikować życie przeintelektualizowanymi terminami i filozofią z filmów science fiction, a myśli przestają zmieniać się w czyny”. Powiem tak, po tym dopisku tamten zmienia troszeczkę sens, bo ja też nawet ostatnio rozmawiałem ze swoim kolegą o jakichś takich zwykłych, prozaicznych sprawach życiowych żeśmy rozmawiali i on powiedział o swoim koledze, że jest inteligentny. Ja mówię: „Nie”. Znam człowieka, nie to, żebym go oceniał.
Natomiast mówię: „Nie, on jest wykształcony”. I właśnie dla mnie jest różnica pomiędzy inteligencją a wykształceniem polegająca właśnie na tym, że wiedza, której nie wykorzystujemy, nie świadczy o naszej inteligencji. Wprost przeciwnie, tej inteligencji zaprzecza. I ja też zgadzam się z tym, że często ludzie myślą, że sama wiedza coś zmieni w ich życiu. Nie, ponieważ świadomość to nie jest stan intelektualny. Świadomość to jest stan emocjonalny, który w konkretny sposób wpływa na nasze działania. Więc w tym kontekście całkowicie się zgadzam, zresztą mówiłem o tym wam kochani, że zbieranie samej wiedzy, rozkminianie kolejnych teorii bez próby wcielenia ich w życie jest stratą czasu. Może nie stratą, bo coś tam się dzieje. Natomiast w sensie skutków, których oczekujemy, że przyniesie to w naszym życiu, oczywiście to nie działa. Sama wiedza nie działa i dlatego też wiedzy bez stanów emocjonalnych nie da się przenieść do podświadomości.
Można coś wiedzieć, jak trzeba zrobić, a i tak jeżeli nie połączymy tego ze stanem emocjonalnym i nie pojawi się to w naszej podświadomości, to nie zmieni naszego działania. Dlatego w tym kontekście zgadzam się z Przypadkowym Obywatelem po tym dopisku. No dobrze kochani, dobrnęliśmy prawie.
[02:00:51] - Jeszcze nie.
[02:00:52] - No właśnie. I właśnie Przypadkowy Obywatel pisze: „Szczęśliwy człowiek myśli zamienia w czyny. Nieszczęśliwy człowiek dręczy się myślami o swoim istnieniu”. George Pascalis. Bardzo mądry człowiek. Oczywiście tak. Samo rozmyślanie nad swoim istnieniem bez chęci zmiany swojego istnienia jest czynnością być może przyjemną, ale mniej więcej taką samą skuteczność jak obrabianie komuś tyłka bez jego udziału. Czyli mówienie o tym, co kto powinien zrobićNajlepiej, jeżeli jeszcze go nie ma w tym towarzystwie. Jest przyjemne. Można popisać się swoją elokwencją, wiedzą i paroma innymi rzeczami.
Natomiast skutku nie przyniesie to żadnego, oprócz tego, że być może kiedyś my sami zostaniemy postawieni w takiej sytuacji, żeby sprawdzić, czy ta rada, którą daliśmy innym, będziemy w stanie sami wcielić w życie. Więc miło, fajnie, przyjemnie, inteligentnie, ale bez żadnego efektu.
[02:02:18] - Jeszcze nie tak szybko, panie Sławku, jeszcze tu są jakieś nowe komentarze. Już je panu wysyłam.
[02:02:31] - To już patrzymy. Grzesław pisze: „Moim zdaniem samobójstwo wynika z pewnych kwestii życiowych. Z tym że te kwestie są na tyle silne, że po tym samobójstwie, śmierci ta dusza ciągle się tu błąka”. To jest szerszy proces. Ja niekoniecznie lubię przywoływać takie rzeczy, ponieważ w mojej sferze duchowej też miałem do czynienia z takimi. Nie ja osobiście, natomiast spotkałem się z tym przypadkiem. I też pewnie każdy jest inny. Często to jest też człowiek bądź jakaś relacja, często jakaś związkowa, miłosna, która gdzieś tam się powtarza. Więc istnieje ryzyko pewnego rodzaju zapętlenia. Często właśnie dzieci, które chorują od urodzenia bądź dość szybko gdzieś tam umierają, bądź ludzie, którzy żyją długo, ale bez świadomości, z jakimiś upośledzeniami umysłowymi, nie odzyskują tej pełnej świadomości i możliwości właśnie po to, żeby tego błąkania i zapętlenia uniknąć.
Ale każdy przypadek to inna historia i nawet nie będę próbował tego w żaden sposób generalizować ani jakoś analizować. Przypadkowy Obywatel pisze: „George czyta się Georg. To Grek. Czytamy, jak piszemy”. Bardzo dziękuję. Nie wiem nawet jaką, ale informację. Nie znam człowieka, więc generalnie rzecz biorąc po nazwisku mogłem wnioskować, że to Grek. I tutaj Przypadkowy Obywatel pisze: „Ach, to już skrajność”. I też nie wiem, czego to dotyczy. Pewnie mojego komentarza, ale którego fragmentu, to tak naprawdę nie wiem.
Ale dziękuję za opinię. Dobrze, coś tam jest jeszcze, panie Marku?
[02:05:38] - Właśnie od nowego słuchacza na czacie pojawił się komentarz. Pan Konrad coś tutaj podesłał właśnie w temacie samobójstw. Temat samobójstwa nam rozkręcił.
[02:05:57] - Właśnie, Konrad pisze: „Osoby, które myślą o samobójstwie, często coś kiedyś nie zrobiły i to ich teraz ciągnie do pewnych rzeczy”. Kochani, to jest tak bardzo obszerny i specyficzny temat, że powiem wprost: nie chcę się tym zajmować. Bo tu nic mądrego nie wykrzesamy. Zresztą tak na dobrą sprawę to jest też rzecz, która niekoniecznie w moim przekonaniu coś do naszego osobistego życia wniesie. Bo nikomu nie życzę sytuacji, w której by coś takiego miał rozważać czy rozpatrywać. Ja miałem jedną sytuację w swoim życiu, kiedy zrozumiałem, że można dojść do takiego stanu, kiedy się myśli o samobójstwie. Natomiast nie miałem myśli samobójczych, natomiast zrozumiałem, że to nie jest aż tak bardzo niemożliwa sytuacja. Można dojść do takiej sytuacji w życiu. XY pisze: „Panie Sławku, co dla pana jest wartością dodaną, robiąc tę audycję?”. Powiem tak: jest dużo aspektów, które są dla mnie wartością dodaną.
Może trochę tak przewrotnie odpowiem, żeW pewnym sensie posiadając pewną wiedzę, którą się na ten świat przyniosło. Nie tą, którą się wyczytało, chociaż tą, którą się wyczytało też pewnie chcemy się dzielić z innymi. Mając jakieś doświadczenia człowiek chciałby tą wiedzę przekazać innym. Ja borykając się ze swoimi problemami zrozumienia sensu istnienia swojego, tak jak wam opisywałem, jak wam mówiłem o moim Marcinku, zrozumienia tak zwanych nieszczęść, które nas spotykają, też poszukiwałem informacji i nie mogłem ich znaleźć albo informacje, które dostawałem były dla mnie tak niezrozumiałe, że wtedy powiedziałem sobie, że książka, którą napiszę, będzie napisana w jak najprostszy sposób, żeby była zrozumiała dla jak największej grupy ludzi. I też tak próbuję te informacje przekazywać w taki sposób, w jaki ja ich nigdy nie mogłem uzyskać, czyli po chłopsku po prostu. Oczywiście jeszcze to nie jest to chyba, co bym chciał robić czy jak bym to chciał robić, ale myślę, że to też jest kwestia przyszłości. Kontakt z ludźmi. Uwielbiam ludzi, kocham ludzi. Możliwość też wymiany informacji. Ja jestem człowiekiem, który w dyskusjach zdobywa też wiedzę, bo często również od was dostaję jakiś puzelek, który gdzieś tworzy dalszy ciąg tej historii bądź dalszy ciąg tego obrazka.
Bo ja jestem przekonany, że ten obrazek, który jest do stworzenia, nie jest jeszcze z pewnością skończony. Nie wiem, w jakim procencie jest ułożony, ale z pewnością nie jest skończony. I też chyba cały czas wiem, że nie zrobiłem jeszcze tego, co mam do zrobienia. I ten projekt, o którym dzisiaj wam mówiłem, myślałem, że tym projektem będzie książka, że to będzie to, że napiszę książkę, wydam i to będzie koniec. Po napisaniu książki odczekałem jakiś czas. Okazało się, że to nie jest koniec, że jeszcze coś tam się w środku kotłuje. Więc na pewno następną próbą zrobienia tego, co chcę czy mam do zrobienia, jest właśnie ten projekt, o którym wam dzisiaj mówiłem. Czy będzie? Zobaczymy. Najpierw trzeba go zrealizować.
Natomiast zaskoczyło mnie to pytanie. Przypadkowy Obywatel pisze: „Warto poznać książki jego. Są dostępne. Bywa w Polsce po porażeniu gromem i na wygląd do tego, co nazywamy księgą Akaszy”. Ja się kiedyś pochylę nad tą Akaszą, ponieważ kiedyś, 20 czy 30 lat temu usłyszałem o kronikach Akaszy i to było coś zupełnie innego niż to, co teraz się nazywa księgą Akaszy. Więc być może kiedyś poświęcę temu swój czas, żeby ten temat zgłębić na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Przypadkowy Obywatel pisze: „Zanim zadasz mu pytanie, on zna już odpowiedzi. Odpowiedź znajduje na każde pytanie, nawet z naszego życia osobistego. Polecam”. To pewnie się zainteresuję.
I Przypadkowy Obywatel pisze: „Skrajność dotyczyła rozmowy o samobójcach”. Staram się być taktowny i nikogo tutaj nie eliminować po tych komentarzach, więc pozwoliłem sobie coś tam powiedzieć, ale faktycznie też uważam, że to nie jest najważniejszy temat, który mamy do przegadania. Kondrat właśnie pisze: „Ma pan rację, co osoba to historia. Też miałem podobną sytuację. Pozdrawiam”. Cieszę się, że się zgadzamy, bo też tak uważam, że żadnej historii żadnego człowieka nie da się zgeneralizować. Natomiast to jest taki dość ekstremalny przypadek. Przypadkowy pisze jeszcze: „Skrajność bycia nieszczęśliwym”. Tak, to też bez wątpienia, bo raczej ludzie szczęśliwi nie posuwają się do takich rzeczy. I tu mam kolejne pytanie SMS-owe od Patryka: „Czy istnieją światy równoległe?”.
To było. A tu jest dalszy ciąg: „Dlaczego samobójstwo to temat tabu na Paranormalium? Przecież samobójstwo to choroba duszy”. Nie jest dla mnie tematem tabu, tylko moje pytanie bardziej brzmi: co nam to da dla naszego rozwoju?Jeżeli rozkminimy nieszczęście drugiego człowieka, jeżeli nie jest naszym nieszczęściem, to nie dotykajmy tego. Ja raczej namawiam was, kochani, do tego, żeby każdy się skupił na sobie, nie na innych. Bo rozkminianie innych, jeżeli nie przenosimy tego na swoje własne życie, nie ma najmniejszego sensu. Jest zwykłym obgadywaniem, plotkowaniem, obrabianiem komuś tyłka, grzebaniem w jego życiu bez możliwości posiadania pewności, czy wnioski, które się wyciągnęło są słuszne. Więc ja nie traktuję tego jako tematu tabu. Traktuję to jako temat, który użytkowo nic nie wniesie do naszego życia. Chyba że ktoś ma pomysły, myśli i tak dalej, wtedy możemy sobie o konkretnym jego przypadku porozmawiać.
Natomiast ja raczej staram się dzielić z wami jakąś praktyką, którą można wykorzystać w życiu. Nie teoretyzowaniem czy coś jest, czy czegoś nie ma, czy ktoś zrobił źle, czy ktoś zrobił dobrze, dlaczego to zrobił. Jeżeli nie ma to przełożenia na nasze życie, to staram się zaprzątać tym swojej emocjonalności, swojej uważności, żeby nie podejmować ryzyka, że zbyt mocno znowu zaangażuję się w temat i nie daj Bóg coś takiego przyciągnę do siebie. Więc to nie jest temat tabu. Grzesław pisze: „Jeśli ktoś uświadomi sobie, jakie mogą wyniknąć konsekwencje w świecie duchów, czyli błąkania się po samobójstwie, to odechce mu się”. Nie, nie zgodzę się z tobą, drogi Grzesławie, że to w jakikolwiek sposób taka świadomość wpływa na decyzję. Konrad pisze: „Nic nie jest skończone. Jak my się kończymy, to nadal nie jest koniec historii. Zawsze jesteśmy wskazaniem dla przyszłych, więc historia nie ma końca”. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy przekonani, wierzymy, że ta wędrówka dusz, czyli ten proces reinkarnacyjny istnieje, to zdecydowanie łatwiej byłoby nam ustalić początek historii niż jej koniec.
I tutaj znowu wątek samobójstwa Konrada. Ale tak jak żeśmy rozmawiali, kochani, nie będziemy tego tematu drążyć. Tutaj widzę komentarz XYZ XY, że nie tracimy też energii. I Konrad pisze: „Zawsze jest szansa wszystko naprawić” do poprzedniej wypowiedzi mojej. W danym życiu mamy możliwość naprawienia czegoś tylko wtedy, dopóki żyjemy. W momencie kiedy umieramy, szansę na naprawienie czegoś zyskujemy dopiero za czas jakiś. Więc tym bardziej warto się skupić na tym, co jest do naprawienia, co można naprawić, póki jeszcze mamy do tego możliwość. No dobrze, kochani, wstydu już nie będzie na audycji, więc spróbuję to jakoś podsumować. Dzisiaj tych tematów było różnych, przeróżnych sporo i to, co najważniejsze, oprócz tych moich przemyśleń, dylematów związanych z ostatnimi dwoma tygodniami, w których każdy pewnie jakąś tam swoją historię wpisze i dopisze, najważniejszą rzeczą, którą chciałem wam dzisiaj przekazać było właśnie to, że celem tak naprawdę i pewnego rodzaju gwarancją niepowtarzalności pewnych sytuacji jest właśnie to, aby rzeczy, których pragniemy z naszej sfery świadomej przenieść do sfery podświadomej. I też mówiłem o tym, że mam na to pomysł, którego nie podźwignę sam.
I mam nadzieję, że dalszy ciąg tej historii będzie taki, że będziemy mogli zrobić to wspólnie. Żeby was jeszcze tak troszeczkę uspokoić, nie mam tu żadnych złych intencji i nie chcę bawić się w Boga i grzebać w czyjejkolwiek głowie, myślach, emocjach i podświadomości. Moim celem jest to, aby uzupełnić, dograć dodatkowe oprogramowanie zawierające pozytywne dla nas rzeczy do naszej podświadomości. Taki jest cel tego działania i taki jest cel tego, co zamierzam zrobić. Patrzę jeszcze. Tutaj się pojawił jeszcze jeden komentarz. Lu PDG pisze: „Wiemy tylko, że nic nie wiemy. Reszta to teoria”.XY pisze: „Wpisuję się w temat nawet w ciemno, panie Sławku”. Bardzo dziękuję. Ten komentarz też przeczytam.
Przypadkowy Obywatel pisał: „Jedynym celem, dla którego żyjemy, jest nauka miłości bezwarunkowej. Miłości w działaniu, nie w słowach”. Dobrze, też się z tym zgadzam. Tak jak XY napisał, że się wpisuje w temat, mam nadzieję, że osób, które będą chętne do wpisania się w temat, do pomocy, udziału i rozwijaniu tematu będzie więcej. Tutaj z Przypadkowym się całkowicie zgodzę, bo taki jest właśnie cel nadrzędny wszystkich moich audycji, żeby słowa, które padły w 86 audycjach zostały przełożone na konkretne działanie. A żeby zostały przełożone na konkretne działanie, stały się naszym dniem powszednim, muszą się znaleźć w naszej podświadomości. Inaczej będą tylko teorią, którą będziemy próbowali i cały czas przekonywali naszą podświadomość, żeby tak zaczęła działać. Dlatego zgadzam się. Ja jestem praktykiem. Chciałbym, żeby to, co zostało wymyślone, zadziałało również w moim życiu.
Robię to także poniekąd w dużej mierze dla siebie, ale mam nadzieję, że przyniesie to korzyść innym ludziom. Także kochani, właśnie tej praktyki, tego pozytywnego działania, nie tylko teorii, nie tylko wiedzy, nie tylko kolejnych godzin wysłuchanych, wam życzę. Tylko tej praktyki i tego niemyślenia, niezastanawiania się, jak zrobić, żeby było nam dobrze i ludziom z nami dobrze i żeby ludzie wkoło nas byli tak samo uśmiechnięci i zadowoleni jak my. Tego uśmiechu, tego optymizmu i tego przekonania, wiary wam na nadchodzący tydzień, kochani, z całego serca życzę. Dziękuję za dzisiaj. Dziękuję za to, że mimo poprzedniego tygodnia nie postanowiliście zmienić dzisiaj radia, którego słuchaliście do tej pory. Za to, że byliście. Pozdrawiam was bardzo serdecznie. Trzymajcie się cieplutko, uważajcie na siebie i do usłyszenia, mam nadzieję bez żadnych perypetii za tydzień. Wszystkiego dobrego.
[02:23:03] - Mówi do was jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie zachęcamy wszystkich państwa do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. Zachęcamy także do śledzenia pana Sławka na Facebooku, na fanpage'u. Dzisiaj już kończymy powolutku. Dziękujemy bardzo za uwagę. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień w poniedziałek o 20.00 na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium.
www.paranormalium.pl