[00:45] - Halo, halo! Dobry wieczór wszystkim serdecznie. Halo, halo, halo, halo, halo! Chciałem się pochwalić: to setny odcinek „Hiperprzestrzeni”. Słuchajcie, jest to setny odcinek, jak by nie było. Dojechałem do setki. To jest impreza. Nawet nie wiedziałem, robiąc pierwszy odcinek „Hiperprzestrzeni”, że do setki dotrwam albo że to w ogóle będzie tyle trwało. To miał być taki relaksacyjny, wakacyjny projekt, w którym mnie wrobili koledzy. I się okazało, że wrobili mnie tak, że trwa chyba już trzeci rok.
Kurczę blade, proszę państwa. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Nafali, wszystkich tych, którzy słuchają „Hiperprzestrzeni” od stu lat albo od tysiąca lat. Tych słuchaczy Radia Paranormalium, którzy też słuchają „Hiperprzestrzeni”, też pozdrawiam bardzo serdecznie. Pozdrawiam oczywiście wszystkich tych, którzy słuchają audycji offline, bo to jest gigantyczna grupa słuchaczy, naprawdę potężna. I tych, którzy są online też pozdrawiam, jak najbardziej, bo ci są zawsze na miejscu. Tak że kochani, peace and love. Jak komuś się nie chce słuchać, to niech idzie, niech włączy telewizor, tańce na lodzie. Będzie szczęśliwy. A my dzisiaj zupełnie nie o tańcach na lodzie i zupełnie nie o tym i nie o tamtym. Ja tu jeszcze szybko się zmontuję z tymi wszystkimi rzeczami, bo muszę do lasu, proszę państwa, bo do lasu.
Dzisiaj setny odcinek „Hiperprzestrzeni”. Okazało się, że taka bardzo rozwojowa sprawa. Tak że dzisiaj odcinek taki dla tych wszystkich, którzy szykują się na wakacje. Jeżeli macie pomysł na wakacje i chcecie uderzyć do Turcji albo na przykład na Maltę, czy jakoś tak. Ja będę mówił gdzie. Na Majorkę jeszcze. To jak macie jakieś plany związane z wycieczkami w te miejsca, to ja dzisiaj troszeczkę opowiem o tym i o siamtym, wrzucę kilka wątków, być może się okaże, że będziecie mieli co zwiedzać w tych miejscach. A tymczasem już tu włączam las, bo las jest przyjacielem człowieka. Moim szczególnie, proszę państwa. Tak że las z nami.
A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni”, odcinka setnego. Świętować urodziny naszej „Hiperprzestrzeni” będę za tydzień. Wtedy będzie 101. odcinek. Tak jak Rudy. Nie, to Rudy był 102, a ja będę 101. To poczekam do 102, żeby było tak fajnie. Dokładnie w taki sposób. A co? Słuchajcie, to dzisiaj właśnie taka bardzo rozwojowa sprawa.
Dzisiaj w ogóle o bardzo rozwojowej sprawie, o tym i o siamtym. Ale jeszcze zanim zacznę o tym wszystkim mówić, to oczywiście pozdrawiam jak najbardziej wszystkich sponsorów Radia Nafali i wszystkich sponsorów, którzy się dorzucili i dorzucają od samego początku do radia, żeby w ogóle „Hiperprzestrzeń” i nie tylko, bo i wszystkie pozostałe audycje, tak jak seria, którą zrobiłem, „Dokładka”, tak jak teraz nowa seria, która się nazywa „Synteza”, tak jak „Teoria chaosu”, tak jak wszystkie rzeczy, takie jak „Pichontarium”, tak jak „Etykieta zastępcza” księcia Edwarda, żeby te wszystkie rzeczy w ogóle mogły działać, zaistnieć. Tak naprawdę dzięki wam to się kręci. Tak że kochani, peace and love. Naprawdę bardzo serdecznie dziękuję za wspieranie radia przez ten cały czas, bo gdyby nie wy, to ja bym może siedział gdzieś, wrzucał jakiegoś kwasa w Londynie. Kto to wie? Jak już powiedziałem, to już chciałem buty założyć i wybiec z domu po tego kwasa. Dobra, zostanę z wami. Opowiem. O kwasie będzie za tydzień.
To już jakby ktoś się zastanawiał: „Przepraszam, a kiedy będą narkotyki? Bo ja telewizję bym pooglądał”. Za tydzień, synu, za tydzień. A na razie idź i oglądaj taniec na lodzie. Nie chcę cię tu widzieć, a później mi opowiesz, kto wygrał ten taniec na lodzie. Chciałem zacząć tak w ogóle elegancko, spektakularnie dzisiaj. Oczywiście zapomniałem o tym. Chciałem zacząć jak książę Edward, takim genialnym numerem typu kanał lewy, kanał prawy. Ale nie udało mi się. Ale teraz zrobiłem.
Zgapiłem od księcia Edwarda. Dokładnie. Zapraszam wszystkich, bo to świeża rzecz i zapraszam przede wszystkim na ciekawą produkcję, która się pojawiła aktualnie tak bardzo szybko dzisiaj, wyprodukowana przez monsieur Pichonta. Kawał niezłej poezji, proszę państwa, z niezłym obrazkiem. Tak że w wolnej chwili po „Hiperprzestrzeni”. No, chyba że ci, którzy oglądają telewizję, to niech se idą i oglądają, nie? No właśnie. A dzisiaj, bo ja mówię, że dzisiaj taka rozwojowa sprawa, to dzisiaj w ramach tej rozwojowej sprawy setnego odcinka i w poszukiwaniu miejsca w Turcji, które można odwiedzić i się generalnie pobujać, odwiedzić stare zabytki i w ogóle podrapać się palcem po głowie, powiedzieć: „Kurczę, to niemożliwe”. To dzisiaj o tym będzie. Dokładnie, absolutnie o tym.
A ja przypominam, że oczywiście jesteśmy na Twitterze. Ja oczywiście nie zatweetowałem, że wchodzę na falę Nie zdążyłem. Zapomniałem. Taka jest prawda. Co będę kłamał? Nie to, żebym nie miał czasu na to. Po prostu zapomniałem o Twitterze i tyle, bo ja jestem taki mało tweetujący, ale się staram. Może dzisiaj się uda troszkę tweetować. Oczywiście po audycji „Hiperprzestrzeń” dzisiejszej, setnym odcinku będzie oczywiście wieczorowa pora. Słuchajcie, mam sen od słuchacza.
Mam swoje sny. Kurde, zacząłem już machać rękami w lewo i w prawo. Chyba ekstaza mnie bierze na ten setny odcinek. I bardzo dobrze. Troszkę energii, wigoru. Jest sobota, piękny wieczór. Dokładnie. Kiedy ten wigor miałby być w innym miejscu? W środku tygodnia? Dajcie spokój.
W środku tygodnia jest dramat. Dobra, nie u wszystkich. Zapraszam na Facebooka radiowego. Oczywiście jak zwykle jestem też na czacie radiowym. Będzie się kilka linków, nawet trochę więcej niż kilka, także spoko. Proszę się tam zalogować. Radionafali.com zakładka czat. Tam będę wklejał wszystkie te linki, które jak zwykle się później pojawią pod audycją. Mamy fajną muzę dzisiaj. Mamy w ogóle fajny temat i w ogóle wracamy do tematów neolitycznych dzisiaj.
Cofamy się w czasie do zamierzchłych czasów, których nikt już nie pamięta. Nawet kości chyba nie ostały się. Parę kości się ostało, bo gdyby nie te kości, to byśmy nie wiedzieli, jak to stare jest. Także dzisiaj opowieść o wzgórzu, bynajmniej nie wichrowym, nie żadnym wiejącym. Takim wzgórzu, które znajduje się w Turcji, na południu Turcji, tuż przy granicy z Iranem. Miejsce nazywa się Göbekli Tepe. Ja czasami wspominam o tym miejscu, bo miejsce jest naprawdę niesamowite. Jest to chyba, w cudzysłowie można powiedzieć lub nie, jak kto woli, jedno z najbardziej rozwojowych wykopalisk archeologicznych ostatnich czasów, najbliżej położone Europy. Stonehenge zostało zniszczone, zdezelowane ponad 100 lat temu. Kolesie zaczęli sobie przestawiać kamienie i ustawiać to w taki sposób, jaki im się wydawało, że to ma stać.
Są jeszcze takie kompleksy neolityczne w Szkocji, na wyspie Orkney czy jakoś tak to się nazywa, na Szetlandach. Jest kilka takich miejsc, w których nikt jeszcze nie wszedł, nie popsuł, nie poprzestawiał, żeby przypadkiem postawić barierkę, żeby turystę wpuścić i skasować go parę złotych za tą barierkę w tą i z powrotem. Jest kilka takich miejsc, ale jest jedno takie miejsce, które naprawdę, kurczę blade, słuchajcie, jest naprawdę spektakularne. I co jest w tym wszystkim spektakularnego? To, że jest aktualnie bardzo dobrze badane i nie zostało zniszczone przez ostatnie setkę, dziesięć lat, cholera wie ile. Po prostu nie zostało zniszczone. No i jako że nie zostało, to co ja chciałem powiedzieć? Właśnie, proszę sobie sprawdzić kanały, bo słyszałem, że ponoć kanały mi się pomyliły. Ale nie, dobrze mówię. Kanał lewy.
Nie, to był prawy. Teraz jest lewy. Och, ja nigdy nie wiem. Słuchajcie, nieważne. Zostawmy duperele po prostu. Jest to taki zabytek, który ocalał w stanie, można powiedzieć niezmienionym do dzisiejszych czasów. Absolutnie. Także działa, funkcjonuje. Znaczy nie działa. Po prostu został wykopany i to się nazywa Göbekli Tepe.
Ale zanim zaczniemy opowieść o tym tajemniczym wzgórzu i tym, co tam wykopano, to może zacznijmy od takiej ogólnej teorii rozwoju cywilizacji, bo te wykopaliska po prostu wywróciły wszystko absolutnie do góry nogami i to tak z hukiem do góry nogami, bym powiedział. Chciałem chuchnąć, ale nie chcę was straszyć przez ten mikrofon. Dlaczego wywróciło to wszystko z hukiem? Z bardzo prostego powodu. Mianowicie cała ta historia o cywilizacji, której nas się uczy w szkołach, w wielu innych miejscach, mówi mniej więcej o tym, że pierw byliśmy małpami. Niektórzy w to wierzą. Słuchajcie, znam paru, o których nawet I don't know. Nie powiedziałbym, że to małpy. Małpy to fajne zwierzęta, a ci to nie wiem skąd. I don't know.
Jaszczurki też nie. Miałem kiedyś jaszczurkę. Fajne zwierzę. To też nie jaszczurki. Kurczę, nie wiem co. Nieważne. Daleko im do ludzi można w skrócie powiedzieć. Ta teoria mówi, że tak ewoluowaliśmy, tak dorastaliśmy i wpierw byliśmy takimi prostymi ludźmi jakieś 100, 200 tysięcy lat temu, że biegaliśmy sobie po polach, łapaliśmy te jaszczurki, odgryzaliśmy im łebki i żarliśmy na surowo. Jakoś tak. Później ktoś wymyślił dzidę, ktoś inny nauczył się nią rzucać.
Okazało się, że można utłuc większą jaszczurkę. To utłukliśmy większą jaszczurkę i już nie dało się odgryźć głowy, bo była za duża. No to odrąbaliśmy siekierą z kamienia. I tak po nitce do kłębka. Okazało się, że na początek byliśmy takimi, jak to powiedzieć, po prostu najzwyczajniej łowcami. Chodziliśmy i łapaliśmy wszystko, co się da zeżreć. Łapaliśmy nawet ogień. Taka jest teoria, że jak piorun walnął, to wszyscy biegli w tym kierunku. „Złapmy ogień! Złapmy ogień, zanim zgaśnie!” I don't know jak to było naprawdę.
Ja to w ogóle mam zupełnie inny pomysł na prehistorię mamy Ziemi i prehistorię naszej cywilizacji, skąd się wzięliśmy na tej planecie i tak dalej, ale o tym to może kiedy indziej, w ogóle w zupełnie innej historii. Ta oficjalna nauka mówi, że oczywiście od łowców do rolników ewoluowaliśmy i później, jak już przestaliśmy łapać jaszczurki, to okazało się, że możemy udomowić jakieś zwierzaki, że je szybko udomowiliśmy, przywiązaliśmy sznurkiem do płota, a jak nam urosły to cegłą w głowę. Taką glinianą, bo wtedy jeszcze nie było normalnych cegieł albo kamieni, bo właściwie nikt wtedy jeszcze cegieł ponoć nie robił. Kamieniem w głowę, odciąć głowę, resztę na ogień, który gdzieś tam udało nam się zabrać piorunowi z nieba. I w ten oto sposób powoli ewoluowaliśmy jako ród ludzki do współczesnej cywilizacji, która lata w kosmos. I wystrzeliwuje satelity i buduje całe zamieszanie dookoła. Taki pomysł i że dokładnie tak to wyglądało. O co chodzi w tej teorii? Oczywiście wszyscy ją doskonale znamy ze szkoły. Są takie rysunki, że wpierw się czołgał po ziemi, później powoli trzeźwiał i na końcu nawet stanął na dwóch nogach i oparł się o jakąś dzidę, a na końcu usiadł za komputerem.
Ta teoria mówi o tym, że wszelkie budynki, które zaczęliśmy budować, całe centra, w ogóle cokolwiek zaczęliśmy robić dookoła siebie, zaczęliśmy ogarniać dopiero wtedy, jak udało nam się okiełznać zwierzęta i zacząć je hodować. Jak udało nam się okiełznać sadzenie zboża na polu, jak udało nam się okiełznać bycie rolnikiem, to przeszliśmy do kolejnej fazy. Zostaliśmy cwaniaczkiem z miasta. I te cwaniaczki z miasta powoli kumały, jak tu budować rzeczy. Generalnie idea jest taka, że najedliśmy się, poczuliśmy się stabilnie, bo ta krówka na sznurku się pasie, owca też, zboże rośnie i komuś przyszło do głowy, że będzie budował świątynię dla jakiegoś bóstwa. Taki jest oficjalny trend naukowy. Oficjalny trend naukowy w ogóle jest egzotyczny, bo na przykład cokolwiek się z ziemi nie wykopie i jest podłużne, to z reguły każdy z tych naukowców mówi, że jest to symbol falliczny. Ja mam takie podejrzenie, że ci kolesie mają naprawdę... Może powinniś pójść do psychoanalityka, który się zajmuje analizą w freudowskim stylu, bo im się wszystko z penisami chyba i waginami kojarzy. Może coś jest z tymi naukowcami dziwnego.
Może w ramach przygotowań do egzaminów oglądają za dużo porno i tak już im zostało. Kto to wie? Słuchajcie, koleś, który wymyślił teorię czarnych dziur i tak dalej. Ktoś, kto siedzi na wózku inwalidzkim i kątem oka pisze te wszystkie rzeczy i mówi przez syntezator mowy. W prezencie swoim adwersarzom w dywagacjach naukowych zafundował prenumeratę „Playboya”. To chyba normalne, bo skoro naukowcy fizycy robią tak na uniwersytetach, to jest pewne podejrzenie, że archeologowie robią to samo. Także tych zostawiamy na moment. Nie chodzi o symbole falliczne. Absolutnie. Chyba że komuś się wszystko kojarzy, ale to już na bok z tym.
Wróćmy do naszych rolników, którzy zostali cwaniakami z miasta. I te cwaniaki z miasta postawiły świątynie i zaczęły się w nich modlić do jakichś bóstw. Taka jest oficjalna teoria i to później ewaluowało. My teraz mamy rządy, mamy religię, mamy liderów, mamy politykę, mamy banksterów, wiele rzeczy mamy. Tak już się porobiło. Też nie jestem zadowolony, słuchajcie, ale liczę na to, że sprawy się bardzo szybko odkręcą we właściwym kierunku. Ale o tym kiedy indziej. Ta teoria mówi o tym, że wszelkie te budynki, które powstały, takie zaawansowane, powstały wtedy, jak nam odjechało kompletnie w głowie i zaczęliśmy wyznawać jakieś bóstwa i stwierdziliśmy, że te bóstwa muszą mieszkać w jakimś super budynku. Super hiper-duper, takim, którego w ogóle nie ma nigdzie na świecie. A my jesteśmy all the best i my wybudujemy taki budynek dla tego bóstwa, że kurczę blade, pompka to każdemu zmięknie.
Jakbym powiedział językiem archeologów, fallicznym językiem archeologów. Albo zesztywnieje pompka. Okazało się, że ta teoria utkwiła z nami przez ostatnie chyba nie wiadomo ile. Właściwie zawsze była ta teoria. To Rzymianie tak hołdowali, później po Rzymianach kolejni, później kolejni. To przypomina troszeczkę taką komedię slapstickową, że jeden po drugim się wywraca na skórce od banana. Dokładnie tak samo było z tym wierzeniem, że im bardziej zaawansowana cywilizacja, tym bardziej zaawansowane centra wiary budowała i że to było tylko do wyznawania tych bogów i tak dalej. Czyli generalnie prosta sprawa. Ci kolesie, którzy biegali z dzidami, może nawet jeszcze nie biegali z dzidami, po prostu łapali jaszczurki w ręce i odgryzali im łapki, główki, rączki i wysysali, żeby się najeść, to ci byli największymi tłukami w całej tej historii. A ci na końcu, którzy już sami krzesali ogień, ci, którzy już mieli państwo, ci, którzy już mieli wszystko.
Ci budowali okazałe świątynie dla okazałych bóstw i udowadniali tym swoje człowieczeństwo ponoć. Ja bym był taki, że tak powiem, mocno zdystansowany do kwestii człowieczeństwa u tych ludzi, ale to mój dystans. No i o tym mówi oficjalna teoria. A dlaczego o niej mówię? Bo ta zabawna góra, właściwie wzgórze, o którym jest dzisiejsza opowieść, wywróciło wszystko do góry nogami. Ale zanim zacznę o tym wzgórzu, to wrzucę wam historyjkę o tak zwanej wielkiej powodzi na świecie. Wszyscy doskonale wiedzą. Wszyscy pochodzą z kraju biblijnego, także wszyscy wiedzą, o co chodziło z arką Noego i że woda była wszędzie, czy jakoś tak. Ale słuchajcie, woda była wszędzie, we wszystkich możliwych wierzeniach na świecie. Jest po prostu taki opis, że pewnego dnia coś się stało na ziemi, coś się zawaliło, przewróciło, potoczyło i jak się tak stało, to zalało wszystkich wodą i niewiele ocalało z tego wszystkiego.
Słuchajcie, słynna opowieść o Atlantydzie, bo właściwie dzisiejsza opowieść dotyka troszeczkę kwestii Atlantydy, jeżeli nawet nie bardziej niż troszeczkę. Także wszystkich tych, którzy czują się Atlantami o atlantyckich rysach. Nie, dzisiaj nie jest dla Plejadan, dzisiaj jest dla Atlantów. Zapraszam. Słuchajcie, a ja zanim opowiem wam wszystkie te rzeczy, bo to jest związane z tą historią o powodzi. To jest naprawdę setne wydanie „Hiperprzestrzeni”. Wow! Ja sam się dziwię, że po prostu tak elegancko, zgrzebnie bym po słowiańsku powiedział, doszło do tego. Rewelacja. Sam nie mogę w to uwierzyć.
Sam nie mogę. A wy słuchacie oczywiście Hiperprzestrzeni w Radiu Nafali, ja mam na imię Tomek. Oczywiście jest to transmitowana audycja w Radiu Paranormalium, także pozdrawiam słuchaczy Radia Nafali, którzy słuchają tego po raz setny, bo to setne wydanie Hiperprzestrzeni oraz słuchaczy Radia Paranormalium, którzy chyba nie słuchają po raz setny, ale mają szansę. Dobra, to ja lecę dalej z tą opowieścią, bo opowieść jest bardzo intrygująca. Na pewno jeżeli słyszeliście o powodzi, o Sumerach, starożytnych historiach, na pewno część z was kojarzy legendę o mieście Ur. Było takie miasto. Jest taka historyjka, nie wiem, jak to powiedzieć, bo historyjka to brzmi może tak niepoważnie. No dobra, walę prosto z mostu. Jest takie miejsce, które jest określane, że było pierwszym miastem, które powstało po powodzi, kiedy woda na świecie opadła, kiedy cywilizacja zaczęła się odradzać. Było takie pierwsze miasto.
Legenda mówi o sumeryjskich miastach Ur. Ale jest taka legenda i właściwie nie tylko legenda, bo są na to bardzo mocne dowody, że było drugie miasto, które też się nazywało Ur, a właściwie nazywało się Urfa. To miasto dzisiaj się nazywa troszeczkę inaczej. Dzisiaj się nazywa Sanliurfa, chyba tak, bo to jest tureckie miasto. Dawniej nazywało się Edessa, przez dwa „s”. Ja tu zacytuję Wikipedię: „Miasto w dzisiejszej południowo-wschodniej Turcji. W starożytności Edessa była centrum chrześcijaństwa syryjskiego, znanym z jednej rzeczy”. Tu nie będę dalej czytał, opowiem, o co chodzi. Na pewno kojarzycie chrześcijańskie artefakty religijne przedstawiającego Jezusa Chytruza. Dokładnie tego koleżkę, prawda?
Taki najważniejszy artefakt i to w ogóle skąd się wzięło, że on wygląda, jak wygląda, jest w dużej mierze podyktowane dokładnie z tego miasta, które dawniej nazywało się Urfa. O co chodzi? Tam była legenda z tym miastem. Tam był taki koleś, który zachorował, czuł się źle, nie najlepiej, władca tego miasta. I on taki nie najlepszy był w kondycji. Trochę chłopak cherlawy, nie wiem, czy dożywiony, czy nie, ale taki trochę niezdrowotny był. Trochę jakby zasłabł, tężyliona nerka, coś w tym stylu. I z tej okazji, a wtedy ponoć Jezus już chodził po ziemi, wysłał swojego człowieka umyślnego, żeby dał cynę Jezusowi, żeby go wyleczył. I w ogóle wysłał list do Jezusa: „Jezusie, Chrystusie, przybywaj kolo, bo ja tu chory jestem. Słyszałem, że czynisz cuda, leczysz ludzi, nogi odrastają, stary.
Ślepi zaczynają widzieć, głusi zaczynają słyszeć. Wpadaj, bo jestem chory i musisz mnie wyleczyć”. I dostał list od Jezusa, który mówi: „Sorry kolego, jestem zajęty teraz, bo mam robotę gdzie indziej, ale wyślę ci coś, co ci pomoże”. Tym czymś, co miało pomóc kolesiowi, był tak zwany święty obraz. To się nazywa „nieludzką ręką czyniony”. Czyli Jezus wziął kawałek materiału, przyłożył do twarzy, odbił się na tym materiale i tam był jego portret. I ten portret wysłał przez umyślnego do kolesia w tym mieście. Władca tego miasta, jak zobaczył ten portret, przyjrzał się, skoncentrował się na tym. Touch the screen. Dotknij ekranu.
Robisz się coraz bardziej senny. Twoje oczy się zamykają. Dotykasz ekranu, twoje oczy się zamykają. Sięgasz po portfel i wpłacasz wszystkie pieniądze na Radio Nafali. Teraz. I właśnie kiedy ten portret dotarł, to oczywiście radionafali.com zakładka „Wspieraj RNF”. Dokładnie. Ten portret go wyleczył. On się tak patrzył w ten portret i ten portret go wyleczył. I do dzisiaj to ma swoją specjalną nazwę, bo to nie jest tak, że to jest jakaś legenda, która gdzieś tam odeszła w niepamięć, jakąś prehistorię.
To ma swoją nazwę, moi drodzy. Od tego się wzięły w ogóle ikony. Nazywa się mandylion dokładnie. Już wklejam linki na czata, żeby każdy, kto chce skumać, o co chodzi, żeby mógł skumać, o co chodzi. Proszę bardzo. O co chodzi z tym mandylionem? Jak ktoś oczywiście teraz nie chce w ogóle nic wklepywać, nie jest na czacie i tak dalej, to dokładnie ten mandylion to jest obraz Jezusa. Wygląda jak na materiale, na chuście i jest na drewnie z reguły. Bo jest z tym oczywiście legenda taka, że później nastali inni, którym się generalnie nie podobali chrześcijanie i tak dalej, więc kolejny władca tego miasta postanowił zamurować ten obraz gdzieś tam w tajemnicy w ścianie, w jednym z murów miasta. I obraz został zamurowany.
I później, kiedy przyszła z powrotem kolejna krucjata chrześcijańska, obraz został odmurowany i tak oto trafił z powrotem do ludzi. I z tej okazji, jak go odmurowali, to się okazało, że to jest po prostu kawałek materiału przypięty do takiej drewnianej deseczki. Stąd na ikonach na przykład, bo do tej pory jest to praktykowane w malarstwie ikonograficznym, jest po prostu malowanie na gołym drewnie. O to właśnie chodzi, żeby pokazać, że to jest taki materiał na drewienku przyklejony. I to jest to miasto, słuchajcie. Nie tylko z tego słynie to miasto, bo to jest tylko dla chrześcijan, katolików i tak dalej, ale to miasto też jest świętym miastem dla muzułmanów. Dlaczego? Chociażby z prostego powodu, że dokładnie w tym samym mieście jeden z muzułmańskich i nie tylko muzułmańskich świętych doznał objawienia. Czy ktoś powoli kuma, o kogo chodzi? Abraham, moi drodzy.
Abraham, dokładnie. To było to pierwsze miasto, pierwszy kawałek ziemi, po którym można było przejść suchą stopą, kiedy powódź opadła. I to jest właściwie we wszystkich tych religiach dookoła. I miasto się nazywa Urfa. Zaraz wkleję linka, gdzie to jest. Jest bardzo ciekawe, bo w ogóle miasto, żeby było zabawniej, jest o wiele starsze Niż wszystkie historie związane z religiami dookoła tego miasta. Absolutnie. Zaczęto tam wykopaliska i okazało się, że miasto właściwie stoi na takiej, w cudzysłowie, podmurówce neolitycznej. Jest szalenie stare. Właściwie 3000 lat spokojnie, jeżeli nie więcej.
Do tej pory myślano, że to jest jakieś 3000, może 6000 lat i że to jest jakaś postsumeryjska kultura zaginiona, że część ludzi uciekło z doliny Tygrysu i Eufratu, tam, gdzie powstała ponoć cywilizacja i zrobili sobie taki nowy setup. Zrobili sobie imprezkę w innym miejscu i tam się generalnie fajnie bujali i fajnie było. I że to właśnie zostało po nich. Bardzo ciekawe są rzeźby, które tam są znajdowane. Rzeźby, w których wszyscy mają czarne oczy. Ja o tych czarnych oczach będę mówił za tydzień. Jeżeli ktoś kuma, o co chodzi, to kuma, a ten, kto nie kuma, to się dowie za tydzień. O tych rzeźbach na razie zostawię. Generalnie miasto samo w sobie jest po prostu, jak się mówi, święte troszeczkę. Ma taki status supermiasta w tamtym miejscu, w którym działo się wiele rzeczy, wydarzyło się wiele historii, wiele spraw się tam zaczęło, wiele religii się tam przewaliło w tę i z powrotem.
Abraham miał się tam narodzić, prawda? Bo on się narodził dokładnie w Ur. Oczywiście się kłócą, czy Abraham się narodził w Ur sumeryjskim, czy to jest właściwe to Ur, czyli Urfa. Dzisiaj się to troszeczkę inaczej nazywa. Co dalej z tym wszystkim? Jest sobie miasto, jest stare, ma te wszystkie legendy o świętych, którzy tam od tysiąca lat się rodzą, o potopach i wszystkich tych opowieściach, historiach niecnych mniej lub bardziej. Parę kilometrów na północ od miasta, jak się kończy, dosłownie parę kilometrów, może 15, znajduje się miejsce, które się nazywa Göbekli Tepe. Göbekli Tepe to jest turecka nazwa. Co oznacza Göbekli Tepe po polsku? To naprawdę rewelacyjna nazwa.
Bardzo mi się podoba. Oznacza Maćka. Góra Maćka. Właściwie Maćkowa Góra, tak można by to wytłumaczyć. Jeżeli ktoś z was jest przy kości i dużo jada, lubi dużo i dobrze zjeść i jak się klepie po brzuchu i ten brzuch jest taki duży, to w Polsce mówimy, że ktoś ma ale maciek na duży brzuch. To jest dokładnie w tym znaczeniu. I to są Maćkowe Góry, czyli takie jak brzuch, takie jak syty, najedzony, przeżarty brzucho. I tak się nazywają te góry. Pewnego dnia, dawno temu, bo był to rok... Tu muszę się cofnąć do notatek.
Był to rok 1963. Niejaki Peter Benedict, archeolog, zaczął tam sobie kopać. Koleś ze Stanów, zdaje się z Chicagowskiego Uniwersytetu z wydziału archeologii. Zaczął sobie coś tam kopać, bo tam zawsze były podejrzenia, że takie biblijne miasto z tradycjami, takie rzeczy się tam działy, to coś tam musi być w tym wszystkim przecież. Coś tam w tym wszystkim musi być, jakaś historia schowana. Jest to wzgórze, Maćkowe Wzgórze, które ma taki status świętego wzgórza. Przez wszystkich w mieście tak traktowane jest po prostu. To trochę jak Wrocław i na przykład Sobótka obok. Dokładnie taki podobny klimacik, można powiedzieć. Tylko że tam jest troszkę więcej wzgórz, bo tam są takie wzgórza po horyzont, ale to jest takie najwyższe, zdaje się.
Nie wiem, nie byłem. Namawiam na wycieczkę. Sponsorujcie radio, to sobie pojadę na wycieczkę, a co! Postanowił zbadać te wzgórze. Z tym jest oczywiście związana legenda. Taka ciekawa legenda. To może zacznę od tej historii. Ona nie jest do końca prawdą, ale fajnie brzmi. Ja dziś ją opowiadałem, bo ona jest fajna po prostu i tyle. Nie jest to do końca prawda, ale że pewien rolnik, który pasł owce, postanowił przeorać swoje własne pole i kiedy orał, jego pług zahaczył o kamień.
Kamień leżał tam od bardzo dawna. Pamiętał czas jeszcze jego ojca i jego dziada, którzy orali tam pole i zawsze mieli problem z kamieniem. A ten człowiek postanowił, że ma już tego dosyć, że weźmie, wyciągnie ten kamień w cholerę i już nie będzie z nim żadnych problemów. Jak postanowił, tak spróbował zrobić. Zaczął ciągnąć ten kamień. Kamień okazał się być wielki. Coraz większy. Nie da się wyciągnąć. To zaczął go kopać, żeby go wykopać z ziemi. Kopie, a tu taki gigantyczny się robi, coraz większy ten kamień.
Na koniec końców, jak odkopał, okazało się, że jest to taki gigantyczny obelisk w kształcie litery T. Ciekawostka. W rzeczywistości troszeczkę inaczej to wyglądało, bo w 1963 roku Peter Benedict odkrył tą rzecz i właściwie wszyscy w okolicy dokładnie wiedzieli, że tam jest coś w ziemi, że tam są jakieś stare kamienie, że tam coś było, jakieś świątynie, jakieś takie historie. Niektórzy mówili, bo to w ogóle biblijna sprawa, inni, że to muzułmańska sprawa i każdy miał jakąś swoją opowieść na ten temat. W latach 80. napisano, zdaje się, kilka prac czy jedną pracę. Nawet chyba nie. Chyba nawet więcej niż jedną, bo jeszcze jakiś turecki archeolog na ten temat się zawziął. Napisano jakieś prace. One trafiły w ręce niemieckiego archeologa, który się nazywa Klaus Schmidt.
I w 1994 roku Klaus postanowił wziąć aparaturę, wziąć sprzęt, wziąć całe swoje doświadczenie, generalnie wziąć dupę w troki i ruszyć na pustynię w Turcji, bo taki pustynny teren, i zacząć tam kopać. Zaczął kopać. I co się okazało? Odkopał pierwszy taki obelisk i wyglądało to dziwnie. Gigantyczny obelisk wysokości pięciu metrów, szerokości chyba tak z metra, zrobiony z piaskowca. To nie jest żaden twardy granit, żadna taka dziwna skała. Nie. To jest po prostu piaskowiec, który normalnie można obrabiać. Ale jest wielki. Jest to po prostu potężne.
Pięć metrów wysokości, metr szerokości. I to nie jest jeden obelisk. Okazuje się, że tych obelisków są trzy. Kopie dalej. Kolejne pięć. Okej, kopie dalej. Okazuje się, że wykopuje coś, co jest gigantycznym kamiennym kręgiem. Może gigantycznym to przesadziłem, ale wiadomo, dramatyzuję na potrzeby audycji. Dokładnie, żeby był taki specjalny dramatyzm jak w amerykańskich filmach dokumentalnych albo paradokumentalnych. Właściwie chyba paradokumentalnych, bo tam nie ma filmów dokumentalnych.
Kiedy wykopał to wszystko, ten jeden krąg, nie tyle wykopał, ile zaczął kopać ten dookoła, wykopywać ten krąg, okazało się, że struktura jest naprawdę egzotyczna. Jest to po prostu kółko. Dookoła stoją, jakbyście sobie wzięli zegarek na rękę dosłownie, jak wskazówka chodzi dookoła, jak są cyferki i tak dalej, to tak są poustawiane dookoła te gigantyczne melhiry, te gigantyczne kamienie i w środku są takie dwa duże, najwyższe, które mają chyba po pięć metrów. Wszystko oczywiście w kształcie litery T. Bardzo podobne trochę do Stonehenge klimatem, ale inny kamień i wszystko zrobione z jednego kawałka kamienia. W sensie każdy z tych melhirów w kształcie litery T zrobiony właśnie z jednego monolitu. Nie tak jak w Stonehenge, że jest pionowy kamień, który jest osobno i ten, który jest nałożony na górze, jest z kolejnym drugim kamieniem, który jest kompletnie osobną rzeczą. Tu wszystko wyrzeźbione w jednym potężnym kawałku. Duże, naprawdę duże. A pomiędzy tymi melhirami, pomiędzy tymi gigantycznymi kamieniami ułożony specjalny kamienny murek tak, żeby to wszystko trzymał dookoła.
Wygląda to trochę jak taka okrągła konstrukcja. Ja zaraz tam będę wklejał linka na czata, a jak słuchacie tego jako podcastu, to oczywiście wszystkie linki do tej opowieści znajdują się, moi drodzy, pod audycją „Hiperprzestrzeń”. Dokładnie. Także spokojnie, śmiało, radionafali.com i tam sobie wejdźcie na „Hiperprzestrzeń” i sobie po prostu kliknijcie na ten odcinek i wszystkie linki znajdują się pod spodem. Tam zobaczycie, o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. A ja lecę dalej z tą opowieścią, żeby nie zasypiać kamieni w pustyni. Gruszek w popiele chciałem powiedzieć, ale chciałem coś bardziej w temacie. Kurde, znowu mi dowcip nie wyszedł. God damn! Zawsze tak jest.
Słuchajcie, Klaus Schmidt tak kopał, kopał i wykopał ten kamienny okrąg. Bardzo spektakularna rzecz, bo te gigantyczne kamienne cokoły są rzeźbione i mają wyrzeźbione zwierzątka na sobie. Te zwierzątka to są takie zwierzątka, które już dawno tam nie żyją. Po prostu nie ma takiej opcji, bo to jest pustynia. A tam są, słuchajcie, co tam jest? Tam są leopardy, tam są jakieś węże, żaby. Słuchajcie, wszystko tam jest. Może nie wszystko, może przesadzam jak zwykle, ale generalnie jest tak dużo zwierząt, że w ogóle w dzisiejszych czasach tam jest pustynia, tam w ogóle nie ma takich historii. W ogóle wzgórze jest z dala od na przykład wody pitnej, czyli nie mogło być miejscem, w którym ludzie mieszkali i sobie żyli, bo najbliższy strumyczek jest na dole, jak się schodzi z tych gór z jednej i z drugiej strony chyba pięć kilometrów trzeba przejść, także nie da się tam po prostu mieszkać tak normalnie. Na dodatek jeszcze znaleziono coś takiego, co wygląda jak rama do okna.
Nie wiadomo, co z tym było. Jest taka teoria, że to było po prostu wejście, że tak się wchodziło do tego. Nie wiadomo, o co chodzi po prostu. Odkopano to wszystko i nie wiadomo. Pięć kamieni gigantycznych, dwa w środku. Nikt nie zna zastosowania tej budowli. Nikt nie wie, kto to tak naprawdę zbudował, bo właściwie nikt nawet się nie spodziewał, że coś takiego będzie w środku tej górki. Bo to jest taka górka po prostu. Okej, to ja może przejdę do rozmiarów tego, bo to jest w ogóle intrygujące. Ja oczywiście mam notatki swoje.
Średnica tych okręgów jest od 5 do 15 metrów czasami. Ale właśnie skąd się bierze od 5 do 15 metrów? Bo już powiedziałem okręgów. Ja się wygadałem. Bo oczywiście nasz Klaus zaczął kopać dalej i się okazało, że to nie jest jedyny okrąg, który jest zakopany w tej górze. Jak zaczął kopać dalej, to się okazało, że obok jest kolejny kamienny krąg, który jest zakopany, który dokładnie jest tej samej wielkości albo troszkę większy nawet. I kolejny kamienny krąg i kolejny kamienny krąg. Właściwie okręgi kamienne, można powiedzieć. I nagle się okazało, że właściwie cała góra jest pokryta tymi kamiennymi okręgami. To troszeczkę tak, jakby ktoś budował Stonehenge jedno obok drugiego, jedno obok drugiego, tak zwyczajnie, tak dla frajdy sobie postawił jedno obok drugiego.
Tylko że Stonehenge sobie stoi na polu i widać te kamienie z daleka, a tu ktoś to wszystko zakopał i to tak dosyć skrzętnie zakopał, bo wszystko zostało zasypane. Jak panowie się dokopali do samego dołu tej pierwszej struktury, to odkryli troszeczkę kości. Automatycznie wszelkie kości poszły do datowania węglem C14. Okazało się, że najmłodsza kość z tego datowania to tam sięga, żeby nie skłamać, jakieś 8000 lat p.n.e. Jakoś tak. Tam jest w ogóle podział na trzy ery. O tym dzisiaj będę troszkę więcej mówił, że generalnie jest od 7500 do 7370 p.n.e., czyli w ogóle trochę jakby dawno temu, co by nie mówić. Teraz mamy 2014, czyli generalnie sprawa się działa, a to było 7000 p.n.e., czyli 9000 lat temu, moi drodzy, ktoś tam robił imprezę i zostawił sobie te kości niedojedzone i tak dalej. Sprawdzone te kości i się okazało kolejna rzecz, że to są kości dzikich zwierząt, że to nie są kości zwierząt hodowlanych, że to są kości gazeli, dzikiego jelenia, dzikiej owcy, dzika i wszelkich dzikich zwierząt. Słuchajcie, tam okazało się, nikt nie hodował sobie żadnych domowych zwierzątek, nikt nie hodował kur, które znosiły jajka, nikt nie sadził zboża, żadnych śladów jakiejkolwiek społeczności, która by mieszkała dookoła i hodowała cokolwiek.
Tak jak mówi ta nasza teoria, w którą wszyscy jesteśmy wtłaczani w szkołach, że pierw byliśmy łowcami, później zbieraliśmy zboże, a dopiero jak się nazbieraliśmy tego zboża, wybudowaliśmy miasta, to nauczyliśmy się budować jakieś centra. Tu się okazuje, że to centrum powstało w czasach, kiedy wszyscy byli łowcami. Kiedy nie było ani miast, ani nic innego. Oczywiście jest obok to miasto, o którym wspominałem, które się teraz sprytnie nazywa... Ja w ogóle nie potrafię wymówić nazwy tego miasta. Kurczę blade! Pewnego dnia się nauczę. Zaraz wam wkleję wszystkie. Sanliurfa. Tak się nazywa.
Dawniej Edessa. Stara nazwa jest chyba fajniejsza. Po Grekach zostało Edessa, zdaje się. Już wklejam linki na czata, żeby nie było, że zapomniałem. Słuchajcie, to ja powklejam linki na czata. A bo oczywiście słuchacie, co by nie było, Radia na Fali, audycji „Hiperprzestrzeń” retransmitowanej w Radiu Paranormalium. I tyle. A dzisiaj opowiadam właśnie opowieści ze wzgórza. O wzgórzu właściwie. O wzgórzu, które się nazywa jak spasiony brzuch — Göbekli Tepe.
To ja lecę dalej z tą opowieścią, bo tu oczywiście nie ma co zwlekać. Tu mam telefon, to ja szybko odbiorę telefon. Halo, halo! Witam serdecznie.
[38:17] - Witam serdecznie, Wojku. Serdeczne gratulacje. Wyjrzyj za okno, może tam jakieś fajerwerki są.
[38:22] - Nie, właśnie nie ma, kurczę. Ale budynek naprzeciwko zmienia kolory co 30 sekund, także jest okej.
[38:30] - Okej. Fajny temat dzisiaj poruszyłeś, bo to jest takie dotarcie trochę do sedna, wiesz?
[38:39] - To zobaczymy, bo to jeszcze troszkę mam do dopowiedzenia. Jest to ciekawa historia z tym Göbekli Tepe.
[38:43] - Ja myślałem o tym wyjeździe z górą Ararat, że tam znaleźli kawał drewna.
[38:47] - Tam jakiś bullshit jest po prostu. Centralnie bullshit. Wszystko o tym wiedz, że to jest bullshit.
[38:54] - Nie, ale mówię, bo wielu ludzi żyje z przekonaniem tej wiary, że na początku było dwoje ludzi tylko, nie?
[39:03] - Ha, ha.
[39:05] - I teraz posłuchaj, co dalej się dzieje. To znaczy, że wszyscy ludzie na tym świecie są wynikiem kazirodczych jakichś działań.
[39:16] - Bracie, mój zaginiony bracie porwany przez Cyganów.
[39:22] - No bo jak?
[39:24] - Właśnie.
[39:25] - Opowiedz mi. Dobra, ale oni spieprzyli tą rzeczywistość, to kazirodczy rozwód. I przyszła ta powódź. I jeden gość był taki, że zbudował sobie tą łódkę i zabrał te zwierzątka i tak dalej. Nieważne. Udało mu się. Okej, przyjmujemy, że tak było.
[39:41] - Jest taki koleś w Holandii, który teraz myślał, że w 2012 będzie powódź i przez ileś tam lat budował swoją arkę. Też się nazywał chyba Noe czy jakoś tak. On był taki The Dutch Noe. Nie wiem, czy miał blisko do coffee shopu. Nie wiem, czy właśnie zapomniał chłopak, że ma coffee shop w mieście. Miał wstąpić po drodze. Może sprawy by się rozwiązały inaczej. No ale twardo zbudował tą łódkę i czekał na ten koniec świata i nic się nie stało. Teraz można tą łódkę zwiedzać. Oczywiście trzeba mu płacić pieniądze za zwiedzanie.
Podoba mi się to.
[40:09] - Taki life.
[40:10] - Przetrwanie. Dokładnie.
[40:12] - Ale dalej ta ludzkość była brzydka, co tam była, nie?
[40:17] - Mhm.
[40:18] - I proszę ciebie, przyszła powódź i wszystkich wymyła. Ale ten Noe kogo zabrał? On zabrał tylko swoją rodzinę.
[40:27] - Ten Noe to w ogóle. Witam serdecznie. Witam Antyszwedzie. Halo, halo.
[40:30] - Wy tutaj śmichy-chichy, a badania naukowe wskazują, że genotyp człowieka rzeczywiście pochodzi od bardzo małej liczby osób, w zasadzie być może od pary. Zresztą to jest nawet logiczne, bo gatunek musi się zacząć od jakiejś tam pary. I to raczej tak jest, że ludzie pochodzą od bardzo spokrewnionych ze sobą istot.
[40:53] - Tak, ale nie, że-
[40:54] - Trochę mi ulżyło, że nie od małpy. Trochę.
[40:57] - Ale że nie od dwóch osób, że tam było więcej niż dwie może.
[41:01] - Była bardzo fajna teoria w ogóle, że człowiek jest krzyżówką małpy ze świnią. Stąd te włosy krótkie i od odkładania się tłuszczu.
[41:12] - Siedem. To dlatego chyba nie jem mięsa.
[41:15] - Jeszcze co jest ciekawego. Jakiś czas temu czytałem, w zasadzie słuchałem wykładu gościa, który analizował rozmaite księgi, ale nie tylko Biblię, ale też apokryfy. I tam znajdywał ciekawe rzeczy odnośnie wzmianek o kosmitach. Że ta góra Ararat to w ogóle było takie lądowisko dla kosmitów i oni tam robili eksperymenty rozmaite na ludziach i w ten sposób właśnie miał powstać człowiek.
[41:48] - Wiesz, to jest-
[41:48] - Głęboko się robi, bo to już-
[41:50] - No ciekawe, słuchajcie, bo-
[41:51] - Kosmici, te rzeczy.
[41:52] - Dokładnie. A tu jest w ogóle zupełnie inne miasto. Miasto, które się zupełnie inaczej nazywa, jest w zupełnie innym miejscu i tam wszyscy dookoła twierdzą, wszyscy, którzy tam mieszkają, łącznie z tymi, którzy tam mieszkali 2000 lat temu, że to jest to pierwsze miejsce na świecie, które jak woda opadła, to się wyłoniło.
[42:11] - A co jeszcze z gigantami? Jakbyś taki coś.
[42:14] - I don't know, bo ja dzisiaj zupełnie o innych historiach troszeczkę. Gigantów zostawmy. Nie spotkałem żadnego, powiem ci szczerze. Ale ja nie gram w koszykówkę, to może dlatego.
[42:22] - Dobra, ja się wyłączam, bo to są swoje sprawy.
[42:24] - To jest to miejsce jedno takie. Oni mówią, że to jest jedyne na świecie, ale są inne miejsca na świecie i są jeszcze starsze, nie?
[42:31] - Też. Ale ja opowiem troszkę o tym Göbekli Tepe, bo to jest niezła historia grubymi nićmi szyta w ogóle dookoła tego wszystkiego. I taka fajna, bo zbadana kompletnie przez, zapomniałem dodać, amerykańskich naukowców.
[42:45] - Najlepszych na świecie.
[42:46] - Oczywiście.
[42:46] - Byli kiedyś jeszcze lepsi na świecie, ale-
[42:49] - Rosyjscy, ale już nie ma. Może będą z powrotem. Rosyjscy naukowcy zbadali. Słuchaj, to mów to, co masz powiedzieć i ja cię rozłączam i lecę dalej z tą historią, żeby jak najszybciej opowiedzieć wszystkie fakty, które są na ten temat.
[43:00] - Właśnie mówię, że to jest o tyle zastanawiające, że jest takie stare miejsce, bardzo stare, o którym w zasadzie nikt nie ma pojęcia, o takiej historii Gdzieś tam kiedyś. Co to się tak naprawdę działo? Ta historia nie pasuje do tego, co ludzie opowiadają, co w książkach piszą.
[43:23] - Absolutnie nie pasuje.
[43:24] - I takich miejsc w świecie... To nie jest jedyne miejsce.
[43:27] - Dokładnie. Ja powiem na końcu troszkę więcej, bo nie chcę się rozpędzać.
[43:31] - Tych miejsc jest dużo.
[43:31] - Jest bardzo dużo.
[43:32] - I się okazuje, że tysiące lat, dziesiątki tysięcy lat wstecz coś tam się działo i byli ludzie, którzy wznosili jakieś budowle i tak dalej.
[43:43] - Ani zboża nie hodowali, ani nie hodowali zwierząt, ani nic takiego nie robili. Śladów po tym nie ma, bo to, co znaleziono na podłogach po tych imprezkach w pierwszych kręgach, które odkopano i poddano analizie, okazało się dziko rosnącą pszenicą, kośćmi dzikich zwierząt. To nie ma nic wspólnego z hodowlą, nic wspólnego z tym, co się nam opowiada. Absolutnie. Zupełnie inna historia.
[44:10] - Dobrze. To na koniec jeszcze tylko wrzucę, że w Stanach coś się dzieje. Jak zajrzysz do Alexa Johnsona infowars.com to niewyobrażalne rzeczy zachodzą w Stanach. Ludzie się tam zbierają i protestują i policja nie wie, co z nimi zrobić.
[44:34] - Bardzo dobrze. Widziałem dzisiaj kawałek tego wszystkiego, co się dzieje. Myślę, że wreszcie ranczerzy wzięli za swoje pistolety.
[44:44] - Pokazują palec środkowy. Powoli. Trzymaj się.
[44:48] - Dzięki, jaki jest telefonik. Zapraszam dzwonić później, jak się wyładuję z tą historią, bo chcę wam opowiedzieć kilka faktów związanych z tym, co odkopano, bo jest to naprawdę intrygująca sprawa. Nikt o tym nie mówi. Wszyscy myślimy, że najstarszy jest Egipt. Może gdzieś w Ameryce Południowej, może coś tam. A nikt nie mówi, że jest taka mała górka, która się nazywa „spasiony brzuch”, bo tłumaczenie na polski byłoby „spasiony brzuch”. Maciek. To mój wujek tak mówi, klepiąc się po brzuchu mówi: „Ale mam Maćka”. No właśnie, bo tak mamy wszystkie Maćki, nawet te chude. Wracam do tej opowieści.
Kiedy chłopaki zaczęli kopać dalej, bo okazało się, że tych okręgów jest sporo, tak jak wspominałem. Okazało się, że jest ich naprawdę dużo, także sięgnięto po urządzenie, które literalnie prześwietla grunt i można zrobić taki skan echolokacyjny. Na czym to polega? Jest urządzenie, które wysyła sygnał i jest odbiornik tego sygnału dokładnie w tym samym urządzeniu. To jest trochę jakbyśmy się patrzyli w lustro. Dokładnie jak sonda w łodzi podwodnej. Dokładnie tak samo działa jak sonar. Wysyła dźwięk w glebę. Ten dźwięk się odbija i wraca do urządzenia, a jeżeli się nie odbije, to po prostu nic tam nie ma. I tak chłopaki wzięli to urządzenie, którym przejechali przez to wzgórze.
Okazało się, że to nie są tylko trzy kręgi. To nie są nawet cztery kręgi. To nie jest nawet pięć kręgów. To właściwie jest całe wzgórze kręgów i tych kręgów jest powyżej 20. Na dzisiaj nie jestem pewien, bo tam cały czas trwają prace archeologiczne. To dopiero zaczęło się tak naprawdę konkretne kopanie w 1996 roku. W 1994 to odkryto i wykopano ten pierwszy krąg. I to trwa cały czas dalej. Człowiek, który to prowadzi, czyli pan profesor Klaus Schmidt, twierdzi, że odkopali 5% tego wszystkiego, a nie większość, tylko 5% tego wszystkiego. Na skanie, który zrobili poprzez górkę, okazuje się, że jest na dzień dobry 28 takich okręgów czy 27.
Jakoś tak. Ta liczba może oczywiście rosnąć, może się zwiększać, bo nie wiadomo, co tam dalej jest. To lecę dalej z tą historią. Otóż wiemy, ile tego jest. A chciałem powiedzieć o rozmiarach tego wszystkiego, jak to w ogóle wygląda. Te kręgi mają rozmiar od pięciu metrów średnicy do siedmiu metrów. Niektóre mają do 15 metrów średnicy. Jak to jest skonstruowane? To jest kolejna zagadka w tym wszystkim. Nie dość, że jest to cholernie stare, jest to tak stare, że właściwie mainstreamowa nauka twierdzi, że w tym samym czasie na Ziemi właściwie nie powinno być żadnego życia.
Absolutnie. W sensie cywilizacyjnego życia. Takie normalne to było. Tylko że wszyscy biegaliśmy w skórach i odgryzaliśmy głowy jaszczurkom i zjadaliśmy je na surowo. W ten sposób funkcjonowaliśmy, że to był człowiek neandertalski i że w ogóle nic tu nie było. Co najwyżej rzucaliśmy kamieniami przed siebie z nudów, jak jakiś kamień znaleźliśmy, jak wiedzieliśmy, co z nim zrobić. Nic więcej. A tu się okazuje, że jest takie gigantyczne centrum neolityczne zakopane. Właściwie neolityczne odnosi się z nazwy do okresu w historii, który się nazywa neolit. To w ogóle jest taka zabawna sprawa, że starsze to jest po prostu, co tu dużo mówić.
Tam się mówi, że to jest neolityczne dalej, bo ta nazwa weszła w obieg. Oficjalna nauka ma taką fajną nazwę na to, że to jest okres przedceramiczny, czyli przed ceramiką. Pre-pottery tak się to nazywa po angielsku. Czyli jeszcze zanim ludzie nauczyli się wypiekać sobie garnki, zanim nauczyliśmy się robić kubki. Ja tu mam taki kubek i będę jak najsłynniejszy Wojtek w Polsce. Tak zrobię. Walnąłem o stół jak najsłynniejszy Wojtek w Polsce. Ale wtedy nikt nie potrafił według nauki robić takich kubków. I tu wykopują takie gigantyczne centrum. I co dalej z tym centrum?
Dalej jest taka historia, że kopią dalej i skanują dalej i się okazuje, że nie dość, że tego jest dużo tak na przestrzeni rozłożone, to jeszcze do tego wszystkiego tam jest coś pod tymi kręgami, jeszcze na dole. Jak to jest skonstruowane? Dosyć intrygująco, bo jest gigantyczny kamień średnicy trzy na cztery metry, który służy za podstawkę. Ma wycięty taki prostokącik w środku i w ten prostokącik, który jest wyrżnięty na jakieś 20 do 30 centymetrów w tym kamieniu, który sobie leży, jest niejako wbity. Jest wstawiony ten duży, pionowy w kształcie litery T, na którym są wyrzeźbione różne dziwne rzeczy. Tam są naprawdę takie rzeczy, o tym jeszcze dzisiaj wspomnę. I tak wygląda cała konstrukcja. Kiedy zaczęli przebijać się przez to wzgórze w dół i w dół po zboczu, okazuje się, że cofają się coraz dawniej. Coraz dawniej to chyba nie jest poprawnie po polsku, tylko cofają się coraz bardziej do tyłu. Nazad, jak mawiał stajenny, czyli do tyłu.
O co chodzi z tym datowaniem? Okazuje się, że jest pierwszy okres, który jest datowany na 9000 lat przed nami. Kolejny okres, jeszcze wcześniejszy, który jest na jakieś 10 000 lat przed nami. Kolejny jest datowany jeszcze wcześniej. Okazuje się, że tam jest troszkę tych kręgów pod ziemią, pod tymi, które odkryliśmy, jeszcze trochę. Te na samej górze są najmniejsze. Te na samym dole – jeszcze do nich się nikt nie dokopał. Tak jak powiedziałem, jest tylko 5% odkopane i to tylko te z góry, do których da się dotrzeć, bo tam jest ten problem, że jak oni to odkopują, to muszą bardzo ostrożnie to robić, żeby te wszystkie kamienie się nie poprzewracały w dowolne strony. A dlaczego? O tym też zaraz powiem, bo jest to mało stabilna konstrukcja, dosyć dziwnie zmontowane.
I co z tymi okręgami, proszę państwa? Mam tu liczby, mam tu numery, mam tu daty, mam tu telefon, mam tu wszystko. Generalnie kiedy chłopaki przeskanowali te całe górki, przynajmniej tą jedną górkę, okazało się, że cała przestrzeń z tymi tajemniczymi budowlami pokrywa 9000 metrów kwadratowych. Wyobrażacie to sobie? To jest 9000 metrów kwadratowych. Ktoś sobie zadał w cholerę trudu i budował takie okręgi. Te okręgi są naprawdę egzotyczne. Wysokość tych kamieni, z których są zbudowane te okręgi, jest od pięciu do siedmiu metrów. Niektóre ważą nawet po 15 ton albo i więcej. Wody żadnej w okolicy absolutnie nie ma.
Najstarsze ślady, które są zachowane, do których się dokopują, mają około 13 000 lat. Wszystkie kości, które są znajdowane, tak jak wspominałem wcześniej, są kośćmi dzikich zwierząt. Wszystkie resztki jedzenia, które są tam znajdowane, są resztkami po dziko rosnących pszenicach. Nie ma ani jednego śladu na to, żeby było to tak zwane zorganizowane społeczeństwo, które sobie coś uprawia, hoduje i wytwarza. Nic z tych rzeczy. I kolejna rzecz. Nie ma żadnych śladów, które by wskazywały, że ludzie by tam mieszkali. Znaleziono tam różne ciekawe rzeczy, między innymi ludzkie szkielety. I to takie bardzo dziwne. Tylko w tych świeższych warstwach archeologicznych.
„Świeższych” to fajnie brzmi, jak mówimy o czymś, co ma 9000 lat. Mówimy: „To jest w miarę świeże, bo tam na dole jest 13 000 lat do tyłu. Także te dziewięć to jest świeże w stosunku do 13”. Okazuje się, że szkielety nie mają głów i to nie odcięte głowy, tylko ktoś zakopywał zwłoki. Następnie, kiedy już zwłoki były troszeczkę skruszałe, bym powiedział, wtedy zabierano głowę. Jest to zwyczaj znany w bardzo wielu miejscach na świecie, że głowę przodków się przechowuje, trzyma w specjalnym miejscu, specjalnym szałasie albo się z nią podróżuje i tak dalej. Świetnie znane zwyczaje tym, którzy sobie studiują Indonezję, Indochiny, Azję. Tam był to bardzo popularny zwyczaj, żeby głowę przodka zabrać ze sobą. My dzisiaj zabieramy tylko zdjęcie, taką głowę na papierze. Nie zabieramy głowy z trumny, ale troszkę coś podobnego, można powiedzieć.
Celów nie znamy. Tu trzeba wrócić do tego miasta, które jest obok, bo pierwszy koncept był taki, że tam w ogóle ktoś mieszkał, że to musiało być jakieś centrum, w którym ludzie mieszkali, żyli, coś robili. Bo przecież kto by wybudował tak potężne konstrukcje kamienne w środku góry i jeszcze to zasypał? Bo to jest wszystko zasypane. Kto by to zrobił? A tam śladów mieszkania nie ma. Tam żadnej chaty nie ma po drodze, nic nie ma. Żadnych utilities, jak to się po angielsku mówi, czyli miejsca, gdzie można się położyć, przekimać, odpocząć po ciężkiej pracy. Nic z tego. Najbliższe wykopaliska archeologiczne to są wykopaliska w tym tajemniczym mieście parę kilometrów na południe od Göbekli Tepe w Edesie.
Jak dawniej było uważane, że to są takie postsumeryjskie rzeczy. Nawet w British Museum są dwie figurki z tego miejsca. Wyglądają niesamowicie. To są takie kamienne figurki, które mają czarne oczy kompletnie. Wszyscy spekulowali, że to ma może 3000 lat przed naszą erą, że to dopiero jak Bizancjum upadło, jak Sumerowie upadli, jak to wszystko upadło, to może gdzieś tam po drodze, za czasów Egiptu powstały te rzeźby. Tu się okazało, że właściwie jak odkopano te gigantyczne kamienne kręgi, to te wszystkie gigantyczne kamienie są rzeźbione i część z tych kamieni przypomina ludzkie sylwetki. W ogóle odkopano kilka rzeźb, bo nie dość, że te kamienie są rzeźbione, w sensie są tam różne zwierzątka wyrzeźbione. Nawet nie będę licytował tych zwierzątek, bo jest ich masa. Jest nawet pająk, jest leopard. Czy to gepard, czy leopard?
Coś takiego. Jest głowa onyksa. To jest taka duża krowa. Są węże wyrzeźbione, są ptaki. Jest hiena. Jest rzeźba hieny w ogóle. Jest skorpion wyrzeźbiony. No i jest masa tego wszystkiego. To tak jak troszeczkę takie zoo, kamienne zoo można by to nazwać. Ktoś tam chyba nawet rzucił slangiem i ktoś tam w akademickich kręgach nazywa to dowcipnie, że to jest kamienne zoo profesora Klausa Schmidta.
Trochę tak to wygląda, takie gigantyczne kamienne zoo. I wszystko to jest wyrzeźbione. Wszystkie te rzeczy są z jednego kawałka kamienia. Niedaleko, jakieś chyba 20 parę kilometrów stamtąd są kamieniołomy, z których się te piaskowce wzięły. I w tych kamieniołomach są resztki zachowane. To tak dziwnie wygląda troszeczkę, jakby ktoś próbował wyrzeźbić właśnie coś w kształcie litery T. Mi się podoba, bo kształt litery T. Ja mam Tomek na imię, tak się czuję nawet podbudowany tym wszystkim. Wieki mówią, słuchajcie, „Weki mówią” chciałem powiedzieć albo weki. Oficjalna teoria mówi o tym, że to były ręcznie robione, skuwane i tak dalej.
Że to w ogóle za pomocą kamienia, kawałka kamyka to było wszystko robione. Jak zwykle w tych teoriach, które mówią o tym, że piramidę zbudowali kolesie, którzy biegali w sandałach i ciągnęli te kamienie na sznurku. Jest masa takich szaleńców. Podobne teorie dotyczyły tych gigantycznych kamieni, które zostały użyte do konstrukcji tych kamiennych kręgów. Są te kamienie, które znaleziono, czyli te kamieniołomy. Są resztki po tym i się okazuje, że jeden z tych nieskończonych gigantycznych kamieni jest pęknięty. Bardzo łatwo sobie można to sprawdzić. Jest to na kilku zdjęciach. Jak mi się uda, to postaram się powklejać. Tutaj kolejne zamieszanie związane z datowaniem, bo normalnie teoria była taka, że ci kolesie to rękami robili, wynosili, tak jak wspomniałem i to taki handmade, i że to pęknięcie jest świadectwem tego, że sobie nie radzili z kamieniami, że coś tam im strzeliło, bo nie potrafili tego obrabiać i tak dalej.
Po prostu takie nieuki trochę były i nie udało się. Nie udało się i musieli zostawić ten kamyk w polu. Tu się okazuje, że nie do końca, bo ten kamyk podlega erozji, bo jest to piaskowiec i jak cały kamyk podlega erozji, to akurat to pęknięcie nie podlegało takiej erozji. Czyli widać, że cały kamień był o wiele starszy niż w momencie pęknięcia. Jest masa opowieści dookoła tych kamieni, bo lokalni mieszkańcy używali części tych kamieni, które leżały na tej samej górnej warstwie. Czasami, jak to zwykle do budowli swoich domów albo je gdzieś tam przesuwali czy jakoś tak. To tak jak w Kairze, że tam pół Kairu jest wybudowane z tego piaskowca, którym była obłożona piramida. Dokładnie ta sama historia. Co dalej z tymi rozmiarami? Jest intrygująca rzecz, że rozmiary się zwiększają jak się kopie w dół.
Te kręgi na samej górze są właściwie najmniejsze. I te melhiry, te gigantyczne kamienie w kształcie litery T. One są małe i jak się kopie kolejną warstwę w dół, to one się powiększają. Kopie się dalej. Większe, większe, większe, większe i coraz większe. Od pięciu metrów średnicy na górze do prawdopodobnie 15 metrów średnicy okręgów. Te, które są gdzieś tam schowane w tej górze. Kolejna rzecz bardzo intrygująca. Jak wspomniałem jednym słowem, pół gębkiem o tym wcześniej. Słuchajcie, to jest wszystko sztucznie zasypane.
Wygląda to tak, jakby ludzie wybudowali te gigantyczne kamienne kręgi, te pierwsze kamienne kręgi, następnie je zasypali tak elegancko, równo. Jeżeli jakieś melhiry wystawały, to je po prostu przewracano, żeby mieć równą płaszczyznę na górze, bo te na samym dole mają do siedmiu metrów, przynajmniej te, które odkopano, mają do siedmiu metrów ponad wysokości. I one stały dokładnie w środku tych kamiennych kręgów, także one są po prostu poprzewracane. Tam kolesie zrobili eksperyment i jeden z powrotem ustawili tak, żeby stał pionowo. I się okazało, że naprawdę jest takie potężne i takie duże. I to wszystko jest zasypane. I później na kolejnej warstwie, takiej już równej warstwie, gdzie te wszystkie kręgi były zasypane, budowano kolejne kręgi, które były o wiele mniejsze. Później zasypywano tą kolejną warstwę i budowano kolejne kręgi, które były znowu mniejsze i później zasypywano tą ostatnią warstwę i budowano kolejne kręgi. I to już są te ostatnie, z których właśnie ktoś tam sobie czasami kamyka skubnął albo coś takiego. Ciekawe, prawda?
Ciekawe. Okazało się, że jak chłopaki kopali w dół, to odnaleźli, tak jak wspomniałem, parę tych rzeźb. I te wszystkie rzeźby doskonale korespondują. To jest właściwie ten sam design, ta sama sprawa, którą odkopywano w tym mieście, które się znajduje obok, a które posądzano o taką postsumeryjską, taką wczesną kulturę, że to nie wiadomo co, że to takie młode jest. Tu się okazuje, że to wcale nie jest takie młode i że to nie ma wcale tam dwóch tysięcy czy trzech tysięcy lat, tylko że to jest coś, co ma 13 tysięcy lat. Tak spokojnie. Szaleństwo, prawda? Największym szaleństwem w tym wszystkim jest to, że nikt ani przy tych konstrukcjach kamiennych, ani w tym mieście, gdzie się też dokopano kilku neolitycznych stanowisk, zrobiono parę dziur w ziemi. Nikt nie znalazł ani jednego śladu na to, żeby ta społeczność, która to zbudowała, była w jakiś sposób, po angielsku jest setup, po polsku taka, że tak powiem, zorganizowana. Czyli sobie posadzili zboże, wyhodowali sobie zwierzęta, udomowili te zwierzęta i tak dalej.
Absolutnie. W ogóle w historii cywilizacji się ten moment określa, właśnie tak jak wspomniałem, tym momentem, że biegaliśmy sobie w skórach i odgryzaliśmy jaszczurkom głowy. Tak mieliśmy wyglądać. Tylko kto zbudował te gigantyczne stanowiska kamienne? Jaki jest ich cel? To już druga strona medalu i już w ogóle jest inna historia, ale o tym też za chwilę. A ja cały czas o tych kamieniach, o tych kamieniach. I to w Turcji. Także jak jedziecie na wakacje do Turcji, to sobie pomyślcie. To naprawdę jest fajne miejsce, żeby odwiedzić.
Jest na pustyni, na pustkowiu. Czemu nie? Może rzucić okiem i zobaczyć co się działo, nie? A wy słuchacie Radia Na Fali Hiperprzestrzeni, setnego odcinka retransmitowanego w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy i z Radia Na Fali i z Radia Paranormalium. Kurczę, tak przyspieszyłem, aż poczułem jak zacząłem tak szybko mówić. To ja może trochę zwolnię, żeby nie wpaść w jakiś wir czasoprzestrzeni, bo to w końcu hiperprzestrzeń. Wracamy do tej opowieści o wzgórzu, proszę państwa. Ja chcę wrócić do tych rzeźb, bo wspomniałem wcześniej. To jest w ogóle ciekawa rzecz.
Słuchajcie, znajdowane są tam rzeźby, które wyglądają tak, jak mówiłem, całe zoo, czyli zwierzaki. Ale oprócz tego, że są zwierzaki, to rzeźby, które wyglądają jak ludzie. Jeżeli ktoś z was widział rzeźby z Wysp Wielkanocnych, te właśnie stojące postacie patrzące się w horyzont, wypatrujące gości, którzy Wrócą. Czy jakoś tak. To dokładnie bardzo podobna historia dzieje się z rzeźbami w Göbekli Tepe. Te rzeźby, które stoją na Wyspach Wielkanocnych, mają bardzo specyficzne ręce. To są takie ręce rzeźbione wzdłuż korpusu, wzdłuż całej postaci i mają potwornie długie palce. To wygląda jak Edward Nożycoręki. Kurczę, nawet nie wiem. Jakoś tak.
I w bardzo specyficzny sposób mają paski. Mają takie elementy ubrania, mają z tyłu na plecach wyrzeźbione figury ptaków, różne przedstawienia. Jest kilka teorii na temat, co tak naprawdę przedstawiają te sceny, które są wyrzeźbione na tych postaciach z Wysp Wielkanocnych na plecach. Jedna taka bardzo intrygująca i warta rozpatrzenia teoria mówi o tym, że są to sprawy tak zwane kosmologiczne, kosmiczne, planetarne. Mapy do gwiazd. Być może. Ja bym się nawet bardzo skłaniał w tym kierunku. Ale zostawmy mapy do gwiazd na razie. Do nich jeszcze wrócę. Generalnie ludzie, te postacie, bo to ciężko powiedzieć, że ludzie, te postacie wyrzeźbione na tych kamieniach w Göbekli Tepe mają dokładnie ten sam kształt palców, takie bardzo podłużne.
I nie jest to jedyne miejsce, gdzie takie rzeczy się dzieją. To jest często znajdowana historia i na dodatek te rzeźby są antropomorficzne, czyli generalnie z reguły głowy zwierząt, a nie ludzi. Są znajdowane rzeźby, które wyglądają jak ludzkie głowy naturalnej wielkości w okolicy. To tak dziwnie wygląda, bo na miejscu, tam gdzie są te kamienne kręgi, w tych świeższych warstwach znajdowane są szkielety i wygląda troszeczkę tak, jakby przynoszono tam zwłoki i zostawiano na zasadzie może pogrzebiemy albo nie wiem co. Nikt nie ma na to żadnej specjalnej odpowiedzi aktualnie, bo generalnie takie rzeczy są znajdowane. Jest taka teoria, która mówi, że właściwie ludzie, którzy bywali w tych kręgach coś tym oznaczali, bo właściwie nie ma tam ani jednej rzeźby z głową. Jak na ironię jedyne rzeźby ludzkich postaci z głową znajdują się w tym miasteczku obok i tylko tam zostały znalezione. Natomiast w miejscu, gdzie są te kamienne kręgi absolutnie nic, tylko postacie antropomorficzne, czyli z głowami zwierzaków i tylko reprezentujące obydwie cechy ludzi i zwierząt, głównie zwierząt. Takie duże zoo. To jest taka bardzo intrygująca rzecz.
Teraz został odkopany, znaczy jakiś rok temu zaczęto odkopywać jeden z takich dużych kamieni, gdzieś tam na samym dole tego wszystkiego. Nazwano to kamień z uszami, bo w sumie są wyrzeźbione gigantyczne ludzkie uszy. Nie odkopali całego kamienia, także nie wiadomo jeszcze, co na nim jest, jakie jest przedstawienie. Czy być może jest to rzeźba mieszkańca ówczesnych czasów, czy człowieka z tamtych czasów, czy kosmity, czy kogokolwiek. Po prostu kogoś, kto jest blisko człowieka. Nie wiemy tego absolutnie. Na razie doszliśmy tylko do uszu. Bo tam jest tak, że trzeba to wszystko zabezpieczać, bo kiedy zaczęto to odkopywać, okazało się, że te kamienie są tak dziwnie poustawiane, że bardzo łatwo jest je przewrócić. Zresztą, tak jak wspomniałem, część z nich została specjalnie świadomie przewrócona tuż przed zasypaniem tego wszystkiego, żeby nikt tego przypadkiem nie odkrył. Kolejny ciekawy element tych konstrukcji to jest tak zwany kamień, który nazywa się portalem, czyli taka duża framuga.
Wygląda jak rama do drzwi albo rama do okien. I jest taka teoria, że to było wmontowywane dokładnie w drzwi. W kilku miejscach jest w samym środku tego kręgu, a w kilku miejscach jest wmontowane na okręgu tak, że jakbyśmy chcieli wejść do środka, to byśmy musieli przejść przez te drzwi. Ba! Jest taki specjalny portal, który zastanawia wszystkich, bo normalnie jest to po prostu jeden otwór, a ten jest tak wyrzeźbiony, jakby było przedzielone w pół. I też nie wiadomo, o co chodzi, bo tam jest być może dla duchów przejście, a na dole dla żywych istot. I don't know. Nikt tego nie jest w stanie wytłumaczyć. Bardzo dziwnie to wygląda. Wszystko to jest zrobione w miarę w miękkim piaskowcu.
To nie jest problem wyrzeźbić ten piaskowiec. Oczywiście są ślady tego, że ten piaskowiec był rzeźbiony ręcznie, że to nie było żadne cięcie laserem, że to nie była żadna zaawansowana technologia. Niemniej nie wiemy, jak to przeniesiono, bo to jest naprawdę ciężkie. O tym nie mamy bladego pojęcia. Natomiast można dopuścić taką myśl, że zostało to zrobione absolutnie ludzką ręką. Nie byli to żadni kosmici, bo są ślady, że zostało to zrobione ludzką ręką. Kolejna ciekawa rzecz dookoła tych kręgów to jest to, że jak zaczęto badać Göbekli Tepe i jak zaczęło się robić głośno dookoła tych wszystkich wykopalisk, to sprawdzono, co właściwie się dzieje dookoła w takim zakresie około 200 kilometrów dookoła tego centrum neolitycznego. I się okazało, że te figurki, które tam są gdzieś w muzeach w Turcji poupychane po kątach, które tam odkopywano w tych miejscach i zawsze szeregowano jako właśnie jakaś taka przejściowa kultura, nie wiadomo co. Ni to tamto, ni owamto, ni siamto, nie wiadomo, co to jest, jakieś przejściowe. Zawsze to było tak klasyfikowane, że to w ogóle nie jest istotne.
To nie była żadna specjalna kultura, to jacyś nomadzi może po drodze zostawili, zgubili komuś z torby, z wielbłąda wypadło. Jak odkopano te kamienne kręgi, to okazało się, że rzeźby na tych kamykach to są właściwie dokładnie te same historie, które znajdują się właśnie w tych muzeach. Czyli nagle trzeba wszystko cofnąć o te 10 000 lat do tyłu. Tak spokojnie. Skąd wiemy? Tak jak mówiłem, że te centra były używane. To też jest kolejna teoria. Teoria, do czego były używane. Wiemy, że tam byli ludzie i wiemy, że ludzie tam spożywali posiłki i że spędzali tam jakiś czas, bo w środku tych centrów znaleziono kości po owych dzikich zwierzakach, resztki dzikich ziaren z dzikich pszenic zebranych na polach, które sobie dziko rosły. Żeby było zabawniej do tej pory rosną w tamtejszej okolicy, bo to jest dokładnie ten sam materiał genetyczny.
A skąd wiemy, że te zwierzaki były tam jedzone, a nie na przykład składane na ofiarę? Bo elementy kości, które tam znajdujemy, to są takie klasyczne typu udko, żeberka. Widać, że to wszystko było dla smaku robione, a nie dlatego, żeby spalić i z dymem poszło. To wszystko, żeby się najeść, żeby ciapnąć troszkę, pogryźć troszkę, pociumkać sobie trochę, żeby ten brzuch urósł. Na razie więcej zabytków tam nie odnaleziono. Znaleziono, tak jak wspomniałem, parę rzeźb, które właściwie są postaciami antropomorficznymi, czyli takie przedstawienia zwierząt, ale z kilkoma ludzkimi elementami, które wyglądają jak ręce albo nogi. I to wszystko. Właściwie jest to tak tajemnicza historia, że nikt nie jest w stanie na ten temat nic absolutnie powiedzieć. Nie ma ani kawałka pisma, nie ma ani kawałka ceramiki, nie ma żadnego metalu, który zostałby odkryty. Nic.
Słuchajcie, jest tylko gigantyczne duże kamienie z tymi rzeźbami, płaskorzeźbami na nich, ustawione w kręgach i resztki zwierzęcych kości po czyimś obiedzie sprzed 13 tysięcy lat. I to jest jedyna rzecz, która tam jest. Oprócz tego w tym miasteczku obok rzeźby ludzi, którzy mają czarne oczy. Te rzeźby bardzo przypominają wykopaliska, które się pojawiają w Palestynie. Tam jest taka historia, że była bardzo ciężka i mocna próba, oczywiście forsowana przez izraelski rząd, żeby zrobić jakieś wykopaliska archeologiczne, które udowodnią, że Izraelici od zawsze tam mieszkali. A wykopaliska archeologiczne w Jerozolimie i okolicy pokazały, że właściwie Izraelitów tam nigdy nie było. Natomiast była bardzo dziwna kultura, która zostawiła po sobie bardzo dziwne ślady. Takie dziwne rzeźby postaci, antropomorficzne historie. Nie wiadomo, o co chodzi. To dziwne jest.
I tu się okazuje, że jak się porówna te rzeczy, to jest to prawdopodobnie dokładnie ta sama kultura. Po sprawdzeniu tego wszystkiego okazało się, że właściwie w promieniu 200 kilometrów dookoła Göbekli Tepe znaleziono masę miejsc, które potencjalnie mogą być kolejnymi stanowiskami archeologicznymi, w których prawdopodobnie coś jest pod ziemią. Nie wiemy tak naprawdę, co jest na samym dole Göbekli Tepe. Nie mamy o tym bladego pojęcia, bo jest to właściwie sztucznie usypana góra warstwami. Każda warstwa była wysypywana w odległości tysiąca lat. Przerwa, tysiąc lat, kolejna warstwa, kolejna warstwa, kolejna warstwa. Tysiąc lat, kolejna warstwa. Tysiąc lat, kolejna warstwa. I w ten sposób to wyglądało. Nie mamy żadnej ciągłości kulturowej, bo cała historia z tymi kręgami i tym, co jest tam znajdowane, wygląda tak, że one istniały do tych 9000 lat p.n.e.
i w pewnym momencie wszystko się skończyło. Nie ma ani grama śladu po ludzkiej bytności, ani po czymkolwiek, ani żadnej ciągłości kulturowej, żeby chociaż zachowały się jakieś figurki, jakaś kultura, która jest na styku pomiędzy jedną a drugą, że był ktoś, kto przekazał wiedzę ze starszego pokolenia do młodszego. Nie ma absolutnie śladu po czymś takim. Wszystko dosłownie wyparowało. Nic nie zostało po nim, nic. Absolutnie. Tylko te tajemnicze rzeźby. I kolejna fascynująca sprawa à propos tych rzeźb, które są tam znajdowane. To są rzeźby, które my nazywamy totemiczne. Jeżeli ktoś kojarzy Indian z Ameryki Północnej, z Kanady i USA i Meksyku.
W Meksyku chyba nie za bardzo robią, ale w USA i w Kanadzie Indianie dalej robią totemy. To się nazywa rzeźba totemiczna. Co to jest rzeźba totemiczna? Co to jest w ogóle totem? Totem to jest przedstawienie całej historii swojego klanu, gdzie jest opowiedziana cała historia w postaci takiej rzeźby. Najprościej mówiąc, musicie znaleźć właściwe drzewo, które ma właściwe moce, właściwą energię i to drzewo rzeźbicie od początku do końca, opowiadając historię całego waszego rodu. To się robi na Polinezji, to się robi w wielu miejscach na świecie. Bardzo popularna tradycja. Ja się tak zastanawiałem, czy przypadkiem ten światowid słowiański, te historie dookoła Słowian też nie są troszeczkę, jeżeli nie totemiczne, to tak może w połowie albo nawet bardziej niż w połowie. Dokładnie tam znajdują się takie totemiczne rzeźby.
Nie wiemy, co one przedstawiają. Ja mam swoją teorię, że to jest kwestia transformacji. One pokazują bardzo poważną transformację, pokazują jakiś moment historii i my nie jesteśmy w stanie tego w ogóle zrozumieć. Tam nie ma ani grama pisma. Przynajmniej jeszcze nikt się nie dokopał. Widziałem jedno zdjęcie. Nigdy tam nie byłem, także ciężko mi to wyrokować. Nie wiem, czy zdjęcie jest na 100% z Göbekli Tepe, ale jest coś, co wygląda bardzo jak coś, co było bardzo wcześnie przed jakimikolwiek hieroglifami. Takie bardzo dziwne znaczki. Trochę przypomina to pismo z Wysp Wielkanocnych.
Tam jest pismo Rapa Nui, czy jakoś tak się nazywa, którego nikt do tej pory nie jest w stanie odszyfrować. Takie szlaczki i znaczki. Takie wydawałoby się abstrakcyjne znaczki. Jeżeli ktoś z was miał dzieciństwo w latach 80. i na początku lat 90., to być może kojarzy to z designem na koszulkach. To był taki popularny, bo nie ma na to żadnych praw autorskich i na wielu koszulkach był to popularny wzorek. Drukowano właśnie ten alfabet. Nie wiadomo, co to oznacza. Nikt go nigdy nie rozszyfrował. Wiemy, że jest to alfabet, ale nie mamy pojęcia, jak to ugryźć i z której strony.
Nic na ten temat nie wiemy, tylko kawałek czegoś, co mamy zapisane na kamieniu. Powtarzające się sekwencje znaków. Bardzo podobna rzecz została prawdopodobnie znaleziona właśnie tam, w Göbekli Tepe. Nie jestem pewien, czy to jest dokładnie znalezione w Göbekli Tepe, czy to było znalezione tuż obok, bo to jest kwestia sporna powoli. Szczególnie po odkryciu, że właściwie 200 kilometrów dookoła tego centrum są znajdowane ślady tej kultury, która się mieściła w tych kamiennych kręgach. Oczywiście oficjalna teoria mówi, że jest to centrum religijne, dlatego nikt tam nigdy nie mieszkał i że to był cmentarz. Ale z tym cmentarzem to też jest tak, że nie na wszystkich warstwach jest to cmentarz. Jest taka warstwa, gdzie to było cmentarzem, a później, że nie było cmentarzem, że było imprezownią, takie party się odbywało. Także naprawdę nie wiadomo, co tam się działo. Nie ma żadnej spójnej hipotezy, poza tym, że całe to wykopalisko wywróciło całą znaną nam archeologię do góry nogami, bo oficjalnie twierdziliśmy, że piramidy mają 3000 lat, że jest to najstarszy kawałek cywilizacji, a 5000 lat temu biegaliśmy wszyscy w skórach, mieszkaliśmy w jaskiniach i dopiero jak się nauczyliśmy uprawiać zboże i budować domy i budować miasta, organizować struktury społeczne, wybierać liderów, posiadać armię i mordować się nawzajem, to doznaliśmy oświecenia.
Dziś się okazuje, że oświecenie było o wiele wcześniej i było naprawdę bardzo potężne. Jest oczywiście koncepcja bardzo silna i bardzo intrygująca i bardzo ciekawa, mówiąca o tym, że te budowle są zorientowane na gwiazdy, o czym wcześniej wspomniałem. Jest taka kultura, która się nazywa minojska. Wam wkleję linka, bo dokładnie znajduje się na Malcie. Resztki po tej kulturze wyglądają bardzo podobnie jak to, co się dzieje w Göbekli Tepe. Tylko rzeczywiście kultura minojska jest tam traktowana, że jest o wiele młodsza. Tam nikt nie odważył się datować tej kultury na 13 000 lat do tyłu. Oficjalnie się mówi, że jest to kultura, która funkcjonowała jakieś 3500 lat p.n.e., czyli zabrakło 10 000 lat. Taka jest oficjalna wersja. Jak jest naprawdę?
I don't know, moi drodzy, ale wszystko wygląda na to, że to jest chyba jednolita kultura. I nie tylko tam, bo jest jeszcze na Majorce. Są dokładnie takie same megality. Kolejne megality, które są bardzo podobne do tego, co jest znajdowane w Göbekli Tepe, są na Malcie. Jeżeli ktoś z was był na Malcie, tam jest taki chroniony przez UNESCO World Heritage Site, taki neolityczny. Takie dziwne wzorki wyrzeźbione w kamieniach i wszystko wygląda bardzo podobnie. Może, bo tak enigmatycznie brzmi. Wszystko. Co to znaczy wszystko, proszę pana? Co to znaczy?
Niech pan powie co. To już mówię. Słuchajcie, w tych kamiennych kręgach, które zostały wykopane w Turcji, są te ramy okienne, takie przejścia, które się nazywa portalami. I dokładnie taka sama konstrukcja portali występuje i na Malcie i na Maderze i w wielu innych miejscach. Dokładnie to samo. I się okazuje, że to nie jest jakaś unikatowa sprawa. Być może to stanowisko archeologiczne, chociaż na razie nikt nie chce się pokusić o taką rzecz, spowoduje, że przesuniemy całą historię mocno do tyłu. Wygląda na to, że w ogóle te budynki powstały chyba zaraz po tym potopie, który był na świecie, że to było jakieś takie odrodzenie się cywilizacji. I don't know. Spekulacji na ten temat jest wiele.
Ja już przechodzę do spekulacji, moi drodzy. Jedną z rzeźb, która jest wyryta w Göbekli Tepe, to jest głowa onyksa. To jest taki duży byk, taki po prostu potężny bizon. Kultura minejska słynęła, czy minojska, nie wiem, jak poprawnie powiedzieć. Nigdy nie wiem, kurczę, ja się nie znam na takich rzeczach. Słynęła z tego, że jej symbolem była właśnie potężna głowa byka z rogami. I dokładnie taka sama głowa byka z rogami jest wyrzeźbiona na jednym z tych gigantycznych kamieni w Göbekli Tepe. Kolejna rzecz. Już mam poprawkę. Minojska.
Dziękuję bardzo za poprawkę. Kolejna rzecz z tymi rzeźbami jest związana z pewnym pomysłem, co tak naprawdę te rzeźby mogą oznaczać. Jednak główny pomysł i myślę, że chyba najbardziej intrygujący i coś w nim może być, to jest kwestia związana właśnie z mapą gwiazd. Kilku ludzi się pokusiło i zaczęło sobie wyrysowywać linie na niebie według ustawienia tych dużych mielchirów, które właśnie stoją w Göbekli Tepe. I się okazuje, że kilka z nich jest bardzo fajnie zorientowanych na niebo. Jeżeli się oczywiście cofniemy w czasie za pomocą komputera i oprogramowania komputerowego do tyłu o 13 000 lat, to się okaże, że w tym miejscu nad co po niektórymi kamieniami były konkretne konstelacje. W ogóle z nazwami konstelacji jest ciekawa sprawa, bo właściwie od czasów, my mówimy egipskich, ja bym powiedział od preegipskich, od być może praczasów, właściwie używamy tych samych nazw. To się nie zmieniło. Konstelacja Byka jest dokładnie tą samą konstelacją Byka, która była, kiedy prawdopodobnie budowano piramidy. Na pewno 3000 lat p.n.e.
na 100%, bo jest zapisane w egipskich hieroglifach, że dokładnie tak to było traktowane. Nazwy się nie zmieniły. My dalej jesteśmy spadkobiercami dokładnie tego samego nazewnictwa, tego samego pomysłu, jak opisywać gwiazdy na niebie. Niewiele. Naprawdę nie ma żadnej różnicy. Idąc tym tropem okazuje się, że prawdopodobnie mowa jest o konstelacji Byka, czyli o czymś, co można nazwać poprzednią epoką na świecie. Nie wiem. Tam jest dużo różnych rzeczy, bo wiadomo, że tego odkopano bardzo niewiele. 5% to naprawdę nie jest na tyle dużo, żeby stawiać mocne, twarde hipotezy mówiące, że to jest to i tamto, i tak to działało i tak to było zorientowane na niebie. Tego jeszcze nie wiemy.
Jak na razie okazuje się, że jest dosyć duża zgodność na przykład z ustawieniem niektórych megalitów na Oriona, na Plejady i generalnie na konstelację Byka. I że to nie jest przypadkowe, bo do tej pory wszyscy się zastanawiali, co tak naprawdę kamienne kręgi oznaczają. Bo to trochę tak głupio wyjść i wybudować gigantyczne konstrukcje, takie potężne konstrukcje. Żeby podnieść jeden z tych kamyków, to potrzeba 50 ludzi czasami. Ktoś to wybudował i potrzebuje pewnie kolejnych 5000 ludzi, żeby to zasypać, żeby usypać sztuczną górę. To jest potężne. Nawet sobie zapisałem. To ma 9000 m² tylko to jedno stanowisko archeologiczne, a nie wiemy, co jest dalej. W promieniu 200 km nie wiadomo, co jest dookoła. Wiadomo, że coś jest i jest tego dużo.
Nikt się jeszcze nawet nie spodziewa. Nie ma za bardzo środków na kopanie w tym wszystkim, bo ciężko to przekopać. To jak przekopać całą Polskę w tę i z powrotem, i to mocno przekopać. To jest wysiłek. Także być może jest to jakaś wskazówka, żeby spojrzeć na gwiazdy, spojrzeć na kulturę minojską. Być może właśnie ta kultura minojska była spuścizną po kulturze, która została znaleziona. Albo być może to była dokładnie ta sama rzecz, ta sama historia, ci sami ludzie, ta sama opowieść. My tego nie wiemy, bo wszystkie te rzeczy datowaliśmy bardzo świeżo, na 3000 lat p.n.e. Nareszcie się udało odkopać coś, co zawiera ślady organicznych substancji, dzięki czemu możemy w ogóle datować. Bo zawsze z pozostałymi zabytkami w Europie i dookoła Europy było tak, że zostały tylko kamienie.
Tak jak we Francji, w Cro-Magnon, tak jak w Stonehenge, tak jak na Malcie, tak samo jak w wielu innych miejscach. To tylko były kamienie. Absolutnie nie było żadnych śladów substancji organicznych. Nic, proszę państwa. A tu się okazuje, że wreszcie po tylu latach udało nam się dokopać do kawałka ziarenka, kawałka kostki, który możemy włożyć pod maszynę i zbadać, jak stare to wszystko jest. I nagle się okazuje, że ta kultura, która wygląda bardzo podobnie jak wszystko to, co jest spotykane neolityczne w Europie, że to jest monolit kulturowy. To nie wygląda jak jedno tylko i wyłącznie stanowisko. To wygląda, jakby dużo centrów neolitycznych w Europie było budowane dokładnie przez tą samą grupę ludzi albo przez ludzi, którzy posiadają praktycznie tą samą wiedzę. Nie wiemy, jaką wiedzę chcieli tam utrwalić. Nie wiemy, co chcieli nam powiedzieć.
To wszystko nam umknęło. Bo dzięki temu właśnie stanowisku w Göbekli Tepe możemy wreszcie zauważyć, że jest gigantyczna luka w czasie, że gdzieś tam zniknęło jakieś 8000, 9000 lat nam po prostu wyparowało. Nie znamy swojej historii. Działo się, były budowane niesamowite konstrukcje. Sami nie wiemy jak. My nie budujemy takich konstrukcji w dzisiejszych czasach. Nie znamy ich przeznaczenia, nie znamy tego języka, nie wiemy w ogóle, o co chodzi. Jesteśmy jak dzieci we mgle. I pomiędzy naszymi przodkami, którzy robili te dziwne rzeczy, a nami jest luka, która ma jakieś 9000 lat i my mamy kompletnie wymazaną historię. Nie wiemy nic na ten temat.
Nam się opowiada jakieś bajki, że biegaliśmy w skórach, że żarliśmy jaszczurki surowo czy jakoś tak. I w muzeach się wyświetla jakichś dziwnych ludzi neolitycznych, którzy ponoć w ogóle nie mówili i nie potrafili nic zrobić, że tylko krzesiwem sobie krzesali. Czasami może co poniektórzy bardziej cwani ogień. A to wygląda, że to było zupełnie inaczej. Posłuchajmy troszkę muzyczki, bo się troszkę zapędziłem w te rozważania. Zapraszam, żebyście śmiało dzwonili. Ja już wyrzuciłem wszystkie konkrety, przynajmniej na ten moment znane o tej budowie. Także śmiało zapraszam, żebyście dzwonili. radionafali.com taki jest nasz adres na Skypie. Przepraszam bardzo, to ta herbata chyba zielona.
I zapraszam. Właśnie, mam jeszcze jedną rzecz. Zanim włączę muzyczkę, opowiem wam o jednej fascynującej rzeczy, którą tam znaleziono. Przynajmniej jak na razie, bo oczywiście cały czas trwa kopanie w ziemi. Nie wiadomo, co wyciągniemy. Z reguły większość tych starych stanowisk archeologicznych — wyciągamy z ziemi rzeczy, które przedstawiają męską i żeńską formę energii. Są jakieś rzeźby kobiet, są rzeźby mężczyzn. Generalnie ten świat jest rozdzielony. To, co wykopujemy, z reguły jest mocno zdefiniowane, że okej, to jest facet, to jest kobieta. Okej, chodziło chyba o prokreację albo cholera wie co.
Tak jak ci współcześni archeologowie wszędzie widzą penisa. W Göbekli Tepe nie ma żadnych śladów na ten rozdział, na rozdzielenie płci. W ogóle jeżeli chodzi o dekoracje, jeżeli chodzi o design, jeżeli chodzi w ogóle o wzornictwo, które tam zostało użyte po to, żeby przekazać nam tą informację, której nie jesteśmy w stanie odczytać. Nie ma tam ani grama odwołania się do sytuacji damsko-męskich, które normalnie wszędzie występują i czego z reguły zawsze się archeologowie chwytają i mówią, że: „Mamy! To jest świątynia żeńska albo świątynia męska”, albo coś tam. Nie, tu nic takiego nie istnieje. Są tylko szkielety ludzi bez głów i rzeźby ludzi bez głów. Kilka rzeźb zostało zniszczonych z tej zewnętrznej warstwy, ale na szczęście te pod spodem są kompletnie całe. Także ciekawe. A wy słuchacie Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium.
Setnego odcinka. Za tydzień chyba zrobię jakieś urodziny. Dokładnie takie sto jeden. Jeden zero jeden. Cyfrowy numer. A dzisiaj jest o tajemniczym wzgórzu, proszę państwa, o tajemniczym wzgórzu. No i prawdopodobnie o korzeniach naszej kultury. Ja mam taką swoją teorię na ten temat, którą tak szybko tu pod koniec wrzucę, żeby stało się zadość dzisiejszej opowieści. Moja teoria jest taka, że jest to chyba historia, bo normalnie się mówi, że cała cywilizacja przyszła gdzieś z Egiptu czy jakoś tak, a to wygląda, że to w ogóle nie było z Egiptu. Ja bym stawiał troszeczkę na tych Słowian, którymi jesteśmy, bo to trochę tak zupełnie wszystko wygląda w drugą stronę.
Ta cała cywilizacja, jak się kopie w ziemi, się odsuwa od tych centrów, które były oficjalnie uznane za kolebki cywilizacji. I się okazuje, że ta kolebka była trochę bardziej bliżej Słowian. Jeszcze tam są historie związane z grupą genetyczną, która jest bardzo dokładnie taka sama jak Słowian. Dziwne to jest, po prostu dziwne. No i tu jeszcze jest kwestia z tym, że jeżeli byli jacyś ludzie, którzy przeżyli wielką katastrofę na planecie, to jakby się najbardziej zgadzało, że budowali dokładnie ten sam typ budynków. Nie wiemy jeszcze po co. Straciliśmy te około dziewięciu tysięcy lat naszej historii. Nie wiemy, co się działo po drodze. Nikt z naszych przodków nie przekazał nam żadnej informacji. Jest taka legenda, że pod Sfinksem jest gigantyczne muzeum cywilizacji i w ogóle pod całą tą doliną, tam, gdzie stoją piramidy, są gigantyczne podziemia.
Wiemy, że są te podziemia, bo zostały też zbadane radarem. Wiemy, że coś tam jest i są gigantyczne pomieszczenia pod spodem. Wiemy, że są wejścia i wiemy, gdzie są wejścia do tych podziemi. Nikt jeszcze tego nie spenetrował. To jest zablokowane przez rząd. Nikt nie chce tam nikogo wpuścić, żeby zajmował się badaniem. No wiadomo, być może wiele teorii może właśnie umrzeć. Szczególnie takie teorie dotyczące tego, skąd się właściwie wzięliśmy. Może jak wreszcie skumamy, skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy, to przestaniemy wierzyć w to, że kolega obok się nadaje na polityka albo na lidera, tylko sami po prostu będziemy zarządzać swoim własnym życiem, a nie ktoś będzie zarządzał nami. Może tak być, proszę państwa, może tak być.
Kolejna hipoteza, którą mam, to taka, że to są centra, które służyły bardziej informacyjnie ludziom czy naszym przodkom niż technologicznie. Na technologię bardziej bym stawiał, jeżeli patrzę na Stonehenge, to jest bardziej technologiczne urządzenie, bardziej rzeczy w Ameryce Południowej, ale Göbekli Tepe to wygląda bardziej dla mnie trochę jak muzeum, trochę jak taka informacja, która została specjalnie zakodowana, specjalnie zasypana i zasypywana regularnie co tysiąc lat, tak żeby nikt tego nie zniszczył, żeby cokolwiek się stanie, jakakolwiek powódź będzie, żeby tego nie zniszczyła. I to nawet miałoby sens, bo pierwsi ludzie, którzy to wybudowali i zasypali i zabezpieczyli to największą warstwą gruzu i ziemi. Czyli być może mieli tą najbardziej intensywną pamięć o tym, że ta katastrofa może być taka orająca, że tak powiem, ziemię, że może wszystko zniszczyć dookoła i specjalnie mając w pamięci jeszcze na świeżo to, jak potężne są siły, żywioły natury, zasypali taką gigantyczną warstwą ziemi te pierwsze podstawowe kręgi i dopiero na tym wybudowali kolejne. Nie wiemy tego. Nie wiemy. Na pewno, przynajmniej jak dla mnie nie wygląda to za bardzo jak urządzenie, chociaż kto to wie. Kolejna rzecz, która mi się plącze po głowie to owe rzeźby, które się znajduje dookoła, które teraz nareszcie możemy właściwie z taką 95% czy 99% pewnością powiedzieć należą dokładnie do tej kultury. I to są rzeźby postaci już z normalnymi ludzkimi głowami, które mają czarne oczy. A te czarne oczy kojarzę z ayahuaski.
Ja te czarne oczy kojarzę z LSD. Ja te czarne oczy po prostu kojarzę z substancji psychoaktywnych. To jest jakby portal do innej rzeczywistości. I ja mam tutaj taką swoją teorię, którą na pewno wam opowiem za tydzień, bo za tydzień opowiem trochę o LSD, bo ten odcinek zaginiony Hiperprzestrzeni i postanowiłem do tego wrócić, ale to za tydzień. No ale tak czy siak, jestem tak blisko takich spostrzeżeń i takich refleksji, jeżeli sobie myślę o Göbekli Tepe. Co się okaże? Co wykopiemy z ziemi dalej? Nie mam bladego pojęcia. Wygląda na to, że może być tak, że bardzo szybko będziemy, że tak powiem, podręczniki wstawiali do muzeum jako pomnik ludzkiej głupoty i będziemy szli do muzeum i widzieli te wszystkie szalone książki, które mówią o tym, że niby biegaliśmy w skórach, że coś tam, że coś tam, ale to tak troszeczkę nie tędy, bym powiedział. Ja to myślę, że to w zupełnie drugą stronę szło.
Wydaje mi się, nie wiem jak wam, ale wydaje mi się, że to są centra budowane przez tych, którzy po prostu ocaleli z tej całej zagłady, która nastąpiła na świecie. Jeżeli jakakolwiek zagłada była. Dlatego właśnie są dokładnie takie same. Dlatego na Majorce te neolityczne struktury wyglądają praktycznie identycznie jak te kamienne kręgi, które są odkrywane teraz w Turcji. Sam kształt tego podstawowego melhiru, że to ma literkę T, jest bardzo charakterystyczny. On też występuje w wielu stanowiskach archeologicznych na świecie. To też nie jest nic unikatowego. Zresztą słuchajcie, młot Thora jest dokładnie tym samym. To jest dokładnie ta sama historia prawdopodobnie. Tylko że z młotem Thora oczywiście, jak na ironię, jest związana legenda oczywiście lokalna, ale jak na ironię ta legenda, która jest z tym związana, idealnie pasuje do opowieści o potopie.
Jeżeli ktoś zna tą historię, bo tam oczywiście Thor był takim potężny i ten młot potrafił spowodować różne dziwne zawirowania w przestrzeni. Miał taką moc i być może chodzi o to przestawienie mocy. Nie mam pojęcia. Przed nami bardzo ciekawa przyszłość, bo wreszcie mamy poważne stanowiska archeologiczne, które mają szczątki organiczne, które można datować i wreszcie nie ma już lipy w tym temacie i można śmiało powiedzieć, że cywilizacja ludzka istniała i istniała od co najmniej 13 000 lat. Być może mieliśmy kurtki skórzane 13 000 lat temu, ale nie byliśmy debilami, którzy zagryzali jaszczurkami wodę z brudnego strumyka. Nic z tych rzeczy. Budowaliśmy jakieś dziwne kamienne kręgi, zasypywaliśmy te kręgi, robiliśmy dziwne rzeczy. Kto wie? Mam nadzieję, że się niedługo dowiemy, o co w tym wszystkim chodziło. Mam nadzieję, że sam wpadnę na ten pomysł, o co tam chodziło, że mi się przypomni, o czym była ta historia.
Zobaczymy. Może wam się przypomni, o czym była ta historia. Może całej cywilizacji się wreszcie przypomni, o czym jest ta cała historia pod tytułem bycie tu i teraz na tej planecie i przeżywanie swojego życia razem z pozostałymi uczestnikami tej podróży. Może wreszcie nas coś tknie i jak odkopiemy trochę więcej z ziemi, to przestaniemy się zabijać, przestaniemy się katować i wymyślać sobie bzdury dookoła, tylko zrobimy może jakieś kolejne kamienne kręgi, w których się zbierzemy, wrzucimy sobie jakiś dimetyltryptamin i odwiedzimy kosmos. Wrócimy z tego kosmosu, podzielimy się tymi refleksjami i się okaże, że już nie musimy chodzić do pracy, nie musimy hodować zwierząt na sznurku, nie musimy sadzić zboża, nie musimy robić wielu innych rzeczy. Możemy funkcjonować w jakiś dziwny sposób, którego być może jeszcze dzisiaj nie znamy. Tak normalnie, bez wysiłku, bez ciśnienia i bez kopania się po kostkach. Dokładnie. I to była dzisiejsza „Hiperprzestrzeń” moi drodzy. Dziękuję bardzo serdecznie za słuchanie.
Zapraszam na wieczorową porę. Jeszcze raz dziękuję wszystkim tym, którzy słuchają „Hiperprzestrzeni”, bo to setny odcinek. Taka rocznica troszeczkę. Zapraszam oczywiście za tydzień. Pozdrawiam wszystkich sponsorów, dzięki którym ta audycja się odbywa, dzięki którym jest ten setny odcinek i będą kolejne. Peace and love kochani, naprawdę to jest wielka rzecz dla mnie, że wspieracie moje gadanie. Jestem naprawdę... I don't know what to say. Zrobiłem się czerwony na twarzy, aż zastygłem w grymasie. Dziękuję bardzo serdecznie za wsparcie.
A wy, którzy jeszcze nie wspieracie, wspierajcie moi drodzy. Dzięki wam być może będzie odcinek 200. już niedługo. Kto wie? I to była setna „Hiperprzestrzeń”.