Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!”
[01:04] - Mówią Świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych 90 minut z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie, w którym dziś poznamy garść relacji o obserwacjach UFO i zdarzeń kojarzonych z tym fenomenem. Zdarzenia będą jedne mniej, a inne bardziej spektakularne. W paru przypadkach zaś świadkowie zaobserwowali zachowania obiektów nasuwające skojarzenie z jakiegoś rodzaju portalem lub statkiem matką, w stronę którego ulotniły się obserwowane przedmioty. Z góry uprzedzam, że jeden z dzisiejszych rozmówców telefonicznych prosił o zmianę barwy głosu i choć nie wpłynęło to jakoś mocno na zrozumiałość jego wypowiedzi, to jednak słuchawki lub napisy jak najbardziej mogą się dziś przydać. A prezentację przygotowanych na dziś relacji rozpoczniemy od zajrzenia do naszej radiowej skrzynki e-mailowej. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2026 roku. Chciałem podzielić się historią mojego dziadka, który wraz ze swoim bratem doświadczył spotkania drugiego stopnia z UFO. Dziadek opowiedział mi tę historię, a także innym członkom naszej rodziny podczas jednego z typowych rodzinnych spotkań, które miało miejsce około 2010 roku.
Mój dziadek urodził się w 1930 roku i całe swoje 90-letnie życie spędził w jednej z podlubelskich wsi. Opisywana sytuacja wydarzyła się, gdy miał około 16, 17 lat, czyli pod koniec lat 40. XX wieku. Mieszkał wtedy w typowym gospodarstwie rolnym wraz z rodzicami i rodzeństwem. Tamtego lata grupa kilku murarzy budowała nową oborę w gospodarstwie mojego dziadka. Pamiętam, że dziadek nazywał ich Szwedami, choć nie wiem, czy chodziło o ich narodowość, nazwisko, czy może przydomek. Każdego dnia, gdy zapadał zmrok, dziadek na polecenie swojego ojca odwoził furmanką robotników do sąsiedniej wsi, w której mieszkali. Pewnego wieczoru, gdy odwiózł już murarzy i wracał z bratem do domu, wydarzyło się coś, co dziadek opowiadał raczej z naturalnością zwykłego zdarzenia niż z przerażeniem. Było już całkowicie ciemno, a furmanka jechała drogą gruntową biegnącą wzdłuż krawędzi lasu. Po lewej stronie las, po prawej pole.
Dziadek prowadził furmankę, trzymając lejce, ale był tak zmęczony i śpiący, że co chwilę przysypiał, po czym budził się nagle, gdy koń szarpnął lub gdy wóz wpadł w koleiny. Jego brat według relacji spał już głęboko na tylnej części wozu. W pewnym momencie dziadek został wyrwany z jednej z tych mikrodrzemek przez bardzo jasne białe światło, które otoczyło furmankę. Opowiadał, że natychmiast zrobiło się niezwykle zimno. Tak bardzo, że para wyraźnie wydobywała się z jego ust przy każdym oddechu. Kiedy odruchowo spojrzał w górę, zauważył, że słup światła padał z góry. Nad nimi, na wysokości kilkudziesięciu metrów zobaczył dysk lecący prostopadle do ich kierunku jazdy od strony pola w kierunku lasu. W tylnej części obiektu względem kierunku lotu widoczne były płomienie, które dziadek porównał do ognia wydobywającego się z płonącego samolotu. Dziadek obserwował obiekt tylko przez krótką chwilę, ponieważ dysk szybko zniknął za koronami drzew po lewej stronie. W tym samym momencie zniknęło również otaczające ich światło.
Koń, jak wspominał dziadek, stał się wtedy bardzo niespokojny, a gdy wszystko ustało, ruszył z dużą werwą i wyraźnym niepokojem, ciągnąc wóz w stronę domu. To cała treść relacji, którą udało mi się zapamiętać. Sam od dawna interesuję się zjawiskami paranormalnymi i żałuję, że nigdy później nie znalazłem okazji, by wypytać dziadka o więcej szczegółów dotyczących tego niezwykłego zdarzenia. Niestety nie będę miał już takiej możliwości, ponieważ dziadek zmarł pod koniec 2020 roku, a jego brat również od dawna już nie żyje. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w grudniu 2023 roku. Radio Paranormalium znalazłem stosunkowo niedawno i muszę przyznać, że najlepiej na świecie opisujecie zjawiska UFO. Postanowiłem w związku z tym was wesprzeć. Tematyką UFO interesuję się od około 30 lat i nigdy nie kryłem się z tym przed znajomymi. Niektórzy z nich opowiedzieli mi o swoich obserwacjach. Myślę, że to dobry moment, aby przekazać dalej przynajmniej dwie z nich.
Pierwsze zdarzenie miało miejsce w Szklarskiej Porębie na początku lat 50. ubiegłego wieku. Moje dwie ciocie, będąc jeszcze małymi dziewczynkami, miały około pięciu, sześciu lat. Bawiły się wspólnie z koleżanką w pokoju w domu mojej babci. Babcia była wówczas w kuchni. Nagle usłyszała wielki huk dochodzący z pokoju, w którym bawiły się dziewczynki. Pierwsze, co pomyślała, to że doszło do wybuchu, wystrzału albo zawalenia się części budynku. Wbiegła do pokoju i zobaczyła piorun kulisty, który wpadł przez okno do domu, a następnie przeleciał pod sufitem, utrzymując stałą odległość od ścian i sufitu. Była to bardzo jasna kulka o średnicy kilku centymetrów. Kula wydawała dźwięk lub robiła hałas.
Nie wiem dokładnie, co się z nią stało. Być może wyleciała przez zniszczone okno, a być może po prostu zniknęła. Moje dwie ciocie i ich koleżanka schowały się pod stół. Nic im się nie stało. Opowieść tę słyszałem wielokrotnie od babci. Niestety nie mogę już zapytać jej o więcej szczegółów, ponieważ nie żyje od 26 lat. Zastanawia mnie dziwne i dość inteligentne zachowanie obiektu. Drugie zdarzenie miało miejsce w niewielkiej wsi pod Wrocławiem. Niestety nie pamiętam nazwy. Był to koniec lat 50.
Tę historię opowiedziała mi całkiem niedawno moja teściowa. Latem nad jej rodzinnym domem rozpętała się gwałtowna i niespodziewana burza. Tata mojej teściowej zabrał wszystkich synów i pobiegli po krowy, które pasły się kilkadziesiąt metrów od domu. Moja teściowa miała wówczas około pięciu lat i stała w wejściu do domu. Patrzyła w górę na burzę. Nagle niebo się otworzyło i zobaczyła piękne nocne, rozgwieżdżone niebo. Cała obserwacja trwała około dwóch, trzech sekund. Kiedy wszyscy przybiegli do domu, moja teściowa opowiedziała im o tym, co zobaczyła. Nie uwierzyli jej. Została wręcz wyśmiana i prawdopodobnie bardzo niewielu osobom opowiadała później o tej obserwacji.
Moja teściowa jest osobą wiarygodną, kompletnie nie interesuje się tematami z pogranicza i naprawdę nie mogła tego zmyślić. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2026 roku. Ta relacja pochodzi od mojej 88-letniej babci. Babcia latem ze względu na wysokie temperatury lubi niekiedy spać przy otwartym oknie lub drzwiach balkonowych. To, co zaraz opiszę, wydarzyło się w Poznaniu na osiedlu Dębina w okolicach roku 2010, w sierpniu. Pewnego razu, w nocy między godziną 3:00 a 4:00 babcia wstała zamknąć drzwi balkonowe, ponieważ poczuła, że w mieszkaniu zrobiło się zbyt chłodno. Podeszła do nich i w tym momencie na niebie dostrzegła dwa kręgi o średnicy trzech metrów. Wedle jej słów takie jak chmury na niebie. Miały się poruszać kilkadziesiąt metrów nad jej blokiem i blokiem sąsiadującym, widocznym z jej balkonu. Poruszały się okrężnie po orbicie w przeciwnych sobie kierunkach.
W pewnym momencie jeden z obiektów zszedł ze swojej dotychczasowej trajektorii i zaczął zniżać się w kierunku jej balkonu. Wystraszyła się wtedy i weszła do środka, zamykając drzwi, a okrąg powrócił na swoją poprzednią orbitę. Dalej babcia obserwowała go już zza szyby. Obserwacja trwała według niej co najmniej godzinę. Po tym czasie, jak twierdzi, było jej już nieco zimno i wróciła na chwilę ogrzać się do łóżka, gdzie już zasnęła. Nikt z rodziny nie traktował tego poważnie, jednak jakiś czas potem w Głosie Wielkopolskim pojawiła się wzmianka o podobnej obserwacji, ale już z okolic Poznania lub innego wielkopolskiego miasta. Zamykamy naszą skrzynkę e-mailową i przechodzimy do przygotowanych na dziś rozmów telefonicznych. Na początek proponuję, abyśmy poznali relacje przekazane przez naszego słuchacza mieszkającego w Szwecji.
[10:26] - Od czego zacząć? Jaki pan wstęp? Mieszkam w Szwecji. Mam 46 lat. Obserwacji UFO zaobserwowałem tutaj cztery obserwacje i jedną w Polsce, jak byłem z żoną na wakacjach. Od której zacząć? Zacznę od tej pierwszej, która to była najbardziej. To był 2021 rok. Mieszkaliśmy z żoną w takiej wiosce w bloku. Mieliśmy duże okno takie w salonie.
Mieszkanie 80 metrów, to okna były duże. I najśmieszniejsze jest to, że coś mi powiedziało z tyłu głowy, żebym wstał, podszedł do okna i sobie popatrzył w okno. No ja podszedłem. Oparłem się, bo zawsze oglądałem samoloty, bo to duże okno i pani księżyc widać. I tak się oparłem się o parapet i mówię: „O, samolot”. Mówię do żony, żona dalej siedziała, oglądała. Ale coś mówię: „Dziwnie leci, za bardzo świeci jak na samolot”. I tak się skupiłem bardziej. Poczekałem, a to leci. To było tak, można określić na wysokości góra las, jakieś 10 kilometrów przede mną, na wysokości też jakieś, no było wysoko.
Jak samolot pomyślałem, no to tak 9000 metrów przynajmniej. I to tak leci, leci, leci. I nagle się zatrzymało i ruszyło, ale to ruszyło tak jak z petardy normalnie w drugą stronę, w przeciwną. Tak jakby po prostu zatrzymał się na skrzyżowaniu i skręcił w lewo.
[12:04] - Takiego zygzaka zrobił innymi słowy.
[12:06] - Dosłownie stanął na niebie i tak jakby po prostu skręcił i nagle wystrzelił mocno, że byłem w szoku. Normalnie byłem w szoku. Nie wiedziałem, o co chodzi, a cały czas się mieni i cały czas świeci. I najlepsze jest to, że za trzy dni z drugiej strony, bo to leciał z lewej strony, ale za trzy dni później leciał z prawej strony. Na tej samej wysokości leciał, tą samą prędkością i stanął praktycznie, przepraszam, po szwedzku mówię, że w tym miejscu co poprzednio, tylko stanął akurat na tej samej wysokości. Okienko, ja to wiadomo, widzę to samo. I to samo zrobił w tym samym miejscu, w tą samą stronę skręcił, też wystrzelił. Podjechał sam, bo jak to można inaczej określić? Tak samo się świecił i tak samo to zrobił. To samo, tylko że z drugiej strony.
To po prostu jakaś manifestacja? Nie wiem. Następnie szedłem w teren. Godzina 23:00, 23:15. Niebo gwieździste, piękne, bo jesień. To, co opowiadałem dwa poprzednie to też była jesień, ten sam rok. I kątem oka, ja od dziecka patrzę w niebo, ale normalnie kątem oka rozjaśniło mi się niebo. Patrzę w górę, portal otwarty i wlatuje w niego statek. I nagle koniec. Ja stanąłem jak bryła.
Nie wierzyłem w to, co widzę. Najgorsze jest to, że ja nigdy, dobrze, że można z wami porozmawiać, bo ja rozmawiałem z różnymi ludźmi. Każdy mnie wyśmiał, bo nie nosisz telefonu. Kłamiesz, kłamiesz. Ja mówię: słuchaj, ja jak idę na spacer z psem, to jest jedyne miejsce, gdzie mnie nikt nie śledzi, bo telefony wiadomo, podsłuchują, śledzą, a ja mam paranoję na tym punkcie. Nie mam żadnych nawet social mediów nie mam i nie lubię być śledzony. Mam swoje prywatne życie. Wiem, co mówię. Wiem, że mówię prawdę. Chciałem się nawet podłączyć.
Mówię: jeżeli nie wierzysz, to chodź, podłączysz się, pod wykrywacz kłamstw. Mówię: to ci powiem to samo wszystko jeszcze raz i z zamkniętymi oczami. To jest tylko pikus, to co widziałem.
[14:18] - Jak pan by opisał wygląd tego portalu?
[14:22] - Błękitny, niebieski taki. Wie pan co to było? Taki mieniący się niebieski, ciemny niebieski błękit i tak jakby jakieś promienie w nim chodziły czy coś takiego. Czy pioruny, czy coś takiego. No coś takiego. I ten obiekt normalnie sobie tak fajnie wleciał, powolutku sobie leciał. Normalnie było mi dane to zobaczyć. Byłem przeszczęśliwy, normalnie. I on tak fajnie wleciał i nagle ta końcówka fajnie tak mu się zamykał. I nie ma nic.
Piękne niebo nadal.
[14:51] - Taki opis jakby obiekt wleciał do statku matki.
[14:55] - Albo do statku matki, albo po prostu jakiś portal czasowy czy coś, cokolwiek, bo nic nie było normalnie, nic nie było widać już później. Normalne, ładne niebo i dalej gwiazdy. A jak się rozświetliło, to nie było dookoła nic widać. Żadnej gwiazdy. Po prostu jak szedłem, patrzyłem na psa, bo był na trawie i nagle kątem oka zobaczyłem. Myślałem, że gwiazda spada i się odruchowo tak spojrzałem i tak zastygłem. Mówię: o Boże, ale fajne! 2023 tego lata, 22:00. Tutaj w Szwecji jest widno, ale nie było tak widno, bo takie były jakby chmury burzowe. Coś tak jakby naszło czy coś.
Nie było aż tak widno, ale było wystarczająco. Nagle znalazł się przed moimi oczami, można powiedzieć, bo ja cały czas zawsze powtarzam chodzę i patrzę w niebo. Nagle się znalazł trójkąt. Czarny trójkąt. Ja normalnie jak teraz to mówię, to mam ciary i ręce latają. Szedłem, szedłem na spacerze i śmieję się z tego, bo aż pies zareagował, bo jak ja stanąłem, rozziewięłem gębę i powiedziałem: wow! To aż pies się spojrzał na górę, bo to było na wysokości piętnastego piętra. Skręcił w prawo nad moją głową tak powoli, że ja go widziałem całego. Normalnie szok. Normalnie szok.
[16:20] - Ale panu się udało zarejestrować jakieś szczegóły wyglądu, czy po prostu to była taka czarna bryła trójkątna?
[16:28] - Po prostu w głowie. I znalazłem w internecie przykładowe tylko zdjęcie i zrobiłem sobie screena tylko. Ewentualnie mogę tylko podesłać, że są różne trójkąty. Wiem o tym. A ten co widziałem to nie miał tego pośrodku światła, tylko na brzegach. Na każdym brzegu po jednym i nic pośrodku. To jest jakiś inny trójkąt i nie wiem czy to jest amerykański, czy to jest ich. Nie wiem czyj to jest. Sam jestem w szoku. On tak powoli leciał, że po prostu skręcił sobie nad moją głową.
Nie wiem, czy coś oni ode mnie chcieli, czy co, czy psa się przestraszyli, bo ja mam wizjera. On się tak spojrzał też i nawet się nie spłoszył. Pies się nawet nie spłoszył. Oni sobie powoli polecieli dalej i stanęli. Za jakieś dziesięć kilometrów stanęli sobie tak stali. Ja jeszcze obserwowałem dziesięć minut, piętnaście. Znudziło mi się i poszedłem. Oni tam dalej stali.
[17:19] - A ten obiekt jakieś dźwięki wydawał czy przeleciał całkowicie cicho?
[17:24] - Nic. Cichutko, normalnie, nagle. Mówię, idę, spaceruję. Zero wiatru. Nic. Ja mam. Też zrobiłem. Dzisiaj szedłem akurat i zrobiłem filmik. Też wam wyślę, gdzie to było. Tam jest pokazane na filmie.
Wam opisałem i sobie tak po prostu wizualnie ewentualnie możecie to sobie tak zwizualizować. Normalnie to było najlepsze to co widziałem. Bo jeszcze w Polsce jak byliśmy z żoną na wakacjach, gdzie leżę sobie na leżaku przed domkiem, tak też wieczór, piękne gwiazdy, bezchmurne niebo, ślicznie, zero chmurki. I tak sobie leżę, piję piwo i tak patrzę na te gwiazdy. Szukam Duży Wóz, Mały Wóz i tak nagle Jedna gwiazda, która stała, nagle zaczęła się ruszać, ale to się ruszyła prosto. Poleciała prosto. Wystrzeliła. Ona nie stała w miejscu jak jedna z gwiazd. Jedna na przykład z układu Dużego Wozu i jedna gwiazda odleciała. Tak to wyglądało.
Normalnie, prościutko. Zawołałem żonę. Tylko zdążyła zobaczyć kawałek, bo leciał jednostajnie, cały czas prosto. Po prostu: „No dobra, lecimy”. No i polecieli. To też dla mnie po prostu. Wiem o tym, bo już wcześniej widziałem, że to dla mnie też nie było już nic dziwnego. Ustkowo nad morzem, Zachodniopomorskie.
[18:44] - Wiemy już, że pies reagował na pojawienie się tych obiektów. A czy te obiekty jakoś zdawały się wpływać na otoczenie w jakiś sposób?
[18:54] - Nie, właśnie nie. Po prostu nie dane było je zobaczyć, to nie wiem, co to było. Jednego miesiąca, to była jesień, były dwie obserwacje w oknie i trzecia obserwacja portal. To właśnie było jesienią i to była godzina 22:00, 23:00.
[19:12] - Jak pan by opisał reakcję psa na pojawienie się tych obiektów?
[19:16] - Akurat nie, on nie reagował. Tylko na trójką zareagował, bo po prostu był tak nisko, że jak ja powiedziałem: „Wow!” i to doniósł, krzyknąłem: „Wow!” To aż spojrzał. Na „wow” zareagował. Bo nikt nie był, słychać nikt nie było słychać.
[19:35] - I śledził potem wzrokiem ten obiekt? Jakoś wodził wzrokiem za nim?
[19:39] - Patrzył ze mną na niego. Cały czas ze mną obserwował. Jak już zobaczył, to już patrzył. To było takie coś, że ja idę i nie ma nic, bo cały czas w dzień nie patrzę w niebo, bo już patrzę cały czas. Ale idę i nie ma nic. I nagle to było tak, że tych świateł jeszcze nie było widać i nagle to światło, jak doleciał mi nad głowę, dopiero to światło tak fajnie się wyłoniło i zobaczyłem trzy światła na rogach i cały czarny. I tak fajnie powolutku skręcił mi nad głową i tak sobie odleciał po prostu powolutku. Zero reakcji, żeby tam czy ja stałem, czy tam pies, czy coś. Nie wiem. Już zgłupiałem i myślałem, że chce mnie porwać.
Fajnie by było, ale może się krzacze przestraszył, bo za duże. Nie wiem. Już tak pomyślałem śmiesznie w głowie. I tak przywitam ich, wiadomo, bo ja to jestem taki jakiś maniak. Normalnie do nich powiedziałem. Myślałem, że porozmawiam, może jakoś telepatycznie odpowiedzą czy coś, ale nic nie ten. Po prostu obserwowałem dalej. I odlecieli jakieś 10 kilometrów nad Ostach, też teren nadmorski. To jest zatoka morska i port jachtowy. I tam sobie stali.
Jeszcze mam jedną obserwację. Mój tata błogosławiona pamięć był świadkiem w Piwnicach koło Torunia, 90. lata u kuzyna mojego, czyli jego siostry syna. Kosili kombajnem pole. Sianokosy były, a nadmieniam, że rok czy dwa lata wcześniej powstał największy w Europie radioteleskop w Piwnicach koło Torunia. Można sobie wpisać w internet. I mój tata z nim kosili pole. Nagle kombajn stanął, bo były koła złe. Przyleciało Radio Zet. Tego, co mi tata zdążył powiedzieć kiedyś.
Mało tego, bo ja mieszkałem wtedy w Szczecinie, a tata był u siostry na sianokosach, a ja to zobaczyłem w „Newsweeku”. Cały opis. Stąd właśnie wiem, bo nawet bym nie wiedział. Dopiero wtedy się zapytałem taty, bo tak to by mi nie powiedział. I mówiłem to panu Robertowi Bernatowiczowi też. I on prosił, żebym opisał tą właśnie sytuację, bo on mówi, że on chyba wtedy przyleciał, bo wiem, że było Radio Zet. Helikopterem przylecieli i nad polem jak lecieli, nie mogli przelecieć dokładnie, bo wariowała maszyneria cała i jak wylądowali, poszli w pole, między koła, żeby zrobić wywiad, to też musieli wyjść z pola, bo nie działało nic. I wtedy się dowiedziałem. Przypomniałem po latach i pan Robert prosił, żebym opisał tą całą historię. I tak właśnie szukam też teraz kontaktu do kuzyna.
Mieszka nadal tam i żeby po prostu też mi jakoś to opisał, jakoś zwizualizował, jak to się działo, jak on to pamięta.
[22:31] - Póki jeszcze świadkowie jacyś żyją, którzy mogą coś wnieść do sprawy, to warto.
[22:36] - Tak. Kuzyn żyje. I nawet jego brat rodzony był teraz u mojej mamy w odwiedzinie w Polsce. I też z nim rozmawiałem, zostawił mi numer telefonu i też dzięki niemu dostałem kontakt do kuzyna i będę też spróbuję spisać tą sprawę, żeby była ważna. Ja tego to od razu też na maila prześlę, jeżeli interesuje pana.
[23:00] - Oczywiście jak najbardziej. Będę bardzo wdzięczny. Ja jeszcze takie mam pytanie, czy ewentualnie wyraża pan zgodę na emisję tej rozmowy w którejś z audycji OMFU?
[23:12] - Pewnie, dlaczego nie? Czego mam się wstydzić, ja już i tak jestem za głupka uważany. Ale chociaż nie powiem, bo tutaj do Szwedów jak mówię, to tak samo. Mówią, że moje obserwacje przesłali na wakacjach. Także też wierzą. Bo tutaj też było kilka, mieli tu w Szczecinie też ważnych, ciekawych sytuacji. Także oni też wierzą.
[23:33] - Tutaj ta sytuacja z panem Bernatowiczem i tymi problemami z helikopterem i sprzętem nasuwa mi takie skojarzenie. Można powiedzieć klasyk. W miejscach, gdzie jakaś aktywność piktogramów mogła mieć miejsce.
[23:47] - Właśnie najlepsze, bo nie było tego radioteleskopu, to się nie działo nic. Jak go zbudowali, postawili go tam, to jakiś rok, dwa po tym nagle coś się wydarzyło. Też przypadek?
[24:00] - Chyba nie. Raczej mi się wydaje, że nie. Szczególnie mając w pamięci to, co się miało dziać podobno wokół teleskopów Arecibo w Ameryce.
[24:09] - Tak, też wiem. Zgadza się. Jestem otwarty na każdą manifestację, którą widzę i nie mówię tego jako jakiś niepoważny człowiek. Chodzi o to, że dzieje się wokół nas, tylko trzeba mieć oczy otwarte i tyle. Teraz już będę nosił telefon, bo ludzie nie wierzą na słowo. To wiadomo. Ale ja jestem gotów naprawdę podłączyć się, podwykrywać kłamstw i wszystko powiem jeszcze raz. To, co naprawdę przeżyłem zostało we mnie. To jest niesamowite. Takie rzeczy właśnie dzieją się.
Niektórzy widzowie obserwują, że wychodzą ze statków. To już jest grubo też. Trochę fajna obserwacja, można powiedzieć, bo są różne istoty, różnie nastawione do nas. Ale ponura przyjaźń, że wszystkie są dobre.
[25:06] - Tutaj zdania są podzielone bardzo mocno w kwestii jego twierdzeń i na tym może zakończmy ten temat.
[25:15] - Tak, oczywiście. Nie ma sprawy. Ale mimo wszystko fajnie, że można zadzwonić gdzieś, powiedzieć to, co leży na sercu, na duszy i ktoś to odbierze normalnie, a nie wyśmieje, prawda?
[25:29] - To też jest chyba coś takiego, że pierwsza obserwacja UFO, jakiej człowiek dokona w swoim życiu, otwiera go, umożliwia kolejne tego typu obserwacje, prawda? Już jakaś klapka w głowie się otwiera, już jakiś obraz tych obiektów się zapisuje w pamięci i ten element w naszej świadomości zwany interpretatorem przestaje to pomijać.
[25:52] - Oczywiście. Ale to jest właśnie dlaczego ja tak normalnie doznałem tych obserwacji jako szary człowiek. Fajnie, to po prostu zmienia też postać istnienia człowieka, a nie tylko to, co gadają. Nieważne co gadają, ważne co się widzi na własne oczy. Tylko też właśnie nie wiem, bo trójkąty wiem, że mają też Amerykanie. Mają technologie takie, że my nawet nie mamy pojęcia. Ale trójkąty to właśnie gdzieś tam doszedłem na różnych tych poamerykańskich stronach, że oni mają te trójkąty czarne. Żeby oni nie byli tutaj, nie latali sobie tak.
[26:29] - Jesteśmy w NATO, wschodnia flanka NATO, to wszystko może być. Wszystko jest możliwe, prawda?
[26:35] - Też właśnie o to chodzi. Ja mieszkam nad samym morzem, dlatego wszystko to, co się dzieje, to się blisko morza dzieje i dotyczy jego.
[26:46] - Montując kolejne odcinki podcastu „Mówią świadkowie”, tam, gdzie to możliwe, staram się układać prezentowane relacje na zasadzie: im dalej w las, tym więcej drzew. Im dłużej słuchasz, tym dziwniej się robi. I takim właśnie dziwnym wątkiem, dziwnym, bo dziejącym się gdzieś między snem a jawą i na dodatek pochodzącym z okresu wczesnego dzieciństwa, rozpoczyna się kolejna rozmowa ze słuchaczem z Nowego Sącza.
[27:15] - Witam, ja mieszkam na południu Polski, w Nowym Sączu i pierwszy raz coś dziwnego zdarzyło mi się w latach 80. Ja byłem wówczas dzieckiem. Urodziłem się w 80. roku i przez pewien okres czasu miałem taki dziwny sen. Moja babcia mieszka poza miastem. Miasto jest w kotlinie, więc żeby tam dojechać do tej babci jeszcze wówczas trzeba było podjechać samochodem, a później dobre pół kilometra pod górkę wyjść. I przez jakiś okres czasu, już teraz nie pamiętam, jaki to był okres czasu, miałem takie wrażenie, że idę w nocy sam, a ja byłem dzieckiem wówczas, nie chodziłem nawet do zerówki, nic takiego. Byłem bardzo mały. I że idę sam i nagle z takiej jeszcze mniejszej górki niedaleko tego domu mojej babci leci jakiś obiekt z wieloma światłami. On był na pewno niekształtny i ja się wtedy budziłem.
Nie pamiętam, jaka była reakcja rodziców, ale wiem, że mojej mamie coś o tym mówiłem. Ona zapewne mnie jakoś uspokajała i ja sobie o tym zapomniałem aż do momentu, gdy jako już nastolatek w 90. latach obejrzałem film „Bliskie spotkania trzeciego stopnia". No to wtedy powiem panu, że dreszcze mi przeszły po plecach, bo to tak wyglądało jak jakaś scena z tego filmu, dosłownie. Tylko że mówię, to się działo, ja jeszcze sześciu lat może nie miałem. Nie chodziłem na pewno do zerówki. Wiem, że jeszcze nie chodziłem do żadnej szkoły i ja po prostu o tym zapomniałem. Wówczas sobie przypomniałem. To była taka pierwsza rzecz, gdzie świadomie to odebrałem.
[28:46] - Pan wspominał o tym śnie. Miał pan wrażenie, że idzie pan w nocy sam i nagle z mniejszej górki niedaleko domu babci leci jakiś obiekt z wieloma światłami. Czy nie ma pan wrażenia, że ten sen mógł być spowodowany jakimś rzeczywistym zdarzeniem?
[29:02] - Ja panu powiem tak: ja sam się nad tym zastanawiam, ale my byliśmy, że tak powiem, trzymani. My tutaj góralami jesteśmy. My byliśmy bardzo krótko trzymani jako młodzi. Nie oglądaliśmy żadnych filmów. Jedyne, co wówczas nie były czy programy, czy bajer, to tylko „Wieczorynka” i tyle. Po prostu nie miałem gdzie nawet mieć kontaktu z czymś takim, że tak powiem. Później, jak mówię, ja sobie w ogóle to wszystko przypomniałem, jak zobaczyłem ten film „Bliskie spotkania trzeciego stopnia". Wtedy naprawdę nawet teraz mam ciarki na plecach, powiem panu, bo jakoś wtedy sobie to skojarzyłem. Właśnie te nieregularne takie jakieś obiekty tam latały. Za każdym razem widziałem to samo.
Wylatywały nade mną te światła i się budziłem. Nie wiem nigdy co dalej i wiem, że szedłem przez tą górkę do tej babci właśnie sam i w nocy. To było też absurdalne, bo wtedy nigdy nie szedłem tam sam i na pewno nie w nocy. To jest skraj naszego kraju, bo za miedzą w linii prostej, powiedzmy trzy, cztery kilometry jest Słowacja i dzikie zwierzaki do dzisiaj chodzą. Nie było nawet możliwości, nawet jak dostać się wówczas tam. Samemu mi, takiemu małemu dziecku, które jeszcze do zerówki nie chodziło.
[30:23] - Rozumiem, że rodzina nie zauważyła jakiejś zmiany w pana zachowaniu w momencie, kiedy ten sen zaczął się objawiać i powtarzać?
[30:30] - Ja panu powiem, że dokładnie nie pamiętam reakcji, ale coś mama mówiła, że coś mi się przyśniło, coś mi się zwidziało czy coś takiego. I ja faktycznie o tym później zapomniałem. Ja sobie mówię, ja sobie to przypomniałem dopiero później i tak na dobrą sprawę te wszystkie takie... Powiem panu, że tak naprawdę jak słuchałem tego sprzed miesiąca, tej audycji waszej, tak do mnie dotarło i sobie tak naprawdę poprzypominałem to wszystko. Nawet sobie to na kartce spisałem w miarę chronologicznie i nawet sobie nie zdawałem sprawy, że tyle razy widziałem dziwne rzeczy.
[31:01] - Pan doszedł do końca tej słynnej audycji czterogodzinnej, prawda?
[31:06] - Tak.
[31:06] - No to podziwiam, szczerze powiedziawszy.
[31:09] - Nie, super. Ale przyznaję, że ja lubię słuchać takie rzeczy na większej prędkości, że tak powiem. Ale tutaj zmniejszyłem prędkość i słuchałem uważnie, przyznaję.
[31:22] - Tej pani na końcu, szczególnie tej z Gliwic, chyba ciężko by się słuchało z taką zwiększoną prędkością, bo ona dosyć emocjonalnie to opowiadała. Tutaj zawsze jak słyszę jakieś relacje, szczególnie od dzieci z okresu dzieciństwa, zawsze mi przychodzi do głowy pojęcie tego, w jaki sposób działa nasza świadomość w momencie, gdy widzimy coś nieznanego. Bo u osoby dorosłej ta pamięć, ten bank pamięci jest dużo bogatszy. I ta nasza świadomość, ten element zwany interpretatorem, widząc coś, ma jakieś pojęcie, ma jakiś, że tak powiem, pomysł, do czego to, z czym to skojarzyć. A pan tutaj mógł mieć ile? Jakoś tak cztery, pięć lat?
[32:03] - Coś takiego. Ja przypuszczam, że mogłem być, nawet mogło to być jakby okres tuż przed tą zerówką właśnie, bo wiem, że na pewno nie chodziłem wtedy do szkoły, bo ja wyczekiwałem. To jeszcze no tak, dziecko młode, małe wyczekuje pójścia do szkoły i wiem, że na pewno nie chodziłem do szkoły. Na pewno. To były czasy, wie pan, nie było telewizorów kolorowych, telefonów nie było w Polsce. Ja mówię, jestem z '80, więc naprawdę to była taka jeszcze przejść ta komuna, która się już wtedy sypała, no nie? Teraz to wiemy, ale mnóstwo rzeczy, które dzisiaj by można było, nie wiem, jakoś interpretować, szukać interpretacji czy coś, czy nawet zobaczyć jakiś billboard w kinie. To nie, nie było czegoś takiego. Ja pamiętam, że moje pierwsze wyjście do kina, gdy miałem sześć lat, to była „Akademia pana Kleksa”, to był pierwszy raz, gdy byłem w kinie z mamą. I wie pan, to nie były też tego typu w ogóle billboardy jakieś takie czy coś.
I ten pan Kleks to było właśnie rok jak szedłem do... To była ta akademia. I to pamiętam, to było właśnie rok, jak już byłem w zerówce, jak zacząłem chodzić do zerówki i mówię, to nawet, wie pan, nie było możliwości. Nie było gdzie nawet. I nawet nie zdawałem sobie sprawy o takich rzeczach i tak dalej. Ja mówię, po prostu światła. Światła widziałem taki nieregularny, jakby od tych świateł odbijał się spód tego czegoś i to było dość duże to było, bo to przysłaniało jakby dom tej babci, to było olbrzymie i ja nie pamiętam mojej reakcji albo myślenia. To wszystko jest bardziej chyba zdziwienie czy coś i to takie. I oświetlało to wszystko dookoła. I to było nieregularne.
To nie było jakieś prostokątne, okrągłe czy coś. To było po prostu nieregularne. To dosłownie jak oglądałem później ten film, jak mówiłem, to jak tam różne te takie dziwne latały sobie obiekty, to wtedy jakby tak pierwszy raz skojarzyłem. Ale to wtedy ja byłem już nastolatkiem, już byłem w szkole średniej, jak oglądałem ten film, bo wtedy nie oglądałem gdzieś w oryginale, tylko jakoś później gdzieś tam leciał czy jakoś tak.
[34:00] - No tak się czasami zdarza, że ludzie oglądając jakiś film, nawet zupełnym przypadkiem, widząc w późniejszym czasie jakiś wizerunek kosmity na przykład, nagle powraca do nich to wspomnienie o czymś, czego nie rozumieją, a co im się wydarzyło wiele, wiele lat wcześniej. Ja szczególnie bardzo cenię sobie relacje właśnie z okresu dzieciństwa, bo małe dziecko jeszcze nie jest jakby wystawione na te treści w ogóle o tematyce paranormalnej, ufologicznej i tak dalej. Także jeżeli coś takiego się rzeczywiście dzieje małemu dziecku, jeżeli ma takie wspomnienia, to jakby dla mnie, w moim odczuciu przynajmniej podbija bardzo mocno wiarygodność takiej relacji. No bo skąd dziecko mogłoby sobie wymyślić na przykład obserwację czegoś, co przypomina UFO, prawda?
[34:48] - Ja nawet nie znałem tego słowa wtedy. Ja nawet nie zdawałem sobie sprawy, wie pan, z jakichś takich rzeczy czy coś, bo to jak mówię, tutaj na południu byliśmy wszyscy mocno, że tak powiem, trzymani i zasady takie ordung, taki katolicki i tak dalej, to jak ja bym wtedy to jakoś w ogóle to jakoś myślał o tym, to pewnie byłoby w kategoriach złego, dobrego. No nic innego, prawda? Bo to mówię, bo takie było wychowanie, taki był background, tak to wyglądało u nas. Nie mówię, że to było złe, tylko że pewnie tak by to wyglądało. Jeżeli chodzi o to jak byłem dzieciakiem, o ten sen, to raczej chyba negatywne były odczucia, bo jak później to zobaczyłem ten film, no to pamiętam ciarki na plecach. Później, w latach 90. też wtedy chodziłem do podstawówki. To był koniec mojej podstawówki. Może miałem trzynaście, czternaście lat i z kolegami z ulicy naprzeciwko w domu sąsiadów przy tej samej ulicy po prostu wieczorami siadaliśmy sobie i tam jakiś grill, jakieś tam chipsy, Pepsi, bo to był taki okres, że tam żadnych wyskoków trunków nie było pod okiem rodziców tak naprawdę.
I słuchaliśmy sobie wówczas, nie zapomnę MP3, bo to były takie czasy, że jeszcze nie każdy też miał komputer i tak dalej. No i tam u tych sąsiadów, u tej sąsiadki było mnóstwo takich leżaków. No to my tam pamiętam cztery, pięć osób nas było. Leżeliśmy sobie na tych leżakach, obserwowaliśmy niebo, bo to było w wakacje bardzo gorąco i tak dalej, i tak dalej. I leciały sobie te MP3. W którymś momencie zauważyliśmy dziwny obiekt na niebie, ale to było wysoko. To wyglądało jak gwiazda, tylko że poruszał się tak, że leciał, nagle się zatrzymał, skręcił nagle w jedną stronę, wrócił. I pamiętam, że myśmy się tego bardzo wszyscy wystraszyli. Zakończyliśmy to nasze biwakowanie i poszliśmy do domu. Później to też było, jeszcze byłem w podstawówce.
Wiem na pewno, że to był maj. Maj, okres majówek. Pamiętam, bo była burza. Wcześniej było bardzo ładnie i ja mieszkałem na piętrze. Miałem pokój i w którymś momencie z okna, które miałem zauważyłem dziwne chmury. One były koloru różowego. Ale jak to wyglądało? To wyglądało tak, jakby pączek z dziurką, tylko że nie wiem, gdzie ta dziura była. Jakby takich pączków poustawiali.
[37:16] - Taki tak zwany donut, jak to się mówi.
[37:18] - Dokładnie, donut z angielskiego tak jest. I wie pan, i one były poukładane jedno na drugim. Nie pamiętam, czy były puste czy nie. I to była taka wieża różowych chmur, ale ten zestaw takich chmur zaraz po prawej i po lewej w różnej odległości od niego były takie same zestawy. Ja zbiegłem na dół do pokoju rodziców, wziąłem aparat i to jeszcze taki fotograficzny, taki jeszcze na kliszę. Ja zrobiłem temu zdjęcie. Mój brat to widział. Rodzice też to widzieli. A chmury i tak dalej. Ja o tym zapomniałem.
Dużo o tym rozmawialiśmy z bratem i tak dalej. Aż do momentu, gdy w wakacje, to było tak, że wywoływało się film, gdy się po prostu ten film skończył. I gdzieś tam u jakiejś cioci czy u dziadka była impreza, tam jakieś zdjęcia tata robił. No i skończył się ten film, więc wziął go do wywołania i on przyniósł mi później to zdjęcie. To sobie właśnie przypomnieliśmy, ale najdziwniejsze w tym wszystkim było to, myśmy wtedy z bratem jeszcze raz o tym gadali i tak dalej. Rozmawialiśmy o tym i to dziwne było. A najdziwniejsze w tym wszystkim było to, bo przyjechała do nas kuzynka na tak zwane wakacyjne odwiedziny na parę dni i ona to zdjęcie pożyczyła i gdzieś to przepadło. W sumie nie tak dawno bratu o tym przypomniałem. On pamiętał doskonale to zdjęcie i rozmawiałem z tą kuzynką i obiecała, że poszuka i znajdzie. To było normalne zdjęcie zrobione w kolorze, także naprawdę to było niebywałe.
Ale ja już później nie mieszkałem w tym pokoju i ja już później, wtedy chyba już na studiach byłem. Z kolei w tym pokoju zamieszkała moja siostra i ona trzynaście lat jest młodsza ode mnie. Ale to jest istotne. Ona wtedy chodziła do szkoły muzycznej. Ona miała bardzo wrażliwy słuch i ona mówi, że też siedziała. Ona była też nastolatką wówczas. Mówi, że siedziała w tym samym pokoju i tak dalej. Tylko ona wówczas w tym pokoju miała łóżko, ja tam zawsze miałem biurko. No i mówi, że w nocy, mówi, że to gdzieś było około drugiej, pierwszej w nocy nagle usłyszy jakiś pulsujący, dziwny dźwięk o wysokiej częstotliwości. Dlatego jak mówię, ona ma to spektrum słyszenia szersze niż my.
I ona tam nieraz słyszała różne rzeczy, których nikt inny nie słyszał. I mówi odruchowo wyjrzała przez okno i właśnie mniej więcej w tym miejscu, gdzie było to, co ja widziałem lata wcześniej i moi rodzice, i tak dalej, znajdował się jakiś obiekt. Pulsował tym światłem w rytm tego dźwięku, który był wydawany i ona czuła, że to jakby ją usypiało. Ale ona po prostu zaczęła się modlić. Ona się po prostu zaczęła modlić ze strachu i mówi, że po paru sekundach to przestało i mówi całą noc już później nie mogła zasnąć.
[40:02] - Rozumiem, że wszyscy wiedzieli tam to samo. Ilu tam w ogóle było świadków? Powracaliście później wówczas?
[40:07] - Nie, wie pan, to było tak, że to był na pewno maj, bo to był czas majówek. Mój ojciec, moja mama i mój brat. Wszyscy byliśmy w domu. My byliśmy w domu po prostu i ja jakoś wyszedłem. To było pod wieczór. Wyszedłem do pokoju. Nie pamiętam po co. I ja odsłonię te zasłony i tak dalej. I widzę te chmury i pamiętam, biegnę na dół, krzyczę do brata, żeby przyszedł zobaczyć, co się dzieje. Wziąłem ten aparat, zrobiłem zdjęcie z tego, chyba ze dwa zdjęcia, ale jedno na pewno wyszło.
Czy tam trzy. I to też było wtedy oszczędnie. To nie tak jak dziś. Bo to, wie pan, to klisza, jeszcze ojca klisza. No i brat to widział. Rodzice to widzieli. To mama mówi: „Ach, chmury jakieś tego”. Ale faktycznie wyglądało to jak chmury różowe. Różowe chmury, utegowane w ten stosik taki, ale powtórzone trzy razy. No to sam ten zestaw tych takich pączków à la już był ciekawy, a jeszcze powtórzony, że tak powiem, dwa razy.
I tak jak mówię później, po latach moja siostra w tym samym miejscu wtedy w nocy widziała pulsujące światło na niebie i ten dźwięk o wysokiej częstotliwości mówi. I była bardzo przerażona i zaczęła się modlić.
[41:21] - A siostra porównywała ten dźwięk do czegoś, co znała?
[41:27] - Ona mówiła, że to było... Ona wtedy uczyła się grać na instrumentach i ona właśnie nie potrafiła powiedzieć, co to było. Powiedziała, że takiej wysokiej częstotliwości dźwięk. Nie umiała określić. Pamiętam, że była strasznie przerażona wtedy. Później przez parę tygodni nawet w swoim pokoju nie nocowała nawet. Także to się bardzo odbiło. I ona mówiła właśnie wtedy, że bardzo się chciało spać, że w ogóle się może w życiu nie chciało spać, bo to było gdzieś koło drugiej, pierwszej, jakoś tak mówiła, ale mówi całą noc nie spała i tylko czekała, kiedy mama wstanie. Od razu jej to powiedziała i tak dalej. No i później to się nie powtórzyło, ale to było dosłownie z tego samego okna, z którego ja wcześniej, na pewno z dekadę wcześniej robiłem, bo wtedy mojej siostry jeszcze na świecie nie było albo była bardzo mała.
Jak ja wtedy zrobiłem te zdjęcia. I mówię, właśnie rozmawiałem z tą kuzynką, żeby poszukała, czy w ogóle to zdjęcie jeszcze jest gdzieś. Ona mówi, że poszuka i ona poszukała i nie oddała. I też sobie o tym zapomnieliśmy później.
[42:27] - Rozumiem, że to zdjęcie się w końcu nie odnalazło?
[42:30] - Nie odnalazło się, bo rozmawiałem z nią miesiąc temu. Nie odnalazło się, ale mój ojciec tych starych klisz jeszcze nie wyrzucał. Po śmierci mamy trochę tam porządkowali, ale jest jeszcze szansa, że gdzieś w tych starych kliszach jeżeli nie, to w ten sposób to znajdę. Powiem panu, że sam chętnie bym je odnalazł, bo o tym nie wspominałem za bardzo, ale gdy komuś kiedyś powiedziałem, to się śmiano. Mówię: brat też to pamięta. Mama żyje, ale ojciec nie wiem, ale brat to pamięta. Zresztą myśmy po tym zdarzeniu też o tym zapomnieli. To był koniec roku szkolnego. Później pamiętam, w wakacje właśnie skończyła się klisza w aparacie, czy w górach gdzieś byliśmy i ojciec wywołał zdjęcia i przyniósł mi to jedno zdjęcie. Powiem panu, że też było śmieszne, bo myśmy się śmiali.
Zapomniałem powiedzieć, że jakoś w tym czasie moi ojciec i mama przywozili kamienie z kamieniołomu i gromadzili te kamienie, bo chcieli sobie zrobić skalniak. Któregoś razu wpadłem na pomysł i z tych mniej więcej równych kamieni zrobiłem takie małe Stonehenge na działce. I to Stonehenge było tam gdzieś przez jakieś dwa, trzy tygodnie, aż w końcu stało się tym skalniakiem. Rozmawialiśmy z bratem, to ja się zastanawiałem, bo to na pewno był ten czas, tylko co było wcześniej. Ale nie zapomnę, bo od tego mojego Stonehenge to zdjęcie miałem, bo nawet kolorowe były te kamienie i fajnie to wyglądało, bo jak się zrobiło z perspektywy trawy, to te kamienie wyglądały na duże, a to były takie może 30 centymetrów wysokości. To takie ciekawostki. Ale z tego się bardziej śmialiśmy, bo już nie pamiętaliśmy właśnie wtedy, jak o tym gadaliśmy, też i mama żyła, to nie pamiętaliśmy, czy to było wcześniej, czy później. I ojciec się śmiał, że przyciągnąłem te chmury tym kręgiem.
[44:37] - Tutaj jeszcze mam takie pytanie odnośnie tej obserwacji dokonanej przez siostrę. Czy ten obiekt miał jakiś określony kształt?
[44:44] - Ona powiedziała, że to było pulsujące światło. Pulsujące światło i mówi, jak wyjrzała przez okno, to mówi na wprost, jakby tam nad naszą dzielnicą. I jak później rozmawialiśmy, to mniej więcej było to samo miejsce, gdzie były te chmury dosłownie. I ona po prostu słyszała dźwięk wysokiej częstotliwości. Nie wiem, może nie był aż mocny, ale mówi, że bardzo się chciało spać, ale ona była przerażona. Po prostu mówi: „Zaczęłam się modlić i całą noc nie spała do rana”. Aż mama się obudziła. Mama wcześnie wstawała, gdzieś koło piątej i mówi, że zbiegła od razu na dół i później przez parę tygodni nie chciała spać w pokoju. Ona wtedy nastolatką była. To już były czasy, gdzie już były komputery czy telefony i tak dalej.
Ona jest z 93. To musiało być już lata 2000. Tak, na pewno lata 2000 już, bo ona też gdzieś była w wieku 12, 13, 14 lat. Jakoś tak, bo ona nastolatką była taką młodą nastolatką. Pamiętam, że ja też pytałem, czy ona spała i się obudziła, czy coś. Ona mówi, że nie, że siedziała do późna, coś tam robiła i miała iść spać. I ona najpierw usłyszała, zanim zobaczyła i ona wyjrzała przez okno i wtedy zobaczyła tą kulę. Później były dwie rzeczy, dwa takie aspekty. Ja później po studiach wyjechaliśmy za granicę i kiedyś przeprowadziliśmy się. To zdarzenie to akurat pamiętam dokładnie datę, bo to był 2011 rok.
Przeprowadziliśmy się do nowego miejsca, gdzie mieszkaliśmy. To było w Anglii, w Londynie, vis-à-vis praktycznie Kew Gardens, tego ogrodu botanicznego, tylko po drugiej stronie Tamizy. I jak tam się wprowadziliśmy, ja chciałem ten dom pomalować. Malowałem to wieczorami do nocy i tak dalej. I nie zapomnę, to była druga nasza noc tam. Ja malowałem i wychodziłem na zewnątrz na papierosa. Ta dzielnica Brentford, na której mieszkaliśmy, ona pod względem właśnie tej Tamizy to było takie stosunkowe wzgórze. Tak powiedzmy różnica na pewno terenu gdzieś 30, 40 metrów w górę. I właśnie w którymś momencie, to było około dwunastej, zauważyłem taki klasyczny kształt spodka na ciemnym, czarnym niebie. Ale ten spodek nie był jasny, tylko był ciemniejszy niż cała reszta.
I pamiętam, że też właśnie tak jakąś chwilę na to popatrzyłem. Znikło to za domami i też jakoś taki niespokojny byłem. Po prostu poszedłem spać.
[47:22] - Jak wyglądało znikanie tego obiektu?
[47:25] - To nie było, że on znikał, tylko ja po prostu wyszedłem z kuchni właśnie na papierosa, bo to było gdzieś koło dwunastej w nocy. To była druga noc nasza tam. Jak mówię, to jest takie delikatne wzniesienie i trochę widać tych dachów dookoła i tak dalej. I widziałem na wysokości powiedzmy też paru metrów nad dachami dosłownie taki klasyczny spodek, ale od boku. Tylko że on był ciemniejszy niż całe niebo. On był po prostu ciemniejszy niż cała reszta i przesuwał się. Ja patrzyłem, patrzyłem do skraju ogrodu i on w końcu zniknął za drzewami, za dachami, że tak powiem. On nie świecił ani cokolwiek. Tylko ja zobaczyłem kątem oka, że coś się przemieszcza po niebie i zobaczyłem, że to jest czarne, ciemne i było ciemniejsze niż cała reszta. Nie, że świeciło, tylko po prostu było ciemne.
[48:14] - Tutaj się otwiera cały szereg różnych możliwych interpretacji. Taką bardziej racjonalną byłoby pewnie to, że to była jakaś chmura po prostu, która taki kształt przybrała.
[48:25] - Powiem panu, że to też raczej nie była chmura, bo to też było przejrzyste wtedy niebo. Nie pamiętam, czy było gwieździste, czy coś. To wydawało się, jakby leciało dosłownie parę metrów nad dachami tych domów tam trochę poniżej. Na pewno nad drzewami. Mówię, przesuwało się jednolicie i nie była to chmura. To były wyraziste kształty. Na pewno nie była to chmura.
[48:48] - Czyli to tak bardzo ostro, bardzo wyraźnie się odcinało od tła.
[48:52] - Dosłownie z boku, jak patrząc, to taki klasyczny. Albo to idealnie z profilu widziałem ten obiekt, albo to było coś innego. Ale mówię, to było wyraziste. Kształty były z przodu i tyłu takie same i było ciemne, ciemniejsze od całego nieba. To wyraźnie było widać.
[49:09] - Tutaj się też pojawia taka bardziej ufologiczno-paranormalna opcja, że to mógł być obiekt, który stosował jakiś rodzaj kamuflażu. Dlatego był taki trudno dostrzegalny, ale jednak dało się go-
[49:24] - Ja też oczywiście wtedy, bo myśmy tam właśnie mieszkali. Akurat tam ja, żona, brat i jego żona i jeszcze jedna para i to było świeżo wszystko i tak dalej. To tam w noc się z tego śmiali i tak dalej. Jakoś tak ten temat zarzuciłem. Wiedzieli wszyscy. Żonie powiedziałem nawet chyba wtedy, jak poszedłem spać. Ona właśnie spała i chyba wtedy jeszcze to powiedziałem, tak coś pamiętam. Ale mówię, to była nasza druga noc bodajże w tym miejscu i to był 2011 rok. To jestem pewien. Też to był taki okres jak teraz, jakiś taki letni, ciepły, nie jakiś zimowy na pewno.
Później, to lata, lata później, też w tym samym miejscu praktycznie, gdzie to widziałem, bo tam, że tak powiem, na tym ogrodzie był taki stolik. Ja tam miałem tą swoją popielniczkę, paliłem i zawsze jak było ładnie, to jak coś musiałem zrobić na komputerze czy coś, to zawsze siedziałem wieczorem na zewnątrz. Jak coś sobie tam piłem i tak dalej. W sensie takim, że po prostu nie siedziałem w domu, było zawsze ładnie, nie musiałem wychodzić na dwór. Więc aktywność moja zawodowa wieczorami była właśnie na zewnątrz. I jakoś pamiętam późno z pracy moja żona przyszła, to było bardzo ciepło. To były wakacje na pewno. To gdzieś koło 2017, 2018 roku było. I moja żona właśnie późno z pracy przyszła. Coś tam się widzieliśmy, porozmawialiśmy i ona nigdy nie wychodziła na zewnątrz, szczególnie wieczorem.
Jak ja tam sobie paliłem, ona po prostu robiła swoje, szła do góry, do sypialni. I wtedy jak nigdy żona wyszła. Wyszła z tej kuchni, która prowadziła na taras i tak patrzy się w niebo. I ja też wstałem bez słowa. Wstałem obok niej i mówię: „Coś wisi w powietrzu, no nie?” A ona mówi: „No”. I wtedy obydwoje symultanicznie obróciliśmy się do tyłu o 180 stopni i nad domem leciał szyk kul. Ale wie pan, to było tak, jakby wziąć około 20 kul, jakby tak je rozrzucić nieładnie i bez ładu. I ten cały bezład poruszał się z jednolitą prędkością w jedną stronę, nie zmieniając wobec siebie też, jakby to powiedzieć, odległości ani nic, tylko jednym ciągiem. I w którymś momencie te kule się zatrzymały i jedna za drugą spiralnie jakby wleciały w coś, czego nie było widać. Te kule pamiętam, że one były z 20 metrów nad domem i też tak jakaś średnica 20, 30 centymetrów i nie zapomnę były perłowe i one nie świeciły, tylko jakby tak się jarzyły takim perłowym światłem.
I żona też to widziała. Kiedy żeśmy skomentowali, co to było. Ciarki oczywiście na plecach. Żona poszła spać, ja jeszcze zostałem i później gdzieś po 40 minutach też bez ładu jakby wracały te kule w tą stronę, z której przyleciały. To były takie w sumie wszystkie zjawiska, które widziałem, że tak powiem, tego typu. Te kule to było chyba najbardziej z takich tych najbardziej mrożących krew w żyłach to było to słońce, na pewno. Ale te kule były takie... Moja żona nigdy wieczorem nie wychodziła, szczególnie jak późno wracała, a ja zawsze siedziałem nieraz długo i mówię siedziałem na zewnątrz, bo sobie tam coś robiłem, mogłem swobodnie palić i tak dalej. I wtedy żona właśnie mówię, wychodzi i ja mówię: „Wisi coś w powietrzu”. Ona mówi: „Co?” Odwracamy się wtedy obydwoje w tym samym momencie i widzimy, jak to się przesuwa.
I ona wtedy poszła i tak w sumie tak jeszcze raz ten szyk tylko jakby w drugą stronę, to też znikło to. A właśnie gdyby to na przykład było tak, żebyśmy to widzieli, że ten szyk tych kul wracał, to też nie widziałbym dużo, bo z kolei dach tego domu, w którym mieszkaliśmy, by zasłaniał. A wtedy pierwszy raz one jakby właśnie znad tego dachu nagle były widoczne, bo to widzieliśmy to gdzieś dobre jakieś 10 sekund, ale naprawdę zmroziło nas. I to, że takie perłowe były i one nie świeciły, tylko tak jarzyły się takim perłowym kolorem i w pewnym momencie się zatrzymały i jedna za drugą w spiralny sposób wleciały w coś. Znaczy wydawało się jakby wleciał, po prostu jakby wlatywały w coś, bo znikły.
[53:32] - Tak mi się skojarzyło właśnie tutaj sobie zapisałem pytanie odnośnie tego jakby zawinięcia się tych kul do czegoś, co kojarzy mi się ze statkiem matką.
[53:42] - Ale tego nic więcej tam, wie pan, nie było widać. Niebo było przejrzyste, właśnie nie było widać nic. One nie leciały w jakimś, jak mówię, na przykład jakimś takim, jak ludzie mówią, w lini czy coś. To było tak, jakby około 20 tych kul było jakby tak rozrzucić w nieładzie i cały ten nieład z jedną prędkością wszystkie nie oddalały się od siebie, równo leciały i w którymś momencie się zatrzymały. O! Zatrzymywały się te pierwsze, które dolatywały do tego miejsca, jak zaczynały robić ten taki spiralny ruch, gdzie jedna za drugą w równym odstępie zataczały taką spiralę i jakby wlatywały w coś i znikały. Ale nie było widać nic więcej oprócz tego. A później tą samą drogą leciały. Nie wiem, czy w takim samym szyku, ale nie wiem, czy tyle samo, bo nie liczyłem tego i leciały w drugą stronę. Ale mówię to ja to ułamkiem, że tak powiem, oka zauważyłem jak przeleciały, bo Zacłaniał już tutaj dom, w którym mieszkaliśmy.
Po prostu nie było widać, a żeby przejść na drugą stronę i tak dalej, już po prostu nie chciało mi się, bo to też było późno. Ale tutaj na przykład też, jeżeli tak się zastanawiałem wtedy też z żoną rozmawialiśmy, to nie mieliśmy żadnych negatywnych odczuć na przykład, nie? Bo tutaj to było takie jakieś bardziej takie zdziwienie, coś innego.
[55:00] - No tutaj satelity raczej można wykluczyć, prawda? Bo satelity się tak nie zachowują. Drony, gdyby drony zawijały się, że tak powiem, do lądowania, to też byłoby to bardzo widać. A tutaj jakby te obiekty spiralnie zaczęły się kierować do jednego punktu, tak?
[55:16] - Dokładnie. I to było tak, że te, które przelatywały, bo one były w różnych odległościach i to było tak, jakby niektóre, które przeleciały, jakby się zatrzymywały, bo wszystkie wleciały jedna po drugiej w takiej samej odległości i robiły tą spiralę i jakby wlatywały w jakiś tam punkt, którego nie było widać i znikały. Tak wyglądały. Każda z nich miała jakiś określony porządek i sobie wlatywała w to miejsce.
[55:40] - No i też tak, jakby one były sterowane przez jakąś inteligencję, prawda?
[55:46] - To powiem panu na samym początku, jak w ogóle żona wyszła, to było gdzieś godzina dziesiąta, może jedenasta, gorąco i myśmy się wcześniej widzieli, bo ona wróciła wcześniej i tam coś porozmawialiśmy. Ja siedziałem jakieś z pół godziny, a ona potem zeszła na dół, zrobiła sobie jakąś herbatę czy coś i nagle wychodzi. Ja nawet się jej pytałem: „A dlaczego wyszłaś?” Ona mówi: „Że nie wiem”, bo ona nigdy nie wychodziła. I ona wyszła, stanęła na kraju, że tak powiem, takiego patio. No i ja do niej podszedłem i mówię: „Wisi coś w powietrzu”. „No też tak”. „Czuło się, nie?” Ja mówię: „No”. I wtedy się odwrócili. Patrzyliśmy się właśnie w stronę tego Kew Gardens jakby i my bezpośrednio tego ogrodu nie widzimy, tylko w tą stronę patrzyliśmy się, gdzie ta przestrzeń z tego ogrodu była największa do obserwacji. A wtedy się odwróciliśmy obydwoje w tym samym czasie i zobaczyliśmy właśnie te kule.
Obydwoje.
[56:37] - To tak jakby coś wywabiło żonę z mieszkania.
[56:40] - To było ciekawe. To właśnie było ciekawe. Brat nie spał, żona jego też nie spała, bo to był duszny taki wieczór, wie pan, taki letni wieczór. Też nie wiem, jaki to był dokładnie ten, ale mi się wydaje, że to też był lipiec, sierpień. To był bardzo duszny albo lipiec nawet gdzieś. Bardzo duszny taki wieczór i ja mówię, ja wieczorami wtedy, wówczas po prostu jak coś miałem zrobić na komputerze coś, to siedziałem sobie na zewnątrz, bo mówię przez ten nałóg papierosowy po prostu nie musiałem co chwilę wychodzić na papierosa, więc sobie tam siedziałem, robiłem swoje i często tam przebywałem. No ale mówię, widzieliśmy to wtedy te perłowe kule. A w ogóle ja w pierwszej chwili jak to zobaczyłem, to ja myślałem, że to może ptaki. Pierwsze zwróciłem uwagę, że nie widać ani skrzydeł, ani nic. Przesuwają się-
[57:26] - Skrzydeł, ogonów, prawda? Żadnego ruchu.
[57:29] - Tak, przesuwają się w jednej prędkości. A poza tym o tej porze ptaki nie latają. O tej porze ptaki latają jedynie jakieś sowy czy coś, albo jakiś stado czegoś. A samo to, że wtedy jakby tak teraz to długo trwało, bo to ułamku sekundy gdzieś tam sobie to analizowałem, co widzę. I to takie jarzenie się, taki glowing, taki wie pan, takie nie świecenie, tylko takie jarzenie. Coś takiego jakby fosforozujące takie gadżety, które tak wskazówki od zegarku. Wie pan, co? Że one świecą tym takim światłem gdzieś tam pozyskanym, tak się jarzą, no nie? Przez chwilę, gdy są wystawione na działanie światła, no to tak właśnie takie delikatne światełko, takie perłowe, takie właśnie kolor był taki perłowy. Na pewno nie biały, tylko perłowy.
Takie właśnie jarzenie tego. Jeżeli chodziło na przykład o te kule, które widzieliśmy z żoną, bo one w ogóle dźwięku nie wydawały, nic takiego, tylko po prostu sobie przeleciały, jak mówię, w jednym momencie się zatrzymały i jedna za drugą w spirali wleciały jakby w coś. Nie było widać w co. No to też było dziwne, że w ogóle moja żona wyszła i ja też powiedziałem wtedy jej, wtedy jak powiedziałem, że coś wisi w powietrzu, a ona: „No”. Po prostu wyczuwało się coś, ale nie było tego słychać i tak dalej.
[58:43] - Zanim przejdziemy do ostatniej przygotowanej na dziś rozmowy, pozwolę sobie przypomnieć, że od niedawna wszystkie podcasty w archiwum Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl są opatrzone pełnymi transkrypcjami, a dłuższe odcinki, w tym wszystkie odcinki cyklu „Mówią Świadkowie” posiadają również streszczenia. Jeśli więc komuś z państwa coś umknęło albo chciałby sobie coś przypomnieć, zapraszam do korzystania z tej ogromnej bazy. A w ostatniej części dzisiejszego odcinka wysłuchamy kilku relacji przekazanych przez naszego słuchacza z Sosnowca. Poza obserwacjami UFO trafi się tu mały wątek związany z żywym folklorem, a gwoździem tej części programu będzie relacja ze zdarzenia z udziałem niezidentyfikowanych obiektów latających, do którego doszło w Albanii.
[59:34] - Mam takich pięć tematów, znaczy się dwa takie, co mi ojciec przekazał, takie króciutkie i trzy, które ja coś tam widziałem i chciałem się podzielić swoją obserwacją. I dzwonię do pana przez osiem miesięcy co dzień. Tylko nie mogę nacisnąć tego numeru. Zawsze się jakoś obawiam. Nie wiem czemu.
[59:58] - A nie ma czego się bać.
[01:00:01] - Są pewne takie sprawy, które nie wiem, jak to później, już przy tym piątym elemencie powiedzieć, bo to trzeba by coś narysować albo przez telefon to jest jakoś to słabo. Nie wiem. Może byśmy się umówili tak, że w tym piątym elemencie, który jest najważniejszy, to ja może panu wyślę potem taki obrazek. Narysuję go, żeby można było to wyobrazić sobie, co to było i jak to wyglądało.
[01:00:32] - Oczywiście, jak najbardziej.
[01:00:34] - I to by było dla pana takie bardziej obrazowe. No bo przez telefon to jest tak mniej to będzie takie obrazowe. No ale zacznijmy od początku. No to takie dwie- Dwie rzeczy, które ojciec mi kiedyś przekazał. W latach 70. ludzie kiedyś spotykali się na ulicach, nie tak jak teraz, siedzą w domu, telefony i wymieniali się różnymi informacjami. Stali przed domem na ulicy, rozmawiali i nagle zauważyli — to mówi ojciec, co mi powiedział — że leci czerwona kula. Spadła za ogrodem.
[01:01:11] - A jaka to była miejscowość?
[01:01:13] - Sosnowiec, blisko PAME. Bliziutko, tak. I pobiegli za ten ogród tam, gdzie niby spadła ta kula czerwona. Ale pobiegli. Nic nie było. Nic. Zero. To jest taka moja informacja. Jak miałem siedem, osiem lat, tak pamiętam to, jak mój ojciec mówił. To taka krótka, żeby to szybko poszło.
Następna. Tata mój mieszkał na wsi. Urodził się tam w 1935 roku, dużo przed wojną. I on mówił, że wchodził do stajni i konie miały powiązane grzywy. I pytam się taty: „A co to?” On mówi: „Zmory”. A ja sobie tak myślę dzisiaj: jakie zmory? Przecież to musi być ktoś, coś fizyczny, żeby związać warkocze koniowi. I co on mówił? Że te konie były bardzo spocone, tak jakby się bały tego. Nie wiem, może ktoś ma jakieś informacje na ten temat i by się podzielił, bo dla mnie zmora to jest jakiś twór, poświata, coś.
Tak sobie myślę. Nie wiem, nie znam się. A żeby zawiązać warkocz, to musi to być osoba. Rzecz, nie rzecz, tylko jakieś dotknięcie, żeby skręcić ten warkocz.
[01:02:35] - Ja słyszałem takie kiedyś wytłumaczenie, że za te warkocze odpowiadają, jakby to ująć, same konie, że machają tymi głowami i warkocze same się robią. Tylko że ja widziałem zdjęcia takich warkoczy, no i chyba jakoś mi to wytłumaczenie nie gra.
[01:02:54] - Właśnie ja tak samo sądzę, że to jest coś, czego nie znamy. I tyle. To jest następna historia. Też krótka. To jest od mojego ojca. Następna historia jest taka. Stałem sobie na przystanku, wiadomo, o piątej rano do pracy jedziemy. Stałem sobie na przystanku i leciał punkt. Punkt taki świetlny, tylko taki na wysokości dzisiejszych przelotów tych samolotów. Gdzieś tak około dziesięciu kilometrów.
Nie dało się nie zauważyć, bo bardzo błyszczał. Było to w czas rano. On nie świecił. Wstawało słońce. To było odbicie słońca w nim. To był błyszczący jakiś punkt. Leciał i był bardzo, bardzo mocny. Jakby to powiedzieć? Jakby pan spojrzał na gwiazdę jakąś, która jest na niebie, świeci, to on był ze cztery razy mocniejszy, nie? Nie dało się tego nie zauważyć.
Leciał sobie z południa na północ. I tak się przyglądam i pod kątem prostym pyk! Na wschód. Nie rozumiem tego. Nie rozumiem. Poleciał sobie na wschód. To też taka krótka historia. To już ja widziałem osobiście.
[01:04:16] - Taka historia z kategorii „twoje światełko jest jakieś dziwne”, prawda?
[01:04:20] - No ale to światełko było bardzo mocne, takie to odbity, czyli leciał wysoko, skoro to słońce dawało takie odbicie od niego. Jak może taki punkt skręcić pod kątem prostym i sobie lecieć? Ale to wrócę do tego, jak skończę ten piąty punkt najważniejszy, to wrócę do tego właśnie kąta prostego. Mam na to wytłumaczenie. Natomiast czwarte spostrzeżenie moje, to tak powiem. Rąbałem sobie kiedyś, bo mieszkam w domu jednorodzinnym, rąbałem sobie drzewo w piwnicy. Drzwi były otwarte i zawsze kątem oka lepiej widzieć niż na wprost jak się patrzy. I tak kątem oka spojrzałem i patrzę leci właśnie taki sam świecący punkt z zachodu na wschód. No dobra, leci, to leci. Ale opuściłem głowę, podniosłem znowu.
Patrzę, a to skoczyło. Co to znaczy skoczył? Żeby to każdy sobie mógł wyobrazić. Czyli leciał sobie kursem i skoczył około stu metrów w bok i wrócił na kurs. Mówię: „Kurde, to jest niemożliwe”. Wyskoczyłem z tej piwnicy. Znaczy pan, mówię, wydawało mi się. Podbiegłem do siatki, patrzę na niego, a on zrobił to samo. Leciał po kursie, skoczył sto metrów i znowu leciał dalej. I tak patrzę na niego.
Odlatuje, odlatuje, ale już moment. Wrócę do tego, na jakiej wysokości. Leciał gdzieś na wysokości około półtora kilometra i jakieś półtora kilometra ode mnie. I bardzo błyszczał, bo też to nie on świecił, tylko było zachodzące znowu słońce. On błyszczał, właśnie ten punkt w tym zachodzącym słońcu. I ten punkt odlatuje. I tak sobie pomyślałem: „Szkoda, że nie miałem telefonu, bym to nagrał”. Ten punkt odlatywał. W momencie, gdy ja to pomyślałem, ten punkt się jakby zatrzymał. Świetlny.
Niewiarygodne. Zaczął wracać. Niewiarygodne. Zaczął wracać. To, co ja zrobiłem? Pobiegłem szybko do domu. Mówię: „Wezmę ten telefon i spróbuję to nagrać. Może to skoczy jeszcze raz i na tym telefonie będzie to widać”. No to ile to trwało? Trwało to może z czterdzieści sekund, może pięćdziesiąt sekund.
Zaszedłem do domu, pobiegłem, wziąłem ten telefon. Przybiegłem w to samo miejsce, które obserwowałem. Ten punkt, to coś. Nic. Zero. Pustko. I co to mogłoby być? Nie wiem. Jak to może tak skoczyć o 100 metrów w bok. Na moje oko to było gdzieś około 100 metrów w bok i wróciło na kurs.
Takie Z. Z. Rozumie. Zrozunie pan.
[01:07:15] - Takie zygzaki. Tak.
[01:07:16] - Takie zygzaki sobie leciało dalej. Takie coś dziwnego. No to.
[01:07:22] - Z takimi relacjami jest duży problem, bo ciężko cokolwiek konkretnego powiedzieć o takich obiektach, prawda? Po prostu sobie jest jakiś taki obiekt świetlny, robi jakieś dziwne manewry, czasami zdaje się reagować na myśli bądź zachowania świadka, prawda? Ale poza tym nie da się nic konkretnego na ich temat powiedzieć.
[01:07:43] - Właśnie o tym chciałem powiedzieć, że on jakby słyszał moje myśli, że szkoda, że tego. I zatrzymał się i zaczął wracać. To jest dziwne. No dobra. No to był taki ten czwarty, czwarta obserwacja, którą ja widziałem osobiście.
[01:08:00] - No i też trzeba powiedzieć, że to nie mógł być ani obiekt jakiś taki, prawda, bezwładnie latający, ani też nie mógł to być jakiś nasz ziemski wynalazek, bo nasze pojazdy powietrzne nie są w stanie takich manewrów w ogóle wykonywać, takich gwałtownych.
[01:08:16] - No właśnie, jak to tłumaczyć? Nie wiem. No dobra, to weźmy się za kwintesencję wszystkiego, odkąd dzwonię do pana przez osiem miesięcy. Wrócę do tego jeszcze raz. I co dzień. I nie mogę zadzwonić, ale w końcu się przełamałem. No to historia zaczęła się tak, że powiedziałem żonie: „Jedziemy na wczasy”. Dobra, jedziemy na wczasy. Wykupiliśmy wycieczkę, pojechaliśmy na lotnisko. Okazało się, że samolot nie leci tam na tą wymarzoną naszą wycieczkę.
Nie ma. Dwadzieścia cztery godziny na lotnisku. Zrezygnowaliśmy z tej wycieczki. Ale mówię tak: „Nie. Skoro oddali nam", poszliśmy do biura, oddali nam pieniądze. Wykupujemy następną wycieczkę. No i ta wycieczka, żeby szybko. To była wycieczka do Albanii. No i tyle. Jesteśmy w tej Albanii jakiś tydzień czasu i wróciliśmy.
To wieczorem wyszliśmy tak na promenadę pochodzić i to wszystko stało się. Wróciliśmy do pokoju. Akurat mieliśmy pokój na szóstym piętrze, na samej górze, na samej górze. Na dole była impreza. Aha, co chciałem powiedzieć? Muszę cofnąć się troszeczkę. I lecąc tym samolotem do tej Albanii, to nie jest bez kozery, że się cofnę, bo potem wrócę do tego samego. Lecąc tym samolotem. Naprawdę ta Albania ciemne, ciemne państwo, bardzo słabo oświetlone. No mówię, kurczę, naprawdę tu mamy gdzieś lądować?
Jak w innych tych państwach to jest tak oświetlone, a tu jest tak słabo, słabo, słabiutko. No dobra i na tym kończę. I skręciliśmy z tej promenady. Tam na dole była impreza bardzo głośno. Oczywiście żona poszła spać. Ja sobie wyszedłem na balkon na tym szóstym piętrze i siedzę sobie i nagle muszę to jakoś zobrazować, żeby każdy to mógł zrozumieć. Ten mój hotel sześciopiętrowy graniczył z drugim hotelem sześciopiętrowym. Nie powiem nazwy, bo żeby nie ktoś myślał, że jakaś reklama coś. I między tymi hotelami były baseny i bardzo, bardzo oświetlony teren. Dookoła z tego balkonu to była ciemnica, a w tym miejscu między tymi dwoma hotelami było bardzo, bardzo oświetlone.
Tak dla turystów. No i ta łuna tego światła była ogromna między tymi dwoma hotelami, a dookoła była ciemnica. O, tak to powiem, żeby tak zrozumieć. I co? I siedzę sobie na tym balkonie i nagle patrzę tak z pięćdziesiąt metrów leci coś, jakiś ptak. Mówię no jakaś mewa chyba, bo taka duża. No, wielkości mewy, może trochę większe. Rozciągnięte te skrzydło takie. Przyleciało to i jak ja to zauważyłem w tej ciemności? Właśnie przez tą ogromną łunę tego światła z tych dwóch hoteli.
To się odbijało w tym ptaku, że on leci. Zrobiło to. Przyleciało to z południa. Zrobiło dokładnie ósemeczkę, ósemkę i wróciło z powrotem na tą samą trajektorię, z którego wróciło. Tak se myślę kurwa, mewa w nocy 22:30. Mówię no dobra, no to jeszcze co zrobiłem? Wychyliłem się nawet na tym balkonie, żeby to jakby lepiej zobaczyć tą mewę. Mówię kurde, co ona tu robi? Jak ja tu żadnej mewy nie widziałem, jedynie to widziałem tylko te krówki i nic więcej. No tam zajmuję się tym ptactwem, także interesują mnie takie rzeczy.
No dobra. Przyleciała. Odleciała. Nie upłynęło około dziesięciu sekund i od strony morza, za hotelem tym drugim sześciopiętrowym wszedł w światło, w ten blask tych świateł, które jest, no było ogromne między tymi dwoma hotelami. Mówię balon. Jaki balon? Mówię skąd ten balon? Ale pół balona? Patrzę, a to jest obiekt z kopułą i z dołem, z taką platformą. I znikło.
No mówię kurwa, chyba mi się coś pomyliło, ale mówię jak? Co? Pół balona. Co? Błyszczało, świeciło. Nagle znikło. To trwało gdzieś około półtorej sekundy. Wielkość tego była tak na moje oko wtedy osiem metrów tej platformy, pięć metrów tego balona. Znikło. I tak mówię.
Wiszę nad tym balkonem. Jak? Co? Co to może być? Co to? Skąd się to wzięło? Ja tu patrzę, a tu nade mną to przelatuje. Ten obiekt wszedł w światło tego wielkiego światła, które między hotelami. Został on oświetlony i myślę także on zorientował się, że został oświetlony i jakby włączył kamuflaż, bo zniknął. I nagle patrzę, to wszystko trwało około sześć sekund.
Wszystko, co powiem. Półtorej sekundy widziałem to i nagle patrzę, a tu trzydzieści gwiazdeczek, równych gwiazdeczek, tylko w różnych pozycjach ułożonych. Leci nade mną, przelatuje trzydzieści gwiazdeczek i imituje niebo. Ktoś, kto by spojrzał z dołu w to, by widział tylko niebo, nic więcej. A to trzydzieści tych gwiazdek leciało równo i przed moim hotelem nade mną skręciło to na południe. A ja byłem na szóstym piętrze, a to było około dziesięciu, może dwunastu metrów nade mną, na takiej samej wysokości jak na tym poprzednim hotele. Pukam w okno do żony: „Wstawaj, pokażę ci coś”. Ona: „Co?” Wstała, ale to już wszystko poleciało. I to, co powiedziałem, to jest pierwsza rzecz. Drugi dzień.
Skoro ja miałem to przed sobą, ten obraz, zacząłem myśleć, jakie to było duże. Porównywać do ulicy. Leciało to nad ulicą, obok hotelu, do ulicy, do hotelu, do mieszkań, wysokości. I stwierdziłem, że ta kopuła miała około pięciu metrów wysokości i około pięciu metrów szerokości. Tylko była ucięta od dołu. Dolna część, platforma miała około osiem metrów na od półtora do metra dwadzieścia. Taka platforma płaska. Jak ja to zobaczyłem, to kopuła była złota. Nie wiem, czy ona była koloru złotego, czy to światło międzyhotelowe dawało na niej taki blask. Jeżeli była srebrna, dawało taki blask.
Nie wiem. Nie umiem tego powiedzieć. Czy ona była złota, czy światło z tych hoteli oświetliło ją na złoto. Następna sprawa: platforma pod spodem, około osiem metrów długa i od metra dwadzieścia do metra pięćdziesięciu szeroka. Miała kolor czarny albo grafitowy. Nie świeciła, tylko dawała ciemny blask. Jedynie co nie mogę powiedzieć, jak było zakończone te końce tej platformy. Ani z jednej, ani z drugiej strony nie zdołałem zobaczyć, jak są zakończone. I o co chodzi? Analizowałem jaka ona była, jaka wielka, jaka szeroka.
I w końcu, że te gwiazdki, trzydzieści gwiazdek, które przeleciały nade mną w równym tempie, wszyściutkie, one dały kształt trójkąta. Te wszystkie gwiazdki dały kształt trójkąta. I teraz sobie pomyślałem tak: skoro nie zauważyłem końca tej platformy ani z jednej, ani z drugiej strony. Jeżeli to był trójkąt od spodu, to mogłem nie widzieć końców zakończenia. Jeżeli to był trójkąt, bo bym nie widział i szpica, bo ja bym na tej samej wysokości co to przy tamtym hotelu. Na tej samej wysokości to leciało. Kilka metrów może wyżej. To jest niewiarygodne. I potem tak: jak już zmierzyłem szerokość, wysokość, ile to mierzyło i przeleciało nade mną kilka metrów. Niech będzie kilkanaście.
Zero podmuchu powietrza. Zero dźwięku. Tutaj leci jakiś mały dron. Tutaj sąsiad ma drona. Już go słyszę. Jak helikopter leci, to go słyszę. A taki potwór przeleciał nade mną. Nic. Zero. Potem na następny dzień znowu sobie myślę: dlaczego to przyleciało od strony morza?
Zostało oświetlone, znikło, skręciło nad moim hotelem, taki łuk to zrobiło i poleciało w ten. I sobie tak myślę: po co to przyleciało tutaj? I potem zacząłem kalkulować. Jaka mewa? Przecież to, jak ja zacząłem myśleć, to coś nie machało skrzydłami. Tylko przyleciało coś, jakieś skrzydło. Ja to w takim ciemnym mieście myślałem, że to jakiś ptak. Ja myślę, że to może był jakiś dron, który oni wysłali, żeby sprawdzić, co tu jest. Nie wiem, czy to był ptak. Niech będzie ptak, ale mógł być i dron wysłany przez nich najpierw te dziesięć sekund wcześniej.
Czy tu coś jest, czy nie. I wracając jeszcze z powrotem. Po co oni przylecieli i zakręcili przy moim hotelu? Na dole była impreza. Grała muzyka głośno, jak tamtędy przechodziłem. Głośniki były skierowane w stronę hotelu. Ten dźwięk, który odbijał się od tej całej platformy tego wielkiego hotelu, moim zdaniem uderzał w stronę morza. Może oni przylecieli sprawdzić, czemu tu taki wielki huk? Nie wiem. Nie mam pojęcia.
To tylko jest mój wymysł. To tak analizowałem, dlaczego przylecieli prosto tu od strony morza i tak szybko skręcili.
[01:18:46] - To jest takie zdarzenie dające asumpt do snucia różnych spekulacji, co to mogło być i czy te obiekty w ogóle były ze sobą jakoś powiązane, prawda? Tutaj było zero podmuchów powietrza, zero dźwięków i jak rozumiem też zero jakiejś interakcji tych obiektów z otoczeniem, mimo że to były obiekty Na 100%, jak rozumiemy, fizyczne, tak?
[01:19:08] - Tak. Ja codziennie o tym myślę. Nie wiem, co robić, ale ja o tym codziennie myślę, co to było. I powiem tak: nieraz jak sobie tak czasami wychodzę wieczorem, tutaj już w domu jestem, mam ogródek i wieczorem wyjdę, patrzę w niebo, to mówię tak: „Pokażcie się. Przecież wiem, że istniejecie. Pokażcie się mi, bo już nic nie ukryjecie”. Jedynie może być jakiś błąd, którym właśnie zaistnieliście. Błąd był taki: o półtorej sekundy za późno załączyli kamuflaż. Myślę, że oni tutaj latają tylko w kamuflażu. My ich nie widzimy, a kamuflaż jest naprawdę coś dziwnego.
Znikło. Nagle przeleciało od spodu nade mną. Jezus Maria. I co pan powie na ten temat?
[01:20:01] - Tutaj powiem jeszcze, że ta odległość podawana przez pana, 50 metrów, to jest dosyć blisko jednak. Jak by nie było, to już spełnia kategorie według klasyfikacji, bodajże z tego, co pamiętam, Josepha Alena Hyneka. To jest bliskie spotkanie trzeciego typu, skoro pan to z takiej odległości obserwował.
[01:20:24] - Tego pierwszego niby ptaka, który myślałem, że to ptak. Jeżeli to był dron, to on był około 50 metrów ode mnie. Ale to bydle, które przeleciało nade mną, co miało osiem metrów na podstawie, a kopułę gdzieś pięć metrów, to przeleciało około 12 metrów. Do 15 nawet! Tak blisko! Bo ja to wszystko na drugi dzień analizowałem. Widziałem wysokość nad tamtym hotelem. Nad tamtym hotelem to leciało około sześciu, ośmiu metrów. Tak to widziałem. Weszło z morza i na tej wysokości to zauważyłem.
Snop tego światła to oświetlił i to przyleciało nade mną i skręciło. Jak blisko!
[01:21:09] - A jak się zachowywało otoczenie w momencie tego zdarzenia? Wszystko było normalnie słychać, prawda? Z tego, co rozumiem.
[01:21:16] - Nic. Wszystko było idealnie. Nic, zero wszystkiego. To, co tam mruczała ta muzyka na dole, to sobie mruczała. Bo ja byłem tak z boku, miałem pokój z boku tego hotelu. Nic się nie zmieniło. Żona w końcu wyszła z tego pokoju. Ale tak jak mówię, nic nie było. I teraz chcę wrócić do tego kąta prostego, o którym w którym to punkcie mówiłem?
[01:21:43] - To chyba w trzecim czy czwartym, z tego, co pamiętam.
[01:21:47] - Pomyślmy sobie tak: skoro to skręciło w jakichś 30, 40 metrach taki obiekt, to co to jest, jak jest to 10 kilometrów w górze i ktoś powie, że to skręciło pod kątem prostym, tak jak ja to powiedziałem, tak? Ta różnica zniweluje się do tego, że będzie wyglądało, że to jest pod kątem prostym, a to jest taki delikatny łuk. Oni też skręcają z tego wychodzi.
[01:22:15] - Zakładając, że w takich obiektach są jakieś istoty nimi sterujące, to takie skręty, takie nagłe manewry powodowałyby duże przeciążenia na pokładzie.
[01:22:24] - Tak, ja to zauważyłem, tak to widziałem. I tak chciałem się podzielić z ludźmi, co widziałem. W domu mi wierzą, ale już niekoniecznie, bo ja mówię to. Kogo spotkam, to mówię. Mówię to nie także tutaj. Ja to mówię, co widziałem. Niektórzy tak z takim przymrużeniem oka. Ci, co mnie szanują, to z przymrużeniem oka. W domu też. Ale niektórzy to raczej nie.
Taką miałem sytuację.
[01:22:57] - Słuchając pana wypowiedzi czuć, że to dosyć mocne wrażenie na panu wywarło. Jak długo ta obserwacja trwała ta w Albanii?
[01:23:06] - Sześć, siedem sekund.
[01:23:08] - Cały ten okres od zobaczenia tego czegoś, co wyglądało początkowo jak mewa, do zobaczenia tej jaskrawej-
[01:23:14] - A nie, jak mewa, to o tym nie mówię. Tak jak mówię, ta niby mewa to upłynęło około, nie wiem, osiem, może 10 sekund i wszedł ten obiekt. To było tak: 10 sekund ta niby mewa i to sześć. Razem było to 15 sekund. Więcej nie było.
[01:23:32] - Czyli można powiedzieć, że całe zdarzenie jakby się zamknęło najdalej w pół minucie, tak?
[01:23:39] - Nie! To nie ma. Krócej. To przyleciało i odleciało bardzo szybko, nie robiąc podmuchu powietrza, dźwięku, nic, zero. I ja to opowiedziałem takiej koleżance, bo tam wiadomo, spotkaliśmy Polaków. Opowiedziałem to koleżance takiej z Krakowa. Ona mnie wysłuchała i opowiedziała mi swoje doświadczenia. Jestem w szoku. Naprawdę te moje doświadczenia to są naprawdę słabe, jakie ona ma. Miała.
Wylała się i mi opowiedziała.
[01:24:19] - A czy pamięta pan może, jaka to była miejscowość w Albanii i jaki to mógł być rok?
[01:24:24] - W tamtym roku, we wrześniu. 25 września o godzinie 22:30 to było.
[01:24:34] - 2025 oczywiście, tak?
[01:24:37] - Tak. W tamtym roku mówię dlatego, że dzwonię do pana co dzień przez osiem miesięcy i nie mogę się dodzwonić, bo brak mi odwagi.
[01:24:46] - Nie może pan tego przycisku magicznego dotknąć.
[01:24:50] - Tak. Ja już nie mogę. Muszę się z kimś tym podzielić, bo to leży na mnie cały czas. I co? Właśnie najważniejszą rzecz teraz chcę panu powiedzieć. Przyjechałem do domu, przylecieliśmy i mówię: „Nie, przeszukam cały internet. To, co mam w oczach. Czy ktoś widział taki obiekt?” Czy ktoś sfotografował? Czy ktoś opowie, że wyglądał tak, jak ja widziałem? Nie ma czegoś takiego.
I nagle oglądam sobie różne programy w internecie i pan Szewko. Zna pan takiego gościa? On prowadzi taki Bliski Wschód.
[01:25:34] - Nie kojarzę.
[01:25:35] - On prowadzi informacje o Bliskim Wschodzie. Taki specjalista jest od Bliskiego Wschodu. Szewko. On mówi o polityce. Dobra, nieważne. I za nim na tym zdjęciu, za plecami stoi kopuła w Jerozolimie. Identyczna! Ja zobaczyłem, to jest przecież identyczne to, co ja widziałem. Ta kopuła, niech sobie pan zobaczy z tą podstawą pod spodem. Tylko że ta, co leciała, ta podstawa pod spodem była szersza niż ta kopuła, bo ta kopuła w Jerozolimie i ta podstawa kończy się praktycznie równo z tą kopułą.
A to, co ja widziałem, to jeszcze było gdzieś po metrze z każdej strony szersze i też to złote było. Mówię: „Kurde, ktoś, kto widział to coś, co ja, może zrobił tę kopułę po to, bo widział coś takiego. To, co ja widziałem. Na podstawie tego, co widziałem. To może ktoś kiedyś widział coś i tę kopułę wybudowali właśnie identycznie”. I o co chodzi? Ta kopuła jest podcięta od dołu. I to coś, co ja widziałem, też było lekko podcięte. Ja to panu wyślę, namaluję, jak to wyglądało, żeby można było to zrozumieć.
[01:27:01] - Myślę, że tutaj ten rysunek bardzo się przyda, żeby sobie zwizualizować, jak to mogło nawet w takim przybliżeniu wyglądać. Na podstawie tego rysunku też będzie się prawdopodobnie dało zrobić jakąś rekonstrukcję z użyciem AI. Rysunek plus opis na takiej zasadzie.
[01:27:20] - I to było, tak jak powiedziałem, identyczne jak ta kopuła. Może ktoś kiedyś widział to co ja i ta kopuła nie jest takim dziełem przypadku. To nie jest jakiś zwykły naleśnik. To, co ja widziałem, mówią spodki, naleśniki. Tu nie ma jedno z drugim nic wspólnego. Kto by w taki naleśnik wlazł na przykład? A tu w tym czymś to wszystko miałoby jakiś sens. I tyle chciałem powiedzieć o swoim doświadczeniu. Może mi to ulży.
[01:27:55] - Na pewno przeżyje pan, myślę to, co przeżywa wielu moich rozmówców i wielu rozmówców innych ludzi zajmujących się tymi tematami. Zrzuci pan wreszcie ten ciężar z siebie. Chociaż pan ten ciężar w porównaniu z niektórymi ludźmi to dosyć krótko nosi, bo niektórzy się całe lata zastanawiają, czy w ogóle się tym dzielić. Niektóre relacje słyszę po raz pierwszy składane od 20 lat na przykład. Ale myślę, że będzie panu teraz lżej z tym żyć w ogóle z faktem, że ktoś tego w ogóle wysłuchał.
[01:28:35] - A może ktoś widział coś podobnego? Jak ja to narysuję, wyślę panu to. Może pan to pokaże. Może ktoś kiedyś coś widział. To jak mówię, to było czarne, grafitowe od spodu, a od góry złote. I to specjalnie jakby to było to czarne pod spodem, żeby tego, jak to leci, żeby tego nie było widać. Czarne, a pod spodem te gwiazdy, które jak to leciało, to nie można było tego rozróżnić od nieba. One nie były te gwiazdy jakoś symetrycznie. W różnych miejscach było, ale łącznie dawały trójkąt. Dawały trójkąt ta podstawa.
[01:29:19] - A jeszcze mam takie pytanie, bo chciałem zapytać, jak właśnie ta formacja tego trójkąta była ustawiona względem tego obiektu, tej kopuły?
[01:29:29] - Właśnie powiedziałem, że ja nie widziałem boków. Ja to namaluję. O co chodzi? Weszło to na wprost mnie, jakby z czoła. Niech sobie pan teraz wyobrazi. Gdyby to był trójkąt, to i tak by go pan nie zauważył. Niech sobie pan weźmie kartkę papieru. Jeżeli to jest na wprost pana oczu trójkąt, to go pan nie zobaczy. Jedynie może go pan od spodu zobaczyć. Ja sobie to wszystko przeanalizowałem.
Z przodu pan go nie zobaczy, jeżeli pan nie jest na tej samej wysokości. Ja widziałem to z tej samej wysokości, z drugiego hotelu, a to weszło od morza, od tamtego drugiego hotelu na tej samej wysokości. Czyli nie zobaczy pan tego trójkąta, tylko podstawę. Dopiero można stwierdzić, czy to jest trójkąt, czy nie. Jak to nad panem przeleci. I ja to właśnie doświadczyłem. A wcześniej myślałem, że to jest normalnie kwadratowa podstawa. I potem przemyślałem, że to musi być trójkąt. I rzeczywiście te gwiazdki dawały trójkąt. I co najważniejsze, jak oni szybko potrafią załączyć kamuflaż.
Szok! To ja jestem w szoku. Ja mam to wszystko przed oczami. Tego się nie da wymazać. Nie da się tego wymazać. To jest tak niby dziewięć miesięcy temu, ale to jest tak, jak ja bym widział to teraz. Ja nie wiem, jak to powiedzieć. Nieraz sobie mówiłem tak, że z dzieciństwa bardziej pamiętam rzeczy, niż co robiłem wczoraj. Ale tego się, kurde, nie da. Nie da się.
To koniec.
[01:31:12] - I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Zachęcam do dzielenia się swoimi odczuciami odnośnie usłyszanych dziś historii w sekcji komentarzy. Jeśli zaś macie jakieś swoje przeżycia o trudnym do wyjaśnienia charakterze i chcielibyście się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu. Zapowiedzi kolejnych audycji wypatrujcie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz we wpisach na naszych profilach społecznościowych. Na www.paranormalium.pl znajdziecie ponadto bogatą bazę artykułów, a także forum i czata, na których możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. A w archiwum podcastów, jak już zresztą wspominałem, wszystkie audycje są opatrzone pełnymi transkrypcjami, a odcinki niektórych cykli, w tym serii Mówią Świadkowie, otrzymały również streszczenia. Wszystkie te materiały są wgrane do bazy danych i można je przeszukiwać, używając dostępnej w archiwum podcastów zaawansowanej wyszukiwarki. Zachęcam do sięgnięcia po nowy numer miesięcznika Nieznany Świat, który zadebiutuje już za kilka dni, a który znajdziecie w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz na platformie elektronicznej nexto.pl. Polecam również państwa uwadze kanał czasopisma na YouTube, gdzie obok zapisów spotkań w Nieznanej Światowej Księgarni znajdziecie również dźwiękowe wersje wybranych publikacji z archiwum czasopisma i nie tylko. Polecam również państwa uwadze kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Kamila Nizio Przebodzenie, pisane przez dwa O, Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium.
To oczywiście nie są jedyne kanały, które warto odwiedzać, bowiem na stronie głównej naszego kanału na YouTube znajdziecie państwo również odnośniki jeszcze do kilku innych wartych uwagi miejsc na tej platformie. Mówił do państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493.
Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO Relacje.
Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.