Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania, a najlepiej do obejrzenia kolejnego odcinka najbardziej paranormalnego podcastu w polskim Internecie. "Mówią Świadkowie" to nieregularnie ukazujący się program, w którym świadkowie dziwnych zdarzeń całkiem szczerze i całkiem anonimowo dzielą się swoimi relacjami o spotkaniach z Nieznanym. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Celowo zachęcam Państwa do obejrzenia wersji wideo dzisiejszego odcinka, ponieważ będzie on bardzo bogato ilustrowany nadesłanymi przez autorów relacji materiałami. Dziś zaprezentowane zostaną relacje o bliskich spotkaniach z dziwnymi, jak to się czasami mówi, paranormalnymi istotami. Zaczniemy oczywiście od zajrzenia do naszej radiowej skrzynki emailowej. Latem 2022 roku do Radia Paranormalium trafiła korespondencja zawierająca dwie fotografie, które jedna z naszych słuchaczek wykonała na krakowskich Bulwarach wiślanych 6 sierpnia 2022 roku. Wedle opisu, obydwie fotografie zostały wykonane smartfonem w godzinach 22:36-22:37, w odstępie wynoszącym kilka sekund. Na pierwszym zdjęciu nie widać nic szczególnego, natomiast za drugim razem smartfon uchwycił coś, co nasunęło mi skojarzenie ze słynnym zdjęciem tzw. obcego z Parku Forestal w Chile, wykonanym w 2004 roku. Ową słynną fotografię powinniście Państwo teraz widzieć na wideo. Laboratorium badające wówczas to zdjęcie nie stwierdziło fałszerstwa, zaś próby wyostrzenia dawały efekt odwrotny do zamierzonego - zagadkowa istota stawała się jeszcze bardziej niewyraźna. Wracając do dziwnej istoty czy w zasadzie nie wiadomo czego uchwyconego na krakowskich bulwarach, jak pisze autorka relacji: Jestem pewna że tam nikt nie przechodził, nikogo tam nie widziałam, drugie zdjęcie które wysłałam było robione kilka sekund później, więc jeśli bym się pomyliła, myślę że na 2 zdjęciu też była by jakaś postać. Na wideo widzicie Państwo wycinki ukazujące ten sam obszar na obydwu zdjęciach oraz moje próby wyostrzenia drugiej fotografii. Linki do oryginalnych plików znajdziecie w opisie dzisiejszego odcinka.
Teraz przechodzimy do drugiej relacji tekstowej przygotowanej do dzisiejszego odcinka. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium 2 lipca 2022 roku. Witam. Od kilku lat słucham na YouTube Radia Paranormalium i biłem się z myślami, czy napisać do Państwa w sprawie mojego dziwnego spotkania, które miało miejsce w nocy latem 2013 roku we Wrocławiu w okolicach Tarnogaju.
Spotkanie z tą istotą miało miejsce w pracy. Pracowałem wtedy jako nocny stróż. Pilnowałem magazynów, były to budynki z czasów PRL. Okolica spokojna, mało domów mieszkalnych. Przeważnie niewielkie zakłady i mniejsze firmy produkcyjne.
Dobrze zapamiętałem tę nocną zmianę. Środek lata, bezchmurne niebo, cisza i spokój. Obchód po terenie rozświetlały mi lampy zamontowane na magazynach. Dodatkowo drogę doświetlałem sobie latarką. Było grubo po północy. Znajdowałem się po drugiej stronie obiektu, gdzie jest granica posesji. W tym miejscu były zamontowane stare kamery i słabo było cokolwiek widać w nocy.
Należało sprawdzić teren pomiędzy magazynem a płotem granicznym, czy czasami ktoś się tam nie kręci. Płot był prowizoryczny, niski, około 1,5 m. Za płotem był spory plac porośnięty trawą. Czekał na inwestycje firmy obok.
Trawa miała na oko maksymalnie 25 cm długości. Zajrzałem za magazyn. Nikogo nie było. Kontynuując obchód, dostrzegłem kątem oka za płotem sylwetkę niewysokiej osoby, dziwnie idącej. Miała chód podobny do kaczego. Człapała z nogi na nogę.
Ta osoba bądź istota była około 5 m od płotu. Pomyślałem, potencjalny złodziej. Poza magazynem, obok którego stałem, niczego nie było w odległości 300 m. Zawołałem, kto idzie, zapaliłem latarkę i poświeciłem w kierunku tej osoby.
Jak ujrzałem to coś w świetle latarki, włosy stanęły mi dęba. Była to szczupła postać. Miała około 1,3 m wzrostu. Wyglądała jakby była naga, trudno powiedzieć. Jej skóra była strasznie blada, głowa nieproporcjonalnie duża w stosunku do ciała.
Oczy okrągłe, duże, mieniły się w świetle latarki jak oczy kota lub sowy, odbijały światło. Przez te mocno świecące w świetle latarki oczy nie zauważyłem nosa ani ust. Ręce były bardzo chude, ale proporcjonalne do ciała.
Na dłonie nie zwróciłem uwagi. Klatka piersiowa lekko zapadnięta, brzuch lekko odstawał. Nogi natomiast były dziwne, długie, chude. Kolana odwrócone do tyłu, przypominały nogi kangura. Stóp nie widziałem, ponieważ były w trawie.
Gdy ta istota mnie zauważyła wydała z siebie dźwięk, coś na kształt zaskoczenia. Patrzyliśmy na siebie kilka sekund, po czym ta istota szybko odwróciła się i zaczęła biec. Po 2-3 metrach biegu potknęła się, ale błyskawicznie wykonała ruch jakby salto fikołek w powietrzu.
Złapała równowagę i zaczęła uciekać, bardzo szybko i sprawnie, bez nieporadnego człapania. Biegła przed siebie, za szybko jak na człowieka. Wystraszyłem się, bo mogła bez problemu zmienić kierunek biegu, dogonić mnie i zaatakować.
Ile miałem sił w nogach, wróciłem na wartownię, pozamykałem wszystkie zamki i z niepokojem przeczekałem do rana. Więcej tej istoty nie widziałem, ale mój kolega kilka miesięcy później widział coś podobnego na dachu jednego z magazynów.
To coś obserwowało go. Z opisu wynikało, że mogła to być podobna istota. Kolega nie mógł sugerować się istotą wcześniej przeze mnie widzianą, bo nikomu o tym nie mówiłem. Bałem się bowiem szydery z mojej osoby w pracy.
Zdarzenie doczekało się omówienia w książce Damiana Trelli, UFO i niewyjaśnione zjawiska Dolnego Śląska, wydanej nakładem wydawnictwa Illuminatio w 2023 roku. I to tyle jeśli chodzi o relacje nadesłane drogą tekstową.
Pora zatem najwyższa przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją relacją o spotkaniu z nieznanym. W dzisiejszym odcinku, obok rozmów zarejestrowanych przeze mnie w ostatnich miesiącach, znajdzie się również kilka niezwykle interesujących materiałów, udostępnionych przez sympatyków Radia Paranormalium.
Jeden z takich materiałów, jak podejrzewam, może wśród Państwa wywołać pewne kontrowersje. Usłyszymy bowiem za chwilę wypowiedź pewnego byłego górnika z miejscowości Walim na Dolnym Śląsku, który pod koniec życia zdążył podzielić się z jednym z dokumentalistów swoim bliskim spotkaniem z dziwnymi istotami w jednej ze sztolni w górach Sowich.
Niektórzy z Państwa mogą kojarzyć tę relację, ponieważ była ona już zamieszczona na YouTube. W naszym podcaście dochowujemy zasady, zgodnie z którą wszyscy świadkowie są maksymalnie anonimowi, dlatego relacja zostanie zaprezentowana w postaci dźwiękowej.
Na wideo natomiast będą jej towarzyszyć próby rekonstrukcji wyglądu zaobserwowanych przez nieżyjącego już świadka postaci. Do zdarzenia według opisu miało dojść między rokiem 2003, a 2005. Posłuchajmy.
Proszę Państwa. Po tym wywiadzie, z tym Panem, mogę nie żyć, bo za dużo powiedziałem. Ale jestem schorowany i u schyłku życia. Chcę coś Państwu powiedzieć i udowodnić temu Panu, co to z nim rozmawiam. Proszę Państwa.
W Górach Sowich życie istniało i żyje. Dlatego zostały zasypywane wejścia do tuneli, bo poszukiwacze wrażeń coraz lepszy sprzęt mieli i mogli dużo rzeczy wykryć. A życie się toczy. Mój niedoszły teścio Niemiec to mi powiedział tylko tyle: uważaj i nie pchaj się, gdzie nie trzeba! O co tu chodzi?
Oni byli izolowani wszyscy. Był taki S... a (to tak (na marginesie, Ślązok), co robił [tzn. pracował] sobie na tunelach, był i S... ak (jego dzieci tu (są), który był pierwszym policjantem za mego ojca w Łokietku, też on nawet nie wiedział że tunele są, taki był wystraszony. No i [grobowa tajemnica?]. Ale teraz wróćmy do tego, co wam chcę powiedzieć. Byłem, bo byłem dociekliwy, nie słuchałem ojca. Dlatego poszłem do [budynku?]. Byłem w tunelu. Ale w tej chwili jest tak zasypany, chciałem wrócić i wejść, że nie da rady, w ogóle wszystkie tunele są pozasypywane.
Zresztą tam prowadzili [prace] na Włodarzu, koparka tam była, ktoś tam prowadził, chciał wejść - przerwali to. Jaruzelski, niech mnie szlag, Jaruzelski nie dał rady, Kiszczak nie dał rady! To są siły chyba z kosmosu, co nie pozwolą dotrzeć! Ale dlaczego?
Proszę Państwa, byłem w tym tunelu. Przypadkowo, bo się skała obsunęła, a ja jestem górnikiem, to zawały czy nie zawały, musiałem przerabiać te zawały. Przeszłem, prześlizgnąłem się. I proszę Państwa, jak wyszłem z tego zawału, szłem jakieś czterdzieści metrów chodnikiem. Skręciłem w lewo, bo był chodnik.
Weszłem do takiej hali niedużej, nieobetonowanej, normalnie szedł strop. Ale już, tak jak w kopalniach, proszę Państwa, były ścieki. Więc szłem po tych ściekach, bo tak w górnictwie się chodzi, nie? To są takie chodniki górnicze, ścieki. I proszę Państwa, i widziałem na końcu wylot tunelu. Normalny wylot tunelu jak w górnictwie, nie? Ale, proszę Państwa, jak się już doszłem się do połowy tej drogi, zobaczyłem, że ten tunel był tak pod kątem, że światło było rzucane na przeciwległą ścianę, zaczęło się światło pojawiać. Takie niebieskie światło jak z jarzeniówek, takie bardziej niebieskie jak z jarzeniówek. I proszę Państwa, jeszcze szłem, ale zastanowiło mnie i strach mnie obleciał.
I stanąłem pod ociosem, po górniczemu to jest pod ścianą. I, proszę Państwa, czekałem, i wierzcie mi, proszę Państwa, że nie uwierzyłem, od tamtej pory przestałem się interesować Górami Sowimi i tunelami.
Uwierzcie mi Państwo, byłem w szoku, w strachu, myślałem, że się posikam i zesram! I te światło niebieskie tak szło [niezrozumiałe] i z tego kąta wyszło dwie osoby, ludzkie postaci, normalnie tak jak ja, ludzkie postaci. Byli ubrani tak, to do śmierci będę pamiętał, mieli kombinezony niebieskie, które świeciły, na tych kombinezonach mieli folie, a na głowach mieli okrągły przezroczysty hełmek, tak jak nieraz w tych kosmosach się w tych filmach widzi.
I jak szli, to sobą oświetlali wszystko. Jak wyszli i szli na mnie, wierzcie mi Państwo, takiej cykorii dostałem, że jak wyskoczyłem z tego tunelu tak spieprzałem, to byłem zsikany ze strachu. I nie wierzcie, że Góry Sowie nie są zamieszkane.
Trzymajcie się, jak chcecie żyć, od tuneli z daleka! Druga relacja spoza archiwum Radia Paranormalium pochodzi od dokumentalisty Krzysztofa Dreczkowskiego, autora bloga zmiennoksztaltne.blogspot.com Usłyszymy za chwilę opis tajemniczego zdarzenia z udziałem UFO i obcych istot w Kościelisku w Tatrach, do jakiego miało dość około roku 2005-2006. Relacja będzie przekazana przez krewną głównych świadków, na których zdarzenie wywarło tak duży wpływ, że do dziś boją się o tym opowiadać.
Było to w Kościelisku, w rejonak włośnie Płazówki tutoj w dolinie Rośtoki. Tata włośnie tam poszli z bratym tak przejść sie po lesie za grzybami. I gdzie poszli w te grzyby gdzieś? No to właśnie tutaj, jak jest, jak ta pod Płazówką tutaj te potoki, no to tutaj, bliżej właśnie tutaj Rośtok, tak łazili tam potem, no to gdzieś tu będzie ta Pilchówka, tutaj to, no tutaj, polana długo, gdzieś tutaj, dokładnie nie wiem, w którym to rejonie, ale właśnie i zobaczyli taką właśnie przeźroczystą, takie to było, taką kulę i ojciec zobaczył to pierwszy, także złapał brata i tak go cofnął, pokazał mu, żeby był cicho. Dwie właśnie takie osoby, takie cienie osób, nie było tak, że to była to wielkość takich mniejszych, takich takiego człowieka, metr sześćdziesiąt gdzieś, metr sześćdziesiąt, metr pięćdziesiąt, dwie postacie były. Jak ludzkie postacie? Tak, jak ludzkie postacie, tyle, że oni się nie odważyli podejść aż tak blisko, żeby to, wlazło to do tej kuli i ta kula jakby tak zaczęła się kręcić, w koło, w tej obok swojej osi, uniesła się do góry i znikło to. Jak ojciec podszedł tam z bratem, no strasznie byli po prostu przestraszeni, oni się boli, że by ich to może zabrało, jakby się byli ukazali, nie? No to było takie, bo het była tak, ziemia tutaj wytarto, jak ta kula się kręciła i trawa tutaj, wszystko to takie, jak od tego powiewu, to wszystko było położone. A jaki kolor ta kula miała? No tak o jasno, to takie było jasno ta kula. Aha, jasno. A to było w dzień? No, to było w dzień. Która mogła być? Dzień to mogła to być, jak pojechali rano, no mogło to być gdzieś koło godziny pierwszej, drugiej. Aha, po południu. No, bo to zanim zajechali tymi koniami, zanim, no to schodziło. A mówili, jak te istoty wyglądały, albo jak były ubrane? Takie świetliste były te istoty, nie pamiętam. Ale o twarzy nic nie mówili? Nie, bo oni tak ich widzieli, no, ja jeszcze się zapytam brata mojego dokładnie. Zapytajcie, no. To ja jeszcze się do tej rozmowy wrócimy. Dobra, super, dziękuję. No, a kiedy to się stało? 16 lat temu. 16 lat temu, a oni tylko widzieli, jak te istoty weszły do tego pojazdu? Wlazły do tego pojazdu i tak jakby się zamknął ten właz i po prostu zaczęło się to obracać, ta kula uniesła się i niosło się do góry.
A ten właz był otwarty, wtedy coś mówili, czy nie? Czy oni gdzieś po prostu już widzieli, jak te istoty weszły? Oni tak jakby włazili po takim języku, że jakby się ten język zamknął. Jak ta kula była otwarta, no to tak, że to było otwarte.
I wleźli potem, zamkło się to, zaczęło się kręcić. I mówiliście, że takie jasne to było. Jasne to było takie, jak mówił ojciec, tak, że to bieda było na to patrzeć, bo to tak raziło strasznie w oczy, nie? A oni się boli podejść, że jakby podeszli blisko, żeby oni ich nie wciągli tam, żeby ich nie zamknęli. Tak, tak. Tak to było 15 lat temu, to jest 2020, 16 lat.
Tak 2005 rok? Mogło to być, jakoś tak w takim okresie. To było strasznie, dla nich to było takie po prostu przeżycie, że bieda się było z nimi dogadać. Takiego mieli, jak przyjechali do domu, to po prostu, no ojciec już niejedno w życiu widział, nie no, to przecież facet dojrzały, nie no, ale dla brata to po prostu, to było, że coś niesamowitego, nie? Szok. Konie się pasą, one konie nie reagowały. Nie, konie, konie były, tam były konie wyżej. Także, że te konie, oni nie widzieli te konie, a oni poszli tak, mówię, za tymi grzybami po lesie, no to. Czyli oni to w lesie spotkali gdzieś. O tak, to od tych, od tych, od tych koni, no to, no to już mogli, jak uwiązali konie, no to, no to na chwilę się przelecieli, nie? Po tych swoich miejscach.
Czyli to gdzieś w lesie było. Także to było. A ta kula odleciała, czy ona po prostu zniknęła? Ona wirowała tak i poszła do góry. Aha, poszła do góry. No. I była wielkości pokoju? No była wielkości pokoju. Dużo, dużo kula przeźroczysto, dużo kula. Dużo to była kula. To oni w lesie, te postacie nie były aż tak wielkie, bo to, to mówię, to takie było jak, jak, tak 1,50, 1,60 metra, to nie były takie wielkie postacie, żeby to było 2 metry.
A mówili, że jakoś się poruszają, czy normalnie wlazły? Nic tam tylko, tylko, tylko wlazły i. I odlecieli. To była relacja udostępniona Radiu Paranormalium przez dokumentalistę Krzysztofa Dreczkowskiego.
Myślę, że wielu z Państwa zainteresuje jego blog pod adresem zmiennokształtne.blogspot.com, szczególnie ze względu na zamieszczone tam materiały odnoszące się do spotkań z czymś, co zwykliśmy nazywać żywym folklorem.
Pozwolę sobie również polecić Państwa uwadze serwis ufo-relacje.pl, zbierający relacje o obserwacjach UFO z terenu Polski. Serwis działa pod egidą Radia Paranormalium. Raz jeszcze przypominam adres www.ufo-relacje.pl.
Korzystając z okazji przypomnę również o istnieniu takiej platformy z dala od Facebooka, YouTube'a i innych social mediów, na której w sposób nieskrępowany można sobie dyskutować na tematy paranormalne, ufologiczne i podobne.
Tą platformą jest oczywiście forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl. Forum.paranormalium.pl. Gorąco zachęcam do rejestrowania się, no i do dyskutowania zarówno na forum, jak i na połączonym z nim czacie Radia Paranormalium.
Forum.paranormalium.pl. A teraz przechodzimy do prezentacji obszernych fragmentów rozmów, jakie zarejestrowałem drogą telefoniczną w ostatnich miesiącach. Już za chwilę wysłuchamy opisu zdarzenia z udziałem dziwnej zakapturzonej istoty, jaką jeden z naszych słuchaczy napotkał jadąc samochodem gdzieś między Osówcem a Kruszynem w województwie kujawsko-pomorskim. Do incydentu doszło w październiku 2014 roku.
To był rok 2014. Po prostu wyjechałem z domu do pracy. To mogła być godzina 5.20. W każdym bądź razie było ciemno i to był gdzieś powiedzmy październik. Jaka to była miejscowość? No właśnie jechałem z miejscowości Osówiec do miejscowości Kruszyn.
Tam przejazd przez las. No i jechałem do pracy po prostu w kierunku Lisiego Ogona. No i tam na wylocie z tego lasu już jest taki powiedzmy cmentarz dla małych dzieci po lewej stronie. No i wyjeżdżając tam się wyjeżdża z takiego łuku.
Na wprost jest miejscowość, co czy też ten Kruszyn, tu miejscowość już widać. No i wtedy taka postać stała po prawej stronie. Wielkości no nie wiem, dwóch metrów, metra osiemdziesiąt, coś takiego. Nie jestem do końca w stanie opisać jej, bo po prostu na twarzy się skupiałem.
Powiedzmy ta postać stała w takim jakby czarnym długim płaszczu. To tak wyglądało przynajmniej w kapturze. No to tak wyglądało jak kaptur. Bardzo duże czarne oczy, takie bez żadnego odbicia. Ja jechałem samochodem, po prostu miałem wrzucony luz.
Wyjeżdżałem z tego łuku i na tej drodze prostej, na długich światłach bardzo dobrze było widać tą postać. Te światła jakby, oczy jego nie odbijały tych świateł, tylko pochłaniały jakby to światło. Na tej zasadzie nie jestem w stanie powiedzieć czy ta postać miała jakikolwiek nos, może takie małe usta i takie wcięcie na dole twarzy.
No tak twarz się mocno zwężała dosłownie. Reszty nie było widać, ogólnie nie było widać rąk. Nogi takie w miarę cienkie. No takie zwykłe jak nogi, jak u człowieka prawie, ale cienkie bardzo i w taki zielonkawy kolor wpadały.
Sylwetka była tylko ludzka, a jakby wygląd twarzy i inne cechy... Znaczy ogólnie ja sylwetki całej nie widziałem, tylko powiedzmy nogi były trochę odkryte. Reszta była w tym jakby płaszczu, takim typowo czarnym.
Ogólnie jak ja wyjechałem z tego łuku, to ta postać stała przodem do mnie, ale odwrócona w kierunku tego skrzyżowania już w tej miejscowości Kruszyn. I nie widziała mnie jak ja wyjechałem. Samochód był bardzo cicho, bo po prostu toczył się na luzie.
I ta postać jak ja już dojechałem, zobaczyła, że robi się jasno od moich świateł. Po prostu w mgnieniu oka się w moją stronę odwróciła i z takim... Takie po prostu jakby na twarzy było wyczuwalne bardzo duże zdziwienie, że ktoś go zobaczył w ogóle, tą postać.
I w tym momencie, kiedy on mnie zobaczył, ja zdążyłem po prostu, no nie wiem, w półtorej sekundy, dwie sekundy dosłownie zobaczyć tą postać. I ona się odwróciła w lewą stronę w kierunku lasu i wiadomo, człowiek czy zwierzę, czy cokolwiek, musi jakiś rozpęd wziąć, żeby wbiec w ten las.
A to dosłownie w mgnieniu oka wpadło w ten las i się rozpłynęło, nie? Na tej zasadzie. Czyli nie było śladu żadnego, że tam postać chwilę wcześniej stała, tak? Nic. Ja dojechałem do tego miejsca i nie było nic widać.
Ja trochę zwolniłem, żeby zobaczyć, czy w ogóle coś widać tam. No fakt, że było w miarę ciemnawo jeszcze. No nie było nic. Ja po prostu czułem taki jakby, nie wiem, strach, takie przerażenie, że coś w ogóle widziałem.
Ja ogólnie nie boję się takich rzeczy, ale no czułem, że, nie wiem, tak jakby dało mi to do zrozumienia, że nie wiem, nie mam szans z tą postacią, coś takiego. Po prostu dreszcze mnie przeszły. Wrzuciłem drugi bieg i no dosłownie 170 jechałem do pracy, żeby tylko tam dojechać i już no być tam po prostu, nie? Na tej zasadzie.
Także samo to, jak ta postać się odwróciła w moją stronę, to no dosłownie nikt nie potrafi tak szybko tego zrobić, nie? Tak samo jak ucieczka do lasu, nie? Dosłownie aż się rozpłynęło w powietrzu i w ten las wpadło.
Ja sobie później sprawdzałem na mapach, tam jak się przejeżdża, gdzie to uciekło jest las, ale później się kończy las i są same pola, nie? Także no nie wiem, tak mi przez myśl przeszło, że może tam, nie wiem, gdzieś coś kiedyś wylądowało, rozbiło się cokolwiek i gdzieś tam czegoś jakby szukało i zobaczyło, że ja go widzę i uciekło po prostu jakby tam z powrotem, nie? W tym kierunku.
A może schowało się w krzakach? No nie wiem, wątpię. To po prostu się rozpłynęło. Ja tam dojechałem i no nie jechałem szybko, zwolniłem jeszcze, spojrzałem czy coś widać. No nic, nic nie było nam widać, nie? Typowo.
To była godzina około 5.30 i ja po prostu no jechałem do pracy na 6. I ja tam robię 12 godzin w pracy, później wracając jechałem tą samą drogą. No już wtedy tak trochę pewniej powiedzmy zwolniłem, jeszcze tam się rozglądałem trochę, ale nic tam nie było widać.
Kiedyś tak z ciekawości pojechałem sobie obejrzeć to miejsce tam, dookoła pochodziłem, ale nic tak ciekawego nie ma. Tak jak mówię, jest ten las, się wychodzi później z tego lasu i są puste pola, nie? Na tej zasadzie.
A to było jakoś daleko od domostw? Nie, ogólnie tak. Po lewej stronie był taki mały cmentarz. Można nawet sobie na Street View w Google wejść i zobaczyć. To jest dosłownie droga łącząca miejscowość Kruszyn a Osowiec.
I po lewej stronie jest taki mały cmentarz dla dzieci. I później są tam jakieś takie zabudowania i tak dalej. A po drugiej stronie jest po prostu las, nie? To jest taka typowa wieś. Najbardziej się skupiłem głównie na tych oczach.
Tak jakby przyciągały wzrok mój, żebym nic za wiele nie zauważył z tej postaci. Bardzo duże oczy, takie powiedzmy, no nie wiem, jak piłka do tenisa, tylko że dwie obok siebie, ale skierowane typowo na dół, nie?
Nie tak na ukos jakoś, tylko tak na dół typowo. Czyli to nie były jakby oczy ludzkie, tylko takie, co się wydarzyło? Nie, nie, dużo, dużo większe. Coś jakby przewodzącego na myśl oczy, nie wiem, szaraka czy czegoś tego typu.
Tak, coś na tej zasadzie, tylko nie pod żadnym kątem, tylko po prostu proste na dół, nie? Na tej zasadzie. Dlatego nie widziałem też, czy pomiędzy nimi, czy gdzieś niżej jest jakiś nos. I na dole takie małe, otwarte na okrągło usta, takie po prostu jakby naprawdę zdziwienie było, że ktoś go zobaczył, nie? Na tej zasadzie.
I automatycznie w ciągu półtorej sekundy, no nie, no nawet nie półtorej sekundy, sekunda może, i uciekł w las od razu aż w dół. Aż się rozpływając, nie? Na tej zasadzie. Ja panu powiem, że no dosłownie jak ta postać, ja sobie wyjechałem zza lasu, takie po prostu od razu ciarki na sobie poczułem, jak to zobaczyłem.
I no to całość może trwała powiedzmy, no nie wiem, z 4 sekundy, zanim ja tam dojechałem i zanim to uciekło, ale dosłownie jak byłem, wyrównałem się z tym miejscem, gdzie ta postać stała, zobaczyłem, że nic nie widać, no to po prostu redukcja biegu i jak najszybciej do pracy, nie?
Trochę później żałowałem. Wiedziałem, że się nie zatrzymałem, że nie zobaczyłem, ale po prostu no nie boję się takich rzeczy, ale tam po prostu czułem strach, nie? No to tak troszeczkę chyba uciekło jak taki Batman, prawda?
No dosłownie zobaczyło mnie, widziałem takie przerażenie, że ktoś to zobaczył i odwróciło się w stronę lasu, ale to no dosłownie nawet nie sekunda, ułamek sekundy i rozpłynęło się totalnie w lesie, nie?
Człowiek jak wiadomo, no jakiś musi rozpęd wziąć cokolwiek, żeby ruszyć z tego miejsca, a tam nic, od razu po prostu uciekło. Była aż smuga za tym szła, nie? Bo to nie jest jakiś taki gęsty las, w którym coś takiego mogłoby się spokojnie z łatwością wyrzucić.
No nie, nie. Tym bardziej, że to było, no mówię, październik, już nie było liści, nic, nie? Także no, no na pewno coś zobaczył. Mówią świadkowie, to taki podcast, który czasami im dłużej słuchasz, tym dziwniej się robi.
Za chwilę jedna z naszych słuchaczek podzieli się z Państwem pewnym incydentem ze swojego dzieciństwa, który wywarł na nią bardzo dziwne rzeczy. I to było bardzo silny wpływ. Wydarzyło się to w jednej z wsi na Podkarpaciu na początku lat 80. ubiegłego wieku.
W zdarzeniu tym, oprócz bliskiego spotkania z dwiema istotami przypominającymi klasyczne szaraki, doszło również do tak zwanego missing time. Spotkanie, z pozoru mające trwać tylko chwilę, zabrało naszej słuchaczce z życia przynajmniej dwie godziny.
Sprawą zainteresował się badacz Arkadiusz Miazga. Udostępniłem mu pełny zapis rozmowy, oraz kontakty do świadka. Poznajmy zatem i my przebieg tego dziwnego zdarzenia. Chciałam właśnie tutaj powiedzieć o tej historii, którą miałam, o wydarzeniach, które miałam, wie Pan co, mając wtedy 10 lat bodajże, tak to było w 81 roku gdzieś, 81.
W Polsce, to było na wsi, bo ja wychowana byłam na wsi. Spędzałam swoją, że tak powiem, młodość do 15 roku życia na wsi. W województwie właśnie małopolsko-podkarpackim. To dawne chyba województwo podkarpackie, Małopolska.
I powiem Panu tak, była taka sytuacja, która właśnie bardzo mnie, no dociśnia, że tak powiem, bardzo utkwiła, bardzo, że tak powiem, jakieś takie piętno na mnie to wywarło, jako dziecko. Wtedy pamiętam, że właśnie szłam do kościoła, znaczy no, to, że było po mszy, bo ja poszłam na mszę pieszo, bo to była wioska i wie Pan co, to właśnie było coś takiego, że miałam jakieś 2,5 kilometra pieszo do kościoła.
Może Pani podać, jaka to była miejscowość? To jest miejscowość, proszę Pana, to jest wieś, to się nazywała wioska Krzywdy. To jest Krzywdy koło Jeżowe. Jeżowe, Kamień, koło Rzeszowa niedaleko. Gdzie to się działo, to była Wólka Łętowska, Wólka Łętowska, Podkarpacie, niedaleko Rzeszowa.
I właśnie była taka sytuacja, że szłam do kościoła. Szłam do kościoła na wieczorną, na 18 godzinę. Jako dziecko ja w ogóle byłam bardzo, że tak powiem, no, wychowana w rodzinie katolickiej, bardzo wierząca.
Więc w ogóle też miałam taką sytuację rodziną troszeczkę. Wychowana byłam przez ojca, to praktycznie brakowało mi bardzo mamy. Gdzieś tam jakiś człowiek szukał tego Boga i, że tak powiem, no, nie ukrywam, że znalazłam takie właśnie swoje, gdzieś tam takie...
Taki jakby safe space, tak? Tak jakby... Bezpieczna przestrzeń w rękach Boga. Dokładnie. Dokładnie. I powiem Panu, że nawet dwa razy byłam w stanie, nawet dwa razy w ciągu tygodnia iść do kościoła, żeby się pomodlić, tak?
Żeby właśnie szukać tej miłości, tego właśnie, czegoś, co właśnie człowiek potrzebował, a nie miał. I troszeczkę właśnie powiem szczerze, że to mi bardzo pomagało. Pomagało, chociaż nie do końca, ale na pewno był to jakiś taki... czegoś tam się uchwyciłam.
Po tej mszy, pamiętam, wracałam z tej mszy. I to była godzina gdzieś właśnie dziewiętnasta. Dziewiętnasta, po dziewiętnastej. O dziewiętnastej skończyła się msza. Gdzieś tak po dziewiętnastej właśnie szłam pieszo.
Czasami nawet biegłam. Bo chodziło o to, że mój ojciec wracał z pracy zawsze o godzinie dwudziestej, gdzieś tak dwudziesta piętnaście, trzydzieści. Mój ojciec już był w domu. I ja zawsze tak chciałam, żeby być już w domu, żeby mój ojciec nie widział, że ja byłam na mszy.
O, coś takiego właśnie. I pamiętam, że biegłam, szłam. Już tak zapadał zmierzch. I jeszcze miałam... I jeszcze miałam kawałek właśnie... Tutaj już jak wychodziłam, bo tam musiałam minąć dwie wioski, prawda?
Dwie wioski takie tam były. No i potem już ta wieś się kończyła. Zaczyna się, proszę pana, już tak, że tak powiem, takie szczere pole. I las się zaczyna. Wtedy miałam kawałek, musiałam obejść właśnie tego lasu.
Potem zaczynała się jeszcze jedna wioska. I później już ta moja wioska, prawda? No i powiem szczerze, że tak właśnie biegłam, szłam. I zaczęłam, nie wiem, że tak powiem, no... Jak to się mówi? Miałam zadyszkę.
I zatrzymałam się po prostu, bo po prostu tu mnie kłuło. I ja mówię, no kurczę, tak się właśnie zatrzymałam. Zatrzymałam się i to było już, proszę pana, już nie było w ogóle domów. Domy się skończyły. Wieś się skończyła.
I zaczyna się właśnie właśnie taka periody tej pola i lasu. I teraz właśnie co, proszę pana? Widzę... Właśnie tak stanęłam i zaczęłam odpocząć. Odpoczywam, tak? Była taka mgła. Mgła zaczęła się taka...
Zaczęła się unosić tam mgła, taka właśnie z tych pól wychodziła. I po prawej stronie były jakieś łąki. Po lewej te pola. I właśnie po lewej też ten las. Jaka to była pora roku? Ciężko mi jest to określić.
Na pewno to nie było... Nie było zimno. Na pewno to nie było zimno, bo musiało to być myślę, że wiosna jakaś to musiała być. Wiosną. To nie musiało, nie mogło być zimno. Z tego względu, że nie byłam ubrana w jakiś sposób.
Nie pamiętam, żebym była na zimowo ubrana, czy cokolwiek. Na pewno to była jakaś wiosna. Czyli taka jakaś pora cieplejsza, tak? Tak. Cieplejsza. Pamiętam właśnie to, że ta mgła się zaczęła właśnie tak to unosić właśnie.
I wie pan co? No i tak stanęłam, patrzę się na lewo. I patrzę, a tu idzie proszę pana dwóch... Dwie istoty. Dwie małe... Dwóch małych ludzi idzie. No dwie istoty małe idą. Ale ode mnie były jakieś, no powiem szczerze, 8-9 metrów ode mnie były.
I powiem panu, że... Ja zostałam po prostu w szoku. Byłam w jakimś takim no... Bo ja sama dziecko byłam jeszcze wówczas. Więc tak naprawdę jako dziesięciolatek, no to tak dla mnie... Kurczę, ode mnie mniejsze te osoby były.
I po prostu sobie pomyślałam, bo jako dziecko, dzieci myślą jak dziecko. I ja wtedy sobie pomyślałam, co te dzieci tutaj robią. Aczkolwiek sobie myślę, no dzieci już właśnie takie mniejsze ode mnie już śpią.
Bo tak sobie po prostu jakoś logicznie chciałam to wytłumaczyć, prawda? Gdzieś tam. I ja mówię, no dzieci już o tej porze praktycznie nie są w łóżku. Już śpią. A oni? I teraz tak. A oni tam idą w ten las, nie?
W ciemność idą, nie? I takie właśnie tutaj... Rozbieżność w ogóle była taka wielka. I za chwilę właśnie tak stanęłam i ja patrzę nagle. I patrzę, wie pan co? Te dwie osoby trzymają się za ręce. Mniejsze ode mnie.
Ja miałam wzrostu jakieś metr dwadzieścia, trzydzieści. Te postacie miałem jakieś pięćdziesiąt... Sześćdziesiąt centymetrów. To były takie właśnie... No dużo mniej... Połowa mniejsza ode mnie jeszcze. No mniejsza ode mnie.
I trzymają się za ręce. I widzę właśnie nieproporcjonalne ich właśnie sylwetki. Bo sylwetki idą właśnie w tą mgłę. Idą właśnie w tę ciemność. W ten właśnie w kierunku lasu idą, nie? I ja mówię, no właśnie takie coś to było co mi w ogóle nie...
To w ogóle nie było jakieś logiczne. No co by dzieci robiły w takiej okolicy jeszcze o takiej porze, prawda? Ale wie pan co? I tak właśnie stanęłam. I oni właśnie też przystanęli. Jak ja zaczęłam się przyglądać właśnie tej sylwetce, bo zauważałam, że głowy były bardzo wielkie.
Małe rączki. Właśnie mniejsze. I te rączki jak się oni trzymały za te ręce, to tak widziałam, że to były takie... Wszystko małe było. A głowy były takie ogromne. I oni nagle, jak gdyby, przestali iść. Tak samo stanęli.
Tak jak ja stałam i obserwowałam. Oni tak samo stanęli. Za chwilę jeden z nich obrócił głowę. Wiedziałam, obrócił głowę w moją kierunku, dlatego że głowy mieli takie, mówię, wielkie. To było po prostu nieproporcjonalne do ciała w ogóle, do reszty.
To się w ogóle nie trzymało kupy, niczego. Ani logicznie, ani że tak powiem. No nie znalazłam żadnego wytłumaczenia, jak gdyby. I właśnie tak oni stanęli. Ja stałam. Ja patrzyłam na nich właśnie tak jakby...
Na nich od tyłu. Znaczy oni szli w ten las. I za chwilę oni przystanęli. I ten jeden. Tylko ten jeden. Cały czas trzymał się za ręce. Tego nie zapomnę. W ogóle oni w ogóle... Ten drugi się nie odwrócił.
Ale ten jeden się odwrócił właśnie. Bo widziałam skręt głowy w moją stronę. Takie o 160 stopni dosłownie odwrócił tę głowę w swoim kierunku. I patrzył. I wtedy ja, proszę pana, tak właśnie... Jak to się mówi?
No jakbym została w jakimś paraliżu. Jakbym dostała... Nie wiem, jak to mam powiedzieć. W jakimś amoku jakbym była, stała. I proszę pana, no tak... On patrzył na mnie. I ja patrzyłam na nich, na niego.
I tak dosłownie to trwało. Nie wiem, jaki czas nawet. Nie wiem, bo pamiętam, że ja w ogóle nie mogłam się ruszyć. Nawet ja w ogóle... To było coś takiego, że... Nie miałam ochoty nawet, żeby się ruszyć.
Ani iść, ani nic. Tylko po prostu ciągle się patrzyliśmy na siebie. I to była taka... Aczkolwiek powiem tak szczerze, że nie widziałam oczu. Nie widziałam oczu. Bo to wszystko było takie, powiem... Widziałam ich sylwetki dosłownie bardzo dobrze.
Była ta mgła. I taka była szarówka już. To był taki podwieczór. Właśnie taki wieczór. Powoli zapadał zmrok. No i... Ja Bogu dziękuję, że nie widziałam w ogóle... Że nie widziałam oczu. Że nie widziałam twarzy.
Bo tak pomyślałam potem z perspektywy czasu, że gdybym zobaczyła w ogóle tę twarz i właśnie... Twarz... Znaczy, no bo ja potem... Potem dopiero z biegiem lat i czasu zaczęłam... Ja o tym nikomu nie mówiłam.
O tej sytuacji... No może skończę najpierw tą właśnie... To wydarzenie. To co się działo. Potem takie moje myślenie osobiste. I powiem Panu, że właśnie to co się działo, to co się stało, to to właśnie, że no...
To stało to właśnie... To byłam taka w takim stanie, nie wiem, no... Paraliżu, nie wiem, czego tam, no... Jak to nazwać? Nie mogłam się ruszyć, a nawet nie miałam... Mówię, no nawet nie miałam ochoty, bo to...
Było coś takiego, że... To była taka energia pozytywna dosyć wręcz, powiem. Nie czułam jakiegoś zagrożenia w tym momencie, kiedy... Kiedy się w ogóle ta osoba... Ktoś na mnie patrzyło, tak? I później on dosłownie odwrócił głowę.
Widziałam znowu, skręcił głowę. W tą... Do przodu, jak gdyby... W swoim kierunku. I... I dalej sobie spokojnie, spokojnie, wojenkaczkiem idą do tego lasu. I wtedy właśnie, jak on odwrócił głowę, ja po prostu...
Ja tam nabrała... Świadomości. Co się dzieje w ogóle? I wtedy właśnie dotarło do mnie. I mówię, Boże, co to, co to w ogóle... Co to jest? Co to jest? Byłam w takim panicznym stanie. W takiej panice byłam.
Pamiętam. W szoku. Takim, no nie wiem, no... Zaczęłam się wtedy bać. Wtedy zaczęłam się bać. Potem właśnie już, jak on odwrócił głowę. Jakbym właśnie dotarło do mnie tej świadomości, że... To nie jest normalne.
Że to jest... Coś takiego, ale w nogi. Szybko. Uciekaj. Coś takiego, nie? Że... Do domu. I wtedy właśnie... No, powiem Panu, że tak biegłam do tego domu szybko. Pamiętam, że ten... Jeszcze miałam ten kawałek lasu do przebiegnięcia.
I szybciutko właśnie do tego domu biegłam. Mimo, że tu mnie zaczęło kolka, kłuła. Tutaj już nie mogłam. Już tutaj już zadyszka taka. Mimo, że tam jeszcze była wioska jedna, którą musiałam przebiec. Zanim do domu swojego dobiegłam.
No to tam ludzie spuszczają psy na wiosce. To powiem Panu, że nawet już pstów się nie bałam po prostu. Uciekałam tak, bo mówię, to ciągle było w mojej głowie. I ja... Ten efekt, jak przybiegłam do domu.
Ja po prostu... Popatrzyłam na to. Popatrzyłam na godzinę. Bo ja mówię, patrzę, ojca nie ma jeszcze. Więc ja mówię, no... Cieszyłam się z jednej strony, że nie ma taty. Bo pewnie bym nie wyzwał gdzie ja się włóczę po nocach.
A właśnie patrzę się na godzinę. A to była koło 22 godziny. I to było takie dla mnie bardzo uderzające. Bo msza skończyła się o 19. To niemożliwe. Do domu miałam jakieś 2,5 km. Pieszo. No 2,5 km to się nie jedzie chyba 3 godzin, prawda?
Tak, tak. I tutaj... Ja byłam w szoku, bo mówię, to jest niemożliwe, że to jest ta godzina. To jest niemożliwe. Przecież ja też... Ja jestem wysportowana w szkole w ogóle. Wysportowana dziewczyna i tak dalej.
Dziecko jako tam... Dziewczynka wysportowana na WF-ie najlepsza, że tak powiem. To było dla mnie po prostu nie do pomyślenia. Ja mówię, że cieszyłam się z jednej strony, że ojca jeszcze nie ma. Ale no...
Ja mówię, Boże, no... Co tu się stało w ogóle, że taty jeszcze nie ma? Że normalnie widziałam, jak tutaj wraca. I już ta godzina jest. Jakoś tak... Ojciec nie przyjechał jeszcze z pracy. I właśnie... Powiem Panu, że to było dziwne.
To było takie bardzo dziwne, że nie mogłam sobie tego wyjaśnić. Jakoś logicznie w ogóle. No i właśnie to jest taka ta sytuacja, co właśnie chciałam powiedzieć o tym. I powiem Panu, że o tym nikomu nie mówiłam w ogóle, bo...
No mówię, wychowana byłam przez ojca. Matka była za granicą już od dawna. I powiem szczerze, że... Nie miałam komu tego powiedzieć tak naprawdę. A po drugie, gdybym powiedziała to komu... To wszyscy by mnie i tak uznali, że jakieś moje...
Moje jakieś takie fanabierie, jakieś te coś wymyśliłam sobie. Że tam nie dam o co. Więc ja to w sobie zachowałam. Wszystko w sobie oczywiście. No też można się spodziewać, jaka byłaby reakcja, mając na względzie to, że tam jeszcze na Podkarpaciu i w Małopolsce w ogóle jest dosyć silna ta wiara religijna. Także można...
Można było się spodziewać, że się usłyszy coś o demonach, jakichś tam opętaniach. No, no nie raczej. Ja raczej powiem panu, że raczej tam tak... Można było się spodziewać ze strony właśnie tutaj społeczeństwa, ludzi, związki, że tak właśnie będę odebierana gdzieś tam.
A właśnie dlatego ja nie mówiłam, bo mówię i tak mi nie uwierzy w to. Zresztą ja tego logicznie nie potrafiłam... Sama sobie nie potrafiłam tego w jakiś sposób wytłumaczyć. Tym bardziej, że mówię. No też czytałam Biblię i wierząca osoba jestem cały czas zresztą.
I powiem panu, że no nie potrafię tego w jakiś sposób... do dziś dnia. Ale powiem panu, że po latach właśnie, jak zaczęło się właśnie dużo mówić już tak otwarcie w TV, w mediach właśnie, że właśnie są te programy jakieś tam...
Pojawiły się programy, proszę pana, te właśnie z tym UFO, coś tam, coś tam. I coraz więcej się zaczęło mówić o tym, nagłaśniać. I powiem panu, że dużo ludzi się otwarzyło na tą relację mówienia o tym właśnie.
Co ludzie widzieli kiedyś tam o swoich właśnie takich wydarzeniach. I doświadczeniach. I to jest bardzo dobre właśnie, że dzisiaj możemy o tym szczerze porozmawiać. I powiem panu, że jednego razu spotkałam tego kolegę, co właśnie...
On mówi, to co ty widziałaś, właśnie kiedyś powiedziałam. Takiemu koledze, którego bardzo kiepsko znałam zresztą. Ale żeśmy sobie tak fajnie porozmawiali. Na różne takie tematy duchowe. I ja mówię, że miałam takie wydarzenie.
A on mówi, nie bierz mnie z jakiegoś tam, że mi się pomieszało w głowie. Ale powiem ci, że miałam takie wydarzenie i tego. I on mówi, no... Powiedziałam właśnie o tym. O, to ty widziałaś szaraków. A ja mówię, co proszę?
A on mówi, no szaraków. A ja mówię, jakich szaraków? A on mówi, no słuchaj, to są właśnie kosmici. No to są z tego, z nieznego świata, no tam jakieś tam istoty. I mówi, poczytaj sobie w Google'ach. Mówi, wejdź na Google i zobacz.
I wie pan co, tak sobie weszłam na spokojnie. I faktycznie opis, jak zobaczyłam opis właśnie tych małych ludzi, ludźków. Takich właśnie... Że tak powiem, śmiesznie ludźków. No to było dla mnie, to było...
Nie wiedziałam, jak to nawet odebrać. No takie coś, co jakby nie pasowało do niczego, co miała pani w pamięci zapisane, tak? Tak, w ogóle w naszej społeczności, w sensie do tego, no do naszego, no widzimy różnych ludzi, prawda?
No jeden jest taki, drugi taki. No każdy gdzieś tam może mieć jakiś tam niedobytek, że tak powiem. Ale no to było bardzo dziwne. I właśnie to było... To właśnie czułam coś takiego dziwnego właśnie. Też to takie właśnie...
Jak właśnie... On się popatrzył na mnie, odwrócił głowę i powiem panu, że właśnie stałam w takim bezruchu, w takim kurczę... No po prostu jakbym miała jakiś paraliż. No tak to można nazwać. Jakiś taki...
Ale z drugiej strony tak telepatycznie odbierałam, że nie bój się, że właśnie czuj się, że nie czułam się zagrożona w jakiś sposób. Dopiero potem, jak odwrócił tę głowę już. I jak już zaczął iść dalej w tym kierunku, z czym właśnie... No właśnie.
Z tą drugą osobą trzymając się za ręce właśnie te rączki. I sobie szli dalej. To wtedy właśnie ta świadomość do mnie dotarła, że... Tak jakbym się obudziła dosłownie z jakiegoś letargu. Z czegoś, co...
Że byłam jakimś skaniem. Coś takiego. No i tutaj też zwraca uwagę ten szczegół z tym czasem zagubionym. Bo pani jakby nie czuła... Jakby pani nie czuła podczas tego zdarzenia, tego spotkania, że upływa więcej tam godzin na przykład.
No nie, nie. Nie czułam absolutnie. I pamiętam, że jak przebiegłam, to nie wiem właśnie dlaczego popatrzyłam na zegarek. Dlatego, że wiedziałam, że taty jeszcze nie ma. A on zawsze wracał o 20.30, 15, 20.
No maksymalnie o 20.30 wracą z pracy. Taty jeszcze nie ma. I ja mówię, o. No zaczęłam się tak... Ucieszyłam się gdzieś tam w duchu, że nie będzie mnie tam ochrzaniał, że właśnie się włóczę po nocach. Coś tam.
I już jestem w domu. Jego nie ma. Cieszyłam się. I ja mówię, patrzę na zegarek, a tu już koło 22. I ja mówię, no ja mam szok. I ja mówię, no jak 22? No i powiem panu, że ja w ogóle nie szukałam nawet. Więc jednak do wytłumaczenia, bo mówię, to były czasy takie właśnie...
Wiadomo, że to było takie dla mnie wielkie zdziwienie i szok. Aczkolwiek, no mówię, no to były te czasy takie, gdzie człowiek żył na wsi, gdzie troszeczkę inaczej... Mówię, no była dyscyplina, prawda. Inaczej wychowany był niż w mieście, niż w miastach i tak dalej, no.
Ale no, no co powiem, no powiem panu, że takie wydarzenie było takie, że tak powiem, pierwsze, które miałam. Czy zwróciła pani uwagę na to, jak wyglądało otoczenie w tamtym momencie, w momencie tego spotkania?
Czy było coś takiego osobliwego, czy wszystko było w porządku? Pamiętam, że nie było nic osobliwego. Na pewno było bardzo spokojnie. Była tam gła właśnie, pamiętam, tam gła, która się tak unosiła. Było bardzo spokojnie.
Cicho, cicho, cicho, sza, właśnie. Taka była cisza i... No i taki spokój był, spokój po prostu. Ale taka cisza, cisza taka normalnie występująca w tym miejscu, tak? Normalna cisza, normalna cisza. Pamiętam, że to było już tak samo dawno, no bo ja wtedy miałam dziewięć, dziesięć lat, no.
To wtedy tak... Dla mnie po prostu było to wszystko takie, no cicho było. Na pewno taka była cicha, no, jakieś tam, no otoczenie, to wszystko było, ta gła. No i ten zmierzch, który zapadał. No i właśnie to, właśnie ten fakt, że oni sobie z tego lasu szli.
I tak mówię, no dzieci do lasu idą. I tak sobie mówię, no jak do lasu? Ode mnie takie małe dzieci tu już w łóżkach śpią. I tak właśnie takie moje tłumaczenie jako dziecko było, takie tłumaczenie. A w ogóle to nie były postacie normalne, bo mówię, nie były proporcjonalne, nie były w ogóle ani głowa, ani część ciała.
Miały oczywiście nogi, ręce, ale były malutkie, króciutkie i głowy bardzo duże. Bo jak obrócił tą głowę, to ja widziałam obrócenie tej głowy właśnie. No ja pani powiem, że też jak słuchałem pani opisu wyglądu tych postaci, to też tak oczami wyobraźni zaczęło mi się rysebać taki no typowy szarak.
Taka duża głowa, niski wzrost, szczupły, chude ręce, chude nogi. No wypisz, wymaluj szarak. I powiem panu, że tak też myślałam, wie bóg, o dzięki, że ja w ogóle nie widziałam właśnie po tym, jak rozmawiałam z takim kolegą, który mi, proszę panią, proszę zobacz sobie, tam mówi na Google.
I zobacz, jak ja zobaczyłam te właśnie takie rysunki, były opisy. Ja mówię, tak, to jest to, co widziałam, to, co widziałam właśnie. Tylko i tam były oczy jeszcze narysowane, namalowane były. No ja mówię, no bóg, o dzięki, że ja nie widziałam w ogóle tej twarzy, tak wie pan, oczów.
Bo ja bym wtedy dostała zawału ataku serca. Ja bym tam pewnie po prostu umarła chyba na tej szosie tam, na tej drodze. Bo to była taka droga, pamiętam, kamienista jeszcze. Tam nie była droga asfaltowa, tylko taka droga wiejska.
Więc ja mówię, że nie wiem, bóg chyba tak sprawił, że po prostu ja... Bóg dzięki nie widziałam po prostu tej twarzy. Bo jakbym zobaczyła tą twarz, to ja bym tam, no na pewno bym umarła. Bo tak, krzyczeć nie krzyczałam, bo tam nie ma już domów.
Nie było, już te domy się skończyły. Po prostu ja byłam, szczerze już tak powiem, pusta. Gdzie były, no już pola i lasy, tak, się zatrzymały. Więc tam już nawet choćbym krzyczała, nikogo by nie było na ratunek.
No to też wyklucza opcję, że to mogły być jednak dzieci. Bo co by dzieci robiły tak daleko od budynków, tak? Dlatego ja właśnie mówię, no to jest takie, tak jak dziecko myśli jak dziecko. I właśnie tak sobie tłumaczyłam.
Ja wiecie, to dzieci pierwotne, o co to mówię. Ja sama byłam dziecko, więc te postacie miały, no mówię, jakieś 50-60 cm. To były takie właśnie, no dużo mniej, połowę mniejsze ode mnie jeszcze. No mniejsze ode mnie, więc mówię, no to jest...
Nie dało się tego wytłumaczyć logicznie, racjonalnie w jakiś sposób. No nie, no po prostu dlatego byłam w takim szoku. Potem to mówię. Oczywiście to ciągle miałam w pamięci, w głowie, to co do dziś, nie?
Aczkolwiek, no nie mówiłam o tym bardzo długo nikomu, bo nigdy mi nie uwierzą. Dopiero zaczęłam o tym mówić, mówię, jak się zaczęło, w ogóle jak już też byłam dorosła. No i tak wiedziałam, że mogę z kimś sobie pogadać tak szczerze na takie tematy różne, które człowiek przeżył gdzieś tam w życiu i no...
I dopiero już w momencie, dopiero już po osiągnięciu dorosłości pani jakby zobaczyła rekonstrukcję, wyglądu potencjalne tych postaci, tak? No już bardzo późno. Jak poznałam takiego kolegę właśnie, on mówi do mnie, ty widziałaś szaraków.
A ja, jakich szaraków? Ja mówię, co ty mówisz? On mówi, no to są właśnie te istotne właśnie UFO, nie? Pozaziemskie. Ja mówię, no... Ja mówię, słuchaj, no może ja mówię, nie wykluczam tego, że nie, ale mówię, no...
Mówi, zobacz sobie, wejdź na Google i zobacz. I właśnie przy nim wchodziłam na Google. I patrzę i te rysunki wyszły mi właśnie, to wszystko. I ja mówię, kurczę, no to jest to właśnie, co widziałam. To, dokładnie to, dokładnie to. Tak.
To można po raz kolejny powiedzieć, dzięki Bogu, bo że pani tak późno te rysunki zobaczyła, bo co by było, dzieci bardzo różnie potrafią reagować po takich zdarzeniach, gdy na przykład przypadkiem zobaczą jakiegoś kosmite w telewizji.
W tych czasach pamiętam, że też telewizjon tak, wie pan, jak z tą telewizją było, do 15 roku byłam na wsi, później wjechałam do miasta, żeby właśnie się tam na szkoły, jak to się mówi, żeby się wyszkolić i tak dalej.
No wiadomo, wtedy nie było jeszcze komórek, nie było telefonów komórkowych. Dopiero komórki weszły chyba w tych latach, jak już wyszłam za mąż, pamiętam, no to wtedy te komórki, telefony komórkowe oczywiście, mówię, telefony komórkowe, no tak chyba miałam już 21-22 lata chyba, nie?
No coś. Wówczas jeszcze tak nie było takiej możliwości tam zresztą. I pan sobie powiem tak, że człowiek, jeżeli jest swoim życiem, tak powiem, pędem życia, no jakoś tak nie szuka tych właśnie takich, jedynie właśnie po tym już to gdzieś tam słyszałam, pamiętam, w telewizji, jak zaczęło się tak już nagłaśniać właśnie w tych mediach, w tych programach wysłych o tym właśnie.
Powiem panu, że też bardzo, dzisiaj może nie będę mówiła na temat tego, co mnie spotkało później, bo naprawdę tych wydarzeń miałam bardzo dużo, bardzo takich powiem nawet bardzo personalnych, że po prostu no nie chce mi się o tym mówić bardzo tak publicznie, że tak powiem, ale nie, muszę się przygotować na taką rozmowę na pewno.
Powiem panu tak, do tej chwili nie, w ogóle, bo ja to jako jestem, może nie jestem katolikiem, w tej chwili już zmieniłam wiarę, jestem chrześcijanką, w kościele protestanckim bardziej się udzielam, natomiast powiem panu, że czytam, czytam Biblię i powiem panu, że do dziś, jak jestem w stanie sobie gdzieś tak tego, kurczę, nie patrzę na to tak.
Tak jakby sobie tego poukładać, tak. Nic nie było, nic nie było, i teraz nie wiem do końca, bo tak, wiem, że są opętania, są demoniczne sprawy i teraz do jakiego, nie wiem, do jakiej szufladki mam dosować, o tak powiem, nie wiem, szukam takiego właśnie wytłumaczenia, czy właśnie na przykład ufologia, czy te właśnie, ten, że tak powiem, ciała nieziemskie, czy to możemy zaliczyć do tego samego worka, tak, czy to jest to z tym sam, czy to jest właśnie demoniczna sprawa, o tak powiem, czy to jest jakaś inna materia.
Ja po prostu do dziś nie potrafię tego rozeznać, nie potrafię tego, jeżeli na przykład, bo teraz właśnie słuchałam was, waszego radia, i różnych takich również właśnie dzięki temu, jakieś skontaktowałam się z państwem, dzięki temu, żeby opowiedzieć swoją historię, więc do dziś nie potrafię tego sobie wytłumaczyć racjonalnie, czy takim, racjonalnie, w taki sposób już duchowy, dlatego, że to wszystko zalicza się chyba do sfery duchowej, nie wiem, naprawdę.
W podcaście Mówią Świadkowie w każdym z odcinków macie państwo niezwykłą okazję wysłuchać relacji o trudnych do wytłumaczenia zdarzeniach pochodzących od samych świadków. Często w tych nagraniach rozmów słychać bardzo mocno to, jak naszymi rozmówcami targają emocje.
Emocje wciąż bardzo żywe, mimo iż od opisywanych przez nich zdarzeń minęło nieraz bardzo, bardzo wiele lat. Szok towarzyszący takiemu zdarzeniu to jedno, inna sprawa to okazywany często przez inne osoby kompletny brak zrozumienia, wyszydzanie, ostracyzm.
Tego w Radiu Paranormalium nie ma. Tutaj tworzymy naszym interlokutorom bezpieczną przestrzeń do wygadania się i zrzucenia z siebie pewnego ciężaru, związanego ze zdarzeniami wymykającymi się zrozumieniu.
W ostatniej części dzisiejszego programu przenosimy się na Dolny Śląsk. Oczywiście tę relację wraz z kontaktem do mojego rozmówcy przekazałem również badaczowi Damianowi Treli. Usłyszymy fragment bardzo obszernej rozmowy, w trakcie której nasz słuchacz opisał m.in. ciekawą obserwację UFO, która zostanie zaprezentowana w jednym z kolejnych odcinków Mówią Świadkowie.
Dziś natomiast usłyszymy wstrząsający opis zdarzenia z udziałem niezidentyfikowanych istot, którego nasz rozmówca doświadczył we własnym domu. Rzecz cała zdarzyła się w 2014 roku. Mimo, że minęło, przeszło 10 lat, to do tego stopnia jest to dla mnie ciężkie, że nawet wiedząc, że będziemy dzisiaj rozmawiać całą noc, myślałem, nie mogłem zmrużyć oka.
Dobra, od początku. To był wieczór. No wieczór właściwie do nocy. Ja jestem z tych ludzi, co to zazwyczaj chodzą spać koło 3 czy 4, ja potem śpią do południa. Mam tak samo. Mam dokładnie tak samo. Nawet czytałem niedawno dosyć ciekawe badania, że to już jest genetycznie i się z tym nic nie da zrobić.
Ta 12 to jeszcze jest można powiedzieć wczesna pora, ale to było lato, duszno, nawet jak okna były w nocy otwarte, to było tak gorąco. I po prostu zgasiłem światło, położyłem się i założyłem słuchawki na uszy.
To jeszcze były wtedy te słuchawki na kablu, nie jak teraz bezprzewodowe. I słuchałem sobie muzyki, pamiętam. To było... Musiałbym też narysować pokój, jak to wyglądało, ale moje łóżko, właściwie to była kanapa, krótszy bok kanapy, na której leżałem, znajdował się dosunięty do ściany z oknem.
I ja po prostu na tej ścianie z oknem, miałem opartą głowę i słuchałem swojej muzyki. To było właśnie koło północy. Tam wszyscy spali, tylko ja oczywiście buszowałem. W pewnym momencie zdechła mi bateria w telefonie.
A ja jestem strasznie leniwym człowiekiem, zanim wstałem podłączyć, to tak sobie leżałem, tylko te słuchawki zdjąłem. No i zaczął szczekać za oknem pies. Na początku myślałem, że może... Bo to było w ten sposób, że jeszcze nie mieliśmy płotu, bo mieli płot wymieniać dookoła domu, dookoła działki.
I same takie po prostu paliki stały. A my mieliśmy sukę na dworze psa. No i absztyfikanci przychodzili, że tak powiem. A ja byłem w takim trochę bojowym nastroju. No to już sobie pomyślałem, że wyjdę na dwór, jak jakiś pies przyszedł, to wygonię.
No ale wstałem do tego okna i zobaczyłem, że w miejscu, gdzie była ta furtka powiedzmy, na końcu ścieżki coś jest albo ktoś jest. No powiem panu, że opowiadam, mam gęsią skórkę nawet na palcach. To trudno powiedzieć, że to było coś ludzkiego, że to był humanoid, bo to była jakaś istota.
Na początku nie wiedziałem, na co patrzę. Co prawda noc była taka bardzo jasna, pełni raczej nie było, ale tam powiedzmy dosyć mocno księżyc to światło odbijał. To jeszcze był trawnik dookoła, więc no dosyć jasno było.
A ja z racji tego, że siedzę po nocach, to też dosyć szybko wzrok przyzwyczaja do ciemności. I tak po chwili, no nie wiem ile minęło, no parę sekund jak patrzyłem na to coś, to zacząłem dostrzegać jakieś szczegóły.
I tak do głowy doleciało, że coś tu nie gra. I wtedy to coś na mnie spojrzało. Można powiedzieć, że ja nawet nie widziałem, żeby to coś ruszyło głową. Czy jakiś ruch gałek ocznych. Tylko ja po prostu poczułem, że to na mnie patrzy.
I w tym momencie mnie sparaliżowało. To był tak wysoki poziom strachu, że do tej pory, nawet jak właśnie opowiadam to mimo tylu lat, aż mówię to lepiej, zablokowałem się, nie mogłem ruszyć. Stałem tylko jak ten mongoł ostatni przy tym oknie, się gapiłem i się nie mogłem ruszyć.
Czułem tylko jak taki zimny pot mi, strzała leci po policzku. Chciałem zamknąć oczy, ale tak jakby nie mogłem. No to po prostu mózg przestał działać ze strachu. Przestałem logicznie myśleć. I w pewnym momencie poczułem, że coś mnie dotknęło za ramię.
Stojąc za mną, dotknęło mnie za ramię. I w tym momencie poczułem tylko, że się za przeproszeniem zeszczałem ze strachu, że mi leci po kolanach. I urwał mi się film ze strachu. Obudziłem się rano, leżąc na kanapie właśnie.
Na początku sobie pomyślałem, że to był jakiś straszny koszmar. Zapaliłem papierosa, trochę się człowiek rozbudził, ten mózg zaczął lepiej pracować. No i wtedy zaczęło mi się parę rzeczy nie zgadzać. Pierwsza sprawa była taka, że jak zawsze na tej kanapie spałem w ten sposób, że głowę miałem, no można powiedzieć, opartą o tą ścianę z oknem, a nogi w drugim kierunku.
Tak leżałem, oto, odwrotnie, nogami do okna, że tak powiem, gdzie ja nigdy naprawdę się tak nie kładłem, bo jakoś po prostu nie lubiłem. Wstałem, no i zobaczyłem kałuże na podłodze, w takim żółtym kolorze.
I do mnie doleciało, że to jednak wszystko się zdarzyło. Przez tydzień wstrzymywałem sen, po prostu bałem się zasnąć. Siedziałem w łóżku z nożem kuchennym, jakby coś po mnie miało przyjść. Do tego stopnia wstrzymywałem sen, że miałem nawet halucynacje różnego typu.
Mimo wszystko jednak ja byłem bardziej takim sceptykiem, bym powiedział. Zawsze stawiałem wyżej naukę od wiary, czy od różnych ludzkich takich przywidzeń. Więc postanowiłem się przebadać. Tam zawsze się tak trzymałem takich klimatów medycznych, to sobie już od razu dorysowałem, że mam w głowie jakiegoś guza i widzę różne dziwne rzeczy.
Albo jakąś chorobę psychiczną, dzięki której mam halucynacje, już tam nie mówiąc o schizofrenii. No i wtedy zaczął się taki etap sprawdzania. Dwukrotnie wykonałem tomografię mózgu, raz wykonałem rezonans.
Tyle razy chodziłem do swojego lekarza rodzinnego, że już po prostu powiedział, żebym lepiej się zapisał do psychiatry, bo mam jakieś po prostu zwidy. Poszedłem do psychiatry, potem do drugiego. Każdy mówił, że jestem zdrowy.
No i wtedy tak do mnie, można powiedzieć, doleciało, że to, co widziałem, to była rzeczywistość, a nie jakaś rozległa halucynacja, której mogłem doświadczyć. I w sumie od tamtej pory uwierzyłem, to jest trochę złe słowo, ale zrozumiałem, że nie wszystko można po prostu oczami zobaczyć.
Czy są rzeczy poza naszą percepcją. No prawda, że rzadko, rzadko, kiedy znajduję jakiś temat, o którym ciężko mi mówić, ale to aż mnie mrozi, jak to teraz mówią. No to świadczy o tym, że to całe to zdarzenie musiało bardzo mocny wpływ na panu wywrzeć.
Gdyby to była zwykła fantasmagoria jakaś, jakiś wytwór umysłu, to chyba prędzej czy później przestałoby to na pana tak oddziaływać, prawda? No właśnie, a to było, można powiedzieć, w takich dwóch etapach, bo na początku się tak bardzo tego przestraszyłem.
Drugi raz jeszcze bardziej się przestraszyłem, jak skończyłem się badać na wszystkie możliwe sposoby i wyszło na to, że to właśnie nie był żaden wymysł i że coś do mnie przyszło. Zarówno na ciele, jak i na umyśle wszystko było w porządku, krótko mówiąc.
Tak, tak, tak. Już naprawdę portfel płakał, bo najpierw robiłem na kasę chorych różne badania, a potem już mnie nie chcieli przepisywać, to wszystko prywatnie, rezonanse, tomografie. Badałem krew i robiłem na pełną morfologię i tarczyce nawet co dwa tygodnie.
Pomyślałem, że może coś z hormonami. No po prostu nie mogłem uwierzyć i szukałem jakiegoś rozwiązania. I jak wcześniej byłem, byłem w pełni zdrowy na ciele i na umyśle, tak od tego wszystkiego dostałem depresji, która się do tej pory po prostu utrzymuje, bo nie wiem, jak by to ująć.
Dalej może nie tyle już strach, bo strach to bardziej taka ostra reakcja. Ale taka obawa cały czas we mnie siedzi. Byłem już na terapiach różnych, ale to też za bardzo nie lubię o tym mówić. I szczerze mówiąc, to jest pierwszy raz, jak tak się bardziej otwieram, bo powiem w ten sposób.
Jak powiem jakiemuś normalnemu człowiekowi o tym, co mnie spotkało, to zazwyczaj biorą mnie za jakiegoś szczura. Jak opowiem szczurom, to zaraz będą, że jakieś demony ze mnie przychodzą. A brakuje mi takiego obiektywizmu, bym powiedział, że...
Dlatego właśnie się z państwem skontaktowałem, bo to głównie ukrywam, że głównie o tą relację mi chodziło, żeby nagłośnić, że tak ujmę. Bo to można powiedzieć był taki wierzchołek góry lodowej, który zmienił światopogląd, można powiedzieć.
Tak jak mówiłem przy poprzednich relacjach, ja byłem taki... No rozwiązły to jest najlepsze słowo. Nie stroniłem od alkoholu, różne koncerty, nieciekawe towarzystwo. A od tamtego momentu, to uspokoiłem się, że tak powiem, całkowicie.
Odstawiłem alkohol, narkotyków żadnych nie biorę. Jedynie od czego jestem uzależniony, to nikotyna. Powiem panu w ten sposób, jak rozmawiamy już od tej pierwszej relacji, to zdążyłem spalić dwa papierosy, a odkąd mówię o tej sprawie, to już cztery spaliłem.
Do tego stopnia jestem... No to lepiej się mówiąc prosto. No nie dziwię się panu. Mam takie pytanie, kilka pytań odnośnie tego zdarzenia. Czy udało się panu zarejestrować jakieś szczegóły wyglądu tej istoty, przynajmniej tej stojącej przy furtce?
Oczywiście. To było... No ja mówiłem już wcześniej, ja mam niemal fotograficzną pamięć i czasami to jest błogosławieństwo, czasami przekleństwo. Jak w tym przypadku. Jakbym powiedział, że to był humanoid, to byłoby zbyt wiele powiedziane, bo jak dla mnie, to to nie miało w ogóle takiej postury człowieka.
Czy widział może pan kiedyś taki film reżyserii Luca Bessona, Piąty element? Coś kojarzę, ale filmu całego nie oglądałem, nie miałem sposobności. Chodzi o to, że tam była taka postać, ja nie pamiętam, czy to był jakiś kosmita, czy jakaś inna istota, ale mi się tak strasznie nie skojarzyło, i jak chyba pięć czy sześć lat później po tym zdarzeniu widziałem ten film, to ten film też aż mnie zblokowało, bo bardzo mi to przypominało.
Tam były takie, chociaż nie, dobra, koniec o filmie, opowiem jak to pamiętam. To było coś bardzo grubego. To miało takie proporcje gruszki, bym powiedział, że takie szerokie, no w cudzysłowie, w pasie, trochę chudsze tutaj na wysokości głowy.
Już nie mam chyba wyświetlonego tego kosmita, on tak z takimi jakimiś dziwnymi uszami po bokach, tak? No nie pamiętam uszu z filmu, ale właśnie sama taka postura, taki złoty jakby, w takim, jakbym, nie wiem, jakby blaszany był.
To znaczy w tym filmie, bo w rzeczywistości to było po prostu czarne i tak skojarzyłem ten kształt, tak do tej pory mi to przypomina. Szyja tego czegoś nie była, nie była widoczna, nie. Głowa nie wychodziła poza obrys korpusu, że tak powiem, tylko była tak jakby przymocowana, podłużna, mogłem powiedzieć, nawet migdałowata trochę.
Nie widziałem oczu, podejrzewam, że to ze względu na, no na to, że była po prostu noc i jedynie to to światło głównie odbite od trawnika mi tak oświetlało. I teraz nie jestem pewien, czy to coś miało dwie nogi, czy już mi wyobraźnia dorysowuje, że miało cztery.
To były takie bardzo grube nogi, ja bym powiedział już jak u słonia. Takie, no takie kłody piąte, takie pionowe i żadna stopa nie była tak wyraźnie odcięta od kształtu tej nogi jakby. I albo miało dwie bardzo grube nogi, albo cztery.
Ale z drugiej strony, mimo nawet tych czterech nóg, to coś miałem wrażenie, że no stoi pionowo. To nie było tak, że na czterech nogach jak pies czy jak kot, tylko to tak jakby człowiek miał cztery nogi i do tego parę rąk.
I te cztery nogi cały czas po prostu spoczywają na ziemię, a człowiek wyprostowany do góry. Tak bym to opisał. Te nogi to bardzo mi się właśnie kojarzyły z nogami słonia. Takie właśnie grube, stopa nie była taka odcięta, tylko jakby, no nie wiem.
Oczywiście narysuję to, to będzie najłatwiej. Już miałem przed rozmową te szkice porobić, ale po prostu tak mnie, tak mnie telepało na sobą myśl, że aż mi się odechciało. Ale to narysuję mniej więcej jak po prostu.
Tak, tak. Mniej więcej jak pamiętam. Rąk nie pamiętam, natomiast no nie wiem, czy to już mi wyobraźnia podsuwa, ale tak jakby jedna ręka tego czegoś była skierowana w moją stronę. Trudno mi to powiedzieć dokładnie, bo raz, że to był ten paraliżujący strach i fakt, że zacząłem wracać wtedy na jakąś szczególną uwagę na detale, Ale no z perspektywy czasu trudno mi powiedzieć, czy to coś miało rękę skierowaną w moją stronę.
Czy po prostu to już wyobraźnia dorysowuje na podstawie tego, że coś mnie za ramię złapało. Bo to mogło być na takiej zasadzie, to już oczywiście całkowicie hipotetycznie, że to co widziałem te powiedzmy 15-20 metrów ode mnie przy tym płocie, w tym momencie jak to wyciągnęło rękę tamta istota, to ja poczułem ten dotyk na ramieniu za sobą.
No nie wiem jakby to, jakby to fizycznie ta istota była tam, a mentalnie mnie tu dotknęła. No nie wiemy tak naprawdę ile istot wtedy było, prawda? Bo z tego co pan mówi ta istota stojąca przy furtce cały czas była widoczna.
Skoro coś pana dotknęło, to musiało to coś być chyba bliżej, prawda? Wewnątrz domu. No właśnie tak, tylko że trudno mi to jednoznacznie ująć, ale ja tak, no intuicja to jest źle powiedziane, ale cały czas miałem wrażenie, że to jest coś, co mnie dotknęło.
Że mimo, że widzę ją przed sobą cały czas, no wzroku nie odrywałem, nie wiem czy nie chciałem, czy nie mogłem, ale tak jakbym czuł, że to coś, że ta jedna istota też mnie dotknęła z tyłu. No ale to, to mówię, to ludzki mózg potrzebuje sobie wiele dorysowywać.
Może rzeczywiście były dwie istoty, ale z drugiej strony już tak bardziej logicznie. I przyziemnie patrząc na to dom był zamknięty, żadnych śladów, włamań nie było. Tak samo ten pokój, w którym siedziałem był zamknięty na klucz.
A był wtedy sam w domu? Nie, nie, nie, nie, tylko że to było, ja miałem pokój swój na piętrze, a reszta domowników była na parterze. Bo to dawno temu było tak, że to był dom jednorodzinny, podzielony na dwa mieszkania.
Na dole dziadkowie mieszkali, a na górze moi rodzice, ja i mój brat. No ale jak dziadkowie, to było to, że to było dom jednorodzinny, podzielony na dwa mieszkania. No ale jak dziadkowie poumierali, to po prostu reszta się przeniosła na dół, a to drugie mieszkanie ja sobie po prostu wziąłem.
I siedziałem właśnie na górze, a oni na dole. No to też ja takim, można powiedzieć, introwertykiem jestem, że bardzo wolę siedzieć sam. I po prostu nie pamiętam, co się mogło wtedy dziać, bo mi się ten film urwał.
Ale rano to... To znaczy rano, ja się obudziłem przede koło południa. Nie do końca opowiadałem wszystkim, co widziałem, bo po prostu jeszcze byłem wstrząśnięty tym. Ale gdyby coś się działo, czy ktoś się próbował dobijać do domu, czy coś miałoby wejść, to zostałbym o tym na pewno poinformowany.
Druga kwestia, że mój brat słyszał, że pies szczekał w nocy. Nie pomyślał, żeby wyjść, nie pomyślał, żeby sprawdzić, tylko po prostu słyszał od siebie z pokoju, że pies szczeka, ale na tym się skończyło.
Mniej więcej się to pokrywa z tym, co ja słyszałem, no bo te szczekanie psa spowodowało, że z tego łóżka wstałem po prostu i podszedłem do tego okna. Czyli krótko mówiąc, nie było możliwości, żeby tam wszedł jakiś ktoś z domowników.
No bo zresztą zauważenie przez domownika tej plamy wiadomej, no to mogłoby podskutkować niemałą aferą, prawda, w domu. No właśnie, powiem szczerze, że ja się nawet trochę wstydziłem. No dorosłych chłopów, żeby się zeslał jak dziecko, no ale to już do tego stopnia byłem, no można powiedzieć, sparaliżowany, że ja nic nie mogłem zrobić, tylko czułem, jak mi po kolanach leci.
A to mimo wszystko czułem jakiś taki, no wstyd można powiedzieć. Dlatego też nie rozdmuchiwałem tej sprawy. Dopiero tam rok czy dwa lata później, jak już skończyłem się padać, to opowiedziałem matce i wtedy mi zresztą opowiedział o tej południcy.
Jedno mi jeszcze takie bardzo ważne, przychodzi do głowy. Czasami jest tak, że na kogoś patrzymy albo na coś patrzymy i mamy takie wrażenie, że ten ktoś jest zły albo coś jest złe. A ja bym nie powiedział, że to było złe, tylko że to było zło.
Bardzo trudno mi to ująć takimi prostymi, łopatologicznymi słowami, ale jakby to była całkowita personifikacja zła. Co prawda zło, dobro, to są bardzo takie subiektywne rzeczy, takie sprawy, nie licząc jakichś artyki wynikających na podstawie historii ludzkości, czy tam wierzeń religijnych, ale takie wewnętrzne poczucie, że to było takie najprawdziwsza, najczystsza forma zła, jaką można sobie wyobrazić.
Podejrzewam, że Pan o to zapyta, to jeszcze odpowiem, że to na 100% nie był paraliż senny, bo paraliże senne mam średnio co 3-4 miesiące i już sobie z nimi radzę cały czas. No akurat tego pytania nie mam na liście, ale paraliż senny można właściwie wykluczyć, skoro musiał Pan wstać i obserwować tą istotę.
Dopiero Pana sparaliżowało w momencie tego dotyku, tak jak już Panu podświegło. To znaczy to nawet nie tyle sparaliżowało mnie w momencie dotyku, ile... Tak, wyłączyło Pana jakby świadomość, tak? W ten sposób?
Tak, wyłączyła mi świadomość w momencie dotyku, ale ten paraliż, że po prostu chciałem, że mam to, ten paraliż, że po prostu ciało nie reagowało na to, co mózg chciał zrobić, bo ja tam myślami to już się chowałem pod łóżkiem albo po nóż biegłem, ale po prostu to było trochę jak właśnie w paraliżu sennym, że mózg pracuje na pełnych obrotach, a ciało nie odpowiada.
Tylko, że można powiedzieć, to czucie jednak dalej miałem, bo czułem ten charakterystyczny zimny płot, który mi tak spływał ze skroni na policzek prawy, pamiętam. To właśnie potem, jak mi po kolanach leciało, więc to też nie była taka całkowita blokada fizyczna, ile właśnie takie sparaliżowanie przez strach.
A ma Pan może jakąś taką orientację, ile mogło upłynąć czasu, a ile upłynęło, jeżeli Pan sprawdzał zegarek? Może mogło być coś takiego, że Panu się wydawało, że to trwało, nie wiem, chwilę, a ten upływ czasu mógł być tak naprawdę większy?
Ja mam bardzo dziwne poczucie czasu, że tak powiem. Ja bardzo, bardzo, bardzo często z tym mówię, bo słucham muzyki. I ja często dzielę sobie, inaczej, nie tyle dzielę, ile określam upływ czasu. O, przeleciałaby jedna piosenka, czyli minęło 3-4 minuty.
A to ja mam podobnie. Ja miałem podobnie, jak chodziłem na zakupy pieszo, to tak sobie liczyłem. Ale przejście do tego sklepu będzie trwało 3 utwory. No to właśnie do tej pory tak mam. Tym bardziej, jak się nie jeździ samochodem, to całkowicie Pana rozumiem, bo też pieszo będzie chodzić.
Ale powiem w ten sposób. Musiało być w pół do 12, jak padła mi ta bateria w telefonie, bo pamiętam, że patrzyłem jeszcze na poziom baterii, jak tam pokazywało 1%, chociaż nawet wtedy nie pokazywało procentów, tylko że po prostu usta, to pamiętam, że było za 3, w pół do 1, 0027.
Więc biorąc pod uwagę, że ja mogłem tam leżeć tak 6-7 minut, to najpóźniej, co mogłoby być, to za 15,00, a potem po prostu już nawet nie miałem zegarka na ręce, a telefon rozładowany, to nie miałem za bardzo jak sprawdzić.
Wiem tyle, że się obudziłem, pamiętam, 11,30 kolejnego dnia. Więc nawet na moje standardy ówczesne, to te prawie 12 godzin snu, to było bardzo sporo, bo w tamtych czasach to ja 5-6 spałem. Nie miałem żadnych zmian na ciebie.
To się sprawdzałem lusterkiem, naprawdę pod wszelkimi kątami. Żadnych, nie wiem, zadrapań, żadnych po prostu śladów jakiejkolwiek interakcji fizycznej, że tak powiem. No tylko taka wielkarna psychiczna, bym powiedział.
Rozumiem, że pan nie czuł jakby fizycznie, że w pokoju ktoś jest. Pan dopiero poczuł to takie dotknięcie, tak? Tak, tak, tak. I powiem więcej. Był ze mną kot. I gdyby nasze koty były bardzo wtedy czujne, bym powiedział.
Jakby ktoś wszedł do tego pokoju, czy domownik, czy ktoś obcy, to ten kot by się ruszył. On po prostu spał jeszcze jak wstawałem. A poza tym drzwi były zamknięte na klucz, można powiedzieć. Więc nawet jakby ktoś się skradał, to i tak bym to usłyszał.
No a tutaj jeszcze takie mi się nasunęło pytanie, czy przychodziły panu może jakieś skrawki, wspomnień, słowa? Czy jest to coś, co się dzieje z tego czasu, gdy był pan wyłączony? Czy jakby ten okres jest w pana pamięci całkowicie jakby taki zablokowany?
Całkowicie zablokowany i byłem na hipnozie regresyjnej i też nic nie wiadomo. Ponoć jestem jakoś zbyt zamknięty w sobie i nie da się tego sprawdzić, co się mogło dziać. Co prawda znalazłem jeszcze takiego jednego specjalistę, ale już chyba dwa lata, jak się ciągle próbuję do niego umówić i tak leci.
A po nowym roku, a już mamy po stycznia i pewnie do wiosny tego nie załatwię. No to ja będę kibicował, żeby się jednak udało to załatwić, prawda? Bo może mogą różne interesujące fakty wyjść w wyniku tej hipnozy.
A jeszcze podeślę zapis tej rozmowy takiemu ufologowi Arkadiuszowi Kocikowi. Pewnie pan kojarzy nazwisko. Arek Kocik jest po kursie hipnotyzerskim. Także może... Gdyby się nie udało z tym hipnotyzerem, to może z Arkiem Kocikiem by się udało coś popracować.
No dobrze by było, bo wcześniej to się, można powiedzieć, bałem, że te wszystkie wspomnienia wrócą i po prostu mi żyć nie dadzą. Ale teraz może to zabrzmie jak jakiś nawiedzony sekciarz, ale jak w tamtych czasach ja byłem po prostu ateistą, tak teraz jestem wierzący.
Nie do końca mógłbym się nazywać na przykład katolikiem. No ale jestem naprawdę wierzący i czuję, że tamta strona jakby coś złego miałoby się stać, że tamta druga strona mi w jakiś sposób może pomóc. Więc już tego takiego lęku przed powrotem wspomnień nie mam.
Więc dosyć chętnie się zagłębiam w ten temat. Szukałem różnych opisów, zarówno w mitologiach jak i w legendach, co to mogłoby być. I jedyne co mniej więcej pasowało, to nie chcę skłamać. Ale był chyba w mitologii babilońskiej taki Bóg Enki i on miał takiego jednego sługę, który według opisów mógł to przypominać.
No ale to już podejrzewam, że na podstawie tego co przeczytałem, to już mózg sobie dorysowuje. Wiem tyle, że to było coś fizycznego. Trudno mi to ująć, bo to nie mam żadnego argumentu za tym, ale to co widziałem było czymś fizycznym, a nie na przykład nieowocem podświadomości czy właśnie jakichś halucynacji takiego świata mentalnego, że tak powiem.
Tylko coś fizycznego. Tak mnie korci, żeby panu tutaj podesłać. Nie wiem czy panu jest znany może, bo skoro pan słucha debat ufologicznych, to może pan kojarzy przypadek z Paska Guli, gdzie było wziętych dwóch rybaków.
No nawet sobie szczerze mówiąc niedawno książkę zamówiłem, bo wyszło w jakiś redaktor, ale nie wiem. Wyszło w jakiejś reedycji. Aha, czyli jest panu znany mniej więcej wygląd tych postaci. Czy to było jakoś, to co pan widział, było jakoś podobne do tego, co widać choćby na okładkach?
W ogóle mi to nie przypomina i naprawdę powiem w ten sposób. Mniej więcej od trzech miesięcy zacząłem słuchać państwa radio i debaty i można powiedzieć, że słucham tego non-stop. Mniej więcej jak każdy jakiś temat debatujący poruszał jakiś temat, o którym nie słyszałem, to ja od razu sobie to googluję, żeby sprawdzić.
I jeszcze nic, co googlowałem, nie przypominało tego, co widziałem. No to będę gorąco namawiał, żeby po rozmowie pan podesłał tutaj ten jakiś szkic, jak te istoty mogły wyglądać. Bo tak jak mówię, nie wiadomo tak naprawdę. Pan widział jedną istotę, a mogły być...
Druga istota mogła być obecna w pana mieszkaniu, tak? Też różne rzeczy tutaj trzeba brać pod uwagę. No widać u pana takie... taką naturalną potrzebę jakby no znalezienia jakiegoś wsparcia, no i większego zrozumienia tego, co pan przeżył, tak?
Jakiegoś poukładania sobie w głowie. To musiało być rzeczywiście coś dosyć mocnego. Ja panu powiem w ten sposób. Ja zawsze byłem... No sceptyk to jest chyba najlepsze słowo, bo nawet najbardziej irracjonalne wydarzenia starałem się brać tak na chłodno, obiektywnie i szukać jakiegoś racjonalnego rozwiązania, ale no są po prostu rzeczy, których nie da się ludzkimi słowami opisać i nawet jak słucham, że mówią świadkowie całego podcastu, już tyle razy przesłuchałem, że są naprawdę dziwne relacje, ale nawet w głosie tych ludzi słychać, że oni, nie wiem, jakby to powiedzieć, że oni wierzą w to, co widzieli, mimo że to nie ma żadnego właśnie racjonalnego rozwiązania.
No, słychać tę szczerość, no i czuć, że to ludzie, opowiadają ludzie, którzy rzeczywiście coś mocnego przeżyli. No właśnie, powiem szczerze, że mnie po tej sławnej, słownym odcinku dziesiątym tak skłoniło, żeby zadzwonić, bo właśnie w tamtym odcinku ta pani też miała ten strach przy opowiadaniu, ta obawa. Po prostu się poczułem tak jakoś, można powiedzieć, solidarni i postanowiłem trochę o tym opowiedzieć, bo ja już naprawdę szukałem rozwiązania na wszystkich, na wszystkich frontach, ale no są rzeczy, których się wyjaśnić chyba nie da już.
No, to są rzeczy, których może trudno wyjaśnione, tak bym to ujął. Mam taką nadzieję, że prędzej czy później jakieś wyjaśnienie się znajdzie. Znajdzie się wyjaśnienie, pojawi się kolejne zjawisko, którego ludzie doświadczają, którego, które jakieś tam jakoś tam wpływa na nich, na ich psychikę, na ich dalsze życie.
Warto mieć nadzieję, że może kiedyś w przyszłości się odnaleźć, znajdzie więcej odpowiedzi na te wszystkie pytania. Często jest tak, że odnajdują się odpowiedzi, a rodzą one kolejne pytania, jeszcze nieodpowiedziane.
Tyle dobrego, że może ktoś nam dał rozum człowiekowi i możemy chociaż o tym myśleć czy dyskutować. Tak jak mówiłem, zresztą słyszeliście Państwo, nasz słuchacz nawiązywał w trakcie rozmowy do obserwacji UFO.
Jego niezwykle interesującą relację poznacie Państwo w jednym z kolejnych odcinków podcastu Mówią Świadkowie. Zresztą chyba ze wszystkimi dzisiejszymi rozmówcami telefonicznymi jeszcze w kolejnych odcinkach się usłyszymy.
Bowiem dziś zostały zaprezentowane tylko fragmenty naprawdę długich rozmów. Tymczasem na obrobienie czeka kolejne kilkanaście godzin materiałów. Mówię tu oczywiście tylko o rozmowach, nie wspominam o korespondencji tekstowej.
No i swoim tempem składają się kolejne odcinki naszej audycji, nie tylko o UFO, ale również o Bedroom Visitors, ludziach cienia, znakach z zaświatów. Pojawi się też odcinek z ciekawymi historiami z udziałem zwierząt, głównie psów.
A dziś już kończymy ten nieco dłuższy niż zazwyczaj odcinek programu Mówią Świadkowie. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.
Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. No i nie zapomnijcie też sięgnąć po Nieznany Świat. Szczególnie, że od niedawna to niezwykłe czasopismo jest dostępne również w wygodnej wersji elektronicznej w formacie PDF.
A więc dzięki raz jeszcze za uwagę, dobranoc i do usłyszenia, no i do zobaczenia na łamach Nieznanego Świata.