Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:54] - Tak, to hiperprzestrzeń w Radiu Na Fali, retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Te dziwne dźwięki bez ładu i składu oznaczają, że właśnie się zaczęła. Witam wszystkich serdecznie w hiperprzestrzeni. Witam szanowne państwo. Państwo z lewa, państwo z prawa. Za chwilę wejdę jak zwykle na czata, wrzucę kilka ogłoszeń. Zapraszam do słuchania dzisiejszej hiperprzestrzeni. Chyba tak powinienem powiedzieć: hiperprzestrzeni. Muszę jakiś kosmiczny dźwięk zrobić trochę. Uff, powiało kosmosem.
Ja mam oczywiście na imię Tomek, proszę państwa. Co dzisiaj w hiperprzestrzeni? Dzisiaj o cenie kompromisu, moi drodzy. Taki ciekawy temat. Wybierzemy się w różne miejsca. Wybierzemy się do Azji, do Ameryki Południowej i nie tylko. W kilka miejsc. Pogzmeramy troszkę w zabytkach i nie tylko, a później wrócimy do rzeczywistości. Dokładnie o tym wszystkim w dzisiejszej hiperprzestrzeni. Także zapraszam.
Złaźcie się jak to mówią muchy do miodu. Zacznę może od paru ogłoszeń, żeby nie było, że nie ma żadnych ogłoszeń. Mam nadzieję, że ktoś z was był dzisiaj albo pewnie jeszcze jest, bo co się dzieje w Trójmieście? Co się dzieje? Tam Fraktalni szaleją oczywiście. Nie będę mówił, bo Fraktalni sobie szaleją dzisiaj. Etnogeny. Nie, to jutro szaleją. Przepraszam bardzo. Jutro szaleją.
Dokładnie, jutro. Słuchajcie, jutro. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie. Ruszcie się, jeżeli mieszkacie gdzieś w Trójmieście. Dokładnie do Gdańska, do restauracji La Fontaine na ulicę Dyrekcyjną 2/4. Wejście od strony Kupieckiej. Wjazd 50 złotych zdaje się na miejscu będzie. Tomasz Grubba: „Czy należy się bać konopi?” Jakub Babicki: „Etnogeny i podstawy biologii kwantowej”. Michał Święszek: „Etnogeny w historii człowieka”. I jeszcze raz Kuba Babicki: „Ayahuaska: badania kliniczne i szamanizm”.
I dyskusja panelowa, proszę państwa, forum etnogenne. Także zapraszam wszystkich miłośników bardzo serdecznie. Dzisiaj troszeczkę wspomnę o tym, ale nie zrobię tego tak jak chłopaki jutro. Pozdrawiam bardzo serdecznie. Peace and love, guys. Życzę naprawdę niezłej niedzieli. Zacznie się o godzinie 12, a skończy o godzinie 17. Także ruszajcie do Trójmiasta. Niech kierowcy dzwonią do swoich rodzin, że widzą dziwne pielgrzymki, które zmierzają w kierunku Gdańska, a wszyscy niosą transparenty z konopiami. Żartowałem.
Chociaż why not? 9 marca jest Święta Geometria. Są warsztaty robione przez Tomka Grubbę w Sopocie w Markadii. Tak to się nazywa. Inwestycja na to wszystko to jest 50 zeta. Będzie generalnie bardzo ciekawie. Będzie o Stradivari, będzie o Michale Aniele i Leonardo da Vinci. Tak jest na plakacie to wszystko. Oczywiście poprowadzi Tomek Grubba. Także zapraszam wszystkich bardzo serdecznie.
Będzie warsztatowo, konkretnie. Wszystkie te ogłoszenia, jakbyście chcieli się wybrać, jakbyście byli miłośnikami piasku znad morza i szumu z muszelki. To wszystko nad morzem pięknym polskim, nad Bałtykiem, a właściwie zatoką. Bo Sopot i Trójmiasto jest nad zatoką. Ale mniejsza o detale. Nie bądźmy tacy drobiazgowi. Także zapraszam was bardzo serdecznie, żebyście spojrzeli na te wszystkie wydarzenia fraktalne. Na stronie radionafali.com jest taka zakładka: fraktalna.pl. No i tam są wszystkie te informacje. Co dzisiaj?
Oczywiście chciałem wielce podziękować, proszę państwa, wszelkim sponsorom. Wszystkim sponsorom z poprzedniego miesiąca, bo koniec miesiąca. Także idealnie się hiperprzestrzeń zbiegła, że mogę podziękować wszystkim osobiście: Magdalenie, Katarzynie, Annie, Mateuszowi, Maciejowi, Jankowi4HD, Mocnemu Wojtkowi i panu Jackowi. Dziękuję kochani. Peace and love. Dzięki za wsparcie. Rewelacja moim zdaniem. Kobiety zawsze w mecenasach sztuki falowej pierwsze. Bo wiadomo, kobieca energia zawsze przodem, proszę państwa. Tu nie ma to tamto.
Dzisiaj troszkę będzie o kobiecej energii. Może nie za dużo, bo będę trochę bardziej cywilizacyjnie dryfował, ale może się uda gdzieś to wszystko wcisnąć, bo to w końcu hiperprzestrzeń. Ale zawyłem, prawda? Prawie jak Elvis. Potrafię tak wyć, ale nie będę was męczył swoim wyciem. Co jeszcze chciałem? Chciałem oczywiście pozdrowić wszystkich, którzy są na czacie. Ja już tam powoli wchodzę. Zmierzam w kierunku czata Radia Na Fali. Oczywiście adres na Skypie: radionafali.com, jeżeli będziecie chcieli zadzwonić później do audycji, jak już wrzucę te wszystkie tematy i będziecie mieli jakieś refleksje albo jakieś ciekawe informacje, bo na przykład jesteście archeologami i kopiecie w różnych miejscach i wykopujecie różne rzeczy.
Byłoby ciekawie, proszę państwa. Także zapraszam bardzo serdecznie. Ja tam już powoli się wbijam na czata. Co jeszcze chciałem? Oczywiście zapraszam was wszystkich na radiowego Facebooka, żebyście tam wpadali. Zapraszam, żebyście w ogóle wpadali na stronę Radia Na Fali i jest grane nowe Pichontarium. No i Lee, że tak powiem, dear mate Lee, czyli kolega z Anglii tutaj odpowiada na pytania na temat jak wygląda życie w Anglii. Próbuje oddać atmosferę i robi to doskonale. Słuchajcie, naprawdę tak wygląda życie w Anglii. Taka jest Anglia.
Także jeżeli chcecie się dowiedzieć, jak jest w angielskim pubie, może nie takim klasycznym angielskim pubie, to zapraszam. I nie tylko w angielskim pubie. Tam są takie odpowiedzi na pytania. Nie będę tu mówił, o co chodzi. Po prostu zapraszam sobie wejść i sobie samemu zobaczyć i się, że tak powiem, obściskać z tym wideo i tyle. Dodać do lajków, przekazać dalej, żeby to było popularne albo jakoś tak. Postawić kawkę Pichontowi. Mi też oczywiście postawić kawkę. Ja przy okazji dziękuję pierwszemu sponsorowi w tym miesiącu Radia Na Fali, Maciejowi. Peace and love, man.
Respect. To się nazywa wow. Wielkie dziękuję. I oczywiście oprócz tego Facebooka to jest Twitter, gdzie tam wrzucam raz na jakiś czas. Ja tak nie tweetuję zbyt często. Właściwie Pichont jest takim maniakiem Twittera. Ja to tam bardziej retweetuję Pichonta czasami. Czasami coś tam wrzucę. Czasami. Ale ja mało ekspresyjny jestem w taki sposób.
Moja ekspresja się właściwie elegancko, że tak powiem, rozładowuje w radiu. Także nie robię za bardzo takich tweetowanych historii, ale staram się. Słuchajcie, staram się jak mogę. Także zapraszam wszystkich serdecznie. Przez Pichonta znajdziecie Twitter Radia Na Fali, bo Radio Na Fali ma jakiś stary adres. Jeden z ludzi, którzy pomagali w organizacji Radia Na Fali wieki temu zarejestrował adres Radia Na Fali na Twitterze, a później generalnie kolega nas zostawił, sobie poszedł. Wysłałem do niego maila, ale generalnie chyba mnie kompletnie zlał. Także mamy troszeczkę inny twitterowy adres niż Radio Na Fali. Także mamy z jakimiś przecinkami czy jakoś tak teraz, bo inaczej się po prostu nie dało. Oryginalny jest zajęty.
Ale co tam, moi drodzy, że tak powiem, zostawmy te drobiazgi duperele, nie przejmujmy się. Także przez Pichonta znajdziecie, jakbyście chcieli zobaczyć, co się dzieje na Twitterze i jak często ja tam generalnie wysyłam swoją energię. Dziękuję za komentarze pod audycjami, pod „Hiperprzestrzenią”. Bardzo serdecznie życzę miłego bujania w hamaku, żeby tam to Chicago, które poleci do dżungli, mi się miło pobujało w hamaku i nie tylko Chicago się bujało w hamaku. Jest co wybujiać w takim hamaku, jest. To chyba tyle jest ogłoszeń, słuchajcie tych wszystkich, które miałem gdzieś tam na podorędziu, które miałem tutaj wrzucić, żeby was poinformować. Dokładnie o to chodziło. Dobra, to tyle z tych ogłoszeń. I zanim zacznę tą całą opowieść, to może zacznę jak zwykle od muzyczki. Takiej właśnie muzyczki specjalnie na tą okazję, bo to właściwie jak ktoś zna język anglosaski, to trochę o tym jest ta cała historia.
O tym, gdzie my zmierzamy, co się z nami dzieje, co to jest ta cena kompromisu i dlaczego właściwie płacimy cenę kompromisu i czym jest ta cena kompromisu. Bo właściwie cokolwiek by nie mówić, to co zrobiliśmy wczoraj, jest dokładnie tym, co spotyka nas dzisiaj. I o tym jest dzisiejsza gadka, proszę państwa, w „Hiperprzestrzeni”. Właśnie, jeszcze jedną rzecz. Pozdrawiam gospodynię z północnego Londynu. Peace and love, girls. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Jest oczywiście czat. Ja dzisiaj mam właściwie trochę linków na dzisiaj, także zapraszam wszystkich na czata Radia Na Fali bardzo serdecznie. Mniej lub bardziej.
Dokładnie. Także tam się pojawią linki, proszę państwa, i z tych linków... No właśnie, to ja nie będę więcej mówił. Po prostu linka będę wklejał i tyle. Dzisiaj właśnie o cenie kompromisu, proszę państwa. O takim właściwie cywilizacyjnym wynalazku, który nazywa się kompromis. Jest to bardzo egzotyczny wynalazek. Właściwie nie istnieje nigdzie w naturze. Jest to takie słowo wytrych, które właściwie nic nie oznacza albo właściwie oznacza jedną wielką tragedię, mówiąc w bardzo wielkim skrócie. Dzisiaj powiem wam, o co w tym wszystkim chodzi.
Słuchajcie, to może wróćmy troszkę do muzeum, troszeczkę do kurzu muzealnego, tych wszystkich staroci. Generalnie historia pojmowana przez nas i to, co my nazywamy właśnie przeszłością, to, z czym się lubimy identyfikować, to z reguły zbroje, mury obronne, warownie, zamki, wojny, konflikty, agresja, przemoc i nienawiść. Wszystkie tego typu historie. To jakimś cudem się okazało, że ustawiliśmy sobie taki kompromis, że ustawiliśmy się, że to oznaczamy jako historię, że jak ktoś komuś spuści łomot, no to jest jakiś wiekopomny moment historyczny. Trzeba wziąć białą kredę i zapisać w kominie. I że to coś znaczy. Taki kompromis sobie wymyśliliśmy troszeczkę. I żyjemy w takim szalonym świecie, pełnym szalonych kompromisów. A jak to wyglądało kiedyś? Jak to wyglądało dawno, dawno, dawno temu?
Jest takie bardzo ciekawe miejsce, o którym dawno temu chyba wspominałem w „Hiperprzestrzeni”. Jest bardzo intrygujące. Miejsce nazywa się Caral. Znajduje się dokładnie w Peru. Znajduje się właściwie w połowie Peru, tuż na wybrzeżu. To się nazywa Dolina Supe, w pobliżu miasta Supe, w prowincji Barranca w północnym Peru. Na początku poprzedniego stulecia, gdzieś tak 1905, jakoś tak odkryto Tam bardzo ciekawe zabytki. Wtedy jeszcze nie za bardzo odkryto żadnych zabytków. Wtedy odkryto, że tam była cywilizacja. Ale w Peru i w tych miejscach dookoła Peru, w ogóle w Ameryce Południowej i nie tylko, jest tak, że właściwie gdziekolwiek człowiek by wbił łopatę w ziemię, to ciągle coś wyciąga z tej ziemi.
I to wcale nie są rzeczy, które są młode, nowe, nowoczesne, świeże i tak dalej. Z reguły można sobie zegarek na ręku cofnąć o 3000 lat przed tak zwanym Chrystusem, albo nawet 6000 lat. My generalnie uparliśmy się, przynajmniej tak normalnie, historycznie nazywamy, że to jest kultura. Wszyscy na początku myśleli, że to są po prostu Inkowie tak zwyczajnie, że to Inkowie budowali to wszystko, że to dawno gdzieś tam się zepsuło, popsuło jakieś tam inkaskie rzeczy. Później się okazało, że właściwie Inkowie nie mają z tym nic absolutnie wspólnego. I nazwaliśmy tą kulturę z powodu braku laku i pomysłu na to, co to w ogóle jest, nazywaliśmy tak zwanymi kulturami preinkaskimi, tak zwyczajnie. I co się okazało? Słuchajcie, fenomen. Wykopaliska odłożono, bo tam jest tyle tych wykopalisk, że aktualnie ktoś powiedział, że zdaje się tylko 3% są eksplorowane, bo właściwie tylko tyle mamy fizycznie możliwości, zasobów, bo oczywiście wszystko inne idzie na wojnę, żeby prowadzić wojny albo uprawiać banksterstwo. Także nie ma za bardzo ani funduszy, ani środków na grzebanie w ziemi i wyciąganie naszej historii, dowiadywanie się, skąd pochodzimy, gdzie zmierzamy oraz odpowiedzi na wszelkie pozostałe pytania z tego wynikające.
Kiedy odkopano te rzeczy jakoś w 2009 roku, troszeczkę wcześniej, bo właściwie w 2009 roku te zabytki wprowadzono na listę UNESCO, czyli listę światowego dziedzictwa kulturowego, tak to się nazywa. I o co chodzi z tym Caral? Oficjalnie się mówi, ja tu się troszkę posłużę Wikipedią. Oficjalnie się mówi, że Caral było zamieszkałe w okresie od 3000 p.n.e. do 1600 p.n.e. Jest najstarszym znanym ośrodkiem miejskim na półkuli zachodniej i największym w rejonie Andów. Na obszarze 66 hektarów zamieszkiwało tam ponad 3000 ludzi. Miasto obejmuje kompleks świątyń, amfiteatrów, pałaców, placów, budynków mieszkalnych i tak dalej. Generalnie określi się, że taki główny ośrodek cywilizacyjny nazywał się Caral Supe. Nie wiem, jak wymawiać, bo to właściwie są hiszpańskojęzyczne nazwy.
Ja z hiszpańskiego jestem troszkę noga. Señorita, señor, no habla español. Dokładnie. Tyle mogę powiedzieć, ale proszę mi tam pomachać jakimś mapacho, jak ktoś ma. Ja mogę dla odmiany pomachać czymś innym. Dokładnie. I wracając do tego wszystkiego, wcale tak daleko nie odszedłem, prawda? Dokładnie. Generalnie znajdują się tam najstarsze piramidy, przynajmniej określane za jedne z najstarszych piramid, które są aktualnie na świecie. Jest w okolicach 17 tych budynków.
Właściwie to są nawet kompleksy. To nie są nawet budynki, tylko to są kompleksy. Niesamowicie to wygląda, jak się ogląda na zdjęciach satelitarnych. Zaraz wam podeślę linka na czata, także zapraszam wszystkich bardzo serdecznie. Gigantyczne to jest, słuchajcie, ciągnie się to. Oficjalnie się mówi, że jest to takie jedno miasto, ale właściwie z powodu tego, że nie prowadzi się jakichś bardzo zaawansowanych wykopalisk archeologicznych w tej okolicy, aż tak mocno zaawansowanych, bo nie ma po prostu na to kasy i wiele innych powodów. Po prostu nie odkopano tego wszystkiego. Nie wiadomo, jak potężny jest ten kompleks tak do końca. Odkopano tylko część tych. Właściwie nie tyle odkopano, ile to, co wystawało z ziemi, ogarnięto troszkę z piasku.
I stwierdzono, że okej, to jest ten kompleks. Ale jeżeli spojrzycie sobie na zdjęcia satelitarne i jeszcze się wybierzecie do muzeów, poszperacie troszeczkę, to się okazuje, że ta kultura, jak my ją nazywamy preinkaska, właściwie nie wyżyła tylko i wyłącznie tam, tylko obejmowała gigantyczny obszar, taki naprawdę bardzo potężny obszar na całym właściwie wybrzeżu Pacyfiku w Peru. Miejsce jest niesamowite. Możecie sobie wpisać. Czekajcie. Nie wiem, czy wam dałem właściwy link, ale zaraz tam się postaram wrzucić. Przepraszam bardzo. Jak zwykle zamieszanie. Nie, nie ma zamieszania, już mam linka. Sekundę, już wklejam, żeby wszyscy na czacie byli zadowoleni i wiedzieli, gdzie i o czym jest mowa.
Miejsce nazywa się Caral. Przez C pisze się Caral. Dokładnie. Jest to tak gigantyczny kompleks. Właściwie tam jest chyba najbardziej ta część, która w sumie po prostu ocalała. A jak się przyjrzy człowiek na mapę, to się okazuje, że ślady tej kultury są po prostu wszędzie. Jak to wygląda? To wygląda gigantyczne miasto i to miasto, które jest właściwie wielkości takich kilku miast jak Londyn, takich kilku Meksyków. Potężne konstrukcje ciągnie się tak przez kilometry wzdłuż wybrzeża. I ślady tej kultury są wykopywane praktycznie wszędzie w Peru i nie tylko w Peru.
O tym to może troszkę później. Jaki jest fenomen tego wszystkiego? Bo słuchajcie, jest w tym wszystkim niesamowita zagadka. Jest to kultura, która generalnie funkcjonowała przez parę tysięcy lat. Nikt tak naprawdę z nas nie jest w stanie jej datować i stwierdzić, jak bardzo stara jest. Wiemy, że te piramidy, które tam zostały, są potwornie stare. Są tak stare, że najstarsi górole nie pamiętają, jak są stare. To, co możemy datować, to tylko metodą węgla, czyli rozpadu izotopów, o którym też dzisiaj troszkę wspomnę. I te badanie wskazuje na to, że te piramidy są tak stare, że właściwie nie wiadomo, kto to kiedy zbudował. Co to za kultura, skąd to się wszystko wzięło, na czym to wszystko polega i o co tam w ogóle chodziło.
Ale wiemy tylko jedno. Słuchajcie, tam nie było żadnych murów obronnych, tam nie było żadnych wojen, nie znaleziono żadnej broni, nie znaleziono żadnych artefaktów związanych z jakąkolwiek agresją, przemocą i konfliktami. I to jest największy fenomen tego znaleziska o nazwie Caral. Jest to gigantyczny obszar zamieszkały przez ludzi przez dosłownie, przynajmniej jak na razie wygląda, minimum około trzech do czterech tysięcy lat. Gigantyczną społeczność. Właściwie nikt nie wie, jak dużo tam. Oficjalne szacunki są tylko oficjalnymi szacunkami, ale jeżeli się przyjrzymy na całą linię wybrzeża Peru, to się okaże, że właściwie mogło tam mieszkać w okolicach, no nie wiem, do 40 milionów ludzi na przykład. Kto to wie, jak dużo, jak mało. Inna sprawa, że są oczywiście takie przecinki w Andach, którymi można elegancko dojść do dżungli. No i tam z drugiej strony też jest cywilizacja i też są wykopywane bardzo dziwne artefakty, które są bardzo podobne do tego, co się znajduje w okolicach Caral.
Czyli wygląda na to, że jakieś 3000 do 4000 lat przed naszą erą w Ameryce Południowej funkcjonowała niesamowita cywilizacja, która właściwie nie używała żadnych konfliktów, nie używała agresji do poszerzania swojego wpływu. Właściwie nie było pojęcia po prostu wojna. Skąd to wiemy? Poza tym, że nie znajdujemy żadnej broni zakopanej w ziemi, nie znajdujemy żadnych zwłok z odciętymi głowami i pociętymi kośćmi, które wskazują na to, że ktoś został, że tak powiem, umyślnie pozbawiony życia za pomocą kawałka twardego urządzenia. Nie ma takich rzeczy tam. Absolutnie. No i nie ma murów obronnych. Absolutnie nie ma nic z tych rzeczy, żadnych warowni, żadnych wież strażniczych, żadnych-- nic z tego. Wygląda na to, że gigantyczna społeczność żyła sobie kompletnie w spokoju, bez żadnych problemów, przez dosłownie tysiące lat. My o swojej cywilizacji mówimy, że czegoś się dorobiliśmy, że jesteśmy dumni z czegoś, że jest trwała i stara i tak dalej.
A właściwie nasza cywilizacja nie istnieje. Jest takim, cokolwiek by nie mówić, być może ktoś się obrazi, ale jest takim pierdnięciem, że tak powiem. No, kilku wariatów, którzy się ganiają, wpierw ganiali się z kijami, a później ganiali się z grzmiącymi kijami. Do dzisiaj się ganiają z tymi grzmiącymi kijami i właściwie nic z tego nie ma. A historia, którą sobie zapisujemy, polega na zapisywaniu sobie, kto kogo kiedyś zlał i sprał mu dupsko tak, że tamten już w ogóle nie wstał. I tak sobie datujemy te wszystkie rzeczy. Fenomen. I tu się okazuje, że to wcale nie jest tak, że trzeba płacić jakiś specjalny kompromis, że trzeba robić jakieś dziwne rzeczy. Nagle się okazuje, że jest kultura, która funkcjonowała spokojnie, bez żadnych problemów przez tysiące lat, w kompletnym pokoju. Co jest znajdowane na miejscu?
Bo to jest też intrygujące. Oprócz tego, że nie ma tam żadnych śladów wojen i żadnej przemocy, przynajmniej my o tym nic nie wiemy, znajdowane są naczynia, artefakty, które bardzo dobitnie świadczą o tym, że ta kultura używała substancji psychoaktywnych. Nie używano alkoholu. Przynajmniej nie znajdujemy nic, co jest związane z jakąkolwiek formą popijania browaru, alkoholu, jakichś takich historii. Nic takiego nie ma, ale znajdujemy ślady po prawdopodobnie po kaktusach peyoti, kaktusach San Pedro. Generalnie jest mowa o meskalinie. Zapewne gdybyśmy poszukali, to oczywiście znajdziemy jakieś pewnie ślady ayahuasca i pewnie innych rzeczy. Generalnie dużo substancji psychoaktywnych i wygląda na to, że cała ta kultura była, że tak powiem, no nie wiem, jak to powiedzieć, że tak powiem, sterowana czymś zupełnie innym, opierała się na czymś zupełnie innym. Nie było tam takiego kompromisu, że umówimy się i pewnych rzeczy nie będziemy robić, bo one być może komuś się nie podobają, a komuś się podobają, że tu będziemy. Nie, nic takiego nie było.
Absolutnie. Oni po prostu tego używali. I jak się okazuje, ci, którzy używali substancji psychoaktywnych, nigdy nie prali się po pyskach. No co zresztą nie jest akurat żadną specjalną nowością. Ostatnie badania, jak najbardziej naukowe, prowadzone przez psychiatrów, lekarzy oraz całą masę ludzi oficjalnie nazywających się nauką, świadczą bardzo jasno i dobitnie, że użytkownicy substancji psychoaktywnych generalnie stronią od przemocy. No i ja sam jako użytkownik substancji psychoaktywnych absolutnie stronię od przemocy. Lubię sobie czasami rzucić mocnym słowem i zaznaczyć, że tak powiem swoje miejsce, jak mi ktoś próbuje na ocieć nadepnąć. Ale przecież nie będę prał kolesia. No chyba że-- no nie, no to też nie. Są inne sposoby, absolutnie inne sposoby.
Po prostu, jak się okazuje, jeżeli kultura jest zdefiniowana czymś zupełnie innym niż alkohol, na innej używce, to problem z agresją prawdopodobnie w ogóle nie istnieje. To jest jedna rzecz. Słuchajcie, kolejna historia, bo to jest jedno miasto, jedno miasto, jedna taka gigantyczna kultura w Ameryce Południowej. No ale przenieśmy się do Azji. Jest takie ciekawe miejsce, które znajduje się w Jawie Zachodniej. To jest prowincja Indonezji. Słuchajcie, jeżeli wiecie, gdzie jest Lampakan, to jest sześć kilometrów od stacji kolejki w Lampakan. To tak jak ktoś wie, gdzie jest Lampakan, to sześć kilometrów to jest jakaś godzinka spacerem. Jakoś tak. No dobrze, żartuję sobie.
To jest niedaleko miasta Cianjur, jakoś tak. Jakaś dziwna nazwa, po prostu lokalna. Generalnie, słuchajcie, mowa jest o Jawie Zachodniej. Gunung Padang, tak to się generalnie nazywa. No i co to jest? To jest taka górka, która sobie tak wystaje nad całą resztą. Ma jakieś tam prawie 900 metrów wysokości nad poziomem morza. No i składa się z tarasów. No i tych tarasów jest tam parę. No i w 1914 roku pewien holenderski historyk wspomniał, że no coś tam znalazł, coś tam odkrył, że jest to stare, bo właściwie wszyscy lokalni tam chodzą, traktują tą górkę jako święte miejsce.
Jako po prostu takie tam się dzieją rzeczy, tam się dzieją cuda, proszę państwa. No i z okazji, że tam się dzieją cuda, postanowiono to zbadać. No i się okazało, że to miejsce, gdzie się dzieją cuda, jest bardzo stare. No tak zapisano, zdaje się w 49. roku czy 50. uznano to za takie miejsce, że tak powiem, kultu, za historyczne miejsce po prostu i tyle, żeby tam nikt nie rozkradał tych zabytków i nikt się nie włóczył specjalnie, nic tam nie psuł. No i tak sobie stało to miejsce. Stało, stało do zdaje się 1979, gdzie stwierdzono, że z powrotem będą tam robili badania i Będą sprawdzali, co tam w ogóle jest, bo tak dziwnie wygląda. Jest taka górka, ma masę tarasów dookoła, kamiennych, z wulkanicznej skały. Wszystko to jest ładnie zrobione, bardzo stare i nikt nie zna tego przeznaczenia.
Właściwie żadna kultura się nie przyznaje do tego, żeby to wybudowała. Wszyscy miejscowi mówią: „To jacyś bogowie po nas zostawili” i tak dalej. Wszystkie takie historie. I co się okazało? Okazało się, że górka kryje naprawdę bardzo intrygujące, ciekawe rzeczy. Bardzo intrygujące, wręcz zaskakujące. Za badanie górki wzięto się całkiem niedawno z powrotem i jak się okazuje, chyba trzeba będzie po raz kolejny przedatować wszystkie podręczniki od historii na temat ludzkiej cywilizacji. Zanim przedatujemy wszystkie podręczniki od historii na temat ludzkiej cywilizacji, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali transmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek. Dzisiaj wam opowiadam troszeczkę o cenie kompromisu, jaki wszyscy płacimy, wierząc w bardzo dziwne rzeczy i bardzo dziwną historię, która prawdopodobnie nie ma nic wspólnego z tym, co się działo w rzeczywistości i skąd pochodzimy, kim jesteśmy, jak to w ogóle powinno wyglądać.
Ale wracajmy do naszej historii związanej z datowaniem. Do tej Jawy wróćmy, do Indonezji. I co się okazuje? Kiedy zaczęto badać to miejsce, górkę, okazało się, że pierwsza warstwa, która tam jest, bo oczywiście tam się nazbierało tego wszystkiego, jak to zwykle w życiu. Pierwsza warstwa jest od 2500 lat do jakichś 3000 lat poprzedniego wieku. Poprzedniej ery, można powiedzieć. Czyli przed kolesiem, który się nazywał Chrystus, czy jakoś tak. A warstw jest o wiele więcej. To jest tylko pierwsza. Kolejna warstwa ma 6500 do 7000 lat.
Nic. I jest kolejna warstwa. Trzecia ma 9500 lat do 9800 lat. Jak to się robi? Robi się to datowaniem osadów i gleby, bo się okazuje, że w tej glebie są... Że to jest właściwie sztucznie usypana górka, na to wygląda i tam jest masa różnych organicznych substancji, które tam po drodze ludzie wrzucali, prawdopodobnie imprezując chyba na tej górce. Nie mam bladego pojęcia. Ale to jeszcze nic. Jest czwarta warstwa, która jest datowana od 13 000 do 21 000 przed naszą erą. Niezłe, nie?
To chyba trzeba zmienić wszystkie podręczniki, bo podręczniki mówią, że to 6000 lat temu człowiek dopiero wynalazł grabki, żeby sobie pograbić w ziemi i posadzić roślinkę. I te grabki jeszcze były z takim patykiem, bo nie wiadomo było, jak zrobić metal. Okazuje się, że powstała gigantyczna konstrukcja. Jak zwykle w takim przypadku, i nie jest to naprawdę odosobniony przypadek, im starsza warstwa, tym bardziej zaawansowana technologicznie. Jeżeli chodzi o obróbkę kamienia, tym bardziej zaawansowana, jeżeli chodzi o artefakty, o sztukę, to jest wszystko bardziej precyzyjniejsze, lepiej wykonane. Generalnie im starzej, tym lepiej zrobione. Jeżeli nie wierzycie, wybierzcie się, jak będziecie w Londynie do British Museum i przejdźcie się do działu z Egiptem. To jest fenomen. To właściwie nawet nie trzeba tłumaczyć, elegancko widać jak na dłoni, że im ten Egipt był bliżej nas, jeżeli chodzi o czas, to tym gorzej to wszystko wyglądało. Widać, że chłopaki za bardzo chyba nie kumali, jak zrobili ci przed nimi, bo właściwie wszystko, co dużo mówić, downhill, wszystko idzie w dół, jakość spada drastycznie.
Nie ma to nic wspólnego z tym pierwszym królestwem, z pierwszymi czasami pierwszego Egiptu, o którym właściwie nie wiadomo zbyt wiele. Ale wracając do naszej Indonezji, 13 000 lat do 21 000 lat jest to kawał czasu w tył. I się okazuje, że jest podobna historia. Nie ma żadnych specjalnych artefaktów związanych z wojowaniem, nie ma nic związanego z agresją, nie ma żadnych murów obronnych, nie ma nic, co by właściwie było, że tak powiem... Dla nas jest taka domena, że to była cywilizacja, że jak się nie potłukli, że jak się nie sklepali po tyłkach, nie sklepali po twarzach, to w ogóle nie ma cywilizacji, a tam śladów takich rzeczy w ogóle nie ma. Absolutnie. I też wygląda na to, że ta cywilizacja była zdeterminowana przez zupełnie inne substancje. Tam nikt nie siorbał browarka, nikt nie popijał alkoholu, żadnych takich rzeczy prawdopodobnie. Przynajmniej nic takiego nie zostało znalezione. I bardzo ciekawa sprawa z piwem.
Jest taki mit, że piwo jest wynalazkiem Sumerów i tak dalej, że jest bardzo stare i że oni pierwsi nawarzyli tego piwa i że nawet zapisali, jak je warzyć. Ale ktoś wreszcie siadł i sprawdził te legendy o warzeniu piwa. Czy naprawdę Sumerowie napisali, że to naprawdę jest piwo? I sprawdzono, przetłumaczono i okazało się, że to właściwie nie o piwo chodziło. I właściwie Sumerowie nie za bardzo o piwie pisali. To też jedna z wielu legend, które nam się opowiada, że właściwie alkohol towarzyszy nam od zawsze. Jest to bzdura. Wygląda bardziej tak, że alkohol i pewne używki, które mamy aktualnie dookoła, które akceptujemy, odpowiadają za upadek cywilizacji, a nie za jej wzrost. Jest taka cywilizacja, właściwie była, to chyba najlepiej było powiedzieć, gdzieś w Azji Środkowej. Nie pamiętam w tym momencie nazwy.
Bardzo krótko żyli ci kolesie. To byli takie wojownicze plemię, które właściwie funkcjonowało przez jakieś 200 lat, pozbierane troszeczkę z ludów dookoła, którzy założyli takie miasto, uwarzyli sobie bardzo mocne alkohole, pili w ogóle alkohol z ludzkich czaszek. To, co właśnie po nich pozostało, to takie artefakty jak kielichy zrobione z ludzkich czaszek i składniki do warzenia bardzo mocnych alkoholi. I się okazało, że cała ta kultura przeżyła 200 lat i sama wykończyła. Byli tak agresywni i generalnie zgłupieli. Wiadomo, że człowiek po prostu od picia zbyt dużej ilości głupieje, ale to myślę, że oczywista sprawa i wszyscy doskonale to wiedzą. Jak ktoś lubi lampkę wina, spoko, rozumiem, nie jestem aż tak radykalny. Ale wracajmy do historii. O co chodzi z tym datowaniem? Bo to jest jeszcze kolejna rzecz.
Może być tak, że jest to wszystko o wiele starsze. Z datowaniem jest tak, że z reguły datuje się rozpad węgla C14. Węgiel sobie leży i się rozpada. Ile tego węgla tam jest, to się później sprawdza i można przeliczyć, że jak się rozpadła połowa, to wiadomo, że ta połowa się rozpada przez 1000 lat, to wiadomo, że coś ma 1000 lat do tyłu. Przynajmniej w teorii. Okazuje się, że jeszcze na wpływ rozpadu tego izotopu, w ogóle wszystkich izotopów, ma pole elektrograwitacyjne, ma Słonko, ma kilka innych elementów. Ale jaki wpływ? A mianowicie taki, że potrafią zwolnić czasami rozpad izotopów. Jeżeli coś jest zakopane w ziemi i nie ma dostępu światła słonecznego, to rozpad izotopów jest troszeczkę wolniejszy i nikt do końca nie wie, czy tak naprawdę mówimy o rzeczywistych datach, czy to jest naprawdę 13 000 lat czy 27 000 lat, czy może być tak, że to jest na przykład 15 000 lat i na przykład 30 000 lat albo i troszeczkę więcej. Nikt do końca tego nie wie.
Jedyny błąd, jakiego się możemy prawdopodobnie domyślać, to jest błąd polegający na tym, że przestrzeliwujemy i datujemy troszeczkę za wcześnie te rzeczy, że one potencjalnie mogą być o wiele starsze niż nawet wychodzi nam z tego datowania. Kolejnym takim fenomenalnym miejscem, które jest bardzo zbliżonym do tego, co znaleziono w Indonezji, jest miejsce, które się nazywa Göbekli Tepe. Znajduje się w Turcji, tuż przy granicy z Iranem, zdaje się, na pustyni. Kiedyś opowiadałem o tym. Lokalny rolnik wyszedł zaorać pole i jak orał pole, to kamień mu zahaczył o pług. Chciał wyciągnąć ten kamień. Kopie, kopie. Kamień coraz większy, coraz większy, coraz głębszy, coraz większy. Okazuje się, że kamień jest właściwie nie do wykopania, że to jakaś skała, która tkwi w ziemi. Zawołał archeologa lokalnego, że coś tam jest.
No i się okazało, że tam jest nie tyle skała, ile tych skał jest bardzo dużo i jest to taka potężna, gigantyczna konstrukcja neolityczna, po prostu gigantyczna. Taki gigantyczny kamienny krąg, który jest zakopany. I to jest taka górka. Po chwili sprawdzenia tego wszystkiego się okazało, że to nie jest jeden krąg, ale jeden z dwudziestu paru kręgów, czyli prawdopodobnie może być ich więcej. Potem się okazało, że tego wszystkiego jest jeszcze więcej. I zmierzając do sedna sprawy, okazuje się, że ktoś wybudował gigantyczny kompleks neolityczny, używając kamieni, które ważą od 10 do czasami 50 ton. Tak zwyczajnie, tak po prostu, jak gdyby nic. I zbudował gigantyczny kompleks, w którym te kamienie są rzeźbione. One przedstawiają postacie zwierząt, różne dziwne rzeczy, które czasami wyglądają jak kosmici, nie wiadomo co. I zasypał to wszystko bardzo skrupulatnie i elegancko zasypał, usypiając górkę tak, żeby nikt nie mógł się dobrać do tego wszystkiego, co jest pod ziemią.
Taki fenomen. Nikt oczywiście nie wiedział, że tam w ogóle coś takiego jest. Nikt się nie spodziewał za bardzo, jak to jest stare. Na początku były takie teorie, że to jest może kultura sprzed 2000 lat, może sprzed 6000 lat, jakaś postsumeryjska, ale w końcu stwierdzono, że to się da odkopać. Odkopano. Niemiecki archeolog, zdaje się, to odkopał. Zaczęto to badać i się okazało, że znaleziono kawałki kości, znaleziono kawałki ognisk przy tych kamykach. I to wszystko się datuje na 12 000 lat do tyłu tak zwanej poprzedniej ery, czyli dodając te 2000 lat, które mamy teraz, jakieś 14 000 lat. I też nie ma żadnych śladów grot, żadnych śladów siekier, żadnych mieczy, żadnych wojen, żadnych murów obronnych, nic z tych rzeczy. Właściwie takie bardziej sielskie przedstawienia zwierzaków, bardzo różnych rzeczy.
Zwierzęta, które nie żyją aktualnie, nie mieszkają w tamtej części świata, bo tam jest teraz pustynia. Takie bardzo intrygujące. Jedna rzecz, która jest szalenie intrygująca, która się pojawia w większości tych kultur, o których dzisiaj wspomniałem, i nie tylko w nich, bo to jest coś, co się pojawia praktycznie wszędzie na świecie. To jest bardzo dziwne przedstawienie. Jak to nazwać? Ciało człowieka, głowa zwierzęcia albo odwrotnie. Takie pomiksowane istoty. Istoty, które właściwie nie są ludźmi. Są takimi hybrydami pomiędzy zwierzakami a nami. Taki fenomen troszeczkę.
I wszystkie te rzeczy, które mają tą charakterystykę, umykają datowaniu. Bardzo często są zrobione z kamienia, tak jak właśnie Göbekli Tepe i właściwie nie wiadomo, jak to jest stare. Wiadomo, że tam ostatni raz impreza się odbywała jakieś 14 000 lat temu, bo kości, które tam zostawiono czy kawałki ognisk na to wskazują. Natomiast jak tak naprawdę bardzo stary jest ten obiekt, nikt do końca nie wie. Wiadomo, że zasypano go wtedy, żeby nikt się do niego nie dokopał. Jest w tym taka bardzo ciekawa rzecz. To trochę przypomina historię z tybetańską księgą zmarłych, która się nazywa Bardo, która nie wiadomo z jakich przyczyn, nikt oficjalnie nie sprecyzował, co było powodem, ale jakieś 1000 lat temu ta księga została schowana i ta praktyka została niejako zakazana i ukryta tak, żeby się nikt nie dowiedział o tym, co się dzieje z ludzką duszą po momencie fizycznej śmierci. Właśnie o tym mówi ta księga. O tym, jak podróżujemy do kolejnego wymiaru po tym. O tym, co się w ogóle dzieje z nami, kiedy opuszczamy ten wymiar i to ciało.
I wyobraźcie sobie, że tą księgę mnisi z pewnych powodów znanych tylko sobie, ja mam pewne podejrzenia oczywiście, które tutaj dzisiaj wrzucę, schowali tą księgę przed światem. Ona została dopiero odkryta jakieś 100 lat temu. Do tej pory nawet buddyści tacy ortodoksyjni przez ostatnie 1000 lat nie mieli bladego pojęcia, że ich spuścizna kulturowa to tybetańska księga zmarłych. Nikt nie wiedział na ten temat nic. Ona została schowana, zakopana w kilku miejscach w kawałkach I dopiero jakiś angielski podróżnik, archeolog amator ją ponad 100 lat temu odkopał, znalazł i przetłumaczył. I dopiero wtedy to wszystko wyszło na wierzch. To troszeczkę tak jak z tym Göbekli Tepe. Podobnie jak z tą historią w Indonezji, która właściwie tak naprawdę zaczęła być odgrzebywana, wykopywana i badana dopiero teraz. Dopiero teraz zaczęto robić porządne skany tego terenu, tak żeby sprawdzić, co tam się w ogóle dzieje pod ziemią, jak to wygląda. Wygląda na to, że prawdopodobnie jest tam piramida pod spodem i to całkiem niezła.
Taka bardzo stara. To podobna historia jak z tym miastem Caral, że właściwie to, co zostało, sugeruje, że ta kultura była tak potężna i tak zaawansowana, że aż człowiekowi mowę odbiera. Jak spojrzymy na to, co dzisiaj mamy, na te wojenki, na to machanie szabelką, w ogóle na tą cywilizację, która próbuje znaleźć kompromis pomiędzy jednym a drugim. Jak tu się potłuc po ryjach, ale i generalnie się dobrze czuć w tym wszystkim. To nie działa. Absolutnie nie działa. Kiedyś świat wyglądał absolutnie inaczej. I to nie była taka kultura jak nasza, że pięć minut na skali czasu, tylko mówimy o czymś, co funkcjonowało tysiące lat, nie jakieś 100 lat czy 200, czy może nawet 1000, tak jak współczesna kultura. Tak to wygląda. Nie wiadomo, co z tym zrobić.
Jedyne co możemy zrobić, to przyciągnąć wszystko w tył. Ale wróćmy troszkę do tych niesamowitych postaci, które tam się pojawiają, bo to właściwie jest clue chyba, przynajmniej takie jest moje podejrzenie, do zrozumienia tego, o czym są te budynki i o tym, czym są te rzeźby i co to może nam mówić. Jest taki fenomen związany z transformacją osobowości człowieka. Jest to fenomen, o którym mówią bardzo często szamani z Ameryki Południowej. Nie tylko, bo też w Afryce się spotyka takie mity. Spotyka się takie mity na Syberii. Spotyka się praktycznie w każdym miejscu, w którym funkcjonują tacy normalni szamani, gdzie ta tradycja jest przekazywana cały czas bez w miarę dużych zniekształceń. I ta tradycja mówi, że moment, kiedy ludzka dusza transformuje, tak naprawdę transformuje, to dopiero wtedy, kiedy nabiera zdolności podróżowania. Do takiego podróżowania, że jednocześnie mamy tu swoje ciało, że możemy wyjść z tego ciała i wrócić do tego ciała, a w międzyczasie wykonać jakąś fajną wycieczkę, zobaczyć jakieś inne miejsca, czegoś się nauczyć, bo inaczej po prostu nie możemy. Musimy gdzieś pójść z siebie, zobaczyć inny świat i dopiero wtedy to nas transformuje, to nas zmienia i dzięki temu stajemy się pełnymi ludźmi.
Przynajmniej tak mawiają szamani. I praktyki szamańskie mówią dokładnie o opuszczeniu własnego ciała i zobaczeniu siebie troszeczkę z zewnątrz. Nie tylko siebie, bo właściwie całego świata z zewnątrz. Ja tu jeszcze wrócę na moment do tych starożytnych rzeczy, zanim wskoczę z powrotem do szamanów. Jest bardzo ciekawa rzecz, która znajduje się w Egipcie. Jest taki płaskowyż, który się nazywa Nabta Playa. I tam jest najstarszy zabytek kultury, jak to się mówi, neolitycznej, czyli taki kamienny krąg usypany na pustyni. To jest taki fenomen z tym, bo kiedy robiono skany terenu, okazuje się, że coś jest pod spodem. Gigantyczny kamień, który wygląda troszeczkę jak byk czy coś w tym stylu. Okazuje się, że jak się skanuje dalej, głębiej, to tam coś jest pod ziemią i to jest dosyć duże.
Wiadomo, że samo się nie zrobiło. Musiał przyjść ktoś podłubać, pokręcić, pomotać, coś zrobić, żeby tam to włożyć, a znajduje się to na środku pustyni. Także ciekawa rzecz. Jest to oczywiście kamienny krąg, który jest jednocześnie zegarem astronomicznym. I ten zegar astronomiczny też ma swój rekord czasowy, który wskazuje na niebie. I to też, okazuje się, jest jakieś 30 000 lat, 12 000 lat. Tu takim ekspertem od tego jest niejaki Robert Bauval. Człowiek, który zrobił niesamowite badania na temat piramid w Gizie w Egipcie i udowodnił w taki bardzo prosty sposób, że piramidy są zorientowane bardzo precyzyjnie na pewne wydarzenia, które się dzieją na niebie. Dzięki temu możemy datować właściwie piramidy. Przynajmniej to jest taka najbardziej sensowna hipoteza do sprawdzenia tego, jak stare są te wszystkie budynki i kto je kiedy wybudował.
Chyba tak można by to najłatwiej powiedzieć. I oczywiście nie zapomnijmy, że dookoła piramid też nie ma żadnych murów obronnych, dookoła tego kompleksu. Nie wiem, czy kompleksu, czy kamienia Nabta Playa, bo tam są jeszcze takie kurhany dookoła. Jest tego trochę. To nie jest jeden kamienny krąg. Tu się okazuje, że tego jest w cholerę, że tak naprawdę my tylko wykopaliśmy może parę procent z tego wszystkiego, co tam się znajduje w ziemi. Tam nie ma żadnych murów obronnych, nie ma śladów żadnych wojen, nie ma żadnych mieczy wykopywanych, nie ma nic takiego. Tak jak te Göbekli Tepe. Przecież tam nikt nie wystrugał na tych gigantycznych kamiennych kolumnach żadnych scen walki, wojen i siłowania się na ręce, tylko zwierzątka albo dziwne istoty, które mają czasami twarze podobne do ludzi albo mają tylko korpus ludzki, a głowa jest lwa. Wszystkie tego typu historie, jakbyśmy opisywali transformację jakąś wręcz tych szamańskich opowieści, że człowiek musi wyjść z siebie, spotkać zwierzę, wejść w to zwierzę, poznać świat od strony innej istoty żywej na tej planecie, wrócić z powrotem do siebie.
Taka ciekawa sprawa. Kolejnym takim fenomenem jest, myślę, dobrze znane w Polsce chociażby z telewizji NTV, która ostatnio opublikowała wywiad z Klausem Doną Badaczem starych rzeczy. Historie z figurkami z ceramiki, które mają od 6 do 12 tysięcy lat. To jest dokładnie ten okres, o którym cały czas mówimy, bo wygląda na to, że w tamtym okresie w ogóle nie było wojen na świecie, ludzie żyli w troszeczkę innej cywilizacji. Ta cywilizacja trwała jakieś 6000 lat na dzień dobry. Te dziwne ceramiczne przedmioty są bardzo ładne i wyglądają niesamowicie. To jest paszcza wielkiego jaszczura, z której wychodzi głowa człowieka. Wygląda to cały czas jak opowieści szamanów o tym, co się dzieje, kiedy opuszczamy sami siebie i w jaki sposób mamy się nauczyć czegoś o świecie. W jaki sposób mamy zdobyć doświadczenie o tym, co się dzieje dookoła. Zupełnie inne świadectwa kultury.
Przede wszystkim zupełnie inna kultura, zupełnie inny pomysł na rzeczywistość niż to, co jest dookoła nas. My oczywiście tego nie uznajemy w dzisiejszych czasach, bo nam się to wydaje jakimś szaleństwem. Jak to? Szamani poważni? Nie może tak być. Mamy kompletną ignorancję dla takich rzeczy. Tym bardziej że kultura, w której dorastamy, określa wszystko mianem świątyń, rytualnego zbieractwa. Bo ta kultura wyznaje kult cargo i wszystko sprowadza się do tego, żeby przybić taką samą pieczątkę na tym, że to jest świątynia, że tam na pewno się modlono, że to nie jest nic więcej i tak dalej. A tu się okazuje, że to może być coś zupełnie innego, moi drodzy. Coś zupełnie innego.
Może to się sprowadza do innego doświadczenia. Ale tak długo, jak żyjemy w tej cywilizacji, tak długo jesteśmy, zdaje się, odcięci od tego troszkę innego doświadczenia. To inne doświadczenie mają szamani i to jest właściwie jedyny łącznik z tym, co znajdujemy na starych zabytkach neolitycznych, tych dziwnych rysunkach, dziwnych postaciach, które są takimi hybrydami. To tylko z tymi szamanami. Człowiek transformuje w ten sposób, że opuszcza swoje ciało podczas niesamowitych tripów, wskakuje w zwierzę, jest tym zwierzęciem przez parę chwil, po czym z powrotem wraca do siebie. Jest słynna historia opisana, zdaje się, przez Carlosa Castanedę, gdzie jednym z kluczowych punktów edukacji każdego szamana jest pozbawienie się swojego ciała na jakiś czas, opuszczenie najzwyczajniej w świecie i pomieszkanie w troszeczkę innym środowisku. Poczucie, jak się czuje zwierzak, jak się czuje inna istota, jak się czuje mucha. Taki prawdziwy szaman, przynajmniej to, co my nazywamy szamanem, to jest taka postać, która potrafi transformować swoją osobowość do dowolnej żywej istoty, która jest dookoła. I to jest to doświadczenie, które mówi, żeby nie zabijać, że to nie ma żadnego sensu, że siłowanie się na rękę naprawdę nie jest zabawą, o którą w tym wszystkim chodzi, że to bardziej chodzi o doświadczanie świata i zbudowanie sobie interfejsu z tym światem tak, żeby go nie zniszczyć. Że nic na siłę, tylko przez zrozumienie, żeby postarać się zrozumieć, jak to funkcjonuje, objąć to w zupełnie inny sposób.
Nie starać się to stuningować, dopasować do naszej wizji świata, tylko pozbyć się tej wizji. Nic nie zbierać, żadnego kultu cargo, żadnego zbieractwa, żadnego kolekcjonerstwa. Pozostawić to wszystko na boku, wskoczyć w coś innego. I to jest sposób, w jaki się uczymy. To jest kompletne przeciwieństwo tego, w czym my żyjemy aktualnie, bo my uczymy się zupełnie innej historii. Uczymy się, że właściwie musimy dopasować wszystko do naszych potrzeb. Nie chodzi o narzędzia, tylko chodzi o cały świat. Jest pytanie, czy my tak naprawdę znamy swoje własne potrzeby aktualnie i czy to wszystko, co tworzymy, ma jakikolwiek sens w tym wszystkim. A wy słuchacie radia Na Fali, proszę państwa, retransmitowanego w Radiu Paranormalium. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”, a ja mam na imię Tomek.
Dalej opowiadam tą historię o cenie kompromisu, który płacimy dzisiaj, budując tą szaloną cywilizację. O tym, jak wyglądało to dawniej, jak prawdopodobnie powinno to wyglądać i jak wygląda taki klasyczny model, który dotyczy nas i żywych istot na tej planecie, o którym prawdopodobnie z dziwnych powodów zapomnieliśmy i zajęliśmy się kolekcjonowaniem przedmiotów. Zajęliśmy się wyznawaniem kultu cargo. Taki klasyczny przykład to pojawienie się jakieś 6000 lat p.n.e. czegoś takiego, co się nazywa... Może nie 6000, ale jakieś 2000 lat przed się pojawiło jak święty ogień. Zaratuszrianizm. Może troszkę starszy jest, ale wyznawanie kultu przedmiotów, modlenie się do góry, modlenie się do czegoś, co jest fetyszem. I to jest taka klasyczna fetyszyzacja, czyli budowanie stabilności, stabilizacji, tak żeby coś, co wydaje nam się, jest częścią naszej duchowej spuścizny, żeby to się nigdy nie zmieniło, żeby to nigdy nie transformowało, żeby to zawsze było dokładnie takie samo. I tak się uparliśmy na taki bardzo dziwny model, bardzo egzotyczny model, który zupełnie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Gdzieś w naszym potocznym języku jeszcze przetrwały takie klasyczne powiedzonka typu, że nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki, że nie da się zrobić czegoś dwa razy tak samo, bo wszystko dookoła nas się zmienia. Wiemy o tym doskonale. Wystarczy spojrzeć na drzewo. Jeżeli zetniemy drzewo i posadzimy drugie w miejscu tego poprzedniego, to nigdy nie będzie takie samo. To jest zaleta ogrodników, którzy szaleją, przycinają drzewa i robią tak, żeby wszystkie były mniej więcej takie same, bo tak naprawdę nic w naturze nie jest homogeniczne, idealnie z pudełka, zduplikowane po kolei. Nic, absolutnie. Jedyne co jest takie zduplikowane, to jest nasza aktywność, nasze działanie. Ale my też to sfetyšyzowaliśmy wszystko, bo nie wiem, czy rozumiemy cokolwiek z tych starożytnych budowli, które są oparte na bardzo ścisłych zasadach geometrii, na bardzo solidnej matematyce. Właściwie zaczęliśmy się modlić do tych budynków. Z pewnych dziwnych powodów trochę zwariowaliśmy podejrzewam.
Dawniej nikt nie nazywał tego świątyniami. Jeszcze mamy te zapisy z Egiptu, gdzie to się nazywa na przykład Domem Reguły, czyli Domem Zasady. Tak przynajmniej głosi legenda, że tak mawiano na te wszystkie budynki, że one reprezentują pewną kosmiczną zasadę, której wszyscy podlegamy. Natomiast nie jest to żadna świątynia, to nie jest nic, do czego się powinniśmy modlić albo powinniśmy padać na kolana i rozbijać sobie czoła o posadzki. Właściwie nie ma czegoś takiego, do czego powinniśmy się w ogóle w jakikolwiek sposób modlić i rozbijać te nieszczęsne czoła. Cały model, o którym opowiadają te wszystkie starożytne budynki, wygląda na to, że jest to kultura, która mówi o nieustannej transformacji naszej osobowości, żeby przeżyć, żeby zrozumieć, żeby istnieć i podać dalej to, co mamy do następnego pokolenia, musimy transformować i nie możemy bać się tej transformacji. Jest to wpisane w naszą naturę, że ta podróż jest taka, jaka jest. I to, że wyciągniemy kierownicę z tego samochodu, nie znaczy, że on się zatrzyma albo że coś się stanie z tego powodu. Nie, ten samochód dalej jedzie, my dalej w nim siedzimy, tylko udajemy, że stoimy w miejscu. Ta kultura, w której aktualnie dorastamy, to jest takie szaleństwo, które właściwie pochodzi z XVIII i XVII wieku, gdzie kilku naprawdę kompletnych szaleńców sobie wymyśliło, że wszystko będzie stabilne.
Z jakiego powodu? Dosyć proste. To były czasy kolonialne, także trzeba było jakoś usprawiedliwić to ludobójstwo. A to już były czasy tak zwanego rozumu, oświecenia. Wariaci wymyślali, że już wiedzą wszystko o życiu. Jeszcze w XIX wieku Królewskie Towarzystwo Naukowe pisało elaboraty o tym, że człowiek nigdy nie będzie latał, że to jest niemożliwe, tamto jest niemożliwe. Jeszcze 500 lat temu twierdzono, że Ziemia jest płaska. I ludzie naprawdę w to wierzyli. Można było za to naprawdę nieźle zostać przypieczonym na takim dużym rożnie, które się nazywało stosem. Za to, że się twierdziło, że Ziemia jest inna niż płaska.
Chociaż już wtedy podróżowano dookoła Ziemi. Chociaż wtedy już pływały żaglowce i wiadomo było, że ten statek znika za horyzontem, że ten żagiel jest coraz mniejszy. A jak statek przypływa do nas, to robi się coraz większy. Wiadomo, że jest to efekt po prostu pływania po kuli, ale dla wielu było to zbyt mało logiczne i nie potrafili sobie z tym poradzić. Także wymyślono coś takiego jak kompromis. To, że rozumiemy świat, że znamy wszystkie zasady z jednej strony, a z drugiej strony stwierdziliśmy, że zostajemy dalej przy tym kulcie cargo. I tak długo, jak będziemy żyli, tak długo będziemy dopasowywali to, co przez zupełny przypadek uda nam się odkryć, już nie uda się zamieść pod dywan, bo po prostu już nikt nie będzie w to wierzył. Wtedy zaakceptujemy, dorzucimy do oficjalnej nauki, ale tak ostrożnie, tak żeby przypadkiem nie wywaliło naszych wszystkich wierzeń, że tu i tylko teraz, że liczy się tylko materia, bo tylko materia. W rzeczywistości chodzi tylko o to, że po prostu nie potrafimy pomierzyć tych wszystkich rzeczy, że jesteśmy troszkę takimi kretynami, które sobie nie zdają zupełnie sprawy, gdzie są, po co są, co robią, dlaczego to robią. I tak się modlimy do tych wszystkich przedmiotów, do stabilizacji przede wszystkim.
Właściwie nasza kultura jest kulturą stagnacji i stabilizacji, co tu dużo mówić. Właściwie wszystkie te rzeczy, które mamy dookoła, służą temu, żebyśmy się po prostu nie zmieniali. To jest taka klasyczna historia ze zdjęciami na ścianie. Jak człowiek sobie wiesza bardzo dużo zdjęć na ścianie, takich pamiątkowych i tak dalej. Nie zawsze jest to oczywiście podyktowane jakimś szaleństwem wewnętrznym, ale jest to troszkę taki objaw właśnie wynikający z naszej kultury, że staramy się zatrzymać wszystko. Staramy się zatrzymać chwilę. Boimy się upływu czasu. Stąd się biorą operacje plastyczne, wiele innych rzeczy. Stąd się bierze ta cała szalona nauka, która mówi o tym, że powinniśmy żyć wiecznie. Stąd się bierze strach przed tym, że jest coś dalej.
Boimy się tego, że będziemy transformować. Oczywiście nie mówię, że trzeba zdjąć teraz, w tym momencie wszystkie zdjęcia ze ścian. Absolutnie, bo nie o to chodzi. Ale jest pewien limit, że tak powiem, tej fetyszyzacji. Dobrze by było o tym pamiętać, bo ta kultura właściwie nas kompletnie tego nie uczy. Ona nas wpycha właściwie w objęcia takiego szaleństwa, które nazywa się stabilizacją. I cała zabawa polega na tym, że wymyślamy coś, co nazwaliśmy kompromis, czyli pomiędzy tym, co da się poznać, a tym, czego nie da się poznać. Dlaczego wspominałem o tych wszystkich zabytkowych stanowiskach archeologicznych, które są datowane na jakieś nie wiadomo jak stare cywilizacje? Bo tam jest coś, co nam się po prostu w łbach nie mieści. Przynajmniej jeżeli chodzi o cywilizację.
Tam po prostu nie ma żadnych murów obronnych. Nikt się nie bronił, nikt nikogo nie atakował. To jest coś, co jest kompletnie wbrew jakiejkolwiek teologii wyznawanej przez ludzi, którzy dorastają na tym modelu, można powiedzieć XVII- i XVIII-wiecznym, gdzie konflikt jest jakimś rozwiązaniem, gdzie kilku wariatów, którzy nawet nie wiedzieli, że jest coś takiego jak DNA, nawet nie zdawali sobie z tego sprawy, że jest coś takiego jak bion. Nie zdawali sobie sprawy z wielu rzeczy, ale wierzyli w Boga i myśleli, że wiedzą już wszystko. I oni wymyślili, że ta agresja to ma sens, że trzeba po prostu jednak stłuc kogoś, że to o to chodzi. A wszyscy doskonale wiemy, już nawet teraz naukowo wiemy, że to jest po prostu niezdrowe. To jest kwestia związana ze stresem. To są sprawy związane ze stresem pourazowym. Jeżeli zrobimy komuś krzywdę, to tak naprawdę jakbyśmy robili krzywdę sobie. To nasz mózg się wyłącza.
Oprócz tego, że kogoś uszkodzimy, to jeszcze sami siebie de facto jeszcze lepiej uszkadzamy, bo trwale, na całe życie uszkadzamy kolejne pokolenia naszych dzieci, bo to zostaje oczywiście w nas i to przechodzi na kolejne pokolenia. Już wiemy o tym. Dawniej nikt nie chciał o tym mówić. Oczywiście wielu ludzi o tym wiedziało. Nie jest to jakieś specjalne novum. Te badania naukowe właściwie tylko to potwierdzają, bo te teorie, właściwie pomysły już istnieją od tysięcy lat. To w bardzo wielu W plemionach jest mowa o tym, że ileś tam pokoleń potrzeba na zmycie tak zwanych grzechów przodków i tak dalej, o czym już mówiłem w hiperprzestrzeni. Nie jest to wcale nic nowego, ale dopiero jak nauka wzięła to i oficjalnie opakowała, to powoli ktoś tam zaczyna dopuszczać do siebie, że może być coś takiego. Ale to też na zasadzie budowania kompromisu, że nie może odrzucić tej kultury, która jest oparta na karabinie maszynowym, na budowaniu sobie wieży, z której się strzela do wrogów. Tylko nie odrzucajmy tego.
Tutaj weźmy z tego połowę, z tego weźmiemy klocek, z tamtego klocek, poskładamy do kupy i będziemy udawali, że działa. To jest taka próba zrobienia takiego posiłku, który składa się ze śledzia, lodów waniliowych, bigosu, wiśni i kawy. I to wszystko wlane do miksera, zmiksowane i jeszcze polane czekoladą. Tego się po prostu nie da zjeść. A my generalnie staramy się zbudować cywilizację w ten sposób i dziwimy się, czemu to nie działa, czemu jest tak dysfunkcyjna, co tu jest popsute. Popsute jest dosłownie wszystko w tej cywilizacji, bo zrobiliśmy taki fenomenalny myk, że po prostu sfetyšyzowaliśmy wszystko. Okazało się, że nie potrafimy rozładować tego wszystkiego. Nawet te wszystkie kanciaste budowle, które stoją gdzieś tam w Egipcie. Nie jesteśmy w stanie ich zrozumieć. Wielu kolesi twierdzi do tej pory, że to są jakieś grobowce, że tam chowano ludzi.
A powoli współczesna fizyka, może nie współczesna, bo to już od czasów Tesli i troszeczkę przed Teslą mówiła o czymś takim jak rezonans, że jak chcemy uzyskać energię, to musimy wprawić coś w rezonans, ale specyficzny rezonans, bo wszystko rezonuje dookoła. To nie jest kwestia, że musimy wymyślać na nowo, bo ten rezonans już jest, tylko musimy określić jego charakter. Musimy nadać mu konkretną częstotliwość. Jeżeli wybudujemy coś z kantem, to mamy ten rezonans, bo jedna fala się odbija od jednej ściany, druga się odbija od drugiej ściany i wpadają na siebie. Taki po prostu zwykły przykład z pryzmatem, przez który puszczamy światło. Dokładnie tak samo działa, że pryzmat rozbija nam wszystko elegancko na piękną tęczę. Dokładnie na tej samej zasadzie. Ale oczywiście cena kompromisu, którą płacimy jako cywilizacja, jako członkowie tej cywilizacji, jest taka, że sami chyba przed sobą mamy taki problem, żeby się przyznać, że ktoś przed nami był mądrzejszy i że to my jesteśmy debilami, którym się wydaje, że coś wiedzą, bo staramy się za wszelką cenę utrzymać swoje szalone status quo. Takie, żeby te przedmioty dalej były ważne, żeby te rytuały, które odprawiamy nad tym wszystkim dookoła, nie straciły żadnego sensu. Bo okazuje się, że właściwie jesteśmy chyba jedynymi wariatami w historii ostatnich tysięcy lat na tej planecie, którzy się uparli na to, że rytuały są ważniejsze od sąsiada tak zwyczajnie albo rytuały są ważniejsze od naszego dobrego samopoczucia.
Rytuały są ważniejsze od miłości. Rytuały są ważniejsze od wszystkiego po prostu, bo rytuał jest najważniejszy i przedmiot. To jest kolejna konsekwencja tego zjawiska. Zrytualizowaliśmy sobie przedmioty, także teraz to już w ogóle wszyscy się głównie modlimy do przedmiotów. No i z tej okazji potrafimy wypuścić wielkie buldożery na dżunglę. I nie tylko, bo dżungla jest daleko. Oczywiście łatwo sobie powiedzieć o dżungli, że ratować dżunglę, bo brzmi egzotycznie i każdy chce się podpisać pod tym, bo to takie ładne. Ale wystarczy rzucić kamieniem bardzo blisko i okazuje się, że budujemy sobie szyby takie do frakowania ropy w czasach, gdzie możemy wyprodukować dowolną ilość energii z urządzeń, które produkują w cudzysłowie wolną energię. To my wbijamy jakieś urządzenie w ziemię, wstrzykujemy tam chemikalia i wyciągamy ropę z tej dziury z drugiej strony. Tylko że problem polega na tym, że te chemikalia zostają dalej w tej wodzie i zostają dalej w tej glebie i one się rozłażą jak zaraza.
No i efekt jest taki, że jako istota żywa, która potrzebuje wody do życia, mamy taki dosyć poważny problem, bo wymyśliliśmy technologię, która pozbawiła nas elementarnej rzeczy, czyli wody. A człowiek składa się w ogóle w 70 do 80% z wody. W ogóle ludzki mózg jest w 90% praktycznie wodą, a reszta to taka galareta w tej wodzie. Płacąc cenę kompromisu, żeby ta nasza fetyszyzacja z kulturą cały czas działała, żeby nasza kultura działała. My wierzymy w to, że można pokojowo, że nie trzeba na siłę i tak dalej. Ale może jutro. Może zacznijmy od jutra. To jest taki mit cywilizacyjny. No i efekt jest taki, że właśnie zatruwamy sobie źródła wody, z której się składamy. Taki fenomen.
Równie dobrze każdy z nas mógłby się rozpędzić na dachu takiego dwupiętrowca i sobie skakać tak na betonową posadzkę. Część by przeżyła, część by sobie połamała nogi, część połamałaby sobie ręce, część może skręciła kark. Dokładnie ta sama zabawa. Biegniemy i popełniamy takie zbiorowe samobójstwo w imię rytualizowania tej cywilizacji, w imię ceny kompromisu. Bo nie może być tak, że będziemy zbyt radykalni i powiemy, że ta cywilizacja jest gówno warta i że można zrobić to wszystko w normalny sposób, po ludzku. Można transformować i że chodzi o transformację naszej duszy, tego, co nazywamy duszą, tego, czym jesteśmy, a nie o zbieranie przysłowiowych złotych dutków, dolarów i przedmiotów i kolekcjonowanie tego wszystkiego niczym zdjęć na ścianie, gdzie ściskają ręce ważni ludzie. Taka zwyczajna sprawa. Zamiast strategii, która polega na tym, że staramy się zbudować stabilny świat, żeby jutro było dokładnie takie same jak wczoraj. To też jest taki fenomen, że żyjemy w nieistniejących krainach. Połowa z nas mieszka w kraju, który nazywa się Wczoraj, który nie istnieje, nawet nie ma swojej flagi, nawet nie ma hymnu, a druga połowa mieszka w kraju, który się nazywa Jutro i też właściwie nie istnieje, bo też nie ma swojego hymnu, też nie ma swojej flagi.
Może ONZ kiedyś powinien uznać wreszcie te kraje Jutro i Wczoraj. To jest taki klasyk gatunku. Płacimy tą cenę tych kompromisów właśnie, żeby wybudować sobie tą stabilizację. Na jutro. Efekt jest taki, że wszyscy się wybijamy powoli, że ta cywilizacja jest praktycznie cywilizacją szaleńca, wariata, który oszalał i nie wiadomo, co robi, właściwie nawet nie wie, kim jest. Chce być tym kolesiem z wczoraj za wszelką cenę. Chciałby być młody, nigdy się nie starzeć, nigdy się nie zmieniać, żeby było tak jak wczoraj. Jutro nie istnieje, a jeśli istnieje, to musi wyglądać tak jak wczoraj. A dzisiaj? Dzisiaj w ogóle jest niedyskutowalne.
Dzisiaj musimy zapłacić cenę kompromisu, bo nie może być zbyt radykalnie. To jest chyba gigantyczny problem dzisiejszej kultury. Jest taka zabawna historia, że nie wiemy, jak sobie poradzić z tymi wszystkimi wykopaliskami archeologicznymi, bo powoli coraz częściej wbijamy łopatę w te wszystkie miejsca, a tam się okazuje, że coraz częściej wykopujemy postacie z głowami zwierząt, w ogóle dziwne postacie wyrzeźbione w bardzo twardej skale, czego sami tak naprawdę nie potrafimy. Niech dobrym przykładem będą figurki, które stoją w British Museum. Figurki kobiet siedzących w bardzo specyficznej postaci z głowami lwów i dużych kotów. Na czym polega ta transformacja? Słyszeliście o tym, że szamani w Amazonii i nie tylko w Amazonii, wskakują, przynajmniej uczą ludzi, sami też się uczą, wskakują w jaguara. Ta wizja tego, że widzimy świat w inny sposób niż normalnie na co dzień, chodząc po ulicy i rozmawiając ze wszystkimi ludźmi, że nagle stajemy się kimś innym. Właściwie jesteśmy tą samą osobą, bo my się nie zmieniamy. To jest dalej nasza istota.
My dalej jesteśmy sobą, dalej mamy swoje imię, dalej mamy wszystko dookoła, całe nasze doświadczenie i nagle stajemy się jaguarem na parę chwil albo innym zwierzakiem. Wracamy i co? Troszeczkę inaczej już patrzymy na to. Nagle się okazuje, że ten jaguar to już nie jest zwierzątko tylko i wyłącznie, które sobie hasa obok, w lewo i w prawo. To jest poniekąd nasz brat. Nawet nie poniekąd. To jest ta sama istota, która mieszka pośród nas. Nie ma czegoś takiego jak wojna. Nie ma czegoś takiego jak zbieranie, jak kolekcjonerstwo. Żadna z tych istot, w które transformuje taki przysłowiowy szaman tudzież ludzie, którzy się tym zajmują, właściwie nie zajmuje się kolekcjonowaniem.
Czy widzieliście kiedyś zwierzę, które zajmuje się kolekcjonowaniem trofeów? Nie ma czegoś takiego. Nic na świecie nie zajmuje się kolekcjonowaniem, za wyjątkiem naszej cywilizacji, nas w tej materii, gdzie staramy się na siłę zrobić tak, żeby się nic nie zmieniło, żeby wszystko było tak jak wczoraj, bo boimy się, że tak naprawdę jest więcej niż mniej, że może być coś po śmierci. Boimy się tego, że to, co zrobiliśmy wczoraj, jest tym, co nas spotyka dzisiaj. Ba! Gorzej, że to, co zrobiliśmy dzisiaj, spotka nas jutro. I to jest tak przerażające dla wielu ludzi, że robią wszystko, co tylko można, żeby zatrzymać jakikolwiek rozwój czegokolwiek. Dlatego w 2014 roku dalej wydobywamy ropę, dalej robimy ten cały bullshit dla tej planety, dalej się trujemy. Połowa jedzenia, jeżeli nie 80% jedzenia, które kupujemy w oficjalnych miejscach, które się nazywają supermarketami, jest szkodliwą, toksyczną substancją, której właściwie normalny człowiek nie powinien jeść, bo szlag go bardzo szybko trafi. Dowód jest doskonały, jako statystyki medyczne, które jasno i wyraźnie wskazują, że w okolicach 50% ludzi już aktualnie w tak zwanych cywilizowanych społeczeństwach umiera na tak zwane choroby cywilizacyjne, czyli po prostu zabite przez współczesną medycynę, zabite przez współczesne jedzenie, zabite przez warunki życia.
To nie jest naturalna śmierć. 50% ludzi, którzy żyją dookoła w cywilizowanym świecie, nie umiera naturalną śmiercią, moi drodzy. Nikt nie chce o tym głośno mówić, bo to kolejny kompromis, bo w tym momencie musielibyśmy się stać bardzo radykalni. Ktoś musiałby tupnąć nogą i powiedzieć komuś, żeby spadał na drzewo i że tak już nie można. Ale jak to nie można, skoro on płaci pieniądze? Kolejna historia, bo kolejny kompromis. Umówiliśmy się na jakąś grę, fetyszyzację tego, żeby wczoraj było tym, co jest jutro, a jutro było tym, co jest wczoraj. Pieniądze mogą przetrwać, bo z nami nie wiadomo, co się stanie. Musimy nazbierać tych pieniędzy. Taka historia.
Efekt jest taki, że kompletnie oszaleliśmy i że staramy się, jak tylko możemy, nic sobie nie przypominać z tego, co się działo dawniej. Staramy się, jak tylko możemy, nic nie kopać w ziemi. Większe pieniądze idą na giełdę, większe pieniądze idą na wojnę niż na jakiekolwiek wykopaliska archeologiczne na świecie. Kiedyś było badanie naukowe, że na powiększanie penisa wydano więcej pieniędzy na świecie niż na jakąkolwiek terapię związaną na przykład z chorobą pod tytułem rak. Taka klasyczna historia związana z naszą cywilizacją. A wysłuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, proszę państwa, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A ja mam na imię Tomek. Jak ktoś chce zadzwonić, to radionafali.com taki jest adres na Skype. Dalej z tą opowieścią. W ogóle jest taki fenomen w tym wszystkim.
Jest niesamowita historia związana na przykład z ludźmi, którzy mieszkają dookoła tych starożytnych zabytków. Bo to nie jest tak, że to my je odkryliśmy po raz pierwszy i tam nic nigdy nie było. Tam ludzie mieszkają. Albo Indianie, albo lokalni, powiedzmy lokalesi. Jest taka zasada w bardzo wielu miejscach, choć nie wszędzie, ale to jest bardzo często spotykana zasada, że nie zbiera się przedmiotów, które się znajduje w takich miejscach. To są przedmioty, które się zostawia. Dlaczego? Ponieważ jest na nich energia starych czasów. Jest na nich energia ludzi, którzy tam dawniej mieszkali. Jest energia wydarzeń, których nikt z nas już nie pamięta, a działy się bardzo dziwne rzeczy przez ostatnie 6000 lat.
I czasami jest duże ryzyko, że weźmiemy do ręki coś, w czym mieszka, przysłowiowo, zły duch. To jest trochę jakbyśmy wzięli broń do ręki, którą zabito człowieka. Jest takie tabu na to zawsze i do tej pory przetrwało w tradycji samurajów w Japonii, że generalnie na przykład miecza samurajskiego nie można wyciągnąć bez powodu. W wielu tradycjach, tam, gdzie jest tak zwana biała broń, jest taka zasada, że nie można wyciągnąć z pochwy miecza, bo moment, kiedy się wyciąga, jest momentem, kiedy dookoła pojawiają się duchy ludzi, którzy zostali unicestwieni przez tą maszynę. I to jest tak powszechne, to jest tak wszędzie, że aż ciężko przed tym uciec. I to funkcjonuje nie tylko w odniesieniu do przedmiotów do zabijania, tak jak w Japonii do mieczów i wszystkich tych historii, tylko do na przykład garnków. Dlatego ludzie, którzy mieszkali przy tych piramidach, nie zbierają zabytków, nie mają do nich specjalnego szacunku, nie kolekcjonują tego. To robią biali, bogaci kolekcjonerzy z Londynu, Nowego Jorku, którzy sobie zamawiają takie historie. Ja im wszystkiego dobrego życzę, ale to może być ryzykowna sprawa, bo następuje jakiś bardzo dziwny zwrot cywilizacyjny i w pewnym momencie zaczęliśmy drogę ku szalonej fetyszyzacji. Prawdopodobnie zaczęło się to być może 6000 lat temu, być może 3000 lat temu, w poprzedniej erze przed tak zwanym Chrystusem.
Kto to wie? Generalnie wszystkie te zabytki, które odkopujemy aktualnie, wskazują na to, że coś dramatycznego się stało w okresie 3000 lat przed Chrystusem. Stało się coś na tyle strasznego, że wielu ludzi postanowiło zakopać wszelkie dowody transformacji tego, czym jest nasza natura, kim tak naprawdę jesteśmy i dokąd zmierzamy i w jaki sposób, żeby to schować i żeby nikt tego nie zniszczył. Świetnym przykładem jest naprawdę Egipt. Jest tam tak dużo zabytków, które mają bardzo charakterystyczną cechę. Twarze są skute, wszelkie nosy, wszelkie elementy, po których można było zidentyfikować postacie, są poskuwane. Głowy są odrąbane praktycznie od tych kamiennych rzeźb. To jest taki klasyk sytuacyjny, że odnajdujemy stanowiska archeologiczne, które wiemy, że to jest bardzo stara kultura, po której mieszkała kolejna kultura i kolejna kultura. No i co ta kolejna robiła? Ta kolejna po prostu niszczyła wszelkie możliwe ślady, które mówiły o tym, że nasza dusza ulega transformacji i że sens naszego życia prawdopodobnie, ja bym stawiał, że na 1000%, jest nieustanna transformacja.
Jest nieustanna podróż w wielu różnych wymiarach, odwiedzanie swoich sąsiadów, których nazywamy zwierzętami, że tak naprawdę jesteśmy na samym dole tej drabiny, na samiutkim dole. Dlatego cała nasza wiedza bierze się tylko i wyłącznie z transformacji tego, co mamy na tym samym dole. Z tego, że możemy wskoczyć wyżej, być zwierzęciem przez chwilę, poczuć jak funkcjonuje roślina, poczuć jak funkcjonuje kosmos. Tylko w ten sposób. Natomiast w drugą stronę to za bardzo nie działa, bo w drugą stronę zaczyna się ten fenomenalny bieg po przedmioty. Ta fetyszyzacja, kolekcjonerstwo, próba stabilizowania sytuacji, bo w ogóle nie jesteśmy pewni tego, co się z nami dzieje, bo w tym momencie nasza percepcja jest właściwie żadna. Nie mamy żadnej percepcji, widzimy tylko przedmioty i staramy się do nich dostosować na siłę. Nic z tego nie wychodzi. Absolutnie. Świetnym przykładem kolejnym z naszej cywilizacji jest chociażby przykład modelu współczesnego świata, w którym żyjemy.
Przynajmniej tego, co nazywamy nauką. Od 300 lat doskonale wszyscy wiemy, przynajmniej ludzie, którzy się tym zawodowo zajmują, że świat dookoła nie jest modelem chemiczno-biologicznym. To jest model elektryczno-grawitacyjny i wszyscy o tym doskonale wiedzą. Gdyby było inaczej, żadne urządzenie Tesli nigdy by nie zadziałało. Ba, żadna żarówka Edisona by nigdy nie zaświeciła. Nikt z nas nie mógłby słuchać aktualnie „Hiperprzestrzeni”, bo urządzenie, które jest w komputerze, które pozwala sobie ściągnąć taki podcast i w ogóle zrobić taki podcast, jest oparte na modelu elektrograwitacyjnym. Tam w środku jest kryształek kwarcu, który się zachowuje elektrograwitacyjnie, można powiedzieć, a nie chemiczno-biologicznie. To jest dopiero kolejny etap tego całego procesu, że zawsze wszystko jest dookoła elektryczno-grawitacyjne, dookoła nas, a my dalej twierdzimy, ponieważ to jest nasz interfejs z naszą przeszłością, którą mamy problem zostawić w spokoju i płacimy tą cenę kompromisu i wmawiamy sobie, że tak, jeżeli żarówka może być elektryczna, ale nie nasze ciało, to informacja może być elektryczna, a nasze ciało już nie. Chociaż wszyscy doskonale wiemy, że nasze ciało i wszystko dookoła jest dokładnie tym samym skupiskiem informacji, tylko że mamy to coś, to tajemnicze coś, że jesteśmy świadomi tej informacji. Możemy ją na tyle zebrać do kupy, że mamy dwie ręce, dwie nogi, głowę na karku, plecy i wiele innych rzeczy dookoła i możemy coś z tym wszystkim zrobić, prawda?
300 lat się kopiemy z tym i dalej jest problem i dalej wielu z nas twierdzi, że Ziemia jest przysłowiowo płaska. Dalej ma problem, żeby to zobaczyć. I pomimo, że dzieją się niesamowite rzeczy, takie jak na przykład kręgi w zbożu, takie jak niezidentyfikowane obiekty latające na niebie, które doskonale wiemy, to też nie jest tajemnica w dzisiejszych czasach. Są świetnie widoczne, jeżeli zmienimy częstotliwość rezonansu, w którym pracuje nasze oko. Żeby było zabawniej, można to troszeczkę wytrenować, bo się da i czasami kątem oka widzimy dziwne rzeczy, takie zakłócenia. I to nie są jakieś takie czary-mary, bo się okazuje, że praktycznie jeżeli weźmiemy urządzenia, bardzo czułe urządzenia do pomiaru pola elektrograwitacyjnego, to dzieją się dziwne rzeczy dookoła, których tak zwany oficjalny model w ogóle nie akceptuje. Ale to jest ta cena kompromisu, że nie możemy tego zaakceptować, że musimy się sami okłamywać. Musimy się programować tylko po to, żeby Żeby jutro było takie jak wczoraj, a dzisiaj nie ma. To jest to szaleństwo, któremu wszyscy się poddajemy. Dlatego dalej twierdzimy, że jesteśmy jedyni na świecie, że szczepionka coś pomaga, że cywilizacja zaczęła się 6000 lat temu i że piramidy zbudowano, klepiąc kawałkiem miedzi w kawałek granitu.
To też taki fenomen cywilizacyjny i wszyscy się na to tak ustawili i tak zahipnotyzowali, że dokładnie w to absolutnie wierzą, jakby nie ma z tym żadnego problemu. To jest kompromis, bo nie może być tak, że przestaniemy wierzyć w to, co wymyślili nasi przodkowie. Nikt nie chce się za bardzo oficjalnie podrapać po głowie. Do tego XVIII, XVII wieku, do czasów debili, którzy chyba rozumieli doskonale, że robią krzywdę, bardzo poważną krzywdę i sobie, i innym ludziom dookoła i starają się tylko i wyłącznie tą krzywdę jakoś przykryć jakimś elegancko wyglądającym dywanem, tak żeby nic spod tego dywanu nie wystawało. I tym dywanem była logika tak zwana. Nauka, jak to zwał, to, co dzisiaj właściwie się nazywa nauką i konsekwencje tego szaleństwa płacimy do dzisiaj, bo ciągle płacimy tą cenę kompromisu i dalej nie chcemy zrozumieć, że to, co zrobiliśmy wczoraj, jest tym, co spotka nas dzisiaj. Dalej mamy z tym problem bardzo poważnie jako cywilizacja i dalej zajmujemy się produkcją karabinów, chociaż doskonale wszyscy wiemy, że to nie działa, że człowiek, który używa karabinu, generalnie wpada w gigantyczną pułapkę, bo on może zabije kogoś, zrobi komuś krzywdę, ale automatycznie wykańcza sam siebie. Zwykły stres pourazowy, który potrafi bardzo szybko doprowadzić człowieka do sytuacji, kiedy stanie na bardzo dużej wysokości, na bardzo wysokim wieżowcu i skacze w dół, bo nie potrafi sobie poradzić ze sobą. Klasyczna sprawa, proszę państwa, tak jak z tymi obiektami latającymi. Mamy przecież wszystko: wykresy z radarów, mamy raporty pilotów wojskowych, mamy raporty pilotów cywilnych.
Mamy wszystko. Nie ma niczego, czego by brakowało i dalej się zastanawiamy, czy to prawda, czy naprawdę tak jest. O co w tym chodzi? Największy fenomen dla mnie to oczywiście figurki, które wykopujemy sprzed tysięcy lat, które mają głowy zwierząt i opisy, że to są bogowie, że się modlimy do bogów, że to były jakieś figurki bóstw. Come on, ludzie, przecież to jest po prostu kompletne szaleństwo. Ale to szaleństwo wynika właśnie z ceny kompromisu, że nikt, kto zajmuje się kolekcjonowaniem pieniędzy, kolekcjonowaniem fetyszy, symboli religijnych, bzdur po przodkach, którzy byli równie szaleni, a może nawet jeszcze bardziej niż my aktualnie. Nikt nie chciałby, żeby jego świat runął, bo wszyscy chcą zachować szalone status quo. To tak jak z tymi historiami związanymi z tak zwaną Arką Przymierza. My to nazywamy Arką Przymierza, a prawdopodobnie chodzi o urządzenia, które produkowały niesamowitą ilość energii. I są resztki tych prawdopodobnie urządzeń w Egipcie.
Są takie gigantyczne sarkofagi. Oczywiście oficjalnie mówi się, że to były po prostu na zmarłych ludzi, że specjalnie wyrzeźbili, żeby królowie Egiptu mieli gdzie spocząć. Szaleństwo. Nikt tych królów Egiptu nie widział na oczy, nikt nawet ich nie zapisał. To w ogóle nie istnieje, taka fantazja naukowa. Myślę, że Egipt jest w ogóle takim klasycznym przykładem fantastycznej fantazji naukowej, w której żyjemy. Fantastyczni wymyślacze wymyślili całą tą historię i teraz powoli się okazuje, że połowa dynastii, która tam w Egipcie powinna panować, właściwie została wymyślona przez historyków. Właściwie czegoś takiego nigdy nie było. I zaczynają się duże luki, że pomiędzy jedną dynastią a drugą występuje na przykład luka 2000 lat, z którą właśnie nie wiadomo, co zrobić, bo oczywiście cena kompromisu jest taka, że żeby uniwersytet mógł funkcjonować, żebyśmy wszyscy mogli spojrzeć na siebie i udawać, że jesteśmy bardzo mądrzy i że naprawdę wiemy, o czym mówimy, to nie możemy się przyznać do błędu. Ponieważ jakbyśmy się przyznali do błędu, to byśmy musieli zaakceptować inny wizerunek świata.
Świat wygląda zupełnie inaczej i zawsze wyglądał zupełnie inaczej. Ale jak wygląda zupełnie inaczej, to znaczy, że nie możemy robić pewnych rzeczy, ponieważ konsekwencje tego, co robimy, nas niszczą, nas zabijają i zabijają świat dookoła. Ale nikt nie chce wziąć tych konsekwencji na siebie specjalnie, bo to troszeczkę tak, jakby powiedzieć, że ja nie chcę tych pieniędzy, tych brudnych pieniędzy. To jest troszeczkę w ten sposób, proszę państwa. My przylepiliśmy się do fetyszu. Zaczęło się elegancko od fetyszu religii, wyznania jedynego stwórcy i pośredników pomiędzy nim. Dokładnie od tego się zaczęło to całe szaleństwo i poleciało dalej. Ci pośrednicy, okazało się, nie mogą już być wszędzie, więc wymyślili sobie przedmioty, które oni namaszczą swoją mocą, a my będziemy wyznawać te przedmioty tak, żeby oni mogli obsłużyć jeszcze większą grupę ludzi. Później pojawiło się wmontowywanie ludziom poczucia winy i efekt jest taki, że zostaliśmy taką najbardziej głupią i szaloną cywilizacją, jaka chyba istniała na tej planecie w ciągu ostatnich tysięcy lat i nie jesteśmy w stanie nic zauważyć. Wszystkie rzeczy mamy przed oczami, ale udajemy, że ich nie ma.
Mamy gigantycznego różowego słonia w pokoju. Musimy się przeciskać pod ścianami, ale udajemy, że słonia nie ma, że w ogóle nic nie ma. Co tu dużo mówić, jesteśmy kulturą, która sama się programuje. Programujemy się na strategie, gadżety, filmy, telewizję, na brak indywidualizmu. Szukamy kompromisu, który nigdy nie istniał, moi drodzy. To tylko dlatego, żeby uniknąć tej transformacji. Żeby uniknąć jakiejkolwiek zmiany. Żeby nic nie robić. Żeby dalej siedzieć na dupie w miejscu, gdzie siedzieliśmy i czuć się fajnie. A wiadomo, że z czasem rzeczywistość puka do drzwi.
Bo nie da się oszukać rzeczywistości tej kosmicznej, tej planetarnej, tej, która determinuje całe nasze życie, bo tak naprawdę to ona determinuje wszystkie istoty żywe na planecie i tego się nie da po prostu wykluczyć. Moment, kiedy to wykluczymy, będzie momentem, kiedy znikniemy z tej planety. Widać, że część ludzi stara się to za wszelką cenę właśnie wykluczyć, budując urządzenia do frakowania ropy Wszędzie, gdzie tylko się da, spalając tę Europę, blokując wynalazki, które powodują, że możemy mieć dowolną ilość energii w dowolnej formie kiedykolwiek chcemy za darmo. Kwestia lekarstw, kolejna rzecz. To też jest taki szalony fetysz. Zaczęliśmy sobie płacić pieniądze za to, że sobie pomagamy. To jest coś niebywałego. To jest fenomen, naprawdę cywilizacyjny i potężny fenomen, bo nie ma żadnej istoty na tej planecie, które płaciłyby sobie nawzajem za to, że sobie pomagają. Po prostu zwyczajnie. To jest moment, do którego doszła ta cywilizacja.
Dalej produkujemy karabiny, twierdząc, że najlepszym sposobem na pokój jest wyprodukowanie jeszcze większej ilości karabinów, że to karabin stoi na straży pokoju i spokoju. To jest takie szaleństwo. Szukanie kompromisu, który nigdy nie istniał, moi drodzy, bo ten kompromis to jest po prostu samobójstwo. Nic innego, nic więcej, nic mniej. A my, moi drodzy, jesteśmy właściwie transformacją. I to wszystko. Oswajanie tej transformacji jest troszeczkę jak oswajanie dzikiego konia. Nigdy nam się chyba nie uda oswoić. Inne pytanie, po co oswajać transformację? Po co to robimy?
Wiemy, po co to robimy. Po to, żeby dalej móc wierzyć i wyznawać wszelkie nasze szaleństwa, które wyznajemy do tej pory i modlić się do tego, przylepiać się do tego. Czy to jest kwestia bóstw, czy to jest kwestia kont bankowych, czy to jest kwestia przedmiotów, czegokolwiek. Sklejamy się z tym wszystkim i tworzymy taką rzeczywistość, że nic nie jest ani białe, nic nie jest ani czarne, że generalnie wszystko jest szare. Tak pośrodku zawsze jest jakiś szary, zawsze jest jakiś odcień. A w naturze coś takiego nie występuje nigdzie. Drzewo albo rośnie, albo umiera. Nie ma stanu pośredniego. Roślina albo rośnie, albo umiera. Zwierzę albo rośnie, albo umiera.
Człowiek też albo rośnie, albo umiera. Nie ma pośredniego stanu. Nie ma czegoś, co możemy nazwać szare. Tak pośrodku, tak pomiędzy. Nic takiego nie istnieje. To jest taka wymyślona sytuacja, do której na siłę staramy się dopasować. W przysłowiowy sposób jak do za małych butów obcinamy sobie palce u nóg, żeby pasowało. Wygląda na to, że te buty są coraz mniejsze i że doszliśmy już nie tylko obcinamy palce, tylko właściwie pół pięty sobie obcinamy powoli. Bo jeżeli tak dalej pójdzie, to za chwilę się okaże, że właściwie nie mamy żadnych zasobów wody pitnej na tej planecie, bo wpadliśmy na genialny pomysł, że nie przyznamy się do tego, że świat jest modelem elektrograwitacyjnym i te wszystkie wynalazki są od 200 lat kompletnie dostępne i można zupełnie inaczej budować rzeczywistość. Nie przyznamy się sami przed sobą, bo oczywiście nie możemy pójść na kompromis z takimi rzeczami.
Musimy pójść na kompromis z tym, w co wierzymy i nie może być tak, że jesteśmy tacy radykalni. Radykalizm jest niewskazany. Radykalizm jest niemodny w dzisiejszych czasach, bo przeczy temu, że coś jest szare. Ale słuchajcie, słońce jest na niebie czy go nie ma? W ciąży się jest w połowie czy się nie jest w ciąży? Takie proste rzeczy. Nigdzie na świecie nie ma takiej sytuacji, którą my sobie wymyśliliśmy i do której staramy się dopasować. I to jest być może ten fenomenalny problem, dla którego mamy tak gigantyczną zacofkę w głowie na to, żeby zrozumieć, o co chodzi naturze, że nikt z nas nie rozumie tej sytuacji, że staramy się na wszelkie sposoby. Strzyżemy trawniki, przycinamy drzewa, wymyślamy różne płyny do podlewania kwiatów, leczymy się sami chemioterapią. Robimy naprawdę tak szalone rzeczy, że już niewielu z nas zostało, bo połowa z nas każdego roku wywala kopyta tylko dlatego, że cały system dookoła jest po prostu ekstremalnie toksyczny.
I dalej brniemy w to z uporem maniaka. Szaleństwo, prawda? I dalej staramy się nie widzieć tego wszystkiego. Ja się tak zastanawiam, czy przypadkiem pewnego dnia, jak już nie odkopiemy przynajmniej większości tego, co jest zakopane w piasku, to może ktoś wreszcie się podrapie po głowie, że te szalone figurki, te gigantyczne monumenty, które wykopujemy z ziemi, które opowiadają o tym, że nigdy nie jesteśmy jednolitą istotą w sensie naszej podróży, że zawsze towarzyszy nam jakaś transformacja, że zwierzętom towarzyszy transformacja, że przyrodzie towarzyszy transformacja, że właściwie żyjemy w systemie dynamicznym, systemie, który cały czas podróżuje, cały czas się zmienia, nigdy nie jest taki sam i nigdy nie będzie taki sam. To drzewo, które wyrosło wcześniej, zawsze będzie inne od tego drzewa, które wyrosło później. To rzeka, do której wchodzimy teraz, jest zupełnie inną rzeką, która była wczoraj w tym miejscu. Zupełnie inna woda. Tak długo, jak będziemy się kopali z tymi prostymi rzeczami, tak długo myślę, będziemy sobie zawsze strzelali samobója w kolano. I wygląda na to, że bardzo skutecznego samobója, bo aktualnie zaczęliśmy się naprawdę bardzo mocno programować. Programujemy się telewizją, gazetami, wszystkimi tymi rzeczami dookoła i to bardzo skutecznie.
Nie potrafimy już powoli wyskoczyć poza jakiś szalony paradygmat, który sobie ustawiliśmy jako świętą istotę, jakkolwiek to nazwiemy. Dla niektórych będzie to konto w banku, dla niektórych będzie to przedmiot, dla innego będzie to zdjęcie z prezydentem, dla kolejnego będzie to chodzenie i wyznawanie jakiejś sekty i unikanie własnych doświadczeń. Generalnie właściwie sprowadza się do tej prostej rzeczy, która się opiera na indywidualności, do unikania własnych doświadczeń, do zerowania tego dyskomfortu, który bierze się stąd, że możemy nagle zrozumieć, że to, co robiliśmy do tej pory, nie jest koniecznie tym, co właściwie jest w naszej domenie, co leży w naszej naturze. I strach przed tym powoduje taką szaloną ucieczkę do tyłu. A ucieczka trwa już tak długo, że już powoli właściwie nie ma gdzie uciekać, bo za nami jest już tylko betonowa ściana pełna toksycznych chemikaliów. Także Oczywiście słuchacie Hiperprzestrzeni w radiu na fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja na imię Tomek, a dzisiaj o cenie kompromisu, który płacimy wszyscy, a część z nas być może całkiem niedługo, jeżeli ten świat naprawdę dalej pójdzie w tą stronę, zobaczy tę ocenę kompromisu w swoich szklankach, kiedy naleje wody sobie z kranu i zobaczy, że woda jest brązowa i jak przyłoży zapalniczkę, to woda wybuchnie niczym ogień. Wybuchnie po prostu, pojawi się ciekawa łuna nad szklanką. A to wszystko dlatego, że nikt nie wie właściwie po co. Wiemy po co.
To po to, żeby utrzymać ten kompromis na chodzie. Po to, żeby ta cała strategia, ta cała gra, żeby gazeta miała o czym pisać, żeby było o czym nakręcić film, żeby było o czym powiedzieć w telewizji, żeby można było zbudować armię, która o tym mówi. Halo, halo! Witam księcie Edwardzie, witam serdecznie.
[01:26:58] - Dobry wieczór, serdecznie witam. Jam on.
[01:27:02] - Ja Rastafari.
[01:27:04] - Może to będzie zaczątek zimnej fuzji.
[01:27:08] - Dokładnie. Tak powinno być. Doszliśmy do takiego punktu, że zaczęliśmy używać teorii ewolucji do wyjaśnienia sobie takich szaleństw. Już powstają teorie o jakichś dziwnych rzeczach, które nie mają nic wspólnego z tym, co wykopujemy z ziemi. Wojna o kontrolę przyszłości właściwie, bo do tego się to sprowadza w sumie.
[01:27:36] - Chyba tak. Stąd też te wszystkie imperia i korporacje mają plany na najbliższe co najmniej 25 lat.
[01:27:47] - Żeby po nas coś zostało, żeby dzieci nas wspominały. Tych dzieci już nie będzie. Te dzieci umrą, nie dożyją nawet 50. roku życia, podejrzewam.
[01:27:55] - Odpadną im członki.
[01:27:57] - Dokładnie. Używając takiej wody. My jesteśmy z krajów, gdzie frakują. W Irlandii dzisiaj też próbują frakować, u mnie w Anglii też, w Polsce też się frakują, w Stanach też frakują.
[01:28:11] - To są wszystko przyczółki amerykańskie, tam frakują. We Francji to chyba zabronili tego pod karą śmierci. Tak samo jak wszelkie Monsanto nie ma tam wjazdu. Ale są kraje, które są w jakiś dziwny sposób bliższe Ameryce, więc dostają ten sam shit.
[01:28:37] - To są chyba najbardziej religijne kraje, takie wierzące. Nie chcę inaczej, bo ta religia zawsze ma swoją inną nazwę w różnych miejscach.
[01:28:46] - Tak, ale to jest taka dziwna zbieżność, że te wszystkie takie ultrakrajne ugrupowania jakoś podszywają się pod wartości religijne i tak dalej.
[01:29:01] - Tak, brak pośrednika. Nie możemy być indywidualni, nie ma miejsca na indywidualną transformację. Jest tylko grupowa transformacja, bo tylko grupowo możemy zdominować naszą przeszłość, determinując przyszłość. To jest taki klasyczny slogan reklamowy: „Zrób coś dla swojej własnej przyszłości”.
[01:29:21] - Tak.
[01:29:22] - Czym jest przyszłość?
[01:29:25] - Prawa popytu i podaży.
[01:29:27] - Dokładnie. Szaleństwo, pełne szaleństwo. Ja liczę na to, że to się skończy jak najszybciej, bo prawda jest taka, że możemy tego już nie przeżyć, że to już nie jest na tym poziomie, że jeszcze można gdzieś wyemigrować w jakieś spokojne miejsce na tej planecie i udawać, że tego nie ma. Wszyscy dawniej myśleliśmy, że tylko w dżungli amazońskiej wycinają las i że tylko tam jest syf i że jak sobie zasłonimy oko od lewej strony i spojrzymy w prawo, nie, tego nie widać. Zapomnij, nie mówmy o tym. A się okazuje, że na twoim własnym podwórku nagle masz gigantyczny szyb, który ci ładuje chemię do wody. I później jest problem, bo właściwie nawet jak będziesz chciał uprać w tym swoje gacie, to ta woda zeżre gacie, bo będzie miała taką chemię w sobie.
[01:30:09] - Taka ciekawostka. Gdzieś mi mignął na lotnisku na jakimś telebimie fragment z jakiegoś programu, w którym zbiorniki z gazem musztardowym generalnie zaczęły przeciekać.
[01:30:27] - Bałtyk.
[01:30:28] - Pojawiają się rybacy, którzy mówią: „Nie, to było Morze Śródziemne chyba”. Tak wyglądali kolesie przynajmniej. Mieli dokładnie takie objawy jak po kontakcie z gazem musztardowym. Pomału ta kupa, którą zrobiliśmy, zaczyna spadać nam na głowę.
[01:30:50] - Nie ma innego wyboru. Jeszcze jest w Bałtyku cała historia z tymi wszystkimi gazami, które tam sobie parkują. Nikt oczywiście nie chce tego wyciągnąć stamtąd, bo się nie opłaca, bo współczesna gra to kompromis. Musimy zapłacić cenę kompromisu. Nie możemy być zbyt radykalni. Radykalizm jest niebezpieczny.
[01:31:08] - Nie.
[01:31:09] - Stracimy kontrolę.
[01:31:09] - Teraz też podobno w Kanadzie mówią, że dotarła.
[01:31:14] - Dotarło. Tydzień temu dosłownie był news, taki insight od kolesi z firmy Sebco, którzy tam zajmują się czyszczeniem. Nie wiem, co można czyścić, jeżeli chodzi o substancje radioaktywne.
[01:31:27] - To są zbiorniki z ciężkiej wody.
[01:31:30] - Tak, to chyba to można wyczyścić jedynie. Jak dawniej mówili, że to stężenie jest 50-krotnie duże, to się okazało, że właściwie jest tak 100-krotnie. To nie 50, ale 100 razy więcej niż dopuszczalna norma, ale jakoś to będzie.
[01:31:50] - Czekam na Godzillę.
[01:31:51] - Jest planowany nowy film. Widziałem trailer.
[01:31:54] - Tak?
[01:31:55] - Tak. To jest też fenomen, że jest film o Godzilli.
[01:31:59] - Właśnie to jest ciekawe. Zdaje się, że te wszystkie filmy to jest taka współczesna forma pseudoedukacji mas.
[01:32:06] - Wiesz co, ja myślę, że to jest taka self hypnosis.
[01:32:09] - Nawet nie edukacji, bo edukacja to jest chyba pozytywne zjawisko, tylko programowania.
[01:32:15] - Hipnoza, taka po prostu hipnoza. Wszyscy wymyślili sobie, że są fajni, kolorowi, że mają fajne gadżety i nakręcili o tym film. I oglądamy film o sobie cały czas. O takich osobach z wczoraj. I chcemy być tacy jak my z wczoraj. Chcemy być jutro, ale jeszcze lepsi, jeszcze ładniejsi. To jest fenomen. Tak właśnie wygląda. Ostatnio sobie podróżowałem jak zwykle po mieście Londyn i przyglądałem się grze, która polega na tym, że wszyscy wyciągamy tą samą gazetę i czytamy te same informacje po to, żeby odegrać reakcję na te informacje. To tak jak teraz jest informacja o wojnie.
Wszyscy sobie wysyłamy newsy o wojnie. Staramy się odegrać tą sytuację, bo jak jej nie odegramy, to być może się nie wydarzy. Rozumiesz? To jest chyba największy strach tej cywilizacji, że jak przestaniemy mówić o wojnach, jak przestaniemy sobie wysyłać te informacje, to być może się jeszcze nie wydarzy. Ale jak może się nie wydarzyć, skoro jest to konieczność historyczna dla nas? To jest cena kompromisu, proszę pana. To jest szaleństwo. Pełne szaleństwo.
[01:33:20] - Tymczasem też rośnie nam sytuacja na Krymie, na Ukrainie.
[01:33:27] - Tak. Ale to wrzucimy już chyba na wieczorową porę, tą Ukrainę.
[01:33:32] - Tak, bo cały czas trwa audycja, prawda?
[01:33:34] - Dokładnie.
[01:33:35] - Ja się nagrywam.
[01:33:38] - Dokładnie wszystko jest nagrywane. Z kamer też. Proszę sobie zakleić kamerę.
[01:33:42] - Rozłączam się natychmiast. Zatykam kamerę palcem.
[01:33:46] - Dobra.
[01:33:48] - Odezwę się w takim razie po audycji.
[01:33:50] - Do usłyszenia zatem po audycji.
[01:33:53] - Nasłuchuję.
[01:33:54] - Dziękuję bardzo za telefonik. Także rozłączyłem księcia Edwarda, który się pojawi później. Także zapraszam wszystkich na wieczorową porę dzisiaj. Będzie pewnie troszkę o tych wszystkich rzeczach do kupy zebrane. A ja jeszcze tak na koniec chciałem wam zaproponować jedną rzecz na sam koniec tej audycji. To jest taka moja swobodna propozycja i takie moje własne indywidualne odkrycie dotyczące tylko i wyłącznie mojego indywidualnego życia, mojej indywidualnej osobowości etc. Słuchajcie, nie ma co się bać być radykalnym człowiekiem w dzisiejszych czasach, gdzie cena kompromisu właściwie nas wszystkich zabija, niszczy. Po co mamy się zabijać? Może po prostu radykalnie stwierdźmy, że czas najwyższy wrócić do normalności, że koniec wymyślania sobie czegoś, co nie istnieje, czyli tej cywilizacji pełnej kompromisów, pełnej tego, że nie ma białego, nie ma czarnego, jest tylko szary, że wszystko jest pośrodku, a nic nie jest ani z lewej, ani z prawej, ani przed nami, ani za nami. Może czas najwyższy, żebyśmy sobie przypomnieli o swojej ludzkiej naturze, o tym, że naszą naturą i nie tylko tu na tej ziemi, ale zanim tu przyjdziemy, jak stąd odejdziemy i tak samo jak tu jesteśmy, jest transformacja, nieustanna transformacja i że nie mamy się tak naprawdę czego bać, bo to jest właśnie ten prawdziwy żywioł naszej natury.
I tak długo, jak będziemy go spychali gdzieś do piwnicy, tak długo jak będziemy udawali, że jesteśmy zupełnie inni, tak długo będziemy mieli bardzo poważne problemy ze sobą nawzajem i z całym światem dookoła. Przy czym już doszliśmy do takiego momentu, że właściwie chyba wystarczy się tylko rozejrzeć dookoła i już nawet nic nie trzeba tłumaczyć, bo już wszystko jest zasyfione. Także może już czas na kompletny radykalizm w drugą stronę, żebyśmy zauważyli, że jesteśmy ludźmi, że nikt nie potrzebuje murów obronnych, że nikt nie musi sobie skakać na głowę, że wszystko jest jak najbardziej okej, a przed nami jest po prostu cudowna transformacja w piękne, niesamowite, kochające istoty. I taka jest przyszłość i taka powinna być. I to jest to, co wyciągamy z ziemi, to, co zostało zakopane po to, żeby nie zostało zniszczone przez tą bandę wariatów przez ostatnie parę tysięcy lat. To jest to, co zostawili nam przodkowie sprzed bardzo odległej przeszłości. Być może ci przodkowie, którzy nas tu przyprowadzili na tą planetę. Kto to wie? Także udanej transformacji moi kochani. Transformujmy i nie bójmy się zmian.
Nie bójmy się zmieniać sami w sobie. Nie bójmy się zmieniać swojego świata. Peace and love. To była Hiperprzestrzeń.