[00:15] - Tak, to właśnie ja. A wy witajcie w hiperprzestrzeni. Słuchajcie, już wszystko włączam, włączam wszystkie dziwne dźwięki. Witam serdecznie, proszę państwa. Tam bardzo gorąco, ja tu jeszcze przez chwilę poszaleję jak zwykle. No i co? Zaczynamy dzisiejszą hiperprzestrzeń. Przede wszystkim witam wszystkich tych, którzy wspierają Radio Ego. Dziękuję bardzo za wspieranie. Myślę, że jutro pojawią się wszystkie brakujące nazwiska, imiona właściwie darczyńców, bo jest ich kilku.
Także pozdrawiam bardzo serdecznie. Słuchajcie, pozdrawiam wszystkich tych, którzy słuchają tego jako podcastu offline, jako pierwszych. Czas najwyższy. Także pozdrawiam was. Miejcie dobrą zabawę podczas słuchania tej hiperprzestrzeni. Pozdrawiam oczywiście wszystkich tych, którzy słuchają online, jak najbardziej. Zapraszam wszystkich, niech mi się tu złażą natychmiast, żebym nie czekał na nic. Ja już wracam do lasu, proszę państwa, bo jak zwykle hiperprzestrzeń bez lasu po prostu nie istnieje. Wszyscy ciągle w lesie. Ciągle w lesie.
No a jak las to po prostu las. Dokładnie. Pozdrawiam oczywiście wszystkich słuchaczy Radia Na Fali, wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Zapraszam wszystkich na czata radiowego: radionafali.com. Ja tam jak zwykle jestem. Nie wiem, czy będę dzisiaj dużo linków, czy mało. Absolutnie nie mam bladego pojęcia. O tym za chwilę, moi drodzy. Zapraszam też wszystkich na radiowego Facebooka. Przy okazji, żeby nie było, że tam się byczycie i nie odwiedzacie.
Zapraszam. No i zapraszam oczywiście, żebyście wpadali i sobie słuchali Teorii Chaosu i oczywiście Pichontarium, moi drodzy. Także nie przegapcie tych rzeczy. Zapraszam. Prosiemy, proszę państwa, prosiemy przodem. No a my dzisiaj co w hiperprzestrzeni, moi drodzi? To może po prostu ja powiem troszkę, co dzisiaj w hiperprzestrzeni, bo dzisiaj chcę powiedzieć troszeczkę coś, co się we francuskim języku nazywa action directe. Właściwie po polsku się nazywa akcja bezpośrednia, można powiedzieć. Chodzi mi po prostu o działanie. Także dzisiaj troszkę o symbolu yin i yang, o działaniu, o intencji, o tym, jak to wszystko funkcjonuje, o kilku pomysłach na to, kim jesteśmy, jak to robimy i jak to się wszystko odbywa, że rzeczy się dzieją.
I dokładnie o tym dzisiaj. Będzie trochę medytacji, będzie troszkę o innych sprawach. Dokładnie. Będzie też o substancjach psychoaktywnych. Takie dzisiaj, powiedziałbym, wykończenie dwóch ostatnich odcinków. Taki tryptyk postanowiłem zrobić. Także dzisiaj ostatnia część tego tryptyku. Troszeczkę właśnie o tym, jak sobie radzić z tymi wszystkimi straszliwymi rzeczami, kiedy już nie są straszliwe i jak po prostu przekuć to wszystko na działanie. Także o tym dzisiaj będę chciał, że tak powiem, powrzucać. Także zapraszam do żywej dyskusji dzisiaj na antenie, jeżeli chcecie zadzwonić: radionafali.com.
Dajcie mi wpierw wyrzucić wszystkie podstawowe rzeczy i później śmiało zapraszam do jakichś refleksji wspólnych. Oczywiście co jeszcze chciałem powiedzieć? Chciałem zacząć przede wszystkim od ogłoszeń, moi drodzy, bo ogłoszenia, ogłoszenia, ogłoszenia. Po prostu muszą być jakieś ogłoszenia. Słuchajcie, zapraszam wszystkich, żebyście rzucili okiem na stronę Radia Na Fali: radionafali.com. A to dlatego, że jest tam link do Fraktalnych. Na Fraktalnych robią masę spotkań i się dzieje, proszę państwa. Dokładnie 9 marca, czyli zero trzeci, są warsztaty ze świętej geometrii w grafice i projektowaniu. Także zapraszam wszystkich bardzo serdecznie w mieście Sopot. Proszę sobie wejść na zakładkę Fraktalne, która się znajduje na stronie głównej Radia Na Fali i tam wszystkie te rzeczy są.
Możecie śmiało je znaleźć. Przepraszam bardzo. Jak zwykle lekka zamota na starcie, no ale to musi być lekka zamota. Nie ma tak, żeby nie było po prostu zamotki. To jest pierwsza rzecz, także nie przegapcie tego. Jeżeli mieszkacie gdzieś w okolicy, to zapraszam. Oprócz tego jest bardzo fajna rzecz 2 marca i jest to taka właściwie, można powiedzieć, prelekcja, właściwie takie spotkanie, które... Przepraszam bardzo, tu się w ogóle muszę rozgadać chyba trochę, żeby przestać tak chrząkać do mikrofonu. O co chodzi w tym spotkaniu? Spotkanie jest oczywiście robione dokładnie w Gdańsku.
Gdańsk Centrum, zaraz obok zieleniaka. Miejsce nazywa się restauracja La Fontaine. Wejście od ulicy Kupieckiej. Dokładnie 2 marca. No i kto prowadzi? Oczywiście prowadzi Tomek Gruba, będzie Michał Święszek, no i oczywiście Jakub Babicki. Także zapraszam bardzo serdecznie, jak będziecie w okolicy. Wjazd teraz, jeżeli kupicie bilet teraz, to jest 40 złotych, na miejscu będzie kosztował 50. Także róbcie sobie przedpłaty. Zawsze to dycha w kieszeni więcej.
Zapraszam serdecznie, wpadajcie, sprawdzajcie. W ogóle cały warsztat, cała ta pogadanka i rozmowa, prelekcja będzie poświęcona rodzinom psychoaktywnym w procesie transformacji człowieka. Tak to się nazywa: „Etnogeny. Rośliny psychoaktywne w procesie transformacji naszej”, czyli człowieka. O tym będzie. Także zapraszam bardzo serdecznie, żebyście się tam pojawili i nie tracili swojego czasu na duperele w telewizji. No. Dokładnie. Co jeszcze? Słuchajcie, jest jeszcze jedna akcja, bardzo istotna.
Tu chciałem was wszystkich zaprosić, żebyście wpadali. Tu dziękuję Filipowi za podesłanie informacji na ten temat. Jest akcja zbierania podpisów dotyczących legalizacji cannabis w Europie. Jest taka duża petycja aktualnie wrzucana na ruszta. Ja linka do tej petycji już podaję. Jest inicjatywa europejska, generalnie tam trzeba zebrać ileś tam milionów podpisów czy milion podpisów. I generalnie wysłać to do Brukseli. Także śmiało zapraszam. Ja tu już wklejam linka na czata, także śmiało wszystkich tych, którzy są za legalizacją przeciwko tyranii zapraszam do wspierania tej akcji. Cokolwiek z tego będzie, nie warto siedzieć na tyłku.
Dzisiaj jest dokładnie o tym „Hiperprzestrzeń”, żeby właśnie nie siedzieć na tyłku i co z tego niesiedzenia na tyłku może fajnego dla nas wyjść. Także zapraszam, bo jest okazja. Jest okazja zrobić krok do przodu, a nie dwa do tyłu. Oprócz tego pamiętajcie, żeby się rozejrzeć po okolicy. Być może jest jakiś punkt, ludzie się organizują z jakąś pomocą dla sąsiadów na Ukrainie po tym wszystkim, co się tam działo. Także jeżeli macie jakieś lekarstwa, jakąś w ogóle pomoc, staw pierwszej pomocy, tego typu rzeczy, jeżeli jest coś tam potrzebne, się rozejrzyjcie i wspomóżcie ludzi, żeby nie byli sami, bo nie są sami. Nikt z nas nie jest sam i dobrze, żebyśmy o tym wszyscy pamiętali. Także tu pozdrawiam wszystkich słuchaczy na Ukrainie. Peace and love, moi drodzy, żeby wszystko było okej, żeby nie było żadnych nerwowych rzeczy, żeby nie było żadnej krwi, żeby nie było żadnych brutalnych historii. Po prostu wszystko będzie okej.
Peace and love, man and woman. No i co? Dzisiaj troszkę wykopiemy temat archetypów, który czynią nas troszkę niewolnikami. Taka końcówka naszego podsumowania tych wszystkich dwóch odcinków, które ostatnio było o strachu, o tym, jak nasz mózg funkcjonuje, jak to się wszystko przebudowuje, jak to wszystko działa w środku. I dzisiaj o tym, jak to wykopać do przodu. Troszeczkę o, mam nadzieję, interesujących sprawach, jak generalnie pchać ten cały wózek zwany życiem do przodu. I o racjonalizacji, proszę państwa, dzisiaj będzie. Chciałem dzisiaj porozmawiać o mechanizmie adaptacji, tak to się nazywa, bo nasz mózg ma taką niesamowitą tendencję, że potrafi się bardzo szybko adaptować do każdych możliwych warunków. I czasami jest to wybawienie i ratuje nam życie, a czasami jest to przekleństwo. Dzisiaj troszeczkę właśnie na ten temat.
Także zapraszam, moi drodzy, wpadajcie tutaj do „Hiperprzestrzeni”. Ja tu już nie będę więcej poprawiał mikrofonu. Wszystko jest już poprawione. No właśnie, a wy słuchacie dzisiaj radia Fali, jak by nie było. Ja mam na imię Tomek. Ja tu już mam gościa. Witam serdecznie mister Edward. Książę Edward. Halo, halo.
[08:22] - Halo, halo.
[08:23] - Idealnie cię słychać. Wszystko jest okej.
[08:25] - Jest okej wszystko. Witam serdecznie. Piękne wejście.
[08:28] - Bo my tu hajl Silesia.
[08:30] - Hajl Silesia tak. My z Dolnego Śląska.
[08:35] - Absolutnie.
[08:35] - Hajl Silesia.
[08:36] - Pozdrawiam wszystkich we Wrocławiu oczywiście i z całego Śląska. Mam tu kolejny telefon. Witam serdecznie. Widzę, że to już ekipa taka. Już nawet nie zdążyłem dojść do słowa, nic powiedzieć, a tu już.
[08:48] - Ja tylko się chciałem generalnie zameldować i piosenka poruszyła mnie.
[08:56] - Rozumiem. Będzie jeszcze jeden track na dzisiaj.
[08:59] - Myśleliście, że będziecie tak sobie sami konwersować? Sorry.
[09:03] - Nie, tu w ogóle nie ta historia, proszę państwa.
[09:08] - Słuchaj Tomek, ostatnia audycja, dokładka była zajebista.
[09:14] - Dziękuję bardzo. Miło, że się podobało.
[09:16] - I teraz jest taki motyw, że musimy to przebić dzisiaj.
[09:21] - Nie wiem, czy musimy. Nic nie musimy. To jest najlepsza rzecz w życiu, że niczego nie musimy.
[09:25] - Musimy się zastanowić, czy musimy.
[09:27] - Nie, w ogóle lepiej nie myślmy, człowieku. Przed chwilą była piosenka dla tych, którzy się zastanawiają, czy mają odpowiednio modne buty, czy mają ładniejszą fryzurę. Generalnie czy dobrze wyglądają, jak leżą w tej trawie.
[09:39] - Czy generalnie czy powinni wejść, czy wyjść od razu.
[09:41] - Dokładnie.
[09:42] - Może się położyć.
[09:44] - Dokładnie, żeby dobrze wyglądać.
[09:46] - To tylko na wypadek, jeśli wiedzą, że się przewrócą.
[09:49] - Dokładnie.
[09:50] - Ale słuchajcie, rozgryzłem to całe NWO, to wszystko. Ja pierniczę, normalnie udało się.
[09:55] - Bardzo dobrze. Bardzo dobrze, proszę pana.
[09:58] - Bo proszę pana, na końcu oni nam przekazują, że jest spotkanie z UFO i musi do niego dojść. Czy chcemy, czy nie chcemy, musi do niego dojść.
[10:06] - I dojdzie. Ja myślę, że się spotykamy z UFO, tylko że o tym nie wiemy. Może podczas snu.
[10:10] - Okej, dobra, przyjmujemy. Spotykamy się z UFO. I teraz jeżeli ja bym był przebiegłym, wrednym skurwysynem, co chce tych wszystkich ludzi wymordować i tak dalej, to co bym zrobił?
[10:22] - Nie bądź. Bankierzy skaczą z dachów. Nie rób tego.
[10:25] - Nie, poczekaj. Co bym zrobił, żeby ci ludzie po prostu poszli jak w dym w taką sytuację? Nie wiem. To nawet Wachowscy pokazali na tym. Taki był film. Kurczę, co tam się działo?
[10:37] - „Matrix” się nazywał, zdaje się.
[10:38] - Jak?
[10:39] - „Matrix” Wachowskich jakoś tak?
[10:41] - Nie, oni wtedy jeszcze byli braćmi. Później, jak już siostrą się stali.
[10:45] - Nie wiem, bo ja nie oglądam. Powiem szczerze, w ogóle zrezygnowałem. Tak jest prawda, moi drodzy słuchacze.
[10:49] - Oni się stał siostrą. Wiesz, jak było. Oni byli bracia Wachowscy.
[10:53] - Tak.
[10:54] - Ale w ostatnim to już...
[10:56] - Ale wiesz co? Ja w to nie wnikam. Zostawiam. Jak lubią, to jest, wiesz, ja to jestem peace and love man. Niech każdy robi, jak lubi. Jeżeli ktoś woli sukienkę, I don't know, man. Ja wolę spodnie.
[11:05] - To nie ma znaczenia. Tylko mówię, żeby przybliżyć ten moment w czasie, gdzie oni się tam przełączą na to. I kurde, to był taki film. Trzy godziny trwał. Dałem radę.
[11:15] - Nie wiem, nie oglądałem. Słuchajcie, ja w ogóle uciekłem od masowej kultury. Prawda jest taka, że nie oglądam żadnych masowych filmów. W ogóle nie oglądam żadnych filmów poza praktycznie filmami dokumentalnymi i wykładami takimi rzeczami. Także absolutnie.
[11:28] - To się działo w czterech płaszczyznach czasowych. I że oni wszyscy byli powiązani ze sobą losowo i w przyszłości było, że życie oddaje za jakiś tam...
[11:38] - Człowieku, ja to mam takie sny, że mnie żadne kino po prostu już nie urządza. Są tak intensywne. Ale zostawmy braci Wachowskich.
[11:49] - A momenty były?
[11:50] - No właśnie, czy momenty były?
[11:51] - Człowieku, non stop. Mówię ci, „Szamankę” ostatnio oglądałem, to tam non stop momenty.
[11:56] - Słuchajcie panowie, wow, wow, wow. Check the flow. Zostawmy...
[12:02] - What the fuck? Where are you going?
[12:05] - Exactly.
[12:06] - Ja generalnie się rozłączam. Daję znać tylko, że nasłuchuję i myślę, że tam-
[12:14] - Proszę się odezwać później, jak się rozkręcę z tematem.
[12:16] - Daj sobie wieczorowo porę.
[12:19] - All right, man. All right.
[12:21] - Gdzie uciekasz już?
[12:22] - All right.
[12:23] - Guten Nacht. Do później.
[12:24] - Guten Nacht. Do później.
[12:25] - Dam temu człowieku poprowadzić audycję, nie?
[12:27] - Otóż to. I to się nazywa kultura osobista, porządne wychowanie.
[12:31] - Tak jest. Oraz bon ton.
[12:33] - Bon ton albo kodeks Bodziewicza po polsku.
[12:35] - Czekaj, muszę popatrzeć, bo tu może jakaś czerwona gwiazda na piersi u mnie widnieje i mówi: „Ja”.
[12:42] - To jest kodeks Bodziewicza. To musisz mieć szablę na ścianie.
[12:47] - Być może to medal z kartofla.
[12:48] - Może.
[12:49] - O, jej matko!
[12:51] - Generalnie kłaniam się i do później.
[12:54] - Do później, panie Edwardzie.
[12:55] - Panie Edwardzie, poczekamy.
[12:59] - Czy ja mam sobie pójść?
[13:00] - Oczywiście, że tak. Na razie. Ja tu chcę poopowiadać troszeczkę, powiedzieć kilka rzeczy.
[13:05] - Nara.
[13:06] - Nara. A później zapraszam w takim razie.
[13:08] - Dobra.
[13:09] - Dziękuję zatem za to miłe przywitanie. Rozłączyłem już moich gości, którzy mnie przywitali znienacka, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Właściwie jeszcze nic nie powiedziałem. Dobra, to po tym mocnym akcencie, kiedy nas przywitała Hailie Selassie. Jah Rastafari! No to zaczynamy. Słuchajcie, dzisiaj chciałem poruszyć temat o pułapce autorytetów, bo myślę, że to jest właściwy czas po tych wszystkich opowieściach, które się pojawiły w ostatnich dwóch odcinkach „Hiperprzestrzeni” o tym, jak to nasz mózg reaguje, jak sobie przebudowuje te wszystkie ścieżki, żeby wyjść z tej opresji. Jak w ogóle ta opresja się w głowie pojawia? Jak się w ogóle te wszystkie rzeczy dzieją i na czym to wszystko polega? Myślę, że czas najwyższy oprócz historii związanej z substancjami psychoaktywnymi, o tym też dzisiaj będzie troszeczkę, pogadać o medytacji i o kilku innych sprawach.
Może zacznę od tej medytacji. Od pierwszej takiej rzeczy, bo aktualnie trwają bardzo intrygujące badania na świecie na temat właśnie medytacji jako takiego przedsionka do zrozumienia samego siebie i do poradzenia sobie ze stresem, który mamy. Ponieważ ten stres się bierze z wielu rzeczy, o których myślę, wszyscy doskonale wiemy. Ja dzisiaj chcę właściwie nawiązać à propos tego stresu do takiej jednej bardzo istotnej rzeczy, sposobu, w jaki się objawia, bo myślę, że jest to bardzo charakterystyczna sprawa i myślę, że warto o tym powiedzieć. To jest takie piękne angielskie słowo. Nazywa się detach, czyli attach właściwie attachment, czyli że coś jest dołączone albo rozłączone. Tak można tłumaczyć w jedną i w drugą stronę. Detach to jest rozłączone, attach to jest załączone właściwie. Tak to poprawnie powinno brzmieć. Chodzi o załączanie się, dołączanie się do różnych idei.
Co te eksperymenty z medytacją, które się ostatnio pojawiają, mówią? Zacznijmy od dlaczego się robi te eksperymenty. Aktualnie robi się z dosyć prostego powodu, ponieważ bardzo ciężko jest prowadzić jakiekolwiek eksperymenty w dzisiejszych czasach związane z substancjami psychoaktywnymi. Jak już wspominałem, jest to kwestia gigantycznych kosztów, które trzeba ponieść, żeby taką licencję wykupić jako ośrodek badawczy. To są sumy, żeby nie spadliście z krzesła, czasami dochodzące do wręcz prawie miliona dolarów. Kiedy się to wszystko zbierze na jeden stolik i wyłoży, to są naprawdę bardzo poważne kwoty. Na te kwoty z reguły trzeba znaleźć sponsora. Normalne jest to, że żadna firma farmaceutyczna nie będzie w tym nigdy partycypowała, bo firmy farmaceutyczne, jak doskonale wiemy, o czym mówimy tu nie raz. Pozdrawiam serdecznie Clauda z Teorii Chaosu. Pamiętajcie, Teoria Chaosu.
Nigdy nie zapomnijcie posłuchać i ściągnąć i być w piątek o godzinie 24:00 w Radiu Na Fali, żeby posłuchać na żywo, gdzie zresztą też była mowa nie raz na temat korporacji farmaceutycznych i tego, jak mają nas głęboko i szeroko. Wszyscy dokładnie wiemy, że nie są to instytucje, którym zależy na tym, żebyśmy zdrowo żyli i żeby wszystko było okej. Także tam sponsorów nie będzie. Druga sprawa kwestia rządów. Tu wszyscy... Przepraszam bardzo, tu las się zmienił taki na troszkę bardziej europejski las. Wszyscy doskonale wiemy też, zdajemy sobie sprawę, myślę, nie jest to tajemnicą absolutnie, że rządy, tudzież politycy, tudzież cała ta hołota jest na pasku korporacji i tak naprawdę stąd mają pieniądze na życie. Jest to jeden wielki skorumpowany system, gdzie ręka rękę myje i właściwie ci ludzie zajmują się też promowaniem zupełnie czego innego, a nie tego, czego ja bym oczywiście osobiście oczekiwał. Także zgromadzenie funduszy na takie badania jest naprawdę karkołomnym wyczynem w dzisiejszych czasach. Bardzo karkołomnym, bo ani nie jest to coś, co można przekuć od razu na finanse.
Normalna sprawa jest taka, że kiedy się wyprodukuje taki lek, tudzież zanim się w ogóle wyprodukuje cokolwiek, jeżeli dojdzie do sytuacji, że mamy substancję, która wiemy, że działa doskonale na nasz organizm, stawia nas na nogi, robi z nas właściwych ludzi we właściwym momencie życia i z właściwą zawartością głowy, bym powiedział, to jeszcze musimy zrozumieć to, że to musimy wdrożyć na rynek, żeby ktokolwiek mógł z tego zarobić. A w dzisiejszych czasach motywacją jest głównie gotówka. Także w czasach takiej ekstremalnej prohibicji, w czasach rządów wielkich korporacji farmaceutycznych nie jest to łatwa sprawa i że tak powiem ciastko, bułka z masłem. No nie jest, absolutnie. Dlatego robi się badania medytacji, ponieważ medytacja jest właściwie czymś najbliższym poniekąd do takiego stanu, który osiąga nasza głowa, kiedy jesteśmy zrelaksowani, kiedy nasze struktury wszystkie w głowie, połączenia neurologiczne się przebudowują, kiedy jesteśmy po prostu normalni, kiedy dealujemy rzeczywistość we właściwy sposób, kiedy się nie dzieje jedna rzecz: kiedy nie próbujemy się, to, o czym wspominałem z tego angielskiego, podpiąć pod jakąś ideę. Bo okazuje się, że największy problem wielu ludzi, właściwie każdego z nas, polega na tym, że Może nie tyle największy, co jeden z głównych problemów, że podpinamy się pod jakąś ideę, podpinamy się pod wizerunek czegoś, co sobie wymyślamy, czegoś, co ktoś nam podłożył pod nos. Cokolwiek to będzie, czy podpinamy się pod serial w telewizji, czy pod jakąś ideę, czy pod religię, czy pod cokolwiek generalnie. W dzisiejszych czasach ludzie głównie podpinają się pod produkty. Masa ludzi identyfikuje się z czymś, co sobie wrzucają do wózka w sklepie, tudzież z czymś, co chcieliby, żeby stało obok nich w sensie przedmiotu materialnego. Po prostu identyfikujemy się, co tu dużo mówić, z materią, z twardą materią tudzież z czymś, co w praktyce nie istnieje.
Ideologią, dokładnie. Cała historia z medytacją pozwala wyłączyć nam ten proces w głowie. Są bardzo ciekawe historie na ten temat wynikające z badań. To jest klasyczna historia ze skanowaniem naszego mózgu, kiedy medytujemy i sprawdzaniem tego, co się dzieje. Medytacja, okazuje się, robi bardzo ciekawą rzecz. Aktywizuje nasz mózg do pewnego stopnia. Oczywiście to nigdy nie jest taka aktywizacja, która następuje przy potężnych działkach psylocybiny, przy substancjach psychoaktywnych, przy MDMA, przy ayahuasce, przy LSD i całej tej historii, ale jest doskonałym wstępem. Zaraz opowiem o tym wstępie trochę więcej. Sygnał, który nasz mózg w tym momencie produkuje, wygląda bardzo podobnie do sygnału, który produkuje mózg człowieka, który wykonuje jakąś czynność regularnie. Jeżeli na przykład wykonujemy jakieś rzemiosło, jakąś czynność regularnie, na przykład gramy na instrumencie, malujemy, coś tworzymy, piszemy, cokolwiek to będzie, jakakolwiek forma naszej aktywności, składamy sobie jakieś urządzenia.
Cokolwiek, co tak naprawdę robimy z pasji, powoduje dokładnie ten sam pattern w naszej głowie. Zrobiono bardzo ciekawe badania w Stanach Zjednoczonych na ten temat, ponieważ oczywiście nie można było wziąć żadnych środków psychoaktywnych, bo nie było na to kasy, żeby przeskoczyć wszystkie zezwolenia i zapłacić DEA tą gigantyczną kwotę pieniędzy, żeby móc w ogóle cokolwiek z tym robić. To zrobiono właśnie z medytacją i się okazuje, że pierwszy dzień, drugi dzień, trzeci dzień, czwarty dzień... Robią takie cykle. Chodzi o to, żeby medytować codziennie. Okazuje się, że nasz mózg, kiedy w ogóle robimy cokolwiek aktywnie, bo właściwie medytacja jest czymś dosyć aktywnym. To może nie wygląda, ale zaczynamy myśleć o oddechu i skupiamy się na oddechu i tak dalej. Ja nie chcę tutaj wam tłumaczyć, na czym polega robienie medytacji, bo też nie czuję się ekspertem od uczenia ludzi medytacji. Myślę, że jest masa świetnych materiałów na internecie i masa naprawdę porządnych fachowców na ten temat, którzy potrafią o wiele lepiej przekazać niż ja, na czym polega proces medytowania. Także nie będę was tu zamęczał i kazał.
Tak, medytuję, jeżeli wam o to chodzi. Absolutnie medytuję. Zdarza mi się to robić regularnie, także polecam każdemu. Ale o co chodzi z tą medytacją? Generalnie wygląda na to, że jakakolwiek forma aktywności, która polega na tym, że skupiamy swój umysł na konkretnej rzeczy, którą mamy do wykonania, tak jak w przypadku medytacji skupiamy się na oddychaniu, na tym, żeby się zbalansować, żeby to wszystko było bardzo harmonijne w nas, żeby nie mieć świadomości mięśni, nie mieć świadomości wszystkich myśli dookoła, które latają, żeby tylko był nasz oddech, my i cały kosmos dookoła. Dokładnie podobnie wygląda, kiedy wykonujemy jakąś czynność, która jest związana z naszym hobby. Czy to jest pisanie, czy to jest malowanie, czy jest granie na instrumentach, cokolwiek to w ogóle jest. Okazuje się, że nasz mózg wtedy zaczyna dramatycznie, w bardzo pozytywny sposób się aktywizować. Się dzieją niesamowite rzeczy. Zaczynamy być bardziej zadowoleni.
Pojawia się kupa niesamowitych pozytywnych emocji dookoła tego. Te emocje zaczynają stymulować, jak łatwo się domyślić, całą resztę naszego ciała. Dzięki temu nie jesteśmy tępymi bąkami, które siedzą sobie na kanapie i nie wiedzą, co zrobić ze swoim własnym życiem, tylko nagle się okazuje, że dostajemy kopniaka od życia i mamy masę energii i masę chęci do działania i robienia fajnych rzeczy, do współpracy z ludźmi i tak dalej. Wszystkie te rzeczy, które nas budują i stawiają na nogi, powodują, że jesteśmy aktywni i jest nam fajnie z tym. To jest właśnie historia związana z medytacją, o której wcześniej właściwie nie wiedzieliśmy. Były tylko podejrzenia, że tak to wygląda w naszym mózgu, że to chodzi o to, że coś się tam dzieje, dlatego się czujemy lepiej i tak dalej. Ale teraz już wiemy, że chodzi o to, że się aktywizują pewne części mózgu. O co chodzi z tymi substancjami psychoaktywnymi, że medytacja jest niejako przedsionkiem do tego takim właściwie doskonałym? Mianowicie dlatego, że pozwala nam skupić swoją intencję, czyli właściwie skupić się na jednej konkretnej sprawie i nie rozpraszać, co w przypadku używania substancji psychoaktywnych i przede wszystkim jakiejkolwiek terapii związanej z tymi substancjami jest bardzo istotne. Bo kiedy nagle dostajemy tych wszystkich niesamowitych wizji i widzimy te niesamowite rzeczy, bardzo łatwo jest się rozkojarzyć zwyczajnie i jakby się po prostu zgubić w tym wszystkim.
Nie jest to naprawdę nic trudnego. Jest to taki klasyczny syndrom człowieka, który bierze na przykład LSD po raz pierwszy w życiu. Rzeczywistość dookoła jest tak fascynująca i tak intrygująca, że nie sposób się na czymkolwiek skupić, bo na cokolwiek spojrzymy, jest zupełnie inne niż nam się wydawało i jest fascynujące. Żyje, się dzieje. Tu nie będę opowiadał, bo oczywiście każdy ma swoją własną historię w tym zakresie. Jeżeli chodzi o użytkowników oczywiście. Przypominam, że nie namawiam do używania. Jeżeli ktoś używa, to bardzo dobrze, jeżeli nie, to już jego sprawa. Dokładnie. Ta medytacja pozwala nam się po prostu skupić.
Dzięki temu później, kiedy zaczynamy terapię z takimi substancjami, wygląda to o wiele łatwiej, o wiele prościej i w tym momencie jesteśmy w stanie się skoncentrować na konkretnych punktach, które mamy do zrobienia. Halo, halo! Witam serdecznie ponownie.
[24:33] - Bardzo poruszające sprawy do mnie doszły. Właśnie jak to jest? Taka świadomość jest tutaj na takim poziomie, że ja mogę się schlać legalnie i nachlam się tego alkoholu.
[24:51] - Ale to zostawmy alkohole, bo naprawdę szkoda naszego czasu.
[24:54] - Bo to jest punkt wyjścia, nie?
[24:56] - To nie działa, alkohole nie działają, to doskonale wiemy.
[24:59] - Ja chcę powiedzieć jedną rzecz: ci, którzy wierzą w alkohole, że to jest droga do jakiegoś szczęścia, do wyluzowania się i tak dalej, znają taki punkt w alkoholu, że wypiją tyle, że koniec. Film się urwał i on nie pamięta. Natomiast jeżeli ktokolwiek sobie zasmakuje zioła prawdziwego, bez dodatków chemicznych, po prostu ziółko sobie zapali i on zobaczy: „O nie, ja mam jeszcze bardziej wyjebane niż po alkoholu. Co więcej, ja panuję nad swoim ciałem”. A po alkoholu jest taki moment, że nie panujesz nad tym swoim ciałem. Ono gdzieś tam idzie, gdzieś rzyga, gdzieś w ogóle robi.
[25:51] - Nic dziwnego. To szybko powiem dlaczego. Bo jakby ktoś z was nie wiedział, to jest dosyć prosta przyczyna. Alkohol z powodu swojej struktury chemicznej jest właściwie dokładnie czymś takim samym jak opiaty, czyli jak heroina ładowana dożylnie. Dokładnie tak samo reaguje w mózgu i tak samo jak taki potężny stres, który właściwie przeciąża nasz mózg i automatycznie wyłącza na przykład część w płatach czołowych naszego mózgu i dzięki temu tracimy poczucie koordynacji naszych ruchów i wiele innych rzeczy. Tracimy jakikolwiek kontakt werbalny z rzeczywistością. Fizycznie mózg jest wyłączony. To nie jest tak, że to jest kwestia tego, że po prostu jakieś „halo, halo”, nie wiadomo co, tylko mózg automatycznie jest wyłączony i kiedy się robi skan mózgu, to są duże ciemne plamy.
[26:36] - To jest duży szok. Każdy, kto to przeżyje, to powie: „Jaki szok. Ojeju, niemożliwe, że to taki szok, ale okej, taki szok”. I wtedy przechodzisz na tą głębszą percepcję i nie jesteś zajęty takimi, że to się wszystko wydarza i masz na to wpływ i nie masz. Nie zastanawiasz się nad tym, po prostu jesteś w tym.
[27:02] - Nie wiem, ja nie piję, także ciężko mi cokolwiek powiedzieć na ten temat.
[27:07] - Nie, mówię, że patrzysz, o co chodzi. Wiesz, o co mi chodzi? Żeby rozróżnili. Bo naprawdę, możesz się opić do tego momentu, że po prostu padniesz, zdechniesz jak świnia, skończy ci się film i nie pamiętasz.
[27:21] - Ale wiesz co, ja proponuję, żeby na dzisiaj w ogóle zostawić wszelkie kwestie związane z piciem alkoholu, bo właściwie szkoda naszego czasu na to. Myślę, że jest masa opracowana na ten temat.
[27:30] - Mówię porównanie. Jeżeli ktoś ma porównanie.
[27:33] - To chyba nie ma porównania żadnego, bo alkohol wyłącza jakąkolwiek komunikację w mózgu. I o ile przy substancjach psychoaktywnych ta komunikacja cały czas funkcjonuje, właściwie w drugą stronę, bo budują się te połączenia neuronowe.
[27:47] - W drugą stronę ona się wzmacnia.
[27:48] - Dokładnie, świadomość się wzmacnia.
[27:48] - I teraz sobie wyobraź to, człowieku, że ty się tak potrafisz schlać. Ale jest też droga w drugą stronę. Także się zastanów nad tym. No i tyle.
[27:58] - To ja dziękuję bardzo za to zastanowienie i lecę dalej z tą historią, proszę pana.
[28:02] - Dobra.
[28:04] - Dziękuję bardzo. Telefonik. To był Grzegorz. Tu już rozłączam, że tak dynamicznie dzisiaj, ale chcę po prostu powrzucać te rzeczy, a później zajmiemy się dyskusją troszkę, jak powrzucam te podstawowe informacje. Zapraszam później na dyskusję na ten temat każdego. Radionafali.com taki jest adres na Skype, jakbyście nie wiedzieli. Myślę, że znajdziecie bez problemów. No dobra, ja zaczynałem od tej medytacji, bo ona odłącza nas właściwie od medytacji, od substancji psychoaktywnych troszeczkę. Bo co one robią? One niejako wybijają z nas archetypy, w których dorastamy, czyli całą tą niewolę strachu.
Nie dość, że oprócz tego, że tak jak wspominałem w jednym z poprzednich odcinków, chodzi o tą pamięć stresu, która zostaje w naszych mięśniach, o tą pamięć stresu, którą sami nabieramy w naszym życiu i tak dalej. Wszystkie te historie. Nie będę teraz powtarzał. Chodzi po prostu o tak zwanego policjanta, którego mamy w środku siebie, w środku każdego z nas. Bo nasza kultura jest tak zbudowana, że cokolwiek by nie mówić, głównymi dopalaczami naszej kultury jest właśnie ów alkohol. Ale to nie o alkoholu dzisiaj. I cała ta historia z tą naszą kulturą powoduje, że staramy się wypaść lepiej niż wyglądamy. Albo, nie wiem, jak to nazwać. Materializm. Staramy się dołączyć, przykleić do produktów, które wydaje nam się determinują nasze życie i determinują to, kim jesteśmy i czym jesteśmy.
I ten policjant tak oto w nas radośnie sobie dorasta. Kiedy widzimy coś fajnego, chcemy być fajni jak to coś, bo na przykład ktoś w reklamie jest tak samo fajny z tym czymś. Takie klasyczne sytuacje, że zamieniamy się w załącznik do jakiejś idei. Cokolwiek może być tą ideą. Tą ideą może być przedmiot, tą ideą może być religia, tą ideą może być człowiek, tą ideą może być cokolwiek, moi drodzy, cokolwiek. Nie ma tutaj granicy. Są ludzie, którzy nazywają to... To znaczy nie ludzie. Co ja mówię. W psychologii tak zwanej oficjalnej się to nazywa programami.
I tam są tacy różni szaleni spece, którzy mówią, że człowiek ma 80 programów, 100 programów, 300 programów, 5 programów i tak dalej. Właściwie jak na ironię jesteśmy w stanie zaprogramować się na dowolną rzecz. Jeżeli ktoś z nas chce, ktokolwiek z nas by chciał, jest w stanie zaprogramować się na bycie przyjacielem lampy, na niewidocznego przyjaciela Jezusa, na bycie przyjacielem jakichś książek, na bycie przyjacielem jakichś symboli, na bycie przyjacielem Wypasionych butów ze sklepu, nabycie przyjacielem wypasionego telefonu. Nabycie przyjacielem czego? Pieniądza przede wszystkim, nabycie przyjacielem stabilnej przyszłości. To jest jeden z najciekawszych przyjaciół aktualnie panujących. Taki fenomen troszeczkę, że dużo ludzi mieszka właśnie w przyszłości, czyli w kraju, który nie istnieje. I to jest taki archetyp, do którego się wszyscy przykleili. To jest to, co trzyma wszystkich mocno za nogi, nie pozwala odlecieć. Taki autorytet jutra, że kiedy będę tu i teraz, to jutro będzie fantastyczne.
Nie wiadomo, czy jutro będzie fantastyczne. Jest pewna szansa. Jeżeli dzisiaj będziemy fantastyczni my sami ze sobą, to jest szansa, że jutro też będziemy fantastyczni sami ze sobą. A jak będziemy fantastyczni sami ze sobą, to świat będzie fantastyczny dookoła nas, tak że nie będzie z tym absolutnie żadnego problemu. Taka zwykła prosta sprawa, prawda? I ten policjant w środku nas, którego mamy od tej szalonej kultury, cały czas nas pilnuje, żebyśmy przypadkiem nie przestali się trzymać czegokolwiek. Jak na ironię się okazuje, że cała ta historia z tym, że musimy się trzymać, właściwie jest główną przyczyną do tego, że wplątujemy się w choroby psychiczne albo w nie wplątuje nas nasza rodzina na przykład. Klasyczny przykład takiej sytuacji to jest przeniesienie chociażby ambicji rodziny na dziecko, żeby było kimś, żeby zrobiło coś w życiu, żeby osiągnęło coś. Albo takie przeniesienie samo na siebie, że właściwie nawet nie tyle że na dzieci, ale patrząc na siebie w lustrze, chcemy osiągnąć coś, chcemy być kimś, bo wydaje nam się, że jesteśmy nikim. Wszystkie te historie z tym związane, że mamy tak zwany low self image, jak to się po angielsku mówi, czyli bardzo niski obraz samego siebie, zaniżoną wartość samego siebie, tak bym to powiedział.
Ale dzięki temu ten autorytet może funkcjonować, bo gdybyśmy nie mieli tej zaniżonej wartości, to nie byłoby potrzeby na autorytet. Przynajmniej żyjemy w takiej iluzji, że jest ktoś, kto jest zawsze lepszy od nas, kto potrafi lepiej, kto jest super. A nasze całe życie polega na tym, żebyśmy do tego dążyli. Żeby być dokładnie jak ten koleś, być tak bardzo super, być tak bardzo okej, być tak niesamowicie skonstruowani. I stąd się biorą wszystkie pułapki dookoła nas. Przynajmniej znakomita większość tych pułapek. A odpowiada za to nic przypadkowego, nic takiego bardzo mistycznego. Cała historia bierze się z mechanizmu, który funkcjonuje w naszym mózgu, z mechanizmu adaptacji, bo okazuje się, że jako istoty żywe nasz organizm ma właściwie niesamowitą zdolność do adaptacji. Zresztą wystarczy zobaczyć na mapę świata, rozejrzeć się, gdzie mieszkają ludzie na świecie i się okazuje, że ludzie mają tak potężną zdolność adaptacji, że mieszkają od najzimniejszych miejsc do najcieplejszych. Mamy Eskimosów, mamy ludzi, którzy mieszkają na równiku.
Mamy ludzi, którzy mieszkają praktycznie na wodzie. Mamy ludzi, którzy mieszkają gdzieś wysoko w górach, w Himalajach i właściwie dzięki temu tam mieszkamy. I tylko dlatego to się wszystko odbywa, że z niesamowitych powodów, nieznanych nam przyczyn, nasza zdolność adaptacji do warunków fizycznych dookoła jest po prostu niesamowita. Właściwie niewiele jest chyba zwierząt, nie ma żadnego zwierzęcia, które na tej planecie miałoby dokładnie tak intensywną i tak potężną zdolność adaptacji do warunków zewnętrznych. Jak na ironię to nie jest wszystko, bo adaptacja do warunków zewnętrznych to jest jedna rzecz, a druga rzecz, która w nas siedzi bardzo głęboko, to jest mechanizm dokładnie ten sam. Nic się nie różni. To jest mechanizm adaptacji do warunków, które panują w tak zwanej naszej głowie, w psychologii, w naszym otoczeniu, w naszych emocjach, że staramy się dopasować, czy chcemy, czy nie. Po prostu nasz mózg wykonuje taką pracę, że zawsze stara się dopasować do sytuacji po to, żeby czuć się komfortowo. Po to, żeby sobie skrócić wszystkie informacje, które gdzieś tam przebiegają. Właściwie nie wiadomo do końca, skąd się bierze ta cała kwestia adaptacji.
Możemy tutaj tylko spekulować, że jest to taka klasyczna rzecz, że to samo co na dole, to samo co na górze, jak mawiają alchemicy. Czyli że właściwie każdy proces, który funkcjonuje na tej planecie, funkcjonuje w każdą stronę i w każdej możliwej skali. Jeżeli jesteśmy poddani temu procesowi w fizycznym aspekcie naszego życia, dokładnie te same procesy obowiązują nas w psychicznym aspekcie życia. Czyli jeżeli adaptujemy się do temperatury, to adaptujemy się do emocji. I tu jest klasyczna historia, o której wspominałem nie raz, nie dwa. To jest kwestia związana z owym, jak mawia Rupert Sheldrake, który to nazwał właściwie polem morfogenetycznym. Bardzo polecam sobie sprawdzić temat pól morfogenetycznych. Chodzi o zwykłą, normalną zależność, o której mówię bardzo często, że jeżeli usiądziemy pomiędzy smutnymi ludźmi, zaraz się robi nam smutno, ale kiedy usiądziemy pomiędzy wesołymi ludźmi, robi się wesoło. Jest masa bardzo zabawnych filmów wideo na YouTube, na których możecie zobaczyć sytuację, gdzie jedna osoba w autobusie zaczyna się po prostu horrendalnie, panicznie, szalenie śmiać. No i nagle, dosłownie po 30 minutach wszyscy są zarażeni śmiechem dookoła i nikt nie jest w stanie przestać się śmiać.
To jest dokładnie ten mechanizm adaptacji. Adaptujemy się do silniejszego bodźca, do bodźca, który jest troszeczkę ponad naszym bodźcem. To troszeczkę tak, że zawsze się oglądamy, czy chcemy, czy nie, na następny schodek, który jest troszeczkę wyżej. Tak to można w skrócie wytłumaczyć. Czasami ten schodek, który jest wyżej, niekoniecznie jest tym dobrym schodkiem. I tak to wygląda w przypadku adaptacji w tej cywilizacji. I to jest nasza odpowiedzialność za budowanie sobie rzeczywistości dookoła, za to, żeby sobie nie budować tej toksycznej rzeczywistości dookoła. Bo fenomen polega na tym, że jeżeli cokolwiek zrobimy, cokolwiek wybudujemy, to nasz mózg automatycznie się zaczyna do tego adaptować. Czyli jeżeli zaczniemy bardzo gównianie myśleć, nasz mózg będzie się bardzo szybko adaptował do tej sytuacji. Jeżeli stworzymy coś bardzo kiepskiego, bardzo kiepską sytuację, to nasz mózg się znowu bardzo szybko zaadaptuje do tej sytuacji.
Klasycznym przykładem jest zespół stresu pourazowego dotyczący wszystkich ludzi uczestniczących w ludobójstwie zwanym wojną. Taki człowiek wysyłany na wojnę do zabijania innych ludzi na początku przeżywa stres urazowy, ale ten stres jest tak potężny, że wykręca wszystko w głowie. Ale okazuje się, że potężny stres to jedno, ale jeszcze potężniejszą rzeczą w naszej głowie jest właśnie ten mechanizm adaptacji. Nagle się okazuje, że mózg sobie wymyśla coś takiego jak racjonalizacje, czyli zaczynamy racjonalizować wszelkie za i przeciw. Kiedy rzeczywistość odbiega od naszego stanu emocjonalnego, wiemy, że coś jest nie tak, automatycznie mózg przełącza się na tą logiczną półkulę. Jest taka teoria, że lewa półkula to jest intuicyjna, prawa jest bardziej logiczna. Nikt do końca nie jest w stanie tego potwierdzić. Badania mówią, że pewne środki w mózgu są zgrupowane, pewne reakcje w mózgu, czasami w lewej, czasami w prawej półkuli, ale to też nie do końca jest takie na 100%. To też jest, trzeba pamiętać, teoria, że lewa i prawa strona mózgu jest tak mocno rozdzielona. Nie do końca.
W świetle ostatnich badań trochę się to mocno pozmieniało. Mocno, nawet nie trochę. Wygląda na to, że nasz mózg cały czas pracuje, a nie tylko ileś tam procent naszego mózgu i że właściwie nie ma rozłożenia pomiędzy półkule. Są pewne ośrodki, które odpowiadają za pewne werbalne zdolności typu pisanie, mówienie i tak dalej. Wiemy o tym, bo to jest kwestia na przykład fizycznych urazów mózgu. Kiedy ktoś się walnie w głowę, uszkodzi sobie i na przykład traci zdolność pisania i tak dalej. Ale nie do końca jest to z naszymi emocjami. Słuchajcie, jeszcze raz mam telefon. Odbieram. Halo, halo.
[38:34] - Takie pytanie, głupie może. A muzyczka to już była?
[38:38] - Była muzyczka. Panie, pan mi przeszkadzasz. Ja tu w ogóle opowiadam i mnie pan wybija z wątku, panie. Dokładnie.
[38:46] - Zawsze wszystko rozpieprzam. To ja sobie idę. To sobie gadaj. Gadaj, gadaj, gadaj.
[38:52] - Dokładnie, dokładnie. To ja zapraszam na później. Dziękuję bardzo. Dokładnie. Wiecie jak to jest, takie zbijanie? Tak robią buddyści, kiedy trenują medytację, żeby się skupić na konkretnej rzeczy. Ten mechanizm adaptacji wygląda w bardzo intrygujący sposób, właśnie biorąc pod uwagę to, jak to się zachowuje wszystko w głowie. Także zapomnijmy na moment, że mamy lewą, prawą półkulę, że to się czymś różni. Pomyślmy nad naszym mózgiem jako nad jedną wielką całością, która funkcjonuje po prostu naraz. Naraz.
To wszystko się dzieje tu i teraz, proszę państwa. Tu i teraz. Właśnie, jak już była ta muzyczka, to może ja puszczę jakąś muzyczkę. Właśnie wybiło mnie to z nurtu. Słuchajcie, proszę mnie tak nie dzwonić, bo to wybija strasznie z nurtu. To jest takie nieeleganckie, że tak po prostu wziąć i tak komuś śledzia do lodów waniliowych włożyć. Proszę się hamować z tym troszeczkę. To nie smakuje razem dobrze. Dokładnie. Dobra.
Ta-ra-ri-ra. A wy słuchacie już dzisiaj hiperprzestrzeni w radiu na fali transmitowanej w Radiu Paranormalium. Jak gdyby nigdy nic, proszę państwa, dzisiaj troszkę o aktywności, o tym, czy coś robić i robić, i jak robić może w ten sposób. Dokładnie. Dobra, słuchajcie, to wracam do tej całej historii związanej z naszym niesamowitym mechanizmem, który po prostu jest włączony w naszej głowie na stałe. Rodzimy się z nim i z nim schodzimy z tego świata, a właściwie nazywa się adaptacją, że się adaptujemy do wszelkich możliwych warunków, tak jak na zewnątrz, tak i wewnątrz. I o co chodzi z tą całą adaptacją? Okazuje się, że stan emocjonalny to jest jedna rzecz, a logika to jest druga rzecz. Stąd się biorą takie fenomeny, że żyjemy w świecie, w którym na przykład jesteśmy w stanie zracjonalizować sobie ludobójstwo, zracjonalizować sobie wiele i wiele innych rzeczy. Taki klasyczny przykład to są na przykład zbrodniarze nazistowscy, a niekoniecznie, bo to daleko sięgając.
Sięgnijmy bliżej, bo wystarczy sobie spojrzeć na niejakiego Obamę albo tym podobnych ludzi, którzy na co dzień wysyłają tysiące ludzi na śmierć i odpowiadają za ludobójstwo właściwie milionów. Dosłownie, bo to nie ma żadnej tajemnicy w tej materii, myślę. Nikogo tutaj w tym momencie nie olśniło chyba specjalnie. Muszą sobie to jakoś zracjonalizować. I zawsze czytamy, że ci wszyscy zbrodniarze mają taką fenomenalną tendencję, że lubią małe dzieci, że lubią psy, że lubią kotki. Każdy z tych kolesi jest bardzo racjonalny do bólu. O co chodzi z tym całym racjonalizmem? Nasz mózg produkuje, wygląda na to, bo to wszystko jest w trakcie badań, także nie bierzcie tego wszystkiego tak na 100%. Pewnego dnia być może się dowiemy na 100% jak to jest. Ja myślę, że chyba w tą stronę, ale to zostawiam każdemu pod indywidualny osąd.
Okazuje się, że emocje powodują pewien zestaw częstotliwości, pewien zestaw drgań, właściwie wzbudzają w naszym organizmie. I ten zestaw drgań musi się zgadzać z zestawem drgań w naszym mózgu, który się odbywa poprzez myślenie, że jak myślimy o czymś, ten ładunek elektryczny zapina, robi jakiś tam rezonans. I dobrze by było, jak te rezonanse pod tytułem jak się czujemy i co myślimy, żeby się zgadzały. I kiedy następuje problem, bo z jednej strony wiemy, że coś jest nie tak, a z drugiej strony coś jest niby tak, to staramy się złapać to wszystko w jedną całość, bo człowiek w ogóle ma taką tendencję, naturalnie mamy taką tendencję, żeby generalnie być skonsolidowaną osobą, postacią, istotą. Właściwie to chyba najlepsze słowo. I cały myk polega na tym, że oprócz tej racjonalizacji mamy ten syndrom dążenia do konsolidacji, który odpowiada za to, że jeżeli czegoś brakuje, to automatycznie staramy się sobie nadrobić ten stracony element. I zaczynamy w tym momencie racjonalizować, kiedy emocje nie wyrabiają na zakrętach i się okazuje, że nie mamy wystarczająco dużo emocji, żeby zatkać tą dziurę, którą mamy po na przykład zrobieniu komuś krzywdy albo robieniu bardzo złych, gównianych rzeczy, tudzież w ogóle samemu kiepskiemu myśleniu na jakikolwiek możliwy temat. Musimy tę dziurę czymś zalepić, bo tam po prostu nic nie ma. Nasz mózg automatycznie doszukuje się jakiegoś impulsu, który by tam poszedł i wypełnił tę lukę. Jest takie słynne powiedzonko, że natura nie znosi próżni.
To jest absolutnie prawda. Na to wygląda, że kiedy zabraknie tego rezonansu z emocji, który się odbija w naszym mózgu prosto z naszego serca, to trzeba tę dziurę czymś zarobić. Okazało się, że wpadliśmy jako cywilizacja w pułapkę racjonalizmu i zracjonalizowaliśmy sobie te wszystkie rzeczy i okazało się, że fajnie działa. Przynajmniej tak tu i teraz. Można załatać na pięć minut dziurę. Wystarczy tylko wymyślić odpowiedni ciąg logiczny i w ten ciąg logiczny uwierzyć. Takim ciągiem logicznym jest klasycznie, to naprawdę jest coś bardzo oczywistego dla wszystkich na tej planecie, jakakolwiek monoteistyczna religia świata, gdzie występują pośrednicy, gdzie właściwie nie mamy kontaktu ze światem tak zwanym astralnym, czyli ze światem duchowym. Zawsze jest ktoś pomiędzy nami a światem duchowym. To jest klasyczna sytuacja. Wtedy następuje potężny clash w naszym mózgu.
Z jednej strony wiemy, że coś jest nie tak, że ta emocja nie ma gdzie się wyładować, nie ma gdzie pójść, że właściwie nie ma tej emocji w ogóle. Powstaje taka luka, czujemy pustkę. W tym momencie staramy się zracjonalizować poczucie tej pustki i zaczynamy wymyślać różne teologie na ten temat. Te teologie są w ogóle niesamowite. Znowu ktoś próbuje mnie rozkojarzyć. Dobra, odbieram. Halo, halo.
[44:33] - Halo, halo. Czekaj, bo chciałem coś bardzo ważnego powiedzieć.
[44:40] - Śmiało, śmiało.
[44:42] - Śmiało, śmiało. Jak coś ważnego mówisz, to tak śmiało od razu.
[44:46] - Właśnie dlatego się takie rzeczy mówi śmielej, bo jak ważne, to łatwo powiedzieć.
[44:52] - Byłem w twoich myślach trochę.
[44:57] - Słuchaj, ja polecam tak: kartka papieru, długopis. Poważnie, tak to działa.
[45:04] - Właśnie o tym chciałem powiedzieć. Z tym planem. Jest taki moment, że ty jesteś przed tym planem w ogóle. Zanim zaczniesz planować cokolwiek, tylko mówisz: „Mam stworzyć plan”, ale jesteś jeszcze przed tym planem i mówisz: „Ale czas. To ja mogę w ogóle nic nie planować i to się dzieje”. I to jest taki najgłupszy moment, że mówisz: „Aha, czekaj, czekaj. Miałem zrobić jakiś plan. Naprawdę?”
[45:35] - To już jest troszeczkę później, bo ty mówisz o czymś, co jest efektem tej całej sytuacji. Zanim cokolwiek się wydarzy, dzieje się taki bardzo ciekawy proces w naszej głowie. Dlatego ja mówię o tym procesie troszeczkę.
[45:45] - Przespieprzam tam, gdzie trzeba, gdzie nie potrzeba.
[45:47] - Zlinczują cię na czacie po prostu.
[45:50] - Dobra, dobra, to idź se tam, pogadaj se. Okej.
[45:54] - Zlinczują go na czacie po prostu. Tak się to skończy. Znajdą mu chatę i spalą. Tyle z tego będzie. Słuchajcie, ten mechanizm w głowie jest dosyć brutalny, bo nie ma takiej opcji, żeby nasza głowa była pusta. Ona ciągle musi funkcjonować, ciągle te informacje musi mielić, ciągle musi się tam dziać. Tam ciągle te szare komórki sobie krążą, właściwie obumierają. Mają to swoje tempo. Ciągle te połączenia neuronowe się budują. To nigdy nie przestaje w żaden możliwy sposób.
I moment, kiedy brakuje emocji do budowania tych połączeń neuronowych, bo emocje tak naprawdę oddziałują, o czym myślę, doskonale wiemy, bo już nie raz o tym mówiłem, oddziałują na nasz mózg. To jest taki system naczyń połączonych, nasze serce i nasz mózg. Tak naprawdę nie myślimy do końca mózgiem. Myślimy właściwie w większości sercem, a nie mózgiem. Taka jest tajemnica tego wszystkiego. Kiedy brakuje tego rezonansu w głowie, to jest trochę jak z paliwem. To chyba najlepsze wytłumaczenie, bo jak brakuje tego paliwa, którym jest rezonans z naszego serca, to automatycznie mózg próbuje sobie zbudować to połączenie. To połączenie bez emocji właściwie opiera się tylko na konstrukcie logicznym, czyli że dwa plus dwa równa się cztery, że być może to ma sens. Jeżeli to ma sens, to po prostu róbmy tak. Nie ma w tym żadnej refleksji emocjonalnej, jest tylko refleksja logiczna.
Dzięki temu wszyscy, na przykład wielcy zbrodniarze, są bardzo logicznymi ludźmi. To jest taki klasyczny przykład, że doktor Mengele uwielbiał dzieci i psy. Nie wiem, jak dzieci go uwielbiały za bardzo, bo nigdy nie miałem okazji i chyba nie chciałbym za bardzo mieć okazji być i sprawdzić. I nie wiem, jak zwierzęta na niego reagowały. Tego nie wiemy. Tacy kolesie bardzo lubią uchodzić za ludzi, którzy są dobrzy, że mają okej. I to jest taka dobroć, która się właściwie nie bierze z poczucia empatii jakiejkolwiek. To jest taka dobroć logiczna, stąd się biorą dopiero wtedy strategie. To jest na przykład taka klasyczna sytuacja, kiedy zaczynamy kalkulować, komu pomóc, a komu nie pomóc, kto jest wart tej pomocy, a kto pomocy nie jest wart. To jest taki pierwszy przystanek, w którym nasz mózg już wysyła taki sygnał, że coś jest nie tak, że coś nie tędy i że właściwie nasze serce przestaje rezonować z naszą głową, że jest jakaś dziura, która próbuje być zabudowywana jakimś logicznym ciągiem zdarzeń i staramy się wybudować jakiś pomost pomiędzy wydarzeniem A a wydarzeniem B, w ogóle nie myśląc o tym.
To jest klasyczna sytuacja na przykład z policjantem, który musi wziąć i kogoś pobić albo kogoś zatrzymać, albo zrobić komuś krzywdę lub cokolwiek z tych rzeczy. On musi wybudować sobie takie połączenie, ponieważ gdyby zobaczył w drugiej istocie człowieka takiego samego, jakim jest, to w tym momencie nie mógłby zrobić krzywdy, bo to po prostu jest fizycznie niemożliwe. Jedyną opcją, żeby wykonać swoją pracę, musi zapomnieć o tym, że jest człowiekiem, że ma jakąkolwiek empatię i musi wybudować ten most z racjonalnych argumentów w swojej głowie. Jeżeli będziemy wystarczająco długo budowali ten most z racjonalnych argumentów Który polega z reguły na tym, że on też musi przynależeć do jakichś emocji. To też jest taki fenomen, że właściwie nie funkcjonujemy bez emocji. Ludzie czasami mówią: „Emocjonalnie”. Ale prawda jest taka, że właściwie największe zbrodnie na świecie są zbrodniami, które biorą się z racjonalizmu, a nie z emocji. Nie było takiej zbrodni na świecie, która byłaby popełniona z powodu emocjonalnego. Wszystkie zbrodnie, praktycznie 99%, są popełniane, mówi się „w afekcie”, ale to jest wytrych prawny, który funkcjonuje tylko po to, żeby się pobawić w tą cywilizację, społeczeństwo, sąd i wypełnić dużą ilość papierów, i żebyśmy wybudowali kolejny most, który nam zracjonalizuje nasze życie dookoła. W rzeczywistości są to bardzo racjonalne rzeczy.
Jeżeli czytacie sobie opowieści sądowe czy jakieś historie, zauważycie, że z reguły za każdym morderstwem stoi zawsze jakaś chęć. To nigdy nie dzieje się przez przypadek, że emocja, że po prostu naszło. Z reguły zawsze człowiek, który robi krzywdę drugiemu człowiekowi, ma konkretny cel: albo chce mu coś zabrać, albo myśli, że będzie miał więcej. Zawsze jest konkretny cel, który polega na tym, że dzięki temu, że wyeliminuje przeciwnika, będzie mógł się podpiąć pod ideę, którą mu ten przeciwnik zabiera albo pod przedmiot, który ma ten przeciwnik. Cokolwiek. Czy to jest kawałek ziemi, czy to jest ideologia, czy to jest religia, cokolwiek. Jedna z miliona rzeczy dookoła. Taki klasyczny przykład. I ten mechanizm adaptacji jest tak genialnie skonstruowany, że czy chcemy, czy nie, on cały czas pracuje w naszej głowie i zawsze jest bardzo duże ryzyko, że jeżeli sobie wybudujemy cywilizację, która jest oparta na sprzedawaniu fałszywego wizerunku, który powoduje, że automatycznie wyłączamy z naszego mózgu współczucie, że zaczynamy politykę, zaczynamy stopniowanie ludzi. Coś, czego zwierzęta nigdy nie robią.
Żadna istota na świecie poza człowiekiem nie ma chyba tego procesu w głowie. Jest taka klasyczna historia: temu pomogę, a tamtemu nie. Tamten jest wart, a tamten nie. I don't know, guys. To już jest pora na lekarza bardzo mocno. Wtedy już budujemy cały most zracjonalizowania sobie. Jak później sprawdzimy, to wygląda na to, że wszyscy ci ludzie są bardzo racjonalni. Większość psychopatycznych morderców to są ludzie bardzo poukładani, bardzo pedantyczni, dobrze grający, w cudzysłowie, w szachy i wykonujący wszystkie logiczne funkcje. Są ludzie, którzy mają dokładnie, jak się mówi po angielsku, perfect skills z takimi fizycznymi rzeczami dookoła. Doskonale panują nad materią.
Emocja nigdy ich nie rozdziela od materii. Bardzo mocno jest ten pomost racjonalizmu w głowie. Ale wracajmy do cywilizacji. Zostawmy psychopatycznych morderców, bo to nie o nich dzisiaj. To właściwie bardziej o nas, bo żyjąc w tej cywilizacji, każdy z nas może zostać przez zbędny przypadek psychopatycznym mordercą. Taka jest prawda. Wystarczy tylko odpowiednio mocny most połączeń w głowie, który nazywamy racjonalnym myśleniem i po sprawie. Wszystko jest gotowe. Wszystkie wojny na świecie są prowadzone z powodów racjonalnych. Wszystkie przestępstwa są robione z powodów racjonalnych i każdemu wydaje się, że robi wszystko z powodów racjonalnych.
Bo oczywiście z emocji jest strach, bo emocje są niekontrolowalne. Niekontrolowalna jest empatia. Ciężko kontrolować to, że się kogoś lubi. I to jest właśnie ten problem w dzisiejszych czasach, że kiedy trzeba komuś coś zabrać, a się go lubi, to jest konflikt w głowie i ten konflikt powoduje, że sobie po prostu nie radzimy. To jest między innymi jedna prawdopodobnie z przyczyn, dla której w dzisiejszych czasach mamy tak gigantyczną ilość samobójstw, o której się oficjalnie nie mówi, ale statystyki są dosyć nieubłagane i pokazują, że właściwie żyjemy w świecie, w którym gigantyczna ilość ludzi nie jest w stanie sobie absolutnie ze sobą poradzić i nic nie jest w stanie tego zmienić. Ani pieniądze, ani rzeczywistość dookoła, ani telewizor, ani książeczka, ani doskonałe buty, ani nic z tych rzeczy, ani reklama, nic z tego. Ci ludzie mają gigantyczne problemy ze sobą, ponieważ przekroczyli pewną granicę racjonalizowania sobie świata. I się okazuje, że ten zracjonalizowany świat to jest świat wymyślony, którego tak naprawdę nie ma. Wracając do kwestii teorii pól morfogenetycznych, okazuje się, że cała informacja, która przychodzi do naszego mózgu — mózg jest taką anteną, która odbiera sygnały i wysyła — ta informacja przychodzi w polu emocjonalnym. To nie jest pole związane z logiką, to nie jest pole związane ze strategią.
To jest po prostu emocja. Taka normalnie bezdyskusyjna, bezrefleksyjna, bym powiedział. To jest coś, co czujemy instynktownie. Instynkt jest takim słowem chyba najlepiej opisującym. Idziemy ulicą nagle: aha, got it. Ale nie było żadnego ciągu logicznego. Nie robiliśmy planu na kartce papieru, nie robiliśmy strategii, nie robiliśmy za i przeciw. Nie graliśmy ze sobą w tą grę, że w nas jest policjant, który pilnuje i ten drugi koleś i ten policjant go cenzuruje. Wtedy intuicja absolutnie nie działa. Świetnym przykładem dodatkowym są na przykład ludzie z biznesu.
To jest klasyk gatunku, bym powiedział. Jeżeli zobaczycie na gigantyczne korporacje, gigantyczne firmy i tych wszystkich ludzi z tych miejsc, zauważycie, że... Czekajcie, znowu mam telefon, który mnie dekoncentruje. Halo, halo.
[54:37] - Dobra, ja to wszystko rozumiem i tak dalej. Czy znowu się spóźniłem na muzyczkę? Przepraszam.
[54:45] - Nie wiem, człowieku, nie wiem, co tu zrobić z tobą.
[54:48] - Jakąś muzyczkę puść. Ja sobie idę. Pa, pa.
[54:53] - To ja rozłączam po prostu. Słuchajcie, ludzie, którzy robią bardzo duże interesy, w pewnym momencie ta potrzeba racjonalizacji zysku jest tak potężna, że właściwie liczy się tylko i wyłącznie kawałek materii. Tam już nie ma ludzi. Emocja jest bardzo niebezpieczna w takich sytuacjach, bo emocja powoduje, że na przykład można stracić duży zarobek, można stracić duży deal, można stracić duży interes. Trzeba być graczem generalnie. Cała zabawa polega na odgrywaniu pewnej roli i właściwie wszyscy się bawią w pewien specyficzny spektakl między sobą. I ta racjonalizacja dochodzi do takiego momentu, że właściwie nie ma żadnych przeczuć, żadnych emocji. I często się zdarza, to jest bardzo charakterystyczne dla ludzi, którzy siedzą gdzieś tam bardzo wysoko na stołkach, że intuicja jest czymś magicznym dla nich. Oni nie wierzą w intuicję. Tam nie ma takiego pojęcia.
Dla nich jest w ogóle bardzo wielkim szokiem, kiedy się pojawia jakiś taki sen proroczy w cudzysłowie, kiedy nagle dociera do nich coś, co jest związane z szybszym biciem serca lub cokolwiek związane z emocją. Po prostu emocja nie istnieje. Zawsze jest takie szaleństwo, że oni w pewnym momencie przestają sobie radzić z tym wszystkim. Dlatego na przykład odsetek samobójstw wśród tych ludzi jest dosyć wysoki. I nawet może nie tyle samobójstw, bo do pewnego momentu człowiek jeszcze jest na etapie, że zamienia się w samobójcę. Ale kiedy sobie zracjonalizujesz tak wszystko dokładnie dookoła, właściwie nie tyle zamienia się w samobójcę, ile zamienia się w maszynę do zabijania. Wystarczy sobie spojrzeć na kwestie relacji tych ludzi. Jakie mają kontakty z całą resztą świata, jak wygląda ich życie rodzinne, jak wygląda cała kwestia emocjonalna w życiu. Nie jest to najlepsze. Większość z nich jest nałogowymi rozwodnikami nieustannie po prostu.
Większość z nich ma dzieci, których nienawidzą, o czym nikt oczywiście głośno nie mówi. Słuchajcie, biznesmeni nigdy nie chwalą się swoimi rodzinami. Zauważyliście? Tylko politycy są zmuszeni, żeby się chwalić swoimi rodzinami. Zawsze to zabawnie wygląda, kiedy udają, że wszystko jest okej. Jak się okazuje, tam wcale nie jest okej. Ten cały mechanizm działa w bardzo dziwny sposób. Co dalej z tą racjonalizacją, proszę państwa? Co dalej? Bo dalej mówimy o mechanizmie adaptacji, że nasza głowa się lubi dostosować do sytuacji, w której jest.
Czyli jeżeli jesteśmy w patologii, to automatycznie dopasowujemy się do tej patologii. I to nie tylko dlatego, że chcemy sobie zracjonalizować, ale idąc głębiej, bo to jest jedna rzecz, ale to wszystko się bierze stąd, że chcemy po prostu przetrwać, proszę państwa. Bo gdy się okazuje, że gdy nie jesteśmy wystarczająco racjonalni w świecie, który jest racjonalny, to jest trochę, jakbyśmy byli przysłowiową owcą w stadzie wilków. Jesteśmy jedynym nieracjonalnym człowiekiem, który podlega instynktom, a wszyscy dookoła mają plan. I plan polega na tym, żeby nas zjeść żywcem. W tym momencie musimy się zastanowić, czy przypadkiem dalej zostajemy owcą, czy też zaczniemy racjonalnie myśleć i opracujemy jakąś strategię, żeby zostać wilkiem i automatycznie wyrzucimy z siebie wszystkie te emocje, które mamy, wszystkie te fajne rzeczy i zaczniemy generalnie zagryzać i kąsać wszystkich dookoła po nogach. To jest taki klasyczny odruch tego wszystkiego i to jest taka bardzo szalona... Szalona to delikatnie powiedziawszy. To jest po prostu pułapka naszej cywilizacji. Kompletne szaleństwo.
Nawet nie wiem, jakiego słowa tutaj użyć, proszę państwa. Absolutnie. Efekt jest taki, że nakładamy jedną warstwę na drugą, na drugą, na drugą. Efekt jest taki, że wszyscy już jesteśmy tak racjonalni, tak logiczni, że nagle się okazuje, że wszyscy jesteśmy robotami i wszyscy zaczynamy zachowywać się jak stado robotów, które drepta w lewą stronę albo w prawą. I kiedy następuje do podejmowania jakiejkolwiek decyzji, wyciągamy kartkę i zaczynamy na tej kartce spisywać za albo przeciw. Zaczynamy robić strategię, zaczynamy pilnować spraw. Nawet nie jest kwestia tego, że lubimy czy nie. Po prostu życie nas do tego troszeczkę zmusza, żebyśmy siedli i opracowali strategię, ponieważ nie wiadomo, co będzie jutro. Reklama w telewizji, cała ta cywilizacja mówi, że jutro będzie, ale będzie ze strategią, że jutro będzie jakieś. Nie wiemy jeszcze jakie, ale jakieś.
I że dobrze jest mieć tą strategię. Co jest takie ryzykowne w naszej cywilizacji? Przede wszystkim wszystkie reklamy, które mówią nam, że musimy doskonale wyglądać. To jest bardzo niebezpieczne. To jest strategia. To jest absolutnie strategia, która polega na sprzedawaniu samego siebie. Właściwie nie funkcjonujemy na zasadzie emocji, że podejdziemy drugi człowiek, zrozumiemy go, wszystko będzie okej, tylko stawiamy wszystko na jedną kartę. Jak będziemy wyglądać, jak zostaniemy potraktowani, jaka będzie strategia, jaką grę będziemy odgrywać z tym człowiekiem z drugiej strony. Witam ponownie.
[59:55] - Z boleścią muszę stwierdzić, że czekam dalej na muzyczkę.
[59:58] - Man, naprawdę wyłączam. Sorry man, ale strasznie nie lubię menadżerów. Słuchajcie, mam alergię na menadżerów. Także wszystkie odruchy menadżerskie wyłączam. Żadnego racjonalizowania. Dokładnie. Także wracajmy do tej historii. I znowu się rozkojarzyłem. I tak to wygląda, proszę państwa. Nie wiem, o co tu chodzi z tym.
Dokładnie. Dobra, jeszcze rzucę. Czekajcie, tu jak zwykle się zamotałem w tej sytuacji. Ja strasznie nie lubię właśnie, bo tu trzeba już maczać strategię. Właśnie człowiek dzwoni i po prostu rozwala mi troszkę audycję i w tym momencie to jest taki przykład z życia, proszę państwa. Już mój mózg w tym momencie próbuje wymyślić jakąś strategię. Ale nie chcę mieć tej strategii, bo wiem, że to po prostu nie działa. To jakby nie w tą stronę droga. I nie chcę mieć tej strategii, bo wiem, że to jest toksyczne. Wiem, że każdy plan powoduje następny plan i następny plan, i następny plan.
To jest jak droga po równi pochyłej. Efekt domina. Bo w tym momencie, kiedy wyłączam jedną część emocji, to automatycznie wyłączam część rezonansu. Jeżeli spojrzycie na to dokładnie w ten sposób, to jest chyba najlepsze wytłumaczenie. Tak się zamotałem, ale wybaczcie mi to zamotanie. Jeżeli spojrzymy na to jako na rezonans, nasze serce produkuje jakiś zestaw rezonansów. Przypuśćmy, że jest siedem rezonansów. Jeżeli jeden z tych rezonansów, przykładowo oczywiście, proszę nie łapać mnie za słowo. Jeżeli jeden z tych rezonansów jest w tym momencie odłączony, to nasz mózg stara się wybudować połączenie pomiędzy informacją. Bo właściwie informacje, które procesuje nasza antena i odbiera z zewnątrz, działają tylko dlatego, że mamy te siedem rezonansów czy osiem rezonansów, że to wszystko funga ze sobą, rezonuje.
I wtedy ten impuls nerwowy przebiega z lewego do prawego i z prawego do lewego i wszystko jest okej. I ta emocja jest. Antena działa, wszystko działa. Natomiast kiedy wyłączamy jeden z tych rezonansów, czyli wyłączamy część naszej anteny, antena próbuje odbudować sobie ten wyłączony element. To jakbyśmy wyciągnęli puszkę z takiego dużego stosu puszek w supermarkecie i nagle one próbują się wszystkie wywrócić. Także w ułamku sekundy musimy potrzymać albo przewrócić, albo coś tam włożyć. Natura jest mądrzejsza od nas, bo natura nie jest jak ten stos puszek w supermarkecie z przysłowiowego dowcipu, że się wyciąga tą na samym dole i wszystko się rozsypuje, tylko automatycznie podmienia tą puszkę. Jak tylko wyciągniemy tą emocjonalną puszkę, to nam podmienia na racjonalny argument taki, żebyśmy się w tym wszystkim nie pogubili i nie zakopali w tym wszystkim. I ten racjonalny argument jest tylko racjonalnym argumentem, który właściwie nie działa z anteną, jest czymś logicznym, jest strategią, jest grą, którą podejmujemy z życiem, a nie naszym odczuciem, proszę państwa albo proszę ja słuchaczy i słuchaczek, dokładnie. Także tak to wygląda.
Tak to wygląda. Także za każdym razem, kiedy wyciągam sobie kolejny rezonans z głowy, kiedy wyłączam kolejną emocję, że ludzie są fajni i wszystko jest okej i wszystko działa na świecie, to dosłownie mój mózg zaczyna sobie budować takie połączenie, wkładać sobie nowy klocek w głowę, a w tym klocku nie ma emocji, nie ma empatii, w tym klocku jest strategia jak przetrwać, żeby ktoś mnie nie zdekoncentrował, jak dociągnąć do końca audycję, jak zrobić to w fajny sposób, jak nie zapomnieć kilku rzeczy, które mam do powiedzenia i tak dalej, i tak dalej. Jak będę tak wyciągał, po prostu wszystkie odłączał te swoje rezonansy, to na końcu zostanie tylko i wyłącznie strategia. I kończy się w tym momencie empatia, proszę państwa. I kończy się empatia. I tak to wygląda. Tak, tak, tak. Gdzie jest las? Gdzie jest las? Jest i las.
A wy słuchacie dzisiaj hiperprzestrzeni w Radiu Nafali, retransmitowanie w Radiu Paranormalium. W ogóle potem słuchaczy i Radia Nafali i Radia Paranormalium tak się zagadałem, że ciągle przerywają i próbują wybić z wątku. Dobra, wracam do całej historii. Słuchajcie, bo tu jest wiele interesujących spraw dookoła tego, w jaki sprytny sposób nasz mózg próbuje przeskoczyć brakujący element. Jak wyciągniemy mu kawałek emocji, to próbuje to zabudować w jakikolwiek sposób i z reguły najszybciej zabudowuje jakąś logiczną refleksją od punktu A do punktu B, owym właśnie racjonalizmem. Dlatego tak niebezpieczna jest ta cywilizacja, która jest oparta na autorytetach. Dlatego tak w ogóle ryzykowne są wszelkie możliwe autorytety, czyli ludzie, którzy opowiadają nam o swoim doświadczeniu. W sensie jako jedynym, jako doświadczeniu najważniejszym, że wszystkie nasze doświadczenia powinny być, że tak powiem, dokładnie takie same jak ich, że właściwie nie powinniśmy mieć swoich własnych doświadczeń, nie powinniśmy mieć swoich własnych wizji, tylko powinniśmy wierzyć w autorytety. Powinniśmy wyznawać tylko i wyłącznie wizje innych ludzi. I to jest taki klasyczny problem tej cywilizacji właśnie.
To w ogóle jest kwestia związana dokładnie z tym polem morfogenetycznym, tym, że jak coś jest nie tak i czujemy, że coś jest nie tak, to pojawiają się te autorytety, które nas klepią po plecach i mówią: „Nie, nie, wszystko jest okej, to jest naprawdę okej, tak powinno być. Taka jest logika tego systemu”. A tu się okazuje, że właściwie żadnej logiki nie ma. To jest tylko i wyłącznie, że tak powiem, iluzja i gra prowadzona samemu ze sobą głównie, tudzież samemu z innymi ludźmi. O co chodzi z tą medytacją? To wrócę do samego początku, bo zacząłem od tej medytacji i tego, co się dzieje z ludzkim mózgiem. Bo właściwie jak sprawdzimy sobie, co się dzieje, kiedy zaczynamy racjonalizować wszystko dookoła, to tak jak w przypadku medytacji, kiedy odpuszczamy te racjonalne myślenie, zaczynamy się koncentrować na naszym oddechu, zaczynamy dopuszczać do siebie świadomość tego, że właściwie nie musimy mieć żadnej specjalnej myśli w głowie, żadnej specjalnej strategii na oddychanie, bo oddychanie jest czymś naturalnym i właściwie nie trzeba żadnej strategii. Można sobie po prostu pooddychać. Bez robienia planu na oddychanie. Taka zwykła, prosta rzecz.
Mózg się rozwija, wtedy mózg się rozwija. Zaczynają się, że tak powiem, powiększać nasze obszary działania w głowie. Nasza antena zaczyna odbierać coraz więcej sygnałów i wszystko zaczyna być naprawdę super i zaczynamy, że tak powiem, całkiem zdrowo się zachowywać. Jak zwykle las. A kiedy wskakujemy do owej racjonalizacji, to dzieją się rzeczy, które właściwie wykańczają nasz mózg. Zaczynają znikać płaty czołowe. Znaczy aktywność w płatach czołowych naszego mózgu. Zaczyna pojawiać się stres. W ogóle taką rzeczą, która jest bardzo mocno związana właśnie z racjonalizacją, jest przede wszystkim taki stres, tylko taki urazowy stres, taki bardzo mocny. Bo w tym momencie, kiedy już nie ma właściwego rezonansu w głowie, kiedy jest już tylko logika, czyli próbujemy się sami przekonać do tego, że to, co robimy, ma sens, żeby nie zwariować, bo do tego się to wszystko sprowadza, żeby dać jakiś tam impuls do naszego mózgu, żeby mógł to mielić cały czas i żeby nie stanął w jednym miejscu, żeby nie było takiej sytuacji, że po prostu staniemy, wypuścimy wszystko z rąk i się przewrócimy na plecy.
Po to są potrzebne wszystkie autorytety, po to jest potrzebna cała racjonalizacja. Po to jest potrzebny cały ten system, po to działa telewizja, po to działają reklamy, po to działają gazety, które nas mają przyzwyczaić do tego, że rzeczywistość jest, jaka jest i że nie można jej zmienić. Albo że to jest rzeczywistość przede wszystkim, że musimy wszyscy grać w tą samą grę, że wszyscy musimy kupić, sprzedać tego newsa. Ten news nas determinuje. Zaczniemy szukać racjonalnych strategii na to, jak to wszystko rozwiązać i przestajemy widzieć siebie w tym wszystkim. Takim świetnym kolejnym przykładem, oprócz tego, że ja się tutaj próbuję skoncentrować dzisiaj na audycji, jest chociażby przykład tego, co się dzieje aktualnie za wschodnią granicą Polski. Jest rewolucja obywatelska, można powiedzieć. Jest wiele rzeczy dookoła tej rewolucji obywatelskiej związanych z działaniami CIA i działaniami szpiegów z Rosji. Zainteresowanych jest jak zwykle wiele ze wszystkich możliwych stron, ale przede wszystkim na miejscu są ludzie. Ludzie, którym nie zawsze dzieje się dobrze.
Czasami ci ludzie giną, dzieją się bardzo drastyczne, czasami dantejskie sceny. Przynajmniej się działy. Mam nadzieję, że już ich więcej nie będzie. Co się działo z nami w tym momencie? Wielu z nas zaczęło automatycznie racjonalizować sobie. Okazuje się, że z powodu braku empatii, w której dorastamy, nagle nasz mózg zaczął wkładać inne cegiełki w głowę i zaczynamy racjonalizować. Już przestajemy widzieć ludzi. Zaczynamy widzieć strategię, że ten do tego, ten do tego. Klasycznym przykładem choroby psychicznej ludzi opętanych chorobą psychiczną są politycy, którzy właściwie nie zajmują się pomaganiem komukolwiek w czymkolwiek, tylko zajmują się snuciem strategii, jak opanować sytuację i jak ją wziąć pod kontrolę. W języku angielskim jest nawet taki specjalny termin określający ludzi posiadających tą dysfunkcję mentalną, bo to jest właściwie choroba psychiczna.
Nazywa się freak control. Tłumacząc na polski, to jest ktoś, kto ma kompletnego jobla na punkcie kontrolowania wszystkiego i wszystkich. Dokładnie. Nic więcej, nic mniej. I to się bierze stąd, że ten człowiek ma w głowie tylko i wyłącznie racjonalne argumenty, tylko racjonalną historię, tylko racjonalizm, tylko fakt od A do B. Jeżeli nie ma faktu, to nie ma przeczucia. Nie ma czegoś jak współczucie, nie ma czegoś jak drugi człowiek. Wszystko jest produktem. I tu musimy wrócić troszeczkę do kolejnej rzeczy, o której mówiłem na początku, czyli do czucia się jako dodatek do rzeczywistości, bo to jest bardzo niebezpieczna sprawa, w której dorastamy. Uczy się nas od dziecka, że mamy pasować do jakiejś rzeczywistości, że mamy budować swój wizerunek samego siebie.
Masa dzieciaków w dzisiejszych czasach ma wręcz obsesję na punkcie brandowania siebie, na to, żeby zrobić z siebie markę. Jest to bardzo popularne wśród tak zwanych młodych biznesmenów w dzisiejszych czasach, którzy próbują zamienić się w kogoś, kto znaczy więcej niż jest. Ponieważ tym ludziom się wydaje, że to, że są zwykłymi ludźmi, jest za mało w tym wszystkim, że muszą być kimś więcej, że to im nie wystarczy, że koniecznie muszą mieć swoje własne logo. Koniecznie muszą mieć swój własny produkt, który jest sygnowany na przykład ich nazwiskiem albo czymkolwiek. I dopiero wtedy, kiedy mają ten produkt i jeszcze muszą ten produkt z sukcesem sprzedać innym ludziom. Ale nie tylko sprzedać. Inni ludzie muszą się zacząć identyfikować z tym produktem. Dopiero wtedy oni są syci. Dopiero wtedy ten mechanizm powoduje, że oni twierdzą, że czują się usatysfakcjonowani. W rzeczywistości żaden z tych ludzi nie czuje się usatysfakcjonowany, bo jest to mechanizm taki jak domino.
Jak wspomniałem wcześniej, jak się pchnie jedno, to wszystko leci po kolei. Tam nie ma opcji, żeby to się wszystko zatrzymało. I w tym momencie ten policjant w środku nas wyłącza automatycznie wszelkie możliwe kwestie związane z emocjami i przeczuciem. Bo jak ma działać przeczucie? Jak ma działać emocja w nas? Jak ma nasze serce działać, moi drodzy, kiedy wszystko, z czym się identyfikujemy, jest kawałkiem plastiku, kawałkiem loga nadrukowanym na papierze, kawałkiem czegoś, naszym portfelem, naszym statusem przede wszystkim w społeczeństwie. To jest kolejny wytrych naszej cywilizacji, że opanowaliśmy do perfekcji zjawisko statusu społecznego. Czyli generalnie wszyscy się bijemy, chcemy czy nie, o lepszy status, o to, żeby być wyżej niż sąsiad albo wyżej niż ten następny sąsiad, albo jeszcze jakoś tak. A to wszystko dlatego, że brak intuicji, brak sprawnie działającej anteny w głowie, czyli naszego mózgu na emocjach, na tym rezonansie czy rezonansach, które idą z serca, powoduje, że tracimy zaufanie. Dlaczego tracimy zaufanie?
Ja mam taką teorię. Nie jestem tu oryginalny i bardzo odkrywczy w tych teoriach. To jest naprawdę bardzo znana historia. Powtórzę po kimś. Już nie będę mówił, bo autorów jest bardzo wielu. Kiedy wyłączy nam się antena w głowie, czyli nasz mózg i te racjonalne klocki zaczynają zastępować te elementy, które powinny być bardzo organiczne i te, które powinny reagować na zasadzie biofeedbacku ze światem zewnętrznym. Kiedy już tylko żyjemy iluzją, mózg nie działa, przestaje działać i znika pojęcie percepcji pozawerbalnej, można powiedzieć paranormalnej, czyli odczuwania tego pola morfogenetycznego. Okazuje się, że jesteśmy na przykład w stanie zabić przeczucia jakiekolwiek dotyczące na przykład tego, że koleś jest zły i nie powinniśmy robić z nim interesu, bo jest na przykład zbrodniarzem. Czyli wiemy o tym, że facet wydaje pieniądze na mordowanie ludzi na drugim końcu świata, ale podajemy mu rękę, robimy z nim interesy i wydaje nam się, że jest okej, ponieważ nasz racjonalny umysł mówi: „To jest okej. W końcu zarobiliśmy pieniądze i jest dobrze.
Zrobiliśmy coś pożytecznego dla siebie, dla świata”. W rzeczywistości nie robimy nic pożytecznego poza niszczeniem się nawzajem, samych siebie. Ja już nie wspomnę o tym, co się dzieje dalej z tymi pieniędzmi. To już w ogóle inna historia. Ale niszczymy sami siebie, bo w tym momencie wyłączamy te wszystkie rezonansy i to jakbyśmy wyjmowali z takiej dużej centrali kabelki jeden po drugim, jeden po drugim, jeden po drugim i ta centralka przestaje w ogóle działać. Przestaje odbierać sygnały z zewnątrz, bo już właściwie nie ma żadnego kabla, po którym by ten sygnał przeszedł. Głównym sygnałem, dzięki któremu funkcjonujemy, jest zaufanie. Właściwie cała cywilizacja i wszystkie sprawy dookoła funkcjonują tylko dzięki zaufaniu. To jest to, co łączy rodziców i dzieci. To jest coś, co łączy przyjaciół.
To jest ta niesamowita intuicja. To jest coś, czego się nie da zmierzyć. Już powoli się daje zmierzyć. Polecam książki Ruperta Sheldrake'a. Jest tam masa eksperymentów naukowych, które mówią o polu morfogenetycznym, o tym, jak to jest mierzone w fizycznym świecie, bo można to zmierzyć, można zrobić masę eksperymentów i są robione cały czas. Są cały czas grupy badawcze w Cambridge, które się tym zajmują, także nie ma z tym absolutnie problemu. Ale co się okazuje? Że taki umysł, który jest tak racjonalny, już nie ufa nikomu, ponieważ gry opanowują nasz umysł. To jest jakbyśmy wyciągnęli wszelkie możliwe kable i zastąpili to jakimś planem na papierze. Jak tu żyć w takiej sytuacji, kiedy wszystko jest wyłącznie strategią?
W tym momencie człowiek obok jest strategią, człowiek za plecami jest strategią, człowiek przed nami jest strategią i człowiek nad i pod nami jest strategią. I pies jest strategią. Wszystko jest strategią. Całe życie jest strategią. Kończy się na tym, że kiedy stoimy naprzeciwko lustra i się patrzymy na siebie samych, to nie widzimy nic innego jak tylko strategię, jak tylko obraz, do którego chcemy dążyć. Coś, co chcemy mieć, kim chcemy być. To taki klasyczny przypadek. Brak zaufania to wyłączona antena. I tu się okazuje, żeby to wszystko odzyskać, żeby to wszystko działało, wygląda na to, że musimy wyłączyć tę cywilizację, przynajmniej wyłączyć te mechanizmy racjonalizacji, racjonalizowania sobie wszystkich tych szalonych rzeczy w życiu, które doprowadzają nas do psychoz maniakalnych, że próbujemy wszystko zaplanować. To też się bierze z kilku innych rzeczy, o których na razie dzisiaj nie będę mówił.
To też zostawię na inny odcinek, także tutaj już nie motać tego wszystkiego dzisiaj. Wrócę jeszcze do archetypów. To jest intrygująca rzecz w tym wszystkim. Bo o co chodzi z tym zaufaniem? Tak zamotałem trochę. Zaufanie, czyli to, w jaki sposób funkcjonuje nasza głowa. To, że antena odczuwa intuicje innych ludzi. To, że kiedy podchodzimy do kogoś, automatycznie wyczuwamy, czy jest to osoba, która nam zwyczajnie sprzyja, czy też nie do końca, czy też pasuje po prostu. Bo to też nie chodzi o sprzyjanie, bo to nie jest kwestią ani gry, ani strategii, tylko chodzi o dopasowanie rezonansem, że czujemy, że ta osoba jest nam pokrewna. Czujemy, że to jest bratnia dusza.
I kiedy wyłączymy tą część mózgu, czyli te przednie płaty czołowe, które się automatycznie wyłączają, kiedy zaczynamy być w głębokim stresie związanym z życiem według planu, automatycznie przestajemy odczuwać. Nie tyle odczuwać, ile tracimy wyczucie tego, z kim tak naprawdę obcujemy dookoła. I nagle zaczyna się okazywać, że obcujemy z bandą psychopatów zupełnie nieświadomie. Stąd się też biorą takie sytuacje, że dookoła bardzo fajnych, w sumie racjonalnych ludzi jest bardzo dużo szaleńców. I się okazuje, że bardzo racjonalni ludzie robią bardzo szalone rzeczy związane z krzywdzeniem innych ludzi. Kolejna historia to jest oczywiście trening wojskowy. To jest kwestia tego, jak wychować człowieka w taki sposób, żeby zapomniał o swoich przeczuciach, o swoich emocjach, tylko wyłącznie reagował na rozkaz wydany przez tak zwany autorytet. Czyli generalnie wszystko musi być racjonalne. I ten racjonalizm jest takim prostym mechanizmem, że ja jestem na dole, on jest na górze i każdy rozkaz musi być wykonany. Ja nie myślę, on myśli za mnie.
Nie mogę nic czuć, ponieważ kiedy będę coś czuł, to stanę się indywidualnością. A wiadomo, że indywidualność jest zaprzeczeniem słuchania się jakiegokolwiek autorytetu, bo w tym momencie już nie ma autorytetów. Jesteśmy sami skazani na swoją własną decyzję, sami skazani na znalezienie odpowiedzi w swojej własnej głowie. Co zrobimy z tą sytuacją? Jak ją rozładujemy? Już nie możemy polegać na żadnym autorytecie, bo autorytety po prostu nie zrobią tego za nas. Nie siedzą w naszej głowie. I jest to sytuacja, której po prostu nie jesteśmy w stanie obrobić samodzielnie. Stąd się bierze taki gigantyczny stres pourazowy wśród żołnierzy wszelkiego rodzaju, którzy uczestniczą we wszystkich tych szalonych ludobójczych wojnach. Nie są to normalni ludzie już po powrocie z tej wojny.
Wymagają mocnego leczenia i nie radzą sobie. I to nieradzenie sobie polega na kompletnym zaniku jakiegokolwiek instynktu. Ci ludzie się po prostu boją panicznie na przykład uderzenia w stół, bo im się kojarzy z lecącą kulą obok. Boją się wielu innych rzeczy. Jest masa opowieści do tego, można wziąć sobie podręcznik medycyny i poczytać sobie wszystkie przypadki stresu pourazowego, które wynikają z obecności na froncie i strzelania do siebie nawzajem. Ja tu nie będę przytaczał tego, bo literatura medyczna jest tak potężna na ten temat, to musiałbym chyba spędzić miesiąc czasu, czytając wszystko na ten temat. Ale generalnie wyłącza się jakiekolwiek zaufanie. Wyłącza się intuicja. Bo czym jest intuicja? Intuicja jest właściwie tym właściwym instynktem, który pozwala nam rozpoznać, czy świat dookoła jest przyjazny, czy jest nieprzyjazny.
I kiedy wyłączymy ten element, to co tu dużo mówić, ładujemy się na minę, a właściwie ładujemy się w sytuację jeszcze gorszą, bo ładujemy się w sytuacji, kiedy nie wiemy, czy to jest mina, czy nie i zaczynamy lawirować pomiędzy sytuacjami bez kompletnej świadomości, czy one są dla nas toksyczne, czy rozwijające, czy są wspaniałe, jakiekolwiek one są. Po prostu już tego nie czujemy. Wiemy tylko, że wykonujemy podróż związaną z naszym planem, który mamy gdzieś spisany na kartce papieru od punktu A do punktu B. I to wszystko, co wiemy na ten temat. Bo gdybyśmy włączyli na moment naszego prawdziwego autopilota, którym są nasze emocje, nagle by się okazało, że cała ta podróż, w której jesteśmy, jest gówno warta i tak naprawdę to, co powinniśmy teraz zrobić, to wyłączyć ten samochód Wysiąść z niego i pójść w zupełnie inną stronę, z dala od drogi, autostrady, gdzieś, gdzie zachodzi słońce na horyzoncie. Kolejną ciekawą rzeczą związaną z tym, jak nasz mózg próbuje to zrekompensować i jak to działa, to są prawdopodobnie, przynajmniej takie są aktualnie teorie medyczne, to są kwestie wylewów do mózgu. Człowiek, który ma problem emocjonalny, ma bardzo duże prawdopodobieństwo, że trafi go szlag właśnie w ten sposób. Są na to różne teorie, a jedna z bardzo interesujących teorii to jest teoria mówiąca o tym, że jesteśmy zjawiskiem elektromagnetycznym. Każdy rodzaj emocji, każdy rodzaj pracy naszego mózgu, bo emocja to jest jeden rodzaj, a racjonalizowanie to jest drugi rodzaj, to jest po prostu praca z naszym mózciem, ma inny rodzaj częstotliwości, inny rodzaj potencjału elektrycznego. I kiedy się okazuje, że różnica pomiędzy tymi potencjałami jest zbyt duża, następuje wyładowanie gigantyczne tych energii.
One gdzieś muszą pójść, coś się musi z tym stać. Kiedy jest to wyładowanie, nasz mózg po prostu przestaje działać. To tak, jakbyśmy sobie zrobili zwarcie w głowie. Z jednej strony ładujemy gigantyczną ilością racjonalnych argumentów, które kompletnie zaprzeczają temu, co czujemy w sercu na temat tego, jak powinniśmy funkcjonować dookoła. Klasyczny przykład kolejny. Idziemy sobie ulicą, widzimy po jednej stronie gigantyczny supermarket. Wiemy, że ten supermarket codziennie wyrzuca tony jedzenia, które są normalnie sprawne, ale pieczątka z datą się już nie sprawdza i to jedzenie trzeba wyrzucić i zaorać. A naprzeciwko tego supermarketu siedzi głodny człowiek, który cokolwiek byśmy nie mówili, odłóżmy nasze gierki, strategie i kombinowanie, kim jest i dlaczego nie ora w biurze przez osiem godzin dziennie i nie pracuje na chwałę Bilona z Babilonu. On po prostu tam siedzi, jest głodny, chciałby coś zjeść. I ci kolesie z drugiej strony muszą to wyrzucić.
Wyobraźcie sobie, co się dzieje z człowiekiem, kiedy musi dealować taką rzeczywistość. To jest zwykły stres pourazowy. My oczywiście tego nie mówimy głośno, bo ciężko by było powiedzieć, tak głupio by brzmiało, że wszyscy są na wojnie i wszyscy aktualnie mamy posrane w głowach i wszyscy próbujemy przetrwać w jakimś szaleństwie kompletnym i sobie zracjonalizować to szaleństwo. Ale dokładnie to jest ten moment. Nasze serce dokładnie wie, bo łączymy się anteną z tym człowiekiem, czujemy jego niedolę. Jesteśmy takimi samymi ludźmi jak on. Czujemy się dokładnie na tym samym poziomie, bo nigdy nie będziemy na innym. Jesteśmy tą samą istotą, tym samym człowiekiem, to samo DNA. Nie jesteśmy wiewiórką ani on nie jest wiewiórką. Także wszystko się zgadza, ale wiemy, a z drugiej strony racjonalnie jest strategia, że on nie może przetrwać, ponieważ to, co my wyprodukowaliśmy, musimy wyrzucić.
Jak to pogodzić? Nie ma takiej opcji, żebyśmy to mogli pogodzić. Stąd się biorą wszystkie te historie dookoła. To nie jest tak, że tylko na wojnie jest stres pourazowy. Jeżeli się przyjrzycie rzeczywistości dookoła, na cywilizację, którą sobie wybudowaliśmy, to właściwie żyjemy w takim nieustannym stresie pourazowym. Wszystko, co widzimy dookoła, jest zaprzeczeniem jakiegokolwiek ludzkiego instynktu, który gdziekolwiek mógłby funkcjonować. Po prostu to nie działa na co dzień. Absolutnie. Wszystko dookoła jest zaprzeczeniem, jest strategią. Jest pan, który stoi z kartką i sprawdza, czy przypadkiem wszystkie produkty z półek zostały wyrzucone do kubła, bo one nie mogą zostać zjedzone przez nikogo, ponieważ ktoś je wyprodukował, ktoś musi zapłacić, tam się gra musi odbyć, ktoś musi na tym zarobić i tak dalej.
Nawet nie chcę w to wnikać, bo to jest bardzo ważne. Nie wiadomo dlaczego, bo to i tak zostanie wyrzucone i tak zostanie zniszczone. To już jest taka abstrakcja. Ale dalej jest ta gra. Gra na papierze, gra, żeby wypełnić jakiś plan od punktu A do punktu B. A z drugiej strony siedzi taki sam człowiek. Jak to pogodzić? Wszyscy przechodzimy tymi ulicami, patrzymy na te sytuacje i wydaje nam się, że to nie nasz problem, to nie nasza sprawa i nas to nie obchodzi. Ale brutalna prawda jest taka, że nawet jak wyłączymy wszelkie cegiełki związane z tym rezonansem emocjonalnym, z tym prawdziwym rezonansem w naszej antenie, czyli w naszym mózgu, to nasze serce dalej odczuwa ten rezonans, bo człowiek jest jak cała wielka antena. To nie tylko mózg jest wielką anteną i my ciągle to czujemy.
Wystarczy, że przejdziemy obok takiego kolesia i czujemy, że coś jest nie tak z tym. Nie potrafimy tego zlokalizować, bo nasz logiczny, racjonalny umysł przesunął to wszystko i powiedział: „Nie, on po prostu nie chodzi do pracy, on po prostu nie chce, on się leni, on woli tu siedzieć na ulicy. Niech zdycha z głodu”. Ale wiemy, że coś jest nie tak z tym wszystkim. Tak to wygląda, proszę państwa. Zgubiliśmy zaufanie przede wszystkim chyba do samych siebie i do czucia samego siebie. To, o czym chciałem powiedzieć, żebyśmy uważali troszkę na to, jak budujemy tą cywilizację, ponieważ bardzo łatwo jest zbudować samemu pułapkę na samego siebie i zacząć programować się od środka w bardzo dziwny sposób, doprowadzając do kompletnego szaleństwa. Zresztą co tu dużo mówić, wystarczy wyjść na ulicę każdego dużego, cywilizowanego miasta na świecie i zobaczymy dokładnie taką rzeczywistość jak na wojnie. Tylko że nikt do siebie nie strzela ołowiem. Przynajmniej nie wszędzie.
W niektórych miastach tak. Mam nadzieję, że już nikt nie będzie strzelał. Strzelamy do siebie z czegoś zupełnie innego. Myślę, że o wiele gorszego. Strzelamy do siebie z racjonalizmu, który nas eksterminuje. Ponieważ racjonalny umysł mówi, że ten człowiek musi coś zrobić, żebyśmy mu coś dali, że nie można się podzielić z człowiekiem bez idei. Stąd się wzięło słynne powiedzonko, że nie ma darmowych lunchy. To jest przejaw kompletnej choroby psychicznej, że człowiek nie może dać z siebie czegoś tak zwykle od serca. Dlatego myślę, że cokolwiek by nie mówić, proszę państwa, jeżeli nie można użyć substancji psychoaktywnych, to może dobrze, żeby zacząć troszeczkę ćwiczyć medytację i jakieś działania rzemieślnicze sobie robić, które się bardzo lubi, zacząć uprawiać swoje własne hobby. Medytować do tego i medytować.
Może ten mózg się troszeczkę odkorkuje. I zaczniemy dzięki temu odczuwać troszeczkę więcej emocji i trochę więcej współczucia dla innych. I może dzięki temu zaczniemy zmieniać ten system trochę. Może nie tyle zmieniać, bo tu nie ma co zmieniać za bardzo, jest wszystko do wyrzucenia, nawet nie ma nic do remontu. I zbudujemy coś nowego, gdzie przestaniemy się bać przede wszystkim sami siebie. Tego, że komuś pomagamy bezinteresownie. Bo to jest fenomen. Zaczęliśmy się bać, że pomożemy komuś bezinteresownie i to spowoduje jakąś bardzo niebezpieczną interakcję ze światem. I że w tym momencie coś stracimy. Coś, czego i tak nie ma.
Właściwie nie mamy nic do wygrania, nie mamy nic do przegrania, ale umysł cały czas pracuje, cały czas buduje tą racjonalną rzeczywistość. „Ale jak mu dam darmowy lunch, to może pójdzie za mną i będzie szedł za mną”. Rozumiecie? Wszystko takie szalone kompletnie. Za i przeciw, za i przeciw. A to jest człowiek, który po prostu chce się najeść. Nie musimy z nim, że tak powiem, spędzać całego życia. Po prostu zjedzmy coś razem i to wszystko. Pogadajmy. Pogadajmy o nie wiem, o karabinach, pogadaj o czymkolwiek i najedzmy się, żebyśmy wszyscy byli przynajmniej najedzeni.
Zacznijmy od takiej zwykłej sprawy, żeby nikt nie był głodny na tym świecie, skoro nie musi być głodny. Myślę, że medytacja byłaby dobrym momentem, żeby zacząć to wszystko. Jeżeli ktoś się boi substancji psychoaktywnych, jest to świetny start do takiej terapii substancjami psychoaktywnymi jak LSD. Ja w ogóle polecam bardzo medytację połączoną z LSD. To dla tych, którzy są na tyle odważni i się znają na sprawie. Ja tu oczywiście nie namawiam nikogo. To jest tylko dla zaawansowanych i odważnych, którzy wiedzą, o co chodzi. Wybija to troszeczkę z takiego rytmu bycia robotem, z takiej pułapki autorytetów, pułapki pośredników, pułapki tego, że sobie racjonalizujemy coś. Pułapki, że żeby odczuć duchowość, to tylko w niedzielę i do jednego dużego budynku wszyscy się schodzimy. I to jest wtedy duchowość nasza.
To są wszystko pułapki autorytetów, pułapki racjonalizacji, za i przeciw, wszystkich tych szaleństw. No i efekt jest taki, że nie radzimy sobie. Absolutnie nikt sobie tutaj nie radzi. No i tyle. Myślę, że czas najwyższy zmienić, moi drodzy. Zmienić. Ja może jakąś muzyczkę puszczę à propos tych wszystkich zmian. Dokładnie, żeby nie było tak, że zmieniamy bez muzyczki, prawda? Czekajcie, ja tak zwykle, taka zamota w tym wszystkim. Mało racjonalny jestem i powiem wam szczerze, że bardzo mi się podoba to, że gubię swój racjonalizm.
Oczywiście nie jest to łatwe w takim świecie, gdzie wszyscy są racjonalistami. Trudno, słuchajcie, taki mój chleb. Ale prawda jest taka, że im jest nas więcej, więcej nieracjonalnych ludzi, to świat będzie normalniejszy. Tak mi się wydaje. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” transmitowanej w Radiu Nafali, radionafali.com, a oprócz tego retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Tutaj mówię wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, bo czasami zapominam wszystkich pozdrowić. Także pozdrawiam wszystkich serdecznie. Wiem, że tam też jest czat i tam też siedzą, także pozdrawiam wszystkich bardzo mocno z całego serca i wszystkich na czacie Radia Nafali pozdrawiam. Tam widzę dyskusja się wywiązała. Słuchajcie, to ja generalnie dalej z tą opowieścią, bo to już ostatnie minuty tej „Hiperprzestrzeni”.
Ja chcę powiedzieć o bardzo ciekawej rzeczy, którą ja uważam za jedno z największych moich prywatnych odkryć w dziedzinie radzenia sobie z tym szaleństwem racjonalnego świata. To nie jest też oryginalny pomysł. Po prostu nauczyłem się od innych. Moim zdaniem takim lekarstwem najlepszym, jedynym, poza oczywiście substancjami psychoaktywnymi i tak dalej, o tym wszystkim, o czym mówiłem w poprzednich dwóch odcinkach tego tryptyku, o tym, co siedzi w naszej głowie, troszeczkę o tych lękach, jest pomysł, który przyszedł z Tybetu i nazywa się mandala. Bo nawet mnisi tybetańscy, którzy siedzą i medytują przez całe życie, żeby nie czuć się połączonym z tą rzeczywistością, żeby nie być sklejonym z czymkolwiek. Żeby po prostu nie ulegać tej iluzji, że ten stół jest ich, że to jest ich, że to jest tamto i że jak to jest ich, to oni są tym, że to ich determinuje. Znam wielu ludzi, którzy mówią: „Stary, ja jestem tym, co mam”. I to brzmi jak tragedia. I to jest naprawdę moment, kiedy ja zaczynam się zastanawiać. Kurczę, polecić jakiegoś dobrego lekarza?
Nie wiem, co zrobić. Robi się mi zawsze smutno w tym momencie, bo to jest takie przerażające świadectwo, jak nisko upadliśmy, że właściwie nie rozmawiam z człowiekiem, tylko z robotem, który myśli, że jego życiem jest wykonywanie jakiegoś programu związanego z zarobieniem kolejnego miliona albo cholera wie co. A to jest robot. Ciężko tutaj. Pomagam tylko tym, których wybieram. Kolejny trik, kolejny program, kolejny software, który mówi: racjonalizuję, ponieważ moje serce już nie działa, ponieważ już nie czuję niczego. Muszę wybierać. Szaleństwo. I mnisi, żeby nie wpaść w ogóle w taką pułapkę, bo każdemu to grozi, bo tak jest skonstruowany nasz umysł. Po prostu automatycznie głowa sobie buduje te połączenia neuronowe, czy z nich korzystamy, czy nie.
Rach-ciach-ciach. Go, ready. Nic na nich nie czeka. To nie jest taka sytuacja, że siedząc na dupie coś się zmieni, że to w ogóle samo się wydarzy i tak dalej. Natura jest nieubłagana i nie ma miejsca na próżnię. Jeżeli my siedzimy, to coś innego się buduje. Jeżeli robimy, to się buduje to, co robimy. Drzewo nigdy nie czeka na następną wiosnę. Jeżeli jest wiosna, to po prostu automatycznie kiełkuje. Nigdy nie czeka na zimę, żeby zrzucić wszystkie liście.
Robi to jesienią. Natura jest bezwzględna pod tym względem. Tylko my jesteśmy takimi szaleńcami, którzy mówią: ale to nie, to może jutro albo pojutrze, albo to zrobimy, a tego nie, bo to szalone strategie. Szaleni stratedzy, bym powiedział. No i co mają mnisi na to? Oni generalnie wiedzą, że mózg tak działa, że bardzo łatwo wpaść w tą pułapkę i się tak zapętlić jak taki zwierzak, który biega za swoim własnym ogonem, tak jak nasza cywilizacja. No i usypują mandalę. Co to jest mandala? Mandala to jest... Nie będę się wbijał, konkretnie tłumaczył.
Pewnego dnia konkretnie o tym opowiem, bo jest cała historia z tym związana i tak dalej. Już mamy tyle czasu, że nie będę wskakiwał, tylko wam powiem, jak to wygląda. To jest taki wzorek, który się usypuje z kolorowego piasku. Piasek jest barwiony na odpowiednie kolory i tych kolorów jest tam ileś. Każdy ma odpowiednie znaczenie i tak dalej. I to jest taki piękny wzór. Jest usypywany przez mnichów, bardzo duży. Raz na jakiś czas zbierają się mnisi i podczas medytacji rozsypują z takich małych, fajnych... Sypią ten wzorek z piasku na podłodze. On jest w ogóle niesamowity.
Jest szalenie precyzyjny, kolorowy. Wygląda to naprawdę niesamowicie. Nazywa się to mandala. Trwa to w cholerę długo i to jest taka robota młota, bym powiedział. I to jest chyba najlepsze lekarstwo. Bo trzeba skupić całą intencję, całą uwagę, żeby się nie pomylić, bo jest to tak precyzyjne i tak żmudne. To się po prostu z piasku usypuje. To nie jest tak, że można poprawić, przesunąć palcem w lewo, w prawo. Nie, to jak się sypnie, to już tak zostaje. I tak człowiek wysypuje taki gigantyczny pattern, taki wzorek, który ma na przykład takie koło o średnicy dwóch metrów.
I to jest niesamowicie kolorowe, wzorzyste. I to jest cała teologia z tym związana. O tym nie będę mówił. Na czym polega zachowanie zdrowia psychicznego przy wysypywaniu tej mandali? Na końcu ta mandala jest niszczona, ten cały piasek jest zamiatany specjalnymi miotłami. Wszystko jest zbierane na jedną kupkę i jest wyrzucane na cztery strony świata. To, co zostaje z mandali, ten kawałek tego piasku, który jest wymieszany razem, się rozsypuje wśród wyznawców, wśród ludzi, którzy byli obecni dookoła tej ceremonii. Każdy dostaje swój kawałek. Mnisi nie zostawiają sobie nic. I myślę, że to jest tak piękna i cudowna praktyka.
Ja ją stosuję generalnie. Chodzi po prostu o robienie rzeczy za darmo i robienie rzeczy z intencją dania komuś bez jakichkolwiek oczekiwań. Żeby się pozbyć czegokolwiek. W sensie nie rozdawać ostatnią koszulę, żebyśmy zamarzli, bo nie mówię o patologii. To nie chodzi o bycie kompletnym świrem, tylko mówię o robieniu, daniu z czegoś siebie za darmo innym ludziom, tak zwyczajnie, w prezencie, bez żadnej potrzeby. Ja nie chcę nic w zamian. Daję ci, człowieku. Spędziłem nad tym miesiąc czasu, sypiąc ten wzorek po to, żeby było fajnie przez parę minut, to wszystko. Nic więcej. I następnie ten wzorek jest rozsypywany.
Tylko o to chodzi. Nic więcej. Zrobić coś w intencji, właściwie bez żadnej... Jest intencja. Intencja jest taka, żeby zrobić coś, co ucieszy wszystkich ludzi dookoła, coś, co ucieszy cały świat, a nam nic nie da, poza tym, że się namęczymy i to zrobimy. To jest taka praktyka buddyjska, można powiedzieć, żeby zrobić coś, z czego sami nie mamy absolutnie żadnego pożytku. Nie najemy się tym, nie wyśpimy się od tego lepiej, nic się lepiej z nami od tego nie stanie. Ale ktoś będzie miał z tego frajdę. I tylko o to chodzi. I ta frajda być może wróci do nas w postaci emocji, która odblokuje tą część anteny i wyrzuci te klocki, które się nazywają racjonalnym myśleniem i zaczniemy myśleć emocjami.
I na tym polega cała zabawa, żeby raz na jakiś czas wziąć i usypać w swoim życiu mandalę. Oddać coś światu, ludziom dookoła, za darmo, bez oczekiwania czegokolwiek, bez żadnych oczekiwań, bez żadnej strategii. Nie zastanawiać się, czy należy pomóc temu, czy tamtemu, czy śramemu. Daj to, co chcesz dać ludziom i nie kalkuluj. Nic więcej. Po prostu oddaj to wszystko i najlepiej zrób to ręcznie od początku do końca, tak żeby twoja intencja była w to zaangażowana. I to jest, myślę, doskonałe lekarstwo. I skoro ludzie, którzy mają czas na to, żeby przez całe życie medytować i naprawdę ich świadomość samych siebie jest potężna. To nie jest medytacja w europejskim stylu, gdzie człowiek po biurze idzie sobie na lekcję jogi, na medytację, tam sobie pół godzinki posiedzi i tak dalej. Nie, nie.
Ci ludzie wstają rano, medytują przez cały dzień. Całe życie jest podporządkowane pod koncentrowanie, definiowanie swojej uwagi. I ci ludzie, którzy mają niesamowitą higienę psychiczną, ci wiedzą, że ta pułapka zawsze istnieje na nas. To są te wszystkie demony, które są wizualizowane w postaci tych niesamowitych masek w buddyzmie. To są te pułapki, które nas czekają, kiedy zapomnimy o tym, że świat nic od nas nie wymaga i my też nie powinniśmy nic wymagać od świata. I to jest elementarna zasada naszych relacji między sobą, że jedyne co mamy, to tylko to, co możemy dać, nie oczekując niczego. I to wszystko. Dziękuję za słuchanie tej „Hiperprzestrzeni”, moi drodzy. Mam nadzieję, że każdy z was pewnego dnia sobie usypie jakąś mandalę. I tyle.
To była moja mandala, moi drodzy. Peace and love. A ja zapraszam oczywiście na wieczorową porę. I to była „Hiperprzestrzeń”.