[00:43] - Nie wiem, co powiedzieć w tym nowym roku. Nowy rok się zaczął i ja nie wiem, co powiedzieć. Witam wszystkich bardzo serdecznie w tym nowym kalendarzowym roku w „Hiperprzestrzeni”. Witam wszystkich słuchaczy „Hiperprzestrzeni” w 2014. Przypomniałem sobie, bo zapomniałem. Dlatego czekałem z taką pauzą, żeby sobie przypomnieć, który jest rok. Witam wszystkich serdecznie w 2014 roku kalendarzowym. Taki moment mamy. Rok kalendarzowy, ale nikt tak naprawdę nie wie, który jest rok i jaki mamy czas. Umówiliśmy się jakiś czas temu, że mniej więcej tu i teraz jesteśmy, a tak naprawdę jesteśmy na kawałku skały, która mknie z jakąś dziwną prędkością dookoła punktu, który znajduje się tuż przy słońcu, bo słońce też się kręci dookoła tego punktu i wiele innych fascynujących rzeczy.
Witam wszystkich. Już się loguję na czat, na wszystkie opowieści. Już się ściszam z tymi hałasami w tle, tymi podkładami, tymi wszystkimi historiami, tym hałasem kosmicznym. Także witam słuchaczy Radia Na Fali, słuchaczy Radia Paranormalium, które transmituje „Hiperprzestrzeń”. Witam przede wszystkim tych, którzy słuchają na żywo. Wcale nie zapominam o tych, którzy słuchają tego jako podcastu, gdzieś mknąc nie wiadomo gdzie. Przepraszam bardzo, jak zwykle będę ustawiał mikrofon, żeby sobie ustawić idealnie, a wręcz doskonale, żeby było, żeby się nic nie działo z tym mikrofonem. Takie historie. Chyba już poustawiałem ten mikrofon. Wow!
Im starszy człowiek, tym szybciej z takimi rzeczami. Co dzisiaj? Dzisiaj wreszcie, mam nadzieję, bo to pierwszy odcinek „Hiperprzestrzeni” w tym nowym roku. Absolutnie pierwszy. Także dzisiaj troszkę zapowiedzi, co nas czeka w tym nowym kalendarzowym roku. Miały być poprzednim razem zapowiedzi, ale nie wyszło. Miał być gość dzisiaj, a gość znikł. Gość znikł gdzieś w hiperprzestrzeniach pomiędzy laboratorium, roślinami, Mazurami, nie wiadomo czym. Gość po prostu znikł. Tyle.
Więcej nie mogę powiedzieć. Ale dzisiaj będziemy na tropie. Być może dowiemy się, co porwało gościa, co porywa nas, co w ogóle porywa całą cywilizację. Porywczy temat dzisiaj i w ogóle relaksacyjny. Także ja będę zapowiadał, co się będzie działo w „Hiperprzestrzeni”. Będzie troszkę podsumowania kilku tematów, o których mówiłem w zeszłym roku w „Hiperprzestrzeni”. Bo to wymaga podsumowania. Nie tym, żebym się jakoś starzał, jakoś się sypał na kawałki. Mam ziołą herbatę, która zapewnia mi idealny stan zdrowia i balansu umysłowego. Chódzia!
Tego nie wiem. Naprawdę tego nie wiem. Staram się tak wyglądać. Może to pomoże, a może nie pomoże. Może ja zacznę od muzyczki, bo dzisiaj tak bardzo relaksacyjnie. Chcę z relaksem wejść w ten nowy rok. Chcę, żeby relaksacyjnie było w „Hiperprzestrzeni”, żeby było dużo relaksu. Dokładnie. To posłuchajmy sobie muzyczki na początek. Ale mam taki secik na dzisiaj.
Oczywiście przypominam, że dzisiaj oprócz tego, że będę zapowiadał, co się będzie działo w przyszłym roku w „Hiperprzestrzeni”, jest też temat. Temat kosmiczny. Jest to trochę zapowiedź tematu bardziej może niż temat. Jak będę oczywiście po łebkach polecę moim ulubionym zwyczajem. Pościnam wszystkie zakręty, przebiegnę na skróty, się schowam z bratem bliźniakiem, który pobiegnie szybciej i efekt będzie taki, że wygramy ten maraton i nikt się nawet nie domyśli. Tak to będzie wyglądało. Jakby nikt nie wiedział, mam brata bliźniaka oczywiście, dawno porwanego, tysiąc lat temu przez Cygan i właśnie się spotkaliśmy. To może ja tu się przywitam ze swoim bratem bliźniakiem, a my w międzyczasie posłuchamy sobie muzyczki. I to posłuchamy jakiejś takiej sensownej muzyczki, proszę państwa. Tu jestem wszystko przygotowany ze wszystkim i wszystko mam przygotowane.
Jeszcze tylko muszę mikrofon sprawdzić, bo coś jak zwykle nie wiadomo co. A ja przypominam, że słuchacie dzisiaj „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Jestem absolutnie na żywo. Za chwilę będę na Skypie Radia Na Fali. Jeszcze nie jestem. „radionafali.com” taki jest adres Skype'a. Adres strony radia to dzisiaj „radionafali.com”. Macierzyste radio. Ja poza tym, że przypominam o tym wszystkim, to przypominam, że też „Hiperprzestrzeń” jest transmitowana w Radiu Paranormalium. Poza tym słuchacie Radia Paranormalium.
Oczywiście nie zabrakłoby tego, bo nie może tego zabraknąć, żebym nie pozdrowił, moi drodzy. To naprawdę bardzo ważne pozdrowienia ode mnie, bo dzięki temu właściwie się to wszystko kręci. ... że tak powiem, wymyślone, z głowy wzięte nie wiadomo co, tylko naprawdę dzięki temu ta cała historia z Radiem Na Fali, ta cała historia z Hiperprzestrzenią, ta cała historia z całą resztą tej atmosfery dookoła się po prostu kręci. Czyli chciałem tutaj podziękować jak najbardziej sponsorom, ludziom, którzy zamiast na browarka, albo jakoś tak, tutaj na kawkę do radia wysyłają i dzięki temu to wszystko się kręci. Jest na to, żeby to wszystko funkcjonowało. Także słuchajcie kochani, peace and love naprawdę nieoceniona rzecz. Po prostu wielka sprawa. Po prostu niezależne media bez reklam, bez propagandy, bez gównojadów, bez całego tego ścierwa normalnie towarzyszącego każdym mediom, które próbują być obiektywne. No właśnie, nikt nie wie, jakie za bardzo próbują być.
Na pewno nie są to media dla ludzi. Także ja dziękuję wszystkim bardzo serdecznie za wspieranie Hiperprzestrzeni i za po prostu robienie tego, wysyłanie tych datków, dzięki którym to wszystko tak naprawdę się trzyma. Bo żyjemy w takich czasach, gdzie ten Babilon dociska i tak naprawdę to wszystko zawsze kosztuje. Taka jest prawda. Niemniej zostawmy te kwestie finansowe. Janie, odbierz pieniądze i załatw te wszystkie sprawy. Nie chcę o tym słyszeć. Proszę rozdysponować służbę po mieszkaniu. Dokładnie. Także ja dziękuję bardzo serdecznie jeszcze raz.
Jeszcze raz. Już więcej nie będę. No dobra, później będę trochę więcej dziękował. Jak zwykle. Ja to lubię dziękować ludziom. Podziękowań nigdy dosyć. A ja oczywiście wszystkich zapraszam do wspierania Hiperprzestrzeni, wspierania Radia Na Fali, żeby było ciekawsze, żeby można było więcej tych audycji robić. Więcej, jeszcze więcej, jeszcze więcej, jeszcze więcej. A wy słuchacie Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Okej, to ja wydaję takie kosmiczne dźwięki.
Słuchajcie, już koniec z tymi kosmicznymi dźwiękami. Będzie trochę kosmicznych dźwięków. Dlaczego robię kosmiczne dźwięki? Bo dzisiaj, słuchajcie, zaczynam temat, który dawno powinienem zacząć. Temat niezidentyfikowanych obiektów latających. Nie wiem, czy to o latających jest najlepsze, bo te obiekty się po prostu poruszają. Niezidentyfikowanych obiektów poruszających się w przestrzeni. Dokładnie. Także dokładnie w ten oto miły sposób chciałem zacząć nowy rok, kolejny rok Hiperprzestrzeni. Właśnie zebrać te wszystkie wątki, bo trochę obok tego tematu z UFO, z tymi wszystkimi sprawami się kręciło, się bujało.
Ale zanim rozpocznę, rozbujam tą furę. Dokładnie. Za dużo emocji, za dużo energii w człowieku. Niby zielona herbata, niby nic. Dokładnie. A się dzieje. Wiatr we włosach. Także zanim rozbujam tą audycję, tą furę z UFO i kosmitami, chciałem jeszcze wspomnieć o dwóch bardzo istotnych sprawach. Wrzucić ogłoszenia po drodze jak najbardziej. Słuchajcie, ogłoszenia są.
Ogłoszenia na temat różnych akcji, które się dzieją aktualnie w Polsce. Tu już wklejam. Zapraszam wszystkich serdecznie na czata Radia Na Fali: radionafali.com, zakładka „Chat”. Musicie się zalogować, wejść na czata. Ja tam wrzucam wszelkie linki, które mam pod ręką. Jeżeli opowiadam o jakichś sprawach, z reguły mam jakieś linki i tam ładuję. Dzisiaj nie ma zbyt wielu linków. Najważniejszą rzeczą dzisiaj jest, poza tym, że mam tu czekoladę obok. Śpieszę się do tej czekolady, słuchajcie, chyba tak. To są oczywiście robione przez mojego imiennika, gościa Hiperprzestrzeni, szkolenia, różne akcje, spotkania i różne historie.
Pierwsza rzecz nazywa się „Iluzja umysłu: życie bez cierpienia”. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie. Nie wiem, czy są jeszcze miejsca. 23 stycznia dokładnie, trzeci czwartek miesiąca odbędzie się spotkanie z cyklu „Nasiona wiedzy”. To spotkanie ma tytuł „Iluzja umysłu: życie bez cierpienia”. Odbędzie się w Gdańsku w restauracji La Fontaine. Jeżeli ktoś z was kojarzy, to jest restauracja niejako związana z Konwentem Wiedzy Fraktalnej, Wiedzy Alternatywnej, czy jak to się nazywa. Radio Na Fali zawsze patronuje tej akcji. Inna sprawa, że pozdrawiam serdecznie organizatora, z którym się znam, Tomka Kota. Także pozdrawiam bardzo serdecznie.
Peace and love, człowieku. Widzieliśmy się jakiś czas temu nawet w Londynie, słuchajcie. Także to jest pierwsza rzecz. I druga rzecz, która jest oczywiście zdecydowanie bliżej mnie. Bo ja tam życie bez cierpienia. Cierpienie było w zeszłym tygodniu. A poza tym ja wczoraj wyłączałem telewizor. To nieprawda, bo nie mam telewizora, nic nie wyłączałem. Dokładnie. I drugie właściwie takie bardziej, że tak powiem...
Poczekajcie, muszę jak zwykle powklejać. Będę wam wklejał linki, bo to jest wszystko na Facebooku, także ja tu szybko będę wklejał na czata. Także pierwsza akcja jest właśnie... Okej, czy ja dobrze wkleiłem? „Iluzja umysłu: życie bez cierpienia”. Także zapraszam serdecznie. Cały dzień zdaje się potrwa. Kolejna rzecz to jest prelekcja z zakresu świętej geometrii w grafice i projektowaniu, na którą bardzo serdecznie wszystkich zapraszam. Tomek to robi, także będzie na pewno nice. Tomek jest człowiekiem, który doskonale zbiera te wszystkie materiały do kupy.
Także zapraszam bardzo serdecznie. To już odbędzie się w Warszawie, także dla wszystkich miłośników zapraszam bardzo serdecznie Dokładnie 29 stycznia do Warszawy na ulicę Towarową 22. Miejsce nazywa się Rzeka Życia. Nie wiem, nie byłem tam nigdy, ale zapraszam serdecznie. Wszystkie te adresy znajdziecie na Facebooku. Ja oczywiście to wszystko wrzuciłem na czat, także tam są linki na czacie. Jeszcze jakby ktoś się pytał, to podrzucę te wszystkie linki. Także są dwie imprezy. Jedna jest 29, druga jest troszeczkę wcześniej. Także ja zapraszam od siebie na tą świętą geometrię do Warszawy w projektowaniu, w grafice i tak dalej.
Polecam, bo dla mnie to niezła historia. Sam tego używam. Zresztą słuchajcie, kto był na stronie Radia Nafal, łatwo się domyśli. Jeżeli ktoś nie stracił jeszcze oczu, to zauważył wszystkie te rzeczy. Ja może zrobię kosmiczny dźwięk. Słuchajcie, ja to specjalnie na tą okazję, że dzisiaj o kosmicznych sprawach. Robię kosmiczne dźwięki, przepraszam bardzo. Także dzisiaj hiperprzestrzeń o kosmicznych sprawach. Człowiek musi namachać, żeby zrobić taki kosmos dźwięku. Dobra, już nie będę więcej.
Dobra, słuchajcie, zaczynam tą całą opowieść, bo to jest w ogóle intrygująca sprawa i w ogóle powinienem zacząć o tym już dawno, dawno, dawno temu, ale tak się złożyło, że wszystko musiało oczywiście odczekać, odleżeć, musiały się narobić odciski. To się już porobiły odciski. Także zaczynamy ten temat UFO i w tym roku troszkę więcej UFO będzie. Dzisiaj chciałem zacząć właściwie, cofając się do kilku odcinków nazad, jak to się mówiło dawniej. Koń nazad, czyli znaczy do tyłu. Cofnąć się, bo kilka rzeczy się już pojawiały. Nie tyle rzeczy, ile kilka pomysłów, kilka opowieści, kilka spostrzeżeń na temat. Może nie było to do końca związane z kosmicznymi pojazdami, ale było to związane z kosmosem. Z takim potężnym kosmosem, który jest w naszej głowie. O co chodzi z tą całą historią?
Bo tak, człowiek widuje UFO, prawda? Te dziwne obiekty, te bardzo dziwne obiekty, które się pojawiają na niebie. Nikt właściwie nie wie, o co chodzi. Słuchajcie, co na to historia? Może zacznijmy od tego. W historii, jak myślę, większość z nas doskonale wie, jest to tak popularny motyw, tak często spotykany. Są jakieś stare obrazki, gdzie oczywiście jest rysowana niby kometa, a w komecie siedzi człowiek. I masa różnych takich historii. Badacze UFO — przepraszam, jak zwykle muszę podkręcić tutaj mikrofon. Jak zwykle, po prostu nie mogło się obyć bez tego.
Okej. Wszyscy ci badacze UFO nałogowo, nagminnie wręcz się powołują na te wszystkie wykopaliska archeologiczne, na te dziwne rzeczy, na jakieś takie rysunki, które mają już wieki. A tam wyskrobane na tym kawałek czegoś latającego nad ziemią i kawałek czegoś promieniującego. Nie wiadomo, co to jest. Teraz, w zeszłym roku wyciekły artefakty w Meksyku. Właściwie nie tyle wyciekły, ile meksykański rząd postanowił to ujawnić. Z tymi artefaktami jest dosyć długa historia, która sięga lat 40. i 50., kiedy to archeolodzy wykopali te wszystkie rzeczy. Jeszcze troszkę w latach 30. były też już znajdowane, ale wtedy nikt za bardzo o tym nie myślał w ten sposób.
Wtedy wszyscy gonili w kierunku kauczuku i ropy w dżungli, żeby jak najszybciej i jak najwięcej tego znaleźć i przytulić, żeby zarobić jak największą ilość kasy. I te wszystkie artefakty były, że tak powiem, usuwane. W ogóle była taka zasada, że generalnie cokolwiek znajduje firma wydobywcza, jeżeli jest to amerykańska firma wydobywcza, to natychmiast wszystkie rzeczy są pakowane w skrzynie, wysyłane do Meksyku i generalnie z wykopalisk archeologicznych nie było, tych artefaktów nie było. Tych panów tu nie było, tego pana tu też nie było, a ja państwa nie znam. Dokładnie tak to wyglądało. Po to tylko, żeby nie było żadnych problemów, że tam później ktoś się zgłosi i powie: „O, tu nie można wyciągać ropy, bo to są wykopaliska archeologiczne”. Żadnych takich historii. Także ładowano wszystko i był specjalny dekret rządowy, który mówił o tym, że wszystkie te rzeczy należy zapakować, schować w skrzyni i nikomu nigdy nie pokazywać, bo ręce przy samej dupie pourywają. I co na to historia, moi drodzy? Te artefakty zostały ujawnione dokładnie rok temu.
Zresztą one były ujawniane w wielu krajach. W ogóle zaczęło się od Boliwii, zaczęło się od Chile, bo to nie jest tak, że to są tylko artefakty z jednego kraju, z Meksyku. Na początku nas się, że tak powiem, edukowano w szkołach tak, że tu jest jedna kultura, tam jest druga. Tu się okazuje, że jedna wielka, potężna kultura, która zawijała się z jednego końca kontynentu na drugi i gdziekolwiek człowiek by łopaty nie wbił, to wyciąga z ziemi bardzo podobne artefakty. My oczywiście nazywamy, że to jest kultura X, kultura Y, bo jakiemuś facetowi po drodze, który żył 60 lat temu, do głowy nie przyszło, że to mogła być jedna kultura. Bo jak to? Tacy prości ludzie dawno temu. Przecież oni nie mogli na żaden mądry pomysł wpaść. Przecież ja tu jestem najmądrzejszy. Siedzę w Londynie w fotelu w Królewskim Towarzystwie Geograficznym i będzie mi jakiś prostak mówił, jak było?
Nie będzie mi prostak mówił, ja mówię, jak było. I tak oto powstała archeologia. Oczywiście to się nic nigdy nie zgadzało z tym, co wymyślałeś, z tymi wszystkimi teoriami, to, co wyciągano z ziemi. To jak zwykle próby dopasowania rzeczywistości do bardzo egzotycznej teorii, w którą nawet autorzy tej teorii nie wierzą za bardzo. To już w ogóle osobna historia. O tym właśnie będzie w tym roku troszeczkę więcej. Słuchajcie, będzie trochę. Już kilka tematów tu czeka. I co z historią tych kosmitów, tego UFO? Te artefakty, które się pojawiły rok temu w Meksyku są niesamowite.
Zresztą szalenie popularne w internecie. Może nie miliony, bo to lekka przesada, ale na pewno ze 100 filmów na YouTube krąży z tymi artefaktami. Zresztą Nassim Haramein był zaangażowany w sprawę, zdaje się z Klausem Doną dokładnie, żeby to upublicznić. Klaus Dona pokazuje część tych artefaktów podczas swoich prezentacji. Klaus Dona to jest człowiek, który się zajmuje od samych chyba 30 lat badaniem tych wszystkich rzeczy, wyciąganiem ich spod ziemi, sprawdzaniem wiarygodności tych wszystkich rzeczy, sprawdzaniem datowania, jeżeli coś się da oczywiście datować. Z reguły to jest bardzo ciężka sprawa, bo ciężko wydatować kamień. Może nie zawsze i nie wszędzie. Niektóre kamienie bardzo łatwo datować, bo nabierają patyny, czyli pokrywają się zwietrzałą warstwą z zewnątrz, ale to są tylko kamienie i minerały, które zawierają dużą ilość metali, takich jak żelazo, miedź i temu podobne, bo te metale się utleniają i jak one się utleniają w skale, to wiadomo jak stara skała jest. Mniej więcej możemy założyć. To i tak nigdy nie wiadomo, bo to taki przestrzał o jeden milion w tę, jeden w tamtą, a to jeden milion to właściwie zwiał cywilizację.
No i co z historią tych wszystkich artefaktów? I po latach tych wszystkich historii, które doskonale znamy, myślę chociażby z prac Ericha von Dänikena, odsądzanego od czci i wiary przez wielu. Wszyscy kojarzą te wszystkie dziwne artefakty, kosmici. Wszyscy kojarzą. Ja tu nie będę powtarzał za Erichem von Dänikenem, bo chyba każdy szanujący się człowiek, czy wierzy w to, czy nie wierzy, jego książkę na półce ma. To jak „Pan Tadeusz” powinno być. Trochę tak. Wszyscy przywykliśmy do klasycznego obrazu UFO, od tych wszystkich książek Ericha von Dänikena. Jak ktoś jeszcze jest starszej daty w Polsce, to pamięta komiksy o kosmitach, którzy przylecieli i zbudowali cywilizację na Ziemi. Ja dorastałem w takim klimacie, także mi ciężko głowę wyciągnąć z tego.
Ja to w ogóle ciągle jakbym wszedł i nigdy nie wyszedł stamtąd troszeczkę. Ale wracajmy do naszej opowieści, bo jak zwykle dykta, ryjek, po boku miliony. Wracając do opowieści, pojawiły się nowe rzeczy i te nowe rzeczy są nieprzeciętnie fascynujące. To są właśnie te rzeczy, które pokazuje Klaus Dona na swoich prezentacjach. Zresztą Klaus Dona był, zdaje się, zaproszony w Polsce przez NTV, przez Janusza Zagórskiego w zeszłym roku, zdaje się. Chyba jest nawet jakiś materiał na Telewizji Niezależnej, także proszę sobie poszukać. To wszystko tak czy siak jest dostępne elegancko po angielsku, także nie ma z tym problemu w internecie. Ja wam nie będę opowiadał o wszystkich artefaktach po kolei jak wyglądają, tylko powiem, o co mi mniej więcej chodzi. Piramidy z okiem w środku. Gorzej, jak człowiek weźmie ten kawałek kamienia.
To jest na przykład 30 centymetrów wysokości, może 35. Taka piramidka. Takie troszkę krzywe, koślawe, z plasteliny polepione troszeczkę. I jak człowiek to weźmie, postawi, zgasi normalne światło, zapali lampę ultrafioletową, to się okazuje, że na tych kamieniach są wzorki, które świecą i oko w tej piramidzie świeci. Wiele takich bardzo ekscytujących rzeczy. Mnie najbardziej ekscytuje jedno z wykopalisk Klausa Dony. To jest niesamowite. To jest taki zestaw, ja bym to imprezowy powiedział. To jest karafka, chyba ma 12 czy 7, czy 8. Nie pamiętam w tym momencie.
Albo może sobie pozmyślam. A może 7, a może 6, może 12, może 348, a może 100. Dobra, ileś tam. Jest tam parę takich pucharków, kieliszków, proszę państwa. I ta karafka jest tak idealnie zaprojektowana, i te kieliszki, że kiedy się wypełni ją wodą i się rozleje ten płyn idealnie po wszystkich tych kieliszeczkach. Taki komplecik po prostu, karafka i kieliszki, tylko że kamienne. To się okazuje, że idealnie się wypełnia wszystkim, tak jakby było idealnie dopasowane pojemnościowo. Pojemność kieliszków jest dokładnie identyczna z pojemnością karafki. To jest jedna sprawa, która jest wręcz niesamowita. Kto by pomyślał w dzisiejszych czasach, jak ktoś ma karafkę w domu albo ktoś mieszka u dziadków, taki kredens z reguły jest z serwetką.
Proszę zdjąć serwetkę po cichu. Dziadki już pewnie śpią, to pierwsza rzecz, proszę im zabrać całą emeryturę i wpłacić do Radia Na Fali, żeby nie było, że za darmo. Na PayPal albo Bitcoinie. Dokładnie, dziadki się nie ten... Przyjdzie druga emerytura. I proszę sobie sprawdzić karafkę. Przecież nikt nie robi takich karawek, żeby tam się mieściło, że wyliczone na na przykład siedem. Nie ma takich opcji, a tam elegancko. I to jeszcze nic, słuchajcie, to absolutnie nic z tego wszystkiego, bo na tych kieliszeczkach są takie kropeczki porobione. Całość, te kieliszki i ta karafka, jest zrobiona z czegoś, to jest właściwie granitowa skała.
Tak to się nazywa. To jest granit, ale granitu są różne rodzaje. Jest granit twardszy i granit troszeczkę bardziej miękki. Ten granit bardziej miękki zawiera mniej minerałów i jest troszkę młodszą skałą. Granit w ogóle jest taką fenomenalną skałą, którą jak się zostawi samopas, jak się położy skałę i skała leży i nabiera mocy, to ta skała się krystalizuje. Na tym polega cały dowcip. Się krystalizuje. Oczywiście trzeba milionów, tysięcy, trylionów, gazylionów lat, żeby to się wydarzyło. Niemniej coś takiego się dzieje. Ta karafka razem z tym zestawem jest zrobiona z najtwardszego granitu, jaki można sobie wyobrazić.
Ten rodzaj kamienia jest druga nazwa tego. Nazywa się ludait. To, zdaje się, anglojęzyczna nazwa. Nie wiem, czy polskojęzyczna istnieje. Ludait to jest taki rodzaj, to jest taki już bardzo skrystalizowany kamień i dowcip polega na tym, że struktura tego kamienia jest, jakby tu nie przymierzając, jak Jak sprasowane liście. Dosłownie jak sprasowane liście, jak się człowiek pod mikroskopem przyjrzy. I to jest gigantyczny problem z tym kamieniem, bo jak się go zaczyna obrabiać, to te wszystkie warstwy naprężenia w kamieniu, jak się tłucze, bierze się kawałek dłuta i młotek, się tłucze w kamień. Ja będę tak chłopo-robotniczo wyjaśniał, żeby każdy zrozumiał. Powstają naprężenia w miejscu, gdzie się uderza tym dłutem w ten kamień i tam jest największe naprężenie. Jak takie naprężenie trafi przypadkiem w miejsce, gdzie jedna warstwa się schodzi z drugą, to w tym momencie kamień pęka sobie dokładnie na połówkę.
Nie jesteśmy w stanie kontrolować obróbki takiego materiału, bo gdziekolwiek byśmy nie strzelili, wszystko sobie skacze, odlatuje w dowolnym kierunku. To jest zrobione z czegoś takiego. To jest kolejna atrakcyjna, intrygująca bym powiedział sprawa i kolejna najbardziej intrygująca z tymi białymi punktami, które są jakby wtopione i to są kawałki kwarcu. Tak to wygląda. Przy czym fenomen: my nie znamy technologii, która by pozwalała wtopić kwarc w granit. Tak po prostu wtopić jak plastelinę. I jeszcze na dodatek, jak się zgasi normalne światło, zapali ultrafiolet, to te wszystkie kieliszeczki zaczynają świecić tymi kropkami. I to w ogóle wygląda niesamowicie, bo to wygląda jak konstelacje gwiazd, które są opisane na tych wszystkich kieliszkach i na tej karafce. Troszeczkę jakby było: ten płyn przyleciał z planety XYZ, a kieliszki pochodzą z księżyców tej planety na przykład. Nie wiem, o co chodzi.
Nie rozumiem tego pisma. To są takie niesamowite znaleziska archeologiczne i to jeszcze nic. To jest naprawdę taki lajcik, bo to jest znajdowane mało kosmicznie. Oczywiście można zawsze powiedzieć, że te kropki to nie są żadne konstelacje, że tam takie kropki sobie się pojawiły na tym. Ja tam bym raczej uwagę zwracał na to, że są konstelacje na niebie, a nie są to żadne przypadkowe kropki. I kolejna rzecz: pojawienie się na tych sztychach, właściwie rysunkach czy skał. To są takie kamienne tablice, bym powiedział, na których są wyrzeźbione różne scenki rodzajowe. Na tych scenkach rodzajowych są statki kosmiczne, słuchajcie! I są UFO, są promyki, które wystają z tego UFO. Są ludzie z dziwnymi oczami, skośnymi, dużymi, nie wiadomo co, bo to jest w kamieniu wyrzeźbione, także nie wiemy, czy szarzy, bo nawet jak było pomalowane na szaro, to farba się skończyła z tysiącem lat.
Nikt tego do końca nie wie. Co na to technologia? Technologia pozostaje kompletnie bezradna, począwszy od tego, jak zostały obrobione te kamienie, bo właściwie nikt za bardzo nie wie, jak obrabiać taki lodeit. Aha, bo zapomniałem opowiedzieć o jeszcze takim intrygującym zjawisku, które w ogóle naukę współczesną rozkłada na łopatki. W tych kieliszkach, jak to zwał, tak to zwał, kamiennych jest jeden fenomen: jest pole magnetyczne w środku. Klaus Dona postanowił to zbadać i się okazało, że to jest troszkę tak, jak nie dość, że ktoś wtopił te kawałki kryształu, żeby narysować elegancko konstelacje na tym granitowym pucharku czy kieliszku, to jeszcze na dodatek zmienił strukturę tego granitu. Dodał tam troszkę więcej żelaza, kilku innych rzeczy. I to nabrało właściwości magnetycznych. Czyli generalnie ten kieliszek na dole jest jak magnes, czyli magnetyzuje wodę czy jakikolwiek płyn, który się tam znajduje. Dokładnie to samo z karafką.
Co na to technologia? Technologia współczesna w tym momencie się odwraca, zaczyna sobie dłubać w zębach, patrzeć na niebo i mówić: „O, ładna pogoda, fajnie jest. Porozmawiajmy o powiększeniu penisa albo o sztucznych piersiach”. Na tym się kończy współczesna nauka. Nauka nie jest w stanie tego ogarnąć. Nie ma ani technologii za bardzo, ani pomysłu na to, jak zbudować takie rzeczy. Po prostu z kamyka zrobić taką kamienną zastawę stołową, bym powiedział, żeby się napić jakiegoś trunku z niego, żeby to idealnie do siebie pasowało. Na dodatek jeszcze nie dość, że nie ma technologii, to jeszcze te rysunki na tych kamykach są takie, że pokazują, że kosmici. To już jest szaleństwo. Co na to oczywiście współczesne czasy, bo technologia już wiemy, historia już wiemy, ale co na to NATO?
Co na to NATO i co na to NASA? NASA, jak ostatnio wiemy, niewiele na to, ponieważ NASA ma ten odwieczny problem, że właściwie nie wiadomo, czy jest jeszcze ktokolwiek wśród nas, kto ufałby organizacji pod tytułem NASA, bo ta organizacja ma jeden mankament. Za każdym razem, kiedy przedstawia jakieś tam swoje zdjęcia, ja jestem z zawodu grafikiem, tak się złożyło i spędziłem dużo czasu, właściwie lata, retuszując i pracując ze zdjęciami. I powiem wam szczerze, że największy problem ze zdjęciami z Księżyca robionymi przez NASA jest taki, że one praktycznie wszystkie są fałszywe, że one są tak kręcone i tak retuszowane, wszystkie te zdjęcia, że po prostu ja bym za to złamanego szeląga nie dał. Ja to powiem nawet tak, że te zdjęcia z NASA są warte po prostu trzydolarowego banknotu. Mniej więcej mają taką wartość wszystkie te zdjęcia. Ostatnio się okazało, jak Chińczycy wylądowali, wysłali pierwsze zdjęcia. Okazało się taki blamaż. Fuck. Okazało się, że kolory się nie zgadzają.
Ups, again, again, again. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ja nie wiem, po prostu to chińska satelita zrobiła i są kolory nagle na Księżycu. Fenomen, prawda? Fenomen. Także w NASA nie można wierzyć, bo to z NASA to jest w ogóle wiele różnych problemów. Słuchajcie, będzie odcinek, już się przygotowuję na temat tego, co siedzi w środku Ziemi, bo to jest ciekawy temat. I tu jest problem ze zdjęciami. Mamy tyle satelit na niskich orbitach, grubo ponad 100 satelit telekomunikacyjnych, z których część jest wyposażona w doskonałe aparaty fotograficzne. Nie wspominam o satelitach wojskowych, szpiegowskich, które wszyscy wiedzą, mają takie aparaty do fotografowania na swoim pokładzie, produkowane między innymi przez firmę Hasselblad, że te aparaty potrafią robić, jak jest ładna pogoda, zdjęcie Ziemi z satelity.
To spokojnie, jak położycie pudełko zapałek sobie na trawniku, to taki aparacik bez problemu robi zdjęcie etykietki tego pudełka zapałek łącznie z napisem Made in China. Naprawdę nie ma z tym problemu. Ponoć rozdzielczość jest jeszcze większa. W dzisiejszych czasach to już nie ma problemu. I o co chodzi z tym NASA? Sami sobie znajdźcie zdjęcia bieguna północnego i południowego. Właściwie terra incognita, ziemia nieznana, temat zakazany. W ogóle nie ma żadnych zdjęć. Także z tym NASA i z tym, co tam się dzieje, to ja bym z dużym dystansem do tego wszystkiego podchodził, bo to jest taki po prostu bullshit na maksa i to centralny bullshit. Nikt w to nie wierzy.
Cała ta organizacja przypomina mi trochę, jakbyśmy się cofnęli w czasie. Pamiętacie ostatnie, nie ostatnie, bo nas to już nie spotkało. My jesteśmy pokoleniem, które wyrosło znając oceany i inne kontynenty. Ale były takie pokolenia, które przez tysiąc lat w Europie mieszkały i władza, i nauka, i wszyscy możni mówili: „Nie, to jest jedyny ląd na świecie, nie ma innych kontynentów. Dookoła nas jest tylko morze, a ziemia jest płaska”. Pamiętacie? Ktoś to jeszcze pamięta? Tak nam mówiono i ludzie przez tysiąc lat w to wierzyli. Wyprawa do Ameryki to była taka: człowieku! Oczywiście część wiedziała, że są inne kontynenty, że są inne lądy, że da się tam dopłynąć.
Były mapy, były inne rzeczy. To nie była taka kompletnie zapomniana wiedza. Ona funkcjonowała, ale to była wiedza elity. Może być tak z tym kosmosem, że to też jest taka wiedza elity, że tam jest zupełnie inaczej niż jest. Znaczy niż nam się mówi niż jest. Zdjęcia NASA potwierdzają. Ten taki pszczeczyk od Chińczyków w nos NASA już wystarczająco dużo powiedział na ten temat. No właśnie i co my na to? I co my na to, proszę państwa? Bo już wiemy, co na to historia.
Że są, że byli, że zostawili ślady i że wygląda na to, że są to wszystko prawdziwe jak nic ślady. Co na to technologia? Technologia wyszła na fajkę, bo właściwie nic nie ma do powiedzenia. Co na to NASA i co na to NATO? A NATO na to nic. Górniczo hutnicza orkiestra dęta może co najwyżej zagrać taram tararam. A co my na to? Tu jest ciekawa rzecz, bo tu właśnie się zamierzam wrócić do tych wszystkich rzeczy, o których troszeczkę wspominałem w hiperprzestrzeniach, które się już odbywały w zeszłym roku, bo trochę o tym wspominałem. Myślę, że powoli czas najwyższy zebrać te wszystkie rzeczy do kupy. Ja sobie tak myślę, że ten świat, ten duch i materia jest wszystko razem.
To wszystko jest tym samym, moi drodzy, wszystko jest tym samym. A tu już mam pierwszy telefon. Halo, halo! Witam serdecznie. Halo, halo. Jakieś trzaski słyszę. Trzaski słyszę i trzaski. Halo, halo. Kolego Teflon, proszę poprawić mikrofon. Proszę nie klepać w klawiaturę.
Proszę poprawiać mikrofon. Czy kolega mnie słyszy? Halo, halo. Słuchajcie, zaraz będę rozłączał. Proszę sprawdzać przed dzwonieniem, czy wszystko działa. Proszę u siebie wszystko sprawdzić, bo u mnie wszystko działa. Proszę się podkręcać, bo ja nic nie słyszę tutaj. Nic nie słyszę. Halo, halo. Czy teraz słychać?
[34:26] - Dobra, bo tragedia się zdarzyła.
[34:29] - Dobry wieczór.
[34:31] - Słuchawek nie śmieszne użyć, żeby było bliżej, ale niestety.
[34:34] - To ja może zacznę po prostu nie od słuchawek, ale po prostu dobrego wieczora. No wiesz, jak trzeba.
[34:41] - Ja dzisiaj w tym temacie to raczej nic z tymi kamieniami do powiedzenia nie mam. W sumie to nic ciekawego, ale à propos tych czujników chciałem tylko zaznaczyć, to taki krótki wtręt, żeby tam doszło do niektórych, że w Ożarowie jest taka fabryka znana na całym świecie czujników podczerwieni, już zapomniałem, jak się nazywa, ale ogólnie jest najlepsza na świecie i NATO i wszystkie firmy z najwyższej półki używają naszych czujników wymyślonych i produkowanych w Polsce, czyli również matryc podczerwieni do widzenia. Podczerwień to jest coś takiego jak ciepło.
[35:27] - Dokładnie. Niewidzialne pasmo.
[35:28] - Człowiek widzi od czerwonego do niebieskiego, a pod tym czerwonym już jest podczerwień i niska podczerwień to na przykład pilot do telewizora świeci w tej niskiej podczerwieni, a już dużo bardziej niższa to już są takie promieniowania termiczne i tak dalej. I jesteśmy w tym najlepsi, w czułości tych czujników i nikt nas nie prześcignie na całym świecie do tej pory, a to już jest od bardzo wielu lat. I na tych satelitach, które badają Słońce na przykład. Już musiałbym sobie gdzieś poszukać artykułów, nie ma na to czasu, ale tylko chciałem wtrącić krótko, że akurat w tej dziedzinie mamy bardzo duże osiągnięcia i jesteśmy niedoścignieni na całym świecie.
[36:09] - No właśnie. Dziękuję bardzo za tę informację. Nie wiedziałem tego, przyznam szczerze.
[36:15] - Także to taki wtręt, a reszta się przysłuchuje. Może coś ciekawego jeszcze dopowiem. Także na razie powodzenia.
[36:23] - Dziękuję bardzo. Słuchajcie, mamy takie czujniki, mamy takie maszyny. Excuse moi. Mamy te wszystkie rzeczy, które są dookoła. Wiemy, że coś takiego jest. Mówiłem już o tym spektrum widzialnym i w ogóle tym, co człowiek jest w stanie zarejestrować. Spektrum widzialne jest stosunkowo niewielkie. Później zaczyna ta fala spadać, zamienia się w dźwięk. My słyszymy, później są mikrofale i tak dalej. To pasmo, które my i maszyny, które wyprodukowaliśmy, widzimy, jest stosunkowo wąskie.
To jest raptem może pięć ze stu, proszę państwa. To jakby sobie wymyślić, że linia ma długość 100 metrów, to jest parę centymetrów z tego wszystkiego. Właściwie nie wiemy, jak dużo, nie wiemy jak mało i nie wiemy, w którą stronę, bo to też jest tak, że rejestrujemy te częstotliwości, a sami nie wiemy, co rejestrujemy. À propos nie tego, że nie wiemy, co rejestrujemy z tymi częstotliwościami, też tak naprawdę do nas te informacje nie docierają. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie dotrzeć do oryginalnych zdjęć z Księżyca. Taka zwykła sprawa. Ciężko jest zrobić zdjęcie, bo Księżyc odbija światło, także ciężko jest użyć teleskopu i zrobić bardzo precyzyjne zdjęcia Księżyca. Chociaż gdyby mieć jakiś taki potężny teleskop, który się bardzo szybko porusza. Bo kolejnym problemem jest oczywiście ruch. My jak sobie stoimy, widzimy malutki Księżyc na niebie, to nie widzimy tego ruchu.
Przynajmniej nie wydaje nam się, że jest tak bardzo szybko. Ale kiedy się weźmie lunetę i ustawi na Księżyc, nagle się okazuje, że to wszystko tak zasuwa, a im większe przybliżenie, tym prędkość rośnie i efekt jest taki, że mając takie mega przybliżenie, musimy bardzo szybko gonić za tym naszym obiektem na Księżycu, który chcemy obejrzeć. Także nie jest to łatwa obserwacja. Była taka postać, która robiła zdjęcia Księżyca z bardzo dziwnym zoomem. Nie pamiętam nazwiska i imienia tej postaci. To zdaje się w jakiejś teorii chaosu Michał wspominał. Człowiek twierdził, że podczas kontaktu z kosmitami dostał informację, jak zbudować świetnie działający domowym sposobem teleskop, który właściwie nie ma żadnych ograniczeń. No i zbudował ten teleskop i robił zdjęcia tym teleskopem. Na ile jest to wiarygodna historia, a na ile nie, to już jest inna sprawa. Nie będę tego drążył.
Ale zdjęcia były bardzo szokujące. Wygląda na to, że właściwie do tej pory, mówiąc szczerze, jego zdjęcia są tak samo wiarygodne jak zdjęcia NASA, tudzież Chińczyków, tudzież kogo innego. Tak naprawdę do końca nie wiemy, co nam się pokazuje, czy jest to prawda, czy naprawdę chce nam się coś pokazać. Może ciągle polega to na tym, jak z tym odkryciem Ameryki, że się pilnuje do ostatniego momentu, żeby nikt nie wiedział, że coś tam jest po drugiej stronie. Żeby wszyscy wierzyli w tego jednego papieża tutaj, że tylko na tym świecie polega i że tu jest cały sens istnienia i tak dalej. Tu właśnie chcę się wrócić do tego tropu częstotliwości. Dobrze, że się telefon zadzwonił z tymi częstotliwościami, jakby czytał w moich myślach. No właśnie, o co chodzi z tym tropem częstotliwości? Różnorodność obserwacji tych statków kosmicznych jest po prostu niesamowita i wygląda troszeczkę tak, jakby część tego wszystkiego, być może tak lub nie, to zostawiam do rozsądzenia każdemu, odbywała się w naszej głowie. I tu jest właściwie trop częstotliwości.
Trop zjawiska zwanego interferencją fal, czyli że fala się na siebie nachodzi i potrafi się wytłumić i zniknąć. Wiecie jak działa sonar? Sonar używa tak zwanej fali stojącej. Na czym to polega? Polega na tym, że coś wysyła falę, a my szukamy łodzi podwodnej w rzece. Tam gdzieś jest łódź podwodna, która szmugluje nielegalne substancje. Żartowałem. Szmugluje polityków, którzy chcą uciec przed karą. Złapiemy ich. Żartowałem.
A i tak ich złapiemy. Właśnie nam ktoś napisał na czacie, że papieży jest dwóch. A ja powiem nawet więcej papieży jest 15. Jestem jednym z nich, ale tylko do 15:00 jutro, później przestaję. Później jestem kimś innym. I wracając do tej fali stojącej. Fala stojąca to jest najprościej mówiąc, jakbyśmy mieli tą naszą łódź podwodną, która sobie gdzieś tam płynie w wodzie. Wysyłamy tą falę i fala się odbija. I ten moment, kiedy się odbija do obiektu, bo my cały czas wysyłamy jedną falę do obiektu i jest druga, która się odbija i nagle znika i dookoła obiektu robi się taki dziwny kształt na radarze. Tam fala zanikła.
No i właśnie po tym rozpoznajemy, że coś jest, że tam się inaczej odbija. Witam Grzegorzu. Halo, halo.
[41:06] - Halo?
[41:07] - Halo, halo. Witam serdecznie. Słychać cię idealnie.
[41:10] - Słychać mnie naprawdę?
[41:11] - No ba, człowieku, idealnie cię słychać. Mów w czym dzwonisz, człowieku. Mów w czym dzwonisz.
[41:18] - A to ja chciałem się tak troszeczkę wpierdzielić, bo pamiętam to, co mówiłeś o tych kubkach czy czarach, czy jak to tam nazwałeś, odnośnie tego kwarcyt zatopionego i tak dalej. Dänikena. To taki bardzo ciekawy artefakt. Można sobie znaleźć nawet z wywiadami z nim i obrazki pooglądać jak to wygląda. Bardzo polecam poszukać wszystkim słuchaczom. Nie pamiętam tylko liczby ile tego było. Mi się tak wydawało, że ich było 13 albo coś takiego.
[41:50] - Trochę jak związane z liczbą konstelacje. Ja dzisiaj rzucam te tematy, także będą o tym osobne audycje poświęcone tym wszystkim rzeczom. Także spokojnie.
[42:01] - Ale tak, ja chciałem do tego dorzucić, że przy okazji tam też taka piramida, ta iluminatyczna, że tak powiem była.
[42:09] - Tak, dokładnie.
[42:09] - Taka troszeczkę, ale z okiem.
[42:11] - Tak, na samej górze właśnie trójkąt z okiem w środku.
[42:15] - No i tutaj też takie myślę podebranie symbolu pod ludzi, którzy troszeczkę mają te informacje.
[42:23] - Ja myślę, że ci masoni to buchnęli ten symbol. Sami nie do końca wiedzą, co on oznacza, oni po prostu go używają, bo stary i robi wrażenie na wszystkich.
[42:32] - Znaczy tak, ja uważam, że-
[42:33] - Wiesz, koszulka z tropikalną czapką
[42:35] - ... tacy gdzieś tam coś wiedzą, ale ci, co są niżej, ci masoni, to oni po prostu siedzą w tym, bo to jest grupa jakaś, co po prostu im może załatwić lepszą robotę albo coś w tym stylu i tak naprawdę i tak nie ogarniają niczego ponad koniec kiełbasy, który jedzą, nie?
[42:51] - To prawda, trudno się nie zgodzić. Muszę niestety, czy z sympatią, czy bez dla masonerii, muszę przyznać, że prawda jest taka, że tak jak powiedziałeś, to są kolesie, którzy pozajmują się tym, żeby im wystarczyło na kiełbasę. Właśnie nic za bardzo nie wiedzą i cała ta organizacja służy temu, żeby sobie, że tak powiem, organizować stołki, korumpować władzę i nie dopuszczać innych do roboty i generalnie żyć z tego, że się nic nie robi.
[43:17] - A tu jeszcze chciałem tak dorzucić. Kurde, też zapomniałem, jak się gościu nazywa. Ten à propos tego, co mówiłeś, że tworzył sobie, przynajmniej od kosmitów dostał informację, jak zbudować taki teleskop, żeby móc oglądać bez ograniczeń, że tak powiem. To na orbicie lata.
[43:34] - I co niesamowite zdjęcia zrobione. Nie pamiętam jego nazwiska w ogóle.
[43:37] - Ja też, ale to był chyba ten tak zwany jednoręki bandyta. To się tak trochę śmiał właśnie Michał z tego, że to ten, co tak niby z Plejaranami, Plejadianami tam kręcił podobno i to oni mu tak przekazali. Potem oczywiście udowodniono, że to jednak oszust i tak dalej, i bardzo prawdopodobne, że on też dostał po prostu od tych różnych grup informacje i zdjęcia po to, żeby zaszokować troszeczkę opinię publiczną, żeby opinia publiczna zainteresowała się przesłaniami. A przesłania od tych Plejarian czy niby takich niby Plejadian były takie, że zabijanie tam w odpowiednim wieku dzieci to nie jest grzech, a jedzenie mięsa też jest fajne, a jedzenie samych warzyw to takie troszeczkę niezbyt mądre. I takie różne jakieś przekazy między tymi innymi, że peace and love, nie?
[44:32] - No ciekawe, ciekawe. Ja nie znam sprawy do końca. Widziałem po prostu jego zdjęcie i mnie zafascynowały jego zdjęcia, bo wyglądały naprawdę niesamowicie. Inna sprawa, że nie jestem w stanie dać głowy za to, czy są prawdziwe do końca, czy nie. To stawiam troszkę na tej samej dokładnie, nawet nie trochę, tylko dokładnie na tym samym stopniu równości jak zdjęcia wykonane przez NASA. To jest dokładnie ta sama fantastyka naukowa. Retuszowane są tak, że tam całe tło jest wymienione. Tam widać, jak sobie całe zdjęcie na levelach podkręcane. Przecież to jest takie-
[45:01] - Świetne są dokumenty na ten temat. Nawet jak bezczelnie pokazuje się, że na zdjęciu krzyżyk, który jest powiedzmy na tej-
[45:08] - Markery tak-
[45:09] - Tak, te markery są jednocześnie na jakimś obiekcie i za innym.
[45:14] - To w ogóle jest masa takich historii, bo to jeszcze by... Znaczy teraz jest bardzo trudno złapać, że tak powiem, złapać ich za rękę w dzisiejszych czasach, bo te zdjęcia są już coraz lepiej retuszowane, ale dalej widać, że są sztuczne. Chociażby, że całe niebo jest wycięte, bo też się nie da włożyć nowego nieba, możesz tylko wyciąć i wstawić czarne. A nie powinno być, bo powinno błyszczeć, bo masz gwiazdy, które z Księżyca są rewelacyjnie widać. Jest wiele, wiele. Słuchajcie, to w ogóle jest osobny temat, który też właśnie zapowiadam tak troszeczkę. On się też pojawi, bo osobny temat właśnie Księżyc i tych historii związanych z Księżycem. To też jest zagadka historii. Niesamowita w ogóle zagadka ludzkości. Co my mamy z tym Księżycem?
Wiesz coś? Bo ja nie. Nie no, trochę wiemy, trochę wiemy. Będziemy się starać rzucić tutaj trochę światła na te wszystkie historie.
[46:05] - No właśnie to tak-
[46:06] - Ja cię się zapytam, bo ja dzisiaj tak o kosmitach. Słuchaj, ja cię chcę pociągnąć. Czy kiedykolwiek spotkałeś się z czymś takim jak UFO, czyli niezidentyfikowany obiekt latający na Ziemi? Nie wiem. Słuchaj, nie wymagam od ciebie deklaracji, że wiesz, że zatrzymali się, wylądowali, wyszli, przedstawili się, że są Mirek i Zdzisiek i podali ci rękę ani nic z tych rzeczy. Absolutnie. Tylko czy widziałeś coś, co jest kompletnie niewytłumaczalne na niebie? Ja widziałem takie rzeczy. Widziałem kilka razy. Zdarzyło mi się to widzieć tak normalnie, bez niczego, po prostu bez żadnych używek oraz zdarzyło mi się to widzieć po używkach, po substancji psychoaktywnej, ale nie widziałem nic, żadnych innych majaków poza rzeczami na niebie.
I wyglądało to tak niesamowicie. Ja zacząłem, że tak powiem, kleić się do pewnej teorii związanej z częstotliwościami i z tymi wszystkimi odkryciami związanymi przez neurobiologów i naukę ostatnich lat. No, nie tylko, bo to właśnie taki powrót troszkę do korzenia, do tego, czym jesteśmy, że nasz mózg jest tylko anteną, która obsługuje konkretną częstotliwość. Jak przeskoczysz przez tą częstotliwość, to widzisz troszkę większe spektrum. To już nie widzisz tak jak właśnie kolega dzwonił i mówił, że widzimy tylko taki wąski kawałek i produkujemy maszyny do podczerwieni i tak dalej, i tak dalej, tylko widzimy nagle coś więcej. Słuchaj, czy widziałeś coś na niebie? Czy widziałeś kiedykolwiek w swoim życiu coś, co spowodowało, że stanąłeś jak wryty i powiedziałeś: „No fucking way”?
[47:22] - No to akurat był Jurek i Kunegundzia. To byli ci przyjaciele, ale nie tak à propos.
[47:31] - Jurek! Jurek! Wołają cię.
[47:34] - A on leci i przyleciał. Ale nie. A odnośnie spektrum całego to ja też nie chcę się wypowiadać, zanudzać słuchaczy różnymi jakimiś swoimi przeżyciami, ale tak, w sensie, że coś, co było dla mnie swego rodzaju właśnie synonimem takiego UFO, to tak. Były takie obiekty czy rzeczy, które się zachowywały dosyć nietypowo, czy ewidentnie wskazywały na to, że są, powiedzmy, no, niekoniecznie ziemskie, biorąc pod uwagę ich, znaczy nasze przynajmniej ograniczenia teoretycznie, które mamy, nie? Naszych pojazdów, obiektów.
[48:18] - Czy widziałeś je w miarę dokładnie, czy tak niedokładnie? Znaczy chcę się po prostu zapytać, jak wyglądały nad zwyczajni, bo jest kilka. Widujemy różne rzeczy. Ja też należę do ludzi, którzy widują takie obiekty na niebie. Tak z lirką mogę powiedzieć. Widujemy różne rzeczy, troszkę bijąc kredę za tych wszystkich, którzy też widzieli Oglądam do tyłu. Nikogo nie mam za plecami, ale wy tego nie widzicie. Także mówię za wszystkich.
[48:45] - Może ja powiem tak: każdy, kto będzie słuchał czy patrzył w niebo przez dłuższy czas, z czasem zacznie zauważać i rozróżniać pewne rzeczy. To jest satelita, co innego. Tu jest samolot jakiś, widać tu jest śmigłowiec.
[49:00] - Ty widziałeś na przykład okrągłe obiekty? Ja widziałem obiekty w kształcie piramid, dosłownie trójkątne obiekty, gigantyczne obiekty o kształcie trójkąta. Minęło trochę czasu. Wróciłem, zacząłem szperać w internecie. Bo zawsze po takiej akcji człowiek: „Wow, man, I need to check everything!” I zaczynasz szukać i sprawdzać wszystko. I się okazuje, że faktycznie takie obiekty widziano, nakręcono kamerą w Belgii dokładnie to, co ja widziałem. I to są raporty policyjne, wojskowe raporty, są raporty z radarów samolotów wojskowych, z helikopterów, przez mieszkańców. Sprawa bardzo popularna w Belgii. Znaczy bardzo znana i bardzo sławna, bo została doskonale udokumentowana. Chyba 1983 rok czy 1984.
Dawno, dawno temu. Ja widziałem to samo coś na niebie, gigantyczny trójkątny obiekt i niejeden. Widziałem ich parę. I miałem taką historię z tym. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że mój mózg w tym momencie przeskoczył na dziwną częstotliwość i być może mogły być to majaki, zwidy i nie wiadomo co. I proszę dzwonić po karetkę i po dobrego lekarza psychiatrę. Albo niech ten lekarz tutaj przyjdzie i sam popatrzy ze mną co ja widzę, bo być może inni też zobaczą. Ludzie widują okrągłe obiekty. Jest kilka takich niesamowitych spraw związanych z tą obserwacją. To jest na przykład kwestia tego, że one świecą, że zmieniają formę, zmieniają kształt.
Dla mnie na przykład intrygującą sprawą jest tekstura tych obiektów, że one wyglądają jak z rtęci. To jest moja taka obserwacja, że one są jak z rtęci, się manifestują. Takie spostrzeżenie. Chciałem się właśnie ciebie zapytać, czy przypadkiem nie masz jakiegoś detalu większego na temat tych obiektów. Nie wiem, czy nie widziałeś czegoś okrągłego albo kanciastego, czy to było po prostu tylko światełko w nocy.
[50:49] - Chciałem właśnie do tego dojść, że ja tutaj nikogo nie zaszokuję, bo nie widziałem jakichś takich obiektów, powiedzmy z odległości kilku metrów czy kilkunastu, czy że ufoludki z niego wyszły. Bardziej to były rzeczy związane ze światłami, które się zachowywały w nietypowy sposób. Co za tym szło, jakiś obiekt, który świecił, czy jakieś światła, które na przykład były w jakiś kształt ułożone i one latały, gdzieś się chowały po lasach i wylatywały, przelatywały i znowu się chowały za drzewami w lesie. Zmieniały położenie i to jeszcze charakterystycznie. Na przykład co pół godziny czy coś się unosiły, przesuwały gdzieś, przelatywały i znowu opadały. Różne jakieś tego typu akcje, ale nie miałem takich obserwacji typu, żebym konkretne kształty widział i konkretne rzeczy z tym związane. Gdzieś jakieś obiekty srebrzyste, które gdzieś tam lecą.
[51:48] - Jeszcze cię wymęczę jednym pytaniem.
[51:50] - Nie, żebym mógł ocenić, że to na przykład był kształt fajki.
[51:54] - Jeszcze jednym pytaniem i robimy przerwę na muzyczkę. Chcę się zapytać o to, jak się czułeś podczas obserwacji tych obiektów. Ponieważ to już nie jest chyba tajemnicą na świecie. Wielu ludzi o tym wie, że medytacja tudzież sprowokowanie pewnego stanu umysłu, obniżenie częstotliwości pracy mózgu do troszeczkę niższej frekwencji. Generalnie to, co daje medytacja, rozładowanie napięcia, emocji. Taki stan medytacyjny to chyba najlepsza nazwa. Bardzo mocno sprzyja manifestacjom się takich obiektów tudzież spostrzeganiu takich obiektów. Jest tak gigantyczna ilość raportów, w których ta jedna sprawa jest dokładnie ta sama, że ludzie mają jakiś taki moment bez stresu, medytacyjny moment i nagle na niebie pojawiają się różne dziwne zjawiska. Chciałem się zapytać, czy miałeś dokładnie to samo odczucie, czy byłeś taki wyrwany po prostu z codziennego życia, czy też było to poprzedzone jakąś akcją medytacyjną?
[52:58] - Nie. Zero akcji medytacyjnej, bardziej podczas obserwacji zdziwienie lub zafascynowanie. Ale słyszałem też o tym, że ludzie niektórzy właśnie są nastawieni bardziej na to spotkanie i tak medytacyjnie są, że mogliby się pojawić w jakiś sposób. I się pojawiają takie obiekty, że dają sygnał nam, że są.
[53:24] - Ja miałem jeden taki swój. Dlatego właśnie się pytam, bo tak stanąłem na plaży. To szybko opowiem. To jeden z tych przypadków, gdzie widziałem bardzo dużo obiektów na niebie. Stanąłem na plaży. Poprzedniego dnia byłem dobrze pod wpływem LSD. To LSD już zeszło. Wszystko się działo w pięknym miejscu. Piękna plaża, księżyc nad plażą. Fantastycznie.
Jedna z wysp tuż przy Europie. Mniejsza o to. Tak sobie stoję i nagle czuję, że powinienem podnieść głowę do góry, bo patrzyłem się na plażę, na piasek, na takie rzeczy i nie podnosiłem głowy do góry i nagle czuję ten imperatyw, podnieść spojrzenie na górę, jakby siła mnie pchała. Patrzę, podnoszę głowę i widzę wow, gigantyczną ilość obiektów, które nagle zaczynają się pojawiać. Oczywiście pierwsza rzecz to taka: okej, może to LSD z wczoraj jeszcze po prostu mocno działa, ale po chwili zaczynam się orientować, że cokolwiek by to nie działało, to co jest na niebie jest bardziej prawdziwe niż mniej prawdziwe i niewiele ma to wspólnego z tym LSD z wczoraj. Jest to coś, do czego mam po prostu dostęp aktualnie. Nie wiem w jaki sposób. Może jeszcze moja częstotliwość mózgu pracuje w inny sposób. Może mam po prostu dostęp do tego jeszcze przez parę chwil. Może tylko to.
Ale to było niesamowite zjawisko i było pewne zjawisko medytacyjne. Była lekka cisza, troszeczkę inna atmosfera dookoła. Było coś w tym stylu i to się często powtarza w raportach ludzi. Dlatego koniecznie ciebie chciałem zapytać, czy przypadkiem gdzieś nie masz takiej historii?
[55:06] - Nie, ja właśnie ala medytacyjnej nie mam. Muszę powiedzieć, że nigdy nie próbowałem też takich przywołać na zasadzie medytacji czy chęci kontaktu. Nie wiem, jak by się to skończyło, ale nigdy nie miałem. Jest coś w tym sensie, że patrzysz gdzieś w jakieś miejsce, czy chcesz gdzieś popatrzeć i to widzisz. Ja uważam, że nie ma rzeczy takich tu na świecie, które się dzieją z przypadku, że nie ma przypadków. W pewien sposób obserwujesz pewne rzeczy, bo jesteś z nimi powiązany. Ale nie miałem takiej sytuacji, że koniecznie sobie medytowałem i nagle poczułem, że tutaj sobie popatrzę, a oni sobie lecą.
[55:50] - Tu na czacie ktoś mnie, że tak powiem, był szybszy ode mnie. Dziękuję bardzo za refleksję. Napisał, że to jest dokładnie tak, że LSD pomagało wkraczać do takiego obszaru, który jest tuż obok naszej rzeczywistości. Ta sama częstotliwość, ta sama rzeczywistość, tylko że troszeczkę obok. My tego już po prostu nie widzimy. A tam jest taki parking i one po prostu wiszą i czekają, żeby tu się pojawić. Dosłownie. Ten parking jest potężny. Wiszą nad całą planetą, są wszędzie. Są wielkie, trójkątne, też małe, okrągłe.
Są jak płynna rtęć. Mogą zmienić kształt, zniknąć, zamienić się w światełko. Niesamowite. Słuchajcie, sam nie wiem, po tych wszystkich rzeczach, które widziałem na własne oczy generalnie, gdzie szukać tych kosmitów? Po prostu sam nie wiem. Wiem już, że są.
[56:36] - Dobrym motywem są różne informacje też o tym, jak się obserwuje obiekty, które są po prostu niewidoczne, bo trzeba je albo w podczerwieni, albo tego typu rzeczach obserwować. Noktowizor na przykład jest i przy pomocy noktowizorów można przerobić kamerę i wtedy obserwować obiekty, których normalnie nie widać. Ludzie obserwują i nagrywają to. I też jest na YouTubie czy gdzieś tam widać w internecie, jak jest porównanie na przykład z kamery zwykłej i z kamery przerobionej na taki trochę noktowizor, jak jest obiekt na niebie, którego normalnie nie ma.
[57:15] - Jest to całkiem możliwe. Są niesamowite zdjęcia zrobione ze stacji kosmicznej. To są, zdaje się, rosyjskie zdjęcia, które tam wyciekły, są w internecie. Zresztą zdjęcia robione przez NASA, które akurat nie zostały zmanipulowane. I zawsze mi się bardzo podoba, bo to jest takie ujęcie, kawałek Ziemi widać, kawałek kosmosu. No i setki zasuwających w różnorakie kierunki, zmieniających te kierunki na bieżąco, dziwnych świecących pojazdów. Po prostu setki. Okazuje się, że jest tłok, autostrada dookoła Ziemi. Oczywiście wszyscy twierdzą, że tego nie ma.
[57:47] - To śmieci są jakieś.
[57:49] - Nie, to nawet nie śmieci. To jest jakby słoń stanął w twoim pokoju i wszyscy udają, że tego słonia nie ma. To jest największy fenomen.
[57:55] - Oni tak twierdzą. Twierdzą, że to są jakieś bryłki lodu.
[57:59] - Jasne. I wszystkie sobie zmieniają kierunek. Zachowują się jak statki kosmiczne, które przelatują, skręcają, lecą w prawo, wracają z powrotem. Taka bryłka lodu leci, staje w miejscu, odlatuje w lewo, potem z powrotem się cofa, prawda?
[58:13] - Nigdy nie miałeś do czynienia z inteligentną bryłką lodu?
[58:16] - Nie. Ja jestem cienki w klejeniu kulek z lodu. Może dlatego, że właśnie się wyprowadziłem z kraju śniegu i mieszkam w Anglii, gdzie po prostu śniegu za bardzo nie ma, przynajmniej na południu. Także właśnie zapomniałem już o tej inteligencji śniegu. Właśnie o to chodzi. Dokładnie. Tajemnica inteligencji śniegu.
[58:32] - W Polsce też śniegu nie ma na razie. Może nie ma inteligencji też.
[58:37] - Może właśnie o to chodzi. Może dlatego jeszcze nie widać za bardzo tych wszystkich ufoków. Bo ja UFO też nie widziałem za bardzo, ale widziałem inne rzeczy. Słuchajcie, opowiem wam troszkę o tym, bo w ogóle w tym roku w „Hiperprzestrzeni” zamierzam właśnie ruszyć te tematy, odkopać, połączyć te wszystkie wynalazki, te wszystkie rzeczy z prehistorii z dzisiejszymi czasami, dzisiejszymi wizjami, które mamy. Przynajmniej niektórzy z nas. Ja przynajmniej miewam. Także ja widuję takie obiekty na plaży. Bywa. Nie wiem, czy dzwonić do lekarza. Czuję się doskonale z tym.
Także polecam każdemu.
[59:08] - Dobra, to ja jeszcze tak na zakończenie, bo nie chcę ci przecież zajmować audycji, Tomku, to ja opowiem taką historię z grubsza oczywiście. Kiedyś byłem ze znajomymi akurat po pracy na Wyspie Słodowej. Nie pamiętam, to był czwartek czy jakiś taki dzień. No to wiadomo, Wrocław. Od razu mówię dla tych, co nie wiedzą. I sobie tak ze znajomymi poszliśmy na piwko, dwa i potem trzeba do domu jechać. Już było późno. I tak sobie siedzimy, coś gadamy. Ja mówię: „Patrzcie, patrzcie tam”. A tam światła takie zapieprzają po kolei, jedno po drugim, gdzieś tam znad Wrocławia.
Takie kule różne. Na początku patrzyłem, przyglądałem, czy to nie są jakieś lampiony chińskie czy coś, bo to też taka fama troszeczkę z tym. Ale te lampiony można zauważyć, jak lecą, że one tak migają, to światło, bo tam jest taki płomyczek, który napędza ten lampion, ogrzewa. To nie były lampiony. Normalnie się żarzyło. Były takie ogniste, można powiedzieć, kule. I napieprzały wszystkie. No i dobra, leciały. I słuchaj, jedna z nich, bo w szyku jakimś takim leciały, jedna z nich tak jakby się zepsuła i opadła na ziemię. I słuchaj, mówię jej: „Jaja, patrzcie, UFO leci czy coś”.
[01:00:23] - Polskie Roswell. Chłopaki pobiegli, aż dowiemy się, co tam mają.
[01:00:27] - Słuchaj, gdzieś to poleciało, gdzieś tam spadło, gdzieś w pizdu musiało być za Wrocławiem, bo to przecież z daleka, wysokość, to wszystko jest pogubione, te odległości. I teraz tak, jest okej, luz. Tam sobie gadamy, w aucie dziewczyna się śmieje, że widziała jak UFO spadło nad Wrocławiem. Dobra, śmiejemy się 15 minut. Jakieś światło lata gdzieś tam w tym rejonie, gdzie to spadło. I to światło latało na zasadzie jakiegoś śmigłowca, który był nieoznakowany, bez świateł, tylko halogenem napierdzielał szukając miejsca upadku obiektu.
[01:01:01] - Okej, ja nie będę teraz ściemniał. Słyszałem tę opowieść z Wrocławia, że nad Wrocławiem coś przeleciało, zniknęło i na miejscu pojawił się helikopter wojskowy. Ktoś z moich znajomych mi opowiadał, bo ja sam jestem z Wrocławia, urodziłem się tam i wychowałem. A co!
[01:01:17] - Także ja też byłem tutaj. Przy okazji obserwowaliśmy na Wyspie Słodowej taką sytuację i potem się śmialiśmy trochę na zasadzie, że znajoma opowiadała znajomym: „Słuchajcie, byłam na Wyspie Słodowej, widziałam normalnie UFO jak leciało”. „Tak? A ile wypiłaś?”. I takie jest podejście troszeczkę ludzi, że tak powiem.
[01:01:36] - Jest takie dziwne podejście, ale słuchajcie, ja w tym roku będę rzucał pewne rzeczy, które zniszczą to podejście. Zaczniemy inaczej na to patrzeć. Chyba myślę, że powinniśmy już powoli inaczej na to patrzeć. Dobra, to ja dziękuję serdecznie za całą tą historię. Wow.
[01:01:52] - Jasne. Ja również pozdrawiam wszystkich słuchaczy. Pozdrawiam ciebie Tomku i trzymaj się cieplutko.
[01:01:55] - Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Właśnie, wszystkiego najlepszego. Już rozłączyłem, a tam jeszcze życzenia szły. Nieważne, wszystkie dotarły. Słuchajcie, bo mam tu jeszcze szybciutko przed muzyczką, bo tu już muzyczka czeka. Tak się rozgadaliśmy, prawda? To może ja zrobię tak: po prostu puszczę muzyczkę, a po muzyczce wracam. Słuchajcie, bo mi tu słuchacz podesłał swoje spostrzeżenia, swoją historię, kiedy on spotkał dziwne obiekty na niebie. To, co ja widziałem, było tak potężne. Widziałem to parę razy.
Widziałem dwa razy obiekty w kształcie trójkątów, dosłownie jak gigantyczne piramidy. Po prostu potężne. Jakby skala tego wielkości Londynu. Wyobraźcie sobie troszkę statek kosmiczny wielkości miasta Londyn, który nadlatuje nad miasto Londyn i się nagle materializuje. Nikt go nie widzi, nagle w przeciągu dwóch minut z nieba, znikąd wyłania się jakby płynna rtęć, nagle materializowała gigantyczny statek nad miastem. Nie wiem, proszę państwa, nie wiem. Wygląda niesamowicie. Taką historię widziałem. Po prostu potężne. Także mam tu spostrzeżenie od innego słuchacza na temat takiej opowieści, co widział.
I właśnie mam takie spostrzeżenia, skąd się bierze to wszystko? Bo ja tak sobie myślę troszeczkę tak, jak tu właśnie jeden z czatowników napisał, że jest coś w tym, że może być parking tuż obok. Właśnie, bo tu mi Michał, czyli Claude, podpowiedział, już szukam, podpowiedział nazwisko człowieka, o którym mówiłem. Chodziło o tę niesamowitą lunetę, tudzież podejrzenie, że ta luneta. Gdzieś sobie zapisałem to i znowu zgubiłem. Przepraszam bardzo, jak zwykle. Słuchajcie, już miałem jak się człowiek nazywał, a już nie mam. Było i nie ma. No cóż. Ulotność rzeczy martwych.
Słuchajcie, to ja poproszę, jeżeli ktoś może... Czekaj, już chyba mam. Sekundę. John Lenard Walson. To był ten człowiek od tego dziwnego teleskopu. Czy to prawda? Nie mam bladego pojęcia. Sam chciał taki teleskop skonstruować, żeby widział wszystko albo jeszcze więcej. A co, czemu nie? To co?
To jakaś muzyczka, proszę państwa. A po muzyce opowiem wam, co mi słuchacz podesłał i jaką konfrontację z tymi dziwnymi historiami na niebie. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w radiu na fali oczywiście retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A dzisiaj kosmicznie się zrobiło. UFOki. Słuchajcie, wkracza temat nie z tej planety, a może temat jak najbardziej z tej planety, myślę. Bo moje doświadczenia, nie tylko, bo to w ogóle będzie cały rok o tym, żeby teraz poopowiadać troszkę o takich rzeczach i nie tylko. I doświadczenia wielu ludzi mówią, że jest to bardzo mocno związane z tym tu i teraz. Słuchajcie, czytam, bo dostałem tę opowieść o kosmitach. Przepraszam bardzo, może nie będzie tak idealnie przeczytana, bo dostałem ją przed chwilą, także nie zdążyłem zrobić żadnej próby.
Lecę jak leci. Parę lat temu staliśmy z kolegą na parkingu pod domem. Gadaliśmy sobie o interesach i nagle za mną wystrzeliło do góry światło, robiąc jakby jasny rozbłysk z flesza. Zostaliśmy oświetleni z kumplem jakby jasnym światłem. Ja widziałem to tylko kątem oka, jak przy zerkaniu w astronomii. To światło strzeliło do góry błyskawicznie. Widać było po grze cieni za kolegą, który widział to centralnie. Koleś sceptyk zapytał tylko: „Co to było?” Nie było to po prostu czyste. Niebo było czyste, ale patrząc chwilę potem w górę nic nie było widać, co by się poruszało. Ostatnio wróciłem do tematu.
Stwierdziłem, że prawdopodobnie to wystrzeliło znad kopuły okrągłego kościoła na wzgórku za nami. Wnioskuję to z miejsca, gdzie staliśmy. A najlepsze, że kolega zapytany ostatnio o nic, nic nie pamięta kompletnie. Może go naświetlili. I don't know. Ciekawe, moi drodzy. Ja mam takie dosyć konkretne. Po prostu widziałem. Także ciężko mi się postawić w tej sytuacji, że będę udawał przed kimś albo przed sobą, że nic nie widziałem na niebie. Absolutnie to wszystko bajki.
Widziałem i to widziałem takie rzeczy, że mi się w ogóle wszystko poprzewracało. I tak spojrzałem i powiedziałem: „No way, man”. To to jest technologia. To w ogóle nawet nie jest technologia. W ogóle słowo technologia to jest za małe słowo, żeby to opisać. To jest coś, co mieszka w innym wymiarze. To jest coś, co porusza się pomiędzy wymiarami. Coś, co jest czymś kompletnie innym niż wszyscy przez ostatnie sto lat, ostatnie minimum 50-60, od kiedy się wydarzyła słynna historia w Roswell. Od tego momentu jest kompletnie coś innego, niż wszyscy się spodziewali. Klasyczny numer z Roswell.
Przynajmniej taki, można powiedzieć klasyczny core science. Nie wiem, czy naukowy, czy poszukiwaczy może. Taki klasyczny nurt poszukiwaczy UFO i wszystkich tych historii. Przynajmniej, żeby to wyjaśnić. Bo to jest tak, że jest nurt poszukiwaczy UFO, a mnie już UFO nie za bardzo. Nie mam czego szukać, bo właściwie samo mnie znalazło. I powiem wam, że jeszcze sny, jakie później mi się zaczęły pojawiać związane z tym UFO, to już w ogóle inna historia. Słuchajcie, snop światła, który się pojawia i mnie zaprasza. Staję przy tym snopem światła, słyszę głos, który mówi: „Musisz jeszcze poczekać. Przyjdzie na ciebie pora”.
Takie historie. Człowiek nawet nie wie, czy się budzi rano, wstaje z łóżka i mówi: „Nie, nie wierzę. Chyba się nie wyspałem”. Dokładnie. Myślę, że nie jestem jedynym człowiekiem. Myślę, że na świecie są miliony. Jeżeli nie przejmowałem, jak zwykle walka z mikrofonem. Myślę, że na świecie są miliony ludzi, którzy mają dokładnie bardzo podobne spostrzeżenia. Nie jestem absolutnie jedyny i absolutnie wyjątkowy. Jest tego masa.
Jeżeli czytacie i śledzicie takie historie, to w ciągu ostatnich lat pojawia się coraz więcej ludzi. Może to kwestia odwagi, że ludzie przestali się bać mówić, że takie rzeczy im się wydarzają, bo takie rzeczy się wydarzają. Moje wydarzenia są związane też z substancją o nazwie DMT. Mocno się nasiliły, że tak powiem, po tym, kiedy zostałem użytkownikiem ayahuaski. Takie spotkania w ogóle się nasiliły. Tak samo Salvia divinorum pomogła w jakiś sposób. Co pomogła zrobić? Bo to już jest moja spekulacja. Słuchajcie, ja się zastanawiam, trzymam się przy tym, że jest to kwestia częstotliwości, w której odbieramy rzeczywistość, że jest to kwestia, można nazwać, podczestotliwości, że jest jedna częstotliwość i druga, która idzie z lekkim opóźnieniem, delayem obok i tam się dzieją już zupełnie inne rzeczy. Tam jest zupełnie inny świat, jakiś świat równoległy, świat, który się dzieje tu i teraz, ale właściwie nie ma go z nami, tylko jest obok.
Ale jest tu i teraz. Taki paradoks sytuacyjny troszeczkę dla nas, przyzwyczajonych do takiej materii. No i ten pierwszy ślad poszukiwacza, pierwsza grupa poszukiwaczy UFO i wszystkich tych zagadek z tym związanych, to była grupa ludzi, która usilnie, nagminnie poszukiwała tego kawałka cholernego aluminium, kawałka drutu z kosmosu, kawałka czegoś z kosmosu, po prostu, żeby to było coś, co jest z kosmosu i żeby to dotarło i żeby się pojawiło, żeby mieć to w ręku zamanifestowane, przedmiot. A się okazuje, że ciężko zrobić z tego przedmiot. Ciężko to określić jako przedmiot. Słuchajcie, wszystko to, co ja widziałem i to, co czytałem w raportach, bo później oczywiście zacząłem czytać raporty na temat tych statków kosmicznych, tudzież cokolwiek to jest. Słuchajcie, statków z innych wymiarów i innych częstotliwości, bo to chyba najlepsza nazwa, nie ma nic wspólnego z naszym pojęciem drutu, stalowej ramy, do której trzeba przypiąć silnik, czy cokolwiek tam jest. Nie, ma z tym absolutnie nic innego. Jest oparte na czymś, co się dzieje w głowie. To jest coś związane z moim postrzeganiem.
Przynajmniej taka była moja refleksja, że to nie ma naprawdę nic wspólnego, że ja wezmę młotek, duży magnes i poprzybijam drut gdzieś do podłogi, antenę wybuduję, będę z tym magnesem stał w środku, będę celował w niebo i będę ściągał tych wszystkich kosmitów z nieba dużym magnesem. Nie. Może byłoby łatwiej i byłoby prościej, ale nie, tak się nie da, słuchajcie. Trafiłem na fenomenalną historię. To też się pojawi w tym roku w hiperprzestrzeni. Historia jest niesamowita, bo to nie jest historia tylko z jednego źródła. Są to historie whistleblowerów, czyli tych ludzi, którzy ujawniają te tajemnice, o których często właśnie w Teorii Chaosu jest mowa. Pozdrawiam bardzo serdecznie Michała. Whistleblowerów, którzy uczestniczyli w badaniach nad latającymi statkami. Nie wiadomo, czy kosmicznymi.
Właściwie są to tajemnicze programy rządowe, zaszeregowane nie wiadomo jak. Po prostu badania nad obiektem latającym na przykład. No i takich obiektów latających wymyślono troszeczkę. Musimy pamiętać o tym, że przynajmniej powinniśmy gwoli przyzwoitości, proszę państwa, już nie mówię o kodeksie honorowym, bo widzicie. Powinniśmy pamiętać, że w ciągu jednego roku w Stanach jest w okolicach 50 wynalazków zgłaszanych w samych tylko Stanach i zdaje się w Kanadzie, bo to jest ten sam system prawny, jeżeli chodzi o tak zwane free energy. Jak byśmy to mogli nazwać, alternatywne źródła zasilania czy cokolwiek to po prostu jest. Część z tych technologii jest bardzo, co tu dużo ukrywać, z jednej strony awangardowa, a z drugiej strony jest bardzo stara, bo ma już grubo ponad 100 lat. To są dokładnie historie, o których pisali Tesla, Viktor Schauberger, Walter Russell, Wilhelm Reich i wielu innych. Wymieniać można naprawdę długo. No i ci wszyscy ludzie utrzymywali 100 lat temu, że nie są nam potrzebne żadne koła, że możemy panować nad grawitacją, że możemy sobie zbudować maszynę, która sama się zasila, sama produkuje odpowiednią ilość prądu do tego, żeby się poruszała.
No i może się poruszać w dowolnych kierunkach, właściwie w dowolnej przestrzeni. Nie robiono za bardzo z tym zbyt wielu eksperymentów. Są takie legendarne opowieści o eksperymentach Tesli z rezonansem, który wręcz doprowadził do trzęsienia ziemi na Manhattanie. Takiego mikrotrzęsienia ziemi, bo okazało się, że ustawił rezonans nie w tą stronę. I to było takie małe pudełko, które właściwie mieściło się w kieszeni. Przerażony tym wszystkim, co zrobił, wziął to pudełko i roztrzaskał po prostu młotkiem, kiedy się okazało, że taki rezonans powoduje to pudełko. Słynna historia opowiadana przez Michaela Tellingera, kolesia od kamiennych kręgów na południu Afryki, o wynalazcy z Australii, który wymyślił to niesamowite urządzenie. Pilocie RAF-u. Zresztą znana historia. Wymyślił urządzenie do podgrzewania wody.
To była taka kulka. Jeżeli wiecie, jak wyglądają rosyjskie, radzieckie jeszcze metalowe zaparzarki, że jest taka kuleczka i ją się na drucik zapina i tam jest herbata. Jak się wkłada tą kulkę z herbatą do środka, chodzi o to, żeby herbata została dalej w kulce. Chyba wszyscy wiedzą, takie zaparzarki do herbaty w rosyjskim stylu. Maszyna dokładnie wyglądała w ten sposób. Była taka kulka średnicy trzech centymetrów na łańcuszku, którą się wkładało do wody i ta kulka automatycznie zaczynała gotować wodę. Widziałem wideo z tego. Niesamowita historia. Pan jest nieżyjący, także tajemnicę zabrał ze sobą do grobu. Tam jest kwestia rezonansu, bo kwestia tego, że tam jest dziurka i jak ta woda wlatuje sobie do tej kulki, tam w środku taki mechanizm, który powoduje, że jak wlatuje, to ta woda porusza kilka elementów, które zaczynają drgać.
I chodzi o ten rezonans. To musi być wystrojone jak przysłowiowy fortepian na kamertony, żeby wszystkie częstotliwości były idealnie zgodne. Jak się okazuje, jedne z tych częstotliwości mają to do siebie, że zostawiają tajemnicze znaki. Muszę się po książkę jednak schylić. Miało nie być notatek, miało nie być książek dzisiaj, ale jak widać się nie da oprzeć. To się nazywa figury zrobione przez Juliena Le Veriera, francuskiego matematyka, który żył jakieś 300 lat temu. Miał taki pomysł, żeby nagrać to, co się dzieje dookoła, to, co jest niewidoczne, tą falę. Wiecie, jak to zrobił? Zrobił to w elegancki sposób. Zrobił to tak: wziął duży kamerton.
Tutaj nawet mam kamerton. Może nie mam takiego dużego, ale mam. Zaraz, gdzie jest mój kamerton? Słuchajcie, gdzieś tu był. Nie mogę znaleźć mojego kamertona. Nie wiem, co się dzieje. Nie mogę. Ale był. Znaczy gdzieś tu jest. Ale mniejsza o to.
Słuchajcie, każdy wie, jak wygląda kamerton. Ten pan brał takie malutkie lustereczka. Kamerton wygląda jak literka U i do obu stron kamertona podłączał to małe lustereczko. Przepraszam bardzo, tu jak zwykle mi rozłącza. Na czacie raz jestem, raz nie jestem. Przepraszam bardzo, bo coś mnie rozłącza i łączy z tym czatem. Jak zwykle. I on przyklejał. Kamerton jest jak literka U i on przyklejał z jednej strony kamertonu i z drugiej strony takie malutkie lustereczka do tej jednej i drugiej kreseczki, bo to jest to, o które się walni, które drgają i robią ten niesamowity dźwięk. Ustawiał źródło światła, które świeciło takim skondensowanym światłem przez soczewkę na to lustereczko i brał drugie lusterko obok i puszczał światełko tak, że ten kawałek lusterka, który był na kamertonie, odbijał światło w tym drugim lusterku, tak jak ze źródła do kamertonu, do drugiego lusterka i na tablicę elegancko.
Na tablicy wyświetlało punkcik. Dowcip zaczynał się robić, kiedy kamerton był wzbudzany, bo kiedy wzbudzano kamerton, z punkcika zaczęła robić się fala. On zaczął rejestrować te fale i im szybciej ten kamerton chodził, tym szybciej się ta fala wzbudzała. Oczywiście te fale można sobie zarysować i on je oczywiście wszystkie wyrysował dla wszystkich częstotliwości. W ogóle można sobie taki eksperyment w domu zrobić. Postawić kamerton, przyczepić do niego kawałek błyszczącego lustereczka. Właściwie można laser, bo w dzisiejszych czasach nie trzeba robić takich kombinacji. Można laserem to zrobić. Inna sprawa, że ten pan podłączał dwa kamertony, jeden do drugiego, wzbudzał takie podwójne częstotliwości i tak dalej. Wybudowano nawet specjalną maszynę, która odliczała czas, interwały związane z tymi falami.
Maszyna nazywa się harmonograf. Kiedyś w ogóle miałem taką obsesję, że chciałem ją znaleźć, kupić. One czasami są do kupienia, takie harmonografy sprzed 100 lat. To wygląda jak stół troszeczkę. Ma takie wiszące wahadełka. Kładzie się kartkę papieru na dole i do jednego z wahadełek się podczepia ołówek czy tusz i się wzbudza te kamertony dźwiękiem. Puszcza się te wahadełka i w tym momencie ono zaczyna na kartce papieru, która leży w specjalnym miejscu, wyrysowywać tą falę tak jak ona wygląda. Wygląda to naprawdę spektakularnie. Bardzo piękne rysunki. Tam sobie można oczywiście zobaczyć, jak wygląda fala.
„Jak wygląda”, bo fala jest czymś niewidocznym dla nas normalnie. To był pierwszy moment, kiedy zaobserwowano widoczność fali. Jak się okazuje, nasz mózg fali nie widzi. Czyli coś, co jest elementarnym czynnikiem powodującym, że wszystko trzyma się kupy i nic się nie rozlatuje, jest kompletnie niewidoczne dla naszego oka, dla naszego mózgu, dla naszej percepcji. To doświadczenie, gdybyśmy tak przejęli troszkę na te dzisiejsze stany umysłu, to wam opowiem o tych whistleblowerach z Ameryki. No ładnie, tak zacząłem mówić o tych metronomach, kamertonach i czas najwyższy wrócić do UFO. O co chodzi z tymi whistleblowerami? Słuchajcie, jest kilku takich. To jest jak w bajce o dżinie, ale to może o tym za chwilę. Te technologie, które produkują to dziwne pole plazmy, tą free energy, to, że coś się manifestuje znikąd, w dziwny sposób wpływają na nasz umysł.
I nie jest to żadna lipa. Dziś jest masa dokumentacji na ten temat. Jedną z głównych dokumentacji, jednym z głównych eksperymentów, które temu towarzyszył, były sprawy związane z budowanymi przez ludzi pojazdami do poruszania się we wszystkich możliwych wymiarach. Można nazwać UFO, czy jak to zwał. Bo się okazuje, że ta technologia jak zbudować taki statek, który łamie zasady antygrawitacji, jest doskonale znana. Ona istnieje na świecie od co najmniej 100 lat i była wykorzystywana przez wiele armii, wiele instytutów badawczych i wielu ludzi prywatnie i organizacji. I co wyciekło do nas? Wyciekło, że te pojazdy były budowane. Zostało zbudowanych parę prototypów w latach 60. Poruszały się, ta technologia działa, wszystko jest okej i dzieje się niesamowita rzecz.
Te informacje, które ja mam, to tłumaczenie od jednego z whistleblowerów było takie, że oni wchodzili do tego pojazdu. To było wielkości normalnego dużego latającego dysku. Mogło mieć przypuśćmy 15 metrów średnicy, w środku taki mały pokoik, żeby sobie wszyscy usiedli dookoła. I wszyscy siadali dookoła i to urządzenie miało taki czujnik w środku. Nie wiem jak wyglądało, bo to też są takie opowieści, że tam detali technicznych nikt nie chce za bardzo ujawnić. Mniejsza o to, urządzenie było pośrodku. I fenomen polegał na tym, że to urządzenie wzbudzało jakiś specjalny rodzaj rezonansu grawitacyjnego, który jednocześnie odklejał ten cały spodek od ziemi i powodował, że te siły, które dociskają wszystko do naszej planety, przestają działać na ten obiekt i obszar dookoła tego obiektu oraz wszystko, co się znajduje w nim w środku. Zarówno jak na obiekt, przestają też działać na ograniczenia, które są nałożone na nasz mózg. Ograniczenia to jest dosyć specyficzna nazwa. Tu się posługuję taką nazwą troszeczkę z bardzo rewolucyjnej swego czasu książki „Drzwi percepcji” Huxley'a napisanej po meskalinie, który swoje pierwsze meskalinowe doświadczenie opisał w ten sposób, że nasz ludzki umysł jest niesamowitą anteną, która ma dostęp do całej mądrości świata, wręcz nieobliczalnej mądrości świata.
I ten logiczny kawałek, który nas trzyma z materią, pozwala nam nie zwariować, mówiąc w skrócie. To jest coś, co pozwala nam trzymać zamknięte drzwi przed tym pięknym, wspaniałym światem, żebyśmy nie popadli w jakieś szaleństwo z nadmiaru tego, że będzie zbyt dobrze. Taka bardzo dziwna, karkołomna teza, ale taka teza z lat 50., kiedy jeszcze nie wiadomo do końca było, czy należy się cieszyć, czy nie można się cieszyć, czy trzeba iść smutnym życiem, czy trzeba iść wesołym. Nie wiadomo w ogóle jeszcze, o co było, bo to jeszcze przed takimi wielkimi odkryciami DNA i wieloma innymi rzeczami w nauce. Ale książka była rewolucyjna od tej strony, że mówiła, że właściwie taka normalna percepcja, którą mamy na co dzień chodząc po ulicy, robiąc normalne rzeczy, jest percepcją wytłumioną, jest takim stanem czuwania. To nie jest nasz pełny stan odbierania rzeczywistości. To jakiś stan czuwania, na którym sobie funkcjonujemy, kleimy materię do kupy, potrafimy sobie wymyślić, że chodzimy do pracy albo inne rzeczy sobie wymyślamy. Ale generalnie to wszystko. Nagle się okazuje, że jest coś, co powoduje, że ta materia i te nasze myślenie o materii, że jest deterministyczna, że jest najważniejszą rzeczą w życiu, kompletnie znika. Doświadczenie tych ludzi, którzy sterowali tymi pojazdami, było wręcz niesamowite.
Mówili o zniesieniu ego. Właściwie ich opowieści bardzo przypominają, jeżeli nie jota w jotę, opowieści z dobrych tripów po LSD na przykład albo tripów po psylocybinie. To są dokładnie takie same sytuacje, gdzie mózg się wycisza, jeszcze dodatkowo wzmacniany taką medytacją robioną. I nagle się okazuje, że ta medytacja i stworzenie wspólnego kolektywu, takiego myślowego kolektywu w tym polu morfogenetycznym, to, co się działo w tych pojazdach, sterowało tymi pojazdami, że właściwie siadała tam grupa ludzi dookoła tego urządzenia i to oni poruszali się tym pojazdem, sterowali tym pojazdem za pomocą myśli. I fenomen był taki, że o ile doskonale wszystko pracowało, kiedy wszyscy są w pojeździe, to kiedy wszyscy opuszczają pojazd, to po prostu zapominają. Zostaje tylko piękne wspomnienie czegoś pięknego, co się wydarzyło i jest troszeczkę jak sen, którego nie można zapamiętać za żadną cholerę. A wiadomo, że tam jest najważniejsza odpowiedź na wszelkie najważniejsze pytania naszego życia, a my za żadną cholerę nie potrafimy zapamiętać tego snu. On gdzieś ciągle znika. Jednym z takich eksperymentów, które polecono zrobić właśnie temu whistleblowerowi, bo on nie do końca w to wierzył, było to, ponieważ oni się poruszali tymi statkami, podróżowali w różne miejsca, wracali z tych miejsc, tylko nikt nie pamiętał, bo po powrocie pamięć była gubiona. Trzeba było mieć bardzo dobrze wytrenowaną głowę, żeby emocjonalnie móc w ogóle być tak skonsolidowanym człowiekiem, żeby pamiętać takie rzeczy, które się działy podczas operowania tą maszyną w tym dziwnym stanie energetycznym, w stanie plazmy.
I kiedy gdzieś tam polecieli na jakąś pustynię tym statkiem kosmicznym, poprosił załogantów. Załoganci zostali poproszeni o wzięcie czegoś z ziemi, o wzięcie kamienia i włożenie sobie do kieszeni. I kiedy wrócili z powrotem, oczywiście szef całej wyprawy opowiedział im, że właściwie byli na wyprawie. Nawet wylądowali, wyszli z tego statku kosmicznego, obejrzeli to miejsce, wrócili z tym statkiem z powrotem. Nikt nie chciał mu wierzyć, na co chłopak powiedział: „Teraz wszyscy sięgamy do kieszeni. Co macie w kieszeni?”. I się okazało, że wszyscy mieli tam kamyki z tej pustyni. Taki klasyczny numer. Bardzo intrygująca opowieść. Jest parę takich opowieści, bo to tylko z jednego źródła jest taka opowieść.
To jest z jakiegoś prywatnego programu badawczego w Stanach. Natomiast takich opowieści jest naprawdę gigantyczna ilość. Wiemy, że ta maszyna zmienia coś. Zmienia coś w naszej głowie. Mam tu też telefon. Halo, halo! Witam serdecznie ponownie w telefonie. Halo, halo! Proszę mi tam nie klepać. Proszę, wszystko już słychać.
Proszę mówić. Halo, halo.
[01:25:35] - Słychać, tak? Dobra.
[01:25:37] - Idealnie.
[01:25:40] - Kurde, z tym dźwiękiem ciebie znowu nie słyszę. Weź coś powiedz, żebym cię w ogóle słyszał.
[01:25:45] - Słuchaj-
[01:25:46] - O, słyszę. Dobra, już jest luks. À propos tego tematu. Mówisz w ten sposób, że dokładnie tak, jakbyś opisywał takie podróże, które się nazywają OBE, LD i tak dalej. Że po prostu to jest inna rzeczywistość, która jest cały czas dookoła nas i do której mamy wszyscy dostęp. I tak samo jestem przekonany, ja to tak widzę, że à propos tych obcych cywilizacji i tak dalej, czy to nazywać gęstościami, wymiarami, nie wiadomo czym, że jednak to jest troszkę w innych wymiarach. Jeżeli takie światełko jakieś widać, nie widać, można się coś dopatrzeć, to tylko dzięki temu, że w jakiś sposób coś przenika do tych naszych wymiarów, do tej gęstości, do tych naszych częstotliwości życia, w których wszystko drga tutaj dookoła. To jest tak, nie wiem. My może działamy jako ludzie w zakresie, tak widzimy od tego światła jakiegoś tam, które widzimy. Tak samo radio odbiera fale, UKF odbiera od 88 do 108.
[01:26:59] - Zauważyłeś, Teflon, że jak się przyjrzeć na to, jak duża jest ta skala, którą się normalnie widzi, w sensie ta rejestrowana przez nas, czy nawet ultradźwięki, podczerwienie, wszystkie te rzeczy razem spakowane na długości całej skali kosmosu, to jest to właściwie nic. Właściwie jesteśmy ślepi.
[01:27:15] - Oczywiście. I bardzo możliwe, że to właśnie tak działa, że po prostu mamy taki zakres UKF, w którym działamy, 88-108. I kwestia jest tylko tego, że może można się trochę odstroić, można poszerzyć pasmo widzenia i trochę odlecieć. I te światełka, które tam się gdzieś przebijają, to może są jakieś przebicia takie, że coś tam nie do końca się dostroiło, jak chciało albo nie do końca się ukryło, jak chciało. Jeżeli chce oddziaływać na naszą rzeczywistość w naszym paśmie, gdzieś to nadawać, oddziaływać w naszych rzeczywistościach, to chce się trochę ukrywać i nie do końca-
[01:27:58] - Może się nie ukrywa. Może dowcip był na tym, że to my się ukrywamy. Ja powoli do takiej konkluzji dochodzę, że to my się chyba bardziej ukrywamy, chowamy przed tym UFO. Bo czegokolwiek człowiek, jakiejkolwiek substancji, że tak powiem, nie skosztował, do której jest zaprojektowany ludzki mózg. Są różne opowieści: „To sztuczne, z zewnątrz”. Ale natura mówi sama za siebie. Nie ma takich sztucznych rzeczy z zewnątrz. Wszystko jest przygotowane, dopasowane do siebie. I to wygląda na to, że to my właściwie uciekamy przed tym, to my staramy się podważyć to, że nie działa, że napijemy się jakiegoś browaru, bo LSD jest zbyt niebezpieczne i tak dalej.
[01:28:35] - Nie do końca o to chodzi, że my uciekamy, bo po prostu jesteśmy tak wychowani, tak stworzeni do tego i też to jest podtrzymywane, że tacy jesteśmy i tyle. Nie wiem, jak tu uciekać. Uciekać, jakby to było po prostu już naturalne. Z tego, można powiedzieć, ale to już dzisiaj jest naturalne, to jest normalne. Może kiedyś było inaczej, ale normalna jest większość, a większość jest normalna.
[01:29:01] - Ja to tak zawężam do tego stanu umysłu, bo to jest bardzo intrygująca sprawa, która jest tak mocno powiązana ze wszystkimi odczuciami, ze spotkaniami z obiektami, z UFO czy w ogóle, nie wiem, jak to nazwać, bo to troszkę nawet wychodzi już poza samo słowo UFO troszeczkę, te wszystkie rzeczy. I jest to bardzo charakterystyczne i bardzo spójne z rzeczywistością wizyjną, taką, którą ma się właśnie po ayahuasce, po LSD, po psylocybinie. Jest jedna fenomenalna rzecz: zmienia się po prostu stan umysłu. Tego się nie da osiągnąć, mając normalny stan umysłu. To jest coś, co jest kompletnie zamknięte, ta częstotliwość dla nas. I dopiero wtedy, kiedy tą częstotliwość usuwamy, automatycznie usuwamy też nasze problematyczne ego, można tak to nazwać. Kiedy nie ma ego, nagle widzimy trochę więcej. Nagle świat zaczyna nabierać kolorów. Świat zaczyna się robić o wiele większy. Na niebie pojawiają się obiekty, które w ogóle nie powinny tam być.
[01:30:04] - Ty mówisz o jakimś ego. Co do porównania do ego, ja się zdecydowanie nie zgadzam z tym ego, bo uważam, że ego to jesteśmy my. Bez ego nie ma nas, nie ma mnie. To ego to jestem ja. Bez tego nie jestem mną, tylko jestem rozmemłany. Jestem niczym. Jestem całością, którą jeszcze nie jestem, bo mam taką akurat dzisiaj rolę, że mam mieć to swoje ego i mam być sobą i tyle. Ale to inny temat, tylko chodzi mi o to, też się z tobą zgodzę, że dokładnie tak, jak powiedziałeś, że ta rzeczywistość, te UFO, te wszystkie pierdolniki, jakieś świetliki, nie wiadomo co, to wszystko działa na zasadzie prześwitywania zza krzaków. A to wszystko dopiero, jeżeli się wejdzie w te jakieś tam przeróżne stany lub niestety trzeba trochę odlecieć od tej rzeczywistości, żeby lepiej to zgłębiać. I tylko w ten sposób można trochę to poznać, bo tak to zostaną tylko świetliki, jakieś światełka i to nic nie znaczy.
Można się podniecać jakimiś głupotami, które donikąd nie prowadzą. I dopiero potem można zrozumieć, skąd się to bierze, jaki to ma sens i co to w ogóle jest. I dlatego wydaje mi się, że takie namacalne patrzenie na światełka, a nie zgłębianie. Ta dzisiejsza audycja o mrugających UFO jest powierzchowna. Ten temat jest powierzchowny. W dzisiejszym świecie, gdzie już wszystko dalej idzie, jest internet, wiedza się poszerza, można poczytać o różnych tematach. Jest tak dużo źródeł, które podświecają siebie wzajemnie, że zdecydowanie można pójść dalej. I tyle.
[01:32:01] - Dzięki wielkie. Ja rozłączam, zapraszam do słuchania dalej. Przypominam, że słuchacie oczywiście „Radia Na Fali Hiperprzestrzeni” retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja oczywiście jestem na czacie „Radia Na Fali” jak najbardziej. Nasz Skype to oczywiście radionafali.com. Ja mam na imię Tomek. Wszystko dzieje się absolutnie na żywo. Jest jeszcze przed nami 15 minut audycji. Jakby ktoś miał jakieś spostrzeżenie i zobaczył dziwne statki na niebie i chciał powiedzieć, co widział na niebie z jakimś detalem, to ja zapraszam serdecznie. Proszę się nie bać.
Jak się okazuje, jest nas sporo. Jeżeli ktoś stwierdzi, że teraz postanowi pozamykać wszystkich tych świrów, to będzie musiał zamknąć pół świata. A co. Dokładnie. Tego się po prostu nie da zatrzymać. To jest troszkę jak bajka o dżinie. Miałem wspomnieć właśnie o tej bajce o dżinie. Tych wersji jest parę. Oczywiście jak zwykle mam swoją ulubioną, że przyszedł młodziak, coś pomógł staruchowi jednemu, który był ślepy, a staruch powiedział: „Weź sobie wybierz jedną z tych lamp, które tam leżą. Weź sobie wybierz tą, która najbardziej ci się podoba.
Jest twoja za to, że mi pomogłeś. Ja i tak nic nie widzę, jestem ślepy”. Człowiek poszedł tam, wszedł i zobaczył, a tam same złote lampy wysadzane diamentami, rubinami, szmaragdami, a gdzieś w kącie leży taka zabrudzona, szara. I sobie pomyślał: „Ech, chyba wezmę tą. Ten człowiek jest stary, niewiele już ma. Może sprzeda trochę z tych diamentów, może sprzeda trochę tego złota, tych rubinów, to przynajmniej starość będzie miał. Jeszcze młody jestem, sobie poradzę. Wezmę tą najmniejszą, najmniej cenną lampę”. I wziął tą lampę i się okazało, że to lampa Alladyna. Potarł i wyszło z niej coś.
Nie wiadomo, co wyszło z lampy Alladyna. Wyszedł Alladyn, a tu wyszedł NTNS. Witam serdecznie. Proszę ściszyć radio. Na słuchawki proszę zakładać, bo tutaj mam echo. Co za ludzie. Proszę się przełączyć, poprawić, bo ja tu mam teraz pogłos. Halo, halo. Czy wszystko słychać? Proszę pana.
[01:34:14] - Sekundę jeszcze, mój drogi.
[01:34:18] - Tomi, czas leci mi tu, czas stopień. Żartowałem. Proszę się ustawić z tym mikrofonem. Proszę w ogóle się ustawiać przed mikrofonami.
[01:34:32] - Poczekaj sekundę, ja się rozłączę, połączę się ponownie.
[01:34:35] - Okej. Widzicie? Kosmici. Tajemnicze opowieści o różnych dziwnych, niezależnych projektach. O tym, jak to działa na głowę. Ja mam taką swoją teorię związaną właśnie między innymi z tym, co się znajduje w Karkonoszach, moi drodzy, czyli z tym gigantycznym obiektem wybudowanym przez Niemców. Momencik, mam tu już Mr. Rob. Witam serdecznie.
[01:35:05] - Witam, mam cię na słuchu, jeszcze tylko sobie chyba podgłośnię, bo taki cichy dzisiaj jesteś coś.
[01:35:10] - Wiesz co, tylko z tego mikrofonu. Na drugim wrzeszczę.
[01:35:14] - Okej.
[01:35:16] - Rozumiesz. Nie mogę wrzeszczeć do dwóch naraz.
[01:35:18] - Okej, teraz już cię słyszę.
[01:35:21] - Ale genetycznie modyfikowane jedzenie robi postępy. Może ja mam drugą głowę, jak będę jadł więcej popcornu.
[01:35:30] - Genetycznie modyfikowany świat. Tak myślę, że to chyba o to chodzi tak do końca.
[01:35:34] - Dokładnie tak.
[01:35:35] - Cóż, tak się przysłuchuję twojej audycji.
[01:35:38] - Robię wstęp do UFO. Będzie w tym sezonie więcej UFO w „Hiperprzestrzeni”. Czas najwyższy.
[01:35:46] - Tak myślę. I powiem tobie tak: ja też nie chcę na tą chwilę robić-
[01:35:54] - Chcę zatrzymać asa w rękawie. Tak się mówi.
[01:35:56] - Tak, mam asa w rękawie. Ten as czeka dziewięć lat, muszę ci powiedzieć. Moje spotkanie z UFO w Londynie to jest prze... I to nie są żadne świetliki gdzieś tam z kilometra widziane. Ja widziałem taki przedmiot z trzech metrów, muszę ci powiedzieć.
[01:36:12] - Słuchaj, ja się zawsze pytam, czy wyglądało jak rtęć? Bo ja mam taką obsesję na tym punkcie.
[01:36:20] - Muszę ci powiedzieć tak: to było szaro metaliczne i było wielkości piłki do basketu.
[01:36:27] - Tak.
[01:36:30] - I jeszcze miało diody w środku, na naszym równiczku, jak Ziemię oglądasz. Ale to było nie za duże, ale widok był taki, że zwalił mnie z nóg. Nie tylko mnie z nóg, bo nie byłem sam. Mam świadków na to. I to tyle na tą chwilę, bo nie chcę zdradzać więcej.
[01:36:55] - Dobra. To poczekaj z tym, nie mów tam u siebie, przyjdź do mnie.
[01:37:00] - Nie, ja powiem tak: ja robię o tym film już od jakiegoś czasu.
[01:37:03] - To ty rób film, a do mnie przyjdziesz jako gość. Będzie więcej mówienia z ciebie. Będziesz mówił o filmie, o UFO.
[01:37:09] - Ja mam nadzieję, że namówię tą pozostałą-
[01:37:12] - No mi namawiaj
[01:37:13] - ... liczbę osób, ale oni nie chcą nawet wystąpić w moim filmie i tu mam taki mały problem.
[01:37:19] - Może mikrofon ich ośmieli. Rozumiesz? W mikrofonie nie widać.
[01:37:22] - Ja już ich próbuję namówić na to, żeby chociaż się nagrali głosowo. Ja im zmienię ich głos. Rozumiesz, o co chodzi? Słuchaj, to są osoby, które gdzieś tam pracują. Oni się obawiają o swoją pracę nawet w tym sensie. Ale widzieli to, co widzieli. Ja widziałem. Ja do tego tematu podchodzę w tej chwili na luzie, bo ja tym tematem zajmuję się od wielu lat i dopiero po przyjeździe do Anglii zobaczyłem to na żywca. To nie jest żadna technologia, która została wydrukowana na drukarce 3D albo coś tam.
[01:38:00] - Nie.
[01:38:01] - A być może mają takie drukarki, tylko ja bym taką drukarkę chętnie od nich kupił w prezencie. Nie wiem, ile to kosztuje tam u nich.
[01:38:09] - Tam to jest inna rzeczywistość. Tam nie ma nawet pieniędzy. Tam nie ma pojęcia jak pieniądz.
[01:38:14] - Dobra, panie Tomku, panie kapitanie, ja proponuję jeszcze, bo tu za chwilę będzie druga część. Ja się pojawię tu oczywiście z tarotem jeszcze w jakimś tam konkretnym czasie.
[01:38:26] - Bardzo dobrze. Proszę mi tu czekać, ja tam też z I Chingiem ze wszystkim się pojawimy.
[01:38:30] - Pozdrawiam. Trzymaj się. Cześć.
[01:38:31] - Dziękuję wielce. To był mister Rob z najmniejszego radia na świecie NTNS.info. Zapraszam wszystkich serdecznie i zapraszam na wieczorową porę. Będzie oczywiście tarot i wszystkie inne rzeczy. Będzie I Ching na platformie Apple'a. Dobry jestem. Dobrze trwałem. Słuchajcie, i chcę z tym stanem umysłu, bo to jest właśnie to, o czym powiedział Rob teraz. To jest fenomen, który się manifestuje w wielu miejscach. Moment zmiany pola częstotliwości to jest moment, kiedy zaczynamy widzieć dziwne rzeczy.
Jest taki niesamowity eksperyment. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy z Cork, szczególnie słuchacza z Cork, z Irlandii. Zrobiony przez Rosjan z takimi lustrami aluminiowymi. Te aluminiowe lustra odbijają. Człowiek wchodzi do takiej konstrukcji w środku zbudowanej z aluminiowych luster i to tworzy takie pole, że ludzie zaczynają widzieć dziwne rzeczy. Chłopaki tam robią próby. Będą próbowali budować to lustro. Rosjanie zbudowali takie lustro, ja troszkę o nim pewnego razu powiem. Dzisiaj nie będę się rozkręcał z takimi rzeczami. Ale do czego dążę?
Dążę do tego pomysłu z tymi częstotliwościami, z tymi rezonansami, że może być tak, że nam się naprawdę w pale nie mieści, ale po prostu tuż obok, dosłownie o jeden cykl sekwencji albo pół cyklu. Nie wiem, jaki interwał. Można sobie poszukać tego interwału za pomocą generatora dźwięku. Jest parking i ci wszyscy kosmici czekają na moment. Właściwie kontaktują się z nami. Tylko że to wszystko się odbywa troszkę obok, w innej częstotliwości. To jest coś, co jest innym stanem umysłu. Jest absolutnie innym. To jest tak jak ten dżin z butelki. Że dżin trzeba potrzeać butelkę.
Im bardziej potężniejszy dżin, tym bardziej gówniana i obskurna butelka zawsze. Z reguły zasada jest taka sama, czyli ta materia działa w ogóle w drugą stronę. To jest tak niepozorne zawsze. To jest właśnie jak w bajce, jak taka stara historia. Pocieramy buteleczkę, wychodzi gigantyczna struktura z plazmy, która się manifestuje, zamienia się w dżina i ten dżin może wszystko, ale spełnia tylko parę życzeń. Nie więcej. Później trzeba zakorkować i oddać kolejnemu. W ogóle ostatnie życzenie musi być takie, że dżin się schowa do butelki, bo inaczej zniknie. Ciekawa legenda. Myślę, że w każdej legendzie jest ziarenko prawdy i w tej też jest ziarenko prawdy.
To jest być może ta tajemnicza historia z tym, że Niemcy, kiedy robili te eksperymenty w tym obiekcie Riese, tam jest tak zwana słynna muchołapka, ten słynny obiekt. I wiadomo, że tam były kable na dole. Tam była specjalna gumowa izolacja, która się wypalała co jakiś czas. Tam było jakieś dziwne pole grawitacyjne do sterowania tym urządzeniem. Nie wiadomo właściwie, co tam było. My właściwie spekulujemy i to tak dosyć mocno w tym momencie, ale jest takie duże podejrzenie i wiele śladów prowadzi do tego, że Niemcy mieli taką technologię i że zawsze powstawał dokładnie ten sam problem. Powstawał problem, że ta technologia wchodzi w interakcję z ludzkim umysłem. Brzmi to szaleńczo. Pierwsza nazwa mi się podoba z XVIII wieku, która się nazywa jeszcze sympatyczna wibracja, że to jest sympatyczna wibracja, że to jest bardzo dobre i że człowiek w tym stanie umysłu jest po prostu olśniony. Każdy z nas w tym stanie umysłu jest bogiem stworzenia, stwórcą wieczności i wszystkiego dookoła.
Dokładnie ten stan umysłu, kiedy jesteśmy jednocześnie i w ciele, a nasz umysł jest dokładnie to, czym jesteśmy. Jest dokładnie tak, jak nas tu nie ma. I wtedy łączymy te dwa stany. Nie jesteśmy zdefiniowani do jakiegoś systemu, do jakichś rozporządzeń, do jakichś nakazów. Całe to ego, które nami steruje i powoduje, że na przykład mamy taką logikę jak pilot samolotu, że wajcha w lewo, druga wajcha w prawo, spojrzeć, sprawdzić wysokość i tak dalej. Tu w ogóle tego nie ma. Tu wszystko się dzieje duchowo, emocjonalnie. To emocje odpowiadają za sterowanie tego statku. Dlatego być może Niemcom nie udało się odpalić tej wunderwaffe, bo ta wunderwaffe, ta cudowna broń miała służyć do zabijania. Nagle się okazuje, że ktokolwiek nie wsiądzie do tej maszyny, która produkuje plazmę, nagle zaczyna dostrzegać inny wymiar swojej osobowości.
Przypomina to trochę grupę brytyjskich żołnierzy, komandosów, którym zaserwowano LSD. No i się okazało, że dwa miesiące później praktycznie wszyscy zrezygnowali, dali wypowiedzenie. Nikt z nich nie chciał być już więcej żołnierzem i nikt nie chciał zabijać więcej ani krzywdzić innych ludzi. I dokładnie bardzo podobnie wygląda z tą dziwną, tajemniczą substancją, tudzież dziwnym generatorem tej dziwnej mocy, która powoduje, że właściwie możemy odkleić wszystko od tej planety i polecieć gdziekolwiek chcemy, nie zważając na żadne grawitacyjne, żadne elektryczne moce, żadne obciążenia, przeciążenia. Absolutnie nie musimy się niczym martwić, bo jesteśmy w stanie wyprodukować takie pole, które nam jest idealnie potrzebne do zdrowia, do szczęścia, bo też ma właściwości zdrowotne, o czym też będę mówił. To jest w ogóle niesamowita historia, że wystarczy to wyprodukować i nagle działa. Tylko właśnie gubi się ten cały racjonalny element. I to jest tak jak z tymi kolesiami, którzy polecieli w statku kosmicznym na pustynię. Wrócili z powrotem i się okazało, że nie pamiętali, że byli na pustyni. Dlatego musieli wziąć sobie kamienie do kieszeni, żeby w ogóle ta pamięć została, żeby zatrzymać w jakikolwiek sposób.
Dopiero później, na zasadzie retrospektywnych sesji sobie przypomnieli, że faktycznie gdzie byli albo co robili. Normalnie ta pamięć jest po prostu wycinana. Normalnie nie ma dostępu, bo w tym wymiarze, w którym jesteśmy, ten system rozporządzeń, nakazów, który sobie wymyśliliśmy, w który wierzymy mocno, bardzo mocno nas trzyma. Trzyma nas tak mocno, że robi z nas prawdopodobnie ślepców. A tam tuż obok, ten rezonans obok jest gigantyczny parking, na którym czekają te gigantyczne statki kosmiczne, żeby zabrać nas, pokazać, o co w tym wszystkim chodzi i żebyśmy wreszcie zaczęli korzystać z tej technologii, która nie spala ropy czy już nic innego. To jest trochę taka historia, że wydaje mi się to, o czym będę chciał trochę pogadać właśnie w tym sezonie, moi drodzy, to to, że ta mapa do innego wymiaru wiedzie przez nasz mózg. To nie jest mapa, która wiedzie przez tajne ośrodki naukowe i zbieranie jakiegoś tajemniczego aluminium. To nie jest mapa, która wiedzie przez Area 51. To nie jest mapa, która wiedzie przez jakieś mechaniczne rzeczy, przez próbę mechanicznego zrozumienia, jak to wziąć śrubokręt, za psu młotka i dokładnie to jajko na patelnię. Nic z tych rzeczy.
Okazuje się, że być może tą mapą do innego wymiaru jest nasz mózg, ale kompletnie odklejony od tej wirtualnej, materialistycznej rzeczywistości, od tego systemu rozporządzeń i nakazów. Tego, który uczy nas, że musimy pamiętać, że pamięć na przykład jest istotna, bo jesteśmy skądś, idziemy dokądś. Tu wszystko znika. Człowiek siada w takim UFO i co? I nic nie pamięta. Nic po prostu. I wszystko wydaje się tym samym. I jak wysiada, kiedy już wraca do normalnego świata, gdzie nie wszystko jest tym samym, to właśnie zapomina. Taki fenomen. Częstotliwość odbioru sygnału.
Świat plazmy, dziwnej wolnej energii. Właśnie nie wiem, jak to nawet nazwać w ogóle. Interferencji. Świat duchów. Bo skąd się biorą duchy? Może to jest ta interferencja, którą ktoś na przykład wykonuje. To zakłócenie fali, że na przykład umiera albo opuszcza ten świat, bo nazywam to umieraniem. Jest to opuszczenie tego świata w jakiś bardzo spektakularny sposób, poruszający milion strun dookoła, które zabrzmiały takim dźwiękiem i takim rezonansem, że ten człowiek został niejako w klasterze. Ten klaster pamięci, informacji tak intensywnie zapisał, że my, wracając do tego miejsca i zasilając go własną energią, widzimy duchy. To są te słynne miejsca o tym, że o konkretnej godzinie w konkretnym miejscu trzeba tylko tam być i widzi się ducha.
Duchy same nie istnieją. Duchy tylko istnieją i wyłącznie w interakcji z nami. I ponoć ta maszyna, te UFO i ta cała część tej rzeczywistości, o której jest mowa, ponoć ona funkcjonuje i istnieje tylko wtedy, kiedy jest połączona z tym naszym dziwnym stanem umysłu, gdzie nasza głowa jest wysłana w kompletną hiperprzestrzeń, dokładnie jak ta teraz. Nie związana z tym racjonalnym, logicznym myśleniem, zabezpieczaniem się na przeszłość, na przyszłość. Absolutnie. Musi być to kompletnie odcięte. Jest to związane z tradycją medytacji. To jest trochę jak jogini. Jogini słuchajcie, mają niesamowitą medytację. Uprawiają coś bardzo takiego intensywnego.
Nie wiemy, na czym to polega, bo jest specjalna reguła u joginów, która mówi o tym, że to, co jogini widzą podczas medytacji, jest tajemnicą. Oni nie mogą wam powiedzieć, co się dzieje podczas medytacji. Ponoć podczas medytowania dzieją się takie rzeczy, jakie się działy tym whistleblowerom, którzy latali w tych spodkach kosmicznych budowanych na Ziemi. Człowiek gubi pamięć, gubi kiepskie emocje, nagle staje się istotą stworzenia tego świata i jeszcze na dodatek może kierować tym wszystkim. To wszystko na bazie intuicyjnej i każdy moment, kiedy próbujemy tą intuicję zaszeregować, zamknąć w pudełku, uformować, ulepić, podpisać i nazwać, szlag ją trafi i urządzenie przestaje działać. No właśnie. Także nad tym, moi drodzy, będziemy się zastanawiali w tym roku, nad tymi wszystkimi niesamowitymi rzeczami, nad UFO, nad innymi wymiarami w naszej głowie i nad tą całą historią, nad tym, o czym, jak mawiał Terrence McKenna, większość ludzi się tego boi, bo każdy z nas czuje podświadomie doskonale, że dookoła jest więcej niż mniej i że tego więcej jest tak potężna ilość, że wow, ciężko to ogarnąć. Po prostu dużo tego jest. I w kierunku tego dużego idziemy generalnie, że będzie więcej i jeszcze więcej. I to wszystko z naszego umysłu, słuchajcie.
I tam jest ta mapa do innego wymiaru w ogóle. To przypomina troszeczkę taką legendę o piratach w poszukiwaniu zaginionego skarbu gdzieś na Karaibach, prawda? Najlepszy numer, jak sobie koleś sam tatuował mapę do skarbu gdzieś na sobie po kawałkach. I to była jedyna polisa na życie, bo jak ktoś go zabił, to mapa skarbów razem z instrukcją znikała. I tu jest bardzo podobnie. Jak zabijemy prawdopodobnie nasz umysł i tą prawdziwą czułość w naszym umyśle, to zabijemy mapę do skarbu. Bo jak się okazuje, ta mapa do tego innego wymiaru, do tej innej częstotliwości jest niczym ten dżin w najbardziej obskurnej butelce, czyli najbardziej podłym gatunku na planecie Ziemia, gatunku o imieniu człowiek, który siorbie ropę, psuje, niszczy, brudzi, śmieci. Dokładnie. Trzeba teraz potrzeć o tą buteleczkę i się pojawi. Dokładnie.
Także dziękuję, proszę państwa, za słuchanie tej pierwszej w tym nowym roku „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam na każdą kolejną w tym roku. Wszystkie te tematy właśnie będą się pojawiały. Będę próbował rozkodować to wszystko i będę was chciał zaprosić do tego, żebyście dzwonili ze swoimi wszelkimi refleksjami, informacjami na ten temat. A co, czas najwyższy powiedzieć o tych wszystkich historiach. To już nie są tajemnice. Najwyżej ktoś zadzwoni po lekarza albo jakoś tak. Przeżyjemy, słuchajcie, przeżyjemy. Także bardzo wielce i serdecznie dziękuję za słuchanie tej pierwszej w nowym roku „Hiperprzestrzeni”. Dziękuję wszystkim sponsorom za cały poprzedni rok.
Peace and love, moi drodzy. To była naprawdę wielka rzecz, że wsparliście i wspieracie dalej. Zapraszam wszystkich do wspierania. Niech się rozwija, niech się darzy, niech się dzieje i niech się kręci jak ta planeta dookoła tego miejsca obok Słońca. I kręćmy się tak dalej, kręćmy. Na razie nam dobrze wychodzi, także czemu nie kręcić się dalej? W końcu póki tu jesteśmy na tym kawałku skały lecący przez kosmos, to co mamy innego do roboty, prawda? Co mamy innego do roboty? Także pozdrawiam serdecznie i zapraszam na kolejną „Hiperprzestrzeń”.