Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:02] - Wyznawcy szatana, członkowie sekt, niewolnicy tajemniczych głosów z zaświatów. Do cna źli ludzie.
[00:17] - Krwawy podwieczorek.
[00:20] - Cześć, witajcie. Jakiś czas mnie nie było, ale z okazji Halloween postanowiłam zrobić specjalną audycję. Dzisiaj posłuchacie o przywódcach sekt, którzy nie zabijali sami własnymi rękoma, tylko wykorzystywali do tego swoich wyznawców. Dowiecie się, jak kontrolują umysły, czemu uważani są za tak niebezpiecznych ludzi i o co w tym wszystkim chodzi. Po pierwsze musimy sobie powiedzieć, kim jest guru. Guru jest to przywódca wspólnoty, przewodnik duchowy, nauczyciel. Czasami czczony jest jako wcielenie jakiegoś bóstwa, jak na przykład Sai Baba. Pojęcie oryginalne „guru” pochodzi z sanskrytu i oznacza ważny, czcigodny, ten, który prowadzi z ciemności do światła. Jeżeli chodzi o niebezpiecznych przywódców sekt, dzisiaj posłuchacie o takich osobach jak Shoko Asahara, Adolfo Constanzo, Jim Jones i oczywiście Charles Manson. W jaki sposób kontrolowali ludzkie umysły?
Czemu uważani są za tak niebezpiecznych? Pierwszą z najważniejszych rzeczy jest fakt, że tacy przywódcy sekt kierują się narcyzmem. Uwielbienie tłumu napędza ich do działania, ponieważ chcą kontrolować innych. Władza nad ich umysłami, nad tym, co robią wierzyciele, działa na nich jak akumulator. Większość z przywódców sekt cierpi na manię wielkości. Są przekonani o tym, że są niesamowici, fantastyczni i kształtują świat zgodnie z własną wizją. Wielu z nich, jak na przykład Charles Manson, jest mistrzami manipulacji. Przez to często zmuszają swoich podwładnych do czynów, które są sprzeczne z normami moralnymi, jak na przykład morderstwa. Pytaniem, które bardzo często zadają sobie osoby zajmujące się problemem niebezpiecznych przywódców sekt, jest pytanie, skąd wzięło się w nich okrucieństwo. Bardzo często odpowiedzią na to jest przeszłość takiej osoby, jak w przypadku Charlesa Mansona, który nie ukrywam, jest mi najbardziej znany, ponieważ jednym z moich ulubionych reżyserów jest Roman Polański.
W przypadku Charlesa Mansona było to bardzo nieszczęśliwe dzieciństwo. On był opuszczony, przez co czuł się społecznie odrzucony i to odbiło się później na jego przyszłości. Zanim przejdziemy do moich przywódców sekt, chciałam wam jeszcze przedstawić pewną ważną rzecz, z którą musicie się zapoznać. Mianowicie jak działa sekta. To znaczy, w jaki sposób zachodzi taki mechanizm, że ludzie, którzy należą do sekty, są oddani swojemu guru i wykonują to, do czego on ich przekonuje. W przypadku sekt mamy do czynienia z tak zwanym zjawiskiem myślenia grupowego. Zjawisko myślenia grupowego polega na tym, że osoba będąca w grupie w pewnym momencie boi się wyłamać ze swoim zdaniem, ponieważ boi się odrzucenia przez grupę. Został przeprowadzony taki eksperyment psychologiczno-społeczny polegający na tym, że badana osoba była w grupie aktorów i miała odpowiadać na pytanie, czy przedstawiony rysunek na jednej kartce jest taki sam jak jeden z trzech na drugiej kartce. Chodziło o linię i jej długość. Ponad 70% badanych w pewnym momencie zaczyna odpowiadać tak samo jak aktorzy, którzy podawali błędną odpowiedź.
Jest to właśnie zjawisko myślenia grupowego. Oczywiście jeszcze w sektach mamy do czynienia z praniem mózgu, czyli z wypaczeniem norm społecznych, które mamy wpajane od dzieciństwa. Takie guru zaczyna narzucać nam swoje zdanie w sposób na przykład namolny lub też trafia do nas poprzez wmawianie, że jest odpowiedzią na nasze problemy, że jeżeli go posłuchamy, to znajdziemy miłość, szczęście, radość i wszystko to, czego nam do tej pory brakowało. Myślę, że możemy przejść do moich dzisiejszych bohaterów. Na początku udajemy się do Japonii. Tam 2 marca 1955 roku w prefekturze Kumamoto, w zachodniej części wyspy Kiusu, urodził się Shizuo Matsumoto. Shizuo Matsumoto urodził się w bardzo biednej, wielodzietnej rodzinie. Jego ojciec zajmował się produkcją mat tatami. Maty tatami są to maty, które pokrywają praktycznie wszystkie podłogi w Japonii. Możecie to zobaczyć na anime na przykład albo na jakichś japońskich filmach.
To jest to, co tam leży na podłodze. Jest to tak powszechne, że na pewno wiecie, o co mi chodzi. Shizuo jako mały chłopiec zachorował na jaskrę. Efektem tej choroby było to, że na jedno oko praktycznie w zupełności oślepł, natomiast drugim częściowo utracił wzrok, w związku z czym rodzice wysłali go do szkoły dla osób niewidomych. W tej szkole dla osób niewidomych Shizuo, jak się okazało, zapanował nad resztą uczniów głównie dlatego, że częściowo widział. W związku z czym był bardzo przez inne dzieci poważany i był ich małym przywódcą. Mały Shizuo lubił bardzo zastraszać osoby, które mu się sprzeciwiały, a resztą uwielbiał kierować. W związku z czym wytworzył się idealny pokarm dla ego przyszłego guru. Jako dziecko uwielbiał czytać powieści fantastyczne i marzył, żeby pewnego dnia rządzić królestwem robotów. Oczywiście nie ukrywał tej wizji i dzielił się nią z otoczeniem.
Koło roku 1977 chciał rozpocząć studia na Uniwersytecie Tokijskim, jednak został odrzucony. W związku z tym zaczął praktykować akupunkturę oraz nauczać jogi. Shizuo zaczyna aktywnie poszukiwać duchowego oświecenia. Między innymi szuka go w buddyzmie, taoizmie, chińskiej astronomii i tym podobnym tematom. Na początku lat 80. założył w Tokio szkołę, w której wykładał techniki jogi. Uczestnicy zajęć z jogi stali się wkrótce pierwszymi członkami sekty Shizuo. W szybkim czasie wpadły mu w ręce dzieła Nostradamusa oraz jego przepowiednie końca świata. W krótkim czasie Shizuo dostał prawdziwej obsesji na punkcie Apokalipsy. Później udał się do Indii, gdzie stwierdził, że doznał prawdziwego oświecenia.
Było to w roku 1987. Stwierdził, że zna prawdę absolutną, jest wcieleniem budowniczych piramid, że podczas medytacji doświadczył apokaliptycznych wizji oraz że dostał nakaz zostania bogiem światła. Miał też stworzyć armię, która rozpocznie Armagedon. Shizuo twierdził, że przeżyją tylko i wyłącznie ci, którzy są jego wyznawcami i że on po tym Armagedonie zostanie władcą świata. Wkrótce zyskuje coraz więcej zwolenników swoich teorii i w tym samym roku, w 1987 przyjmuje imię Shoko Asahara. Zakłada religię Najwyższej Prawdy i rejestruje ją jako religię taką jak każda inna, dzięki funduszom, które wpłacali członkowie jego sekty. On w ogóle uważał, że dopóki nie dostanie tego oświecenia, nie dozna go, nie może przyjmować pieniędzy i mieszkał razem z żoną i dwoma córkami w maleńkim mieszkaniu. Natomiast kiedy owe oświecenie w Indiach na jego głowę spłynęło, stwierdził, że już fundusze może sobie przyjmować. Uważa się, że jego wizje mogły być wynikiem zaburzeń urojeniowych. Jako nauczyciel jogi, czyli autorytet, był osobą potencjalnie niebezpieczną dla innych.
Dlatego też niedługo potem cofnięto zgodę na to, żeby religia Shoko Asahary była religią oficjalną. Asahara szybko skupiał wyznawców nie tylko z Japonii. Jego program religijny oparty był na buddyjskich sutrach i tekstach taoistycznych. Nauczanie opierało się na medytacji, astezje, zdobywczach najnowszej techniki oraz co ciekawe popularności mangi i anime. W sekcie panował podział hierarchiczny. Najwyższy stopień możliwy był do osiągnięcia poprzez zdanie specjalnego egzaminu. I tak każda osoba pięła się po takiej drabince. Shizuo tworzył też przekonywujące filmy przedstawiające jego jako posiadacza boskich mocy. Generalnie celem tej sekty byli ludzie inteligentni, ale zagubieni. Byli to ludzie z wyższych partii społeczeństwa, na przykład naukowcy, inżynierowie, prawnicy, czyli ludzie wykształceni.
I były to osoby, które miały problem ze znalezieniem sensu życia, co w Japonii jest szczególnie trudne, ponieważ tam panuje ten wyścig szczurów. Obiecywał, że ci, którzy pójdą za nim, znajdą drogę do zbawienia w tym właśnie jego nowym świecie. I ten świat mógł powstać dopiero, kiedy obecny zostanie zniszczony. Do roku 1990 zgromadził ponad pięć tysięcy wyznawców. Uznający go za mistrza naukowcy skonstruowali na jego polecenie specjalne hełmy, które nosili nowi uczniowie. Hełmy te, jak możecie sobie wygooglować, wyglądały dość specyficznie, ponieważ wyglądało to jak połączenie takiego systemu bandaży owiniętych wokół głowy, szczęki, uszu i tak dalej z wystającymi kabelkami. Urządzenia te miały synchronizować fale mózgowe takiego nowego wierzącego z umysłem guru. Nowi członkowie sekty mieli w ten sposób lepiej rozumieć myśli guru. Hełm taki nosił nazwę Psi i oznaczał inicjację doskonałego zbawienia. Członkowie sekty mieli też nosić specjalne maski z podobizną swojego guru.
Chodzenie w takiej masce miało być dowodem oddania wierzącego. I nie były to takie maski, jak na przykład są maski weneckie, karnawałowe czy coś takiego. Nie. To było coś na zasadzie takiej nakładki na głowę wielkości dużego pudła kartonowego z wymalowaną buźką i fryzurką guru naszej sekty, o której rozmawiamy. Z czasem uwielbienie uczniów sprawiło, że urojenia Asahary stawały się coraz silniejsze i wkrótce jego celem stało się rozpoczęcie Armagedonu i utorowanie drogi przyjścia nowego świata. Wkrótce w Japonii powstaje fabryka sarinu. Czyli niebezpiecznego gazu bojowego. Gaz ten między innymi porażał układ nerwowy, dlatego jest bardzo niebezpieczny. Jak już mówiłam, władze odebrały religii Asahary status oficjalnej religii istniejącej w państwie i wkrótce zaczynają się zamachy. Pierwszy zamach miał miejsce 27 czerwca 1994 roku w miejscowości Matsumoto i uważa się, że była to próba użycia tego gazu przed czymś większym, czyli przed tym, o czym zaraz powiem.
W Matsumoto zmarło siedem osób, natomiast 200 osób zostało bardzo ciężko rannych. Potem nadszedł dzień 20 marca 1995 roku, kiedy to Asahara kazał rozpylić gaz w tokijskim metrze. Było to około godziny 8:00 rano, kiedy większość mieszkańców tej części Tokio wybierała się do pracy. Tak że aż 12 osób zmarło, a mówi się, że 5000 rannych trafiło do szpitali. Dodatkowo atak był tak nagły i tak szokujący dla Japończyków, ponieważ trzeba przyznać, że wcześniej oni się uważali za społeczeństwo tak spokojne, że na przykład nie zamykano drzwi do mieszkań, ponieważ oni uważali, że nic im nie grozi. Atak sekty Asahary był tak szokujący, że część na przykład sanitariuszy również trafiła do szpitala, ponieważ oni nie byli przygotowani na atak gazowy, który atakowałby układy nerwowe, więc po prostu zapanowała tam gigantyczna panika. Dochodzenie policji doprowadziło do Asahary i jego współpracowników. Ujęto około 427 osób oraz samego Asaharę. Postawiono mu 17 zarzutów, z czego 13 udowodniono i 27 lutego 2004 roku skazano go na śmierć przez powieszenie. Do dnia dzisiejszego oczekuje na wykonanie tej kary.
Asahara stwierdził, że jest rozczarowany tak małą liczbą ofiar zamachu w Tokio. Ciekawostką jest to, że organizacja Human Rights Watch protestowała przeciwko warunkom, w jakich przetrzymywany był Asahara. I przyznam się, że kiedy o tym przeczytałam, zaczęłam się zastanawiać, że gdyby na przykład ujęto Hitlera i trzymano go w piwnicy, to czy oni też by protestowali? Prawdopodobnie tak, ale jak wiecie, głupota jest prywatna, a jej skutki społeczne. Większość przywódców sekt utrzymuje, że miało lub ma bezpośredni kontakt z Bogiem. Naukowcy ustalili, że prawdopodobnie część z nich może cierpieć na epilepsję płatów skroniowych, która między innymi daje takie objawy, że cierpiący słyszy głosy, twierdzi, że ma widzenia jakichś tam postaci i generalnie rzecz biorąc ma tak zwane mistyczne przeżycia. W praktyce objawia się to w przypadku przywódców sekt odczuwaną przez nich koniecznością nawracania innych oraz głoszenia swoich prawd. Jeżeli jeszcze chodzi o tę epilepsję, to bardzo ciekawe jest to, że pojawia się ona na przykład w przypadku podwyższonego pola magnetycznego właśnie w okolicach mózgu. I badania dowiodły, że każdy z nas może czegoś takiego doświadczyć. Oczywiście nie polecam, bo jeszcze ktoś zostanie guru sekty i potem będzie na mnie czy coś.
Sekta Asahary funkcjonuje do dnia dzisiejszego, jednak zmieniła nazwę. Skupia ponad 1000 osób i możecie ją sobie wyszukać, jeżeli macie taką perwersyjną ochotę pod nazwą Aleph. Przenosimy się teraz do Meksyku. W Meksyku grasował sobie pan, który nazywał się Adolfo de Jesús Constanzo. Znany był także jako El Padrino de Matamoros, czyli czarnoksiężnik morderca. Matamoros nie jest to żadna makabryczna nazwa. Jest to po prostu miasto w północno-wschodnim Meksyku. Constanzo urodził się w 1962 roku w Miami. Jego matka była Kubanką i kapłanką religii Palo Mayombe. Religia Palo Mayombe jest to religia afroamerykańska z Kuby.
Jest praktykowana głównie przez emigrantów kubańskich w USA, Wenezueli, Kolumbii i Portoryko. Nazwa Palo oznacza w języku hiszpańskim patyk w kontekście przedmiotu świętego. Wyznawcy Palo nazywani są paleros i łączą się w klany, czyli tak zwane rodziny. Liczba wyznawców religii Palo nie jest znana z powodu praktykowania tego kultu przeważnie w tajemnicy. Pozdrawiam Wikipedię. Wracając do naszego bohatera. Jego matka kapłanka wierzyła, że chłopczyk narodził się, by stać się wielkim w świecie zła. W związku z tym od najmłodszych lat przygotowywała chłopca do roli stania się tym wielkim. Jako małe dziecko uczył się, jak torturować i zabijać zwierzęta. Był również chwalony za to, że nie okazywał uczuć.
W wieku 21 lat Adolfo otrzymał swój magiczny kocioł, który kapłani otrzymują, kiedy przechodzą inicjację. Kocioł był wypełniony szczątkami zwierząt i to miało oznaczać, że zakończyły się jego przygotowania do stania się wielkim kapłanem. W roku 1984 wyjeżdża do Meksyku.-Meksyku i rozpoczyna działalność jako kapłan religii Palo Mayombe. Bardzo szybko zdobył popularność, ponieważ przeprowadzał rytuały oczyszczania i przepowiadania przyszłości. W krótkim czasie dzięki tym umiejętnościom został doradcą dowódców karteli narkotykowych. Między innymi doradzał im, kiedy bez obaw mogą przemycać narkotyki przez granicę z Ameryką. A tak na serio mógł im to doradzać dlatego, że opłacał sobie policjantów, którzy dawali mu cynk, kiedy przejście jest bezpieczne. Naiwni handlarze wierzyli, że zapewnia on im przychylność bogów, w związku z czym bardzo szybko liczba wyznawców Adolfo rosła. Pod jego przewodnictwem członkowie powstającego już powoli zgrupowania, które możemy nazwać sektą, zaczęli zgłębiać czarną magię. Oddanie swojemu guru okazywali, wypełniając jego wszystkie polecenia, co jest książkowym przykładem, jeżeli chodzi o sektę.
Adolfo zyskał też z czasem władzę nad częścią gangów. Wkrótce poczuł się już tak mocny, że zaczął zaznajamiać swoich wyznawców z tajnikami składania ofiar z ludzi. W roku 1988 Adolfo przenosi swoją sektę na opuszczone ranczo, które położone było na pustkowiu niedaleko granicy z Teksasem. Znajdowała się tam szopa, w której założona została świątynia. Przyprowadzono do niej ludzi, których poddawano sadystycznym rytuałom ofiarnym. Mówi się, że w ciągu dwóch lat zamordowano tam około 13 osób. Najczęściej ofiarami poddawanymi tym rytualnym, sadystycznym zbrodniom byli przestępcy, których zniknięcia nikt nie zauważał. Tacy jacyś drobni złodzieje, włamywacze i tak dalej. W pewnym momencie jednak oczywiście sprawa musiała się sypnąć, ponieważ złapano chłopaka, który był studentem z USA. Nazywał się Mark Kilroy i jego rodzina miała szerokie koneksje polityczne.
Także pech na całej linii. Bardzo szybko zauważono zniknięcie chłopaka. Sprawę nagłośniono w mediach i po nitce do kłębka jakoś trafiono do Constanzo. Prawdopodobnie ktoś sypnął, że zajmuje się Palo Mayombe i zajmuje się rytuałami. Kiedy policja dotarła do tego rancza, odnaleziono grób z 13 okaleczonymi ciałami. Naszemu zaginionemu studentowi usunięto z czaszki mózg i obcięto nogi. Wiele zwłok, które odnaleziono na terenie rancza, nie miało głów. Większość z nich nosiła ślady tortur. Natomiast w szopie, która była świątynią, odkryto jednoznaczne dowody praktykowania okultystycznych obrzędów i składania ofiar z ludzi. Między innymi takim koronnym dowodem był kociołek należący do Alfonso, w którym znajdował się mózg zaginionego studenta.
Kiedy policja odnalazła Constanzo w mieście Meksyk, do którego zbiegł, nie udało się go ująć, ponieważ został zamordowany przez jednego z członków swojej sekty. W przypadku Constanzo mamy bardzo ciekawą sytuację, ponieważ był on osobą, która praktycznie od początku swojego życia była nastawiona na to, że będzie w jakiś sposób rządzić, zajmować się sprawami niecodziennymi, ponieważ przygotowywała go do tego jego matka i jego psychika w pewien sposób była skrzywiona. Jak pewnie zauważycie, o Constanzo opowiem najmniej w dzisiejszej audycji, ponieważ kiedyś oglądałam o nim film dokumentalny i nie jestem w stanie w pewien sposób traktować tej osoby w 100% poważnie, ponieważ w filmie tym jeden z policjantów, którzy mieli styczność z Constanzo, wspominał, że kiedy go zatrzymano, on był w samochodzie i stwierdził, że nie, nie mogą go zatrzymać, ponieważ nie mogą go widzieć, bo on jest niewidoczny. Także może nie będę tego już bardziej komentować, ale sami możecie przyznać po tym przykładzie, że była to osoba kompletnie z innej rzeczywistości. I ta sekta, którą Constanzo stworzył, miała dość- ... specyficzny charakter. Ale przejdźmy do następnej z moich postaci, z którymi chciałam Was dzisiaj zapoznać. Teraz przejdziemy do Charlesa Mansona, który jest prawdopodobnie najbardziej znanym przestępcą we współczesnej historii. Do dnia dzisiejszego, ponieważ do dnia dzisiejszego jest on w więzieniu, otrzymuje najwięcej listów ze wszystkich osób znajdujących się w więzieniach Stanów Zjednoczonych. Jeżeli chodzi o niego, mamy tutaj bardzo ciekawy związek pomiędzy narcystyczną osobowością a agresją.
Charles Manson urodził się w 1934 roku w Cincinnati w Ohio. Był synem zbuntowanej szesnastolatki, która uciekła z domu i nigdy nie poznał swojego biologicznego ojca. Nazwisko otrzymał po mężczyźnie, który przez jakiś czas był mężem jego matki. Sama kobieta bardzo często znikała z domu na długie tygodnie i raz nawet sprzedała go za dzbanek piwa kelnerce w knajpie. Ale wujek Mansona odnalazł go kilka dni później i odstawił do domu. Bardzo szybko mały Charlie doszedł do wniosku, że negatywne zachowanie bardziej zwraca na niego uwagę otoczenia niż zachowanie pozytywne i w wieku już 12 lat posłano go do zakładu poprawczego, gdzie mimo bardzo drobnej budowy ciała i bycia taką malutką osóbką umiał zastraszyć bardzo skutecznie innych chłopaków. W wieku 13 lat zaczyna uciekać z poprawczaka, jednak matka odsyła go tam z powrotem. Do tego czasu był już w siedmiu różnych domach dziecka i kilku poprawczakach. Przez te przeżycia, które miały miejsce w jego dzieciństwie, przez całe późniejsze życie towarzyszyło mu poczucie odrzucenia społecznego, które prawdopodobnie spowodowało nienawiść do całego społeczeństwa. Im Charlie był starszy, tym dopuszczał się coraz bardziej poważnych wykroczeń i przestępstw.
Początkowo były to kradzieże, później napady z bronią, później gwałt. Dwa lata spędził w więzieniu. Kiedy wyszedł, zaczął między innymi nakłaniać partnerki do prostytucji. Był ich alfonsem. Zarabiał w ten sposób. Również wyłudzał pieniądze, głównie od kobiet. W 1960 roku, w wieku 25 lat zostaje skazany na 10 lat za złamanie reguł zwolnienia warunkowego. Podczas pobytu w więzieniu w tym czasie zdołał przekonać strażników, by traktowali go specjalnie i inaczej, lepiej niż innych więźniów. W roku 1967 wychodzi na wolność i postanawia, że stworzy świat, w którym będzie kochany jako lider i główny przywódca. Przeprowadza się do San Francisco i wchodzi w środowisko hipisów.
Zaczyna werbować młode, zbuntowane dziewczęta, które przekonuje do wyzbycia się samodzielnego myślenia i podążenia za nim. Jedna z osób, które były w jego sekcie, wspominała po latach, że wchodząc w jakieś środowisko, Manson doskonale dopasowywał się do interlokutora. To znaczy inaczej rozmawiał na przykład z hipisem. Rozmawiał z nim w stylu hipisowskim, czyli free love i tak dalej i na przykład inaczej rozmawiał z harleyowcem. Był niesamowicie dobrym obserwatorem. Po prostu poziom tego, w jaki sposób Manson potrafił odnaleźć te takie ukryte w rozmówcy słabości była wręcz niesamowita i prawdopodobnie nauczył się tego właśnie w więzieniu. Wkrótce zebrała się dość spora, ponad 20-osobowa grupa zwolenników i wszyscy zamieszkali na opuszczonym planie filmowym niedaleko Los Angeles. Manson miał 160 centymetrów wzrostu, w tamtym okresie długie włosy. Był bardzo drobnej budowy i nie sprawiał w ogóle wrażenia osoby, która może być autorytetem. Tak jak powiedziałam, był genialnym obserwatorem, który wykorzystywał ludzkie słabości dla swoich korzyści.
Niesamowicie potrafił oczarować ludzi. Dostosowywał sposób rozmowy do rozmówcy. Wkrótce wszyscy jego wyznawcy uznali, że ma monopol na prawdę, ponieważ zakazywał samodzielnego myślenia. Każdego wieczora odbywały się wspólne kolacje, po których Manson śpiewał długie, hipnotyzujące pieśni, które prowadziły do tego, że ludzie, którzy go słuchali, przestawali w ogóle myśleć o czymkolwiek. Byli po prostu zahipnotyzowani tym, o czym śpiewał. Używał również seksu do uzależnienia od siebie kobiet. Oczywiście używał też narkotyków do tego, żeby ludzie byli od niego uzależnieni. Ludzie, którzy należeli do Rodziny Mansona, bo tak nazywała się ta grupa, chcieli być po prostu nim. Metodycznie łamał wolną wolę każdej osoby należącej do rodziny. Nie można było mieć żadnych wątpliwości.
Zaszczepił w wyznających jego przekonania lęk przed społeczeństwem. Uważał się za proroka, jednak nigdy sam się tak nie określił, tylko ludzie, którzy byli wokół niego, zaczęli go tak określać. Prorokował walki na ulicach, morderstwa, nadchodzący Armagedon. Nazywał to Helter Skelter i uważa się, że kiedy do tego Helter Skelter w końcu nie doszło, Manson zaczął obawiać się utraty kontroli nad swoimi wiernymi i prawdopodobnie postanowił, że sam wywoła zapowiadaną przez siebie apokalipsę. Jeżeli jeszcze chodzi o słowa wyznawców Mansona o nim, uważali, że był osobą, do której trzeba lgnąć wręcz. Wszyscy, tak jak wcześniej wspomniałam, chcieli być nim. Nikt nawet nie pomyślał, że może być szalony. Uważano, że jest fascynujący. Był kompletnie w 100% całkowicie pewny siebie. Jeżeli chodzi o spotkania sam na sam z jakąś osobą, był niezwykle opiekuńczy.
Dodawał pewności siebie takiej osobie, z którą rozmawiał. Wmawiał też członkom swojej sekty, ponieważ były to młode dzieciaki, że rodzice ich krzywdzili i że to oni, a nie ich rodzice, mają rację co do przekonań, które dzieciaki głoszą. Jak nikt inny, przynajmniej oni tak twierdzili, rozumiał ich potrzeby i potrafił je bez problemu zaspokajać. Zachowywał się tak, by oni sami uznali go za Mesjasza. Jedna z jego wyznawczyń uważa, że stosował podprogowe przekazywanie komunikatów, że on właśnie jest tym Mesjaszem i wiele osób z jego sekty myślało, że on słyszy głos Boga i że przekazuje Boże słowa swoim wiernym. Manson na ranczu odizolował wszystkich od radia, telewizji i gazet, twierdząc, że on ma monopol na prawdę. Wszyscy chłonęli bez dyskusji jego przekonania. Udawał, że przewiduje przyszłość, czyli właśnie ten Helter Skelter. Ludzie musieli być mu wierni, bo inaczej nie przeżyją Helter Skelter i nie mieli iść zabijać, tylko mają przeżyć. To znaczy, że mają zrobić wszystko, żeby przeżyć.
Manson, żeby nie było, że on był taki fantastyczny, miał też ciemną stronę jako guru, ponieważ bardzo poniżał tych, którzy odważyli się myśleć samodzielnie. Uważał, że myślenie śmierdzi. Niektórych ludzi tak bardzo opanował, że po pewnym czasie nie umieli oni sformułować żadnych własnych myśli. Jeżeli był jakiś skrajny przypadek kogoś, kto jednak miał wątpliwości, Manson mu groził brutalnymi konsekwencjami. Jedna z jego wyznawczyń ośmieliła się czemuś tam sprzeciwić i usłyszała, że jeżeli odejdzie, to zostanie odszukana i zaciągnięta z powrotem, przyczepiona sznurem za samochodem. Musimy pamiętać, że Manson sam nigdy nikogo nie zabił własnymi rękami. Jest tak niebezpieczny i dlatego jest tak przerażający, ponieważ skłonił dzieciaki z dobrych domów, dzieciaki, które nie pochodziły z żadnego środowiska patologicznego, do potwornych zbrodni. Jak wszyscy na pewno wiecie, do osób, które zostały ofiarami sekty Mansona, należała będąca w ósmym miesiącu ciąży żona Romana Polańskiego, Sharon Tate oraz nasz rodak Wojciech Frykowski, producent filmowy, dziadek słynnej Frytki z „Baru”. Kolejnymi osobami byli Jay Sebring, który był stylistą i fryzjerem gwiazd Hollywood, oraz Abigail Folger, która była milionerką fortuny kawiarskiej. Drugim gniazdem zbrodni był dom małżeństwa LaBianca, którzy również zostali zamordowani przez rodzinę Mansona.
Zbrodnię w posiadłości Sharon Tate odkryto następnego dnia około 8:30 rano. Ofiary otrzymały ponad 100 ran kłutych. Trzy osoby zostały postrzelone. Brak jakichkolwiek poszlak. Ofiary leżały w kałuży krwi. Policjanci, którzy przybyli na miejsce zbrodni, byli w kompletnym szoku, ponieważ były to osoby takie, które nazwalibyśmy dzisiaj celebrytami. W obu miejscach na ścianach napisano krwią ofiar wiadomości. Były to między innymi słowa: „Death to pigs, pigs” i tak dalej. Po odkryciu morderstwa małżeństwa LaBianca policja zdała sobie sprawę, że obie sprawy są ze sobą powiązane. Bardzo rzucała się w oczy liczba ran kłutych, którą odkryto na ofiarach.
Sprawę badano przez trzy miesiące, ale bez skutku. Przełomem okazał się telefon. W listopadzie 1969 roku zadzwoniła młoda kobieta i powiedziała, że jedną z osób, które spowodowały śmierć Sharon Tate, jej znajomych i małżeństwa LaBianca, była między innymi Susan Atkins należąca do rodziny Mansona. W późniejszym czasie okazało się, że Manson miał im dać noże i powiedzieć: „Jeśli chcecie coś zrobić, zostawcie po sobie coś mrocznego”. Dzieciaki, zabijając, miały okazać swoje oddanie i potwierdzić władzę Mansona. Pierwszą z osób, które zostały wskazane jako sprawcy morderstw, była Susan Atkins. Susan Atkins nazywana była Sadie. Była byłą studentką, która była zanotowana w kartotekach policyjnych za kradzież samochodu. Urodziła się 7 maja 1948 roku. Zmarła 24 września 2009 na guza mózgu.
Była zabójczynią Sharon Tate, Abigail Folger, Wojciecha Frykowskiego oraz Jay Sebringa. Przed tą zbrodnią uważana była za osobę bardzo cichą i nieśmiałą. Kobieta przyznała się do winy. Stwierdziła, że był to pierwszy etap globalnej wojny ras Helter Skelter. Helter Skelter miała doprowadzić do końca świata. Armagedon. Miała przeżyć tylko rodzina Mansona, aby potem stanąć na czele odrodzonego świata. Innymi osobami skazanymi za śmierć w willi Sharon Tate i małżeństwa LaBianca byli Charles Tex Watson, Leslie Houghton, Patricia Krenwinkel, która notabene chciała zostać kiedyś zakonnicą. I w tym momencie warto wspomnieć, że dzieciaki, które wybierał do swojej sekty Manson, to były białe dzieciaki z zamożnych rodzin, ponieważ już wtedy planował wojnę ras, wojnę przeciwko Afroamerykanom. I tak samo wybrał te białe dzieciaki do tej zbrodni, do zabójstwa, ponieważ uważał, że cała wina zostanie zrzucona na Afroamerykanów i właśnie dzięki temu wybuchnie Helter Skelter.
Oskarżenie Mansona było bardzo problematyczne, ponieważ on sam nie uczestniczył w morderstwach, nie był na miejscu zbrodni i śledczy mieli przeciwko niemu tylko poszlaki i tylko fakt tego, że zdołał przekonać dzieciaki do tak brutalnych morderstw, czym udowodnił, że praktycznie każdego człowieka można zmanipulować i przekonać do zbrodni. Ważne jest to, że manipulował swoimi wiernymi nawet ze strzeżonej celi, tak by głosili światu, że jest on niewinny. Atkins na przykład odmówiła złożenia obciążających Mansona zeznań i wszystkie trzy dziewczyny wzięły całą winę na siebie. Kiedy Manson został aresztowany, reszta wyznawców manifestowała swoje oddanie poprzez na przykład marsze na kolanach, podczas których byli oczywiście naćpani. Miało to według jego wyznawców pokazać ich miłość i szacunek do niego. W tym momencie na scenę wchodzi Barbara Hoyt. Barbara nie była pod aż tak silnym wpływem Mansona, jak się innym wyznawcom wydawało. Poznała go, kiedy miała 17 lat. Uważała go za anioła. Wierzyła, że Manson czyta jej w myślach i wydawał jej się czysty, nieskarany niczym owieczka.
Po morderstwach dokonanych w willi Sharon Tate i na morderstwie LaBianca Barbara zauważyła, że w sekcie zaszły bardzo duże zmiany. Wszyscy przeprowadzili się na pustynię do Barker Ranch i Barbara po latach wspomina, że było tam strasznie. Pewnego dnia kazano jej włączyć telewizor i akurat leciały w nim wiadomości. Podawano informacje na temat śmierci Tate i LaBianca. Cała rodzina Mansona śmiała się, a Barbara nie mogła zrozumieć dlaczego, ponieważ było jej żal ofiar i zaczęła się bać. Pewnego dnia usłyszała też, jak Sadie opowiada o śmierci Sharon Tate i innych ofiar. Powiedziała między innymi, że Tate, kiedy była mordowana, wzywała swoją matkę, że Abigail Folger uciekała przed Texem, który praktycznie ją wypatroszył, kiedy ją dopadł i że Sadie powiedziała Sharon Tate, że ma gdzieś jej ciążę i dźgała ją, dopóki kobieta przestała się ruszać. Dla Barbary Hoyt było to niesamowicie okropne, że oprawcy kompletnie nie przejmowali się cierpieniem ofiar. Było dla niej też okropne to, że inni członkowie sekty również się tym nie przejmowali. Pokonała 43 kilometry pustyni i uciekła z rancza.
Kilka tygodni później rodzina Mansona została aresztowana. Zeznania Hoyt okazały się bardzo ważne dla prokuratury. Jednak jej samej grożono śmiercią. Grożono również jej rodzinie. Aby ratować bliskich, Barbara zgodziła się na to, co kazała jej zrobić rodzina Mansona, a mianowicie, że ma wyjechać na Hawaje. Została tam transportowana przez członków rodziny Mansona i w drodze podano jej hamburgera. W hamburgerze znajdowało się około dziesięciu tabletek LSD. Barbara trafiła do szpitala i przeżyła to. Poprosiła, wręcz błagała o kontakt z prokuratorem i kiedy wyzdrowiała, zdecydowała się na zeznania. Stwierdziła, że już się nie boi.
Na sali sądowej Manson usiłował ją kontrolować, narzucać jej pokazywaniem to, co ma mówić. Jednak kobieta była już kompletnie wyrwana spod jego wpływu i pogrążyła sektę. Grunt palił się pod nogami Charlesa Mansona. Zaczął robić wszystko, aby uniknąć kary śmierci, która mu groziła. Zaczął zrzucać winę na innych członków rodziny. Dziewczęta, które dokonały zbrodni, wzięły całość na siebie. Twierdzili też dodatkowo, że dowody dotyczące Mansona zostały spreparowane. 25 stycznia 1971 roku Charlesa Mansona uznano za winnego, a on uśmiechnął się, kiedy usłyszał wyrok. Po aresztowaniu sekta nadal istniała i istnieje. Nie wiem, czy istnieje do dziś dnia, ale jeszcze przez długi okres czasu przyjmowała nowych członków zwabionych medialnym szumem.
Najwierniejsi członkowie sekty jeszcze w roku 1971, żebyśmy się nie zgubili w czasie i przestrzeni, postanawiają uwolnić swojego przywódcę. W tym celu zrobili napad na sklep z bronią, ale część z nich została aresztowana. Prawdopodobnie chcieli porwać samolot i wymienić zakładników za Charlesa Mansona. W 1972 roku w Kalifornii zamieniono karę śmierci, więc kary dla członków rodziny Mansona i dla niego samego zamieniono na dożywocie. W związku z czym do dziś dnia siedzi w więzieniu i dostaje te wszystkie listy, które okazują mu uwielbienie. Jak sami wiecie, Manson stał się legendą i idolem dla wielu ludzi, jednak też dla wielu jest ucieleśnieniem kompletnego zła przez swoje mistrzowskie manipulacje. Przechodzimy teraz do Gujany Amerykańskiej. Ostatnim bohaterem dzisiejszego wieczoru jest Jim Jones. Jim Jones był byłym duchownym, który założył miasto Jonestown w Gujanie. Początki jego sekty sięgają okresu, kiedy miał 24 lata i założył tak zwaną Świątynię Ludu Kościoła Pełnej Energii.
Początkowo występował w niewielkim konwencjonalnym kościele w Indianapolis. W latach 70. przeniósł się do San Francisco i w swoich płomiennych przemowach łączył religię z doktryną socjalistyczną. Uważał, że jego celem jest brak podziału klasowego, rasowego, pełna wspólnota i tym podobne. Członków jego kościoła łączyła całkowita lojalność wobec Jonesa. Wkrótce liczba wyznawców rosła i wszyscy wyznawcy zainwestowali pieniądze w ziemie w Gujanie Amerykańskiej w Ameryce Południowej. Utożsamiali się ze swoją organizacją i ponieważ byli bardzo oddaleni, kiedy się tam przenieśli do tej Gujany od cywilizacji, ludzie skupiali się wokół guru dla poczucia własnego bezpieczeństwa. Marzenia, jak to zwykle bywa, bardzo rozminęły się z tym, co pokazała rzeczywistość. Po dotarciu do Gujany wiernych poproszono o oddanie paszportów. Nikt nie mógł wyjechać bez zgody Jonesa.
Powstała lista karalnych przestępstw. Karane były: chęć wyjazdu, mówienie źle o Jonesie, wszystkie kapitalistyczne sprawy, wygoda, brak zapału do pracy w polu, lenistwo, opuszczenie ważnych wydarzeń w Jonestown i generalnie, jeśli ktoś sprzeciwił się, istniał nakaz doniesienia o tym Jonesowi. Nikt nic nie mógł ukryć, nikt nie mógł nikomu ufać. Generalnie było to coś na zasadzie takiego miasta w dżungli, które miało być samowystarczalne. Czyli mieli tam swoje zwierzęta, mieli tam swoje pola, domki i w pewnym momencie, kiedy nastąpił najlepszy okres dla Jonestown, mieszkało tam około 1000 osób. Jedna z byłych mieszkanek Jonestown wspomina, że nie mogła zdradzić swoich prawdziwych myśli nawet własnej matce. W ramach kary za złamanie kodeksu panującego w miasteczku stosowano terror psychologiczny i na przykład wsadzano człowieka do dołu w ziemi i mówiono mu, że zostaną tam wrzucone węże. Sytuacja w Jonestown była na rękę gujańskim władzom, ponieważ była to duża grupa Amerykanów. Znajdowali się blisko granicy, więc Była dobrym środkiem zapobiegawczym w razie ewentualnego ataku Wenezueli na Gujanę, ponieważ rząd gujański wiedział, że w momencie ataku zareaguje rząd amerykański. A wiadomo, że rząd amerykański to duże wojsko i bezpieczeństwo.
Jones dodatkowo posiadał konkubiny, które puszczały się z urzędnikami, co powodowało, że przymykali oni oko na różne sytuacje, jakie miały miejsce w Jonestown. Między innymi mieli pełne zezwolenie na nielegalny transport towarów, a takimi towarami między innymi była broń. Jones uważał, że jest to broń potrzebna do obrony przed wrogami. Warto tutaj wspomnieć, że ówczesny rząd amerykański, czyli rząd prezydenta Cartera, wiedział o socjalistycznym zabarwieniu Jonestown. Jest to dziwne, że socjalistyczne zabarwienie, a rząd amerykański się na to zgadza. Dlaczego? Prawo amerykańskie broni organizacje religijne, w związku z czym oni nie mieli pola do popisu ani możliwości doczepienia się do czegokolwiek, ponieważ jako organizacja religijna Kościoła Jonesa była prawnie chroniona. I w ten sposób Jonestown unikało sprawdzania, kontroli i tego typu sytuacji. Bardzo szybko Jonesowi kompletnie odbiło na punkcie tego, że rząd USA czyha na niego. Sądził, że rząd próbuje go dopaść.
Czyli mamy tutaj kompletnego fioła na punkcie teorii spiskowych. Tę paranoję mogły, jak się przypuszcza, wywołać również mieszanki leków, które przyjmował na chorobę, o której nic nie mówił, w związku z czym nie wiadomo, co mu dolegało. Ale świadkowie twierdzą, że niesamowite ilości leków naraz przyjmował, w związku z czym mogło to wywołać zaburzenia w jego mózgu. Po krótkim czasie Jones wszędzie widział niebezpieczeństwo. Wpadał w coraz większą paranoję, na przykład w paranoję dotyczącą wierności wyznawców sekty. Zaczął organizować tak zwane białe noce. Były to spotkania, podczas których wyznawcy musieli okazać stuprocentową lojalność poprzez wypicie trucizny. Jones uważał, że wrogie siły mogą zostać pokonane tylko i wyłącznie poprzez zbiorowe samobójstwo jego wyznawców. Za każdym razem jednak podczas tych białych nocy napój podawany był bez trucizny. Warto też wspomnieć w tym miejscu, że Jones nienawidził mediów.
Darzył ich kompletną, stuprocentową nienawiścią i widział w nich czyste zagrożenie dla siebie i swojej wiary. Dodatkowo Jones okłamywał swoich wiernych, ponieważ wmawiał im praktycznie przez cały czas pobytu w Jonestown, że cały cywilizowany świat wydał im wojnę i dąży do zniszczenia obozu. Byli wierni, którzy byli werbowani, ale jednak nie pojechali do Jonestown albo krewni, którzy dostali jakieś informacje. Wkrótce zwrócili się do jednego z amerykańskich kongresmenów, ponieważ bardzo obawiali się tego, co dzieje się w Jonestown w Gujanie. Nowi wierni byli werbowani poprzez rozsyłanie im prospektów, w których Jonestown jawiło się jako idylliczna kraina płynąca mlekiem i miodem. Jednak zatroskani krewni uważali, że Jonestown to więzienie. 17 listopada 1978 roku kongresmen wraz z ekipą NBC News wylądował w Gujanie, by zbadać warunki niemal tysiąca obywateli USA, którzy tam zamieszkali. Członkowie sekty zachwalali dziennikarzom miejsce, w którym żyją. Jeden jednak z wyznawców przekazał reporterowi karteczkę, na której napisane było, że prosi o pomoc w odejściu z Jonestown. I wtedy się zaczęły problemy.
Następnego dnia członkowie ekipy zaczęli przeprowadzać wywiady z członkami sekty, co zaczęło bardzo Jonesa niepokoić. Dziennikarze NBC chcieli wiedzieć między innymi, czy ludzie mogą bezproblemowo wyjechać z osady. Nagle jedna z rodzin przerwała milczenie i zaczęła mówić, jak wygląda prawdziwa sytuacja oraz wyraziła gotowość odjazdu. I nagle zaczęli zgłaszać się inni. Sytuacja zrobiła się coraz bardziej z minuty na minutę napięta. Reporterzy zaczęli robić wywiad z guru, który stwierdził, że ludzie pogrywają sobie z nimi i zaczął prosić, żeby dziennikarze oraz kongresmen Ryan odjechali. Ryan dodatkowo został ostrzeżony, że znajduje się w niebezpieczeństwie, tak jak to miało miejsce przed przyjazdem, ponieważ zadzwoniono do niego, żeby tam nie jechał. On to zignorował, ale właśnie tym razem też zignorował informację i nagle zaatakował go jeden z członków sekty. Jones stał i przyglądał się temu bez słowa. Natomiast dwóch innych członków odciągnęło faceta.
Po tym incydencie Ryan postanowił wyjechać, zabierając ze sobą kilkanaście osób z sekty. Mężczyzna, który przekazał kartkę postanowił, że sam ucieknie i zostawił swojego czteroletniego synka, po którego planował wrócić później. Już nigdy więcej nie zobaczył chłopca żywego. Na lotnisku grupa uzbrojonych mężczyzn zaczęła strzelać do pasażerów w momencie, kiedy uruchomiono silniki samolotu. Congressman Ryan został zastrzelony. Dostał ponad 20 strzałów i zginął na miejscu. Razem z nim życie straciło pięć osób, reszta została rannych. Część osób, które zdołały dostać się do samolotu jeszcze przed strzelaniną, uciekła do dżungli. Strzelanina trwała zaledwie pięć minut. Osoby, które zostały zastrzelone i leżały na płycie lotniska, były dobijane strzałami i ginęły na miejscu.
Praktycznie nikomu nie udało się przeżyć tej masakry. Tim Carter był jedną z osób, które przeżyły masakrę w Gujanie. Do dziś dnia uważa, że było to morderstwo, a nie samobójstwo, ponieważ tego dnia zginęły również dzieci członków sekty Świątyni Ludu. Wielu z tych, którzy badają tą całą sytuację, uważa, że to było morderstwo, ponieważ dzieci nie mogły same zadecydować, czy chcą żyć, czy umierać. Elder Rhodes był jedną z osób, które były na miejscu w Jonestown, kiedy Jones zwołał zebranie mieszkańców. Wiedział, że będzie to biała noc, że będą szykować się do popełnienia samobójstwa. Jednak nie wiedział, że mieszanka soku winogronowego i trucizny jest przygotowywana za ścianą. Udało mu się wyjść z pawilonu, w którym zebrali się wierni, jednak jego rodzina została na miejscu. Jones powiedział: „Skoro nie możemy żyć w pokoju, umrzemy w pokoju”. Mordowanie zaczęło się od dzieci, które miały umrzeć pierwsze.
Był to zamierzony zabieg, ponieważ Jones wiedział, że jeżeli rodzice stracą swoje dzieci, to nie będą odczuwać potrzeby dalszego życia. W trakcie podawania soku z trucizną Jim Jones przemawiał do swoich wiernych. Całość tej przemowy została nagrana na taśmę, po czym, kiedy wszyscy odebrali sobie życie, Jim Jones strzelił sobie w głowę. Do dziś dnia masakra w Jonestown w Gujanie uważana jest za najstraszniejszą zbrodnię sekty w historii. Do okresu zamachów z 11 września ilość ofiar narodowości amerykańskiej z masakry Jonestown była podawana jako największa liczba ofiar śmiertelnych w jednym momencie w wyniku jednego wypadku pozbawiającego innych życia. Za sukcesem przywódców sekt stoi między innymi wykorzystywanie najbardziej osobistych potrzeb wyznawców. Taki przywódca udaje, że rozumie bliźniego jak nikt inny i wmawia mu, że ma lekarstwo, które pozwoli mu osiągnąć to, co jest takiemu wyznawcy potrzebne. Poprzez zdobywanie zaufania oplątują wyznawcę jak bluszcz i przy okazji piorą mu mózg. A wy jak tam z waszymi mózgami? Pamiętajcie, nie dajcie się wyprać.
Trzymajcie się. Cześć. Wyznawcy szatana, członkowie sekt, niewolnicy tajemniczych głosów z zaświatów. Do cna źli ludzie.
[59:52] - Krwawy podwieczorek. Audycję przygotowała Persefona dla Radia Paranormalium.
[59:59] - Jeśli chcesz o coś zapytać, skontaktuj się ze mną na forum Radia Paranormalium pod adresem radio.paranormalium.pl.
[01:01:15] - 'Cause this is doomsday night And no one's gonna save you from the beast about to strike You know it's doomsday night You're fighting for your life inside a killer dollhouse tonight You hear the door slam and realize there's nowhere left to run You feel the cold hand and wonder if you'll ever see the sun You close your eyes All hope that this is just imagination But all the while you hear a creature creeping up behind You're out of time 'Cause this is doomsday night And no one's gonna save you from the beast about to strike You know it's doomsday night You're fighting for your life inside a killer dollhouse tonight Night creatures calling the dead start to walk in their masquerade There's no escaping the jaws of the alien this time This is the end of your life They're out to get you There's demons closing in on every side They will possess you unless you trace that number on your dial Yeah, now it's the time for you and I to cuddle close together Yeah, over the line we'll sing you a night terror lullaby We'll make you stay 'Cause this is doomsday night And no one's gonna save you from the beast about to strike You know it's doomsday night You're fighting for your life inside a killer dollhouse tonight We're gonna fry you Darkness crawls across the land The midnight hour's close at hand Creatures crawl in search of blood To terrorize your neighborhood Peace will never shall be found Without the soul forgetting too The staring face that holds no hope You rot inside the corpse's shell With pale skin she's hanging on The fuck of forty thousand years Gruesome claws from every tomb Are closing in to seal your doom And though you fight to stay alive Your body starts to shiver No immortal can resist The evil of the thriller