Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:46] - Dobry wieczór wszystkim. Witam wszystkich serdecznie w ten piękny wieczór w sobotę w audycji „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali. Audycja jest dodatkowo retransmitowana w Radiu Paranormalium oraz kilku innych tajemniczych rozgłośniach, które wszystkie pozdrawiam. Pozdrawiam słuchaczy wszystkich radi, którzy retransmitują, radi retransmitujących „Hiperprzestrzeń” oraz wszystkich słuchaczy matczynego Radia Na Fali. Oprócz tego, poza pozdrowieniami dla wszystkich. Poza tymi wszystkimi pozdrowieniami, moi drodzy, co jeszcze chciałem powiedzieć? Chciałem wam powiedzieć, żebyście zostawiali komentarze pod audycjami „Hiperprzestrzeń” na stronie radionafali.com. Także zapraszam do komentowania. Pozdrawiam wszystkich sponsorów. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy on oraz offline.
Pozdrawiam wszystkich agentów Babilonu, którzy podsłuchują cały internet i nie tylko. Kogo jeszcze mogę pozdrowić? Pozdrawiam wszystkich tych, którzy zostawili komentarze. Zapraszam was na naszą stronę facebookową, żeby dawać lajki i tak dalej. Tego typu historie, proszę państwa. Ja już jestem przygotowany, muszę sobie jeszcze przeklikać kilka rzeczy. A dzisiaj co w „Hiperprzestrzeni”? Dzisiaj, słuchajcie, dyrektywa z kosmosu. Dokładnie o tym jest „Hiperprzestrzeń”, o dyrektywie z kosmosu. Ja tu się jeszcze ustawiam.
Sekundkę. Dzisiaj się nie pali, nie śpieszę. Jest piękny wieczór, gorąco, słuchajcie, ciepło. Środek lata, długie wieczory, doskonała atmosfera, fantastyczne nastroje. Co mogę powiedzieć więcej? Poza tym, że dzisiaj będzie bardzo kosmicznie. Czas najwyższy, żeby był ten kosmos. Co jeszcze z tymi całymi kosmosami dzisiaj? Co jeszcze, proszę państwa? Tu już próbuję multitasking załączyć, jak zwykle.
Okej, dobra, mój multitasking jest już gotowy, jeżeli w ogóle jakikolwiek istnieje. Pozdrawiam wszystkich na czacie Radia Na Fali, Radia Paranormalium też, aczkolwiek jestem na czacie Radia Na Fali, także tam wszystkich pozdrawiam. Jeszcze raz pozdrawiam wszystkich tych, którzy nas wspierają finansowo. Bardzo serdecznie dziękuję za bardzo fajne listy. Naprawdę respect, peace and love. Także pozdrawiam i oczywiście zapraszam wszystkich do wspierania audycji i wspierania Radia Na Fali finansowo. Róbcie to. Niech przypłynie ta fortuna, niech przypłynie, żebyśmy się rozbili o ten złoty brzeg wypełniony banknotami. Dobra, koniec tej mantry. Słuchajcie, czas najwyższy, żebym skoczył do tematu dzisiejszej „Hiperprzestrzeni”.
A dzisiejsza „Hiperprzestrzeń” jest dokładnie o kosmosie. Może nie do końca o kosmosie, bo jest właściwie o nas, o Ziemi, o życiu. Jak zwykle o życiu, proszę państwa. Jak żyć i gdzie jest sens tego życia? A dzisiejszy tytuł to dyrektywa z kosmosu. Być może numer jeden, być może numer dwa. O tym dowiemy się podczas audycji „Hiperprzestrzeń”. Co dzisiaj w tej audycji pomiędzy muzyczką i całymi historiami? Dzisiaj w audycji będzie troszeczkę o teorii Terrence'a McKenna. Wrócimy trochę do tej teorii, bo jest bardzo ciekawa i wiąże się z pomysłem, co ma wspólnego Ziemia z kosmosem na przykład.
Poza tym, że Ziemia jest w kosmosie. Ale beka. Przepraszam bardzo za mój frywolny język, ale jest tak doskonały. Słuchajcie, ja lubię lato. Latem się najlepiej czuję i jestem ciepłolubny. Wtedy jestem szczęśliwym człowiekiem. Także nie będę ukrywał, że jestem nieszczęśliwy przed wami. Co jeszcze? Oczywiście dzisiaj w audycji będzie troszkę matematyki, będzie o prawie Mandelbrota i kilku innych rzeczach po drodze. Ja tu mam taką kartkę z notatkami.
Mogę nią zaszeleścić. Książek dzisiaj nie mam. Dzisiaj audycja z niczego, czyli z głowy. Przecież są wakacje. Może nie do końca z głowy, bo mam jakieś notatki, są jakieś linki. Także wszystkich tych, którzy są głodni linków, głodni informacji, zapraszam na naszego czata radiowego Radia Na Fali, czyli radionafali.com, zakładka Czat i tam wbijać przez te captche i się zalogować i gadać i być na miejscu i oddychać tą atmosferą. Dokładnie. A ja w tym czasie, żeby nie było, że jestem taki strasznie amatorski, puszczę trochę dżingli, bo rzadko kiedy puszczam, ale czasami można. Swój puszczę i wracam do was po dżingach. Zapraszam bardzo serdecznie na audycję „Hiperprzestrzeń” w każdą sobotę o godzinie 23:00.
Zróbcie sobie dzbanek kawy i przygotujcie się, że zostaniecie z nami do rana. Wście ze mną. Me and Tomek. To think for yourself and question authority. Radio Na Fali, „Hiperprzestrzeń”. Do usłyszenia w każdą sobotę o godzinie 23:00.
[06:13] - Turn on. Tune in. Rock out. To think for yourself and question authority. Pozdrawia was Krawiec, a wy słuchacie radia Nafali.
[06:37] - Panie, a co pan jesteś jakiś Krzysztof Krawczyk, że z siebie takiego gwiazdora robisz?
[06:43] - Od wujka. To się pan odpierdol. Radio Nafali was wali. Nowe, magiczne i epickie przygody Krawcza. Tylko w nowym sezonie Lorem Ipsum. Słuchajcie, słuchajcie głupcze!
[07:28] - A wy słuchacie audycji Hiperprzestrzeń albo podcastu Hiperprzestrzeń. Generalnie nazywa się to po prostu Hiperprzestrzeń w Radiu Nafali oraz retransmitowane w Radiu Paranormalium oraz kilku innych miejscach. Przy okazji pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline. Jak zwykle nigdy dość pozdrowień. Słuchajcie, to co? Zaczynamy tą całą historię. Ja przypominam, że oczywiście ja jestem absolutnie na żywo i jeżeli chcecie zadzwonić, chcecie się podzielić jakąś refleksją, bo macie jakiś pomysł po drodze, to śmiało dzwońcie. Radionafali.com taki jest nasz adres na Skypie. Jeżeli jeszcze nie macie nas dodanych na Skypie, po prostu musicie wejść w „Szukaj znajomych” czy jakoś tak, wpisać tam radionafali.com, dać „Szukaj” i generalnie to, co się pojawi, to jest właśnie Radio Nafali i możecie śmiało dodać. „Dodaj do moich przyjaciół”, a my oczywiście od siebie odbierzemy, bo jesteśmy przyjaciółmi i wtedy możecie śmiało do nas dzwonić.
Peace and love. Dobra, koniec tych nieustannych promo. Łapię tą swoją jedną kartkę, którą mam zapisaną. Słuchajcie i dzisiaj może nie tyle z głowy, ile właściwie z głowy, kompletnie z głowy, czyli z niczego. Dyrektywa z kosmosu słuchajcie, to jest historia niespełnionego, mojego niespełnionego marzenia z dzieciństwa. Ponieważ jestem z pokolenia, które jeszcze pamięta, jak on się nazywał? No właśnie pamięta. Tak to jest właśnie z pamięcią mojego pokolenia. Niewiele już to pokolenie pamięta, ale pamięta loty w kosmos. Jak się nazywał?
No nie wiem. Na pewno wcześniej był Gagarin, ale ja już jestem za młody na Gagarina. I Hermaszewski poleciał pierwszy Polak w kosmos i przez lata ten kosmos był wałkowany. Ja dorastałem i chciałem zostać kosmonautą oczywiście. No bo jakże inaczej? Po prostu taki syndrom, no syndrom kosmonauty, syndrom kosmosu. No i nie spełniło się, bo oczywiście, jeżeli mamy tutaj na pokładzie słuchaczy Teorii Chaosu. Halo, halo! Która jest w piątek o godzinie 24.00, w każdy piątek w Radiu Nafali, też w Radiu Paranormalium. Także w Teorii Chaosu była o tym mowa, że już nie latamy w kosmos.
Jestem z tego pokolenia, które właśnie nie załapało się troszeczkę. Znaczy jest pewna szansa, bo tam Richard Branson wybudował takie samoloty, że można wskoczyć i polatać troszkę na granicy kosmosu i jakiejś tam ostatniej sfery niebiańsko-ziemieńskiej, znaczy ziemskiej sfery chciałem powiedzieć, nie tam niebiańskiej. Zostawmy duchowość na moment na boku, no ale to ponoć jeszcze kosztuje jakąś fortunę, także to nie jest czymś takim. A inna sprawa być po prostu kosmonautą. Kosmonauta nie lata dookoła Ziemi, tylko kosmonauta lata gdzieś tam w cholerę, w kosmos daleko. To była taka ambicja. To było coś słuchajcie, to była niespełniona ambicja mojego dzieciństwa. Więc czas najwyższy dzisiaj po prostu wziąć się za tą moją ambicję. I słuchajcie, Ziemia jest bardzo kosmiczna, jak się okazuje. Bo generalnie nie tylko ja mam jakieś takie schizy na punkcie kosmosu.
Generalnie jak się okazuje, chyba wszyscy mamy jakieś takie kosmiczne historie. Jak mam gdzieś kosmiczny dźwięk przygotowany, ale to może później. No tak, no tak, dosyć naturalne się wydaje dzisiaj, proszę ja was, informacja o różnych polach morfogenetycznych roślin i tak dalej, i tak dalej. Jest masa dokumentacji medycznej, która mówi o tych wszystkich dziwnych rzeczach, że generalnie rośliny, ludzie, wszystko, co żyje, się komunikuje na jakimś takim niewidzialnym poziomie. Słynne historie o polu morfogenetycznym, o którym mówię i mówię, i mówię. I nie tylko ja. Chyba pół świata mówi aktualnie. No ale słuchajcie, o co chodzi? Chodzi o pomysł, że jest coś, co się komunikuje gdzieś na poziomie beta. Cholera wie na jakim poziomie.
Wiem, że się komunikuje. No i co tu z tym zrobić? No, choćby eksperymenty słuchajcie. Generalnie co tu dużo mówić o tych dokumentacjach medycznych. Może po prostu opowiem wam o eksperymencie, który jest naprawdę intrygujący, który mówi, bo to w ogóle à propos, co my mamy wspólnego z kosmosem? Może musimy zacząć od komórek, bo my jesteśmy tylko komórki, a kosmos w kosmosie. Także ten eksperyment z tym polem morfogenetycznym jest dosyć intrygujący. Jest to jeden z wielu, wielu, wielu eksperymentów oczywiście, ale ten jest najbardziej intrygujący słuchajcie. Eksperyment zrobiono, kiedyś tam o nim chyba nawet wspominałem może, w 1969 roku poprzedniego stulecia. No i wzięto komórkę.
Zresztą chyba wcześniej robiono takie eksperymenty. Brano komórkę pod mikroskopem oczywiście, która się ledwo co pojawiła. Taka komórka młoda wystartowała. No i jak ta komórka wystartowała, to oczywiście ją krojono na pół Odseparowano jedną, zostawiono na jednym kawałku szkła jedną połówkę, a drugą połówkę na drugim kawałku szkła. I co się działo dalej? Komórki dalej rosły, tylko że dwie. Słynny numer z przeszczepianiem roślin. Jeżeli jest wśród nas ktoś, kto hoduje nielegalne w Polsce cannabis, to doskonale wie, że cannabis najlepiej przeszczepiać, jeżeli ma dobry, świetny gatunek, że nie musi czekać na nasiona, że może sobie obciąć gałązkę do wody, żeby puściła korzenie, jak na przykład pomidory, jak każda przeszczepka. Jest coś takiego. I się okazuje, że to DNA, które jest zawarte w tych wszystkich urządzeniach biologicznych, czyli w świecie komórkowym, że to całe DNA bierze się skądś indziej.
Bo jak się przekroi komórkę, to logicznie myśląc, jakbym był takim średniowiecznym papieżem, to bym pomyślał: „Jak przekroję komórkę, to tam będzie tylko połowa DNA. A jak nie będzie pełnego DNA, to jak ona się będzie duplikowała? Nie będzie się duplikowała, nic się nie będzie działo. Po prostu to wszystko będzie zdechnąć. Jak przekroję na pół, to będzie zdechnąć, jak każdy heretyk”. DNA komórka nie zdycha. I to jest taki właśnie fenomen, że ona dalej sobie rośnie. Czyli powstaje pytanie: skąd bierze tą informację? Skąd się bierze to DNA? Czyli jeżeli coś kroimy i to jest komórka, a tam nie ma żadnej innej informacji, poza tym, że jest to kawałek węgla, który jest organiczny i się po prostu rozmnaża.
I tu się zaczęło à propos całych tych dyrektyw z kosmosu. Pojawiło się w nauce pojęcie, które się nazywa epigenetyka. Tak się nazywa ta cała historia. Ja tu chyba nawet mam linka, o ile mam. Powinienem mieć. Mam! Oczywiście, że mam. Nie będę czytał po angielsku. Przeczytam wam pierwsze dwa zdania. To dla tych wszystkich, którzy teraz nie są przypadkiem na Wikipedii.
Przeczytam wam szybko, co Wikipedia na to, że epigenetyka to jest badanie mechanizmów związanych z rozwojem polegających na powstawaniu cech dziedziczonych przez komórki potomne, które nie są związane z mutacjami DNA. To jest to, o czym mówiłem. Przykładami procesów epigenetycznych w tym rozumieniu są między innymi stabilne zmiany ekspresji genów w rozwoju i tak dalej. To już jest naukowe. To już zostawiam. Jeżeli ktoś lubi epigenetykę w starym dobrym przyjacielu Google, to bardzo pomoże. Ja tu oczywiście wklejam już na czata dla wszystkich słuchaczy online. Już mam. Przepraszam bardzo, ja tu jeszcze próbuję ogarnąć. Nie mówię wam po drodze, ale próbuję ogarnąć muzykę.
Żebyśmy mieli jeszcze dzisiaj troszkę muzyki, żeby nie było tak, że tylko mówię, mówię, mówię i mówię. Także dzisiaj będzie troszeczkę fajnej muzyki do tego wszystkiego. Poza tym, że siedzimy w lesie. To, że człowiek siedzi w lesie, nie znaczy, że nie może słuchać muzyki. Las przyjacielem człowieka. To ja wracam do tej całej historii. I tu się pojawia to pojęcie epigenetyka. I to jest taka historia troszkę z kosmosu, bo to jest powrót do tych wszystkich szalonych teorii, o których ja często mówię, o których w ogóle pół świata mówi. Bo z tym, jak dużo ludzi jest po którejś stronie, to jest takie stare powiedzonko, że miliony, kochani, nie mogą się mylić. Pytanie jest tylko, o których milionach rozmawiamy, o których milionach mówimy?
Wracając do tych milionów, to jako że jestem doktorem, to jestem w tej niemylącej się części milionów. I chciałem powiedzieć, że tu się pojawia jakiś kosmiczny element, proszę państwa. Mamy komórkę, która się rozmnaża, a która powinna zdechnąć, bo informacja, która jest w niej zawarta, żeby ona się rozmnażała, została przecięta na pół. To tak, jakby was, ciebie, mnie, waszego chomika, sąsiada, każdego. Aztekowie dużo próbowali. Oni generalnie przecinali w ogóle wszystkich sąsiadów na pół. Taka kultura. Ale do Azteków wrócę w następnej hiperprzestrzeni być może, czy jakoś tak. Będzie poświęcona pewnej sprawie, ale o tym wszystkim na koniec tej hiperprzestrzeni. Zapowiedzi na końcu, proszę państwa, ale proszę doczekać do końca, będzie zapowiedź.
Co z tą komórką? Ta komórka zachowuje te informacje. To jest kosmiczna sprawa, bo właściwie nie ma żadnego pola pomiędzy. Przynajmniej oficjalnie. Tak twierdzi nauka, że nie ma żadnego pola, bo Einstein powiedział, że nie ma. Einstein gadał głupoty, ale przed nim było kilku łebskich facetów, z których prac właściwie posklejał Einstein swoją całą teorię. I tych kilku łebskich facetów historii fizyki, chemii, biologii i kilku innych dziedzin dosyć, powiedziałbym, eklektycznej wiedzy o rozległych horyzontach się chyba w dzisiejszych czasach mówi. Więc owi naukowcy o rozległych horyzontach twierdzili, że jest coś takiego jak pole eteru, pole orgonu, czyli coś, po czym podróżuje sobie jakaś informacja. Ale to znaczy, że musi być gdzieś, proszę państwa, jakaś informacja, która przemyka po jakimś polu. Musi być jakieś pole i ono musi być, bo skąd się to bierze w tej komórce?
Dobra, ale zostawmy to na moment. Generalnie mamy już jedną kosmiczną sprawę. Jest bardzo kosmicznie. Kryjemy na pół, a to dalej żyje. Jak w horrorze z dzieciństwa. Po prostu uciął głowę, rośnie. Co ja mówię? „Bajka o smokach”. Czy każdy z nas kojarzy „Bajkę o smokach”, proszę państwa? „Bajki o smokach” nie są głupie.
Ja zawsze twierdziłem i dalej twierdzę, że w ludowych opowieściach są zawarte mądrości, które mają tysiące lat, tylko głupki nie potrafią tego przeczytać. A my jesteśmy mądrzy i doskonale wiemy, że to jest być może trawestacja mitu o smokach, gdzie odcina się głowę, a temu smoku wyrasta kolejna głowa i trzeba przeciąć coś zupełnie innego. Trzeba przeciąć mu serce czy jakoś tak wyciągnąć to, co jest nadajnikiem, który odbiera całą energię i transmituje. Dopiero wtedy smok umiera, prawda? Kurde, brzmi jak z kosmosu generalnie, ale jeżeli coś tam odbiera, to jest jakiś sygnał niewidoczny. Jeżeli sygnał przechodzi bez komórek, czyli nie przechodzi przez formy węgla, nic tam nie porusza, nic nie zmienia, czyli generalnie musi emanować z planety na planetę. To nie jest coś, co funkcjonuje tylko tu i teraz. I na przykład się okazuje, że chmury tego nie ograniczają ani warstwy stratosfery czy atmosfery, że to coś działa cały czas. Chociażby słynny eksperyment z kartami, ze znaczkami, o którym kiedyś mówiłem w jednej z „Hiperprzestrzeni”, przesyłania telepatycznie informacji pomiędzy kosmonautami będącymi na orbicie podczas jakiejś misji a ludźmi na Ziemi w specjalnej bazie. I się okazuje, że skuteczność jest bardzo wysoka.
I tak dalej. Wszystkie te rzeczy, o których wszyscy doskonale wiemy. Ale kosmiczna sprawa. Okazuje się, że coś przenosi tę informację. Informacja się przenosi niezależnie od ziemskiej atmosfery, czyli ten kawałek energii na przykład nie oddycha tlenem, może wylecieć poza atmosferę, może polecieć poza słońce, może polecieć cholera nie wiadomo gdzie. Nie wiemy, gdzie może polecieć. Może polecieć prawdopodobnie wszędzie. Na razie jeszcze nie znamy ograniczenia, bo w ogóle nie znamy skali. Słuchajcie, świeża sprawa, naprawdę świeża sprawa. Te wszystkie teorie mają mniej więcej tyle, może ponad 100 lat.
Oczywiście są o wiele starsze, bo są jakieś tam historie, chociażby jak historia o smokach, która prawdopodobnie ma miliony lat. I tak dalej. Ale w naszej świadomości naukowej są rzeczy, które są bardzo młode. Razem 30 lat, niektóre nawet 10 lat. Szaleństwo, proszę państwa, szaleństwo. À propos tego kosmosu oczywiście. À propos tego szaleństwa to też będę miał jedną opowieść. A my tymczasem myślę, że czas na muzyczkę. Także ja przestaję gadać na jakiś czas i muzyczka, proszę państwa. Tak, to była bardzo krótka przerwa muzyczna.
Zawsze są długie, a tym razem krótka. Dobra, wracamy do całej tej opowieści o dyrektywie z kosmosu. O dyrektywach z kosmosu może albo jednej, albo wielu, kto wie? Dyrektywa z kosmosu. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Dyrektywa z kosmosu, moi drodzy. Słuchajcie, nasze pojęcie o świecie w ogóle i sposobie komunikowania się na przykład w takich drobnych podzespołów, z których jesteśmy sami zbudowani i cały świat dookoła, uległo po prostu zmianie. Uległo absolutnie zmianie. Pojawiła się epigenetyka i w ogóle pojawiło się nawet słowo w nauce na świecie, które to opisuje. Poniekąd próbuje opisać właśnie coś jak złożone zjawiska, czyli na przykład nowe słowo, które się nazywa paradygmat, które ja bardzo lubię.
To jest słowo nowych czasów. Słuchajcie, weszło przebojem na salony i zostało na nich już na stałe. Także welcome paradygmat. Ja tu już wklejam, co znaczy paradygmat, bo oczywiście jestem przygotowany dzisiaj, żeby nie było, że nie jestem nieprzygotowany. To oczywiście jest w rozumieniu wprowadzonym przez filozofa Thomasa Kuhna w książce „Struktura rewolucji naukowych”. Po angielsku lepiej brzmi to „The Structure of Scientific Revolutions„, opublikowanej w 1962 roku. To zbiór pojęć i tez tworzonych podstaw danej nauki. Czyli jeżeli coś składa się z większej ilości niż jednego pojęcia, czyli na przykład więcej niż trzy, więcej niż cztery, dużo tego jest, to wtedy tworzy coś jak paradygmaty, czyli coś, czego się raczej nie kwestionuje. Po prostu widać, jak jest. Jak jest przypływ, to fala zalewa na przykład coś tam i to jest paradygmat, że jest przypływ.
Po prostu tak już jest. Jest paradygmat. Czyli generalnie zasady, mówiąc chyba po polsku. Właściwie najbardziej po polsku tak, zasada po prostu. Sorry, że wam tak mieszam w głowie. Te pomieszane pojęcia naukowe to oni chcą nam pomieszać w głowie. Prawda jest taka, że paradygmat po prostu oznacza przyjętą zasadę, coś w tym stylu. Także słuchajcie, zmienił się paradygmat naukowy. Zawsze myśleliśmy, że to komórka, że to jest wewnątrz gdzieś tam coś. Okazuje się, że wszystko jest na zewnątrz.
Czyli patrzymy na zewnątrz, a nie do wewnątrz. Chociaż właściwie w jedną i w drugą stronę. Generalnie zmiana sposobu komunikowania wszystkiego. Internet jest świetnym przykładem na to w praktyce, bo my tak to zrobiliśmy nieświadomie zupełnie. Tak po prostu zrobiliśmy i później się okazało, że wow, science fiction, stało się. Internet jest właśnie takim zjawiskiem jak epigenetyka, można powiedzieć. Albo na przykład nowym paradygmatem świata jest internet. Można to porównać. Ale mniejsza o to. Słuchajcie, zostawiam to wszystko.
Generalnie do tego wszystkiego chciałbym dorzucić kolejne zjawisko. Zjawisko na przykład odkrycia szyszynki w naszej głowie i oddziaływania, czyli tajemnic doświadczeń przeaktywnych, które są powiązane z kosmosem. To odczuwanie kosmosu, proszę państwa, ten kosmos w głowie, te wizje na temat historii odległych i tak dalej. I najzabawniejsze jest to, że te wszystkie wizje, kosmiczne sprawy, kosmiczne tralalala, bumsialala czy jak to zwał. Po prostu ludzie na przykład nie mają do tego szacunku. Twierdzą, że jak ktoś ma wizje, to jest na przykład świrem. Inna sprawa, że z reguły twierdzą to ludzie, którzy wierzą w książkę, która jest napisana ponoć pod wpływem wizji i nazywa się święta. Ale to już jest abstrahująca sprawa. Słuchajcie, każdy ma prawo mieć niewidocznych przyjaciół, nawet jeżeli jest tylko jeden. Ja mam wielu, dlatego nigdy nie czuję się samotny.
Nie wiem jak wy. Pozdrawiam wszystkich generalnie i waszych wszystkich niewidocznych, niewidzialnych przyjaciół. Ale wracając do naszej historii Generalnie okazuje się, że wszystkie te kwestie z wizjami są związane z chemią dosyć mocno i jest tam zarówno kawał, można powiedzieć, mistyki, czegoś kompletnie niewyjaśnionego, zagadka ludzkości, a z drugiej strony twarda chemia, reakcje chemiczne i tak dalej. I się okazuje, że można sprawdzić na przykład, czy to jest coś normalnego w naszym organizmie, czy to jest coś przeciw naszemu organizmowi. I tu się okazuje, że to jest naturalna część nas samych i tak dalej. Tu oczywiście robię krypciochę „Hiperprzestrzeń” z Kubą Wawickim. Proszę serdecznie posłuchać, bo tam jest troszkę na ten temat. Jesteśmy generalnie, o czym wszyscy chyba naprawdę zainteresowani drążący temat bez problemu wiedzą, że te wszystkie substancje i nasz mózg idealnie do siebie pasujemy, jakbyśmy byli stworzeni przez tego samego Boga albo tych samych bóstw, albo tego samego kosmitę. Albo właśnie kogo? A może to jest właśnie dyrektywa z kosmosu?
Może jacyś kosmici? Właśnie, bo dyrektywa z kosmosu. Tym się dzisiaj zajmujemy. Generalnie okazuje się, że cała ta szyszynka i cała ta historia prowadzi nas do substancji, która się nazywa DMT i występuje wszędzie na świecie, o której już wszyscy mówią w dzisiejszych czasach. I to jest właśnie ten fantastyczny kawałek budulca, który służy do przekazywania naszego DNA, żeby się tam transmitowało, czyli RNA. Dzisiaj już pamiętam, czasami zapominam nazwy. I tu się okazuje, że cały ten aspekt tego wszystkiego z kosmosem, oprócz tego, że nie jesteśmy w stanie wyjaśnić skąd pochodzi informacja do życia, to jeszcze się okazuje, że właściwie sami w głowie mamy niezły kosmos, którego w ogóle nie jesteśmy w stanie kontrolować i że mamy coś w rodzaju molekuły, która jest rodzajem radaru, anteny, który ściąga informacje z zewnątrz i te informacje z zewnątrz łączą się z informacjami w nas, jakimś kawałkiem struktury elektromagnetycznej. Właściwie czym jest DNA, moi drodzy? DNA jest strukturą elektromagnetyczną. To są ładunki dodatnie i ujemne.
Generalnie łączą się na zasadzie plus, minus, plus, minus i tak dalej. I tworzą wiązania ze sobą. Jak wszystko jest okej, to one się elegancko składają, a jak nie jest okej, to się nie składają elegancko. Jest świetne wytłumaczenie na ten temat. Profesor nazywa się Bruce Lipton. Świetnie opowiada tą historię, na czym polega to całe zjawisko, jak się molekuły budują, jak się reprodukują, że jest to zjawisko elektromechaniczne też po części. Jest to generalnie taka złożona historia, ale nie jesteśmy w stanie wyjaśnić tego, bo widzimy tylko mechanizm. Widzimy, jak mechanizm się nagle składa po prostu z powietrza. To jest ten słynny opis, że to trochę jakby wziąć i rozkręcić najbardziej skomplikowane urządzenie elektromechaniczne na świecie. Na przykład wziąć 30 szwajcarskich ręcznie robionych zegarków, rozkręcić je na elementy pierwsze.
Każdy z tych zegarków składa się tylko z 3000 elementów. Każdy jest unikatowy, bo każda śrubka ma inny gwint. Każda fabryka ma swoje własne unikatowe rozmiary, każda ma swoje własne designy i tak dalej. Swoje inne koła zębate i tak dalej. I rozkręcić te 30 kompletnie dziwnych zegarków mechanicznych na te najdrobniejsze śrubki, wrzucić do jednego wielkiego worka, potrząsnąć tym workiem, wysypać zawartość na stół i jeżeli ta zasada, że informacja jest w środku, w zegarku działa, to generalnie powinniśmy znaleźć przynajmniej połowę tych zegarków poskręcanych z powrotem. Ale prawda jest taka, że nic takiego się nie dzieje, że informacja przychodzi z zewnątrz. Czyli generalnie w ogóle cała logika tego wszystkiego jest, że przychodzi z zewnątrz. W sumie teraz wydaje się to dosyć oczywiste i właściwie gdziekolwiek człowiek by się nie obejrzał, gdziekolwiek by nie postawił stopy, to widzi dokładnie ten sam proces, że informacja jest z zewnątrz, że jesteśmy kimś w rodzaju anteny, czymś w rodzaju anteny. Produkujemy sami częstotliwości, o czym może troszeczkę później, ale generalnie też ściągamy masę informacji z zewnątrz. Nasza reakcja na świat polega nie tylko na tym, co widzimy, słyszymy, ale na tym, co odczuwamy na przykład w naszej szyszynce, która jest tym elektromagnetycznym urządzeniem bardzo dziwnym.
Nie wyjaśniono do tej pory, jak to działa do końca. Znaczy znamy zasadę elektromechaniczną, bo Nikola Tesla budował takie urządzenia i nie tylko. Nagle się okazuje, że mamy coś takiego w swojej własnej głowie, proszę państwa. Ale to już inna sprawa. Zostawmy to może na później. A teraz chciałem zaprosić wszystkich na drobną przerwę muzyczną i puścić troszeczkę dłuższy utwór muzyczny, bo się tak rozgadałem. A wy słuchacie oczywiście audycji „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali oraz retransmitowanej w Radiu Paranormalium i nie tylko. To muzyczka. A wy oczywiście słuchacie audycji „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A ja mam na imię Tomek oczywiście, bo oczywiście zapomniałem się przedstawić.
Co za buractwo! Przepraszam bardzo, aż się zaczerwieniłem ze wstydu. No właśnie. A dzisiaj jest „Hiperprzestrzeń” o dyrektywie z kosmosu. O tym moim kompleksie niespełnionego astronauty. W końcu zostałem astronautą. Zostałem psychonautą, ale astronautą dalej nie jestem. Ale może pewnego dnia. Tak czy siak dzisiaj w tej intencji. Wracam do tej całej naszej opowieści.
Także generalnie wygląda na to, że coś z tego kosmicznego i historii jest na Ziemi, to jest dosyć sporo. Gdzieś ten kosmos ciągle zahacza. Co tu dużo mówić. Obok oczywiście naszej głowy, tych psychoaktywnych historii z szyszynką i tak dalej, to o czym wspomniałem i całej historii z budowaniem się DNA i całej tej historii z tym polem morfogenetycznym roślin, na przykład przekazywaniem informacji i o komórkach, i tak dalej, epigenetyce, paradygmacie, tych wszystkich zmianach. Wygląda na to, że kosmos odgrywa bardzo poważną rolę cywilizacyjną w rozwoju naszej cywilizacji, czyli masło maślane. Ale generalnie chodzi o rozwój świadomości, bo rozwój cywilizacji to nie wiem jak to. Nieważne. Aż się gubię w tych nazwach. Aż się po prostu w tym wszystkim gubię. Dobra, o co chodzi z tym rozwojem cywilizacyjnym?
Przypomnijmy sobie czasy, które były 500, 600 lat temu, kiedy odkrywano Nowy Świat, o którym mówiłem ostatnio. I co się wtedy działo? Pomimo wtedy, że podróżowano dookoła Ziemi. Może jeszcze nie dookoła Ziemi, ale już mniej więcej wszyscy wiedzieli, że Ziemia jest okrągła i to bez lipy. Ale oczywiście dalej w Europie palono na stosie za wygłaszanie poglądów, że Słońce nie jest jedynym słońcem w kosmosie. W ogóle generalnie, jeżeli ktoś na przykład w Europie w 1500 albo 1400 którymś roku twierdził, że w ogóle jest inaczej niż na przykład to, że Słońce kręci się raczej dookoła Ziemi, a Ziemia jest płaska, to generalnie miewał problemy. Im bardziej abstrakcyjnie, im bardziej się oddalał od Ziemi z tym swoim pomysłem, tym większe problemy. Galileusz jarał sobie, jak mówi legenda, popalał sobie haszysz z fajki prosto z Maroka. To wiemy, że popalał marokański haszysz, bo to jest w jego zapiskach. Był alchemikiem.
Taki dziwny koleś, bo oczywiście twierdził, że jest chrześcijaninem, katolikiem, bla bla bla, ale tak naprawdę strasznie kusiło go bycie heretykiem. Na dodatek jeszcze napisał kilka alchemicznych prac, ale napisał je, będąc w tej heretyckiej części Europy, czyli w Pradze, w Niemczech, aktualnie na Dolnym Śląsku na przykład, w takich miejscach. Kiedy wrócił do bogobojnych Włoch, właściwie do Rzymu, automatycznie został osadzony w więzieniu za swoje herezje. Ale jaka była jego herezja? Herezja była taka, że jak sobie leżał na dachu i jarał tą fajeczkę z haszyszem, to prawdopodobnie skumał, że każda taka planeta, która się świeci, każda gwiazdka na niebie, to może być takie słońce, a dookoła tego słońca mogą latać inne planety. To może być taki bliźniaczy system. I że tych bliźniaczych systemów może być bardzo dużo. Taki pomysł. To się bardzo nie spodobało. I w ogóle generalnie, jeżeli ktokolwiek miał jakiekolwiek pomysły, że na przykład w ogóle jest coś poza Ziemią, że jest coś w kosmosie, że to nie jest namalowane, że to nie jest tak jak sufit na przykład w kościele, że to jest trochę inaczej.
Każdy miewał z tym problemy. Generalnie jak obalono ten szalony pomysł, że Ziemia jest płaska i gwiazdy oraz cały świat kręci się dookoła nas. Taki bardzo egocentryczny sposób patrzenia na świat, że generalnie wszystko kręci się dookoła mojego tyłka. Absolutnie. Łącznie ze słońcem, księżycem i gwiazdami na niebie. Otóż to. Ponieważ ja jestem ręką Pana Jedynego, który rządzi światem. Jakaś taka teologia za tym stała. Szaleństwo, kompletne szaleństwo. Ludzie zwariowali.
Zwariowali na tyle, że Kopernik, który miał tą swoją heliocentryczną teorię, był tak przerażony tą teorią, że czekał, kiedy umrze. Ale wtedy były inne czasy. Wtedy były naprawdę inne czasy i ludzie na przykład wiedzieli, że nie doczekają wiosny. Jesienią na przykład wiedzieli, że o panie, ja tej wiosny już nie doczekam. I kiedy on już wiedział, że nie doczeka, to ją opublikował i chyba osiem miesięcy po publikacji czy nawet osiem tygodni w sumie wyzionął ducha. A on generalnie już leżał na łożu i był taki konający i tam generalnie na łożu podjął decyzję, że ja już i tak umieram, stary jestem, możemy publikować, nie zdążą mnie spalić na stosie. I tak oto praca Kopernika ujrzała światło dzienne. Bo normalnie to pękał chłopak, ona tam 30 lat czekała ta praca, żeby ją wydać, bo ją 30 lat wcześniej napisał przed tym momentem, zanim ją opublikował. Ale to tam drobnostka, proszę państwa, drobnostka. Ale wracajmy do naszego kosmosu i do naszej głównej tezy.
Co mamy z tą dyrektywą z kosmosu? Okazuje się, że ta dyrektywa z kosmosu, proszę państwa, gdzieś musi być, bo zarówno i komórka się tak buduje, ma jakąś informację, to, o czym ja cały czas mówię, i zarówno jakieś takie cywilizacyjne skoki. W ogóle co się zmienia w naszej świadomości? Na przykład zaczyna się oświecenie, w ogóle inne podejście do świata. Zaczynamy troszkę inaczej na siebie patrzeć albo na przykład więcej jakiejś miłości w patrzeniu na siebie, mniej barbarzyństwa, bo właściwie rozwój cywilizacyjny poniekąd, może nie do końca, może nie w każdym aspekcie, ale generalnie jest taka, przynajmniej tak powinno być, jest związany, powinien być związany z tym, że dążymy ku pokojowi między sobą, że generalnie wygaszamy konflikty, nie ma między nami zatargów. Na tym polega cywilizacja, na tym polega rozwój, że nie kopujemy się po pyskach przez całe życie. Dokładnie o to chodzi. I z tej okazji przyglądając się tą całej historii, wygląda na to, że jak się pojawia jakiś pomysł na temat kosmosu, jakieś wyjaśnienie skąd się bierzemy, tudzież może nie tyle wyjaśnienie skąd się bierzemy, ile ktoś pokaże palcem na kosmos, coś się da pomierzyć, sprawdzić, to jakby nam się czaszka powiększała, jakby nowa myśl przychodziła. Nagle się okazuje, że obalamy jakiś mit, który W którym się tak zatraciliśmy, że byliśmy w stanie się przywiązywać do drewnianego pala, opalać drewnem i podpalać tylko dlatego, że ktoś nie wierzył w to, że ta planeta jest jedyną planetą na świecie. Tylko to, że ktoś nie wierzył w coś.
Kwestia wiary, że ktoś postanowił poświęcić kogoś na ołtarzu swojej wiary, tak zwyczajnie. I to było normalne. I to w tamtych czasach było czymś przez głównych barbarzyńców z Watykanu rządzących w Europie, twierdzących, że są cywilizacją, ustanowione jako prawo, że człowiek musi się dostosować do tezy, którą musi wyznawać, bo człowiek jest od wyznawania tezy. Oczywiście cała ta historia doprowadziła do tego, że stała teza umarła. I jak stała teza umarła, pojawiła się luka. Jak pojawiła się luka, to pojawili się ludzie, którzy zaczęli skrobać się po głowie. „Zaraz, zaraz, to nie jest tak, jak było. Słuchajcie, może jest więcej niż mniej”. W ten sposób zaczęła się inna rzeczywistość. Bo jeżeli jest coś więcej niż mniej, to jeżeli ktoś mówi, że coś może być więcej niż mniej, to nie trzeba go palić, tylko trzeba usiąść z nim, posłuchać i być może się okaże, że odkryjemy jeszcze więcej, że właśnie o to chodzi.
To jest w ogóle zmiana świadomościowa, tak mi się wydaje. Taka dosyć mocna zmiana cywilizacyjna, obalenie największego mitu tamtejszego świata, że jest taki egocentryczny. Nagle okazało się, że jest więcej niż mniej. Może wtedy nie wszyscy zdawali z tego sprawę, ale zaczęło się. Jeżeli jest więcej niż mniej, to może wróćmy do naszej epigenetyki i całych tych wszystkich historii o polu morfogenetycznym, o zachowaniu ekosystemów i tak dalej. Doprowadza nas to wszystko do tego, że wypada na to zadać sobie pytanie, skąd się to życie bierze dookoła nas? Skąd się my bierzemy pod kątem tego kosmosu? Bo jeżeli jest kosmos, te informacje przelatują przez ten kosmos. Dla nas wizualna część to jest tylko drobny kawałek tego wszystkiego, co jest dookoła. Już to wiemy.
Już wiemy, że nic nie wiemy. Doskonale to brzmi. Wiemy, że nic nie wiemy, proszę państwa, i to jest najbardziej cieszące i pokrzepiające. Z taką konkluzją wiemy, że nic nie wiemy. Wysyłamy satelitę, który sprawdza, co się dzieje poza Ziemią. Co tu dużo mówić, jeden obraz wart tysiąca słów, a że w radiu nie można wyświetlać obrazów, to muszę wam opowiedzieć przykład. Opowiem wam przykład. Przykład dotyczy eksperymentu naukowego, który aktualnie jest przeprowadzany, o którym słuch za nikł. Nie mówi się głośno, ponieważ zburzył podstawy tego, co myślano do tej pory o świecie. Może nie u wszystkich i nie wszędzie, ale u części przynajmniej takiej twardogłowej.
Była swego czasu taka fantastyczna teoria traktowana jako teoria pochodzenia od świrów, która się nazywała photon belt po angielsku, czyli pas fotonów. Nie chodzi o tak zwany photon belt, bo jest też takie miejsce w galaktyce, odnalezione przez Paula Otto Hesse. Ale mniejsza o to. Jest taka teoria, która się nazywa pas fotonów, pas fotonowy czy jakoś tak. Chodzi o to, że jest coś więcej, że fotony są tylko częścią tego wszystkiego i że cała rzeczywistość się załamuje na tym pasie fotonów. I że to jest ta fala energii, w którą właśnie wkracza teraz Ziemia, że my przelatujemy przez ten pas z jednej strony na drugą i tak dalej. Wszystkie te historie na temat 2012 roku, fali z kosmosu, tego, że jest część mocno naładowanego kosmosu i tego, że jest część kosmosu, w której tej energii nie ma i ta energia współpracuje z naszymi mózgami, robiąc nas głupszymi albo mądrzejszymi. Wszystkie tego typu historie. Zawsze to było przez naukę traktowane jako kompletna głupota, bo nikt nie był w stanie udowodnić istnienia żadnego pasa fotonowego. Bo z reguły z odkryciami jest tak, że jeżeli się coś odkrywa, to generalnie trzeba udowodnić, że to w ogóle istnieje albo przynajmniej postawić jakąś tezę i tak dalej.
Do tej pory nikomu się nie udawało, bo nikt tak głęboko w kosmos nie zaglądał i nikt nie jest w stanie przewidzieć takich rzeczy, bo to jest naprawdę bardzo teoretyczne rozważanie z tą fałdą fotonów i tak dalej. Poza tym powód, dla którego nie możemy tego zbadać, jest banalnie prosty. O co chodzi? Ponieważ to, co widzimy jako ludzie, bo mamy oczy i to, co czujemy dookoła, odbywa się z prędkością światła, ewentualnie z prędkością dźwięku. I to jest coś, co nas trafia. Nasze wszystkie receptory są tak ustawione. Odbieramy świat z prędkością światła, ewentualnie z prędkością dźwięku, ale najszybsza jest prędkość światła. Także to jest taka nasza ostateczna granica doświadczenia. Nie ma nic więcej. Więc jeżeli na przykład foton się zatrzymuje, to my i tak tego nie widzimy, bo dla nas prędkość jest taka sama.
Po prostu dla nas jest to względne. I to wszystko. Także nawet nie jesteśmy w stanie zauważyć tego, czy na przykład te cząsteczki się zagęszczają, czy jest więcej między nimi miejsca, czy mniej. Tego w ogóle nie widać z naszej perspektywy, bo my mamy tą samą prędkość co te cząsteczki. Także dla nas zawsze jest tak samo. To trochę jak ryby w wodzie. My nie mamy pojęcia o fali, takiej gigantycznej fali tsunami, która przechodzi w oceanie jako ryby w wodzie, bo dla nas jest dalej woda. Tę falę tsunami widać dopiero jak się stanie na brzegu, w środku oceanu jej po prostu nie widać. I co z tą historią, z tym eksperymentem? Wysłano sondę kosmiczną, która ma badać ostatnie granice kosmosu zmierzalne dla człowieka.
Zauważono jedną tendencję. Sonda, kiedy doleciała do granicy tego, co jest określane mianem końca naszego kosmosu, przynajmniej takiego fizycznego, czyli naszego układu planetarnego, jakoś tak. Ostatnią planetę już minęła, gdzieś tam daleko poleciała, nawet nie wiem gdzie. Przepraszam bardzo, nie sprawdziłem nawet tego. No nieważne. Zapewne znajdzie się w linkach pod audycją. Także zapraszam do sprawdzenia linków na stronie www.radionafali.com w zakładce Audycje Hiperprzestrzeń. Możecie też wpisać hiperprzestrzeń.com. Od razu was wyśle na tą podstronę. Tam jak zwykle będą wszystkie linki z danymi numerami i nazwami pod audycją.
Także tam wszystkie detale, proszę państwa. Wracam do tej satelity. Wysłano tę satelitę, żeby zbadać, jak daleko da się dolecieć w kosmosie, jak daleko da się wysłać sygnał pomiędzy czymś, co odlatuje od planety Ziemia a planetą Ziemia. Okazuje się, że ta satelita doleciała do pewnego momentu i stanęła, proszę państwa. Po prostu zwolniła i nie wiadomo, jak ją wepchać dalej. Generalnie im dalej, tym ona zwalnia. Wygląda na to, że miała duży problem, żeby opuścić nasz system słoneczny. Problem polega na tym, że tam nie widać żadnej materii. Ona po prostu zwolniła w kosmosie. To jest takie zastanawiające zjawisko.
Czyli jeżeli coś zwalnia albo przyspiesza w kosmosie. Kolejne szaleństwo, proszę państwa, kolejna rzecz, której nie jest sposób wyjaśnić w konwencjonalny sposób i kolejna, która łączy się z kosmosem. I kolejne, bardzo podobne zjawisko, że jest jakaś fala, że coś jest. To, że jest fala, jest wnioskiem po tym, że satelita zwalnia. Zapomniałem wam powiedzieć, co jest w środku. Dlaczego ta fala jest? Bo ta fala musi się po czymś przenosić. To troszeczkę tak jak z dominem. Żeby domino zadziałało, musimy rozstawić te domino w jakichś odległościach. Jeżeli popchniemy jedno, to musi przekazać ruch dalej.
Musi być jakaś struktura, na czymś to domino musi być postawione, na jakimś stole albo cholera wie czym. To kosmiczne domino musi po czymś zasuwać. Widzimy efekt tego domino. Widzimy ten ostatni moment, kiedy to domino uderza w coś i to coś na przykład zwalnia. To wiemy. Dlaczego wiemy, że jest efekt domina? Bo na przykład robione są eksperymenty na Ziemi, chociażby z krojeniem komórki i tak dalej. Wiadomo, że ta informacja po prostu się porusza dalej. To są wszystkie te eksperymenty z polem morfogenetycznym, że właściwie może nie tyle widzimy. W sumie tak, jesteśmy w stanie zmierzyć każdy element wysyłania tej informacji, przynajmniej na takim etapie, na jakim my go odczuwamy, czyli wtedy, kiedy się wysyła i wtedy, kiedy jest z powrotem odbierana.
I wiemy, że podróżuje po czymś, bo są już eksperymenty fizyczne, które mówią, że następuje dziwne załamanie fali pomiędzy dwoma obiektami. To są wszystkie historie związane z tak zwaną fizyką kwantową i wszystkie zagadki fizyki kwantowej. To jest fenomen, proszę państwa. Moim zdaniem na dzisiaj, być może jutro zmienię zdanie, kto wie. Być może, ale wracając do dyrektywy z kosmosu, wygląda na to, że cała ta informacja, cała ta dyrektywa być może właśnie jest z kosmosu. Bo jeżeli jesteśmy taką główną, dużą siatką kosmiczną, proszę państwa. Może nie tyle my jesteśmy siatką, ile jesteśmy na siatce kosmicznej. Jaki jest kolejny powód, dla którego można zakładać teoretycznie, że jakaś siatka w kosmosie istnieje, na przykład jakaś struktura subatomowa, której nie widać, troszkę jak kopuły Fullera. Jeżeli jest coś takiego, to właściwie powinno być odzwierciedlenie tego zjawiska na Ziemi, bo tutaj musimy uderzyć w kolejną rzecz. Zjawisko, które jest niesamowite, jest odkrycie matematyka.
To się nazywa zbiór Mandelbrota. To jest to, że mając coś w rodzaju algorytmu, jesteśmy w stanie zapisać informację w ten sposób. Nie tyle zapisać, ile ona w naturze jest zapisana w ten sposób, że się powiela cały czas, że cokolwiek mamy w naturze, się powiela. To jest klasyczny numer, że wrzucamy ziarenko do ziemi i wyrasta fasola. Do księżyca wyrasta fasola. Kolejna bajka, prawda? Że niby nic w tych bajkach, ale coś tam w tych bajkach jest. Magiczna fasola, która rośnie w nieskończoność, prawda? Słynny opis w matematyce nazywa się zbiorem Mandelbrota. Jeszcze starsza nazwa, która za tym stoi, to oczywiście złoty podział.
Inna nazwa to jest święta geometria, bo ona też zawiera to samo zjawisko. Mówiąc inaczej, jest to właściwie fraktale. Popularnie się to nazywa fraktale. Niektórzy nazywają to matematyka fraktalna, czyli coś, co się duplikuje, powiększa, zmniejsza i cały czas jest takie samo, a właściwie inne, cały czas w ruchu. Taka idea. Wracając do tej całej historii, do tej falą z kosmosu i informacji. Wygląda na to, że ta informacja być może jest właśnie zakodowana w taki sposób, że sama się duplikuje. Chociażby to, że pewne zjawiska są wspólne niezależnie od tego, gdzie się dzieją, czyli mnogość życia w kosmosie. O co chodzi? Jeżeli jest jakaś siatka w kosmosie, to generalnie co jakiś czas powinny się znajdować punkty, w których następuje takie zagęszczenie energii, które powoduje, że konstruuje się życie, że generalnie materia się zaczyna kleić do siebie znikąd, z eteru.
Siła orgonitu przybywa. Zaczyna się kleić to wszystko i montować w molekuły, montować najprostsze białka tak po prostu znikąd. Biony zaczynają powstawać, jak mówił wynalazca orgonu. Generalnie nie jest to niczym wyjątkowym. Co jakiś czas, może nie co jakiś czas, co jakieś miejsce powinien być jakiś interwał, w którym się pojawia takie miejsce. Do pewnego stopnia mieliśmy taki mit, że nie ma życia w kosmosie, bo Księżyc jest pusty, bo wszystko wyparowało. Ale kiedy wybudowaliśmy większy teleskop i lepsze urządzenia pomiarowe, okazało się, że tego życia w kosmosie jest w cholerę, o czym już teraz wszyscy absolutnie wiedzą. I to już nie jest żadną tajemnicą. Jeżeli mamy tą siatkę w kosmosie, która ma punkty, w których materializuje życie. Takie miejsca, pracownie Frankensteina rozsiane w całym kosmosie.
Alive! He's alive! No właśnie. I te pracownie powinny się pojawić też na Ziemi, powinny być wszędzie. Wszędzie powinniśmy obserwować strukturę rozszczepiania się takiej siatki energetycznej. I dokładnie to samo obserwujemy i na poziomie fizycznym, i na poziomie tajemniczym. Na poziomie fizycznym mamy w postaci zbioru mandelbrota i aktualnie używamy we wszelkich możliwych algorytmach w komputerze. Niby science fiction, niby bajka, ale właściwie jest to dokładnie prosto przed naszymi oczami. Jeżeli ktoś jeszcze tego nie skumał, ludzie kumajcie, jest XXI wiek. O co z tym wszystkim chodzi?
Oprócz tego okazuje się, że jest zjawisko pod tytuem ley lines, czyli siatki energetyczne Matki Ziemi. Dawniej też ludzie drapali się niektórzy w głowy i mówili: „To jest naprawdę świrowata legenda, to jest wymyślone przez szaleńców” i tak dalej. Ale kiedy zaczyna się mierzyć Ziemię, okazuje się, że faktycznie jest coś takiego. My dalej mamy problem z tymi urządzeniami pomiarowymi, bo mówimy o częstotliwościach, które są bardzo niskie. My mierzymy do jednego herca, a to jest coś, co mierzymy. Czyli prawdopodobnie, nie tyle prawdopodobnie, ile musi być coś poza skalą, coś, co na nas oddziałuje. Skąd to wiemy? Bo wiemy, że na przykład jeżeli nakładamy na siebie częstotliwości, to powstaje słynny eksperyment kwantowy, że powstaje dużo fal. Dwie szczeliny generują dużo fal. Bardzo dużo się mówi wreszcie o tym eksperymencie.
Minęło chyba z 60 lat, od kiedy go zrobiono i dopiero teraz zaczyna się o nim mówić. Dopiero teraz zaczyna się wysuwać wnioski z tego eksperymentu. Także coś musi być, coś, co podbija tą falę, coś, co wędruje. Generalnie wiemy, że to nie są żadne czary-mary. Ale jeżeli weźmiemy to teraz do siebie, czyli zjawisko, które funkcjonuje wszędzie w kosmosie, gdziekolwiek nie wlepimy naszą gałkę oczną, teleskop, mikroskop, cokolwiek, urządzenia pomiarowe, widzimy właściwie tożsame zjawiska. Kwestia jak to podejdziemy. Dla mnie są tożsame zjawiska, dla kogoś mogą być inne. Ja jestem doktorem, się na tym znam. O co w tym wszystkim chodzi? Jaki jest wniosek dla nas?
Podważa kompletnie wszystkie te badania. Właściwie cała ta nauka i to, co się dzieje, te odkrycia podważają cały koncept naszej wyjątkowości, że jesteśmy w jakikolwiek sposób gdziekolwiek, przynajmniej w tej biologicznej, odczuwalnej, zmierzalnej sferze wyjątkowi. Przynajmniej to mówią wszystkie obserwacje astronomiczne. Jeżeli chodzi o Ziemię, naprawdę nie jesteśmy niczym specjalnym. Nie ma powodów, dla których na przykład nasz tyłek powinien być ważniejszy od cudzego tyłka i tak dalej. Świat w ogóle wygląda na to, że jest więcej znaków równania niż znaków wielkości albo mniejszości. Co ja mówię? Co chciałem wam powiedzieć? Po prostu chciałem wam powiedzieć, że generalnie wygląda na to, że ta energia się balansuje i o to w tym wszystkim chodzi, że nie ma czegoś jak konfrontacja, nie ma czegoś takiego jak zatrzymywanie energii, czyli kumulowanie, zbieranie. To wszystko bardziej jest przepływowe, bardziej płynne.
I to wszystko dociera do nas. Być może to jest część tej dyrektywy z kosmosu. Być może. Nie wiemy tego, bo jest to coś, z czym nie jesteśmy w stanie się zmierzyć. To coś, co zakładamy teoretycznie, bo widzimy, że ta ostatnia kostka domina, która nam w tym całym ciągu logicznym upada, przechyla się czasami w lewo, czasami w prawo. Dzieją się czasami dziwne rzeczy. I tu się pojawia oczywiście kwestia tego, że to my wpływamy jeszcze na rzeczywistość i jest to kolejny element tego wszystkiego, że mamy fale z kosmosu. I tu się okazuje, że jeszcze my jesteśmy niezłym kosmosem z tego wszystkiego, bo sami produkujemy też niezłą ilość fal i sposób naszego myślenia powoduje oczywiście inne częstotliwości w tych falach i one inaczej rezonują ze światem i dzieją się w naszym życiu zupełnie różne rzeczy. W zależności od tego, co myślimy dokładnie to dzieje się w naszym życiu. Oczywiście jest wielu sceptyków, którzy powiedzą, że wcale tak nie jest.
Ale wiemy już nawet z naukowego punktu widzenia w dzisiejszych czasach, że prawda jest taka, że dokładnie jesteśmy tym, co myślimy. I generalnie tak nas prowadzą myśli. Jest myślenie na poziomie indywidualnym oraz jest coś w rodzaju wspólnej świadomości, czegoś, co robimy razem i co wpływa na nas. Generalnie też jesteśmy pewnym rodzajem nadajnika. Kosmos nadaje do nas jakiś sygnał, my odbieramy ten sygnał i jeszcze nadajemy własny sygnał, który wpływa na rezonans tego wszystkiego i się wszystko załamuje i powstaje coś, powstaje nasza rzeczywistość. Ale wracając do Naszego głównego tematu, w którym cały czas jesteśmy, czyli o dyrektywie z kosmosu. Wygląda na to, że musimy zahaczyć o jeszcze jedną bardzo ciekawą teorię, która pojawiła się jakieś 30 lat temu, a wtedy brzmiała jak kompletne szaleństwo. Dla wielu brzmi do dzisiaj jak kompletne szaleństwo. Była to teoria Terrence'a McKenna, że życie na Ziemi wzięło się z kosmosu i zamanifestowało się na przykład w grzybach. I że ta substancja, ten rodzaj molekuły, bo właściwie chodzi o substancje psychoaktywne.
Zaraz wam powiem, co jest specjalnego w tej substancji psychoaktywnej, że życie się na niej zbudowało. Pewnie niektórzy się domyślają, bo czasami o tym mówię. To też nie jest jakieś bardzo tajemnicze w dzisiejszych czasach. Ale o tym za chwilę, moi drodzy. Ja tu, proszę państwa, jakąś muzyczkę włączę, bo gadam i gadam. Tak się rozpędziłem z tym gadaniem. Chciałem wziąć krótką, kompaktową hiperprzestrzeń zrobić, taką letnią, tak żeby było półtorej godziny, a tu się rozpędziłem. Patrzę na swoje notatki, a tu jeszcze mam jedna kartka. Niby jedna kartka, a tyle tego wszystkiego się nazbierało. To może posłuchajmy jakiejś muzyczki, ja troszkę zwolnię tempa, bo trzeba zwolnić tempo.
Nie może tak być. To niezdrowe. Tę muzyczkę jakąś. No właśnie. Jesteśmy z powrotem w lesie, proszę państwa. A słuchacie „Hiperprzestrzeni” transmitowanej w Radiu Paranormalium. A dzisiaj jest o dyrektywie z kosmosu. Także wracam do całej tej dyrektywy z kosmosu, bo historia jest niesamowita. Dobra. Co tu się dzieje?
Jak zwykle zamieszanie. Za dużo papieru, za dużo notatek, za dużo wszystkiego. Przepraszam bardzo. One-man band tak się nazywa po angielsku. Dobra, wracamy do tej całej historii. Do teorii Terrence'a McKenna, o którym wspomniałem. Terrence McKenna twierdził, że właściwie zarodki grzybów są czymś, co ściągnęły na Ziemię cywilizacje. Właściwie nie tyle zarodki grzybów, ile coś, co znajduje się w tych grzybach i coś, co się porusza dzięki zarodkom tych grzybów. Do tego doszły jeszcze inne rośliny. I generalnie mowa jest o substancji, która nazywa się DMT.
Z powrotem wracamy do tej samej substancji, która jest w naszej szyszynce. Substancji, która właściwie tworzy, bo chodzi o strukturę budowy tych molekuł, że jest to specyficzna budowa. Jest to konkretne pole, które się manifestuje w konkretną formę geometryczną. I na załamaniu tej manifestacji czegoś tam, nie wiemy czego, powstają molekuły. Te załamania są bardzo symetryczne, bardzo specyficzne i ma to idealny kształt. Dla natury to jest chyba najlepsza piłka, bo jest idealnie dopasowane do naszego DNA i w ogóle do DNA każdej żywej istoty na świecie. I generalnie jest to podstawą każdej substancji psychoaktywnej, szczególnie pochodzącej naturalnie z roślin. Jest molekuła, która przekazuje DNA jakiejkolwiek żywej istoty na tej planecie. To jest taki fenomen. O ile 30 lat temu cała teoria Terrence'a McKenna była bardzo niszowa, bardzo ekstrawagancka, bo do tego jeszcze dochodziła teoria czasu falowego.
Czyli jeżeli następuje takie załamanie, to załamanie jest fraktalne, bo jak taka komórka zaczyna się duplikować, to generalnie duplikuje się w nieskończoność. To jest w sposób fraktalny, zawsze się rozwija. Do tego doszła jeszcze matematyka, czyli odkrycie równania Mandelbrota. I okazało się, że gdy połączyć te dwie rzeczy jeszcze z czymś, co nazywamy ogólnie przestrzenią dookoła nas, czyli tak popularnie mówiąc czasem, to właściwie jeżeli możemy przewidzieć zachowanie na przykład duplikowania się komórek w tych warunkach, znając te zasady, jest to bardzo łatwe. Wiemy, że należy patrzeć na zewnątrz, szeroko, a nie wąsko. I ta zasada musi działać też z czasem, bo jest to zasada globalna. Tak jak życie się formułuje wszędzie w kosmosie, mniej więcej w tych samych interwałach, tak samo jak na Ziemi, tak samo w tych interwałach funkcjonuje wszystko w przestrzeni, którą nazywamy czasem, bo takowa istnieje. I co się okazuje? Okazuje się, że można zbudować coś, co być może pewnego dnia posłuży za algorytm, na którym będzie oparta maszyna do podróżowania w czasie. Czyli teoria Terrence'a McKenna o teorii czasu falowego, tak to się nazywa, że właśnie przekroczyliśmy ten punkt, w którym wlecieliśmy w tą, jak niektórzy twierdzą, falę fotonów, ten photon belt.
Dlatego właśnie satelita, którą wysłaliśmy, żeby penetrowała cały wszechświat dookoła, wszechświat poza naszym kosmosem, tym znanym przez nas, poza naszą galaktyką, utknęła w miejscu, bo nie jest w stanie wylecieć prawdopodobnie z tego pasa fotonów. Cholera wie. Naukowcy mają swoje inne wytłumaczenie, ale to jest teoria. Zasada jest prosta. Powiem wam, o co chodzi. Sami sobie wymyślcie co. Być może ja, mogę się mylić. Każdy może się mylić. Sprawa wygląda tak: mamy kawałek stali, który waży około dwadzieścia parę kilogramów, który wyrzuciliśmy w kosmos. Miotnęliśmy tym jakieś parę lat temu.
Pomysł był taki, żeby rzucić to daleko, przyspieszyć i niech to sobie leci po swojej orbicie, żeby wyleciało poza nasz Układ Słoneczny. To jest zasilane bateriami i ma cały czas wysyłać nam informacje, co sczytuje dookoła siebie. Jest tam kilka czujników elektrograwitacyjnych i tak dalej. Nie ma żadnej kamery ani nic z tych rzeczy chyba. Nie, ma kamery, bo znamy zdjęcia z tego satelity. Jak to wylatywało z naszego Układu Słonecznego, to przesyłało nam zdjęcia z kilku planet. NASA do tego wykorzystywała. Nie pamiętam, jak to się nazywało dokładnie. Teraz doleciało do końca naszej galaktyki i utknęło. Nikt nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego to tak naprawdę utknęło, bo po prostu wyrzuciliśmy kawałek stali w kosmos, doleciało do pewnego miejsca i stanęło w miejscu.
Może nie stanęło, ale właśnie. Jest taka obawa, że być może zacznie się zaraz cofać i wracać do nas po jakiejś orbicie, że nie wyleci z naszego Układu Słonecznego. Też jest taka teoria na ten temat. Pożyjemy, zobaczymy, co się będzie działo. Wracając do naszych rozważań, wygląda na to, że prawdopodobnie możemy użyć tego jako potwierdzenia teorii o pasie fotonowym. Dlaczego nie? Każda teoria jest dobra. Ludzie wierzą i w to, że Ziemia jest płaska naprawdę. Mamy więcej powodów, żeby wierzyć w ten pas fotonów niż mniej. O tym być może kiedy indziej.
Czasami chyba wspominam na ten temat. Wracając do naszych podróży w czasie, to esencją podróżowania w czasie jest zapisanie informacji o tym, co się dzieje teraz. Dokładnej informacji, żeby odtworzyć w każdym najdrobniejszym detalu i żeby to jeszcze wszystko się ruszało dookoła nas i było interaktywne. I żebyśmy w jakiś sposób my byli interaktywni z tym światem, czyli żebyśmy odzwierciedlili nieustające prawo kosmosu, że kosmos wpływa na nas, a my wpływamy na kosmos, przynajmniej w takim dookoła najbliższym, a być może i bardzo dalekim. Kto to wie? Może ta fala ciągnie gdzieś na sam koniec miliona galaktyk. Nie wiem gdzie. Może zostawmy te szalone spekulacje. Wracajmy do naszego tematu dyrektywy z kosmosu. O tym, że my nadajemy, też nieraz mówiłem.
Jest odcinek o antenie, gdzie cały odcinek jest poświęcony temu, że to my jesteśmy emiterem. Nie wiem, czy emiter to w ogóle polskie słowo. Chyba nie. Emitujemy energię i ta energia rezonuje ze światem dookoła. Wraca do nas, ponieważ zawiera ten kawałek częstotliwości. Jeżeli ktoś z was studiował zagadnienie częstotliwości, na przykład tunelingu częstotliwości, to wygląda niesamowicie. Częstotliwości wyglądają jak wiry wodne. Tak można to porównać. Viktor Schauberger zajmował się badaniem wirów wodnych i myślę, że to chyba najpiękniejszy przykład porównania, opisania tego wszystkiego. Możemy na przykład w środku mieć jedną częstotliwość, która ma falę co 30 ileś uderzeń i ona może być w środku takiej fali, która ma więcej uderzeń i niejako tuneluje tamtą falę.
Jest masa różnych szalonych pomysłów. To troszkę jak wir wody w wirze wody, że tam jest tyle oddziałujących na siebie sił, że jeżeli znamy zasady, jak te oddziałujące siły na siebie działają, to wiemy, w jaki sposób zawsze za każdym razem utrzymać ten wir, który daje nam energię życia, że zawsze tej energii jest więcej niż mniej, a nie w drugą stronę. Używając tej teorii do podróży w czasie, którą wysnuł Terence McKenna, można przeskoczyć do kompleksowej teorii tego, że tam jest zakodowana jakaś informacja w tym wszystkim. Bo jeżeli tak to działa fraktalnie, my być może widzimy, tu musimy wrócić do naszej kosmicznej fali, dyrektywy z kosmosu, do orgonu, gdzieś wszystkich tych niewidocznych rzeczy, do tej siatki niewidocznego domina, po którym się porusza cała informacja. Jeżeli jest zakodowana informacja, to się manifestuje z kosmosu. To co? Prawo Mandelbrota mówi tylko o duplikowaniu się fraktalu, ale nie wyjaśnia, skąd się bierze cała reszta. Być może ten fraktal to jest tylko część tego wszystkiego, co widzimy. A jeżeli to się duplikuje w trzech wymiarach albo nawet w 20 wymiarach, których nie widzimy aktualnie, to jeszcze lepiej z tym wszystkim. My na razie jesteśmy na tym etapie, że obalamy po raz kolejny, właściwie chyba taki ostateczny moment na obalenie największego mitu współczesnego świata, że jesteśmy szalenie wyjątkowi, że tylko od nas, że nie ma żadnej interakcji, że trzeba zatłuc od mięsa i na tym polega sens życia.
Nie, to trzeba współpracować z tym mięsem, właśnie na tym to polega. Bo każdy wysyła swój rezonans i jak tylko wyciągniemy jakąś część tego rezonansu, to się zaczyna walić. Coś zaczyna nie działać. Po prostu się przestaje reprodukować tak jak trzeba. Natomiast kiedy ten rezonans jest przekazywany w tą i z powrotem tak jak trzeba, to zawsze jest więcej, zawsze się reprodukuje. To jak złota zasada. To zresztą troszeczkę związane z koncepcją anteny przecież. Prawo Mandelbrota jest opisem w matematyce zasady, na której jest ustawiony ten właśnie złoty podział. Nic więcej, proszę państwa, nic mniej. Jeżeli ta zasada działa, a wiemy, że działa wszędzie, bo to już chyba tylko kwestia naszej ślepoty, może w ten sposób, że nam się nie chce zauważyć, że złoty podział działa wszędzie, że cały świat jest na tym oparty, wszystko jest tak zbudowane.
To jest chyba nasza ignorancja w tym wszystkim, że nie używamy tego tak, jak powinniśmy używać, aż w tak mocnym. Wszędzie, tak mi się wydaje. I świat byłby o wiele zdrowszy. Ale wracając do naszej spekulacji z kosmosem. Być może jest też taka koncepcja, że złoty podział, ta zasada jest tak naprawdę pomysłem na budowanie idealnej anteny do odbierania tego rezonansu z kosmosu i że być może ta antena, ten rozdział proporcji jest optymalnym pomysłem albo platformą na to, gdzie te rzeczywistości się łączą, gdzie rezonują ze sobą razem. Bo z jednej strony to są wszystkie proporcje, na których jest oparty człowiek i właściwie cała forma życia, jakiekolwiek życie na tej planecie. A z drugiej strony jest to coś, w czym jest zawarty ten paradoks w cudzysłowie kosmosu, czyli coś, co się powiela, duplikuje w nieskończoność, coś, co się załamuje, coś, czego nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć. Im większy teleskop budujemy, tym dalej jest ten kosmos, tym większy on jest. Tak naprawdę nigdy nie widzimy żadnego końca. Albert Einstein twierdził, że kosmos się rozszerza.
Generalnie doprowadza nas to do białej gorączki, ale być może jest to coś zupełnie innego. Być może powinniśmy zostawić to szaleństwo. Być może powinniśmy się skupić troszkę na tej zasadzie, na tej idei platformy, na tym, jak odebrać ten rezonans, bo właściwie nie wiem, czy kiedykolwiek uda nam się odgadnąć, skąd ten rezonans w kosmosie się bierze. To jest pytanie, które właściwie stawia sobie oficjalna mainstreamowa nauka, bojkotując tego typu koncepcje, że to nie może być, bo nie ma tam żadnej materii na przykład. Nie może być tak, że tak wszystko jest ze sobą powiązane. To nie może tak być, żeby na takiej samej zasadzie było to zbudowane. Ale to są wszystkie te paradoksy, że bierzemy ten złoty podział, przykładamy do zdjęcia zrobionego dowolnej części kosmosu i zawsze mamy reprezentację tego samego złotego podziału. Czyli zawsze jest coś, co nam umyka. Ta liczba pi, liczba, której nie można nigdy złapać. Coś, czego wizualną reprezentacją jest vortex, wir wody na przykład.
I generalnie wygląda na to, że być może to jest potwierdzeniem tej dyrektywy z kosmosu. Być może to jest to. Może nie tyle potwierdzeniem, ile takim ostatecznym kropką nad i. Bo cokolwiek byśmy nie mówili, wygląda na to, że jest, mówiąc troszkę bardziej naukowo, jakaś częstotliwość, która tuneluje wszystko, co się dzieje na Ziemi i to przychodzi z kosmosu, a jednocześnie jest częścią nas. Fenomen. Jeżeli zbudujemy coś tak jak się budowało te katedry, buduje się cokolwiek oparte na złotym podziale, to zaczynamy rezonować z elementami w naszym mózgu, a szczególnie z elementem, który nazywa się szyszynką. I zaczyna się pojawiać ta substancja, o której jest mowa, czyli DMT, która jest tą specyficzną molekułą, jest tą dziwną konstrukcją energii, która się manifestuje w taki, a nie inny geometryczny kształt. Emanuje rezonansem. Można o tym oczywiście opowiedzieć na miliony sposobów. A wszystko to jest właściwie dokładnie opowieścią o tym samym.
To troszeczkę tak, jakbyśmy wzięli coś z kosmosu i przerobili przez nas samych. Czyli jednocześnie jesteśmy i wzmacniaczem, i nadajnikiem, właściwie i anteną, i nadajnikiem, można powiedzieć, jednocześnie wzmacniaczem, bo jeszcze do tego potrafimy wzmacniać ten sygnał. Bo z jakichś dziwnych przyczyn załamujemy ten rezonans w sobie. I żeby było zabawniej, potrafimy go wysłać gdzieś w kosmos nawet. Ten słynny eksperyment właśnie z kosmonautami, którzy odbierali ten sygnał z Ziemi. Ciekawe, intrygujące i bardzo intrygujący. Przepraszam bardzo, jak zwykle próbuję się ogarnąć z tym wszystkim. A ja przypominam, że oczywiście słuchacie Radia Na Fali, audycji „Hiperprzestrzeń”. A poza tym, że słuchacie „Hiperprzestrzeni”, to oczywiście słuchacie też Radia Paranormalium, które retransmituje „Hiperprzestrzeń”. A ja mam na imię Tomek, a dzisiaj jest oczywiście jak zwykle kosmiczny temat.
Nie mogę się z tymi kompleksami ze swojego dzieciństwa chyba, czy z tym marzeniem z dzieciństwa jakoś tak łagodzić, moi drodzy. Po prostu chciałem być zawsze kosmonautą. Zostałem takim troszeczkę blisko kosmonauty, ale to jednak zostało. Może to chyba nie chodzi o kosmonautykę, może to jeszcze jakieś moje powiązania z tą współczesną kulturą i może to chodzi jakiś syndrom fetyszyzacji, że chodzi o ten kask i ten uniform, że będę tak wyglądał jak kosmita. Znaczy jak kosmita, tylko jak kosmonauta. Dobra, zostawmy te rzeczy i posłuchajmy troszeczkę muzyki, proszę państwa. Posłuchajmy troszeczkę muzyki. Oczywiście słuchacie. Wiecie czego słuchacie? Wiecie?
To powiem wam, czego słuchacie. Słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali transmitowanej w Radiu Paranormalium i nie tylko. A ja mam na imię Tomek. A dzisiaj oczywiście o dyrektywie z kosmosu. Kosmiczny plan, kosmiczne sprawy. Pamiętacie na pewno byli tacy szaleńcy jakieś 20 lat temu. Więcej ich było. Znaczy nie tylko 20 lat temu, co jakiś czas się pojawia jakiś szaleńc, który twierdzi, że I know the truth. Znam prawdę. Podążajcie za mną.
Znam prawdę. Znam prawdę z kosmosu. Powiem wam. Organizują takie grupy, które podążają za nimi i czasami lądują gdzieś na odludziu i popełniają zbiorowe samobójstwo, żeby podczas tego aktu dostać się do nieba. Słynna sekta Heaven's Gate, która wierzyła w to, że pewnego dnia przylecą kosmici i zabiorą ich do siebie. I kiedy blisko Ziemi była pewna planetoida, nie pamiętam co to było. Jakiś kamień krążył około Ziemi, jakiś kosmiczny kamień mknął w naszym kierunku, widoczny doskonale z Ziemi. Stwierdzili, że to statek obcych i że oni są tymi obcymi i że oni ich zabiorą na ich własną planetę. Oni wrócą do siebie i popełnili wszyscy samobójstwo. Co za szaleństwo!
Wszyscy mieli te same buty. To było takie słynne zdjęcie. Wszyscy w tym samym modelu butów Nike. Specyficzna historia. Także szaleńcy, którzy wierzyli w dyrektywę z kosmosu byli. Nie jestem jednym, ale ja nie chcę, żebyście brali instruującego, proszę państwa. Chcę, żebyście byli cali i zdrowi. Także nie namawiam was do niczego. Najwyżej do tego, żebyście się skrobali po głowie. Proszę nie nazywać mnie Mesjaszem, proszę nie podążać za mną.
Proszę samemu się drapać po głowie. Ja tymczasem wracam do naszego tematu oczywiście, bo dyrektywa z kosmosu dalej aktualna, proszę państwa. Wróćmy do tej całej historii z tą zasadą anteny, że jest taki pomysł, że te wszystkie eksperymenty, to, co obserwujemy, ilustruje najprościej mówiąc taką zasadę, że sygnał jest zarówno odbierany, jak i wysyłany i że jeszcze do tego dochodzi opcja wzmacniania tego sygnału. To takim pięknym odpowiednikiem jest tu, wracając do wszystkich starych legend, do tych pożółtych opowieści z pożółkłych kart historii, że to co na górze, to samo co i na dole. Słynna prawda alchemików, którzy o tym zawsze mawiali. Słynna transformacja. Ja mam na to swoje podejrzenia, że na przykład te wszystkie rzeczy związane z krystalizowaniem się, błyszczeniem, to jest właśnie zmiana polaryzacji, zmiana pola elektrograwitacyjnego, automatycznie zmiana polaryzacji atomów, bo zmiana pola pomiędzy tymi atomami, przez co na przykład się układają w różne inne formy, inaczej odbijają światło, bo światło jest niczym innym jak strumieniem pędzących fotonów. Jeżeli na przykład zmieni się kąt nachylenia, czyli zmieni się na przykład rezonans, czyli zmieni się molekuła, z której jest zbudowany cały ten element, to zmieni się też kąt odbicia tego światła. Przez to zmieni się na przykład kolor albo coś tam innego. Generalnie tak mi się coś w głowie, proszę państwa, tak świergocze.
Oprócz tego dochodzi wszystko, na przykład spostrzeżenia związane z tym, że czy chcemy, czy nie, jesteśmy jak ten koń pijanego Kowalskiego ze wsi, który wracał zawsze do stajni sam, bo właściciel był zbyt nietrzeźwy, żeby prowadzić konia. A jak pojechał na imprezę do wsi obok, to trzeba było się wsi obok wrócić i koń zawsze wiedział, jak wrócić sam z siebie. Generalnie może mamy taki syndrom konia wracającego do stajni niezależnie od pory dnia. I stąd się to na przykład bierze, że budujemy takie urządzenia jak internet, takie sieci, bo właściwie internet jest oparty dokładnie na tej samej zasadzie. Nie mówię o tym pomyśle pod tym chmury, bo to jest jakby cloud, to jest zupełnie inna sprawa. Taki prawdziwy internet, normalny internet jest niczym innym jak właściwie opisaniem tego, co panuje w kosmosie. To, że co jakieś miejsce jest jakiś taki punkt, który rezonuje troszeczkę, taki każdy internauta, wszyscy się łączą do serwera, każdy może być swoim własnym serwerem, każdy się może połączyć z każdym i tak dalej. Każdy może budować swoje własne siatki połączeń. Wszystkie tego typu historie to troszeczkę tak jak energia, którą się mierzy w kosmosie, to wszystko jakoś tak ze sobą rezonuje. Nie widzimy jeszcze takich geometrycznych aspektów w internecie, chociaż słuchałem jakieś badania naukowe, że właściwie dokładnie na przykład prawo powiększania się użytkowników, wszystkie tego typu rzeczy jest oparte dokładnie na złotym podziale, bo właściwie nie pamiętam, jak się nazywa dokładnie.
Był taki matematyk, który stwierdził, że właściwie cała cywilizacja, rozwój technologiczny i tak dalej odbywa się w postępie do kwadratu. Jakoś tak zawsze. Nie pamiętam, jak się człowiek nazywał. Może ktoś mi podpowie. I generalnie jest taka idea, że internet jest mniej więcej takim odzwierciedleniem, że jeżeli się przeliczy wszystkie dane statystyczne z internetu, to dokładnie otrzymamy też coś w rodzaju takiego złotego podziału, przynajmniej jakieś jego elementy albo nawet więcej. Jest generalnie kwestia biofeedbacku, czyli naszego rezonansu. Cokolwiek byśmy nie chcieli, cokolwiek byśmy, moi kochani, nie chcieli, cokolwiek byśmy sobie nie wymyślili, nie obrzydli we łbie, generalnie jesteśmy dalej jak ten koń, który wraca do stajni. Możemy tam się tłuc przez parę tysięcy lat i na przykład wymyślać sobie to, że Ziemia jest płaska. Możemy na przykład wymyślać, że musimy poświęcić się nawzajem dla jakiejś idei, przywiązać do kawałka drewna i podpalić, bo na przykład ktoś ma inny pomysł na rzeczywistość, a ktoś inny... Wszystkie tego typu rzeczy.
Generalnie wygląda, że właściwie sami nie musimy za bardzo robić takich dziwnych przepychanek. Absolutnie wszystko jest okej. Że rezonans między nami jest całkiem w porządku, że wszystko ze sobą pracuje, że wcale nie musimy budować systemu, który polega na tym, że część, która nam się nie podoba, której nie rozumiemy, to wycinamy. Bo to nie o to chodzi, jak sama natura pokazuje. Do tego jeszcze cała historia z prawem karmy. Jeżeli spojrzymy na przykład na zjawisko prawa karmy, to też się okazuje, że właściwie co innego. Bo prawo karmy mówi dokładnie o tym, że to, co zrobiliśmy, dokładnie do nas wraca. Tylko że prawo karmy, oczywiście takie klasyczne, mówi o tym, że to wraca do nas w następnym wcieleniu i tak dalej. Chociaż prawda jest taka, że ortodoksyjnie wracając do wszystkich tych wierzeń, gdzie w ogóle prawo karmy się pojawia, to prawo karmy dotyczy nas zwykle na co dzień. Jak egzotycznie brzmi, jak się mówi prawo karmy, to już chłopaki zaczynają widzieć dziewczyny, które wykonują taniec brzucha.
Dziewczyny widzą egzotycznych chłopaków. Generalnie robi się egzotycznie, ale prawo karmy to jest nic innego, moi drodzy, jak słynne powiedzonko mojej babci: jak se pościelesz, tak się wyśpisz. Ktoś kiedyś napisał: to, co przydarza mi się teraz, jest dokładnie tym, co zrobiłem wczoraj. Taka jest prawda, proszę państwa. Prawo karmy to też taka zasada, jak dyrektywa z kosmosu troszeczkę, że wszystko jest, co na górze, to na dole. Nie wygląda na to, że to wszystko działa dlatego, że jest jakaś fala z kosmosu. Cokolwiek by nie mówić, dookoła nas jest kosmos, także najłatwiej jest rozejrzeć się w górę, podnieść głowę i powiedzieć: bo to stamtąd jest. Na górze przylazło. Nie przylazło, po prostu rezonuje, odbija taka fala. Byng, byng cały czas.
Tak by to wyglądało, że coś takiego chyba stamtąd idzie. Jeszcze jeden fenomen na koniec wam opowiem. Fenomen współczesnej nauki. To jest fajna sprawa, bo był ten Einstein, z którego z cyklu zera zrobiono bohatera. Ale jest jedna rzecz, o której się nie mówi głośno. Poza tym, że nie mówi się głośno, że prędkość światła nie jest stała, że właściwie nie ma żadnej stałej w kosmosie. Nie mam pojęcia. Stała w ogóle. To znaczy jak stoi i się nigdy nie przewróci. Może długo stać, może stać bardzo długo, ale zawsze się przewróci.
Generalnie taka jest zasada. Wszyscy o tym wiedzą, ale nikt nie chce o tym mówić, bo właściwie jest stara fizyka i masa ludzi wybudowała taki system religijny, który nazywamy współczesną cywilizacją, z bogami, z uniwersytetami, z kartami kredytowymi, z całym tym dobrodziejstwem i przekleństwem świata, oparty właśnie na tym, że wszystko jest stałe. Dlatego musimy jak ten chomik gromadzić, napychać się jak chomik, bo niby taka jest rzeczywistość. Generalnie jest to lipa. Nic nie jest stałego w świecie. Co z tym eksperymentem? Fenomen dotyczy pól grawitacyjnych planet w naszym Układzie Słonecznym. Jest to jedna z tych rzeczy, które mniej więcej potwierdziła ów kawałek metalu, sonda, którą wyrzuciliśmy w kosmos, żeby doleciała do końca naszej galaktyki i poleciała jeszcze dalej i zbadała, co tam jest w ogóle. I się okazało, że planety nie mają takich silnych pól grawitacyjnych, żeby wisiały tam, gdzie wiszą w kosmosie, jeżeli generalnie miałyby wisieć według tej teorii, według której wiszą w kosmosie. I się okazuje, że to nie pole grawitacyjne trzyma planety tam, gdzie je trzyma na orbitach, że one latają dookoła Słońca.
I się okazało, że gdyby naprawdę zależało wszystko od owego pola grawitacyjnego naszego Układu Słonecznego, na które przez ostatnie lata powoływali się wielkie, światłe umysły tego świata, to generalnie wszystkie spadłyby. Jeżeli byłaby gdzieś jakaś podłoga, to po prostu spadłyby z brzdękiem i potłukły się o podłogę. Tak by to wyglądało. Taka historia. Wygląda na to, że właściwie już jesteśmy aktualnie w trakcie jakiejś totalnej rewolucji naukowej. To jest coś, co trudno przewidzieć, bo generalnie transformacja jest po prostu totalna. Wszystkie prawa, które do tej pory jeszcze gdzieś tam upychano po kątach, próbowano je wpychać i mówić, że tak wygląda świat. Wszystko okazuje się kompletnym bullshitem i gdziekolwiek ta informacja idzie dalej, to się okazuje, że właściwie coraz głupiej wyglądają ci, którzy twierdzą, że świat jest na przykład stały, że są jakieś stałe w tym wszystkim. Inna sprawa, zostawiając ocenę tego, jak i kto wygląda i dlaczego, bo to jako żony sąsiada trochę. Ale generalnie zastanawiając się nad rewolucją, która przed nami stoi, w której w trakcie jesteśmy kompletnie nieświadomie i kompletnie niewidoczni.
Stoimy troszkę jak dzieciaki z otwartymi gębami i w takim momencie historii jesteśmy. Chyba nawet sobie nie zdajemy do końca sprawy w tym momencie. Ale mamy wszelkie możliwe technologie, żeby mieć tyle prądu, ile nigdy nie zdołamy użyć na świecie. Nigdy do budowy czegokolwiek, niczego. Mamy technologie, które powodują, że możemy latać wszędzie, gdzie nas ten pas fotonów nie zatrzyma czy cholera co tam jest, nie wiadomo. Ja obstawiam na ten pas fotonów. Brzmi to całkiem sensownie. Dlatego właśnie nie możemy tego zobaczyć. Bo to fotony. No właśnie.
Generalnie ta zmiana będzie tak potężna, bo to jest bardzo radykalna zmiana, bo to jest kompletnie opozycja tego, co do tej pory twierdzono i to taka bezkompromisowa opozycja. Czegoś takiego jeszcze nie było. Z reguły nauka do tej pory ewoluowała. Było jakieś twierdzenie, ktoś twierdził, że tak jest. Ktoś drugi dodał coś takiego. Ktoś następny mówił: tamte chłopaki są fajne, bo oni się znali, bo na przykład Spędzili razem trochę czasu na jednym uniwersytecie i tak dalej. To nie jest fajnie kopać się po dupie, za przeproszeniem, ani w plecy nawzajem, bo to nie o to chodzi. Fajnie jest na przykład wziąć kumpla i powiedzieć: „Zrobił fajną rzecz. To jest fajne równanie, fajna sprawa i ja to rozwinę dalej”. I tak rozwijaliśmy.
Ale się okazało, że wszystkie podstawy, na których bazowaliśmy i ten pomysł na robienie nauki pod tytułem, że ktoś napisze kawałek równania, my dopiszemy dalej i jest statystyczna szansa, że w następnym pokoleniu pojawi się ktoś wyedukowany i dopisze następny kawałek albo pozwoli mu się dopisać następny kawałek tego równania. Nie zadziałało. Wygląda na to, że może być ciężko dla niektórych, bo wygląda na to, że ta rewolucja jest bardzo radykalna, jest właściwie ekstremalna. Zawsze patrzyliśmy na siebie jako cywilizację, zawsze braliśmy siebie jako podstawową jednostkę mierzenia. A tu się okazuje, że jesteśmy tylko sensorem pewnych sił. Jesteśmy ostatnim terminalem do sił, które rezonują w kosmosie. Coś takiego chciałem powiedzieć. Słuchajcie, to jeszcze przez parę chwil z wami w hiperprzestrzeni. Ja tu myślałem jeszcze o muzyczce dla nas wszystkich, także jeszcze troszkę dzisiaj muzyczki w tej hiperprzestrzeni. Przypominam, że oczywiście możecie śmiało zadzwonić do hiperprzestrzeni radio@nafali.com na Skype.
Także zapraszam serdecznie, jeżeli ktoś z was ma jakieś refleksje na temat tej kosmicznej fali z kosmosu. Nie wiem, czy to fala z kosmosu, czy energia z kosmosu. Niektórzy nazywali ten pas fotonów tą falą z kosmosu. To jest takie gigantyczne tsunami. Bardzo mi się podoba ta teoria. Brzmi rewelacyjnie i ma masę sensu. Kosmos też ma swoje takie tsunami, przynajmniej ten, który jesteśmy w stanie obserwować. I przetoczyło się przez nas takie negatywne tsunami. Teraz idzie na dobre. A ja tu mam, proszę państwa, niezapowiedziany telefon księcia Edwarda.
[01:27:49] - Bonjour, bonjour monsieur.
[01:27:51] - Bonjour monsieur. Doskonale słychać po długiej przerwie. Ja przypominam słuchaczom, że książę Edward pojawiał się u zarania dziejów w tej audycji. Dobrze słychać.
[01:28:02] - Tak. Doskonale wcelowałeś. Dziś był Edelock. Wysłałem ci zdjęcie zaczepne. Nie wiem, czy rozpoznałeś.
[01:28:10] - Jeszcze nie, bo na razie mówię do mikrofonu i mam klapki na oczach.
[01:28:16] - Rozumiem. Słuchałem kawałek audycji. Bardzo miło i bardzo powiem ci dziś dokładnie na ten temat.
[01:28:27] - Słuchaj, jaką masz swoją refleksję z tym kosmosem, z tą dyrektywą z kosmosu? Chcesz wyjść na Marsa?
[01:28:35] - Siedzę właśnie i patrzę w kosmos.
[01:28:38] - Nice. Ja się zastanawiam, nie tyle zastanawiam, ile widzi mi się, że ta rewolucja, ten cały kosmos, to, co się dzieje, jest tak radykalny. Ta zmiana będzie tak radykalna, bo to jest z drugiej strony wszystko, proszę pana.
[01:28:54] - Nie wiem. Trudno powiedzieć, ale parę rzeczy, o których mówiłeś, na pewno dzisiaj przemknęły mi przez myśl. Ja nazywam to spinem na przykład, czyli to, co ty mówisz o zmianach. To jest generalnie zmiana na poziomie molekularnym, nawet chyba bardziej niż molekularnym.
[01:29:14] - Dokładnie.
[01:29:16] - Chodzi o to, że nagle coś może zacząć u fundamentów materii kręcić się w totalnie odwrotnym kierunku w jednym momencie i wszystko się zmienia, ale w pewnym sensie pozostaje takie samo też.
[01:29:31] - Dokładnie. Ja sobie oglądałem nie tyle, że ostatnio, rysunki tego kolesia, który się nazywa Ed Leedskalnin od koralowego zamku, Coral Castle. On napisał tą książeczkę.
[01:29:44] - Kojarzę, tak.
[01:29:45] - On napisał tą książeczkę o mocach elektromagnetycznych i o tym, jak tak naprawdę otworzyć i budować te piramidy. Ja siedzę teraz i próbuję ją przetłumaczyć na język polski i zrobić nowe, jeszcze bardziej wypasione ilustracje. Także trzymajcie kciuki.
[01:29:59] - Trzymam kciuki. Zacny projekt.
[01:30:02] - I tam jest ten pomysł, że on narysował kropki, że jest coś w rodzaju plazmy, do której lepi się energia. Ja tak sobie myślę, że jak jest ta dyrektywa z kosmosu i ona sobie gdzieś tam lata, to ta fala od nas powoduje to, że wszystko się klei na tej siatce.
[01:30:27] - Tak. Wszystko rezonuje.
[01:30:31] - Powiedziałbym tak, że to jest dyrektywa z kosmosu, jest naszą myślą.
[01:30:37] - Pewna wibracja po prostu.
[01:30:39] - Do której klei się egzystencja i robi rzeczywistość. Tak bym to powiedział.
[01:30:45] - Klasyczny przykład to są szlaczki, które robi mróz na szybach.
[01:30:51] - Dokładnie.
[01:30:52] - Dlaczego akurat w taki sposób to się układa? To przypomina bardzo organiczny kształt. Jest pewna wibracja w powietrzu, której my nie widzimy, nie dostrzegamy, nie odczuwamy zmysłami, jakie mamy dostępne. Tak to wygląda coraz bardziej w tą stronę.
[01:31:16] - Słuchaj, mit dookoła tego jest potężny, bo każdą głupią bajkę, którą sprawdzisz, w każdej dokładnie występuje ten element. To jest fenomen.
[01:31:29] - Dzisiaj trafiłem też na artykuł o tym, że przy pomocy bardzo wysokich ultradźwięków Można wibracje takie wprowadzić stosując odpowiednie odbicie u góry. To samo co u dołu i u góry.
[01:31:48] - Dokładnie.
[01:31:49] - Gdzieś pośrodku powstaje możliwość przenoszenia materii przy pomocy tylko fal dźwiękowych.
[01:31:58] - I można jeszcze skleić ponoć metal z wodą w jakąś substancję, która istnieje tylko wtedy, kiedy masz ten rezonans.
[01:32:05] - Teoretycznie wtedy możliwe jest wszystko. Możesz dowolnie na poziomie molekularnym przemieszać materię na niewyobrażalnym dla nas poziomie.
[01:32:20] - Dokładnie. Ja też mam taki pomysł. Też jest słabo oryginalny, bo miliony ludzi o tym od lat mówią, że klasyczna historia z obcymi. Tym są właśnie statki obcych, że ta technologia, która za tym stoi to nie jest jakieś tam kółko zębate, łańcuch, szufla z węglem.
[01:32:39] - Nie. To jest zupełnie inny poziom. Nagle wkraczamy na trochę inny level, gdzie panują dziwnie znajome prawa.
[01:32:50] - Prawo jest to samo.
[01:32:50] - Taka fala, wibracje i rezonans generalnie działa doskonale. Oglądałem dzisiaj jakieś filmiki wykonane bardzo szybkimi kamerami. Kamerami, które bardzo dużo klatek na sekundę potrafią strzelać. Po prostu różne zjawiska w zwolnionym tempie. Widać tam naprawdę dużo takich. Piłka golfowa, która drga po odbiciu się od ścianki. Wykonuje takie figury, że nie bylibyśmy tego w stanie zobaczyć gołym okiem, ale nagle przy pewnym spowolnieniu materii czasoprzestrzeni widać, że wibruje to wszystko w znajomy sposób i tworzy piękne, znajome organiczne formy.
[01:33:44] - Słuchajcie, jest eksperyment do zrobienia dla każdego, kto ma aparat cyfrowy. Chodzi o przysłonę i robienie filmów na odpowiedniej przysłonie, czyli czas, żeby był szybki albo krótki i robienie zdjęć wody, jak na przykład ze szlaucha się leje. I jest taki myk, że jest pewien rodzaj częstotliwości klatki, czyli ileś tam na sekundę, przy której generalnie na filmie woda pnie się do góry. I to jest tylko kwestia częstotliwości, w której pracuje obserwator.
[01:34:18] - Dokładnie tak.
[01:34:19] - Nic więcej. I wyobraź sobie, gdybyśmy wszyscy nagle pomyśleli w ten sposób. To atrakcja oglądania wodospadu Niagara wyglądałaby zupełnie inaczej.
[01:34:32] - Do góry nogami.
[01:34:33] - Dokładnie. A na przykład burza. A na przykład pioruny wychodziłyby z ziemi. Rozumiesz? Byłaby to mniej więcej tylko typu rewolucja.
[01:34:42] - Tak. To wszystko jest właśnie niby taka prosta sprawa, zmiana spinu, przeskoczenie z jednej skrajności w drugą. A pomimo tego zobacz jak trudne. Taka mała podróż, a jaka duża przy okazji.
[01:34:58] - Dokładnie. I inna sprawa, że ja myślę, że takim elementem tej rewolucji poważnym jest to, że ona mówi o takiej zmianie kontrastowej, że woda leci w drugą stronę, że pioruny z ziemi. I tu już nie ma miejsca za bardzo na jakikolwiek kompromis.
[01:35:17] - Nie. Można by sobie naprawdę pójść i ze skały zbudować dom po prostu gdzie potrzebujesz.
[01:35:26] - Jeszcze takie miejsce zdrowe znaleźć na ziemi. Bo w tej książce jest opis jak zbudować sobie, Eda Leckkine'a o tym koralowym zamku. Jak zbudować sobie kompas do mierzenia tych linii, do mierzenia tego pola elektrograwitacyjnego Ziemi, tych ley lines. Po polsku się nazywa linie wilka też między innymi. I urządzenie można zrobić po prostu fizycznie, które mierzy to. I nie musimy wcale chodzić z różdżką ani mieć specjalnych zdolności. Można to tak zwyczajnie, normalnie sobie zmierzyć, tylko trzeba wiedzieć, jak to zbudować. Taki fenomen. Inna sprawa, że skończył się. Słuchaj, bo jesteś bardzo blisko.
Słuchacze nie wiedzą, ale mówię, że Edward mieszka niedaleko Dublina.
[01:36:08] - Na sąsiedniej wyspie. Tak.
[01:36:10] - Dokładnie.
[01:36:10] - Tuż nieopodal.
[01:36:12] - Dokładnie. A w Dublinie wczoraj chyba skończył się eksperyment, który trwał od 1926 czy któregoś tam roku.
[01:36:19] - Co ty powiesz?
[01:36:19] - Tak, był to eksperyment z cieczą. Był to eksperyment z tym, jak kropla spływa. Jak wygląda efekt rozdzielania się płynu, czyli kropli od reszty materii. No i taki eksperyment wymyślono w 1920 którymś roku na Trinity College Uniwersytecie w Dublinie. No i postanowiono go zrobić. To tak à propos właśnie tych fali, tego, jak się rozchodzą fale. Był taki pomysł, żeby ten orgon czy eter, bo to jeszcze wtedy wierzono właśnie w orgon i eter, bo wtedy zaczęto robić ten eksperyment, że być może da się zmierzyć to, zobaczyć fizycznie, jak ta fala się będzie rozbijała, jak się będzie powielała w tej bardzo gęstej cieczy właściwie. No i generalnie zrobiono taką ciecz, która była chyba 40 razy bardziej lepka od miodu. Chyba 400 razy bardziej lepka od wody. No i robiła się taka kropla.
I właśnie ona się oddzieliła dwa dni temu od materii i cały czas były robione zdjęcia. Cały czas teraz tego szukam gdzieś w internecie.
[01:37:28] - Tak?
[01:37:29] - Tak.
[01:37:29] - Super! Daj znać koniecznie jak znajdziesz.
[01:37:31] - Słuchajcie, były robione zdjęcia. Nie wyglądało to widowiskowo, bo ten moment, kiedy ta kropla się oddzieliła, tak po prostu odpadła i się przewróciła na bok. Także chyba za wolno się to wszystko odbyło.
[01:37:45] - Myślę, że efekt poklatkowy może być piorunujący.
[01:37:49] - Jest piorunujący. Ciekawie wygląda. Tylko że to są zdjęcia chyba z ostatnich dziesięciu lat, czy jakoś tak. Przepraszam bardzo, z 1944 roku, eksperyment, a nie dwudziestego któregoś tam. Przepraszam. Młodszy, zdecydowanie młodszy, ale mniejsza o detal. Już wam wklejam na czata wszystkim i tobie na Skype'a. Mam nadzieję, że nie pomęczyłem. To jest to. To taka ciekawa historyjka z mierzeniem tego wszystkiego, taką obsesją.
[01:38:29] - Zobaczę sobie później. Siedzę naprawdę na odsadzie i gapię się w kosmos.
[01:38:33] - Rozumiem. Zdrowo.
[01:38:35] - Cały dzień oddaję teraz energię, którą cały dzień pobierałem.
[01:38:42] - Dokładnie.
[01:38:43] - Czuję, jak ze mnie odparowuje całe nagrzanie słoneczne. Słuchacze może nie wiedzą, ale nad wyspami panuje heatwave. Lato, summer 2013 przejdzie do legendy chyba.
[01:38:59] - Rozumiem. Mam to samo u mnie. Akurat dzisiaj przyszło lekkie ochłodzenie. Słuchajcie, szybciutko przerwę, bo wrócimy do tej pogody jeszcze na sekundę. Ale ostatnie słowo na temat tego eksperymentu z kroplą. Tu Radio Paranormalium, dostaję informację, poprawkę, bo zrobiłem lekki błąd, że ta prawie jak ciecz to w ogóle się nazywa bitumia. Dokładnie. I tych kropli ponoć było kilka, a to jest jedna z tych kropli i to jest takie wiekopomne wydarzenie, że ta kropla się oddzieliła. Yes!
[01:39:28] - Okej, widzisz, masz bardzo pomocnych słuchaczy.
[01:39:32] - Dokładnie. Ja to nie jestem taki łebski, musiałbym mieć łeb jak sklep.
[01:39:37] - Jasne. Dużo do ogarnięcia.
[01:39:39] - Dokładnie. To przez ten upał też troszeczkę. Mimo że zelżał, to jednak czuję pewne obciążenie, napięcie.
[01:39:47] - Tu natomiast trwa naprawdę kanikuła.
[01:39:51] - To jest fenomenalne.
[01:39:52] - Zresztą byłem u ciebie niedawno, także zażyłem tych rozkoszy.
[01:39:59] - Nie wiem, co się dzieje z pogodą. To może ta fala z kosmosu?
[01:40:02] - Nie wiem, ale przepowiedział ją podobno jakiś chyba australijski meteorolog, który z kolei poszukuje właśnie patternów pogodowych przy użyciu wpływu Księżyca. Może słuchacze też będą w stanie mnie skorygować.
[01:40:21] - Dokładnie. Nie pamiętam nazwiska kolesia, ale pamiętam, bo z tymi cyklami jest taki podział, że część kolesi robiła biorąc za podkład do tego wszystkiego lata słoneczne, a druga część, tak jak Terence McKenna brała chiński kalendarz z Azji, czyli księżycowy, czyli cykle Księżyca. 33, bo wtedy masz cykle Księżyca względem cykli Słońca, czyli 33 jest taką liczbą magiczną. 33.
[01:40:52] - No proszę.
[01:40:54] - Dokładnie. Jak ktoś by nie wiedział, to 33 to teraz już wiem.
[01:40:59] - 3 jest fajny numer, a 33 to dopiero.
[01:41:01] - To jest kwantowe.
[01:41:02] - Dwa razy fajniejszy.
[01:41:03] - To jest już kwantowe, proszę pana. Co za historia! Na to wygląda, że jest.
[01:41:11] - Kwantowa natura materii. To jest też nawiązanie do tego spinu.
[01:41:16] - Kosmos, proszę pana, dyrektywa z kosmosu.
[01:41:19] - Tak. Można być w dwóch miejscach at the same time.
[01:41:23] - Dokładnie. I wygląda na to, że jeżeli można tak wyciągnąć, to niedługo być może będzie jak w tych opowieściach Zacharii Sitchina, że spotkamy tą planetę Nibiru, na której mamy jakichś tam ziomków, pobratymców. Albo może to jest zupełnie inna przestrzeń i to jesteśmy my po prostu zduplikowani. Proszę państwa.
[01:41:47] - Bardzo możliwe. Na to by wskazywało wiele znaków na niebie i ziemi.
[01:41:55] - Otóż to. Ale to zostawiamy na kolejny etap i tym oto stwierdzeniem kończymy tą kosmiczną „Hiperprzestrzeń” o dyrektywie z kosmosu.
[01:42:04] - Tak. Pozdrowienia w ogóle z hiperprzestrzeni.
[01:42:07] - Dziękuję bardzo. Zapraszam ciebie, bo koniec „Hiperprzestrzeni” nie oznacza końca wieczora w radiu Na Fali. Zapraszam wszystkich słuchaczy, ciebie i wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium i tych, którzy słuchają Radia Na Fali, żebyście zostali, bo będzie wieczorowa pora, czyli już taka swobodna historia, nienagrywana. Ja tu wyłączę nagrywanie.
[01:42:30] - Rozumiem. Tak zwany afterek.
[01:42:31] - Tak zwany afterek, oczywiście, ale z polską nazwą.
[01:42:36] - Tak to pamiętam zazwyczaj.
[01:42:40] - Proszę państwa, ja tylko cmokam i cmokam. To z tego upału. To ja się rozłączam, panie Edwardzie. Dziękuję serdecznie za telefonik.
[01:42:52] - Do usłyszenia. Pozdrawiam.
[01:42:53] - Strasznie miło po długiej przerwie usłyszeć. Strasznie miło.
[01:42:57] - Wzajemnie.
[01:42:58] - Strasznie miło, proszę pana. Mam nadzieję, że do usłyszenia w wieczorowej porze, czyli za parę minut. Także zapraszam do ostania się.
[01:43:05] - Przełączam się na słuchanie w takim razie.
[01:43:07] - Dziękuję bardzo za telefonik. To był księże Edward z serca gór Wicklow, tuż pod samym Dublinem. Proszę bardzo. Co jeszcze mogę powiedzieć, proszę państwa? To było tyle w tej „Hiperprzestrzeni”. Ja jeszcze na końcu mogę zamknąć podsumowującym zdaniem, proszę państwa, czyli generalnie dyrektywa z kosmosu jest prawdopodobnie naszą myślą, do której kleją się emocje i z tego się klei rzeczywistość. Czy jakoś tak. Ale o tym dowiemy się już niedługo w następnym odcinku. Także zapraszam do ściągania „Hiperprzestrzeni”, słuchania „Hiperprzestrzeni”, odwiedzania Radia Na Fali i odwiedzania Radia Paranormalium i odwiedzania wszystkich innych radiów internetowych i odwiedzania internetu. Odwiedzania wszystkiego na świecie.