[00:10] - Witam wszystkich serdecznie w Radiu Na Fali oraz w Radiu Paranormalium. A właściwie to witam wszystkich serdecznie w audycji Hiperprzestrzeń. Godzina 23 polskiego czasu. Jest sobota wieczór, proszę państwa, a my wszyscy jesteśmy w hiperprzestrzeni. Czy wszystko jest okej? Chyba wszystko jest okej. Okej. Ja przepraszam bardzo, jak zwykle się ogarniam tu na początku. Nie mogło być inaczej. Proszę państwa, puściłem oczywiście serię dżingli.
Oczywiście nie mam dżingla Hiperprzestrzeni przy sobie, ale wysłuchacie Hiperprzestrzeni akurat w tym momencie. Także proszę państwa, jeszcze raz: słuchacie Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja pozdrawiam wszystkich serdecznie, wszystkich na czacie Radia Na Fali, wszystkich na czacie Radia Paranormalium. Za chwilę będę na czacie Radia Na Fali, jak przystało na mnie. Słuchajcie, co jeszcze? Oczywiście pozdrawiam wszystkich słuchaczy, słuchaczy on i offline. Bardzo serdecznie pozdrawiam. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Chciałem oczywiście powiedzieć, że pozdrawiam serdecznie bardzo wszystkich sponsorów radia. Przepraszam bardzo, ciągle coś ustawiam.
Coś mi dzisiaj wszystko dziwnie brzmi w uszach. Nie wiem co mogę z tym zrobić. Nie mam bladego pojęcia. No nieważne. Także pozdrawiam wszystkich sponsorów Radia Na Fali oczywiście i Hiperprzestrzeni bardzo serdecznie. Właśnie chciałem zaprosić oczywiście na inne audycje w Radiu Na Fali, czyli na Teorię Chaosu, która odbywa się w piątek, czyli dokładnie wczoraj o 24:00, w każdy piątek. Jutro Lorem Ipsum o godzinie 21:00, czyli w niedzielę o 21:00, a w środę dokładka o godzinie 22:00. Także zapraszam was wszystkich serdecznie na te audycje. Ja tu się muszę rozgadać troszeczkę. A co dzisiaj?
Dzisiaj, proszę państwa, dzisiaj historia pewnego pisarza. Troszeczkę o cywilizacji. To może ja zacznę od takiego cytatu, który jest przypisywany temu pisarzowi. Ja bardzo lubię ten cytat, jest cytowany przez wielu i generalnie brzmi to mniej więcej tak, że to, co nas przeraża najbardziej, to fakt, że dookoła jest więcej, niż jesteśmy w stanie to opisać i generalnie jest więcej, niż mniej. I to jest bardzo przerażające, że są sny, że wszystkie te rzeczy. I tego dotyczy ten cytat. Cytat pochodzi od Carlosa Castanedy. Jeżeli ktoś z was słyszał kiedyś o książce „Nauki Don Juana”. Właśnie nie wiem, jak to się poprawnie wymawia. Nigdy nie wiedziałem.
Ale mniejsza o to. Słuchajcie, dzisiaj o Carlosie Castanedzie. Nie tylko o Carlosie Castanedzie. Będzie też o kilku innych sprawach dookoła tej książki, bo w ogóle dzisiaj będzie generalnie troszeczkę o książce, która ujrzała światło dzienne w 1968 roku. Nazywa się właśnie „Nauki Don Juana”. Ta książka w ogóle zmieniła wiele rzeczy. I to wszystko wydarzyło się w Ameryce. Ale to wszystko tak naprawdę ma jeszcze korzenie. Och, moi drodzy, to nie jest wcale taka młoda sprawa i to nie są lata 50. ani 60., tylko możemy się nawet cofnąć wcześniej.
Co to ma wspólnego w ogóle z nami, z życiem? Słuchajcie, co to ma wspólnego? Jest taka znana stara legenda w greckiej mitologii o pudełku Pandory. Nie wiem, czy znacie tą historię. Dobra, szybko wam powiem. Lubię bajki, także zaczniemy dzisiaj od takiej opowieści bajkowej. Słuchajcie, w greckiej mitologii Pandora była pierwszą kobietą na ziemi. Zeus zarządził jednego z bogów, który się nazywał Hefestus, czy jakoś tak. Kurde, ja zawsze mam z tymi nazwiskami problemy. No mniejsza o to.
Generalnie poprosił jednego z bogów, boga tworzenia o to, żeby stworzył tą pannę. No i on generalnie to zrobił. Oczywiście stworzył tą pannę, używając wody i ziemi. Tak powstała kobieta w greckiej mitologii. Bogowie oczywiście ofiarowali jej wiele talentów. Atena oferowała jej ubranie, Afrodyta dała jej piękno i urodę, Hermes dał jej fantastyczną umiejętność erudycji, mowy. I generalnie kiedy Prometeusz buchnął ogień z nieba, to Zeus, żeby się zemścić na nim, wymyślił taki pomysł, żeby podarować Pandorę jako prezent jego bratu. Pandora była ponoć nieprzeciętną kobietą, także podarowano tą kobietę. No właśnie, ale nie podarowano jej tylko i wyłącznie kobiety. Podarowano ją z pudełkiem, bo ona dostała od bogów pudełko.
Nikt nie wiedział, co było w pudełku. Ona miała za zadanie nie otwierać nigdy tego pudełka. Nigdy. Pudełko miało zostać zamknięte. Bogowie jej dali. Ona miała się opiekować właśnie tym i pilnować, że pudełko nigdy nie zostanie otworzone. Ale jakoś tak się stało, że kiedy Pandora wylądowała na ziemi, oczywiście u nowego męża i tak dalej, otworzyła pudełko. I się okazało, że tam były wszystkie złe duchy świata ukryte. I te wszystkie złe duchy świata uciekły z tego pudełka, oblatując, okrążając ziemię dookoła. Na samym dole Pandora przerażona, smutna tym, co się stało, zauważyła, że na samym dole został tylko jeden bóg.
Nie wiem, czy bóg, czy demon, czy jak to zwał. Bo to grecka mitologia. Co tu się w ogóle dzieje? No i generalnie ta jedna rzecz, moi drodzy, która... No właśnie. Co tu się, przepraszam bardzo, bo jak zwykle mi coś się dzieje. Oczywiście już jest okej. I ta jedyna rzecz, która została w tym pudełku, która była zbyt ciężka, żeby ulecieć z tego pudełka i została na samym dnie, to był duch nadziei, proszę państwa, o imieniu Elpis. Duch nadziei po grecku się nazywa Elpis. I to była jedyna rzecz, która została w pudełku.
Nadzieja. Taka jest grecka legenda, mitologia właściwie, bardzo stara historia. No i co? Tak się zaczęło w Europie, słuchajcie. A co się stało później z tą książką? To może ja, słuchajcie, bo dzisiaj jest o Carlosie Castanedzie, kaktusach, wszystkich tych historiach. O drodze, z której nie ma powrotu, moi drodzy, bo generalnie o tym jest historia, którą opowiedział nam Carlos Castaneda, że jest coś w rodzaju drogi, z której nie ma powrotu. Ciekawa historia. Proszę państwa. To może ja zanim zacznę te wszystkie opowieści o książce i tak dalej.
Nie będę czytał wam całej książki. Zapomnijcie. Mam nadzieję, że część z was kojarzy. Ja tymczasem się zaloguję na czata w międzyczasie, włączę jakąś muzyczkę, a wy zostańcie z nami. Przypominam, że słuchacie radia Na Fali retransmitowanego w Radiu Paranormalium oraz innych rozgłośniach, nawet nie wiem gdzie. Ja mam na imię Tomek. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”, a dzisiaj Carlos Castaneda, substancje psychoaktywne, zakręty cywilizacji, proszę państwa, stare mity i legendy, bajki, szamani i inne takie. Jak zwykle w „Hiperprzestrzeni”. Także zostańcie z nami. „Hiperprzestrzeń”.
To jakąś muzyczkę może puszczę, prawda? Kurde, gdzie jest ta muzyczka? Jak zwykle, słuchajcie, pełna zamota. Okej, dobra, już wszystko mam. Się porobiło, proszę państwa. Tak to jest. To co? To może zacznijmy po prostu od tej muzyczki. No właśnie. Wysłuchajcie „Hiperprzestrzeni”.
Ja tu już oczywiście się ogarniam z tym wszystkim, bo jak zwykle się zagubiłem w tych wszystkich notatkach, włączając czata i tak dalej, te wszystkie historie. Sorry. Po prostu normalne życie, moi drodzy. Dużo guzików, dużo rzeczy na ekranie do klikania. Jeszcze muszę przez chwilę przeklikać to wszystko i wam opowiem tą całą historię. A taka w ogóle ciekawostka z tego wszystkiego, że cały mit grecki, o którym wam wspomniałem, ta cała legenda wzięła się nie od kogo innego jak od Erazma z Rotterdamu, który w 1500 którymś tam roku jako pierwszy przetłumaczył greckie mity ze starożytnej greki na łacinę i dzięki temu w ogóle dowiedzieliśmy się, że coś jak greckie mity istniało. Stąd się wzięła właśnie ta historia o stworzeniu kobiety, czyli Pandory. Jak na ironię, słuchajcie, mieszkanie, właściwie posesja, na której mieszkał nasz dzisiejszy bohater, Carlos Castaneda, znajduje się w Los Angeles i nosi dokładnie to samo imię. Też nazywa się Pandora. A ja tymczasem, bo tu się oczywiście jak zwykle w tym wszystkim pogubiłem, włączam jakiś las, bo przecież musimy pójść do lasu.
Przecież nie będziemy tak bez lasu, że tak powiem. Bez lasu chciałem powiedzieć. Tu już włączam las, włączam wszystkie rzeczy, bo mam troszkę takiego wyjątkowego dźwięku na dzisiaj dla nas wszystkich. No właśnie mówiłem. Nie, nie mówiłem. Dzisiaj będzie trochę wyjątkowego dźwięku. No dobra, to już powiedziałem. Dobra, słuchajcie, to może zacznę od bardzo ciekawego momentu w książce, którą napisał. W ogóle historia książki, którą napisał Carlos Castaneda. Słuchajcie, kim był Carlos?
Carlos nie urodził się w Ameryce. Carlos urodził się gdzieś tam w południowej Ameryce, bodajże w Peru czy jakoś tak, w 1925 roku. W Peru, tak? No i zmarł w 1998 roku. Ale mniejsza o to. Wróćmy do tego, co się działo w latach 50., bo to jest najważniejszy moment. Generalnie Carlos razem z rodzicami przeprowadził się chyba, czy jeszcze bez rodziców? Chyba tylko jako student. O, przepraszam bardzo. Jejku, już sobie wszystko przypomniałem.
Dobra, okej. Carlos po college'u przeprowadził się do Stanów na studia, żeby studiować po prostu w Ameryce. No i zaczął studiować antropologię w tej Ameryce. Jak zaczął studiować, to były lata 50., początek lat 60. właściwie. Uderzenie, eksplozja, proszę ja was. Gdzie tu jest mój las? Gdzie jest las, proszę państwa? No, z powrotem. Od razu mi lepiej w lesie.
Więc lata 60. To właśnie trochę inny las. Tamten las za parę chwil. A my wracamy już do naszego lasu. No więc Carlos przyjechał do Stanów na studia i został antropologiem. I jako że w tamtych czasach bardzo inspirujące i bardzo modne były substancje psychoaktywne. Co zabawne, jak dzisiaj się to mówi, słuchajcie, to brzmi naprawdę dziwnie, bo nam się wydaje, że substancje psychoaktywne są na przykład teraz popularne, że są takie znane, że wszyscy o tym wiedzą i że w ogóle to jest takie super. Jak się okazuje, moi mili i kochani słuchacze, w dzisiejszych czasach to w ogóle żyjemy w czasach takiej ekstremalnej prohibicji. Nikt o tym nie mówi. To jest zakazane.
W latach 60. normalnie na uniwersytecie w Los Angeles robiono badania na ten temat. To były czasy, kiedy niejaki Watts, o którym wspominałem parę razy, słynny, udzielił wywiadu magazynowi „Time”, Gordon Watts. I tam była cała historia o psychoaktywnych grzybach, o szamanach, całe te niesamowite opowieści. One tak zapaliły to pokolenie. To jeszcze były czasy LSD, praktycznie działo się tyle, że uhuhu. Wyobrażacie sobie opisy na przykład tripów LSD w magazynie „Times”? To trochę jakby na przykład kanał Discovery w dzisiejszych czasach. Zapomnijcie, żyjemy w czasach kompletnie reżimowej propagandy. Wtedy było troszkę inaczej.
Zainspirowany tymi wszystkimi historiami Carlos Castaneda, podobnie jak setki, tudzież tysiące młodych Amerykanów w tamtym czasie, postanowił zacząć zgłębiać, studiować i generalnie zaznajamiać się z tematem native people, jak to się po angielsku mówi, czyli wszystkich tych, którzy są native people, czyli natywnych. Nie wiem, jak to przetłumaczyć na polski. Czyli prawdziwych Indian, ludzi, którzy tam naprawdę mieszkali, ludzi, którzy tam się urodzili, z dziada pradziada przechowali wszystkie te tradycje przez tysiące lat albo nie wiadomo ile, bo nikt tak naprawdę do końca nie wie, jak długo oni tam są. Część z nich ocalała naszą interwencję z Europy. To były takie czasy, gdzie nagle się okazało, że faktycznie stoi za tym coś bardzo intrygującego. Stoją za tym substancje psychoaktywne, zrozumienie własnej świadomości, że być może to jest to cudowne lekarstwo na nasze wszystkie cywilizacyjne choroby. Z tym zamiarem zbadania tego wszystkiego tysiące młodych ludzi rzuciło się do studiowania antropologii. Niektórzy pojechali do dżungli, niektórzy robili badania w Kanadzie z Indianami, niektórzy robili inne rzeczy. Niektórzy pojechali na Woodstock, a niektórzy pojechali do Nowego Meksyku, tak jak Carlos Castaneda, robić wywiad antropologiczny, czyli złapać jakiegoś kolesia, który jest lokalnym szamanem, siedzieć, pytać go i wypełniać te rubryki na temat przeżyć, doświadczeń i wszystkich tych historii. Jest oczywiście cała historia o tym, jak Carlos Castaneda poznaje głównego bohatera swojej książki, Don Juana Matusa, czyli starego Indianina, który jest szamanem, jego nauczycielem, przewodnikiem przez pozostałe ileś tam tomów jego książki, bo tego wszystkiego zebrało się chyba 11 tomów.
Mam wszystkie, słuchajcie. Kurde, nie policzyłem nawet. Tak to jest. Ale ja powiem jak Indianin. Albo jest coś jeden, albo jest czegoś dwa, albo jest czegoś dużo. I to wszystko. To ja może zacznę od epilogu, bo on napisał te książki w 1960 od kogoś tam. Dobra, to może powiem wam zaraz, to może zacznę od książeczki, bo to jest ciekawe. Bo książeczkę jeszcze wam opowiem dzisiaj. Dzisiaj jest dokładnie o tym, jest hiperprzestrzeń, o tych wszystkich substancjach.
Znaczy o tych wszystkich rzeczach. Substancjach w tej książce. Bardzo dyskusyjna historia, bardzo intrygująca. Też postać jest pojemna. Przypominam, że słuchacie „Hiperprzestrzeni”, moi drodzy, w Radiu Nafali. Ja przypominam, że możecie sponsorować, wrzucać monety, żeby nie było tak, że na przykład ktoś musi postawić mi kawę. Nie musi, ale fajnie by było, jakby ktoś postawił mi kawę, bo czemu nie? Tak że zapraszam do zafundowania prowadzącemu, czyli mi, kawki w dziale „sponsoruj”. Ja przypominam, że audycja oprócz tego, że w „Hiperprzestrzeni” jest jeszcze w Radiu Paranormalium i innych radiach retransmitowana, głównie w Paranormalium, a później gdzieś tam nawet naziemnych radiach. Dobra.
To ja czytam ten koniec, bo napisał tę pierwszą książkę i drugą i mi się wydaje, że właściwie koniec drugiej książki i epilog z tej drugiej książki jest bardziej istotny od pierwszej książki, którą napisał, która zrobiła najwięcej zamieszania. Ale o tym wszystkim później. To może zacznę od przeczytania po prostu i tyle. „Don Juan powoli obszedł mnie dookoła. Zdawał się zastanawiać, czy mi coś powiedzieć, czy nie. Dwa razy się zatrzymywał, ale zaraz zmieniał zdanie. Wrócisz czy nie wrócisz, to absolutnie bez znaczenia – powiedział w końcu. – Niemniej jednak odczuwasz już potrzebę życia jak wojownik. Wiedziałeś to zawsze. Teraz jesteś po prostu w tej sytuacji, w której musisz się posłużyć tym, co przedtem lekcję ważyłeś.
Lecz musiałeś walczyć o tą wiedzę, nie dostałeś jej tak po prostu gotowej. Musiałeś ją z siebie wycisnąć. Mimo to jednak jesteś świetlistą istotą i nieuchronnie czeka cię śmierć, jak wszystkich. Powiedziałem ci kiedyś, że w świetlistym jaju nie ma nic, co trzeba by zmienić. Przez chwilę milczał. Widziałem, że na mnie patrzy, ale unikałem jego wzroku. Tak naprawdę to nic się w tobie nie zmieniło – rzekł”. I tak się kończy drugi tom. Bo cała ta historia jego spotkania z tym indiańskim szamanem jest opisana w tych właśnie paru tomach jego książki. To ja może przeczytam tytuły tego wszystkiego.
Wszystko zaczęło się od pierwszej książki, która właściwie była bardziej pracą naukową i to, że została tak napisana poniekąd jako książka, to po prostu taki przypadek. Ale generalnie zaczęło się tak, że to może pozostałą historię opowiem. Się tak miotam! Muszę się rozgadać jak nic. Muszę się skupić, skoncentrować. Raz, dwa, trzy. Om, om. Już wam opowiadam tą historię. Człowiek pojechał, jak studiował tą antropologię, czyli badanie tych kultur. Pojechał do tych Indian i ponoć zaczęła się historia w 1960 roku.
On go odwiedzał przez ileś tam lat. Trwało to 11 lat, czyli to był chyba 1959 rok. Albo coś koło tego. Nieważne. W każdym razie lata 60. Może być plus minus jeden rok. Zostawcie mnie. Nie chcę detali. Mniejsza o to. I ponoć trwało to parę lat.
Zebrał to wszystko w notatki i te wszystkie notatki opublikował w 1968 roku w książce. To właściwie nie była książka, tylko taka praca naukowa na temat antropologii i tak dalej. Dosyć drętwy jest napisany. Jeżeli ktoś z was czytał, polskie tłumaczenie jest moim zdaniem bardzo drętwy, a oryginał w sumie też jest drętwy. Taka naukowa praca, gdzie wszystko jest opisane naukowym językiem takiego naukowca, który przez szkiełko i oko się przygląda, co ten szalony Indianin robi i zadaje mu dziwne pytania i w ogóle nie chce zrozumieć, o czym mówi ten Indianin. Taka troszkę pokręcona historia. Bardzo ciężko się to czyta na początku, później historia się rozkręca. Jeżeli ktoś przebrnie przez jedną trzecią książki, dalej już czyta z wypiekami na twarzy. Także polecam serdecznie. Nazywa się „Nauki Don Juana”.
Pisze się Juan. J-U-A-N-A. To jest pierwsza książka o jego spotkaniu, ale ponoć notatki do pierwszej i drugiej książki, druga książka nazywa się „Mądra rzeczywistość”, powstały właściwie w tym samym czasie. Dlatego teoretycznie, chociaż tak naprawdę nikt nie wie, bo z tą książką jest masa tajemnic, jest kilka podejrzeń, kilka hipotez na temat tego, skąd ona się wzięła. Jest oczywiście grupa krytyków. O tym też dzisiaj wszystko powiem. Ponoć wygląda na to, że te dwie książki zostały praktycznie napisane za jednym zamachem, albo opublikowana została właściwie „Nauki Don Juana” jako pierwsza. W ogóle bez pomysłu kontynuowania tego prawdopodobnie dalej. Co się okazało? To w ogóle jest taka zabawna historia, że ponoć Castaneda, jak wszedł do swojego wydawcy uniwersyteckiego, to rzucił mu tą książeczkę na stół i rzucił zdaniem pod tytułem: „Słuchaj stary, przeczytaj ten kawałek gówna, który napisałem”.
Ponoć dokładnie tak powiedział. Jego wydawca przeczytał ten kawałek i stwierdził: „O man, czegoś takiego jeszcze nikt w życiu nie napisał”. Żaden białaś ani ktoś, kto studiuje na uniwersytecie antropologię i tak dalej. Poza oczywiście tym słynnym artykułem Wattsa w magazynie „Time”, nikt nie pisał w tak otwarty sposób o substancjach psychoaktywnych, o doświadczaniu jakiejś odmiennej rzeczywistości, o tym, że nasza rzeczywistość łączy się z czymś innym, że składa się z jakąś inną, niewidoczną rzeczywistością. Rewolucja. A to jeszcze czasy LSD w Ameryce. To jest w ogóle pełne szaleństwo. Wszystko oczywiście to w sosie kaktusa peyote. Z kaktusami peyote, bo ci Indianie i tą całą historię swojej wewnętrznej transformacji, którą Carlos Castaneda w tej książce opisuje, bo to właściwie o tym jest ta książka, jak spotyka swojego nauczyciela, starego Indianina. Ten Indianin zaczyna go uczyć.
Nie powiem wam czego, to musicie sami zacząć czytać. Zaczyna go uczyć i ta nauka powoduje w Carlosie wewnętrzną transformację, zmiany. Zmienia się i wstępuje na drogę, z której nie ma powrotu. Na drogę, z której umiera ego i człowiek scala się ze światem i tak dalej. Pomysł był tylko taki, żeby pojechać i robić po prostu wypiady z Indianami, po kolei zebrać grupę szamanów. Tak zwyczajnie spisywać po kolei wszystkie te legendy, które ci szamani opowiadają. Ale jak spotkał Don Juana, to się okazało, że ten go namówił na to, że nie będzie mu nic opowiadał, że musi wziąć udział w ceremonii. Jeżeli weźmie udział w ceremonii i na przykład święte rośliny, duch roślin powie, że stwierdzi, że Carlos się nadaje na to, żeby powierzyć mu te tajemnice, to będzie się nadawał i te tajemnice zostaną powierzone. Natomiast jeżeli nie, to . Także w ten sposób sprawa.
Dosyć brutalnie, twardo potraktowana. Postać jego nauczyciela jest bardzo ciekawa przede wszystkim. Ja nie chcę wam opowiadać książki, bo nie chcę wam zabić frajdy z czytania, a książka jest naprawdę rewelacyjna. Polecam każdemu. Jest trochę czytania, także szybko się nie skończy. Jeżeli ktoś lubi czytać, tego jest chyba 11 tomów. Zaraz to policzę i wam powiem, ile tego jest. Podam w ogóle wszystkie tytuły i tak dalej. Spokojnie, nie panikujcie, wszystkiego się dowiecie. Wracając do naszej historii, kiedy Carlos już był po tej ceremonii, okazało się, że duch roślin powiedział, że oczywiście tak, że może mu zostać powierzona wiedza.
I zaczyna się jego proces edukacji przez tego Indianina. Właściwie o tym jest ta książka. Idealnie trafia na rynek w momencie, kiedy dokonuje się gigantyczna kulturowa transformacja w Stanach. Kończy się niewolnictwo, zaczyna się ruch kobiet. To są lata 60. Zaczyna się tyle rzeczy, że właściwie ciężko mi w tym momencie skupić się na tym, od którego końca zacząć by wymieniać, co zaczęło się w Ameryce. Łącznie z tym, że zaczął się nawet pomysł na internet tak konkretnie realizowany w tamtych czasach. Także działo się wiele. Od ruchów feministycznych, poprzez Black Panther, poprzez wojnę w Wietnamie i w ogóle wszędzie na świecie się działo. W Europie też.
Tylko że w Europie troszkę wolniej, spokojniej i w trochę inny sposób, ale to może na inną opowieść. Generalnie książka trafiła na tak podatny grunt, że pierwszy nakład ponoć zdmuchnęło. Książka się rozeszła, wszyscy czekali z wypiekami na twarzy. To było coś niesamowitego. To było jak doświadczenie innego świata. Przyjeżdża koleś z badań gdzieś w Nowym Meksyku. Wcale nie był w dżungli jak wszyscy wielcy odkrywcy, o których pisały „Time Magazine” i tak dalej. I się okazuje, że lokalni Indianie gdzieś w Meksyku mają rośliny, które przenoszą nas do innego wymiaru, do świata, który w książce jest nazwany światem drugiej uwagi. A ja mam tu już telefonik. Witam serdecznie, Macieju.
Halo?
[25:09] - Witam cię.
[25:14] - Witam. Halo. Doskonałownik. Jest z nami Maciej z Torunia. Tak klasycznie brzmi.
[25:21] - Halo?
[25:22] - Halo, jesteś.
[25:23] - Słychać mnie?
[25:23] - Idealnie cię słychać.
[25:25] - Świetnie. Miałem pewne problemy przez chwilę, ale już widzę, że sobie poradziłem. Widzę, że sytuacja o Castanedzie. Tak się wtrąciłem w słowo, a nie dokończyłeś, to może dokończ to, co mówiłeś.
[25:38] - Śmiało, bo troszkę jeszcze mam do powiedzenia na temat Castanedy generalnie.
[25:41] - Mówiłeś, że jest 11 tomów.
[25:45] - Ja to jeszcze wyprostuję.
[25:46] - Przyznam się nieskromnie, że przeczytałem praktycznie wszystkie. Chyba oprócz „Magicznych kroków”, bo to jest taka trochę cegła.
[25:57] - Dokładnie jest 11, bo „Magiczne kroki” są jedenaste. Normalnie jest 10 tomów.
[26:03] - 10.
[26:03] - Dokładnie. A „Magiczne kroki” jedenaste.
[26:05] - „Aktywna strona nieskończoności” czy „Orła”?
[26:10] - Ja szybciutko, bo mam po kolei. „Nauki don Juana” jest pierwsza. Kolejna jest „Odrębna rzeczywistość”, potem jest „Podróż do Ixtlan”. Kolejna jest „Opowieść o mocy”, potem jest „Drugi krąg mocy”, „Dar orła”, „Wewnętrzny ogień”, „Potęga milczenia”, „Sztuka śnienia” i jako ostatnia „Aktywna strona nieskończoności”. Brzmi tak szaleńczo.
[26:38] - Niesamowicie. Chyba pierwszą przeczytałem „Nauki don Juana”. To jako pierwsze wpadło kiedyś w ręce i zacząłem czytać „Nauki don Juana”. To jest chyba wstęp, tak? Czy się mylę? Czy może jest jakoś inaczej? Już nie pamiętam. To było dość dawno, kiedy to wszystko czytałem.
[26:59] - Złociutki. Słuchaj, co ja mówię, człowieku. Przecież to jest pierwsza. Właśnie mówię.
[27:03] - Akurat pierwsza mi wpadła w ręce i zacząłem czytać.
[27:07] - Bo ona jest właśnie to, o czym mówię. Ona stała się najbardziej popularna, bo pozostałe części są mocno w cieniu tej pierwszej. Często ludzie nawet nie wiedzą, że jeżeli wydawca nie umieści na przykład z tyłu na okładce informacji, że to jest jedna z wielu części, to ludzie w ogóle nie sprawdzają, bardzo rzadko kiedy wiedzą o tym. Naprawdę. I tak się zdarzyło, że akurat pierwsza część i „Nauki don Juana” są najbardziej znane przez wszystkich. Inna sprawa, że właściwie „Nauki don Juana” od całej reszty dzieli okres chyba czterech lat, zanim pojawi się następna część, książki na rynku. I trafiła jako najwcześniej na rynek akurat w tym momencie, kiedy rewolucja kulturowa w Ameryce była w zenicie.
[27:56] - Właśnie.
[27:57] - Dokładnie. Jeżeli masz jakieś pytanko, proszę pana, to ja poproszę o jakiekolwiek pytanko, jakiekolwiek refleksje jeszcze.
[28:06] - Widzę, że nikt nie dzwoni, to zadzwoniłem sobie. Cytat mogę wydać jakiś z don Juana.
[28:13] - Mam tu wszystkie przy sobie 10 tomów.
[28:18] - „Ponieważ czarownicy są tropicielami, ludzką naturę znają na wylot. Wiedzą na przykład, że ludzie nie potrafią obejść się bez prowadzenia rejestrów. Kiedy ktoś pozna wszystkie tajniki określonej klasyfikacji, staje się uczonym albo ekspertem w swej dziedzinie”.
[28:33] - Dobra, ja cię tu stop. Ja cię zatrzymuję, bo właśnie nie chcę czytać za dużo z książki.
[28:37] - Dużo jest o czarownikach, dużo jest o takich właśnie rzeczach.
[28:40] - Chcę to zostawić słuchaczom. Niech słuchacze sami przeczytają, bo książka jest częścią tej całej historii, o której jest dzisiaj mowa. To ja cię w takim razie zrzucam. Zostań z nami, po prostu słuchaj tej historii i generalnie później dzwoń. Śmiało zapraszam. Ja tylko zrzucę tą historię i później zapraszam do refleksji, bo jest kilka pomysłów związanych z tą książką i z tym, co ona namieszała i czy to dobrze, czy to źle i co w ogóle z tego wynika.
[29:06] - Dobra, na razie.
[29:07] - Dziękuję wielkie za telefonik. To był Maciek z Torunia z nami, a ja przypominam, że słuchacie „Hiperprzestrzeni”. Oczywiście, nie muszę wam przypominać, bo wszyscy doskonale wiedzą, że słuchają „Hiperprzestrzeni”. Wracam do tego wszystkiego. Na czym polega fenomen tej książki? Tak szybko powiem, bo nie chcę wam opowiadać treści, bo w sumie nie jest to rewelacyjna historia. To, że ktoś opisał, jak spotkał szamana. Takich książek na świecie jest setki, tysiące i tak dalej. Jest to na dodatek napisane nudnym akademickim językiem absolwenta Uniwersytetu Los Angeles, bo właściwie dokładnie na tym uniwersytecie się to odbywało. I co takiego rewolucyjnego?
Do tej pory wszystkie te rzeczy po raz pierwszy tylko William Burroughs opisał. Przepraszam, nie William Burroughs. To właśnie ten artykuł w „Time Magazine” był jedynym, gdzie autor artykułu wziął substancje i opisał swoje wrażenia. Ale to opisał z zewnątrz jako człowiek, który został poczęstowany. A to było pierwsze naukowe, oficjalne podejście, bo to było sprzedane w sumie jako naukowa książka. To nie ja wymyśliłem. Tak się po prostu stało. Ten kit został sprzedany, naprawdę, bo to był kit, że to jest naukowo książka. On sobie napisał po prostu pracę. To był właściwie dodatek, notatki z pracy.
Jak zaczniecie czytać tą pierwszą książkę, nie chcę wam psuć całej zabawy z czytaniem tej książki, Carlosa Castanedy. Tam jest wszystko opisane na początku, jak w ogóle książka powstała, co w ogóle było motywacją, jak były zbierane materiały, bo tam to wszystko jest. Także chcę was oszczędzić tutaj tego. Generalnie wszystko to zaczyna się właśnie na Uniwersytecie of California na początku lat 60. No i co takiego rewolucyjnego? To, że został dopuszczony i opisał ten proces edukacji, czyli coś, do czego żaden biały, żaden w ogóle naukowiec nie został dopuszczony z zewnątrz. Dawniej po prostu wszyscy przyglądali się temu z zewnątrz i to były spekulacje naukowców na temat, co Indianie robią, co Indianie myślą, jaki jest sens tego, jaki jest sens tamtego. Czyli okazuje, że jest koleś, który dostąpił zaszczytu i jest uczony przez tych Indian, co właściwie te wszystkie rzeczy oznaczają. Napisał o tym książkę i książka jest na tyle, na szczęście jeszcze, przystępnym językiem napisana. Oprócz tego, że jest takim pseudo troszkę naukowym, to nudna jest, takim akademickim.
Może tak, bez polotu. Powiem tak: Carlos bez polotu książeczka, bez polotu kompletnie, ale fajnie się czyta. Później się rozkręca. Po prostu widać, że też człowiek się uczy pisania w trakcie pisania kolejnych książek. To tak jak ja z mówieniem w radiu. Nie zarzucam drugim Carlosem. Dajcie spokój. Dajcie spokój. Jestem skromnym człowiekiem. No więc Carlos zrobił ten myk i opisał te wszystkie wrażenia.
I to zrobiło taką rewelację. Ta przystępność tego języka była na tyle wystarczająca, że każdy poczuł się dokładnie jak ja przed sekundą, czyli każdy poczuł się kumplem Carlosa. Każdy poczuł się Carlosem wewnątrz. Każdy z nas jest Carlosem, słuchajcie. No i skoro każdy z nas jest Carlosem, każdy poczuł się czarownikiem i każdy chciał spróbować kaktusa peyote. Każdy chciał spróbować doświadczyć drugiej strony nieskończoności. To się nazywa w książce w bardzo fajny sposób, bo to jest tłumaczone z indiańskiego języka i to się nazywa... Moi drodzy, jak to się nazywało? Świat drugiej uwagi, oczywiście. Świat drugiej uwagi.
Odrębna rzeczywistość. No i taka historia. A ja to oczywiście dzisiaj jestem przygotowany z muzyczką, proszę państwa. Także ja robię drobną przerwę od całego tego gadania. I proszę państwa, muzyczka. A muzyczka jest, że tak powiem, specjalnie do dzisiaj, bo muzyczka pochodzi właśnie z rytuału kaktusa peyote. Dokładnie. Ale to nie są ci sami ludzie, którzy z Carlosem Castanedą tudzież ich dziadkowie żyli kaktusa. To troszkę inni Indianie, ale też i trochę inaczej tego kaktusa zjadają, bo te ceremonie z kaktusem peyote są zupełnie inne. Może nie zupełnie inne, ale każdy robi to trochę inaczej, o czym później jeszcze troszeczkę powiem.
To może co? To posłuchamy, nie? Bo tu jest troszkę tak, że ja muszę to ustawić, bo to jest taki długi kawałek, bo oni tak śpiewają przez grubo ponad pół godziny. Ja tu oczywiście mam już wszystko wynotowane dla nas i słuchajcie, to jest numer, w którym poniekąd ceremonia się rozkręca. Tak to się rozkręca, słuchajcie. To jest taki sam początek. Można odczuć mrowienie w rękach. No i oni tak jadą dalej, że tak powiem, przez kolejną godzinę. To jest paru ludzi siedzących dookoła ogniska. No i tak cały czas przez parę godzin.
Ale to zostawmy może. Wracajmy do naszego lasu. Wyjdźmy z tego szałasu trochę na świeże powietrze. A co, przecież nie będziemy się kisić. Pokisimy się później. Za chwilę wam opowiem, jak wyglądały te ceremonie. Opowiem wam o jednej, która jest dosyć specyficzna. Dobra, opowiem wam za chwilę. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Chciałem jeszcze powiedzieć szybko o tym, co ta książka zaraz chwilę później zrobiła w ogóle ze statusem Carlosa Castanedy.
Z sekundy na sekundę książka stała się bestsellerem i Carlos stał się guru. Ludzie przyjeżdżali, pytali się. Książka kończy się w taki sposób, że człowiek wykonuje bardzo poważną magiczną sztuczkę, w którą aż trudno uwierzyć, że w ogóle można coś takiego zrobić. Nie będę wam opowiadał o całości, sami przeczytacie książkę. Po czym przechodzi do takiego punktu zwrotnego, gdzie dowiaduje się od szamana, że właściwie droga, na którą wkroczył, to jest droga, z której nie ma już powrotu. Jak już się wkroczyło na drogę zdobywania tej wiedzy, to jest się już na to skazanym. To już nie można się zatrzymać, nie można się cofnąć, nie można się wycofać z tej historii. Absolutnie. To jak kontrakt na całe życie. I to właśnie duch roślin powiedział między innymi Carlosowi.
W tej książce jest wszystko opowiedziane, zostałem z książką. Carlos oczywiście na końcu zaorany stwierdza, że nie jest w stanie jako biała z takiej cywilizacji w ogóle poradzić sobie z tym światem nowych pojęć, z wizjami, z tym wszystkim, co przechodzi, co przeżywa podczas nauk Don Juana. Twierdzi, że jest bliski zwariowania, bliski szaleństwa. Pomieszały mu się światy. Już nie wie, gdzie jest, nie wie, który świat jest który. Czy ten jego świat, z którego przyszedł, czy świat jego dzieci. W ogóle czy świat szamanów, czy świat uniwersytetu, gdzie jest jego życie i tak dalej. Ponoć blisko obłędu zostawia Don Juana i wraca. Wtedy publikuje tę całą historię. Ta historia robi go dosłownie sławnym.
Zostaje guru. Po czym mija parę lat i rusza z powrotem poszukać, znaleźć swojego nauczyciela. Tu troszkę zostawię tę historię. W ogóle polecam czytać książki, najzwyczajniej. Jeszcze raz powtórzę wam. Pierwsza część nazywa się „Nauki Don Juana”, druga nazywa się „Odrębna rzeczywistość”, trzecia „Podróż do Ixtlan”, czwarta „Opowieści o mocy”, piąta „Drugi krąg mocy”, szósta „Dar orła”, siódma „Wewnętrzny ogień”, ósma „Potęga milczenia”, dziewiąta „Sztuka śnienia” i dziesiąta „Aktywna strona nieskończoności”. To jest taki cały tryptyk. Dokładnie. No i co? Jak przystało, to już czas najwyższy, żebym wam powiedział o tej ceremonii kaktusa.
Jak w ogóle wygląda ceremonia? Jak już mówię o ceremonii kaktusa, to może wróćmy do jakichś piosenek od tego kaktusa. No właśnie. Kaktusy, proszę państwa. Może zacznę od tego, że nie byłem na takiej ceremonii. Zostałem zaproszony, taka jest prawda, ale miałem wtedy romans z inną rośliną, także musiałem zrezygnować z ceremonii, na którą zostałem zaproszony. Niemniej mogę wam powiedzieć, jak wygląda ceremonia. Oczywiście tych ceremonii jest parę, w zależności od tego, kto ją przeprowadza. Czy były to ludzie na przykład z Europy, bo też są ludzie z Europy, którzy to robią, czy są to Indianie w Meksyku, czy w Nowym Meksyku. Generalnie jest tego trochę.
W ogóle jest coś jak nawet Kościół Kaktusa Peyoti zarejestrowany w Stanach Zjednoczonych, który od 1996 roku jest kompletnie legalnie i generalnie każdy może ubiegać się o przystąpienie do tego Kościoła. Jak jest to akurat nie wiem. Nie należę do tego Kościoła. Generalnie to jest organizacja założona przez Indian, ponieważ był bardzo poważny problem. No właśnie, bardzo poważny problem. I o tym problemie wam powiem, bo jest to problem związany właśnie z książką, o której dzisiaj mówię, bo Carlos Castaneda, kiedy napisał tą książkę, wywołał tą dużą rewolucję i ta rewolucja miała skutki w obydwie strony, w jedną i w drugą. Generalnie, jak się okazało, było to prorocze zdanie Carlosa pod tytułem, że to, co nas najbardziej przeraża, to fakt, że dookoła jest więcej, niż nam się wydaje w naszych najśmielszych snach, niż widzimy w naszych najśmielszych wizjach. Jest tego zdecydowanie więcej i to nas najbardziej przeraża. Świadomość tego wszystkiego. Więc mówię wam, jak wygląda ceremonia u niektórych Indian.
U innych niż u tych co u Carlosa. Mniejsza o to. Jedzie się na pustynię. Najpierw trzeba generalnie troszeczkę czasu spędzić poszcząc, bo kaktus jest wymagającą rośliną. Jest bardzo aktywny. Ponoć ryje głowę nieprzeciętnie. Trip jest bardzo potężny, jest miażdżący i trzeba się troszkę mentalnie do tego przygotować. Trzeba trochę pomedytować sobie, nie myśleć o złych rzeczach. Chodzi o tak zwaną intencję dobrego i szczerego myślenia. Nie można być zakłamanym, bo wszystkie kłamstwa do nas wracają.
Nie można być chciwym, podłym i tak dalej. Wszystkie generalnie kiepskie cechy charakteru dyskwalifikują. Chodzi o to, żeby się wyciszyć i generalnie wprowadzić stan pozytywnego, dobrego myślenia o ludziach dookoła, świecie dookoła, robić coś dodatniego. I też unikać seksu, bo to jest traktowane jako forma energii i tą energię trzeba skumulować, bo ona będzie potrzebna po to, żeby ten trip ogarnąć. ... że potrzeba trochę tej witalnej energii, chi, jak się mówi na Wschodzie, w Japonii czy w Chinach. Po tym poście oczywiście się wybiera na pustkowie razem z szamanem, z ludźmi, którzy będą uczestniczyli w tej ceremonii i znajduje się właściwe miejsce. Przede wszystkim wpierw się jedzie znaleźć rośliny. Oczywiście szaman zabiera ekipę i się wyrusza do specjalnego miejsca, które jest znane tylko szamanowi. Przynajmniej tak to powinno być.
On po prostu wie, gdzie one rosną i wie, które są te właściwe, żeby je zebrać. Właściwie szaman je zbiera pierwszy. Jeżeli uczestniczycie po raz pierwszy w takiej ceremonii, to nikt wam nie pozwoli zbierać kaktusów peyote. To chodzi szaman i to on wybiera te, które są do zerwania. Bo chodzi o to, że kaktus, żeby mieć moc, musi mieć odpowiedni wiek. Dopiero kiedy ma siedem, osiem lat, tak naprawdę ta meskalina, która jest w tym kaktusie zawarta, ma ten właściwy potencjał. Czyli generalnie zbiera się stare kaktusy. One muszą swoje urosnąć. Do pewnego momentu, kiedy ten kaktus rośnie, praktycznie nie zawiera meskaliny albo zawiera jej bardzo niewielkie ilości. Także siedem lat minimum to też taki złoty podział, złota proporcja.
Jest coś w tym niesamowitego. Dobra, wracajmy do historii. Kiedy kaktusy są już zebrane, one są zbierane do woreczka. Kaktusy szanuje się jak ludzi przede wszystkim, bo kaktus jest jak osoba. Ma swoją duszę. Mówi się do nich. To nie jest tak, że można po prostu podejść i wyrwać łopatą. Trzeba z dużym szacunkiem generalnie do rośliny, bo w kaktusie mieszka duch roślin, jak mówią Indianie. Trzeba z bardzo dużą pokorą do tego, szacunkiem i tak dalej. Musi być taka uczciwa relacja, szczera relacja.
Kiedy wszystkie rzeczy są zachowane, pierwszy etap ceremonii – jest oczywiście rozbijane obozowisko na pustyni. Generalnie raczej na pustyni. Chodzi o to, żeby tam było praktycznie jak najmniej bodźców, tym lepiej ponoć. I jest budowany coś w rodzaju sauny. Takiej na dwie osoby. Jeżeli robicie to po raz pierwszy, to szaman generalnie spędza pół dnia czy cały dzień na budowaniu tej sauny. Wykopuje się dziurę w ziemi, przykrywa się skórami, rozpala ognisko, polewa wodą. W środku generalnie jest sauna, taka zwyczajna sauna na pustyni. Słuchajcie, brzmi surrealistycznie, ale tak to wygląda. Wchodzicie z szamanem do tej sauny, zamykacie się na pół dnia czy praktycznie na tyle, ile szaman stwierdzi, bo to nigdy nie jest tak, że na przykład ktoś z zegarkiem: „I robimy sobie kwadransik, uczony”.
Nie, żadnych takich rzeczy. Jest specjalista od tego. Generalnie tam jest ciemno, nie ma nic i chodzi o medytację. Jeżeli szaman uzna, że wszystko z wami jest okej, że nie świrujecie, że siedząc w tej ciemnicy, kiedy nie ma czym oddychać, kiedy prawie opuszczacie swoje ciało, on cały czas z tymi grzechotkami, cały czas śpiewa i tak dalej, że nie dostajecie świra, nie chcecie wybiec stamtąd po paru godzinach, to wtedy wszystko jest okej i nadajecie się na spotkanie z duchem roślin. Oczywiście wychodzicie z sauny i tak dalej. Później jest oczyszczenie, obmycie się troszeczkę i zdrowy, spokojny sen. Następnego dnia się wstaje i co się robi? Robi się duże ognisko, takie naprawdę duże ognisko. Ognisko się pali od samego rana i w połowie dnia już właściwie jest dużo żaru z tego ogniska. Wtedy się rozsypuje.
Czekajcie, mam pytanie, czy w ogóle zero seksu, w sensie czy masturbacja też nie? Właśnie też nie. Zero seksu, nawet masturbacji. Po prostu kompletna wstrzemięźliwość seksualna przed ceremonią peyote. Tak zalecają. Ja się nie będę z tym nigdy kłócił. Wracając do naszego ogniska. Kiedy ognisko już generalnie jest dosyć spore, jest troszkę przepalone, tego żaru jest wystarczająco dużo, usypuje się coś w rodzaju literki U, takiej dużej litery U. W ogóle wykopuje się pierw rowek w kształcie tej litery, później się tam wsypuje żar, tak troszeczkę wystaje ponad ziemię, tak żeby to w ziemi grzało. I rozkłada się przedmioty dookoła.
Czekajcie, bo mam tu cały spis tych przedmiotów. Jest tego trochę. Nie będę wam wymieniał wszystkiego, bo to też nie jest nigdy tak, że wszędzie są takie same. Czekajcie, bo muszę to oczywiście otworzyć, bo sobie pozamykałem te wszystkie rzeczy. Generalnie jest kawałek tytoniu, kawałek takich grzechotek, kawałek czegoś tam. To jak pozbierane przedmioty. One mają swoje specjalne miejsce, w którym leżą w tym szałasie. Aha, bo dookoła oczywiście tej podkowy, która jest usypana z żaru w ziemi, stawia się szałas, takie gigantyczne tipi, naprawdę bardzo duże. Generalnie ten żar zaczyna ogrzewać to tipi, że w nim się robi idealna temperatura, robi się właściwie worteks energetyczny. Tak można to wytłumaczyć.
Okej, czekajcie, już wam mówię co. To nie jest to. Czekajcie sekundę. Gdzież to jest? Mam tu właśnie spis przedmiotów. Tak z ciekawości, żebyście się dowiedzieli, co mniej więcej ci Indianie sobie biorą do tego namiotu. Aha, właśnie. I co dalej z tym wszystkim? Czekajcie. Tutaj mam.
Oczywiście, że mam. Dobra. Słuchajcie, kawałek tytoniu, kukurydzy. Oczywiście jest człowiek, który bębni. Jest tak zwany road chief. Jest kawałek Generalnie są właściwe postaci. Są takie osoby, które muszą być podczas tej ceremonii. Na przykład człowiek, który rozpala ogień. Generalnie jest kilka takich funkcji dookoła tego. Nie jest to uroczystość, którą się robi tylko i wyłącznie w pojedynkę.
Można, ale generalnie pierwsza ceremonia jest bardziej społecznym, towarzyskim wydarzeniem. Co tam jeszcze jest? Jest specjalny kij do tego, żeby grzebać w tym żarze, bo nie można oczywiście byle jakim kijem grzebać. Jest specjalnie dedykowany. Generalnie wszystko ma swoją energię, wszystko ma swoją dedykowaną rolę. Nie jest tak, że można sobie przez przypadek coś zrobić. To wszystko ma swoją tradycję, ma swoje wyjaśnienia. Nie będę opowiadał tego wszystkiego, bo oczywiście co tribe, to inny zwyczaj. Jeszcze raz te dźwięki. Ja wam mówię dalej, co jest z tą ceremonią peyotli.
Generalnie siada się w tym namiocie, kiedy namiot się już wygrzeje i on jest już zbudowany i nagrzany. To bardzo szybko się stawia. To się tak wydaje, że to tipi się stawia. Ale to robi parę osób, także to w godzinkę jest rozstawione. Jeszcze dookoła tego ognia usypuje się lekki wał od zewnętrznej strony. Jak się stawi tipi, to się wchodzi do tego tipi, się siada dookoła, zamyka się tipi i się tak siedzi przez całą noc. Oczywiście zanim się jeszcze usiądzie przez całą noc, to się bierze peyotl i się kroi na kawałki. Takie ćwiartki, jakbyście wzięli na przykład i kroili lemonkę do drinków. Fatalne porównanie, brutalne, ale chyba najłatwiej wam będzie skojarzyć. Takie ćwiartki.
I się zaczyna żuć takie ćwiartki. Się żuje pierwszą, drugą. Żuje się ileś tam kaktusów. Paskudne ponoć. Nigdy nie żułem. Ponoć sztywnieje gęba od tego, język. Ponoć nie jest to miłe wrażenie, ale to nie o to chodzi. Zaczyna się żucie i jak człowiek zacznie żuć i zacznie przeżuwać, to zaczyna się cała historia i trwa do białego rana. Wszystko w tym namiocie. Ogień cały czas, ten żar.
W żarze pojawiają się wizje. Właśnie patrząc w tą podkowę, tam widzimy wizje. To jest to miejsce, gdzie materializują się nasze myśli. Czasami musimy wyjść z namiotu. To różnie bywa. To zależy od szamana, od ceremonii, od tego, jak to jest robione. Różnie. Są na przykład Indianie, którzy robią bardzo ciekawą rzecz, bo większość ludzi po prostu zjada peyotl. Po prostu się bierze peyotl i zaczyna żuć. I się żuje, i się żuje, i się żuje.
Meskalina, tak to się nazywa. Moi drodzy, tak to wygląda. To jest paskudna metoda, bardzo żmudna. To tak jakby sztywniał wam język. Generalnie nie jest to za bardzo smaczne. Kto próbował żuć? Bo to kaktusy. Kaktus smakuje jak kaktus. Każdy będzie smakował tak samo. Niezbyt szczególnie.
A już takie z tryptaminami to już szczególnie. Ponoć najgorsze w smaku. Są Indianie, którzy robiią specjalny wywar z tego wszystkiego. Taki bardzo gęsty wywar, który wygląda podobnie do ayahuaski. Jest nawet taki rewelacyjny film na podstawie komiksu bardzo kultowego francuskiego rysownika polskiego pochodzenia, Rosińskiego. Nazywa się „Blueberry”. To nie jest Rosińskiego, to jest Moebiusa, nazywa się „Blueberry”. Dokładnie. Moebius, czyli od wstęgi Moebiusa. Jest tam ta historia.
Kaktus peyotl jest niejako wpleciony w całą historię o Dzikim Zachodzie. To będzie w linkach oczywiście pod audycją. A ja tymczasem troszkę normalnej muzyczki, bo przecież nie będziemy cały czas słuchali. Skończyłem wam opowiadać o tej ceremonii, także wróćmy może do lasu. Zostawimy śpiewy na inną okazję, moi drodzy, kiedy będą naprawdę praktyczne. Właśnie z tymi śpiewami do peyotli jest tak, że każdy musi zbudować swoją własną piosenkę. Ale to nie jest tylko do peyotli. To w ogóle z wieloma substancjami psychoaktywnymi, które są bardzo mocne, jest bardzo podobna historia, że trzeba sobie zbudować swoją własną piosenkę, która będzie nas prowadziła przez trip. Kiedy będziemy się czuli samotni, opuszczeni, będziemy myśleli, że szalejemy, że po prostu już oszaleliśmy, już nigdy nie wrócimy do normalnego stanu świadomości umysłu, że już zwariowaliśmy, że już po nas, umarliśmy. Człowiek zaczyna sobie nucić: „Ej, aj, aj”, i zaczyna wracać do siebie.
I nagle wow! Zaczyna opanowywać swoje lęki, strach i tak dalej. Właściwie o tym jest ta ceremonia. To jest taki wydźwięk terapeutyczny. Jeżeli słuchacie audycji „Hiperprzestrzeń”, doskonale wiecie chociażby z rozmowy z Kubą Babickim, że są i szamani od leczenia, i szamani od bycia szamanów, i od podróży. Także to też ma swoją rolę. Peyotl też ma różne role. Także to też nie jest tak, że peyotl ma tylko jeden sposób używania i tylko jedną rolę do robienia. Nie. Tego jest naprawdę troszeczkę.
To jest po prostu mocna substancja psychoaktywna, która powoduje, że łączymy się, jak mówią Indianie, z duchem roślin i następuje u nas transformacja intelektualna. Mentalność świadomościowa zmienia. Znam ludzi, którzy używali kaktusa peyotl. Widać było po ludziach, jak dużo potrafi taki kaktus, proszę państwa. Generalnie jest to mocna substancja, bo chodzi o to, że jest to bardzo mocna substancja, dlatego to właśnie się robi na przykład na pustyni. Jedną z takich ciekawych historii jest fajna była opowieść znajomego mojego znajomego. Człowiek z Meksyku, który pracuje w Europie na bardzo poważnym stanowisku, który raz na dwa czy trzy lata, ponieważ jest z takiego regionu w Meksyku Leci do Meksyku, do swojego regionu i bierze udział w ceremonii peyoti. Czyli gra o niepości, nie uprawia żadnego seksu, nie onanizuje się, nie masturbuje przez miesiąc czasu, nie pije alkoholu. Stara się wyczyścić umysł i ciało, bo gra o nie faza jest konkretna i szarpie człowiekiem we wszystkie możliwe strony, także trzeba być skonsolidowanym emocjonalnie ze sobą, wiedzieć kim, skąd i dokąd się jest. On tak spędza miesiąc czasu, bierze sobie długi urlop i leci do Meksyku.
Stwierdził, że nie wyobraża sobie nigdy robienia meskaliny w innym miejscu niż pustynia, ponieważ ilość bodźców, które dostarcza ten trip, które dostarcza łączność z tym innym wymiarem, który się pojawia po zażyciu kaktusa peyoti jest tak potężna. Ta różnorodność się tak robi gigantyczna, że byłoby to nie do ogarnięcia w miejscu, gdzie jest więcej bodźców niż pustyni, a na pustyni jest tylko linia horyzontu i niebo głównie. Na szczęście jest tam mało rzeczy. On stwierdził, że to jest najlepszy powód, dla którego najlepiej to robić na pustkowiu, na pustyni, na której praktycznie nic nie ma, po to, żeby nic nie zaczepiało naszej uwagi, ponieważ dzieją się takie rzeczy z naszą uwagą, że ho, ho! Może inne rzeczy opisał Carlos Castaneda niż te, które wam tutaj opowiadam. Te ceremonie w książce, o której mowa, czyli „Nauki Don Juana” wyglądają nieco inaczej i rośliny, których używają to nie jest tylko kaktus peyoti. Jest ta szwajeszka, z której coś palą. Jest masa roślin, które w ogóle nie są konkretnie opisane. Stąd się wzięły różne historie. Tam jest troszkę inaczej.
Ale wróćmy do naszej rzeczywistości. Co się stało z tą książką? Słuchajcie, ta książka spowodowała taką popularność kaktusa peyoti, że kaktus peyoti został automatycznie, kiedy nastąpił ten boom razem z LSD i całą resztą przez DEA wciągnięty i ONZ na listę substancji zakazanych. Dokładnie. Właśnie z powodu tej książki. Ta książka spowodowała tak dużą popularność, że dzieciaki ze Stanów, słuchajcie, jeździły. Są takie zabawne strzały filmów dokumentalnych z lat 60. z granicy meksykańsko-amerykańskiej, jak policja zatrzymuje grupę 20-latków jadących dużym, starym, zdezelowanym samochodem, otwierały bagażnik, a tam worki kaktusa peyoti. Worki takich dojrzałych, dużych kaktusów. Jak jest taki kaktus, który rośnie 14 albo 15 lat, to wystarczy jeden albo dwa i jestem w innym świecie przez dwie doby, myślę.
Dałoby się bez problemów. Mocne są, im starszy, tym mocniejszy. One nie są duże fizycznie aż tak mocno. Czasami się mieszczą w garści, czasami rosną bardzo duże. Ta książka tak spopularyzowała to wszystko, że dzieciaki oszalały na tym punkcie. To szaleństwo niestety miało swój negatywny wydźwięk. Od razu dociepiła się tego policja, od razu zostało zbanowane, od razu zostało zabronione i tak dalej. Cała historia z prohibicją, która jest doskonale wszystkim znana. Oczywiście ta historia z prohibicją nie tyle że kopnęła białe dzieciaki, ile najmocniej kopnęła Indian, którzy żyją na przykład w Nowym Meksyku, którzy żyją z tym rytuałem od tysięcy lat i to jest część ich kultury. Okazało się, że na przykład DEA zaczęła polowania na Indian, czekając na moment, kiedy na przykład nadchodzi sezon jakichś rytuałów, przesileń, specjalnych momentów w kalendarzu Indian, o czym policjanci dookoła takiego rezerwatu doskonale wiedzą.
Zasada była bardzo prosta. Wypuszczano takich specjalnych agentów, których zadaniem było złapać Indian na ceremonii i automatycznie ich aresztować za używanie nielegalnych substancji psychoaktywnych. Bardzo brutalne rzeczy. Indianie w ogóle się chowali. Są takie zabawne historie, jak niczym za czasów Dzikiego Zachodu wystawiano specjalne czujki na koniach, żeby nie było samochodów, bo samochody mają światła z przodu i widać, jak samochód jedzie i słychać samochód z daleka, a koni na przykład nie słychać, a Indianie potrafią obsługiwać konie w cichy sposób. Sytuacja wróciła do takich czasów polowania na Indian po to, żeby ich złapać, kiedy używają kaktusa peyoti. Tylko dlatego, że ta książka spowodowała takie duże zamieszanie i takie duże szaleństwo wśród ludzi, że postanowili tego zakazać kompletnie. Taka historia. To ja może jakąś muzyczkę wsadzę, bo strasznie tutaj troszkę zastęp. Skoro jesteśmy już przy latach 60., to może coś w tym klimacie, proszę państwa.
Takie czasy były. Takie czasy, moi drodzy. To nie tak jak dzisiaj. Się śmiejecie, ale naprawdę takie czasy były. Dobra, wracamy do opowieści. Mnie oczywiście wtedy na świecie nie było, także ja mogę mówić jak nic, ale jestem doktorem, także mi wszystko wolno. Słuchajcie, ta książka stała się, bo Carlos stał się legendą. Oczywiście potem była długa przerwa. Książka zrobiła go sławnym guru i tak dalej. Później pojawia się druga część, wszystkie pozostałe części książki.
Oczywiście pojawiły się zarzuty, bo pierwszym zarzutem było to, że oczywiście przez jego książkę kaktus peyoti dołączył na listę substancji zakazanych i że to była dokładnie jego wina. Indianie wszyscy w rezerwatach byli wściekli na niego, jak tylko można było. Nic dobrego się nie stało. Co jeszcze z tym wszystkim innego? Co jeszcze, moi drodzy? Oczywiście książka trafiła w takie miejsce po delegalizacji wszystkiego. Takie: „Okej, książka o wizjach, antropologia, kaktus peyote. Tak”. Coś w tym stylu. Została generalnie odłożona na półkę, na której się troszeczkę może zakurzyła, bo oczywiście książka stała się kultowa i dla wszystkich psychonautów na świecie to jest pierwsza obowiązkowa lektura dla każdego, kto wskakuje bardzo często w substancje psychoaktywne.
Z reguły zaczyna się dokładnie od tej książki Carlosa Castanedy. Historia była taka, że Carlos zaczął mieć, że tak powiem, stado krytykantów. Pierwsza rzecz, przyczepili się do tego, o jakich Indianach on w ogóle pisze. Bo oczywiście w całej historii jest postać szamana, więc postanowiono znaleźć tego szamana. Okazało się, że nikt nie znalazł tego szamana, był nawet ktoś, kto robił film dokumentalny o tym, że to wszystko było bzdurą, że Castaneda sobie to wszystko wymyślił, że to wszystko są spisane jakieś kompilacje z książek, które pisano przez 100 lat, odwiedzając Indian przez innych antropologów. On wszedł do biblioteki i spędził tam parę lat i później posklejał to w całość i w ten sposób zbudował całą tą opowieść. On oczywiście mówił, że to Indianie. Jak oni się nazywali? Nigdy nie pamiętam takich rzeczy. Nieważne, jak sobie przypomnę, to wam powiem.
Indianie Yaqui. Dokładnie. Przepraszam bardzo. Indianie Yaqui. Ludzie Yaqui. Starsi bracia. Indianie Yaqui, jak się okazało, w ogóle na przykład ci, którzy mieszkają w tej części Stanów, w ogóle nie używają peyote. Tam się okazało, że postać się jakoś nie zgadza, że coś jest nie tak i tak dalej. To oczywiście były takie zarzuty do niego, że oczywiście pisał nieprawdziwą historię. Inna sprawa, że są pamiątki rodzinne.
Jest nawet film dokumentalny, gdzie jego dzieci pokazują pocztówki i wszystkie te historie z tych miejsc, gdzie był i które się później pojawiają w książce. Inna sprawa, że postać jest prawdopodobnie zamaskowana i być może była to kobieta szaman. Maskowanie postaci w tamtych czasach było taką klasyczną praktyką. Chodziło o to, żeby chociażby na przykład drugi antropolog po naszych śladach nie dotarł do źródła. Chociażby dlatego. To też. Druga rzecz to to, żeby uchronić na przykład źródła przed wpływem dziennikarzy i w ogóle jakichkolwiek ludzi z zewnątrz. To też chodziło o to. Są różne teorie na ten temat. Carlos Castaneda po tym, jak został guru, uczył ludzi szamanizmu, napisał książki, ten cały cykl.
Opisał ten swój cały proces stawalnia się magiem tudzież czarownikiem. Skończył w bardzo dziwny sposób. To jest też taka dosyć tajemnicza historia. Z pięcioma kobietami, które go pilnowały dookoła. Nagle porzucił rodzinę i założył coś w rodzaju jakiejś takiej dziwnej sekty. Odizolował się od świata. Później się okazało, że był chory na raka i jakieś takie dziwne rzeczy. Ponoć zmarł w jakiś taki bardzo podejrzany, dziwny sposób. Nikt tego tak naprawdę nigdy do końca nie wyjaśnił. Inna sprawa, że on w tych swoich książkach pisze, że od samego początku podąża za nim cień i że być może jest to jego przeznaczenie i tak dalej.
Być może ma to jakiś związek. Wielu ludzi próbowało od tej strony podważyć praktycznie wszystkie prace Carlosa Castanedy, właśnie powołując się na ów fatalny finał jego życia i to, że skończył tak, jak skończył. Na raka jako stary człowiek, właściwie kontrolowany przez pięć kiszonych kobiet, które wydawały jego pieniądze, bo ktoś gdzieś później sprawdził rachunki. One prowadziły, jak to się po angielsku mówi, lavish lifestyle, czyli kupowanie ekskluzywnych ubrań i tak dalej za jego pieniądze. Zarzucano mu, że na końcu zamiast tego mitycznego czarownika, którym powinien zostać na koniec swojego życia z długą siwą brodą i nieskończonymi garściami mądrości, się okazało, że skończył w jakichś psychopatycznych relacjach z jakimiś kompletnie pogiętymi, dziwnymi pannami. Odizolowany, nie chcąc się widzieć z rodziną. Jakieś dziwne, podejrzane historie. Później się okazało, że znaleziono zwłoki jednej z tych dziewczyn gdzieś na pustyni pięć lat po jego śmierci. Prawdopodobnie pojechała tam zaraz po jego śmierci i popełniła samobójstwo, chcąc dołączyć do niego. Historia, jak Carlos Castaneda skończył, jest podejrzewam, dla niektórych o wiele barwniejsza niż wszystko, cokolwiek się znajduje w jego książkach.
Mnie akurat bardziej fascynuje informacja, która jest w jego książkach. Bo to jest ciekawa rzecz. To jest coś, co zniknęło na jakiś czas z naszych półek. Przestaliśmy myśleć o takich rzeczach. To gdzieś wylądowało w szufladzie pod tytułem wizje psychodeliczne. A tu mamy 2013 rok i mamy powoli wszystkie te zjawiska kwantowe i się okazuje, że odrębna rzeczywistość już nie jest czymś tak abstrakcyjnym jak w 1968 roku, tylko odrębna rzeczywistość istnieje już w eksperymentach z fizyki kwantowej. I naprawdę jest. Te wszystkie opowieści zaczynają się troszeczkę spełniać. Wygląda trochę tak, jakby szamani przewidzieli to i posługiwali się tym światem kwantowym przez cały czas. Trochę wygląda jak taki powrót w stosunku do tych wszystkich opowieści teraz.
Oczywiście jest kilka hipotez dookoła tego wszystkiego. Dobra, moi drodzy, ja jak zwykle zrobię przerwę w tym momencie i za chwilę wracam do was. Przypominam, że śmiało możecie dzwonić. Radionafali.com Jest to nasz adres na Skypie, a słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj jest o Carlosie Castanedzie, jego książce i o tym, co zrobiła i czy to dobrze, czy to źle. I co z tego wynika dla nas dzisiaj? Takie refleksje, proszę państwa. Jeżeli ktoś z was chce zadzwonić, to śmiało, moi drodzy. Ja tymczasem będę troszkę rozweselał nas i rozbawiał muzyczką. A co!
Żeby nie było, że tak ciągle gadam i gadam, i gadam, i gadam. Właśnie, kto czytał Carlosa Castanedę? Szybciutko do jakiejś księgarni internetowej proszę biec. Nazywa się to „Nauki Don Juana”. Polecam bardzo serdecznie. Po prostu warto przeczytać. Taka książka, którą każdy snob powinien przeczytać. A teraz pora na muzyczkę. Tak, a ci ludzie oczywiście śpiewali, że ich umysł jest jak najbardziej w porządku. Mój umysł też jest w porządku.
Pozdrawiam wszystkich na czacie. Było tam pytanie, kim doktorem jestem. Oczywiście, że jestem tym właściwym doktorem. Jeżeli ktoś ma z tym problem. Dokładnie. Także słuchaj mnie człowieku, bo naprawdę jestem doktorem, także wiem, co mówię i mówię, jak jest. I nawet więcej, i powiem więcej. Ja przypominam, że słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj jest o granicy ludzkości. Mam tu telefon, proszę państwa.
Witam, książę Edwardzie.
[01:08:36] - Serwus! Jesteś doktorem z legitymacją, że tak powiem.
[01:08:40] - Dokładnie. Oczywiście, że mam legitymację. Mogę w ogóle mieć każdą legitymację świata, także nawet nie muszę robić. One już są gotowe. Czekają na mnie.
[01:08:49] - Witam serdecznie. Pozdrawiam czat. Pozdrawiam psylocybes. Miałem tam kilka słów o Castanedzie. Widzisz, patrz.
[01:08:59] - Dokładnie.
[01:09:00] - Składa się tak, że czytałem.
[01:09:02] - Dokładnie.
[01:09:03] - Zdaje się, że nawet mam nawet chyba z dwie sztuki twoje.
[01:09:07] - Właśnie chciałem to zauważyć, bo dzisiaj, przygotowując się do audycji, przeglądałem swoją półeczkę i zauważyłem, że brakuje dokładnie trzech z 10 tomów. Gdzie jest jeden wiem. Gdzie są dwa aktualnie właśnie się dowiedziałem. Są u ciebie.
[01:09:20] - Wiesz co, nawet trzy.
[01:09:22] - To wszystkie trzy są u ciebie. Bardzo dobrze. Słuchajcie, uważajcie z Castanedą, bo możecie skończyć właśnie...
[01:09:35] - Można się skończyć o własny leżak.
[01:09:38] - Dokładnie. Także uważajcie z Castanedą. Słuchajcie, życie jest ciekawe. Ja wrócę do myśli głównej, bo to jest taki clou tego całego programu. Ja mam taką myśl na dzisiejszy program, że po prostu Carlos zauważył słusznie. Nie wiem, czy sam był świadomy tego wszystkiego. Później to Terence McKenna powtórzył, że generalnie najbardziej nas przeraża to, że generalnie dookoła jest więcej, niż nam się wydaje, że jest. I że moment, kiedy to zauważamy, jest momentem, kiedy dostajemy paraliżu. I to jest moment, dla którego wszyscy zwariowali na punkcie na przykład kaktusa peyote. I skąd się wzięły te wszystkie takie animozje, troszkę niesnaski dookoła książki, bo dla części ludzi Carlos jest bohaterem.
Takim typkiem, Prometeusz z puszką Pandory.
[01:10:30] - Tyle że jego sięgnęło chyba najbardziej to wszystko, co tam w tej puszce Pandory było. Dziwnie skończył faktycznie i nie wiem. Pamiętam, że jak czytałem te książki, byłem zachwycony tym oczywiście, ale potem przyszedł moment ochłonięcia. Po prostu nie wygląda na to, żeby stał się takim czarodziejem, jakim opisywał w książkach. Zdaje się, że jak zwykle w przypadkach różnych sekt i tak dalej chodziło po prostu o dupy i kasę.
[01:11:01] - Tak trochę wyglądało na koniec, jakby ta zła moc zawładnęła tym wszystkim.
[01:11:06] - A szkoda.
[01:11:07] - Dokładnie. Ale został tak czy siak ciekawą myśl po sobie, bo to właściwie dla mnie to jest pierwszy chyba w tej cywilizacji prawdziwy podręcznik z podróży.
[01:11:24] - Tak. Wspominałeś o pierwszej części. Z tego, co pamiętam, to pierwsze pół książki jest właśnie takie bardziej strawne, a drugie jest takim antropologicznym bełkotem, gdzie po prostu Castaneda próbuje jakoś usystematyzować tę całą wiedzę, którą zdobył od Don Juana.
[01:11:46] - Jak to poukładać.
[01:11:47] - Ale robi to w taki bardzo akademicki sposób. Także nie przebrnąłem przez ten temat. Natomiast pierwsza część tej książki jak najbardziej interesująca, najpóźniejsze chyba jeszcze bardziej.
[01:12:02] - Właśnie startujemy z drugą i trzecią.
[01:12:04] - Nie wiem, czy pamiętasz, zanim doszło do konsumpcji meskaliny, to tam bardzo dużo Castaneda pisał o bieluniu.
[01:12:17] - Właśnie to chciałem wspomnieć o fajeczce. Jak czytałem, to się zastanawiałem, co to było. Gdzieś później się dowiedziałem właśnie, że to był bieluń i ty dodatkowo jeszcze potwierdzasz, że to był bieluń.
[01:12:26] - Bieluń. Zanim on w ogóle został dopuszczony do ceremonii z peyotlem, po prostu musiał wyhodować swojego bielunia i go spożyć.
[01:12:35] - Faktycznie.
[01:12:36] - To jego pierwsze starcie z odmienną rzeczywistością.
[01:12:41] - Bo tam jeszcze była cała historia, że on ponoć poukrywał nazwy roślin i część antropologów się czepiała, że on się pomylił, że to są inne rośliny i tak dalej. Może dobrze, że nie napisał o bieluniu „bieluń”, bo jak napisał o kaktusie, że kaktus, to zakazano kaktusa. Jakby napisał o bieluniu, że bieluń. Nie byłoby bielunia na liście legalnych substancji rosnących u każdej babci na wsi.
[01:13:05] - Możesz przyrodzie zakazać, żeby coś nie rosło. Oczywiście, jak najbardziej. Powodzenia.
[01:13:11] - Jak jesteś amerykańskim prezydentem, to możesz.
[01:13:14] - Możesz. Nawet jak jesteś doktorem, to możesz.
[01:13:18] - Dokładnie. Możesz sobie zakazywać. Ja nie zakazuję. Ja jestem doktorem. Ja wiem, że nie można.
[01:13:25] - Słuchaj, nie wiem. Wypadałoby się tam w końcu kiedyś wybrać na tą pustynię.
[01:13:29] - Dokładnie. Też o tym myślę. Chodzi o to, że ponoć bodźców jest mało do tego wszystkiego. Ja jeszcze dodatkowo słyszałem od Kuby Wabickiego, że połączenie meskaliny i psylocybiny to jest najbardziej ponoć optymalne. Ktoś to robił, testował i ponoć jest to najbardziej optymalny zestaw. Ponoć jest to już taki mistrzowski zestaw. Tak słyszałem. I też tak wskazuję troszkę na to, bo taka ciekawostka w tym wszystkim.
[01:14:08] - Nie wiem. Ciekaw jestem jak wyglądają takie kombosy. Czy aż potrzebne są takie zmasowane ataki na mózgowe fałdy, żeby w ogóle doświadczyć czegoś?
[01:14:23] - To jest takie główne pytanie, które właściwie stoi przy Castanedzie. Castaneda to był koleś, który napisał, zamykając wszystko do naprawdę prostej, chłopsko-robotniczej myśli, że jak wejdziesz w pewnym momencie na tą drogę i jak wrzucisz już pewną ilość tych substancji w siebie, jak przetrawisz siebie już z tylu perspektyw, to już nie ma drogi powrotu.
[01:14:48] - Nie ma.
[01:14:49] - Absolutnie.
[01:14:49] - Wiesz to ty, wiem to ja.
[01:14:51] - Dokładnie. I on miał tą drogę powrotu, że jego książki, jakbyście słuchacze nie wiedzieli, bo właśnie staram się nie mówić co jest w książkach, żeby wam oszczędzić całej frajdy z czytania, ale jego książki jedna się kończy, druga zaczyna w tym momencie z reguły, gdzie on jest na skraju szaleństwa i postanawia zostawić tego szalonego Indianina i wrócić do swojego cywilizowanego świata, bo już nie wie, gdzie jest. I później wraca z powrotem. To są jego ciągłe bitwy sam ze sobą.
[01:15:16] - Tak. To ciekawe. À propos tego gdzieś ostatnio widziałem kawałek wywiadu z nie pamiętam z kim był to wywiad, ale London Real. Kanał na YouTubie. Koleś miał taką teorię na temat tego, czym jest bad trip. Że bad trip się przydarza wtedy, kiedy nagle dostajesz zbyt dużo informacji. Więcej, niż jesteś w stanie ogarnąć. Lekcja, która odbywa się po spożyciu jakiegoś psychodelika jest zbyt intensywna. Dostajesz za dużo informacji, nie jesteś w stanie ich przetworzyć. Wtedy przytrafia ci się bad trip.
[01:16:00] - Ciekawe, bo to jest takie nawiązanie do klasycznych teorii od drzwi percepcji, że człowiek jest tak skonstruowany, że ma specjalnie filtr narzucony, żeby nie zwariować, bo jak zdejmiesz ten filtr i zobaczysz, jak wygląda rzeczywistość, to jest dokładnie tak jak wtedy, kiedy jest po meskalinie. To jest ta prawdziwa rzeczywistość i ten filtr służy po to, żebyśmy nie zwariowali. Tylko że u Castanedy jest w drugą stronę, że wszystko jest okej, że my bardziej wariujemy tutaj. To jest właśnie ta różnica, że zawsze było tak, że to jest kosmos, inny świat. A Castaneda jako pierwszy napisał, że to jest świat równoległy tak naprawdę.
[01:16:34] - Nawet nierównoległy.
[01:16:36] - Dokładnie.
[01:16:38] - Świat, w którym żyjemy to jest.
[01:16:40] - To jest takie rewolucyjne u niego. Bardzo rewolucyjne i myślę, że może to go zjadło. Może on był pierwszą ofiarą tej rewolucji, że to było tak raptowne, że ta ilość informacji, która się pojawiła, zamieniła jego życiową drogę, przynajmniej tą końcówkę, w jakiś paradoks sytuacji.
[01:16:56] - On miał cały czas z tym jakiś problem. Pomiędzy historią opisaną w książce co jakiś czas się zrywa na kilka lat niekiedy nawet. Może potrzebował tego czasu, żeby przyswoić coś, przetrawić i być gotowym na coś następnego.
[01:17:17] - Mi się tak wydaje, że teraz w czasach DMT, salvia jest taką potężną substancją. Nie porównywałem nigdy do meskaliny, bo nie używałem nigdy meskaliny, ale ponoć moce są bardzo zbliżone. Może to pierwsze pokolenie tak wygląda, może to był taki kosmiczny plan, że to pierwsze pokolenie musiało zwariować, bo nie ma kompromisu w tej wiedzy.
[01:17:47] - Ja myślę, że nie jest to jakiekolwiek psychoaktywne substancje. Wydaje mi się, że to nie jest panaceum i nie jest to lekarstwo dla wszystkich. Zawsze będzie jakaś część ludzi, którym to nie przysłuży się.
[01:18:05] - Dokładnie. Jak się okazało, tamto pokolenie myślę, że zwariowało, bo właściwie wystawiło się.
[01:18:16] - Tacy byli bardzo whatever.
[01:18:18] - Dokładnie.
[01:18:21] - Nagle, po latach różnych społecznych regulacji i wstydów przeróżnych nagle można było robić wszystko, cokolwiek chcesz. Dlatego te czasy się już więcej nie powtórzyły. Dlatego tak wszystko jest kontrolowane. Wyobrażasz sobie, wjeżdżasz do takiego San Francisco, tam pół miasta na trawniku tripuje po kwasach, po czymkolwiek.
[01:18:52] - Nie wyobrażam sobie. Ponoć to w Londynie było. I też sobie teraz nie wyobrażam czegoś takiego, że idziesz przez Londyn i przez takie dzielnice, tak jakbyś szedł przez cały Camden Town, a tam wszyscy byliby dosłownie po kwasie. To jest nie do pomyślenia. Coś, co się aktualnie w pale nie mieści.
[01:19:11] - Jak legendy.
[01:19:13] - O czterech. Bo to naprawdę brzmi jak legenda o tych czterech. Zasnęli w Tatrach i pewnego dnia czekają, żeby wyjść. Wydaje czasami, że Castaneda po prostu musiał zwariować, że ci pierwsi kolesie musieli, że jedyne, co mogli zdążyć zrobić, to zostawić po sobie kilka wystarczająco mądrych zdań, żeby przetrwały i żeby były punktem odbicia do następnej opowieści dla następnej generacji. Nie zdążyli znaleźć własnego kontekstu w tym wszystkim. Koleś wyskoczył jak korek od szampana z II wojny światowej. Tu niewolnictwo, tu jeszcze: „Kobieto głosować? Do garów!” Rozumiesz wszystkie tego typu historie. A tu nagle korek od szampana na pustyni i Indianin ci mówi, że jest albo jeden, albo dwa, albo dużo. I goń się, jeżeli nie wiesz.
Po prostu koniec.
[01:20:03] - I co gorsza sam sobie zdajesz z tego sprawę, że tak właśnie jest.
[01:20:08] - Ja się tak zastanawiam, jaki jest dzisiaj format tej książki? Nie wiem, czy format to dobre słowo. Co się dzieje dzisiaj z tym wszystkim? DNCI wkroczyło, pojawiło się troszeczkę rzeczy. Co będzie dalej? Nie wyobrażam sobie dzisiaj na głównej stronie jakichś magazynów mainstreamowych.
[01:20:27] - Poczekaj jeszcze chwilkę. To jest tylko kwestia koniunktury. Te magazyny mainstreamowe po prostu tylko piszą o tym, o czym jest głośno i o czym ma być głośno.
[01:20:40] - To prawda. Też jest druga strona medalu, Edek, bo właściwie jeżeli spojrzymy na to z drugiej strony, to być może one się spalą jak San Carlos troszkę. Jak tylko zaczną o tym pisać, to będzie to jak dotyk Midasa.
[01:20:51] - Tak, może tak być. Sam zresztą pewnie wiesz. Ja się jakoś tak specjalnie nie ujawniam nigdy ze swoimi fascynacjami. Tym, że jestem narkonautą.
[01:21:07] - Psychonautą.
[01:21:10] - Psychonautą, tak. Nie obnoszę się z tym za bardzo, bo jakakolwiek próba opowiedzenia tego, przekazania, zachęcenia brzmi drętwo. Ma się nijak do samego doświadczenia. Spłyca je stokroć.
[01:21:30] - Ja dzisiaj zacząłem od kawałka. Druga część się nazywa „Odrębna rzeczywistość”. Właściwie ta część pierwsza, gdzie się kończy ta prawdziwa historia, bo jeszcze w „Odmiennej rzeczywistości” jest nawiązanie do pierwszej. Tam się kończy, że Indianin do niego mówi, że tak naprawdę to nic się w tobie nie zmieniło. Ja myślę, że to jest ta diabelska mądrość, że jak te wszystkie gazety zaczną teraz pisać o tych substancjach psychodelicznych, psychoaktywnych, to będzie troszkę jak w bajce. Mi się to w ogóle z bajkowym światem bardzo mocno kojarzy. Taka czarownica, która pod wpływem światła zamienia się w popiół. Rozumiesz?
[01:22:10] - Że na półkach w kioskach spłoną gazety?
[01:22:16] - Na przykład. To by było ciekawe .
[01:22:23] - Nie wiem, jak zareagowałby parkiet na to.
[01:22:26] - Nie wiem. O tym, co się stanie z parkietem, jak na to zareaguje mówię w audycji „Dokładka”, gdzie mówię, jak jest. Dokładnie tak jest. Tam mówię, jak jest. Tak że zapraszam w środę o godzinie 22:00 przy okazji wszystkich słuchaczy na „Dokładkę”, która jest bardziej ground air, bliżej ziemi. Tam jest z drugiej strony.
[01:22:47] - Kontynuuj może audycję w takim razie. Ja zobaczę co potem.
[01:22:51] - To ja zapraszam.
[01:22:54] - Nasłuchuję dziś akurat.
[01:22:57] - To ja może jeszcze wykorzystam okazję, bo skoro jesteś psychonautą, a tu niewielu psychonautów dzwoni. Nas zresztą, my się znamy prywatnie, drodzy słuchacze, to już inna sprawa. Psychonautujemy wspólnie, tak że trudno to ukryć. Myślę, że to nawet słychać, że się znamy od tej strony doskonale. Tak że nie będę ukrywał, że jest inaczej. To prawdziwe radio, to jest szczerość intencji. Słuchajcie, też chodzimy na mocne tripy i gdyby ktokolwiek z nas kłamał, by nad nami tak orało, rozrzucałoby nas niczym gnój widłami po polu.
[01:23:25] - Z niejednej łąki grzyby jedliśmy.
[01:23:28] - Dokładnie. Tak że mam do ciebie pytanko. Bo u Castanedy jest taki ciekawy zarzut. To jest taki główny zarzut, z którego ja się zawsze śmieję kompletnie. Taki główny zarzut, że on to wszystko sfałszował, że cały ten pomysł na tym, że świadomość ludzka jest czymś w rodzaju kulki jajka, że to jest fałszerstwo, że on to wszystko przepisał skądś. Ja się zawsze śmiałem, bo tą tezę wysnuł facet, który go krytykował, a który nigdy w życiu nie użył żadnych substancji psychoaktywnych.
[01:24:03] - No tak. Ewidentnie jak się czyta książkę, to jeśli ktoś miał wcześniej doświadczenia jakiekolwiek na tym polu, to język jest znajomy. Opisywane zjawiska znajomo wyglądają. Trudno by było fejkować coś takiego.
[01:24:22] - Czyli generalnie to jest takie ukryte pytanie. Po prostu prawda, proszę pana. Czy odczułeś, że to jest prawda?
[01:24:27] - Nie wiem. Powiem ci, do końca nie wiem, jak jest z prawdą. Na pewno coś przeżył. Natomiast co z tym zrobił? Jak to sobie przetrawił, to jest osobna historia.
[01:24:38] - Dokładnie.
[01:24:39] - Nie sądzę natomiast, że jest to wszystko zmyślone. Generalnie każdy trip poza tym, że ma pewne wspólne elementy dla wszystkich, którzy tego próbują, to jest to za każdym razem bardzo osobnicze przeżycie. Każdy mierzy się ze sobą, ze swoimi doświadczeniami, ze swoim zestawem jakichś spraw, które ma w głowie. I w książkach też o tym wspomina Castaneda, więc ciężko byłoby opisać jakieś historie ze swojego życia przez pryzmat peyotla na przykład nie spożywszy go wcześniej albo w ogóle.
[01:25:22] - Proszę bardzo. Dziękuję za pytanko, bo to takie pytanko do użytkownika. Czy jako użytkownik rozpoznajesz kolegę? Bo ja rozpoznałem kolegę od razu. Jest coś takiego, to prawda. Także ja też w to nie wierzę do końca. Też wierzę, że Carlos wrzucał tę psylocybinę.
[01:25:40] - Może starał się za bardzo być Prometeuszem.
[01:25:45] - Może o to chodziło. To też jeszcze taka sytuacja, że my jesteśmy szczęściarze, bo żaden z nas nie jest sławny, ale koleś w ciągu dosłownie jednego tygodnia stał się milionerem i guru.
[01:25:59] - Ja bym się naprawdę bardzo obawiał, gdybym miał na jakimś publicznym forum opowiadać, chociaż robię to teraz na falach Radia Nafalim.
[01:26:10] - Tak, ale jutro nie staniesz w sali wykładowej Uniwersytetu Yale i przed pół tysiącem ludzi nie powiesz: „Okej, jestem ten, który jest i tu mam taką historię do opowiedzenia”.
[01:26:23] - Jem grzyby, palę trawę.
[01:26:26] - Dokładnie.
[01:26:26] - Też odwrotnie. Palę grzyby, jem trawę. Bo ja nie wiem, ta marihuana jest z konopi czy z czego ona jest?
[01:26:36] - Panie, nikt nie wie, z czego ona jest. Ona jest zielona generalnie. Ona jest z ziemi. Na pewno jest z ziemi, bo to roślina, panie, także rośnie z ziemi.
[01:26:48] - Okej, Mon. W takim razie zwalniam antenę. Może ktoś jeszcze będzie chciał zadzwonić, powiedzieć coś mądrego, niemądrego, na temat bądź nie.
[01:26:58] - Ja dziękuję bardzo za refleksję, proszę pana. Bardzo cenny głos w dyskusji.
[01:27:04] - Bardzo proszę.
[01:27:06] - Proszę nas słuchiwać i jakby co, proszę dzwonić. To ja rozłączam.
[01:27:11] - Adieu.
[01:27:12] - Adieu, monsieur. A ja przy okazji przypominam, że zostanę na wieczorową porę z wami, także nie smućcie się, nie martwcie. Za 20 minut, kiedy skończy się ta audycja, zacznie się wieczorowa pora i zostanę z wami. Także będzie też trochę opowieści na ten temat. Jak to zwykle w wieczorowej porze, która jest po „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafalim, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. No właśnie, ja mam na imię Tomek, moi drodzy. I wracam do tej historyjki, właściwie podsumowań, bo przed nami jeszcze 20 minut. Słuchajcie, to może ja zrobię tak: zanim będę podsumowywał cokolwiek, zanim będę wrzucał takie swoje wnioski, a jeżeli wam się chce zadzwonić, to może zróbmy sobie troszkę czasu na pomyślenie, czy chcecie zadzwonić, czy chcecie się odezwać. A ja po prostu włączę muzyczkę. A co?
Też fajna muzyczka. Tak, a wy oczywiście słuchacie Radia Nafalim, moi drodzy, moi kochani i audycji „Hiperprzestrzeń” retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A ja mam na imię Tomek. Tadam! A dzisiaj o tym, co powiedział Carlos Castaneda. O drodze, z której nie ma powrotu, moi drodzy. Jak na ironię wygląda na to, że może Carlos nie najlepiej skończył generalnie. Ale to oczywiście jak zwykle inna historia. Generalnie wygląda na to, że kiedy się pojawiły substancje w naszej kulturze, tu jest czymś, co nazywamy naszą kulturą, okazało się, że nasza kultura jest kompletnie tak niepoukładana sama ze sobą, że właściwie w konfrontacji z mocnymi psychoaktywnymi substancjami okazało się, że większa część tej kultury nie ma pojęcia tak naprawdę, po co jest, czym jest, dokąd zmierza, o co chodzi. Nic absolutnie nie kuma.
Nie ma, jak to się elegancko mówi, do tej pory, pomimo istnienia od 2000 lat czy cokolwiek, ile deklaruje, nie znalazła własnego kontekstu szczerości, swoich własnych intencji, takiej uczciwości wewnętrznej. I się okazało, że kiedy taka kultura w końcu po latach, kiedy skolonizowała jeden kontynent, drugi, trzeci, wyorała narody i w końcu gdzieś tam przez przypadek, przez jakiegoś szalonego studenta antropologii z University of California w latach 60. przez jakiegoś Indianina szamana jakieś dziwne historie trafiły przez kaktusa do ludzkiej świadomości. Później zamieniona została ona w książkę. Ta książka dokonała rewolucji kulturowej, która doprowadziła wręcz do zmiany prawa, że ludzie, którzy nie wiedzieli o tej substancji, cały świat się właściwie dowiedział o tym, czym jest kaktus peyote. Może mniejsza o kaktusa peyote, bardziej właściwie chodzi o substancje psychoaktywne, bo jak pomimo wszystko całe to pokolenie lat 60. trafiło do zbiorowej świadomości. Wszyscy wiedzą, że można żyć inaczej. Kiedyś po prostu było inaczej. Niektórzy ironicznie żartują, że lepiej to już było.
Ja myślę, że lepiej dopiero będzie. To był chyba taki być może przedsmak, takie uderzenie tego wszystkiego, kiedy to się pojawiło. Słuchajcie, bo fala była po prostu potężna. To pierwsze wybicie było takie, że ja tu słyszałem opowieści, jak wyglądał Londyn w latach 60., kiedy po prostu LSD rozdawano na ulicy. Stał koleś, który wyglądał coś jak lokalna wersja Jimi Hendrixa. Nic innego poza uśmiechem na twarzy nie miał do powiedzenia ludziom dookoła i trzymał przy sobie kwas i rozdawał po prostu, takie kartoniki odrywał, sięgał do kieszeni i rozdawał ludziom. Takie historie się działy. Ludzie tripowali w Hyde Parku, zupełnie nie świat był. Dzisiaj żyjemy w takim policyjnym świecie, gdzie od razu ktoś do nas by podszedł, zaczął się bacznie przyglądać i zadałby nam 30 milionów pytań, czy wszystko z nami jest w porządku i czy w ogóle jesteśmy tu legalnie i dlaczego się tak podejrzanie zachowujemy, dlaczego się cieszymy, skąd mamy w sobie tyle wigoru, energii i radości. To nie jest normalne.
Musimy cię aresztować i sprawdzić, czy przypadkiem nie jesteś pod wpływem substancji psychoaktywnych. Całe nacje, miasta, moi drodzy, takie jak San Francisco między innymi, Londyn, Nowy Jork, wiele miejsc. Tam, gdzie było dużo ludzi, tam z reguły coś się działo. Przynajmniej w tamtej części świata. Generalnie jak ta fala topnęła, później naturalną siłą rzeczy jest to, że fala opada. Lata 70. Wygląda na to, że ja cały czas to kraczę i wróżę, że fala absolutnie wraca. O ile pokolenie Carlosa miało ten problem, że nie znalazło własnego kontekstu absolutnie. Następne pokolenie też miało z tym dosyć poważny problem, bo następne pokolenie, jak się okazało, miało jeszcze w sobie syndrom poszukiwania lidera, syndrom szukania guru, syndrom oglądania się na kogoś. Syndrom pytania się: „Hej stary, a jak mam się czuć na swoim tripie?”.
Nie wiem, to twój trip. Powinieneś się czuć doskonale. Najlepiej tak, jak chcesz. Czuj się człowieku u siebie. My dopiero o tym wiemy. Z 2013 nie mamy z tym problemu. Powoli to ogarniamy albo już ogarnęliśmy i jesteśmy w trakcie tej całej podróży. A to jeszcze wcześniej było nie do pomyślenia. To taki krok, tak się wydaje. 1968 rok, a dzisiaj mamy 2013, czyli 40 lat przed.
Plus jeszcze dwa. Słuchajcie, 45 lat temu. Jakoś tak. Tak dawno temu to się stało i taka wielka zmiana. Wygląda na to, że jeżeli generalnie wszyscy ci, którzy zaczęli tą zmianę, tak jak Carlos wspominał, że jest to droga, z której już nie ma powrotu i to jest coś, co się generalnie instynktownie czuje przez wszystkich i o tym mówią praktycznie wszyscy, którzy mają doświadczenia z tego typu substancjami i doświadczeniami po tych substancjach. Trudno. Być może właśnie na tym to miało polegać, że pierwsze pokolenie miało się spalić, że to troszeczkę jak w tych greckich legendach, tych greckich mitach. Mit o Ikarze, żeby w ogóle cokolwiek skumać. Może ta ofiara, szaleństwo i spełnienie ofiary to taka kultura, która wiecznie szuka ofiary. Może tak się musiało to zamanifestować, że kiedy się z powrotem pojawiły rośliny po lekkim uciszeniu, po tym szaleństwie się okazało, że biały człowiek po prostu zwariował trochę.
Ale wygląda na to, że z tej drogi tak naprawdę nie mamy absolutnie żadnego powrotu. Właśnie tydzień temu skończył się taki duży konwent naukowy w Londynie na temat substancji psychoaktywnych. Zapomniałem w ogóle nazwy tego konwentu. Przepraszam bardzo. Generalnie przyjechało masę ludzi. Było tak bardzo naukowo, bo to ludzie, którzy zajmują się badaniem substancji psychoaktywnych, ale w laboratoriach z pacjentami, którzy są na przykład chorzy na raka. Robią takie bardzo poważne badania. To są jedni z tych nielicznych ludzi na świecie, którzy mają zezwolenia na to, żeby w ogóle mieć takie substancje i w ogóle cokolwiek z nimi robić legalnie. Musisz sobie na przykład wyprodukować w laboratorium. Była ta gigantyczna konferencja.
Słuchajcie, to już się zmienia. O ile jeszcze kiedyś to było kompletnie nie do pomyślenia, to teraz proszę was. Co tu się dzieje z mikrofonem? Przepraszam bardzo, jak zwykle się troszeczkę poluzował. A tu się okazuje, że w Greenwich, na uniwersytecie w Greenwich przez trzy dni taka duża, potężna konferencja, gdzie właściwie jest tylko i wyłącznie o substancjach psychoaktywnych, co tu dużo mówić. Jakie są wnioski z tej konferencji? Bo to jest myślę najbardziej intrygujące, bo konferencja konferencją, ale po tych 50 latach czy jakoś tak od Castanedę, kiedy już troszkę minęło 50 paru. Nagle się okazuje, że w dzisiejszych czasach, kiedy powoli zaczynamy kumać, jak w ogóle badać mózg, jak w ogóle sprawić, co się dzieje w naszych głowach i o co chodzi z tymi substancjami psychoaktywnymi. Okazuje się, że jest to bardzo integralna część naszego życia, że to odpowiada za nasze zdrowie, odpowiada za nasze receptory. Za milion rzeczy dookoła.
Właściwie wygląda na to, że chyba znaleźliśmy na samym dnie, tak jak w tym greckim micie, na samym dnie tego pudełka z Pandorą. Po prostu znaleźliśmy nadzieję. Małą nadzieję na to, że wszystko będzie okej, że wyleczymy się z tego wszystkiego, że może na początku zwariowaliśmy, nie wiedzieliśmy, jak podejść do tego wszystkiego. Ja zawsze twierdzę, że każda historia, która powstaje w danym momencie, w danym czasie, jest metaforą swoich czasów. Jest czymś, co opisuje swoje czasy. I być może Carlos Castaneda teraz jest już, że tak powiem, po ptakach. To już nie jest historia na dzisiaj. Być może dzisiaj już inne sprawy grają rolę ważniejsze. Ktokolwiek, cokolwiek, nie wiemy. Być może to była tylko historia, która towarzyszyła tamtym czasom.
To był taki znak z przeszłości, że właśnie kiedy cała informacja pojawiła się w naszej kulturze, po prostu wszystko musiało skraszować. Łącznie z kolesiem, który tą informację przyniósł. On sam skończył w taki właśnie dziwny sposób. Także może właśnie na tym to polegało, że to po prostu musiało wyjść w inny sposób. Musiało po prostu zaorać. Nie było innej opcji, bo cywilizacja po prostu w ogóle nie była przygotowana na to. Teraz jesteśmy już zdecydowanie lepiej przygotowani, dlatego, że właśnie możemy, chociaż niewiele, bo niewiele, ale jednak możemy już robić badania naukowe i możemy sprawdzać, czy tak naprawdę to jest nasze uczucie, że czujemy się lepiej. Czy organizm nasz wysyła jeszcze jakieś informacje na ten temat i tak dalej. To się wszystko potwierdza. Absolutnie.
Wygląda na to, że absolutnie to jest ta droga i że to jest prawdopodobnie niesamowita przyszłość przed nami, o której w medycynie w ogóle nie mieliśmy do tej pory pojęcia. W ogóle zbanowaliśmy to wszystko. Poszliśmy w kierunku sztucznych substancji chemicznych, w ogóle mechanicznego traktowania organizmu. To w ogóle nie działało. Tu się okazuje, że to, co mieli szamani dla nas, ta pierwsza działka być może po prostu spowodowała szok straszny. Być może nie każdy przeżył to pierwsze spotkanie. To jest też trochę taka karma, że jak przybyli Hiszpanie do Nowego Świata, to Nowy Świat nie przetrwał przybycia Hiszpanów. To jak Indianie wytoczyli swoje poważne działa, czyli substancje, które mówią człowiekowi, kim człowiek tak naprawdę jest i gdzie jest jego rola i jak powinna wyglądać zdrowa relacja pomiędzy nim a światem dookoła. Okazało się, że biali po prostu zwariowali, bo nie mieli pojęcia, że coś takiego może istnieć jak normalna, zdrowa, nie sado-masochistyczno-destrukcyjna relacja ze światem. Coś nie do pomyślenia, proszę państwa.
A jednak od małej książki w 1968 roku do dzisiaj, do gigantycznej konferencji w Londynie. To jest naprawdę duży uniwersytet i przyjechali tam bardzo poważni ludzie i wyniki tych badań są naprawdę szokujące. O tym wszystkim będę mówił w następnych „Hiperprzestrzeniach”, także ten temat wam absolutnie nie ucieknie. Przede wszystkim o psylocybinie, bo dużo się bada psylocybinę i wygląda na to, że psylocybina jest naszym niesamowitym przyjacielem. Jednym z największych przyjaciół, jakich możemy mieć. Odstawiajcie browary, odstawiajcie fajki, odstawiajcie gazowane napoje, odstawiajcie plastikowe, gówniane jedzenie. Psylocybina okazuje się nawet leczy raka i nie tylko. Po prostu niesamowite historie. Przy tych badaniach aktualnie naukowych z ludźmi jest też powrót do bardzo profesjonalnego set and settings, tak żeby nie konfrontować ludzi z bardzo drastyczną sytuacją. Po to, żeby stworzyć na tyle komfortowe, na ile się da, warunki do przeżycia tego doświadczenia, bo ono samo w sobie jest mocno konfrontujące.
Konfrontuje nas z samym sobą i ze światem bez litości. I tu wychodzi na wierzch szczerość naszych intencji. Być może ta cywilizacja po prostu musiała dorosnąć. Musieli się pojawić szczerzy kolesie tacy jak ja, sami ze sobą, którzy śmiało wyciągną rękę, stwierdzą: „Okej, albo się okaże, że nie daję z tym rady, albo daję radę”. Takie czasy. My już jesteśmy tą generacją, tak sobie myślę. Na szczęście dzięki temu, że mieliśmy tą generację wcześniej, naprawdę jestem wdzięczny wszelkim możliwym Carlosom Castanedom. Nie to, żebym zalecał iść ich drogą albo w ogóle chciał iść ich drogą, żebym podążał tymi naukami. Mam już swoje nauki, mam już swoją własną teologię, mam już swoją rzeczywistość w tym wszystkim zbudowaną. Ale największa lekcja z tych ludzi i z tej całej fali, która przyszła, to była ta lekcja na temat szczerości intencji.
Na tym, że nie przeskoczymy tego pułapu, dopóki nie zaczniemy być szczerzy sami ze sobą w tym, co robimy w swoim własnym życiu, tak zwyczajnie, na co dzień. I jest to największa lekcja z tych wszystkich opowieści Carlosa Castanedy. Myślę, że jedyna, która właściwie jest aktualna do dzisiaj. Bo tak naprawdę do dzisiaj nie wiadomo, czy ten Indianin żył, czy to była kobieta szamanka, czy tak naprawdę on jeździł do Nowego Meksyku czy do Meksyku. Tajemnic jest dookoła. Nie ma praktycznie nic, z czego moglibyśmy się twardo złapać i powiedzieć, jak naprawdę było. Poza jedną rzeczą, poza bardzo słuszną refleksją, która z tego wszystkiego wynika, że najistotniejsze jest znalezienie owego własnego kontekstu, własnej szczerości. Mieć po prostu uczciwe intencje do świata. Żadnej niepotrzebnej agresji. Szczerze, z sercem, bez żadnych kompleksów, bez strachu i bez obrony defensywnej.
Po prostu z miłością na ręku. A nawet jeżeli nie z miłością na ręku, to po prostu z dobrymi intencjami. Z intencjami zrozumienia drugiej istoty żywej tak zwyczajnie w świecie. Taka prosta nauka, prawda? Ile zajęło? 50 lat. Tyle się musiało wydarzyć. Musiało dojść do masowego ludobójstwa, który aktualnie odbywa się od 10 lat. Musiało dojść do wielu szalonych rzeczy na tym świecie. Być może to była droga.
I don't know, proszę państwa. Myślę, że już niedługo się dowiemy tego wszystkiego. Jesteśmy w ogóle na drodze, żeby się dowiedzieć tego wszystkiego. Na razie wiemy chyba najważniejsze rzeczy, także wiemy o tej szczerości intencji. Także myślę, że zachowajmy szczerość własnych intencji. Dzięki temu nigdy nie zgubimy mapy. Jeżeli pewnego dnia przyjdzie nam zmierzyć się z czymś, co przerośnie naszą świadomość, coś, co przerośnie w ogóle naszą wyobraźnię, coś, co przerośnie wszelkie możliwe coś, co możemy poznać naszymi zmysłami, to ta właśnie szczerość intencji, konsolidacja i bycie po prostu dobrze ze sobą ogarniętym może nas wyprowadzić z tej sytuacji. To może być właśnie nasz taniec. To może być właśnie owa piosenka pejotlowa, którą sobie Indianie śpiewają, żeby nie zgubić mapy podczas tego potężnego tripu. Bo jak się okazuje, jeżeli człowiek nauczy się łapać mapę podczas tripu, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że nauczy się łapać mapę z relacjami z innymi ludźmi, że nauczy się łapać mapę z rzeczywistością dookoła i co najważniejsze nauczy się budować coś pozytywnego, a nie duplikować jakieś dysfunkcyjne rozwiązania.
Także to jest bardzo ciekawa lekcja z tego wszystkiego. A jak to wpłynie na następne 50 lat, które przed nami? Tego absolutnie nie mam bladego pojęcia. Myślę, że to, co nas czeka, będzie naprawdę niesamowite. Także chciałem wam wszystkim podziękować, moi drodzy, za słuchanie tej audycji, która była poświęcona drodze, z której nie ma powrotu, o której pisał Carlos Castaneda i dzięki czemu stał się sławny. Inna sprawa, że sam nie przeżył chyba swojej sławy zbyt dobrze, ale to już inna sprawa. Nie nam oceniać. Jeżeli Carlos jest z nami, jeżeli nie skończył najlepiej, to wrócił w jakimś życiu i gdzieś tu się buja z nami. Ktoś z was być może jest wcieleniem Carlosa Castanedy. Kto wie?
Być może tak właśnie jest. Także jeżeli jesteście wcieleniem Carlosa Castanedy, wcieleniem Napoleona, kogokolwiek. Sam mogę być wcieleniem Carlosa. Nie, nie mogę być. Urodziłem się za wcześnie, sorry. Ale niektórzy mogą być. Chociaż nie, audycja jest dla ludzi dorosłych. Sorry. Nie możecie jeszcze być wcieleniem Carlosa, ale generalnie wasze dzieci mogą być wcieleniem Carlosa. Także pozdrawiam was serdecznie.
Dziękuję za słuchanie audycji. Zapraszam w ogóle do wspierania Radyjka finansowo, po to, żebyśmy mogli mówić o takich Carlosach i wspierania w ogóle audycji „Hiperprzestrzeni” finansowo. Jakieś datki, żebym nakarmił się przynajmniej, jak do was mówię, by się bardzo przydały. Bardzo chętnie bym przytulił. Zapraszam do słuchania wszystkich audycji w Radiu Na Fali. Zapraszam do zwiedzania archiwum i słuchania Radia Paranormalium. No i co? Jeszcze raz dziękuję serdecznie za słuchanie audycji „Hiperprzestrzeń”. Właśnie ciągle szukam jakiegoś końca, żeby w ogóle jakoś profesjonalnie kończyć tą audycję. To może tak: słuchaliście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, transmitowanej w Radiu Paranormalium.
To byłem ja, Tomek. I mówiłem o kaktusach też.