1 Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po 2, 3 i 4 osób. Spore odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było... nad chórami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w soku, Bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę.
Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, Bo tam byłem. Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożąca krew w żyłach przeżycia na granicy światłów.
Budzi mnie skrzypienie drzwi, znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę, idę... Zostacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża, strzelaj. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie.
Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiejszy odcinek w całości wypełniał relacje o obserwacjach UFO, przy czym oprócz obserwacji UFO, usłyszymy też parę ciekawych zgłoszeń od naszych słuchaczy mieszkających poza granicami kraju.
Od razu uprzedzam, że niektórzy z rozmówców prosili o zmianę barwy głosu i choć nie wpłynęło to jakoś mocno na zrozumiałość wypowiedzi, to jednak mogą przydać się słuchawki lub w przypadku YouTube napisy.
Spośród obserwacji, których opisy dziś usłyszymy, jedne będą bardziej, a inne mniej spektakularne. Jedno jest pewne. Wszystkie one nie pierwszy już raz uświadomią nam, że spotkania z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi, a niekiedy też innymi zdarzeniami kojarzonymi z UFO, to nie jest takie, wiecie Państwo, picipici.
A prezentacji relacji z bazy Radia Paranormalium zaczniemy od zajrzenia do naszej radiowej skrzynki e-mailowej. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2024 r. Chciałbym się podzielić z Państwem pewną historią, która była naprawdę niesamowita.
Wydarzyło się to pod koniec lat 90. w Grecji. Dokładny rok to między 1996 a 1998. Nie chcę zgadywać, choć jestem w stanie go ustalić po zdjęciach z rodzinnego albumu. Byłem wtedy na kolonii na półwyspie Peloponnes, około 100 km od miasta Patra.
Nazwy miejscowości niestety nie pamiętam. Ale do rzeczy. Pewnego wieczoru na terenie ośrodka zorganizowano tzw. Wieczór Grecki. Polegało to na tym, że miejscowie przebierali się w stroje regionalne i odgrywali dla turystów przedstawienie z tańcami itd.
Pamiętam, że bardzo nie chciałem tam iść. Nie lubię dużego tłumu ludzi. Byłem wtedy dość nieśmiały. Mieszkałem w ośrodku z dobrym kolegą. We dwóch w domku typu Bangalow. Kolega poszedł na imprezę, a ja zostałem i położyłem się spać.
Domek był usytuowany na samym końcu ośrodka, zaledwie 10 metrów od morza. Była to Zatoka Patraska. Na zewnątrz było bardzo głośno z powodu tej imprezy, a hałasy dochodziły także do środka domku. W pewnym momencie poczułem, że nie jestem Sam.
Wystawiłem głowę spod gondry i zobaczyłem na ścianie przede mną światło, którego nie powinno tam być. Światło zaczęło poruszać się ruchem jednostek, przesuwało się po krawędziach ścian, zaczynając od podłogi po lewej stronie pionowo do sufitu, później wzdłuż sufitu i z powrotem w stronę podłogi po prawej stronie.
Ruch był równiutki, jakby prowadzony laserem. Kolor światła był bardzo jasny. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego. I co ciekawe, nie widziałem źródła światła. Wyglądało to tak, jakby jakiś laser był zamontowany w ścianie, na wszystkich jej krawędziach.
Fizycznie nie było możliwości, by coś takiego mogło się tam pojawić. Okna balkonowe były szczelnie zakryte zasłonami, które Sam wcześniej zaciągnąłem. Nawet za oknem nie było żadnej latarni. Jedynie balkon.
Potem około 5 metrów do ogrodzenia, a za nim morze. Nawet gdyby ktoś chciał mi zrobić żart, jak to na koloniach bywa, to i tak nie miałby jak. Byłem przerażony, ale jednocześnie zafascynowany. Czułem wyraźnie, że coś lub ktoś stoi przy łóżku.
Ogarnął mnie paraliż i nie miałem odwagi spojrzeć w tamtą stronę. Światło miało wręcz nieziemski, nadnaturalnie jasny odcień. Mimo strachu miałem dziwne poczucie, że nic złego mi się nie stanie. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego.
Schowałem głowę z powrotem pod kołdrę, próbując wmówić sobie, że to o mamy. Ale kiedy ponownie wyjrzałem, światło nadal tam było. Szczepałem się w rękę i policzek, sprawdzając, czy nie jest to sen. Cała manifestacja trwała kilkanaście minut, może nawet do pół godziny.
W końcu miałem tego dość. Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i pobiegłem do ludzi, na ten wieczór grecki. Była wtedy godzina około dwudziestej, maksymalnie do dwudziestej trzeciej. Nikomu o tym nie mówiłem, aż do momentu dwa lata temu.
To jest rok dwa tysiące dwudziesty drugi, kiedy to opowiedziałem o wszystkim żonie i mamie. Co ciekawe, tam w Grecji od następnego dnia, kiedy kąpaliśmy się w morzu, przez kilka kolejnych dni nad zatoką krążyły nisko wojskowe samoloty odrzutowe.
Było to bardzo dziwne, jakby czegoś szukali. Często śni mi się inny świat, ogromne statki kosmiczne unoszące się nad ziemią. Mógłbym długo opowiadać. Niektóre sny powtarzają się regularnie. To coś naprawdę niezwykłego.
Kiedyś, gdy miałem około dziesięciu lat, piorun uderzył dosłownie metr ode mnie. Tej samej nocy, podczas burzy, zobaczyłem w oknie postać mężczyzny. Jakby lewitował. Do dziś chciałbym poznać prawdę. Co to wtedy było?
UFO podobne do samolotu wojskowego Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium 7 września 2021 r. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium 7 września 2021 r. To był rok 2018. Mieszkałem wtedy w Anglii.
Jestem pedagogiem po UJ. Zarabiałem jako cashier w supermarkecie ileś lat. Lubiłem ten kraj i zwiedzałem różne jego zakątki w chwilach wolnych. Albo na rowerze, albo jeżdżąc pociągiem, albo biorąc rower do pociągu.
Tego dnia wybrałem się do Woodstock. Miejsce, gdzie mieszkał Churchill. Już nie pamiętam nazwy stacji kolejowej w pobliżu, ale tam właśnie jechałem, by dostać się do Oxfordu. Szukając skrótu, skręciłem pod wiadukt w lewo.
Droga zachęcała, by jechać dalej. Nie ujechałem jednak więcej niż 200 metrów. Wprost na mnie leciała mała piramida. Niecałkiem płaska, też od dołu. Była już powiedzmy 200 metrów naprzeciwko mnie. Pomyślałem sobie, cholera, UFO, mogą mnie porwać.
Czytałem trochę o porwaniach i wcale nie miałem na nie ochoty. Moja sytuacja nie była najlepsza. Nie było się czego chwycić w razie czego. Po prawej stronie, w odległości 100 metrów, był jakiś budynek, który wyglądał mi na stację gazowniczą.
Zamknięty. To była niedziela. 200 metrów do tyłu był wiadukt, niewielki tunel, którym można było wrócić na drogę główną. Pomyślałem sobie, że może nie wezmą mnie z rowerem. Piramida zatrzymała się naprzeciwko mnie, po czym skręciła w lewo, zmieniając kształt na coś, co wyglądało jak eksperymentalny samolot.
Na samolot jednak było to coś zbyt ciche. Odwróciłem się z rowerem i zacząłem uciekać w kierunku tunelu. Pomyślałem sobie potem, że mógł mnie uratować pociąg zbliżający się do stacji lub samochody przejeżdżające na drodze głównej.
Możliwe, że obiekt nie chciał być obserwowany. Było to wielkości samolotu, ale zbyt ciche. Przy zakręcie zmieniło kształt. Być może była to forma kamuflażu. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium na początku roku 2025 Pierwsze zdarzenie miało miejsce na wzgórzu zamkowym w Drohiczynie w wakacje 1980 roku pomiędzy godziną 21.00 a 24.00.
Przyszliśmy na wzgórze We Troje. Ja oraz starsi ode mnie Krzysztof i Ula. Miałem wtedy 15 lat. Oni byli ode mnie starsi, Bo mieli już po 20 lat. Siedząc na wzgórzu patrzyliśmy w kierunku południowym na pogodne, rozgrzeszczone niebo.
Na horyzoncie pojawiły się światła, które uznaliśmy za nadlatujące z daleka helikoptery. Po około 15 minutach światła zbliżyły się do nas, lecz nie towarzyszył im żaden dźwięk. I to wzbudziło nasze zainteresowanie.
Gdy światła znalazły się nad naszymi głowami, na wysokości nie większej niż jeden kilometr, okazało się, że są to tak zwane obrysówki trzech obiektów. Pierwszy miał kształt trójkąta, za nim leciał kwadrat, a na końcu deska.
Światła rozmieszczone były na narożnikach każdego z nich. Wpadłem w euforię i zacząłem zapalać zapałki, wołając, żeby mnie ze mną zabrali. Towarzyszący mi Krzysztof i Ula zamarli w przerażeniu. Do dziś śmieję się z ich paniki.
Obiekty nie były zbyt duże. Miały na moje oko nie więcej niż 10 metrów długości każdy. Do naszych uszu dotarło coś w rodzaju niskotonowego brzęczenia, przypominającego dźwięk wydawany przez pszczoły. Co więcej, w odległości około dwóch kilometrów na prawo od nas, wzdłuż Biegu Bogu, widoczna była druga eskadra świateł, choć bez możliwości dostrzeżenia ich kształtów.
Dowiedzieliśmy się później, że o tych pojazdach pisano następnego dnia w białostockiej prasie. W relacjach innych świadków wspominano o drżeniu szyb w oknach w trakcie obserwacji. Być może gdzieś w archiwach lokalnego periodyku wciąż można odnaleźć tamte doniesienia.
Druga obserwacja, również z lat 1978-1980, miała miejsce nocą, gdy wracałem z kolegą z jednej z pobliskich wiosek w okolicach Ciechanowca. Około kilometr przed zabudowaniami miasteczka zobaczyliśmy nad polem strumień światła w kształcie lejka rozszerzającego się ku dołowi.
Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ten snop światła wychodził z chmury i urywał się na wysokości około 200-300 metrów nad ziemią, wykonując powolne ruchy przypominające prace szperacza, przesuwając się na boki o około 30 metrów.
Nie towarzyszył temu żaden dźwięk, a całe zjawisko znikło po krótkim czasie. Trzecia sytuacja miała miejsce w 1981 roku, podczas nocnej wędrówki przez las w okolicach Ciechanowca. Wracałem wtedy z odległej o 20 kilometrów stacji kolejowej w Czyżewie, linia Warszawa-Białystok, skąd musiałbym czekać do rana na pierwszy autobus PKS.
Postanowiłem więc ruszyć piechotą. Noc była ciepła, letnia, a ja przyzwyczajonym do podobnych wypraw. Około 300 metrów przed ostatnim zakrętem drogi, zanim skręca się w kierunku mojego miasteczka, znajdowała się leśna altana, w której przed laty dokonano zabójstwa księdza.
Tło rabunkowe. To miejsce zawsze napawało mnie niepokojem, ale jak zawsze pomodliłem się tam za duszę księdza i ruszyłem dalej uspokojony. Gdy zbliżyłem się do zakrętu i zobaczyłem w oddali światła latarni, około 700 metrów dalej, byłem już całkowicie spokojny.
Ale moje wędrowanie nie skończyło się tak, jak się tego spodziewałem. Kątem oka zauważyłem w młodym, rzadkim lesie zielone światło wielkości piłki tenisowej. Zaczęło poruszać się skokowo równolegle do mnie w odległości około 30 metrów na wysokości 2 metrów nad ziemią.
Najpierw pomyślałem, że ktoś z latarką próbuje mnie przestraszyć, ale nie było słychać trzasku gałęzi. Potem uznałem, że może to sowa albo świetliki. Na koniec próbowałem wytłumaczyć to sobie fosferyzującym światłem, podobnym do tego, jakie ponoć bywa widywane na cmentarzach.
Żadna z tych teorii mnie jednak nie przekonała. I wtedy po raz pierwszy i jedyny w życiu poczułem, że włosy stanęły mi dęba. Przyspieszyłem kroku i niemal automatycznie doszedłem do pierwszych latarni.
Zielona kulka towarzyszyła mnie do granicy lasu i zniknęła. Kilka miesięcy później wróciliśmy tam z czterema szkolnymi kolegami. Opowiedziałem im o moim przygodzie. I również ruszyliśmy piechotą z Czyżewa.
Gdy dotarliśmy do wspomnianego wcześniej zakrętu, wskazałem im miejsce, od którego kulka zaczęła mi towarzyszyć. Szliśmy już połową ostatniej prostej, gdy w lesie nagle znów pojawiła się ta sama zielona kula światła.
Pokazałem ją kolegom i zaproponowałem, żebyśmy weszli do lasu i sprawdzili, co to takiego. Jednak koledzy z dziwnym waheniem stwierdzili, że w lesie pewnie rosa, a nie chcą sobie zmoczyć butów. Sam również nie zdobyłem się na odwagę, by zbadać to świadku.
I tak sprawa pozostała bez wyjaśnienia. Mam jeszcze kilka relacji znajomych o różnych obserwacjach, ale o tym może napiszę innym razem. Dziękuję wszystkim za wasze relacje i otwartość na historię prawdziwych świadków.
Bądźcie zdrowi i pogodni. Namaste. Zamykamy naszą skrzynkę e-mailową i przechodzimy do nagrań rozmów ze słuchaczami. Pierwszy z naszych dzisiejszych rozmówców miał już sposobność kilka razy gościć w poprzednich odcinkach Mówią Świadkowie.
Dziś usłyszymy opis z pozoru błahej, ale jednak ciekawej obserwacji nad warszawskim targówkiem. Ta historia, o której tam wspominam, tak, to bardziej chyba pasuje do tego, że... Widzitors. Tak jest, dokładnie tak.
Bo to była taka sytuacja. Ale dobra, zacznijmy od początku może. A może zacznijmy od takich szczegółów typu, gdzie się to zdarzyło, kiedy i tak dalej. Wszystko, co pan pamięta tak ogólnie. Warszawski targówek.
Pierwszą sytuację, jaką miałem w życiu, to był Park Brudnowski, dokładnie. I ja miałem wtedy, nie wiem, około 19-20 lat. No i pierwsza taka przygoda mi się zdarzyła. Że patrzę sobie na niebo. No i widzę gwiazdy.
Sobie migotają. Tam sobie jesteśmy z przyjaciółmi. Sobie siedzimy. Śmiejemy się. Sam spotkanie. Skejci sobie jeżdżą na deskorolkach. Bo tam ogólnie to było takie bardziej hip-hopowe towarzystwo, tak. Muzyka sobie leci.
No i co? No i nagle patrzę, widzę. Jedna z tych gwiazd nagle... Poleciała. Stanęła w miejscu. I znowu poleciała. I mówię, o, ale akcja. No i ja się spytałem, widziałeś to, widziałeś to. Ale nikt nie patrzył akurat w niebo w tym momencie, tak.
No i do końca, no ktoś tam niby coś tam widział. Ale to nie była jakaś tam superkula światła. Jakiś orb albo coś. To było bardziej tylko po prostu taka sytuacja, że po prostu... Ciężko to powiedzieć, że to jest satelita.
Ciężko powiedzieć, że to... No raczej satelita nie robi czegoś takiego, że... No satelity raczej nie robią takich gwatów. Tak jest. I to jest właśnie super akcja to była dla mnie. To było aż ciary mi przeszły całe, tak.
Serce trzeba było bić. I mówię, o, wow. Coś super, tak. No i tam widziałem, rozmawiałem tam jeszcze parę razy z kumplami. Coś tam, ktoś tam coś widział. Tego, tam na jeziorku byli dwaj przyjaciele. Widzieli jakąś kulę światła, która nagle rozbłysło się całe, całe, całe otoczenie.
I nagle tak światło zniknęło. Ale to nie wiem, no, Sam tego nie widziałem, więc nie mogę tego potwierdzić, tak. Teraz zaprezentuję Państwu kilka zgłoszeń od słuchacza z okolic Piaseczna. Przy czym tutaj świadkowi towarzyszył dziwny imperatyw nakazujący podejście do okna i przyjrzenie się dziwnym obiektom, jakie pokazały się na niebie.
Mam też kilka ciekawych jakby przypadków swoje odnośnie obiektów UFO. Taka pierwsza z brzegu jakby historia. To też mi się wyjło w pamięć z pewnego szczegółu. Otóż leżałem sobie w łóżku, co przed spaniem tak właściwie też.
To znaczy tam coś oglądałem czy czytałem, nie pamiętam dokładnie. I okno miałem za głową, tak. Aktualnie też mam łóżko pod oknem. Ja jak podniosę głowę do słońca, to widzę przed oknem, tak, mam na wysokości drzew.
I kawałek nieba. I taka sytuacja, że ja sobie leżę, tak. I nagle też tak jak na tej zasadzie jakby głos w głowie. Odebrałem coś jakby na zasadzie przekazu, spójrz przez okno. I to było tak wyraźne, że ja bez wahania, bez chwili zastanowienia po prostu podniosłem się na kolana, odsunąłem tą rozsłonkę i spojrzałem przez to okno.
I wie pan co? Z północy, centralnie jakby na wysokości mojego okna. Spory, świecący na jasno obiekt leciał, tak, z północy w stronę Warszawy. Nie wiem czy to było na wysokości jak latają samoloty czy nie, ale trasy samolotów, Bo też tutaj nad miejscowością, w której mieszkam latają samoloty, Bo tu na trasie, no blisko tutaj też, czy helikoptery, czy samoloty, ale tak jak na wysokości, tam w tym miejscu na niebie, w którym ten obiekt zwisiał, on powoli jakby...
leciał, tak, ale nie po trasie, po której latają te samoloty. I to w ogóle był zupełnie innego rodzaju pojazd, mi się wydaje, tak, Bo to coś jasno świeciło, bardzo jasnym światłem, tak jak, nie wiem, mogę to porównać do Wenus, tak, tylko że Wenus jakby, no, na niebie jest w jednym miejscu, tak, a to coś leciało powoli, bardzo powoli, tak jak patrzyłem, do krawędzi okna i dalej gdzieś tam nad moim domem.
I to mi zapadło w pamięć właśnie z tego powodu, że... może dość pospolita obserwacja, tak, ale zapadło mi w pamięć z tego powodu, że usłyszałem właśnie jakby ten głos, to krzyczucie, tak, spójrz w okno i właściwie od razu mi to zrobiło.
To było bardzo ciekawe doświadczenie, jeśli chodzi o tego typu obiekty, obserwacje ich w moim życiu. Rozumiem, że ten obiekt cały czas leciał jakby po jednej linii, tak? Nie wykonywał jakichś takich nagłych zwrotów, tylko po prostu swoim tempem leciał prosto, tak?
Tak. Po prostu sobie płynął. Płynął i bardzo, bardzo jasno świecił. Jednostajnym takim białym wręcz światłem. Jaki on miał kształt? Wydaje mi się, że okrągły. Bo to światło tak promieniowało... no mówię, ja bym to porównał do jasnej gwiazdy albo do Wenus widocznej na bezchmurnym niebie.
Mniej więcej, no było trochę większe, tak, niż Wenus, jak obserwuję. I wydaje mi się, że było okrągłe. No ale kształty tak naprawdę, no nie widziałem. Świeciło i promieniowało. To światło tak promieniowało w tym obiekcie.
I to nie pierwszy raz, jak widziałem taki obiekt, Bo dość często, no tak jak mówię, no tutaj samoloty mają te swoje szlaki, a obiekty, które widywałem, podobne do tego właśnie, który obserwowałem z okna, też poruszały się po takich trajektoriach, nie, nie, niezwykłych, tak.
Tu jeszcze powiem panu taki jeden przykład, też w innej miejscowości. Wstałem na papierosie chyba, też był wieczór, bezmózgną niebo. I patrzę, leci sobie... też sobie leci coś takiego, tylko... ciemniejsze.
I też jednostajnym jakby tempem myślę sobie satelitę, nie, ale tak patrzę na ten obiekt, patrzę i w myślach mówię, cześć. No tak, też tak, tak, tak po prostu znikąd, nie, cześć, mrugnij. Leci, leci, leci, leci i powiem panu tak, rozbłysnął, najpierw tak lekko, takie, to było takie pulsujące światło, tak błysnęło, później rozbłysnął białym światłem, takim jak ten obiekt, który obserwowałem z okna, o którym przed chwilą mówiłem, zgasło i wróciło do swojej pierwotnej jakby tej, tej postaci, w której to zobaczyłem.
No i tutaj... też taka zagłoska, Bo przecież satelity nie błyskają na zawołanie. No błyskają meteory w momencie wchodzenia w naszą atmosferę, tylko to chyba nie był meteor, prawda? Nie, no meteor wydaje mi się, żeby po prostu zgasł i by go nie było widać, a to, co już najpierw obserwowałem, leciało tak po, po równej jakby linii trajektorii.
W pewnym momencie mówię, no tak jakby zapulsowało, rozbłysło i zgasło i po chwili znowu się, mówię, wyglądało tak jak, tak jak przed tym rozbłyskiem. Czyli tak jakby zareagowało na Pana myśl w tamtym momencie, tak?
Tak, dokładnie. I mówię, no próbowałem jeszcze kilka razy w innych sytuacjach, tak, ale no, no nic, nie więcej się takich tutaj wydarzyło, takich. No, a tych obiektów obserwuję sporo, tak, czy czasami, no, w większości podejrzewam, że to są satelity, tak, no ale, ale tak jak mówię, no żadna satelita tak z siebie po prostu nie błyska, zwłaszcza, zwłaszcza po tym, jak sobie poprosiłem.
Tak w myślach. Więc, no, to było, było też jedna z ciekawszych obserwacji, które, które miałem. No, zdecydowanie teraz dominują w doniesieniach o obserwacjach UFO właśnie takie sytuacje z jakimiś światełkami, tylko do rzadkości należą sytuacje, gdzie takiej obserwacji towarzyszy jakaś taka nagła myśl, nie wiadomo skąd.
No, to też, też mnie zastanawiało, Bo opowiem jeszcze jedną sytuację. Też... Która mi się... Była całkiem niedawno, też wydaje mi się, że na początku zeszłego roku, Bo mam kolegę, z którym jakby, no, ja mu mówię o tych rzeczach, które doświadczam, on mi mówi o swoich tam niesamowitych snach, na przykład, nie?
On też ma bardzo ciekawe, realistyczne sny. Swoją drogą te, te sny ostatnio, które, które mam, no, oprócz tego, że zdarzają się już często świadome sny, które praktykuję, no, to, to te moje sny przypominają jakby, jakby, no, na zasadzie poprzednich, Bo w zdaniu mam, tak jakby, nie wiem, na zasadzie wspomnieniom życia, które, tak sobie to tłumaczę, tak, to tak wygląda dla mnie.
Wspomnienia z życia, które prowadzę równolegle, tak? W tych snach powracają miejsca i osoby, tak, których nie znam w tym życiu, tutaj, jak żyję na Ziemi, a w tych snach te osoby regionalnie spotykam, pojawiam się w miejscach, regularnie odwiedzam, w innych sytuacjach zupełnie, i to też jest dla mnie bardzo, bardzo dziwne.
Ale to tak nawiasem, tu już od tego abstrahując, chciałem o tym, o tej sytuacji właśnie też z upo opowiedzieć, ten kolega do mnie właśnie pewnego wieczoru zadzwonił, zadzwonił do mnie, mówi, chodź szybko, chodź szybko, coś zobaczysz, coś zobaczysz, nie, ja mówię, ale o co chodzi, chodź szybko, tu zobaczysz, no, że daleko nie mam, no to siadłem na rower, w tej dni byłem na miejscu, nie, wołał mnie tam do siebie na podwórko, patrzył, patrzył, mówił, patrz.
I na niebie, proszę pana, poruszały się trzy obiekty, każdy w inną stronę, też takim jednostajnym tempem, nie, no to nie była prawna halucynacja, Bo widzieliśmy to samo, tak na dobrą sprawę, i no niby, niby takie, taka klasy, te obiekty też były takie wyraźniejsze i większe, świeciły, może nie tak jasno jak pierwszy obiekt, który opisałem, ale wyróżniały się jakby, no i na pewno nie były samolotami, Bo tam samoloty też na dużej wysokości, widać to, to pomarańczowe czy czerwono grudanie, prawda, a te obiekty świeciły jednostajnym światłem, jakby leciały obok siebie, ale każdy, każdy w inną stronę, jeden z tych obiektów, no akurat obaj patrzyliśmy i też to widzieliśmy, no on zniknął, i pojawił się pod tymi dwoma obiektami, i dalej sobie leciał w samą tempę.
To też, to też, też jakby trochę, no, spiło nas z stopu, i mówił, widziałeś, widziałeś, no widziałem, no. Panu bardzo... bardzo zaskakujące zachowanie tego obiektu było, Bo... pierwszy raz, szczerze przyznam, widziałem coś takiego.
No, mówię, no tak jak, tak jak wspomniałem, kilka, kilkukrotnie dziwne, dziwne sytuacje na niebie, tak, jakby na przykład sobie byłem mroknął ociemkę przez tą obiektę obok mnie, widziałem, ale no taka sytuacja wtedy, w tym momencie pierwszy raz mi nam, mi koledze się przytrafiła.
Też bardzo ciekawe. Przez moment krążyła mi po głowie opcja z dronami, tylko, że z tego co ja się orientuję, to drony są zobowiązane... Świecić cały czas, a tutaj ten obiekt jakby zniknął i pojawił się w jednym miejscu, tak?
Dokładnie, pojawił się jakby niżej, niżej. Te dwa obiekty jakby one leciały jedną w jedną stronę, drugą w drugą stronę, a nad nimi był ten, który jakby nie wiem, on zdematerializował się i po chwili pojawił się ponownie.
I to nas wbiło z trotu, no Bo nie wiem, no tak myślałem sobie na początku przynajmniej tak, że to mogły być satelity, ale coś, coś właśnie było nienaturalnego w tej, jakby nie wiem, nawet w samym wyglądzie tych obiektów, tak?
Że tak jaśniej świeciły i no jakaś dziwność w nich była, prawda? A ja jestem na dziwne rzeczy uczulony i zwracam na nie uwagę, no a to było po prostu już totalne zaskoczenie, tak? Jak to zniknęło i pojawiło się pod spodem.
Dron myślę... że, że on by po prostu przyspieszył i przesuwał się po prostu, tak? Nie wiem czy, czy drony mogą gasnąć. No właśnie z tego co, z tego co mi wiadomo, to drony jakby muszą cały czas być, pozostawać jednak widoczne tam na niebie.
Bez względu na porę muszą, muszą świecić, tak? Pewnie właśnie w tej kwestii jeden słuchacz też kiedyś oświecił, że dron jest jakby zobligowany prawnie, że to tak ujmę, do świecenia przez cały czas lotu.
No właśnie, no to tutaj dronu, dronu wydaje mi się, że można, można wykluczyć to z podejrzeń. A no innych jakby opcji nie mam, więc no też uznaję za fakt, że to jest, było po prostu, no nie, nie zidentyfikowano, obiektu tojącym, tak?
Właściwie trzy. Tylko jeden, jeden jakby się, no... Jeden się złamał? Tak. Przenosimy się do Kowar w województwie dolnośląskim, skąd pochodzi kolejny nasz rozmówca, który również przekazał o tym, co się dzieje.
No to zacznę w takim bądź razie od mojej historii. To będzie jakieś dwadzieścia lat temu. Już prawie dwadzieścia lat temu. Myślę, że to było gdzieś na tysiące szóstym roku. Przebywałem z moim kolegą, to były wakacje.
Na podwórku to już był późny wieczór, dosyć. Godzina może dziewiętnasta. No przepraszam, dziewiąta, dwudziesta, dwudziesta pierwsza, jakoś tak. I jako żeśmy się pamiętam zbierali na ostatni gwizdek ze sklepu, żeby coś kupić tam.
Jakieś paluszki czy tam słonecznik. Już nie pamiętam... coś my chcieliśmy... jeszcze na ostatni gwizdek, zanim zachnął nam sklep, coś kupić do nas. No i w drodze do tego sklepu spotkaliśmy znajomego naszego.
To był ojczym innego naszego kolegi. No i tam chwilę żeśmy z nim stanęli na półgawędkę. No i jakoś w międzyczasie po paru minutach. Kolega, z którym byłem pokazuje z ręką w kierunku nieba. I do nas zdziwiony.
Zobaczcie, co to takiego. I w tym momencie patrzę na niebo i widzę trójkąt. Jasny jak słońce. Gdzieś może z 300 metrów unoszący się nad ziemią. Przesuwający się dosyć powolnie po linii prostej. Po czym stanął w miejscu i z miejsca zaczął w wygzakach w takiej prędkości się poruszać, że na tamte czasy nic podobnego by...
Nie mogę tego do niczego innego przypisać. Co by mogło być na tamte czasy? Teraz są drony, ale nie wydaje mi się, żeby to dron w takich prędkościach tak szybko mógł się poruszać. No dron to tak bardziej stopniowo jakby spowolnia, przyspiesza, spowolnia, przyspiesza.
A tutaj jak rozumiem tak przemieścił się przemieścił się, przemieścił się tak nagle, tak? Tak, tak. To normalnie zygzakami. To było normalnie nie do, jak to się mówi, nie do przewidzenia. Te ruchy jego były nielaturalne, strasznie nielaturalne ruchy takie zygzatkowate, wie pan co?
I to z taką prędkością nagle stanął znowu w miejscu znowu zaczął się w jednostalnym ruchu poruszać dosyć powoli i nagle tyknął nam za horyzontem i wie pan co? W ostatniej chwili było widać jak to światło zanikało jak gwiazda zaczęło to wyglądać, aż w końcu znikło nam całkowicie z pola widzenia.
Taka śmieszna anegdotka do tego. Ten znajomy, który miał już po paru piwkach już najwidoczniej musiał być wracał akurat pewnie z jakiejś popijawki ze znajomymi i ściągnął okulary z nosa i mówił, jak byłby Sam to myślę, że on ma teraz taką fazę.
No i my zachwyceni wtedy żeby zobaczyć więcej i żebyśmy siedzieli do późnego wieczora, no ale nic już żeśmy nie zobaczyli takiego. No i powiem panu szczerze że od tamtej pory tak jakoś mnie ten temat zafascynował zafascynował, Bo to ani to samolot nie miałem.
Nie mógł być ani żadne satelita. Jeszcze te światło takie intensywne. Wie pan co to wyglądało dosłownie jak drugie słońce. Tak mocno to świeciło i normalnie trójkątny kształt z tego normalnie można było zobaczyć że to ma trójkątny kształt ten obiekt.
Także to była taka pierwsza sytuacja z którą miałem styczność zupełnie z tą tematyką. Dzisiaj jest też pierwszy raz w ogóle, że rozmawiam w takim, jak to się mówi? No, w takim forum. Na takim wywiadzie.
Prawda? Tak, tak, tak. A jaka to była miejscowość? Jeżeli pan może podać. Wie pan co? To jest Dolnośląsk. To jest miejscowość Kowary w Dolnośląskim. Niedaleko Jeleniej Góry. Jeszcze podam taką ciekawostkę.
U nas tam się są dawne zakłady R1. Za komunię tam wydobywano rudę uranu. Wie pan co? I mi to nawet tak wyglądało jak ten obiekt się poruszał. To wyglądało tak jakby on coś miał skanować. I to nagle to nawet się tak słyszy że to przeciąga właśnie na te elektrownie.
Elektrownie atomowe, nie? Czy tam uboty, czy te lotniskowce, nie? Co są wydawane UFO w pobliżu. Tak mi się to skojarzyło. Może to mieć coś wspólnego akurat z tym akurat przypadkiem, nie? No być może. Pojawienie się takiego obiektu w okolicy takiego akurat zakładu, no jakby rodzi różne możliwe interpretacje tego co ten obiekt tam w ogóle robił, tak?
Ile mniej więcej trwała ta obserwacja tego obiektu? Wie pan co? To bardzo szybko. To bardzo szybko trwało. Może dwie minuty albo trzy. I to było najlepsze w tym wszystkim to, że myśmy stali na skrzyżowaniu dwóch dróg wokół nas przyjeżdżały samochody nikt na to nie zwrócił uwagi z naszego otoczenia, gdzie ja mógłbym też powiedzieć, że było więcej świadków obok oprócz nas.
Też po tym zajściu też z ciekawości sprało się po gazetach, po internetach czy tam ktoś czegoś nie widział czy czegoś tam nie napisali. No ale niestety nic takiego nie znalazłem na tamten okres, nie? Czyli można uznać, że świadków było tylko trzech.
Dwa i znajomy, no ojczym tego innego kolegi, tak? Tak, tak, tak, tak, tak jest. I jeszcze taka ciekawostka z kolegą właśnie tym, co to wskazywał z palcem na niebo. Pisałem jeszcze raz z niego, Bo kolega mieszka teraz w Anglii.
Ja wyjechałem też 13 lat temu do Niemiec. I utrzymujemy kontakt jeszcze. I jeszcze tak z ciekawości po tylu latach jakoś ostatnio się go zapytałem podczas rozmowy. Mówię mu, co pamiętasz? Mówię, że się wtedy widzieli, nie?
I on do mnie mówi, że on taki, że tak jego czegoś to nigdy do końca życia nie zapomni, nie? Także to wywarło na nas ogromne, ogromne wrażenie wtedy. Rozmawialiście może jakoś późno o tej obserwacji w ogóle?
Jak kolega zareagował na zauważenie tego obiektu? No, kolega myśmy wstali wszyscy jak wmurowani, mówię panu. I ten kolega, ten znajomy, nie? Ten ojczym naszego kolegi, to on z tego wszystkiego mówiła, że okulary ściągnął.
On to z tego wszystkiego okulary ściągnął i zaczął oczami mrugać i mówi, że jak byłby Sam, to by nie uwierzył, nie? Czy zauważyliście może w otoczeniu coś szczególnego w czasie tej obserwacji, w czasie pojawienia się tego obiektu?
Nic? Nie, nie. Faktor os, żadnych takich spraw nie było. Jeżeli tam jakaś cisza, czy coś jak tam u niektórych innych świadków się u pana słyszy, nie? Że nagle nastała cisza wokół, czy jakiś tam faktor os, tak zwany.
No nic z tych rzeczy. Nic z tych rzeczy. Zwyczajnie mówię, na środku drogi auta obok nas przyjeżdżały. Wiemy już, jak ten obiekt się poruszał. A czy mieliście wrażenie, że porusza się w sposób jakiś inteligentny?
Że jest sterowany przez jakąś inteligencję? Reaguje w jakiś inteligentny sposób? Te zygzaki, w jaki sposób to się poruszało, takie chaotyczne, to wręcz sprawiało na mnie wrażenie. Także ja bym tu, nie wiem, czy to jakieś takie, jakieś artykulacje, czy to miało być jakieś, nie wiem, sterowane przez kogoś, czy może z jakiejś sztuczną inteligencją, no trudno mi cokolwiek powiedzieć, nie?
Tylko mówię, takie chaotyczne to wyglądało nienaturalne wręcz i to w zakomprensowaniu kościoł, że to na pewno nic nie mogło być z naszego pochodzenia ziemskiego. A jakie wtedy panowały warunki pogodowe podczas tej obserwacji?
To właśnie było super pogoda. To było, pamiętam, jeszcze to było lato, to był późny wieczór, jeszcze o dziewiątej, jeszcze tak jak teraz, mniej więcej o tej porze roku, dosyć jasno jeszcze jest o dziewiątej.
Także to aż się dziwne wydawało, że słońce i to jeszcze tak nisko, jeszcze tutaj w takiej centralnej części nieba, nie? Jak tak człowiek patrzy, a to już powinno być po zachodzie, nie? A to nagle słońce w kształcie trójkąta.
No niesamowite, niesamowite. To było takie jakby rozumiemy jednolite światło, tak? W takim właśnie kształcie. Tak, tak, tak. Jednolite kształt, jednolite światło w kształcie trójkąta i trójkąta równobocznego.
A ten trójkąt zauważyliście, czy może on się podczas tego przemieszczania jakoś obracał? Nie, nie. Tego nie można było zauważyć. Akurat tą formę trójkątu w każdej jego pozycji, w każdej jego pozycji, była taka sama.
Czyli tak jakby ktoś umieścił, że tak ujmę, na niebie ekierkę i cały czas tą ekierką operował z jednolitym ustawieniem, tak? Dokładnie, dokładnie. Dokładnie, dokładnie tak, jak wam to opisuję. Mogło sprawić to takie wrażenie, no.
Bardzo ciekawa sytuacja wtedy była dla nas, którą doopisywaliśmy. No ciekawa, chociaż krótka, ale no widać, że to bardzo mocno wpłynęło na wasze, wpłynęło jakby na wasze... Tak, tak. Tym bardziej, że ja od tamtej pory zawsze ze głową w chmurach właśnie chodzę.
Miejscowość Kowary, to jest w Karkonoszach, województwo Dolnośląskie, no podąża śnieżki. My normalnie widzieliśmy śnieżkę wtedy, jak ten trójkąt tam przelatywał przed Oszanem. No i od tamtej pory jeszcze miałem takich innych parę obserwacji, z tym, że jedną, jestem tego więcej jak pewien, że to na pewno nie było naszego pochodzenia, to pierwsze, które teraz pan opisuje.
Natomiast druga sprawa, wydarzyła się tutaj, już będąc w Niemczech, to było podczas korony, 21 rok to chyba był. Pamiętam, że to wtedy było jak można było. Ja tu mieszkam w Niemczech, tu akurat był, jak to wszystko ochłonęło z tym całym covidem.
Była taka możliwość, że wszyscy, co byli zaszczepieni po zrobieniu sobie testu na nieobecność wirusa, mogli iść sobie tam na przykład na dyskotekę sobie potańczyć czy coś, przed okazaniem tego oświadczenia, że jest się zdrowym.
No i więc tam trójkę znajomych znowu. Ja, koleżanka i jeszcze jeden kolega, wsiadliśmy w taksówkę, pojechaliśmy na dyskotekę. No i stojąc przed tą dyskoteką, późnym wieczorem, to była zima, luty jakoś chyba, zapaliliśmy sobie papierosa przed tą dyskoteką.
Kupę ludzi przed nami, wie pan co? I nagle ja, tak jak to zwykle, ja z głową do góry patrzę i dosłownie nad naszymi głowami było pomarańczowe światło, bardzo wolno się poruszające. I to wyglądało normalnie w takim sensie, jeszcze znalazłem niedawno temu podobne zdjęcie gdzieś na internecie.
No niby tam jest obieg UFO na tym zdjęciu, ale czy to akurat tak jest, to w dzisiejszych czasach z tą sztuczną inteligencją, trudno jest to powiedzieć, jak się ogląda niektóre zdjęcia czy tam filmiki. Ale wie pan co?
To zdjęcie, co ja znalazłem, bardzo odpowiada temu obiektowi, który wtedy zauważyliśmy ze znajomymi i wszyscy ludzie pod tą dyskoteką. Tylko jest sytuacja tego typu, że wie pan, jak to niektórzy ludzie, ignoranci społeczeństwa w dzisiejszych czasach, to niestety nie na granic i nie było tam słychać komentarzy typu a to jest satelita, a to jest samolot, a moi dwójki znajomych, co jeszcze z nami była, to wyglądało to na nich jedną z tych rzeczy.
A świadków tak ogółem to ilu tak mogło być? Można liczyć... Tam pod tą dyskoteką oprócz nas to jeszcze 20 osób przynajmniej było. Tylko normalnie było pomarańczowe światło przesuwające się nad naszymi głowami może z 50 metrów w ciemności.
To było widać okrągłe światło, jakby z jakiegoś otworu było widać w środku nad tym otworem pomieszczenie i w tym pomieszczeniu rozpalone pomarańczowe światło. Ja normalnie znalazłem inaczej podobne. Mogę teraz gniewać, że to podobnie wyglądało.
W każdym bądź razie na tym zdjęciu, co ja znalazłem z tego obiektu, też jest taki otwór spod spodu, wydobywa się też pomarańczowe światło. I to bardzo od razu mi na myśl wpadło ten nasz wtedy obiekt, który już widzieliśmy.
No i też nie było żadnego faktoru też z boku, że wszystko zamilkło czy coś. No mówię, ludzie też to widzieli i tam a to satelita, a to samolot. Wie pan, jak to niektórzy... ignorancja bezgraniczna. A to dron, a to prawda chiński lampion.
Tak, tak, tak. Tym bardziej ja mówię. I to światło coraz bardziej zanikało, zanikało proszę pana i po jakichś paru sekundach tego w ogóle nie było widać. Ja panu jeszcze podeślę znów tego obiektu, którego znalazłem tam na internecie.
Oczywiście, Bo teraz wtedy człowiek naturalnie za każdym razem jak coś widzi, no wyciągnąć telefon, żeby włączyć kamerę, to jest ostatnia rzecz, na którą by wpadł, nie? Przynajmniej w moim przypadku tak zawsze to było.
No tak, zawsze z reguły świadkowie bardziej się skupiają na wzrokowym zarejestrowaniu jak największej liczby szczegółów, a dopiero w ostatniej kolejności myślą o w ogóle zarejestrowaniu jakimś urządzeniem tego, co widzą.
Czy było w zachowaniu tego obiektu coś takiego szczególnego? Tego drugiego? Mhm, tak. Tego drugiego, że on tak nisko nad nami leciał bezszelestnie, proszę pana. To właśnie było to w tym wszystkim najlepsze, nie?
Że ja się do znajomych mówię, przecież to w ogóle cicho, cicho mówię. Przecież nic nie słychać, w ogóle nic, żeby to samolot był, czy co jakiś helikopter, czy coś, nie? No nic nie było słychać, nie? Tylko tam do dnia nie stoi dyskoteki.
No nawet, nawet dron z takiej odległości już byłby słyszalny, tak? Oj, ale to wie pan co, dron w takich rozmiarach, to musiałby być naprawdę bardzo duży dron. No wie pan co, nad naszymi głowami, to jak to przylatywało...
No wtedy, tak z dzisiejszego punktu widzenia, jak ja sobie to przypomnę, to było to przynajmniej na wielkości małego samochodu dostawczego. No czyli na drona zdecydowanie za duże, przynajmniej na takiego drona, takiego prawda, komercyjnie dostępnego.
Tym bardziej, że te światło, mówię, jak to się wstawało stamtąd z tego, Bo to nie było widać, że to jakaś lampa, czy coś, że normalnie to było widać, jakby było otwór z jakiegoś pomieszczenia, w którym jest to zapalone, to światło.
Tak to wyglądało. Czyli było widać tylko... ...tylko ten jakby otwór, tylko światło, a nie było widać na przykład jakichś elementów wokół tego, prawda? Właśnie, Bo to w tej całkowitej ciemności, no nie było można było tego w ogóle dostrzec.
Coś w tym stylu już panu podesłałem tutaj. I to normalnie, mówię panu, jak ja zobaczyłem to zdjęcie, to mówię, to normalnie, dosłownie to samo, co myśmy widzieli. Tak to wyglądało. Czyli to wyglądało tak samo, jak na tym zdjęciu, z tą różnicą, że było w porą wieczorną.
To mi chodzi, mi chodzi tylko o tą formę tego światła, od spodu, nie? O to mi chodzi. Bo to normalnie od spodu... zewnątrz no nie miałem okazji zobaczyć tego obiektu akurat wtedy. To ja mówię, akurat forma tego światła bardzo przypominała mi obiekt z tego zdjęcia, który panu dostarczyłem teraz.
Czyli jakby zrobić taką rekonstrukcję, to można całe otoczenie tego obiektu zastąpić ciemnym niebem i w sumie wyszłoby coś podobnego do tego, co pan wtedy widział, tak? No właśnie, coś w tym stylu by to było.
Tak to widzę właśnie. Dlatego mówię, ja zobaczyłem to zdjęcie. Od razu mówię, no kurczę, no to identyczne. Bo wcześniej, wie pan, różnie to się tam widuje, te zdjęcia tych dogniemanych statków i akurat nic, co do tej pory widziałem, nie odpowiedziałoby temu, co widziałem akurat tamtego wieczoru.
I akurat jak miałem okazję na którejś z grup tam akurat zobaczyć to zdjęcie, mówię, no dosłownie to, co widziałem wtedy. Pierwszy raz taki właśnie obiekt zauważyłem na internecie wtedy. No i mówię od razu, co to skopiuję do rozmowy z panem, co przygotowałem właśnie teraz.
Pewnego razu, wie pan co, z kolegami tutaj, to też tutaj w Niemczech już to wszystko się odgrywało. W sumie to już połowa mojego życia tutaj spędzone mam. Wracają do mnie na rowerach w którejś niedzieli.
Piękna niedziela, słoneczna. No i wracając z tych rowerów, zaprosiłem tych kolegów do mnie do domu na piwko sobie, tak zwane, nie? Po wyjeździe. No i ładna spogoda. Utworzyłem balkon. Na balkon żeśmy sobie wyszli.
Tutaj ktoś po pokoju kręcił tego. Do kuchni po coś poszedłem. Nagle żeśmy się znaleźli wszyscy w dużym pokoju. Wie pan co? I nagle jak wstryczkiem. I to było południe, to był środek dnia. Jak wstryczkiem strzelił, na 2 czy 3 sekundy jakby słońce odgasło.
I nagle znowu się zrobiło wszystko jasno. I my wszyscy na siebie, wszyscy 3 się spojrzymy. Znowu 3. Nie wiem akurat. W moim przypadku zazwyczaj jest 3 albo 4. Jeszcze byli z innymi. Ja akurat miałem jeszcze jeden świadek, gdyby było więcej.
Wie pan co? I tak wszyscy się na siebie spojrzeliśmy. To takiego teraz było. Co to takiego było? Nie środek dnia. Zero chmury na niebie. Słońce wali niesamowicie. I takie zdarzenie, nie wiem, jakby to jest jakiś rysał w matryksie.
Czy co to było? Nie do opisania do tej pory. Wie pan co? Nie jestem w stanie sobie powiedzieć, co to takiego mogło być. Bo to ani zaciemnienie słońca. Bo mówię sobie wcześniej. To wziąłem w ten sposób, sobie to osprawiedliwiałem.
A może jakiś samolot przelatywał pod słońcem. Czy to tak akurat tutaj nas tak, nie wiem. No tylko jakie, jakie prawda gabaryty musiałby mieć taki samolot, żeby tak mocno zakryć słońce, tak? No właśnie.
No właśnie o to chodzi. Wie pan co? I mówię z drugiej strony, co mi się nie mogło to obzdurać. Bo myśmy wszyscy w trzech, wszyscy w trzech to normalnie odebrali w 100% tak, jak to miało miejsce. No jak mi się przynajmniej to wydawało, że światło zgasło.
Ci chłopacy tak samo to odebrali, co byli tutaj ze mną. Wie pan? No i tak ogłupęliśmy my wszyscy. I tak żeśmy siedzieli tutaj. Nie wiedzieli co to takiego, co to się w ogóle odegrało. Żeśmy zaczęli się pośmiewać tutaj z tego, co to w ogóle jest.
Przecież my żeśmy nic nie palili, ani cholera, nic nie brali, ani jeszcze tego piwa żeśmy dobrze nie zaczęli, wie pan. I to takie rzeczy się dzieją, nie? No i ja tak sobie mówię, panu, Bo sprawiedliwiałem, Bo tu się w okolicy dosyć dużo skręci tych, jak one się nazywają, szybowców.
Tu jest niedaleko lotnisko. Ja tak sobie sprawiedliwiałem, może akurat gdzieś tu nad blokiem 1 przelatywał, czy coś. No ale mówię, to nie może być taki śrubowiec wielki, żeby aż na tak długo tak przysłonić sobie.
Słońce, że to ciemniej było, jak przy zaćmieniu. No i to musiało być widoczne na tak dużym obszarze. Tak mi się wydaje, gdyby coś rzeczywiście zasłoniło słońce w tamtym momencie, to musiałoby to być widoczne na większym obszarze, a nie tylko, że 3 osoby to zauważyły, tak?
No mówię, panu, no akurat wtedy, nie wiem, jakoś nie myślałem o tym, żeby wyjść na zewnątrz, patrzeć, czy tam ktoś jeszcze inny doznał, miał podobną obserwację przed chwilą, jak my. Hehe. No mówię, panu, z tego wszystkiego zaszokowania, aż sobie człowiek pomyślał, ach, ubrzdurało ci się coś, no ale w końcu, no nie może być po tylu latach, co tak myślę, mi się to przypomniało też niedawno.
Mówię, no co to mogło być, cholera jasna, i tak się słucha tych relacji, coraz więcej, na Radiu Paranormalium, i tak sobie to ukierunkowałem, że to może faktycznie mieć coś związane, mogło być związane z tymi rysami w Matrixie.
Czy ten glitch, jak to się mówi w Matrixie, niektórzy opisują takie sprawy, że to może było coś podobnego. No, gdyby to było jakieś przywidzenie, to musiałoby wystąpić jednocześnie u trzech osób, tak? A to jest raczej chyba, to mi się wydaje mało prawdopodobne.
To musiało być coś większego. No właśnie, to o to chodzi. Także mówię, to jest, no Bo taka sytuacja niewyjaśniona, z jaką miałem styczność, nie na z wielu. Hehe. Dwunastolatek widzi UFO i doświadcza zagubionego czasu.
Tak można w skrócie streścić relację przekazaną przed chwilą. To jest to zdarzenie z okresu dzieciństwa, które wywarło trwały wpływ na świadka. Przejdę może do drugiej sytuacji, o której napisałem. W tym samym domu ja pierwszy i ostatni raz w życiu doświadczyłem zjawiska właśnie takiego utraconego czasu, gdzie nie byłem w stanie powiedzieć, co się ze mną działo.
Ale to też było specyficzne, Bo przypominało jakbym na chwilę utracił w ogóle świadomość tego czasu. Nie wiem tego co robię, ale nikt mojego zniknięcia, czy tej utraty pamięci nie zauważył. Była to taka sytuacja, że miałem 12 lat, to są lata 90.
Jestem w tym domu urodziny, spędzam tam część wakacji i którejś nocy, nie mogę zasnąć, pamiętam, że wyglądam przez okno. Okno wychodzi na bardzo, bardzo dużo rozległą łąkę. Nadal jesteśmy na Dolnym Śląsku.
Tej łąki dzisiaj już nie ma, tam jest osiedle domków turystycznych, no wtedy była rozległa łąka. Widzę na tej łące jakieś białe światła, takie rozlane białe światła, duże. Sam siebie uspokajam, że mówię sobie, że to na pewno są światła samochodu, które gdzieś tam przejeżdża, światła, które padają w określony sposób, kiedy samochód mija jakieś miejsce, ale jakoś tak Sam w to nie wierzę i tak ostatnio co pamiętam, to jest takie dziwne uczucie, że ja nie wiem, co to jest, Bo nie umiem tego nazwać, ale ja to skądś znam.
To nie jest coś owcego. Następne, co pamiętam, to się budzę, ale nie ma nocy, budzę się w dzień. Nie budzę się w pokoju, w którym spałem, nie budzę się w piżamie, tylko budzę się w normalnym ugraniu, jakim chodzę za dnia latem.
Budzę się na tarczanie, który leży w innym pokoju. Okazuje się, że jest mniej więcej południe i zaraz będzie obiad. Jestem zdziwiony. Nie daję tego po sobie poznać, i z rozmów z moimi krewnymi dowiaduję się, że, tak jak każdego dnia wcześniej wstałem, ubrałem się, umyłem, zjadłem z nimi śniadanie, rozmawiałem i w pewnym momencie myli, jakaś senność, położyłem się.
Mniej więcej do godziny się obudziłem. Ja nie pamiętam. Nie pamiętam tej sytuacji. Pamiętam światła w nocy i później jakbym funkcjonował jakoś automatycznie, bez świadomości przy czym jeszcze rodzina nie zauważyła, że coś jest nie tak.
Longают! BEATIDACH? Gdy później nie miałem takiego doświadczenia, no to było w tym domu, gdzie takie różne dziwne rzeczy się działy. Ja osobiście tych duchów, które tak zostały nazwane, które opisałem w mailu, nie doświadczyłem, nie słyszałem, czy innych fenomenów, pojawiania się czegoś, znikania, przestawienia rzeczy, ale doświadczyłem czegoś takiego w tym miejscu.
A tutaj sobie zapisałem pytanie, które chyba już doczekało się odpowiedzi, czy to zdarzenie wpłynęło w jakiś sposób na pana samopoczucie i zachowanie po nim? Rozumiem, że zarówno przed, jak i po tym zdarzeniu, po wybudzeniu się, wszystko było jakby po staremu, tak?
Tak, poza tym, że towarzyszyła mi taka... towarzyszył mi taki wielki znak zapytania, co to było, co mi się stało. I że właściwie do dzisiaj w żaden sposób nie jestem sobie tego w stanie wytłumaczyć, ale też z racji różnych koneksji rodzinnych i znajomości, jakie miałem, próbowałem już jako człowiek dorosły.
Rozmawiać na ten temat z różnymi psychologami, też psychiatrami, czy takie rzeczy się zdarzają. I właściwie żaden ze specjalistów nie był w stanie powiedzieć jakichś konkretnych wniosków, wysnuć czy tego nazwać.
Raczej się z czymś takim nikt nie spotkał. Mam wrażenie, że to się nie tylko wydarzyło w mojej psychice, ale coś zostało zaburzone. I w jakiś sposób to wiąże z tymi dziwnymi, białymi, bladymi światłami, które widziałem za oknem.
No wystąpienie takiego zaniku wyłączenia pamięci sugerowałby chyba jakieś problemy natury neurologicznej, tymczasem z Panem wszystko jest pod tym względem w porządku. Neurologicznie, jak najbardziej. Nie cranę problemów z układem neuralnicy.
Pan sprawdzał jakiś czas później, czy został jakiś ślad po tym domniemanym obiekcie, nic nie było?". Pamiętam... mam 12 lat i jestem dzieckiem, серьезnie się nie boję. Pamiętam. Mam 12 lat, jestem dzieckiem, ale pamiętam, że się nie boję i próbuję wejść na to łąko i go dole Danski.
...patrzeć, szukać, czy czegoś nie ma. Tak jakby było to dla mnie naturalne, że ja muszę tam pójść i czegoś poszukać. Też niczego nie znalazłem. Obserwacji tego obiektu nie towarzyszył żaden lęk. Nie udało się panu też jakby dostrzec jakichś szczegółów, tylko to takie światło rozlane, tak?
Towarzyszył lęk. Towarzyszył lęk takiego rodzaju, że ja to skądś znam i że to już było i że to nie jest nic miłego, nic przyjemnego. Tego typu jakiś lęk. To by sugerowało, moim zdaniem, że coś już musiało wcześniej wystąpić, tylko pan tego jakby nie pamiętał na takim świadomym poziomie, tak?
Z pewnością. Jeśli chodzi o hipnozę czy tego typu zabiegi, no to nie poddawałem się nigdy takim procedurom, więc nie wiem. Może należy to sprawdzić po latach. Czy do czegoś nie doszło. No w każdym razie pana świadomość skądś musiała wiedzieć, że tego może to tak... Tak.
Trzeba się dać. Tak. Świadomość dwunastolatka, który widząc coś takiego nie umie sobie przypomnieć skąd to zna, ale to zna. No dużo jest historii takich też młodszych dzieci, które przejawiają niczym nieuzasadniony lęk, na przykład widząc w telewizji przypadkiem jakiegoś niegroźnie wyglądającego, ale jednak kosmity.
Zdarza się, że dzieci jakieś doświadczają dziwnych sytuacji, których potem nie pamiętają, ponieważ ich świadomość nie pamiętają oczywiście w tym... Na tym takim świadomym poziomie, ponieważ ich świadomość jakby nie wie do czego takie zdarzenia przypisać.
Ich bank pamięci jeszcze nie jest na tyle bogaty, żeby wiedzieć z czym to skojarzyć, tak? Tak. Dobrze pan to ujął. Jeżeli miałbym jakoś te swoje... no to jest też niesamowite, że ja, rozmawiając o tym, ja wracam do tej sytuacji, ja po prostu czuję jakbym dalej stał w tym oknie i dalej sobie przypominam i odczuwam to, co czułem wtedy.
Tak jak pan określił, że... Jest coś, czego ja nie potrafię do niczego przypisać. Tylko pan próbował jakoś w ogóle zgłaszać to zdarzenie ufologom polskim? Tak, ale już jak byłem trochę starszym nastolatkiem w latach dziewięćdziesiątych, pamiętam, że rozmawiałem o tym z ufologami.
Pamiętam, że jednym z nich był Bronisław Rzepelski, który się przestał ufodajmować w pewnym momencie. Z panem, już nie żyjącym, Kazimierzem Buzowskim też rozmawiałem na ten temat. Wydaje mi się, że tyle.
Że dwóm. I jakoś oni komentowali później to zdarzenie, czy skończyło się na zarejestrowaniu? Tak, raczej było, że przyjęli do wiadomości. I jedynym, który się do tego odniósł, był właśnie pan Adam Kolanek, wspomniany.
Z czymś mu się to skojarzyło, że coś podobnego zna. Że mówi o tym stworzeniu, o tym Włochatym. Tak, pierwszym. A jeżeli chodzi o samą tą obserwację świateł, to też już się wtedy zorientowałem. Znam, że to są takie najpospolitsze, najmniej ciekawe obserwacje ufowic.
Pewnie tego słyszeli wiele. Może ich to nie zainteresowało. No ja bym powiedział, że takimi najmniej ciekawymi zdarzeniami są tak zwane nocne światła obserwowane przez wielorodzin na niebie, które w ostatnich latach nam niestety zdominowały, praktycznie zalały takim oceanem zgłoszeń ufologów.
Do tego stopnia, że ufolodzy praktycznie już przestali się w ogóle zajmować tymi zgłoszeniami. Tak. Nie budzi to jakiegoś zainteresowania większego. Ale jak coś się dzieje blisko Ziemi, na polu i jeszcze wydaje się mieć jakiś wpływ na świadka, tutaj choćby to wyłączenie Pana pamięci przez kilka czy kilkanaście nawet godzin, to już z takiej kategorii, którą raczej powinien się ufolog zainteresować.
No dobrze, może się ktoś zainteresuje teraz po latach. Zobaczymy. Teraz kilka opisów obserwacji UFO i zjawisk łączonych z tym fenomenem od naszego słuchacza z okolic Lublina. Mniej więcej w wieku 6 lat, może 7, mam 39 lat.
Była taka sytuacja, że byłem u jakiegoś takiego dziadka na wsi. Zbieraliśmy bruksemkę, czy też moja babcia zbierała. Przyjechaliśmy do ojczyma rodziców po prostu i byłem z koleżanką na wozie, siedziałem.
No i pierwsza taka sytuacja, która w ogóle tak jak u Pana Normanu, to po prostu ujrzałem w niebie, nagle patrząc się na niebo. Takie po prostu rozwarstwienie chmur się nagle zrobiło i to takie dosyć dynamiczne i taka postać jakby Maryi, czy czegoś takiego.
Tutaj pragnę zaznaczyć, że nie jestem jakimś religijnym człowiekiem, wręcz troszeczkę inne mam podejście do wszystkiego, takie bardziej myślę świadome. I tutaj to było takie coś, że taka postać się pokazała, prawda?
I to dosyć taka, no... Bo poszedłem do babci i mówię, babciu, Maryja się pokazała. A moja babcia mówi, gdzie tam babcia Maryja, dziecko, no nie? Prawda? Czyli to było takie pierwsze jakieś takie coś. Potem byłem jeszcze jako nastolatek, dorastałem w Niemczech, dokładnie w cesji tutaj w townu Skreisel, to jest koło Frankfurtu, w wieku 12 do 16 lat.
I tam miałem też takie zjawisko, że na balkonie widziałem taki trójkąt lecący, który miał takie balony na każdym z rogów. I one się paliły w ogóle i tak jakby kapły, jak takie kaciusze takie spadały. I tak leciał, leciał, aż się, aż przeleciał dalej, prawda?
No taka sytuacja. Tam z ojczynem i to oboje widzieliśmy, Bo wtedy go zawołałem, on to widział też. Także UFO Brandenburg, ja sobie to napisałem też, byłem w Brandenburg i wracałem, byłem swoim uczącym kelnerem gdzieś tam do pierwszej w nocy, jakieś tam w jakimś takim najbardziej ciemnym miejsce, najbardziej ciemnym miejsce w Niemczech, to jest Havel.
Gdzieś tam obok okolice Havel i tak dalej. Havel to w górę rzeka. No w każdym razie tam w tej Brandenburgi gdzieś to jest. I bardzo dużo takich, i tam jest łąk i tak dalej, że tam po prostu nie ma miast.
Ale wracałem w każdym razie rowerkiem o pierwszej w nocy z tego kelnerowania, Bo tam jakaś miała ślub, czy jakaś Impreza. I miałem 5 km rowerkiem do hotelu, gdzie spałem, w takim hoteliku. I tak jadąc sobie o tej pierwszej w nocy, całkowicie pustynia, wszędzie nic ciemno, nade mną po prostu przeleciało takie białe światło.
Białe światło po prostu przeleciało nade mną, no nie? No to miałem. Ale to tak nie jak samolot, nie jak jakiś tam, nie wiem, helikopter, ptak, czy coś. Po prostu coś przeleciało. Takiego ewidentnie... Jeszcze raz widziałem coś, kiedyś po jakiejś obserwacji trzygodzinnej, gdzie nic nie było widać.
Uż z taką dziewczyną gdzieś na wsiach byłem, gdzieś tam. I odjechałem do kolegi 60 km, żeby oddać mu auto. I po prostu tam miałem 18 lat właśnie, gdzieś tam mniej więcej. I to też było na wsi. I wyszedłem z samochodu.
Popatrzyłem na górę. Tak automatycznie jakby po trzech godzinach obserwacji na to się patrzy na to niebo gdzieś. I zobaczyłem taką dużą gwiazdę nade mną. Kurde, co to? Gwiazda taka duża? I nagle ona tak zgasła, jak normalnie z telewizora się wyłączą wcale.
No to tak to też była taka sytuacja. I teraz ostatnie dwie sytuacje, które no do tej pory mogę powiedzieć, że to mi bardzo coś tam doskwierało. Bardzo się przestraszyłem. Przy pierwszym lockdownie, tym tak zwanym pandemicznym.
Było, że ja tam dużo opięć w nie wrzucałem. W ogóle byłem dużo aktywny. Ustalałem ludzi o jakichś takich różnych rzeczach, prawda? Związanych z jakimiś elitami, związanych z masonerią i tak dalej. Że jakieś tam to, tamto, no tego typu rzeczy.
Byłem świadomy dosyć od w zasadzie 2010 roku. Jestem mocno w temacie gdzieś tam i tego typu rzeczy. Dosyć dużo się uzewnętrzniałem na tym, na internecie, na Facebooku i tak dalej. No wiadomo, że to monitorują nas też jakieś tam inne służby, siły i tak dalej w tych tematach.
Co nawet mieliśmy jako informatyka, Bo Radio Bez Cenzury założyliśmy pierwsze takie kiedyś. Co mniej więcej byłem takim uczestnikiem też. Ja to kojarzę. Ono też, to radio kiedyś jeszcze jak istniało, puszczało też wczesne audycje Radia Paranormalium przez pewien okres.
Aha. No widzi Pan. No to jest to jakby, jakieś tam koledka z tego. No to ja z tego coś się wchodzę. No mój kolega to był sponsorem tego Radia Bez Cenzury. Jackowski tam, ten tak zwany Wisnodiasnowic tam też miał swoje audycje.
Na JIR-ku pisaliśmy wtedy, nie było to jeszcze... Ci ludzie szukali siebie, bardziej świadomi, żeby pogadać z kimś, wymienić się informacjami i tak dalej, czyli radio bez cenzury, tak, było to. No i sobie mieszkam od jakichś czterech lat, ja z Lubelskiego, pochodzę generalnie z Lublin, mieszkam sobie w średniubelskim, tutaj w okolice Kocka, wie pan.
I właśnie, wszystko ok, Bo to jest takie oddalone od tego Kocka, w ogóle, no takie tereny zalewowe, w ogóle nie mamy sąsiadów dookoła, taki domek na preli typowy, no nie, taki dzicz. Bardzo dużo do lasów sobie chodzę, jakieś sporąże, zbieram grzyby, wszystko takie, jestem takim, właśnie, naturalnie żyjącym, nie wiem, ziołoleśnictwem, jakiś taki gościo jestem.
I tutaj była taka sytuacja, leżymy sobie, moja już tam sobie chrapie, czy śpi delikatnie, ja sobie jeszcze na fejsie, tam pięć wie, że ludzie... No nie wiem, może nie aż tak, ale że po prostu pięć g tam waliłem, udostępniałem, jakieś zagrożenie będzie nieść, to powiązane z tym całym tym.
I po prostu, nagle kurczę, tak jakby, wielką halogenem poświecił ktoś chałupę naszą. I to tak się no, mówię, kurczę, rybak jakiś idzie? Ale nigdy tam rybak przez cztery lata nie chodził. W ogóle tam nikt nie chodził, Bo to tam nie ma gdzie dojść, tam po prostu są tereny, łąki takie, że hej.
I w środku tam my jesteśmy, już tak jakby pod podłogą. Z tymi łąkami. No i mówię, no nie. Nie, no niemożliwe. Teraz idzie, no, całkowicie. Cały, cały dom oświetlony, jakby był, Bo drugi pokój był otwarty, drzwi obok.
I ta cała chałupa stuletnia, też tak, no oświetlona całkiem, że jakby ktoś z tym halogenem taką latarką, no nie, Bo ja myślałem, że ktoś taką latarkę dużą ma. Jakiś rybak i pijany może i tak przychwycił nam na chałupę.
Ale było takie mignięcie, jakby, że szok. No mówię, ja pierdzielę, to nie rybak chyba, nie? I podszedłem do okna. I co widzę? Moim oczom ukazała się taka... Pięćdziesiąt metrów ode mnie kula światła. Mniej więcej średnica... dwa metry.
Dwa metry też nad ziemią. Posuwistym ruchem, takim jak trucht ludzki, nie? Jak tylko trucht. Posuwała się po prostu i świętywała we mnie, tak jakby w tą chałupę. I nagle, jak patrzę... I z tej kuli nagle dwie się zrobiły takie same.
Tak jakby na filmie jakimś, na jakimś tym, tak jakby na tym w sańskim filmie normalnie. Się to podzieliło na dwie. Ja mówię do swojej... Miśku UFO. A ona chodzi... chodzi do łówka, Bo ma słabe serce, nie?
No i to ja poszedłem do łówka, a ta kula obświetliła... Wie pan co? Chałupę. Przeleciała po prostu z drugiej strony, tak? I też świe... świe... świetlnęła, tak? Puk, puk, puk. Nawet sąsiad mówił, co to tak w nosu tam właśnie świeciło?
Myślałem, że ktoś na długich stoi tam przy bramie, czy coś. No i od tego momentu, generalnie... I dwa dni wcześniej, czy coś, w ogóle jakieś takie światełko spadło do lasu, tak powoli. Ja mówię, co to jest, nie?
Jakaś flara? Ale mówię, gdzie to ktoś na tym zabłupiu już flarę puszcza, no nie? No nie ma czegoś takiego tam. Tam są robacy, wie pan, to są jacyś rolnicy, chłopi tacy, że tam... No nie ma czegoś takiego.
Bo ta flara, to jest taki jakby lampion chiński. No nie ma tam. To są dzikie tereny takie, że nikt tam z to się nie bawi. Co innego ma na głowie. No i od tego momentu zaczęło coś buczeć, wie pan? To zaczęło tak buczeć, że tak jakbym takim głosem... To są takie... jakby wibracje.
Takie... takie fale. Takie... Takie coś. Coś takiego kojarzy mi się z opisami niektórych obserwacji, że to mogło brzmieć jakby buczenie roju pszczół, coś tego typu? Nie, to było... to jest buczenie bardziej jakiegoś technologicznego i mi się to zawsze kojarzy z takim jakimś, wie pan, niewidzialnym oczywiście spodkiem.
Nie wiem, czy spodkiem, czy statkiem. Bo on jest niewidzialny raczej. I po prostu to jakimś... jakimś laserem, falem. Falami tutaj nawala tam, gdzie my śpimy, no nie? I to tak jest... takie bardziej maszynowe buczenie.
I takie jak zimno jest, to jakby jakby się... się śmieje, że diesel. W ogóle na poprawkę do tego nie zorientowaliśmy się. Mówię, jakieś traktory w nocy jedzą? Gdzie tu traktory? Jak traktor z daleka, wie pan?
O, tak o to idzie. Tylko to z nad... nad dachu, nie? I takie, nie wiem, bilet pieniężny. No i chyba od głosu traktora też by był taki bardziej rytmiczny. Takie trak, trak, trak, trak, trak, trak, trak, coś tego typu.
No, na przykład, no nie? Ale mówię, może gdzieś tam z daleka do jakichś... trochę jak traktor może gdzieś przypomina to. No, ale potem to było takie... no cały czas, codziennie i to do tej pory jest. Czyli już od, nie wiem, ilu?
Czterech lat, tak? Gdy tam ten covid się zaczął. Bo to pierwszy lockdown był. No i to takim uczeniem cały czas jest. Nawet jak... nawet raz miałem tak, że byłem gdzieś w lesie, pięćdziesiąt kilometrów dalej.
I to jakby w ciszy pełnej, na polanie. Nade mną, nad... gdzieś w niebie, tam coś było. No gdzieś nade mną, po prostu... ileś tam, nie wiem, metrów, sto metrów, dwieście, ile tam. Ale byczało, ale delikatniej było słychać.
Ale było to. A tam z kolei, pewnej nocy, miałem taką sytuację, że się po prostu nagle budzę w nocy. Bo tak intensywne, że już to było przy... jakby, nie wiem, przy dachu to było, no nie? Przy dachu, już blisko.
I takie... No, normalnie strach tam być. Bo to jest taki domek na prerwę. Ja mówię, ja pierdziele, nie? Mówię, gdzie Ty musisz uciekać? Nie musisz uciekać. Nawet Sam do Prochowca kupiłem. Mówię, kurde, ale co to daje?
Ale mówię, stoję tam. Znaczy, leżę w zasadzie. Leżę tak półsiedząco, no nie? W strachu. Bo mówię, kurde, jak na filmie coś buczy, zaraz mnie coś porwie, no nie? I w tym momencie gdzieś tak intensywnie buczało.
Naprawdę. Wtedy. I po prostu moja śpi już taka zabita. Już mówię, nie chcę, Bo tam słabe serce, no mówię, jeszcze zawału dostanie, czy coś. Nie chcę je budzić. I patrzę, co się stanie, no nie? Czekam. Aż nagle jakby mi wyłączyło świadomość.
Pamiętam tylko tyle, że... jakby zamknąłem oczy i otworzyłem oczy i było już ranek. I leżałem w tej samej pozycji, półsiedzącej. I tak samo moje stopy widziałem. Tak jakby w ogóle się nie przeruszyłem, nie?
Chodziło o te stopy, że nie zmieniłem pozycji. I jakby, no, wyłączony zostałem. I to było tak jak pyk, pyk. Tak jak kliknięcie i pyknięcie. I ranek już był. I mówię, ja pierdziele, stałem porwany, nie?
Bo po prostu, no, czytam coś. I mówię, do tej pory jakieś chipa pewnie mam w głowie, czy coś tam, nie wiem. No, ale jakby chcieli mnie zaawansować. To tak, jakby zrobili to, nie wiem, na pierwszym lepszym zakręciem.
Jest tam zawsze codziennie już taki zakręt, jest na moście. No, to wystarczy, żeby mi świadomość odetnął i tam sobie lecę gdzieś, nie? W przepaść może albo w barierkę. No, ale to ma co innego zadanie. Nie wiem, co to robi do tej pory.
Jest to jakaś taka enigma dla mnie. No, buczy do tej pory, prawda? To najraz buczało do niedzieli. Nawet w niedzielę buczy do dwunastej w nocy. Jak jest tam, nikt nie robi. Rozumiem, że w okolicy nie były robione jakieś żadne budowy, jakieś inne prace?
Wie pan co? No, mówiłem właśnie, że to są tereny bardzo, bardzo takie odludne. I tam nie ma prawa. Ja już to wszystko przeanalizowałem. Mam na to w ogóle świadków. Też to by czy, tak? Kilka osób w rodzinie to słyszy.
To nie, nie... Wiem, że pan relacjonalny sceptycyzm właśnie chce, żeby to... Tutaj też opieram się na jakby doświadczeniach, Bo mieszkam prze najbardziej jeszcze do niedawna rozkopanej ulicy w Katowicach i po prostu cały, cały ubiegły rok uuu, uuu, uuu, już od szóstej do dwudziestej drugiej no tutaj wymieniali kanalizację, gaz, różne inne rzeczy.
Jedna ekipa się sprzątnęła, następna ekipa przyjeżdżała. Tam jeszcze poprzednia ekipa przyjeżdżała z powrotem coś tam naprawić, Bo coś popsuli. I tak cały rok uuu, uuu, uuu, uuu. Cały dzień. Rozumiem, rozumiem.
No to tutaj to zjawisko, to źródło mógłby pan wyidentyfikować szybko, prawda? Gdzieś tam, Bo to było wytłumaczalne. Ale tutaj nie ma wytłumaczenia na to. Bo ja jestem też bardzo taki, wie pan, wnikliwy.
Gdzieś tam mam jedenastki numerologiczne 3. Tak? Także tak mam, no, szybko zerówkę, zer nrh minus. Szybko łapię informacje i szybko dosieram do źródła. Jakby widzę tam, że zweryfikuję prawdę. Szybciej niż inna reszta, powiedzmy, część społeczeństwa, prawda?
No tutaj się też interesuję filologią. Interesuję się jakimiś tam różnymi rzeczami, tak? Rozwojem świadomości, no, spirytyzmem jakimś i tak dalej. Powiedzmy w takim zakresie, że gdzieś tam wiem, że coś istnieje i tak dalej.
Jakieś tam planami elity, teorie spiskowe. To wszystko mam gdzieś tam w jednym palcu, powiedzmy. Ale tutaj, no, nie ma na to wytłumaczenia. Definitywnie jakby mnie monitorują, czy też gdzieś tam upatrzyli sobie to, czy też, nie wiem, no...
W każdym razie przestałem już ono świadamiać ludzi przez Internet, Bo się przestraszyłem. Powiedzmy wtedy, tak, o, teraz prowadzę firmę, więc nie chcę, żeby tam w ogóle wykształcił... No, prawda. To też, no, negatywnie wpłynąć na przebieg kariery, że tak to ujmę.
No, dokładnie. Więc jakby w tym, w tym kontekście sobie działam. I, no, co mogę powiedzieć? Aha, i ostatnio jeszcze. Tak, co dziwne, że w ogóle... My żeśmy to z małym tutaj, młodym, mojej kobiety, synem.
On 10 lat ma. Oni też to słyszą, widzą. Ale dla nas to normalne. W każdym razie ja nie mogłem po tym, jak to UFO przyleciało spać... W ogóle leżeliśmy 45 minut bez słowa, tak jak takie szczury w laboratorium widać.
Przestraszeni. W przestrzeni nie mogłem w ogóle jeść jakoś. Apetytu nie miałem. Taki byłem przetraszony po prostu, tak. Bo wiedziałem, że, no, przyleciało to do mnie, no, centralnie. Nie wiem, czy demony, czy co tam to jest.
No, Bo ja tam w kosmos za bardzo nie wierzę. Jako taki, że tam to jest wszystko jak pastoziemca, o takim bardziej jestem. Więc, no, tutaj to tutaj. Jakby wiem, że jest coś, co podają nam za kosmitów. A do końca może nim nie jest tak.
Tylko czymś innym. No, w każdym razie nie wiem, czy są źli, czy są dobrzy. Ale chociaż mam taką teorię, że wszystko jest wszystkiego. I jakby zło i dobro jest partnerem. I to wszystko wpływa na rozwój źródła.
I my jesteśmy częścią tego źródła. Po prostu spolaryzowany intencjonalnie Bóg wszystkim jest, tak. Czyli wiadro. Czyli ja to jest jedno i to samo w zasadzie. Pan wcześniej wspominał o tym takim buczeniu.
To mi się skojarzyło w pewnym momencie ze zjawiskiem, o którym kiedyś czytałem. Które nazywa się Taos Hume. Buczenie z Taos. Nie wiem, czy Pan słyszał. No, kiedyś to było dosyć głośne. Dosyć głośna sprawa.
Potem jakoś to ucichło. W miejscowości, bodajże w Stanach Zjednoczonych. W Taos właśnie przez długie, długie, nie wiem, czy nawet lata. Ludzie słyszeli takie buczenie. I to podobno dosyć mocno się odbiło na nich.
Nawet psychicznie. Na ich samopoczuciu. Tak, tak, tak. Mnie to nawet głowa boli czasem od tego. Tak jakby nieraz to robiłaś. A właśnie, nie powinienem dodać, Bo już mówię o tym synek. My to razem zbadaliśmy.
Krok po kroczku. Gdzie buczy, gdzie nie buczy. W kuchni buczy, ale tylko tutaj. A tutaj buczy tylko tutaj. A już kroczek dalej nie buczy. No takie akcje, no nie? Tak jakby to w linii takim, takim pasnym.
Mogę Panu powiedzieć, Bo to zbadałem tak jakby. Tak jakby Pan linię prostą jakąś walnął. No tak, cyk. No nie? I to tak po takiej linii buczy gdzieś, no. Czyli to było takie jakby zlokalizowane. Że tutaj buczy, a dwadzieścia centymetrów dalej już nie buczy.
Tak, tak, tak. Już w ogóle cisza. No, no, no, no. Ale teraz jak buczy, to mówię, to jest takie już intensywne. Bo no ja już teraz jakby część siebie to odbieram, tak? To buczenie. Mnie to nie przeszkadza po prostu.
Ale na początku byłem bardzo denerwowany. No Bo nie da się, nie wiadomo co to jest, tak? To jest wiesz, takie obce i buczy. Które to buczy. I na mnie buczy cały czas. Tam śpię, głowa jest, no. I to aż takie...
No, niskie dźwięki tak podobno wpływają na psychikę, na samopoczucie. Ludzie po koncertach, jakichś heavy metalowych, też podobno odczuwają stany jakieś lękowe. Bo to ten dużo dudnienia. I to też jakoś tak, jakoś tam się odbija na ich stanie psychicznym później.
No właśnie, to też do tej pory nie wiem, do którego to służy im i co to ma za zadanie, tak? Bo sobie naprawdę dużo... Z pytań już zadałem. Dlaczego to buczy? Co to buczy? Co to ma na celu? Nie wiem. Jakieś wypadanie włosów.
Ale to chyba ze steroidów. Ale sobie zacząłem coś z tym realizować. Że to jest. Że to do tego może też. Że coś tam się... No, ale w każdym razie bardzo uczęźliwe to było. I jest. Do tej pory. I słuchajcie.
Zawsze o dziesiątej już jak zasypiamy. Czy tam widzimy coś. O, buczy, słyszysz? Są. Mówię, są. Słyszysz? A ona słyszę. Albo nie słyszę. No to przecież uszy. No Bo kurczę, słychać. A czasami po prostu moja kobietka ma tam trochę parę lat więcej.
Może od chwili bardziej nie słyszy. Nieraz po prostu ja mam lepszy słuch. Wzrok mam też bardzo dobry słuch. I tego typu właśnie zmysły mam dobre. No i definitywnie no czuję, że już są. Nawet tak jak delikatnie są.
To ja to słyszę. A czasami jest to tak intensywne było przynajmniej, że to aż tak jakby męczyło głowę. Jakby mózg. Jakby jakieś fale. Ultradźwięki. Pimpi. Na łeb. Słyszę. Wszystko, co ja mam do skojarzenia te słuchy, też były wyszły.
No coś na podobnej zasadzie jak dudnienie różnicowe, stosowane przez chociażby Instytut Roberta Monroe'u. Pewnie pan kojarzy. Kojarzę Monroe'u. Te dudnienia. No nie wiem. W każdym razie chciałem jakiegoś ufologa.
Mówię, a co on tam wtedy wzywał? Co on tam będzie wiedział? Co tutaj się dowiemy, nie? Za bardzo się nie dowiemy. Jakoś. To co jest. Można jedynie kamerę podczerwień gdzieś na termo... Nie wiem, coś tam po prostu...
Albo kamery właśnie w domu zainstalować. Bo coś tam jest. To się dzieje jak my śpimy, to już Bóg nie zazwie, nie? A raz też o 3 w nocy siedzieliśmy u kolegi, w Lublinie też sobie tam, wiadomo, za młodych lat gdzieś tam człowiek chciał sobie po nocy gdzieś pojeździć, coś tam sobie żyć wolnością.
No i sobie siedzieliśmy i szyberdaszek był w naszej połówce otwartej, w mojej połówce, nie? I tak sobie patrzymy na niebo przez ten szyberdaszek, a tu nagle, nie wiem, na wysokości kilometra, czy dwóch, trzech, nie wiem, coś w tym stylu, leci po prostu takie prześcieradła, jakby kwadrat, prostokątne prześcieradła.
Nie, nie pamiętam już, czy były ciemne, czy były jasne, ale ewidentnie pokrywały pole widzenia tych gwiazd, tam by nie było widać. I po prostu posuwistym ruchem takim raz jedno, raz drugie, raz jedno, raz drugie to poleciały.
I mówię, co to jest, nie? On patrzy na to, co to jest, i tak się świ... Ja pierdzie, co to jest, nie? Potem chwilę to leciało i mówię, ja pierdzie, co to było, nie? I takie też zagłuska, co to było. Kurde, prześcieradła latające, no nie latają.
Latają jakieś, ale widocznie latają. Ale może nie prześcieradła, tylko coś, co... no Bo to nie było prześcieradłów, prawda? To takie jakby się nam skojarzyło z prześcieradłami, Bo to było prostokątne i płaskie jakby.
Takie 2D od dołu jakby wyglądało. I on takim ruchem, świt, świt, świt, to tak nazwałem, prześcieradła. A to chyba też Starlinki czy jakieś inne satelity też można chyba wykluczyć w tym momencie, tak? Bo to jeszcze nie były te czasy.
Tym bardziej, że jeszcze wtedy chyba nie te czasy były, Bo wtedy obserwacje już jakieś miałem i nie było Starlinków. Tylko ta rewetona Isis, przelatająca, która niby była Isis. A to było akurat no prześcieradło, które... znaczy prześcieradło właśnie prostokątne i takie szare i dosyć duże, Bo to na dosyć dużej wysokości było, a to było dosyć duże i takie widoczne.
No i niesamowite, w ogóle nienormalne, tak? Że jakieś prostokątne jak coś leci raz jedno, raz drugie. A raz jeszcze Panu dodam, Bo też tak nieraz się nas mówi, Bo faktycznie tam gdzieś patrzyłem, gdzieś tam na środku czekałem jakiegoś tam, który poszedł po tą szwarbę do sklepu i widziałem UFO, ale w postaci czarnej kulki małe z tą smugę jakby badały.
I tak bada sobie, stoi sobie przy smudze, znika i się pojawia za smugą, trafia dalej i tak one tak się tak zetrzyli, ich było chyba. I tak sobie właśnie znikały te czarne kulki i pojawiają się w innym miejscu.
Pojawiały po prostu przy smudze. Takie migające punkty, tak? W sensie, w takim sensie znika i przemieszcza się i pojawia się w innym miejscu, tak? Na takiej zasadzie. Znika i pojawia się gdzie indziej.
Takie coś. Kolejny z naszych dzisiejszych rozmówców przekazał opisy dwóch zdarzeń, przy czym prosił o zmianę barwy głosu oraz pominięcie nazw miejscowości, w których miały miejsce opisane przez niego obserwacje.
Są to małe miejscowości, w których wszyscy się znają, więc z wiadomych względów, należy nasz słuchacz woli uniknąć ryzyka, że ktoś go rozpozna. Pierwsze ze zdarzeń miało miejsce w województwie wielkopolskim, drugie zaś to z dzieciństwa w Kujawsko-Pomorskim.
To naprawdę była taka bardzo nietypowa sytuacja. No tak, ogólnie, że zbiorosło było jakoś na początku miesiąca. Z racji tego, że tam chodzę na nocki, no to mam tam po prostu dużo czasu wewnątrz ochroniarzem i po prostu pilnuję obiekt, no i dużo czasu spędzam na wodze.
I zauważyłem, Bo gdzieś w granicach godziny dwudziestej, na niebie po prostu taki okrągły obiekt. I pierwsze, co mi się zaraz zwróciło w oczy, to to, że on był duży, Bo wie pan, jak na przykład samolot jest na niebie, no to to wiadomo, taki malutki punkcik.
A to było dosłownie wielkości, powiedzmy takiej monety dziesięciogrosowej. I to tak sobie po prostu wisiało, i w pewnym momencie panu powiem, że w pewnym momencie tak jakby wystartowało po prostu w takim szybkim telcie panu.
I to było coś takiego, nie wiem, czy pan kojarzy, jak na przykład są spadające gwiazdy, nie? Kojarzę, kojarzę. No to to się dosłownie poruszało z taką prędkością, jak spadająca gwiazda. Wiadomo, jak na przykład samolot się przemieszcza na niebie, no to tam się tak pomału, pomału przesuwa na dużej wysokości, a to dosłownie miało taką prędkość, no że żaden samolot, ani nic powiedzmy takiego znanego mi, no raczej takiej prędkości nie mogło by osiągnąć.
I teraz co było w tym wszystkim najdziwniejsze, jak to sobie leciało, to w pewnym momencie tak dosłownie na ułamek sekundy, dosłownie sekunda dwie przed tym obiektem się pojawiło na niebie takie jakby na przykład jak samoloty dodawają takie smugi, nie?
Na niebie. To takie jakby powiedzmy okienko, takie jakby smugi w kształcie kwadrata czy prostokąta, taki w sumie taki nawet można powiedzieć taki płotek, taki hashtag jak w telefonie pan ma, to takie coś się pojawiło na niebie i środek tego, środek tego był biały.
I ten obiekt jak dosłownie, to się pojawiło na ułamek sekundy, wleciało w ten sen właśnie, w ten taki jakby kwadrat, który się pojawiał na tego i dosłownie wleciało w to i zniknął. No dobrze, mi tak jakby trochę ten ten obiekt, ten taki krzyżek był takim statkiem matką, prawda?
Oczywiście, wie pan co? To tak bardziej wyglądało jak takie jakieś, nie wiem, przejście, jakiś portal, coś w sumie takiego. I że to, że to po prostu, Bo to dosłownie się pojawiło tak z dwie sekundy przed tym obiektem i to dosłownie się pojawiło, ten obiekt stąd wleciał i momentalnie wszystko znikło.
I ten obiekt i to, co się pojawiło, a co dosłownie to było, to wyglądało tak jakby taki prostokąt na niebie, tak jakby taka dosłownie biała kartka papieru i to dosłownie wleciało z to i momentalnie wszystko zniknęło.
To mówię, co to było, Bo dla mnie w szoku, Bo mówię przecież ten obiekt powinien się przemieszczać gdzieś dalej na niebie, gdzieś powinienem go widzieć, a on dosłownie jak stąd wleciał, momentalnie zniknął.
A czy obserwacji tego obiektu towarzyszył jakiś, nie wiem, rozbłysk, jakieś efekty świetlne? Nie, nie, nie. To było po prostu tak samo to po prostu, co się pojawiło, co mówię, co ten obiekt stąd wleciał, to to to w sumie w zasadzie był jakby taki snes.
To po prostu się tak dosłownie jak taka migawka, jakby pan napisał... Na przykład slajd przebijał. Osobnie się pojawiała tak jakby taka migawka. To wleciało i od razu tak znikło, nie? Jaka to była miejscowość?
Ja mogę panu podać, ale jakby pan chciał to wykorzystać w materiale, co pan tam pominie, to dobra? Oczywiście. Bo jestem z małej miejscowości, tak... to jest mała miejscowość w województwie Wiesłopolskim.
Tutaj jeszcze mam takie pytanie. Jakie panowe warunki wtedy pogodowe? No właśnie widoczność była super, Bo to był słoneczny dzień. Niebo było praktycznie bezchmurne. No gdzieś tam jakieś tam pojedyncze, powiedzmy tam chmurki, ale to tam naprawdę tam niebo było praktycznie bezchmurne i naprawdę w widocznych była super, nie?
Ten brak rozbłysku tutaj sugeruje, że możemy właściwie wykluczyć opcję pod tytułem meteor, Bo meteorom często takie rozbłyski podczas spalania w atmosferze towarzyszą, a tutaj nic takiego nie było. Nie było ani rozbłysku, ani ogona za tym obiektem, nic.
Nie. Powiem panu, ten obiekt był w ogóle ciemny. To była dosłownie taka jakby z mojej perspektywy, tak jak ja to oglądałem z ziemi, to to wyglądało trochę jak taka metalowa kula. Bo to było takie mówię ciemne, to tak mówię z mojej perspektywy być może, być może to było coś, no mówię, na pewno to był jakiś duży kulisty obiekt i no na pewno to nie był meteor chociażby z racji tego, że to na samym początku sobie z miejscu po prostu wiszało, a dopiero po jakimś czasie to zaczęło się przemieszczać.
Także gdyby to był meteor, to po prostu by sobie od razu leciał, spadał i tyle. A to sobie wiszało najpierw przez krótką chwilę w miejscu, a dopiero później wystartowało i zaczęło lecieć, nie? Jaki to miało kolor?
Z mojej perspektywy to był taki ciemny, taki nieco szary, nieco czarny coś w tym deseń. Rozumiem, że żadnych dźwięków nie było ze strony tego obiektu, nie? Nie, nie. Właśnie żadnych sumów, żadnych nic z tych rzeczy, to po prostu i mówię, i prędkość.
Naprawdę zaskoczyła mnie ta prędkość, Bo mówię, ja w samolocie, jak samoloc się przemieszcza na niebie, Bo to było naprawdę na dużej wysokości, Bo to było już tak, jak na przykład samoloc się przemieszcza gdzieś tam blisko chmur i to też było na takiej dużej wysokości, z tym, że mówię, jak samoloc się przemieszcza na niebie, no to wiadomo, że tam przesuwa, przesuwa, przesuwa, tam sobie człowiek ogląda i on się tak pomału przesuwa.
A to się przesuwało z taką prędkością jak dosłownie, jak spadający meteor, nie? Ile mogła trwać cała obserwacja tego zdarzenia? No myślę, że jakieś kilkanaście, kilkadziesiąt sekund Max. Bo to mówię, najpierw dosłownie, najpierw, jak ja to zauważyłem, to to przez, no Bo nie wiem, tam 10-15 sekund to wiszało w miejscu, po czym to wystartowało, leciało dosłownie przez kilka sekund i na ułamek sekundy się pojawił to właśnie, nie wiem, jakby to nazwać, trzęśnie portal.
Jak to wleciało z to, no to momentalnie zniknęło. No sposób zachowania tego obiektu sugeruje jakąś inteligentną siłę, jakby kontrolującą, sterującą tym czymś. Tak, no ja tak myślałem, że nie wiem, że to może jakaś sonda, czy coś, no nie wiem, no trudno, trudno.
Trudno jest mi powiedzieć. W każdym razie tak sobie nawet myślałem o tym, że to może nawet być tak, że właśnie, że te obiekty, które się tutaj do nas dostają, to nie na zasadzie takiej, że właśnie, że może one tam lecą z jakąś niewiarygodną prędkością, żeby się tutaj do nas dostać, tylko może właśnie na zasadzie takich jakichś, nie wiem, sześć portali i może w ten sposób po prostu się tutaj przedostają jakieś szybko.
No nie wiem, to taka moja po prostu myśl, jak tak próbowałem sobie w głowie to wszystko poukładać. Rozumiem, że po wniknięciu temu, po wniknięciu tego obiektu, w ten krzyżyk, czy cokolwiek tam było w ten hashtag, żaden ślad po tym obiekcie i po tym hashtagu już nie został, już nie było nic widać.
Nic, nic, kompletnie nic, normalnie się nie było w tym momencie, dosłownie przedroczyste, nic, nic tam nie było, niebo piękne, niebieskie i śladu kompletnie potem nie było. Dosłownie jakby się wszystko rozpłynęło w powietrzu.
No, to taka krótka, ale dosyć ciekawa obserwacja. Ten obiekt musiał być dosyć spory, skoro Pan go tak dobrze widział z takiej odległości. Właśnie powiem Panu, że co mnie zachowało, Bo z pierwszej chwili, to nawet powiem, powiem Panu szczerze, że z pierwszej chwili nawet sobie pomyślałem, że może jakiś balon, ale w momencie po prostu, jak to wystartowało, no to już po prostu straciłem, no po prostu od razu wiedziałem, że to nie może być balon, no Bo wiadomo, że żaden balon z takim prędkością nie przemieszcza, tak?
No balon chyba nie stałby w miejscu przez dłuższą chwilę, prawda, Bo tam oddziaływałby na niego wiatr, podmuchy powietrza... No to jest prawda. ...żeby się też jakoś poruszać. Tak, no to też prawda. A mówię, a co po chwili, to dosłownie z taką prędkością wystartowało, że ja byłem sobą.
To się przemieszczało, no naprawdę z niewiarygodną prędkością. No i jestem pewien, że żaden samolot, czy jakiś tam, nie wiem, dron, czy cokolwiek, nie byłoby w stanie się z taką prędkością przemieszać jak ten obiekt.
No dron ze względu na swoje jednak nie za duże rozmiary nie byłby tak widoczny mocno, tak? Tak, tak. A mówię, a to... Mimo, że ja to oglądałem z ziemi, to dosłownie było wielkości takiej monety i tysiące grosowych.
Także podejrzewam, że to naprawdę musiało być duże. No i dron raczej chyba nie znika w przestworzach, tylko jak już coś, to ląduje, tak? Tak, tak. No właśnie najbardziej fascynujące z tego wszystkiego, to było właśnie to, że jak to wleciało, ten taki, mówię, krzyżyk na niebie, to to momentalnie jakby się rozpłynęło w powietrzu i wszystko zniknęło.
Rozumiem, że pan był jedynym świadkiem, czy też jedyną osobą, która mogła jakby zauważyć w okolicy ten obiekt? Czy ktoś jeszcze w okolicy? No nie wiem, trudno jest mi powiedzieć. No w tym momencie akurat ja widziałem z tego względu, że no ja tutaj ten obiekt pilnuję na miejscu i po prostu zaobserwowałem, a no jestem niestety na zmianie Sam.
Pierwszy raz w życiu się z czymś takim spotkałem. No mówię, najbardziej mnie właśnie zastanawia ten jakby taki portal, to przejście, które się pokazało. No to było naprawdę coś niezwykłego. A tutaj to jest bardzo ważny właśnie element, mi się wydaje, ten moment, ten sposób, w jaki obiekt zniknął panu z oczu, prawda?
Tak, tak, tak, tak. No to mówię, no nie jestem w stanie tego w żaden racjonalny sposób sobie wytłumaczyć. Wiem, że to z wami chcę się podzielić z racji tego, że zajmujecie się tego typu zjawiskami, ja słucham waszych audycji, są naprawdę fajne, rzeczowe i dlatego też chciałem się czymś takim podzielić, no Bo może po prostu też jest, znajdzie się jakaś osoba, która widziała coś podobnego i być może będzie można coś więcej na bazie tych informacji potem się dowiedzieć, przeanalizować.
Powiem panu jeszcze szczerze, że miałem kiedyś też inne zdarzenia, ale to już takie zdarzenie z dzieciństwa, gdzie, gdzie świadków jest sporo, gdzie była taka uroczystość rodzinna, tam... nie pamiętam, jakieś urodziny, imieniny, coś takiego i na balkonie tam w domu jednorodzinnym był robiony grill.
I to już była taka dość, dość taka późna pora, było ciemno i w pewnym momencie nad domem zawisł, ale to, to już nie była żadna kula, tylko zawisł jakby spodek. On wydawał taki, taki jakby wyciągnięcie, coś tam, deseń, żeśmy wszyscy, wszyscy zaraz tam, żeśmy spojrzeli w górę tam i ten obec jak zawisł to też bardzo szybko potem...
On zawisł na parę sekund, po czym dosłownie w takim szybkim tempie tak jakby wystrzelił i odleciał też w górę, ale to, to akurat zdarzenie, to właśnie to mówię, to mam dużo świadków, Bo to i rodzice widzieli i tam ciocie, wujkowie, kuzynowie, to, to, to nawet często jest u nas w rodzinie wspomniane.
Ile mogło być świadków tamtego zdarzenia? Rozmawialiście jakoś potem o tym, co wiedzieliście? Jakimiś spostrzeżeniami się... Nawet powiem, pomysł, że nawet, nawet z jakiegoś... No, nawet, powiem, pomysł, że nawet, nawet z jakiegoś...
Z tydzień temu nawet z mamą rozmawiałem na ten temat i żeśmy wspominali właśnie, jak tam kiedyś taka sytuacja miała miejsce, żeśmy wspominali. Szczerze mówiąc, ile było świadków? No, myślę, że co najmniej z sześć, siedem osób.
To była ta sama miejscowość, prawda? Nie, nie, nie, nie, nie, ja pochodzę w ogóle ze ***. To był wtedy ***, tak? Tak, to był ***, Bo to, tak, Bo ja, to jeszcze był mój dom rodzinny, tam gdzie się wychowałem.
To było ***, Bo tutaj poznałem żonę i tu się przeprowadziłem. A który to mógł być rok? Jakie to w ogóle był okres? Wie pan co? Kurczę, który to mógł być rok, no? Ja mogłem mieć wtedy, nie wiem, osiem, dziewięć lat.
No tak, pi razy oko, prawda? To było tam dziewięćdziesiąty szósty, może siódmy. W ostatniej części dzisiejszej audycji przenosimy się w rejon Sochaczewa, gdzie jedna z naszych słuchaczek w maju dwa tysiące dwudziestego czwartego roku...
...zaobserwowała eskadrę sześciu dziwnie zachowujących się obiektów świetlnych wielkości Księżyca. To było dwudziestego szóstego Maja tamtego roku, w środku nocy tak naprawdę, Bo to był Sam początek dwudziestego szóstego Maja, dokładnie to pierwsza w nocy, parę minut po.
To była taka sytuacja, że ja wyszłam poszukać kota, Bo my mieszkamy, no jeszcze ja już nie mieszkam tak naprawdę, ale my mieszkamy na wsi, moja rodzina w sensie, pod Sochaczewem. To jest miasteczko w województwie mazowieckim, około pięćdziesiąt kilometrów na zachód od Warszawy.
I moi rodzice glonko dokarniają to jest tak zwolno żyjące koty, tak teoretycznie to znaczy, że te koty dobrze sobie radzą żyjąc na zewnątrz, no ale biorąc pod uwagę jak one wyglądały, jak się wprowadziliśmy, to nie, nie radzą sobie.
No i te koty nie zawsze się ze sobą dogadują. My też jednego kota, tak powiedzmy, przygarnęliśmy do nas, do glonu. I ta kotka, no ona przez pewien czas była jeszcze wychodząca. Teraz na szczęście już rodzice poszli po rozmowę, to głowy jej nie wypuszczają.
Ale przez pewien czas ona jeszcze wychodziła. No i właśnie ona taka jest terytorialna bardzo. No i takiego jednego kota wtedy 25 Maja jeszcze pogoniła. No i ja tak wychodziłam. Ja się zawsze kładę bardzo późno w nocy.
Tak pierwsza, druga to jest standardowa godzina dla mnie już od lat. Nawet jak normalnie mam pracę i tak dalej. I tak wchodziłam, pomyślałam, no kurde, no umyłam się, ale pomyślałam, no kurde, no ten mały ten kotek, wtedy kociak jeszcze był, tak zwany koliberek.
No on jeszcze nie jadł wtedy, tak. Ona go pogoniła, on gdzieś pobiegł. Pomyślałam, no to wyjdę i poczekam aż przyjdzie, tak, Bo on zawsze gdzieś tam po okolicach chodził. No i wyszłam. Było parę minut po pierwszej, tak naprawdę.
I była wtedy bardzo ciemna noc. Pamiętam, że gwiazd to w ogóle nie było widoczne. Nie było widać, a księżyc tak tylko delikatnie, delikatnie gdzieś tam za chmurami majaczył, ale tak bardzo delikatnie. Jedyny źródło światła to były lampy uliczne i światło od nas z uganku, które było zaświecone.
No i też było cicho. I ja nie wiedziałem, czy jest powiedzmy coś powszechnego przy takich, powiedzmy, obserwacjach, że takie rzeczy się raczej postrzega. Ja tu się będę odwoływała może potem, trochę później do sprawy, która mnie przekonała w sumie, żeby się skontaktować z waszą audycją, tak tutaj, Bo było to dla mnie na tyle nietypowe, że myślało mnie, no kurde, to jest niemożliwe, ale chodzi o sprawę ze Strzelina.
To mnie po prostu sprawiło, że się skontaktowałem, ale powiedzmy może dalej, zanim dokładnie wyjaśnię, z czym to było podobne ze sprawą ze Strzeliną. Bo ja wyszłam tam sobie. Była ta pierwsza noc, 26 Maja 24 roku.
No i chodziłam sobie po stół, Przyszedłem do podwórku, no i robiłam kicikicik i tak kota wołałam, ja to mówię kiciałam. No i chodzę sobie po tym podwórku, no i podeszłam sobie do bramy. Jak się stoi przy bramie, stoi się na podwórku i widzi się te kraty, no to widzi się w kierunku północnym.
Tam jest taka łąka i dopiero dalej są jakieś zabudowania, no i drzewa. No i tak stoję, patrzę i na niebie wisi sześć obiektów. Sześć. W takich dwóch pionowych rzędach. Po trzy. I one wielkością były zbliżone do księżyca.
Ja tak stałam, myślę, no co to jest w ogóle? I moją pierwszą myślą było, że to może ktoś sobie robi po prostu jakieś zabawy dronami. Tak, może jakaś grupa ziomków albo po prostu jakaś pojedyncza osoba stwierdziła, no okej, noc jest bezwieczna, też samochody w ogóle nie jeżdżą.
To dla mnie było niesamowite, Bo tam zawsze coś się jeździ. Tam to jest miejsce, które łączy tak naprawdę dwie główne drogi do Warszawy. I tam cały czas coś się jeździ. Tam jest zawsze rzepa, Bo tam nie ma chodnika, a tiry jeżdżą przez całą dobę tak naprawdę.
Możemy jakieś tam ciągi jeden za drugim, ale jeżdżą cały czas tam tiry i samochody osobowe, a po prostu wtedy nie jeździło nic. To się nie zdarza. No i ja stałam tak, patrzyłam, myślę, no może ktoś się dronami bawi, tak?
No tylko, że to robią mój kolegą na tym, że ja wiem, jak drony wyglądają i jak, no powiedzmy, jak one też wyglądają, kiedy coś tam mają robić w tym powietrzu, tak? Trochę nie miało sensu, Bo one tak sobie wisiały po prostu w dwóch rzędach po trzy, no i też biorąc pod uwagę ich wielkość, no to albo musiały być bardzo blisko, albo, nie wiem, no Bo wielkością przypominały księżyc, tak?
Nie były może aż tak duże? No musiałaby mieć bardzo mocne światła, żeby tak bardzo mocno być widoczne, prawda, z taką wielkością. No właśnie. I tak się to rozważałam, no ale myślę, no, no dobra, może ktoś się dronami bawi i tyle, tak?
Wiadomo, że są różne prądy powietrza, Bo myślałem, że może coś tam na górze jakichś prąd, jak one gdzieś tam wiszą, to że tam mnie gdzieś to wywiewa, tak kolokwialnie mówiąc. No i tak sobie stałam, szukałem tego kota i nabrałem te obiekty.
Poruszyły. One zaczęły migotać w nieznanym dla mnie w ogóle jakimś wzorze. No dla mnie to nie miało sensu, dla mnie to było kompletnie losowe. Może to miało sens, ale nie mam pojęcia. I one, cały czas pozostając w tej swojej konfiguracji dwóch pionowych rzędów po trzy, zaczęły powolutku poruszać się troszeczkę na wschód.
I robiły to bardzo powoli, bezdźwięcznie. Stanęły sobie, tak? Przez chwilę. Obniżyły delikatnie lot. Przeleciały troszeczkę na zachód. A potem już wypróły, takim samym tempem, na wschód. I zniknęły mi z widoczności za zabudowaniami i drzewami.
I nie bym może w ogóle zapomniała o tym. Gdyby nie fakt, że to nie był koniec. Z tymi obiektami już był koniec. Ale praktycznie w momencie, no chwilę potem, kiedy one mi zniknęły, usłyszałem helikopter.
I helikopter leciał od strony Sochaczewa, może z południa trochę. Bo Sochaczew jest od naszej strony. Od naszej wsi. Dosłownie na zachód, jak się stało przy tej bramie, tak? A on tak trochę, jakby jeszcze z daleka leciał, tak?
Z południa. I dosłownie, nie wiem, Bo potrwało to ze trzy, cztery, może pięć minut od momentu, kiedy ja po raz pierwszy gdzieś tam go z daleka usłyszałam. A kiedy on już zniknął z oczu całkowicie i ze słuchu i tak dalej.
Nie wiem, jak latają helikoptery, jakim tempem, ale było to raczej szybko, tak? I wie pan, on leciał bardzo nisko. I co ja się nie znam na lotnictwie, to byłam na niejednym jakimś tam pikniku wojskowo-militarnym.
I wiem, na jakiej wysokości lecają helikoptery. I on leciał bardzo nisko. I wiem, że to jest wariactwo i że brzmię, jakby mi się to wszystko przyśniło. Ale myślę, że to była wysokość tak na oko czwartego piętra morza.
No to rzeczywiście bardzo nisko. Nietypowo nisko. Jeżeli to było... Zakładając, że to był jakiś wojskowy pojazd, tak? Bardzo nisko, proszę pana. Bo ja, jak tam stałam, ja byłam w stanie dostrzec, że tam są inne światełka niż te przednie, tak?
Ja byłam w stanie zauważyć, że tam jest jakieś światełko, jakaś taka dioda, tam jakieś takie mniejsze światełko kolorowe coś tam miga. Stoję na tym podwórku. Więc on leciał bardzo nisko, naprawdę. Na żadnym pikniku, chyba tylko jak już się szykował do lądowania jakiś.
No to tylko wtedy taki pułap osiągał, tak? Więc ja byłam w szoku. I właśnie. To zabrzmi też ponownie jak wariactwo. Ale... No... Przynajmniej z tego, co ja kojarzę, no to helikoptery ratownicze są albo lute, albo czerwone.
Głównie żółte. Tamten był ciemny. Jestem pewna, że był ciemny, tylko tyle w stanie jestem powiedzieć. Mam dylemat między czarny, a ciemno i zielony. I przeleciał tak po prostu... Dokładnie. Dokładnie w kierunku, gdzie te obiekty nie zniknęły.
Perfekcyjnie w tamtym kierunku. I wie pan. Ja pomyślałem. Ja miałem wiele różnych rozwiązań. Jako osoba, no myślę, to dość stacjonalnie myśląca, tak? Że... Ludom... Uff... Może to nie jest w żaden sposób ze sobą połączone i tak dalej.
No Bo myślałem, no może jakieś ćwiczenia, tak? No tylko... No raczej się takich rzeczy nie przeprowadza na wsiach, gdzie jest całe multum ludzi. To nie jest jakaś taka wioska zabita dechami. Gdzie nic nie ma.
Gdzie jest wieś na 20 osób to 15 kilometrów. No... To nie jest Awilona. To nie jest jakaś Syberia. To nie jest Sahara. Żeby tam nie było ludzi. Tam jest całe mnóstwo zabudowań. To są ścisłe okolice Warszawy tak naprawdę.
Jest miasto 33 tysięczne. Tak naprawdę z 5 kilometrów, czy 7 od nas. To nie jest miejsce dobre do przeprowadzania ćwiczeń. No w obszarze zabudowanym jakby nie patrzeć w ogóle nie powinno się przeprowadzać jakichś testów wojskowych ze względów bezpieczeństwa.
No właśnie. Więc... No to powiedzmy... No powiedzmy, że mogłam to wykluczyć, tak? Pomyślałam, no może jakiś pokaz dronów, tak? Może jakieś bestsellery, może coś. Bo szczerze mówiąc nie wiem jaki to był dzień.
Ale... Widziałam pokazy dronów na YouTubie. I wiem, że to nie jest sześć obiektów, które sobie wiszą w powierzchu przez kilka minut. A potem sobie gdzieś tam delikatnie tylko latają prawo, lewo, w dół czy coś.
Ligając, tak? No to raczej nie jest pokaz dronów. Chyba, że się faktycznie ćwiczy i to popatrzcie czy konfiguracja działa. No i ten helikopter, no. Nie wiem. Leciał bardzo nisko. Tak jakby do tego stopnia, że nie byłam w stanie dostrzec, że tam jest więcej niż tylko te przednie lampki.
I to byłabym w stanie nie wskazać w którym miejscu wtedy to było. Bardzo nisko leciał. Ja jeszcze nie widziałem w swoim życiu, żeby helikopter leciał tak nisko. Tutaj mi się nasunęło na myśl, że drona jednego byłoby słychać.
A co dopiero sześć dronów, prawda? No właśnie. Tak jak pomyślałam, no. Może jakiś tam... Ruchy powietrza na górze, tak? Może przez to coś tam wywiało. Jakieś tam masy powietrza mi sprawiły, że tych dronów nie było słychać.
No ale tak jak pan powiedział, no. Jeżeli one były tak blisko, żeby być tak wielkie. No i było ich sześć, to trzeba było je słyszeć. A tutaj nic po prostu. I one się też poruszały bardzo skoordynowanie.
Ja wiem, że teraz są różne techniki, programy algorytmne i tak dalej, które sprawiają, że to jest dość proste, tak? Ale no dla mojego ludzkiego oka mam podobno... Bardzo dobry wzrok z tego, co mi był lekarz w tamtym roku podczas badań do pracy.
No to mam dobry wzrok. I dla mojego ludzkiego oka one idealnie ze sobą tam współgrały w powietrzu. I wie pan, ja nawet zacząłem tutaj lekarza... No okej. Może ktoś mi zamówił jakiś pokaz dronów, albo sobie ćwiczył, albo coś.
Ja obserwowałem lokalne media. I nie tylko lokalne media, w sensie jakieś gazety sochaczewskie stricte. Ale też gazety okołogminne, tak? Gazety gminy Kampinos. Gazety po prostu gminy Sochaczew. Obserwowałam też stronę na Facebooku naszej sochaczewskiej policji.
I ostatnio nawet nie padłam na to, ale przeleciałam sobie... Przemieniałam po prostu stronę jednostki w Bielicach. I nic nie było. I rozumiem, że na jakichś grupach lokalnych skupiających mieszkańców okolicznych też nic nie było, prawda?
Nie. I ja... Ja... Wie pan co? Ja sama sobie poniekąd nie ufam. Bo ja wiedziałam tamtej nocy, że ja pójdę spać i ja nie będę sobie wierzyła, że ja to widziałam. Więc ja od razu tak naprawdę jak przyszłam do domu, jak ten kot przyszedł, dałam mu jeść i uciekłam do chałupy.
Ja napisałam kilka wiadomości mojej najlepszej przyjaciółce. Żeby z samej wiedzieć, że to mi się nie przyśniło. Bo ja wiedziałam, że to było na tyle niesamowite, tak? Na tyle niepowszechne, że ja sama sobie rano nie będę wierzyć, że ja to widziałam.
I tak jak już wspomniałam, przekonała mnie sprawa ze Strzelina. Ja pamiętam, który to był odcinek, ale pani opowiadała o też kilku obiektach, które też były dość duże. I które nie poruszały się szybko.
To była taka właśnie sytuacja, opisywała, że ona stała sobie na rynku w Strzelinie. I stało gdzieś nieopodal wesołe miasteczko i wokół nie było ludzi, nie jeździły samochody. Ona słyszała tylko muzykę z tego wesołego miasteczka.
I szła za tymi obiektami. Które się poruszały stosunkowo powoli na niebie. I słuchałam tego i miałem takie... Ej, czyli ktoś też coś takiego przeżył. Czyli nie jestem w tym jedyna, nie zwariowałam. Mogło się to nie wyobrazić.
Bo tak jak się śledzi media, takie powszechniejsze sprawy to jest jeden... No maksymalnie trzy obiekty, które się układają w jakieś takie półkole albo w taką linię prostą. I też tak powiem elo. A tu było sześć.
I dlatego tak mi to sprawiło, że sobie nie ufałam. Jeżeli pan chce, mogę panu podesłać potem screeny z Messengera. Z rozmową z tą przyjaciółką. No może panie, oczywiście. Mogę, tam będzie. Właściwie zrobiłem sobie screeny... No teraz jakoś prześledziłam potem przez lubkę.
Bo nie mogłam tego znaleźć. Chciałem dokładnie sobie datę przypomnieć. Więc tam data będzie. No śledziłam lokalne media, tak jak wspomniałam. Nie było nic. Nawet nie przyszło jeszcze ewentualnie do głowy.
Czy może ktoś po prostu, nie wiem... Bawił się dronami. I wojsko coś zarejestrowało. No i przyleciało helikopterem. Brzmi to kurlozalnie, prawda? Ale sytuacje takie jak... No przy lotnisku ktoś tam sobie stał.
Bawił się jakimś laserem. Świecił pilotowi w oczy. No i potem w mediach jest opisana sytuacja, że taka... Że coś takiego miało miejsce. No i jest artykuł typu... Że ileś tam letni mężczyzna bawił się laserem.
Jest to zagrożenie. Został zatrzymany. Dostał tyle i tyle. Grzybna tyle i tyle. I w ramach... No... Przypomnienia. Zdobrze. I w tym rozsądku czytelnikom, że... To jest karalne, niebezpieczne i tak dalej.
Jest opisana sytuacja. Żeby po prostu nikt tego nie powielał. Tak? No ja pomyślałem. No może... No wiadomo. Wtedy to już 2024 rok. Wojna na Ukrainie. Rosja, Białoruś i tak dalej. No może ja za bardzo wierzę w polskie wojsko.
Ale uważam, że jak sześć obiektów. A jeden balon nad Bydgoszczem. No to jest jednak trochę co innego. I raczej tego by polskie wojsko nie przepuściło. Aż do tego stopnia. Żeby przeleciało nad Warszawą.
A czy było coś takiego, że po zniknięciu tych obiektów. Jakby wróciły dźwięki otoczenia? Bo wiemy, że był słyszalny ten helikopter. A czy inne jakby dźwięki... Nie wiem, przyrody samochodów były słyszalne?
Samochody cały czas nie jeździły. To mogę powiedzieć na pewno. Wiem, że psy nie szczekały. Ale wydaje mi się, że słyszałam wtedy... No... Świerszcze. Tak. Tylko tyle tak naprawdę. Psy nie szczekały. Samochody w ogóle nie jeździły cały czas.
A ile mniej więcej ta obserwacja mogła trwać tych obiektów? Myślę, że 10-15 minut. I to by się raczej zgadzało. Bo tak jak pamiętam... Ja zawsze się myłam późno. Potem tata mi rzekł, że myjesz się w nocy, budzisz nas.
I tak około pierwszej wyszłam. To było bardzo ciepło wtedy. To był bardzo ciepły wieczór. Zwłaszcza jak na koniec Maja w Polsce. No i ja sobie wyszłam jeszcze z mokrymi włosami. Pamiętam miałem na sobie koszulę nocną.
No i sobie potem po dwórku chodziłam. Tak. Robiłam kieciki na tego kotka. Szukałam go, żeby on tam coś zjadł tego dnia. Nie chodził głodny. Pani wspominała, że wtedy nie były widoczne gwiazdy. Jakie to były wtedy warunki pogodowe?
Było zachmurzenie? Czy po prostu z jakiegoś innego powodu te gwiazdy nie były widoczne? Zachmurzeniem musiało być. Bo ten księżyc... No widać było po nim takie... No nie powiem... Planki i fale. No było widać, że na tym księżycu jest jakaś warstwa chmur.
Tak było po nim widać. Że on był taki trochę... Trochę widoczny, ale tak jakby coś go przesłaniało poniekąd. I to było po nim widać, że to chmury musiały być. Ja nawet nie zwracałem uwagi tego dnia, ale...
Musiało być zachmurzone. To tak w sumie wygląda jak taki spektakl dla jednego widza jakby. Pomijając oczywiście ekipę ewentualnego tego helikoptera. Jeżeli ten helikopter podążał według pani za jakby torem przemieszczenia się tych obiektów, to musiało tam jakieś wykrycie nastąpić.
Natomiast tam nie było. To jakby żadnych innych świadków nie ma szansy, żeby ktoś coś widział, sądząc chociażby po braku jakichś zmianek na grupach, na mediach i tak dalej. No nie wydaje mi się. Ja to nawet wsadziłam na taką grupę na Facebooku.
Trochę się wzbraniałam. Trochę to zrobiłam bowiem szczerze później niż stricte po wydarzeniu. No Bo ja piastuję z tym blisko publiczne. No i raczej byłoby to niedobrze widziane, że o tutaj pani, której ja ufam, ja ujawniam swoje dane i tak dalej.
Przekazuję swoje dokumenty. I ona tutaj nagle gada o jakichś ufoludkach i też o sześciu obiektach, które sobie latają w ciszy i sobie znikają gdzieś tam za zabudowaniami i helikopter wojskowy leci, tak?
Ale no nic, nic nie było. Ani na lokalnych mediach, ani policja nic nie dostała. Raczej też mi się wydaje, że gdyby jakieś dziwne telefony się posypały, no to raczej by policja też... No nie wiem, może się coś ujawniła, ale wie pan, to jest małe miasto.
Tutaj w momencie, kiedy była afera, niepewnie pan kojarzy, tak zwanego morderstwa w Żabce, to w ciągu doby wypłynęło zdjęcie ciała tego sprawcy, który odebrał sobie życie w lesie. I po całym mieście to po prostu zostało wysyłane.
Każdy to miał, każdy to widział. To jest małe miasto, każdy tutaj wszystko wie wbrew pozorom, Bo to jest jednak 33 tysiące osób plus gminy. Ale też nic nie było słychać, tak? Więc ani żadnego... ani nic w mediach, zwłaszcza że mamy takiego...
Nie wiem, czy pan kojarzy? No ja wiem, pan tak siedzi w tych paranormalnych rzeczach. Pan Szostak. On jest dziennikarzem. I co prawda on stricte nie jest tym popularnym, powiedzmy, Szostakiem, ale jest bratem takiego już zmarłego pana Szostaka, który jest znany z pisania o widziadłach.
Nawet książkę napisał właśnie o widziadłach, czarostwach właśnie w okolicy Ochaczewa. No i on też się lubuje w różnych, powiem, po prostu dramach, tak? Więc myślę, że nie przepuścił by okazji, gdyby ktoś coś widział, ktoś coś sfotografował.
On prowadzi SOH-czef, jedną chyba najpopularniejszą platformę jakąś informacyjno-medialną w Sochaczewie, w okolicach. I nie było nic. Ja wszystko prześledziłem, po prostu zero. No krótko mówiąc, jedna wielka tajemnica, którą chyba tylko pani obserwowała, tak?
Tak mi się nasunęło na myśl, że ten obiekt, ta skandra obiektów mogła potencjalnie pełnić jakby rolę w... Wabika, dlatego... w ramach jakichś tam ćwiczeń, żeby ekipa tego helikoptera to jakby wykryła, prawda?
Tylko no tutaj wchodzi taka kwestia znowu, że no ćwiczenia jakieś wojskowe, których nie powinno się w takim terenie odbywać, tak? Także to możemy, myślę, całkowicie wykluczyć tę opcję. No właśnie i tak się zastanawiałam na ten temat.
No nic mu tutaj po prostu nie gra. Sposób zachowywania się tych światełek sprawiał takie wrażenie chyba inteligentnie. ...prawda? Takich inteligentnie jakby sterowanych. Leciały, wobec mnie, no w szyku, tak?
Dla mnie one były idealnie ułożone. Dla mojego oka, no, one były w idealnych odległościach. No jakby miał pan kartkę w kratkę i sobie cyrklę gdzieś tam po pośrodku wkuwał i porobił kółeczka, tak? No one były dla mnie i w idealnym rozmiarze, w idealnej odległości poruszały się w tym jednym szyku.
No raczej nie były to po prostu sobie takie losowe kulki jakieś powrzucane, Bo no nie poruszałyby się w ten taki sposób, tak? Dla mnie może jedyne, co było losowe, to było to migotanie, tak? Dla mnie to nie miało sensu.
Może to miało jakiś sens, którego ja po prostu nie zauważyłam, Bo skupiłam się podczas obserwacji na tym, co one robiły, a nie jak one migotały stricte. No ale myślę, że to migotanie to taka jedyna rzecz, która mogła być taka losowa.
No leciały wszystkie w jednym szyku, zatrzymywały się w tym samym momencie, w tym samym zmieniały kierunek i wydaje mi się, że przechowało to jakieś inteligentne zachowanie. No i możemy chyba też wykluczyć opcję pod tytułem, że to były jakieś światła rzucane, prawda, z ziemi, tak?
No bardzo mi się nie wydaje. I to już wszystkie relacje przygotowane do dzisiejszego odcinka. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o obserwacjach opisanych przez naszych rozmówców. A jeśli sami zaobserwowaliście bądź przeżyliście coś trudno wytłumaczalnego, zapraszam do kontaktu.
Przypominam, że cały czas działa oprowadzona pod egidą Radia Paranormalium baza relacji o obserwacjach UFO pod adresem www.ufo-relacje.pl Jak to mówi najwierniejszy słuchacz Radia Paranormalium życie konkreciarzy obfituje w obowiązki nie tylko natury zawodowej.
Przez co z racji moich ograniczeń czasowych wpisy na stronie głównej pojawiają się z różną częstotliwością. Jednak, co mnie cieszy, zgłoszeń dokonywanych przez odwiedzających całych czas przybywa. Zatem warto tę stronę śledzić.
www.ufo-relacje.pl Warto także zajrzeć i zasubskrybować kanały na YouTube Biuro Duchów Ady Entelman, UFO Historie Piotra Cielebiasia oraz Wehikuł Wyobraźni Marka Żelkowskiego, gdzie autorzy omawiają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium.
Przypominam również o najnowszym numerze miesięcznika Nieznany Świat oraz o kanale czasopisma na YouTube, gdzie obok innych tematów jest również mocno obecna tematyka ufologiczna. A zapowiedzi kolejnego odcinka podcastu mówią świadkowie oraz innych ciekawych treści wypatrujcie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.
pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Zachęcam również do udzielania się na forum Radia Paranormalium pod adresem forum. paranormalium.pl forum.paranormalium .pl Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios".
Radio Paranormalium Paranormalny Głos w Twoim Domu Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.