[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy, i cztery w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
[01:04] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Iverios". Od razu informuję, że jeśli macie gdzieś pod ręką słuchawki, to warto z nich skorzystać, bowiem moja dzisiejsza rozmówczyni prosiła o zmianę barwy głosu. Modyfikacja nie wpłynęła zbytnio na zrozumiałość jej wypowiedzi, jednak pomoc w postaci słuchawek lub, na YouTube, włączonych napisów może w niektórych momentach okazać się przydatna. Dziś wysłuchamy kolejnej historii tego cyklu paranormalnej spowiedzi. Przy czym, nie boję się użyć tego określenia, będzie to spowiedź z gatunku tych zdecydowanie wstrząsających i prowokujących do zadania sobie wielu trudnych pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. Usłyszymy opisy zdarzeń z wielu różnych kategorii, począwszy od spotkań z dziwnymi istotami, poprzez obserwacje UFO, zdarzenia podczas OOBE, czyli w stanie przebywania poza ciałem. Coś, co wygląda na wzięcie na pokład obcego pojazdu kosmicznego, kontakty z zaświatami, wspomnienia z poprzednich wcieleń i tak dalej. Wiele z opisanych przez naszą słuchaczkę incydentów nosi znamiona wysokiej dziwności.
W zdarzeniach odbywających się w naszej sferze rzeczywistości często brała udział nie tylko moja rozmówczyni, ale też jej bliscy i znajomi. Zwracam państwa szczególną uwagę również na opisy reakcji psów na pojawienie się przybyszów o nieustalonej, przypuszczalnie innowymiarowej proweniencji. Z naszą słuchaczką spędzimy dziś nieco ponad półtorej godziny. Zapraszam zatem do słuchania.
[02:52] - No to opowiem to, co ile ja pamiętam i co po prostu związanego z tym wszystkim przeżyłam, bo tych rzeczy było dość sporo zagadkowych i niewyjaśnionych dotąd nieraz i, no, sama nie wiem, jak do tego podejść. I praktycznie niewielu osobom o tym mówiłam, bo wiadomo, z czym to może się nieraz spotkać i też nieraz tego doświadczam na różnych grupach, nawet o UFO. Jakieś grupy, jakieś były rzeczy typu wyśmianie czy, czy po prostu: "No nie wierzę i już". I takie... Albo żeby coś tam jakoś udowodnić. No mówię, no nie zawsze się to udawało, żeby coś udowodnić, bo, no jak opowiem, to będzie może wiadomo. Więc ta moja historia, odkąd ja ją pamiętam, to się zaczęło od dziecka. W sumie od kilkuletniego dziecka, bo pierwszy raz to miało miejsce na ogrodzie. A mieliśmy taki naprawdę, bym powiedziała, dziki ogród, bo tam był bez na ładnych parę metrów. Krzaki bzu, taki duży szpaler, no gdzieś dziesięcio, dziesięć, dwanaście metrów długości.
Gęste krzaki, takie malin nieprzycinane, takie po prostu dziko rosnące i drzewa takie starego typu, nie tak jak teraz ładnie regulowane z drzewka, tylko to naprawdę jakieś jabłonie czy śliwa, czereśnia. To były takie naprawdę potężne drzewa. Między tym krzaki agrestu. No to dość tak opisuję, ale ma to znaczenie, bo wtedy pamiętam, jak miałam może ze cztery lata i się na tym ogrodzie tam bawiłam. I generalnie wtedy się pojawiła taka istota. I po prostu, co ciekawe, ona powiedziała, że mam nikomu o niej nie mówić. No i praktycznie ja tego dotrzymywałam, tego słowa. Nie mówiłam nikomu. I te spotkania były na tym takim zacienionym, gęstym ogrodzie. Jednego razu była sytuacja, gdzie praktycznie, bo moi rodzice też oni byli i są jeszcze nadal ogrodnikami, może to też będzie istotne.
I po prostu jednego razu mama tam coś robiła w tunelu obok, a ja też na tym ogrodzie się bawiłam tam sama jakimś miśkiem tym. I praktycznie no wiem, że pamiętam, że wtedy mnie wołali na obiad i ja byłam tak zajęta z tą istotą. Ta istota normalnie była fizyczna. Ona brała do swoich rąk tam jakieś moje klocki czy po prostu też pytała. Bardzo ją, wiem, że ciekawiło, co w środku ma ten misiek. I raz to pamiętam, że ona tak położyła rękę na tym miśku, bo on miał takie, w środku była taka piszczałka, takie coś jak zaszywane nieraz jest w zabawkach i po prostu bardzo ją interesowało co, co to jest, nie? I ona tak pamiętam, że położyła temu misiowi tak jakby na brzuchu i na tym swoją rękę. I praktycznie wtedy mama by, ona mnie nie mogła na ten obiad jakby dowolać czy coś takiego potem i tak jakby prawie że nas jakby naszła, że ja jestem z tym, tym kimś, czymś. Ale ta istota się szybko zorientowała i błyskawicznie ona po prostu przemyknęła. Były te krzaki takie agrestu i praktycznie, no to było...
Ja jeszcze wiedziałam, że ona tam za ten krzak, a mama już akurat moment i była koło mnie.
[06:15] - Jak ta istota wyglądała?
[06:17] - Właśnie do tego też zmierzam, bo po prostu z tym, z tym się wiąże dalsza, dalsza taka część. Te zdarzenia były cykliczne, bo ona przychodziła jakiś czas systematycznie i pojawiała się jakby znikąd. Zawsze u mnie jakoś za plecami, po prostu kiedy się bawiłam, ona, ona stała, stała. Mieliśmy taką wannę do sadzonek, tam była ziemia, mama tam coś doniczkowała z tego, jak to się tam mówi i po prostu byłam też sama wtedy. Patrzę, jest koło mnie i praktycznie no mówię w tym dzieciństwie to ja wcale jakoś tak nie pragnęłam ani kontaktu jakoś z rówieśnikami czy z dzieciakami. I potem to zanikło i praktycznie nie było bodajże no cały rok na pewno tak, tak to jakoś kojarzę. I potem znowu było pojawienie się. No i później to była historia w tysiąc dziewięćset to był osiemdziesiąty rok na pewno. I moja siostra się miała wtedy urodzić. Siostra jest sześć lat młodsza i praktycznie no ja wtedy miałam sześć lat i byłam w domu.
My mieszkaliśmy jeszcze z babcią, czyli mama, tata, babcia. Dziadek już nie żył i ja. No i mama była wtedy w szpitalu w Strzelnie. Ta siostra się miała urodzić w maju i praktycznie babcia z tatą pojechali i ja zostałam sama w domu. No teraz może to nie do pomyślenia, że tam taki dzieciak w tym wieku zostaje sam w domu, a oni jadą tam te kilkanaście czy dwadzieścia kilometrów do tego szpitala, ale praktycznie tak było. No ja dość szybko, bo miałam cztery lata, chyba zaczęłam czytać i jak miałam zostawione książki, miałam tam jakieś klocki, zabawki, to po prostu... A z drugiej strony ja wiedziałam, że wtedy tak jakby oczekiwałam już tego, że pojawi się ten ktoś. No i po prostu oni pojechali do tego szpitala. Mama jeszcze wtedy wiem, że była jakaś awantura, bo ona była zła, bo mógłby zważyć dzieciaka samego zostawili, a ja nie chciałam jechać. No i babcia pojechała z tatą.
Tam mieli nie być za długo. No nie wiem, może im tam jakiś tam, tam czas zeszło. Na pewno to było dłużej niż godzina i praktycznie ja się no wyśmienicie się wtedy z tą istotą bawiłam. Znaczy tak zawsze mówiłam, że z nim, ale no nie wiem, no jakiś tam on powiedzmy i się z nią fajnie tak bawiłam, że pamiętam jak oni wrócili to otworzyli drzwi, odkluczyli te drzwi i po prostu. A ja w pokoju byłam i mamy takie no wejście jest teraz altana, kiedyś tego nie było. Jest korytarz, kuchnia, pokój, w którym byłam ten, ten wtedy nasz taki dziecięcy i praktycznie ja się tak fajnie z nim bawiłam, że jeszcze się śmiałam, jak oni byli w korytarzu i praktycznie się rzucaliśmy klockami. On mi te klocki wkładał odwrotnie. To były takie wciskane klocki i po prostu no ja z tego nie wiem. Miałam taki ubaw po pachy. Chociaż też pamiętam, że on mnie pytał o jakieś rzeczy, tak jakby mi się te rzeczy wydawały jakieś takie bym teraz powiedziała jako dorosła osoba, takie banalne, ale no po prostu była naprawdę wyśmienita zabawa i ja jeszcze się śmiałam.
No i pamiętam, że babcia mówiła potem jak przyszli, to od razu jej nie było. Po prostu tak jakby rozpłynął się. I jak przyszli, to babcia się pyta co się tak, coś się tak śmiałam, co mi tak wesoło i tak dalej. A ja wtedy pamiętam, że pierwszy raz się wygadałam, że po prostu bawiłam się z... Nie mówiłam istotą, tylko mówię, że bawiłam się z nim, że tu był u mnie i tak dalej. No i tata z babcią byli przekonani. Oni sobie tak jakoś no założyli, że na pewno to był duch mojego zmarłego dziadka, bo dziadek zmarł w lutym tego samego roku właśnie i to siostra się urodziła. I praktycznie oni cały czas mi wmawiali jakby, że to jest duch dziadka. A ja jeszcze mówię, że nie, że to nie był duch, bo jeszcze coś tata mówi, że pewnie był taki. Czy wyglądał jak dziadek, czy był mały, czy był duży.
A ja po prostu z tego, co pamiętam, praktycznie tak jak analizuję, bo jak poszłam do pierwszej klasy, byłam też takim dość niskim dzieciakiem. Miałam tam bodajże nawet niżej chyba niż metr. Najmniejsza byłam w klasie i po prostu ta istota była ode mnie jeszcze niższa. Ja bym tak powiedziała, że tak siedemdziesiąt, osiemdziesiąt centymetrów. I ona była szara, ale szara w takim sensie nie brązowa, nie popielata, nie wiem, jak to określić. Głowę na pewno miała łysą i z tym, że ona miała takie ja bym powiedziała tak w dotyku, jakby tą skórę miała aksamitną, ale jednocześnie miała taką guziołkowatą jak, jak to powiedzieć? Coś w stylu nie wiem, jak na krokodylu na grzbiecie takie, takie coś takiego. I praktycznie z tego, co pamiętam ręce jak kładła tą rękę na tym misiu i w ogóle no to ręce normalnie miały pięć palców, ale były szczupłe, szczupłe, długie i tak miałam wrażenie, że one inaczej miały te stawy jak u człowieka takie no inne były te ręce. Tyle mówię, kojarzę z tego nie. I praktycznie nigdy nie było między nami komunikacji, żeby ta istota się odzywała czy wydawała jakiś pisk, dźwięk czy coś takiego.
Tylko po prostu jak ja się na nią spoglądałam, to tak jakby to czułam, co ona mówi, czy chce powiedzieć, czy, czy myśli coś takiego. A ja po prostu jej odpowiadałam normalnie, tak jak no praktycznie mówiłam do niej. Chociaż nieraz też się łapałam na tym, że coś myślę, a tak jakby ona to wie, że na nie wiem, powiedzmy, że weź tam czerwonego klocka i że ona to wie.
[11:59] - Naprawdę taka, taka komunikacja mieszana, telepatyczno-słowna coś na tej zasadzie, tak?
[12:04] - Coś takiego było i, i potem z tym były dalsze jak dla mnie jakby kłopoty, bo jak poszło i to było ostatnie spotkanie, takie dziecinne. Jak poszłam do szkoły, to przez pierwsze bodajże trzy lata chyba podstawówki był z tym pewien problem, że na przykład jaNie mówiłam nauczycielom nigdy dzień dobry, powiedzmy czy sąsiadom. Jak szłam do szkoły, to po prostu ja myślałam w głowie, że przechodząc koło tej osoby dzień dobry i ja byłam pewna, że te osoby wszystkie mnie tak jakby rozumieją czy, czy słyszą to, czy to odbierają, nie wiem. I nawet nauczycielka zwróciła wtedy wychowawczyni mamie na wywiadówce uwagę kiedyś i raz, i drugi. I nauczyciele mówili, że dobrze się uczę, ale jestem, jak to powiedzieć, niegrzeczna czy taka, że ich ignoruję, czy coś takiego, bo po prostu no choćby nie wiem, co było, to ja nie no nie powiedziałam dzień dobry nauczycielowi, dyrektorowi. No mówię, to było jakieś takie mówię, dziwne. Później ta cała podstawówka to mówię, tych jakichś takich dziwnych rzeczy nie było. Ale w międzyczasie jeszcze było takie zdarzenie, że rodzice jako ci ogrodnicy oni chodzili zimą do sadzonek palić w takich dużych piecach w tunelach i to rozpalanie zawsze tam trwało jakiś czas. Oni potem dokładali do tych piecy, żeby to do rana w mrozy, powiedzmy tam trzymało temperaturę i nasze to pole z tymi foliami, sadzonkami, ono przy takiej łące jest. I pewnego razu oni poszli też, bo to im zabierało to dokładanie, to tam może tam z kwadrans do pół godziny, a oni pewnego razu poszli i nie było ich dwie godziny.
I co charakterystyczne, to do dzisiaj oni to opowiadają, pamiętają doskonale. Będąc w tym tunelu w nocy zobaczyli, że coś błyska jakby pomarańczowo na niebie. I mama jeszcze mówi, że pewnie będzie burza. No a tata coś tam, że gdzie burza o tej porze burza? No że nie bardzo, nie. No ale to znowu błysnęło coś. No i oni z zaciekawieniem wyszli z tego tunelu i my nie mieliśmy wtedy tego pola naszego ogrodzonego, tak jak to jest teraz. I praktycznie było pole. I potem już ta łąka. Łąka była przy, na łące taka góra jest i na tej górze kiedyś był słup energetyczny.
No i oni wychodząc z tego tunelu zobaczyli, że nad tym słupem unosi się ogromna kula. Ona gdzieś tak jak tata gadał, to wielkości może piętrowego domu, ogromna kula. I on to tak określał, że jakby ta kula to tak wyglądała, emitowała pomarańczowe światło i była jakby tak mu się zdawało, że jest z jakiejś jakby pianki. No i co ciekawe, ja podobne coś widziałam niedawno, teraz parę ładnych parę lat temu tutaj nie za dawno to już było dwa tysiące któryś rok, gdzieś tam mam to spisane. No i po prostu oni na tą kulę patrzyli i tata stwierdził, że coś go tam zaczyna przyciągać, że on jest ciekawy i on chce zobaczyć i mówi do mamy, że on tam pójdzie do tego. A mama po prostu ona się rozpłakała i krzyczała, jakby w taką panikę wpadła. Nie chciała go puścić i mi się zdawało, że oni tam byli może dwadzieścia minut, a jak wrócili do domu, to po prostu babcia się wtedy tam pytała: gdzieście tak długo byli? Co żeście tak długo tam robili w nocy, nie? No i oni to potem opowiadali. No ale to były te lata jeszcze tak zwane PRL-u.
No i to tylko my to wiedzieliśmy w domu. Nikomu to nie było opowiadane gdzieś tam, bo rodzice po prostu bali się, że ktoś ich weźmie za wariatów, nie? No i potem jeszcze później ja miałam znowu takich sporo zdarzeń. Jedno takie naprawdę, które no pamiętam bardzo, mówię aż po prostu mam gęsią skórkę, jak opowiadam. To była taka sytuacja. Było to dość późno, też w nocy. Uczyłam się, wtedy już byłam na studiach, do Poznania jeździłam. To były zaoczne studia. No i miała być ta sesja, więc to był styczeń na pewno. I co charakterystyczne, to był czas pełnia księżyca była, bo po prostu zawsze ja mam, miałam wtedy pokój na tą stronę południową i księżyc jak świecił, to tak mi prosto w okno.
Ja nigdy nie lubiłam zasłaniać okna, zawsze uwielbiałam na ten księżyc patrzeć i w pokoju miałam dość jasno. Sama w tym pokoju tam przebywałam, bo siostra była z babcią w innym pokoju i rodzice też byli w innym, naprzeciwległym jakby części domu i praktycznie no, może nie sama do końca, bo w tym pokoju był też mój pies Bokserka i Bokserka spała zwykle na takim fotelu. To był taki duży fotel typu takiego rozkładanego do spania. Jak tam nieraz goście przyjechali czy coś, to się ten fotel uruchamiało, że tak powiem. A tak to po prostu ona tam spała sobie na tym, na kocu, na tym fotelu. I ważny szczegół nad tym fotelem wisiała półka z książkami szkolnymi mojej siostry, bo ona tam po prostu do, spała razem w pokoju z babcią, a te książki tam jeszcze miała jakieś tam szkolne sobie na tej półeczce. I praktycznie ja się wtedy uczyłam do chyba dwudziestej trzeciej jeszcze sobie coś tam powtarzałam z tych studiów i patrzyłam na ten księżyc. No i zasnęłam. I teraz w nocy się obudziłam, leżąc tak właśnie twarzą jakby do okna. I się obudziłam i odwróciłam się i po prostu zobaczyłam na tym fotelu postać.
I ta postać praktycznie no przez chwilę to byłam w szoku, bo jakiś tam czas temu mieliśmy też próbę jakby włamania do domu. Ktoś tu pijany chodził, no tam drzwi popsuł i w ogóle to było w nocy i to było jeszcze wtedy, jak nie było telefonów tych komórkowych, tylko stacjonarne. My akurat nie mieliśmy telefonu, sąsiad miał najbliżej. No i tam po prostu no widząc jakąś postać w nocy na tym fotelu, no to trochę mnie tak jakby no zszokowało. Zanim po tym obudzeniu się doszłam do siebie i później spojrzałam i zaczęłam tak analizować. I tak patrzę, ta postać siedziŁysa głowa, dość duża, co na pewno była też niższa. Była po prostu tam osoba nawet tak niska jak ja, bo ja mam sto pięćdziesiąt sześć centymetrów wzrostu i ja pod tą na tym fotelu nie mogłam usiąść swobodnie, bo głowa by mi dotykała tej jakby półki i po prostu tam dziecko to mogło sobie wygodnie usiąść. A dorosły czy ktoś taki wyższy już nie. A ta osoba musiała być mniejsza. Może miała metr z trzydzieści czy tam trzydzieści parę do metra czterdziestu, bo się pod tą półeczką mieściła na siedząco.
Rękę miała jedną dosłownie na tym, tym oparciu od tego fotela. Bardzo chudą tą rękę miała. Też szczupłe, długie palce i tak jakby nie wiem, nasze palce są tak jakby na trzy takie segmenty te paliczki, a tam to miałam wrażenie, że jest ten o jedno jeszcze dłuższe i praktycznie ta osoba, ta osoba, ta istota to miało ciemne, ciemne, takie wyraziste, przeszywające oczy, jakby bez wrażenie miałam, że bez źrenic żadnych, tylko takie same, same takie ciemne oczy. Jak ja na to spojrzałam potem, bo już mówię może mi się coś wydaje, może mi się śni, może się uczyłam za dużo i zrobiłam coś takiego, że odwróciłam się znowu i za chwilę się znowu przekręciłam w tym łóżku patrzę i w tym świetle księżyca widzę, że nadal jest. I wtedy po prostu tak, jakby mnie coś. Ja nie wiem, jak to powiedzieć. Czy to poszła jakaś wiadomość, czy mi do głowy, że po prostu ja wiedziałam w tym momencie, że to, to jest to samo, co do mnie przychodziło za dziecka. I co dziwnego, że ja jako dzieciak się w ogóle tego nie bałam. A w tym momencie to poczułam taki strach, taki no naprawdę, no taki paraliżujący wręcz strach. I pomyślałam, bo, bo zawsze tak się staram logicznie.
Co tu zrobić? I teraz mówię nie pójdę, nie przejdę koło tego, bo drzwi do pokoju siostry i babci były tak, że musiałabym przejść po prostu pół metra od tego czegoś. I mówię nie pójdę do pokoju rodziców, bo po prostu ja bym musiała być z tym w kontakcie, z tym. I nie chciałam tego. Co jeszcze zauważyłam, że po prostu spokojnie wiadomo jak i kiedy uciekł pies. I faktycznie tak się stało. Pies umiał otwierać drzwi łapami i ona musiała po prostu wyjść przed tym, bo ja nie słyszałam tego. Musiałam spać wtedy jeszcze, że pies skoczył na tę klamkę, otworzył te jedne drzwi, które były do korytarza i te drugie do pokoju rodziców i po prostu pies poszedł jakby spać do pokoju, tam do rodziców, na drugą część domu. No i ja byłam z tym czymś sama. I praktycznie potem, jak tak się jeszcze wpatrywałam i naprawdę w pokoju było bardzo jasno od tego księżyca, no to w pewnej chwili po prostu mnie ogarnęło coś takiego, że tak mi się zachciało mocno spać i praktycznie ja się odwróciłam i tak jakby wszystko mnie odcięło i koniec.
I nie wiem, co się potem działo, ale jak się obudziłam, to naprawdę to wszystko znaczy wszystko. Pamiętałam to i dość długo tak sobie po prostu no leżałam w łóżku i myślałam nad tym. I jeszcze myślałam, czy powiedzieć im w domu, czy nie mówić w ogóle nic, bo po prostu mówię no, powiedzą, że chyba zbzikowałam albo może od nauki, albo coś. I praktycznie no wiem, że potem, po jakimś czasie, to na pewno w tym samym tygodniu to powiedziałam, że coś takiego było, miało miejsce. I to chyba dlatego, że coś poszło o psa, że właśnie otwiera te drzwi, że łazi w nocy i po prostu ja potem powiedziałam, że ona uciekła w nocy i, i było coś takiego, nie? I co charakterystyczne, ten pies już do końca praktycznie swego życia się nigdy nie położył na ten fotel ulubiony. Nigdy. To było to, to takie coś też, co mówię do-dobrze naprawdę pamiętam.
[22:31] - No właśnie. W tym momencie pani odpowiedziała na pytanie, które sobie zapisałem jak się pies zachowywał po tym zdarzeniu? Czy ten unikanie tego miejsca, tego fotelu było jedynym takim jakby symptomem, że coś się rzeczywiście mogło stać poważnego?
[22:47] - Nieraz było jeszcze tak, bo ten fotel jakby był za drzwiami. Czasami jakby pies tam też szedł i jakby patrzył, jakby to był no fajny pies, szkolony mądry pies i czasami tak jakby patrzył, że po prostu ja miałam wrażenie, tak jakby ten pies tam czegoś czy oczekiwał, czy coś czuł, czy nie wiem. No coś takiego było, nie? I później jeszcze takie zdarzenie. Potem było coś takiego, ale to już było w czasie, jak były te kręgi w wylotowie w zbożu. To miało miejsce coś takiego, że z rodzicami byłam na podwórku i to było krótko przed burzą. Praktycznie to było na pewno jakiś był wolny dzień wtedy z tego, co kojarzę, albo sobota chyba coś takiego, bo tak to już potem jeździłam do pracy, do Inowrocławia i całe dnie mnie nie było w domu, a wtedy wiem, że byłam w domu i praktycznie tata to zauważył. W chmurach było coś takiego, że jak podbiegłam, bo ja poleciałam zaraz do domu po telefon. Jeszcze miałam wtedy taką starą Motorolę, takie te pierwsze telefony i praktycznie no zdjęcia tam już dało się robić, ale ona też dosyć tak mówię, często się tam rozładowywała coś. No i wiadomo, że to nie były takie zdjęcia jakościowo jak teraz.
I pobiegłam po ten telefon. Ten telefon był naładowany i praktycznie chciałam zrobić zdjęcie temu, co widzieliśmy, bo zaraz mama też przyszła, bo tata wszystkich zawołał i praktycznie patrzyliśmy i w chmurach unosiło się coś takiego świetlistego. Dół się kręcił jakby w jedną stronę, a w drugą stronę z takimi światełkami i takimi okrągłymiNie wiem jak to powiedzieć, bo ja to rysowałam gdzieś na grupie. No i oczywiście na tej grupie zostałam wyśmiana, więc zaraz, zaraz z tej grupy tam znikłam i nie chcę już mieć nic wspólnego. Po prostu to tak fajnie wyglądało, że jakby w tej dolnej całej obręczy były takie małe jeszcze kółka jakby i one się kręciły w przeciwnym kierunku. Jedno chodziło w jedną stronę, drugie się kręciły w drugim i po prostu to tak jakby z siebie wypuszczało jakby taką mgłę czy coś takiego. I praktycznie no my byliśmy w szoku. Staliśmy to tak można powiedzieć nie centralnie pod tym, ale dość, w dość takiej niedalekiej odległości, tylko nie wiem, jak to było wysoko w tych chmurach i praktycznie gdzieś rysowałam to panu któremuś związanemu z tym, tym wylotowem tam, ale nie pamiętam nazwiska teraz tego pana, bo to było już ileś lat temu. On był u nas tu już dość dawno.
[25:29] - No, tam dosyć dużo badaczy się, dosyć wielu badaczy się tam przewinęło. Damian Trela, Arkadiusz Miazga, Robert Bernatowicz.
[25:35] - Wiem, że ten pan mówił, że jest z Inowrocławia, ale kurczę nie pamiętam w mailu to bym gdzieś może znalazła nazwisko w tym mailu, bo tam miałam maile te stare zachowane gdzieś.
[25:45] - Coś mi się kojarzy, że chyba Stanisław Barski to mógł być.
[25:49] - Chyba tak. Chyba tak na dziewięćdziesiąt procent tak. Mhm.
[25:53] - A pani ma jakieś jakoś gdzieś te szkice zachowane? Nie wiem, na dysku albo na skrzynce.
[25:58] - Na pewno to gdzieś na laptopie, bo wtedy temu panu to przesyłałam. Bym musiała po prostu poszperać. I praktycznie my patrzyliśmy bardzo długo na to. I powiem szczerze było to bardzo wyraźne, bo to się zbierało na burzę. Takie były chmury, takie no, no wyraźnie było widać ten obiekt i pobiegłam wtedy jeszcze mówię, bo muszę zrobić zdjęcie. Jeszcze mama, mama krzyczała: "Idź po jakiś aparat czy coś. Szybko", nie? Ja pobiegłam do góry, do, do siebie, do pokoju, bo potem już byłam w innym pokoju do góry. Pobiegłam, żeby aparat wziąć. Miałam wtedy, pamiętam aparat, taki Kodaka, taki no to już był ten bez kliszy, taki nie, ale on miał w środku jakieś baterie, więc szybko po prostu pobiegłam i chciałam zrobić zdjęcie.
Te baterie się okazało, że są rozładowane. No to szybko pobiegłam jeszcze raz do domu i wzięłam z pudełka nowiusieńkie baterie. I powiem panu, że jak próbowałam robić to zdjęcie, to po prostu te baterie natychmiast aparat mi pokazywał tryb rozładowania. Po prostu trzy razy zmieniałam baterie i nie mogliśmy zrobić temu tego zdjęcia. No po prostu. No byłam zrozpaczona i mówię no kurczę, takie coś, nie? Mówię, nikt nam nie uwierzy, nie? No i potem chyba kojarzę, że jeszcze gdzieś dzwoniłam do jakiegoś pana, jak to było tam na tym niebie. Właśnie też związany z wylotowem. I kojarzę tylko, bo on dał nam wizytówkę, ale ten człowiek znowu on był z Poznania i pamiętam, pamiętam, że on miał na tej wizytówce psycholog, seksuolog, coś takiego, bo jeszcze kiedyś pokazałam koleżance.
Ona się śmiała, że seksuolog, że coś tam. A ja mówię nie, bo mówię to był taki pan, mówię z wylotowa i ten, ale też nie pamiętam teraz nazwiska.
[27:44] - No kojarzę, kojarzę. Jeżeli Poznań to kojarzę bodajże poznańską grupę ufologiczną, a z nazwisk chyba tylko pamiętam, że tam był taki pan o nazwisku Adam Piekut. Nie wiem, czy to był on.
[27:58] - Chyba nie, nie, nie, raczej nie. To było jakieś inne nazwisko. Nie wiem. Nie chcę teraz przekłamać, ale nie wiem, czy to nie jakiś był Szymon czy coś od Szymona. Nazwisko coś mi się tak jakoś kojarzy. No nie mogę też wpaść, ale w każdym razie no też nie, nie dało rady się tam po ten, bo nie, nie miałam tego zdjęcia, nie no, nie mieliśmy nic. My tylko to też tą relację temu panu właśnie z Inowrocławia wtedy opowiadaliśmy wszyscy tutaj nie? I tata, mama. Potem się, bo, bo to akurat tak jakoś było w tym czasie. Ja po prostu już po tych studiach, jak miałam tą pracę, przeniosłam się z tego pokoju, tego powiedzmy małego, tego dziecinnego, nazwijmy.
Przeniosłam się mieszkać jakby na, na stałe na strych i u nas na strych. Jest połowa strychu do dziś niezagospodarowana, bo to tak po prostu wyszło, że, że tak jest. Też tam miałam się gdzieś wyprowadzać i tak dalej. No ale na tą chwilę i tak jestem w tym pokoju, gdzie wtedy się przeniosłam. No i tu się zaczęły dziać dziwne rzeczy. Tylko że tu już był, musiało coś być wcześniej, bo kiedyś u nas jakiś czas mieszkała ciocia, która po prostu kończyła gdzieś tam szkołę, taką zawodową po prostu do Gniezna jeździła, do Polaneksu tak zwanego. I ona tu do góry. Rodzice tam jej przygotowali ten pokój i praktycznie ona tu przespała jedną noc i nie chciała powiedzieć, co się działo, ale powiedziała, że nigdy już tu w tym pokoju nie będzie spała. I potem była na tym na dole, w tym pokoju, tym moim tam i praktycznie no nie chciała powiedzieć. Jeszcze mama mówi coś cię tam straszyło, czy coś tam się działo, czy nie.
Ona nie będzie nic tego ona, ona po prostu tam nie będzie tam spała. Ja wtedy jeszcze nadal miałam tego psa, tą bokserkę i ona do góry tu chodziła ze mną na noc po prostu spać. W dzień tam była z rodzicami na ten, a praktycznie jak ja z pracy wracałam, no to ona tu się ładowała, że tak powiem, do, do snu, też do na ten strych. No i tu też miało miejsce takie zdarzenie i to niejedno, że praktycznie no wtedy miałam trochę inaczej umeblowany oczywiście ten pokój jak teraz, ale na pewno tak. Nie było telewizora w ogóle w pokoju, bo bardzo rzadko to używam. Za to miałam magnetofon, taki jeszcze wtedy kasetowy i tam słuchałam sobie jakiejś muzyki nieraz przed snem. No i po prostu zaczęły się takie rzeczy też robić krótko po tym moim wprowadzeniu tu do tego pokoju, bo on był cały tam wyremontowany, tam malowany na nowo, tapety coś, jak to wiadomo ten i. I wtedy jeszcze ta ciotka tu była i praktycznie no ja to poumeblowałam po swojemu i sobie zamieszkałam. No iJednej nocy pies usilnie po prostu nie chciał. Zaczął też łapami na drzwi, że chce wyjść i tego.
No to poszłam z tym psem na podwórko. No ale pies ani się nie załatwił, nic. No nie, tego wróciliśmy do góry i znowu no za nic nie mogłam tego psa w tym pokoju trzymać. I mówię: "No kurczę, co, co się dzieje?" Mówię: "Jak nie chcesz siedzieć, to zostań tam na dole w korytarzu". I przyszłam, położyłam się. Wzięłam sobie jeszcze na uszy słuchawki i miałam taki długi kabel do tego magnetofonu. Tam stał tam gdzieś kawałek dalej i po prostu w tym łóżku sobie leżałam i sobie słucham tej muzyki. I światło w pokoju miałam zgaszone, ale też naprzeciw tutaj okna mam akurat te lampy uliczne i lampa jest tak akurat dosłownie wprost w okno, że też w tym pokoju jest jasno. Oczywiście okna nigdy nie zasłaniałam, bo nie lubię i to mam do dzisiaj, bo nawet mamy te rolety zewnętrzne, ale ja nie lubię, nie zasłaniam, a jeżeli już to nigdy nie do końca. Leżę sobie z tymi słuchawkami na uszach, muzyczka sobie gra i naraz słyszę, słyszę, czuję, że po prostu coś mi ściąga całą kołdrę ze mnie.
A to było zimą i po prostu no mówię: "Co jest?". I tak jeszcze pomyślałam, że czy się zdrzemnęłam, czy coś. I wzięłam tą kołdrę, zaciągnęłam na siebie i sobie znowu leżę, ale oczy miałam przymknięte, ale już byłam czujna. I po chwili znowu to samo. I praktycznie no się zdenerwowałam, ale zawsze się starałam jakieś wytłumaczenie logiczne jakichś rzeczy, że tak powiem, znaleźć. I praktycznie tak pomyślałam, że wyłączę ten magnetofon i może zrobię światło. Ale jakoś tak się stało, że w ogóle się nie mogłam ruszyć ani odwrócić i tylko kątem oka zobaczyłam kątem oka, że tak jak leżę w łóżku, to przy głowie z mojej lewej strony, bo to łóżko przy-- prawą stroną byłam przy ścianie i tam też miałam kontakt ze światłem, wyłącznik i po prostu kątem oka zobaczyłam, że stoją mi przy łóżku trzy postacie. I praktycznie te postacie widziałam. One miały też dość takie oczy ciemne, na głowach miały jakieś takie dziwne, jak to, nie wiem, kaptury, nie kaptury. Nie wiem jak to, bo to ani-- nie był to ani do końca kaptur, ani jakaś taka szata.
Nie wiem co to było w sumie, ale takie, takie coś opływające i ta postać z tej mojej strony najbliższa co stała, on był wyglądu, bym powiedziała, takiego ludzkiego, bardzo ludzkiego, ale ta postać przy mnie to miała ten kaptur czy to, to właśnie na głowie takie zsunięte lekko. I zobaczyłam, że po prostu różnią się uszy. I te uszy to one nie były takie kurczę, coś najbardziej jakby porównać to jak te elfy w bajce mają czy coś takiego, ale nie aż taki szpic, ale też nie okrągłe ucho jak u człowieka i dłuższe ucho i po prostu, no miałam taki wręcz jakby paraliż, nie wiem jak to nazwać, czy ze stresu, ale w pewnej chwili tak jakbym poczuła, że jakby mogę ruszyć ręką i chciałam natychmiast zapalić to światło w pokoju i po prostu no nie mogłam się od tej pory już ruszyć, nie? I na tym mi się to urwało. Skończyło się. Nie wiem, co było dalej. Rano, po prostu rano jak się obudziłam, to gdzieś słuchawki leżały na podłodze. Ten kabel od tego był. No psa w pokoju nie było. No i po prostu no.
No co? No pojechałam do pracy i potem już do pracy dojeżdżałam w Inowrocławiu, bo też się przeniosłam tutaj od nas i jeździłam do tego Inowrocławia. I miałam znowu takie zdarzenie za jakiś czas, że... I to było w tym drugim roku tych kręgów w Wylatowie. Siostra jeszcze mieszkała tu u nas, bo jeszcze nie wyprowadziła się z domu wtedy i praktycznie siostra zajmowała ten pokój, który kiedyś rodzice, a ja nadal tu do góry. No i zawsze wstawałam przed szóstą rano nawet, bo o ósmej miałam pociąg. Dokładnie ósma godzina był pociąg do Inowrocławia, do, do pracy, na który chodziłam jeszcze na dworzec. Tego dnia po prostu no była taka sytuacja, że... Bo potem mi się zaczęło wszystko przypominać, bo to nie był sen. Na pewno nie.
I praktycznie wstałam rano, zadzwonił budzik. Patrzę na mój budzik. No jest ta szósta godzina. Schodzę na dół, a moja siostra, ona chodziła do pracy na ósmą i była strasznie zdziwiona i mówi do mnie: "A ty co wolne sobie zrobiłaś?". A ja mówię: "Jak?" No mówię: "Jadę do Inowrocławia przecież". A ona się śmieje i mówi: "Jak jedziesz?" Mówi: "Przecież to już dawno twój pociąg pojechał". Ja mówię: "Co ty mówisz?", nie? I po prostu się zdenerwowałam, bo jeszcze w tym dniu miałam w pracy jakąś z Bydgoszczy kontrolę mieć czy coś. A pracowałam w takiej placówce z kredytami, ogólnie tak mówiąc związane też z bankowością. No i praktycznie no zobaczyłam i siostra mi tak jakby powiedziała tak jak teraz na te czasy: "Halo, tu Ziemia.
Patrz która godzina. Patrz na zegarek", tak? I pokazuje mi zegarek. Ja patrzę na dole na zegarze, tam w tym pokoju, gdzie siostra jest ó-- po ósmej. Patrzę na wieży takiej od muzyki, tam na dole, też w domu. Patrzę, jest po ósmej. No więc po prostu ja błyskawicznie, chyba trzema susami po schodach się znalazłam do góry u siebie. I ja patrzę tak: zegar jeden ma godzinę po szóstej. Zegarek budzik mój ma godzinę po szóstej. Taki zegar na ścianie duży z wahadłem ma godzinę po szóstej.
I mówię: "To jest niemożliwe", nie? Tak jakby dwie godziny. I gdzie te dwie godziny? I po prostu ja byłam w takim oszołomieniu, żeBłyskawicznie, bo musiałam do tej pracy jakoś dojechać i po prostu błyskawicznie to było ubranie się, mycie, wszystko ten i bieg na drugi wtedy nie wiem, czy autobus chyba do Mobilna jechałam i potem stamtąd czymś. I praktycznie jadąc do pracy zaczęłam takie coś mieć, jakby takie przebłyski. I potem ja to sobie gdzieś spisałam w zeszycie. I co śmieszniejsze ten zeszyt mi zginął i to po prostu nie wiem. To tygodnie. Ja praktycznie mówię zwykle rzeczy odkładam w te same miejsce. Ja tego zeszytu nie mam i szukałam go.
Szukałam go bardzo długo i wszędzie, gdzie to było możliwe i nie mam. I praktycznie zaczęło mi się przypominać coś takiego, że jestem w jakimś miejscu. To miejsce jest takie jakby przepełnione światłem, ale to światło nie jest rażące, ale jednocześnie jasne. Nie wiem, nie umiem tego po prostu określić. Miejsce jest bez żadnych okien, bez takie jakby mlecznaw, matowo białe. Żadnych okien, niczego. Jest jakieś nie biurko, tylko jakby jakiś pulpit. To miało jakieś też guziczki i miało monitor. Duży jeden monitor. Skojarzył mi się tak jak bardzo dawno, jak miały komputery takie te stare, takie te grube obudowy, to to miało taką grubaśną obudowę i praktycznie po prostu zobaczyłam jakby czy, czy w tym, tym co mi się zaczęło jakby przypominać.
Zobaczyłam siebie, że siedzę na czymś, na jakimś takim dziwnym, jakimś krześle, taborecie, czymś, ale takim w ogóle niewyglądającym jak no nie wiem na czym. Nawet nie potrafię teraz powiedzieć, na czym polegało ta dziwność tego, ale nie było to takie krzesło, jakie normalnie się widuje. Coś, coś takiego dziwne. Siedziałam na tym i z tyłu miałam tak, że za moimi plecami stała jedna z tych właśnie, tych, tych przybyszów jakby, których tu miałam wtedy w pokoju i miała ta postać mnie dotykała na ramionach mi położyła ręce i praktycznie dwie, bo tu wtedy też były trzy. Dwie stały obok. One też miały jakieś takie te dziwne ubiory i bo to nie były nie powiedziałabym, że to był kombinezon. To było jakby nie wiem, połączyć jakiś kaptur od mnicha z jakimś strojem takim arabskim, takie jasne, białe, z nakryciem głowy. No takie jakieś mówię, dziwne coś. No i w każdym razie ja tak jakbym w tym no nie śnie, bo to nie był na pewno sen. Po prostu się zapytałam jakby co robię tu czy gdzie jestem i takie coś.
I praktycznie wtedy tak jakby te istoty one pokazały mi na tym ekranie, na tym monitorze przede mną już miałam odpowiedź. Po prostu zobaczyłam ziemię, ale przepiękną, tak piękną ziemię. No po prostu to się nie da opisać. Na takiej czerni była ta kula i po prostu taka nie do końca jak w atlasach jakieś od szkoły, tylko taka naprawdę zielono niebiesko biała. I ja potem nawet o tym powiem tego tak mną to wstrząsnęło, że napisałam automatycznie, dosłownie w dwie minuty wiersz o tym. To mi się nie wiem skąd wzięło, bo to jest zrymowane, a po prostu ja, ja to tylko pisałam jednym ciągiem, tak jakby ciutkiem i nic tam nie myślałam nad tym. I praktycznie na tym monitorze ta ziemia się zaczęła zbliżać i ja miałam w głowie coś takiego, że co to jest? Jakie to w ogóle jest, czy to jest jakiś inny świat, czy, czy coś takiego? No w głowie jakbym miała wtedy tysiące myśli i pokazało mi się coś takiego, że zostało to jakby skierowane tak jakby oni chcieli powiedzieć, że widzą wszystko i został jakiś punkt skierowany, jakby jakieś wiązki czy coś takiego na ziemię. Wiem, że to była gdzieś dżungla w Amazonce i bo zbliżała się, było widać po prostu Amerykę.
I to nagle tak jakby uderzyło w ten las i się pokazał las i coś takiego. Nie wiem, jak my widzimy te zdjęcia z tego Google Earth. Tylko że one są nieruchome, tak? A tam wszystko było tak jak w realu, w tym dosłownie tasie, po prostu w jakiejś ściółce na ziemi takie chodziły duże mrówki i praktycznie potem usłyszałam do głowy też coś takiego, taką sentencję. Ja to już nawet szukałam teraz w tej inteligencji, w tym czatbocie, co to może znaczyć albo kto mógł to powiedzieć. I to było takie coś. Takie słowa: każdy organizm został wyposażony w odpowiednią ilość nośników energii. Wyczerpanie się nośników energii powoduje śmierć. I potem po prostu zobaczyłam, że oni to mogą kierować gdzie chcą. Na wszystko.
Nie wiem. W środek, wnętrze domu, w mieszkanie, w jakieś po prostu nawet przez piwnice, przez gdzie po prostu się pomyślało tam to było skierowane i praktycznie no mówię, ja wtedy takiego czegoś doznałam, że po prostu jaki człowiek jest głupi, jaki człowiek jest marny, bezradny, coś, coś, coś takiego w tym sensie no po prostu pomyślałam, że strasznie człowiek jest taki, taki bardzo mały, taki, taki marny, mizerny i praktycznie no, oni jeszcze tak jakby mi się spytali czy coś takiego, czy ja wiem, gdzie jestem. I teraz nie chodziło chyba o to, że czy na ziemi, czy nie na ziemi, bo ja już po prostu wiedziałam, że muszę nie być na ziemi. Jeżeli to tak widzę. I praktycznie powiedziałam, że no nie wiem gdzie jestem, a im chodziło chyba o to miejsce w tym wszechświecie czy coś takiego. I mówię, że nie wiem, gdzie teraz się znajduję i praktycznie od nich dostałam tylkoTo znaczy takie odpowiedź, nie odpowiedź tylko to było takie coś takiego, że tak jakby dobrze. A ja znowu sobie pomyślałam, że kurczę, no jaka jestem głupia, że nie wiem gdzie jestem, nie? I starałam się coś tam gdzieś zobaczyć, ale mówię no tam nic nie było. To nie było pomieszczenie jakieś ani z oknem, ani z drzwiami. I praktycznie nawet pomyślałam, że mówię no kurczę, nawet stąd nie ma jak uciec czy coś takiego, nie?
I potem po prostu to się skończyło i tyle. I brak mi tych dwóch godzin i męczy mnie to tak strasznie, że próbowałam nawet do hipnoterapeuty się udać. Skontaktowałam się z takim panem z Poznania i on mi robił regresję, ale nie zrobiliśmy tej na temat właśnie tego. Robił mi inną tam hipnozę, która wyszła bardzo tak obiecująco i po prostu stwierdził, że to jeszcze pociągniemy, zrobimy dalej. No i o dziwo tu mówię na przeszkodzie różne rzeczy miałam nawet z tą hipnozą, bo w tym dniu co miałam jechać do niego na sesję, to coś się stało z pociągiem. Pękła szyna czy coś takiego i to w ogóle nie było zimą i pociąg nie jechał. Ja nie poszłam do pracy wtedy, a po prostu poszłam na dworzec. Się okazało komunikat, że pociąg nie pojedzie, dwie godziny spóźnienia i po prostu mówię nic się nie klei, nie możemy się spotkać. Drugi raz się mieliśmy umówić, to znikąd po prostu zachorowałam i tam miałam temperaturę i to. I mówię no to, to nie ma co, to sobie odpuścimy.
No ale chcę to po prostu wyjaśnić, bo te dwie godziny mi no nie dają mi spokoju. Nie to całe to coś, to, to jakoś tak było za jakby za dużo. Jeszcze tylko co ostatnia rzecz, co pamiętam, to było jakby podejście do, jak do tej białej ściany. I to było... Tam nie było prostych ścian. To było tak jakby wszystko, jakby to pomieszczenie to kształt jakby takiego rugby i po prostu tylko pamiętam podejście do ściany i w zasadzie nie wiedziałabym, że tam są jakieś drzwi czy wyjście, bo tam nie było żadnej klamki, żadnego guziczka, niczego, żadnej ryski. Tak jakby stojąc w danym miejscu te drzwi nagle jakby się narysowały, jakby one się stworzyły. Nie wiem, nie wiem, jak to w ogóle określić. To jest to, to przekracza mówię jakieś ludzkie, ludzkie pojęcie, no.
[45:11] - No coś takiego co, co mi się skojarzyło z co występuje w niektórych filmach, prawda? Z takimi właśnie motywami na jakichś statkach, statkach kosmicznych, że jest niby ściana, a nagle na tej ścianie pojawia się na przykład jakieś takie światło czy coś w kształcie drzwi, tak?
[45:27] - Coś może w tym stylu, coś może w tym, tym. No coś może takiego nie. Tylko mówię to też takie w ogóle tam wszystko było takie dziwne, bo ja się zastanawiałam, skąd tam się bierze światło, bo tam nie było żadnej lampy, jakby światło było z tych ścian czy z podłogi, czy z tego sufitu, czy jak to nazwać. No jakieś to wszystko było bardzo dziwaczne. I praktycznie też miałam, to był chyba dwa tysiące dziesiąty rok, coś takiego. Miałam taką obserwację ciekawą. Wyszłam, bo dużo po prostu chodzę sama z psem. Dużego psa mam i dużo spacerujemy i w takie odludne dość miejsca i różnie. Ale tu akurat wyszliśmy na, na wieczór na, na podwórko tylko na siku takie i po prostu to było chyba gdzieś nie wiem, dwudziesta druga może. I patrzę, jest coś znowu na niebie, jakiś taki pomarańczowy punkt.
Ogólnie to w ogóle kupiłam sobie kiedyś lunetę, lornetkę, bo praktycznie mówię no kiedyś naprawdę mówię zrobię zdjęcie, upoluję, zrobię zdjęcie. No ale generalnie fotograf i tak ze mnie jest słaby z tego, co wszyscy mówią, bo jakoś mówię nie, nie mam do tego drygu. No ale może mówię się kiedy uda. No i było coś takiego. Zauważyłam tą pomarańczową taką kulkę. To było w pewnej odległości od naszej wieży ciśnień, się unosiło powyżej wieży ciśnień i tak dość na niebie wysoko. Generalnie było dość duże, bo ta wieża ciśnień jak kojarzę, no to mówię to, to musiało być większe od tej wieży ta kula i była pomarańczowa i wydaje mi się, że tak do złudzenia taka jak to, co widzieli rodzice wtedy. Tylko że jak ja pobiegłam do domu po lornetkę, to wyraźnie zobaczyłam, że na tym ta kula cała była pomarańczowego koloru. Ale to nie był równy pomarańczowy kolor, tylko ona takie coś miała przez lornetkę jak patrzyłam, to tak jakby były w tym takie jakby przewody czy żyły i w tym jakby płynął taki żywy ogień po prostu. On tak miejscami to było aż takie pomarańczowe, miejscami czerwone, potem było w żółte przechodziło i to tak pulsowało i generalnie to dość długo było w miejscu.
Ja też wołałam tatę, mamę, żeby zobaczyli i praktycznie oni przyszli, nas zobaczyli, ale po prostu oni już tak podchodzą do tego, że jak coś jest to jest i okej. Nie, nie, nie tego nie, nie wydziwiają, że tam i też nigdzie tego nie zgłaszaliśmy, tylko też mówiłam wtedy temu panu opowiadaliśmy z tego z Inowrocławia. On spisywał sobie dość dużo tych, tych, tej relacji i praktycznie obserwowałam to dość długo. Pies tam sobie na podwórzu chodził, ale też w pewnym momencie do domu i do domu. No to wpuściłam go do domu, mówię spokój będzie. I sobie tą lornetką ładnie tam ustawiłam. Patrzę i po prostu w pewnym momencie z tego czegoś, ale nie wiem gdzie, bo nie było nic widać, żeby coś się tam otworzyło, żeby coś tam się uruchomiło. Po prostu kula była kulą zawiśniętą w powietrzu i wyraźnie widoczną, bo to było no ciemno już i praktycznie z tej kuli wyleciało takie coś, co bym to nazwała jak po prostuKształt jak oscypek, takie wrzecionowate jakieś. I to tak na oko mówię, tak porównując pod kątem tej wieży ciśnień, tych przęseł, to co wyszło, to mogło mieć tak ze trzy metry długości do trzech metrów długości gdzieś. I to po prostu się oddaliło od tej kuli.
Tak. No może mówię no, mogę się mylić, bo to mówię. Ja to oglądałam z odległości, ale może na odległość no, kilkunastu metrów, nie za daleko w kierunku tej wieży właśnie ciśnie. I to też zawisło. To się nie ruszało chwilę dłuższą i potem nagle to małe bardzo szybko wleciało, wpadło do tego, do środka, do tej kuli. Ta kula po prostu rozbłysła takim światłem. Te wszystkie żyłki takie się aż takie zrobiły. Naprawdę taki mega pomarańcz i po prostu błyskawicznie ona odleciała w kierunku tak południowy zachód i znikło to. Często były też te sytuacje z tymi nocnymi, takimi nawiedzeniami. Bardzo często i zawsze, bo już potem miałam też innego psa.
Zawsze psy chciały przed tym jakoś wyjść z pokoju, czy po prostu no nagle coś ten pies mógł spać i po prostu nagle chce gdzieś iść i koniec. Ja już wiedziałam, że on nie chce siku, nie chce nic, tylko po prostu chce iść na dół. No i te psy zawsze mówię, na dół sprowadzałam. Przychodziłam tu do góry. No i coś się zaczynało dziać. Później też takie zaczęłam rzeczy doświadczać, że na przykład leżałam na łóżku i po prostu było to wychodzenie z ciała. Ja tego się nie uczyłam, bo niektórzy tam widzę, że są jakieś grupy teraz gdzieś tam modne, bo tam patrzyłam też na to, mówię to dużo tam teraz o tym piszą, ale to mówię to od wielu lat to mam i nieraz coś takiego nawet, że po prostu zawsze mi się to zdarza jakby w jedną stronę te takie wyjście, że po prostu ja widzę swoje ciało, jak ono leży na tapczanie, śpię, śpię, no leżę. I to nie tak jak tam to eksperymentują, że że bo tam potem czytałam, że niektórzy tam zalecają, żeby prosto leżeć wyciągniętym ręce wzdłuż ciała. Nie. U mnie to jest różnie.
Nieraz jest tak, że to się zdarza te wędrówki gdzieś dalej, a nieraz tylko tak jakbym była zawieszona pod sufitem. Widzę siebie pod tym sufitem tak, jakby jakbym się tam huśtała czy coś takiego. Chwilę tam jestem, widzę siebie, widzę tego mojego zwierzaka jak śpi. Nawet kiedyś się zdarzyło, bo ja wtedy się nie mogę w ogóle, znaczy ciało się w ogóle wtedy nie może poruszać. I nawet się zdarzyło, że pies mi kiedyś nadepnął mi na rękę, nie? Czasem mnie ta ręka do dziś boli, bo po prostu ja będąc jakby do góry pod tym sufitem, ja widziałam, że on, a coś tam jakiś był hałas rano za oknem i on po prostu no skoczył i mi nadepnął na tą rękę, a ja po prostu ja to widziałam, a nie mogłam się poruszyć, nie mogłam tej ręki zabrać, żeby żeby tak się nie stało, nie?
[51:49] - Jeżeli dobrze rozumiem, to są zawsze takie spontaniczne, bo pani nigdy jakby nie robi czegoś, żeby ten stan wywołać, tylko pani się po prostu kładzie i to się w takich przypadkowych momentach samo dzieje. Tak?
[52:01] - Dokładnie tak. Nigdy. Ja nawet długi czas ja nie wiedziałam, że coś takiego jest możliwe, tylko miałam też taką historię pierwszy raz chyba to mi się tak stało, że ja sobie zwiedzałam nocą chodziłam po miasteczku Środa Wielkopolska i nie wiem dlaczego Środa Wielkopolska. I to też dlatego chciałam drążyć w tej hipnozie u tego pana, bo po prostu ja po tym mieście sobie chodziłam, oglądałam sobie tam jakieś sklepy, widziałam tam stację benzynową, co lepsze, ja zawsze tam chodziła, chodziłam. Nie mogę powiedzieć, że chodziłam, bo nie chodziłam, bo było to akurat w nocy też i po prostu tak jakbym była zawieszona tak nie wiem, trzy, cztery metry nad ulicą. O, tak to wyglądało. I po prostu się przemieszczałam. No i kiedyś była taka sytuacja, pamiętam, to było w pracy, to był chyba dwa tysiące może szósty, siódmy rok, gdzie pracowałam w tej placówce bankowej i jechaliśmy na szkolenie wtedy bankowe gdzieś to było za Poznaniem bodajże Jaszkowo. Taka miejscowość tam chyba była. Stadnina koni, coś takiego.
I akurat jechaliśmy też przez tą Środę Wielkopolską. No i to jechaliśmy samochodami dwoma z pracy. I tam jeszcze kolega mówi, bo on w tej Środzie też nigdy nie był, a wtedy jeszcze jakoś tak mówię, nie wiem tam, czy nie używał tej nawigacji czy coś, że po prostu mówi: "Kurczę — mówi — trzeba by benzyny, czy tu gdzieś będzie gdzie paliwo kupić w ogóle?" A ja mówię: "No będzie — mówię — tam zjedź i jedź tam i tam jest stacja." No i potem coś tam mówię dalej jak jedziemy, że jedź tam i tam, bo tam jest coś. A koleżanka się pyta i mówi: "A ty tu już kiedyś byłaś?" mówi. A ja tak. No mówię: "Nie." A ona mówi: "A to może rodzinę masz czy coś?" A mówię: "Nie — mówię tak jakoś mówię ten, że po prostu coś tam kiedyś gdzieś oglądałam i w telewizji czy coś i po prostu no nie chciałam się z tym, nikomu o tym nie opowiadałam. Tu poza, poza, powiedzmy domownicy siostra i tam jedna z najlepszych takich koleżanek.
[54:13] - No bo w sumie jak to komuś, jak to komuś wytłumaczyć, że takie rzeczy się poznawa, prawda? Poza tym słowo nie?
[54:20] - Nie wiem, to jest ciężko bardzo to wytłumaczyć. A raz też mi się takie coś zdarzyło, bo ja tym jakby nie mogę, nie mogę tym jakby zawiadywać w pewnym sensie. Chociaż raz w wielkich emocjach mi się to udało, bo miałam taką sytuację, to naprawdę na to mam nawet świadków. Potem, po latach się przeniosłam do pracy, tu do banku. I ten bank był w innym miejscu niż teraz. Obecnie jest ta placówka, bo teraz tu nowy otworzyli w innym budynku po prostu.Ale w tym starym jeszcze budynku pracowałam i tam były dwa wejścia do banku. Było takie centralne dla klientów i było wejście boczne dla właśnie obsługi personelu i tam dla panów, którzy bankomat ładowali w gotówkę i tak dalej. No i mieliśmy taką sytuację, że akurat była taka koleżanka . Ona była główną kasjerką i ja miałam takie stanowisko i doradca kredytowy, i kasjer. Takie, takie mieszane.
I po prostu tego dnia akurat razem z w tym skarbcu po prostu liczyłyśmy pieniążki wszystkich tych kasjerów, przyjmowałyśmy te raporty dzienne, żeby rozliczyć kasę, odprowadzić do skarbca i no tam według procedur. No i teraz brakowało nam nie wiadomo skąd sto złotych. I to praktycznie po, każdy kasjer był rozliczony, każdy kasjer miał okej te pieniążki. Sprawdziła to kierowniczka, a po prostu nam gdzieś na drodze, tak jakby nie wiem, od przeniesienia pieniędzy od kierowniczki do skarbca zginęła stówa. No i praktycznie był kłopot, bo wtedy wiadomo raporty do dyrektora i tam jakieś rzeczy, kto tam zawinił, wyjaśnianie sprawy, bo musiało jakoś się to wyjaśnić, prawda? No i wtedy pamiętam, że no chyba z godzinę byłyśmy w pracy, kombinowałyśmy, liczyłyśmy parę razy. No nic nie wychodzi, nie wychodzi. W końcu nam kierowniczka kazała tam pozamykać wszystko i mówi wrócimy następnego dnia do tego i może ktoś inny przeliczy, może coś. I faktycznie jak kładłam się spać, no to byłam taka zdenerwowana tym, no bo mówię kurczę, też za to byłam odpowiedzialna. No i gdzie, gdzie ta setka?
Gdzie to z tą setką? I tego następnego dnia ja szłam na zmianę popołudniową, a ta moja koleżanka szła na rano, bo ona była głównym kasjerem. To musiała być. Ona była od rana do szesnastej bodajże. I położyłam się spać. No i nastąpiło znowu to moje wyjście. I najlepsze było to, że ja byłam kompletnie tego świadoma. Po prostu poszłam do banku, weszłam drzwiami. Czułam taki po prostu strach, że włączy się zaraz alarm. No przecież ja jestem w środku.
Tam było takie kserokopiarka stała na tym zapleczu i minęłam tą kserokopiarkę i ja mówię jestem w środku, zaraz wszystko tu zacznie wyć, nie? I po prostu. Ale nic, idę, przemieszczam się dalej. Dotarłam do tego skarbca i praktycznie tak jeszcze jakby omiotłam wzrokiem całe to nasze bankowe pomieszczenie i po prostu potem w tym skarbcu patrzę, w tym skarbcu tam wszystko było te kasetki z tym i ten, to takie tam było takie duże jakby pokrętło do otwierania tego sejfu. Stempel był i zauważyłam ten stempel właśnie dzienny, bo na nim zawsze następnego dnia rano się przesuwało datę. To taki był ceremoniał początku dnia i praktycznie ten stempel stał na takiej okrągłej, dużej poduszce z tym tuszem tam. I tak pomyślałam, że muszę zostawić znak, że tu byłam i przewrócę ten stempel. No po prostu mimo, nie wiem, moich naj- jakichś usilniejszych prób nie byłam w stanie tego zrobić. I patrzę po tym pomieszczeniu i naraz widzę tam był ten sejf i były te szafki takie. Tam była jeszcze taka jakby lada, deska, coś takiego, gdzie tam się też układało te szkatułki, szufladki i liczyło te pieniądze i po prostu to sto złoty zielone nam wpadło tak między taką no szparę, że tam prawie nie miało możliwości być w tym miejscu i wystawał ten różek tego banknotu.
I praktycznie jak ja zobaczyłam ten pieniądz, to wtedy pyk był od razu powrót do ciała i okej. No i teraz tego dnia to się naprawdę nie mogłam następnego doczekać pójścia do pracy, bo mówię pójdę tam i powiem pieniądz leży pod tym sejfem między szafką. Ale wchodzę do banku i widzę, że się śmieje ta kasjerka, ta i mówi tak: "Wiesz co?" mówi. "Stówa się znalazła", a ja no nie wiedziałam co i mówię: "Tak? A gdzie?" A ona mówi: "No wiesz co?" mówi. "No my ją żeśmy miały w skarbcu." Także mówi niesamowite. Gdzieś to kiedyś też opisałam, to oczywiście mnie tak wyśmiali i pohejtowali, że już miałam dosyć i po prostu mówię no różne takie rzeczy były, a pierwsze to jeszcze pamiętam od szkoły, jak w szkole to była ponadpodstawowa szkoła z koleżanką autobusem jeździłyśmy do szkoły i koleżanka taki miała nawyk, że nieraz jak mama jej da na autobus, to ona wola nie kupić biletu, a jechać na gapę, a przeznaczyć na coś tam innego. I po prostu ja tego dnia jeszcze mówię do tej koleżanki, mówię: "Wiesz co?" mówię. "Kup bilet, kup dzisiaj bilet." Ona: "Nie, nie kupię biletu, bo coś tam, bo jak se dołożę, to będę miała jakiś tam pierścionek czy coś." Ja mówię: "Kup bilet." Ona nie uparła się, że nie kupi. No i ja potem w tym autobusie jedziemy i my już przyjechałyśmy, bo jeździłyśmy do Mogilna do szkoły wtedy, no to było Czemeszno.
Były tu po drodze kilka małych przystanków na wioskach, w tym też w tym w Wylatowie. No i minęłyśmy tu Cytrynowo nie było kontroli, przystanek w Lubiniu nie było kontroli. I ja opowiadam tej koleżance w tym autobusie, mówię: "Słuchaj, ja po prostu miałam, wiesz co, taki realny jakiś sen. I mówię ja wiedziałam, że po prostu wchodzi kanar i mówię ty nie masz biletu, dostajesz jakąś tam karę, jeszcze masz jakieś problemy i mówię idziemy do szkoły. I jeszcze mało tego, to mi się śniło, że się spóźniłyśmy i nas złapała na schodach dyrektorka i dostałyśmy taki ochrzan, że po prostu masakra. No i też mi te przystanki minęły i było właśnie to jeszcze ten przystanek w tym Wylatowie. I potem był jeden mały taki przystanek w Chapsku i Mogilno. I patrzymy, a tu no w Wylatowie tam ludzie wsiedli i jacyś, jacyś faceci dwaj wsiedli.No i się okazało, że właśnie to była kontrola od biletów i to jeszcze jakaś taka, że ich było dwóch. Jakaś tam gdzieś, nie wiem, wojewódzka czy taka, taka większa kontrolna. Koleżanka miała kłopoty i po prostu tak wyszło.
Puścili ją do tej szkoły, ale po prostu tam ktoś wiem, że jeszcze tu w Sztemesznie to jechało osoby, to ktoś tam się składał, żeby jej ten bilet i dostała jakąś tam jeszcze coś tam, jakąś karę, że coś tam miało jeszcze być, no dopłata, jakieś rzeczy. I praktycznie do tej szkoły się spóźniłyśmy i teraz idziemy na tych schodach i ta się śmiała jeszcze i mówi: "Wiesz co?" mówi: "To jak tak ci się sprawdziło to wszystko", to mówi: "Idźmy drugim wejściem od szkoły, bo jak nas ta dyrektorka jeszcze złapie na tych schodach". I po prostu poszłyśmy wejściem od sali gimnastycznej. No i idziemy już tu takie uradowane, bo to te jedne schody żeśmy przeszły i nikogo nie ma. A ten korytarz był taki z dwóch stron można było wejść i praktycznie kumpela już się śmieje i powiedziała wręcz do mnie: "No zobacz, jednak nie wszystko się sprawdziło". Czy coś? Coś takie słowa w tym sensie, nie? I praktycznie my idziemy i tak wzrok skierowany na te schody i patrzymy, a tam na, za barierką, tak jakby do góry, patrzy sobie na nas pani dyrektor. I praktycznie lekcje już były w toku, więc byłyśmy takie opieprzone. No także mówię takie, takie rzeczy.
[01:02:20] - No takie zdarzenie mocno z wątkiem prekognicyjnym, tak? Pani jakby czuła wcześniej, przeczuwała wcześniej, co się wydarzy i to się w stu procentach sprawdziło.
[01:02:32] - Jeszcze też tak. Takie jeszcze zdarzenie z pracy pamiętam. Jadąc kiedyś do pracy swoim samochodem do Inowrocławia. Zepsuł mi się dzień wcześniej komputer i znajomy, który w Janikowie miał sklep komputerowy mówi: "Weź mi go przywieź jak jedziesz do Ina, a po pracy sobie go odbierzesz naprawionego". No i też tak zrobiłam. Wzięłam ten komputer, wyjechałam sobie tam odpowiednio wcześnie i jest taka miejscowość koło Strzelna, Trląg, też mała wioska między Strzelnem i Janikowem. I tam jadąc jest taki mocny zakręt, on tam jeszcze dom jest na rogu taki, taki naprawdę mocny. Tam trzeba i ze Strzelna droga też skręca, więc trzeba tam zawsze zwolnić. I przejechałam ten zakręt i po prostu za mną jechało jakieś auto. I patrzę, wychodzi z rogu tak jakby z pola znikąd duży czarny pies, taki naprawdę ogromny.
Coś jak nowofundland, ale to był kudłaty, duży, czarny pies. I praktycznie ja jestem zwierzolubna bardzo. Pierwsza myśl to była ktoś psa potrącił i on z tego rogu wyszedł i miałam wrażenie, że on mi się zatrzymał, gdzieś stanął przed maską. No więc przyhamowałam. To auto za mną też zahamowało. I praktycznie siedzę w tym samochodzie. Patrzę. No mówię nic. No to wysiadłam, a facet za mną trąbi. No więc ja wysiadłam.
Patrzę pod tą maskę nie ma psa. No to mówię może... Już najechałam prawie tego psa. Patrzę pod samochód nie ma psa. Gościu za mną się wkurzył, trąbi. Potem mnie wyminął, a ja chodzę koło tego samochodu jak taka głupia i po prostu mówię no nie mógł się ten pies rozpłynąć w powietrzu. Do tych zabudowań tam też nie poszedł. No mówię, gdzie ten pies? Pojechałam potem do tego, tego, tego Janikowa. Całą drogę jeszcze jak tam ruszyłam z tej drogi, to patrzyłam w lusterko wsteczne, boczne czy gdzieś tego psa.
No ale no nigdzie, a tam płaski teren nigdzie mówię no nie było widać, gdyby nawet pobiegł. I dałam komputer temu znajomemu do tej naprawy i jadę dalej taką prostą przy tych zakładach to wtedy była Janiko Soda, teraz tam chyba Ciech to się nazywa. I przy tych zakładach zawsze tak na tej prostej no kusiło, żeby szybko jechać. Nie powiem. Nie jechałam nieraz tam szybko, a tego dnia coś mi ciągle te myśli do tego psa wracały i po prostu cały czas coś takiego jedź wolniej, jedź wolniej. I naraz coś mi pękło w samochodzie i po prostu ten samochód mi zjechał. A tam takie są metalowe słupy od ogrodzenia, więc jakbym wjechała w te słupy, no to by nie było dobrze. Jeszcze rów i ten samochód mi nie szło nim kierować, co się stało. I praktycznie wjechał mi w ten przejazd do tej Janiko Sody i wyszedł portier. Zaczął na mnie krzyczeć, że mam stąd zaraz spieprzać, bo zaraz TIR pojedzie z jakimś tam towarem.
A ja mówię: pani, no ja nie mogę tego samochodu ruszyć, on ani drgnie. No to zaczął coś oczywiście od głupich bab i tak dalej. I mówię pan sam zobaczy, nie? I on chciał. Złapał za drzwi, za kierownicę, a tu samochód nic. No i szybko zadzwoniłam do tego znajomego. Mówię słuchaj, czy tu jakąś pomoc drogową czy coś mechanika? Bo mówię, mam kłopoty potężne. No i on mi tam szybko zorganizował telefon do mechanika i ten pan przyjechał. No i się okazało, że-- a samochód był świeżo po przeglądzie i był świeżo po wymianie klocków hamulcowych i się okazało, że klocek hamulcowy wszedł w koło.
I jak mi ten pan potem mechanik pokazał jak ten klocek się skręcił to po prostu nie wierzyłam. I on mówi, że takiego czegoś jak jest mechanikiem to nie widział, bo mówi klocki zużyte no różne są, ale to jest mówi nie do wiary co tu się stało. I praktycznie mówi, że miałam, jak to się mówi więcej szczęścia w rozumu, czy po prostu, że, że tak to się skończyło, jak się skończyło, nie? Cały czas potem mówię wracając do domu, bo wracałam pociągiem, to auto zostało u mechanika, to się zastanawiałam, mówię, co to było i skąd się wziął ten pies. Bo mówię jakby nie ten pies na drodze, to ja bym jechała tak jak jechałam i już by mnie tu nie było.
[01:06:40] - Wydaje mi się, że rzeczywiście występuje jakiś związek między pojawieniem się tego, tego psa. Pies widmo dosłownie można powiedzieć, a tym, co się stało później, tym...
[01:06:51] - Tak.
[01:06:51] - Tymi też sygnałami.
[01:06:51] - I właśnie ja tak nie wiem, czy coś za pomocą tego psa, bo ja naprawdę lubię zwierzaki, mówię bym nigdy nie przeszła obojętnie, jak to się mówi wobec czegoś tam.I, i nieraz tam jakieś ratowałam koty czy tam coś jakieś potrącone, ale po prostu czy coś nie chciało za pomocą tego obrazu, tego psa jakby czy hologramu psa ja nie wiem jak to nazwać do mnie jakby przemówić jakoś do tej podświadomości, że jedź wolniej, nie? Po prostu no mówię dziw-dziwne to.
[01:07:23] - No też sam wygląd tego psa jest dosyć tutaj znaczący w kontekście tej historii. Czarny pies.
[01:07:29] - Tak, czarny pies kudłaty, taki naprawdę straszny, którego by człowiek nie chciał gdzieś tam spotkać w uliczce powiedzmy. No tak mówię dziwnie. A jeszcze nawiązując do tych, tych spotkań moich takich dziwnych właśnie z tymi, tymi istotami, po jakimś czasie dłuższym to się dowiedzieliśmy, bo mój dziadek był poważnie dość chory, miał raka i tego raka to miał po prostu przy uchu. To było operowane, on był do końca, był zupełnie świadomy i sprawny tam umysłowo i tak dalej. Ale jak się dowiedział, że ma tego raka, no to powiedział też nam, że musi coś nam opowiedzieć. I praktycznie on do nas przyjechał wtedy jeszcze pamiętam motorkiem i mówił, że miał takie zdarzenie i to po prostu było też wielokrotnie się zdarzało, że w pokoju nocą takie coś właśnie jak u mnie, że coś mu jakby odkrywało kołdrę czy tam pierzynę i praktycznie pewnego razu mówi jakaś istota, jakby chciała go, jakby nie wiem, czy dusić, czy coś w tym sensie. I on po prostu złapał to. Dziadek był rolnikiem, mówi, prosty człowiek. On sobie nie wymyślał jakichś też rzeczy. Mówi, że jednego razu i że też nigdy nie mógł właśnie zapalić światła, żeby to zobaczyć.
A jednego razu mówi, że tak się zawziął i taką sobie w umyśle mówił, że po prostu powtarzał sobie, że on nad tym zapanuje. I złapał to. I mówi trzymał coś, też jakąś mówi postać. Trzymał to, bo mówi czuł to po prostu w rękach, że z całej siły to trzymał, to się próbowało wyszarpać, wyrwać i jak nie mogło, bo on mówi, że ręce zacisnął jak imadło, to jak nie mogło się wyrwać, to mówi zaczęło się robić z tego, zaczęło się to robić coraz mniejsze. Mówi po prostu się robiło tak małe, że tak jakby jak napompowana piłka by traciła powietrze. I tak mówił w szybkim tempie małe, małe. I potem jak trzymał, to mówił obydwoma rękami zdusił. To była, mówi taka jakby świetlista kula. I to mówi ta kulka, taka gdzieś wielkości może tenisowej kulki. Wystrzeliła i po prostu wyleciała mu przez otwarte okno, bo to było latem, nocą ciepłą i, i po prostu ten i takie coś.
I też no mówi też miał takie zdarzenie, że coś go tam jakby nie wiem, nawiedzało, gnębiło i po prostu ja potem sobie tak myślę, czy to nie idzie u nas jakoś od pokoleń? No bo mówię, rodzice widzieli coś tam. U mnie to się zdarzało od no od naprawdę jak pamiętam.
[01:10:11] - No to wygląda jak taka można powiedzieć wypisz, wymaluj redukcja formy jako sposób na ucieczkę z uścisku tak? Coś tego typu. Dziadek opisywał jakoś wygląd tej istoty? Udało mu się jakoś...
[01:10:25] - Nie, bo to było, to było zawsze o ciemku, zawsze nocą. Aczkolwiek tam też jak ja byłam na wakacjach, to miały miejsce dziwne zdarzenia, takie i to też większość rodziny była świadkami tego, bo po prostu w tym domu pojawiały się, pojawiały się to wszyscy to słyszeli. To było bardzo słyszalne. Były jakieś takie dziwne, takie piski, takie po prostu no jak to nazwać? No taki naprawdę przeciągły pisk. I to w różnych miejscach domu było. To naprawdę dużo osób. Niektórzy z rodziny się mówili, że jakiś dom nawiedzony czy coś takiego. I ja też pamiętam zdarzenie za dzieciaka, jak byłam tam na wakacjach, to wtedy chodziłam chyba do czwartej klasy podstawówki. To było znów takie zdarzenie, że babcia z dziadkiem szli na...
mówili, że idą przerywać buraki i mieli tam polą, oni jechali rowerami z haczkami. Po prostu nie mieli to gospodarstwo zmechanizowane. To jeszcze było, który to był rok osiemdziesiąty tam chyba czwarty. I ja zostałam w domu z ich córką, czyli moją ciocią. Akurat ta ciotka była tylko o rok starsza ode mnie. Dostałyśmy tam jakieś zadania. Pamiętam, że na pewno miałyśmy obrać ziemniaki na obiad i siedziałyśmy w kuchni. Obierałyśmy te ziemniaki i też był tam był pies podhalański, suka, owczarek podhalański dziadka. I ona leżała na takim półpiętrze. Jak się szło do góry po schodach na piętro, to tamten pies sobie lubił po prostu na tym cemencie leżeć.
I pies chciał wyjść tak nagle po prostu z tych schodów zbiegł i chciał wyjść. Zaczął piszczeć. No i ta moja ciocia mówi: "No to weź wypuść kurę". Wypuściłam tą kurę, ona poszła na dwór i ja wróciłam do kuchni obierać też te ziemniaki. I naraz słyszymy, bo oni tam na schodach nie mieli dziadkowie żadnych, że tak powiem, luksusów. Tam nie mieli dywaników jakichś, czegoś. Po prostu to był piętrówka, taka z czerwonej cegły murowana i schody normalnie takie no cementowe czy jak to nazwać. Nic tam nie było. Kamień. Jak po tych schodach się szło, biegło, no to było słychać takie wiadomo, w butach takie, takie plaskanie.
I siedząc w tej kuchni my obie wyraźnie słyszałyśmy, że ktoś z tych schodów z góry schodzi. No i popatrzyłyśmy na siebie. A jak to lato, ten dom ich taki na uboczu wsi, bo to był ostatni dom w sumie za wsią. I w pierwszej chwili my żeśmy na siebie równo popatrzyły. Oczy wielkie i po prostu no strach, że jeszcze po cichu mówimy, że jakiś złodziej.No ale te kroki na tych schodach to było, no powiem panu coś niesamowitego, bo było te kroki słychać, a nie było nic widać. I jak my żeśmy z tej kuchni poszły na podwórko, to zostały te pyrki, woda rozlana z miski, nożyki leżące w kuchni i wybiegłyśmy na zewnątrz. Zamknęłyśmy drzwi na klucz, bo to jeszcze był mój pomysł, bo ja mówię: "Zamykamy drzwi na klucz, bo jak tam ktoś jest". Ale znowu mówiłyśmy: "No jak ktoś jest, jak my słyszałyśmy, że idzie, a nie widzimy?" I po prostu zakluczyłyśmy te drzwi. I był problem, bo tam został się jeden rower składak i ta moja ciocia mówi: "To ja pojadę po rodziców", a ja mówię: "A ja tu sama nie zostanę". To mówi: "Ja pojadę".
A ona znowu mówi: "Ja tu sama nie zostanę". No i żeśmy usiadły, bo tam była na podwórku taka wierzba trochę dalej i taka ławeczka. I żeśmy usiadły na tej ławeczce i tam żeśmy siedziały jak takie trusie, aż dziadkowie nie wrócili z tego pola. I babcia się pyta, co my robimy. Potem zaczęła wyzywać, że w tej kuchni taki bałagan, wszystko porozwalane, czemu te ziemniaki nieobrane. I my tak zawsze, mówię, ja dziadkowi lubiłam zawsze coś tam opowiadać i po prostu potem pod tą wierzbą żeśmy tam opowiedziały, że było coś takiego, nie? No i też takie dziwne rzeczy tam się działy. A te piski to też słyszałam. Rodzice też to słyszeli. To było tak, że człowiek mógł stać i tak jakby pół metra od człowieka coś piszczało, a nie było nic widać.
I to były takie no naprawdę jakieś takie dziwne, dziwne rzeczy.
[01:14:40] - A próbowaliście dojść do tego, co te piski mogło powodować?
[01:14:44] - Szczerze to powiem tak, że moja mama tu jakąś teorię wysunęła. Znaczy teoria jak teoria. Dziadek to gospodarstwo kupił jakąś tam niebywałą okazją i wcześniej tam mieszkał pan, który on tam miał... Tam kupa dzieci była, nie wiem, sporo dzieciaków, siódemka czy ileś. I po prostu on mieszkał z żoną. I ta żona jednego dnia, jednego dnia, nawet nie dnia, tylko nocy ona zniknęła. I praktycznie on mówił wszystkim, że ona wyjechała, ale krótko po tym, bo to może nawet nie było około miesiąca po prostu, a ta żona jeszcze ona była ponoć w ciąży. I jeszcze wszyscy we wsi gadali, że no jak to możliwe, że ona wyjechała, że zostawiła tyle dzieci. I w ciągu tego miesiąca, jak ona rzekomo wyjechała, ten człowiek tam przy tym gospodarstwie zasadził mnóstwo takich brzóz. To było takie skupisko dziwne tych brzóz, bo one tak jakby w jednym miejscu tam brzoza przy brzozie.
No i tylko tego oczywiście mój dziadek tego nie wiedział, bo on był, można powiedzieć, z innego tutaj końca w ogóle Polski mieszkał kiedyś i praktycznie no tak się zdarzyło, że, że dziadek stwierdził może to gospodarstwo swoje tam powiększyć czy coś i mówi: "Może byśmy tam się przenieśli", bo tam się dowiedział, że jakąś okazją, że ktoś chce tanio bardzo sprzedać dziesięć hektarów i z domem. I tam był taki, tam był stary dom, dziadek potem w tym domu to tam mieli jakiś chlew czy coś tam trzymali, a wybudował tą piętrówkę. I wszyscy się dziwili, że, że ten facet tak to tanio sprzedał i tak szybko się tam wyniósł i no po prostu do nikogo nie docierało, że jak to możliwe, że ta matka, ona tak bardzo dba o te dzieci, że ona je tam porzuciła. Ale co ciekawe, po jakimś czasie, jak tam dziadek już mieszkał z pół roku, to ten były właściciel przyjechał do dziadka, że komu tak, znaczy on rzekomo twierdził, że był tam gdzieś u rodziny i po prostu postanowił wpaść i zobaczyć jak tam się dziadkowi gospodarzy. Ale mama, bo mama wtedy była, no mama była wtedy też dzieciakiem, nie wiem, ile mogła tam mieć lat, może ona najstarsza była, ich tam była piątka. Mówi, że to zapamiętała, że on bardzo dopytywał, mówi do, do dziadka, mówi: "A tu nic nie słychać, nic się tu nie dzieje, spokojnie się tu żyje" i tak dalej. No i dziadek tak potem gdybał i mówi: "Czy ten człowiek po prostu on nie zrobił jakiegoś przestępstwa i po prostu coś z tą żoną się stało?", bo on bardzo napomykał na... Potem jeszcze przyjeżdżał kiedyś, tak jakby coś go tam przyciągało i mówi, no bo to też takie, no, dziwne trochę. I praktycznie dziadek wtedy miał kupioną taką cegłę, bo chciał tam chyba powiększać, mieli oborę czy coś. I ta cegła była tak złożona wzdłuż, w taki jakby murek przy tych brzozach.
I dziadek jeszcze mówi, że no bo tu planuje tam te brzozy wyciąć i mówi się zrobi fundament. A ten pan mówi: "O, niech pan tych brzózek nie rusza, niech pan tego nic tam nie wycina, bo tu tego taki cień dają i to i...". A dziadek mówi tak się za tego zabierał do tego, żeby te drzewa zlikwidować. No, potem gdzieś tam, gdzie indziej to zrobili jednak to do koni tam jakieś było pomieszczenie, ale potem tak wszyscy tu rozmawiali i mama, i mój tata potem, i tam wszyscy tą historię tu w rodzinie znają i wuja nawet, który tam został na tej gospodarce i mówi, że kto wie, czy tam ta kobieta po prostu zakopana nie została.
[01:18:23] - No też mi się właśnie takie spostrzeżenie tutaj nasunęło, że to-
[01:18:25] - Po tyle latach, po wojnie to już pewnie, pewnie nie ma śladu, ale no w każdym razie on ewidentnie ten człowiek, coś tam mu zależało, bo jeszcze jak przyjeżdżał, to stale wspominał te brzozy i mówi: "O, te brzózki, jakie już duże". A potem jak tam mama miała siostrę młodszą, to mówi jak jej wózek tam stał w tych brzózkach, to mówi: "O, te brzózki jak się przydają, bo ile cienia dają". Mówi: "Nie wycinaj ty tych brzózek". No i tak po prostu stale. No i też tak kiedyś gadaliśmy mama do tego brata, co tam właśnie gospodarzy, że kiedyś już nie, że mówi: "Ciekawe, czy tam by mówi co w korzeniach tych brzózek nie było", nie? Ale po prostu no oni tam się zawsze bali to ruszać. Mówi, że niech już to tak zostanie czy co, bo po prostu no nie chcą, nie?Ale te piski to naprawdę były straszne, bo nieraz tam było tak, że z rodziny ktoś przyjeżdżał, czy było jakieś wesele czy coś i tym byli oszołomieni. Nikt już tam nie chciał, że tak powiem, nocować czy coś takiego.
[01:19:22] - No tutaj ta historia z tą zaginioną żoną, z tym, z tymi brzózkami i innymi detalami. No rzeczywiście, tutaj każe podejrzewać, że zaszło jakieś takie kryminalne zdarzenie, tak?
[01:19:35] - No coś nieraz się stało. No kiedyś tam nikt nie szukał. No on, on podobno tam jakiś policjant, to wtedy chyba z Mogilna był. Był i pytał, ale on powiedział, że żona gdzieś tam wyjechała do rodziny i tyle. I nikt nie wnikał w to, nie? Bo to było po wojnie w sumie. No bo to, to było po wojnie. Dziadek się przenosił, że tak powiem, z tej miejscowości tam chyba Folwark, co byli do, do teraz tam.
[01:20:00] - No można tutaj też podejrzewać, że właśnie podejrzewane przeze mnie i chyba przez panią też pochowanie żony w tym miejscu jest odpowiedzialne za to, co za te różne takie zdarzenia, zjawiska, jakieś odgłosy.
[01:20:13] - No tam tak naprawdę mówię no dziadek, dziadek z babcią wtedy i to nie raz prosili księdza, żeby coś tam na miejscu zrobił, więc były tam jakieś u nich w domu modlitwy i jakieś powiedzmy, nie wiem, typu egzorcyzmu czy coś takiego, ale to jakoś nic nie dało, bo to naprawdę to było latami. Ja już potem jak byłam też starsza, jak byłam na wakacjach chyba w ósmej klasie podstawówki, no to już o tym więcej wiedziałam, bo jak byłam mała, no to pamiętam, że jak to słyszałam chyba pierwszy raz, to może miałam siedem lat i mówię, co tak piszczy czy kwiczy? A babcia mówi: a kurczak się gdzieś zgubił i kwiczy piszczy. O! Także jakiś czas mi to tak ukrywali przede mną, ale no potem ja już też jak wiedziałam swoje, to, to po prostu ja wiedziałam, że to jest to, to nie jest coś takiego z tego tutaj świata i po prostu mówię no dużo takich rzeczy człowiekowi towarzyszy, bo potem nawet też tak było, że dziadek jak zmarł, to on do mnie mogę powiedzieć pierwszy i przyszedł, bo ja byłam na ogrodzie i poczułam, że ktoś mi kładzie ręce na ramionach. I praktycznie odwróciłam się tak szybko i nic nie ma. I przyszłam do domu i chciałam jeszcze to mamie powiedzieć, że kurczę, mówię, że miałam takie zdarzenie na ogrodzie, a mama mówi: ciotka dzwoniła przed chwilą. Dziadek nie żyje.
[01:21:37] - No to wygląda jak taka w sumie moncja. Dziadek chciał jakoś panią, nie wiem, zaczepić, poinformować o swoim odejściu. Tak. Coś tego typu.
[01:21:46] - Tak, tak.
[01:21:47] - Bo skoro to się dokładnie w tym samym czasie zdarzyło, jak ciotka zadzwoniła, to rzeczywiście.
[01:21:54] - Tak, tak, dokładnie, dokładnie tak. To było dwie minuty, aż po prostu z ogrodu przeszłam do domu, nie?
[01:22:00] - Taka moncja. Chociaż pani żadnej myśli o dziadku wtedy chyba nie miała, prawda? Żadnego takiego czegoś, co wyglądało jak przekaz.
[01:22:09] - Nie, nie, nie. W ogóle wtedy co innego było. Nie, nie, nie. To akurat w ogóle tak znikąd jakby się wzięło, nie? I też podobne zdarzenie miałam, jak babcia umarła, bo to wtedy akurat tam siedziałam w pokoju, oglądałam jakiś film czy coś i też poczułam ręce na ramionach i mówię no kurczę, co to jest za jakieś takie mówię, jakiś zwyczaj rodzinny taki czy co? Bo też takie coś miało miejsce. Nie wiem, czemu tak mnie dotykają, informują. Nie mam pojęcia, czemu takim jestem, jakimś takim mówię przekaźnikiem czy co.
[01:22:42] - No może to być spowodowane tym, że pani jakby wydaje się taką osobą bardziej wyczuloną na postrzeganie tych różnych takich, że to tak ujmę, paranormaliów, tych różnych sygnałów, takich subtelnych z tej niefizycznej strony, to się chyba u pani ciągnie od dzieciństwa, tak?
[01:23:01] - No tak, no ja, ja po prostu ja w to wierzę. U mnie też rodzina w to wierzy też. No mówię, wierzę w reinkarnację, bo jeszcze też takie miałam zdarzenia. To właśnie skąd się wziął ten pan, pan ten hipnoterapeuta. Od dziecka też mnie gnębiło coś takiego, bo z tego akurat robiliśmy seans hipnozy. Gnębiło mnie coś takiego, że wołałam nieraz, że chcę jakieś buty. I praktycznie doskonale ja wiedziałam, jak te buty wyglądały. Ja nie raz brałam kawałek materiału i babci pokazywałam. Zawijałam sobie na nogę i mówię, że miałam takie buty. No a i że takie buty bym chciała, to no takich butów nie ma.
No a to było kurczę, to było gdzie osiemdziesiąty rok w PRL-u. No to były buty, jakie się w sklepie dostało, takie się brało. Nie, nie było tak jak teraz wyboru. Oni tam rodzice i ten, że coś tam sobie ubzdurałam, że jakieś buty, jakieś buty. No i też jako dzieciak tak się dziwnie bawiłam, bo mówię tam tym miśkiem z tym, tą istotą to na pewno. Ale jeżeli już potem, tak mówię, ten okres tam może pierwsza, druga klasa podstawówka, to ciągle było jakieś robienie łuków, jakichś oszczepów, jakieś dzidy z kuzynami. I już nieraz się śmiałam potem z tego po latach z kuzynostwem, bo oni nieraz narzekali tam czy koleżanki, że bawmy się w jakiś dom albo w szkołę, albo w coś. A ja tylko chcę w te jakieś dzidy, w jakieś takie coś i jakieś noże z drew na strugane i no cuda tam były i po prostu stale jakieś, jakaś wojna, jakieś napadanie, jakieś takie, takie rzeczy. I też miałam problemy z kręgosłupem, bo miałam jakby krzywy kręgosłup, ale miałam takie coś. Miałam no mam jak takie zrośnięte jakby dwa te kręgi czy coś takiego.
I to mi zauważyła pani w szkole na jak było te badania, tam te bilanse jakieś tych dzieciaków. No to po prostu wiadomo, na tam ustawiali, rozbierali u pielęgniarki w gabinecie i że coś tam mam z tym kręgosłupem, a ja po prostu nie wiem, dlaczego ja mówiłam, że mnie tam ktoś jakby strzelił do mnie z łuku, ten kręgosłup i nie wiem skąd takie rzeczy wymyślałam, bo po prostu no wymyślałam. No, no tak po prostu byłam tego przekonana. No i zrobiliśmy z tym Tą hipnozę. Wreszcie do tego doszło. Do tej jednej, bo to trwało naprawdę parę ładnych godzin. Co wyszło po tym cofnięciu? Wyszło mi coś takiego, że ja naprawdę mówię: widziałam siebie, czułam gorący piasek, że leżę na piasku na pustyni. Byłam tam facetem wtedy. Na pewno był to kraj arabski.
Miałam takie ciuchy i miałam takie buty. Takie właśnie charakterystyczne buty z takimi noskami, czubkami zawiniętymi trochę, materiałowe. Leżałam na ziemi jakby plecami do góry i widziałam, że koło mnie stoi taki krąg ludzi. No i, i w tej hipnozie mówi: jak ci ludzie są nastawieni do mnie? A ja mówię, że bardzo niedobrze. Mówię, że oni krzyczą nade mną tak rękami, wytrząsają, mają zaciśnięte pięści i jakiś taki mówię staruch, on trzyma taki jakiś kij czy jakieś coś i tym tak stuka w ten piach, tak, tak. I on wypytał mnie: a ile masz lat? I to też takie ciekawe, bo wtedy pewnie mówię ludzie to nawet może nie, nie znali dobrze roku, kiedy się urodzili. I ja tak jakoś powiedziałam nie wiem, czy dwadzieścia sześć, czy dwadzieścia siedem, coś takiego, że nie wiedziałam ile lat. On chciał też wydobyć jakoś, kim ja jestem.
No i ja. I on mi podawał te litery w tej hipnozie. I po prostu ja ze zdziwieniem, sama sobie ze zdziwieniem po prostu no powiedziałam, że z tych literek wyszło słowo Ahmed. I praktycznie on potem mi się pyta: czym się trudnisz Ahmedzie? A ja nawet nie powiedziałam najpierw, tylko pamiętam, że tak jakbym ręką pokazała, że podrzynam komuś gardło. I mówię to takie było no naprawdę mocne przeżycie. I praktycznie potem narysowałam nawet ten taki nóż jakby. To był taki zakrzywiony, taki, taki zakrzywiony, z rękojeścią, z kulką na końcu. Taki, taki z jednej strony szeroki, ale coś jak à la jakby sierp, coś takiego. W takim sensie taki, taki jakby krótka maczeta i ja to rzekomo tym robiłam i rabowałam ludzi.
I ci ludzie mnie dopadli jednego razu. I to życie się skończyło tak, że właśnie ten staruch taki, co go widziałam, bo on był z taką siwawą brodą pomarszczony, stary, on wziął jakąś taką włócznię, dzidę, jakieś takie coś z grotem w każdym razie. I on mi to wbił w plecy. Generalnie się tak ten żywot zakończył, ale faktycznie mówię ta hipnoza była dobra i mi bardzo dużo dała, bo czasami mi się też tak zdarzało, że w tym życiu, bo właśnie zapytał, co z tego życia Ahmeda zabrałam tutaj. I po prostu ja powiedziałam, że taki upór i też taki gniew nieraz, bo po prostu czasami, bo ogólnie jestem bardzo spokojnym człowiekiem, ale nieraz jak mnie coś zezłości, to mnie tak zezłości, że naprawdę to jest kipiel wtedy i to mi się wydaje, że wyłazi wtedy ten Ahmed cały. I naprawdę mówię no, no jestem, no mówię, pod wrażeniem tego, tego, co było w tej hipnozie. I dlatego mówię no chcemy kontynuować i pociągnąć ten wątek, ten właśnie ten taki ufologiczny, bo cały czas mi nie daje spokoju to, co tam się jeszcze działo w ciągu tych dwóch godzin, które mi się zgubiły i też one mi się zgubiły dokładnie w tym dniu, kiedy te kręgi były w Zylatowie. To było piąty sierpnia, piąty sierpnia i teraz już nie pamiętam rok, bo to było rok po roku, chyba dziewięćdziesiąt chyba pięć czy nie jakoś. Nie, to było rok po roku na pewno. To to w tym, tym drugim roku piątego sierpnia.
[01:29:10] - Jeżeli dobrze się orientuję, z tego, co pani mówi, to ten jakby dalszy ciąg tych zabiegów hipnotycznych musi przeprowadzić ten sam hipnotyzer, tak?
[01:29:21] - No znaczy musi nie musi. No, no powiem szczerze, że z nim się kiedyś już umawiałam, ale tak jak mówię, no ja byłam chora i wtedy odpuściliśmy. I też nie zawsze mówię jak jemu pasowało, to, to mi, bo wiadomo, on ma też tych pacjentów swoich poumawianych jakieś tam też terminy, a znowu jak on był taki trochę wolniejszy, no to po prostu ja na przykład miałam w sklepie inwentaryzację czy coś. No mówię, ciężko nam się jest zgrać albo mówię może jakoś los tak chce czy jakieś siły, że, że coś stoi na przeszkodzie, że mam się może czegoś nie dowiedzieć, nie wiem.
[01:29:55] - No tak, momentami to rzeczywiście wyglądało tak, jakby coś pilnowało, żeby pani pewnych sekretów nie odkryła, tak? To nagle jakieś awarie, to jakieś zdrowotne tematy, tak?
[01:30:06] - Tak. No i też jeszcze te, te mówię, te spotkania one z tymi, tymi, tymi istotami, ale tymi trzema to się po prostu naprawdę wlecze, bo ja opowiadałam o tym. No miałam też pokazywane jakieś znaki. Ja mu te znaczki rysowałam, próbowałam dojść co to są za znaczki, co to jest za pismo. Patrzyłam w różnych językach pisma i to po prostu jest takie szczególne. To są jakieś wężyki, jakieś spirale, jakieś zgrzytaki. Nic to nie jest jakiegoś takiego znanego. No nie wiem, co to by było. Ja mu też w tej hipnozie też szukaliśmy, że miałam to narysować tą tabelę, co oni mi prezentowali i to miałam pokazywane naprawdę kilkadziesiąt razy i ja nie mogłam tego, nie byłam w stanie zapamiętać. Jak zapamiętałam z dwa znaki, to było naprawdę dużo i praktycznie no nie, nie byłam w stanie zapamiętać.
I jednego razu tak się naprawdę no mocno starałam i mówię: muszę zapamiętać jakoś układ tych znaków czy coś takiego. I wtedy tylko też usłyszałam coś od tej właśnie postaci, tak jakby mi dotknęła ręką głowę i usłyszałam w głowie, bo to nie było głos: jesteś pojętnym uczniem.Tyle. I, i po prostu no starałam się w tej hipnozie jak najwięcej tych znaków zapamiętać i to pokazać. Ja to narysowałam tą część, co pamiętałam. On to miał gdzieś tam też komuś przedłożyć i dlatego no powiedział, że go to interesuje i chce zrobić mi tą, tą kolejną. Ale no mówię, może się uda jakoś teraz, może ku wiośnie. No zobaczymy, bo naprawdę no mnie to intryguje i po prostu chciałabym wiedzieć, co w ciągu tych dwóch godzin się stało, bo nie wierzę, że to było tylko coś takiego, że znalazłam się w tym miejscu, skąd widziałam tą ziemię. I co jeszcze charakterystyczna rzecz, zapomniałam to powiedzieć. Jak ja byłam w tym miejscu, to po prostu tak jakby oni powiedzieli, że nic się przed nimi nie ukryje. Nic zupełnie.
Bo takich miejsc jakby, z których oni obserwują ziemię, to jest nad nami wokół Ziemi siedem. I praktycznie no to tak mam wrażenie, że my tego albo, albo ludzie tego nie widzą i nie wiedzą, albo nie wiem, może nasze, nasi rządzący coś ukrywają przed nami, a wiedzą.
[01:32:28] - Siedem to tak jak liczba czakr. Też ich ma być podobno siedem w naszym organizmie.
[01:32:33] - No właśnie, a to nawet nie pomyślałam. Tak, ale na pewno siedem. Siedem. Pamiętam, że tak powiedział, że tego takich punktów czy tych ośrodków, czy tych nie wiem, jak to nazwać jest tego siedem.
[01:32:45] - Siedem czakr i chyba też-
[01:32:47] - Siedem okrążają ziemię. Coś takiego.
[01:32:50] - I chyba też siedem ciał zmysłów, z których mamy się składać. Z tego, co kojarzę. No, tutaj się bardzo wybiła ta symbolika siódemki w tym momencie.
[01:33:01] - Mhm. No nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Jest to trudne. Ja też mam wrażenie. Znaczy mam wrażenie na pewno, bo myślę, że trochę się orientuję w tym. Nasz czas, a ich czas to są bardzo różne rzeczy. Po tym, jak oni mi tą dali zagadkę, że ten każdy organizm został wyposażony w odpowiednią ilość nośników energii i wyczerpanie się tych nośników energii powoduje śmierć, zaczęłam to tak jakby rozkładać na czynniki pierwsze i mówię, że każdy organizm został wyposażony. I potem mówię, takie miałam pytania w głowie: przez kogo? Kto to wyposażył? Bóg?
Oni czy kto? Potem, że każdy organizm został wyposażony w odpowiednią ilość. Ale teraz mówię, jaka jest ta odpowiednia ilość? Bo przecież mówię nieraz jest tak małe dziecko się urodzi, żyje miesiąc i umrze, tak? A ktoś powiedzmy, żyje sto lat. I o co tu chodzi? Czy tych nośników jest mniej, że one się wyczerpują, czy od razu jest to zaprogramowane gdzieś, nie wiem, w kodzie DNA? I to mnie gnębiło. Ja nad tym bardzo długo myślałam, naprawdę mówię, ile ja się razy nad tym zastanawiałam i ja tego nie mogłam rozwikłać. I szczerze był taki moment, że mówię: ja już mam to gdzieś.
Nie myślę o tym, bo mówię no trzeba też normalnie żyć, wiadomo, praca, coś tam. I w tym dniu, kiedy to sobie tak na wieczór pomyślałam, to w nocy znowu miałam tu ich i po prostu dali mi wskazówkę. Bo oni tak, oni się nie śmieją, oni nie są... Ale też mam wrażenie, że tak potrafią sobie żartować trochę z człowieka, chociaż nie ma tego tak jakby mimicznie, tego śmiechu czy żartu, ale dali mi po prostu taką jakby wskazówkę, czy jak to nieraz mówią polecajka, że coś mi powiedzą, ale nie powiedzą więcej. Tak jakbym ja miała sama do tego dojść. I generalnie myślałam, gdzie te nośniki energii są, gdzie to jest. I potem mówię może to jest krew. Poczytałam wszystko i co ze szkoły pamiętam o krwi i mówię nic mi nie pasuje, że to nie, nie będzie to tak, bo wtedy na przykład no przetoczenie krwi by zawsze, powiedzmy od małego, od młodego dziecka czy coś takiego starej osobie powinno te nośniki jakby tam powiedzmy, może zwiększać czy coś, ale to nie tędy droga. I myślałam, myślałam. I wreszcie mi dali wskazówkę, że sekret jest w ludzkich mitochondriach.
No to znów zaczęłam o tych mitochondriach czytać i mówię no naprawdę generalnie mówię tyle pytań mam odnośnie tego, że pewnie bym sobie chętnie porozmawiała z niejednym jakimś tam badaczem, naukowcem tych biologicznych rzeczy, bo po prostu no to te pytania się cisną. Ale jak mówię, ja się czuję na to za głupia, żeby taką zagadkę rozwikłać. I od nich to, co usłyszałam, to to, że jak człowiek rozwikła to, gdzie są te nośniki i jak to funkcjonuje, to na pewno nie, że osiągniemy nieśmiertelność, ale będziemy bliscy. Że znacznie byłoby wydłużone życie. Coś tak, jak było to za czasów tam opisywanych, biblijnych. Tak mnie to męczy, że naprawdę stale szukam jakichś informacji. No mówię o tych mitochondriach to już przeczytałam tyle, że, że chyba mówię no pewnie studenci nieraz tyle nie czytali jakiejś tam medycyny czy co, ale mówię i tak nadal są pytania i to po prostu mówię jest no do mnie nie do przejścia.
[01:36:38] - No ja co prawda medycyny nie studiowałem, ale studiowałem na tyle dużo i na tyle długo, że, że rzeczywiście mogę potwierdzić, że z tym czytaniem wśród studentów to bywa naprawdę bardzo różnie. Ale już, już może, może już dzisiaj nie dojdziemy do tych, do rozwiązania tych zagadek. Szczególnie że już dosyć długo dzisiaj rozmawiamy. Prawie dwie godziny zaraz miną, jakby nie było. Magiczne dwie godziny.
[01:37:08] - No.
[01:37:08] - Magiczne dwie godziny. Także będziemy chyba powolutku już zawijać do brzegu. Czy to jest wszystko, czym się pani chciała dzisiaj podzielić? Czy...
[01:37:18] - Myślę, myślę, że tak. Powiem jeszcze tyle, że po prostu mi te rzeczy, te spotkania nocne tyle nie dawały spokoju, żeNawet był taki moment, że poszłam z tym, żeby sobie no ocenić zdrowie i wszystko. Poszłam z tym do psychiatry i rozmawiałam długo z panem doktorem, starszym, takim naprawdę dobrym doktorem i doszedł do wniosku, że mówi on tu nic nie widzi, ale mówi no jestem niezmiernie ciekawy, nie? I praktycznie no nie wiem, czemu mnie to spotyka. Jestem ciekawy jak to, bo to jest sekwencyjnie co jakiś to nieraz jest rok taki, że jest cały rok spokojniutki, a potem na przykład się dzieje wiele tych spotkań, tych widzenia, tych obiektów. Jeszcze też kiedy w maju, maju 2022 to nawet miałam nagrany film mam na laptopie. Nie wiem, czy tam akurat do Was wysyłałam. To było mamy telefonem nagrane po prostu no skaczące kule po chmurach w nocnym niebie. I to trwało bardzo długo, bo to oczywiście pies też wtedy panicznie się bał z podwórka. No nie mogłam go na podwórko wydostać, a pies jest po testach też psychicznych, bo taki po prostu.
No mówię to szkolę też psy i i pies tam nie boi się wystrzału czy jakiejś rzeczy, a po prostu no reakcja na to, to była ucieczka do domu i tyle.
[01:38:47] - No reakcja na coś dosyć takiego oddalonego, co nie powinno teoretycznie stwarzać zagrożenia dla psa, tak?
[01:38:54] - To znaczy ja myślę, że pies odbiera chyba jakoś bardziej energię, bo jeszcze tylko dopowiem coś takiego, że też miałam takie zdarzenie, też to było 2022 i też wieczór, bo to też było późno około dwudziestej drugiej godziny, bo tak zwykle po prostu wychodzę ostatni raz z psem. Bardzo blisko mnie przeleciał świetlisty obiekt, taki kształtu rombu i on był też taki blado pomarańczowy. I generalnie jak to przeleciało po polu w niedalekiej odległości mnie, to po prostu coś takiego było, że tak jak to mówią, włosy na głowie się jeżą. I to nie było ze strachu, tylko to była jakaś reakcja chyba na tą energię, bo po prostu mówię włosy czy na rękach, czy na głowie, to mówię ja miałam te włosy naelektryzowane po prostu. I wtedy pies też chciał uciec też do domu natychmiast. Byłam akurat nie jestem na smyczy, to mnie pociągnął ostro. Rombu no nie udało się nagrać, bo miałam co prawda przy sobie telefon, ale miałam w saszetce, więc zanim wyciągłam to już po rombie nie było śladu. A te kulki tak, bo te kulki były długo. One do wpół do drugiej w nocy to obserwowałam i jeszcze pisałam na jakimś portalu UFO, ale to najpierw długo obserwowałam, potem już chyba po północy napisałam na jednej grupie drugiej i nikt tam się nie odzywał. Jeszcze napisałam czy ktoś tu gdzieś stąd z okolic patrzcie tam na niebo tu i tu, ale mówię no nic nie było wszystko.
Chyba wszyscy spali czy nie czytali, czy no po prostu zero reakcji, nie? A na drugi dzień były heheszki, więc odpuściłam sobie i mówię już teraz, nawet choćbym coś miała, to nigdy na Facebooka, nigdy. Lepiej mówię też unikać, bo po co potem czytać jakieś mówię takie komentarze, że nie chce się czytać tego.
[01:40:41] - Ja to w ogóle troszkę tak tęsknię za tymi czasami, kiedy jeszcze Facebooka nie było, kiedy w internecie dominowały fora dyskusyjne, takie, takie zwykłe, stare, dobre fora dyskusyjne, na których obowiązywało coś takiego jak regulamin, etykieta i tak dalej. Tam jak się, jak się już człowiek rejestrował, to w jakimś konkretnym celu, nie żeby sobie pocheheszkować, nie żeby sobie potrollować, tylko konkretnie czymś się podzielić, o coś zapytać. A dzisiaj mamy sytuację taką na Facebooku i na innych społecznościówkach, że mamy od cholery za przeproszeniem grup niby zrzeszających osoby o takich zainteresowaniach, ale banalność jakby zapisania się do tych grup, banalna łatwość sprawia, że stają się one celem no trolli niestety internetowych.
[01:41:26] - No tak, tak też bywa i to często. Właśnie myślę tak, czy zwrócić się do tego pana z Inowrocławia, bo ja tam gdzieś w mailu mam te dane, a-
[01:41:36] - Pan Barski już nie żyje niestety.
[01:41:40] - No bo on tu był przed pandemią u nas i potem jeszcze właśnie mama tak wspomina. Mówi może chłop umarł w pandemii , bo on był krótko przed tą pandemią. Pamiętam, tu też mu rysowaliśmy różne rzeczy. Tata mu poszedł pokazać to miejsce, skąd wtedy widzieli tą kulę pomarańczową, gdzie też im te dwie godziny czasu umknęły. To poszli tam na to pole, na łąkę i po prostu tam pokazywał mu. O, jeszcze co ciekawe, powiem panu tam na to był dowód na tą kulę, bo ta kula była przy słupie, tam był słup energetyczny i ona tam ojciec stwierdził, a ojciec jest elektrykiem z zawodu, że to pobierało prąd, bo tam jakby szedł taki łuk elektryczny do tej kuli wtedy. I co było ciekawe, po latach tam został ślad i to było wiele lat. To było chyba, nie wiem, z trzydzieści lat albo lepiej. Zimą w tym miejscu na przykład tam bodajże nie było śniegu nigdy w tym miejscu jak coś. Jak tam, gdzie była ta kula przy tym słupie, w tym miejscu, gdzie ten słup i w tej okolicy, tam w promieniu jakichś nie wiem, kilkanaście metrów, tam nigdy nie było śniegu.
Takie dziwne. Zwróciliśmy na to uwagę. Zawsze patrzyliśmy na tą górę, że w tym miejscu jest taka łysa. Tam dzieciaki na sankach potem zjeżdżały i to takie było charakterystyczne, że czemu tam wszędzie dookoła jest ten śnieg, a to jedno miejsce takie dziwne.
[01:43:04] - No to jest dosyć spójne z takimi przypadkami, które zna chociażby też polska ufologia, gdzie w miejscach, w pobliżu których znajdowały się jakieś obiekty latające, dziwne na przykład albo nie ma śniegu, tak jak pani wspominała w jakimś tam punkcie, albo jakieś dziwne rzeczy się z roślinnością dzieją. Powstają tak zwane czarcie kręgi, gdzie na przykład nic nie chce rosnąć albo trawa cały czas wygląda jak taka nie wiem, wyschnięta, wypalona coś tego typu.Także tutaj jest pewna spójność z innymi tego typu zdarzeniami. To mam takie pytanie odnośnie tej, tej historii z tymi brzozami podejrzanymi, z tą zaginioną żoną. Czy dziadkowie opowiadali o jakichś podobnych zdarzeniach? O jakichś tam dźwiękach? Nie wiem. Widziadłach, czymś w domu?
[01:43:57] - Nie, bo to tak się głównie nasuwało. To po prostu no po jakimś czasie no mówię, jak to nieraz jak były rodzinne spotkania i tak wszyscy tam powiedzmy jakieś imieniny coś i tak opowiadali, to jakbym powiedziała wszyscy tam te klocki dopasowywali i tak każdy gdybał, że tam coś musiało się stać takiego, nie? Bo tak to nie, bo tam mówię, nie było no mówię jako nieraz jako dzieciaki, to my żeśmy może coś tam wymyślali sobie, bo, bo tam akurat dziadek w takim miejscu mieszkał, tam też były słowy puszczyki i tak dalej, to my mówię, jako dzieciaki sobie coś tam nieraz wymyślaliśmy o duchach czy się tam straszyliśmy, ale to było zupełnie co innego. To nie, nie miało jakby na pewno związku, nie takiego, żeby... Nie, tak to nie. Mówię dziadek generalnie no mówię, był no prosty rolnik i taki no człowiek, no co lubił sobie Biblię poczytać. Taki mówię, też był ciekawy, lubił dużo czytać, taki ciekawy mówię świata, życia, jakichś tam różnych zjawisk. Ale tak to nie. Właśnie mówię no to, to nas zaskoczyło nawet, że jak on zaczął opowiadać, bo potem on już wiedział, że ma tego raka tam nieoperowalnego czy coś takiego i po prostu nam to opowiedział. No to jeszcze nawet chyba mama mówiła, że no, a nigdy tamtego nie mówiłeś czy coś.
On mówi, że on tyle lat to tak się z tym zmagał i nie mówił też tego nikomu. Potem babcia umarła i mówi no też jakoś jakby nie wiem, nie chciał tam straszyć wszystkich czy coś takiego tym, nie.
[01:45:25] - No dotarło do niego, że może pewne tajemnice, pewne zdarzenia zabrać ze sobą do grobu, a warto byłoby je komuś przekazać, tak?
[01:45:33] - Mhm. Pewnie tak.
[01:45:35] - Bo dziadek, jeżeli dobrze rozumiem, nie był jakiś taki paranormalnie zakręcony i pani też nie miała jakiejś styczności, nie wiem, z treściami takimi o tematyce paranormalnej.
[01:45:45] - Nie, nie. Dziadek, dziadek był po prostu rolnikiem. Prosty człowiek. On tam chyba miał nawet tylko podstawówkę i generalnie mówię jego, jego całe życie to była mówię praca, konie, pole, tam poczytanie sobie Biblii i takie no mówię, taki naprawdę mówię prosty człowiek, ale, ale umiał mówię obserwować jakieś te rzeczy i po prostu, no nie wiem, tak jakoś mówię. Czy mnie to też jakoś zainteresowało? W pewnym czasie nie, bo ja cała mówię podstawówka, liceum to ja bardzo właśnie czytałam raczej takie książki sensacyjne jakieś tam mówię, miałam inne zainteresowania, bardzo akwarystyką. Także mówię nie, nie miałam tego, żeby tak... Nawet takie książki chyba były kiedyś, nie wiem, czy ja to pamiętam, czy jakieś te to była jakaś lektura, czy wakacje z duchami, czy to film, czy coś, to powiem tak mnie to średnio.
[01:46:40] - Tak, tak było to, zostało to z-
[01:46:43] - Coś było, ale powiem szczerze mnie to tak akurat jakoś średnio interesowało, nie? A teraz nie powiem, bo w zeszłym roku kupiłam naprawdę sobie parę książek takiej tej tematyki UFO to chyba tu jakieś UFO w Polsce jakieś coś i zaczęłam po prostu to bardziej czytać. Zdarza mi się teraz oglądać taki znalazłam fajny program na Focusie chyba Starożytni Kosmici. Od też nawet niedawna, bo nie wiem, rok czy góra może mam to też na Facebooku, ale mówię te wszystkie rzeczy, a zwłaszcza mówię te za dzieciaka to mówię no nie były. O, jedynie co to mogę powiedzieć, że długi czas moi rodzice i tu rodzina mi cały czas wręcz jakby wmawiali, że to, co u mnie wtedy było w domu, jak oni byli w szpitalu u mamy, że to był na pewno duch tego zmarłego dziadka. Tego, bo to był nie ten dziadek, który to widział, tą postać, istotę, tylko drugi dziadek tutaj od strony taty, bo tu mieszkał inni miejscu z nami. Ten dziadek mieszkał z babcią i oni cały czas mówili, że to na pewno był ten dziadek, bo oni mi się potem pytali, wypytywali, a co to było? A jakie? A mały był? A ja mówię, że mały.
I miałam na myśli, że ta istota była taka naprawdę mała. A oni, że no dziadek był mały, bo dziadek był niskiego wzrostu. A ja mówiłam: ale to nie był dziadek. A oni mi: no ale bo to był duch dziadka, wiesz? A ja i tak wiedziałam po prostu swoje, bo to w żaden sposób nie było podobne do dziadka, no w życiu.
[01:48:19] - No ani wzrost, ani wygląd jakby się nie zgadzał.
[01:48:22] - Nie, nie, nie. U nas tutaj no co jeszcze bardzo często się jakieś rzeczy zdarzały. Kiedyś to było coś takiego, że jakieś też światło biło z jeziora i naprawdę nie wiadomo. My tu mamy długie jezioro, ono kilkanaście kilometrów ma, to Popielewskie i to po prostu wtedy jeszcze babcia zauważała, bo my tak mieszkamy, jest ta góra, potem za tą górą jest pole, jest jezioro. Takie mówię dziwne rzeczy tu mają naprawdę miejsce. Nie wiem, może to by faktycznie wymagało jakiegoś większego zbadania, bo to tak mówię, jest, jest zagadkowe nieraz rzeczy.
[01:48:59] - Wysłuchaliśmy jednej z tych wciągających rozmów, które wydają się nie mieć końca, a jednak w pewnym momencie niepostrzeżenie się kończą, zostawiając uczestników z mnóstwem trudnych pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. Pozwolę sobie jeszcze odczytać SMS-a, jakiego otrzymałem od słuchaczki po tym, jak już się rozłączyliśmy. Co do rozmowy, to zapomniałem jeszcze wspomnieć o znakach. Zawsze po tych spotkaniach pojawiają się na moich rękach ślady w kształcie idealnego trójkąta. Zawsze je mierzę i za każdym razem wychodzą równe co do milimetra. Pojawiają się na prawej lub lewej ręce, zazwyczaj odrobinę poniżej łokcia po wewnętrznej stronie. Udało mi się je nawet sfotografować.
[01:49:43] - Zastanawiałam się też nad pytaniem, czy te doświadczenia w jakiś sposób na mnie wpłynęły, czy może już wcześniej miałam takie zainteresowania? Doszłam do wniosku, że to właśnie pod wpływem tych zdarzeń zaczęłam czytać dużo o kosmosie. Kupiłam atlas nieba, kilka książek o UFO i o wychodzeniu z ciała. Aczkolwiek co do tego ostatniego długo myślałam, że każdy ma takie doświadczenia. To, że zostałam zawstydzona tym, iż nie znam kosmosu, sprawiło chyba, że teraz czytam o nim tak dużo. Choć dziwne jest to, że odkąd pamiętam, zawsze wychodząc z domu najpierw patrzyłam w niebo. Rozpoznaję coraz więcej gwiazd, a moimi ulubionymi są Orion i Syriusz. Nawet mojego obecnego psa nazwałam na cześć jednej z nich. Ciekawą rzeczą jest też pisanie wierszy w sposób automatyczny. Zdarza się, że budzę się nagle o drugiej czy najczęściej trzeciej w nocy i w pośpiechu zapisuję wiersz na kartce tym, co akurat mam pod ręką.
Dotyczą one życia, nieśmiertelności, reinkarnacji, wychodzenia z ciała. Nigdy ich nie wymyślam. Mam wrażenie, jakby ktoś mi je dyktował, a ja tylko spisuję. Dziwne jest to życie. I tak oto dotarliśmy do końca kolejnej w historii tego cyklu paranormalnej spowiedzi. Wbrew temu, co piszą czasami niektórzy z komentujących, duża liczba przekazanych opisów zdarzeń o trudnym do wytłumaczenia charakterze nie świadczy jeszcze na niekorzyść autentyczności całej relacji przekazanej przez świadka. W większości przypadków świadkowie dzielący się paranormalnymi historiami pamiętają jedno, może kilka zdarzeń. Są też jednak osoby, którym dziwne incydenty towarzyszą przez dłuższy czas, a niekiedy nawet i przez całe życie. Nasza dzisiejsza rozmówczyni styka się z różnego rodzaju zagadkami już od wczesnego dzieciństwa. Czasami takie życie za pan brat z nieznanym skutkuje rozwinięciem się różnych zainteresowań, jak na przykład w przypadku naszej słuchaczki, która wykazuje silne zainteresowanie zagadkami, jakie skrywa w sobie kosmos.
Dajcie znać, co sądzicie o przedstawionych przez naszą słuchaczkę zdarzeniach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Przypomnę jeszcze, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie Nexto.pl czeka na Państwa wrześniowy numer miesięcznika Nieznany Świat. Ten numer szczególnie polecam Państwa uwadze ze względu na kapitalny reportaż autorstwa Marka Żelkowskiego poświęcony sprawie, która była prezentowana w podcaście "Mówią świadkowie" w jednym z odcinków o błędach w Matrixie. Chodzi mianowicie o zdarzenie, w którym dziwny, bezkształtny blob wchłonął samochód z kierowcą w środku i na to wygląda, w jakiś sposób przeniósł go na trasie spory kawał drogi wstecz. Marek wykonał kawał świetnej roboty, przeprowadzając wywiad ze świadkiem oraz przedstawicielami świata nauki, próbując znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego intrygującego zdarzenia. Naturalnie przypominam również o kanale Nieznanego Świata na YouTube, gdzie obok relacji z rubryki Dotknięcie Nieznanego ukazują się między innymi dźwiękowe wersje wybranych artykułów z archiwum czasopisma. Warto też śledzić kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni oraz Piotra Cielebiasia UFO Historie, których autorzy omawiają cały szereg ciekawych tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. A radio, przypominam, posiada swoją stronę internetową www.paranormalium.pl, na której można nie tylko czytać artykuły i dyskutować na forum i czacie z innymi słuchaczami, ale również pobrać wszystkie dostępne audycje w formie plików MP3. Tam również znajdziecie zapowiedzi kolejnych audycji.
Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO.
www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.