Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty. Tajemnicze istoty. Niezwykłe wizje. Klątwy. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Biegnę i krzyczę do męża, strzelaj!
Mówią Świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych nieco ponad dwóch godzin z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie.
Dziś poznamy garść relacji o obserwacjach UFO i zdarzeń kojarzonych z tym fenomenem, jakie napłynęły do Radia Paranormalium w ciągu ostatnich miesięcy. Opisom kilku zdarzeń będą towarzyszyły nadesłane przez autorów relacji materiały ilustracyjne. Linki do nich znajdziecie w opisie pod tą audycją.
Z góry uprzedzam, że warto zaopatrzyć się w słuchawki, gdyż część moich dzisiejszych rozmówców prosiła o zmianę barwy głosu. Słuchający na YouTube mogą również włączyć sobie napisy. Prezentację przygotowanych na dziś relacji rozpoczniemy od zdarzenia ze Strzelina na Dolnym Śląsku, gdzie jedna z naszych słuchaczek w lipcu 2014 roku, dokonała obserwacji grupy pięciu prostokątnych obiektów świetlnych.
Zwracającym uwagę elementem tej historii jest również towarzyszące rozmówczyni odczucie przypominające tzw. czynnik OZ. I to mimo iż znajdowała się ona wówczas w centrum miasta, a nieopodal odbywał się festyn. Posłuchajmy.
Wracałam od siostry przed godziną 22. Bardzo dobrze to pamiętam. Było wesołe miasteczko. Ale gdy wracałam od niej i w rynku po prostu, no tak było pusto, że ludzi nie było, ale karuzela się jeszcze kręciła, bo do 22.00 po prostu muzyka gra, oni zawsze tak mają otwarte.
Do 22.00 i potem po prostu wyłączają. Ani dzieci, nikogo nie było na tym wesołym miasteczku. To takie objazdowe wesołe miasteczko. I proszę pana, kiedy szłam, zauważyłam, że koło apteki, bo u nas jest taki duży budynek, znajduje się pięć prostokątów albo kwadratów.
Takich pomarańczowych. I zatrzymałam się, proszę pana, bo to mnie tak zaciekawiło, czy to są balony, czy to jakieś po prostu, no nie wiem, może coś puszczają do góry właściwie ci panowie z wysokiego miasteczka, ale nikogo nie widziałam.
I stoję i patrzę i nie wierzę, proszę pana, żadnej liny, niczego. To było tak trzy u góry kwadraty i dwa na dole. To taki, jak gdyby taki trójkąt tworzyło. Rozumie pan, o co chodzi? Trzy na górze, dwa na dole.
I proszę pana, nie były niczym połączone. I dalej patrzę, bo po prostu, no nie wierzę. To się powolutku zaczęło unosić do góry. Jak się uniosło gdzieś tak, już ja wiem, no trudno mi powiedzieć na ile, na 50 metrów, 60.
Trzecie piętro od budynku, od apteki, proszę pana, o nie miałam, bo myślałam, że to jest napompowane albo helem, albo jakimś gazem. Ktoś sobie po prostu puszcza balony, ale jednak nie. One doszły do jakiejś góry.
One doszły do jakiegoś pułapu, wyżej jak ten dom i po prostu nadały taki kierunek i równomiernie, proszę pana, się wszystkie razem przemieszczały, ale nie miały żadnej liny, nic. I ja po prostu za tymi prostokotami, czy to kwadratami zaczęłam biec, po prostu biec. One się skierowały na ulicę Kościuszki, bo u nas jest wysoki, duży taki kamieniołom, drugi chyba bodajże na świecie, pierwszy w Europie, głębokość tam, ale to nie będziemy w to wchodzić, w te szczegóły.
I zaczęłam leżeć. Zaczęłam leżeć po prostu za tymi pięcioma prostokątami. One się właściwie udawały w tamtą stronę, bo u nas jest taki okrąglak budynek, w stronę tych kamieniołomów. Doleciałam, proszę pana, do tego budynku i one tak się wznosiły dosyć, dosyć, dosyć, dosyć wysoko, ale były widoczne. Poleciałam do swojego budynku, bo mieszkam na *** i proszę pana, z drugiego piętra jeszcze widziałam zarys po prostu tych pięciu prostokątów nad wyrobiskiem.
I potem znikły. To była pierwsza rzecz, a na drugi dzień wracałam od siostry i widziałam pomarańczową kulę też w rynku, bo o tej samej godzinie żeśmy wracały z pracy i proszę pana, to też dla mnie było dziwne.
Ani to spódnik, ani samolot, tylko w wielkości piłki, takiej dziecięcej, pomarańczowa kula przelatywała równomiernie, takim ruchem równomiernym, proszę pana. Ja wiem, u nas jest ten ratusz dosyć wysoki.
Jak ten ratusz był wysoki, to ta kula przelatywała. To miałam takie dwa przypadki takiego czegoś, co zaobserwowałam właśnie. No i o tym chciałam opowiedzieć, tak? A czy pamięta pani może, jaki to był, który to był dzień?
Proszę pana, to ja wiem, że to było koniec lipca, początek sierpnia 2014 rok, bo wtedy moja mama zmarła i ja właśnie przebywałam u siostry, tak? Żeśmy codziennie się spotykały i na różne takie tematy żeśmy rozmawiały.
Wtedy to właśnie się tak wydarzyło, ale dokładną datę nie mogę powiedzieć, czy to był 27 lipca, czy 28, ale wiem, że pod koniec lipca to się wydarzyło. Mamy mniej więcej, prawda, ustaloną orientacyjną datę, kiedy to mogło być.
A jaka to jest miejscowość? Szczelin, proszę pana. To jest blisko Wrocławia, 37 kilometrów od Wrocławia. Blisko Sobutki, 20, chyba 22 kilometry od Sobutki. Rozumiem, że tam na osiedlu w okolicy... W okolicy tego wesołego miasteczka objazdowego nie było w ogóle nikogo, prawda?
Nikogo, proszę pana, i to mnie właśnie zdziwiło. Ja stanęłam przed tymi prostokątami, czy to kwadratami, ja byłam jak zahipnotyzowana, rozumie pan? W ogóle żadnych ludzi, no, nikt się nie przemieszczał, tylko grała muzyka i obracała się karuzela, tak jakby taki diabelski młyn.
I to mnie dziwiło, że nikogo nie ma, nikt nie obsługuje tej karuzeli, no wszyscy tak jakby byli pochowani. I te prostokąty, to właśnie, to mnie tak zadziwiło, że dlaczego one stoją najpierw w miejscu, potem się zaczęły powolutku unosić do góry i się przemieszczają.
Proszę pana, jakby to był balon, to ja sobie tak pomyślałam, napompowany, no, helem, czy tam jakimś innym gazem, to, proszę pana, byłyby się unosiły cały czas do góry. Nie było żadnego powiewu wiatru, nic, spokojnie, piękna, gwiaździsta noc.
One się uniosły i zmieniły kierunek i w stronę właśnie tych kamienionów, dosyć wysoko, no ja nie umiem określić, czy to było około kilometra, no może nawet nie. 500 metrów, pół kilometra, 600, 700, uniosły się, ale były widoczne.
I ja po prostu tą ulicą Kościuszki szłam, leciałam praktycznie, leciałam za tymi prostokątami, zobaczyć, gdzie one polecą. I one się skierowały właśnie na wyrobisko tam, na nasze. Na kamieniołomy. No, bo one, moim zdaniem, można raczej wykluczyć, bo nawet gdyby były one jakoś połączone ze sobą jakimś tam sznurkiem, to one przecież poruszałyby się w taki bardzo chaotyczny sposób.
Jasne, ale nic niewidoczne było, żeby, proszę pana, one były połączone. One były równomiernie ustawione i to mnie zaciekawiło, że jak mogą te kwadraty czy prostokąty być ustawione i to taką odległość miały równomierną.
Trzy u góry, dwa na dole. Ja do tej pory powtarzam, proszę pana. Mieszkam z taką panią starszą i do tej pory nie mogę sobie wytłumaczyć, jak to właśnie było możliwe. Nie były żadnym niczym połączone, a równomiernie się poruszały.
I to było dla mnie bardzo ciekawe, tak. Jak to możliwe? Żadnego silnika, żadnego napędu, bezszelestnie, bez jakiegoś odgłosów, bez niczego. Zaczęły się właśnie równomiernie unosić, proszę pana, do góry i się przemieściły dosyć wysoko w stronę kamieniołomów.
No i też balony. Takim bardzo chłopakiem. Tak, tak. Chaotycznym ruchem by się poruszały. A tutaj z tego, co pani... Tak, równomiernie. Tak jakby były po prostu, no nie wiem. Wie pan, jak dronem, jak drona się uruchamia.
To tutaj te prostokąty, tak jakby, no nie wiem, czy mogły być kierowane. Tak jakby po prostu ktoś nimi kierował. Ale kto? Proszę powiedzieć, kto? Nikogo nie było. Nikogo. One się zniosły i poleciały sobie, no.
Słabo się znam na dronach, ale chyba drony też możemy wykluczyć, prawda? Bo one by... No pewnie. Może tak. No wiem, jak drony wyglądają. Tutaj nie było żadnych jakby dźwięków? Nie było jakichś... Nic. Proszę pana, nic.
Taka ruzela się kręciła i muzyka grała. Ludzi nie było. Nikogo nie było. Całkowity... Ja byłam tak zahipnotyzowana tym, bo proszę pana, jak doszłam i zobaczyłam to, te prostokąty, to stanęłam i nie wierzyłam, że to może być równomiernie.
Stoi i mówię, kurczę, po pewnym momencie, jak spojrzałam w te prostokąty, mówię panu, zaczęły się unosić do góry. I ja mówię, matko jedyna, co to, kurczę? Naprawdę, no, w takim szoku byłam, że nie wiedziałam, no, jak to wytłumaczyć w ogóle.
Bez żadnego napędu, bez niczego. I one się zbiły na jakąś wysokość i po prostu zrobiły kierunek, tak jak panu powiedziałam, w stronę Kościuszki, bo my mamy taką długą ulicę tam, aż do Kamienionów. I tam znikły, bo ja jeszcze na drugie piętro wleciałam do swojego budynku I jeszcze jedna.
Bo to, wie pan, my mamy taki dosyć też wysoki budynek dwupiętrowy, że wszystko widać było, bo całe Kamieniony można było zobaczyć z drugiego piętra. I one tam znikły nad tym wyrobiskiem, bo nie urwał się ślad.
Rozumiem, że jak pani zaczęła iść za tymi obiektami, żeby jakoś tak wyśledzić, to po drodze też nie mijała pani żadnych ludzi, żadnych jakichś... Wiem, że nikogo nie było. Pusta ulica. No właśnie, nie wiem, dlaczego tak to było, bo to dla mnie naprawdę dziwne.
Rynek o tej godzinie i latem to i... No, no, po prostu, jak to się mówi, istniał, tak? Ludzie wychodzili, spacerowali. Żyło. A tu nagle nikogo nie było, nikogo. Naprawdę, proszę mi wierzyć. I to było dla mnie dziwne, że ja się przemieszczałam tak zafascynowana tymi prostokątami, czy to kwadratami.
No, to tak jakby, no, kwadrat prostokątowy. Prostokąt, no, jakoś tak, tak wyglądały. I one były pomarańczowe, proszę pana. Pomarańczowe. To wiem, że każdy z tych prostokątów to był pomarańczowy. Tutaj jeszcze mi się takie pytanie nasuwa odnośnie tej drugiej obserwacji z następnego dnia tej...
I też to było tak przed dziesiątą, proszę pana, było tej samej godziny prawie. Wracałam od siostry i wtedy się zatrzymałam, bo mamy przepiękny ratusz, która godzina? I godzina była za dziesięćdziesiąta.
Tak dokładnie. I zobaczyłam wtedy tą kulę, która się tak jednostajnym takim ruchem, ona szybko nie leciała, powiem panu. Tak jak samolot, czy coś. Okrągła, pomarańczowa kula w kształcie piłki dziecięcej.
Na takiej wysokości, to tak panu mówię, półtora raza było od tego, no, jak ratusz jest, dosyć wysoki jest, to jeszcze pół z tego, to na takiej wysokości, to trudno mi określić, ile to jest metrów, ale równomiernie się przesuwała.
Tak płynęła, płynęła, bezszelestnie, bez niczego, no bo to jak samolot, to proszę pana, ma światła i miga, tak? Po jednej i po drugiej stronie. Ona była pomarańczowa, wielkości piłki i po prostu się przesuwała.
I to było na drugi dzień. Najpierw te prostokąty, kwadraty, a potem tą kulę widziałam. I w tym drugim przypadku też nie było żadnych innych jakby osób wokół? Też nie było i to dla mnie było dziwne, proszę pana.
Ja mam wiele takich przypadków, o których mogłabym poopowiadać. Tak. I jeszcze mam pytanie, ile czasu mogły trwać te obydwie obserwacje? Proszę pana, te prostokąty trudno mi powiedzieć, ale zanim ja doleciałam do swojego bloku, to gdzieś koło 15 minut.
No nie, może nawet nie, może 10 minut. Bo to dosyć szybko się potem przemieszczało, jak to się wzbiło do góry, to tak jakby płynęło, proszę pana. I ja podążałam dosyć szybkim krokiem. To z 12, 13 minut z rynku do mojej ulicy, do...
No gdzieś tak tyle było. Z 13 minut to trwało. A ta obserwacja kuli, to mi się wydaje, że krócej, bo to było tak, że się zatrzymałam, zobaczyłam tą kulę, ona się tak przemieszczała, proszę pana, tak jak powiedziałam, na tej wysokości półtora razy wyżej jak ratusz.
Trudno mi odpowiedzieć, no może ja wiem, dwie, nawet nie, z półtora minuty, bo dopóki ona nie znikła, bo ona tak płynęła, płynęła, płynęła, proszę pana, i tak jakby, no chmur też nie było. I w pewnym momencie, tak jakby, jakby, no nie wiem, czy ona się rozpłynęła, czy jak, trudno mi powiedzieć, proszę pana.
Widziałam, jak się przemieszczała płynąc, tak, a nagle w którymś tam momencie, bo obserwowałam cały czas, no jakby było tak koło 100 metrów, że przeleciała i nagle znikła. Była i znikła. Leciała i znikła.
Tak, ona zniknęła, jakby ktoś przełączył przełącznik? Trudno mi powiedzieć, to tak jakby, jakby chmura była, albo wie pan, jakby była chmura, tak? No, jest chmura i ona nagle wchodzi w tą chmurę i pak, już nie ma.
A tutaj nic, żadnej chmury nie było, tylko ona leciała, leciała i nagle pak, i nie ma jej. A pamięta pani może, jak się zakończyła obserwacja tych obiektów, tych pięciu prostokątów, czy kwadratów? No to właśnie, proszę pana, że ja przyleciałam do swojego bloku, na drugie piętro się udałam i jak się udałam na drugie piętro, to tak jak panu mówiłam, zobaczyłam, że one po prostu jeszcze tam gdzieś lecą i nagle pchł. I też ich już...
nie widziałam, znikły, czy gdzieś tam za drzewami, czy za tym, no trudno mi powiedzieć, proszę pana, bo tak nie określę tego. W każdym razie te kilkanaście minut, według pani szacunków, to jest czasotrwanie tej obserwacji.
To było dziwne. No. To było dla mnie, przepraszam, to było dla mnie dziwne, bo ja najpierw dość, że ja zlitałam za hipotetyzowana tymi obiektami, czyli jak to można nazwać, potem, że ludzi nie było, ja dopiero po jakimś czasie zdałam sobie z tego sprawę i na drugi dzień, cały czas to powtarzałam.
Naprawdę, ja jestem w szoku, bo ja to widziałam, proszę pana, to nie można powiedzieć, bo ani alkoholu człowiek nie używa, ani jakiś używek. Ja nie mam halucynacji, ja to widziałam na własne oczy. No trudno nazwać halucynacją coś, co pokazuje się prawie, że nad centrum miasta, prawda, jeszcze trwa kilkanaście minut.
To mnie dziwiło, że ja tak biegłam za tym, że nikt tego nie widział, no nie wiem, bo ja ludzi nie widziałam, naprawdę, proszę mi wierzyć, ja w ogóle ludzi nie widziałam, żebym... żeby ktoś się przemieszczał z jednej strony czy z drugiej, że, no, nieraz o tej godzinie mówię, panu, jak jest ciepło, to przecież ludzie chodzą, tak?
A ja nikogo nie widziałam, nikogo, po prostu nikogo. Tylko grała ta muzyka i obracał się ten młyn na tym Wesołym Miasteczku. Tutaj nikogo nie było, samochody w ogóle nawet nie jeździły, proszę pana. To było dziwne, samochody nie jeździły, a przecież to jest miasto, piętnastotysięczne miasto, które żyje, tak?
No, piętnastotysięczne miasto, dodajmy do tego wakacje, dodajmy do tego jeszcze ten, tę taką, taką, podejrzewam, troszkę odpustową atmosferę, tam powinno być dużo potencjalnych świadków, jeszcze te kilkanaście minut trwania...
No oczywiście, że tak. ...pojawienia jeszcze tych obiektów. Może ktoś to jeszcze widział, no ja nie wiem. A tu zero luda. Zero luda, żeby podwiedział. To było dziwne, ja na drugi dzień, ja o tym tak myślałam i mówię, komu ja to powiem, no i powiedziałam to tej babci, tak?
Z którą jestem. Naprawdę, to było też niesamowite przeżycie dla mnie, przede wszystkim, że ja powiedziałam, że... Wiedziałam, że ja ludzi nie widziałam, no naprawdę, proszę mi wierzyć, no. Kręciła się karuzela, nikogo nie ma, nie jeżdżą samochody, a ja lecę za tymi kwadratami, po prostu jak głupia i chciałam zobaczyć, dokąd one polecą, bo proszę pana, to było niecodzienne zjawisko, a jeszcze na drugi dzień, potwierdzeniem ta kula, tak?
Tu jeden przypadek taki, a tu potem jeszcze z tą kulą, no ale ciekawie dosyć było. No tutaj dużo takich elementów, szczególnie to jakby ta nieobecność ludzi dookoła, mimo dosyć takiej gwarnej, jeżeli dobrze zrozumiem, atmosfery.
Proszę mi wierzyć, to dla mnie było, to było zaskoczeniem. Gra muzyka, nikogo nie ma, a ja to widzę, patrzę na to, jakbym była zahipnotyzowana, proszę mi wierzyć. No naprawdę, ja nawet nie umiałam znaleźć jakiegoś określenia na drugi dzień.
Będąc w domu, wracałam myślami cały czas o tych prostokątach. Ja nic nie mówiłam przez jakiś... Dłuższy czas ja swojej siostrze opowiedziałam znajomym, popatrzyli tak na mnie jak na głupią, wie pan? I ja mówię, że coś takiego było.
Naprawdę, no nie wierzycie, no nie wierzycie, ale potem już mówię, no nie, nie będę mówić takich rzeczy, bo to... Wie pan, jak to jest. No trzeba wiedzieć, z kim rozmawiać, z kim w ogóle podejmować takie tematy, żeby było, prawda?
Z tą rozmówczynią być może jeszcze się kiedyś usłyszymy w którymś z kolejnych odcinków, ponieważ oprócz zdarzeń związanych z UFO, przekazała mi ona również inne, niezwykle interesujące relacje z innych kategorii.
Druga z przygotowanych na dziś rozmów została nagrana niedawno i przedstawia dość jeszcze świeżą relację o obserwacji grupy ratujących świateł nad Szczecinem, jakie jeden z naszych słuchaczy dokonał 17 lutego 2025 roku.
Takie zdarzenie miało miejsce w ten poniedziałek, czyli 17 lutego, no praktycznie kończąc, pracę, na mieniąże w Szczecinie. Kończąc pracę, była godzina 14.35, no po prostu razem ze współpracownikiem byliśmy na zewnątrz budynku, no i w pewnym momencie podniosłem tak jak gdyby wzrok do góry, a dlaczego podnosiłem to później jeszcze to uzupełnię, i zauważyłem, że z tego kierunku, no można powiedzieć, schód, zachód, na wysokości, no trudnej do określenia i odległości, ale widoczne, że obiekty w ugrupowaniu takim jak latają powiedzmy samoloty myśliste wojskowe, z tym, że kształt od razu widziałem, że jest to obły, okrągły i naprawdę z bardzo dużą prędkością przesuwały się po tym kierunku, tak jak wspomniałem, czyli kierunek schód, zachód.
Kolor, kolor tych, no można powiedzieć, obiektów, zaznaczy jeszcze, że pomimo mroźnego, mroźnego, tego dnia na chwilę rozpogodziło się i było takie naprawdę lazurowe niebo, także widoczność była bardzo dobra i słoneczko świeciło.
No i kolor bym ocenił na taki siwy, przechodzący, jak mi się rzuca w oczy, taki cementowy, o tak bym to powiedział. Na pewno kształt to był obły, na pewno nie było tam żadnych elementów strzydeł, na pewno nie było żadnych elementów jakichś pierników, rotorów i na pewno nie było słychać żadnego, ale to żadnego odgłosu dotyczącego przemieszczania się tych obiektów.
No uwagi również zasługuje to, że znajomy, który był, w pewnym momencie mówi do mnie, popatrz, mówi, trzeci się, mówi, jak gdyby odnalazł. I co ciekawe, ten trzeci po prostu, jak gdyby chciał dołączyć do tych dwóch i pomimo dużej prędkości na podstawie tych punktów odniesienia, to ten trzeci naprawdę, jak gdyby z podwójną, jak gdyby doszedł do tych dwóch pozostałych i z uwagi na to, że tam dalej budynki były, no to ta widoczność, jak gdyby już skończyła się nasza.
Całość trwała tak jak, jak już tam awizowałem, gdzieś od 10 do 15 sekund. Bezszelewnie prędkość, gdzie nawet nieraz na tej trasie widywane są na przykład igłowce lotniczego pogotowia ratunkowego, jak również samoloty rejsowe, które tam w kierunku Wrodnicka, Golemiów, Berlin, trasy przelotowe mają, naprawdę w żaden sposób, ani kształt, ani tor lotu, ani prędkość, co do punktów odniesienia, nie przypominały żadnych samolotów rejsowych.
I naprawdę mnie to głęboko zastanowiło. Na uwagę mnie zasługuje jeszcze taka rzecz, że tak jak powiedziałem, kształt dało się w jakiś sposób wyodrębnić i przypominał, no tak pospolity, taki fiesły, że to takiego można powiedzieć, że ta płaszczona górna dolna część była uwepchniona.
Ale również, nie wiem czy to było złożenie optyczne, nie wiem czy to było spogotowane, no cieniu to raczej nic nie mogło rzucać, ale z tej jak gdyby konstrukcji, również dało się wyobserwować takie ciemnie biegnące od góry do dołu paski.
No ja to tak zaobserwowałem jako paski. No i na potwierdzenie tego, że no takie zjawisko było niecodzienne, no to jest chociażby reakcja kolegi znajomego, który no, no za nie mówił, wręcz no i po prostu nawet w dniu dzisiejszym z nim rozmawiałem, to za bardzo nie zajmuje stanowiska, bo mówi, że to jest o tyle, o tyle mówi i zagadkowe i ciekawe, jeszcze mówi nieokłoną z tego widoku.
No mi się wydaje, że na pewno tutaj można wykluczyć jakieś testy technologii wojskowych, tak, bo to nie mogły być samoloty, one się tak... Nie, na pewno. Tak nie zachowują, no i przeprowadzanie jakichś prób nad obszarem zapodawanym też się tego nie robi, ze względów bezpieczeństwa, tak? Tak, tak.
Ja taki, gdyby nawet dzisiaj jeszcze byłem w pracy, próbowałem jakieś punkty odniesienia w terenie znaleźć, żeby po prostu móc jakąś wysokość określić. No to na pewno nie była to wysokość powyżej tysiąca metrów, a oscylowałbym, że to była dużo niższa, bo mówię, że te kształty naprawdę były odmienne, wyraźne i nigdy czegoś takiego nie widziałem, po prostu utożsamiając to z jakimiś statkami, które aktualnie się znajdują.
A dlaczego mówię, że się patrzyłem? Jak to mówią, w górę. W ubiegłym roku, można powiedzieć, na przykładzie tych takich medialnych doniesień, mówiących o tych skarlingach, o tych obserwacjach nieba, które są, no to po prostu też w pracy tam wychodząc na przerwę, jak gdyby wzrok człowiek kierował do góry.
I też widziałem, tylko bardzo krótko, około pięciu sekund, nie dłużej, też z uwagi na architekturę i zabudowę tego terenu, widziałem jak gdyby dwa takie obiekty w układzie, tak jak przedwczoraj to widziałem, to pierwsze odwójkę, czyli z takim występem.
I też prędkość naprawdę bardzo duża, w odniesieniu do kominów, w odniesieniu do jakichś chołków drzew. Na pewno to pułap nie był niski, tylko odpowiednia wysokość musiała być. A tym samym przesuwaniem się po horyzoncie, no wnioskować można, że prędkość, załóżmy w przypadku tym ubiegłego roku, jak i tym świeżym, no to była bardzo, bardzo duża, naprawdę.
Ja mówię, też raz coś takiego widziałem, no i znając tutaj Państwa radio i trochę słuchając podcastów audycji, no po prostu jak gdyby teraz rozumiem tych ludzi, którzy w danym momencie są jak gdyby zaskoczeni takim widokiem, gdzie po prostu obserwując to nie do końca dopuszczają do swojej świadomości, że widzą to naprawdę.
A czy prędkość tego trzeciego obiektu uległa jakiejś zmianie w momencie zbliżenia się do dwóch pozostałych? Tak, tak, bo te dwa były naprawdę wyeksponowane i one miały taki, jak ja to mówię, szyk bojowy, jak ja to nazywam.
Ładnie leciały, natomiast w pewnym momencie ten trzeci widać było, tak naprawdę z potężną prędkością jak gdyby dochodził do nich, bo widziałem, że odległość między tą dwójką a tym trzecim bardzo szybko się zmniejsza.
I no jak gdyby, no powiedzmy dolatując, formacja ta taka szyk zrobiła jak gdyby z takim występem, ten trzeci z tyłu, no ale niestety już zabudowa i tego. Ale widziałem, że cały szyk tych trzech elementów jak gdyby, czyli ten trzeci dolatując przyjął prędkość tych dwóch, o w ten sposób.
A jaką formację te trzy obiekty utworzyły? One jakoś ułożyły w jednej linii? Nie, nie, nie, nie, nie. Tak jak powiedziałem, patrząc jak gdyby linealnie na niebo, to najpierw był jeden i drugi był przesunięty pod kątem 45 stopni jak gdyby do tyłu, prawda?
Natomiast ten trzeci jak gdyby dołączył do tego, który był, do toru lotu tego, który był wysunięty na czele tego pierwszego. Nie tego z boku, tylko dołączył do toru lotu tego jak gdyby prowadzącego. O tak o, jako pierwszego w tym szyklu.
Jeżeli dobrze rozumiem, to ostatecznie obiekty utworzyły coś w rodzaju, na niebie takiego trójkąta, tak? Trójkąt, jedynka, o właśnie coś takowego. Rozumiem, że panowie wykluczyliście opcję pod tytułem drony, tak?
Nie, to absolutnie to jest niemożliwe, a ja w pierwszym odruchu mówię, że to może jakieś starlingi, a kolega mówi, chłopie mówi, to jest mówi, nie ten pułap, nie tak, to w ogóle nie jest to, mówi, popatrz na kształty później mówił.
I właśnie co ciekawego, to tak jak powiedziałem, kolor tego to był taki siwy, ale to nie był taki siwy, taki smutny kolor, tylko taki podciągnięty lekką żółcią, zgromadzoną, tak jak ja to nazwałem, jeszcze koloru jakiegoś takiego cementu, coś w tym stylu.
Ale na kształcie tym również znikoczne były pionowe, dobrze kojarzę, pionowe, mimo, mimo tej odległości, takie, no jak to nazwać, takie paseczki, dwa albo trzy, no nie jestem z tego biegnący, w konstrukcji od góry do dołu, jak gdyby takie pasy na tym obiekcie.
Rozumiem, że wszystkie obiekty jakby leciały po linii prostej, tak? Tak, tak, z bardzo, bardzo dużą prędkością, naprawdę z bardzo dużą, bezszelestnie, bez wydawania tam jakiegoś głosu i naprawdę pierwszy raz widziałem, żeby po prostu jakikolwiek obiekt z taką prędkością, poruszał się. To dla mnie naprawdę było wydarzenie, że to widziałem.
No taki klasyczny obiekt latający, taki stworzony przez człowieka, miałby chyba lekki, że tak to ujmę, problem z wyhamowaniem, zbliżając się do tej, tych dwóch. Tak, tak, to właśnie żeśmy, to właśnie żeśmy zauważyli, bo nawet kolega, jak, no, zaabsolwowałem się tą pierwszą dwójką, tą parą, on mówi, zobacz, mówi, trzeci, mówi, dołącz. No i faktycznie, patrzymy się, on, dużo prędkością, bo mieliśmy tę możliwość, jak on dochodził, a później praktycznie zachował, tą odległość, tak jak pan zauważył, że w sumie można powiedzieć, taki trójkąt powstał, ale nie było żadnych odchyleń w tolu lotu, tylko po prostu tak, jakby pan linie przeciągnął po horyzoncie i według, według tego azomatu to się wszystko przesuwało.
Bezheletnie, żaden głos nie był wydawany. Kształt, tak jak powiedziałem, szydeł nie było, żadnych śmigieł nie było, żadnego obracania się wokół osi nie było. To po prostu płyn, ale bardzo, ale to bardzo szybko.
Żadna smuga tam, jak to się mówi, po tych, tych, tych, nie zostawało żadnego, nie było śladu. Żadna smuga kondensacyjna, tak, nie została. Tak, żadnego śladu nie było po, po torze lotu. Podobnie zresztą, jak w czerwcu albo w liczu ubiegłego roku.
Tylko ja sobie teraz to skojarzyłem, jako taką, no można powiedzieć, cechą wspólną, to właśnie też zachowanie podobne tego szwyku, tylko ja dwa widziałem wtedy i bardzo krótko, ale przez analogię tego, co widziałem przedwczoraj i w ubiegłym roku, to mogę stwierdzić, że, że, kształty były podobne i prędkość w ogóle przemieszczania się była również taka.
Dzisiaj jeszcze tak się patrząc, zauważyłem również w tym rejonie szybujące ptaki, bo wiadomo, Szczecin, to, to potrafią te ptaki, te takie, jak ja to nazywam, morskie szybować, one praktycznie skrzydła nie, nie ruszają, ale patrząc nawet na przemieszczanie się tych ptaków, to po pierwsze, nawet jakby był wysoko, to ja bym takiego kształtu dużego nie widział w odniesieniu do wielkości ptaka, a druga sprawa, to ich prędkość, w stosunku do tego, co ja widziałem, no to tak jakby, no nie wiem, Jaguar pędził i wrzuł, o, w ten sposób, jeżeli chodzi o prędkość.
No i ptaki też nie potrafią lecieć tak jakby od linijki, tak? Nie, nie, nie. W taki prosty sposób. To był naprawdę, to był naprawdę idealny szyk, według idealnej linii, ja byłem w ogóle zdziwiony, że tak, no i właśnie to, co, co pan również tutaj zauważył, po prostu ten trzeci, no jak gdyby, jak gdyby doganiał tą, całą formację i w momencie, jak gdyby, określonego tam, czy założonego szyku, zwolnił i tym szykiem takim regularnym przesunęło śródory.
No całość, mówię, no gdzieś koło 15 sekund na pewno trwało i sądzę się cieszę, że również kolega by to widział, bo tak, to by człowiek sam sobie zadawał pytania, co widział i czy, czy, i cokolwiek, czy coś widział, prawda?
No i mógłby pan jakby minąć ten trzeci obiekt, nie zauważyć go w ogóle, tutaj kolega położył zasługi, że go zauważył, tak? Tak. I właśnie on z taką, z taką euforią czyknął, mówi, zobacz, mówi, trzeci, mówi, zbliża się.
I to wszystko na tym kierunku, no można powiedzieć, bardziej topograficznie dowiązując, to było, jaka główna ulica dojazdowa, to jest ulica Gdańska, tam, gdzie Odra płynie, to można powiedzieć, że wzdłuż Odry, tor lotu tego, tego tak, przybliżeniu można powiedzieć, według kierunku wschód-zachód to było robione.
Natomiast ten, z tego, co pamiętam, w roku ubiegłym, gdzie zauważyłem, tylko te dwa, ale to też, teraz jestem przekonany, że, że to było coś takiego samego, to tor lotu był północno-południowy, bo to patrzyłem na podstawie tych punktów odniesieniowych, no.
Także naprawdę, naprawdę robi to wrażenie i pomijając fakt, że tam jakieś tam domysły, to sam ten widok, sam obiekt, jak to się znajduje i mając, załóżmy, odniesienie tam do samolotów, do paralotni, gdzie to jest, czy nawet do św.
do łowców lotniczego, pogotowek, gdzie często latają, no to to był ewenement szybkości, toru lotu prostego, linii bezgłośne, bez jakiegokolwiek odchylenia. I ten kolor, mówię Panu, że ten kolor w jakiś sposób tak na wyobraźnię, taką tajemniczość stwarza, o, tak bym to nazwał, o.
Bo to niespotykany kolor, który można gdzieś tam jednoznacznie paletobarw czy odcieni określić. Nie, to nie jest. I te takie jakieś elementy ciemne na tym, ja nie potrafię tego nazwać, ale wiem, że, że coś takiego było, bo odróżniało się od bardzo tonu tego całego.
I na pewno, tak jak mówię, kształt ten przypominał dyski, górna i dolna konstrukcja była jak gdyby uwypuklona. Tyle pomimo tego, że gości było widać. Taka krótka obserwacja, ale dosyć znacząca, tak? Mhm.
Ze względu na choćby sposób i szybkość przemieszczania się tych obiektów, sposób ich zachowywania się. Ubiegły rok plus to, to takie wywarło na mnie wrażenie i mówię, no nie, mówię nie, nie, nie. Byłoby błędem nie skorzystać, może ktoś, mówię, z rejonu Szczecina podobne tutaj, albo może w ten sposób, jeżeli ktoś to usłyszy, jakoś oczniejsze uwagę zwróci na to, bo może się coś dziać tutaj na tym.
A myślę, że na pewno się coś tutaj, w jakiś sposób ktoś coś może dojrzeć i ewentualnie próbować to wyjaśnić. Między innymi z państwem się skontaktowałem, żeby się podzielić, uważam, no, taką niecodzienną obserwację w tym, w tym temacie.
Teraz przechodzimy do zdarzeń związanych z tym. Zgłoszonych słów o zgłoszonych przez naszego słuchacza z Goleniowa w Zachodniopomorskim. Słuchacz ten dla zachowania anonimowości prosił o zmianę barwy głosu.
To w takim razie zacznijmy od tego pierwszego zdarzenia. Lokalizacja to jest miejscowość Goleniów, województwo zachodniopomorskie, okolice Szczecina. Aglomeracja szczecińska, można powiedzieć. Data to jest sezon zimowy, albo 2005, albo 2006 rok.
I pamiętam bardzo dobrze, że było to w poniedziałek. I pamiętam to z dwóch powodów. Mianowicie, ja wtedy byłem w szkole podstawowej, chodziłem jeszcze do szkoły podstawowej. I we wtorki zawsze miałem basen.
Zaczynałem zajęcia od basenu tego dnia. I pamiętam, że właśnie następnego dnia był ten wtorek z basenem. Miałem zajęcia rano. A wcześniej był też dzień wolny, więc musiała to być niedziela. Stąd też pamiętam, że był to poniedziałek.
I musiała to być u mnie druga lub trzecia klasa szkoły podstawowej, ze względu na to, że tylko w tych latach mieliśmy ten basen. W trakcie roku. I to było w tym momencie zajęć w szkole podstawowej. Całe zdarzenie, można powiedzieć, zaczęło się w okolicach godziny 17 czy 18.
Pamiętam, że było zupełnie ciemno, niebo było bezchmurne tego dnia. I bardzo dobrze było widać księżyc. Było gdzieś w okolicach pełni i to światło księżyca bardzo dobrze rozświetlało całą okolicę. Pamiętam, że też było bardzo dobrze widać gwiazdy, było bezchmurnie.
I tego poniedziałkowego wieczoru, zimowego, to był albo grudzień, albo styczeń, albo luty. Nie jestem niestety w stanie precyzyjnie powiedzieć, który z tych miesięcy, bo to było już kupę lat temu. Ale zostałem pod opieką babci.
Z jakiegoś powodu, nie pamiętam, rodzice pojechali po jakieś zakupy, czy gdzieś wyjechali, że zostałem pod opieką babci wtedy. No i wyszliśmy z babcią na spacer do pobliskiego parku. Takiego, można powiedzieć, dzikiego parku leśnego, czy dzikiego parku w Goleniowie.
No i już podczas tego spaceru, kiedy byliśmy w parku, poczułem się dość dziwnie. Mianowicie miałem takie poczucie, nie wiem, jak to... dokładnie nazwać, bycia albo obserwowanym, albo takie poczucie, że coś się święci.
Było też bardzo cicho w okolicy, przez drzewa padało bardzo ładnie światło księżycowe. Nie przypominam sobie, żeby w ogóle było słychać ptaki, a był to park. Więc to zdarzenie jest takie dość, można powiedzieć, ten szczegół pobiera się z wieloma innymi zdarzeniami ufologicznymi.
Ale w tym parku czułem tylko taką dziwną atmosferę, takiego napięcia tego, co być może zaraz się wydarzy, lub nie wydarzy i właśnie taką ciszę, takie może poczucie bycia obserwowanym. No i potem, po powrocie do domu, już po kąpieli, gdzieś tam wieczorem, w okolicy powiedzmy, nie wiem, godziny 19 czy 20, wybierałem się spać podczas, no można powiedzieć, zaraz po kąpieli.
Coś mnie skłoniło, coś mnie pokusiło, żeby sobie podejść do kuchni, do okna. Ale ja w tamtym czasie, jeszcze jak byłem młodszy, nie miałem zbytnio zwyczaju podchodzenia do okna kuchennego po kąpieli i obserwowania nieba.
Ale tym razem tego dnia coś mnie jednak podkusiło. Siło skłoniło, żeby tam podejść. Nie mam pojęcia dlaczego. No i od razu, jak podszedłem do tego okna, momentalnie, zbliżając się do niego, zobaczyłem obiekt, statek kosmiczny, można powiedzieć, długości, szacowałbym, tak nie wiem, z 20-30 metrów.
Wysokość miał tak może maksymalnie do 10. Był to obiekt typowo metaliczny, ale nie przypominał kształtem latającego spotka, tylko bardziej kształtem przypominał statek. On składał się z dwóch części, można powiedzieć, dolnej i górnej.
Przy czym dolna część była wyposażona, czy miała na sobie kilka jakichś takich, nie wiem, można to nazwać oknami, jakimiś bulajami takimi. Ja to odebrałem jako okna. Małe takie koliste, żółte światełka, nie wiem, było ich powiedzmy albo 4 albo 5, nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie ile.
Górna część tego obiektu metalicznego była zupełnie pozbawiona jakichkolwiek znaków, jakichkolwiek świateł, po prostu była gładka. Ten obiekt, on też był troszeczkę w świetle Księżyca widoczny, bo Księżyc, mówiłem, tego dnia bardzo mocno świecił.
Był to obiekt srebrzysty. Też powiedziałem, że przypominał statek. On miał taki przód bardziej, można powiedzieć, jak dziób statku, a tył był ścięty taki jak rufa statku, stąd też moje kojarzenie ze statkiem w tym przypadku.
I na tej rufie z tyłu dwa takie bardzo charakterystyczne znaki X, czerwone krzyżyki, można powiedzieć coś jak światła, światła samochodu. Tylne w nocy, ale oczywiście tutaj bardzo charakterystycznie w kształcie X-ów, takich typowych jak z gry kółko i krzyżyk, można powiedzieć.
I to też na dolnej części tej rufy ściętej. I obiekt zachowywał się, można powiedzieć, bardzo charakterystycznie względem tych różnych obserwacji UFO i relacji świadków, bo on, no widać było, że był zupełnie odporny na grawitację.
Dryfował dosłownie po niebie, tak jakby, tak jakby, no nie wiem, powietrze, przestrzeń nie stanowiła dla niego żadnego oporu. Drifował dosłownie po niebie, tak jakby, no nie wiem, powietrze, przestrzeń nie stanowiła dla niego żadnego oporu.
Robił to bardzo, można powiedzieć, zgrabnie i porównałbym to do poruszania się statku pod wpływem takich wezbrań fal czy grzbietów fal na pełnym morzu. Tylko, że ten obiekt się jeszcze przemieszczał dodatkowo do przodu.
On się poruszał w kierunku zachodnim, jak patrzyłem przez okno. Z racji tego, że miałem okno skierowane na północ, no to, że tak powiem, z prawej na lewą ten obiekt się poruszał właśnie w kierunku zachodnim.
No i robił to bardzo wdzięcznie. Nie wydawał żadnego dźwięku, co też jest bardzo istotne i bardzo charakterystyczne, jak słucham wielu obserwacji też na państwa kanale, w państwa radiu. Ale najciekawszym, według mnie, w tym wszystkim jest fakt, że ja czułem się jak w jakimś po prostu transie w tym momencie.
To znaczy, można powiedzieć, można stwierdzić, że nie odczuwałem żadnych emocji. No dziecko, które widzi coś takiego, powinno tak naprawdę czuć jakąś ogromną ekscytację, wołać rodziców, krzyczeć. Tak bym sobie to wyobrażał.
A ja patrzyłem na ten obiekt tak, jakbym był jakiś sierpni. No nie wiem, zahipnotyzowany, można powiedzieć. I ani nie zawołałem rodziców przez cały ten czas. Nie czułem strachu, nie czułem żadnego lęku, nie czułem też ekscytacji, euforii, jakiegoś takiego, no różnych emocji, które powinny w zasadzie towarzyszyć takiej obserwacji, jak się zna psychologię.
Natomiast nic tutaj takiego nie było i to był jakby pełny trans. I nawet jak ja odchodziłem od tego okna i kończyłem obserwację tego obiektu, to dalej czułem się jak w transie i nawet nie podszedłem do taty, który jeszcze w tym momencie nie spał, tylko po prostu podszedłem grzecznie spać bez żadnego strachu i bez żadnych większych emocji.
To jest właśnie takie najbardziej charakterystyczne w tym wszystkim. Obserwacja skończyła się, powiedzmy, po pięciu minutach. Ja oczywiście nie jestem w stanie teraz sobie przypomnieć, jak długo ta obserwacja trwała i ten trans też troszeczkę to poczucie czasu zaburzył.
Natomiast tutaj o żadnym missing time i tak dalej nie można powiedzieć. Powiedzmy, że trwało to pięć minut. I ja dalej widziałem ten obiekt. W momencie, w którym już odchodziłem od tego okna. On już był, można powiedzieć, profilem tylnym, skierowany względem mnie jako obserwatora.
Odległość obiektu ode mnie, no nie wiem, oszacowałbym na 200 metrów może, ale to też ciężko jest tak stwierdzić dokładnie, nie znając wymiarów. I to wiadomo, na niebie to troszeczkę może być inna percepcja zaburzona.
No i poszedłem spać niczym zahipnotyzowany i następnego dnia wstałem rano. Poszedłem do szkoły. I pamiętam, że zaczęło do mnie docierać tak naprawdę, co się tego dnia wydarzyło. I byłem tak podekscytowany, że pamiętam na pierwszych zajęciach po tym basenie już we wtorek.
Zacząłem kolegom rozrysowywać na kartkach, co widziałem dnia poprzedniego. I dokładnie opisywać ten obiekt i rysować wizualizację. Ja też Państwu tutaj załączyłem taki rysuneczek mały z pańcie narysowany, jak to wyglądało, jak to zapamiętałem.
No i rozmawiałem ze znajomymi. Oczywiście wiadomo, jak to na takie zdarzenie. Troszeczkę takich śmiechów, troszeczkę żartów. Niektórzy mówili wow. Też można powiedzieć byli zdziwieni. No i jeden kolega stwierdził, że on też taki obiekt widział dokładnie o tej samej godzinie.
Że on leciał w kierunku właśnie zachodnim i tak dalej. Ale no niestety to, że on tak powiedział, no to wiadomo, że dzieci w tym wieku różnie mogą reagować na takie rzeczy. I niektórzy mówią tak tylko po to, żeby zyskać troszeczkę sympatii czy atencji ze strony rówieśników.
A tak naprawdę tego nie widzieli. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy ten kolega rzeczywiście mówił prawdę, że widział ten obiekt, czy tylko tak powiedział, żeby zyskać, że tak powiem, moje uznanie w tym wszystkim.
Natomiast no pamiętam do dziś, że on rzeczywiście tak powiedział. Jeśli chodzi o tą relację, powiedziałem wszystko. Można powiedzieć, że ona też zmieniła mnie trochę pod tym względem, że zacząłem się bardzo mocno interesować wszystkimi zjawiskami paranormalnymi, UFO od tego momentu.
I do dziś tak naprawdę mam tak, że słucham dużo relacji ufologicznych. Oglądam programy różne ufologiczne i bardzo często też jeżdżę sobie pooglądać niebo, czy patrzę w niebo wieczorem, jak idę spać z jednego czy z drugiego okna w domu.
Takie zdarzenie odciska można powiedzieć duże piętno, jak się zobaczy tak spektakularny statek UFO. I no ja też jakby niechętnie można powiedzieć mówiłem innym, bo dziś się tą historią z nikim nie dzielę i ona tak bardziej jest zakopana gdzieś tam.
Ale w mojej pamięci zawsze jak oglądam różne programy UFO, to po prostu sobie też to przypominam, ale bez jakichś tam można powiedzieć też już wielkich emocji, tylko po prostu jako zdarzenie ze swojego życia, które w jakiś sposób mnie zmieniło, ale też nie powiedziałbym, że jakoś bardzo mocno i brutalnie przeszkodziło mi w życiu codziennym.
Tak bym to powiedział. Pan wspominał o tym takim uczuciu transu, jakby amokło, czegoś tego typu. Czy czuł pan może jakby jak gdyby coś sterowała pana zachowanie? W pewnym stopniu może tak, bo ja pamiętam, że mimo że byłem świadomy cały czas, to nie było jakby odcięcie od świadomego myślenia, to miałem takie myśli, żeby krzyknąć, żeby zawołać tatę, że coś takiego widzę, ale czułem, że jakby coś w jakiś sposób krępuje mnie, żebym to zrobił.
Albo może ja w jakiś sposób dziwny sam nie chcę tego robić. No to było takie niewyjaśnione, że może tak bardzo, nie wiem, czułem taki duży stres, żeby tego nie myśleć. Czy mówić tacie i nie krzyczeć, czy po prostu coś wywierało na mnie wpływ, żeby tego nie robić, ale biorąc pod uwagę to, że nie miałem jakichś wtedy większych emocji, a wiadomo, że jak człowiek czuje stres, to są jakieś charakterystyczne objawy, a wtedy czegoś takiego zupełnie nie było.
To była taka kisza, brak emocji, po prostu patrzenie w ten obiekt jak w obrazek przez powiedzmy pięć minut, tak? Rozumiem, że podczas patrzenia przez okno na ten obiekt towarzyszyła panu taka sama cisza jak wtedy w tym parku, tak?
Tak, tak, właśnie porównywalna do tego. W tym parku nie słyszałem żadnych odgłosów ptaków, czułem się powiedzmy obserwowany i tam bardzo dziwnie, moje zmysły były właśnie bardzo wyostrzone w tym parku.
Takie się czułem, pamiętam do dziś moment, kiedy byłem w tym parku i na przykład patrzyłem w kierunku północno-zachodnim i jeszcze widzę jakby powiedzmy za pomocą jakiejś tam pamięci fotograficznej takie światło, świeżyca, które padało wtedy na ziemię, pamiętam te krzaki, pamiętam ten moment, kiedy właściwie nie było żadnych przesłanek do tego, żebym tak się czuł.
Jakoś wyraźnie pamiętał, bo to co się stało dopiero później było szokujące, natomiast w tym parku czułem tylko takie uczucie dziwne, ale później ten sam spokój, ta sama cisza, ten sam brak hałasu, spokój towarzyszył mi przy obserwacji tego obiektu.
W parku rozumiem czuł pan jakieś takie napięcie, prawda, że coś się zaraz wydarzy, to było napięcie czy bardziej uprawnionym byłoby to nazwać na przykład, nie wiem, ciekawością? Ja bym to, można powiedzieć, połączył, bo to i była jakaś...
Taka ciekawość, ale również, tak jak powiedziałem, takie uczucie, że coś się zaraz wydarzy, że coś wisi w powietrzu, o to jest chyba najlepsze określenie tego wszystkiego, że coś po prostu wisi w powietrzu.
Ale to nie było takie jakby uczucie, że to może powodować jakieś zagrożenie, prawda? Nie, nie, nie, nie było takie uczucie. Tak jak słuchałem pana opisu tego obiektu, to oczami wyobraźni zobaczyłem coś na kształt sterowca, nie wiem, czy to było to uprawnione porównanie.
Natomiast jak tak patrzę teraz na rysunek, to wygląda troszkę jak taka łódź podwodna bez teleskopu, owiernika i tak dalej. Tak, można to nazwać sensuazów. Sterowiec to nie był, nie ma tutaj takiej możliwości.
Dolna i górna część tego obiektu, one były porównywalne wielkością. Wiadomo, jak wygląda sterowiec. Tutaj nie był to ani samolot, ani sterowiec, ani helikopter, żaden znany mi pojazd ziemski. I to obserwacja była dla mnie na tyle spektakularna i szokująca, że po prostu widziałem, że to jest obiekt pozaziemski, tak?
Że to jest obiekt... To był ostatek kosmiczny, ale nie w takim, można powiedzieć, klasycznym stylu, jak to wielu opisuje, czy to tiktaki, czy to latający spodek. No właśnie nie, to było coś na kształt takiego, no nie wiem, łodzi podwodnej typu stealth może bardziej, czy okrętu.
Ale no przypominał okręt, tak? No ale żadnych żagli i tak dalej nie miał. To była konstrukcja typowo metaliczna. A czy babcia bądź rodzice również coś spostrzegli? Innego może po babci dało się jakoś wyczuć żona też w tym parku coś jakby wyczuć?
No właśnie nie, nie rozmawialiśmy i babcia zachowywała się zupełnie normalnie, a ja nie dzieliłem się swoimi emocjami w tamtym momencie i też, no wiadomo, jak byłem w tym parku, to może i czułem takie emocje, ale nie spodziewałem się, co za chwilę się może wydarzyć.
No a w domu ja obserwowałem ten obiekt sam, więc nie podzieliłem się tym z rodzicami, bo to, nie wiem, czułem jakiś taki dopiero później wstyd, można powiedzieć, że po kilku dniach miałbym się tym z nimi podzielić, czy dopiero następnego dnia, nie zawołałem ich od razu, nie budziłem ich.
Tak. Pewnie w związku z tym, no bo jakbym dzisiaj coś takiego zobaczył, to wydaje mi się to pierwsze co, to chwyciłbym za telefon albo aparat, wołał wszystkich dookoła i wiadomo, że próbował to w jakiś sposób uwiecznić i też potwierdzić zgodność mojej obserwacji z świadomością innych ludzi, a w tym momencie czegoś takiego nie było i nie zrobiłem tego.
Ta cisza w sposób nieunikniony kojarzy mi się z tak zwanym czynnikiem OZ. Nie wiem, czy pan zna takie pojęcie. Tak, znam. Słucham często państwa relacje. Tak, takie, prawda, uczucie, że brak dźwięków, takie jakby wszystko dookoła zamarło, to było coś takiego, tak?
Tak, to było coś takiego. A czy rodzice zauważyli jakąś, nie wiem, zmianę w pana zachowaniu w tym okresie? Nie rozmawiałem z nimi na ten temat, nie wydaje mi się, żeby cokolwiek zauważyli, a zachowywałem się, wydaje mi się, zupełnie normalnie.
Później tylko po prostu, jak patrzyłem w niebo przez jakiś dłuższy czas od tego zdarzenia, to tak, można powiedzieć, że troszeczkę... Tak, tak. Troszeczkę się nawet stresowałem. Patrzyłem na jakieś samoloty i miałem dziwne uczucia z tym związane, mimo że to były tylko samoloty.
To troszeczkę wywarło jakieś tam, można powiedzieć, piętno na mnie, natomiast nie w jakiś sposób większy, żebym mówię, przeszkadzało mi to w życiu codziennym, tak jak powiedziałem. Mam jeszcze takie pytanie.
Czy widział pan może wcześniej coś, co mogłoby jakoś wyglądać podobnie do tego obiektu? I czy był pan w jakimś stopniu zaznajomiony z tymi tematami takimi paranormalnymi, prawda, ufologicznymi? Oczywiście na tyle, na ile może tę tematykę poznać dziecko w takim młodym wieku.
No właśnie, z racji tego, że powiedziałem, że w tamtym czasie to była druga lub trzecia klasa szkoły podstawowej i ja nie miałem jeszcze żadnej styczności, można powiedzieć, z taką tematyką. Nie słuchałem relacji innych, nie...
Też nie istniały te kanały ufologiczne, YouTube nie istniał, też w telewizji nie oglądałem takich programów wtedy. No nie do wiary, był emitowany o takiej porze, gdzie zwykle dzieci już śpią, prawda? No, ja nie oglądałem też i...
Dopiero się zainteresowałem po tym zdarzeniu. Ono sprawiło, że zacząłem się interesować tego typu tematyką i tak też jak słucham wielu wypowiedzi świadków, to często przewija się też ten motyw, że oni zainteresowali się zjawiskami paranormalnymi, UFO i tak dalej, dopiero po obserwacji czy doświadczeniu osobistym, prawda?
Czyli możemy, no to wygląda spokojnie, przyjąć, że to, co pan wtedy zobaczył, to, czego pan wtedy doświadczył, całkowicie jakby odbiegało od tego... Co miał pan zapisane w swoim osobistym banku pamięci, prawda?
Tak, całkowicie, całkowicie. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem i no tutaj pamiętam dość dobrze to zdarzenie i ono nie zostawia jakichś większych wątpliwości dla mnie, że był to po prostu no dość sporej wielkości i spektakularnie widoczny statek UFO.
A było może coś takiego, że te wspomnienia jakby w pierwszym momencie były bezpośrednio po tym zdarzeniu, po tej obserwacji były zablokowane i wracały stopniowo następnego? Nie, bądź na przestrzeni kilku następnych dni?
I tutaj nie jestem w stanie tak precyzyjnie powiedzieć, bo z racji tego, że no szybko poszedłem spać po tym, to no być może te emocje z tym związane i ta cała, no nie wiem, otoczka dopiero zaczęła być taka wyraźna i no chwytać można powiedzieć te emocje następnego dnia, więc jakiś tutaj taki czynnik przyblokowania tego wszystkiego wystąpił ewidentnie, no bo dopiero zacząłem czuć jakąś ekscytację i sobie tak nie tyle, że przypominać, ale uświadamiać.
To tak naprawdę zobaczyłem poprzedniego wieczoru w szkole podczas zajęć, tak? Tak jak mówię, no rysowałem kolegom nagle to, jak ten statek wyglądał na kartkach papieru i normalne dzieci się tak nie zachowują nagle po przyjściu do szkoły, prawda?
Żeby rysować statek UFO i opowiadać o tym, co widziały przedniego dnia, więc rzeczywiście ta świadomość jakby może wracała, czy się robiła wyraźniejsza następnego dnia, ale tutaj żadnego braku ciągłości pamięci ja bym nie stwierdził ani tego.
Że, że, nie wiem, zobaczyłem to, zapomniałem i dopiero przypomniałem sobie następnego dnia. No tutaj ten czynnik takiego przyblokowania też występuje u osób dorosłych. W ogóle występuje u osób, które doświadczyły bądź zobaczyły coś, co jakby, czego ich świadomość nie wie w jaki, z czym to jakby skojarzyć, tak?
Zobaczenie czegoś pierwszy raz w życiu. Tutaj mam takie przypadki na przykład osób już w podeszłym mocno wieku, które też pierwszy raz w życiu w ogóle opowiadając o czymś, o czym się dzieje. Ktoś twierdzą, że pierwszy raz w życiu zobaczyły w ogóle coś, co wykracza jakby poza ich zakres postrzegania, poza ich światowy ogląd, tak?
No tak, czyli to może być, może mieć przełożenie na ludzi w różnym wieku. Ja też wiele relacji słyszałem i tutaj mówi się, że dzieci są najbardziej podatne na takie zjawiska, nie wiem, z ogranicza czy paranormalne, natomiast dorośli też często, często padają, można powiedzieć, nie tyle ofiarą, co widzą coś dziwnego.
Tutaj już nie rodzą mi się żadne pytania co do tej relacji. Wszystkie pytania, jakie sobie pozapisywałem już znalazły swoją odpowiedź, także możemy przejść do tych mniej jakby, jak to pan ujął, spektakularnych zdarzeń.
Tak, tak, zdecydowanie mniej spektakularnych. Ta historia pierwsza, ona jest bardzo osobista i jest dla mnie niezwykła na swój sposób, natomiast te kolejne, one są dużo mniej spektakularne i już tutaj nie będzie takiego, można powiedzieć, efektu wow.
Może najpierw zacznę od tej historii, którą też jako drugą podałem w mailu, mianowicie to była historia z lat 80. albo 90. Tutaj już wiele lat po tej obserwacji mojej UFO, którą przed chwilą przetoczyłem, rozmawiałem z tatą i on mi powiedział, że jego znajomy w firmie, jak tata prowadził kiedyś firmę, zwierzył się mu, że widział ogromny statek UFO i to był klasyczny spodek.
To jest również województwo zachodniopomorskie, miejscowość Stepnica. A w zasadzie tutaj jak się jedzie drogą między Stepnicą a Goleniowem... Jest to teren bardzo lesisty, tutaj mamy Puszczę Goleniowską, taką można powiedzieć monokulturę sosnową.
Jak na tamte czasy, powiedzmy, że były to lata 90., to bardzo mało samochodów jeździło na drogach, a zwłaszcza na takich drogach leśnych. I ten człowiek jadąc z żoną po właśnie drodze leśnej w nocy, to było pamiętam bardzo późno wieczorem albo w środku nocy, widział obiekt, jadący talerz wielkości nawet boiska piłkarskiego.
Jak relacjonował, wiszący nad lasem, bardzo nisko, ale widoczny z drogi. I to zdarzenie też wywarło na nim ogromne piętno, czy bardzo mocno zmieniło jego światopogląd. I ten pan, który był wówczas zatrudniony w firmie u mojego taty, on opowiadał, że to było bardzo dużym przejęciem, jak mój tata relacjonuje, że obserwowali to razem z żoną i że byli w niemałym szoku.
Natomiast jak próbowałem dopytywać o szczegóły tego zdarzenia... To ten pan nie opowiadał takich większych szczegółów na temat tego, ani żadnego missing time'u, ani tego efektu zawieszenia, czy jakichś emocji.
Po prostu jechali, zobaczyli coś szokującego i jechali dalej, można powiedzieć. Ale ten obiekt rzekomo był właśnie wielkości około takiego boiska piłkarskiego. Miał dużo świateł jakby na spodzie i wisiał nieruchomo i bezdźwięcznie.
I też nad lasem. Ale niestety więcej z tej historii nie mogę wycisnąć, bo ten pan nic więcej nie powiedział, jak rozmawiałem z tatą o ten temat. No tu bym się musieli wypowiedzieć główni świadkowie tego zdarzenia, o ile oczywiście jeszcze żyją, bo to już prawie 35 lat zaraz minie.
No jeszcze prawdopodobnie żyją, natomiast tutaj już też mój tata dawno nie ma z nimi kontaktu, nie wie jak dotyczyły się ich losy. I być może ci państwo będą słuchać ten program jakimś cudem, jeśli się nadarzy taka okoliczność.
No bo wiadomo, ludzie, którzy doświadczyli takiego zjawiska, wydaje mi się, że powinni się interesować tym. I to tak, jak też w moim przypadku przebiega, to być może ci państwo gdzieś tam kiedyś usłyszą tą wzmiankę i połączą kropki.
Ale to jest raczej mało prawdopodobne, więc przeszedłbym już do kolejnych historii. No jakaś szansa zawsze jest, bo tutaj czasami zdarzają się też świadkowie z historią. I sprzed 50 lat, sprzed 60 to świadczy o tym, że cały czas poszukują jakby głębszego zrozumienia tego, co sami zaobserwowali, czy też doświadczyli.
Także jeżeli słuchają nas świadkowie tego zdarzenia z zastępnicy, to będziemy wdzięczni ja, Radio Paranormalium i oczywiście mój rozmówca za kontakt i jakieś szczegóły, bo to jest naprawdę interesująca sprawa.
Także możemy przejść do kolejnej historii. Dobrze, to teraz... Analogicznie można powiedzieć historia osadzona czasowo, ale w moim przypadku, bo to już było moje osobiste doświadczenie, moja osobista obserwacja.
Tutaj można powiedzieć, że rok obserwacji to był jakoś albo 2019, może 2020. Nie jestem pretyzyjnie w stanie powiedzieć, jaka to jest data, ani nawet jaki to jest miesiąc, bo to zdarzenie nie wywarło na mnie jakiegoś dużego wpływu.
Ale któregoś dnia, czy któregoś wieczoru wracając sobie ze Szczecina do Goleniowa w drodze eksperymentalnej, z drodze eksperymentalnej S3 tutaj, jechałem przy znowuż dość czystym niebie zimowym. Znaczy zimowym to nie pamiętam w tym momencie, bo to tylko tak spekuluję, że to było niebo zimowe, ale mówię, nie pamiętam dokładnie pory roku.
Tylko przypuszczenie, że to była zima. Przypuszczenie z racji godzin, kiedy wracałem właśnie tutaj do siebie. Zobaczyłem dość duży, znaczy dość duży, no zobaczyłem świetlisty obiekt przelatujący równolegle do...
można powiedzieć do drogi ekspresowej z bardzo dużą prędkością. Ten obiekt był powiedzmy w kształcie kuli, było to jasne, białe światło. Nie był to na pewno samolot, nie był to żaden odrzutowiec, rakieta tym bardziej nie.
Nic, co określiłbym jako wytwór ludzkiej techniki. Był to obiekt tylko świetlisty i on z prędkością, którą oszacowałbym na kilka machów. Tutaj w mailu do Państwa napisałem bodajże, że pięć machów. Tak bym go oszacował.
Równolegle do drogi ekspresowej poleciał w kierunku morza, w kierunku Bałtyku z bardzo dużą prędkością. I z racji tego, że miałem też bardzo dobry widok przed sobą, wiele, wiele kilometrów doszedł horyzont i niebo, to przez kilka sekund ten obiekt byłem w stanie obserwować.
No i poruszał się z nieosiągalną dla ludzkich pojazdów prędkością zdecydowanie i był to obiekt świetlisty. Nie była to na pewno żadna kometa, nie był to żaden bolid, nie była to żadna... ...asteroida, meteoryt.
Ja też wielokrotnie jeździłem oglądać jakieś Perseidy czy jakieś roje meteorytów. Widziałem kiedyś bolid wylatujący w atmosferę, takie słynne zdarzenie tutaj też z okolic Szczecina. Chyba nawet z zeszłego roku czy dwa lata temu, nie pamiętam już dokładnie.
Więc absolutnie tutaj nie, to było światło jednostajne. Ono cały czas przez te kilka sekund było, można powiedzieć, tego samego natężenia, tylko po prostu mocno oddalało się ode mnie jako od obserwatora.
To tutaj myślę, że tyle z tym zdarzeniem. Ja mam takie pytanie. Czy ten obiekt, czy wysokość, na której przebywał ten obiekt, można było liczyć jeszcze w metrach czy już w kilometrach? No wydaje mi się, że w kilometrach.
To z racji tego, że ja go jeszcze widziałem dość daleko na horyzoncie, to on był w kilometrach nad powierzchnią Ziemi raczej. A był widoczny jakiś ogon zostawiający się za sobą, czy tak po prostu sobie przeleciał?
Właśnie nie był widoczny żaden ogon. Nie było żadnego śladu, żadnego takiego, to nie wiem, charakterystycznej takiej... czy listajniczy, czy czegoś takiego nie było. Absolutnie. Był to obiekt, który był dużo jaśniejszy od gwiazdy, dużo jaśniejszy od Wenus, od Jowisza.
Większy, ale też poruszał się z ogromną prędkością. Czyli krótko mówiąc, nie zostawiał za sobą żadnych śladów wskazujących na jakieś spalanie się w atmosferze, tak? Dokładnie tak. A ten obiekt jakoś oddziaływał na otoczenie, czy tak po prostu sobie przeleciał?
Tak po prostu sobie przeleciał. Jechałem samochodem, akurat spojrzałem w tą stronę i przeleciał. Kilka sekund bez jakiegoś większego, bez żadnego wpływu na otoczenie tak naprawdę. Nasunęło mi się jeszcze takie pytanie. Jak by pan opisał, do czego by pan porównał sposób świecenia tego obiektu, czy też jego kolor?
Kolor typowo biały porównałbym go do gwiazdy. Sposób świecenia obiektu też bym porównał do gwiazdy tak naprawdę. Ale jak świeci najjaśniej na niebie, można powiedzieć, poza oczywiście Słońcem i Księżycem, nie wiem, Wenus czy Jowisz, to to było kilka razy większe od Wenus czy Jowisza.
To było takie światło przypominające trochę światło wydobywające się w momencie spawania? Nie powiedziałbym tak. Ono było takie jednolite. Jak się spawa, to lecą takie, można powiedzieć, świetlite. Chodzi mi o to główne światło, nie jakieś odpryski, prawda?
Po prostu było białe. Nie powiedziałbym, przy spawaniu to różne. Dobrze. To możemy przejść do tej ostatniej. Ostatniej chyba historii. To ta historia jest chyba najlepiej udokumentowana. Jest ona świeża, więc ja tutaj mogę powiedzieć o niej najwięcej.
Ona była z tego roku i też właśnie ze względu na to, że po raz kolejny zobaczyłem obiekt, którego źródła nie potrafię wyjaśnić, to stwierdziłem, że mamy już kilka tych historii, to warto by było się skontaktować właśnie z państwem i może tutaj opowiedzieć zwłaszcza tą pierwszą historię, spektakularną, ale też tą właśnie z kwietnia tego roku.
No ale to też dorzuciłem, że tak powiem, w mailu wszystko, co w tematyce obiektów pozaziemskich, UFO i takich zjawisk paranormalnych doświadczyłem. Takich innych zjawisk, jakichś, można powiedzieć, niezwiązanych z wypadkami UFO tak naprawdę nie mam i tutaj nie miałbym co powiedzieć.
Natomiast to zdarzenie ostatnie, o którym teraz powiem, miało miejsce właśnie w kwietniu tego roku. Była to godzina gdzieś tak, powiedzmy, 21.00. Jak tam jeszcze do końca wieczorem. Jak szedłem przez miasto, tutaj również w Goleniowie, zacząłem obserwować obiekt czarny, który był, powiedzmy, w kształcie deltoidu, takiego, można powiedzieć, wysuniętego tym dłuższym ramieniem w kierunku Ziemi, może krótszym ramieniem w kierunku Nieba.
On obracał się wokół własnej osi i się wznosił, podczas gdy szedłem przez miasto. Jak zobaczyłem ten obiekt, to zacząłem za nim podążać, do tego stopnia, że w pewnym momencie zacząłem za nim biec, mi z oczu nie zniknął pomiędzy blokami, bo byłem akurat na osiedlu tutaj bloków. I no właśnie charakterystyczne też w tym obiekcie było to, że ten obiekt obracał się wokół własnej osi. Ja w pierwszym momencie w ogóle pomyślałem, widząc ten obiekt, że to jest balon i to było takie moje pierwsze przemyślenie z racji tego, jak on się poruszał.
Natomiast jak zacząłem się bardziej przyglądać, to była też taka już mocna szarówka, można powiedzieć, może nie blue hour, ale bardziej taki już mocny zmierzch. Ale ten obiekt jeszcze było dość wyraźnie widać. Ja zacząłem iść za tym obiektem. Widziałem, że on porusza się wokół własnej osi, że raz jest węższy, raz jest szerszy. I to się działo tak powoli, ale można powiedzieć jednostajnie czy równomiernie.
Raz był grubszy, raz był chudszy i tak w kółko powtarzało się to. On się wznosił cały czas stopniowo, bardzo płynnie i bardzo powoli, aż w końcu po, dajmy na to, dwóch minutach obserwacji, przestałem go widzieć, bo on mi się zaczął zlewać z tym szarym czy ciemnym już niebem zmierzchu.
Nie było tutaj żadnych takich dziwnych sytuacji, jak w przypadku pierwszej obserwacji, czyli nie było tutaj żadnego takiego braku emocji, takiego transu, hipnozy, żadnego dziwnego stanu. Po prostu widziałem obiekt i zacząłem za nim podążać. Później też sobie sprawdzałem, żeby obalić ewentualnie hipotety balona, kierunek wiatru i też miejsce, z którego ten obiekt nadlatywał.
I o ile kierunek wiatru był dość zgodny z tym, jak ten obiekt się poruszał, to też miejsce, z którego on nadlatywał, no nie wiem, ktoś by musiał wypuścić bardzo dziwny balon o bardzo dziwnym kształcie dosłownie z lasu, też biorąc pod uwagę, w jakim tempie ten obiekt się wznosił, nie wydaje mi się, żeby był to balon z helem. Balon z helem raczej nie obraca się wokół własnej osi i nie ma kształtu, który przypomina deltoid kęciasty, prawda? Balony są raczej wypełnione powietrzem, przyjmują kształty bardziej okrągłe.
Też ciężko mi powiedzieć, na jakiej wysokości był ten obiekt. Kiedy rozpoczynałem obserwację, to wydaje mi się, że mógł być na kilkudziesięciu metrach, a kiedy ją kończyłem, to być może był nawet na kilkuset, czy to dwustu, czy trzystu metrach powyżej ziemi.
Natomiast więcej o tym obiekcie zdaje mi się, że nie mogę powiedzieć już. No był czarny, to na pewno. No tutaj co do kształtu, to chyba wszystkie opcje są możliwe, bo też wiadomo, barony występują w całej mnogości różnych konfiguracji, że to tak ujmę. Natomiast tutaj sposób poruszania się tego obiektu, sposób jego zachowywania się w ogóle, no chyba balon wyklucza.
On się cały czas obracał wokół własnej osi, tak? Jeżeli dobrze zrozumiałem. Tak, obracał się cały czas wokół własnej osi i miał taki charakterystyczny cykl, tak? Jak jest bryła jakaś geometryczna, to powiedzmy w kształcie jakiegoś takiego właśnie deltoidu, to ma widoczność z czterech stron, ma dwa razy ten szerszy przekrój i dwa razy ten węższy przekrój. I czułem jakby ten obiekt obracał się 360 stopni wokół własnej osi właśnie.
Jak obserwowałem go, to było bardzo regularne. Bardzo regularny ruch to był. No w teorii wiatr w jakiś sposób mógłby obracać balon może, ale też nie tak... No nie tak regularnie, tak? Tak i nie tak szybko, bo o ile jeśli chodzi o ten obiekt, to dla obiektu powiedzmy nawet pozaziemskiego ten cykl obrotu on był dość wolny, to jednak jakbym miał powiedzieć, że od cyklu obrotu jakiegokolwiek balonu z telem, to tutaj balony bardzo wolno zmieniają tą swoją oś i tutaj zupełnie odbiega to od kształtu balona. I też nie było nic słychać, co ważne. To był obiekt bezdźwięczny absolutnie i to tyle bym mógł w sumie o nim powiedzieć jeszcze dodatkowego.
No balon chyba w pewnym momencie przestałby się obracać i po prostu odleciałby w takim kierunku, w jakim go wiatr popchnął, tak? Tak. I mimo, że tutaj to wznoszenie i też kierunek, w którym on się wznosił mogłyby wskazywać na to, że był to jednak balon, to nie odrzucam tej hipotezy w stu procentach. Jeśli ktoś zacząłby mnie przekonywać i mi mówić, że no był to balon, ale po prostu o dziwnym kształcie i w dziwny sposób się obracał, no to zostawiłbym tu jakieś pole do dyskusji.
Natomiast to jak ja obserwowałem ten obiekt przez tą minutę czy dwie, to jednak przesłanki do tego, czy to był balon, a długo się nad tym zastanawiałem później w domu, robiłem sobie też takie argumenty za i przeciw, dlaczego mógłby być to balon, a dlaczego nie, to raczej bym, czy raczej zdecydowanie bym stwierdził, że nie był to balon.
No tutaj rzeczywiście najbardziej spektakularna jest ta pierwsza historia, nie tylko ze względu na charakterystykę obiektu i w ogóle całego tego zdarzenia, ale też ze względu na to, że to jest relacja jakby nie było z dosyć wczesnego jeszcze dzieciństwa.
Coraz bardziej południowo, w tym czasie, w którym ja byłem w Polsce, coraz bardziej poważnie, że to tak powiem, badacze w ostatnich latach traktują właśnie takie doniesienia, bo świadomość dziecka, no nie jest jeszcze na tyle, ta pamięć nie jest jeszcze na tyle bogata, żeby świadomość dziecka wiedziała, z czym to skojarzyć, to co widzi, tak?
No jak najbardziej, tutaj też można powiedzieć, jak słuchałem tych różnych historii osób właśnie ze czasów dziecięcych i ze czasów młodości, z różnych krajów też świata, przecież to jakby to się tak układało, że ta percepcja dzieci jest jakaś inna i jakaś bardziej taka plastyczna, wrażliwa, czy dzieci są bardziej sensytywne pod wieloma względami.
Kolejny z naszych dzisiejszych rozmówców pochodzi z okolic słynnego Wylatowa. On również z racji wykonywanego zawodu prosił o zmianę barwy głosu. Na szczególną uwagę zasługują tutaj przekazane przez niego relacji o obserwacjach dokonanych wraz z grupą innych świadków. Posłuchajmy.
Powiem szczerze, pierwszy przypadek, który miałem, to było w pieczach, to generalnie stało się tak, że jechałem z dwójką pudyną. I to się stało dosłownie w Wylatowie. Jaki to był rok? Wie pan co, to był 2008, 2009, a wtedy miałem jeszcze, ja wiem, już miałem 13, 14 lat.
No i generalnie jechaliśmy w stronę Ogilna i po prostu w pewnej chwili zaczęło nam krzyknąć auto. No i koniec końców, no, stanęło w miejscu, wyszliśmy z samochodu, patrzyliśmy, nie wiedzieliśmy, że to jest to.
Patrzyliśmy, niby wszystko ok, no a nagle kody mówiły, patrzcie góra. No i młodszy kody też. No i to jeszcze, że nas nie wiedziało, bo zobaczyliśmy dosłownie talerz. Duży talerz, kurczę, którego nie było widać z samej drugi, tylko dopiero się jakby nam, kurczę, ujawił, jakby już po prostu byliśmy po nim.
I on miał taką odsłoną jakby strukturę, kurczę, z włókna węglowego, takiego węgla, bo to było, spływ był dosłownie czarny. I po, kurczę, kilku sekundach on się uwiózł, bo był nad koronami, że jak umiesz się wytrzelać, to odleciał stąd na Gębis.
No to powiem szczerze, że po tej sytuacji po prostu, no, byłem przerażony i to pamiętam po dziś dzień, jak to wyglądało. No i pytałem kuzynów, ale no niestety oni to albo wypadli z pamięci, albo po prostu nie chcą o tym mówić, że.
Ale bo na wszelką wątpliwość wszyscy widzieliście to samo, tak? Tak, tak, tak, tak, tak. 30%, bo jeszcze, jeszcze, kurczę, całą drogę nie patowaliśmy na to, co to było. No i tak, koniec końców, no, dojechaliśmy do...
No, w związku z tym, no, musiało to być ufana, bo to się unosiło nad koronami drzew. No i dosłownie odleciało bezszerstnie. W chwili, w której, no, podnieśliśmy głowę i to, i to ujrzeliśmy. Ten obiekt unosił się nad koronami drzew, a czy jakoś oddziaływał na drzewa, na otoczenie?
Nie, dosłownie nic. Ani na drzewa, ani nic. Tak jakby tu, po prostu nie wiem, jak to nazwać, jakby były po prostu zawiesione w miejscu. Wiesiał bezszerstnie, nie wydało żadnych dźwięków, żadnych ruchów, nic.
To był taki klasyczny latający dysk, tylko z taką jakby ciemną tą częścią dolną, tak? Tak, tak, tak. I ta część dolna miała takie jakby uwypuklenia. No to generalnie jakby ten piramidzizm, ogranowacz, miał takie jakby wzdłużne ramiona od spodu.
I one były takie jakby kurczę łamane z takiego jakby kieruna. Nie, ja to mogę po prostu narysować panu na kartce i wysłać. No taki szkic by się bardzo przydał, tak? A ile ta obserwacja mniej więcej trwała? Jak długo to widzieliście?
Maksymalnie 15 sekund, 15. Bo to mówię, jak jechaliśmy samochodem, tego samej drogi z tych nie było widać. Po prostu no, tak jakby to było zakamuflowane. No tylko widziałem, jak już po prostu w kąty nie zostałem ogina.
I to auto, mówię, no zaczęło szwankować, wygasło w pewnej chwili, wyszliśmy z samochodu i mówię, no to było, to był aktywny moment. I w momencie jak obiekt się ulotnił, samochód wrócił do normalnego działania, tak?
Tak. Po kilku chwilach do sobie ja już normalnie radio odpadłem. No czyli jakieś oddziaływanie tego obiektu na otoczenie musiało być. Może nie takie bezpośrednie, ale jakimś tam promieniowaniem, skoro tam samochód zaczął szwankować, no to coś tam jednak ten obiekt musiał emitować.
Tak, tylko generalnie mówię, no, generalnie drzew, no to mówię, no to po prostu korony drzew się nie ruszały ani nic. No to tak jakby to były jakieś takie pole magnetyczne, coś w takim stylu. A nie zauważyliście czegoś nie tak?
Coś typowego w otoczeniu, w zachowaniu się otoczenia, jakiś, nie wiem, brak dźwięków, brak ruchów? Nie, wie pan co, bo to generalnie było, bo to jest przy samej głównej drodze, przy krajówce, także generalnie, no, tutaj cały czas przejeżdżają samochody i, no, takich rzeczy, no, niestety nie wyświetliliśmy.
A rozumiem, że byliście wtedy sami na tej drodze, tak? Czy jak? Tak, tak, byliśmy sami wstrzech. No tak, 15 sekund to niby nie jest dużo, ale jednak to jest wystarczająco dużo, żeby tam jakieś szczegóły, no, wyszło.
Wyszło nieco dużo, żeby tam jakieś szczegóły dostrzec, prawda, tego obiektu, czymkolwiek by to nie było. No tak, no ja powiem panu szczerze, naprawdę, po tym jak to zobaczyłem, no to, tak jak mówię, byłem przerażony.
No i później powiedziałem o tym kurczę bliskim i fakt faktem, dopiero z moich bliskich się zainteresował ten świetny panie Szydłuje, który, no, sam, sam się interesował właśnie ufologią. No ja mu opisałem jak to wyglądało, no to mówił, że kilka lat wcześniej widział coś właśnie podobnego.
I to było w tych właśnie latach, co była taka najbliższa aktywność, jak tych gramów ufowały się w biletowie. No, to był już chyba okres, gdzie te, gdzie jakby te zdarzenia tam powoli przemierały, tak, ale cały czas jeszcze tam się coś działo.
No tak, tak, tak, tak, tylko właśnie mówię, bo ja widziałem to właśnie tak, jak to ten właśnie okres, kiedy właśnie mówię, że mnie widziało, to właśnie był taki ten zmożony okres właśnie aktywności. I mówił, że jeden, jeden do jednego, to co mu właśnie opisywałem, to on to samo widział.
Pan to jakoś zgłaszał później tą obserwację, czy, czy zostało to jakby w gronie rodzinnym? Wie pan co, ja to dopiero zgłosiłem to trzy lata temu i dosłownie dostałem ulany, nie, no to także stwierdziłem, że nie ma sensu się z tym po prostu wychylać.
No bo, zgłosiłem to długi czas właśnie w sobie, a zresztą takim młodym stwierdziłem, że to, no, trzeba o tym, którzy pomogli mi iść, pójść dalej, no bo, no, męczy mnie to, no i po prostu tyle, nie. No, choćby nawet zapisać jakby dla potomności.
Zapisać jakby dla potomności tę relację, no bo to na tle tego, co ufolodzy obecnie dostają w większości jakieś tam obserwacje światełek pojedynczych często, to jednak obserwacja obiektu, który wygląda jak klasyczny latający talerz, no, robi jednak, powinna przynajmniej robić wrażenie.
No dziwi mnie tutaj ten brak reakcji ze strony tych osób, którym pan to zgłosił. No, zgłosiłem to właśnie jednej, kurczę, osoby, no, nie chcę mówić kogo, ale ta osoba jest bardzo, bardzo mocno wzięta właśnie z tematyką ufologii.
No i wysłałem wiadomość, no, ale mówię, no, odczytał, olał temat i tyle, nie, no, to stwierdziłem, że, no, mówię, no, już nie ma sensu dalej, kurczę, komukolwiek odmówić, nawet wstąpiłem właśnie na pana radio, nie.
No i tak, no, kilku właśnie odsłuchanych audycji, ja mówię, no, przełamałem się i w końcu się, kurczę, odezwałem. Jeżeli dobrze pamiętam, to tam was było około 20 lat. Jeżeli dobrze pamiętam, to tam was było wtedy trzech, pan i dwóch kuzynów.
Jaka była reakcja kuzynów na, no, w momencie jak zobaczyli ten obiekt? No, jak mam być szczery, tak brzydko mówiąc, ich cytując, to o kurwa, co to jest? No, czyli wrażenie musiało być duże po ich stronie.
No, generalnie przez, jak to już odegrało, to wstaliśmy jeszcze, mówię, tak z 5 minut i, no, nie wiedzieliśmy, co się dzieje w ogóle, dosłownie brytnie. A jakoś rozmawialiście później? Później o tej obserwacji, czy po prostu tak to przeszliście nad tym do porządku dziennego?
Nie, no, wie pan, to generalnie było tak, że rozmawialiśmy po drodze i tam minęło, nie wiem, może 2-3 miesiące. No, było, no, no, gadaliśmy jeszcze raz właśnie o tym. No, ale później tak już po prostu się temat urwał.
No i zapytałem właśnie, no, to było po tym może z 3-4 lata i zapytałem właśnie, czy kurczę pamiętam to. No i wy po prostu wyparli to z pamięci, moim zdaniem. No, albo nastąpiło wyparcie z pamięci, albo po prostu, no, to jest coś na tyle okazało się dla nich szokującego, że wolą o tym, wolą nie ruszać tego tematu, kolokwialnie mówiąc.
No, może być też tak, jak człowiek, no, mówię, no, dla mnie tamto zdarzenie, no, najbardziej zapisało się w głowie, nie? Bo mówię, no, nie widziałem takiego czegoś nigdy wcześniej, no, ale jak już to po prostu zobaczyłem, no, to utkwiło w głowie i tak mówię, no, coś po prostu się...
No, ale jak już to po prostu zobaczyłem, no, to utkwiło w głowie i tak mówię, no, coś po prostu się nie okazało. Coś po prostu to było niesamowitego. Druga historia wydarzyła się dosłownie po tym, kurczę, 3 lata.
To już był taki okres, który miałem, no, 16-17 lat. I to stricte widziałem dwa obiekty jednocześnie i one naprawdę nisko leciały, bo to było właśnie, wiemy, mogilnie. I to były dwa spotki typowe, takie standardowe spotki z takimi jakby ekranami wokół i te ekrany miały kolor zielony.
I w jednym generowałem... Generalnie ten jeden ekran był jakby taki wygaszony. Jakby to nazwać, ten może przepalony, coś w takim stylu. Generalnie Daniel się patrzyło na te obydwa obiekty, nie znam, co leciały równym tempem, ale z tym, że ten, co miał właśnie ten jakby przepalony ekran, to można było dostrzec, że on się kręcił dookoła własnej osi.
I one się przemieszczały od strony tak jakby chapska, czyli to jest generalnie miejscowość obok Głatowa, w stronę Bydgoszczy. Czyli to były dwa takie... Podobnie jak w tamtej obserwacji tutaj też były dwa takie...
Podobnie jak w tamtej obserwacji tutaj też były dwa takie typowe latające spotki, tylko jakby różniły się, nie wiem, kolorem, pewnymi cechami, tak? Tak, tak, tak. Tylko że względem tego, co widziałem jako pierwszy ogólnie, no to te były malutkie, no bo tamte pierwsze to były naprawdę ogromne.
A ile one by nie tak mogły mieć, tak porównując na przykład do rozmiaru, nie wiem, Księżyca, Słońca, ile one mogły mieć wymiarów? Wie pan co, generalnie mogę nawet inaczej, bo one naprawdę były nisko, no na tyle, że to...
Na tyle, że to szło konkretny rozstrzyg, no to piratę drzwi może miała jest po 5-6 metrów średni cykl. O, to takie średnie, takie średniej wielkości, można powiedzieć, wielkości samochodu. No, około tego coś, no.
A czy byli tam jeszcze jacyś inni świadkowie Obok Pana, czy był pan jedynym świadkiem tej obserwacji? Nie wiem, nie wiem. W sensie wie pan co, generalnie ludzi było wtedy trochę... Normalnie było gdzieś około godziny 19-20, no to i to było w środku lat, no to generalnie było tam sporo osób.
No, to i to było w środku lat, no to generalnie było tam sporo osób. Właśnie, kurcze, ulicach. I to się robiło w szarałów wtedy, no bo to już takie były, kurcze, no sam, sam, sam właśnie wieczór, wie? No, to nie, czyli ludzie po prostu zwrócili uwagę na to, a jak ja tu zauważyłem, no to dosłownie wpadłem do, kurcze, no, no jak w taki lik wdyszany.
No, bo się wtedy też, no, przykro się, no, to powiedziałem mamie wtedy. To widziałem, no i nie wiem, czy po prostu uwiedziła w to czy, czy nie, no, ale widać, że tak patrzyła na mnie. No, ale widać, że tak patrzyła na mnie, no, z takim jakimś szokiem, nie?
No, z takim jakimś szokiem, nie? Jak długo ta obserwacja trwała tych, tych dwóch obiektów? One leciały idealnie tak samo obok siebie? Dokładnie tak. No, tak jakby generalnie, pan, nie wiem, umieścił, kurcze, w jednej linii jakiś, dwa, kurcze, samochody i jest, no, dajmy na to zabawki, i je skręcił po prostu poprzez deskę.
I je skręcił po prostu poprzez deskę. I w jednej chwili pchał równo, to one w takim samym tempie się po prostu poruszały. I w jednej chwili pchał równo, to one w takim samym tempie się po prostu poruszały.
A cały czas tak leciały po jednej prostej linii, tak? Bez żadnych... Dokładnie tak, no. I to jeszcze tak w miarę wolno leciały, bo to, mówi, no, taki, kurcze, przełód, no, to... Tak ja się, kurcze, oglądam na, na właśnie YouTubach, że jakieś, kurcze, obiekty lecą, to one lecą szybko, ale ten naprawdę, no, te obydwa leciały, no, bardzo wolno. To takie, kurcze, toczenie się było.
Jakby po prostu, nie wiem, zwiedzały miasto albo coś. Zresztą tutaj po prostu nie ma czego zwiedzać, nie? No, nie ma niby czego zwiedzać, ale czasami się zdarza, że obiekty jakby badają teren, tak? Jak długo to mogło trwać po... Bo tutaj chyba...
Jak długo to mogło trwać po... Bo tutaj chyba nie doszliśmy do tego? 30 sekund, może nawet więcej. Bo one po prostu tak jak leciały, to je obserwowali cały czas. No, że, mówię, no, coś tak w niej, kurcze, tknęło i zacząłem wierzyć, nie?
Czyli możemy wykluczyć ponad wszelką wątpliwość, że to były, na przykład, nie wiem, drony czy jakieś inne ziemskie wynalazki. Tak, tak, tak. Tak, daje sobie rękę ocięć, że to nie były żadne drony, po prostu to były dwa spotki UFO.
One nie wydawały żadnego dźwięku, nie? Nie, nic nie wydawały. Nie, nic nie, nic nie, nic nie, nic nie. Tylko mówię, tak, w tej właśnie jednej chwili, tak jakby, tak jakby, no, obserwując je, przecież to mnie taki strach nie, jakby, coś po prostu strzeliło we mnie i kazało mi uciekać, nie?
Ale pan czuł tak jakby, jakby te, te obiekty jakby na pana coś, coś wysłały w pana stronę? Czy, czy po prostu taka reakcja była emocjonalna na pojawienie się tych obiektów? Wie pan co, to raczej była po prostu taka reakcja, no, emocjonalna.
Ja bym mówił, no, widząc takie coś, no, to człowiek, nie wiem, czy... No, to człowiek, nie wiem, czy ma patrzeć, czy ma uciekać. Ja względem tego właśnie, co było pierwsze zdarzenie, no, to już widziałem coś zgrane i ja, kurczę, po prostu na to, na to zareaguję, nie?
A to mówię, tak jak zobaczyłem obie dwa obiekty, no, to na początku taka fascynacja była, ale w tym momencie mówię, nie no, coś i skurcz nie jechało, nie? Czyli, krótko mówiąc, pod wpływem jakby zobaczenia tego obiektu podjął pan tak zwane RWD, decyzja ratuj własną dupę, krótko mówiąc.
Dokładnie tak, dokładnie tak. Ja wtedy, generalnie jak już po tym wszystkim, jak wyjechałem z domu, przez ten dzień czasu, już autentycznie bałem. Jakie wtedy warunki panowały pogodowe? Jaka była pogoda?
To było czyste niebo, generalnie, no, świetło było, czyste niebo, idealna, idealna widoczność. Także powiem wam, że, no, warunki były idealne. Kolejna historia, to się wydarzyła w Niemczech, na Zagłębiu.
No, tak się składa, że jest księżarówki. To właśnie było takie tereny górskie. No, jechałem sobie księżarówką po, po właśnie autostrachie w Niemczech. No i w pewnej chwili coś po prostu, no, zaczęło mi tak bliskać oczy.
No i, no, z racji tego, że po prostu jestem osobą daleko widzącą, no to patrząc na, na właśnie dane obiekt, bo to był środy gniazd, gdzieś kurczę południe może. No i, no i świetliwe słońce i, tak właśnie mówię, no, to co było na niebie, to mnie strasznie co chwilę osiepało.
No i tak kurczę patrząc na to zauważyłem, że to był taki jakby dron. No się, i jakby z jednej strony był taki lek, ja tak bym kurczę patylał, jakby, że nie, nie odbijałem jakby refleksów. I z drugiej strony takie, jakby, nie wiem, było spalerowane na kurczę Maxa albo coś.
I to się obkręcało i co chwilę do sobie, no, odbijało słońce i to mnie tak radziło po oczach. I poza mną, no, kierowcy na, właśnie CB Radio, bo to bym sobie był w takim górnym szczytu. Bo te kierowcy na, na, właśnie CB Radio pytali się, czy inni też to widzą.
Także generalnie akurat w tej kwestii nie byłem sam, no bo to widział kilka osób. Jeżeli dobrze zrozumiałem, to to było takie światło, jakby coś w stylu światła policyjnego, tak? Że się obraca i, i błyska tym światłem w takich regularnych odcinkach czasu.
No, tak, tak, tak, tak, tutaj bardziej, wie pan, co tam, no, tak, to się obrzucało tak, tak, właśnie dyski. Tylko, że z jednej strony była taka rabia właśnie, no, nie wiem, nie wiem, nie wiem. Była taka rabia, właśnie mówię, taka nieodbijająca się ta petyna, a z drugiej strony odbijała, no, tego maksymalnego refleksu, nie?
Czyli jedna strona była matowa, a druga strona była odbijająca światło, tak? Tak, tak, tak, tak, jakby spowierowana. Jaki kształt miał ten obiekt? Taki klasyczny też dysk czy, czy jakieś... Nie, nie, to był dzwon. Aha.
No, to był taki właśnie typowy dzwon. Czyli też coś takiego kształtem jakby przypominającego też światło, migawkę tą policyjną, tak? Coś tego typu. Powiem szczerze, że tak mniej więcej, może tak, ale mówię, no, to bardziej wyglądało takie jakby dzwon, kurczę, taki koszelny, o, w takim stylu.
A to jakoś, na jakiej wysokości to mniej więcej mogło być? To jakoś wysokość się unosiło? Czy... Jak ten obiekt w ogóle się zachowywał? Czy zmieniał położenie? Czy cały czas w tym samym miejscu pozostawał?
On się przemieszczał, on się przemieszczał i to generalnie takim powodowym tempem. I on był strasznie wysoko, bo to, mówię, to był taki teren typowo górski. I to... Było widać na tle właśnie gór. No to on był tak, kurczę, u samego szczytu i tam jeszcze był, był właśnie w drzewach.
I to na tle tych drzew szło, szło, szło, szło, tak właśnie idealnie dotrzeć. No, ale pomyślałem, że on tak, kurczę, lecił i całuje właśnie takim swobodnym ruchem. No i stopniowo się unosił w górę, no aż mówię, no już pojechałem po prostu dalej, no to jakby tą górę wymieniałem bokiem, o.
Także później już po prostu ten, ten właśnie obiekt zniknął. No to musiało być dosyć duże światło, to możemy chyba po raz kolejny wykluczyć drona, bo dron nawet jak miga, to raz, że widać wynośnie, że to światło się, prawda, włącza, wyłącza, włącza, wyłącza, a tutaj jakby to światło się tak obracało, tak?
Tak, tak, tak, tak. I to było w środku dnia, to po prostu obijało się od tego obiektu słońca. No i też możemy jakby tutaj kolejny argument przyjąć. Kolejny argument przeciwko opcji z dronem to jest taki, że no moc tego światła, skoro ono tak bardzo raziło w oczy, to to musiało być dosyć silne chyba źródło światła, tak?
Tak, tak, tak, tak, jak mówiłem, ta jedna strona była, tak jak właśnie tłumaczę, taka w ogóle czy patynowa, która no nie obijała światła, tak jak przyjmowałem, leki światło, a ta właśnie druga strona no po prostu raziła w oczy, nie?
A jak długo pojawiały się na CB Radio komunikaty, pytania od innych kierowców? Co to może być? Wie pan co? Generalnie 80 minut. No to czyli dosyć długo. Tak, tak, tak, bo generalnie akurat moje CB Radio, kurczę, no śluga bardzo dobrze. No wiadomo, jak kurczę ciężarówka też jest no załadowana, no to podwóry ciężko ma, nie? No to sam wjazd, wjazd, no to mówię, no to jeśli to jeszcze by istnijło, to to musieli być, kurczę, długo, długo, długo, nie?
No i też pojawienie się tego światła mogło spowodować zagrożenie dla kierowców ciężarówek w szczególności. No bo no jednak to przeszkadza w prowadzeniu, w utrzymaniu uwagi na drodze, tak? No tak, tak, tak, no bo wtedy się po prostu każdy, każdy kurczę skupił na tym, no i mówię, no komentarzy było mnóstwo, nie?
Także no byłem pewien, że nie jestem sam, także no może ktoś, kto po prostu słucha tego kurczę radio, to akurat w tej chwili jechał za mną, albo nawet może z przodu, czy coś wjechał, ten sam właśnie obieg, nie?
Jaką wtedy była moja księżarka? No pogoda, powiem panu szczerze, no była też właśnie idealne warunki pogodowe, no ale no też mówię, no jeszcze osobowki jechały obok, no też momentalnie zwalniały, żeby na to popatrzeć, także no świadków było dużo.
A jakby pojawienie się tego obiektu, jego to takie miganie tymi światłami powodowało jakiś słyszalnych usterek na CB Radio? Trochę się kiedyś interesowałem tą techniką radiową, stacji numerycznych nasłuchiwałem.
I? I jak pojawiło się jakieś, nie wiem, źródło zakłóceń, to to było słychać na tych falach krótkich, również tam na tych USB. Nie, bo to był taki, tak, ale to był taki minimalny szum i to generalnie, no dla mnie to był taki typowy szum CB Radia, który to występuje często.
Tutaj może być bardzo dużo świadków, ale może ktoś się zgłosi, bo tam rozumiem jak niekiedyś jacyś Polacy też się odzywali, czy? Tak, tak, tak, no przede wszystkim Polacy, bo właśnie wiem, że... Tak, tak, no przede wszystkim Polacy, bo właśnie wiem, że...
Bo właśnie wiecie, miałem ustawiony po prostu polski kanał, nie no, bo generalnie Polacy mają taki swój jakby ustawiony, przypisany kanał, nie? Że tam są tylko sami Polacy, nie? Aha, czyli na innych kanałach, no kto wie, może też się dużo działo?
Tak, no mogło być. Tylko, no, mówię, no, inny kanał, no wiadomo, nikt, nie potrzebuje się i tam, no, używa tylko kanału po prostu polskiego. No i jaki to był rok? To był rok, gdzieś około dwa tysiące bodajże dziewiętnasty? Jakoś tak to było.
No, około do dwa tysiące bodajże dziewiętnasty? Jakoś tak to było. Koń to jest w sumie ostatni. I to powiem wam szczerze, żeby było śmieszniej, to się wydarzyło trzy dni po tym właśnie, jak widziałem ten dzwon.
Trzy, cztery dni, ale ja myślałem, że to był bardzo krótki, ostry czas. I to się zdarzyło w Polsce przy właśnie granicy jemyckiej. I to było, kurczę, jak to było miejscowość. Ja to mam zapisane właśnie w telefonie.
By po prostu nie się opierali. I to było, to później wieczór już. I tak, że generalnie, no, zjechałem sobie na, kurczę, parki. Poszedłem tam na St. Palić się wykąpać. No i wychodzę z St. Palić, no i kurczę, patrzę, no, za drzew, dosłownie za drzew, bo tam był, bo tam, kurczę, wokół był, no, były lasy. I za drzew była taka potężna łuna światła.
No i, kurczę, no, przystałem, patrzę, no i po chwili inni też mówią, że też to widzą, no i co to jest. No i tak, kurczę, w ciągu, nie wiem, kilku sekund pojawiła się taka biała kula światła. Ona się uniosła, kurczę, w górę. Dosłownie, bez szelestnie, nic, nic, ani dźwięku, nic. Uniosła się, kurczę, w górę i zaczęła powolutku lecieć, aż po prostu, no, w pewien chwili, no, wsiła na tyle, że, no, dosłownie, no, działała, kurczę, nie było się opytane. I od momentu, w którym ją zobaczyłem, zdążyłem jeszcze wniąć telefon, bo mam to nagrane i też to nie było.
Ani żaden dron, ani nic, no, daje sobie też rękę od się, no, bo, no, dron takiego światła nie daje. No i dron nie byłby w stanie tak, jakby, wypróć światła nagle. Dosłownie, no, powiem panu szczerze, ten obiekt tak, jak go zaczęłem nagrywać, tak, by on się minął z gwiazdą, czy, no, z gwiazdą, no, bo to, jak widać, była gwiazda i to było widać, że to się przemieszcza strasznie szybkim tempem. No, ale w pewien sposób zniknął.
Tak po prostu, jakby, nie, jakby wpadł tu, czy, nie wiem, w jakiś port, teleportował się w inne miejsce. Jak duża była ta kula, mniej więcej? No, jak ona się unosiła ponad drzewa, no, to, no, kurczę, ona może tak wizualnie się patrzyła na nią, o to może miała 10 metrów, 15, koło tego coś. 10 metrów i to było takie jednolite światło, tak? Dokładnie, taka biała, jasna kula. No, ale, tak, no, mówię, no, to mi trwało chwilę, tylko, no, dłuższą chwilę, nie?
Od momentu startu do chwili szeregową, mówię, tak, jakby spadł w jakiś port, bo leciało i nagle zniknęło, albo, nie wiem, zgasło. No, tak jestem, że, no, zapierniczało naprawdę już, kurczę, z ogromną prędkością.
Bardzo wysoko, no, i nagle, mówię, no, tak, jakby była jakaś purczę ściana i to by wpadło w ścianę i nikt nie był. Wcześniej, w ogóle, przed tą pierwszą sytuacją, no, to moje podejście takiego UFO było strasznie, kurczę, sceptyczne, bo fakt, fakt, no, w czasie, co powstało, w czasie, w czasach, co powstała, przegramy, no, to ten właśnie wujek, który się interesował UFO, no, to i tematem w ogóle, no, to zabierał mnie na te właśnie programy, gdzie tam te podnosiki stały, można było sobie wejść na właśnie pole, no, i tak generalnie z roku na rok, no, mówię, no, coś, coś, coś, coś mi się wiedział, bo to, kurczę, te pierwsze piktogramy, które osobiście pokazywał mi, no, to był naprawdę kosmos.
A aż później, generalnie, no, miałem okazję sam się przekonać na własnej, na własnej skórze, że coś jeszcze podobnie istnieje. A to musiało być rzeczywiście takie oryginalne, jakby, że to tak ujmę, piktogramy takie autentyczne, bo tam, jak zaczęła się ta szala obserwacyjna, w sytuacji piktogramów UFO w Wylatowie, to tam niektórzy z tego, co słyszałem, próbowali jakieś małszywki robić, tak, i to było wyraźnie widoczne, że to robiła jakby ludzka noga. No, dokładnie było tak, no, było, było kilka takich, ale, no, na całe szczęście szybko były zweryfikowane, że tak to ujmę, bo te, które naprawdę były takie, no, które, no, nie był w stanie zrobić znowu człowiek, bo naprawdę, no, te wzory, które były na tyle skomplikowane, no, to przekonało tak, jak, kurczę, były taki wzór, jakby, takie, kurczę, rąby, co, co, co, co, co, właśnie, w takim stylu.
Na, kurczę, polu, no, to było widać, że to nie jest ludzka ręka i te kłosy w ogóle na tym polu były idealnie położone. I tak samo, jak były takie, jakby, słońce, w takim, no, w sensie, w moim odczuciu, to jest takie słońce, jakby, z promieniami, no, bo była, bardzo duża ilość, właśnie, kul, jakby, w sensie, okręgów, które takie pod lekkim, kurczę, pod zakrzywieniem scholiły się do samego środka.
I to też, no, nie było szans na to, żeby to zrobiła ludzka ręka. No, szczególnie w ciągu jednej nocy. Dokładnie. I kiedyś też właśnie taki przypadek był, co jeszcze, jeszcze, jeszcze, jeszcze dziadek żył.
Dziadek zmarł w 2004 roku i wtedy pamiętam, że wracaliśmy z Bydgoszczy. Dojeżdżaliśmy dosłownie do kurczę, ratowa, w tym miejscu, co widziałem kilka lat później z tym kuzynami, właśnie dysk tamten. Dojeżdżaliśmy do skrzyżowania i to wtedy pamiętam, była straszna ulewa i burza, w ogóle, straszna.
Błyskało się cały czas. I okazało się, że na następny dzień, właśnie, że na, na którymś spół, powstał piktogram. I to też wtedy generalnie każdy mówi, że to nie stanie, nie stanie zrobić się od człowieka.
To doskonale właśnie pamiętam, że była straszna, górsza pogoda i to musiało powstać w trakcie właśnie burzy, nie? Piktogram za duży i zbyt misterna robota, żeby to, żeby to nawet grupa ludzi była w stanie, jakby to sprokurować. Taka ustawka też prędzej, czy później wyszłaby na jaw, ktoś by musiał coś chlapnąć. Dokładnie tak, no, a tym bardziej, no, to jest wieś, tak, no, tutaj generalnie, gdzie dom, bo jeden pomysł drugiemu, drugi trzeciemu, po prostu, no, gruchy, tak?
A w takim przypadku, co, co właśnie były tworzone ludzką ręką, no, to było kilka i to było widać, że to były misternie ugniatane, takie za, kurczę, pomocą deski, bo w szkole na samym środku było widać, że był, że był wbity, jakby, kołek i się z tą, kurczę, deską, kurczę, jakby chrzęśli dookoła, nie? Próbowali zrobić takie idealne okręgi, no, ale im po prostu nie wyszło, bo względem tego, co były inne piktogramy, które były idealnie położone, te, była, kurczę, na, na, na, po prostu wewnętrznej części, no, to tutaj były takie, wiesz, że były po prostu ugniatane na siłę, nie? No, to bardzo misterna, robota, prawda? Decha, szłapa i depczemy, prawda?
Tak, dokładnie, i dwóch się kręci dookoła, nie? No tak. Żeby nie było zdrowych szumów. No tak. Teraz powracamy na Dolny Śląsk. Tu, na prośbę rozmówcy, musiałem usunąć z nagrania nazwę miejscowości, w której mieszka. Posłuchajmy przekazanych przez niego relacji.
Na pewno chciałbym, żeby to, co powiem, czyli miejscowości i skąd pochodzę, nie zostało ujawnione. Pochodzę z Dolnego Śląska, w tym regionie mieszkam. Może zacznę od tego, że parę lat temu, odwożąc pewną osobę niepełnosprawną, jechałem sobie autem. No, to gdzieś było w godzinach przedpołudniowych, to może była gdzieś 11.30, koło 12 w południe.
Jadąc autem, to było miejsce dość... znaczy wyjechałem ze swojej miejscowości, przejeżdżając przez wioskę. Ta wioska była taka dość rozległa, po lewej stronie nie było żadnych zabudowań. I w pewnym momencie zauważyłem, że z lewej strony jadąc autem, na niebie jest jakiś punkt. Pomyślałem, znaczy cały czas jadąc, tak, tym autem nie mogłem się zatrzymać, ponieważ no, ruch na drodze. Oczywiście z tych względów musiałem jechać dalej.
Ale tam jest dość droga prosta. Tam jest, ja wiem, może jakieś 300 metrów prostej drogi, że spokojnie mogłem jechać. Nie jechałem za szybko, no bo to teren nie zabudowany. I mogłem obserwować tą sytuację. To przykułem moją uwagę, ponieważ to było w miejscu, nie ruszało. Ja wiem, tu było na odległości linii prostej może z 1,5 kilometra.
Pomyślałem, że to jest jakiś helikopter, czy tu jest pościsk jakiegoś punktu. No ale jadąc, myślę, no to się nie przesuwa, nie zmienia swojego położenia. Też wszyscy wiemy, jak wygląda helikopter i wiadomo, no może zawistnąć przez jakiś czas w jednym miejscu, no ale też, no, człowiek rozpoznaje takie obiekty, jak samolot, czy helikopter, a to nie był helikopter. No i za długo był w jednym miejscu, a tam w tych okolicach, to są pola, wioski. Nie ma nic szczególnego, co by miało być spowodowane tym, żeby tam helikopter sobie po prostu w tym miejscu zawisł. 1,5 kilometra odległości, modernie w linii prostej, to nie jest tak daleko, żeby nie rozpoznać, co to jest za obiekt.
Ośmianąc, chodzę tutaj pod uwagę właśnie ten helikopter, to musiało być dość duże, bo helikopter w takiej odległości byłby bardzo mały, a to dość duży obiekt musiał być. No i tak mi właśnie zastanawiałem się, co to może być.
No niestety droga się jakby skończyła prosta i musiałem już skręcać i tam też zaczęły być już drzewa, górki, bo to zamieszkam w rejonie takim pogórkowatym, ale pomyślałem, że jak odwiozę tę osobę, podjadę, skręcę w jedną dwóżkę, wyjadę na wzgórza i zobaczę, czy to coś takiego jeszcze jest. No niestety nic takiego już później nie było.
To było jedno ze zdarzeń, które miałem jakieś dziesięć lat, nie wiem, czy wspominałem. I na sytuacjach to punkty świetlne, które udało mi się też zaobserwować. Nie wiem, czy pan przyglądał swoje gmaila i widział zdjęcia, o których przesłałem. Tak, tak, mam to nawet wyświetlone teraz. No właśnie.
Ja najpierw się takich wstępów dokonam, że ja mieszkam w domu jednorodzinnym, mam taras, który wychodzi na ogród, a ogród znajduje się od strony południowej. Taras jest zabudowany z dwóch stron, ale ścianę od strony zachodniej i południowej to jest otwarta przestrzeń. Na tym tarasie często w marmecie odbywa się życie rodzinne, bo jest ciepło, tam też mam stolik, dostawione łóżko i dużo czasu spędzam właśnie, w miejscu z rodziną.
Jest przyjemnie, ciepło. W naszych okolicach też w lecie wieczorami też nie ma za bardzo komarów, także spokojnie zdarza mi się też w tym miejscu czasami całą noc przespać. To też jak przeglądam sobie internet, leżąc na tym łóżku, to twarz mam odróconą, zliczoną w stronę zachodnią. Widzę też niebo, tak po skosie, jak się leży, że to nie jest dla mnie problem.
Ale któregoś razu oglądałem, na telewizji, jak to była gdzieś godzina 20-30 w lecie. Jakieś replany były, wyszedłem, żeby się rozkostować właśnie na ten taras. Zszedłem, mam dwa schodki, zszedłem na ogród, odwróciłem się w stronę zachodnią i widzę, jakich punkt leci. Tak jak pan spojrzył na te zdjęcia, pewnie też pan te filmy obejrzał, jak to nadlatuje. Punkt jasny, spokojnie, jednym tempem leci sobie i to był kierunek zazwyczaj, bo to było parokrotnie, z zachodu na południowy wschód, czasami na wschód, bo to kilkakrotnie zdarzyło mi się to zaobserwować.
Tam chyba najwcześniejszy był z 2020 tam chyba te zdjęcia są o roku. I tam jest jeszcze chyba 20, 22, teraz nie pamiętam, w jakich to... 20, 22, 23, tak sądząc po nazwach plików, bo tutaj w nazwach plików są zapisane...
No właśnie, oczywiście. Nie wiem, czy wszystkie udało mi się zarejestrować sytuacje, ale tak, to pięknie jak to widać na tych zdjęciach, świecą bardzo jasnym światłem. To tak jakby przyrównać najjaśniejsza gwiazda, jak świeci, to kilka razy mocniej świeci, porusza się bezgłośnie. Też na tych zdjęciach było widać, że to było bezchmurne niebo, cisza wieczorami, to nic, żadnych odgłosów nie widać.
Też udało mi się zarejestrować, tam też na filmie widać, jak ten obiekt przelatuje, a gdzieś tam w jednym z kadrów udaje się zaobserwować przelatujący samolot, oczywiście na innym pułapie, ale widać też biegające światło tego samolotu.
A więc to różnica wysokości z mojej spektry, to mogło być 500 metrów do kilometra, nie wyżej. Na tych filmach, które też mi się udało zaobserwować, jak powiększyłem ten obraz, później analizując, to też widać było, że ten obiekt na niektórych, bo to nie na wszystkich oczywiście, był taki niebieski, niebieskały. Znowuż w innym miejscu to był taki mieniący się od białego do czerwonego koloru.
Właśnie ja tak wspomniałem, że jakiś czas temu pan, który też opowiadał o swoich marzeniach, swoich spostrzeżeniach, tam chyba z synem to opowiadał. Właśnie podobne troszeczkę to, co w jego opowieści, było to, to podobnie wyglądało właśnie to, co ja widziałem. No tutaj właśnie oglądam, patrzę na te materiały, natomiast tak mi się wydaje, że te zmiany kolorów mogą być po części spowodowane jakimś zaburzeniem, załamaniem światła. Nie wiem, jak to się fachowo nazywa, bo to dosyć z takiej chyba dużej odległości było obserwowane, tak wygląda.
Znaczy tak, to były sytuacje, że to przelatywało też i nade mną. To mogło być jakieś, no mówię, 500 metrów nade mną przelatywał ten obiekt. Ja też na telefonie sobie przybliżałem to i później po zakończeniu tej obserwacji też sobie powiększałem. I to tak wyglądało właśnie, takie mieniące się. Żadnych kształtów tutaj nie było.
To tak to wyglądało. No i to zdarzało się, tak jak tam też na tych zdjęciach widać, bo kilkakrotnie takie miejsca, sytuacje miały miejsce. Też czasami wołałem właśnie żonę, żeby zobaczyła i też widziała to. To nawiązanie do tego, co na tych zdjęciach widziałem, ale też jeszcze inne sytuacje miały miejsce. Było coś takiego, że właśnie oglądałem telewizję. To działo się też w lecie, na tym ulicy z sierpnia.
Kiedyś oglądałem jakiś program, była reklama, to wyśledłem właśnie, żeby rozprostowości przyszedł na ogół i tak spojrzałem, a to był dzień pochmurny. Patrzę, jakiś punkt świetlny przebija się przez chmury.
I taki zdziwiony jestem, co to może być. Nie ma żadnego dźwięku, nie słychać nic, a tak zaczęło świecić. Zawołałem żonę, ona też przyszła, zobaczyła. No i nie poszła, ja tak obserwowałem i to tak, jeden punkt świetlny zaświecił się, zgasił, zaświecił się, zgasił. I to tak było kilkukrotnie, ale teraz tak, analizuję, co to jest. No nie jestem skłonny do tego, żeby od razu wymyślać, że to nie wiadomo co. No i tak analizuję, czy coś się dzieje w naszym mieście, żeby coś takiego mogło być, jakiś refleks świetlny i tak dalej. No nie, jest cisza, jest wieczór, nic się nie dzieje, jest mała miejscowość, jeszcze chmury są, no to co mogłoby takiego być? Ale co ciekawe, że tak się zastanawiam, analizuję, tak. Byłem trochę zaskoczony tym, że to dość duże ten światło było, bo żeby to też zaokrazować, no to tak dla porównania, tarcia księżyca na niebie, jak ktoś się teraz sobie wyobraź i przypomni, to takiej wielkości gdzieś to mogło być. Ja oczywiście nie widziałem kształtu, tylko refleks świetlny, który się przebijał przez chmury, takiej gdzieś wielkości. No to dla mnie to było zastanawiające i to jeszcze tak pulsacyjnie. Zaświeci się, zgasi. Zaświeci się, zgasi.
To mogło trwać, ja wiem, jakieś minutę do dwóch minut, w tym czasie, kiedy ja to zaobserwowałem. No i to zgasło. Skończyło. Poczekałem jeszcze chwilę no i nic się nie działo, czyli uznałem, że to już koniec. Czy to było wcześniej, coś się działo? Nie mam pojęcia. No i poszedłem do domu, oczywiście.
Znowuż tam sobie coś oglądałem. To była gdzieś godzina, już kolejnym razem znowuż wyszedłem sobie na ogród. To mogła być gdzieś 21.30, jeśli w granicach. Wyszedłem sobie tak z ciekawości, a nóż może coś będzie, ale tak bardziej stypiecznie. Ja wychodzę, a tu bach, zaświeca się. Jedna.
Po chwili druga, drugie świato. Mówię, o, coś tutaj, coś dziwnego się dzieje. Zawołałem żonę. I też obserwowała. Człowiek kobiety to trochę inaczej na to patrzą i poszła, tak? Ja sobie tak bardziej nie jestem zainteresowany.
Zacząłem tak obserwować. To też tak dla porównania, to tak jak kierunkowska w samochodzie, tak? Bo jak się go włączy, to tak syka sobie. No i to tak zaczęło właśnie sobie pulsować, ale pulsuje, na przemian. Raz jeden, raz drugi. Raz jeden, raz drugi.
No, co tu się wyrabia, tak se myślę, co to może być? Ja analizuję, ale nic mi do głowy nie przychodzi. Co to takiego? No, bo to duże te światła, no to patrząc, jak wspomniałem, wielkość tarczy i księżyca, no to co to mógłby być za obiekt? Co to samolot by leciał taki? Nie wiem. To jest niemożliwe. Jakby zacząłem jakby wykluczać realna technika, jaką posiadamy. Nie pozwalała mi jakby przyjąć to do wiadomości, że to jest coś, coś takie. Po chwili znowuż zmieniło się, jakby się zatrzymało.
Przestało to migać. Świecą oba i po chwili znowuż, znowuż zaczęło świecić synchronicznie. Czyli dwa razem. Pulsuje, tak? Pyk, pyk, pyk. Ja sobie myślę, że no to, to nie jest normalne. Ja nie jestem jakimś człowiekiem już pierwszej młodości, która parę rzeczy widziałem na tym świecie. No, ale to, co widzę, to jest pierwszy raz. No i tak mnie to zdziwiło. No, ale sobie myślę, teraz jakbym miał to komuś powiedzieć, no to jakieś właśnie parametry, żeby to, czy dla siebie nawet jakąś skalę, żeby wiedzieć, jak to wygląda.
Tak dla zobrazowania sobie wziąłem, wziąłem rękę, i palcem wskazującym na jeden punkt, a kciukiem na drugi punkt, przy wyciągniętej ręce. No i moje oko, tak to, jak to się mówi, triangulacja pokazuje, to też dało mi to myślenie, jakie to, jaki rozstaw musiał być między tymi dwoma punktami świetlnymi. No, bo patrząc z mojej perspektywy, rozstaw mojego palca wskazującego i kciuka, to, a wiadomo, chmury są gdzieś na wysokości, tam, wiesz, dwóch kilometrów, to ten rozstrzał tych punktów musiał być ogromny, z mojej perspektywy.
Gdy właśnie tak sobie życimy z jakiejś odległości, no to, nawet gdybyśmy to wzięli na odległość dwóch metrów z naszej perspektywy, to na przykład na ścianie wyjdzie to trzy czy cztery metry, a co dopiero na odległości dwóch kilometrów, to dodaje dopiero wyobrażenie.
No, ale po pewnym chwili znowuż to zgasło. Nie pamiętam, jak to długo trwało, ale to też do kilku minut tej mojej obserwacji, bo czy to było wcześniej, to nie wiem, bo byłem w domu, ale przez ten czas, który ja obserwowałem, to mogło trwać właśnie do dwóch minut.
No i zwiastunek słuchać, cisza, nic się nie dzieje. Poczekałem jeszcze chwilę, tam z minutę, no nic ciemno. Już źle do tej pory już się zrobił taki zmierzch, no to już też, a była mórna pogoda, no to już się ciemno w tej chwili. No to poszedłem do domu i znowuż tam zająłem się swoimi sprawami, więc tam trochę zapomniałem, no ale tak też później już wieczorem sobie siadłem na tarasie, siedziałem na tarasie, coś w telefonie sobie robiłem, oglądałem i tak dalej, ale wyszedłem znowuż. No oczywiście głowa do góry, patrzę, znowuż punkt świetlny się pokazał. Jeden i nika. Za chwilę drugi punkt, tak samo jak wcześniej, zaświecił się i migają na przemian.
Raz jeden, raz drugi. No coś tutaj wcześniej jest nienormalne, no dziwne rzeczy tu się dzieją. No ale ja patrzę, a tu jeszcze trzeci punkt zapala się i to taki trójkąt powstaje i one migają na przemian. Później cisza zgasła i znowu się zapalają synchronicznie. No i teraz no tak jak podałem przykład z kciukiem i palcami, że skalę, żeby sobie wyobrazić, to tutaj była jedna rozpiętość między palcem wskazującym a kciukiem, a teraz do tego trzeciego, to musiałem półtora jakby raza, bo już mi palce jakby nie sięgały, to nie wiem czy wyrażam się dość jasno zrozumieć to, to półtora raza jakby palcami kciuk palec wskazującym musiałem przesunąć, żeby jakby złapać tą odległość. Więc to dla mnie to też pokazało, jak wielki to musiało być, nie wiem czy to było jeden obiekt, który tak, które były połączone, czy to były oddzielne punkty, które to tak w ten sposób świeciły.
No i tak poświeciły też właściwie kilka minut, no i później zgasło. No ja już taki trochę nabuzowany, taki no to nie na co dzień się takie rzeczy zdarzają, że człowiek obserwuje. No i myślę, że to już chyba koniec. No ale tak patrzę w to niebo, czy tam się i była taka jakby luka w chmurach.
Widziałem niebo. A tu od strony, jak patrzę na stronę południową, to to było na stronę zachodnią. Wracam się, no właśnie taka chmury, przerwa była i można było zobaczyć niebo. I tak patrzę, patrzę, a tam co tam się dzieje?
Kurczę, nad tymi chmurami. Nad chmurami. Bo dzięki temu, że była luka między tymi chmurami, mogłem to dostrzec. No i teraz jak to opisać? No przecież chodzi mi do głowy tylko naparnia moc. Albo kogut. Kiedyś takie koguty na samochodzie były, które światło tak błyskało.
Ale chyba bardziej to odzwierciedla to, jak latarnia morska kręci się i snok światła tak dookoła się odbija. To właśnie coś takiego. Nad tą chmurą taki snok światła dookoła obiega i odbija się też od tej chmury. Ja to tak patrzę właśnie i to tak właśnie jakby mi błyskało. Tak by ktoś nad chmurą, coś, jakieś urządzenie się kręciło i taki porządny snok światła się odbija. No to dla mnie to już było całkiem z innej rzeczywistości. No bo to do niczego to nie mogę przyrównać.
No bo co to mogłoby być? Żadna znana technologia, którą dzisiaj mamy czy jest dla nas dostępna, do niczego to nie jest, nie można jakby przykleić. No i po tym wszystkim to też chwilę trwało. To, co zdążyłem zaobserwować, to też może z minutę, dwie i się skończyło. No i to, co z tymi obiektami właśnie świetlnymi, to tyle było, co mogłem jakby zaobserwować i na ten temat powiedzieć. Te relacje z obiektami świetlnymi na niebie, szczególnie w nocy, to są takie zdarzenia, których ciężko coś jakby wysnuć konkretnego, tak? Natomiast mam takie pytanie, czy przestrzeń między tymi światłami była wypełniona, czy pusta? Jak to w ogóle wyglądało? Tak jak wspomniałem, były, pogoda była pochmurna, czyli były chmury i ja nie widziałem nic poza tymi punktami świetlnymi.
Czy coś było nad chmurami, czy jakiś obiekt, który by wypełniał przestrzeń między tymi punktami, tego nie wiem. Ja dostrzegłem tylko te punkty świetlne, a rozstaw tych mi, no to już wspomniałem, jak to można sobie wyobrazić, tak? Palec i kciuk, tak? I później półtora razy jeszcze. To musiałoby, jeżeli one miały połączenie, to to musiało być bardzo duże, bardzo. To w kilometry musiało iść. No to musiałoby być naprawdę bardzo taki duży obiekt, jeżeli te światła miałyby narażać do jednego obiektu, także mi się wydaje, że bardziej tutaj jest prawdopodobna opcja z trzema różnymi światłami. Ale za pierwszym razem była tylko jedno, jeden punkt, tak? Później były dwa punkty, które były zsynchronizowane, a później znowu trzeci. Jakby co godzinę, tak? Prawie co godzinę jakby dochodziło kolejne i one później razem też stworzyły jakby zespół. Także no, trudno mi powiedzieć, czy to były pojedyncze obiekty, czy to było wspólne. Nie mam pojęcia. To już tutaj nic nie pomaga. Tutaj zapisałem sobie takie pytanie, czy brał pan pod uwagę opcję z dronem?
No tylko, że doszło do mnie teraz, że no taki dron musiałby mieć dosyć mocną i dosyć pojemną baterię, żeby raz świecić tak długo, a dwa świecić tak mocno, prawda? No i nie wiem, czy na takiej wysokości, też latają. Znaczy w nocy nad chmurami. To teraz można by sobie zadać pytanie, jaki cel miałoby to służyć?
Takie świecenie. No też się zastanawiałem, nie? No ale tu no nic mi nie przychodziło do głowy. No bo tak, moja miejscowość nie jest jakimś tam wielką metropolią. Nic tutaj się nie dzieje. Ja mieszkam na obrzeżach, może jakieś 100 metrów ode mnie już się kończy osiedle i pola zaczynają się i lasy też. To też nie ma jakby skąd te światła, żeby z miasta załóżmy, żeby jakoś sobie wyjaśnić. Nie, no bo zaraz z tej strony tutaj są wioski i pola i tyle.
Czy nawet jedna wioska i pola. Dalej jeszcze są lasy, no bo tu jest taka jakaś pogórkowa i tyle. I tutaj jakby no nie ma nic, co można by z czym to było powiązać. No a jeszcze wielkość tego, no to tym bardziej. Bo każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak tam dron wygląda, jakie ma możliwości.
Domyślam się, że to jest chyba, jeżeli dobrze rozumiem, okolica, gdzie występuje mniejsze to zanieczyszczenie światłem, prawda? Także gdyby to było światło jakieś puszczone z dołu, to byłoby chyba widać, że to jakoś, jakoś jest właśnie puszczone z dołu, a nie...
Tak, no tak, myślę, że tak. Jakby ktoś świecił, to by się odbijało od chmury, tak? Ale widać byłoby wioskę światła z dołu, tak? No też tak się zastanawiałem, czy ktoś by coś takiego mógł robić. No ale patrząc, to tak jakby ktoś wziął latarkę, ale od góry, przez chmury, to tak trochę parafrazuję, i przez chmury świecił. A nie od dołu, tylko od góry. Tylko, że skala jest inna oczywiście. No pytanie, w jakim celu by się to miało odbyć?
No właśnie, i tutaj też się nad tym zastanawiałem i nic mi do głowy nie przychodziło, rozsądnego. Dlatego, no to uznałem, że to jest jednak w kategorii z tych dziwnych. A rozumiem, że te światła cały czas znajdowały się, znaczy pojawiały się cały czas znajdowały się w tym samym miejscu, tak?
Tak. No to jak z mojego punktu widzenia, to tak one były trochę nade mną, ale z lewej strony, czyli taki południowy wschód ode mnie. Krótko mówiąc, taki pokaz nie wiadomo dla kogo, nie wiadomo po co i ze względu na charakter tej obserwacji ciężko w ogóle coś też powiedzieć konkretnego, bo to jest właśnie taka cecha szczególna tych obserwacji wszystkich jakichś światełek, szczególnie nocnych, że ciężko cokolwiek o nich powiedzieć, ciężko coś wywnioskować.
Co to może być tak naprawdę? Jakie może być pochodzenie tych zjawisk? Ciężko cokolwiek konkretnego powiedzieć. Dla mnie to ta stala robi wrażenie, bo jakiś samolot jak leci, to każdy wie i jest w sobie stanie wyobrazić, jak na niebie migoszą światełka samolotu. No i teraz to przyrównać do tarczy księżyca tej wielkości, oczywiście nie widać tego za chmurą, ale wielkość, no ja to tak od razu sobie skojarzyłem.
Wielkość tego, światło tej wielkości i świeci i miga. No to, to coś takiego może być. To nawet gdyby ktoś miał, nie wiem, jakiś potężny, tak jak nie wiem, w czasie wojny takie reflektory mieli szweracze, no to coś takiego by musiało być, no ale to jak snok światła idzie do góry, no to jest widoczne, a to jest od góry było znowuż. Odwrotnie.
Światło świeci w góry, w dół. To, to dla mnie to jest myśli. No, rzecz raczej, raczej trudna do ustalenia, trudno to ustalić w ogóle źródło tych świateł, także, tak jak mówiłem, ciężko cokolwiek konkretnego powiedzieć w przypadku takich zdarzeń, właściwie bez względu nawet na to, ile tych świateł się w danym zdarzeniu pojawia, tak? No tak, ja tutaj nic więcej nie, nie wymyślę, no bo to nie stało się dzisiaj i przez ten czas, no zastanawiałem się, co to mogło być, jak, do czego to można zakwalifikować, no i nic mądrego nie wymyśliłem, także tutaj też na siłę nie będę chciał to przyporządkować, no bo i po co? Po prostu takie coś było i tyle. Może kiedyś się wyjaśni, jeżeli to będzie konieczne, a tak to, to nie mam pojęcia.
Teraz by się przypomniało jeszcze jedno, że później tak się zastanawiałem, dlaczego zdjęć nie zrobiłem, że nie wpadło mi do głowy, żeby w ogóle to nagrać. Ja dopiero potem sobie pomyślałem, no przecież mogę pójść po telefon, zrobić zdjęcie, czy zrobić filmy, tak jak w przypadku tych innych świateł, które przelatywały, a tutaj nie. Jakoś, jakoś później sam się zastanawiałem, dlaczego.
Przecież to nie trwało sekundę, tylko kilka minut i mogłem to zrobić zdjęcia, ale jakoś mi to do głowy nie przyszło. A być może pan po prostu skupił się na zarejestrowaniu wzrokowo i innymi związkami, jak największej liczby szczegółów, tak?
No może też dlatego. Jeszcze jedno, zdarzenie, bo to miało miejsce to gdzieś dwa lata temu, to co teraz opowiadałem. Sytuacja z tego roku, czyli 2024, wracając z wakacji. Tutaj mogę powiedzieć, że miejscowość, bo to przejeżdżałem przez tą miejscowość i tam się zatrzymałem, to była Osieczna. Miejscowość w Osiecznej, Osieczna i tam jest jezioro.
No i możeśmy wracając, postanowili tam się zatrzymać jeszcze z parę dni, bo tam jest fajne jezioro, też miałem chęć się wykąpać i nie wiem, czy pan widzi to zdjęcie, na którym jest właśnie to jezioro. Jeżeli pan będzie miał to przed oczami, to będzie łatwiej.
To zdjęcie jest zrobione dzień później. Dlaczego? No bo wieczawkiem na tym ośrodku się żeśmy zatrzymali, no i ja powiedziałem do żony, że pójdę się wykąpać. No to widziałem tylko, przebrałem się w spodenki, wziąłem tylko ręcznik, no i telefonu żadnego nic nie brałem, został w pokoju.
A tu jest jakieś 100 metrów od mojego domku do tego jeziora. Wyszedłem nad to jezioro, wszedłem do wody i płynę sobie. No i teraz niech pan spojrzy na to zdjęcie, tam jest taki sług radiotelekomunikacyjny.
No i tak płynę, ja patrzę, a co to jest? Wyszedłem z wody, no bo nieco nie znowu już takie coś widzi. Ja patrzę, a tam takie punkty wiszą. Co to za instynkcja jakaś? No bo tak człowiek normalnie podchodzi nie to, że nagle nie wiadomo coś tam, tylko racjonalizuje i się zastanawia, co to za jakaś instynkcja tutaj, jak zrobili, taka olbrzymia.
Teraz żeby opisać to, jak to wyglądało. To jak pan widzi ten słup radiotelekomuniczny, czy ten, to punkty wisiały jak na pięciolinii muzycznej. Na górnej linii jedna nuta, na kolejnej tak dla zobrazowania, poniżej na kolejnej linii drugi punkt, poniżej i znowuż na pierwszej wyżej kolejny punkt.
Może cztery, teraz już nie pamiętam. Dokładnie. Zawieszona. Tam za jakąś instalację przeciągnęli jakieś kable, druty czy coś takiego. No ale ja patrzę, kurczę, ale to jest za duże. Tam patrzę, ale tam nie ma żadnych linii, kabli, nic nie ma.
To po prostu zawieszone w przestrzeni, w powietrzu, takie punkty, które zwieszą równomiernie. Góra-dół, góra-dół. Ale tak przyglądam się, a tak biorąc pod uwagę ten słup, co tam jest widoczny, w głębi, bo to nie było nie tak prostopadle, tylko pod skosem, że te z lewej strony słupa, bo to jest dla mnie takie jakby odniesienie, obserwując to, one były bliżej mnie, a za słupem w przestrzeni one jakby szły w tamtą stronę, oddalały się.
I tam były jeszcze chyba ze trzy. Tak samo rozłożone. Wisiały w powietrzu, ale to musiało być też duże, bo dało się to zaobserwować. Ten słup jest dość daleko. One nie były oczywiście w tej samej odległości co słup, tylko ten słup jest dla mnie takim odnośnikiem. I one były dalej za tym słupem widoczne.
To teraz, żeby to porównać wielkość, bo odległość jaka była, to była dość duża. No nie wiem, wielkości samochodu osobowego? Gdybyśmy samochód osobowy, no nie z średniej wielkości postawili w pionie. Jeden, drugi, trzeci, czwarty i one się tak oddalały i tamte oczywiście były coraz dalej, coraz mniejsze.
No ale to też pokazuje jakie to wielkie. Chciało być. No i co? Nie mogę już zrobić żadnych zdjęć, no bo nie miałem. To tak też zacząłem płynąć sobie, no ale tak obserwuję to i zastanawiam się, co to jest.
No i tak później znowu już wyszedłem na brzeg, wyciąłem się, no i obserwuję. No i jest to, wisi to. No nie ma nic. Nic nie widać. Żeby coś podtrzymywało to, nie wiem, jakieś podpory, czy jakieś liny, czy coś. No nic, nie ma nic.
A te punkty wiszą. No to tak trochę to popatrzyłem na to. Nic tu się nie dzieje, nie rusza się. To tak jakby zastygnięte jest w przestrzeni. To już, to były godziny wieczorne, no bo to było gdzieś drugi, trzeci, nie pierwszy, drugi września tamtego roku, 2024. I to już koło dwudziesty już się robi ciemno i zmierzchnie. No to o co?
No to poszedłem do pokoju, powiedziałem żonie. No a na drugi dzień wziąłem właśnie telefon, no i zrobiłem to zdjęcie, na które teraz pan patrzy. Żeby łatwiej było sobie też wyobrazić, czy widać, w jakich to okolicznościach. Pan też może stwierdzić teraz, że na tym zdjęciu nic ma żadnej możliwości, żeby były jakieś mocowania.
No bo tam jest las, kończy się jezioro, las, wystaje ten masz, no i tyle. Nic, żadnych punktów odniesienia, czy do przytwierdzenia nie ma. I na drugi dzień, no bo tam jest kąpielisko, ja poszedłem i był ratownik.
I tak, no my to, intrygowało, nie? I poszedłem, pytam się tego ratownika, czy on tutaj jest codziennie, czy też był tego dnia tutaj. No mówię, że tak. I pytam się go, nie? Czy tutaj jakieś instalacje jakieś robiono w okolicy jakiegoś, nie wiem, czy coś, jakieś wydarzenia były. I pokazuję mu, w jakim miejscu tam te obiekty widziałem. Chociaż mu, nie wyjaśniałem, o co chodzi, co ja widziałem, tylko pytam się, czy coś, żeby nie sugerować mu jakichś odpowiedzi.
On mówi, że nie. Pytam się, a czy tutaj coś, jakichś rzeczy, coś się dzieje? A on mówi, że nie, on nie widział nic, o niczym nie wie. Codziennie tutaj jest. No, podziękowałem. I tyle. Tak to wyglądała ostatnia moja obserwacja.
A w czasie tej obserwacji ten ratownik też był tam obecny? Nie, nie, to już wtedy nikogo nie było, bo to było w godzinach wieczornych, tak? A ja byłem na drugi dzień w godzinach porannych, kiedy oni po prostu tam pracowali jeszcze. No to spróbujmy w takim razie wykluczyć wszelkie... Myślę, że możemy spokojnie wykluczyć opcji pod tytułem drony, bo nie byłyby tak mocno widoczne z takiej odległości. Satelity też właściwie możemy odsiać.
Skoro te obiekty się nie przemieszczały w ogóle, to też myślę, że... To za duże by było. Tak. Jakieś samoloty też raczej odpadają. Nie w takiej ilości, nie w takim zagęszczeniu. Starlinki chyba też, bo to nie było z tego, co zrozumiałem w jednej linii.
Znaczy, ja wiem, co to starlinki, ale to nie jest ten... Pułap. No, a też starlinki nie układają się tak, jak na pięciu linii, tak? Tylko lecą jednym ciągiem w jednej linii, także też można to... Tę opcję można wykluczyć. Ale to jeszcze był zmierzch.
Znaczy, to jeszcze taka szarówka się dopiero zaczynała, to te obiekty były dobrze widziane. Te punkty były dobrze widziane przeze mnie, ale to były ciemne. To nie świeciło. Nie, to po prostu były ciemne. Dlatego udało mi się to jakby zaobserwować, bo mnie było jaśniejsze i dlatego tak zwiesiło moją uwagę. Chmury też możemy wykluczyć, bo te obiekty, jak rozumiem, tak bardzo się mocno odróżniały. Odcinały, tak.
A one były poniżej tych chmur. A to nawet chyba nie było, bo tu była pogoda, ale to nie ten pułap. Kojarzy mi się to ze zdjęciami, które kiedyś podesłał mi jeden słuchacz z jakiejś chyba wakacji z Hiszpanii, gdzie też takie ciemne obiekty były widoczne. No, dosyć niskim pułapie, ale jednak były.
Nie wiadomo, co robiły. Po prostu tam sobie były. Trudno powiedzieć, co to mogło być. No właśnie, one tam sobie też właśnie były. Nic się nie działo. Tylko ja szukałem, doszukiwałem się jakiegoś zaczepienia. No, bo człowiek racjonalnie stara się wytłumaczyć pewne sytuacje, ale nic mi tu do głowy nie przychodziło.
Najpierw szukałem jakiegoś, jakiejś liny, bo w naszej rzeczywistości jeżeli coś wisi bez niczego, to musi spaść. Tak? Chyba, że jest gdzieś podczepione, przymocowane, to będzie wisieć. Albo ma jakiś napęd, tak?
No to wtedy to będzie utrzymywać wysoko. No i doszukiwałem się tego, ale nic rozsądnego, nic mądrego nie wymyśliłem. Po prostu to było, wisiało. No, gdyby te obiekty miały jakiś napęd, to prędzej czy później musiałem by gdzieś wylądować, to by było widoczne, tak? Ja też nie wiem, jak długo to trwało, bo jak ja przyszedłem i zaobserwowałem, to już to było. Podchodząc stamtąd, też to było.
To ja nie wiem, jak długo to było przede mną, zanim przyszedłem i jak długo było po tym, jak ja poszedłem. To też nie wiem. Ale na drugi dzień, jak przyszedłem, to już tego nie było. To jeszcze mi przyszła do głowy opcja, że mogły to być jakieś balony, no tylko, że balony też jakoś by się tak przemieszczały, zgodnie z kierunkiem wiatru przynajmniej.
No, ale pewne zasady przy lataniu z takimi urządzeniami, to też pewne zasady, bezpieczeństwa obowiązują. I chyba nie w takich godzinach wieczornych, już w mierzch, to chyba też nie ma takiej możliwości, żeby one sobie latały. Po drugie, balon, tam jest światło, bo jest palnik, gdzie jest po prostu podgrzewane powietrze i błyska, tak jak tam się dodaje podgrzewa powietrza, to świeci. A tam nic nie świeciło.
Tam była, balon to jest jedna duża kula, podczepiony jest kosz. A tutaj czegoś takiego nie było. To była jedna bryła, ciemna. No, niekoniecznie o takich balonach myślałem bardziej, o czymś takim mniejszym, co po prostu się puszcza w powietrze i to sobie leci, tak? Nie, ale to nie te proporcje.
To ja bym tego nie zaobserwował, bo to jednak było daleko, ale to musiało być na tyle duże, że ja to zaobserwowałem. No, krótko mówiąc, odsięliśmy wszystkie możliwe, jak mi się wydaje, opcje racjonalne.
Znak zapytania pozostał. Co to mogło być? No tak, ja do dzisiaj nie wiem, co ja widziałem, aczkolwiek odnosząc się do tego wszystkiego, co dzisiaj powiedziałem, nie mam pojęcia, co to było. W każdej z tych rzeczy, te światła, te punkty, które przylatywały, to, co świeciło, chętnie bym chciał odzyskać jakąś odpowiedź racjonalną, czy nawet nieracjonalną, ale rzeczywistą.
Ostatni z naszych dzisiejszych rozmówców pochodzi z województwa pomorskiego. Przekazał on cztery niezwykle ciekawe relacje o obserwantach, o relacjach niezidentyfikowanych obiektów latających. Nas, czterech chłopaków, świetnie bawiących się w pokoju, no już gasiliśmy światła, żeby iść do drugiego, tam gdzie kolacja miała się odbyć.
I wtedy zauważyliśmy bardzo szybko mknący taki no dosyć duży obiekt na niebie. On przecinał, jeśli powiedzieć to geograficznie, leciał z zachodu na wschód. Świetnie go było widać na tle pełni księżyca. Było to gdzieś około godziny dwudziesty, na pewno był to marzec, bo to była końcówka zimy. Pamiętam, że miał kształt, może zabrzmi to śmiesznie, ale kształt ziemniaka, czyli takiego nierównego tiktaka i był dosłownie jedną trzecią wielkości księżyca. Więc jak przelatywał, zniknął nam z widoku.
Polecieliśmy z chłopakami, wszyscy grupą na dwór, żeby to zobaczyć, gdzie to poleciało dalej. I jeszcze zobaczyliśmy tylko końcówkę, jak przelatywał dalej i zmierzał ku horyzontowi, bo on mknął naprawdę dosyć szybko.
Przypuszczam, że jego wysokość była dosyć spora, ale ta prędkość była niezła. I też miał kolor pełni księżyca, czyli był taki żółty, ale bardzo jasny. Druga obserwacja moja, tu podam dosłownie nawet godzinę i datę, bo to był rok 1996. Był to 31 dzień sierpnia i godzina 23.40.
Skąd takie dokładne dane? A otóż w tym czasie moja siostra miała ślub i wesele i czekaliśmy na to, że tak zwane poszczepiny. I byłem oczywiście z tymi samymi kuzynami, bo to też w naszej miejscowości na Kaszubach mamy tutaj taki jakiś punkt na Pomorzu, szczyt Wieżyca. To są właśnie tutaj te same okolice. I tutaj nie wiem, jak to opisać, bo jak się czasami obserwuje satelitę lecącego tak wysoko, wysoko, czyli one z wielkości gwiazdy, to właśnie coś takiego obserwowaliśmy, mając głowy dosłownie na nas, to leciało jakby na dół, nad nami, tak, ku północy i obserwowaliśmy sobie tę satelitę.
Byliśmy sobie dosłownie przekonani, że to satelita. I wtedy, kiedy on już przeleciał, powiedzmy, połowę swojej drogi, tak, czyli od punktu nad naszą głową do horyzontu, połowa drogi, czyli jakieś 45 stopni, zwolnił bardzo, bardzo mocno, wręcz się zatrzymał, chwilkę tak trzymał się w tym miejscu, odbił w prawo, ostrym kątem w prawo i zawrócił. Nie wiem, jak to dokładnie opisać, po prostu zawrócił, ale odbijając w prawo, zwalniając i nagle zrobił taki w prawą stronę taki półksiężyc, lecąc z powrotem w dół ku horyzontowi i wracając na tą samą ścieżkę, którą był. I poleciał dalej za horyzontem. Czyli zrobił najpierw, jeżeli dobrze rozumiem, takiego zygzaka, po czym wykonał łuk, tak? Tak.
I tak. I można by to porównać do wyglądu sierpa. Coś takiego. Wołaliśmy naszego wspólnego wujka, żeby szybko podbił, by to zobaczyć, bo to po prostu byliśmy w euforii, widząc coś takiego dziwnego. No ale wiadomo, jak to dorośli jeszcze w stanie pewnie wskazującym, specjalnie zwolnił krok, co tam chłopaki chcecie widzieć, no i nie zdążył po prostu zobaczyć tego, co my obserwowaliśmy.
Kolejna obserwacja, ta była dziwna. Nie wiem, czy się kiedyś już z Państwem nie próbowałem w tej sprawie skontaktować, bo to był jakiś rok, ja wiem, 2007, może 2006 nawet, 2006. Wyszedł, wyszedłem na dwór, żeby iść do sklepu. To była też zima, więc było już ciemno.
Ja mam wyjście z domu w stronę północy. I na niebie były takie przemieszczające się duże światło. Żeby to dobrze zobrazować, na pewno każdy zna serial Zaryjum X i jego wejściówkę. Tam jest w tej wejściówce taka scena jakby na pustyni, w ciemności i takie światło pulsacyjne po niebie zasuwało. To wygląda dosłownie identycznie.
Z wschodu na zachód się przemieszczało i wracało po jakimś czasie jakby z powrotem. Wyglądało jak lampa, ale to było bardzo dziwne. Zadzwoniłem szybko do mojego kolegi, który też był tam fanem Archiwum X i kazałem mu wyjść przed dom. On nie wiedział o co chodzi. Ja mówię, proszę cię wyjść i spójrz w stronę północy.
Wyszedł i mówił, o ja nie mogę. Spotkaliśmy się szybko na ulicy i ja zdążyłem wziąć kamerkę TV na te minikasetki wtedy. Zdążyłem to zarejestrować. Przypuszczam, że próbowałem to kiedyś państwu wysłać, ale czasy były takie, internet był taki, że takiej ilości megabajtów nie dało się po prostu przesłać.
Ja to skompresowałem później do jakiegoś MPEGA, ale na tym już tych świateł tak nie widać. Ja wiem, w którym powinny być miejsca, ale ich nie widać. Na tej kamerce jeśli się odtworzyło tą taśmę, to jest to widoczne. Jest to coś niesamowitego.
A czwarta, taka moja obserwacja całkowicie przypadkowa. Mieszkałem w innym województwie, w zachodniopomorskim, w Darłowie tam jest, w Darłówku, tam nad morzem. Tak zwana patelnia, to jest taki poligon, na którym robi się zloty militarne.
Jest to fajne miejsce do spotkań ze znajomymi, bo tam są i ławeczki takie, że były, teraz już pewnie nie. Miałem potężny samochód terenowy, więc sobie tam wjeżdżaliśmy. No i miło się spędzało czas w ciepłych wieczorach.
I zaobserwowaliśmy takie dziwne światło na horyzoncie. Najpierw myśleliśmy, że jest to boja, tylko że no boja nie mogłaby się unosić aż tak wysoko nad wodę, bo przypuszczam, że odległość to była jakieś półtorej kilometra.
To było mniej więcej, to było nawet dalej niż statek, który był tam na horyzoncie z innej strony widoczny. I unosił się nad tą wodą, bo jeszcze w miarę, w miarę było ten horyzont widać. Unosił się, ja wiem, na jakieś 200-300 metrów.
Taka pomarańczowa kula światła. I opadała. Podnosiła się i opadała. Wyglądało to dosłownie jak taka obserwacja, którą kiedyś widziałem na YouTubie, że ktoś kamerą nagrał, nie wiem, w Mielnie czy gdzieś, właśnie nad Polskim Morzem. Tam ktoś zażartował, to jest UFO, tak, to jest UFO.
I ja dosłownie coś takiego podobnego widziałem. Trwało to dobre 40 minut, zanim zgasło. Na dobre. Tyle z mojej strony. No tutaj w tym derłowie, w tej ostatniej relacji na pewno możemy wykluczyć flary, bo takie wytłumaczenie mi przychodziło przez moment na myśl, a przecież flara się nie unosi, prawda?
No właśnie, to było jednostajne. Góry i na dół, ale nie do samego morza. To trzymywało się tam, powiedzmy, o te trzy czwarte jego pozycji niżej i z powrotem leciało do góry. Tak dosyć powoli, tak płynnie to robiło, ale no nie flara, bo też braliśmy różne ewentualności, chyba, że jest tam jednostka wojskowa.
No nie wiem. Nie wiem, co o tym myśleć. 40 minut to obserwowaliśmy. Do dzisiaj nie wiem, co to było. Zastanawiam się właśnie nad wyjaśnieniem tutaj, nad próbą, wyjaśnienie tej ostatniej historii w Darłowie, jakieś powiązanie z wojskiem.
Może to jakieś testy były, nie wiem. Orientuje się pan morze, czy tam jakieś testy są wykonywane? Nie wiem, czy tak daleko na wodach. Oni jak już latali, to latali w dzień, bo tam jest jednostka helikopterów, takie potężne maszyny, które jak przelatują, to wszystko się trzęsie dookoła. Żadnych statków wojskowych nigdy tam nie widziałem. Mieszkałem tam dwa lata. Za to helikoptery były, ale wtedy nie poderwały się do lotu, więc no ewidentnie tego, na radarach nie było. Jest tam też w Darłowie chyba jednostka zarządzania kryzysowego i próbowałem coś znaleźć w internecie, ale nie było o tym żadnej wzmianki, więc ja i dwoje znajomych tylko musieliśmy tam obserwować.
Tutaj mam takie pytanie do tej, do tych pierwszych właściwie dwóch zdarzeń, bo rozumiem, że skład osobowy świadków w tych zdarzeniach był taki sam, tak? W tych pierwszych dwóch, tak. Taki sam. Czy dyskutowaliście może jakoś później, wymienialiście się swoimi jakimiś spostrzeżeniami, odnośnie tego, czym te obiekty mogły być?
Byliśmy wtedy dziećmi, no i jedyne, co, czym się zainteresowaliśmy, to właśnie ufologią i, a że w lata dziewięćdziesiąte opiewały anteny satelitarne, więc każdy nas na domu miał i zacząć mogło oglądać wszystkie te Discovery i inne i nagrywać na wideo wszystkie programy o UFO. Dzisiaj już no każdy się rozjechał po świecie, więc już o tym nie rozmawiamy, ale na pewno każdy pamięta, co widzieliśmy. A byliście jakoś przed tym, mieliście jakoś styczność przed tymi obserwacjami z takimi treściami właśnie o tematyce ufologicznej, które mogłyby jakby wpłynąć na waszą interpretację tego, co widzieliście?
Nie, szczególnie w tej pierwszej. Nie wiedzieliśmy, co na tle Księżyca przeleciało. Byliśmy przekonani, że może jakaś asteroida albo coś takiego, tylko, że to nie miało żadnego ogona, nie syczało, no po prostu sobie przeleciało, świecąc jednostalnym światłem takim, no taka bulwa po prostu w powietrzu, bardzo dziwne, ale no szybka była, to było niezłe.
Przecież czegoś takiego nie widziałem nawet na żadnym nagraniu. No a to drugie, słuchałem u państwa takich różnych relacji o takiej gwieździe, która robi różne wigibasy na niebie i to było właśnie coś takiego.
No tak, szczególnie w ostatnich latach dużo mamy takich zgłoszeń, mówię my, bo również wiem o zgłoszeniach od innych ufologów tutaj udzielających się choćby na antenie Radia Paranormalium czy na UFO Historia, Piotra Cielebiazia, że oni dużo mają też, szczególnie w ostatnich latach takich zgłoszeń o jakichś światełkach wykonujących takie jakieś wigibasy. No to zjawisko jest obecne już od dłuższego czasu, no tylko, że w ostatnich latach, w ostatnim czasie się bardzo jakby tego namnożyło tak, zintensyfikowało się.
No to ostatnia historia z Darłowa to był 2013 rok, wakacje i od tamtej pory, choć bardzo często patrzę w niebo, bo jestem tutaj zafascynowany, ale nic ciekawego nie udało mi się dostrzec niestety. Choć bardzo bym chciał.
Tutaj w tej pierwszej historii też asteroidy myślę możemy wykluczyć właściwie wszelkie takie obiekty, asteroidy, jakieś meteory, bo one tak nie świecą takim jednostajnym światłem przez cały czas, tak? Meteor by wybuchł i by zgasł.
Taka eksplozja by była. No właśnie, a to świeciło, no tak jakbyśmy odkroili jedną trzecią księżyca i sobie poleciało, no. To tak leciało, dosłownie równolegle do Ziemi, że tak powiem. Rozumiem, że to we wszystkich przypadkach te obiekty leciały całkowicie bezdźwięcznie, prawda?
Tak, niestety nie było nic słychać. No, niestety, niestety to jest taka właśnie ważna cecha, mogąca pomóc wskazać ewentualne wytłumaczenia, ale jeżeli te obiekty, mimo swoich dosyć dużych rozmiarów i mimo dosyć bliskości do świadków, przemieszczały się, w sposób całkowicie bezszelestny, to jednak stawia to znak zapytania o ich pochodzenie i prawdziwą naturę.
Te dwie obserwacje były z bardzo daleka, a ta darłowska dosyć blisko, ale bezdźwięczna, no a ta pierwsza, no, ja nie pamiętam, żebym nie słyszał jakichś dźwięków, bo wybiegliśmy na dwór, zobaczyliśmy tylko kłoncówkę, jak leci, nie było żadnego świstu, ani, no, dosłownie nic. Pan już próbował jakby zgłaszać ufologom czy jakimś organizacjom badawczym, którąś z tych historii?
Tą, którą miałem na kamerze nagraną, tylko właśnie zastanawiam się, czy to nie pisałem wtedy do was, bo to było na gado-gado i gado-gado nie przepuszczało tak dużego pliku. No niestety limity miało, tak? Chyba do teraz ma.
No pewnie tak. A ma pan może gdzieś plik z tym nagraniem? Może udałoby się to na przykład przez WeTransfer wysłać do radia? Ja kiedyś rzeczywiście na starych dyskach znalazłem, ale są wersje z kompresowaną, czyli tą, na której ja wiem, gdzie to powinno być, ale nic tam nie widać. Nie wiem, czy jakimś programem, który by podpił tło, nie wiem, ekspozycję może tego filmu, żeby to rozjaśnił. Może dałoby się z tego coś jeszcze wyciągnąć.
Mogę poszukać tego filmu i będziemy w kontakcie mailowym. No dobrze by było, chociaż jeżeli to jest tak mocno jakby skompresowane, to ja jeszcze szczerze powątpiewam, czy coś z takiego materiału uda się wyciągnąć.
Ale może pan podesłać, gdyby pan znalazł jak najbardziej. No szkoda, że czasy się zmieniły i te wszystkie kamerki DV poszły w niepamięć. Nawet już takie nie posiadam i nawet nie wiem, czy jest gdzieś ta taśma, bo tam to było widoczne. Bez kompresji było widoczne. To w sumie takie nie za długie te relacje, prawda? Chociaż dosyć znamienne, szczególnie ze względu na liczbę świadków, szczególnie w tych pierwszych dwóch zdarzeniach.
Świadków, którzy z racji swojego wieku jeszcze, prawda, nie mieliście jakby dużej wiedzy na tematy ufologiczne. Właściwie żadnej, no bo to lata dziewięćdziesiąte, o tym się nie mówiło w programie, co było w telewizji, no Star Trek.
No ale my jako dzieciaki, no nie interesowało nas to za bardzo, więc z ufą nikt by tego nie kojarzył. No to też takie dosyć chyba ciężki dla takiego młodego odbiorcy materiał do oglądania, prawda? No mi nawet nie pozwolono kiedyś Star Wars'a oglądać, więc miałem słabe doświadczenie, jeśli chodzi o sci-fi filmy.
Czyli nie było takiego czegoś, co mogłoby jakby skazić, że to tak ujmę wasz bank pamięci i posadzić tam jakieś wątki ufologiczne? Nie. To było dla nas zupełnie coś nowego, czego nie dało się wytłumaczyć, dlatego też jak był dniu dziewięćdziesiąty szósty rok i leciało to coś, co się zatrzymało i potem zrobiło parę zygzaków, to wywołaliśmy dorosłego. No ja miałem wtedy ile? Trzynaście lat? No nadal nie miałem specjalnej wiedzy. No nie było internetu wtedy w małych miejscowościach.
Nie można było sobie czegokolwiek posprawdzać. Później się pojawił X-Factor parę lat później, więc sobie to kupowałem. To już człowiek nabierał jakiejś wiedzy. I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje o obserwacjach UFO i zdarzeń kojarzonych z tym fenomelem.
Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o przekazanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje relacje o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu. Część relacji z podcastu Mówią Świadkowie ukazuje się również w postaci tekstowej na naszej stronie www.paranormalium.pl, na której znajdziecie również zapowiedzi kolejnych audycji, a także bogaty dział z artykułami, pełne archiwum podcastów oraz forum, na którym możecie dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Przypominam również, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika Niestany Świat, w którym obok innych paranormalnych tematów stale obecne są również wątki związane z UFO. Polecam również zasubskrybować kanał czasopisma na YouTube, gdzie obok zapisów spotkań w nieznanoświatowej księgarni znajdziecie także dźwiękowe wersje wybranych artykułów oraz relacji z rubryki Dotknięcie Niestanego. Zachęcam również do śledzenia kanałów Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, na których panowie omawiają wiele ciekawych zagadnień, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium.
Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.