Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła. Do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy.
Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka. Widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych kilkudziesięciu minut z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dziś wysłuchamy dwóch całkiem niezwykłych historii przekazanych przez świadków wykonujących zawody wymagające szczególnego zaufania, związane z ochroną dużych obiektów. Będą to dwie historie, w których podczas pełnienia obowiązków moim rozmówcom towarzyszył ktoś jeszcze.
Tajemnicza obecność, która manifestowała się na różne sposoby, zarówno dźwiękowo, jak i wizualnie. Mimo osobliwości przekazanych mi telefonicznie historii, moi rozmówcy nie zdecydowali się na zmianę barwy głosu. Jedynie pierwszy z nich poprosił o wycięcie nazwy zawodu, który wówczas wykonywał. A w pierwszej historii przenosimy się do Krakowa.
Staram się to ubrać w słowa, żeby to było w miarę sensowne, bo możliwe, że w porównaniu do tych historii, które nieraz macie też na waszym kanale, tam na radiu i odnośnie wysokiej dziwności, to może nie brzmieć tak interesująco, ale było to jakby moje i bardzo mnie to zdziwiło. To się stało. Może nie tyle przestraszyło, co zdziwiło co? Więc dlatego zdecydowałem się zadzwonić. To może zacznę. Było to około roku 2015 albo 2014.
Ja w ogóle byłem-- ja staram się zawsze podchodzić do takich historii. Znaczy ja się w ogóle interesuję trochę takimi rzeczami. Też właśnie słucham Waszego kanału, gdzieś tam jakieś książki tego typu lubię od czasu do czasu przeczytać, ale zawsze się staram podchodzić do takich rzeczy różnych, które słyszę, czy też czytam sceptycznie.
Dlatego i do tego miałem taki trochę stosunek, jakby takiego, jakby to powiedzieć, no niedowierzania. No nie wiem, jakie pana będzie zdanie na ten temat. Więc to było około roku 2015. To było bardzo krótko po tym, jak wysłuchałem Waszej pierwszej audycji na kanale odnośnie życia i folkloru. To chyba była pierwsza audycja, na pewno to była pierwsza audycja, jaką słuchałem na Waszym kanale, odnośnie Chyba to była audycja z Arkiem Miazgą, jeżeli dobrze kojarzę.
Całkiem prawdopodobne. Nie przypomnę sobie w tym momencie, no bo to już było dobrych parę lat temu. W każdym razie było tak: ja pracowałem wtedy w No myśmy mieli badania psychologiczne i tak dalej, więc tutaj nie było możliwości, żeby to było jakiś psikus spłaczany przez moją psychikę raczej. No w każdym razie miałem taki nocny dyżur w takim budynku.
Ja jestem z Krakowa. W takim budynku, to jest taki długi barak, długonogi- Rozumiem, że to się też działo w rejonie Krakowa, tak? Tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak. To jest taki długi barak. Ja wiem, długość tego baraku to może być trzydzieści, czterdzieści metrów. To się działo z soboty na niedzielę w nocy. Ja w tym baraku pełniłem taki dyżur telefoniczny, przy telefonie siedziałem po prostu sam. Ten barak-- no normalnie to jest, to jest-- to był wydział, w którym ja pracowałem. Natomiast w nocy, w weekendy tam zawsze jedna osoba siedziała przy telefonie. Barak był zamknięty. Chodziło o to, żeby w razie czego odebrać telefon, jeżeli by się miało coś tam dziać. To był jakoś maj, chyba jakoś wiosna najprawdopodobniej. Może czerwiec? I zaczynałem pracę od godziny dwudziestej, więc to mogło być po dwudziestej, to mogła być godzina dwudziesta druga, dwudziesta trzecia, trudno mi jest teraz powiedzieć. Ja byłem tam sam. Znaczy to jest większy obiekt, większy komplet obiektów. Także jacyś ludzie tam wieczorem w sobotę są na tym całym kompleksie. Natomiast ja tam byłem sam w tym baraku. Barak był zamknięty, światło było pogaszone. Ja siedziałem w jednym z pokoi, tam takiej dyżurce, gdzie miałem tam przy sobie telefon, różne tam telefony i tak dalej. I tutaj jest kluczowe, bo trudno mi jest wytłumaczyć, jak ten barak wygląda, więc będę się starał to wytłumaczyć. Czy to jest taki barak, który można spotkać na przykład na placach budowy? Coś takiego?
Nie, nie, nie. To jest budynek murowany. To jest w ogóle bardzo stary budynek, bo to najprawdopodobniej w Krakowie mamy te poaustriackie jeszcze tam, nie wiem, forty, koszary i tak dalej. I to najprawdopodobniej są jeszcze jakieś poaustriackie budynki, ale co to było kiedyś? Trudno powiedzieć. Natomiast to jest długi murowany barak, gdzie on jest długi a wąski tak jakby, i jest w nim rząd pokoi po jednej stronie tego baraku, a druga strona tego baraku idzie-- drugą stroną tego baraku idzie korytarz. Z tego korytarza wychodzą okna na zewnątrz tego baraku, na teren tego całego kompleksu, tej jednostki całej. A ja siedziałem po drugiej stronie jakby w pomieszczeniu, mając otwarte drzwi na ten korytarz i widząc okna na przeciwległej ścianie właśnie, czyli cały rząd jakby okien. I tam cała, cała ta moja, całe to moje zadanie w nocy polegało na tym, żeby po prostu odebrać telefon, jak będzie taka potrzeba.
Więc nieraz tam się zdarzało, że-Ktoś-- można było tam zasnąć na chwilę, nie? Czy na stole, czy tam zmrużyć oko i tak dalej. I ja tak siedziałem, siedziałem przy tym takim biurku z tym stolikiem i położyłem tak głowę na, na stoliku, na ręce. I nie wiem, czy ja zasnąłem, czy ja jakaś taka drzemka, czy co. W każdym razie jak podniosłem głowę i popatrzyłem się w szybę na przeciwległe jakby ścianie przez drzwi, ale tak pod skosem to jest trudno wytłumaczyć. To zobaczyłem swoje odbicie w tej szybie. Zobaczyłem swoje odbicie i patrzyłem się w to odbicie przez dobrą chwilę. Ja nie wiem, ile to mogło trwać, bo trudno mi jest określić czas, ale to mogło trwać, nie wiem, minutę, dwie.
Trudno powiedzieć, bo w takich sytuacjach czas trwa trochę inaczej niż, niż normalnie. I zorientowałem się po jakimś czasie, że to odbicie nie ma, że nie ma fizycznej możliwości, żeby to było moje odbicie. Ale widziałem siebie w tej szybie i w momencie, jak się patrzyłem w tą szybę i w to swoje odbicie. Zobaczyłem też, że za tą szybą, a okna od tego baraku są mniej więcej na wysokości około parapety dolne są mniej więcej na wysokości około pół metra od ziemi. Także gdyby dorosła osoba stanęła po drugiej stronie, to myślę, że parapet od okna by miała gdzieś w połowie uda. I zobaczyłem przez to okno również mojego kolegę, z którym ja wtedy pracowałem. Natomiast tak jakby on klęczał za tym oknem, więc widziałem swoje odbicie, które się na mnie patrzyło, ale nie było możliwości, żebym akurat w tym oknie się odbijał, bo ono było po skosie i ja-- i do mnie to doszło dopiero gdzieś po około piętnastu czy dwudziestu sekundach patrzenia się na to odbicie i tego mojego kolegę, który nie miał prawa tam być, bo to była sobota wieczorem, a nawet w nocy to on już dawno był w domu. To był poważny gość, który na pewno by nie przyszedł tam w nocy o dwudziestej tam drugiej czy trzeciej.
Klęczącego za tą szybą. I ja się patrzę i mnie zmroziło. Mnie zmroziło, jak się zorientowałem, że ten widok, który ja zobaczyłem tam za oknem, jest po prostu zupełnie bezsensowny i nie ma prawa, nie ma takiej możliwości, żebym ja to widział.
I wpatrywałem się w to przez dobrą chwilę i zastanawiałem się, co się właściwie dzieje w tym momencie. I po jakichś dwóch minutach być może wpatrywania się w to, bo tak mnie zmoczyło, że nie byłem w stanie się ruszyć. Ten widok gdzieś się rozmył, po prostu się rozmył, tak jakby znikł.
Jakby nagle stało się okno przezroczyste i widziałem za nim to, co tam miało być. Czyli tam były jakieś drzewa, żywopłoty i tak dalej. I to całe odbicie, ta cała scena, którą widziałem w tym oknie, po prostu zniknęła. I to jest wszystko.
Natomiast było to tak nierealne, a jednak widziałem to, że, że po prostu długo się nosiłem z tym, żeby do państwa zadzwonić z tym, no jak pracowałem jeszcze, teraz już jestem na emeryturze, więc już nie sądzę, żeby mi to mogło w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Natomiast no wtedy jak pracowałem, to raczej nie mogłem zadzwonić, bo jeżeli mnie ktoś rozpoznał, to mógłby pomyśleć, że coś jest nie tak z moją psychiką.
I to całe, i to całe zdarzenie. To jest to całe zdarzenie. Natomiast jeszcze, jeszcze co dodam, to takie plotki chodziły, że tam co jakiś czas ktoś coś dziwnego widział właśnie podczas tych dyżurów nocnych, jakiś nie wiem, zarys postaci, jakieś huki, jakieś stuki i tak dalej, i tak dalej. No ale to dopóki tego nie zobaczyłem, to wydawało mi się, że to są takie a takie bajania, nie? Takie coś, ktoś gdzieś tam stuknął, coś tam coś puknęło i ten cały budynek też pewnie gdzieś tam, nie wiem, osiadał czy coś i może po prostu stąd się to brało.
Natomiast jak to zobaczyłem, to mnie to zmroziło. No później pamiętam, że miałem swój pokój. To była gdzieś godzina dwudziesta trzecia, ja tam dyżur pełniłem do godziny chyba ósmej rano. Wziąłem ten telefon, pozamykałem wszystko, poszedłem do pokoju, zamknąłem się do pokoju, w pokoju i poszedłem się położyć. I już jakoś tam do rana dotrwałem. Natomiast no byłem w szoku. Byłem w ciężkim szoku.
Zwłaszcza że no mówię dziwna sprawa, skojarzyło mi się, pomyślałem co to jest, co ten kolega? Myślałem zadzwonić do tego kolegi, może co on robi, czy czy wszystko z nim w porządku? Czemu on się tutaj mi gdzieś pokazał w jakiś dziwny sposób, ale, ale stwierdziłem, że raczej nie będę niepokoił o dwudziestej trzeciej nikogo.
No później w poniedziałek się z nim spotkałem i wszystko w porządku. Także taka dziwna, taka dziwna sytuacja. No chyba raczej nie robiłby sobie z pana jaj, prawda? Nie, nie, nie. Niemożliwe. Znaczy, no nierealne. A nawet jeżeli, to by powiedział powiedzmy później, nie wiem, zadzwonił do mnie i haha, ale cię przestraszyłem. Albo, albo w poniedziałek ten-- nie jego tam nie było. Tak samo to moje odbicie w szybie, no nie mogło zaistnieć, bo to nie było na wprost mojego tego pomieszczenia. No fizycznie niemożliwym jest zobaczenie odbicia w tej szybie pod tym kątem i w taki sposób, w jaki ja to zobaczyłem. Więc, więc, więc nie mam pojęcia zielonego, co to było. Jeżeli dobrze zrozumiałem, to, to wyglądało tak, jakby odbicie, które miało się odbić w oknie naprzeciwko pana pokoju, przeniosło się dalej. Tak?
Tak, tak, tak, tak, tak, coś tego typu. Ja się patrzyłem do okna na skos od tego pomieszczenia, w którym siedziałem i tam zobaczyłem pierwszy. Pierwszy, jak podniosłem głowę, to zobaczyłem moje odbicie, a po jakichś paru sekundach zorientowałem się, że to odbicie tam nie ma prawa w ogóle, w ogóle być. No i później wpatrując, patrząc się na to odbicie, zorientowałem się, że tam jest też ten mój kolega, który też tam nie ma prawa być i po prostu po jakiejś chwili nie potrafię powiedzieć, jakie wpatrywanie się w tego-- to się po prostu rozmyło tak jakby, tak jakby się rozmyło, tak jakby zniknął ten obraz nie w jednej sekundzie, ale tak jakby się on rozmył, tak jakby po prostu powoli wyblakł, a pojawiło się to, co faktycznie przez to okno powinno być widoczne po drugiej stronie okna.
Ja tutaj się tak zastanawiam, próbując odsiać wszelkie jakby racjonalne wytłumaczenia tego zdarzenia. Czy tu czasem nie powstał tak zwany efekt krwawej Mary, czyli zniekształcenia spowodowane patrzeniem się długi czas w jeden punkt?
Nie sądzę. Ja bym bardziej to-- ja nie sądzę, dlatego że ja się w ten jeden punkt nie patrzyłem. Ja się pierwsze co zrobiłem jak podniosłem głowę, bo ja tak drzemałem, nie wiem, leżałem na tym biurku siedząc, siedząc tak jak siedzi, nie wiem, w szkole na lekcjach spało kiedyś to, to, to, to, to, to było pierwsze, co ja zobaczyłem. To ja pierwsze zobaczyłem to, a następnie dopiero się zorientowałem, że to nie ma prawa tam być. Jedyne, co mi przychodziło do głowy.
Zresztą chyba też pan w swoich audycjach wspominał na temat tych hipnagogii, tak? To jest-- te, takie zdarzenia okołosenne, takie różne rzeczy. Tylko, że tego typu rzeczy ja mam wrażenie z mojej jakby, nie wiem, doświadczenia czy ten one są bardzo krótko trwające, bardzo krótko trwające, nie wiem, słychać jakiś głos nagle jak człowiek zasypia i tym podobne. Natomiast tutaj to trwało.
Tutaj to trwało około paru, no nie paru minut, bo parę minut to może być ten. Myślę, że ze dwie minuty to mogło trwać minutę, dwie minuty, bo ja zacząłem trzeźwo myśleć po prostu o tym, co to jest.Co, co się właśnie dzieje, nie?
Rozumiem, że nie był pan wówczas jakby zmęczony, nie był pan jakiś przysypiający? Wszystko było. Wszystko było okej? Znacni nie, byłem. Byłem, byłem prze-- znaczi, no byłem zmęczony, byłem prze-- znaczy, byłem, no przysypiający, bo to już było dosyć tak późno w nocy. Także, także byłem, byłem. Natomiast nie jestem pewny, że to mi się nie przyśniło, bo jakby mi się to przyśniło, to ja bym jakby się...
Byłem zmęczony. Właśnie dlatego ja, ja staram się wykluczyć to, co jest jakby no na, na, na, na nie i tutaj jakby nie mogę, bo ja nie podniosłem drugi raz głowy, ja się nie obudziłem po raz drugi, że, że obudziłem się we śnie, popatrzyłem się w to okno i później jeszcze raz oko, czy śniło mi się to? To tak nie było. Ja podniosłem głowę i się patrzyłem w jeden-- tak ja to pamiętam i ja to pamiętam doskonale, bo, bo wryło się to w moją pamięć bardzo. Patrzył pan tak w jedno miejsce, bez jakby skupiania się na jednym punkcie, tak? Te oczy trochę wędrowały, tak?
Nie. Ja podniosłem głowę, bo te okno, które jest pod kątem. Ono też było obok drzwi wejściowych. Tam są takie też drzwi wejściowe i przeważnie ja tam nieraz patrzyłem. Wie pan, jak siedziałem tam w pracy, czy tam nie wiem, drzwi są zamknięte, czy, no, trzeba było i podniosłem głowę i popatrzyłem w to, w to miejsce i tam to zobaczyłem po prostu. Także- Kolega był przez ten czas widoczny jak, tak jakby fizycznie tam przyszedł, tak?
Tak jakby fizycznie tam przyszedł i tak jakby nie wiem, siedział na czymś albo uklęknął za oknem. Także tak jak mówię, te okna były mniej więcej na wysokości powiedzmy metra. Dolny parapet był na wysokości metra. Natomiast ten kolega był widoczny tak, tak jego popiersie można powiedzieć, było widoczne. Więc to było tak widoczne, jak gdyby on siedział na czymś albo klęczał za oknem.
No można podejrzewać, że gdyby chciał pana nastraszyć, to by to zrobił w bardziej, powiedzmy, jakiś tradycyjny sposób, a nie tak... Tak. Przyszedł, uklęknął w jednym miejscu i n-nagle się schował, prawda?
Tak, tak. Zresztą, no nie ma takiej możliwości, bo, bo, bo później pracowaliśmy razem jeszcze przez dobrych, no nie wiem, pięć lat. I nigdy, nigdy w ogóle nie, nie rozmawialiśmy na ten temat. A jeżeli miałby to być-- zresztą byliśmy, no ja w tym momencie mam czterdzieści cztery lata, wtedy miałem powiedzmy trzydzieści sześć i on też około więc byliśmy, no to poważny facet, nie?
Z rodziną, z dziećmi. Na pewno spędzał sobotę z żoną i z dziećmi, a nie chodził do pracy przestraszyć kolegę, który żyje to raczej nie wchodzi w grę. Czy jest szansa, że też byłoby widoczne jak, jak się, jak już się zabierał z tamtego miejsca, tak? Tak, tak, ale. Ale to w ogóle moim zdaniem odpada. To odpada, żeby, żeby ktokolwiek tam przyszedł i straszył. Nie wiem, robił kawały o tej godzinie w nocy i później w ogóle się nie ujawnił, tylko, nie wiem. Już by-- jeżeli już, to myślę, że ktoś by przyszedł i tam, nie wiem, zapukał do okna. Za pięć minut wszedł i powiedział "cześć", ale się przestraszyło. Na sztuczkę coś takiego nie miało miejsca. Nasunęło mi się troszeczkę takie skojarzenie z-z duchami z Alcatraz, i z podobnych miejsc z historią, czy coś wiadomo o historii tego budynku?
O historii to no tyle, że to są jakieś austriackie najprawdopodobniej coś związane z wojskiem. No bo tutaj w Krakowie były te koszary i wojska austriackie. Są fortyfikacje, jakieś tam koszary ułanów i tak dalej, i tak dalej. I to prawdopodobnie należało do, do tych tych wojsk, wojsk austro-węgierskich.
Było już tam prawdopodobnie remontowane. Nie wiem, dziesięć razy od tego czasu i tak dalej. Natomiast no taki budynek dosyć stary. No a tak, to później chyba cały czas należał do jakichś tam, nie wiem, żydowskich Milicji Obywatelskiej za komuny czy, czy coś tego typu.
No to tak mi się teraz nasunęło na myśl, że to może jakiś-- może się zmaterializował jakiś prawda strażnik czy jakaś inna osoba, która, której praca polega na staniu długi czas w jednym miejscu, tak? Całkiem prawdopodobne. Tylko że dziwi mnie, że to widziałem jakby swoje odbicie i później widziałem-- znaczy i w tym samym momencie widziałem tego mojego kolegę, którego ja rozpoznałem, bo to był, znaczy był, no jest mój dobry kolega, którego ja bardzo dobrze znałem, nie? Rysy twarzy i wszystko było widoczne. Także tu bym się nie pomylił co do, co do, co do-- kto to był.
Pan wspominał też o jakichś innych zdarzeniach, które tam miały rzeczywiście- Tak, tak. -miały mieć miejsce. Czy zna pan może jakieś szczegóły? Czy to były takie ogólne, że tutaj straszy, tutaj jakieś dźwięki słychać, tutaj coś? Wie pan, no znaczy to-- tam jest tak, że-- przynajmniej tak było jeszcze te parę lat temu, że tam właśnie w tę noc sobotnia, piątkowa, niedzielna tam nikogo nie ma, tylko przychodzi jeden tam pracownik ****** i siedzi na takim dyżurze sam w tym budynku. Tam przeważnie nikogo więcej nie ma. Zamknięty jest ten budynek, tam nie ma wejścia od zewnątrz, jak się zamknie od wewnątrz. I tam mówili różni-- tam kilku chłopaków ode mnie z pracy mówiło, że jeden tam wyszedł na korytarz z tego pomieszczenia i wydawało mu się, że gdzieś tam na drugim końcu korytarza postać jakaś wchodzi do pokoju innego na przykład, nie? Drugi tam znowu gdzieś przysnął i odwracał się akurat z boku na bok. Obudził się i miał wrażenie, że ktoś nad nim stoi. Trzeci coś tam znowu jakieś stuki słyszał. No, ale stuki w starym budynku to można tłumaczyć na, na dziesięć różnych sposobów. Także z tego, co pamiętam, to takie coś, że ktoś coś zobaczył oprócz tego mojego. No, to teraz mi się przypominają te, te dwie, te dwie historie. Jeden, który wydawało mi się, bo to wszystko jest takie-Takie płynne, że nie, że widziałem faceta ubranego tak i tak, tylko że po prostu wydawało mu się, że ktoś wchodził gdzieś do innego pokoju. Bo to był taki rząd pokoi wzdłuż korytarza. Więc wyszedł z tego pomieszczenia, w którym siedzieliśmy zazwyczaj mając ten dyżur. I daleko, daleko, ale w ciemności, bo przeważnie tam wszystkie światła mieliśmy zgaszone.
Widział człowieka, który wchodził gdzieś tam do pokoju, kawałek dalej, jakieś powiedzmy, nie wiem, piętnaście metrów dalej. No a drugi gdzieś tam się właśnie spał, bo nawet już nie pamiętam, czy on był na dyżurze, czy przyszedł, jakoś spał tam w swoim pokoju, bo to mieliśmy swoje pokoje tam, w których też były łóżka. I przewracał się gdzieś tam z boku na bok i miał wrażenie, że ktoś nad nim stoi. Ale to po prostu się prawdopodobnie rozbudził i trudno powiedzieć, co to było. To wszystko takie jakby bardzo płynne. Nikt, nikt tam takich konkretów jakby nie mówił, żeby tam jakaś tu postać- No i troszkę takie, takie mgliste też, tak? Tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak.
Natomiast no trudno powiedzieć, ile tam ludzie, bo ja też jak to zobaczyłem wtedy, no to nikomu tego nie opowiadałem ze względu na wątpliwości co do tego, jak to może być odebrane, nie? No bo myślą no facet siedzi, odbiło mu.
No to jest-- wykonywał pan zawód wymagający dużego zaufania społecznego, tak? No, no między, między, między sobą. Tego typu zdarzenia, opowiadanie o tego typu obserwacjach może zniszczyć karierę. Krótko mówiąc.
No może zniszczyć i może być człowiek później brany jako niespełni, nie wiem, gdzieś tam wysłany na dodatkowe badania czy coś takiego, ale oprócz tego raczej nic tam takiego się więcej nie działo. To był ten jeden raz wtedy. No i było to tak absurdalne, że po prostu nie wiem, co o tym myśleć.
Znaczy nie wiadomo, jak to traktować. Kiedyś słuchałem w radiu, a to akurat nie w Paranormalium, tylko zdaje się, to było na kanale. Tam to jest chyba też współpracujący z Radiem Paranormalnym, ten pan Piotr Cielebiaś, nie? Mhm, tak.
Zdaje się. I on kiedyś rozmawiał, bo mi się to skojarzyło. W ogóle to była ostatnia audycja. On kiedyś rozmawiał, zdaje się, miał taki, taki, taką, taką pogadankę z Atorem na kanale Adola. I on opowiadał taką sytuację. On albo a to już nie pamiętam, któryś z nich, że dwóch facetów gdzieś poszło, gdzieś tam do lasu i zobaczyli jakiś obiekt. Nie wiem, wydawało im się, że to jest UFO i obydwaj ci mężczyźni widzieli co innego. Obaj coś widzieli, ale obydwaj widzieli co innego.
Tak jakby było to na tyle nie do przyjęcia przez ich zmysły, że ich jakby świadomość wytworzyła inny obraz tego obiektu. To mogło być na takiej zasadzie, że był to jakiś obiekt bądź zdarzenie, które wykraczało poza zakres ich postrzegania, nie pasowało w ogóle- Tak.
-do ich pamięci, tak, do ich banku pamięci, Tak, tak, tak. Wskutek czego ich świadomości zinterpretowały z-to zdarzenie w tak dosyć mocno rozbieżny sposób, tak? Dokładnie. I-i ja się zacząłem po tym, po tym jakby tam słuchałem sobie tego, tego, tego wywiadu. Zacząłem się zastanawiać, bo ja bardzo dobrze pamiętam to wydarzenie, bo to było praktycznie jedno takie wydarzenie w moim życiu. Tam miałem jakieś pomniejsze, ale tam jakieś tam stukania, pukania i nieważne. Natomiast to jedno zdarzenie sobie zapamiętałem i cały czas o tym myślę, ale nie znalazłem żadnego wytłumaczenia na to nigdy. I-i się zastanawiałem, co, czy coś tam faktycznie za tym oknem było i możliwe, że na tej samej zasadzie ja widziałem coś, co tak naprawdę było coś kompletnie innym. Nie wiem no, jak to tłumaczyć.
No można to wytłumaczyć w taki sposób, że, że element w świadomości, który nazywa się interpretatorem, no nie mogą jakby znaleźć dopasowania w banku pamięci do tego, co pan zobaczył. Więc, no troszeczkę to zniekształcił i wstawił w to miejsce jakby pana kolegę, tak? I pana.
mhm, mhm. Na takiej zasadzie to można tłumaczyć. To jest jedna z możliwych, takich, takich tłumaczeń. Często przy takich właśnie przypadkach. Prawdopodobnie no, jakoś tak można próbować. W każdym razie, no tak jak mówię, że było to absurdalne po prostu, co zobaczyłem i tym bardziej mnie to zastanawia, bo może gdybym zobaczył, nie wiem, jakąś postać, którą, której nie znam, a nie wiem, ubrana w jakiś tam dziewiętnastowieczny strój, to może bym po prostu stwierdził, że aha, widziałem ducha . Natomiast to było tak oderwane od rzeczywistości, że trudno cokolwiek o tym myśleć.
Dobrze, to w takim razie dziękuję, że chciał się pan podzielić tutaj tym, no, dosyć osobliwym zdarzeniem. Osobliwym to na pewno. Pana zawód wtedy wykonywany jakby potwierdza to, że, że potwierdza prawdziwość tego zdarzenia. Cokolwiek to było, tak?
Tak, tak, tak. No tak myślę, tak myślę. No myślę, że musiałem mieć zdrowy umysł, żeby w ogóle pełnić ten zawód, więc- Często rozmawiam z ludźmi, którzy wykonują właśnie takie zawody wymagające dużego zaufania. Często zgłaszają się na przykład kierowcy ciężarówek, którym też no powiedzenie publicznie, bez zniekształcenia głosu o takiej historii, o jakimś dziwnym zdarzeniu, też mogłoby to złamać jakby karierę zawodową także.
No, myślę, że też musi tam być odpowiednio wszystko- Też, też, też- Tak jak powinno być, no. Muszą przechodzić okresowe badania psychiatryczne, no a podzielenie się czymś takim zakwestionowało, że tak ujmę, wynik badań pozytywny.
No na pewno, jeżeli by ktoś to skojarzył z daną osobą, no to mogłyby być problemy. Jednak jeszcze jest to w powijakach trochę . Tak, dokładnie. U nas przynajmniej. Mnie to zastanawia też jako jedno takie ważne zdarzenie, które-- jako osoba zainteresowana takimi rzeczami, a mam w tym momencie czterdzieści cztery lata, to porównując do niektórych, którzy nie wiem, do niektórych osób, które dzwonią i mają różne, nie wiem, po kilka obserwacji różnych dziwnych rzeczy w życiu, to ja miałem tą jedyną, znaczy miałem takie pomniejsze, ale tak jak mówię, no to nawet trudno być pewnym, co to było. Więc, więc nawet o tym nie wspominam. Natomiast no to było jedyne takie coś, co mi się przytrafiło, co spowodowało, że się do dzisiaj nad tym zastanawiam.
W drugiej części dzisiejszej audycji przenosimy się do Zamościa. Rzecz cała wydarzyła się na przełomie sierpnia i września 1994 roku. Dwóch ochroniarzy strzegących tamtejszych murów obronnych doświadczyło obecności czegoś, co najwidoczniej postanowiło się nimi zabawić.
Moja historia dotyczyła chwile około trzydziestu lat temu. Ja jestem byłym pracownikiem państwowej firmy ochroniarskiej. Dotyczyło to takiego pewnego zdarzenia, to ja mam, miałem pracę z bronią. Także tutaj byłem dowódcą zmiany czwarty i miałem dyżur nocny z kolegą, takim też z bronią. Zaznaczam, że to było w godzinach nocnych.
Obiekt, który pilnowaliśmy to był na terenie dawnych murów obronnych, przy murach obronnych miał, miało zdarzenie. Był częściowo oświetlony tylko od podwórza. A jaka to była miejscowość? Powiem wprost Zamość. On leży na akurat na skraju, tamten obiekt na skraju murów obronnych i tam jest historia bardzo ciekawa. Na przestrzeni wieków były tam i oblężenia od czasów Chmielnickiego, później okres wojen napoleońskich aż po drugą wojnę światową. Dotyczyło to tej sytuacji yyy w pewnym ymm naszej. Miałem tam dyżur nocny i obiekt jest taki, był wtedy, trzydzieści lat temu, trochę inaczej niż wygląda w tym momencie, ponieważ tam trzydzieści lat temu był sad taki. No on był akurat piętnaście metrów, takich było ciemno, yyy w tym miejscu było. Latarnia świeciła, bo muszę to opisać, bo to jednak ma swoje znaczenie. Latarnia świeciła na podwórze, a poza latarnią tam było dosłownie ciemno.
I to zdarzenie, które nastąpiło, było o tyle zaskakujące dla mnie, ponieważ tam fizycznie nie można było się dostać, jak inaczej przechodząc koło nas, koło placu, bo były mury obronne, spadek chyba z sześć, siedem metrów. W ciągu dnia tam byłoby bardzo ciężko przejść. Ale już do kolei, po kolei, do czego zmierzam. I mieliśmy dyżur nocny. Praca z bronią jak zaznaczyłem. Do około godziny pierwszej w nocy to było gdzieś tak sierpień wrzesień.
Wyszliśmy obydwaj na obchód dookoła budynku, zgodnie z regulaminem i tak dalej. Dochodząc do lampy od strony ogrodu nastąpiło ciekawe zjawisko. Zaczął dzwonić dzwoneczek. Było to na początku tak niesłyszalne, ale bardzo taki, jakby było kryształ czy jakiś złoty taki dźwięk taki. Widać, że to było bardzo delikatne.
Ja z początku myślałem, że może coś, przesuszałem się, a okazuje się, że kolega tak samo. Zatrzymał się i tak się patrzymy po sobie. I tutaj nastąpiło coś ciekawego dla mnie. Ten dzwoneczek zaczął przybierać na sile ten dźwięk. To narastało z takiego bardzo delikatnego dźwięku do wręcz takiego efektu, że w uszach brzęczało i to narastało jakby to w naszą stronę, to ten dźwięk szedł do takiego stopnia, że no ja miałem kaburę przy sobie z bronią z P64. Kolega tak samo. Nałożyliśmy te ręce sobie, włożyliśmy na tę kaburę w razie czego, bo sytuacja była dla nas bardzo taka, bardzo tajemnicza. Kolega też się na mnie patrzy, ja na niego. Ja jak mówię o tym, to aż mi ciarki przechodzą, bo takiego zdarzenia nigdy nie miałem, mimo że trzydzieści lat przepracowałem jako pracownik z bronią i tak dalej w tej firmie i myśmy się wycofali pomału, patrząc, co się dzieje z tego, z tych ciemności, gdzie jest ten taki, taki półdziki był ogród. Tam były zarośla.
Weszliśmy na wartownię, przesiedzieliśmy do rana, zastanawiając się, o co tu chodzi i patrzyliśmy, czy-- co to mogło być. Rano oczywiście poszliśmy sprawdzić tam na teren tego, tego ogrodu, ogrodu dzikiego, tam krzaki. Nie było żadnych śladów, tym bardziej że teren był, tam była siatka z drutem kolczastym i dosłownie pół metra taka była ścieżka wzdłuż, na górze tych murów obronnych, że można było w dzień ciężko byłoby bardzo niebezpiecznie przejść, a w nocy tym bardziej.
Zastanawialiśmy się, czy to aby ktoś jakiegoś żartu nie zrobił, ale fizycznie nie było możliwości takiego żartu zrobić, ponieważ ani żadnych jakichś odblasków czy jakichś innych jakichś hałasów, tylko ten dźwięk dzwonka. Ja to pamiętam do dnia dzisiejszego to rozmawiałem z kilkoma osobami, ponieważ gdybym ja tego nie zobaczył, nie usłyszał na oczy, to bym też za bardzo w to nie wierzył. A ten mały dzwoneczek zaczął narastać do takiej spotęgowanej takiego głośności, że to wręcz było nienaturalne. Było to dla nas, no i dla mnie, no niesamowitym takim doświadczeniem, które do tej pory nie mogę wyjaśnić, bo to jest takie no zdarzenie nienaturalne.
A tam było może coś, co mogło wydawać taki dźwięk? Nie właśnie. Tam tylko była linia prądu. Jak później tak tam szedł, szła linia taka z prądem, słup akurat tam linia przebiegała, ale żeby była tam jakaś, nie wiem, instalacja taka jakaś, czy ktoś żeby zamontował. Bo tak zastanawialiśmy się, że albo to może być jakiś głośnik, chociaż to był rok około dziewięćdziesiąty plus minus, tak jak mówię około trzydziestu lat. To było nienaturalne, tym bardziej że my tam staraliśmy się te swoje obowiązki wykonywać zgodnie z procedurą i te obchody, praca z bronią — tu żartów nie było. Tutaj wszelkiego rodzaju jakieś takie dziwne sytuacje, to byśmy to szybko wyjaśnili. Niemniej jednak z tej ciemności tam, co ten ogród był i bo lampa oświetlała nas niejako po prostu.To plac, yy, ten, ten manewrowy i budynek. Z tych ciemności ten dźwięk... On był taki bardzo, bardzo taki czysty, normalnie, jakby to nie wiem, kryształ. Najpierw to dzwo-- zaczęło dzwonić pomaleńku, tak cichutko i zaczęło w ciągu kilku sekund, to zaczęło tak narastać, że no wręcz nam w uszach to dźwięczało, jakby to było bardzo blisko. No byliśmy, no w lekkim szoku, bo mówię tutaj mamy broń, to wszystko to, yy, było, dla-- no zastanawiające i nic się nie pojawiło, ani żadne jakieś, mówię, jakieś tam światła czy coś. Nie, tylko ten dźwięk. To później, jak za godzinę wyszliśmy z wartowni, to już tam nic nie, nie się nie działo. Niemniej jednak zachowaliśmy jakąś ostrożność, z... A rano to już oczywiście jako dowódca zmiany to musiałem podejść, zobaczyć, co tam w ogóle było, czy tam coś, ktoś, jakieś ślady zostawił, czy coś. Tam nie było fizycznej możliwości wejść w ogóle, bo to teren był ogrodzony, drut kolczasty. Jedyne było takie przejście, tam półmetrowa ścieżka nad tymi kilkumetrowymi murami obronnymi.
Także tutaj taki ten przypadek był. My tak za bardzo o tym nawet w pracy nie rozmawialiśmy za dużo, bo żeby nie być tam posądzonym, że jakieś tam zmyślamy, fantazjujemy, bo mówię, gdyby ktoś mi też opowiadał, też miałbym wątpliwości, czy on dobrze, yy-- ktoś go nie nastraszył czy coś. Ale mówię sam dźwięk, ta jakość to byłaby dzisiaj może przy tych parametrach tych sprzętu audio te kwadroksony i tak dalej, to można byłoby brać to, że taka jakość można było uzyskać. Ale ten dźwięk był tak czysty, tak niesamowity, że-- i to narastanie gwałtowne, no to było szok. Domyślam się, że branża ochroniarska niejedno rzeczy mogłoby takie paranormalne, powiedzmy, albo takie tajemnicze historie opowiedzieć, bo mając dyżury całodobowe, to w tej branży to można różne rzeczy zobaczyć, jeśli się tam no wiadomo, w nocy się pilnuje, chodzi, obserwuje, obchody robi także no to, to był taki ten przypadek właśnie szczególny.
Ja sobie próbuję jakoś wyobrazić, jak ten dźwięk mogło brzmieć, czy to było takie, takie, taki bardziej jakby dzwoneczek, taki ping, ping, ping, ping, ping, ping ping, czy bardziej takie pikanie? To taki jak dzieci na komunie czasami, yy, tak mają te takie dzwoneczki, takie delikatne. To jeszcze było delikatniejsze i to najpierw było tak cichutkie. Najpierw były takie pojedyncze takie dzwonienie i on coraz bardziej narastał aż do takiego głośnego efektu, że to w naszą stronę normalnie ten dźwięk szedł, jakby były jakieś tam głośniki, nie wiadomo jakie umieszczone. No to zatrzymaliśmy się z kolegą. Ja patrzę się na niego i mówię Słyszysz to, co ja słyszę? Bo ja myślałem, że może u mnie coś jakieś tam problemy ze słuchem. A on też oczy, oczy miał takie też, bo to był francista milicyjny, też był. I to człowiek poważny. Mówię, też był przestraszony w pewnym stopniu, bo nie wiedzieliśmy, co to w ogóle jest, bo takiego zjawiska jeszcze do tej pory nie spotkaliśmy na, na swoich dyżurach, bo ja tam przecież trzydzieści lat pracowałem w tej branży. Praca z bronią to różne rzeczy widzieliśmy i tak dalej, interwencje, ale takiego przypadku to do tej pory go mam zawsze na uwadze. Jak sobie tak właśnie słucham waszej audycji, to sobie tak pomyślałem, że z chęcią bym się podzielił tym, tym zjawiskiem, bo mówię ten dzwonek, ale to, ta-- to mówię, to był taki czysty jakby kryształ, no takie najpierw delikatne, a później nastąpiło taka eskalacja tego dźwięku w naszą stronę.
Tylko to trwało, to mówię, no chyba ja wiem, dziesięć, piętnaście sekund góra, bo myśmy się wycofali. Ten dźwięk później, chyba tak jak zobaczyli-- bo nie słyszeliśmy tego, tam było okno uchylone, ale nie słyszeliśmy, żeby już to dzwoniło.
To tylko w promieniu tych kilkunastu metrów nastąpiło takie zdarzenie. A panowie mieliście wrażenie, że to jest jakieś, że źródło tego dzwonienia jest jakby jakoś oddalone od was, czy ono brzmiało tak, jakby było tuż obok was?
To znaczy to było dosłownie jakby z tych, yy-yy, gąszczy tego ogrodu. Tam taki dziki ogród był, rósł i tak jakby to dosłownie z tych ciemności ten dzwonek nawet tak mniej więcej ja sobie-- bo tak słuchałem ten-- tam była taka skarpa, takie, takie jeszcze zejście do piwnicy, taka, takie, taki magazynek i te zarośla. I właśnie dosłownie z pewnego momentu, jakby miejsca, jakby to narastało z tego miejsca w szczególności słychać ten dzwoneczek, ale mówię, to było najpierw cichutko, a później narastało, to, to tak nastąpiło gwałtowne przyspieszenie tego dźwięku i takie wibracje. No, byliśmy naprawdę zaskoczeni. Oczywiście na drugi dzień tak zastanawiałem się, czy pisać jakiś raport, meldunek, ale co to by dało, jak nie ma żadnego dowodu, żadnego tam próby, gdyby ktoś naruszył miejsce na przykład na obiekt wszedł, było widać, że jakieś tutaj ślady albo kogoś byśmy zatrzymali.
Nie, tego nie było. Pojawił się tylko dźwięk. Kilkanaście sekund góra on trwał i nastąpiło. No i skończyło się to. No w jaki sposób to się skończyło? To jakby stopniowo zanikało, czy tak jakby ktoś wyłączył pstryczek elektryczek i znikło po prostu?
Właśnie tutaj do końca, bo myśmy się wycofali tam ile? Kilkanaście metrów, poszliśmy do wartowni, budynku wartowni. On był budynek okratowany, były podwójne drzwi. Później otworzyliśmy okno i po jakimś czasie także to już nic nie, nie, nie, nie, nie dźwięczało, ale, ale no ale mówię to tak z odejścia, w cofnięciu się do góry, a tam mówię dziesięć, piętnaście sekund, bo się stanęli chwilę, słuchali tego, co się dzieje, bo ja sądziłem i kolega, że albo ktoś tu przeszedł, no to musiałby być chyba bardzo jakimś, yy-yy, nie wiem, czy samobójcą, żeby się wdrapywać po tych, tym wąskiej ścieżce.Tutaj parę metrów po murach obronnych i tutaj jeszcze w dodatku nasza siatka firmowa i drut kolczasty, żeby przechodził i myśleliśmy, że może jakiś tam ewentualnie jakiś fanatyk by się trafił, że zaczął, ale nie, nie, to było tak- No, można jeszcze pożartować tak troszkę pół żartem, pół serio, że to może jakiś parkourowiec postanowił nocą jakieś przygody zaznać. To znaczy na szczęście to jeszcze było trzydzieści lat temu, także o takich-- na takich sprawach to nawet w ciągu dnia, bo mówię akurat ja tam trzydzieści lat pracowałem, to znam możliwości tam w ciągu dnia to bardzo niebezpiecznie byłoby wchodzić tamtędy.
Tam czasami dzieciaki biegali bardzo ryzykownie wzdłuż tej skarpy, ale w tym czasie to o parkourowcach nie było mowy. To, to gdyby mówię nawet ktoś chciał przeskoczyć przez płot bez latarki, bez niczego, bo tam nic się nie świeciło. A na to zwracaliśmy uwagę podczas obchodów w ciągu dnia i w ciągu nocy. To byłoby to w nocy.
To byłoby bardzo bez latarki nie jest się w stanie tam w ogóle przedostać. No nie, nie dałoby się w ogóle poruszać, prawda? Dosłownie, bo trzeba byłoby umieć w nocy wejść, bo latarkę byśmy zobaczyli. Jak ktoś wszedł bez światła, to tego się nie da inaczej. No i ryzykując wejście jeszcze drut kolczasty, tutaj siatka. No i ten gęsty ogród. To byłoby słychać, że ktoś się przedziera czy świeci sobie jakieś śmiechy. Nic, tego nie było. Pojawił się tylko znienacka. Tak. Najpierw bardzo słabiutki dźwięk, ale taki bardzo czysty, kryształowy wręcz. I pomaleńku zaczął narastać i coraz mocniej wręcz do takiego hałaśliwego dźwięku. No ale mówię, to trwało dosłownie kilkanaście góra sekund.
Dla mnie to było do tej pory, jak myślę o tym, to no skórka się jeży. O tak to powiem. No potencjalny intruz nie dość, że miałby trudność z samym wejściem tam, to jeszcze musiałby się wykazywać no chyba dosyć dużym rozeznaniem, jak ten teren w ogóle wygląda, żeby tam się w miarę płynnie poruszać. Właśnie o to chodzi i tylko takie jest pytanie po co? No kto by zyskał na przykład po ciemku mając jakieś nagrania? Ale mówię na warunki tamtejszych czasów 30 lat wstecz.
Nagrania jakieś puszczać? No byłoby bez sensu. Tym bardziej że nie było żadnej latarki, żadnych hałasów, jakichś tam miażdżenia tych gałęzi, jakichś tam, że ktoś chodzi. Nie. To tylko sam pojawił się dźwięk i to tak z jednego miejsca to szło, a ten dźwięk narastał. Ale mówię, on był tak kryształowy, że to ciężko sobie. No dla mnie to przypomina takie dzwoneczki jak na,na, na tych procesjach dzieci niosą i takie tymi dzwoneczkami, ale to jeszcze czystsze. On tak cichutko, cichutko i później jak zaczęło narastać to, to mówię no myśmy mieli troszeczkę pietra, mimo że praca z bronią tutaj broń przy pasie, ale to nie było takie proste, bo mówię z takimi rzeczami myśmy się nie stykali. No ale bardziej mówię no, gdyby było jakoś tam, to słyszeliśmy, że akurat ktoś tam na siatce się upiera jakieś hałasy. To jest niemożliwe, bo mówię skarpa parę metrów wysokości, mur obrony i tak dalej. Także tutaj to takie zdarzenie to mówię. No to było tylko jedno, o którym słyszałem, no i właśnie brałem udział niejako bezpośrednio, bo inaczej to wartownicy to ja miałbym-- miałem wgląd do raportów z dyżurów, powiedzmy na przestrzeni lat to nie było takich rzeczy, przynajmniej oficjalnie opisanych.
Ale tam się działo różne rzeczy z tego, co-- bo tam były tak zwane kazamaty, te podziemia. Także tutaj były takie miejsca akurat pod nami, tam gdzie-gdzie-gdzie tam pilnowaliśmy tego na skraju tego budynku i tam, no były różne historie, no ale pracownicy tam, gdzie jeszcze w tym budynku, gdzie, gdzie pilnowaliśmy, to tam od pracowników tak za bardzo nawet nie pytaliśmy się, bo to ludzie jednak z wiadomych względów nie za bardzo są zainteresowani opowiadaniem, żeby nie być posądzonym o śmieszność, że coś zmyśla, albo może jakieś tam inne historie. Także tutaj to mieliśmy, mówię ta historia to taka utkwiła mi do tej pory w pamięci. No i mówię tak się skończyło.
No i na szczęście nie było więcej takich przypadków o w ten sposób jeszcze. Pan to porównał do takich dzwoneczków na procesji, prawda? Bo tutaj mi się to skojarzyło i przynajmniej z tego, co ja kojarzę, do tych dzieci i tych dzwoneczków mają całe jakby naręcze. Nie wiem, jak to się nazywa fachowo, ale tam jest cały zestaw tych dzwoneczków. To brzmiało jako taki zestaw tych dzwoneczków czy jako jeden dzwoneczek? Jeden?
Nie, to był jeden dzwoneczek, taki dosłownie maleńki, kryształowy wręcz czy srebrny, bo ten dźwięk był tak czysty. No to właśnie mnie to tak zastanawiało. On był tak czysty, że jak zaczął narastać, on później zaczął zmieniać ten swój dźwięk na taki bardziej taki wibrujący, taki głośny. I to normalnie zaczęło otaczać ten dźwięk. No, takie były wibracje, że jak o tym mówię teraz, to aż mi tutaj ciarki przechodzą, ponieważ to, to było nienaturalne. O! Tak, dobre słowo. Gdyby to się działo w obecnych czasach, to wiadomo, można byłoby sobie nagrać kamerką dźwięk, głośność, takie zdarzenie. Rzecz charakterystyczna właśnie, że też poza dźwiękiem nie było żadnych jakichś tam światełek, rozbłysków, jak zakłóceń pracy lampy. No i chyba też nie było jakichś takich rzeczy typu czynnik ozon, prawda?
Coś, że całe otoczenie na czas trwania tego zdarzenia zamiera, tak? Tutaj tego nie zauważyłem yyy czy nie zauważyliśmy, bo tutaj w zasadzie to dotyczyło-- jak się to pojawiło, to mówię to kilka, kilkanaście sekund. My wyszliśmy z wartowni, po ile było dziesięć metrów i tak w połowie drogi do tej lampy zaczął się ten dźwięk dziwny. Także zdarzenie było naprawdę-- ale mówię, takiego zdarzenia nie miałem ani kiedyś, ani-ani potem, mimo że z wartownikami czasami rozmawialiśmy, nawet tymi, którzy przede mną zaczęli pracować tam wcześniej w naszej tej firmie, to nie pamiętali-- znaczy nie mówili, żeby coś takiego było.
Chociaż no mówię, no mówię, nie każdy tak opowiada, bo jednak praca z bronią, żeby nie być posądzonym, że jakieś tam zmyślenie, fantazjowanie później mogą mieć jakieś problemy także. Ale mówię, ja z kilkoma osobami na ten temat rozmawiałem, ale takimi, którzy akurat też coś tam słyszeli powiedzmy, interesują się właśnie nawet takimi audycjami, które państwo tutaj puszczacie, to ci to przyjmowali jako powiedzmy, jakieś ciekawe zjawisko. Z tym że akurat nie zetknąłem się z opisem takiego-- właśnie szukałem nawet w internecie, żeby znaleźć jakieś takie dźwięki, które się pojawiają znienacka. Znaczy w takiej formie, jak ja to miałem do usłyszenia, bo tutaj akurat były spełnione takie warunki, no, było ciemno, bardzo ciemno.
Tam praktycznie to lampa świeciła nam praktycznie w oczy, w naszą stronę, na plac, a tam za lampą to była ściana takiej no, ciemności. I z tego właśnie, z ciemności ten zwązek zaczął dzwonić. I mówię tu pół biedy, gdyby tylko dzwonił. Ale on tak zaczął narastać, zaczęło to nam normalnie wibrować w uszach. To było zastanawiającego. No to też musiało się dosyć mocno odbijać po murach, prawda? Tak, zgadza się, bo to mówię. Dla mnie to wręcz huczało. Ja tak to dobrałem i.
Ale to trwało właśnie, bo myśmy się wycofali.Twarzą do tego dźwięku, z ręką na kaburach. Bo to było zastanawiające, bo tutaj pilnowaliśmy tam i kasa, i tak dalej. Taka poważna instytucja do tej pory jest i zachowaliśmy tam jakoś tak w miarę czujność, co będzie się dalej działo.
Ale później, po godzinie, jak otworzyliśmy nawet to okno, to już. To już. Tego już nie było. To, to trwało kilkanaście sekund. Bo. Ale mówię dźwięk był na końcu tak oszałamiający. No, że to, to, to, to mówię to chyba przy dzisiejszym sprzęcie, takim audio video, jakieś tam te, te stereo, jakieś mikrofony, głośniki to można byłoby uzyskać takie efekty, ale wtedy to, to mówię od takiego małego dzwonka. Tym bardziej mówię, nie było możliwości wejścia i wyjścia później, bo tak samo ani światła, ani jakichś tam odgłosów.
Tego się nie dało tam w ogóle zauważyć, usłyszeć. No, gdzieś ten intruz ewentualny musiałby się ulotnić. Trudno było, żeby się ulotnił niezauważony, tak? No tutaj kamer wtedy jeszcze nie było, bo gdyby to było, to można byłoby wtedy jeszcze sobie.
Tak jak dzisiaj rozmawiam z panem, to można byłoby sobie to odtworzyć i zobaczyć tą całą sytuację z punktu widzenia kamery powiedzmy czy kamer, ale wtedy to jeszcze dopiero. To był dopiero początek tych zmian, jeśli chodzi o ochronę obiektów i tak dalej. Także to jeszcze było po staremu. Ale mówię no zdarzenie niesamowite dla mnie, bo mówię, ja lubię czytać, interesować się takimi rzeczami, ale wtedy też na swój sposób lubiłem takie historie, ale to, to mnie przerosło wręcz, bo mówię no, byłem zaskoczony tą nagłą sytuacją, gdzie myślałem, że o, zrobimy obchód do godziny tej 6:00 rano posiedzimy w spokoju, a dobrze, że wyszliśmy we dwóch, bo gdybym był sam, ja bym wątpliwość, czy ja w ogóle dobrze, co się dzieje? A tutaj kolega tak samo był. Miał oczy takie w strachu jak ja i patrzymy, co tu się tego. A tutaj ten dźwięk narastający jeszcze, bo gdyby to był mały dźwięk, można by pomyśleć, że gdzieś tam daleko, daleko, tam spoza murów, tam. To już takie, takie łąki, linia kolejowa, że to może coś z daleka, tam jakieś odgłosy. A to był normalnie z tych ciemności, z tego ogródka nagle się pojawił ten bardzo maleńki dźwięk narastający. To dawało do myślenia. Nawet do tej pory zastanawiałem się, co to może być, ale jakoś nie doczytałem się właśnie w tych różnych informacjach na temat takich różnych zdarzeń. Temat takiego dźwięku, powiedzmy pojawiającego się niby znikąd w ciemności i który narasta. Chyba że może któryś ze słuchaczy miał podobno jakiś taki przypadek, bo jakoś nie zetknąłem się z taką, z takim, z taką informacją na ten temat. A temat też jest ciekawy. No taki wyjątkowy dosyć dla mnie.
A próbowaliście panowie ustalić, z czy, jakoś, z którego kierunku ten dźwięk dochodził, czy z którego konkretnie punktu bardziej precyzyjnie? Mniej więcej miałem to, bo mówię. Rano sobie spokojnie podeszłem do w tym tę część tego ogrodu i mniej więcej miałem to tak wypośrodkowane to miejsce i tam nie było za bardzo-- zwykła ziemia, trochę, trochę tych krzaków, siatka ogrodzeniowa, z- i nienaruszona, włącznie z tym drutem kolczastym. Mówię, w, w dzień ciężko, tam bardzo niebezpiecznie po tej ścieżce, po drugiej stronie, na tej skarpie dosłownie to jest ile? Metr szerokości, nawet mniej, było chodzić. A w nocy bez oświetlenia to jest w zasadzie niemożliwości, bo można naprawdę sobie było nogi połamać albo jeszcze coś więcej. Nawet mając latarkę, o tak to powiem, ale latarki nie było widać. Nic w ogóle tam także tutaj.
Skończyło się tylko na tym, że obeszłem. Koledze też powiedziałem, że tutaj idę zobaczyć, co tam w ogóle było, co to, co to jest, ale tam nic nie było. No dosłownie żadnych śladów takich powiedzmy, żeby tam jakieś były naruszenie siatki czy coś. Nie, nie, nie, to, to w tych tematach to u nas tam była dyscyplina dosyć taka mocna i tutaj staraliśmy, tym bardziej, że byłem dowódcą zmiany warty. Tam już te nazwy się zmieniały na przestrzeni lat. I tutaj nie ukrywam, że staraliśmy się tam wyrobić swoją robotę, taką ochroniarską, w miarę posiadanych możliwości i kompetencji. Ale no mówię, zaznaczam, bo praca była z bronią, to, to tutaj naprawdę nie było żartów.
No praca ochroniarza z bronią to też jest taka, taka robota, jednak wymagająca mocnego zaufania, prawda? Dosłownie. A co jeszcze w tamtych latach to tym bardziej, bo ja rozumiem, że dzisiaj niektórzy ochroniarze są traktowani-- myślą, niektórzy: "O, ochroniarz to taki dozorca", a my trochę byliśmy w tej instytucji, takiej państwowej, gdzie to była praca z bronią i trochę inaczej się nazywa. Ale mówię branża ochroniarska, tak żeby już uogólnić, powiedzmy i także tutaj staraliśmy się w miarę możliwości takie sprawy wyjaśniać.
Z tym, że też nam przełożeni mówili na szkoleniach, że jak-- żeby bez-- nie wchodzić w takie tematy, gdzie jest duże zagrożenie i nie wiadomo za bardzo, co się dzieje. Lepiej mieć, powiedzmy, pole do obserwacji, a w ciemności to... Akurat wtedy nie wzięliśmy latarki. To jest następny element, bo oświetlony plac. Nikt tam po tych zaroślach nie chodził, bo teren był, mówię - siatka, drut kolczasty, oświetlony budynek z trzech stron. Ale właśnie z tych ciemności to zaczęło się wydobywać ten dźwięk. Także tutaj to no było, było.
Było takie zastanowienie nad ranem, co to mogło być. I z tym kolegą, co miałem dyżur, to kilka razy o tym mówiliśmy, ale on też był zaskoczony. Tak to do tej pory zostało. A ja tak słucham waszego, waszej audycji. Tak sobie pomyślałem, że warto się podzielić tym moim doświadczeniem, bo, bo mówię takiego zdarzenia właśnie nie słyszałem, a mówię nurtuje mnie to do tej pory, ale pamiętam o tym i mam to na uwadze, ale jakoś nie. Na szczęście nie miałem więcej takich przygód, mimo że mówię trzydzieści lat przepracowałem w tej pracy i tak to się zakończyło.
Tutaj mi się jeszcze skojarzyło z takimi relacjami, gdzie takie dźwięki, dźwięki różnego rodzaju towarzyszą pojawianiu się obiektów UFO. Dlatego, że też te obiekty raz są widoczne, raz są niewidoczne. Jakieś źródło ten dźwięk musiał w każdym razie mieć. A ten-- nie mieliście panowie jakoś wrażenia, że ten dźwięk jest w jakiś sposób nakierowany na was?
Tak, z tym że ten, jak on zaczął narastać w naszą stronę, to-I wtedy już ja, już ja i kolega mieliśmy tę świadomość, że to ten dźwięk idzie w naszą stronę wręcz i nas otacza. Z tym, że no to było tak niespotykane i niespodziewane, że byliśmy zaskoczeni trochę, bo takich zjawisk to się na co dzień nie doświadcza i no nie patrzyliśmy w górę, tylko tam na poziomie oczu, w stronę tych zarośli, tych nieoświetlonych, tej ciemności, bo tam praktycznie była cała ściana, taka jakby czarna. I to stamtąd, z tego jednego punktu praktycznie to zaczęło się pojawiać ten, ten dźwięk, ale on był tak czyściutki normalnie on mi przypominał kryształ, jakby delikatnie stukać albo dzwoneczek i to zaczęło normalnie iść w naszą stronę. No ten dźwięk, no wibracje takie duże później nastąpiły, że do tej pory mówię mam to, mam to na uwadze. Wtedy byliśmy no z bronią służbową, to byliśmy nie jakoś tam przypadkowymi albo już nie daj Boże alkohol czy narkotyki. Nie, nie, nie.
Tutaj było to wszystko oparte na bardzo sztywnych zasadach. I dlatego mówię no, nie było możliwości konfabulacji, jak niektórzy tam, powiedzmy, zabawy wracają, czy gdzieś tam zasnął, gdzieś tam ktoś i coś mu się przyśniło. Nie tutaj do rana żeśmy przesiedzieli przy dobrej kawie, patrząc, a później wyszliśmy na obchody, ale już tego zjawiska nie było. I to już wszystkie historie przygotowane do dzisiejszego odcinka. Jak zwykle czekam na Państwa komentarze i opinie o opisanych dziś zdarzeniach. A jeśli macie jakieś swoje historie, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Na koniec tradycyjnie przypominam o najnowszym numerze "Nieznanego Świata" oraz o kanale tego czasopisma na YouTube, gdzie obok relacji z rubryki dotknięcie nieznanego i zapisów spotkań w Nieznano-światowej księgarni ukazują się również dźwiękowe wersje różnych innych materiałów z archiwum tego miesięcznika. Nie zapomnijcie również zajrzeć na kanały Piotra Cielebiasia, UFO Historie i Marka Żelkowskiego - Wehikuł Wyobraźni, gdzie obaj panowie omawiają wiele interesujących tematów, nie tylko tych paranormalnych. A zapowiedzi kolejnych audycji Radia Paranormalium wypatrujcie na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na profilach społecznościowych, w tym na nowo utworzonym koncie Radia Paranormalium na platformie Blue Sky. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype - radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź zza granicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa je mejle pod adresem Radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po "Nieznany świat". Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. "Nieznany Świat". Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.