Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy.
Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. W budzie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka. Widzę, widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. To będzie kolejna audycja z gatunku: im dłużej słuchasz, tym dziwniej się robi. Wysłuchamy dziś rozmowy ze słuchaczem, który podzielił się trzema ciekawymi historiami. Nasz rozmówca opowie nam dzisiaj o pewnym pełnym trudno zrozumiałych symboli śnie, który nawiedzał go przez kilkadziesiąt lat. Później zaś przejdziemy do obserwacji dziwnego obiektu na niebie, która nastąpiła w dzieciństwie i której towarzyszył tak zwany czynnik Oz. W ostatniej natomiast części rozmowy poznamy historię, do której nawiązują tytuł oraz okładka dzisiejszego odcinka.
Jaką widzą osoby słuchające tej audycji na YouTube. W wersji youtube'owej oprawa wizualna dzisiejszego odcinka mocno odbiega od tego, do czego się Państwo przyzwyczailiście. Nie bez powodu nawiązuje też do pojawiających się na tej platformie utworów z gatunku analog horror. Otóż pewnego dnia w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym siódmym roku, będąc jeszcze młodym chłopcem i siedząc przy swoim komputerze, mój rozmówca nagle zobaczył na ekranie coś, co go przeraziło i wryło mu się w pamięć na tyle mocno, że do dziś pamięta to zdarzenie z najmniejszymi szczegółami.
Nasuwają się pytania, do czego wtedy tak naprawdę doszło? Czy mamy tu do czynienia z fenomenem transkomunikacji za pośrednictwem komputera, czy też może autor pewnego mało znanego chatbota o nazwie Gadacz dla systemu MS DOS postanowił jego użytkownikom wyciąć dość niewybredny kawał? Choć akurat tę opcję nasz słuchacz, notabene z zawodu informatyk, wykluczył, gdyż na przestrzeni następnych lat wielokrotnie dekompilował i badał ów program, próbując odnaleźć kod odpowiedzialny za wyświetlenie tego, co wtedy przyprawiło go o przyspieszone bicie serca. Wysłuchajmy zatem historii przekazanych przez mojego rozmówcę.
Zacznę od tego, bo nie sądzę, żeby te relacje były jakoś ze sobą powiązane, ale chciałem tylko nakreślić coś o sobie. Mieszkam w Zielonej Górze. Z wykształcenia jestem między innymi programistą. Pierwsze rzeczy, które chciałem powiedzieć. Chodzi o sen, który mimo upływu już kilkudziesięciu ładnych lat nawiedza mnie dłuższy czas. Może nie jest każdego dnia w mojej pamięci, ale przy każdej czynności dnia codziennego, kiedy ma się chwilę wolną od obowiązków służbowych, czy po prostu jakby to powiedzieć, robi się wokół domu, czy cokolwiek, o czymkolwiek się pomyśli, gdzieś tam z tyłu głowy znajduje się ten sen. Zdarzył mi się on, o ile dobrze pamiętam, domniemuję, że tak było, w okolicach, gdy miałem cztery, pięć lat. Niektórzy mówią, że pamięć dziecka jeszcze wtedy nie funkcjonuje. Ja mam na to trochę inne spojrzenie. Wydaje mi się, że wręcz jestem przekonany, że pamiętam bardzo dużo z tego okresu. Rzekłbym nawet, że w okolicach jednego roku. Ale jeżeli chodzi o sen. Któregoś dnia, nie przytoczę już tutaj dokładnie, jaki to był rok, pojawił się sen. Niezbyt przerażający, niezbyt interesujący. Postaram się nakreślić najdokładniej, jak to możliwe, żeby opowiedzieć o nim. Jest to przestrzeń. Przestrzeń stworzona z jakiegoś rodzaju mozaiki. Być może są to jakieś płyty z jakiegoś nieokreślonego materiału. Ciężko jest mi to stwierdzić.
Na potrzeby tej opowieści, jest to duża przestrzeń. Duża przestrzeń, która jest jakby ściany tej przestrzeni. Można powiedzieć, że jest to graniastosłup. Jest to jakby obleczone taką siatką, coś w rodzaju płytek na ścianie. Ale oczywiście to nie są płytki, ponieważ każda z tych, z tych obiektów, z tych płyt, z których te ściany tego graniastosłupa są stworzone.
Mam wrażenie, że są bardzo duże. I tutaj dochodzimy właśnie do kluczowego aspektu tego snu. Bo oczywiście nie ma mnie tam. Ja to widzę, po prostu widzę. Jestem niematerialny. Nie mam ciała. Jestem gdzieś w tej przestrzeni. Ciężko mi powiedzieć, czy jestem tak jakby poza tą przestrzenią. Widzę tylko taki graniastosłup z pewnej odległości, czy też jestem wewnątrz niego. Zazwyczaj, o ile dobrze sobie przypominam, to mogę widzieć jedynie dwie lub trzy ściany. To jest dwie boczne i sufit, tudzież podłogę.
Powiedzmy tak. Jednakże chodzi o to, że w pewnym momencie, kiedy ten sen się już tam rozkręcał, zapoznałem się z tymi ścianami. Dostrzegam szczegóły. Każda z tych płyt, o której mówiłem, jest różnego koloru. Są to powiedzmy barwy tęczy.
Są różnorodne, ale mam wrażenie, że niektórych brakuje. Najpewniej brakuje czarnego, brakuje białego. Są to kolorowe. I tutaj następuje już jakby załamanie całej logiki. Bo jeżeli chodzi o kolorystykę, owszem, mówię kolory, ale tak naprawdę tych kolorów nie ma. Nie jestem w stanie ich nazwać. Jeżeli się patrzę na nie. Mam za zadanie w tym śnie zrobić coś.
Mam coś zrobić, coś związanego z ilością. Powinienem najprawdopodobniej policzyć elementy, z których składają się te poszczególne ściany lub też policzyć inne, takie podobne do powiedzmy wieżowców graniastosłupy, które są wewnątrz, takie wyrastające z ziemi, z ziemi, z tej podłogi całe wyrastające. One też są zrobione z takich płyt. Ja mam odczucie, że muszę je policzyć. Jest ich bardzo dużo, bo przypominam ja widzę z pewnej odległości. Nie jestem w stanie określić, jak daleko jestem, ale mam wrażenie, że tych płyt, tych obiektów na dole, tych takich mniejszych prostokątów powiedzmy trójwymiarowych jest ich więcej. Mam za zadanie je policzyć. Nie jestem w stanie tego zrobić. MamWtedy takie odczucie, że nie wypełnię tego zadania. Zaczynam się bać. Nawet zaczyna mnie to przerażać.
Wiem, że jest ich miliony, miliardy być może. Ale z drugiej strony, jeżeli przystępuję, podejmuję próbę policzenia tych przedmiotów, okazuje się, że jest ich całkiem niewiele. Wiem, jak to brzmi. Trudno jest to określić słowami. Idziemy dalej. Następną rzeczą, którą powinienem zrobić w tym śnie, jest to, żebym jakby przeszedł, znalazł się w każdym miejscu tego graniastosłupa, wewnątrz tego, przy każdej z tych płyt, przy każdej z tych ścian. Okazuje się, że jeżeli ta moja bytność się gdzieś tam przemieszcza, zbliża się do jakiegokolwiek obiektu czy tej siatki tych płyt. Okazuje się, że one są nieskończenie daleko. Wydają się na wyciągnięcie ręki, a jednak są nieskończenie daleko. I znowu mnie to przeraża, że jest tyle, tyle tych płyt, tyle tych rzeczy do zrobienia, że ja tego za życia nie zrobię. I to mnie zaczyna właśnie przerażać, a jednocześnie wydaje mi się, że jest to bardzo blisko, że to jest takie małe. Dlaczego mnie to przeraża? Od tamtego momentu zacząłem dostrzegać taką zależność, że powiedzmy ja to, ja to ja muszę to połączyć z tą taką teorią. Chodzi mi o teorię wieloświatów.
Jeżeli mamy wszechświat, powiedzmy nieskończoną ilość kopii danego wszechświata, wiadomo, że jeden z tych wszechświatów może się różnić na przykład ziarenkiem piasku, albo nie wiem, liściem, które opadnie inaczej, albo pojedynczym atomem, który jest w danym momencie odrobinę w innym miejscu niż w takim równoległym, innym wszechświecie. Jeżeli się o tym pomyśli, to ma się wrażenie no cóż, no ile tych ziarenek piasku może być na ziemi, prawda? Ale jeżeli zaczniemy zastanawiać się, ile jest możliwych kombinacji tych wszystkich atomów, ziaren, piasku, kamieni, nie wiem, mrugnięcia okiem, płomieni, świecy, czegokolwiek co sobie tylko wymyślimy, stajemy przed czymś takim, przed takim nieodpartym wrażeniem, że to przekracza nasze rozumowanie.
Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić nieskończoności, a tu mowa jest przecież o nieskończonej ilości nieskończoności. I to po czasie ja zrozumiałem, że jest to bardzo, bardzo podobna rzecz, która działa się właśnie w śnie, o którym opowiadam.
Wydawało się, że wszystko jest bliskie, policzalne, ale okazuje się, że nie można tego zmierzyć, zobaczyć, dotknąć, podejść, zmierzyć objętość, wysokość, głębokość. I w zasadzie to na tamten czas rzecz jasna nie byłem zapoznany z różnego rodzaju teoriami fizycznymi, jakimiś tam równaniami Hawkinga i tak dalej. Nie wiedziałem o tych rzeczach, po prostu nie mogłem wiedzieć, bo byłem za młody, za mały. Byłem małym dzieckiem. Po czasie zrozumiałem najprawdopodobniej, że to była jakiegoś rodzaju zapowiedź, być może moich słabości. Ja tu nie mówię, że to może był sen jakiś prekognicyjny czy przewidujący, ale był to sen, którego nie jestem w stanie zrozumieć i liczę, że ktoś może słysząc tą relację, byłby w stanie po prostu choćby lekkie światło rzucić na to, co to mogło być.
Być może nie da się tego określić, ale przynajmniej. Co to mogło oznaczać? Jakiego rodzaju konstrukcja myślowa to była? Dlaczego się pojawia w głowie małego dziecka? No po kilkudziesięciu latach nadal jestem w tym samym momencie. Nadal jestem tym samym dzieckiem, które nie jest w stanie objąć rozumem tego snu.
Rozumiem, że ta wizja cały czas, za każdym razem jest taka sama, tak? Cały czas powtarza się identyczny sen? Tak, tak, tak jest. Sen, jeżeli chodzi o jego treść, przebieg. Wiadomo, sny jest ciężko tłumaczyć słowami. Jest tak, jakbym go śnił wczoraj. Ach, i co miałem powiedzieć? Ten sen powtarzał się wielokrotnie. Dziesiątki, jak nie setki razy. Ja miałem go codziennie. Oczywiście towarzyszyło temu zjawisko déjà vu.
Widziałem go wielokrotnie. Nawet byłem w stanie powiedzieć, że za chwilę, za chwilę mi się zacznie śnić. Już usypiam. Przechodzę, nie wiem, w stan REM. Wiem, że będzie mi się zaraz to śniło. Wszystko jest to samo. Ostatni raz miałem jakieś pięć, pięć sześć lat temu ten sen.
Znowu powrócił. Znałem cały scenariusz, wiedziałem, że zrobię wszystko w nim, ale to i tak nie odniesie skutku. Nie policzę, nie zmierzę. A czy powtarzanie się tego snu było jakoś, nie wiem, skorelowane z ważnymi wydarzeniami w życiu? Czy to tak w takich przypadkowych, randomowych momentach się odgrywało?
Zastanawiałem się nad tym, czy tak się dzieje, czy to jest z czymś powiązane. Jest wiele rzeczy, które mam wyparte z pamięci. Nawet wiem, że takie, których jeszcze sobie nie uświadomiłem. Nie, nie zauważyłem korelacji. Póki co jeszcze nie.
Podejrzewałem, ale nie jestem w stanie odszukać w pamięci zdarzenia, które mogłyby to wywołać. Po prostu to był w zasadzie pierwszy sen, jakikolwiek pamiętam w życiu. Tutaj jest dosyć dużo takich ciekawych elementów tej wizji sennej. Na przykład to liczenie elementów, czy też tych tych płytek, jak to Pan określił, kojarzy mi się z podsumowywaniem czegoś. Może te płyty czy obiekty coś reprezentują, na przykład doświadczenia z poprzednich wcieleń? Nie jestem zwolennikiem-- może inaczej.
Nie jestem, jestem albo może za młody lub po prostu zwyczajnie za głupi na to, żeby roztrząsać dogmaty wiary czy-czy po prostu za życia po życiu. Nie wiem. Wszystko ma swoje logiczne wyjaśnienia. Zasady, na których się opiera dana doktryna. Powiedzmy czy to życie po życiu chociażby brzmi dobrze. W Księdze Snów oczywiście nic ciekawego nie znalazłem. Jeżeli chodzi o tego Darwina. Sen jest zbyt mętny. Nie wydaje mi się, żeby to było coś podobnego.
Ale, no cóż, nadal mnie to ciekawi. Ja się zastanawiam, czy dojdę kiedyś do jakiegoś konsensusu. Ale, ale sugestia bardzo ciekawa. Nigdy wcześniej na nią nie wpadłem. Być może, być może to jest klucz. Tutaj to zadanie polegające na prze-Przejściu przez każdą ze ścian grań jest to super. Skojarzyło mi się z takimi jakby uciekającymi checkpointami w grze komputerowej. Może to jest nawiązanie do zadań czy doświadczeń zbliżających się do wykonania w tym życiu?
Tak mi się nasunęło na myśl. To, co pan teraz zasugerował, to mnie bardzo przeraża, bo jak myślę o tym śnie, nie? Że mi się właśnie dobrze nie robi. Ale jeżeli zdarzenie się dzieje nawet sen w wieku dziecięcym, to później nabywamy tam ten taki strach przed tym, jeżeli się kiedyś oparzymy. Tak samo będziemy się bali ognia, powiedzmy, czy kuchenki gazowej w życiu dorosłym. Trochę mnie to przeraża, co pan powiedział i brzmi to dobrze. Oczywiście nikt mi nie mówił tego, żebym coś policzył, zmierzył, sprawdził. Ja to czułem. Coś, coś w rodzaju telepatii. Nie jestem w stanie zidentyfikować źródła, które mi to mówiło.
Po prostu wiedziałem, że to o co, o to chodzi w tym śnie. Muszę to wykonać. I zawsze mnie to przerażało i praktycznie bałem się czegoś w rodzaju końca życia, że ja nie zrobię tego, ja nie zrobię tego, nie jestem w stanie tego zrobić. I tutaj w zasadzie jakiś czas temu moja małżonka naprowadziła mnie na taki, na taką myśl.
Kiedyś moja matka powiedziała do mnie jak wiele rzeczy, których nie jestem w stanie zrozumieć po dziś dzień. Powiedziała coś w rodzaju oczywiście to było później, to było wiele lat później, ale również byłem dzieckiem. Powiedziała do mnie, że taki pan chciał objechać świat i nie zdążył. To mnie się od razu skojarzyło z tym snem.
I to mnie przeraża w tym, że jest coś do zrobienia. Jest tych zadań powiedzmy. Ktoś ode mnie chce, żebym zmierzył, obliczył, sprawdził, ale boję się tego końca. To jest przerażające. Dlatego zwróciłem uwagę na te zadania, że troszeczkę mnie to przeraziło, jak pan to powiedział, bo zadania do wykonania w ciągu życia brzmią jak To jest twoja lista checkpointów do wykonania w życiu. Jak to zrobisz, to umrzesz. Albo jak to zrobisz, to coś, coś zrozumiesz. Pojmiesz jakieś, jakąś tajemnicę związaną z tym, z tym snem?
Szczerze? Mam taką nadzieję, że pozytywny, pozytywny przekaz tego snu powinien być. Takie jeszcze mi się nasunęło pytanie w związku z tą wizją. Czy Pan w tym śnie czuł się jak sterowana postać? Bo jeżeli dobrze rozumiem treść snu, to jakby fabuła jest zawsze identyczna, tak? Czy pan się czuł, jak że ma pan wolną wolę? Pana akcje są nie są przez nikogo jakby podyktowane przez jakiegoś powiedzmy gracza? Wiem, że powinienem tam być, bo oprócz tego grań miasta Słupa, do którego miałem wgląd z każdej strony, mogłem go oglądać, przemieszczać się w nim, z daleka go widzieć, tak jakby bez tych ścian, naprzeciwko których patrzę tak, żebym mógł widzieć środek, góra, dół, wszystko.
Miałem zadanie do wykonania, ale nie, to była wolna wola. Ja musiałem to zrobić i wyraźnie ograniczały mnie. Ograniczał mnie ten strach, który blokował mnie, ten strach przed tym nieznanym, przed tym niepoliczonym. Obawiam się, że byłem tam całkowicie sam. No taki sen, gdzie jest dużo takich elementów zastanawiających. Sny zwykle się interpretuje przez pryzmat własnych doświadczeń. Natomiast no trudno musimy mówić o jakiejś, jakiejś bazie doświadczeń w przypadku cztero czy pięcio letniego dziecka, prawda? Dokładnie tak.
A później próbował pan to jakoś interpretować? Nie wiem, sprawdzać, co te symbole mogą oznaczać w sennikach? Tak, tak. Szukałem tego rodzaju podobieństw. Mam taki sennik w formie książki w internecie. W ogóle to całe życie o to samo chodzi. Szukałem, sprawdzałem. Nawet te teorie darwinowskie, darwinowskie. Dobrze mówię? Ten oc-- Są tam interpretował te sny. Chyba tak.
Nie, nie widzę. Nie widzę żadnego, żadnego charakterystycznego, powiedzmy czynnika, który mógłby mnie jakkolwiek przybliżyć czy naprowadzić, że nie wiem, jak się ściął zęby, to coś się stanie, czy jak się ptak jeśli to coś będzie, coś w tym rodzaju? Nie, właśnie nie. Właśnie nie. I to jest to, co włóczy się za mną już kilkadziesiąt godnych nazw.
Czy pan może. Zdarzało się panu już w tamtym okresie, nie wiem, grać w jakieś gry komputerowe czy oglądać jakieś coś, co mogło wpłynąć na treść takiego snu? Tak, myślałem, że pan zadał takie pytanie. Jest to pytanie, które, które może tak.
Ja nie rozmawiałem z nikim na ten temat. Jest pan pierwszą osobą i w zasadzie osoby, które mnie słyszą. To jest pierwszy mój podział. Nawet ze swoją małżonką się tym jeszcze nie podzieliłem. Nie, nie. To jest przewidywalne pytanie, na które wiedziałem, że ktoś zada, zada je. Jeżeli, jeżeli, jeżeli zacznę mówić o tym.
Nie, nie miałem doświadczenia. Istotnie. Dlatego zaznaczyłem na początku swój zawód. Rzeczywiście, z komputerami mam, mam po drodze i mam do czynienia. Ale nie, to nie był ten okres. Ja wtedy to ja jeszcze na stojąco pod stół wchodziłem, więc nie było mowy. O-- ja w ogóle telewizji nie oglądam i nie oglądałem nigdy. Nie miałem nic takiego, co mogłoby mi się powiedzmy, powielić w głowie. Jedyne co to miałem swój pokój i w zasadzie co ja nic nie robiłem takiego, co mogłoby w jakiś sposób mi wybiegać. To, co się działo w przedszkolu, co najwyżej.
Czyli krótko mówiąc, był pan wolny całkowicie od jakichś tam wpływów kulturowych, które mogłyby taką wizję senną potencjalnie, prawda, sprokurować. Jak carte blanche. Drugie zdarzenie według chronologii. To jest właśnie moment, kiedy jeszcze oczywiście nie miałem żadnego tam dostępu do komputera czy do jakiejś takiej, powiedzmy, bardziej zaawansowanej techniki. Ja zazwyczaj siedziałem w domu, sam.
Różne rzeczy robiłem, czytałem książki, robiłem sobie różnego rodzaju tam powiedzmy, zabawki z jakichś tam pudełek od zapałek, zbierałem zapałki tak, tak, tam rzeczy robiłem. Nic takiego technologicznego. Zapraszam do siebie.
Któregoś dnia-- o-oczywiście, przede wszystkim ja nie znosiłem chodzić nigdzie z kolegami na tak zwane podwórko. Istotnie, siedziałem na trzepaku, ale nie byłem jakimś tam, powiedzmy yy ważną personą w tym takim towarzystwie osiedlowym, nie. Któregoś razu ku mojemu zdziwieniu, ja nie wiem, jak to się stało.
Oczywiście nie wprowadzam tu jeszcze wątków nadprzyrodzonych, bo w zasadzie ja - ja postanowiłem się skontaktować z Państwem po to, żeby może ktoś rzuci światło na to. Znajduję się w momencie-- w danym momencie postanowiłem, że pójdę sobie na taką szkołę podstawową, na boisko z piłką. Piłka? Ja nie znoszę słowa piłka. Ja nienawidzę piłek. Piłki nożnej, oczywiście. Nie znoszę sportu. Nigdy w życiu bym nie poszedł z piłką. Nigdzie. W każdym razie nie wiem, czy to była jakaś tęsknota za kolegami. Chciałem sobie jakąś grupę znajomych stworzyć. Nie wiem, nie wiem. Po prostu znalazłem się z piłką pod pachą na tym boisku. Na boisko nie dotarłem, natomiast yy stałem sobie na takiej trawce przed tym boiskiem. Rozglądałem się wokół. Tam jakieś dzieciaki grały. Rzeczywiście są-- piłkę kopały, dziewczyny jakieś tam siedziały na ławce. Około dziesięciu, może piętnastu osób tam było w takim rozproszonym dużym terenie. No i nagle postanowiłem, że popatrzę w niebo. Niebo było ładne, było naturalnie błękitne, bo to gdzieś była trzynasta, czternasta, o ile dobrze kojarzę. Ani jednej chmurki nie było. No i ku mojemu zdziwieniu, nad powiedzmy w zasięgu mojego wzroku, na niebie widzę okrąg. Okrąg, po prostu okrąg. Nie było to koło. Był to okrąg, coś w rodzaju powiedzmy kształtem bardzo zbliżonego do opony rowerowej, gdzie obwód stosunkowo duży, ale przekrój tego okręgu, ten taki tej powiedzmy rury, która tworzy ten-- tą oponę dosyć niewielki i jeżeli miałbym ocenić wielkość tego obiektu, szacuję, że on był gdzieś na wysokości około pięciu, sześciu kilometrów. Skąd ja to wiem? Po prostu wiem. Chyba dużo słuchałem tam różnych osób, które mają do czynienia z lotnictwem. Wiem jakie są chmury, wiem na jakiej wysokości się znajdują, wiem, na jakiej wysokości są te takie baranki, bo gdzieś tam na horyzoncie były te chmury. W każdym razie, sądząc po tym, że byłem w stanie dostrzec pewną fakturę, powiedzmy tego okręgu, byłem w stanie określić wysokość pięć, sześć kilometrów. Faktura, materiał, nie wiem, substancja, z której to było zrobione. To było coś w rodzaju chmury. Było to trochę przeźroczyste na tle błękitnego nieba, no niemalże, że no idealnie białe, no takie powiedzmy pół przeźroczyste, powiedzmy dziesięć procent przeźroczystości, tak? Okrąg był idealny, aczkolwiek go widziałem pod kątem, w odległości tak na moje oko z dziesięć, osiem kilometrów ode mnie. Więc ja nie stałem centralnie pod nim. Widziałem go zatem nieco spłaszczonego. Jego ekliptyka była taka trochę nachylona, powiedzmy pod moim kątem, więc widziałem raczej elipsę, ale byłem w stanie ocenić, że jest to okrąg. No i to mnie zdumiało. To mnie zdumiało. Po czasie, po dłuższym czasie, jak się patrzyłem na to, trwało całe zjawisko około sześć, pięciu, sześciu minut może? Bardzo krótko w zasadzie trwało. Nie widziałem, żeby to zmieniało swój kształt pod wpływem powietrza.
Jeżeli wziąć pod uwagę, nie wiem, smugi kondensacyjne od samolotu na przykład, to nie wiem. To po pierwsze — okrąg nie byłby taki idealny, po drugie nie byłby złączony, a był idealnie złączony. Faktura tego, tej chmury, nazwijmy to, że to była chmura. Nie było to poszarpane wiatrem.
Nie widziałem tych takich fal od prądów powietrznych, nie było to zaburzone, tak jak czasem samolot przelatuje i te smugi są rzeczywiście takie pocięte, naciągnięte, poszarpane, czasami rozmyte. Było to deeeelikatnie postrzępione, ale jednak stanowiło gładką, gładką ciągłość.
Ja stojąc tak, patrząc na ten okrąg, powiem, że byłem na skraju paniki, bo wtedy zdaje się, że, że ja pojąłem, że widzę coś, czego nie powinienem widzieć, albo nie jestem gotowy na to. Wpadłem w taką, no, panikę. No, rzeczywiście stałem, stałem zmrożony, patrzyłem się na to.
Pamiętam bardzo dokładnie, że rozejrzałem się na krótką chwilę. Miałem wrażenie, że widzę siebie z pewnej odległości. To znaczy, widzę siebie, tego małego człowieka, który stoi z tą piłką pod pachą, tak jakby kamera wokół mnie objechała z, z tam, powiedzmy z dziewięćdziesiąt stopni, taki po okręgu zobaczyła mnie. Tak widziałem to swoimi oczami wyobraźni.
Nie widziałem tego oczami, tylko taki był przebłysk, że tak jakbym miał oczy gdzieś indziej, bym oglądał tego małego człowieka, który stoi i patrzy na to. Byłem zmrożony. Jeżeli rozejrzałem się dookoła, zauważyłem, że istotnie to po czasie przypomniałem sobie, bo ja to wyparłem z pamięci oczywiście na bardzo wiele lat. Jeżeli rozejrzałem się naturalnie, tak jak słyszałem w relacjach, była zupełna, absolutna cisza. Nie było śmiechów, nie było dźwięków kopania piłki. Te dzieci tam były. One się coś tam poruszały, ale tak nie do końca, one nie do końca były w ruchu. Tak jakby ktoś panu spowolnił film i wyłączył dźwięk, prawda? Coś tego typu?
Coś takiego. I miałem wrażenie, że, że czas spowolnił się po prostu dookoła. Może dlatego, że byłem taki przerażony, ale ewidentnie zrobiło się cicho jak przed burzą. Absolutnie żadnego dźwięku. Spojrzałem znowu na to i znowu się bałem.
Dlatego słucham czasami tych relacji i no i teraz już po, no powiedzmy ze dwa lata temu już słyszałem taką relację. To się czynnik Oz chyba nazywa, czy coś w tym rodzaju. No właśnie taką nazwę sobie tutaj zapisałem. To jest taki klasyczny przypadek właściwie czynnika Oz. To, co pan opisał?
Tak. I czy to było, jakby to powiedzieć, UFO? Hm, nie sądzę. Lub znowu, jestem może za młody, za głupi na to. Nie wiem. Raczej nie było to porwanie przez kosmitów. Raczej to nie było jakieś ingerencja jakichś szaraków. Po prostu było to coś zupełnie nienaturalnego.
Naturalnie po czasie, kiedy się internet ujawnił i tak dalej, człowiek miał dostęp, tak jak ten sen, to chodzi za mną gdzieś tam.Z tyłu głowy i szukam po internecie. Kręgi na niebie. Widzę jakieś zdjęcia.
Żadne z nich to nie jest takie dosłownie to samo. Pojedyncze zdjęcia. No ale co? Jeżeli się patrzy na chmury, na atlas chmur, czy tam na Wikipedii opis chmur nie ma żadnej takiej, która to powoduje. Powiedziałbym, że wytworzył to samolot, który zatoczył krąg. No ale ja nic nie słyszałem. Jak już wspominałem z lotnictwem, tam gdzieś tam coś tam wiem.
No co jak to? Usłyszałbym samolot lecący. Nie mógł to być samolot, powiedzmy pasażerski, którego bym mógł nie usłyszeć ze względu na wiatr. Bo tak jak wspomniałem, wiatru nie było śladu w powietrzu. Jeżeli to była chmura, formacja chmur tak ułożona to nie, to był regularny, idealny biały, lekko przeźroczysty kształt. To nie mógł być samolot. Nie widziałem żadnych obiektów nadprzyrodzonych, jakichś niezidentyfikowanych. Po prostu czułem, że za chwilę stanie się coś złego. Najlepsze jest to, że na tym się kończy moje wspomnienie, bo nie pamiętam jak ja dotarłem do domu i co ja zrobiłem. Po prostu przypomniało mi się to po pewnym czasie.
A czy uprawnionym byłoby z mojej strony przyrównanie kształtu tego obiektu do takiego jakby czegoś typu sterowiec? Bo sterowce mają taki trochę obły kształt. Nie, nie, to był okrąg, to nie było koło ani elipsa. Nie było to jakby to powiedzieć pączek, o pączek, donut taki tak? W ten sposób. Więc to w środku było.
Można było przejść przez to, powiedzmy tak? Tylko mówię to szerokość miało gdzieś tak na moje oko, nie wiem, czterysta, trzysta, czterysta metrów. Dosyć duże. Jeżeli się wyciągnie dłoń przed siebie, to powiedzmy było to jak dwie dłonie. Na tyle to było duże. Jeżeli mamy dalej to porównanie, to ten, powiedzmy donut, ten taki okrąg opona od roweru, jak to wcześniej porównałem, byłaby gruba, powiedzmy jak półtora kciuka. Także takie duże. I to nie był sterowiec, ponieważ to było puste w środku, po prostu puste w środku. Widziałem innymi słowy niebo, po prostu taka owal taki.
Rozumiem, że powierzchnia tego obiektu była całkowicie gładka, nie tak jak otaczające chmury, prawda? Chmur nie było na horyzoncie, gdzieś tam jakieś były majaki ich, ale było to gładkie, nieidealnie gładkie. Dało się dostrzec coś w rodzaju skręceń.
Albo czasem jak się robi takie kółko, jak się robi kółko z dymu papierosowego, taki gęsty, mocny dym, to bardzo podobnie to wyglądało, bo dym papierosowy jest taki gęsty właśnie. Było to bardzo idealne kształtem i idealnie proste.
A jak się ten obiekt zachowywał? On cały czas stał w jednym miejscu? Dokładnie tak. Stał w jednym miejscu i miałem wrażenie, że on się na mnie patrzy i ja się na niego patrzę. Wszystko było ciche wokół. Wszystko jakby się zmroziło i ja się bałem, że stanie się coś, coś złego. W jaki sposób ten obiekt znikł? Jeżeli znikł oczywiście, w jaki? Jak?
Może inaczej - jak cała obserwacja się zakończyła? Proszę pana, zakończyła się w ten sposób, że ja prawdopodobnie wtedy byłem w takim stanie paniki wewnętrznej, że ja nie pamiętam, co się stało później. To znaczy, przypomniało mi się to po kilku dniach, po kilku dniach, mniej więcej. Na pewno nie na następny dzień. Po kilku dniach.
Nie pamiętam, jak wróciłem do domu. Nie pamiętam, żebym w ogóle wracał do domu. Jedyne co pamiętam ostatnie, to spojrzałem się na te dzieciaki wokół. Spodziewałem się jakiejś paniki. Oni robili swoje w tym takim zwolnionym tempie. Wszystko było ciche. Po prostu mam urywany film na tym momencie, jak ten obiekt, jak ten, jak ten obiekt się ujawnił. Nie pamiętam, jak to się skończyło. Co więcej, wówczas no nie było internetu, ale szukałem. I w gazecie jakiejś. I później, po latach w internecie szukałem, czy takie coś zostało zaobserwowane, bo ja wiem, że to było prawdziwe. No, ani jednej relacji na to. Nic. Pamiętam tylko wielki po prostu strach i na tym się moja relacja z tym ucina. I dalej się tego boję. I nigdy, nigdy w życiu później nie widziałem czegoś takiego. Widziałem kręgi takie, które tworzą samoloty gdzieś tam na pokazach lotniczych czy tam smugę kondensacyjną.
Wiem, jak te rzeczy wyglądają. To nie było nic z tych rzeczy. Bo domyślam się, że nikt więcej nie zwrócił na ten okrąg uwagi, na ten, tego donuta. Wszystko wskazuje na to, że wszystko wskazuje na to, że tylko ja to widziałem.
Nie mam na to żadnych świadków. Zresztą to były obce osoby. W mediach nic. Nie widziałem niczego podobnego, żadnej relacji. Jaki to mniej więcej mógł być rok? To był, o ile dobrze pamiętam, wydaje mi się, że to mógł być dziewięćdziesiąty szósty lub dziewięćdziesiąty siódmy.
Dziewięćdziesiąty szósty bardziej. Tutaj takim zwracającym uwagę elementem jest jeszcze tooo, to widzenie siebie z pewnej odległości, takie jakby coś typu OB, prawda? Takie doświadczenie poza ciałem, spontaniczne. Coś, coś w tym rodzaju. Ja nie mówię, że to było OB. Wydaje mi się, rzekłbym na stan mojej wiedzy, że czasami jest tak jeżeli się przewracamy albo dochodzi do wypadku samochodowego na rowerze, to też się tak z boku widzimy. Ja myślę, że to był produkt podświadomości, wyobraźni może dziecięcej, który tak nas przeniósł do tej trzeciej osoby i żeśmy się widzieli, tak? Ja to tak interpretuję. Nie uważam, żeby to było właśnie zjawisko takie, że wyszedłem poza ciało czy coś w tym rodzaju. Raczej to był efekt tego, że mój umysł to stworzył w wyobraźni wraz z zapisywaniem tych wspomnień. W tym samym momencie chyba wytworzył sobie coś, co pozwala jakby zdjąć ze mnie odpowiedzialność za to, co widzę i...W końcu okazał mi to, że ktoś widzi. Nie ja, nie ty, tylko ktoś to widzi, a ja to tylko obserwuję. Tak tłumaczę sobie, że mózg może chciał zmniejszyć w ten sposób cios. Oczywiście wiedziałem, że to jestem ja. No.
No tutaj można jeszcze pospekulować, że być może skupienie się na tym obiekcie, wrażenie w ogóle spowodowane przez pojawienie się tego obiektu mogło spowodować, mogło się przyczynić do jakby przesunięcia świadomości poza ciałem fizycznym i dlatego pan się tak zobaczył z takiej odległości. Nie jestem osobą specjalnie sensytywną, jak to się mówi, bo teraz mam trochę języka. Jeżeli słucha się tych wszystkich audycji, ciężko jest mi to powiedzieć.
Mówię, za krótki się wydaje na to. Żeby to tak zinterpretować... Też nigdy o tym nie myślałem. Wydawało mi się, że jestem zwykłym, szarym, takim człowiekiem, który coś pamięta. Myślałem też bardzo dużo o tym. Wiele razy myślałem o tym, czy po prostu pamięć nie płata mi figli, ale proszę mi wierzyć, to tak się samo często przywołuje w mojej pamięci, że to jest tak odtwarzane często, że tutaj ja jestem prawie na sto procent przekonany jestem w zasadzie, że zniekształceń w pamięci tutaj nie ma. W życiu miałem rzeczy, które pamiętałem, a wyglądały, brzmiały inaczej i wiem, że tak było. Mam na to dowody.
Pamięć mnie zawiodła, rzeczywiście, ale tu, tak samo, jak ten sen, o którym poprzednio rozmawialiśmy, to jest po prostu fajnie by było podłączyć drukarkę do umysłu i po prostu to przedrukować, innymi słowy. U-- w moim przypadku byłoby to bardzo ładne zdjęcie, bo bardzo dobrze pamiętam całe zajście.
Mam tutaj pewną nadzieję. Niosą te różne generatywne AI oraz technologie pozwalające sczytywać jakby obraz i dźwięk z mózgu, prawda? Jeżeli coś takiego będzie dostępne komercyjnie, z pewnością będę chciał sobie takie coś zakupić.
Także trzymajmy kciuki, żeby rozwój technologii poszedł w tym właściwym kierunku. I na razie nie ma tutaj żadnych pytań do tej, do tej relacji. To coś takiego właściwie kojarzącego się z UFO. Tutaj też dużo takich elementów ufologicznych, szczególnie ten czynnik Oz, kojarzony właśnie z tym fenomenem.
Jednoznacznie, jednoznacznie jest UFO, bo ja nigdy nie byłem-- czyli ja się wręcz wstydziłem tego określenia UFO. Ale z drugiej strony UFO to nie jest niekoniecznie musi to być wiara w jakieś tam szare ludziki, to takie popularne czy tam inne innego rodzaju ufoki, czy tam te szaraki, czy jak to się mówi. Bałem się i wstydziłem się tego określenia. Ale z drugiej strony, jeżeli to definiować tak jak, tak jak to się nazywa, to znaczy niezidentyfikowany obiekt i to latający, no bo tak rzeczywiście było, to tak, tak, byłaby to relacja dla ufologa faktycznie, ale niemniej jednak przerażająca dla mnie.
No w każdym razie takie zdarzenie, które, o którym troszkę chyba trudno wielu ludziom się opowiada. Trudno to w ogóle czasami w słowa obrać. Tak, u mnie dominuje wstyd. Ja czuję wstyd w tej chwili, jak o tym mówię. Ja się czuję znowu jak małe dziecko, które opowiada o tym i być może to ma jakiś związek z moją zaniżoną samooceną, ale rzeczywiście czuję się, czuję się głupio.
Czuję się zwyczajnie, głupio i wstyd mi, że to mówię. Ale no w końcu trzeba było po prostu to powiedzieć, bo to może to coś zmieni, wtedy może się dowiem czegoś, co to było, albo ktoś nie wiem, jakiś komentarz powie, że a słuchaj, to było to i to. No i taka jedna z tajemnic życiowych, które przydałoby się wyjaśnić.
Nie jestem pewien, czy byłem świadkiem czegoś nadprzyrodzonego. Nie wiem, czy bym chciał. Po prostu, po prostu odtwarzam to z pamięci. Trzecie zdarzenie odbyło się w roku... Z pewnością w roku dziewięćdziesiątym siódmym, ponieważ w dziewięćdziesiątym siódmym roku już odkryłem, że tak powiem, komputer. I tutaj na samym wstępie zaznaczyłem, że istotnie zainteresowanie tego typu materią zaprowadziło mnie do tego, że zawodowo się związałem z komputerami. Chciałem tylko zaznaczyć, że to nie jest-- ja nie jestem jakimś tam graczem. Ja na potrzeby po prostu spotkania z panem zainstalowałem Skype'a.
Proszę mi wierzyć, na komputerach się znam, ale Skypa to ja używałem ostatni raz siedemnaście lat temu. Naprawdę jest, jest-- nie jestem tak na bieżąco ze wszystkimi rzeczami. Mam wystarczająco dużo technologii. Takiej, której na co dzień ludzie nie używają. Pracuję w służbie publicznej, mam inne zajęcia i zainteresowania niż, niż powiedzmy gry komputerowe czy jakiegoś rodzaju nowinki technologiczne. Inny nurt po prostu informatyki. Mniejsza o to. Jeżeli tak gwoli sprostowania. Rzecz jasna. Były to początki komputera, na tyle oczywiście mówimy tutaj o systemie operacyjnym DOS. To jest taki tam stary system operacyjny, gdzie się poleceniami posługiwało. Skądś dostałem-- ktoś mi dał taki program. Oczywiście nie wspomnę o tym, że... Wspomnę tylko o tym, że nie było internetu i tych temu podobnych technologii, jeszcze tak w przeciętnych domach. Prynajmniej u mnie nie było. Był to program taki powiedzmy, dzisiaj byśmy to nazwali, sztuczna inteligencja w dzisiejszych czasach.
Program, który później, wiele lat później został nazwany botem. Dzisiaj jest to słowo wyświechtane i pozbawione już tego sensu, ale jest to program, który służył do rozmowy. Najstarszym programem tego typu był program, który nazywa się Eliza.
Jest dostępny do pobrania. Był to tak zwany wirtualny cyfrowy psycholog. Program, o którym mówię, nazywał się tutaj śmiesznie troszeczkę, bo to był gadacz. Służył do tego, żeby porozmawiać sobie z komputerem. Coś może dla ludzi samotnych albo po prostu wytwór jakiegoś programisty, który chciał stworzyć coś takiego wspaniałego, co pozwoli, nie wiem, jakimś ludziom sobie gdzieś tam z komputerem porozmawiać. Oczywiście program bazował nie na sztucznej inteligencji, tylko na-- co najwyżej na systemie eksperckim, ponieważ miał gotowe frazy.
Tak, tak, jak później mi zapadło.W pamięci takie błędy tego programisty, który to stworzył. Jak było zdanie, które zawierało w sobie wyraz w sumie to było napisane w sumi. Ja nawet dzisiaj tak mówię w sumi, ale jeżeli chodzi o ten program, można było z nim w każdym razie porozmawiać na dowolny temat i całkiem, całkiem nawet dobrze to odpowiadało. Oczywiście to było w języku polskim. Pojęcia nie mam, kto to napisał. Nie było żadnych napisów początkowych, po prostu wpisywało się komendę gadacz.exe i się odpalał program i mówił tam dzień dobry, cześć i tak dalej.
Można było zapodać jakiś temat. Niektóre odpowiedzi były takie dosyć trywialne, wręcz głupie, ale jeżeli się dobrze wczuło, to można było popracować sobie z nim i porozmawiać. Długie godziny na tym leciały. W każdym razie, byłem tym znudzony. Wierzyć lub nie, ale w momencie, kiedy ja przystępowałem do tak zwanej Komunii Świętej, to ja już sobie śmigałem w takim starym języku programowania Basic i pisałem sobie programy różnego rodzaju.
To tak z nudów. Dlatego też ścieżka mojej karier się tak potoczyła, a nie inaczej. W każdym razie któregoś razu siedząc przy tym komputerze z tym programem, no bo cóż, nie było nic innego. Dynablaster mi się znudził, nawet Gadu-Gadu jeszcze wtedy nie było w planach. No i sobie rozmawiam przez ten program. W moim pokoju było dosyć ciemno, lampka jakaś tam była zapalona i w pewnym momencie po prostu szok. Zmroziło mnie. Co się stało? Na ekranie komputera pojawił się obraz. Coś-- może tak. Program Gadacz był bardzo prostym programem bazującym na grafice tekstowej. To znaczy, osiemdziesiąt znaków szerokości tekstu i dwadzieścia pięć wysokości. To wszystko.
To takie jak dzisiaj piksele te 1920 na 1080 to są te piksele, nie? To można powiedzieć, że piksele składały się z cyferek liczb. Pojawił się tryb graficzny, to znaczy taki o wyższej rozdzielczości, który prezentował grafikę. Nagle, po prostu, nagle to się pojawiło. Ja nie słyszałem, żeby dysk twardy pracował, bo jeżeli program miałby coś takiego zapodać, jakieś takie sztuczkę, że miałby włączyć grafikę. Słyszałbym, jak odczytywane są linie kodu z dysku twardego, bo dyski twarde kiedyś tak grzęziły bardzo głośno.
No tak, nawet, nawet w laptopach. Kilka lat temu wyrzuciłem z laptopa ostatni w tym domu dysk HDD. On był dosyć głośny. Tak, oczywiście o magnetycznych tutaj mówimy. I w każdym razie nie było tego charakterystycznego drapania. Po prostu nagle pojawia się obrazek i jaki ja byłem po prostu przerażony. Ja do dzisiaj pamiętam ja może to tak śmiesznie brzmi, ale ja jestem tym naprawdę znękany i jeżeli cokolwiek mi się przydarzyło nadprzyrodzonego w życiu, to było to.
Zaraz wyjaśnię dlaczego. Otóż zobaczyłem na czarnym ekranie coś w rodzaju nekrologu. Pośrodku, w górnej części ekranu pojawiło się takiego rodzaju czarno-białe zdjęcie. Dosyć bardzo dobrej jakości. Ja bym rzekł, że nie byłoby to możliwe wyświetlenie tak dobrej rozdzielczości zdjęcia na sprzęcie, którym wówczas yy, który wówczas używałem, bo był to dwa osiem sześć z kartą graficzną, która potrafi wyświetlić szesnaście kolorów. Przypominam, to były takie czasy.
Zdjęcie prezentowało takie prostokątne zdjęcie, coś w rodzaju tych takich zdjęć, co są na grobach. Takie czarno-białe. Taki ktoś poważny, zwrócony w prawą stronę, tak bardziej z profilu. Facet ubrany w garnitur pod chyba pod krawatem lub pod tym takim ugiętym kołnierzykiem.
Coś, coś w rodzaju takiego wczesnego XX wieku. Tak, takie nekrologiczne zdjęcie, powiedzmy nagrobne. Okulary okrągłe i taka charakterystyczna ulizana fryzura, jak to u ludzi z tamtego okresu. Taka zaczesana, uczesana. Taki wyglądał jak taki facet, który był, nie wiem, chyba kimś ważnym.
Nie jakiś tam rolnik oderwany od brony czy pługa, tylko coś w rodzaju lekarza, bo dało się poznać po tym ubiorze. Był to bardzo elegancki mężczyzna i na dole było napisane coś z pewnością w języku niemieckim. Nie byłem na tyle biegły w języku niemieckim, żeby odczytać co było.
Pamiętam, że było coś w rodzaju jednej linijki tekstu. Nie tekstowej, tylko tej takiej graficznej, już lepszej. Jedna taka bardziej pogrubiona linijkę tekstu. Domniemuję, że mogło tam być imię, nazwisko dosyć długie, tak domniemuję tylko, bo może to było imię, nazwisko i że z domu jakiegoś tam coś tam i poniżej było coś mniejszym tekstem napisane powiedzmy z dziesięć linijek. Dosyć sporo.
Dużo tam było tych szarp e s niemieckich, dlatego właśnie wiedziałem, że to jest język niemiecki. No i najgorsze w tym wszystkim jest to, ja byłem autentycznie i jestem nadal przerażony tym. Z tego głośniczka takiej, która jest w komputerze wydobył się bardzo dziwny dźwięk. To znaczy taka, taka bardzo smutna melodia. Istotnie, w starych komputerach nie było kiedyś głośników, był tylko taki ten tak zwany Pisa Speaker. Tak zwany brzęczek, prawda?
Brzęczek tak zwany, który bardzo proste rzeczy mógł robić. Nie wykluczam, że ta melodia dałaby się na tym otworzyć, bo pewnie tak. Była taka grobowa. Nie jestem w stanie nawet tego zanucić, zaśpiewać. To była taka do pianina podobna, taka, taka melodyjka. No i okej. Byłem przerażony, byłem spanikowany, zamurowało mnie.
Widziałem po prostu czyjś nekrolog na ekranie. Co zrobiłem? Zrobiłem rzecz najgłupszą, jaka mogła być. To znaczy w panice oczywiście wyłączyłem komputer, pstryknąłem i zwyczajnie uciekłem z pokoju. Po prostu. Później znowu oczywiście pewnie mój umysł wyparł to z pamięci, bo nie mam pojęcia co ja później robiłem. Do komputera wróciłem, bo musiałem wrócić, bo no bo to jest komputer. Jednak już miałem takie zainteresowania. Wróciłem, udawałem, że tego nie było. Oczywiście po czasie mi się to przypomniało. Myślałem o tym. W pewnym wieku, nie wiem, powiedzmy po trzech, czterech latach byłem już na takim etapie...Takim poziomie, powiedzmy no zajmowania się programowaniem i tak dalej.
Ja sobie pisałem różne rzeczy, między innymi takie wirusy, których, których tam nigdy i tak nie wprowadzałem w życie, bo no bo jak to wysłać bez internetu i tak dalej. Po prostu człowiek się rozwijał. Teraz muszę wprowadzić taką trochę tematykę komputerową, żeby, żeby można było to zrozumieć. Istnieje coś takiego jak dekompilator. Kompilator jest to powiedzmy oprogramowanie komputerowe, które pozwala przerobić kod maszynowy takim jak ja pisałem wówczas albo Basicem takim wysokiego poziomu na to, żeby powiedzmy pokazał się program.
Powiedzmy piszemy kalkulator, chcemy mieć kalkulator, piszemy linię kodu, takie tam skomplikowane i później, jak to kompilujemy tutaj słowo klucz, dzięki kompilatorowi powstaje nam program. Wtedy był to COM, później były to execi albo bache. Zależy jaki język programowania.
Mamy program i dzięki temu wpisujemy słowie w tym dosie, takim systemie operacyjnym calculator kropka exe i odpala nam się: "Wpisz działanie na przykład dwa dodać dwa równa się". Naciskamy Enter i nam wychodzi, okej? To jest kompilator. On robi programy z kodu źródłowego. Jest też coś takiego jak dekompilator. Jak sama nazwa wskazuje coś, co odwraca kod skompilowany, czyli taki przetworzony na zera jedynki dla komputera, żeby on go mógł uruchomić bez analizowania tam kodu.
Po prostu wynikowy w drugą stronę, żeby był kod źródłowy. Jest tego dużo. W dzisiejszych czasach już się nie używa tego rodzaju, bo zmieniła się technologia i tak dalej, ale w tamtym czasie było to powszechnym użytku w programowaniu. W każdym razie można było cofnąć i zobaczyć, co w tym programie jest. Jeżeli powiedzmy, otworzyliśmy sobie jakiś program, załóżmy edytor tekstowy, taki DOS-owy, to mogliśmy zobaczyć różnego rodzaju zasoby, które są w takim execu. Bo w pliku, który stanowi program, mogą być różnego rodzaju dane. W Windowsie będzie to na przykład ikonka. Jeżeli włączamy sobie Worda takiego, co piszemy pisma w dzisiejszych czasach, zdekompilujemy sobie ten program, to gdzieś tam znajdziemy ikonkę od pogrubienia, od pochylenia logo Worda, te wszystkie przyciski, grafiki i tak dalej. Proszę mi wierzyć, ja byłem po prostu kompletnie przerażony. Ja zdekompilowałem ten program, to znaczy gadacz kropka exe, bo to był jednoplikowy program. On zajmował jakieś tam sześćdziesiąt, sześćdziesiąt osiem, siedemdziesiąt kb, jak dobrze pamiętam.
Proszę mi wierzyć, że nie znalazłem nic, co byłoby po niemiecku. No bo przecież widziałem cały kod źródłowy. On był napisany w Pascalu. Taki język programowania, bardzo powszechny swego czasu w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Ani grama słowa po niemiecku. Co gorsza, rozmiar pliku wskazuje na to, że nie mogłoby tam być żadnej grafiki. Więc tak innymi słowy, ja od początku do końca, od każdego bajta, który jest w tym kodzie, przejrzałem ten program, widziałem wszystkie te odpowiedzi. Stąd wiem, że jak ten program działał, że to nie było żadne tam AI, tylko to był system ekspercki, który reagował na poszczególne słowa.
Pisało się cześć, odpowiadało dzień dobry, witam i tak dalej. Tak, takie warunkowe zapytania i odpowiedzi, takie przewidziane, które później imitują tą właśnie inteligencję i ma się wrażenie, że się rozmawia z powiedzmy wirtualnym, nie wiem, jakimś przyjacielem czy coś takiego.
W każdym razie najistotniejsze jest to. Przetrzepałem ten program i to nie raz. Ja miałem chyba z trzynaście lat, później piętnaście i miałem siedemnaście lat, miałem i już chyba później nie, ale wiele razy przeglądałem ten kod różnymi dekompilatorami. Ja tam ani grama czegoś takiego nie znalazłem. Czy to mógł być jakiś wirus? Bo jeżeli są osoby, które nie są zaznajomione z komputerami? Nie, nie, to nie tak. Po prostu nie tak. Nie ma wirusa, który by świetla w losowym momencie jakąś grafikę z jakimś nekrologiem. Ja miałem wrażenie, że, że spotkało mnie coś nadprzyrodzonego, że w jakiś sposób ta technologia, nie wiem, połączyła mnie z przeszłością czy z czymś takim. Muzyczka, która temu towarzyszyła.
Ok, ok. Mogłoby to być takie trochę tandetne, rzeczywiście, ale ten portret, ten tekst, ta grafika. Nie mógłby mój komputer tego wyświetlić wówczas. I to jeszcze nie w takim tempie. Ja pamiętam dobrze. Nie słyszałem, żeby dysk coś odtwarzał. Też tego skrobania charakterystycznego nie było. W kodzie źródłowym nie znalazłem absolutnie nic.
Nigdy później już tego nie widziałem. Gdyby się panu to udało nagrać wtedy, to byłby świetny materiał na coś takiego, co się nazywa analog horror. To jest ostatnio modne na YouTube. Nie wiem, czy pan kojarzy takie filmy. Pierwsze, absolutnie pierwsze słyszę. Ale to jest też taka sytuacja, że wówczas nie można było tego zrobić ani nagrać.
Przecież telefonów komórkowych nie było, nie było aparatów, nie ma- Na kamerę też nie każdego było stać. Absolutnie, to nie te czasy. Tak mi się właśnie skojarzyło, bo to, co pan, co pan opisał, to jakoś tak mniej więcej wygląda, jak niektóre z tych analog horrorów, że pojawia się, wyświetlane jest jakieś zdjęcie. Najczęściej takiej kiepskawej jakości, prawda? Tak celowo popsute i pod tym jest jakiś podpis typu zaginął albo zmarł, coś tego typu i na to stanowi-- to, to jest na tym, na tym właściwie skupia się fabuła takich krótkich analog horrorów na YouTube.
Przynajmniej tych, które ja miałem okazję do tej pory pooglądać. Nie słyszałem o tym. Ach, to jeszcze chciałem powiedzieć, bo to jest istotne. Proszę mi wierzyć. Chyba że, że pan czy ktoś, ktokolwiek, kto tego słucha, ma kopię tego programu, to ja bardzo chętnie zweryfikuję, czy mój mózg nie płata mi figli. Ale ja przeszukałem. Ja od lat szukam tego programu. Nie, żebym się tym pasjonował i nie chodzę do pracy, tylko po prostu ja szukam tego programu. Nie jestem w stanie go znaleźć w ogóle w internecie. O dziwo, ja dbam o dane. Ja mam dysk twardy, ten sam dysk twardy, który miałem.W tamtym czasie to był stu megabajtowy, stu megabajtowy Seagate. Ja go mam cały czas. Proszę mi wierzyć, że ja tego programu nie znalazłem tam. To jest straszne. Nie mogę tego znaleźć w internecie, na kopiach, na kasetach, bo wówczas się robiło na kasetach, później na dyskietkach kopie.
Proszę mi wierzyć, tego programu nie ma. Jego nie ma nigdzie, po prostu nigdzie go nie ma. Fajnie by było, jakbym na przykład mógł porozmawiać z jakąś osobą, która powiedziała: "Tak, pamiętam, miałeś ten program u siebie, miałeś zainstalowany, siedzieliśmy przy tym i się dobrze bawiliśmy". No właśnie nie. Bo ja gadałem przez ten program sam i obawiam się, że nawet na to świadków nie mam. Ja nawet nie jestem w stanie powiedzieć, skąd ja go miałem. Także to jest straszne i ja już całkiem nie wiem, czy ja ześwirowałem już w tamtym momencie, czy co się stało, ale ja tego programu nie mogę znaleźć, bo dzisiaj bym go jeszcze raz zdekomplikował, poczytał, sprawdził i zobaczył. Tak, jest tam ten BMP, bitmapa. Takie zdjęcie, jest tam wstawione. To mnie oszukało, ha, ha!
To się, to się stało wtedy. Ja tego... Ja nie mogę znaleźć kopii. Ja przez to zacząłem wątpić, czy w ogóle, czy to mi się przyśniło, czy nie, ale te wspomnienie jest na tyle realne i na tyle dokładnie jestem w stanie to w czasie przyporządkować. To był rok dziewięćdziesiąty siódmy. Wszystko pamiętam. Natomiast inne rzeczy, które, z których korzystałem na tym komputerze, kopie nadal mam. Mam swoje pliki z tamtych lat, ale jakoś dziwnie akurat tego programu nie mam. I to jest tajemnica, która chodzi za mną jakiś czas i nie jestem w stanie tego wyjaśnić.
Uważam, że to było coś nadprzyrodzonego. Przynajmniej jedyna rzecz, która mnie spotkała. No sen to raczej chyba nie mogło być, bo pan, pan przecież pamięta, że dekompilował pan ten program wiele razy, tak?
Oczywiście, że tak. Oczywiście, że tak. To był, jak on się tam nazywał? Nie pamiętam już nazwy tego programu. Jakbym go poszukał teraz na internecie, z pewnością bym go znalazł. Ja pamiętam wyraźnie wszystko. Nawet, nawet ja mam w mowie takiej codziennej po prostu te frazy, które ten program generował, ten błąd, o którym wspomniałem, że on miał ucięte tam jedno zdanie, bo programista tam zapomniał napisać -e na końcu, no to później to mówiłem słowo "w sumie" , to ja teraz mówię cały czas "w sumi", bo on mówił "w sumie" ja chciał powiedzieć "w sumie", a "w sumi" mu wyszło, nie? Ja to sobie tak zapamiętałem. Ja to do dziś używam. Na takich właśnie szczegółach bazuję, że to jest prawdziwe wspomnienie i to mnie przeraża. Może nie chodzi o to, że jestem jakimś tam komputerowcem, takim zapatrzonym. Yyy, nie grałem za dużo w Quake'a czy w inne tagony z drakier, cytując klasyka za przeproszeniem, ale to się stało naprawdę i ja jestem święcie przekonany, że spotkało mnie coś nie z tego świata. No, oczywiście mogę się mylić. Jeżeli kiedyś dostanę kopię tego programu, sprawdzę, że tam była jakaś grafika, no to tak, prześlę, ale póki co to na tyle, że aż postanowiłem o tym powiedzieć. Bo jak rozumiem, ten gadacz składał się tylko z jednego exeka, tak?
Tak, to był jeden exec napisany w Pascalu. A ten obraz pojawił się jakby sam z siebie. Czy to było w wyniku jakiegoś działania z pana strony? Tak, tak od czapy się pojawił po prostu? Siedziałem tam, oglądałem sobie rękę czy na biurko się patrzyłem. Po prostu byłem znużony tego dnia, znużony byłem.
Popisałem sobie tak wie pan, z nudów czasami już jak jakoś się tam zabawić, powiedzmy, popisać, a tu popatrzeć za okno, tutaj na coś spojrzeć i w pewnym momencie, w takiej jednej chwili, kiedy miałem na chwilę odwrócony wzrok, nagle po prostu ten obraz się ujawnił tak sam z siebie.
Rozumiem, że to się zdarzyło tylko jeden, jedyny raz i więcej już się nie powtórzyło. I od tamtego czasu tego programu już nie uruchamiałem. Później, po czasie dopiero zacząłem go dekompilować, szukać tego, bo mnie to nurtowało. Nie gadałem.
To mnie naprawdę przeraziło. Wygląd tej postaci na tym, powiedzmy zdjęciu czy obrazie jakoś tak przywiódł mi na myśl takich właściwie Men in Black. Taki trochę komputerowy odpowiednik człowieka w czerni. Próbując się skontaktować z państwem-- Ja jestem przekonany, że to jest relacja jedna. Drugiej takiej z pewnością nie będzie, bo w dzisiejszych czasach to różne rzeczy się mogą robić na komputerze, ale nie bardzo. Men in Black-- no dzisiaj byśmy tak to nazwali. Mi się wydaje, że to mogła być jakaś manifestacja, jakieś nie wiem, może to głupio brzmi, ja w życiu tak nie mówiłem, ja się tak wstydzę tego mówić, ale jeżeli miałbym powiedzieć, będąc wtedy i będąc teraz na stan mojej wiedzy na tą chwilę, ja bym rzekł, że to była jakiegoś rodzaju manifestacja jakiejś nieczystej siły. Ja widziałem po prostu wyraźne zdjęcie faceta, który-- to było zdjęcie wprost wyrwane z jakiegoś nagrobka. To było takie zdjęcie na tych płytach nagrobnych, co się umieszcza. To był facet, który na moje oko, nie wiem, to był 1900 rok? Ubiór na to by wskazywał coś tego rodzaju. To nie był współczesny człowiek, to była po prostu taka ześlona zjawa, powiedziałbym.
A to była grafika monochromatyczna czy kilkunastu- Monochromatyczna, bo wówczas mój monitor nie był kolorowy. Sądzę, że tak, że było to monochromatyczne w założeniu. Oczywiście ja próbuję to tłumaczyć na język, powiedzmy informatyczny i nie wydaje mi się na tą chwilę, tak jak mówiłem, że ktoś sobie by napisał taki kawał. No, zresztą jaki miałby tego cel być? Może to był jakiś niszowy program?
Może wręcz ja byłem jedynym jego użytkownikiem? Nie wiem. Nie słyszałem nigdy o tym programie w internecie, żeby ktoś o tym mówił, ani wzmianek żadnych na Google'u, na newsach googleowskich, tam wstecz way back machine, nic nie mówi na ten temat. Być może to był program, który napisał jakiś student i zrobił sobie kawał. Nie wiem tego. Nie mogę tego programu odnaleźć. Nigdy więcej już go nie mogłem znaleźć. Exec w tajemniczych okolicznościach, czyli ten program, zaginął i ślad po tym wszystkim zniknął. Nie mam nic, po prostu zniknęło.
Ja też próbowałem coś wyszukać w ogóle na ten temat takiego programu i jedyne, co mi znalazło, to wtyczkę do Gadu-Gadu. Tak, bo wtyczka do Gadu-Gadu pojawiła się w okolicach 2004 roku. Ona nawet swego czasu chyba się nazywała coś w rodzaju Gadacz. Absolutnie to nie może mieć z tym związku. To nie jest to. I to jest w zasadzie chyba jedyne, co, co łączy w zasadzie nazwa tego. Nie ma w internecie śladu po tym.
Ale to jest dosłownie druga relacja, jaką w życiu słyszałem, w której pojawia się komputer jako takie medium, czegoś niewytłumaczalnego. Kojarzę w którejś z książek wydanej przez Amber o tematyce właśnie takiej paranormalnej. Kiedyś wydawali takie książki, które można określić taką kompilacją różnych paranormalnych rzeczy. I kojarzę, że kiedyś była relacja z bodajże przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych o takim Niemcu, który na swoim komputerze typu Commodore C-64, który w ogóle nie był podłączony do sieci, nagle zaczął odbierać na ekranie jakieś przekazy w języku niemieckim. Oczywiście przekazy od istot podpisujących się jako tymi takimi imionami proroków, postaci wywodzących się z religii Aaron, Mosze, Mojżesz, Aurora i inni usłyszeli coś takiego. Pamiętam dosłownie jedną linijkę z tego przekazu, bo kiedyś to sobie tam czytałem. To było nawet jako ilustracja wstawiona z tłumaczeniem po polsku, ale to jest dosłownie, dosłownie dwie relacje, w których pojawia się komputer jako medium czegoś niewytłumaczalnego.
I teraz wbrew wszystkim, wbrew panu, wbrew słuchaczom, wbrew osobom, które wierzą w tego rodzaju nadprzyrodzone rzeczy. Jeżeli ja bym teraz też. Ja nie ukrywam, pierwszy raz słyszę pańskie, pańskie tutaj przytoczenie tej relacji, takiej książkowej. Ja mam miliony powodów i miliony, miliony sposobów na to, żeby podważyć. Ja rozumiem C64 bez internetu i tak dalej. Jeszcze O jakich my tu latach mówimy? Setki milionów powodów i przyczyn i metod. Ewidentne oszustwo. Nie wierzę w to. Czy ja wierzę w transmisje przez kasety? To się nagrywa zmarłych gdzieś tam w telewizorach, jakichś tam trochę, trochę. Mam ku temu pewne podstawy. Jeżeli sobie przypomnimy z historii chociażby fizyki, czy jakiejś tam radiotechnologii, czegokolwiek takiego. Gdzieś tam się pojawi nazwisko Tesla, prawda?
Jeżeli mówimy tutaj o programie komputerowym, ja nie wierzę, że go pisze sztuczna inteligencja. Nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że poprzez komputer komunikują się jakieś siły nadprzyrodzone. No po prostu nie. To tak, jakby siły nadprzyrodzone miały się komunikować nagle z nami przez pralkę. No dlaczego przez pralkę? Ponieważ każdy ją ma w domu. Przecież można z nami porozumiewać się w łatwy sposób, tak jak przez radio, prawda? Jakoś nie ma audycji radiowych oprócz tych stacji numerycznych, dziwacznych, ale to inny temat. Nie ma jakoś tak, że ducha się słyszy w radiu. W dzisiejszych czasach, kiedy kasety zaginęły, telewizory kineskopowe, telewizja naziemna zniknęły, to też zniknęły dziwnie relacje. Ja nie mówię, że tak nie było, ale mam podstawy stwierdzić, że bazując na swoim doświadczeniu zawodowej i-i-i zawodzie, że bo ja też jestem elektrotechnikiem między innymi uważam, że nie byłoby to raczej celem działania jakichś nadprzyrodzonych sił. No bo dlaczego akurat przez komputer?
A dlaczego nie przez pralkę? Pralki mają dzisiaj wyświetlacze? Dlaczego nie? Dlaczego nie na smartfonie albo na smart bandzie? Brzmi przerażająco, aczkolwiek komicznie w dzisiejszych czasach, ponieważ wśród tych wszystkich YouTubów, Facebooków, AI i innych rzeczy, które mogą imitować coś, czyli być stworzone po to, żeby być żartem? Nie sądzę. Naprawdę nie sądzę. Przychodzi mi na myśl taki film Kula, gdzie rzeczywiście przez komputer się komunikowały jakieś tam pozaziemskie istoty, pisały tam tak jakby na czacie. No bardzo podobne, wbrew pozorom do tego, co ja mówię. Oczywiście ja tego filmu nie widziałem w tamtym, w tamtych latach oczywiście, ale to jest takie, jakby to powiedzieć, delikatnie naciągane, bo ja w to po prostu absolutnie nie jestem w stanie uwierzyć. Jedyny powód, jaki mi przychodzi do głowy to żart. Ja sprawdzałem osobiście.
Powiedziałbym, że no to inni by powiedzieli, że nie wiem, widziałem ducha, a to trzeba wezwać jakiegoś egzorcystę albo jakiegoś fachowca. Proszę pana, tak się składa, że ja jestem tym fachowcem, który zna się na tych rzeczach. I ja to sprawdzam, sprawdzam, szukam. Nie żeby opisać to w gazecie, tylko szukam dla siebie, żeby zobaczyć, czy mój mózg to wygenerował, czy nie mam złego wspomnienia, czy to był rzeczywiście żart programisty, który ten program stworzył?
Nie, nie znalazłem żadnego dowodu. Później ten program zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Po prostu zniknął. Akurat ten program zniknął, bo wszystko inne mam. Proszę mi wierzyć, ja mogę odpalić sobie ten dysk w każdym momencie. Zresztą mam kopie cyfrowe. Wszystkie pliki, tak jak były od dziewięćdziesiątego siódmego roku są tam dalej jak były i ten dysk o dziwo działa nadal i mam go w domu zieloną etykietkę. Mniejsza o to.
A próbował pan może ten dysk? Tak mi się teraz nasunęło na myśl. Próbował Pan może ten dysk zbadać jakimś programem do odzyskiwania plików? Jest w ogóle taka możliwość? Oczywiście, że próbowałem, proszę pana.
Ani śladu. Oczywiście, że próbowałem. On nie ma złych sektorów jeszcze. To znaczy można z niego odczytywać. Absolutnie nie można znaleźć nic. Szukałem oczywiście sektor po sektorze.15 lat temu to robiłem.
Nie, nie. Znalazłem pliki inne usunięte, ale tego programu nie znalazłem. Także ja w to. Ja nie chcę powiedzieć, że nie wierzę, ale jakby tu wrócić do tego tematu Tesli? Dlaczego o to zahaczyłem? Tesla to nie dzisiaj samochody. Jeżeli ktoś się zna na elektrotechnice, to wie, że pan Tesla dawno temu opracował między innymi przesyłanie energii elektrycznej bezprzewodowo. Tak, energii elektrycznej bezprzewodowo, nie przez kable, tak jak dzisiaj słupy te wysokiego niskiego napięcia są tylko bezprzewodowo to się działo. Dzisiaj pokłosiem tego jest ładowarka indukcyjna chociażby, bo to się oczywiście na indukcji rzecz jasna odbywa.
Dlaczego tego nie ma? Bo by wszystko upadło. Dlatego się nie stosuje bezprzewodowego przesyłania energii. To jest oczywiste. Ale proszę zobaczyć, jak bardzo to jest zatuszowane i jak bardzo to jest schowane. Wierzę, wierzę, że mogą.
Nie mam na to konkretnych, jakichś tam już, aż taki znowu to mądry nie jestem, ale wydaje mi się, że całkiem prawdopodobne, że jakiegoś rodzaju, nie wiem, światy byty są w stanie komunikować się z nami. Być może skoro wszechświat jest nieskończony lub jest wieloświat, ciężko powiedzieć. Ja wierzę, że przynajmniej jedna formacja i jedne byty cywilizacje opierają się na tych samych zasadach fizyki i mogłyby się z nami kontaktować. Dlatego też, jeżeli chodzi o te przekazy z kaset, to oglądanie duchów na telewizorze są technologie analogowe, opierające się tylko i wyłącznie na fizyce, na zjawiskach elektrycznych. Wierzę, że to może, może istnieć coś takiego. Po prostu albo to utonęło już w historii dziejów wynalazków, albo, albo nie wiem, dlaczego nie jest to zgłębiane. Technologia się zmieniła, jest bardziej sylikonowa, sztuczna, nie ma już tego kontaktu. Tak to mogę podsumować.
Tutaj też co do tej relacji wspomnianej z książki muszę sobie w ogóle przypomnieć, co to za książka była, bo ja tych książek stambram miałem kiedyś właściwie mam całkiem sporo tych takich starszych. Muszę jakby wznowić poszukiwania informacji na temat tej tej relacji z tym komodorem C 64.
Próbowałem kiedyś szukać według tego, co zapamiętałem, według tej linijki, z tego przekazu, co tam jest niby podane. No ale niestety, jak to bywa, nic nie udało mi się znaleźć. Także też bardzo sceptycznie podchodzę do tego przypadku. Ale no to jest taki- Byłbym wdzięczny, jeżeli by się znalazł tytuł tej książki. Byłbym wdzięczny za podesłanie, bo nadal mam otwarty umysł na różne rzeczy. Nie wiem, co o tym myśleć. Chciałem się z tym podzielić, o tym podzielić. Ja nikomu o tym nie mówiłem.
Nigdy. Jest pan pierwszą osobą, która to słyszy. Nie wiem, ze wstydu, żeby nie posądzono mnie o jakieś tam. Nie wiem. Po prostu wstydzę się. No wiadomo, jak ludzie jeszcze w dużej części podchodzą do tego typu tematów. Niby też otwarte umysły, jednak no słysząc takie historie, troszkę kłócące się z takim materialistycznym światopoglądem, potrafią bardzo brzydkie rzeczy pomyśleć o człowieku, prawda?
Tak i prawdopodobnie tego się obawiam. Dlatego postanowiłem tutaj zadzwonić i liczyć na to, że jeżeli ktoś usłyszy takie niektóre relacje, tak jak wspominałem o tym okręgu na niebie, tak jak wspominałem o swoim śnie. Może dzięki temu, że mamy takie medium jak Radio Paranormalium, gdzie możemy się podzielić takimi rzeczami, może komuś się w głowie coś ruszy, coś sobie przypomni i się okaże, że to nie był po prostu wymysł, nie wiem, chorego umysłu czy zaburzonych wspomnień.
Może wtedy łatwiej o jakieś takie korelacje, żeby znaleźć chociażby jakiś trop przyczyny. Co to było? Bo naprawdę takie rzeczy potrafią męczyć głowę. To się zdarzyło w dziewięćdziesiątym siódmym roku. Proszę zobaczyć ile lat to w mojej pamięci. To pamiętam bardzo wyraźnie. Tak jak wspomniałem, jeżeli byłaby drukarka, którą można podłączyć do gdzieś tam do umysłu, to no to by było sporo ciekawych wspomnień z tego.
A to już dwadzieścia siedem lat ponad. Właściwie zaraz będzie trzydzieści. Czas leci. Liczę na to, że znajdzie się jakaś osoba, która i też tutaj zaświta i może pomoże mi zrozumieć niektóre rzeczy. No to dziękuję w takim razie, że się Pan podzielił tą historią, tymi historiami. No tutaj szczególnie ten z tym komputerem, ten, ten niby jakby, jak to się nazywało? Prawda.
Easter egg, ale jednak nie easter egg. Skoro pan to tak dogłębnie badał, to jednak easter egga też możemy chyba wykluczyć. Naturalnie, że to może być coś takiego, ale nie wiem, co o tym myśleć. Rzeczywiście, zdaję sobie sprawę, że ta relacja jest dosyć taka indywidualna, delikatnie mówiąc. No nie pierwsza, nie pierwsza, że tak to ujmę, indywidualna mocno relacja, jaka się tutaj pojawiła w tym moim archiwum radiowym. Ja bardzo dziękuję za, za rozmowę, za poświęcony czas. Jestem bardzo przyjemnie zaskoczony, że, że po prostu po pierwsze jest takie, jest chęć, jest taka otwartość w tym radiu i można powiedzieć wiele rzeczy. Niektóre, niektóre bardzo tajemnicze, niektóre takie do wyjaśnienia.
Ta łatwość kontaktu mnie zdumiało. Po prostu ja nie ja myślałem, że po prostu gdzieś to będę musiał czekać dwa miesiące na kontakt czy coś w tym rodzaju, ale. A tu się okazało, że tak i może, i dobrze, bo akurat od kilku dni tak mocno biję się z myślami, żeby w końcu komuś o tym powiedzieć i. No i w końcu stało się.
No radio jest jeszcze na takim etapie, bo nie jesteśmy tylko kanałem na YouTube. Jesteśmy też radiem internetowym, właściwie głównie radiem internetowym. Kanał na YouTube to takie jakby dodatkowe archiwum, dodatkowy mirror dla słuchaczy chcących, żeby no, żeby dotrzeć do nowych ludzi. Jesteśmy jeszcze na takim etapie, że no ta, że ta łatwość kontaktu jest jeszcze taka dosyć wysoka. No ale w przypadku chociażby bardziej znanych youtuberów, no to trzeba się trochę troszkę naczekać rzeczywiście i- I tego państwu życzę, żeby zainteresowanie wzrastało. No tutaj już zainteresowanie bywa na tyle duże, że po takich bardziej hitowych odcinkach Mówią Świadkowie praktycznie codziennie rejestruję telefonicznie jakieś nowe historie. Także no, dziękuję bardzo za życzenie. Ono się już w części jakiejś spełniło. Dziękuję za rozmowę.
Uzupełnienia dodam, że wspomniana przeze mnie pod koniec rozmowy książka to "Wyższy wymiar" autorstwa Ernesta Meckelburga, a sprawa tam opisana dotyczyła tajemniczych komunikatów, jakie miał otrzymywać Niemiec Adolf Holmes za pośrednictwem swojego komputera Commodore 64 w połowie lat dziewięćdziesiątych. Pewne materiały na ten temat można też znaleźć obecnie w Internecie. Zatem zachęcam do zgłębienia tematu. A dzisiejszy odcinek "Mówią świadkowie" dobiega już końca. Na koniec tradycyjnie przypominam o najnowszym numerze czasopisma "Nieznany Świat".
Zachęcam też do zajrzenia i zasubskrybowania kanału tego miesięcznika, gdzie od jakiegoś czasu obok zapisów spotkań w nieznane światowej księgarni oraz relacji z rubryki "Dotknięcie Nieznanego" pojawiają się też dźwiękowe wersje wybranych artykułów z bogatego archiwum "Nieznanego Świata". Zachęcam również do odwiedzenia kanałów Piotra Cielebiasia "Ufo Historie" i Marka Żelkowskiego "Wehikuł Wyobraźni", gdzie obydwaj panowie omawiają wiele interesujących tematów, w tym również tych znanych z anteny Radia Paranormalium.
Nie zapomnijcie również odwiedzić strony Radia Paranormalium www.paranormalium.pl, gdzie oprócz zapowiedzi najnowszych audycji, bogatej bazy artykułów do czytania oraz pełnego archiwum podcastów MP3 znajdziecie też forum i czata, na których możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich sieci społecznościowych. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype - radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź zza granicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w której sądy istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa email pod adresem Radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po "Nieznany świat". Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. "Nieznany świat". Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexato.pl.