[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy X teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium.
[01:10] - Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Zanim przejdziemy do głównej części dzisiejszego odcinka, pozwolę sobie przypomnieć, że w wersji opublikowanej na YouTube część odcinków podcastu "Mówią Świadkowie" jest opatrzona rozdziałami. Tak też jest z dzisiejszym odcinkiem. Jeżeli któraś z relacji z jakiegoś powodu się Państwu nie podoba, zawsze można skorzystać z listy rozdziałów i przeskoczyć do innej części podcastu. Przechodząc do głównej części dzisiejszego odcinka, za chwilę poznamy garść niezwykle interesujących relacji o bliskich spotkaniach dzieci z obcymi istotami. Będą to zdarzenia z różnych kategorii, w tym tak zwani bedroom visitors, Shadowmeni, istoty przypominające klasycznych ludzi w czerni, tak zwanych Men in Black, zakapturzone postaci i inne istoty, jak gdyby wyjęte z innej rzeczywistości. Zaczniemy od zapoznania się z relacjami nadesłanymi do Radia Paranormalium drogą tekstową. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium piątego lipca dwa tysiące dwudziestego trzeciego roku. "Dzień dobry, piszę tego e-maila, gdyż miałem podobną historię, co jeden z Waszych widzów opowiadał w odcinku pięćdziesiątym drugim podcastu Mówią Świadkowie.
U mnie zaczęło się, gdy chodziłem do piątej klasy podstawówki. Miałem wtedy jedenaście lat. Śpię w majową noc, gdy raptem poczułem ucisk na kostkach, nadgarstkach, biodrach i szyi. Czułem się, jakby ktoś przywiązał mnie pasami do łóżka. Otwieram oczy i zobaczyłem dwie postacie po lewej stronie, jedna po prawej i jedna z tyłu. Naprzeciwko łóżka było okno. Czułem, że rozmawiają ze sobą, ale nie widziałem dokładnie ich twarzy. Pamiętam, że byli niewysocy, maksymalnie półtora metra i szczupli. Można powiedzieć jak anorektycy. I byli do siebie bardzo podobni, niemal identyczni.
Próbowałem krzyczeć, płakać, lecz usta się otwierały, ale nie mogłem wydobyć żadnego dźwięku. Głową ruszałem na boki tak, jak dzieci machają na nie. Czułem, że jestem w stanie dotknąć palcami jednej nogi w drugą stopę, ale podnieść nóg nie mogłem przez ten ucisk, więc to nie mogło być paraliż senny. Raptem postacie zniknęły i ucisk zniknął. Pobiegłem do drugiego pokoju opowiedzieć rodzicom, co się stało. Na początku rodzice wysłuchali, ale uznali, że był to koszmar. Bałem się wracać do tego pokoju, więc spałem tej nocy z nimi. Po paru tygodniach, śpiąc w swoim łóżku, znowu poczułem ucisk na kostkach, nadgarstkach, biodrach i szyi. Otwieram oczy i zobaczyłem tym razem trzy postacie. Z kształtu ciała wyglądały tak, jak te przy pierwszym spotkaniu.
Tym razem, choć znowu próbowałem krzyczeć i płakać z całych sił, to było słychać niemal szept. Jakby ktoś z domowników był w pokoju, to na pewno by mnie nie usłyszał. Gdy rano się obudziłem, to zobaczyłem cienką, kilkucentymetrową ranę. W sumie to nie była rana. Strupek sam odpadał i nie było po nim blizny. Od razu pobiegłem powiedzieć rodzicom. Na początku znowu uznali, że coś się przyśniło bądź wymyślam. Bałem się zostać sam w mieszkaniu, więc gdy rodzice wychodzili do pracy, to poszedłem do kolegi z klasy, aby u niego czekać do wyjścia na lekcje do szkoły. Po kilku dniach znowu miałem wizytę trzech istot. Wtedy tylko machałem głową na boki.
Znowu rano zauważyłem bliznę. Opowiedziałem rodzicom i uznali, że trzeba pojechać do lekarza. Lekarz mnie obejrzał i dał skierowanie na rentgena głowy. Badanie nic jednak nie wykazało. Po tym prześwietleniu miałem jeszcze kilka spotkań. Na ogół raz na dwa, trzy tygodnie i prawie po każdym te odpadające strupki. Były one na rękach, przedramię, ramię i nogach, uda, łydki. Pokazywałem je rodzicom, ale twierdzili, że sam się podrapałem w nocy. Tylko żadna rana tak szybko się nie goi. Zawsze powinien być strup na kilka dni.
Bałem się sam zostawać w mieszkaniu. Czułem, że ktoś chodzi za mną. Znajduje się za moimi plecami. Rodzice uznali, że coś jest nie tak i pojechałem z nimi do tak zwanej szeptuchy. Usiadłem na krześle, które stało na środku pokoju i coś tam mówiła. Jakby modły. Wizyty tych istot odbywały się, ale rodzicom już o tym nie mówiłem, gdyż uznałem, że i tak mi nie wierzą w to, co opowiadałem, a wszelkie próby, że tak powiem, wyleczenia mnie są nieskuteczne.Wizyty zrobiły się rzadsze po jakimś pół roku od pierwszego spotkania i odbywały się może raz na miesiąc, raz na sześć tygodni. Pamiętam, że mimo że spotkania były rzadsze, to podczas wizyt ogarniała mnie bezsilność i pomyślałem sobie: "O nie, znowu to samo. Kiedy to się skończy?". Całkowicie zanikły po jakimś roku od pierwszej wizyty.
W sumie może było około dwudziestu wizyt. Jednak to nie koniec historii. Gdy miałem jakieś szesnaście lat, wakacje spędzałem u babci. W nocy obudziło mnie silne światło w pokoju. Nie były to zapalone żarówki, gdyż barwa była śnieżnobiała, jak podczas spławiania. Oślepiało na kilka sekund i zgasło. Wtedy zobaczyłem te same istoty, co widziałem, gdy miałem jedenaście lat. Stanęły na środku pokoju i patrzyły się na mnie. Było ich wtedy dwie bądź trzy istoty. Nie pamiętam, co było dalej, ale rano jak wstałem, to obudziłem kuzyna, który spał w tym samym pokoju na innym łóżku.
Powiedział, że przyśniło mu się oślepiające światło, ale żadnych istot nie widział. Żadnych ran na ciele nie znalazłem. Po tym zdarzeniu zacząłem szukać innych osób, które miały podobną historię, ale wtedy jeszcze internet nie był tak powszechnie dostępny jak obecnie. Ogólnie były tylko informacje, że ludzie widzieli kosmitów, ale były to zagraniczne publikacje i o ile większość ich podobizn nie ma na mnie wpływu, to przy niektórych odczuwam niepokój. Gdy opowiadam znajomym swoją historię, to na ogół się z tego śmieją lub mówią: "Dlaczego akurat ciebie wybrali? W czym jesteś taki wyjątkowy?". Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2024 roku. "Witam, chciałbym się podzielić swoim przeżyciem. Jako mały chłopiec mieszkałem w niewielkim mieście niedaleko Bielska-Białej. Miałem wtedy jakieś siedem, osiem lat.
Nie jestem w stanie dokładnie określić. Mieszkaliśmy z mamą obok starego domu, w którym mieszkała stara kobieta. Pewnego dnia poszedłem na roraty, jak zawsze z lampionem. Zawsze chodziłem sam i wracałem sam, ponieważ mieszkaliśmy bardzo blisko kościoła, a wracając postanowiłem iść skrótem obok domu tej starszej pani. Jako małe dzieci baliśmy się jej, ale nie na tyle, żeby tamtędy nie chodzić. Chodziły różne plotki, że jest nawiedzona i temu podobne. Można było przejść wąskim przejściem obok jej domu. Dróżka ta miała jakieś trzydzieści metrów prosto i skręcała w prawo pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, ale było wszystko widać przez ogrodzenie. W połowie tej ścieżki usłyszałem dźwięk, coś jak uuu, więc się zatrzymałem. Ten dźwięk brzmiał jak stereotypowy duch, więc od razu pomyślałem, że sąsiadka robi sobie ze mnie żarty i ruszyłem dalej, ale po zrobieniu trzech, może czterech kroków zobaczyłem półprzezroczystą rękę zza pachołka ogrodzenia, która próbuje mnie dosięgnąć.
Najdziwniejsze jest to, że nie było widać reszty ciała przez ogrodzenie, tylko ta ręka dosłownie zza słupka. Zmroziło mnie. Nie zastanawiałem się ani sekundy. Puściłem lampion i zacząłem uciekać w takim strachu i stresie, że do dziś czuję niepokój myśląc o tym. Uciekałem ile sił w nogach, aż na rynek miasta. Jak już się uspokoiłem, poszedłem do domu główną drogą. Nigdy więcej nawet nie spojrzałem w okna tego budynku ani tamtędy nie przeszedłem. Pamiętam jeszcze przerażony wyraz twarzy mojej matki, jak zobaczyła, w jakim stanie wróciłem do domu. Teraz mam trzydzieści jeden lat. Więcej nie poszedłem do kościoła.
Jestem niewierzący i bardzo racjonalnie myślący, ale na tamte zdarzenie nie mam żadnego logicznego wytłumaczenia. Robicie dobrą robotę. Długo myślałem, czy napisać. W zasadzie już kilka lat. Nie jestem dobry w pisaniu. Opisałem to najlepiej, jak potrafię. Po tym zdarzeniu miałem wieloletnie koszmary, uczucie obecności i paraliże senne. Do dziś mam wielkie poczucie, że jest coś więcej." Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w grudniu 2023 roku. "Był to najprawdopodobniej rok 2004. Miałem wtedy około siedmiu lat.
Zdarzenie miało miejsce w moim ówczesnym mieszkaniu w miejscowości Krynica-Zdrój. Na początek zaznaczę, że mieszkaliśmy na trzecim piętrze kamienicy. Miałem wówczas zabawkową tarczę, w którą rzucało się rzutkami na rzepy. Będzie to ważne dla historii. Zazwyczaj miałem dobry sen i nie budziłem się w środku nocy, ale wtedy było inaczej. Obudziłem się dość gwałtownie i spojrzałem na okno. Było ono oświetlone lampami z ulicy i na tle tego światła zobaczyłam bardzo wyraźnie odcinającą się ciemną postać. Była to sylwetka bardzo małego chłopca, który znajdował się na parapecie w pozycji kucającej. Ze względu na światło dochodzące zza jego pleców wydawał się cały czarny, poza oczami, które były duże i świeciły mocnym, białym światłem. Postać ta wydawała mi się groźna i złośliwa.
Po około trzydziestu sekundach chłopiec sięgnął w stronę stołu znajdującego się pod oknem, po czym zniknął. Następnego dnia stwierdziłam brak jednej z rzutek do tarczy. Wiedziałam dokładnie, ile ich było, więc byłam pewna, że jednej brakuje. Rodzice jednak zlekceważyli moją opowieść, twierdząc, że pewnie po prostu zgubiłam tę rzutkę. To zdarzenie bardzo zapadło mi w pamięć." Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w czerwcu 2023 roku.Witam. Do podzielenia się swoją historią zachęcił mnie mój krewny, który jest Państwa stałym słuchaczem oraz audycja o świadectwach ludzi związanych z UFO. Chyba odcinek pięćdziesiąty drugi podcastu "Mówią świadkowie". Całości zdarzeń nie nazwałbym obserwacją, tylko cyklicznymi spotkaniami. Historie zaczęły się w późnych latach osiemdziesiątych, gdy miałem od dziewięciu do dwunastu lat. Mieszkałem w małej miejscowości na ostatnim piętrze w bloku.
Razem ze starszym o rok bratem zajmowaliśmy duży pokój z wyjściem na balkon. Jest to dość istotna informacja. Wiem, że zabrzmi to na swój sposób absurdalnie, ale pamięć o tamtych wydarzeniach wróciła do mnie dosłownie kilka lat temu. Byłem uczestnikiem wielokrotnego uprowadzenia do stacji kosmicznej we wnętrzu naszego Księżyca. Pamiętam stosunkowo niewiele, ale za to z licznymi szczegółami. Na dziś jestem w stanie przypomnieć sobie i odtworzyć dwa pełne zdarzenia. Moja pamięć zarejestrowała sytuację, kiedy w nocy byłem wybudzany przez jasne światło. Nigdy się go nie bałem. Nie było żadnych istot ani głosów. Wychodziłem na balkon i przechodziłem przez balustradę balkonu, aby dać się chwycić promieniowi transportującemu.
Gdy czułem, że się unoszę, puszczałem balustradę, by po chwili znaleźć się we wnętrzu pojazdu. Pomieszczenie było niskie, bladoniebieskie, świecące jakby z podświetlanego plastiku i było ciepło. Siadałem po turecku na podłodze naprzeciw wielkiego monitora czy też okna. Obserwowałem przez nie, jak w ciągu pięciu minut dolatywaliśmy do powierzchni Księżyca, by wlecieć w jeden z jego kraterów i tuneli. Po chwili wylatywaliśmy w dużą przestrzeń zakończoną z góry wielką kopułą. Cała konstrukcja bazy przypominała dziurę w ziemi w kształcie odwróconego stożka z wysuniętymi do środka platformami lądowniczymi. Pomieszczenia były przyklejone do ściany tej konstrukcji i oddzielone od przestrzeni do latania szybami. Zawsze, kiedy wychodziłem z pojazdu, ktoś na mnie czekał. Chyba kobieta. Gdybym miał ją opisać, powiedziałbym, że bardzo przypominała człowieka.
Była wysoka, miała dredy podobne do tych znanych z obrazu Predatora związanych w kitkę. Po latach odnalazłem duże podobieństwo w postaciach klonerów z Kamino z Gwiezdnych Wojen, ale oczy miała większe i kolorowe. To znaczy zmieniały swój wygląd w zależności od emocji. Zawsze byłem prowadzony na początku do małego pomieszczenia. Było zaciemnione i ciepłe. Był tam tylko jeden mebel. Sześcien jakby z drobnej gąbki, który twardniał w zależności od siły nacisku. Tam zazwyczaj sobie siedziałem jakiś czas. Z tego pokoju przeprowadzono mnie do innej sali. Na środku ciemnego pomieszczenia siedziały w kręgu inne dzieci wraz z nauczycielem.
Między nimi znajdował się jakby pionowy, biały promień lasera. Naszym zadaniem było myślami dokonywać zmian promienia, tworząc coraz to wymyślniejsze kształty. Każdy po kolei i po jednej zmianie. Można było na przykład z tej pionowej linii zrobić literę L, a ktoś inny zmieniał ją w T, aby następne dziecko zmieniło ją w krzyżyk i tak dalej. Dochodziliśmy w tej zabawie do naprawdę skomplikowanych, wielowymiarowych figur. Bardzo lubiłem tę zabawę. Potem uczono nas dużo o Bogu, stworzeniu materii. Pamiętam jeszcze ostatnie pożegnanie i to, że nie chciałem, by się to zakończyło, bo uczono mnie, że o wszystkim zapomnimy, ale w odpowiednim czasie będzie nam dane sobie o tym przypomnieć. Kiedy wspomnienia te zaczęły się we mnie budzić, dyskretnie podpytałem się rodziny i okazało się, że rzeczywiście wspominałem im o UFO i o wycieczkach na Księżyc. Traktowali to w kategorii snów i nocnych dziecięcych wyobrażeń.
Na dzień dzisiejszy z tamtych doświadczeń, poza wspomnieniami, pozostał mi lęk nocny przed obserwacjami z zewnątrz, że mnie ktoś podgląda przez okno. Dlatego sypiam zawsze z zasłoniętymi oknami. Mam też czasami napady paniki związane z wysokim nocnym niebem i wychodzeniem na zewnątrz w tym czasie. Nad lewym łukiem brwiowym posiadam także okrągłą bliznę, dziś już w kształcie wklęsłej kreski, ubytku skóry, której pochodzenia nie potrafią wyjaśnić ani rodzice, ani ja sam. Pamięć wraca pomału, ale obrazy stają się żywsze i wyraźniejsze. Jestem pewny, że to moje doświadczenie dotyczy wielu osób, bo widziałem tam naprawdę dużo dzieci z różnych kultur, których liczba dochodziła do kilku setek. Gdybym sobie coś jeszcze przypomniał z czasem, odezwę się na pewno. Pozdrawiam wszystkich Państwa i Waszych odbiorców. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w październiku dwa tysiące siedemnastego roku. Sprawa dotyczy mojego siostrzeńca.
Nie pisałem wcześniej, bo sytuacja była ciężka, ale znośna. Jednak siostrzeniec ma już dziewięć lat. Zaczyna rozumieć, co się dzieje i dochodzi do sytuacji, gdzie nie może go siostra zostawić samego w domu, na przykład idąc do sklepu pięćdziesiąt metrów na zakupy. Siostrzeńca odwiedzają jakieś postacie, że tak ich nazwę. Zaczęło się jednej nocy, gdy siostra usłyszała wołanie dziecka i pobiegła do pokoju. Zaznaczę, iż w tym czasie nie był chory. Okazało się, że jest w jakimś transie, ma gorączkę lekką i patrzy w ścianę. Wyglądał jak naćpany. Siostra opowiadała, że był też wystraszony. Opowiadał w trakcie transu, że w pokoju są jacyś panowie ubrani na czarno.
Nie widzi ich twarzy i patrzą się na niego.Oczywiście pierwsze myśli krążyły obok choroby lub snu i zwykłych przywidzeń związanych z tym stanem. Sytuacja zmieniła się, gdy po jakimś czasie znów przyszli. Tym razem rozmawiali z siostrzeńcem. Opowiadał on, że każą im się wyprowadzić z tego mieszkania, że muszą to zrobić jak najszybciej i że jak się zdecydują, to oni im pomogą. Siostrzeniec zaznaczał kilka razy i bardzo stanowczo, że oni są dobrzy i chcą pomóc. Takie sytuacje były do zniesienia, lecz to, co wydarzyło się pewnego razu, załamało cały spokój mojej siostry i całej rodziny. Mianowicie nad ranem siostrzeniec wpada z historycznym płaczem do pokoju siostry, krzycząc: Dlaczego nie przyszłaś, jak cię wołałem? Dlaczego mi nie pomogłaś? Po powolnym uspokojeniu dziecka udało się dowiedzieć, iż miał znów wizytę, jednak tylko jednego pana. Pan ten spowodował u niego paraliż senny.
Siostrzeniec był całkowicie świadomy tego, co widzi, słyszy i czuje, jednak nie mógł wydobyć z siebie głosu, a raczej krzyczał, ale nie było go słychać. Jak wspomniałem, poprzedni goście byli dobrzy, jednak jak twierdzi siostrzeniec, ten pan był ewidentnie zły. Mówił, że chciał zrobić mu krzywdę. Dziwne jest też to, że podczas transu siostrzeniec ma otwarte oczy i patrzy prosto w oczy mojej siostry. Łapie ją za głowę, przyciąga na odległość około dziesięciu centymetrów, tak by mieć jej oczy naprzeciw swoich i wodzi rękoma nad jej głową i wokoło twarzy tak, jakby coś sprawdzał lub coś widział. Ma wtedy mętny wzrok. Trwa to około pięciu do piętnastu minut, a cały trans do kilku godzin. Wszystkich odwiedzin było już kilkanaście. Ostatnio się nasilają. Siostra nie wie, co ma zrobić.
My też nie wiemy. Kiedyś pomogła im w innej sprawie wioskowa szeptucha, ale ona już nie żyje. Kiedyś w takie sprawy nie wierzyliśmy. Do czasu, gdy w naszym rodzinnym domu zaczął odwiedzać nas duch. Dziś wiemy prawdopodobnie, kto to był. Mamę doprowadził do stanu przedzawałowego. Ojciec do dziś o tym nie mówi, a rodzina bała się nas odwiedzać po tym, jak zobaczyli pewne sytuacje. Nie wiążemy tych spraw ze sobą. Zamykamy naszą skrzynkę e-mailową i przechodzimy do prezentacji przygotowanych na dziś rozmów telefonicznych. Rozmowy będą dzisiaj dwie.
Zaczniemy od tej dłuższej. Cofniemy się do roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego ósmego, kiedy to jednego z naszych słuchaczy zaczęła nawiedzać dziwna, zakapturzona postać. Mój rozmówca miał wtedy trzynaście lat i nagle z niewiadomych przyczyn podupadł na zdrowiu. Jak się okazało, wówczas nastąpił początek wizyt pewnej tajemniczej postaci, która zdawała się pojawiać w życiu mojego rozmówcy w istotnych dla niego momentach. Posłuchajmy zatem tej niezwykłej historii.
[21:19] - To był rok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty ósmy, plus minus jeden rok. Tak dokładnie nie pamiętam. Miałem gdzieś wtedy tak gdzieś trzynaście lat. Zachorowałem. Nagle w szkole podczas apelu zemdlałem raz, drugi i od lekarza do lekarza. Nie wiedzieli, co mi jest dokładnie. Z mamą chodziłem i pamiętam, byłem w domu gdzieś tydzień czasu. Mieszkałem w miejscowości to jest między Płockiem a Toruniem, przy bardzo ruchliwej takiej trasie. Mieszkałem w wieżowcu na dziewiątym piętrze i tydzień, około półtora tygodnia nikt nie wiedział, co mi dokładnie jest. I nagle zaczęła mi noga boleć.
No i byłem w domu i nie mogłem spać w nocy. Ciągle coś mnie bolało i później ta noga jeszcze tym bardziej. No i nagle, znaczy pokój był taki trzy na trzy i pół. Dość mały. Po jednej stronie była wersalka, po drugiej stronie była taki jakiś regalek, regał, krzesło i duży kwiat. Drzwi były od pokoju otwarte i mama często przychodziła w nocy do mnie, bo dość fatalnie się czułem. Była pełnia. Pamiętam, że była pełnia i dość dziwio było w tym pokoju. To była druga. Może po drugiej.
Mniej więcej tak godzinę była w nogę. Coś jakbym się przestraszył, coś wystraszył. Czułem, że ktoś mnie obserwuje. Odwróciłem się w stronę segmentu. Patrzę. Stoi postać tak mojego mniej więcej wzrostu metr sześćdziesiąt z groszami. I zacząłem krzyczeć, wrzeszczeć iż-- ogromnie. Ale zdając sobie sprawę, że oprócz tego, że chcę krzyczeć, to nikt nie słyszy w ogóle tego. I zacząłem krzyczeć. I uświadomiłem sobie, że nie słyszę tego krzyku, a drzwi były otwarte.
To jakbym krzyczał, to mama by na pewno przybiegła, bo no przychodziła często do mnie w nocy. Czy się źle czuję? Czy dobrze się czuję? Czy coś mi herbaty czy jakiś proszek przeciwbólowy, bo miałem iść do szpitala na dwa dni po zdarzeniu. Trochę się denerwuję tym, bo zawsze jak opowiadam to taki tak wszyscy się śmiali albo udawali, że coś jest nie tak ze mną. No i widzę tą postać. Bardzo się przestraszyłem, bo ta postać, tak jak mówiłem mojego wzrostu metr sześćdziesiąt pięć, metr siedemdziesiąt tak miała. I to był taki typowy habit i nie było widać twarzy. On był lekko, jakby troszeczkę. Głowa była opuszczona w stronę podłogi.
Rękę lewą miał włożoną do prawej, a prawą do lewej, tak że dłoni nie było widać i nóg nie było widać, tylko bardzo wyraźnie widziałem ten materiał. Dosłownie jakbym miał go parę centymetrów przed sobą. I sznur, który był owinięty tak jak mnich ma ten sznur naokoło siebie owinięty, zawiązany znaczy i takie węzły ma.I zacząłem jak krzyczałem. Ja wiedziałem, że krzyczę, choć nie słyszałem, to nagle tak słyszałem ten werbalnie nie tylko tak telepatycznie. Uspokój się. Przestań. Coś tam, coś tam w tym rodzaju. Przed tym zdarzeniem jeszcze tak później, jak sobie przypominałem, to pamiętam, że siostra mówiła chyba do mamy czy do drugiej siostry, że czy umrze, czy coś w tym rodzaju. Ja to pamiętałem i ta postać mówi uspokój się, przestań tam krzyczeć czy coś takiego i nie umrzesz. Słucham, słucham.
On mówi to nie ten czas, nie ten moment, nie ta chwila. I coś tam było. I przyjdzie czas, to wtedy. I pamiętam jedno, że ten pokój właśnie on jakby był... Jak patrzyłem się na tą postać, to ten pokój jakby się troszeczkę rozszerzył, jakby był większy w szerokości. I pamiętałem, że jakbym mocno zdenerwowany tak od jednego do dziesięciu, to nagle jakby to je-to jednego spadło i cisza nastała. I zawsze pamiętałem, że jakimś... Znaczy ja mieszkałem na dziewiątym piętrze. Tam trasa szybkiego ruchu przebiegała, bo to jest A1. Tylko wtedy była jedna jezdnia była.
To zawsze samochody jakieś szla, to kompletnie nic nie słyszałem. Tak jakby było cisza, tak jakby ktoś przełączył guzik. Cisza i spokój. Tak ogólnie pamiętałem. Jeszcze miałem takie zdarzenie. Dwa jeszcze. Tak jakby z tą samą postacią. Poszedłem do wojska w osiemdziesiątym czwartym, a w osiemdziesiątym piątym roku poszedłem do szpitala znowu na tę nogę, bo to miałem z pięć, sześć operacji i ileś tam zabiegów. A że wtedy brano nawet i koślawych i głuchych do wojska. No i byłem w tym wojsku i zapomniałem o tym.
Wiadomo, jak to w wojsku za młodego ganianie i ten. I przed samą operacją to już mi się śniło, tak jak podczas snu, jakbym widział tą postać i ta postać, ten habit. Tylko że ten habit już był jaśniejszy. On miał taką bardziej taki kolor jasny jak owca ma wełnę taką i ten sznur i jestem pewien na sto procent, że to była ta sama postać. I też podczas snu mi przekazała, że nie martw się tam, nie bój się czy coś w tym rodzaju. No i tak ogólnie to się nie bałem. Później miałem taki epizod, że jak już byłem z żoną i dzieci miałem. Znaczy pracowałem w delegacji. No i jak to w delegacji za dużo zaczęłem sobie tam pozwalać z piciem. Tak rok czasu.
Że nadużywałem trochę alkoholu. I rok czasu gdzieś tak minął. Przyjechałem do domu i tak gdzieś poszedłem na jakąś imprezę, też z żoną do jakichś znajomych i też nie wypić, tylko po prostu się okropnie się upiłem. I dwa dni jakoś tak później przyśniła mi się ta sama postać. Habit jaśniejszy sznur, wszystko. I dosłownie dostałem takie ostrzeżenie jakby wybierz picie lub życie. To pamiętam jak dzisiaj. Wybór, czas i takie takie cztery, pięć wyrazów. I to na tym było koniec. I od czasu do czasu tak jakby nie wiem, czy mogę to określić, że to jak anioł stróż, czy czy czy raczej na demona to nie wygląda.
Bardziej wtedy jak pierwszy raz to widziałem, to już tej twarzy nie widziałem. To mnie najbardziej pamiętam, przestraszyło, wystraszyło. I jeszcze te słowa siostry, że a jak umrę albo coś. To wiadomo, dzieciak trzynaście lat czy tam czternaście to się bał. Ale zrozumiałem jeżeli by mi się miało coś stać, to na pewno bym takie nie dostał ostrzeżenia. To by było na tyle taką historię, taką normalną.
[28:30] - Rozumiem, że to takie uczucie takiego nagłego spokoju występowało przy każdej wizycie tej istoty, przy każdym jej pojawieniu się?
[28:39] - Tak. Jak ją pierwszy raz zobaczyłem, to ja się bardziej przestraszyłem, że nie to, że... Znaczy, że nie widziałem tej twarzy. Pamiętam, że że to było taka czerń, taka jakby w środku było zamazane czarną smołą na przykład. A on tak raczej pozytywnie. Tak później, jak on powiedział telepatycznie uspokój się, przestań coś. No to tak jak jak się bałem do dziesięciu, tak do jedynki i cisza. I ja patrzyłem się na nią i co najbardziej to mi się rzucało ten, ta tkanina, taka można by powiedzieć no ładna o. No no tak, która wpadała w oko, tak jakby prążki miała jakby, ale no ładna tkanina i ten sznur co mi się rzucało, a nie widziałem ani rąk, ani nóg, tylko sam tam. I ten kaptur.
On był trochę jakby opuszczony, jakby ta głowa patrzyła nie tak na mnie, tylko na podłogę. Jakby nie chciała mi patrzeć w oczy. Ale chociaż no nie widziałem, znaczy bo tam nic nie było. Pustka była w tym kapturze.
[29:42] - No tak, jakby taki trochę mniszy spokój, że to tak ujmę emanaował od tej postaci, prawda?
[29:47] - No tak to tak, tak to wyglądało, jakby to był mnich. Ale, ale no on mnie tak no nie przestraszył. Raczej pozytywnie odbierałem. Później, jak sobie tak zacząłem przypominać jeszcze najważniejszą rzecz, bo to, co pamiętam, to wiem, że on mi parę razy jeszcze coś tam mi mówił. Tylko że nie wiem, czy ja mam, miałem tego już nie pamiętać, nie zapamiętać, że miałem mieć wykasowane to, bo wiem, że ten czas tak odczuwałem to, że ten czas, gdzie ja na przykład jak on mi przekazywał, to tak minęło dziesięć, piętnaście minut, to wiem, że on to ten czas był o wiele, wiele dłuższy. Owszem, później jakNagle on zniknął. Jak krzyknąłem to mama przybiegła i co tam? Co się stało? Co ty krzyczysz? A ja mówiłem, że tu ktoś stał, że jakaś postać przyszła po mnie czy coś w tym rodzaju.
No jak to dzieciak ma trzynaście lat tak gdzieś mniej więcej miałem. Nieraz się pytałem mamy dwa czy trzy razy, czy mama sobie to przypomina. No i owszem, to było. Była taka sytuacja. Także na pewno mi się to nie przyśniło, bo ja szczerze mówiąc, wtedy nie mogłem spać. Tak przysypiałem dziesięć minut, pięć minut. Okropnie naprawdę się czułem.
[30:59] - Rozumiem, że pan miał wrażenie, że pan jakby fizycznie krzyczy, ale tego krzyku jakoś nie słychać ani nie słyszeli do pewnego momentu inni domownicy. Tak? Tak jakby coś się przełączyło.
[31:10] - Tak. Ja krzyczałem. Jeżeliby miałem drzwi od pokoju otwarte. Mama była w następnym pokoju z tatą i rodzeństwo też było w następnym pokoju. Jeżeli bym krzyczał, a ja jestem pewien na sto procent, że ja krzyczałem, tylko że ja nawet sam siebie nie słyszałem. To znaczy, że jakbym był w takiej próżni, jakbym był zawieszony. Albo tak to było zrobione, że po prostu nie było słychać. Ale później jak on odszedł, to ja też krzyknął, to od razu mama usłyszała i przybiegła do pokoju. Także to tak musiało być. No.
[31:44] - No taka, taka nagła, ciężka choroba dziecka to jest taka sytuacja, gdzie te, gdzie jakby no członkowie rodziny powinni być wyczuleni. Taka sytuacja, gdzie, gdzie ciężko jakby głęboko zasnąć, gdzie ta czujność jakby jest podniesiona, a tu pan krzyczy a tu nic.
[32:01] - A tu nic. I pamiętam, że mama przychodziła do mnie tam co godzinę, co półtorej sprawdzać, czy coś potrzeba, czy herbaty. No i zawsze rozmawiałem. Dobrze, mamo, jak będę to tam zawołam. Ja pamiętam całą prawie noc do momentu, kiedy to mi się pokazało i to, no to, ta postać, można powiedzieć i to, co odeszło, znikło nagle. I jak znikła ta postać, no to automatycznie słyszałem, jak samochody przejeżdżały, bo to dość blisko. Mój blok stał bardzo blisko jezdni, a ja mieszkałem na dziewiątym piętrze, także to naprawdę było słychać wyjątkowo. Nawet koń przejeżdżał, to ja słyszałem, a w nocy tym bardziej, bo wiadomo, że wszystko się prawie słyszy.
[32:45] - No w nocy to wiadomo, jest ciszej, to ten zmysł słuchu też się wyostrza. Także no.
[32:50] - Tak.
[32:51] - A ta postać była całkowicie taka fizyczna, czy sprawiała wrażenie jakiejś nie wiem, nie fizyczności, jakiejś takiej nierealności?
[32:58] - Nie, nie, nie. Bardziej fizyczna, bardziej to jak ja ją widziałem naprawdę na no tak, żebym się odważył, wstał i dotknął ją. To bo to tyle tam mogło być z dwa metry ona stała. Tylko że później się zastanawiałem, że to jakoś dziwnie, jak mówiłem, że wspomniałem na temat, że to jakby ten pokój się trochę rozszerzył, bo po drugiej stronie był ten segmencik. Było takie mini biurko i krzesło i kwiat duży, duży taki miałem kwiat. Także jak on by stał to albo bym musiał zawadzić o krzesło, trochę dotykać, albo o ten kwiat. A jak ja się patrzyłem na tą postać to widziałem, że jeszcze była duża odległość co najmniej po półtora, dwóch metrach od kwiatu i od tego krzesła. To tak jakby się troszeczkę rozciągał. A tak jak sobie później zacząłem przypominać sobie tak po paru dniach nawet jak w szpitalu leżałem, zacząłem sobie tam kojarzyć, przypominać i od czasu do czasu tak sama mi przychodziła ta myśli. I tak sobie przypominałem, jak to było możliwe.
Przecież tam nie mogło, tak co mi się rozszerzył ten pokój rozciągnął się. Na pewno fizyczna była.
[34:06] - Albo jakby się to działo w gdzieś tam na granicy snu i jawy, albo jakby ta postać, czy też jakiś inny czynnik wpłynął na pana postrzeganie przestrzeni, tak?
[34:19] - Znaczy w przestrzeni jawy i snu to raczej nie to, co później, co przyszła, co podczas co ten już habit ten jaśniejszy miał ten, ten ta postać, gdzie ostrzegło mnie, że albo będziesz tak jak mówi się albo picie, albo życie. Zostaną ci w tym rodzaju. No to o! To już był jasny, to mi się śniło, to jestem pewien na sto procent. W szpitalu w Poznaniu to samo mi się śniło. Też dostałem takie ostrzeżenie, że masz się nie bać i już tu ostrzeżenie, że masz skończyć. Masz nie pić. No i momentalnie buch. Ja jestem z numerologii, jestem jedenastką uparty z dwadzieścia dziewięć i mimo że ktoś mówi, że mam zrobić taki to nie. A tu nagle wszyscy się dziwią co się ci stało?
Co ci, że nagle buch nawet piwa i nie piję alkoholu z piętnaście, siedemnaście czy dziewiętnaście lat no. Żadnego.
[35:13] - No tak numerologicznie to coś kojarzę, że chyba jedenastka jest liczbą mistrzowską, z tego co kojarzę.
[35:18] - Mistrzowską zgadzasz. I z dwudziestki dziewiętki ja jestem wyjątkowy, bo dwadzieścia dziewięć to jest muszę przerobić. Musiałem przerobić pewne rzeczy, że nie musiałem przyjść tutaj, ale sam wybrałem. Sam wybrałem rodziców i ale sam tu chciałem przyjść, żeby coś z poprzednich żyć. Trochę się zacząłem tym interesować tak z piętnaście lat już tak jak przyszło ostrzeżenie. No to tak trochę OOBE, trochę wędrówka dusz. Neptuna czytałem i królika też się zaczynam teraz trochę tak. A kosmosem, astronomią. No i państwa radiem. Dużo, dużo oglądam, dużo interesuję się po prostu tymi rzeczami, chociaż wszyscy się śmieją.
[35:58] - Tutaj to wrażenie, jakby to wszystko było wyłączone, jakby pan kompletnie nic nie słyszał. To tak troszkę trąci takim, jak to się mówi w ufologii czynnikiem Oz, że cała okolica zostaje wyciszona, całe otoczenie zostaje wyciszone i tylko jest jakby świadek i postać bądź obiekt, bądź zjawisko.
[36:19] - To, to, to stuprocentowo mogę to potwierdzić, że tak, tak mogło być. No bo ta postać nie mówiła werbalnie, tylko telepatycznie. No to tak i tak domownicy nie mogli wysłyszeć.Ale ten krzyk to jest to. No to na pewno na sto procent. Ja jestem pewien, że ja nie to, że krzyczałem, tylko ja darłem się, wydzierałem się głośno. Szczęka mi później wołała, a on nic mnie nie słyszał. A drzwi były otwarte i od rodziców były specjalnie otwarte i mój pokój był otwarty. Tylko co u rodzeństwa po drugiej stronie były zamknięte drzwi. A jak coś się czy to mama zaraz przybiegała i się pytała. Też na pewno jak ja krzyknąłem, jak ta postać odeszła, to jak mama przybiegła, to wiem, że ona się bardziej martwiła, że...
A może bo mama też taka była świętej pamięci już teraz, ale no typowo taką wierzącą osobą, to może i się bała, że może. I faktycznie, jak ja zacząłem opowiadać, że ktoś mi się po mnie zabierze, jak to dzieciak taki, który usłyszał, że ktoś tam coś powiedział, że czy ja umrę czy nie, no to się bałem tego. A ona to ta postać mówi, że nie bój się, to na pewno, że nie. To nie ten czas, nie ten tak jakieś dziwne. I pamiętam jak dzisiaj. Nie ten czas, nie ten moment.
[37:37] - No ciekawe, jak to mama musiała zinterpretować, prawda? Bo to u osób silnie, silnie jakby związanych z religią, silnie powiązanych z religią, silnie wierzących. No, tutaj różne interpretacje, najczęściej takie demoniczne się chyba pojawiają w głowie na dźwięk takiej historii.
[37:52] - No raczej chyba tak, bo najpierw mama nie chciała w ogóle tak właśnie ich jakby odwracała ten temat i bardziej wystraszona też jakby w takim troszeczkę. Ale później, z biegiem lat to już tak troszeczkę z uśmiechem, tak? A może ci się śniło? A może coś? Chociaż ona wiedziała, że, że jednak to coś musiało być. No i owszem, muszę jeszcze dodać byłem u hipnotyzera. Chciałem się dowiedzieć, co ta osoba coś mi coś powiedziała, co mi przekazała czy coś. No i byłem w danej tej sytuacji. Znalazłem się w tym pokoju obok siebie. Widziałem siebie, widziałem siebie, jak leżałem, ale nic poza tym.
I później ta pani powiedziała, że no nie może wejść. Nie może. Nie może wejść, żeby żeby coś konkretnego powiedzieć, co ona mi mówiła. Także i druga osoba też. Niestety nie mam tamta druga osoba, ten hipnotyzer to chyba był czary już taki prawdziwy. I tak trochę sparzyłem się.
[38:54] - No zdarzają się takie wspomnienia dosyć na tyle mocno, jakby głęboko wciśnięte w pamięć, że nawet taki doświadczony dosyć hipnotyzer nie jest w stanie ich wyciągnąć. Nie wiem, czy pan kojarzy sześćdziesiąty odcinek podcastu "Mówią świadkowie". Tam była taka historia ze słuchaczem, który doświadczył odwiedzin bardzo dziwnych istot w swoim własnym domu i posikał się ze strachu dosłownie. Coś go położyło. Te postaci chyba go położyły na łóżku w zupełnie inny sposób, niż leżał pierwotnie. I z tego, co mi wiadomo od tego słuchacza, bo tam też poza anteną wymieniamy trochę wiadomości. On był u hipnotyzera, żeby się dowiedzieć, co tam tak właściwie się zdarzyło. No i okazało się to na tyle traumatycznym doświadczeniem, że nie idzie tego w ogóle wydobyć z głębokich czeluści jego pamięci. Także takie przypadki się zdarzają, że no takie doświadczenie zostaje jakby tak głęboko ukryte, że ciężko, ciężko wydobyć nawet hipnotyzerowi szczegóły tego, co tam się wtedy wydarzyło.
[40:03] - Czyli to tak jakby się zablokowało i koniec. Nie da rady wyciągnąć to. Ale jestem właśnie jestem pewien, że on mi coś przekazał. Coś mi powiedział, coś poinformował. Właśnie chciałbym się dowiedzieć. Może coś ciekawego. Ja nie mówię akurat o mnie, ale no tak wiem na sto procent, bo ta rozmowa to jest, to była o wiele, wiele dłuższa. Znaczy to, co on do mnie mówił, co ja słuchałem, że ten czas był o wiele, wiele dłuższy, a ja tylko tak dziesięć, piętnaście minut może to góra pamiętam i wiem, że coś, coś on mi mówił, ale co? Może się kiedyś dowiem.
[40:40] - No tutaj różne są możliwości, bo mogło to być na przykład przekaz, co do którego pana świadomość nie wie, z czym to skojarzyć i dlatego to jest takie jakby utajone przed tym takim świadomym poziomem naszej pamięci. A może to było po prostu coś, co było istotne w tamtym momencie, w danym momencie pana życia i gdy już ten moment się rozegrał, już było po, to zostało to automatycznie skasowane jako rzecz taka już niepotrzebna w dalszym życiu, tak?
[41:12] - Też tak może być. Nie, nie neguję tego, ale szkoda. Myślałem, że właśnie coś się dowiem. Może coś. Nie wiem. Może jeszcze spróbuję gdzieś tam zapukać do jakichś drzwi. Na razie czekam na jakieś może reakcja, może. Może znowu jakaś odwiedziny będą.
[41:30] - A tutaj z tą, z tą postacią na początku, bo rozumiem, że pan ten, ten taki to takie wyciszenie zawsze występowało.
[41:40] - Tak, tak.
[41:41] - Pamięta pan może, czy potrafił się pan w tych momentach, w tych wizyt tych postaci potrafił się pan poruszać?
[41:50] - No szczerze? Nie, nie, nie. Wiem, że leżałem tylko, ale czy się w tym momencie mogłem poruszać, to nie pamiętam. Szczerze mówiąc nie brałem to pod uwagę.
[42:00] - A tak z początku wydawało mi się, że to będzie taka historia z takim typowym, prawda bedroom visitor, ale wygląda na to, że ta postać rzeczywiście to jest jakiś taki rodzaj chyba opiekuna, tak? Coś, coś tego typu.
[42:11] - No tak, coś właśnie, bo to raczej jak on mi powiedział, to ja się tak później się nie bałem. Tylko i jak on zniknął, też się nie bałem, to tylko krzyknąłem, że, że chciałem, żeby mama przybiegła. I wtedy no chciałem powiedzieć, że tu ktoś był, że tu patrzył na mnie, że ten i najbardziej to tylko tej twarzy nie było widać.Bo ja bym może widział twarzy, no ale to zupełnie czerń była taka głęboka, taka jakby dziura była, jakby ktoś smołą zam-pomazał. A tak bardzo... I to, to mnie najbardziej zastanawiało, że no nóg mogłem nie widzieć, no bo ten habit jednak jest zawsze długi, ale no i rąk też, bo jak ręka była włożona w drugą rękę, te, te rękawy. No ale twarzy, że nie było widać, a bardzo, ale to bardzo po-- naprawdę materiał to widziałem tak jakby z bziółt, bardzo blisko. Widziałem no normalnie tą strukturę tego materiału. To był taki szaro, szaro-jasny, sz-- a sznur był znowu jaśniejszy i te, te, te węzły to naprawdę to, to, to mnie, że twarzy nie było widać, bo i ja też tak zastanawiałem się no jak, jeżeli to był opiekun, to dlaczego on nie chciał pokazać twarzy? To też zastanawiające.
[43:24] - No to jest taki właśnie też częsty motyw pojawiający się w doniesieniach, w relacjach o spotkaniach z takimi właśnie zakapturzonymi postaciami. Właściwie nie kojarzę, żeby była jakaś relacja, gdzie ta twarz byłaby widoczna, bo tutaj też kilka takich chyba zgłoszeń na "Mówią Świadkowie" na tym podcaście naszym się pojawiło i też zawsze, zawsze ten kaptur jakby całą twarz zakrywał, nic nie było widać. A tak się jeszcze zastanawiałem, czy może, czy może kolor ubioru tej postaci coś symbolizował, coś oznaczał. Zastanawiał się pan może nad tym?
[44:04] - No raczej nie, nie zastanawiałem się, ale o-- tak to by on by był taki jakiś odrażający, nieprzyjemny. A on to był taka normalna, takie jakby płótno to było, taki ten materiał. Jak pozytywnie to odbierałem, o tak można powiedzieć w jednym słowie. I ten sznur i cały ten habit to tak pozytywnie, bo krzyżowo ze mną no tak nie wyglądało jakoś upiornie.
[44:30] - To było takie wszystko czyste, takie pozytywne-
[44:33] - Tak, tak.
[44:33] - Zadbane.
[44:34] - Tak. Oprócz tej, co nie widziałem twarzy, to, a tak to jeżeli, nie wiem, jakbym widział może tą twarz. Zależy jaka twarz by-- też można by było sobie zadać pytanie, ale no jeżeli by była już widoczna ta twarz, to może i całkiem. Może bym nawet nie krzyczał. Tylko że ja spojrzałem, jak się, na tą postać, to właśnie pierwsze co mi się rzuciło, że, że nie ma tam twarzy i że ona no tak jakby stała i nie patrzyła na mnie, tylko w podłogę. To też tak zastanawiające, dlaczego nie patrzył-- znaczy ta postać, no dlaczego nie patrzyła bezpośrednio na mnie, tylko tak jakby na podłogę. Tak i o jeszcze jakby przypominam sobie, że jakby troszeczkę był zgarbiony, tak jakby miał trochę garba takiego. Tak delikatnie, no. Nie taki wy-- nie, to nie była postać wyprostowana zupełnie, tylko taka jakby troszeczkę zgarbiona, a twarz całkiem patrzyła w podłogę, jakby nie chciała mi patrzeć w oczy.
[45:28] - Tak jeszcze można sobie zadać pytanie, czy postrzegamy takie postaci w taki właśnie sposób dlatego, że właśnie tak one wyglądają, czy też może dlatego, że tak na-- je interpretuje nasza świadomość? Bo to, co postrzegamy zawsze jest, zostaje przefiltrowane, prawda, przez ten nasz bank pamięci, przez to, co do danego momentu życia zdążyliśmy już poznać. Także, no być może. Albo te postacie po prostu taki wygląd przybierają, żeby się pokazać w takiej jakiejś ludzkiej, możliwie ludzkiej formie, żebyśmy, żebyśmy się ich nie wystraszyli, prawda?
[46:06] - Też tak może być, żeby nie, nie na taki, nie był taki typowy szok dla tego, który go ogląda, to stworzyć. No też tak może być, no, no. Ale też ta twarz cały czas mi ta twarz chodzi w myślach czemu, czemu, czemu nie chciała się pokazać? Czemu nie odsłoniła tej twarzy? Czemu nie było widać? No i ręce i nogi. No nogi no to tak, ale te ręce też.
[46:31] - Czyli była widoczna sylwetka, ale nie były widoczne jakby części ciała, to tak ujmę.
[46:37] - Rąk nie, nóg nie. Tak. O no właśnie tak. Ani twarzy, ani rąk, ani nóg. Tylko że to, co tłumaczyłem, że no, no nogi, no to mogłem nie widzieć, no bo prawie dotykał. To tak, jakby on mnie zupełnie dotykał ten habit, ta, ten materiał do samej podłogi tam był, tam na przypuśćmy dwa centymetry, półtora centymetra. No tak będę strzelał, ale no jakaś tam przestrzeń była. No to mogłem nie widzieć tych nóg. Rąk no to pamiętam naprawdę jak te zagięcia materiału, to wszystko jak na kapturze te zagięcia. No to tak wszystko tak realnie.
No tak, wszystko widziałem jakby bardzo blisko. Tylko ani rąk, ani nóg, ani, a tym bardziej twarzy.
[47:18] - No to tak trochę jakby duch się ubrał w takie materialne ubranie.
[47:24] - No ale duch to raczej tak słabo nieraz widać. Albo jakby za mgłą, to, to, to jakby, jakby on naprawdę w rzeczywistości był realnie.
[47:35] - Dobrze, tutaj już nie mam żadnych pytań do tej relacji. No rzeczywiście dosyć taki ciekawy przypadek. Właściwie kilka przypadków, skoro panu ta istota się kilka razy pojawiła.
[47:47] - Opowiadałem to się każdy tak si-- znaczy też czytał. Zauważyłem, czym większe wykształcenie, tym bardziej nie dowierzają ludzie w pewnych rzeczy. Nie wiem dlaczego tak jest. Mam znajomego, którym zawodówkę skończył, a interesuje się tymi rzeczami i to tak naprawdę bardzo głęboko w tym, w tym siedzi. I tak on mi podpowiada, ja mu podpowiadam, co powinien przeczytać, co obejrzeć i właśnie naprawdę. A czym większe wykształcenie, tym bardziej pukają się w głowie. Niektórych to jakby interesowało tylko miska jak korzenie. To był taki film. Miska, zjeść dobrze, wyspać się. Najważniejsze, że jest.
A co jest to? To to jest taki nie wiem, nieuświadomieni tacy ludzie.
[48:35] - No z jednymi ludźmi to jest tak, że im wyższe wykształcenie, tym bardziej się jakby umacnia u nich to takieTakie ściśle materialistyczne postrzeganie rzeczywistości.
[48:44] - Tak, tak, tak właśnie to się zgadzam.
[48:46] - A są takie przypadki jak na przykład Tom Campbell, czy też osoby udzielające się aktywnie w Radiu Paranormalium, gdzie wykształcenie jakby poszło u niektórych z nich w parze z jeszcze większym otwarciem się na tą taką-
[49:02] - Tak.
[49:02] - Powiedzmy niefizyczną część naszej rzeczywistości.
[49:05] - Ja też zauważyłem, bo tak siedzę tak dziesięć, piętnaście lat gdzieś tak to, że ludzie coraz więcej troszeczkę się otwierają i bardziej się interesują tą duchowością i tym. To, to jest ten pozytyw, który widzę. Ale niektórych nie da się zmienić w ogóle. Chociaż to jest plus, że coraz więcej ludzi właśnie stara się zrozumieć, że nie tylko jest ten świat, ale obok nas też różne.
[49:34] - W ostatniej części dzisiejszej audycji ponownie cofniemy się do lat siedemdziesiątych. Do tego zdarzenia nawiązuje okładka dzisiejszego odcinka. Jesteśmy na placu budowy w Elblągu. Małe dzieci w wieku przedszkolnym radośnie bawią się pośród hałd piachu porozrzucanych po osiedlu. Nagle jedno z dzieci zauważa ogromny obiekt latający i resztę niech opowie mój rozmówca.
[50:02] - Więc co? No sytuacja ta cała sytuacja odbywa się to jest rok siedemdziesiąt, początek lat siedemdziesiątych. Ja mam wtedy z pięć lat. Tak około pięć, może cztery. Pamiętam, że jeszcze do przedszkola wtedy chodziłem, to ten wiek jakoś tak. Mieszkam w Elblągu na takim osiedlu, gdzie dopiero się to wszystko zaczyna budować. W związku z tym jest straszliwy bałagan na podwórku pełno jakichś hałd piachu, jakichś tam materiałów budowlanych porozrzucanych po całym tutaj osiedlu. I my z dziećmi. Ja to tak odbieram dzisiaj, nie, tak z perspektywy czasu patrzę na to, co pamiętam. My z takim trójkiem dzieci bawimy się w tej hałdzie piachu.
Coś tam, coś tam robimy sobie, nie? I wie pan co? Szok! Bo zza wieżowca, który jest od nas, ja wiem, jakieś trzydzieści metrów ten wieżowiec, wyłania się przeogromny, dosłownie przeogromny obiekt. Ja to mam, nie wiem, najlepiej to oddaje-
[51:04] - Pan to w wiadomości głosowej porównał do sterowca Hindenburg.
[51:08] - Hindenburg. Tylko że większe to było większe, dużo większe niż sterowiec. Chociaż sterowiec też był ogromny w sumie, ale ja miałem wrażenie, że to on się tak, tak on się tak wysuwał, jak gdyby zza tego, zza tego wieżowca i końca nie było. Tak płynął sobie w powietrzu bardzo powoli, wręcz majestatycznie, bardzo powoli i końca nie było. I tak sobie płynął i płynął i płynął. Ja nie widziałem tam żadnych okien, żadnych drzwi, żadnych takich, jakichś tam łączeń czy coś w tym rodzaju. Nie było czegoś takiego. Charakterystyczne było natomiast to, że ten obiekt wydawał dźwięk tak niesamowity, że ja do dzisiaj mam go w głowie. Ten dźwięk robił taki jak statek zawija do portu. Nie wiem, czy pan się orientuje.
Wydaje taką syrenę, nie syrenę, coś w tym rodzaju. Co było podobno, że ja to zainicjuję właśnie jakoś tak. Takie uuuuuum i takie echo szło od tego, od tego dźwięku. Ten dźwięk był tak przejmujący, że wie pan, z tego, co ja pamiętam, to ten obraz tego obiektu nie robił na mnie tego wrażenia. Bardziej ten dźwięk właśnie był przytłaczający, jakiś taki no niesamowity wręcz. I to echo takie odbijające się gdzieś tam ten dźwięk od, od czegoś.
[52:27] - No to musiało chyba całe osiedle słyszeć, skoro to było tak głośno.
[52:30] - Właśnie o to chodzi, że zniknęło mi. Ja właśnie nie pamiętam tych, tych dzieci tu, które ze mną siedziały w tym, w tej hałdzie piachu. Ani samochodu żadnego, ani dzieciaków. No nic kompletnie. Mało tego, jeszcze się zmienił kolor światła na taki bardziej bordowy, jakby, jakby słońce zachodzi czasami tak na czerwono. To jest taki charakterystyczny, charakterystyczne coś światło się robi takie bordowe, czerwone, coś w tym rodzaju. I ja siebie widzę, jak patrzę na ten, na ten obiekt i po prostu wmurowany jestem no całkowicie. No żeby, żeby, żeby to jakoś tak logicznie. Ja nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć. Natomiast ktoś mnie bierze za ramię, kładzie mi rękę na ramieniu.
Ja się odwracam, patrzę, widzę kobietę. Wydawała mi się wtedy bardzo wysoka. Miała taki, taki jakiś taki srebrny kombinezon bez guzików, bez żadnych tam zamków na sobie. Blond włosy i takie hipnotyczne niebieskie oczy. Ja nie wiem, co ona do mnie powiedziała głosowo, czy po prostu jakoś tak telepatycznie. Nie bój się. Pamiętam do dziś ten głos. No i ciach. Urwał się film. Budzę się u siebie w łóżku, w domu i opowiadam babci.
Jak to się w ogóle stało, że ja z tej hałdy piachu trafiłem do swojego łóżka? Nie mam bladego pojęcia. Naprawdę nie wiem. Babcia opowiadała mi potem już, że przyszedłem do domu. Mówiłem, że po niebie latają jakieś łódki. Tak mówiłem. Po niebie latają jakieś łódki i ja się zgubiłem i przyprowadziła mnie do domu jakaś pani. Babcia to wzięła za jakieś tam gadanie małego chłopca, więc nie wzięła tego na poważnie. Nie chciałem zjeść obiadu podobno, tylko poszedłem spać. No i świadomość moja wraca w momencie, kiedy się budzę w swoim łóżku ze snu i jestem święcie przekonany, że to, co mnie spotkało, jest prawdą.
No ale oczywiście nikt w to nie wierzy po dziś dzień. No opowiadałem to mamie, babci, tacie, no ale wszyscy się śmieją. No śniło ci się zapewne.
[54:29] - No skąd by sobie takie małe dziecko coś takiego wy-wyobraziło?
[54:34] - Lata siedemdziesiąte to jest to, że-
[54:36] - No, w tych czasach polska ufologia jeszcze się dosyć mocno, że tak to ujmę, rodziła. To jeszcze nie była tak mocno roz-
[54:44] - No nie było. UFO nie było modne, po prostu. Nie było filmów, nie było materiałów, nie było chyba książek nawet żadnych specjalnie. Jakoś tak nie działało to. Ten przekaz medialny, który dzisiaj jest, nie? Bo dzisiaj to mamy tego od cholery, ale wtedy skąd u dzieciaka coś takiego się wzięło?Nie mam pojęcia. Te wspomnienia są we mnie tak żywe po dziś dzień, jakby to było wczoraj. Dosłownie.
[55:08] - Ilu mogło być świadków tej obserwacji? Bo był pan plus trójka innych dzieci. Może był ktoś jeszcze?
[55:15] - A te dzieci gdzieś przepadły.
[55:16] - Aha, czyli dzieci gdzieś, dzieci gdzieś zniknęły.
[55:19] - W ogóle jakby ruch zamarł. Żadnego samochodu. Te dzieci gdzieś... Z tego, co pamiętam, to byłem sam. Sam byłem w tej, w tej, w tej hałdzie piachu i tak się wpatrywałem w ten, w ten obiekt, no.
[55:31] - Jeżeli dobrze rozumiemy, w jednym momencie bawił się pan z dziećmi, a w chwilę później tych dzieci już nie było. Nie było nikogo dookoła.
[55:38] - Bo to było na tej zasadzie, że jak ten obiekt zaczął się wysuwać do tego wieżowca, to ja na nim skupiłem uwagę. Już na dzieci nie, nie, nie patrzyłem i być może one były, tylko ja po prostu ich nie, no jakoś tak nie tego, nie. Nie łapię.
[55:55] - Czyli nie zauważył pan, żeby uciekały na przykład? Żeby odchodziły?
[55:59] - Nie, nie. Mi się wydawało potem, że ja już byłem sam. Zamarł wszelki, wszelki ruch. I co dziwne, dziwne to światło było takie... Wie pan co? Jak zachodzi słońce czasami na czerwono. Nie wiem, czy pan się spotkał z czymś takim. Świat robi się takie bordowo-czerwone, no coś w tym rodzaju. I tak się właśnie wtedy zrobiło. No a znakiem zapytania jest to, jak ja trafiłem z tej hałdy piachu do swojego łóżka, to już naprawdę nie, nie mam pojęcia.
Czasami myślę, że to rzeczywiście może być sen, ale skąd mi coś takiego mogło do, do głowy przyjść, to nie wiem. Naprawdę nie.
[56:32] - A czy pozostałe dzieci, jeszcze chwilę wcześniej obecne przy panu, coś pamiętają? Czy pamiętały?
[56:39] - Nie pamięt- Nie wiem. Wie pan, nie pamiętam, czy myśmy w ogóle rozmawiali na ten temat. Ja próbowałem rozmawiać na ten temat z babcią, z mamą, z ojcem, ale wie pan jak to mnie potraktowali? Mnie potraktowali to jako sen. Natomiast czy myśmy rozmawiali na ten temat? No nie pamiętam. Szczerze mówiąc nie wiem. Nie powiem panu, nie pamiętam. Ja miałem wtedy cztery, pięć lat, oni gdzieś mniej więcej tyle samo. No ale to zjawisko było na tyle dziwne, że powinniśmy chyba coś, coś, coś rozmawiać na ten temat.
Ale czy tak było, to nie wiem. Nie wiem po prostu.
[57:10] - Zapisałem jeszcze sobie jeszcze takie pytanie: jaka była reakcja babci i rodziny na to, co się z panem działo? Ale przyszło mi jeszcze teraz do głowy czy ta kobieta, która pana odprowadziła do domu, to była jakaś... Ona była znana pana, pana rodzinie?
[57:26] - Ja nie wiem, czy ona mnie odprowadziła, bo to było coś takiego, że ja wpatrywałem się w ten obiekt i ktoś mnie dotknął do ramienia. Rozumie pan? Tak jakby na ramieniu mi rękę położyła. O! Ja się odwróciłem i zobaczyłem ją. No i nie wiem, czy ona werbalnie do mnie to powiedziała, czy powiedziała to telepatycznie, że nie bój się. No i urwało mi film. Ja nie wiem czy ona mnie odprowadziła.
[57:49] - Znaczy bardziej, bardziej mi chodziło o to, czy pan wspominał, że rodzina twierdziła, że został pan przeprowadzony do domu chyba z tego, co pamiętam, przez jakąś kobietę. Czy to oni tę kobietę tak określili?
[58:00] - To ja tak mówiłem.
[58:02] - Pan tak mówił?
[58:02] - Ja tak mówiłem babci. Mówiłem babci, że po niebie latały jakieś łódki. Babcia, z babci relacji to wiem, bo ja nic nie pamiętam. W ogóle nie wiem. Z babci relacji wynika, że przyszedłem do domu. Mówiłem, że po niebie latają jakieś łódki czy pływają jakieś łódki i się zgubiłem, a do domku odprowadziła mnie się jakaś pani. Ja tak mówiłem babci. No to tak na mnie dziwnie zareagowała. Mówi: coś ci się, coś ci się chyba przyśniło czy co? No i nawet nie jadłem obiadu pamiętam, babcia mówiła.
I poszedłem spać.
[58:33] - No i jakaś pani, jakaś bliżej nieokreślona. Gdyby to była sąsiadka na przykład, to by pan chyba jakoś był w stanie ją poznać.
[58:41] - To bym chyba wiedział. Na pewno bym wiedział, przecież znałem tych ludzi. Nie było to ich sześć, sześć rodzin tak że znałem.
[58:48] - No to taka klatka gdzie się wszyscy znają.
[58:49] - Natomiast jak ja to opowiadam z babci relacji, ja tego nie pamiętam w ogóle, żeby tak było, ale podobno przyszedłem do domu i mówię do babci, że po niebie pływają czy latają jakieś łódki, że ja się zgubiłem, a do domu podprowadziła czy przyprowadziła mnie jakaś pani. Babcia na mnie tak popatrzyła dziwnie. No podobno nie jadłem obiadu ni nic, tylko od razu poszedłem spać i moja świadomość budzi się właśnie jak z tego snu się budzę w łóżku swoim już, ale wcześniejszych rzeczy, że ja coś mówiłem babci, jak to się stało, że z tej hałdy piachu znalazłem się w łóżku zero: zero. Po prostu nic nie pamiętam z tego kompletnie.
[59:28] - No taki przypadek, w którym jest dosyć dużo takich dziwnych elementów, prawda? Bo pan jeszcze był na takim etapie rozwoju, że nie miał pan zbyt mocno, że tak ujmę, zapełnionego banku pamięci, prawda? Nie miał pan jakby z czym skojarzyć w ogóle tego, co pan widział, co pan doświadczał, tak?
[59:45] - Dokładnie. Szczególnie utkwił mi w głowie ten dźwięk, no bo nieprawdopodobny wręcz. wbijał w ziemię wręcz. Mocny, silny, o niskiej częstotliwości, taki ja go mam do dzisiaj w głowie. Taki, taki potężny no. I echo tego, tego dźwięku tak się odbijało, jakby z jakiejś, od jakiejś, od jakiejś ściany, można tak powiedzieć. Tak wracał trochę ten dźwięk, nie? Bardzo silny.
[01:00:07] - Może ten dźwięk się odbijał od okolicznych budynków. Też tak mogło być.
[01:00:11] - Bardzo możliwe. No ale sam obiekt sam pamiętam, że słońce w nim się tak. On był srebrny, cały bez okien.
[01:00:19] - Taki, taki metaliczny, jakby taki jednolity, metaliczny obiekt, tak?
[01:00:23] - Dokładnie w kształcie Hindenburga. Dosłownie. Tylko że dłuższy, większy. Chociaż Hindenburg też był duży w sumie, ale ten był jeszcze taki. I tak, tak majestatycznie. Wie pan co? Tak majestatycznie sobie płynął po prostu bardzo powoli.
[01:00:37] - Taki, taki wydłużony, jakby cylindryczny kształt, tak? Coś tego typu.
[01:00:42] - Dokładnie jak, jak Hindenburg, no tylko że w większej skali. Niesamowite. Jeżeli to sen, nie wiem.
[01:00:49] - Dosyć mocny przypadek, szczególnie mając na względzie pana wiek. No i ilość szczegółów, jakie pan zapamiętał, no to rzeczywiście świadczy o tym, że to musiało być dosyć mocne przeżycie, tak jakby-
[01:01:01] - Mocne, mocne było, bo wie iTo jest we mnie ta, ta, ta historia jest we mnie do dziś, tak jak mówię, no tak jakby wczoraj by to było. Gdyby to był sen, to prawdopodobnie by gdzieś tam się zaatarł, nie? A to zdarzenie jest takie żywe, jakby to się działo wczoraj. Dosłownie.
[01:01:18] - Tak jak wspominałem, ten bank pamięci u małego dziecka jeszcze nie jest na tyle bogaty, żeby, żeby mogło sobie, prawda, wymyślić pewne rzeczy, żeby mogło w ogóle skojarzyć tego typu doświadczenie z czymś znanym.
[01:01:32] - No dzisiaj tak, dzisiaj tego jest multum. Dzieciaki mogą sobie na czymś oprzeć te swoje wizje, fantazje, a wtedy tego nie było po prostu. No nie było. Mało kto się... Chyba nikt nawet nie. Nie no, byli jacyś badacze UFO wtedy już, byli, byli. Tylko że no nieznani bardziej. Nie interesował się nikt tym tematem wtedy.
[01:01:52] - No ta tematyka jeszcze nie była wtedy tak znana i tak rozpowszechniona u nas w Polsce, tak?
[01:01:58] - Teraz to eksplozja jest po prostu i Pentagon i wszyscy dookoła krzyczą, że, że coś jest rzeczywiście. Cały czas, cały czas mnie zastanawia, jak ja z tej hałdy piachu znalazłem się u siebie w łóżku. No to, to nie mogę do tego dojść w żaden sposób. No chyba się poddam hipnozie regresyjnej. Może wtedy coś się wyda. Albo lepiej nie ruszać tego może.
[01:02:23] - To, co państwo przed momentem usłyszeliście, to tylko fragment dłuższej rozmowy, z której pozostałe relacje będą prezentowane w kolejnych odcinkach Tajemnicy. Jakiś czas później odbyliśmy krótką rozmowę stanowiącą uzupełnienie do tej relacji. Posłuchajmy.
[01:02:41] - Rozumiem. Pan pamięta pan tą historię tego Hindenburga mojego? Jak rozmawiałem.
[01:02:47] - No z tym UFO nad Elblągiem, tak?
[01:02:50] - Yy no tak, tak, tak.
[01:02:52] - Mhm. Tak.
[01:02:53] - Mhm. I zaczęli, ja tak sobie zacząłem rozpatrywać to, to całe zdarzenie i przypomniało mi się, ja nie wiem, dlaczego ja sobie tego wcześniej jakoś nie, nie połączyłem, że tak powiem. Chociaż może nie powinienem w sumie. Może to nie ma nic wspólnego w ogóle z tym, z tą całą akcją. Już panu mówię, o co chodzi. Yy mając pięć, no tak mniej więcej w tym samym wieku, w którym, w którym widziałem to, co widziałem wtedy, kładąc się spać przed zaśnięciem, włączało mi się, poważnie mówię, z tyłu głowy taki jakby silniczek elektryczny, wie pan? Mały silniczek elektryczny, dosłownie, na wysokości potylicy.
[01:03:35] - Ale pan czuł jakby fizycznie ten silnik, czy tylko się włączał jakiś dźwięk?
[01:03:40] - To był dźwięk. Taki, takie bzyczenie silniczka, małego silniczka elektrycznego. I to narastało. Wibracje jeszcze do tego takie przechodziły. Tego, takie uczucie było, nie? I to narastało z tyłu głowy. No to jest z wysokości potylicy to się odbywało i co dziwne, to narastało wprost proporcjonalnie do tego, że jakby to panu wyjaśnić, im to było intensywniejsze, tym pokój, w którym spałem, stawał się coraz mniejszy. Zjeżdżały się ściany, zjeżdżał się sufit z podłogą. Ja na końcu tej akcji to miałem wrażenie, że jestem w pudełku zapałek. No i tak zasypiałem.
Trwało to długo, z pięć lat co najmniej. Im byłem starszy, tym coraz rzadziej to się działo. Potem zupełnie zanikło. Dziwna taka historia. Nie wiem, czy to można łączyć z tym Hindenburgiem, czy nie.
[01:04:37] - No można, można łączyć, można próbować to łączyć z Hindenburgiem, a można po prostu jakby próbować to wytłumaczyć tym, jak wygląda proces zasypiania u małego dziecka.
[01:04:47] - Może. Natomiast muszę panu się przyznać do czegoś, no takiego nieciekawego dla mnie, szczerze mówiąc, bo mając... Wywołałem ten sam efekt mając piętnaście, szesnaście lat, ale to w inny sposób trochę. Nie wiem, czy pan pamięta. Może pan pamięta, może pan nie pamięta. Była taka moda w szkole średniej to się działo, że ludzie, młodzi ludzie odurzali się klejem, jego oparami. Pamięta pan coś takiego? Nie?
[01:05:16] - No sam nie mam praktyki w tym temacie, ale pamiętam, że coś takiego, no głośno było o takiej metodzie właśnie odurzania się.
[01:05:24] - No ja się właśnie zastanawiam. Znaczy dziękuję Bogu, że tam nikomu się nic nie stało, przecież to zatrucie organizmu straszliwe może nastąpić, ale jakoś się nikomu nic nie, nie wydarzyło. No i ja dostąpiłem tego zaszczytu, niestety z głupoty. I niech pan sobie wyobrazi, że właśnie to samo identyczne uczucie mi się włączyło z tyłu głowy. To takie brzęczenie, nie? Ja się strasznie tego przestraszyłem wtedy. Także no tak to wyglądało. Sztucznie wywołane. I tak się zastanawiałem, czym to było spowodowane? Co to w ogóle jest?
O co tu chodzi? Nie mam pojęcia po dnia do dziś. No tyle to chciałem panu dopowiedzieć o tej historii Hindenburga. Można to łączyć? Można i nie. No różnie to można traktować.
[01:06:08] - No to tam różni ludzie różne mają jakby doświadczenia w momencie zasypiania, tak? Ja na przykład często w dzieciństwie miałem coś takiego, że śniło mi się, jakby zapadam się w przestrzeni, zapadam się albo spadam coś, coś, coś w ten deseń. W pana wypadku mogło to właśnie tak w taki inny trochę sposób się objawiać to zasypianie, to tam jakby pokój jakby się ściskał, tak?
[01:06:31] - To znaczy tak. No takie miałem wrażenie, jakby się po prostu zmniejszał, tak? Zjeżdżały się ściany, podłoga z sufitem. Ja na końcu miałem wrażenie, że jestem w takim jakimś małym pudełeczku. No i zasypiałem. Ale to, to raz, dwa razy w tygodniu to się działo co najmniej na początku, a potem coraz rzadziej. Im byłem starszy, tym coraz rzadziej, rzadziej, rzadziej, rzadziej. W końcu ustało w ogóle. Natomiast z tym, z tym odurzaniem się i tą samą reakcją mojego organizmu to zadziwiające jest naprawdę. Nie mam pojęcia, co to jest, o co tu chodzi.
Nie wiem. Po prostu. Może ktoś ma, miał takie, takie przejścia, może ktoś wie, o co chodzi?
[01:07:11] - No tu też można by połączyć, yy, tego typu doznania z momentem wychodzenia z ciała. Mówi się, że zasypiając, wychodzimy z ciała zawsze, za każdym razem i osoby, które parają się OBE często wspominają o takim uczuciu jakby rozszerzania się w momencie opuszczania ciała fizycznego. I to może, może też tłumaczyć to, to wrażenie, że pokój staje się mniejszy, tak? To są takie spekulacje moje, ale-
[01:07:38] - Może tak. Ale jakbyś pamiętał wychodzenie z ciała? No bo ja miałem wtedy pięć lat, tak? Nie miałem pojęcia o tym przecież.
[01:07:44] - O, nie trzeba mieć o tym pojęcia. Każdy podobno te różne wizje senne, no odbywają się właśnie poza ciałem. Tak mówią przynajmniej osoby parające się tym, yy, jakby nazwijmy to zawodowo.
[01:07:59] - Mhm. Rozumiem. Yy, natomiast ja odnoszę wrażenie wie pan, co? Że to było przed zaśnięciem, nie? Zaczynało się przed zaśnięciem. Że ja byłem totalnie świadomy, o. Byłem totalnie świadomy i to się zaczynało bardzo delikatnie tak. Tak wie pan, narastało po prostu, nie?
[01:08:17] - No tak jakby taki wstęp do zaśnięcia, tak? Jak mózg stopniowo wyłącza wszystkie jakby, yy-
[01:08:23] - No właśnie.
[01:08:24] - Czucie dookoła, wyłącza ruszanie kończynami i tak dalej. To może taki, taki wstęp był do zaśnięcia właśnie. Właśnie w taki sposób się u pana objawiał.
[01:08:35] - Bardzo możliwe, że tak się działo. No w każdym bądź razie, co to ma wspólnego z tym, z tym, że to się włącza w momencie udużenia się tym klejem niewyczuwalnym? Nie mam pojęcia.
[01:08:47] - Być może zachodzi wtedy coś podobnego do, do tych procesów, które u nas zachodzą w momencie zasypiania.
[01:08:54] - Mhm.
[01:08:55] - Coś się uruchamia, jakiś, jakiś przełącznik, yy, w mózgu, który reaguje w taki sposób.
[01:09:01] - Możliwe. Możliwe. Może ktoś z pana słuchaczy coś wie o tym. Może kogoś to spotkało coś takiego. Mnie to zastanawia po dzień dzisiejszy. Właśnie analizując sobie tą całą historię z tym Hildeburgiem, to zacząłem łączyć te dwie historie i myślę sobie, że mogło to mieć coś, coś, coś na rzeczy. Ewentualnie może i pan ma rację, że to właśnie były OBE jakieś takie. Bardzo możliwe.
[01:09:24] - No wszystko możliwe.
[01:09:25] - Z tego... No to wszystko, co chciałem panu do-dopowiedzieć, że tak powiem. Można to różnorako, yy, rozumieć, tak? No. A może ktoś ma tak, jak już mówię trzeci raz, może ktoś ma takie, takie przejścia, może ktoś coś będzie wiedział więcej na ten temat.
[01:09:43] - I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś trudno wytłumaczalnego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Polecam również Państwa uwadze najnowszy numer czasopisma "Nieznany Świat", w którym obok niezwykle interesujących artykułów, w tym również tych o tematyce ufologicznej, znajdziecie również rubrykę Dotknięcie Nieznanego, w której ludzie tacy jak wy dzielą się z redakcją czasopisma swoimi historiami o spotkaniach z nieznanym. Zachęcam również do zasubskrybowania kanału czasopisma na YouTube, gdzie od jakiegoś czasu wybrane relacje z archiwum Nieznanego Świata ukazują się w formie dźwiękowej. Poszukiwaczy interesujących treści o tematyce ufologicznej i paranormalnej zachęcam również do zajrzenia na kanały Piotra Cielebiasia i Marka Żelkowskiego: Ufo Historie i Wehikuł Wyobraźni. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Kolejny odcinek podcastu "Mówią świadkowie" będzie nosił numer sześćdziesiąt dziewięć.
I tak sobie myślę, że wypadałoby przygotować coś naprawdę, mm, że tak to ujmę gorącego. Czas pokaże, co mi z tego wyjdzie. Póki co wypatrujcie zapowiedzi kolejnych audycji na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych, na Facebooku, Instagramie i YouTube. Dobranoc i do usłyszenia. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy.
Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO.
www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl.