[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x4. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka. Idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że będzie to jeden z najmocniejszych odcinków w historii tego cyklu. Dużym echem odbił się odcinek sześćdziesiąty, w którym zaprezentowałem Państwu kilka relacji o bliskich spotkaniach z dziwnymi istotami. Jestem pewien, że dzisiejszy odcinek również wielu z Państwa wbije w fotel, bądź też w cokolwiek innego, na czym aktualnie siedzicie. Dziś bowiem zaprezentuję Państwu kolejną garść historii o spotkaniach z przybyszami z innej rzeczywistości. Cały czas oczywiście czekam na kolejne Państwa relacje o obserwacjach dziwnych zjawisk i obiektów oraz spotkaniach z istotami o trudnej do ustalenia proweniencji. Kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie Państwo w opisie tej audycji oraz na stronie www.paranormalium.pl w zakładce Kontakt. Od razu uprzedzam, że warto poszukać słuchawek lub włączyć sobie napisy, ponieważ niektórzy z moich rozmówców telefonicznych prosili o zmianę barwy głosu.
Zwracam też uwagę, że podczas rozmów nie zawsze możliwe jest uzyskanie satysfakcjonującej jakości dźwięku, za co najmocniej przepraszam. Mimo moich wysiłków w celu poprawienia Państwa wrażeń z odsłuchu, może się zdarzyć, że niektóre fragmenty wypowiedzi mogą być trudno zrozumiałe, choćby ze względu na niedające się odfiltrować hałasy z miejsca, w którym przebywa mój rozmówca. Prezentację przygotowanych na dziś relacji zaczniemy od szybkiego zajrzenia do naszej radiowej skrzynki e-mailowej. Dziwna istota o wyglądzie leniwca z twarzą człowieka. Relacja nadesłana do Radia Paranormalium w lutym 2023 roku. Ostatnio spotkałem się z pewną osobą z gminy Bojanowo. Opowiedziała mi o dziwnym incydencie, o którym słyszała od koleżanki. Otóż parę lat temu, nie wiem dokładnie ile, kilka samochodów jadących późnym popołudniem lub wieczorem do Wydartowa widziało dziwną postać idącą poboczem drogi właśnie w stronę tej wsi. Co ciekawe, to coś wcale nie bało się ludzi. Koleżanka mojej informatorki opisała to jako wyprostowanego leniwca z twarzą bardzo podobną do człowieka.
Niestety nie mam informacji skąd podobieństwo do leniwca, poza tym, że miał mieć jakąś taką dziwną zielono-szarą sierść bądź skórę. Kilka osób jadąc miało nagrać to stworzenie. Dlatego zwracam się do Was, by udostępnić to i może znaleźliby się świadkowie. Stworzenie to miało iść cały czas wzdłuż drogi poboczem, w pełni wyprostowane i mieć około metra wzrostu. Osoba, z którą ja rozmawiałem jest wierząca, tak jak jej koleżanka, ale ani razu nie użyła stwierdzenia zwierzę, tylko za każdym razem to coś lub dziwny człowiek. Podobno minęły to dwa, trzy samochody, aż w końcu ktoś to coś potrącił. Co jeszcze ciekawsze, na miejsce podobno przyjechali biolodzy, bo policja nie była w stanie stwierdzić, co to za zwierzę. Podobno zabrali to zwierzę na sekcję i na tym się skończyło. W Życiu Rawicza i kilku pobliskich informacyjnych gazetach miały być nawet o tym relacje, ale w internecie, co ciekawe, nie ma teraz po tym ani śladu. Sam jestem sceptyczny co do tej opowieści.
Być może to zdarzenie miało miejsce w lipcu 2020 roku, bowiem w tym czasie nad Wydartowem widziano UFO. Przede wszystkim zwrócić należy uwagę na to, iż ta istota, o ile istniała i cała opowieść nie jest fikcją, zachowywała się tak, jakby nie odczuwała jakiegokolwiek zagrożenia, a zarazem szła wzdłuż drogi, jak gdyby chciała dojść w jakieś konkretne miejsce. Zamykamy naszą skrzynkę e-mailową i przechodzimy do prezentacji przygotowanych na dziś rozmów telefonicznych. Na dobry początek proponuję, abyśmy wysłuchali relacji od słuchacza z Pojezierza Drawskiego, który niedawno zgłosił Radiu Paranormalium obserwację dwóch dziwnych humanoidalnych sylwetek, jakie zauważył nocą na pastwisku.
[05:36] - To jest Pojezierze Drawskie, Stare Borowo miejscowość. To było rok temu, w lipcu. Jako że ja się pasjonuję, pasjonuję się astronomią. Zrobiłem zdjęcie Drogi Mlecznej, którą pięknie widać na naszych pastwiskach właśnie w tej, o tej porze roku, w wakacje. I godzina była pierwsza, pierwsza trzydzieści w nocy. Ja wracałem sobie do domu, ale mówię tu kucnę jeszcze zrobię tak spod różnych kątów jakby zdjęcia tych gwiazdek.No mam te zdjęcia do dzisiaj tam na dysku mogę, mogę też przesłać. I no miałem już jakby noc w telefonie. Szedłem sobie do domu za, za jakby za budynkami gospodarczymi. No i tutaj jest taka sytuacja, że to jest teren dziki. Tu można spotkać w noc ewentualnie atak rynków.
Można spotkać stado jeleń, można spotkać borsuka, sarnki takie stworzenia i tak po prostu iść, bo dziki są wielkie jak wieprz, duże, czarne. I jeszcze po sąsiedzku było stado takich no to są rasowe mięsne krowy. I pierwsze co mi przyszło do głowy to właśnie, że ktoś próbowałby te cielaki, bo to był sezon bycielenia. Ktoś próbował te cielaki jakby. Chociaż to są bardzo, bardzo taki silny instynkt macierzyński mają te krówki. To jest taka rasa po prostu. Także możliwe, że taki, takie, takie próba by się skończyła źle dla jakiegoś takiego bohatera. Ale o co chodzi? Ja jakby wracając do domu już sobie to była mówię pierwsza trzecia w nocy była bardzo duża mgła, ale niebo było widać pięknie, bo to są takie. To było na podmokłym takim terenie.
Tam jest najlepsza trawa, tam jest, tam jest wilgoć, tam jest, tam jest, tam jest grząsko, że tak powiem. I po prostu zobaczyłem w taką odległości dwustu, trzystu metrów ode mnie od budynków gospodarczych na tym polu, gdzie po prostu strach iść nocą, bo przez dziką zwierzyną po prostu ja, ja bym się bał tam iść. I zobaczyłem dwie postacie, które jakby ja też latarką świeciłem sobie pod nogi, podniosłem głowę z tego telefonu jakby i w ich stronę jakby zaświeciłem i one jakby dwie osoby, jakby coś, coś takiego miały czołówki na sobie. Zaświeciły w moją stronę. Wsiadły na jakiś taki pojazd bezszelestny. Mi się to skojarzyło z jakimś elektrycznym quadem i po prostu zawróciły się taką drogą jakby. No tej drogi nie widać, ale, ale my tam ciągnikiem jeździmy po prostu z obornikiem. My jesteśmy położeni między trzema miejscowościami i to między trzema wioskami, także tam ja to w ogóle nikogo nigdy nie spotkałem. Także one wsiadły na ten pojazd, przejechały gdzieś z pięćset metrów, tak jak my jeździmy z tym obornikiem, jakby znały drogę w stronę jakiegoś takiego. No to było prostokątne, że tak powiem.
I to było takie, takie przyćmione światełko jakby oświetlało ten prostokąt, jakby. One tam jakby i tam przystały. Tam nie szedłem, no bo tak jak mówię, to strach po prostu tam iść. I taka sprawa. Ja następnego dnia z racji tego, że przyjechał mój przełożony, który mieszka sto kilometrów jakby stąd. Także to też nie było tak, że on codziennie tutaj jest i szukaliśmy jakiejś krówki, żeby zrobić jej zdjęcia po prostu. W tym miejscu właśnie wchodziliśmy. Ja też mówiłem o tym wszystkim, jakby którzy z nami byli wtedy. Żadnych śladów. Wie pan, rowerem by pan przejechał tam, to by było wgniecenie jakby w takim grząskim gruncie, ale tam nie było ani śladu po tym.
A ten prostokąt jakby był zaparkowany no za naszym ogrodzeniem, które trzeba by było zdemontować w jakiś sposób, żeby, żeby coś się tam zmieściło. To też nie było śladu po tym. Ja mam zdjęcia porobione następnego dnia właśnie, bo żeśmy tam chodzili. No i to jest takie zastanawiające.
[08:45] - No ja myślę, że nawet jakby ktoś tam chodził tak pieszo, to też byłby chyba ślad.
[08:49] - Bardzo, bardzo możliwe, bo tam jest, tam jest bagno. No w tej chwili tam woda stoi.
[08:52] - A te postacie jakoś reagowały na pana obecność czy jakby?
[08:56] - Nie no tak, tak jakby podniosły, podniosły jakby czoło z tą, z tą latarką na czole. W moją stronę. Zobaczyły, że ja jestem. Ja jakby świeciłem w ich stronę. No byłem po prostu no znieruchomiałem, bo tego bym się w życiu nie spodziewał. No i po prostu wsiadły. Wsiadły w ten pojazd i zawróciły i no przejechały gdzieś z pięćset metrów. To tak mniej więcej by było.
[09:15] - A udało się panu zauważyć jakieś szczegóły wyglądu tych postaci? To w ogóle były jakieś postacie takie takie ludzkie czy coś?
[09:21] - Absolutnie, absolutnie tylko czołówka.
[09:22] - Tylko ta, tylko ta lampa.
[09:24] - Raczej takie ludzkie tak. Dwie ręce, dwie nogi czy ręce. No to też tego nie powiem. No bo mówię, była mgła też, ale wiem, wiem, że czołówka jakby ona, ona zaświeciły w moją stronę. Obie miały czołówki. No to było dziwne. Kurczę, ja z lekarzem weterynarii jeszcze moim wczoraj coś tam, coś tam przy świnkach robiliśmy. Ja mu to powiedziałem też dwa czy trzy dni później. On mówi: "UFO, UFO". Ja mówię: "No okres pan pieprzysz UFO", ale, ale kurczę, tak minął rok czasu jakby te disclosure i te inne historie.
No jakby coraz bardziej mnie to zastanawia, chociaż się skłaniałem od początku samego, że to mogło być to. W każdym razie dziwne. No to bezszelestne to przede wszystkim było. To było dosyć blisko ode mnie, ale to zapieprzało wie pan, z sześćdziesiąt na godzinę nie ten pojazd jakby. Pierwsze co mi się przyszło na myśl to właśnie elektryczny quad jakiś i kłusownicy po prostu. Ale noc no takie miejsce dziwne. Ja z początku też pomyślałem, że myśliwy, bo chciałem zapytać o wilki, jak to zabezpieczyć zwierzętom to dobrze i tak dalej. To mówię jakby myśliwy był, ale to tam po polach bym nie jeździł na pewno, bo tutaj go wiele razy spotkałem jakby na naszym terenie, ale na pewno nie wiem, czy on na pastwiska czy coś.
[10:24] - Ale tam żadnych śladów jakby, żeby ktoś tam gmerał nie było nic ani, ani zapłotu.
[10:29] - Zdjęcia robiłem. Ja jeszcze ludziom, ludziom wysyłałem. Wie pan, ja mam te zdjęcia. No nic no.
[10:33] - A w tym oświetlonym prostokącie, w tym tam coś było widać, co tam jest w ogóle w tym miejscu?
[10:39] - Nie, nie absolutnie taki po prostu prostokątny jakby obwód takim podświetlony takim to był. No, no światło było takie bardzo przyćmione. No nie wiem, czy to był prostokąt. No coś w tym stylu. No to było, nie wiem, no dwadzieścia metrów, może długie i z osiem szerokie coś. Strzelam w tej chwili, prawda? I to było na polu sąsiada. Ale mamy takie ogrodzenia, słupki takie porządne i tam trzeba by było elektryczne ogrodzenie rozebrać, żeby tam w ogóle się przedostać, tak jak oni by tam podjechali pod to. No śladu nie było po niczym, prawda?
[11:09] - A jak długo pan to w ogóle obserwował tą, tą scenę?
[11:12] - No z pięć minut gdzieś.
[11:13] - Ten prostokąt jakby też się jakoś oddalił czy, czy pan pamięta?
[11:18] - Ja bym poszedł, ale to była noc. Wie pan, to strach iść. Naprawdę tu nikogo nie ma. Ja tu mogę przysłowiowego lasa chodzić, bo to mówię. Jesteśmy między trzema miejscowościami. Tu są lasy, ja mam i na pastwisku jezioro i las. I tam na grzyby chodzę i tu. No strach po prostu by było iść tam, nie? Ja nie wiem, co to było. Ja nie twierdzę, że to były jakieś istoty.
Może to pytanie, czy jakiemuś kłusownikowi by się opłacało kupować elektryczny quad, jakiś bardzo lekki, żeby no to było na pewno w takiej odległości, że ja bym to usłyszał, bo to pies szczeka w wiosce, której ja nie widzę w danej chwili. Ja słyszę tego psa szczekanie, prawda? Także to było dwieście metrów ode mnie. No kurczę, teraz żałuję, że nie poszedłem w tamtą stronę w tej chwili.
[11:56] - Rozumiem, że żadne zwierzęta jakby nie reagowały na pojawienie się tych, tych osób.
[12:01] - Raczej zwierzęta były w tej chwili zgonione prawda na wybiegi, bo to tutaj jest tak, że my zamykamy, bo to jest sto pięćdziesiąt sztuk bydła, mamy koni trzydzieści ponad.
[12:09] - On w te świnie i tak dalej. To wszystko jest jakby za noc jest zaganiane do takiego wybiegu i mogą sobie wchodzić do obory, kiedy chcą i wychodzą, ale mają taki wybieg jakby, a dopiero w dzień wypuszczamy to na pastwiska.
[12:19] - Bo tam jakiś, żaden jakiś pies nie pilnuje tego terenu w te w noc, nie?
[12:24] - Wtedy nie było psa. Teraz jest pies dopiero.
[12:26] - To były jakieś wysokie istoty. Cokolwiek to było?
[12:30] - Nie, nie to było, to było takie bardzo, bardzo, bardzo, bardzo ludzkie. To mówię jakby dwóch ludzi, prawda? I tak rozmiarowo w sensie, bo ja nie widziałem, mówię, nie widziałem zarysu, czy to ma ręce, czy to ma nogi. Na razie pewnie miało. Tym bardziej że wsiadły na jakiś taki pojazd. No mówię, mi się z czymś elektrycznym skojarzyło, że to było bezszelestne po prostu.
[12:46] - No tylko że chyba też na takim terenie taki nawet bardzo lekki pojazd też by chyba jakieś ślady zostawił, prawda?
[12:53] - Właśnie o to chodzi, że tam jest grząsko, tam nie było śladu po niczym. Ja mówię, bo ja to jest tak, że ja po horyzont rozejrzę się trzysta sześćdziesiąt stopni, zrobię obrót i nie mam sąsiadów. Nie widać nic, tylko moje pola. Moje kruki chodzą. Także to jest takie zastanawiające bardzo. Jeszcze, jeszcze za horyzont, jeszcze dalej.
[13:09] - Czyli krótko mówiąc, żadnych śladów po tym czymkolwiek te, te istoty czy osoby były, nie było.
[13:14] - Właśnie żadnych. Ale tak jakby znały drogę, nie? Tak, jak, którędy my jeździmy właśnie z obornikiem tam, żeby wysypać.
[13:19] - Bo żadnych jakichś takich podejrzanych person w tamtym czasie nie zauważył pan w okolicy?
[13:25] - Absolutnie, jakby w ogóle nic, bo nie ma. No bo jest, wie pan, koniec świata.
[13:27] - Nikt się tam ani wcześniej, ani później nie kręcił, żeby coś, prawda, zachachmęcić, że tak ujmę.
[13:33] - Absolutnie. Mówię, ja bym poszedł, ale się bałem dzikich, dzikich zwierząt, prawda, że tam dzik, bo to są dziki takie czarne jak niedźwiedzie wielkie.
[13:40] - No w nocy to wiadomo. No może się. Może się wszystko.
[13:43] - Kurczę, kurczę siedzą. No to właśnie taki niski teren jest w tym, w tym, w tym miejscu.
[13:51] - I to tyle, jeśli chodzi o obserwacje dziwnych postaci w Starym Worowie. Podczas słuchania tej relacji miałem nieodparte wrażenie, że było to zdarzenie o charakterze ufologicznym ze względu na wzmiankę o prostokątnym, świecącym obiekcie, w stronę którego zdawali się zmierzać owi dziwni intruzi. Zapraszam oczywiście do dzielenia się w komentarzach swoimi opiniami na temat tej relacji. Oczywiście przypominam, że w Internecie obowiązuje coś takiego jak netykieta, proszę więc o jej przestrzeganie, gdy będziecie Państwo formułować swoje pisemne wypowiedzi. Zadam Państwu teraz pytanie: co Wam przychodzi na myśl, czy też co widzicie oczami wyobraźni słysząc określenie "nieumarła"? Pewnie niektórzy z Was wyobrażają sobie kobiecą postać przypominającą z wyglądu zombie. Nie bez powodu postanowiłem tak właśnie zatytułować kolejną relację: Nieumarła z Bożkowa. Posłuchajmy rozmowy z jednym ze świadków, którzy zimą dwa tysiące trzeciego roku natknęli się na dziwną kobiecą postać na asfaltowej drodze blisko jeziora.
[15:04] - No więc tak, to był rok dwutysięczny trzeci i to było zimą. Mieszkając w Niemczech, mając działkę w Bożkowie, letnisko, Wielkopolska. Była taka sytuacja, że pojechaliśmy na urlop, na wakacje z rodzicami w dwutysięcznym trzecim roku. Była taka sytuacja, że w garażu posiadałem dwa skuterki, jedną osiemdziesiątkę, drugą pięćdziesiątkę i kolegi jeszcze z Niemiec przywiozłem. Tam właśnie też miał te wakacje. I było tak, że pierwszy tydzień normalnie wszystko, że tam nie było śniegu, ale była zima, był mróz i pomiędzy świętami a Sylwestrem, Nowym Rokiem wyjechaliśmy sobie o siódmej rano na, no na plażę. Też wyjechaliśmy z tymi skuterkami i była taka sytuacja, że w drugiej prostej, gdzieś około... No widoczność na powiedzmy trzysta metrów, wybiegła o ósmej rano nam kobieta z przeciwka. I to była taka dziwna sytuacja, że ta kobieta biegła w naszą stronę, kulejąc. Ona kulała i w ogóle twarzy nie było widać.
Cała na czarno ubrana. I tak się zbliżyliśmy i już, już wtedy, już było dziwnie, że ja obserwowałem przez całą tą trasę, że ona w ogóle ani przez sekundę nie popatrzyła, bo to dźwięk skuterów z motorów tamten ani, ani przez sekundę nie popatrzyła, że coś jedzie z przeciwka, tak? I to, to już było dziwne, takie... No i ona biegła z przeciwka i, i tak około dwóch metrów powiedziałem do niej "dzień dobry". A ona się obróciła i jak popatrzyłem na tą twarz, to po prostu, że aż mnie, aż mnie normalnie dreszcze. Do dzisiaj mam dreszcze. Cała twarz była blada, normalnie blada a ślina blada. Dalej biegła, kulejąc i normalnie miała, a na twarzy miała dwie czarne kule zamiast oczu. To, to, co było białe, to też było czarne. To było normalnie...
Do dzisiaj mam dreszcz normalnie dostaję, jak ja to sobie przypominam, jak to było. To było straszne. I finał był taki, że ja dodałem gazu, uciekłem, kolega za mną też jechał tą pięćdziesiątką. Dojechaliśmy do końca tego obszaru, tam jeziora, promenady i ja mówię do niego: "Widziałeś to?" A on do mnie mówi: "A widziałeś jej oczy?" I normalnie do dzisiaj się zastanawiam, co to było. No straszne, straszne to było. Przypadek. Później ja to opowiadałem tam ojcu znajomemu, który on tam też od kupy lat mieszka w tym Bożkowie właśnie. I jego ojciec był rybakiem i on opowiadał takie historie, że w latach siedemdziesiątych wypływał kiedyś na ryby między trzecią a czwartą rano i widział, że płaszcz wisiał, czarny płaszcz wisiał na drzewie. Wracając o godzinie siódmej, ósmej ten płaszcz już albo generalnie już była policja. Przeszukiwała ten płaszcz i tam się okazało, że tam był list po-Żeglarny.
Jakaś dziewczyna była zakochana i się utopiła w tym jeziorze. I właśnie, no nie wiadomo, czy to jest jedno z drugim, czy to ma coś wspólnego, ale powiem panu tak, że do dzisiaj mam jeszcze takie, że te czarne oczy właśnie, ta blada twarz i to generalnie to zachowanie, to zachowanie było takie dziwne, bo na przykład niech se pan wyobrazi, że jest pan sam. Idzie se pan promenadą zimą, nikogo nie ma i coś z przeciwka jedzie, tak? Jakieś motocykle czy tam jakiś sprzęt zmotoryzowany. Normalny człowiek się patrzy tak, czy coś jedzie, a ona do dwóch metrów nic. Ona jakbym nie powiedział dzień dobry albo coś, to nawet by się nie spojrzała. I ja już zwolniłem na ten tam pierwszy i ten pięć na godzinę jechaliśmy. I dopiero wtedy jak powiedziałem dzień dobry to ona do połowy się odwróciła biegnąc. I niech pan se to wyobrazi, że ona była cała sina, blada, normalnie blada. Się do połowy popatrzyła się na mnie i nic nie powiedziała, nic nie mówiąc przebiegła koło nas, a normalnie to, co było w oczach białe, to było czarne.
To były dwie czarne kule. Do dzisiaj nie wiem, co to było naprawdę to zachowanie to chodzi nie, nie jak wyglądała nawet, ale, ale to zachowanie. Zachowanie człowieka w jakiś sposób to dla mnie to było nienormalne.
[19:37] - No właśnie czy ta kobieta odnośnie tego zachowania tej kobiety mam takich parę pytań. Czy ona w ogóle była świadoma tego, co się dookoła niej dzieje? Czy ona sprawiała wrażenie, że przed czymś nie wiem, uciekała?
[19:50] - No właśnie i powiem panu tak myśmy byli przez dwa tygodnie tam właśnie w tej, w tej okolicy, tam w tej miejscowości, to jest miejscowość Boszkowo-Letnisko, tam zazwyczaj znaczy teraz już inaczej, ale kiedyś w tamtych latach tam nikt nie mieszkał na stałe. Tam to jest sezonowo, tylko na lato. Powiem panu tak, że przez cały tydzień jeździliśmy na tym skuterku, a nikogo nie było. I to właśnie było po świętach pomiędzy świętami a Nowym Rokiem właśnie tą kobietę zobaczyliśmy. Tam są tylko lasy. To jest Park Narodowy Leszczyński. Jak to panu wytłumaczyć? Kobieta biegła, biegła, kulejąc szybkim krokiem w naszą stronę. Promenada, szeroka droga. I tak jakby nie szukała pomocy.
Nie było tak, że-że szukała kontaktu jakiegoś albo coś. Po prostu i cała na czarno ubrana. I w momencie jak przebieg-- już od początku, bo tam promenady tam na tej promenadzie, to jak się jedzie tym skuterkiem czy tam te dróżki, to tam dwieście, trzysta metrów do przodu można patrzeć w linii prostej, tak? I ona po prostu jak ją zauważyłem, to ona po prostu tak, jakby nas nie było, tak? W ogóle nie przejmowała się, że ktoś jedzie z przeciwka. To było dziwne zachowanie właśnie tej kobiety. I jakby ona już na powiedzmy na dwóch metrach, trzech, dwóch metrach obok nas przebiegła koło nas. Ja mówię do niej dzień dobry, a ona się tylko popatrzyła tak do połowy. Cała czarna, te włosy tak, jakby miała tłuste od jakiegoś oleju albo coś. Cała na czarno ubrana.
Czarne włosy. Jak się spojrzała na nas, to ona w ogóle cała sina, blada, blada normalnie jak ściana. Się popatrzyła i nic nie powiedziała. I dalej przebiegła koło nas i dalej, nie? No i ja właśnie jak dojechałem do końca tej plaży, czy tam tam to minęło gdzieś około półtora kilometra, dwóch kilometrów. Jak dojechałem i kolega zajechał, ja mówię do niego: "Widziałeś ją?" A ona do mnie: "Widziałeś jej oczy?" To on mi właśnie potwierdził, że to on też widział, tak? Że to oczy były czarne kule i że coś było nie tak. Tam do dzisiaj to, to było dwutysięcznym trzecim roku mniej więcej. I tak do dzisiaj właśnie to trzyma mnie i normalnie dreszcze dostaję, jak coś słyszę, jak to w ogóle jest.
[22:13] - A czy udało się panu jakby dostrzec szczegóły wyglądu tej postaci? Szczegóły jej ubioru? Chodzi mi o to, czy ten strój pasował do pory roku zimowej.
[22:23] - Wie pan co? To był taki, jak sobie przypominam, ona była cała na czarno ubrana. Czarny płaszcz, taki kilcowy jakby, kilcowy płaszcz. Tak. I więcej sobie nie przypominam. Bez czapki, bez szalika. Więcej nie mogę powiedzieć. No po prostu była dziewczyna. Dziewczyna miała gdzieś około, jak ja miałem szesnaście, siedemnaście lat, to ona miała gdzieś około bym tak strzelał teraz z dwadzieścia pięć, trzydzieści lat.
[22:50] - No taka młoda jeszcze babka, tak.
[22:52] - Młoda, młoda kobieta, nie? Tylko wie pan co? Nie chodzi nawet. Chodzi o to zachowanie, tak? Chodzi o to zachowanie. Nawet jakby coś było czy tam narkotyka, czy na przykład no jakieś no nie wiem, no coś się wydarzyło albo coś, ale jej zachowanie od początku myśmy jechali wolno, myśmy jechali tam dwadzieścia, trzydzieści na godzinę. Zaraz jak wyjechaliśmy na tą prostą, od kiedy ją ujrzałem, tam kolega też, to tam było trzysta, czterysta metrów i to naprawdę. I od początku ją obserwowałem i ona nie miała ani lęków, ani znaczy lęków. Ona biegła po prostu biegła w naszą stronę z przeciwka, kulając. Twarzy nie było widać dopiero w momencie jak do niej powiedziałem dzień dobry.
Ona ani razu nie popatrzyła się, że coś z przeciwka jedzie. W ogóle tak jakby było tak, jakby nie słyszała w ogóle, że coś jedzie z przeciwka, tak?
[23:42] - No tak jakby w ogóle was nie zauważyła, tak.
[23:44] - I to było. To od razu mnie zainteresowało, że to-to było dziwne. To było dziwne, że-że no wie pan, no, jakby coś jechało z przeciwka, to każdy patrzy tak człowiek. A ona? I to była zima. Tam było podejrzewam minus dwa, minus trzy stopnie. Śniegu nie było. Ale to było właśnie dziwne, że około ósmej rano to było, że dziewczyna biegnie kulejąc. No i ani, ani do ostatniego momentu nie spojrzała się. Tak?
I te oczy, tak? Jak się spojrzała, jak powiedziałem do niej dzień dobry. Się tylko spojrzała biegiem. Znaczy bieg. Jak to powiedzieć panu? Biegła, kulając i się popatrzyła tylko i dalej biegła.
[24:23] - Tak, popatrzyła i leciała sobie dalej, tak?
[24:26] - Tak, tak i mnie to właśnie przeraziło mnie to na maksa. To, co jest białe w oczach, to normalnie było. To były dwie czarne kule. Całe normalnie. Ona była normalnie sina, aż prawie że niebieska. Ja to zobaczyłem to od razu manetka, gaz i do Polonia. I później kolega mi to potwierdził, tak? On przejechał. Przejechał za mną tam z dwadzieścia, trzydzieści sekund za mną. Ja mówię do niego, mówię do niego .Widziałeś ją?
A on mówi do mnie: Widziałeś te oczy? Ja mówię: I ty też widziałeś? Ja mówię: Ja pierdolę. Straszne, straszne to było, nie? Straszne. I to do dzisiaj nie wiadomo, co to było, kto to był. Mówię, ja to opowiadałem kiedyś tam od ojca znajomego, który był rybakiem tam w latach siedemdziesiątych. Tam dziadek, czy braty i on przypomina sytuację właśnie w tym samym miejscu, tylko od strony jeziora. Płynął kiedyś rana między trzecią a czwartą i widział płaszcz czarny. Jak wracając to była milicja.
Sprawdzała i tam się okazało, że był list pożegnalny, że się jakaś młoda dziewczyna utopiła tak, że samobójstwo popełniła. Nie wiadomo, czy to jest sprawa jakieś tam, czy to dotyczy też tej sprawy. Do dzisiaj się zastanawiałem, to było tak straszne dla mnie. Ja mam trzydzieści siedem lat teraz, obecnie. No naprawdę, naprawdę siedzi to w głowie. Siedzi to w głowie.
[25:46] - To jeszcze takie mam pytanie, czy może poza tym mężczyzną, który opisywał ten, ten płaszcz, no ten, ten płaszcz rzeczywiście tutaj jest takim elementem jakby no przywodzącym różne, że tak powiem, możliwości na myśl. A czy może miejscowi coś też mówili o obserwacjach jakichś podobnych postaci? Mówili coś? Nic nie mówili?
[26:05] - Miejscowi, wie pan co, tam miejscowych tak za bardzo w tych czasach nie było, bo to jest, bo szkoła, letnisko, tam są same letniskowe domki i tam, tam zimą, latem, tam latem, znaczy inaczej. Zimą to tam nikt nie mieszkał na stałe, tak? To same oprócz tą domki. Teraz dopiero tak załóżmy od dziesięciu lat zaczęło, zaczęło, zaczęli ludzie tam mieszkać. Między innymi też my i my, nie? Tam, ale tak generalnie to tam nikogo nie było. Tam zawsze puste domy stoją. To jest tylko tak jakby wakacyjne, tak? Jak jest lato, to tam na czas przyjeżdżają sobie ludzie i to, a resztę tego sezonu trzy, cztery miesiące to, a poza sezonem to wszystko stoi puste, tak? Tam nikogo nie ma.
Jezioro, lasy, piękna okolica, bo naprawdę piękna okolica.
[26:55] - A czy może rozmawialiście potem z kolegą o tym zdarzeniu? Jakieś, nie wiem, spostrzeżenia, bo rozumiem, że wasze, wasz, to jak obydwaj zobaczyliście tą postać pokrywało się, tak?
[27:06] - Tak, tak, tak, tak, tak, tak. To było, to było tak. On, on potwierdził to, co ja widziałem. Mówię, no mówię, dojechaliśmy do końca jeziora. Ja mówię: Widziałeś ją? A ona, a kolega mówi do mnie: A widziałeś jej oczy? No to już potwierdziło mi to, że ja też widziałem. Znaczy, że on też widział to, co ja widziałem, tak? Że nie było, nie było źrenic w ogóle. Ona miała tak jakby czarne dwie kule na twarzy.
Znaczy zamiast oczu miała dwie czarne kule i ta blada twarz, tak? Do dzisiaj. I ja mówię tak, bo ja chcę mówić wolno, ale, ale no ja miałem wtedy szesnaście lat i to zachowanie od początku to zachowanie to było dziwne. To była dziwna sytuacja. Kobieta biegnie w przeciwska trzysta, czterysta metrów. Biegnie na przeciwka. Ja zwolniłem już na tam z pięć kilometrów na godzinę. Kuleje i cały czas twarzy nie widać, tak? Ma zasłonięte do połowy twarz włosami. I te włosy takie normalnie jakby tłuste, takie strasznie poszarpane, tłuste, cała na czarno ubrana.
No i zbliżamy się na te trzy, dwa metry. Ja mówię do niej: Dzień dobry. A ona się obraca, nic nie mówiąc i się tylko popatrzyła i dalej biegnąc, tak? Jak ja ją zobaczyłem, to normalnie aż mnie dreszcze. Cała blada, normalnie twarz była blada, sina, normalnie jak... Nic, no nie wiem. Ja się śmieję tam jakby ją z jeziora wyciągnęli i tak normalnie do dzisiaj mam dreszcze, jak to, jak tą twarz pamiętam. I te dwie czarne kule w twarzy, tak? Te oczy. To, co było białe, było też czarne.
Normalnie no diabeł. Jak to inaczej powiedzieć, nie?
[28:45] - No tak, jakby całe te gałki oczne wypełnić taką czarną farbą, jak sobie teraz niektórzy robią, tak?
[28:50] - Tak, ona miała dwie czarne, normalne kule, dwie czarne kule i to jeszcze na tle bladej, białej, niebieskiej twarzy, nie? No to niech se pan to wyobrazi, jak to, to był szok, nie? To by normalnie, normalnie to był szok dla mnie i to zachowanie, tak? Dwieście, trzysta, czterysta metrów i ona biegnie, i ona się w ogóle, w ogóle tak, jakby nas nie było. Ona w ogóle się nie reagowała. Nic, tak? Dopiero jak powiedziałem do niej dzień dobry, to ona też nic. Ona się tylko do połowy obejrzała i dalej biegła i tak, jakby nas tam nie było, nie?
[29:26] - No i chyba też niska temperatura tam panująca wtedy też nie, nie robiła na nią wrażenia.
[29:31] - Tak, tak. I to był grudzień. To było pomiędzy świętami a Sylwestrem, Nowym Roku. I to tak właśnie było, że bo myśmy tam na dwa tygodnie przyjechali na wakacje, bo my tam mamy dom na stałe i tak nie obserwowaliśmy, żeby ktoś tam był albo ktoś tam mieszkał, albo ktoś tam. I tak właśnie no dziwna sytuacja była. To było ósma rano, to było, to nie była noc, było ósma rano, czyli jasno. I ta cała sytuacja do dzisiaj, do dzisiaj nam właśnie z tym kolegą właśnie tkwi właśnie mocno. Zapamiętaliśmy sobie to, nie? Kobieta w czarnych oczach. Bardzo dziwna sprawa.
Do dzisiaj to śledzę. Tam nic nie widzę, żeby było w internecie albo coś, żeby tam jakieś zabójstwo albo coś tam się działo. To, to nie, to jest wykluczone w tamtych latach jakoś. No nic nie ma na temat takiej sytuacji nic nie było. Do dzisiaj się zastanawiam, co to mogło być, tak? Ta kobieta, te zachowania. Zima. No nie wiem. No biegnie z przeciwka kobieta. Nic, zero reakcji.
Czarne oczy. No masakra. No nie wiem, co mogło być, ale normalnie mówię twarz, oczy to te oczy były czarne, czarne kule, dwie czarne kule. I na tle tej bladej twarzy to normalnie do dzisiaj, do-Do dzisiaj mam czasami lęki, jak se tak pomyślę, co widziałem. No masakra. Masakra jakaś była. Do dzisiaj niewytłumaczalne. Opowiadam to kolegom i tam znajomym, co też patrzą na to sceptycznie, no, no nie wiedzą, co o tym myśleć, powiedzieć. Nie wiem. Niektórzy mówią, że a lać pana tam narkotyki tego.
No ale już dla mnie to-
[31:17] - No gdyby tylko narkotyki były tutaj winne całemu zajściu, to można by to wytłumaczyć. Tylko ten wygląd tej kobiety też tutaj jest bardzo zastanawiający.
[31:28] - Tak, naprawdę. Naprawdę to jest. No, no mówię właśnie, no zachowanie na trzysta czy tam na dwieście, trzysta metrów. Kobieta biegnie, dwa motory jadą. Zmotoryzowane, głośno. Zima, nikogo nie ma na tej promenadzie. Jedzie z przeciwka. No to każdy normalny człowiek popatrzy, co jedzie z przeciwka, tak? A ona nic. Zero reakcji.
Biegła, kulejąc w naszą stronę dopiero na dwóch metrach, jak ja jej do niej powiedział. Ona, ona ja podejrzewam, że nawet by się nie obróciła, jakbym nic nie powiedział. Mówię do niej dzień dobry. Ona się tylko do połowy się obejrzała. Pokazała mi twarz tak do połowy jakby. Cała zaniedbana, te włosy, to wszystko. Cała blada, sina, dwie czarne kule. Jak ja to zobaczyłem manetka do oporu i tylko uciekać, tak? I to jest tak, że nie tylko ja to widziałem, tylko mój kolega też był świadkiem, tak? Dojechaliśmy.
Ja mówię: "Widziałeś to?" On do mnie: "Widziałeś jej oczy?" Ja mówię: "To już mi potwierdziło wszystko", tak? I tak samo no, no masakra, masakra. Do dzisiaj się zastanawiam. No i później tam opowiadałem właśnie od ojca, taty znajomemu, to on właśnie mi opowiadał, że w latach siedemdziesiątych była taka sytuacja, że płaszcz właśnie nad jeziorem wisiał nad, nad drzewem czarny i tam był list jakiś miłosny i że się jakaś dziewczyna poszła utopić, tak? Czy to jedno z drugim ma coś wspólnego, to nie wiadomo, ale, ale taka sytuacja właśnie była i takie, takie coś przeżyłem, tak?
[32:57] - No biegnie, biegnie taka kobieta. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co, nie wiadomo, co może zrobić jeszcze, prawda?
[33:02] - Zima. Zima, grudzień. Nagle w lesie biegnie kobieta z przeciwka, kulejąc. Nie patrzy się, czy coś jedzie, czy coś. I to słychać, tak? Motory, silniki chodzą. Nie patrzy. W ogóle tak jakby brak, tak jakby nie słyszała albo co. I w ogóle się nie... W ogóle zero.
I cały czas tak, jakby twarz ukrywała, tak? Ta w ogóle dopóki nie powiedziałem dzień dobry i tam przebiegła około nas, twarzy nie było widać. Ona cały czas miała twarz zasłoniętą do połowy tymi tłustymi czy tam poszarpanymi, czy tam zaniedbanymi włosami. Twarz miała cały czas. To było dziwne. Całe to zachowanie to było takie to. Wreszcie my do dzisiaj właśnie, co to mogło być? Właśnie to, co ona mogła przeżyć, że to i to było, to było, to było realne, to było normalne. To była kobieta, dziewczyna. Znaczy to był człowiek, tak?
Który biegł. Ale coś w niej było takiego dziwnego, że właśnie zero słuch, że coś jedzie z przeciwka, tak? No tak. No i później te oczy, tak? Jak ja powiedziałem dzień dobry tego i ta twarz, to wszystko. To do dzisiaj mam lęki. Tak naprawdę mówiąc.
[34:10] - Teraz przechodzimy do kolejnej rozmowy, przy czym jest to jedna z tych, co do których rozmówca prosił mnie o zmianę barwy głosu. Usłyszymy opis zdarzenia z kategorii zdecydowanie niechcianych odwiedzin. Wszystko wskazuje na to, że naszego słuchacza z Myślenic w jego własnej sypialni nawiedziły tak zwane WIB z języka angielskiego Woman in Black, czyli kobieta w czerni. Jak się można domyślić, jest to żeńska wersja zjawiska znanego jako Man in Black. I choć postaci pojawiające się w tego typu relacjach nie zawsze ubierają się na czarno, to jednak pod takim właśnie terminem funkcjonują w literaturze ufologicznej i paranormologicznej. W opisach spotkań z tymi postaciami często wymienianą cechą jest ich wyraźna sztuczność, nienaturalność, wygląd niedopasowany do panujących w danym momencie trendów oraz roztaczająca się wokół tych istot dziwna, przepełniona lękiem i niepewnością atmosfera. Czegoś takiego we własnym domu doświadczył rozmówca, któremu teraz właśnie oddaję głos.
[35:17] - Dobry wieczór. Chciałem opowiedzieć wydarzenie, które miało miejsce w dwa tysiące piętnastym roku w zimie. Byłem sam w domu. Żona wyjechała. Rano w sobotę, w godzinach wczesnych, rannych. Może była to godzina piąta, szósta rano. Obudziłem się, ponieważ poczułem ciężar na piersiach. Otworzyłem oczy. Blisko mnie była postać młodej osoby. Młoda dziewczyna, dwadzieścia dwa lata.
Siedziała blisko mnie i zdumiało mnie to, że była bardzo pozytywnie nastawiona, uśmiechnięta wręcz. Taki figlarnowy uśmiech. Spojrzałem na nią. Chciałem dokładnie się przyjrzeć. Nie czułem strachu. To mnie właśnie zaskoczyło, że poczułem takie sympatyczne wibracje, sympatyczne nastawienie ze strony tej postaci. Ja też byłem zdumiony, że nie czułem żadnego lęku, żadnego strachu. Natomiast przyjrzałem się bardzo dokładnie tej postaci. Dziewczyna młoda, czarne włosy, dwadzieścia dwa lata. Ubrana była w sukienkę.
To mnie właśnie zdumiało. Sukienka jasno biała w czerwone rochy. Strój przypominał mi sukienki polskich kobiet, polskich dziewcząt z lat trzydziestych ubiegłego wieku. I natomiast oczy. Oczy miała, nie miała ludzkich oczu. To właśnie
[37:02] - Sprawiło, że poczułem taki... większe zdumienie i zacząłem oddychać. Zamknąłem oczy i zacząłem oddychać. Po dwóch, trzech minutach poczułem, że ta postać odsunęła się i rozpłynęła się w powietrzu. Słucham państwa radia. Zawsze rozmówcy, jak mają do czynienia z gośćmi, wyczuwają lęk, wyczuwają obrzydzenie, wyczuwają strach. Natomiast ja nie odczuwałem żadnych negatywnych uczuć, nie odczuwałem lęku, nie odczuwałem agresji, nie odczuwałem strachu. Można to zakwalifikować odwiedziny, no, miłe odwiedziny. Niespodziewane, miłe odwiedziny w sobotę. Będę wdzięczny, jeżeli ktoś z rozmówców będzie mógł więcej opowiedzieć o właśnie przypadkach gości.
Właśnie takich gości.
[38:06] - Czy zauważył pan coś szczególnego w wyglądzie tej postaci? Czy to była taka postać czysto ludzka, czy było w niej coś takiego nieludzkiego, pomijając oczy?
[38:15] - Nie, nie, nie. Nienaturalnie białe, intensywne kolory sukienki i to, że stała nieruchomo. Ja to ująłem jak jakby hologram. Hologram tylko to zdumiało mnie to, że ten hologram mogłem wyczuć, ponieważ jak odpychałem tą postać pomimo zamkniętych oczu natrafiałem na opór. Natrafiałem na coś materialnego. Każdy anomizm. Jesteśmy rodzajem szczerze jesteśmy bardzo, bardzo ruchliwi. Natomiast nieruchoma postać i ten, ten uśmiech to tak jakby był wyuczony. Może trudno mi to ująć. Uśmiech, nie ludzki uśmiech.
Oczywiście chwilami taki uśmiechnięta postać taka, taka te błyski może o-oczach jej, mimo nastawienie pozytywne. Może tak, żeby mnie bardziej, bardziej przekonać do kontaktu. Natomiast zdawałem sobie sprawę, że, że coś jest może niezwykłego, nadnaturalnego w tej właśnie, w tej postaci. I chciałem, aby odeszła. Dlatego starałem się po prostu zachować, dać do zrozumienia, że nie życzę sobie jej obecności, mimo jej nastawienia pozytywnego.
[39:49] - Pan użył określenia hologram, ale to był taki hologram, który jakby dało się w pewien sposób wyczuć, prawda?
[39:55] - Tak, tak. Natomiast to jest właśnie zdumiewające. Jeżeli na przykład, przepraszam, że posłużę się opisaniem na przykład wizji jakiejś postaci, no objawień Matki Boskiej, to też jedna z dziewcząt stwierdziła, że ta postać dawała się dotykać i była twarda. To samo nastąpił tutaj w tym przypadku. Pojawiło się tak samo wyczułem taką twardość, jak odpychałem postać i później poczułem, że ona sama odsunęła się i już po prostu rozpłynęła się. Dematerializowała się. Trwało to krótko. Te odwiedziny właśnie były do czterech może minut. Na początku jak ją odpychałem, jak coś, to to to no siedziała nieruchomo. Oczekiwała jakiejś bardziej przyjaznej, może z mojej strony, przyjaznego zachowania.
[41:01] - Może oczekiwała, że pan się jakby jej podda w jakiś sposób, prawda? Czy czuł pan, że ta postać miała jakieś konkretne cele wizyty?
[41:09] - Przychodzi mi do głowy, że ona chyba chciała ze mną nawiązać kontakt. Mimo wszystko nie chciałem. Nie chciałem. To było, to było wręcz, wręcz no dziwne, dziwne. Kiedyś przeczytałem w jednej informacji w biuletynie, że tak samo zjawiły się ostopy w tysiąc dziewięćset chyba czterdziestym trzecim roku w Sztokholmie. Wyszły postacie ze ściany. To, to bardzo mnie... No i tylko, tylko zupełnie inaczej wyglądały. Nie spodziewałem się jednak, że ktoś tutaj jeszcze była postać typowo ludzka. Tutaj była w moim przypadku młoda dziewczyna.
[42:00] - No postać ludzka, pomijając oczywiście oczy, które wyglądały jakieś dziwnie.
[42:07] - Tak, nie były, nie były ludzkimi oczami i były, były nieruchomo. Coś w nich tkwiło, które nie potrafię, nie potrafiłem zdefiniować, nie potrafiłem wyjaśnić. To to wzbudzało czujność. Natomiast oczywiście całe nastawienie to było bardzo przyjazne, bardzo takie wręcz serdeczne. No i wpadła przywitać się na moje urodziny. Bo właśnie w dniu obchodzę urodziny. To można ująć.
[42:42] - A czy pamięta pan może, jak te oczy wyglądały? Jakie sprawiały wrażenie?
[42:46] - Tak, oczywiście. Czarne. Intensywna czerń, intensywna czerń.
[42:51] - Oczodoły były jakby wypełnione całe czernią, tak? W ten sposób?
[42:55] - Chyba, chyba tak. Chyba tak. I to właśnie i to, to wzbudzało no czujność, że to nie jestTypowy człowiek.
[43:05] - Tutaj też takim bardzo zwracającym uwagę elementem pana relacji jest ta sukienka, bo mówił pan, że ona-
[43:12] - Tak, tak zdumiewająca.
[43:13] - Tak. Takie zdumiewające, mocne światło, taki ja-jasność jakby bijąca. Czy ta sukienka jakby świeciła własnym światłem? W taki sposób?
[43:21] - Nie, nie, nie. Natomiast była no wręcz, jakby to powiedzieć... Ja przepraszam, że będę zażartuję. Doskonale wyprana i wyprasowana. Śnieżnobiała biel. Prześliczne kolory, zwłaszcza te-
[43:40] - Taka bijąca w oczy biel jak w reklamie proszków do prania coś takiego.
[43:43] - Ojej! Dużo lepiej, dużo lepiej . Przepraszam za, za takie nawiązanie, ale, ale to zdumiewało. I tak samo kolor tych, tych, tych właśnie plam.
[43:59] - Kolor tych proszków.
[44:00] - To bardziej, to były bardziej plamy. To były bardziej takie, takie intensywne kolorowe plamy czerwone, czerwone. To nie były typowo groszkowate, tylko takie, takie plamy, takie czerwone plamy. I właśnie ten strój, ta kompozycja tej sukienki, uszycie, może nawet założenie. Typowo lata trzydzieste ubiegłego wieku.
[44:26] - A nasunęło mi się takie pytanie jeszcze, czy ta sukienka miała może widoczne szwy w którychś miejscach? Przepraszam za taką szczegółowość, ale jakoś tak przyszło mi teraz do głowy, że może ten, może zapamiętał pan ten szczegół.
[44:39] - Nie, nie, nie, nie. To było właśnie, właśnie ta sukienka tak wyglądała. I tu szwu. Była sukienka, była ślicznie wyprana jak, jak nowiutka, jak ze sklepu. Natomiast żadnych, żadnych szwów. To tak, jak jakby po prostu był, nie wiem, rekwizyt, posługujący się rekwizyt. Typowo, jak to ująć? Ktoś skopiował strój, jaki poruszali się nasi mieszkańcy. Tylko, tylko lata się pomyliły, bo mamy dwudziesty pierwszy wiek, a to są początek lat dwudziestych.
[45:23] - A pan widział całą postać, czy tylko jakąś jej część?
[45:26] - Widziałem kary, natomiast nóg nie widziałem. Oczywiście głowa, talia, ręce i kończyło się właśnie na talii. Nie było, nie było widać nóg, nie było widać stóp. Była do połowy.
[45:46] - Oczywiście bierzemy tutaj poprawkę na to, że postać siedziała na łóżku, także część mogła-
[45:50] - Tak, tak.
[45:50] - Być niewidoczna, po prostu schowana. Czyli podsumowując postać o wyglądzie młodej kobiety około dwadzieścia dwa lata.
[45:58] - Tak.
[45:59] - Tak wzrokowo: czarne włosy, sukienka.
[46:01] - Czarne, rozpuszczone włosy, czarne oczy, uśmiechnięta, dołeczki w policzkach. Dla nas wygląda-
[46:10] - Uśmiechnięta w taki sposób, taki sztuczny, prawda? Taki, taka-
[46:12] - Tak, tak.
[46:13] - Taką widoczną sztuczność.
[46:14] - Nie, to nie był naturalny uśmiech. To nie był naturalny uśmiech.
[46:18] - Jeszcze takie pytanie jaka to była miejscowość albo jaki to był rejon? Jeżeli pan nie może podać.
[46:23] - Małopolska. Myślenice. Jestem z Myślenic. Pozdrawiam wszystkich.
[46:29] - Pozdrawiamy wszystkich Myśleniczan oczywiście. Dziękuję bardzo, że się pan podzielił tą historią. No krótkie spotkanie, ale no dosyć takie mrożące trochę krew w żyłach, prawda?
[46:41] - Cieszę się, że mogłem w końcu powiedzieć, bo takich rzeczy się nie opowiada. No jestem w takim wieku już, że to mogłoby być bardzo źle przyjęte przez otoczenie.
[46:52] - No i też taki jakby ciężar spadł, że ktoś wysłuchał w końcu bez osądzania.
[46:58] - Tak, tak. Jestem wdzięczny, że mogłem przekazać to, opowiedzieć, no i spotkać się ze zrozumieniem, że są różne zjawiska i dlatego cieszę się, że mogłem, mogłem to powiedzieć.
[47:16] - Zanim zaprezentuję kolejną rozmowę, pozwolę sobie uprzedzić Państwa, że jakość połączenia momentami nie była najlepsza. Dlatego też przypominam o słuchawkach oraz o możliwości włączenia sobie napisów jeśli słuchacie tej audycji na YouTube. Wielu z Państwa zapewne pamięta odcinki podcastu „Mówią świadkowie” poświęcone w całości bliskim spotkaniom z żywym folklorem. W jednym z nich prezentowana była relacja tekstowa udostępniona mi przez Arkadiusza Miazgę, opisująca bliskie spotkanie dwóch małych dziewczynek z wilkołakiem w połowie lat dziewięćdziesiątych. Kobieta, która zgłosiła Arkowi to zdarzenie na początku bieżącego roku skontaktowała się ze mną poprzez telefon Radia Paranormalium i w nagranej wówczas rozmowie opowiedziała bardziej szczegółowo swoim głosem cały przebieg tamtego zdarzenia, jak również przekazała kilka innych historii zasłyszanych od znajomych oraz członków jej rodziny. W trakcie rozmowy wymienialiśmy się również swoimi spostrzeżeniami na temat tych zdarzeń.
[48:20] - To zdarzenie miało miejsce w roku dziewięćdziesiątym piątym albo dziewięćdziesiątym czwartym. Nie pamiętam, ale możliwe, że miałam wtedy właśnie siedem albo osiem lat. To zdarzenie było w przygranicznej małej miejscowości połemkowskiej na granicy ze Słowacją. I to było lato. Nie, nie pamiętam okresu miesiąca dokładnie, ale to było lato i już dzień jakby się kończył, bo już taki był, robił się taki zmrok, ale jeszcze nie było całkiem ciemno i wszystkie dzieci razem z innymi dziećmi po prostu z tej miejscowości bawiliśmy się w podchody. To było częstym naszym zajęciem i naszą taką ulubioną zabawą. I w pewnym momencie wraz z moją starszą kuzynką o dwa lata
[49:08] - Uznałyśmy, że no chcemy się szykać, no ale wytypowałyśmy, że, że jak pójdziemy do domu, to rodzice już nas nie puszczą, bo my byłyśmy najmłodsze z tej bandy całej, więc wiedziałyśmy, że no rodzice nas na pewno nie puszczą do-- na pole. No i był taki stary wychodek na działce mojego dziadka. On już był nieużywany, ale uznałyśmy, że w sumie to jest jakaś opcja. No i podeszłyśmy jako pierwsza otworzyłam drzwi. Jeszcze tam się przekamażałyśmy, która pierwsza. No bo nam się bardzo chciało sikac i to na mnie trafiło. I po otworzeniu tych drzwi do wychodka zastałam tam coś całkiem jakby nienormalnego dla mnie. Była to postać ogromna, owłosiona, która ledwo mieściła się w ogóle w tym wychodku i, i jakby nie, nie krzyknęłam, nie uciekłam, tylko jakby mnie zamroziło i tak tylko głową do góry zaczęłam podnosić głowę do góry, bo to było naprawdę blisko mnie. No jak? No proszę sobie wyobrazić, no jakby to był taki schodek.
Ja stałam na tym schodku, otworzyłam te drzwi, no powiedzmy pół metra ode mnie była ta postać, może mniej. I tak właśnie uniosłam głowę i zobaczyłam, że to ma pysk wilka. Ma posturę ludzką, bo stało na dwóch nogach. Było owłosione, było umięśnione, ale miało ludzkie oczy. I on tak spojrzał na mnie tymi oczami. Nie wiem, ja tam-
[50:42] - Czyli tak jakby wilk z ludzkimi oczami, tak?
[50:45] - No pysk był taki jakby wilczy, ale miało ludzkie oczy i nasze oczy się jakby spotkały. I ja zrozumiałam, że ja nie powinnam tego widzieć. Nie wiem, miałam takie trochę informacja mi się w głowie pojawiła, że nie powinnam tego widzieć i tak się jakby otrząsnęłam. Jak czasami, jak się coś obrzydliwego, nie wiem, dotknie albo nagle się coś tak jakby nie wiem, wystraszy człowiek, tak jakby mnie wzdrygnęło, tak tylko przymknęłam za sobą te drzwi i tak szybkim krokiem zaczęłam iść w kierunku domu swojego i w ogóle zapomniałam o wszystkim. Ale po chwili usłyszałam krzyk i sobie przypomniałam, że przecież była ze mną moja kuzynka. A że ona mieszkała obok mnie, więc odwróciłam się i zobaczyłam, że ona biegnie w moim kierunku, ale była totalnie jakby odcięta i krzyczała. I była taka no mega przestraszona. I zatrzymałam ją. Pytałam się jej co widziałaś? Ona mówi wielkiego goryla i w sumie ja tak nawet nie zaakcentowałam tego.
Nie rozmawiałyśmy nigdy później o tym zdarzeniu i dopiero jak właśnie byłam już dorosła, to po prostu zapytałam się jej, czy pamięta i ona, że tak, że pamięta, że było to światełko, że ona właśnie jeszcze potwierdziła, że widziała właśnie tego goryla. I jak powiedziałam jej, że no ja widziałam wilkołaka, a ona no, w sumie tak doszłyśmy w rozmowie, że no można to jakby porównać, zwłaszcza że to była sekunda, bo faktycznie, jeżeli chodzi o budowę ciała tej, tej istoty, to jakby tak spojrzeć do poziomu głowy, no to faktycznie tak jakby to umięśnienie i to owłosienie to mogło przypominać no właśnie u goryla jak to wygląda, że ta klata była taka jakby umięśniona, zarysowana. Nie było tam włosów, tylko właśnie ręce były też takie jakby umięśnione, takie szerokie i ale owłosione.
[52:42] - No też miałyście chyba nie za dużo czasu, żeby się przyjrzeć jakby dokładniej tej postaci, prawda?
[52:48] - Tak, nie miałam dużo czasu. Nie, nie, to było kilka sekund mi się wydaje w moim przypadku może trzy.
[52:53] - No zresztą jak na kilka sekund to dosyć dużo szczegółów pani zauważyła. Nie wiem, jak kuzynka. Dosyć szczegółowy jest ten opis.
[53:03] - Tak, ale wie pan co? Mi się wydaje, że moja kuzynka ona nawet nie zdążyła chyba aż tak wysoko podnieść głowy. Tak że bardzo szybko zareagowała, że zdążyła właśnie zarejestrować tę jakby tą część, taką, która przypominała faktycznie goryla. A ja-- natomiast u mnie się udało jeszcze jakby nawiązać jakby ten kontakt wzrokowy i, i to jest właśnie ta historia. Jest bardzo dziwna. Wiem, bo tutaj jest ten wychodek, tak, który jakby troszkę no jest dziwnym miejscem uważam. Znaczy dobra, już sama ta postać była dziwna, a to miejsce, no to przy samej tej postaci może nie jest dziwne, ale takie zdarzenie było i no ja tak mówiłam nie, nie opowiadałam tego nikomu. Dopiero powiedziałam mojej mamie chyba jak miałam dwadzieścia coś lat. Moja mama oczywiście: czemu tego nie powiedziałaś? Bo ona też jakby wywodzi się z takich szeptuch, takiego rodu, takich szeptuch.
Ale to jest właśnie, to jest inna opowieść. I to też były takie zdarzenia ciekawe, ale to moja mama ma bardzo dużo opowieści.
[54:10] - A tu mam takie pytanie odnośnie tej, tego przekazu, tej myśli jakby nie powinnam tego widzieć. To była pani myśl, czy to jakby było coś, co przyszło z zewnątrz?
[54:19] - To było. To mi się wydaje, że to było w momencie, jak oczami się zetknęłam z tą istotą i ona była tak jakby zdziwiona, że ją widzę. Ja wtedy miałam tak, że nie powinnam tego widzieć. I no i tak to wyszło. Pewnie tak. Była zdziwiona tutaj tą sytuacją.
[54:40] - A czy kojarzy pani może jakieś podobne historie z rodziny, od bliskich bądź znajomych?
[54:45] - Po tym całym zdarzeniu znaczy no nie rozmawiałam z nikim, ale jakoś w okolicy trzydziestego roku życia ten temat do mnie wrócił i właśnie wrócił z historiami też mojej mamy, bo moja mama zaczęła opowiadać różne historie na temat jej, jakby od strony jej rodziny, co tam się działo z tymi szeptuchami i tak dalej. No ale to akurat sami sądzą, że to jest jakby teren od strony mojego taty. I tam stwierdziłam, że też popytam.Czy może ktoś nie widział podobnych rzeczy dziwnych? No i tak. No i poszłam do mojej cioci i była u niej też koleżanka. No i zaczęłam właśnie opowiadać, że no widziałam tego wilkołaka i w ogóle. No i one tak jakby troszeczkę mnie chciały ucieszyć, więc powiedziały: „no, dzieci widzą różne rzeczy”. Ale jak powiedziałam, że jeszcze moja, że to nie jest tak, że to ja widziałam, tylko jeszcze widziała moja kuzynka i ona mi to ostatnio potwierdziła. No to one tak popatrzyły po sobie i stwierdziły dobra, no to zaczęły gadać. No i właśnie usłyszałam tą historię podobną od mojej cioci, która jako dziecko, czyli jakieś powiedzmy sześćdziesiąt lat temu, również widziała podobną postać.
Tylko że te dzieci stwierdziły, że to z innymi dziećmi tam było ich chyba pięcioro, że to był bardziej taki biały wilk. Widziały białego wilka właśnie. No bo jeszcze dodam, że ten wychodek jest niedaleko cmentarza i starej cerkwi łemkowskiej, więc cmentarz no już nie jest łemkowski. Chociaż jest cmentarz łemkowski, część łemkowska. Ona już jest taka zaniedbana, wiadomo, nikt tam nic nie robi, więc po prostu stoją krzyże łemkowskie. Natomiast moja ciocia z tymi dziećmi widziały to jakby zaraz przy cmentarzu. Tam bawiły się przed cmentarzem, który od cmentarza to pole oddzielał mur kościelny i za tym murem, jakby właśnie na cmentarzu, ponoć miał stać ten wilk i widziały tą głowę taką wystającą. A bawiły się, właśnie bawiły się w liściach, bo to była taka jesień. Z tego, co zrozumiałam, skoro były liście i, i skakały sobie po prostu te dzieci do liści, do siatki. W momencie jak zobaczyły tego wilka, to od razu uciekły.
Chociaż jedna dziewczynka zemdlała, skacząc właśnie jakby w te liście po zobaczeniu tego wilka. No to zemdlała i tam leżała. No i później ktoś tam po nią poszedł.
[57:12] - Poza tym coś pani wspominała o tym, o wyglądzie przypominającym jakby hologram, bo tak podczas tej wstępnej rozmowy o hologramie coś pani wspominała, że ten jakby roztaczał jakby takie światło.
[57:26] - Tak, właśnie ta moja obserwacja tego wilkołaka była taka, że ja wtedy tego nie byłam w stanie jakby sama określić do końca materialności tej, tej istoty, bo faktycznie ona była bardzo taka realna, ale była bardzo realna, ale miałam wrażenie, że jednak teraz mogę powiedzieć, że taka bardziej holograficzna. Ponieważ miała ciemny kolor jako postać, ale jednak był to rodzaj jakiejś takiej miałam wrażenie takiej powłoczki, która teraz mamy takie możliwości, żeby porównać to do czegoś, która była zbudowana z jakiegoś rodzaju, nie wiem, coś jak duch, jak światło po prostu, że to było. On był jakby taki na moje oko holograficzny. Taki ducha widzi, więc mógł być taki, jakby miał taką poświatę, ale raczej ciężko to powiedzieć. To jakby nie wiem, czy pan kojarzy jak na przykład jest hologram, to on odbija światło. Ta powłoka tego hologramu jest stworzona ze światła, więc jak się przyjrzeć to to świeci, tak? Ale sam ten wilkołak on był ciemny, ciemna barwa. No nie wiem, jak to określić. No to była taka jakby postać troszkę jakby nie całkiem przezroczysta, ale miała jakiś poziom przezroczystości w sobie takiej, że nie wydawała się tak całkiem materialna. Zmaterializowana.
Tyle mogę powiedzieć.
[59:01] - Jeżeli ta postać była materializacją czegoś, jakiejś energii, to tutaj można pospekulować czym, czym ta materializacja była spowodowana, prawda? Bo jakiś czas temu ukazał się odcinek „Mówią świadkowie. Wakacje 2023 roku” o tym diable na, na siedzącym na krzyżu i tam doszliśmy ze słuchaczem do wniosku, że to mogła być jakaś materializacja negatywnych energii, bo tam w pobliżu był bodajże obóz koncentracyjny, jeszcze w innym miejscu zakład przetwórstwa zwłok pozwierzęcych czy nie wiem jak to się nie pamiętam jak to się nazywało. I doszliśmy do takiego wniosku, że to jedna z opcji możliwych była taka, że mogła to być jakby istota, która stanowiła materializację negatywnych energii, które się skumulowały w tamtej okolicy.
[59:48] - Tak, słuchałam tego odcinka, ale chyba nie do końca, bo generalnie tak poczułam, że taką korelację z moją historią, bo to faktycznie jest powiązane takie bardzo folklorystyczna postać, czyli diabeł czy wilkołak, prawda? I ja nie znam natury naprawdę jakby pochodzenia takich postaci, ale jeżeli chodzi o moje przemyślenia na ten temat, to ponieważ też no wiadomo, dużo też myślałam i szukałam informacji na ten temat, to tak jestem skłonna jakby uznać, że to może być powiązane właśnie z jakąś złą energią, którą na przykład człowiek mógłby stworzyć, tak? Która wyszła od człowieka. I właśnie i po wielu latach miałam taką sytuację, że spotkałam się z, ostatnio w pociągu, z taką szepczuchą. Ja mogę tak ją nazwać ode mnie właśnie z miejscowości. No wszyscy się znaliśmy tam, więc znaczy ja już dawno nie mieszkałam w tej miejscowości, ale się kojarzyłyśmy, bo bo ona znała moją babcię. To już było dawno. Ja jej nie poznałam, no ale ona mi też czasami opowiadała, jak się tak właśnie spotykałyśmy jakieś historie. No ale wtedy inaczej rozmawiałyśmy, bo stwierdziłam, że no bo słyszałam też o niej, że ona właśnie rozmawia z duchami i jest taka, no nie wiem, uduchowiona czy otwarta na, na inny świat. Więc jej opowiedziałam tą moją historię.
Ona tak patrzyła na mnie i powiedziała: „dziecko, ty widziałaś klątwę”.Faktycznie wtedy dotarło do mnie, że ta miejscowość no jest połemkowską miejscowością przy Akcji Wisła, kiedy wysiedlano całe rodziny łemkowskie.
[01:01:35] - No tam chyba w ogóle dużo, dużo niefajnych rzeczy na tym terenie się działo. Tam Akcja Wisła, wcześniej tam chyba, jeżeli dobrze kojarzę, OUN-UPA operowało bardzo mocno.
[01:01:46] - Mhm. Tak UPA. I właśnie oni chcieli wmówić Łemkom, że oni należą do UPA, że granice nie są bezpieczne i dlatego kazano im stamtąd się wynieść. I jeszcze im naobiecywano, że w nowym miejscu będzie im dużo lepiej. Ale no niestety historia pokazała, że no tam, gdzie oni dotarli, to była wojna, nic nie było, a oni tam. Oni zasiedlali te tereny przez bardzo długo. Już były wzmianki w nie wiem XIII wieku o Łemkach na tych terenach, więc to było ich miejsce, więc no nie, jakby no nie jestem zdziwiona, że ktoś na przykład mógłby rzucić klątwę na to miejsce i pozostawić coś takiego, prawda? Albo może nawet nie to, że to była jakaś świadoma klątwa.
[01:02:33] - Nie tyle ktoś mógł rzucić jakby klątwę, co mogło po prostu tam się skumulować te wszystkie energie. I one się tak właśnie pokazują niektórym ludziom. Też chyba mam w archiwum taką niepublikowaną relację od słuchaczki sprzed wielu, wielu lat, gdzie zobaczyła chyba właśnie też spod tych chyba właśnie terenów, gdzie też jakieś po wyjściu z wychodka zobaczyła jakby ducha chłopca, który tam był wyraźnie taki wystraszony, jakby wyglądał, jakby wyciągnięty z żywcem z innych czasów, tak sprzed kilkudziesięciu lat.
[01:03:09] - Wow! Tak, mam ciarki. Lubię takie historie, zwłaszcza że że sama miałam do czynienia i też wychodek. No to super! Dobrze, że jest też gdzieś wychodek w historii, bo myślałam, że tylko ja miałam takie doświadczenie.
[01:03:23] - No to pokazuje, że w wychodkach różne dziwne rzeczy lubią się dziać, prawda?
[01:03:29] - Tak. Nie tylko właśnie. A jeżeli chodzi, to powiedzmy, że już skończyłam tą historię. Ale jeżeli chodzi o na przykład opowieści na przykład mojej mamy tam z terenów, no to też tam też był wilk, tylko że to były inne tereny. To było jakby Bobowa, te tereny Chojnarowa, Bobowa, to tam była taka wiedźma, ale to była wiedźma prawdziwa, która ja się pytałam babci, bo jak już tak podsumowałyśmy moją babcię, która jeszcze wtedy żyła, skąd ona tą księgę wzięła, bo miała taką księgę i ona czarowała z tej księgi, skąd ona wzięła tą księgę. Może z jakichś starych kościołów wygrzebywały. Nie wiem, nie wiem, czy to jest prawda, ale coś tam z tych zdjęć starych, z księgi wygrzebywano. To ja tylko powtarzam po prostu nie to, że ja w to jakoś wierzę bardzo, ale no ale że wszyscy wiedzieli. To nie była tajemnica. Albo że tylko na przykład nie wiem, ktoś sobie to wymyślił.
Tylko że faktycznie była ta kobieta, która czarowała i jakaś tam z rodziny mojej mamy kuzynka poszła na wyrobek, bo się chodziło na wyrobek do ludzi, na przykład żeby pomagać tam gdzieś przy, przy zbiorach i tak dalej. I poszła tam pomagać. Spała tam właśnie w izbie, tam z tą, z tą kobietą. I ona w nocy przyszła, otworzyła księgę, a ta kuzynka wszystko widziała i zaczęła coś tam mamrotać. Ja używam tych samych słów co po prostu z tej historii, gdzie usłyszałam. Więc zaczęła mamrotać nad tą księgą i nagle spod stołu wyszedł czarny duży pies albo taki no czarny duży pies. A że nikt nigdy nie widział tam w domu ani nic, więc no to też było ciekawe.
[01:05:16] - No można zadać sobie pytanie, czy ten pies był taki w stu procentach fizyczny?
[01:05:20] - No mi się wydaje, że nie. No ale teraz to już raczej nie, nie dociekniemy. No ja tylko powtarzam historię, którą która jakby została dosłyszana, ale no tak chciałam tylko jeszcze odpowiedzieć tą historię, bo faktycznie w mocnych jakby ta, ta prawda. Więc to się jakby łączy, ale to są całkiem inne tereny, jakby to jest. To są dwie niezależne historie. Natomiast jeżeli chodzi o tego wilka, no to znaczy tego wilkołaka, to on mi się wydaje, że przynależy do tych terenów zdecydowanie. I właśnie to, że tam egzorcyzmy były odprawiane, bo też nasza współlokatorka, z którą rozmawiałam ode mnie tam z miejscowości powiedziała, że egzorcyzmy odprawiane, ale na przykład ja tam bardzo dużo słyszałam przez to, że nikt o tym nie wie. Po prostu nikt o tym nie wie, że był sprowadzany jakiś egzorcysta na przykład to się dzieje jakby kanałami, takimi nie wiem, poza wiedzą kogokolwiek. Także gdybym ja nie zagaiła, to ja bym się nawet nie dowiedziała. Nikt by się nie dowiedział, że był sprowadzany egzorcysta.
[01:06:22] - Na koniec tego odcinka zostawiłem przypadek bodaj najbardziej osobliwy i potencjalnie najbardziej kontrowersyjny. Zacznę od kilku słów o moim rozmówcy. Z pewnych uzasadnionych względów prosił on o zmianę barwy głosu. Otóż nasz słuchacz jest z zawodu kierowcą ciężarówki, ponieważ jest to zawód wymagający szczególnego zaufania. Osoby go wykonujące muszą w regularnych odstępach czasu przechodzić obowiązkowe badania psychiatryczne. W momencie zdarzenia, którego opis za chwilę usłyszymy, mój rozmówca był w zasadzie świeżo po jednym z takich badań. Przeszedł je pomyślnie parę miesięcy wcześniej. W październiku dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku mój rozmówca stanął oko w oko z czymś, co jedni zapewne zaliczą do kryptyd, czyli zwierząt będących przedmiotem zainteresowania kryptozoologii, inni zaś uznają za dowód na prawdziwość doniesień o eksperymentach dokonywanych przez nazistów. Spotkanie z tą humanoidalną istotą bardzo mocno wstrząsnęło moim rozmówcą i zmusiło go, podobnie jak zmusi nas wszystkich tu obecnych, do zadania sobie wielu trudnych pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości.
[01:07:38] - Proszę pana, zacznę tak: ja jestem czterdziestosześcioletnim facetem, kierowcą patrzącym bardzo trzeźwo na życie. Zdarzenie, o którym chcę opowiedzieć, miało miejsce, tu jest dokładna data czternastego października dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku między miejscowościami Langenen, Slingen i Altheim w Niemczech. To jest na południu Niemiec, przy drodze L271, na takim małym, skromnym parkingu, nie takim jak na niemieckich autostradach, tylko po prostu takim parkingu przy tak zwanej landówce, czyli bocznej drodze. Zwykły parking, żadnych cudów, po prostu tam dwa drzewka, ławeczka. Z prawej strony był taki piękny starodrzew świerkowy. Z lewej strony był rezerwat ptaków. Tak to po prostu wyglądało, że ten parking był na drodze pomiędzy tymi dwoma obiektami. Ja zatrzymałem się około godziny piętnastej, ponieważ wtedy wiozłem takie rzeczy do wyposażenia marketu i nie było już ekipy, która mogłaby je rozładować, zamontować. Umówiliśmy się z tą ekipą na następny dzień na rano, więc nie dojeżdżałem już do miasta. Ten parking to jest jakieś tam dziesięć, powiedzmy dwanaście kilometrów maksimum od Altheim patrząc na mapie.
I kiedy tam stałem, to było takie fajne popołudnie, wie pan, wolne, bez stresu, bez takich jakichś tam, bez tego pędu, w którym się jeździ, tak? W zacisznym w miarę miejscu. Ładna okolica, więc to był dla mnie taki fajny czas. Ja zacząłem sobie szykować posiłek, po prostu gorący posiłek i w pewnym momencie wyczułem czyjąś obecność, ale nie zwróciłem na to uwagi specjalnie, no bo to był parking, tak? Każdy może przyjechać, każdy może się zatrzymać. Natomiast w pewnym momencie złapałem się na tym, że czuję cudzą obecność. Wiem, że ktoś jest, ale nie ma samochodu, więc uspokoiłem się, że to pewnie jakiś turysta. No ale w październiku? I to poczucie trwało mniej więcej ze dwadzieścia minut. Zauważyłem, że ktoś na tym parkingu jest, że ktoś tak przemyka krawędziami.
No ale no wie pan, ja nie jestem strachliwy, tak? No jak szykowałem posiłek, to miałem jakiś tam nóż przy sobie. No jeżeli to miał być jakiś atak, no to ja byłem jakby przygotowany na jego odparcie. Wie pan, no w kabinie się wozi różne rzeczy, tak żeby się obronić, bo różne rzeczy na drodze się zdarzają. Natomiast to, co zobaczyłem, to sprawiło, że no, ja po prostu zamarłem. Włosy stanęły mi dęba, dostałem gęsiej skórki i po prostu nie wiedziałem, na co patrzę. Zobaczyłem, ja nazywam na swój prywatny użytek personą. Persona, taką osobę. Dlaczego osoba? Bo myśmy mieli kontakt, ale inny niż werbalny.
Teraz opiszę tą osobę. To mniej więcej było wielkości dziecka dwunastoletniego, czyli wzrostu tam mniej więcej sto czterdzieści, sto pięćdziesiąt centymetrów maksimum o ładnej, harmonijnej budowie ciała, natomiast całkowicie pokryte włosiem rodzaju męskiego, bo to było widać, że to jest osobnik męski. Włosy długości trzech centymetrów, czterech może, na głowie nieco dłuższe. O bardzo jasnych, takich pięknych wręcz, jeżeli chodzi o kolor, oczach barwy ciemnego bursztynu. Taki bardzo niespotykany kolor. I ta istota stała na krawędzi parkingu. Ja wyczułem, że ona coś chce ode mnie, więc zapytałem: "Czego chcesz?" Nie pytałem kim jesteś? No bo... I wtedy dostałem taki komunikat: "Nie bij nogami", czyli nie kop mnie. Tak to zrozumiałem.
I drugi komunikat: "My głodni. Daj jeść." Powiem panu tak, że kontakt między mną a tą personą wyglądał tak, że ja spakowałem jakieś jedzenie. Złapałem jakiś chleb, jakieś owoce, jakąś wędlinę, taką wie pan, kawałek kiełbasy, coś takiego. Takie, takie rzeczy, które można po prostu wziąć w rękę. Z tego wyszła dosyć spora paczka i ja położyłem to w połowie drogi i ta istota podeszła i ją zapytałem. Ja cofnąłem się do samochodu. W pół drogi podeszła ta persona. Złapała to tak wie pan, w ręce te, te i ja zapytałem: "Kim ty jesteś? Czego chcesz?" I dostałem taką odpowiedź, że my głodni, nas stworzyli. I się zapytam: "Ale kto?
Czy tobie się dzieje krzywda?" A dostałem taką odpowiedź: "Uciekamy." "Przed kim?" — pytam. "Przed nimi wszystkimi." To był taki dziwny kontakt, bo wie pan, ja rozumiałem to, co ta persona do mnie mówi, dopóki ona miała ze mną kontakt wzrokowy. Jeżeli opuszczała wzrok, to słyszałem tylko takie mamrotanie, nieartykułowane, takie nieregularne dźwięki, dosyć takim niskim głosem wypowiadane. Natomiast to nie była ludzka mowa. I ta istota, ta persona wzięła to jedzenie. Dostałem jeszcze taki komunikat, kiedy ona odchodziła, odchodziła tyłem. "Nie mów nikomu, nie mów nikomu, nie bij nogami." Czyli jakby wie pan, wcześniej ktoś to stworzenie, nie wiem, kopał? Tą personę? Wie pan, ona odeszła jakoś wycofała się w ten świerkowy las i to po prostu no trwało, ja wiem, cała ta sytuacja dwanaście minut, kwadrans do góra, bo to było rozciągnięte w czasie. Te komunikaty, które ja odbierałem od tej persony, to były takie...
Ja mówiłem normalnie po polsku, a ona odpowiadała mi tak, jak ja bym słyszał jej odpowiedzi w głowie. Jakby to było psioniczne troszeczkę.
[01:12:30] - No takie kontakt telepatyczny.
[01:12:32] - Tak, bardziej telepatia, bardziej telepatia. Chociaż ta persona artykułowała bardzo takie niewyraźne dźwięki, takie mamrotanie. Natomiast to spotkanie nie było w ogóle za-zarządzone jakąś nieprzyjaźnią, wrogością, atakiem. Po prostu widziałem coś, czego się nie spodziewałem. No i zareagował organizm tak, jak zareagował, prawda? Czyli taką, no gotowością do obrony. Ja sprawdziłem, co to jest, czy to są może... Zacząłem szukać, bo nigdy się nie interesowałem wcześniej takimi sprawami jak jakaś ufologia, jakaś tak jak państwo właśnie, bo ja dzwonię do pana tak naprawdę po dwóch miesiącach słuchania państwa audycji, jak jakieś istoty spoza naszej rzeczywistości, spoza naszego czasu, spoza naszego wymiaru. Zacząłem czytać i do niczego to nie pasuje. Nie jest to ani leśny człowiek, bo oni się nie porozumiewają według tych danych, które ja zdołałem tam doczytać.
Nie jest to człowiek w rozumieniu istoty ludzkiej, tak? Bo jest taka choroba, która objawia się tym, że człowiek jest cały porośnięty włosem. Ale to nie było to, bo on miał bardzo wysoki zarost, jakby to powiedzieć, ale oczy miał otwarte. Ta persona nie miała owłosionego nosa i proszę pana, przejawiała jakiś ludzki taki wstyd, bo zasłaniała genitalia. To było widać, że to jest osobnik męski, mężczyzna, jeśli można tak powiedzieć. I był, wie pan, bardzo tak harmonijnie, ładnie zbudowany. Natomiast moje odczucie jest takie, jakby w tej personie było takie czterdzieści procent jakiejś małpy. Nie umiem tego oddać właściwymi słowami. Tak jakby skrzyżowano człowieka z małpą i się została jakaś inteligencja, forma porozumiewania się, która dla nas jest, no dla mnie przynajmniej jest do dzisiaj niezrozumiała, bo telepatia. No wie pan, no nie spotkałem się z tym nigdy, nie doświadczyłem takich rzeczy.
W ogóle jest to pierwsze takie spotkanie w moim życiu, które wymyka się w jakiś sposób konwencjom, tak?
[01:14:16] - No tutaj można odnieść wrażenie, że ta istota bardziej się bała pana niż na odwrót.
[01:14:21] - Zdecydowanie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę jej słowa, że uciekamy, chowamy się. Nie kop, tak? W sensie nie bij nogami. Czyli musiała doświadczyć agresji. Natomiast ja próbowałem sklasyfikować, wie pan, co to mogło być? No bo jeżeli jestW takim stanie, że może się porozumieć mimo bariery językowej, prawda? Proszę pamiętać, że ja wtedy byłem w Niemczech i ja rozumiem to, co ta persona mówi. Ja mówię w obcym języku. Czyli ma jakieś zdolności nadnaturalne, prawda?
No bo po polsku raczej się chyba nie uczyła. I te informacje, że oni-- ja te informacje o tym, że my się chowamy, my uciekamy odebrałem jako taką informację, że jest jeszcze jedna persona żeńska w starszym wieku i jedna w młodszym, tak jakby mi to zostało przekazane. Tak jakby taka, no nie wiem, grupa, taka malutka horda uciekała i chowała się. I ja zacząłem sobie zadawać, wie pan, pytania dlaczego tam? Dlaczego w terenie takim, gdzie jest rezerwat ptaków? Tam po drugiej stronie zaczyna się rezerwat ptaków.
[01:15:24] - No właśnie takie pytanie tutaj sobie zapisałem czy to jest jakiś duży las? Ma pan może możliwość jakby przesłać jakąś mapę z tym miejscem?
[01:15:33] - Proszę pana, tak, ja prześlę panu tą mapę. To nie jest wielki zakątek, bo to jest rezerwat. To nie jest jakieś wielkohektarowe, wie pan, to jest po prostu taki, no, no rezerwat, miejsce, siedlisko ptaków. I zadałem sobie pytanie dlaczego tam? Czemu chowają się wśród ptaków? No i odpowiedź znalazłem po czasie. Bo przecież ptaki zaalarmowane obecnością człowieka zaczynają reagować nerwowo, tak? Odlatują, cierkają, krzyczą, robią różne rzeczy, więc może oni po prostu włączyli sobie taki najprostszy, naturalny system alarmowy. Co ciekawe, tej personie towarzyszył taki swoisty zapach. Można by się było spodziewać, że będzie ta persona pachnieć no takim no nie wiem, no naturą, takim spoconym człowiekiem, zwierzęciem.
Nie. To był zapach ciała i ziół. Zapach czystego ciała i ziół. Nie umiem powiedzieć, czy on się czymś nacierał, jakimiś ziołami, żeby nie wyczuły ich zwierzęta. Nie mam pojęcia. To był taki swoisty zapach. Nie był nieprzyjemny, był po prostu swoisty. Taki no nieprzypisany do niczego. Nie był przyjemny, nie był nieprzyjemny. Po prostu kiedy zawiał wiatr, poczułem tą woń i dowiedziałem, że to on tak pachnie.
Ja próbowałem sklasyfikować to, co to mogło być. Leśny człowiek no nie odpowiada. Yeti no nie, no bo za mały.
[01:16:42] - Można by to jeszcze spróbować podciągnąć pod tak zwane dziwożony, ale to są bardziej istoty występujące jakby w folklorze słowiańskim, nie, nie niemieckim.
[01:16:54] - No właśnie tego nie ma, bo ja, wie pan, troszeczkę się prze ryłem. Tak jak powiedziałem, ja zepchnąłem gdzieś to zdarzenie. Natomiast no tak dwa miesiące mniej więcej zacząłem ryć. Jedyne, na co trafiłem, co w jakiś sposób mi tutaj pasuje. Jest taki facet, tylko on jest taki, no dziwak. Nie wiem, czy pan o nim słyszał. Nazywa się prowadzi audycję na YouTubie dlaczego na niego trafiłem? Powiem za chwilę. I on kiedyś wspominał o hybrydach, które rzekomo naziści tworzyli gdzieś tam w tym kompleksie. No bajka nie bajka, no ale co widziałem.
Zdolność porozumiewania się, ten widoczny dodatek takiej no przepraszam mał idkiej urody, no, no nie trzyma się kupy, tak? Coś, co kompletnie wymyka się klasyfikacji. Ja cały czas mówię ta persona nie była wobec mnie wroga w ogóle. Ja, kiedy ta sytuacja trwała, myślałem tak: przecież on prosi o jedzenie, więc jest głodny. Skoro jest głodny, to jest słaby, prawda? Więc no niewiele ryzykuje, tak? No jakieś tam jedzenie. No i tak dzielę się nieraz z chłopakami na parkingu. No wie pan, komuś się skończy kasa, się skończy, skończy się żarcia albo się po prostu zepsuje. Tak po prostu bywa w ciężarówkach.
Mam to się dzielę, tak? To jest normalne wśród kierowców. Raz mnie ratują, raz ja kogoś. Więc tak jakby pod kątem zawodowym podchodząc do tego, to nie stało się nic szczególnego. Natomiast dziwne jest to, kto to był. Ten komunikat, że to były jakby trzy osoby, że była taka, takie stadko trzech. On i dwie samice. On starszy, ona starsza i jedna jakaś młodsza. Jedyne, co mi się nasunęło, wie pan, to to jest ta hybryda, bo nie pasuje do niczego. Jakikolwiek folklor nie weźmiemy, tak?
Czy zacznijmy od Leszego, czy od innych stworów Południc, czy innych rzeczy. One się nie porozumiewają w żadnym momencie. Nie jest to nigdzie napisane. One się nie porozumiewają werbalnie. Jedyne rzeczy z folkloru chyba, które zahaczyłem, to są syreny, tak? Które jakoś tam nawołują, które istnieją, nie istnieją.
[01:18:43] - No, tutaj mieliśmy też relację, którą można jakby przypisać do interwencji Leszego. Nie wiem, czy pan kojarzy ten odcinek, gdzie jest Leszy na okładce przedstawiony.
[01:18:53] - Tak kojarzę, kojarzę, kojarzę.
[01:18:55] - To tutaj, tutaj jakaś komunikacja chyba wystąpiła, ale to był taki jeden przypadek tam, gdzie te dziewczyny się bawiły tymi jaskółkami. No bawiły. Chciały dobrze, skończyło się, jak się skończyło. Ale to chyba taki jeden przypadek, gdzie tam jakaś komunikacja mogła wystąpić, prawda?
[01:19:11] - Proszę pana, ja cały czas opieram się na tym, że cały folklor milczy o komunikacji. Oprócz tego przypadku, o którym ja teraz panu opowiedziałem i tym drugim. Wyszukiwałem, wie pan, w internecie, jak by mogły wyglądać, tak? Użyłem nawet, wie pan, gdzieś tam ściągnąłem jakiś taki podstawowy program do sztucznej inteligencji i zadałem mu takie zadanie, tak? Jak by mogła wyglądać taka hybryda? No nie wyszło to, co widziałem.
[01:19:33] - Tutaj mi się też nasuwa skojarzenie z pewnymi zdarzeniami ufologicznymi, tak? Gdzie jest przypadek, gdzie na przykład następuje jakaś komunikacja z przybyszami, z pasażerami jakiegoś obiektu latającego. Przychodzi mi na myśl taki przypadek UFO bliskie spotkanie z poczęstunkiem, gdzie tam jakieś istoty, prawda, poczęstowały plackami podobno niezbyt smacznymi świadka. No ale tutaj też to ciężko jakby przypisać do kategorii w ogóle ufologicznej, bo to bardziej była takim, był taki hominid mały, tak?
[01:20:06] - Tak, zdecydowanie, zdecydowanie hominid, humanoid. Zwał jak zwał. O widocznej inteligencji. I wie pan, ja generalnie tak: ja jestem osobą wierzącą, praktykującą. Tak jak powiedziałem wcześniej, nigdy nie spotkałem się z takimi zjawiskami. I żeby jakby potwierdzić to, że no z moją głową wszystko jest w porządku, to powiem tak dwa miesiące wcześniej robiłem badania psychotechniczne. Przy całym szacunku, ale badania są tak odsiewowe, że no, osoba o zachwianej psychice, kierowca o zachwianej psychice no nie przejdzie po prostu tych badań.
[01:20:36] - No to są chyba z tego, co kojarzę obowiązkowe.
[01:20:40] - Tak.
[01:20:40] - Trzeba co jakiś czas robić.
[01:20:41] - Tak, tak, tak, co pięć lat.Zależy jak się to stanie, na jaką długość się dostanie te badania, ale zazwyczaj jest to pięć lat. Natomiast żeby to sprawdzić, ja mam znajomych policjantów i jeden z nich zajmuje się takimi bardzo poważnymi sprawami i w sposób oczywisty jest przeszkolony z rozmowy w, w rozpoznawaniu mowy ciała, tak? Czyli wie, kiedy osoba przesłuchiwana nie chce powiedzieć czegoś, kiedy kłamie, kiedy ściemnia, kiedy przeinacza, prawda? Ja poprosiłem tego policjanta: ja ci opowiem historię, a ty w ramach ćwiczeń powiedz mi, czy to jest prawda. I usłyszałem: nie widzę kłamstwa w tej opowieści. Nie widzę kłamstwa, kiedy mi o tym opowiadasz. Wie pan, no ja patrzę na świat twardo, tak? Dla mnie to jest, jak napisał poeta mędrca, szkiełko i oko. Odtąd dotąd taki wymiar, taka waga, taka odległość, taki czas. Nigdy się nie interesowałem, wie pan, takimi zagadnieniami właśnie ufologicznymi.
Nie wchodziłem w tą tematykę, bo po prostu nie było to dla mnie w jakiś sposób interesujące.
[01:21:36] - No i nie wchodził pan też w tematykę taką bardziej kryptozoologiczną, tak? Bo tutaj bardziej jakby kryptozoologia się kłania.
[01:21:44] - W tematykę kryptozoologiczną, panie redaktorze, wszedłem dopiero, kiedy zacząłem szperać, szukać informacji na ten temat. No szczerze mówiąc, jest pan pierwszą osobą, której o tym mówię, bo przypuszczam, że jakbym powiedział o tym w domu, to mogłaby być różna reakcja. Chociaż moja rodzina jest światła i nie neguje generalnie zdarzeń, które mają miejsce na świecie, tak? Ale żeby oni w to uwierzyli, to to by musiało być coś, co już się kiedyś zdarzyło, a to się nie zdarzyło nigdy nikomu albo nikt o tym nie powiedział po prostu.
[01:22:11] - No w domu, jak w domu. Co innego, gdyby ta historia dotarła do kolegów z pracy, to mogłoby już rzeczywiście jakieś konsekwencje większe wywołać.
[01:22:20] - No w pracy to już wie pan, wtedy to przypuszczam, że mogłoby być niefajnie, prawda?
[01:22:25] - Bo rozumiem, że pan tutaj jakby wykluczył też opcję, że spotkanie bliskie z tą istotą mogło być spowodowane jakimś, nie wiem, zmęczeniem czy czymś.
[01:22:35] - Nie, nie, to nie mogło być zmęczenie, bo ja zacząłem pracę tuż po następnego dnia o godzinie jedenastej i skończyłem ją o piętnastej.
[01:22:43] - Jeszcze był pan dosyć, że tak powiem, świeży.
[01:22:45] - Tak, to nie jest tak. Wie pan, w ciężarówkach jest tachograf, tak? Urządzenie, które rejestruje czas pracy. I to nie jest tak, że ciężarówka czy kierowcy ciężarówek jeżdżą sobie jak chcą. Trzeba dotrzymywać pewnych reguł. Tak? Można jechać maksymalnie dziewięć godzin dziennie, dwa razy w tygodniu można pojechać dziesięć, tak? Czasem pauzę tą jedenastogodzinną można skrócić. Nie powinno się tego robić, ale można. I wie pan, jeżeli ja, mówiąc językiem kierowców, wypauzowany wystartowałem i pojechałem cztery godziny, czyli połowę, nawet nie połowę przypisanego czasu pracy dziennego, tak?
No to o jakim zmęczeniu mówimy, jeżeli ja to robię zawodowo? Wie pan, możemy mówić o zmęczeniu po takim czasie pracy osoby, która nie prowadzi samochodu codziennie, tak? Dla której nie jest to zawodem i przejechanie tych, nie wiem, kilkuset kilometrów jest męką. Ja to robię dzień w dzień. Dla mnie to jest praca. Ja to po prostu robię. Tak jak nie wiem, kasjerka siedzi na kasie w sklepie albo nie wiem, bibliotekarka wypożycza książki. Przejechanie kilkuset kilometrów zawodowo kierowcy to, to jest norma, a nie wyjątek.
[01:23:41] - Tutaj jeszcze można się zastanowić, czy ten rezerwat w pobliżu, o którym pan mówił, jest w ogóle wystarczający, żeby tego typu stworzenie mogło się jakby ukryć niezauważone, prawda?
[01:23:52] - Powiem tak: ze względu na gęstość tych lasów tak, tak, dlatego że widzi pan, to stworzenie zlewało się z otoczeniem. To ono nie było jakieś bardzo takie, wie pan, ewidentnie nie wiem, nieraz niektórzy ludzie mają takie włosy ewidentnie rude na przykład, tak? Albo bardzo takie naturalnie ciemne i to widać. Natomiast owłosienie tej persony było takie brązowawe, takie zlewające się. Wie pan, jakby się to położyło gdzieś tam, wie pan, przy drzewie w lasów liści to wątpię, czy można by to było zauważyć. I ten zapach ziołowy, wie pan. Ja mam taką teorię, że być może te persony nacierały się jakimiś ziołami, żeby zabić po prostu zapach na przykład psów, prawda? Bo mogły się obawiać tych zwierząt, bo one nie były duże. To było, wie pan, sto czterdzieści, sto pięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Proszę pamiętać, że też nie mogłem oceniać jakoś wybitnie dobrze wysokości, ponieważ nas dzielił metr i myśmy się nie zetknęli tak ręka w rękę, tak?
Jak ja odszedłem, powiedzmy, że dzieliło nas przykładowo dziesięć czy dwanaście metrów. Jeżeli ja do połowy drogi odszedłem, położyłem na asfalcie tą żywność i cofnąłem się do samochodu i on podszedł te powiedzmy drugie sześć metrów, tak żeby zabrać tą żywność, to myśmy się nie widzieli jakoś z bliska, prawda? Natomiast te oczy mi się rzuciły. Ten zapach. Aha. I wie pan, brudne ręce, brudne dłonie, tak jak oni by coś przenosili, budowali. Nie mam pojęcia. I ludzkie paznokcie w miarę, w miarę naprawdę przypominające ludzkie paznokcie u takich spracowanych dłoni. Więc raczej pod kątem ufologicznym trudno mi jest to rozpatrywać. Raczej uważam, że to była jakaś, jakieś krypto, ale jakie?
Chyba że naprawdę ocieramy się o tematy historyczne, tak jak napisałem w SMS-ie, że rzeczywiście pan ma rację i ktoś coś robił tylko w tamtym terenie od Riese, od kompleksu Riese stamtąd. Bo ja już, wie pan, sprawdziłem to na wszystkie strony. Od kompleksu Riese to jest kilkaset kilometrów. Co by te istoty tam robiły? Zwłaszcza stare. Gdzie przechowywały się przez tak długi czas, bo mówimy o tych, powiedzmy, hybrydach, które Niemcy tworzyli w czasie wojny rzekomo, w co ja też nie bardzo wierzę.
[01:25:52] - Nie wiem, czy istnieje w ogóle jakieś potwierdzenie w dokumentach, że takie w weryfikowalnych dokumentach, że takie jakby eksperymenty Niemcy prowadzili. Są to, to są wszystko-- jest coś takiego na-
[01:26:05] - Jak pan wpisze w YouTube małpa na drezynie. Ja wiem, że hasło jest być może śmieszne. Jeżeli pan wpisze w YouTube małpa na drezynie, to zobaczy pan, że jakieś stworzenie natury kryptozoologicznej było na przykład w Riese widziane. Że strzelali do tego żołnierze.Czyli jakieś takie zjawisko już było, bo ja jestem strasznie skrępowany, bo wie pan, ja no ja tak naprawdę wypierałem to, wypierałem. Gdzieś mnie to ugryzło dwa miesiące temu zacząłem szperać. Ten okres międzyświąteczny przesiedziałem tak naprawdę w komputerze wyszukując różne rzeczy. No bo nie daje mi to spokoju, tak? Coś widziałem, ale co? Kto to był? Jeżeli i do jakiej sy-- przede wszystkim widzi pan, panie redaktorze, do jakiej sytuacji, w jakiej strasznej sytuacji musiały być te osoby, skoro zaryzykowały i ona podeszła, tak?
I on podszedł jako samiec, czyli jakieś zachowania stadne chronił, chronił samicę, tak? Niech pan zauważy, że to jest takie bardzo, bardzo społeczne, takie bardzo cywilizowane zachowanie, prawda? Jak pan weźmie plemiona afrykańskie, gdzie ludzie się śmieją, że o puszczanie kobiet przodem to jest taki piękny zwyczaj. Nigdy w życiu! Puszczanie kobiet przodem w plemionach afrykańskich to było zabezpiecz-zabezpieczenie wojowników. Bo najpierw zginie kobieta ta, która jest mniej warta, która jest, powiedzmy, nie umie udźwignąć broni, a swoim ciałem zasłoni wojownika. To jest zwyczaj bitewny plemion afrykańskich. To wcale nie jest takie znowu kulturowo sympatyczne. A on tutaj chronił ewidentnie.
[01:27:22] - Rozumiem, że pan nie zauważył jakby w otoczeniu niczego szczególnego, żadne jakieś zmiany?
[01:27:28] - Nie, proszę pana. Poza tym, że w momencie, kiedy mieliśmy kontakt, ten pozawerbalny, to jakby świat wokół mnie cichł. W momencie, kiedy on do mnie się zwracał, kiedy wypowiadał te słowa, tak? Że nie bij nogami. Daj jeść, my głodni. Tak? Bo to ja te komunikaty, wie pan, słyszę cały czas. Słyszę ten ton głosu, jaki to w tym momencie, kiedy my patrzyliśmy sobie w oczy, bo tak jak mówię, ten kontakt był wtedy, kiedy myśmy patrzyli sobie w oczy, to ja rozumiałem. Natomiast kiedy on oczy spuścił, to było tylko takie mamrotanie, no takie jakby mruczenie bez sensu. No tak to mogę ująć.
[01:28:03] - Jeżeli dobrze rozumiem, to w momencie, gdy on mówił, ta istota się z panem komunikowała wszystko dookoła cichło, a jak przestawała mówić, to wszystko wracało do normy.
[01:28:12] - Tak, tak. Słyszałem. Słychać było normalnie jakiś tam szum wiatru. Wie pan, gdzieś tam jakieś tam nie wiem, ptak gdzieś ćwierkał. Natomiast to cichło w momencie, kiedy my mieliśmy ten kontakt, tak? Kiedy myśmy się porozumiewali, kiedy ja pytałem, kiedy on na mnie patrzył, to, to po prostu było jakby poza nami, poza mną przynajmniej. Nie było tak, że wtedy jakby świat był wokół mnie. Wtedy był tylko taki silny kontakt między mną a nim. I wie pan, ja zwróciłem uwagę na to, że jakby jak słucham audycji państwa i słucham opowieści wielu słuchaczy, którzy opowiadają rzeczy z tego samego gatunku, tak? Które nie mieszczą się w suchych rękach, to wszyscy mówią o poczuciu strachu, agresji, a tu tego nie było.
I w momencie, wie pan, kiedy on się oddalił, to ja miałem takie poczucie, że no to był ktoś głodny, trzeba było go nakarmić. To go nakarmiłem, tak? I wie pan, ja zupełnie machinalnie wróciłem do gotowania posiłku, tak? I dopiero po jakimś czasie pomyślałem: człowieku, co to było przed chwilą? Tak, jak on by miał na mnie jakiś wpływ, żeby zdążyć się oddalić bezpiecznie.
[01:29:10] - No to różne można spekulacje snuć. Być może jakiś wpływ rzeczywiście z tej, ze strony tej istoty wystąpił, a może po prostu, nie wiem, jakiś mechanizm się u pana uruchomił, jakiś coś związanego z sympatią, że pan po prostu czuł potrzebę skupienia się na pomocy tej, tej istocie, tak? Na udzieleniu jej pomocy.
[01:29:33] - Proszę pana, to był z krwi i kości, bo tam miał paznokcie brudne. Rozumie pan? On coś robił rękami.
[01:29:38] - Określmy to z całą jakby stanowczością. To była istota fizyczna. To nie był żaden, jakby prawda, niematerialny gość.
[01:29:45] - Absolutnie fizyczna istota, tak jakby pan miał no nie wiem. Przepraszam, to jest naprawdę niegodne chyba wobec tej persony określenie jakby pan miał, które zwierzę jest takie inteligentne? Goryle są tak inteligentne, że potrafią się porozumiewać językiem migowym, szympansy. To, to był jeszcze, jeszcze wyższy poziom komunikacji, tak? Niektóre z małp potrafią się tak posługiwać takimi właśnie językami innymi, tak? Umieją, umieją powiedzieć, o co im chodzi językiem migowym. Ale to był nie ten poziom komunikacji, to wie pan, to była, to była tak jak pan powiedział, taka no połowiczna telepatia. Ja mówiłem normalnie on, on odzywał się jakby w mojej, w mojej jaźni, w moim, w moim umyśle.
[01:30:23] - I to była komunikacja, dodajmy niezależna od tego, że mówił pan w języku, który no nie jest językiem tam często występującym, tak?
[01:30:33] - Nie. No to już w ogóle wie pan, to już jest poziom trudności, który, który w ogóle nie wiem, to jest trudność do kwadratu już, tak? Czy po prostu jego zdolności lingwistyczne albo sposób porozumiewania się przełamywał w ogóle barierę językową? Najprawdopodobniej, no bo no bo widzi pan. Wróćmy na chwilę do tego tematu, tego pierwszego zdania. Nie będziesz bił nogami, tak? Taka prośba nie bij nogami, nie będziesz bił nogami. W sensie nie kop mnie. Czyli musiał mieć kontakt i ktoś go musiał kopać. Ktoś go musiał zdzielić, po prostu mówiąc przykro z buta, tak?
No bo na tyle, na ile umiał się porozumieć, powiedział, żeby go nie bić nogami. No jak ktoś bije nogami, no to kopie.
[01:31:08] - No i to wskazanie, że jest ich więcej niż jeden.
[01:31:11] - I że jest ich więcej niż jeden. I niech pan weźmie pod uwagę: daj jeść, my głodni. My. Czyli na pewno już więcej niż jedna osoba. Tak? My uciekamy.
[01:31:21] - No i też tutaj zwraca uwagę ta osobliwa gramatyka, ta składnia, o której pan mówi.
[01:31:28] - Bardzo uproszczony ten język, prawda?
[01:31:30] - Uproszczony, a jednocześnie na tyle zaawansowany, że daliście radę się porozumieć.
[01:31:34] - Wie pan, ja myślę, że ja tak oceniam, tak? Nie wiem. Trzyletnie dziecko tak mniej więcej mówi. Tak mi się wydaje. No moje dzieci są już duże, więc wydaje mi się, że trzylatek mniej więcej tak się może porozumiewać na tym, na tym poziomie, żeby jasno dać do zrozumienia, o co chodzi, czego chce, czego nie chce, czego się boi, tak? Co chciałby otrzymać. Nie mam pojęcia, jak to określić. Więc jakaś z jednej strony wie pan, no ewidentnie domieszka jakaś ludzka w tym była. No bo sama budowa taka, prawda? I to była taka, wie pan, nie że ładna, ale taka foremna ta budowa i to ciało tej persony było takie krzepkie.
[01:32:07] - Tak jakby mocno ludzkie, tak. Tylko tutaj ta sierść.
[01:32:11] - Tak, tak. Ludzkie stopy, ludzkie dłonie i to wszystko w całej takiej swojej formie to było takie no nie wiem, jak pan patrzy na przykład na nie wiem, dajmy na to na goryla czy na orangutana. One są takie trochę dla nas, no nie wiem, powiedzmy, pokraczne, panie redaktorze, tak? To jest, no wie pan, nie ta forma. A on był tak harmonijnie zbudowany mimo tej domieszki.
[01:32:30] - A przyjrzał się pan może twarzy tej, tej postaci?
[01:32:34] - Tak.Tak, tak. Yy, wydatna szczęka. Troszeczkę, troszeczkę jak u szympansa taka wystająca, ale troszkę. Nie tak jak szympans ma taką dużą, wie pan, taką ta, ta szczęka jest taka do przodu, delikatnie wysunięta ta szczęka. Foremny nos i nos niezarośnięty, natomiast bardzo wysoko pod oczami ten zarost. Szczyja zarośnięta, ale bez brody. Włosy na głowie dłuższe i całe ciało w takich właśnie trzy, cztery centymetry długości tych włosów, bo to było futro, było gęste. Natomiast dłonie były niemal niezarośnięte i także samo stopy. Stopy były tak prawie odkryte. Coś tych włosów, tego futra tam było, natomiast nie było tego jakby tak jak na całej powierzchni ciała, a całe, same ciało równomiernie, że tak powiem, pokryte tym włosiem.
I przede wszystkim, co teraz mi się rzuca w oczy, że to było, ta persona była czysta. Miała owszem brudne ręce. Natomiast to nie było tak nieraz wie pan, ma pan psa, no to jak nieraz się uwali w błocie, to jest cały, wie pan, jak wygląda, tak? Albo po spacerze gdzieś w błocie. A to było czyste, jakby dbało o siebie. Takie, gdybym miał go przełożyć na ludzkie warunki, to powiedziałbym, że to był krzepki siedemdziesięciolatek. O, tak bym to ujął. Gdyby to był człowiek. Jakby więcej szczegółów, no to już nie pamiętam z tego zdarzenia. Proszę wziąć pod uwagę, że to jest dwa i pół roku i tak uważam, że jest to w miarę świeża relacja, bo z tego, co słyszę, to, to słuchacze dają relacje tam po dziesięciu latach, po piętnastu, po dwudziestu albo i więcej.
[01:34:02] - A po czterdziestu, po pięćdziesięciu też się czasami zdarzają. To świadczy zawsze o tym, że to zdarzenie, no, dosyć mocny wpływ wywarło. To, że pan z takimi, mimo upływu tych, yy, dwóch lat z kawałkiem, pan jednak, yy, dosyć dużo szczegółów z tego zapamiętał. I to takich mocno drobnych detali, że to tak ujmę. Także, no musiało to panu, to słychać zresztą w pana głosie, że, że telepią panem emocje w trakcie opowiadania o tym.
[01:34:28] - Wie pan, powiem panu inaczej. Ja bym tylko chciał wiedzieć, kto to był. Bo że ta istota istnieje, te istoty, te persony istnieją, to ja wiem. Bo wiem, co widziałem. Wiem, co dałem mu do jedzenia. Znam miejsce, w którym to się stało. Datę, czas. A nie mam skłonności, wie pan, jakichś psychotycznych. Tak jak pan słyszał. Muszę przechodzić badania, tak?
Poszedłem rozmawiać z policjantem, który wysłuchał tej historii w ramach takich przyczyn i stwierdził: "No nie, no tu kłamstwa nie ma". Więc patrzę też na świat bardzo tak trzeźwo, tak? A tutaj spotkałem coś, co, co nie istnieje w żadnych atlasach, albumach. W jednej opowieści jest jakaś zbieżność, bardzo luźna zresztą, bo w opowieści pana nie zgadza się wzrost, masa tych. Ewentualnie jeżeli to by była hybryda, tak? To ludzkie takie zachowanie też nigdzie nie wystąpiło w żadnych opowieściach. Więc co to było? Czyżby przerzuciło ich, wie pan, bo ja już biorę pod uwagę różne rzeczy. Może przerzuciło ich po prostu z innego czasu, tak? Są szczeliny czasowe, bo o tym też czytałem i ludzie tego doświadczyli.
Może przerzuciło ich z jakiegoś, nie wiem, równoległego świata? Skąd takie i nietypowe zdolności i budowa humanoidalna? I wie pan, no przede wszystkim musieli tu być też jakiś czas, skoro wziął jedzenie i wiedział, że to może jeść, prawda? Wziął je bez wahania. Dieta zbliżona do ludzkiej.
[01:35:42] - Tutaj mamy zarówno jakieś cechy ludzkie, zarówno cechy jakieś zwierzęce, no i też te elementy paranormalne. Można tutaj, można to tak nazwać, tą telepatię szczególnie.
[01:35:54] - Tak, tak, to już się zamyka, to już się zamyka kompletnie, wie pan, bo no co innego, przepraszam, jest karmić dziki, co mi się zdarzyło na parkingu w Gdyni, tak? Że one się wytresowały same i przychodzą do kierowców po jedzenie. I nie są groźne, nie atakują, tak? Tylko chrumkają i proszą o jabłka, o pieczywo, jakieś tam takie rzeczy. No ale to są zwierzęta, które nabyły jakąś umiejętność. A tutaj komunikacja.
[01:36:17] - Na początku rozmowy naszej myślałem, że to może był jakiś pustelnik mieszkający tam w lesie. No ale tylko że w miarę słuchania opisu tej, tej istoty coraz bardziej ta opcja się oddalała, tak?
[01:36:30] - To by był brane. Chyba by zasłonił genitalia, tak? A to było na tyle, wie pan, te cechy animalne były na tyle duże, że no to ta persona była no jednak naga, tak? Nie była przywiązana, wie pan, nie miała z przeproszeniem trusika zasłaniającego.
[01:36:43] - No nie miała jaj na wierzchu.
[01:36:44] - No nie miała jaj na wierzchu. Mówiąc krótko, tak? Była naga tak jak, tak jakby był nagi, nie wiem, jak małpka w lesie, no. Też się nie ubiera, nie przesłania przecież swoich tam walorów, czy jak to tam nazwać. Czyli było to stworzenie silnie zhumanizowane w takim rozumieniu społecznym. Na pewno zaznajomione z naszą dietą, bo skoro wziął chleb, tak? To wziął jabłka, wziął jakieś tam, jakąś tam wędlinę, czyli również mięsożerne, tak? No bo wziął, nie odrzucił. No zakładam, że gdyby był, gdyby nie jadł mięsa, to by po prostu odrzucił te inne rzeczy.
[01:37:16] - Czyli przytulił, krótko mówiąc wszystko, co mu pan dał. Całe to-
[01:37:20] - Wszystko.
[01:37:20] - Jedzenie z tego parkingu zniknęło, tak?
[01:37:23] - Tak. Tak, tak, tak. Tego było, wie pan, sporo, tak? Bo to było i kilka jabłek, i bochenek chleba i jakaś tam wiązka kiełbachy, wie pan, takie, takie rzeczy, no, jakieś tam ciastka w woreczku. I on wiedział, że to jest woreczek, bo wziął go tak, żeby mu się nie wysypało. Rozumie pan? Bo na przykład jak pan da, nie wiem, jakiemuś zwierzęciu, to ono będzie rwać woreczek, nie? Żeby się dostać do jedzenia. A on woreczek z tymi słodkościami wziął tak, że mu się to nie wysypało. I jeszcze był taki, wie pan, komunikat, że twoje jedzenie silne, jakby że jest-
[01:37:53] - No takie, że jakby konkretne.
[01:37:54] - Konkretne, kaloryczne, dobre dla nich. Tak jak oni by żywili się, nie wiem, na co dzień korzonkami albo tym, co upolują. Bo tak jak mówię, wie pan, no nie odrzucił tej, tego, tych tam kawałków kiełbasy, więc zakładam, że był też w jakiś sposób mięsożerny, tak? I teraz co? Do czego bym nie próbował to przypasować, panie redaktorze, no nie pasuje nic poza hybrydami.
[01:38:14] - Kosmita odpada, wilk odpada, jakiś pustelnik odpada.
[01:38:19] - Odpada. Nic się nie trzyma. Wynika się wszystkiemu. Zhumanizowane, z zachowaniami ewidentnie socjalnymi, tak? Prorodzinnymi nawet, bo wziął jedzenie dla kogoś, nie dla siebie. W co to ubrać? Według mnie albo, albo, albo rzeczywiście to były te, te hybrydy, potomkowie hybryd. No nie mam, nie mam pojęcia, czy one mogły się rozmnażać w jakiś sposób. No nic nie pasuje. Ani stworzenia leśne, ani mityczneAni folklor, ani jakiś element animalny, ani ludzki.
Ja już mówię kuźwa, może, może cyrk odmieńców, ale przecież to jest nielegalne, tego nie ma. Chyba że lata temu gdzieś jakieś takie stworzenia, nie wiadomo skąd zdobyte. I znowu wracamy do pytania, kto to jest, że gdzieś zostały, nie wiem, wystawiane w takim cyrku odmieńców? To był taki potworny zwyczaj, tak? Że były takie cyrki odmieńców, takie zupełnie zdehumanizowane, gdzie ludzi o jakichś tam wadach rozwojowych pokazywano jako dziwolągi, coś okropnego po prostu.
[01:39:14] - No tak, tak jak wchodziły jakieś regulacje chroniące tych ludzi, to tak jak na przykład z dużymi kotami się dzieje w Wielkiej Brytanii. Weszły w latach siedemdziesiątych regulacje zakazujące posiadania takich kotów. To nagle pojawiły się całe dziesiątki doniesień o tak zwanych alien big cats. Więc może z tymi, z tymi tak zwanymi odmieńcami z cyrków też tak mogło być. Chociaż, no nie znam na tyle historii cyrków, żeby tutaj jakby wyrokować, żeby tutaj coś zdecydowanie orzekać. Ale można też pospekulować, że może to być taka opcja warta wzięcia pod uwagę. No tylko, no cały czas to pytanie, co to tak naprawdę było albo kto to był?
[01:39:55] - Wie pan i co? I przepraszam, ale wróćmy na chwilę. Zatrzymajmy się przy temacie cyrku odmieńców. Chociaż to jest okropny temat, który mnie po prostu wzburza. I co? Uważa pan, że wśród takich tam, powiedzmy, nieszczęśliwych ludzi, których pokazywano wtedy i robiono z tego tanią sensację, podłą sensację, nagle znalazł się ktoś, kto w jakiś sposób się rozmnożył i opanował możliwość porozumiewania się pozawerbalnego? Jak? Nie trzyma się kupy. Cały czas wisimy przy pytaniu, kto to był, bo dla mnie to nie były zwierzęta. Dla mnie to nie były stwory.
Dla mnie to były osoby, bo przejawiały, on przynajmniej jako taki, no nie wiem, ja go odbieram jako takiego przewodnika stada. On przejawiał zbyt dużo cech i zachowań ludzkich. Za dużo tego było, żeby to było zwierzę. To tak, jak wie pan, no rasy ludzkie się krzyżują, no ale krzyżówka człowieka z małpą to ciężka sprawa, co?
[01:40:46] - No, była podobno kiedyś krzyżówka człowieka z szympansem. Nie pamiętam, jak to się nazywało. Kulukamba? Chyba jakoś tak nazywano to w starej literaturze naukowej.
[01:40:56] - To było coś takiego, ale to-
[01:40:58] - No, ale to był jeden przypadek. To dosyć dawno, jeszcze sprzed ponad stu lat.
[01:41:03] - No ale są grafiki, bo ja właśnie do tego też chciałem. Ktoś tam wrzucił grafiki, to ewidentnie wie pan, to widać było ten wpływ tej połówki małpiej, tak? A tutaj tego było mniej, zdecydowanie mniej. I cały czas zataczamy krąg wokół tego, że sposób porozumiewania się wymyka się klasyfikacji.
[01:41:23] - No sposób porozumiewania się i to, co się działo podczas tego porozumiewania, tak? No bo nie znam istoty, która byłaby w stanie jakby wyciszać całe otoczenie na czas, kiedy następuje komunikacja.
[01:41:35] - Nie, to nie jest tak. On tego nie wyciszał tak dosłownie, że zapadła głucha cisza, tylko to było tak, jakby mój umysł skupiał się na tym, co on mówi i przestawał zwracać uwagę. To było w bardzo dalekim tle. To nie było tak, że zapadała wokół mnie głucha cisza. I proszę też pamiętać, panie redaktorze, że ten kontakt, nasze porozumiewanie trwało czy miało miejsce tylko wtedy, kiedy my mieliśmy kontakt wzrokowy. Tylko wtedy, kiedy ten kontakt został przerwany, bo on na przykład się schylił albo odwrócił głowę gdzieś tam na chwilę, to to ustawało. To było tylko na zasadzie patrz mi w oczy, to będziesz ze mną rozmawiał. To była tak, nie wiem, światłowód między umysłami. No przykro mi, nie umiem tego zaspecyfikować.
[01:42:15] - Tak mi się nasunęło takie porównanie jakby do radia, że jak przekręcamy antenę, to radio jakby gubi, gubi kontakt z nadajnikiem i pojawiają się usterki.
[01:42:27] - Tak, dokładnie tak. I ta słyszalność wtedy komunikatów radiowych spada.
[01:42:31] - No jakbyśmy próbowali to wytłumaczyć, no zawsze pojawia się taki element, który jakby, no wyklucza nasze wytłumaczenie, jakby przeczy naszym próbom wytłumaczenia tego zdarzenia, pochodzenia w ogóle tej istoty. Także trudny temat. Ciekawy, ale trudny. I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje o spotkaniach z bardzo dziwnymi istotami. Jak gdyby przybyszami z innej rzeczywistości. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o usłyszanych dziś historiach. Oczywiście apeluję o zachowanie kultury i przestrzeganie zasad netykiety w swoich wpisach, gdyż zależy mi na stworzeniu świadkom dziwnych zdarzeń bezpiecznej przestrzeni, wolnej od przejawów prymitywizmu i nienawiści. Jeśli zaś macie Państwo jakieś swoje historie, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Polecam również Państwa uwadze nowy numer czasopisma "Nieznany Świat", w którym obok niezwykle interesujących artykułów omawiających i zgłębiających tajemnice tego świata znajdziecie również rubryki: Dotknięcie Nieznanego oraz Kontakt Nietelepatyczny, w których ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z trudno wytłumaczalnymi fenomenami. Polecam również waszej uwadze kanał Nieznanego Świata na YouTube, gdzie od jakiegoś czasu ukazują się dźwiękowe wersje wybranych relacji z bogatego archiwum czasopisma.
Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na stronie www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów: stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skype nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić.
Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość.
UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.