Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty. Strasznie intensywne, potężne niebieskie światła. To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez...
No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światłów. Jakoś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża, strzelaj!
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios.
Pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że będzie to jeden z najmocniejszych odcinków w historii tego cyklu. Dużym echem odbił się odcinek 60., w którym zaprezentowałem Państwu kilka relacji o bliskich spotkaniach z dziwnymi istotami.
Jestem pewien, że dzisiejszy odcinek również wielu z Państwa wbije w fotel, bądź też w cokolwiek innego, na czym aktualnie siedzicie. Dziś bowiem zaprezentuję Państwu kolejną garść historii o spotkaniach z przybyszami z innej rzeczywistości.
Cały czas oczywiście czekam na kolejne Państwa relacje o obserwacjach dziwnych zjawisk i obiektów oraz spotkaniach z istotami o trudnej do ustalenia proweniencji. Kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie Państwo w opisie tej audycji oraz na stronie www.paranormalium.pl w zakładce kontakt.
Od razu uprzedzam, że warto poszukać słuchawek lub włączyć sobie napisy, ponieważ niektórzy z moich rozmówców telefonicznych prosili o zmianę barwy głosu. Zwracam też uwagę, że podczas rozmów nie zawsze możliwe jest uzyskanie satysfakcjonującej jakości dźwięku, za co najmocniej przepraszam.
Mimo moich wysiłków w celu poprawienia Państwa wrażeń z odsłuchu może się zdarzyć, że niektóre fragmenty wypowiedzi mogą być trudno zrozumiałe, choćby ze względu na nie dające się odfiltrować hałasy z miejsca, w którym przebywa mój rozmówca.
Prezentację przygotowanych na dziś relacji zaczniemy od szybkiego zajrzenia do naszej radiowej skrzynki e-mailowej. Dziwna istota o wyglądzie leniwca z twarzą człowieka Relacja nadesłana do Radia Paranormalium w lutym 2023 roku.
Ostatnio spotkałem się z pewną osobą z gminy Bojanowo. Opowiedziała mi o dziwnym incydencie, o którym słyszała od koleżanki. Otóż parę lat temu, nie wiem dokładnie ile, kilka samochodów jadących późnym popołudniem lub wieczorem do Wydartowa widziało dziwną postać idącą poboczem drogi właśnie w stronę drzwi.
Co ciekawe, to coś wcale nie bało się ludzi. Koleżanka mojej informatorki opisała to jako wyprostowanego leniwca z twarzą bardzo podobną do człowieka. Niestety nie mam informacji skąd podobieństwo do leniwca, poza tym, że miała mieć jakąś taką dziwną zielono-szarą sierść bądź skórę.
Kilka osób jadąc miało nagrać to stworzenie, dlatego zwracam się do was, by udostępnić to i może znaleźliby się świadkowie. Stworzenie to miało iść cały czas wzdłuż drogi poboczem w pełni wyprostowane i mieć około metra wzrostu.
Osoba z którą ja rozmawiałem jest wierząca, tak jak jej koleżanka, ale ani razu nie użyła stwierdzenia zwierzę, tylko za każdym razem to coś lub dziwny człowiek. Podobno minęły to dwa, trzy samochody, aż w końcu ktoś to coś potrącił.
Co jeszcze ciekawsze, na miejsce podobno przyjechali biolodzy, bo policja nie była w stanie stwierdzić co to za zwierzę. Podobno zabrali to zwierzę na sekcję i na tym się skończyło. W Życiu Rawicza i kilku pobliskich informacyjnych gazetach miały być nawet o tym relacje, ale w internecie co ciekawe nie ma teraz po tym ani śladu.
Sam jestem sceptyczny co do tej opowieści. Być może to zdarzenie miało miejsce w lipcu 2020 roku, bowiem w tym czasie nad Wydartowem widziano UFO. Przede wszystkim zwrócić należy uwagę na to, że ta istota, o ile istniała i cała opowieść nie jest fikcją, zachowywała się tak, jakby nie odczuwała jakiegokolwiek zagrożenia, a zarazem szła wzdłuż drogi, jak gdyby chciała dojść w jakieś konkretne miejsce.
Zamykamy naszą skrzynkę e-mailową i przechodzimy do prezentacji przygotowanych na dziś rozmów telefonicznych. Na dobry początek proponuję, abyśmy wysłuchali relacji od słuchacza z pojezierza drawskiego, który niedawno zgłosił Radiu Paranormalium obserwację dwóch dziwnych humanoidalnych sylwetek, jakie zauważył nocą na pastwisku.
To jest pojezierze drawskie, Stare Worowo miejscowość. To było rok temu, w lipcu. Jako że ja się pasjonuję astronomią, Zrobiłem zdjęcie drogi mlecznej, którą pięknie widać na naszych pastwiskach, właśnie w tej porze roku w wakacje.
I godzina była pierwsza, pierwsza trzydzieści w nocy, ja już wracałem sobie do domu. Ale mówię, tu kucnę to jeszcze zrobię, no spod różnych kątów jakby zdjęcia tych gwiazdek. To mam te zdjęcia, do dzisiaj tam na dysku mogę też przesłać.
I miałem już jakby noc w telefonie, szedłem sobie do domu za budynkami gospodarczymi. No i totalnie jest taka sytuacja, że to jest noc [i wszędzie są] dziki. Tu można spotkać w noc, ewentualnie watahę wilków, można spotkać stado jeleni, można spotkać borsuka, sarenki.
Takie takie utworzenia. I tak po prostu iść, bo dziki są wielkie jak niedźwiedzie czarne. I jeszcze po sąsiedzku było stado takich, no to są rasowe mięsne krowy. I pierwsze co mi przyszło do głowy, to właśnie jest, że ktoś próbował by te cielaki, bo to był sezon wycieleń.
Ktoś próbował te cielaki jakby. Chociaż to są bardzo, bardzo takie silne, Silny instynkt macierzyński mają te krówki. To jest taka rasa po prostu. Także możliwe, że takie próby by się skończyły śmiercią dla jakiegoś takiego bohatera.
Ale o co chodzi? Ja jakby wracając do domu już sobie, to była mówię, pierwsza trzydzieści w nocy, była bardzo duża mgła. Ale niebo było widać pięknie, bo to było na podmokłym takim terenie. Tam jest najlepsza trawa, tam jest wilgoć, tam jest grząsko, że tak powiem.
I po prostu zobaczyłem w takiej odległości 200-300 metrów ode mnie, od budynków gospodarczych. Na tym polu, gdzie po prostu strach iść w noc. bo przed dziką zwierzyną po prostu ja bym się bał tam iść. I zobaczyłem dwie postacie, które jakby...
Ja też latarką świeciłem sobie pod nogi, podnosząc głowę z tego telefonu jakby. I w ich stronę jakby zaświeciłem. I one jakby... Dwie osoby jakby coś takiego. Miały czołówki na sobie. Zaświeciły w moją stronę.
Wsiadły na jakiś taki pojazd bezszelestny. Mi się to skojarzyło z jakimś elektrycznym quadem. I po prostu zawróciły się taką drogą jakby... No tej drogi nie widać, ale my tam ciągnikiem jeździmy po prostu z obornikiem.
My jesteśmy położeni... Między trzema wioskami. Także tam... Ja tu w ogóle nikogo nigdy nie spotkałem. Także... One wsiadły na ten pojazd. Przejechały gdzieś z pięćset metrów. Tak jak my jeździmy z tym obornikiem jakby znały drogę.
I w stronę jakiegoś takiego... No to było prostokątne, że tak powiem. I... To było takie... Takie przyćmione światełko jakby oświetlało ten... prostokąt jakby. I one tam jakby i tam przystały. Tam nie szedłem, no bo tak jak mówię, to strach po prostu tam iść.
I taka sprawa. Ja następnego dnia z racji tego, że przyjechał mój przełożony, który mieszka sto kilometrów jakby stąd. Także to też nie było tak, że on codziennie tutaj jest. I szukaliśmy jakiejś krówki, żeby zrobić jej zdjęcia po prostu.
W tym miejscu właśnie wchodziliśmy. Ja też mówiłem o tym wszystkim jakby... Z nami byli wtedy. Żadnych śladów, wie pan, rowerem by pan przyjechał tam, to by było wgniecenie jakby w takim... W tym grząskim gruncie.
Ale tam nie było ani śladu po tym. A ten prostokąt jakby... Był zaparkowany za naszym ogrodzeniem, które trzeba by było zdemontować. W jakiś sposób, żeby to się tam zmieściło. To też nie było śladu po tym.
Ja mam zdjęcia porobione z następnego dnia właśnie, bo żeśmy tam chodzili. No i to jest takie zastanawiające. No ja myślę, że nawet jakby ktoś tam chodził tak pieszo, to też byłby chyba ślad. Bardzo, bardzo możliwe.
Bo tam jest bagno. No w tej chwili tam woda stoi. A te postacie jakoś reagowały na pana obecność? Czy jakby... Nie, no takie tak jakby podniosły jakby czoło. Z tą latarką na czole. W moją stronę. Zobaczyły, że ja jestem.
Ja jakby świeciłem w ich stronę. No byłem... To po prostu... Ja nieruchomiałem. No bo tego bym się już nie spodziewał. No i po prostu wsiadły w ten pojazd i zawróciły. I no przejechały gdzieś z 500 metrów.
To tak mniej więcej by było. A udało się panu zauważyć jakieś szczegóły wyglądu tych postaci? To w ogóle były jakieś postacie takie ludzkie? Absolutnie. Tylko czołówka. Tylko ta lampa. Raczej takie ludzkie, tak.
Dwie ręce, dwie nogi. No czy ręce. No to też tego nie powiem. No bo mówię, była mgła też. Ale wiem, że czołówka jakby ona zaświeciła w moją stronę. Obie miały czołówki. To było dziwne. Kurczę, ja z lekarzem weterynarii jeszcze moim, coś tam przy świnkach robiliśmy.
Ja mu to powiedziałem też dwa czy trzy dni później. On mówi UFO, UFO. Ja mówię, dobra, tam pieprzysz, UFO. Ale kurczę, tak minął rok czasu. Jakby te disclosure i te inne historie. No jakby coraz bardziej mnie to zastanawia.
Chociaż się skłaniałem od początku samego, że to mogło być to. W każdym razie dziwne. No to bezszelestne. To przede wszystkim było. To było dosyć blisko ode mnie. Ale to zapieprzało, wie pan, z 60 na godzinę.
Ten pojazd jakby. Pierwsze co mi się przyszło na myśl, to właśnie elektryczny kład jakiś. I że kłuszownicy po prostu. Ale noc, no takie miejsce dziwne. Ja z początku też pomyślałem, że myśliwy. Bo chciałem zapytać o wilki.
Jak to zabezpieczyć zwierzęta dobrze i tak dalej. To mówię, jakby myśliwy był. Ale to tam po polach by nie jeździł na pewno. Bo tutaj go wiele razy spotkałem jakby na naszym terenie. Ale na pewno nie wiem, że na paswistę czy coś.
Ale tam żadnych śladów jakby, żeby ktoś tam gmerał nie było nic? Ani za płotem? Ja zdjęcia robiłem. Ja jeszcze ludziom wysyłałem. Wie pan, ja mam te zdjęcia. No nic, no. A w tym oświetlonym prostokącie, w tym tam bym coś było widać? Co tam jest w ogóle?
Nie, nie, nie. Absolutnie. Taki po prostu prostokątny jakby obwód. Taki podświetlony. Takim był. To był. No światło było takie bardzo krzyćmione. No nie wiem, czy to był prostokąt. No coś w tym stylu. No to było nie wiem.
20 metrów może długie. I 8 szerokie coś. Strzelam w tej chwili, prawda. I to było na polu sąsiada. Ale mamy takie ogrodzenia słupki. Takie porządne. I tam trzeba by było elektryczne ogrodzenie rozebrać.
Żeby tam w ogóle się przedostać. Tak jak oni by tam podjechali po to. No śladu nie było po niczym, prawda. A jak długo pan to w ogóle obserwował tą scenę? No z 5 minut gdzieś. Ten prostokąt jakby też się jakoś oddalił?
Czy pan pamięta? Nie, nie. Ja bym poszedł, ale to była noc. Wie pan, to strach iść naprawdę. Tu nikogo nie ma. Ja tu mogę przysłowiowo, że na go lasach chodzi. Bo tu mówię, jesteśmy między trzema miejscowościami.
Tu są lasy. Ja mam i na Pacyfiku jezioro i las. I tam na grzyby chodzę. No strach po prostu by było iść tam, nie? Ja nie wiem co to było. Ja nie stwierdzam, że to były jakieś istoty może. To pytanie, czy jakiemuś kłusownikowi by się opłacało kupować elektryczny kład.
Jakiś bardzo lekki, żeby... No to było na pewno w takiej odległości, że ja bym to usłyszał. Bo tu pies szczeka w wiosce, której ja nie widzę w danej chwili. Ja słyszę tego psa szczekanie, prawda. Także to było 200 metrów ode mnie.
No kurczę, teraz żałuję, że nie poszedłem w tę stronę w tej chwili. Rozumiem, że żadne zwierzęta jakby nie reagowały na pojawienie się tych... Raczej zwierzęta były w tej chwili zgonione, prawda. Wybiegi i... Bo to jest tak, że my zamykamy.
Bo to jest 150 sztuk bydła, a mamy koni 30 ponad. A te świnie i tak dalej to wszystko jest jakby... Nas jest zaganiane do takiego wybiegu i mogą sobie wchodzić do obory, kiedy są i wychodzą. Ale mają taki wybieg jakby.
A dopiero w dzień wypuszczamy to na pastwiska. Bo tam jakiś... Żaden jakiś pies nie pilnuje tego terenu w tym w noc, nie? Wtedy nie było psa, teraz jest pies dopiero. To były jakieś wysokie istoty? Cokolwiek to było?
Nie, to było takie bardzo, bardzo, bardzo ludzkie. To mówię. Jakby dwóch ludzi, prawda. I tak rozmiarowo w sensie. Bo ja nie widziałem, mówię. Nie widziałem zarysu, czy to ma ręce, czy to ma nogi. Narazie to nie miało.
Tym bardziej, że wsiadły na jakiś taki pojazd. No mówię, mi się z czymś elektrycznym skojarzyło, że to było bezszelestne po prostu. No tylko, że chyba też na takim terenie taki nawet bardzo lekki pojazd też by chyba jakieś ślady zostawił, prawda?
Właśnie o to chodzi, że tam jest grzązko. Tam nie było śladu po niczym. Ja mówię, bo ja to jest tak, że ja po horyzont rozejrzę się, 360 stopni zrobię obrót i nie mam sąsiadów. Nie widać nic. Tylko moje pola, moje krówki chodzą.
Także to jest takie zastanawiające bardzo. I jeszcze za horyzont, jeszcze dalej. Czyli krótko mówiąc, żadnych śladów po tym czymkolwiek te istoty, czy osoby były, nie było. Właśnie żadnych. Ale tak jakby znały drogę, nie?
Tak, którędy my jeździmy właśnie z obornikiem tam, żeby wysypać. Bo żadnych jakichś takich podejrzanych person w tamtym czasie nie zauważył pan w okolicy. Nic, bo nie ma. To jest, wie pan, koniec świata.
Nikt się tam ani wcześniej, ani później nie kręcił, żeby coś, prawda, zachachmęcić, że tak ujmę. Tak, absolutnie. Mówię, bym poszedł, ale się bałem dzikich zwierząt, prawda, że tam dzik, bo to są dziki takie czarne jak niedźwiedzie wielkie.
No, w nocy to wiadomo, to może się wszystko... W tych bagienkach kurczę siedzą, bo to właśnie taki wodnisty teren jest. W tym miejscu. I to tyle, jeśli chodzi o obserwacje dziwnych postaci w Starym Worowie.
Podczas słuchania tej relacji miałem nieodparte wrażenie, że było to zdarzenie o charakterze ufologicznym. Ze względu na wzmiankę o prostokątnym świecącym obiekcie, w stronę którego zdawali się zmierzać owi dziwni intruzi.
Zapraszam oczywiście do dzielenia się w komentarzach swoimi opiniami na temat tej relacji. Oczywiście przypominam, że w internecie obowiązuje coś takiego jak netykieta. Proszę więc o jej przestrzeganie, gdy będziecie państwo formułować swoje pisemne wypowiedzi.
Zadam państwu teraz pytanie. Co wam przychodzi na myśl, czy też co widzicie oczami wyobraźni, słysząc określenie nieumarła? Pewnie niektórzy z was wyobrażają sobie kobiecą postać przypominającą z wyglądu zombie.
Nie bez powodu postanowiłem tak właśnie zatytułować kolejną relację. Nieumarła z Boszkowa. PRZEPRASZAMY ZA BŁĄD NA OKŁADCE. SPRAWDŹ ERRATĘ W OPISIE Posłuchajmy rozmowy z jednym ze świadków, którzy zimą 2003 roku natknęli się na dziwną kobiecą postać na asfaltowej drodze blisko jeziora.
No więc tak, to był rok 2003 i to było zimą. Mieszkałem w Niemczech, mając działkę w Boszkowie Letnisko, Wielkopolska, była taka sytuacja, że pojechaliśmy na urlop, na wakacje z rodzicami w 2003 roku. Była taka sytuacja, że w garażu posiadałem dwa skuterki, jedną 80, drugą 50, i kolegę jeszcze z Niemiec przywiozłem, tam właśnie też na te wakacje.
To było tak, że pierwszy tydzień normalnie, wszystko, że tam nie było śniegu, ale była zima, był mróz i pomiędzy świętami a Sylwestrem, Nowym Rokiem, wyjechaliśmy sobie o 7 rano na plażę, też wyjechaliśmy z tymi skuterkami.
I była taka sytuacja, że na długiej prostej, gdzieś około, no widoczność, na powiedzmy 300 metrów, wybiegła o 8 rano nam kobieta z przeciwka. I to była taka dziwna sytuacja, że ta kobieta biegła w naszą stronę, kulejąc, ona kulała i w ogóle twarzy nie było widać, cała na czarno ubrana.
I tak się zbliżaliśmy i już wtedy było dziwnie, że ja obserwowałem przez całą tą trasę, że ona w ogóle ani przez sekundę nie popatrzyła, bo to dźwięk skuterów, ani przez sekundę nie popatrzyła, że coś, jedzie z przeciwka.
I to już było dziwne, no i ona biegła z przeciwka i tak około 2 metrów powiedziałam do niej dzień dobry, a ona się obróciła i jak popatrzyłam na tą twarz, to po prostu, że aż mnie, aż mnie, to już będzie dreszcze, do dzisiaj mam dreszcze.
Cała twarz była blada, normalnie blada, a sina blada dalej biegła, kulejąc i na twarzy miała dwie czarne kule. Zamiast oczu to, to co było białe, to też było czarne, to było normalnie, do dzisiaj mam dreszcze normalnie dostaje, jak ja to sobie przypominam, jak to było.
To było straszne i finał był taki, że ja dodałem gazu, uciekłem, kolega za mną też jechał tą pięćdziesiątką, dojechaliśmy do końca tego obszaru, tam jeziora, promenady i ja mówię, widziałeś to? A on do mnie mówi, a widziałeś jej oczy? I normalnie do dzisiaj się zastanawiam, co to było.
No straszne, straszne to było, przypadek. Później ja to opowiadałem tam ojcu, z mamą, który on tam też od kupy lat mieszka w tym Boszkowie właśnie. I jego ojciec był rybakiem i on opowiadał takie historie, że w latach siedemdziesiątych wypływał kiedyś na rybry, między trzecią a czwartą rano i widział, że płaszcz wisiał.
I ten płaszcz wisiał, czarny płaszcz wisiał na drzewie. Wracając o godzinie siódmej, ósmej, ten płaszcz już, albo generalnie już była policja, przeszukiwała ten płaszcz i tam się okazało, że tam był list pożegnalny.
Jakaś dziewczyna była zakochana i się utopiła w tym jeziorze. I właśnie, no nie wiadomo czy to jest jedno z drugim, to ma coś wspólnego, ale powiem panu tak, że do dzisiaj mam jeszcze takie, że te czarne oczy, właśnie ta blada twarz.
I to generalnie zachowanie, to zachowanie było takie dziwne, bo na przykład, niech sobie Pan wyobrazi, że jest pan sam, idzie pan promenadą zimą, nikogo nie ma. I ktoś z przeciwka jedzie, tak, jakieś motocykle, czy tam, tu jest jakiś sprzęt zmotoryzowany.
No i tak normalny człowiek się patrzy, tak, czy ktoś jedzie, a ona do dwóch metrów nic. Ona jakbym nie powiedział dzień dobry, albo coś, to nawet by się nie spojrzała. I tak. I ja uwzględniłem następ, tam pierwszy i ten pięć na godzinę jechaliśmy.
I dopiero wtedy, jak powiedziałam dzień dobry, to ona do połowy się wychyliła biegnąc. I niech pan chce to wyobrazi, że ona była cała sina, blada, normalnie blada, się do połowy popatrzyła się na mnie.
I nic nie powiedziała, nic nie mówiąc, przebiegła koło nas, a normalnie to, co było w oczach białe, to było czarne. To było dwie czarne kule. Do dzisiaj nie wiem, czy to było naprawdę to zachowanie. To chodzi, nie, nie, jak wyglądała nawet, ale to zachowanie, zachowanie człowieka w ten sposób, to dla mnie to było nienormalne.
No właśnie, czy ta kobieta odnośnie tego zachowania tej kobiety, mam takich parę pytań, czy ona w ogóle była świadoma tego, co się dookoła niej dzieje? Czy ona sprawiała wrażenie, że przed czymś, nie wiem, uciekała?
No właśnie. I powiem panu tak. Myśmy byli przez dwa tygodnie tam właśnie w tej okolicy, tam w tej miejscowości. To jest miejscowość Boszkowo Letnisko. Tam zazwyczaj, znaczy teraz już inaczej, ale kiedyś, w tamtych latach tam nikt nie mieszkał na stałe.
Tam to jest sezonowo tylko, na lato. Powiem panu tak, że przez cały tydzień jeździliśmy na tych skuterkach, tam nikoło nie było. I to właśnie było po świętach, pomiędzy świętami a Nowym Rokiem właśnie, to, co zobaczyliśmy.
Tam są tylko lasy, to jest Park Narodowy. To jest Park Narodowy Leszczyński. Jak to panu wytłumaczyć? Kobieta biegła, biegła, kulejąc, szybkim krokiem w naszą stronę. Promenada, szeroka droga. I tak jakby nie szukała pomocy.
Nie było tak, że szukała kontaktu jakiegoś albo coś. Po prostu i cała na czarno ubrana. Już od początku, bo tam promenady, tam na tej promenadzie, to jak się jedzie tym skuterkiem, czy tam te dróżki, to tam 200-300 metrów, do przodu można patrzeć w linii prostej.
I ona po prostu, jak ją zauważyłem, to ona po prostu, tak jakby nas nie było. W ogóle nie przejmowała się, że coś jedzie z przeciwka. To było dziwne zachowanie właśnie tej kobiety. I jakby ona już na, powiedzmy, na dwóch metrach, trzech, dwóch metrach obok nas, przebiegła koło nas.
Ja mówię do niej dzień dobry, a ona się tylko popatrzyła tak do połowy. Cała czarna, te włosy, tak jakby miała tłuste od jakiegoś oleju albo coś. Cała na czarno ubrana, czarne włosy. Jak się spojrzała na nas, to ona w ogóle cała sina, blada, blada, normalnie jak ściana, się popatrzyła i nic nie powiedziała.
I dalej przebiegła koło nas i dalej, nie? No i ja właśnie, jak dojechałam do końca tej plaży, czy tam, to minęło gdzieś około półtora kilometra, dwóch kilometrów, jak dojechałem i kolega zajechał, ja mówię do niego, widziałeś ją, a on do mnie widziałeś jej oczy, to on mi właśnie potwierdził, że to on też widział, tak?
Że te oczy były czarne kule i że coś było nie tak. To było w 2003 roku, i tak do dzisiaj właśnie to trzyma mnie i naprawdę normalnie dreszcze dostaję, jak to w ogóle sobie przypominam. A czy udało się panu jakby dostrzec szczegóły wyglądu tej postaci?
Szczegóły jej ubioru? Chodzi mi o to, czy ten strój pasował do pory roku zimowej. Wie pan co, to był taki, jak sobie przypominam, ona była cała na czarno ubrana, czarny płaszcz, taki filcowy, jakby, filcowy płaszcz, tak, i więcej sobie nie przypominam, bez szapki, bez szalika, więcej nie mogę powiedzieć, no po prostu była, no dziewczyna, dziewczyna miała gdzieś około, jak ja miałem 16-17 lat, to ona miała gdzieś około, bym tak strzelał teraz 25-30 lat.
No taka młoda jeszcze babka, tak. Młoda, młoda kobieta, nie? Tylko wie pan co, nie chodzi nawet, chodzi o to zachowanie, tak, chodzi o to zachowanie, nawet jakby coś było, czy tam na narkotykach, czy na przykład na jakiejś, no nie wiem, no coś się wydarzyło, albo coś, ale jej zachowanie od początku.
Myśmy jechali wolno, myśmy jechali tam 20-30 na godzinę, za róg, jak wyjechaliśmy na tą prostą, od kiedy ją ujrzałem, tam kolega też, to tam było 300-400 metrów i to naprawdę, i od początku ją obserwowałem i ona nie miała ani lęków, ani, znaczy lęków, ona biegła po prostu, biegła w naszą stronę, z przeciwka, kulając, twarzy nie było widać, dopiero w momencie, jak do niej powiedziałem dzień dobry, ona ani razu nie popatrzyła się, że coś z przeciwka jedzie, w ogóle tak jakby było, tak jakby nie słyszała w ogóle, że coś jedzie z przeciwka, tak.
Tak jakby w ogóle was nie zauważyła, tak? To było, to od razu mnie zainteresowało, że to było dziwne, to było dziwne, że no, wie pan, no jakby coś jechało z przeciwka, to każdy patrzy, tak, człowiek, a ona, i to była zima, tam było, podejrzewam minus dwa, minus trzy stopnie śniegu nie było, ale to było właśnie dziwne, że około ósmej rano to było, że dziewczyna biegnie, kulając, no i ani do ostatniego momentu nie spojrzała się, tak, i te oczy, tak, i jak się spojrzała, jak powiedziałem, do niej dzień dobry, się tylko spojrzała biegiem, znaczy bieg, jak to powiedzieć panu, biegła kulejąc i się popatrzyła tylko i dalej biegła.
Tak, popatrzyła i leciała sobie dalej, tak? Tak, tak, i mnie to właśnie, przeraziło mnie to na maksa, to, co jest białe w oczach, to normalnie było, to były dwie czarne kule, całe normalne, ona była normalnie sina, aś prawie, że niebieska, ja to zobaczyłem, to od razu manetka, gaz i do oporu, nie?
I później kolega mi to potwierdził, tak, on przyjechał, przyjechał za mną, tam zauważył 20-30 sekund za mną, ja mówię do niego, widziałeś ją? A on mówi do mnie, widziałeś te oczy? Ja mówię, to też widziałeś?
Ja mówię, ja pierdolę. Strasznie, strasznie to było, nie? No strasznie i to do dzisiaj nie wiadomo, co to było, kto to był, mówię, ja to opowiadałem kiedyś tam od ojca znajomego, on, który był rybakiem tam w latach 70-tych, tam dziadek, raczej, i on to przypomina sytuację właśnie w tym samym miejscu, tylko od strony jeziora, płynął kiedyś rana między trzecią a czwartą i widział płaszcz czarny, jak wracał, to była milicja, sprawdzała i tam się okazało, że był list pożegnalny, że się jakaś młoda dziewczyna utopiła, tak, że samobójstwo popełniła, nie wiadomo, czy to jest sprawa, jak nie wiem, czy to dotyczy też tej sprawy, do dzisiaj się zastanawiam, że to było tak straszne dla mnie, ja mam 37 lat, teraz wyletnie, naprawdę, naprawdę siedzi to w głowie, siedzi to w głowie.
Takie mam pytanie, czy może poza tym mężczyzną, który opisywał ten płaszcz, no ten płaszcz rzeczywiście tutaj jest takim elementem jakby, no, przywodzącym różne, że tak powiem, możliwości na myśl, a czy może miejscowi coś też mówili o obserwacjach jakichś podobnych postaci, mówili coś, nic nie mówili?
No, wie pan co, tam miejscowych tak za bardzo w tych czasach nie było, bo to jest, bo szkoły letnisko, tam są same letniskowe domki i tam zimą, latem, tam, latem, znaczy inaczej, zimą to tam nikt nie mieszkał na stałe, tak, to są opuszczone domki, teraz dopiero, tak załóżmy od 10 lat, tak zaczęło, zaczęli ludzie tam mieszkać, między innymi też my i my, nie, tam, ale tak generalnie to tam nikogo nie było, tam, zawsze puste domy stoją, to jest tylko tak jakby wakacyjne, tak, jak jest lato, tam na, na wczasy przyjeżdżają sobie ludzie i to, a resztę tego sezonu, 3-4 miesiące to, a poza sezonem to wszystko stoi puste, tak, tam nikogo nie ma, jezioro, lasy, piękne okolice, bo naprawdę piękne okolice.
A czy może rozmawialiście potem z kolegą o tym zdarzeniu, jakieś, nie wiem, spostrzeżenia, bo rozumiem, że wasza, wasz, to jak obydwaj zobaczyliście tą postać pokrywało się, tak? Tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak, to było, to było tak, on, on potwierdził to, co ja widziałem, mówię, no, mówię, dojechaliśmy do końca jeziora, ja mówię, widziałeś ją, a kolega mówi, a widziałeś jej oczy, no, to już potwierdziło mi to, że ja też widziałem, znaczy, że on też widział to, co ja widziałem, tak, że nie było, nie było źrenic w ogóle, ona, ona miała tak jakby czarne dwie kule na twarzy, znaczy, i zamiast oczu miała dwie czarne kule i ta blada twarz, tak, do dzisiaj, i, i ja mówię, tak, no, ja miałem wtedy 16 lat i, i to zachowanie, od początku to zachowanie, to było dziwne, to była dziwna sytuacja, kobieta biegnie z przeciwka, 300-400 metrów, biegnie z przeciwka, ja dzwoniłem już na, tam była z pięć na godzinę, kuleje i cały czas twarzy nie widać, tak, ma zasłoniętą do połowy twarz głosami, i te włosy takie normalnie jakby tłuste, takie strasznie poszarpane, tłuste, cała na czarno ubrana, no, i zbliżamy się na te trzy, dwa metry, ja mówię do niej dzień dobry, a ona się obraca, nic nie mówiąc, i się tylko popatrzyła i dalej biegnąc, tak, jak ja ją zobaczyłem, to normalnie aż mnie dreszcze cała blada, normalnie twarz była blada, sina, normalnie jak, a, nikt sobie nie wie, ja się śmieję tam, jakby ją z jeziora wyciągnęli i tak, normalnie do dzisiaj mam dreszcze jak to, jak tą twarz pamiętam i te dwie czarne kule w twarzy, tak, te oczy, to co było biało, było też czarne, normalnie, no, diabeł, jak to inaczej powiedzieć, nie.
No tak jakby całe te gałki oczne wypełnić taką czarną farbą, jak sobie teraz niektórzy robią, tak. Tak, ona, ona miała dwie czarne, normalne kule, dwie czarne kule i to jeszcze na tle bladej, białej, niebieskiej twarzy, tak.
No to nie chce pan to wyobrazić, jak to są, to, to był szok, nie, to był normalnie, normalnie to był szok dla mnie i to zachowanie, tak, 200, 300, 400 metrów i ona biegnie i ona się w ogóle, w ogóle, tak jakby nas nie było, ona w ogóle się nie reagowała, nic, tak, dopiero jak powiedziałam do niej dzień dobry, to ona też nic, ona się tylko do połowy obejrzała i dalej biegła i tak jakby nas tam nie było, nie.
No i chyba też niska temperatura tam panująca wtedy też nie robiła na nie wrażenia. Tak, tak i to, to był grudzień, to było pomiędzy świętami a Sylwestrem, Nowym Rokiem i to tak właśnie było, że, bo myśmy na dwa tygodnie przyjechaliśmy na wakacje, bo my tam mamy dom na stałe i tak nie zaobserwowaliśmy, żeby ktoś tam był albo ktoś tam mieszkał albo ktoś tam i tak właśnie, no, dziwna sytuacja była.
To było ósma rano, to było, to nie była noc, było ósma rano, czyli jasno i nie wiem, ta cała sytuacja. Do dzisiaj, do dzisiaj nam właśnie z tym polegą właśnie tkwi właśnie mocno, no, pamiętaliśmy sobie to, nie.
Kobieta o czarnych oczach, bardzo dziwna sprawa, do dzisiaj to śledzę, tam nic nie widzę, żeby było w internecie albo coś, żeby tam jakieś zabójstwo albo coś tam się działo, to nie, to jest wykluczone w tamtych latach.
Jakoś, no, no nic nie ma na tego, na temat takiej sytuacji nic nie było. Do dzisiaj się zastanawiam, co to mogło być, tak? Ta kobieta, to zachowanie, zima, no nie wiem, no biegnie przeciwko kobieta, nic, zero reakcji.
Czarne oczy, no masakra, no nie wiem, co mogło być, ale normalnie mówię, twarz, oczy, to, te oczy były czarne, czarne kule, dwie czarne kule i, i, i wszystko. Na tle tej bladej twarzy, to normalnie do dzisiaj, do dzisiaj mam czasami lęki, jak sobie tak pomyślę, co widziałem.
No masakra, masakra jakaś była do dzisiaj niewytłumaczalna, opowiadam to kolegom i tam znajomym, co też patrzą na to sceptycznie, no, no nie wiedzą, co o tym myśleć, powiedzieć, jak, jak, nie wiem, niektórzy mówią, że a, naćpana, tam narkotyki, tego, no, ale już, no dla mnie to...
No, gdyby tylko narkotyki były tutaj winne całemu zajściu to, można by to wytłumaczyć, tylko ten wygląd tej kobiety też tutaj jest bardzo zastanawiający. Tak, naprawdę, naprawdę to jest, no, no, mówię właśnie, no, zachowanie na trzysta, czy tam na dwieście, trzysta metrów, kobieta biegnie, dwa motory jadą, zmotoryzowani, głośno, zima, nikogo nie ma na tej promenadzie, jedzie z przeciwka, no, to każdy normalny człowiek popatrzy, co, jedziesz przeciwko, tak, a ona nic, zero reakcji, biegła, kulejąc w naszą stronę, do tego na dwóch metrach, jak ja jej do niej powiedział, ona, ona, ja podejrzewam, że nawet by się nie obróciła, jakby nic nie powiedział.
Mówię do niej, dzień dobry, ona się tylko do połowy się obejrzała, pokażeła mi twarz, tak, do połowy, jakby, cała zaniedbana, te włosy, to wszystko, cała blada, sina, dwie czarne kule, jak ja to zobaczyłem, manetka do oporu i tylko uciekać, tak, i to jest tak, że nie tylko ja to widziałem, tylko mój kolega...
też był świadkiem, tak, dojechaliśmy, ja mówię, widziałeś to, a on do mnie widział się jej oczy, ja mówię, to już mi potwierdziło wszystko, tak, i tak samo, no, no, masakra, masakra, do dzisiaj się zastanawiam, no i później tam opowiadałem właśnie od ojca taty znajomemu, to on właśnie mi opowiadał, że w latach 70-tych była taka sytuacja, że płaszcz właśnie nad jeziorem wisiał, nad drzewem czarnym i tam był list jakiś miłosny i że się jakaś dziewczyna poszła utopić, tak, czy to jedno z drugim ma coś wspólnego, to nie wiadomo, ale, ale, ale, taka sytuacja właśnie była i takie, takie coś przeżywałem, tak.
No biegnie, biegnie taka kobieta, nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co, nie wiadomo co może zrobić jeszcze, prawda? Nagle zima, zima, grudzień, nagle w lesie biegnie kobieta, z przeciwka, kulejąc, nie patrzy się, czy coś jedzie, czy coś, i to słychać, tak, motory, silniki chodzą, nie patrzy, w ogóle tak jakby brak, tak jakby nie słyszała albo co, w ogóle zero i cały czas tak jakby twarz ukrywała, tak, to w ogóle, dopóki nie powiedziałam dzień dobry i tam przebiegło koło nas, twarzy nie było widać, ona cały czas miała twarz osłoniętą do połowy tymi tłustymi, czy tam poszarpanymi, czy tam zaniedbanimi włosami, twarz miała cały czas, to było dziwne, całe to zachowanie, to było takie zastanawiam się, do dzisiaj właśnie, co to mogło być właśnie, co ona mogła przeżyć, że to, i to było, to było, to było realne, to było normalne, to była kobieta, dziewczyna, znaczy, to był człowiek, tak, który biegł, ale coś w niej było takiego dziwnego, że właśnie zero, że coś jedzie z przeciwka, tak, no tak, no i później te oczy, tak, jak ja powiedziałam dzień dobry, tego i ta twarz, to wszystko, to do dzisiaj mam lęki, tak naprawdę mówiąc, nie.
Teraz przechodzimy do kolejnej rozmowy, przy czym jest to jedna z tych, co do których rozmówca prosił mnie o zmianę barwy głosu. Usłyszymy opis zdarzenia z kategorii zdecydowanie niechcianych odwiedzin.
Wszystko wskazuje na to, że naszego słuchacza z Myślenic w jego własnej sypialni nawiedził tak zwany WiB - z języka angielskiego woman in black, czyli kobieta w czerni. Jak się można domyślić, jest to żeńska wersja zjawiska znanego jako men in black.
I choć postaci pojawiające się w tego typu relacjach nie zawsze ubierają się na czarno, to jednak pod takim właśnie terminem funkcjonują w literaturze ufologicznej i paranormologicznej. W opisach spotkań z tymi postaciami często wymienioną cechą jest ich wyraźna sztuczność, nienaturalność, wygląd niedopasowany do panujących w danym momencie trendów oraz roztaczająca się wokół tych istot dziwna, przepełniona lękiem i niepewnością atmosfera.
Czegoś takiego we własnym domu doświadczył rozmówca, któremu teraz właśnie oddaję głos. Dobry wieczór. Chciałem opowiedzieć wydarzenie, które miało miejsce w 2015 roku, w zimie. Byłem sam w domu, żona wyjechała.
Rano, w sobotę, w godzinach wczesnych rannych, może była to godzina piąta, szósta rano, obudziłem się, ponieważ poczułem ciężar na piersiach, otworzyłem oczy. Blisko mnie była postać młodej osoby. Dziewczyna 22 lata siedziała blisko mnie i zdumiało mnie to, że była bardzo pozytywnie nastawiona.
Uśmiechnięta, wręcz taki filigranowy uśmiech. Spojrzałem na nią, chciałem dokładnie się przyjrzeć, nie czułem strachu. To mnie właśnie zaskoczyło, że poczułem takie sympatyczne wibracje, sympatyczne nastawienie ze strony tej postaci.
Ja też byłem zdumiony, że nie czułem żadnego lęku, żadnego strachu, natomiast przyjrzałem się bardzo dokładnie tej postaci. Dziewczyna młoda, czarne włosy, 22 lata. Ubrana była w sukienkę. To mnie właśnie zdumiało.
Sukienka jasno biała w czerwone grochy. Strój przypominał mi sukienki polskich kobiet, polskich dziewcząt z lat 30. Ubiegłego wieku. Natomiast oczy. Oczy miała, nie miała ludzkich oczu. To właśnie sprawiło, że poczułem takie większe zdumienie i zacząłem oddychać.
Zamknąłem oczy. Zacząłem oddychać. Po dwóch, trzech minutach poczułem, że ta postać odsunęła się i rozpłynęła się w powietrzu. Słucham państwa radia. Zawsze rozmówcy, jak mają do czynienia z gośćmi, wyczuwają lęk, wyczuwają obrzydzenie, wyczuwają strach.
Natomiast ja nie odczuwałem żadnych negatywnych uczuć. Nie odczuwałem negatywnych uczuć. Nie odczuwałem lęku. Nie odczuwałem agresji. Nie odczuwałem strachu. Można to zakwalifikować. Odwiedziny. No, miłe odwiedziny.
Niespodziewany miły odwiedziny w sobotę. Będę wdzięczny, jeżeli ktoś z rozmówców będzie mógł więcej opowiedzieć o właśnie przypadkach gości. Właśnie takich gości. Czy zauważył pan coś szczególnego? W wyglądzie tej postaci?
Czy to była taka postać czysto ludzka? Czy było w niej coś takiego nieludzkiego, pomijając oczy? Nie, nie. Nienaturalnie białe, intensywne kolory sukienki. I to, że trwała nieruchomo. Ja to ująłem, jakby hologram. Hologram tylko...
To zdumiało mnie to, że ten hologram mogłem wyczuć. Ponieważ jak odpychałem tą postać, pomimo zamkniętych oczu, natrafiałem na opór, natrafiałem na coś materialnego. Jesteśmy rodzajem... Szczerze, jesteśmy bardzo, bardzo ruchliwi.
Natomiast nieruchoma postać i ten uśmiech to tak, jakby był wyuczony. Może trudno mi to ująć. Uśmiech, nieludzki uśmiech. Oczywiście filigramowy taki. Uświechnięta postać taka, te błyski może, w oczach jej, nastawienie pozytywne...
Może tak, żeby mnie bardziej, bardziej przekonać do kontaktu. Natomiast zdawałem sobie sprawę, że... Dlatego zdawałem sobie sprawę, że... Że coś jest może niezwykłego, nadnaturalnego w tej właśnie... w tej postaci.
I chciałem aby odeszła. Dlatego starałem się po prostu zachować, dać do zrozumienia, że nie życzę sobie jej obecności, mimo jej nastawienia pozytywnego. Pan użył określenia hologram, ale to był taki hologram, który jakby dało się w pewien sposób wyczuć, prawda?
Tak, tak. Natomiast to jest właśnie zdumiewające. Jeżeli na przykład, przepraszam, że posłużę się opisaniem na przykład widzę jakieś postaci, no, objawień Matki Boskiej, to też jedna z dziewcząt stwierdziła, że ta postać dawała się dotykać i była twarda. To samo nastąpiło tutaj w tym przypadku. Pojawiło się tak samo, wyczułem taką twardość, jak odpychałem postać. I później poczułem, że ona sama odsunęła się i już po prostu rozpłynęła się.
Czyli zdematerializowała się. To trwało to krótko. Te odwiedziny właśnie były do czterech, może minut. Na początku, jak ją odpychałem, jak coś to, to, to siedziała nieruchomo. Oczekiwała jakiejś bardziej przyjaznej, może z mojej strony przyjaznego zachowania.
Może oczekiwała, że pan się jakby jej podda w jakiś sposób. Prawda? Czy czuł pan, że ta postać miała jakiś konkretny cel, wizyty? Przychodzi mi do głowy, że ona chyba chciała ze mną nawiązać kontakt. Mimo wszystko nie chciałem. Nie chciałem.
To było, to było wręcz no dziwne. Dziwne. Kiedyś przeczytałem w jednej informacji, biuletynie, że tak samo zjawiły się osoby w 1943 roku. W Stockholmie wyszły postacie ze ściany. To, to bardzo mnie no i tylko, tylko zupełnie inaczej wyglądały.
Nie spotkałem się, że ktoś podaje, że była postać typowo ludzka. Tutaj była w moim przypadku młoda dziewczyna? No, postać ludzka, pomijając oczywiście oczy, które wyglądały tak dziwnie. Tak, tak. Nie były, nie były ludzkimi oczami i były, były nieruchomo. Coś w nich tkwiło, które nie potrafię, nie potrafiłem zdefiniować, nie potrafiłem wyjaśnić.
To, to wzbudzało czujność. Natomiast oczywiście całe nastawienie to było bardzo przyjazne, bardzo takie wręcz serdeczne, no i wpadła już, przywitać się na moje urodziny, bo właśnie w zimie obchodzę urodziny. To tak można ująć.
A czy pamięta pan może, jak te oczy wyglądały? Jak je sprawiały obrażenie? Tak, oczywiście, czarne. Intensywna czernia. Oczodoły były jakby wypełnione całe czernią, tak? W ten sposób? Chyba, chyba tak.
Chyba tak. I to właśnie, i to, to zbudzało no, czudność. Że to nie jest typowy człowiek. Tutaj też takim bardzo zwracającym uwagę elementem pana relacji jest ta sukienka, bo mówił pan, że ona... Tak, takie zdumiewające, mocne światło, takie jasność jakby bijąca, czy ta sukienka jakby świeciła własnym światłem? W taki sposób?
Nie, nie. Natomiast była, no wręcz, jakby co tu wiedzieć, ja, przepraszam, trochę będę zażartuje, doskonale wyprana, wyprasowana, śnieżno biała biel, prześliczne kolory. Tak, jak bijąca w oczy biel, jak w reklamie proszków do brania coś.
Oj, dużo lepiej, dużo lepiej. Przepraszam za takie nawiązania, ale to zdumiewało. I tak samo kolor tych, tych, tych właśnie... Kolor tych proszków, jak pan mówił. To były bardziej takie, intensywne, kolorowe plamy, czerwone, czerwone. To nie były typowo groszkowate, tylko takie, takie plamy, takie czerwone plamy. I właśnie ten strój, ta kompozycja tej sukienki, poszycie, może nawet założenie typowo lata trzydzieste ubiegłego wieku.
A nasunęło mi się takie pytanie jeszcze, czy ta sukienka miała może widoczne szwy w którejś miejscach? Przepraszam za taką szczegółowość, ale jakoś tak przyszło mi teraz do głowy, że może ten, może zapamiętał pan ten szczegół.
Nie, nie, nie, nie. To była właśnie, właśnie ta sukienka tak wyglądała. I to już wówczas była sukienka, była ślicznie wypranowana, jak, jak nowiutka, jak ze sklepu. Znaczy, żadnych, żadnych szwów. To tak jak po prostu był, nie wiem, rekwizyt, posługujący się rekwizyt, typowo z, z, jak to ująć. Ktoś skopiował strój, jaki poruszali się nasi mieszkańcy. Tylko, tylko lata się pomyliły.
Bo mamy dwudziesty pierwszy wiek, a to są początek lat dwudziestych. A pan widział całą postać, czy tylko jakąś jej część? Widziałem zarys, natomiast nóg nie widziałem. Oczywiście głowa, talia, ręce i kończyło się właśnie na talii. Nie było, nie było, widać jej nóg, widać jej stóp, była do połowy. Oczywiście bierzemy tutaj poprawkę na to, że postać siedziała na łóżku, także część mogła być niewidoczna, po prostu schowana.
Czyli podsumowując, postać o wyglądzie młodej kobiety około dwadzieścia dwa lata, tak wzrokowo czarne włosy, sukienka. Czarne, rozpuszczone, czerwone włosy, czarne oczy, uśmiechnięta, dołeczki w policzkach.
Uśmiechnięta w sposób taki sztuczny, prawda? Taką wizualną sztuczność. Nie, to nie był naturalny uśmiech. To nie był naturalny uśmiech. Jeszcze takie pytanie, jaka to była miejscowość, albo jaki to był rejon, jeżeli pan nie może podać?
Małopolska, Myślenice. Jestem z Myślenic, pozdrawiam wszystkich. Pozdrawiamy wszystkich Myśleniczan, oczywiście. Dziękuję bardzo, że się pan podzielił tą historią. Krótkie spotkanie, ale dosyć takie mrożące trochę krew w żyłach, prawda?
Cieszę się, że mogłem komuś opowiedzieć. Bo takich rzeczy się nie opowiada. Jestem w takim wieku już, że to mogłoby być bardzo źle przyjęte przez otoczenie. No i też tak, jakby ciężar spadł, że ktoś wysłuchał w końcu bez oceniania.
Tak, tak. Jestem wdzięczny, że mogłem przekazać to. Opowiedzieć, spotkać się z rozumieniem. Są różne zjawiska i dlatego cieszę się, że mogłem to opowiedzieć. Zanim zaprezentuję kolejną rozmowę, pozwolę sobie uprzedzić Państwa, że jakość połączenia momentami nie była najlepsza, dlatego przypominam o słuchawkach oraz o możliwości włączenia sobie napisów, jeśli słuchacie tej audycji na YouTube. Wielu z Państwa zapewne pamięta odcinki podcastu "Mówią Świadkowie" poświęcone w całości bliskim spotkaniom z żywym folklorem. W jednym z nich prezentowana była relacja tekstowa udostępniona mi przez Arkadiusza Miazgę, opisująca bliskie spotkanie dwóch małych dziewczynek z wilkołakiem w połowie lat 1990-tych. Kobieta, która zgłosiła Arkowi to zdarzenie, na początku bieżącego roku skontaktowała się ze mną poprzez telefon Radia Paranormalium i w nagranej wówczas rozmowie opowiedziała bardziej szczegółowo swoim głosem cały przebieg tamtego zdarzenia, jak również przekazała kilka innych historii zasłyszanych od znajomych oraz członków jej rodziny.
W trakcie rozmowy, wymienialiśmy się również swoimi spostrzeżeniami na temat tych zdarzeń. Całe zdarzenie miało miejsce w roku 1995, albo 1994, nie pamiętam, ale możliwe, że miałam wtedy 7 lub 8 lat. Całe zdarzenie miało miejsce w przygranicznej małej miejscowości połemkowskiej na granicy ze Słowacją.
I to było lato, nie jestem w stanie określać miesiąca dokładnie, ale to było lato i już dzień jakby się kończył, bo już taki był zmrok, ale jeszcze nie było całkiem ciemno. I wszystkie dzieci razem z innymi dziećmi z tej miejscowości bawiliśmy się w podchody.
To było częstym naszym zajęciem i naszą taką ulubioną zabawą. I w pewnym momencie wraz z moją starszą kuzynką o 2 lata uznałyśmy, że chce nam się sikać, ale wykoncypowałyśmy, że jak pójdziemy do domu, to rodzice już nas nie puszczą, bo my byłyśmy najmłodsze z tej bandy całej, więc wiedziałyśmy, że rodzice nas na pewno nie puszczą na pole z powrotem.
No i był taki stary wychodek na działce mojego dziadka. On był nieużywany, ale uznałyśmy, że w sumie to jest jakaś opcja. No i podeszłyśmy i jako pierwsza otworzyłam drzwi. I się tam przekamarzałyśmy. Która pierwsza? No bo nam się bardzo chciało się sikać.
I to dla mnie trafiło. I po otworzeniu tej drzwi, wychodka, zastałam tam coś całkiem jakby nienormalnego dla mnie. Była to postać ogromna, owłosiona, która ledwo mieściła się w ogóle w tym wychodku. I jakby nie krzyknęłam, nie uciekłam, tylko jakby mnie zamroziło i tak tylko głową do góry, zaczęłam podnosić głowę do góry, bo to było naprawdę blisko mnie.
Proszę sobie wyobrazić, że to jakby to był taki schodek. Ja stałam na tym schodku, otworzyłam te drzwi. No powiedzmy pół metra ode mnie była ta postać, może mniej. I tak właśnie uniosłam głowę i zobaczyłam, że to ma pysk wilka.
To jest postura ludzka, bo stała na dwóch nogach, było owłosione, było umięśnione, ale miało ludzkie oczy. I on tak spojrzał na mnie tymi oczami, nie wiem, ja tam... Taki jakby wilk z ludzkimi oczami, tak?
No pysk był taki jakby wilczy, ale miało ludzkie oczy. I nasze oczy się jakby spotkały. I ja zrozumiałam, że ja nie powinnam tego widzieć. Nie wiem, miałam takie... Trochę informacja mi się w głowie pojawiła, że...
ja nie powinnam tego widzieć. I tak się jakby otrząsnęłam, jak czasami jak się coś obrzydliwego, nie wiem, dotknie, albo nagle się coś tak jakby, nie wiem, wystraszył człowiek. Tak mnie zdrygnęło. Tak tylko przymknęłam za sobą te drzwi i tak szybkim krokiem zaczęłam iść w kierunku domu swojego.
I w ogóle zapomniałam o wszystkim, ale po chwili usłyszałam krzyk. I sobie przypomniałam, że przecież była ze mną moja kuzynka. A że ona mieszkała obok mnie. Więc odwróciłam się i zobaczyłam, że ona biegnie w moim kierunku.
Ale była totalnie jakby odcięta. I krzyczała. I była taka no mega przestraszona. I zatrzymałam ją. Pytam się jej, co widziałaś? Ona mówi, wielkiego goryla. I w sumie ja tak nawet nie zakwestionowałam tego.
Nie rozmawiałyśmy nigdy później o tym zdarzeniu. I dopiero jak właśnie byłam już dorosła, to po prostu zapytałam się jej, czy pamięta, że było coś takiego. Że ona właśnie jeszcze potwierdziła, że widziała właśnie tego goryla.
I jak powiedziałam jej, że no ja widziałam wilkołaka. A ona... No w sumie tak doszłyśmy do rozmowy, że... No można to jakby porównać. Zwłaszcza, że to była sekunda. Bo faktycznie, jeżeli chodzi o budowę ciała tej istoty.
To jakby tak spojrzeć do poziomu głowy. No to faktycznie jakby to umięśnienie i to owłosienie to mogło przypominać. No właśnie u goryla tak jak to wygląda. No i to, że to wygląda tak, że ta klata była taka jakby umięśniona, zarysowana.
Nie było tam włosów, tylko właśnie ręce były też takie jakby umięśnione, takie szerokie. Ale owłosione. No też miałyście chyba nie za dużo czasu, żeby się przyjrzeć jakby dokładniej tej postaci, prawda?
Tak. Nie miałam dużo czasu. Nie, nie. To było kilka sekund. W moim przypadku. Może trzy. Zresztą jak na kilka sekund, to dosyć dużo szczegółów pani zauważyła. Nie wiem jak kuzynka. Dosyć szczegółowy jest ten opis.
Tak, ale wie pan co? Mi się wydaje, że moja kuzynka, ona nawet nie zdążyła chyba aż tak wysoko podnieść głowy. Tak, że bardzo szybko zareagowała, że zdążyła właśnie zarejestrować tę jakby, tą część taką, która przypominała faktycznie goryla.
A ja natomiast, a mnie się udało jeszcze jakby nawiązać jakby ten kontakt wzrokowy. I to jest właśnie ta historia. Jest bardzo dziwna, wiem, bo tutaj jest ten wychodek. Tak. Który jakby troszkę no jest dziwnym miejscem.
Znaczy dobra, już sama ta postać była dziwna, a to miejsce no to przy samej tej postaci może nie jest dziwne, ale to takie, takie zdarzenie było. I no ja to jak mówiłam, nie, nie odpowiadałam tego nikomu.
Dopiero powiedziałam mojej mamie, chyba jak miałam dwadzieścia coś lat. Moja mama oczywiście, czemu tego mi nie powiedziałaś, bo ona też jakby wywodzi się w takich szeptuch. Takiego rodu, takich szeptuch.
Ale to jest właśnie, to jest inna opowieść. I tu też były takie zdarzenia ciekawe, ale to moja mama ma bardzo wiele opowieści. A to mam takie pytanie odnośnie tej, tego przekazu tej myśli. Jakby nie powinnam tego widzieć, to była Pani myśl, czy to jakby było coś, co przyszło z zewnątrz?
To było, to mi się wydaje, że to było w momencie jak oczami się zetknęłam z tą istotą. I ona była tak jakby zdziwiona, że ją widzę. Ja wtedy miałam tak, że nie powinnam tego widzieć. I no i tak to wyszło.
Tak, była zdziwiona w tej sytuacji. A czy kojarzy Pani może jakieś podobne historie z rodziny, od bliskich bądź znajomych? O tym całym zdarzeniu, znaczy no nie rozmawiałam z nikim, ale jakoś w okolicy trzydziestego roku życia ten temat do mnie wrócił.
I właśnie wrócił z historiami też mojej mamy, bo moja mama zaczęła opowiadać mi historie. Na temat jej jakby od strony jej rodziny, co tam się działo z tymi szeptuchami i tak dalej. No ale to akurat tam jest to, to jest jakby teren od strony mojego taty.
I tam stwierdziłam, że też popytam, czy może ktoś nie widział podobnych rzeczy dziwnych. No i tak, no i poszłam do mojej cioci i była u niej też koleżanka. No i zaczęłam właśnie opowiadać, że no widziałam tego wilkołaka i w ogóle.
No i one to jakby troszkę... mnie chciały uciszyć i powiedziały, no dzieci widzą różne rzeczy. Ale jak powiedziałam, że jeszcze to nie jest tak, że tylko ja widziałam, tylko jeszcze widziała moja kuzynka i ona mi to osobiście potwierdziła.
No to one pewnie popatrzyły po sobie i stwierdziły dobra, no to zaczęły gadać. No i właśnie usłyszałam tą historię podobną od mojej cioci, która jako dziecko, czyli jakieś powiedzmy 60 lat temu, również widziała podobną postać.
Tylko, że te dzieci stwierdziły, bo to z innymi dziećmi, tam było ich chyba pięcioro, że to był bardziej taki biały wilk. Widział białego wilka właśnie, no bo jeszcze dodam, że ten wychodek jest niedaleko cmentarza i starej cerkwi łemkowskiej.
Więc cmentarz no już nie jest łemkowski, chociaż jest tam też łemkowski, część łemkowska. Ona już jest taka zaniedbana wiadomo, nikt tam nic nie robi, więc to jest po prostu swoją krzyżę łemkowskie. Natomiast moja ciocia z tymi dziećmi widziały to jakby zaraz przy cmentarzu, tam jakby bawiły się przed cmentarzem, który od cmentarza to pole oddzielał mur kościelny.
I za tym murem jakby już właśnie na cmentarzu ponoć miał stać ten wilk. Widziały tą głowę taką wystającą, a bawiły się, właśnie bawiły się w liściach, bo to była taka jesień. Z tego sobie zrozumiałam, skoro były liście i skakały sobie po prostu te dzieci do liści z huśtawki.
W momencie jak zobaczyły tego wilka, to od razu uciekły, chociaż jedna dziewczynka zemdlała skacząc właśnie jakby w te liście. Po zobaczeniu tego wilka zemdlała i tam leżała, no i później ktoś tam po nią poszedł.
Poza anteną coś pani wspominała o tym, o wyglądzie przypominającym jakby hologram. Bo tak podczas tej wstępnej rozmowy o hologramie coś pani wspominała, że ten jakby roztaczał jakby takie światło. Tak, właśnie...
Ta moja obserwacja tego wilkołaka była taka, że ja wtedy tego nie byłam w stanie jakby sama określić do końca materialności tej istoty. Bo faktycznie ona była bardzo taka realna, ale... Była bardzo realna, ale miałam wrażenie, że jednak teraz mogę powiedzieć, że taka bardziej holograficzna.
Ponieważ miała ciemny kolor jako postać. Ale jednak był to rodzaj jakiejś takiej, miałam wrażenie, takiej powłoki, która... Teraz mamy takie możliwości, żeby porównać to do czegoś, która była zbudowana z jakiegoś rodzaju, nie wiem, coś jak duch, jak światło po prostu.
Że to było... On był jakby taki na moje oko holograficzny, tak jak się ducha widzi. Więc mógł być taki jakby, miał taką poświatę, ale raczej... Ciężko to powiedzieć. To jest jakby... Nie wiem, czy pan kojarzy.
Jak na przykład... Jeżeli chodzi o ten hologram, to on odwija światło, ta powłoka tego hologramu jest stworzona ze światła, więc jak się przyjrzeć, to to świeci, tak? Ale sam ten wilkołak, on był ciemny. Ciemna barwa.
No nie wiem, jak to określić. No to była taka jakby postać troszkę jakby nie całkiem przeźroczysta, ale miała jakiś poziom przeźroczystości w sobie. Takiej. Że... Nie wydawała się tak całkiem... Całkiem materialna. O, zmaterializowana.
Tyle mogę powiedzieć. Jeżeli ta postać była materializacją czegoś, jakiejś energii, to tutaj można pospekulować, czym ta materializacja była spowodowana, prawda? Bo jakiś czas temu ukazał się odcinek, Mówią Świadkowie, w wakacje 2023 roku o tym diable siedzącym na krzyżu i tam doszliśmy ze słuchaczem do wniosku, że to mogła być jakaś materializacja negatywnych energii, bo tam w pobliżu był bodajże...
Obóz koncentracyjny, jeszcze w innym miejscu zakład przetwórstwa zwłok pozwierzęcych, czy... Nie wiem jak to się... Nie pamiętam, jak to się nazywało. I doszliśmy do takiego wniosku, że jedna z opcji możliwych była taka, że mogła to być jakby istota, która stanowiła materializację negatywnych energii, które się skumulowały w tamtej okolicy.
Tak, słuchałam tego odcinka, ale chyba nie do końca. Bo generalnie, tak, poczułam taką korelację z moją historią, bo to faktycznie jest powiązane z jakiejś bardzo folklorystyczna postać, czyli diabeł czy wilkołak, prawda.
i ja nie znam naprawdę nichu pochodzenia w tych postaci, ale, jeżeli chodzi o moje przеmyślenia w tym temacie to... ponieważ też, no wiadomo, dużo też myślałam i szukałam informacji na ten temat to tak, jestem skłonna, jakby uznać, że to może być to powiązane właśnie z jakąś złą energią, którą na przykład człowiek mógłby stworzyć, która wyszła od człowieka.
I właśnie po wielu latach miałam taką sytuację, że spotkałam się z podczas jazdy w pociągu, z taką szeptuchą, ja mogę tak ją nazwać, ode mnie właśnie z miejscowości. Wszyscy się znaliśmy tam, więc ja już dawno nie mieszkałam w tej miejscowości, ale się kojarzyłyśmy, bo ona znała moją babcię, to już było dawno, ja jej nie poznałam.
Ale ona mi też czasami opowiadała, jak się tak właśnie spotykałyśmy, jej historię. No ale wtedy inaczej rozmawiałyśmy, bo słyszałam też o niej, że ona właśnie rozmawia z duchami i jest taka, no nie wiem, uduchowiona, czy otwarta na inny świat.
Więc jej opowiedziałam tą moją historię. Ona tak patrzyła na mnie i powiedziała, dziecko, ty widziałaś klątwę. Faktycznie też, wtedy tak dotarło do mnie, że ta miejscowość jest połemkowską miejscowością, że była akcja Wisła, kiedy wyśledlano całe rodziny łemkowskie.
No tam chyba w ogóle dużo, dużo niefajnych rzeczy na tym terenie się działo. Tam akcja Wisła, wcześniej tam chyba, jeżeli dobrze kojarzę, OUN-UPA operowało bardzo mocno. Mhm, tak, UPA. I właśnie oni chcieli wmówić łemkom, że oni należą do UPA, że granice nie są bezpieczne i dlatego kazano im stamtąd się wynieść.
I jeszcze im naobiecywano, że w nowym miejscu będzie im dużo lepiej. Ale no niestety historia pokazała, że no tam, gdzie oni dotarli, to to była bieda, nic nie było, a oni tam, no oni zasiedlali te tereny przez bardzo długo.
Już były wzmianki w, nie wiem, XIII wieku o łemkach na tych terenach, więc to było ich miejsce. Więc no, nie, jakby, nie jestem zdziwiona, że ktoś, na przykład, mógłby pustić klątwę na to miejsce i pozostawić coś takiego, prawda?
Albo może nawet nie to, że to była jakaś świadoma klątwa. Nie tyle ktoś mógł rzucić, jakby, klątrza, co mogło po prostu tam się skumulować, te wszystkie energie i one się tak właśnie pokazują niektórym ludziom.
Też chyba mam w archiwum taką niepublikowaną relację od słuchaczki sprzed wielu, wielu lat, gdzie zobaczyła chyba właśnie też z tych chyba właśnie terenów, gdzie też jakieś... po wyjściu z wychodka zobaczyła jakby ducha chłopca, który tam był wyraźnie taki wystraszony, jakby, wyglądał jakby wyciągnięty żywcem z innych czasów, tak?
Sprzed kilku dziesięciu lat. Wow. Bardzo. Mam ciarki. Tu też jakieś historie, zresztą, że... że sama miałam do czynienia. I też wychodek, no to super. Super, że też gdzieś wychodek w historii, bo myślałam, że tylko ja miałam takie doświadczenia, bo...
No, to pokazuje, że w wychodkach różne dziwne rzeczy lubią się dziać, prawda? Tak, nie tylko... właśnie. A jeżeli chodzi... powiedzmy, że już skończyłam tą historię, ale jeżeli chodzi o na przykład opowieści znowu mojej mamy, tam z terenów, no to też tam też był wilk, tylko że to były inne tereny, to było jakby Bobowa... te tereny, Bojarowa, Bobowa, bo tam... była taka wiedźma, albo zła wiedźma, która... jak się pytałam babci, bo ja się jeszcze tak podtypywałam mojej babci, która jeszcze wtedy żyła żyła, skąd ona tą księgę wzięła, bo miała taką księgę, zaczarowaną.
No ona czarowała z tej księgi, skąd ona wzięła tą księgę? No, że z jakichś starych kościołów wygrzebywały takie... Nie wiem, nie wiem, czy to jest prawda, ale... skądś tam z takich budynków starych te księgi wygrzebywano, to ja tylko powtarzam po prostu, nie to, że ja w to wierzę bardzo, ale...
no, ale że wszyscy wiedzieli, to nie była tajemnica, albo... że tylko, na przykład, nie wiem, ktoś sobie to wymyślił, tylko że faktycznie była ta kobieta, która czarowała i... jakaś tam z rodziny mojej mamy, kuzynka, poszła na wyrobek, bo się chodziło na wyrobek do ludzi, na przykład, żeby pomagać tam gdzieś przy...
przy zbiorach i tak dalej, i poszła tam pomagać, stała tam właśnie w izbie tam... tą... z tą kobietą i ona w nocy przyszła, otworzyła księgę, a ta... kuzynka wszystko widziała i zaczęła coś tam mamrotać.
Ja używam tych samych słów, co po prostu z tej historii ja usłyszałam, więc zaczęła mamrotać nad tą księgą i nagle spod stołu wyszedł czarny duży pies, bardzo taki, no, czarny duży pies, a nikt, nikt go nie widział tam w środku, po domu ani gdzie, więc, no, to...
też było ciekawe. No, można zadać sobie pytanie, czy ten pies był taki w stu procentach fizyczny? No, mi się wydaje, że nie, no, ale teraz to już raczej nie... nie dociekniemy, no, ja tylko powtarzam historię, którą, która, jakby, została zasłyszana, ale, no, tak chciałam tylko jeszcze powiedzieć tą historię, bo faktycznie jest mocny wątek, jakby, psa, psa, prawda, więc to się, jakby, łączy, ale to są całkiem inne tereny, jakby, to jest, to są dwie niezależne historie, natomiast jeżeli chodzi o tego wilkołaka, to on mi się wydaje, że przynależy do tych terenów, zdecydowanie, i właśnie to, że tam egzorcyzmy były odprawiane, bo też ta szeptucha, z którą rozmawiałam, ode mnie tam z miejscowości, powiedziała, że egzorcyzmy odprawiane, ale na przykład ja tam bardzo się zdziwiłam, że nikt o tym nie wie, bo nikt o tym nie wie, że był sprowadzany jakiś egzorcysta, na przykład.
To się dzieje, jakby, tymi kanałami, takimi, nie wiem, poza wiedzą kogokolwiek, tak, że jakbym ja nie zagaiła, to ja bym się nawet nie dowiedziała, nikt by tego nie dowiedział, że był sprowadzany egzorcysta.
Na koniec tego odcinka zostawiłem przypadek bodaj najbardziej osobliwy i potencjalnie najbardziej kontrowersyjny. Zacznę od kilku słów o moim rozmówcy. Z pewnych uzasadnionych względów prosił on o zmianę barwy głosu.
Otóż nasz słuchacz jest z zawodu kierowcą ciężarówki. Ponieważ jest to zawód wymagający szczególnego zaufania, osoby go wykonujące muszą w regularnych odstępach czasu przechodzić obowiązkowe badania psychotechniczne.
[przepraszamy za drobny błąd!] W momencie zdarzenia, którego opis za chwilę usłyszymy, mój rozmówca był w zasadzie świeżo po jednym z takich badań. Przeszedł je pomyślnie parę miesięcy wcześniej. W październiku 2021 roku mój rozmówca stanął oko w oko z czymś, co jedni zapewne zaliczą do kryptyd, czyli zwierząt będących przedmiotem zainteresowania kryptozoologii. Inni zaś uznają za dowód na prawdziwość doniesień o eksperymentach dokonywanych przez nazistów.
Spotkanie z tą hominoidalną istotą bardzo mocno wstrząsnęło moim rozmówcą i zmusiło go, podobnie jak zmusi nas wszystkich tu obecnych, do zadania sobie wielu trudnych pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości.
Proszę Pana, zacznę tak. Ja jestem 46-letnim facetem, kierowcą, patrzącym bardzo trzeźwo na życie. Zdarzenie, o którym chce opowiedzieć, miało miejsce dokładnie 14 października 2021 roku między miejscowościami Langenenslingen i Altheim w Niemczech, to jest na południu Niemiec.
Przy drodze L271 na takim małym, skromnym parkingu, nie takim jak na niemieckich autostradach, tylko po prostu takim parkingu przy tzw. landówce, czyli bocznej drodze. Zwykły parking, żadnych cudów, po prostu tam dwa drzewka, ławeczka.
Z prawej strony był taki piękny starodrzew świerkowy, z lewej strony był rezerwat ptaków. Tak to po prostu wyglądało, że ten parking był na drodze pomiędzy tymi dwoma obiektami. Ja zatrzymałem się około godziny 15, ponieważ wtedy wiozłem takie rzeczy do wyposażenia marketu i nie było już ekipy, która mogłaby je rozładować, zamontować.
Umówiliśmy się z tą ekipą na następny dzień na rano, więc nie dojeżdżałem już do miasta. Ten parking to jest jakieś tam 10, powiedzmy 12 km maksimum od Altheim, patrząc na mapie. I kiedy tam stałem, to było takie fajne popołudnie, wie pan, wolne, bez stresu, bez takich jakichś tam, bez tego pędu, w którym się jeździ, tak? W zacisznym w miarę miejscu, ładna okolica, więc to był dla mnie taki fajny czas. Ja zacząłem sobie szykować posiłek. Po prostu gorący posiłek. I w pewnym momencie wyczułem czyjąś obecność.
Ale nie zwróciłem na to uwagi specjalnie, no bo to był parking, tak? Każdy może przyjechać, każdy może się zatrzymać, natomiast w pewnym momencie złapałem się na tym, że czuję cudzą obecność, wiem, że ktoś jest, ale nie ma samochodu.
Więc uspokoiłem się, że to pewnie jakiś turysta, ale w październiku. I to poczucie trwało mniej więcej ze 20 minut. Zauważyłem, że ktoś na tym parkingu jest, że ktoś tak przemyka krawędziami, no ale no, wie pan, ja nie jestem strachliwy, tak? No, jak szykowałem posiłek, to miałem jakiś tam nóż przy sobie, no i jeżeli to miał być jakiś atak, no to ja byłem jakby przygotowany na jego odparcie, wie pan, no w kabinie się wozi różne rzeczy, tak? Żeby się obronić, bo różne rzeczy na drodze się zderzają. Natomiast to, co zobaczyłem, to sprawiło, że no, ja po prostu zamarłem. Włosy stanęły mi dęba, dostałem gęsiej spórki, i po prostu nie wiedziałem na co patrzę. Zobaczyłem, ja nazywam na swój prywatny użytek personą, persona, taką osobę. Dlaczego osoba? Bo myśmy mieli kontakt, ale inny niż werbalny.
Teraz opiszę tę osobę. To mniej więcej było wielkości dziecka dwunastoletniego, czyli wzrostu tam mniej więcej 140-150 centymetrów maksimum. O ładnej, harmonijnej budowie ciała, natomiast całkowicie pokryte włosiem, rodzaju męskiego, bo to było widać, że to jest osobnik męski. Włosie długości 3 centymetrów, 4 może.
Na głowie nieco dłuższe. O bardzo jasnych, takich pięknych wręcz, jeżeli chodzi o kolor oczach, barwy ciemnego bursztynu. Taki bardzo niespotykany kolor. I ta istota stała na krawędzi parkingu i ja wyczułem, że ona coś chce ode mnie. Więc zapytałem, czego chcesz. Nie pytałem kim jesteś, no bo... I wtedy dostałem taki komunikat: nie bij nogami.
Czyli nie kop mnie. Tak to zrozumiałem. I drugi komunikat: my głodni daj jeść. Powiem panu tak, że kontakt między mną, a tą personą wyglądał tak, że ja spakowałem jakieś jedzenie, złapałem jakiś chleb, jakieś owoce, jakąś wędlinę, taką wie pan, kawałek kiełbasy, coś takiego. Takie rzeczy, które można po prostu wziąć w rękę.
Z tego wyszła dosyć spora paczka i ja położyłem to w połowie drogi i ta istota podeszła i ja zapytałem. Ja cofnąłem się do samochodu, w pół drogi podeszła ta persona, złapała to tak, wie pan, w ręce, te, te i ja zapytałem kim ty jesteś?
Czego chcesz? I dostałem taką odpowiedź, że my głodni nas stworzyli. I się zapytam, ale kto? Czy tobie się dzieje krzywda? A dostałem taką odpowiedź. Uciekamy. Przed kim? Pytam. Przed nimi. Wszystkimi.
To był taki dziwny kontakt, bo wie pan, ja rozumiałem to, co ta persona do mnie mówi, dopóki ona miała ze mną kontakt wzrokowy. Jeżeli opuszczałem wzrok, to słyszałem tylko takie mamrotanie nieartykułowane, takie nieregularne dźwięki, dosyć takim niskim głosem wypowiadane, natomiast to nie była ludzka mowa. I ta istota, ta persona wzięła to jedzenie, dostałem jeszcze taki komunikat, kiedy ona odchodziła, odchodziła tyłem. Nie mów nikomu, nie mów nikomu, nie bij nogami, czyli jakby, wie pan, wcześniej ktoś to stworzenie, nie wiem, kopał, tą personę, wie pan, i ona odeszła, jakoś wycofała się w ten świerkowy las i to po prostu, no trwało, ja wiem, cała ta sytuacja 12 minut kwadrans to góra, bo to było rozciągnięte w czasie.
Te komunikaty, które ja odbierałem od tej persony, to były takie, ja mówiłem normalnie po polsku, a ona odpowiadała tak, jak ja bym słyszał jej odpowiedzi w głowie, jakby to było psioniczne troszeczkę.
No taki kontakt telepatyczny. Tak, bardziej telepatia, bardziej telepatia, chociaż ta persona artykułowała bardzo takie niewyraźne dźwięki, takie mamrotanie, natomiast to spotkanie nie było w ogóle za zabarwione jakąś nieprzyjaźnią, wrogością, atakiem. Po prostu widziałem coś, czego się nie spodziewałem, no i zareagował organizm tak, jak zareagował, prawda?
Czyli taką, no, gotowością do obrony. I ja sprawdziłem, co to jest, czy to co może zacząłem sprawdzać, bo nigdy się nie interesowałem wcześniej takimi sprawami jak jakaś ufologia, jakaś tak jak państwo właśnie, bo ja dzwonię do pana tak naprawdę po dwóch miesiącach słuchania państwa audycji, jak jakieś istoty spoza naszej rzeczywistości, spoza naszego czasu, spoza naszego wymiaru.
Zacząłem czytać i do niczego to nie pasuje. Nie jest to ani leśny człowiek, bo oni się nie porozumiewają według tych danych, które ja zdawałem tam doczytać. Nie jest to człowiek w rozumieniu istoty ludzkiej, tak?
Bo jest taka choroba, która objawia się tym, że człowiek jest cały porośnięty włosem. Ale to nie było to, bo on miał bardzo wysoki zarost, jakby to powiedzieć, ale oczy miał otwarte. Ta personaa nie miała owłoszonego nosa.
I proszę pana, przejawiała jakiś ludzki taki wstyd, bo zasłaniała genitalia. To było widać, że to jest osobnik męski, mężczyzna, jeśli można tak powiedzieć. I był, wie pan, bardzo tak harmonijnie, ładnie zbudowany. Natomiast moje odczucie jest takie, jakby w tej personie było takie 40% jakiejś małpy.
Nie umiem tego oddać właściwymi słowami. Tak jakby skrzyżowano człowieka z małpą. Gdzie została jakaś inteligencja, forma porozumiewania się, która dla nas jest, no, dla mnie przynajmniej jest do dzisiaj niezrozumiała, bo telepatia, no wie pan, no, nie spotkałem się z tym nigdy.
Nie doświadczyłem takich rzeczy. W ogóle jest to pierwsze takie spotkanie w moim życiu, które wymyka się w jakiś sposób konwencjom, tak? No tutaj można odnieść wrażenie, że ta istota bardziej się dała panu, niż na odwrót.
To jest zdecydowanie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę jej słowa, że uciekamy, chowamy się, nie kop, tak? W sensie nie bij nogami, czyli musiała doświadczyć agresji. Natomiast ja próbowałem sklasyfikować, wie pan, co to mogło być. No bo jeżeli jest w takim stanie, że może się porozumieć, mimo bariery językowej, prawda? Proszę pamiętać, że ja wtedy byłem w Niemczech. I ja rozumiem to, co ta persona mówi. Ja mówię w obcym języku.
Czyli ma jakieś zdolności nadnaturalne, prawda? No bo po polsku raczej się chyba nie uczyła. I te informacje, że oni, ja te informacje o tym, że my się chowamy, my uciekamy, odebrałem jako taką informację, że jest jeszcze jedna persona żeńska w starszym wieku i jedna w młodszym, tak jakby mi to zostało przekazane. Tak jakby taka, no nie wiem, grupa, taka malutka horda uciekała i chowała się.
I ja zacząłem sobie zadawać, wie pan, pytania. Dlaczego tam? Dlaczego w terenie takim, gdzie jest rezerwat ptaków, tam po drugiej stronie zaczyna się rezerwat ptaków? No właśnie takie pytanie tutaj sobie zapisałem, czy to jest jakiś duży las. Ma pan może możliwość jakby przesłać jakąś mapę z tym miejscem? Proszę pana, tak. Ja prześlę panu tą mapę. To nie jest wielki zakątek, bo to jest rezerwat. To nie jest jakieś wielkohektarowe, wie pan. To jest po prostu taki, no, no rezerwat, miejsce, siedlisko ptaków.
I zadałem sobie pytanie, dlaczego tam? Czemu chowają się wśród ptaków? No i odpowiedź znalazłem po czasie, bo przecież ptaki zaalarmowane obecnością człowieka zaczynają reagować nerwowo, tak odlatują, cierkają, krzyczą, robią różne rzeczy, więc może oni po prostu włączyli sobie taki najprostszy, naturalny system alarmowy.
Co ciekawe, tej personie towarzyszył taki swoisty zapach. Można by się było spodziewać, że będzie ta persona pachnieć, no, takim, no nie wiem, no naturą, takim spoconym człowiekiem, zwierzęciem. Nie. To był zapach ciała i ziół. Zapach czystego ciała i ziół. Nie umiem powiedzieć, czy on się czymś nacierał, jakimiś ziołami, żeby nie wyczuły ich zwierzęta. Nie mam pojęcia.
To był taki swoisty zapach. Nie był nieprzyjemny, był po prostu swoisty, taki, no, nieprzypisany do niczego. Nie był przyjemny, nie był nieprzyjemny. Po prostu, kiedy zawiał wiatr, poczułem tą woń i dowiedziałem, że to on tak pachnie. Ja próbowałem sklasyfikować to.
Co to mogło być? Leśny człowiek, no, nie odpowiada. Jety, no nie, no bo za mały. Można by to jeszcze spróbować podciągnąć pod tak zwane dziwożony, ale to są bardziej istoty występujące jakby w folklorze słowiańskim, nie niemieckim.
No właśnie, tego nie ma, bo ja, wie pan, troszeczkę się przeryłem. Tak jak powiedziałem, ja zepchnąłem gdzieś to zdarzenie, natomiast, no, tak dwa miesiące mniej więcej zacząłem ryć. Jedyne, na co trafiłem, co w jakiś sposób mi tutaj pasuje, jest taki facet, tylko on jest taki, no, dziwak.
Nie wiem, czy pan o nim słyszał. Nazywa się ***. Prowadzi audycję na YouTubie ***. Dlaczego na niego trafiłem, powiem za chwilę. I on kiedyś wspominał o hybrydach, które rzekomo naziści tworzyli gdzieś tam w tym kompleksie, no, bajka nie bajka, no, ale co widziałem.
Widzoność porozumiewania się, ten widoczny dodatek takiej, no, przepraszam, małpiej urody, no, no nie trzyma się kupy, tak? Coś, co kompletnie wymyka się klasyfikacji. Ja cały czas mówię, ta persona nie była wobec mnie wroga w ogóle. Ja, kiedy ta sytuacja trwała, myślałem tak, przecież on prosi o jedzenie, więc jest głodny. Skoro jest głodny, to jest słaby, prawda?
Więc, no, niewiele ryzykuje, tak? No jakieś tam jedzenie, no, i tak dzielę się nieraz z chłopakami na parkingu, mówię pan, komuś się skończy, kasa się skończy, skończy się żarcie albo się po prostu zepsuje, tak po prostu bywa w ciężarówkach.
Mam, to się dzielę, tak? To jest normalne wśród kierowców, nas nie ratują raz jak kogoś, więc tak jakby pod kątem zawodowym podchodząc do tego, to nie stało się nic szczególnego, natomiast dziwne jest to, kto to był. Ten komunikat, że to były jakby trzy osoby, że była taka, takie stadko trzech, on i dwie samice, on starszy, ona starsza i jedna jakaś młodsza.
Jedyne, co mi się nasunęło, wie pan, to jest ta hybryda, bo nie pasuje do niczego. Jakikolwiek folklor nie weźmiemy, tak? Czy zaczniemy od Leszego, czy od innych stworów południc, czy innych rzeczy, one się nie porozumiewają, w żadnym momencie nie jest to nigdzie napisane.
One się nie porozumiewają werbalnie. Jedyne rzeczy z folkloru chyba, które zahaczyłem, to są sylemy, tak? Które jakoś tam nawołują, które istnieją, nie istnieją. No tutaj mieliśmy też relację, którą można jakby przypisać do interwencji Leszego. Nie wiem, czy pan kojarzy ten odcinek, gdzie jest Leszy na okładce wstawiony. Tak, kojarzę, kojarzę. To tutaj jakaś komunikacja chyba wystąpiła, ale to był taki jeden przypadek. Tam, gdzie te dziewczyny się bawiły tymi jaskółkami.
No, bawiły. Chciały dobrze, skończyło się, jak się skończyło. Ale to chyba taki jeden przypadek, gdzie tam jakaś komunikacja mogła wystąpić, prawda? Widzi pan, ja cały czas opieram się na tym, że cały folklor milczy o komunikacji, oprócz tego przypadku, o którym ja teraz Panu opowiedziałem i ten drugi. Wyszukiwałem, wie pan, w internecie, jakby mogły wyglądać, tak?
Użyłem nawet, wie pan, gdzieś tam ściągnąłem jakiś taki podstawowy program do sztucznej inteligencji i zadałem mu takie zadanie, tak? Jakby mogła wyglądać taka hybryda. No nie wyszło to, co widziałem. Tutaj mi się też nasuwa skojarzenie z pewnymi zdarzeniami ufologicznymi, tak? Gdzie przypadek, gdzie na przykład następuje jakaś komunikacja z przybyszami, z pasażerami jakiegoś obiektu latającego. Przychodzi mi na myśl taki przypadek UFO, to bliskie spotkanie z poczęstunkiem, gdzie tam jakieś istoty, prawda, poczęstowały plackami, podobno niezbyt smacznymi, świadka. No ale tutaj też to ciężko jakby przypisać do kategorii w ogóle ufologicznej, bo to bardziej był taki hominid mały, tak? Tak, zdecydowanie. Zdecydowanie hominid, humanoid, zwał jak zwał, o widocznej inteligencji i wie pan, ja generalnie tak. Ja jestem osobą wierzącą, praktykującą, tak jak powiedziałem wcześniej, nigdy nie spotkałem się z takimi zjawiskami. I żeby jakby potwierdzić to, że no z moją głową wszystko jest w porządku, to powiem tak, dwa miesiące wcześniej robiłem badania psychotechniczne.
Przytałem szacunku, ale badania są tak odsiewowe, że no osoba o zechwianej psychice, kierowca o zechwianej psychice, no nie przejdzie po prostu tych badań. No to są chyba, z tego co kojarzę, obowiązkowe. Tak. To trzeba co jakiś czas robić. Tak, tak, tak, co 5 lat. Zależy jak się dostanie, na jaką długość się dostanie to badanie, ale zazwyczaj jest to 5 lat.
Natomiast żeby to sprawdzić, ja mam znajomych policjantów i jeden z nich zajmuje się takimi bardzo poważnymi sprawami i no w sposób oczywisty jest przeszkolonych w rozmach w rozpoznawaniu mowy ciała, tak. Czyli kiedy osoba przeszkliwana nie chce powiedzieć czegoś, kiedy kłamie, kiedy ściemnia, kiedy przeinacza, prawda. Ja poprosiłem tego policjanta, ja ci opowiem historię, a ty w ramach ćwiczeń powiedz mi, czy to jest prawda. I usłyszałem nie widzę kłamstwa w tej opowieści.
Nie widzę kłamstwa, kiedy mi o tym opowiadasz. Wie pan, no, ja patrzę na świat twardo, tak. Dla mnie to jest jak napisał poeta mędrca szkiełko i oko. Odtąd dotąd taki wymiar, taka waga, taka odległość, taki czas.
Nigdy się nie interesowałem, gdy pan takimi zagadnieniami właśnie ufologicznymi. Nie wchodziłem w tą tematykę, bo po prostu nie było to dla mnie w jakiś sposób interesujące. No i nie wchodził pan też w tematykę taką bardziej kryptozoologiczną, tak, bo tutaj bardziej jakby kryptozoologia się kłania.
W tematykę kryptozoologiczną, panie redaktorze, wszedłem dopiero, kiedy zacząłem szperać. Szukać informacji na ten temat. No szczerze mówiąc, jest pan pierwszą osobą, o której o tym mówię, bo przypuszczam, że jakbym powiedział o tym w domu, to mogłaby być różna reakcja. Chociaż moja rodzina jest z światła i nie neguje generalnie zdarzeń, które mają miejsce na świecie, tak, ale no gdyby oni w to uwierzyli, to to by musiało być coś, co już się kiedyś zdarzyło, a to się nie zdarzyło nigdy nikomu, albo nikt o tym nie powiedział po prostu.
No w domu jak w domu, co innego, gdyby ta historia dotarła do kolegów z pracy, to mogłoby już rzeczywiście jakieś sekwencje większe wywołać. No w pracy to wie, pan, wtedy to przypuszczam, że mogłoby być niefajnie, prawda? Bo rozumiem, że pan tutaj jakby wykluczył też opcję, że spotkanie bliskie z tą istotą mogło być spowodowane jakimś, nie wiem, zmęczeniem czy czymś. Nie, nie, to nie mogło być zwęczenie, bo ja zacząłem pracę, proszę pana, tego dnia o godzinie jedenastej i skończyłem ją o piętnastej. Jeszcze był pan dosyć, że tak powiem, świeży. Tak, to nie jest tak, wie pan, w ciężarówkach jest tachograf, tak, urządzenie, które rejestruje czas pracy i to nie jest tak, że ciężarówka czy kierowcy ciężarówek jeżdżą sobie jak chcą.
Trzeba dotrzymywać pewnych reguł, tak, można jechać maksymalnie dziewięć godzin dziennie dwa razy w tygodniu, można pojechać dziesięć, tak. Czasem pauzę tą jedenastogodzinną można skrócić, nie powinno się tego robić, ale można. I wie pan, jeżeli ja, mówiąc językiem kierowców, wypauzowany, wystartowałem i pojechałem cztery godziny, czyli połowę, nawet nie połowę przypisanego czasu pracy dziennego, tak, no to o jakim zmęczeniu mówimy, jeżeli ja to robię zawodowo? Wie pan, możemy mówić o zmęczeniu po takim czasie pracy osoby, która nie prowadzi samochodu codziennie, tak, dla której nie jest to zawodem i przejechanie tych, nie wiem, kilkuset kilometrów jest męką, ja to robię dzień w dzień, dla mnie to jest praca, ja to po prostu robię.
Tak jak, nie wiem, kasjerka siedzieniaka się w sklepie albo, nie wiem, bibliotekarka wypożycza książki. Przejechanie kilkuset kilometrów dla zawodowego kierowcy to, to jest norma, a nie wyjątek. Tutaj jeszcze można zastanowić, czy ten rezerwat w pobliżu, o którym pan mówił, jest w ogóle wystarczający, żeby tego typu stworzenie mogło się jakby ukryć niezauważone, prawda? Powiem tak, ze względu na gęstość tych lasów, tak, tak, dlatego, że, wie pan, to stworzenie zlewało się z otoczeniem, to ono nie było jakiejś barwy takiej, wie pan, ewidentnie, nie wiem, nieraz niektórzy ludzie mają takie włosy ewidentnie rude, na przykład tak, albo bardzo takie naturalnie ciemne i to widać, natomiast uwłosienie tej persony było takie, brązowawe, takie zlewające się, to, wie pan, jakby się to położyło gdzieś tam, wie pan, przy drzewie w lasu, w wieście, to wątki, czy można by to było zauważyć. I ten zapach ziołowy, wie pan, ja mam taką teorię, że być może te persony nacierały się jakimiś ziołami, żeby zabić po prostu zapach na przykład psów, prawda?
Bo mogły się obawiać tych zwierząt, bo one nie były duże. To było, wie pan, 140-150 centymetrów wzrostu. Proszę pamiętać, że ja też nie mogłem oceniać jakość wybitnie dobrze w wysokości ponieważ aż na dziewięciu metrach myśmy się nie zetknęli tak ręka w rękę, tak? Jak ja odszedłem, powiedzmy, że dzieliło nas przykładowo 10 czy 12 metrów, jeżeli ja do połowy drogi odszedłem, położyłem na asfalcie tą żywność i cofnąłem się do samochodu i on podszedł te powiedzmy drugie 6 metrów, tak żeby zabrać tą żywność, to myśmy się nie widzieli jakoś blisko, prawda? Natomiast te oczy mi się rzuciły, ten zapach, haha, i, wie pan, brudne ręce, brudne dłonie, tak jak oni by coś przenosili, budowali, nie mam pojęcia. I ludzkie mają ludzkie paznokcie, w miarę, w miarę naprawdę przypominające, ludzkie paznokcie tak jak u takich spracowanych dłoni, więc raczej pod kątem ufologicznym trudno mi jest teraz to odkrywać, raczej uważam, że to była jakaś, jakieś krypto, ale jakie?
Chyba, że naprawdę ocieramy się o tematy historyczne, tak jak napisałem w SMS-ie, że rzeczywiście pan *** ma rację i ktoś coś robił tylko w tamtym terenie, od ***, od kompleksu *** stamtąd, bo ja już, wie pan, sprawdziłem to na wszystkie strony, od kompleksu ***, to jest kilkaset kilometrów, co by te istoty tam robili, zwłaszcza stare, gdzie przechowywały się przez tak długi czas, bo mówimy o tych, powiedzmy, hybrydach, które Niemcy tworzyli w czasie wojny rzekomo, co ja też nie bardzo wierzę.
Nie wiem, czy istnieje w ogóle jakieś potwierdzenie w dokumentach, że takie, w weryfikowalnych dokumentach, że takie, jakby, eksperymenty Niemcy prowadzili, to są wszystko, jest coś takiego? Jak pan wpisze w YouTube małpa na drezynie, ja wiem, że hasło jest być może śmieszne, jeżeli pan wpisze w YouTube małpa na drezynie, to zobaczy pan, że jakieś stworzenie natury kryptozoologicznej było na przykład w *** widziane, że strzelali do tego żołnierza.
Czyli jakieś takie zjawisko już było, bo ja jestem strasznie skrępowany, bo wie Pan, ja tak naprawdę wypierałem, to wypierałem, gdzieś mnie to ugryzło dwa miesiące temu, zacząłem szperać, ten okres międzyświąteczny przesiedziałem tak naprawdę w komputerze, wyszukując różne rzeczy, no bo nie daje mi to spokoju, tak?
Coś widziałem, ale co? Kto to był? Jeżeli do jakiej, przede wszystkim widzi pan, panie redaktorze, do jakiej sytuacji, w jakiej strasznej sytuacji musiały być te persony, skoro zaryzykowały, i ona podeszła, tak? I on podszedł jako samiec. Czyli jakieś zachowania stadne, chronił, chronił samicę, tak? I pan zauważył, że to jest takie bardzo bardzo społeczne, takie bardzo cywilizowane zachowanie, prawda?
Jak pan weźmie plemiona afrykańskie, gdzie ludzie się śmieją, że o, puszczanie kobiet przodem to jest taki piękny zwyczaj, nigdy w życiu. Puszczanie kobiet przodem w plemionach afrykańskich to było zabezpieczenie wojowników, bo najpierw zginie kobieta, ta, która jest mniej warta, która jest powiedzmy, nie umie udźwignąć broni, a swoim ciałem zesłoni wojowników.
To jest zwyczaj bitewny plemion afrykańskich, to wcale nie jest takie znowu kulturowo sympatyczne. A on tutaj chronił ewidentnie. Rozumiem, że pan nie zauważył jakby w otoczeniu niczego szczególnego, żadnej jakiejś zmiany? Nie, proszę pana, poza tym, że w momencie, kiedy mieliśmy kontakt ten pozawerbalny, to jakby świat wokół mnie cichł.
W momencie, kiedy on do mnie się zwracał, kiedy wypowiadał te słowa, tak? Że nie bij nogami, daj jeść, my głodni, tak? Bo ja te komunikaty, wie pan, słyszę cały czas. Słyszę ten ton głosu, jaki to w tym momencie, kiedy my patrzyliśmy sobie w oczy, bo tak jak mówię, ten kontakt był wtedy, kiedy myśmy patrzyli sobie w oczy, to ja rozumiałem. Natomiast kiedy on oczy spuścił, to było tylko takie mamrotanie, no takie jakby nucenie bez sensu, no tak to mogę ująć.
Jeżeli dobrze rozumiem, to w momencie, gdy on mówił, ta istota się z panem komunikowała, wszystko dookoła cichło, a jak przestawała mówić, to wszystko wracało do normy. Tak. Tak, słyszałem, słychać było normalnie, jak jakiś tam szum wiatru, wie pan, gdzieś tam jakiś tam, nie wiem, ptak zaćwierkał.
Natomiast to cichło w momencie, kiedy my mieliśmy ten kontakt, tak? Kiedy myśmy się porozumiewali, kiedy ja pytałem, kiedy on na mnie patrzył, to to po prostu było jakby poza nami. Poza mną przynajmniej. Nie było tak, że wtedy jakby świat był wokół mnie, wtedy był tylko taki silny kontakt między mną a nim. I wie pan, ja zwróciłem uwagę na to, że jakby jak słucham audycji państwa i słucham opowieści wielu słuchaczy, którzy opowiadają rzeczy z tego samego gatunku, tak?
Które nie mieszczą się w swoich rękach, to wszyscy mówią o poczuciu strachu, agresji. A tu tego nie było. I w momencie, wie pan, kiedy on się oddalił, to ja miałem takie poczucie, że no, to był tylko głodny, trzeba było go nakarmić, no bo nakarmiłem, tak?
I wie pan, ja zupełnie machinalnie wróciłem do gotowania posiłku, tak? I dopiero po jakimś czasie stwierdziłem człowieku. Co to było przed chwilą? Tak, jak on by miał na mnie jakiś wpływ, żeby zdążyć się oddalić bezpiecznie.
No tu różne można spekulacje snuć. Być może jakiś wpływ rzeczywiście ze strony tej istoty wystąpił, a może po prostu, nie wiem, jakiś mechanizm się u pana uruchomił, jakiś coś związane z empatią. Może pan po prostu czuł potrzebę skupienia się na pomocy tej istocie, tak?
Na udzieleniu jej pomocy. To, proszę pana, to było z krwi i kości, bo to miało paznokcie brudne. Rozumie pan? On coś robił rękami. Z całą jakby stanowczością to była istota fizyczna, to nie był żaden jakby, prawda, niematerialny gość. Absolutnie fizyczna istota, tak? Jakby pan miał, no nie wiem, przepraszam, to jest naprawdę niegodne chyba wobec tej persony określenie, jakby pan miał, które ze zwierząt są w takie inteligentne...
Goryle są takie inteligentne, że potrafią się porozumiewać językiem migowym, szimpansy, to to był jeszcze wyższy poziom komunikacji, tak? Niektóre z mał, potrafią się tak posługiwać takimi właśnie językami innymi, tak? Umieją powiedzieć, o co im chodzi językiem migowym. Ale to był nie ten poziom komunikacji, to wie pan, to była to była, tak jak pan powiedział, taka no połowiczna telepatia, ja mówiłem normalnie, on odzywał się jakby w mojej jaźni, w moim w moim umyśle. I to była komunikacja, dodajmy, niezależna od tego, że mówił pan w języku, który no nie jest językiem tam często występującym, tak? Nie, no to już w ogóle, wie pan, to już jest poziom trudności, które w ogóle, nie wiem, to jest trudność do kwadratu już, tak? Czy po prostu jego zdolności lingwistyczne albo sposób porozumiewania się przełamywał w ogóle barierę językową? Najprawdopodobniej, no bo widzi Pan, wróćmy na chwilę do tego tematu, tego pierwszego zdania.
Nie będziesz bił nogami, tak? Taka prośba. Nie bij nogami, nie będziesz bił nogami, w sensie nie kop mnie. Czyli musiał mieć kontakt i ktoś go musiał kopać. Ktoś go musiał źcielić po prostu mówiąc z buta, tak? No bo na tyle, na ile umiał się porozumieć, powiedział, żeby nie bić nogami, no.
Jak ktoś bije nogami, no to kopie. No i to wskazanie, że jest ich więcej niż jeden. I że jest ich więcej niż jeden i niech pan weźmie pod uwagę: daj jeść, my głodni, my, czyli na pewno już więcej niż jedna osoba, tak? My uciekamy. No i też tutaj zwraca uwagę ta osobliwa gramatyka, ta składnia, o której pan mówi. Bardzo uproszczony ten język, prawda? Uproszczony, a jednocześnie na tyle zaawansowany, że daliście radę się porozumieć. Ja myślę, że ja tak oceniam, tak, nie wiem, trzyletnie dziecko tak mniej więcej mówi, tak mi się wydaje, no. Moje dzieci są już duże, więc wydaje mi się, że trzylatek mniej więcej tak się może porozumiewać na tym poziomie, żeby jasno dać do zrozumienia o co chodzi, czego chce, czego nie chce, czego się boi, tak? Co chciałby otrzymać?
Nie mam pojęcia, jak to określić. Więc jakaś, z jednej strony wie pan, no ewidentnie domieszka jakaś ludzka w tym była, no bo sama budowa taka, prawda? I to była taka, wie pan, nie że ładna, ale taka foremna ta budowa i to ciało tej persony było takie krzepkie. Tak jakby mocno ludzkie, tak, tylko tutaj ta sierść.
Tak, tak. Ludzkie stopy, ludzkie dłonie i to wszystko w całej takiej swojej formie to było takie, no nie wiem, jak pan patrzy na przykład na, nie wiem, dajmy na to na goryla czy na orangutana, no to one są takie trochę dla nas, no nie wiem, powiedzmy pokraczne, panie redaktorze, tak?
No jezu, wie pan, nie ta forma. A on był tak harmonijnie zbudowany, mimo tej domieszki. A przyjrzał się pan może twarze tej, tej postaci? Tak. Tak, tak. Wydatna szczęka troszeczkę, troszeczkę, jak u szympansa taka wystająca, ale troszkę.
Nie tak jak szympans ma taką buzię, wie pan, taką, ta, ta, ta szczęka jest taka do przodu. Delikatnie wysunięta ta szczęka, foremny nos i nos nie zarośnięty, natomiast bardzo wysoko pod oczami ten zarost, szyja zarośnięta, ale bez brody, włosy na głowie dłuższe i całe ciało w takich właśnie 3-4 cm długości tych włosów było, to futro to było gęste, natomiast dłonie były niemal nie zarośnięte i także samo stopy. Stopy były tak prawie odkryte, coś tych włosów, tego futra tam było, natomiast nie było tego jakby tak jak na całej powierzchni ciała, a całe ciało było różnomiernie, że tak powiem pokryte tym włosiem i przede wszystkim, co teraz mi się rzuca w oczy, to było ta persona była czysta, miała owszem brudne ręce, natomiast to nie było tak jak nieraz, wie pan, ma pan psa, no to jak nieraz się uwali w błocie, to jest cały, wie pan, jak wygląda, tak? Albo po spacerze gdzieś w błocie.
A to było czyste, jakby dbało o siebie, takie, gdybym miał go przełożyć na ludzkie, warunki, to powiedziałbym, że to był krzepki 70-latek, o tak bym to ujął, gdzie by to był człowiek. Jakby z więcej szczegółów, no to już nie pamiętam z tego zdarzenia, proszę przyjąć uwagę, że to jest 2,5 roku i tak uważam, że jest to w miarę świeża relacja, bo z tego co słyszę, to słuchacze dają relacje tam po 10 latach, po 15, po 20 albo i więcej.
A po 40, po 50 też się czasami zdarzają. To świadczy zawsze o tym, że to zdarzenie, no dosyć mocny wpływ wywarło, to, że pan z takimi, mimo upływu tych dwóch lat z kawałkiem, pan jednak dosyć dużo szczegółów z tego zapamiętał i to takich mocno drobnych detali, że to tak ujmę.
Także no musiało to panu to słychać zresztą w pana głosie, że telepią panem emocje w trakcie opowiadania o tym. Wie pan, powiem panu inaczej, ja bym tylko chciał wiedzieć, kto to był. Bo, że ta istota istnieje, te istoty, te persony istnieją, to ja wiem. Bo wiem, co widziałem, wiem, co dałem mu do jedzenia.
Znam miejsce, w którym to się stało, datę, czas. A nie mam skłonności, wie pan, jakichś psychotycznych, tak jak pan słyszał, muszę przechodzić badania, tak? Poszedłem rozmawiać z policjantem, który wysłuchał tej historii w ramach takich ćwiczeń i stwierdził, no nie, no, tu kłamstwa nie ma.
Więc patrzę też na świat, bardzo tak trzeźwo, tak? A tutaj spotkałem coś, co, no nie istnieje w żadnych atlasach, albumach. W jednej opowieści jest jakaś zbieżność, bardzo różna zresztą, bo w opowieści pana *** nie zgadza się wzrost, masa tych, ewentualnie, jeżeli to by była hybryda, tak? To ludzkie takie zachowanie też nigdzie nie wystąpiło w ostatnich opowieściach, więc co to było?
Czyżby przerzuciło ich, wie pan, no ja już biorę pod uwagę różne rzeczy, może przerzuciło ich po prostu z innego czasu, tak? Są szczeliny czasowe, bo o tym też czytałem. Ludzie tego doświadczyli. Może przerzuciło ich z jakiegoś, nie wiem, równoległego świata? Skąd takie i nietypowe zdolności, i budowa humanoidalna?
I wie pan, no przede wszystkim musieli tu być też jakiś czas, skoro wziął jedzenie i wiedział, że to może jeść, prawda? Wziął je bez wahania. Dieta zbliżona do ludzkiej. Tutaj mamy zarówno jakieś cechy ludzkie, zarówno jakieś zwierzęce, no i też te elementy paranormalne.
Można tutaj, można to tak nazwać, tą telepatię szczególnie. Tak. Tak, to już się wymyka. To już się wymyka kompletnie, wie pan, bo no, co innego, przepraszam, jest karmić dziki, co mi się zdarzyło na parkingu w Gdyni, tak? Gdzie one się wytresowały same i przychodzą do kierowców po jedzenie i nie są groźne, nie atakują, tak? Tylko chrumkają i proszą o jabłka, o pieczywo, jakieś tam takie rzeczy.
No ale to są zwierzęta, które nabyły jakąś umiejętność, a tutaj komunikacja. Na początku rozmowy naszej myślałem, że to może był jakiś pustelnik mieszkający tam w lesie, no tylko, że w miarę słuchania opisu tej istoty coraz bardziej ta opcja się oddalała, tak?
Byłby ubrany, chyba by zasłonił genitalia, tak? A to było na tyle, wie pan, te cechy animalne były na tyle duże, że no to ta persona była no jednak naga, tak? Nie była przewiązana, wie pan, nie miała za przeproszeniem siusiaka na wierzchu.
Nie miała jaj na wierzchu. No nie miała jaj na wierzchu, mówiąc krótko, tak? Była naga, tak jak, tak jakby był nagi, nie wiem, jak małpka w lesie, no, też się nie ubiera. Nie przesłania przecież swoich tam walorów, czy jak to tam nazwać. Czyli było to stworzenie silnie shumanizowane w takim rozumieniu społecznym, na pewno zaznajomione z naszą dietą, bo skoro wziął chleb, tak? To wziął jabłka, wziął jakieś tam, jakąś tam wendlinę, czyli również mięsożerne, tak? No bo wziął, nie odrzucił, bo zakładam, że gdyby był, gdyby nie miał mięsa, to by po prostu odrzucił te inne rzeczy.
Czyli przytulił, krótko mówiąc, wszystko, co mu pan dał. Całe to jedzenie z tego parkingu zniknęło, tak? Tak, tak, tak, tak. Tego było, wie pan, sporo tak, bo to było i kilka jabłek, i bochenek chleba, i jakaś tam wiązka kiełbachy, wie pan, takie rzeczy, no, jakieś tam ciastka w woreczku.
I on wiedział, że to jest woreczek, bo wziął go tak, i to mu się nie wysypało. Rozumie pan? Bo na przykład, jak na, nie wiem, jakimś zwierzęciu, to ono będzie rwać woreczek, nie? Żeby się dostać do jedzenia.
A on woreczek z tymi słodkościami wziął tak, żeby mu się to nie wysypało. I jeszcze był taki, wie pan, komunikat, że twoje jedzenie silne, jakby, że jest... No takie, że jakby konkretne. Konkretne, kaloryczne, dobre dla nich. Tak, jak oni by żywili się, nie wiem, na co dzień korzonkami, albo tym, co upolują. Bo tak, jak mówię, wie pan, no, nie odrzucił tej, tego, tych tam kawałków kiełbasy, więc zakładam, że był też w jakiś sposób mięsożerny. I teraz co?
Do czego bym nie próbował to przypasować, Panie redaktorze? No nie pasuje nic. Kosmita odpada. Bigfoot odpada. Jakiś pustelnik odpada. Odpada. Nic się nie trzyma. Wymyka się wszystkiemu. Shumanizowane, z zachowaniami ewidentnie socjalnymi, tak? Prorodzinnymi nawet.
Bo wziął jedzenie dla kogoś, nie dla siebie. W co to ubrać? Według mnie albo, albo rzeczywiście to były te, te hybrydy, potomkowie hybryd, no nie mam pojęcia, czy one mogły się rozmnażać w jakiś sposób. Mnie nic nie pasuje.
Ani stworzenia leśne, ani mityczne, ani folklor, ani jakiś element animalny, ani ludzki. Ja już mówię, kuźwa, może, może cyrk odmieńców, ale przecież to jest nielegalne, tego nie ma. Chyba, że lata temu gdzieś jakieś takie stworzenia, nie wiadomo skąd zdobyte i znowu wracamy do pytania, kto to jest, że gdzieś zostały, nie wiem, wystawiane w takim cyrku odmieńców, to był taki potworny zwyczaj, tak? Że były takie cyrki odmieńców, takie zupełnie zdehumanizowane, gdzie ludzi o jakichś tam wadach rozwojowych pokazywano, jako dziwolągi, coś okropnego po prostu. No tak, tak jak wchodziły jakieś regulacje chroniące tych ludzi, to tak jak na przykład z dużymi kotami się dzieje w Wielkiej Brytanii, weszły w latach 70. regulacje zakazujące posiadania takich kotów, to nagle pojawiły się całe dziesiątki doniesień o tak zwanych alien big cats, więc może z tymi tak zwanymi odmieńcami z cyrków też tak mogło być.
Chociaż, no, nie znam na tyle historii, cyrków, żeby tutaj jakby wyrokować, żeby tutaj coś zdecydowanie orzekać, ale można też pospekulować, że może to być taka opcja warta wzięcia pod uwagę, na tylko, no, cały czas to pytanie, co to tak naprawdę było, albo kto to był. Wie pan, i co, i przepraszam, ale wróćmy na chwilę, zatrzymajmy się przy temacie cyrku odmieńców, chociaż to jest okropny temat, który mnie po prostu wzburza. I co, uważa pan, że wśród takich tam, powiedzmy, nieszczęśliwych ludzi, których pokazywano wtedy i robiono z tego tanią sensację, podłą sensację, nagle znalazł się ktoś, kto w jakiś sposób się rozmnożył i opanował możliwość porozumiewania się pozawerbalnego? Jak?
Nie trzyma się kupy. Cały czas wisimy przy pytaniu, kto to był, bo dla mnie to nie były zwierzęta, dla mnie to nie były stwory, dla mnie to były osoby, bo przejawiały, on przynajmniej, jako taki, no nie wiem, ja go odbieram jako takiego przewodnika stada, on przejawiał zbyt dużo cech i zachowań ludzkich. Za dużo tego było.
Żeby to było zwierzę. To tak, jak wie pan, no rasy ludzkie się krzyżują, no ale o krzyżówkach człowieka z małpą to ciężka sprawa, co? No, była podobna kiedyś krzyżówka człowieka z szympansem. Nie pamiętam, jak to się nazywało, koolookamba chyba jakoś tak nazywano to w starych ksiażkach. Było coś takiego.
No, ale to był jeden przypadek. To dosyć dawno, jeszcze sprzed ponad 100 lat. No, ale są grafiki, bo ja właśnie do tego też chciałem. Ktoś tam wrzucił grafiki i to ewidentnie, wie pan, to widać było, ten wpływ tej połówki małpiej, tak? A tutaj tego było mniej.
Zdecydowanie mniej. I cały czas zataczamy krąg wokół tego, że sposób porozumiewania się wymyka się klasyfikacji. No, sposób porozumiewania się i to, co się działo podczas tego porozumiewania, tak? No, bo nie znam istoty, która byłaby w stanie jakby wyciszać całe otoczenie na czas, kiedy następuje komunikacja.
Nie, to nie jest tak. On tego nie wyciszał tak dosłownie, że zapadła głucha cisza. Tylko to było tak, jakby mój umysł skupiał się na tym, co on mówi i przestawał zwracać uwagę. To było w bardzo dalekim tle. To nie było tak, że zapadała wokół mnie głucha cisza. I proszę też pamiętać, panie redaktorze, że ten kontakt, nasze porozumiewanie trwało, czy miało miejsce tylko wtedy, kiedy mieliśmy kontakt wzrokowy.
Tylko wtedy, kiedy ten kontakt został przerwany, bo on na przykład się schylił albo odwrócił głowę gdzieś tam na chwilę, to to ustawało. To było tylko na zasadzie patrz mi w oczy, to będziesz ze mną rozmawiał. To było tak, nie wiem, światłowód między umysłami.
No przykro mi, nie umiem tego sklasyfikować. Tak mi się nasunęło takie porównanie jakby do radia, że jak przekręcamy antenę, to radio jakby gubi kontakt z nadajnikiem i pojawiają się usterki. Tak, dokładnie tak. I wtedy słyszalność komunikatów radiowych spada. No jakbyśmy próbowali to wytłumaczyć, zawsze pojawia się taki element, który jakby wyklucza nasze wytłumaczenie jakby, przeczy naszym próbom wytłumaczenia tego zdarzenia, pochodzenia w ogóle tej istoty.
Także trudny temat. Ciekawy, ale trudny. I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje o spotkaniach z bardzo dziwnymi istotami, jak gdyby przybyszami z innej rzeczywistości. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o usłyszanych dziś historiach. Oczywiście apeluję o zachowanie kultury i przestrzeganie zasad netykiety w swoich wpisach, gdyż zależy mi na stworzeniu świadkom dziwnych zdarzeń bezpiecznej przestrzeni, wolnej od przejawów prymitywizmu i nienawiści. Jeśli zaś macie Państwo jakieś swoje historie, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu.
Polecam również Państwa uwadze nowy numer czasopisma Nieznany Świat, w którym obok niezwykle interesujących artykułów, omawiających i zgłębiających tajemnice tego świata, znajdziecie również rubryki Dotknięcie Nieznanego oraz Kontakt Nietelepatyczny, w których ludzie tacy jak Wy dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z trudno wytłumaczalnymi fenomenami.
Polecam również Waszej uwadze kanał Nieznanego Świata na YouTube, gdzie od jakiegoś czasu ukazują się dźwiękowe wersje wybranych relacji z bogatego archiwum czasopisma. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios.
Radio Paranormalium Paranormalny Głos w Twoim domu. Dziękuje za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na stronie www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych.