[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy X teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia wyjątkowo gorącego wieczoru z kolejnym odcinkiem podcastu Mówią Świadkowie. Odcinek będzie dziś gorący z wielu powodów. Po pierwsze liczba. Ta audycja ukazuje się już po raz sześćdziesiąty dziewiąty. Po drugie, za kilka dni, drugiego lipca będzie obchodzony Światowy Dzień UFO. No światowy jak światowy, bowiem główne obchody odbywają się w Roswell. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby weekendową porą urządzić sobie małe ufologiczne święto na przykład w Polsce, w domowym zaciszu i ze słuchawkami na uszach. A ta audycja zapowiada się na jedną z dłuższych, bowiem w momencie, gdy nagrywam ten wstęp, mam przygotowane cztery godziny materiału. Zatem spędzimy ze sobą spory kawał nocy.
Cały czas obrabiam kolejne materiały, więc niewykluczone, że ten odcinek jeszcze się wydłuży. W dzisiejszym odcinku wysłuchamy kilkudziesięciu niezwykle ciekawych relacji o bliskich spotkaniach z UFO. Zaczniemy od zajrzenia do naszej radiowej skrzynki mailowej. UFO nad jeziorem Kalwa. Relacja nadesłana do serwisu ufo-relacje.pl w czerwcu dwa tysiące dwudziestego czwartego roku. Był sierpień tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego szóstego albo tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego roku. Miałem dwanaście, trzynaście lat i razem z młodszą siostrą oraz kuzynką spaliśmy w sypialni domku letniskowego moich rodziców w kolonii Pasem nad jeziorem Kalwa. To rozłożyste jezioro znajduje się około trzydziestu kilometrów na południowy wschód od Olsztyna i szesnaście kilometrów od Szczytna. Nad samym jeziorem leży urokliwe miasteczko Pasem. Nad jeziorem wówczas znajdował się duży ośrodek wypoczynkowy Rutka w Rudziskach Pasemskich.
Na samym końcu jednej z odnóg jeziora w kierunku wsi Krzywonoga znajduje się kolonia domków letniskowych o nazwie Kolonia Pasem. Znajduje się ona na północnym brzegu jeziora. Okno sypialni wychodziło na jezioro, z którego widać było przeciwny brzeg, oddalony o około trzysta metrów z wąskim pasem drzew, a za nim typowe pola mazurskie o moronowym kształcie oraz las, w którym ukryto kolejny ośrodek wypoczynkowy jednej z warszawskich fabryk składający się z małych domków drewnianych. Pomiędzy brzegiem jeziora a tymże ośrodkiem znajdowało się wzniesienie, które odgradzało w sposób naturalny jezioro od turystów. Była godzina dwudziesta pierwsza, dwudziesta druga, bo było już ciemno, gdy siedząc na łóżku obserwowałem kombajn pracujący na polu. Jak wspomniałem, była to końcówka lata i żniwa ruszyły pełną parą. Światła poruszającego się kombajnu widać było raz na wzniesieniu pola, a raz pomiędzy pasem drzew przybrzeżnych, gdzie zjeżdżał z górki, by dokonać nawrotu na brzegu pola. Widok ten sam w sobie robił niesamowite wrażenie. W pewnym momencie zobaczyłem, jak nad kombajnem pojawiły się światła. Nie pamiętam, czy było ich kilka, czy jedno większe, ale ewidentnie znajdowały się czterdzieści do siedemdziesięciu metrów nad kombajnem.
Światło to przesuwało się horyzontalnie z dużą prędkością i w pewnym momencie zanurkowało w lesie blisko brzegu. Jest tam najwyższy punkt z naturalną polanką o wymiarach trzydzieści na trzydzieści metrów. Często bawiliśmy się tam, przepływając łódką na drugą stronę, gdyż na wysokości wzniesienia górki znajdował się hangar na sprzęt wodny tegoż ośrodka wypoczynkowego. Dzięki nachyleniu stoku można było łatwo wskoczyć na dach hangaru. Zabawy w drugą wojnę światową Indian i kowbojów. To były czasy. Światła po wylądowaniu zgasły, a ja zmęczony wrażeniami dnia nie byłem w stanie wytrwać dłużej. Zresztą myślałem, że to może jakieś zbity albo harcerze z latarkami. Rano po śniadaniu wziąłem łódkę wiosłową i popłynąłem na drugi brzeg. Minąłem hangar i wspiąłem się na górkę, a oto moim oczom ukazał się widok jak na filmach hollywoodzkich.
Na polanie, której nikt nie kosił, trawa miała około trzydziestu, pięćdziesięciu centymetrów wysokości, ale coś wgniotło mniejszy okrąg o średnicy dziesięciu do piętnastu metrów na środku tej polany. Trawa była całkowicie wgnieciona, tak jak się dzieje, gdy umieścimy namiot na polu i złożymy go po kilku dniach. Nie pamiętam, czy trawa była spalona, czy nie, ale pamiętam ozon w powietrzu jak przed burzą oraz to, że miałem ciarki, a włosy mi stawały dęba, jakby ktoś je naelektryzował. Uciekłem stamtąd i opowiedziałem rodzinie o moim odkryciu. Oczywiście zostałem wyśmiany i nikomu z dorosłych nie chciało się popłynąć na drugą stronę.Do dziś moi rodzice, dziś osiemdziesięcioletni, pamiętają to wydarzenie i zawsze się z niego śmieją, tłumacząc mi, że były to pewnie światła traktora, który jeździł obok kombajnu zbierając ziarno. Ale ja wiem, co widziałem i widziałem tę polanę. Jeszcze dobrych kilka lat po tym wydarzeniu trawa na polanie rosła gorzej tam, gdzie obiekt wylądował. A może tylko unosił się blisko nad ziemią. Byłem tam na miejscu rok temu latem i choć wszystko zarosło, włosy znów mi stanęły dęba, a wspomnienia wróciły ze zdwojoną mocą. Obserwacje UFO w okolicach Częstochowy.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w listopadzie dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku. Obecnie mam trzydzieści cztery lata. Mieszkam w okolicy Częstochowy. Dwukrotnie byłem świadkiem dziwnych zjawisk, a dokładnie pojawienia się latających obiektów. Pierwsza sytuacja miała miejsce około roku dwa tysiące trzeciego, dwa tysiące czwartego. Nie pamiętam dokładnie, który to był rok, ale myślę, że miałem około szesnastu lat. Lato było gorące, z pewnością wakacje, a słońce świeciło jasno. Było około południa. Razem z kuzynem jechaliśmy Simpsonem do miejscowości Truskolasy. Minęliśmy miejscowość Klepaczka, tam, gdzie znajduje się trzystu czterdziestometrowy maszt radiowy.
Byliśmy mniej więcej w połowie drogi między Klepaczką a Truskolasami, gdy zauważyliśmy silne światło unoszące się około stu metrów nad ziemią. Światło znajdowało się nad polem około dwustu, trzystu metrów od drogi na lewo od nas oraz około pięciuset metrów od zabudowań. Obiekt świecił silnym białym światłem, dokładnie takim jak podczas spawania. Nie zmieniał swojego położenia. Zawisł w jednym miejscu. Tak jak podczas spawania światło zwiększało i zmniejszało swoją intensywność. Obserwowaliśmy zjawisko około pięciu minut i pojechaliśmy dalej. Druga sytuacja miała miejsce około roku dwa tysiące dwunastego. Też lato. Godzina dokładnie dwunasta czterdzieści.
Razem z mamą jechaliśmy autem do miejscowości Truskolasy, gdzie czekaliśmy na busa zabierającego nas do pracy do Częstochowy. Na całym niebie zauważyliśmy kilkanaście, może kilkadziesiąt mocno świecących obiektów. Znajdowały się one bardzo wysoko, przynajmniej kilka kilometrów na niebie. Nie poruszały się, ale znikały i pojawiały w innej części nieba. Po dotarciu do Truskolas dalej obserwowaliśmy światła. Tym razem grupa około dziesięciu, piętnastu świateł pojawiła się znacznie niżej nad miejscowością Panki. Świeciła około pięciu do dziesięciu sekund, a następnie zgasła, by pojawić się kilka kilometrów dalej, w innej części nieba. Tym razem jednak światła były na tyle blisko, aby zauważyć, że po zgaszeniu świateł obiekty nie znikają i nie przenoszą się w inne miejsce, ale pozostają na swoim miejscu. To znaczy dalej unoszą się w powietrzu. Po zgaśnięciu świateł widoczne były delikatne czarne punkty w miejscu, gdzie przed chwilą znajdowało się światło.
Wcześniej z uwagi na znacznie większą wysokość świateł było to niewidoczne. Obserwacja trwała około dziesięciu do piętnastu minut. W obu przypadkach nie dysponowałem telefonem z aparatem. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach za pomocą grupy dronów można by osiągnąć podobny efekt, ale sytuacje miały miejsce około dwudziestu, pięćdziesięciu lat temu, gdy drony nie były jeszcze powszechnie używane. Niezidentyfikowany obiekt latający w kształcie szarego dysku trzy kilometry na wschód od Łeby. Relacja nadesłana do serwisu Ufo Relacje PL. Było to pogodne popołudnie dwudziestego drugiego sierpnia dwa tysiące dwudziestego trzeciego roku. Spacerowałem po lesie za wydmami w okolicach Łeby, kiedy zauważyłem coś dziwnego na niebie. Był to duży metaliczny dysk, który unosił się nad ziemią na wysokości około stu metrów. Dysk miał średnicę około dziesięciu metrów i wydawał cichy, niski dźwięk.
Zauważyłem, że dysk miał na sobie jakieś symbole, ale nie mogłem ich odczytać. Dysk poruszał się powoli w kierunku morza, a za nim nadleciały dwa wojskowe samoloty. Nie wiedziałem, co się dzieje, ale poczułem strach. Dysk gwałtownie przyspieszył. Zniknął za horyzontem po kilku minutach, a samoloty zawróciły i odleciały. Zastanawiałem się, czy była to jakaś tajna broń, czy może odwiedziny z kosmosu. Nie mogłem znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia dla tego zjawiska. Postanowiłem podzielić się moją relacją, licząc na to, że ktoś mi pomoże rozwiązać tę zagadkę. UFO nad Skwierzyną w województwie lubuskim w dwa tysiące dziesiątym roku. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w październiku dwa tysiące siedemnastego roku.
Zdarzenie miało miejsce w miejscowości Skwierzyna w województwie lubuskim w późnych godzinach nocnych. Godzina druga, trzecia w nocy. Moi rodzice mieszkają na górze w bloku nad rzeką Wartą, z widokiem na park i ośrodek Dom nad rzeką. Okna ich sypialni wychodzą dokładnie na widok murku po starym powojennym moście po drugiej stronie Warty. Jest tam ładny widok na rzekę i park. Tak się złożyło, że byłem wtedy kilka dni w domu sam. Pamiętam tylko, że był to środek tygodnia. Chyba sierpień, bo było ciepło. Akurat robiłem sobie całonocny przegląd filmów Jima Jarmuscha w pokoju po drugiej stronie bloku. Wychodziłem jednak na dymkę przy otwartym oknie do pokoju mamy.
Poruszałem się po mieszkaniu, mając zapalone światło tylko w pokoju po drugiej stronie bloku, gdzie oglądałem filmy. W pewnym momencie, będąc w kuchni zauważyłem nienaturalnie jasną poświatę wpadającą przez okno. Spojrzałem kątem oka przez okno w kuchni i pomyślałem piękny, wielki księżyc. Coś jednak nie dawało mi spokoju. Chwila, chwila. Przecież księżyc jest o wiele mniejszy i w innym miejscu. Szybko przemieściłem się do pokoju mamy, ponieważ parapet w kuchni jest o wiele wyżej z szafkami pod oknem.Wyjrzałem przez okno i zamarłem. W miejscu, gdzie kiedyś był stary most, unosiła się dziwna, zimna, świetlista sfera, która jakby drgała. Nie zwróciłem wcześniej na to uwagi, ale była wyraźnie przed linią drzew, przepuszczając przez siebie tylko ich zarysy. Pomyślałem sobie: nie, to niemożliwe.
Mam zwidy. Otrząsnij się. Proszę się nie dziwić, ale sam nie wierzyłem w to, co widzę. Pobiegłem do łazienki, przemyłem twarz zimną wodą, wróciłem na to miejsce i potwierdziłem swoją obserwację. Otworzyłem okno w nadziei na jakiś dźwięk, ale nie. Cisza. Zacząłem więc bardziej wnikliwą obserwację. Okrąg, a raczej kula, miał jakieś osiem do dziesięciu metrów średnicy. Wyglądała jak ciekły kryształ. Plazma.
Nie wiem, jak to nazwać. Sprawiała wrażenie materialnej, ale jednocześnie ulotnej. Czasem fragment kuli zanikał, by pojawić się po kilku sekundach. Widać było, że kula drga bardzo szybko. Moja obserwacja trwała jakieś trzy, cztery minuty i tu nastąpiło coś, czego nie zapomnę do końca życia. Nagle w dolnej części kuli, po jej lewej stronie pojawiły się jakieś szarości i małe błyski. Widziałem dokładnie, że ta część jest materialna i namacalna, złożona jakby z małych trójkątów. Trwało to może pięć sekund i kula wystrzeliła pionowo do góry, zostawiając za sobą tylko widok na drzewa. Nie spałem kolejne dwie doby. Byłem głęboko poruszony i zdziwiony tym zdarzeniem, ale nie czułem zdenerwowania.
Zadzwoniłem do kumpla i opowiedziałem mu o wszystkim. Stwierdził, że mam problem z głową. Pomyślałem okej, zdarza się. Później miałem kilkanaście razy niespodziewane półsekundowe wizualizacje tego przeżycia i dziwne zdarzenia nocne, ale to zapewne podsyłał mi mój umysł. Od tego czasu zacząłem interesować się tymi zagadnieniami i jak usłyszałem podobne wspomnienia w audycjach Radia Paranormalium, postanowiłem podzielić się swoimi. Latający bumerang nad Warszawą. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w maju 2024 roku. Obserwacji dokonałem w niedzielę 19 maja 2024 roku. Siedziałem wówczas na tarasie. Była godzina w okolicach dwunastej, trzynastej.
Mieszkam na warszawskim Ursusie. Obok mojego bloku do lądowania podchodzą, a czasem startują samoloty z lotniska Chopina. Sam przez kilka lat pracowałem w lotnictwie. Jestem też po studiach o tematyce lotniczej, dlatego gdyby to był samolot, dron czy balon, nie pisałbym do państwa. Przechodząc do meritum. Siedząc na tarasie standardowo spoglądam w niebo. Ciągle lądują samoloty. Lubię na nie patrzeć. W pewnym momencie, gdzieś na wysokości trzystu, może trochę więcej metrów, zobaczyłem, jak znad mojego bloku wyleciał trójkątny obiekt. Trochę wyglądał, jakby rzucić bumerang, ale nie obracał się ani nic z tych rzeczy.
Po prostu leciał. Początkowo myślałem, że to ptak, ale ptaki w końcu jakoś się ruszają, a ten obiekt leciał jednostajnym, prostolinijnym ruchem. Obserwacja trwała kilkanaście sekund, dopóki obiekt nie przeleciał za kolejny blok. Nie było żadnego szumu, hałasu i tak dalej. Był to moment, gdy akurat była przerwa między samolotami, które lądowały. W niedzielę o tej porze często samoloty siadają w zasadzie co dwie minuty. Gdy zobaczyłem obiekt, przez kilka sekund patrzyłem, by upewnić się, że to nie jest ptak ani balon. Gdy wiedziałem, że to jest coś innego po sposobie lotu, zawołałem moją dziewczynę. Niestety, zanim podeszła, nie zdążyła zobaczyć tego obiektu, bo był już prawie za kolejnym blokiem. Obiekt był czarny.
Ciężko określić rozmiar, ale być może kilka metrów szerokości. Tak jak pisałem kształt bumeranga albo nawet litery V. Nie wykonałem żadnych zdjęć ani nagrania. Nie miałem przy sobie telefonu, a gdybym zaczął go szukać, to obiekt już by zniknął. Jestem po prostu ciekaw, czy może ktoś też coś takiego widział. Tematyką UFO mocniej interesuję się od jakiegoś czasu. Z racji lotniczych zainteresowań często też patrzę w niebo. UFO między Krakowem a Wieliczką w czerwcu 2019 roku. Witam, jestem Państwa słuchaczem i fascynuje mnie zjawisko niezidentyfikowanych obiektów. Sam chciałem kiedyś coś takiego zobaczyć i chyba mi się udało.
Nie jestem pewien, czy nie był to jakiś meteor, chociaż te miałem okazję obserwować w życiu nie raz, a obiekt, który chcę opisać był zupełnie inny, choć podobny. Może są Państwo w stanie zweryfikować, czy 26 czerwca 2019 roku około godziny dwudziestej drugiej dziesięć nad Krakowem możliwy był do zaobserwowania jakiś duży meteor? Musiałby on być duży, gdyż około sześciu lat temu, nie wiem ile dokładnie nad Polską, chyba w okolicach sierpnia, wieczorami możliwe były do zaobserwowania masy obiektów wchodzących w naszą atmosferę. Dużo się o tym mówiło w telewizji, w internecie i tak dalej. Chyba trafiłem wtedy na dobry moment, bo widziałem co najmniej kilkanaście cienkich smug, które jakby rysowały niebo w linii prostej w różnych kierunkach. Niektóre znikały po pół sekundy. Czasem było widać chyba nawet dwie sekundy, jakby ktoś ciął żyletkami atmosferę.Super, ale to, co widziałem dwudziestego szóstego czerwca dwa tysiące dziewiętnastego roku, nijak ma się do tego, co wyżej opisałem. Jechałem boczną drogą pomiędzy Krakowem a Wieliczką. Dojechałem do skrzyżowania, na którym nie było ruchu i gdy spojrzałem w lewo, moją uwagę przykuł obiekt o wiele większy niż te, które miałem okazję obserwować w przeszłości. Obiekt świecący jakby na biało, ciągnący za sobą smugę takiego samego białego światła, przemieszczał się po niebie.
Ja chyba byłem zorientowany na wschód, a obiekt jakby przemieszczał się na północ. Jeśli miałbym określić wysokość, to wydawało mi się, jakby to była wysokość taka jak nisko latające samoloty pasażerskie. Ale sam obiekt mimo wszystko nie był duży, chociaż wyraźnie zarysowywał się kształt kuli i ciągnącej smugi. Co ciekawe, po chwili miałem wrażenie, że smuga jakby buchnęła ogniem takim jak z rakiety. I chociaż sam w to nie wierzę, to ja odczułem, że ten obiekt, mimo iż szybko się poruszał, wyraźnie zmieniając swoje położenie na niebie, po pojawieniu się ognia znacznie przyspieszył i dopiero wtedy znikł. Trochę tak, jakby dostał turbo i znikł, gdyż się oddalił. Niestety ciężko to ocenić i musiałem powtarzać sobie w głowie to, co widziałem, gdyż cała obserwacja trwała jakieś trzy sekundy, a ja byłem tym wszystkim zaskoczony. Powiedziałem na głos przysłowie wszystkich Polaków, gdy są zaskoczeni i gapiłem się jeszcze chwilę w puste już niebo. Ciekawi mnie, czy mógł to być meteor? Czy mógłby tak sobie buchnąć ogniem i się spalić?
Może wmówiłem to sobie chcąc takie coś zobaczyć? Sam nie wiem. Na pewno nie było to to samo, co widziałem w przeszłości w postaci raczej cienkich i długich smug. Był to również wyraźniej zarysowany kształt i było to widoczne ciut dłużej. Obserwacja UFO nad Policami. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lipcu dwa tysiące dwudziestego trzeciego roku. Mam czterdzieści trzy lata i od urodzenia mieszkam w Policach w zachodniopomorskim. Długo zastanawiałem się nad tym, czy opisać swoją historię z UFO. Niestety nie pamiętam dokładnej daty tego zdarzenia, ale była to albo końcówka lat osiemdziesiątych, albo początek lat dziewięćdziesiątych. Wracałem jako młody chłopiec z rodzicami od ciotki z Jasienicy.
To jest miejscowość oddalona od Polic o siedem kilometrów. Wracaliśmy autobusem. Było późne popołudnie. Pamiętam, że tata dźwigał za sobą worek. Teraz już nie wiem, co w nim było. Czy poszatkowana kapusta, czy cebula, a może ziemniaki. Kiedy wysiedliśmy na przystanku i szliśmy do naszego domu, do którego z tego przystanku mamy jakieś dwieście pięćdziesiąt do trzystu metrów, zaobserwowaliśmy na niebie dziwne światła. Jakby dwie kule. Większą czerwoną i przed nią mniejszą żółtą. Poruszały się powoli i były mocno widoczne z kilkuset metrów.
Chciałem jak najszybciej dojść do naszego bloku, w kierunku którego te obiekty się przemieszczały. Mieszkam w bloku czteropiętrowym na ostatnim piętrze, więc dojście z tatą dźwigającym worek zajęło parę minut. W mieszkaniu wyszliśmy w trójkę na balkon i zobaczyliśmy te świetlne kule lecące nisko nad bunkrem, który jest kilka metrów od mojego bloku i trzech kolejnych wzdłuż naszej ulicy. Te kule nie wyglądały jak spodki czy coś metalicznego, raczej jak pulsująca światłem materia. Sprawiały wrażenie, że powiększają się i maleją wraz z pulsującym światłem, a momentami wyglądało to tak, że ta mniejsza żółta kula przybliżała się i oddalała od tej czerwonej na niewielką odległość i momentami jakby tylko czerwona była widoczna. Obiekt przeleciał za mój blok, a rodzice i ja staliśmy na tym balkonie. Pamiętam, że rozmawiali z kimś z sąsiadów, którzy też to obserwowali. Po jakiejś chwili obiekt ten wracał już w dalszej odległości, ale nad domkami jednorodzinnymi jedną ulicę dalej i wznosił się lecąc naprawdę wolno w stronę lasu. Wtedy odniosłem wrażenie, że ta żółta kula nie przybliża się i nie oddala, tylko krąży wokół tej większej czerwonej. Obiekt nad lasem zniżał się i wyglądało to tak, jakby tam miał lądować, ale nie jestem w stanie tego potwierdzić, bo z mojego balkonu tego nie widać, gdyż drzewa rosną tak, że w stronę Szczecina jest górka i nie wiem, czy po prostu zniknął za drzewami za horyzontem, czy tam wylądował.
Całe zdarzenie trwało kilkanaście minut i było dobrze widoczne. Nie była to noc, więc jestem przekonany, że większa grupa ludzi musiała to widzieć. Tym bardziej, że pamiętam jak rodzice na balkonie rozmawiali z kimś z sąsiadów, którzy też to oglądali. Niestety nie pamiętam z kim. Minęło na pewno ze trzydzieści lat i dużo sąsiadów się zmieniło. Jestem święcie przekonany o tym, że nie była to żadna raksa, flara, helikopter czy samolot. Nie było to nic, co ludzie znali w tych latach i byli w stanie wyprodukować. Nie było żadnego dźwięku, a żadna ziemska maszyna nie leci dziesięć metrów od osiedlowych bloków, tuż nad bunkrem, cztery do pięciu metrów nad ziemią. Nie szukam też rozgłosu. Jestem ojcem dwójki dzieci.
Pracuję jako motorniczy i regularnie przechodzę badania psychologiczne. Wiem, jak ludzie reagują na takie opowieści, dlatego z nikim o tym nie rozmawiam. Jedynie opowiadałem żonie. Chciałbym się tylko dowiedzieć, czy państwo mają jakieś informacje o tym zdarzeniu, bo nie wierzę w to, że nikt inny o tym nigdzie nie pisał. Niestety moi rodzice już nie żyją. Jakoś nigdy nie podejmowałem z nimi później tego tematu, czego teraz żałuję. Mimo iż zdarzenie miało miejsce tak dawno temu, to do dzisiejszego dnia nie daje mi spokoju. Często rozmyślam z nadzieją, że oni wrócą i zobaczę to ponownie. To zdarzenie na zawsze zmieniło moje postrzeganie świata.Obserwacja UFO nad Słupskiem w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2018 roku.
Było nas tam kilka osób. Byliśmy nastolatkami. Dokładnie nie pamiętam, kto obserwował to zjawisko wraz ze mną. Czas zrobił swoje. To po pierwsze. A po drugie ja w jakiś sposób bardziej pielęgnowałem samo zdarzenie. Na wieczornym niebie, patrząc w stronę północną, było widocznych kilkanaście kul wielkości kciuka złączonego z palcem wskazującym. Początkowo wisiały nieruchomo podzielone na eskadry. To interpretacja kobiety laika. Było ich kilka.
Dokładnej liczby nie pamiętam, ale w każdym razie nie mniej niż trzy. Po pewnym czasie pojedyncze obiekty odrywały się od swojej grupy i podlatywały do innej. Takich manewrów było sporo. Mnie najbardziej zadziwiało, że obiekty latające potrafią nieruchomo wisieć na niebie. Nie było też słychać żadnego odgłosu. A trzeba Państwu wiedzieć, że w tamtych latach nad miastem po kilka razy dziennie przelatywały wojskowe samoloty. Z racji obecności lotniska wojskowego w Redzikowie. Obecna nazwa to Redzikowo. Obserwacja trwała długo i po prostu znudziło się nam patrzeć ciągle na to samo. Zastanawiałam się, w jakim miesiącu miało to miejsce.
Niestety jestem w stanie tylko określić, że mógł to być koniec wiosny, początek lata lub koniec lata, początek jesieni. To dlatego, że było ciepło i wcześnie zapadał zmierzch. Zapamiętałam też spacerujących ludzi. Nie widziałam, aby ktoś poza naszą grupką patrzył w niebo. Następnego dnia nie było żadnych informacji na ten temat i nigdy się z takimi nie spotkałam. Na koniec dodam, że miało to miejsce na tak zwanym podwórku wojskowym, gdyż jeden budynek zamieszkiwali lotnicy wraz z rodzinami. My, dzieci doskonale znaliśmy się i w związku z tym poprosiłam kolegę, aby dowiedział się od ojca, co się wydarzyło. Odpowiedź była na zasadzie manewry, ćwiczenia. Zresztą nie interesuj się. To sprawa wojska.
Tyle dowiedzieliśmy się ze źródła. Ponieważ mieliśmy po kilkanaście lat i ważniejsze sprawy. Rozeszło się to po kościach. Jedno, co mi na zawsze utkwiło w pamięci, to to, że jak mam chwilę wątpliwości w przysłowiowe UFO, to wracam pamięcią do tego zdarzenia, do tego, co widziałam na własne oczy, a także do tego, że takie zachowanie obiektów nie było możliwe w tamtych latach. Świetlisty obiekt w okolicach Gniezna. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w maju 2024 roku. Witam, niedawno odkryłem Wasze radio i słucham z dużym zapałem debat ufologicznych. Od lat nastoletnich interesuje mnie bardzo ten temat, gdyż kiedy miałem około trzynastu, czternastu lat, nie pamiętam dokładnie, czy był to rok 2003 czy 2004 zaobserwowałem bardzo dziwny, świetlny obiekt, ale opiszę całą sytuację od początku. Wraz z grupą kolegów z klasy po południu wybraliśmy się na boisko na obrzeżach Gniezna, żeby rozegrać mecz w piłkę. Po meczu miałem jechać rowerem do Woli Skorzęckiej, gdzie mieszka mój ojciec, ponieważ rodzice się rozwiedli.
Koledzy zdecydowali, że odprowadzą mnie kawałek, więc razem podjechaliśmy rowerami do miejscowości Osiniec, która leży na przedmieściach Gniezna. Stanęliśmy w miejscu, gdzie kończą się domy, żeby jeszcze chwilę porozmawiać. Słońce pomału zachodziło i powoli następował zmierzch. W pewnym momencie jeden z nas powiedział, żebyśmy zobaczyli to dziwne światło na niebie. Wszyscy byliśmy zdziwieni, ponieważ ten obiekt nie poruszał się jak cokolwiek, co widzieliśmy wcześniej. Poruszał się skokowymi ruchami oraz zatrzymywał się w miejscu, wyraźnie drgając. Obserwowaliśmy ten obiekt przez kilka minut, po czym obiekt zniknął, a my się pożegnaliśmy, ponieważ robiło się już ciemno. Do domu ojca rowerem droga zajmowała mi przeważnie około dwudziestu minut. Jadąc cały czas rozglądałem się po niebie, bo bardzo mnie zaintrygowała obserwacja tego obiektu. W pewnym momencie, mniej więcej w połowie drogi, to światło znów się pojawiło.
Przemieszczało się po nieboskłonie, znikało, pojawiało się w innych miejscach, lecz w pewnym momencie zatrzymało się w miejscu. W tym momencie pomyślałem sobie coś w stylu no dalej. Chcąc zachęcić ten obiekt do dalszego poruszania się. Sam nie wiem, dlaczego tak pomyślałem. W tym momencie obiekt ten, jakby czytając mi w myślach, zaczął znów się poruszać, a mnie przeszył strach, którego chyba jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Wystraszony zacząłem jechać ile sił w nogach. Do domu miałem już tylko kilka minut. Dojeżdżając do skrzyżowania, od którego dzieliło mnie od domu jakieś pięćset metrów. Dostrzegłem ten obiekt bardzo blisko nade mną, około kilometr ode mnie, wiszący nisko nad polem. Nie byłem w stanie niestety dostrzec kształtu tego obiektu ani żadnych szczegółów, ponieważ światło było bardzo mocne.
Do tego stopnia, że obiekt ten oświetlał pole pod sobą. Kiedy to zobaczyłem, strach jeszcze się zintensyfikował, a ja nie patrząc już w tamtą stronę zacząłem jechać jeszcze szybciej i dotarłem do domu w moment. W domu oczywiście nikomu nic nie powiedziałem, bo i tak by w to nie uwierzyli. Poszedłem się wykąpać, a w łazience spojrzałem w lustro. Byłem cały blady, a źrenice miałem rozszerzone do maksimum, jakbym zobaczył zjawę. Po kąpieli poszedłem do swojego pokoju. Pokój ten znajduje się na poddaszu, a materac, na którym spałem był położony pod oknem dachowym. Ponieważ zasypiając lubiłem patrzeć na nocne niebo. Tym razem jednak położyłem się i nadal przerażony po całym zajściu założyłem sobie, że nie będę tam patrzył. Leżałem tak z zamkniętymi oczami około pół godziny, ciągle rozmyślając, czym był ten dziwny obiekt.Po upływie tego czasu tłumacząc sobie, że pewnie był to jakiś pojazd wojskowy lub helikopter, choć obiekt ten mimo niewielkiej odległości ode mnie nie wydawał żadnego dźwięku, stwierdziłem, że nie ma się czego obawiać i jednak otworzę oczy i spojrzę w niebo.
Otworzyłem oczy, a w miejscu, gdzie skierowałem swój wzrok na niebie, w bardzo dużej odległości wisiał ten obiekt, stojąc w miejscu i jakby drżąc. Dosłownie mnie zamurowało. Bałem się wykonać jakikolwiek ruch. Patrzyłem na to jakieś dziesięć sekund, po czym obiekt ten odleciał bardzo szybko, zostawiając za sobą ślad przypominający spadający meteoryt i zniknął. Były to lata, gdzie w Wylatowie pojawiały się na polach piktogramy, lecz dopiero po wielu latach połączyłem te fakty. Najdziwniejszy w całej tej sytuacji był fakt, że obiekt ten zareagował na to, co pomyślałem, a potem, kiedy leżąc otworzyłem oczy, był on dokładnie tam, gdzie spojrzałem. Zdecydowałem, że podzielę się z Wami tą historią, bo uważam, że jest bardzo ciekawa. I tutaj pojawia się moje pytanie: czy oprócz Wylatowa z tego okresu są również relacje innych osób z tego regionu dotyczące obserwacji tego typu obiektów? Zamykamy naszą skrzynkę e-mailową i przypominamy sobie kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Przechodząc do prezentacji nagrań rozmów głosowych, zaczniemy od rozmowy, do której po części odnosi się okładka dzisiejszego odcinka widoczna na YouTube. Taki płonący, klasyczny latający spodek. Nasza słuchaczka z Białegostoku wielokrotnie w życiu miała okazję obserwować przemieszczające się po niebie dziwne obiekty. Drogą telefoniczną, mniej lub bardziej szczegółowo opisała zdarzenia, które uważa za najciekawsze. Posłuchajmy.
[33:37] - Mieszkam w Białymstoku i zauważyłam niejednokrotnie i w ogóle, jeśli chodzi o UFO i NOLe. Znaczy NOLe to u nas akurat nie za koniecznie, bo mórz, rzek i stawów to tutaj, no jest jedna Białka rzeka płynie, ale to pomińmy. Widziałam bardzo dużo rzeczy. Chciałam to zgłosić na i na policję i na, do wojska. No ale okazało się, że nawet mój kolega co widział moje zdjęcia i tak dalej powiedział: "Widziałaś to? Widz sobie". Żeby tego po prostu nie rozgłaszać. Więc może zacznę tak. Miałam dziesięć latek. Widziałam, jak tutaj, u nas na osiedlu na Sienkiewicza, Kobylaka.
To będzie trzydzieści osiem lat temu. No i ja z wiankiem wyszłam ze swoim pieskiem. No to stało po prostu, no nad drzewem, dużo wysoko i tak świeciło sobie różnymi kolorami. I później buch! Poleciało. Kolejne rzeczy, jakie... Takie może konkretniejsze, bo takie zwykłe to bardzo często było, ale takie konkretne. No to tak opowiem. Mieszkam na Kapralskiej. Wyprowadziłam się od rodziców po ślubie i w ogóle.
No i stoimy na przystanku. Tam było dwie osoby, jeszcze chłopaków i dziewczyna jedna. Tam szkoła blisko. I mówi: "Kurwa, zobacz co leci." A ja przedtem zobaczyłam coś takiego. Takie buch! Ściana ognia, można powiedzieć. Gdzieś coś poleciało. Ja siedziałam na podwórku. Później było, śmigłowiec latał. No wiem.
I później właśnie poszłam na ten przystanek. Stoję i ci ludzie. No to chłopa, chłopaki, no kobieta, dziewczyna. Mówi: "Kurwa, zobacz co to leci." A ja patrzę, on tak, tak z ciężką siłą tak leciał. Te UFO. To UFO mówię. Mówi: "Tak." Ale to zawsze jest takie zamurowanie. A wtedy ja nie miałam przy sobie telefonu, żeby to-
[35:57] - Ja tutaj chciałem zapytać, jak to UFO wyglądało? Czy pani zapamiętała może kształt?
[36:02] - Normalnie takie UFO. No normalnie, tak jak zwykle.
[36:05] - Taki, taki latający dysk, coś tego typu?
[36:07] - Tak, tak, tak, tak. I z tyłu był ogień od niego. I on tak ciężko, tak jakby podrygiwał i leciał.I poleciał w stronę, no jak to powiedzieć, no na zachód. I on jest właśnie, bo dla mnie to było normalne, bo mówię jak ja z mamą nieraz wychodziliśmy na balkon, zresztą niejednokrotnie czy zapalić coś. Teraz moja mama nie żyje niestety. No to już było dla nas normalne. Zobacz. Ja mówię tak mamo, wiem. Tak, zgadza się. No te takie rurkowate ja nazywam cigara.
No to też tak samo tutaj latały niejednokrotnie, ale najwięcej to właśnie tych dysków. Co jeszcze mogę powiedzieć? No to właśnie to, co ja zgłosiłam, bo miałam znajomego wojskowego. Mówię weź, nie powiem imienia, weź, bo mówię na zdjęciach mam narysowałam. Co? Co się dzieje? Dlaczego nie reagują w ogóle na to, że to lata po prostu. No i nie wiadomo, co to będzie. No. No to on jak zaniósł, no to przyszedł z powrotem po tam dwóch dniach czy tam trzech.
Mówi: widziałaś to bić sobie, ale o tym nie opowiadaj. No i to tyle było z tematu.
[37:33] - Znaczy on się bał, jeżeli dobrze rozumiem tego, co może się, czym może poskutkować zgłoszenie tego zdarzenia, tak?
[37:41] - Tak, tak. Tak mi się wydaje. Niech będzie, ale nic nie zgłaszaj. Kolejna sprawa opowiem właśnie te konkretne chcę. Nie takie tam zwykłe, że tam coś tam latało. Wracałam do szpitala od mojej mamy. To było koło centralu. Stałam na przystanku, czekałam na autobus i tak spojrzałam. Wiadomo, papierosa zapaliłam, byłam trochę zdenerwowana i tak patrzę, a tam miliony kulek złotych, takich srebrnych, bo pod światło to one błyszczą i lecą właśnie z zachodu na tą stronę. Ale patrzę coś, kurczę, jest nie tak, bo patrzę jest szybowiec, szybowiec krąży.
No wiadomo, szybowiec lata, no nie?
[38:31] - Ale to chyba jeżeli to był jakiś wojskowy, to chyba raczej odrzutowiec. Jeżeli dobrze-
[38:35] - Nie, nie, nie to szybowiec normalnie zwykły szybowiec, bo u nas jest lotnisko, także tam jego zostawiają sobie tak lata. To już niejednokrotnie było i no miliony tych błyskotek było. No także to nie mogło być jakieś coś tam nie, że on sobie wypuszczał i takie zdjęcia robił, bo one leciały z innych stron i jego otaczały po prostu. A chciałam komuś powiedzieć patrzę, nikogo na przystanku nie ma, żeby powiedzieć, że zobaczcie, co to jest.
[39:07] - One tak w takim jakby roju leciały. Tak? Jeżeli dobrze rozumiem.
[39:11] - Tak, tak, tak. Kulki po prostu srebrne. To było ile? Cztery lata temu.
[39:17] - Czyli rok dwa tysiące dwudziesty w takim razie to był.
[39:20] - W dwa tysiące drugim to tutaj też leciały w Nowy Rok, ale powiedzieli, że to wysłane zostały baloniki ze światełkami. No moja koleżanka znaczy koleżanka no z pracy starsza pani to uciekła do domu, bo te baloniki jakoś tak nie wyglądały na baloniki, bo leciały normalnie w jednym kierunku. Balonik to raczej by się spalił i spadł, a nie w jednym kierunku tysiące leciało przez Sienkiewicza Fabryczna.
[39:55] - No i baloniki chyba też w takim bardziej chaotyczny sposób by się poruszały, tak? Bo one, jeżeli rozumiem dobrze, to wszystkie leciały w jedną stronę. Tak?
[40:04] - Tak, tak. I z mamą obserwujemy. Mamo! Boże kochany, co tu się dzieje? No ja sama się przestraszyłam, bo to. Bo tyle sztuk. Ja mam zdjęcia. Akurat to, to zrobiłam zdjęcia, powiedzmy baloników, bo powiedzieli, że nie bać się, bo tylko baloniki były wysłane. No baloniki. Dobra.
Niech będzie baloniki.
[40:28] - Powiedzmy, że baloniki. Można tam jakby wiatr popchnąć w jednym kierunku, ale to też jakieś pochylenie to było widoczne jakieś kołysanie tych baloników, tak?
[40:38] - Nie, nie one równomiernie wszystkie leciało w jeden kierunek, bo podobno wysłane były u nas taki no plac taki tam imprezy są na Lipowej, ale to niemożliwości, że wszystkie leciały akurat w tę samą stronę i aż tak daleko.
[40:59] - No to były też chyba czasy, gdzie były popularne, już zdobywały pewną popularność u nas tak zwane chińskie lampiony. No ale też lampion też by się spalił przecież po jakimś czasie.
[41:08] - No chyba raczej tak, bo to jest cztery przystanki od nas. No to także aż tutaj przyleciały i tak równomiernie leciały, to takie troszeczkę jest dziwne. No ale to powiedzieli, że to baloniki leciały. No dobrze, niech będzie baloniki. A jeszcze opowiem o przypomniało mi się to było przed koronawirusem, gdzieś może z pół roku. Ja idę z pracy, a mama na balkonie, bo zawsze na mnie czeka. Patrz, zobacz. I ja od razu głowę. To leciało coś takiego jakby te maski przeciwgazowe czy tam coś. Tylko to było ogromne i ta rura i rozsiewało tako i się machało i rozsiewało coś.
Też mam na zdjęciu. Także to było bardzo daleko. Słabe to zdjęcie jest, ale mam. I coś się machało, latało.
[42:02] - A ma pani możliwość może wysłać te zdjęcia na mail Radia Para Normalna?
[42:07] - Będę musiała poszukać u siebie tych co wywołanych mam ewentualnie w telefonie, który jest u mnie zepsuty, ale tam najwięcej mam właśnie.Tego rodzaju zdjęć.
[42:19] - No to jakby się udało ten telefon przywrócić do życia, to może warto byłoby wyciągnąć te zdjęcia i jakoś je tam zarchiwizować, jakoś utrwalić.
[42:29] - No ja przedtem... Ja tam dla ludzi to się nie boję, bo ja jestem takim człowiekiem, że ja normalnie mówię, co widzę i co, także to tam nie ma problemu. Ale no chciałam zgłosić to. To było, mówię, może miała dwadzieścia pięć lat, może dwadzieścia lat, dwadzieścia trzy, cztery. Jak te pierwsze takie już konkretne były. No to bierz to sobie. Lepiej o tym nie mów. O, tak było.
[42:59] - No obawiał się. Obawiał się tego, bo to nie wiadomo, jak może dowództwo zareagować, prawda, jednostki na tego typu rzeczy.
[43:07] - Podejrzewam, że oni w ogóle nie reagują, bo jak, no zgłosiłam, no ten incydent, co widziałam tę smugę ognia, gdzieś tam się rozbił, podejrzewam, albo upadł spodek i później z powrotem się podniósł i ledwie, ledwie leciał gdzieś. Nie wiem, gdzie on poleciał, bo w stronę Augustowa gdzieś tak mniej więcej. No to po dwóch godzinach dopiero z Ustowa poleciał. To już po dwóch godzinach to pocałujcie dupę za przeproszeniem, żeby cośkolwiek znaleźć, a nawet jeśli znajdą, to i tak prawdy nie powiedzą.
[43:42] - Jeżeli dobrze rozumiem, to było, to było w czasach, kiedy byliśmy już w NATO, czy jeszcze przed dołączeniem do NATO, przed dziewięćdziesiątym siódmym rokiem?
[43:50] - Sześć lat temu.
[43:51] - Czyli reakcja, że tak to ujmę, jest zrozumiała tego, tego wojskowego. Bo jakby nie patrzeć jesteśmy na wschodniej flance NATO, także obserwacje w takim terenie-
[44:03] - No widzi pan, bo ja na tym troszeczkę się znam. Jeśli UFO leci nisko, to nawet nie będzie na radarach. To jest proste i logiczne. No i sobie latają, jak sobie mogą. I jak ktoś coś mówi, no to albo jest to niezręczne dla wojskowych, że jak to oni nie zaobserwowali, albo wręcz przeciwnie niech sobie leci. Nic się nie stało i trudno. Niech sobie lata.
[44:32] - Tak bezpieczniej. Góra nie truje dupy wtedy, prawda?
[44:36] - Co jeszcze mogę powiedzieć? A ja szczerze mówię, bo taka prawda. Jeśli ja dzwoniłam, chciałam to, że coś się dzieje, bo wtedy to naprawdę było tego mnóstwo. Dzisiaj to naprawdę ja zawsze lubię siedzieć na balkonie, obserwuję to. Jak chcę powiedzieć, że coś się dzieje, no to tak, jak będzie snadć psa wodę wylał. Chociaż psa szkoda, żeby wodę wylewać. No. Teraz akurat to się bardzo mało dzieje czegokolwiek, ale przedtem gdzieś tak dwa tysiące osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia do rok, dwa lata temu, trzy już tak nie.
[45:23] - Czyli tak jakby w pewnym momencie się te wszystkie zdarzenia urwały, krótko mówiąc, tak?
[45:28] - Tak. Już jakby sobie dali spokój, może już wszystko poobserwowali, co mają robić. Dla mnie to nie jest ani nic, bo mówię, widziałam niejednokrotnie. Tym bardziej że jestem takim, jak mój kolega nazwał mnie przyrodniczka, że lubię obserwować niebo i w ogóle.
[45:50] - No w ogóle pani, pani zdaje się być taką osobą, której to zjawisko, te obserwacje UFO towarzyszą od dłuższego czasu, przez dużą część życia, tak?
[45:58] - Tak, towarzyszyło. Tylko mówię, nie widziałam nigdy w życiu, chociaż po Puszczy Solskiej chodziłam na grzyby i w ogóle tam nie zaobserwowałam nic, jeśli chodzi o ludziki. O UFO. UFO ludków, o! Tak powiem.
[46:15] - To są już takie rzadsze zdarzenia, tak? Prawda?
[46:19] - Tak. No to normalne. Jak będzie normalne.
[46:24] - Sobie widziałaś, to sobie widź, ale nikomu o tym nie mów. Bardzo wymowna reakcja wojskowego. Kolejny z moich rozmówców prosił o zmianę barwy głosu, zatem przypominam o słuchawkach. Jest to jeden z tych niezwykle cennych dla ufologii świadków, którzy z racji wykonywanego zawodu przechodzą regularnie badania psychotechniczne, co bardzo dodatnie wpływa na ich wiarygodność. Kierowca ciężarówki podzieli się z nami za moment dwoma ciekawymi zdarzeniami jedno z okolic Radomia i drugie z trasy w Niemczech.
[47:00] - Powiem panu, że tak jak już panu powiedziałem, jaki mam zawód. Pracowałem dla jednej sieci marketów i rozwoziłem towar po sklepach. Za Radom jeździłem. Moja była strefa, gdy mój czas pracy był nocny i jeździłem za Radom, jadąc, wykonywając cały czas jeden, jeden, jedną trasę, bo dostawaliśmy co tydzień trasę i ta trasa zazwyczaj się nie zmieniała, jedynie tam może dochodził jeden punkt. Jadąc do sklepu, jadąc w ogóle jadąc ciężarówką zobaczyłem po prawej stronie światło unoszące się na polu. Pierwsze takie moje skojarzenie było, mówię sam do siebie: co oni tam helikopterem latają? I potem mówię kurde i tak sam do siebie mówię no aleHelikopterem w nocy po polu i to światło zawisło na niebie. I bardzo zwolniłem. Obserwowałem to światło. Mówię: może to jest gwiazda i po prostu sobie wmawiam.
I cały czas obserwowałem to światło. Ono stanęło w punkcie i ja odnosiłem wrażenie, że to coś, to ten, to światło wie, że ja je obserwuję. I złapałem sobie tak, starając się złapać punkt orientacyjny od domu do tego światła. I ja jechałem powoli i tak po piętnastu minutach mówię: no nie, no to mówię kurde, jakieś światło, latarnia tam świeci. I moja droga odbijała w lewo, a to światło powinno zostać po prawej stronie. Ja nie powinienem tego widzieć. Odwróć się tak, jakbyś się odwrócił plecami i jechał w drugą stronę. Ku mojemu zdziwieniu to światło było cały czas po mojej prawej stronie i ja mówię: tak sobie sam do siebie zaczynałem, mówię: to pewnie to UFO jest. I powiem panu, co było najdziwniejsze.
[48:41] - No tak, jakby pana to światło śledziło w jakiś sposób.
[48:45] - Tak, tak. I co powiem panu najdziwniejsze? Jak ja patrzyłem na to światło, to światło się oddalało tak, jakby znikało. Ja mówię: gwiazda. To mówię: to była gwiazda. I sobie, sobie zacząłem tłumaczyć racjonalnie to. I nagle to światło z powrotem się pojawiło w takiej odległości, co widziałem wcześniej. I ja mówię: kurde, mówię: UFO. I znowu to światło zniknęło. I powiem panu, to światło towarzyszyło mi prawie z pół godziny.
Cały czas miałem je po prawej stronie. Ja z początku myślałem, że to jest gwiazda, no ale gwiazda nie, nie oddala się i nie przybliża. To było takie no nie umiem dzisiaj, do dnia dzisiejszego sobie wytłumaczyć tego na prosty sposób, bo już tak po chłopsku ja to mówię, no złapałem odległość do jakiegoś stałego punktu. No ale tu cały czas ten. Ja skręciłem w lewo. Nie powinienem tego widzieć, a cały czas widziałem to, to światło i też nie miałem zagubienia czasu jakiegoś tam, bo do sklepu dojechałem o czasie.
[49:40] - Czyli tak jakby pana to światło śledziło i reagowało na pana zachowanie. Na pana działania, prawda?
[49:46] - Tak, tak. I jeszcze powiem panu, co najdziwniejsze. Wtedy ciężarówką przejechałem przez tory, gdzie był znak stop i stała policja. I oni w ogóle nie zareagowali na to, że ja przejechałem przez przejazd kolejowy, gdzie był stop. To było dla mnie najdziwniejsze, że policjant się na mnie patrzył, że ja jadę.
[50:05] - Czyli pana zauważyli, tak?
[50:06] - Tak. Policja mnie widziała, jak ja jadę. No, ja byłem tak zainteresowany tym obiektem, że patrzyłem się na ten obiekt. No i widziałem tych policjantów, bo jak jechałem, to ja ich miałem po prawej stronie. Tam była taka wysepka przed torami i podejrzewam, że tylko nie jedna osoba się tam zatrzymywała, nie tylko ja. I policjanci nie reagowali.
[50:23] - No można, można to próbować tak wytłumaczyć, że nie reagowali, bo zatrzymanie pana oznaczałoby dla nich dużo, prawda, roboty papierkowej. A policja raczej nie jest chętna bawienie się dokumentami, tak?
[50:38] - No to też prawda. Też prawda.
[50:40] - A oni w ogóle jakby sprawiali wrażenie, że widzieli też ten obiekt, czy, czy tylko zainteresowali się panem?
[50:48] - Znaczy oni stali tu tak jak mówię, jak ja jechałem, to oni stali po prawej stronie i oni byli bardziej zainteresowani zatrzymywaniem samochodów. Bo tak jak mówię, no jak nie chce się policjantom pracować, to siedzą sobie w aucie, tak? A to był jeden policjant, siedział w aucie, a drugi stał przy drodze.
[51:04] - I kompletnie nic. Zero reakcji.
[51:06] - I kom- i kompletnie nic. Gdzie ja się wyłożyłem? Także no oni by zebrali sobie tam ładnie tysiąc złoty mandatu bym zapłacił jak nic i zero zainteresowania, że ja przyjechałem. Nie zatrzymałem się. Oni nie zainteresowali się mną. Ja byłem zainteresowany tym światłem, które za mną leciało i potem przy rozład-- jak pojechałem się rozładowywać na sklep, to już tego światła nie było.
[51:28] - No można, można dociekać, domniemywać, że jednak to światło też ich w jakiś sposób zainteresowało, skoro postanowili nie interweniować, tylko, tylko może, może bardziej skupili się na nim, tak?
[51:41] - No też tak może być. Co powiem panu najdziwniejsze? Że ja potem jak mówiłem, że to gwiazda, to, to światło się oddalało. Jak mówiłem, że UFO to się przybliżało. To było, to było niesamowite. Kurde, jak by to panu wytłumaczyć? Jakby wziął ten, żarówkę ją oddalał i przybliżał. No kurde, no ewidentnie to światło reagowało na, na moje, moje zachowanie. No na moje pytania w głowie, na moje myśli. Nie mogę tego zrozumieć.
Ja już sobie tak tyle czasu tłumaczyłem. Ja mówię: może to jest gwiazda, może, może nie wiem, może kurde dronem ktoś latał. No to drony teraz jak latają, no to widać, ale to jeszcze nie był czas tych dronów.
[52:19] - No i nie po takiej odległości. Drony jednak mają ograniczony zasięg. Przynajmniej te komercyjne.
[52:26] - No tak, tak, ale człowiek jest tak skonstruowany, że po pewnym czasie mózg sobie wypiera pewne zjawiska, które widział. I wie pan, ja sobie, no sobie tłumaczyłem na, na różne, na różne sposoby to. I ja mówię: no co to może być? No co to było? No ja mówię: ja nie miałem zagubienia czasu, nie miałem jakichś tam odgłosów. No nie zginął mi czas, no tylko to światło. No nie pasuje mi, że ja zmieniałem kierunek jazdy, a to światło było po tej samej stronie i reagowało na moje myśli.
[52:56] - No ciężko panu to jakby tutaj sklasyfikować jako coś znanego, bo to musiało być, mi się wydaje coś takiego, co wykraczało poza zakres tego, co pan ma zapisane w pamięci, tak? Nie było, nie było takiego czegoś, co świadomość mogłaby przywołać z pamięci i zrobić jakieś skojarzenie, czyli coś, coś takiego kompletnie nieznanego.
[53:18] - Tak. Wie pan, ludzie, no słucham, jestem, słucham państwa radia, no ludzie różne tam sytuacje opisują, no czytałem różne książki, ale no takie światło no, no nie wiem, no ludzie to inaczej opisują. To światło było jak gwiazda, ale z początku no jak ja jechałem, to nie skojarzyłbym tego jako latający helikopter. Ja już sobie tak wytłumaczyłem. Mówię: no przecież ewidentnie widziałeś, jak to leciało nad polem, leciało w prawo, potem w lewo i stanęło w miejscu.
[53:46] - No tylko po co helikopter ścigałby ciężarówkę towarową?
[53:50] - No to jest prawda.Ostatnią historię, jaką mam, ona się wydarzyła miesiąc temu. Pracowałem w Niemczech jako kierowca i to był biały dzień. Dojechałem do skrzyżowania, spojrzałem się w lewo, no bo chciałem, włączałem się do ruchu. Spojrzałem się w lewo, spojrzałem się w prawo, spojrzałem się w lewo i zamarłem. Jeszcze rozmawiałem z kolegą na telefonie. Mówię do niego: „Ty, widzę UFO”. On mówi: „Jak widzisz UFO?” I w ostatniej dotrze-- coś stanął za mną, żebym ruszył. Spojrzałem się znowu w lewo, w prawo i już tego nie było. Zobaczyłem jakby kulę, to się panu wytłumaczę. Srebrną kulę na niebie, od której się jeszcze słońce odbijało.
I to było dosłownie trwało ułamek sekundy. No spojrzenie w prawo, w lewo i tego już nie było.
[54:30] - To było coś dużego?
[54:32] - Ja to widziałem jak srebrną kulę, od której się jeszcze odbijało słońce. No, tak to widziałem. Na jakiej odległości to było? Nie wiem. To, to było to dosłownie sekunda. Bo ja się spojrzałem, zatrzymałem się. Ktoś stanął za mną i jeszcze mówię do kolegi: „Mówię, ty, widziałem UFO”. Porozmawiałem z kolegą przez telefon.
[54:48] - Czy jest pan na sto procent pewny, że to nie było na przykład odbicie światła od szyby?
[54:53] - Szyba była uchylona. To było jeszcze, jeszcze było ciepło. Szyba była uchylona. Ja sobie tłum-- ja sobie tłumaczyłem, że to, że to mogło być odbicie.
[54:59] - No tylko od czego by się odbiło, skoro szyba była, prawda, uchylona? To nie było się od czego odbić.
[55:05] - No, no właśnie nie było czego odbić, bo jeszcze ja się potem zatrzymałem i patrzyłem w kabinie, że może nieraz jak słońce świeci, to od razu w kabinie może nie wiem. No już sobie na różne sposoby to tłumaczyłem. No nie było od czego.
[55:18] - To była taka chyba krótka obserwacja, ale może udało się panu za-zauważyć, jakby jak ten obiekt się przez ten ułamek sekundy zachowywał? Czy stał w miejscu, czy może, nie wiem, leciał gdzieś w jakimś kierunku?
[55:32] - Wie pan co? On był zawieszony w miejscu. On był za-zawieszony w miejscu. Jakby to było mieszkanie, to bym powiedział, że ktoś sobie zrobił ze mnie jaja. Powiesił kulkę na, na wędce i jak ja zobaczyłem i się odwróciłem, to ją, ją schował. To było, no ja mówię panu. Spojrzałem się w lewo, zobaczyłem to i mówię do kolegi: „Ty, chyba widzę UFO”. W prawo, w lewo i już tego nie było. Ja mówię do kolegi: „Ty, no nie ma już tego”. No to kolega się ze mnie śmiał.
Mówi: „Ty, tam jedź, a nie szukaj, mówi, kosmitów”.
[55:56] - No to tak jak ja miałem taką sytuację niedawno w lato też tutaj. Przechodziłem sobie w domu po schodach. Patrzę przez okno jakiś dziwny taki obiekt, taki nie wiem, wrzecionowaty. Coś takiego zawisło na niebie i nie przyszło mi do głowy, żeby temu zdjęcie zrobić. Jakoś to bardziej, nie wiem, spisać czy coś. Poszedłem sobie do toalety czy tam do kuchni. Wracam, patrzę z powrotem. No i nie ma. A to dosyć duże było. Nie mogło tak się jakby konwencjonalnie zmyć, że to tak ujmę.
Czyli to, co pan widział, to też musiało dosyć szybko zniknąć.
[56:32] - No bardzo szybko zniknęło. Powiem panu, że bardzo szybko zniknęło. Ja sobie, tak jak mówię, różne sytuacje takie, co przeżyłem, analizuję. Myślę, mówię, że może to, może tamto. No bo to różne rzeczy. Nawet na Facebooku, na grupę wrzucałem kiedyś zdjęcia. Zrobiłem zdjęcie czegoś, co świeciło i było srebrne, a nic w nim się nie zostawiało ani nic. Na paranormalium wrzuciłem na Facebooku i bym prosił bardzo, żeby pan tego, tego nie puszczał o tym Facebooku, bo będą, bo będą mnie ludzie mogli rozpoznać. A wie pan, kierowca ciężarówki opowiadał o takich rzeczach. No to trochę tak dziwnie.
A powiem tak jak mówię, jestem kierowcą ciężarówki. Musiałem przejść psychotesty, musiałem przejść psychologa, musiałem przejść lekarzy, żeby jeździć. No to ja już to mam na umyśle.
[57:18] - No to jest jednak zawód wymagający dużego zaufania. Teraz wybierzemy się do lasu, bo w końcu las przyjacielem człowieka. Las bywa też domem trudnych do wytłumaczenia zjawisk. Jedno z takich zdarzeń miał sposobność widzieć nasz słuchacz, który w jednym z poprzednich odcinków opisywał bliskie spotkanie z tak zwaną nieumarłą z Bożkowa. I choć obserwacja dziwnego światła podczas biwaku w lesie nie była już tak bardzo spektakularna, to jednak zapadła ona mojemu rozmówcy w pamięć na bardzo, bardzo długo. Posłuchajmy jego relacji.
[57:58] - Yy, jeszcze mam drugą taką sytuację, która się wydarzyła w Niemczech z kolei. Z czerwonym światłem. I ja audycję słucham właśnie czerwonej, czerwone światło, czerwony punkt, który się przesuwa w lesie. Takie rzeczy też właśnie zaobserwowaliśmy z kuzynem taką, taką jedną sytuację w Niemczech. Myśmy chodzili pod namiot właśnie na taką polanę, bo myśmy tam mieszkali w górach, w lesie. Znaczy się chodziliśmy pod namiot i w nocy kiedyś między dwudziesta trzecia a pierwsza w nocy wyszliśmy se tam na tą polanę. Tam rodzice zawsze przyjeżdżali na, na odwiedziny, a nam się nudziło. Wychodziliśmy sobie na dwór. No i poszliśmy na tą polanę. Widzieliśmy czerwone światło, takie czerwone punkt jakby, jak to powiedzieć, ten punkt to był...
Teraz określić to, to był taki punkt, jakby rowerzysta jeździł se na przykład z czerwoną lampką. Tylko że ta lampka ona się przemieszczała między drzewami. Znikała po prostu. Ona, jak to powiedzieć, na dwa, trzy metry wysokości. I ona między drzewami się przemieszczała po prostu i w pewnym momencie znikła. Tak. W Niemczech kiedyś było takie coś pod Berlinem i dużo ludzi właśnie też zaobserwowało takie rzeczy, że czerwone lampy jakieś tam w lesie, coś tam. I też się tym zainteresowałem. No i, no i coś takiego podobnego właśnie widzieliśmy z kuzynem, nie? Że, że coś między drzewami się przemieszczało.
Czerwona lampa i to nie, że tam jakieś, to było różne, to, to widać było, że to nie idzie, tylko po prostu się przemieszcza tak, jakby to leciało, tak?
[59:35] - Nie idzie, ale też nie jeździ, tak?
[59:37] - Że to nie było światło jakiegoś pojazdu?
[59:40] - Nie, nie, nie. Nie było, nie, nie było nic słyszeć. Był- w ogóle całkowita cisza. Ani ptaków, ani nic. No całkowita cisza. Myśmy to widzieli gdzieś tak około pięćdziesięciu metrów i to, i to się przemieszczało, bo my te tereny znamy. Myśmy tam chodzili pod namioty i jak myśmy to zobaczyli, no tam nie ma ścieżki żadnej, tam po prostu są drzewa, tam się las zaczyna i to się po prostu przewijało między drzewami. To tak jakby leciało, tak? Ale to. Ale ja mówię, to był dwutysięc drugi, dwutysięc coś rok.
To nie był dron albo coś takiego. To po prostu miał stałą linię lotu. Tak? Ta, które to normalnie leciało, tak jakby między drzewami, bez żadnych, że tam do góry, na dół albo żeby się coś tam jakoś na boki. Nie, nie. I była całkowita cisza. Całkowita cisza. Ta czerwona kropka się przesuwała. To było normalnie światło, tak? To takie światło jakby rowerzysta.
No bym teraz porównał do rowerzysty, tak? Jak ma te czerwone lampki z tyłu. Ale to tam, tam nie ma ścieżki albo coś. Tam nie ma, nie ma takiej możliwości, żeby tam rowerzysta o drugiej, trzeciej tam czy tam o pierwszej w nocy jechał, tak? Tam nie ma ścieżki nic. To po prostu między drzewami się przesuwało i znikło gdzieś tam później w lesie, tak?
[01:00:59] - No o tej, o takiej porze, prawda, jeżdżenie bez lampki przedniej, która też byłaby widoczna dla rowerzysty, mogłoby się skończyć różnie, prawda?
[01:01:09] - Oczywiście. I tam nie było ścieżki. Tam było tylko czerwony punkt. Czerwona lampka. Znaczy lampka. Coś czerwonego świeciło się i to przemieszczało się tak, jakby jak po linie. Równo. To nie było tak, że uskoki albo po jakichś wertepach, albo coś. Nie. I z przodu też nie było oświetlenia, nic.
Tylko po prostu ta czerwona lampka. Czerwone światło pomiędzy drzewami się przesuwało tak jakby. No nie wiem, no jakby ktoś narysował linijką normalnie linię i to między drzewami to leciało i znikło w lesie, głęboko w lesie. Tak po prostu poleciało i zniknęło, tak? I to tak jakby. No nie wiem, ciężko mi, trudno mi określić czerwone światło, to jak mówię, to też w Niemczech jest często spotykane właśnie w Niemczech, w lesie, że, że ludzie obserwują właśnie czerwone światło, które znika w lesie. Ja też tako coś zauważyłem. No nie wiem, no może mi pan pomoże albo ktoś albo w takich zjawiskach.
[01:02:11] - Ja tu jeszcze takie pytanie mam, bo tutaj pan wspominał o tej ciszy. Czy to była taka cisza, że wszystko dookoła zamarło, wszystkie dźwięki przyrody zamarły?
[01:02:23] - Tak, tak, tak. Pamiętam to jak dziś. Chodziliśmy w tą polanę właśnie, bo tam pod namiot zawsze chodziliśmy. Tak. Była cisza taka normalnie, jakby nic, dosłownie nic by nie było, tylko pisk w uszach. No jak nic nie ma, to człowiek zawsze ma pisk w uszach. Taki lekki, taki. Nic nie było. No nie było zero dźwięku, tylko to światło, które się przemieszcza przez las między drzewami i nas normalnie zatkało. Ja mówię: kurwa, widzisz to?
Tak, widzę to. Ja mówię: no i co to? Może, nie wiem. Auto? Ja mówię: jak auto? Może z przodu by się świeciło? No faktycznie. A zresztą by słychać było tak jakby auto jechało, ale tam nawet ścieżki nie ma, nie? A no faktycznie. No i słuchałem pańską, pańską audycję i właśnie o tych, o tych czerwonych światłach też słyszałem kilka razy i to nie, nie u pana też, tylko w niemieckiej telewizji pod Berlinem też ktoś widział coś, czerwone światła, coś podobnego właśnie.
I no widzieliśmy takie coś, tak.
[01:03:27] - No trudno powiedzieć, co to mogło być, bo jakiś ziemski pojazd, jakikolwiek by on nie był, czy to był nawet rower, byłoby słychać tak, prawda? Najprawdopodobniej.
[01:03:37] - Wie pan co? Nawet. Nawet. Nawet rower też się rusza. Nawet przez ten las. Tam nawet nie ma ścieżki. To jedno, ale tam nawet nie ma połączenia, żeby gdzieś tam, gdziekolwiek nawet ten rowerzysta miał gdzieś pojechać. Tam nic nie ma. Tam jest po prostu tylko sam las. Tam jest tak jakby park narodowy i tam, tam nic nie ma.
Tam po prostu jest tylko las. I nawet jakby rower jechał, to nie było tak, że było oświetlenie z przodu albo coś. Tylko była czerwona lampa, która się nie. Ona bardzo, jak to powiedzieć, pomiędzy drzewami się ruszała bardzo, tak na dwa, trzy metry i to tak jakby w jednej linii się poruszało, tak? Te czerwone lampo. To nie było tak, że były uskoki albo coś, że jakieś tak jakby coś na ziemi jeździło, tylko po prostu to się unosiło. Ono nie miało w ogóle styczności z ziemią, tylko po prostu to leciało pomiędzy, tak jak... No ciężko mi to określić. No czerwona lampa pomiędzy drzewami, która oddala się, tak? W las.
Czerwone światło, tak. I tam nie ma ścieżki nic. Po prostu tak jakby powietrze się unosiło to po prostu.
[01:04:47] - A zapomniałbym zadać pytanie dosyć chyba ważne. Jakie to było duże? Jakie tam lampa miała, mogła mieć tak na oko wymiary?
[01:04:56] - Myśmy stali gdzieś tak około stu metrów. Tak w linii prostej, około stu metrów to było. No to mówię, no ta lampa mogła mieć takie coś jak lampa od roweru, tak? Sto metry dalej. No to, no to ile ona mogła mieć? Dwa centymetry? No ciężko mi określić, tak? Ciężko mi określić.
[01:05:14] - No musiała być w każdym razie wystarczająco duża, żeby ją dało się z takiej odległości zobaczyć, tak?
[01:05:19] - Tak, ona była ona. Tak, tak, tak, tak. Ona była bardzo jasna i to widać było też, że to jasno świeci, bo jak przelatywała między drzewami, to widać było, że to światło oświetla też drzewa, tak? Korę widać było z daleka. No oświetlała normalnie tą lamp-, ta lampa oświetlała normalnie też no przeszkody pomiędzy, tak? Tą lampą drzewa, krzaki to, to wszystko oświetlało, tak? I to, i to się leciało w głąb lasu, to się, to leciało w głąb lasu i to wszystko naokoło oświetlało normalnie.
[01:05:56] - W dzisiejszym odcinku usłyszymy jeszcze kilku innych rozmówców, którzy mieli już okazję pojawić się w naszej audycji. Za chwilę usłyszymy relację przekazaną przez jednego z naszych słuchaczy z Radomia. Tutaj muszę państwa przeprosić za pewne techniczne niedogodności. Niestety w trakcie rozmowy jakość połączenia bardzo mocno nam się popsuła. Co prawda próbowałem to zniwelować pewną zaawansowaną wtyczką. Gdyby jednak jakaś część wypowiedzi była niezrozumiała, można się wspomóc napisami.
[01:06:30] - Wie pan co? Chciałbym zacząć od takiej rzeczy, która się wydarzyła stosunkowo niedawno, a mianowicie w zeszłym tygodniu. Wie pan co? Jechałem od, yy, jeżdżę w ogóle na co dzień jeżdżę ciężarówką. Jestem kierowcą tego tak zwanego potocznie tira. Z powodzeniem już trzydzieści osiem lat zawodowo, a więc gdzieś tam można powiedzieć całe życie przejdzie. Ale nie o tym chciałem mówić, żeby panu nie zabierać czasu. Yy, opowiem panu coś, co, no nie spodziewałem się czegoś takiego. A mianowicie normalny dzień, słoneczny dzień. Jadę sobie autostradą numer trzydzieści osiem.
Jechałem tutaj tą drogą od Gorzelca na Lipsk w Niemczech, później tam autostradą trzydzieści osiem do Dingelstad. Wie pan co? W pewnym momencie powiem panu, co się dzieje. Oglądam sobie jak zwykle. Zresztą lubię. Lubię patrzeć na tą naszą ziemię. Jest fajna jeszcze teraz ta pora roku, lato, dużo kolorów, ale w pewnym momencie powiem panu tak jest przede mną widoczność gdzieś do czterech kilometrów. Widzę autostradę. Powyżej autostrady znajduje się góra, bardzo zalesiona, zadrzewiona.
[01:08:00] - Jaka to mogła być miejscowość? W jakiej okolicy się pan wtedy znajdował?
[01:08:05] - Wie pan co? Ja musiałbym to na mapie dokładnie, dokładnie przejrzeć, gdzie to było, bo ja wiem, mniej więcej, bo tą drogę pokonuję czasami raz w tygodniu, a więc ja wiem dokładnie, gdzie to jest. Musiałbym tylko po prostu zlokalizować to przy następnej podróży do tego Dingelstad. Ja bym panu z dokładnością wysłał namiary, że tak powiem, gdzie to jest. A ja powiem szczerze jakoś nie nosiłem się tak z zamiarem w ogóle chyba dzielenia się z kimkolwiek, ee, tymi rzeczami. Wie pan co? Czasami sięgałem po telefon, żeby zadzwonić czy do was, czy gdziekolwiek i nie wiem, jak jakaś gdzieś tam wewnętrzna moje nie wiem, jakieś rozterki, niepokoje, że ktoś może nie wierzyć. A czy to ważne? A więc pytania tego typu. Ja gdyby przesuwały mi tą chęć zadzwonienia czy i tak nie myślałem, że kiedykolwiek będę się nawet gdzieś tam dzielił tym.
Ale, ale czasami właśnie jak słucham audycji ludzie, słuchacze opisują swoje zdarzenia, no to właśnie gdzieś tak ma chęć jednak powiedzieć, że coś takiego też widział, co ciężko jest wytłumaczyć. I wrócę tutaj, do tego, do tego momentu. Wie pan coś? Zadziała się rzecz tego typu, że ja patrząc na, na w oddali, na tą górę, na ten zalesiony taki duży kompleks. Ja w pewnym momencie tak, jakby w całym tym obrazie ktoś wyciął nożyczkami, wie pan co, taki, taki kwadrat, ale nie, nie potrafię dokładnie sprecyzować, czy to był kwadrat, czy to koło. Wiem, że mogę powiedzieć tylko tyle, że to było gdzieś miało... Nawet nie mogę sprecyzować, jak to było daleko, czy to było blisko. Ale ja, ja panu powiem, jak ja to widziałem. To był taki kwadrat bądź okrąg, bo tego nie potrafię naprawdę sprecyzować, bo na bazie całego krajobrazu to tak, jakbym miał wycięty fragment pięć na pięć centymetrów. I wie pan co?
To było zamglone. Te pięć na pięć, ten kwadrat czy, czy, czy to był owal. Nie wiem, co to było. Prostokąt, cokolwiek. To było tak, jak z dyszy wylatuje ciepłe powietrze, takie bardzo gorące powietrze. Czy nad asfaltem jak się unosi taki gorąc i zniekształca to wszystko. To w tym kwadracie to wszystko. Te kolory, ta zieleń pomieszane, te brązy, te drzewa to wszystko było właśnie takie zlane, takie zaciemnione, znaczy nie zaciemnione, tylko takie zbełtane. I to się wie pan co to ode mnie oddalało w kierunku jak gdyby tej góry. Bo to się robiło mniejsze, mniejsze.
Tak ja, jak zacząłem to widzieć, to gdzieś to tak w mojej skali to miało pięć centymetrów, a później sukcesywnie się to zwężało gdzieś do może do dwóch centymetrów, bo jeszcze to obserwowałem, ale już też w pewnym momencie musiałem tu zwrócić uwagę na autostradę i mówię zaraz sobie to znajdę, bo widzę dokładnie, gdzie to jest. I dosłownie odwróciłem wzrok w lewe lusterko. Już nie wiem, czy mnie wyprzedzał jakiś autobus i spojrzałem ponownie i już nie mogłem tego, tego zlokalizować. I powiem panu, że no nie mogło. Ja tak się zastanawiam, co to mogło być? Zastanawiam. Już, już naprawdę patrzyłem z różnych kątów. No nie potrafię tego zjawiska wytłumaczyć. Nie potrafię powiedzieć, co to, co to w ogóle było.I to na tak malutkim tylko skrawku. Wszystko naokoło było jak gdyby bez zarzutu w idealnym porządku.
Natomiast ten taki kwadracik, czy to tak jak powiedziałem okrąg, no nie potrafię dokładnie sprecyzować, bo to jeszcze było jak gdyby ode mnie na tyle daleko, że te kształty, te, które jak gdyby wie pan, o czym mówię, to spełtanie tego obrazu, no mój wzrok nie mógł wyodrębnić, czy to jest kwadrat, trójkąt, prostokąt, cokolwiek. Tak. Był taki mówię pięć na pięć, taka połać tego, gdzie ja po prostu widziałem, jak to idzie w tamtą stronę ode mnie, bo się robi sukcesywnie mniejsze, ale no nie wiem. Nie mam pojęcia. Co by pan powiedział na ten temat? Jak to, jak pomyśleć?
[01:12:55] - Mnie to się skojarzyło z czymś takim, bo ja dużo pracuję w Photoshopie i dużo retuszuję zdjęć między innymi znajomym. Skojarzyło mi się to z taką sytuacją, że jak tak nieumiejętnie próbuje się usunąć jakiś obiekt z ze zdjęcia, to zostaje taka plamka, taki ślad, jakby tak, jakby ten, jakby ten obiekt, jakby tam coś próbowało się w tym miejscu zakamuflować. Podobny efekt przyszedł mi jeszcze do głowy, że podobny efekt widać czasami na jakichś materiałach z telewizji wrzuconych na YouTube, gdzie ktoś próbuje usunąć logo. W kącie zostaje taki jakiś mazg.
[01:13:31] - Tak, dokładnie tak. Wie pan co? Bo ten obraz on tak jakby tańczył troszeczkę. On był taki właśnie tutaj pan świetnie to ujął. To jest właśnie coś takiego, jak jest zasłaniane właśnie logo. I ten obraz jest taki płynny, taki niby wiadomo, co tam jest, ale do końca nie wiadomo. I tu była taka sama, powiem panu sytuacja. Miałem też sytuację, wie pan co? No tak jak mówię, ja, ja nigdy nie myślałem, że gdzieś tam wyciągnę to wszystko na światło dzienne. Ale opowiem panu jeszcze, jeśli mogę, jeśli mamy czas.
Wie pan co? Też musiałbym poszukać u siebie w notatnikach, jaki to dokładnie dzień, pora roku. To była gdzieś czerwiec i to druga połowa czerwca. Było ciepło. Poprosił mnie szef, żebym pojechał wyjątkowo w niedzielę. W tej firmie wyjątkowo w niedzielę nie pracowaliśmy, ale zgodziłem się, bo to było, bo to był wieczorny załadunek. W sumie niedaleko ode mnie. Ja jestem z Radomia, a to załadunek był koło Warszawy w Błoniach, a więc jakieś tam sto kilometrów. To właśnie było jakieś cztery lata temu. No tak jak mówię, gdyby to było potrzebne, to jestem w stanie datę znaleźć u siebie, ponieważ my kierowcy gdzieś tam zawsze piszemy sobie w tych kapownikach co robimy, o której zaczynamy, o której kończymy.
Takie notatki prowadzimy i gdzieś tam po tych notatkach bym doszedł, bo to było gdzieś tam ewidentnie ta niedziela, a więc ewenement, bo tak jak powiedziałem, w niedzielę się nie pracowało. Ale co było ciekawego? Wie pan co? Też wyjeżdżałem zza takiej wielkiej logistyki, zza takiego budynku. Ta obserwacja trwała mnie się wydaje, że trzy sekundy, chociaż mogła trwać krócej. W ogóle z tą obserwacją to było tak, że ja w pewnym momencie to nie wiem dlaczego, ale bardzo to zlekceważyłem i mówię nie, to coś, coś nie było tak coś. Coś chyba ci się przewidziało. A co mi się przewidziało? Wie pan co? Wyjeżdżam zza takiej wielkiej logistyki.
Na środku na tym placu stał ja go pytałem ochroniarz, bo chodził tam sobie, maszerował po tym placu. Ja go później pytałem, czy on to widział. Mówi, że nic, absolutnie nie widział. No nieważne. W każdym bądź razie powiem panu ja wyjeżdżałem zza tego budynku. Widzę ja to nazwę tak widzę dron, ale drona, który ma średnicę. Jak przymierzałem do tego domu i tam, gdzie ten dron chciał wylądować, no to minimum cztery metry. Trzy tobite metry średnicy drona. I wie pan co? Moja myśl jest taka jak tylko to widzę.
Zaraz, halo, coś tu nie tak. Widzę dom jednorodzinny, wysoki, tak jak kiedyś były budowane, wie pan, te kwadraciaki takie pospolite. A więc dom z piętrem obok tego domu. Choinki takie no spore, spore, bo wyższe gdzieś tam wiem o dwa metry od tego domu. I ja patrzę, jak ten dron takiej wielkości. Nazwijmy go na razie dronem. Jak ten dron tej wielkości składa się między ten dom, a między te choiny. On schodzi po prostu i powiem panu tak, że szybkość, z jaką się poruszał, gabaryty, jakie posiadał dla mnie. Wie pan co? No ja z odległościami, z rozpoznawa rozpoznawaniem, jak gdyby rozpoznawaniem odległości czy takich rzeczy no, ja nie mam problemu z racji tego, że jestem kierowcą zawodowym.
I powiem panu to nie było możliwe, żeby on się tak złożył i tak bardzo szybko się schował. Ja widziałem, wie pan co? Ja nie wiem. Nie wiem, jak to ująć w ogóle, jak to nazwać, bo troszkę mi się wydaje takie śmieszne, ale myślę, że pan już słyszał niejedno i mnie pan zrozumie. Ale ja miałem takie odczucie, jakby ktoś mocno bagatelizował ten fakt w mojej głowie, że to, że to po prostu no, no to się widziało. Nie, to on zakręcał inaczej. To nie było tak. A jednak było tak, wie pan, boJa później, ja patrzyłem średnicę, porównywałem do tego domu, jaką on mógł mieć średnicę. No bo tak jak powiedziałem no trzy metry to są murowane, widzę. Wie pan co?
Jak przeglądałem sobie później w głowie, tak gdyby ja na pierwszy rzut to, to bardzo to zlekceważyłem. Byłem w pierwszym momencie taki podekscytowany. Wysiadłem do tego ochroniarza. Mówię: "Widziałeś to?" Mówię: "Człowieku, może..." Chcia-Chciałem się jeszcze jakby upewnić, bo może ktoś posiada tutaj takiego wielkiego drona i wypuszcza go. Bo, bo to już no mówię, cztery lata temu to ludzie już, wiadomo za bardzo w nowinkach technicznych nie siedzę, ale już się tego pokazywało sporo tych dronów. Nie może faktycznie ktoś tam który nawet zbudował taki dron, tak? Bo często się widzi gdzieś tam na, na tych TikTokach, na tych YouTubach. Ale powiem panu, że no nie. Ponad wszelką wątpliwość. Tym bardziej że to trwa.
Mi się wydaje, że to trwało trzy sekundy, ale jak później tak sobie analizowałem, to wiadomo po prostu to jest właśnie imitowanie. Coś nie poszło w obliczeniach. Ja chyba powinienem sekundę później wyjechać zza tego budynku. Ja to tak odbieram. Wie pan, takie mam gdzieś tam wewnętrzne przekonanie. Jakby to była sekunda później, ja bym tego nie widział. A że wyjechałem i to zobaczyłem, ale też jak że tak powiem, w głowie sobie przewinę ten film tak poklatkowo, to w pierwszym momencie to, co ja zobaczyłem, to, to nie wiem, bo jak gdyby no nie chcę tutaj nadinterpretacji jakichś. Nie wiem, ale światełka, które niby imitowały jak gdyby karuzelę czy dron, bo ja już sam później to wyglądało no dziwnie. Dron też nie powinien posiadać aż tylu tych światełek, a światełek była naprawdę cała masa tam. Jak gdyby jeszcze na samym początku, jak bardzo powoli przewijam ten obraz, to mam wrażenie, że te światełka jakby się odbijały od po prostu od jakiegoś, od jakiejś blachy, od, od jakiegoś, od jakiegoś czegoś, jakby się one odbijały te światełka.
Ale to jest naprawdę migawka i nie chcę tutaj jak gdyby gdzieś tam spekulować, ale takie miałem wrażenie. Ale powiem panu, że to tak szybko to się, to się obróciło, jak gdyby cało przez moment, tak pół pionowo i na momencie no, no nie wierzę, żeby takiej wielkości dron mógł tak szybko, nawet jeśli by człowiek nim kierował, mógł tak szybko się schować wie pan, za, za te niby choinki i tam już nie przeświecało żadne światło, nic nie było widać. A tych światełek no widziałem ewidentnie bardzo dużo i powiem panu, że... Ale był taki okres, że ja, ja zapomniałem w ogóle o tym. I, i, i sam do siebie mówię: "Sławek, dlaczego ty tak bagatelizujesz to?" I, i to mówię, ewidentnie było coś wtedy, bo przemyć sobie tak i sam do siebie tak do domu rozmawiałem o tym, co naprawdę, co faktycznie tam było. I powiem panu, że no jestem też pod wrażeniem ta-tamtego zjawiska, mimo że no mówię, to trwało tak krótko, ale, ale dla mnie takie właśnie dziwne było to, dlaczego ja w ogóle nie wiem, jakoś zbagatelizowałem to przez, przez długi czas, jak gdyby w ogóle do tego nie wracałem, tak? I też powiem panu, że no dziwne i tak jak powiedziałem, niemożliwe, żeby, żeby ktoś takim dronem latał, a już na pewno nie z taką precyzją i nie z taką szybkością, bo, bo to jak się złożyło od tego domu za te choiny, to powiem panu, że no to, to jest mistrzostwo świata w ogóle. Jeśli ktoś by potrafił tak zrobić dronem takiej wielkości, taki manewr w tak szybkim tempie.
[01:22:13] - A pan tego drona, ten pan ten obiekt obserwował jakby gołym okiem czy przez, przez szybę samochodu?
[01:22:22] - Tak. Przez szybę auta. Wie pan co? Ja miałem otwartą lewą szybę całą. W tej chwili nie wiem, czy przez tą otwartą, ale raczej, raczej to przez przednią szybę, wie pan. Raczej przez przednią, bo ja wy-wyjechałem tak zza budynku, a już była taka szarówka. Jeszcze, jeszcze było dobrze widać, ale już, już tak szarzało. Zresztą tam obiekt też był oświetlony. Tam dosyć stosunkowo widno. Tam przy tym domu też były jakieś latarnie, tam dalej też jakieś lampy od kolejnej gdzieś tam tego magazynu spedycyjnego, tam dalej te inne tam magazyny były.
No i powiem panu, że tak no, na, na, na. Ja to widziałem, no, no, no naprawdę wyraźnie, tylko mam takie odczucie, że jakby to się chciało przykamuflować i mnie to zostało pokazane, pokazane w taki sposób, tak. Jakby wie pan co? No, no mam takie wewnętrzne, nieodparte jakieś poczucie, że jak gdyby ten obiekt już na, na sam koniec, jak gdyby nie, nie przyłapany tak mimo że na gorącym uczynku nie wiedział, w co się ma zamienić i zamienił się w takiego drona. Ale to, to wie pan co? No drony mają gdzieś tam, no nie wiem, może, nie, ja nie. Bo to miało jak gdyby na całym tym obiekcie były te światełka i one się kręciły. To tak jakby, nie wiem, ten dron, nawet jakby ten dron wie pan co miał na tych swoich śmigłach, śmigłach też te światełka, bo była tego naprawdę no taka, taka cała masa tego, to, to tak świeciło, że no wyglądało jak coś, nie wiem, przyozdobiona choinka. No ale, ale-
[01:24:12] - Są też, są też drony o troszeczkę innej budowie, prawda? Takie bardziej jakby obudowaneTaki z daleka wygląda jak kulka. No tylko nie, nie wiem, nie jestem pewien. Też się nie znam na, na tych wynalazkach. Yy, czy taki dron potrafi w taki sposób świecić?
[01:24:29] - No ja powiem panu, że przeglądałem dużo materiałów. Później pooglądałem takie drony, takie drony, takie drony i no tak dużego i tak zwinnego, bo powiem panu, że mnie nie zaskoczyła tak na dobrą sprawę wielkość i ilość tych światełek, tylko mnie, mnie zamurował sam manewr tego obiektu, który on wykonał. To było no ewidentne chowanie się to było raz, bo on jak wpada te choinki, a te choinki one, one nie rosły tam jak gdyby, bo to widać, że przy domu one były wszędzie i one nie były tak gęste, żeby tam nie przebijało przez to żadne światło i wielkości takiej dron, yy, jeśli by wie pan, wpadł nawet na takie choinki, to jeszcze fragmenty światełek byłyby widoczne. Tak mi się wydaje. A tu ten manewr to naprawdę. To był majster z tych pilotażów to raz. Do tego był tak szybki i takim obiektem, bo no ten obiekt był na tle domu, no to ewidentnie tak jak mówi panie Marku, nie mniej jak trzy metry średnica. A więc takim obiektem, takim szy..., takim tempie i tak szybko, tak po, nie wiem, no to jest stosunkowo nisko przy ziemi. Ja później się zastanawiałem, jak, jaką prędkością ktoś nawet kierując tym dronem, gdzie on był na boku tego budynku, tak przechylony i później cały ten ruch, wie pan, żeby się pochować za te choinki, za ten dom, takim potężnym czymś w tak krótkim czasie. No to no nie wiem.
To jest dla mnie to, to jest wie pan, niemożliwe. Myślę, że średnicą metr jakimś takim obiektem wykonać taki manewr w takim tempie, tak szybko, tak, taką precyzją. No nie byłoby łatwo. A tu wie pan, no, no coś potężnego naprawdę. Minimum, tak jak powiedziałem, trzy metry średnicy to jest, to jest minimum. Jak wie pan, słuchaj, tak szczerze ze sobą rozmawiałem, to od trzech do czterech metrów średnicy tego, tego no cokolwiek drona czy tego obiektu tak.
[01:26:54] - Nasunęła mi się jeszcze taka opcja, że to mogło być, yy, nie wiem, odbicie światła. No tylko że odbicie światła chyba by się tak nie schowało idealnie za domami, za drzewami, prawda?
[01:27:05] - Nie, nie, to by wie pan, to czasami coś tam na szybie się odbijają jakieś rzeczy. Ja też nieraz. No jestem dobrym obserwatorem i czasami coś tam, ale, ale życie nam więcej płata tych psikusów, yy, niż, niż tam naprawdę coś siedzi. Ale tu powiem panu ewidentnie to nie były światła w szybie, bo ja powiedziałem tak wie pan, no jak? No tak jak normalnie to nie był jakiś przebłysk, wie pan, ja miałem doświadczenia naprawdę, yy, różne w życiu. Tamto moje życie było w ogóle ciekawe, ale, ale tutaj no ewidentnie, ewidentnie powiem panu, że no nie wiem, ja mam takie odczucie, że ktoś mi to pokazał jako niby dron, żebym ja to kupił jako drona, ale no nie można kupić takiego czegoś, wie pan, uznając, że to dron jak, jak, jak obiekt ma naprawdę, no grubo powyżej trzech metry średnicy i robi manewr z taką precyzją tak. No to, to jest dla mnie no coś niesamowitego. Widziałem kiedyś wie pan co? Na Białymstokiem też trzy światła, które generalnie no nie mogły mi zniknąć też tak szybko, bo ja miałem taki lasek, nawet gdzieś napisałem o tym. Czy ktoś widział coś podobnego tam w tamtym, yy, okresie.
Też podałem godzinę, miejsce i tak dalej. Wie pan, też taka sytuacja była zaskakująca, bo są trzy światła na niebie i nie no jakieś tam małe światełka, tylko trzy takie reflektory, że no naprawdę duże, potężne światła. I ja mówię za chwilę im się przyjrzę, a to było na przedmieściach Białegostoku i mówię za chwilę im się przy, przyjrzę dokładnie, bo znałem tą drogę i nie tylko wyskoczę. Taka krótka była przecinka, taki lasek i mówię, bo już mi zasłania ci, yy, te światła. I mówię za chwilę im się przyjrzę tutaj lepiej i zobaczę co to jest. Ale jak wyjechałem do tego lasku, ten las naprawdę miał nie wiem z sześć kilometrów, siedem, dwanaście metrów, nie więcej. I ja po minięciu tego nachylam głowę. Przez szybę chcę zobaczyć. Jest szef i nie ma już nic. I wie pan, ale tu, tu jak gdyby, nie wiem też wtedy pamiętam, że zrobiło to na mnie wrażenie, bo to nawet gdzieś nawet napisałem, nawet chciałem się skontaktować, czy może ktoś jeszcze to widział, ale gdzieś tam brak odzewu.
Ja, ja wie pan, trochę to jestem też tak jak gdyby mało jest ludzi, z którymi można porozmawiać na ten temat, a jeszcze mniej, z którymi można się podzielić i coś tam, jakieś wnioski wyciągnąć. Czy ewentualnie nie wiem, może ludzie też obserwują podobne rzeczy? Ale, ale nie każdy wie pan, lubi się dzielić jeszcze takimi rzeczami.
[01:30:03] - A te światła były jakoś ułożone w jakiś kształt czy, czy one leciały tak po linii prostej?
[01:30:09] - Wie pan co? Ja, ja zobaczyłem te światła w takim momencie, jak one by były ustawione w trójkąt. Były bardzo silne, ale tylko widać było te światła. Nie było widać nic. Żeby to był. Jeszcze mówię sobie tak samolot.No to spoko. Trzy śmigłowiec. No to coś po boku widzę, prawda? Jakieś stateczniki, jakieś skrzydła, jakieś elementy. A tu silne, bo to była godzina siedemnasta.
Także widno było. Może nie był bardzo taki słoneczny dzień, ale, ale było widno. I powiem panu, że trzy silne bardzo światła ustawione w trójkącie. Ja mówię: za chwilę zobaczę, przyjrzę się temu dokładnie. Za, za chwilkę, bo mówię ten lasek to będzie mgnienie ociążyarówką, to będzie dwie, trzy sekundy. Przelecę i wylecę. Już będzie ta polana i tam będę miał dobry jak gdyby widok i zobaczę. Mówię, bo może to samoloty, może. Niestety już po, po tak jak mówię, po tych dwóch, trzech sekundach nic. Czyste niebo.
Nie ma nic, nie ma nic. I też tutaj wie pan, no ewidentnie widziałem to. Widziałem te trzy światła, dosyć silne, bo to jedno nawet gdzieś to tak trochę pomyślałem, co to tak daje? Co ma tak silne światła? Ja widzę światła, nie widzę, wie pan, nic po boku, żadnych gdzieś tam mówię czy skrzydełek. Nie wiem, czy to helikopter ma jakieś tam śmigrace, prawda? Czy jakieś tam, prawda? Że tam pan to nie orientuje, ale wiadomo, że coś tutaj, coś śmigło, tak? No i niestety dwie, trzy sekundy. Nie ma nic.
Nie ma ewidentnie nic.
[01:31:59] - No tutaj są takie dwa ważne elementy. Po pierwsze ta formacja trójkąta, co wyklucza już możliwość pod tytułem, że byłyby to Starlinki, bo one tak bardziej lecą w jednym ciągu. No i Starlinki czy też inne satelity byłyby troszkę dłużej widoczne. Tutaj ten obiekt no zniknął, tak?
[01:32:18] - Tak. Nie, nie to nie Starlinki. A wie pan, to jakbym się pokuśpił tutaj na określenie wysokości, na jakiej się to znajdowało, to powiem panu, że to nie była duża wysokość. Pierwsze światło to dolne, bo ono było najbardziej takie, jak gdyby na nim się chyba najbardziej tak skupiłem, bo ono dla tego, że było bardzo takie silne, a jednocześnie ja nic nie widziałem naokoło tego, jak gdyby tego halogena czy, czy tego reflektoru i do mnie tak. Ja widziałem jeszcze te dwa tam górne. One były rozstawione jak gdyby po rogach, nawet ja chyba gdzieś miałem takie wrażenie, ale to nie wiem, czy to nie była autosugestia. Wydaje się takim, że ja myślałem, że najpierw to leci pierwszy samolot i mają jakiś swój szyk bojowy, a dalej za nim tą dwa te same i też mają takie te światła powłączane, te halogeny. I mówię to na pewno tak. Coś w takiej formacji one lecą. Ale mówię zobaczę, co to jest, bo kto ma takie światła i w ogóle dlaczego ja nie widzę skrzydeł, jak gdyby reszty konstrukcji tego obiektu?
Tak? Czy to jest śmigłowiec? Przepraszam, czy to jest samolot? Tak. No i też takie powiem panu dla mnie było zastanawiające dłuższy czas, ale, ale, ale też gdzieś tak wie pan, no dzwoni z każdą rzeczą, które mi się w życiu przytrafiły, to czasami się zastanawiam, czy nie lepiej napisać rzeczy przed notatką i mam wypłać.
[01:33:54] - Słuchając niektórych historii można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z kolejną strefą anomalną, w której występuje duże nagromadzenie dziwnych zjawisk i zdarzeń. Tak jest w przypadku relacji z rejonu Jeziora Dwudniaki, jakie za chwilę usłyszymy. Mój następny rozmówca również prosił o zmianę barwy głosu. Nie wpłynęło to jednak jakoś mocno negatywnie na zrozumiałość jego wypowiedzi. Jego relacjom będą towarzyszyły materiały ilustracyjne, do których linki znajdziecie Państwo w opisie tego odcinka.
[01:34:28] - Właśnie odkrywając was niedawno usłyszałem o przypadku kul takich tu gdzieś w Mysłowicach, gdzieś tu nieopodal Krakowa, to w sumie niedaleko tej miejscowości, co tutaj się dużo rzeczy działo. Tu najwięcej tych rzeczy to jest między Tarnowem a Krakowem. To jest Dwudniaki, jak wpiszesz, to będzie takie jeziorko. Tam brat ma przyczepę kempingową i tam siedzi co tydzień praktycznie i tam najwięcej rzeczy się działo, że tak powiem, nad takim laskiem. Jak sobie wpiszesz Dwudniaki, to wyskoczy takie jeziorko. I tam zaszła taka właśnie obserwacja. Tam wysłałem zdjęcia takiej pomarańczowej, tylko to telefon nie odda tego co, co było na żywo. Jeszcze miałem film, ale gdzieś to przepadło, bo wysłałem to do Nautiliusa, konkurencji. Tylko wy bardzo podchodzicie właśnie rzetelnie. Jak słuchałem tych ludzi, to aż mi się wszystko poprzypominało.
Świetne po prostu ten świadkowie mówią te programy to wszystko w porównaniu do... Mieli się niby zająć tym, bo wysłałem im ciekawy materiał i cisza. To było chyba, nie wiem, z sześć lat temu.
[01:35:35] - No oni są dosyć medialni, także pewnie tych materiałów dostają dwadzieścia razy tyle co my. No ale jakąś odpowiedź mogliby dać. Chyba nie?
[01:35:44] - Niby dawali, że tam opublikują coś, ale cisza się zrobiła także.
[01:35:48] - No Bernatowicz woli publikować live'y o jakichś zasuszonych żabach zaatakowanych przez grzyba. Nie wiem, czy wiedziałeś ostatnio to jest no żaba zaatakowana przez maczożnika i tam antenka wyrosła. Wielka niezwykłość.
[01:36:03] - Nie wiem. Łowiąc ryby wcześniej tam wszyscy byli i poszli spać. Ja sobie zostałem po prostu z wędkami. Musiałbym przesłać, bo to zdjęcia przesyłałem. Już nie mam nawet tego zdjęcia na wprost nad lasem. Pojawił mi się właśnie taki prostokąt pomarańczowy, ciemno pomarańczowy. No ale byłem wkurzony, bo chciałem to zarejestrować, ale nie zdążyłem i sobie myślałem, że może, może jeszcze wyjdzie to coś.No i zdołałem. Miałem statyw, bo tam wcześniej już były jakieś mowa była o różnych obserwacjach. Byłem przygotowany na takie rzeczy. Miałem akurat statyw i chciałem to zarejestrować.
No i ustawiłem telefon na tym statywie. No i sobie siedziałem i czekałem na jakieś brania, ryk. No i się pojawiło. Pojawiło się w formie nad lasem. To później może wyślę jakieś materiały takie dokładne. W formie takiej jakby to był księżyc, ale to zmieniało cały czas. Zmieniało formę w rogala, półrogala. Ciemno pomarańczowe, tak jakby kula wielkości zachodzącego słońca. Trochę mniejsze może. Tam widać na zdjęciu troszkę, nie?
Nie wiem, czy obserwowałeś to. Oglądałeś te zdjęcia takie ciemne z taką pomarańczową. Ja szukałem tego, ale część mi znikła. Może jeszcze znajdę. Jeszcze miałem filmik, ale też już tego chyba nie, nie odnajdę tego filmiku. I to zmieniało formę pomału w różne kształty, takie właśnie z rogala, z tego prostokąta. Później się zrobiło taki półksiężyc i cały czas zmieniało tą, tą, tą postać swoją. I to przez jakieś nie wiem, dobre dziesięć minut, bo to zdążyłem. Porobiłem zdjęcia, ale to nie jest to, co tu na żywo. To telefon za cienko, to nawet aparat nie wiem, czy był w stanie to ładnie odebrać.
[01:38:08] - No tutaj widać dosyć mocno ten taki kształt. To wygląda z daleka jak taki wielki chips, prawda?
[01:38:14] - Dokładnie. I to zmieniało, zmieniało formę tak nawet wolno. Znaczy no wolno. No w paru sekundach po prostu. Nie wiem. Dziesięć, piętnaście sekund. Pomału zmieniało formę w taką różną. Tam są różne kształty z tego, co tam z bliska, z dalsza próbowałem to uwiecznić, a później znikło. Ale dosyć długo. Dziesięć, piętnaście minut obserwowałem sobie.
Nikogo nie było cichutko nad, nad jeziorkiem. Wszyscy poszli spać, a ja byłem świadkiem takiej fajnej i to było... Szkoda, że tylko ja to widziałem akurat, bo wszyscy poszli spać. Oni tam troszkę poimprezowali. Ja nic się nie piłem, bo mało piję. Prawie w ogóle. To jest jedno. Po tym zdarzeniu, tak jak tam pisałem, bratowa widziała chyba za tydzień też żółto-pomarańczową kulę w stronę lasu. Tak nie wiem, z sześć sekund zdążyła z ogonem zauważyć pod kątem lekko jak, jak sunęła taka kula. Tylko to mówię jak materiały prześlę, to będzie wiadomo, w którym kierunku w stronę lasu.
Bo tu jest dziwne, że tyle rzeczy. Kilka rzeczy tam było w tym jednym miejscu. Tam ponoć jest jakiś bunkier w tym lesie. Jeszcze nie byłem. Może to ma związek? Nie wiem. Może się okaże. Jak kiedyś pojadę tam zbadać, pochodzić.
[01:39:48] - Tylko co by to była za technologia, skoro tak ten obiekt zmieniał kształty z prostokąta na takie bardziej okrągłe rzeczy, tak?
[01:39:55] - I jeszcze nie wiem, czy czytałeś ten opis. Nie wiem, czy za tydzień, za dwa tą oponkę taką. Nie wiem. Czytałeś? To jest dosyć rzadkie, bo ja kiedyś-
[01:40:05] - Tak, to taka oponka z tego jakby z dymu zrobiona, tak?
[01:40:10] - To jest takie... Kiedyś znalazłem identyczne zdjęcie gdzieś na internecie, tylko nie pamiętam. Może się to jakoś nazywało, ale znalazłem kropka w kropkę to właśnie zjawisko. Ale wiem, pamiętam, że ten opis był, że to jest bardzo rzadkie, obserwowane zjawisko takiej oponki ciemnej jakby z ciemnego dymu. To jeszcze bratowa zdążyła zauważyć. Ja nie zdążyłem telefonu odpalić, bo to się już zaczęło rozmywać nad tym lasem właśnie. Piękna oponka, taka czarna. Nie wiem. Nie wiem, czy spotkałeś się z czymś takim, ale ja wtedy szukałem na Internecie i znalazłem gdzieś identyczne zdjęcie czegoś takiego. Dosłownie się ucieszyłem, że, że byłem świadkiem i moja bratowa oczywiście.
A reszta nikt nic nie widział. I tak samo dwie kule takie leciały. To była dwudziesta pierwsza, dwudziesta druga. Przez paręnaście sekund tak pod kątem właśnie też w stronę tego lasu. Ja miałem wrażenie, że to zaraz wpierdzieli mnie w ziemię, że będzie huk, błysk. I to było właśnie opisywane gdzieś tu. Tak jak wcześniej wspomniałem Mysłowice, tak gdzieś koło Krakowa gość świadkowie mówią właśnie opisywał też takie kule i też miał wrażenie, że zaraz będzie fala uderzeniowa, że to rąbnie w ziemię. Ale nic się nie stało. Ale to tak szybko pędziło. Dwie kule, takie jasne, białe.
I też miałem wrażenie, że to zaraz będzie huk, coś strasznego, że to uderzy. No ale nic się nie wydarzyło, tylko obserwacje. I to moja bratowa i ja. Tylko my. A było dużo osób, żeśmy to zaobserwowali i też tam w tym miejscu.
[01:41:55] - No kojarzy mi się z... Niedawno czytałem, nagrywałem fragment książki Arkadiusza Miazgi "Wysoka dziwność". Tam też chyba jest jakiś podobny przypadek opisany. Tylko że tam ta kula zmieniła kształt jakby na motocykl. Po czym, po czym po przeleceniu jakiegoś odcinka z powrotem zmieniła kształt w kulisty i chyba zniknęła.
[01:42:19] - To akurat słyszałem, ale jest, bo niedawno właśnie słyszałem. Świadkowie mówią któryś odcinek tu gościu nie wiem, gdzieś koło Krakowa właśnie, a to jest w niedużej odległościTutaj te dwudniaki to jest między Tarnowem a Brzeskiem. No a tam Kraków dosyć niedaleko i opisywał tak samo takie kule i miał wrażenie, że zaraz to uderzy. Będzie fala uderzeniowa. Ja miałem identyczne jak on. W którymś odcinku właśnie.
[01:42:49] - No coś mi świta, tylko nie wiem, w którym kościele, bo zresztą dużo tych... dosyć sporą ilość tych relacji tutaj już, że tak powiem, przemieliliśmy na antenie radiowej.
[01:43:01] - No tyle różnych dziwnych rzeczy. A jeszcze tam był wędkarz taki, który siedział i kiedyś właśnie też późno w nocy zaobserwował też jakąś kulę białą, która wisiała i nagle z impetem ruszyła gdzieś do góry z takim, że w szoku był. Nie wiem, czy tam opisane było po troszku. Brat widział kiedyś, nie wiem, ile on miał lat. Jest taki DPS, takie siostry zakonne prowadzą tam dla dzieci chorych z zespołem Downa i takich różnych. Nad tym DPS-em kiedyś tam była podstawówka obok nieopodal.
[01:43:43] - To było gdzieś w
[01:43:44] - Tak DPS. I on zaobserwował, nie wiem, czy to i on, i jeszcze inne osoby na niebie nad tym DPS-em koronę, dosłownie koronę jak koronę. Korona, złota korona z różnymi takimi jak korona tam ma te kamienie. Wyświetlała się normalnie korona w chmurach. Ja nie wiem, czy to... już nie pamiętam, bo to było no wiadomo ile lat. Nie wiem, czy, czy żałowałem, że ja tego też nie widziałem, ale wiem, co opowiada, że on widział dokładnie koronę nad tym, tym, taką manifestację korony w chmurach, nad tym DPS-em, dokładnie nad nim. To do dziś pamiętam i żałuję, że tego nie widziałem. Taka chyba nietypowa rzecz, niespotykana. Już trochę lat minęło, bo to mówię, że ponad czterdzieści lat.
[01:44:42] - No, tutaj mogło, mogło różne rzeczy mieć miejsce odpowiedzialne za pojawienie się akurat takiego obiektu. To mógł być albo fizyczny obiekt, albo jakieś coś na zasadzie pareidoli, że umysł tak to, tak ten kształt zinterpretował. No taka, taka to jest taka szczątkowa relacja. Właśnie z takimi relacjami zawsze jest najwięcej problemu, jak to zinterpretować, prawda?
[01:45:07] - No ale jak widział koronę, no to mi się wydaje, że może faktycznie no złote, jak to było. Nie wiem, jaka pogoda wtedy była, no ale jak to się wyświetliło jako korona, no to raczej to może było zbliżone do korony, bo to musiało. Korona jest złota, prawda? Zazwyczaj. I ma te różne kamienie.
[01:45:30] - Bo to jakby kształtem i kolorami się wyróżniało od, od chmur. Od nieba, tak?
[01:45:37] - Tak, to było dosłownie korona. Wtedy pamiętam, że przeżywał to, że widział, że wyświetliła się na niebie korona nad tym. Ja to wtedy łączyłem jakby z tym poświęceniem tych, tego domu. Może dla tego domu, ja... tego, tego DPS-u. Ja to tak przez lata tak mieliłem, jeszcze nie interesując się tak wcześniej takimi rzeczami, bo tak to odbierałem. Nie wiem, może jakiś manifest nad, nad tym poświęceniem tych, tych. No akurat w tym miejscu, nie? Prawda? Coś takiego.
I jeszcze w formie korony złotej, to też dla mnie zastanawiające.
[01:46:18] - No, krótko mówiąc, zdarzenie ze znakiem zapytania. I to tyle, jeśli chodzi o zdarzenia przekazane przez tego słuchacza. W trakcie bardzo długiej rozmowy mój rozmówca podzielił się zdarzeniami z wielu kategorii, których opisy usłyszycie Państwo w kolejnych odcinkach podcastu "Mówią świadkowie". Mój kolejny rozmówca miał już okazję gościć w naszej audycji w niedawnym odcinku poświęconym bliskim spotkaniom dzieci z obcymi istotami. Nasz słuchacz z Elbląga podzieli się z nami dzisiaj dwiema obserwacjami UFO, jakich dokonał w późniejszym okresie swojego życia.
[01:46:57] - No ja się trochę zajmowałem muzyką i robiliśmy taki, taki kawałek Manamy z takiej kapeli Manam. I koleżanka robiła do tego teledysk. Ona mieszkała w Belgii, mieszka w Belgii. No i motywem przewodnim było niebo, więc skierowała kamerę w niebo. No i sobie filmowała. Potem się tam powycina jakieś kawałki, zrobi z tego coś tam, jakieś takie coś, jakiś tam jakiś taki teledysk się wykręci na tym, na tych zdjęciach tego nieba. No i przesłała mi ten, to, co nagrała. Ja tak patrzę, no tam ptak sobie leci bardzo fajnie, tu tego. I nagle takie, takie dosłownie wam powiem takie cholera wie co w sumie. Ja mówię, co to było?
Jeszcze raz oglądam. Znowu takie przez ułamek ekranu. Dopiero jak zwolniłem tempo tego filmu, to widać jak coś wyłazi z chmur. Znaczy wylatuje jak gdyby w pozycji pionowej. Potem się przekręca w pozycję pionową. No i przelatuje przez środek ekranu. To jest tak nieprawdopodobnie szybkie, że na normalnych zdjęciach w normalnym tempie tego pan nie zauważy. Znaczy zauważy pan, ale to bardzo ciężko zgłuszyć bez kamery. To jest niepraktycznie dla oka ludzkiego chyba nie do wykrycia, nie do zauważenia.
[01:48:15] - Kojarzy pan może coś takiego jak rods? Rodsy? Takie obiekty, które czasami się rejestrują na przykład na, na-
[01:48:23] - Światełka takie latające?
[01:48:25] - Znaczy takie, takie rodsy, takie obiekty, które rejestrują się czasami na kamerach, na przykład monitoringu, coś tego typu.
[01:48:32] - Nie, nie, nie kojarzę. Słyszałem o czymś takim, ale to jako takieNie, to inaczej się nazywa. Nie orbs, jakoś inaczej. Takie światła.
[01:48:39] - Orbsy też. Orbsy też. Orbs.
[01:48:41] - O! No właśnie.
[01:48:43] - Ma pan ten film? Może pan jakoś go udostępnić?
[01:48:46] - Oczywiście.
[01:48:47] - No to bardzo by się przydało, bo no chodzi o to, żeby odciąć jakby wszystkie możliwe racjonalne wytłumaczenia, bo jeżeli to było, kamera skierowana była w niebo, to równie dobrze może to być obiekt jakiś, który był blisko obiektywu. Po prostu na przykład owad.
[01:49:00] - Tak, tak, tak sugerują, że to może być jakiś owad. Nie no, ale to, to mi nie pasuje. Ten owad czy coś tam, jakieś zabrudzenie ekranu to też mi nie, jakoś nie, nie, nie przekonuje mnie to. Szczerze mówiąc jak ona filmowała te niebo, to ona nie wiedziała. Nie widziała tego w ogóle. Naprawdę nie widziała tego wcale, tylko po prostu wysłała mi jako podkład do tego teledysku. I ja dopiero przeglądając zauważyłem, nie? Że coś tak, ale dosłownie prędkość nieprawdopodobna wręcz, no. Także jeżeli coś takiego istnieje, jakieś takie pojazdy o takim napędzie, o takiej prędkości, no to mogą sobie latać dosłownie nam przed nosem w sumie i tego człowiek, człowiek gołym okiem to wątpię, żeby to wyhaczył, zauważył.
[01:49:42] - No bardzo by się przydało, gdyby pan ten film jakoś nam udostępnił. Na przykład WeTransferem wysłał na naszego radiowego maila, to można by się temu bliżej przyjrzeć.
[01:49:52] - Czym, czym?
[01:49:52] - No takim narzędziem typu WeTransfer na przykład albo przez dysk Google.
[01:49:57] - No coś tam coś tam wymyślę.
[01:49:59] - Takie do wysyłania dużych plików.
[01:50:01] - Ja nawet gdzieś tam wysłałem chyba do Bernatowicza. Chyba tak. Czy gdzieś tam kiedyś, ale chyba nic z tym nie zrobili. Ktoś powiedział, że to jest jakaś mucha czy coś tam. No to nie jest to. Na pewno nie jest to.
[01:50:12] - No na pewno mucha jest bardziej ciekawa niż to, co czasami pan Bernatowicz na swoim kanale jakby lansuje te UFO przyklejone do, do, do okna z plasteliny. Nawet gdyby to była mucha, to podejrzewam byłaby dużo bardziej fascynująca.
[01:50:27] - Wie pan co, ja myślę, że Bernatowicz to największy szkodnik jest, jeżeli chodzi o temat UFO. On po prostu nie wiem, świadomie czy nieświadomie ośmiesza siebie z tymi miskami, w tym, tym, tym studio przecież. Siebie i temat ośmiesza, bo ludzie patrzą na to, którzy jeszcze nie są zdecydowani na tak czy na nie i raczej no po takim programie z Bernatowiczem to, to na tak nie będą. No tak myślę. Facet za dużo po prostu łyka. Nie ma filtra w sobie takiego, tylko dla niego jest wszystko już takie.
[01:50:57] - No, ostatnio z tą, z tą żabą zasuszoną też wyskoczył. Szkoda gadać.
[01:51:02] - Albo to, że tam nie wiem jak się nazywał ten facet. Już zapomniałem. Ten, który uleczał, czarował coś w rękach. Pamięta pan? On już nie żyje. Ten gość.
[01:51:13] - No dużo, dużo było takich przypadków. Sai Baba.
[01:51:17] - A Sai Baba. No o tym Sai Babie, przecież Sai Baba udowodnione jest, że oszukiwał po prostu. Nawet filmy są. FBI robiło filmy specjalnie go filmowali. Jest udowodnione, że facet po prostu robił tanie sztu-sztuczki. Takie nawet powiedzmy sobie. No przecież historia to taka, taka zwykła. Nie, to nic takiego. Po prostu staliśmy sobie w Elblągu, tutaj na placu zabaw. Miałem chyba piętnaście czy szesnaście lat i na niebie bardzo wysoko leciały trzy cygara, takie szare, jedno za drugim.
Pamiętam jeszcze wtedy wychodziła taka gazeta elbląska, Wiadomości Elbląskie czy jakoś tam się nazywała. I był artykuł na ten temat właśnie napisane, że UFO nad, nad Elblągiem. No to tyle. Przez to się zacząłem interesować trochę tematem, że od moich tych przeżyć z dzieciństwa no chciałem zobaczyć, dowiedzieć się czegoś więcej. Ale powiem panu, że im dalej w to brnę, tym, tym, tym mniej wiem. Tak szczerze mówiąc.
[01:52:16] - To są takie zdarzenia, gdzie potencjalna odpowiedź powoduje pojawienie się kolejnych pytań, prawda?
[01:52:22] - Dokładnie. Chociaż ja odnoszę takie wrażenie. Wie pan co? Że wszyscy, znaczy część ufologów twierdzi, że to są jakieś, mogą być istoty z innych planet i tak dalej. Ja myślę, mam wrażenie, takie odczucie, przeczucie, że oni są stąd. Z Ziemi.
[01:52:38] - No też coraz więcej ufologów się skłania ku tej właśnie opcji, że to są jakby ultraziemianie tak zwani. Istoty, które mieszkają jakby obok nas, ale my z racji pewnych naszych ograniczeń nie jesteśmy w stanie ich dostrzec.
[01:52:51] - No oceany mamy zbadane tylko w paru procentach. Co tam się dalej dzieje, tego nie wie nikt właściwie. A często i gasą zdarza się, że widzą te NOLe z wody właśnie. Czy tam lądują w wodzie, czy, czy, czy wystartują z wody. Startują z wody.
[01:53:08] - No tak, są takie. Są takie przypadki, tak zwane USO.
[01:53:12] - No zgadza się.
[01:53:15] - Pozostajemy w kręgu głosów już nam znajomych. Oto krótkie opisy zdarzeń związanych z UFO, jakie przekazała Radiu Paranormalium słuchaczka zamieszkująca rejon Borów Tucholskich.
[01:53:28] - I druga historia to jest właśnie mo-moja historia i mojej siostry. Wtedy jeszcze jako nastolatki szłyśmy na dyskotekę. Też takie dziwne, bo w pewnym momencie wieczorem też nie wiem, to było lato, ale nie wiem, czy to był lipiec, czy sierpień, ale na pewno było już ciemno. Ja tą historię kiedyś panu opowiadałam, ale on trochę przekłamał tą historię, bo ja mu tam nie opowiadałam dokładnie tak, jak on to opowiadał. To była taka krótka historia. Szłyśmy z siostrą i ona w pewnym momencie takim drżącym głosem mówi: co to jest? No to ja się rozglądam, a ona mówi: u góry. I zobaczyłyśmy. Ja zobaczyłam ona pierwsza. Spodek.
Taki klasyczny spodek. Ja stałam pod jakimś kątem, także widziałam tą kopułę. Spodek było ciemno, był dokładnie oświetlony. Tyle co mogę powiedzieć, że, że nie miał żadnych okienek, żadnych. Chwilę się temu przyglądałam. No ona tam zaczęła płakać i tam mówi, że idziemy, ale nic się nie wydarzyło. Później, chwilkę później ja tam zaczęłam biec za nią. Ona była bardzo przestraszona. Zatrzymał nam się stop. Jeszcze raz zerknęłam, ale ten spodek już był nad miasteczkiem, w którym mieszkam i nic ciekawego.
Tyle że później na tej dyskotece to też się tak w myślach sobie myślałam, że nie miałam ochoty nikomu tego opowiadać.
[01:54:42] - Znaczy zauważyły panie, panie po prostu ten obiekt. Ale po-poza jego pojawieniem się nic nietypowego się nie wydarzyło, prawda?
[01:54:48] - Nic. Kompletnie nie. A ten spodek był bardzo nisko nad nami. To też właśnie dziwne, bo tam powinno jakiś uszczerbek na zdrowiu, ale nic, bo ten spodek, proszę pana, był na wysokości drzew. On był tuż nad naszymi głowami.
[01:55:01] - Był na wysokości drzew, ale nie wy, nie dotykał tych drzew. Tak?
[01:55:05] - Tak dokładnie nie pamiętam, czy dotykał, czy nie. Był niziutko na wysokości drzew, także ja stałam tak podkątem i, i no jeszcze go oglądałam. Także na to był na spodnie nie powie, bo widziałyśmy we dwie. Ja się temu chwilę przyglądałam. No i nic więcej się nie wydarzyło. Tyle, że nie miałam później ochoty. Później po dyskotece poszłyśmy do dziadka. Dziadkowi też nic nie powiedziałam. Jakoś tak nie miałam ochoty na ten temat rozmawiać. Dopiero na drugi dzień tam siostra chyba powiedziała pierwsza, ale to tam śmiech w domu, bracia.
No tylko ten jeden brat chyba uwierzył. To był dziewięćdziesiąty czwarty rok, to dziewięćdziesiąty czwarty.
[01:55:42] - Może panie kiedyś tam jeszcze przechodziły w tym miejscu? Może coś udało się zauważyć?
[01:55:47] - Tak, przechodziłyśmy nie raz. Nic więcej nie widziałyśmy. Nie. Dopiero miałam takie ciekawe zdarzenia, ale to już za granicą. Teraz i to było w tym roku. To też było dziwne, ale byłam z partnerem. No i partner. Znaczy nie mieszkamy razem i tak co przyjeżdża, to on tak ciągle. Tak ostatnio przyjechał, to mówi, że słuchaj, to nie było na pewno UFO, bo teraz jest taka technologia, że sobie nie wyobrażasz. Ale widzieliśmy coś bardzo dziwnego i obserwowaliśmy to chyba ponad pół godziny.
To była Portugalia nad oceanem. Siedzieliśmy wieczorem już na tarasie. Ja nie piję, bo jestem osobą niepijącą. Nigdy nie piłam alkoholu, nic nie zażywam. I siedzieliśmy na tarasie i w pewnym momencie właśnie wyłoniła się kula. Zawisła w powietrzu. Kula była taka ciemnogranatowa, taka świetlista, granatowa. Zawisła w powietrzu. Z tej kuli wyszła następna kula pionowo do tej niebieskiej. Czerwona, też świetlista.
Postało to chwilę tak w miejscu. Później ta niebieska weszła w tą czerwoną i zanurzyło się w oceanie. My myśleliśmy, że to już koniec, ale za chwilę znowu ten sam cykl. Niebieska kula wyszła, zawisła nad oceanem. Z tej niebieskiej wyszła czerwona. Ustawiła się pionowo nad nią tak trochę. I tak kilka razy, kilka razy. I później znowu to samo do oceanu. No i znowu to samo. Jedna w drugą i później już jedna w drugą wyszła.
Wyłączyła tak jakby światło. Zrobiła się taka jak chmurka, tylko okrągła, okrągła i po prostu wystrzeliła. No nie wiem, co to było. Obserwowaliśmy, a zdjęcia partner robił, ale tam nic nie widać na tych zdjęciach. Kompletnie nic.
[01:57:25] - A rozumiem, że jakoś tam rozmawialiście co to mogło być, prawda?
[01:57:30] - Rozmawialiśmy nad tym na drugi dzień. Ja chciałam poruszyć, to mi powiedział przestań mówić, że nie było żadne UFO. No i teraz jak co przyjeżdża, to też ciągle mówi. On w wojsku pracował. Że, że to teraz mają taką technologię, że nie wiadomo co to było, ale na pewno nie UFO. Było coś dziwnego.
[01:57:49] - Jak już nie raz się przekonaliśmy, bywa, że niezidentyfikowane obiekty pojawiają się w grupie. Jakby tego było mało, zaczynają bardzo dziwnie się zachowywać. Tak było w przypadku zdarzenia z Bielawy w sierpniu dwa tysiące dwudziestego drugiego roku. Posłuchajmy relacji naocznego świadka.
[01:58:08] - Było to proszę pana, dokładnie dwa lata temu. To było na przełomie sierpnia. To był gdzieś sierpień. No nie, to był gdzieś w połowie sierpnia. Przepraszam. I ja mieszkam w miejscowości Bielawa na Dolnym Śląsku. Siedzieliśmy sobie z kolegą. To już taki wieczór był. Godzina może gdzieś dwudziesta druga. Lato, wiadomo, ciepło, żadnej chmurki na niebie.
My siedzimy na ogródku, siedzimy, siedzimy, a że byliśmy otoczeni takim żywopłotem, także widzieliśmy bardzo fajnie niebo. Nieraz, bo nieraz jest tak, że po prostu w ogóle w mieście wiadomo, są lampy to, tamto i nic nie widać, nie? Jest ciężko niebo nawet czasami w nocy zobaczyć. No ale tu było akurat fajnie, było to wszystko osłonięte, także widzieliśmy idealnie księżyc i po prostu gwiazdy. No i siedzimy, siedzimy, rozmawiamy i w pewnym momencie w tym samym w sumie tamtym samym momencie on mówi do mnie patrz na górę, nie? Ja to samo zauważyłem w tym samym momencie, nie? Ale on pierwszy powiedział mi zobacz na górę, coś tam jest. I zobaczyliśmy od wschodniej strony, gdzieś na wysokości może dwieście pięćdziesiąt, trzysta metrów. No ciężko mi określić, bo nie jestem specjalistą, nie? Przemieszczało się gdzieś około dwanaście do czternastu obiektów, tak mniej więcej.
No ciężko mi było obliczyć, bo w momencie kiedy żeśmy spojrzeli, to one po chwili po prostu zaczęły, nie wiem, jak to wytłumaczyć. Wie pan, jak wygląda ta taka gra w te trzy kubki, co grają, nie? Co gościu mieli tymi kubkami i tak one zamieniają swoje miejsce, to w tym momencie żeśmy zobaczyli. Ja próbowałem to policzyć, to w tym momencie po prostu one po prostu tak jakby się zamieniły miejscami, nie? Tak jakby po prostu one to wie pan, balon jakby to był jakiś balon meteorologiczny czy jakieś takie świetliki chińskie czy coś. Ja wiem, jak to wygląda. To po prostu płynie po niebie i to, to wiadomo, to nie było to na sto procent.
[01:59:48] - No, jeżeli te obiekty się przemieszczały względem siebie, to możemy też wykluczyć tutaj Starlinki.
[01:59:53] - Nie, nie, nie, nie, nie. To było za nisko. Nie, nie, nie, nie. To było za nisko. To było to Starlinki na jakiej wysokości? To już są potężne kilometry, nie? Podejrzewam, że to Starlink to już jest. To nie ja widziałem Starlink. To jest bardzo wysoko, to nie ma takiej możliwości. Ja mówię to było dwieście pięćdziesiąt, może trzysta metrów, to, to nie ma szans.
I po prostu one pięknie tak zmieniły swoje miejsce i po prostu bezszelestnie to popłynęło na północ. No trwało to mówię może wszystko z siedem sekund, osiem. To nawet nie byłem w stanie tego policzyć, bo jak one zaczęły się przemieszczać między sobą, nie? To po prostu to ciężko było to po prostu zglić, bo jeszcze noc była, prawda? Także to i to było takie białe. Znaczy białe to nie było białe. No bo wiadomo, to była noc, ale było to jasne, nie? I okrągłe w kształcie takich dysków, coś takiego, nie? I to wszystko nas zszokowało, bo kurde, w sumie to było tak znienacka. Nagle siedzimy, a tu nagle takie coś.
I kurde, powiem szczerze do dzisiaj tak troszeczkę jak o tym wspominam, to tak z emocjami, bo to kurde takie to wszystko jest nietypowe, prawda? Nie widuje się na co dzień takich rzeczy dziwnych, nie? I to kurde, nie wiem właśnie jak to kurde. No mówię no tak zadzwonię, bo interesujecie się tym, mówię, rozmawiacie o tym cały czas. No to mówię na pewno kogoś to zainteresuje taka historia, nie? Mówię od razu na pewno nie były to jakieś świetliki, jakieś chińskie, jakieś, jakieś Starlinki. To nie ma takiej możliwości, bo to było. Bo to, to było po prostu ten ruch, sam ruch tych obiektów w tym czasie był tak się zsynchronizował, że one nawet one po prostu się tak jakby inteligentnie koło siebie po prostu przemieściły się, nie?
[02:01:16] - No właśnie, miałem takie pytanie teraz panu zadać, czy te obiekty sprawiały wrażenie, jakby były jakby sterowane przez jakąś inteligencję?
[02:01:23] - Powiem szczerze, że no tak na to wychodzi. No bo kurczę, no bo to ten sam ruch mnie właśnie zadziwił. Mnie ta zmiana pozycji mnie zadziwiła strasznieBo to tak płynęło. Było tak w linii do nas i nagle ta zmiana po prostu tego położenia po prostu. No to po prostu było coś takiego niesamowitego, nie? No bo to tak, to było coś takiego, jakby no faktycznie coś, jakby jakaś inteligencja tym sterowała, no bo to co tak się nie zachowuje, nie? Jakieś balony czy jakieś... To po prostu było takie no trochę dziwne bardzo, nie?
[02:01:50] - A jak te obiekty były ustawione względem siebie na początku obserwacji? One jakoś w linii leciały czy jak?
[02:01:56] - One od nas były, od nas były w linii, nie? Od nas były w linii. Tak mniej więcej były od nas w linii i w momencie po prostu, kiedy myśmy dostrzegli i w momencie, kiedy ja chciałem to policzyć w ogóle nie, to one po prostu w momencie, kiedy ja chciałem coś zrobić, to one zaczęły się po prostu ruszać. Tak jakby mi nie chciały, jakby nie chciały mi umożliwić po prostu policzenia, nie? Ciężko po prostu było to policzyć, bo to mówię, to były sekundy, a tu, a tu taka zmiana nagle położenia tego wszystkiego. Ja tymi oczami kurde rzucam, mielę i no mówię tak wzrokowo, tak myślę, że dwanaście, czternaście może więcej chyba nie było tego, nie? Mówię okrągłe to było na pewno jasne, nie?
[02:02:30] - A to były jakieś, to były jakieś duże obiekty?
[02:02:32] - No myślę, że to wie pan, mówię no jestem specjalistą, ale myślę, że to może być z tej wysokości hmm dwa, trzy metry średnica może, może, może ciutkę więcej.
[02:02:43] - Znaczy takie wrażenie sprawiały, tak?
[02:02:45] - Tak, tak.
[02:02:45] - Tym swoim świecącym światłem tak?
[02:02:47] - Znaczy one nie świeciły, one nie świeciły. One po prostu były. One były jasne od spodu takie. No nie wiem, no ciężko mi. Po prostu były jasne. Czy one były szare, czy one były białe, to ja nie wiem dokładnie, bo to była noc, ale one po prostu taki bardziej może szarawy kolor i to po prostu tak jakoś tak. Kurde, no to mi tak. Tylko mówię to wszystko trwało sekundy, nie? I to po prostu tam później drzewa były dalej i to po prostu znikło, nie?
[02:03:09] - No można, można sobie zadać pytanie, gdyby ktoś te obiekty wypuścił, to właściwie po co, prawda?
[02:03:15] - Wie pan, ja sobie tak z kolegą żeśmy siedzieli, żeśmy zadawali sobie pytanie, czy to nie jakieś drony. No ale, ale teraz kto byłby w stanie wie pan kierować czternastoma ponad dziesięcioma dronami na raz? No i tak, i po prostu to ten ruch spowodować, że on się nie nawet jakby ktoś miał nimi sterować, to nijak on by w ogóle, że to się mówi nie ległyby zderzeniu w powietrzu, prawda? Bo to, bo to jednak było ten ruch był tak mówię, tak był zsynchronizowany, był idealnie zsynchronizowany. Także to tutaj nie było możliwe właśnie zderzenia, bo to jak jeden się przesunął w prawo, to drugi na jego miejsce wszedł, a tamten z boku poszedł już w drugim w drugą stronę. I to było takie kurde, no mówię no dziwne, nie?
[02:03:55] - No zawsze można brać pod uwagę opcję, że ktoś ćwiczył przed jakimś prawda pokazem dronów czy, czy czymś takim, ale no w takim miejscu, w którym te drony mogły się potencjalnie zgubić, stracić no to-
[02:04:08] - Tak bo to było można powiedzieć-
[02:04:10] - Też jest prędkość.
[02:04:11] - Centrum miasta, nie? No prędkość. No prędkość taka była. No średnia prędkość to nie była to jakaś prędkość super jakoś. No nie wiem, ile to ciężko mi określić prędkość, no ale to była taka płynna prędkość. Przeleciały, po prostu poszły na północ, nie? I po prostu no. No nie wiem. No ale to było okrągłe. To nie było.
Wie pan. No widział pan okrągłe drony? Takie okrągłe, typowo typowe dyski. No jeszcze nie widziałem takich.
[02:04:32] - No ja nie znam takich urządzeń.
[02:04:34] - No właśnie, ja też nie. A widziałem dronów dużo, a takich jeszcze nie widziałem. No i przede wszystkim jaki ten dron mógł musiałby być wielki. No to ja nie wiem, czy są takie drony dwa metry, trzy metry średnicy.
[02:04:44] - Znaczy no są takie drony używane chociażby przez ekipy telewizyjne do filmowania jakichś tam prawda parad czy, czy pochodów z góry. One potrafią takie dosyć już spore wymiary osiągać, ale drony średnicy kilkumetrowej nie kojarzę.
[02:05:03] - No mi się właśnie-
[02:05:03] - Przynajmniej nie takie cywilne, prawda?
[02:05:05] - No, mi się też tak wydaje, że to właśnie było to. Ale to najciekawsze tylko było mówię z tego wszystkiego też najciekawsze było to zmiana tego położenia. To było takie te, te mówię, bo jeżeli by to sobie popłynęło dalej, no to okej, nie? Ale ta zmiana po prostu położenia, tak? Zmiana tej pozycji, nie? Wie pan, o co chodzi. Tak jak mówiłem wcześniej, jak w te kubki się gra, wie pan, o co chodzi, nie? Co mieszają to, co tak właśnie na tej zasadzie ten tu, tu ten, a ten zmiana tu, a to tu, a to coś tu przesunęło w prawo, ten, co był w prawo, poszedł w lewo i to taka zmiana, nie? No i to, to, to było najciekawsze, nie? W tym wszystkim.
[02:05:36] - A nie mieliście wrażenia, że te obiekty jakby reagowały w jakiś sposób na waszą obecność, na wasze próby właśnie policzenia ich jakoś?
[02:05:44] - No właśnie. No właśnie ja tak pomyślałem, bo kurde, właśnie w tym momencie, kiedy ja właśnie próbowałem, chciałem, właśnie chciałem to policzyć. Właśnie, właśnie wtedy, w tym momencie one zaczęły się przemieszczać. Bo one mówię, one w tej linii leciały. A w tym momencie, kiedy ja myśmy mówili, o co to jest, nie? Co to? Patrz na górę, nie? Ja mówię co to? I już chciałem liczyć. I ot nagle było tak właśnie, tak jak mówiłem wcześniej, ta zmiana tych, tego położenia, nie?
I to było też takie bardzo dziwne, nie? Że to właśnie w tym momencie, kiedy w tym momencie, kiedy ja próbowałem to policzyć, to zaczęło się przemieszczać, że ja po prostu no nie dałem rady. No po prostu, no wiadomo, no tam może jakby to było kilka obiektów, to jeszcze jakby to policzył, ale no nie tyle nie. Na pewno ponad dziesięć na sto procent. Dwanaście, czternaście myślę, może szesnaście. No nie wiem, nie?
[02:06:23] - Znaczy one, jeżeli dobrze rozumiem, zaczęły się przemieszczać względem siebie w momencie, kiedy zaczął pan je, prawda próbować zliczyć wszystkie tak?
[02:06:31] - Tak, tak, tak, tak, tak. I one po prostu jakby położenie zmieniły, nie? Jakby one ten poszedł tu, tamten, ten poszedł tu, ten w lewo, ten w prawo, tak. Tylko że to było tak zsynchronizowane wszystko, jakby to było mówię no, jakby to naprawdę to musiał. Jakby nawet jakby coś ktoś tym sterował, no to kurde, to musiałby, nie wiem, noTo zmiana tego położenia to była, no, niesamowita.
[02:06:50] - Coś mi się skojarzyło, że chyba podobną relację, ale z końca lat osiemdziesiątych, co ciekawe, prezentowałem niedawno w jednym z odcinków właśnie poświęconych UFO. Tam dwóch chłopaków młodych też obserwowało w podobny sposób jakby zachowujące się światła na niebie. Tylko że tam-
[02:07:08] - Ale to nie świeciło. To nie świeciło. To mówię od razu.
[02:07:11] - Tam bardziej tutaj zwracam uwagę na kształt i zachowanie się tych obiektów, prawda?
[02:07:16] - No ale mówię, no sam, sam rozmiar też. No to, to, to, no to też to nie było małe. No mówię, no to kurde, no to na takiej wysokości, no to było troszeczkę. Chociaż mówię tam noc była bez, bez żadnej chmurki, nie? Gwiazdy było widać idealnie, nie? Także to naprawdę to było wtedy widoczność taka dość fajna była, nie? Myśmy w sumie w centrum miasta, ale mówię żeśmy otoczyli, otoczeni byli drzewami, krzakami, tak że myśmy, myśmy niebo piękniej widzieli przez te paręnaście sekund, nie? Bo tak wie pan, no mówię, no nieraz w mieście wiadomo, jak jest, nie? Są lampy, to no ciężko nawet niebo dostrzec, nie? A tu był taki punkt super, że po prostu widoczność była elegancka, nie?
Także mówię, że to taka, taka historia, coś taka ciekawa, nie?
[02:07:53] - No tutaj też zwraca uwagę szczególnie ta synchronizacja tego ruchu, bo-
[02:07:57] - No właśnie to jest!
[02:07:57] - Synchronizować ze sobą czternaście dronów tak wysterować, żeby, żeby, żeby się nie stuknęły kolokwialnie mówiąc w powietrzu to, to już byłaby sztuka niemała.
[02:08:06] - No właśnie ja tak samo właśnie pomyślałem, że właśnie samo to właśnie to było ciekawe. Właśnie to. Zmiana, zmiana tych pozycji, nie? To było najbardziej takie ciekawe w tym. Bo mówię, jakby to przepłynęło normalnie tak płynęło w tej linii, no to, no to, no nie wiem, no to na pewno byśmy też kurczę, no na tym się zagłębiali, ale już ta zmiana po prostu to już po prostu nas troszeczkę tak, że tak powiem, no kurde, no już...
[02:08:30] - To tak was trochę zbiło z pantałyku, prawda?
[02:08:32] - No tak. No bo to było takie naprawdę. No bo mówię, no ja wiem, mówię, nieraz widzę tutaj puszczają czy te chińskie, takie te, te...
[02:08:39] - No te lampiony, te takie, takie różne.
[02:08:41] - Tak! No to ja wiem, jak to wygląda, to to jest całkiem, to jest co innego. No lampion no to wiadomo, to jest lampion, nie?
[02:08:47] - Lampion, prawda, zwieje, zgaśnie w powietrzu.
[02:08:51] - One jak płyną, to płyną jednostajnie. Jeden tu, drugi tu. Ale jeszcze nie widziałem, żeby lampiony w linii wie pan szły taką ilością. No to tego jeszcze nie widziałem, nie? Przeważnie jak płyną no to jeden, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty, nie? Ale nie że w linii. Nie że w linii, a później zmiana jest momentalna. No to nie wiem. Wie pan o co chodzi. Także to wykluczam całkowicie, nie?
[02:09:12] - A czy jakoś rozmawialiście potem, potem o tej obserwacji? Jakoś wymienialiście się swoimi spostrzeżeniami, interpretacjami?
[02:09:20] - Rozmawialiśmy, ale no mieliśmy tak kurde noc. No wie pan, no co to mogło być? No ale no nie wiemy do dzisiaj, nie? Jak to się mówi. No kurde, ciężko po prostu powiedzieć. No bo to tak kurde, to takie, żeby to trwało paręnaście sekund i to takie było takie niespodziewane, no. Wie pan, minęło parę dni, pogadaliśmy, pogadaliśmy, przeszliśmy do porządku dnia codziennego, jak to się mówi, nie? Czasami tam coś wspomnimy, ale to, no to przecież nie będziemy w kółko tego samego powtarzać, mielić, nie? Ale to naprawdę było dość, dość. Mówię samo to, że tak, to było dość duże, nie?
Także to mówię, to nie było jakieś i to było krowa, nie? Wtedy wszystkie to było. To był taki dysk. Można powiedzieć od spodu dysk tak zwany dysk, mówię. I to nie było wysoko, bo mówię tak, jak żeśmy wcześniej rozmawiali, to nie były Starlinki, bo Starlinki to jest całkiem co innego. To są kilometry, prawda, już. A tutaj jednak to było, no nie wiem, dwieście pięćdziesiąt, trzysta metrów tak podejrzewam. Może gdzieś tak to mogło być, nie? Gdzieś tam na takiej wysokości, nie? I to wszystko ładnie popłynęło na północ.
Ja sobie zdaję sprawę z tego, że teraz w dobie technologii są te drony, nie drony, że też można jakąś tam, powiedzmy, jakąś pomyłkę popełnić. Wiadomo, nie? Ale no kurde, jak tak się, tak jak ja to widziałem, no to raczej no kurde, no nie wiem, ja bym to nie powiedział, że to były drony, nie? Bo to było naprawdę to było niesamowite, nie?
[02:10:36] - A zdarzało się panu kiedyś drony obserwować tak, tak na własne oczy?
[02:10:42] - Tak, no wiadomo tyle o ile tyle co każdy, nie? Widziałem. No nie raz widziałem, nie? No ale drony to jest całkiem co innego. No ale dron przeważnie wydaje też jakiś, powiedzmy jakiś, jakiś dźwięk, prawda?
[02:10:52] - A tutaj żadnego dźwięku nie było tak jakby.
[02:10:53] - Nie, tutaj nic nie było, nic kompletnie. Tu była, mówię, też była gdzieś wystawka. To było dość tak w miarę było spokojnie, to to było to centrum miasta, ale tam w miarę tak spokojnie jest. Także tam żadnego, żaden dźwięk nie dochodził, nie, do nas.
[02:11:05] - No o tej porze to nawet taką szczególnie taką chmarę dronów byłoby słychać.
[02:11:09] - Oj, to by było słychać, bo tutaj kiedyś też właśnie w nocy ktoś latał, to, to dosłownie kurde, no ja wiem, tu z dwieście metrów dalej już było słychać, nie? Jak tam ktoś tam, jak to brzęczało, nie?
[02:11:20] - No takie małe drony, a co dopiero takie wielkie.
[02:11:22] - Tak. A to był taki coś, a to i to, i to tyle sztuk, prawda? To jednak to by jakiś tam odgłos dawało, nie? A to kurde, a to po prostu mówię bezszelestnie, bezszelestnie popłynęło, nie? Tak się trochę interesuję też tym paradoks. Mówiąc tak nieraz sobie tam coś. Nie jestem jakimś fanatykiem, że tak powiem, nie? Czy coś, nie? Tyle wiadomo co, jak się coś tam człowiek się interesuje. Ale to wtedy właśnie takie coś się wydarzyło, nie?
I tak pierwszy raz miałem takie coś, właśnie taką obserwację, nie? Niespodziewaną w sumie, nie? Bo to tak nagle wszystko się wydarzyło.
[02:11:51] - No właśnie ta, ta niespodziewaność, ta nagłość to jest taki ciekawy element, ekscytujący niektórych, ale też badaczy wkurzający. Tego się nie da, jakby nie, nie da się ustalić, kiedy takie zjawisko się pojawi, tak?
[02:12:06] - Ciężko. No, no, no. A tu tak nagle taka, taka niespodziewajka, nie? To jest właśnie też takie właśnie kurde, dość, dość ciekawe, prawda? No i mówię no nie wiem, nie wiem, co to mogło być. Tam pewnie, pewnie masa ludzi powyżej tam może powiedziała: "A pewnie drony i pewnie to pewnie jakieś". No ale no nie mówię, no niemożliwe to drony, nie? No i takie duże przede wszystkim, nie? Okrągłe. Jeszcze mówię nie widziałem okrągłych.
No i takie duże, nie? No i to, no i to, no i to, ta zmiana tego położenia przede wszystkim. To po prostu też to było coś takiego bardzo ciekawego, nie?
[02:12:40] - Złotów w województwie wielkopolskim to kolejne miasto na naszej dzisiejszej ufologicznej mapie. Stamtąd właśnie zadzwonił do Radia Paranormalium słuchacz, który przekazał kilkanaście relacji o dziwnych zdarzeniach, w tym kilka historii związanych z UFOOddajmy mu głos.
[02:13:00] - Okej, no to może tak od, od tego dzieciństwa tam zaczniemy, tak jak, jak to wszystko się tam zaczynało, to tutaj pierwszyyy raz, kiedy tam coś takiego niezwykłego mnie spotkało, to miałem gdzieś około tam, nie wiem, dziesięć, dwanaście lat. Jak się bawiłem z kuzynem na podwórku w piaskownicy, to po prostu w pewnym momencie zobaczyliśmy sobie taki właśnie obiekt w kształcie takiego klasycznego spodka. Tylko że on nie, nie, nie zawisał. Znaczy wisiał tak jakby w jednym miejscu, ale po prostu się kołysał na boki. To było takie dziwne dla mnie, bo zawsze jak się patrzy na te jakieś tam na, na filmy na przykład albo na coś innego, to te UFO może się kręcić tam wokół jednej osi, ale nie tak we wszystkich kierunkach. To trochę, trochę właśnie dziwny, dziwny ten obiekt był, ale no kształtem przypominał właśnie taki klasyczny spodek.
[02:13:56] - Jaka to była miejscowość i kiedy to mniej więcej było?
[02:14:00] - No to było... O Jezu, ja, ja jestem osiem-osiem. Chyba tak samo jak pan rocznik.
[02:14:06] - O tak, dokładnie.
[02:14:07] - No właśnie, więc, więc jakoś tam około, nie wiem, lat roku dwutysięcznego może. Może coś takiego, nie? W miejscowości Złotów. To jest Wielkopolska. I właśnie wtedy zawołaliśmy rodziców, a rodzice tam oczywiście oglądali tam jakieś sobie telewizję i no mówili, tata mówi do mnie: "No to na pewno samolot. Tak, tak, zaraz przyjdziemy, zaraz przyjdziemy". No ale no, wyszliśmy na to podwórko. Czekaliśmy jeszcze na nich, ale no nie przybyli, nie? I po prostu ten obiekt jeszcze tam sobie wisiał, wisiał, wisiał, ale on się chyba tak oddalał, bo później już go nie widzieliśmy, ale cały czas tak jakby wirował w te różne strony.
[02:14:50] - Rozumiem, że byliście jedynymi tam świadkami tej obserwacji. Nikogo w pobliżu innego nie było?
[02:14:56] - Nie, nie, nie. Byliśmy sami. Ja i mój młodszy kuzyn, nie? Byliśmy sami.
[02:15:00] - A pewnie jakoś potem rozmawialiście o tej, o tym obiekcie, prawda? Jakieś spostrzeżenia, jakieś uwagi?
[02:15:08] - Znaczy, no kilka razy tam rozmawialiśmy, ale to jeszcze było za czasów dzieciństwa, więc po prostu to było na zasadzie takiej: a pamiętasz, jak tam coś widzieliśmy? A pamiętasz? No, no coś tam było, coś tam było. Ale tak naprawdę to mi się taka historia przypomniała gdzieś powiedzmy z pięć, sześć lat temu, że rzeczywiście takie coś miało miejsce. I no z kuzynem mam kontakt, ale od, od czasów dzieciństwa praktycznie nie rozmawialiśmy na ten temat.
[02:15:36] - Aha, czyli po prostu zdarzyło się. Zaobserwowaliście i tyle i temat skończony.
[02:15:40] - Tak, tak, tak, tak, dokładnie. Kiedyś z takim innym moim kuzynem właśnie siedzieliśmy sobie w moim pokoju, też właśnie w tym samym domu w Złotowie i patrzyliśmy sobie przez okno. I zauważyliśmy taką nietypową gwiazdę, która tak po prostu sobie świeciła coś, no tak dosyć mocno, bo coś jak Wenus na nocnym niebie. I tak no patrzymy i nas zaciekawiła trochę. I nagle ta gwiazda po prostu stała się tak wielka, dosłownie jak księżyc. Jak nie wiem, jakbym miał to porównać, to jakby nie wiem, supernowa wybuchła. Coś takiego. Ale to była taka jednostajna, taka jakby kula. No, no nie wiem. Było, była po prostu wielka.
Potem się zmniejszyła do rozmiarów trochę mniejszych niż była przedtem, czyli trochę mniejszych niż jak widać Wenus na nocnym niebie. I zaczęła się poruszać. Zaczęła lecieć w jakimś tam kierunku. To też właśnie taka historia.
[02:16:44] - Zastanawiam się, czy to był, to był rozbłysk, czy może ta kula jakby się, nie wiem, przybliżyła do was, potem oddaliła?
[02:16:51] - Mi się wydaje, że to był raczej rozbłysk, chociaż pewności nie mam. Mo-może być, że coś się przybliżyło i potem się oddaliło nagle, ale no nie wiem. No tak na logikę biorę. To było naprawdę też, też tam paręnaście, dziesiąt lat temu.
[02:17:08] - Też jakoś tak okolice dwutysięcznego roku, tak?
[02:17:11] - Tak, tak, tak. To też takie może tam dwa lata później może. Także taka sytuacja ciekawa. Jeszcze było takie zdarzenie, że wyszedłem sobie z psem na spacer. To była też noc, no i oczywiście też to samo miejsce, bo to było rodziców. Kiedyś tam mieszkałem i oni mają po prostu blisko to. No po prostu sobie szedłem. Pies, pies gdzieś tam sobie latał. Ja tam lubię sobie patrzeć w niebo, bo zawsze. Znaczy no nie zawsze, ale no często się zdarzało, że coś, coś widziałem.
Tych obserwacji było naprawdę dużo, ale no to już nie będę wszystko wspominał. Pamiętam, że wtedy widziałem taki obiekt w kształcie jakby trójkąta, ale takiego coś jak V z wcięciem takim. Leciał naprawdę bardzo, bardzo szybko i był, no mi się wydaje, że był dosyć duży i pozostawiał taką małą smugę za sobą i po prostu tak przeleciał przez, przez całe niebo, nie? I poleciał gdzieś tam dalej.
[02:18:12] - Te obiekty, obserwacje takich tych obiektów trójkątnych są-- należą do tych jeszcze bardziej spektakularnych, bo w tym momencie jakby dominują obserwacje, prawda, jakichś światełek, różnych innych rzeczy. A to chyba musiało być coś rzeczywiście takiego dużego. Jakie wtedy panowały warunki pogodowe?
[02:18:28] - Było trochę zachmurzenia na niebie, ale, ale było widać właśnie ten obiekt. I pamiętam, że on właśnie jak, jak się poruszał, to był na pewno nad chmurami, bo przeleciał. Leciał bardzo, bardzo szybko, gdzieś z dziesięć razy, może nawet piętnaście razy szybciej niż zwykłe samoloty. No i był na pewno duży, bo właśnie pamiętam, że był nad chmurami, nie? Że te chmury jednak go przysłaniały.
[02:18:55] - A emitował może jakieś dźwięki? Dochodziły jakieś odgłosy?
[02:18:59] - Nie, nie, nie. Nic nie słyszałem wtedy. Właśnie też, też, też chciałem wrócić, bo tak, bo tak tą smugę zostawiał też jak silnik odrzutowy. Ale no dźwięku nie słyszałem. Tutaj już będzie zdarzenie z moją teraz żoną, jeszcze wtedy dziewczyną. Tutaj też właśnie wszystkie te zdarzenia to było w Złotowie albo w okolicach i akurat sobie siedzieliśmy. Mieliśmy takie fajne miejsce, gdzie rozpalamy ogniska, siedzieliśmy, jedliśmy kiełbaski, rozmawialiśmy i tak dalej. I w pewnym momencie no zawsze tam zostawaliśmy do wieczora i po prostu spędzaliśmy sobie czas. W pewnym momencie, jak już było prawie, prawie że całkowicie ciemno z chmur, bo, bo była taka dosyć gęsta tafla chmur nad nami. Z chmur wzeszła taka pomarańczowa kula.
Nie wiem, ona może miała dwa metry, może trzy metry średnicy.Zeszła, tak stanęła poniżej chmur gdzieś, nie wiem, z dziesięć, piętnaście, dwadzieścia metrów i z powrotem poleciała w górę.
[02:20:05] - To było coś dużego. Czyli to nie mógł być na przykład dron?
[02:20:09] - Nie, nie, nie. To dron to całkowicie odpada. Ja tam jestem droniarzem, że tak powiem. Latam dronami, nagrywam filmy. Także drona to ja bym rozpoznał od razu. To było coś większego. Po prostu pomarańczowa taka kula zeszła, nie? A jeszcze, jeszcze właśnie to było jakieś ile? Z osiem może lat temu. Także jeszcze te drony to wcale nie były takie popularne.
Dopiero, dopiero może gdzieś tam coś tam się zaczynało.
[02:20:35] - Rozumiem, że byliście jedynymi świadkami pojawienia się tego obiektu?
[02:20:39] - Tak, tak, tak, tak. Tylko z żoną.
[02:20:41] - Czyli ten obiekt tak się po prostu, tak po prostu się pojawił. Postał sobie w miejscu i jakby wrócił tam, gdzie był wcześniej, tak?
[02:20:49] - Tak. On tak jakby zszedł z chmur i zatrzymał się tak jak, nie wiem, na jakichś filmach może gdzieś tam widziałem jakiś kiedyś może podobny filmik. Schodzi kula, zatrzymuje się. Stała gdzieś może z trzy, cztery sekundy i z powrotem do góry poszła. Mój kuzyn kiedyś z kolegą siedzieli na dachu garażu. Też obserwowali niebo. Nagle mówili, że weszła, weszły takie dwie kule, które zaczęły latać wokół wieży ciśnień. I też to dla nich było bardzo dziwne. Potem mój drugi kuzyn na rybach widział po prostu taki świetlisty obiekt ze światełkami. Też takie UFO jak przelatywał gdzieś tam nad lasem.
[02:21:33] - Całkowicie bezdźwięcznie?
[02:21:35] - Tak, tak mówi, że mówi, że bezdźwięcznie.
[02:21:38] - No to może przydałoby się kiedyś podpytać świadków z rodziny takich zdarzeń i jakby nie wiem, nawet, nawet gdyby nie udało się ich namówić na rozmowę telefoniczną, prawda, to może spisać jakoś te zdarzenia, jakoś to utrwalić.
[02:21:53] - No ja to mogę załatwić w sumie z kuzynem i tak dalej, no to w każdej chwili mogę tam zadzwonić i się podpytać, ale no już słyszałem nie raz te historie i tak w miarę no mogę je opowiedzieć tak, ale tam nie było tak nic jakiegoś tam. Znaczy inaczej. U nich to nie było jakieś wow, po prostu. No ich chyba nie interesują takie historie i po prostu no coś widzieli, widziałem coś. No, no to było wyglądało tak po prostu bez emocji, nie? A ja to tam trochę inaczej do tego podchodzę, bo nie wiem, mój umysł jest taki analityczny, że od razu na przykład myślę co to było i co to samolot mówię nie, to nie samolot. Dron? Nie. To, to by tak wyglądało, to tak by się zachowywało. No i tak, tak, właśnie te wszystkie takie zjawiska, które, które nie potrafimy wytłumaczyć, no to tutaj panu powiedziałem.
[02:22:44] - Tak. Odsiewa pan wszystkie możliwe racjonalne wytłumaczenia.
[02:22:49] - Tak, tak, tak. Ja, ja właśnie bardziej, bardziej w tą stronę idę najpierw, żeby nie było, że coś ten. No nie jestem tak jak niektórzy specjaliści od UFO, co na przykład zobaczą tam gdzieś muchę przelatującą przez okno i oczywiście UFO, nie?
[02:23:06] - No muchę przelatującą to jeszcze tam można. To taki pikuś. Niektórzy widzą UFO przyklejone z plasteliny do szyby, prawda? I robią z tego sensację.
[02:23:15] - No, no wiadomo o co chodzi. Wiadomo o co chodzi. No to, to ja właśnie bardziej tak no wykluczam te wszystkie sprawy. Tym bardziej że właśnie interesuję się i fotografią i nagrywaniem, także no wiem, jak ten cały sprzęt działa i potrafię tam co nieco powiedzieć i wykluczyć pewne, pewne sprawy. Więc najpierw w tą stronę, a potem dopiero, a potem dopiero coś. Jeżeli czegoś nie potrafię wytłumaczyć, no to gdzieś tam mi to zapada w pamięć. I tak, i tak właśnie no wyszło tak, że teraz panu zgłaszam.
[02:23:54] - Przenosimy się teraz do Pączewa, skąd pochodzi nasz kolejny słuchacz. Podzielił się on kilkoma ciekawymi zdarzeniami związanymi z UFO, w tym relacją odnoszącą się do jego brata, którego w dzieciństwie pod koniec lat siedemdziesiątych miały ścigać dwie czarne, latające kule. Mój rozmówca sam widział dziwne obiekty tak wiele razy, że w pewnym momencie w naszej rozmowie pada znamienne zdanie: znowu UFO lata. Dajcie mi spokój, idę spać. Posłuchajmy zapisu rozmowy.
[02:24:26] - Powiedz mi tak kiedyś występowałem już tutaj u pana. Jestem bacznym obserwatorem, można powiedzieć, zjawisk takich tam, co się po niebie pojawiają. Zacznijmy od pierwszego modelu. Chociaż nie byłem świadkiem idealnym, tylko że krzyk przerażenia było dość dobre. Odnosi się to moja matka. Ja siedziałem tutaj akurat. No tak, teraz siedzę w pokoju sobie. To było dokładnie. To był dzień babci, dwa tysiące dwadzieścia dwa. Dwa tysiące dwudziesty drugi.
To pamiętam dokładnie.
[02:24:56] - To będzie dwudziesty pierwszy stycznia.
[02:24:59] - No, siedziałem w pokoju. Nie miałem tu nic włączone, żadnej aparatury, żaden telewizor. Nic nie grał. Tu była cisza idealna. Siedzę sobie. Drzwi były otwarte. Mama wyszła z pokoju do kuchni, a ja siedziałem tu w pokoju. No i ona krzyczy do mnie: szybko chodź! Ja mówię: co? Przemyślałem.
No, chuja. Pająk poszedł ze szafy w wylazcie, co? No wiesz, taka reakcja głupia, nie? Ja mówię: co? UFO! Gdzie? Szybko! Se mówię: jakieś jaja se robi. Wyleciałem i faktycznie jakieś dziwnictwo poleciało. No, no powiedzmy no.
Był to obiekt. Nie był to dronem, to na pewno, że nie. Wykluczone. Babka się też na tym zna. To się babka, mama, babka to się mówi tak potocznie. Dwa duże czerwone światła w linii prostej.Coś jakby, jak tyle światła od samochodu stop byś zapalił, ale w znacznej odległości. Także to dronik no to nie był. Tym bardziej, że cisza idealna. To już mucha bym słyszał. A to podobno, że przeleciało nad moim domem.
Ja wcale nie wiedział i poleciało w kierunku północnym, może północny-wschód bardziej. Tam jest już takie duże wzgórze.
[02:26:09] - Jaka to jest miejscowość?
[02:26:10] - Miejscowość to Strądzieło. To jest tak, ja wiem, z któregoś odcinka na pewno mnie pan skojarzy. Tylko że wtedy kazałem sobie głos zmienić to, to, bo nie wiedziałem, na czym stoję i to przeleciało, nie? Kurde, czerwone światło w linii prostej, w takim odstępie jak od auta. No, no dronik. No dronik. No pogoda była taka już no szarówa, już praktycznie szarówa była. Mówię nikt dronami tu się nie bawi, bo to wiocha. Takich obiektów to tu nie ma. A sobie myślę no gdyby coś leciało, no helikopter czy tam cokolwiek, jakiś samolot, no to to huk, to słyszysz obojętnie czy taki, czy taki, czy taki nie.
No nawet. Nawet drona widać, drona słychać, bo brzdęk. To już to, to wiadomo. To już człowiek już nie jest tamtych czasów, ale wzięło-
[02:27:01] - Dron chyba też nie mogłoby się poruszać z taką szybkością takiego jakby nagłego manewru wykonać, tak?
[02:27:07] - Nie no, dron ma przyspieszenie, bo to już widziałem. Ale, ale to, to, to jest. No kolega ma taki tam za ileś tysięcy, ale to ten mały, jakby miał nawet no nie wiem, no metr rozpiętości, ale nie takiej szerokości. Tam trzech, czterech metrów. No, no to, to już jest coś, cośkolwiek, coś dużego. I to przeleciało sobie. Poleciało na północny-zachód. Ja nie wiem, z tym co północą mam, ale to się później zaraz wyjaśni, bo ja tam mieszkałem kiedyś, ale to jeszcze inna dziedzina. Ale dobra, mówię. No dobra, w porządku, trudno.
Mama, ja ci wierzę, bo, bo wiem, bo spanikowała. To ja mówię ja, ja wierzę w to. Ona wie, co to jest UFO, bo ona też UFO widziała. Z tamtego było kiedyś tam odcinka. Ona to widziała też. Nie wiem, który to odcinek był czy który tam na radyjku na Paranormalium. Także to ona nie jest w tym, nie jest w tym obca, to może i dojdziemy do tej ostatniej historyjki. Ale to tam. Ale na drugi dzień, na drugi dzień po tym dniu babci poszedłem do sklepu. Do tego sklepu, z którego obserwowałem kiedyś ten spodek na północnej stronie, bo to akurat patrząc od tego sklepu co na północ się patrzy i wchodzę do sklepu nikogo nie było.
A ta kierowniczka, no właścicielka sklepu no mówi: ty będziesz wiedział co tutaj. A ja: no co? Myślę no znowu się coś cholera, że tak powiem, coś się zepsuło, bo, bo ja jestem taki tam no majster do wszystkiego przylep, nie? I o tam coś z prądem czy tam coś. O znowu ci coś zepsuło? Nie. A ją: a co? Mówi: rano jak tu wykładałam chleb ze skrzynek on ma właśnie te okna na północ. Mówi: pomarańczowa kula. Ej wal jaki!
No tam i tam pokazuje mi. No znaczy się tu było południowy bardziej zachód przesunięte to między drzewami. Wiem, gdzie to jest. Wiem, że tam nie ma budynków, tam nie ma nic. I ona: i co tam świeciło? No, no tak wyżej nad poziomem horyzontu tak było, tak szarawo. No to siódma rano. No nie, nie to jasno, ni to ciemno. Pomarańczowo-żółta kula.
[02:29:14] - A jakiej to było mniej więcej wielkości?
[02:29:16] - Mówię no, musiało być jak prawie jak księżyc, jak patrząc na to. Znaczy się nie wiadomo jak to daleko było, ale wielkość hohoho, no-
[02:29:24] - No wielkość pozorna bliska księżycowi, tak?
[02:29:27] - No nie, no taka duża pomarańcza. No taki większy cytrus. Grejpfrut to inaczej grejpfrut największy pomarańcz. No to takie coś to było. I ona: to jest to niemożliwe. A babka wczoraj jakieś dziwne światła mnie obserwowała nad chałupą. Ona mówi: ty poważnie mówisz? No jak najpoważniej. Nie było, nie było żadnych innych ludzi, żeby tam nikt się nie śmiał, albo żeby tam coś, że tam jakieś głupoty tam wymyślamy albo coś. Nie.
Ona mi, ona mi tu poważnie się zapytała. Mówi: ty się tym interesujesz? Ja mówię: no coś wiem, że się interesuję takimi różnymi zagadnieniami, zjawiskami tam. No, no lubię, no lubię patrzeć w niebo. I ona mówi: to jest coś mówi niezwykłego. Mówi: to tak świeciło mówi pięć, dziesięć minut i pach, i zniknęło.
[02:30:12] - Tak zniknęło, jakby ktoś to wyłączył, tak?
[02:30:14] - Tak. Zapalczykiem, że tak powiem, elektryczkiem wyłączył to. Ona: no jak tam-
[02:30:19] - Ale to wisiało cały czas w miejscu? Cały czas?
[02:30:23] - Nie, ja obejrzałem wszystko horyzont. Mówię: ee, tam nie ma nikogo, tam nikt nie mieszka, tam nie ma domów, na tej wysokości nie ma nic. Gdzie nawet czubek drzewa nie sięga. O, mówię: o, to ty naprawdę coś, coś pięknego widziałaś. Nie mogłaś mówię kadru zrobić? A mi mówi: do głowy nie przyszło. Ojejku, jajku. Tak żem kuźwę płakał nad tym. No ale no trudno. No to ona tam wiedziała, co tu może świecić.
Świeci pomarańcza to się świeci. No, no i pach i zniknęła. No. No coś pięknego, no.
[02:30:53] - No niby, niby są jakieś niby są jakieś lasery z tego, co kojarzę, które potrafią dosyć mocno świecić. Ale jeżeli to było tak, to było widoczne dosyć mocno-
[02:31:03] - Siódma rano? A kto by się tam bawił takimi rzeczami?
[02:31:06] - A siódma rano, tak.
[02:31:07] - Gdzie? Na wsi. Gdzie tu na wsi takie te regiele?
[02:31:12] - No siódma rano to nawet, nawet zimą to już jest u nas dosyć jasno, tak?
[02:31:16] - No mówię, no taka szarówka była tam takie białe chmury, ale to, to było takie jeszcze takie zamazane, bo jak ja przyszedłem, to była która godzina? No coś koło przed dziewiątą, a ona to o siódmej widziała. Coś tak w tym odstępie było. No coś pięknego. Ale chciałem powiedzieć tylko jedną rzecz, że ludzie nie chcą tego, bo tak słyszałem, że tak w radyjku też mówicie, że niektórzy nie chcą się tym podzielić wcale, że takie rzeczy istnieją. Są. A są. Drony to ja rozumiem, bo to da się wyjaśnić. To tam nie ma problemu, to jest dla mnie to to. No akurat dla mnie to tam jest nic, bo wiem co to jest co, a co jest to.A trzecia historyjka?
A to jest stara historia. Też nie chciało mi się z tym dzielić, ale skoro żeście mówili, że nikt nie chce się dzielić takimi informacjami, to powiedziałem, że w końcu zadzwonię i podzielę się też. A co. Była to... To byśmy musieli akurat sprawdzić dokładną datę. Na pewno jest data, bo Radio Paranormalium miało swój program. To było dwa tysiące... Nie, nie chcę kłamać. W dwa tysiące osiemnastym w drugie święto bodajże Wigilii czy w pierwsze święto albo w drugie święto coś takiego. Dwa tysiące, no osiemnasty rok będzie.
Bo ja mogę tam się o jeden dzień, jak to się mówi, pomylić. Tylko wiem, że ja słuchałem waszej audycji. To była wieczorna, tam do, nie wiem, do dwudziestej trzeciej czy do której to tam było coś takiego. No jakaś godzinka była dwudziesta druga, dwudziesta trzecia. No i poszedłem sobie spoko spać. Dokładnie było osiem, osiem po trzeciej. Obudziłem się, nie wiem po co, ale jak już się obudziłem, to trzeba wstać za potrzebą. No ale to tam inna dziedzina. Trzecia zero osiem to ja mam w pamięci jak hoho, to tego akurat nie zapomnę, bo takich, takich wydarzeń to ja nie zapominam, bo to naprawdę robi dla mnie wrażenie. Znaczy się teraz to już nie robi wrażenia, ponieważ skoro byłem już świadkiem jednego UFO, drugiego UFO, a to było trzecie, także dla mnie to już nie robiło różnicy.
Po prostu zignorowałem to. Ja mówię: no patrz, no znowu, znowu coś lata. No patrz.
[02:33:15] - No i obudził się pan i poszedł pan za potrzebą. To z tego, co zdążyłem wygadać.
[02:33:20] - No wiadomo, no bo... Ale najpierw podszedłem do okna spojrzeć, jaka ta sytuacja z tymi chmurami tu wygląda. No jest ciemnica. No oj tragicznie, no tak tragicznie to wyglądało. Podszedłem dosyć prawie że głową do szyby, do okna dotykając. Otwierane tu na bok. Cyk. Jakieś światło się pali nad moim domem. I se myślę: jak? Takie gęste chmury.
Światło przez to przechodzi. Słońce przez cały dzień nie wyszło, a słońce chyba ma dość dobry blask. Tak? No to mówię: księżyc. Jak? Księżyc nad moim domem? Gdzie? Coś, coś tu nie gra. Tym bardziej to było takie bardziej pomarańczowate to światło i eliptyczne. Eliptyczne, nie okrągłe, eliptyczne.
No to poszedłem, można powiedzieć, sam do siebie powiedziałem: no, no znowu UFO. No masz. Dajcie mnie w spokoju idę spać. Poszedłem za tą potrzebą. Se zrobiłem, poszedłem i naprawdę poszedłem spać. Zignorowałem to. No myślę, poszedł sobie na górę, ale gdzie ja tam co? W pidżamie wylecisz? No to akurat grudniowa pora to nie, no.
[02:34:23] - No nie byłoby to najlepszym pomysłem, zdecydowanie.
[02:34:26] - Jak można powiedzieć na krótkim rękawku to ja nie wyskoczę, ale mówię: jutro rano ja cię sprawdzę. Sprawdzam. Zgadza się. Wschód. Wschód księżyca. Druga piętnaście. A skoro ty jesteś już o dwunastej nad moim domem, o dwunastej godzinie znaczy się, dwunasta, dwunasta coś nad moim domem centralnie, tak wysoko jeszcze tak nie widziałem, żeby księżyc świecił nad moim domem. No i faktycznie rano się potwierdziło. Sprawdzam. Nie, no to jest niemożliwe.
No jak może księżyc wschodzi i przez godzinę jest nad moim domem? No z takim przyspieszeniem to jeszcze nikt nie poleciał. Na pewno nie księżyc. No ja się śmieję, ale zignorowałem to, bo powiedziałem sam do siebie. No mówię: znowu UFO. No masz. No i eliptyczne żółte światło przebijające się przez te najgęstsze chmury, których słońce nie przebiło przez cały dzień. No nie wiem. Ciężko to pojąć, ciężko to zrozumieć. Żebym jeszcze nie sprawdzał tego księżyca, o który to wylało, to już bym w ogóle.
No rano dopiero oczy otworzyłem, że faktycznie ty zignorowałeś to. To nie był księżyc i niemożliwe, że to był księżyc o takiej dużej wielkości. No bo to było cno. No jak? Księżyc taki duży, ale eliptyczny, a księżyc akurat odwrotnie, bo był w pełni, więc elipsą nie był. No i wie pan.
[02:35:42] - No i nie ma w okolicy pana domu jakiegoś takiego źródła światła, które mógłby ktoś puścić, kolokwialnie mówiąc?
[02:35:51] - Nic, nic, ale w życiu nic takiego. A kto by się o trzeciej jeszcze bawił? To jeszcze lepsze. Ale nie ma. Tutaj nie ma żadnych dyskotek, laserów, bajerów. To są wiochy. Nie ma, nie ma takich artystów ani takich modeli.
[02:36:06] - No zresztą co by to, co by to musiało być zaś za jakiś laser czy coś, prawda? Jaka by to musiała mieć moc?
[02:36:13] - O, przepraszam, bo lasera to by był snop światła, jakiegoś snop, a nie że coś z chmury mi świeci. To jest, to jest inna dziedzina. No tak ja myślę, nie? Bo to jednak, że coś się od chmur odbija, a to prześwietla chmury.
[02:36:28] - To było wida-- wyraźnie widać, że to jest nad chmurami źródło tego światła.
[02:36:32] - Siedzi w chmurach, siedzi w chmurach, w tych gęstych, niskich chmurach. One prawie że przez cały dzień to one po ziemi haczyły. Tak. Akurat tak. No to też rzadkie zjawisko, bo takie chmury to rzadko kiedy. Tak gęste, że znaczy się nie, że padało, tylko że one się s-- no jak jakbyś mgłę na dół zaciągał. Coś takiego. No ale gęste, czarne chmury no i to potrafiło się przebić te światło przez te chmury, to ja nie wiem, co to mogło być. No. No nie wiem.
No tylko mówię, że zignorowałem to. Mówię: znowu UFO. No bo innej odpowiedzi się nie dało na to. No UFO no. Może być NOL, no jak tam kto uważa.
[02:37:12] - No to w zasadzie to samo.
[02:37:13] - No może UAP. O, teraz nowsza wersja. No ale nie, nie, nie. To nie było jakieś zjawisko takie, żeby dało się to, dało się to opowiedzieć jakoś to się wytłumaczyć. Nie. Tego na pewno, że nie.
[02:37:26] - A to światło jakoś długo się utrzymywało?
[02:37:29] - No chwilę, no. Było osiem po trzeciej. Ja poszedł do kibla, to wróć, no ile tam idziesz? No to załatwić i z powrotem. Spojrzałem. Jest.
[02:37:39] - No to tak z góra dziesięć minut, pięć, dziesięć minut. Mhm.
[02:37:42] - Położyłem się z powrotem. Może to pięć minut tam potrwało i to gdzieś tam siup, siup, nie ma. Się myślę: no, no teraz to, no teraz to wtedy to se uświadomiłem, że sprawdź rano tylko jak to z tym księżycem będzie, nie? Czy wyjdzie, że, że mi się tam coś no-Mi się wydawało, że mi się coś tam. Ja mówię: a nie, no faktycznie. Jak księżyc? Nie. Druga piętnaście, a gdzie tu jest trzecia osiem. To znaczy, że jak tam wschodzi na wschodzie, no to, to tam dopiero gdzieś tam sobie wschodzi, tak? Ale jeżeli ktoś jest nad dwunastą nad moim domem, no to chyba, że troszeczkę za szybko.
No raczej za szybko. Przez godzinę jeszcze księżyc tak nie przeleci. No, no, no nie przesuwał się. Także no taka historia i chciałem się tym podzielić, bo ludzie może obserwują, nie chcą mówić o tym. Każdy mówi, że tylko na Dolnym Śląsku jest najwięcej, a tu się okazuje, że wcale nie. Jeżeli ktoś mieszka na Pomorzu i się tym interesuje.
[02:38:38] - Jedni mówią, że takim, taką stolicą jest Dolny Śląsk polskiej ufologii, inni, że Podkarpacie, bo tam działa Arek Nogz najdłużej jesteśmy.
[02:38:46] - A może, a może w tych Ładach? No coś takiego. Nie, wcale, że nie. Tu ludzie, tu ludzie są tacy tam, że tak powiem, nie interesują się, nie zwracają uwagi. To wyjdzie, wyjdzie na powietrze, to nie wiem. Patrzy w ziemię, a nie patrzy do góry. Nikt nie patrzy. Tam jeszcze taką mam historię, ale to nie wiem, czy to się śmiać, czy to płakać z tego. Bo znaczy się ja płakałem, to ja wiem, ale to mały byłem. Także ja wiem, że są takie historie, że niektórzy pamiętają.
To jest tam właśnie w tym kierunku północnym, tam, gdzie te moje obserwacje, ale to od tej strony wioski, teraz w stronę północy. I ja na tej północy tam mieszkałem kiedyś. To jest parę dwa kilometry w szczerym polu, tam, tam, tam nie ma żywy duszy, tam nie ma żywy duszy. Jak bym to powiedział, do najbliższych sąsiadów to chyba było pół kilometra, żeby tam się spotkać z kimś sąsiednim, nie?
[02:39:38] - Ale to też, to też działo się w obrębie Pączewa, tak?
[02:39:41] - Tak, tak. No to było, ale to były, to były stare czasy, to był siedemdziesiąty dziewiąty, no siedemdziesiąty ósmy, siedemdziesiąty dziewiąty rok. Także ja jeszcze byłem no mały, no zdwojony, no mały. No ale jednak mi to w pamięci utknęło, chociaż mały byłem. Wiem, to można się niektórzy tam słuchacze czy ktoś mają też takie historie, ale niektórzy uważają, że się można z tego pośmiać. Nie wiem, czy to było do śmiechu, skoro wiem, że mój brat wracał ze szkoły ustaloną trasą. No to jedna droga tylko była. I zgubił tornister z książkami, bo tak uciekał, bo goniły go dwie czarne kule. Naprawdę. Lepszy-- przybiegł do domu urYczany, zapłakany.
No ja jestem, byłem, jestem młodszy. Też zacząłem ryczeć. Wleciałem pod stół. Ja pamiętam wszystko. I mama poszła po... Jo, jo mama, jo mama poszła po ten tornister. On leżał naprawdę w połowie drogi. On tam go zgubił. On zaczął uciekać. Dwie czarne kule, które go goniły.
Ja mam wacenta tam, bo wacenta ma chyba jakaś fantazja. No ale, no ale urYczany pewno. Przecież, że tak powiem, obsmarkany, urYczany. W sensie byłem małego gówniarze, no. On chodził do trzeciej klasy bodajże.
[02:40:52] - Czyli tak z dziewięć lat, z dziewięć lat mogło mieć, tak?
[02:40:56] - No, no, no. Smarkal. No smark był taki. No to przybiegł. On mówi, że to było UFO. Ja pierwszy raz na ucho słyszałem, że to UFO. Ja nigdy tego słowa nie znałem, ale już w tamtych latach jednak poznałem. I za dzień czy za dwa coś mi się dziwne wydawało. Ja był w domu na podwórku z psem się bawiłem. Mig, mig dwudziesty, dziewiętnasty czy dwudziesty pierwszy już teraz już nie wiem, ale nie z tych mniejszych.
Cienki, ładny, siwy mig przeleciał nad naszym domem, goniąc coś. Nie wiem, czy coś goniąc. Przeleciał nad, tak nisko nad naszym domem, że prawie dachówki spadły już z dachu, że szyby wyleciały tak nisko, ale z zachodu na wschód zapierdzielał coś, tak jakby coś gonił. Ja mówię: no takie manewry? No teraz tak. Teraz tak mówię, bo teraz mam swoje lata, to.
[02:41:41] - No takich manewrów to chyba się nie robi blisko zabudowań, prawda? Bo może dojść do wypadku.
[02:41:46] - Jeżeli ja mogłem już praktycznie z bliska samolot obejrzeć, tak nisko leciał, tak nisko. Ja mogłem napisy przeczytać. Wszystko to pan tam chciał. No. Huk, huk, huk nierzymski był. No wiadomo kurik tam wszystkie kaczki, wszystko spie-- gdzieś w tył. To wiadomo, to był huk. Na następny dzień przyleciał. No to był taki incydent. Ja mówię: czy to coś związane ma z tymi jego kulkami, co go goniły, czy co?
No jako dzieciak rozum-- co tam możesz rozumować? No to-
[02:42:16] - Ale te kulki brat mówił coś? Czy jak wysoko te kule?
[02:42:20] - Jakieś dwa, trzy metrowe kule.
[02:42:22] - A one jakoś wysoko się przemieszczały?
[02:42:25] - Z tyłu za nim.
[02:42:27] - Czyli dosyć tak nisko, nie?
[02:42:28] - Dwa, trzy metry nad ziemią z tyłu, za nim. Coś takiego. Tak jak on to opowiadał. Tylko że cały czas z tyłu za nim były. No gdzie mógł? Zaczął uciekać. No ale tornister, kredki, wszystko się mi sypało. Panie, on poleciał. No. Przyleciał do domu i urYczany, obsmarkany.
Nie wiedzieliśmy, o co tam chodzi. Aż mama poszła po ten tornister. A to jest kawał drogi. To jest w polu, to tu nie ma, żebyś tu gdzieś uciekł. Jesteś na środku pola i droga tylko. Z prawej, z lewej zboże i tyle. Także tak było po tym migu. No później, później to już doszedł do tego, że to jest mig, bo siedziałem w takim samolocie już za sterami, także coś już wiem. To już później, ale to prywatna sprawa. A to na lotnisku byłem akurat w Malborku wojskowym.
Także nie jestem aż taki tępy, że nie wiem co to jest samolot. Bo ktoś tu pomyśli: o, o. Ja nie, ja byłem spółkopilkiem, byłem na lotnisku, wszystko tam sobie pooglądałem, wszędzie siedziałem. Ale na następny dzień po tym fakcie z tym samolotem odrzutowym przyleciał helikopter wojskowy. Wylądował jakieś... Czekaj, czekaj. Ja bym tak tu teraz powiedzieć, jak teraz od ty do tego drzewa z pięćdziesiąt metrów, pięćdziesiąt metrów przed naszym podwórkiem, przed naszym wjazdem wylądował na polu. Wysiadło trzech wojskowych i zaczęli po tym polu łazić, czegoś szukać. Bo tak panu powiem. Pochodzili, pochodzili, a ja?
No ja jako dzieciak no stałem jak wryty. No panie helikopter, to to, to, to jest zagadka. Rewelacja. No tym bardziej no samochód cztery ręka to, to, to się nie umywa. Podchodzili, posz-- tam rzepak akurat był. Tam po tym rzepaku pochodzili. Odpalili maszynę, wsiedli, polecieli. I tak sobie myślę: coś tu naprawdę, coś tam, tam coś musiało nie zagrać. Może jakiś radar, może ktoś, ktoś widział te kulki albo co? Że tak wojsko się tam zainteresowało tym.
Nie daje mi tego spokoju, bo wiem tą historia. No to jednak dzieciak, bo to za dzieciaka pamiętam, nie?To ktoś powie no dzieciak miał fantazję i takich głupot tu pierdyli. Nie, ja mam pięćdziesiąt lat, to ja wiem, co ja gadam. Tylko że ja to pamiętam. To jest najlepsze.
[02:44:26] - No bez powodu tam raczej się wojskowi na tym polu chyba nie znaleźli. Musieli czegoś szukać, jakichś śladów.
[02:44:32] - Samolot może miał usterkę. Może coś wypadło, może coś tam. Ciężko powiedzieć. Wiesz, naprawdę. Także no z mojej strony to tak by było. Wszystko do sprawiedliwego wyjaśnienia. No jak to? Jak to określić? Jak to wy-wyczaić to ja nie wiem. No ale jednak są.
Chciałem powiedzieć, że są takie tam różne różności. Nie wiem, niektórzy nie chcą, może tam naprawdę faktycznie nic tam gadać, niektórzy odzywać.
[02:44:57] - A brat coś wracał jakby później do, do tego zdarzenia, do tego, do tych kul czy, czy na tym się skończyło, na przekazaniu tego, że coś go goniło?
[02:45:07] - Nie, on, on tam mówi, że słabo. On to słabo pamięta ten mój braciszek, ale wie, że uciekał. Ale on teraz nie wie, o co chodziło. Jakżeś gadał, tak było mówię. No jak kule cię goniły, to goniły.
[02:45:19] - A to były takie ku-- dosłownie kuliste obiekty czy coś?
[02:45:22] - Czarny, jakieś czarne, metalowe, metaliczne jak węgiel o czarnego koloru.
[02:45:27] - No to musiało być. Musiało wywrzeć rzeczywiście na nim du-duże, duże wrażenie.
[02:45:32] - No mówię, no ale nie każdy chce tutaj rozmawiać, nikt nic się nie powie, bo się nie przyzna, bo to wiadomo, bo to mały był.
[02:45:38] - No bo lata siedemdziesiąte, ta końcówka lat siedemdziesiątych to taki okres, gdzie dużo, gdzie dużo, dużo takich różnych dziwnych rzeczy o charakterze ufologicznym się działo.
[02:45:49] - Tak i w tamtych czasach nikt się tym nie zajmował, bo to wiadomo PRL taki tam to.
[02:45:55] - Ta ufologia u nas dopiero się rodziła, tak.
[02:45:58] - No to ja, ja, ja bym sam, sam, sam był. Jakby teraz mi ktoś opowiedział no to są inne czasy, no ale tu znowuż się zachodzi, zachodzi to, że dzisiaj to masz internet. Wtedy nie było. To tu nie ma się z kim podzielić jakoś tam. A tym bardziej że jako dzieciak to byś już był tak wyśmiany, że byś z przedszkola wyleciał. Ja się śmieję, no bo takie czasy były. No poważnie, a zresztą to propaganda była jeszcze inna. Jeszcze by cię zamknęli albo coś.
[02:46:31] - Skoro nawet takie, taka, takie, taka ważna osobistość jak Marek Rymuszko też miał problemy. Wydał pierwszy numer Nieskończonego Świata i zaraz mu to wszystko cofnęli, prawda w osiemdziesiątym trzecim roku. Zaraz mu to kazali, skonfiskowali. Z tego, co słyszałem. No.
[02:46:49] - No są takie sprawy, ale co to chciałem, to chciałem. Powiedziałem. Się podzieliłem, żeby wiedzieli.
[02:46:57] - Żeby było to jakoś zapisane, prawda? Żeby to było utrwalone dla podobności.
[02:47:01] - No jak coś widzisz, to wiesz. Jak nie widzisz, to nie mów.
[02:47:07] - Pozostajemy w latach siedemdziesiątych i przenosimy się w rejony Jasła na Podkarpaciu. Tam na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych doszło do kilku niezwykle ciekawych obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających.
[02:47:22] - Halo?
[02:47:22] - Halo, dzień dobry tutaj Marek Sęk Radio Paranormalium. Byliśmy umówieni na dzisiaj na rejestrację pana historii. Coś z czymś nie-niewyjaśnionym, prawda?
[02:47:33] - No bardzo dziwnym. Takie zdarzenie mnie kiedyś spotkało w życiu i nie umiem tego wytłumaczyć. A powiem tak świadkowie odchodzą powoli i jestem jedynym w tej chwili, który żyje. Ma pan dostęp do mapy na przykład takiej gdzieś tam na komputerze, na laptopie. Mógłby pan sobie tam otworzyć? Czy raczej nie?
[02:47:52] - Mam, mam, mam.
[02:47:53] - Ja dzwonię, jestem z Jasła i jakby pan sobie na laptopie otworzył mapy Jasło, to by nam było może łatwiej. Jeżeli by pan był tak dobry. Ja się ożeniłem w roku osiemdziesiątym w sierpniu, wiem, że już byłem na pewno żonaty i byłem na ślubie kuzynki. To jest w okolicy Jasła, miejscowość Sobniów i o godzinie nie wiem trzecia, czwarta nad ranem moi rodzice i ja z żoną jechaliśmy samochodem wujka, który nas podwoził do mojej rodzinnej miejscowości. To jest nie wiem, około czterech, pięciu kilometrów z tego lokalu, w której był, w którym była ta uroczystość. I jak pan otworzy sobie tą mapę, jakby pan już mi dał znać, że pan ma.
[02:48:38] - Mam już. Sobniów.
[02:48:39] - Jechaliśmy z Jasła w kierunku miejscowości Czeluśnica w kierunku wschodnim. I wie pan co? Wujek niepijący prowadził samochód.
[02:48:50] - Moja mamusia niepijąca, siedząca w tylnym siedzeniu. Mój tato siedział obok kierowcy z przodu. Może wypił ze trzy kieliszki przez tę całą uroczystość, bo mówię, no taka była, że no może nie stronimy od alkoholu, ale, ale nie jesteśmy jego wielbicielami, tak powiem. Ja wtedy w ogóle nie piłem. Moja małżonka również. Także w trójkę siedzieliśmy na tylnym siedzeniu i podjeżdżając pod takie wzniesienie z miejscowości Wolica w kierunku Czeluśnice wujek zaczął hamować i mówi: "A cóż to, to takiego dziwnego na północy widać?" mówi tam. I patrzył w kierunku miejscowości Warzyce i Brzyśce. Jeżeli pan ma tą mapę, to pan może patrząc Jasło, Czeluśnica to jest tak od Jasła na wschód Czeluśnica, a na północ są Warzyce i Brzyszki. I proszę pana szanownego, to było nad tym lasem w Warzyce czy Brzyszki. Trudno określić to, bo to gdzieś, nie wiem, ze cztery kilometry w prostej linii, może trochę bliżej.
Nad lasem to było tak, jakby, jakby pan spłaszczył jajko, czyli leżące jajko, tylko spód był jeszcze bardziej spłaszczony. To nie było taki pełny owal, tylko spód jakby był bardziej płaski i to się unosiło nad lasem. To taki już świt się troszeczkę blady robił gdzieś tam na wschodzie, ale to było takie pomarańczowe. Nie było to żółte, tylko bardziej takie w pomarańcz wpadające. I proszę pana szanownego, to się kołysało nad lasem i wykonywało takie dziwne manewry, bo tak jakby przeskakiwało z miejsca w miejsce i to tak o dosyć no, ja teraz oceniam to może gdzieś kilometr, czasem taki skok na dwa, trzy kilometry. To był taki tylko smuga zostawała. To był dosłownie ułameczek sekundy. Uciekało myk w jedną stronę, za chwileczkę wracało tylko nie w ten sam punkt, tylko jakby z punktu A leciało dwa kilometry na przykład w prawo do punktu B i potem przeskakiwało ten punkt A i leciało z powrotem do punktu C. Czyli ten skok pomiędzy punktem A i B to był dwa kilometry, ale już następny to na pewno był ze trzy, cztery kilometry. I to tak dosłownie, no nie wiem, kilkadziesiąt razy myśmy się zatrzymali tym samochodem, wysiedliśmy, staliśmy sobie na poboczu, patrzymy.
No dziwne to niesamowicie. I w pewnym momencie to wróciło, że tak powiem, no blisko tego punktu wyjściowego, gdzie go zobaczyliśmy i z tego, powiedzmy tego jajka, tego dysku, czy tak jak to ludzie nazywają, zaczęły wypływać. To tak jakby się oddzielało od spodu, ale to już okrąglutkie, okrąglutkie, w podobnym kolorze. Najpierw było dwa takie punkty, później było trzy, później cztery. Tak kolejno. Pierwszy i drugi tak dosyć szybko się jakby się oddzieliły, a później trzeci i czwarty. I one wykonywały takie różne manewry góra, dół, prawo, lewo i to tak śmigało. Wie pan, że no, no nie mogło to być ani światło jakieś takie, jakieś lasery czy coś. Ja się ożeniłem w osiemdziesiątym roku, w sierpniu, więc to mógł być, nie wiem, październik. Raczej tak gdzieś koło miesiąca października.
Żadnych innych świateł tam nigdzie nie było. O laserach to chyba jeszcze wtedy tak gdyby ktoś tam miał, to, to tam jakieś cuda na niebie wyprawiał to raczej też, też, też nie te czasy. Było to no zjawisko takie niezwykłe. Staliśmy dosyć długo, no ale to i chłodzik taki poranny i zmęczenie, bo to jednak impreza trwała, tak jak mówię, do prawie do bladego świtu. Więc wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z tego miejsca. Nie wiem, nie wiem, co to się później z tym podziało. Właśnie te punkciki, te mniejsze, te, te, te, tak powiem, kółeczka, krążki, jak to nazwać, te okrągłe łączyły z tym owalnym na chwileczkę. Tak jakby wnikały do niego i powtórnie wylatywały. Tylko przemieszczały się z, no z olbrzymią szybkością. I jak tak teraz, nawet patrząc na te odległości, wie pan, to z okolic Warzyc to leciało tak w kierunku jakby Tarnowca, Jedlicza wracały z powrotem.
I to były takie ruchy, że tak jakby powiedział nieskoordynowane, nie że one równolegle do siebie jakoś tam latały, tylko każdy wykonywał inne jakieś nawet to jakieś odbicia jakby były. No to nie podejrzewam, bo jakby to było gdzieś nawet i na szybie czy coś. No, no dziwne to było niezwykłe zjawisko i wspominamy to nieraz tak siedząc, bo tam zawsze ktoś tam coś opowiada, jakieś historie takie, co go w życiu spotkały. Ja opowiadam właśnie tą rzecz, że tak powiem no każdy patrzy to z przymrużeniem oka. Opowiadałem to może ze trzy, cztery razy w życiu, gdzieś tam wśród znajomych. Oni tak z niedowierzaniem trochę słuchali. Tatuś mój, że tak powiem, zmarł już, już dosyć dawno. Żona też odeszła. Mamę mam już w wieku takim, że, że no coś tam pamięta, ale, ale ja mówię ta pamięć u niej coraz, coraz słabsza. I wujek, który ten samochód prowadził, też nie żyje, bo w krótkim czasie później też zmarł na raka.
I wie pan, chciałbym, żeby to zostało gdzieś w pamięci czyjejś, że takie rzeczy miały miejsce.
[02:53:57] - To tak wygląda, jakby to był statek matka, który wypuszczał jakieś sondy, prawda?
[02:54:02] - Proszę pana, nie mogę określić, czy to był statek matka, czy to było jakieś, nie wiem, urządzenie, które ktoś wypuścił, powiedzmy na, na linię, ale to tak było. No to się za szybko przemieszczało, że tak przepraszam, tak powiem, na uwięzi to było. No to się przemieszczało tak no w łanku sekundy z punktu w punkt. Tylko że można było zauważyć tak jakby, jak to powiedziećCieniutką jakby taką smugę, nie? Taki, ale to był błysk. Może to było też takie wrażenie, bo to przy tej szybkości jak to się przemieszczało, to mówię no w ułamku sekundy, nie wiem, jednej setnej sekundy czy tak jednej dziesiątej, bo trudno mi to w tej chwili określić, ale to potrafiło się przemieścić o kilka dobrych kilometrów tak na tym północnym nieboskłonie.
[02:54:42] - No taka szybkość, taka prędkość, którą ciężko chyba ludzkiemu oku byłoby zarejestrować, prawda? Szczególnie z takiej odległości. I tak dosyć dużo zauważyliście.
[02:54:52] - To w prostej linii od nas. Tak, teraz się zastanawiam. No nie chcę tam przekłamać, bo-bo daleki jestem od tego. Mogło to być z odległości trzech kilometrów do tego lasu. To było ewidentnie nad tym lasem jak Warzyce Brzyszczki. Jak pan tam ma gdzieś tą mapkę, to tam może pan to sprawdzić sobie. I to było jedno ze zdarzeń.
[02:55:12] - To jeszcze mam takie pytanie czy rozmawialiście może potem w gronie rodzinnym o jakichś spostrzeżeniach, co to mogło być?
[02:55:19] - No to każdy taki był zaskoczony. Mówię no wojsko jakieś doświadczenia robi, ale to ani jednostek w okolicy jakichś nie było, ani nic. No było to dziwne, niewyjaśnione. Nigdy wcześniej się z czymś podobnym, ani później z czymś podobnym mówię nie spotkałem. Bo jeszcze chciałbym opowiedzieć o dwóch różnych historiach takich, ale to już zupełnie inaczej to wyglądało, bo to było mówię ten obiekt, taki ten w kształcie jajka, to tak później za dnia tak się przyglądając w tamtym kierunku, no to on mógł mieć, nie wiem, około pięćdziesięciu metrów. Mogę się tam mylić o kilka w tą czy w tą. W stosunku do tych tak już to było tak wie pan, na wschodzie już słońce wstawało. Tak, to było tak troszeczkę taka poświata. Więc patrząc na wysokość lasu, to myślę tak, że powiedzmy drzewa niech by miały około piętnastu metrów, nie? Tam niech będzie dwudziestu w porywach co wyższe.
No więc to tak było. No długość była tak no podwójna wysokość tych drzew, podwójna wysokość tych drzew, tak że to było dosyć spore. Ten główny obiekt, ten duży taki. Natomiast te mniejsze, no trudno mi jest określić, one były no jak to by miało z pięćdziesiąt metrów, to one mogły mieć, nie wiem, no może po pięć metrów, może trochę większe. To też, też takie malutkie nie były. Tylko no mówię, w porównaniu z tym obiektem, tym, tym dużym, no to różnica była spora. To na ten temat to co zapamiętałem i chciałem się podzielić, to chyba wszystko opowiedziałem. Natomiast drugie zdarzenie jak pan ma tą mapkę i jak pan sobie otworzy też miejscowość tam na prawo od Jasła, tam jest Czeluśnica. Nie wiem czy pan będzie widział. I tam na wschodzie od tej miejscowości w tej chwili tam jest taka firma Erko.
Na końcu tej już tej miejscowości to są ostatnie zabudowania, wtedy tych zabudowań tam nie było i my byliśmy po prostu tak jakby od wschodniej strony tej miejscowości wracaliśmy gdzieś z działki, z też z mamą moją i kilka osób tam znajomych stało i patrzą na północ. I tak patrzymy i tak wie pan, no człowiek się tak nigdy tam w niebo nie wpatrywał, nie? Tak szliśmy. Mała godzina, gdzieś powiedzmy dziewiętnasta i na północy, ale to było wysoko na tym. To nie było tak tuż nad lasem, tym tak jak mówię po wstępnej opowieści, co mówiłem, że to tak było blisko, blisko ziemi. To było tak no wysoko, to było kilkaset metrów nad ziemią. I w pewnym momencie ci znajomi tak rozmawiają. Popatrz się do mojej mamy się tam. Popatrz się mówi co to, co to dziwne zjawisko. I my to dopiero wtedy tak patrzymy.
No faktycznie to nie jest księżyc. To jest tak północ, północny zachód, tak powiem. Tak jakby powiedzmy na godzinie no dziesiątej, jedenastej. Było to olbrzymia żółta, żółto pomarańczowa, taka może nie całkiem żółta, bardziej taka żółto pomarańczowa kula, no tak przekraczająca wielkością przynajmniej dwukrotnie może więcej księżyc. I to tak się przesuwało raz na wschód, raz na zachód. To okolice tak tego mówię, też tego lasu, tam jak mówię Brzyszcz i tamte okolice. Tylko to było potężne i staliśmy dosłownie no dobre pół godziny patrzyliśmy, bo to wykonywało takie ruchy, jakby się od, jakby to tak wyglądało, jakby malało. A to tak wyglądało, jakby właśnie się oddalało i przez to się chyba wielkość tego zmniejszała. No tak, potem żeśmy dyskutowali w gronie tych osób, co tam stały i co to maleje to tak raz jakby puchło, raz tak się robi mniejsze. A nie, chyba bardziej się oddala na północ i wraca w tym kierunku.
No i tak patrzymy. W zasadzie pułapu nie zmieniało, tylko tak jakby mówię puchło i klęsło. Przepraszam za takie określenia, ale nie umiem tego inaczej ująć w słowa. I chodziło właśnie tak wschód, zachód, wschód, zachód. Tak przemieszczało się tak powiedzmy po pół kilometra, dwa kilometry wracało i w pewnym momencie z tego punktu, że tak powiem, tego, tego no zbliżonego do punktu stałego, że tak powiem, bo zawsze wracało tak jakby w swoje miejsce, nie? W ułamku sekundy odleciało tak jak na godzinę, powiedzmy dziewiątą, dziesiątą, ale to tak śmignęło po nieboskłonie, że to był no ułamek sekundy. Nie ma. To zdarzenie było wie pan, w którym to mogło być roku? Już panu powiem. To mógł być rok siedemdziesiąty ósmy, siedemdziesiąty dziewiąty.
To było to zdarzenie i też w tych samych okolicach, że tak powiem, może bardziej tak na zachód, już tak na zachód od Brzyszczek widziałem kolejny raz. Też była tam grupa chyba pięciu, sześciu osób i też widzę, że ludzie stoją, coś tam pokazują na nieboskłon. Patrzę, co to takiego. Też taka właśnie żółto pomarańczowa, olbrzymia kula, która stała w jednym miejscu nieruchomo, ale dużo niżej. Byliśmy też w innym miejscu. Wtedy już nie byliśmy tam, że powiem na wschód od tej miejscowości, tylko tak jakby w centrum tej miejscowości.W północnej części tej miejscowości, na takim wzniesieniu. Tam byliśmy także tam tak ponad wierzchołkami drzew, tymi zabudowaniami, które tam były wokół. Było to doskonale widać, więc można to było określić na odległość, no nie wiem, dwóch, trzech kilometrów max od nas. Było to olbrzymie, olbrzymie, olbrzymie. No na pewno kilkakrotnie większe jak księżyc.
Dwu, trzykrotnie na pewno. Dwa to na pewno. No i na początku tam ktoś mówi: "a to księżyc!" No i tak w pewnym momencie ktoś tam się obejrzał. Nie no, księżyc mamy za sobą, nie? I wtedy oczy kwadratowe u tych takich, którzy tak. Bo ja tak na początku już widząc wcześniej takie coś, że jakieś takie dziwoląg się pojawił na niebie. Księżyc, księżyc. Tam głosy się odezwały i wreszcie ktoś tam mówi: "no jak masz księżyc za plecami?" Mówi: "to co tu masz księżyc? Księżyc stoi nieruchomo, a to cały czas się jakoś tak buja na boki". I to zaczęło wykonywać też takie skokowe.
Tak się skokowo przemieszczało. Tylko nie tak, żeby tam jakiś kwadrat, prostokąt, tylko tak w różne strony. To skosi się w tą, w tą, w tą. Góra, dół, prawo, lewo, wie pan. I odleciało to w kierunku wschodnim. Tak na godzinę, powiedzmy nie wiem, pierwszą, drugą, ale to leciało z-- malało. Czyli leciało z taką szybkością, że no nie tak, że to mig w ułamku sekundy zrobiło, tylko to oddalało się tak w kierunku Szebnie, Odrówka. W tamtą stronę to leciało tak bardziej na, bardziej na Krosno. To takie trzy zdarzenia w życiu mnie spotkały. Takie, że nie umiem tego wyjaśnić i nikt, kto był obecny, też się nie podjął, żeby to wyjaśnić, bo, bo dziwne to było i mówię do niczego niepodobne.
Co człowiek zdawałoby się zna.
[03:01:49] - No technika wojskowa też jeszcze wtedy nie była tyle, na tyle za-zaawansowana, żeby być w stanie tak.
[03:01:54] - Nie wydaje mi się. No bo to były, to były lata już koniec siedemdziesiątych.
[03:01:59] - Przecież te obiekty były, były dużo, dużo za duże, że to tak ujmę mało poprawnie.
[03:02:03] - Były olbrzymie.
[03:02:04] - No tak.
[03:02:04] - Były naprawdę olbrzymie.
[03:02:06] - No i obserwowane z tej, z tej odległości. Skoro te manewry były tak dobrze widoczne, to one musiały się jednak dosyć szybko chyba przemieszczać.
[03:02:14] - To mówię, to taki był, no dosłownie taki przeskok z miejsca w miejsce. To było widoczne przy tym drugim zdarzeniu. Teraz ostatnim, co opowiadał, to śród było śród wolniejsze i na mniejsze odległości. To już nie było takie tam gdzieś po dwa kilometry, tylko to się tak przemieszczało tak o. Tak patrzyliśmy wtedy z tego wzniesienia, to tak mówię o pół kilometra, może o kilometr. Z tym że to przeskakiwało tak w prawo, w górę, w dół, w lewo. Znów gdzieś takie. Trudno nawet określić trajektorię tego, bo to nie miało jakieś takie, że wie pan, półkółko czy coś, tylko tak stało i pod kątem nie wiem, no tam trzydziestu, czterdziestu stopni przeskoczyło to w prawo, to w lewo, znów w dół, znów w górę i no staliśmy też bardzo długo, aż do znudzenia. I wreszcie mówimy chodźmy. No to co będziemy patrzeć?
No coś jest i trudno to wtedy wie pan. Teraz każdy ma jakiś tam telefon, może fotki zrobić w miarę wyraźne. Wtedy o czymś takim jeszcze nie było mowy i no nikt tego nie miał możliwości utrwalić na kliszy czy, czy no może jakby tam ktoś gdzieś może pobiegł, to tak, ale tak każdy stał, patrzył jeszcze, jeszcze był ciekawy. To trzeba było jednak. Na pewno ktoś w okolicy aparatem dysponował i można było nawet zwykłym aparatem zrobić fotkę.
[03:03:26] - No nie jest takie pewne, czy by takie zdjęcie wyszło, prawda?
[03:03:30] - Nie wiem, ale ja zrobiłem fotkę w dwa tysiące siedemnastym roku w lipcu. Jaki dzień to był, to nie wiem. To było wtedy, jak w Polsce tamte Chojnice, tamte okolice, co te dwie harcerki zginęły. Taka była potworna burza. Co tam tak te lasy położyło. Wybierałem się, że tak powiem, na urlop do syna na północ kraju, ale w związku z tym, że pogodę taką zapowiadali paskudną, pojechaliśmy sobie na południe. Już mieliśmy walizki spakowane, więc bez problemu wsiedliśmy w samochód. Pojechaliśmy na Węgry, bo tam pogoda będzie ładniejsza. I proszę pana, jedziemy na te Węgry. Dogoniła nas burza.
Zresztą taka paskudna tam kurczę, że, że tam dosłownie drzewa z korzeniami wyrywało. I pobyliśmy sobie tam trochę na basenach i wracamy. I na tej byliśmy nizinie węgierskiej i żona siedząca obok mnie mówi: "tie co to takie dziwne coś na niebie". Zrobiłem fotkę ja w samochodzie jadąc tak o przez szybę śmignęło to, bo jeszcze chciałem się zatrzymać. No niestety to już było za krótki czas. Było to coś owalne, takie no przez szybę wie pan, z samochodu. No to zdjęcie jak zdjęcie. Mam tą fotkę zachowaną do dzisiaj. Nie wiem co to było. No też tak krążyło, przesuwało się, ale nie tak, że wyżej czy niżej, tylko właśnie w płaszczyźnie poziomej.
Przemieszczało się w prawo, lewo, w prawo, lewo i tak bardzo wolno w pewnym momencie płynęło. Jak zrobiliśmy tą fotkę i w ułamku sekundy odleciało. Jak wracaliśmy do domu, czyli jechaliśmy na północ, czyli to odeszło na zachód. Śmignęło bardzo szybko i zniknęło. To było takie owalne, bardziej takie, takie no przez szybę wie pan, no trudno to też ocenić, jak się jedzie tak o. No też jaka to odległość? No mam tą fotkę, zostawiłem ją sobie na pamiątkę mówię, bo jedna jedyna takie też i to mówię. Chodziło sobie prawo-lewo, w miarę wolno, w miarę mówię. No powiedzmy nie wiem, tak szybko jak. No trochę szybciej może jak samolot pasażerski lecący.
Na pewno szybciej, bo to tak no dużej odległości było od nas, a to coś no zmieniało to. Zmieniało te swoje mówię. Może to leciało ze dwa tysiące na godzinę, z półtora na pewno tak leciało.
[03:05:39] - Jeżeli dobrze rozumiem, to to takiego nagłego przyspieszenia dostało tak?
[03:05:43] - To znaczy to tak, jakby sobie leciało prawo-lewo, tak? Wie pan, leciało na przykład na zachód. Dobrze mówię, na zachód. Leciało sobie na zachód i bez tak jakby nie robiło jakiegoś nawrotu czy coś. Tylko tak wie pan, w ułamku sekundy nie? Cofało z powrotem, tylko już w inne miejsce i z powrotem takie no przeskoki z punktu w punkt, że tak powiem. To był lot, bo to ewidentnie leciało tylko no niezwykle szybko. I tak się zatrzymało, tak jak mówię, na godzinie, nie wiem, druga. Po drugiej stanęło, jakbyśmy tę fotkę zrobili, tak jakby zdawało by się. Może się mi zdawało, bo jednak jechaliśmy tak, jakby mając to na godzinie, nie wiem, drugiej wpół do trzeciej, tak o.
To tak trochę po skosie przez szybę. I ja mówię szybko wyciągnij telefon, wyciągnij telefon i tego pstryknij fotkę, nie? Do żony, bo mówię no co to jest za cholerstwo? Tak że pstryknęła i ujechaliśmy dosłownie nie wiem ile tam no, no krótka chwileczka, kilka sekund i to odleciało tak już po skosie pod kątem nie wiem, dwudziestu, dwudziestu kilku stopni poleciało na zachód, ale tak no śmignęło tak, że zginęło z oczu w moment, nie? No to takie historyjki w życiu mnie spotkały. Nie umiem tego wyjaśnić, ale to już mówię. To już był dwa tysiące siedemnasty rok. Być może, że już wojsko czymś dysponowało ciekawym. Z tym że to było taki jak to mówią dysk.Taki już typowy dysk. To nie było okrągłe jakieś czy jakieś tam inne, tylko taki tak jak dwa talerzyki jakby pan do siebie zbliżył, nie?
[03:07:05] - Z takich wojskowych, militarnych wynalazków to mi się skojarzyło jedynie z, jedyne co mi się kojarzy to broń, którą teraz Brytyjczycy podobno testują. Broń laserowa, która może potencjalnie takie, takie manewry wykonywać. No tylko że to jest testowane teraz w dwa tysiące dwudziestym czwartym i to Brytyjczycy testują to. Nie, to u nas jeszcze na pewno tego nie było. Tak że no, raczej chyba wykluczyłbym jakiś wynalazek wojskowy, szczególnie ze względu na możliwe rozmiary tego obiektu, bo to ile mogło mieć? Też tak z kilkadziesiąt metrów, prawda?
[03:07:38] - O na pewno, na pewno to było sporej, sporej wielkości. Tylko mówię no trudno ocenić, wie pan, jak się człowiek stoi gdzieś, porównuje odległość, powiedzmy słupy, jakieś kominy, jakieś budynki nawet w oddali. Można to w przybliżeniu, nawet licząc piętra czy te słupy, powiedzmy te osiem metrów słupa, można jakoś to tam dopasować, no, z jakąś tam dokładnością dziesięciu czy iluś procent. Natomiast to mówię, było to na nieboskłonie, na wysokości kilkuset metrów i mówię i cały czas się przemieszczało, nie? Tak dosyć szybko w jedną, w drugą stronę. Tylko to, no samolot to by jakiś łuk wykonywał, jakiś nawrót czy coś, a to nie. To było takie cyk, cyk, cyk. Tak chodziło jak, jak, no, przeciążenia by tam musiały być przeokropne. Tam by chyba nikt nie wytrzymał. Oczy by wypadły człowiekowi przy tych manewrach.
O wnętrznościach nie wspomnę, żeby tam chyba wszystko popękało w organizmie, bo... No i później to jak odleciało, nie? No to, to naprawdę to było. Śmignęło w powietrzu i poszło gdzieś tam. Z tym że nic nie... A jeszcze co! Przy żadnym z tych zdarzeń, które opowiadałem, nigdy nie słyszałem, żeby jakiś był szum, jakieś coś. Nic. Działo się to wszystko bezgłośnie. To ostatnie no to byłem tak jak mówię, jadąc samochodem po autostradzie to też trudno się wsłuchiwać, bo jednak samochód zagłusza wszystko, nie?
Natomiast te wcześniej takie wielkości tamtego, mówię, ten dwu, trzykrotny księżyca, te co widziałem, no to, to wszystko było bezgłośne. Bezgłośne, także może i odległość swoje powodowała. I tyle proszę pana na ten temat.
[03:09:10] - Gdyby te obiekty były, że tak powiem, konwencjonalnymi obiektami, to jakiś odgłos by chyba dochodził, prawda? Nawet z takiej odległości jakiś, jakiś taki niski rumor czy coś tego typu. Tak mi się wydaje.
[03:09:22] - No samolot, samolot pasażerski lecący na wysokości kilku czy nawet tam może kilkunastu kilometrów słychać jest gdzieś tam w oddali. Natomiast tutaj no nie było nic. Wtedy co ten pierwszy obiekt, o którym opowiadam nad tym lasem, tam co się unosił, no to było bezszelestnie. Naprawdę to była noc. Ruch wtedy był znikomy, bo wie pan, w tej chwili tych samochodów trochę na jezdniach jest, jakby nie patrzeć. Dużo większy ruch. Wtedy była cisza zupełna. To było, mówię, no świt wstawał. Cisza, cisza, cisza. I to był teren niezabudowany, bo do najbliższych zabudowań było pewno jeszcze te, co minęliśmy, no to było powiedzmy z dwieście, trzysta metrów do najbliższej miejscowości.
Tam do tej Trzebnicy było pewnie jeszcze z pół kilometra. Wszystko uśpione, światła wygaszone i nagle takie coś nad lasem. No. Dlatego mówię, to utkwiło w pamięci i trudno to o tym zapomnieć, nie? Mimo upływu wielu lat.
[03:10:16] - Rozumiem, że w tych, we wszystkich przypadkach te obiekty nie wpływały jakoś na otoczenie, prawda?
[03:10:24] - Nie mam zielonego pojęcia. Ja to po prostu no przyjąłem, że no coś dziwnego jest. Trudno to wyjaśnić i trzeba przejść do porządku dziennego. I nie miałem rolę w ocenie, co to było. Tylko mówię, no trudno sobie nawet wyjaśnić, że to by był jakiś no nie wiem, obiekt, który wojsko czy, czy jakiś no w ogóle przemysł nasz wyprodukował, bo to nie te lata wtedy, prawda? Bo to tym bardziej że no, być może jakieś są tajne projekty, o których nie wiemy, ale, ale te zjawiska takie wie pan, no kurczę, bardzo, bardzo, bardzo zastanawiające.
[03:11:00] - W kolejnej z przygotowanych na dziś rozmów dolejemy trochę oliwy do ognia i zrobi się gorąco, gdyż jedna z relacji przekazanych mi przez słuchaczkę z Lusławic pod Częstochową dotyczy bliskiego spotkania z niezidentyfikowaną istotą, której pojawienie się wywołało paniczną reakcję psów towarzyszących siostrze mojej rozmówczyni.
[03:11:22] - No dobra, to mniej więcej mogę przedstawić to, co się pierwsze wydarzyło zaraz po przeprowadzce do nowego miejsca. To było w dwa tysiące dziewiątym roku. To było lato. To są Lusławice. Lusławice to jest mała wieś pod Częstochową. Ja dzisiaj próbowałam się jeszcze z mamą skontaktować, bo ona też wiele rzeczy lepiej nawet powiedziałabym, że pamięta z tego dnia niż w sumie ja. Miałam wtedy mniej więcej, no tak chyba siedemnaście lat to było. Tak, tak. Miałam wtedy siedemnaście lat i do całego zdarzenia doszło mniej więcej koło godziny dwudziestej trzeciej, dwudziestejCzwartej coś takiego. Wyglądało to tak, że ja leżałam w swoim pokoju, siostra była w swoim pokoju i zaczęła krzyczeć, że mam szybko przybiec i coś zobaczyć.
Ja jako starsza siostra oczywiście z wielką obrazą poszłam do własnej siostry i każe mi patrzeć przez okno dachowe, bo ona tam miała zaraz pod oknem dachowym miała łóżko i sobie po prostu w ramach rekreacji oglądała to, co tam było zawsze na tym niebie. No i zobaczyłam przez to okno i byłam w totalnym szoku, kiedy zobaczyłam dosłownie nad naszym dachem spodek i nie widziałam go w takiej super całości, bo był na tyle nisko, że nie było widać wszystkich jakby obrysu krawędzi, jeżeli tak to mogę ująć. No i wtedy siostra szybko poleciała po mamę. Ja w tym momencie stałam i gapiłam się jak zahipnotyzowana pod tym oknem. Wtedy tak samo poleciała siostra po drugą siostrę. Nie wiem, ile to trwało, zanim oni wszyscy przybiegli, ale w momencie, kiedy ja tam sama stałam, to to jeszcze bardziej się obniżyło, że w sumie jako jedyna widziałam więcej szczegółów spod spodu tego latającego pojazdu. Ja dokładnie widziałam, że pośrodku było światło w kolorze niebieskim wokół tego. I tutaj mam rozbieżność w ogóle z moją rodziną, bo ja dodatkowo jeszcze wokół środkowego jakby światła widziałam kolejne kilka. Nie wiem, ile tam tych świateł było. Chyba to nie jest istotne chyba do końca.
Widziałam białe światła i jeszcze na całym jakby bliżej krawędzi tego całego obiektu były światła czerwone. I tutaj już się zgadzamy. Oprócz tych białych świateł nie wiem, może one się zaświeciły, kiedy właśnie się zbliżył. Nie mam zielonego pojęcia. Ja tak czy siak byłam tak. Nie wiem, jak to określić w sumie. Stałam jak wryta i nie byłam w stanie zrobić dosłownie nic. Ja po prostu się gapiłam na to. Nie miałam żadnych emocji totalnie. Po prostu byłam tak wyłączona do momentu aż, kiedy tam właśnie przybiegła mama i cała rodzina i gapiliśmy się przez to okno.
To po pewnym czasie zaczęło się unosić powoli, nie wydawało żadnych dźwięków i to było zabawne po prostu przeżycie. Tak czy siak to się uniosło. Zaczęło odlatywać trochę bardziej w stronę Złotego Potoku. Wtedy wszyscy wybiegliśmy na taras i na tarasie razem z mamą, ojcem i dwoma siostrami przyglądaliśmy się całemu temu widnokręgowi, bo tam zauważyliśmy, że nie tylko ten statek, który ten obiekt, który był nad nami, tylko jeszcze cała masa, masa no kurde, no z siedem, osiem pojazdów było jakby właśnie nad tym Złotym Potokiem. I one się tak śmiesznie poruszały, poruszały się. No, to nas najbardziej zastanawiało, bo wtedy sobie właśnie analizowaliśmy z ojcem, że jak to jest możliwe, że one poruszają się tak mega szybko, na przykład w górę, za chwilę pod kątem dziewięćdziesięciu stopni w lewo, za chwilę w prawo.
[03:14:59] - Czyli takie nienaturalne zygzaki robiły, prawda?
[03:15:02] - Tak. No zgadza się. Zgadza się. To dość długo trwało. My z dwadzieścia minut dobre no tam siedzieliśmy i przyglądaliśmy się temu.
[03:15:11] - A te obiekty jakoś wpływały na otoczenie?
[03:15:14] - Nie, nic nie zauważyłam, żeby oprócz tego, że ja byłam taka przytłumiona i wtedy faktycznie może było tak martwo. Nie wiem, jak to w sumie opisać, ale tylko kiedy ja byłam. Moje siostry nie odczuły w ogóle takich jakichś dziwnych emocji.
[03:15:31] - Czyli nie było czegoś takiego jak na przykład występuje w niektórych zdarzeniach, że pojawia się obiekt, jakby cała okolica zamiera, cała ulica cichnie. Nic takiego nie było, prawda?
[03:15:41] - Nie. To był też wieczór, więc ogólnie to było. Nasz dom był na takim dość prawie przy skraju lasu i tam było naprawdę dość, dość cicho, więc nie było nic dodatkowego związanego jakby z tym, że to się pojawiło. Po prostu była cisza, jak na wsi w najzwyczajniej w świecie.
[03:16:03] - Rozumiem, że jakieś rozmowy potem były z rodziną. Co to takiego mogło być?
[03:16:10] - Tak, my się zastanawialiśmy, ale to też nie były jakieś takie. One były. Moje siostry były młodsze. miała wtedy może z dwanaście lat. miała z jedenaście lat. Tata trochę udawał, że tego nie było i że po prostu, że przemilczmy raczej ten temat, bo lepiej tego nie rozpowiadać. Po prostu o tym nie mówmy, bo wstyd, żeby ktoś po prostu nie uznał nas za jakichś czubków. My sobie później z siostrą dużo analizowałyśmy różnych rzeczy, co wtedy dokładnie widziałyśmy i tak dalej. No i to nie był jakby to nie był koniec, bo to był sam początek. My się śmialiśmy, że dopiero się wprowadziliśmy, a już są jakieś po prostu dziwaczne rzeczy dzieją się nad tym domem.
Moja siostra miała taką totalnie śmieszną przypadłość. Ja już z perspektywy lat trochę inaczej do tego podchodzę co się wtedy wydarzyło, a więc nie pamiętam. Musiałabym z nią porozmawiać jeszcze w niedzielę. Teraz będę się z nią widziała. A mianowicie było coś takiego, że twierdziła, że jej się coś dziwnego przyśniło. Ja muszę się tutaj właśnie w tym momencie dowiedzieć, co jej się przyśniło i pokazała, że bolał ją palec i ma coś w palcu. No my jak to siostry roześmiałyśmy się strasznie, ale mówimy no dobra, pokaż, co ty tam masz. I miała taką śmieszną, jakby płaską pod skórą coś takiego płaskiego i okrągłego, o raczej takich bardziej ostrych krawędziach jakby taki malutki punkcik.Kości, nie wiem, dwóch milimetrów, płaski może też z dwa milimetry. No i na tyle to, na tyle, że żałujemy, że nie pojechała z tym do żadnego lekarza, że mama też powiedziała, że może coś po prostu wyskoczyło, jakiś po prostu brudek albo inny jakiś, nie wiem, jak to w sumie określić. Tak trochę zbagatelizowała to mama i nie pamiętam teraz, ale ona miała to dość krótko i znowu miała jakiś dziwny sen, po czym dostała jakieś, ją to jakoś strasznie piekło i zniknęło sobie po nocy mniej więcej.
Nie wiem, czy to ma jakiś to, nie wiem, czy to w ogóle może mieć jakiś związek. No na pewno to było coś nienaturalnego, co można było wręcz tam wymacać, że coś się trochę przesuwa i to nie był jakby, bo czasami ma się jakieś tłuszczaki i coś, co tam potrafi na przykład wyskoczyć jakaś taka grudka. No to nie. To było takie, no nienaturalne raczej.
[03:18:37] - No mnie czasami lubią wyskakiwać jakieś różne takie grudki w tych płatkach usznych. Nie wiem, jak to się nazywa fachowo, ale one też tak po jakimś czasie znikają.
[03:18:48] - Tak. Dlatego no mówię, że z perspektywy czasu ciężko mi już to jest określić. Musiałabym z nią pogadać i jakie ona dokładnie odczucia miała co do tego. Chciałabym, żeby ktoś, może byłaby szansa, że ktoś też obserwował tej nocy niebo, tak że może by się zebrało więcej dowodów na to wszystko. Może ja bym się czegoś dowiedziała jeszcze ciekawego.
[03:19:10] - No bo ten obiekt to musiał być chyba dosyć spory, prawda? Skoro-
[03:19:13] - No właśnie z mamą próbowałam dzisiaj się dogadać i pytałam jej się, jak jej się wydaje, jak duże to było. No, mama na początku mówi, że Jezus ogromne, że ogromne. W ogóle zaczęła mi mówić, że z dwieście metrów. Mama mówię przestań, jakie dwieście metrów? No kwadratowych. Potem za chwilę mówi, że no z piętnaście. Ja mówię: "No mama, no tak zastanów się większe od domu, czy nie większe od domu". No to wtedy tak mniej więcej ustaliła, że mniej więcej wielkości domu, ewentualnie trochę większe. Ja też to raczej określam na coś koło dwudziestu pięciu, trzydziestu, może nawet ciut więcej. To naprawdę było spore.
Były takie śmieszne, bo oprócz tych świateł nie widziałam, że tylko światła, bo to było tak na tyle blisko i na tyle oświetlało jakby jeszcze światło z pokoju. Więc widziałam cały ten spód tak w miarę dokładnie. Właśnie to mnie wkurza, że z perspektywy, że mnie wtedy tak wyłączyło i nie byłam tak, że jakby to wspomnienie jest takie zamglone strasznie, ale ja tam mniej więcej widziałam, że to nie było takie super gładkie poza tymi światłami, tylko miało taką szczególną, jakby śmieszną fakturę. Było widać, że są jakieś łączenia. Nie do końca może to były łączenia też. Kurczę, ciężko mi to określić. Jakby wręcz taki trochę wzór metalicznych, takich kręgów wokół tego głównego światła. I no już naprawdę jest mi ciężko sobie to przypomnieć. Starałam się w ogóle to narysować, próbowałam sobie to jakoś wszystko poprzypominać, ale strasznie ciężko mi jest to sobie teraz zebrać wszystko do kupy.
[03:20:54] - Ja tak się zastanawiam, czy czasem nie doszło tutaj do jakiejś luki w pamięci, bo pani powiedziała, użyła sformułowania, że panią jakby wyłączyło.
[03:21:02] - No bo właśnie tak było. A czego w ogóle moje siostry nie miały? One wszystko dokładnie pamiętały, tylko one już widziały ten obiekt, jak on się wzniósł bardziej na górę. Najpierw jak był wyżej, a w momencie kiedy ja przyszłam, zostałam tam sama. On się obniżył, one wróciły, on znowu był wyżej. No i ciężko mi tutaj właśnie. One mówiły, że: "No jak mogłaś to zapomnieć? Jak mogłaś zapomnieć, jak to dokładnie wyglądało?" Albo że mamy rozbieżności w tych światłach. No ciężko mi tutaj odpowiedzieć, bo naprawdę czułam się wyłączona najzwyczajniej w świecie. Stałam jak słup.
[03:21:39] - No niewykluczone, że mogło tutaj dojść do jakiegoś wpływu tego obiektu na pani świadomość w tamtym czasie albo na świadomość nawet wszystkich, bo siostry pamiętały jakby ten, ten początkowy etap obserwacji, prawda?
[03:21:54] - No tak, tak, tak, one pamiętały wszystko w sumie. Ja już trochę mniej. Później ja tylko ciągle zadawałam pytania, czy to naprawdę się wydarzyło, mimo że ja byłam jakby najdłużej przy tym wszystkim. A jeszcze wracając w sumie do tego statku, to moja siostra robiła zdjęcia takim starym Sony Ericssonem, ale wszystkie wyszły po prostu czarne. Bardzo żałuje, ale wszystko pousuwała. Gdzie prawdopodobnie można by było jeszcze coś odzyskać, może przerobić. Nic po prostu nie było widać, gdzie te światła były tak wyraźne i no normalny telefon powinien po prostu cokolwiek powinno być widać.
[03:22:30] - No ja kiedyś bawiłem się moim pierwszym Sony Ericssonem K510i i nawet jak się sfotografowało niebo późno w nocy, no nie był to umówmy się najlepszy feature phone. No nie był to najlepszy aparat, no ale coś tam udało się jednak na tym niebie zarejestrować. No jeżeli ten obiekt był blisko, to można by nawet po obróbce coś spróbować wyciągnąć. No szkoda, szkoda.
[03:22:55] - A były po prostu najzwyczajniej w świecie całe czarne. No szkoda.
[03:22:59] - No szkoda.
[03:23:01] - No i były kolejne sytuacje. To już więcej znowu musiałaby powiedzieć najmłodsza siostra, bo to ona miała takie spotkanie. Znaczy ona powiedziała, że dziwny ludek, taki szary i brzydki i uciekła. Poszła na spacer z psem w takie czyste pole, bo za domem mieliśmy czyste pole. Zeszła w dół i zobaczyła. Twierdziła, no raczej wierzę własnej siostrze. Tym bardziej, że spotkały nas tam naprawdę dość dziwne rzeczy w tym domu. No i twierdziła właśnie, że widziała spodek i zobaczyła właśnie takiego ludka, który tam stoi. I psiaki uciekły i ona uciekła i już się nie odwracała dla siebie, także nic więcej już nie zobaczyła.
[03:23:42] - Tutaj szczególną uwagę zwraca reakcja psów.
[03:23:45] - Psy uciekły po prostu.To też takie tchórzliwe psiaki. No raczej nigdy nie były skłonne do atakowania czegokolwiek, więc wzięły odwrót i po prostu się zwróciły. Musiałabym pogadać z o ***, bo ona jest w ogóle takim... Ona się stała taka bardzo zamknięta na to wszystko. Później w ogóle po latach stwierdziła, że nie może jej się przywidziało. Może w ogóle to nie istniało i wyparła to totalnie, ale akurat wypiera bardzo dużo rzeczy ostatnio, także ciężko trochę do niej dotrzeć, ale z tą średnią siostrą może, że myślę, że można by było jeszcze kilka rzeczy przedyskutować.
[03:24:24] - No myślę, że jak najbardziej warto jakby podpytać w miarę możliwości jakoś zapisać to, co siostra będzie opowiadała. No to jest taka częsta reakcja u małych dzieci, u tak młodych nastolatków też, że no jak spotykają coś, co wyraźnie wykracza poza ich jakby ustalony światopogląd, poza ich jakby obszar postrzegania, to, to następuje takie wyparcie. No bo ta świadomość nie ma jakby do czego tego porównać, tak?
[03:24:52] - No też, też racja. I to by było z takich konkretów, które jakby też ja byłam w tamtym okresie, to, to by było na tyle. Później tylko jeszcze mama razem z tatą spotkali takie latające kule świetliste. To w ogóle bardzo dużo ludzi na Śląsku mówi, że te kule spotyka i nie wiem, co tam się dzieje z tym Śląskiem, ale tam bardzo często są właśnie widziane takie świetliste kule. W sumie to różnych rozmiarów, bo mama określała, że mniej więcej może miało z dwadzieścia, z trzydzieści centymetrów co najwyżej.
[03:25:29] - Na koniec tego wyjątkowego odcinka podcastu "Mówią świadkowie" zostawiłem nagranie, w którym najbardziej słychać emocje towarzyszące relacjonowaniu zdarzenia przez świadka. Jakiś czas temu z Radiem Paranormalium skontaktowała się słuchaczka z Gliwic, aby przekazać opis dziwnego zdarzenia, którego świadkiem była w dwa tysiące siedemnastym roku. W późniejszym okresie dokonała jeszcze drugiej obserwacji, choć już mniej spektakularnej. Ponieważ rozmowa jest dość długa, a emocje słychać w niej naprawdę bardzo mocno, pozwolę sobie pokrótce zreferować zdarzenie, któremu poświęcona jest główna część nagrania. Do zdarzenia doszło na jednym z osiedli w Gliwicach siedemnastego lipca dwa tysiące siedemnastego roku. Nocą starsza pani z czwartego piętra słyszy z zewnątrz mieszkania głosy, jak gdyby ktoś rozmawiał. Coś jakby odgłosy młodzieży, ciche szepty, śmiechy i tak dalej. Wyszedłszy jednak na balkon stwierdza, że na dworze nikogo nie ma, po czym obserwuje osobliwy spektakl. Najpierw na wysokości około drugiego piętra oczom mojej rozmówczyni ukazał się niewielki, świetlny, trójkątny obiekt o boku maksymalnie półtora metra, po czym jakiś czas później, dużo wyżej, na wysokości maksymalnie półtora metra poniżej jej balkonu pokazał się większy trójkąt o boku ośmiu metrów. Balkon ma szerokość pięciu metrów, obiekt zaś wyraźnie wykraczał poza ten rozmiar.
Zarówno mniejszy, jak i większy trójkąt były ustawione w pozycji leżącej względem ziemi. Jeśli dobrze zrozumiałem treść relacji, to mniejszy trójkąt przeistoczył się w większy, aczkolwiek nie jest to określone wprost. Większy obiekt, jak to ujęła świadek, otwierał się i zamykał, a w czasie gdy się otwierał, odgłosy otoczenia zamierały całkowicie. Gdy trójkąt się zamykał, to jest stopniowo przestawał być widoczny, to pod nim było widać wszystko: drzewa, trawę i tak dalej. Powracały również odgłosy otoczenia. Świadek postanowiła usiąść sobie przy prawym krańcu balkonu na leżaku i przyjrzeć się dłuższy czas całemu zdarzeniu. W pewnym momencie w rogu balkonu, po lewej stronie za barierką słuchaczka zobaczyła dość przerażająco wyglądającą niską, świetlistą postać, jak gdyby pozbawioną głowy, jakby stał tam jakiś skurczony stwór. Postać była, jak gdyby przykuta do barierki po drugiej stronie. Wyglądała szpetnie i była dość mocno zbudowana. Nie była chuda jak tak zwane szaraki i wyglądała, jakby miała narzucone na siebie worki koloru szarawo zielonkawego.
Ujrzawszy to coś, słuchaczka natychmiast uciekła do mieszkania. Z wrażenia, uciekając do sypialni słuchaczka aż się przewróciła. Opisywane trójkątne obiekty nie nadleciały znikąd, tylko utworzyły się na oczach słuchaczki. Świadek początkowo nie wiązała całego zajścia z fenomenem UFO, ponieważ miała do UFO podejście sceptyczne. Kojarzyła to raczej z jakimiś manifestacjami duchów. Pogląd, że mogło to być coś związanego z UFO pojawił się u niej po wysłuchaniu jednego z odcinków podcastu "Mówią świadkowie", w którym była prezentowana relacja o dziwnych zdarzeniach w rejonie Roztocza. Pojawieniu się pierwszego mniejszego trójkąta towarzyszył odgłos, jak gdyby tysiąca oddechów. Słuchaczka nie była w stanie zasnąć po całej tej sytuacji, więc czytała coś na smartfonie i spostrzegła dziwne zachowanie się urządzenia. Cytat: "Ekran mi się przepołowił na pół". To znaczy obydwie połowy ekranu wyświetlały niezależnie od siebie treści i elementy, których słuchaczka nigdy wcześniej nie widziała.
Potem telefon zaczął piszczeć i słuchaczka go wyłączyła. Wspominała też o dziwnych zdarzeniach po tej obserwacji UFO, jednak bez wdawania się w szczegóły. Tyle mojego streszczenia. Proponuję zatem, abyśmy wysłuchali zapisu rozmowy z naszą słuchaczką.
[03:29:31] - To było mniej więcej... Wiem datę miesiąca i dnia. Siedemnastego lipca dwa tysiące siedemnastego roku. W przedpokoju byłam akurat i kotu wsypywałam jedzenia. To było za dwanaście, za pięć dwunasta w nocy i stojąc w przedpokoju zabawiły mnie z dworu jakieś głosy. Niby że, że słyszałam młodzież, może ciepło było. Noc była piękna, bezchmurna i wyszłam na balkon zobaczyć, bo mieszkam na czwartym piętrze.
[03:30:11] - A jaka to jest miejscowość?
[03:30:13] - Gliwice na osiedlu .Na czwartym piętrze. To jest ostatnie piętro czwarte. Nie ma windy i w ogóle to jest pierwszy blok wybudowany na od , który nie ma już przed sobą żadnych bloków, tylko jest przestrzeń. Daleko widać aż na Opel, aż na te lasy tam. Świerklanca nawet widzę jak, jak paliwie jest bardzo przejrzyście. Ładny widok jest tylko na Opel prosto. Tak mi te głosy właśnie zwabiły. O to chodzi, że te głosy mnie zwabiły. Po prostu zwabiły i poszłam na ten balkon zobaczyć jak stoję przy barierce balkonu. Zaglądam.
Kurczę, żadnych głosów nie słyszę. Co to jest? Nikogo nie widzę. Tak i niżej, i tego. I kucam. Ja mówię nie. I tak stanęłam. To już minuta dwunasta. Tak stanęłam na tych barierkach i tak obserwuję, bo często zresztą sobie czasami na balkonie lubię posiedzieć, bo cichutko jest i tak dalej. No i w pewnym momencie zapaliło.
Aż mnie dreszcze teraz przechodzą. Tyle już tyle lat. Normalnie aż mnie dreszcze po plecach przechodzą jak, jak mówię. Pomiędzy gdzieś drugim piętrem z czwartego na drugie piętro tak stałam na balkonie, na barierce i obserwowałam. Boże, co to jest? Trójkąt mi się taki zaświecił. Taki trójkąt gdzieś na półtora metra. To był trójkąt wiszący w powietrzu. Trójkąt wyraźny jak księżyc. Świetlisty, tak dokładny, jakby linijką narysowany.
I mnie to zaciekawiło, ale w ogóle sobie nie zdawałam sprawy. Ja mówię Boże! Czy oglądam do góry i na boki? Ja mówię czy to ktoś ma taką latarkę? Że ale trójkąt? I sobie tak myślę to jest niemożliwe. Jeszcze nie widziałam trójkąta. A zresztą latarka to wie pan, jak świeci. Ona nie wisi tylko prosto na ziemi świeci światło i się rozlega. Dopiero się później zorientowałam.
No nic, mnie to tak zaciekawiło i obserwuję. Mąż spał, bo jeszcze żył. Spał. Ja mówię w ogóle no zafascynowana byłam tym, co to jest i tak dalej. No nic. I tak jeszcze na tej barierce opieram się obserwując ten trójkąt. I on znikł, ten trójkąt i po zniknięciu tego trójkąta usłyszałam jakby taki, jakby tysiące oddechów, ale tak delikatnie, jakby coś się w powietrzu działo. Coś taki chaos było słychać, chociaż było cichutko. Ani samochodów nie było. Samochody nie jeździły nic.
No i tak patrzę. Ja mówię kurczę, co tu się dzieje? Ale nie zdawałam sobie z niczego sprawy. Obserwuję dalej. Za jakąś chwilę, chyba za minutę albo dwie już nie pamiętam. Otwiera się na moich oczach od środka trójkąt, który miał bok osiem metrów. Bardzo wielki trójkąt. Świetlisty, taki jak księżyc. Taki jasnożółty bardzo świecił. Ja mówię bo normalnie jakbym była dzieckiem.
Nie wiem, żadnego strachu, nic nie miałam. Obserwuję ten trójkąt, obserwuję. Ja mówię no coś wspaniałego. Fascynacja. Ja mówię co to jest? I on za jakiś czas się precyzyjnie zamykał, ten wielki trójkąt, bo to był w tej. Ja mówię teraz o tym następnym, który był bardzo duży. Ja mam balkon pięć metrów ma. To on przekraczał gdzieś poza balkon i on był od balkonu gdzieś jakieś półtora metra do dwóch metrów. Nie przy, nie blisko balkonu, tylko jakby wisiał w powietrzu.
Jakby wisiał po prostu. No i dalej obserwuję. No zjawisko nie z tej ziemi. Ja sobie tak myślę co to jest? Nic mi do głowy nie przychodziło. Czy to duchy, czy nie duchy, czy co? Nic. Po prostu to zjawisko mnie no owładnęło. I niech pan sobie wyobrazi, patrzę, jak to się zamykało precyzyjnie, jakby komputerowo było narysowane. Wielki z dokładnością.
Rogi były tak wyostrzone. Wszystko i się normalnie. Uuu, aż mnie dreszcze przechodzą. Do środka się zamykał. Do środka, dziwnie do środka. No i ja mówię no kurczę, co to jest? No nic, dalej patrzę. Nie wychodzę nic z tego balkonu, bo dla mnie to jest ciekawostka nie z tej ziemi. W ogóle byłam zszokowana. Zachwycona tym, co się dzieje.
No i to trwało parę razy, że się zamykało i było i. A jak się zaczęło zamykać, to było cisza. Nawet listka nie, liść, listka nie było słychać. Cisza była jak w grobie, cichutko i cicho była. Cicho było. Aż ta cisza przerażała.
[03:35:21] - Tak jakby wszystko dookoła zamarło, tak?
[03:35:23] - Jakby to wszystko zamarło i to przy ka, i to przy każdym jak się zamykał. Zamierało. No nic nie było. Cisza. I jeszcze wie pan co? Jak ja to opowiadam, to normalnie mnie dreszcze po plecach, aż mnie nogi się trzęsą. Ja to przeżyłam nie z tej ziemi. Mam cały czas to w głowie. I to było. I to trwało dosyć długo.
Cały czas ten trójkąt się otwierał i zamykał. To było coś fascynującego. I potem już to już dochodziła pierwsza. Już niech pan sobie wyobrazi, on się zamykał i otwierał co jakiś czas. Ja cały czas na balkonie stałam. To było przed pierwszą. Chyba też za pięć pierwsza. Godzinę trwało jak ja to obserwowałam z fascynacją, bez strachu, bez jakiegoś tam paniki, bez niczego. Ja potem mam taki leżaczekMalutkie na balkonie. Ja mówię: kurczę, ja nie idę spać.
Ja mówię: ja sobie usiądę na tym leżaczku i dalej będę oglądała, bo ja coś. To jest coś nie z tej ziemi, ale w tym czasie po prostu nic mi nie przyszło, chodziło do głowy, co to mogło być. Nic, kompletnie nic. No ja sobie na tym leżaczku usiadłam. To już trwało godzinę przeszło, jak obserwowałam te zamykanie tego trójkąta i otwieranie. Ja usiadłam sobie na tym małym leżaczku. To takie krzesełkowe było. Po prawej stronie balkonu, po prawej, bo to było po prawej stronie. A mówię, że balkon mam pięciometrowy i ja oglądam sobie. I faktycznie jeszcze akurat się zamykał, jak się zamykał ten trójkąt i w pewnym momencie w rogu po lewej stronie balkonu, balkonu koło poręczy widziałam uuu jakąś dziwną postać.
Niech pan sobie wyobrazi. Nie widziałam głowy. Widziałam od tyłowy, od tułowia, od tułowia. Tu od szyi na dół. Tak jakby jakiś kloc. Tak jakby skurczony. Jakieś coś. Jakiś ktoś. Stwór czy coś. Tam stał.
Kątem oka, bo akurat się ten trójkąt zaświecił. Boże, jak ja to zobaczyłam, jak ja uciekałam, to coś, bo tak bym do rana oglądała. Jakie ja pietro miałam nie z tej ziemi. Zdążyłam tylko balkon szybko zamknąć. Drzwi się przez pokój, bo tam miałam do drugiego pokoju, aż na tym zakręcie się przewróciłam, bo tak chciałam szybko tak uciekać z rozpędu. I dalej coś. Nie wiem, co się działo, bo być może dalej jeszcze funkcjonował ten trójkąt i to trzeba było, że to było w powietrzu. To nie był żaden tam talerz, żaden nic. To było po prostu światło. Idealnie w trójkącie, w trójkącie, idealnie, równiutko.
Każdy kąt był jakby było narysowane przylnicka.
[03:38:23] - To był, rozumiem, trójkąt, taki równoramienny, wypełniony światłem. Jeżeli dobrze zrozumiałem.
[03:38:28] - Trójkąt równoramienny i jedno ramię już później miało jakieś osiem metrów. To było strasznie duże i on się zamykał tak gdzieś drugie piętro mogło być gdzieś drugie, w połowie drugiego piętra, tak to by.
[03:38:43] - Ten ośmiometrowy trójkąt tak?
[03:38:46] - Tak trójkąt normalnie, jak jest trójkąt trzy boki, a nie trójkąt i każdy bok miał osiem metrów. A ten pierwszy, ten mniejszy, co ja myślałam, że to jest latarka, to gdzieś półtora metra miał ten pierwszy, ten mały to był mały pierwszy. Ja już tak byłam w goglach byłam wszystko. Ja mówię, ale ja sobie później, później sama tak ze sobą skojarzyłam, że to widocznie były duchy, że ten, co na balkonie to coś widziałam, że to jest duch, który mnie przepędzał, że ja im przeszkadzam, że dusze doczyszcza. Może ten trójkąt? No bo ja taka jestem wierząca. Ja wierzę w duchy, zjawy, wszystko. Ale na przykład o UFO to ja dopiero przejrzałam na oczy, słuchając waszej cudownej audycji trzy miesiące temu.
[03:39:37] - Jeżeli dobrze rozumiem, to ta postać znajdowała się jakby obok pani na balkonie. Tak?
[03:39:41] - Nie, nie obok. To znaczy ja stałam na barierce i to było za barierką, za balkonem się działo.
[03:39:49] - Ta postać była jakby umieszczona w powietrzu, za, za barierką, tak?
[03:39:53] - Bo postać była jakby strasznie taka przykuta do barier. Barierka, barierka jest i ściana balkonowa. To w róg, tak w róg. W rogu była. Wyraźnie widziałam, bo akurat ten trójkąt się zaświecił, a ten trójkąt był bardzo jasny. Bardzo jasny jak księżyc. Kolor księżyca miał takiego jasnoróżowy, ja prawo jasnoróżowy i jak się ten trójkąt zamykał, to było wszystko widać na dole te drzewa małe, trawę, wszystko. To był, to miało miejsce za balkonem, bo ja stałam na barierkach, przy barierkach i obserwowałam za balkonem gdzieś półtora metra od balkonu to wszystko się działo. Ten trójkąt się zaczyna, a szczyt tego trójkąta to był, ze mną się zaczynał ten drugi, ten trójkąt, bo ten duży tam na dole jak jest, nie? A szczyt tego to był dalej, to był tam taki trójkąt, po prostu był duży, wielki, prawdziwy trójkąt, tak jak jest trójkąt.
Nie kółko żadne, nie koła jak tam niektórzy czy jajowate, czy co widzą. Nie. To był identycznie bardzo wyraźny, jakby dokładny, jak on się zamykał do milimetra. Ja byłam właśnie zaskoczona, jak tak może się coś w powietrzu tak dokładnie zamykać i to bardzo dużego.
[03:41:21] - Nie wiem, czy dobrze sobie to wyobraziłem. To tak wyglądało to zamykanie, jakby taki właz się zamykał, tak stopniowo się pomniejszał, powiększał.
[03:41:28] - No właśnie to było dziwne, że on od bo on od śro-Trójkąt od środka. Jak jest trójkąt, to jest od, od tego szczytu na dół. Nie. Na dół idziemy na połowę na dole. I on się właśnie tak otwierał od środka i zamykał się od środka. On otwierał się od środka i zamykał się od środka. To było coś niesamowitego. To zamykanie i otwieranie tak. To po prostu nie z tej ziemi. Takiego czegoś jeszcze w życiu nie słyszałam.
Nic. Słyszałam różne. To tam widzisz. Zaczęłam się bardzo interesować niedawno dopiero UFO, choć w tej audycji pańskiej o tych, co tak na tych rowerach jechali w tym lesie, to było przepiękne opowiadanie, co ten pan opowiadał na Roztoczu tam Lubelskim. No i od tego zaczęłam i sobie porównam, czy czasami to moje zjawisko, które ja nie widziałam, to nie były żadne duchy, a właśnie coś z UFO związane, bo ja byłam sceptyczna dla UFO. Ja tak raczej nie interesowałam, bo ja nie wierzyłam tak specjalnie w UFO.
[03:42:33] - A te trójkąty skądś nadleciały, czy one tak jakby pojawiły się same z siebie, bez niczego?
[03:42:39] - W powietrzu nic. Znikąd. Właśnie mówię. Nic nie nadleciał. One się utworzyły na moich oczach. Czy pan sobie wyobraża, że one się utworzyły na moich oczach i na moich oczach się utworzył ten pierwszy mały. Ni stąd, ni zowąd. Ja dlatego myślałam, że ktoś latarką świeci najpierw jak ten mały się otworzył, jak zaświecił. Ni stąd, ni zowad, jakby ktoś z nieba. Ja patrzyłam, ale w ogóle nie w głowie nie, mnie przyszło, że to mogło być UFO czy coś.
Absolutnie jakieś zjawisko. Widzę coś nie z tej ziemi pierwszy raz w życiu. Bardzo ciekawe. Jak pan opowie. Jeszcze nie, nie czytałam i nie słyszałam nigdzie, bo potem zaczęłam się bardzo interesować UFO. Po pańskiej audycji, po tych co tam ludzie wypowiadają zaczęłam szperać w internecie wszystko naprawdę. I sobie skojarzyłam właśnie tą sprawę, tą sprawę, którą ja widziałam. Ja to przeżywam, ja to będę, ja to mam w głowie. Do końca życia będę miała, bo to jest coś niesamowitego, że jednak coś jest. A byłam tak sceptycz-sceptyczna do UFO.
No w tej chwili nie, bo teraz widzę, że teraz już się otworzyło wszystko. Nie? Już można już teraz dyskutować wszystko. Kiedyś to tam się śmieli z tego.
[03:43:59] - Rozumiem, że ten pierwszemu temu trójkątowi, temu małemu towarzyszył taki jakby odgłos, jak to pani opisała tysiąc oddechów. Coś taki jakby szum. Prawda? A temu drugiemu?
[03:44:11] - Ja po wieczór to słyszałam. Ja po wieczór, jakby było masa, jakiś chaos w powietrzu, jakiś tłum. Ale to był i to, to po prostu. To, to nie było taka cisza jak później się te-te trójkąty zaczęły otwierać. Grobowa cisza. No nic, nic. To było tak, jakby jakiś chaos w powietrzu, tak jakby jakieś oddechy. Tysiące oddechów, oddechów, takich lekkich oddechów było tysiące.
[03:44:42] - Rozumiem, że obserwacji tego drugiego, tego większego trójkąta to musiało trwać gdzieś tak powiedzmy koło godziny. To cały, przez cały ten czas towarzyszyła mu ta grobowa cisza. Tak? Nic tam się nie poruszało, nie było nic słychać.
[03:44:57] - Odde-oddechy słyszałam raz. Raz takie, takie, takie naprawdę. A później grobowa cisza. I to jest dziwnie, że tu jest droga. Tam mam tą drogę osiedlową, z którą mam widok z balkonu. Żaden samochód nie jechał. Nic. Tak jakby ktoś z góry zabronił albo inną trasę ukierunkował, albo co. Nikogo nie widziałam. Nikogo.
Nikogo nie było. Tak jakby zamarło. Cisza nie z tej ziemi. A mogłam męża budzić, ale mąż chory, tabletki na sen. A zresztą ja panu powiem, to było bardzo ciekawe, że mnie tak jakby było nadane mieć spokój i mnie te głosy ściągnęły. Te takie co nie było, co nikogo nie było. Tak jakby ktoś rozmawiał. Mnie ktoś ściągnął na balkon tak, jakby mnie osobiście to ściągnęło, mnie osobiście nikt nie było, w głowie mi nie było nic, żeby tam wołać. Ja się w ogóle tego nie bałam. Nic.
Nic. Dla mnie to była każda sekunda ciekawa jak ja to obserwuję. Ja po prostu nawet nie mogłam się ruszyć. Tak mnie to wciągnęło. Tak mnie to trzymało. Tak jakby jeszcze jakaś siła mnie to kazała tu patrzeć, bo to niby on jest tutaj, żebym ja to widziała.
[03:46:14] - A jak te głosy brzmiały, to były takie jakieś głośne, głośne głosy, które dałoby się...
[03:46:19] - Takie lekkie szepty. Tak. Ja dlatego sobie skojarzyłam z duchami, nie to. Jakby było tysiące tego. Dużo takich lekkich szeptów, ale to nie tylko koło ucha, tak jakby w całości całe wokół, aż tam daleko, jakby było ich pełno. Takie ja miałam w głowie skojarzenie. To mi tak dawało do myślenia. Dlaczego taki, taki chaos jakby był. Jakby było ich bardzo dużo, tych głosów, tych takich głosów. I za chwilę grobowa cisza.
No to było no naprawdę, że mnie to spotkało, to ja jestem szczęśliwa z tego, ja panu powiem, bo niekt-niektórzy, którzy się tym interesują, by chcieli takie coś zobaczyć.
[03:47:01] - No, chcieliby zobaczyć, a jakby zobaczyli, to by to różne prawda wpływ na nich mogło mieć.
[03:47:07] - Panikowana. Ja tam jestem taka wierząca w przepowiednie jakieś tego i tak dalej pod tym względem. Duchy, nie duchy to wszystko ja w to wierzę. I mnie się to wydaje, że po prostu dlaczego ja byłam tutaj? Kotu dawałam jedzenie, wsypywałam i dlaczego ja te głosy? Dlaczego mnie ściągnęli na balkon? Bo ja tylko z powodu tych głosów, że słyszałam, że tam jakieś, jakaś młodzież czy coś, jakieś takie psie, jakieś śmiechy były i tak dalej. I od razu z automatu poszłam na balkon zobaczyć. Nie było nikogo, żadnej młodzieży nic. Później nie słyszałam żadnych głosów tej młodzieży, nic.
Bo czasami tak jest. Wie pani, jak jest osiedle duże, ale tam jest taka trawa, ładne place koło mnie, blisko mojego balkonu drzewa i jeszcze tam młodzież nie raz siedziała kiedyś, ale tu nie było nikogo i mnie to ściągnęli. Ja jeszcze całej karmy kotu nie wsypałam, a nie wiem. Właśnie potem się zastanawiałam. Reakcja kota w ogóle ani telefonu mnie nic nie przyszło do głowy, żeby wziąć, żeby coś wziąć i tak absolutnie mnie ukierunkowało. Tylko to, żeby patrzeć, obserwować i nic więcej. Jak usiadłam na tym krzesełku, tak mnie ktoś tam przepędził, że już za długo przeszkadzam. Chyba inni. Nie wiem.
[03:48:22] - No pani się to z tego wynika, że pani się bardziej jakby no skupiła na wzrokowym i słuchowym zarejestrowaniu jak najwięcej szczegółów, prawda?
[03:48:30] - Tak, bo ja w ogóle jestem bardzo ja, ja pamięć mam tak, jakby to było wczoraj. Wszystko w detalach pamiętam i to ja to od lat, jak to mówię, bo niektórzy nie wierzą durnym, to ja w ogóle tego nawet nie mówię ludziom, bo się wyśmieją. Powiedzą, że kopnięta baba. Ludziom takim, którzy interesują, że jeszcze coś jest ponad nami, że jeszcze coś jest, istnieje między nami, żyje coś jeszcze i tak dalej.
[03:48:58] - A czy próbowała się pani dowiedzieć, czy ktoś może z sąsiadów tamtej nocy coś widział bądź słyszał?
[03:49:03] - Pytałam się sąsiadki na pierwszym piętrze, ale to jest sąsiadka, którą znam przez te czterdzieści lat, bo mieszkam tutaj w Gliwicach czterdzieści lat, nie? Bo w ogóle z północy pochodzę. I jej się pytałam: czy widziałaś, że się coś świeciło u ciebie w balkonie? Ona mieszka po drugiej stronie. Mnie nie, nie w tym pionie co ja, tylko ten pion następny. Ona mówi nie, ona spała, ona nic nie widziała. Zresztą to jest człowiek, co w nic nie wierzy i w ogóle nawet ja jej tam dużo nie mówiłam, bo by mnie wyśmiała. Człowiek, który w ogóle nic nie wierzy. A jednak ja jednak wierzę. Dlatego mnie to interesowało to, bo ja sobie skojarzyłam, że to są najpierw duchy, duchy, że doczyszcza, bo tam kiedyś czytałam.
Kominy są jakieś tam cud nie cuda i tego. Ja sobie tak całe lata przez tyle lat sobie kojarzę od dwa tysiące siedemnastego roku, nie? Siedemnastego lipca. Cały czas kojarzyłam, że to były duchy. Aż do chwili, jak zaczęłam słuchać waszą audycję, że to nie duchy. To było jeszcze całkowite inne zjawisko, bo duch by się pokazał i uciekł, a nie cały tutaj. To cały reportaż. Szał był prawdziwy. No widzieć trójkąt, wielki trójkąt, który się zamyka precyzyjnie i otwiera później. I ta cisza grobowa i te szumy, co były tam takie niby głosy, niby niby oddech, niby coś.
To było niesamowite i wyraźny, taki świetlisty jak księżyc, jak normalnie księżyc to był. I trójkąt. Przede wszystkim trójkąt. Co jak ja słuchałam tej waszej audycji tam, że tam różnie widzieli kule a la jajo ala to, ala tamto, ale nikt jeszcze nie widział trójkąta. A dla mnie ten trójkąt był bardzo ciekawy, że to był trójkąt.
[03:50:59] - No jest trochę, trochę jest takich relacji o obserwacjach trójkątów. No tylko że to są zwykle trójkąty czarne na tle czarnego nieba, takie ledwo widoczne.
[03:51:07] - Nie, to był świetlisty. I to był ten trójkąt w pozycji leżącej, nie stojącej, tylko w leżącej. Nie takie trójkąty, jak narysowałeś, tylko początek. Jak to się nazywa? On był w pozycji leżącej z balkonu. Ja widziałam go w pozycji leżącej. Nie żeby trójkąt stojącej w powietrzu. Nie. Tylko w leżącej. Rozumie mnie pan, o co chodzi?
My widzimy nie trójkąt. Ja czasami widziałam, że tam na niebie był trójkąt, ale on był w pozycji, że my widzimy go w pozycji stojącej, nie? Nawet na niebie jak ten czarny trójkąt. A tu był trójkąt, jakby ten trójkąt był położony. Ja widziałam z balkonu nie-
[03:51:53] - Tak, jakby. Tak, jakby położyć trójkąt na stole. Coś tego typu.
[03:51:57] - Dokładnie to jakby położyć trójkąt na stole. Wielki o na osiem metrów jeden bok. Tak to wyglądało. Właśnie tak, jakby położyć, zrobić sobie, wyciąć trójkąt i położyć na stół.
[03:52:09] - No to musiał dosyć mocno chyba oświetlać otoczenie, prawda? Skoro był taki.
[03:52:14] - To było już w nocy, to już spali. Nikt nie widział, a może tylko mnie było dane to widzieć. Nie wiem. Ja już sama zgłupiałam. Pytałam się sąsiadki z pierwszego piętra. Właściwie ja nie wiem, czy ona by widziała, czy było widać, jak on wisiał w powietrzu. On wisiał w powietrzu, ten trójkąt. On leżał w powietrzu, jak to już teraz powiem. Nie? Żeby było jaśniej.
W powietrzu, po prostu powietrzu. Jak on się zamknął, zamknął, był zamknięty, to ja widziałam normalnie ziemię, trawę, te takie drzewka małe, wszystko. I potem się znowu otwierał. Wielki. To niech pan sobie wyobrazi osiem metrów wielki, leżący trójkąt, świetlisty, świetlisty.
[03:52:56] - A tutaj jeszcze mam takie pytanie o tą postać. Pani może zarejestrowała jakieś szczegóły jej wyglądu, czy to była tylko taka widoczna sylwetka?
[03:53:04] - To było ułamek sekundy. Wie pani, ja byłam roz-Rozluźniona. Ja nie byłam spięta, ja się nie bałam. Ja byłam zaciekawiona, zafascynowana tym zjawiskiem. To jeżeli ja bym była na przykład spanikowana, to ja bym mogła sobie coś wyobrazić, nie? W tej panice, w tego strachu. Ale ja siedziałam na luzie. Dla mnie to było, no coś fascynującego zobaczyć takie zjawisko, które się na moich oczach otwiera i zamyka i tylko kątem oka to zauważyłam. To, to mniej więcej było tak: to było do barierek, może wyżej jakieś dziesięć centymetrów od barierek, wyższe i było ubrane y-y znaczy mi się wydawało, że to jest jakieś, jakaś, takie szaro-brązowe, tak szpetnie, to jakby jakieś worki, jakby była jak taki nie, że jaka taka postać jak normalna, normalnego człowieka. Nie.
To było tak jakby skulone do rogu balkonu, do tych barierek czy do tej ściany jakby skulone, ale dosyć potężne, nie chude jak te ludziki są czaraczki. Dosyć takie, takie masywne, coś, coś takiego, takiego grubszego i większego. Nie. A kolor może miał podobny do tych szaraczków. Właśnie taki szaro jakiś by pobiały, zielonkawy, taki. No szpetnie to wyglądało. Tak jakby jakiś potworek albo coś. Z buzi nie widziałam nic. Ja tylko zdążyłam zauważyć tu od szyi dół, cały dół. O Jezus Maria, coś.
Co to było? No coś okropnego, ja panu powiem. Normalnie aż się mnie trzęsie, jak sobie to przypomnę. Ja się... I od tej pory jak zaczęłam teraz oglądać te UFO i wasze radio słuchać. Jezu! Teraz zamykam balkon i się boję. Wie pan, teraz dopiero jak to rzeczywiście jest. Rzeczywiście ludzie widzą takie coś, takie, takie ten. Ja normalnie się, się tego boję, ale było bardzo ciekawe.
Było warto to zobaczyć, bo rzadko kto może tak na własne oczy takie coś widzieć.
[03:55:08] - Jeszcze to mam takie pytanie o tą istotę, bo czy ta istota była taka całkowicie fizyczna? Ona była nieprześwitująca, że to tak ujmę.
[03:55:17] - To była fizyczna, to był taki jakby potworek. Potwór. Gdzieś jakiś miał może, bo ja wiem, metr czterdzieści, metr trzydzieści. Jakoś tak, taki skulony był. Coś było tak, jakby taki jakby skulony, jakby nie chciał, żeby twarzy widzieć i tak dalej. Taki, takie coś było to. Ojej, no to było takie coś. Tego się bałam. Tak bym oglądała do rana ten trójkąt. To mnie przepędziło z balkonu.
Może przeszkadzałam w czymś im. Nie wiem co w ogóle ten trójkąt, po co on był, dlaczego? Co oni, co? Ktoś musiał kierować tym trójkątem.
[03:55:52] - No zobaczenie postaci i w ten, na dodatek dosłownie parę metrów od siebie. No to rzeczywiście musiało strach duży wywołać.
[03:56:00] - Ale wie pan, strasznie. I teraz to się, ale chodzi o to, że ja nie wierzyłam. Ja myślałam, że to duch, że to szef duchów chyba mnie przestraszył, że ja tu przeszkadzam im siedząc, nie? Na balkonie. Tak sobie cały czas to myślałam. A do UFO to ja tak specjalnie nie interesowałam się UFO. Nie, ja bardziej takie duchowe sprawy, nie? Jest tym tak, tym się interesowałam zawsze, bo to jest nie raz widziałam, nie raz to czułam nawet, nie? I tak dalej, i tak dalej. No ale później miałam po tym wszystkim, później tak sobie teraz kojarzę, dopiero po latach to wszystko, że być może się coś później ze mną działo, po tym właśnie, co ja widziałam na tym balkonie.
Kiedyś mi się telefon na pół rozdzielił. Na pół rozdzielił. Znaczy nie ułamał nic co tylko, tylko programy na pół i pierwsza połówka, pół, połowa to była jakieś stare gazety cały czas widziałam w telefonie, a druga połowa jakieś na telefonie, na ekranie, mówię o ekranie. Druga połowa jakieś niestworzone zdjęcia rzeczy nie z tej ziemi. I tu się ze mną coś potem tak działo jakoś. Nie wiem, czy to było związek z tym, czy bo ma, jestem, jestem chora na serce i tam mam rozrusznik też i tak dalej. Nie wiem tego. Inne rzeczy się ze mną działo. Tylko ja sobie dopiero później skojarzyłam czy to nie miało do czynienia właśnie z tym. Może jak to było naświetlone czymś?
No nie wiem, co to było za trójkąt. Potem miałam jakieś takie osobiste, takie całkowicie nie wiem, inne jakieś wydarzenia. Tylko ja sobie to kojarzę. Ja, ja mam jeszcze, przepraszam, że tak mówię osobiście mam jeszcze te scenty w żyłach i mi się jeden scent przekrzywił i zarósł. I mi, i też miałam bardzo poważne zabieg, nie? W klinice, nie? Wyciągali mi tego scenta z żyły. To było coś okropnego. I ja sobie myślę może to coś mam niedokrwienie, może coś w mózgu, że później się ze mną coś działo. Ze mną osobiście.
Nie będę opowiadać, to jeszcze innym razem. Tylko nie wiem, jakie to, to czy to jest powiązane z tym, z tym co, co widziałam. Naprawdę bardzo ciekawe co widziałam, czy jak. Coś się ze mną działo. Ja nie wiem, czy mnie tu promieniowali, czy, czy co to było. Nie wiem.
[03:58:33] - Bo rozumiem, że jakichś takich dziwnych zdarzeń wcześniej przed tym zdarzeniem z tym UFO trójkątem nie było?
[03:58:38] - Chora, po zawale jestem, ale jak to normalnie każdy chory człowiek, nie? Swoje leczenie ma, leki ma i tak dalej, i tak dalej. Funkcjonowałam cały czas. Pracował, tróje dzieci, przecież wykształcone dzieci też jeszcze i tego, także... Dopiero po tym zdarzeniu, ale jeszcze nie jestem tak sto procent pewna, czy to właśnie ten trójkąt nie miał jakiś wpływ na to, co się potem czasami ze mną zdarzało. W tej chwili już jakby się to uspokoiło, ale to trwało bardzo długo. Właśnie ten telefon mnie zaskoczył. Ten ekran, że się rozdzielił na pół w nocy, wpół do drugiej w nocy, a jeszcze go trzymałam w ręku, bo nie mogłam zasnąć. Telefon mi się, ekran mi się przepołowił na pół i pierwszą część górną widziałam palcem. Patrzyłam, mówię: „Co to, kurczę?” Jakieś tam gazety stare widzę i tak dalej, nie?
A druga część była też inna. No zaczął piszczeć i wyłączyłam, ale nic, z niczym nie kojarzyłam. Myślałam może, że nie wiem jakieś coś tam , nie? Ale wie pan, potem człowiek sobie wszystko bierze do głowy, nie?
[03:59:45] - No tak.
[03:59:45] - Wszystko poza trójkątem.
[03:59:46] - No tak, to mogło z tym telefonem to mogło być coś, jakiś błąd systemu w telefonie, prawda? Bo tam różne to, to jest taki mały komputer w zasadzie.
[03:59:54] - Ale to tylko teraz mi tak przyszło do głowy, bo ja tak sobie cały czas sto procent, że to były duchy i koniec. Ten trójkąt to sobie ja wyjęczę trójkąt. Tam gdzieś czytałam, że to z duchami związane, że to, że tamto i tak dalej. I cały czas to właśnie myślałam. Ale ja mówię UFO też nie, bo UFO to przecież to jest UF, ale też ludzie widzieli te takie okrągłe kule i tak dalej. I tak samo niby też w powietrzu były, nie? Nie było tam nic, żadnej takiego talerze ani... Też w powietrzu były. Potem znikały, ale to było co chwilę się pokazywał i zamykał ten trójkąt i to bardzo duży świetlisty.
[04:00:34] - No rzeczywiście dosyć mocne zdarzenie, jak gdyby dziwi, że, że jakby z tego, co zrozumiałem, nikt z sąsiadów nie zgłaszał jakby podobnego zdarzenia, prawda? Nikt nic pani nie słyszała.
[04:00:48] - A ja nawet nie rozmawiałam. On był na, na, tak jak mówiłam, na drugim połowie drugiego piętra i a ty-tych z drugiego piętra nie byli, bo byli na wczasach w tym czasie. Nie było w domu, byli na wczasach w tym czasie. A to było już w nocy pierwsza godzina, to ludzie śpią. Ja z prędy zobaczyłam te jedenaste w nocy też zgaszone światła mają. A ja byłam zawsze takim nocnym markiem. Ja sobie lubiłam właśnie na YouTubie o ja-ja-jawiskach różnych o duchach oglądać. Kiedyś nie. No ale potem też inne bardzo historie. Ja się interesuję, wszystkim się zresztą interesuję.
[04:01:25] - Ja to się tak zastanawiam, czy ta postać, bo pani widziała jakby od sz-od szyi w dół coś tego typu tak?
[04:01:32] - Ja tylko, bo to był ułamek sekundy. Ja uciekałam tam, gdzie piec rośnie. Ja z rozpędu nie potrafiłam nawet zrobić. Niech pan tego z tego strachu z automatu. Tu sobie siedzę spokojnie, zaciekawiona. Tak mi się podoba. A tu raptem widzę kogoś kątem oka w nocy pierwsza godzina na balkonie, tuż przy mnie, niedaleko. Przecież to było można szału dostać. I zasłonięte żaluzje to ja miałam przez dwa tygodnie.
[04:02:01] - Mi się tak wydaje, że to mogły być takie jakby albo taki spektakl przed-przygotowany tylko dla, dla pani, dla jednego świadka, albo pani coś przypadkiem zauważyła, jakiś błąd się pojawił u nich po, po stronie tego, co-cokolwiek to było, że pani była w stanie zobaczyć jakby to, to zdarzenie.
[04:02:19] - Ja bym, ja przepraszam bardzo, ale ja bym tak nie sugerowała. Ja byłam celowo zwabiona tymi głosami niby, że ktoś jest na trawie siedzi. Słyszałam dokładnie te głosy, że ktoś tak jak nie raz młodzież siedziała kiedyś, nie zawsze i tak dalej. Służ i przez to wyszłam, żeby zobaczyć, kto tam siedzi na trawie, nie na dole pod drzewami, że często młodzież z osiedla tam siedziała, ale nie było nikogo. Kompletnie. Cisza była grobowa.
[04:02:47] - No tutaj w tego typu zdarzeniach wszystkie opcje można wła-właściwie brać pod uwagę.
[04:02:53] - Ma pan świętą rację, wszystkie opcje. I tylko ja, ja tak mówię według mnie nie, według mnie. Tak sobie tak do głowy to wbiłam, że mogło tak być, ale nie musiało. Ale nie musiało. A jeszcze powiedziałam na drugi dzień mężowi nie, że mi się zdarzyło takie coś. Widziałam nie, a on mnie tylko tyle powiedział: „Żebyś ty widziała”. Żebym ja ci powiedział, co ja widziałam. Bo ja jestem taka strachliwa. Ja się też boję. Co ja widziałam na balkonie, jak kiedyś wieczorem siedziałam w nocy o dziesiątej.
To bym w życiu na balkonie nie stanęła. Jeszcze tak mnie mąż powiedział, jak żył, ale co nie chciał powiedzieć nic. Umarł i się nie dowiedziałam, co on widział.
[04:03:31] - No szkoda, że tak za-zabrał taką ciekawą tajemnicę ze sobą do grobu.
[04:03:35] - On by powiedział, że ja jestem czuła bardzo, bo on wiedział, że jestem, że się interesuję, że po prostu, bo już nie z duchami. To już mnie tam kiedyś coś trosił, ale to już inny jest inny temat, to tam nie będę o duchach teraz mówić. Tu było. Ten trójkąt był bardzo poważny, bardzo poważnie się wszystko działo. Duchy też są zabawne, bo ja tam wierzę i już nie raz tam tego, ale ja już tak się nie boję duchów. Kiedyś się bałam. O Jezu, odpukać, bo żeby nie przyszli po mnie. I to mnie tak nurtowało, żeby przekazać, dopóki jeszcze żyję, żeby ktoś jeszcze wiedział, się dowiedział, że takie coś jeszcze może każdy człowiek spotkać, komu jest dane nie zobaczyć. No naprawdę, naprawdę dobrze, że się dodzwoniłam, bo ja już jestem też i wiekowa i chora i tak dalej. I dobrze, że jeszcze zdążyłam się z wami podzielić z moim kochanym radiem, o którym wszystkim mówię, informuję, żeby słuchali, kto się interesuje takimi sprawami.
[04:04:44] - To chyba to, to przypadkowe rozłączenie się to jest znak, żeby przejść do tej drugiej historii.
[04:04:49] - A! No, a ta druga już będzie krótka bardzo. Y, to było tak: siedziałam na balkonie, ale to było w dwa tysiące dwudziestym drugim roku, po, już po ś-śmierci męża. To, co teraz powiem, ale to będzie krótkie. Wstałam, nie, jak teraz będę o-opowiadać, bo to było właśnie z kuchni, z drugiej strony balkonu, nie? Od wschodu mam okna z kuchni i, yy, przeszłam z balkonu, bo już to było. Nie był właśnie, n-nie wiem, jaki to był miesiąc, ale było ciepło na balkonie. Było ciepło i to już słońce zaszło. Zaszło słońce, nie? Było po zachodzie słońca.
Przeszłam do kuchni. Jeszcze świateł nie zapalałam, bo była taka jasno szarówka. Szaro było na, yy, na dworze, nie? Też niebo czyste, przejrzyste. Ani jednej nie było chmury, nic. I tak stanęłam koło okna. Okno mam na kierunek wschód, nie na wschód. Balkon mam na zachód, że widzę o każdej porze roku zachód słońca od balkonu, nie? Co mam tam przestrzeń taką tego. A to, co teraz opowiadam, to jest z okna na wschód.
I tak przypadkowo całkowicie spojrzałam w niebo. Stojąc, nie, w kuchni. Spojrzałam w niebo. Przyuważyłam bardzo wysoko, bardzo wysoko. To było już UFO na sto procent. Tak zasuwało szybko, nieziemsko. I, a widziałam to dzięki jeszcze promieniom gdzieś zza gór czy gdzieś słonecznych, bo to jeszcze promienie słoneczne oświetlało, dlatego gołym okiem by nikt nie przyuważył. Akurat trafiłam na taką porę, że tu była niby szarówka, a jeszcze gdzieś to było tak wysoko. Strasznie. To nie tak jak samoloty na-najwyżej latają.
To było nad ziemią. To było gdzieś w przestrzeni, gdzieś. To było coś niesamowitego. Dlatego słońce jeszcze to złapało i świ, i naswiecało. Oświetlało słońce. To, co mówię, y, y, ten, ten obiekt to był według mnie obiekt. To tak zasuwał szybko, no nie z tej ziemi, prostą linią. Tak samo, jakby linijką, y, tego. W środku w niebie. Bardzo, bo to było widać przecież bardzo długo, chociaż zasuwał nie z tej ziemi.
Stanął tu jakiś czas, stanęło to i z automatu leciało tak szybko na wschód, na wschód. Jezus, ja mówię, co to jest? Żeby jeszcze nic. Nigdy nie widziałam, żeby tak szybko coś pędziło i szybko ze wschodu, ja mówię, stanął. Leciało na zachód. Po prostu zrobiło to literę T. Dużą T. Dużą T. To była niesamowita prędkość. I się cofnęło tutaj.
Cofnęło się ode mnie z zachodu i wleciało z automatu do punktu wyjścia. I tak zasuwało, wie pan. N-nie ma na ziemi, żeby coś tak szybko, y, y, latało w powietrzu. Nie ma, nie ma. To tak jakby kulka pingpongowa. Taka wielkość była. Ja to widziałam, bo to było bardzo wysoko. To było w głębi. To nie tak, jak ja widzę tutaj samoloty, jakie jeżdżą nawet naj-naj-najwyżej, yy, nieba. Te wszystko widzę, mam cały horyzont.
To nie żaden samolot, nic. To było gdzieś przed świtem i świeci. To było za Ziemią, jeszcze wyżej, bo, yy, tylko ja to widziałam dzięki promieniom słonecznym, że się odbijały promienie słoneczne. Ale to był efekt tak samo nie z tej ziemi. Zrobiło dużą literę T. Dużą T, z tym daszkiem takim, wie pan? I się cofnęło do punktu wyjścia i zasuwało tak szybko z powrotem, yy, na północ.
[04:08:48] - No takie zdecydowanie, takie manewry zdecydowanie niemożliwe do wykonania przez ludzki wynalazek.
[04:08:55] - Bo mówię panu, ja tutaj mam piękne widoki, ja to widzę całe niebo, różne samoloty i tak dalej. Jeszcze takiego czegoś w życiu nie widziałam. A ta szybkość, ta prędkość to nie z tego świata. Nie ma u nas na kuli ziemskiej tak rozwiniętej techniki, jak ja to widziałam. Nie ma. To było strasznie wysoko, bo ja tylko, tylko dzięki promieniom słonecznym jeszcze gdzieś tam zza gór, które uchwyciły dlatego, że bardzo wysoko te, t-to coś było. Ja to mówię na sto procent, że to UFO. Bardzo wysoko to było i dlatego jeszcze promienie to chwyciły promienie słoneczne, bo bez promieni słonecznych w życiu by nikt gołym okiem tego nie zobaczył. W życiu. I to było naprawdę też widok super.
I ja to widziałam, a przecież tu mam tylko małe okno w kuchni i ja to bardzo widziałam, dlatego że to było bardzo wysoko i to długo widziałam. Bardzo wysoko i oświetlało jeszcze promienie słoneczne. Naprawdę to był efekt niesamowicie precyzyjny. Tam nie było skrętu. Jak leciał z północy. On z północy leciał. Tu gdzieś się zatrzymał na końcu tej moj-mojego okna w kuchni. Tu się zatrzymał i nie wiem, czy się zatrzymał, bo ja tak sobie skojarzyłam, jakby stał w miejscu. Ja to obserwuję i on stoi w miejscu, a on widocznie już zasuwał na wschód bez żadnych zakrętów, bez nic, tak jakby z automatu. Zrobił taką literę T z kątami, takimi super prostymi i tak dalej.
Nie jak tak samoloty zakręcają, gdzieś się wynurzają gdzieś, bo to mamy kulę tutaj ziemską, to takie najpierw gdzieś tam z dołu, potem do góry i tak da-- nie. Linia prosta, tak samo jakby narysowana linijką. Wszystko prosto, nic, nie tak jak samolot. Wie pan, jak to samochód, samolot, nie?
[04:10:53] - No wiadomo, wiadomo. Samolot, to żeby skręcić, musi jednak łuk zrobić, a-
[04:10:57] - Takie jestem szczęśliwa, że widziałam UFO, bo według mnie to było stuprocentowe UFO. To leciało jak strzała, ale to jeszcze szybciej niż strzała. Tak szybko, że mi jest trudno właśnie powiedzieć. Nie ma takiego czegoś u nas jeszcze nikt nie wymyślił, żeby taką prędkość uzyskać.
[04:11:15] - Szanowni Państwo, jakkolwiek mało wiarygodnie by to nie brzmiało, to już wszystko w dzisiejszym odcinku mówią świadkowie. Jeśli dobrze policzyłem, w tej dzisiejszej wyjątkowej audycji pojawiły się opisy co najmniej pięćdziesięciu zdarzeń związanych z UFO. Jedne bardziej spektakularne, inne mniej. Myślę jednak, że ta audycja uzmysłowiła wielu z Państwa, jak bardzo różnorodny charakter mogą mieć bliskie spotkania i inne zdarzenia z UFO na pierwszym planie. Zachęcam do dzielenia się w komentarzach swoimi spostrzeżeniami i opiniami na temat zaprezentowanych dziś historii. Apeluję oczywiście o zachowanie kultury i wzajemnego szacunku, gdyż zależy mi na utrzymaniu tak dla Państwa, jak też dla moich rozmówców bezpiecznej przestrzeni do swobodnego wygadania się i wymiany poglądów. Kolejna audycja ukaże się za czas jakiś. Do tego czasu polecam Państwa uwadze lekturę najnowszego numeru Nieznanego Świata, w którym oprócz niezwykle interesujących publikacji o tematyce paranormalnej, ezoterycznej oraz ufologicznej znajdziecie również stałe rubryki Dotknięcie Nieznanego oraz Kontakt Nietelepatyczny, w których ludzie tacy jak wy dzielą się z redakcją czasopisma swoimi relacjami o spotkaniach z nieznanym oraz spostrzeżeniami na wiele tematów. Zapraszam również do zajrzenia na kanał czasopisma, gdzie od jakiegoś czasu ukazują się dźwiękowe wersje wybranych relacji z bogatego archiwum Nieznanego Świata. Warto również odwiedzić i zasubskrybować kanały Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, gdzie również znajdziecie całą masę wartościowych pod względem poznawczym materiałów, nie tylko o tematyce ufologicznej.
A dzisiaj dziękuję już za uwagę. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu życzy Państwu spokojnej nocy. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcielby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skype nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją.
Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Rozmawiaj z prezenterami i innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata z dala od Facebooka na www.paranormalium.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium.
Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Setki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im świat, o jakim boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium znajdziesz w zakładce Podcasty na www.paranormalium.pl.