[muzyka przewodnia] Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no, no. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie?
Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak, obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu Mówią Świadkowie, w którym dzielicie się Państwo z pozostałymi słuchaczami swoimi trudnymi do wytłumaczenia zdarzeniami. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. W dzisiejszym programie wysłuchacie Państwo niezwykłej, paranormalnej spowiedzi, w której będą się przeplatały wątki związane z postrzeganiem pozazmysłowym, jasnowidzeniem, nawiązywaniem kontaktów ze światami i tak dalej. W trwającym około dwóch godzin nagraniu nasza rozmówczyni przedstawi nam nadnaturalne zdarzenia z całego swojego życia oraz pokaże nam swoją dotychczasową drogę do głębszego zrozumienia własnych doświadczeń. A cała ta niezwykła historia zaczyna się od pewnej dziwnej obserwacji z dzieciństwa, do której zresztą nawiązują tytuł dzisiejszej audycji oraz okładka, którą widzą słuchający tego odcinka na YouTube.
Tacy właśnie zaświatowi siewcy lasu ukazali się naszej słuchaczce, gdy ta miała zaledwie kilka lat. Zapraszam zatem do wysłuchania tej wyjątkowej, paranormalnej spowiedzi. Sytuacja była bardzo dawno temu. Ciężko mi powiedzieć, ile miałam wtedy lat.
Mogłam mieć cztery i pół. Mogłam mieć blisko pięciu. To było albo wiosną, albo jesienią. Wydaje mi się, większe prawdopodobieństwo jest, że sytuacja wydarzyła się wiosną. Było to dawno. Ja obecnie mam czterdzieści siedem lat, więc sytuacja wydarzyła się naprawdę bardzo dawno temu. I to było tak. Wyszłam sobie na podwórko. My mieszkaliśmy na wsi. Takie dosyć spore podwórko mieliśmy ogrodzone siatką. Tak, dosyć nowocześnie na tamten czas było zrobione. Mieszkaliśmy na pierwszym piętrze, na parterze była przychodnia. No i my mieszkaliśmy na piętrze, tam, gdzie moja mama miała mieszkanie służbowe. I w związku z tym, że prawdopodobnie właśnie w tym czasie już był mały bobas u nas w domu, bo jeszcze mam młodszą siostrę, no to mama pozwalała nam bez problemu mi i mojemu bratu, który był starszy, wychodzić na podwórko bez jakby obecności dorosłej osoby. Takie były czasy, że dzieci bez problemu wychodziły sobie na podwórko, tym bardziej, że mama co chwilę wyglądała z okna, no i kontrolowała, co my tam na podwórku robimy. I bardzo lubiłam te nasze wyprawy, wyjścia, a tamtego dnia pamiętam, że byłam sama na podwórku. No i tak no my mieliśmy mnóstwo różnych zajęć, mnóstwo, mnóstwo różnych zabaw i tam też było mnóstwo zakamarków na tym podwórku, więc można było sobie znaleźć jakieś tam miejsce do zabawy. Ale tamtego dnia zaintrygowało mnie coś zupełnie innego, ponieważ zauważyłam, że nieopodal, na takim jakby pagórku, coś w tym stylu. Ja zaraz opiszę to dokładniej. Mnisi pracują i to było dla mnie zachwycające i piękne.
I podeszłam sobie wówczas do ogrodzenia, do takiej siatki. Złapałam się za siatkę tak paluszkami trzymałam i tak sobie oglądałam, jak ci mnisi sieją. To było dla mnie niesamowite. Patrzyłam się na nich praktycznie tak chodziłam i tak pół dnia, może dwie, trzy godziny. To mi towarzyszyło przez cały mój ten poranek, przedpołudnie zabawy. Patrzyłam na tych ludzi. I teraz tak. W jakiej to było odległości? Pomiędzy moim podwórkiem a miejscem, gdzie to było, była łąka, która mogła mieć ja wiem, może ze sto metrów długości. Później była taka jakaś tam piaszczysta droga, jakieś tam krzaki i dalej był pagórek. No i zaczynały się lasy. My mieszkaliśmy na skraju wioski, gdzie od dwóch stron widzieliśmy tylko lasy. A my te lasy doskonale znaliśmy, ponieważ często chodziliśmy tam czy na grzyby, czy z rodzicami na spacery. Moi rodzice uwielbiali z nami wychodzić na spacery. Wychowywali nas w sposób taki bardzo aktywny, więc my znaliśmy te tereny. I pamiętam, że byłam zachwycona, bo właśnie tam, na takim pagórku ci mnisi, którzy zasiewali i dla mnie to wyglądało w ten sposób, mieli ciemne habity i absolutnie nie jestem w tym momencie pewna koloru habitów, o czym też zaraz wspomnę, ale kiedy tak im się przyglądałam na chwilę obecną sądzę, że te habity były brązowe bądź czarne, albo jakieś ciemne, grafitowe, coś w tym stylu. Natomiast-Co było dla mnie takie fascynujące i mnie to zainspirowało wtedy jako dziecko. Oni mieli takie jakby, nie wiem, czy to było jakieś takie sakwy, czy coś takiego, jakby na brzuchu takie torby, w których mieli— według mojego ówczesnego myślenia oni tam mieli ziarno w tym i wkładali rękę w to ziarno, wyciągali i tak jakby rzucali. Ja to widziałam z daleka, więc nie widziałam szczegółów, ale to było na tyle fajne, że jak ja miałam spódniczkę, no to w tą spódniczkę podwinęłam ją tak do góry, troszeczkę nasypałam do niej ziemi i też tak chodziłam i sobie rozsiewałam to. To było super! Podobało mi się to i tak jakby naśladowałam tych ludzi, którzy tam pracują. No wiadomo, ja nie stałam tak, nie patrzyłam na nich non stop, cały czas, bo miałam tam jakieś swoje rzeczy do zrobienia. A że my mieszkaliśmy na wsi, no to dla nas było normalne, że byli jacyś tam rolnicy gdzieś, że my nie mieliśmy żadnego gospodarstwa, bo moja mama dostała pracę tam w tej miejscowości, my tam jakby przyjechaliśmy. Co prawda ja się tam urodziłam, ale moi rodzice przyjechali tam, kiedy jeszcze mama była ze mną w ciąży. No ale dorastaliśmy w takim klimacie, gdzie to był taki klimat wiejski, mała wioska, więc tam nie było gospodarstw jakichś wielkich, więc tamta sytuacja, ci mnisi to też mnie odciągali tak w stu procentach mojej uwagi.
Natomiast bardzo mnie to zaciekawiło i dla mnie to była taka normalna sytuacja. Nic nie wzbudziło mojego takiego, powiedzmy, jakiejś takiej lampki, że to jest coś dziwnego, bo ja byłam za mała, żeby podważać coś, co widzę. I w międzyczasie moja mama gdzieś tam przez okno wyglądała jeszcze do mnie, odzywała się, czy wszystko jest w porządku? Tak, tak, w porządku. I bawiłam się dalej. I to jest taki kadr, który wciąż pamiętam właśnie to, jak patrzę tam na tych mnichów, jak oni tam pracują. I dla mnie to było wspomnienie z dzieciństwa przez praktycznie całe dorosłe życie. Kiedy zrozumiałam, że tamtej sytuacji nie było, że nie widziałam tego, że tamta sytuacja się nie wydarzyła, nie mogłam się z tym pogodzić i do tej pory nie mogę się z tym pogodzić, ponieważ wiem, co widziałam. W temacie koloru habitów nie jestem pewna, ponieważ kilka lat później i też nie umiem powiedzieć, w jakim to było czasie bardzo popularny był film Robin Hood i tam był taki ksiądz grubasek i on miał habit. I pamiętam, że ja jeszcze wtedy, że wow, ja widziałam mnichów, ja to wszystko znam, ja wiem, jak oni wyglądają. I byłam przekonana, że ten mnich z tego Robin Hooda, on też tak sieje, tak? No bo przecież ja wszystko wiedziałam, ja tego doświadczyłam, ale też przez to trochę mi się nie wiem, czy pomyliło, czy ja przez długi czas byłam w stanie powiedzieć, jaki był kolor tych habitów, ale później przez film Robin Hood to mi się totalnie pomieszało. Czy to były ciemne, brązowe, czy brązowe, czy grafitowe, bo ten film trochę mi namieszał w głowie później.
Nie pamiętam koloru tych habitów, które widziałam będąc dzieciakiem, obserwując sytuację. Zdarzenie to wspominałam bardzo często już jako dorosła kobieta, gdzieś tam towarzyszyło mi tak w głowie, taka myśl, takie wspomnienie, że pamiętam więcej rzeczy niż inni ludzie. Często wracałam do tego wspomnienia, bo to było takie wspomnienie, powiedzmy tak stare, że już nikt tak nie sieje, że ja już jestem, powiedzmy, na tym etapie już nie młodzież, że przeżyłam troszeczkę więcej.
Widziałam więcej różnych rzeczy, chociaż cały czas czułam się bardzo młodo. Ale miałam takie wrażenie, że doświadczyłam czegoś, co już w tamtym czasie było takie jakby u schyłku zachowań na gospodarstwie.
Już w ten sposób się nie pracowało. Chodzi o system pracy, więc cieszyłam się, że jeszcze byłam świadkiem, jak ludzie zasiewali ręcznie pola. No i teraz tak: twist nastąpił kilka lat temu. Miałam coś około czterdzieści lat i tak sobie z mamą rozmawiałyśmy, tak sobie siedziałyśmy, a w międzyczasie ja już mój tata umarł, już mój brat umarł. Dawno nie mieszkaliśmy w tym mieszkaniu. Później przeprowadziliśmy się w tej samej miejscowości, ale do domku. Później, kiedy miałam lat dziewiętnaście, wyprowadziłam się, no i jakoś tak wszyscy wyjechaliśmy z tej miejscowości. Już nikt tam nie mieszka, ale bardzo wspominałam te czasy, kiedy tam mieszkaliśmy, że tam było ładnie, że były te łąki, że były te lasy. I pamiętam, że tak wspominając to wszystko, mówię do mamy, że ja też bardzo tęsknię za tamtym domem, że tam było tak fajnie, że te lasy były piękne i pamiętam, jak mnisi zasiewali ten las, a moja mama tak spojrzała na mnie i ja widziałam po jej wzroku, że ona patrzy na mnie tak, jakby mi coś odbiło. Patrzy tak, nic się nie odzywa, tylko tak jakby bada spojrzeniem, co ja mówię, czy mi się coś pomyliło i po chwili mówi do mnie, że. Ale to niemożliwe, że nikt nie mógł siać tam żadnego lasu. Na co ja zaparte? No przecież wiem, widziałam, byłam tam, oglądałam i moja mama kilka razy próbowała mi powiedzieć, że nie, że to jest niemożliwe. Ja się z nią kłóciłam, no bo przecież wiem, co widziałam. I mówię do niej, że przecież widziałam to przez siatkę. Obserwowałam, pamiętam, całe życie to wspominam. To jest jedna z fajniejszych takich historii z mojego dzieciństwa. Chcę powiedzieć, że ja bardzo dużo pamiętam, bardzo dużo. Ja mam wspomnienia sięgające do drugiego roku życia. Pamiętam dużo szczegółów, dużo detali. Być może jest to związane ze spektrum autyzmu, ponieważ ja mam spektrum autyzmu i zapamiętuję bardzo dużo różnych szczegółów. Moja głowa jest dosyć przedziwna i nie mogłam uwierzyć w to, że to nie jest prawdziwe. I argument mojej mamy, taki ostateczny, który wszelkie argumenty wytrącił mi z ręki, był taki, że. Ale przypomnij sobie, że jak my przyjechaliśmy tutaj. Jak ty się tu urodziłaś, to ten las już był duży i dla mnie wtedy to było coś tak ostatecznego.
Ja wtedy zrozumiałam, że nie wiem, co się stało. Dopiero wtedy zaczęłam tak analizować wszystko, przypominać sobie. I na chwilę obecną ja nie rozumiem, co się stało, bo ja wiem, że ja to widziałam. To było. Nie godzę się z tym, że tego tam nie było, ale naprawdę ten las tam był już jak byłam malutkim dzieckiem, bo chodziliśmy tam na sanki, na tą górkę. Tam był bardzo świetny teren właśnie do tego, żeby pooglądać sobie trochę panoramy.
To nie była duża górka, ale dla nas, dla dzieci to, co się wydawało olbrzymie. I my mamy zdjęcia z tamtych czasów właśnie tam, w tym lesie. I ten las tam był. To nie jakiś zagajnik. To stary, duży las, bardzo rzadki. On nie mógł być zasiany, nie wiem, dziesięć, dwadzieścia, piętnaście lat przed moim urodzeniem.
To jest las, który jest naprawdę bardzo stary, więc ik-Jego tam nie było w moim tym, w mojej tej wizji. Czyli coś, co ja widziałam, mogło być przebiciem z dawnych czasów. Nie wiem. Nie rozumiem, dlaczego to widziałam. Często zastanawiam się nad tym, ponieważ tak jak już wspomniałam, nie mieszkam tam od wielu lat. Moi rodzice też nie pochodzili z tamtych terenów. Nie mieliśmy nikogo, kto by tam wcześniej mieszkał. Nie znamy kogoś, kto by mieszkał tam wcześniej, ale być może był tam kiedyś jakiś klasztor. Tym bardziej że ziemie, o których mówię, to są Ziemie Lubuskie przy samej granicy niemieckiej.
To są Ziemie Odzyskane i tak naprawdę jakiekolwiek wcześniejsze zagospodarowanie tych terenów dla nas jest niewiadome, a też sytuacja, którą widziałam, jeśli jest przebiciem z przeszłości, to prawdopodobnie z dużo dalszej przeszłości niż pięćdziesiąt, sześćdziesiąt czy sto lat. Samo to, że las musiał mieć czas, żeby urosnąć. A inna kwestia to taka, że w tamtych czasach już praktycznie ludzie nie zasiewali ręcznie. I to jest rzecz, sytuacja, to to, co mi się przydarzyło.
Jest to coś, co cały czas siedzi w mojej głowie. Chciałam znaleźć potencjalnego człowieka, który mógłby zbadać tamte tereny. Czy coś, co widziałam, może pochodzić z przeszłości? Czy tam były jakieś siedliska właśnie, w których pracowali mnisi? Czy tam byli jakieś, czy były klasztory, czy były tego typu miejsca? Bardzo chciałabym powiedzieć, bo mnie to męczy. Mnie to męczy tym bardziej, że w moim życiu wydarzyło się bardzo dużo różnych rzeczy, które można nazwać dziwnymi: czy sny prorocze, czy przewidywanie różnych sytuacji, które mają nastać, czy spełniające się sny. I jestem ciekawa, bo o ile jestem w stanie zrozumieć, że mam sny, które naprawdę mogę w jakimś tam sensie przewidzieć coś, co się wydarzy, ale to też nie zawsze to, to jest też temat na bardzo długą rozmowę. Natomiast to wszystko jakby rozumiem już, bo mam tą świadomość, że wszystkie nasze myśli, wszystkie nasze działania, wszystko to, co jest między nami, ludźmi, zwierzętami, roślinami, to jest wszystko energia, że nas otacza energia i nie ma końca, nie ma początku, tak? Ale ja to rozumiem.
Natomiast chcę wiedzieć, dlaczego widziałam tych mnichów, czy mi się to przyśniło? Ale na chwilę obecną i przez całe moje życie to nigdy nie podlegało pod kategorię snu. To zawsze była prawdziwa historia, która mi się przydarzyła, więc nie umiem tego nawet pojąć w kategoriach snu. Pamiętam sny z mojego dzieciństwa i umiem je odróżnić. To, to było zupełnie coś innego. Tym bardziej że wtedy, kiedy to się stało, ja naprawdę bawiłam się właśnie. Nabierałam sobie do sukieneczki tej ziemi. To było realne. I pomimo tego, że można uznać, że ja troszeczkę byłam w obłokach, to nie jest tak do końca. Jestem jednocześnie osobą taką zero-jedynkową, a z drugiej strony z bardzo klasyczną psychiką i wyobraźnią, i emocjami, więc jestem w stanie zrozumieć wszystko, bo mam umysł bardzo otwarty, a jednocześnie umiem też jakby postrzegać, czy coś jest prawdą, czy nie. No, nie jestem oczywiście osobą, która chce mówić ludziom co jest prawdą, a co nie, bo nigdy nie patrzę na siebie jako na osobę wszystkowiedzącą. Staram się też uczyć od innych ludzi. Także nie ograniczam się i nie zamykam na inne mądrości. I dlatego szukam kogoś, kto jest mądrzejszy ode mnie i kto mógłby mi podpowiedzieć, co widziałam i czy takie rzeczy się zdarzają innym ludziom. Męczy mnie to. Męczy mnie to, bo na przykład moja mama patrzy na mnie jak na wariatkę [śmiech]. Moja mama uważa, że to, co mi się przytrafiło, to po prostu jest nieprawda, że ja sobie to wymyśliłam i wiem, że gdybym czuła, że mi się to wydawało, że mi się to przyśniło, to po prostu uśmiałabym się. Powiedziałabym o tym wprost, że słuchajcie, kiedyś coś takiego uważałam za prawdę, a wiem, że to nie jest prawdą. Ale nie mogę tak powiedzieć, ponieważ to się stało i byłabym bardzo wdzięczna, gdyby ktoś pomógł mi rozszyfrować tę zagadkę i gdyby ktoś pomógł mi zrozumieć, co widziałam i dlaczego to widziałam. A ja często naprawdę widzę różne rzeczy i niekiedy mnie to przeraża. Był czas, że wpadłam w bardzo głęboką depresję. Bałam się spać, bałam się śnić. Bałam się własnych snów i myślę, że jestem już na tyle otwarta.
Ja spędziłam jedenaście lat w bardzo głębokiej depresji, z której się wygrzebuję i chciałabym zobaczyć, jak bardzo jestem w stanie rozszyfrować moją głowę i co tam jest. Nie od strony psychologicznej, nie od strony leczenia się czy coś takiego, tylko jak bardzo jestem w stanie postrzegać rzeczy, których nie postrzegają inni ludzie i jak z tym żyć? Nauczyć się. Dlatego jak znalazłam numer do państwa do radia, wiedziałam, że muszę podzielić się tą historią z innymi ludźmi. Może ktoś miał coś podobnego?
Może ktoś mógłby mi pomóc zrozumieć? Także słucham. No tutaj już w Radiu Paranormalium niejedna, że tak powiem, zabrzmiała paranormalna spowiedź od osób, które zdają się mieć niejako w naturalny sposób bardziej rozwiniętą intuicję, co za tym idzie bardziej rozwinięte postrzeganie tych różnych-Z elementów sfery tej, którą nazywamy niefizyczną, prawda? Dlaczego bała się Pani właściwie własnych snów? Czym ten lęk był spowodowany?
Już wytłumaczę. Chodzi o to, że ja mam bardzo dużo snów. Na przestrzeni nocy mam tak dużo snów i rzadko są to sny, które później zapominam. Częściej są to sny. Też nie chcę, żeby to zabrzmiało zero-jedynkowo. Mam bardzo dużo snów.
One są kolorowe, łącznie z zapachami, z wrażeniem dotykowym, z czuciem wiatru. Także one są tak, jakbym wyszła i jakby to się przydarzyło mi naprawdę, gdybym była w plenerze, tak jak się odczuwa wszystko, to, co nas otacza. Ja mam tak w snach. I w trakcie, kiedy no to zaczęło się wszystko kilkanaście lat temu, kiedy wpadałam w depresję. Wtedy sny moje były tak realistyczne i tak silne, ale niestety bardzo dramatyczne, tragiczne, okropne, straszne. I na przestrzeni nocy miałam kilka takich snów, ale spełniały się tylko niektóre. Ja nigdy nie wiedziałam, co się spełni. To było dla mnie zawsze bardzo stresujące. Nawet nie tyle stresujące, co przerażające, bo te sny były bardzo złe. I na przykład po jednym z takich snów, po jednej serii takich snów, gdzie miałam ich kilka i też zastanawiałam się i co się spełni, co z tego będzie, co z tego się wydarzy? Między innymi na przykład powiesił się mój brat. Przy kolejnej fali takich snów też nie wiedziałam, co mogę z tego wybrać. Który sen będzie tym właśnie proroczym. Bo to jest tak jakby, mam w koszyku kilka zdarzeń, ale tylko jedno będzie prawdziwe. Każde jest złe i ja nie wiem, które się wydarzy i na co mam czekać. Ja się bałam śnić. Po jednym z takich snów, mojego ówczesnego partnera syn umarł. Po innym takim śnie zdarzyła się kolejna taka sytuacja. Właśnie i ze śmiercią, i z dramatami. I ja miałam takie wrażenie, że może jak nie będę śniła, to to się nie wydarzy. Bałam się spać.
Siedziałam całymi nocami do momentu, aż w naturalny sposób traciłam przytomność. Zwykle miałam budzik nastawiony w taki sposób, żeby mnie wyrwał ze snu, żebym nie zdążyła zacząć śnić snów tych takich wyraźnych. Chodziłam notorycznie niewyspana, zaczęłam tracić włosy, przeszłam atak niedokrwienny mózgu.
Wszystko przez ten stres, przez to niewyspanie. A jednym z czynników było właśnie to, że ja się bałam własnych snów, ponieważ niestety były tak koszmarne i się spełniały. No jak widać rzecz, którą niektórzy ludzie chcieliby mieć wizje senne, jakieś prorocze, jakieś zdolności w ogóle przepowiadania przyszłości. Niektórzy ludzie chcieliby coś takiego mieć, no ale jak widać to potrafi wpłynąć dosyć negatywnie też na życie, prawda?
To potrafi wpłynąć negatywnie jeszcze w innym zakresie. I tak przykładowo ludzie, którzy wiedzą, że mam takie zdolności. Ja dam przykład, jak to się dzieje, bo proszę tego nie odbierać w sposób taki, że ja coś powiem i słuchaj, tak ma być, że ja tutaj siedzę jak jakaś taka matrona i do mnie ludzie przychodzą po rady. Nie, tak to się nie odbywa. To jest na przykład tak. Rozmawiamy sobie w grupie znajomych, a ja mam bardzo ironiczny sposób żartowania. Sarkazm, ironia to jest po prostu mój chleb powszedni. I tak sobie rozmawiamy i ja sobie cichuteńko siedzę, nie odzywam się, raczej słucham tego, co ludzie mówią i nagle coś mnie rozśmieszy i startuje z jakimś głupim żartem i walnę jakimś takim żartem. Ten żart jest totalnie niewybredny. Wszyscy się na mnie patrzą, jakbym właśnie zwariowała. I wie pan co? To co ja zażartuję, to się później dzieje. Przestałam żartować, przestałam rozmawiać z ludźmi, zaczęłam bać się rozmawiać, bo bałam się, że coś powiem i to się wydarzy. I na przykład któregoś razu mój kolega miał bardzo trudną sytuację. Nie będę opowiadała jego sytuacji, ponieważ opowiedział mi to w zaufaniu, więc nie chcę tutaj. Wystarczy, że miał bardzo trudną sytuację. Przychodzi do mnie i mówi: Proszę cię, powiedz mi, co się wydarzy? A ja tak nagle taka skonsternowana mówię do niego: Nie wiem, nie mam pojęcia, co się wydarzy. A on do mnie mówi: Ale proszę cię, powiedz mi, co się wydarzy, bo ty zawsze wiesz, a ja już, już zaczynam panikować wewnętrznie i mówię do niego: Ale ja naprawdę nie wiem, ja nie wiem, co się wydarzy. Nie pytaj mnie o takie rzeczy, bo ja nie mam pojęcia. I on się na mnie zdenerwował, że zawsze wiesz, co się wydarzy. Zawsze wiesz. Dlaczego nie chcesz mi pomóc?
Dlaczego jesteś taka okrutna? Ja mówię do niego: Proszę cię, nie patrz w ten sposób. To tak się nie dzieje. I tłumaczę mu, że takie rzeczy ja jestem w stanie coś takiego jakby przewidzieć. Bardziej w taki sposób, jakby nie pyta na wprost. Jeśli ktoś mnie wprost o coś zapyta, nie wiem, ja nie mogę o tym myśleć, ale jak coś powiem tak jakby bezmyślnie, wtedy się to dzieje. I po jakimś czasie ten kolega był na mnie bardzo zły, no bo dramat mu się stał w życiu i on uważał, że to była moja wina, bo ja mu nie podpowiedziałam. Ja mu tłumaczę: nie miej do mnie pretensji o to.
Ja nie wiem, jak to działa, ale to nie działa wtedy, kiedy mnie ktoś o to pyta. Czasami po prostu coś mówię, coś po prostu mówię, takiego oderwanego od rzeczywistości, gdzie każdy się śmieje z tego mówić: cooo ty? To się nie zdarzy. I właśnie to się wydarza. Ja nie wiem, skąd takie myśli przychodzą do głowy. To jest tak, że nagle przychodzi mi do głowy myśl, która jest silna i tak jakby ona mi krzyczy w głowie, że ja po prostu ją mówię. I to się później dzieje. Kiedy byłam dzieckiem, miałam taką cechę.
Nie wiem, jak to nazwać. Nie cechę. Może umiejętność? Nie wiem. Kiedy ktoś opowiadał przy mnie swój sen, to ja tak, tak po prostu, jeszcze jako dzieciak tak zawsze, a to będzie coś tam i coś tam. I często, bo moja mama miała taką liczną rodzinę, tam miałam dużo cioć i wujków, więc często tam też bywaliśmy u nich i gdzieś tam zawsze na marginesie komuś wytłumaczyłam jakiś sen. Nie tyle wytłumaczyłam, ponieważ z mojej perspektywy to było takie tam sobie o!
Powiedzenie, zaśmianie się z czegoś. Kiedy miałam około lat jedenaście, może trzynaście, moja babcia opowiedziała mi sen i mówi: Co to znaczy? Pyta mnie. Ja mówię: Nie wiem. Powiedz, co to znaczy? Dlaczego śniłam ten sen? Opowiedz mi, co się wydarzy. I ja też spanikowałam i mówię, że nie wiem. I babcia przez cały dzień...-Ale słuchaj, może jednak będziesz wiedziała. Ale zastanów się. I ja zaczęłam unikać babci, bo mnie to tak zestresowało, że ona czegoś ode mnie chce.
To był ten moment, kiedy zamknęłam się w sobie i przestałam mówić o snach. Jak ktoś mi mówił, czy w moim, moim towarzystwie ktoś mówił o snach, ja już więcej ludziom nie mówiłam. Bo to było dla mnie takie stresujące, że mi wmawiają, że ja coś wiem, kiedy ja nie wiem. Natomiast wiem, już zrozumiałam, zauważyłam to, zaobserwowałam, że kiedy działam spontanicznie, kiedy mówię spontanicznie, to wtedy mówię to, co ma się wydarzyć bądź to, co ma znaczenie. Natomiast taka przyciśnięta do muru czy troszeczkę zmuszona do tego, żeby komuś coś przetłumaczyć, automatycznie mam blokadę i nie powiem nic. I to prowadzi do tego, że ludzie na przykład są na mnie źli. Są źli na przykład wtedy, kiedy nie chcę im powiedzieć, co się wydarzy, albo wtedy, kiedy coś powiem i to się wydarzy, a oni tego nie chcieli. I miałam strach przed rozmowami z ludźmi. Około siedem, osiem lat temu stwierdziłam, że przestanę rozmawiać z ludźmi. Boję się mówić. Boję się mówić, ponieważ jak ja coś mówię i to się dzieje, to wychodzi na to, że ja to sprowokowałam. To nie chodzi o to, że ludziom dzieją się złe rzeczy. Nie, nie, nie. Ludziom dzieją się rzeczy różne.
Ja nie jestem osobą złośliwą. Naturalnie. Jestem bardzo dobrym człowiekiem. Kochają mnie zwierzęta, kochają mnie dzieci. Mam dobrą energię. Ludzie przy mnie się uspokajają. Odpoczywają przy mnie bardzo.
I często rzeczy, które mówię w żartach, na przykład dotyczą tego. Koleżanka... To jest przykład. Koleżanka moich takich tam znajomych miała zdawać prawo jazdy i tak się śmieli troszeczkę, bo jej to nie wychodziło i tam któreś kolejne podejście już miała. No i ostatecznie kiepsko jej szło. I ja tak się zaśmiałam, że ha, ha, ha, pewnie zda za dziewiątym razem, a ona tam chyba czwarty raz podchodziła już. I oni tacy byli zaskoczeni. Mówią: ty jej źle życzysz chyba? Ja mówię: nie, to nie jest źle.
Dziewiąty raz to nie jest źle. Zda za dziewiątym. No i w zasadzie to był żart z mojej strony, bo ona myślała, że pojedzie czwarty raz i to już będzie miała prawo jazdy w kieszeni. Zdała za dziewiątym i ona tego nie wiedziała, że ja mówiłam coś takiego. Kiedy spotkałam ją na mieście, podeszła do mnie. Chwali się taka zadowolona i mówi: A wie pani co? Zdałam prawo jazdy. Tylko nie zgadnie pani, za którym razem? Ja mówię: No za dziewiątym.
A ona taka zaskoczona: A skąd pani wie? Ja mówię: Kochanie, bo ja wiedziałam o tym, że to będzie za dziewiątym. I często słyszę, że ja kraczę i mówię, że to nie jest krakanie, to jest mądrość życiowa. Ale tak naprawdę nie wiem, skąd to się dzieje. Moja babcia, moja mama, moja siostrzenica. Mamy te zdolności. U nas to idzie chyba po linii żeńskiej. Tylko każda z nas ma coś innego. Zupełnie inne jakby te moce. Ciężko mi porównywać, która ma silniejsze, słabsze. Ale mogę nadmienić, że parę razy na mojej drodze spotkałam ludzi zajmujących się ezoteryką i zwykle ci ludzie jako pierwsi zwracali się do mnie, że chcą mnie uczyć. Chcą rozwijać moje możliwości, moje umiejętności. I to też jest rzecz, która mnie przeraża, ponieważ ja wychowywałam się w rodzinie właśnie takiej, właśnie bardziej zero jedynkowej i wszystko, co było dziwaczne, oderwane od rzeczywistości, artystyczne, to było spychane na margines. I moi rodzice nie brali pod uwagę, że jest to istotny element świata. Wręcz nawet tłumaczyli, że to są nasze jakieś tam, no fanaberie, widzimisie, wymysły.
No ten brak zrozumienia ze strony najbliższych i znajomych rzeczywiście potrafi być bardzo dobijający. Tak, tak. A jeszcze jak jest się troszeczkę takim innym człowiekiem, z inną energią, z inną osobowością, taką osobowością na uboczu, to tym bardziej jest się narażonym też na śmiech, szydzenie. Chociaż ja jestem bardzo silna psychicznie, więc mnie jest bardzo trudno stłamsić. Bardzo trudno jest mnie podważyć, podważyć moje, moją mądrość, moją inteligencję. W momencie, kiedy rozmawiam z ludźmi nawet o tych dziwnych rzeczach, moja narracja jest silna i ludzie, nawet jeśli hejtują, nie rozumieją, nie chcą, to przynajmniej słuchają tego. Zwykle jest też komentarz, że no ja to trochę inaczej postrzegam świat. Natomiast z czasem, z biegiem czasu nauczyłam się chyba rozmawiać z ludźmi w taki sposób, żeby też im tego nie narzucać i nie tłumaczyć, nie wciskać tej mojej wiedzy i tych moich spostrzeżeń. Natomiast brakuje mi ludzi, którzy też mają takie troszeczkę inne spojrzenie na świat, żeby móc porozmawiać i powymieniać się tymi mądrościami, bo chciałabym to zrozumieć.
Ale jednak większość ludzi gdzieś tam dookoła żyjących to są ci ludzie, którzy uważają, że wiesz, wiesz, no fajne to, co mówisz, ale ja nie wierzę i nie wiem, czy dla ludzi, dla ich wiary, dla ich uwierzenia trzeba by było dać im namacalny dowód. Bo ja też się zastanawiam, gdyby mi ktoś opowiadał o tym, że takie rzeczy są, czy ja bym w to uwierzyła, nie posiadając takich powiedzmy zdolności?
Więc nie denerwuję się na tych ludzi, którzy nie wiedzą. Ale ciężko jest żyć w takim świecie, gdzie ludzie nie rozumieją tego. I myślę, że to niejedna osoba, która rozmawiała z panem, miała też tego typu przemyślenia.
No ja też mogę dużo rzeczy takich powiedzieć z własnego doświadczenia też samo wygadanie się kiedyś, że interesuję się tematami paranormalnymi już wywoływało śmiech, także lepiej było-- to jest jeden z tych tematów, których lepiej było unikać, że tak powiem, w gronie moich znajomych ze studiów, ze szkoły, z podstawówki, gimnazjum i tak dalej. Pani opowiadała, że w dzieciństwie zdarzało się Pani komentować czy też interpretować sny.I przez to niektórzy przez te komentarze, przez to prezentowanie swoich wizji, niektórzy chyba zaczęli traktować Panią jako taką jasnowidzącą prawda?
Podającą wizje na zawołanie. Ja mogę powiedzieć, że miałem tak samo, jak się wygadałem o swoich paru kontaktach z zaświatami, takich kontaktach dosyć dla mnie spektakularnych. Wówczas też parę osób zaczęło mnie prosić o nawiązywanie kontaktów z ich zmarłymi i tam sprawdzanie, co zmarli robią tam, prawda?
W tych zaświatach, tam, gdzie trafili. To też, też potrafi być męczące. Tak. Ale... To ja mogę też opowiedzieć taką historię. Ja w ogóle mam bardzo dużo tego typu historii, bo mi się wydaje, że moje całe życie składa się z takich dziwnych, tak w cudzysłowie dziwnych, bo dla mnie one nie są dziwne. I jeśli chodzi o takie zaświaty, to przyznam szczerze, że ja mam trzy bliskie osoby właśnie, które nie żyją. To jest mój brat, mój tata i mój przyjaciel. I czy wyobrazi sobie pan, że miałam sen? To były trzy sny, gdzie każdy z tych, powiedzmy, moich bliskich mężczyzn nieżyjących pokazał mi swój świat. Jak oni... Jak wygląda ich świat, jak oni żyją. To było coś tak niesamowitego. Ja do tej pory tak pamiętam to wszystko mocno. I to właśnie było, to było coś takiego pomiędzy snem a hipnozą.
Taki stan. Najbardziej szokujący dla mnie był moment, kiedy mój brat w tych jakby moich sennych wizjach mówił do mnie, że każdy może sobie wybrać, jak może wyglądać jego życie tam później, ponieważ oni wszyscy się poruszają, też. Żyją, poruszają, zwiedzają, jeżdżą, rozmawiają ze sobą, tylko są w innym wymiarze. I w tym śnie mój brat pokazał mi, jak to wygląda. To było niesamowite. I powiedział mi tak: my możemy być widzialni albo niewidzialni dla ludzi żyjących, że tak powiem, żyjących. Nie powiedział tak: możemy przemieszczać się dowolnie. Jak się przemieszczamy wolno, to możemy być widzialni, ale jak się przemieszczamy szybko, wtedy stajemy się niewidzialni.
Ale nawet my nie możemy przemieszczać się tak powiedzmy na pstryknięcie w palce, jesteśmy tu i znajdujemy się gdzieś indziej. Nawet my potrzebujemy czasu, żeby przebyć drogę. Ale jeśli przebywamy tą drogę, jesteśmy nawet będąc na na drodze kolizyjnej, nie wchodzimy w kolizję, tylko przenikamy. To było niesamowite, bo on tak jakby zabrał mnie w taką podróż i mi pokazał, jak to wygląda.
W innym tym śnie, kiedy już mój tata pokazywał mi, powiedzmy, świat, w którym żyje, przestrzeń, w której żyje. To były łąki, to był domek, to były piękne widoki. I tata mi opowiadał też o tym, że tu jest spokój, tu jest taka cisza, tu jest tak dobrze. A mój tata zawsze marzył o tym, żeby właśnie na wsi mieszkać w takiej ciszy. Żeby był domek, żeby była trawa.
Natomiast ta przestrzeń, którą pokazał mi przyjaciel, to była jeszcze inna. On zawsze bardzo lubił sportowe samochody. No i też właśnie jakby pokrywało się z tym, co mówił mi mój brat. Czyli, kiedy jedziemy wolno samochodem, możemy być widzialni. Nie tyle samochód jest widzialny, na przykład co jakieś tam, powiedzmy postaci, tak? Osoby są widoczne.
Tylko ja nie pamiętam dokładnie, jak to było właśnie z tym samochodem i tutaj nie chcę wprowadzać w błąd, więc pominę ten fragment. Ale on mi tłumaczył tak: jak poruszamy się wolno, mogą nas ludzie zobaczyć, jak poruszamy się szybko, przenikamy, robimy się tacy jakby rozmyci.
I on mi powiedział jeszcze coś takiego. Właśnie ten mój przyjaciel w tym śnie. Bo to były czasy, kiedy miałam depresję, kiedy mi było bardzo źle. Przyznam, że to, że przeżyłam, to troszeczkę chyba można uznać w kategoriach cudu, bo byłam bliska też zrezygnowania z życia. I właśnie wtedy ten mój przyjaciel mi powiedział tak: ja tu na ciebie czekam. To był mój przyjaciel, to było absolutnie czysta, platoniczna miłość między nami. My po prostu się bardzo lubiliśmy, wspieraliśmy się zawsze. I on powiedział mi tak właśnie, że: ja tu czekam na ciebie. Ty kiedyś tutaj przyjdziesz, ale jeszcze nie teraz. To nie jest twój czas. I tak samo w tych snach mój brat też mi mówił: to nie jest twój czas, nie chcemy cię tutaj. I to były też takie momenty, które pokazywały mi, że ja ich nie straciłam, że one, że oni czekają na mnie w innej przestrzeni.
Ale to nie jest mój czas i wydaje mi się, że naprawdę my to wszystko, my się przenikamy z tą energią. To wszystko się dzieje gdzieś tutaj, pomiędzy nami. Takich sytuacji, takich dziwnych ja miałam dużo więcej. Ja się tego czasami boję. Czasami jestem przerażona tym. Pamiętam, kiedy byłam dzieckiem i moja babcia opowiadała na marginesie, bo to też nigdy nie było mówione wprost, nie przy nas, nie przy dzieciach, ale że ja umiałam wyłapać też takie rozmowy pomiędzy babcią a moją mamą.
Kiedy słyszałam, jak babcia opowiada o różnych swoich zdolnościach, to ja marzyłam o tym, żeby też mieć. I nim się obejrzałam, już sama miałam takie zdolności. Ale co jest istotne, to tego się nie wie, że się ma te zdolności.
[śmiech] Bo się nie ma z czym tego porównać. To, że ma się jakieś dodatkowe zmysły, to przecież ja nie wiem jako dziecko, że to jest dodatkowy zmysł. Ja myślę, że wszyscy mają to samo. Bo z czym to porównać? Przecież dziecko nie umie jeszcze porozmawiać z innymi ludźmi.
Czy inni ludzie mają tak jak to dziecko? Właśnie. I marzyłam o tym jako dzieciak, żeby też mieć jakieś takie zdolności. A kiedy okazało się, że jednak one są, to już mnie później przerażało. Ja chyba uczę się dopiero teraz z tym żyć. Za kilka lat będę miała pięćdziesiąt lat i myślę, że chyba dopiero dojrzałam do tego, żeby zgłębić to troszeczkę bardziej w sobie, żeby przestać się tego bać.
Żeby też chyba nauczyć się to kontrolować, tak? Bo pani to, pani to jakby ma problem z kontrolowaniem tego, co się dzieje spontanicznie, prawda? Tak, tak, dokładnie. Kontrola. Pięknie pan to ujął. I tutaj tego słowa mi chyba zabrakło. I tego spojrzenia na to. Właśnie kontrola. Ja nie umiem tego kontrolować i to jest takie silne. Ale mam wrażenie, że kiedy-- nie, nie, to nie jest wrażenie.
To jest fakt, że kiedy chciałabym pokazać, udowodnić, to ja się chowam w sobie, to już wtedy mój autyzm bierze górę i ja wszystko zasysam w siebie i już nie umiem tego otworzyć jakby. To musi się dziać spontanicznie, bo u mnie dzieją się tak jakby dwa tryby. Jeden tryb to jest takiego zassania wszystkich emocji, wszystkiego co się dzieje do środka i zamknięcia się z tym. A tryb drugi to jest totalne rozsiewanie energii na wszystkie strony, że nie jestem w stanie nad tym zapanować. I ten drugi tryb jest trudny, ale ten pierwszy tryb zamknięcia się z tym jest destrukcyjny. No i właśnie panowanie nad tym to jest chyba dla mnie zadanie na najbliższy czas, na najbliższe lata. Co jeszcze mogę powiedzieć w tym wszystkim? I tutaj chciałabym, żeby to też usłyszeli słuchacze. Bardzo mi na tym zależy, ponieważ jest pewna rzecz, o której ludzie nie zdają sobie sprawy, a być może, jeśli się sobie zdają, to niezbyt mocno. Że nasze myśli, które są energią, nasze marzenia, to wszystko, co sobie projektujemy w głowie. Jest duża szansa na to, że to się wydarzy. Więc w momencie, kiedy mamy energię i nawet taką silniejszą energię, bo to wszystko można rozwijać, nad tym można pracować, ale to, co my mówimy, my kreujemy to, co nam się może przydarzyć. Więc jeśli są ludzie, którzy mówią o sobie źle, mówią, że coś się złego stanie, bo się boją i kreują złe sytuacje, zacznijcie kreować drogę wyjścia. Zacznijcie kreować ratunek.
Zacznijcie kreować spełnienie. Zacznijcie kreować powodzenie. Nie kreujcie upadku, nie kreujcie dramatów. Jeśli się czegoś boicie, pomyślcie o tym, podziękujcie tym myślom, podziękujcie im, niech one odejdą.
Nie spychajcie ich głęboko do głowy, bo one z wami zostaną, te złe myśli. Wyciągnijcie je, spójrzcie na nie, przemyślcie, podziękujcie i zaproście do głowy dobre myśli i zasiewajcie dobre myśli. To jest bardzo ważne. Tuż przed moją depresją, kiedy zdarzyło mi się dużo, dużo złego, no bo ta depresja skądś się wzięła. Zaczęłam trochę żartem, trochę ironicznie mówić, że daj spokój, u mnie w życiu tak źle się dzieje. A dodam, że u mnie w życiu do tamtej pory nie działo się źle. Były pewne złe sytuacje, ale to były pojedyncze. Natomiast ja zaczęłam wtedy trochę w żartach, trochę z przekory mówić, że ja mam takie trudne życie, że mi się tyle dramatów wydarzyło i że ledwo daję radę, a to choruję, a to coś tam. Trochę przesadziłam, ale z prostej przyczyny.
Chciałam się bronić od ludzi, którzy czegoś ode mnie chcieli i niestety ściągnęłam na siebie tyle złej energii, że moje życie przewróciło się do góry nogami. Zaczęłam bardzo chorować. Zaczęłam bardzo, bardzo tracić i pieniądze i sytuację taką stabilną życiowo. Rozpadły się wszystkie moje relacje, związek, relacje rodzinne, przyjacielskie, finanse.
Wszystko mi się rozsypało i kiedy ja sobie myślałam dlaczego? Przecież ja jestem taka pozytywna, ja mam zawsze takie dobre myśli. Więc właśnie dlatego, ponieważ ja zaprojektowałam sobie dramat. Dlatego bardzo bym chciała, żeby wszyscy ludzie, którzy usłyszą to, żeby wiedzieli, że mogą sobie sami projektować. Bierzcie dobre myśli, bierzcie dobre myśli ze swojej głowy, wkładajcie w siebie dobre emocje. Odetnijcie się od ludzi, którzy dają wam złą energię. Czerpcie z dobrych ludzi. Jacy chcecie być? Co chcecie dać światu? Dajcie od siebie, pokażcie od siebie. Dajcie przykład. Dajcie dobrą energię. To naprawdę wróci. Nie ściągajcie na siebie złych rzeczy, bo przyczepi się to do was na lata i możecie sobie z tym nie poradzić. Co pan o tym myśli?
Czy, czy mam w tym słuszność? Ja bym to jeszcze rozszerzył je o taką- Tak? -o takie, takie taki apel, żeby nie dać się jakby zdominować czy zmanipulować złym myślom wypowiadanym przez innych. Tak! Czy też złym zdarzeniom, bo ta manipulacja może spowodować, że sami zaczniemy też tworzyć te negatywizmy.
Prawda. Jeszcze jedną taką rzecz powiem. Odkąd byłam dzieciakiem, ja byłam uważana za nieładną dziewczynkę. Trochę się ze mnie naśmiewali. No, byłam też taka specyficzna, bo mocno zamknięta w sobie i taka no dosyć takie biedne trochę dziecko.
I ja zawsze o sobie mówiłam, że ja nigdy się nie zestarzeję, ja nigdy się nie zestarzeję. Dajcie mi czas. Zobaczycie, jaka ja będę piękna. Dajcie mi czas, zobaczycie, jaka będę ładna. I oczywiście uroda jest kwestią względną, więc ja nie chcę mówić, że tutaj mi nagle najlepsza pula genów się zgarnęła. Zbliżam się do pięćdziesiątki, ludzie myślą, że mam mniej niż trzydzieści lat i zawsze powtarzam nie mów o sobie, że jesteś stara. Nie mów o sobie, że jesteś brzydka. Jaka jesteś?
Jaka jesteś wewnętrznie? Poczuj się piękna. To twoje piękno też uszlachetni twój wygląd. Będziesz lepiej wyglądać, będziesz ładnie się starzeć. I nie chodzi o to, że nagle tam przewrót jakiś i jesteśmy brzydkie i zrobimy się ładne.
Tylko nie pozwólmy, żeby te brzydkie emocje, brudne myśli, żeby też nas niszczyły. Jeśli nam się dusza niszczy, to nasze ciało też się niszczy. Ja to tak czuję. Pani się wydaje być taką osobą właśnie mającą niejako naturalną zdolność i łatwość do dostrojenia się do tej sfery nie fizycznej. No oczywiście co innego, gdy potrafi się to kontrolować, ma się jakieś doświadczenie w tym, a co innego, gdy się to dzieje spontanicznie osobie, która jakby nie siedzi w tych tematach paranormalnych. Bo rozumiem, że Pani nie interesowała się nigdy jakoś głębiej tematami typu świadome śnienie, OB i tak dalej, jakieś kontakty ze światami, prawda? Świadome śnienie posiadam. Umiem zaprojektować sobie sen. Umiem w trakcie snu go powiedzmy przekonwertować.
Natomiast jeśli chodzi o kontakty z duchami, jeśli chodzi o jakieś takie głębsze wejście w to wszystko, ja się po prostu boję. Swego czasu moim wielkim marzeniem było, był urbex, ale zaczęłam się tak zastanawiać. Boję się, że przyczepi się do mnie jakiś byt, coś, co jest brudne, coś, co będzie czerpało z mojej energii. Bardzo się boję. Ludzie, którzy zajmują się takimi duchowymi kwestiami, którzy widzą aurę, zawsze mi mówią. To bywa, że to są obce osoby, które podchodzą do mnie i mówią: Dziewczyno, pozamykaj energie, wszystkie czakry otwarte, energia z ciebie po prostu bucha. Przyczepiają się do ciebie pijawki astralne, przyczepiają się do ciebie różne byty. Po co ci to? I to jest prawda. Tak się działo.Pominę, dlaczego. Wiem, że to się działo, ale wyobrazi sobie pan obcy człowiek, który ma jakąś tam moc.
Podchodzi i mówi: Dziewczyno, chroń się przed tym, co ty robisz. I tak sobie pomyślałam, że boję się tego, że ściągnę sobie do siebie do domu, zaproszę coś, czego nie chcę. Bardzo się tego boję. Tym bardziej że miewam sny, w których to snach walczę z demonami. I to jest jeszcze inny rodzaj snu. To jest potworny sen, potworny sen. To są tak okropne sny, najbardziej przerażające. Kiedy budzę się z tych snów, jestem zmęczona, jestem przerażona. I to są sny, które dzieją się też właśnie w tej fazie, kiedy jest to takie odrętwienie. Przepraszam, zapomniałam, jak się nazywa ten stan, kiedy już nie śpimy, ale jeszcze mamy to odrętwienie, takie senne. Paraliż senny?
Tak, dokładnie. I w tym czasie to zwykle ten sen przechodzi w paraliż senny i trwa w trakcie. Kiedy jestem w trakcie tego paraliżu sennego, nie mogę się z tego wybudzić i jednocześnie walcząc i obserwuję siebie na dwóch płaszczyznach.
Jedna płaszczyzna to jest ta, która dzieje się w tym śnie jakby, a druga, że wiem, że nie mogę się ruszyć i już niby nie śnię. I mimo wszystko to się dzieje jakby na dwóch płaszczyznach naraz. To jest tak trudne, ale te sny są okropne. I teraz proszę sobie wyobrazić jedną rzecz.
Przyśnił mi się kiedyś taki sen, tak bardzo zły. I to był sen, który dotyczył mojej siostrzenicy. Sen polegał na tym, że tak na szybko go opowiem. Tylko... Dużo ludzi. Dzieje się jakiś plener, dużo ludzi. Pomiędzy ludźmi chodzą inni ludzie, wiadomo, ale niektórzy ludzie są piękni, a niektórzy są zwykli. I ci piękni ludzie.
Ja już wiem, że to są demony. Wiem o tym. Nie wiem skąd. To są piękni ludzie. Podchodzą do innych ludzi i z nimi rozmawiają. I to są słodkie podszepty. To są piękne rozmowy. Te rozmowy są czarujące i hipnotyzujące. I ci ludzie ulegają. I nie chodzi o to, że ulegają i coś robią, tylko dają swojej głowie, swoim myślom się uwieść. A ja mam świadomość, że co oni robią? Dlaczego oni dają się wciągnąć w to? I zaczynam tym ludziom mówić, że słuchajcie, to są demony, nie słuchajcie ich, nie dajcie się, walczcie z tym.
I podszedł do mnie demon kobiety, przepięknej kobiety. Tak nawiasem mówiąc, to jest typ kobiety, który uważam za naprawdę najpiękniejszy [śmiech], chociaż zupełnie to nie jest typ, który pasuje do mnie. Być może dlatego tak fascynuje mnie wygląd: kobieta szczupła, brunetka to jak widzę kobieta, która jest szczupłą brunetką, to jest coś, o czym kiedyś marzyłam, żeby tak wyglądać, ale mi się nie udało. Jestem jakby drugi biegun. I kiedy patrzyłam na tą kobietę, ona była pięknie ubrana i podeszła i też szeptała. I ona mówiła słodkie rzeczy, piękne rzeczy, takie, że się chciało słuchać i się chciało po prostu ulec. A ja wiedziałam, że nie mogę i stwierdziłam. Znaczy stwierdziłam to jest dynamiczne, bo to sen. I ja wtedy wyciągnęłam nóż i że będę walczyć z tym demonem i w tym śnie, bo to jest ważne. Ja naprawdę w tych snach walczę z demonami i ja w tym śnie tym nożem walczę z tym demonem kobietą i ona walczy ze mną. I tu w tym momencie włącza się moje świadome śnienie. W tym momencie wiem, że ten nóż nie zadziała i ja tak bardzo głośno krzycząc wołam, że więc teraz, od teraz mam topór i nagle mój nóż przeistacza się w topór i ja tym toporem zaczynam siekać na małe krwawe kawałki tego demona. A ten demon, te krwawe kawałki pełzają po podłodze wśród jakichś tam rzeczy, które są na podłodze, wśród jakichś tam elementów krajobrazu. To wszystko pełza i ucieka jakby za taką siatkę. No i jakby wygrałam w tym momencie, w tym śnie.
Stoję z tą siekierą. Już jakby nie mogę przekroczyć tej bariery, która jest dalej, ponieważ demon uciekł. Ja stoję z siekierą i wiem, że ten demon wróci kiedyś. Ja pokonałam. To jest tylko wygrana walka, nie wojna. I ten demon kiedyś wróci. I ja w związku z tym, że ten sen był jakby dedykowany dla mojej siostrzenicy. Na następny dzień opisałam jej cały ten sen. My daleko od siebie mieszkamy. Wysłałam do niej i napisała do mnie, podziękowała mi, podziękowała mi za ten sen. Powiedziała, że dla niej to dużo znaczy. Minął jakiś tam czas i opowiada do mnie tak. Mówi, że ona wtedy bardzo płakała, jak ja jej ten sen wysłałam. Że bardzo płakała, ponieważ ona tej nocy, kiedy mi się przyśniło, ona modliła się o wskazówkę. Ona modliła się o to, żeby dostać wskazówkę, ponieważ była na rozdrożu i mówi do tej pory nie wiem, dlaczego wskazówkę wyśniłaś ty, a nie ja, bo to do mnie miał być ten sen. Mówi: nie zrozumiesz do końca tego snu, bo ja ci nie opowiem, o co chodziło, ale uwierz mi, ten sen uratował mi życie. I takich snów miewam sporo i zawsze walczę z demonami.
Czasami stoję na palcach jednej stopy, na jednej stopie, na palcach, na takim bardzo, bardzo wysokim paliku, bardzo wysokim. I to jest moje jedyne podparcie. A dookoła mnie jest demon, z którym muszę walczyć ja stojąc na jednym, na jednym, właśnie na jednej stopie. To są sny, które tak bardzo odbierają mi później siły. Ale to, co się dzieje w tych snach, to, jaką ja mam w tych snach moc, to ja bym chciała taką mieć moc na żywo i umieć ją tak kontrolować, jak kontroluję w snach, bo w snach potrafię ją kontrolować.
Te demony w przebraniu pięknych ludzi wyglądają jak taki jakiś symbol, symbol jakiś nie wiem, problemów? Wszawości?-czy też symbol jakby, który można za każdym razem interpretować indywidualnie, w zależności od snu i od sytuacji, do którego się odnoszą. A próbowała pani jakoś te sny nie wiem, zapisywać, analizować? Ja je pamiętam. Mhm.
Ja je pamiętam ze szczegółami. A to są sny. Jakby-- rozumiem, że one w jednych przypadkach dosłownie ukazują przeszłe zdarzenia, a w innych przypadkach przedstawiają jakby je przy pomocy symboli. Prawda?
Tak. Nie umiem czytać tych symboli. Może to też jest ten problem, że nie umiem czytać symboli, ale na przykład całkiem niedawno przyśnił mi się sen. Jest pewien rodzaj snu, który mi się śni dosyć często i to jest zwykle w-- ja to, ja to miasto nazywam Berlin. Nie wiem dlaczego. Nigdy nie byłam w Berlinie. Nie wiem, jak Berlin wygląda, ale w mojej głowie zawsze układa się to w Berlin. Jest to taki rodzaj snu, który tam jest mnóstwo symboli, tam jest mnóstwo symboli i zawsze te symbole mówią o tym, że kiedy się poddaję, to później wstaję i walczę. I ja mogę być naprawdę totalnie leżąca i-i nie przejawiać najmniejszej energii. A później biorę na siebie cały świat i wszystko niosę na-na ramionach i ratuję wszystkich dookoła.
Wypompowana z energii, nagle podnoszę się i ratuję wszystkich. I tak to jest w moim życiu. Tak wygląda moje życie. Zawsze wokół mnie jest mnóstwo ludzi, których trzeba ratować. Być może dlatego, że nie umiem przejść obojętnie wobec krzywdy innych. Być może dlatego, że wiem, że jestem osobą silną i mogę też dać wsparcie innym ludziom. To jest obarczające, ale mam wrażenie, że jest to moja odpowiedzialność, że skoro mogę pomóc komuś, to powinnam. I myślę, że powinnam chyba też nauczyć się bardziej czytania symboli, bo tego nie umiem, ale też dlatego, że trochę bałam się grzebać w tym takim świecie, powiedzmy duchowym, ezoterycznym, takim paranormalnym. Po prostu bałam się w tym grzebać. Może ja naprawdę potrzebuję mentora? A może pani sama sobie powinna być mentorem, sama sobie stawiać jakieś zadania?
Też, też tak czasami mi się wydaje, bo praca z energią nie jest łatwa. Ale- kiedy doradzam innym ludziom, to oni sobie radzą. Więc może zacznę doradzać po prostu sobie. Może zacznę-- bo ja się boję własnej energii. Ja przed nią uciekam.
A kiedy staję w obliczu pomagania innym ludziom z ich energią, to wtedy daję sobie radę. Więc nie wiem. Być może jest to po prostu mój własny strach przed moją energią, przed tym, co ja czuję i co we mnie tkwi.
Może też strach przed tym, że ta energia, nawet jak uda się ją Pani kiedyś przejąć nad nią kontrolę, to ona się spod tej kontroli wyrwie. Jakby zacznie żyć własnym życiem. Że mnie zdominuje? Tak. Być może też. Ale właśnie tak jak już tutaj wspomniałam, pracuję w branży usługowej i mam bezpośredni kontakt z klientami. I moje klientki. One u mnie mają luksus. Każda mówi, że to, co robi twój dotyk, to jest niesamowite.
Mam ponoć bardzo duże zdolności bioenergoterapeutyczne i tutaj w tym zakresie wykorzystuję to. Nie rozwijałam tego nigdy. Zresztą rozmawiając z ludźmi, którzy tym się zajmują, to oni twierdzą. To nie jest moje twierdzenie. Oni twierdzą, że jestem na takim poziomie, pomimo tego, że nigdy tego się nie uczyłam. Jestem na takim poziomie, że bardzo łatwo byłoby mnie wyszlifować w kierunku już pomagania ludziom. Ale ja już to robię, ja już to robię. Potrafię-- ja to mówię: zdjąć ból. I to uważam zaaa jedną z piękniejszych rzeczy, którą potrafię zrobić. Właśnie, że dotykając kogoś, zabieram ból, wyciągam z nich i wywalam go, wyrzucam daleko. To jest, to jest fajne. Więc może faktycznie, gdybym przestała się tego bać... A jak pan myśli, czy może mój strach powoduje też te, takie... Tą walkę, która się we mnie gdzieś tam odbywa?
Może to ja ze swoim strachem walczę? Hmmm, ciężko mi powiedzieć. Bardziej chyba bym tutaj upatrywał jakiegoś lęku przed niezrozumieniem, przed ostracyzmem ze strony innych osób, które nie rozumieją tych tematów.
Zgodziłabym się z tym. Zgodziłabym się z tym, bo faktycznie, no musiałam ukrywać, że no jak ja się bałam z ludźmi rozmawiać, że nie daj Boże coś powiem i to się spełni. Więc może faktycznie jest to też strach przed ludźmi, przed ich naśmiewaniem się, przed takim pokazywaniem mnie później. Chociaż ja nie jestem osobą z drugiej strony, która przejmuje się gadaniem innych ludzi. Ale kiedyś taka byłam. Kiedyś bałam się bardzo, aż zrozumiałam, że tak naprawdę nie mogę pozwolić na to, żeby oni w moich oczach zmienili mój własny obraz. Więc nie biorę pod uwagę tego, co ludzie mówią.
A ludzie zawsze będą gadać, prawda? Oczywiście, wystarczy dać im powód. Czasami nawet brak powodu jest powodem. Ale to już zostawmy- [śmiech] -zostawmy to. Ja tutaj jeszcze mam parę takich pytań. Sobie zapisałem odnośnie tej-- tego zdarzenia z tymi milichami zasiewającymi las. Czy ten pagórek wówczas jakoś odróżniał się czymś względem tego, jak on zwykle wyglądał? Czy zauważyła pani coś, co według Pani w tym pagórku było wówczas nie wiem, nietypowego?
Nie. W momencie, to znaczy brak drzew, to była ewidentna różnica. Powiem tak: tam dalej, za tym pagórkiem, realnie, tak? Realnie, tak? Jak są drzewa, jak to wszystko tam się składa. Za tym pagórkiem idzie cały czas prosto, prosto, prosto.
Mnóstwo drzew. Daleko, daleko, daleko. To są lasy lubuskie, więc one są dalekie, głębokie. One się nie kończą tak szybko. I za tym lasem był kolejny i kolejny. I to wszystko wyglądało tak, jakby ktoś zabrał drzewa, a zostawił tylko tą przestrzeń, taką otwartą i luźną. Tylko pola. To była tylko ta jedna różnica. Ach, i jeszcze jedno. Przed tym pagórkiem stoi sosna. Bardzo stara, której korzenie są na wierzchu tak, że pod te korzenie można wejść. Nie wiem, czy ona tam, czy ta sosna jest tam nadal. My na to mówiliśmy dąb, bo byliśmy dziećmi i dla nas to był stary dąb. Tak naprawdę to była sosna i tego drzewa tam nie było. Więc to była jedyna różnica. A tak wszystko wyglądało jak zawsze. Wszystko wyglądało jak zawsze.
Ulica, łąka, pobliskie krzaki, dom, który gdzieś tam w oddali był. Wszystko było dokładnie tak samo. Tylko nie było drzew i byli mnisi. Chciała pani zobaczyć jakąś wizję, jak to miejsce mogło wyglądać w przeszłości, ileś set lat wstecz, prawda? Bo mówi się- Tak mi się wydaje. Mówi się, że dzieci do pewnego momentu mają jakby większy kontakt, łatwiejszy kontakt z tą sferą niefizyczną. Są jakby w stanie skuteczniej sczytywać, że to tak ujmę, informacje z tego, co nazywamy Kroniką Akaszy. U większości ludzi ta zdolność z czasem zanika, zostaje jakby przykryta przez oczekiwania, przez narzucony światopogląd. Oczywiście narzucone przez rodzinę, znajomych, otoczenie i tak dalej.
No ale u pani jakoś to cały czas żyje. Cały czas żyją te zdolności. Tak, to prawda. To jest z jednej strony coś bardzo ciekawego i wyjątkowego, bo moi bliscy, moi znajomi, którzy mnie znają i wiedzą, że ja nie jestem jakąś zwariowaną wariatką, że się tak wyrażę. Wiedzą, że to, co ja mówię, ja jestem... Nie potrafię kłamać, nie potrafię wymyślać, nie potrafię konfabulować. Więc jak ja mówię coś, to znajomi przyjmują zerojedynkowo.
Jeśli mówię tak, to jest tak. Jeśli mówię nie, to jest nie. Więc jeśli oni znają mnie i wiedzą, że ja jestem bardzo konkretną osobą i jeśli ja mówię, że jakaś mi się ezoteryczna kwestia coś tam miesza w głowie, to oni wiedzą, oni mi w to wierzą. Nie wiem, nie wiem, dlaczego u mnie to zostało. Nie wiem, dlaczego ta, ta moja psychika jest taka po prostu ruchoma, że zaglądam do tego innego świata. Jako dziecko i zresztą teraz też już jako osoba dorosła śniłam o moim miejscu, o moim domu. I wie pan, jaki był to dom? To był pokój z widokiem na dolinę. Balkon. Duży balkon murowany z murowanymi tralkami, z dużą komnatą z tyłu, z dużym pokojem. Może jakiś zameczek, pałacyk, większy dom, coś takiego. I widok, tam to był balkon. To jest istotne. I widok na dolinę. Daleko, daleko, tam w dolinie była jakaś woda.
Nie wiem, czy to była rzeka, czy to było jezioro, ale jest to wizja z moich snów, bardzo częsta. I jak byłam dzieckiem i śniłam o tym, to ja wiedziałam, że to jest mój dom. Widziałam mój dom, byłam w moim domu i proszę sobie wyobrazić, że ja jako dzieciak patrzyłam na balkony ludziom, bo my nie mieliśmy w domu balkonu. Patrzyłam ludziom na balkony, bo chciałam zobaczyć, gdzie jest ten mój balkon, ten mój własny, z którego zobaczę dolinę. Pamiętam, jak kiedyś szliśmy do cioci i ciocia miała właśnie balkon. I nagle mi się coś tam w głowie uruchomiło, że to może być mój balkon. Biegnę tam, biegnę tam i wpadłam do domu, do tej ciotki. Ona miała taki, taki pokój. To był tak zwany gościnny, bo kiedyś były takie pokoje gościnne, których się nie używało na co dzień. To był taki pokój reprezentacyjny i z tego pokoju było wyjście na balkon. Ja pamiętam, wbiegłam do tego pokoju, gdzie tam był zakaz wchodzenia, jeszcze w kurtce, w butach i na ten balkon wypadłam.
Staję na tym balkonie, tak pośrodku stoję i tak patrzę. I nagle takie rozczarowanie i tak jakby emocje ze mnie opadły, że to nie jest mój balkon. Jako dziecko miałam absolutną obsesję, że musimy iść do piwnicy. I tam jest komnata, gdzie są skrzynie z moimi sukienkami. To obsesyjnie i mi się to śni też co jakiś czas. No teraz to już tak. Kiedy mam ten sen, to jest mi słodko, jest mi dobrze, jest mi miło, bo jest to taka fajna wizja. Być może gdzieś w którymś z wcześniejszych wcieleń miałam taki balkon, taki widok na dolinę. Może nie ja, może ktoś po prostu z mojej rodziny, a miałam dostęp do tego balkonu? Nie wiem. Ciężko mi powiedzieć, bo przecież nie wiem, co się wydarzyło.
Ale te sny są takie miłe. To są bardzo przyjemne sny. To właśnie ten widok na dolinę. Tylko jako dziecko ja wiedziałam, że to jest mój balkon z moim widokiem i gdzieś tam są skrzynie z sukienkami. Jako dziecko robiłam sobie sukienki, takie z prześcieradła, które takie duże kupry miały z tyłu. Ja sobie wiązałam takie kupry i sobie układałam, żeby mieć takie bufiaste sukienki, bo ja w takich sukienkach kiedyś chodziłam. Więc wierzę, bo ja wierzę w reinkarnację i myślę, że, że ja po prostu chyba mogę zaglądać w takie prace, takie przestrzenie.
A to z dzieciństwa, ta wizja siewców, mnichów. Być może jest to związane właśnie z tymi moimi snami, które miałam, z tą wcześniejszą, wcześniejszą moją, z wcześniejszym życiem. Jak pan to widzi? Połączyłby pan to ze sobą?
No, ja bym tutaj bardziej upatrywał jakby odczytania zdarzenia, które się zapisało w tamtym miejscu. Z jakiegoś powodu- Tak! No też tak może być. Tak. Może to są zupełnie niepowiązane ze sobą kwestie. Całkiem możliwe, bo tutaj dużo takich jest elementów, które wyglądają jak przebłyski za zdarzenia, który nagrał się kilkaset poprzednich wcieleń. A są takie elementy, które sugerują jakby odtworzenie się filmu lat wcześniej. No właśnie, no bo ja mam takie wrażenie, że ja z tą moją energią zaglądam w różne przestrzenie. W sensie chodzi mi o to, że prekognicja, postkognicja, bioenergoterapia tego jest dużo, tego jest dużo. Sny. Więc mam wrażenie, że te zdolności, które ja mam, że tego jest tak dużo, że nie umiem tego chyba sobie też poukładać.
Tutaj jeszcze mam takie pytanie odnośnie tych, tych właściwie kwestie takie spostrzeżenia swoje odnośnie tych mnichów. Być może właśnie zauważyła pani coś wtedy, co nie pasowało jakby wówczas do pani banku pamięci?
W tamtym momencie? W tamtym momencie, no to jest taki- W tamtym momencie mi wszystko pasowało. To było piękne. O! To było fascynujące i mnie to tak, powiedzmy, przyciągało. I ja nie umiałam wtedy powiedzieć: to jest dziwne albo że coś mi nie pasuje, bo to było takie wow, ale się dzieje. O! To było na tej zasadzie. Samo zdarzenie było na tyle wyjątkowe dla mnie, że się na to patrzyłam długo, ale nie na tyle wyjątkowe, żeby było dziwnością wtedy.
Dodajmy ja byłam malutka i ja nie umiałam też wystawić tego, czy to jest racjonalne, czy nieracjonalne, bo ja nie miałam punktu odniesienia. Więc w tamtym momencie to było ekstra coś wyjątkowego, ale takie w sumie okej. A czy było coś dodatkowego?
Coś, co już wtedy mogło mi zapalić się...-lampkę. Nie! Bo ja jeszcze do niedawna, jeszcze kilka lat temu myślałam, że ja widziałam to zdarzenie, więc tam nie było nic, co mogłoby zasiać ziarno niepewności, że hmmm to nie mogło być prawdziwe. Nie! To było wszystko tak racjonalne, że ja myślałam, że naprawdę widziałam to, co widziałam.
Można powiedzieć, niektórzy ludzie, którzy mają właśnie świadome sny, takie różne wizje na granicy snu i jawy opowiadają czasami, że te ich wizje były nawet bardziej rzeczywiste od rzeczywistości, w której żyjemy. Takie są moje sny. Właśnie te, które?
Który walczy z demonami. Albo te sny, które zawierają w sobie właśnie jakiś rodzaj walki. Bo ja to ostatnio zaczęłam się zastanawiać i być może to wyda się troszeczkę śmieszne. Ja to tak powiem. W jaki sposób ja to odbieram? Powiedzmy, nie interesując się tym zakresem, ale jak to postrzegam. Coś w tym stylu, jakbyśmy żyli w multiwersum.
I czasami mam wrażenie, że w snach przebijam się do innego multiwersum i to jest tak realne, to jest tak namacalne. Zapachy, powiew wiatru na skórze, zapach liści, kolory to jest wszystko tak, wie pan... Bo jak wychodzimy poza, poza dom, poza mieszkanie i idziemy przez miasto, ignorujemy to, co nas mija. My czasami pokonujemy drogę totalnie nieświadomie. To znaczy, mamy świadomość, ale nie tego, co nas otacza, nie detali, nie bodźców. A w tych snach bodźce są tak realistyczne i tak mocne, że ich nie można zignorować. I na przykład to, że cegły są porowate, że są czerwone, że pachnie jesiennymi liśćmi, że wiatr wieje, że jest ciepły, że porusza włoski na rękach. To te sny są aż tak bardzo mocno intensywne i emocje, które są w nich strach, lęk, radość. To jest, to jest prawdziwe. To jest prawdziwe. To nie jest ani odrobinę płytsze niż to, co się dzieje na jawie.
Wie pani, dlaczego zapytałem o ten bank pamięci? Dlaczego o tym w ogóle wspomniałem? Bo jest coś takiego, że czasami w tych wizjach, w tych znakach zaświatów i podobnych zdarzeniach, czasem pojawia się coś, czego nasza świadomość no nie zna jeszcze, co nie wie, do czego to porównać. A zdarza się, że zobaczenie chociażby tego mnicha w Robin Hoodzie czy w innych przypadkach zobaczenie wizerunku na przykład kosmity w jakimś programie w telewizorze powoduje jakby przywołanie tego wspomnienia i skategoryzowanie go przez świadomość osoby doświadczającej.
W momencie, kiedy widziałam tego mnicha z Robin Hooda, tak, z filmu, to ja pamiętałam, pamiętałam tamtych mnichów, tamtych siewców. To mi nie przypomniało. To było takie, że o, ja to widziałam i tamto wspomnienie nie było wspomnieniem, które mi gdzieś tam uciekło. Ono było żywe. To było wspomnienie, którego jeszcze nie zamazał mi czas. Tylko jak ja zobaczyłam właśnie film Robin Hood i zobaczyłam tam tego, tego mnicha, to no, no widziałam, no to jest taki jak sam z tych moich snów. Pamiętam to wszystko też dlatego, że to była fajna myśl. Świetne, nie tyle myśl-- doświadczenie. To, co ja widziałam, to było doświadczenie, przeżycie. To było dla mnie takie wow, ciekawe, że ja gdzieś to tam miałam w głowie. Ja często sobie tak siałam ze spódniczki, tak nabierałam właśnie ziemię do spódniczki i siałam. I tam to zdarzenie we wspomnieniach moich było żywe. Nie zdążyłam zapomnieć. Tylko Robin Hood trochę mi pomieszał, jakie oni mieli habity [śmiech]. To był ten moment, który trochę mi zepsuł tą moją właśnie to moje wspomnienie.
No tak, czasami się zdarza, że zobaczenie jakby w tym naszym fizycznym świecie czegoś, co odnosi się do wizji, powoduje jakby zniekształcenie też w pewien sposób tego wspomnienia. A czy to nabieranie sobie ziemi do sukieneczki zwróciło w jakiś sposób uwagę Pani rodziny, znajomych? Zdarzało się to już wcześniej?
Śmiali się ze mnie. Nie, wcześniej nie. Dopiero później, właśnie po tym, po tym jak- Aha, po tym, po tym zobaczeniu tych mnichów dopiero. Oni się śmieli ze mnie później. I mama oczywiście, że pobrudzę ubranko. Dziadek był zadowolony, bo dziadek pamiętał, że w ten sposób rozrzucał jakiś tam nawóz po polu, że a no tak, tak, tak, faktycznie tak się robi, tak się robi i tyle. O, dziadek się tak trochę z tego śmiał.
Dziadek śmiał się w taki dobrotliwy sposób, ale moja mama to tak już tam naaa pobrudzisz, pobrudzisz. I to było takie, że zostało wyśmiane i ja później już się tak bawiłam jak nikt nie widział, bo ja się trochę tego wstydziłam. Nie wiem, dlaczego się wstydziłam, ale mnie wystarczyło lekko zawstydzić i ja już się zamykałam w sobie. Spektrum autyzmu po prostu. Ja lekko zawstydzona już byłam taka, taka schowana tak? Że-że były rzeczy, których już później przy ludziach nie powtarzałam, bo wiedziałam, że wystawiam się na śmieszność. Więc jak tylko ktoś coś skomentował negatywnie czy coś, to ja już po prostu od razu się chowałam do siebie i już później z taką rzeczą nie wychodziłam do ludzi. Dopiero po wielu latach, już jak byłam troszeczkę starsza, no to już kiedy nabierałam pewności siebie. Kiedy pracowałam z własną psychiką, kiedy próbowałam tak też nauczyć się współgrać z ludźmi, no to dopiero wtedy powiedzmy, że już no broniłam swojej, swojej osobowości, swojej integralności, swojej wyjątkowości, ale to też dużo czasu musiało zająć. Natomiast wtedy, w tamtym momencie, no to właśnie moja moja mama mnie tak troszeczkę gbeształa, brat mnie wyśmiał.
Dziadek jedynie był taki no fajnie, fajnie. No to wygląda troszeczkę tak jak, jak taki odruch, który pojawia się nie wiadomo skąd u osoby, nie wiadomo czym jest na pierwszy rzut oka spowodowany, prawda?
To u pani to bawienie się w rozsiewanie ziemi z sukieneczki. Inni ludzie też mają, też miewają takie odruchy, które pojawiają się nie wiadomo skąd, a które sprawiają im jakąś, jakąś satysfakcję, jakąś radość. Mhm. To było miłe. To było bardzo miłe. To było takie... Oni mnie zainspirowali.
Ja od nich miałam tą inspirację, że ja też tak mogę siać. I pokazali, że to jest fajne, tak? Jakby ja to tak wtedy odbierałam, że wow! Taki fajny sposób, ja mogę się tak bawić! I to było miłe. Mi to dawało taką satysfakcję. I to później już jak byłam też taką starszą dziewczynką ja bardzo długo byłam dziecinna i lubiłam się właśnie też bawić w takie sianie, ale jak nikt nie widział, bo to jużWiedziałam, że to jest, że to jest to głupie. Że ja tak nie powinnam robić. Poza tym się pobrudzę.
Tutaj sobie zapisałem jeszcze takie pytanie, g-gdy pani opowiadała o swojej depresji, czy nie ma pani wrażenia, że ten stan depresyjny w jakiś sposób wzmagał, czy też ułatwiał postrzeganie tej sfery niefizycznej? Mam wrażenie, że w tamtym momencie bardziej się aktywowało wszystko. Być może dlatego, że miałam też większy wgląd w siebie. Analizowałam to, co się we mnie dzieje, zwracałam uwagę na swoje emocje, ale myślę, że to negatywne, te wszystkie takie- no bo ja miałam w sobie bardzo dużo negatywnych wtedy myśli, uczuć, że to wywołało jeszcze tak, jakby eskalowało złe proroctwa, tak jakby wszystko, co miało być złe, wtedy mi się pokazywało, bo wcześniej ja nie miałam takiego- Tak jakby bardziej panią dostroiło do odbierania tych akurat negatywnych sygnałów, tak?
Tak. No właśnie. Dokładnie coś w tym stylu. Tak jakby coś się otworzyło, tak? Tak jakby, nie wiem. No właśnie, jakby dostroiło. Tutaj użył pan tego słowa, które mi świetnie też pasuje, bo ja też wcześniej trochę ignorowałam takie jakieś moje przeczucia, a ja miałam zawsze bardzo silne przeczucia. Proszę mi wierzyć, ja myślę kilka razy, kilka razy uszłam z życiem, z sytuacji, które były powiedzmy, groźne i myślę, że mogłam się kilka razy uratować w moim życiu tylko i wyłącznie dlatego, że miałam przeczucie. Blisko trzy lata temu napadł mnie człowiek. Tuż przed tym zdarzeniem wiedziałam, że on to zrobi. Ten człowiek siedział w więzieniu.
On chyba już wyszedł z więzienia, ale on szedł za mną, za moimi plecami. Znaczy nie tak bezpośrednio za moimi plecami. Po prostu człowiek, który idzie za mną, a w ciągu dnia mnóstwo ludzi idzie za mną, tak? W sensie nie bezpośrednio za mną, ale po prostu tą samą drogą. I on idąc za mną, ja wiedziałam, że on mnie napadnie, ale już nic nie byłam w stanie zrobić, bo był duży, silny. Ja jestem szczupła, jestem drobna i po prostu napadł mnie. Nie miałam siły się przed nim obronić. I w tym wszystkim wiedziałam tylko, że muszę wrzeszczeć. Wrzeszczeć najgłośniej jak potrafię, bo nigdzie nie było ludzi. To było w czerwcu. Tam jakieś były też moje imieniny, były jakieś rozgrywki. Ja się nie znam na tych meczach, jakaś tam piłka nożna czy coś takiego. I ludzie o tej porze siedzieli w domu, więc ulice opustoszałe. Miasto, blisko osiemdziesiąt tysięcy ludzi, a nikogo w pobliżu. I kiedy ten człowiek szedł za mną, a szło jeszcze kilka osób, tylko każdy tam w jakąś inną stronę. Nagle nie ma nikogo i ten człowiek rzuca się na mnie, A ja o tym wiedziałam, że on to zrobi. I w momencie to była tylko jedna myśl: uda ci się z tego wyjść, jak będziesz bardzo głośno wrzeszczeć.
Nie pomocy, nie ratunku, nie coś takiego. Narób tyle hałasu, że ludzie wyjdą wyżej przez okno. I to była jedyna rzecz, która mnie uratowała, że ja po prostu tak głośno wrzeszczałam, ale to ja chyba po prostu myślę, że odebrałam jego emocje, jego fale. Bo skąd ja czułam, że on mnie napadnie? Ludzie mówią przywołałaś to sobie. Ty go po prostu zaprosiłaś do tego.
Ale ja w to nie wierzę, ponieważ później, rozmawiając z inną koleżanką, która bardzo, bardzo skrócę opowieść, bo gdybym chciała opowiedzieć to bardzo dokładnie, to bym się rozwodziła bardzo długo, a nic by to nie wniosło do tego wszystkiego.
Natomiast gdzieś z pół godziny wcześniej moja koleżanka widziała tego człowieka i on ewidentnie szukał ofiary i jej udało się wejść do samochodu i on, bo kręcił się w pobliżu i udało się uciec, wejść do samochodu i nic się nie stało. I kiedy ona dowiedziała się o tym, że zostałam napadnięta, pyta mnie, czy ten człowiek wyglądał tak, tak, tak? Wszystko się zgadzało. Ona mówi: on już kogoś tam szukał. Czyli to nie było tak, że moja myśl go sprowokowała. Po prostu on miał w sobie te złe emocje. On już miał w sobie ten plan, on już chciał kogoś skrzywdzić i myślę, że po prostu w tamtym momencie wydawałam mu się świetną ofiarą, bo byłam ubrana delikatnie, zwykły T-shirt, zwykłe spodnie Alladynki, zwykłe klapki, torba na ramieniu, okularki, kitka na głowie. No i taka zwykła po prostu. Ja wyglądam trochę bardziej jak dziewczyna niż jak kobieta, więc może on po prostu myślał, że jestem jakimś dzieciakiem, którego można zaatakować i łatwo pokonać. I ja czułam tą jego złą energię. I tutaj od razu też przypomniał mi się jeden z tych moich snów, kiedy walczę z demonami. W tamtym momencie. Bo kiedy-- nawiążę do tych snów, kiedy w śnie dzieje się coś takiego, że ja z demonem walczę. To tak zabawnie brzmi teraz, bo ja ogólnie jestem bardzo racjonalną osobą i tak jak teraz sobie opowiadam i mówię obcemu człowiekowi o tym, że ja sobie walczę z demonami, to sobie myślę kurde, jak to idiotycznie brzmi, a jednocześnie wiem, że to jest fakt. Wiem, że tak się dzieje i te rzeczy.
Więc ja w tych snach, bo to jest świadome wówczas, nauczyłam się tego, że zwykle one zaczynają się w taki sposób trochę delikatniejszy, czyli ja walczę, ale walczę jakby z taką mocą, żeby nie skrzywdzić. I później nagle ten moment, kiedy przejmuję władzę nad tym snem, to jest wybuch olbrzymiej energii. Kiedy ja krzyczę, bardzo głośno krzyczę w tym śnie i to jest takie jakby. Proszę sobie wyobrazić osobę stojącą z wypiętą klatką piersiową, ręce dołem, ale tak jakby do tyłu i głowa wyrzucona do góry. I ja wtedy w tej pozycji, w tych snach bardzo krzyczę i ze mnie wydobywa się olbrzymie, silne światło i ja mam wtedy olbrzymią moc. I wtedy też sobie, kiedy ten człowiek mnie napadł, to właśnie było, że ja muszę w ten sam sposób wrzeszczeć. Muszę tą energię z siebie wyrzucić, bo to mnie uratuje. I czy pan sobie wyobraża, że właśnie to mnie uratowało? Właśnie to. Ja zaczęłam wrzeszczeć tak jak w tych snach.
Już ludzie zdążyli poinformować wtedy dzwonieniem na policję z takich oddalonych tam, z takiej restauracji, ludzie mnie usłyszeli, przybiegli mi na pomoc. Co prawda ja już sobie sama z tym człowiekiem poradziłam, bo ja się z nim później biłam i szarpałam.
Udało mi się wyrwać, udało mi się kopać tego człowieka i on ostatecznie zaczął uciekać. Ale ludzie, którzy usłyszeli, przyszli mi na pomoc, złapali tego człowieka. To przecież była jedna wielka akcja tego ratowania mnie. Ale moment, w którym ja się uwolniłam i kiedy ja tych ludzi zaalarmowałam, to był ten moment, kiedy wiedziałam, że teraz muszę zebrać całą moją energię i wydobyć to z siebie i wrzeszczeć. I w tych snach oczywiście jest to potężniejsze, tak? Jest to potężniejsze. I w tych snach ja czuję taką moc. Tak trochę z jednej strony zabawne, a z drugiej strony takie troszeczkę dla mnie bojętnącą moją próżność, to jest to, że ja naprawdę czuję tą energię w sobie.
Ja naprawdę uważam, że ja mam tą energię olbrzymią i być może też dlatego trochę się tego boję. No pani w tamtym momencie jakby wyzwoliła całą swoją energię. Oczywiście na tyle, na ile.Na ile się dało, prawda?
Tak, tak. Tym bardziej też, że ten człowiek, który mnie napadł, on mi się rzucił tak bardziej na plecy, ale też mnie jakby tyłem, więc nie byłam w stanie ani łokciem go uderzyć. On mnie tak niby z tyłu złapał za szyję, na siebie położył potężny facet, więc wybiło mnie tak do tyłu. Ja nie miałam szans się ruszyć, nie miałam szans czegokolwiek zrobić. On miał coś ostrego przy sobie. Z jednej strony próbował mi torbę zabrać, z drugiej strony próbował tam nożem odciąć i ja tak sobie później pomyślałam, ile ja miałam szczęścia, że on mnie nie dźgał tym nożem. Że ja z nim walczyłam, takim dużym człowiekiem. Że ja znalazłam w sobie tą moc, że ja znalazłam w sobie tę siłę, żeby po prostu się nie dać, nie poddać. I to też tak jak w tych moich snach zawsze.
Kiedy już leżę na łopatkach i nagle stwierdzam o nie, ja się nie poddam. I wtedy nagle gdzieś tą olbrzymią napęd wyciągam. Moje życie jest naszpikowane właśnie takimi dziwnymi sytuacjami. Każda osoba, która mnie zna trochę bliżej, no bo ja nie jestem szczególnie towarzyskim człowiekiem. Ja mam bardzo niewielkie grono znajomych i ludzie, którzy mnie tak właśnie znają trochę lepiej, troszeczkę bliżej. To oni mówią wprost - nie znam drugiej osoby, która miałaby tak dziwne życie jak Ty. Nie znam kolejnej osoby, która miałaby tyle dziwnych zdarzeń w życiu. To jest tak, jakbym ściągała różną energię, która jest taka specyficzna, taka nietuzinkowa. Kiedy spotykam ludzi z podobną energią, ale świadomych ludzi, co jest bardzo ważne, to muszą być ludzie świadomi, pracujący z energiami, którzy mają już taki warsztat. To ci ludzie od razu mi mówią. Od jednej pani, która...
Ona chyba teraz wycofała się z całej tej takiej ezoterycznej działalności. Ale kiedy spotkałyśmy się po raz pierwszy, kiedy ona mnie zobaczyła po raz pierwszy, jej pierwsze słowa były takie: "Jesteś dobrym człowiekiem". No zła nie jestem.
Tak, jestem dobrym człowiekiem. Ale skąd może to wiedzieć ten drugi człowiek, który stoi naprzeciwko mnie? Być może mówi tak po prostu, bo coś miłego można powiedzieć, ale można powiedzieć dużo różnych innych miłych rzeczy. Można skompletować, nie wiem, kieckę, buty, uśmiech, cokolwiek.
Natomiast powiedzenie człowiekowi, którego dopiero się poznaje, że jesteś dobrym człowiekiem, to jest takie daleko idące. Bo przecież to jest taka łatwa, szybka ocena. I tak jestem dobrym człowiekiem. Jak to ktoś czuje? Dlaczego ktoś to tak czuje? Dlaczego ktoś czuje to, że jestem dobra? Albo na przykład z tymi czakrami.
Może przez to, że pani właśnie emanuje tą energią w taki trochę niekontrolowany dla siebie sposób? Tak. To tak właśnie jak mi powiedziała ta jedna kobieta, że wszystkie czakry otwarte, że po prostu rozchlapuję dookoła energię, że po prostu ona się ze mnie wylewa i no pewnie tak jest. Ludzie na ulicy podchodzą do mnie, żeby ze mną porozmawiać, żeby mnie o coś zapytać. Jak ktoś ma problem, jak ktoś nie może trafić gdzieś, jak ktoś chce o coś, cokolwiek się poradzić, zapytać na ulicy, gdzieś, którędy iść, czy gdzieś jakiś sklep, gdzie można coś załatwić, coś kupić. To są ludzie, którzy podchodzą do mnie. Sytuacje, które się dzieją, jakieś dzieją się koło mnie. Ja jestem pierwszą osobą, która rzuca się do pomocy, jak komuś trzeba pomóc wyjść z autobusu czy kogoś mdlejącego podtrzymać, to wtedy jestem pierwsza do działania.
Robię to automatycznie, nie myślę o tym. Lecę na ratunek. Nie jestem w stanie zignorować takich rzeczy i myślę, że po prostu ta energia no co? Wylewa się ze mnie i ludzie to widzą. I teraz tak jedni mówią, żeby po prostu to blokować, żeby nauczyć się zamykać czakry. Nie wiem, jak to robić. Nigdy nie uczyłam się, nigdy nie rozmawiałam z osobą, która mogłaby mi to doradzić, ponieważ też przez to, że ta energia tak się wydostaje, no to ściąga się też tych ludzi i sytuacje, i energię, która nie jest dobra. A jednocześnie ci, którzy są wampirami energetycznymi, mają fenomenalną pożywkę. Tylko że ja kiedyś też skomentowałam w ten sposób, że ja rozumiem, że ludzie mi kradną energię, ale we mnie jest jej tyle. Ja ją czuję, ja ją czuję. To jest. Ja mam takie wrażenie, że mi buzuje wewnątrz, buzuje mi energia i ona musi się wydostać. Ale jak miałam depresję, to była bardzo, bardzo ciemna energia. Taka smutna, bardzo zła, nie krzywdząca kogoś, tylko ściągająca do mnie różne złe rzeczy. To była seria niefortunnych zdarzeń jedenaście lat dramatów, jedenaście lat, dramat za dramatem. Kolejne zdarzenie. Kolejne.
Kolejne. Kolejne. Ja myślałam, że to się nie skończy. Ja mam wrażenie, że ja wróciłam z piekła i że dopiero teraz widzę moje życie. Jest zrujnowane, bo powiedzmy, że wyszłam na światło z tej depresji dopiero no powiedzmy, że dwa lata temu zaczęłam wychodzić z tego, ale to tak trwa. Jest nawrót, później już znowu wyjście na światło dzienne, później znowu nawrót. Tylko te nawroty nie są już takie głębokie. I teraz, kiedy już jestem na słońcu, jestem. Jestem w świetle. Patrzę na moje życie i wszystko jest w ruinie. I teraz jestem na tym etapie. Mam zrujnowane absolutnie życie, pracę, zdrowie. I powoli, powoli zaczynam to wszystko układać. Ale dopiero teraz widzę, jakie zniszczenia dokonały się w moim życiu przez te jedenaście lat. Bardzo trudno jest odgruzować swoje życie. Bardzo trudno jest postawić siebie na nogi. Ale jestem tak szczęśliwa. Ja wiem, że ja to zrobię.
Nie to, że wiem, że ja to zrobię. Ja to po prostu robię. Zmieniam, naprawiam moje życie i wszystko jest do zrobienia. Wszystko jest do naprawienia. No i życzę pani, żeby się, żeby się udało. Ja może powiem tak ja wiem, że się uda.
Wiem, że się uda. A tutaj z tą buzującą energią. To mi się skojarzyło z osobami, które mają właśnie problem z kontrolowaniem swojej energii. Czasami słyszę takie wypowiedzi, że gdy próbują tę energię, te czakry pozamykać, to wtedy dopiero zaczyna im się samopoczucie psuć. Odzywają się jakieś bóle głowy nie do zniesienia tego typu rzeczy. Także, żeby dla zachowania dobrego samopoczucia zostawiają te czakry otwarte. No tylko, że to niesie też ze sobą konsekwencje.
No właśnie. Czyli tutaj bardziej sytuacja jest taka, że nie zamykać, nie blokować, ale nauczyć się w odpowiedni sposób uwalniać energię. Czyli faktycznie kontrola nad energią, a nie nad krępowaniem tej energii. Nauczyć się jakby kontrolować przepływ tej energii, kierunek, w jakim ta energia płynie, tak?
Ostatnio usłyszałam od jednej z moich koleżanek, to jest bardzo warto...Teściowa, osoba taka mocno stąpająca po ziemi. Też miała dużo problemów w swoim życiu. Też miała takie bardzo emocje silne i poszła na jakieś tam seanse, hipnozy, ale nie pamiętam, jak to się nazywa. Wiem, że to jest taka praca psychologiczna z hipnozą. Nie umiem teraz powiedzieć tej profesjonalnej nazwy, bo po prostu nie pamiętam.
Coś mi świta, że albo to będzie hipnoza chyba regresyjna, terapia regresyjna, coś z tego typu. Coś takiego, coś takiego. Czy może ustawienia hellingerowskie? Ja się nie znam na tych tematach. Ustawienia robi inna moja koleżanka i wiem, że to, że robi ustawienia i też przyznam szczerze, często z nią rozmawiam, bo my obydwie śmiejemy się, że ludzie nazwaliby nas foliarami. No, ale cóż, takie jesteśmy. To nie jest, że my wierzymy w to wszystko, tylko my wiemy. My wiemy, że energia i życie wygląda troszeczkę inaczej niż takie powiedzmy to wszystko, co możemy tylko namacalnie sprawdzić. Natomiast ta koleżanka, która poszła właśnie z tą hipnozą, o której pan wspomniał po jednym seansie, to po prostu nie do poznania kobieta. No i ta moja koleżanka, która poszła na tę terapię. Ona mówi, że dla niej w ogóle złagodniała, zrobiła się łagodna. Ona, to ona nawet inaczej wygląda na twarzy teraz. Tak jakby ta mimika, jakby te mięśnie jej tak się odprężyły.
Jest ładniejsza tak jakby, jakby jej buzia odpoczęła. Kiedy przychodzi do mnie, to już nie jest taka zwiercona, już się tak nie rusza, już się tak, bo ona cały czas siedziała, drgała, podrygiwała nogą albo poruszała ręką, albo kręciła się na krzesełku, a na chwilę obecną jest tak wyluzowana i ona mówi do mnie: Idź, spróbuj, zobacz. Świetna sprawa. Tylko. No właśnie. Ja trochę się boję, bo z jednej strony bardzo bym chciała. Ja chyba jestem właśnie na tym etapie. Dlatego też postanowiłam porozmawiać z Wami i odezwać się, ponieważ chyba jestem na tym etapie teraz, że w końcu chcę zapanować nad tym, co się we mnie dzieje. Tylko nie wiem, w którą stronę ruszyć. Nie wiem, co ze sobą zrobić, żeby nie zrobić samej sobie krzywdy. I tak się zastanawiam właśnie nad tą terapią, nad tą- Może ta terapia jakby pomoże Pani się nakierować bardziej na to, co robić dalej z tymi, z tymi zdolnościami, z tymi swoimi doświadczeniami.
Zastanawiam się nad taką jedną rzeczą, bo chciałabym to w przyszłości ewentualnie połączyć. I ja tak myślałam już o tym. Mam bardzo dobre wyniki, jeśli chodzi o uspokajanie ludzi, motywowanie ludzi, dodawanie im energii, pewności siebie. Do takiego coachingowego podejścia do ludzi.
Ale nie chciałabym być takim sobie zwykłym coachem. Natomiast myślę, że w przyszłości chciałabym moją energię i moje zdolności wykorzystać, żeby pomóc innym ludziom, ale nie tym ze zdolnościami, tylko takim powiedzmy w cudzysłowie zwykłym ludziom, żeby mogli uwierzyć w siebie, żeby mogli działać, żeby dać im taki rozpęd do działania, pomóc im odnaleźć ich dobre strony. I kto wie, może teraz, kiedy jestem taka bardziej otwarta na to i chętna do pracy nad sobą i nad moimi zdolnościami, chciałabym zrobić coś dobrego z tą energią i może to byłby na przyszłość dobry kierunek, ale musiałabym najpierw swoją głowę poukładać i swoje moce. Ale wiem, że muszę coś z tym zrobić, bo widzę, że mogę pomóc innym. Ale najpierw muszę się tego nauczyć. A może skorzystanie z takiej terapii też pomoże Pani bardziej sobie poukładać te wszystkie rzeczy i znaleźć jakieś głębsze zrozumienie tego, co Pani doświadcza.
Mhm. Mhm. Właśnie dlatego. Dlatego postanowiłam odezwać się do Was i zacząć coś z tym robić, żeby powiedzieć swoją historię. Niech ludzie też tego posłuchają, niech zobaczą, może ktoś miał podobne przeżycia, może ktoś miał podobne historie, może ktoś jest podobny, może ktoś podpowie mi, w którą stronę powinnam pójść. Może jest ktoś, kto już przerabiał tego typu emocje, tego typu sytuacje. Ja jestem bardzo chętna na wysłuchanie innych ludzi. Jestem chętna, żeby posłuchać, poczytać o doświadczeniach innych osób, bo uważam, że ludzie, którzy mają jakąś zdolność i mogą to wykorzystać, nie powinni tego zostawiać dla siebie. Jeśli tym bardziej, jeśli mają potrzebę podzielenia się tym. Ale mi się wydaje, że mam bardzo silną potrzebę pomagania ludziom. Nie lubię, kiedy ludzie są smutni, nie lubię, kiedy cierpią. Lubię jak są szczęśliwi. Lubię sprawiać, że czują się piękni. Lubię sprawiać, kiedy zaczynają w siebie wierzyć. I tak mi się wydaje, że posiadanie takich dodatkowych mocy jest bardzo odpowiedzialne i nie można tego zostawić tylko dla siebie. Po coś tu mamy. Ja jestem wierząca w taki specyficzny sposób i tutaj nie chcę, żeby ktoś mnie źle zrozumiał, że źle mówię na temat jakiejkolwiek religii czy jakichś tam wierzeń. Nie, ja po prostu mówię o sobie.
Ja wierzę w Boga, ale nie skłaniam się w stronę żadnej religii. Dla mnie Bóg to jest tak, jakby wielka, skomasowana energia, która ma wpływ na wszystko. I jeśli ta energia, ten Bóg powiedzmy, dał mi coś, co ja też mam jakąś dodatkową moc.
On to zrobił po coś. Do tej pory w moim życiu naprawdę pomogłam wielu osobom. Bardzo szybko wyłapuje, kiedy ktoś ma depresję. Bardzo szybko wyłapuje, jak ktoś jest smutny, czuje smutek czyjś. Nawet jak ludzie się uśmiechają. Mówię o tym wprost, bardzo często. Teraz, niedawno rozmawiałam z jedną moją koleżanką. To nie jest moja bliska koleżanka, to jest po prostu znajoma. Opowiadała mi o jakichś tam fajnych rzeczach, bo tam dużo w jej życiu się wydarzyło i tak sam-- no, uśmiechała się i było to bardzo miłe spotkanie. I ja w pewnym momencie mówię do niej: Jestem ciekawa tego Twojego uśmiechu, bo mogę się mylić, ale mam wrażenie, że pod tym uśmiechem ukrywasz tak strasznie dużo smutku i bólu. I ja w tamtym momencie tak mocno namacalnie czułam jej smutek wewnątrz schowany. I ona, to dosłownie była sekunda, jak ta kobieta się rozpłakała. Ja mówię skąd wiesz? A to już był kolejny jakiś tam moment, kiedy ona mnie pyta, skąd.To ty wiesz. Nie wiem, skąd wiem. Czuję ludzi.
Nie zawsze, bo to nie zawsze tak jest. Ale to musi się dziać spontanicznie. Czyli nie można do mnie powiedzieć: Chodź tutaj ze mną, stań koło tego człowieka i powiedz mi, czy jest dobry. Bo to nie zadziała.
Ale jeśli ja osobiście stoję przy kimś, nie zastanawiam się, to wtedy czuję energię drugiej osoby. Ale nie mogę się nad tym zastanawiać i wydaje mi się, że skoro jest coś takiego we mnie. Zobaczy pan, ta kobieta, o której wspomniałam, która, o której uśmiech się zapytałam.
Później tak sobie rozmawiałyśmy, dałam jej kilka takich rad, jak może sobie powiedzmy poprawić emocje, odczucia, swoją stabilność emocjonalną, bo są to rzeczy, które ja już osobiście przerobiłam i ona wychodząc ode mnie, ona mówi wprost. Mówi: Ty jesteś moją czarodziejką. Ty mi życie ratujesz. I to są rzeczy, które słyszę bardzo często. Jest mi to potrzebne, bo to jest również potrzebne dla mnie. Żeby była jasność- pomagam ludziom, ale to mi też pomaga. Mam wrażenie, że ja dostaję wtedy od nich tak dużo dobrej energii.
Jest to mi potrzebne. Jest to budujące. Jest to podnoszące na duchu i takie dodające pewności siebie, kiedy pomagam drugim, drugim osobom i myślę, że mogłabym coś zrobić z moją energią. No i też powoduje to również to, że pani jakby bardziej ufa swoim zdolnościom, jeszcze nie kontrolowanym, ale jednak ufa.
I tak się czasami zastanawiam, co mogłabym osiągnąć, gdybym naprawdę zaczęła kontrolować to wszystko. Miałam kontakt kiedyś z kobietą, która... Ona pracowała-- dobrze, nie będę mówiła. Wysokie stanowisko? W jednej z firm amerykańskich na polskim terenie. To była kobieta z Stanów, tak? Czyli przyjezdna. No i tak co jakiś czas miałam z nią spotkanie.
Była moją klientką, rozmawiałyśmy sobie i chyba na drugim spotkaniu zapytała mnie o moje zdolności. Ja byłam bardzo zaskoczona wtedy, ponieważ nie spodziewałam się, że tak nagle ktoś mi coś takiego powie, że coś zauważa. I ta kobieta mówi do mnie tak, że ona no i to, że widzi moją aurę, no to swoją drogą, ale że ona widzi różne rzeczy we mnie i nie powiem dokładnie, o co chodzi, ponieważ to takie już moje bardziej osobiste kwestie. Ale była pewna rzecz, o której nie chciałam mówić nikomu.
Nikomu. Ta kobieta o tym powiedziała. Ona mi powiedziała coś, co ja przed wszystkimi ukrywałam. I dodam tylko, to nie jest rzecz, której można się domyślić, ponieważ to była pewna kwestia, która była w mojej głowie i ta kobieta mogła wyłuskać miliony różnych kwestii. A powiedziała mi dokładnie to, co ja miałam na myśli i parę sytuacji, które jeszcze w międzyczasie miały miejsce. Ona po prostu mówiła. Dla mnie to było totalnie szokujące, bo nie spodziewałam się, że ktoś widzi mnie na wylot. I wtedy mi powiedziała coś takiego, że ona ma naturalne takie zdolności. Bardzo chciała mnie też uczyć i bardzo chciała mi pokazać wszystko. I powiedziała mi, że ona mi pokaże wszystko, że ona mnie nauczy wszystkiego, co umie. Gdybym tylko chciała. No ale ja oczywiście w tamtym momencie nie chciałam. To były początki mojej depresji i tak bardziej chowałam się w siebie, niż wychodziłam do ludzi. Nie chciałam się badać, tylko chciałam się tak najlepiej umrzeć. O, to był ten moment.
Najlepiej umrzeć. Po co się rozwijać, kiedy ja czekam na śmierć? Bo to był ten moment. Ja czekałam, że się nie obudzę któregoś razu. Natomiast, ta kobieta uczyła się od jakiegoś tam szamana w, yyy, Stanach, gdzieś w jakimś rezerwacie, ponieważ ona rozwijała swoje umiejętności i ostatecznie właśnie wiadomo level wyżej, level wyżej, level wyżej. No i w końcu trafiła na człowieka bardzo dobrze operującego, takiego w świecie ezoterycznym. I ona mówiła do mnie tak, że bardzo by chciała mnie uczyć, bo ona czuje, że to jest ta energia, którą ona chciałaby rozwinąć. I tak się zastanawiam właśnie też, jeśli tak jest naprawdę, to ja chcę to teraz odkryć. Jeśli kolejna i kolejna, i kolejna osoba mi mówi, że czuje ode mnie, a ja sama od siebie też czuję. Przecież od zawsze to we mnie było. Od zawsze czułam tą taką, taką dziwność. To znaczy, że chyba muszę coś z tym zrobić. I to nie jest żadne nawiedzenie, że nagle oho, dobra, no to coś. Chodźcie, róbmy jakąś tam ezoterykę. Nie, po prostu. Od długiego czasu gdzieś to we mnie dojrzewa i myślę, że samolubne byłoby, żeby zostawiać to tylko dla siebie. Bo mówią to ludzie, którzy z tym pracują i-i troszeczkę tak mnie podtrzymują na duchu, że to jest wartościowe i trzeba coś z tym zrobić.
No, skoro już inni, podejrzewam, że mający też zbliżone doświadczenia do pani. Tak mi się wydaje. Skoro już inne osoby mówią, że powinna pani z tym coś zrobić, to chyba no czas najwyższy. Chyba czas najwyższy- Czas najwyższy właśnie wziąć to przysłowiową dupę w troki i zacząć działać coś w tym temacie, prawda? Żeby, żeby no rozwinąć jakoś te choćby kontrolowanie tych zdolności, żeby coś zacząć robić.
Kontrolowanie to jest pierwsza rzecz, bo bez tego no to boję się też, że komuś zrobię krzywdę. Mam parę opanowanych takich sztuczek, że tak powiem kolokwialnie, z którymi sobie świetnie radzę. I to jest właśnie to, co powiedziałam wcześniej, czy to zdejmowanie bólu, czy takie uspokajanie, takie wyciszanie emocji drugiego człowieka. I ja niewiele muszę w tym temacie robić.
Niewiele. Kiedy ktoś jest zdenerwowany, moi znajomi często, ostatnim czasie może troszeczkę mniej, no bo to ktoś tam urodził dziecko, to ktoś się wyprowadził, to coś tam. Więc ludzie są zajęci swoim życiem, ale często były rzeczy, kiedy ktoś był bardzo zdenerwowany i na przykład przyjechał do mnie, żeby posiedzieć ze mną w moim otoczeniu. I kiedy ja mówię kiedy ja rozmawiam, patrzę się na drugiego człowieka, to ich bardzo uspokaja.
I ludzie mi mówią tak normalnie, najzwyczajniej, że co ty robisz? Co ty robisz, że przyjechałam tutaj taka zła, przyjechałam tutaj w takich emocjach i tego nie ma. Gdzie to jest? To ty z tym zrobiłaś. I takie już mam opracowane. Jak to działa? Jak działa moja obecność? Jak działa rozmowa ze mną?A chociaż muszę panu powiedzieć, że były sytuacje, kiedy właśnie ten mój styl bycia taki... Bo ja jestem ogólnie dosyć spokojną osobą i pomimo całej tej buzującej we mnie energii, ja jestem bardzo spokojna. Jestem taka wyciszona, jestem taka skoncentrowana. I są ludzie, którzy nie mogą znieść mojej obecności. Są ludzie, którzy w pierwszym kontakcie ze mną od razu mnie nienawidzą i unikają kontaktu ze mną. Więc myślę, że to jest po prostu przeciwstawna energia. Dlatego tak na siebie wówczas działamy. Ale to też, też mi pokazuje, że tą energię moją chyba jednak muszę nauczyć się kontrolować, ponieważ ci ludzie są w stosunku do mnie agresywni słownie, na przykład czując moją energię.
No też mi się to skojarzyło z taką jakby niekompatybilnością energetyczną, że tak powiem, używając slangu informatycznego- Tak mi się wydaje, no. -I oni to czują. No i wówczas takie osoby, n-no wiadomo.
Takie osoby atakują wszystko, co mnie dotyczy. Wszystko. To już wtedy nie ma znaczenia. Albo bardzo mnie nie lubią, uciekają, albo się wycofują ze znajomości. Ale to działa w dwie strony. Tylko ja jak czuję tą energię niekompatybilną, ja po prostu odwracam się w drugą stronę i idę sobie. Nie zajmuję się tym. Po prostu nie.
To jest coś, co mnie odpycha. Dziękuję bardzo. Dziękuję za znajomość i idę w swoją stronę. Także ja jakby nie zostawiam po sobie złej energii dla tej osoby. Nie ma hejtu, nie ma złośliwości z mojej strony, po prostu się odsuwam. Zostawiam to. Nie chcę ruszać takiej złej energii, ale myślę, że też są ludzie, którzy lubią robić złe rzeczy. Lubią widzieć czyjąś rozpacz, czyjś smutek, ból. I myślę, że ja też przyciągam takich ludzi, bo oni czują ode mnie energię, tak? Idą do mnie, bo wiedzą, że mogą się na mnie, załóżmy, jakoś tam w jakiś sposób wyżyć. A że wówczas są negatywnie też nabuzowani takim tym konfliktem energetycznym, który jest między nami i oni atakują, bo są po prostu ludzie, którzy się cieszą, jeśli mogą kogoś zaatakować. I wtedy narażam się na ataki ze strony innych ludzi. Czasami, jak mi ktoś mówi, że: "Ja to ci zazdroszczę, że ty masz takie zdolności". Ja zwykle mówię takim osobom, że zazdrościsz, bo nie wiesz, z czym to się wiąże. Zazdrościsz, bo nie wiesz, jak okrutni są ludzie, tak?
Ile zła może dotknąć właśnie przez to? Bo to, co ja powiedziałam, że przyciągam takich dobrych ludzi, którzy na przykład nie wiem, przynoszą mi prezenty. Ja praktycznie codziennie dostaję prezenty od ludzi i to są prezenty takie przeurocze.
To jest na przykład słoiczek dżemu, to jest na przykład upieczony chleb. To jest na przykład zrobiona własnoręcznie sałatka. To jest na przykład kwiatek zerwany gdzieś tam na trawniku. Ja dostaję codziennie od ludzi prezenty, ale też dostaję bardzo dużo negatywnej energii, czyli ten drugi biegun. I nie ma tak, że się wyłapuje tylko dobre rzeczy. Po drodze zgarnia się wszystko, co jest. Do tego przykleja się wszystko, co jest. Więc jeśli ludzie marzą o tym, żeby mieć zdolności, to niech pomyślą, że wśród społeczeństwa ogólnie szacuje się, że jest około siedem procent psychopatów. Czyli ja mam no powiedzmy jedna, przepraszam, siedem na sto osób mogą być psychopatami.
Czyli jeśli ktoś też ma energię, a przy okazji jest psychopatą, to może chcieć zrobić krzywdę emocjonalnie. Ja nie mówię, że tam od razu zrobić krzywdę fizycznie, ale nie wiem, wyżyć się, hejtować, nachodzić. To nie jest takie proste, jeśli się posiada jakąś taką dodatkową zdolność, ponieważ wówczas bardziej jesteśmy narażeni. Odsłaniamy się, tak? Ta energia wystawia nas na świecznik.
My jesteśmy zauważeni dla innych ludzi, którzy również odbierają energię i oni mogą atakować. Ci źli ludzie- No jak ta latarnia, prawda? Tak. Dokładnie tak. I w związku z tym, że u mnie te wszystkie zdolności są tak bardzo różne, ja mam taki szeroki zakres tych różnych zdolności. Prawdopodobnie, gdyby to ładnie opracować, gdyby ładnie nad tym zapanować, to by się złożyło w jedną piękną energię, którą po prostu można by było rozporządzać. Ale że u mnie to wychodzi, powiedzmy z każdej strony i-i na wszystkie strony, to też zauważają to ludzie, którym ja tego nie chcę pokazać.
I też przyciągam, no i pijawki, i różne inne byty. Kiedyś mi pani badająca takie właśnie rzeczy, zajmująca się takimi rzeczami, powiedziała: "Słuchaj, masz na sobie tyle różnych bytów, masz na sobie tyle różnych pijawek". Mówi: "Idziesz do wanny, wlewasz se ciepłą wodę w wannę. Do wanny wrzucasz skórkę od pomarańczy.
Takie różne energie złe, nienawidzą takiej kąpieli". Mówi: "I po prostu robisz se taką oczyszczającą kąpiel z wodą i ze skórką pomarańczy". Słyszał pan o tym? No, słyszałem kiedyś o kąpieli z odrobiną soli bodajże, ale z pomarańczą- I goździk. Jeszcze nie słyszałem.
Ale z solą też. Z solą też słyszałam. No i właśnie to z pomarańczą. To ja sobie robię to z pomarańczą. I stopy. Wystarczy nawet stopy do miski, woda, skórka od pomarańczy i w tym można sobie nóżki, bo przez nasze nogi bardzo dużo, dużo takiej energii też złej można wyciągnąć. Ale to też fakt jest taki, że każdy specjalista daje jakiegoś tam swojego tipa, ma jakieś swoje możliwości, które ma powiedzmy przebadane i tylko poddaje pod rozwagę innym, że można tego spróbować. Kwestia jest taka, że jeśli ktoś ma coś, co działa, coś, co się sprawdza, jeśli zechcemy też tego spróbować, to nie hejtujmy tego, tylko postarajmy się poczuć tę metodę. Podejdźmy do tego z otwartą głową.
Tak, dokładnie, dokładnie. Jeśli nawet nie wierzymy, że ta skórka od pomarańczy może zadziałać, komuś to działa. Są ludzie, którym to działa. Są ludzie, którzy właśnie w ten sposób od siebie odklejają pijawki astralne, więc jeśli nawet ktoś w to nie wierzy, od spróbowania nic złego się nie stanie. Ale nie wolno się zamykać na to. Więc ja sobie to spróbowałam i uważam. To znaczy powiem tak: nie widzę złego działania po tym i od jakiegoś czasu właśnie. A że pomarańcze lubię, to i skórki pomarańczowe się u mnie znajdują.
Też mi się nasunęło takie skojarzenie, że osoby można panią nazwać właściwie takim ekstrasensem, jak to się mówi w tym slangu- Nie znam tego słowa. No, takie osoby, które mają zdolność do postrzegania właśnie sygnałów, do odbierania sygnałów z tej sfery pozafizycznej. Po angielsku to się mówi psychic first, psychic people, psychic persons coś, coś tego typu. I nasunęło mi się skojarzenie, że osoby właśnie nazywane ekstrasensami działają jak takie radioodbiorniki, tylko takie troszeczkę inne radioodbiorniki, bo radio zwykle odbiera jedną stację, a w przypadku ekstrasensa można powiedzieć, odbiera taka osoba kilka różnych--stacji na tym samym zakresie nadających.
No tak to wygląda właśnie. Do tego można by to było porównać, prawda? Więc może faktycznie. Też często używa się takiego porównania wobec osób, które nawiązują kontakty tak już całkiem świadomie ze światami, że się dostraja do jakiejś konkretnej jakby fali, na której nadaje w jakimś sensie konkretny zmarły.
To jest właśnie rzecz, której bardzo się boję i raczej nie sądzę, że w najbliższym czasie postanowię przeniknąć do powiedzmy, tego innego świata, gdzie są zmarli, czy poszukiwania połączenia z jakąś zmarłą osobą, to nie sądzę. To jest rzecz, która mnie po prostu przeraża. Boję się, że zrobię komuś krzywdę, tak? Czy tej energii, którą przywołam albo która ze mną połączy się, tak? Czy wyjdzie do mnie, że ja zrobię krzywdę tej energii, bo nie będę umiała jej odwołać? Że zaburzę jakieś przepływy?
Tego się boję. Dlatego sama nic takiego nie robię. Myślę, że to jest to, takie rzeczy-- to nie jest zabawa. Wszystko, co dotyczy ezoteryki, wszystko, co dotyczy duchowości, to nie jest zabawa. To są bardzo poważne rzeczy i ja myślę, że mam za małe umiejętności, żeby podziękować duszy, która się ze mną skontaktuje, żeby ją odesłać. Boję się też, że zrobię coś źle i przywołam nie taką energię, którą chciałabym przywołać i że, że to we mnie zostanie. Potwornie boję się tego, że do mnie przylgnie coś złego i to też jest niedobre. I uwaga — to jest niedobre. Powinnam pozbyć się tego strachu, bo bojąc się tego, to ja mogę to sobie przyciągnąć. Więc [śmiech] paranoja. Ale to myślę, że ja jestem po prostu dopiero świeżo świadoma, tak? Świeżo świadoma, bo ostatnie tamte jedenaście lat spędziłam po prostu gdzieś w jakimś piekle depresji i wcześniej trochę ignorowałam to wszystko, co się działo. Raczej to traktowałam: no dobra, jest, to jest, ha, ha, ha. No cóż, no taka jestem. I myślę, że dopiero teraz, w ostatnich... Jeszcze tak przez cały ten przekrój depresji, kiedy miałam różne zdarzenia, jak to się wszystko tak jakby we mnie umocniło. Dopiero teraz chyba jestem na tyle dojrzała i świadoma, że chciałabym coś z tym zrobić, bo tak do tej pory no to powiedzmy rozchlapywałam energię dookoła i nic z tym nie robiłam.
Śmiałam się, a jednocześnie bałam. I teraz chyba przyszedł ten czas, że przestanę się tego bać. Nie chyba! Dlaczego ja mówię chyba? Ja po prostu to zrobię i tyle. No nie ma chyba. Nie ma, chyba po prostu.
Dlatego właśnie chciałam porozmawiać tutaj z panem na ten temat. No więcej tej pewności. Więcej pewności. To jest, to jest jeszcze pozostałość po tej depresji, kiedy czekałam na śmierć. Wiem, że to brzmi strasznie, ale ja naprawdę czekałam na śmierć i uważam-- to też mogę powiedzieć i tutaj już się tak odsłonię w stu procentach. Ja trzy razy popełniłam samobójstwo i każde samobójstwo przeżyłam. Czyli trzy razy dostałam szansę na życie, minimum trzy. To, co sama sobie życie chciałam odebrać. Więc myślę, że ta szansa, którą mam, nie można jej zmarnować. No nie bez powodu jakaś siła najwidoczniej pilnuje pani, żeby pani za wcześnie nie odeszła z tego świata.
No i właśnie jeszcze te sny wszystkie, które miałam, tak? Że to nie jest mój czas. Że to jeszcze nie to. Że my czekamy, ale nie teraz. I jeszcze właśnie taka świadomość, że jeszcze właśnie tylu ludziom mogę pomóc. Na co dzień w gronie moich znajomych to nie jest działanie takie świadome, że okej, dobra, to chodź teraz wstańmy i idźmy ratować świat, bo ja nie jestem żadną, żadną superbohaterką w pelerynie. Tylko w takich kontaktach na co dzień z ludźmi to tak przychodzi naturalnie. Czekam na to, aż każdy kontakt ze mną da komuś radość. I to jest takie oczywiste, że rzadko wchodzę w interakcje z ludźmi takimi spotkanymi gdzieś tam, powiedzmy poza domem. Bardzo rzadko, bo raczej jestem taką zamkniętą w sobie osobą. Chociaż wiem, że to brzmi inaczej, ponieważ ja w rozmowie-- ja nie mam problemu z rozmową, nie mam problemu z interakcją, jeśli chodzi o rozmowę.
Natomiast ja się nie przyjaźnię za bardzo, jestem trudna do zaprzyjaźniania się i unikam ludzi, żeby nie musieć się z nimi zaprzyjaźniać. Trochę tak to wygląda. Mimo wszystko jak już spotykam tych ludzi, to wiem, że po tym jak powiemy sobie no to cześć, no to pa, no to do widzenia, to oni odejdą szczęśliwsi ode mnie w tym momencie. Będą uśmiechnięci, będą radośniejsi, będą zadowoleni. Zawsze można coś takiego powiedzieć komuś, co poprawi nastrój, ale co jest bardzo ważne — nie kłamać, nie nadciągać, nie wymyślać, co można komuś powiedzieć. Tylko pierwsza rzecz miła, która przyjdzie do głowy.
Trzeba powiedzieć, nie trzymać tego w sobie. I to daje taką olbrzymią siłę. Bo przyznam szczerze, ja też czerpię z tej siły ludzi. Ja czerpię też ich energię. Przecież to jest wybuch energii, kiedy powiem im coś takiego, co szczerze, co szczerze jest powiedziane, co im poprawi nastrój, z nich ta energia aż się wylewa i to czuć. Ja to też czerpię. I to jest fajne, to jest miłe, to jest przyjemne. I później idę przez miasto i myślę sobie: Boże, ten ktoś jest taki radosny teraz.
Piękne, prawda? Jeszcze odnośnie myśli. To mówi się, że część myśli, które uznajemy za swoje, tak naprawdę nie są nasze. To są sygnały jakby z innej właśnie płaszczyzny, z innej rzeczywistości. Albo przywoływane myśli od innych ludzi.
Przepraszam, nie przywoływane. To nie jest to słowo. Bardziej krzyżujące się myśli z myślami innych ludzi, które też- Takie przypadkowo odebrane sygnały. Tak. Tak. Ale to tak się dzieje i tak się dzieje bardzo często. Bywa, że mam takie same sny, na przykład z jakąś tam osobą.
Te same sny, w tym samym dniu, tej samej nocy, z tymi samymi szczegółami. Dodajmy, że to nie jest z osobą, która jakby mieszka w tym samym budynku, prawda? To mogą być zupełnie... Bo jest coś takiego. Jest coś takiego, że jak osoby mieszkają w tym samym budynku czy wręcz w pokoju obok, zdarzają się takie współdzielone sny. To tłumaczy się nakładaniem się fal mózgowych. No ale w tym przypadku rozumiem, że to są osoby mieszkające w innym miejscu, przebywające w innym miejscu, tak? Tak. No i właśnie przyciąganie myślami takich ludzi. Albo bardzo często jest tak, że o kimś śnię. Dzwonię do tej osoby i mówię: co się u ciebie dzieje? Coś się dzieje. Nie mogę przestać o tobie myśleć.
A bo wiesz, bo u mnie jakiś tam problem. Albo kiedy-- no przeważnie, przeważnie to dotyczy takich sytuacji, kiedy u kogoś coś źle się dzieje, tak? Ale czasami jest tak, że czuję taką pozytywną energię i wiem oho, ktoś u mnie jest szczęśliwy ze znajomych, ktoś jest szczęśliwy. I na przykład-- i nagle do głowy mi wpada postać jakiejś osoby. Już wiem, kto jest szczęśliwy i dzwonię. A co tam u ciebie? A więc u mnie super, fajnie! Taka jestem szczęśliwa i to jest takie, takie wow, bo to się odbiera. A z tym nakładaniem się fal w czasie śnienia to ja tak miałam z moją siostrą. Dokładnie te same sny, tej samej nocy. Tak samo rozgrywające się... Jak dużo ludzi ma takie zdolności? Jaki to jest odsetek? Bo ja tego nigdy nie sprawdzałam. Pan, siedząc w tej materii ma kontakt z osobami, które mają zdolności. Proszę mi powiedzieć, jak dużo nas jest?
No nie wiem ile was jest tak liczbowo, ale wiem, że jest was sporo. Tutaj dużo jest takich jeszcze nieopublikowanych rozmów ze słuchaczami, którzy też mają-No, podobne do pani właściwie przeżycia. Mam też kilka rozmów w trakcie obróbki z ludźmi, którzy kilkanaście razy w życiu wymykali się śmierci, tak? Takie, takie dwa przypadki, szczególnie dwóch panów, yyy, jeden miał sytuacje, które zagrażały życiu, a drugi miał-- drugi umierał kilkanaście razy w momencie, gdy doznał wypadku.
Dosyć takiego szokującego, samochodowego. I ten drugi dosyć, mm, takimi ciekawymi szczegółami się podzielił, które, no, jako żywo przywołują na myśl doświadczenia z pogranicza śmierci. Że tam wizyta w zaświatach, jakieś spotkania z bliskimi nieżyjącymi. Babcia nieżyjąca.
Pies nieżyjący. Odwiedziny tutaj u żyjących bliskich znajomych. Nawet wchodził w interakcje z jakimiś przedmiotami. Co tam jeszcze było? Obserwacje duchów mu się włączyły. Duchów pacjentów, którzy przebywali w tym samym szpitalu co on wcześniej i zmarli. No to takie są świeże przypadki z ostatnich tygodni, które rejestrowałem. No ale, no dosyć dużo tutaj już wcześniej też, yy, innych ekstrasensów udało mi się zarejestrować.
No ja miałam takie sytuacje jeszcze z moim bratem nieżyjącym. No z bratem byliśmy bardzo blisko, bardzo. My się urodziliśmy w tym samym roku. Ta sama klasa, ci sami znajomi, te same szkoły, te same imprezy, te same wyjścia. Więc po prostu jak bliźniaki byliśmy ze sobą bardzo zżyci. No i kiedy mój brat zrezygnował ze swojego życia, odebrał sobie życie. Też miał depresję. Bardzo trudna sytuacja była u niego. Przez długi czas nie mogłam się z tym pogodzić. Zajęło mi sześć lat, zanim zaczęłam myśleć w ten sposób, że to była jego decyzja, tak? Uszanuję jego decyzję.
Ja przez długi czas nie godziłam się z tym. Byłam na niego zła, krzyczałam na niego w myślach. No, nie mogłam przyjąć do wiadomości, że on nam to zrobił, bo wtedy jeszcze tak sobie myślałam, że on to zrobił nam, nie? Bywały takie sytuacje, bo kiedyś taka właśnie też pani. Taka, która twierdziła, że ona widzi właśnie różne, yy, energie też widzi, duchy widzi, aurę widzi. I ona też do mnie mówi coś takiego, że czy tobie nie umarł ostatnio ktoś z rodziny, mężczyzna? A ja pytałam dlaczego, a ona mówi: bo mam wrażenie, że ten ktoś cały czas jest z tobą. I ja taka byłam troszeczkę za-zaskoczona. A ta kobieta mówi, że ciemnowłosy mężczyzna. No to tak właśnie pasowałoby do mojego brata. I ja tak w zasadzie jak ona mi to powiedziała, ucieszyło mnie to. Ja byłam w bardzo ciężkim stanie psychicznym wówczas. Bardzo mnie ucieszyło to, że gdzieś tam ten mój brat przy mnie jest, ale też nie na tej zasadzie, żeby jakaś tam nagle radość z posiadania brata przy sobie nawet jego energetycznej wersji poprawiła mi jakość życia. Nie, nadal chciałam umierać. To był czas, kiedy nadal chciałam umrzeć.
Natomiast czasami siedząc sobie tak w domu, tak jak już powiedziałam, ja jestem bardzo spokojną osobą. U mnie jest cicho, spokojnie. Jeszcze miałam takiego małego pieska wtedy i tak sobie z tym pieskiem siedziałam, czytałam jakąś tam książkę i nagle otworzył się śmietnik. Śmietnik, który zwyczajnie się nie otwiera sam.
Ja tak patrzę na ten śmietnik, podniosłam się, podeszłam, zamknęłam, usiadłam. Po chwili ten śmietnik otworzył się ponownie. Zrobiłam to samo, czyli wstałam i to się powtórzyło chyba ze trzy razy. I tak, kiedy otworzył się ponownie, zamknęłam i stojąc przy tym śmietniku, mówię tak: kto tu jest? Czy jest tutaj? No i tam wymieniłam imię. Nic się nie stało.
Więc mówię, czy jest tutaj? I kolejne imię wymieniłam. Nic się nie stało. I wtedy wymieniłam jeszcze imię małego brata, pytając, czy jest ze mną. I wtedy się ten kosz na śmieci otworzył. Miło mi było. Poczułam się tak spokojnie i tylko zamknęłam ten kosz na śmieci. Powiedziałam mu, że dziękuję, że tu jesteś. No ja się modlić nie umiem, ale umiem bardzo szczerze wysłać komuś dobrą energię i taką swoją własną modlitwę zrobić. Jeżeli on potrzebuje energii modlitwy, to proszę bardzo, to jest ta moja. I po jakimś czasie mnie to generalnie uspokoiło się tak. Po jakimś czasie znowu siedzę sobie, czytam książkę Pokój w mieszkaniu. Nikogo, ani okno nie jest otwarte, ani nic. I nagle podskoczył taki, taki sznurek. No nieważne. Generalnie zwisał luźno, zwisał sznurek z blatu, ale luźno. Nigdzie nie był podparty, o nic nie był zaczepiony. I nagle ten sznurek podskoczył, zaczął się chwiać i kołysać. I ja też. A już wtedy-- bo to w takich sytuacjach, kiedy coś takiego się dzieje, wtedy jestem bardzo spokojna. Nie mam żadnych emocji, nie wiem, jakieś tam bicie serca czy coś tam, że nagle nie wiem, uciekać, uciekać. Nie, ja sobie siedzę spokojnie i pytam się kim jesteś, czy masz na imię tak? No i patrzę, co się z tym sznurkiem dzieje. To takich sytuacji nie miałam dużo, ale być może też dużo zignorowałam takich sytuacji, bo też czasami po prostu nie widzimy niektórych rzeczy albo nie wiemy, na co reagować. Ale to było dla mnie, to było bardzo dziwne.
Ten sznurek nie miał jak podskoczyć. On nie miał jak podskoczyć, to musiał go ktoś podnieść, bo to było nierealne. Co, nagle sobie sznurek sam podleciał do góry i opadł? A to był taki, taki sznur, taki grubszy troszeczkę. Nie było żadnego powiewu powietrza, nikt tamtędy nie przeszedł. Pies leżał koło mnie. Zresztą ten pies ważył dwa kilogramy, to tam nawet by nie sięgnął do tego sznurka. Także ja rozumiem, że takie rzeczy się dzieją i myślę, że akurat w tym zakresie to moje zdolności są trochę mniejsze. Tylko proszę mnie poprawić, jeśli mówię źle, bo ja nie znam się na takich rzeczach.
Podziękować energii, która nas odwiedziła, podziękować. Ewentualnie można pchnąć w tą energię troszeczkę swoje modlitwy, jeśli potrzebuje. Bo może potrzebuje, żeby się wybrać, oddalić, pójść w miejsce, gdzie powinna być. Nie wiem. Ja czuję, że w takich sytuacjach muszę po prostu podziękować za tę energię, no i się pomodlić tak po swojemu.
Wysłać trochę miłości. Tak, tak, dokładnie. Dokładnie. Jeszcze jedno. O, to muszę opowiedzieć, to muszę opowiedzieć. To jest jedna z ważniejszych rzeczy w moim życiu i uważam, że to jest historia mojego życia. Proszę posłuchać.
Kiedy umarł mój brat, rozmawiałam sobie tak któregoś razu z mamą i mamy takie różne tam historie. A dodam, że moja mama też ma moc. Moja mama ma olbrzymią moc, ale niestety niekoniecznie miłą i dobrą. Ale to o mojej mamie nie chcę mówić, bo nie będę mówiła o innym człowieku w takim kontekście, bo jakby ona chciała, to by sobie sama opowiedziała swoją historię.
Natomiast tak sobie siedziałyśmy, rozmawiałyśmy i mówię do mamy tak, mówię: słuchaj. Ja miałam taki dziwny sen, bo to był czas właśnie taki tuż po pogrzebie mojego brata. Wspominamy to, że mój tata jakiś tam czas już nie żyje. I ja mówię: słuchaj, miałam taki sen. Przyśniło mi się, że we śnie żegnam się z różnymi ludźmi. No i podchodzę do różnych ludzi, z każdym się przytulam. Wiem, że mam ruszyć w jakąś podróż. Wiem, że mam gdzieś wyjechać, gdzieś rozpocząć jakiś nowy etap mojego życia.I po kolei żegnam się z różnymi ludźmi. No i na koniec zostawiam sobie pożegnanie z moim tatą, gdzie mój tata już w tamtym czasie nie żył. Już od około dziesięciu lat nie żył. I w tym śnie na koniec podchodzę do mojego taty.
Przytulamy się i tata mówi do mnie: Jestem z ciebie bardzo dumny. Jesteś dobrą osobą. Masz piękne życie. Jestem z ciebie dumny, że tak sobie dobrze poradziłaś w życiu, że jesteś wartościowym człowiekiem.
Kto by pomyślał, że miałaś nie żyć? No i na tym sen się skończył. I ja właśnie opowiadam to mojej mamie. No i czekam na jej reakcję. A ona do mnie: No wiesz, może chodzi o to, że miałaś gdzieś tam zginąć?
A może gdzieś uniknęłaś śmierci? Może coś? Ja mówię: Mama, ale tata powiedział, że ja miałam nie żyć. Nie, że miałam umrzeć, tylko miałam nie żyć. No i tak się szybko wycofała z tematu. I minął jakiś czas. Też opowiadała mi o jakimś swoim śnie i ja raz jeszcze opowiedziałam jej ten sen z tym pożegnaniem z moim tatą. A mama wtedy mówi do mnie tak: Wiesz co?
Bo to jest prawda. Kiedy zaszłam z tobą w ciążę, to już miałam małego bobasa w domu. To były bardzo ciężkie czasy. Tata pracował za granicą, byłam sama, nikt mi nie pomagał, nie było pieluch, nie było jedzenia dla dzieci. No bo to były lata siedemdziesiąte, końcówka lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, więc no było trudno. Troszeczkę znamy realia, jak to wtedy było. No i mówi, że tak się bała, że tutaj w ciążę zaszła, a tu ma takiego bobasa małego, no bo co mój brat wtedy miał miesiąc czy coś takiego, że tam półtora miesiąca. I że stwierdziła, że no dobra, no to cóż, no to aborcja. A dodam, że w tamtych czasach aborcja była legalna i większość kobiet miała na swoim koncie minimum jedną aborcję, o czym też się w tych czasach już teraz przestało mówić, że kiedy byłam dzieciakiem, większość kobiet o tym rozmawiało, która ile aborcji wykonała. Ja słyszałam rozmowy dorosłych kobiet, bo jako dzieciak gdzieś tam się przemykałam, więc te rozmowy o aborcji były po prostu normalne, naturalne. Między innymi kobiety po prostu tam licytowały się, która ile aborcji zrobiła, bo o tym w tamtych czasach aborcja była robiona niemalże tak samo nawet jeszcze inaczej. Teraz zęba tak szybko nie wyrwą jak wtedy robili aborcję, bo teraz zęby leczą. Więc teraz nawet jak się idzie wyrwać zęba to nie robią tak szybko jak wówczas robili aborcję. No i tak, i moja mama w tamtym momencie, no też stwierdziła, że no najwyżej, no trzeba będzie po prostu usunąć dziecko, ale jeszcze postanowiła, że porozmawia z moim tatą. No i mój tata wrócił zza granicy. Mama mu przedstawia sytuację, że no jest ciąża. No i od razu asekurująco mówi do taty, że słuchaj, no ale no w razie czego usuniemy. A tata, który był cholerykiem, furjatem. Mój tata był bardzo szalonym, takim ognistym człowiekiem. Nagle złagodniał, zrobił się taki spokojny i mówi: Nie. Niech się urodzi. Mamy jedno małe dziecko, to razem wychowa się i drugie. Będą się chować razem. I moja mama stwierdziła, że była przekonana, że tata powie: Co ty mówisz?
Jaka ciąża? Jakie dziecko? W tych warunkach nie damy rady. A tata tak spokojnie podszedł do tematu i to była rzecz, która nikomu nie była mówiona. Był moment, że brali pod uwagę— mama brała pod uwagę aborcję, ale ostatecznie tego nie zrobili. I temat gdzieś tam uciął. Nie rozmawiali o tym. Także nigdy przy mnie nie było coś takiego mówione. Moja mama o tym nie mówiła i tak jak już było po tym przykładzie, że pierwszym razem, kiedy opowiedziałam jej sen, od razu wprawę gdzieś tam wyciszyła, to nie było coś, czym ona przechwalała się, że taka myśl w ogóle jej powstała w głowie. I wtedy, w tamtym momencie przyznała mi się, że no tak, no masz rację, tata tak powiedział. I to mi wtedy tak tąpnęło mną, że to ja od mojego nieżyjącego taty dowiedziałam się, że planowali moją aborcję. Ze snu się dowiedziałam. Nie ktoś— podszepty jakieś, ktoś jako plotka, gdzieś tam podsłyszane.
Mój tata we śnie przyszedł, powiedział, że miałam być usunięta. To znaczy nie do końca, że usunięta, ale że miałam się nie urodzić. Czyli nie, że umrzeć, tylko po prostu nie urodzić się. Skąd takie rzeczy można wiedzieć? Tak po prostu. Przecież ja sobie tego nie wykreowałam w głowie. To był sen i uważam, że już na starcie mojego życia ja jeszcze się nie urodziłam, a już dostałam dodatkowy pakiet, żeby, żeby się urodzić. Dodatkową energię.
No bo w konwencjonalny sposób pani nie miała jak się dowiedzieć, prawda? Nie. Właśnie, właśnie to jest to, że nie. Czyli mamy tutaj taki, taki dosyć szokujący, ale jednak znak ze światów, który się zweryfikował. Który się sprawdził. Dokładnie.
Dokładnie tak. No i jeszcze właśnie ten moment, kiedy moja mama na początku udawała, że no sytuacji nie było, nie było, a później dopiero po jakichś tam, nie wiem, dwa czy trzy lata minęły, dopiero wtedy: No tak, no bo wiesz, bo była taka sytuacja, że myśleliśmy, że Cię, żeby Cię usunąć. A tutaj nagle we śnie dowiaduję się taką rzecz. I właśnie u mnie dużo, dużo rzeczy dzieje się w snach.
Dużo takich informacji mam ze snów właśnie. Tylko też nigdy jakby nie wiem, na co zwrócić uwagę, bo kiedy troszeczkę nie analizuję tych snów, tylko dobra, przyśniło się coś tam, odpuszczam, nie zastanawiam się. To musi być sen, który zaczynam analizować. Takie bardzo osobiste albo z osobą, która nie żyje, albo z sytuacją, która w danym momencie jest dla mnie bardzo istotna. Dopiero takie sobie analizuję. A inne sny, które prawdopodobnie też są ważne, bo szczególnie chodzi o te sny, które są jakby namacalne, bo jest kilka rodzajów takich snów. Niektóre są takie mgliste, niektóre są takie abstrakcyjne. Taki kubizm troszeczkę. A inne sny są realistyczne. I właśnie te realistyczne sny to jest ten zupełnie inny level.
Bardzo mocno naładowany emocjonalnie. Proszę też wziąć pod uwagę, że ja się na tym wszystkim nie znam, więc nazewnictwo, które stosuję, to jest takie nazewnictwo moje, które jakby pasuje mi ta nomenklatura, pasuje mi do tego, co chcę powiedzieć, tak? Być może ja źle nazywam te wszystkie rzeczy, ale po prostu staram się wytłumaczyć, jak ja to czuję. Także u mnie właśnie te- Rozumiem, rozumiem jak najbardziej.
No właśnie u mnie te właśnie takie sny, takie realistyczne, to te są do analizy. Tylko, że nie-Niektóre po prostu sobie odpuszczam, chociaż w ostatnim czasie już staram się jednak na nie patrzeć. I prawdę powiedziawszy podejrzewam, że gdybyśmy rozmawiali jeszcze dłużej, to ja-- okazałoby się, że o! Jeszcze to mi się przypomniało, jeszcze to mi się przypomniało, bo z tego składa się moje życie. Właśnie z takich wydarzeń. Ja tak żyję. Różne dziwne wydarzenia, różne sytuacje, różne nakładające się na siebie zdarzenia, które... Tak jakby droga sama się przede mną układała niekiedy.
Nie ma drogi, idę, a ona się układa. I tak wygląda moje życie, że po prostu dziwne zdarzenia się dzieją. Dlatego namawiam ludzi do tego, żeby sobie w głowie kreowali fajne życie, fajne sytuacje. Czasami na siłę, czasami na siłę. Nawet jak jest źle, odganiajcie to i myślcie w pozytywny sposób, bo staram się to samo robić i to jest pozytywne w kontekście takim dalszym. Na początku, od samego jakby momentu, kiedy zaczynamy sobie projektować, może nie być widać zmian, ale im dłużej sobie projektujemy-- no to są takie mantry trochę. No tylko wiadomo, mantra jest czymś innym, projekcja jest jeszcze czymś innym. Więc dobrze projektować sobie dobre życie. Bo właśnie ja też tak staram się robić i zauważyłam, że sobie wyprojektowałam złe życie wcześniej, a teraz projektuję swoje dobre. Także ja bym historii pewnie miała jeszcze wiele, wiele, wiele, ale to może już gdzieś, kiedyś.
Możemy się jeszcze kiedyś umówić, jakby pani chciała. Z tymi-- z takimi rozmowami, z takimi paranormalnymi wspomnieniami właśnie jest tak, że im dłużej ta rozmowa trwa, tym czasami, tym więcej jakby klapek się w głowie otwiera. Bądź to u mnie, bądź to u mojego rozmówcy i... rozmowa-- najdłuższa rozmowa, jaką kiedykolwiek przeprowadziłem z osobą, która chciała się podzielić czymś do podcastu Mówią świadkowie, trwała coś chyba trzy godziny, trzy i pół, jakoś tak. Także no potrafią takie rozmowy się bardzo, bardzo, bardzo ciągnąć.
A pan musi później z tego wyłuskać samo sedno, żeby dobrze to przedstawić ludziom. No trochę roboty z tą audycją było wtedy. To jest ten słynny dziesiąty odcinek, o który wszyscy na YouTubie pytają, a który musiałem na prośbę słuchaczki jednak ukryć na tej platformie. I on tam jest gdzieś dostępny na podcastach Radia Paranormalium, ale trzeba się troszeczkę napocić, żeby go znaleźć. Na YouTubie niestety trochę w komentarzach ludzie po tej pani pojechali i się niestety przejęła wpisami randomów z internetu. Także na jej prośbę musiałem ten odcinek ukryć.
No ja akurat hejtu się nie boję, ponieważ zwracam się głównie do ludzi, którzy są świadomi, że rzeczywistość wygląda troszeczkę inaczej niż ta przedstawiana nam na co dzień. Taka, którą można dotknąć paluszkami i zobaczyć. Jeśli ktoś ma ochotę hejtować mniej to, co ja mówię, to będą hejtowały to osoby, które nie mają pojęcia o czym rozmawiamy, które nie mają pojęcia o duchowości, o całym tym przebiegu energetycznym. Więc proszę bardzo, ja się wystawiam na pręgierz. Jeśli ma ktoś ochotę sobie tam źle popisać, to niech pamięta, że pokazuję, że nic nie wie. Takie wpisy negatywne to jest też informacja dla ludzi, że ten ktoś nie ma pojęcia, o czym my rozmawiamy, więc trzeba ignorować tego typu reakcje.
Tego typu reakcje, prawda? Tak, dokładnie. Chciałabym też dać nie tyle przykład, co pokazać ludziom, że nie musimy się bać. Nas jest dużo. Nie bójmy się ludzi. Tych, którzy nie czują tego, co my. Tej energii. Nie bójmy się reakcji tych ludzi. Po prostu patrzmy na nich jak trochę na dzieci, które zaczynają raczkować albo jeszcze nie chodzą. Po prostu. Nie wszystko nam się musi podobać w tym, co oni odczuwają. Im nie musi się podobać to, co my myślimy, odczuwamy i w co wierzymy. Natomiast my bądźmy silni i słuchajmy siebie wzajemnie i tego, co mamy do powiedzenia. My, ludzie troszeczkę bardziej świadomi albo bardziej wrażliwi, albo dostrzegający więcej niż to, co powiedziałam wcześniej, czyli świat namacalny.
Podchodźmy krótko mówiąc do wszystkiego z otwartym umysłem i bez uprzedzeń. Tak i z szacunkiem, z szacunkiem do opowieści innych ludzi. Jeśli ktoś o czymś opowiada, nie mówmy, że jest głupi. Nie mówmy, że nie wie, co mówi. Nie mówmy, że gada głupoty, tylko uszanujmy to, co mówi.
Ludzie mówią rzeczy, które im się śniły bądź które zobaczyli. Dzieląc się z nami tym wszystkim, ufają nam. Nie katujmy ludzi za to, że nam ufają i odkrywają nam swoje miękkie wnętrze, bo to jest okrutne. To jest okrutne. Natomiast dla wszystkich, którzy czują się niepewnie, chciałam powiedzieć tylko tyle, że ci, którzy nas hejtują, też się czują niepewnie. Ci, którzy są wredni, też się czują niepewnie. I bardzo często oni atakują pierwsi tylko po to, żeby nie zaatakować ich, bo oni boją się ataku ludzi innych, tych, z którymi mają interakcję i dlatego bardzo często atakują pierwsi. Nie bójmy się tego. Ja mam bardzo prostą rzecz. Jeśli ktoś coś tam do mnie gada, coś niefajnego, coś, co mi się nie podoba, ja po prostu się odwracam i sobie idę. Naprawdę bardzo-- emocje ignoruję. To jest tak troszeczkę, no co ja będę tutaj jakbym miała dyskutować, nie wiem, z dżdżownicą? Ja przepraszam, nikogo nie chcę nazwać dżdżownicą, ale trochę dla mnie to jest w ten sposób. No, ktoś będzie mi tam gadał jakaś dżdżownica?
To jest nie ten level, nie ten level. Brzmi strasznie, tak myślę. No, takie ciekawe określenie dżdżownica. Muszę to sobie zapisać. No bo, bo zobaczy pan, taka osoba łazi do głowy, tak? I tam drenuje i tam łazi i tam po prostu się wciska i tam po prostu nie daje spokoju. No to jak dżdżownice się zachowują, zamiast po prostu sobie odpełznąć gdzieś tam, to ja mam z kimś takim dyskutować? Z kimś takim pełzającym po głowie i robiącym szkodę? Nie.
Nie warto. Krótko mówiąc. Nie warto. I tym akcentem kończymy dzisiejszą niezwykłą paranormalną spowiedź. Jestem. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś niezwykłego i chcielibyście o tym opowiedzieć — zapraszam do kontaktu. Polecam również Państwa uwadze nowy numer "Nieznanego Świata", w którym obok jak zwykle trzymających wysoki poziom artykułów o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i tak dalej, znajdziecie również rubrykę Dotknięcie Nieznanego, w której ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi niezwykłymi historiami z redakcją czasopisma. Warto również śledzić kanał Nieznanego Świata na YouTube, gdyż tam od jakiegoś czasu ukazują się dźwiękowe wersje wybranych starszych relacji z archiwum czasopisma. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios, Radio Paranormalium.
Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08.
Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź zza granicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa email pod adresem Radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość.