Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kolejnym odcinkiem podcastu "Mówią Świadkowie", czyli audycji, w której dzielicie się Państwo swoimi trudno wytłumaczalnymi historiami. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Od razu uprzedzam, że główny bohater dzisiejszej audycji prosił o zmianę barwy głosu. Warto zatem zaopatrzyć się w słuchawki lub włączyć sobie napisy, jeśli słuchacie Państwu tej audycji na YouTube.
A dzisiaj będziemy mieli okazję wysłuchać bardzo szczególnej, paranormalnej spowiedzi. Mój rozmówca, mieszkający w Stanach Zjednoczonych, uczestniczył w bardzo groźnie wyglądającym wypadku samochodowym, z którego teoretycznie nie powinien ujść z życiem.
To, co jednak działo się przez kolejne tygodnie, każe przypuszczać, że że coś lub ktoś bardzo pilnował, aby nasz słuchacz nie przeszedł przedwcześnie na tamten świat. W trakcie rozmowy usłyszymy bardzo szczegółowy opis tego, co działo się w czasie, gdy mój rozmówca przebywał poza fizycznym ciałem, zarówno w naszym świecie, jak też i w sferze pozafizycznej.
Ciekawe rzeczy działy się też już po tym, jak nasz słuchacz w końcu odzyskał przytomność. Zapraszam zatem do wysłuchania tej niezwykłej historii. W sumie jakby nie było, 16 razy miałem okazję nie być już tutaj. Brzmi to dość zwariowanie, ale w dokumentach jest wpisane, że oficjalnie największe zatrzymanie pracy serca i zgonu jest trzy razy. Cała reszta to była taka pomiędzy.
Więc tak pokrótce tylko przedstawię, od czego by tu zacząć. Wracałem z pracy samochodem od 12 w nocy wyjechałem. Przed 12 wyjechałem. Troszkę późno. Jechałem drogą no i... No i nagle na drogę tuż przed maskę wyskoczyło mi jakieś duże zwierzę wielkości jelenia.
Zwierzę wpadło mi do samochodu i jego głowa bardzo mocno uderzyła mnie w twarz. I po prostu nie wiem jak ja zjechałem tym samochodem i no po prostu byłem przytomny nadal. Też 40 minut czekałem na to, żeby ktoś się pojawił.
Nie posiadając ani wzroku, bo oczy wyskoczyły duży kawałek szkła miałem w głowę wbite. No dość, dość kiepska sytuacja. Siedziałem 40 minut tam z własnymi myślami wiedząc, że praktycznie minimalne szanse, że mnie ktoś tu znajdzie, bo to nie była dość uczęszczana droga. Wiedząc, że to już jest praktycznie może być koniec.
Jakimś cudem znaleziono to duże zwierzę na drodze. Policjant się zatrzymał. Na tyle byłem przytomny, że znalazłem latarkę w samochodzie i zacząłem ją machać. Zobaczył światło, a sprawdził tablicę rejestracyjne i po prostu podszedł do samochodu.
No i się trochę zdziwił, że byłem w stanie odpowiedzieć na każde jego pytanie. No i że jestem jeszcze przytomny. Przyleciał helikopter, zabrano mnie do szpitala. Moje wspomnienia w tym momencie się skończyły. To po prostu było takie... Jak już ostatnia rzecz, którą pamiętam stąd, to było jak helikopter podrywał się do lotu. Bo tak czułem.
Tyle. W szpitalu dawano mi najwyżej 5% na wyjście z tego jakiekolwiek. Normalnie to było 2-3% od każdego lekarza, bo to wiadomo głowa, otwarty mózg. No nie liczyli po prostu, że cokolwiek się uda. No...
Pojawiłem się w miejscu, które nazwałbym drugą stroną. Wszystko to można powiedzieć, że to były takie, jak gdyby, wzniesienia i droga między wzniesieniami. Było wszystko białe, wyglądało to jak taki, powiedzmy trochę komiks czarno-biały. Bardzo przyjemnie, nic nie bolało, wyglądało to tak samo jak wyglądałem. Czułem się wspaniale, bardzo przyjemne uczucie. I wtedy podbił do mnie pies. Mój pies się pojawił, którego już nie posiadam, żeby nie skłamać 9 lat. No i zaczął się ze mną bawić. W tym momencie spojrzałem tak zza górki, pojawiła się moja babcia.
Babcia mnie wychowywała, mieliśmy bardzo dobrą wieś. Babcia zmarła w Polsce 6 lat temu. Nie miałem szansy się z nią pożegnać, bo wiadomo, troszeczkę dzieli. Stało się to dość tak nagle, nazwijmy. No i po prostu przyszła do mnie i się mnie pyta, co ty tutaj robisz? A ja mówię do niej wiesz co, ja nie wiem. Ja się dobrze czuję, wszystko jest w porządku, nic się ze mną nie dzieje.
Mówię, zobacz jeszcze pamiętam, podskoczyłem, mówię zobacz, mogę skakać. Jedna rzecz, która przykuła moją uwagę to była ubrana zupełnie inaczej. Szedł od niej taki błysk, jak można to nazwać. I ona nie stawiała kroków, tylko jak gdyby przelatywała, posuwała się na ziemi. Tak, przesuwała się prawda, nad ziemią? Tak, tak.
To nie było chodzenie, to nie były kroki. Kroków nie było widać. Ubrana była w taki strój, jak gdyby, jakby to powiedzieć z promieni słonecznej. Miała taką suknię bardzo długą. Ale w tym momencie to nie miało dla mnie żadnego znaczenia.
I ona mówi, co ty tu robisz? Ja mówię, nie wiem. Po prostu tu jestem. Ty jesteś, [imię psa] jest. Mówię, wszystko jest w porządku. Ona mówi, nie, nie, to nie jest twój czas. Ty nie powinieneś być. A ja mówię, jak to nie powinienem być? Mówię, przecież jestem. Ona mówi, nie, jeszcze nie, czas na ciebie. Mówi, spotkamy się, ale teraz musisz iść. Dam ci prezent, jak wrócisz. Ale nie teraz mówię, jaki prezent, ale dokąd ja mam iść? Ona mówi, znajdziesz drogę, nie przejmuj się. I przytuliła mnie. I wtedy takie uczucie, jakby, można by to porównać, jakby ktoś cię do odkurzacza wciągnął.
Takie, takie ssanie, jak gdyby, nie w kierunku, w którym patrzyłem, jak gdyby z powrotem. No i kolejna rzecz, to można powiedzieć, że to takie, jak gdyby, obrazki. Kolejna rzecz, to bo obudziłem się, moja żona stała przy moim samochodzie, wyciągała rzeczy z niego, przy tym rozbitym. Ja stałem obok niej, mówię, weź zajrzyj jeszcze tam, bo bo tam są pieniądze.
Ostatnio dostałem od klienta i zostałem w samochodzie, ale ona mnie nie słyszała. Zero reakcji. Ja podszedłem i jakby człowiek chciał złapać, tak jak gdyby w filmie 3D, w grze komputerowej. Jak łapiesz powietrze.
Ręka przechodzi przez, przez wszystko. Ty tam jesteś, widzisz co się dzieje, ale nikt ciebie nie słyszy, nikt nie reaguje na to. No i mówię, no, no, ale przecież czemu ty mnie nie słyszysz? I tak jakby byłem, no i jak gdyby film się skończył.
Skończyła się wizyta, nazwał ja go. Następną rzecz kolejną było, pojawiłem się, ja to nazywam testy, nie wiem jak to, jak to inaczej określić. Moim zdaniem, bo w każdej z tych sytuacji, co teraz będę opowiadał, to miałem jakiś wybór.
I w jakiś sposób go dokonałem. Była sytuacja, ogromne, ciemne pomieszczenie. Na środku pomieszczenia stoi białe łóżko, od którego bije blask i nagle pojawia się głos za twoją głową, który mówi idź się połóż do tego łóżka.
Tam się poczujesz lepiej. Co dziwne, ten głos to był, nigdy takiego nie słyszałem w życiu tutaj, czy to w filmie, czy, czy nawet w grach komputerowych, a w dzisiejszej technice jest wszystko możliwe. To taki bardzo spokojny, przyjemny, dawał poczucie bezpieczeństwa, ale również dawał poczucie jak gdyby wyższe niż, ma większą moc, że jedno pstryknięcie palcami i ciebie nie ma. Tak w tamtej chwili o tym pomyślałem.
Ale, ale gdzie, ale ten głos był za mną. Ja nie mogłem się odwrócić, zobaczyć co stoi za mną. Mówię idź się połóż, kładź się. Ja mówię nie, muszę do rodziny wracać. Babcia kazała mi iść, ja muszę iść. A on mówi nie, możesz się położyć.
Będziesz miał tu opiekę. Ja mówię jaką opiekę, a ja tu chyba nie chcę zostać. Ja muszę iść do domu. On mówi spójrz w te okna. I z tyłu były jak gdyby takie duże okna na końcu tej hali, można by to nazwać, pomieszczenia.
I przemieszczały się postacie, które były ciemniejsze niż ta ciemność. One wyglądały jak gdyby w siostry zakonne takie ze starych filmów. Były tylko to takie cienie. A ja mówię o nie, ja tutaj nie zostaję.
I musisz, i ja stąd idę. Jeszcze nie wiem gdzie, nie wiem jak, ale ja tutaj nie będę ani chwili. I on mnie zapytał, mówi to chcesz wrócić do tego. I pamiętam, głowa mi strasznie rozbolała. A ja mówię, nieważne jak, ja stąd wychodzę.
No i ten głos powiedział, no to w takim razie, jak tak sobie życzysz. Pojawiłem się u siebie w domu. Mój syn młodszy siedział przy stole, rysował obrazek, mówi to będzie dla taty. Nazwę go Hugging Bear.
I on musi mieć to u siebie. Bo moje dzieci nie wiedziały do końca co się stało. Ze względu na wiek. Więc trzymałam to żona tak. Z daleka od nich. I to samo było co z żoną. Mówię, hej, ale ja tu jestem.
A on siedział i tak, nikt mnie nie słyszał. Były jeszcze dwie osoby. Nasza kuzynka z nim i mój starszy syn. No ale ja tutaj jestem. Nie musisz mi tego dawać, ja go widzę. A sytuacja się działa. Nikt mnie nie słyszał, nic nie mogłem dotknąć, zrobić.
No i w tym momencie znowu. Bum. Zmieniło się otoczenie. Pojawiłem się w jakby to powiedzieć hmmm w pokoju. W pokoju na, jak gdyby na poddaszu. Bo to było tam małe okienko. Przez które można było tylko spojrzeć na zewnątrz.
I wiem była zima. Zbliżało się do świąt. Ludzie ubierali choinki przed domami, żeby ozdobić. I w drzwiach pojawiła się starsza pani. Wyglądała jak taka babcia z filmów rysunkowych. Mała, w okrągłych okularkach.
Grubsza. I mówi do mnie. Mówi, tutaj będziesz leżał. Mój mąż jest lekarzem. On ci pomoże, bo jesteś chory. A ja mówię, nie. Ja tutaj nie chcę. Nie chcę zostać absolutnie. Mówię, ja chcę do domu. Ale ona mówi, nie, nie. Nie przejmuj się. Denerwujesz się.
Nic ci nie będzie. Tu będziesz bezpieczny. I ja mówię, okej, no to w takim razie zostanę. No i jak gdybym zasnął i znowu się obudził. I patrzyłem przez to okno i podjechał starszy pan. Bardzo elegancko ubrany. Podeszli jak uważam, że to byli sąsiedzi.
Coś ciepłego pili, stali, śmiali. I mówię, o to chyba ten lekarz może będzie dobrze. I znowu zasnąłem i znowu się budzę w tym łóżku, ale już jestem do tego łóżka przywiązany. I stoi ta starsza pani i mówi, a tu są moje pieski, które cię będą pilnowały.
Weszły dwa duże białe psy. Położyły się wzdłuż łóżka. A mówię, ale czemu jestem przywiązany? Niczym się nie przejmuj. I wyszła. No i tak leżę. Mówię, ale coś mi tutaj nie gra. Ja tutaj chyba tak nie mogę być. I nagle te psy podniosły głowę i miały czerwone oczy. Mówię, o nie.
Tak to nie będzie. I jakoś tak zacząłem się rzucać, wypadłem z tego łóżka i weszła ta, znowu ta starsza pani powiedziała, to nie szanujesz mojej opieki nad tobą? To w takim razie wychodź stąd. Wynocha.
I jej oczy też zmieniły się na czerwone. Więc zostałem wyrzucony. Pojawiłem się w pokoju mojego syna, bo jak wracałem późno z pracy, to zawsze przychodziłem do niego do pokoju starszego syna. I zawsze go przykrywałem. Mówię, śpij.
Dobranoc, miłej nocy. Nawet jak spało. No i on mówił, to było chyba najcięższe doświadczenie, bo mówi dobranoc tato, nieważne jak ci idzie, będziesz zdrowy, nie przejmuj się. Życzę ci miłej nocy. I on poszedł spać. I tak samo jak w poprzednich przypadkach, też nie mogłem nic, nic zrobić.
Nic dotknąć, nic ruszyć. No po prostu ręka przechodzi przez wszystko, tak jak powietrze. Trzecia sytuacja to, teraz chyba najciekawsze. Pokazano mi moje przeszłe życia. I pamiętam do pięciu z powrotem.
Wolałbym nie mówić, kim człowiek był, ale pokazali mi ostatnie pięć minut z ubiegłych żyć. Dlaczego tak uważam? Ponieważ działo się to w różnych przestrzeniach czasowych. I zawsze ta osoba, w której ja byłem, gdzie wiem, że to nie było moje ciało, wyglądała zupełnie inaczej. I to było od czasów pradawnych do powiedzmy współczesnych.
Takie dziwne uczucie. Potem jednej rzeczy, jednego testu nie pamiętam. To wyjaśniła mi pani, która kontaktuje się, powiedzmy z duszami, które przeszły. Mówi dziwne jest, że pamiętasz wszystko. Musi być w tym jakiś cel.
Ale widać, że prawdopodobnie pokazali ci twoją przyszłość, którą zaakceptowałeś. Ale nie możesz jej pamiętać, bo będziesz chciał ją zmienić. Więc uważam, że to było to. Kolejnym doświadczeniem było, słyszałem rozmowy znajomych.
Mieli spotkanie i ja jestem kontraktorem. Remontuję mieszkania, mam swoje firmy. I pamiętam u tej koleżanki jednej wieszałem lampę i miałem tą lampę przesunąć dzień na drugi dzień po wypadku. Praktycznie wypadek się stał, to był wtorek bodajże, a w środę miałem jej tą lampę przesunąć i tak otworzyłem oczy i ta lampa wisiała. Mówię no, pójdź chyba, ta lampa mi tu przeszkadza, to ku**no mi się teraz pojawia. Słyszałem jej głosy i tak, jak gdyby chciałbym tą lampę uderzyć.
Ona mówi, że w tym momencie ta lampa zaczęła się bujać. To później wyszło. Mówi, ta lampa zostaje, on tu przyszedł do nas. Bo ta lampa zaczęła się huśtać sama z siebie, gdzie nikt jej nie dotknął, bo wisi nad stołem. Następną rzecz to pokazali mi...
Musiałem zmierzyć się ze swoimi... Swoim największym strachem. Ja topiłem się jak byłem mały, i boję się wody. Uczciwie powiem, jak woda dochodzi do wysokości ust, pomimo tego, że potrafię pływać, zaczyna się panika, jest koniec. I w tym momencie to było też takie dziwne, bo pojawiłem się w jakimś mieście. To było jakieś starsze miasto, patrząc po wyglądzie ludzi.
I kazano mi z jakąś panią stałym, ona miała dziecko, był facet. Ciężko mi ich określić, ale na pewno były to czasy, ja bym uznał to, że jakoś w okolicach wojennych, bo gdzieś jacyś żołnierze byli, ostrzegali mi, do tego budynku nie możesz wejść, ty musisz kierować się tam, na drugą stronę rzeki, tam będzie duży budynek, tam musisz do niego iść.
I tak mnie nakierowali, ja w końcu wszedłem do jakiejś łodzi i ta łódź zawiozła mnie na drugą stronę. Wszedłem do tego budynku, który oni mi kazali i bardzo dziwne, budynek na pierwszym piętrze miał kolor.
Wszystko tam było tak ciemne i szare, a w tym budynku były kolory. I pierwszy kolor bodajże był kolorem białym. I na podłodze było dosłownie może centymetr wody. Odszedłem, były takie duże schody, które prowadziły na drugie piętro i siedziała, jakby to powiedzieć, brzydka kobieta, ona była jakaś zdeformowana.
I mówi, ty do góry. I okej, poszedłem wyżej. Wszedłem do pokoju wyżej, był pokój żółty, wszystko było żółte. Identycznie wyglądał jak ten niżej, ale wody już było po kostki. I znowu siedziała ta kobieta, tylko już wyglądała trochę lepiej.
I mówi, ty do góry. Aż... I to było kilka pięter, był niebieski, czerwony i wody przybywało. W ostatni pokój to już nie była, ja mówię woda, ale to był bardziej taki szlam, jakby kisiel. I wody już było tak na wysokość nosa.
I co dziwne, ta kobieta już tak nie wyglądała jak kiedyś. Ja mówię, ja z tobą tu zostanę. Ona mówi, nie, nie, ty już musisz iść, za daleko zaszedłeś. Do góry na sodę. Ja mówię, nie, ale po co, przecież ja tu mogę.
Mówię, tylko ja muszę się wdrapać gdzieś wyżej, żebym nie był w tej wodzie. A ona mówi, nie, nie, ty idziesz po sodach wyżej. Wszedłem do góry, pojawiłem się w małym domku. Leżę w łóżku, leży dużo osób chorych dookoła mnie. A ja się czuję całkiem dobrze, ale był pan, który obok mnie, który był nie wiem, jakoś bardzo chory, miał dużo maszyn podłączonych i nagle ten budynek się odpalił. Po jakiejś chwili weszli nas ratować przez jakąś dziurę z boku w ścianie. Weszli ratownicy i mówią, no to wychodźcie, ale mamy tylko jedno miejsce, chodź z nami. Ja mówię, nie, nie, weźcie tego obok.
On potrzebuje bardziej pomocy. Mówię, ze mną okej, tylko noga mi boli, a on, ja sobie poradzę, a on potrzebuje pomocy. Mówi, jesteś pewien? Mówię, tak, weźcie jego, ja wyjdę sam. No i tak było, że ja za nimi poszedłem, oni wzięli tego pana i tak w połowie drogi on mówi, wiesz co, my go tu zostawimy a ty idziesz z nami. On mówi, nigdzie nie idę, jego bierzcie, on potrzebuje pomocy, ja sobie poradzę.
No i tak się stało, że oni go zabrali, ja wyszedłem z tego domu i to był taki mały dom, można to tak jak na filmach czasem amerykańskich widać, a takie malutkie domki na ulicy, ciemno było, noc. Nikogo nie było na ulicy, tylko widziałem taką karetkę, która zawraca jak gdyby dwa bloki dalej gdzieś w drogę jakąś, skręca i znika. Mówię, no to pięknie, gdzie ja teraz mam iść? Mówię, pewnie jakąś stację benzynową potrzebuję. Mówię, zadzwonię i trafię do domu. Zacząłem myślić, ta noga zaczęła mnie boleć, zatrzymałem się na chwilę, mówię, no nie, no pięknie jeszcze noga mnie boli, no i zaczął padać deszcz.
I sobie przeklęłem, mówię, no kur, jeszcze deszcz do tego, no to już świetnie. I mówię, no może zapukać do domu, ale nie znam nikogo, nie wiadomo kto mieszka, może mi coś zrobią, mówię, lepiej pójdę na pewno na coś trafię, na kogoś.
I tak dwa domy dalej, nagle z uliczki bocznej wyszedł jakiś pan. Jakiś pan i tak stoi, krzyczy do mnie, mówi, gdzie idziesz? Ja mówię, idę do domu. Mówię, a gdzie mieszkasz? Ja podałem mu miejsce, on mówi, oj, nie wiem, gdzie to jest. Ja mówię, a wiesz, gdzie jest stacja benzynowa jakaś, żebym mógł zadzwonić chociaż? A on mówi, wiesz co, musisz iść tam dalej. Tak zrobiłem parę kroków, patrzę, a on idzie w moją stronę. Mówię, no świetnie, no jeszcze jakiś tu bylec, coś się może dziać.
Mówię, zabiją mnie tu, no i się skończy moja egzystencja. No, ale podszedł do mnie, miał twarz przysłoniętą kapturem. Był tak, powiedziałbym, o pół głowy niższy niż ja. Starszy facet, elegancko przystrzyżona bródka na trójkąt, miał wąsy, brodę, mniejszy, nie jakiś, nie gruby, powiedziałbym, z chudszych ludzi. I mówi, dokąd ty idziesz? Ja mówię, idę do domu, rodzina na mnie czeka. Mówię, babcia mi kazała wracać, nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale jej bym to powiedziałem. No i się zaczął śmiać.
I nagle jego głos się zmówił, wiesz co, ja ci pomogę. Ja mówię, pomożesz mi? No to, to gdzie mam iść? A on mówi, wiesz co, dobrze wybrałeś. Udało ci się i teraz jest czas na ciebie wrócić. Ale jego głos, jak on to powiedział, zmienił się jak ten głos pierwszy, co mówiłem, że on był taki spokojny, przyjemny, taki, dawał miłe uczucie, ale wiedziałeś, że ten ktoś ma władzę, to, że to nie jest normalne. I przeniósł mnie do pomieszczenia.
Tylko to już było ciemne pomieszczenie, tylko znowu. On siedział na, jak gdyby, powiedziałbym, na takim tronie, na biało ubrany już i też zakapturzony. Dał mi się, ale i twarzy nie było widać, od nosa w górę nie było widać. Więc mówi, no to udało ci się, mówię, rodzina na ciebie czeka, już czas na ciebie, żebyś wrócił. A ja mówię do niego, ale, ale co się stało?
On mówi, o, no to jeszcze ci wrócimy pamięć. No i przypomniało mi się, że ja miałem wypadek, że, że jestem chory i prawdopodobnie nie jest dobrze ze mną. A on mówi do mnie, mówi, czy masz jakieś pytania? Możesz zadać jedno pytanie.
Ja mówię do niego, słuchaj, a jakby tego dnia nie poszedł do pracy, czy wyjechał prędzej, czy później, czy pojechał inną drogą? A on mówi, nie możesz zmienić tego, co masz zapisane. To się musiało stać. Mówię, a teraz już wracaj. On mówi, to nie była odpowiedź.
Zacząłem się tak jak gdyby z nim kłócić. Mówię, ja chcę jeszcze jedną rzecz wiedzieć. Po prostu, czemu mi się to stało? Mówię, przecież ja, ja ani nie piję, ani nie biorę narkotyków. Byłem w pracy, uczciwie pracowałem, żeby utrzymać rodzinę i nigdy nic złego nie zrobiłem, nikogo nie ukradłem.
Mówię, czemu ja? A on mówi, wszystko ma swój cel. Ale mówi, przez to, że jesteś tak uparty i walczyłeś i przeszedłeś wszystko, ja ci pozwolę jednego dnia zrozumieć, dlaczego się to tobie stało. Mówię, no to jeszcze jedno pytanie. On mówi, nie. Twój czas mija, już musisz wracać.
Czekają na ciebie. I teraz najśmieszniejsza rzecz. Obudziłem się w szpitalu o 3.27. Nie miałem wzroku, bo oczy miałem uszkodzone i byłem przywiązany do łóżka. Usiadłem w tym łóżku, będąc przywiązanym. Nie mówiłem po angielsku, tylko po polsku, bo nie pamiętałem języka, bo uszkodzony mózg.
Wszyscy przybiegli i myśleli, że ja umieram, a to wręcz odwrotnie. Ja wróciłem. I to było takie... To było to główne, co się stało. Wracając do rzeczy, dlaczego powiedziałem, o której godzinie się obudziłem, to o tej samej godzinie moja babcia zmarła.
Obudziłem się ze śpiączki prawie po dwóch tygodniach sam, bez leków. Za każdym razem, jak mnie chcieli obudzić, to umierałem. Stąd się wzięło te 13 razy. I kolejny dzień, dlaczego teraz rozumiem, dlaczego mówił, że mój dzień się kończy, bo ja już byłem zapisany na, jak to mówią, ostatnie wybudzenie.
Jeżeli dam radę, to przeżyję. Jeśli nie dam rady, to przykro mi. No i tak to mniej więcej wyglądało. Więc... Nie wiem, czy to może mieć jakiś pogłos, czy komuś może to w jakiś sposób pomóc. No dużo tu jest takich elementów jakby klasycznych, występujących w historiach związanych z NT. To spotkanie z ukochaną osobą, po drugiej stronie z ukochanym psem.
Tak. Babcia taka trochę jak anioł była ubrana, prawda? Zgadza się. A wracając do tego, mówiła, że da mi prezent. Moja mama przyjechała z Polski tutaj, bo wiadomo, teoretycznie nie zapowiadało się to dość ciekawie. I mówię do niej, że... Babcia mówiła, że dostanę prezent.
Moja mama złapała się za szyję, mówi, wiesz co? Ona ci dała prezent. Ja mówię, co? Jak babcia umierała, nosiła krzyżek, który dostała od swojej babci na łańcuszku całe życie. Jak umierała, powiedziała, że no wiadomo, w polskiej tradycji nie daje się krzyża jako prezentu, tylko jako pamięć albo przekazanie. I mówi, wiesz co? Ja mam go ubrany.
Ja nie pamiętam, jak ja go włożyłem. Nie wiem, jak on ze mną tu przyjechał, bo mówi... Pamiętałabym, że musiał na bramkach na lotnisku zdjąć, ale nie zdjęłam go. Nie zapiszczałem. Tylko, że to jeszcze nie koniec tych moich historii fajnych, bo w końcu wypisali mnie ze szpitala.
Po pięciu godzinach dostałem, jak gdyby powiedzieć można, wylew krwotoku. I musiałem wracać. A że szpital jest ten, w którym ja byłem... Zasada w Ameryce jest taka, biorą cię do pierwszego, bliskiego szpitala, a żaden szpital by mi nie pomógł, ponieważ operacje mnie przełożyły.
Przechodziłem w innych. Więc... Żona mnie zawiozła do szpitala w nocy. Jest 120 mil na godzinę na autostradzie. No, trochę wariactwo, no ale niestety to akurat sytuacja wymagała, żeby jak najbliżej się tego szpitala znaleźć.
Zdążyłem dojechać, ale położyli mnie na blok operacyjny, no i znowu mi się zmarło. To jest drugi raz. Ten taki główny, gdzie był w dokumentach. I jedna jeszcze taka ciekawa rzecz, że wysłano mnie do mojej przeszłości. To mogę powiedzieć. To był jakiś starożytny Egipt.
Przynajmniej ja takie uczucie miałem, patrząc po tym, co... jak ludzie byli ubrani, jak się zachowywali. Powiedzieli mi, że muszę załatwić sprawę niedokończoną. Okazało się, że rozmawiałem z jakimś człowiekiem i mówię... też mówiłem do niego i mówię, wiesz co, ja ciebie bardzo przepraszam. A on mówi, ja to rozumiem i ci wybaczam. I w tym momencie znowu obudziłem się już na intensywnej terapii, gdzie byłem reanimowany.
Więc to była jedna... to, to, to było to. No... Wypuścili mnie do domu po pewnym czasie, po dwóch operacjach i... po dwóch miesiącach znowu to samo. Tylko wtedy zmarłem na... jak to się mówi w Polsce? U nas tutaj to jest emergency.
Jak przyjeżdża się do szpitala i po prostu na tej pierwszej izbie przyjęć. Mówiąc po polsku, umarł pan na szpitalnym oddziale ratunkowym, tak? Tak, o właśnie. Tak, bo nie mogli mi pomóc, nie mogli zatrzymać krwotoku i nie było potwierdzenia grupy krwi, więc nie mogli mi dać, żeby uzupełnić.
Po prostu zabrakło tego. To siedziałem... siedziałem na łóżku w pozycji siedzącej, bo trwa to z nosa. Jeden z lekarzy miał palce w moich ustach, żeby zatrzymać krwotok. Ja trzymałem miskę, żeby to, co leci, leciało do tej miski.
I taką... taką maszynę do odsączania, żebym mógł oddychać, żebym mógł między jego palcami włożyć co jakiś czas, żebym mógł wziąć oddech. No i... dziwne uczucie, bo jest tak, jak czasami w filmach mówią, powoli od stóp zaczyna się wyłączanie organizmu.
Przestaje brakować siły. Po prostu głowa pracuje cały czas. Wszystko widziałem, co się dzieje dookoła mnie, ale na przykład ręce opadły same. Nie miałem siły ich podnieść. Tak, ten mechanizm, w którym mózg wyłącza poszczególne części ciała, żeby chronić te, które są kluczowe do przeżycia, tak?
Zgadza się. I zostały tylko oczy i słuch głowa. Już nawet poruszając nie mogłem. I oczy tak jak, ja bym powiedział, tak jak w filmach, jak zamrugałem trzy razy i się zrobiło ciemno. Jeszcze słyszałem głosy.
No i nagle koniec. I znowu stoję i jest ciemny pokój. Jak mówią, idziesz do światła, do tunelu. Właściwie to była przestrzeń. Duża czy ciemna przestrzeń. I w oddali było światło. Bo tak depnąłem, pamiętam, depnąłem, mówię, a o, beton.
Nie widziałem spodu, bo wszędzie jest czarno. Beton, no to już wiemy, gdzie jestem. I zrobiłem, jak gdyby, może dwa kroki. Coś mnie za lewe ramię pociągnęło do tyłu. Mówię, przecież to nie może tak być.
Mówię, ja muszę iść do tego, przecież tu jest ciemno i tutaj nie zostaje. I tak zacząłem ciągnąć, ale nie dałem rady. Zrobiłem jeszcze krok i nagle przede mną pojawiła się ręka. I jak gdyby pokazywała znak, żeby się zatrzymać. Wielka ręka taka na połowę mnie. Biała, jasna.
Ogroziła palcem i pomachała na do widzenia. I obudziłem się z powrotem w szpitalu. W ogromnej drgawkach, bo to wiadomo, po jak już człowiek odejdzie, no to organizm się automatycznie wychłada. W ogromnych drgawkach się obudziłem na lampach z sześcioma gorącymi kocami na sobie, żeby przywrócić temperaturę organizmu.
I mówię do żony, że coś mnie ciągnęło za lewe ramię. Mówię, ja stałam za tobą, bo tutaj było z dwudziestu lekarzy biegało. Nie próbowali cię ratować. Dostałeś trzy strzały w serce, żeby cię pobudzić, żeby nie obumarło. I powiedzieli, że jak krew nie dojdzie, to mówi, to już jest ostatni zastrzyk, jaki możemy dać, bo my go zabijemy, a on sam nie ugrze.
No i to taka moja historia. Czym dłużej nad tym myślę, tym więcej mi się takich rzeczy zaczyna układać. Jak to... Wiem jedną rzecz. Nauczyłem się z tego, że nie wolno się poddawać. I nawet lekarze w tej chwili mówią, że to jest po prostu cud, bo pomijając ten metal, który mam w głowie i łańcuchy, żeby trzymały szczękę razem, to teoretycznie jestem zupełnie sprawny.
Oni nie są w stanie po prostu wyjaśnić. Oni nie wiedzą, jak ja się obudziłem ze śpiączki bez nich. Oni nie wiedzą, jakim cudem ja wróciłem do sprawności, w jakiej jestem. Dla porównania, ze mną na oddziale był facet, który przewrócił się na motorze. Amputowali mu nogę, ale musieli go położyć w śpiączkę, jak przyjechał.
I on nie dał rady, a ja wyszedłem. Więc... To jest to. Mówię, że jak się z tamtej strony wróci, to wraca się z jakimś darem. Ja z tym się zgodzę, ponieważ widzę ludzi. Widzę ludzi, których nie powinienem widzieć na zło. Wyleżałem w łóżku w szpitalu, dochodziłem do siebie, to zapytałem pielęgniarek, mówię, czy znają takiego pana, tak i tak ubranego.
Jedna tak się na mnie spojrzała, mówi a skąd ty go znasz? No bo on co noc, o pierwszej w nocy mniej więcej po pierwszej przychodzi, przychodzi dookoła łóżka, patrzy na mnie i znika w ścianie. No to spojrzała na mnie tak dziwnie, ale potem przyszła z dwoma innymi pielęgniarkami i kazała go jeszcze raz opisać. Okazało się, że to był pan, który zmarł w tym łóżku, zanim ja dostałem ten pokój. Druga rzecz była, już doszedłem troszeczkę do siebie, to był taki moment, gdzie zacząłem rozumieć, że z jakimś darem wróciłem.
Wszedłem do łazienki, bo pozwolono mi chodzić samemu, bo ja byłem uparty, nie poddawałem się, próbowałem, więc dochodziłem do siebie, nazwijmy to i szedłem do łazienki i zatrzymała się kobieta na wózku inwalidzkim. I ona mówi ty mnie widzisz. A ja mówię tak.
O, ale ty mi nie pomożesz. A ja mówię nie, nie mogę ci pomóc. Mówię, ale pielęgniarki mogą. Nie, one już nic nie mogą zrobić, one są teraz już zajęte. To ja w takim razie idę, mówię, a ty się trzymaj, żebyś wyzdrowiał, bo masz coś do zrobienia, a ja już pójdę.
I odjechałam na tym wózku. Wyglądała tak trochę szarawo, jak gdyby taka mgła, ale wyraźnie ją widziałem. No i przyszła moja pielęgniarka, ja mówię, czy ta pani z tamtego pokoju zmarła? Ona mówi, a skąd ty to wiesz? Ja mówię, no bo ją widziałem. Tak to jak wyglądała.
Nie było szansy, żebym ją kiedykolwiek spotkał, bo pokoje z reguły były zamknięte albo po prostu łóżko jest schowane za ścianą, nie widać, no. Jak ją opisałem, no w tym momencie pielęgniarki same uwierzyły, na dowód, czego moje 40 urodziny przechowywałem.
Nie wychodziłem w szpitalu, więc miałem bardzo dużo gości z samego szpitala, bo wiadomość się rozniosła i i tak, a z czymś takim wróciłem, no i od czasu do czasu zdarza mi się nawet na ulicy widzieć coś, czego można by było ciężko określić, żeby wyjaśnić, co to jest.
Nie mówię tego wielu osobom, bo wiadomo, jak się na to patrzy, aczkolwiek z jednej strony chyba się cieszę, że coś takiego mam, no bo nie każdy ma taką szansę. Tutaj można odnieść wrażenie, że po tej całej sytuacji traumatycznej otwarło się panu jakieś jakby postrzeganie trzecim okiem tak zwanym, tak?
Zgadza się. Postrzeganie zmarłych, postrzeganie nie wiem, czy dostaje pan jakieś na przykład sygnały odnoszące się do przyszłych sytuacji, czy jakieś przeczucia, coś tego typu? O tak, to na porządku dziennym.
To już często, często, ja już miałem kiedyś takie coś właśnie, że miałem jakieś przeczucie, ale człowiek to ignoruje. Teraz bardziej do tego się skłaniam, że coś się dzieje i jest to bardziej wyostrzone, bo jeśli coś mi mówi nie idź, nie rób, zostaw, nie teraz, albo nie jedź tą drogą, zaczekaj, to tego nie robię po prostu. Zaczynam się po prostu do tego bardziej odnosić, że no jest jakiś powód, dlaczego mam to przeczucie. Tak samo śmieszna rzecz, jak kupuję zdrapki znajomym w momencie, jeżeli im kupię, bo od czasu do czasu to wiadomo, jako prezent, to mówię, złapię trzy i powiem, jedna wygra i tak z reguły jest.
Nie są to numery w totolotka, nie powiem, że przychodzę i mówię ta wygra na pewno. Nie, to jest po prostu jak już wszystko jest skończone, to czasami złapię i mówię, o, to wygra. Miałem szansę, też straciłem koleżankę, znajomą bardzo dobrą, która bardzo pomogła mojej rodzinie w tej sytuacji, zanim ja wyzdrowiałem, ona odeszła.
Miałem szansę się z nią skomunikować i tak samo znajomej brat popełnił samobójstwo i też miałem szansę się z nim skomunikować. A sądzę, że to jest też coś, bo pojechałem do nich i tak zupełnie przypadkiem tam trafiłem i zaczęliśmy rozmawiać zupełnie na inny temat.
Ja mówię, słuchaj, wiesz co, zajrzyj do jego torby, bo on tam coś dla ciebie ma, mówi, rzeczy jego musisz sprzedać, ale tą chcę, żebyś zatrzymał. I ona poszła do tej torby z czystej ciekawości. Okazało się, że tam była jedna jakaś unikalna koszulka jego ulubiona.
Ona mówi, skąd ty to wiedziałeś? Ja mówię, nie wiedziałem. Ci tylko powiedziałem. Bo tak słyszałem. Więc od czasu do czasu nawet i takie sytuacje się zdarzają. Czyli takie sytuacje, które sugerują, że jakby pan uzyskał większy większy wgląd w tą taką poza fizyczną sferę, postrzeganie pozazmysłowe, prawda?
Wygląda na to, że coś się stało, coś z jakimś dodatkami i z takim, jak to mówią, wróciłem. No takie traumatyczne przeżycia różnego rodzaju, powiedzmy przeżycia medyczne, czy też około medyczne, no często u niektórych osób otwierają jakby postrzeganie tym szóstym zmysłem, jak to się mówi.
Trzećmokim otworzycie. Trzećmokim, tak. Na przykład ja kiedyś znałem taką młodą kobietę, która miała dosyć mocno rozwinięty dar jasnowidzenia, telepatię i różne inne tego typu rzeczy. Okazało się, że u niej wszystko objawiło się po tym, jak poroniła.
I też osoby, które mają za sobą doświadczenie z bliskiej śmierci, doświadczenie pogranicza śmierci, też zgłaszają często, że zaczęły dostrzegać zmarłych, jakieś inne postaci, postrzegać jakby z wyprzedzeniem nadchodzące zdarzenia i tak dalej, i tak dalej. Także coś takiego jest, że tego typu zdarzenie jakby otwiera u nas taką klapkę pozwalającą.
Zgadza się. Ja jestem za, absolutnie. I jedną rzecz wiem, że mówią, że są postateczne i nie istnieje, a coś jest. Na pewno będziemy mieli jeszcze szansę wrócić tutaj, ponieważ mi pokazali ostatnie 5 minut z mojego przeszłego życia i na pewno to było to, ponieważ jedną rzecz jeszcze złapałem, na przykład oglądając filmy historyczne, na przykład filmy historyczne, czy tam History Channel, cokolwiek takiego związane z przeszłością, to czasami zdarza mi się tak, że przecież tak to nie było, to było inaczej, a nie posiadając zupełnie żadnej wiedzy na ten temat, jestem w stanie powiedzieć, że coś było albo czegoś nie było, co jest bardzo dziwne.
I to też wyjaśniła mi ta pani już teraz też świętej pamięci, która miała ten dar a przewidywania, wyjaśniła mi, że po prostu to są urywki pamięci z naszych, z naszego przeszłego życia, tego gdzie byliśmy.
I jest łatwo, jeżeli człowiek się uczuli na to, to jest łatwo sobie wyobrazić, gdzie był kiedyś albo kim był, albo w których jakichś czasach żył, właśnie na podstawie takich jakichś dziwnych historycznych rzeczy, na przykład nawet filmów, które nie są prawdziwe.
Kiedy się śmieje o, przykładowo ogląda film o wikingach i nagle mówi, nie, ale przecież oni używali czegoś tam. Ale skąd, to wiesz, no no nie wiem, wiem, bo tego nie jesteś w stanie wyjaśnić. Te przypadki stanowią też trudny orzek do zgryzienia dla sceptyków.
O tak. Dużo takich sytuacji pan tutaj opisał, gdzie no nie miał pan prawa jakby dowiedzieć się o tych sytuacjach w konwencjonalny sposób, tak? Nie. Nie, bo na przykład do żony też powiedziałem, że mówię, czemu ty tym osobom coś mówiłaś?
Tak samo ten obrazek, co mój syn rysował. Ja, moje jedno oko było zupełnie niesprawne, drugie miało tylko 30%, ja nawet nie byłem w stanie zobaczyć tego obrazka, który ona mi przyniosła i już ma go w ręku. Chodzą przez drzwi ja mówię, o przyniosłaś hagi, ona mówi, skąd ty to wiesz? A ja mówię, bo tam byłem, jak on to rysował.
To jest niemożliwe. Czyli odpowiedział pan na moje pytanie, które sobie tutaj zapisałem w tym momencie, czy udało się panu zweryfikować po dojściu do siebie to, co pan widział w tym fizycznym świecie, jak pan wrócił już z tamtej strony?
Tak. I tak samo o żonie powiedziałem, mówię, pamiętaj, że jak szukasz w samochodzie, to pod siedzeniem zawsze trzymałem skrzyneczkę tam, jak większa suma pieniędzy, mówię, taka skrzyneczka, żeby to się nie rozpadło, żeby tego nikt nie znalazł szybko.
Ty dobrze o tym wiedziałaś. No mówi, skąd wiesz, że tam nie szukałem? No bo też tam byłem, dopiero znalazłaś to po jakimś czasie, ona mówi, to jest niemożliwe. Możliwe. Byłaś tam przynajmniej godzinę i byłaś z tym wujkiem i on wyciągał moje narzędzia z samochodu z tyłu, a ty patrzyłaś do środka.
Oczywiście sceptycznie podeszła do tego, bo ona jest ogromna sceptykiem, aczkolwiek, w wszystkich dziwnych sytuacjach ze znajomymi to zaczęła wierzyć. No to trudne rzeczy do zaakceptowania przez sceptyków, którzy, no, najwygodniej im pominąć tego typu elementy, tak?
Bo panu pokazano sytuację z poprzedniego życia, te ostatnie pięć minut z ubiegłych żyć. Jak pan sądzi, co to mogło mieć na celu? Nie wiem, przecież nie potrafię sobie odpowiedzieć, bo to było ostatnie pięć minut przed tym, jak było koniec tego wszystkiego.
To jest bardzo dziwne, bo na przykład, jeśli chodzi o ten Egipt, gdzie drugi raz mnie wysłano, to pamiętam, że na przykładu zasypywano mnie w piramidzie. Zamykano właz, kamień ogromny, zrobiło się nagle ciemno i nagle wpadał piasek zewsząd i człowiek się zadławiał piaskiem, a patrząc na strój był to taki wiadomo z książek historycznych, z filmów wiadomo, że jest się w stanie określić, kim się mniej więcej było, ale był to taki dość bogaty strój.
Więc nie mam pojęcia, dlaczego mi to pokazano. Czy musiałem to przejść jeszcze raz, żeby wrócić i podjąć decyzję, że chcę wracać, czy chcę tam zostać. A czy te sytuacje z ostatnich pięciu minut każdego życia układały się w jakąś całość, czy sprawiły wrażenie losowo dobranych kawałków?
To było z różnych przestrzeni czasowych, kompletnie rozrzuconych. Kilka jestem w stanie określić mniej więcej, kiedy były, a kilka nie. Pamiętam, że dwóch nie pamiętam. Były to bardzo dziwne, w ogóle nie jestem w stanie tego opisać.
Więc dwóch mi nie dali rady zapamiętać. Jedna była, że spalono wioskę pod lasem, wtedy byłem w ciele kobiety. I powiedziano jej, że ona nie może tutaj przeżyć i palono całą wieś. Więc ciężko jest tutaj jakoś jakoś określić czas, kiedy to było.
Więc nie mam, naprawdę nie wiem, jaki to miało swój cel. Ja uważam, że po prostu trzeba było przejść to jeszcze raz, żeby stwierdzić, czy chce się wrócić, czy nie. To jest jedyna odpowiedź, która nadchodzi mi na myśl. Tutaj też w tej historii jest dużo takich symboli, które potencjalnie mogą coś znaczyć. Czy próbował pan może je analizować jakoś pod jakimś kątem?
Na przykład ubiór babci, czy też ta starsza pani wprowadzająca białe psy? Jedyna rzecz, której się doszukałem, to psy jako psy nie są oznaką niczego dobrego, aczkolwiek z czerwonymi oczami określają postacie demoniczne.
Czerwone oczy na tamtej stronie oznaczają postacie demoniczne, dlatego nie wiem dlaczego z nimi akurat, ale to chyba był dobry wybór, że powiedzmy nie chciałem tam zostać i za wszelką cenę próbowałem stamtąd się wydostać, więc jest mi ciężko określić to. Aha, bo to były białe psy z czerwonymi oczami, tak? Tak.
Ja ich nie widziałem, dopóki nie zacząłem jak gdyby próbować się wydostać z tego łóżka. I symbol łóżka był symbolem bodajże zdrowia i spokoju. Gdzieś na ten temat myślałem, że to było to, że po prostu odpocząć, wyzdrowieć, coś właśnie z tym związane.
Ja czasami słysząc o takich symbolach, o takich postaciach, mnie się na przykład kiedyś pojawił biały kot tak totalnie od czapy. Krótko potem jak odprowadziłem w trakcie medytacji przyjaciół ogrodu, jakieś dwa tygodnie później załatwiłem swoje sprawy na mieście, tam w Katowicach i jak już wracałem, to nagle wszystkie moje myśli zostały jakby wymazane.
I przez jakiś moment po mojej głowie chodził biały kot, biały kot, biały kot, biały kot. Zresztą ja ten motyw opowiadałem chyba parę razy też na radiu. I co się okazało, ten biały, tego białego kota mogłem zrozumieć, można było zinterpretować na kilka sposobów. Jak się później okazało, jej brat miał białego kota.
Ale też coś mnie podkusiło, żeby tego białego kota sprawdzić na przykład w senniku. I co się okazało, że ten biały kot symbolicznie symbolizuje błogość, szczęście, spokój. Jak pan wspominał o tych białych psach, to też sprawdziłem tak na szybko, co o białych psach mówią senniki.
To jest podobno dobry omen. Możliwe, że przyszły jako dobre, ale że ja zdecydowałem, że nie, to pojawiły się te czerwone oczy. Może pan tym psom nie zaufał? Możliwe, bo tak jak ja to mówię, szef wszystkich szefów powiedział, mówi, przez twoją upartość i dążenie do celu, dam ci pieniądze, żebyś wrócił.
Dlaczego mówię szef szefów? Ponieważ tutaj w tym kraju jest bardzo dużo religii i wierzeń, to nie wiadomo z kim się rozmawia. Każdy ma inne podejście do tego, nie chcąc urazić się. Wiadomo, Stany Zjednoczone to taka mieszanka wszystkiego, prawda?
Zgadza się. Tutaj jest... Nie wiadomo, na kogo się człowiek natknie. Więc nie chcę nikogo urazić i rozgniewać w jakiś sposób, dlatego tak mówię, to jest bardzo neutralne stwierdzenie. Ja wyczytałem również, że właśnie każdy, kto miał styczność z postacią szefa, nigdy nie widział całej jego twarzy.
I rzeczywiście, ja tej twarzy nie widziałem. Widziałem tylko usta. Od czubka nosa po samą górę było to... była twarz, była zakryta. Czyli jak rozumiem, pan czuł podczas spotkania z tą postacią jakby taką hierarchię, że ta postać jest wyżej, ale jednocześnie to jest taka jakby pozytywna wyższość?
Tak. W samym głosie było można... dawała ci absolutny spokój, wyciszenie i poczucie bezpieczeństwa. Aczkolwiek głos był głos był taki, że od razu nabierało się szacunku do niego. Że wiedziałeś, że to ma więcej mocy niż niż cokolwiek, co sobie możesz wyobrazić.
Głos łagodny, ale stanowczy. Jest to ciężko określić, bo nigdy w życiu czegoś takiego nie słyszałem w tym świecie. Tylko tam właśnie, w momencie jak się odezwał, to wiedziałem, że... ja to określam jedno pstryknięcie palcami i ciebie nie będzie. Więc jest to o dużo większej mocy niż jakąkolwiek, kiedykolwiek gdzieś widziałem.
Czy nawet właśnie w radiu, w telewizji. Ludzie mają czasami taki donośny głos, a tutaj to po prostu po samym głosie wiedziałeś, że to nie jest coś, cokolwiek kiedykolwiek spotkałeś. To jest po prostu coś mocniejszego.
Ktoś właśnie napomknął, że to gdzieś w jakiejś Biblii, którejś, nie jestem w stanie powiedzieć, której dokładnie religii, właśnie jest taki opis tego głosu. Ktoś opisał ten głos, że właśnie poznasz głos, który nada ci szacunek, czy...
Jakoś tak to było ujęte. To mi jakaś osoba właśnie powiedziała, że mówi, przy tym opisie to na pewno wiem, że nie żartujesz, bo gdzieś w jakiejś Biblii, tutaj jest dużo takiej Bible Addis, gdzie tylko czytałem Biblii i próbowałem ją rozumieć wers po wersie i właśnie ta osoba należy do takiego kościoła i czy kółka, czy była tam, nie jestem w stanie tego określić, ale właśnie mówi, że jest taki opis gdzieś. Tutaj jest też pewna ilość takich elementów w tej historii sugerujących, że ktoś lub coś jakby pilnowało, żeby Pan za wcześnie nie umarł, zanim Pan nie wykona jakiegoś prawda, zadania, zanim nie zaliczy jak w grze komputerowej pewnego checkpointa. Tutaj nie możesz zmienić tego, co masz...
Nie możesz zmienić tego, co masz zapisane, musisz załatwić jakąś niezałatwioną sprawę. Babcia mówiąca, że jeżeli dobrze pamiętam, że musi Pan wracać, ta ręka, która zablokowała Panu przejście na tamten świat.
No coś ktoś pilnuje chyba, żeby Pan za wcześnie nie zawinął się z tego świata, kolekwialnie mówiąc. No coś, coś jeszcze, coś jeszcze mam do zrobienia. Więc wysłali mnie, bo tak jak mówię, nawet lekarze, mój chirurg plastyczny powiedział, mówi uczciwie dawałem Ci 3%, pracując, jak on to powiedział, pracując nad Tobą, nie sądziłem, żeby moja praca przyniosła jakikolwiek skutek, a tu niespodzianka.
Ale oczywiście tego oficjalnie nikt nie powie, to jest tylko za zamkniętymi drzwiami, jak już wszystkie pielęgniarki wszyscy wyjdą i mają konsultacje z Tobą, lekarze, to oni po prostu nie są w stanie, nie są w stanie, że ja mogę tego określić. Oni twierdzili, że ja wyjdę bez żadnego zęba. Okazuje się, że wszystkie zostały. Lekarz od oczu powiedział mi na ostatniej wizycie, mówi, ja nie sądziłem, że Ty kiedykolwiek cokolwiek zobaczysz na to oko, a co wizytę jest troszkę lepiej, więc nie wiem, co Ci powiedzieć. Oby tak dalej. No też chyba lekarze jakby są tak, że tak to ujmę, zawodowo zobligowani do wyrażenia pewnych określonych poglądów w reakcji na tego typu historię. Znaczy się oficjalnie, oficjalnie nikt nie powie nic. Wszyscy robią to jak gdyby po cicho, jak już jesteśmy sam na sam. Tak samo podszedł do mnie Pan starszy lekarz, a on jest neurologiem.
Neurologiem? Chyba tak. Nie jestem pewien teraz. On nie był moim lekarzem. On mówi, przyszedłem Ciebie zobaczyć, bo dużo osób o Tobie mówi. Powiedz mi, jak Ci się udało obudzić ze śpiączki bez mojej pomocy. Ja mówię, wiesz co, nie wiem. Bo pracuję tutaj już 30 lat i Ty jesteś tylko trzecim przypadkiem, który to zrobił. Z czego jeden z tych trzech przypadków zmarł. Mówi, jak to zrobiłeś? Mówi, skąd Ty przyszedłeś? Ja mówię, nie jestem pewien. On mówi, pewnie długą drogę miałeś. No i na tym zostało. Więcej tego lekarza nie widziałem.
Ale, ale byli w szoku, no bo tak jak mówię, miałem już datę. Następny dzień o 11.45, jak to mówią, mieli mnie odłączyć. Czyli jeszcze raz próbować wybudzić, jeśli nie dałbym rady, no to bym je zostawili już. Czyli krótko mówiąc, uciekł Pan przed dosłownie deadline'em. No, dosłownie. A to też chyba trudna sytuacja dla pielęgniarek i lekarzy, którzy obserwują swoich pacjentów w momencie umierania i są środkami na przykład jakiejś właśnie sytuacji kontaktu ze światami, że na przykład ktoś do pacjenta przychodzi, jakaś postać, pacjent zaczyna się zachowywać jakby z kimś rozmawia, a kogo fizycznie nie ma, w pokoju. No to już no nie wiedzą chyba jak to ugryźć, jak to, że tak to ujmę, przeprocesować, już nie mówiąc o powiedzeniu komu to... Znaczy się oddział, szczerze powiem tak, oddział ten, ICU, to jest oddział tutaj jak gdyby tej intensywnej terapii, to wszystkie pielęgniarki i lekarze są już wyczuleni na to. Oni wiedzą, nie każdy wierzy, ale wiedzą, że ludzie chodzą po korytarzach, że nagle... Powiem tak, ICU wygląda w ten sposób, że jest takie ogromne biurko na środku i dookoła tego biurka są pokoje malutkie, przeszklone. I one mają tylko fieranki przez to, żeby cały czas monitorować maszyny i jak się przechodzi, coś by się działo, to mogą od razu wejść. A mówią, że właśnie i fieranki się zasłaniają same albo odsłaniają, coś się rusza, czasami pacjent, patrzą, czy pacjent nie wstał, a facet tak jak ja w śpiączce przez ileś czasów, więc... One mówią...
Parę było takich, co powiedziały my wierzymy i wiemy. Czyli jakby te osoby z zaświatów odwiedzających pacjentów na tym ostatnim etapie wchodziły w interakcję z otoczeniem. Zgadza się, bo ostatnią drogę nie przechodzimy sami, ktoś po nas przychodzi. I ja trafiłem tam, jak gdyby powiedzieć, z marszu, niezaplanowany, bo to wypadek. Więc trafiłem tam i zostałem przywitany przez osoby najbliższe mi może, jak my mówimy to. Przynajmniej ja tak sądzę.
Jako byłem opiekunem do starszych ludzi przez pewien okres czasu, jak przyjechałem tutaj i wiem, że przed śmiercią rozmawiają z ludźmi. Miałem pacjenta, który walczył na wojnie i kolegę właśnie w Normandii wynosił na swoich plecach i kolega nie dał rady. To przed śmiercią jeden dzień to właśnie mówił, przecież ty nie dałeś rady. Mówię, cieszę się, że mi dziękuję. Mówię, a teraz co, przedłeś jabami z tobą? To daj mi jeszcze chwilę. To co, jutro pójdziemy? Tak, rzeczywiście został mu jeden dzień. Tego byłem świadkiem. To są takie historie, przy których wiele ludzi nie wie co powiedzieć, prawda?
Zgadza się. To jest taki moment lekkiej niedowiary, ale widziałem to na własne oczy. Byłem przy tym. Tutaj takim zwracającym uwagę elementem jest też Pana interakcja z otoczeniem, z tą huśtającą się lampą znajomej.
Pan, rozumiem, znajomej mówił po tym, czy opowiadał Pan tą historię? Nie. Nie, nie, nie. Właśnie, że nie, bo ona jak przyjechała, ona mojej żonie mówiła, że mówi, no miał tą lampę mi przestawić. Jak już wróciłem do domu, ona przyjechała mnie odwiedzić.
Przyjechała do żony. Ja to w takim stanie, ja miałem 70 funtów, bo podawane jedzenie było przez tuby i tak dalej, więc wiadomo. I jeszcze brain injury, no to tak dość ciężko to było na początku. I tak nie wszystko docierało do mnie.
I ona mówi do żony, że co myśl ona potem powiedziała? Mówi, że ta lampa zaczęła się bujać, jak zaczęliśmy o nim rozmawiać i powiedzieliśmy, że lampa zostaje. A ja mówię, tak, bo ta cholerna lampa mi się przyśniła właśnie tam.
Mówię, ostatnia rzecz, którą bym chciał tam zobaczyć, nie? I ona mówi, co zrobiłeś? No walnąłem ją, nie? W tym momencie stwierdzili, że lampa zostaje, nie dotykamy jej, bo ma jakiś connection. Teraz właśnie parę dni temu jej brat się powiesił, bo to jest ta sama osoba, to ta sama lampa zaczęła mrugać. Ja mówię, słuchaj, z tamtej strony jest bardzo łatwo właśnie operować elektryką, wodą, wszystkimi takimi jak gdyby żywiołami nazwałbym to. No tutaj zaraz ktoś pewnie zada pytanie, zadałby pytanie słuchając tej historii, jak to jest możliwe, że osoba zmarła, nieobecna już fizycznie w tym świecie potrafi wchodzić w interakcję z tym, z przedmiotami?
Jak to jest, że w ogóle wchodzi się w interakcję z przedmiotami i nie ma możliwości jakby dotrzeć jednocześnie z jakimś przekazem, z jakimiś słowami do osoby żyjącej, by tam panu jaką próbował się... Zostało mi to właśnie, zostało mi to wyjaśnione.
Ta pani, o której wspominałem, co potrafi kontaktować się z osobami, które zmarły, mówi, że ja nie mogę pokazać nikomu, że jestem, ponieważ miałem szansę, żeby wrócić. Ci, którzy już nie wrócą, mają szansę się pożegnać, jeśli mają dość wystarczająco, jak ona to uznała, energii i miłości, to są w stanie coś zrobić, żeby dać znać, że to oni i że po prostu to są oni i mówią do widzenia. I dlatego czasem się tak dzieje, że właśnie jakieś dziwne sprzęty, czy zegar zaczyna wybijać jakąś godzinę, czy światło zgaśnie. Osobiście byłem świadkiem, gdzie się telewizor włączał sam z siebie w nocy i nie miałem żadnej możliwości zrobienia tego, ponieważ nawet pilot tego telewizora nie był w miejscu dostępnym dla nikogo, a osoba była sama w domu.
A czy było coś takiego, że... bo pan opisywał tutaj przemieszczanie się pomiędzy różnymi miejscami, zarówno w tym świecie fizycznym, jak i tam po drugiej stronie. Czy było coś takiego, że pomyślał pan o jakimś miejscu i natychmiast się tam pan pojawiał?
Nie. Nad tym nie miałem kontroli. Jedyne, co miałem na myśli, nawet jeszcze siedząc w samochodzie, wiedząc, że prawdopodobnie tu umrę, bo mnie nikt nie znajdzie na czas, bo ani nie widziałem na oczy, ani nie mogłem nic powiedzieć, wiedziałem, że krwawię z ust, z nosa, że no nie jest przyjemnie to, że nie jest to fajna sytuacja, to jedyne, co miałem na myśli, kiedy zostaną moje dzieci beze mnie, co zrobi rodzina, jeśli ja ją utrzymuję, no i właśnie i co będzie z tą rodziną, że ja muszę do nich wracać. I to było, to była jedyna, która mnie znała.
To była jedyna myśl, którą non stop miałem ze sobą, że przecież muszę się z nimi pożegnać, ja nie mogę, tak? Że ja muszę do nich iść. Dosyć takie naturalne obawy, tak? Co się stanie z bliskimi? Czy sobie poradzą w dalszym życiu? Dokładnie. To jedyna rzecz, która była na mojej myśli. Nie było nic innego.
Nie, ja się nie martwiam o siebie, tylko się martwiam o nich. Dlatego uważam, że zostali mi oni pokazani, aczkolwiek nie mogłem dać im znać, że jestem z nimi, no bo no bo to nie był, nie był ten czas. Ale za każdym razem rzecz była bardzo związana ze mną, bo i samochód, i obrazek dla mnie, i dedykacja miłej nocy, to wszystko było związane bardzo mocno ze mną, więc oni może sami mnie przyciągnęli.
No też tak mogło być. Chociaż też mogło być tak, że pan pomyślał o bliskich sobie osobach i jakby automatycznie się przy nich znalazł. Tak, tak mogło być. Też myślałem, co się będzie działo. Wiem, że jak spałem w komie, to w śpiączce, to słyszałem jak rozmawiałem. No mój temat nie jestem w stanie powtórzyć. To był jeden szczegół, już teraz nawet nie pamiętam co.
To też żonie powiedziała, mówi no ale przecież ja tak nie mówiłem. Jak to nie mówiłaś? Przecież słyszałem. No i mówi no, no dobra, no to słyszałeś. A czy pamięta pan moment już powrotu do ciała fizycznego? Jak to wtedy wyglądało? Pamiętam, że po prostu nie wiem skąd, dostałem tyle energii właśnie, że usiadłem na tym łóżku, podciągnąłem się na tych zawiązanych nadgarstkach, na tych sznurkach, usiadłem na łóżku i zacząłem klnąć w języku polskim, gdzie nikt mnie nie mógł zrozumieć. Czyli nie było czegoś takiego, co występuje w niektórych wielu właściwie tego typu zdarzeniach, że w momencie powrotu do ciała jakby włączyło się panu odczuwanie bólu i jakichś innych dolegliwości?
W tamtym momencie oczywiście czułem wszystko, wrzuciło wszystko, to tylko było tak jakby, jakby ktoś się złapał i wsadził, to sadził na krześle, można by to było porównać, takie właśnie uczucie, tak mnie to jakby ktoś mnie złapał i wsadził właśnie w moje ciało jak gdyby. Nie widziałem tego, ale takie odczucie, że z miejsca na miejsce ktoś cię przeniósł.
I wtedy właśnie usiadłem w tym łóżku i zbiegły się pielęgniarki, zaczęli szukać kogoś, kto mówi po polsku, zadzwonili do żony, w końcu dali mi telefon, leki na uspokojenie, bo myśleli, że po prostu ze mną już jest koniec, a to niespodzianka zupełnie w inną stronę.
No pewnie, pewnie pomyśleli, że nastąpiło coś, co się nazywa po polsku terminalną jasnością umysłu. Pan się na chwilę obudził i żeby, żeby no jakby ostatni raz się pożegnać, prawda? A tu się okazało, że pan jednak przeżył.
Decyduję się zostać na dłużej. Tak. A tak już na koniec, już dosyć długo rozmawiamy, całkiem taki długi wywiad nam wyszedł. Tak, na koniec jeszcze zapytam, co to doświadczenie zmieniło w pana życiu? Bo, że coś zmieniło, to podejrzewam, że tak. A co zmieniło w pana życiu, w pana światopoglądzie, w postrzeganiu rzeczywistości, w podejściu do spraw jakby tych już nie fizycznych?
Powiem tak, na początku wiadomo, związane to było z urazem mózgu, że bardziej się stresowałem wszystkim. Ja nigdy nie byłem typuchową osobą, bardzo spokojną. Teraz troszeczkę bardziej reaguję na pewne rzeczy, ale na przykład doceniam bardziej, może zabrzmi to dość dziwnie, ale piękne przyrody.
Wychodzi człowiek i mówi, często się tak zdarzało, o jazd, dzisiaj pada, a teraz wychodzę, o deszcz, okej. Takie stresy związane z małymi problemami jak gdyby mnie nie dotyczą. Wiem, że one się rozwiążą i nie ma...
Po co manować czas i się denerwować czymś, na co nie ma się wpływu. Więc na pewno taki jakiś dziwny spokój. I tak samo właśnie został mi sprezentowany pies, bo miałem dość dużą depresję. Dochodziłem do takiego momentu, że mnie nic nie obchodziło.
Sąsiadka po prostu kupiła mi psa, żebym miał zajęcie. I on mnie wyciągnął z tego i takie uczucia na ból innych bardzo mi, powiedzmy, przeszkadzają, nazwałbym to. Nie potrafię przejść obok, jeśli komuś dzieje się krzywda. Czy to jest i zwierzę, czy to jest człowiek.
Każde żywe stworzenie to tak, no masz tą szansę, idź. Jesteś tutaj z jakiegoś powodu. Na pewno takie postrzeżenie świata się zmieniło. Kiedyś to człowiek tam, a okej, dobra, stało się. Nie wiem, ktoś potrącił kogoś, nie wiem, w schronisku leżą psy, i takie, jakieś takie, człowiek zagubił te wartości.
Właśnie wolał bardziej narzekać na pogodę, o... To teraz wzbudza zupełnie inne emocje. Natura wzbudza pozytywne emocje i tak samo właśnie uczucie na życie, na życie innych, na życie zwierząt bardziej, nie wiem, jakoś tak podchodzę do tego, że te stworzenia i ludzie są z jakiegoś tutaj powodu, więc na pewno spokojniejszy tym względem się zrobiłem. Taki bardziej wyczulony, można tak to nazwać.
Ja jestem bardzo, bardzo otwarty na to, komu mogę, to opowiadam historię, staram się, żeby jak najwięcej ludzi to usłyszało, że no nie wolno się poddawać i nawet... I trzeba wierzyć w cuda i na pewno, że coś tam jest, że warto być normalnym człowiekiem. To jest moje takie przesłanie, może tą historię dla każdego. No i nawet mając wielką depresję jest się w stanie z tego wyjść.
Bo... O, jeszcze taki mały, mały, mała rzecz, w nocy też. Dziwna rzecz, bo byłem w momencie, kiedy nic mnie nie obchodziło już. Naprawdę nic mi się nie chciało. Moje życie składało się do tego, żeby wstać rano, zjeść, usiąść na kanapie, zjeść, siedzieć na kanapie, zdrzemnąć się, wstać i spać. Tyle.
Nic mnie nie ruszało. No i właśnie dostałem tego psa i tak... To był taki trzeci dzień chyba najgorszy już ze wszystkich, bo nawet żona się zezłościła, zrobiła awanturę. Dosłownie... Tak jakby obok mojego ucha przeleciało.
Zero reakcji. I przyśniła mi się właśnie babcia z powrotem. I mówi do mnie, co ty odpierdzielasz. Takimi słowami. Moja babcia taka była. Prosta i liniowa. Mówi, tyle przeszedłeś i teraz chcesz się poddać?
Tak łatwo? Ktoś na ciebie liczy. A ja mówię, no nie kto liczy. Dzieci mają swoje życie. Żona robi swoje. A ja komu jestem potrzebny? Nie mogę iść do pracy, nie mogę nic robić, tylko siedzę, jestem problemem. Ona mówi, naprawdę?
To się obudź i spójrz. I powiem tak. W tym momencie się obudziłem. To znowu było w środku nocy. Siadłem w łóżku i zobaczyłem właśnie tego szczeniaczka, który śpi sobie w rogu na poduszce. I wtedy zrozumiałem, że może nam się wydawać, że nikt na nas nie liczy, ale ten mały zwierz potrzebuje mnie. Potrzebuje mnie, żeby wyjść na spacer, potrzebuje, żeby dostać jeść.
I... I powiem tak. Trzy dni depresja minęła. Od tego momentu wziąłem się za siebie i powiedziałem sobie, że się nie podam, że będę walczył i każdego dnia wychodziłem z psem po 4 godziny, żeby być na dworzu, żeby tylko chodzić, żeby mięśnie wróciły do normy, żeby nabrać wagi, nie przejmować się, że dzisiaj coś mnie boli.
Po prostu jest, co jest. I to jest najlepiej, jak można być na dziś. Jutro może być lepiej. Tak jak ja kiedyś od wspomnianej przyjaciółki usłyszałem, gdy miałem taką trudną sytuację, taki... Tak troszkę byłem taki podenerwowany, usłyszałem od niej nie marnuj energii na głupoty. Zgadza się.
To bardzo dobre słowa. I tym akcentem kończymy jedną z najbardziej wstrząsających paranormalnych spowiedzi w historii podcastu "Mówią Świadkowie". Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanej dziś historii, zachęcam również do dzielenia się swoimi historiami z Radiem Paranormalium. Kontakty znajdziecie Państwo w opisie tego odcinka, będą też podane dźwiękowo na samym końcu tej audycji. W przypadku rozmów telefonicznych z każdym rozmówcą umawiam się indywidualnie. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu, dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Nie zapomnijcie również sięgnąć po najnowszy numer "Nieznanego Świata", w którym znajdziecie między innymi rubrykę "Dotknięcie Nieznanego", w której ludzie tacy jak Wy dzielą się z redakcją swoimi spotkaniami z Nieznanym. Prócz tego regularnie ukazują się tam również artykuły poświęcone tematyce kontaktów z zaświatami czy chociażby świetne teksty Wojciecha Chudzińskiego, w których wicenaczelny czasopisma przybliża Czytelnikom zagadnienia związane ze świadomością.
Zachęcam także do odwiedzenia kanałów Piotra Cielebiasia "UFO Historie" oraz Marka Żelkowskiego "Wehikuł Wyobraźni". Tak więc, jeszcze raz, dobranoc, do usłyszenia, no i mam nadzieję, że również do przeczytania.