[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!”
[01:05] - „Mówią świadkowie” w Radiu Paranormalium. Witam bardzo gorąco i serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Cały czas oczywiście czekam na Państwa relacje. Wszystkie kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie w opisie dzisiejszej audycji oraz na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl w zakładce kontakt. A w dzisiejszym odcinku podcastu „Mówią świadkowie” wysłuchamy kolejnej paranormalnej spowiedzi, która tym razem będzie się koncentrowała na wydarzeniach rozgrywających się w miejscowości Kucoby w województwie opolskim. Proszę państwa, kręgi zbożowe, obserwacje dziwnych obiektów, budzące dreszcz odgłosy niewiadomego pochodzenia oraz spotkania z bliżej niezidentyfikowaną istotą wielkości dorosłego człowieka to tylko część dziwnych zdarzeń, jakich opisy dzisiaj usłyszymy. Zapraszam zatem do słuchania.
[02:12] - Musiałem się z kimś skontaktować, bo, bo, bo czas leci, pamięć też już nie ta i to po prostu ucieknie gdzieś w eter i nie będzie, no. Mam nadzieję, że po prostu ktoś się tym zainteresuje. I ja oczywiście tą moją relację, którą chciałbym panu przekazać. Nie wiem, czy pan ma czas, nie mamy czasu w ogóle na to.
[02:31] - Oczywiście ja ma, ja mam dzisiaj czas do trzeciej w nocy, także możemy zaszaleć.
[02:35] - Świetnie, świetnie, świetnie, bo ja mam nie tylko jedną, jedną relację, ale wiele i to one się, one się kompilują według mnie. Ale to już nie mnie oceniać i musiałem, musiałem to po prostu przekazać. Chciałbym, żeby ta relacja była po prostu z moich ust jako, jako, jako pierwsza ręka. To nie jest żadna tam jakaś informacja od kogoś. Tam ktoś mi opowiadał. Nie, nie, to są wszystko moje, moje rzeczy, więc nie wiem, czy mam zaczynać coś mówić, czy, czy, czy ma pan jakieś wymagania.
[03:02] - Może, może pan, może pan zaczynać. Możemy pojechać kolejnością jakby chronologiczną, jeżeli pan chce.
[03:07] - Właśnie. No właśnie tak. Tak mi na tym zależy. To w takim układzie zaczynamy. Mam trochę stresu. Nigdy nie miałem, nie byłem w takiej sytuacji, żebym... Podejrzewam, że to pójdzie na ogólnopolską. Tak, mam nadzieję, że, że, że ktoś to przedstawi, żeby to ludzie się o tym dowiedzieli. Generalnie w sumie żeby to, no żeby świat się o tym dowiedział w jakiś sposób tak samo. Chciałem się dołączyć do wielu pewnie relacji, które, które pewnie na, na waszej antenie, które są zgłaszane do was.
Ja między innymi jako tam taki malutki, jakiś tam, jakiś, jakiś tam, no do tego, do tego domina, żeby się dołożyć. Jestem mieszkańcem Katowic od urodzenia. Kupiliśmy w dwutysięcznym roku działkę, na której wybudowaliśmy sobie domek. Działka wybudowana jest w miejscowości Kucoby. To jest województwo opolskie między Lublińcem a Olesnem. Natomiast to jest tak bardziej na granicy, jakbyś no w zaborze, w zaborze to był tak, to był, to był, to był niemiecki. Kawałek dalej jest rzeka Liswarta i to jest już, to już jest Polska. Taka tak na marginesie. No i tam jak ten domek powstał, ja sobie jeszcze sobie jeździłem tam bla, bla, bla i takie tam różne. Ja trochę może dziwnie tak mówię, opowiadam specyficznie, ale proszę się tym nie przejmować.
Tam zamieszkali moi rodzice. Tak im się spodobało, że tam się tak się ustali. No i ja już nie miałem jakby tak, takiego, takiego, takiej, takiej swobody działania. Ale, ale nadal, nadal tam jeżdżę do tej pory z moją, z moją partnerką. No i tak do rzeczy, żeby już nie, nie przedłużać. Był rok... To ciężko mi teraz. Dwa, dwa tysiące dziewiętnaście. Dwa tysiące dziewiętnaście. Pora letnia to był bodajże sierpień, pierwsza połowa sierpnia.
Jeszcze jak zboże jest wysokie, kiedy zboże jeszcze jest wysokie, nieskoszone. No i no wybraliśmy się do moich rodziców na weekend. Przyjeżdżam do domu, otwieram drzwi. Rodzice oczywiście siedzieli sobie tam na kanapie i patrzyli w telewizor. No akurat w telewizji wyświetlany był film pod tytułem „Znaki”. No tak, tak sobie patrzę. No mówię: „No ale fajny film” mówię: „Tata, a na co ty tu patrzysz? No przecież ty nie lubisz takich filmów”. No ale to tam nie odpowiedział nic. Mówię: „Fajny film tam o tych kręgach zbożu i tak dalej”.
I on do mnie, on do mnie mówi: „Słuchaj, jak pojedziesz na, na Bodzanowice, tam tą drogą, tam są takie pola i tak dalej” — to mówię tak od siebie, już on tak by nie powiedział — „to tamtego, to tam jest tego pełno, możesz se zobaczyć”. Mówię: „No ojciec, no ale ty chyba sobie ze mnie kpisz, nie? Bo tata, no jak to tak?” No nie mówi poważnie. Mówi jest tam. Tam są takie. Takie. Takie jest koło duże mówi i mam sobie jechać, zobaczyć i jeszcze raz do niego. Po raz kolejny mówię tata, no ale nie rób ze mnie, ze mnie, ze mnie jakiegoś tam wariata, bo nie pojadę tam specjalnie na rowerze. To jest tam, to jest niedaleko, bo to jest tam czterysta, pięćset metrów. No ale on po raz kolejny uparcie twierdzi, że tam jest takie koło.
No to zostawiłem swoją partnerkę, wsiadłem na rower. No i jadę. Oczywiście to tak jak mówię, to było około czterystu pięćdziesięciu metrów, pół kilometra. Gdzieś coś koło tego. Zanim się dostałem w to miejsce, no to trzeba, tu była taka droga asfaltowa ode mnie z działki przez las. Ta droga była bardzo wąska, tak żeby mniej więcej wyobrazić sobie. Ona była na szerokość jednego samochodu i co ileś tam metrów była taka przecinka, taka mijanka, żebym mógł, żeby jeden drugiemu ustąpił miejsca na drodze. No, wyjeżdżam z tego lasu i tam jest taka przepiękna, wielo, wielo hektarowa przestrzeń. No coś pięknego. Zawsze jak tam przejeżdżam, to jest taka przestrzeń.
No nic, nic. Po prostu tylko kupić teleskop i oglądasz niebo i lornetkę. I to jest coś wspaniałego. To był teren, tam były same pola, tam autostopni sobie tam ci mieszkańcy siali tam jakieś różne co roku jakieś tam raszynki czy tam nie wiem, to w tym momencie to było, to było, to było zboże. No i rzeczywiście ja jadę na tym rowerze, jadę, jadę, jadę rowerem, patrzę sobie po lewej stronie jest okrąg. Mówię kurczę, no rzeczywiście jest nie? No i tak z niedowierzaniem tak mówię tu w Kucobach to była droga, to była droga wąska między Kucobami, dojazd do ulicy Głównej z Częstochowy do Olesna. Nie wiem, jak się ta droga nazywa, jaki to jest numer drogi na, w pobliżu do miejscowości Bodzanowice, czyli z Kucok do Bodzanowic. I no rzeczywiście zobaczyłem sobie ten okrąg. Mówię kurczę, no coś jest, nie?
No rower na bok. No i tam wszedłem sobie do tego kręgu. On bardzo ładny był, taki dziesięciometrowy. Gdzieś piła rzeczywiści, no bo tak sobie teraz kojarzę, bo to trochę czasu minęło. Ale no ale to dobra. Dalej nie szedłem. Zobaczyłem, że jest. Szybko wsiadłem z powrotem na rower, żeby pojechać po moją partnerkę. Mówię słuchaj, wsiadaj na drugi rower, jedziemy. Musisz to zobaczyć.
No i tak rzeczywiście. No ale tak nie chciało jej się. No wezwałem, namówiłem, żeby w ogóle się tym zainteresowała, bo ona to miała głęboko w d. No. No ale pojechała ze mną taka sceptycznie nastawiona do tego wszystkiego. Myślała, że to był jakiś legi. Też tak myślałem na początku. No i rzeczywiście ten okrąg był po mojej lewej stronie. Jadąc drogą po lewej stronie, zaraz przy drodze. Także gdyby on był dalej, podejrzewam, że byłby niewidoczny, byłby i nikt by na to nie zwrócił uwagi.
No i. No co? No pierwsze co mi przyszło do głowy, no to mówię kurczę, no dlaczego tu nikogo nie ma? Dlaczego nikt na policję nie dzwoni? Przecież to chłopowi, temu facetowi po prostu rozwalili pole. No. On tego nie skosi. No pierwsze co mi przyszło do głowy, no nawet nie skojarzyłem tego, że to tak po prostu. No i wróciliśmy te rowery. Zeszliśmy do tego, do tego okręgu.
No bardzo fajnie, świetnie, super. Ale to na tym nie koniec, bo od tego okręgu był taki. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Był taki pas o długości około sto metrów. Tak mówię około sto, o długości sto metrów, bo ja się jeszcze interesuję okrętami. Jak byłem na Błyskawicy w Gdyni, ona ma właśnie około. Ona ma tam sto dziesięć metrów długości i jak się siedzi na rufie, stoi się na rufie, patrząc do dziobu, to mniej więcej nie wiem. Spacerkiem można przejść przez kilkadziesiąt sekund od rufy do dziobu, więc coś takiego samego było tam w tym miejscu i on był. To było szerokie. To był taki pas szerokości od tego okręgu, oczywiście pas na szerokość gdzieś około i tak jak ten mały okrąg.
Może, może, może trochę, może mniejszy. Nie pamiętam. Dziewięć metrów, osiem metrów. Długi właśnie na te osiemdziesiąt, sto metrów. Dokładnie nie pamiętam. Nie wiem. No i mówię do tej mojej. Mówię słuchaj, to chodźmy tam, jedziemy do końca, zobaczymy, co tam jest na końcu. Ona oczywiście nie, bo nie chce się tak daleko chodzić. To jest kawał drogi, a to jest.
A to zboże było tak położone jak dywanik, że można było pomiędzy glebą a tym, a tym położonym, położonym tym, tym zbożem równoległym do ziemi była taka przestrzeń kilkucentymetrowa, także można było butem normalnie się tam gdzieś zatopić.
[10:38] - To było tak jakby idealnie płasko położone. Tam nie było żadnych jakichś śladów deptania czy czegoś?
[10:43] - Nie, nie było. Właśnie to, właśnie to było dziwne i to było niewygodne dla niej, ponieważ mówi ja tam nie idę, bo to takie jest niewygodne. No takie niekomfortowe do chodzenia, nie? No i. Ale mówię chodź, no proszę cię, no chodźmy. I ona została w tym miejscu. Ja poszedłem sam. Mówię dobra, siedź tam. I ja sobie poszedłem. I ku mojemu zdumieniu, jak już byłem sto metrów czy te osiemdziesiąt metrów, bo to tak piła rzeczywiste dziesięć, piętnaście metrów w te, w te na samym końcu nagle zobaczyłem ogromny, ogromny, wielki okrąg.Chyba dwa razy większe albo nawet trzy razy większy niż ten, który był przy drodze.
I macham jej tam. Mówię chodź tutaj szybko, bo tu jest coś fajnego. Chodź, nie pożałujesz. Mówię tam w dresie, bo to tam jednak nieładnie powiedziałem w tej chwili. Zdarłem się tam, bo to trzeba, bo to jednak kawał drogi. Nie wiem, czy był wtedy wiatr, czy nie, ale pogoda była idealna. To było lato, sierpień. Nie wiem, czy mówiłem jeszcze przed skoszeniem, bo tam są potem te. To było przed dożynkami, a to zboże było bardzo wysokie. No i-i się nie chciało tam chodzić, ale jakoś ją tam namówiłem.
No ona taka fajna, dobra dziewczyna. Mówi no to dobra, to idę. No to przyszła, przylazła i jak zobaczyła ten okrąg po prostu też była w szoku. Mówi a widzisz, opowiadałem ci. Zobacz jak facetowi zniszczono pole. Ja mówię dlaczego tu nie ma policji? Dlaczego tutaj nikt się tym nie interesuje? Mówię przecież to jest niemożliwe. To jest niemożliwe. To mi przyszło od razu do głowy.
Tylko tym się tym przejmowałem, że ani było tego człowieka, który tego właściciela tego pola. Oczywiście wziąłem sobie tam jeszcze, bo to wtedy nie było dronów. Zawsze może były, ale ja nie miałem. Ja też do tej pory nie mam. Chciałem to zobaczyć, jak to musi fajnie wyglądać z góry. Przecież to jest niesamowite. Mówię a najbardziej niesamowite jest to, że nikt się tym nie interesuje. Nikt. Tam nikogo nie było. Może sobie pan wyobrazić, że ludzie przychodzili, przyjeżdżali samochodami.
Nic kompletnie. Mówię patrz, gdyby ktoś chciał to zrobić celowo, załóżmy hipotetycznie, że, że ja przychodzę i wysiłkiem pełnym robię coś takiego, nie? Nieważne w jaki sposób udaje mi się to zrobić. No to chcę, żeby to gdzieś tam było, nie? Żeby ktoś pozobaczył to, co zrobiłem, nie? Żeby nagłośnić to w jakimś tam internecie, w lokalnej prasie, gdziekolwiek.
[12:51] - No przynajmniej co najmniej właściciel pola gdyby to zauważył, to mógłby narobić radanu, prawda?
[12:57] - No dokładnie. Ale ja tego właściciela pola nie znał, nie znałem. Nie wiem kto to jest. No mówię, knuch ich tamto. No nie moja sprawa. No, no, no jest jak jest.
[13:06] - No rolnicy potrafią robić niezłą aferę już za sam fakt, że ktoś im po tym polu chodzi, a co dopiero jakieś kręgi wygniata.
[13:13] - Tak, tak. Ja na przykład tam stałem na tym w środku tego czegoś. Czy to było czy w kręgu, czy tam w tym, w tym pasie, który jest taki prostokątny był bardzo i na samym końcu. No to przecież machałem rękami, ludzie przyjeżdżali samochodami. Nic kompletnie zero nic. Jakby tak jakby się nic nie stało. To jest jakieś w ogóle dziwnie ludzie no. No ale dobra, pomijam fakt. Spędziłem tam trochę czasu. No bo ja byłem zafascynowany jeszcze pamiętam, były programy na telewizji.
Kurczę, jak ten pan już nie żyje.
[13:44] - Pan Trojanowski. Nie do wiary.
[13:46] - Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. To. To nie w telewizji, nie o telewizji mówię o internecie. Przepraszam, przejęzyczyłem się. Taki łysy, starszy pan. On chorował. On był-
[13:55] - A chyba kojarzę pan Barski. Barski.
[13:57] - O dokładnie! Barski. Barski. Ja tam sobie go kiedyś obserwowałem, tam sobie oglądałem. Lubiłem te jego opowieści. No i tak mówię, zaparłem się w takiego kurczę, nie? Takiego śm-- eksperta, powiedzmy nie? Się kupnąłem. Zacząłem tam dotykać te, te, te z te kłosy wszystkie te, te słomę całą, nie? No i co z tego, jak się na tym nie znam?
No tak bym otworzył telewizor, bym się zetknął z telewizorem i sobie go otworzył i też bym zobaczył kondensator. No i nie wiem co z nim zrobić. No tak samo wyglądałem jak idiota po prostu z tym nie. No, no i-
[14:30] - Ale tam nie zauważył pan żadnych jakby uszkodzeń tych kłosów, prawda? Żadnych jakichś złamań czegoś?
[14:39] - Już panu mówię. Nie pamiętam końcówek tego, ale to chyba no nie pamiętam, bo to już czas, czas robi swoje. Ale wiem, że zwróciłem uwagę, że one były złamane. One nie były ugniecione, to, to wiem. To po prostu daję sobie głowę uciąć. One były nie były tylko tak, tak przechylone. Jakby że to, że to. No tak, jakby ktoś nie wiem, no, no przechylone. One były, tak mówię ta od ziemi do, do tego poziomego, do tej podłogi takiej, do tego dywaniku. To one to, to było.
To było kilka centymetrów. One były połamane, one były złamane, one nie były tylko położone. I do mnie tak mówię kurczę, tak dlatego tak się niewygodnie chodziło po tym. Bo gdyby to było, gdyby to było, gdyby to leżało, no to wiadomo, że się idzie tak, jak się idzie. No, to jest położone fajnie, ale ta noga się normalnie tam do tego środka, gdzie się tam, gdzie się tam wpychała, musiałem tak chodzić tak bokiem, no jakby jak na nartach się chodzi o pod górę, nie? No to tak lekko tymi, tymi stopami. miała takie buty, takie, takie, takie tenisówki czy coś tam. No to w ogóle tam. Dlatego nie chciała tam iść, nie? No, no i wracając do tematu, mówię to słuchaj, to trzeba by jakieś zdjęcie zrobić.
No bo to trzeba, wiesz, to trzeba ludziom pokazać. No bo przecież jak to takie coś, nie? I to się, to się zdarza, to, to jest raz na rok komukolwiek w ogóle. No mamy cholerne szczęście, mówię. No i sama stwierdziła, że rzeczywiście to jest niemożliwe, żeby ktoś, żeby ktoś to po prostu zrobił. No to, to było nie do pomyślenia. Aha, i jeszcze jedna rzecz. Myślałem sobie, że tam gdzieś w dalszych częściach tego, tego pola może, może są jakieś mniejsze takie gdzieś te ślady, nie? No i tak ja mam metr osiemdziesiąt. Stojąc na palcach no to te pięć centymetrów zyskałem może więcej nie.
No i były takie, ale to ja nie wiem czy to nie były legi. Nie daje głowy, ale były takie. Takie malutkie, takie, takie, takie jakby otoczka takich, takich, takich jakby to było jakieś. To były takie no dwa metry na przykład na półtora metra, takie kwadraciki, takie, takie dziwne. Ale to ja mówię to, to ja tego już nie widziałem, bo musiałbym, musiałbym wiesz wyskoczyć no przynajmniej na, na wysokość dziesięciu metrów, żeby określić, czy to było równe, czy to było, czy to był lek, czy to był, czy to wiatr zrobił. Tego nie wiem. Tego nie wiem już no. Miałem taki aparat telefoniczny. Ponieważ ja nie jestem, jestem starej daty i nie lubiłem tych smartfonów nigdy do tej pory. Został.
Miałem taką starą Nokię, taką, ale można było aparat. To nie była ta trzydzieści czy coś tam, tylko to już była taka, że taka cieniutka na knefle, na knefle, przepraszam na przyciski.No i mówię: no to stań sobie o tym w tym kręgu. Ja ci zrobię zdjęcie, będę ci robił zdjęcia. No i dobra. I to w ten moment trochę zdziwiony, zdziwiony byłem czymś takim, że kiedy naciskam na ten, na ten przycisk, on reagował z opóźnieniem. Wtedy trzeba było wejść w telefon do menu, z menu, potem do funkcji telefonu, wybierz aparat. No i tak dalej, i tak dalej. To nie było tak, że ja to miałem na ekranie. Nacisnąłem na smartfonie i już mam zdjęcie, nie? No i sam ten przebieg tego...
Ja zrobiłem te zdjęcia, bo tylko nie skojarzyłem, że to mogło być coś, coś. No nie wiem, może to jest mój wymysł, nie mam pojęcia, ale on ten telefon nigdy nie reagował. Naciskałem jeden przycisk, zanim on zareagował. Moja niecierpliwość, bo ja jestem bardzo taki niecierpliwy i mówię kurczę, to jak to, co jest grane? Nacisnąłem na inne. No to zanim nacisnąłem ten inny, to już ta wcześniejsza komenda mi się dopiero wyświetliła. Także nie mogłem, nie mogłem. Musiałem być bardzo cierpliwy i czekać, aż się to załączy. No udało mi się zrobić zdjęcia. Tam była.
Mówię będę miał dowód, mam świadka. Moi rodzice, mój tata, bo mama to nie wiem. Mój tata potwierdzi. No bo on mnie wysłał tam na tym, nie. No i tak sobie historia tak naprawdę została zapomniana. Ja się zacząłem chwalić znajomym tam wszystkim wysłucha-
[18:21] - A jak się ten telefon zachowywał, jak już wyszliście z tego kręgu?
[18:24] - Nie pamiętam, nie pamiętam. Nie zwracałem na to uwagi.
[18:28] - Ale potem jakoś wrócił do normalnego działania, prawda?
[18:31] - Tak normalnie. Tak normalnie wszystko działało. Tylko że bo ja mnie bardzo zastanowiła ta opieszałość tego telefonu. Nie że on głupiał, bo on nie głupiał. On, on się zachowywał normalnie. Tylko że bardzo długo trzeba było czekać na komendę, którą mu tam zadałem poprzez te przyciski, nie? No i musiałem, ale dopiero, dopiero po jakichś tam dwóch minutach zorientowałem, że trzeba długo, długo czekać, bo na początku byłem bardzo niecierpliwy i zacząłem. Zacząłem tam mieszać na telefonie i cuda wianki. Zresztą jasno było bardzo, bo to był, to był bardzo słoneczny dzień i trzeba było na tym wyświetlaczu też guzik widziałem i to było bardzo takie no niekomfortowe, nie? No niemniej jednak taka sytuacja nastąpiła.
Dopiero później skojarzyłem, że to mogło być coś tam w tym, w tym jakieś pozostałości jakiejś tam elektromagnetycznej, ale nie znasz się na tym. Ale to było później taka moja. No i teraz, teraz dobra. No ja zrobiłem te zdjęcia. Oczywiście jeździłem tam do tego, do tego miejsca wielokrotnie w tym samym dniu. No ale nic się nie działo. Obserwowałem. Nie, bo tak jak mówię, no szkoda, że nie miałem lepszego telefonu. Podzieliłem się tą informacją ze wszystkimi, z którymi miałem kontakt na wsi. Oczywiście.
No fajnie. Tyś jest taki sraki. Mówi: ty jesteś. Ty jesteś chyba niepoważny. Ja takie co ty tam to wiatr zrobił to. I pokazuję te zdjęcia. Mówię nie chce wam się jechać. Możecie sobie wyobrazić, że tym ludziom nawet się nie chciało tam jechać, zobaczyć to, tego czegoś? No to po prostu to było chore. Mówię ludziom: słuchajcie, to jest ważniejsze kurde niż, niż nie wiem, postawienie tui na działce.
No jedźcie, to zobaczcie, jedźcie. Macie trzysta metrów. No, no dobra, pojedziemy se tam. No i tyle. No i taka była reakcja wszystkich ludzi. Pojechałem, ponieważ na Kucowach jest jedna oberża. O! Tak staromodnie. Tam można sobie zjeść, można sobie napić się piwka i tak dalej. A to se pojechałem tam, ponieważ mówię na pewno tam coś wiedzą, jak to w każdej takiej wsi tam wszyscy o wszystkim wiedzą.
No to mówię, to pojechałem tam, mówię no, no i pytam się tej pani, tej właścicielki, mówię, że coś takiego zaistniało i ten. A ona: co ty, to, to ty nie masz pojęcia co wiatr potrafi zrobić z tymi ze zbożem, nie? Ja mówię no ale to... Ona mówi to legi są. Ja mówię no dziewczyno, to jedź. Ale ty widziałaś to w ogóle? Codziennie tam przyjeżdża, bo do sklepu jeżdżą ludzie tamtą drogą, nie? Tam Dino jest, to tam jeżdżą sobie do sklepu. No ale to widziałaś to? No nie widziałam, ale to na pewno nie jest.
To na pewno nic takiego. No ja mówię: a ktoś mówił? Ktoś tutaj przychodził z miejscowych na piwo czy coś tam? Nie wiem. No to nikt nic nie zauważył? Nie, nikt nie zauważył w ogóle. No i dałem sobie spokój. No i to była historia, którą zakończymy teraz, bo to nie ma sensu dalej o tym opowiadać, bo nic takiego nie wiem co. Chyba że ma pan jakieś pytanie do mnie. Myślę, że to jest.
Zostawiłem temat, no bo nie było sensu nawet z kim rozmawiać. No przyjechałem do Katowic, pokazywałem zdjęcia swoim znajomym, szefowi, no to tam wszystkim, z którymi miałem kontakt.
[21:25] - I zawsze reakcja taka sama.
[21:28] - To nie to. Co to jest? No a to takie tam, takie tam coś. No, no, no i gadaj z ludźmi. No na ten temat. No nie da się. Po prostu się nie da. Mówię, że to jest. Ty tam to wiatr zrobił coś tam. Ale zobacz, to masz.
To ewidentnie jest. Zobacz, jakie tu jest fajne okrąg. Zobacz, jakie to jest wszystko-
[21:45] - No to musiałby być bardzo precyzyjnie wiejący wiatr, żeby to tak jakby oddzielić ten krąg, żeby taką, taką jakby precyzyjnie to wszystko położyć, żeby nie położyć obok tych, tych źdźbeł.
[21:59] - Zgadza się, ma pan rację. Ja to oczywiście wszystkim mówiłem. To sama, ta sama była reakcja, jak pan do mnie. Tak samo ja powiedziałem tym wszystkim znajomym o tym. Ale mówię tak słuchajcie, dobra, niech to zrobił wiatr, ten okrąg, ale co z tym prostokątem? Co z tym prostokątem? Tym stumetrowym na dziesięć metrów szerokim prostokątem, idealnie równym. Oczywiście nie wziąłem miarki, nie mierzyłem tego. No bo to musiałbym mieć już coś z głową. No chętnie bym to zrobił, ale nawet nie miałem takiej długiej miarki.
No ale to widać było, że to było równiutkie. No idealnie prosto. Ściany prostopadłe. Mówię no i co na to powiecie? A no i gadaj z głupim. No. No dobra, było, minęło. Minął... Nie wiem, czy to było w tym samym roku, czy w następnym. Ciężko mi teraz powiedzieć, bo po prostu nie wiem.
Jechałem sobie tą samą drogąTe kręgi oczywiście już ich nie było. Tam było skoszone wszystko. Te echo, ten właściciel. Ja go nawet nie poznałem, bo tam nie, nie nawet nie miałem okazji z nim rozmawiać, bo ja nie wiem, czy oni tam koszą czy nie. Nie mam pojęcia. Olałem sprawę w każdym razie. Zostawiłem to na boku. Jadę sobie pewnego dnia. Tylko nie pamiętam, czy to było w tym samym roku, czy w następnym. No i na tej samej drodze, jadąc już w kierunku mojej działki rowerem właśnie nie pamiętam, czy wtedy miałem już tą hulajnogę, bo to jest bardzo istotne dla mnie, ponieważ to jest taki wyznacznik czasowy.
Ja kupiłem taką hulajnogę jak ktoś nad morzem jeździ taki, taką, taką dwumiejscową z takimi długimi oponami, żeby do lasu, żeby tam nie płoszyć zwierząt, a żeby nie no nie motorek, tylko po prostu, żeby to było cichutkie. Ja bardzo lubiłem po lesie sobie jeździć tak, znaczy po lesie, w sensie takim po drogach leśnych, a nie tam po lesie. No i teraz wiem, że ja ją kupiłem chyba cztery lata temu i to jest taki mój odnośnik czasowy, bo nie mam takiej pamięci dobrej. Chyba miałem wtedy jeszcze rower. Tak. Ja no to nieistotne. Dobra, jechałem sobie czy na rowerze czy na tej hulajnodze nie mam pojęcia. Po prawej stronie, dwieście metrów od, od tego miejsca, które było tam z tymi kręgami przy drodze asfaltowej po prawej stronie, jadąc ku mojej działce leżała sobie świnia. Normalnie świnia, tak jakby no świnia sobie leży przy drodze. Tu był las.
Mówię kurczę, no co jest? Widok niefajny. Jaki trzeba być skurczybykiem, żeby takie coś zrobić, nie? Żeby to wyrzucić świnie na drodze przy drodze. No przy asfalcie leżała, przy tej wąskiej drodze właśnie, którą o której mówiłem poprzednio. Mówię no, no świnia leży. Ale tylko, że co mnie, co mnie w tym wszystkim uderzyło, to tak, jakby ją ktoś umył. Ona była czyściutka. Ona była ta skóra nie była brudna. Nie była, nie była jakby.
No normalnie była czyściutka. Nic jej nie brakowało. Ja długo na nią nie spoglądałem, bo nie lubię tego widoku. To nie było przyjemne. No i podjechałem do domu. Mówię tacie, mówię: Tato, słuchaj, tam ktoś świnię porzucił, nie? A bo tu chodzą takie różne dziwne. Może tam ktoś ją porzucił i w ogóle i coś tam. Ja mówię no ale ona była czyściutka. Zobacz sobie.
I ta świnia leżała dwa dni, dwa, trzy dni, zanim ktoś ją usunął. Czyli ludzie tam ludzie często przyjeżdżają ze wsi do tego, do tego sklepu i to musieli widzieć. No oczywiście znowu poszedłem do tak zwanej w cudzysłowie oberży i mówię tej pani znowu za ladą, tej właścicielce, że tam leży świnia. Tak, to ktoś ją porzucił, bo coś tam na pewno nie wie. Ona nie wie. Nikt nic nie wie. Mówię no kurczę, no dziwne to wszystko, nie? No dobra, a dlaczego o tym mówię, o tej świni? Bo to. Bo to jest według mnie jakiś kontekst, do którego zmierzam.
[25:16] - Czyli nikt do tej świni się, że tak powiem, nie przyznał tak?
[25:19] - Nikt. Nikt się do niej nie przyznał, nikt nic nie wiedział. No ja nie wiem, czy ja jestem jakiś popieprzony, że ja widzę. Mam takie świnie widzę, a inni nie widzą. No nie wiem. No może ja no pijany nie byłem. No sorry. No ja rany też nie byłem. No to po stworze. No ja nie używam.
Ale i teraz tak. Druga sprawa. Minął rok. Minął rok. Jadę sobie na tej hulajnodze, którą kupiłem sobie tam, tam, żeby sobie wieźć.
[25:44] - A że tak jeszcze wrócę do tej świni. Czy poza jej czystością nie było niczego takiego, co przykuło pana uwagę?
[25:52] - Nie, ponieważ ja nie lubię tego typu widoku i nie przywiązywałem. Nie chciałem długo na to patrzeć. Po prostu spojrzałem na to. Stanąłem przy niej i tylko mnie zastanowiła ta czystość jej. Ta jakby. No tak jak mówię, no to jakby ktoś ją. Ktoś ją umył. No mówię, no gdyby ona się tam. Nie chcę za dużo o niej gadać, bo teraz, bo pewnie do czegoś zmierzam w ogóle, ale powiedzmy pomijam temat teraz. No i jedziemy dalej.
Ktoś ją potem tam usunął i tam jej nie było. Nie wiem, może leśniczy tam podejrzewam. Minął rok. Znowu tam jestem. Ja tam cały czas jestem. Zimą, nie w zimę. No ale to minął. Minął chyba rok. Po zimie już taki ten już był. Chyba też lipiec, sierpień, coś takiego.
Jadę sobie tą samą drogą, tylko że w kierunku tak bym w kierunku jechał od działki znowu do tych kręgów, których tam ja mówię do kosmitów, bo ja zawsze co roku jeżdżę, żeby zobaczyć, czy są kosmici i się uśmiejemy z tego miejsca. I nagle niech pan uwierzy przy tej samej drodze, jakieś sto metrów od tam, gdzie była ta świnia, tylko że po prawej stronie teraz leżała sarna. Mówię kurczę, co tu się dzieje? Co tu się wyprawia? W zeszłym roku świnia, w tym roku, w następnym roku sarna. I to, co było dziwnego w tej sarnie ona leżała sobie bokiem, nogami, nogami, którymi tam naciskami. Co tam, co tam ma nią to zwierzę? W kierunku równoległe, równolegle do drogi, w kierunku drogi, tej asfaltowej, a na końcu szyi nie było głowy. Głowa była oddalona od tej szyi jakieś trzydzieści centymetrów. Przystanąłem tam zdziwiony.
Mówię kurczę, to nie ma. Ona tak jakby była ucięta. Nie było żadnej krwi, nie było nic. Widok nie był przyjemny. Taka malutka główka. Znowu jakaś młoda była młodziutka. Nie wiem. Taka w ogóle. Ja bardzo lubię te zwierzęta i żal mi się zrobiło. Tylko zastanowiło mnie dlaczego.
Bo myślałem sobie, że ktoś pewnie samochodem jechał i tam często tam dużo, bardzo dużo jest tych sarenek różnych. Ludzie jeżdżą samochodami, mówię to może ktoś ją potrącił i odpadła jej ta główka, nie? No ale przecież tak sobie pomyślałem. Przecież jakby odpadła główka, to by leżała kawałek dużo dalej, nie? To raz, a po drugie-
[27:56] - No i nie byłoby takiego odcięcia, prawda?
[27:58] - Nie byłoby tego odcięcia. Zawsze jest ten taki, ten taki, taki skłaczały, taki taki. No coś tam.
[28:04] - No tam ślady prawda widać wyraźnie byłoby, żeby że to było urwane, a nie odcięte, tak?
[28:10] - Tak. I teraz pomyślałem sobie, że tak. No wilków tu nie ma, to pomyślałem, bo ta głowa była ucięta przy samej głowie, przy samej ta szyja była jakby szyja była bez głowy, ale przy samej nie była w połowie ucięta ta głowa z tą szyją z kawałkiem szyi, tylko ona tak jakby była jakieś może trzy centymetry szyi i tak ona sobie leżała trzydzieści centymetrów. Ta kartka papieru ma trzydzieści centymetrów. Tak sobie porównuję. Tak leżała sobie przy tym. No to przecież gdyby samochód wjechał i urwałby jej tą głowę, no to przecież to by było frugałaby tam, nie wiem, na dwa kilometry, a ona by nie leżała obok. No i to mnie zdziwiło. I teraz znowu do czego zmierzam? Skojarzyłem to z jednym faktem takim.
Znowu minął. Nie wiem, czy to było w tym samym roku. To by musiało być. Już miałem tą hulajnogę. To już by musiało być dwa tysiące, chyba dwudziesty trzeci już tak. No. Godzina dwudziesta trzecia. Moi domownicy, czyli rodzice i moja już poszli sobie spać, pogasili światła, a ja tak sobie zawsze siedziałem wieczorkami. Lubiłem patrzeć na niebo, bo tam bardzo ładne niebo jest, mimo że postawili mi lampę taką z Urzędu Miasta, taką, że mi trochę tam przeszkadza. No ale to niebo jednak jest bardzo ładne.
No i papierosa sobie paliłem. I teraz sobie pan wyobrazi coś takiego. Stoję sobie. Cisza. Tak jak na wsi. Nic tam się nie dzieje. Stoję tyłem do, do mojego domu, do, do wejścia na tarasie po lewej mojej stronie, w odległości tego domu jakieśSiedem metrów jest płot, siatka ogrodzeniowa. Zwykła taka chamska za komuny co była, taka drobna, zielona. Za tą siatką jest droga szutrowa, za drogą szutrową jest pole i za tą siatką była, tak mówię, postawili nam jakiś czas temu latarnię taką wysoką, ledową. Także ja tylko miałem wgląd na tą drogę szutrową i troszeczkę tego, troszeczkę było widać tego, tego pola tam dalej.
Tam nie było nic zasiane. To było tak, bo tam jest ziemia klasy szóstej. Te najgorsze tam, tam nic nie rośnie, tam, tam nawet, nawet grzyby nie chcą rosnąć, nawet, nawet dżdżownice nie łażą. To po prostu to jest dziadostwo. Tam nie było żadnych, żadnych chaszczy, nic takiego. Tylko taki, taki górek.
[30:14] - Taki nieużytek.
[30:15] - Taki nieużytek. On był taki płaściutki. No ja sobie tak palę tego papierosa i niech se pan wyobrazi kątem oka nie widzę tego, bo to było tak szybko, że nie, nie, nie, nie byłem w stanie tego, tego zidentyfikować. Spadło coś z góry, oświetliło trochę ta lampa, oświetliło to coś. Ja nie wiem, czy to jakieś zwierzę, nie mam pojęcia. Było to jasne. Jak to oświetliła ta lampa i był taki, takie uderzenie w ziemię, takie jakby takie głuche, takie, takie, takie nic nieznaczące, takie zwykłe uderzenie w ziemię. Mówię kurczę, co jest? Nie? Co to było teraz?
I nie minęło kilka sekund, jak wydało to z siebie taki odgłos oddechu trzykrotny. I to jest właśnie ten cały kurz, czy bajer, do którego zmierzam. To coś spadło jakby z góry. Spadło? Nie wiem. Zleciało. Nie wiem. Nie mam pojęcia. Było to cienkie, bo to kątem oka. Ja tego nie widziałem, bo moje, moje, mój wzrok był tak jak pan patrzył na wprost.
Widzi pan obiekt tak w samochodzie pan jedzie, a po lewej stronie ma pan słupek z tego samochodu, czyli widzi pan ten słupek, ale nie niedokładnie, bo ma pan wzrok skierowany na drogę. To samo miałem właśnie wtedy. Tylko zamiast tego słupka coś mi zleciało z góry. Jak to uderzyło w ziemię? Taki głuchy odgłos tak w ziemię, tak jakby coś do piaskownicy ktoś wrzucił. Tak, tak, tak. No i po czym? No trzy oddechy. I teraz niech sobie pan wyobrazi oddech był tak ogromnie basowy, jakby mi ktoś włączył kino domowe w kinie i, i taki basowy, chamski. Ja po prostu stanąłem jak wryty i tego już nie widziałem, bo ta lampa to było poza obrysem tego światła z tej lampy.
Tego już nie widziałem. Mało tego, nie mogłem widzieć, ponieważ mam choinki po lewej stronie i to mi zakrywało ten, ten widok na to. Gdyby tych choinek nie było, pewnie bym to zobaczył to coś. Ja bym to chętnie panu teraz przedstawił głosowo, ale ma pan słuchawki na, na uszach pewnie.
[32:08] - Tak.
[32:09] - I mógłby się pan z lekka przestraszyć. To był bas. No coś niesamowitego. No, no to ja w życiu, ja słyszałem tam zwierzęta jak tam wyją, jak tam te, to sarny i te wszystkie inne rzeczy. No to, to w ogóle no to jest nie do opisania. No.
[32:25] - To był taki głęboki, chrapliwy odgłos, taki.
[32:28] - Tak! Oddech. O tak, dokładnie. Oddech. Oddech. Ale taki basowy. Tak, jakby ktoś się zmęczył. Tak, jakby ktoś był bardzo zmęczony. Jakieś bardzo zmęczone zwierzę po wysiłku fizycznym trzykrotnym. I teraz już nie pamiętam, czy to teraz już nie wiem, czy to leciało do góry, czy nie.
Nie pamiętam, bo mógłbym zmyślać. Nie wiem. Wtedy byłem pewny. Teraz już nie. Teraz już nie wiem. Po prostu rozmyśliło mi się to. Pierwsze co zrobiłem obudziłem wszystkich domowników. Wszystkich. Jak leci matkę, ojca. Mówię chodźcie, słuchajcie, coś tutaj jest.
Coś tu się dzieje. Bo mówię wstawajcie, kurde, chodźcie. Oni pobudzeni. Ja mówię słuchajcie, podszedłem potem, bo jak już byłem z nimi, no to już byłem taki bardziej pewny i większy, większym chujlakiem byłem. Już także miałem kogoś tam za sobą, za plecami, że w razie gdyby coś się stało, no to mam świadków i ktoś mnie tam. No i nie było nic. Przychodzę, patrzę to puste pole, nie ma nic. Ja mówię tata, kurczę, no uwierzcie mi. No, no to, to było niesamowite. Z góry coś spadło.
No z góry, ewidentnie z góry. Nie, nie poleciało coś na pewno. Znowu ci się coś wydawało. Ja wam udowodnię. I teraz tak wstajemy rano. Oczywiście śniadanie i wszyscy razem przy jednym stole. Śniadanie. Facet idzie z psem tam z tyłu, bo tam okno miałem takie duże okno, takie, takie dwumetrowe. No i mówi: zobacz, tam idzie pan z takim białym psem. A tu mówisz to jest jasne coś takie białe było.
No to jest to! To jest ten pies, widzisz? Mówi tata no nie rób se ze mnie. Sam mi pokazywałeś te, te, te kręgi w zbożu, a teraz mi nie wierzysz, że ja coś widziałem. No ja ci udowodnię. Wstałem z tego miejsca, przerwałem to śniadanie, bo nie dawało mi to spokoju. Mówię tata, idę zobaczyć to miejsce. Tam muszą być jakieś ślady. Oni sobie dalej konsumowali ten posiłek. Ja już taki zniecierpliwiony poleciałem szybko.
Ubrałem się i stałem sobie tak pod tym kątem, jak stałem tam właśnie. To mój widok, który był. No i rzeczywiście, patrzę, były trzy ślady. Może sobie pan wyobrazić trzy ślady. Tylko te ślady były, tylko trzy były. I to nie były, to były ślady, jakby dosiedliście ktoś z góry. Bo one były wbite tak jakby jak kopyto. O! Coś na zasadzie kopyta, kopyto. Tylko że kopyto jest płaskie takie.
A to było tak wbite. Jeden, jedno kopyto od drugiego było w kształcie trójkąta. Znaczy więcej nic nie znalazłem tych śladów. I one były wbite w ziemię. I bo tak już mówię, ta ziemia, która tam była, to ona nie była porośnięta żadnymi. To była łaźnika, bo jeszcze było, bo jeszcze było wilgotno i chyba po deszczu jakimś. Znaczy nie deszczu, to nie był deszcz, to była taka tak wilgotno i ta ziemia-
[35:10] - Taka mszawka, prawda?
[35:11] - Tak, coś takiego. Ale, ale to nie było na tyle mocne, żeby to w ogóle miało wpływ na... Żeby to zmyć te ślady albo cokolwiek. To było takie, taka wilgoć i nie było, ta ziemia nie była porośnięta niczym. I mówię tata, mówię tata, chodź, mam te ślady, musisz zobaczyć, musisz, musisz to zobaczyć. No musisz to zobaczyć. No i oczywiście no musiał przerwać. No bo ten posiłek. Poszedł ze mną tam. Reszta, reszta domowników dalej spożywała, delektowała się tym jedzonkiem.
No ale tata no przerwał to. Poszliśmy tam za bramę.No i patrzę, mówię: no widzisz, zobacz. I tak, tak stoję teraz na przykład, bo teraz akurat jak z panem rozmawiam, to ja stoję i trochę się tym poniosłem za bardzo. Także niech się pan tam na mnie nie gniewa, że ja tak. No i to tak był jeden ślad wbity kopyto. Znaczy ja to tak porównuję, ale na samym środku był taki jakby taki pazurek, pazurek, taki, taki, taki, takie, takie jakby no widać było, że tam, że to jakby miało jeszcze jakąś odnóżkę, taką malutką i pomiędzy jednym a drugim to tworzyło takie trójkąt, może nierównoboczny, ale pomiędzy jednym a drugim było śladem około, co mnie bardzo zdziwiło około dwóch metrów, że to nie były ślady takie, takie, takie tak jak się idzie na przykład jakaś postać dwunożna czy tam nie wiem, dwunożna. I te ślady są obok siebie. Nie, to był jeden ślad wbity. Potem był następny bok tego trójkąta. Ten wierzchołek to, to było jakieś dwa i pół metra, może nawet.
No, ja musiałem szukać tych śladów, bo to mówię kurczę, to jak to jest? Mój ojciec mówi do mnie znowu: no słuchaj, przecież jak zwierzę biegnie, no to przecież jak to, to ono tam, to ono tam galopie, no to przecież to nawet może zrobić lady, nie wiem, pięciometrowe. Nie, że tak. Mówi tata, ale zwierzę ma cztery nogi. A co to jest? Mówię. No mało ci dowodów. Kłamię cię? Mówię chłopie, no przecież, no przecież ci nie robię w konia. Ja tam bym was wszystkich budził.
I to jest dowód na to, że coś tu było. I teraz sobie skojarzyłem później te zwierzęta, które, które były przy tej drodze. Ja nie wiem, czy to jest mój, moja hipoteza. Tak sobie to skojarzyłem. Mówię kurczę, może to, może to, to zwierzę było. Może miało może to co? To, co spadło z tego. Bo to było ciemno. To była dwudziesta trzecia w tamtej, nie dwudziesta druga. To, co spadło, to może to miało coś wspólnego z tymi zwierzętami, które ja widziałem martwe na tej drodze.
Opowiedziałem to natychmiast takiemu znajomemu też, który tam ma działkę. No tam. No możliwe. Oczywiście. Tam. No fajnie, fajnie. Nie no super, super. I w tym samym dniu on wyjeżdżał. Wyjeżdżał z tej działki, pozamykał wszystko i nagle telefon do mnie dzwoni. Dzwoni do mnie ten człowiek.
No załóżmy, że to jest pan, pan, pan Michałek. No pan Michał. No nie będę mówił tam jego imienia. No i ten człowiek mówi do mnie: słuchaj, jadę teraz z dziewczyną, wyjeżdżam z działki i patrzę, kurczę, stoi coś na drodze i to poleciało do góry. Mówi: to było wielkości człowieka. Ja mówię: jak? Michał, chciałem powiedzieć. Mówię Michał, słuchaj, ty mnie w konia robisz. Dobrze wiesz. No te moje opowieści twoje, to ja nie wiem, jaką ty masz wybujałą fantazję, ale mówię kurczę, no nie wierzę ci nie, jakby, jakby teraz na opak nie, na odwrót.
No to ironia losu. Nie, ja mu nie wierzę. Ja opowiadałem, on mi nie wierzył. A teraz on mi opowiada, ja mu nie wierzę, nie. Ale to tylko z tego powodu, że. Że oni, że myślałem, że on sobie ze mnie nie żartuje. Ja mówię słuchaj, powiedz mi, o co tu chodzi. Mówi postać to było jakieś. To było na drodze szutrowej, takiej między-- międzyleśnej, bo tam ma tą działkę. I tam postać była wielkości człowieka.
No mówię słuchaj, ale to jest. No i ja mówię no to pomyślałem, że to powiem, bo to nagle się wzbiło do góry i poleciało. I on mówi do tej swojej koleżanki, z którą tam był dziewczyny. Mówi słuchaj, patrz, zobacz, co to jest, nie? Ale ona tam oczywiście patrzyła sobie jakieś tam nie wiem, chorągwie. No, no, no to i koniec. No i tego już nie było. No, do tej pory się go pytam, zanim do pana zadzwoniłem. Mówię ja mówię słuchaj, ja będę dzisiaj rozmawiał z kimś, kto się tym zajmuje, mówię. I czy to była prawda?
Powiedz mi, potwierdź mi to, bo nie chcę z siebie zrobić wariata. On mówi nie, naprawdę to widziałem i było. Już panu mówię następną rzecz. Ja dzisiaj wróciłem właśnie z kucom z działki.
[39:17] - Czy udało mu się zauważyć jakieś szczegóły wyglądu tej postaci, czy po prostu-
[39:21] - Nie, to było daleko. To było sto metrów od niego, gdzieś jakieś. To było sto metrów. To było sto metrów. Osiemdziesiąt metrów od niego. Ale to było. On nawet nie wiedział, co to jest. On myślał, że tam coś stoi, ale to myślał, że jakiś taki. Nawet nie skojarzył to, że to może być jakieś stworzenie. Coś zaszyła rusa, do góry poleciało i ze skrzydłami to było.
[39:41] - I to było, i to było jakoś rozmiaru z tego, co pan mówi do dorosłego człowieka, tak?
[39:46] - Tak! Do dorosłego człowieka. Dlatego ja mówiłem a ja też. Ja też to widziałem. To, co ja widziałem kątem oka, to też było takie duże. I to było szczupłe i troszkę to oświeciły. Tak mi się wydawało, że to było szczupłe, że to nie było masywne. To coś było szczupłe, długie, ale ja nie widziałem kątem oka nawet tych, tych, tych, bo tam było za ciemno. Nie widziałem skrzydeł, nie wiedziałem, nie miałem pojęcia. I to było jasne.
[40:10] - No i tutaj też, tutaj też bardzo mocno zwraca uwagę siła tego głosu, który pan opisywał.
[40:17] - Tak, tak.
[40:17] - Ten taki.
[40:19] - Taki basowy, dokładnie oddech, basowy oddech, taki jakby, jakby, jakby jego struny głosowe były, nie wiem, dziesięć, dziesięcio, pięćdziesięciostukrotnie większe, dłuższe, grubsze niż, niż. No tak. No nie wiem. No nie chcę tam tak mówię. No tego naśladować, bo się mogą ludzie przez pułapki wystraszyć.
[40:41] - No już mniej więcej po tym, co usłyszeli z mojej strony, to będą już wiedzieć, czego się spodziewać w takich sytuacjach. Tak? Ale jakie to musiało być? Jakie to musiało być potężne dźwięk, prawda?
[40:52] - Tak.
[40:52] - Bo mnie tak, mnie tak słychać, bo ja jestem jakby napędzany przez mikrofon. A skoro pan słyszał to tak głośno, z taką siłą, z takiej dużej odległości, to jednak musiało to być coś no dużego.
[41:04] - Samo zjawisko, samo zjawisko tego widzenia kątem. Coś, co wpadło z góry na dół. Mnie tak nie, nie podnieciło, jak, jak to, co się później stało właśnie z tym głosem. To potwierdziło to, że to, że to po prostu spadło. Rzeczywiście, że to mi się nie zdawało. Relacja tego człowieka i teraz mówię jeszcze byłem tydzień temu również, bo ja tam jeżdżę co tydzień i tata mówi do mnie mówi: słuchaj, wiesz co?Bo on czasami spać nie może. To jest człowiek siedemdziesięcioparoletni, jest trochę schorowany. No i budzi się po nocach. No noce nie śpi tam i tak dalej. No i to mówi: "Słuchaj, wiesz co?
Wstaję, kurczę, w nocy i patrzę przez okno i coś przeleciało takiego ogromnego." Mówi: "To było, to było tak ogromne." Mówi, że szok. Ja mówię: "Tata, ale widziałeś jakieś szczegóły? Coś, coś?" Ja mówię: "Widzisz, śmiałeś się ze mnie. Jednak coś tu, coś tu kurde jest w tych kucobach." No przepraszam, że tak miałem. Tak nie powinienem. Przepraszam. Coś tu, kurczę, coś tu, coś tu jest na rzeczy. Mówię: "No tata, widzisz, śmiałeś się ze mnie." On mówi: "No widział coś", ale z nim się nie da długo rozmawiać, bo on się potem denerwuje. Ja tam próbuję czasami z nim o czymś. No on tam czasami widzi jakieś postacie w ogóle w tym pokoju swoim.
To jest w ogóle inna bajka. Ten człowiek jest taki trochę... On jest poważny. On jak coś, on rzeczywiście widzi takie rzeczy, to już jest po tym, jak to Night Visitors, tak? Coś takiego. Ja mówię co to jest-
[42:28] - Bedroom Visitors.
[42:30] - Bedroom. No dokładnie tak i on też. Ale to już jest inna działka. Ja mówię o tych... I tak sobie skojarzyłem z tymi właśnie, no właśnie to, co się potem wydarzyło po tych kręgach. Ja sobie skojarzyłem, że to był jakby początek, bo przed kręgami nic się nie działo, nic kompletnie, tak by. Ja patrzyłem sobie, nawet sobie kupiłem lornetkę taką siedemdziesiątkę, żeby sobie oglądać samoloty, niebo, tam jakieś gwiazdy, tam te, te, te. Nawet można było zobaczyć te Książęce Jowisza, takie maczupenki, ale było widać. Kupiłem sobie potem teleskop. No rzeczywiście warunki tam są świetne do oglądania, ale nic nie było, nic się nie wydarzyło.
I jeszcze jakby druga rzecz osobna. Nie wiem jak to wszystko ująć w jedno słowo, bo to jednak przestrzeń, przestrzeni lat to, to też robi to, że nie da się tego tak opowiedzieć. No da się opowiedzieć, ale taki efekt to nie jest w ciągu pięciu minut. Druga rzecz bardzo ważna. Kupiliśmy działkę obok z moją partnerką. No i tam postawiliśmy sobie taki domek holenderski. No i tam, ponieważ ja mam dużo czasu, właśnie mam więcej czasu wolnego niż ona. Ja czasami tam sobie sam przyjeżdżam i coś tam sobie robię, majsterkuję i takie tam różne. Kupiliśmy sobie takie jacuzzi dmuchane. Taka moda teraz trochę Carringtonów za dwa złote można, można sobie użyć takiego życia.
No i ponieważ to było w zeszłym miesiącu, to pierwszy raz widziałem coś takiego w ogóle. W zeszłym miesiącu, co to było? Wrzesień, nie? We wrześniu. No już były takie te, te, te pora o dziewiętnastej już była taka dosyć. Tam jest taki wygwizdów u mnie na tej działce, na drugiej. To jest dosłownie dwieście metrów od mojego domu, tam przy tej drodze właśnie co się jedzie. To to uch powiedziałem przy tej drodze, tylko że ona jest taka długa. No i teraz godzina. Czekałem na dziewiętnastą, bo tam jest taki wygwizdów, że w ciągu dnia przy takiej temperaturze we wrześniu jest zimno.
Ale włączyłem, załączyłem sobie te jacuzzi na zewnątrz, żeby sobie, żeby się wykąpać. Zawsze czekałem na godzinę dziewiętnastą, bo nie wiem dlaczego, ale o dziewiętnastej przestaje wiać wiatr. Po prostu jest cisza, flauta. Bardzo fajnie się wtedy siedzi i tej temperatury tak się nie odczuwa jak się wyjdzie z tego jacuzzi na zewnątrz, zanim się tam do tego domku się nie wlezie z powrotem, nie? No i była dziewiętnasta godzina. Niech se pan wyobrazi. Siedzę sobie tam w tym jacuzzi. Te bąbelki sobie tam gdzieś bulkają. Piękne niebo, te cudowne niebo, czyściutkie gwiazdy, samoloty. Świetnie.
Na chwilę patrzę. Ukazał się rząd świateł, po prostu rząd świateł przede mną od strony północnej. I to nie było nade mną, tylko to było gdzieś. To było tak, jakby w sąsiedniej wsi. I ten rząd świateł, on był oddalony. Ich było, ich było... Teraz nie wiem, czy one ukazały się wszystkie razem, czy po kolei. Tego już nie pamiętam. Nie wiem dlaczego jakoś tak nie kojarzę. I te światła one były.
Było ich około, liczyłem sześć na pewno. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć. Dokładnie. I one zajmowały dosyć duży, duży nieboskłon. Nie wiem, jak określić tak w centymetrach. Nie wiem jak. No one były żółte. Nie były białe, były żółte i nie były to gwiazdy, ponieważ było to światło bardzo takie tag LED. Ono nie emanowało wokół siebie czymś, tylko ono tam było i stało to w miejscu, po czym-
[45:46] - Czyli stało w miejscu i się nie przesuwało, tak?
[45:49] - Nie, w ogóle nic kompletnie. Stało sobie to w miejscu. Te sześć świateł. One były, one były bardzo jasne, bardzo. I pomyślałem sobie na początku, że to mogą być flary, bo czasami jest tak, że tam co czwartek są manewry, tam gdzieś te samoloty wojskowe latają. Byłem świadkiem nie raz flarów tam, flary jakieś tam za samolotem, symulacja tam widocznie była jakaś tam wojskowa, jakieś bitwy, coś takiego. To bardzo fajnie wyglądało. Tylko że te flary to były takie, że one się, światło się po prostu ono było tak pyk, pyk, pyk, pyk, pyk, pyk, pyk, jedno za drugim. Oczywiście nie w linii prostej, bo ten samolot manewrował, robił uniki, bo to widocznie była jakaś tam symulacja bitwy i oczywiście było bardzo głośno i to o tym nawet nie wspomnę. No i te flary, one jak samolot wypuszcza za sobą, to one nie są jednolite światełko, tylko one się po prostu roz-, roz- na poszczególne mniejsze, bo to chodzi o temperaturę najprawdopodobniej, nie?
No i one, i żeby to ono się rozpraszało i to, to natychmiast znikało. No także to można zapomnieć o czymś takim w ogóle. I one się bardzo długo utrzymywały w jednym miejscu. Minęła minuta, dalej są dwie minuty. Mówię kurczę, no, a ja już mówię no aparat wziąć albo cokolwiek. Ja siedzę w tej wodzie, na zewnątrz było tam około dwunastu, trzynastu stopni. Mówię kurczę, no nie wylezę z tego, nie. I mało tego, mówię te bąbelki sobie wyłączyłem, żeby, żeby mówię może jakieś odgłosy będą. Dalej stało w miejscu. Cisza.
Nic się nie działo. No ja już mówię kicham, to nie robię żadnych zdjęć, bo tak to pokażę komuś, to powiedzą mi, że to jakieś światełka sobie tam. A to tym bardziej, że jak w telefonie to nie wychodzi. No coś takiego, to mówię kicham. Mówię olewam to i czekam, kiedy coś się z tym stanie. One zaczęły pomalutku od prawej strony gasnąć. Nie, że wszystkie razem, tylko pomalutku sobie przygasało. To wiesz, one zniknęły i koniec tematu. Na drugi dzień ta sama sytuacja. Tylko że ja mówię tak.
Znowu o tej samej porze siedziałem między dziewiętnastą a dwudziestą, żeby ten wiatr przycichł trochę, żebym sobie znowu mógł, bo to już był październik. Wrzesień przepraszam. Mówię kurczę, to będę musiał złożyć to jacuzzi. A tak mi się fajnie tam siedziało, mówię jeszcze na siłę, na siłę tam wlazłem na siłę. Mówię dobra, to idę. No i siedziałem znowu w tym jacuzzi. Niech se pan wyobrazi w tym samym kierunku, w tym samym miejscu oświeciło się światło, jakby ktoś ogień zapalił zapałkę. I zgasłoDajmy normalnie tylko że zapałkę tak nie wiem co jest i to było. To nie było punktowe. Dlatego mówię o tym, o tym, o tym ogniu, takim, który po prostu jakby no stał się taki podłużny trochę jak ogień to wyglądało.
Zgasło i potem patrzę znowu te światła. Ja mówię kurczę, jaki się wkurzyłem. Wylazłem z tego jacuzzi i mówię Cholera, telefonu nie miałem. Miałem mokre ręce. Wziąłem latarkę. Zacząłem migać latarką do tego. Mówię Kurczę, no ale jakby ktoś mnie zobaczył, to jakby ktoś mnie zobaczył, to by był jakiś idiota w ogóle. Co ty robisz? Ale na szczęście to było za dupie i tam nikogo nie ma, nie? Ja byłem sam tam i to się cały czas utrzymywało.
Ja mówię Kurczę no i zamyślałem. Mówię No nie, nie zróbcie coś, ja nie wiem. To się przybliżyło, nie? Dobra, okej. Zgasło. Zgasło i po chwili już panu mówię. Po chwili nagle był taki, bo w ogóle też było piękne niebo. Kopnięty kwadrat, taki romb, jakby ktoś go kopał. Tak jak ten napis samochodów Hyundai, nie? Też takie kopnięte H jest, nie?
No coś takiego i cztery światła. Ale to już były takie malutkie. To już nie były tam takie, takie ostre jakieś czy coś. To to już nie było jakichś cudów i one sobie leciały te światła. Mówię Kurczę, cztery światła, dosyć taki miały, miały taki dosyć, taki no, to było w takiej dużej odległości było. One nie były takie malutkie, taka mała odległość tego i to sobie leci cały czas i też i od północy, od północy do na południe, na południowy, na południowy wschód. I to leciało sobie cały czas tak samo, że każdy, każdy, każdy kąt tego, tego prostokątu czy prostokąta nie wiem, czasami się gubię. On, on trzymał, trzymał rozmiar i to mnie dziwiło. To, to było jedno. Na drugi dzień ja mówię panu to coś, coś, coś chyba.
Mówię Kurde, tak jak nigdy w życiu nie widziałem takich świateł na niebie, tak nagle teraz widziałem. Widziałem podobne. Potem czekałem na drugi dzień też byłem. Nic nie było. Przyjechała moja mówiła Słuchaj, chodź idziemy o dziewiętnastej. Może coś będzie, może to się powtórzy. No ale nic takiego się nie stało. Ona potem pojechała do domu. Na drugi dzień znowu ja tam sobie siedzę. Nie wpadł w obrazie, bo teraz była taka.
Teraz często, często ten, ten, ten ten można widać. Można oglądać na polskim niebie te starlinki, nie? No już mi się to znudziło. Mówię kurczę, nie będę tego oglądał, bo to tylko zaśmieca ten, ten cały nieboskłon. No i siedzę sobie znowu w tym jacuzzi. Mówię panu to ktoś może pomyśli, że zmyślam. No nie mam pojęcia. Nigdy nic nie widziałem nagle. I też to była podobna godzina. Były te same światła, ale to było bardzo daleko, a bardzo to było mówię kurczę nad drzewami.
Ja wiem, to już nie było, tylko zgasły też tak. No i olałem sprawę, nie? No i tak, tak. Leżę sobie w tym jacuzzi i patrzę o starlinki lecą bardzo takie światełka, takie znikome, ledwo widoczne, takie. No ale się na tym było tak piękne niebo, że to było widać, nie?
[51:03] - No ale wyraźnie widoczny jest ten ruch w przypadku Starlinków, prawda?
[51:08] - No tak, tylko że ja to porównuję z jasnością, z jasnością do, do, do gwiazd i do Starlinków. Bo tak, bo to gwiazdy nie były. To nie były tak mocne gwiazdy, tylko to jest słabsze, no bo Starlinki też tak nie świecą idealnie nie? Też tak nie są. Tym bardziej, że jak one się rozdzielają. No, kiedyś jak były kiedyś jak one były obok siebie, no to wtedy było to widać. Rzeczywiście. Natomiast jak one widać, no już teraz potem się rozdzielają, są coraz dalej, ale dalej ten pociąg sobie gdzieś tam dociska po niebie, nie? Znowu powiedziałem śmiesznie. Dobra.
No i teraz tak po prawej stronie leciał samolot. Ja cały czas siedzę znowu w tym jacuzzi, bo ja tak regularnie, bo tam mam dużo pracy i ja bardzo lubię sobie. Wychodzę się wymoczyć troszkę. Oczywiście to wszystko na dworze, bo tam nie wspomniałem, że to na dworze jest wszystko. Po prawej stronie jest samolot, tam miga tymi światełkami tam bla, bla, bla. Mówię fajnie se leci, a on leciał ze wschodu na zachód, a z zachodu na wschód. Patrzę starlinki lecą, jeden sobie leci, mówię, a za nim następny. Ale to nie było. Ale to była taka odległość, bardzo taka nie wąska, tylko tak szeroko, tak? Bo one się już tam rozdzieliły, nie?
No dobra, drugi, a gdzie jest trzeci, czwarty, piąty nie ma, nie? Mówię Kurczę, no to tak starlinki to może jakieś zagubione, nie wiem, jakieś satelity. Mówię Nie wiem, co to jest, nie? No i nagle ta jedna zmieniła kolor na czerwony. Ta druga, ta pierwsza przeleciała. Ten samolot leciał w prawie stałym szyku ze wschodu na zachód. Już był, już dotarł na moje, na moje oczodoły, na moje, na wysokość mojego nosa. A po lewej stronie ten, aha ten pierwszy przeleciał w ogóle tam gdzieś. Już potem zniknął mi z oczu. Nie widziałem.
A ten drugi zmienił kolor na czerwony. Dalej leciał i tak mówię Kurczę, jakoś tak dziwnie nie? Zatrzymał się w miejscu i ciach do tyłu. Wszystko na temat. Więcej już więcej opowieści już nie mam. I to było dwa tygodnie temu. Dwa, trzy dni. Dwa dni pod rząd. Dzień przerwy i następny dzień i następny dzień. I na to świadków już nie mam.
Na to już nie mam, bo byłem sam. No i przy okazji tam jeszcze muszę powiedzieć, że w międzyczasie jak był ten, te kręgi zbożowe do tego od tego czasu, do tego do momentu, kiedy tam do dzisiaj, do dzisiaj, załóżmy to moja mama widziała przez dwa dni o tej samej porze, o godzinie chyba tam piątej nad ranem, bo mamy kota takiego. My go wypuszczamy o piątej nad ranem na zewnątrz, żeby sam zrobił sobie swoje. No i ona widziała kule takie. Mówi Mówię Widziałam takie, takie kule. Ona mówi To stało w miejscu. W jakiej odległości? Bo tam się noGdzieś nad drzewami tak to było może jakieś sto metrów od, od, od, od, od, od, od domu, nie? Jakieś może pięćdziesiąt metrów? Nie wiem, nie wiem, bo to ona tak mówię, też ma już swoje lata.
I ona mówi: "stoi, stoi ta kula, tam stoi", tam w powietrzu wisi. Myślała, że to jest gwiazda, bo to myślała, że to jest, to jest, to jest ten, ta, ta lampa, która tam mamy, ten ciąg lamp, o których panu wcześniej wspomniałem. Gmina postawiła. No ale to stoi i stoi. To, to nie dawało. To tak stoi i stoi. Ona już się zaczęła nudzić. Mówi: "Kurczę, no to...". No machała do tego mówi, bo tak było. Wiesz, nie wiedziałam.
Tak nawet pomachała. Mówi: "Ja to już idę spać". I następnego dnia, o tej samej, o tej samej porze też tego kota wypuszczała. Znaczy o tej samej porze plus minus może godzina wte czy wewte. Też zobaczyła te, te światło, nie? Ten, ten, no. Ale nie potrafiłam-
[54:24] - Ale później już nie było ono widoczne, prawda?
[54:27] - Ono było cały czas, tylko mamie się to znudziło. Znudziło jej się oglądanie tego. Po prostu-
[54:31] - Ale nie udało się ustalić, co to może być?
[54:35] - Nie. Próbowałem na wszelkie sposoby wydyżtusić z niej jakieś informacje. Ona mówiła, że to jest takie, no taka kulka świetlna. Po prostu stała sobie w miejscu. To było dwadzieścia metrów od domu. No. No i w nocy, nie? Wieczorem, nad ranem o piątej, nie? No i tyle co, no tyle co, co, co mogłem od niej, od niej wydusić. No bo ona też tak nie wiedziała.
Ale ona też tak jakby nie... W ogóle ci ludzie tak jakby w ogóle mieli to gdzieś, no.
[54:58] - No tak, nie, nie przywiązują wagi, prawda, do takich-
[55:00] - No ale widać, że jest coś, co, co, co no stoi przy panu na przykład kurczę, dwadzieścia metrów jest kulka jakaś świecąca i co? I, i mają to gdzieś? No mówię to dron to nie był. No dron to niemożliwe. No bo nikt o tej porze na wsi dronów nie puszcza. Tym bardziej u nas na terenie naszej działki, nie? I jeszcze, i jeszcze obok, jeszcze obok mamy sąsiadkę taką właśnie też. I tak coś nam się rozmowa... To było rok temu, rok temu dokładnie. Bardzo fajna kobita, taka starsza.
I tak rozmawialiśmy na takie tematy różne, dziwne. I ona właśnie mówiła, że widziała kulę na jej działce i ta kula stała w miejscu i ona tak jakby do góry. Ciach! I jej nie ma. Do góry. Moment i nie ma. Także ona nie zniknęła. Nie znikła.
[55:45] - Tak nagle odleciała.
[55:46] - Tak. Odleciała sobie do góry i zawołała swojego męża. Ale mąż to wyśmiał i powiedział, że ma coś z głową, że niewyspana jest i ona musi iść teraz się wyspać, bo. No bo lepiej, żeby bo już, bo jej wiek chyba coś doskwiera. To już KS.
[56:02] - To jest serio co.
[56:04] - No także. Także tak mówię. Ludzie mają w ogóle, w ogóle takie... Znaczy ja to skojarzyłem. Ja tak do czego zmierzałem? Do, że, że te, te kręgi w zbożu jakby, które tam były, ale to było na pewno sto procent, to w ogóle nie ma o czym mówić. Jak ktoś mi będzie mówił, że to mi się zdawało, cokolwiek. Nie. Ja przy swoim stoję i koniec. To od tego czasu widziałem te, te zwierzęta.
Potem to, co tam, to, to coś, co spadło z góry, tam nie wiem. Potem to mój kolega też to zobaczył. Ja to skojarzyłem, że te zwierzęta i jeszcze mój ojciec zobaczył też jakieś, jakieś cudo dziwne, bo to bardzo szybko przeleciało przez ten. To było bardzo duże, więc skojarzyłem, że to coś mogło spowodować śmierć albo, albo tych zwierząt, albo no bo nie innego, innego wyjścia. No nie wiem. No nie mam, nie mam. Musiałem się z kimś podzielić. Już sobie ulżyłem, bo, bo no nikt mi nie chce w to uwierzyć. No ja się tego nie wstydzę. Ja to widziałem.
A ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, czego się mogą po mnie spodziewać. Więc ja nie mam problemu z tym, że nie wykonuję, nie mam takiego zawodu, który by tam kompromitował mnie. Znaczy nie zawód, tylko to, o czym mówię w środowisku moim tam, w czym się obracam.
[57:08] - A jeszcze takie mam pytanie czy ma pan może możliwość wysłać te zdjęcia tych kręgów, bo to by mogło być też-
[57:14] - No właśnie, właśnie tego nie powiedziałem, ponieważ mówię. Ponieważ ten telefon, który... Ponieważ w ogóle nikt się tym nie zainteresował, to Nokia, Nokia, którą tam miałem, to ona od dawna wylądowała w śmietniku. Po prostu dostałem telefon od mojej partnerki, której się skończyła tam ta umowa. To mówi: "To daj mi to będę miała". A chodziło mi głównie tylko i wyłącznie o GPS, bo ja nie lubię telefonów. Dla mnie telefon służy tylko do dzwonienia, a nie do, nie do tam jakichś bajerów, pierdół różnych i tak dalej. Ja tego nie cierpię. Ale byłem zmuszony w końcu już zrezygnować z tego telefonu na poczet właśnie smartfonu ze względu na ten GPS, bo to jest jednak wygodne, nie? No i tamten telefon wylądował w śmietniku.
Jego nie ma. Wszyscy co mieli widzieć to widzieli. Ja mówię, ja mówię jak ja byłem w tych kręgach. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to mówię: "Muszę się skontaktować z panem Bernatowiczem", bo. No bo tylko jego wtedy znałem. W sensie z audycji, nie? A jeszcze wtedy tak nie miałem z panami. Nawet nie wiedziałem, że pan Colebia, że tam w ogóle, że wy jesteście. No tak, tak, było to Radio Paranormalium. Paranormalium tam obserwowałem, słuchałem, ale jakoś tak nie miałem.
No ciekawiło mnie to, ale tak jakoś. No to mówię. Olałem sprawę. No ale to był jedyny człowiek, który tam jeszcze kontakt jakiś był przez ten Nautilus i tak dalej, to mówię szybko pójdę tam do tego, wsiądę w komputer, znajdę na Nautilus jakiś kontakt z panem Bernatowiczem. No ale mówię, co ja będę z siebie wariata robił? Potem przyjedzie albo nie przyjedzie, albo kogoś wyśle, albo coś. No i zrobię z siebie. Potem powiedzą, że to jest coś. Nie wiem. No nie miałem odwagi po prostu.
[58:47] - No Bernatowicz jest dosyć taki medialny, no ale no-
[58:50] - Tak, tak, tak.
[58:50] - Jego podejście też do świadków i do wielu relacji jest dosyć dyskusyjne.
[58:55] - Tak, zgadzam się.
[58:55] - Redaktorujemy.
[58:57] - Zgadzam się. Zgadzam się. Dlatego bałem się. Bałem się, bo, bo mówię: "Kurczę, no zrobię z siebie wariata", a on może tam ma jakieś ważniejsze sprawy i tak dalej. Tym bardziej, że on jest tam trochę zafrapowany jeszcze politycz, politycznie i w ogóle mówię no to dałem sobie spokój, nie? Miałem kontakt przez internet. No ja was też słuchałem, to bardzo ciekawe to, co wy się tam. Zresztą bardzo mi się podobało, że te wasze audycje były długie. A najlepsze było to, żeDla was może nie najlepsze, ale one były tak długie, że ja sobie je puszczałem i potem przysypiałem. Ale ja nie wyobrażam sobie po prostu nie mogę zamknąć oczu i zamknąć światła i spać, bo nie potrafię.
Muszę. Muszę mieć jakiś taki.
[59:36] - Musi coś gadać.
[59:38] - Musi coś gadać. Dokładnie tak sobie. I nawet, bo to były dwugodzinne audycje, z tego pamiętam.
[59:43] - No tam zdarzały się nawet czterogodzinne, pięciogodzinne, sześciogodzinne.
[59:47] - Dokładnie! Nigdy nie wytrwałem, bo już po prostu już zasypiałem. Tak były fajne rzeczy, no. No w każdym razie mam święty spokój i nie muszę już do nikogo dzwonić. Naprawdę dawało mi to spokoju, a martwiłem się tylko, że czas, czas mi po prostu zabierze tą pamięć. I tak na przykład już nie potrafiłem panu powiedzieć, czy to, co spadło na dół, czy to po prostu potem to w górę tak samo się uniosło. Podejrzewam, że właśnie coś takiego było, ale nie chcę o tym mówić, bo, bo nie mam pewności, bo już ten czas właśnie już zrobił, zrobił ze mnie, ze mnie ten z mózgu tam jakąś już. No niestety ja już mam pięćdziesiąt jeden lat, a ta pamięć już nie jest taka. Chociaż jeszcze się czuję młodo. No chciałem powiedzieć, że użyłem bardzo.
[01:00:31] - Wpływ czasu na wspomnienia działa raczej zwykle negatywnie niż pozytywnie. Tak?
[01:00:36] - Dokładnie, dokładnie. Natomiast powiem szczerze, że, że dziwne jest to, że rzeczy ważniejsze w życiu mniej się pamięta niż te spotkania moje z rzekomym UFO, jak ja to nazywam jakoś.
[01:00:50] - To jest zwykle coś, co wykracza w jakimś stopniu poza nasz jakby zakres postrzegania. Nie pasuje do tego, co mamy zapisane w pamięci. W ten sposób to ujmę.
[01:01:02] - No, być może. Albo nawet na pewno, że tak jest. Także absolutnie. Generalnie w sumie tak wszystkim mówię znajomym i sobie to tłumaczę, że. Że, że nasi naukowcy jako ludzie nasi w sensie to są, nie wiem, Amerykanie, Japończycy, Chińczycy. My jako ludzie posługujemy się narzędziami, które sami sobie stworzyliśmy i typu na przykład mikroskop. Tak, podaję tylko takie tam pierdu, pierdu i tymi. I te narzędzia nam pozwalają na przykład drążyć tematy, które normalnie byłyby dla nas nieznane i tak dalej, ale to są, to są narzędzia, które są naszym, naszym produktem, a istoty na pewno, które tam gdzieś się znajdują, w jakimś tam nie wiem, czy, czy, czy w wymiarze, czy gdziekolwiek. My po prostu nie mamy takich instrumentów, żeby to zbadać. A nasze mózgi i percepcja jest na etapie po prostu no nie wiem, bardzo słabym.
No, niektóre zwierzęta przecież mają zmysły, tak? Tak, tylko że nastawione tylko na jeden zmysł. No tak. Tylko że zwierzęta są nieproduktywne. No my potrafimy coś wyprodukować, zrobić coś, coś. To zwierzęta tego nie robią. Nie. To jest też takie trochę dziwne. No ale niektóre na przykład zwierzęta mają tak wyostrzone percepcje w jednym kierunku. Na przykład taki nietoperz.
No przecież ktoś, ktoś ktoś tam ultradźwiękami czy jakimiś tam się kierują, no my tego nie słyszymy. Dla nas to jest dziwne. Dla mnie. Ale one są ukierunkowane na to. Mamy jeszcze więcej tych zmysłów jakby mniejszych, ale, ale ten. No ja wiem, że to, co mówię, to jest głupota, to może coś zacząłem. Zacząłem dywagacje jakieś tam. No w każdym razie.
[01:02:41] - Nie, no to jakby się pokrywa z tym, że z tym, że gdy coś widzimy, doświadczamy czegoś, to nasza świadomość próbuje to jakby dopasować do tego, co mamy w pamięci. Tak. Jeżeli czegoś nie jest w stanie dopasować, to czasami skutkuje to nawet szokiem dosyć ciężkim.
[01:02:58] - No tak, no bo jesteśmy na tyle, na tyle prostym organizmem.
[01:03:01] - Skutkuje szokiem albo zniekształceniem wspomnienia.
[01:03:04] - Zgadza się. Zgadza się. Tylko kto ma? Kto ma to określić? Kto jest zniekształcony? Kto? My sami. Pan. Ja. Kto?
No przecież jak coś nam się wydarzy, to jak ja teraz panu powiedziałem na przykład to co? To, co mi się przydarzyło? Nie. No to kto ma to określić? Ja sam. Pan prezydent? Nie wiem. Ksiądz? Kucharz? No można zbierać.
Nie wiemy. Po prostu tego nie wiemy. Ja nie wierzę. Właśnie nie mam pojęcia, do czego to wszystko zmierza. No nie wiem, nie mam pojęcia. Nie, nie wiem, nie wiem. W każdym razie czytam też teraz te książki, te wszystkie tam jeszcze z Opresu zadarowałem teraz te wszystkie te. Kiedyś było takie wydawnictwo Nonpress. Zadawałem teraz te wszystkie lektury, no tam. Zresztą się interesuję jeszcze drugą wojną światową, takimi różnymi okrętami, takimi różnymi rzeczami.
Także mam sporo, sporo jakby jakby zainteresowań, takich takich intelektualnych. No ale, ale raz miałem taką, hm. Raz miałem przyjemność, nie wiem, jak to powiedzieć. Miałem. Miałem przyjemność, ponieważ zachorowałem sobie tam. Miałem zawroty głowy, jakieś takie rzeczy. No nikt mi tego nie zdiagnozował normalnie. No i postanowiłem sobie podjechać do pani, która która jest taka trochę nie wiem, jak to powiedzieć.
[01:04:29] - Taką szeptunką jakby?
[01:04:31] - Nie, nie szeptunka to jest bardziej to takie. To takie jest bardzo proste. Szeptunka to tam bardziej tam taka. Mówię o zdolnościach takich jasnowidczych, jak i również.
[01:04:42] - Ekstrasenska.
[01:04:43] - Coś takiego. O dokładnie, dokładnie, dokładnie. Pojechałem tam, opowiedziałem jej zresztą w ogóle to w ogóle to ciekawa historia, bo bo bo bo ona mi powiedziała takie rzeczy przez telefon, przez telefon, nie znając mnie w ogóle. I mało tego, ojcu mi powiedziała, że on jest chory, że ma jakieś nogi i tak dalej, że ma chore nogi i tak dalej. Ja mówię pani, no jak to? Co tam? No i ja do niej tam się udałem, do Łodzi. Ona z Łodzi pochodzi, żeby mi coś mówię. Kurczę, bo już tak mi się kręci w łbie, że bałem się wyjść z domu. Czasami nie.
To mi przeszło już nie, ale ja. I to już nie będę wnikał w temat mojego zdrowia. Ale ona mówi do mnie tak: niech pan już przestanie czytać te książki o UFO.No proszę to pan wyobrazić?
[01:05:31] - Skąd ona miała to wiedzieć?
[01:05:33] - Jak ja to usłyszałem, yy, to ja zdrętwiałem. No bo mówię: "Ale dlaczego mam przestać? Dlaczego mam przestać? Przecież to jest tak fascynujący temat, że, że to jest ważniejsze niż kurczę wszystko, co jest na świecie w ogóle" mówię no. "To, to, to, to jak mam, nie?" Ona mówi: "Niech pan przestaje, bo pan zgłupiejesz." No i tyle. I rzeczywiście było tak, że jak zacząłem czytać, to już mnie łeb bolał od tego. Od-- przestałem sobie to. To tak na marginesie taki, taki wątek, taki komiczny trochę. Ale polecam tą panią. Bardzo fajna kobita, starsza też po przeżyciach.
I, i no, no, no i powiem panu, że, że odczułem różnicę takiej energii jakiejś tam, jak się z nią tam gdzieś, yy, zbliżę się do niej czy cokolwiek. Tak się czułem dziwnie w ogóle. No i tyle to chciałem panu powiedzieć. Cieszę się. Ulżyło mi bardzo mocno, że, że już tego tematu nie będę z nikim po-podejmował, że już nie muszę o tym mówić, że wyplułem z siebie to, co miałem. Ja się tego nie wstydzę. Mnie to tam Tito, że tam ktoś usłyszy mnie na ogólnopolskiej czy gdziekolwiek, to ja to bym kłamał. Ja to mówię szczerze prawdę. To, co widziałem, to, to, czego doświadczyłem. I nie mam z tym problemu, żeby opowiadać o tym na forum.
[01:06:52] - I to tyle, jeśli chodzi o zdarzenia z miejscowości Kucory w województwie opolskim. Być może dla jakiejś części zaprezentowanych dziś zdarzeń znajdzie się jakieś racjonalne wytłumaczenie. Niemniej jednak przyznacie państwo, że budzą one pewien dreszcz, a podczas ich relacjonowania mojemu rozmówcy nie bez powodu towarzyszyły silne emocje. Jeśli macie państwo swoje historie, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Polecam również państwa uwadze miesięcznik "Nieznany Świat", w którym oprócz pasjonujących artykułów o tematyce paranormalnej i ezoterycznej znajdziecie również rubryki: Dotknięcie nieznanego oraz Kontakt nietelepatyczny, w których ludzie tacy jak wy dzielą się z redakcją czasopisma swoimi trudnymi do wytłumaczenia przeżyciami oraz spostrzeżeniami na tematy poruszane na łamach periodyku. Wydanie papierowe Nieznanego Świata dostępne jest w punktach prasowych oraz w sklepach sieciowych na terenie całej Polski. Dostępne jest również wygodne wydanie elektroniczne. Zapraszam również do odwiedzania kanału Nieznanego Świata na YouTube, na którym oprócz zapisów ciekawych spotkań znajdziecie również wybrane archiwalne relacje z Dotknięcia nieznanego w wersji dźwiękowej. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko.
Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.