[muzyka w tle] Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez okno. Do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam bardzo gorąco i serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Cały czas oczywiście czekam na Państwa relacje. Wszystkie kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie w opisie dzisiejszej audycji oraz na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl w zakładce Kontakt. A w dzisiejszym odcinku podcastu Mówią świadkowie wysłuchamy kolejnej paranormalnej spowiedzi, która tym razem będzie się koncentrowała na wydarzeniach rozgrywających się w miejscowości Kucoby w województwie opolskim. Proszę Państwa, kręgi zbożowe, obserwacje dziwnych obiektów, budzące dreszcz odgłosy niewiadomego pochodzenia oraz spotkania z bliżej niezidentyfikowaną istotą wielkości dorosłego człowieka to tylko część dziwnych zdarzeń, jakich opisy dzisiaj usłyszymy. Zapraszam zatem do słuchania. Musiałem się skontaktować, bo, bo czas leci. Pamięć też już nie ta i to po prostu ucieknie gdzieś w eter i nie będzie. No mam nadzieję, że po prostu ktoś się tym zainteresuje. I ja oczywiście tą moją relację, którą chciałbym Panu przekazać, nie wiem, czy mamy czasu w ogóle.
Ja mam dzisiaj czas do trzeciej w nocy, także możemy zaszaleć. Świetnie, świetnie, bo ja mam nie tylko jedną, jedną relację, ale wiele i to one się, one się kompilują według mnie, ale to już nie mnie oceniać i musiałem, musiałem to po prostu przekazać. Chciałbym, żeby ta relacja była po prostu z moich ust jako, jako pierwsza ręka.
To nie jest żadna tam jakaś informacja od kogoś, że tam ktoś mi opowiadał. Nie, nie, to są wszystko moje, moje rzeczy, więc nie wiem, czy mam zaczynać coś mówić, czy mam pan jakieś pytania? Może pan, może pan zacząć? Możemy pojechać kolejnością chronologiczną, jeżeli pan chce.
Właśnie tak, tak mi na tym zależy. To w takim układzie zaczynamy. Mam trochę stresu [śmiech] Nigdy nie miałem, nie byłem w takiej sytuacji, żebym. Podejrzewam, że to pójdzie na ogólnopolską. Tak, mam nadzieję, że ktoś to przedstawi, żeby to ludzie się o tym dowiedzieli w sumie, żeby to, żeby świat się o tym dowiedział w jakiś sposób, tak samo. Chciałem się dołączyć do wielu pewnie relacji, które, które pewnie na waszej antenie, które są zgłaszane do was, ja między innymi jako tam taki malutki, jakiś tam, jakiś, jakieś tam no dlatego do tego domina, żeby się dołożyć. Jestem mieszkańcem Katowic od urodzenia.
Kupiliśmy w dwutysięcznym roku działkę, na której wybudowaliśmy sobie domek. Działka wybudowana jest w miejscowości Kucoby. To jest województwo opolskie, między Lublińcem a Olesnem. Natomiast to jest tak bardziej na granicy, jak jeszcze Zaborze.
Zaborze to był tak, to był, to był to był niemiecki. Kawałek dalej jest rzeka Liswata i to jest już, to już jest Polska, taka na marginesie. No i tam, jak ten projekt powstał, miałos obiesić sobie, jeździłem tam bla, bla, bla i takie tam różne. Ja to może dziwnie tak mówię, opowiadam specyficznie, ale proszę się tym nie przejmować. Tam zamieszkali moi rodzice. Tak im się spodobało, że tam się tak się ostali. No i ja już nie miałem jakby takiego, takiego, takiej swobody działania. Ale, ale nadal, nadal tam jeżdżę do tej pory z moją, z moją partnerką. No i tak do rzeczy, żeby już nie, nie przedłużać. Był rok, to ciężko mi teraz 2019, 2019. Poraa letnia. To był bodajże sierpień. Pierwsza połowa sierpnia, jeszcze jak zboże jest wysokie, kiedy zboże jeszcze jest wysokie, nieskoszone.
No i, no wybraliśmy się do moich rodziców na weekend. Przyjeżdżam do domu, otwieram drzwi. Rodzice oczywiście siedzieli sobie tam na kanapie i patrzyli w telewizor. No akurat w telewizji wyświetlany był film pod tytułem Znaki. No tak, tak sobie patrzę, no mówię, no ale fajny film. Mówię - Tata, na co ty to patrzysz? No przecież ty nie lubisz takich filmów? No ale co tam, nie odpowiedział nic. Mówię fajny film tam o tych kręgach w zbożu i tak dalej. I on do mnie, on do mnie mówi: Słuchaj, jak pojedziesz na, na Bohdanowice, tam tą drogą, tam są takie pola i tak dalej.
To mówię tak od siebie, już mu tego nie powiedział i to tam jest tego pełno, Możesz se zobaczyć. Mówię - no ojciec, no ale ty chyba sobie za nich kpisz, nie? Bo, tata no jak to tak?No nie mówi, poważnie mówię. Jest tam, tam są takie, takie, takie jest koło duże mówi i mam sobie jechać zobaczyć? I jeszcze raz do niego po raz kolejny mówię tata, no ale nie rób ze mnie, ze mnie, ze mnie jakiegoś tam wariata, bo nie pojadę tam specjalnie na rowerze. To jest czterysta, to jest niedaleko, bo to jest tam czterysta, pięćset metrów. No, ale on po raz kolejny uparcie twierdzi, że tam jest takie koło.
No to zostawiłem swoją partnerkę, wsiadłem na rower, no i jadę. Oczywiście tu, tak jak mówię, to było około czterystu pięćdziesięciu metrów, pół kilometra gdzieś coś koło tego. Zanim się dostałem w to miejsce, to była taka droga asfaltowa ode mnie z działki przez las. Ta droga była bardzo wąska na tak, żeby mniej więcej wyobrazić sobie. Ona była na szerokość jednego samochodu i co ileś tam metrów była taka przecinka, taka mijanka, że jeden drugiemu ustępował miejsca na drodze. No, wyjeżdżam z tego lasu i tam jest taka przepiękna, wielo, wielohektarowa przestrzeń. No, coś pięknego do zawsze jak tam przejeżdżam, to jest taka przestrzeń. No nic, nic, po prostu tylko kupić teleskop i oglądać niebo i lornetkę i to jest coś wspaniałego. To był teren, tam były same pola, tam, tam, tam, tam autochtoni, sobie tam ci, ci mieszkańcy siali tam jakieś różne, co roku jakieś tam szynki, czy tam nie wiem. W tym momencie to było, to było, to było zboże. No i rzeczywiście ja jadę na tym rowerze, jadę, jadę rowerem, patrzę, sobie po lewej stronie jest okrąg. Kurczę, rzeczywiście jest. Nie? No i tak niedowierzaniem. Tak mówię, Kucobach to była droga, to była droga wąska między Kucobami. Dojazd do ulicy Głównej z Częstochowy do Olesna. Nie wiem, jak się ta droga nazywa, jaki to jest numer drogi na, w pobliżu, do miejscowości Bodzanowice, czyli z Kucob do Bodzanowic. I rzeczywiście zobaczyłem sobie ten okrąg. Mówię kurczę, no jest, nie, no rower na bok. No i tam wszedłem sobie do tego kręgu. On bardzo ładny był taki dziesięciometrowy, pi razy drzwi, no bo tak sobie teraz kojarzę, bo to trochę czasu minęło, ale. No ale to dobra, dalej nie szedłem. Zobaczyłem, że jest.
Szybko wsiadłem z powrotem na rower, żeby pojechać po moją partnerkę. Mówię: Słuchaj, wsiadaj na drugi rower. Jedziemy. Musisz to zobaczyć. No i tak, rzeczywiście, ona tak nie chciała. Jeszcze ledwo namówiłem, żeby w ogóle się tym zainteresowała, bo ona to miała głęboko w d-- no. No, ale pojechała ze mną, taka sceptycznie nastawiona do tego wszystkiego. Myślała, że to był jakieś legi. Też tak myślałem na początku. No i rzeczywiście, ten okrąg był po mojej lewej stronie. Jadąc drogą po lewej stronie, zaraz przy drodze. Gdyby on był dalej, podejrzewam, że by był niewidoczny, byłby i nikt by na to nie zwrócił uwagi. No i no, no co? Pierwsze, co mi przyszło do głowy, no to mówię kurczę, no dlaczego to nikogo nie ma? Dlaczego nikt na policję nie dzwoni? Przecież to chłopowi, temu facetowi po prostu rozwalili pole.
No, on tego nie skosi. No pierwsze, co mi przyszło do głowy. No nawet nie skojarzyłem, że to tak, po prostu. No i zwróciliśmy te rowery, weszliśmy do tego okręgu. No bardzo fajnie, świetnie, super. Ale to na tym nie koniec, bo od tego okręgu był taki, nie wiem, jak to wytłumaczyć. Był taki pas o długości około stu metrów. Tak, mówię, około stu metrów, o długości stu metrów, bo ja się interesuję okrętami. Jak byłem na Błyskawicy w Gdyni, ona ma właśnie około. Ona ma tam sto dziesięć metrów długości i jak się siedzi na rufie, to jest na rufie pasów do dziobu. To mniej więcej, nie wiem, spacerkiem można przejść przez kilkadziesiąt sekund od rufy do dziobu.
Więc coś takiego samego było w zamkniętym miejscu i on był. To było szerokie. To był taki pas szerokości od tego okręgu oczywiście, pas na szerokości gdzieś około. I tak jak ten mały okrąg. Może, może, może, może mniejszy, Nie pamiętam. Dziewięć metrów, osiem metrów, długi właśnie na te osiemdziesiąt, sto metrów, dokładnie nie pamiętam, nie wiem. No i mówię do tej mojej-- mówię: słuchaj, to chodźmy, tam jedziemy do końca, zobaczymy, co tam jest na końcu. Ona oczywiście nie, bo nie chce iść tak daleko chodzić. To jest kawał drogi, a to jest, a to, to zboże było tak położone jak dywanik, że można było pomiędzy glebą a tym, a tym położonym, położonym tym, tym zbożem równoległym do, do ziemi, była taka przestrzeń kilkucentymetrowa.
Także można było butem normalnie się tam gdzieś no zatopić. To było tak, jakoby idealnie płasko położone. Tam nie było żadnych jakichś śladów deptania czy czegoś? Nie, nie było. Właśnie to, właśnie to było dziwne. I to było niewygodne dla niej, ponieważ mówi: ja tam nie idę, bo to takie jest niewygodne, no takie niekomfortowe do chodzenia, nie? No i mówię: chodź, no proszę cię, no to chodźmy. Ja została w tym miejscu, ja poszedłem sam. Mówię: dobra, siedź tam i ja sobie poszedłem.
I ku mojemu zdumieniu, jak już byłem sto metrów, czy te osiemdziesiąt metrów, bo to tak pi razy drzwi, te dziesięć, piętnaście metrów, wte we wte. Na samym końcu nagle zobaczyłem ogromny, ogromny, wielki okrąg.Zrobiłem sobie zdjęcie, bo on był chyba 2 razy większy albo nawet 3 razy większy niż ten, który był przy drodze. I macham jej tam, mówię: "Chodź tutaj szybko, bo tu jest coś fajnego, chodź, nie pożałujesz" mówię jej to w dresie, bo to tam jednak nieładnie powiedziałem w tej chwili. Darłem się tam, bo to trzeba, bo to jednak kawał drogi. Nie wiem, czy był wtedy wiatr, czy nie, ale pogoda była idealna. To było lato, sierpień. Nie wiem, czy mówiłem jeszcze przed skoszeniem, bo tam są potem te. To było przed dożynkami, a to zboże było bardzo wysokie. No i jej się nie chciało tam chodzić. Ale jakoś ją tam namówiłem. Ona taka fajna, dobra dziewczyna. Mówi: No to dobra, to idę. No to przyszła. Przylazła i jak zobaczyła ten okręt, po prostu też była w szoku.
Mówię: Widzisz, opowiadałem ci, zobacz, jak facetowi zniszczono pole. Ja mówię, dlaczego tu nie ma policji? Dlaczego tutaj nikt się tym nie interesuje? Mówię, przecież to jest niemożliwe, to jest niemożliwe. To mi przyszło od razu do głowy. Tylko tym się tym przejmowałem. Żal mi było tego człowieka, który tego właściciela, tego pola. Oczywiście wziąłem sobie tam jeszcze, bo wtedy nie było dronów. Znaczy może były, ale ja nie miałem. Ja też do tej pory nie mam. Chciałem to zobaczyć. Jak to musi fajnie wyglądać z góry, Przecież to jest niesamowite. Mówię, a najbardziej niesamowite jest to, że nikt się tym nie interesuje. Nikt tam nikogo nie było.
Może sobie pan wyobrazić, że ludzie przychodzili i przyjeżdżali samochodami? Nic. Kompletnie. Mówię, patrz, gdyby ktoś chciał to zrobić celowo, załóżmy hipotetycznie, że ja przychodzę i wysiłkiem pełnym robię coś takiego, nie?
Nieważne, w jaki sposób udaje mi się to zrobić, no to chcę, żeby to gdzieś tam było, nie? Żeby ktoś zobaczył to, co zrobiłem, żeby nagłośnić to w jakiejś tam internecie, lokalnej prasie, gdziekolwiek. No przynajmniej, co conajmniej właściciel pola, gdyby to zauważył, to mógłby narobić rabanu, prawda?
No dokładnie, Ale ja tego właściciela pola nie znał. Nie znałem. Nie wiem, kto to jest. Ja mówię, no kicham, to nie moja sprawa. No, no, no, no jest jak jest. Rolnicy potrafią robić niezłą aferę już za sam fakt, że ktoś im po tym polu chodzi, a co dopiero jakieś kręgi wgniata.
Tak, tak. Ja na przykład tam stałem, na tym, w środku tego czegoś. Czy to było w kręgu, czy tam w tym w tym pasie, który jest taki prostokątny, był bardzo i na samym końcu no to przecież machałem rękami, ludzie przejeżdżali samochodami, nic, kompletnie zero, nic, jakby tak, jakby się nic nie stało. To jest jakieś w ogóle dziwne, nie do wiary. No ale dobra, pomijam fakt. Spędziłem tam trochę czasu, no bo ja byłem zafascynowany. Jeszcze pamiętam, były programy na, w telewizji.
Kurczę, jak ten pan już nie żyje. Pan Trojanowski, nie do wiary. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie to, to nie w telewizji, o telewizji mówię, o internecie. Przepraszam, przejęzyczyłem się.
Taki łysy, starszy pan on chorował. On był- Chyba kojarzę, pan Barski, Barski. O dokładnie, Barski, Barski. Ja tam sobie kiedyś obserwowałem, tam sobie oglądałem, lubiłem te jego opowieści. No i tak jak mówię, zabawię się w takiego, kurczę, w takiego eksperta, powiedzmy.
Przykucnąłem, doszedłem tam dotykać te, te, te, te, te, te, te, te kłosy, wszystkie te, te słomę całą, nie? No i co z tego, jak ja się na tym nie znam? No, no tak mi tworzył telewizor, tak jak telewizor bym otworzył i też bym zobaczył kondensator, no i nie wiem, co z nim zrobić. No tak samo wyglądałem jak idiota po prostu z tym, nie? No, no i- Ale tam nie zauważył pan żadnych jakby uszkodzeń tych kłosów, prawda? Żadnych jakichś złamań, czegoś? Już panu mówię, nie pamiętam końcówek tego, ale to chyba, no nie pamiętam, bo to już teraz trzeba zrobić swoje. Ale wiem, że zwróciłem uwagę, że one były złamane, one nie były ugniecione, to, to wiem, to po prostu daję sobie głowę uciąć. One były, były tylko tak, tak, tak przechylone jakby, że to, że to, no tak, jakby ktoś, nie wiem, no, no, przechylone. One były, tak jak mówię, od ziemi do, do tego poziomego, do tej podłogi takiego, tego dywaniku, to one, to było, to było kilka centymetrów. One były połamane, one były złamane, one nie były tylko położone. I to mnie tak mówię, kurczę, tak, dlatego tak się niewygodnie chodziło po tym, bo gdyby to było, gdyby to było, gdyby to leżało, no to wiadomo, że się idzie tak, jak się idzie, no, to jest położone fajnie, ale ta noga się normalnie tam do tego środka, gdzieś tam, gdzieś tam wpychała. Musiałem tak chodzić, tak bokiem, no jakby jak na nartach się chodzi o, pod górę.
Nie, no to tak lekko tymi, tymi stopami. Miała takie buty, takie, takie, takie tenisówki czy coś tam, to, to w ogóle tam, dlatego nie chciała tam iść, nie? No, no i wracając do tematu. Mówię to słuchaj, chciałbym jakieś zdjęcie zrobić, no bo to trzeba, wiesz, to trzeba ludziom pokazać, no bo przecież jak to takie coś, nie? To się, to się zdarza, to, to jest rozkirok komukolwiek w ogóle. No mamy chore nieszczęście. I sama stwierdziła, że rzeczywiście to jest niemożliwe, żeby ktoś, żeby ktoś to po prostu zrobił. No to, to było nie do pomyślenia. Aha, i jeszcze jedna rzecz. Myślałem sobie, że tam gdzieś w dalszych częściach tego, tego pola może są jakieś mniejsze, takie gdzieś te ślady, nie? No i tak, ja mam metr osiemdziesiąt, to już na palcach, to, to pięć centymetrów zyskałem, może więcej, nie? No i były takie, ale to ja nie wiem, czy to nie było Legii, punkt daję głowę, ale były takie, takie malutkie, takie, takie, takie jakby otoczka takich, takich, takich, jakby to było jakieś. To były takie no dwa metry, na przykład na półtora metra, takie kwadraciki, takie, takie dziwne. Ale to ja mówię to, to ja tego już nie widziałem, bo musiałbym, musiałbym skoczyć przynajmniej na wysokość dziesięciu metrów, żeby móc określić, czy to było równe, czy to było, czy to był lek, czy to był, czy to, czy to wiatr zrobił. Tego nie wiem, tego nie wiem. No miałem taki aparat telefoniczny, ponieważ ja nie jestem, ja jestem starej daty i nie lubiłem tych smartfonów. Nigdy do tej pory zresztą miałem taką starą Nokię, taką, ale można było aparat. To nie była ta trzydzieści czy coś tam, tylko to już była taka, że taka cieniutka, na knefle, przepraszam, na przyciski.Yyy, no i mówię no to stań sobie o tam w tym kręgu, ja ci zrobię zdjęcie. Będę ci robił zdjęcia. No i dobra, i to w ten moment tak zdziwiony, zdziwiony byłem czymś takim, że kiedy naciskam na ten, na ten przycisk, on reagował z opóźnieniem. Wtedy trzeba było wejść w telefon do menu, z menu potem do funkcji telefonu, wybierz aparat, no i tak dalej, i tak dalej. To, to nie było teraz, że ja to miałem na ekranie, nacisnąłem na smartfonie i już mam zdjęcie, nie? No i sam ten przebieg tego, yyy, ja zrobiłem te zdjęcia, bo tylko ja skojarzyłem, że to mogło być coś, coś, no nie wiem, może to jest mój wymysł, nie mam pojęcia, ale on, ten telefon nigdy nie reagował. Naciskałem jeden przycisk, zanim zareagował, moja niecierpliwość, Bo ja jestem bardzo taki niecierpliwy i mówię kurczę, to jak to?
Co ja robię? Nacisnę na inny, to zanim nacisnę na ten inny, to już ta wcześniejsza komenda mi się dopiero wyświetliła. Także nie mogłem, nie mogłem, musiałem być bardzo cierpliwy i czekać, aż się to załączy. No udało mi się zrobić zdjęcia [pikanie], tam była. Mówiłem, będę miał dowód, mam świadka. Moi rodzice, mój tata, bo mama to nie wiem. Mój tata potwierdzi, no bo on mnie wysłał tam na tym, nie? No i tak sobie historia tak naprawdę została zapomniana. Ja się zacząłem chwalić znajomym tam o wszystkim.
Wysyłać do kółka... A jak się ten telefon zachowywał, jak już wyszliście z tego kręgu? Nie pamiętam, nie pamiętam, Nie zwracałem na to uwagi. Ale potem jakoś wrócił do normalnego działania, prawda? Tak, normalnie tak. Normalnie wszystko działało. Tylko że ja, mnie bardzo zategu stanowiła ta opieszałość tego telefonu.
Nie że on głupio, bo on nie głupio, on, on się zachowywał normalnie. Tylko że bardzo długo trzeba było czekać na komendę, którą mu tam zakładałem. Poprzez te przyciski, nie? No i musiałem. Ale dopiero, dopiero po jakiś tam dwóch minutach zorientowałem, że trzeba długo, długo czekać. Bo na początku byłem bardzo cierpliwy i zacząłem, zacząłem tam mieszać na telefonie i cuda wianki. Zresztą jasno było bardzo, bo to był, to był bardzo słoneczny dzień i trzeba było na tym wyświetlaczu też guzik widziałem i to było bardzo takie, no niekomfortowe, nie? Niemniej jednak taka sytuacja nastąpiła. Dopiero później skojarzyłem, że to mogło być coś tam z tym, tym, jakieś pozostałości jakieś tam elektromagnetyczne, ale nie znam się na tym. Ale to już było później, taka moja-- no i teraz, teraz dobra. No ja zrobiłem te zdjęcia. Oczywiście jeździłem tam do tego, do tego miejsca wielokrotnie w tym samym dniu, no ale nic się nie działo.
Obserwowałem niebo. No tak jak mówię, no szkoda, że nie miałem lepszego telefonu. Podzieliłem się tą informacją ze wszystkimi, z którymi miałem kontakt na wsi. Tak, oczywiście na fajnie. Tyś jest taki sraki i ty jesteś, ty jesteś chyba niepoważny. A takie, to co ty tam to wiatr zrobił to... I pokazuje to zdjęcie. Mówię nie chce wam przyjechać. Może sobie pan wyobrazić, że tym ludziom nawet się nie chciało tam jechać, zobaczyć tego czegoś?
No to po prostu to było chore. Mówię ludziom słuchajcie, to jest ważniejsze kurde niż, niż nie wiem, postawienie tuji na działce. No jedźcie, to zobaczcie, jedźcie, macie trzysta metrów. No dobra, pojedziemy, no i tyle.
No i taka była reakcja wszystkich ludzi. Pojechałem, ponieważ na ?Kucowach? Jest jedna oberża, o tak staromodnie. Tam można sobie zjeść, można sobie napić się piwka i tak dalej. A to sobie pojechałem tam, ponieważ na pewno tam coś wiedzą, jak to w każdej takiej na wsi. Tam wszyscy o wszystkim wiedzą. To mówię, to pojechałem tam, mówię, no i pytam się tej, tej pani, tej właścicielki. Mówię, że coś takiego zaistniało i ten, a ona co ty, to ty nie masz pojęcia, co wiatr potrafi zrobić z tymi, z-z-bożem, nie? Ale to ona mówi to legi są. Ja mówię, no dziewczyno, to jedź, ale ty widziałaś to w ogóle? Codziennie tam przyjeżdża, bo do sklepu jeżdżą ludzie tamtą drogą, tam Dino jest, no to tam jeżdżą sobie do sklepu.
No ale to widziałaś to? No nie widziałem, ale to na pewno nie jest to. To na pewno nic takiego. No i jak ktoś mówił, ktoś tutaj przychodził z miejscowych na piwo czy coś tam, nie wiem, no to nikt nic nie zauważył? Nie, nikt nie zauważył w ogóle. No i dałem sobie spokój.
No i to była historia, którą zakończymy teraz, bo to nie ma sensu dalej o tym opowiadać, bo nic takiego nie wiem, co. Chyba że ma pan jakieś pytania do mnie. Myślę, że to jest-- zostawiłem temat, no bo nie było sensu nawet z kim rozmawiać.
No, przyjechałem do Katowic, pokazywałem zdjęcia swoim znajomym, szefowi, no tam wszystkim, z którymi miałem kontakt. I zawsze reakcja taka sama. Yyy, no to, to, nie, to, co to jest? No to takie tam, takie tam coś, no. No, no i gadaj z ludźmi, no, na ten temat. No nie da się, po prostu się nie da. Mówię, że to jest czytam to, to, to wiatr zrobił coś tam. Ale zobacz to masz, to ewidentnie jest. Zobacz, jaki tu jest fajny okrąg, zobacz, jakie to jest wszystko.
No to musiałby być bardzo precyzyjnie wiejący wiatr, żeby to tak jakby oddzielić ten krąg, żeby taką, taką jakby precyzyjnie to wszystko położyć, żeby nie położyć obok tych, tych źdźbeł. Zgadza czy ma Pan rację? Ja to oczywiście wszystkim mówiłem to sama. Ta sama była reakcja jak pan do mnie. Tak samo ja powiedziałem tym wszystkim znajomym o tym.
Ale mówię tak, słuchajcie, dobra, niech to zrobił wiatr, ten okrąg, ale co z tym prostokątem? Co z tym prostokątem, tym stumetrowym na dziesięciu metrów szerokim prostokątem, idealnie równym? Oczywiście nie wziąłem miarki, nie mierzyłem tego, no bo to musiałbym mieć już coś z głową.
No ja chętnie bym to zrobił, ale nawet nie miałem takiej długiej miarki. No ale to widać było, że to było równiutkie, no idealnie prosto, ściany prostopadłe. Mówię no i co na to powiecie? A ch*j, no, no, no i gadaj z Google'm, no. No dobra. Było, minęło. Minął-- nie wiem, czy to było w tym samym roku, czy w następnym. Ciężko mi teraz powiedzieć, bo po prostu nie wiem.
Jechałem sobie tą samą drogą.Wiesz, te kręgi? Oczywiście już ich nie było. Tam było skoszone wszystko. Te cho-- ten właściciel, ja go nawet nie poznałem, bo tam nie-nie-nawet nie miałem okazji z nim rozmawiać, bo ja nie wiem, czy oni tam koszą, czy nie. Nie mam pojęcia. Olałem sprawę w każdym razie. Zostawiłem to na boku. Jadę sobie pewnego dnia. Tylko nie pamiętam, czy to było w tym samym roku, czy w następnym. No i na tej samej drodze, jadąc w kierunku mojej działki rowerem...
Właśnie nie pamiętam, że wtedy miałem już tą hulajnogę, bo to jest bardzo istotne dla mnie, ponieważ to jest taki wyznacznik czasowy. Ja kupiłem taką hulajnogę, jaktoś nad morzem jeździć, taką, taką dwumiejscową, z takimi grubymi oponami, żeby do lasu, żeby tam nie puszczać zwierząt, ażeby nie motorek, tylko po prostu, żeby to było cichutkie. Ja bardzo lubiłem po lesie sobie jeździć, znaczy się po lesie, w sensie takim po drogach leśnych, a nie tam po lesie. No i teraz wiem, że ja ją kupiłem chyba cztery lata temu i to jest taki mój odnośnik czasowy, bo nie mam takiej pamięci dobrej.
Chyba miałem wtedy jeszcze rower. Tak, jechałem-- no to jest nieistotne. Dobra, jechałem sobie czy na rowerze, czy na tej hulajnodze? Nie mam pojęcia. Po prawej stronie, dwieście metrów od tego miejsca, które było tam z tymi kręgami. Przy drodze asfaltowej, po prawej stronie, jadąc ku mojej działce, leżała sobie świnia.
Normalnie świnia, tak jakby świnia sobie leży przy drodze. Tu był las. Mówię, kurczę, no to jest widok niefajny. Jakim, jakim trzeba być skurczybykiem, żeby takie coś zrobić, żeby to wyrzucić? Świnię na drodze? Przy drodze, znaczy przy asfalcie leżała, przy tej wąskiej drodze właśnie, którą tutaj mówiłem poprzednio. Mówię, no świnia leży, ale tylko, że co mnie, co mnie w tym wszystkim uderzyło to tak, jakby ją ktoś umył. Ona była czyściutka, była-- ta skóra nie była brudna, nie była, nie była jakby-- normalnie była czyściutka. Nic jej nie brakowało. Ja długo na nią nie spoglądałem, bo nie lubię tego widoku. To nie było przyjemne. No i podjechałem do domu, mówię tacie, mówię tato, słuchaj, tam ktoś świnie porzucił, nie? A bo tu chodzą takie różne dziwne, może tam ktoś ją porzucił i w ogóle, i coś tam. Ja mówię, no ale to ona była czyściutka, zobacz sobie. I ta świnia leżała dwa dni, dwa trzy dni, zanim ktoś ją usunął. Czyli ludzie-- tam ludzie często przyjeżdżają ze wsi do tego, do tego sklepu i to musieli widzieć, no.
Oczywiście znowu poszedłem do tak zwanej w cudzysłowie oberży i mówię tej pani znowu za ladą tej właścicielce, że tam leży świnia. Tak, a to ktoś ją porzucił, bo coś tam na pewno nie, nie wie. Ona nie wie, nikt nic nie wie. Mówię no kurczę, no dziwne to wszystko, nie? No dobra, a dlaczego o tym mówię, o tej świni? Bo to, bo to jest według mnie jakiś kontekst, do którego zmierzam. Czyli nikt do tej świni się, że tak powiem, nie przyznał, tak?
Nikt, nikt się do niej nie przyznał, nikt nic nie wiedział. No, ja nie wiem, czy ja jestem jakiś kopnięty, że ja widzę wam takie-- świnie widzę, a inni nie widzą. No nie wiem, bo ja pijany nie byłem. No sorry, no ja rany też nie byłam, no to Boże, no, ja nie używam. Ale teraz tak.
Druga sprawa. Minął rok, minął rok. Jadę sobie już wtedy na tej hulajnodze, którą kupiłem sobie tam, tam, żeby se wieźć. A że tak jeszcze wrócę do tej świni. Czy poza jej czystością nie było niczego takiego, co przykuło jakby pana uwagę?
Nie, ponieważ ja nie lubię tego typu widoku i nie przywiązywałem-- nie chciałem długo na to patrzeć. Po prostu spojrzałem na to, stanąłem przy niej i tylko mnie zaskoczyła ta czystość jej, tak? Tak jakby, no tak jak mówię, to jakby ktoś ją, ktoś ją umył, no. No nie no, gdyby ona się tam-- nie chcę za dużo gadać, bo teraz, bo pewnie nie do tego zmierzam w ogóle, ale powiedzmy pomijam temat teraz, no i jedziemy dalej. Ktoś ją potem tam usunął i tam już jej nie było. Nie wiem, może leśniczy tam podejrzewam. Minął rok, znowu tam jestem, znaczy ja tam cały czas jestem. W zimę, nie w zimę. No ale to minął, minął chyba rok. Po zimie już taki ten już był chyba też lipiec, sierpień, coś takiego. Jadę sobie tą samą drogą, tylko że w kierunku tak, tak, bom w kierunku jechał od działki znowu do tych kręgów, których tam. Ja mówię do kosmitów, bo ja zawsze jeżdżę, żeby zobaczyć, czy są kosmici. Się uśmiejemy z tego miejsca.
I nagle, niech pan mi wierzy, przy tej samej drodze, jakieś sto metrów od tam, gdzie była ta świnia, tylko że po prawej stronie teraz, leżała sarna. [śmiech] Kurczę, co tu się dzieje? Co tu się wyprawia? W zeszłym roku świnia, a w tym roku, w następnym roku sarna. I co, co było dziwnego w tej sarnie? Ona leżała sobie bokiem, nogami, nogami, którymi tam macicami, co tam, co tam maniał, to, to, to zwierzę, w kierunku równoległe, równolegle do drogi, w kierunku drogi tej asfaltowej, a na końcu szyi nie było głowy. Głowa była oddalona od tej szyi jakieś trzydzieści centymetrów. Przystanąłem tam zdziwiony. Mówię kurczę, to nie ma-- była tak jakby ucięta, nie było żadnej krwi, nie było nic. Widok nie był przyjemny. Taka malutka główka, jakaś młoda była, młodziutka. Nie wiem, taka w ogóle. Ja bardzo lubię te zwierzęta i żal mi się zrobiło. I tylko zastanowiłem się dlaczego? Bo myślałem sobie, że ktoś pewnie samochodem jechał i tam często tam dużo, bardzo dużo jest tych sarenek różnych. Ludzie jeżdżą samochodami. Mówię to może ktoś ją potrącił i odpadła jej ta główka, nie? No ale przecież tak se pomyślałem, przecież jakby odpadała główka, to by leżała kawałek dużo dalej, nie? To raz, a po drugie- No i nie byłoby takiego odcięcia, prawda?
Nie byłoby tego odcięcia. Zawsze jest ten taki, ten taki, taki wtłaczały, taki, taki, taki, no coś tam- Ślady, prawda, widać wyraźnie byłoby, żeby, że to było urwane, a nie odcięte, tak? Tak. I teraz pomyślałem sobie, że tak.
No wilków tu nie ma, to pomyślałem, bo ta głowa była ucięta przy samej głowie, przy samej-- ta szyja była jakby, szyja była bez głowy, ale przy tym nie była w połowie ucięta ta głowa z tą szyją z kawałkiem szyi. Tylko ona tak jakby była jakieś może trzy centymetry szyi i tak jakby sobie leżała trzydzieści centymetrów. Ta kartka papieru ma trzydzieści centymetrów.
Tak sobie porównuję. Tak leżała sobie przy tym. No to przecież, gdyby samochód jechał i urwałby jej tą głowę, no to przecież to by było, furgała by tam, nie wiem, na dwa kilometry, a ta, ona by nie leżała obok.
No i to, to mnie zdziwiło. I teraz znowu do tego zmierzam. Skojarzyłem to z jednym faktem takim. Znowu minął-- nie wiem, czy to było w tym samym roku. To musiało być, już miałem tą hulajnogę, to już by musiało być dwa tysiące chyba dwudziesty trzeci już tak, no. Godzina dwudziesta trzecia.
Moi domownicy, czyli rodzice i moja [pikanie] już poszli sobie spać, pogasili światła, a ja tak sobie zawsze siedziałem wieczorkami. Lubiłem patrzeć na niebo, bo tam bardzo ładne niebo jest. Mimo że postawili mi lampę taką z Urzędu Miasta, taką, że mi trochę tam przeszkadza, no ale to niebo jednak jest bardzo ładne. No i papierosa sobie paliłem. I teraz sobie pan wyobrazi coś takiego. Stoję sobie. Cisza, tak jak na wsi. Nic tam się nie dzieje. Stoję tyłem do, do mojego domu, do wejścia. Na tarasie. Po lewej mojej stronie, w odległości tego domu, jakieś...W siedem metrów jest płot, siatka ogrodzeniowa, zwykła taka chamska, za komuny, co była taka drobna, zielona. Za tą siatką jest droga szutrowa, za drogą szutrową jest pole i za tą siatką była tak jak mówię, postawili nam jakiś czas temu latarnię taką wysoką, ledową. Także ja tylko miałem wgląd na tą drogę szutrową i troszeczkę tego, troszeczkę było widać tego, tego pola tam dalej to tam nie było nic zasiane to było tak, bo tam jest ziemia klasy szóstej, te najgorsze, tam-tam nic nie rośnie, tam nawet grzyby nie chcą rosnąć, nawet-dawet dżdżownice nie łażą. Po prostu to jest dziadostwo.
Tam nie było żadnych, żadnych chaszczy, nic takiego, tylko taki, taki worek. Taki nieużytek. On był taki płasiutki. No ja sobie tak palę tego papierosa i niech se pan wyobrazi kątem oka nie widzę tego, bo to było tak szybko, że nie-nie-nie byłem w stanie tego-tego zidentyfikować.
Spadło coś z góry, oświetliło trochę ta lampa, oświetliło to coś. Ja nie wiem, czy to jakieś zwierzę. Nie mam pojęcia. Było to jasne. Jak to oświetliła ta lampa? Był taki... Takie uderzenie w ziemię. Takie jakby takie głuche, takie takie, takie nic nieznaczące, takie zwykłe uderzenie w ziemię. Mówię, kurczę, co to jest? Co to było teraz? I nie minęło kilka sekund, jak wydało to z siebie taki odgłos oddechu.
Trzykrotny. I to jest właśnie ten cały kurs, bajer, do którego zmierzam. To coś spadło jakby z góry padło. Nie wiem. Zleciało? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Było to cienkie, bo to kątem oka tego nie widziałem, bo mój wzrok był tak, jakby pan patrzył na wprost. Widzi pan obiekt?
Tak? W samochodzie pan jedzie, a po lewej stronie ma pan słupek z tego samochodu. Czyli widzi pan ten słupek, ale niedokładnie, bo ma pan wskierowane na drogę. To samo miałem właśnie wtedy. Tylko zamiast tego słupka coś mi zleciało z góry. Jak to uderzyło w ziemię? Taki głuchy odgłos w ziemi, jakby ktoś do piaskownicy coś wrzucił. Tak, tak, tak. No i po tym krzyk, oddechy. I teraz niech sobie pan wyobrazi. Oddech był tak ogromnie basowy, jakby mi ktoś włączył kino domowe w kinie i, i taki basowy chamski.
Ja po prostu stonąłem jak żerty i tego już nie widziałem, bo ta lampa to było poza obrysem tego światła, z tej lampy tego już nie widziałem. Mało tego, nie mogłem widzieć, ponieważ mam choinki po lewej stronie i to mi zakrywało ten widok.
A to gdyby tych choinek nie było, pewnie bym to zobaczył. To coś. Ja bym to chętnie panu teraz przedstawił głosowo, ale ma pan słuchawki na uszach pewnie i mógłby się pan lekka przestraszyć. To był bas, no coś niesamowitego. No to ja w życiu, ja słyszałem tam zwierzęta jak, jak, jak tam żyją, jak tamte sadne i te wszystkie inne rzeczy. No to, to, to w ogóle, no to jest nie do opisania. No to jest.
To był taki głęboki, chrapliwy odgłos, taki [odchrząkuje] Tak, oddechu. [odchrząkuje] O tak, dokładnie. Oddech, oddech, ale taki basowy, jakby ktoś się zmęczył. Jakby ktoś był bardzo zmęczony, jakieś bardzo zmęczone zwierzę po wysiłku fizycznym trzykrotnym. I teraz już nie pamiętam, czy to teraz już nie wiem, czy to leciało do góry, czy nie. Nie pamiętam, bo mógłbym zmyślać. Nie wiem. Wtedy byłem pewny.
Teraz już nie. Teraz już nie wiem. Po prostu rozmydliło mi się to pierwsze, co zrobiłem. Obudziłem wszystkich domowników. Wszystkich. Jak leci matkę, ojca. Mówię Chodźcie, słuchajcie, coś tutaj jest, coś tu się dzieje, bo mówię Wstawajcie, kurde, chodźcie. Oni pobudzeni. Ja mówię Słuchajcie, podszedłem już pod tym, jak już byłem z nimi, no to już byłem taki bardziej pewny i większy, większym chorliwym byłem.
Już tak, że miałem kogoś tam za sobą, za plecami, żeby to się stało. No to tu mamy świadków i ktoś mnie tam. No i nie było nic. Przychodzę, patrzę, to puste pole, nie ma nic. Ja mówię Tata, kurczę, no uwierzcie mi, no to było niesamowite. Z góry coś spadło, no z góry, ewidentnie z góry. Nie, nie to leciało coś na pewno znowu się coś wydawało. Ja wam udowodnię. I teraz tak. Wstajemy rano, oczywiście śniadanie i wszyscy razem przy jednym stole.
Śniadanie. Facet idzie z psem tam z tyłu, bo tam okno. Miałem takie duże okno, takie dwumetrowe. No i mówię: "zobacz, tam idzie pan z takim białym psem". A ty mówisz to jest jasne. Coś takie białe było. No to jest ten pies. Widzisz? Mówi: "No nie rób ze mnie. Sam mi pokazywałeś te, te, te, te kręgi w zbożu, a teraz mi nie wierzysz, że ja coś widziałem". No, ja ci udowodnię.
Wstałem z tego miejsca, przerwałem to śniadanie, bo już nie dawała mi to spokoju. Mówię Tata, idę zobaczyć to miejsce. Tam muszą być jakieś ślady. Oni sobie dalej konsumowali ten posiłek. Ja już taki zniecierpliwiony poleciałem szybko ubrałem się i stałem sobie tak pod tym kątem, jak stałem. Tam właśnie ten mój widok, który był. No i rzeczywiście patrzę, były trzy ślady. Może sobie pan wyobrazić trzy ślady? Tylko te ślady były tylko trzy były. I to nie były-- to były ślady, jakby doszliście ktoś z góry, bo one były wbite tak jakby jak kopyto o twardzie, kopyta, kopyto.
Tylko że kopyto jest płaskie takie. A to było tak wbite jeden. Jedno kopyto od drugiego było w kształcie trójkąta. Znaczy więcej nic nie znalazłem tych śladów i one były wbite w ziemię i. Bo tak aha, już mówię, ta ziemia, która tam była, to ona nie była porośnięta żadnymi. To była łaziska, bo jeszcze było, bo jeszcze było wilgotno i po deszczu jakimś też nie deszcz. To nie był deszcz, to była taka wilgotno i ta ziemia.
Taka mżawka, prawda? Tak, coś takiego. Ale, ale to nie było na tyle mocne, żeby to w ogóle miało wpływ na to, żeby to zmyć te ślady albo cokolwiek. To było taka wilgoć i nie było to, a ziemia nie była porośnięta niczym. I mówię Tata, mówię Tata, chodź, mam te ślady, musisz zobaczyć, musisz, musisz to zobaczyć. No bo musisz to zobaczyć. No i oczywiście, no musiał przerwać, no bo ten posiłek poszedł ze mną tam. Reszta, reszta domowników dalej spożywała, delektowała się tym jedzonkiem. No ale tata przerwał to, poszliśmy tam za bramę. [śmiech] No i patrzę, mówię no widzisz, zobacz. I tak jak tak stoję teraz na przykład teraz, akurat jak z panem rozmawiam, to ja stoję i trochę się tym podniecam za bardzo.
Także niech się pan tam na mnie nie gniewa, że ja tak. No i to tak był jeden ślad wbity kopyto. Znaczy ja to tak porównuję, ale na samym środku był taki jakby taki pazurek, pazurek taki, taki, taki, taki, takie jakby n-n-no widać było, że tam, że to jakby miało jeszcze jakąś odnóżka taką malutką i, i pomiędzy jednym a drugim to tworzyło taki trójkąt, może nie równoboczny, ale pomiędzy jednym a drugim było śladem około-- co mnie bardzo zdziwiło około dwóch metrów. Że to nie były ślady takie, takie, takie tak jak się idzie na przykład jakaś postać dwunożna czy tam nie wiem jednożna i te ślady są obok siebie. Nie, to był jeden ślad wbity. Potem był następny bok tego trójkąta ten wierzchołek to, to było jakieś dwa i pół metra. Może nawet. No ja musiałem słuchać tych śladów, bo to, to mówię kurczę, to jak to jest?
Mój ojciec mówi do mnie znowu no słuchaj, przecież jak zwierzę biegnie, no to przecież jak to, to ono tam, to ono tam w galopie, no to, to przecież to nawet może zrobić ślady, nie wiem, pięciometrowe nie że tak mówię, tata, ale zwierzę ma cztery nogi, a co to jest? Mówię: no mało ci dowodów, czy kłamię cię? Mówię chłopie, no przecież, no przecież ci nie robię w konia. To ja bym was wszystkich budził i to jest dowód na to, że coś tu było i teraz to jest. Kojarzyłem później te zwierzęta, które, które były przy tej drodze. Ja nie wiem, czy to jest mój. Moja hipoteza tak sobie to kojarzyłem. Mówię, kurczę, może to, może to, to zwierzę było może miało, może to co, to co spadło z tego, bo to było ciemno, to była dwudziesta trzecia w tamtym roku, dwudziesta druga. To co spadło, to może to, to miało coś wspólnego z tymi zwierzętami, które ja widziałem martwe na tej drodze? Opowiedziałem to natychmiast takiemu znajomemu. Też tam ma działkę.
No on tam. No możliwe. Oczywiście tam. No fajnie, fajnie, nie? No super, super. I w tym samym dniu on wyjeżdżał, wyjeżdżał z tej działki, pozamykał wszystko i nagle telefon do mnie dzwoni. Dzwoni do mnie ten, ten człowiek. No załóżmy, że to jest pan, pan, pan Michał, pan Michał. No nie będę mówił tam jego imienia. No i ten człowiek mówi do mnie Słuchaj, jadę teraz z dziewczyną, wjeżdżam z działki i patrzę, kurczę, stoi coś na drodze. I to poleciało do góry. Mówi: To było wielkości człowieka. Ja mówię ja, Michał chciałem powiedzieć. Mówię Michał, słuchaj, ty mnie w konia robisz.
Dobrze wiesz. No to moje opowieści twoje, to ja nie wiem, jaką ty masz wybuchową fantazję, ale mówię kurczę, no nie wierzę ci, nie? Jakby, jakby teraz na opak, nie na odwrót. No to idealny rozsąd. Ja mu nie wierzę. No ja opowiadałem, on mi nie wierzył, a teraz on mi odpowiada. Ja mu nie wierzę. Nie, ale to tylko z tego powodu, że, że, że oni. Myślałem, że on sobie ze mnie żartuje. Ja mówię Słuchaj, powiedz mi, o co tu chodzi? Postać to było jakieś to było na drodze szutrowej, takiej między, międzyleśnej, bo tam ma tą działkę. I ta postać była wielkości człowieka. No mówię słuchaj, ale to jest. No i ja mówię no to było. Myślę, że to powiem, bo nagle się wzbiło do góry i poleciało. I on mówi do tej swojej koleżanki, z którą tam był.
Dziewczyny, mówi: Słuchaj, patrz, zobacz, jakie, co to jest, nie? Ale ona tam oczywiście patrzyła jakieś tam, nie wiem, obrazy. No, no to, to i koniec. No i tego już nie było. No do tej pory się go pytam, Zanim do pana zadzwoniłem, mówię ja mówię słuchaj, ja będę dzisiaj rozmawiał z kimś, kto się tym zajmuje. Mówię I to była prawda. Powiedz mi, potwierdź mi to, bo nie chcę z ciebie zrobić wariata. On mówi Nie, naprawdę to widziałem. I było. Już panu mówię następną rzecz. Ja dzisiaj wróciłem właśnie z kuco z działki. Czy udało mu się zauważyć jakieś szczegóły wyglądu tej postaci? Czy po prostu? To było sto metrów od niego? Gdzieś jakieś to było sto metrów, to to było sto metrów, osiemdziesiąt metrów od niego. Ale to było, on nawet nie wiedział, co to jest, bo myślał, że tam coś stoi. Ale to myślał, że jakiś taki.
Nawet nie skojarzył, że to może być jakieś stworzenie. To się zaczęło ruszać do góry. Poleciało ze skrzydłami. To było. I to było jakby to było jakoś rozmiaru, z tego, co pan mówi, dorosłego człowieka, tak?
Tak, dorosłego człowieka. Dlatego ja mówiłem [zmiana głosu] "wiesz, jest duuugie".A ja też, Ja też. To, co ja widziałem kątem oka, to też było takie duże i to było szczupłe i troszeczkę to oświeciło. Tak mi się wydawało, że to było szczupłe, że to nie było masywne, to coś było szczupłe, długie, ale ja nie widziałem kątem oka nawet tych, tych, tych, bo tam było za ciemno. Nie widziałem skrzydeł, nie widziałem, nie mam pojęcia. I to było jasne.
Tutaj też. Tutaj też bardzo mocno zwraca uwagę siła tego głosu, który pan opisywał. To ten, ten taki. Basowy, dokładnie oddech basowy, oddech taki jakby. Jakby, jakby jego struny głosowe były, nie wiem, dziesięcio, pięćdziesięcio, stukrotnie większe, dłuższe, grubsze niż, niż. No tak. No nie wiem. No nie chcę tam tak mówię, no n-n-nego naśladować, bo się mogą ludzie przez słuchawki wystraszyć.
No już, już mniej więcej po tym, co usłyszeli z mojej strony, to będą już wiedzieć, czego się spodziewać w takich sytuacjach. Jakie to musiało być. Jaki to musiał być potężny dźwięk, prawda? Bo mnie tak słychać, bo ja jestem jakby napędzany przez mikrofon. A skoro pan słyszał to tak głośno, z taką siłą, z takiej dużej odległości, to jednak musiało to być coś dużego. Samo zjawisko, samo zjawisko tego widzenia kątem oczu wpadło z góry na dół.
Mnie tak nie, nie podnieciło jak to, co się później stało. Właśnie z tym głosem. To potwierdziło to, że to, że to po prostu spadło. Oczywiście, że to mi się nie zdawało. Relacja tego człowieka. I teraz mówię jeszcze byłem tydzień temu, również ja tam jeżdżę co tydzień i tata mówi do mnie: "wiesz co?"Bo on czasami spać nie może. To jest człowiek siedemdziesięcioparoletni, trochę schorowany. No i budzi się po nocami.
W nocy nie śpi tam i tak dalej. No i to mój człowiek wieszczał. Wstaję, kurczę, w nocy i patrzę przez okno i coś przeleciało takiego ogromnego. Mówi To było tak ogromne. Mówi, że szok. Mówi Tata, widziałeś jakieś szczegóły? Coś, coś. Ja mówię Widzisz, Śmiałeś się ze mnie. Jednak coś tu coś, kurde, jest w tych kłócach. No przepraszam, że tak, ale tak nie powinienem. Przepraszam. Mówię coś tu kurczę, coś tu, coś tu jest na rzeczy.
Mówię Tata, widzisz? Śmiałeś się ze mnie. On mówi No widział coś, ale z nim się nie da długo rozmawiać, bo on się potem denerwuje. Ja tam próbuję czasami z nim o czymś. On tam czasami widzi jakieś postaci w ogóle w tym pokoju swoim to jest w ogóle inna bajka.
Ten człowiek jest taki trochę... On jest poważny, on, on, on jak coś rzeczywiście widzi takie rzeczy, no to już jest potem, jak to 20 lat też takiego. Ja mówię. Bedroom visits ors. Bedroom. No dokładnie tak. On też, ale to już jest inna działka. Ja mówię o tych-- i tak sobie skojarzyłem z tymi właśnie, no właśnie, to, co się potem wydarzyło po tych kręgach, ja sobie skojarzyłem, że to był jakby początek, bo przed kręgami nic się nie działo, nic kompletnie, jakby.
Ja patrzyłem sobie, nawet sobie kupiłem lornetkę, taką siedemdziesiątkę, żeby sobie oglądać samoloty, niebo, tam jakieś gwiazdy, tam, te, te, te, tam można było zobaczyć te księżyce Mowisza, takie maciupeńkie, ale było widać. Kupiłem sobie potem teleskop. No bo rzeczywiście warunki tam są świetne do oglądania, ale nic nie było, nic się nie wydarzyło. I jeszcze jakby druga rzecz osobna, nie wiem, jak to wszystko ująć w jedno słowo, bo to jednak przestrzeń, przestrzeni lat, to, to też robi to, że nie da się tego tak opowiedzieć, bo da się opowiedzieć. A taki [Śmiech] Efepty to nie jest w ciągu pięciu minut.
Druga rzecz bardzo ważna. Kupiliśmy działkę obok z moją partnerką. No i tam postawiliśmy sobie taki domek holenderski. No i tam, ponieważ ja mam dużo czasu, właśnie mam więcej czasu wolnego niż ona. Ja czasami tam sobie sam przyjeżdżam i coś tam sobie robię, majsterkuję i takie tam różne. Kupiliśmy sobie takie jacuzzi dmuchane, taka moda teraz.
Mówię, trochę carringtonów za, za, za dwa złote można, można sobie użyć [śmiech] takiego życia. No i ponieważ to było w zeszłym miesiącu, to pierwszy raz widziałem coś takiego w ogóle w zeszłym miesiącu. Wiesz, to był wrzesień. We wrześniu już były takie te, te, te, te, te pora o dziewiętnastej już była taka dosyć. Tam jest taki wygwizdów u mnie na tej działce, na drugiej, to jest dosłownie dwieście metrów od mojego domu. Tam przy tej drodze właśnie, co się jeździ, to te UFO widziałem przy tej drodze, tylko że tam taka długa. No i teraz godzina. Czekałem na dziewiętnastą, bo tam jest taki wygwizdów, że w ciągu dnia przy takiej temperaturze we wrześniu jest zimno. Ale włączyłem, załączyłem sobie to jacuzzi na zewnątrz, żeby sobie, żeby się wykąpać. Zawsze czekałem na godzinę dziewiętnastą, bo nie wiem dlaczego, ale o dziewiętnastej przestaje wiać wiatr.
Po prostu jest cisza, flauta. Bardzo fajnie się wtedy siedzi tej temperatury tak się nie odczuwa, jak się wyjdzie z tego jacuzzi na zewnątrz, zanim się tam do tego domku się nie wejdzie z powrotem. No i była dziewiętnasta godzina, niech se pan wyobrazi, siedzę sobie tam w tym jacuzzi, te bąbelki sobie tam gdzieś bujają, piękne niebo, cudowne niebo, czyściutkie gwiazdy, samoloty. Świetnie.
Nagle patrzę, ukazał się rząd świateł. Po prostu rząd świateł przede mną od strony północnej. I to nie było nade mną, tylko to było gdzieś tam w sąsiedniej wsi. I ten rząd świateł. On był oddalony. Ich było, ich było. Teraz nie wiem, czy one ukazały się wszystkie razem, czy po kolei, tego już nie pamiętam. Nie wiem, dlaczego jakoś tak nie kojarzę. I te światła? One były.
Było ich około. Liczyłem sześć na pewno. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć. Dokładnie. I one zajmowały dosyć duży, duży nieboskłon. Nie wiem, jak określić tak w centymetrach. Nie wiem jak. No może one były żółte? Nie były białe? Były żółte i nie były to gwiazdy, ponieważ było to światło bardzo takie i tak. Led ono nie emanowało wokół siebie czymś, tylko u nas tam było i stało to w miejscu, po czym stało. W miejscu i się nie przesuwało, tak?
Nie, w ogóle nic. Kompletnie. Stało sobie to w miejscu. Te sześć świateł. One były. One były bardzo jasne. Bardzo. I pomyślałem sobie na początku, że to mogą być flary, bo czasami jest tak, że tam co czwartek są manewry, tam gdzieś te samoloty wojskowe latają, były świadkiem flarów, tam flary jakieś tam za samolotem, symulacja, tam też nie było jakaś tam wojskowa, jakieś bitwy, coś takiego. To bardzo fajnie wyglądało.
Tylko, że te flary to były takie, że one się te światło się po prostu. Ono było tak pyk, pyk, pyk, pyk, pyk, pyk, pyk. Jeden za drugim. Oczywiście nie w linii prostej, bo ten samolot manewrował, robił uniki, bo to też nie była jakaś tam symulacja bitwy. I oczywiście było bardzo głośno i to nawet nie wspomnę. No i te flary, one jak, jak samolot wypuszcza za sobą, to one nie są jednolite światełko, tylko one się po prostu roz, roz, na poszczególne mniejsze, bo to chodzi o temperaturę najprawdopodobniej, nie?
No i one. I żeby to się rozpraszało. I to natychmiast znikało. Także to można zapomnieć o czymś takim w ogóle. I one się bardzo długo utrzymywały w jednym miejscu. Minęła minuta, dalej są dwie minuty. Mówię kurczę, no a ja mówię no, aparat wziąć albo cokolwiek, ja się siedzę w tej wodzie, na zewnątrz było tam około dwunastu, trzynastu stopni. Mówię kurczę, no nie wylezę z tego. I mało tego, mówię te bąbelki se wyłączyłem, żeby, żeby może jakieś odgłosy będą. Dalej stało w miejscu. Cisza. Nic się nie działo. Ja już mówię kicham. To nie, nie robię żadnych zdjęć, bo i tak to pokażę komuś. To powiedzą mi, że takie światełka są. A to tym bardziej, że jak w telefonie to nie wychodzi. No, coś takiego to mówię kicham, olewam to i czekam, kiedy to się tym stanie. One zaczęły pomalutku od prawej strony przygasać. Nie, że wszystkie razem, tylko pomalutku sobie przygasło. To one zniknęły. I koniec tematu. Na drugi dzień ta sama sytuacja. Tylko, że ja mówię tak. To znowu o tej samej porze.
Siedziałem między 19 a 20, żeby ten wiatr przycichł trochę, żebym sobie znowu mógł, bo to już był październik, wrzesień. Przepraszam - mówię kurczę, to już będę musiał złożyć te jacuzzi, a tak mi się fajnie tam siedziało. Mówię jeszcze na siłę, na siłę tam wlazłem na siłę. Mówię Dobra, to idę. No i siedziałem znowu w tym jacuzzi. Niech se pan wyobrazi w tym samym kierunku, w tym samym miejscu oświeciło się światło, jakby ktoś ogień zapalił, zapałkę i zgasło.Że to było jakby normalnie. Tylko że zapałkę tak. Nie wiem, co jest. I to było... To nie było punktowe. Dlatego mówię o tym, o tym, o tym ogniu takim, który po prostu jakby, no, stał się taki podłużny trochę.
Jak ogień to wyglądało. Zgasło i potem patrzę znowu te światła. Ja mówię kurczaki i się wkurzyłem. Wylazłem z tego jacuzzi i mówię cholera, telefonu nie miałem, miałem mokre ręce. Wziąłem latarkę, zacząłem migać latarką do tego [śmiech] mówię kurczę, no, ale jakby ktoś mnie zobaczył, to jakby ktoś mnie zobaczył, to, to jakiś idiota w ogóle, co ty robisz?
Ale na szczęście to było za dupie i tam nikogo nie ma, nie? Ja byłem sam tam [śmiech] i to się całe to utrzymywało. Ja mówię kurcze, no. I sobie myślę, mówię no nie no, zróbcie coś, ja, nie wiem, to się przybliżyło, nie? Dobra, ok, zgasło.
Zgasło i po chwili już panu mówię, po chwili nagle był taki, bo w ogóle też było piękne niebo, kopnięty kwadrat, taki romb, jakby ktoś go kopał tak jak ten napis samochodów Hyundai, nie? To jest takie kopnięte H jest, nie? No to coś takiego.
I cztery światła, ale to już były takie malutkie, to już nie były tam takie, takie ostre jakieś czy coś, to, to już nie było jakichś cudów. I one sobie leciały, te światła, mówię kurcze, cztery światła dosyć takie miały, miały taki dosyć, taki, no to było w takim dużej odległości było, one nie były takie malutkie, taka mała odległość tego i to sobie leci cały czas i te i, i od północy, od północy do na południe, na południowy, na południowy wschód. I to leciało sobie cały czas tak samo, że każdy, każdy, każdy kąt tego, tego prostokątu czy prostokąta, nie wiem, czasami się gubię [śmiech]. On, on trzymał, trzymał rozmiar. I to mnie dziwiło. To, to było jedno. Na drugi dzień ja mówię panu to, coś, coś, coś chyba. Ja mówię kurczę, tak jak nigdy w życiu nie widziałem takich świateł na niebie. Tak nagle teraz widziałem, widziałem podobne.
Potem czekałem na drugi dzień też byłem. Nic nie było. Przyjechała moja [pikanie] mówi: "Słuchaj, chodź, idziemy o dziewiętnastej, może coś będzie, może to się powtórzy". No ale nic takiego się nie stało. Ona potem pojechała do domu. Na drugi dzień znowu ja tam sobie siedzę. Nie chcę panu wyobrazić, bo teraz była taka, teraz często, często ten, ten, ten, ten, można widać, można oglądać na polskim niebie te sterlinki, nie? No już mi się to znudziło.
Mówię kurczę, nie będę tego oglądał, bo to tylko zaśmieca tamten cały nieboskłon. No i siedzę sobie znowu w tym jacuzzi [śmiech] i mówię panu to ktoś może pomyśli, że zmyślam. No nie mam pojęcia. Nigdy nic nie widziałem. Nagle... Też to była podobna godzina. Były te same światła, ale to było bardzo daleko, a bardzo to było kurczę, nad drzewami to już nie było, tylko zgasły też tak? No i olałem sprawę, nie? No i tak, tak leżę sobie w tym jacuzzi i patrzę, o, starlinki lecą bardzo takie światełka, takie znikome, ledwo widoczne, takie. No ale na tym, na tym było tak piękne niebo, że to było widać, nie? I one były- No, wyraźnie widoczny jest ten ruch w przypadku Sterlingów, prawda?
No tak, tylko że ja to porównuję z jasnością. Z jasnością do, do, do gwiazd i do sterlinków, bo tak, bo to gwiazdy nie było. To nie było tak mocne gwiazdy, tylko te słabsze. Bo sterlinki też tak nie świecą idealnie, nie? Też tak nie są.
Tym bardziej, że one się rozdzielają. One kiedyś jak były, kiedyś, jak one były obok siebie, no to wtedy było to widać, oczywiście. Natomiast jak one widać teraz, potem się rozdzielają, są coraz dalej, ale dalej ten pociąg sobie gdzieś tam dociska po niebie. Znowu powiedziałem śmiesznie. Dobra. No i teraz tak po prawej stronie leciał samolot. Ja cały czas siedzę znowu w tym jacuzzi, bo ja tak regularnie, bo tam mam dużo pracy i ja bardzo lubię sobie wieczorem się wymoczyć troszkę. Oczywiście to wszystko na dworze, bo tam nie wspomniałem, że tam na dworze jest wszystko. Po prawej stronie się samolot tam miga tymi światełkami, tam bla, bla, bla. Mówię, fajnie se leci, a on leciał ze wschodu na zachód, a z zachodu na wschód proste sterlinki lecą. Jeden sobie leci, mówię, a za nim następny, ale to nie był, ale to była taka odległość bardzo taka nie wąsko, tylko tak szeroko, tak, bo one się tam rozdzieliły, nie? No dobra, drugi jest czwarty, piąty nie ma. Mówię kurczę, no to tak sterlingi to może jakieś zagubione, nie wiem, jakieś satelity mówię, nie wiem, co to jest, nie? No i nagle ta jedna zmieniła kolor na czerwony.
Ta druga, ta pierwsza przyleciała. Ten samolot, który leciał z prawej strony, czyli ze wschodu na zachód. Już był, już dotarł na moje, na moje oczodoły, na moje, na wysokość mojego nosa, a po lewej stronie ten, aha ten pierwszy przeleciał w ogóle tam gdzieś już potem zniknął i oczu nie widziałem, a ten drugi zmienił kolor na czerwony. Dalej leciał i tak mi się kurczę tak dziwnie, nie? Zatrzymał się w miejscu i ciach do tyłu [śmiech] Wszystko na temat. Więcej już więcej opowieści już nie mam. I to było dwa tygodnie temu. Dwa, trzy dni. Dwa dni pod rząd, dzień przerwy i następny dzień i następny dzień. I na to świadków już nie mam. Na to już nie mam, bo byłem sam. No i przy okazji tam jeszcze muszę powiedzieć, że w międzyczasie jak był ten kęs zbożu do tego, od tego czasu, do tego, do momentu, kiedy tam do dzisiaj, do dzisiaj załóżmy, to moja mama widziała przez dwa dni o tej samej porze o godzinie chyba tam piątej nad ranem, bo mamy kota takiego, bo go wypuszczamy o piątej nad ranem na zewnątrz, żeby sam zrobił sobie swoje. No i ona widziała kule takie. Mówi, mówi: "Widziałam takie kule". Ona mówi "to stało w miejscu". "W jakiej odległości?" - bo pytam się jej.No i gdzieś nad drzewami tak to było, może jakieś 100 metrów od, od, od śro-- od, od, od domu, nie? Jakieś może 50 metrów? Nie wiem, nie wiem. Bo to-- ona tak mówię, też ma już swoje lata i ona stoi, stoi, ta kula tam stoi i tam w powietrzu wisi i myślała, że to jest gwiazda, bo myślała, że to jest, że to jest ten, ta lampa, którą tam mamy. Ten, ten ciąg lamp, o których panu wcześniej wspomniałem, nam gmina postawiła. No ale to stoi i stoi, i to, to im dawało to tak stoi, stoi. Mama zaczęła nudzić się i kurczę, no to machała do tego, mówię, no to było wiesz, nie wiedziałem nawet.
Pomachała, mówi ja tu idę spać. I dnia 8 o tej samej, o tej samej porze też tego kota wypuszczała. Znaczy o tej samej porze. Otwiera drzwi, tam może godzina wte czy wertę. Też zobaczyła te, te światło, nie? No ale nie potrafią- Ale później już nie było ona widoczna, prawda?
Ono było cały czas, tylko małym mi się to znudziło. Znudziło się oglądanie tego, bo po prostu- Ale nie udało się ustalić, co to może być? Nie. Próbowałem na wszelkie sposoby wykrztusić z niej jakieś informacje.
Ona mówiła, że to jest takie, no taka kulka świetlna po prostu stała se w miejscu. To było dwadzieścia metrów od domu, no. No i w nocy, nie? Wieczorem nad ranem o piątej nie. No i tyle, co no tyle, co, co, co mogłem od niej, od niej wydusić, no bo ona też tak nie wiedziała, ale też tak jakby w ogóle ci ludzie tak jakby w ogóle mieli to gdzieś, nie?
No tak, nie przywiązują wagi, prawda do takich. Ale widać, że jest coś, co, co, co no stoi przy panu na przykład kurcze dwadzieścia metrów jest kulka jakaś świecąca i co? I mają to gdzieś? [śmiech] No mówię, to dron to nie był. No przecież no dron to niemożliwe. No bo ja no to nikt o tej porze na wsi dronów nie puszcza. Tym bardziej u nas, na terenie naszej działki.
I jeszcze, i jeszcze obok, jeszcze obok mamy sąsiadkę taką właśnie też. I, i tak coś nam się rozmowa... To było rok temu, rok temu dokładnie. Bardzo fajna kobieta, taka starsza i tak rozmawialiśmy na takie tematy różne dziwne. I ona właśnie mówiła, że widziała kulę na jej działce i ta kula stała w miejscu i ona tak jakby do góry, ciach, pyk i nie ma. Do góry, moment i nie ma. Także nie, ona nie zniknęła, nie znikła. Tak nagle odleciała.
Tak, odleciała sobie do góry. I zawołała swojego męża, ale mąż to wyśmiał i powiedział, że ma coś z głową, że niewyspana jest i ona musi iść teraz się wyspać, bo. No bo lepiej, żeby, no bo już, bo i wiek chyba coś doskwiera, to jest chaos. [Śmiech] Seriozo?
No także, także tak jak mówię, ludzie mają w ogóle, w ogóle takie rzeczy. Ja to skojarzyłem, ja, ja tak, do czego zmierzałem? Że te kręgi w zborzu jakby, które tam były, ale to było na pewno, na sto procent, to w ogóle nie ma o czym mówić. Ja-- ktoś mi będzie mówił, że to mi się zdawało cokolwiek. Nie, ja przy swoim stoję i koniec. To od tego czasu widziałem te zwierzęta, potem to co tam, to coś, co spadło z góry, tam nie wiem.
Potem tu mój kolega też to zobaczył. Ja to skojarzyłem, że te zwierzęta i jeszcze mój ojciec zobaczył też jakieś, jakieś cudo dziwne, bo to bardzo szybko przeleciało przez ten. To było bardzo duże, więc skojarzyłem, że to coś mogło spowodować śmierć albo, albo tych zwierząt, albo-- no bo nie innego, innego wyjścia. No nie wiem, no nie mam, nie mam.
Musiałem się z kimś podzielić. Już sobie użyłem, bo, bo, yy, bo nikt mi nie chciał wierzyć, no. Ja się tego nie wstydzę. Ja to widziałem, a ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, czego się mogą ode mnie spodziewać. Więc ja nie mam problemu z tym, że wykonuję.
Nie mam takiego zawodu, który by kompromitował mnie, znaczy nie zawód, tylko to, o czym mówię w środowisku moim tam, gdzie się obracam. A jeszcze takie mam pytanie, czy ma pan może możliwość wysłać te zdjęcia tych kręgów? Bo to by mogło być też. No właśnie, właśnie tego nie powiedziałem, ponieważ, już mówię, ponieważ ten telefon, który, ponieważ w ogóle nikt się tym nie zainteresował, to Nokia. Nokia, która tam miałem, to ona dawno wylądowała w śmietniku. Po prostu dostałem telefon od mojej partnerki, z którą się skończyła tam ta umowa. To mówię, to daj mi to będę miał. A chodziło mi głównie tylko i wyłącznie o GPS, bo ja nie lubię telefonów. Dla mnie telefon służy tylko do dzwonienia, a nie do, nie do tam jakichś bajerów, pierdół różnych i tak dalej. Ja tego nie cierpię, ale byłem zmuszony w końcu już rezygnować z tego telefonu na poczet właśnie smartfonu ze względu na ten GPS, bo to jest jednak wygodne, nie?
No i tamten telefon wylądował w śmietniku. Jego nie ma. Wszyscy, co mieli widzieć, to widzieli. Ja już, ja mówię, jak ja byłem w tych kręgach i pierwsze, co mi przyszło do głowy, to mówię, muszę się skontaktować z panem Bernatowiczem, bo, no bo tylko jego wtedy znałem, w sensie z audycji, nie? A jeszcze wtedy tak nie miałem z panami, nawet nie wiedziałem, że pan Celebia, że tam w ogóle, że jesteście. No, no tak, tak było to Radio Paranormalium, Paranormalium, tam obserwowałem, słuchałem, ale jakoś tak nie miałem. No ciekawiło mnie to, ale tak jakoś. No to mówię. No olałem sprawę.
No ale to był jeden człowiek, który tam jeszcze kontakt jakiś był przez Nautilusa i tak dalej. To mówię szybko pójdę tam do tego, wsiądę w komputer, znajdę Nautilus, jakiś kontakt z panem Bernatowiczem.
No ale mówię, co ja będę z siebie wariata robił? Potem przyjedzie albo nie przyjedzie, albo kogoś wyśle, albo coś. No i zrobię z siebie-- potem powiedzą, że to jest coś... Nie wiem. No nie miałem odwagi po prostu. No, Bernatowicz jest dosyć taki medialny. No ale no- Tak, tak, tak, tak. Jego podejście do świadków i do wielu relacji jest dosyć dyskusyjne. Tak to ujmę.
Zgadzam się, zgadzam się. Dlatego bałem się. Bałem się, bo, bo, bo mówię kurczę, no zrobię z siebie wariata, a on może tam ma jakieś ważniejsze sprawy i tak dalej. Tym bardziej że on jest tam trochę zafrapowany jeszcze politycznie i w ogóle mówię no to dałem sobie spokój, nie?
Miałem kontakt przez internet, no ja was też słuchałem. To bardzo ciekawe to, co wy się tam. Zresztą bardzo mi się podobało, że te wasze audycje były długie, a najlepsze było to, że [śmiech]Że dla was mimo że nie najlepsze, ale one były tak długie, że ja sobie puszczałem i potem się wypałem. [śmiech] Ale ja nie wyobrażam sobie po prostu nie mogę zamknąć oczu i zamknąć światła i spać, bo nie potrafię.
Muszę, muszę mieć jakiś taki. Muszę- Musi coś gadać. Musisz coś gadać. Dokładnie. I tak sobie. I tam byłam, bo to były dwugodzinne audycje, zresztą pamiętam. Zdarzały się nawet czterogodzinne, pięciogodzinne, sześciogodzinna.
Nigdy nie zostałem, bo już po prostu [śmiech] tak były fajne rzeczy. No, no w każdym razie mam już święty spokój, nie muszę już do nikogo dzwonić. Naprawdę dawało mi to spokoju, a martwiłem się tylko, że czas, czas mi po prostu zabierze tą pamięć.
I tak na przykład nie potrafiłem panu powiedzieć, czy to, co spadło na dół, czy to po prostu potem, czy to w górę tak samo się uniosło. Podejrzewam, że właśnie coś takiego było, ale nie chcę o tym mówić, bo, bo nie mam pewności, bo już ten czas właśnie już zrobił, zrobił ze mnie te, z mózgu tam jakąś już, no niestety, ja już mam pięćdziesiąt jeden lat, a ta pamięć już nie jest taka chociaż, chociaż jeszcze się czuję młodo. No wiadomo upływ czasu.
Upływ czasu na wspomnienia działa raczej zwykle negatywniej niż pozytywnie. Tak. Dokładnie, dokładnie. Natomiast powiem szczerze, że, że dziwne jest to, że rzeczy ważniejsze w życiu mniej się pamięta, niż te spotkania moje z rzekomym UFO, jak ja to nazywam. [śmiech] Jakoś tak bardzo...
To jest zwykle coś, co wykracza w jakimś stopniu poza nasz jakby zakres postrzegania. Nie pasuje do tego, co mamy zapisane w pamięci. W ten sposób to ujmę. No, być może, albo nawet na pewno, że tak jest.
Także absolutnie. Generalnie w sumie tak wszystkim mówię znajomym i sobie to tłumaczę, że, że nasi naukowcy, jako ludzie, nasi w sensie tacy, czy to są, nie wiem, Amerykanie, Japończycy, Chińczycy. My jako ludzie posługujemy się narzędziami, które sami sobie stworzyliśmy i typu na przykład mikroskop. Tak, podaję tylko takie tam pierdo pierdo. I tymi narzędziami-- te narzędzia nam pozwalają na przykład drążyć tematy, które normalnie byłyby dla nas nie-nie-nie-nieznane i tak dalej. Ale to są, to są narzędzia, które są naszym, naszym produktem, aaa istoty na pewno, które tam gdzieś się znajdują, w jakimś tam, nie wiem, czy, czy, czy wymiarze, czy gdziekolwiek.
Po prostu tego nie ma. Nie mamy takich instrumentów, żeby to zbadać. A nasze mózgi i percepcja jest na etapie po prostu no nie wiem, bardzo słabym, no. Niektóre zwierzęta przecież mają zmysły. Tak, tak.
Tylko że nastawione tylko na jeden zmysł. Bo tak. Tylko że zwierzęta są nieproduktywne. My potrafimy coś wyprodukować, zrobić coś, coś. Zwierzęta tego nie robią. Nie? To jest też takie trochę dziwne. No ale niektórzy na przykład zwierzęta mają tak wyostrzone percepcję w jednym kierunku, że na przykład taki nietoperz. No co, ktoś, ktoś, ktoś tam ultra dźwiękami czy jakimiś tam się kierują, a my tego nie słyszymy.
No to jest dziwne dla mnie. Ale one są ukierunkowane na to. Mamy jeszcze więcej tych zmysłów, jakby mniejszych, ale ten, no nie wiem, co mówię, to jest głupota, to może coś zacząłem, zacząłem dywagacje jakieś tam. No, w każdym razie- Nie no, to się pokrywa z tym, że z tym, że gdy coś widzimy, doświadczamy czegoś, to nasza świadomość próbuje to jakby dopasować do tego, co mamy w pamięci, tak? Jeżeli czegoś nie, nie jest w stanie dopasować, to czasami skutkuje to nawet szokiem dosyć ciężkim.
No tak, no bo jesteśmy na tyle, na tyle prostym organizmem. Skutkuje szokiem albo zniekształceniem wspomnienia. Zgadza się, zgadza się. Tylko kto ma, kto ma to określić, kto jest zniekształcony? Kto my sami? Pan, Ja? Kto? No przecież jak coś nam się wydarzy, to jak ja teraz panu powiedziałem na przykład to, co, to co mi się przydarzyło, nie? To kto ma to określić? Ja sam, pan prezydent?
Nie wiem [śmiech] ksiądz, kucharz? No można zbierać, nie wiemy, po prostu tego nie wiemy. Ja, ja, ja, ja nie wierzę właśnie. Nie mam pojęcia, do czego to wszystko zmierza. No nie wiem, nie mam pojęcia. Nie, nie wiem, nie wiem. Czytam też teraz te książki, też wszystkie tam jeszcze z okresu ładowałem teraz te wszystkie te, te, te.
Kiedyś było takie wydawnictwo No Press, dorwałem teraz te wszystkie lektury. No tam, tam się interesuję szydrugowaniem światową, takimi różnymi okrętami, takimi różnymi rzeczami. Także mam sporo, sporo jakby, jakby zainteresowań takich, takich intelektualnych. No ale, ale raz miałem taką-hm, raz miałem przyjemność.
Nie wiem, jak to powiedzieć. Miałem, miałem przyjemność, ponieważ zachorowałem sobie tam miałem zarzuty głowy, jakieś takie rzeczy. No nikt mi tego nie zdiagnozował normalnie. No i postanowiłem sobie podjechać do pani, która, która jest taka trochę, nie wiem, jak to powiedzieć.
Taką szeptunką jakby? Nie, nie szeptanka to jest bardziej to takie jest, takie jest bardzo proste. Szeptunka to tam bardziej tam taka. Mówię o zdolnościach takich jasnowidczych, jak i również- Ekstrasenska.
Coś takiego. O dokładnie, dokładnie, dokładnie. Pojechałem tam, opowiedziałem jej. W ogóle to, w ogóle to ciekawa historia, bo, bo, bo ona mi powiedziała takie rzeczy przez telefon, przez telefon, nie znając mnie w ogóle.
Mało tego, ojcu mi powiedziała, że u mnie schodzi, że mam jakieś nogi i tak dalej, że ma chore nogi i tak dalej. Ja mówię Pani no jak to tam? No i ja do niej tam się udałem do Łodzi, ona z Łodzia pochodzi, żeby mi coś mówię kurczę, no tak mi się kręci w głowie, że, że bałem się wyjść z domu czasami nie? To mi przeszło już nie, ale ja i to już nie będę wnikał w temat mojego zdrowia. Ale ona mówi do mnie tak: Niech pan już przestanie czytać te książki o UFO.Że to wszystko jest kłamstwem. Może sobie pan wyobrazić? Skąd ona miała to wiedzieć?
Jak ja to usłyszałem? Yyy, to ja zwymiałem. No bo mówię, ale dlaczego mam przestać? Dlaczego mam przestać? Przecież to jest tak fascynujący temat, że, że to jest ważniejsze niż kurczę wszystko, co jest na świecie w ogóle.
Mówię no to, to, to przecież to jak mam, nie? Mówi niech pan przestanie, to pan zgłupiejesz. No i tyle. I rzeczywiście było tak, że jak zacząłem czytać, to już mnie łeb bolał od tego i przerwałem sobie. To, to tak na marginesie taki, taki wątek, taki komiczny trochę, ale polecam tą panią. Bardzo fajna kobita, starsza też po przeżyciach i no, no, no i powiem Panu, że, że odczułem różnicę takiej energii jakiejś tam, jak się z nią tam gdzieś zbliży się do niej, czy cokolwiek. Tak się czułem dziwnie w ogóle. No i tyle. To chciałem panu powiedzieć. Cieszę się. Uliżyło mi bardzo mocno, że już tego tematu nie będę z nikim podejmował, że już nie muszę o tym mówić, że wyplułem z siebie to, co miałem. Ja się tego nie wstydzę, a mnie to tam cicho, że tam ktoś usłyszy mnie na ogólnopolskiej czy gdziekolwiek to ja bym kłamał. Ja to mówię szczerze prawdę. To, co widziałem, to, czego doświadczyłem i nie mam z tym problemu, żeby opowiadać na forum.
I to tyle, jeśli chodzi o zdarzenia z miejscowości Gocoby w województwie opolskim. Być może dla jakiejś części zaprezentowanych dziś zdarzeń znajdzie się jakieś racjonalne wytłumaczenie, niemniej jednak przyznacie Państwo, że budzą one pewien dreszcz, a podczas ich relacjonowania mojemu rozmówcy nie bez powodu towarzyszyły silne emocje. Jeśli macie Państwo swoje historie, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Polecam również Państwa uwadze miesięcznik Nieznany Świat, w którym oprócz pasjonujących artykułów o tematyce paranormalnej i ezoterycznej znajdziecie również rubryki Dotknięcie nieznanego oraz Kontakt nie telepatyczne, w których ludzie tacy jak wy dzielą się z redakcją czasopisma swoimi trudnymi do wytłumaczenia przeżyciami oraz spostrzeżeniami na tematy poruszone na łamach periodyku. Wydanie papierowe Nieznanego Świata dostępne jest w punktach prasowych oraz w sklepach sieciowych na terenie całej Polski. Dostępne jest również wygodne wydanie elektroniczne.
Zapraszam również do odwiedzenia kanału Nieznanego Świata na YouTube, na którym oprócz zapisów ciekawych spotkań znajdziecie również wybrane archiwalne relacje z dotknięcia Nieznanego w wersji dźwiękowej. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium - paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę i dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: Radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź zza granicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w której są audycji, istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Czekamy również na Państwa email pod adresem radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Ufo Relacje Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych.
Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko.
Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.