[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy X teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka. Idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka jednej z najbardziej niezwykłych audycji w polskim internecie. W podcaście mówią świadkowie w każdym z odcinków macie Państwo niezwykłą okazję wysłuchać relacji o trudnych do wytłumaczenia zdarzeniach pochodzących od samych świadków. A dzisiejszy odcinek w całości wypełnią relacje o obserwacjach UFO. Odcinek będzie dość mocno ilustrowany materiałami nadesłanymi przez świadków. Linki do wszystkich załączników znajdziecie Państwo w opisie tego odcinka w naszym archiwum podcastów oraz na YouTube. Na dobry początek proponuję, abyśmy zapoznali się z kilkoma niezwykle ciekawymi relacjami nadesłanymi drogą tekstową. Dziwny obiekt podobny do latającego jaja skanuje świadka. Zdarzenie z Lelowa z 1992 roku zgłoszone do serwisu ufo-relacje.pl. Dzień dobry.
Mam czterdzieści cztery lata. Zastanawiałem się od dłuższego czasu, czy opowiadać w ogóle o tym, co mi się przytrafiło w 1992 roku. Było bardzo suche lato, bo od końca kwietnia nie padał żaden deszcz. Rano około godziny piątej, piątej trzydzieści dnia bodajże siódmego lipca 1992 roku wstałem i poszedłem do łazienki, aby umyć twarz, zęby i ręce. Gdy wróciłem do pokoju, położyłem się, aby poczytać książkę lub gazetę. Położyłem się na brzuchu i zacząłem czytać. Po dłuższej chwili, gdy już całą uwagą zatopiłem się w lekturze, kątem oka spojrzałem za okno. Wydawało mi się dziwne, że coś czarnego leci wprost w moim kierunku. Pomyślałem, że to ptak i znów skierowałem wzrok na czytany wcześniej tekst. Ale obiektem nie był ptak.
To była ciemnozielona, prawie czarna kula. Obiekt opiszę poniżej. Teraz wyszczególnię, czego dokonał obiekt w związku z moją osobą. Obiekt nadleciał przed okno po szerokim łuku od prawej. Zatrzymał się i zaczął się zmieniać. W środku pojaśniał. Ja postanowiłem zejść z łóżka i przyjrzeć się bliżej nieznanemu zjawisku. Gdy wstałem, wtedy obiekt zaczął jaśnieć. Wykonałem jakieś dwa, może trzy kroki i nagle, jakby momentalnie zostałem uderzony w oczy wiązką oślepiającego światła, która na chwilę zablokowała u mnie zdolność widzenia. Gdy ja nieporadnie próbowałem wykonać kolejne dwa czy trzy kroki dzielące mnie od okna, zarejestrowałem jak przez oślepiającą mgłę, że ten obiekt wypuścił poziomą wiązkę światła i zeskanował moją sylwetkę od głowy do stóp i z powrotem, po czym zgasł.
Zmatowiał i jakby rozpłynął się w powietrzu, a raczej przybrał kolor nieba na zasadzie mimikry. Gdy zaczynał matowieć, zauważyłem, że zaczyna się ode mnie oddalać po tej samej trajektorii i w tym samym kierunku, z którego nadleciał wcześniej, przy czym przylot był o wiele wolniejszy, ale odlot bardzo szybki, wręcz błyskawiczny. Całe zdarzenie trwało może minutę, może ciut dłużej. Trudno to ocenić ze względu na chwilowe oślepienie, czy też może nawet krótkotrwałą utratę pamięci i świadomości. Gdy widzenie mi wróciło, nadal stałem w tym samym miejscu. Obiekt miał kształt kuli nieco spłaszczonej jak kula ziemska, czyli geoidy, co przypominało w ruchu raczej jajo. Dopiero przy bliższym obserwowaniu widziałem, że to jest raczej geoida niż jajo. Faktura powierzchni była jak błyszczące szkło zmoczone wodą, ale nieco matowe. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że nawet była to struktura ciekłokrystaliczna. Średnica wynosiła około pięćdziesięciu, sześćdziesięciu centymetrów podczas przylotu, a podczas skanowania mojej osoby obiekt jakby spuchł i powiększył swoją średnicę o dobre dwadzieścia lub trzydzieści centymetrów.
Po skończeniu operacji skanowania znowu się zmniejszył i zmatowiał bardziej oraz jakby się zaparował, czy też powierzchnia pokryła się metalicznym nalotem. UFO nad Wronkami w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym roku. Relację udostępniona przez Piotra Cielebiasia, autora kanału UFO Historie. Oto moja relacja odnośnie obserwacji NOL niedaleko Wronek dwudziestego dziewiątego i trzydziestego września tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego roku. Był to piątek.Wróciłem ze szkoły. Byłem wtedy w drugiej klasie technikum. Zjadłem obiad i wybrałem się rowerem do znajomego mechanika, który naprawiał Syrenę siostry. Było po osiemnastej. Pożegnałem się z mechanikiem i pojechałem do kolegi Tomka na pogaduchy na ulicę, obecnie Morelową. Wtedy dwudziestego drugiego lipca.
Spotkałem go bardzo ożywionego przed domem. "Słuchaj" — krzyknął do mnie, gdy tylko mnie ujrzał. — "Ojciec przed chwilą mi mówił, że widział UFO nad lasami". "A jak wyglądało?" — spytałem. "Miało cztery światła i zaróżowione pod spodem". I tu nakreślił ręką półkole. "Niemożliwe" — powiedziałem. "Mówię ci, że naprawdę to widział". Uśmiechnąłem się i potraktowałem tę relację w kategoriach żartu, ale po chwili coś mnie tknęło i ciekawość wzięła górę. "A co robisz i czy masz czas?" "Mam" — odpowiedział Tomek.
"To podjadę do domu, wezmę lornetkę i przyjadę do ciebie. Może się znowu pojawi, to sobie pooglądamy". "Dobra" — powiedział Tomek. — "Ja uszykuję aparat fotograficzny i będziemy sobie czekać". Tak jak powiedziałem, tak zrobiłem. Pojechałem ekspresowo do domu, wziąłem lornetkę i wróciłem na Morelową. Ulica Morelowa we Wronkach położona jest na górce nad miastem. Z domów na tej ulicy widać linię lasów. Tomek zrobił kawę. Siedzieliśmy w jego pokoju od strony ulicy.
Ojciec Tomka natomiast cały czas obserwował to miejsce, w którym zauważył NOL w kuchni. Kuchnia wychodziła na stronę lasów Puszczy Noteckiej. Nic się nie działo, nic nie zaobserwował. My od czasu do czasu dochodziliśmy do kuchni. Nic nie było można zaobserwować. Zaczął się zmierzch. Przyszła noc. Nie było widać żadnych gwiazd. Było po dwudziestej drugiej. Powoli zbierałem się do domu.
Nagle ojciec Tomka wpadł do pokoju, krzycząc: "Jest!". Pobiegliśmy wszyscy do kuchni. "Ale was nabrałem". — Śmiał się do rozpuku. Wkurzeni wróciliśmy do pokoju. Usiedliśmy. Wzięliśmy po łyku kończącej się kawy. Ojciec zaczął znowu krzyczeć: "Jest! Chodźcie szybko". Nie chcieliśmy mu wierzyć, myśląc, że znowu nas nabiera, ale ciekawość szybko wzięła górę.
Pobiegliśmy do kuchni. No i było. W kuchni przy zgaszonym świetle obserwowaliśmy niesamowite zjawisko. Do dzisiaj, gdy o tym myślę, włosy stają mi dęba. Wtedy też tak było. Obserwowaliśmy NOL. Tak myślę. "Która godzina?" — ktoś spytał. "Dwadzieścia po dziesiątej" — ktoś odpowiedział. Lornetkę oparliśmy na taborecie kuchennym postawionym na stole w kuchni.
NOL pojawił się na prawo od komina ówczesnego Wrometu, obecnie Amiki. Rysunek jest poglądowy, ale kolor, kąt nachylenia i wymiary starałem się dobrać jak najwierniej. Widok z lornetki dziesięć na pięćdziesiąt Carl Zeiss Jena DDR. Pojawiły się światła w postaci owalnej koloru jasnożółtego. Jednak nie od razu. Pojawiły się w kolejności podanej na rysunku numer jeden. Odstęp czasu pomiędzy zapaleniem się jednego światła do następnego to około dwudziestu, trzydziestu sekund. Czyli od momentu pojawienia się pierwszego światła do ostatniego minęło około dwóch minut. Światła w tej postaci były widoczne dalej około pięciu minut. Oglądaliśmy to prawie bez słów, zauroczeni zjawiskiem.
Właściwie to byliśmy jak sparaliżowani, ale mogliśmy się poruszać. Nagle zaczęło się coś dziać. Zobrazowałem to na rysunku numer dwa. Ze środka świateł zaczęły wyjeżdżać mniejsze, okrągłe światełka w odcieniu niebieskawym, po czym następował obrót tych małych światełek. Wszystko w kolejności pojawienia się świateł. Dokładnie to było tak: ze światła numer jeden wyjazd pionowo do góry niebieskawego światełka, wyżej, dalej od światła podstawowego, obrót w lewo na dół, osiągnięcie pozycji po przeciwnej stronie pionowo do dołu, niżej, bliżej światła podstawowego, spadanie do dołu z zanikiem niebieskawej światłości, jakby gaśnięcie światełka niebieskawego. Następnie światło numer dwa tak samo, z wyjątkiem tego, że obrót światełek niebieskawych następował w prawo. Potem tak samo światło numer trzy, ale obrót w lewo i dalej światło numer cztery, ale obrót w prawo. Wszystko to odbywało się w niesamowitej precyzji i równych interwałach czasowych przez dalsze około dziesięć minut. Następnie światełka przestały wyjeżdżać ze świateł podstawowych.
Światła podstawowe były jeszcze widoczne około dwóch minut, po czym gasły w takim samym interwale czasowym dwadzieścia do trzydziestu sekund jak się pojawiły, ale w innej kolejności. W kolejności odwrotnej: czwarte, trzecie, drugie, pierwsze. Całość, jak sądzę, trwała około dwudziestu minut. W międzyczasie Tomek próbował robić zdjęcia tego obiektu. Wybuchła nagle niesamowita dyskusja. Przekrzykiwaliśmy się nawzajem, co to mogło być. Niesamowite wrażenia. Ojciec Tomka wyciągnął dość dokładną mapę na stół. Zmierzyliśmy linijką na taborecie odstęp od NOL-a do komina Amiki. Na tej podstawie wyrysowaliśmy kąt i linię prostą od miejsca, w którym się znajdowaliśmy.
"Bielawy!" — krzyknął ojciec. Bielawy to wioska odległa kilkanaście kilometrów od Wronek, którą Niemcy spalili podczas wojny, ale nadal jest oznaczona na mapach. "Jedziemy tam" — zaproponował ojciec. Obleciał nas strach. "Jedziemy i koniec" — upierał się ojciec. Spieraliśmy się i dyskutowaliśmy dalej w noc, a noc biegła. "A widzieliście, jak samoloty latały, jak to się pojawiło?" — spytał ojciec. Faktycznie, wzdłuż ulicy Morelowej tam i z powrotem na pełnym gazie latała dwójka. Para kontrolna przez cały czas trwania NOL-a. NOL zniknął.
Zniknęły samoloty.Coś jest na rzeczy, myślałem. Doświadczenia wojskowe? Być może, ale raczej UFO. A te niebieskawe światełka to jakieś sondy, zwiadowcy. I tak dyskutowaliśmy, aż nagle NOL pojawił się ponownie. Była pierwsza dwadzieścia w nocy, trzydziestego września tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego roku. Światła zapaliły się ponownie w podanej kolejności i trwały około dwie minuty. Nagle w dość szybkim tempie pod światłami pojawiło się mrowie tych małych, niebieskawych światełek w formie jakby obłoku owalnego. Potem zaczęły one wjeżdżać w odwrotny sposób do świateł podstawowych. Zbliżały się do dołu światła numer jeden.
Obrót do góry w lewo i wjazd od góry do światła podstawowego. W kolejności pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, z tym że numer pierwszy i trzeci obrót w lewo do góry, a numer drugi i czwarty obrót w prawo do góry. Gdy niebieskawe światełka skończyły swój transport do świateł podstawowych, światła nadal trwały jeszcze około dwie minuty, po czym zgasły w kolejności czwarte, trzecie, drugie, pierwsze. Jedziemy tam! — krzyczał ojciec. Szybko zbiegliśmy do samochodu. Kuchnia była na pierwszym piętrze. Ojciec już grzał Syrenkę. Pojechaliśmy w sam środek Puszczy Noteckiej do Bielaw. Byliśmy na Bielawach około godziny drugiej w nocy do około drugiej czterdzieści.
Nic nie było. Niczego nie udało się zaobserwować. Nawet gwiazd. Wróciliśmy do domu Tomka. Dyskusja nie ustawała. O godzinie trzeciej dwadzieścia znowu pojawił się NOL. W tym samym miejscu, ale wszystko odbywało się szybciej. Znowu latały samoloty. Znowu wyjeżdżały niebieskawe światełka, ale było ich mniej. NOL szybciej zgasł.
O godzinie czwartej dwadzieścia znowu pojawił się NOL i tak samo niebieskawe światełka w mniejszej ilości szybciej wjeżdżały do środka świateł podstawowych NOL-a. Znowu latały samoloty wzdłuż ulicy Morelowej, a sam NOL zgasł też szybciej. Przyszedłem rano do domu kompletnie niewyspany, ale nie mogłem spać. Całą sobotę i niedzielę dyskutowaliśmy, co to mogło być. Był to dla nas szok. Nikt z nas wcześniej takich rzeczy nie widział. W poniedziałek rano poszedłem do szkoły. Z dyskusji z innymi wynikła nagle niespodziewana rzecz. Jeden kolega, który nic nie wiedział o mojej obserwacji, opowiadał, że idąc do kina w piątek wieczorem przed godziną dwudziestą zauważył w mieście, dosłownie w ulicach, nisko lecącą niebieskawą kulę, średnicy około półtora metra. Rzecz działa się w mieście Chodzież.
Później z innych relacji dowiedziałem się, że nad jeziorem Mormin koło Ostroroga, dziesięć kilometrów od Wronek, też widziano taką kulę nad taflą wody około godziny dwudziestej, dwudziestej pierwszej oraz na ulicy Szkolnej w Nowej Wsi, trzy kilometry od Wronek widziano taką kulę nad kominem domu o dachu spadzistym. Godzina nieznana. Po powrocie ze szkoły spotkałem się oczywiście z Tomkiem. Stary, słuchaj — mówił. Pomyliliśmy się ładnych kilkanaście kilometrów. UFO było na Nadolniku, zaraz za drogą Wronki-Czarnków. Podobno jakiś facet z Borku, dzielnica Wronek, robił też zdjęcia tego. Gdzie to było? — spytałem. Na Nadolniku.
Poszukaliśmy piątkową mapę. Jedziemy tam. Weź aparat — zdecydowałem. Wsiedliśmy na motorowery i pojechaliśmy tam. Co zastaliśmy? Przy jednej z głównych dróg leśnych trafiliśmy na coś niesamowitego. Prostokąt o wymiarach około pięćdziesiąt na sto pięćdziesiąt metrów i całkowicie sprasowany las. Nawet jedna gałązka nie wystawała z tego obszaru na pięć centymetrów w górę. Pnie całkowicie wprasowane w piasek leśny. Tak samo mech, wrzosy, małe drzewka i krzaczki.
Tomek robił zdjęcia. Po drugiej stronie po przekątnej stał biały Ford Transit i kilku gości bardzo blisko niego coś grzebało w tym sprasowanym lesie. W pewnym momencie jeden z tych panów zauważył nas i biegiem do nas przebiegł po tej przekątnej. Spytał się, czego tu szukamy. Zdecydowanie i w sposób nieznoszący sprzeciwu. Stałem jak sparaliżowany. Nie wiem, co robił Tomek, ale ja nie mogłem się ruszyć ze strachu. O Boże! Myślałem. Kto to jest?
Co on nam zrobi? Ten facet miał oczy jak jaszczurka. Nie kłamię. Uwierzcie mi. Nigdy wcześniej ani później nie widziałem takich oczu. Aż wstyd to powiedzieć, ale ja zesikałem się w gacie ze strachu na widok tych oczu. Te oczy prześladowały mnie potem w snach bardzo długo. Facet podbiegł do Tomka, wyrwał mu aparat fotograficzny, otworzył i wyrwał całą taśmę. Rzucił taśmę na ziemię i podeptał, a aparat też rzucił na ziemię i kazał nam spierdalać stąd i więcej tu nie przyjeżdżać. Tomek chwycił aparat i wierzcie mi, spieprzaliśmy stamtąd, aż się kurzyło.
Myślałem, że zatrę silnik i nigdy tam już nie wróciłem. Ze strachu. Nawet teraz. Tomek też nie. Dlatego nie ma zdjęć NOL-a ani terenu. Do gościa z Borku, który robił zdjęcia, nigdy nie udało się dotrzeć. Ludzie na początku o tym mówili, a potem nagle wszystko ucichło. I tyle. Rok później sąsiad Tomka wrócił z pracy ostatnim pociągiem z Poznania po północy i podobno widział to samo. Z wyrazami poważania i pełnym szacunkiem, że w końcu ktoś zechciał mnie wysłuchać.
Pierwszy lipca dwa tysiące jedenastego roku. Obserwacja niezidentyfikowanego obiektu latającego nad Luopioinen w Finlandii, piątego stycznia dwa tysiące dwudziestego czwartego roku. Dokładna godzina obserwacji: szósta pięćdziesiąt rano. O tej porze w Finlandii jest jeszcze głęboka noc. Temperatura powietrza wynosiła minus dwadzieścia pięć stopni Celsjusza. Mrozy są od około dwóch tygodni, dzięki czemu na niebie przez ten okres nie ma ani jednej chmurki. Idealne warunki do spacerowania i spoglądania w niebo. Widoczność jest na tyle dobra, że gołym okiem widać doskonale Plejady, Drogę Mleczną, Wenus, Jowisza i tak dalej. Bardzo interesuję się astronomią i kosmosem, dlatego zawsze korzystam z okazji czystego nieba i przyglądam się ciałom niebieskim. Wracałem właśnie do domu z moimi psami.
Szedłem od strony Talasniemenkuja. Na końcu tej uliczki jest maleńki cypel wzdłuż ulicy Rimpuntie. Na skrzyżowaniu Rimpuntie z Rimpunkuja kątem oka po mojej lewej stronie zauważyłem bardzo jasny, lekko żółtawy obiekt. Z mojej perspektywy miał wielkość otworu wtyczki od gniazdka. Świecił on własnym światłem. Na początku myślałem, że jest to Wenus, jednak nie pasowała mi barwa. Proszę mi uwierzyć, tutaj planety, gwiazdy, nawet sam księżyc jest dużo większy niż w Polsce. Mając na uwadze, gdzie jest żółtawy obiekt, odruchowo spojrzałem na południe, gdzie normalnie o tej porze powinienem widzieć Wenus. I rzeczywiście tam była. Wisiała nieruchomo i świeciła białym światłem jak zawsze.
Szybko wróciłem do obiektu, ale go już nie było w tym samym miejscu, tylko około dwa metry dalej i leciał dalej ze wschodu na zachód. Leciał tak z około piętnaście, dwadzieścia metrów i nagle wyparował. Wyparował. Mam tutaj na myśli, że znikł bardzo powoli, a nie w mgnieniu oka. Odległości, jakie podaję, to odległość wyciągnięcia miarki na wysokość ręki. Nie jestem w stanie określić, jakiej wielkości był obiekt w rzeczywistości i jaką odległość przebył naprawdę. Było idealnie cicho. Całość obserwacji trwała około pięciu sekund. Na początku myślałem o meteorycie, jednak przecież na samym początku obiekt wisiał na niebie i się nie przemieszczał. Widywałem tutaj też parę razy podobnej wielkości meteoryty, które spalają się w atmosferze, jednak te naprawdę małe lecą bardzo szybko, o wiele szybciej od mojego obiektu i widać praktycznie przez ułamek sekundy samą smugę.
Te większe zostawiały długie smugi i im bardziej się spalały, to stawały się coraz jaśniejsze i większe. Tutaj tego brakowało. Z ciekawości sprawdziłem również położenie ISS, jednak stacja w dniu dzisiejszym nie zaczepia nawet o Europę i Azję. I to tyle, jeśli chodzi o relacje tekstowe przygotowane do dzisiejszego odcinka. Za chwilę przejdziemy do prezentacji wybranych nagrań rozmów telefonicznych. W międzyczasie pozwólcie, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy przeżyli coś trudno wytłumaczalnego i chcieliby o tym opowiedzieć. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to: stacjonarny trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero zero zero osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero zero zero osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem: radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. No to skoro kontakty przypomniane, czas zatem przejść do rozmów telefonicznych z naszymi słuchaczami. Na początek tej części audycji proponuję, abyśmy wysłuchali fragmentów kilku rozmów, w których moi rozmówcy opisywali zdarzenia z różnych kategorii, w tym też takie związane z obserwacjami niezidentyfikowanych obiektów latających. Zdarzenie, którego opisu teraz wysłuchamy, rozegrało się około roku dwa tysiące dziewiątego w rejonie Poznania. Na prośbę rozmówcy nie podaję dokładnej lokalizacji. Wówczas to nasz słuchacz razem z kolegami wybrali się na ryby. W pewnym momencie zaskoczyło ich pojawienie się w zasięgu wzroku dziwnej kuli światła wykonującej bardzo osobliwe manewry
[23:45] - Ja miałem wtedy szesnaście, siedemnaście lat. Brat jest ode mnie pięć lat starszy, już miał prawo jazdy i razem z jego kolegą pojechaliśmy sobie na nockę latem na ryby. I ja odkąd pamiętam jak jest możliwość, no to patrzę sobie w niebo. No lubię zwyczajnie patrzeć w te gwiazdy. No i siedzimy tak pamiętam, nikt nic nie pił, nikt nic nie brał, żeby nie było. Leżałem sobie na leżaczku i patrzę sobie w to niebo i widzę, że leci biały punkt. No i pierwsza moja myśl pewnie jakiś satelita. I w pewnym momencie pokazuję tak mniej więcej w ten rejon na niebie palcem i mówię właśnie do brata i do kolegi mówię: spójrzcie, mówię w tamten punkt. No i tak patrzą. Leci ten, ta biała kropka ani nie mrugała, ani nic.
W pewnym momencie się zatrzymała. Zleciała w dół. Wielkością było tak nie wiem, jakbym na księżyc patrzył. Takiej wielkości. Taka kula, biała kula światła, bez żadnego dźwięku, bez niczego.
[24:37] - Taki zygzakowaty jakby ruch. Taki nagły, nagła zmiana.
[24:41] - Nie był szybki. On po prostu ten punkt leciał normalnie sobie leciał jakoś tam raczej szybciej niż samolot, ale po prostu takim tempem, no nienaturalnym jakby dla naszych gdzieś tam rzeczy. Leciał na tym niebie. Zatrzymał się i po kilku sekundach zleciał w dół.
[24:58] - No raczej samoloty i satelity i inne nasze wynalazki nie potrafią chyba takich rzeczy robić. Tak pod kątem odbijać.
[25:06] - Raczej nie. Tym bardziej że to nie były czasy dronów. Wtedy jeszcze jakby żadnych dronów do użytku takiego cywilnego, jakie możemy sobie gdzieś tam zakupić. No nie istniały jeszcze wtedy.
[25:16] - No drony niby były już jakoś tam dostępne, ale nie były aż tak przystępne jak obecnie tak?
[25:21] - Tak powszednie jak teraz o.
[25:23] - No i z tego, co się orientuję, to drony też raczej takich ostrych skrętów nie robią, nie?
[25:30] - Znaczy drony są w stanie zrobić takie ostre skręty, ale po pierwsze drony hałasują, po drugie drony mają światełka, mają zazwyczaj zielone i czerwone, a tu po prostu była wielka kula białego światła. I najlepsze, że jak to zawisło nad tą taflą wody, to przez chwilę się naprawdę mega jasno zrobiło, że było widać drzewa dookoła, gdzieś tam nawet po drugiej stronie tego akwenu wodnego, bo to było mniejsze niż jezioro, ale większe niż staw. To był taki prywatny zalew po prostu. I zawisło nad tą taflą wody. Jakbym miał tak powiedzieć, no to było w odległości od nas jakieś nie wiem, no z pięćdziesiąt metrów. Zawisło nad tą taflą wody, bez dźwięku, bez niczego i po prostu w pewnym momencie uniosło się w górę i poleciało w górę. Nie gdzieś za horyzont, tylko tak wysoko w górę.
[26:15] - Tak prosto.
[26:16] - Prosto po prostej linii od samej tafli wody, tak jak poleciało w górę. Tak po prostu. Tak jakby pan spojrzał na niebo i nie wiem. No nagle gwiazda gaśnie. No po prostu poleciało do góry i znikło.
[26:29] - A jakie to miało gabaryty? Bo chyba w tym momencie urwało nam połączenie jak...
[26:33] - Tak jakbym miał powiedzieć mówię tak jak ja to widziałem z metr, półtora średnicy. Kula po prostu duża kula. Nie wiem, jak teraz czasami słucham. No to nie wiem, czy to była kula energii, bo gdzieś tam słyszałem, że kosmici czy tam czy po prostu no ja to też nazywam nasi bracia, którzy przylatują. No to raz to jest w formie fizycznej, a raz właśnie w takiej formie niematerialnej. I co to faktycznie było? Nie wiem, ale nie było to nic z pochodzenia według mnie naszej technologii. Żeby było ciekawiej. Dokładnie rok wcześniej brat miał, który był z innym kolegą na rybach. Miał takie samo doświadczenie, tylko że kula była czerwona.
Jak on mi to opowiadał, to ja się z niego śmiałem wtedy i później. Po tym wydarzeniu, rok później z tą białą kulą to pamiętam, że on do mnie powiedział mówi: a ze mnie się śmiałeś, jak ci opowiadałem.
[27:22] - No i śmiech, że tak powiem, zamilkł.
[27:25] - Śmiech zamilkł, ale było wręcz. Ja nie czułem strachu. Ja czułem zafascynowanie. To jest coś, co po prostu z jednej strony zawsze chciałem to zobaczyć. W końcu coś takiego kiedyś zobaczyłem. Ale to nie jest, nie było uczucia strachu. To było wręcz takie zaciekawienie, zafascynowanie.
[27:42] - A teraz przenosimy się w czasie i przestrzeni w okolice roku dwa tysiące trzeciego, dwa tysiące piątego do Torunia.
[27:51] - Panu jeszcze opowiem może o tym, jak widziałem UFO na niebie. Widziałem kilkanaście razy, ale nie mówię, że UFO, bo widziałem różne dziwne takie obiekty, które ciężko wytłumaczyć. Sposób ich poruszania się był ciężki do wytłumaczenia, bo one się poruszały powiedzmy góra dół z powrotem góra dół. Taki trójkąt robiły na niebie, jakby się goniły. Takie też takie w taki dziwny sposób no.
[28:17] - Takie nagłe manewry, których żaden taki no wynalazek nasz nie jest w stanie wykonywać tak?
[28:24] - Tak, takich no nie mamy jeszcze tej techniki, nie? Oni my tu mamy na ziemi podobno kamień łupany według tego, co tam jest. Taką teorię słyszałem. No i to by się zgadzało, że jesteśmy jeszcze mocno do tyłu. Ale powiem panu wyszedłem na papierosa. Miałem szesnaście lat, wtedy tak zaczynałem palić. W tej chwili też palę, ale przymierzam się rzucić. Wyszedłem na papierosa. Pamiętam, miałem wtedy pamiętam strasznie to pamiętam w ogóle ten, ten wieczór to był jakoś tak wieczór. Też tak ciepło był.
Ciepło był. Na krótki rękaw mówię. Ja mieszkam na osiedlu bloków, mam blok naprzeciwko bloki obok siebie. Ja mieszkam na drugim piętrze. Wyszedłem na balkon, zapaliłem papierosa. Rozglądam się ok. Wszystko wziąłem. Nie wiem, z pięć, cztery, pięć machów. Gdzieś tak się zbliżałem do połowy. Tak spojrzałem w niebo.
Mówię no, księżyc nie super. Palę, palę, ale mówię coś jest nie tak. Mówię to jest za nisko. Spatrzę. No nie wiem. No to było z dwieście metrów nad ziemią. Mówię przecież dwieście do trzystu. Dwieście, nie trzysta nawet nie. No dwieście, dwieście parę. Mówię przecież to jest za nisko, mówię i to jest za białe.
To było idealnie białe światło. Perfekcyjna biel. Naprawdę tak jak się nie wiem. Aktorzy uśmiechają tak na reklamie.I biel zębów, tak? Uderzająco biały świat. No patrzę się na księżyc, co tam widać jakieś, prawda?
[29:53] - To był jakiś duży obiekt?
[29:55] - No taki dosyć panu powiem, że duży, nie? No tak jakby tak, jakby tak zlądował na ziemię, no to panu powiem, no miałby, nie wiem, z kilkadziesiąt metrów, no z siedemdziesiąt. To było dosyć spore. Ja to pomyliłem z księżycem ogólnie.
[30:09] - Jaki to mógł być rok? Jaka to była miejscowość?
[30:13] - No Toruń. Toruń to był. Rok, no też takie to czasy, tak mówię, z szesnaście, siedemnaście lat miałem, nie? No tam z 2003 do 5, nie? I nawet ja śledzę Radio Paranormalium często gęsto, mówią świadkowie i nawet niedawno jakieś tam archiwalne właśnie odcinki słuchałem i ktoś widział i też w Kujawsko-Pomorskim tylko w 2000 bodajże ósmym on to widział. Jakby ten obiekt co ja. Aż przewinąłem sobie jeszcze raz mówię, no facet widział chyba ten obiekt co ja, ten sam. Może pan skojarzy odcinek. I ja patrzę na ten, na ten, na to coś. Jeszcze nie wiedziałem, co to jest, nie?
Bo ja nie założyłem, że to jest UFO. Tylko patrzę, mówię, co to jest? To wisiało bezgłośnie, bez niczego. Po prostu to wisiało, tak? I nagle ja się patrzę na to. Na jakieś trzydzieści sekund na to patrzę. I tak kiedyś takie były włączniki światła do pokoju, że można było sobie przyciemniać, tak? Kręci się pokrętłem i to się tak ściemnia. I ten obiekt, to światło powoli się zaczęło ściemniać, ściemniać, ściemniać, ściemniać, ściemniać, ściemniać. Zniknęło, zgasło i pusto.
Ja się zlękłem. Wywaliłem tego papierosa. Wbiegam do pokoju rodziców, opowiadam im. Nawet na balkon nie wyszli. Opowiadam im, takie coś tu widziałem. Zero reakcji. Dalej telewizor oglądają. To taki jeden właśnie był przypadek, że to musiało być UFO. I mówię i w archiwalnych waszych nagraniach ktoś i też mówię w moim województwie tylko później widział tego typu obiekt. To jest dziwne.
[31:58] - Przenosimy się teraz na Dolny Śląsk. Jak państwo zapewne pamiętacie, w odcinku sześćdziesiątym autor ostatniej z zaprezentowanych wówczas dość szokującej relacji wspominał również o obserwacji UFO. Już za moment poznamy przebieg tego zdarzenia. Rzecz cała wydarzyła się między Głogowem a Polkowicami.
[32:20] - To będzie trochę bardziej ufologiczne. Musiałbym trochę bardziej nakreślić cały zarys historii. To było, jak mnie pamięć nie myli, okolice 2012 bądź 13 roku. Pamiętam tyle, że to była końcówka sierpnia. Powiem w ten sposób. Ja pochodzę ze wsi. Co prawda to teraz taka wieś połączona z miastem, no ale to, że tak powiem-
[32:45] - Jaka to miejscowość, gdzie się to wydarzyło?
[32:47] - To jest obok Głogowa, z tym że to jest takie miasto rozrywkowe dla bardziej doświadczonych życiem ludzi, że tak delikatnie to ujmę. Jako młody człowiek to za bardzo nie ma na co liczyć. No teraz trochę się zmieniło, ale jednak te dziesięć, piętnaście lat temu to, to taka grobowa atmosfera była. Tym bardziej jak ktoś się wyłamywał z szeregu. I ja właśnie taki byłem, bo jakoś najbardziej mi się spodobała różnego typu muzyka rockowa czy metalowa. Zacząłem się trzymać z różnymi subkulturami. No a tutaj nie było wśród rówieśników zbyt dużej grupy. Ale niedaleko Głogowa, jak mnie pamięć nie myli, to jest chyba siedemnaście kilometrów od Głogowa jest takie miasto Polkowice. Jak mnie pamięć nie myli, to pan jest z Katowic. No to te Polkowice to jest taki odpowiednik Sosnowca.
Niby się pół Polski śmieje, ale na pewno można znaleźć coś ciekawego.
[33:47] - Niby pół Polski się śmieje, a tak naprawdę to współczują.
[33:51] - No właśnie o to chodzi. No w każdym miejscu można znaleźć-
[33:55] - Taki odpowiednik Sosnowca, Wejherowa i Kielc.
[33:58] - No, świetnie powiedziane. Akurat też tam zimno jak w Kielcach. A tam była po prostu taka większa grupa około rówieśników moich, którzy się tak trzymali w podobnym klimacie. Glany skóra i tak dalej. No to ja byłem, nie wiem, jakby to ująć, rozwiązły. To jest dobre słowo. No lubiłem wypić, mimo niebycia pełnoletnim. Może, może dzięki temu teraz w ogóle nie piję. No ale się chodziło na różne imprezy, różne ogniska się robiło i pamiętam, że to właśnie była końcówka wakacji. Mieliśmy takie ognisko na tak zwanej ścieżce zdrowia.
To taki można powiedzieć las, ale jakby oddzielony częściowo, jakby park połączony z lasem. Tam były takie ławeczki różne z pniaków i kłód. Można było ognisko zrobić. No i co tu będę mówił, po prostu popiliśmy. Ja miałem wracać autobusem do Głogowa, jak mnie pamięć nie myli za piętnaście dwunasta albo piętnaście po dwunastej w nocy. No i się tak wyczołgałem z tej ścieżki zdrowia, z tego parku poszedłem na dworzec, a że byłem, no wcięty mówiąc klasycznie, zasnąłem i mi ten autobus uciekł. Obudziłem się koło nie wiem, drugiej. Następny autobus w moim kierunku bodajże był o siódmej rano. To jak już byłem taki na chodzie, że tak powiem, uznałem, że te piętnaście czy szesnaście kilometrów zrobię pieszo. Jeszcze można powiedzieć kości z wiekiem aż tak nie bolały.
No i po prostu ruszyłem, jak to w obecnych memach dosyć młodych niedawno przez mgłę. Mniej więcej dwa, trzy kilometry za Polkowicami w kierunku Głogowa jest to się Bodzów bodajże wioska nazywa. Tam się zjeżdża po prostu w bok z głównej drogi, a na tym skrzyżowaniu głównej drogi z tym zjazdem jest przystanek autobusowy. Wiesz, taki ceglany, jak to za PRL-u były. No i ja sobie tam usiadłem. Może było wpół do trzeciej, trzecia w środku nocy. No i znowu zasnąłem. Po prostu się zmęczyłem. Zasnąłem. No ale obudziłem się koło piątej.
Już tym razem trzeźwy całkowicie. No i postanowiłem iść dalej. I w tym momencie ja tam panu wysłałem mapkę dla, dla takiej skali. Przeszedłem może piętnaście, dwadzieścia metrów od tego przystanku i w tym momencie, inaczej w czasie, który potrzebowałem na przejście tych dwudziestu metrów, więc ja nie wiem, to jest pół minuty. Widziałem no UFO, po prostu UFO. Nie mam pojęcia, czy to było jakieś pozaziemskie, ale po prostu niezidentyfikowany obiekt latający. W ciągu tych trzydziestu sekund
[36:48] - Pokonał taką trasę, że musiałby osiągać naprawdę prędkości powyżej dwóch machów. Jak tak z czasem sprawdzałem, to nawet dwa i pół, ale do tego dojdę. Po prostu z tej-
[37:03] - No tutaj ten przelot tego obiektu pokazuje, jak rozumiem, ta mapka, gdzie jest duża strzałka narysowana, tak?
[37:11] - Tak, tymi zielonymi. Tak, tak. Tam jest jedna linia czerwona, a druga zielona. I w tym czasie jak ja przeszedłem tą trasę czerwoną, to ten obiekt pokonał trasę zieloną, że tak ujmę. Więc to jest, yy-
[37:25] - No to rzeczywiście dosyć duża szybkość musiała być.
[37:28] - No to było półtorej kilometra może. No, może z zawiasami nawet dwa. No w ciągu pół minuty, no to tym bardziej że potem to jeszcze przyspieszył. No ale wracając do sedna: ja nie miałem takiego poczucia, że to jest coś nadnaturalnego, tylko bardziej takie stricte fizyczne bym powiedział. Na początku myślałem, że to po prostu jakiś nowoczesny samolot. Dopiero, dopiero po jakimś czasie do mnie dotarło, że raczej nie. Nie wiem, jak by to ująć. Zawsze mi się kojarzyło z płaszczką taką co w morzu pływają. To było takie eliptyczne, o średnicy mniej więcej trzydziestu metrów. Do koloru przejdę potem, bo to na osobny akapit się nadaje.
Miało taki ogon zwężający się z tej, z tej elipsy w kierunku tyłu. Nie widziałem żadnej kabiny, żadnych okien, żadnych szyb. Poruszało się właśnie z taką prędkością, no ogromną, nie oszukujmy się. Na wysokości, z tego, co potem sprawdzałem, około dwustu pięćdziesięciu do trzystu metrów. Na początku nie wziąłem tego za coś spoza Ziemi, że tak to ujmę, ponieważ zachowywało się bardzo fizycznie, że tak powiem, w zgodzie z fizyką. Generowało hałas, ogromny hałas. Z tego co potem czytałem w Wikipedii, nie wiem na ile to się zgadza, to był silnik jakiś, nie wiem jak propulsive przetłumaczyć na polski, ale taki impulsowy, coś w ten deseń. Dźwięk mi bardzo przypominał rakiety V2, jakie Niemcy wystrzeliwywali podczas drugiej wojny światowej. Taki niejednostajny hałas, tylko takie, no takie impulsy po prostu obok siebie.
[39:19] - Propulsive to chyba chodzi o jakiś napęd odrzutowy, tak? Coś takiego.
[39:23] - Tak, to był odrzutowy, natomiast to nie był taki ciągły napęd odrzutowy, jak na przykład w samolotach, yy, no odrzutowych.
[39:31] - A, czyli taki pulsacyjny bardziej coś tego typu.
[39:33] - Tak, tak, tak, tak. Takie impulsy, no trochę jak bicie serca bym powiedział, ale to było bardzo głośno. Jak potem mniej więcej porównywałem, to mogło być około stu dwudziestu decybeli. Biorąc pod uwagę, że to przeleciało obok mnie mniej więcej trzysta metrów, może nawet czterysta tam, biorąc pod uwagę wysokość, to przez pół dnia miałem jedno ucho zatkane. Do tego stopnia ten hałas, no zaszkodził mojemu słuchowi. Kolejna kwestia. Dlatego pomyślałem, że to jest coś fizycznego, ponieważ można powiedzieć taka była namiastka smug kondensacyjnych, szczególnie na tej części ogonowej. No, nie wiem właściwie, czy to był ogon, ale no na tyle tego obiektu to się tak rozkładało jakby na, na trzy skrzydełka. Ja to na szkicu zrobiłem. Jeszcze panu nie wysłałem.
Dośle. Po prostu z tamtych, no skrzydełek, z tego obrysu skrzydełek takie drobne bo drobne, ale były smugi kondensacyjne, a mniej więcej w połowie tego pojazdu, tego obiektu pojawiła się taka jakby, nie wiem jak to się nazywa dokładniej, ale taka jakby chmura. To się często zdarza przy przekraczaniu prędkości dźwięku. Z tego, co mi wiadomo, tam jest różnica ciśnień i temperatury i taki obłok po prostu, a la chmura się robi wokół obiektu bądź tam samolotu. I biorąc pod uwagę właśnie takie czynniki, ja nie brałem w ogóle tego za coś nadnaturalnego. Ot, ciekawy samolot, którego jeszcze nie widziałem. Wtedy się jeszcze w ogóle tym nie interesowałem. No ale po latach doszło do mnie, że brakowało wielu czynników, które mogłyby wskazywać na to, że to jest obiekt ziemski. Pomiędzy innymi brakowało oświetlenia. Z tego, co mi wiadomo, to na samolotach na jednym skrzydle musi być zielone światło, na drugim czerwone, a na ogonie białe stroboskopowe.
Żadnych oznaczeń nie było po prostu na nim. I kolor to już jest taka głębsza sprawa, ponieważ to było koło piątej trzydzieści rano, to jeszcze nie było, nie było w pełni jasno jak za dnia, ale już tak świtało. Niebo było koloru takiego granatu i popielu zmieszanego i ten obiekt, kolor tego obiektu praktycznie się pokrywał, pokrywał się właśnie z kolorem nieba. I teraz z perspektywy czasu trudno mi stwierdzić, czy to był jakiegoś rodzaju kamuflaż, czy to był po prostu jakiś odcień szarego koloru, który się wpasował w panującą pogodę. Po prostu to nie było z odległości to byłoby bardzo ciężko dostrzec, a ja po prostu widziałem, no nie wiem, jak by to powiedzieć, obrys, różne linie. Próbuję sobie teraz przypomnieć, czy to może jakieś cienie rzucało, ale raczej nie. No po prostu tak kolor obiektu wpasowywał się w kolor nieba i to był całkowity mat. Żadnych, żadnych świateł, jak już mówiłem, nie było. Był straszny hałas. Do tego stopnia, że przez pół dnia miałem jedno ucho zatkane.
Co ważne, nie widziałem żadnych, żadnych gazów wylotowych z tego silnika bądź silników. Tak samo ten silnik, jakikolwiek silnik by tam był, to nie był widoczny z zewnątrz. Trudno powiedzieć, skąd się wydobywał ten, ten dźwięk, bo po prostu to była jednak te trzysta pięćdziesiąt, czterysta metrów odległości, ale skądś dolatywał. Na początku myślałem, że te, te smugi kondensacyjne coLeciały za tymi skrzydełkami z tyłu. To były jakieś gazy, wylatały z silnika. No ale nie. To jednak było po prostu od prędkości i od zmiany ciśnienia. Świadków nie było ze mną żadnych, bo wracałem samemu do domu, ale jeden samochód się zatrzymał i też patrzył, co się dzieje. To była osobówka, jacyś młodzi ludzie i tylko się zapytali mnie przez szybę, czy też to widziałem. Powiedziałem, że tak.
No ale pojechali. Myślałem, że może, może zagadam, że się z nimi zabiorę autostopem. No ale pojechali. Tylko zapytali się mnie, czy ja też to widziałem. Warto dodać, że byłem już po tylu fazach snu, że tak powiem, całkowicie trzeźwy. Żadnych narkotyków nie brałem, jedynie może z pięć piw wypiłem dzień wcześniej. Nom, nom.
[44:00] - Ja tutaj mam takie pytanie odnośnie tej, odnośnie kształtu tego obiektu, tylko będzie to wymagało udzielenia odpowiedzi, zerknięcia przez pana na Messengera, bo to skojarzyło mi się z inną relacją, też gdzieś tak z dwa tysiące trzynastego roku. Wysłałem panu okładkę z podcastu, który omawia to zdarzenie. Czy to wyglądało podobnie jak ten bumerang nad Lublińcem z takimi jakby trzema zakończeniami z tyłu? To jest taki obiekt jakby z przodu jest okrągły i ma z tyłu jakieś takie, takie trzy dziubki. Też relacja, w której obiekt sprawiał jakby wrażenie, że był, że stosował jakiś kamuflaż. Bardziej chodzi mi tutaj o kształt tego.
[44:42] - Okej, teraz dotarło i nie, to nie było nic takiego. To było po prostu jakby, jakby wziąć kształt jajka, elipsę i na tym dłuższym boku to tak jakby ogon był doczepiony do jajka. No, ja tutaj wyślę panu szkic, bo, bo to jest, no trudno to opisać jednoznacznie. Ten ogon, że tak to ujmę, on się tak rozdzielał na trzy skrzydełka. Mi się to kojarzyło, jak, jakby była taka broń średniowieczna, to się bodajże oskardę nazywało. Taka, taka jakby buława z takimi skrzydełkami ostrymi. Tak jakoś mi się skojarzyło z tym. No ale, no mówię, bardzo trudno to opisać, ale no jakiś, można powiedzieć, mam dar pamięci fotograficznej. Może to wynika z zawodu, ale pamiętam dokładnie, jak to wyglądało. I najprościej będzie chyba, jak po prostu wyślę szkic.
Tak teraz do mnie doleciało, że mniej więcej dwa dni wcześniej rozmawiałem z kolegą i też słyszał jakieś bardzo głośne samoloty. Kolega z Polkowic właśnie, ale niczego nie widział, tylko że w środku nocy coś latało bardzo głośno. I jak wystawił głowę przez okno, to nie było niczego widać. Może to wynikało też właśnie z braku jakiegokolwiek oświetlenia na, na tym obiekcie. No chyba że to po prostu jakiś wysoko samolot leciał nad linią chmur. No ale z drugiej strony nie byłoby tak głośno, że, że wszystkie okna w domu latają.
[46:13] - Tutaj z tego, z tej mapki wynika, że ten obiekt musiał dosyć taki, taki ostry zakręt zrobić, tak? Jeżeli dobrze rozumiem.
[46:21] - Tak, tak, tak, to już można powiedzieć po czasie do mnie doleciało. Zrobiłem, że tak to ujmę, wizję lokalną. Minęło pięć lat mniej więcej, no pięć, cztery lata. Pojechałem w to miejsce z dalmierzem laserowym, żeby mniej więcej chociaż określić, jaka to była odległość, jaka była wysokość. Tak mniej więcej też sprawdzałem prędkość, z jaką się poruszało. No i do wniosków doszedłem takich, że gdyby to był taki stricte ziemski obiekt na poziomie techniki, jaka jest powszechnie znana bez jakichś tam tajnych projektów, to przy takich skrętach pilot bądź piloci zmieniliby się w mielonkę od przeciążenia, bo tam musiało być nawet piętnaście do dwudziestu G, więc raczej człowiek by tego nie przetrzymał. Takie zwroty po prostu przy takiej prędkości są niemożliwe przy obecnie znanej technologii.
[47:18] - No niemożliwe do wytrzymania przez pilota i w ogóle niemożliwe do wykonania przez naszą technologię, tak?
[47:25] - No właśnie o to chodzi, bo nawet jeżeli to by był jakiś dron, że, że po prostu nie ma tego słabego czynnika ludzkiego, no to jednak by się rozsypał. To za duże przeciążenia na, na cały ten płat. Ale z drugiej strony kształt bardzo pasował do obecnie znanych zasad, po prostu awioniki, że nie wiem, jak by to ująć tak zgrabnie. No tak, tak to jest, jak się po prostu czyta prace na ten temat po angielsku, a potem po polsku. Nic nie działa. Po prostu biorąc pod uwagę powierzchnię nośną tych skrzydeł, tego, tego dołu obiektu, to by się zgadzało, że to może latać, ale właśnie przy takich ostrych skrętach to, to raczej by się rozpadło. Na tej mapce, co panu wysłałem, tam między tymi zielonymi liniami w pewnym momencie jest taka zielona kropka. W tym momencie ten obiekt przyspieszył jeszcze bardziej niż wcześniej. Trudno mi powiedzieć o ile, ale bym zaryzykował stwierdzeniem, że około o połowę szybciej niż wcześniej. I to było mniej więcej na, no tak na wysokości tego, co ja, ja stałem.
Uderzył mnie taki po prostu to się chyba sonic boom nazywa. Nie ma chyba polskiego tłumaczenia, że ten taki skondensowany dźwięk w jednym momencie uderza po prostu w słuchacza.
[48:46] - Polskie tłumaczenie mi to znalazło dosłownie grom dźwiękowy.
[48:50] - A no może bardzo pasuje zresztą grom, bo to tak jakby dźwięk się nawarstwił i w pewnym w jednym idealnym momencie uderzył i dopiero potem słychać. To właśnie jak przyspieszył, przyspieszył, bo tak jakby zwolnił przed tą kropką na mapie, a potem przyspieszył ponownie, to z tego, co czytałem, to po prostu przekroczył prędkość dźwięku i przy takim zwrocie to by się po prostu rozpadł.Sprawdzałem co prawda później, mimo że mam dobrą pamięć, niemal fotograficzną, to tam jakieś drobne szczegóły mogły się. Mogłem po prostu pamięć z pamięci trochę zmyślić, ale bardzo podobny obiekt był widziany nad Wrocławiem. To nie wiem jaka to jest ulica, ale jak jest Panorama Racławicka, taka długa ulica, to dwa lata później ktoś widział coś podobnego. Postaram się znaleźć artykuł, który o tym mówił, bo to nie była żadna, żadna prasa specjalistyczna, że tak powiem, tylko to była jakaś gazeta wrocławska czy coś takiego. No ale nie na tyle się przebił temat do mediów, żeby ktokolwiek więcej o tym pisał. Ja szukałem informacji, ale też już większych więcej nie mogłem znaleźć. A autor tego nie pamiętam, czy to było nagranie, czy jakieś zdjęcie po prostu nie odpisywał mi na maila. Nie chcę skłamać, ale to chyba był piętnasty rok. Tak mi się po prostu wydaje, że to było.
Ta moja relacja pochodzi tam z dwunastego, a to było chyba dwa czy trzy lata później. Tylko że przez te trzy lata właśnie no pamięć ludzka jest taka, taka sobie. Nie jest idealna jak komputer i ja mogłem jakieś malutkie detale zmienić po prostu nawet nieświadomie, ale mi się wydawało, że coś podobnego to było.
[50:37] - W każdym razie dowiemy się.
[50:39] - Ja jeszcze postaram się poszukać, chociaż no to już będzie z dziesięć lat. Trudno będzie znaleźć, ale przynajmniej ten szkic. Szkic panu prześlę, to może coś się rozjaśni. Mniej więcej od tego właśnie piętnastego czy szesnastego roku zacząłem się zagłębiać nad tym tematem. Ale no, mimo nawet teraz takiej wiedzy na temat takich niewyjaśnionych rzeczy, które się u nas na świecie dzieją, to w dalszym ciągu, mimo że to się nie zgadza z logiką, mam wrażenie, że to było coś takiego pochodzenia ziemskiego, że to nie był żaden taki, no po prostu kosmiczny statek czy coś. Ja bym to bardziej w kierunku wojska kierował, no ale no mówię, ja nie jestem fizykiem, jedynie cała moja wiedza, jaką posiadam, to tam pochodzi z Wikipedii, jakichś tam pojedynczych prac naukowych, więc trudno mi się wypowiedzieć, jakbym był ekspertem. I mimo że logika właśnie podpowiada, że to nie powinno się dziać, to jednak trzymam się tego, że to było coś ziemskiego.
[51:46] - No też coraz więcej ufologów teraz się skłania ku teoriom o takim bardziej, o bardziej ziemskiej naturze przynajmniej części obserwacji tych obiektów niezidentyfikowanych. A takie mam pytanie tutaj taką mam ściągę do, do z pytaniami, do relacji o UFO. Jakie wtedy panowały warunki pogodowe?
[52:08] - To była końcówka sierpnia. Kończyły się wakacje i co prawda jeszcze się dzień do końca nie zaczął, ale było ciepło. Nawet nie musiałem, tam kurtkę zdjąłem, w koszulce szedłem. Żadnego zachmurzenia nie było większego. No jedynie tak, tak po prostu taki brzask. Tak świtało powoli słońce się wyłaniało, ale no taka naprawdę ładna pogoda. Dzień wcześniej też. Co prawda trudno mi będzie sprawdzić dokładnie, ale z tego co wiem to mniej więcej mógłbym dokładnie powiedzieć jaki to był dzień, bo pamiętam, że to była końcówka sierpnia. Mniej więcej pamiętam rok i mógłbym sprawdzić na jakimś archiwum prognozy pogody, jaki to był dokładnie dzień, a wtedy bym więcej danych po prostu posiadał, bo to raczej nie będzie trudne, bo pamiętam, że to był też weekend, bo tam część ludzi już pracowała, część jeszcze chodziła do szkoły, przepraszam, do szkoły. No wakacje były, ale po prostu część ludzi była starsza i takie ogniska, imprezy organizowaliśmy właśnie w weekendy, więc niedokładnie.
Ale myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa mógłbym określić dokładny dzień i dzięki temu dokładniejszą prognozę pogody na przykład, bo ja pamiętam tyle, że było bardzo przejrzyste niebo, było ciepło, zachmurzenia większego nie pamiętam, żeby było. No i aż do końca dnia tak było.
[53:32] - Może spróbujemy ustalić widełki czasowe na zasadzie przedostatni bądź ostatni weekend sierpnia. Tak? Bo pan mówi, że to był koniec. To była końcówka.
[53:41] - Tak, tak. Właśnie tak, tak. Tak to myślę w ten sposób zrobić, bo to nie dam ręki uciąć, ale mi się wydaje nawet, że to był ostatni weekend. Ale to mówię najwyżej podam dwie daty. Pamiętam, że to było z soboty na niedzielę. Po tym spotkaniu z tym obiektem latającym skontaktowałem się z fundacją Pip Pip, ale mnie olali, mówiąc kolokwialnie. W ogóle można powiedzieć ich to nie poruszyło. W ogóle nie chcieli żadnych informacji, żadnych szkiców.
[54:12] - W ogóle nie odpowiedzieli w ten sposób?
[54:14] - To znaczy odpowiedzieli tam co pan widział. No i tyle. Nawet tam na tym się dyskusja skończyła.
[54:22] - Ciężko mi to skomentować.
[54:24] - No najlepszym komentarzem będzie potem zamiast tego pip to odgłos upadającej rury, bo mi się to bardzo spodobało w montażu.
[54:33] - Tak, to był odgłos. Chyba wtedy wypikowałem w tym dziesiątym odcinku odgłosem jakiejś łyżki spadającej do szklanki. Mi się skojarzyło. Skojarzyło mi się. Taki miałem pomysł, bo to jest efekt czasami stosowany w teledyskach hip-hopowych z początku tego tysiąclecia. Flexip list w wersji takiej wideoklipowej do puszczania w telewizji. Tam jest moment, gdzie, gdzie występuje takie no niezbyt parlamentarne słówko i w tym momencie słówko jest zastąpione uderzeniem łyżki w szklankę.
[55:13] - No bardzo dyplomatycznie. No ja uważam, że każdy ślad tej fundacji powinien zostać no wymazywany, bo pozostaje mi tylko myśleć, ile ludzi próbowało się z nimi skontaktować, a oni po prostu no olali temat. No i tacy ludzie się często zamykają, nie opowiadają więcej, jak zostali wzięci za wariatur, że tak powiem.
[55:36] - No to tylko świadczy o, o jakby, że to tak ujmę jakości działalności tej fundacji i jej prezesa. No bardziej wartościowy widocznie dla niego jest objazdowy cyrk z miskami i jakimiś samochodzikami UFO w rolach głównych.
[55:52] - Albo rysowanie tego rysowanie.
[55:54] - Wszystkie inne tak. Wszystkie inne UFO to
[55:58] - To dla niego wiadomo co.
[56:00] - Ale za to można pomnik postawić, jak były jakieś takie.
[56:05] - Uzupełnienie od świadka. Podczas sesji regresji hipnotycznej pojawiło się wiele nowych informacji na temat NOLA, którego widziałem. Okazuje się, że część pamięci została przypudrowana przez wyobraźnię. Obiekt leciał znacznie wyżej niż zapamiętałem około trzystu, czterystu metrów. To zaburza wyniki moich obliczeń. Ze względu na perspektywę prędkość mogła być znacznie wyższa niż mi się wydawało. To jednocześnie tłumaczy zjawisko Sonic Boom i obserwacje stożka Macha. Efekt otoczki chmur. Ponadto obiekt najprawdopodobniej był mniejszy o około trzydziestu metrów średnicy. Końcówki płata nośnego skrzydła po przeciwległych bokach były zgięte w dół.
I to tyle, jeśli chodzi o zdarzenie z rejonu Głogowa i Polkowic. Po krótkim przerywniku przejdziemy do prezentacji najdłuższego z przygotowanych na dziś nagrań, w którym jedna z naszych słuchaczek zawarła opisy kilku bardzo dziwnych zdarzeń z udziałem niezidentyfikowanych obiektów latających. Zostańcie Państwo z nami z Radiem Paranormalium. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl. UFO.relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo relacje.pl Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość.
UFO.relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo relacje.pl Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszej audycji przenosimy się na Pomorze. Za chwilę usłyszymy opisy kilku bardzo dziwnych zdarzeń z udziałem niezidentyfikowanych obiektów latających, jakimi podzieliła się z Radiem Paranormalium jedna ze słuchaczek. Szczególnie polecam Państwa uwadze dwa pierwsze zdarzenia z wlatującymi przez zamknięte okno świetlistymi kulami oraz ogromnym obiektem, który zawisł nad lasem, po czym zaczął wykonywać manewry, do których prawdopodobnie nie jest zdolny żaden ludzki wynalazek.
[58:59] - O tych historiach, bo mam dwie, właściwie trzy takie historie opowiadam bardzo chętnie, mimo że ludzie, którzy tego słuchają, uważają mnie za wariatkę oczywiście, ale to mnie wie pan, to mnie nie martwi, dlatego że ja wiem, co widziałam i trudno. Natomiast opowiadam o tym, no bo, bo dochodzę do wniosku, że to jest temat, o którym już teraz chyba trzeba mówić, no. Wiemy, że coś się dzieje, że ktoś tu przylatuje do nas. No i jeśli pan chce wysłuchać, to bardzo proszę. Proszę pana, więc tak pierwsza rzecz, taka bardzo dziwna, która mi się wydarzyła, to ja nie potrafię jej powiedzieć, jak dawno to było. Nie było to dawniej niż dwadzieścia lat temu, dlatego że to było w poprzednim miejscu mojego zamieszkania. Ja mieszkałam w domu, który był wybudowany na skraju lasu, na końcu drogi już. Za naszym domem nie było innych domów, tylko łąki takie rozległe, rozległe jakieś bagniska.
[01:00:04] - A jaka to była miejscowość? Albo jaki to był rejon, jeżeli pani nie może podać?
[01:00:08] - Proszę pana, to były Karczemki pod Gdynią i w tej chwili te Karczemki to miejsce, gdzie ja mieszkałam. Ja sprzedałam dom kilka lat temu. No to, to już w tej chwili ta okolica się zamieniła właściwie w osiedla domów jednorodzinnych, ponieważ wcześniej były tam pola, które rolnicy posprzedawali, podziałkowali, no i teraz już tam wyrosły domy jak grzyby po deszczu. Natomiast wtedy, kiedy ja tam mieszkałam, to mój dom był jedyny w tej okolicy i jak pan patrzył z okna, no to właściwie nic nie było widać, tylko pola i dość dziki taki teren. Zwierząt dużo chodziło i to nie ma może ten cały opis, który teraz powiedziałam, nie ma takiego znaczenia w tej historii. Natomiast w tej następnej, która też się wydarzyła w tamtym miejscu już tak. No i teraz już zmierzam do tego, co to było. Było to bardzo dziwne, proszę pana, a mianowicie obudziłam się w nocy w sypialni, żeby pójść do łazienki. Miałam cała ściana w sypialni to było okno zasłonięte zasłonami i ja wstając do tej łazienki uświadomiłam sobie, że na dworze jest bardzo jasno. I też muszę powiedzieć, że się nieracjonalnie zachowywałam.
Jak teraz o tym mówię i myślę o tym wiele razy o tym myślałam. No to, to moje zachowanie było jakieś dziwaczne, dlatego że w tej sypialni na bocznej ścianie było wyjście na werandę, taką drewnianą, dużą i ja mogłam po prostu były drzwi, mogłam po prostu wyjść i zobaczyć, co to jest takiego. Ja nigdy nie byłam strachliwa, nie bałam się niczego. Natomiast wtedy podeszłam, pamiętam to, jak ja bardzo dokładnie pamiętam to wszystko, co opowiadam. Podeszłam do tego okna, nawet nie odsłoniłam zasłony, tylko wie pan, włożyłam tak głowę między zasłony i przed oknem w ogrodzie roztaczał się wielki trawnik. Ja miałam ogromny trawnik, nie wiem, dwieście metrów kwadratowych i na tym trawniku było tak jasno, że ja sobie pomyślałam dlaczego jest tak jasno? Przecież nie ma pełni. Ja zawsze wiem, kiedy jest pełnia, bo w pełni źle śpię. I wie pan, to było tak jasno w tym ogrodzie, że ja kiedyś mieszkałam w Opolu i w Opolu jest stadion piłkarski. To się nazywa chyba Odra Opole, ta drużyna piłkarska, jeśli jeszcze jest.
I tam jak się jupitery w czasie meczów zapalały, to dosłownie od razu miałam takie skojarzenie, że to jest dosłownie jakby ktoś Jupiter zapalił nad tym ogrodem czy nad domem. Ale to moje nieracjonalne zachowanie. Pomyślałam sobie bardzo jasno, bardzo jasno. Głowę zabrałam, zasłoniłam z powrotem okno i poszłam do łazienki, która bezpośrednio do sypialni przylegała. Usiadłam na toalecie, zrobiłam siusiu, proszę pana. Wróciłam na łóżko, usiadłam na łóżku i na łóżku jak sobie pan wyobrazi, że siedzę, to mam okno na wprost przed sobą. I teraz, proszę pana, siedzę na tym łóżku. Nie wiem, która była godzina, bo nie popatrzyłam na zegarek. Mój mąż spał obok mnie głębokim snem. No podejrzewam, że mogła być pierwsza, druga w nocy.
I teraz przez to okno, przez zasłony wpływają do pokoju dwie kulki. One wyglądają, proszę pana, tak, że jedna się unosi, jedna wpływa pierwsza, a za nią wyżej, może dziesięć centymetrów wpływa druga w takim odstępie, może też dziesięciu, dwudziestu centymetrów. I te kulki wyglądają jak piłki tenisowe.Które się żarzą, to znaczy wielkości piłek tenisowych. I one wyglądały, wie pan, jakby się żarzyły. To było. No nie, jak to panu wytłumaczyć? No nie wyglądało to jak żarówka zapalona. A może jak żarówka, która jakiś taki, taki tak się to światło tak, tak. No trudno mi to opisać. No może jakbym gdzieś widziała jakieś zdjęcie albo symulację, to bym powiedziała no tak, to tak to wyglądało.
No słabo wyglądało.
[01:04:03] - Czy to nie wyglądało tak jak ta, ta taka kula dyskotekowa, błyszcząca? Tak jak się światło się odbija, to to tak, tak jakby błyska, tak?
[01:04:11] - Nie wie pan, to raczej tak wyglądało, jakby pan wziął ognik duży, który się żarzy, ale się żarzy na złoto. Ona była złota, ta kulka i jedna i druga. No, kula, no kula. Trochę przesadziłam, ale to miało wielkość piłki tenisowej. I te kulki, proszę pana, wpływają do pokoju. I tak ja to okno mam przed sobą, powiedzmy dwa metry przede mną. No, może przesadziłam, może trzy metry, bo sypialnia dość duża. I te kulki płyną pod takim kątem w powietrzu, pod takim kątem nie na mnie na wprost, tylko pod takim kątem czterdziestu pięciu stopni. I najpierw sunie ta jedna gdzieś na takiej wysokości siedemdziesiąt centymetrów nad podłogą, a nad nią powiedzmy dziesięć czy piętnaście centymetrów dalej, może dwadzieścia sunie ta druga. No tak, wyżej gdzieś ze dwadzieścia centymetrów nad podłogą.
Ja siedzę i znowu, wie pan, nieracjonalnie się zachowuję, bo siedzę i przyglądam się temu. I one suną sobie, suną, suną, suną powolutku wjechały do pokoju. No tak, na wysokość tych drzwi do łazienki, po czym ta pierwsza kula zrobiła pstryk. Tak się rozpłynęła. Zniknęła. Za chwilę ta druga zrobiła pstryk, a ja w tym mo- w tym momencie znaczy wcześniej przepraszam, jak te kulki tak leć- wsuwały się do pokoju, to ja sięgnęłam ręką do mojego męża, wie pan, za plecy, patrząc na te kulki i szturcham go i mówię , zobacz jakie kulki. A on mówi tak, tak kulki, kulki. Odwrócił się na drugi bok i śpi. I jak te kulki zniknęły, to ja, proszę pana, w tym momencie no po prostu jak automat położyłam się. Natychmiast się położyłam i natychmiast zasnęłam.
Natychmiast. Po czym rano się obudziłam i myślę sobie przecież to mi się nie śniło. Idę do kuchni, proszę pana. Mój mąż akurat je śniadanie i mówię mu: Posłuchaj, czy ja ci w nocy coś mówiłam? A on mówi tak, tak, śniły ci się jakieś kulki . No to mi się nie śniło, proszę pana, ja to widziałam. To było bardzo dziwne. Nie mam pojęcia, co by to mogło być. No nie mam pojęcia, ale widziałam to i miałam też świadomość, że się dziwnie zachowywałam, bo normalnie to bym, wie pan, pod- podeszła, wstała, rękę wyciągnęła. No nie wiem, po prostu to było nieracjonalne.
Ja natychmiast położyłam się do łóżka i natychmiast zasnęłam.
[01:06:33] - Rozumiem, że temu zdarzeniu nie towarzyszyły jakieś dźwięki.
[01:06:36] - Nie, proszę pana, nic kompletnie. Była abso- też to miejsce, gdzie ja mieszkałam. Wie pan, to totalne zadupie. Tam było w ogóle cichutko. Cisza była totalna, totalne. Jedyna rzecz, która była głośna, to tam jest korytarz powietrzny i samoloty, które lecą na Rębiechowo do Gdańska. Rzeczywiście są takie godziny. No teraz już jest tego więcej, bo częściej już te samoloty latają. Ale były takie godziny, że rzeczywiście było słychać samoloty. Natomiast nie tak w ogóle, to tam u nas było bardzo cicho, żadne dźwięki temu zjawisku nie towarzyszyły.
Nie.
[01:07:13] - A okno było wtedy otwarte czy zamknięte? Jaka to była w ogóle pora roku?
[01:07:16] - Okno było zamknięte, proszę pana. Myślę, że to na pewno nie była to zima, ponieważ ten ogród wyglądał no jak taki letni ogród, więc myślę, że mogło to być lato, może jesień i okno było zamknięte. Tym bardziej że to okno, o którym ja panu teraz mówię, to to był fix. To to nie było otwierane okno, tylko to był taki ogromny fix na całą ścianę. To okno miało po bokach takie części pięćdziesięciocentymetrowe, gdzie można było uchylić je. Natomiast to miejsce, w którym te kulki wleciały, no to to dosłownie przez tą szybę wleciało.
[01:07:49] - No właśnie, gdyby, gdyby to były takie fizyczne obiekty, to one nie miały jak tam się dostać do tego pokoju, tak?
[01:07:55] - No nie, nie, no absolutnie. No to nie miały jak się dostać. Dokładnie tak jak pan mówi. No to było, wie pan, te zasłony, takie ogromne, ciężkie zasłony. No bo jak pan ma okno takie trzy metry na dwa i pół, no to wiszą takie kotary na tym oknie. No i ta jasność, wie pan, w tym ogrodzie to było coś przedziwnego, nie? Natomiast ja, ja jakby zupełnie w ogóle jakby przeszłam nad tym do porządku dziennego. I do dzisiaj jak o tym myślę, to myślę sobie, że zachowywałam się jakoś kompletnie nieracjonalnie, no.
[01:08:28] - No, tutaj też zwraca uwagę obecność zasłon. Czy zasłony jakoś reagowały na pojawienie się tych obiektów, jak na zetknięcie się?
[01:08:37] - W żaden sposób proszę pana. To po prostu przepłynęło przez okno, przez, przez szybę, przepłynęło przez zasłony. Nie towarzyszył temu ani żaden zapach. No, no, no nie, no to wie pan, no, nieracjonalna historia zupełnie no.
[01:08:53] - Tutaj też takim zwracającym uwagę elementem jest pani zachowanie. Czy miała pani wrażenie, że pani zachowaniem coś w jakimś stopniu steruje z zewnątrz?
[01:09:02] - Nie, wie pan, ja nie miałam wraże- znaczy ja się troszkę tak zachowywałam, szczerze mówiąc jak automat. Dlatego, że ja jestem w ogóle. Po pierwsze nie jestem bojąca się. Po drugie no jestem ciekawska pewnie jakby normalnie, jakby gdzieś jakbym gdzieś coś zobaczyła, wie pan, że ktoś po tym moim ogrodzie łazi gdzieś tam na końcu świata. No to bym pewnie otworzyła werandę, wyszła, zobaczyła albo przynajmniej odsłoniła okna, albo nie wiem, krzyku narobiła. Tu tym razem to było takie bardzo automatyczne. Ja podeszłam do okna, włożyłam tą głowę, wie pan, tą głowę włożyłam między zasłony jakoś tak idiotycznie zupełnie. Po czym poszłam jak automat do łazienki. Usiadłam na kibelku, zrobiłam, co miałam zrobić. Wróciłam z powrotem.
Usiadłam na łóżku, znowu nie interesując się w ogóle tym światłem w ogrodzie. No i wtedy, siedząc na łóżku, zobaczyłam to, to coś dziwacznego. Nie mam pojęcia, co to było. Po czym natychmiast się położyłam. No oprócz tego, że oczywiście jeszcze mężowi chciałam się pochwalić, żeby obejrzał to samo. On nie interesował się tym. Spał dalej. Po czym się położyłam i natychmiast wie pan, jakby mi ktoś urwał film. Natychmiast zasnęłam. To, to było bardzo dziwne.
No nie wiem, o co chodzi naprawdę. Natomiast opowiadam tą historię, bo ja ją przeżyłam. To jest prawda. To ja sobie tego nie wymyśliłam. Nie przyśniło mi się to. Ale co to było? Nie wiem. Wie pan.
[01:10:21] - No tutaj chwała mężowi, że potwierdził, że to nie była jakby wizja senna, tak?
[01:10:27] - Tak, tak, tak, bo ja no rano. Znaczy tak, bo rano, wie pan, wstałam z takim. Jak panu opowiem tą drugą historię, którą mam do opowiedzenia, to też miałam podobne wrażenie właśnie, że rano wstałam z takim pomieszaniem i sobie myślę, co to było? Przecież to mi się nie śniło. To nie był sen, ja to pamiętam. No i-i męża mojego dorwałam w kuchni, a on mówi tak, tak, jakieś kulki ci się śniły .Tak, tak. No także nie mam pojęcia wie pan, co to było. Ja o tej pierwszej historii, którą panu opowiedziałam, to w zasadzie o niej z nikim nie rozmawiałam i przez wiele lat ona mi w ogóle z głowy gdzieś wyparowała bardzo szybko. I niech pan sobie wyobrazi, że po kilku latach, bo nie wiem jaki, nie chcę pana okłamać, więc nie wiem, jaki upłynął okres od tego pierwszego wydarzenia do tego, które teraz opowiem. W ogóle mnie nie interesowała tematyka UFO, proszę pana, ani latające statki, ani tyle, że to jakby no nie interesowało mnie to.
Miałam różne inne zainteresowania w życiu, tym się w ogóle nigdy nie pasjonowałam ani nie zajmowałam. Natomiast teraz jestem pierwszą zwiaztką tego tematu. Zaraz panu powiem dlaczego. Po tym właśnie wydarzeniu. Ja miałam, to było, proszę pana, w lipcu w dwutysięcznym szesnastym roku, w nocy z soboty na niedzielę i wydaje mi się, że to była noc z jedenastego na dwunastego lipca albo z piętnastego na szesnastego. Jakoś tak. Ja opowiedziałam o tej historii, bo później zadzwoniłam po kilku dniach do fundacji i tam była jakaś pani. Ja jej o tym opowiedziałam, bo ja nie mogłam sobie z tym poradzić, wie pan? Więc chciałam o tym komuś opowiedzieć. Natomiast ta historia wygląda następująco.
Ja miałam w tamtym czasie interes w Chałupach na Półwyspie Helskim. Wynajmowałam tam mieszkania i jeździłam, ponieważ moi goście przyjeżdżali raz w tygodniu na tydzień lub na dłużej. To ja jeździłam raz w tygodniu do pracy. Zazwyczaj to było tak, że jechałam w piątek wieczorem do pracy i wracałam w niedzielę lub wracałam w sobotę późno wieczorem. Tam jest, nie wiem, czy pan wie fatalny dojazd. Korki są na półwysep, żeby dojechać i wyjechać w lipcu, więc ja wiedziałam nauczona doświadczeniem, że żeby do pracy dojechać, to muszę wyjechać wcześnie rano w sobotę, tak żeby o siódmej być w recepcji, a wracać no to dopiero jak się korek skończy. Czyli miałam mieszkanie z balkonem w Chałupach. Patrzyłam, która godzina. Aha, dwudziesta trzecia dwadzieścia. Korek się skończył.
Wtedy wsiadłam w samochód, proszę pana i wracałam do domu. Noc była piękna, gorąca, ciepła i było takie piękne niebo gwiaździste. Bardzo ładne. I wiem o tym dlatego, że część tej mojej drogi pokonywałam przez taki skrót. W Redzie wjeżdżałam do lasu i jechałam później, proszę pana, do domu, do tych Karczemek pod Gdynią. Od drugiej strony, jakby nie od strony obwodnicy Gdyni, tylko od strony Koleczkowa. Taki, tak jakby od Redy, jakby pan z drugiej strony dojeżdżał. Ja jechałam przez wsie. Puste były drogi, drogi były puściuteńkie, proszę pana. Nawet byłam zdziwiona, bo to było dopiero około dwunastej, a mnie raptem minęły dwa samochody.
I teraz godzina była właśnie chwilę przed dwudziestą czwartą. Ja szybko jechałam i szybko dojechałam. Wyjechałam nie później niż dwudziesta trzecia dwadzieścia. A ta cała historia się wydarzyła dosłownie tam nie wiem, za sześć chyba północ. I dojechałam, proszę pana, do mojej wsi od drugiej strony jak gdyby. I jeszcze byłam na asfaltowej drodze, takiej powiatowej. Jak chciałam skręcać w prawo, przede mną była tak na godzinie drugiej stacja benzynowa i ja przed tą stacją benzynową zwolniłam, bo właśnie zjeżdżałam w taką asfaltową, wąską drogę już tam między domami jednorodzinnymi, bo to już była ta wieś, w której mieszkałam. I w tym momencie jak zaczęłam zwalniać przed tym zjazdem, to nad stacją benzynową, która była na godzinie drugiej, nie dalej jak pięćdziesiąt metrów ode mnie zauważyłam, proszę pana, rząd kolorowych świateł i byłam przekonana, że to samolot. Nie wiem dlaczego. No w każdym razie nie wzbudziło to żadnego mojego podejrzenia to coś, co widziałam.
Natomiast jedna rzecz mnie zaszokowała, że to było nisko nad stacją. Ja, skręcając tym samochodem zaaferowana tam jazdą, pomyślałam sobie tylko dlaczego tak nisko nad tą stacją benzynową ten samolot leci? No niefajne to było. Po czym, proszę pana, zakręciłam i teraz już jadę pod kątem prostym do tej drogi, z której zjechałam taką drogą asfaltową, wąziutką między domami, już w ogóle nie myśląc o tym, co widziałam przed chwilą. I proszę sobie wyobrazić, że dojeżdżam jakieś dwa kilometry tą drogą i teraz ta droga asfaltowa się kończy. Dojeżdżam już do bitej takiej drogi, która już prowadzi do mojego domu i ta droga już jedzie tylko w prawo albo w lewo. Czyli kończy się ta droga na wprost i mogę jechać tylko w prawo albo w lewo. I teraz pod kątem prostym znowu zakręcam w lewo w tą drogę bitą i wie pan, patrzę, a przede mną na godzinie, tym razem tak dwunastej, w takiej odległości może pięćset metrów. Widzę to coś, co widziałam przed chwilą, jak zakręca tak jak ja pod kątem prostym, jakby zatrzymuje się w pewnym miejscu. Jak ja wykonałam ten manewr, bo właściwie byłam w trakcie jego wykonywania, to to coś robiło dokładnie-Nie to samo.
Nad takim gospodarstwem na górce tam świerki takie wysokie. Ja, wie pan, widzę to i myślę sobie: samolot zakręca pod kątem prostym. Co to jest? Wie pan, to było przedziwne. To jakby no ten manewr w powietrzu to mi w ogóle nie zapasowało. Ale to coś zniknęło za tą góreczką, za tymi świerkami. Jakby z, pojechało dalej. No i ja znowu przestałam o tym myśleć. I teraz jadę dalej. Jadę, proszę pana, jakieś dwieście metrów taką już drogą.
Już trzeba jechać wolno. Trzydzieści na godzinę. Do mojego domu jest jeszcze, powiedzmy, dwieście metrów. I w pewnym momencie, tam po drodze do domu, przejeżdża ta droga przez takie wyschnięte jezioro, takie łąki po prawej i lewej stronie bagniska takie. I żeby to panu dobrze opisać: ja siedzę w samochodzie, po prawej stronie jest to wielkie bagnisko, po lewej stronie są pola, łąki. Ja jadę tą bitą drogą i teraz to bagnisko po prawej stronie w pewnym momencie się skończy taką skarpą, powiedzmy dziesięciometrową i na tej skarpie wyżej jest las. No taki już stary las. I teraz proszę sobie wyobrazić, że ja, żeby dojechać do domu, no to wjeżdżam przez chwilę w taki zagajniczek w dołku. Wjeżdżam w ten zagajniczek i jak już z tego zagajniczka takiego maleńkiego wyjeżdżam, po prawej stronie już się ciągnie to bagnisko, które widzę. I ja jak już wyjeżdżam z tego zagajnika, to proszę pana, już w tym momencie już zgłupiałam kompletnie, ponieważ na wysokości dwóch i pół, myślę, że góra trzech metrów tak wolno jak ja, trzydzieści na godzinę, przesuwa się coś, co, czego ja w życiu nie widziałam.
Ja jadę, proszę pana, znam tą drogę na pamięć. Całe szczęście, bo bym w jakąś brzozę tam wjechała albo w te, do tego rowu, w to bagno. Ja jadę i gapię się na to i to coś tak wolniutko jak mój samochód, równo z moim samochodem podjeżdża razem ze mną, jakby sunie w powietrzu w odległości myślę nie większej niż pięćdziesiąt metrów. I w pewnym momencie, na tej wysokości, gdzie ta skarpa się zaczyna i ten las, a bagnisko kończy, to coś się zatrzymuje. I ja się też zatrzymuję. I pamiętam radio grało w samochodzie, proszę pana, i pamiętam, że ja miałam telefon komórkowy na gdzieś tu pod ręką, a później go nawet położyłam na, na desce rozdzielczej. Natomiast to stoi, ja stoję i opuściłam, pamiętam, że zanim wyłączyłam silnik, to opuściłam szybę z prawej strony od strony pasażera, żeby to dobrze widzieć i słyszeć. I wyłączyłam silnik. I teraz już mówię panu, jak to wyglądało. Proszę sobie wyobrazić największy telewizor ledowy, jaki pan widział w Media Markcie, który pan powiększy razy pięć.
Czyli to takie, taki, czyli ten kształt w metrażu, powiedzmy, nie wiem, pięć metrów na dwa.
[01:19:21] - Czyli taki wielki ekran. Coś tego typu, tak?
[01:19:24] - Dokładnie. Proszę sobie wyobrazić cztery albo pięć takich ekranów ustawionych jeden za drugim jak pociąg. I każdy z tych ekranów, proszę pana, się świeci innym światłem. I to światło jest takie inne, takie ledowe. Jeden ten ekran był taki ledowy, niebieski, drugi, proszę pana, był czerwony, trzeci był taki złotożółty, był zielony. I ja teraz nie wiem, czy był piąty, czy nie. Nie dam ręki. Ja nie wiem, czy ich było. Ja zapamiętałam te kolory, a one te ekrany zmieniały kolor. To znaczy tak jakby pulsowały co chwilę innym kolorem.
Jakby ten kolor no po prostu zmieniał się kolor w takiej częstotliwości. Tyn, tyn, tyn, tyn, tyn, tyn, tyn. Dosłownie częściej niż co sekundę. I to było ogromne. Wie pan, to było wielkie. To było, proszę pana, myślę, że jakby pan postawił TIR z naczepą, to to by było większe w sumie te niż długość. Myślę, jak dwa TIRy z naczepą. To było ogromne, wie pan, to było nad tym całym bagniskiem się unosiło tak nisko. To było coś jakieś absurdalne, wie pan, bo to, to było nisko nad ziemią, żeby to było, nie wiem, pięćdziesiąt metrów nad ziemią, a to było dosłownie myślę, że nie wyżej niż trzy metry nad ziemią. I ja w pewnym momencie zapytałam siebie, czy to wydaje jakiś odgłos.
I tak, to, to, proszę pana, wydawało taki odgłos jak wentylator. Jakby pan włączył duży wentylator. Ja kiedyś zabłądziłam w hotelu i poszłam do, na jedno piętro za nisko i zeszłam do centrali wentylacyjnej. I to tak, tak hałasowało jak ta centrala wentylacyjna w tym hotelu. I proszę pana-
[01:21:10] - Takie buczenie, tak?
[01:21:12] - Nie buczenie to było mniej niż buczenie, delikatniejsze niż buczenie. To raczej była taka wibracja na, na-
[01:21:20] - Może coś tak, coś takiego. Przypomina mi się teraz motyw powtarzający się w innych relacjach, że to brzmiało tak, jakby takie buczenie pszczół, buczenie roju pszczół, coś tego typu?
[01:21:31] - No. Czy jak, czy jak wentylator po prostu. Nie, to nie było chyba buczenie. Ja bym tego nie nazwała buczeniem, tylko właśnie jakbym włączył jakiś ogromny wentylator. No, no to jedyne takie najbardziej co mi się najlepiej mi się to kojarzy z, z takim odgłosem wentylatora. I to wie pan, ja stałam, może to trwało minutę. No też się, no wie pan, normalnie to by człowiek, wszyscy, którym później o tym opowiadałam, a już teraz opowiadam o tym, kto chce słuchać, to każdemu opowiadam. To mnie pytają: no a dlaczego nie zrobiłaś zdjęcia? Ja wiem, dlaczego nie zrobiłam zdjęcia, wie pan. Dlatego że ja akurat o tym pomyślałam, że ja to powinnam sfotografować, ale bałam się, że jak ja zacznę tutaj szukać telefonu, kombinować, gdzie tu to zdjęcie, otwierać go, to to mi zniknie.
Po prostu gapiłam się na to. Chciałam się napatrzeć na to, czego dzisiaj żałuję. No bo gdybym może zrobiła zdjęcie, to bym miała jakiś dowód tego.
[01:22:31] - No z drugiej strony zobaczyła pani dzięki temu więcej szczegółów, tak? W ten sposób.
[01:22:37] - Nic innego nie widziałam na tym, bo to było nisko przecież nad horyzontem, na tym tle tego czarnego, granatowego nieba i tych krzaczorów to nic w zasadzie innego nie widziałam, tylko te telewizory ogromne. I proszę pana, to jeszcze później mi ludzie mówili: może drona widziałaś? Może to. Może ja bym, wie pan, przyjęła taką opcję, gdyby nie to, co się wydarzyło na końcu. To coś ogromnego, ten ogromny obiekt w pewnym momencie, gdyby to dłużej tam było, wie pan, to ja bym wysiadła z samochodu i poszła tu po prostu bliżej do tego podeszła. Ale to trwało za krótko, żebym ja się ogarnęła w ogóle. I to gdzieś z minutę trwało. I po tej minucie to wielkie coś ustawiło się pod kątem czterdziestu pięciu stopniW powietrzu, tak jak ta skarpa przed tym czymś, ta przed lasem. Po czym? No to było niebywałe.
Wie pan, to było niebywałe. Po czym, proszę pana, tak jakby ktoś z procy strzelił ten ogromny obiekt z takim jakimś kosmicznym przyspieszeniem uniósł się na taką wysokość nad las. Znowu się zatrzymał, jakby pan zatrzymał po prostu, wie pan, pendolini w jednej sekundzie w jednym miejscu. To się zatrzymało nad tym lasem, wyprostowało i znowu wystrzeliło. Ja już jak to zobaczyłam, to już w ogóle zdurniałam, bo ja, wie pan, no nie wyobrażałam sobie, że coś się w ogóle może poruszać w taki dziwaczny sposób, z takim przyspieszeniem na takim dystansie niewielkim, bo to się może dwadzieścia metrów nad ziemię uniosło po prostu w ciągu, nie wiem, jednej tysięcznej sekundy, po czym się tam zatrzymało, wyprostowało jakby poziomo znowu nad ziemię i znowu wystartowało tak, że aż tak mi śmignęło.
[01:24:21] - No, szybkość to jest jedno. Co tutaj jeszcze takim ważnym elementem są gabaryty tego obiektu. No trudno oczekiwać, żeby taki duży obiekt w takim szybkim, w takim krótkim czasie zrobi takie manewry, tak?
[01:24:36] - Wie pan, to ja słowo honoru, wie pan, że jak ja do dzisiaj, jak ja o tym opowiadam, to mnie się to nie mieści cały czas w pale, mimo że ja oglądam już od tego czasu dużo filmów. Tam różne rzeczy ludzie pokazują. Ale wie pan, ja byłam tak, tak byłam oszołomiona, że przyjechałam do domu, a od tego miejsca do mojego domu, do tego ogrodu, gdzie ta historia pierwsza się wydarzyła, no to dosłownie z pięćdziesiąt metrów. Wobec tego już jak się zaczyna ten las, to po lewej stronie jest mój dom. Podjechałam do domu, weszłam do domu i moja córka z moim mężem następnego dnia rano do Helsinek lecieli i mąż już spał, a córka jeszcze się pakowała. Ja idę do niej i mówię: Słuchaj dziecko, no nie uwierzysz, co ja widziałam. Widziałam UFO nad łąką. No bo to jedyne, co ja usłyszałam, że jakieś UFO, wie pan. Na co ona mówi: Mamo, co ty tam widziałaś? Jakiś samolot na pewno widziałaś.
Może helikopter? Ja jej mówię: Nie no słuchaj, no naprawdę. No widziałam po prostu. I zaczynam jej opowiadać. Ona tam, wie pan, patrzy na mnie jak na wariatkę. No ale dobra.
[01:25:37] - Samolot kilka metrów nad drzewami, tak?
[01:25:39] - Nie, no to znaczy nie, nie wie pan, to jakieś, jakieś absurdalne zupełnie to było. No ale dlaczego ja panu też o tym opowiadam? Dlatego, że mąż z córką wylecieli. Oni chyba o czwartej rano musieli wstać, bo mieli bardzo wcześnie ten wylot do tych Helsinek. Jak rano wstałam, to ich już nie było. Ja się z córką pożegnałam, poszłam spać. Rano się obudziłam, no to oni już byli gdzieś tam pewnie w samolocie. Natomiast ja się obudziłam i miałam znowu coś takiego. Myślałam sobie Jezu, czy mi się to śniło? Co to było?
Wie pan, miałam takie jakby sama sobie nie wierzyłam. Po czym dzwoni po dziewiątej córka i mówi: Mamo, już jesteśmy, wylądowaliśmy, wszystko jest w porządku. Ja jej mówię: Dziecko, czy ja ci wczoraj coś mówiłam wieczorem? A ona mówi: Tak, mówi że UFO widziałaś. Ja sobie myślę o cholerę to to było. Więc wie pan, miałam takie dziwne coś z głową mi się porobiło. I później przyjechała moja najstarsza córka. Ja jej to opowiedziałam i ona mówi: Mamo, kurczę, a ona jest taka, wszystko ją interesuje i mówi: Czekaj, ja ci zaraz otworzę na YouTube film oglądaj. I teraz, proszę pana, najciekawsze zaraz panu powiem. Ja siedzę, wie pan, w tej kuchni taka sfrustrowana.
Myślę sobie no to po prostu każdy mnie teraz za wariata weźmie. No ale trudno, oglądam te filmy. No i tam nie wiem, gdzie ten film jest, bo jakbym go wiedziała dzisiaj, gdzie on jest, to bym panu wysłała ten fragment. W każdym razie do to wysłałam. I wie pan, oglądam to, siedzę godzina już leci, tam taka składanka różnych nagrań. No to widać, że fejk to ktoś samoloty. Ja też wiem, wie pan, jak wygląda samolot schodzący do lądowania na niebie w nocy? On z daleka tak wygląda. Ojej, coś dziwnego. I jak pan zrobi zdjęcie, to tak wygląda coś dziwnego.
A to nie jest nic dziwnego. To są światła, które się tak układają w jakiś taki dziwny romb. I rzeczywiście. No i dużo takich nagrań. I myślę sobie Boże, co to za bzdury tutaj ludzie pokazują? I w pewnym momencie, proszę pana, spadłam z krzesła, ponieważ w pewnym momencie w tych nagraniach, tych różnych innych filmów jest takie nagranie takiego burego, zachmurzonego nieba w dzień. I ktoś, proszę pana, nagrywa na tle tego nieba, no tych chmur taki wygląda to jak stalowy dysk i ten dysk, proszę pana, przez środek ma takie telewizory, które tak dokładnie, identycznie tak pulsują jak to, co ja widziałam. Ja nie widziałam żadnego dysku, proszę pana. Ja widziałam tylko te telewizory, ale to wyglądało dosłownie identycznie. I mówię córce mojej: Posłuchaj, to wyglądało tak samo.
Popatrz, jak to. Popatrz na te światła. A ona mówi: Ty, słuchaj, no to może tam było coś, tylko ty nie widziałaś w nocy tego może? Nie wiem, proszę pana, nie mam pojęcia. Nie chcę tu dobudowywać żadnej teorii, ale to te światła, jakby te telewizory migocące wyglądały identycznie i one pulsowały w tym samym takim pim, pim, pim, pim, pim, pim. To było dosłownie coś takiego, nie?
[01:28:42] - Te ekrany wyglądały, jakby tworzyły razem pewną całość. Krótko mówiąc.
[01:28:47] - To znaczy tak, tak to wyglądało, wie pan, jak pociąg połączonych wagonów, jakby te telewizory były, one były blisko siebie, tak jakby pan obok jeden obok drugiego ustawił, nie? I to tak dokładnie to nie wyglądało, że one były jeden jakiś odstęp, drugi nie, nie, nie. One były blisko siebie, jeden obok drugiego stały jakby nie. No i teraz ja myślę sobie rany Julek, no mówi: Słuchaj, na pewno ktoś się musi tym interesować, zadzwoń gdzieś. I znalazła, proszę pana, organizację .Tam jakaś pani odebrała ode mnie ten telefon. Ja jej to opowiadam. Jak ta kobieta mnie zaczęła przesłuchiwać powiem panu, to było ciekawe, ponieważ ona mnie zapytała, czy ja byłam w tym miejscu, gdzie ja to widziałam. I ja jej powiedziałam: nie, proszę pani, mi by nawet do głowy nie przyszło, żeby tam iść, bo to jest bagno, tam są, tam jest woda, to ja musiałabym chyba wodery ubrać i tam, tam są jakieś krzaczory. No nie, ja tam nie byłam. Jak było to daleko?
Jakie to były kolory tych prostokątów? O wiele rzeczy mnie ta pani zapytała, włącznie ze zdjęciem tego miejsca, w którym to się odbyło. Ja zrobiłam takie panoramiczne zdjęcie, które już dzisiaj by wyglądało zupełnie inaczej, no bo teraz już są tam domy i ulica i tak dalej, ale wtedy to było zupełnie dzikie to miejsce. I jak komuś to później opowiadałam, bo wie pan, ja byłam też bardzo zafrapowana. Pomyślałam sobie: ja mieszkam w takim miejscu, gdzie jest jezioro, trochę dalej, tam na wysokości gospodarstwa są jakieś domki nad jeziorem lotniskowe ludzie mają i tak dalej. Myślę sobie no przecież ktoś to musiał widzieć oprócz mnie. To jest niemożliwe, żeby w lipcu o dwunastej w nocy wszyscy spali. W wakacje, wie pan, ludzie grillują, nie wiem. Ogniska palą, kąpią się w jeziorze. Nie wiem co jeszcze.
No i zaczęłam pytać moich sąsiadów, czy czegoś nie widzieli. Oni wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale po dwóch dniach się zdobyłam na odwagę i myślę sobie: pojechałam na stację benzynową, na której mnie wszyscy znali oczywiście ci pracownicy, bo ja tam mieszkałam na tej wsi, tankowałam się na tej stacji i był tam chłopak, który zawsze wiedziałam, że dyżuruje w soboty w nocy. No i podchodzę do niego taka trochę skrępowana i go pytam: pan tu był w nocy, w sobotę? A on mi mówi: byłem. A ja mówię: a widział pan coś dziwnego na niebie? A on tak patrzy na mnie, wybałusza oczy i mówi: nie, a co? UFO pani widziała? No więc ja powiedziałam: no nie, no to nic, to dziękuję. I poszłam. I proszę pana, później jeszcze moją sąsiadkę wyhaczyłam, która mieszkała z drugiej strony.
Dom wyżej położony niż mój. Czy ona coś może zwróciła na coś uwagę? Ona też zapytała mnie, dlaczego ja jej to opowiedziałam. I ona powiedziała: wie pani co? To ja powiem to . Ona ma męża, który w marynarce wojennej służy zawodowo. No i ten , ten mój sąsiad przyleciał następnego dnia i mówi do mnie: pani , pani mi to opowie dokładnie. No, ja mu opowiadam tą całą historię i on taki zafrapowany patrzy i mówi: ja nie wiem pani, ja do pani przyszedłem, bo nam w wojsku kazali zwracać uwagę na różne dziwne rzeczy, jakieś szpiegostwo, gdybyśmy podejrzewali czy coś. I myślałem, że może pani widziała. No ale gdyby to było mniejsze, no to tak, ale takie wielkie, jak pani mówi, no to ja nawet nie będę tego zgłaszał, bo to na pewno nie był to dro-dron szpiegowski.
I później wie pani, jak mnie ta pani z tego pytała: czy pani widziała, jak wygląda helikopter w nocy? To ja jej mówiłam: proszę pani, oczywiście, że widziałam, ponieważ u nas regularnie nad tą łąką i nad tym bagniskiem lata w nocy taki helikopter z takim czerwonym światłem. Dlatego, że tam idzie gazociąg wysokociśnieniowy i nie wiem dlaczego, ale prawdopodobnie jest taka procedura, że raz na jakiś czas się kontroluje ten gazociąg w taki sposób i tam zawsze lata taki helikopter i on właśnie lata w nocy. Więc ja widziałam wielokrotnie. Mało tego, słyszałam wie pan, jak hałasuje helikopter. Jak leciał nad tą łąką, no to się chałupa cała trzęsła. Szyby w oknach. Później ona mnie pytała, czy ja widziałam, jak wyglądają samoloty, które schodzą do lądowania. No tak, no oczywiście, że widziałam, bo nad nami jest dokładnie korytarz powietrzny. One nie są wprawdzie nisko te samoloty, tylko wysoko.
No ale, ale wiem, jak wygląda samolot schodzący do lądowania. Jasna sprawa. Czy ja widziałam drona? No, ja widziałam drona, proszę pana, ale ja nie widziałam drona wielkości połowy pociągu. To ja nie widziałam takiego drona. Może są takie drony? Wie pan, wtedy jeszcze nie było wojny. Teraz jest wojna i tu słyszę o różnych dronach, które tam różne rzeczy potrafią robić w powietrzu. Natomiast no nie wydaje mi się, żeby drony były takie ogromne, aczkolwiek nie znam się zupełnie na tym, nie?
[01:33:27] - No to musiałby być naprawdę duży dron, skoro długość dwóch ciężarówek z naczepami to no to raczej pod drona już chyba nie podpada, bo to by się nie uniosło.
[01:33:36] - Wie pan, to po pierwsze to, to, a po drugie te manewry później na końcu, które były takie nie z tego świata, one były dosłownie. Wie pan, to tak, jakby pan wziął. Niech pan sobie wyobrazi, że pan piłkę by kopnął z takiego dużego rozpędu. No to ta piłka z takim przyspieszeniem strzela. Dosłownie z takim przyspieszeniem to wystrzeliło do góry dwadzieścia metrów. Zatrzymało się w miejscu to coś ogromnego. Wyprostowało się i znowu z takim przyspieszeniem wystrzeliło. No i już tam gdzieś mi zniknęło. Oczywiście wiedziałam, że jak pojadę dalej, to już tego nie zobaczę, bo ten las się ciągnął za nim bym przejechała drogą, objechała i-i no jakby już wiedziałam, że nie pojadę, zatem nie zobaczę już tego więcej. Natomiast to jakby ta końcówka to już w ogóle mi dała do myślenia.
No bo gdyby nie, nie to, no to jeszcze sobie pomyślałam no może rzeczywiście, no nie wiem co, ale to, co na końcu się zadziało, to ja po prostu mi szczęka opadła. Czegoś takiego nie widziałam nigdy w życiu. To było bardzo dziwne.
[01:34:36] - Czy obiekt sprawiał wrażenie, jakby naśladował, czy też reagował na pani manewry samochodem? Bo to tak momentami brzmiało, jakby panią ten obiekt śledził przez jakiś kawałek trasy.
[01:34:47] - Wie pan co? Ja w ogóle nie. Znaczy nie, ja to kłamię pana, jak mówię, że w ogóle nie. Nie przez chwilę, jak to się zaraz po tej historii, jak o tym myślałam tak intensywnie, to sobie myślałam, że może to coś leciało, bo musiałby pan popatrzeć na Googlach, jak wygląda ta trasa. Ona się teraz zmieniła, bo zbudowano nową drogę i tak dalej. Ale rzeczywiście ja jechałam przez te wsie z dobre dwadzieścia kilometrów taką lekko krętą drogą, czasami prostą i rzeczywiście po lewej i po drugiej stronie tylko kilka wsi mijam, a reszta to są pola, pola, pola na tych Kaszubach. I wie pan, jakby ktoś mi powiedział, że to coś było z lewej mojej strony, bo jak ja to zobaczyłam pierwszy raz, no to, to było jakby nadlatywało z lewej strony. Że to coś się przesuwało jakby równo ze mną od któregoś momentu, to być może, ale ja nie wiem, ja tego nie widziałam. Ja to zauważyłam dopiero, jak to coś przeleciało, jakby w tym samym kierunku, w którym ja skręcałam. Przeleciało nad stacją benzynową i myślę sobie: dlaczego tak nisko ten samolot leci?
Ale później się w ogóle tym nie zajmowałam. Co mnie tam samolot obchodzi. Dopiero, proszę pana, zgłupiałam, jak zakręcałam pod kątem prostym i to coś też pod kątem prostym, już w takiej odległości no ze dwieście metrów, może dalej, może trzysta, może pięćset. Musiałabym się zastanowić, ile jest od tego, od tej krzyżówki. W każdym razie ja to wyraźnie widziałam, jak to coś. Dokładnie tak jak mój samochód taki manewr robi w dokładnie tym samym momencie. Ja zakręcam, patrzę, to widać na tym czarnym niebie wyraźnie ten rząd tych świateł i to zakręca tak samo jak ja pod kątem prostym. I wtedy wie pan, to wtedy to zgłupiałam, bo sobie pomyślałam: samolot pod kątem prostym trzydzieści metrów nad chałupą Coś dziwnego. Już wtedy to sobie myślałam, że to jest dziwne. No i pewnie jadąc kolejne dwieście czy trzysta metrów sobie myślę: no dziwaczne, dziwaczne.
Po czym mówię panu, patrzę w prawo, a to coś jest na takiej wysokości w ogóle jakiejś absurdalnej i wtedy już się posuwa dokładnie trzydzieści na godzinę, równiusieńko z moim samochodem. No to było. To było przedziwne, naprawdę przedziwne. Także później, jak zaczęłam czytać, oglądać filmy, no to jestem, wie pan, przekonana, że to był jakiś cholera obiekt nie z tego świata, bo ja latam samolotami. Milion razy leciałam samolotem, byłam na różnych lotniskach, ale o czymś takim, czegoś takiego nie widziałam w życiu ani w powietrzu, ani w filmie. No, no nie wiem. No było to coś dziwnego, naprawdę. Trzecia historia, proszę pana, już panu opowiadam. Ja mieszkam w tej chwili, wyprowadziłam się spod Gdyni i kupiłam stare gospodarstwo pod Starogardem Gdańskim. Szesnastohektarową działkę mam, która jest otoczona dookoła rzeką.
Taki półwysep kupiłam otoczony Wieżycą. I mówię o tym dlatego, że to jest totalne zadupie już. Do najbliższego mojego sąsiada jest ze trzysta albo czterysta, może pięćset metrów i ja go nawet nie widzę i nie słyszę w nocy. I mieszkam w tej chwili w wyremontowanej stodole, gdzie na górze na piętrze zrobiłam dwie sypialnie, dwie łazienki. Dopóki domu żeśmy z mężem nie zbudowali, to tu mieszkamy. I proszę pana, moja sypialnia. Ja mam swoją sypialnię, mąż ma swoją sypialnię i moja sypialnia ma dwa okna dachowe od strony wschodniej i dwa okna normalne takie okna od strony północnej. I proszę pana, za tymi oknami ciągnie się jakieś pięćset metrów lasu. Później się znowu ciągnie las, później pola. No najlepiej popatrzeć rzeczywiście na to na Google'ach.
Mówię o tym dlatego, że to, co, to, czego doświadczyłam, było przedziwne zupełnie też w tych okolicznościach. Nie ma nic dookoła. Mieszkamy tu sami z mężem. Nie ma samochodów, nie ma drogi, nie ma świateł. No samoloty latają oczywiście, ale na jakiejś takiej przelotowej wysokości. I teraz proszę sobie wyobrazić, że ja się budzę o godzinie gdzieś koło trzeciej i nie wiem, czy ja patrzyłam na komórkę, bo szłam do łazienki, ale kojarzę, że to była jakoś, jakoś koło trzeciej. Było to ze dwa lata temu. Już tutaj mieszkaliśmy i proszę pana, budzi mnie za tymi oknami, na tej północnej ścianie, które są na wprost mojego łóżka. Budzi mnie dzwonienie na wysokości okien, tak jakby pan za oknem ktoś, proszę pana, dzwonił. I to jest takie dzwonienie bardzo charakterystyczne, jak proszę pana, na przejeździe kolejowym.
Dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń. Takie bardzo, no dosłownie fiko-fiko. Dosłownie, jakby ktoś był na przejeździe kolejowym i zbliża się pociąg. I proszę pana, ten dzwonek. Ja leżę w łóżku i słucham tego. To się zupełnie nieracjonalnie. Leżę, proszę pana, i słyszę coś takiego: dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń. I po tym następuje taka melodyjka. Jezus, no ja wiem, że to brzmi to, co ja panu opowiadam idiotycznie, ale słowo honoru, że tak było, proszę pana. Jak mężowi to opowiadałam, to powiedział, że zwariowałam.
Ta melodyjka to jest coś takiego tak nie potrafię: la li ti ti ti ti ti ti ti. I znowu dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń i znowu ti ti ti ti ti ti ti. I znowu dzyń, dzyń, dzyń, dzyń. Ja leżę, posłuchałam tych dzwonków trochę. I teraz znowu, proszę pana, te okna są zasłonięte roletami rzymskimi. Wstaję z łóżka, idę do łazienki, siedzę na toalecie i proszę pana, słyszę, jak to, to coś na wysokości tego pierwszego piętra, ta melodyjka z tym dzwonieniem okrąża dom. I myślę sobie. I siedzę w łazience i myślę sobie teraz już jest na wysokości salonu, bo między moją sypialnią a męża sypialnią jest salon. Też takie ogromne mamy okno. Teraz już jest tam, gdzie .
Też mój mąż ma dwa okna dachowe i to tak sobie: dyng, dyng, dyng, dyng, dyng, dyng. I ja siedzę, proszę pana, i myślę: aha, teraz już tam poleciało, teraz już tam poleciało. Okej, okej. Wracam, proszę pana, do łóżka, kładę się i zasypiam. Rano wstaję i mówię mężowi: słuchaj, nie uwierzysz. Tu coś w nocy było takie. No i co? Opowiedziałam jemu to, co panu. On się puka w głowę, proszę pana. No ale ja.
No ja tego doświadczyłam. No sorry, przykro mi bardzo, ale naprawdę. No to prawda. Tak było. No nie wiem, co to było, proszę pana, nie mam pojęcia. Przecież tu nic nie mogło do nas przylecieć, do cholery, na wysokość pierwszego piętra na końcu świata, no w zadupiu totalnym. Co to mogło być? Nie mam pojęcia.
[01:41:24] - No można tutaj brać pod uwagę opcję pod tytułem dron. Tylko że no nie słyszałem, nie kojarzę w ogóle, czy drony potrafią emitować w ogóle jakieś dźwięki, które byłyby tak mocno słyszalne, tak?
[01:41:35] - No ja nie wiem. Tak. No tym bardziej że to było, wie pan, też te dźwięki były jakieś takie dziwne, no ten dzwonek, a później ta melodyjka taka, no, nie do powtórzenia. I znowu ten dzwonek. No nie wiem, nie wiem, proszę pana, nie zajmuję panu więcej czasu. Dobrze, że się mogłam wygadać.
[01:41:53] - Można tutaj troszkę pospekulować, że może to był jakiś żartowniś, tylko że kto by się jakby, no, fatygował taki kawał drogi, żeby zrobić sobie żarty z jakichś przypadkowych ludzi, tak?
[01:42:07] - Wie pan, też pod mój, pod mój dom nie można podjechać, to do mojej bramy jest dwieście metrów. Do bramy wjazdowej tutaj na działkę jest dwieście metrów od domu i to no kto? Musiałby ten dowcip zrobić ktoś, kto albo jest po drugiej stronie rzeki i rzeczywiście jakiegoś drona wysłał, albo jest przed bramą. No to w ogóle nie widzi wtedy domu i nie wiem, no, a natomiast dlatego panu mówię, gdzie ja mieszkam, żeby naprawdę można popatrzeć, wie pan, na tego Google'a, pan zobaczy, jak ten dom jest położony, to też sobie pan może pomyśleć: no ale co to? Co? Skąd to się wzięło?Ja myślałam, co to jest w ogóle? Nie mam pojęcia. No także dziękuję, że pan zadzwonił i że się mogłam wygadać. Natomiast no, mimo tego, że wie pan, wszyscy się pukają w głowę, prawie każdy, komu o tym opowiadam. No to trudno, to niech się pukają.
No ja wiem, co widziałam i trudno. I tyle. No koniec.
[01:42:59] - No mają w co pukać, to niech pukają. Nikomu nikt nie zabroni.
[01:43:03] - Właśnie. Jak sobie ktoś chce pukać, to niech sobie puka. Ja jestem przekonana, wie pan, że widziałam coś dziwnego. Zwłaszcza ta druga historia. A to trzecie to jest właśnie nie mam pojęcia, co to było. I kulki jeszcze, te cholerne kulki, które wie pan, wlatują do sypialni przez okno. No, no nie wiem, no nie mam pojęcia.
[01:43:22] - No przez okno i przez zasłonę.
[01:43:24] - Tak. I przez zasłonę, grubą zasłonę, taką ciężką, wie pan, która zasłania okno, no. Tak, to było też bardzo dziwne. No takie miałam dziwaczne doświadczenie. Ja się też nie wstydzę tego, co opowiadam. No trudno. Jak ktoś chce uważać mnie za wariatkę, to niech mnie uważa. Ja już mam pięćdziesiąt pięć lat i szczerze mówiąc to mi to wisi, no.
[01:43:44] - No ludzie zawsze będą gadać.
[01:43:46] - Tak.
[01:43:46] - Jak ktoś ma, prawda, zapędy do grania na perkusji, a go nie stać na zestaw perkusyjny, to może sobie po głowie popukać, o.
[01:43:54] - No może się popukać. Wie pan, jeszcze powiem panu o takiej rzeczy, która jest stale tutaj nad nami. Jak przyjeżdża moja córka najmłodsza, ja mam trzy córki, to palimy ognisko pod domem i często siedzimy do wieczora. I latem na przykład jak siedzimy przy ognisku i patrzymy w niebo, to widzimy bardzo często na высо-- na dużej wysokości takie obiekty, które się poruszają takim jednostajnym lotem i wykonują też dziwne manewry. Na przykład ostatnio żeśmy wszyscy we trójkę to widzieli z moim mężem i z córką. Widzieliśmy trzy takie obiekty, które wyglądają jak punkty. No nie, nie, nie są do niczego podobne, bo to jest prawdopodobnie wynika z wysokości. Natomiast widać je na niebie. Wygląda to trochę, jakby gwiazda się przesuwała albo jak satelita. I ja bym wierzyła, że to jest satelita.
Zresztą mój mąż nawet powiedział, że to jest, czegoś takiego nie spodziewałby się po satelitach. I na przykład widzimy, jak one się na, na dużej powierzchni nieba zbliżają szybko do siebie. Dwa są na punkcie, ostatnio widzieliśmy taką sytuację, dwa były na punkcie kolizyjnym, jeden z nich się zatrzymał, drugi ten, który w niego jakby wlatywał, skręcił też pod kątem prostym, jakby uniknął tej, tej kolizji i trzeci za chwilę przeleciał jakby między nimi. To było też przedziwne, ale to my to widzimy akurat często, wie pan, na niebie, jak tutaj siedzimy przy ognisku, no jak my tu nie mamy zanieczyszczenia światłem dużego, więc fajnie niebo widać i to, to widzimy naprawdę często. Nie mamy pojęcia, co to jest, nie wiemy, co to takiego.
[01:45:32] - No a satelity raczej odpadają, szczególnie Starlinki, tak?
[01:45:35] - Tak.
[01:45:35] - Bo tutaj dużo takich w momencie jak Elon Musk zaczął wypuszczać te Starlinki, to dużo tutaj takich zgłoszeń miałem o jakby punktach świetlnych przesuwających się tak takim sznurkiem, tak?
[01:45:47] - Tak, tak, tak. To ja bym też, wie pan, no widzimy, jak satelity latają i tak dalej, to jakby to widzimy. Natomiast to coś, o czym panu teraz mówię, co widzimy często naprawdę prawie za każdym razem, jak latem palimy ognisko i gapimy się w niebo po ciemku, to to widać. Natomiast to rzeczywiście wykonuje manewry i te manewry są takie szybkie, gwałtowne i, i to jest, no to, to nie są satelity i nie są to na pewno samoloty. Ja nie widziałam, żeby samolot się zatrzymywał, wie pan, w miejscu, po czym za dwie sekundy robił manewr pod kątem prostym czy pod kątem sześćdziesięciu stopni, startował tak samo szybko. To ja, ja no nie znam takich samolotów. Także to coś no lata tu nad nami na pewno. Nad nami w sensie nad ziemią.
[01:46:37] - I to już wszystkie relacje przygotowane do dzisiejszego odcinka. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje zdarzenia, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Dodam jeszcze tylko, że po sześćdziesiątym odcinku audycji "Mówią świadkowie" prawie codziennie rejestruję drogą telefoniczną nowe relacje. Z każdym z państwa umawiam się indywidualnie na taki termin, który obu stronom odpowiada i który pozwala na spokojnie zrelacjonować, co i kiedy się wydarzyło. Na spokojnie, choć wieloma rozmówcami wyraźnie targają emocje podczas opowiadania o swoich trudno wytłumaczalnych przeżyciach. Zachęcam do kontaktu. Wszystkie kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie Państwo w opisie tej audycji na YouTube oraz na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios." Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dziękuję za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić.
Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych.
Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl.