Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez strop. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy brązowy szarak, obleśny Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera. Jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
"Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium". Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka jednej z najbardziej niezwykłych audycji w polskim internecie.
W podcaście mówią świadkowie. W każdym z odcinków macie Państwo niezwykłą okazję, by słuchać relacji o trudnych do wytłumaczenia zdarzeniach pochodzących od samych świadków. A dzisiejszy odcinek w całości wypełnią relacje o obserwacjach UFO. Odcinek będzie dość mocno ilustrowany materiałami nadesłanymi przez świadków. Linki do wszystkich załączników znajdziecie Państwo w opisie tego odcinka, w naszym archiwum podcastów oraz na YouTube. Na dobry początek proponuję, abyśmy zapoznali się z kilkoma niezwykle ciekawymi relacjami nadesłanymi drogą tekstową.
Dziwny obiekt podobny do latającego jaja skanuje świadka. Zdarzenie z Lelowa z 1992 roku zgłoszone do serwisu ufo-relacje.pl. Dzień dobry, mam czterdzieści cztery lata. Zastanawiałem się od dłuższego czasu, czy opowiadać w ogóle o tym, co mi się przytrafiło w 1992 roku. Było bardzo suche lato, bo od końca kwietnia nie padał żaden deszcz. Rano, około godziny piątej, piątej trzydzieści dnia, bodajże siódmego lipca 1992 roku, wstałem i poszedłem do łazienki, aby umyć twarz, zęby i ręce. Gdy wróciłem do pokoju, położyłem się, aby poczytać książkę lub gazetę. Położyłem się na brzuchu i zacząłem czytać. Po dłuższej chwili, gdy już całą uwagą zatopiłem się w lekturze, kątem oka spojrzałem za okno. Wydawało mi się dziwne, że coś czarnego leci wprost w moim kierunku. Pomyślałem, że to ptak i znów skierowałem wzrok na czytany wcześniej tekst. Ale obiektem nie był ptak. To była ciemnozielona, prawie czarna kula. Obiekt opiszę poniżej teraz wyszczególnię, czego dokonał obiekt w związku z moją osobą. Obiekt nadleciał przed okno po szerokim łuku od prawej.
Zatrzymał się i zaczął się zmieniać. W środku pojaśniał. Ja postanowiłem zejść z łóżka i przyjrzeć się bliżej nieznanemu zjawisku. Gdy wstałem, wtedy obiekt zaczął jaśnieć. Wykonałem jakieś dwa, może trzy kroki i nagle, jakby momentalnie zostałem uderzony w oczy wiązką oślepiającego światła, która na chwilę zablokowała u mnie zdolność widzenia. Gdy ja nieporadnie próbowałem wykonać kolejne dwa czy trzy kroki dzielące mnie od okna.
Zarejestrowałem jak przez oślepiającą mgłę, że ten obiekt wypuścił poziomą wiązkę światła i zeskanował moją sylwetkę od głowy do stóp i z powrotem, po czym zgasł, zmatowiał i jakby rozpłynął się w powietrzu, a raczej przybrał kolor nieba na zasadzie mimikry. Gdy zaczynał matowieć, zauważyłem, że zaczyna się ode mnie oddalać po tej samej trajektorii i w tym samym kierunku, z którego nadleciał wcześniej. Przy czym przylot był o wiele wolniejszy, ale odlot bardzo szybki, wręcz błyskawiczny. Całe zdarzenie trwało może minutę, może ciut dłużej. Trudno to ocenić ze względu na chwilowe oślepienie, czy też może nawet krótkotrwałą utratę pamięci i świadomości. Gdy widzenie mi wróciło, nadal stałem w tym samym miejscu. Obiekt miał kształt kuli nieco spłaszczonej jak kula ziemska, czyli geoidy, co przypominało w ruchu raczej jajo. Dopiero przy bliższym obserwowaniu widziałem, że to jest raczej geoida niż jajo. Faktura powierzchni była jak błyszczące szkło zmoczone wodą, ale nieco matowe. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że nawet była to struktura ciekłokrystaliczna.
Średnica wynosiła około pięćdziesięciu, sześćdziesięciu centymetrów podczas przelotu. A podczas skanowania mojej osoby obiekt jakby spuchł i powiększył swoją średnicę o dobre dwadzieścia lub trzydzieści centymetrów. Po skończeniu operacji skanowania znowu się zmniejszył i zmatowiał bardziej oraz jakby się zapalował, czy też powierzchnia pokryła się metalicznym nalotem.
Ufo nad Wronkami w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym roku. Relacje udostępnione przez Piotra Cielebiasia, autora kanału Ufo Historie. Oto moja relacja odnośnie obserwacji NOL niedaleko Wronek, dwudziestego dziewiątego i trzynastego września 1989 roku. Był to piątek.Wróciłem ze szkoły. Byłem wtedy w drugiej klasie technikum. Zjadłem obiad i wybrałem się rowerem do znajomego mechanika, który naprawiał syrenę siostry.
Było po osiemnastej. Pożegnałem się z mechanikiem i pojechałem do kolegi Tomka na pogaduchy na ulicę obecnie Morelową, wtedy dwudziestego drugiego lipca. Spotkałem go bardzo ożywionego przed domem. Słuchaj! Krzyknął do mnie, gdy tylko mnie ujrzał. Ojciec przed chwilą mi mówił, że widział UFO nad lasami. A jak wyglądało? Spytałem. Miało cztery światła i zaróżowione pod spodem. I tu nakreślił ręką półkole. Niemożliwe powiedziałem.
Mówię ci, że naprawdę to widział. Uśmiechnąłem się i potraktowałem tę relację w kategoriach żartu, ale po chwili coś mnie tknęło i ciekawość wzięła górę. A co robisz i czy masz czas? Mam odpowiedział Tomek. To podjadę do domu, wezmę lornetkę i przyjadę do Ciebie.
Może się znowu pojawi, to sobie pooglądamy. Dobra powiedział Tomek, ja uszykuję aparat fotograficzny i będziemy sobie czekać. Tak jak powiedziałem, tak zrobiłem. Pojechałem ekspresowo do domu, wziąłem lornetkę i wróciłem na Morelową. Ulica morelowa we Wronkach położona jest na górce nad miastem. Z domów na tej ulicy widać linie lasów. Tomek zrobił kawę.
Siedzieliśmy w jego pokoju od stronę ulicy. Ojciec Tomka natomiast cały czas obserwował to miejsce, w którym zauważył nol w kuchni. Kuchnia wychodziła na stronę lasów Puszczy Noteckiej. Nic się nie działo, nic nie zaobserwował. My od czasu do czasu dochodziliśmy do kuchni. Nic nie było można zaobserwować. Zaczął się zmierzch. Przyszła noc. Nie było widać żadnych gwiazd. Było po dwudziestej drugiej. Powoli zbierałem się do domu.
Nagle ojciec Tomka wpadł do pokoju, krzycząc: "Jest". Pobiegliśmy wszyscy do kuchni. Ale was nabrałem śmiał się do rozpuku. Wkurzeni wróciliśmy do pokoju. Usiedliśmy. Wzięliśmy po łyku kończącej się kawy. Ojciec zaczął znowu krzyczeć: "Jest! Chodźcie szybko". Nie chcieliśmy uwierzyć, myśląc, że znowu nas nabiera. Ale ciekawość szybko wzięła górę.
Pobiegliśmy do kuchni. No i było. W kuchni przy zgaszonym świetle obserwowaliśmy niesamowite zjawisko. Do dzisiaj, gdy o tym myślę, włosy stają mi dęba. Wtedy też tak było. Obserwowaliśmy NOL, tak myślę.
Która godzina? Ktoś spytał. Dwadzieścia po dziesiątej, ktoś odpowiedział. Lornetkę oparliśmy na taborecie kuchennym postawionym na stole w kuchni. Nol pojawił się na prawo od komina ówczesnego Wrometu, obecnie Amiki. Rysunek jest poglądowy, ale kolor, kąt nachylenia i wymiary starałem się dobrać jak najwierniej. Widok z lornetki dziesięć na pięćdziesiąt Carl Zeiss Jena DDR. Pojawiły się światła w postaci owalnej koloru jasnożółtego, jednak nie od razu. Pojawiły się w kolejności podanej na rysunku numer jeden. Odstęp czasu pomiędzy zapaleniem się jednego światła do następnego to około dwudziestu, trzydziestu sekund, czyli od momentu pojawienia się pierwszego światła do ostatniego minęło około dwóch minut.
Światła w tej postaci były widoczne dalej około pięciu minut. Oglądaliśmy to prawie bez słów, zauroczeni zjawiskiem. Właściwie to byliśmy jak sparaliżowani, ale mogliśmy się poruszać. Nagle zaczęło się coś dziać. Zobrazowałem to na rysunku numer dwa. Ze środka świateł zaczęły wyjeżdżać mniejsze okrągłe światełka w odcieniu niebieskawym, po czym następował obrót tych małych światełek. Wszystko w kolejności pojawienia się świateł.
Dokładnie to było tak: ze światła numer jeden wyjazd pionowo do góry niebieskawego światełka, wyżej, dalej od światła podstawowego, obrót w lewo na dół, osiągnięcie pozycji po przeciwnej stronie, pionowo do dołu, niżej, bliżej światła podstawowego. Spadanie do dołu z zanikiem niebieskawej światłości, jakby gaśnięcie światełka niebieskawego. Następnie światło numer dwa tak samo, z wyjątkiem tego, że obrót światełek niebieskawych następował w prawo. Potem tak samo światło numer trzy, ale obrót w lewo i dalej światło numer cztery, ale obrót w prawo. Wszystko to odbywało się w niesamowitej precyzji i równych interwałach czasowych przez dalsze około dziesięć minut. Następnie światełka przestały wyjeżdżać ze świateł podstawowych. Światła podstawowe były jeszcze widoczne około dwóch minut, po czym gasły w takim samym interwale czasowym dwadzieścia do trzydziestu sekund, jak się pojawiły, ale w innej kolejności, w kolejności odwrotnej.
Czwarte, trzecie, drugie, pierwsze. Całość, jak sądzę, trwała około dwudziestu minut. W międzyczasie Tomek próbował robić zdjęcia tego obiektu. Wybuchła nagle niesamowita dyskusja. Przekrzykiwaliśmy się nawzajem co to mogło być? Niesamowite wrażenia. Ojciec Tomka wyciągnął dość dokładną mapę na stół. Zmierzyliśmy linijką na taborecie odstęp od nola do komina amiki. Na tej podstawie wyrysowaliśmy kąt i linię prostą od miejsca, w którym się znajdowaliśmy.
Bielawy! Krzyknął ojciec. Bielawy to wioska odległa kilkanaście kilometrów od Wronek, którą Niemcy spalili podczas wojny, ale nadal jest oznaczona na mapach. Jedziemy tam zaproponował ojciec. Obleciał nas strach. Jedziemy i koniec ubierał się ojciec. Spieraliśmy się i dyskutowaliśmy dalej w noc, a noc biegła.
A widzieliście jak samoloty latały, jak to się pojawiło? Spytał ojciec. Faktycznie, wzdłuż ulicy Morelowej, tam i z powrotem na pełnym gazie latała dwójka. Para kontrolna przez cały czas trwania nola. Nol zniknął. Zniknęły samoloty."Coś jest na rzeczy myślałem. Doświadczenia wojskowe? Być może, ale raczej UFO. A te niebieskawe światełka to jakieś sondy zwiadowcze." I tak dyskutowaliśmy, aż nagle NOL pojawił się ponownie. Była 1:20 w nocy, trzydziestego września tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego roku. Światła zapaliły się ponownie w podanej kolejności i trwały około dwie minuty. Nagle w dość szybkim tempie pod światłami pojawiło się mrowie tych małych niebieskawych światełek w formie jakby obłoku owalnego. Po tym zaczęły one wjeżdżać w odwrotny sposób do świateł podstawowych. Zbliżały się do dołu światła numer jeden. Obrót do góry w lewo i wjazd od góry do światła podstawowego. W kolejności pierwsze, drugie, trzecie, czwarte. Z tym, że numer pierwszy i trzeci obrót w lewo do góry, a numer drugi i czwarty obrót w prawo do góry. Gdy niebieskawe światełka skończyły swój transport do świateł podstawowych. Światła nadal trwały jeszcze około dwie minuty, po czym zgasły w kolejności czwarte, trzecie, drugie, pierwsze. "Jedziemy tam!"
- krzyczał ojciec. Szybko zbiegliśmy do samochodu. Kuchnia była na pierwszym piętrze. Ojciec już grzał syrenkę. Pojechaliśmy w sam środek Puszczy Noteckiej do Bielaw. Byliśmy na Bielawach około godziny drugiej w nocy do około drugiej czterdzieści. Nic nie bięło, niczego nie udało się zaobserwować, nawet gwiazd. Wróciliśmy do domu Tomka.
Dyskusja nie ustawała. O godzinie trzeciej dwadzieścia znowu pojawił się NOL w tym samym miejscu, ale wszystko odbywało się szybciej. Znowu latały samoloty, znowu wyjeżdżały niebieskawe światełka, ale było ich mniej. NOL szybciej zgasł. O godzinie czwartej dwadzieścia znowu pojawił się NOL i tak samo niebieskawe światełka w mniejszej ilości szybciej wjeżdżały do środka świateł podstawowych NOLA. Znowu latały samoloty wzdłuż ulicy Morelowej, a sam NOL zgasł też szybciej. Przyszedłem rano do domu kompletnie niewyspany, ale nie mogłem spać. Całą sobotę i niedzielę dyskutowaliśmy, co to mogło być. Był to dla nas szok. Nikt z nas wcześniej takich rzeczy nie widział. W poniedziałek rano poszedłem do szkoły. Z dyskusji z innymi wynikła nagle niespodziewana rzecz. Jeden kolega, który nic nie wiedział o mojej obserwacji, opowiadał, że idąc do kina w piątek wieczorem przed godziną dwudziestą zauważył w mieście dosłownie w ulicach nisko lecącą niebieskawą kulę średnicy około półtora metra. Rzecz działa się w mieście Chodzież. Później z innych relacji dowiedziałem się, że nad jeziorem Mormin koło Ostroroga, dziesięć kilometrów od Wronek, też widziano taką kulę nad taflą wody. Około godziny dwudziestej, dwudziestej pierwszej oraz na ulicy Szkolnej w Nowej Wsi, trzy kilometry od Wronek, widziano taką kulę nad kominem domu o dachu spadzistym, godzina nieznana.
Po powrocie ze szkoły spotkałem się oczywiście z Tomkiem. "Stary, słuchaj" mówił. "Pomyliliśmy się ładnych kilkanaście kilometrów. UFO było na Nadolniku, zaraz za drogą Wronki Czarnków. Podobno jakiś facet z Borku, dzielnica Wronek, robił też zdjęcia tego."
"Gdzie to było?" Spytałem. Na Nadolniku. Poszukaliśmy piątkową mapę. "Jedziemy tam, weź aparat" — zdecydowałem. Wsiedliśmy na motorowery i pojechaliśmy tam. Co zastaliśmy? Przy jednej z głównych dróg leśnych trafiliśmy na coś niesamowitego.
Prostokąt o wymiarach około pięćdziesiąt na sto pięćdziesiąt metrów i całkowicie sprasowany las. Nawet jedna gałązka nie wystawała z tego obszaru na pięć centymetrów w górę. Pnie całkowicie sprasowane w piasek leśny, tak samo mech, wrzosy, małe drzewka i krzaczki.
Tomek robił zdjęcia. Po drugiej stronie po przekątnej stał biały Ford Transit i kilku gości bardzo blisko niego coś grzebało w tym sprasowanym lesie. W pewnym momencie jeden z tych panów zauważył nas i biegiem do nas przebiegł po tej przekątnej. Spytał się, czego tu szukamy? Zdecydowanie i w sposób nieznoszący sprzeciwu. Stałem jak sparaliżowany. Nie wiem, co robił Tomek, ale ja nie mogłem się ruszyć ze strachu.
"O Boże!" - myślałem. "Kto to jest? Co on nam zrobi?" Ten facet miał oczy jak jaszczurka. Nie kłamię. Uwierzcie mi, nigdy wcześniej ani później nie widziałem takich oczu. Aż wstyd to powiedzieć, ale ja zesikałem się w gacie ze strachu na widok tych oczu. Te oczy prześladowały mnie potem w snach bardzo długo. Facet podbiegł do Tomka, wyrwał mu aparat fotograficzny, otworzył i wyrwał całą taśmę, rzucił taśmę na ziemię i podeptał, a aparat też rzucił na ziemię i kazał nam spierdolać stąd i więcej tu nie przyjeżdżać. Tomek chwycił aparat i wierzcie mi, spieprzaliśmy stamtąd, aż się kurzyło. Myślałem, że zatrę silnik i nigdy tam już nie wróciłem. Ze strachu, nawet teraz. Tomek też nie. Dlatego nie ma zdjęć NOLa ani terenu. Do gościa z Borku, który robił zdjęcia, nigdy nie udało się dotrzeć. Ludzie na początku o tym mówili, a potem nagle wszystko ucichło. I tyle. Rok później sąsiad Tomka wrócił z pracy ostatnim pociągiem z Poznania po północy i podobno widział to samo. Z wyrazami poważania i pełnym szacunkiem, że w końcu ktoś zechciał mnie wysłuchać. Pierwszy lipca dwa tysiące jedenastego roku.Obserwacja niezidentyfikowanego obiektu latającego nad Luopioinen w Finlandii, piątego stycznia dwa tysiące dwudziestego czwartego roku. Dokładna godzina obserwacji: szósta pięćdziesiąt rano. O tej porze w Finlandii jest jeszcze głęboka noc. Temperatura powietrza wynosiła minus dwadzieścia pięć stopni Celsjusza. Mrozy są od około dwóch tygodni, dzięki czemu na niebie przez ten okres nie ma ani jednej chmurki. Idealne warunki do spacerowania i spoglądania w niebo. Widoczność jest na tyle dobra, że gołym okiem widać doskonale Plejady, Drogę Mleczną, Wenus, Jowisza i tak dalej.
Bardzo interesuję się astronomią i kosmosem, dlatego zawsze korzystam z okazji czystego nieba i przyglądam się ciałom niebieskim. Wracałem właśnie do domu z moimi psami. Szedłem od strony Talasniemenkuja. Na końcu tej uliczki jest maleńki cypel wzdłuż ulicy Rimpuntie. Na skrzyżowaniu Rinpuntie z Rimpunkuja kątem oka po mojej lewej stronie zauważyłem bardzo jasny, lekko żółtawy obiekt. Z mojej perspektywy miał wielkość otworu wtyczki od gniazdka. Świecił on własnym światłem. Na początku myślałem, że jest to Wenus, jednak nie pasowała mi barwa.
Proszę mi uwierzyć, tutaj planety, gwiazdy, nawet sam Księżyc jest dużo większy niż w Polsce. Mając na uwadze, gdzie jest żółtawy obiekt, odruchowo spojrzałem na południe, gdzie normalnie o tej porze powinienem widzieć Wenus. I rzeczywiście tam była. Wisiała nieruchomo i świeciła białym światłem jak zawsze.
Szybko wróciłem do obiektu, ale go już nie było w tym samym miejscu, tylko około dwa metry dalej i leciał dalej ze wschodu na zachód. Leciał tak z około piętnaście dwadzieścia metrów i nagle wyparował.
Wyparował, mam tutaj na myśli, że znikło bardzo powoli, a nie w mgnieniu oka. Odległości, jakie podaję to odległość wyciągnięcia miarki na wysokość ręki. Nie jestem w stanie określić, jakiej wielkości był obiekt w rzeczywistości i jaką odległość przebył naprawdę. Było idealnie cicho. Całość obserwacji trwała około pięciu sekund. Na początku myślałem o meteorycie, jednak przecież na samym początku obiekt wisiał na niebie i się nie przemieszczał. Widywałem tutaj też parę razy podobnej wielkości meteoryty, które spalają się w atmosferze. Jednak te naprawdę małe lecą bardzo szybko, o wiele szybciej od mojego obiektu i widać praktycznie przez ułamek sekundy samą smugę. Te większe zostawiały długie smugi i im bardziej się spalały, to stawały się coraz jaśniejsze i większe. Tutaj tego brakowało. Z ciekawości sprawdziłem również położenie ISS. Jednak stacja w dniu dzisiejszym nie zaczepia nawet o Europę i Azję.
I to tyle, jeśli chodzi o relacje tekstowe przygotowane do dzisiejszego odcinka. Za chwilę przejdziemy do prezentacji wybranych nagrań rozmów telefonicznych. W międzyczasie pozwólcie, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy przeżyli coś trudno wytłumaczalnego i chcieliby o tym opowiedzieć. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 3608 8002. 3608 8002. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem Radio@paranormalium.pl.
Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. No to skoro kontakty przypomniane, czas zatem przejść do rozmów telefonicznych z naszymi słuchaczami. Na początek tej części audycji proponuję, abyśmy wysłuchali fragmentów kilku rozmów, w których moi rozmówcy opisywali zdarzenia z różnych kategorii, w tym też takie związane z obserwacjami niezidentyfikowanych obiektów latających.
Zdarzenie, którego opisu teraz wysłuchamy, rozegrało się około roku dwa tysiące dziewiątego w rejonie Poznania. Na prośbę rozmówcy nie podaję dokładnej lokalizacji. Wówczas to nasz słuchacz razem z kolegami wybrali się na ryby. W pewnym momencie zaskoczyło ich pojawienie się w zasięgu wzroku dziwnej kuli światła, wykonującej bardzo osobliwe manewry. Tutaj ja miałem wtedy z szesnaście, siedemnaście lat. Brat jest ze mnie pięć lat starszy i już miał prawo jazdy i razem z jego kolegą pojechaliśmy sobie na nockę latem na ryby. I ja odkąd pamiętam jak jest możliwość, no to patrzę sobie w niebo. No lubię zwyczajnie patrzeć w te gwiazdy. No i siedzimy tak pamiętam. Nikt nic nie pił, nikt nic nie brał, żeby nie było. Leżałem sobie na leżaczku i patrzę sobie w to niebo i widzę, że leci biały punkt. No i pierwsza moja myśl pewnie jakiś satelita. I w pewnym momencie pokazuje tak mniej więcej w ten rejon na niebie palcem i mówię właśnie do brata i do kolegi mówię spójrzcie w tamten punkt.
No i tak patrzą. Leci ta biała kropka i nie mrugała ani nic. W pewnym momencie się zatrzymała, zleciała w dół. Wielkością było tak nie wiem, jakbym na Księżyc patrzył. Takiej wielkości, taka kula. Biała kula światła, bez żadnego dźwięku, bez niczego. Taki zygzakowaty jakby ruch. Taki nagły. Nagła zmiana...
Nie był szybki. On po prostu ten punkt leciał normalnie sobie leciał jakoś tam raczej szybciej niż samolot, ale po prostu takim tempem nienaturalnym jakby dla naszych gdzieś tam rzeczy leciał na tym niebie, zatrzymał się i po kilku sekundach zleciał w dół.
No raczej samoloty i satelity i inne nasze wynalazki nie potrafią chyba takich rzeczy robić, tak pod kątem odbijać. Raczej nie. Tym bardziej że to nie były czasy dronów. Wtedy jeszcze jakby żadnych dronów do użytku takiego cywilnego, jakie możemy sobie gdzieś tam zakupić, no nie istniało jeszcze wtedy.
Drony niby były już jakoś tam dostępne, ale nie były aż tak przystępne jak obecnie. Tak jak teraz. No i z tego, co się orientuję, to drony też raczej takich ostrych skrętów nie robią, nie? Znaczy drony są w stanie zrobić takie ostre skręty, ale po pierwsze drony hałasują, po drugie drony mają światełka, mają zazwyczaj zielone i czerwone, a tu po prostu była wielka kula białego światła. I najlepsze, że jak to zawisło nad tą taflą wody, to przez chwilę się naprawdę mega jasno zrobiło, że było widać drzewa dookoła, gdzieś tam nawet po drugiej stronie tego akwenu wodnego, bo to było mniejsze niż jezioro, ale większe niż staw. To był taki prywatny zalew po prostu i zawisnął nad tą taflą wody. Jakbym miał tak powiedzieć, to był w odległości od nas jakieś, nie wiem, no z pięćdziesiąt metrów. Zawisnął nad tą taflą wody, bez dźwięku, bez niczego i po prostu w pewnym momencie uniosło się w górę i poleciało w górę. Nie gdzieś za horyzont, tylko tak wysoko w górę, Tak prosto Prosto po prostej linii od samej tafli wody. Tak jak poleciało w górę, tak po prostu. Tak jakby pan spojrzał na niebo i nie wiem, no nagle gwiazda gaśnie, no po prostu poleciało do góry i znikło.
A jakie to miało gabaryty? Bo chyba w tym momencie urwało nam połączenie. Tak jakbym miał powiedzieć. Mówię tak, jak ja to widziałem z metr, półtora średnicy. Kula, po prostu duża kula. Nie wiem, tak teraz czasami słucham. No to nie wiem, czy to była kula energii, bo gdzieś tam słyszałem, że kosmici czy tam po prostu no ja to też nazywam, nasi bracia, którzy przylatują, no to raz to jest w formie fizycznej, a raz właśnie w takiej formie niematerialnej. Co to faktycznie było? Nie wiem, ale nie było to nic z pochodzenia według mnie naszej technologii. Żeby było ciekawiej. Dokładnie rok wcześniej brat miał, który był z innym kolegą na rybach.
Miał takie samo doświadczenie, tylko że kula była czerwona. Jak on mi to opowiadał, to ja się z niego śmiałem wtedy i później, po tym wydarzeniu, rok później, z tą białą kulą, to pamiętam, że on do mnie powiedział A ze mnie się śmiałeś, jak ci opowiadałem. No i śmiech, że tak powiem, zamilkł.
Śmiech zamilkł, ale było wręcz. Ja nie czułem strachu. Ja czułem zafascynowanie. To jest coś, co po prostu z jednej strony zawsze chciałem to zobaczyć. W końcu coś takiego kiedyś zobaczyłem. Ale to nie jest, nie było uczucia strachu. To było wręcz takie zaciekawienie, zafascynowanie.
A teraz przenosimy się w czasie i przestrzeni w okolice roku 2003-2005 do Torunia. Panu jeszcze opowiem może o tym, jak widziałem UFO. Na niebie widziałem kilkanaście razy, ale nie mówię, że UFO, bo widziałem różne dziwne takie obiekty, które ciężko wytłumaczyć. Sposób ich poruszania się był ciężki do wytłumaczenia. One się poruszały powiedzmy góra dół z powrotem góra dół. Taki trójkąt robiły na niebie, jakby się goniły. Takie też takie w taki dziwny sposób, no.
Takie nagłe manewry, których żaden taki wynalazek nasz nie jest w stanie wykonywać, tak? Tak, tak. No nie mamy jeszcze tej techniki, nie? Oni. My tu mamy na ziemi podobno kamień łupany według tego, co tam jest. Taką teorię słyszałem. No i to by się zgadzało, że jesteśmy jeszcze mocno do tyłu. Ale powiem panu. Wyszedłem na papierosa.
Miałem z szesnaście lat. Wtedy tak zaczynałem palić. W tej chwili też palę, ale przymierzam się rzucić. Wyszedłem na papierosa. Pamiętam. Miałem wtedy pamiętam strasznie to pamiętam. W ogóle ten, ten wieczór to był jakoś tak wieczór też tak ciepło był ciepły, krótki rękaw. Mówię ja mieszkam na osiedlu bloków, mam blok naprzeciwko bloki obok siebie. Ja mieszkam na drugim piętrze. Wyszedłem na balkon, zapaliłem papierosa. Rozglądam się. Ok.
Wszystko. Wziąłem nie wiem? Pięć, cztery, pięć machów. Gdzieś tak się zbliżyłem do połowy, tak spojrzałem w niebo, mówię no księżyc, nie super. Palę, palę, ale mówię coś jest nie tak. Mówię to jest za nisko.
Patrzę, no nie wiem, no to było z dwieście metrów nad ziemią. Mówię przecież dwieście do trzystu, dwieście nie, trzystu nawet nie. No dwieście, dwieście parę. Mówię przecież to jest za nisko mówię i to jest za białe. To było idealnie białe światło, perfekcyjna biel. Naprawdę tak jak się nie wiem, aktorzy uśmiechają na reklamie. Iii biel zemst.
Uderzająco biały świat. Patrzy się na Księżyc. To tam widać jakieś, prawda? To był jakiś duży obiekt? No taki dosyć panu powiem, że duży, nie? No tak jakby tak, jakby tak zlądował na ziemię. No to panu powiem. No miałby, nie wiem, z kilkadziesiąt metrów. No z siedemdziesiąt. To było dosyć spore.
Ja to pomyliłem z Księżycem ogólnie. I jaki to mógł być rok? Jaka to była miejscowość? Toruń. Toruń to był rok. No też takie to czasy. Tak mówię z szesnaście, siedemnaście lat. Nie no tam z 2003 do 2005, nie? I nawet ja śledzę radio Paranormalium często, gęsto, mówią świadkowie i nawet niedawno jakieś tam archiwalne właśnie odcinki słuchałem i ktoś widział. I też w kujawsko-pomorskim, tylko w dwa tysiące bodajże ósmym on to widział, jakby ten obiekt co ja. Aż przewinąłem sobie jeszcze raz. Mówię, no facet widział chyba ten obiekt, co ja ten sam. Może pan skojarzy odcinek i ja patrzę na ten, na ten, na to coś. Jeszcze nie wiedziałem, co to jest, bo ja nie założyłem, że to jest UFO, tylko patrzę, co to jest. To wisiało bezgłośnie, bez niczego. Po prostu to wisiało tam. I nagle ja się patrzę na to na jakieś trzydzieści sekund na to patrzę.
I tak kiedyś takie były włączniki światła do pokoju, że można było sobie przyciemniać. Tak kręci się pokrętłem i to się tak ściemnia. I ten obiekt, to światło powoli się zaczęło ściemniać, ściemniać, ściemniać, ściemniać, ściemniać, ściemniać. Zniknęło, zgasło i pusto. Ja się zlękłem. Wywaliłem tego papierosa. Wbiegam do pokoju rodziców, opowiadam im. Nawet na balkon nie wyszli.
Opowiadam im to. Takie coś tu widziałem. Zero reakcji. Nadal telewizor oglądają. To, to taki jeden właśnie był przypadek, że to musiało być UFO. I mówię. I w archiwalnych waszych nagraniach ktoś i też mówię w moim województwie, tylko później widział tego typu obiekt. To jest dziwne.
Przenosimy się teraz na Dolny Śląsk. Jak Państwo zapewne pamiętacie, w odcinku sześćdziesiątym autor ostatni z zaprezentowanych wówczas dość szokującej relacji wspominał również o obserwacji UFO. Już za moment poznamy przebieg tego zdarzenia. Rzecz cała wydarzyła się między Głogowem a Polkowicami.
To będzie trochę bardziej ufologiczne. Musiałbym trochę bardziej nakreślić cały zarys historii. To było, jak mnie pamięć nie myli, okolice 2012 bądź 13 roku. Pamiętam tyle, że to była końcówka sierpnia. Powiem w ten sposób - ja pochodzę ze wsi. Co prawda to teraz taka wieś połączona z miastem, no ale to, że tak powiem, miasto A jaka to miejscowość, gdzie się to wydarzyło?
To niestety obok Głogowa. Z tym że to jest takie miasto rozrywkowe, dla bardziej doświadczonych życiem ludzi, że tak delikatnie to ujmę. Jako młody człowiek to za bardzo nie ma na co liczyć. No, teraz trochę się zmieniło, ale jednak te dziesięć, piętnaście lat temu to, to taka grobowa atmosfera była. Tym bardziej, jak ktoś się wyłamywał z szeregu. I ja właśnie taki byłem, bo jakoś najbardziej mi się spodobała różnego typu muzyka rockowa czy metalowa. Zacząłem się trzymać z różnymi subkulturami, no a tutaj nie było wśród rówieśników zbyt dużej grupy. Ale niedaleko Głogowa, jak mnie pamięć nie myli, to jest chyba siedemnaście kilometrów od Głogowa, jest takie miasto Polkowice. Jak mnie pamięć nie myli, to pan jest z Katowic. No, to te Polkowice to jest taki odpowiednik Sosnowca. Niby się pół Polski śmieje, ale na pewno można znaleźć coś ciekawego.
Niby po polsku się śmieje, a tak naprawdę to współczują. No, właśnie o to chodzi. W każdym miejscu można znaleźć- Taki odpowiednik Sosnowca, Wejherowa i Kielc. Świetnie powiedziane. Akurat też tam zimno jak w Kieleccy. A tam była po prostu taka większa grupa około rówieśników moich, którzy się tak trzymali w podobnym klimacie. Glany, skóra i tak dalej.
No to ja byłem. Nie wiem, jakby to ująć. Związły to jest dobre słowo. No, lubiłem wypić, mimo niebycia pełnoletnim. Może, może dzięki temu teraz w ogóle nie piję. No ale się chodziło na różne imprezy, różne ogniska się robiło i pamiętam, że to właśnie była końcówka wakacji. Mieliśmy takie ognisko na tak zwanej ścieżce zdrowia. To taki można powiedzieć las, ale jakby oddzielony częściowo, jakby park połączony z lasem. Tam był takie ławeczki, różne z pniaków i kłód można było ognisko zrobić. No i co tu będę mówił, po prostu popiliśmy. Ja miałem wracać autobusem do Głogowa, jak mnie pamięć nie myli, za piętnaście dwunasta albo piętnaście po dwunastej w nocy. No i się tak wyczołgałem z tej ścieżki zdrowia, z tego parku.
Poszedłem na torzec, a że byłem no, wcięty mówiąc klasycznie, zasnąłem i mi ten autobus uciekł. Obudziłem się koło drugiej. Następny autobus w moim kierunku bodajże było siódma rano. Jak już byłem taki na chodzie, że tak powiem, uznałem, że te piętnaście czy szesnaście kilometrów zrobię pieszo. Jeszcze można powiedzieć kości z wiekiem aż tak nie bolały. No i po prostu ruszyłem, jak to w obecnych memach dosyć młodych niedawno przez mgłę, mniej więcej dwa, trzy kilometry za Polkowicami w kierunku Głogowa jest to się Bądzów bodajże wioska nazywa. Tam się zjeżdża po prostu w bok z głównej drogi, a na tym skrzyżowaniu głównej drogi z tym zjazdem jest przystanek autobusowy, jeszcze taki ceglany, jak to za PRL-u były. No i ja sobie tam usiadłem. Może było wpół do trzeciej, trzecia w środku nocy. No i znowu zasnąłem. Po prostu się zmęczyłem, zasnąłem. No ale obudziłem się koło piątej, już tym razem trzeźwy całkowicie.
No i postanowiłem iść dalej. I w tym momencie ja tam panu wysłałem mapkę dla takiej skali. Przeszedłem może piętnaście, dwadzieścia metrów od tego przystanku i w tym momencie, inaczej w czasie, który potrzebowałem na przejście tych dwudziestu metrów. Więc ja nie wiem, co jest pół minuty. Widziałem. No, UFO, po prostu UFO. Nie mam pojęcia, czy to było jakieś pozaziemskie, ale po prostu niezidentyfikowany obiekt latający. W ciągu tych trzydziestu sekund.To jest to, co się stało. Uu, uuu.
Pokonał taką trasę, że musiałby osiągać naprawdę prędkości powyżej dwóch machów. Jak tak z czasem sprawdzałem, to nawet dwa i pół, ale do tego dojdę. Po prostu z tej strony... No, tutaj tam przelot tego obiektu pokazuje, jak rozumiem, ta mapka, gdzie jest duża strzałka narysowana, tak?
Tak, tymi zielonymi. Tak, tak. Tam jest jedna linia czerwona, a druga zielona. I w tym czasie, jak ja przeszedłem tą trasę czerwoną, to ten obiekt pokonał trasę zieloną, że tak powiem. Więc to jest, yy... To rzeczywiście dosyć duża szybkość musiała być. No to było półtorej kilometra może? No, może z zawijasami nawet dwa. W ciągu pół minuty, no to... Tym bardziej, że potem to jeszcze przyspieszył. No, ale wracając do sedna. Ja nie miałem takiego poczucia, że to jest coś nadnaturalnego, tylko bardziej takie stricte fizyczne, bym powiedział. Na początku myślałem, że to po prostu jakiś nowoczesny samolot. Dopiero, dopiero po jakimś czasie do mnie dotarło, że raczej nie. Nie wiem, jakby to ująć.
Zawsze mi się kojarzyło z płaszczką taką, co w morzu pływają. To było takie eliptyczne, o średnicy mniej więcej trzydziestu metrów. Do koloru przejdę potem, bo to na osobny akapit się nadaje. Miało taki ogon zwężający się z tej elipsy w kierunku tyłu. Nie widziałem żadnej kabiny, żadnych okien, żadnych szyb. Poruszało się właśnie z taką prędkością, no ogromną, nie oszukujmy się, na wysokości, z tego, co potem sprawdzałem, około dwustu pięćdziesięciu do trzystu metrów. Na początku nie wziąłem tego za coś spoza Ziemi, że tak to ujmę, ponieważ zachowywało się bardzo fizycznie, że tak powiem, w zgodzie z fizyką. Generowało hałas, ogromny hałas. Z tego, co potem czytałem w Wikipedii, nie wiem na ile to się zgadza, to był silnik jakiś. Nie wiem, jak propulsive przetłumaczyć na polski, ale taki impulsowy, coś w ten deseń. Dźwięk mi bardzo przypominał rakiety V2, jakie Niemcy wystrzeliwali podczas II wojny światowej. Taki niejednostajny hałas, tylko takie impulsy po prostu obok siebie.
Propulsive to chyba chodzi o jakiś napęd odrzutowy, tak? Coś takiego. Tak, to był odrzutowy, natomiast to nie był taki ciągły napęd odrzutowy, jak na przykład w samolotach odrzutowych. Taki pulsacyjny bardziej, coś tego typu.
Tak, tak, tak, tak, takie impulsy. No, trochę jak bicie serca bym powiedział. Ale to było bardzo głośne. Jak potem mniej więcej porównywałem, to mogło być około stu dwudziestu decybeli. Biorąc pod uwagę, że to przeleciało obok mnie mniej więcej trzysta metrów, może nawet czterysta, tam biorąc pod uwagę wysokość, to przez pół dnia miałem jedno ucho zatkane. Do tego stopnia ten hałas, no zaszkodził mojemu słuchowi. Kolejna kwestia. Dlatego pomyślałem, że to jest coś fizycznego, ponieważ można powiedzieć taka była namiastka smug kondensacyjnych, szczególnie na tej części ogonowej. No, nie wiem właściwie, czy to był ogon, ale na tyle tego obiektu, to się tak rozkładało jakby na trzy skrzydełka. Ja to na szkicu zrobiłem, jeszcze panu nie wysłałem, doślę. Po prostu z tamtych, yy, no skrzydełek, z tego obrysu skrzydełek takie drobne, bo drobne, ale były smugi kondensacyjne. A mniej więcej w połowie tego pojazdu, tego obiektu pojawiła się taka jakby, nie wiem, jak to się nazywa dokładnie, ale taka jakby chmura. To się często zdarza przy przekraczaniu prędkości dźwięku, z tego, co mi wiadomo. Tam jest różnica ciśnień i temperatury. I taki obłok po prostu à la chmura się robi wokół obiektu czy tam samolotu. I biorąc pod uwagę właśnie takie czynniki, ja nie brałem w ogóle tego za coś nadnaturalnego. Ot, ciekawy samolot, którego jeszcze nie widziałem. Wtedy się jeszcze w ogóle tym nie interesowałem. No, ale po latach doszło do mnie, że brakowało wielu czynników, które mogłyby wskazywać na to, że to jest obiekt ziemski. Pomiędzy innymi brakowało oświetlenia. Z tego, co mi wiadomo, to na samolotach na jednym skrzydle musi być zielone światło, na drugim czerwone, a na ogonie białe stroboskopowe. Żadnych oznaczeń nie było po prostu na nim. I kolor. To już jest taka głębsza sprawa, ponieważ to było około piątej trzydzieści rano, to jeszcze nie było, nie było w pełni jasno jak za dnia, ale już tak świtało. Niebo było koloru takiego granatu i popielu zmieszanego. I ten obiekt, kolor tego obiektu praktycznie się pokrywał, pokrywał się właśnie z kolorem nieba. I teraz, z perspektywy czasu trudno mi stwierdzić, czy to był jakiegoś rodzaju kamuflaż, czy to był po prostu jakiś odcień szarego koloru, który się wpasował w panującą pogodę. Po prostu to nie było z odległości. To byłoby bardzo ciężko dostrzec. A ja po prostu widziałem, no nie wiem, jakby to powiedzieć obrys, różne linie. Próbuję sobie teraz przypomnieć, czy to może jakieś cienie rzucało, ale raczej nie. No po prostu, tak, kolor obiektów wpasowywał się w kolor nieba. I to był całkowity mat.
Żadnych, żadnych świateł, jak już mówiłem, nie było. Był straszny hałas do tego stopnia, że przez pół dnia miałem jedno ucho zatkane. Co ważne, nie widziałem żadnych, żadnych gazów wylotowych z tego silnika bądź silników. Tak samo ten silnik, jakikolwiek silnik by tam był, to nie był widoczny z zewnątrz. Trudno powiedzieć, skąd się wydobywał ten, ten dźwięk, bo po prostu to była jednak te trzysta pięćdziesiąt, czterysta metrów odległości, ale skądś dolatywał. Na początku myślałem, że te smugi kondensacyjne, co...-i leciały za tymi skrzydełkami, z tyłu to były jakieś gazy wylatowe z silnika. No ale nie, to jednak było po prostu od prędkości i od zmiany ciśnienia. Świadków nie było ze mną żadnych, bo wracałem samemu do domu, ale jeden samochód się zatrzymał i też patrzył co się dzieje. To była osobówka, jacyś młodzi ludzie i tylko się zapytali mnie przez szybę, czy też to widziałem.
Powiedziałem, że tak. No ale pojechali. Myślałem, że może, może zagadam, że się z nimi odbiorę autostopem. No ale pojechali. Tylko zapytali się mnie, czy ja też to widziałem. Warto dodać, że byłem już po tylu fazach snu, że tak powiem, całkowicie trzeźwy. Żadnych narkotyków nie brałem, jedynie może z pięć piw piłem dzień wcześniej, nomen omen.
Ja tutaj mam takie pytanie odnośnie tej-odnośnie kształtu tego obiektu, tylko będzie to wymagało udzielenia odpowiedzi, zerknięcia przez pana na messengera, bo to skojarzyło mi się z inną relacją, też gdzieś tak z 2013 roku. Wysłałem panu okładkę z podcastu, który omawia to zdarzenie. Czy to wyglądało podobnie jak ten bumerang nad Lublińcem? Z takimi jakby trzema zakończeniami z tyłu?
To jest taki obiekt, jakby z przodu jest okrągły i ma z tyłu jakieś takie-takie trzy dziubki. Też relacja, w której obiekt sprawiał wrażenie, że był, że stosował jakiś kamuflaż. To bardziej chodzi mi tutaj o kształt tego. Yy, okej, teraz dotarło. I nie, to nie było nic takiego. To było po prostu jakby, jakby wziąć kształt jajka, elipsę i na tym dłuższym boku to tak, jakby ogon był doczepiony do jajka. No i tutaj wyślę panu szkic, bo, bo to jest... No trudno to opisać jednoznacznie. Ten ogon, że tak to ujmę, on się tak rozdzielał na trzy skrzydełka. Mi się to kojarzyło, jak-jakby była taka broń średniowieczna, to się bodajże Oskardy nazywało. Taka-taka jakby buława z takimi skrzydełkami ostrymi. Tak jakoś mi się skojarzyło z tym. No ale, no mówię, bardzo trudno to opisać, ale no jakiś, można powiedzieć, mam dar pamięci fotograficznej. Może to wynika z zawodu, ale pamiętam dokładnie, jak to wyglądało i najprościej będzie chyba, jak po prostu wyślę szkic. Tak, teraz do mnie doleciało, że mniej więcej dwa dni wcześniej rozmawiałem z kolegą i też słyszał jakieś bardzo głośne samoloty. Kolega z Polkowic właśnie, ale niczego nie widział.
Tylko, że w środku nocy coś latało bardzo głośnego, a jak wystawił głowę przez okno, to nie było niczego widać. Może to wynikało też właśnie z braku jakiegokolwiek oświetlenia na tym obiekcie. No, chyba że to po prostu jakiś wysokosamolot leciał nad linią chmur.
No ale z drugiej strony nie byłoby tak głośno, że-że wszystkie okna w domu latają. Tutaj z tego... Z tej mapki wynika, że ten obiekt musiał dosyć taki ostry zakręt zrobić, tak? Jeżeli dobrze rozumiem. Tak, tak, tak, to już można powiedzieć, po czasie do mnie doleciało. Rozrobiłem, że tak to ujmę, wizję lokalną. Minęło pięć lat, mniej więcej. No, pięć, cztery lata.
Pojechałem w to miejsce z dalmierzem laserowym, żeby mniej więcej chociaż określić, jaka to była odległość, jaka była wysokość. Tak mniej więcej też sprawdzałem prędkość, z jaką się poruszało. No i do wniosków doszedłem takich, że gdyby to był taki stricte ziemski obiekt, na poziomie techniki, jaka jest powszechnie znana, bez jakichś tam tajnych projektów, to przy takich skrętach pilot bądź piloci zmieniliby się w mielonkę od przeciążenia, bo tam musiało być nawet piętnaście do dwudziestu G, więc raczej człowiek by tego nie przetrzymał. Takie zwroty po prostu przy takiej prędkości są niemożliwe przy obecnie znanej technologii. No niemożliwe do wytrzymania przez pilota i w ogóle niemożliwe do wykonania przez naszą technologię, tak?
No właśnie o to chodzi. Bo nawet jeżeli to by był jakiś dron, że-że po prostu nie ma tego słabego czynnika ludzkiego, no to jednak by się rozsypał. Za duże przeciążenia na cały ten płat. Ale z drugiej strony kształt bardzo pasował do obecnie znanych zasad po prostu awioniki, że nie wiem, jakby to ująć tak zgrabnie. No tak, tak to jest, jak się po prostu czyta pracę na ten temat po angielsku, a potem po polsku. Nie działa.
Po prostu biorąc pod uwagę powierzchnię nośną tych skrzydeł, tego-tego dołu obiektu, to by się zgadzało, że to może latać, ale właśnie przy takich ostrych skrętach to... To raczej by się rozpadło. Na tej mapce, co panu wysłałem, tam między tymi zielonymi liniami w pewnym momencie jest taka zielona kropka. W tym momencie ten obiekt przyspieszył jeszcze bardziej niż wcześniej. Trudno mi powiedzieć o ile, ale bym zaryzykował stwierdzeniem, że około o połowę szybciej niż wcześniej, yy, i to było mniej więcej na, no, tak na wysokości tego, co ja-ja wstałem. Uderzył mnie taki po prostu dziś chyba sonic boom nazywa. Nie ma chyba polskiego tłumaczenia, że ten taki skondensowany dźwięk w jednym momencie uderza po prostu w słuchacza. No, polskie tłumaczenie mi tutaj znalazło dosłownie grom dźwiękowy. A no może bardzo pasuje zresztą grom, bo to tak, jakby dźwięk się nawarstwił i w pewnym... w jednym idealnym momencie uderzył i dopiero potem słychać. To właśnie jak przyspieszył, przyspieszył-- bo to jakby zwolnił przed tą kropką na mapie, a potem przyspieszył ponownie, to z tego, co czytałem, to po prostu przekroczył prędkość dźwięku. I przy takim zwrocie to by się po prostu rozpadło.Sprawdzałem, naprawdę później, mimo że mam dobrą pamięć, niemal fotograficzną, to tam jakieś drobne szczegóły mogły się-- mogłem po prostu pamięć-- z pamięci trochę zmyślić.
Ale bardzo podobny obiekt był widziany nad Wrocławiem. To nie wiem, jaka to jest ulica, ale jak jest panorama racławicka, taka długa ulica, to dwa lata później ktoś widział coś podobnego. Postaram się znaleźć artykuł, który o tym mówił, bo to nie była żadna, żadna prasa specjalistyczna, że tak powiem, tylko to była jakaś Gazeta Wrocławska czy coś takiego. No ale nie na tyle się przebił temat do mediów, żeby ktokolwiek więcej o tym pisał. Ja szukałem informacji, ale też już większych-- więcej nie mogłem znaleźć. A autor tego-- ja pamiętam, że to było nagranie czy jakieś zdjęcie, po prostu nie odpisywał mi na maila. Nie chcę skłamać, ale to chyba był piętnasty rok. Tak mi się po prostu wydaje, że to było-- ta moja relacja pochodzi tam z dwunastego, a to było chyba dwa czy trzy lata później. Tylko że przez te trzy lata właśnie, no pamięć ludzka jest taka, taka sobie, nie jest idealna jak komputer. Ja mogłem jakieś malutkie detale zmienić, po prostu nawet nieświadomie, ale mi się wydawało, że coś podobnego to było. W każdym razie dowiemy się.
Ja jeszcze postaram się poszukać, chociaż no to już będzie z dziesięć lat. Trudno będzie znaleźć, ale przynajmniej ten szkic, szkic panu prześlę, to może coś się rozjaśni. Mniej więcej od tego właśnie piętnastego czy szesnastego roku zacząłem się zagłębiać nad tym tematem. Ale no, mimo te nawet teraz takiej wiedzy na temat takich niewyjaśnionych rzeczy, które się u nas na świecie dzieją, to w dalszym ciągu, mimo że to się nie zgadza z logiką, mam wrażenie, że to było coś takiego pochodzenia ziemskiego, że to nie był żaden taki, no po prostu kosmiczny statek czy coś. Ja bym to bardziej w kierunku wojska kierował, no ale-- no mówię, ja nie jestem fizykiem. Jedynie cała moja wiedza, jaką posiadam, to tam pochodzi z Wikipedii i jakichś tam pojedynczych prac naukowych, więc trudno mi się wypowiedzieć, jakbym był ekspertem. I mimo że logika właśnie podpowiada, że to nie powinno się dziać, to jednak trzymam się tego, że to było coś ziemskiego.
No też coraz więcej ufologów teraz się skłania ku teoriom o takim bardziej, o bardziej ziemskiej naturze. Przynajmniej części obserwacji tych obiektów niezidentyfikowanych. A takie mam pytanie tutaj. Taką mam ściągę do-do z pytaniami do relacji o UFO. Jakie wtedy panowały warunki pogodowe?
To była końcówka sierpnia. Kończyły się wakacje i co prawda jeszcze się dzień do końca nie zaczął, ale było ciepło. Nawet nie musiałem-- tam kurtkę zdjąłem, w koszulce szedłem. Żadnego zachmurzenia nie było większego. No jedynie tak po prostu taki brzask. Tak świtało powoli, słońce się wyłaniało, ale no taka naprawdę ładna pogoda. Dzień wcześniej też. Co prawda trudno mi będzie sprawdzić dokładnie, ale z tego, co wiem, to mniej więcej mógłbym dokładnie powiedzieć, jaki to był dzień, bo pamiętam, że to była końcówka sierpnia.
Mniej więcej pamiętam rok i mógłbym sprawdzić na jakieś archiwum prognozy pogody, jaki to był dokładnie dzień, a wtedy bym więcej danych po prostu posiadał, bo to raczej nie będzie trudne, bo pamiętam, że to był też weekend, bo tam część ludzi już pracowała, część jeszcze chodziła do szkoły. Przepraszam, do szkoły. No wakacje były, ale po prostu część ludzi była starsza i się takie ogniska, imprezy organizowaliśmy właśnie w weekend, więc niedokładnie, ale myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa mógłbym określić dokładny dzień i dzięki temu dokładniejszą prognozę pogody na przykład. No ja pamiętam tyle, że było bardzo przejrzyste niebo, było ciepło.
Zachmurzenia większego nie pamiętam, żeby było. No i aż do końca dnia tak było. Może spróbujemy ustalić widełki czasowe na zasadzie przedostatni bądź ostatni weekend sierpnia tak? Bo Pan mówi, że to był koniec. To była końcówka.
Tak, tak, tak właśnie tak, tak to myślę w ten sposób zrobić, bo to nie dam ręki uciąć, ale mi się wydaje nawet, że to był ostatni weekend. Ale to mówię najwyżej dwie daty. Pamiętam, że to było z soboty na niedzielę. Po tym spotkaniu z tym obiektem latającym skontaktowałem się z fundacją Pip Pip, ale mnie olali, mówiąc kolokwialnie. W ogóle można powiedzieć, ich-ich to nie poruszyło, w ogóle nie chcieli żadnych informacji, żadnych szkiców.
W ogóle nie odpowiedzieli w ten sposób? To znaczy, odpowiedzieli tam, co pan widział. No i tyle. Nawet tam na tym się dyskusja skończyła. Eeem, ciężko mi to skomentować- N-no najlepszym komentarzem będzie potem zamiast tego pip, to odgłos upadającej rury, bo mi się to bardzo spodobało.
Montaż. Tak, to był odgłos. Chyba się wtedy wypikowałem w tym dziesiątym odcinku odgłosem jakiejś łyżki spadającej do szklanki. Mi się skojarzyło, skojarzyło mi się taki miałem pomysł, bo to jest efekt czasami stosowany w teledyskach hip-hopowych z początku tego tysiąclecia. Flexiplyst w wersji takiej wideoklipowej do puszczania w telewizji.
Tam jest moment, gdzie, gdzie występuje takie, no, niezbyt parlamentarne słówko i w tym momencie słówko jest zastąpione uderzeniem łyżki w szklankę. No i bardzo dyplomatycznie. Tak. No ja uważam, że każdy ślad tej fundacji powinien zostać, no, wymazywany, bo pozostaje mi tylko myśleć, ile ludzi próbowało się z nimi skontaktować, a oni po prostu, no, olali temat. No i tacy ludzie się często zamykają, nie opowiadają więcej, jak zostali wzięci za wariatu, że tak powiem.
No to tylko świadczy o-o jakby, że to tak ujmę, jakości działalności tej fundacji i jej prezesa. No bardziej wartościowy widocznie dla niego jest objazdowy cyrk z miskami, jakimiś samochodzikami. Albo rysowanie tego.
Rysowanie tak. Wszystkie inne UFA to. Yyy, no to dla niego wiadomo co. Ale za to można pomnik postawić, jak były jakieś takie... Uzupełnienie od świadka. Podczas sesji regresji hipnotycznej pojawiło się wiele nowych informacji na temat Nola, którego widziałem. Okazuje się, że część pamięci została przypudrowana przez wyobraźnię.
Obiekt leciał znacznie wyżej, niż zapamiętałem. Około trzystu, czterystu metrów. To zaburza wyniki moich obliczeń. Ze względu na perspektywę, prędkość mogła być znacznie wyższa, niż mi się wydawało. To jednocześnie tłumaczy zjawisko Sonic Boom i obserwacje stożka Macha. Efekt otoczki chmur. Ponadto obiekt najprawdopodobniej był mniejszy, o około trzydziestu metrów średnicy. Końcówki płata nośnego skrzydła po przeciwległych bokach były zgięte w dół. I to tyle, jeśli chodzi o zdarzenie z rejonu Głogowa i Polkowic. Po krótkim przerywniku przejdziemy do prezentacji najdłuższego z przygotowanych na dziś nagrań, w którym jedna z naszych słuchaczek zawarła opisy kilku bardzo dziwnych zdarzeń z udziałem niezidentyfikowanych obiektów latających.
Zostańcie Państwo z nami, z Radiem Paranormalium. Sięgnij już dziś po "Nieznany Świat". Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. "Nieznany Świat". Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.
Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.uforelacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.uforelacje.pl.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszej audycji przenosimy się na Pomorze. Za chwilę usłyszymy opisy kilku bardzo dziwnych zdarzeń z udziałem niezidentyfikowanych obiektów latających, jakimi podzieliła się z Radiem Paranormalium jedna ze słuchaczek.
Szczególnie polecam Państwa uwadze dwa pierwsze zdarzenia z latującymi przez zamknięte okno i świetlistymi kulami oraz ogromnym obiektem, który zawisł nad lasem, po czym zaczął wykonywać manewry, do których prawdopodobnie nie jest zdolny żaden ludzki wynalazek.
O tych historiach mam dwie, właściwie trzy takie historie. Opowiadam bardzo chętnie, mimo że ludzie, którzy tego słuchają, uważają mnie za wariatkę oczywiście, ale to mnie wie pan, to mnie nie martwi, dlatego, że ja wiem, co widziałam i trudno. Natomiast opowiadam o tym, no bo, bo dochodzę do wniosku, że to jest temat, o którym już teraz chyba trzeba mówić.
No, wiemy, że coś się dzieje, że ktoś tu przylatuje do nas. No i jeśli pan chce wysłuchać, to bardzo proszę. Proszę pana, więc tak. Pierwsza rzecz, taka bardzo dziwna, która mi się wydarzyła, to ja nie potrafię jej powiedzieć, jak dawno to było. Nie było to dawniej niż dwadzieścia lat temu, dlatego, że to było w poprzednim miejscu mojego zamieszkania. Ja mieszkałam w domu, który był wybudowany na skraju lasu, na końcu drogi już. Za naszym domem nie było innych domów, tylko łąki, takie rozległe, rozległe jakieś bagniska. A jaka to była miejscowość? Albo jaki to był rejon, jeżeli pani nie może podać?
Proszę pana, to były Karczemki pod Gdynią i w tej chwili te Karczemki, to miejsce, gdzie mieszkałam, ja sprzedałam dom kilka lat temu, no to, to już w tej chwili ta okolica się zamieniła właściwie w osiedla domów jednorodzinnych, ponieważ wcześniej były tam pola, które rolnicy posprzedawali, podziałkowali, no i teraz już tam wyrosły, wyrosły domy jak grzyby po deszczu. Natomiast wtedy, kiedy ja tam mieszkałam, to mój dom był jedyny w tej okolicy i jak pan patrzył z okna, no to właściwie nic nie było widać, tylko pola i dość dziki taki teren. Zwierząt dużo chodziło i to nie ma może ten cały opis, który teraz powiedziałam, nie ma takiego znaczenia w tej historii. Natomiast w tej następnej, która też się wydarzyła w tamtym miejscu, już tak. No i teraz już zmierzam do tego, co to było. Było to bardzo dziwne, proszę pana, a mianowicie obudziłam się w nocy w sypialni, żeby pójść do łazienki. Miałam cała ściana w sypialni, to było okno zasłonięte zasłonami i ja wstając do tej łazienki, uświadomiłam sobie, że na dworze jest bardzo jasno. I też muszę powiedzieć, że się nieracjonalnie zachowywałam. Jak teraz o tym mówię i myślę o tym wiele razy o tym myślałam, no to, to moje zachowanie było jakieś dziwaczne, dlatego, że w tej sypialni na bocznej ścianie było wyjście na werandę, taką drewnianą, dużą i ja mogłam po prostu, były drzwi, mogłam po prostu wyjść i zobaczyć, co to jest takiego. Ja nigdy nie byłam strachliwa, nie bałam się niczego. Natomiast wtedy podeszłam, pamiętam to jak ja, bardzo dokładnie pamiętam to wszystko, co opowiadam. Podeszłam do tego okna, nawet nie odsłoniłam zasłony, tylko wie pan, włożyłam tak głowę między zasłony i przed oknem w ogrodzie roztaczał się wielki trawnik. No ja miałam ogromny trawnik, nie wiem, dwieście metrów kwadratowych. I na tym trawniku było tak jasno, że ja sobie pomyślałam dlaczego jest tak jasno? Przecież nie ma pełni. Ja zawsze wiem, kiedy jest pełnia, bo w pełni źle śpię. I wie pan, to było tak jasno w tym ogrodzie, że ja kiedyś mieszkałam w Opolu i w Opolu jest stadion piłkarski. To się nazywa chyba Odra Opole, ta drużyna piłkarska, jeśli jeszcze jest.
I tam, jak się Jupitery w czasie meczów zapalały, to dosłownie od razu miałam takie skojarzenie, że to jest dosłownie jakby ktoś Jupiter zapalił nad tym ogrodem czy nad domem. Ale to moje nieracjonalne zachowanie. Pomyślałam sobie bardzo jasno, bardzo jasno. Głowę zabrałam, zasłoniłam z powrotem okno i poszłam do łazienki, która bezpośrednio do sypialni przylegała.
Usiadłam na toalecie, zrobiłam siusiu, proszę pana, wróciłam na łóżko, usiadłam na łóżku i na łóżku, jak sobie pan wyobrazi, że siedzę, to mam okno na wprost przed sobą. I teraz, proszę pana, siedzę na tym łóżku. Nie wiem, która była godzina, bo nie popatrzyłam na zegarek.
Mój mąż spał obok mnie głębokim snem. Podejrzewam, że mogła być pierwsza, druga w nocy. I teraz przez to okno, przez zasłony wpływają do pokoju dwie kulki. One wyglądają, proszę pana, tak, że jedna się unosi, jedna wpływa pierwsza, a za nią wyżej, może dziesięć centymetrów, wpływa druga. W takim odstępie może też dziesięciu, dwudziestu centymetrów. I te kulki wyglądają jak piłki tenisowe.Które się żarzą. To znaczy wielkości piłek tenisowych i one jak wyglądały? Wie pan, jakby się żarzyły. To było no nie wiem jak to panu wytłumaczyć no nie wyglądało to jak żarówka zapalona, A może jak żarówka, która jakiś taki tak się to światło tak tak to wyglądało. No słowami- no trudno mi to opisać. No może jakbym gdzieś widziała jakieś zdjęcie albo symulacje, to bym powiedziała no tak to A to nie wyglądało tak jak ta taka kula discotekowa błyszcząca tak jak światło się odbija, to to tak jakby błyska, tak?
Nie wie Pan, to raczej tak wyglądało jakby pan wziął ognik duży, który się żarzy, ale się żarzy na złoto. Ona była złota ta kulka i jedna i druga. No kula, no kula. Może przesadziłam, ale to miało wielkość piłki tenisowej. I te kulki, proszę pana, wpływają do pokoju i tak. Ja to okno mam przed sobą powiedzmy dwa metry przede mną. No może przesadziłam, może trzy metry, bo sypialnia dość duża. I te kulki płyną pod takim kątem w powietrzu, pod takim kątem nie na mnie na wprost, tylko pod takim kątem czterdziestu pięciu stopni. I najpierw sunie ta jedna gdzieś na takiej wysokości siedemdziesiąt centymetrów nad podłogą, a nad nią powiedzmy dziesięć czy piętnaście centymetrów dalej może dwadzieścia sunie ta druga. No tak wyżej, gdzieś ze dwadzieścia centymetrów nad podłogą. Ja siedzę i znowu wie pan, nieracjonalnie się zachowuję, bo siedzę i przyglądam się temu. I one suną sobie suną, suną, suną powolutku. Wjechały do pokoju. No tak, na wysokość tych drzwi do łazienki. Po czym ta pierwsza kula zrobiła pstryk, tak się rozpłynęła, zniknęła. Za chwilę ta druga zrobiła pstryk, a ja w tym momencie znaczy wcześniej, przepraszam, jak te kulki tak wsuwały się do pokoju, to ja sięgnęłam ręką do mojego męża o pan za plecy, patrząc na te kulki i szturcham go i mówię o! Zobacz jakie kulki. A on mówi tak, tak, kulki, kulki. Odwrócił się na drugi bok i śpi. I jak te kulki zniknęły, to ja, proszę pana, w tym momencie no po prostu jak automat położyłam się natychmiast się położyłam i natychmiast zasnęłam.
Natychmiast. Po czym rano się obudziłam i myślę sobie przecież to mi się nie śniło. Idę do kuchni, proszę pana, mój mąż akurat je śniadanie i mówię mu posłuchaj, czy ja ci w nocy coś mówiłam? A on mówi tak, tak, śniły ci się jakieś kulki, a to mi się nie śniło, proszę pana, ja to widziałam. To było bardzo dziwne. Nie mam pojęcia, co by to mogło być. No nie mam pojęcia, ale widziałam to i miałam też świadomość, że się dziwnie zachowywałam, bo normalnie to bym wie pan podęła, wstała, rękę wyciągnęła.
No nie wiem, po prostu to było nieracjonalne. Ja natychmiast położyłam się do łóżka i natychmiast zasnęłam. Rozumiem, że temu zdarzeniu nie towarzyszyły jakieś dźwięki? Nie, proszę pana, nic kompletnie. Była też to miejsce, gdzie ja mieszkałam. Wie pan, to totalne zadupie. Tam była w ogóle cichutko. Cisza była totalna.
Jedyna rzecz, która była głośna, to tam jest korytarz powietrzny i samoloty, które lecą na Rębiechowo do Gdańska. Rzeczywiście są takie godziny. No teraz już jest tego więcej, bo częściej już te samoloty latają. Ale były takie godziny, że rzeczywiście było słychać samolot.
Natomiast nie tak w ogóle. To tam u nas było bardzo cicho. Żadne dźwięki temu zjawisku nie towarzyszyły. Nie. A okno było wtedy otwarte czy zamknięte? Jaka to była w ogóle pora roku? Okno było zamknięte proszę pana, myślę, że to na pewno nie była to zima, ponieważ ten ogród wyglądał jak taki letni ogród, więc myślę, że mogło to być lato, może jesień. I okno było zamknięte. Tym bardziej że to okno, o którym ja panu teraz mówię, to, to był fix, to, to nie było otwierane okno, tylko to był taki ogromny fix na całą ścianę. To okno miało po bokach takie części pięćdziesięciocentymetrowe, gdzie można było uchylić je. Natomiast to miejsce, w którym te kulki wleciały, no to, to dosłownie przez tą szybę wleciało. [śmiech] No właśnie, gdyby nie, gdyby to były takie fizyczne obiekty, to one nie miały jak tam się dostać do tego pokoju, tak?
No nie, nie, absurde, absolutnie. No to nie miały jak się dostać. Dokładnie tak jak pan mówi. No to było, wie pan, te zasłony, takie ogromne, ciężkie zasłony. No bo jak pan ma okno takie trzy metry na dwa i pół, no to wiszą takie kotary na tym oknie. No i ta jasność, wie pan, w tym ogrodzie to było coś przedziwnego, nie?
Natomiast ja jakby zupełnie w ogóle przeszłam nad tym do porządku dziennego i do dzisiaj jak o tym myślę, to myślę sobie, że zachowywałam się jakoś kompletnie nieracjonalnie. No tutaj też zwraca uwagę obecność zasłon. Czy zasłony jakoś reagowały na pojawienie się tych obiektów? Zatknięcie się?
W żaden sposób, proszę pana, to po prostu przepłynęło przez okno, przez szybę, przepłynęło przez zasłony. Nie towarzyszył temu ani żaden zapach. No, no nie no to wie pan, no nieracjonalna historia zupełnie. No tutaj też takim zwracającym uwagę elementem jest pani z a chowanie. Czy miała pani wrażenie, że pani zachowaniem coś w jakimś stopniu steruje z zewnątrz? Nie wiem.
Ja nie miałam wrażenia. Znaczy ja się troszkę tak zachowywałam, szczerze mówiąc, jak automat, dlatego, że ja jestem w ogóle-- po pierwsze nie jestem bojąca się. Po drugie, no jestem ciekawska pewnie jakby normalnie, jakby gdzieś, jakbym gdzieś coś zobaczyła, wie pan, że ktoś po tym moim ogrodzie łazi, gdzie tam na końcu świata. No to bym pewnie otworzyła werandę, wyszła, zobaczyła, albo przynajmniej odsłoniła okna, albo nie wiem, krzyku narobiła. Tu tym razem to było takie bardzo automatyczne. Ja podszłam do okna, włożyłam tą głowę, wie pan, tą głowę włożyłam między zasłony jakoś tak idiotycznie zupełnie. Po czym poszłam jak automat do łazienki, usiadłam na kibelku, zrobiłam co miałam zrobić i wróciłam z powrotem. Usiadłem na łóżku, znowu nie interesując się w ogóle tym światłem w ogrodzie. No i wtedy siedząc na łóżku zobaczyłam to coś dziwacznego.
Nie mam pojęcia co to było. Po czym natychmiast się położyłam. No oprócz tego, że oczywiście jeszcze mężowi chciałam się pochwalić, żeby obejrzał to samo. Nie interesował się tym. Spał dalej, po czym się położyłam i natychmiast wie pan, jakby mi ktoś urwał film, natychmiast zasnęłam. To było bardzo dziwne. No nie wiem, o co chodzi, naprawdę. Ale zapowiadam tą historię, bo ja przeżyłam.
To jest prawda. Sobie tego nie wymyśliłam, nie przyśniło mi się to. Ale co to było? Nie wiem. Wie pan? No tutaj chwała mężowi, że potwierdził, że to nie była jakby wizja senna, tak? Tak, tak, tak, bo ja no rano, znaczy tak. Bo rano wie pan, wstałam z takim. Jak panu opowiem tą drugą historię, którą mam do opowiedzenia, to też miałam podobne wrażenie właśnie, że rano wstałam z takim pomieszaniem i sobie pomyślałam co to było przecież to mi się nie śniło, to nie był sen. Ja to pamiętam. No i męża mojego dorwałam w kuchni, a on mówi tak, tak, jakieś kulki ci się śniły.Tak, tak. No także nie mam pojęcia, wie pan, co to było. Yyy Ja o tej pierwszej historii, którą panu opowiedziałam, to w zasadzie o niej z nikim nie rozmawiałam i przez wiele lat ona mi w ogóle z głowy gdzieś wyparowała. Bardzo szybko. I niech pan sobie wyobrazi, że po kilku latach, bo nie wiem jaki. Nie chcę pana okłamać, więc nie wiem, jaki upłynął okres od tego pierwszego wydarzenia do tego, które teraz opowiem. W ogóle mnie nie interesowała tematyka UFO proszy pana, ani latające statki, ani tele- ż e to jakby, no nie interesowało mnie to. Miałam różne inne zainteresowania w życiu, tym się w ogóle nigdy nie pasjonowałam ani nie zajmowałam. Natomiast teraz jestem pierwszą entuzjastką tego tematu [śmiech] zaraz panu powiem dlaczego. Po tym właśnie wydarzeniu. Ja miałam-- to było proszę pana, w lipcu w dwutysięcznym szesnastym roku, w nocy z soboty na niedzielę i wydaje mi się, że to była noc z jedenastego na dwunastego lipca, albo z piętnastego na szesnastego.
Jakoś tak. Ja opowiedziałam o tej historii, bo później zadzwoniłam po kilku dniach do fundacji [dzwięk tonający] i tam była jakaś pani i ja jej o tym opowiedziałam, bo ja nie mogłam sobie z tym poradzić, wie pan? Więc chciałam o tym komuś opowiedzieć. Natomiast ta historia wygląda następująco. Ja miałam w tamtym czasie interes w Chałupach na Półwyspie Helskim. Wynajmowałam tam mieszkania i jeździłam, ponieważ moi goście przyjeżdżali raz w tygodniu, na tydzień lub na dłużej. To ja jeździłam raz w tygodniu do pracy. Zazwyczaj to było tak, że jechałam w piątek wieczorem do pracy i wracałam w niedzielę lub wracałam w sobotę późno wieczorem. Tam jest, nie wiem, czy pan wie, fatalny dojazd, korki są na półwysep, żeby dojechać i wyjechać w lipcu, więc ja wiedziałam, nauczona doświadczeniem, że żeby do pracy dojechać, to muszę wyjechać wcześnie rano, w sobotę tak, żeby o siódmej być w recepcji. A wracać no to dopiero jak się korek skończy. Czyli miałam mieszkanie z balkonem w Chałupach i patrzyłam, która godzina. Aha. Dwudziesta trzecia dwadzieścia. Korek się skończył. Wtedy wsiadłam w samochód proszę pana i wracałam do domu. Noc była piękna, gorąca, ciepła i było takie piękne niebo gwiaździste. Bardzo ładne i wiem o tym, dlatego, że część tej mojej drogi pokonywałam przez taki skrót. W Redzie wjeżdżałam do lasu i jechałam później proszę pana do domu, do tych Karczemek pod Gdynią, od drugiej strony jakby nie od strony obwodnicy Gdyni, tylko od strony Koleczkowa. Taki, taki jakby od Redy.
Jakby pan z drugiej strony dojeżdżał. Ja jechałam przez wsie, puste były drogi. Drogi były puściuteńkie, proszę pana. Nawet byłam zdziwiona, bo to było dopiero około dwunastej, a mnie raptem minęły dwa samochody. I teraz godzina była właśnie chwilę przed dwudziestą czwartą. Ja szybko jechałam i szybko dojechałam. Wyjechałam nie później niż dwudziesta trzecia dwadzieścia, a ta cała historia się wydarzyła dosłownie tam, nie wiem, za sześć chyba północ. I dojechałam, proszę pana, do mojej wsi od drugiej strony jak gdyby i yy jeszcze byłam na asfaltowej drodze, takiej powiatowej, jak chciałam skręcać w prawo, przede mną była tak na godzinie drugiej stacja benzynowa i ja przed tą stacją benzynową zwolniłam, bo właśnie zjeżdżałam w taką asfaltową wąską drogę, już tam między domami jednorodzinnymi, bo to już była ta wieś, w której mieszkałam.
I w tym momencie, jak zaczęłam zwalniać przed tym zjazdem, to nad stacją benzynową, która była na godzinie drugiej nie dalej jak pięćdziesiąt metrów ode mnie, zauważyłam, proszę pana, rząd kolorowych świateł i byłam przekonana, że to samolot. Nie wiem dlaczego. W każdym razie nie wzbudziło to żadnego mojego podejrzenia to coś, co widziałam.
Natomiast jedna rzecz mnie zafrapowała, że to było nisko nad stacją. Ja skręcając tym samochodem, zaaferowana tam jazdą, pomyślałam sobie tylko dlaczego tak nisko nad tą stacją benzynową ten samolot leci? No nie-nie-niefajne to było. Po czym, proszę pana, zakręciłam i teraz już jadę pod kątem prostym do tej drogi, z której zjechałam. Taką drogą asfaltową, wąziutką, między domami już, w ogóle nie myśląc o tym, co widziałam przed chwilą. I proszę sobie wyobrazić, że dojeżdżam jakieś dwa kilometry tą drogą i teraz ta droga asfaltowa się kończy. Dojeżdżam już do bitej takiej drogi, która już prowadzi do mojego domu i ta droga już jedzie tylko w prawo albo w lewo, czyli kończy się ta droga na wprost i mogę jechać tylko w prawo albo w lewo. I teraz pod kątem prostym znowu zakręcam w lewo, w tą drogę bitą. I wie pan, patrzę, a przede mną na godzinie tym razem tak dwunastej, w takiej odległości może pięćset metrów. Widzę to coś, co widziałam przed chwilą, jak zakręca, tak jak ja pod kątem prostym, jakby zatrzymuje się w pewnym miejscu. Jak ja wykonałam ten manewr, właściwie byłam w trakcie jego wykonywania to, to coś robiło dokładnie tak samo.Zrobiło mi to samo nad takim gospodarstwem na górce, tam świerki takie wysokie. I ja, wie pan, widzę to i myślę sobie samolot zakręca pod kątem prostym. Co to jest? Wie pan, to było przedziwne, tak jakby no, ten manewr w powietrzu. To mi w ogóle nie zapasowało.
Ale to coś zniknęło za tą góreczką, za tymi świerkami jakby pojechało dalej. No i ja znowu przestałem o tym myśleć. I teraz jadę dalej. Jadę, proszę pana, jakieś dwieście metrów. Taką już drogą już trzeba jechać wolno, trzydzieści na godzinę.
Do mojego domu jest jeszcze powiedzmy dwieście metrów i w pewnym momencie tam po drodze do domu przejeżdża ta droga przez takie wyschnięte jezioro, takie łąki po prawej i lewej stronie, bagniska takie i żeby to panu dobrze opisać ja siedzę w samochodzie, po prawej stronie jest to wielkie bagnisko, po lewej stronie są pola, łąki. Ja jadę tą bitą drogą i teraz to bagnisko po prawej stronie w pewnym momencie się skończy taką skarpą, powiedzmy dziesięciometrową. I na tej skarpie wyżej jest las.
No, taki już stary las. I teraz proszę sobie wyobrazić, że ja, żeby dojechać do domu, no to wjeżdżam przez chwilę w taki zagajniczek w dołku, wjeżdżam w ten zagajniczek i jak już z tego zagajnika takiego maleńkiego wyjeżdżam, po prawej stronie już się ciągnie to bagnisko, które widzę. I ja jak już wyjeżdżam z tego zagajnika, to proszę pana, już w tym momencie już zgłupiałam kompletnie, ponieważ na wysokości dwóch i pół myślę, że góra trzech metrów tak wolno jak ja, trzydzieści na godzinę przesuwa się coś, czego ja w życiu nie widziałam. I ja jadę proszę pana, znam tą drogę na pamięć całe szczęście, bo bym jakoś w brzozę tam wjechała, albo do tego rowu, w to bagno. Ja jadę i gapię się na to i to coś tak wolniutko, jak mój samochód równo z moim samochodem podjeżdża razem ze mną jakby sunie w powietrzu.
W odległości myślę nie większej niż pięćdziesiąt metrów i w pewnym momencie na tej wysokości, gdzie ta skarpa się zaczyna i ten las, a bagnisko kończy, to coś się zatrzymuje i ja się też zatrzymuję. I pamiętam radio grało w samochodzie proszę pana i pamiętam, że ja miałam telefon komórkowy na gdzieś tu pod ręką, a później go nawet położyłam na desce rozdzielczej. Natomiast to stoi.
Ja stoję i opuściłam. Pamiętam, że zanim wyłączyłam silnik, to opuściłam szybę z prawej strony od strony pasażera, żeby to dobrze widzieć i słyszeć i wyłączyłam silnik. I teraz już mówię Panu jak to wyglądało. Proszę sobie wyobrazić największy telewizor ledowy, jaki pan widział w Media Markcie, który Pan powiększy razy pięć. Czyli to takie, taki-- czyli ten kształt w metrażu nie wiem, pięć metrów na dwa. Czyli taki wielki ekran, coś tego typu tak? Dokładnie. Oj, proszę sobie wyobrazić cztery albo pięć takich ekranów ustawionych jeden za drugim, jak pociąg i każdy z tych ekranów, proszę pana, się świeci innym światłem i to światło jest takie inne, takie ledowe. Jeden ten ekran był taki ledowy, niebieski. Drugi proszę pana był czerwony, trzeci był taki złotożółty, był zielony i ja teraz nie wiem, czy był piąty, czy nie. Nie dam ręki. Ja nie wiem, czy ich było-- ja zapamiętałam te kolory. A one te ekrany zmieniały kolor. To znaczy tak jakby pulsowały co chwilę innym kolorem, jakby ten kolor. No po prostu zmieniał się kolor w takiej częstotliwości tyng, tyng, tyng, tyng, tyng, tyng, tyng. Dosłownie częściej niż co sekundę. I to było ogromne.
Wie pan, to było wielkie. To było, proszę pana. Myślę, że jakby pan postawił TIR z naczepą, to, to by było większe w sumie niż długość, wie pan się, jak dwa TIR-y z naczepą. To było ogromne. Wie pan, to było nad tym całym bagniskiem yy się unosiło tak nisko. To było też jakieś absurdalne, wie pan? Bo to, to było nisko nad ziemią, żeby to było, nie wiem, pięćdziesiąt metrów nad ziemią, a to było dosłownie myślę, że nie wyżej niż trzy metry nad ziemią. I ja w pewnym momencie zapytałam siebie, czy to wydaje jakiś odgłos? I tak to To, proszę pana, wydawało taki odgłos jak wentylator. Jakby pan włączył duży wentylator. Ja kiedyś zabłądziłam w hotelu i poszłam do-- na jedno piętro za nisko i zeszłam do centrali wentylacyjnej.
I to tak, tak hałasowało jak teraz centrala wentylacyjna w tym hotelu. I proszę pana - Takie buczenie, tak? Nie buczenie. To było mniej niż buczenie, delikatniejsze niż buczenie. To raczej była taka wibracja na, na - Może coś, coś takiego. Przypomina mi się teraz motyw powtarzający się w innych relacjach, że to brzmiało tak, jakby takie buczenie pszczół, buczenie roju pszczół, coś tego typu. No yy czy jak, czy jak wentylator po prostu.
Nie, to nie było chyba buczenie. Ja bym tego nie nazwała buczeniem, tylko właśnie jakbym włączył jakiś ogromny wentylator. No, no to jedyne takie najbardziej co mi się najlepiej mi się to kojarzy z-z-z takim odgłosem wentylatora. I to wie pan, ja stałam może to trwało minutę. No też się. No wie pan, normalnie to by człowiek wszyscy, którym później o tym opowiadałam, a już teraz opowiadam o tym, kto chce słuchać, to każdemu opowiadam. To mnie pytają no a dlaczego nie zrobiłaś zdjęcia? I ja wiem, dlaczego nie zrobiłam zdjęcia. Wie pan, dlatego, że ja akurat o tym pomyślałam, że ja to powinnam sfotografować, ale bałam się, że jak ja zacznę tutaj szukać telefonu, kombinować, gdzie tu to zdjęcie otwierać go, to, to mi zniknie. Po prostu gapiłam się na to, chciałam się napatrzeć na to. Dzisiaj żałuję. No bo gdybym zrobiła zdjęcie, to miałabym jakiś dowód tego.
No z drugiej strony zobaczyła pani dzięki temu więcej szczegółów, tak? Znaczy- W ten sposób. Nic innego nie widziałam na tym, bo to było nisko przecież nad horyzontem, na tym tle tego czarnego, granatowego nieba i tych krzaczorów to nic w zasadzie innego nie widziałam, tylko te telewizory ogromne. I proszę pana, to jeszcze później mi ludzie mówili może drona widziałaś, może to. I może ja bym przyjęła taką opcję, gdyby nie to, co się wydarzyło na końcu. To coś ogromnego. Ten ogromny obiekt w pewnym momencie, gdyby to dłużej tam było, wie pan co? Ja bym wysiadła z samochodu i poszła po prostu bliżej do tego podeszła, ale to trwało za krótko, żebym ja się ogarnęła w ogóle. I to gdzieś z minutę trwało. I po tej minucie to wielkie coś ustawiło się pod kątem czterdziestu pięciu stopni.-w powietrzu, tak jak ta skarpa przed tym czymś stała przed lasem. Po czym-- no to było niebywałe, wie pan, to było niebywałe. Po czym proszę pana, tak jakby ktoś z procy strzelił i ten ogromny obiekt z takim jakimś kosmicznym przyspieszeniem uniósł się na taką wysokość nad las. Znowu się zatrzymał. Jakby pan zatrzymał po prostu, wie pan, pendolin w jednej sekundzie, w jednym miejscu. To się zatrzymało nad tym lasem, wyprostowało i znowu wystrzeliło.
Ja już jak to zobaczyłam, to już w ogóle zdurniałam. Bo ja, wie pan, no nie wyobrażałam sobie, że ktoś się w ogóle może poruszać in taki dziwaczny sposób, z takim przyspieszeniem, na takim dystansie niewielkim, bo to się może dwadzieścia metrów nad ziemię uniosło po prostu w ciągu nie wiem, jednej tysięcznej sekundy, po czym się tam zatrzymało, wyprostowało jakby poziomo, znowu nad ziemię i znowu wystartowało tak, że tylko mi śmignęło.
No szybkość to jest jedno. Co tutaj jeszcze takim ważnym elementem nie są gabaryty tego obiektu. No trudno oczekiwać, żeby taki duży obiekt w takim szybkim, w takim krótkim czasie zrobi takie manewry, tak?
Wie pan, to ja słowo honoru. Wie pan, że jak ja do dzisiaj, jak ja o tym opowiadam, to mnie się to nie mieści. Cały czas palę, mimo że ja oglądam już od tego czasu dużo filmów. Tam różne rzeczy ludzie pokazują.
Ale wie pan, ja byłam tak, tak byłam oszołomiona, że przyjechałam do domu, a od tego miejsca, do mojego domu, do tego ogrodu, gdzie ta historia pierwsza się wydarzyła, no to dosłownie z pięćdziesiąt metrów wobec tego, już jak się zaczyna ten las, to po lewej stronie jest mój dom.
Podjechałam do domu, weszłam do domu i moja córka z moim mężem następnego dnia rano do Helsinek lecieli i mąż już spał, a córka jeszcze się pakowała. Ja idę do niej i mówię Słuchaj dziecko, no nie uwierzysz, co ja widziałam. Widziałam UFO nad łąką. No bo to jedyne, co mi przyszło do głowy, że jakieś UFO. Wie pan, na co ona mówi Mamo, co ty tam widziałaś?
Jakiś samolot? Na pewno widziałaś może helikopter? A ja jej mówię Nie no słuchaj, no naprawdę, no widziałam po prostu. I zaczynam jej opowiadać. Ona tam, wie pan, patrzy na mnie jak na wariatkę, no ale dobra- No, samolot kilka metrów nad drzewami, tak?
Nie no to znaczy nie, nie, wie pan, to jakieś, jakieś absurdalne zupełnie to było. No ale dlatego ja panu też o tym opowiadam. Dlatego, że mąż z córką wylecieli. Oni chyba o czwartej rano musieli wstać, bo mieli bardzo wcześnie ten wylot do tych Helsinek. Jak rano wstałam, to ich już nie było. Ja się z córką pożegnałam, poszłam spać. Rano się obudziłam. No to oni już byli gdzieś tam pewnie w samolocie.
Natomiast ja się obudziłam i miałam znowu coś takiego. Myślałam sobie Jezu, czy mi się to śniło? Co to było? Wie pan, miałam takie jakby sama sobie nie wierzyłam. Po czym dzwoni po dziewiątej córka i mówi Mamo, już jesteśmy, wylądowaliśmy, wszystko jest w porządku. I ja jej mówię dziecko, czy ja ci wczoraj coś mówiłam wieczorem? A ona mówi tak mi mówiłaś, że UFO widziałaś? Ja sobie myślę o cholerę to to było? Więc wie pan, miałam takie dziwne coś z głową mi się porobiło. I później przyjechała moja najstarsza córka.
Ja jej to opowiedziałam i ona mówi mamuu, kurczę, a ona jest taka, wszystko ją interesuje i mówi czekaj, ja ci zaraz otworzę na YouTube film, oglądaj. I teraz proszę pana, najciekawsze zaraz panu powiem. Ja siedzę, wie pan, w tej kuchni taka sfrustrowana, myślę sobie no to po prostu każdy mnie teraz za wariata weźmie, no ale trudno. Oglądam te filmy, no i tam nie wiem, gdzie ten film jest, bo jakbym go wiedziała dzisiaj, gdzie on jest, to bym panu wysłała ten fragment. W każdym razie do ...to wysłałam. I wie pan, oglądam to, siedzę, godzina już leci, tam taka składanka różnych nagrań. No to widać, że fejk to ktoś, samoloty. Ja też wiem, wie pan, jak wygląda samolot schodzący do lądowania na niebie w nocy. On z daleka tak wygląda. Ojej, coś dziwnego. I jak pan zrobi zdjęcie, to tak wygląda coś dziwnego. A to nie jest nic dziwnego. To są światła, które się tak układają w jakiś taki dziwny rąb. I rzeczywiście. No i dużo takich nagrań.
Myślę sobie Boże, co to za bzdury tutaj ludzie pokazują. I w pewnym momencie, proszę pana, spadłam z krzesła. Ponieważ w pewnym momencie w tych nagraniach, tych różnych innych filmów jest takie nagranie takiego burego, zachmurzonego nieba w dzień i ktoś, proszę pana, nagrywa na tle tego nieba, tych chmur taki wygląda to jak stalowy dysk. I ten dysk, proszę pana, przez środek ma takie telewizory, które tak dokładnie identycznie, tak pulsują jak to, co ja widziałam. Ja nie widziałam żadnego dysku, proszę pana, ja widziałam tylko te telewizory, ale to wyglądało dosłownie identycznie. I mówię córce mojej posłuchaj, to wyglądało tak samo. Popatrz, jak to. Popatrz na te światła. A ona mówi Słuchaj, no to może tam było coś, tylko ty nie widziałaś w nocy tego? Może to nie wiem, proszę pana. No nie mam pojęcia. Nie chcę tu dobudowywać żadnej teorii, ale to te światła, jakby te telewizory migocące wyglądały identycznie i one pulsowały w tym samym takim pimp, pimp, pimp, pimp, pimp, pimp, bo dosłownie coś takiego, nie?
Te ekrany wyglądały jakby tworzyły razem pewną całość. Krótko mówiąc. To znaczy tak, tak to wyglądało, wie pan, jak pociąg połączonych wagonów. Jakby te telewizory były. One były blisko siebie. To tak jakby pan obok jeden obok drugiego ustawił, nie? I to tak dokładnie to nie wyglądało, że one były jeden jakiś odstęp, drugi nie, nie, nie, one były blisko siebie, jeden obok drugiego stały jakby, nie? No i teraz ja myślę sobie rany Julek, no ...mówi słuchaj, na pewno ktoś się musi tym interesować. Ty zadzwoń gdzieś. I znalazła proszę pana, organizację .Tam jakaś pani odebrała ode mnie ten telefon.
Ja jej to opowiadam, jak ta kobieta mnie zaczęła przesłuchiwać. Powiem panu, to było ciekawe, ponieważ ona mnie zapytała, czy ja byłam w tym miejscu, gdzie ja to widziałam i ja jej powiedziałam nie, proszę pani, mi by nawet do głowy nie przyszło, żeby tam iść, bo to jest bagno.
Tam są, tam jest woda, to ja bym musiała chyba wodery ubrać i tam, tam są jakieś krzaczory. No nie, ja tam nie byłam. Jak było to daleko, jakie to były kolory tych prostokątów? O wiele rzeczy mnie ta pani zapytała, włącznie ze zdjęciem tego miejsca, w którym to się odbyło i ja zrobiłam takie panoramiczne zdjęcie, które już dzisiaj by wyglądało zupełnie inaczej, no bo teraz już są tam domy i ulica i tak dalej, ale wtedy to było zupełnie dzikie to miejsce. I jak komuś to później opowiadałam, bo wie pan, ja byłam też bardzo zafrapowana. Pomyślałam sobie ja mieszkam w takim miejscu, gdzie jest jezioro, trochę dalej, tam na wysokości gospodarstwa są jakieś domki nad jeziorem, letniskowe ludzie mają i tak dalej. Myślę sobie no, przecież ktoś to musiał widzieć oprócz mnie. To jest niemożliwe, żeby w lipcu o dwunastej w nocy wszyscy spali w wakacje. Wie pan, ludzie grillują, nie wiem, ogniska palą, kąpią się w jeziorze, nie wiem co jeszcze. No i zaczęłam pytać moich sąsiadów, czy czegoś nie widzieli.
Oni wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę. Ale po dwóch dniach się zdobyłam na odwagę i myślę sobie, pojechałam na stację benzynową, na której mnie wszyscy znali, oczywiście ci pracownicy, bo ja tam mieszkałam na tej wsi, tankowałam się na tej stacji i był tam chłopak, który zawsze wiedziałam, że dyżuruje w soboty w nocy. No i podchodzę do niego taka trochę [śmiech] zrembowana i go pytam Pan tu był w nocy, w sobotę? A on mi mówi byłem, a ja mówię: A widział pan coś dziwnego na niebie? A on tak patrzy na mnie, wybałusza oczy i mówi: Nie. A co, UFO pani widziała? No więc ja powiedziałam no nie, no to nic, to dziękuję i poszłam. I proszę pana, później jeszcze moją sąsiadkę wyhaczyłam, która mieszkała z drugiej strony, dom wyżej położony niż mój. Czy ona coś może, zwróciła na coś uwagę? A ona też. Zapytała mnie, dlaczego ja jej to opowiedziałam i ona powiedziała: Wie pani co, to ja powiem to [dźwięk pisania na maszynie] ona ma męża, który w marynarce wojennej służy zawodowo.
No i ten [dźwięk pisania na maszynie] ten mój sąsiad przyleciał następnego dnia i mówi do mnie: Pani mi to opowie dokładnie. No ja mu opowiadam tą całą historię i on taki zafrapowany patrzy i mówi: Ja nie wie pani, ja do pani przyszedłem, bo nam w wojsku kazali zwracać uwagę na różne dziwne rzeczy, jakieś szpiegostwo i gdybyśmy podejrzewali czy coś i myślałem, że może pani widziała. No, ale gdyby to było mniejsze, no to tak, ale takie wielkie jak pani mówi, no to ja nawet nie będę tego zgłaszał, bo to na pewno nie był to dron szpiegowski. I później wie pani, jak mnie ta pani z tego [dźwięk pisania na maszynie] pytała, czy pani widziała, jak wygląda helikopter w nocy? To ja jej mówiłam Proszę pani, oczywiście, że widziałam, ponieważ u nas regularnie nad tą łąką i nad tym bagniskiem lata w nocy taki helikopter z takim czerwonym światłem, dlatego że tam idzie gazociąg wysokociśnieniowy i nie wiem dlaczego, ale prawdopodobnie jest taka procedura, że raz na jakiś czas się kontroluje ten gazociąg w taki sposób i tam zawsze lata taki helikopter i on właśnie lata w nocy. Więc ja widziałam wielokrotnie. Mało tego słyszałam. Wie pan, jak hałasuje helikopter? Jak leciał nad tą łąką, no to się chałupa cała trzęsła, szyby w oknach. Później ona mnie pytała, czy ja widziałam, jak wyglądają samoloty, które schodzą do lądowania. No tak, no oczywiście, że widziałam, bo nad nami jest dokładnie korytarz powietrzny.
One nie są wprawdzie nisko, te samoloty, tylko wysoko. No ale, ale wiem, jak wygląda samolot schodzący do lądowania. Jasna sprawa. Czy ja widziałam drona? No ja widziałam drona, proszę pana, ale ja nie widziałam drona wielkości połowy pociągu, to ja nie widziałam takiego drona. Może są takie drony? Wie pan, wtedy jeszcze nie było wojny, teraz jest wojna.
I tu słyszę o różnych dronach, które tam różne rzeczy potrafią robić w powietrzu. Natomiast no nie wydaje mi się, żeby drony były takie ogromne, aczkolwiek nie znam się zupełnie na tym, nie? No to musiałaby być naprawdę duży dron, skoro długość dwóch ciężarówek z naczepami to... Tak.
To raczej pod drona już chyba nie podpada, bo to by się nie uniosło. Wie pan, to po pierwsze to-to, a po drugie te manewry później na końcu, które były takie nie z tego świata, one były dosłownie. Wie pan, to tak jakby pan wziął, niech pan sobie wyobrazi, że pan piłkę by kopnął z takiego dużego rozpędu, to ta piłka z takim przyspieszeniem strzela, to dosłownie z takim przyspieszeniem to wystrzeliło do góry dwadzieścia metrów, zatrzymało się w miejscu, to coś ogromnego, wyprostowało się i znowu z takim przyspieszeniem wystrzeliło. No i już tam gdzieś mi zniknęło. Oczywiście wiedziałam, że jak pojadę dalej, to już tego nie zobaczę, bo ten las się ciągnął, zanim bym podjechała drogą, objechała i to jakby już wiedziałam, że nie pojadę, za tym nie zobaczę już tego więcej. Natomiast jakby ta końcówka to już w ogóle mi dała do myślenia. No bo gdyby nie to, no to by jeszcze sobie pomyślałam, no może rzeczywiście, no nie wiem co, ale to co na końcu się zadziało, to ja to po prostu mi sztanga opadła. Czegoś takiego nie widziałam nigdy w życiu.
To było bardzo dziwne. Czy obiekt sprawiał wrażenie, jakby naśladował, czy też reagował na Pani manewry z samochodem? Bo to tak momentami brzmiało, jakby Pani ten obiekt śledził przez jakiś kawałek trasy.
Wie Pan co, ja w ogóle nie. Znaczy nie, to kłamię pana, jak mówię, że w ogóle nie. Przez chwilę, jak to się zaraz po tej historii, jak o tym myślałam tak intensywnie, to sobie myślałam, że może to coś leciało, bo musiałby pan popatrzeć na Google'ach, jak wygląda ta trasa. Ona się teraz zmieniła, bo zbudowano nową drogę i tak dalej, ale rzeczywiście ja jechałam przez te wsie z dobrych dwadzieścia kilometrów, taką lekko krętą drogą, czasami prostą i rzeczywiście po lewej i po drugiej stronie tylko kilka wsi mijam, a reszta to są pola, pola, pola na tych Kaszubach. I wie Pan, jakby ktoś mi powiedział, że to coś było z lewej mojej strony, bo jak ja to zobaczyłam pierwszy raz, no to, to było jakby nadlatywało z lewej strony, że to coś się przesuwało jakby równo ze mną od któregoś momentu to być może, ale ja nie wiem, ja tego nie widziałam. Ja to zauważyłam dopiero jak to coś przeleciało, jakby w tym samym kierunku, w którym ja skręcałam, przeleciało nad stacją benzynową i myślę sobie dlaczego tak nisko ten samolot leci? No ale później się w ogóle tym nie zajmowałam. Co mnie tam samolot obchodzi. Dopiero proszę pana zgłupiałam, jak zakręcałam pod kątem prostym i to coś też pod kątem prostym już w takiej odległości no ze dwieście metrów może dalej, może trzysta, może pięćset.
Musiałabym się zastanowić, ile jest od tego, od tej krzyżówki. W każdym razie ja to wyraźnie widziałam, jak to coś dokładnie tak, jak mój samochód taki manewr robił w dokładnie tym samym momencie. Ja zakręcam, patrzę, to widać na tym czarnym niebie wyraźnie ten rząd tych świateł i to zakręca tak samo jak ja pod kątem prostym. I wtedy wie pan co?
Wtedy to zgłupiałam, bo sobie pomyślałam: samolot pod kątem prostym, trzydzieści metrów nad chałupą [dźwięk pisania na maszynie] [przeciągłe dźwięki] Coś dziwnego. Już wtedy to sobie myślałam, że to jest dziwne. No i pewnie jadąc też kolejnych dwieście czy trzysta metrów sobie myślałam: dziwaczne, dziwaczne. Po czym mówię panu, patrzę w prawo, a to coś jest na takiej wysokości w ogóle jakieś absurdalnej i wtedy już się posuwa dokładnie trzydzieści na godzinę równiusieńko z moim samochodem. No to było, to było przedziwne, naprawdę przedziwne. Także później, jak zaczęłam czytać, oglądać filmy, no to jest to, mówię panu przekonana, że to był jakiś cholera obiekt nie z tego świata, bo ja latam samolotami i milion razy leciałam samolotem, byłam na różnych lotniskach, no ale o czymś takim, czegoś takiego nie widziałam w życiu ani w powietrzu, ani w filmie. No-no, nie wiem, no było to coś dziwnego, naprawdę.
Trzecia historia proszę pana, już panu opowiadam. Ja mieszkam w tej chwili, wyprowadziłam się spod Gdyni i kupiłam stare gospodarstwo pod Starogardem Gdańskim. Szesnastohektarową działkę mam, która jest otoczona dookoła rzeką. Taki półwysep kupiłam otoczony wieżycą i mówię o tym dlatego, że to jest totalne zadupie.
Już do najbliższego mojego sąsiada jest z trzysta albo czterysta, może pięćset metrów i ja go nawet nie widzę i nie słyszę w nocy. I mieszkam w tej chwili w wyremontowanej stodole, gdzie na górze na piętrze zrobiłam dwie sypialnie, dwie łazienki. Dopóki domu żeśmy z mężem nie zbudowali, to tu mieszkamy. I proszę pana, moja sypialnia. Ja mam swoją sypialnię, mąż ma swoją sypialnię i moja sypialnia ma dwa okna dachowe po-- od strony wschodniej i dwa okna normalne, takie okna od strony północnej. I proszę pana, za tymi oknami ciągnie się jakieś pięćset metrów lasu. Później się znowu ciągnie las, później pola. No-na-na-najlepiej popatrzeć rzeczywiście na to na Google'a. Mówię o tym dlatego, że to, co [przez śmiech] czego doświadczyłam, było przedziwne zupełnie, też w tych okolicznościach. Nie ma nic dookoła.
Mieszkamy tu sami z mężem. Nie ma samochodów, nie ma drogi, nie ma świateł. No, samoloty latają, oczywiście, ale na jakiejś takiej przelotowej wysokości. I teraz proszę sobie wyobrazić, że ja się budzę o godzinie gdzieś koło trzeciej i nie wiem, czy ja patrzyłam na komórkę, bo szłam do łazienki, ale kojarzę, że to była jakoś-jakoś koło trzeciej. Było to ze dwa lata temu. Już tutaj mieszkaliśmy. I proszę pana, budzi mnie za tymi oknami na tej północnej ścianie, które są naprzeciw mojego łóżka. Budzi mnie dzwonienie na wysokości okien, tak jakby, jakby pan za oknem, ktoś, proszę pana, dzwonił. I to jest takie dzwonienie bardzo charakterystyczne, jak proszę pana, na przejeździe kolejowym [udaje dzwonek] takie bardzo dosłownie, piko, piko, dosłownie, jakby ktoś był na przejeździe kolejowym i zbliża się pociąg. I proszę pana, ten dzwonek. Ja leżę w łóżku i słucham tego - to się znowu jakoś nieracjonalnie. Leżę, proszę pana i słyszę coś takiego. [udaje dzwonek] I po tym następuje taka melodyjka.
Jezus, ja wiem, że to brzmi to, co ja opowiadam idiotycznie, ale słowo honoru, że tak było, proszę pana. Jak mężowi to opowiadałam, to powiedział, że zwariowałam. Ta melodyjka to jest coś takiego, nie potrafię [udaje melodyjka] i znowu [udaje dzwonek], i znowu [udaje melodyjka]. I znowu [udaje dzwonek]. I ja leżę. Posłuchałam tych dzwonków trochę i teraz znowu proszę pana, te okna są zasłonięte roletami rzymskimi. Wstaję z łóżka, idę do łazienki. Siedzę na toalecie i proszę pana, słyszę, jak to, to coś na wysokości tego pierwszego piętra, ta melodyjka z tym dzwonieniem okrąża dom. I myślę sobie i siedzę w łazience i myślę sobie - teraz już jest na wysokości salonu, bo między moją sypialnią a męża sypialnią jest salon. Też takie ogromne mamy okno. Teraz już jest tam, gdzie [pisk]. Też mój mąż ma dwa okna dachowe. I to tak sobie [udaje dźwięk] i ja siedzę, proszę pana, i myślę: "Aha, teraz już tam poleciało, teraz już tam poleciało. Ok, ok". Wracam proszę pana do łóżka. Kładę się i zasypiam. Rano wstaję i mówię mężowi: "Słuchaj, nie uwierzysz. Tu coś w nocy było takie...". No i, no i to opowiedziałam jemu to, co panu. On się puka w głowę, proszę pana. No ale ja, no ja tego doświadczyłam. No sorry, przykro mi bardzo, ale naprawdę. No to prawda.
Tak było. No nie wiem, co to było, proszę pana. Nie mam pojęcia. Przecież tu nic nie mogło do nas przylecieć. Do cholery, na wysokość pierwszego piętra na końcu świata! No! W zadupiu totalnym. Co to mogło być? Nie mam pojęcia!
No można tutaj brać pod uwagę opcję pod tytułem dron. Tylko że, no nie słyszałem, nie kojarzę w ogóle, czy drony potrafią emitować w ogóle jakieś dźwięki, które byłyby tak mocno słyszalne, tak? No ja nie wiem, tak? No tym bardziej że to było, wie pan, też te dźwięki były jakieś takie dziwne, no. Ten dzwonek, a później ta melodyjka, taka nie do powtórzenia. I znowu ten dzwonek. No nie wiem, nie wiem, proszę pana, niech nie zajmuje panu więcej czasu. Dobrze, że się mogłam wygadać.
Można tutaj troszkę pospekulować, że może to był jakiś żartowniś. Tylko, że kto by się jakby fatygował taki kawał drogi, żeby zrobić sobie żarty z jakichś przypadkowych ludzi? Wie pan, też pod mój dom nie można podjechać. To do mojej bramy jest dwieście metrów, do bramy wjazdowej tutaj na działkę jest dwieście metrów od domu. I to no kto musiałby ten dowcip zrobić? Ktoś, kto albo jest po drugiej stronie rzeki i rzeczywiście jakiegoś drona wysłał, albo jest przed bramą, no to w ogóle nie widzi wtedy domu i... Nie wiem, no. A natomiast dlatego panu mówię, gdzie ja mieszkam, że naprawdę można popatrzeć na tego Google'a.
Pan zobaczy, jak ten dom jest położony, to też sobie pan może pomyśleć: "No ale co to, skąd to się pojawia?"Ja bym się... Ja bym się nawet nie zdziwiła. Co to jest w ogóle? Nie mam pojęcia. No tak, że dziękuję, że pan oddzwonił i że się mogłam wygadać. Natomiast no, mimo tego, że wie pan, wszyscy się pukają w głowę, prawie każdy, komu o tym opowiadam. No to trudno, to niech się pukają. No ja wiem, co widziałam i tyle. No. Koniec. No mają w co pukać, to niech pukają, a nikomu nikt im nie zabroni.
Właśnie, jak sobie ktoś chce pukać, to niech sobie puka. Ja jestem przekonana, wie pan, że widziałam coś dziwnego. Zwłaszcza ta druga historia. A to trzecie to jest... [śmiech] Właściwie nie mam pojęcia, co to było. I kulki też! Te cholernie kulki, które wie pan, wlatują do sypialni przez okno. No, no nie wiem, no nie mam pojęcia.
A przez okno i przez zasłonę. Tak, i przez zasłonę. Grubą zasłonę, taką ciężką, wie pan, która zasłania okno. No. Tak, to było też bardzo dziwne. No, takie miałam dziwaczne doświadczenie. I ja się też nie wstydzę tego, co opowiadam. No, jak trudno. Jak ktoś chce uważać mnie za wariatkę, to niech mnie uważa. Ja już mam pięćdziesiąt pięć lat i szczerze mówiąc, to mi to wisi.
No ludzie zawsze będą gadać. Jak ktoś ma zapędy do grania na perkusji, a go nie stać na zestaw perkusyjny, to może sobie po głowie popukać, o. No może się popukać. Wie pan, jeszcze powiem panu o takiej rzeczy, która jest stale tutaj nad nami. Jak przyjeżdża moja córka najmłodsza, ja mam trzy córki, to palimy ognisko pod domem i często siedzimy do wieczora i latem na przykład siedzimy przy ognisku i patrzymy w niebo. To widzimy bardzo często na, na dużej wysokości takie obiekty, które się poruszają takim jednostajnym lotem i wykonują też dziwne manewry. Na przykład ostatnio żeśmy wszyscy we trójkę to widzieli z moim mężem i z córką.
Widzieliśmy trzy takie obiekty, które wyglądają jak punkty. No nie są do niczego podobne, bo to prawdopodobnie wynika z wysokości. Natomiast widać je na niebie, wygląda to trochę jakby gwiazda się przesuwała albo jak satelita. I ja bym wierzyła, że to jest satelita. Zresztą mój mąż nawet powiedział, że czegoś takiego nie spodziewałby się po satelitach. I na przykład widzimy, jak one się na, na dużej powierzchni nieba zbliżają szybko do siebie. Dwa są na punkcie-- ostatnio widzieliśmy taką sytuację. Dwa były na punkcie kolizyjnym. Jeden z nich się zatrzymał. Drugi ten, który w niego jakby wlatywał, skręcił też pod kątem prostym, jakby uniknął tej kolizji. I trzeci za chwilę przeleciał jakby między nimi. To było też przedziwne, ale my to widzimy akurat często, wie pan, na niebie, jak tutaj siedzimy przy ognisku. No, jak my tu nie mamy zanieczyszczenia światłem dużego, więc fajnie niebo widać i to widzimy naprawdę często. Nie mamy pojęcia co to jest. Nie wiemy, co to takiego.
No, satelity raczej odpadają, szczególnie Starlinki. Tak. Tak. Tak, bo tutaj dużo takich w momencie, jak Elon Musk zaczął wypuszczać te Starlinki, to dużo tutaj takich zgłoszeń miałem o punktach świetlnych przesuwających się takim sznurkiem, tak?
Tak, tak, tak. To ja bym też, wie pan-- no widzimy, jak satelity latają i tak dalej. To jakby to widzimy. Natomiast to coś, o czym panu teraz mówię, co widzimy często naprawdę prawie za każdym razem, jak latem palimy ognisko i gapimy się w niebo po ciemku, to to widać. Natomiast to rzeczywiście wykonuje manewry i te manewry są takie szybkie, gwałtowne i to jest to.
To nie są satelity i nie są to na pewno samoloty. Ja nie widziałam, żeby samolot się zatrzymywał, wie pan, w miejscu, po czym za dwie sekundy robił manewr pod kątem prostym czy pod kątem sześćdziesięciu stopni, startował tak samo szybko to ja nie znam takich samolotów.
Także to jest coś, no lata tu nad nami na pewno. Nad nami w sensie nad Ziemią. I to już wszystkie relacje przygotowane do dzisiejszego odcinka. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje zdarzenia, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Dodam jeszcze tylko, że po sześćdziesiątym odcinku audycji Mówią Świadkowie prawie codziennie rejestruję drogą telefoniczną nowe relacje. Z każdym z Państwa umawiam się indywidualnie na taki termin, który obu stronom odpowiada i który pozwala na spokojnie zrelacjonować, co i kiedy się wydarzyło. Na spokojnie, choć wieloma rozmówcami wyraźnie targają emocje podczas opowiadania o swoich trudno wytłumaczalnych przeżyciach. Zachęcam do kontaktu. Wszystkie kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie Państwo w opisie tej audycji na YouTube oraz na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 3608 8002. 3608 8002. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem Radio@paranormalium.pl.
Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub zza granicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Sięgnij już dziś po "Nieznany świat". Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. "Nieznany świat". Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexsto.pl.
Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO. Www.uforelacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza Relacji o obserwacjach UFO. Www.uforelacje.pl.