Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:07] - Radio Paranormalium i Book Radio zapraszają na Bibliotekarium 2.0 - Akademia Wszelkiej Fikcji. Szanowni Państwo, nie wiem jak wy i nie wiem jak Marek, ale ja w momencie, gdy dzisiaj nagrywamy ten odcinek Bibliotekarium 2.0 mam za sobą jakieś 22 km jazdy rowerem, a pewnie jeszcze coś mi tam mapka w smartfonie doliczy. Także jestem wykończony, ale mam nadzieję, że dzisiejszy odcinek Bibliotekarium was nie wykończy. Wręcz przeciwnie, będzie dla was bardzo relaksujący i bardzo ciekawy. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz AWF Marek Żelkowski. Halo, halo Bydgoszcz.
[00:57] - Halo, halo. Dzień dobry wieczór państwu. Witam się bardzo zrelaksowany, nie tak wyczerpany jak Ivellios, bo ja mam za sobą w ostatni weekend, a właściwie w przedłużony weekend, bo od czwartku mam za sobą Sedencon. Konwent inny niż wszystkie — tak bym to określił — na którym najważniejszą rolę odgrywa literatura. Trochę filmy, ale głównie jednak literatura, spotkania z pisarzami, spotkania z książkami, jeśli z książkami można się spotkać. No można, przecież można. Ogromna księgarnia podczas Sedenconu oferowała setki tytułów, dosłownie setki tytułów. Można było znaleźć naprawdę absolutne rarytasy. Nie dziwcie się zatem państwo, że ja zawsze mówiąc o Sedenconie, wzdycham sobie, bo to jest piękny czas dla człowieka, który lubi fantastykę, ze szczególnym uwzględnieniem fantastyki naukowej. To jest takie miejsce, w którym po prostu warto być.
Niezwykle ciekawe prelekcje, niezwykle ciekawe wykłady. Sporą część z tych wykładów uwieczniłem dla państwa i od jesieni będziemy się z nimi zapoznawać. Myślę, że to będzie ciekawe doświadczenie. A teraz zaczynamy drugie już wydanie Bibliotekarium 2.0 — Akademia Wszelkiej Fikcji w wydaniu wakacyjnym. Tak, to drugie wakacyjne wydanie AWF-u. Od czego zaczniemy? Tradycyjnie od polecanek. Mam dla państwa polecankę. Uśmiecham się, bo ta polecanka nie pojawia się przypadkowo. Prawdopodobnie już w przyszłym tygodniu poznacie państwo pewien utwór.
Ale dobrze, to za chwilę. Zacznijmy od początku. Otóż książką, którą chcę państwu polecić, jest „Poliamoria. Space story”. To jest książka Piotra Witolda Lecha wydana przez Stalker Books. Kilka słów o dosyć tajemniczym, przynajmniej dla niektórych, słowie poliamoria. Otóż poliamoria to jest taka jedna z form konsensualnych związków otwartych. Konsensualnych, czyli takich, które opierają się na porozumieniu. Ona jest znana od czasów dawnych, ale tak najlepiej wgryzła się w tkankę społeczną od czasów hipisowskiej rewolucji obyczajowej na przełomie lat 60. i 70.
Obecnie zdaje się ta poliamoria przeżywać renesans, a szczególnie na Zachodzie, bo tam ludzie niezwykle postępowi. Mam nadzieję, że wyczuwają państwo kąśliwość tej uwagi. Poliamoria to jest miłość, a właściwie miłości do kilku partnerów jednocześnie, przy czym wszyscy tworzący taką grupkę, taki związek wiedzą o sobie i zgadzają się na tego rodzaju zasady. W takim związku podobno ważniejsza jest warstwa uczuciowa od warstwy fizycznej. Wierzę, bo muszę. Szczerość oraz wierność w obrębie tego wieloosobowego układu. Charakterystyczne dla poliamorii, takiej idealnej poliamorii, jest tworzenie się tak zwanej sieci poliamorycznej, co stanowi chociażby z punktu widzenia socjologii dosyć ciekawy fenomen. Autor książki, o której mówię, a właściwie cyklu książek, o których mówię, te wszystkie książki wydane przez Stalker Books, spokojnie na końcu wymienię wszystkie, jest autorem Piotr Witold Lech, jak już powiedziałem, i jego jako autora fantastyki naukowej zainteresowało to takie abstrakcyjne pytanie: czy poliamoria byłaby możliwa również z obcymi? Odpowiedź wydała się autorowi twierdząca, ale jedynie przy takim założeniu, że słuszna jest idea, wizja panspermicznego powstania życia, jeśli nie w całym wszechświecie, to przynajmniej w jakimś niewielkim jego wycinku, powiedzmy w Drodze Mlecznej. Tak się stało, że najpierw powstało takie oldschoolowe opowiadanie w sumie napisane dla żartu Ale jak już powstało to opowiadanie, to zrodziła się kilkutomowa przygodowa opowieść o kosmicznych poliamorystach oraz uniwersum, które w pewien sposób przypomina uniwersum z sagi „Star Trek”.
Niektórzy mówią, że ze „Star Wars”, ale to bardziej do „Star Treka” podobne. Ponieważ to są tytuły, które mocno zagnieździły się w zbiorowej świadomości, to myślę, że chociażby z tego względu warto po książki Piotra Witolda Lecha sięgnąć. Powiedziałem, że wymienię tytuły. Otóż pierwsza książka, którą wymieniłem, to jest „Poliamoria. Space story” wydana przez Stalker Books w 2021 roku, ale jest też część druga „Poliamoria 2, czyli Łzykowa”. To 2021 rok. W tym samym roku wyszła też część trzecia „Serce Hatanen”. Przepraszam, cały czas alergiczny kaszelek za mną chodzi. „Serce Hatanen” to jest „Poliamoria 3” i wreszcie „Marsjanka. Poliamoria 4” to książka z zeszłego roku.
Proszę państwa, nic tylko sięgnąć. Nie jest to książka tylko i wyłącznie o tym, jak oni się tam poliamoryzują. To jest książka przygodowa, ale przy okazji nic nie stoi na przeszkodzie. To tyle tytułem zachęcajki. Sięgnijcie państwo, bo to nietypowa proza. Myślę, że o takich miłosno-erotycznych sprawach jeszcze nikt w tak dużej objętości w Polsce nie pisał. Zatem jeszcze raz przypomnę książki Piotra Witolda Lecha wydawane przez Stalker Books, ale powiedziałem, że szykuję niespodziankę. Otóż w jednej z najbliższych audycji zaprezentuję państwu za zgodą autora tekst zatytułowany „Sieć swojego software’u”. To opowieść, która zabierze państwu trochę czasu, ale zaręczam, że warto. Szykujcie się państwo na jedną z lipcowych audycji.
To koniec polecanek z mojej strony, ale nie koniec polecanek w dzisiejszej audycji. Otóż naszym gościem będzie za chwilę Krzysztof Biliński, właściciel Wydawnictwa IX, który opowie państwu o tym, co jego wydawnictwo ma do zaoferowania już dzisiaj oraz to, co szykuje na najbliższy czas. A zatem Krzysztof Biliński i rozmowa o nowościach Dziewiątki. Dzień dobry. Naszym gościem jest dzisiaj... zawsze mam problemy, jak przedstawiam. Właściciel Wydawnictwa IX.
[09:28] - Tak chyba najtrafniej.
[09:30] - Chyba tak.
[09:30] - Niektórzy mówią redaktor naczelny.
[09:33] - Właśnie.
[09:34] - Ale redaktorem naczelnym do końca też nie jestem. Po części jestem, ale główna ta, to właściciel.
[09:41] - Tak, ale ja mam prostsze określenie. Pierwszy po Bogu w Wydawnictwie IX. A przed państwem Krzysztof „Kosarz” Biliński. Znacie państwo osobę, bo gościł Krzysztof u nas przynajmniej raz.
[09:56] - Raz, ale trzy godziny.
[09:58] - Tak, to rzeczywiście znaczące. Dzisiaj będzie, obiecuję, krócej, a porozmawiamy o nowościach, jakie Wydawnictwo IX. Dziewiątka.
[10:09] - Dziewięć chyba jest najkorzystniej. Taki był główny zamysł. Ja wiem, że część osób różnie to interpretuje. Wydawnictwo Dziewiąte, Dziewięć, Dziewiątka. Wydawnictwo IX wydaje mi się, jest najwłaściwszym pomyślanym przeze mnie określeniem nazwy.
[10:29] - To ja muszę zapytać, a dlaczego dziewięć?
[10:32] - To się trochę zdarzyło z przypadku, aczkolwiek też z moich zapatrywań ezoteryczno-symbolicznych, bo akurat lubię pewne treści symboliczne przekazywać i też nimi się bawić. Dziewiątka to jest najbardziej popularny fenomen matematyczny, że jakąkolwiek liczbę nie pomnożymy przez dziewięć, to sumując wyniki tak zawsze wyjdzie nam dziewięć. I to jest taka zabawa matematyczna, którą można tutaj przytoczyć. A oprócz tego dziewięć to też często jest liczbą symboliczną w różnych mitologiach, nordyckiej na przykład, czy też w systemach okultystyczno-ezoterycznych. Więc tutaj tego jest dosyć sporo, a sama nazwa właściwie przyszła do mnie dosyć nagle, bo wcześniej, kiedy zakładaliśmy wydawnictwo, to tych nazw miałem chyba wypisanych 15 i wiadomo, mnożyły się nowe byty. Kombinowało się, aż w końcu tam, gdzie najczęściej dopadają mnie dobre pomysły, czyli pod prysznicem, nagle wpadło mi: „Przecież możemy się nazwać Dziewięć”. A jeszcze zapis w formie rzymskiej dziewiątki, czyli IX, który oczywiście robi spore problemy niektórym osobom, które z naszym wydawnictwem się spotykają i później albo mówią, że wydawnictwo IX, albo Wydawnictwo X w ogóle skracają. To jest jedna strona medalu, a druga jest taka, że to jest nazwa, która wydaje mi się, rzuca się w oczy. Dużo wydawnictw ma swoje rozbudowane nazwy, a tutaj jest taka króciutka. Dziewiątka.
Tak mi się skojarzyło, że to będzie najlepszy pomysł. Dziewiątka, tak jak już mówiłem, zawiera w sobie symboliczno-ezoteryczne elementy, a my też przecież takie serie wydawnicze prowadzimy.
[12:26] - Idźmy za ciosem. Jak jest wydawnictwo, jest wydawca. Tak jak powiedziałem, pierwszy po Bogu. Nie mogę nie zapytać o to, co w najbliższym czasie w wydawnictwie się ukaże.
[12:40] - Jeżeli chodzi o to, co teraz się ukazało, może od tego zacznijmy.
[12:46] - Od tego zacznijmy.
[12:46] - Bo to są rzeczy bardzo świeże. Dopiero książki dotarły z drukarni i poszły pierwsze nakłady do obiegu hurtowego. Zostały jeszcze oprawy twarde, które u nas są wersją limitowaną tych naszych wydań, dostępne są one tylko w naszym wydawnictwie. Warto wspomnieć trzy pozycje, które się ostatnio ukazały. Pierwszą z nich z pewnością będzie książka „Chindogu” Marty Sobieckiej. Nie bez powodu wspominam o niej jako o pierwszej osobie, ponieważ Marta zdobyła Nagrodę im. Parowskiego Nowej Fantastyki w tym roku. To też jest wyróżnienie jej nie tylko jako autorki, ale również jako działaczki, redaktorki czy też osoby, która pisze różne artykuły na wiele tematów związanych z fantastyką. Cała jej działalność powoduje, że jest to osoba niezmiernie ciekawa, a sama powieść „Chindogu” jest kontynuacją zbioru opowiadań „Algorytm życia”. „Chindogu” właściwie też składa się z dwóch dłuższych nowel.
Tylko w przypadku książek Marty Sobieckiej ważnym elementem jest to, że określenie „zbiór opowiadań” jest dosyć mylące, ponieważ te opowiadania tak na dobrą sprawę składają się w pewnego rodzaju całość, gdzie historia idzie torem linearnym. Rzeczy, które się dzieją, następują po sobie. Nie jest to oderwanie jednych opowiadań od drugich. Ja dlatego też nawet czasem lubiłem określać „Algorytm życia” jako zbiór opowiadań w formie serialu, gdzie kolejne odcinki odsłaniają dalsze losy bohaterki Kaori Nakamury. W przypadku „Chindogu” też jest to podobne. To jest właśnie kontynuacja „Algorytmu życia”. Wszystkie elementy, które miały miejsce wcześniej, są w „Chindogu” kontynuowane. I oczywiście mamy tutaj dwie nowe sprawy. Praktycznie jedną, ale rozbitą na dwa epizody, sprawę kryminalną. „Chindogu” jest też pewnego rodzaju ukłonem w stronę cyberpunku, ale to też jest cyberpunk troszkę inaczej napisany, inaczej pomyślany w formie takiej, że Marta stawia duży nacisk na kulturę Japonii, w której dzieją się akcje jej opowiadań.
Pisze o problemach Japończyków, o tej cywilizacji i postępie technologicznym, który ciągle nadchodzi i ciągle wikła człowieka w nowe problemy. Postęp postępem, ale tak na dobrą sprawę przychodzą z nim również różne kłopoty, z którymi człowiek musi sobie jakoś dawać radę. Te książki są bardzo emocjonalne, ale jednocześnie jest to też pewnego rodzaju spojrzenie europejskie na kulturę japońską pod takim kątem, że Marta patrzy oczami Europejki, bo inaczej tego nie może zrobić. Nie urodziła się w Japonii, nie może po prostu znać. Zresztą bardzo dobrze zna całą tą kulturę, całe tło społeczne, które tam opisuje. Z tymi problemami jest nawet jakoś na co dzień, ale jednak mimo wszystko jest to spojrzenie bardziej europejskie, bardziej nostalgiczne. Ten cyberpunk jest bardzo klimatyczną lekturą na różne społeczno-psychologiczne dylematy współczesnego człowieka zderzającego się z coraz bardziej zaawansowaną technologią. Kolejna książka, o której warto wspomnieć, to „Następcy”. Powieść Josepha Conrada, która właściwie jest jego chyba najbardziej fantastycznym dokonaniem. Tutaj musimy powiedzieć o tym, że książka zawiera również dosyć bogate posłowie Katarzyny Koćmy, która tę powieść przetłumaczyła i tam wykazuje te wszystkie elementy fantastyczne, jakich Conrad ze współautorem użył do napisania tej powieści.
To właściwie jest jedna z tych powieści Conrada, którą na język polski przetłumaczono tylko raz w latach 60. Do czasów obecnych została ona zapomniana. My przypominamy taką perełkę, można powiedzieć, która opisuje wejście do naszego świata osób, istot z czwartego wymiaru. Oni się też nazywają czwartowymiarowcami. Tutaj jest akurat też kwestia tytułu. Pierwszy tytuł brzmiał „Spadkobiercy”, a tak na dobrą sprawę spadkobierca to jest ktoś, kto otrzymuje pewnego rodzaju spadek. A tutaj tak naprawdę ci czwartowymiarowcy przybywają, żeby zagarnąć siłą to, co chcą. Więc to nie są żadni spadkobiercy, tylko to są właśnie następcy człowieka, ponieważ są to istoty bardziej zaawansowane technologicznie i umysłowo od ludzi. Więc jest to też kolejna taka, mi się wydaje, perełka na gruncie fantastyki naukowej klasycznej. Ostatnią z tych rzeczy, które jeszcze są dostępne, jest „Ogniste lekarstwo”.
To jest książka Michała Górnego na temat historii czarnego prochu w starodawnej Azji aż do wieku mniej więcej XVII. Ta książka opisuje historię broni palnej i różnego rodzaju technologii z nimi związanymi, które są opisywane zarówno z punktu chińskiego, jak i z punktu koreańskiego, japońskiego. Więc cały ten Daleki Wschód jest tutaj ujęty z pewnymi porównaniami do Europy. Tą książką zainteresowali się swego rodzaju preppersi, bo jest to pewnego rodzaju ciekawy element tworzenia broni czarnoprochowej, która może być budowana w tak naprawdę prymitywnych z punktu widzenia współczesnego warunkach.
[19:11] - Poza tym nie wymaga zezwolenia. W polskich warunkach nie wymaga zezwolenia.
[19:16] - Tak, też o tym się słyszy. Autor jest też fascynatem dalekowschodniej Azji, więc „Czyn dogu” i „Ogniste lekarstwo” mają ze sobą trochę wspólnego, a sam autor Michał Górny prowadzi też bloga poświęconego kulturze Japonii, więc jest to tym bardziej postać na właściwym miejscu. A samo „Ogniste lekarstwo” jest popularnonaukową wersją jego pracy doktoranckiej. I tak na dobrą sprawę, z tego, co sam autor też twierdził w czasie pisania pracy doktoranckiej, w Europie taka książka się nie pojawiła nigdy wcześniej. Więc to też jest taki rarytasik pod kątem tego typu literatury, z którą miłośnicy historii ogólnie pojętej mogliby się zapoznać.
[20:03] - To są książki, które są obecne na rynku, są dostępne od zaraz, można zamawiać. Natomiast gdzieś w tle na pewno już są książki, które są przyszłością, które w Wydawnictwie IX dopiero się ukażą. Jakie to będą książki? Czy to będzie bardziej groza, czy to będzie bardziej fantastyka naukowa albo jakaś inna dziedzina fantastyki? W ogóle co będzie?
[20:33] - Właśnie w tej chwili, od przedwczoraj, czyli od 19 czerwca – nie, 20 czerwca, rozpoczęła się przedsprzedaż naszych trzech najnowszych tytułów. Przedsprzedaż w naszym wypadku wygląda tak i skierowana jest w stronę tych miłośników książek, którzy lubują się w twardych oprawach i chcą mieć bardziej kolekcjonerskie wydania. Tym razem mamy do zaoferowania trzy książki. Są to trzy książki, jak ja to lubię humorystycznie powiedzieć, ryjące banię. Pierwszą z nich będzie książka Davida Kaina. To jest autor, który jest znany z rycia bani czytelnikom pod kątem szalonych pomysłów. Dla mnie w ogóle David Kain jest autorem, którego twórczość można porównać z najlepszymi momentami serialu „Black Mirror”. Tylko że David był wcześniejszy niż „Black Mirror” i naprawdę jest autorem, który potrafi zaskakiwać czytelników. Zresztą poprzednia jego książka „Wszystkie grzechy korporacji Somnium” zyskała sobie naprawdę duże uznanie wśród czytelników, którzy wyróżnili go w bardzo wielu plebiscytach wśród 10 najlepszych książek 2019 roku. Więc tutaj kolejna jego książka to jest zbiór opowiadań „Niejasne spektakle”.
Aczkolwiek zbiór opowiadań w tym wypadku to też nie jest tak jednoznacznie pojmowane, ponieważ są to opowiadania, które się łączą. Łączą się motywem cyrkowym. Łączą się też tym, że każde z opowiadań zostało oparte na tak zwanych figurach niesamowitych, czyli wstędze Möbiusa, trójkącie niemożliwym i tak dalej. Więc te cztery figury niemożliwe stanowią klucz do tych opowieści. Drugim kluczem jest motyw cyrku, gdzie bardzo często pojawia się od dawien dawna określenie, że nasz świat jest pewnego rodzaju cyrkiem. David też to wykorzystał i bardzo twórczo przełożył na opowiadania, które najlepiej jest określać mianem weird fiction, o czym też sporo się ostatnio mówi.
[22:50] - To dodajmy, że już dosyć dawno temu Marta Sobiecka, wspomniana wcześniej, taki tekst dla „Fantastyki” o weird fiction popełniła. On jest teraz dostępny w Onecie, więc ktokolwiek z państwa zechciałby się zapoznać z tym, czym jest weird fiction, czym to się w ogóle je i jak to można zrozumieć, jakie są najbardziej spektakularne dokonania, chociażby w Polsce, to polecam artykuł Marty Sobieckiej. Czy to w „Fantastyce”, czy na Onecie proszę szukać. A teraz wracamy do nowości.
[23:24] - Tak, ja również bym czytelników w tę stronę kierował, bo ten artykuł Marty jest taką prawdziwą kwintesencją tego, o co chodzi we współczesnym weird fiction. Bo weird fiction ma swoją historię, ale współczesne ma też swoje specyficzne założenia. Drugą książką z naszych nowości jest książka Pawła Matuszka. Pawła Matuszka, który też jest autorem szalonych opowieści, bardzo uwikłanych, powiedzmy, w popkulturową- Popkulturowe tło tego wszystkiego. Ponieważ w jego książkach pojawiają się przeróżne elementy naszej popkultury, z którą obcujemy na co dzień i tej jak najbardziej popularnej w stylu „Predatora”, mitologii Cthulhu, samej postaci Cthulhu. Jeżeli chodzi o „Zejście 49”, bo o tej książce mówię. „Zejście 49”, dlatego że 49 to jest numer przypisu i ta książka jest już w samej formie postmodernistyczna w tym założeniu, że przypisy w książce są numerowane od końca. Czyli ostatni przypis jest jakby pierwszym i idąc za torem fabuły dochodzimy do pierwszego przypisu, który jest tak na dobrą sprawę pewnego rodzaju początkiem. Więc tutaj akurat Paweł Matuszek bawi się z czytelnikiem na wielu poziomach. Można powiedzieć, w takiej formie postmodernistycznej, a sama fabuła łączy w sobie właśnie to, co trochę wspomniałem, elementy „Predatora”, Cthulhu, filmu „Blade Runner”.
Wszystko zaczyna się na odległej planecie Limes, na której utknął nasz główny bohater i nie może się stamtąd wydostać. A dlaczego nie może się wydostać, mimo że próbuje? Tego się dowiadujemy przez całą książkę, która rozpoczyna się bardzo tajemniczo, a później akcja w niej leci na łeb, na szyję. I ta akcja jest jeszcze bardzo szalona w sensie takich pomysłów, które wykraczają poza ten świat przedstawiony, wykracza poza świat realistyczny i też zaczyna być takim światem weird fictionowym. Więc „Zejście 49” dla wszystkich poszukujących oryginalnej lektury to strzał w dziesiątkę. Tym bardziej, że Paweł Matuszek, również jako jeden z byłych redaktorów naczelnych Nowej Fantastyki, też jest osobą, która świetnie wie, co robi. Jest sam też dobrym redaktorem, jednocześnie autorem obeznanym dokładnie z literaturą fantastyczną, jaka się teraz i wcześniej pojawiała. A kolejną, trzecią książką, taką szaloną jest powieść Tadeusza Micińskiego „ Nietota”. To jest klasyka polskiej powieści ogólnie. Powieści symbolicznej, młodopolskiej, ale jednocześnie powieści okultystycznej i inicjacyjnej.
„Nietota” wśród miłośników Micińskiego i takiej klasyki Młodej Polski jest książką bardzo znaną. Ona była też wznawiana, ale tym najważniejszym elementem naszego nowego wydania jest wydanie kolekcjonerskie z okładką Kazimierza Stabrowskiego, która praktycznie jest obecnie nieznana. Wszyscy raczej znają tą stronę tytułową „ Nietoty”. A właśnie ten obraz, który zdobił rzeczywiście tą pierwszą stronę, ilustrację okładkową, ostał się w bardzo niewielkim nakładzie. W większości po prostu te introligatorskie oprawy zastępowały go i na szczęście dotarliśmy do bardzo dobrej jakości tej okładki, dzięki czemu postaraliśmy się o takie wydanie kolekcjonerskie, które przybliża to oryginalne wydanie Micińskiego „ Nietoty” współczesnym czytelnikom. I tutaj tylko tak pokrótce powiem jeszcze, bo to są akurat te trzy rzeczy, które są teraz w przedsprzedażach. Więc jeżeli ktoś się nimi interesuje i chce mieć te kolekcjonerskie oprawy, to niech się spieszy, bo do 2 lipca zbieramy te zamówienia, po czym wysyłamy książkę do drukarni. Później ten nakład limitowany z lekką górką, jak ja to mówię, kiedy do nas przyjdzie, zostanie rozesłany. I dodruków, przynajmniej jeżeli chodzi o limitowane wersje Tadeusza Micińskiego, to dodruków na pewno nie będzie. To jest już takim obiecanym z naszej strony.
Więc tam jest limit ścisły 250 egzemplarzy i to będzie tylko tylu szczęśliwców, którzy tę książkę mogą w takiej formie nabyć. Kolejne rzeczy, które mamy w planie, to jest na przykład zbiór opowiadań „Averoigne” Clarka Astona Smitha. My już też go zapowiadaliśmy jakiś czas temu. On już jest przetłumaczony i jest już teraz w redakcji. I to jest zbiór, który też przybliża jednego z tych legendarnych pisarzy kręgu lovecraftowego, bo Clark Ashton Smith właśnie też z tej grupy, można powiedzieć autorów Weird Tales pochodzi. Nigdy on nie został w jakiś sensowny sposób wydany. Jedynym przybliżeniem Clarka Astona Smitha polskiemu czytelnikowi był zbiór opowiadań „Miasto śpiewającego płomienia”, które wydało wydawnictwo Alfa dzięki Markowi Nowowińskiemu. Ale oczywiście to był zbiór taki bardzo przekrojowy, bardzo nastawiony też na taki romantyczny aspekt utworów Smitha. Mniej było w nim grozy, więcej takiej baśniowości fantastyki. U nas to jest raczej mroczniejsza strona opowieści Smitha.
I jest to też cały tom umiejscowiony we francuskiej puszczy w rejonie Averoigne, gdzie dzieją się przeróżne potworne rzeczy. I w tym zbiorze jest cały cykl opowieści składających się na taką specyficzną całość. Więc tutaj dostarczamy czytelnikowi polskiemu właśnie taki zamknięty element. Kolejna rzecz, tylko ostatnia, o której może wspomnę, to też będzie takie kolekcjonerskie wydanie bardzo klasycznej powieści okultystycznej Edwarda Bulvera-Lyttona „Zanoni”. To była książka, która oczywiście jest w Polsce dostępna. Była przetłumaczona z początkiem XX wieku przez Marię Komornicką, o ile dobrze pamiętam. I to jest klasyka tej powieści okultystycznej, która nawet została uznana przez Alistaira Crowleya jako lektura obowiązkowa dla wszystkich interesujących się magią i jego systemem ezoterycznym. „Zanoni” jest powieścią inicjacyjno-okultystyczną, której naszym celem było wznowienie jej w formie z ilustracjami, ponieważ do niej w różnych wydaniach, w różnych czasach pojawiały się ilustracje. My zebraliśmy wszystkie te ilustracje niedostępne w internecie, bo część z nich została zeskanowana, można ją zdobyć. Ale były trzy ilustracje z wydania bostońskiego z 1901 roku i one były tylko w jednym skanie.
Już nie pamiętam, w jakiej bibliotece, ale zostały zeskanowane czarno-białe i bardzo słabej jakości. Udało nam się dorwać oryginalny egzemplarz, dobrze zachowany. Ilustracje zostaną przez nas jak najlepiej zreprodukowane i dzięki temu czytelnicy w Polsce otrzymają zbiorcze wydanie „Zanoni’ego”. Oczywiście w twardej oprawie. I to są nasze wszystkie nowości. Ale się nagadałem.
[30:45] - Ale jeszcze mam pytanie. Wydawnictwo Dziewięć znane jest z tego, że w tym wydawnictwie szereg osób debiutuje. Wspieracie ludzi, którzy zaczynają swoją drogę pisarską. Chciałbym zapytać, czy w najbliższym czasie pojawi się jakiś rewelacyjny debiut?
[31:05] - To znaczy, czy debiut? Nam się trafiają fajne propozycje i myślimy o kilku takich wydaniach. Może nie debiutem, ale autorem, który nigdy nie wypłynął szerzej, będzie István Vizváry i jego powieść, której tytułu nie będę teraz przytaczał, bo tytuł jest „Lagrange”, ale będzie zmieniony. I to jest powieść, można powiedzieć, hard SF związana z jego tezą o tym, że Ziemia jest na tyle wspaniałym światem, że nie potrzebujemy szukać innych. I to jest trochę dystopijna, trochę powieść katastroficzna o tym, że Ziemia zostaje światem zniszczonym, a ludzie starają się kolonizować inne światy. Ale niestety żaden z tych światów nie jest tak dobry jak Ziemia. I to jest pewnego rodzaju punkt wyjścia dla tej powieści. A poza Istvánem Vizváry myślimy o wydaniu zbioru opowiadań lemowskiego Andrzeja Miszczaka. Ten zbiór to czasem opowiadania bardzo mocno inspirowane pewnymi tekstami Lema, korespondujące z nimi, ewentualnie w jakiś sposób wchodzące w dyskurs. Andrzej miesza kilka elementów popkulturowych, jak opowiadanie w lemowskim stylu, gdzie mamy rozprawę sądową na temat katastrofy dwóch okrętów statków kosmicznych na Marsie.
I ta sprawa sądowa toczy się. Oni wszyscy ze sobą rozmawiają i ona odsłania kulisy całej akcji. Tutaj jest fajnie przedstawiona fabuła całej historii z punktu widzenia sprawy sądowej. Jest recenzja nieistniejącego filmu Stanisława Lema na podstawie Stanisława Lema i jest też Cthulhu na księżycu Jowisza, więc jest kilka fajnych ukłonów z mocno lemowskim akcentem fantastyki naukowej.
[33:22] - Jest zabawa literaturą.
[33:24] - Tak.
[33:24] - Zabawa literaturą Lema w tym przypadku. Już na żadną dalszą nowość cię nie namówię.
[33:31] - Czy ja coś mam w skonkretyzowanych planach? Ciężko mi jednoznacznie powiedzieć, bo nad niektórymi rzeczami się jeszcze zastanawiam.
[33:41] - Tak jest. Proszę państwa, musicie wybaczyć. Wydawca ma swoje prawa. Zatem pozostaje nam się z wydawcą na przyszłość umówić i wtedy poznamy kolejne plany wydawnicze.
[33:55] - Jasne. Co mi przyjdzie do głowy, to będę się starał dzielić tym.
[33:59] - Ale rozumiem.
[34:00] - Powiem tylko, że Andrzej Miszczak jest autorem, o którym wiecie pierwsi.
[34:05] - Wow! Proszę państwa, coś już więcej macie państwo do wprowadzenia na swoje listy zakupowe. Tobie pięknie dziękuję i do usłyszenia następnym razem.
[34:14] - Dziękuję, do usłyszenia i pozdrawiam wszystkich słuchaczy.
[34:18] - Tydzień temu mieliście państwo okazję posłuchać dyskusji na temat legend miejskich. Jeden z uczestników tej dyskusji będzie naszym dzisiejszym gościem. Tym gościem będzie Michał Stonawski, ponieważ od dłuższego czasu mieliśmy porozmawiać o jego książce, która wyszła prawie dokładnie rok temu. Ta książka nosi tytuł „Paranormalne. Egzorcyzmy. Prawdziwe historie opętań”. Proszę państwa, Michał ma na swoim koncie blisko 50 publikacji beletrystycznych. Poza tą książką ma też na koncie książkę z serii „Paranormalne”, o której już rozmawialiśmy, której fragmentów możecie państwo w „Paranormalium” posłuchać. W każdym razie poza opowiadaniami jeszcze 100 artykułów publicystycznych i trzy książki. Tak jak powiedziałem: „Mapy cieni”, później „Paranormalne.
Historie nawiedzeń”. I teraz ta trzecia książka „Egzorcyzmy. Prawdziwe historie opętań”. Twórczość Michała Stonawskiego była tłumaczona na język niemiecki i czeski, a opowiadania, które prezentował, doczekały się również formy audio. Do zdobycia na portalu Audioteka.pl.
[35:50] - Michał Stonawski to znany już państwu badacz zjawisk paranormalnych i w książce, o której będzie dzisiaj mowa, zabiera nas do świata opętań i egzorcyzmów. Autor rozmawiał z ludźmi, którzy byli opętani albo to opętanie czasami trwało. Rozmawiał też z szeptunkami, rozmawiał z satanistami. Ruszył tropem demonologów, egzorcystów, bo to właśnie egzorcyści przybliżają w książce tajniki swojej profesji. Z książki Michała Stonawskiego można się dowiedzieć na przykład tego, jak i gdzie szkolą się egzorcyści. Jak wygląda rytuał wypędzania demona i to nie tylko w Kościele katolickim, ale też w innych wyznaniach, na przykład w islamie. Dowiecie się państwo z tej książki, kto może zostać egzorcystą i kto zatwierdza wybór takiej osoby. I jeszcze wiele innych pytań, które pojawią się w państwa głowach przy okazji słuchania tej rozmowy, która będzie za chwilę z autorem. Odpowiedzi na te pytania znajdziecie państwo w książce Michała Stonawskiego. I żeby nie przedłużać, to ja państwa zapraszam na krótkie spotkanie z Michałem Stonawskim.
Michale, ty jesteś człowiekiem, który wydaje w ogromnych nakładach.
[37:30] - Jakoś tak to wychodzi faktycznie, że te książki gdzieś żyją, tak krótko mówiąc. I one gdzieś sobie tam znajdują tych czytelników. To jest bardzo fajne imię, ale to też jest zasługa odpowiedniego wydawcy. Nie ukrywajmy, że w małym wydawnictwie by nie było takich zasięgów.
[37:55] - Tak, ale nakład. Ja się zatrzymałem przy twojej pierwszej książce na 20 tysiącach egzemplarzy. Pewno od tego czasu i tak się już to powiększyło.
[38:05] - Tak, gdzieś do 26 około.
[38:08] - Przypomnijmy. Ta pierwsza książka to?
[38:11] - „Paranormalne. Prawdziwe historie na wiedzy”.
[38:13] - Tak, ale w tak zwanym międzyczasie popełniłeś kolejną książkę, która też w tytule ma. To już taka seria się zaczyna tworzyć paranormalne, a tym razem?
[38:24] - To są prawdziwe historie opętań, egzorcyzmy, prawdziwe historie opętań. Tak bym to powiedział, bo tam nie miało być tego paranormalnego, to ja się uparłem tak naprawdę, że chciałbym faktycznie zrobić coś w rodzaju takiej serii. Na razie powiedzmy, że to będzie trylogia, a potem się okaże, czy coś będzie ciąg dalszy.
[38:43] - To ja nie mogę nie zapytać, zanim zapytam o tę drugą książkę, to jaka będzie trzecia?
[38:48] - Trzecia książka już się pisze. Nie mogę powiedzieć dokładnie o czym.
[38:52] - Dokładnie nie, ale chociaż zarys tematyczny.
[38:54] - Tak, zarys tematyczny. Magiczny. Tak bym to nazwał. Magiczny zarys tematyczny w naszym pięknym kraju. Myślę, że to już i tak bardzo dużo powie.
[39:06] - Tak, ale to wróćmy w takim razie do książki o egzorcyzmach i opętaniach. Jak się sprzedaje?
[39:13] - Wiesz co? Trochę słabiej niż ta pierwsza.
[39:15] - Ale z tego, co słyszałem, też mocno na listach Empiku sobie dobrze radzi.
[39:22] - Nie powiedziałbym, że jakoś super. Trzeba pamiętać, że ta druga książka wyszła już w takiej galopującej pandemii, jeszcze nie do końca wykończonej. I z tego, co zrozumiałem, to ludzie mniej kupowali takich książek, bo każdy się zastanawiał, co się będzie działo dalej. Inflacja ruszyła i miało to swoje przełożenie na rynek wydawniczy i to chyba cały rynek to odczuł. Także i moje książki. Więc jak w przypadku tej pierwszej możemy mówić o tym bestsellerze, to tutaj bym powiedział, że po prostu jest przyzwoicie.
[39:59] - Niby każdy się domyśla. Skoro książka jest o egzorcyzmach, to o czym jest? Ale myślę, że autorowi najlepiej oddać głos. O czym naprawdę jest? Bo to są książki od razu powiedzmy o charakterze reportażowym.
[40:16] - Tak.
[40:16] - I jaką metodę reporterską, w jaki sposób temat gryziesz? Jak go przedstawiasz swoim czytelnikom?
[40:24] - Wiesz, chciałbym to jak najszerzej ująć taki temat. Tak było w przypadku pierwszej książki, gdzie ogólnopolsko zebrałem takie najciekawsze miejsca nawiedzone z mojego oczywiście wyboru, ale takie najciekawsze historie. W drugiej książce chciałem przedstawić egzorcyzmy, ale nie widziane tylko z punktu widzenia Kościoła katolickiego, ale tak jakby ogólnie z wielu różnych punktów widzenia. Przykładowo na przykład egzorcyzmy z punktu widzenia szeptuchy, czy też z punktu widzenia satanisty, czy też po prostu nauki, bo też i psychiatra się u mnie wypowiada, czy też medium, które odprawia egzorcyzmy w jego własnym pojęciu, czyli w tym momencie przegania ducha z danego miejsca. Bo pamiętajmy, że egzorcyzmy nie muszą być robione na człowieku, tylko mogą być robione w nawiedzonym miejscu. I powiedziałbym, że gros takich egzorcyzmów jest dotyczących miejsc, a nie ludzi, bo takich prawdziwych opętań jest naprawdę bardzo mało.
[41:41] - Okej, a to muszę zadać to pytanie. Nasi słuchacze by tego nie darowali. Byłeś też przy egzorcyzmach, kiedy zbierałeś materiał?
[41:49] - Tak, egzorcyzmach miejsc. Widziałem też nagrane egzorcyzmy ludzkie. Nie byłem przy takich kościelnych. Pewnie do tego jeszcze dojdziemy. Natomiast tam trudno faktycznie dotrzeć w te kościelne szeregi. Natomiast widziałem zarówno egzorcyzmy miejsc, jak i egzorcyzmy ludzkie wykonywane przez człowieka wyznania islamskiego. Więc tutaj troszeczkę inaczej to wyglądało.
[42:23] - Okej, ale to jest od razu takie pytanie: co ty sądzisz w ogóle o tym, co widziałeś? O tym, co ludzie przeżywają? Jaki jest twój stosunek do tego zjawiska, jakim są opętania i jakim są egzorcyzmy?
[42:41] - Wiesz co, to jest trudne pytanie, bo-
[42:44] - Bo każdy ma jakiś swój system myślenia, wartości, postrzegania świata i troszeczkę od tego to zależy, bo dotykamy takiej materii, która, i to jest hipoteza robocza na razie, wydaje się nie do końca uchwytna.
[42:59] - Tak. Poza tym wedle różnych światopoglądów to też jest pytanie, kto opętuje, a właściwie co opętuje. Bo katolicy powiedzą, że opętuje na przykład upadły anioł. Niekoniecznie sam szatan. Natomiast jeden z tych, których zwiemy demonami w naszym rozumieniu potocznym. Znowuż spirytyści powiedzą, że demony nie istnieją i że to są złe duchy ludzi, którzy żyli i to one zakłócają naszą przestrzeń. Swoją drogą z jednym spirytystą rozmawiałem i zapytałem się: a co jeśli są inne rasy w kosmosie? Te istoty powiedzmy umierają, nie? I czy to nie mogą być te nasze demony? I on tak pomyślał, powiedział: „faktycznie spirytyzm tego nie obejmuje”, że nie zabrania czegoś takiego.
Że takie istoty mogłyby opętywać. To pierwsze, co opętuje. Druga jest sprawa, jak do tego podchodzimy, bo to jest bardzo grząski temat, bo tutaj bardzo dużo przypadków opętań ludzkich może być rozumiana też jako choroba psychiczna. Zresztą niedawno całkiem, jak tu rozmawiamy, ukazał się rewelacyjny podcast Mikołaja Kołyszki, który poddaje analizie sprawę Anny J. i tych egzorcyzmów, gdzie on stara się udowodnić i pokazać, że tam nie chodziło o żadne opętanie demoniczne, tylko że ona była po prostu chora i chorowała na epilepsję i widziała różne rzeczy właśnie z powodu swojej choroby. I tutaj do takich egzorcyzmów możemy też tak podchodzić. Musimy mieć to na uwadze, że ci ludzie mogą być chorzy, którzy są opętywani. Natomiast sama psychiatria nie wyklucza tego, że opętanie w takim kulturowym pojęciu istnieje i egzorcyzmy mogą również pomagać w trakcie nawet terapii. Więc temat jest bardzo duży i trudny wbrew pozorom, bo mówimy o temacie, w którym część ludzi, którzy są opętywani w naszym kraju, kiedy udaje się do kapłanów kościelnych, to spotykałem ich czasami naprawdę bardzo niemiłe zachowania. Wręcz bym powiedział, że jeśli chodzi o na przykład kobiety, które są w dodatku ładne i mają problemy, to są takie też historie, kiedy te kobiety są po prostu gwałcone w tych kościołach i do tego też dochodzi.
Więc tutaj wkraczamy na bardzo grząski i bardzo trudny temat ogólnie i społecznie, i kulturowo, i także w stosunku do tego, w co kto wierzy, bo to też są różne wierzenia.
[46:14] - A jeśli chodzi o to, co przedstawiasz w książce, bo spora część ludzi, pewno słuchacze nasi również, przynajmniej część ma taką wizję egzorcyzmu prosto z Hollywoodu, gdzie tam jest ksiądz, jest krzyż, jest lewitująca postać albo nawet obraca głowę. Ponieważ ty masz doświadczenie, jak taki egzorcyzm, na przykład w wydaniu Kościoła katolickiego wygląda naprawdę?
[46:44] - Jeśli weźmiemy pod uwagę to, jak jest to opisane, jak mają się zachowywać egzorcyści właśnie w Kościele katolickim, to w tym momencie polega to po prostu na wybraniu odpowiednich modlitw, które są zwrócone do Boga i to w ten sposób ma skutkować, że Bóg ma przegonić te demony. Nie ma absolutnie możliwości na przykład, żeby egzorcysta rozmawiał sobie z demonem tak jak to w wielu różnych filmach jest pokazane. Też tak jak to było w przypadku ostatniego filmu, głośnego dosyć, czyli „Egzorcyści papieża”, gdzie ojciec Amorth sobie plotkował wesoło z demonem i oni sobie w zasadzie pogawędkę urządzali. Aczkolwiek za jego czasów ten rytuał był faktycznie troszeczkę inny.
[47:41] - Ja tylko powiem, że kto jest ciekawy, to z Piotrem Cielebiasiem w „Bibliotekarium 2.0” ocenialiśmy, a właściwie omawialiśmy film „Egzorcysta papieża”. Trochę się pośmialiśmy, trochę było kąśliwych uwag, ale to państwo odszukajcie sobie w „Bibliotekarium 2.0”. Zawsze dobrze, zanim się zasiądzie przed ekranem czegoś takiego, posłuchać. Przynajmniej taką mam nadzieję. Ale wróćmy do tematu.
[48:08] - Tak. Z punktu widzenia Kościoła tak to powinno przynajmniej wyglądać, że kapłan modli się nad taką osobą. Oczywiście to jest kapłan, który jest wybrany jako egzorcysta. To też nie jest tak, że ktoś się zgłasza i idzie do jakiejś szkoły egzorcystów. To wychodzi z góry. Jest biskup, który w każdej archidiecezji ma pod sobą egzorcystów, których on wybrał jako egzorcysta, bo biskup jest egzorcystą z namaszczenia. Ci egzorcyści pełnią swoją posługę właśnie mając robić to w taki sposób. Przynajmniej tyle mówi teoria. W praktyce wygląda to troszeczkę inaczej. Egzorcyści mają bardzo dużą autonomię i o czym ja się przekonałem, są bardzo niechętni do rozmowy.
Tłumaczą to tym, że nie można pokazywać rytuału egzorcyzmów, że to jest coś, co jest święte i nie można tego w żaden sposób nagłaśniać, robić z tego show, widowiska i tak dalej. Co nie przeszkodziło na przykład naczelnemu egzorcyście Watykanu, ojcu Amarthowi, zgłosić się swego czasu do Frytki, na której nagrał cały rytuał egzorcyzmu, który on przeprowadzał. Mówię, to jest bardzo wybiórczo traktowane wszystko.
[49:39] - A z takich spraw, które wydały mi się interesujące, to na podstawie czego wybiera się tych egzorcystów? Na podstawie czego biskup podejmuje decyzję? Nie wiem, czy studiowali razem, czy są dobrymi kumplami, czy też trzeba mieć jakieś rzeczywiście predyspozycje?
[49:58] - Teoretycznie powinny być jakieś predyspozycje.
[50:01] - Ale jakie?
[50:03] - To właśnie nie jest określone. To jest to, że biskup wybiera egzorcystę po tym, co podpowie mu intuicja, czy też po prostu uzna, że taka osoba się nada. Jeśli biskup razem z tym gościem studiowali razem i byli dobrymi przyjaciółmi i powiedział ten gość: „Ej, weź zrób ze mnie egzorcystę”, a biskup powiedział: „Dobra, zrobię z ciebie egzorcystę” to tak się stanie.
[50:32] - Powiedziałeś w pewnym momencie o egzorcyzmach w wykonaniu innych religii. Wspomniałeś między innymi o takim muzułmańskim rytuale.
[50:41] - Tak.
[50:41] - Czy coś na ten temat mógłbyś powiedzieć? Czy to się bardzo różni? Jak bardzo? A ewentualnie w ogóle jak to przebiega?
[50:49] - To są bardzo podobne religie wbrew pozorom i chrześcijańska, i muzułmanów. Muzułmanie są również bardzo podobni, jeśli chodzi o rozumienie pewnych aspektów. Zresztą wierzymy w tego samego Boga, jeśli chodzi o te różne aspekty, kim on jest. Natomiast są pewne różnice. Oni, z tego, co wiem, wierzą w szatana. Tyle że tych szatanów może być więcej. W zasadzie ten szatan to nie musi oznaczać tego jednego złego. Aczkolwiek jeśli mówi się o szatanie jako takim, to zwykle muzułmanin ma na myśli tego właśnie jednego szatana. Natomiast w przypadku tego, jak wyglądają egzorcyzmy, to nie jest to jakiś specjalny rytuał, nie ma tam jakichś świec ani niczego takiego. To są po prostu czytane wersety Koranu, które mają wpływać na daną osobę.
Na tego demona, czy bardziej bym powiedział po muzułmańsku dżina, który być może się w niej znajdować, czy też po prostu jakąś złą moc. Bo tutaj akurat w moim przypadku to, co ja badałem i ta pani, która została poddana egzorcyzmom mi opowiadała, to w jej przypadku ona była pod działem pewnej klątwy, tak można powiedzieć, bo jej były mąż wypuścił tę klątwę na nią, czy też za pomocą swojej matki. Chyba jakoś tak to było. Natomiast sam rytuał polega na tym, że jest użyta święta woda do tego. Czyli można powiedzieć, że podobnie jak w religii katolickiej, którą ta kobieta miała wypić i to jest zwykle woda, na przykład z jakąś solą użytą, specjalnie do tego przygotowaną. Człowiek, który odprawia ten egzorcyzm przez mikrofon czytał wersety Koranu i ona reagowała na to. To wyglądało w ten sposób, że siedziała w jednym miejscu i w pewnym momencie straciła przytomność i zaczęła krzyczeć i mocno się miotać po ziemi, gdzie musiało ją przytrzymywać paru mężczyzn, żeby ją uspokoić. Ona z tego, co mówiła, nic z tego nie pamiętała. To jest ta wiodąca ścieżka egzorcyzmów. Natomiast w momencie, kiedy te jej nie pomogły, ona się zwróciła do maga islamskiego.
Powiem, że w sumie magia w islamie jest zabroniona i ten mag w zasadzie miał, można powiedzieć, wyrok na sobie w momencie, kiedy praktykował to, co praktykował. Natomiast to, co ona mi mówiła o tym, co on jej zrobił, to to była jakiegoś rodzaju praktyka polegająca na tym, że za pomocą swoich dłoni zebrał to, co było w niej, tę złą energię, która się uformowała w taką Kulkę, można powiedzieć, w jej brzuchu, coś takiego pod skórą. I on przepychał tę kulkę pomiędzy jej żebrami, przez gardło, aż w końcu ona to wypluła. I później zalecił jej pewne zioła, które miała brać, kiedy te ataki się powtarzały, żeby się całkowicie oczyścić. Ja mam nagranie, którego nie mogę niestety udostępnić nikomu. Natomiast przerażające nagrania, bo ona po tym, jak piła te napary, a to były normalne zioła, to nie było nic psychoaktywnego. W zasadzie wypluwała ze siebie faktycznie. To nie były wymioty ani nic takiego, tylko jakiegoś rodzaju maź. I ona w ogóle nie pamiętała tych ataków, ale z tego, co mi mówiła, to pomagało. I w końcu z biegiem czasu całkowicie się oczyściła i w zasadzie pozbyła przynajmniej z siebie tego, co jej przeszkadzało.
I tych snów, i tej złej energii i tego wszystkiego, co w jakiś sposób sprawiało, że miała problemy w życiu.
[55:22] - Mówiliśmy o Kościele katolickim, o islamie. Czy ty próbowałeś się zorientować, jak to wygląda w ogóle w świecie religijnym, w innych religiach i wyznaniach?
[55:33] - Tak na przykład u rodzimowierców, gdzie też szeptucha opowiedziała mi, jak to jest. Dokonywano pewnego rodzaju oczyszczenia domu, bo do tego to się w zasadzie sprowadza. Kiedy ona wchodzi do takiego domu i prowadząc zamowy ognia, czy też jakiejś energii-
[55:56] - Przerwę ci na chwilę. Ale kto ją wzywa i dlaczego? I dlaczego ona do tego domu wchodzi?
[56:01] - Wchodzi na życzenie mieszkańców, którzy czują, że w tym domu jest coś złego, jakiegoś rodzaju albo byt, albo po prostu zła energia, albo coś im nie gra. Ale w zasadzie chodzi o to, że dręczą ich złe sny, coś im się dzieje złego i oni akurat ci, którzy mi o tym opowiadali, są sami rodzimowiercami, wobec czego było to oczywiste, że poproszą właśnie swojego żercę, w tym wypadku właśnie szeptuchę Agnieszkę o to, żeby ona im pomogła. No i to w zasadzie wygląda zupełnie inaczej to podejście niż to katolickie. Przede wszystkim to, co mnie zaskoczyło w tym, co mi Agnieszka powiedziała, to było to, że wedle tego jej patrzenia na problem my jako ludzie na tym świecie mamy całkowitą władzę nad wszystkimi tymi stworzeniami duchowymi i wszystkim, co tutaj przebywa i co do nas przybywa. Wobec czego nie ma czegoś takiego, jak zdarza się w tym chrześcijańskim obrazie, że jest, powiedzmy, szatan, który jest od nas mądrzejszy, który kogoś opętuje i się z nim trzeba boksować. I to trwa przez grube miesiące albo nawet czasem lata, bo tyle mogą w chrześcijaństwie trwać egzorcyzmy na poszczególnych osobach. Tylko my poprzez tą sprawczość w zasadzie możemy rozkazywać wszystkiemu, co tutaj, w tej naszej płaszczyźnie się pojawia.
[57:35] - Tylko musimy wiedzieć jak.
[57:37] - Tylko musimy wiedzieć jak. Dokładnie. I ona przez to, że dostała ten dar. Bo to też ważne, żeby to powiedzieć, że szeptuchy dar przekazują jedna drugiej. To znaczy jest jakaś stara baba, można tak powiedzieć, która ma uczennicę albo po prostu wybiera sobie jakąś. Widzi coś w jakiejś dziewczynie, którą napotka w swoim życiu i poprzez dotyk albo poprzez deklarację przekazuje swój dar jej. I w ten sposób to jest kultywowane. I ta Agnieszka opisała mi to, jak w zasadzie chodząc po tym domu, umieszczając właśnie tam, chyba to była sól w rogach pokoju i wykonując zamowy do ognia, czyli w zasadzie do sił pierwotnych, można tak powiedzieć, do żywiołów i wzywając na pomoc również bogów. Welesa na przykład. Oczyszcza to pomieszczenie i oczyszcza w zasadzie cały dom.
To jest jedna sprawa, to oczyszczenie. A druga sprawa jest to, co może zrobić z czymś, co teoretycznie siedzi w drugim człowieku, bo tego już w książce nie ma. Natomiast jedna z osób, która w książce opisała mi swoje zniewolenie, swój problem. Ja nie pamiętam teraz, jak tą osobę nazwałem, bo ona nie chciała się wypowiedzieć z imienia i nazwiska, więc chyba Ewa. Chodziło w każdym razie o panią, która złożyła w swojej przeszłości deklarację satanistyczną, jakby stwierdziła, że oddała się szatanowi i od tego czasu, nawet mimo tam lat i późniejszych przemyśleń, które sprawiły, że teoretycznie stała się ateistką, nawet w pewnym momencie to doświadczała czegoś, co ją niepokoiło nocami. Przychodzących do niej cieni, które na przykład stały nad jej łóżkiem co noc albo ją wyśmiewały, albo zostawiały ślady na jej ciele, bo nawet o tym mi mówiła. Chodziło o miejsca intymne oczywiście. Budziła się i były po prostu ślady na jej ciele jakiegoś rodzaju i ona miała z tym duży problem. Ja kiedy z nią rozmawiałem swego czasu przez telefon, to ona w trakcie naszej rozmowy zaczęła tak jakby zanikać. To było strasznie surrealistyczne przeżycie, bo w pewnym momencie zaczęła bardzo wolno wypowiadać pewne kwestie i usiłowała mi przekazać, że ona w tym momencie walczy i czuje duży gniew.
Nie wie dlaczego, ale tak jest i w pewnym momencie jej głos w zasadzie całkowicie się zmienił. To znaczy to nie było tak jak na filmach hollywoodzkich, że nagle zaczęła mówić po męsku czy coś takiego, bo to jest troszeczkę bzdura. Przynajmniej wedle tego, co sam widziałem i co doświadczyłem. Natomiast zaczęła mówić bardzo płasko i zupełnie w innym rytmie. Trudno to powiedzieć, ale rozmawiałem z kimś innym, kto używał jej głosu. Być może to da się wytłumaczyć chorobą psychiczną na przykład. Tego nie kwestionuję. Natomiast fakt jest taki, że zaobserwowałem coś takiego i ona się udała po tym, jak już książka wyszła, po pomoc do tej Agnieszki. I była taka sytuacja, że również to samo zaczęło się dziać w momencie, kiedy Agnieszka z nią rozmawiała przez telefon i w tym momencie ona zareagowała w ten sposób, że powiedziała: „kimkolwiek jesteś, nie masz żadnej władzy. Znikaj” czy coś takiego.
„Ja tu jestem żercą i mam tą moc”. I to coś całkowicie się z tego, co zrozumiałem, wycofało. I ta pani zupełnie odzyskała znowu sprawczość na chwilę, bo to później znowu powróciło. Natomiast mówimy tutaj o takim właśnie podejściu, czyli rozkazywaniu, można powiedzieć, ponieważ z tej rodzimowierczej strony to ja mam władzę, ponieważ ja jestem tutaj gospodarzem świata. Tak to można powiedzieć.
[01:02:01] - Czy o jeszcze jakichś innych religiach możesz powiedzieć? Czy interesowało cię na przykład, nie wiem, czy badałeś, czy to dopiero przed tobą? Na przykład jak to wygląda w hinduizmie?
[01:02:10] - Ja chciałem to zbadać, natomiast trudno tutaj w Polsce
[01:02:14] - Znaleźć prawdziwego hinduistę.
[01:02:16] - Znaleźć prawdziwego hinduistę. Też chciałem od strony żydowskiej, bo tam mają z kolei dybuki i to jest bardzo fajnie w wielu miejscach opisane. Ale chciałem porozmawiać z Żydem, który mi opowie o tym. Natomiast tutaj spotkałem się troszeczkę z podobnym przyjęciem jak w Kościele katolickim. Chociaż nie zostałem całkowicie zlany, to dowiedziałem się, że jestem gojem i jeśli kiedyś będę bardziej uczony w Piśmie, to wtedy to zrozumiem. Ale teraz, skoro nie jestem uczony w Piśmie, to tego nie zrozumiem.
[01:02:49] - Obcowałeś bardzo blisko z tymi klimatami, z tymi... Szukam dobrego słowa, a tak naprawdę go nie mam. Nieznanym. Jakbyś miał opowiedzieć, jak analizujesz to zjawisko. Ile w tobie jest wiary w to? Ile w tobie jest analizy tego wszystkiego, z czym mamy do czynienia? Czy to jest rzeczywiście coś z innego świata? I tu nie pytam o to, jak jest, bo tego oczywiście ani ty, ani ja nie wiemy. Natomiast jak ty tak wewnętrznie, gdzieś w głębi serca uważasz, że mamy rzeczywiście do czynienia z przejawami, że się pojawiają istoty z innego świata, czy też bardziej siedzi to w psychice człowieka? Jak jest?
[01:03:30] - Znowu trudne pytanie. Wiesz co, bo ja teoretycznie staram się tak stawiać sprawę, że nie dowierzam temu, co badam. Jakby nie mogę.
[01:03:41] - Jesteś reporterem.
[01:03:42] - Tak. Więc sądzę, że większość tego, na co trafiam, da się wytłumaczyć na przykład chorobą psychiczną, przewidzeniem i tak dalej. W przypadku nawiedzeń i ingerencji jakichś duchów wielokrotnie mogłem powiedzieć, że ktoś mógł się przewidzieć albo że była taka sprawa. Też w tej najnowszej książce, ja to nazwałem „Schronisko demonów”. Tam chodziło o sytuację w pewnym domu pod Katowicami, gdzie pewna kobieta przyjęła do siebie bardzo dużo bezdomnych osób, bo nawet powiedzielibyśmy tak z zewnątrz, że mneli, bo też tak to można nazwać. Z uwagi na nieskończoną ilość poczucia samotności, którego doświadczała. Nie mogła sobie z tym poradzić, wobec czego wymyśliła sobie właśnie, że będzie taką dobrą Samarytanką. Ale oni ją przytłoczyli totalnie i to, co się tam działo u nich w domu, te sytuacje związane ze zjawiskami paranormalnymi, z jakimiś przewidzeniami, czy też można powiedzieć z czymś, jakąś energią, która sączyła się z sufitu, z tym, że dwie osoby tam umarły w dziwnych okolicznościach, jedna się zabiła. To ja bym powiedział, że to był przejaw właśnie tego ludzkiego aspektu. I ludzie, z którymi tam byłem, ludzie z PGH i też egzorcysta kapłan, który mi pokazywał, jak działają.
Oni jakby uważali, że tam są jakiegoś rodzaju demony, czy też złe duchy. Natomiast było to przede wszystkim coś ludzkiego. To znaczy ona przez to, że miała tak niewykładane życie, to przede wszystkim to musiała zmienić, a to było ważniejsze od tego egzorcyzmu, który miał tam ją niby uratować. Dlatego do tego egzorcyzmu w końcu nie doszło. Była krótka modlitwa, ale w tamtym miejscu faktycznie nie było egzorcyzmów. Tylko ten kapłan Piotr Szakiewicz mi powiedział i powiedział jej, że póki nie zmieni swojego życia, nie zacznie nad nim panować, po prostu nie wygoni tych ludzi, którzy na niej jakby żerowali, to w zasadzie nie ma możliwości, żeby to się skończyło w żaden sposób. Więc i takie sytuacje bywają. Ale są znowu sytuacje takie jak ta, której doświadczyłem w hotelu pod Wrocławiem, gdzie raz, że słyszałem kroki, ale to akurat da się w jakiś sposób wyjaśnić, że było zimno. To jest stary budynek, drewno mogło pracować, ale w momencie, kiedy doszło do odprowadzenia ducha Karolka, który się tam miał znajdować w tej lokacji Ja poczułem całkowitą zmianę temperatury w pokoju i to tak, jakby ktoś włączył kaloryfer, tylko na przyspieszeniu. Bo najpierw było strasznie zimno i ja w zasadzie się trzęsłem nawet trochę z zimna.
Gdzie ja jestem w zasadzie zimnolubny. A potem, po tym, jak medium odmówił modlitwę, sytuacja raptownie się zmieniła. Tak właśnie na sferze tej, nazwijmy to energetycznej, bo energia cieplna jest pewnym rodzajem energii, to coś musi rezonować, poruszać tymi atomami i tak dalej. Dlatego ciężko mi tutaj powiedzieć, jak to jest naprawdę. Póki co jeszcze nie dotarłem do takiej ściany, gdzie bym powiedział, że widziałem coś, co na tyle zaspokoiło moją ciekawość, żebym powiedział, że te rzeczy faktycznie są stuprocentowo duchowe i faktycznie stuprocentowo paranormalne. Natomiast są sytuacje, kiedy jest coś, z czym trudno dyskutować i trudno to wyjaśnić. Też mi o tym inny egzorcysta, można powiedzieć egzorcysta ezoteryczny, czy też egzorcysta energetyczny, tak go nazwę, opowiadał, że jeśli on wchodzi do pokoju i zaczyna coś robić, ale nie pokazuje tego, bo nie wykonuje żadnych dziwnych ruchów, nie zaczyna żadnego egzorcyzmu. Nie wyjmuje tych swoich kryształów ani wahadełek, ani niczego innego, tylko po prostu jest. I coś, co jest w tym pokoju i w drugim człowieku zaczyna reagować na to, co on robi. To znaczy nie to, że go po prostu postrzega, ale na przykład zaczyna mu mówić: „przestań to robić” albo coś takiego.
Wtedy mamy sytuację, w której faktycznie dotykamy pewnego rodzaju czegoś nieznanego. Bo nie było tutaj możliwości obserwacji, że coś się dzieje.
[01:08:26] - Chciałbym cię teraz zapytać o sprawy warsztatowe. Jak się człowiek nastawia duchowo, jak się przygotowuje do napisania książki o egzorcyzmach? Ty miałeś w głowie tę książkę na początku? Co musisz zrobić, czy też poszedłeś na żywioł? Jak to się robi?
[01:08:42] - Wiesz co, w pewnym sensie poszedłem na żywioł, można tak powiedzieć. Miałem swój zakres, powiedzmy tego, jak pewne mgliste wyobrażenie.
[01:08:51] - Co to jest ten zakres?
[01:08:52] - Tak. Taki zakres tego, co chciałbym w tej książce widzieć jako ja. Czyli właśnie ten problem egzorcyzmów, w zasadzie egzorcystów z wielu różnych perspektyw. I tak to chciałem zrobić. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, o jakie perspektywy mi chodzi. Wiadomo, że na pewno tam się znajdzie właśnie perspektywa katolicka czy jakieś inne religie, ale trudno na takim etapie rzutować, co dokładnie to będzie. Natomiast w momencie, kiedy mam takie wyobrażenie i wiem mniej więcej, jak ukryć ten problem, czyli właśnie tę wieloperspektywiczność, powiedzmy opisanie, można powiedzieć egzorcyzmów niekatolickich, bo tak bym to nazwał. Ten fragment katolicki siłą rzeczy jest tylko małą częścią tej całości. Zacząłem po prostu szukać osób, które mogą mi coś powiedzieć. I też przydało się to, że ta pierwsza książka tak zażarła, bo bardzo dużo osób do mnie w ogóle pisze.
W zasadzie można powiedzieć, że co tydzień dostaję z dwa, trzy maile, gdzie ktoś do mnie pisze i opowiada swoją historię paranormalną albo mówi, czego doświadczył, albo daje mi informację o tym, że gdzieś tam jest jakiś człowiek, który zajmuje się takimi sprawami. Czy to jest medium, czy egzorcysta, czy kto kolwiek inny. Też ludzie do mnie często piszą jako właśnie ci specjaliści. Tak było z tym Rafałem Chołubowskim, którego można powiedzieć gościłem w książce. Przeżyłem z nim parę przygód, że on po prostu do mnie napisał i powiedział: „czy chcesz zobaczyć, jak działa medium?” A ja powiedziałem wtedy, że pracuję nad taką i taką książką. Czy to jest w ten zakres tego, co on robi włożone? On stwierdził, że jak najbardziej tak i żebym po prostu zobaczył, co robi i zdecydował, czy chcę dalej z nim współpracować. I w zasadzie tak to wygląda, że ludzie się do mnie zgłaszają. Ja też szukam takich osób, takich historii. Jeżdżę po różnych miejscach w tym czasie, kiedy mogę pracować nad taką książką.
Zbieram te historie, przeprowadzam rozmowy z ludźmi. Co mogę, to sprawdzam na przykład w jakiejś prasie czy też w jakichś archiwach. Potem opracowuję z tego notatki, a potem już zostaje tylko wyklepywanie książki, co tak naprawdę jest najmniejszą częścią tej całej drogi.
[01:11:18] - A jak to jest z wydawcami? Czy ty bardzo musiałeś z nimi walczyć, czy też sam temat ich przekonał? Może jakość wykonania, czy też to w ogóle jest rynek trudny, na którym trzeba umieć sobie radzić?
[01:11:32] - W tym momencie wydaje mnie ten sam wydawca co poprzednio.
[01:11:36] - W przypadku drugiej książki to było łatwe, ale tu zapomniałem dodać, że pytam cię w ogóle, jak z tym tematem się przebiłeś? Bo temat jest dosyć kontrowersyjny, trudny. To państwo dobierzcie sobie słowo odpowiednie.
[01:11:49] - W ogóle jest paranormalny temat.
[01:11:50] - Tak. Chodzi o to, że jest coś paranormalnego, to wszyscy mówią: „ha ha, to taki temat właściwie, taki przyczynkarski. Pośmiejemy się trochę albo coś”. Nagle się zjawia człowiek z bardzo poważną książką pierwszą, później z bardzo poważną książką drugą, w którą po pierwsze włożył serce, po drugie umiejętności, a po trzecie nie traktuje tego jako jakiegoś takiego przekazu, który byłby skierowany na przykład do jakiegoś tabloidu. Wręcz przeciwnie. To łatwo było tego wydawcę przekonać za pierwszym razem?
[01:12:26] - Wiesz co, to jest w ogóle dziwna sprawa. Bo Znak sam przyszedł do mnie. Tak to wyglądało. Zacznijmy od tego, że pierwszą książką tak naprawdę nie były „Paranormalne pierwsze”, tylko „Mapa cieni”, która to książka była całkowicie moim jakimś dziwnym wymysłem związanym z tym, że w 2012 roku poszedłem do nawiedzonego miejsca i po prostu przeżyłem tam, można powiedzieć, paranormalną przygodę i stwierdziłem, że chciałbym o tym napisać. Ja wtedy pisałem horrory i science fiction. W zasadzie dalej mi się zdarza. Chciałem głównie to wydawać i chciałem to w jakiś sposób zamknąć w tym, co piszę. Ale jakoś tak: skoro jest jedno miejsce, to pewnie jest ich więcej. A skoro jest ich więcej, to przydałoby się jakoś zbadać te historie i się dowiedzieć, co się tam zdarzyło i dlaczego się tam zdarzyło i poznać te historie. I tak jakoś się wydarzyło wtedy, że na jednej z krakowskich imprez, to się nazywało Kulturkampf, takich bardzo offowych, można powiedzieć, takich bardzo: piwnica, piwo, dziwni ludzie ubrani w dziwne ubrania właśnie.
[01:13:46] - Jednym słowem fajny klimat.
[01:13:49] - Tak, fajne klimaty. To też nie do końca fantastyczna impreza. Nie tak tutaj, jak sedankon, tylko w zasadzie tam byli ludzie z różnych klimatów. I poznałem jakiegoś takiego dziwnego gościa, który powiedział, że robi fajne zdjęcia i zrobił mi i koleżankom zdjęcia takie wampiryczne. Tym człowiekiem był Krzysztof Biliński, dzisiejszy właściciel wydawnictwa Q9. Ja się do niego odezwałem, powiedziałem: „Ej, słuchaj, wiem, że to się pewnie dziwne wyda, ale potrzebuję fotografa, z którym będę mógł podróżować po nawiedzonych miejscach”. A ten gość wcale mnie nie wyśmiał ani nic takiego. Nie stwierdził, żebym poszedł w diabły czy coś takiego, tylko po prostu powiedział: „A wiesz co? Dobra, zobaczmy, co to będzie”. I zaczęliśmy jeździć po tych nawiedzonych miejscach.
Mi się uformowała taka forma książki, którą chciałem wtedy wykonać. Jako że stwierdziłem, że jestem za mało doświadczonym pisarzem wtedy, żeby napisać to sam, to pomyślałem sobie, że zaproszę wszystkich tych, których wtedy znałem jako takich pisarzy, kolegów po piórze i zrobimy z tego coś dziwnego, bo w zasadzie ta książka wyglądała tak, że były to takie małe formy reportażowe i do każdej było dołożone opowiadanie. Więc z jednej strony antologia, ale też nie do końca. To była strasznie dziwna książka i szczerze mówiąc to tutaj można powiedzieć, że szukanie wydawcy było prawdziwą przygodą życia . Tak to bym powiedział, bo z jednej strony temat bardzo się ludziom podobał i to było widać, że gdzieś tam komuś napomknęliśmy, to od razu było: „Wow, jaki fajny temat, fajne historie” i tak dalej. A z drugiej strony chodziliśmy po różnych wydawcach. I Śmigamy czyliśmy w pewnym momencie, bo on miał to wydawnictwo, jak ono się nazywało? Chyba coś „Na progu” czy coś. Nie miał pismo coś, ale miał jakieś takie swoje wydawnictwo. Jakiś chyba „Papierowy księżyc” był wtedy jeszcze.
Bellona nawet się interesowała. Pojechaliśmy tam, byliśmy zachwyceni w ogóle podpisem. Podpisaliśmy jakąś tam umowę przedwstępną, jakoś taką w Bellonie. Potem się okazało, że nic z tego. Nikt nie wiedział, jak to ugryźć. I w końcu się tam pewien wydawca, akurat fandomowy, się zgłosił. Może nie będę mówił nazwy. Kto wie, to wie. Nie było to zbyt szczęśliwe wydanie, tak bym to powiedział. Też bardzo dużo wizerunków wtedy poleciało.
Dzisiaj tak byśmy to nazwali, że wizerunkowo to była olbrzymia klapa, bo co ogłaszałem, że książka się ukaże, to się potem okazywało, że jednak się nie ukaże. I tak parę razy było w zasadzie. A ja ciągle jak ten głupi się cieszyłem. Ostatecznie książka wtedy wyszła w 2017 roku, w tej pierwszej takiej postaci, w tym małym wydawnictwie, i też wtedy zażarła trochę. To znaczy już nie tak bardzo, jakby mogła, bo wcześniej to, że w ogóle był ten hype na „Mapę cieni” dużo dało. Tam chyba w ogóle jakieś radia wtedy z nami gadały. RMF, Radio Kraków, jakieś takie rzeczy. Widać było, że wszyscy byli ciekawi. I w zasadzie lata później, w 2018 roku. W sumie nie lata, tylko rok później zgłosił się do mnie pewien znajomy z fandomu i mówi-- słaby mi znak.
I mi mówi: „Ej, słuchaj, jest taka sprawa”. Znak się tobą interesuje . I umówiłem się z redaktorem właśnie ze Znaku na rozmowę i on powiedział, że chciałby taką książkę po prostu, żebym mu napisał, ale tylko żeby to była już zupełnie moja książka, taka tylko i wyłącznie. W zasadzie tak to się zaczęło.
[01:17:38] - Rozumiem, że trzeci tom jest, jak to się mówi w pisaniu, Dyzma mówił, że jest sprawa w załatwianiu. U ciebie jest sprawa w pisaniu.
[01:17:47] - Tak.
[01:17:48] - Ale kiedy finał?
[01:17:50] - Nie mogę mówić, kiedy ma być wydana. To niestety jeszcze mi wydawca zabronił, ale mogę powiedzieć, że w przeciągu powiedzmy następnych dwóch lat będzie ta premiera. Na pewno już książka powstanie i na razie jestem w zasadzie na samym początku, czyli właśnie w tej fazie gromadzenia informacji i wypytywania ludzi. Już pierwsze rozmowy jakieś przeprowadziłem z pewnymi osobami, które mi dużo też opowiedziały, ale jak to będzie finalnie wyglądać, zobaczymy. Bo też tam jedna osoba powiedziała, że jeśli w tej książce znajdą się inne osoby, których ona nie lubi, to wtedy ona nie pozwoli, żeby tam był tekst i tak dalej. Więc zobaczymy.
[01:18:37] - I ostatnie pytanie. Od razu uprzedzam naszych słuchaczy, że to jest to pytanie, za które wszyscy mnie nienawidzą później, więc ja je oczywiście zadam.
[01:18:45] - Takie są najlepsze.
[01:18:46] - Tak, oczywiście. Ale to nie będzie specjalnie skomplikowane.
[01:18:50] - Jakbyś miał w tej chwili napisać blurb do swojej książki, tej ostatniej właśnie o egzorcyzmach, to co w tym blurbie by się znalazło?
[01:19:01] - Jedyny w Polsce obraz egzorcyzmów niekatolickich. Bo to nie jest mój blurb, tylko w zasadzie tak religioznawca Mikołaj Kołyszko podsumował tę książkę i mi się strasznie spodobało.
[01:19:12] - Super. Pięknie dziękuję za rozmowę. I cóż, kupujcie państwo książki Michała Stanowskiego. Przypomnę: „Paranormalne historie napiędzy” i „Paranormalne-
[01:19:25] - I „Prawdziwe historie opętań”.
[01:19:27] - „Opętań”. Jeszcze raz dzięki.
[01:19:29] - Dziękuję.
[01:19:31] - I tu kolejna niespodzianka, bo w czasie wakacji zaprezentujemy w Bibliotekarium fragmenty książki, o której przed chwilą rozmawiałem z Michałem. Solennie mi to obiecał, więc trzymam go za słowo. Zatem znowu: w lipcu albo w sierpniu posłuchacie państwo fragmentów i to myślę, że dłuższych fragmentów książki „Paranormalne egzorcyzmy. Prawdziwe historie opętań”. Ale to już, tak jak powiedziałem, za jakiś czas. A teraz zapraszam państwa na Filmotekarium. Trochę będziemy się z Piotrem spierali w tym Filmotekarium, bo zdaje się, że zupełnie inaczej odbieramy filmy z zestawu, który dzisiaj państwu zaprezentujemy. Piotr był pod wrażeniem. Ja niekoniecznie, ale sami państwo posłuchajcie. Dzień dobry wieczór, Piotrze.
[01:20:35] - Dzień dobry wieczór, Marku. Tradycyjnie zbliżamy się powoli do końca chyba pierwszego sezonu Filmotekarium, ale jeszcze zanim to nastąpi, to będziemy mieli wam do powiedzenia coś o tak zwanych body horrorach. Znowu.
[01:20:52] - Tak. W dodatku dzisiaj się pojawi pierwszy odcinek Filmotekarium, w którym ja wywiesiłem białą flagę. Właściwie nie wiem, czy to jest biała flaga, ale przejdziemy do tego później.
[01:21:10] - Znaczy się, mówiąc kolokwialnie, ukisłeś na którymś z filmów.
[01:21:14] - Tak, to prawda. Znaczy wzbudził moją wściekłość i przekonanie, że opowiadanie historii, nie twierdzę, że nieciekawej, ale opowiadanie jej w taki sposób mija się po prostu z celem. Ale to o szczegółach później.
[01:21:32] - Tak. Witamy was w drugim odcinku poświęconym tak zwanym body horrorom. Tydzień temu opowiadaliśmy wam o twórczości Davida i Brandona Cronenberga w jej najnowszych odsłonach. Natomiast czym są te body horrory, to powiedzieliśmy wam na przykładach właśnie tydzień temu. Te przykłady to „Infinity Pool” i „Zbrodnie przyszłości”. To są właśnie dwa najnowsze filmy Davida i Brandona Cronenberga, którzy są, przypominam, ojcem i synem. Brandon to syn, David ojciec. Dzisiaj kontynuujemy temat i chociaż znajdzie się wśród omawianych film jednego z Cronenbergów, to pozostałe dwa będą przykładami body horrorów w jakiś sposób nawiązującymi właśnie do wspomnianej pary twórców. Jeden z nich, ten, o którym Marek powiedział, może nawet prześcigać dzieła Cronenbergów pod względem śmiałości scen i ekstrawagancji. Ale powiedz mi jeszcze tak szczerze, czy po kolejnej dawce polubiłeś ten podgatunek?
[01:22:46] - Trudność mam z jednoznaczną odpowiedzią, ponieważ jeden z filmów z dzisiejszego zestawu zachęcił mnie do tego gatunku i właściwie to było koło ratunkowe, bo po oglądaniu zeszłotygodniowego zestawu i tego zestawu dwóch filmów z dzisiejszych trzech byłem totalnie zniechęcony. I to nie do samego body horroru, tylko do sposobu opowiadania historii. Bo dzisiaj będziemy mieli dwa body horrory, które znowu są opowiedziane, moim zdaniem, w sposób popieprzony po prostu, który owszem, sprawia, że one się wydają niezwykle artystyczne, niezwykle nowoczesne, niezwykle tajemnicze w wyrazie, a tak naprawdę jest to, przynajmniej z mojego punktu widzenia, zwykłe zawracanie głowy. Bo te historie, przyznaję to, dałoby się opowiedzieć w całkiem, ja wiem, mniej artystycznym i mniej wspaniałym i mniej takim artystyczno-wyrazicielskim stylu. Byłyby to fajne filmy akcji, fajne filmy sensacyjne. Już nie byłyby takie wspaniałe, ale za to nie nudziłyby oglądających i nie doprowadzały ich do szewskiej pasji. Bo pierwszy z tych filmów na przykład ma znakomity pomysł na wykonywanie zleceń przez morderców na zlecenie. Moim zdaniem pomysł sam w sobie to klasa sama w sobie. Natomiast wybaczcie państwo, ale ta realizacja Cronenberga, która każe nam różne rzeczy podziwiać i to wszystko musi być do cholery takie brzydkie, takie paskudne i takie już czasami nie wiadomo właściwie dlaczego, ale musi być takie Obślizgłe. Nie widzę powodu.
Poza tym musi być długie. Te sceny muszą być przedłużane, chociaż powinny być dynamiczne i nie są dynamiczne. One bywają czasami bardzo obrzydliwe. To prawda. Chwilami nawet się strzelają, ale robią to w taki sposób, że nie wiem, czy chcę oglądać strzelanie się. Przypominam, że to jest takie moje hasło zaczerpnięte od Pawła Majki, które w pewien sposób charakteryzuje filmy, które lubię. To nie znaczy, że nic innego nie robię, tylko oglądam „Johna Wicka”, gdzie sobie ciągle w głowy strzelają. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że sceny walki, sceny strzałów powinny być w cały film wkomponowane i to skomponowane odpowiednio, z odpowiednią dynamiką. Film Cronenberga, o którym będziemy dzisiaj mówić, moim zdaniem nie wpisuje się w te cechy ani nie jest specjalnie dynamiczny, ani to nie jest film, który trzyma w ogromnym napięciu.
Przynajmniej mnie nie trzyma.
[01:26:09] - Tak, ale to też taka charakterystyka body horrorów, że one obrzydliwe być muszą i na tym polega ich urok. Jeżeli mam być szczery, nie jest to mój ulubiony podgatunek. Natomiast ten film, o którym za chwilę powiemy, jakoś mnie urzekł. Oczywiście tych body horrorów jest więcej i to nie są tylko Cronenbergowie.
[01:26:30] - Jeszcze przerwę ci, Piotrze, na chwilę. Ale trzeci film nie potwierdza ani tego, co mówiłeś przed chwilą, ani mojego wybrzydzania, bo okazuje się, że da się zrobić film, który może nie jest wybitny, może nie jest artystyczny, ale ogląda się go z pewnym napięciem i zainteresowaniem.
[01:26:49] - Pewnie spodobałby ci się też film „Old” z 2021 roku opowiadający o tym, jak przebywająca na wakacjach grupka ludzi zostaje uwięziona na plaży, gdzie ich ciała zaczynają się starzeć w przyspieszonym tempie. Ale jego kiedyś jeszcze sobie wykorzystamy. Pamiętajcie, że body horror to jest bardzo szeroki podgatunek, szerokie spektrum ujmowania tematu i czasami można tam wtłoczyć coś, co nie jest tak obrzydliwe jak chociażby „Zbrodnie przyszłości”, które omawialiśmy tydzień temu. Ale przejdźmy może do sygnalizowanego ostatniego filmu Cronenberga, który chcielibyśmy omówić. Jest to „Posessor”. Jest to horror science fiction, przynajmniej tak bywa klasyfikowany, z roku 2020. W mojej opinii on bije na głowę pozostałe dwa, o których wspomnieliśmy tydzień temu. Jest w nim oczywiście ogromna dawka przemocy i litry krwi się przelewają. Natomiast otrzymujemy przede wszystkim bardzo ciekawą opowieść. Jest jeszcze, Marku, coś, co wyróżnia wszystkie te trzy filmy Cronenbergów.
Nie wiem, czy to teraz powiedzieć, czy na koniec, ale na przykład ja zauważyłem takie bardzo śmiałe sceny nagości i to też męskiej. Więc jak oglądacie chociażby „Posessora”, to się nie dziwcie, że tam się pojawia — wiecie co — penis, brzydko mówiąc.
[01:28:12] - I to w całej okazałości, proszę państwa.
[01:28:15] - Tak. Ale wróćmy do tej ciekawej historii. Ciekawej według mnie.
[01:28:21] - Tak, ale według mnie, Piotrze, ona jest ciekawa. Sam pomysł wyjściowy jest świetny.
[01:28:27] - Zdradźmy trochę, bo to jest już film kilkuletni. Tam poznajemy kobietę, która się nazywa Tasya Vos i ona sobie wiedzie w miarę normalne życie, jednak skrywa przed bliskimi pewien sekret związany z pracą dla de facto prywatnej organizacji terrorystycznej, bo chyba to tak możemy nazwać. Ona jest tytułową posesorką. Gdyby to chcieć przetłumaczyć na język polski, posesor to może być nie tylko posiadacz, ale i opętywacz. Ona za pośrednictwem specjalnego urządzenia skonstruowanego przez jej pryncypałkę jest w stanie sterować poczynaniami drugiej osoby. Ta druga osoba, która jest opętana, najczęściej wykorzystywana jest do zabójstw na zlecenie. W ten sposób oczywiście można sobie zatrzeć wszelkie ślady zleceniodawców. Pytacie, jak to się wszystko odbywa? Kluczem są wszczepiane zabójcą chipy, nad którymi następnie firma przejmuje kontrolę. Wsadza sobie tam takiego zdalnego posesora, który-
[01:29:38] - Przejmuje kontrolę nad ciałem tego człowieka, który ma dokonać zabójstwa, który na ogół jest w jakiś sposób tak ustawiony, że może zbliżyć się do potencjalnej ofiary. Jest to łatwe dla niego, a ponieważ przejęta została kontrola, to tak naprawdę nie zbliża się do tej ofiary jej znajomy, tylko płatny zabójca, a właściwie zabójczyni. Tu jest jeszcze ciekawy element, na który też zwróciłem uwagę i też by się to dało fajnie opowiedzieć. Mamy taką sytuację, że w pewnym momencie kobieta, która jest tą płatną zabójczynią, przesiada się w ciało mężczyzny. Proszę państwa, z tego by się dało naprawdę ukręcić kawał świetnego filmu. Tymczasem ja wcale nie uważam, że film, który nam Cronenberg przedstawił, to jest film świetny. Bazuje na świetnym pomyśle.
[01:30:44] - Tak. Jeszcze dodajmy, że to nie jest też takie łatwe, bo kiedy ona się przesiada na ten fotel kontrolny w tym urządzeniu, to mogą wystąpić skutki uboczne. Zresztą samo przejmowanie kontroli nad inną osobą nie jest takie łatwe, bo trzeba się nauczyć jej zwyczajów Trzeba się zorientować w tym ciele i nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Czasami to bywa trudne, jeżeli na przykład wciela się w rolę męża, żony i tak dalej. Mnie to bardzo zainteresowało, bardzo mi się spodobało. Ale żeby tego było mało, w pewnym momencie dochodzi do tragicznego błędu w sztuce posesorskiej, wskutek którego część osobowości ofiary zostaje uwięziona w mózgu tej Tassi Voss, tej zabójczyni na odległość. Następstwa tego są tragiczne. Ten film jest bardzo rozbudowany, bo poznajemy kilka historii, zarówno samej posesorki, jak i jej ofiar. Film ma też wiele punktów stycznych ze „Zbrodniami przyszłości” i z „Infinity Pool”. Szczególnie jeżeli chodzi o takie kwestie, jak na przykład świat przedstawiony.
Nie wiem, czy się Marku ze mną zgodzisz, bo on na oko jest niby taki jak nasz, ale też nieco inny, lekko dystopijny. Mam wrażenie, że to jest taka troszkę bardziej zaawansowana teraźniejszość. Dodatkowo mamy tu też dość doborową obsadę, dużą dawkę krwi i nagości, o których już mówiłem. Natomiast miałem takie wrażenie, że tam się wszystko w miarę klei. To znaczy, jeżeli weźmiemy pod uwagę inne filmy Cronenbergów, to „Posessor” oczywiście ma pewne podobieństwa. I tutaj warto zwrócić uwagę jeszcze na przykład na kwestie psychodelików, narkotyków, bo one się też pojawiają we wspomnianych dwóch innych filmach. Ale on jest najbardziej z nich udany. Moim zdaniem to jest najbardziej interesujący produkt Cronenbergów współcześnie. Da się to oglądać, można się w to wciągnąć. Nie jestem pewien, czy to jest horror.
Według mnie to jest jakiś thriller science fiction z elementami sensacji. Czy by to się dało inaczej przedstawić? Powiem ci, że na pewno tak, tylko musimy brać pod uwagę to, kto jest reżyserem. On tutaj musiał ten swój znak rozpoznawczy gdzieś tam wpleść. Ale powiem ci Marku jeszcze więcej: uważam, że to jest jeden z ciekawszych filmów ostatnich lat. Jeżeli postawimy sobie granicę na roku 2020, to „Posessora” zaliczyłbym do jednego z ciekawszych, który do tej pory powstał. Choć, jak powiedziałem, trudno mi jest go gatunkowo jednoznacznie sklasyfikować i wiem, że on u wielu osób może budzić skrajne opinie.
[01:33:50] - Piotrze, proponuję pięknie się różnić, bo ja wcale nie uważam, że to jest film zasługujący na wielki zachwyt, ale to jest moje zdanie. Uważam, że poprzedni zestaw dla mnie był bardziej interesujący z tego względu, że nie wydziwiał tak bardzo. Ten film dlatego mnie nie zachwyca, ponieważ jest strasznie wydziwiony. Pytałeś, a właściwie odpowiedziałeś sobie, czy dałoby się go inaczej zrobić. Ja rozumiem, że Cronenberg i te rzeczy, i musiał go powydziwiać, zrobić z tego jakąś taką dziwną opowieść. Natomiast ja sobie wyobrażam ten film nakręcony z Tomem Cruisem i w ogóle w takiej doborowej obsadzie, w której to wszystko by się toczyło dynamicznie. Bo ten film przede wszystkim, jeżeli miałbym się czegoś czepiać, to kiedy ja mówię, że się strzelają, to ja mam tak naprawdę z tyłu głowy to, że film dynamicznie jest nakręcony. Ten film nie jest dynamicznie nakręcony. On jest nakręcony właśnie z dłużyznami, z zastanawianiem się. I ja rozumiem, że tam są sceny, bo taka jest pewna specyfika tego przesiadania się do innego umysłu, że gdzieś tam, właściwie nie pada to, czy to jest jakieś odgórne zarządzenie, czy łatwiej się w ten sposób uwolnić, ale każda z tych opanowanych osób, które mają dokonać zabójstwa, ma finiszować tym, że jak już wykona zlecenie, to ma się zabić.
Tak zrozumiałem, że to ma przyspieszyć powrót głównej bohaterki do swojego własnego ciała. Okej, i to jest nawet jeszcze ciekawe, ale ja przede wszystkim mam do tego filmu pretensję, że to nie jest film sensacyjny, dynamiczny, tylko cronenbergowski, bo moim zdaniem szkoda tego pomysłu. Ja bym chciał zobaczyć ten film zrobiony właśnie zupełnie inaczej, z taką akcją naprawdę bardzo biegnącą do przodu, bez udziwniania, bez wymyślania. Wiecie państwo, bo to jest takie tłumaczenie przez Cronenberga, że jak się kogoś zabije, to człowiek ma wyrzuty sumienia, a jeśli nawet tych wyrzutów sumienia nie ma, to może mu się tam coś w psychice popierdzielić. Albo może mu być przykro, że kogoś zabił, albo może mu tam jeszcze kilka innych rzeczy w głowie wyskoczyć. Przecież my to wszystko wiemy. Nikt z nas co prawda zabójcą nie jest, ale jak sobie człowiek wyobrazi, że miałby kogoś zabić, to ja nie wiem jak państwo, ale ja mam dyskomfort. Może by mi ten dyskomfort minął, jakby mi zapłacili albo ja wiem, albo jakbym kogoś bardzo nie lubił. Żartuję oczywiście. Natomiast chodzi mi o to i to jest moja główna pretensja: ja wiem, że Cronenberg wielkim artystą jest i niech on sobie te filmy kręci po swojemu, ale ja już na dłuższy czas mam dosyć jego kina.
Jednak pozostanę wierny Kinu, które jest naprawdę takie - i tu powtórzę po raz enty podczas dzisiejszej audycji - dynamiczne.
[01:37:17] - Ja i tak mam wrażenie, że ten film jak na Cronenberga był dynamiczny. Poza tym nie miał tak wielu symbolicznych odniesień, które by mocno męczyły. Wydaje mi się, że to, co główna bohaterka przeżywała, było związane raczej z niedostosowaniem tej technologii, która łączyła jej umysł z umysłem ofiary. Natomiast to, że oni byli zmuszani do samobójstwa wiązało się z tym, że po pierwsze musiał się rozłożyć w ciele ten chip, a po drugie ten powrót do ciała musiał też w jakiś sposób nastąpić. I pamiętajmy, że to się nie odbywało w sposób bezbolesny, ale zawsze był jakiś problem. A ta główna bohaterka była najbardziej wyszkoloną posesorką prawdopodobnie z całej grupy. I tak, to było dobre moim zdaniem. Także jeżeli wam się spodobały „Zbrodnie przyszłości”, chociaż wątpię w to, jeżeli wam się spodobał „Infinity Pool”, to pewnie „Posessor” będzie miłym zwieńczeniem trylogii cronenbergowskiej.
[01:38:32] - Nie, nie wierzcie państwo. Absolutnie nie. Ale dobrze, w porządku. Pozostaniemy przy swoich zdaniach. Ja oczywiście twoje zdanie cenię, bo ty znacznie więcej filmów ode mnie oglądasz. Ja po prostu nie wsiąkłem w tę poetykę. Zdecydowanie.
[01:38:51] - Powiem ci, że ja też nie wsiąkam w świat Cronenbergów, bo tak jak powiedziałem przy „Zbrodniach przyszłości”, to często jest świat, z którego się chce uciec jak najszybciej. Rzadko się zdarzają filmy, których się nie chce oglądać. Na przykład „Zbrodnie przyszłości” takim filmem były. Natomiast „Posessor” ma sens przede wszystkim i nie jest aż tak bardzo cronenbergowski, jak by się mogło wydawać. Są też twórcy, którzy do Cronenbergów się otwarcie odwołują, a nawet składają im swego rodzaju hołdy czy laurki. Takim przykładem, najnowszym, jest film „Titan”. „Titan” to jest film, Marku, na którym wymiękłeś. Najpierw moje krótkie wprowadzenie. Nie wiem, w którym momencie chcesz się włączyć. Czy w chwili, kiedy już o tym opowiem, czy dasz jakiś wstęp?
[01:39:55] - Może upust swojej frustracji dam wtedy, kiedy chociaż odrobinę wprowadzisz widzów w klimat i w to, co się w filmie dzieje. Ponieważ ja tego filmu, tylko wyjaśnię, nie mogę stanowić dobrego wprowadzenia, nie mogę przedstawić dobrego wprowadzenia, ponieważ mówiąc krótko, ja tego filmu nie obejrzałem do końca, bo tak mnie, nie że obrzydził, ma tam co obrzydzać. Nie to, że jakoś nie przypadł mi do gustu. On mnie po prostu najnormalniej w świecie doprowadził do szału.
[01:40:32] - A widzisz, a mnie znowu nie. Ale przejdźmy do krótkiego wstępu. Jest to film z roku 2021. On w Polsce jest znany średnio. Jego reżyserką jest Julia Ducournau, która ma na koncie między innymi film „Raw”, o którym żeśmy mówili. Nie pamiętam, jaki on ma polski tytuł. To jest ten, który był omawiany przy kinie kanibalistycznym. Ducournau często sięga po poetykę body horroru. Na koncie ma jeszcze jeden podobny film, „Junior”. Jednak nim przejdziemy do „Titan”, który jest raczej niedoceniony nad Wisłą.
[01:41:13] - Bardzo słusznie.
[01:41:16] - Warto powiedzieć, że ta producentka, reżyserka zyskała sobie już dość dużą sławę. Chociaż wiem, że on tobie się nie podobał, to wydaje mi się, że zasługuje na obejrzenie bardziej niż duży procent filmów, o których żeśmy tutaj mówili podczas ostatniego ponad półrocza. W filmie poznajemy młodą kobietę o imieniu Alexia, która żyje sobie z tytanową plakietką w głowie. Stąd tytuł. I to jest pozostałość po wypadku samochodowym. Film w zasadzie od razu stawia nas wobec bardzo niecodziennej sytuacji, bo okazuje się, że mamy do czynienia z nie do końca poczytalną zabójczynią przejawiającą bardzo specyficzny pociąg do maszyn, do samochodów. I pewnego razu, po dokonanym morderstwie Alexia ucieka z domu. Niestety w domu wybucha pożar. Ona tam zamyka swoich rodziców i postanawia rozpocząć życie na nowo. Okazuje się, że swego czasu zaginął chłopiec, który się nazywał Adrien LeGrand i ona przypadkowo jest do niego dość podobna.
Okazuje się, że łamiąc sobie nos i wprowadzając drobne modyfikacje w wyglądzie, może tego Adriena udawać. Ojciec zaginionego chłopaka jest strażakiem, który mieszka w remizie. Ma oczywiście swoje problemy, natomiast szybko akceptuje fakt, że Alexia jest jego zaginionym synem. Problem w tym, że kobieta musi codziennie ukrywać tam jakieś swoje elementy wyglądu. Tym bardziej że jest w ciąży i to takiej dość nietypowej.
[01:43:02] - Jak państwu bym powiedział, z kim ona jest w ciąży, to po prostu jest coś nieprawdopodobnego.
[01:43:07] - Tak. Z czasem strażacy w tej remizie zauważają, że z tym bardzo takim chłopczycowatym Niechłopczycowatym. Z Adrienem, który jest bardzo kobiecy. Jest chyba coś nie tak. Wywiązują się różnego rodzaju plotki, ale to sobie obejrzycie. Finał, Marku, może zniesmaczać lub dziwić, lub wstrząsać. Moim zdaniem w kinie już pokazano tak dużo, że trudno dzisiaj mówić o takich obrazach, które mogłyby jakoś szokować. Natomiast tutaj rzeczywiście nie wiem, czy przekroczono jakieś granice. Na pewno będzie to dla niektórych co najmniej dziwne. Natomiast film zasługuje na uwagę z kilku powodów.
Otóż chociaż mamy tam przedstawionych bardzo głęboko wynaturzonych bohaterów, to oni są przedstawieni na tle wydarzeń z życia, które mają szansę zaistnieć. Ten film nie jest jakoś bardzo wyrwany z realiów. Pomimo wszystko ta rzeczywistość, która jest tam przedstawiona, dla mnie osobiście była bardziej przyswajalna niż w filmach Cronenbergów. Teraz wchodzisz ty, cały na biało, ze swoją krytyką wobec „Titan”.
[01:44:25] - Wiesz co, nie nazwałbym tego krytyką, ponieważ ja jednak wyznaję stare zasady: żeby coś krytykować, trzeba to jednak znać. Uważam się za człowieka, który tego filmu nie zna i wcale nie ma ochoty zmienić tego stanu rzeczy. Po prostu ten film swoją poetyką, swoim sposobem nakręcenia, sposobem przedstawiania scen. Wiecie państwo, nie chodzi o to, że ten świat jest brzydki albo że ten świat jest taki czy śmaki. On po prostu mnie nie wciągał. Naprawdę widziałem różne dystopie, różne ponure filmy i tak dalej. To nie o to chodzi. Ten film w moim przypadku po prostu nie żarł. W ogóle nie byłem zainteresowany tym, co będzie dalej. Wiecie państwo, jak się pisze książki albo jak się kręci filmy, mnie uczono, że w przypadku filmu komercyjnego działamy w taki sposób, w przypadku książki autor powinien pisać w taki sposób, żeby czytelnik chciał przewrócić kolejną kartkę i czytać opowieść dalej.
W przypadku filmu, pewnej parafrazy dokonuję, to powinno wyglądać tak, żeby w każdej minucie tego filmu działo się coś, żebym chciał kolejną minutę albo kolejne pięć minut ze swojego życia poświęcić na to, żeby ten film oglądać. Natomiast ja sobie włączyłem ten film i oglądałem ten wypadek na początku. Wiecie państwo, po czym to dziecko miało tę płytkę tytanową w głowie, jak widziałem ten wypadek. Ale to są już drobiazgi i szczegóły. Może nieszczęśliwie dziecko siedziało i się puknęło w głowę tak, że później ta płytka była niezbędna. Ale oglądajmy to dalej. Mamy dziewczynę. Ona się porusza w klubach, które erotyzmem mają kipieć. Piotrze, czy te miejsca, które ona odwiedza, jakoś erotycznie ci się kojarzą? Bo mnie owszem, kojarzą się erotycznie dlatego, że tam jakieś cycki latają albo jakieś jeszcze inne części ciała.
To w ogóle nieerotyczne jest.
[01:46:41] - To jest Francja. Oni w takich rzeczach są kilkadziesiąt lat do przodu niż my.
[01:46:48] - Ale mnie to nie przeszkadza. Mnie te rydzy, cycki i placki w ogóle w filmach nie przeszkadzają. Nawet te cycki były tam takie, że się nie chciało ich oglądać. Czym oni to wyprzedzają?
[01:47:05] - Cytując pana Paździocha: „Tak się teraz chodzi w Paryżu”. Nam się to może nie podobać, ale może tak w Europie już jest.
[01:47:12] - Dobrze, jeśli tak jest. Jeśli ludzie tak prowadzą swoje życie erotyczne, to ja się wcale nie dziwię, że Europa wymiera, że jest ujemny przyrost naturalny. W ogóle mnie to nie dziwi. Poza tym, odnosiłem wrażenie już na początku tego filmu, powtarzam, tego filmu do końca nie obejrzałem i nie zamierzam. Wyczuwam jakąś nachalną propagandę typu: bez różnicy, czy dziewczynka, czy chłopaczek, byle życie miało smaczek. Znowu sparafrazuję pewne obiegowe powiedzenie. Odniosłem wrażenie, że pani reżyserka czy pani reżyser miała w głowie tylko jedno, żeby coś nam udowodnić. A ja nie chcę, żeby mi udowadniała rzeczy, które wydają mi się co najmniej dyskusyjne. Rozumiem, że reżyser przedstawia swoją wizję świata. Dobrze, wywieszam białą flagę i mówię: ta wizja zdecydowanie mi nie odpowiada.
I nie dlatego, że jest brzydka albo że jest mało erotyczna, albo że coś jeszcze. Nie. Ona jest dla mnie po prostu odpychająca i nudna. I nie odpycha mnie tym, że jest brzydka, tylko tym, że jest po prostu niewciągająca. Ja się w ogóle z tym filmem nie byłem w stanie identyfikować, nie byłem w stanie się zaangażować w losy bohaterów. W ogóle mnie nie interesowały losy bohaterów. Miałem to serdecznie w pompie, mówiąc krótko. Nie wiem. Absolutnie nie.
[01:48:56] - Powiem ci tak: kiedy się zacząłem zagłębiać w różnego rodzaju komentarze i recenzje tego filmu, to rzeczywiście odkryłem, że jest taki bardzo polityczny podtekst, oczywiście w tych wypowiedziach krytyków. Natomiast on tak nie przebija strasznie przez ten film, moim zdaniem. Oczywiście jeżeli ktoś jest przyzwyczajony do klasycznej narracji To się strasznie zdziwi, bo tam się dzieją rzeczy nie tyle niezwykłe, co raczej dziwaczne, może nawet w pewien sposób wynaturzone, ale mimo wszystko nie jest to tak złe. Może dlatego, że to jest film europejski i to nie tak bardzo się chce z tego filmu uciekać, jak się chciało ze świata Cronenbergów na przykład. Przynajmniej w przypadku tych filmów sprzed tygodnia. Jest kolejna kwestia, Marku. To też jest film francuski albo francusko-belgijski. Nie wszyscy to dobrze tolerują. Nie oszukujmy się, bo to też jest zawsze jakaś pewna szkoła, pewna estetyka, która nie do wszystkich przemawia. Ale jeżeli chcecie zaryzykować i „Titane” obejrzeć, to ja nie mam nic przeciwko.
Oczywiście myślę, że tutaj wnioski Marka mogą was tylko zachęcić, żeby zobaczyć, co takiego tam przedstawiono.
[01:50:29] - Ja również państwa nie zniechęcam, pod warunkiem, że nie będziecie państwo zabierali mnie ze sobą na ten film. Absolutnie. Natomiast jeśli miałbym coś jeszcze powiedzieć, to tyle: jeśli chodzi o tego rodzaju światy, jeśli chodzi o taką przyszłość, która nie jest fajna, która w ogóle nie sprawia, że stajemy się optymistami, to moim zdaniem zrobicie państwo znacznie lepiej, jeśli sięgniecie państwo po wybrane odcinki takiej serialowej produkcji „Black Mirror”. To absolutnie lepiej państwu zrobi niż to dzieło. Nie dam się przekonać do tego filmu. Dla mnie to była męczarnia to „Titane”. Po prostu nie, absolutnie nie. I powtarzam: jeśli mi państwo nie wierzycie, to można moje słowa bardzo szybko zweryfikować wraz z tym, co mówi Piotr, bo to jest bardzo łatwe do zweryfikowania. Zacznijcie państwo ten film oglądać i jestem ciekaw, w której minucie go państwo wyłączycie. Oczywiście ci, co wyłączą.
Być może pozostanie duża grupa ludzi kina, ludzi interesujących się ambitnym kinem, którzy pozostaną z tym filmem do końca. Ponieważ ja często podkreślam, że nie jestem ani krytykiem filmowym, ani wybitnym znawcą kina, to ja jednak wolę zupełnie inne kino i od tego kina odpadłem i nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Ja zdecydowanie preferuję inne kino i ten ślad serialem „Black Mirror” to jest zdecydowanie dobry ślad w sensie takim, że państwo zorientujecie się, jaki rodzaj kina, jaki rodzaj opowieści preferuję.
[01:52:33] - Tak, ale body horrory nie zawsze szokują takimi scenami mutacji, wynaturzeń czy krwi widocznych na ekranie co kilkadziesiąt sekund. Czasami ta deformacja czy choroba stanowi w tego typu horrorze punkt wyjścia do dalszych wydarzeń. I tu teraz nawiązanie do nowości, bo coś takiego odnajdziemy w filmie „Orphan” i prequelu, o którym teraz będziemy mówić. To jest „Orphan First Kill”. Marku, jak to się nazywa po polsku? „Sierota”?
[01:53:05] - Nie pamiętam w tej chwili. „Pierwsze morderstwo” czy „Pierwsza śmierć”? Nie pamiętam.
[01:53:11] - Też nie pamiętam.
[01:53:12] - A może „Pierwszy...”
[01:53:13] - To jest nowość. Film, który miał premierę w roku 2022. Możecie się na niego natknąć pewnie niedługo.
[01:53:22] - Coś jeszcze powiem, Piotrze, bo chciałbym, żeby to wybrzmiało. Mnie nie szokują w tych filmach, które były poprzednio, hektolitry przelanej krwi. To naprawdę w ogóle nie robi na mnie żadnego wrażenia. Mnie wydźwięk tej całości po prostu się nie podoba. I naprawdę w filmie może być obrzydliwie, może być ponuro, może być wstrętnie, ale to nie były te filmy. Wróćmy w takim razie do „Orphan”.
[01:53:55] - Tak. „Orphan” to jest taka klasyczna raczej opowieść. Body horror to jest z tego względu, że mamy tam do czynienia z osobą, której ciało jest w jakiś sposób, nie wiem, czy zdeformowane to ładne określenie. W każdym razie chodzi o to, że główna bohaterka, jak żeście „Orphana”, „Sierotę” pierwszą oglądali, to wiecie, że główną bohaterką jest dziewczynka, która jest de facto osobą dorosłą. Tutaj poznajemy po prostu jej wcześniejsze losy. Jest pacjentką placówki specjalnej w Estonii, w której odnajduje ją rodzina, która to z kolei rozpoznaje w niej zaginioną dawno w dzieciństwie córkę. Okazuje się, że ta 30-latka o fizjonomii dziecka, która używa specjalnej protezy, żeby jej zęby wyglądały jak zęby dziecka, przysparza im sporo problemów. Oczywiście tam sprawa przybiera bardzo ciekawy obrót w pewnym momencie, nie brakuje plot twistów, ale powiem ci, że na tle poprzednich filmów, o których żeśmy dzisiaj wspominali, to „Orphan” wygląda raczej słabo. To jest historia, która nie szokuje. To znaczy, dlaczego tak mówię?
Mamy do czynienia z prequelem filmu, który był bardzo rozpoznawalny, który wielu osobom się podobał. Najciekawsze w tej historii jest to, że ona jest luźno osnuta o prawdziwe wydarzenia Natomiast tutaj mamy odcinanie kuponów. Oczywiście pojawia się ta sama aktorka, którą widzimy w części pierwszej, ale ten body horror w przypadku "Orphan First Kill" to już jest coś zupełnie innego niż chociażby w przypadku "Titan" czy "Possessora". To już jest bardzo homogeniczna, prosta historia o pewnej deformacji, o pewnej przypadłości, która wywołuje szereg następstw i tak naprawdę skrywa osoba, która na nią cierpi, bardzo mroczne tajemnice i mroczne żądze.
[01:56:16] - Właśnie. Chciałem powiedzieć o tym, że poza tym, że ciało dziewczyny — to jest osoba ponadtrzydziestoletnia, która udaje dziewczynkę, dziesięciolatkę czy może dwunastolatkę — poza tym, że to ciało jest zdeformowane, to jednak ona ma też pod kopułką nierówno. Zdecydowanie nierówno, aczkolwiek jest bardzo inteligentna, o czym za chwilę. Nierówno, ponieważ właśnie tam się pojawiają dzikie żądze i to jak najbardziej erotyczne. Nie będę wchodził w szczegóły. To już państwo zobaczycie, bo to dosyć istotne dla samego filmu. Zanim jeszcze o pewnych sprawach związanych z historią, z tą inteligencją, to powiem tak: zgadzam się z tobą, Piotrze. To może nie jest film wybitny, powalający na kolana, ale to jest film opowiedziany w sposób dosyć prosty, ale nie prostacki. Opowiedziany w sposób taki, jak to Bóg przykazał. Ten film się dobrze przyswaja, bo nie trzeba się zastanawiać, co było dwie sceny wcześniej i on jest po prostu opowiedzianą w miarę sprawnie zrobioną historią.
I to jest moim zdaniem duży plus tego filmu, aczkolwiek podkreślam, w pełni się z Piotrem zgadzam, że to żadna wybitna kreacja, żaden wybitny film. Ale wracając jeszcze do tego, co Piotr bardzo skomasował, skrócił, to powiem o tej inteligencji. Otóż ona jest pensjonariuszką estońskiego domu dla osób niebezpiecznych. Tak to sobie ujmijmy. Tam rzeczywiście pilnuje się tych osób. Sposób, w jaki ta dziewczyna ucieka z tego domu, wymyka się. Sposób, w jaki ona potrafi uciec z Estonii i znaleźć się w Stanach Zjednoczonych, bo to przecież wszystko ona wykreowała. To, że ta rodzina amerykańska ściąga ją do Stanów, to przecież to jest czysta jej kreacja. Ona to wszystko zorganizowała. W dodatku sposób, moim zdaniem urocza scena i bez przesady żadnej urocza.
Sposób, w jaki ona się daje odnaleźć. Huśtawka. Noc. Śnieg. Policjant. Niewinność. Czysta niewinność. I wiecie państwo, co jest jeszcze w tym filmie fajne? Piotr już o tym wspominał, ale ja też muszę, bo byłem tym na krótko, ale zafascynowany. Pewien zwrot, który następuje w tym filmie, jest absolutnie zaskakujący.
Zaskakujący, ponieważ ja miałem przez chwilę wrażenie, że obejrzymy mroczną historię o dziewczynce, która się podszywa pod dziecko. Zresztą to się na początku dzieje. Ona zastanawia się, czy ich po prostu nie okraść i nie wynieść się z tego domu. Ale nie, nie dzieje się tak. Ona zostaje i z jej punktu widzenia, a w ogóle z punktu widzenia pewnej przezorności, to był duży błąd, o czym ona się bardzo szybko przekonuje. Nie mogła tego wiedzieć. I nawet ją, osobę inteligentną, cwaną, dobrze poukładaną w sensie przestępczym, tak to określmy, nawet ją to zaskoczyło. Musiała się chwilkę otrząsnąć, zanim zrozumiała, co się tak naprawdę wydarzyło. Mam nadzieję, że nic za bardzo nie zdradziłem, bo ten film zawiera pewną tajemnicę i warto na tę tajemnicę poczekać. Tym bardziej że powiedziałem państwu: niczego się nie musicie domyślać, bo to jest historia podana w sposób niezwykle przejrzysty, prosty i to sprawia, że ten film ogląda się z zainteresowaniem.
I to sprawia, że może nie jest to film wybitny, ale film, który państwa przytrzyma przed ekranami. Takie mam wrażenie.
[02:00:32] - Tak. To też zależy, czy ktoś oglądał pierwszą część, czy nie, bo pewnie się będzie dużo mógł domyślać na podstawie jej. Ta druga część z kolei jest zrealizowana nieco gorzej i to już widać, że to jest film przeznaczony nie do obiegu kinowego, tylko do telewizji. Ale co jeszcze chciałem powiedzieć? Dlaczego tam jest duża dawka body horroru? Bo my od początku wiemy, kim ona jest. Tam nie mamy żadnych rzeczy do ukrycia. Dowiadujemy się już w tym szpitalu nie łotewskim, tylko estońskim, z kim mamy do czynienia. I tutaj cały czas zauważamy ten widoczny i niepokojący dość element, bo kiedy patrzymy z perspektywy widza na tą jej twarz, to trochę widać, że ona jakaś przystara jest na tą dziesięciolatkę, prawda? Że to jest takie wszystko dość dziwne.
Ten sposób jej ubierania też jakiś taki sowiecki, jakby nie było. W ogóle ona ma akcent poza tym, co wychodzi u psychologa. Ona w ogóle nawet psychologa jest w stanie wprowadzić w błąd, co jest ciekawe.
[02:01:38] - Ale też popełnia błąd przed psychologiem. Popełnia kilka błędów, bo nie mogła nie popełnić tych błędów. Natomiast Piotrze, ona za tą zagranicą teoretycznie była i to też było świadomie wybrane. Jej nie było bodajże, jeśli dobrze pamiętam, cztery lata w domu rodzinnym, więc jak ją tam według historii, która została wymyślona, jak ją ta Rosjanka porwała do tej Rosji czy tam w okolice tej Rosji, to ona jako dziecko o umysł dosyć plastyczny po prostu przejęła język i w związku z tym nabrała akcentu. Ta opowieść trzyma się kupy. W dodatku, jeśli państwo nie widzieli tej części, która powstała wcześniej, a która jest tak naprawdę drugą częścią, chociaż powstała wcześniej, to koniecznie obejrzyjcie państwo w tej kolejności. Najpierw nowszy film, a później starszy. Po pierwsze, tak jak Piotr powiedział, starszy jest chyba lepiej zrobiony. Takie odnoszę wrażenie, ale tak jak powiedziałem, nie jestem znawcą. To jest jedna sprawa, a poza tym będziecie się państwo lepiej bawić, bo niestety, jeśli oglądacie państwo w kolejności powstawania, to w tej części, która powstała kilka lat temu, część tej historii, którą poznajecie państwo teraz, zostaje odsłonięta niejako na początku.
Tam jest mowa o tym, co się w filmie działo, więc to nie sprzyja zabawie. Absolutnie nie sprzyja zabawie. A tak jak Piotr powiedział, ponieważ to nie jest film jakoś specjalnie czułostkowo zrobiony, jeśli chodzi o różne sprawy związane z realizacją. To jest prosty film. Natomiast to jest film, który fajnie nas wprowadza w tę drugą, chociaż nakręconą wcześniej część. Fajnie nas wprowadza, a poza tym mam wrażenie, że od gorszego filmu przejdą państwo później do filmu lepszego. To zawsze dobrze robi.
[02:03:51] - Tak. I też pamiętajcie o tej gradacji body horrorów, że one są bardzo różne i w przypadku „Sieroty” mamy raczej niższy stopień, że tak powiem, tego podgatunku, który swoją kulminację chyba — może się zgodzisz Marku ze mną — obejmuje właśnie w filmie „Titan”. Ale jeżeli ktoś szuka takich elementów w innych produkcjach, chociażby nowych, to sobie może sięgnąć po ten film Shyamalana „Old” z roku 2021, o którym wspominałem. Ale wiecie, te deformacje, jakby nie było, zawsze szokują. Czyli jeżeli zajrzycie nawet do innych filmów, które żeśmy omawiali w Filmotekarium przez ostatnie kilka miesięcy, tam też na pewno będzie coś, co pod body horror będzie się klasyfikowało. Nie wiem jak ty, Marku, ale ja Cronenbergów mam na kilka miesięcy przynajmniej dość.
[02:04:51] - A ja mam już po dziurki w nosie. Zobaczymy, czy mi nie minie po kilku miesiącach. Jeszcze powiem jedną rzecz. Bo wiesz, Piotrze, to nie chodzi o mutantów czy jakkolwiek ich tam określimy, jakieś wynaturzenia, bo w końcu jak państwo pamiętacie „Pamięć absolutną”, tę ze Schwarzeneggerem. Tam na Marsie też byli mutanci. Oni też byli dziwni, ale to nic nie zmieniało, bo film był dynamiczny i film był fajny. Więc z dzisiejszego zestawu, proszę państwa, ja wybieram tę zdecydowanie ostatnią pozycję, która może nie jest artystyczna, a nawet artystowska. Może tak nie porwie tych wszystkich, którzy kochają głębokie treści i kochają, żeby ich tak zaczarował reżyser tą artystyczną duszą swoją, tylko ci, którzy wolą proste historie, dobrze opowiedziane. Inaczej: sprawnie opowiedziane, to lepsze słowo. Sprawnie opowiedziane, nieprzesadzone, niedurnowate.
To ja zdecydowanie polecam „Sierotę”, bo państwo odpoczniecie przy tym filmie. A jeśli sobie w ogóle wcześniej zafundujecie Cronenberga czy „Titanę”, to zdecydowanie musicie się państwo jakoś wstilować, bo to obejrzenie tego... Ja w ogóle państwu gratuluję, jeżeli tą „Titanę” państwo obejrzycie, bo będziecie sto razy lepsi ode mnie. To może nie jest jakoś specjalnie powód do dumy, bo tak jak zawsze to podkreślam, ja jestem oglądaczem filmów takim bardzo namiętnym. To znaczy ja lubię pewne rzeczy, a pewnych nie znoszę, ale to nie jest jakoś specjalnie rozumowe. I tyle mam do powiedzenia, jeśli chodzi o dzisiejszy zestaw. Ale Piotrze, co w takim razie zafundujemy naszym szanownym słuchaczom za tydzień?
[02:06:46] - Ja tylko jeszcze dodam, że jeżeli mi chodziło o tych Cronenbergów, których mam dość, to są raczej te filmy, które były w poprzednim odcinku, bo dzisiaj „Posessor” jest jednak w porządku. Myślę, że można go polecić. „Titan” też wbrew wszystkiemu takim najgorszym filmem nie jest. Natomiast co za tydzień? Za tydzień, ponieważ kończymy rok akademicki, będziemy powoli przechodzić w strefę już takiego relaksu wakacyjnego i za tydzień odcinek z humorkiem, bo omówimy najgorsze polskie produkcje science fiction, ale te wcześniejsze, to znaczy te, które powstały w PRL-u. Dlatego, że mieliśmy w ogóle problem z zakreśleniem tematu, co to jest polskie science fiction. Czy to są te produkcje, które stanowią taki klasyczny trzon Niezależnie od tego, jak je oceniamy. Czy można do tego dokooptować filmy, które swoim scenariuszem nawiązują do fantastyki naukowej, chociażby „Erotica” 2022 bodajże. Zdecydowaliśmy się, że nim zaczniemy masakrować filmy z III Rzeczypospolitej, to przyjrzymy się produkcjom science fiction z PRL-u i zobaczymy to, co było najgorsze, żebyście wy już nie musieli oglądać. Ale ponieważ wiem, że czasami fajnie obejrzeć coś złego, to może wam coś podpowiemy.
[02:08:23] - Tak, pewno podpowiemy. Cóż, Piotr cały czas chwali Cronenberga i „Titanę”. Pamiętajcie państwo, że ja się od tego zdecydowanie odcinam. Natomiast polskie science fiction... Westchnąłem sobie, bo jest w tym gatunku kilka fajnych, acz bardzo kameralnych filmów, które dają się oglądać. Za tydzień zapraszamy państwa na te, które takimi filmami nie są. To będą, jak Piotr powiedział, filmy, przy których będzie się można pośmiać. I to z różnych rzeczy, zarówno z pewnej nieporadności, czy też takiej poetyki pszenno-buraczanej, jak ja to lubię mówić, a czasami będzie się można pośmiać z niedoróbek warsztatowo-technicznych i tak dalej. Myślę, że czasami warto spojrzeć na polskie filmy, chociażby dlatego, żeby później docenić te, które jawią się, przynajmniej mnie, jako pewne perełki. Myślę, że troszeczkę się pośmiejemy.
[02:09:46] - Tak. Ja myślę, że wielu z was czasami też chciałoby, abyśmy mówili więcej o rzeczach, które są złe. Znaczy o tych filmach, których jednak nie warto. Cały czas staramy się to zorganizować, żeby wam przedstawić takie zestawienia, których rzeczy raczej nie powinno się dotykać. Kiedy przejdziemy w tryb letni, z kolei będziemy się koncentrowali raczej na serialach, ale to już zupełnie inna kwestia. Trzymajcie się tam.
[02:10:20] - Tak. Życzymy wszystkiego dobrego przy oglądaniu wielu fajnych filmów.
[02:10:27] - Takich jak „Titan” na przykład.
[02:10:29] - A może niekoniecznie. Myślę, że teraz czas na „Alchemię Tworzenia”. Tak jak mówiłem, przez ostatnie dwa odcinki pojawił się nowy bohater, Kościany Buntownik. Obiecałem państwu, że Kościany Buntownik zostanie z nami na dłużej. Dzisiaj po raz kolejny Kościany Buntownik. Katarzyna Prychacz prezentuje państwu odcinek „Alchemii” zatytułowany „Podróż bohatera. Kościany Buntownik część druga”. No to cóż, słuchamy.
[02:11:08] - Halo, halo, Bookradiowa ludności. Z tej strony jak zawsze co środę o 20 Katarzyna Prychacz, a wy przybyliście na „Alchemię Tworzenia”. „Alchemia Tworzenia”. Witam was serdecznie w 19. odcinku drugiego sezonu podcastu o nazwie „Alchemia Tworzenia”. Podcast, który początkowo był dedykowany pisarskiej braci. Zwłaszcza ten pierwszy sezon, który był bardziej merytoryczny. Natomiast drugi sezon myślę, że to już jest całkiem fajna zajawka zarówno dla twórców, jak i dla odbiorców. Przynajmniej mam taką nadzieję. Ja tam się dobrze bawię.
Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba ze mną też. Okej, dzisiaj postaram się naprawdę nie rozwlekać. Nie będę wam robić długiego wstępu, bo jak zapewne zauważyliście dzisiejszy odcinek to jest druga część. Pokrótce powiem, co było w poprzednim odcinku, ale bardzo zachęcam, żebyście sobie gdzieś na liście przy mojej kolorowej facjacie na stronie Bookradia znaleźli listę odcinków i posłuchali właściwie dwóch poprzednich odcinków, ponieważ w pierwszym z nich stawiałam całego naszego głównego bohatera, robiliśmy go od podstaw, a z kolei w drugim zaczęliśmy wypróbowywać bohatera w terenie, czyli tworzyć jego historię. Do tej pory w tym sezonie zwykle robiliśmy historię na podstawie różnych kości, kart. Miałam swoje magiczne plansze, które losowałam, wypełniałam komponentami najróżniejszymi. Natomiast tym razem sięgnęłam po klasykę rodzaju, czyli po podróż bohatera. Podróż bohatera nie do końca w ujęciu campbellowskim, tylko w ujęciu Christophera Voglera. Oczywiście to ma bardzo wiele wspólnego. Natomiast mam wrażenie, że ja jestem team Vogler.
Jeżeli w ogóle można o czymś takim mówić. Tutaj tylko dopowiem, że bazujemy oczywiście na książce pod tytułem „Podróż autora” Christophera Voglera. Lecimy z tematem. Dzisiaj nie przedłużam. Przypominam, że założyłam niedawno fanpage podcastu, także zachęcam, żeby sobie to zaobserwować czy polajkować. Nie wiem, co teraz na Facebooku jest, bo tam ciągle się coś zmienia. Także, żebyście mieli rękę na pulsie. Dodatkowo tam też odsyłam do skrótu, jeżeli chodzi o to, co wymyśliliśmy na temat naszego bohatera. Tam bodajże wczoraj wrzuciłam post, w którym mamy taką tabelkę. Od myślników wypisałam najważniejsze rzeczy na temat naszego bohatera, o którym dzisiaj będziemy mówić.
I oczywiście obiecuję, że jak już dzisiaj dokończymy całą historię, to postaram się przygotować mapkę czy może jakąś infografikę, bo widzę, że na fanpage'u nie za bardzo mogę jakieś PDF dodawać. Myślę, że zrobię to w postaci grafiki, żebyśmy pokrótce wiedzieli, jak ta historia od początku do końca przebiegała. A tymczasem sięgam po podsumowanie całej podróży bohatera. Podsumowanie z książki, bardzo fajnie rozpisane w postaci zdań. I pomyślałam, że w poprzednim odcinku czytałam wam pierwszą połowę tego, bo robiliśmy właściwie połowę i dzisiaj miałam przeczytać wam drugą połowę, ale pomyślałam sobie, że przeczytam od początku, przy okazji informując was, co zrobiliśmy do tej pory, które punkty wypełniliśmy i mniej więcej co tam się fabularnie zdarzyło, żeby jeżeli ktoś nie słuchał poprzednich odcinków, żeby wiedział, na czym stoimy i co się dzieje. Tu jeszcze tylko wspomnę najważniejszą rzecz na temat naszego bohatera, to to, że jest on lewitującą czaszką gada. Myślę, że to by było na tyle, a reszta wyjdzie w praniu. Dobra, czyli tak. Punkt pierwszy: zostają wprowadzeni bohaterowie pozostający w zwyczajnym świecie, w którym nagle... I teraz tak, bohaterowie w zwyczajnym świecie.
Ten zwyczajny świat to wiadomo, chodzi o świat naszego bohatera. Czyli nasz bohater mieszka w komnacie czarnego charakteru głównego. Nazwałam go roboczo Nikczemny Skryba. I on mieszka w tej komnacie i leży na poduszeczce, kiedy nie jest potrzebny. Wiadomo, jak zło wchodzi do komnaty, to sobie tam gadają. I tutaj mamy scenę, w której ów czarny charakter wprowadza do swojej komnaty młodą dziewczynę, nastolatkę. Najprawdopodobniej jest to pojmana dziewczyna od jego wrogów. I nasz bohater zostaje z nią sam na sam w komnacie i się nie ujawnia, ale już coś się zaczyna dziać. Zostaje zaburzony jego świat zwyczajny. Czyli przechodzimy teraz do punktu drugiego, w którym nagle słyszą wezwanie do wyprawy.
W przypadku naszego bohatera wezwaniem do wyprawy będzie fakt, że zostaje on, nie do końca może świadomie przez tę dziewczynę, ale zostaje on porwany z tej komnaty, ponieważ kradnie ona artefakt, który wiąże w sposób magiczny naszego bohatera. Czyli właściwie tam, gdzie się zaniesie artefakt, tam będzie podążał nasz bohater, lewitował za nim. On nie jest w stanie się oddzielić czy zostać na miejscu. Więc tutaj mamy takie wezwanie do wyprawy poniekąd przymusowe. Natomiast zobaczymy, co z tego wyjdzie dalej. Punkt trzeci: początkowo są wobec niego oporni i sprzeciwiają się wezwaniu. I właśnie tutaj mamy to sprzeciwianie się. Ja to ubrałam w sposób taki, że on do ostatniej chwili nie chce. Próbuje jednak zostać w tej komnacie, ale ta siła go przyciąga. Dziewczyna nic sobie z tego nie robi, po prostu wychodzi, bo on jej sugerował, żeby zostawiła to pudełko, ten artefakt, ale niestety ona po prostu idzie i on jest zmuszony iść za nią, mimo że jeszcze obija się o ściany, próbuje nie wyjść, ale ta siła go ciągnie i on stwierdza, że nie wezwie jeszcze straży, że ma czas, zobaczy co dalej.
I faktycznie okazuje się, że niestety nie ma wyboru i zostaje jednak wyniesiony z tego zamku. Nie zdąży wezwać straży. I tutaj wchodzimy do punktu czwartego. Czyli początkowo tutaj, jak mówiłam w trzecim, że są oporni. Jest to sprzeciwianie się, ale mentor zachęca ich. I tutaj, jeżeli chodzi o postać mentora, pomyślałam sobie, że w pewnym sensie on sam dla siebie będzie tym mentorem, bo tu aż by się prosiło, żeby on był mentorem dla tej dziewczyny. Ale to nie o to chodzi. W podróży bohatera mamy naszego bohatera, czyli w tym wypadku tego naszego Czaszkowicza, naszego, jak ja go nazwałam, Kościanego Buntownika. Tutaj wpadłam na pomysł, żeby rodzajem funkcji mentora w tej historii były flashbacki z jego przeszłości. Bo nasz bohater kiedyś był człowiekiem i został przemieniony w ten artefakt i on nawet nie ma pojęcia, że był kiedyś człowiekiem.
Więc im dłużej będzie przebywał z tą dziewczyną, będą szli przez las, będą zbliżali się do osady rebeliantów, to on będzie miał coraz więcej takich uderzających wspomnień, które z jednej strony będą dla niego bolesne fizycznie, natomiast z drugiej strony będą mu pokazywały jakąś prawdę czy w jakiś sposób mówiły mu coś więcej i jednocześnie zachęcały go, żeby dalej trwał w tej historii z tą dziewczyną. Bo już wpada na pomysł, żeby ją trochę zmanipulować, żeby zostawiła to pudełko, ale jednak stwierdza, że zobaczy, gdzie go to wszystko zaniesie i później będzie się zastanawiał. Później będzie się martwił, kiedy już będzie jakiś problem. I ten mentor z punktu czwartego zachęca bohaterów, by przekroczyli pierwszy próg i wkroczyli do niezwykłego świata, w którym zaraz się dowiemy co. I tutaj tym przekroczeniem pierwszego progu będzie decyzja naszego bohatera, ta, o której już trochę wcześniej wspomniałam, czyli że postanawia faktycznie przestać się opierać i przyjmować te wszystkie wspomnienia i dojść właśnie do tej osady. Natomiast dodatkowo wpada na pomysł, ponieważ wypowiada jedno zdanie, które sprawia, że Dziewczyna zaczyna patrzeć na niego w inny sposób. Wcześniej właściwie traktowała go jak zbędną muchę. Coś, co jej przeszkadza, co gdzieś tam szmera, lata za nią. Ale powiedział jedno zdanie i zauważył rodzaj takiej tęsknoty, ciepła w jej oczach. Coś dziwnego.
Mimo że nie do końca to rozumiał, ale odebrał to jako że nawiązali relację. Że może właśnie spróbuje, przekroczy ten próg właśnie na zasadzie takiej, że wygenerował sobie w głowie nową misję. Czyli postanowił, że rebelianci są przecież wrogami tego naszego nikczemnego skryby, a on przecież jest po stronie tego skryby i on mu pomaga. Więc skoro został porwany, to postanowił, żeby to się nie zmarnowało. Postanowił zinfiltrować wrogów, bo jest też przekonany, że ten skryba go odnajdzie. I na tym właściwie skończyliśmy w poprzednim odcinku. Dzisiaj na mięciutko wjeżdżamy w punkt szósty, czyli właśnie ten niezwykły świat. Ten nowy świat, w którym nasi bohaterowie napotykają rozmaite sprawdziany, poznają swoich sprzymierzeńców i wrogów. Myślę, że to jest w ogóle punkt, na którym fajnie, jakbyśmy się trochę dłużej dzisiaj skupili. Natomiast teraz lecimy dalej.
Ja wam zajawię, co będzie po kolei i przechodzimy już do wymyślania naszej dzisiejszej historii. Punkt siódmy. Zbliżają się do najgłębszej groty, przekraczają drugi próg. Punkt ósmy. I tam też przechodzą próbę. Punkt dziewiąty. Zdobywają nagrodę i punkt dziesiąty. Wyruszają w drogę powrotną do zwyczajnego świata. Punkt jedenasty. Przekraczają trzeci próg.
Odradzają się. Doświadczenie całkowicie ich odmienia. Dwunasty punkt. Powracają z eliksirem, darem bądź skarbem, który przyczyni się do uzdrowienia zwyczajnego świata. Okej, i to są te kroki podróży Voglera. Wy ich nie widzicie tutaj, ale starałam się wyraźniej mówić te konkretne nazwy. Ale spokojnie, zaraz jak będziemy przechodzić, ja będę też was wprowadzać, w którym kroku jesteśmy i o co chodzi. Myślę, że tu jeszcze warto, żebym zaznaczyła, że kroki, które przerobiliśmy w poprzednim odcinku, ja sobie je tak trochę podzieliłam. Czyli te pierwsze cztery kroki to jest coś w rodzaju ekwipunku dla naszego bohatera, czyli te najważniejsze rzeczy, które on zbiera, przygotowując się do tej wyprawy. Czyli to wyrwanie ze świata zwyczajnego, te wszystkie sprzeciwianie się, zmaganie się czy właśnie ta relacja z mentorem, czy tutaj z samym sobą, z samym sobą z przeszłości.
To wszystko przygotowuje naszego bohatera, uspokaja, wycisza do tego, żeby mógł sobie już wejść w tę historię. I tak naprawdę ze wszystkich tych kroków to punkt piąty jest takim prawdziwym początkiem całej tej wyprawy. Czyli właściwie wiadomo, przekraczamy pierwszy próg. To, co dzisiaj będę chciała robić... I powiem wam tak: mam nadzieję, że zrobimy całą historię. Natomiast też nie będę się jakoś tam na siłę ściaśniać, zmuszać, bo ostatnio te odcinki bardzo długie wychodzą i też nie wiem, czy nie są za długie, czy może zbyt przesycone informacjami, które tutaj podajemy, a może nie. Zobaczymy. Okej, punkt szósty, czyli sprawdziany, sprzymierzeńcy, wrogowie. Pierwszą, najważniejszą rzeczą w tym punkcie jest to, że nasz bohater poznaje zasady tego nowego, niezwykłego świata, do którego trafił. Czyli w tym wypadku myślę, że tu już możemy się przenieść w naszej fabule i właściwie faktycznie być w tej osadzie.
Czyli przebrnęli przez ten las. Sam las już tutaj serwował niezłe flashbacki naszemu bohaterowi. Sam las właśnie z powodu tego, że nasz bohater wywodził się z pradawnego rodu druidów i właściwie większą część swojego życia spędził w tym lesie, błąkając się po nim i działając w nim. I dopiero po jakimś czasie dołączył do tej rebelii. Wtedy był już w tej osadzie, zaczął tam mieszkać razem z nimi, a tak to był sobie takim pustelnikiem, ruchomym pustelnikiem po lesie. I tak sobie myślę fabularnie, jak oni dojdą sobie do tej osady, zastanawiam się właśnie, czy on ma od razu lewitować, czy może gdzieś w jakiś sposób się nie dogadają z tą dziewczyną, żeby udawał przedmiot. Może ona by mu zasugerowała, żeby nie straszyć mieszkańców. Możemy założyć, że ona nie miała pojęcia, że ten czarny charakter ma takiego jakiegoś tam doradcę, ale ona bardziej się bała o to, że oni tam nie za bardzo doceniają czy wyznają magię i różne artefakty. I właściwie dobrze by było, jakby może po prostu schowała go do torby czy coś takiego, żeby on tam nie lewitował na widoku, nie? I on się właściwie zgadza.
Stwierdza, że może to mu da przewagę, że będzie mógł manipulować tą dziewczyną, jak będą tylko razem rozmawiali i nikt nie będzie jej wybijał z głowy jakichś rzeczy, które będzie jej podrzucał. Także myślę, że wkraczają do tej osady. Ona będzie może mówiła o tym, że to będzie jakaś jej pamiątka czy coś, co skradła z tego zamku, bo oczywiście tam oprócz tego artefaktu... Może ja właściwie nie mówiłam, co to za artefakt. Jest to artefakt, a to jest istotne. Artefakt, który ona skradła, to jest złote pióro. Takie właśnie wiecie co? Nie takie ptasie pióro, tylko takie już pióro ze stalówką. Te takie, wiecie, pierwowzory piór, które mamy dzisiaj. I ten artefakt miał właśnie służyć do tego, że ten czarny charakter, ten niecny skryba chciał po prostu cały ród tych wojowników, tych rebeliantów, chciał ich wymazać ze stronnic historii, napisać zupełnie nową historię, gdzie ich nie będzie i właściwie oni znikną.
W sumie jeszcze nie wymyśliłam, dlaczego on ich tak nienawidzi, ale może to gdzieś wyjdzie w praniu. Przypuszczam, że gdybym faktycznie pracowała nad tą historią, tak wiecie, nie tutaj dla was roboczo, tylko Głębiej bardziej. Pewnie bym się nad tym zastanowiła. Chyba że macie ochotę, to możemy gdzieś sobie na fanpage'u w komentarzach podyskutować. Może macie jakieś fajne pomysły, dlaczego czarny charakter mógłby nienawidzić wojowników. Ale wracając do fabuły. Tym piórem właśnie miała zostać spisana ta historia. Tak sobie pomyślałam, że nasz bohater nie będzie tego wiedział, bo skoro nie pamięta, że był kiedyś człowiekiem, to on też nie będzie miał pojęcia, że on ma duszę. A chodzi o to, że jego dusza zasila magię tego artefaktu. Ten nasz czarny charakter był przekonany, że ten człowiek, nasz bohater, jest z rodu tych wojowników, a potrzebował duszy kogoś z tego rodu, żeby ten ród zniszczyć.
Oczywiście wiemy, że zaklęcie niestety nie wypali, bo nasz bohater jest z rodu druidów, więc tu będzie fatality. Tu nie pyknie. Do tego pewnie dotrzemy gdzieś później albo nie w tej historii. Prawdę mówiąc sama jeszcze nie wiem, gdzie z tym zabrniemy dzisiaj. Czyli mamy ten skradziony artefakt. Natomiast dziewczyna, tak pomyślałam, że nie przyzna się, że go ukradła. Ona sobie to wzięła, bo jej się podobało. Natomiast wiadomo, z gablotki oprócz tego wzięła jeszcze jakieś złoto i klejnoty i to przyniesie. Ten artefakt sobie zatrzyma. Ona do końca nie jest świadoma, a też nasz bohater jej nie wyprowadził z błędu, że dopóki ona to pudełko ma ze sobą, to on będzie za nią zawsze podążał.
Czyli ona wraca do tej osady i tutaj mamy te różne sprawdziany. Powiem szczerze, że też nie chcę tutaj na siłę czegoś wymyślać. Natomiast w samej takiej osadzie może się bardzo dużo wydarzyć. Mogą się oczywiście pojawić też takie sytuacje, możemy zrobić jakieś sceny, pokazujące może obyczaje tych wojowników, pokazujące właściwie, kim oni są, jacy oni są. Nasz bohater też będzie miał tutaj dużo wniosków, bo może się okazać, że oni wcale nie są tacy źli, coś mu tu nie będzie grało, nie będzie rozumiał, dlaczego ten niecny skryba chce ich wymazać z historii. Bo to są normalni ludzie, którzy się bawią przy ognisku, grają, śpiewają, cieszą się, kochają się. Dobra, nie myślałam o scenach jakichś rytualno-grupowych przy ogniu. Bardziej chodziło mi o to, że są to ludzie, którzy zakładają rodziny. W tym sensie się kochają, że jest tam miłość, że mimo że są wojownikami, to też dbają o tę relację, o siebie nawzajem. Im dłużej w tej osadzie będzie, tym bardziej będzie go to gryzło.
Myślę sobie odnośnie sprzymierzeńców. I tu jest właśnie ten dylemat, bo jeżeli on pozostanie przedmiotem, to niekoniecznie będzie mógł nawiązywać relacje. Nawet nie wiem, czy sprzymierzeńcem, bo on właściwie będzie chciał manipulować tą dziewczyną, ale poniekąd będą pogłębiali tę swoją relację. Tu jeszcze nie powiedziałam, bo poprzednio już to spoilerowałam, że wymyśliłam, że by się okazało, że ta dziewczyna jest jego córką. Że on, oddając życie za tego przyjaciela - myślał, że umiera, a przemieniono go w tą czaszkę - nie miał pojęcia, że jest ojcem. W sensie, że jego kobieta będzie miała dziecko. Także tutaj taki twist, który później dopiero wyjdzie. Jak już jesteśmy przy tej kobiecie, to pomyślałam sobie, że oczywiście nasz bohater będzie sobie gadał do tej dziewczyny, jak nikt nie będzie patrzył. Ona go będzie nosiła ze sobą. Myślę, kim może być jej matka.
Pomyślałam, że ona mogła być tropicielką. W momencie, kiedy oni wrócą do osady, to tej matki tam nie będzie. Oni sobie spędzą parę dni w tej osadzie. On będzie tam sobie to oglądał, patrzył, jak to wygląda i tak dalej. Ona go będzie oprowadzać, może coś mu opowiadać. I później będzie taki dzień, może święto w tej osadzie, ponieważ do osady wróci może zwiadowca jakiś. Albo zwiadowcę damy później, ale na przykład do osady wróci, że tak powiem, zarząd. Czyli lider tej całej rebelii i nie wiem jeszcze, kto tam będzie w tym teamie. Pomyślałam o tym, że ta kobieta tropicielka to faktycznie byłoby przydatne. Może jakiś medyk.
Wymyślając osadę mamy też bardzo fajne pole do wymyślenia różnych postaci, różnych charakterów, które możemy tu osadzić. Także nic, tylko brać i robić. Ale archetypami nie będę was dzisiaj katować. Jeżeli byśmy mieli z tego robić powieść, to na pewno trzeba byłoby się nad tym pochylić i zbudować to uniwersum całe. Ale przede wszystkim tę lokalizację czy tych ludzi tam. I wtedy pojawia się ta matka. Może jeszcze wtedy ten lider nie przyjdzie. Będą przy ognisku czy gdzieś. Miałam wizję takiej sceny, że ten nasz bohater zamuruje go. Zobaczy tę kobietę, swoją kobietę życia, tylko że on jej nie pamięta.
Oczywiście zakocha się w niej ponownie. Nie wińcie romantyka za bycie romantykiem, ale to byłaby ładna scena. To byłoby naprawdę ładne. I oczywiście, że on zapyta tę dziewczynę, co to za kobieta, a okaże się, że ta kobieta zacznie do nich podchodzić. I wyjdzie, że to jest jej matka. Będzie klasyczne OPR, bo matka już wie, że ta dziewczyna uciekła z tej osady, że włamała się tam do zamku, że była przetrzymywana. Matka jest wściekła. Jakaś tam mała kłótnia, kobiety sobie dyskutują. I w pewnym momencie nasz bohater, pomyślałam, że tutaj mógłby pęknąć. To mógłby być ten rodzaj sprawdzianu, który by oblał.
Czyli się ujawni. To będzie silniejsze od niego i będzie musiał powiedzieć tej kobiecie Jakiś komplement. Nie wiem, jeszcze coś może o głębi jej oczu albo coś tam, albo że po prostu nie widział nigdy piękniejszej. Totalnie gościa wbiło w podłogę i musiał to powiedzieć. Teraz jeszcze tutaj też trzeba by pomyśleć, jakie twisty by się nam przydały. Czy ktoś inny to widział, czy może to wszystko odbyło się jednak w namiocie tej dziewczyny? Czyli na razie o nim wie tylko dziewczyna i jej matka. Tutaj też się zastanawiam, że może właśnie ten komplement, który on jej powie, to będzie dokładnie ten sam komplement, który powiedział jej pierwszy raz, jak ją ujrzał, jak jeszcze był człowiekiem. Zobaczy w oczach tej kobiety to samo, co wtedy zobaczył tej dziewczyny, że jest zaszokowanie i tęsknota. Taka próba zrozumienia.
Bo przecież nie żyje, ale właściwie tutaj lata coś dziwnego i używa tych samych słów czy tych powiedzonek jego. Nie wiem co dalej. Prawdę mówiąc, zastanawiam się, jak bardzo tutaj mieszać, a jak nie mieszać. Natomiast dalej. Poznawanie zasad świata, bo trochę odbiegłam od tego naszego schemaciku. Myślę, że te zasady świata to, tak jak mówiłam, oglądanie osady. Dalej mamy zdobywanie przyjaciół, więc może właśnie zdobycie jednak tej relacji z tą dziewczyną, czy zakochanie się w tej kobiecie ponowne. Przez co też ta kobieta będzie w jakiś sposób może nie tyle ufna, ale przychylna jemu. Tutaj jest jeszcze coś jak testowanie moralności i podatności na stres, zarówno naszego bohatera, jak i jego przyjaciół. Tu sobie myślę o tym, że można też zrobić taką rzecz, że matka będzie chciała powiedzieć, że jest jakaś lewitująca czaszka.
Że to coś żyje, będzie chciała to powiedzieć liderowi. Natomiast córka ją będzie prosiła, żeby nie mówiła nic, że po co straszyć, że to tylko przedmiot. To by mogło być takim małym teścikiem. Ale wiecie co? Aż fajnie by było, gdyby on jednak przy tym ognisku sobie latał czy coś, poznawał ludzi, żeby ci ludzie z osady go polubili. Sama się zastanawiam, co tu będzie lepsze, ale nie ukrywam, że to musiałabym sobie rozrysować na schematach jakichś i zastanowić się, co po prostu dałoby nam lepszy efekt fabularny. Jak w każdej historii dróg mamy wiele i wiadomo, jeżeli ktoś coś kiedyś pisał, to wie, że czasami trzeba się zmagać, że jedno i drugie fajne, ale nie da się wszystkiego włożyć w jedno. Ale do czego zmierzam? Mamy tu jeszcze punkt o zdobywaniu wrogów. Tu się zastanawiam, że moglibyśmy wprowadzić właśnie zwiadowcę, który wróci.
Zda raport, powie o czymś, że czasami widziano tego nikczemnego skrybę, który pojawiał się w towarzystwie lewitującej czaszki. Wtedy matce zacznie alarm dzwonić w głowie i niestety dziewczyna będzie chciała go ukryć, czy będzie chciała, żeby on uciekł, ale on nie będzie mógł uciec, a jeszcze jej się nie przyzna, dlaczego nie może. Tu właśnie wtedy myślę o takim, bo już powoli wchodzimy w to zbliżenie do najgłębszej groty. To jest ta krawędź niebezpiecznego miejsca. Postój na przygotowanie do walki. Myślałam o takim elemencie stresowym, że ta prawda wyjdzie na jaw, więc nie będzie mógł realizować swojego planu, a dodatkowo może zginąć. W sensie, jeżeli oni będą wiedzieli, że on jest sprzymierzeńcem tego czarnego charakteru, to będą chcieli go unicestwić albo uwięzić. Tutaj też warto wspomnieć, że największym lękiem naszego bohatera właśnie jest to, że zostanie gdzieś porzucony, zapomniany. On wie, że jest istotą nieśmiertelną i jeżeli coś by się stało i ten artefakt na przykład ktoś by wrzucił do jakiegoś rowu, dołu, jakiejś kotliny, to on by tam został i nie miałby ani ludzi, nie mógłby się wydostać, nie mógłby nic robić, nie mógłby się rozwijać i do końca swojego życia byłby tam uwięziony. Do końca życia.
Nawet nie do końca, tylko na wieczność. Teraz zaczyna się obawiać. Natomiast cały czas się nie przyznał, że jest powiązany z tym pudełkiem. Jednocześnie też może właśnie tu powinno się wydać, że dziewczyna ma to pudełko. Nie wiem, czy robimy tutaj historię. Wiecie co? Przecież ona jeszcze ukradła dziennik. Ona zabrała z gabloty dziennik, który był pod tym piórem. Nie mówiłam chyba więcej o tym dzienniku. O ile w ogóle o nim mówiłam.
Nie wiem, w którym momencie w mojej głowie wykiełkował. Myślałam o tym, żeby to był dziennik ze wspomnieniami, z przemyśleniami. Może dziennik ze wspomnieniami. Nie byłoby to głupie. Czyli nasz nikczemny skryba spisywał sobie może właśnie całe, myślę, czy od początku stworzenia artefaktu, czy po prostu tę mechanikę działania artefaktu. Też można byłoby zrobić parę takich scen, jak ta dziewczyna czyta sobie ten dziennik, czy czytają razem z tym naszym bohaterem. Wtedy nasz bohater, tylko jeszcze myślę... Okej, czyli on tam jest określany na przykład w tym dzienniku jako dusza, która zasila czy coś tam takiego. Czyli w sumie to dziewczyna się nie domyśla, że on jest z tym powiązany, a on sam nie do końca rozumie jaka dusza, że nigdy nie widział czegoś takiego i też sam jest zaszokowany. Sam zaczyna się zastanawiać nad tym wszystkim, jak ten artefakt działa i tak dalej.
Albo gdzie jest ta dusza. Bo właściwie o tym, że to jest artefakt, to wiedział i że jest przywiązany do niego tak dla bezpieczeństwa, ale nie wiedział właśnie, o co chodzi z duszą. Przecież on swojej nie posiadał. Także może tu jest to. Trzeba by to, kurczę, rozplanować lepiej. W sensie rozrysować. Ja jestem człowiek schemat pod takimi względami. Dobra, czyli mamy tak: krawędź niebezpiecznego miejsca. Oczywiście wielki szaszor w całej osadzie. Myślę tylko, bo ta dziewczyna będzie tam musiała być.
To może matka ją przyprowadzi, żeby ona wyjaśniła. I ona zaczyna opowiadać, że była w tym zamku. Ten się do niej przyczepił. Może w końcu jednak pęka i mówi, że on zaczął za nią lecieć, bo mówił, że to pudełko jest bardzo ważne i że ona nie powinna go zabierać. Wtedy daje im ten artefakt i mówi, że wyczytała w dzienniku. Nie wiem, czy ona się powinna przyznawać z tym dziennikiem, bo może ten dziennik by mógł później uratować go w jakiś sposób. Coś trzeba przekminić. Tak czy siak, oni zabierają jej artefakt. I wiecie co? Teraz już jest główna próba, bo tu jest postój na przygotowanie do walki.
Natomiast przygotowanie do walki... Będzie musiał chyba improwizować. Będzie musiał dalej ściemniać, żeby się nie pokapowali, że on jest przywiązany do tego artefaktu w jakiś sposób. Dobra, bo wiecie co ja chcę zrobić za dokładnie. Mówię wam, co mi się od razu w głowie zrodziło. Bo teraz wchodzimy w punkt ósmy, czyli w główną próbę. Tutaj mamy starcie z największymi lękami, a jednocześnie coś takiego jak symboliczna śmierć bohatera. Pomyślałam o tym, że skoro oni już się dowiedzieli, że te pudełko z tym piórem to jest artefakt, który ma właściwie zniszczyć ich cywilizację, czy ich ród. Cywilizacja może to jest za duże słowo. To postanowią go zniszczyć.
Widzę to w ten sposób, że uwięzili czaszkę w klatce. Taką chamska, z desek zbita. On sobie siedzi w tej klatce, a oni postanowili wrzucić ten artefakt do ognia. Tak myślę, że ogień strawi wszystko i tak dalej. Tutaj jest taka sytuacja, że może jak oni będą nieśli ten artefakt do ogniska, a myślę, żeby to wszystko było w takim zasięgu, że nie będzie go z tą klatką przesuwało. Że on nie będzie musiał iść daleko za tym pudełkiem. Natomiast w momencie, kiedy ten przywódca i cała ta najważniejsza ekipa zajmie się tym, żeby to spalić, wtedy ta dziewczyna się zakradnie i otworzy klatkę i powie mu, żeby uciekał. On jej wtedy powie, że nie może uciekać. Poleci w kierunku pudełka. Myślę o takiej scenie, że to wszystko wydarzy się zbyt późno, więc właściwie on zdąży dolecieć w momencie, kiedy oni już rzucą ten artefakt w ogień.
On spróbuje go złapać zębami. Kłapnąć go. Natomiast może wypadnie. Przecież wcześniej pisałam też w charakterystyce o tym, że on nie ma ciała, nie ma układu trawiennego i tak dalej. Więc nawet jakby złapał w paszczę ten artefakt, to ten artefakt i tak by wypadł z niego. Natomiast chodzi mi o to, żeby on ten artefakt uszkodził. Zaraz wam powiem dlaczego. Bo tu mam właśnie taką rozkminę. Czyli on złapał w zęby, tylko że to się wysunęło i i tak wpadło do ognia. On jest przekonany, że umrze.
W sumie nawet może się godzi trochę z tym. Z jednej strony jest ten lęk, że jego wolność jest ograniczona, że jest powiązany z tym artefaktem, ale z drugiej strony może dobrze, że umrze. Może tutaj właśnie możemy też wprowadzić już te wątpliwości, czy faktycznie był po dobrej stronie, czy może na tyle zżył się z tą osadą, czy z tymi ludźmi tam, że po prostu szkoda by mu było, żeby przez ten artefakt zginęli. Kiedy już wypadło mu to z zębów i widzi, jak to wpada w ogień i zaczyna płonąć, to on już jest w pewnym sensie pogodzony ze swoją śmiercią i ogólnie nastaje ciemność. Oczywiście jakbyśmy tu pisali jakimiś rozdziałami, to tu byśmy zrobili koniec rozdziału. Wyciemnienie. Nastała ciemność. Suspense. Trzymamy czytelnika w napięciu. On musi czytać drugi rozdział.
I teraz symboliczna śmierć. Mój pomysł na to jest taki, że mimo że ten artefakt wpadł do ognia i zaczął płonąć, to może jednak coś tam wybuchło. Było jakieś yimu du. Wszystkich odrzuciło od tego ognia i może ten ogień wygasł. Może ten artefakt pochłonął ogień. Nie wiem, ale chodzi o to, że ten artefakt nie uległ zniszczeniu. Więc nasz bohater dalej żyje i lewituje, a oni są przerażeni, bo widzą, że tego artefaktu nie da się zniszczyć, więc z powrotem go zabierają. Postanowili, że go gdzieś ukryją. Ta dziewczyna najwyżej będzie się tam kręciła. Myślę, czy ona sama pokapuje, że on jest przywiązany.
A może ona rozwiąże zagadkę? Może ona zacznie łączyć kropki, że nie dość, że ona słyszała to powiedzonko, które zawsze jej mówili, że to jej ojciec powtarzał, że później może jakaś rozmowa z matką, która powie właśnie, że była zaskoczona, bo właściwie dokładnie te same słowa powiedział ten jej ojciec, że coś zacznie może więcej o nim. Może matka się rozgada i zacznie wspominać jeszcze więcej historii związanych z tym ojcem. A ta dziewczyna spędziła parę dni z nim i zacznie się zastanawiać, czy przypadkiem on nie jest tą duszą, która zasila artefakt. Może ona go odwiedzi. W sensie takim, że on będzie sobie koczował przy tym pudełku. Czy kręcił się wokół tam, gdzie uwiężą to pudełko. A może go wezmą w klatce razem z tym pudełkiem wstawią gdzieś tam pod strażą i ta dziewczyna się zakradnie. Ona wtedy powie, że już pokapowała, że on jest powiązany z tym pudełkiem, że on wcale nie musiał za nią... że on nie leciał za nią z wyboru, tylko już teraz ona wie, że on musiał za nią lecieć.
Myślę, żeby ona się może podzieliła też Tymi przemyśleniami, że jej się wydaje, że może on jednak nie jest tylko przedmiotem. I teraz mamy punkt dziewiąty, czyli ten krok, etap podróży, czyli nagroda. I w tym etapie mamy właśnie chwilę na świętowanie czy zdobycie skarbu, którego szukał. Pomyślałam, że okej, trafił do niewoli, więc słaba to nagroda, ale może właśnie to świętowanie byłoby tutaj w postaci, że ta dziewczyna jednak przyjdzie, że go odwiedzi czy zakradnie się. Ona w końcu złodziejką była, to i do własnego skarbca się wkradnie. Ale ona zauważy — i tu właśnie myślę o tym zdobyciu skarbu — że mimo że ogień nie strawił tego pudełka, to na tym pudełku były rysy czy uszkodzenia spowodowane jego zębami. I to też im daje taki pomysł, że może on sam mógłby zniszczyć ten artefakt, co oczywiście wiązałoby się z tym, że najprawdopodobniej by zginął. Ale mógłby zniszczyć artefakt. Jakby nie patrzeć, to tu by mogło być wezwanie do wyprawy kolejne, nie? Ale że właśnie on mógłby to zrobić, mimo że absolutnie nie jest na to gotowy.
Zresztą choćby chciał, jest w tej klatce. A może właśnie ona wychodzi, a on zaczyna się zastanawiać. Poniekąd mógłby popełnić samobójstwo. Jeżeli miałby do końca życia być w tym skarbcu uwięziony, to może faktycznie nie byłoby to takie złe. Zauważył, że ten jego lęk, który miał do tej pory, może się okazać, że wcale nie musi być jego najczarniejszym lękiem. Myślę o tym, żeby perspektywa uwięzienia na wieki była dla niego bardziej przerażająca niż perspektywa śmierci. Czyli nawet jeżeli by go uwięzili w tym skarbcu, to akurat tę drewnianą klatkę pewnie mógłby w jakiś sposób zniszczyć. Czy mógłby z nią spaść na ziemię, czy w sumie sam mógłby się rozpaść na jakieś części i się złożyć poza klatką. No i wtedy mógłby zniszczyć ten artefakt, żeby ukrócić swoje męki. To może być coś takiego.
Albo możemy zrobić też jeszcze parę scen takich w tej niewoli, że on właśnie nauczy się nowej umiejętności, czyli rozpadania się na kawałki i składania się z powrotem. I może on będzie uczył się łapać w zęby to pudełko. Może wpadł na pomysł, że jeżeli złapie je w zęby i będzie je trzymał, to będzie mógł z nim polecieć. Czyli nie będzie uwięziony. Główka pracuje. Więc słuchajcie, tą główną próbą była ta właśnie symboliczna śmierć. I teraz przechodzimy do punktu dziesiątego. I tutaj właśnie jest ta część, o której mówiłam, jeżeli chodzi o cały ten schemat, czyli to jest coś w rodzaju egzaminu końcowego dla naszego bohatera. Można by pomyśleć, że to było takie bardzo ważne coś, co się wydarzyło teraz. Natomiast teraz będzie sprawdzian, test, egzamin.
Punkt dziesiąty, czyli droga powrotna. I tu mamy tak: stawianie czoła konsekwencjom konfrontacji z siłami zła, pościg złych mocy. Czyli musimy teraz wprawić naszego bohatera i artefakt w ruch. I myślę nad tym, że musieliby go zacząć gdzieś przenosić z tego skarbca. Myślę, czy zmieniać lokację, bo można zrobić coś takiego, że ten niecny skryba szukał cały czas. Przecież to turboważny artefakt. Więc myślę sama, czy zrobić najazd na osadę, czy może jednak rebeliantami najechać zamek. Sama się zastanawiam, co tutaj byłoby lepsze. Chyba bardziej logiczne byłoby to, że osada zostanie zaatakowana. A może tak: jest atak na osadę.
I teraz myślę. Wszyscy są zajęci walką, a dziewczyna wpada na pomysł, że okej, ale to, na czym zależy temu skrybie, to właśnie jest w ich skarbcu. Więc ona ponownie wkrada się do skarbca, zabiera naszego bohatera i pudełko i uciekają spoza osady. Myślę, czy może właśnie jakaś jaskinia, bo widziałam tę scenę, o której zaraz wam powiem, w takiej scenerii. Albo żeby był jakiś wąwóz, jakaś skarpa, coś, z czego można spaść. A może wulkan? Kurde, to też byłoby fajne. No dobra, czyli ona go zabiera i uciekają. Wulkan. A wulkany to one zwykle są otwarte u góry czy nie?
Człowiek research się we mnie budzi, ale nie będę teraz robić researchu. Ale czy jest możliwe, że mamy sobie jaskinię i jest ta lawa, ale lawa musi gdzieś uchodzić. Znaczy dobrze by było, jeżeli nasi bohaterowie mieliby tam przeżyć. Tylko czemu ona by uciekała do wulkanu? Ze wszystkich lokacji klasyczna scena jak w horrorach. Goni cię jakiś psychopata z siekierą. Nie uciekaj w stronę miasta, tylko uciekaj do ciemnego lasu. To ona ucieknie do wulkanu. Może ona będzie uciekała nad rzekę czy gdzieś, żeby odpłynąć do łodzi. A może wtedy zrobimy scenę, że będzie ten pościg właśnie, czyli ten złoczyńca się zorientuje i może on ich przeniesie do tego wulkanu w jakiś sposób.
Tylko właśnie ja nie pamiętam. Ja nie miałam robić z niego chyba czarodzieja takiego jakiegoś. A może ona będzie chciała uciec do tej groty czy tam na ten wulkan, bo pomyśli sobie, że to jest tak głupie, że nikt ich tam nie będzie szukał. Że kto normalny w trakcie zagrożenia uciekałby w stronę wulkanu? Może tu będzie taka logika, więc uciekną tam. Oczywiście, że niecny skryba ich dorwie. Nie wiem właśnie, czy on namierzy. Może on widzi pole magii, a może ten artefakt będzie świecił. Coś tam trzeba pomyśleć, które efekty specjalne będą tutaj lepsze. I teraz tak, bo mamy kolejny punkt, czyli właśnie odrodzenie.
I tu mamy oczyszczenie się przed zwyczajnym światem i końcowy egzamin bohatera. I tutaj myślę o takiej scenie, że skoro on już wie, że ewidentnie może miał już na tyle tych flashbacków, a może właśnie w tym wulkanie czy gdzieś w trakcie złapie go kolejny taki najważniejszy, już końcowy flashback, który sprawi, że on będzie pamiętał dokładnie wszystko. Że on już odzyska swoją pamięć, którą całkowicie mu wymazano. I też tutaj plus te nowe informacje, czyli będzie wiedział, że to jest jego córka i jednocześnie będzie wiedział, że oszukał złoczyńcę. Więc w momencie, kiedy złoczyńca użyje artefaktu, to wcześniej, kiedy podjął to ryzyko, on się nie bał, bo wiedział, że... Tylko właśnie, czy on wiedział o tym artefakcie? Może tak, może wiedział. Może końcowa mowa złoczyńcy i ten myślał, że zginie, a złoczyńca mu powiedział, co mu zrobi, ale potem i tak mu wymazał pamięć. Więc nasz bohater wiedział i wtedy się nie przejmował, bo on oddał swoje życie, więc czy zginąłby wtedy, czy zginąłby w trakcie użycia artefaktu. Bo jeżeli złoczyńca spróbuje teraz użyć tego artefaktu, to najprawdopodobniej wymaże cały ród, ale nie wojowników, tylko ród tych druidów.
Tego naszego bohatera. Więc to mu było obojętne. Natomiast skoro teraz dowiedział się, że ma córkę, to będzie oznaczało, że w momencie, kiedy artefakt zostanie użyty, to zostanie wymazana też jego córka. I to będzie ten egzamin końcowy. Bo może właśnie ten złoczyńca będzie chciał właśnie tu i teraz. A może właśnie po to ten wulkan będzie. A może stwierdzi, że ten wulkan to jest idealna okazja, żeby użyć to, żeby to wreszcie zrobić i zakończyć po prostu już batalię z tymi osadnikami, z wojownikami i zacznie przygotowywać cały rytuał. I chciałam tu wprowadzić taką scenę, w której będzie musiał dokonać wyboru. Nie wiem jeszcze co dokładnie, ale że w jakiś sposób moglibyśmy zagrozić życiu tej dziewczyny. Nie wiem, czy może ten złoczyńca coś ją popchnie, czy coś i że ona będzie spadała do tego wulkanu jakby, na przykład, ale jednocześnie w tym samym momencie będzie się dział już ten rytuał i będzie używany artefakt.
I nasz bohater będzie zawieszony, bo on wie, że właściwie to on i tak umrze, bo jego dusza zostanie poświęcona, żeby ten artefakt zadziałał. I będzie się zastanawiał między tym. No bo przecież jak uratuje życie tej dziewczynie, a artefakt zostanie użyty, to i tak ona zginie i on zginie. Natomiast z drugiej strony jak uratuje... To jest scena bardzo ważna i myślę, że trzeba by ją bardzo logicznie poukładać, bo to w sumie dużo zależy od tego, w jaki sposób zagrozimy tej dziewczynie. Bo chodzi mi o to, żeby wybrał. A może to będzie walka z jego odruchem, że on poleci albo będzie chciał uratować tą dziewczynę. Nie wiem, może nie tyle, że ona będzie spadała do wulkanu, tylko będzie chciał ją w jakiś sposób wyprowadzić, żeby ona zdążyła. Ej, słuchajcie, ale sama się teraz ten... Dobra, ja wam powiem, o co mi chodzi.
Natomiast już sama widzę błędy logiczne tutaj, ponieważ tak czy siak ona zginie, bo... A może nie zginie właśnie. Dobra, już wiem. Więc on będzie miał grubą rozkminę. Albo dobra, zróbmy, że ona spada do wulkanu i on będzie leciał w jej stronę, żeby jej pomóc w jakiś sposób ją wciągnąć. Nie wiem. Pomóc jej, złapać ją, kłapnąć zębami, popchnąć cokolwiek, żeby nie spadała, bo może ona się zsuwa. Może jeszcze nie, że wisi nad lawą. Więc zaczął się proces zagrożenia życia tej dziewczyny. Natomiast jednocześnie jest rytuał i w tym momencie naszemu bohaterowi przypomni się, że na pudełku są ślady jego zębów.
Nie, no musiałby się upewnić, że ona przeżyje. Więc może postanawia jednak jej... Albo robi coś, nie wiem. Przyciąga jej gałąź, linę, cokolwiek. Widzi, że ona jest zaradna i ona sobie poradzi. Że ona już jest bezpieczna i leci resztkami sił, bo czuje już, jak jego moc słabnie, że już ten rytuał trwa i ta jego energia, ta dusza jest drenowana. A był strategiem, więc to jest przydatna umiejętność, że przekminił sobie, zobaczył, co jest w otoczeniu, jak tego można użyć i postanowił rzucić wszystko na jedną kartę. I leci w kierunku tego artefaktu, który leży czy zaczyna spisywać. I on postanowił, że przegryzie ten artefakt, że zniszczy go i wie, że sam umrze, ale dzięki temu przeżyje zarówno osada. Pokrzyżuje plany złoczyńcy, jak i przeżyje ta dziewczyna.
Jego córka. Nie ta dziewczyna. Jego kochana córeczka. No i zżera ten artefakt. Nie wiem. Może my przy okazji albo pójdziemy w coś takiego bardziej krwawego. Niech odgryzie rękę złoczyńcy. Ej, w sumie mógłby mu odgryźć rękę z artefaktem i wrzucić go do lawy. Ale nie, dobra, czekajcie. Nie, bo przecież ogień go nie zniszczył, więc po prostu przegryzie.
Zniszczy. Nie wiem. Przeżuje. Możemy dodać element humorystyczny, że była godzina 15:00. Tam w charakterystyce miałam taki nawyk, że zawsze o 15:00 musi coś przegryźć. Może tak. W sumie on miał być takim optymistą, to może też to będą jakieś jego ostatnie słowa czy coś takiego. Więc zniszczy ten artefakt. Tu oczywiście mamy kolejną eksplozję albo krzyk złoczyńcy. Krzyk złoczyńcy i może faktycznie on upada.
Ta czaszka, nasz bohater po prostu jest czaszką. Może magia się ulotniła gdzieś i na ziemię upada jego czaszka. Oczywiście rytuał zostaje przerwany. Może ta dziewczyna wtedy też zaskakuje złoczyńcę i zrzuca księgę do wulkanu, w której zaczął coś spisywać. Może też na wszelki wypadek coś takiego. Wtedy też oczywiście możemy na scenę wprowadzić kolejnych aktorów, czyli lidera tej rebelii i tę tropicielkę i całą radosną ekipę. A skryba jest tylko skrybą, więc on tutaj jest bezbronny. Może właśnie w tym momencie nie dość, że pokrzyżowali mu plany, będzie jakieś pojmanie. Coś można wymyślić. Nie zrzucałabym go do wulkanu.
Tu mamy teraz ostatni krok, ostatni próg tej podróży, czyli powrót z eliksirem. To jest coś, co uleczy zwykły świat. Sama myślę, czy robić tu jakieś happy end i go zmartwychwstawać. Tylko skąd on by wziął ciało? Przypominam, że w sumie nie ustaliłam, ile lat ta dziewczyna miała, ale załóżmy, że miała 16. Tak czy siak jego ciało uległo zniszczeniu. Co innego z nim miało być? Czyli on i tak nie miał ciała. Może nie robić tu happy endu, że tym czymś, co uleczyło zwykły świat... Dobra, dla naszego bohatera zwykłym światem wtedy była komnata tego skryby.
Teoretycznie bohater musiałby powrócić tam, skąd startował. Czyli rządy złoczyńcy zostały obalone. Tamten świat został uleczony w jakiś sposób. Może się okazać, że ci buntownicy zostali wygnani, że może wcześniej właśnie to ich ród zarządzał tym zamkiem, który przejął skryba. Więc oni odzyskują swoje dawne ziemie, odzyskują cały ten dwór i społeczność. Nasz bohater może po prostu stanie się takim symbolem. Powiem wam szczerze, że jakby ładnie opisać to zakończenie, to nawet by tu można było się trochę wzruszyć. Myślę o tym, że ta dziewczyna oczywiście zabiera tę czaszkę na pamiątkę. Mówi matce, że miała dobre przeczucia. Okazało się, że właśnie to był on.
Aj kurde, im dłużej gadam, to sama bym się wzruszyła, mimo że jeszcze tego nie spisałam. Miękka jestem. Więc tak. Eliksirem jest nasz bohater. On ulecza świat. Dziewczyna tę czaszkę zabiera na pamiątkę. Może właśnie go gdzieś ustawią w jakimś honorowym miejscu. A może wróci do tej komnaty i ten przyjaciel będzie mimo wszystko, mimo że już właściwie go tam nie będzie, to wszyscy i tak będą do niego mówić, jakby tam był. Jako czaszka wróci na swoją poduszeczkę, będzie siedział na honorowym miejscu. I koniec.
Mamy to. Mamy to. Po prostu będzie w pamięci innych bohaterów. Wiecie co? Ja się wzruszyłam. Przyznaję się wam bez bicia, że musiałam tu zrobić małe cięcie, ale ja tak mam. Wchodzę na grubo w historię. Nie pierwszy raz własnymi tekstami się wzruszam. Daliśmy radę, dojechaliśmy do końca, bo się bałam właśnie, czy zdążymy. Wiadomo, to wszystko są zajawki i tak jak mówiłam, spiszemy.
Ja i mój zespół wewnętrzny. Oczywiście spiszę wam te poszczególne punkty wydarzenia. Powiem wam szczerze, że podoba mi się ta historia. Nie chcę wam obiecywać, bo nie wiem, czy dam radę to pogodzić z rzeczami, które robię, też jeszcze z innymi projektami, ale aż mnie korci, żeby może gdzieś tam pobawić się w rozpisywanie tej historii, tych punktów. A może będziecie mieli ochotę coś wspólnie porozpisywać. Może stworzymy alternatywne wersje tej historii. Moją już znacie. Natomiast przygotowując plan wydarzeń mogę zaznaczyć punkty, na przykład, w którym byłyby różne opcje. Może można byłoby coś pokombinować. Czemu nie?
W sumie projekty takie, gdzie się wybierało zakończenie też już były, jeżeli chodzi o książki w papierze. Może jest to plan na coś, może nie jest. Nie wiem. Lubię tę historię. Powiem szczerze. Ach, takie mam świeże emocje. Naprawdę ładna historia z ładnym morałem. Wow! A wiecie co? Brawo!
Klask, klask dla mnie. Ja wiem, że to może trochę próżne, a może nie. Właściwie nie. Cholera, należy mi się. Chociaż sama sobie poklaszczę. Dobra, nie biadolę, bo oczywiście, że ględziłam godzinę. Nie wiem, co będziemy robić w następnym odcinku. Mam tydzień, pomyślę. Ja kończę. Życzę wam dużo inspiracji, serdeczności i w sumie to życzę wam, żebyście w tym tygodniu wymyślili albo zobaczyli lub doświadczyli czegoś tak pięknego, żebyście też się wzruszyli.
I ja nie będę sama w tym tygodniu, w tym stanie. Trzymajcie się i do usłyszenia za tydzień. Pa!
[03:02:03] - Długo dosyć nie było z nami Witolda Wargasa, ale wraca. Za chwilę posłuchacie państwo kolejnej jego gawędy dotyczącej podań, opowieści ludowych, z których można wyciągnąć wnioski dla naszej współczesności. Myślę, że Witold Vargas jest znakomitym gawędziarzem, człowiekiem, który potrafi wyczarować z tych może już trochę starszawych opowieści pewną nową jakość, pewną nową wartość. Nie zawsze się trzeba zgadzać z tą interpretacją, nie zawsze trzeba ją podchwytywać, ale myślę, że za każdym razem Witold Vargas mówi w sposób ciekawy. Zapraszam państwa na kolejny odcinek. Dzisiaj o człowieczej mądrości oraz o tym, dlaczego pies, kot nie przepadają za sobą.
[03:03:09] - Żywcem wzięte. Magia opowieści ludowych i jak je rozumieć. Nieprzyjaźń psa i kota. Przypowieść z Zakopanego. Pewnej niedzieli zwołał Pan Jezus wszystkich świętych i aniołów, by uradzić, jaką by tu przewagę dać człowiekowi nad zwierzętami. Za czasów, gdy to się działo, człowiek nie miał więcej rozumu niż inne stworzenia, a do tego był od nich wszystkich słabszy i powolniejszy. Uchwalono więc, że tego rozumu da mu się więcej, to będzie mógł się przynajmniej pochwalić, że w czymś jest od zwierząt lepszy. Spisano więc odpowiedni dokument, zapieczętowano go starannie laką i wtedy Pan Jezus zapytał zwierzęta, które z nich będzie posłańcem. Zgłosił się pies, jako że z człowiekiem był w dobrej komitywie, a Jezus się zgodził, ale upomniał psa, żeby niczym się nie rozpraszał na swej drodze ani z niej nie zbaczał. Niestety, plan był prosty, rozkazy jasne, a wyszło jak zwykle.
Pies napotkał na swej drodze znajomą kotkę, którą akurat tego dnia naszło na psoty. Ta zaczęła czarować go i uwodzić. Pies całkowicie postradał zmysły i w chwili roztargnienia odstawił na bok torbę z uchwałą. Na to tylko czekała psotna kotka, która natychmiast chwyciła pakunek i schowała w niewidocznym miejscu. Miejsce to okazało się jednak całkiem widoczne dla myszy, a że te lubią papier, pożarły go na śniadanie. Spostrzegłszy stratę, pies udał się do kotki z awanturą. Ta roześmiana wyjaśniła, że to tylko niewinny kawał, ale rychło okazało się, że po dokumencie pozostała jedynie lakowa pieczątka i kilka nadgryzionych liter, z których nie dało się sklecić ani jednego sensownego słowa. Kotka wściekła na myszy zaczęła je gonić, a pies jeszcze bardziej wściekły za nią. Od tego dnia tak już jest, że pies goni kota, a kot myszy i nie przestaną, bo przecież dokumentu nie da się odzyskać. Koniec.
Tyle mniej więcej ludowej opowiastki. Wyjaśnia ona w sposób humorystyczny odwieczną wrogość między psami, kotami i myszami. Ale dodaje jeszcze do tego ciekawą puentę, która nadaje opowiastce zupełnie inny wydźwięk. Nieprzypadkowo kotka jest samiczką. W opowieści porównana jest do kobiety, której zakochany mężczyzna ku własnej zgubie daje wiarę. Mówi o tym w sposób dyskretny, wskazując psa jako jedynego winowajcę. Wyjaśnia, że gdyby nie dał się kotce uwieść, wszystko poszłoby zgodnie z planem. Co za niepoprawny tok myślenia! Czy to miałoby znaczyć, że kobiety to obłudnice, a mężczyźni zbyt łatwowierni? A warto pamiętać, że w czasach, gdy ta przypowieść krążyła, mężczyzna ponosił odpowiedzialność za wszystko, co dobre i złe na świecie.
Ostatnie zdanie w oryginale opowieści brzmi: „Gdyby człowiek nie zakochiwał się i nie wierzył kobietom, to by wszystko szło jak trzeba. Ale jak tu kobietom nie wierzyć?” A pięść się zaciska na takie słowa. Człowiek równa się mężczyzna? Kobieta winna wszystkiemu? Jako człowiek współczesny buntuję się przeciwko takiemu wywyższaniu się mężczyzn. Ale nie jestem tu po to, żeby zmieniać ani oceniać bajki z dawnych czasów. Poznawanie ich takimi, jakimi były, bez poprawek jest ważne, nawet jeśli coś nam się w nich nie podoba. Ta bajka, choć ludowa i mocno zakorzeniona w tradycji sprzed chrztu polskiego, odnosi się jednak do zasad, jakie panowały w średniowieczu. Wtedy encyklopedią wiedzy o świecie była Biblia i w tym Stary Testament, który wyraźnie obarcza Ewę, a nie Adama, winą za grzech pierworodny. Mnóstwo opowieści z tamtych czasów kojarzy zarówno kobiety, jak i koty z diabłem.
Mawiano wręcz: „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Na szczęście dziś jest już zupełnie inaczej, prawda? Ale w naszej przypowieści ukryte jest jeszcze jedno przesłanie. Otóż wspomina ona o mądrości człowieczej, czytaj męskiej, która nigdy do niego nie dotarła. To niby taki żart, ale czy nie ma w nim ziarna prawdy? Osobiście mam spore zastrzeżenia do mądrości ludzkiej. W bajkach i innych wypowiedziach błyszczy ona niczym diament, ale w życiu codziennym często o tych wszystkich mądrościach lubimy zapomnieć. Dla przykładu doszliśmy po latach do wniosku, że lepiej segregować śmieci. E tam, jak nikt nie widzi, to siup butelkę plastikową do pierwszego lepszego kosza albo w krzaki. Zapaliło się czerwone światło?
A co tam, zdążę przejechać. Na pewno nic mi się nie stanie. Nie ma policji, nie ma mandatu, więc mogę. Na lekcji nie uważamy, a na przerwie i w ferie zamiast sobie odpoczywać, nadrabiamy zaległości. Jedziemy samochodem na siłownię, żeby pojeździć na rowerku stacjonarnym, zamiast pojechać prawdziwym rowerem do lasu albo na łąki. Kosimy trawę i wycinamy drzewa, a potem się dziwimy, że jest susza. Ale mimo to, gdy tylko ktoś nam powie: „Głupi jesteś”, to krew nas zalewa i już rwiemy się do wyrównania rachunków. Może warto jednak czasem, choćby w samotności, na przykład przed spaniem, przemyśleć sprawę i powiedzieć sobie szczerze: „No dobrze, czasem postępuję głupio. Nie mam sobie tego za złe, bo każdy ma prawo się mylić. Ale jeśli będę w stanie dostrzec swoje błędy, to jest szansa, że w przyszłości będzie mi łatwiej żyć wśród ludzi, wśród przyrody i wśród wszystkich tych drobnych spraw, które przydarzają nam się na co dzień”.
Pewien myśliciel w starożytności, Sokrates się nazywał, powiedział: „Teraz wiem, że nic nie wiem”. To bardzo mądre zdanie. Idealnie pasuje do dzisiejszej opowiastki. Sokrates nie chciał powiedzieć, że jest najgłupszy z najgłupszych. Jemu chodziło o to, że trzeba sporo myśleć, żeby dojść do wniosku, że jest dużo więcej rzeczy, o których nie wiemy, niż takich, o których wiemy. Albo inaczej: to, co wiemy, to nic w porównaniu z tym, czego nie wiemy. Tak należy to dziwne zdanie rozumieć. Kiedy wiemy, że nie wszystko wiemy, jesteśmy ciekawi świata i chcemy go poznać, żeby uzupełnić swoją wiedzę. Natomiast kiedy uważamy, że wszystko wiemy, to drzwi do poznania świata, jego piękna i różnorodności zamykają nam się przed samym nosem. Łatwo wtedy uważać innych za głupców i narobić sobie wrogów.
Spokojnie, dzieciaki, nie mówię tu tylko o was. Dorosłym też często bardzo trudno przyznać się do błędów i do własnej głupoty. Jeśli usłyszycie kiedyś dorosłego nauczyciela albo kogoś innego, kto powie wam szczerze: „Masz rację, błąd jest po mojej stronie”, to wiedzcie, że choć ta osoba właśnie przyznała się do głupoty, to wykazała się wielką mądrością. Uczcie się od niej. Pomoże wam to między innymi używać jednego z trzech magicznych słów: przepraszam. To by było na tyle i dziękuję. Opowiadał Witold Vargas.
[03:11:08] - Zapowiadaliśmy już z Piotrem Cielebiasiem, że w dzisiejszym Bibliotekarium pojawią się pytania niezadane podczas debat ufologicznych. Niniejszym spełniamy tę obietnicę. Cóż, uśmiecham się trochę pod nosem, bo jak państwo posłuchacie tych odpowiedzi, w ogóle tych pytań, to dojdziecie, być może tak jak ja, do wniosku, że nawet o UFO nie da się mówić spod supłatki, żeby wcześniej lub później nie wdepnąć w politykę. Nam się też nie udało. To nie jest jakiś szczególnie porywający polityczny temat, ale zawsze się o niego wywrócić można. Na szczęście w dzisiejszych pytaniach niezadanych więcej jest UFO, a polityka to tylko margines i chyba tak powinno być.
[03:12:11] - Nadszedł czas najwyższy rozpocząć to, na co wielu słuchaczy Radia Paranormalium czeka, a więc pytania niezadane. Marku, Piotrze, oddaję wam głos.
[03:12:23] - W dodatku pytania niezadane nie są, jak przynależałoby w poniedziałek, w którejś z audycji w tamtym terminie nadawanej, tylko w Bibliotekarium 2.0. Taka anomalia, ale proszę państwa, myślę, że nieważne kiedy, nieważne w jakiej audycji, ważne, że odpowiedzi na pytania niezadane się wreszcie pojawią. Cóż, proponuję, ponieważ audycje siostrzane i bliźniacze, żeby akurat w tym wypadku kierownictwo przejął Piotr, który zdecydowanie jest motorem, który napędza te wszystkie audycje i dzięki któremu tak naprawdę owe pytania się pojawiają. Piotrze, otrzymujesz właśnie sztandar przechodni.
[03:13:16] - Dziękuję. Witamy w takich dość niecodziennych okolicznościach. To nie oznacza, że to się nigdy już nie powtórzy. Natomiast debaty ufologiczne stykają się z Bibliotekarium, dając odpowiedzi na wspomniane pytania niezadane. Jak pamiętacie, drodzy słuchacze, z naszych pierwszych debat z tych pierwszych sezonów, pytania niezadane były takimi specjalnymi odcinkami, w czasie których zwyczajnie odpowiadaliśmy na ważne pytania, które pojawiły się w czasie audycji i to zarówno na live chacie, w komentarzach, jak i w e-mailach. Dzisiaj postanowiliśmy reaktywować ten format, przenieść go do Bibliotekarium, dlatego, że uznaliśmy, że tak będzie lepiej. On w jakiś sposób, Marku, podsumowuje to, co żeśmy w czasie ostatnich, powiedzmy, może dziewięciu miesięcy na antenie Radia Paranormalium uskuteczniali. Tych pytań padło sporo i my na niektóre z nich dzisiaj postaramy się wam odpowiedzieć. Muszę jeszcze zaznaczyć, że pytania te miały bardzo zróżnicowany charakter i padło ich sporo. Niektóre się dublowały, na inne zdążyliśmy odpowiedzieć na antenie.
Przejdźmy może do pierwszego z nich. Będzie ono miało charakter najbardziej organizacyjny, a pytania te będzie nam czytał Ivellios.
[03:14:42] - Pierwsze pytanie brzmi następująco: czy można się spodziewać odcinka debaty ufologicznej w wakacje?
[03:14:50] - Tutaj na szybko powiem od razu, że można, ale zachowamy w tajemnicy, o czym ten odcinek będzie i kiedy. To znaczy będzie podsumowywał to, co się dzieje cały czas w ufologii. Może już niekoniecznie jest związane z tą przemaglowaną sprawą Davida Gruscha. Natomiast musicie śledzić kanały Radia Paranormalium na Facebooku i tam się dowiecie, przekonacie się, o czym będziemy mówić. Jest o czym mówić i myślę Marku, że nie powinniśmy tych tematów zostawiać sobie na jesień. Trzeba je przemaglować teraz.
[03:15:27] - Ja w dodatku uważam, że tu troszeczkę zabawię się we wróżkę, ale tak śledząc to, co się dzieje, można przypuszczać, że gorące miesiące, letnie miesiące mogą nas zaskoczyć. Bo to jest niezwykle dynamiczne. Czy to będzie dotyczyło tych rewelacji Gruscha, czy to będzie dotyczyło jakichś kolejnych manifestacji na amerykańskim niebie? A może na zupełnie innym? To będzie jeszcze pewno przed nami. Tego jeszcze nie wiemy. Natomiast rzeczywiście jakoś ostatnimi czasy zagęszczenie różnego rodzaju informacji oraz takich pseudoinformacji, które starają się zbić jakiś kapitał, zebrać jakieś fakty i czasami wybaczcie państwo, ale są to fakty wystrugane z kawałka patyka, więc i takie rzeczy się zdarzają. Natomiast zdecydowanie ruch, który nastąpił w infosferze dotyczący właśnie zagadnień, które nas interesują, pozwala stwierdzić, że pewno w czasie wakacji spotkamy się. Jest duża szansa na to w każdym razie.
[03:16:41] - Tak. Zobaczymy jeszcze, jak pozwoli sytuacja z takimi newsami na nasze spotkania poniedziałkowe, czy będziemy mieli o czym mówić, czy nie. Na razie robimy sobie chwilę oddechu, ale dopiero wakacje się zaczęły. Marku i Veliosie, przechodzimy do pytania numer dwa.
[03:17:00] - Zanim przeczytam to pytanie, to pozwolę sobie zauważyć, że sytuacją bardzo wyjątkową będzie już sam fakt ukazania się debaty ufologicznej w wakacje, bo zwykle w wakacje to my raczej sobie przerwę robiliśmy.
[03:17:13] - Tak, ale wydaje mi się, że dzieje się sporo i nie powinniśmy zostawiać naszych słuchaczy z taką luką informacyjną, bo niekiedy to są jakieś tam kwestie niszowe, ale ciekawe. Poza tym prosicie nas na przykład o to, żeby ocenić niedawną konferencję doktora Greera. Także może też parę słów o tym powiemy, ale naprawdę dzieje się też wiele innych rzeczy i może za tydzień, może za dwa postaramy się taką audycję bardzo newsową przeprowadzić. Także czekajcie na nas i słuchajcie, i podsyłajcie też jakieś koncepcyjne rozwiązania na temat następnych odcinków. Dobrze, to teraz przechodzimy do pytania już takiego całkiem, które pochodzi z audycji i które wiąże się z tego, co pamiętam, właśnie z rewelacjami Davida Gruscha.
[03:18:13] - No właśnie. Słuchacz impbugstabooos pyta: dlaczego ujawniają to wszystko w czasie wojny? Chodzi oczywiście o rewelacje Davida Gruscha.
[03:18:23] - To Marku, może ty zacznij.
[03:18:26] - Ja powiem tak, myślałem nad tym pytaniem dosyć długo i troszkę się trzeba zabawić we wróżkę wróżącą z fusów. Ja mam przynajmniej kilka koncepcji. Zawsze jest ta podstawowa, która mówi o tym, że rzuca się newsa, jakiegoś takiego bombowego newsa, który zdaje się przewalać system, zdaje się mówić coś, czego jeszcze nie było. Zawsze wtedy, kiedy trzeba przykryć coś innego. A wojna to jest taki moment, w którym oczy świata, a przynajmniej części świata, są wpatrzone w określone miejsca na mapie. I zastanawiam się właśnie, czy te rewelacje mają coś przykryć. Można taką hipotezę roboczą postawić. Trochę niepokoję się odpowiedzią albo przynajmniej tym, co przychodzi mi do głowy, że ma być przykryte. Zauważcie państwo, że wrócił temat użycia broni jądrowej na Ukrainie, może nie wprost jądrowej, może to kombinacje z elektrownią i tak dalej. Nie chcę rozwijać tematu, bo to w sumie nie jest przedmiotem audycji, ale coś się na Ukrainie zmienia.
Wydarzenia ostatniego weekendu też świadczą o tym, że w Rosji też nie jest spokojnie. I zastanawiam się, czy przypadkowo to takie skanalizowanie przynajmniej części opinii publicznej nie miało właśnie odsunąć tego zainteresowania. To jest jedna z koncepcji, którą można wysunąć. To teraz może Piotrze ty, żebyśmy się tak wymienili troszeczkę.
[03:20:17] - Dobrze. Nasz słuchacz, nie pamiętam, jaki miał nick, bardzo trafnie zauważył, że to wszystko się jakoś skumulowało w czasie wojny na Ukrainie. Pamiętajmy jednak, że ten cały proces, który doprowadził do pojawienia się sygnalistów pokroju Gruscha trwa już około pięciu lat. Natomiast w czasie wojny na Ukrainie i związanego z nią kryzysu pojawiały się różnego rodzaju rewelacje, obok których trudno obojętnie przejść. Pamiętacie, że naszą obecną serię debat ufologicznych, która przecież się reaktywowała po latach, rozpoczęliśmy w zasadzie od tych badań nad UFO, które prowadzą Amerykanie oraz od obserwacji UFO nad Ukrainą. Przecież kijowscy astronomowie mówili dosłownie o rajdach, które jakieś dziwne obiekty mają sobie urządzać po niebie nad tym krajem. Finalnie w czerwcu tego roku, na początku pojawiły się informacje, że Amerykanie są w posiadaniu tej tajnej, pozaziemskiej technologii. Nie brak też takich głosów, że sprawa UFO, UAP-ów jest elementem toczącej się wojny informacyjnej. Chociaż powiem ci Marku, ja jestem sceptycznie nastawiony do takiego pomysłu, bo nagłośnienie faktu, że Amerykanie posiadają jakąś tam nieziemską technologię implantuje w opinii publicznej jakieś przekonania. Natomiast bądźmy szczerzy, bądźmy realistami.
Czy to, że jeżeli ktoś, jakiś sygnalista powie, że Amerykanie mają broń albo mają jakieś maszyny pochodzenia kosmicznego, to czy to wpłynie realnie na decyzje na przykład Chin? Osobiście nie sądzę. Jeżeli ma to mieć jakiś efekt, to musi być on praktyczny. I tutaj jedyne, co mi przychodzi do głowy, to fakt, że na świecie nastąpił tak ogromny zalew informacyjny od czasów pandemii oraz wojny na Ukrainie, że UFO, UAP-y jakoś się w to wszystko wpasowały i może chodzić o, jak przed chwilą powiedziałem, praktyczne wykorzystanie tej koncepcji do usprawiedliwienia czegoś. I teraz pytanie: czego? Może chodzi o to, żeby oswoić ludzkość z militaryzacją przestrzeni okołoziemskiej. A dlaczego? Dlatego, że dostajemy takie informacje, że te UAP-y, UFO są. Nie wiadomo, o co im chodzi, ale są. Nie wiadomo, czego chcą.
Więc może, jak mówił Christopher Mellon, pewnego dnia coś im odbije i zaczną być wrogie. Może czas już się troszeczkę na to przygotować. Oczywiście można też patrzeć na to z zupełnie innej strony, bo jakimś tam zupełnym przypadkiem, ale to też trzeba traktować troszeczkę przez palce. Po tej deklaracji Gruscha Chiny zmiękczyły swoje stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, kiedy się okazało, że gdzieś tam oni mogą posiadać jakieś rozbite obiekty UFO. Nie wierzyłbym w to z perspektywy takiej politycznej. Natomiast coś się dzieje. My dopiero zobaczymy co. I jak podsumowałem w naszej audycji poświęconej Gruschowi, nie jest to zapewne koniec tej historii, tej sagi.
[03:23:47] - To ja jeszcze puszczę wodze fantazji troszeczkę, bo istnieje przynajmniej jeszcze jedna koncepcja polegająca na tym, że pierwsza brutalna, mówiąca o tym, że jak na przykład Stany Zjednoczone postanowią przerzucić jakiś kontyngent wojskowy do Europy czy powiedzmy na Wschód, żeby iść do Azji, to będzie się wiązało z dużym ruchem lotniczym, bo to wtedy jest rzeczywiście duże wzmożenie. Szybkie przerzucenie dużych ilości wojska oraz sprzętu zawsze się wiąże z mostami powietrznymi. I żeby może ludzie nie panikowali, ale osobiście nie wierzę w tę teorię. Natomiast pomyślcie państwo, jest jeszcze jedna, która trochę mnie frapuje. Nie jestem w stanie oczywiście powiedzieć sobie, ile jest w niej prawdy albo nawet prawdopodobieństwa. To może lepsze określenie. Otóż czy zwróciliście państwo uwagę, że w ostatnim czasie dzieją się przecież rzeczy dramatyczne. I zostawmy Ukrainę, ale w ogóle napięcia międzynarodowe na linii Stany Zjednoczone-Chiny, na linii Stany Zjednoczone-Unia Europejska. Tych linii to by się jeszcze dało wymienić całkiem sporo. Ostatni czas robi się właśnie taki pełen napięć, pełen konfliktów nie gorących, ale takich bardzo znaczących za to.
A z drugiej strony politycy zachowują się tak, jakby właściwie nie było żadnego kryzysu, jakby się nic nie stało, jakby wiedzieli to może za mocne słowo, ale jakby przypuszczali, że przyjdzie gajowy i przepędzi to całe towarzystwo z lasu i będzie spokojnie już. Takie też wrażenie można odnieść. I znowu nie wiem, czy to jest prawdziwe. Zasłyszane przeze mnie, ale jest jakiś niepokój wśród ludzi, którzy mówią sobie: „No zaraz! Dzieją się rzeczy straszne. Dzieją się rzeczy, powiedziałoby się jeszcze kilka lat temu epokowe”. Naprawdę zmiany potężne, dotyczące już nie wojskowych wymiarach, chociaż kto wie. Sztuczna inteligencja. Straszna dyskusja o tym, czy ona jest groźna i czy nas zje, czy może jednak nie. A tu nagle wyskakuje szereg innych faktów, czy to UFO.
A mimo wszystko politycy zachowują się, jakbyśmy żyli w takim stabilnym układzie lat 90. Gdzie wszystko jest fajnie, jest jedno mocarstwo, które pełni rolę policjanta światowego, trzyma nad wszystkim łapę i wszyscy się czują może nie do końca wolni, ale za to bezpieczni, bo wiadomo, że nic takiego naprawdę złego się nie stanie. Ale nie ma żadnych podstaw, żeby w ten sposób się zachowywać. Więc to znowu taka trochę z buta wyciągnięta teoria, ale niech ona też wybrzmi. Może tak naprawdę gdzieś tam w jakichś ośrodkach sprawowania władzy czeka się wreszcie na to wielkie ujawnienie, może na kontakt po prostu. Może on się opóźnia, a może nastąpi wtedy, kiedy ma nastąpić i w związku z tym po co się przejmować wojną tam czy w innym miejscu albo groźbą wojny jeszcze w jakimś innym, skoro i tak przyleci gajowy i posprząta. To jedna z takich może szalonych, ale warto o niej wspomnieć, o takich teoriach.
[03:27:31] - Tak, bo zawsze kiedy wchodziło w grę UFO, to byliśmy przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy, że próbuje się coś ukryć albo że to jest temat, który służy do odwracenia uwagi od czegoś. A zobacz, a może prawda jest taka, jaka jest, że po prostu to się dzieje i tego się już nie da zatrzymać. I te elity światowe, że tak powiem, dobrze wiedzą, że prędzej czy później te UAP-y coś zrobią albo ta inteligencja się ujawni i koniec, i tyle. Może tutaj nie ma żadnego drugiego dna. To by było najśmieszniejsze w tym wszystkim. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie wiem, Marku, możemy przechodzić do numeru trzy?
[03:28:17] - Zdecydowanie.
[03:28:18] - A numer trzy pozostaje w klimatach, że tak powiem, wschodnich. Zygi pyta: „Czy nad Rosją UFO nie lata?”
[03:28:28] - Lata. Ale musimy wskazać na pewne uwarunkowania. Otóż to już dobrze wiecie, że badania prowadzone przez dekady pokazywały intensywność bliskich spotkań w Związku Radzieckim, w późniejszej Rosji. Opowiadaliśmy wam do znudzenia o projekcie Siepka, który w swojej wojskowej części próbował uzyskać jakieś informacje na temat UFO i je zmilitaryzować. Nie jest natomiast tajemnicą, że dobrych kilkunastu lat chyba o UFO zza naszej wschodniej granicy słyszymy coraz mniej. I przyczyn tego może być kilka. Po pierwsze bariera komunikacyjna, która narasta. Dobrze wiecie z jakich przyczyn. Po drugie brak doniesień z rosyjskiej blogosfery czy mediów społecznościowych, gdzie takie relacje naturalnie się pojawiają. Oczywiście można je łatwo wyłowić.
Ta bariera komunikacyjna między językiem polskim a rosyjskim nie jest jakaś wielka, ale jednak jakaś kurtyna została postawiona. Trzecia okoliczność jest taka, że wojna sprawiła, że jest dość niepolitycznie, jak mówił Onufry Zagłoba, donosić o obiektach, które mogą sobie bez większego problemu naruszać przestrzeń powietrzną nad Rosją. I to samo się tyczy tematu UFO w Polsce, że u nas słyszycie o czymś, co formalnie jest UAP-em i co jest obiektem, który powinien wprowadzać jakiś alarm w naszej obronie powietrznej. A tu tymczasem spadają pociski, jakieś szczątki chińskich rakiet, jakieś w ogóle dziwne balony, obiekty nad Polską. Nikt z tego większego problemu nie robi. Myślę, że o UAP-ach w Polsce się nie mówi z tego samego powodu co w Rosji, że stara się robić dobrą minę do złej gry. Ja tutaj nie mówię o tych UAP-ach konwencjonalnych, czyli wszystkich tych okołowojennych projektach, ale o anomalnych przypadkach spotkań z UFO. I chcę też powiedzieć i mocno zaznaczyć fakt, że nagle z niewyjaśnionych, Marku, przyczyn jest mniej doniesień o tak zwanym prawdziwym UFO, czyli jakichś tam latających spodkach, bliskich spotkaniach typowych, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, jeżeli chodzi o ten kontekst z UFO lub ich. Było sporo, nawet jeszcze w pierwszej, drugiej dekadzie obecnego wieku, natomiast od kilku lat jest ich zauważalnie mniej. Może się to wiąże z falowością zjawiska UFO.
Może po prostu za kilka lat będziemy świadkami kolejnej fali obserwacji nad Polską, ale na razie mamy posuchę i nie tylko w naszym kraju, ale też gdzie indziej. Jest to zastanawiające w kontekście w ogóle całej dyskusji o UAP-ach, bo zobaczcie. Z jednej strony organizacja AARO mówi, że otrzymują po kilkaset zgłoszeń i że oni tam już mają chyba ponad pół tysiąca relacji w swojej bazie, także tych nowych, natomiast nie przekłada się to na bliskie spotkania, o których żeśmy słyszeli przez lata, że ktoś widział UFO, potem media to wyłaźniały. Przecież były takie sprawy i to mnie zastanawia. Zastanawia mnie to w kontekście tego też, co powiedział Christopher Mellon. Bo Marku, co jeżeli jest tak, jak mówią, że UAP-y czymkolwiek są, troszkę się wyswaniły. To znaczy my jesteśmy przyzwyczajeni do interpretowania tego zjawiska UFO w takim jeszcze w dużej mierze powojennym znaczeniu i formie tego fenomenu. Natomiast na Ziemi się sporo zmieniło. Poszła do przodu nie tylko technika. Może inaczej, że dzisiaj trudno jest na Ziemi coś ukryć.
I czy nie jest czasami tak, że te UAP-y wszystkie zwyczajnie reagują na nasz postęp technologiczny i stąd ta wielka zmiana, że to nie jest tak, że to są jakieś anomalie, że to są przybysze z innego wymiaru. Nie, to jest coś, co tutaj z nami siedzi, nas obserwuje i dopasowuje się do czasów historycznych, postępuje technika wojskowa, możliwość obrony przed tymi obiektami. I być może sam fakt, że one się stają coraz bardziej nieuchwytne i przyjmują nowe taktyki zachowania, wynika właśnie z tego, że reagują w jakiś sposób na to, jak my się Jak my się rozwijamy, bo chociaż są od nas odległe na tej linii rozwoju technicznego, to deczko żeśmy je dogonili od tych kilkudziesięciu lat, które minęły od pierwszego odnotowanego spotkania z latającym talerzem.
[03:33:32] - Być może, ale ja bym uwzględniając to, co powiedziałeś, popatrzył jeszcze na specyfikę tej sytuacji, w jakiej się znajdujemy obecnie. Czy nam się to podoba, czy nie, czy jesteśmy z tego powodu szczęśliwi też pewno nie. To znajdujemy się w pobliżu strefy działań wojennych, a w takiej strefie to właściwie mówienie o prawdzie przekazu jakiegokolwiek, o dziennikarstwie, które mówi o faktach, to jest troszeczkę wróżenie z fusów, bo oczywiście są dziennikarze, w ogóle pracownicy mediów, którzy chcą o faktach mówić, ale zdajmy sobie z tego sprawę, że jesteśmy w strefie działania propagandy, bo propagandę uprawiają Ukraińcy, propagandę uprawiają Rosjanie. My oczywiście cytujemy propagandę ukraińską i mówię to nic nie znaczy. To tylko tyle znaczy, że tak właśnie jest, że my posługujemy się przekazem, który siłą rzeczy ma ograniczony kontakt z prawdą.
[03:34:49] - Tak, jest jeszcze propaganda amerykańska, jakby nie było.
[03:34:52] - Oczywiście, to w ogóle błąd potężny, który popełniłem.
[03:34:57] - Jest jeszcze ta po drugiej stronie w ogóle świata, jakaś tam chińska, do której nie mamy w ogóle dostępu. Jest ta europejska. My tutaj siedzimy pośrodku zupełnie ogłupieni.
[03:35:09] - W dodatku jeszcze władze w naszym kraju zachowały się tak, jakby traktowały nas wszystkich jak bandę idiotów. I znowu mówię to z odpowiedzialnością za słowa, bo proszę państwa, ja mam akurat tę umiejętność, że znam język rosyjski. Nie wiem, czy to w przyszłości nie stanie się powodem do aktu oskarżenia dla mnie, ale póki co znam i nawet książki czytam w języku rosyjskim. I teraz pozbawienie nas zaraz na początku wojny jakiejkolwiek styczności. Oczywiście kto będzie chciał, to i tak się tego dogrzebie w internecie, ale pozbawienie nas styczności z jakimikolwiek przekazami ze strony rosyjskiej, chociażby żeby śledzić, jak oni uprawiają propagandę. Nie. Ktoś doszedł do wniosku, że nas nie można narażać na tamtejszą propagandę. Mamy łykać propagandę amerykańską albo propagandę skądkolwiek, byle nie z Rosji. Czy naprawdę traktuje się nas tak, że my w ogóle jesteśmy jak dzieci we mgle i jak posłuchamy jakichś dziwnych rzeczy, które tam gadają z Kremla, to natychmiast się damy na to nabrać? Nie sądzę.
Natomiast spróbujcie sobie państwo pooglądać jakieś telewizje informacyjne czy też nawet dezinformacyjne, to ja nie będę się kłócił o to, zza wschodniej granicy. Nic z tych rzeczy. Nic. Jeżeli nie włożycie państwo trochę wysiłku w to, to nie ma takiej możliwości. I oczywiście to jest w trosce o nasze dobro, żebyśmy się nie dali zmanipulować. Niemniej jednak, proszę państwa, to jest traktowanie nas jak potencjalnych idiotów i w związku z tym nie mając kontaktu takiego bezpośredniego czy w miarę szerokiego z tamtą stroną, bo jesteśmy traktowani właśnie jak niedorozwinięci, to siłą rzeczy pewne codzienności, takie doniesienia, nazwijmy to w prasie się mówi michałkowe, czyli takie michałki, które się pojawiają i w prasie, i w telewizji, i we wszelkich mediach. One już w ogóle nie mają szans do nas docierać. W związku z tym przyjmijmy, że w Europie jest mocno zaburzony przepływ informacji, jakiejkolwiek informacji. Dlaczego? Bo wojna, proszę państwa, bo wojna i w związku z tym nie można dopuścić wrażych informacji.
Są tylko nasze informacje, a właściwie nie tyle informacje, co właśnie propaganda. I oczywiście możecie się państwo na mnie oburzać. Przyjmę to na klatę, bo wiadomo, że żyjemy w świecie spolaryzowanym, w którym jedni są za, drudzy są przeciw i ci za wiedzą swoje, ci przeciw wiedzą swoje i oczywiście na tych drugich naplują bardzo chętnie i powiedzą, że są głupi. Ja niestety nie wiem, proszę państwa, jak jest i ten system braku informacji nie sprzyja temu, żebym wiedział i państwu też nie sprzyja i informacjom o UAPach, o UFO też nie sprzyja, bo tak jak Piotr powiedział, wszystko traktowane jest jak informacja o charakterze strategicznym, bo to może UFO leci na niebie, a może, nie wiem, amerykański AWACS, może to UFO leci na niebie, a może jakieś przemieszczają się jednostki, jakieś transporty, jakieś samoloty, które może nie lecą korytarzem albo nie lecą tak jak wszystkie inne, ale jednak i tak dalej. Znacie państwo to, bo to się właściwie nieustannie odbywa na waszych oczach, a właściwie może bardziej uszach. W związku z tym my tak naprawdę tutaj w Polsce, ale też w okolicy bardzo niewiele wiemy o tym, co się dzieje wokół nas i to zarówno w sprawach wojny, jak i w sprawach takich jak UAP, UFO.
[03:39:15] - Zobacz w ogóle, jak zostaliśmy potraktowani przynajmniej od czasów pandemii Kiedy główne telewizje informacyjne w kraju, bo mówimy o Polsce, skupmy się na Polsce, one nas przyzwyczaiły do tego, że co dzień rano w godzinach rannych lub przedpołudniowych dostajesz przekaz od gadającej głowy, która ci coś mówi i ty masz jej słuchać. Czy to był doktor G, czy to był doktor K, czy to był inny doktor. Oni siedzieli, dzwonili sobie do redakcji na meeta czy w innej formie i straszyli, przestrzegali, mówili, jak to jest źle. Skończyło się zainteresowanie pandemią, są nowe głowy. A to jest Zełenski, który co dzień wygłasza orędzie do narodu. Nie wiadomo, czy oni tam też je oglądają, czy tylko tu się ogląda, czy się je pokazuje w Polsacie i w TVN-ie. To jedno. Z drugiej strony mamy pokazywanego na przykład Prigożina, który nagrywa jakieś TikToki, pierun wie co on nagrywa. Co oni się tam komunikują tak ze sobą u Ruskich, przecież oni też nie są palcem robieni. To wszystko jest jakiś teatrzyk propagandowy, który nasze mainstreamowe media podają jako coś, co jest esencją polityki, esencją tego sporu.
Marku, nie masz takiego wrażenia? Przecież kiedy się to widzi, że tu ci pokazują, jak Zełenski przemawia, tu jak Prigożin się pluje do kamerki ustawionej gdzieś tam na statywie, nie wiadomo gdzie, w jakichś krzaczkach. Potem masz jeszcze tych propagandystów rosyjskich, którymi tak straszą. Naprawdę robi się z tego potężny cyrk. My nie mamy żadnego realnego obrazu sytuacji prócz kilku źródeł.
[03:41:08] - Dokładnie. Wyobraź sobie, Piotrze, coś takiego. Putin to nie jest moja bajka, ale zastanówcie się państwo, zupełnie odrzucając emocje. Mówi się nam, że bodajże w sobotę wygłosił jakieś orędzie i streszcza się go w kilku zdaniach, co powiedział. Dobra, ale właściwie jakbyśmy mówili o przepływie informacji, to warto by to orędzie pokazać w całości, byśmy wiedzieli wtedy, co on tak naprawdę powiedział, a nie to, co nam streściły odpowiednie środki masowego przekazu. W związku z tym my żyjemy, zdajmy sobie z tego sprawę, obojętnie komu państwo kibicujecie, bo ja naprawdę bardzo proszę o to, żeby mnie nie plątać w jakiekolwiek spory o charakterze kto powinien wygrać, a kto nie powinien wygrać.
[03:42:02] - Najlepiej kibicować swoim, czyli zdrowemu rozsądkowi.
[03:42:06] - Tak. Natomiast proszę mnie w tę wojnę nie wmanewrowywać. Zastanówcie się państwo, robi się z nas ludzi odciętych od informacji. Oczywiście dla tych, dla których najważniejsza jest ta wojna, bo ona z jakichś powodów jednak jest ważna, bo się toczy tu przy naszej granicy, to jednak konsekwencją jest to, że później nasz słuchacz bardzo słusznie zadaje pytanie. Można odnieść takie wrażenie, czy nad Rosją UFO nie lata. Jak ma latać, jak są tylko i wyłącznie ważniejsze informacje. Takimi rzeczami się nie będą nasze mass media zajmować. I tyle.
[03:42:52] - Z drugiej strony są tylko UAPy, które latają nad Stanami Zjednoczonymi. Przy czym tutaj nie chcę się putrować w żaden sposób do Amerykanów, ale wydaje mi się, że oni są na wyższym stopniu uprawiania pewnego rodzaju inżynierii społecznej.
[03:43:10] - Czyli manipulacji.
[03:43:11] - Tak. I te informacje, które serwują, mają charakter nieco bardziej wysublimowany. Dobra, zostawmy to. Przejdźmy może do kolejnego pytania, numer cztery. Tak już porzucając wszystko, to chyba, Marku, zostaliśmy onucami.
[03:43:29] - Trudno. Ja tam onucą się nie czuję, natomiast mnie od jakiegoś czasu naprawdę mocno drażni to, że wmawia nam się, że my żyjemy w kraju, w którym przepływ informacji jest swobodny. Naprawdę, mogą mi zajady pęknąć od śmiechu.
[03:43:49] - Ja już oczami wyobraźni widzę kolejne komentarze w stylu: pozor, wy ubijcy Radio Paranormalnoje. Ja już się zgubiłem, kto to pisał wszystko. Ja już nie wiem. Niech oni se wszyscy... Dobra, idziemy do pytania numer cztery, które jest równie ciekawe.
[03:44:09] - A słuchacz Łukacz pyta, czy to nie jest tak, że mamy do czynienia z falami zainteresowania UFO.
[03:44:17] - Tutaj odpowiedź dla Łkacza lub Łukasza, nie pamiętam, może tu zrobiłem błąd w kopiowaniu jego nicka. W każdym razie fale zainteresowania UFO się przetaczają co jakiś czas przez społeczeństwo i ma to miejsce regularnie. Przyczyny są różne, nowe doniesienia. Pamiętacie, co się działo po chociażby Varghini, po Phoenix i tak dalej. Albo jakieś tam pojawiają się historie w postaci tego, co mówił David Grusch albo Bob Lazar. Ale nie zapominajmy, że duży oddźwięk na to pole miały także seriale i filmy, chociażby z „Archiwum X”. Według takich niepotwierdzonych do końca doniesień UFO ma być drugą najpopularniejszą frazą wyszukiwaną w internecie. O czym to nam mówi? W jakim świetle to stawia naszą polską rzeczywistość? Dobrze, jeżeli nawet u nas jest to na jakimś dalszym miejscu, to się okazuje, że w Polsce ten temat nie istnieje.
A na świecie jak? Na świecie jest równie źle. Nikt nie potrafi wysunąć jednoznacznych wniosków na temat zjawiska UFO czy UAP. Dlatego fala zainteresowania tym fenomenem, moim zdaniem Marku jeszcze potrwa, choć nie ma pewności, w jaką stronę to nas poprowadzi. Bo wiesz, ostatnio mieliśmy Davida Gruscha, który rzucił taki dynamit. I teraz ludzie są mocno rozochoceni. Ich nie będą już interesowały jakieś słabe historyjki. Oni potrzebują twierdzeń i danych grubego kalibru. To też mnie zastanawia, ale to może sobie zostawmy te rozważania na kiedy indziej, ale wydaje mi się, że to nie jest jeszcze koniec zabawy i naprawdę bym się uśmiał, a może nie uśmiał, może to by było jakieś spełnienie naszych ufologicznych marzeń, gdyby się okazało, że w tym wszystkim, w tych procesach ujawniania nie ma żadnego drugiego dna, tylko chodzi o fakty, że już pewnych rzeczy się nie da ukryć. Ale odpowiadając na pytanie Łuczacza czy Łukasza, czy mamy do czynienia z takimi falami zainteresowania UFO, tak, mamy.
One są bardzo widoczne na przestrzeni lat. Chociaż może dla osób, które się interesują tym zjawiskiem od zawsze i jakoś je śledzą, nie jest to tak widoczne, ale nie jestem sobie w stanie przypomnieć, kiedy ostatnio mieliśmy taki wysyp, na przykład na początku XXI wieku czy końcówka lat 90. To na pewno są te wszystkie kwestie związane z Phoenix i tak dalej, tymi dziwnymi zdarzeniami. Natomiast teraz rzeczywiście jest to bezprecedensowe, dlatego że wkroczyliśmy w zupełnie nową erę informacji i muszę też powiedzieć, bez żadnego znowu pucowania do Amerykanów, że sytuacja, której jesteśmy świadkami teraz, czyli te wszystkie ujawnienia, Davidy Grusch, komisje i tak dalej, to jednak jest na bardzo wysokim poziomie wiarygodności, jakby nie było. To nie są żadne często teorie spiskowe, to są konkrety. Natomiast im bardziej wchodzimy, im bardziej szukamy odpowiedzi, tym często się okazuje, że wkraczamy na grząski grunt. Niemniej jednak fajnie, że taki temat zagościł i fajnie, że się tym ludzie interesują. Szkoda tylko Marku, że w naszym kraju nie porusza się tego tematu, a jeżeli się porusza, to dam ci taki przykład. Ja w momencie, kiedy zostały ujawnione te rewelacje Davida Gruscha, jechałem sobie z zakupów do domu i przełączyłem radio na taką stację bardzo popularną. Nie było to Radio M, tylko radio R, też bardzo popularne.
I tam weekendzik był, już piąteczek i oczywiście spikerka mówi coś takiego: „A bo tam w Ameryce UFO coś tam”. Podgłosiłem szybko, żeby posłuchać. Ona akurat odnosiła się do tej sprawy, że tam gdzieś UFO lądowało w Los Angeles, że widzieli ufoludków. Mówię: „Rany boskie, czy w tym kraju nie można liczyć na poważną dyskusję o dziwnych rzeczach?”.
[03:48:48] - Piotrze, ale ja mam jeszcze do tego pytania swoje trzy grosze. Otóż ja rozumiem też to pytanie w ten sposób, że można się zastanawiać nad problemem takim, co jest skutkiem, a co jest przyczyną. Bo to, że fale występują takiego zainteresowania, wzmożenia, jakichś takich wzmożonych dyskusji jak najbardziej. Natomiast zastanawiam się, czy właśnie to, co powiedziałem, co jest skutkiem, co przyczyną, czy to, że to UFO pojawia się falami, w związku z tym zainteresowanie pojawia się falami, czy też UFO jest zjawiskiem stałym, które pojawia się i pojawia się, i pojawia się, tylko raz ludzie po prostu częściej spoglądają w niebo. To oczywiście przenośnia. Nie do końca o to chodzi, ale po prostu raz to rzeczywiście jest temat, który żre, a raz to jest po prostu rzecz, która nikogo, może nie nikogo, ale bardzo niewiele osób interesuje. Nad tym się zastanawiam. Co jest skutkiem, co jest przyczyną?
[03:50:02] - Czasami wydaje mi się, że wina leży po stronie mediów, dlatego że nasze media są przyzwyczajone, media głównego nurtu do raczej łatwego przedstawiania problemów. Jeżeli chodzi na przykład o taką kwestię jak UFO, gdyby oni teraz chcieli wejść w te wszystkie meandry, senackie komisje, NASA i tak dalej, to trzeba by było poświęcić bardzo dużo czasu antenowego. Im jest łatwiej znacznie powiedzieć na przykład, że UFO wylądowało w Wąchocku na przykład i przechadzało się po parku. I to by był materiał dla telewizji. Cytując takiego bohatera z serialu „Czterdziestolatek”: „To się nadaje do prasy”. Natomiast takie bardziej skomplikowane rzeczy już nie. To są materiały dla ekspertów, dla blogosfery. Ale mimo wszystko to jest bombowe. To, co powiedział Grusch. Jakbyśmy tego nie rozpatrywali, to warto powiedzieć zawsze jakiś komentarz.
Czy jest się zwolennikiem, czy przeciwnikiem tego sygnalisty. Ale to dobrze. Ten problem, o którym mówimy, wiąże się z pytaniem numer pięć.
[03:51:15] - A pytanie numer pięć brzmi: dlaczego temat UFO nie budzi takich emocji na przykład w Europie czy w Polsce, która stała się państwem przyfrontowym?
[03:51:25] - Ja mam wrażenie, że w pytaniu jest teza. Ja nie do końca z tezą się zgadzam
[03:51:31] - Bo to jest tak, że moim zdaniem wśród części chociażby naszych słuchaczy ten temat UFO, UAPów budzi, zresztą warto spojrzeć, jaka jest słuchalność debat ufologicznych, budzi emocje, budzi zainteresowanie. To jest temat, który jest gorący, ale intencje pytania również rozumiem. Tylko mam wrażenie, że ten temat w polskim społeczeństwie nigdy nie budził emocji. I to nie z wojną jest związane za naszą granicą, tylko z tym, że jakoś tak się dzieje, ja przynajmniej tak to odbieram, że w polskim społeczeństwie panuje taki luzik, proszę państwa, luzik na zasadzie takiej, że tam są jakieś zjawiska, może coś tam jest, ale kto by się panie tym przejmował? Panie, tu trzeba na chleb zarabiać, tu trzeba biznesy kręcić, tu trzeba tysiąc innych rzeczy. A tam jakieś UFO coś tam lata, łazi, człapie. Może nawet jeszcze tam będzie tak, jak w filmie z Gajosem. Państwo odpowiedni cytat sobie znajdziecie. Co to może taki UFO nam zrobić? I tak dalej.
Jeszcze kobiety są w to wmieszane. Mówię to specjalnie. Myślę, że w naszym społeczeństwie nie traktujemy, w masie, statystycznie nie traktujemy tematu poważnie. Są oczywiście ludzie zainteresowani, ludzie, dla których to jest życie. Natomiast gros społeczeństwa, statystyczna część społeczeństwa traktuje to, wiecie państwo, jak takie jaja, które sobie człowiek robi. Jak chce o czymś głupim porozmawiać, to rozmawia o UFO albo jak chce jakiś taki luźny temat przy wódeczce, to rozmawiamy, proszę państwa, o UFO. I to jest głupie moim zdaniem, ale coś takiego funkcjonuje. Tego rodzaju tematy właśnie jak UFO, jak zjawiska dziwne, paranormalne, anomalne to nie są tematy, którymi zajmują się poważni ludzie. Poważni ludzie to sobie rozmawiają o filozofii ewentualnie, ewentualnie rozmawiają o tym właśnie, jak już powiedziałem, jak ukręcić jakiś kolejny biznes. No ale panie, nie o UFO przecież.
[03:54:01] - Ja myślę, że to jest troszeczkę taką spuścizną z lat minionych, dlatego że my byliśmy wklepani w ten blok wschodni i jeżeli się coś pojawiało na niebie, to Marku, jakie były wytłumaczenia? A, że to albo są Ruscy, albo Amerykanie. Ewentualnie ta trzecia droga zawsze była, że to są kosmici, ale o tym nie mówiono głośno. I myślę, że tutaj jest też taki syndrom pewien albo też jakiś tam kompleks, który każe nam wierzyć, że Polska nie jest jednak krajem aż tak bardzo znaczącym, żeby rozpatrywać ten temat. Bo jeżeli jacyś obcy się będą kontaktować, to na pewno nie z Polakami, tylko wybiorą albo jedną, albo drugą stronę sporu, jeżeli chodzi o hegemonię na świecie. Teraz tych stron jest oczywiście więcej. Także ja na to patrzę w ten sposób. Ale nie możemy też zapominać, że nie tylko Amerykanie mają monopol na mówienie o UFO. Dlatego, że gdzieś tam w pierwszej dekadzie XXI wieku pojawiły się, wyrosły, w zasadzie zostały stworzone komitety do spraw badań UFO przy na przykład siłach powietrznych kilku krajów Południowej Ameryki. Ale musicie też wiedzieć, że całkiem niedawno spotkanie na temat UAPów miała francuska organizacja, która zajmuje się anomaliami w powietrzu.
O tym może powiemy szerzej, kiedy będziemy mówić albo inaczej, kiedy przeprowadzimy debatę ufologiczną. Natomiast jeżeli chodzi o Polskę, to też jest taka sprawa związana z tym, że jest ten filtr, który nałożyła wojna. Jestem pewien Marku i chociaż nie mam tutaj żadnych oficjalnych potwierdzeń, to chłopski rozum mi wskazuje, że Wojsko Polskie zbiera obecnie relacje o UAPach i analizuje je samodzielnie albo, co bardziej prawdopodobne, przekazuje te informacje Amerykanom. Dlaczego tak twierdzę? Dlatego, że nie jest możliwe, żeby na tym naszym odcinku tutaj granicznym, powiedzmy biorąc pod uwagę, że mamy na terenie kraju bazy amerykańskie, aby traktowano różnego rodzaju incydenty w powietrzu jako nieznaczące. Na pewno się traktuje jako znaczące. Na pewno bierze się pod uwagę możliwość pojawienia się rosyjskich czy białoruskich obiektów zwiadowczych. Stąd mój wniosek, że na 100% istnieje jakaś komórka, która się zajmuje analizowaniem relacji o UAPach czy jak kto woli UFO. No ale tutaj wiecie, to jest bardzo szeroki termin, także możemy tutaj mówić zarówno o tych obiektach pochodzenia wojskowego, jak i tych anomalnych. Także jakkolwiek to fajnie brzmi, to mogą badać rzeczy zupełnie nudne.
Nie wiem, czy się Marku zgodzisz z tą moją koncepcją.
[03:57:13] - Tak, zgodzę się w pełni. Zresztą przy okazji tej blokady informacyjnej częściowo o tym też mówiłem i właściwie ty też o tym mówiłeś. To okej, gdzieś tam odpowiednie komórki zbierają odpowiednie informacje i to rzeczywiście nie jest Jakoś specjalnie ujawniane, rozpowszechniane. Ci ludzie robią to bez emocji. Oni zbierają informacje i jeśli jakieś nawet ich zadziwiają, to cóż, proszę państwa, taka praca, oni po prostu klasyfikują, odpowiednio to układają w tabelki czy może to nie tabelki, w każdym razie przekazują raporty. Natomiast myślę, że intencja tego pytania była taka, że dlaczego to tak nie za bardzo te emocje pojawiają się wśród społeczeństwa i już swoją diagnozę przedstawiłem. Moim zdaniem w naszym społeczeństwie podejście do problemu jest takie luzackie, tak to określę, a to pociąga za sobą wszystkie inne konsekwencje.
[03:58:30] - Tak, to przejdźmy może do pytania numer sześć, które znowu nam wraca do tematu tego, co powiedział David Grusch.
[03:58:39] - Dlaczego Grusch wyraźnie daje do zrozumienia, że nie muszą to być kosmici, tylko że to jest technologia nieziemska?
[03:58:46] - Tak. I tutaj Grusch złapał tutaj za słówko w sposób absolutnie uzasadniony, bo zobaczcie, że kiedy analizujecie to, co on mówi, okazuje się, że gdy mowa o przejętych obiektach, to on mówi coś takiego: „Można je nazwać statkami kosmicznymi, ale pewnie to nie jest prawidłowe określenie”. Pada też wielokrotnie wzmianka o tym, że owszem, nie jesteśmy sami na Ziemi, natomiast obiekty oraz te artefakty, w posiadaniu których ma być ta tajna koteria związana z amerykańskimi specsłużbami, to one są już nie pozaziemskie, tylko nieludzkie, niewytworzone ręką ludzką. Nie pada tutaj sformułowanie „pozaziemski”, „extraterrestrial”, tylko „non-human”. To jest dość interesujące, dlatego że o ile to nie przekreśla tej możliwości, że to są obiekty z innych planet, to skoro on używa takiej terminologii, to oznacza, że jest przypuszczenie, żeby poszerzyć to spektrum poszukiwań. Nie chcę tutaj wychodzić za daleko z tym wszystkim, ale muszę powiedzieć, że to była jedna z pierwszych rzeczy, na którą zwróciłem uwagę i cieszę się, że nasi słuchacze również. Chociaż to oczywiście było zauważalne dla tych, którzy oglądali te wywiady, te materiały na temat Gruscha w języku angielskim, że on odnosił się do tego jako do technologii, do inteligencji nieludzkiej, natomiast niekoniecznie nieziemskiej. Marku, na co to nam może zwracać uwagę?
[04:00:35] - Na to, co wszyscy miłośnicy tematu doskonale wiedzą. Tych teorii, które nie wiążą UAPów, UFO z przybyszami z odległego kosmosu jest całkiem sporo. Dotyczą wymiarów, dotyczą przesuniętej rzeczywistości, jakiejś takiej fazowej. Dotyczą różnych innych koncepcji, ktoś przybywa do nas z jakiejś innej linii czasu, z innego wszechświata i tak dalej. Ciekawe jest natomiast to, że tak wyraźnie zostaje to podkreślone w wypowiedziach. Tylko boję się albo zastanawiam się nad tym, na ile można traktować to stwierdzenie jako znaczące. Czy to jest po prostu pewna figura retoryczna postawiona przez Gruscha, czy to jest świadome przekazanie sygnału potencjalnym odbiorcom, że może jednak przez te dziesiątki lat przyzwyczailiśmy się do koncepcji albo wielu ludzi przyzwyczaiło się do koncepcji, że to są nasi bracia w rozumie, którzy przybywają z odległych gwiazd, a właściwie z układów gwiezdnych. A tu jest zwrócenie uwagi, że może niekoniecznie, że może jednak należy szukać troszeczkę, chciałem powiedzieć bliżej, ale jakbyśmy w fizykę weszli, to niekoniecznie musi być bliżej. W każdym razie, że właśnie może nie stamtąd, a z zupełnie innych rzeczywistości, z zupełnie innych czasów i tak dalej. To wszystko państwo wiecie.
W związku z tym nie będę mnożył słów i powtarzał. Nie potrafię tego rozstrzygnąć. Na to rzeczywiście zwraca uwagę, ale ja się zawsze zastanawiam, na ile ludzie panują nad swoim językiem. Znam kilku takich, którzy panują bezwzględnie. Każde wypowiedziane słowo ma znaczenie i ma swoją wagę, ale znam też kilku takich, którzy strzelają słowami niczym karabin maszynowy i to z dużym rozrzutem. W związku z tym nie wiem, jak jest w przypadku Gruscha.
[04:03:01] - Tak, ale z drugiej strony w języku angielskim jest bardzo rozpowszechniony termin „alien”, czyli „obcy”. Równie rozpowszechniony jest termin „ET”, „extraterrestrial”, czyli „pozaziemski”. A tutaj widzimy wyraźnie, że on używa zupełnie innej nomenklatury. „Nieziemski” na przykład, „nieludzki”. W języku polskim „nieludzki” ma raczej pejoratywny wydźwięk, natomiast tutaj chodzi o to, że to jest coś, co nie przynależy do rodzaju ludzkiego. Ja sobie to interpretuję w ten sposób że może chodzić o cywilizację niekoniecznie pochodzenia ziemskiego, która jednak jest na Ziemi osiadła i współistnieje z nami. To są wszystkie te koncepcje, które wiążą UFO z bazami podziemnymi, z jakimiś sondami von Neumanna, które same się replikują i potem penetrują dane planety. Tutaj może właśnie chodzić o to. Nie wiem, pewnie się nie dowiemy. Natomiast tak mi się wydaje, że ta terminologia, której on używa, nie jest przypadkowa i może właśnie dostajemy takie mrugnięcie oka odnośnie tego, że tu tkwi sedno tego zjawiska.
[04:04:33] - Przechodzimy zatem do kolejnego pytania z naszej ściśle tajnej listy pytań. Jeden ze słuchaczy pyta, jak podchodzicie do tej kwestii z Piusem XII i UFO. Nie jest to pierwsza teoria spiskowa z udziałem tego papieża.
[04:04:49] - Rzeczywiście nie jest, bo jeżeli ktoś jest spiskowym wyjadaczem, to pewnie się spotkał już dawniej z teoriami spiskowymi, które wskazywały na Piusa XII jako jednego z beneficjentów powojennego kontaktu. Ale sprawa Davida Gruscha stawia tego papieża, niekoniecznie popularnego, w zupełnie innym świetle.
[04:05:15] - Ja westchnąłem sobie, bo powiem tak: tej historii o papieżu Piusie XII i o kontakcie z lat 50., konkretnie z 1954 roku, który nastąpił jeszcze nie z papieżem, tylko z władzami USA, konkretnie z prezydentem Dwightem Eisenhowerem, który był wspomagany przez wysłannika Kościoła, biskupa Los Angeles Jamesa McTiernana, i on stanowił podporę duchową prezydenta. Proszę państwa, jak ja to sobie przypomnę, to są cytaty, nie do końca chcę w to wierzyć albo nawet nie tyle chcę, co nie do końca w to wierzę. To są bardzo fajne historie. One też ekscytowały mnie niezwykle, bo one są takie bardzo filmowe. One są takie bardzo książkowe. To rzeczywiście kino akcji najwyższych lotów. Muszę powiedzieć tak, że te informacje, które mamy na temat kontaktów, oczywiście ten biskup Los Angeles przekazał to później papieżowi. Papież powołał oczywiście specjalną organizację, serwis informacyjny Watykanu, który zaczął dochodzenia. Jezuici oczywiście brali w tym udział. Co więcej, papież się w pewnym momencie na bazie tego zaczął spotykać z obcymi w ogrodach watykańskich.
To wszystko państwo wiecie. Wystarczy troszeczkę internet otworzyć i natkniecie się państwo na tego rodzaju historie. Ale zwróćcie państwo uwagę, że to są historie jednak niezwykle skąpo odziane w fakty, niezwykle skąpo nawet w źródła odziane. Oczywiście się pojawiają źródła, a może bardziej źródełka, więc ja traktuję to jako niesamowitą historię, ale chyba we mnie w tym przypadku bardziej przeważa osoba, która interesuje się fantastyką naukową i takimi fajnymi historiami niż osoba, która w to wierzy. Nie wiem, jak, Piotrze, ty.
[04:07:55] - Tak. I tutaj jest jedna z dziwniejszych rzeczy, o których mówił David Grusch, bo przypomnijmy, że on stwierdził, że około 1933 roku pod Magentą Włosi znaleźli rozbity obiekt UFO i on był dość dobrze zachowany. Tematem interesował się tamtejszy reżim, a Mussolini miał zlecić jakieś badania nad obiektami nie zidentyfikowanymi. Oczywiście po kapitulacji papież Pius XII uznał, że trzeba się zaangażować w sprawę. Na obiekcie położyli ręce Amerykanie. Nie jestem pewien, czy tak było, natomiast wydaje mi się, że była to taka przekupka, że Watykan gwarantuje sobie dobre stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, pomimo tego, co robił w czasie II wojny światowej. Bo pamiętajmy, że Pius XII był wielokrotnie krytykowany za takie niejasne podejście do Holokaustu i nawet niektórzy go brzydko nazywają papieżem Hitlera. Tutaj taka sprawa. Rzeczywiście mamy te wszystkie dziwne teorie spiskowe, które krążyły przez wiele lat, a pojawia się David Grusch i je w jakiś sposób uwiarygadnia. Jest to naprawdę wszystko bardzo dziwne, tym bardziej że nawet gdybyśmy chcieli w to uwierzyć, nie mamy żadnych przesłanek, że tak było naprawdę.
Wiele osób na przestrzeni dekad sugerowało, że Kościół jest taką instytucją, która trzęsie całym światem, pomimo tego, że tych wiernych ma coraz mniej. Grusch wskazuje tutaj na bardzo konkretne źródło tych wpływów watykańskich, czyli brzydko mówiąc, pośredniczenie w przekazaniu Amerykanom obcej technologii. Czy rzeczywiście tak było? Nie wiem. Jest to ciekawe, ale czytałem na przykład alternatywne wnioski, które mówiły, że tak naprawdę nie był to żaden obcy obiekt, tylko na przykład niemiecki samolot testowy i może ten pius rzeczywiście coś pośredniczył, a potem zrobiono z tego aferę na temat UFO. Sprawa jest i tak interesująca. Zostawiam wam ją do oceny.
[04:10:16] - I tak oto dotarliśmy do ostatniego pytania, a brzmi ono następująco: co sądzicie o książce „Misja” Michela Desmarquet?
[04:10:27] - Nie jest tajemnicą, że książka „Misja” przeżywa w Polsce swoją drugą młodość i renesans popularności. Rzeczywiście komentarze na jej temat pojawiały się bardzo często na czacie, pod audycjami i tak dalej. Przypomnijmy, że chodzi o to, że autor, który kilka lat temu zmarł, twierdził, że został zabrany na obcą planetę przez jakieś wysokie istoty. Stamtąd przywiózł jakieś informacje na temat tego, jak one sobie żyją i jak w ogóle wszechświat działa. Jeżeli chodzi o to, co ja sądzę o tej książce, to muszę powiedzieć i muszę zmartwić niektórych, tych, którzy przykładali do tego jakąś wartość, że nie do końca w to wierzę, bo zauważyłem, że z jakichś przyczyn wiele osób uważa „Misję” za wyznacznik prawdy. Jakby to była jedyna tego typu książka, jakby Desmarquet był jedynym kontaktowcem, który coś takiego opisał. Nie. Takich książek jest bardzo dużo i cały problem w tym, że stawiają one różnego rodzaju kwestie i problemy w zupełnie różnym świetle. Ja rozumiem, że ktoś może być oczarowany „Misją”, natomiast musi mieć świadomość taki czytelnik, że było mnóstwo podobnych książek, było mnóstwo podobnych autorów i kontaktowców. Każdy z nich przekazywał zupełnie inny obraz sprawy i rzeczy.
I chyba nie będziemy zgłębiać tematu, dlaczego się tak dzieje. Dlaczego te opisy są tak różne, jaki jest ich związek na przykład z podróżami szałwiańskimi i tak dalej. Ale jeżeli sobie zajrzycie chociażby do sprawy Andreassonów, to była też bardzo popularna w Polsce książka, zauważycie, że tam również odbyło się coś podobnego. Także ta „Misja”, chociaż popularna i chociaż lubiana przez wiele osób, moim zdaniem nie jest jakimś szczególnym dziełem. Tym bardziej, że otacza je dużo, może nie kontrowersji, ale niewiadomych. My tak naprawdę o samym autorze wiemy niewiele. Recepcja książki na Zachodzie też była bardzo różna. To jest takie dzieło, Marku, bardzo specyficzne, które swego czasu trafiło na niszę na polskim rynku i wywołało naprawdę wiele emocji. Bo przypominam, że „Misja” nie jest książką nową, tylko taką, która przeżywa renesans swojego zainteresowania.
[04:13:06] - Ja właściwie mógłbym powtórzyć to, co mówiłem przy okazji poprzedniego pytania. Ja lubię ten tytuł, lubię tę opowieść, ale traktuję ten tytuł w kategoriach opowieści. Ciekawiej opowieści, która pobudza wyobraźnię. Natomiast wybaczcie państwo ci wszyscy, którzy jesteście tą książką oczarowani w sensie źródła, że to jest źródło jakiejś wiedzy. To jest książka, która jest opowieścią i wierzcie mi państwo, autor takiej popularnej science fiction, który chciałby podobną historię stworzyć, dobrze by ją przemyślał, stworzył kolejną taką historię. Większość autorów nie chce tego robić, bo jest zainteresowana tworzeniem prozy, a nie tworzeniem fikcyjnych opowieści. Ale może ktoś znalazł akurat sposób. Nie chcę też kategorycznie dywałować tej książki. Być może coś takiego się wydarzyło, ale my tu w tym wypadku wszyscy czytelnicy skazani jesteśmy jednak na to, że przyjmiemy pewną rzecz na wiarę. To jest oczywiście możliwe.
Wiara w życiu człowieka, wszelka wiara odgrywa sporą rolę. Natomiast powinniśmy nauczyć się odróżniać, tak mi się wydaje, wiarę od faktów, wiarę od wydarzeń, tak jak powinniśmy odróżniać wygłoszone opinie od relacji faktograficznej, która relacjonuje pewne fakty. To są różne rzeczy po prostu. I mogę tylko powiedzieć na koniec, że to jest fajna opowieść, ciekawa opowieść, ale czy ma coś wspólnego z prawdą? Nie potrafię tego rozstrzygnąć. Prywatnie zupełnie dla państwa mówię, że mnie ta książka nie przekonuje, ale opowieść fajna.
[04:15:13] - Tak. To chyba najlepsze podsumowanie „Misji”. A jeżeli ktoś jest zafascynowany tego rodzaju opowieściami, to odsyłam go niestety do literatury anglojęzycznej. Tam różnego rodzaju kontaktowcy naprawdę przekazywali często dużo bardziej bombowe informacje niż Desmarquet. Drodzy państwo, to były pytania niezadane. Te pytania, na które odpowiedzi nie padły niestety w czasie naszych audycji, które były emitowane o 20:00 w poniedziałki na antenie Radia Paranormalium. Mam nadzieję, że niektóre rzeczy zostały wyjaśnione. Niektóre pytania były trafne, inne może tak troszeczkę zwodziły nas na manowce i zgłębiały kwestie, na które i tak żeśmy odpowiedzi nie znaleźli. Niemniej jednak warto rozmawiać, jak mówił klasyk. Cóż jeszcze możemy panowie powiedzieć?
Chyba tyle, że spotykamy się pewnie za jakiś czas w debacie ufologicznej wakacyjnej, gdzie przekażemy wam informacje na temat nowości i to takich bardzo ciekawych, które gdzieś się pojawiły. Marku, Markowie, w zasadzie można by powiedzieć: do usłyszenia w następnej audycji.
[04:16:34] - Do usłyszenia. Do usłyszenia.
[04:16:36] - Do usłyszenia.
[04:16:39] - Proszę państwa, to chyba najwyższy czas, żeby zafundować sobie dzisiaj odrobinę relaksu, odrobinę prozy. To ja właśnie państwu to umożliwię. Reda Haddad zaprezentuje cztery opowiadania z tomu „Rubieże rzeczywistości”, z tomu czwartego tej antologii. To będą opowiadania Agnieszki Ruczaj „Ciernie róż”, Iwony Matacz „Bitwa pod lasem”, Jarosława Borysia „Realizatorzy” i Kamila Burego „Lekarstwo”. Tak jak powiedziałem, czyta dla państwa Reda Haddad. Zapraszam.
[04:17:26] - Antologia „Rubieże rzeczywistości” czyta Reda Haddad. Agnieszka Ruczaj „Ciernie róż”. Powiedział sobie kiedyś, że jeżeli nie żyje się naprawdę, śmierć nie ma znaczenia. Czy więc kiedykolwiek żył? Jeśli próby dostosowywania się do niezliczonych wymagań, najpierw tych stawianych przez nauczycieli, rówieśników, a wkrótce także ich uwewnętrznionych głosów, można tak nazwać, to owszem, oddychał pełną piersią, wciąż gotowy na nowe wyzwania. Jak to wszystko się zaczęło? Historia jak każda inna. Dobry chłopak z dobrego domu, później wybitny uczeń z nie najlepszej klasy, wreszcie najlepszy uczeń z najlepszej szkoły, zbyt przytłoczony życiem, by móc korzystać ze swoich supermocy. Obecnie niespełna dwudziestolatek, a właściwie dziewiętnastoipółletni chłopak, który już na zawsze pozostanie nastolatkiem. Mówią, że był zbyt wrażliwy, że za bardzo się przejmował, że zbyt rzadko spotykał się z ludźmi i nie potrafił nawiązać niezobowiązującej rozmowy.
A przecież to takie proste, takie zwyczajne, takie normalne dla każdego innego. Co więc poszło nie tak? Był inny. To dawało się odczuć od razu. Zazwyczaj siedział z boku i patrzył przed siebie dziwnym wzrokiem, obojętnym, a jednocześnie przenikniętym niepojętą głębią i niepokojem. Tak działo się praktycznie od początku. Od czasu, gdy postrzegano go jako dobrego chłopaka z dobrego domu. Nie brał udziału w niebezpiecznych zabawach, nie sypał w kolegów piaskiem, nie podstawiał nikomu nogi. Potrafił godzinami siedzieć na huśtawce, wprawiając ją delikatnym ruchem wątłego ciała w subtelne drgania. Obserwował przy tym spacerujących ludzi i słuchał śpiewu ptaków.
Inne dzieci trzymały się od niego z daleka. Twierdziły, że był głupi, a głupota ponoć bywa zaraźliwa. Mówią, że osiągnięcia nie cieszą, gdy nie ma ich z kim świętować. Jeszcze gorzej, gdy inni uczynili z ciebie maszynę do robienia sukcesu. Nauka w szkole przez pierwsze lata była dla niego w głównej mierze realizacją wymagań nauczycieli chcących pochwalić się wybitnymi dokonaniami swoich wybitnych uczniów. On stanowił idealny materiał do odnoszenia kolejnych zwycięstw. Zdobywanie wiedzy stanowiło jego pasję i z zadziwiającą, jak na tak młody wiek, ciekawością chłonął nowe informacje. Potrafił łączyć fakty i podtrzymywać w pamięci przez długi czas rzucane mimochodem słowa. Nie potrafił natomiast odmawiać. Tym sposobem startował w konkursach ze wszystkich przedmiotów, nawet wtedy, gdy sam czuł, że to ponad jego siły.
Po kolejnych naukowych zmaganiach chodził albo otoczony chwałą, albo chłodnym milczeniem pedagogów, w zależności od osiągniętych rezultatów. Inni uczniowie zawsze traktowali go jak powietrze. Po prostu do nich nie pasował. Nie pomagały też jego nietypowe przyzwyczajenia i rytuały. Nawet rodzice nie byli w stanie zrozumieć, dlaczego tak niechętnie uczestniczył w gwarnych imprezach ich licznej rodziny. Dlaczego o każdej porze roku zakładał okulary przeciwsłoneczne i dlaczego zatykał uszy na dźwięk syreny karetki. Liceum miało szansę spowodować przełom w jego relacjach z rówieśnikami. Dostał się do szkoły, gdzie ciężka praca była na porządku dziennym. Zniknął więc podział, do jakiego zdążył już przywyknąć. Kujon, czyli on i reszta świata, której w głowie wszystko oprócz nauki.
Miał do czynienia z ambitnymi młodymi ludźmi, tak podobnymi do niego. Dlaczego zatem nie potrafił się zintegrować? Dlaczego wciąż siedział sam w ławce, a szkolne przerwy spędzał w bibliotece z dala od panujących na szkolnych korytarzach zgiełku? Dlaczego niechętnie wychodził z klasą na wspólną pizzę, a jeśli już się na to decydował, wracał psychicznie wykończony? I czemu na próbnych egzaminach jako jedyny wybierał analizę enigmy rozprawki z jasno postawioną tezą? Chciał się tym wszystkim nie przejmować, ale nie potrafił. Po prostu nie potrafił. Wielokrotnie próbował odpowiedzieć sobie na pytanie, co z nim nie tak. Niemożliwe było przecież, że z tymi wszystkimi jest coś nie w porządku. A może tak naprawdę w ogóle nie należało tego rozpatrywać w takich kategoriach?
Może zarówno on, jak i jego rówieśnicy mieli słuszność? Może nie istniała potrzeba oglądania kart ich życia z każdej strony po to tylko, żeby zdecydować, kto miał rację? Może. Ale nikt mu tego nigdy nie powiedział. Machina zatem ruszyła i nie dało się jej już zatrzymać. Poczucie izolacji, nieporozumienia powodowało, że mroczne myśli nawiedzały go coraz częściej. Przychodziły nocą pod postacią smutnych panów w czarnych kapeluszach, gotowych do dołączenia do żałobnego konduktu. Z czasem mężczyźni zaczęli pojawiać się także w ciągu dnia, niezmiennie odziani w uśmiech. Pewnego razu otoczyli go ciasno, kontrolując myśli i wolę. Pozostało mu tylko pójść razem z nimi.
Nic innego nie był już w stanie zrobić. Ruszyli wspólnie godzinę po tym, jak odebrał świadectwo maturalne dające mu swobodny wstęp do najlepszych uczelni. Przecież miał życie, o jakim inni mogli jedynie marzyć. Świat stał przed nim otworem i tylko od niego zależało, którą z tych usłanych różami dróg zdecyduje się pójść. Dlaczego zatem można o nim dziś mówić jedynie w czasie przeszłym? Chyba nie wytrzymał bólu. Bólu? Tak, bólu. Najwyższa średnia w szkole to żadna recepta na szczęście. Zwłaszcza gdy wokół brak sprzymierzeńców, a nauczyciele zdają się czekać na potknięcie, by spojrzeć z pogardą.
Zwłaszcza gdy od najmłodszych lat życia zauważał swoją odmienność. Ale nikt nie wysilił się, by wytłumaczyć mu, że taki sposób bycia jest w porządku i wcale nie musi dostosowywać się do otoczenia. Nie musi? Ale jak to? Przecież wrażliwca zjedzą żywcem. Trzeba być otwartym, wyluzowanym, otoczonym otwartymi, wyluzowanymi znajomymi, nawet jeśli trzeba będzie się nagiąć. Nagiąć? Jak bardzo? Może tak jak ugina się sznur pod ciężarem wisielca. W szkole życia czasami trzeba odrobić trudne i wymagające lekcje.
Zrozumieć, że sposób bycia większości niekoniecznie jest jedynym słusznym. Zobaczyć, że ci, którzy się od nas różnią, też mogą podarować światu coś cennego. Zrozumieć, że to, co dla jednej osoby stanowi przednią zabawę, dla drugiej może być męczarnią. I to wcale nie dlatego, że boi się ludzi i nie potrafi wchodzić w interakcje społeczne. Są ludzie z bardziej wyczulonymi zmysłami, którzy łatwiej ulegają przebodźcowaniu, dla których migające światła, wibrująca w uszach muzyka, przekrzykiwanie się to ciężar nie do zniesienia, bo odbierają wszystko kilka razy mocniej. Są osoby, którym trudno odnaleźć swoje miejsce w dialogu o niczym, ale gdy już wypłyną na właściwe dla siebie wody, zaskoczą wiedzą, a może i humorem. Są osoby toczące wewnętrzną wojnę, o której nie masz pojęcia, dlaczego tak bardzo cierpią. Może kaleczą stopy cierniami róż, którymi usłane są ich drogi. Antologia Rubieże rzeczywistości. Czyta Reda Hudgon.
Antologia Rubieże rzeczywistości. Czyta Reda Hudgon. Iwona Matacz. Bitwa pod lasem. Byliśmy pod ostrzałem. Nie mieliśmy możliwości wykonania żadnego manewru. Piotek spojrzał na mnie i zrezygnowany pokręcił głową. Poddajemy się? Zapytał. Nigdy!
No ale nie możemy zostawić kolegów. Musimy walczyć. Usłyszeliśmy nad głowami świst kul i tuż obok Piotrka wylądowała Anka. Co tam chłopaki? Jak ona się tu dostała? Jakim cudem nikt jej nie trafił? Jest cała zdrowa, nawet nie pobrudziła kurtki. Słuchajcie, Janek z Karolem siedzą w bazie i ostrzeliwują wroga, który jest coraz bliżej. Miśka poszła na zwiady. Mam nadzieję, że wróci.
Kuba z chłopakami zajęli pagórek tuż przy wschodnim forcie. Trzeba ich wzmocnić. Dacie radę? Wzmocnić tak, ale wyjść stąd już nie — mruknąłem. Chyba żartujesz. Leć do tamtych drzew, będę cię osłaniać. Skinąłem głową i głośno przełknąłem ślinę. Jak trzeba, to trzeba. Ance można zaufać. Patrzyłem, jak przygotowuje amunicję i na jej znak ruszyłem.
To były najdłuższe sekundy w moim życiu. Najdłuższe dwadzieścia metrów. Czas jakby zwolnił. Widziałem wrogów wychylających się zza okopów i celujących we mnie. Widziałem pociski lecące w moją stronę. Widziałem zawzięte miny nieprzyjaciół. Biegłem, ale czułem się, jakbym stał w miejscu. Nagle czas ruszył. Zobaczyłem, że pociski Anki lecą na wrogów szybką salwą. Zobaczyłem zdziwione miny za nieprzyjacielskim okopem.
W mgnieniu oka znalazłem się cały i bezpieczny między drzewami. Obejrzałem się na pole bitwy i rozpocząłem ostrzał, by osłonić Piotrka. Szybko do mnie dotarł, dużo szybciej niż sam tu dobiegłem. Spojrzeliśmy na naszą niedawną kryjówkę. Anka kucała za okopem i rysowała coś palcem na ziemi. Nagle wstała, skoczyła i popędziła w stronę naszej bazy. O dziwo, znowu nikt jej nie trafił. Idziemy? Piotrek szturchnął mnie łokciem. Skinąłem głową.
Trzeba dołączyć do Kuby przy wschodnim forcie. No dobra Na szczęście lasek rozciągał się w kierunku, gdzie mieliśmy iść. Uważnie badając teren ruszyliśmy. Po chwili usłyszeliśmy przed sobą jakieś dźwięki. Mlaskanie, szelest kurtki. Piotrek spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Przyłożyłem palec do ust i ruszyłem do przodu. Zajrzałem za pobliski krzak i zamarłem. Na śniegu siedziała Ula i właśnie cmokała w policzek Kacpra. Kacpra, który należał do wrogiej armii.
Jak ona mogła? „Ulka!” — wrzasnął Piotrek tuż obok mnie. Zaskoczona para spojrzała na nas ze strachem w oczach. „Ja wytłumaczę” — zaczęła Ula. „Co chcesz tłumaczyć? Zdradę?” — zapytał wściekły Piotrek. Zwykle był bardzo spokojny, a już niezwykle rzadko był aż tak zdenerwowany. Ostatnio, kiedy ktoś ukradł mu samochód. Dotąd nie udało nam się go odzyskać. Teraz oczy Piotrka płonęły gniewem.
Bałem się, że zrobi coś, czego obaj będziemy potem żałować. „Czekaj, niech mówi.” — próbowałem załagodzić sytuację. „Dzięki. Ja... On to mój mąż.” „Co? Wyszłaś za wroga? Jak mogłaś? Czy u nas nie ma fajnych chłopaków? Musiałaś?” Piotrek krzyczał i miotał się po śniegu. Zrozumiałem, o co tak naprawdę mu chodziło.
Był zazdrosny. To on chciał być mężem Uli. Niestety, nie zmieniało to faktu, że miał rację. Dziewczyna nas zdradziła. Nie dość, że była żoną wroga, to jeszcze całowała go, gdy nasi ludzie padali, próbując wygrać wojnę. Nie chciałem tego robić, ale nie miałem wyjścia. „Przykro mi.” — mruknąłem i szybko zabiłem oboje. Nawet się nie bronili. Piotrek spojrzał na mnie z wdzięcznością i odeszliśmy z miejsca zdrady. Och, wolałbym ich nie znaleźć.
Nie chodzi o to, że lubiłem Ulę i że podobała się Piotrkowi. Zastanawiałem się, czy Kacper nie był szpiegiem. Jeżeli to była zaplanowana operacja, to kto wie, co Ula mogła wygadać. Aż trząsłem się ze złości i strachu. Przemykaliśmy się między drzewami. Piotrek nic nie mówił. Ja też nie. Tak było łatwiej. Dobiegliśmy do końca lasku. Przed nami na zboczu pagórka siedział Kuba i przygotowywał amunicję.
Schyleni dobiegliśmy do niego. Nikt w nas nie strzelał. „O, cześć chłopaki.” — szepnął Kuba, gdy nas zauważył. — „Dobrze, że jesteście. Tamtych zostało dwóch, ale są w forcie. Mają lepszą pozycję i spokojnie nas wystrzelają, jeśli czegoś nie wymyślimy.” „Jeśli zdobędziemy fort, to my będziemy mieć przewagę. Nie będą mieli gdzie wrócić.” — mruknął Piotrek z zawziętą miną. „Jakiś pomysł?” — zapytał z nadzieją Kuba. „Bez poświęcenia naszych się nie da.” Zamilkłem. Prawdopodobnie miał rację.
Strata mogła być do przeżycia, gdyby nie padło na mnie, a nie miałem gwarancji, że będzie inaczej. Trzeba więc wymyślić coś innego. Tylko co? „Trzeba wywabić ich z kryjówki.” — zarządził Piotrek. Ale jak? Nigdy nie wyjdą, póki tu jesteśmy. „Ale... ” — obudziła się we mnie pewna myśl. — „Nie wiedzą, że my dwaj tu jesteśmy. Mógłbyś z chłopakami udać, że odchodzicie.
Wtedy oni by wyszli, a my od ręki zdjęlibyśmy ich z zaskoczenia.” „To się może udać.” — uznał Kuba. — „Musimy poczekać, aż mój oddział wróci. Powoli sprawdzić zabezpieczenia.” Skinąłem głową. Ten plan też był niebezpieczny, ale nie aż tak, jak wystawienie się na przynętę. Czekaliśmy, aż chłopaki wrócą i przedstawiliśmy im plan. Zaakceptowali go. W sumie nie mieli wyboru. Omówiliśmy szczegóły i Kuba poprowadził swój oddział tak, żeby wróg ich zobaczył i mógł spokojnie dojść do wniosku, że wszyscy opuścili stanowisko, ale na tyle bezpiecznie, żeby nie zostać zastrzelonymi. Mieli wrócić do nas przez las, gdy uznają, że są poza zasięgiem wzroku nieprzyjaciela. Miałem nadzieję, że w pośpiechu nie zauważą Uli i Kacpra.
Zresztą nie byli dokładnie na ścieżce. Tak strasznie nie chciałem, żeby to się wydało. Tylko co tak naprawdę? Jej zdrada? Dlaczego miałbym się martwić o zdrajczynię? Czy moje bratobójstwo? Chyba tak. Nie chciałem tego robić, ale Piotrek świadkiem, że musiałem. No właśnie świadkiem i mojego czynu, i jej zdrady. Inni i tak się dowiedzą, gdyby...
Piotrek szturchnął mnie w żebra i wyrwał z zamyślenia. Wskazał głową fortyfikacje przeciwnika. Czas ruszać. Obejrzałem się jeszcze na ścianę lasu. Nie żeby uciekać. O nie. Wypatrywałem Kuby. Nie było go. Trudno. Musimy załatwić ich sami.
Dwóch na dwóch to niezły układ, zwłaszcza że mamy przewagę wynikającą z zaskoczenia. Z nieprzyjacielskiego fortu wyszło dwóch żołnierzy. Ostrożnie skierowali się w stronę głównych walk. Niemądrze i nie dość ostrożnie. Nawet nie spojrzeli w stronę naszego pagórka. Plan się udał. Byli pewni, że nikogo tu nie ma. A to niespodzianka. Brałem też pod uwagę możliwość zasadzki, ale Kuba mówił, że tamtych jest tylko dwóch. Nie miałem powodu, żeby poddawać jego słowa w wątpliwość.
Mimo to jeszcze raz uważnie obejrzałem teren. Tym razem wypatrywałem nieprzyjaciół. Nikogo. Pusto. Skinąłem głową Piotrkowi i równocześnie wyskoczyliśmy z kryjówki. Przeciwnicy byli martwi, zanim zdążyli nas zauważyć. Nie zwracając na nich więcej uwagi, pobiegliśmy prosto do fortu. Teraz wygrana była już wyraźnie w naszych rękach. Mieliśmy zajęte dwa forty: nasz i nieprzyjaciela. Pozostałym zajmą się inni.
Byliśmy bezpieczni za niskimi murami. Kucaliśmy, a co jakiś czas na zmianę wystawialiśmy głowy, żeby sprawdzić, czy coś się dzieje. Piotrek uśmiechał się szeroko i poklepał moje ramię dłonią w grubej rękawicy. Cicho rozmawialiśmy o niczym, gdy z prawej strony pojawiła się Anka. „Chłopaki!” – zawołała do nas. Pomachałem jej. „Już koniec. Wygraliśmy. Wszyscy padli” – poinformowała. „Hura!” – zawołaliśmy z Piotrkiem i wybiegliśmy uściskać koleżankę.
„Teraz trzeba to uczcić.” „No pewnie. Myślę, że...” – zaczęła Anka, ale przerwał jej donośny głos. „Obiad!” To wołała moja mama. A dziś miały być gołąbki. Dla wszystkich oczywiście. Pobiegliśmy we trójkę wzdłuż zagajnika prosto do domu. Niektórzy dołączali do nas, inni pewnie już siedzieli przy stole. Wszyscy byliśmy strasznie głodni. W końcu wojna trwała aż cztery godziny. W przedpokoju natknęliśmy się na Ulę zdejmującą buty.
„Zabiłeś mnie” – stwierdziła z wyrzutem w głosie. „Musiałem. Zdradziłaś nasz oddział i...” Piotrek klepnął mnie w ramię, więc zamilkłem. Weszliśmy do salonu. Fajnie, że rodzice kupili ten dom. Był ogromny i bez trudu mieściły się tu obie armie. Usiedliśmy przy stole. Ja zająłem miejsce przy tacie, a mama wnosiła półmiski pełne gołąbków. „W co się dziś bawiliście?” – zapytała. „W wojnę” – odpowiedziałem.
„Wygraliśmy!” – krzyknął Kuba. „Pani syn mnie zabił” – poskarżyła się Ula. Zaczęliśmy się przekrzykiwać, udzielając odpowiedzi. Tata spojrzał na mnie i na Ulę. „Czemu ją zabiłeś? Byliście chyba w jednej drużynie, znaczy armii.” „Ale nas zdradziła. Całowała się z Kacprem, a Kacper był wrogiem. Musiałem ich zabić.” „Rozumiem.” Tata uśmiechnął się do nas, a potem pokręcił głową, mrucząc pod nosem: „Dzieciaki. Piotrek, zgadnij, co znaleźliśmy.” Tata zwrócił się do mojego kolegi, wyciągając z kieszeni coś czerwonego. „Mój samochód!
Myślałem, że ktoś go ukradł.” Piotrek chwycił autko i postawił obok talerza na stole. „A co robiliście, jak ktoś umarł?” – zapytała mama. „Mam nadzieję, że nie leżeliście w tym śniegu.” „Nie. Po prostu przestawaliśmy walczyć. Ale to była wojna.” „Jaka wojna?” Do salonu weszła Natalia, moja starsza siostra. „Nasza. Cały dzień walczyliśmy.” „Ech, głupie dzieciaki” – mruknęła, siadając przy stole. Antologia „U bieże rzeczywistości”. Czyta Reda Hudgor. Antologia „U bieże rzeczywistości”.
Czyta Reda Hudgor. Jarosław Boryś, „Realizatorzy”. Rok 1946. Piknięcie mikrogeneratora informaterii oznajmiło, że przyszła wiadomość. Oczekiwał jej niechętnie, bo już nic nie było takie jak wcześniej. Takie proste. Ustawił opcje odbioru. Rozpoczął przyjmowanie przekazu na poziomie mentalnym. Za oknem z oddali dobiegał dźwięk hejnału mariackiego. Przekaz dla realizatora 221-913 kryptonim Lem, planeta numer 438.
Odpowiedź w odniesieniu do przesłanych zastrzeżeń. Biorąc pod uwagę twoje doświadczenie i predyspozycje umożliwiające ci realizację zadań o dużo większym znaczeniu i złożoności. Niższy faktor podkreśla, że projekt Ziemia to obecnie absolutny priorytet. W tym celu angażowani są wszyscy realizatorzy pierwszego i drugiego stopnia. Wiesz, że cywilizacja planety podzielona jest na państwa. Te różnią się między sobą pod względem rasy, poziomu nauki, uwarunkowań społecznych. Ziemianie to niejednolita społeczność, na której ogół można wpływać na równomiernym poziomie implementacji wiedzy. Dlatego wysłaliśmy realizatorów, wśród nich ciebie, do państw, które według analityków mogą być najbardziej podatne na wpływy fikcyjnej nauki i paranauki. Twoje zadanie obejmuje obszar państwa o nazwie Polska. Cel zadania to promowanie przez literaturę nauki i technologii, których na Ziemi jeszcze nie ma, oraz wszelkich przesłanek, wobec których znajdą się tacy spośród ziemskich naukowców, którzy zapragną pewne rzeczy urzeczywistnić.
To główny przedmiot działania w tej fazie projektu. W innych państwach realizatorzy także działają. Wcześniej na terytorium obecnej Czechosłowacji wysłany został R-109019K Čapek. W Anglii jest R-2171216K Clarke, ale planujemy jego przeniesienie. Wysłany przed nim do Anglii R-1066920K Wells wykonał zadanie ponad normę. By nie przesilić w kwestii wyłącznie naukowej wysłany tam został R-109213K Tolkien. W USA wstępnie umieszczono dwóch realizatorów 21068K Campbell i 22012K Asimov, który miał trafić do ZSRR, ale analitycy uznali, że w USA znajdzie bardziej podatny grunt na działania głównie wśród naukowców z dziedziny techniki. Natomiast w ZSRR umieszczony został R-234018K Bułyczow oraz dwóch realizatorów uważanych tam za braci K.: Strugaccy 228825 Arkadij i 233415 Borys. Ilość realizatorów na planecie będzie zwiększana. Realizator 221913K Lem wyłączył mikrogenerator informaterii.
Zastanawiał się, co dalej. Gdy dowiedział się, że jest narzędziem, efektem okłamywania na skalę przemysłową, poczuł się jak maszyna, której zaimplementowano program działania. Wmówiono wszystko. Do niedawna wiedział, kim jest. Przekonany był o słuszności swojego działania. Wszystko zmieniło się, gdy w wyniku zbiegu okoliczności, który nigdy nie powinien mieć miejsca, zorientował się, że jako niemowlę został porwany z planety, którą później przejęto. Jaka to była planeta? Kim naprawdę jest? Nikogo nie mógł o to zapytać. Nikomu nie mógł wyjawić tego, że wie, bo wtedy potraktowano by go jak zepsute narzędzie i wyeliminowano lub wyprano by mu mózg.
Na nowo zaimplementowano to, co właściwe i z powrotem wrzucono w tryby machiny jako ważnego, niezbędnego i pozornie wolnego. Drążyć tematu nie mógł, by nie zwrócić na siebie uwagi. Był bezradny, ale musiał działać, żeby nie dać poznać, że coś jest nie tak. Rok 1948. Przekaz dla realizatora Lem. Planeta nr 438. Szpital Przemienienia nie ma nic wspólnego ani z techniką, ani z nauką, których na Ziemi jeszcze nie ma. K. Lem, czy pojawiły się jakieś problemy? Rada Projektu Ziemia jest zaniepokojona.
Oczekujemy wyjaśnień oraz należytej realizacji zadania. Rok 1970. Przekaz Rady Projektu Ziemia do niższego faktora. Rozszerzamy działania. Rozpoczynamy wpływ przez przekaz wizualny. Sukcesem okazał się eksperyment „2001: Odyseja kosmiczna” K. Kubrick. Wysyłamy realizatorów, którzy zajmą się tylko tą płaszczyzną wpływów. Na początku będą to Spielberg i Lucas oraz Cameron. Opracowuje się wpływy na płaszczyźnie dźwięku jako opcję wspomagającą.
Specjalizują się w tym dwie grupy współpracujących ze sobą realizatorów w projektach Tangerine Dream oraz Kraftwerk. Rok 2018. Przekaz Rady Projektu Ziemia do niższego faktora. Prace nad cichym przejęciem planety nr 438 wchodzą w końcowy etap. Powoli wycofujemy realizatorów. Planujemy późniejsze wykorzystanie kwantomatyki, czyli ingerencji w systemy informatyczne na poziomie molekularnym. W toku jest ostatnia faza projektu, ale nastąpiły komplikacje. Zginęło po kolei czterech zwiadowców wysłanych na planetę. Ich celem było dopracowanie szczegółów w ostatecznej realizacji końcowych prac nad przejęciem planety. Zwiadowca nr 4 w ostatnim raporcie przekazał, że Ziemianie wiedzą o nas i przygotowani są na każdą ewentualność.
Jednak nie wstrzymano działań z uwagi na dziwny fakt. Tym faktem było użycie mikrogeneratora infomaterii Zwiadowcy nr 4 kilkanaście dni po jego śmierci. Wysłany został Zwiadowca nr 5, by sprawę zbadać. Rok 2022. Przekaz Rady Projektu Ziemia do niższego faktora. Działania Zwiadowcy nr 5 nie przynoszą rezultatów. Mimo to nasz cel został prawie osiągnięty. W ciągu 50 lat Ziemianie w dziedzinie nauki i techniki posunęli się bardziej niż przez ostatnie 5000 lat. Ludzie uzależnili swoje życie w znacznym stopniu od technologii. Są u progu uruchomienia sztucznej inteligencji na szeroką skalę.
Gdy to nastąpi, wykorzystamy kwantomatykę, by przejąć kontrolę nad ziemską SI. Przygotowania są na poziomie zaawansowanym. Planeta zostanie przejęta szybciej niż prognozowali analitycy. Antologia „Ubierze rzeczywistości”. Czyta Reda Hudgor. Antologia „Ubierze rzeczywistości”. Czyta Reda Hudgor. Kamil Bury. „Lekarstwo”. Kościej pomyślał, że mógłby odpowiedzieć: „To nie ja jestem zamknięty z wami.
To wy jesteście zamknięci ze mną”. Ale zaniechał. Odpuścił. Nie miał ochoty wdawać się w zbędną polemikę. I tak wiedział, co nastąpi. Najpierw oni zabiją jego. To prawdopodobnie będzie strzał w głowę. A wtedy on wstanie i zabije ich. Tak było zawsze. Pośród krwi i krzyków.
Nie pomylił się. To był strzał z pistoletu. Jeden z goryli stojących za nim po prostu wyciągnął broń, wycelował i strzelił. Kościej stracił życie, lecz nie na długo. Zaledwie na moment w obliczu wieczności. Miał rację również co do dalszej części. Gdy padł bez życia na ziemię, najemnicy rozluźnili się. Ktoś kazał podwładnemu iść po mopa, aby posprzątać bałagan. Ten ktoś nie zdążył. Nieśmiertelny tym razem ożył wyjątkowo szybko.
Ludzi jak zwykle ogarnęła panika. Zaczęli krzyczeć, strzelać bez celowania i biegać jak drób bez głowy. Kościej metodycznie ich zabijał pojedynczymi, oszczędnymi ciosami. Wiedział, jak skutecznie i szybko uśmiercać. Robił to od stuleci. Na przestrzeni lat widział wiele wojen. Mógłby je opisać na wiele sposobów, mniej bądź bardziej krwawych. Jednak wszystkie koniec końców sprowadzały się do śmierci. Zazwyczaj była to śmierć bezsensowna i w imię idei, która niedługo po walkach zostawała zapomniana na zawsze. Bohaterskie czyny przodków nigdy nie ratowały potomków przed powtórzeniem błędów i wywołaniem kolejnych konfliktów.
Miał rację ten, kto powiedział, że wojna nigdy się nie zmieni. Nader był stary, może nawet staroświecki. Na pewno tak wyjątkowy, że z żyjących tylko on pamiętał swoje dawne imię. Między innymi dlatego wciąż walczył mieczem. Zdarzyło mu się używać broni palnej, ale gdy przychodziło do krwawej jatki w ciasnych pomieszczeniach, ostrze sprawdzało się lepiej. Ich szef uciekł do panic roomu. Nader wytarł klingę miecza w białą koszulę jednego z zabitych mięśniaków. Schował broń do pochwy ukrytej wewnątrz tuby na rysunki. Bez pośpiechu podszedł do wzmacnianych drzwi. Poszukał wzrokiem kamery.
Patrząc w jej oko, zapukał i odezwał się, nie podnosząc głosu. „Wpuść mnie. Wiesz, że mogę czekać naprawdę długo”. Mógł powiedzieć, jak długo. Mógł uświadamiać mężczyznę po drugiej stronie, że wzywanie jakichkolwiek posiłków bądź pomocy będzie bezcelowe. Jednak był przekonany, że on o tym wie i dlatego nie odzywał się więcej. Po dwóch bezdźwięcznych minutach zabzyczał elektroniczny zamek. Siłowniki odpuściły z metalicznym brzdękiem. Kościej pociągnął drzwi. Wszedł do środka.
Znalazł się w przestronnym gabinecie. Nie było tu okien. Wszystkie ściany zajmowały regały z książkami. Wszystkie oprócz jednej. Wisiał na niej obraz przedstawiający kruka i srokę. Kościej przysiągłby, że już gdzieś go widział. Przed ścianą z obrazem stało potężne biurko, przy którym siedział doktor. Nieśmiertelny zauważył, że za jednym z regałów kryje się jakaś przestrzeń, zapewne kąt pozwalający wygodnie przetrwać w zamknięciu przez dłuższy czas. Wysilił słuch, ale nikogo tam nie było. "Zabiłeś ich wszystkich" — powiedział na pozór spokojnie mężczyzna, ale Nader dostrzegł pot na jego czole i dłoń zaciśniętą na szklance wypełnionej lodem i whisky.
— Jak się z tym czujesz, rzeźniku? Nie mam wyrzutów sumienia, jeśli o to pytasz. Kościej usiadł w fotelu naprzeciw doktora. Tubę położył w poprzek na kolanach. Technicznie rzecz biorąc, oni najpierw zabili mnie, więc wiemy obaj, że ciebie nie da się zabić. Czy to coś zmienia? Ich intencje i czyny były jasne. Odwdzięczyłem się pięknym za nadobne. Oni chcieli zabić mnie, ja zabiłem ich. Dokładnie taki wybór ci dałem.
Uratować miliony istnień lub dać im zginąć. Kościej milczał. Doktor wychylił łyk bursztynowego płynu. Z twoimi komórkami moglibyśmy stworzyć leki, uratować setki istnień, może nawet uczynić ludzkość nieśmiertelną. Co najwyżej ten ułamek, który byłoby na to stać. Dla całej reszty zapewne nic by się nie zmieniło. A co szkodzi zarobić na dobrze wykonanej robocie? Za każdy trud należy się zapłata. To zresztą oczywiste, że wszystkich nie moglibyśmy uczynić nieśmiertelnymi. Ziemia szybko by się przeludniła, nastałby głód, doszłoby do wojen.
Jednak być może udałoby się wysłać ulepszonych ludzi w kosmos. Zapewne przeżyliby hibernację. Udałoby się nam zaludnić inne planety. Genetyka ogarnęła pasja. Mówiąc o tym, zdawał się zapominać o strachu. Mówił pewniej, bez zająknięć. Piękna idea, lecz idee są zawsze piękne. Usta doktora ściągnęły się w wąską kreskę, jakby szukał słów do poparcia swojej teorii. Nawet jeśli coś wymyślił, zachował to dla siebie. Zamiast tego zadał pytanie.
Więc co teraz? Zabijesz mnie? Zauważ, że nie polepszy to świata, a może mu tylko zaszkodzić. Ja wciąż nawet bez ciebie mogę opracować wiele lekarstw. Uważasz, że jeśli jakiś jaskiniowiec nie wymyśliłby kiedyś koła, nie mielibyśmy go do dzisiaj? Na przestrzeni wieków nie ma znaczenia, czy istniejesz, czy nie. I tu się mylisz. Z wynalazków Leonardo da Vinci czerpie się po dziś dzień. Nikt nie rozbudował niektórych teorii Einsteina, a nie jest to coś, co ogarnąłby umysłem każdy. Są jednostki specjalne, które pozostawiają po sobie dziedzictwo dla całego świata.
Nieliczne, ale istnieją. A ty właśnie próbujesz mnie przekonać, że jesteś wyjątkowy. Ktoś musi być. A wiara w siebie to połowa sukcesu. To z jakiejś książki o samorealizacji? Jeśli mnie pytasz, nie wierzę w takie gówno. Wszystkie te książki powtarzają to, co wie każdy człowiek, tylko w zawiły sposób i pięknymi słowy. A są pisane tylko po to, by od dających się na to nabrać idiotów wyłudzić kasę. Co wie każdy człowiek? To proste.
Aby cokolwiek osiągnąć, trzeba spiąć dupę i wziąć się do roboty. Nie ma innej drogi. To fakt. Ale czy wie to każdy? Ciężko powiedzieć. W każdym razie to nie zmienia tego, co powiedziałem o jednostkach. Nie zmienia. Zmieniłem temat, bo miałem dość twojego samouwielbienia. To jak? Zabijesz mnie?
Nader nie odpowiedział od razu. Myślał o wojnie, przelanej krwi i o tym, czy to kiedyś się skończy. Szczerze w to wątpił. Nieważne, czy ludzie będą żyli w dostatku, czy w biedzie, zawsze znajdą coś. Zawsze będzie to słuszna walka. Westchnął ciężko. Kiedyś widziałem taki film o młodym muzyku, który podpadł mafii. Na koniec usłyszał od gangstera, że tym razem mu daruje, lecz jeśli w ciągu czterech lat nie osiągnie sukcesu, to wróci i go zabije. Ja daję ci pięć. Doktor znów upił kolejny łyk whisky.
Minęła dłuższa chwila, nim odpowiedział. Głos drżał mu nieco. Założę się, że staje ci już tylko przy takiej zabawie w Boga. Odważne słowa jak na kogoś. Nader zawiesił głos. Posłał groźne spojrzenie jaskrawo niebieskich oczu wprost na doktora. Na granicy życia i śmierci. Pieprz się Kościej. Ty i te twoje przeklęte, nienaturalne ślepia. Całe życie narzekasz na swój los, ale sprawia ci to kurewską przyjemność.
Ta bezkarność i wieczny byt. Taa, zwłaszcza gdy dziurawią mnie kulami albo kroją na kawałki. Nieśmiertelny zachował spokój, w przeciwieństwie do zdenerwowanego genetyka. Rozciął cię ktoś kiedyś na pół? Nie ma takich dwóch? Pytam z zawodowej ciekawości. W poprzek tak. Wzdłuż nie. Jestem jeden. To dobrze.
Chwilę temu chciałeś uczynić połowę ludzkości taką jak ja. Wciąż chcę. Do zobaczenia za pięć lat.
[04:52:49] - Kości wstał. Nie miał zamiaru dłużej dyskutować z lekarzem. Lepiej, żebyś dostał tego Nobla. Idź, wskocz do wulkanu. Może kiedyś spróbuję.
[04:53:03] - Antologia „U bieże rzeczywistości”. Czyta Reda Hudga.
[04:53:16] - Jakieś te wakacyjne audycje strasznie krótkie. Nie macie państwo wrażenia? Niby pykło już pięć godzin, coś tak około i tu koniec. Ale na koniec na szczęście został nam Piotr Plebaniak i nasze rozmowy o tym, jak budować i niszczyć imperia. Tym razem wyszła nam rozmowa dosyć długa, ale też temat myślę, że bardzo znaczący. To ja niniejszym zapraszam państwa na kolejny odcinek i spotkanie z Piotrem Plebaniakiem. Dzień dobry, panie Piotrze.
[04:53:57] - Dzień dobry, pozdrawiam z Tajwanu i obiecuję, że się nie rozkaszlę tym razem.
[04:54:02] - Rozumiem, że takie subtropikalne warunki zapanowały, że już pan po prostu w oczach się leczy w tym ciepłym klimacie.
[04:54:12] - Tak, wziąłem niemieckie lekarstwo pervitin i od razu się poczułem lepiej. Świetnie. Chyba będę codziennie brał.
[04:54:17] - Rozumiem. A wizje po tym jakieś są czy nie?
[04:54:21] - Wizje są wspaniałego zwycięstwa i długotrwałego, tysiącletniego trwania ośrodka geopolitycznego, którego jestem obywatelem.
[04:54:29] - Tak, to zawsze dobrze brzmi.
[04:54:31] - Chciałbym być oczywiście, bo jesteśmy Europejczykami. Aspirujemy, jeszcze nie jesteśmy Europejczykami, bo jeszcze nas nie wynieśli na swój własny poziom arystokracji europejskiej, ale będziemy się starać.
[04:54:41] - Panie Piotrze, ostatnio mówiliśmy o kulturze. Różne rzeczy mówiliśmy. Ja tylko przypomnę: nie da się odseparować kultury, oprogramowania kulturowego, psychologii i fizjologii naszego mózgu, ponieważ kultura fizyczna zmienia sposób jego organizacji i funkcjonowania. To było. A dzisiaj? Dzisiaj mam zupełnie nowe, świeżutkie, wyprasowane prawidło: jesteśmy gatunkiem opierającym przetrwanie i zdolność rozmnożenia o parametry kultury. Kultura zaś to system naśladowania zachowań. Oddaję panu głos.
[04:55:22] - Bardzo dziękuję. To jest takie podsumowanie generalnie centralnej idei całej książki „Siły psychohistorii”. Centralna idea jest pożyczona oczywiście i przepracowana z książki brytyjskiego antropologa Josepha Henricha, którą bardzo polecam, po angielsku: „Najdziwniejsi ludzie na ziemi”, „The Weirdest People in the World”. Generalnie ten antropolog, nie tylko on oczywiście, bo to jest generalnie wiedza antropologiczna, ogólnie znana, zatwierdzona. Natomiast Henrich w niezwykle fascynujący sposób pokazuje, że nasze oprogramowanie kulturowe, czyli mówiąc w skrócie kultura, bo to to naprawdę oznacza, ono zastępuje to, czym posługują się zwierzęta, czyli zwierzęta posługują się instynktami wrodzonymi do tego, żeby przetrwać, prawda? Czyli mamy zwierzątka, które polują na inne zwierzątka albo zjadają określone rośliny i one nie muszą się tego uczyć w szkole albo od rodziców, tylko po prostu to robią. Oczywiście to jest całe spektrum, bo są zwierzęta, które realizują tak zwane uczenie się społeczne. Ja na przykład jako małe dziecko widziałem na wsi, jak kocica miała kociątka i przynosiła tym kociątkom myszki, które były już nieco zmaltretowane, że tak powiem, mówiąc najbardziej oględnie, ale po to, żeby właśnie ten malutki kociak się mógł nauczyć na częściowo już ubitym posiłku swoim, czyli tej myszce, jak się poluje. Czyli ta kocica tam rąbnęła tę myszkę, ta myszka ledwo zaczęła kościkać i ten mały kociak, ten instynkt się uruchomił i pogonił, i ją tam zaczął spożywać. Takie jest życie.
Bardzo przepraszam za to, jeżeli kogoś to uraża, a jeżeli nie uraża, to oczywiście nie przepraszam. Natomiast wracając już do homo sapiens, my, homo sapiens, wykształciliśmy do perfekcji dwie zdolności: zdolności kopiowania wzorców kulturowych, czyli pewnych procedur postępowania przy polowaniu, przy obróbce żywności i tak dalej, do tego, żeby przetrwać grupowo. Bo ten filtr przetrwania nie funkcjonuje w przypadku homo sapiens i wielu gatunków społecznych, tak jak powiedziałem, to jest spektrum, bardzo krótkie spektrum, nie jest bardzo rozbudowane, ale zawsze jest to spektrum właśnie tego uczenia społecznego. I teraz homo sapiens wykształcił dwie najważniejsze, absolutnie kluczowe cechy, z których nie zdajemy sobie sprawy i nie jesteśmy w związku z tym w stanie zrozumieć do końca, jak działa rzeczywistość i ładujemy się w takie problemy, jak mówiliśmy w ubiegłym tygodniu, tą dychotomię, że albo natura, albo kultura, prawda? Czyli albo to, co zostało nauczone w tym trybie przekazu międzypokoleniowego tych wzorców kulturowych, albo te instynkty. Ale właśnie o to chodzi, że nie. Dlatego, że człowiek, pewne instytucje kultury, obyczaje, sposób przyrządzania posiłków, co też jest ściśle rozgraniczone kulturowo, różne kultury mają różne posiłki, które w różny sposób wpływają na ciało, na predyspozycje mentalne między innymi, czyli na agresję. Tak jak na przykład koniowi, jak damy dużo owsa przed wsadzeniem jakiegoś niedoświadczonego jeźdźca, to krzywdę zrobimy, dlatego że ten koń się po zjedzeniu owsa rozbryka, stanie się agresywny, złośliwy generalnie i rzuci go i człowiek się połamie i będzie miał potem pretensje całkowicie słuszne, dlatego, że nie wolno dawać owsa koniowi, na którego się sadza początkującego jeźdźca. To było na początku książki „Siły psychohistorii”, natomiast już w tej bardziej zaawansowanej części mówiliśmy o tym, w jaki sposób na przykład Język i struktura gramatyczna języka i syntaks wpływa na to, w jaki sposób tworzą się połączenia neuronalne wewnątrz mózgu. Też cytowałem, już nie ma sensu, żebym to robił drugi raz, badania w Instytucie Maxa Plancka w Niemczech niedawno porównywali obrazy rezonansu magnetycznego użytkowników języka arabskiego i niemieckiego.
Bardzo polecam, żeby się tym zainteresować, bo jest absolutnie fascynujące. Ale wniosek jest z tego prosty: kultura zmienia fizjologiczną budowę mózgu. Nie tylko mózgu, ale także ciała. Dlatego, że w niektórych kulturach mamy na przykład tatuaże. Teraz jest mniej, ale teraz znowu też. Tatuaże, jakieś zewnętrzne oznaki statusu czy na przykład, co mnie zawsze fascynowało, dlaczego ludzie się różnili. Na przykład arystokracja patrzyła na chłopów. Czy coś było fizycznego między arystokracją a chłopstwem? To wszystko jest to samo DNA generalnie. Ale okazuje się właśnie, że dzieci arystokracji czy też ludzi na wyższym szczeblu hierarchii społecznej, mieli dostęp do większej ilości jedzenia, mogli lepiej te swoje dzieci wykarmić i te dzieci były fizycznie większe.
A więc było to postrzegane, że ci arystokraci są fizycznie więksi nie dlatego, że się lepiej odżywiają, tylko dlatego, że są lepszej krwi na przykład. Ja sobie do niedawna zupełnie nie zdawałem sobie sprawy z tego mechanizmu. A jak ktoś mi to powiedział, powiedział mi jakiś profesor antropologii w rozmowie osobistej, powiedziałem: „O kurczę, dlaczego ja o tym wcześniej nie pomyślałem?” I na tym to polega. Na tym polega właśnie geniusz tej książki „Najdziwniejsi ludzie na Ziemi”, którą raz jeszcze polecam. Niestety dla użytkowników języka angielskiego póki co. Natomiast podsumowując już, nasza kultura czy nasze oprogramowanie kulturowe, mówiąc precyzyjnie, jest efektem dziesiątek wpływów dziesiątek osób, dziesiątek jakichś mechanizmów kulturowych, jakichś subkultur, jakichś nawyków, zwyczajów, obyczajów dawniej wymyślonych, zarzuconych, takich, które nam się spodobały i przyjęliśmy. Na przykład ja w liceum i w podstawówce cały czas nosiłem chlebak tak jak Indiana Jones. Proszę, przyznam się. Więc wszystkie te wpływy tworzą jeden wielki galimatias, który nazywamy naszą osobowością. Mówiąc precyzyjnie, to jest naszym pakietem oprogramowania kulturowego, którym się posługujemy na co dzień, który uważamy za mniej czy bardziej oczywisty, pożyteczny w różnych sekcjach i tak dalej.
I teraz dochodzimy do najważniejszego, do przetrwania. W naszym społeczeństwie globalnym, w którym mamy do dyspozycji olbrzymie ilości niezwykle taniej w pozyskaniu energii, o czym pisze właśnie fizycznie pojawiona książka „Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie”. Proszę sobie zobaczyć w internecie chociaż po prostu tylko tyłek okładki, tam, gdzie jest taka czerwona beczka z ropą. I to wystarczy wam na to, żeby zrozumieć, o co mi dokładnie chodzi. My we współczesnym świecie oduczyliśmy się pewnych sekcji oprogramowania kulturowego, które jeszcze na przykład 100 czy 150 lat temu było dla nas niezbędne do tego, żeby przetrwać, żeby wyprodukować kolejne pokolenia. Nie powiem, żeby z przyjemności, cytując tutaj seksmisje. I wszystko to przestaliśmy dostrzegać jako niezbędne do przetrwania. Bo skoro mamy słabą dzietność na przykład w Polsce, ale na Tajwanie jest szczególnie zła, na Tajwanie, na którym jestem. Natomiast możemy łatać tą usterkę oprogramowania kulturowego, możemy ją dezawuować, czyli umniejszać jej znaczenie poprzez to, że mamy dostęp, możemy ściągnąć imigrantów z rozmaitych części świata i uzupełnić luki, na przykład braki na rynku pracy. I w jakiś sposób możemy stwierdzić: „Nic się nie dzieje” na tej zasadzie.
Ale problem polega na tym, że nasza zdolność przetrwania, czyli wyprodukowania kolejnych pokoleń, ale przede wszystkim przekazania tych skutecznych wzorców kulturowych na kolejne pokolenia, zależy właśnie od tego, co nam do głowy powpadają rozmaici ludzie, czy to w szkołach, czy gdzieś tam na ulicy, czy w telewizji, czy w książkach, które czytamy i tak dalej. I teraz przechodzimy, bo zawsze mówimy o tym, jak można zniszczyć albo jak stworzyć imperium. Musimy jakoś tą wiedzę odnieść właśnie do tych kwestii. Więc po to, żeby doprowadzić wielkie imperium, na przykład amerykańskie, do upadku. Ktoś zresztą śmiesznie zauważył, że średnio 250 lat każde trwa imperium od zainicjowania do upadku, a Ameryka teraz ma 246 chyba, coś koło tego. Brakuje chyba cztery lata do tego, żeby te równe... Oczywiście to jest magia równych liczb, więc to jest generalnie bzdura. Natomiast dowcip jest celny całkiem. Co się dzieje w Ameryce, w Stanach Zjednoczonych? Przecież jest plaga tak zwanego transseksualizmu, co sprawia, że ludzie po prostu zamiast rozmnażać się, stworzyć rodzinę i wyprodukować kolejne pokolenia, to bawią się, że tak powiem, elementami swojej anatomii, mówiąc bardzo krótko.
W związku z tym proszę bardzo, jak można to sformułować w języku książki antropologicznej, która mówi o oprogramowaniu kulturowym niezbędnym do tego, żeby wygenerować następne pokolenia, żeby przetrwać fizjologicznie, biologicznie. Można powiedzieć, uważam, jest to całkowicie zasadne i ja tak mówię niniejszym. Żeby zaatakować jakieś społeczeństwo i pozbawić to społeczeństwo zdolności do przekazywania tych swoich wzorców skutecznych, w założeniu dlatego chcemy je zniszczyć u swojego przeciwnika, to takie sprawienie, że człowiek nie chce się rozmnażać, że aborcja jest prawem, może wystąpić dowolny rodzaj ideologii wspomagający decyzję o tym, żeby nie mieć dzieci. Na przykład Jeżeli ktoś jest nafaszerowany ideologią klimatyzmu tak zwaną i decyduje się, że ponieważ chce ochronić Ziemię przed zniszczeniem, przed zaduszeniem się w dwutlenku węgla, to nie będzie miał dzieci, żeby te dzieci nie zużywały zasobów. Jego oprogramowanie kulturowe, zmieniając na język właśnie książki czy to „Sił psychohistorii”, czy tej Henricha. Jego oprogramowanie kulturowe zostało w tym momencie uszkodzone w taki sposób, że został kulturowo ubezpłodniony. Jakie to jest słowo? Niech pan mi pomoże. Przepraszam, wyleciało mi słowo.
[05:06:02] - Wysterylizowany?
[05:06:03] - Wysterylizowany. Kulturowa sterylizacja, czyli nie za pomocą jakiegoś fizjologicznego zabiegu, tylko za pomocą uszkodzenia oprogramowania kulturowego, czyli zniszczenia motywacji do posiadania dzieci, czyli do wyprodukowania kolejnych pokoleń, którymi się przekazuje wartości, tożsamość, zdolność do obrony własnej grupy, odniesienia, czyli narodu zamieszkującego dane państwo i tak dalej. Tyle. Może pytania.
[05:06:27] - Panie Piotrze, pan już to właściwie powiedział, ale za każdym razem tego rodzaju atak na oprogramowanie kulturowe wydaje się niezwykle prosty.
[05:06:39] - Tak, oczywiście.
[05:06:40] - Czy nie dałoby się jakoś zorganizować tego, żeby swoje własne społeczeństwa uprzedzać o takim niebezpieczeństwie, przygotowywać? Tego w szkole powinni uczyć.
[05:06:54] - Paradoks polega na tym, szkoły są opanowane przez ludzi, którzy mówią: „Rób ta, co chce ta, twoja sfera seksualności jest twoją własną sprawą, rób co chcesz.” Ale człowiek, który głosi taki pogląd, to głosi równocześnie pogląd, że sfera seksualności nie ma nic wspólnego z prokreacją, czyli z produkowaniem kolejnych pokoleń. Jeżeli ktoś taką ideologię przyjmie za swoją i zacznie ją realizować i wymyśli, że jestem dwutlenek węgla, to nie mogę mieć dzieci albo na przykład nie będę zatruwać węglem, czy tam gazem, czy tam czymkolwiek naszej kochanej planety i powstrzymam się od wyprodukowania kolejnych ludzi, którzy też będą zużywali te zasoby, to jest coś, co zalewa nas, że tak powiem, bo jesteśmy w tej chwili pod atakiem kulturowym mającym nas doprowadzić do upadku jako kultury, do przerwania tej ciągłości przekazu kulturowego. Tajwan, na którym ja jestem w tej chwili, jest częścią Zachodu ewidentnie ekonomicznie, wojskowo. Tajwan ewidentnie jest częścią Zachodu. Przepraszam, już nie będę tego rozwijał. Myślę, że to każdy rozumie i potwierdzi. Natomiast na Tajwanie w telewizji czy w środkach masowego przekazu ogólnie, czy w internecie nie ma tej nawały propagandowej co do klimatu, dlatego że Tajwan nie jest obszarem, na którym istnieje ten atak w wojnie kulturowej. W związku z tym na przykład papierowe słomki, jeżeli chcę użyć koniecznie papierowej słomki, to muszę iść do Subwaya, czyli tam, gdzie te kanapki z szynką się robi. Natomiast w McDonaldzie oczywiście w ogóle tych słomek nie ma. Natomiast jak idę do jakiejś lokalnej sieci tajwańskiej, to normalnie dostaję tą plastikową słomkę i nikt nie robi żadnych oczu, że ja koniecznie chcę przez tą słomkę wypić.
Generalnie tutaj na Tajwanie ja widzę, sam nie będąc pod wpływem tych ataków polegających na destrukcji oprogramowania kulturowego, które w jakiś sposób niszczy obyczajowość, niszczy pewną wizję świata pozwalającą nam etycznie używać ropę naftową do codzienności. Normalnie tutaj byłem przed chwilą w Carrefourze kupić coś tam i foliowa torebka jest oczywistością. Nikt nie próbuje mi wciskać papierowej, tak jak to ma miejsce zapewne w Polsce. Niech pan potwierdzi albo zaprzeczy, ale co chwila przecież się mówi, że papierowe torby.
[05:09:32] - Coraz mniej tych plastikowych, więcej papierowych.
[05:09:35] - Dokładnie. A tutaj ten problem nie istnieje. Każdy korzysta z plastikowych. Dlaczego? Dlatego że są naciski ze strony, powiedzmy, że od góry, jeśli chodzi o decydentów, co do tego, jak ma wyglądać nasze przyszłe społeczeństwo. Mimo tego, że Tajwan właśnie, powtórzę, jest częścią Zachodu, to te naciski nie istnieją z prostej przyczyny. Proszę zobaczyć, co było po inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Nagle się okazało, że niemieccy obrońcy klimatu byli de facto, nie wiem, czy faktycznie byli, ale de facto, jeśli chodzi o czynności wykonywane na oprogramowaniu kulturowym Niemców, doprowadzili do zamknięcia elektrowni nuklearnych, czyli najbardziej nieemisyjnych źródeł energii. I teraz muszą tą energię nuklearną kupować od Francji i oprócz tego uruchamiać elektrownie węglowe, elektrownie gazowe, bo nie wyrabiają się z produkowaniem energii czy wszystkich innych rzeczy za pomocą wiatru i słońca. To jest oczywiste na dzień dzisiejszy w Polsce.
Natomiast nie było tak oczywiste jeszcze dwa lata temu.
[05:10:39] - Panie Piotrze, ale ja jednak mam pytanie. W dalszym ciągu pewnej rzeczy nie rozumiem, bo skoro to oprogramowanie kulturowe i atak na oprogramowanie kulturowe jest tak istotny dla przetrwania państwa, dla przetrwania społeczeństwa, to zastanawiam się, dlaczego nie przykładają wagi wszelkie ośrodki rządowe do ochrony tego oprogramowania kulturowego. I tu od razu wrzucę pewną wizję. Ja sobie natychmiast, kiedy pan opowiadał o tym, wyobraziłem takie oto społeczeństwo. To jest oczywiście przegięcie pałki, to moje wyobrażenie. Zaraz opowiem o tym wyobrażeniu, ale to jest przegięcie i wyjątkowo w jakiś sposób opresyjne. Ale wyobraziłem sobie społeczeństwo, w którym wolność seksualna panuje powszechna. Można robić co się chce, z kim się chce i jak się chce. Ale na przykład wprowadzony jest obowiązek, że każdy dorosły musi wziąć udział, mężczyzna w większej ilości, a kobieta ma obowiązek urodzenia dwójki dzieci. Ja wiem, że to ogranicza.
Jak będzie musiała, to będzie miała zwolnienie. To ogranicza oczywiście wolność i jest opresyjne. W związku z tym nie postuluję czegoś takiego. Podaję to jako przykład, że przecież państwo różnymi swoimi machinacjami może dokonywać takiego kontrataku. Pewno nie tak drastycznie, jak ja to opisałem, bo to sam wiem-
[05:12:08] - Nie ma szans. Takie działania nie mają szans. Powiem panu dlaczego. To jest bardzo oczywiste. Zresztą to jest elementem gry wyborczej, w której właśnie swoboda zachowań seksualnych i niewiązanie ich mentalne, kulturowe z kwestią prokreacyjną, czyli przetrwania takiej społeczności. Partia, która będzie promowała swobodę seksualną, zawsze wygra dlatego, że jest bardziej atrakcyjna dla ludzi, którzy w przypadku tej przeciwnej partii promującej na przykład dyscyplinę i konieczność tego, że każda kobieta powinna urodzić te dwójkę dzieci. Zawsze to będzie mniej atrakcyjne, dlatego, że samokontrola, wyrzeczenia, odpowiedzialność jest trudna i wymaga więcej energii, wymaga więcej samodyscypliny niż zachowania typu róbta, co chceta. Po prostu taka jest natura rzeczy i to się nazywa siłami psychohistorii. W tym sensie, że jest to siła niezwykle trudna do powstrzymania i wymagająca bardzo wiele energii po to, żeby stworzyć do niej kontrsiłę. Więc tak to wygląda.
[05:13:12] - Okej, a połączmy te dwie rzeczy. A gdyby była partia, która mówi róbta, co chceta, ale najpierw dwójka dzieciaczków?
[05:13:20] - To jest niemożliwe, dlatego, że to jest sprzeczna filozofia życiowa i sprzeczny pakiet oprogramowania kulturowego. Dlatego, że z jednej strony mamy odpowiedzialność i poświęcenie swojej własnej prywatnej wygody, prawda? Zrobię aborcję, bo moja stopa się życiowa, ja będę musiała wychowywać kolejnego dzieciaka, prawda? Czyli o czym mówimy? O odpowiedzialności. Odpowiedzialności nie nauczy się pan w klinice aborcyjnej. Kopiuję żart z takiego komika chyba brytyjskiego, nieważne. Raz, że się nie nauczy pan odpowiedzialności w klinice aborcyjnej, to nie jest ta instytucja, a po drugie Planned Parenthood, czyli planowane rodzicielstwo. Nie ma tam ani planowania, ani rodzicielstwa, bo się zabija nie dzieci, tylko ludzi jeszcze w łonie kobiety. Generalnie filozofią życiową, która jest częścią oprogramowania kulturowego, jest to, że ważniejsza jest wygoda osobista i utrzymanie należytego, czyli wysokiej stopy życiowej.
W sprzeczności z tym, że trzeba poświęcić tą stopę życiową po to, żeby te dzieciaki odchować i żeby te dzieciaki mogły kontynuować naszą kulturę. Też proszę zobaczyć na Twitterze teraz, tym bardziej, że Twitter nie jest tak cenzurowany, jak był jeszcze przed zakupem go przez Elona Muska. Można zobaczyć masę rzeczy. Na przykład parę dni temu widziałem, mam gdzieś zabookmarkowane w czasie parady tak zwanej równości czy też parady pychy, pride po angielsku to jest we Francji. Ta rozwrzeszczana dzicz, bo to inaczej nie można nazwać. Po prostu gdzieś tam jeden element z tej dziczy wdrapał się na balkon i zerwał flagę francuską z tego balkonu. Dlaczego? Dlatego, że są pewne pakiety filozoficzne, ideologiczne, które są sobie siłą i kontrsiłą. I odpowiedzialność na przykład republikańska. Co to jest republika i co to jest partia republikańska?
Skąd taka nazwa w Stanach Zjednoczonych przede wszystkim? Res publica, czyli rzecz wspólna, rzecz publiczna, czyli taka, za którą wszyscy ponosimy odpowiedzialność, żeby się dobrze rozwijała i żeby przetrwała za pomocą naszego wspólnego kolektywnego wysiłku. Częścią tego wysiłku jest właśnie wyprodukowanie, wyprokreowanie. To są inne słowa, ale przecież nie jesteśmy do końca satyryczną audycją, tylko na poważnie mówimy o poważnych sprawach, chociaż niekoniecznie w poważny sposób. Więc skąd siła do tej odpowiedzialności? Zawsze będzie brak odpowiedzialności. Zawsze tworzą się takie właśnie ośrodki, wokół których skupiają się niezdecydowani czy tacy, którzy chcą do którejś z tych grup z jakichś rozmaitych powodów, czy życiowego pecha, czy życiowego szczęścia dołączyć. I w ten sposób tworzy się taki bipolarny system ideologiczny, że w każdym kraju są jakieś dwie opcje polityczne, prawda? Albo lewicowi, albo prawicowi, albo demokraci, albo republikanie. I część po to, żeby dołączyć się do tej grupy, która daje jakieś wspólne poczucie wartości, poczucie siły, poczucie posiadania wyższych racji moralnych i tak dalej.
To każda osoba ze swojego oprogramowania kulturowego wyklucza metodą kompromisu, mniej czy bardziej dokuczliwego, ale te rzeczy, które przeszkadzają w dołączeniu, prawda? Czyli na przykład konkretyzując W przypadku Stanów Zjednoczonych już nie będę dolewał emocji do tej naszej rozmowy. Podawał przykładu polskiego. Na przykład jesteśmy na Florydzie, czyli w stanie republikańskim, który właśnie podpisał gubernator Florydy. Przepraszam, nie pamiętam dokładnie. Chyba w Teksasie w tej chwili wszedł prawny zakaz organizowania pokazów drag queen bez limitu wiekowego, czyli dla dzieci. Zboczeńcy obnażają się przed dziećmi. No i teraz proszę zobaczyć, jeżeli jesteśmy demokratami, to jest bardziej prawdopodobne, że nasza grupa odniesienia, od której nasza tożsamość zależy, poczucie własnej wartości i tak dalej, będą nas skłaniali do tego, żeby potępić to prawo. Jeżeli jesteśmy republikanami i brzydzi nas seksualizacja dzieci, to nasi znajomi będą wspierać nas w naszej decyzji poparcia tego prawa. To wszystko jest częścią oprogramowania kulturowego, częścią naszego życia politycznego, życia społecznego, które na co dzień zmusza nas do tego, żebyśmy ignorowali niektóre użyteczności tego naszego oprogramowania kulturowego.
W przypadku demokratów, którzy popierają seksualizację dzieci, ci demokraci lekceważą łączność życia seksualnego z koniecznością prokreacji, czyli tworzenia nowych pokoleń. Stąd na przykład częścią tego oprogramowania kulturowego, częścią też poglądów politycznych, które muszą w takim wypadku przejawiać, jest wsparcie ruchów imigracyjnych, dlatego że tą imigracją łata się luki demograficzne, które inaczej w innym przypadku by nie istniały.
[05:18:44] - Panie Piotrze, ja mam jednak jeszcze jedną uwagę. Tak przemyślałem ten swój durnowaty projekt i z pewnym mrugnięciem oka podejmę jeszcze raz próbę. Otóż pamięta pan zapewne film „Żołnierze kosmosu” i jak tam wyglądała demokracja.
[05:19:01] - Genialny.
[05:19:01] - Demokracja była, ale była limitowana. A gdybyśmy powiązali na przykład to, że masz, obywatelu, dwójkę dzieci, masz pełnię praw wyborczych, tak jak to było w „Żołnierzach kosmosu”. Znowu mrugam okiem.
[05:19:16] - Ja tutaj przepraszam, jeśli mogę, przepraszam bardzo, dopowiem, bo może nie wszyscy oglądali albo nie zwrócili uwagi. System społeczny opisany w filmie „Żołnierze kosmosu” jest w moim przekonaniu genialny z jednej rzeczy. Prawa wyborcze, prawa polityczne, czyli prawa głosowania albo bycia politykiem, czyli kimś, na kogo można głosować, miały tylko te osoby, które udowodniły swoim zachowaniem wcześniejszym, że są w stanie mentalnie poświęcić swoje osobiste aspiracje dla dobra całej społeczności. To był kamień węgielny całej społeczności przedstawionej w tym filmie. Przepraszam, niech pan mówi dalej.
[05:19:55] - Okej, no i tutaj zaproponowałem pewną modyfikację, więc można człowieka wysłać do armii, jak to było w „Żołnierzach kosmosu”. Tam udowadniał, że jest odpowiedzialny i że może tę odpowiedzialność podjąć. Tu również masz, obywatelu, pełnię praw, jeśli ze swoich obowiązków prokreacyjnych się wywiążesz. A co robisz później, z kim się spotykasz i jaką płeć sobie później zapodasz, to jest dla mnie już obojętne, bo tak zawsze było, że władza, państwo.
[05:20:29] - Religia. To była władza duchowa, czyli Kościół generalnie zajmował się tym aspektem naszego oprogramowania, żeby obyczajowo wymusić na nas to, żebyśmy mieli dzieci.
[05:20:39] - Czyli jakieś ośrodki zewnętrzne, które jakąś tam władzę, czy to polityczną, czy władzę dusz spełniają. One zawsze w jakiś sposób manipulowały społeczeństwem. Można użyć innego słowa niż manipulowały.
[05:20:53] - Ale nie manipulowały, tylko tak modyfikowały oprogramowanie kulturowe tego społeczeństwa, żeby te jednostki składające się na to społeczeństwo chciały się rozmnażać i żeby posiadanie dzieci było wartością z jednej strony ekonomiczną, bo dzieci są zawsze darmową siłą roboczą, ale z drugiej strony są tymi kolejnymi pokoleniami, które stanowią o tym, że społeczność jest w stanie przetrwać fizycznie, biologicznie. To zostało w naszym społeczeństwie zachodnim i jest w tej chwili niszczone w sposób wręcz totalny.
[05:21:23] - Zatem, panie Piotrze, wniosek dla mnie z dzisiejszej rozmowy jest taki oto, trochę znowu z przymrużeniem oka oczywiście, bo w końcu troszeczkę sobie jednak żartujemy czy nabijamy się z różnych sytuacji. Otóż mamy po prostu wyjątkowo leniwe i nieskore do podejmowania działań władze polityczne, które nie są w stanie, stają przed nami i mówią: „Nic nie da się zrobić, nie da się nic zrobić. Musimy upaść”.
[05:21:51] - Nie, dochodzimy do clue całej filozofii ataku, pod którego jesteśmy wpływem. Bo jakakolwiek partia polityczna, która każe się ludziom dyscyplinować, wyrzec się swych wygód, wyrzec się mieszkania z czterema pokojami, bo trzeba mieć trzy, ale potrzebne jest jeszcze jedno dziecko, żeby dobić do tego limitu 2,1 dziecka. Oczywiście średnio, bo nie można mieć jednej dziesiątej, chyba że ktoś aborcję wyliczy, ale to oczywiście żartuję w tej chwili, kiepsko zresztą. Natomiast to jest kwestia wygrania wyborów. Jakakolwiek partia, która będzie próbowała ludzi dyscyplinować do zwiększenia wartości prokreacyjnej statystycznej, przegra z partią, która będzie mówiła: „Róbta, co chceta” po prostu. Na tym polega tak zwany gerrymandering, ale taki hybrydowy. Gerrymandering, nie wiem, czy to dobrze wymówiłem, polega na tym, że zmienia się geograficzny rozmiar okręgu wyborczego, w którym głosują wyborcy po to, żeby jakaś partia wygrała. Znamy to przecież, przed każdymi wyborami jest ta afera w każdym kraju, w Polsce też. Natomiast gerrymandering taki hybrydowy Mentalny dotyczący oprogramowania kulturowego polega właśnie na tym, że to nie jest geograficzne manipulowanie wyborcami, tylko manipulowanie ich oprogramowaniem kulturowym w taki sposób, żeby głosowali na polityków, którzy ich zwalniają, nie zmuszają do tego, żeby założyli czapkę, jak jest zimno, czy też żeby się lepiej rozmnażali, jak jest problem demograficzny, zapaść demograficzna dokładnie.
[05:23:29] - Panie Piotrze, ja już zdaje się rozumiem, dlaczego część krajów na naszej planecie, które były demokratyczne, są demokratyczne, wydają się te kraje, przynajmniej niektóre, wycofywać z tej idei powolutku, drobnymi kroczkami.
[05:23:46] - Bo ludzie nie są głupi, ale są w sidłach tych sił psychohistorii, które sprawiają, że ten atak polegający na zniszczeniu naszej chęci do prokreacji jest skuteczny. Niestety.
[05:23:57] - No cóż, panie Piotrze, resztę zostawmy przemyśleniom naszych słuchaczy. Ja panu pięknie dziękuję i do usłyszenia w przyszłym tygodniu.
[05:24:05] - Do usłyszenia. Dziękuję.
[05:24:09] - Proszę państwa, to już jest koniec. I cóż, mogę teraz tylko zaprosić państwa na przyszły tydzień. Obiecać, że znowu będzie ciekawie. Pomimo że wakacje i pomimo że sezon ogórkowy, to coś ciekawego dla państwa przygotuję. Mówiłem już, że gdzieś tam w nieodległej przyszłości pojawi się tekst Piotra Witolda Lecha, że gdzieś tam w nieodległej przyszłości pojawi się fragment obszerny nawet całkiem, fragment książki Michała Stonawskiego. Nie wiem, czy to już w przyszłym tygodniu, ale jeśli nawet nie, to wierzcie mi państwo będzie ciekawie. Na pewno będzie Katarzyna Prychacz i znowu Kościany Buntownik. Na pewno będą teksty literackie i w ogóle wakacyjnie będzie. Troszeczkę się trzeba, proszę państwa, od takich regularnych wykładów, regularnego zgłębiania wiedzy troszeczkę oderwać. To ja to państwu umożliwiam.
Jak państwo sami zauważyli, audycje są krótsze, ale to wcale nie oznacza, że krótkie. Pięknie państwu za dzisiejsze spotkanie dziękuję. I cóż, do usłyszenia w przyszłym tygodniu. Dobrej nocy.
[05:25:27] - A mówił do państwa jak zawsze gospodarz AWF Marek Żelkowski. Montaż jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium i Book Radio. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Archiwalne odcinki Bibliotekarium 2.0 znajdziesz w archiwach podcastów Radia Paranormalium i Book Radia.